Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Punkt widokowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Punkt widokowy   Wto Maj 21 2013, 19:31

First topic message reminder :


Punkt widokowy

Na dosyć sporym wzniesieniu, pod drzewami, umieszczone są ławki, z których można podziwiać niemalże całe Hogsmeade i część błoni Hogwartu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 191
  Liczba postów : 277
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7253-lumia-veera-nehtinen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7255-lumiakowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7254-lumiakowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7259-lumia-v-nehtinen




Moderator






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pią Mar 07 2014, 00:30

Dobrze, że nie zamierzał pytać, gdyż to było chyba jedyne czego chciała od niego teraz wymagać. Jedyne czego odważyła się od niego żądać… Nie chciała by ją poznał, zbyt długo ukrywała się wewnątrz swojej skorupy, by tak nagle po prostu mu się ze wszystkiego wyspowiadać. Z jej traumy i powodów do depresji, do tego jak sobie z tym radziła, do swoich pokręconych uczuć i myśli, których sama nie rozumiała. Tak na dobrą sprawę nie wiedziała czy kiedykolwiek byłaby w stanie powiedzieć to komuś poza Julią, a teraz… teraz złamała dane sobie słowo. Spisana krwią przysięga nagle miała wyciągać konsekwencję za jej naruszenie. Bała się tego bardzo, dlatego z wielką ulgą przyjęła to, że jego pierwszym słowem nie było pytanie… no dobra, było, ale nie takie jakiego się spodziewała. Usiadła na ławce, nie przejmując się tym, że i tak dotkliwie poczuła jej chłód. To nie było w tym momencie ważne. Ułożyła pudełko na kolanach, zdejmując z niego folie, którą zaraz rzuciła na ziemię. Ochrona środowiska ani trochę jej nie interesowała, ale trzeba jej to wybaczyć - była na głodzie. Nie żeby to miało być jakieś wielkie usprawiedliwienie, ale… no cóż, łatwiej było po prostu nie wnikać i się nie mieszać. Pozwalała mu na siebie patrzeć, nie miała nawet nic przeciwko, nawet mimo tego, że jego wzrok na jej twarzy zdecydowanie utrudniał skoncentrowanie się. Ręce się jej trzęsły, straszliwie wręcz, a kości skręcałyby się z bólu, gdyby tylko było to możliwe. Otworzyła pudełko niespiesznie i pierwsze co z niego wyciągnęła to…
- Masz - powiedziała, o dziwo łagodnie, a potem wcisnęła mu w ręce pióropusz, który kupiła mu w Kanadzie. Nie zapomniała o nim, o nie. Następnie sięgnęła do kieszeni płaszcza by wyciągnąć z niej woreczki z białym proszkiem i czymś na kształt zioła.
- Morfina i marihuana - wyjaśniła mu bezbarwnym tonem, zniecierpliwiona szukając jeszcze czegoś po kieszeniach. W końcu znalazła w wewnętrznej bibułki, starą kartę kredytową i swój banknot, którym zawsze wciągała. Rozłożyła wszystko w  pudełku i zaczęła skręcać jointy. Robiła to szybko, z zaskakującą wprawą, jednakże jeśli Maurycy myślał, że nagle zacznie palić to się mylił. Odstawiła pudełko na bok i sięgnęła po jego zamknięcie, które oparła o udo. Ostrożnie wysypała trochę proszku, zagarniając go kawałkiem plastiku w długą, cienką linię, a uważała przy tym bardzo, żeby niczego nie rozsypać lub żeby wiatr tego nie zdmuchnął. Zrolowała wtedy banknot i po prostu wciągnęła kreskę, odetchnąwszy głęboko. Otarła nos wierzchem dłoni, dopiero po fakcie uświadamiając sobie, że ogarnięta nałogiem zrobiła to w obecności Maurycego. Teraz już czuła się lepiej. Nie dlatego, że tak błyskawicznie wszystko zaczęło działać, a gdyż wreszcie wzięła. Brakowało jej tego. Ponownie położyła pudełko na kolanach, wychylając je nieco w jego stronę i spojrzała w jego oczy. Jej własne były nieprzeniknione.
- Chcesz spróbować? Jakby nie patrzeć to wszystko jest Twoje…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 69
  Liczba postów : 46
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7072-maurycy-bonaparte#201894
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7078-bonaparte-i-jego-armia#201895
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7448-maurycy-i-jego-sowka#209618




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Wto Mar 11 2014, 18:41

Maurycy nawet nie liczył, że dziewczyna zacznie mu się zwierzać. W końcu nie byli nawet przyjaciółmi! Nie mógł wymagać od niej nic ponadto. I tak dużo dostał. W sensie się dowiedział, wiecie. Lumia była dla niego jedną wielką zagadkę i niesamowitą frajdę sprawiało mu, że może ją odkrywać, kawałek po kawałku. Nie wszystko od razu, bo pewnie i tak byłoby tego za dużo, a Maurycy mógłby doznać lekkiego szoku, słysząc historię jej życia. Ona za to usnęłaby z nudów, słuchając jego. Dlaczego moje postacie zawsze mają takie nudne życiorysy?! Dobra, nieważne.
Młody Puchon miał jednak nadzieję, że kiedyś, nie dzisiaj i nie jutro, ale kiedyś- ona się przed nim otworzy i może nawet mu zaufa. Albo wypłacze się po pijaku. To też byłoby całkiem dobre. Przynajmniej Maurycy nie miałby nic przeciwko, gdyby tak sobie położyła główkę na jego ramieniu i opowiedziała, co na sercu leżu. To byłoby słodkie!
Jeszcze słodsze było jednak to, co zrobiła. Zaskoczony aż zamrugał oczyma, gdy wcisnęła mu do rąk ten pióropusz. Pamiętała! Uśmiechnął się w duchu szeroko, a potem- już nie tylko w duchu- skinął jej głową i chyba nawet wymamrotał "Dziękuję", taki był zaskoczony. Ale pozytywnie. Aż mu się zrobiło głupio, że sam dla niej nic nie ma.
Nachylił się w jej stronę, wcześniej prezent odkładając na bok i dłońmi osłonił pudełko od wiatru. Tyle mógł zrobić, bo na samym skręcaniu znał się średnio. On wolał, gdy produkt był już gotowy, jak teraz. Przyglądał jej się tak, z niesamowitym podziwem, serio! Bo wiecie, on pierwszy raz widział żeby laska skręcała jointa. A potem jeszcze wciągała krechę! Ładnie.
-Znaj moją dobroć. Podzielę się z tobą. UPS. Już to zrobiłaś- wzruszył ramionami i znów się pochylił, tym razem nad pudełkiem. Zasłonił jedną dziurkę nosa, a drugą wciągnął cienką kreseczkę. Od razu zrobiło mu się lepiej, choć nie był przecież narkomanem. Ale jakoś tak... rozluźnił się, no. A to nie było łatwe, zwłaszcza w jej towarzystwie! Lumia taka piękna, wowwowwow.
-Pamiętałaś o mnie. Tam w Kanadzie. Ale i tak bawiłaś się z tamtym frajerem. Przykro mi się zrobiło, bo specjalnie dla ciebie przytargałem swój tyłek na te głupie Walentynki- wydął wargi niezadowolony, jak jakiś pięciolatek. Oj tam oj tam. -Chyba musisz mi to jakoś wynagrodzić. Nie patrz tak na mnie, noooo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 191
  Liczba postów : 277
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7253-lumia-veera-nehtinen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7255-lumiakowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7254-lumiakowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7259-lumia-v-nehtinen




Moderator






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Wto Mar 11 2014, 20:17

Lumia wypłakująca się komuś na ramieniu była całkowitą abstrakcją… no dobra, nie do końca! Płakała w czyichś ramionach wiele razy, ale wcale nie była wtedy pijana, oj nie. Kiedy piła była wesoła i rozluźniona i nawet jak zalewała się w trupa to nadal pozostawała rozchichotana i zdecydowanie niebezpieczna dla samej siebie. Zaś jeśli chodzi o te momenty, w których to żaliła się komuś to nie było chyba nigdy wyjątku od reguły. Zawsze robiła tak kiedy była trzeźwa, wiecie, całkowicie. Gdy nie paliła, nie piła ani nie ćpała przez kilka dni to bywała bardzo nerwowa i jeszcze bardziej nieprzewidywalna niż zwykle. Wystarczyło spojrzeć na nią, gdy stanęła przed domem Watsonów. Z wściekłości przeszła w histerię, potem w smutek, a na końcu poczuła się zagrożona i spłoszona po prostu uciekła.  
Nie patrzyła na niego, była zbyt zawstydzona obecną sytuacją, dlatego też zdziwiła się, gdy pochylił się by wciągnąć kreskę. Jego słów nawet nie skomentowała. Denerwował ją wcześniej, ale teraz odkupił swoje winy i nie chciała się już sprzeczać, zwłaszcza że jego zachowanie zbiło ją z pantałyku.
- Nie spodziewałabym się tego, że jednak weźmiesz - powiedziała z uznaniem, sięgając po różdżkę i stukając nią w końcówkę jointa. Przytknęła go do ust i pociągnęła, wypuszczając po krótszej chwili słodkawy dym ustami, układając go w charakterystyczne obłoczki. Miała sporo czasu aby się tego nauczyć. Zerknęła na niego z nieprzeniknionym wyrazem twarzy i wzruszyła ramionami.
- Nie było Cię na feriach, a Ruthven jest moim przyjacielem. - powiedziała nadzwyczaj spokojnie. Maurycy miał szczęście, bo gdyby nie wzięła morfiny to byłaby w zdecydowanie gorszym humorze i raczej nie polecałoby się zadawać takich pytań. - Poza tym trzeba było mnie zaprosić jeśli chciałeś iść ze mną.
Wydęła usta w identyczny sposób jak on, ale zaraz uśmiechnęła się ironicznie.
- A nie wynagrodziłam Ci tym? - spytała, wskazując na pióropusz. - Wiesz przez co musiałam przejść żeby ten Indianin mi go sprzedał? Poza tym chyba Ci się podoba, nie? Pasuje Ci do fryzury i w ogóle…
Cóż za nieudolna zmiana tematu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 69
  Liczba postów : 46
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7072-maurycy-bonaparte#201894
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7078-bonaparte-i-jego-armia#201895
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7448-maurycy-i-jego-sowka#209618




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Wto Mar 11 2014, 20:36

Oj, to smutek. Ale w sumie nawet lepiej, bo Maurycy nie lubił pijanych lasek. Zwłaszcza, gdy się na nim wieszały. Ale dla Lumi zrobiłby wyjątek. Gdyby musiał! ale chyba nie będzie musiał, hłe hłe. Kolejny punkt dla tej Gryfonki! Jeszcze chwila, a Maurycy serio się w niej zakocha. Dobrze więc, że nie zwierzyła mu się, że nie zwierza się po pijaku. HIHI.
Maurycy serio był taki wkurzający? On tylko na początku się taki wydaje! Gdy Lumia pozna go bliżej to na pewno go polubi. Przynajmniej sam miał taką nadzieję. Bo kiepsko by było, jakby on się zakochał a ona przed nim uciekała. Bo on to dobry chłopak był.
-Naprawdę?- zapytał, unosząc do góry brew. -Bo jestem Puchonem i mam afro?- poczekał aż dziewczyna spokojni zaciągnie się papierosem i delikatnie wyrwał go jej z dłoni. Sam nie robił tak efektownych kółeczek ani innych bajerów z dymu, ale palić umiał. Zaciągnął się głęboko, aż poczuł, jak łaskocze go w płucach i dopiero wtedy wypuścił dym. To było takie śmieszne uczucie, które Maurycy bardzo lubił. Lubił to rozluźnienie, które następowało zaraz potem i przyjemne szumienie w głowie. Jak na karuzeli, świat się kręcił. Zaciągnął się raz, drugi i oddał jej papierosa, coby nie marudziła, że się nie dzieli. Zamknął oczy, by skupić się tylko na jej głosie, na jej słowach i wszystko inne momentalnie przestało do niego docierać. Wiecie, to PUCHON! Trzeba mu wybaczyć, że po kilku buchah już troszkę odpływa.
-Gdybym cię zaprosił... poszłabyś?- zapytał, a w jego głosie dało się wyczuć pewne napięcie, ale i ekscytacje. -Poszłabyś?- powtórzył i uniósł powieki, posyłając jej długie spojrzenie. -Więc pójdziemy razem. Za rok.
A ten frajer niech się goni, dodał w myślach i musiał ugryźć się w język by nie powiedzieć tego na głos.
-To tylko połowa- sięgnął po pióropusz i nałożył go na łeb, uprzednio zdejmując czapkę. -I jak? Wyglądam, jak frajer?- roześmiał się wesoło, po czym trącił pudełko palcem. -Mamy tam coś jeszcze?
Lepiej by mieli! Przynajmniej Maurycy będzie miał czym usprawiedliwić swoje zachowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 191
  Liczba postów : 277
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7253-lumia-veera-nehtinen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7255-lumiakowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7254-lumiakowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7259-lumia-v-nehtinen




Moderator






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Wto Mar 11 2014, 21:33

Nie tyle był wkurzający, co po prostu irytował ją swoim zachowaniem. Lumia nie była dziewczyną, która z łatwością się przed kimś otwierała i podchodziła raczej do życia z dużą dozą niepowagi. Każdy kontakt z płcią przeciwną odbierała zazwyczaj jako zaproszenie do spędzenia nocy, a fakt jak skończyło się jej pierwsze, jakiekolwiek obcowanie seksualne to trudno się jej dziwić. Była po prostu niechętna do jakiegokolwiek poznawania nowych ludzi i na co dzień była raczej wycofana. Jak dotąd sprawdzało się to doskonale, więc po co miała zmieniać taktykę?
- Bo jesteś Puchonem i nie wyglądasz mi na wielkie yolo - no cóż, to mogło go zaboleć jeśli przejmował się opinią żyjącego chwilą. - Poza tym nie wydajesz mi się być na tyle nierozważny żeby wpadać w narkotyki, ale co ja tam wiem. Nie znam Cię.
Westchnęła tylko z irytacją, gdy odebrał jej jointa. Mieli ich całkiem sporo, więc mógł sobie wziąć własnego, a mimo to zabrał jej, najpewniej po to żeby podzielić się śliną. Perfidny plan.
- Nie dzięki, wypal do końca - co jak co, ale tego rodzaju pocałunki dzieliła tylko z Julką!
- Zaproś mnie za rok to się zastanowię czy bym poszła. Nie lubię hipotetycznych sytuacji - westchnęła i oparła się plecami o oparcie, przez moment spoglądając w szare niebo. Już niedługo będzie musiała z tym skończyć, wiedziała o tym dobrze, a jednak… jednak tego nie chciała. Niestety wiedziała, że nie wyrobi dłużej finansowo, a i przy okazji może nabawić się jakiejś choroby. Jej żyły i tak były już w kiepskiej kondycji. Prychnęła poirytowana, ale nie kłóciła się z nim. Dziwne…
- Nie, wyglądasz jak rdzenny Amerykanin - pokazała mu przekornie język i potrząsła pudełkiem w taki sposób aby jego zawartość zagrzechotała.
- Trochę tego jest, ale nie bądź egoistą. Ja nie mam z czego zapłacić za następne, a to nie starczy na długo przy moich dawkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 69
  Liczba postów : 46
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7072-maurycy-bonaparte#201894
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7078-bonaparte-i-jego-armia#201895
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7448-maurycy-i-jego-sowka#209618




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Wto Mar 11 2014, 21:46

Ale Maurycy nawet nie wyglądał na kobieciarza. No może trochę. Ale na takiego niewinnego. Który chce tylko buziaka w policzek i się zmywa. Nie łamie niewiastom serc i tak dalej, nie zaciąga ich do łóżka i nie robi im dzieci. Ups. Co do dzieci to on na pewno swoim by się zajął, jak i jego matką, bo w końcu od problemów się nie ucieka. Tak go przynajmniej uczono. Im się stawia dzielnie czoło, jak na faceta przystało. Nie rozumiał, jak ten facet, który zrobił Lumi dziecko mógł tak po prostu od niej odejść. To znaczy, tak to wyglądało w jego głowie, bo przecież nie wiedział, jak było naprawdę.
-Bo nie jestem na tyle nierozważny- powiedział poważnie, obracając skręta między palcami. Potem znów wsunął go do ust. -Ty też nie wyglądasz. No, na taką nierozważną. Gdybyś pytała to bym powiedział, że jesteś całkiem urocza. Ale nie pytasz, także...- uniósł dłonie w obronnym geście i uśmiechnął się krzywo.
-Okej. To jesteśmy umówieni- przytaknął gorliwie, wypuszczając kolejny obłoczek. -Ja pierdziele. Nawet kółka nie umiem zrobić- rzucił jointa na ziemię i przydeptał go butem. I tak już go wypalił, także żadna strata, a wyszedł na takiego badasia. Hłe hłe.
-Hej. Ty umiesz się uśmiechać. Super- powiedział i pierwszy raz jej dotknął. Dźgnął ją lekko między żebra i nic nie poczuł. To dlatego, że mieli na sobie te wszystkie zbędne ubrania! I atmosfera była raczej mało romantyczna. No i Maurycy zrobił to raczej tak odruchowo. Poza tym, nie wolno mu tak intymnie dotykać Lumii! Jeszcze.
-Ale to moje. Sama tak powiedziałaś. Zresztą, muszę pilnować byś nie wpadła w nałóg. A ty musisz pilnować mnie. Teraz ja wezmę to do siebie, a jak spotkamy się następnym razem to to przyniosę i ty weźmiesz. I tak na zmianę.
Ale spryciarz! Już planował kolejne spotkanie. Taki przybiegły! Niczym Ślizgon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 191
  Liczba postów : 277
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7253-lumia-veera-nehtinen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7255-lumiakowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7254-lumiakowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7259-lumia-v-nehtinen




Moderator






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Wto Mar 11 2014, 22:46

Oj tam, że nie wyglądał! Lumia miała zakrzywione spojrzenie na facetów i każdy z nich wyglądał na takiego co tylko czyha na odpowiednią okazję do natarcia! Biedna była, że myślała w takich kategoriach, no ale cóż zrobić. Zaczęła taksować go spojrzeniem, które dużo mówiło o tym, że teraz uważała na to co mówi. Nie wiedziała czy można mu ufać i nawet tak z pozoru niewinne pytanie mogło dać mu podstawę do wywnioskowania swojego, a jednak… jednak odpowiedziała mu zaskakująco szczerze. Wszak, nie powie mu przecież niczego nowego, zwłaszcza, że tak czy owak już o tym pisali w listach.
- Widzisz, bo ja nie byłam nierozważna i do tej pory zostało mi trochę po mojej niewinności - posłała mu naprawdę słodki uśmiech, który zaraz przeszedł w taki przesiąknięty cynizmem. - Poza tym mam powody do tego żeby być nierozważną, a jak na razie te, które przemawiałyby za tym żeby się ogarnęła nie istnieją.
Uniosła brew do góry, ale nic nie powiedziała, bo w sumie i po co było to komentować? Nie chciała go wpędzać w palenie czegokolwiek, dlatego wcale mu nie powiedziała że się nauczy, bo po prostu nie chciała żeby to robił. Dobrze było tak jak jest.
- No popatrz, Sherlocku! - parsknęła z irytacją, uderzając go dłonią po rękach. - Ej, łapy przy sobie!
Była oburzona, ale i trochę rozbawiona. W ogóle po raz kolejny można było zobaczyć jak bardzo boi się obcego dotyku, bo przecież kto bije kogoś po dłoniach tylko dlatego, że dźgnął go w bok?
- Kochanieńki, ja już wpadłam w nałóg. Teraz mogę co najwyżej wpaść w delirke - aż zadrżała na tę myśl. - Mam lepszy pomysł. Mnie to zostaw, a w zamian pomożesz mi w czymś. Wiem, że to bardzo uczciwy układ - tutaj wywróciła oczami - ale nie mam lepszych pomysłów. Chce sobie zrobić kolczyk, poszedłbyś ze mną?
Wcale nie chciała mu tego proponować, ale skoro już groził, że zacznie jej wydzielać dragi…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 69
  Liczba postów : 46
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7072-maurycy-bonaparte#201894
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7078-bonaparte-i-jego-armia#201895
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7448-maurycy-i-jego-sowka#209618




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Wto Mar 11 2014, 23:07

Dlatego Maurycy tu był! Był jak anioł zesłany specjalnie dla niej, hłe hłe. Powaga. Miał za zadanie udowodnić jej, że nie wszyscy faceci chcą dorwać się do jej majtek. Bo on nie chciał. On wolał najpierw dotrzeć do jej serduszka. Jak patetycznie! Ale naprawdę tak było. Chyba nie sprawiłoby mu radości, gdyby Lumia poszła z nim do łóżka z nudów, nic do niego nie czując. Pomijając fakt, że był prawiczkiem i nie znał się na tych rzeczach, ale wolał by jego pierwszy raz (szkoda, że jej nie, bu) był eksplozją uczuć!
-Widzę właśnie- wskazał paluchem na jej uśmiech i sam też się uśmiechnął. Taka Lumia mu się podobała. Szkoda, że uśmiechała się tak rzadko. Ściągnął z głowy pióropusz i zastąpił go czapką, bo jednak uszy mu marzły. I go jeszcze przewieje, głowa będzie boleć i nie pójdzie z nią na żadne przekuwanie!
-DOBRA- roześmiał się, posłusznie zabierając ręce. Ułożył je na swoich kolanach i pomachał palcami. -Widzisz?- uśmiechnął się zaczepnie. Skoro nie chciała to jej nie dotknie. Założę się, że wytrzyma dłużej niż Lumia. W końcu każdy chciał dotknąć jego afro.
-Mam ci pomóc zrobić sobie kolczyk? Ale ja się na tym nie znam- zmarszczył brwi, posyłając jej pytające spojrzenie. Poza tym, serio, po co on jej tam? Chyba, że ten Angelus chce ją zgwałcić, to inna sprawa. I nie żeby Maurycy nie chciał iść. W końcu to oznaczało, że ją zobaczy. Dla niego obojętne było to w jakich okolicznościach się spotkają.
-Gdzie robisz ten kolczyk?- zapytał, siadając na ławce bokiem, jedną nogę puszczając swobodnie, a drugą podwijając pod siebie. Oparł łokieć na oparciu ławki, dalej marszcząc brewki w zabawny sposób.
-W sumie to... chciałbym sobie zrobić tatuaż. Gdzieś o tu- wskazał na swoje przedramię, tak bliżej nadgarstka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 191
  Liczba postów : 277
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7253-lumia-veera-nehtinen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7255-lumiakowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7254-lumiakowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7259-lumia-v-nehtinen




Moderator






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sro Mar 12 2014, 17:00

Powodzenia! Maurycy wybierał się na misję, która tak czy owak została już skazana na porażkę. Lumia na jego miejscu nie robiłaby sobie zbyt wielkiej nadziei, ale kto wie czy może nie uda mu się po tym całym ciągłym byciu namolcem? Wystarczyło aby dał radę przekonać ją do tego, aby poszła na odwyk, a potem tylko musiałby ją pilnować by nie brała. To byłoby już trudniejsze, bo nie dość, że byli w różnym wieku to dodatkowo dzielił ich też przydział do domów, jednak dla chcącego nic trudnego, nieprawdaż? Wtedy, jeśli by się już udało ją wyczyścić i utrzymać w ryzach to w zasadzie pozostawałaby wizyta u psychologa i to najlepiej nie jedna, a cały ich szereg. Może wtedy wreszcie uporałaby się z traumą i otworzyła na tyle aby wyszli z niej jednak ludzie. Teraz jednak wydawała się być tak daleka od osiągnięcia tego stanu, że cały podobny plan wydawał się aż nazbyt surrealistyczny. Może za dwa lata byliby z niej ludzie, a tak… a tak to nie mieli zbyt dużych szans na to aby w ogóle myśleć o jakiejkolwiek przyszłości. Liczyły się tylko godziny i dnie, bo niedługo albo jej zabraknie towaru, albo wprost przeciwnie - wstrzyknie sobie śmiertelną dawkę i dostanie niewydolności oddechowej w jakimś ciemnym zaułku, lub na końcu korytarza w Hogwarcie. To będzie jeden z wielu smutnych końców, jakich przecież pełno na świecie.
- No - burknęła z nieukrywanym zadowoleniem, gdy zabrał od niej ręce i ułożył przy sobie. Nie byli w wystarczająco dobrych relacjach by mógł sobie ją tak tykać, o nie!
Lumia nie chciała! No, a przynajmniej teraz, bo tak zręcznie ukrył je pod czapką. Swoją drogą to przecież to on nie mógł dotykać jej, o odwrotnych sytuacjach nie było mowy.
- Nie, głupku - również zmarszczyła brwi i skrzywiła nieco, zupełnie tak jakby właśnie miała przed oczyma wyjątkowo oślizgła sklątke tylnowybuchową. - Chce żebyś mnie potrzymał za rękę. To będzie delikatne miejsce.
Urwała i zastanowiła się przez chwilę, a potem kontynuowała z głupim uśmiechem.
- Poza tym nienawidzę kucia… wiem, że to dziwnie brzmi, ale igła jest spoko tylko wtedy kiedy sama się nią dźgam. - wyciągnęła ręce za siebie i przeciągnęła się z cichym westchnieniem. Wszystkie kosteczki zagrały jej marsza, gdy się tak wygięła.
- W sutkach - odpowiedziała bez jakiejkolwiek krępacji, wracając do poprzedniej pozycji by pobębnić palcami o pudełko. Za długo siedziała w bezruchu i zaczynało ją nosić. Spojrzała na niego z ciekawością, gdy wspomniał o tatuażu by nagle uśmiechnąć się kpiąco.
- Mogę Ci polecić tatuatora - amatora, który uczy się w Hogu. Mówią na niego Morfeusz, jest na drugim roku studiów, też w Gryffie. No i przede wszystkim robił mi mój własny, więc mu ufam. Teraz chyba będziesz musiał mu zapłacić, ale nie martw się, ten jeden nie zdziera, zwłaszcza, że nie ma papierów. A co chciałbyś sobie zrobić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29918
  Liczba postów : 46906
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Kwi 19 2014, 15:14

To takie urocze i ciche miejsce. Można porozmyślać, wyciszyć się i znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania... Oczywiście nie wszystkie, ale na pewno jakąś ich część. Mało osób wie o istnieniu tego miejsca, a jeśli już wiedzą, strzegą go zazdrośnie przed innymi, w obawie, że pewnego dnia ktoś zajmie ich ulubioną ławeczkę...! Hehe, taki żarcik. Tak czy inaczej, tego pięknego dnia dwie osoby wpadły na ten sam pomysł - odwiedzić ławeczkę, z której będą miały cudowny widok na zalane słonecznym blaskiem Hogsmeade i malowniczą okolicę.
Otóż Juliette Scorpion, urocza krukoneczka, postanowiła posiedzieć tutaj chwilę, przejrzeć najnowsze wydanie "Czarownicy" i pooddychać trochę świeżym powietrzem. Chwilę później na horyzoncie pojawiła się Faye Grey, niosąca pod pachą podręcznik do nauki eliksirów. Nagle pod ławką coś się zakłębiło, zakotłowało i wyskoczył spod niej wyjątkowo mały i wyjątkowo potargany puszek pigmejski - w jego futerko wplątały się rzepy i jakieś paprochy. Wyglądał na wygłodniałego i zagubionego. Co na to dziewczyny?

(zaczyna którakolwiek z was - dobrej zabawy!)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 399
  Liczba postów : 443
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6942-faye-grey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8001-ale-ze-jak-to-nie-chcesz#223967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8018-napisz-do-mnie-chociaz-ty-3#224585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8002-faye-grey#224012




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Kwi 19 2014, 15:34

Był piękny słoneczny dzień a ona musiała uczyć się eliksirów. Nie do wiary! Jak można marnować tak piękny dzień na naukę eliksirów. Po około 10 minutach szukania podręcznika do eliksirów znalazła go pod łóżkiem. Wzięła go pod pachę i westchnęła. Wpadła na świetny pomysł, by iść w swoje ulubione zaciszne miejsce - Punkt widokowy.
-Tak! Świetny pomysł. -pochwaliła się zadowolona. Wyszła z dormitorium i pędem ruszyła w stronę punktu widokowego. Kiedy znalazła się na miejscu dostrzegła Krukonkę. Zmarszczyła groźnie, ale zabawnie nosek i westchnęła. Nagle pod jej ulubioną ławką coś się zakotłowało i wybiegło spod ławki. To był mały puszek pigmejski, cały brudny i oblepiony rzepami. Na jej twarzy pojawił się smutek. Odłożyła książkę do eliksirów na ławkę i patrzyła na biednego puszka. Nie miała pojęcia jak mu pomóc. Wyglądał na przestraszonego i wygłodzonego. Może powinna go złapać i mu pomóc? Odgarnęła pospiesznie rudy kosmyk w policzka i włożyła go za ucho. Spojrzała na krukonkę pytająco. Może ona miała jakiś pomysł by pomóc puszkowi?

( z/t brak 2 osoby )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Czw Wrz 04 2014, 14:27

Nie wiedział co robi. Co z tego wszystkiego wyjdzie. Wiedział jedno. Że jak jej nie zobaczy, to będzie mógł strzelić sobie w łeb. Nie mógł bez niej oddychać. Bawiło go to. Przecież nawet jej nie widział. Nie wiedziała jak pachnie, jak marszczą sie jej powieki gdy mruga. Wiedział jak wygląda, fakt. Ale to nic nie zmieniało. Od początku korespondencji minął może miesiąc? Nie ważne. Ale zdecydowanie za mało czasu minęło. Czech nie rozumiał. Nie rozumiał niczego co stało sie z nim w ciągu tego miesiąca. Naprawdę nie rozumiał. Próbował to zrozumieć. Nie jadł, nie spał, tylko po to żeby w końcu to wszystko zrozumieć. Wnioski nasuwały mu się jednoznaczne. Zakochał się. Co prawda nie wiedział co to milość, ale wiedział z książek że to uczucie które czaiło się w nim to właśnie miłość. To w ogóle było totalnie absurdalne. On, Leoš Příborský się zakochał. I to w dziewczynie której nawet nie dotknął. Której słodkiego ciężaru na sobie nie poczuł. Był jeszcze bardziej zagubiony niż do tej pory. Tak przynajmniej wiedział czego chce, jakie to niesie za sobą konsekwencje. A teraz niby też wiedział. Chciał ją zobaczyć. Ale nie miał pojęcia co z tego wyniknie.
Dlatego jak dostał od niej ostatni list, poderwał sie z łóżka, ubrał jakąś bluzę, kurtkę i w trapkach wybiegł z dormitorium. Nie do końca wiedział gdzie jest ten park.
Złapał po drodze jakiegoś przestraszonego Puchona, który wskazał mu drogę. Nie minęło dwadzieścia minut a Czech czekał już na Voice. Odpalił papierosa. I czekał. Po chwili odpalił drugiego. Musiała przyjść. Zdenerwowany usiadł na ławce. I czekał. Nienawidził czekać
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Czw Wrz 04 2014, 18:50

Co sobie myślała, proponując mu spotkanie? Co miała w głowie odpisując mu na list? Zakochała się. Przynajmniej tak nazywała to dziwne uczucie, które zawsze jej towarzyszyło, gdy o nim myślała, gdy mu odpisywała, gdy zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo cierpi, bo nie może się z nim spotkać. Nie używała jednak tego słowa. W końcu to miłość zgubiła jej matkę, w końcu to miłość sprowadzała ludzi na samo dno... Ale czy naprawdę tak musiało być w tym przypadku? Czy naprawdę nie mogłaby mieć go tylko dla siebie? W końcu on chyba czuł to samo, a przynajmniej tyle udało jej się wywnioskować. Nie mógł bez niej spokojnie oddychać, tak samo jak ona bez niego. Uzależnili się od siebie. Od liter, które pisali. Od liter, które składały się w słowa, które z kolei zostawały w jej pamięci... Ale mówimy tu w końcu o Lloyd, która starała się nie dopuścić do siebie myśli o tym, że mogą być dla siebie kimś więcej niż znajomymi. W tej dziedzinie jednak nie okazała się najlepsza. Nie mogła wyrzucić go ze swojej głowy - miał tam już swoje stałe, pierwsze miejsce.
Nie stroiła się, nie malowała, nie marnowała czasu. Po prostu zostawiła wszystko, założyła zwykłą, białą podkoszulkę, zarzuciła czarną, skórzaną kurtkę i wręcz pobiegła do parku, żeby nie tracić czasu. W połowie drogi stwierdziła jednak, że to zbyt mordercze tępo, wyjęła papierosa i znacznie zwolniła. Dlaczego tak się spieszyła? Dlaczego tak bardzo chciała już być przy nim i słyszeć jego głos?
Czekał na nią. Rzuciła niedopałek na ziemię i zgasiła butem, cicho idąc w jego stronę. Był dokładnie tą osobą, której się spodziewała. Prawie bezgłośnie usiadła obok niego na ławce i mimowolnie się uśmiechnęła. Dlaczego? Dlaczego do cholery? W głowie tak wiele pytań i żadnej odpowiedzi.
- Więc jak wymawia się Twoje imię i nazwisko? - spytała, a jej cichy, miękki głos wypełnił dzielącą ich przestrzeń. Wtuliła się w niego, tak po prostu, bez pytania, tak, jak chciała od dawna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Czw Wrz 04 2014, 20:56

Co to się wyrabia. Leo przebierał nogami, liczył kamienie, wpatrywał się w dachy Hogesmead. Czy jak tam ta wioska się nazywała. Nie uznawał zegarka, czasu. Zawsze się spóźniał. Ale teraz tylko czekał aż jego Mała przyjdzie. To pseudonim nadawał każdej dziewczynie. Co prawda nigdy nie miał takiej stałej. Ale do każdej mówił per "Mała". Ale po wydarzeniach ostatniego miesiąca wiedział że już do żadnej innej dziewczyny nie powie w ten sposób.
Naprawdę się bał. Że odpłaci się pięknym za nadobne, że go wystawi, i już nigdy więcej mu nie odpisze. Że będzie go unikać w szkole- a przecież Złoty Sfinks nie będzie trwał wiecznie. Podświadomie wiedział że nie przeżyłby takiego odrzucenia. Takiego kosza. Nie raz i nie dwa dostawał kosza. Ale tu się zaangażował. I to bardzo się zaangażował. I chciał się dalej angażować. Zagrał vabank. Nie zostawił sobie żadnego wyjścia awaryjnego. Była tylko opcja A. Nie było innych opcji.
Gdy nadal jej blond włosy nie pojawiły się na horyzoncie, w jego głowie zaczęły się tworzyć coraz to czarniejsze scenariusze. A co jeżeli się połapała? Zrozumiała te wszystkie aluzje? Doczytała te przekreślone, koślawe litery? I chce mu powiedzieć że nie tak to widziała? Albo że jest lesbijką. Odpalił kolejnego papierosa. Nie, na pewno tak nie będzie.
Wzdrygnął się gdy usiadła obok. Poczuł jej zapach. Ciepło które bije od drugiego człowieka. Odwrócił się do niej i w końcu ją zobaczył. Na jego usta wszedł najcieplejszy uśmiech na tym świecie. A jak nigdy uśmiechały się też jego błękitne oczy. Poczuł jakby coś ogromnego i obślizgłego spadło mu z serca.:
-Leoś Vladislaw Priborski- powiedział z nienagnanym czeskim akcentem. Czuł jakby wyrosły mu skrzydła jak go przytuliła. To co działo się w jego sercu było naprawdę nie do opisania. Nie chciał, nie umiał tego opisać. Po prostu trwał. Ładnie pachniała. Była bardzo ładna. Mimo że nie lubił blondynek, ona mu się podobała. Wtulił się w nią, przymykając oczy. Co się z nim do cholery działo...:
-Przepraszam Cię, mała. Tak cholernie Cię przepraszam...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Czw Wrz 04 2014, 21:29

Bała się, że ją odepchnie. Że powie jej, że to tylko pieprzony żart. Że po prostu zabawił się jej kosztem. Że zacznie się śmiać. Po prostu bała się tego, co usłyszy, co poczuje, bała się jego reakcji. Gdy ją przytulił jakiś ciężki kamień spadł z jej serca, dłoń zaciśnięta na jej szyi zniknęła, wszystko stało się prostsze. Wszystkie czarne scenariusze nie miały już racji bytu. Czuła jego zapach, widziała go, ciepło jego ciała przyjemnie ją ogrzewało. Ktoś jej dotykał, ktoś był cholernie blisko, a ona cieszyła się, że tak jest... Lepiej. Pierwszy raz w życiu ktoś ją przytulał. Pierwszy raz w życiu czuła się tak bezpieczna.
Cała ta sytuacja nie była normalna, nie w życiu Voice. Cała ta scenka była nie w jej stylu, nie mogłaby zrodzić się w jej głowie... Nie mogłaby. Później Lloyd przystąpiła do udziału w tajnej korespondencji, a taka niewinna zabawa w końcu zmieniła jej świat o sto osiemdziesiąt stopni, zamieniła miejscami bieguny i skreśliła grubą linią dotychczasowe wartości. Do jakiego stopnia można nie znać siebie przez życie w zakłamaniu?
- I tak będę mówiła Leo, dobrze? - spytała, uśmiechając się. I po co jej ten uśmiech? Nie potrafiła się go pozbyć. Była szczęśliwa, spokojna, a wszystko dookoła takie piękne i wyjątkowe. A najbardziej wyjątkowy z tego wszystkiego był sam Příborský, jego głos, jego akcent, jego zapach i wszystko inne, co tak bardzo podobało się Voice. Nie chciała tego zepsuć i nie chciała też udawać kogoś innego. Nie miała pojęcia, jak to wszystko rozegrać, jak pokierować rozmową, ale w tym momencie to wszystko wydawało jej się nieważne. Liczyła się sama obecność. To, czego oboje tak bardzo pragnęli.
- Nie przepraszaj, nie masz za co. Nie zjebałeś do reszty. W końcu jesteś tutaj, jesteś, i... - westchnęła cicho, gryząc się w język. Zagalopowała się. Żadnych słów, których znaczenia jeszcze nie znała. Zresztą, co by sobie pomyślał, gdyby nagle wyjechała mu z takim wyznaniem? Tak bardzo Cię kocham, potrzebuję, nie mogę bez Ciebie żyć? Do jakiego stopnia namieszał jej w głowie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Czw Wrz 04 2014, 22:21

Leo nigdy nie był w takim stanie. Nigdy nie uśmiechał się na widok jakiejś dziewczyny, tak po prostu. Bez seksualnego podtekstu. Związki zawsze uważał za nie potrzebny ozdobnik, bajer dla kobiet. W ogóle kobiety traktował przedmiotowo, co nie zmieniało faktu że starał się je szanować.
Aż nagle pojawiła się Voice. Początkowo jego Mała. I była jak światełko. Leoś się zagubił w tym całym pieprzonym lesie. A ona się pojawiła. Mimo że sama nie zdawała sobie sprawy była jego mapą. Jego drogowskazem. On długo też tego nie widział. Aż do momentu w którym przestali pisać. W którym w sumie on przestał odpisywać. Wszystko posypało się jak domek z kart. Runęło na jego czeską głowę. Nie potrafił się odnaleźć.
W jego życiu miał właściwie same proste wybory. Nic skomplikowanego. Zarobić, zapalić, wypić i zaruchać. Od i cała filozofia Leo. Voice go zmieniła. Mimo że tego nie planował, jego priorytety totalnie się pozmieniały. Często siedział w dormitorium i szczerzył się do każdej zgrabnej literki jaką nakreśliła na papierze. Czuł się z nią dobrze, nawet przed jej poznaniem.
I chyba właśnie dlatego przestał pisać. Bo się przestraszył. Sam do końca nie wiedział czego. Może że to nie wypali? Że ja pozna i ta cała iluzja zniknie, że znów się zgubi. Że znów wszystko będzie takie samo. Nie chciał tego. Chciał w tym trwać. W tym cudownym stanie. Egoistyczny dupek. No ale nic. Wszystko starał sie naprawić.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy, z oczu. Oczy miał pierwszy raz tak radosne od 13 lat.:
-Mów Leo. Nienawidzę mojego imienia. Moja matka jest chora na punkcie tych imion.- paplał jak głupi. Szukał jej oczu. Chciał w nich do kurwy utonąć.
Jak zaczęła głupio zaprzeczać, zapał ją za brodę i spojrzał prosto w oczy. Nie chciał żeby się przestraszyła, dlatego chwile milczał i zwyczajnie na nią patrzył:
-Mam za co przepraszać. Bo przez to że jestem takim skończonym frajerem i egoistą... Mogłem Cię stracić, Mała. A tego bym chyba nie przeżył.- nadal ją tak trzymał, nadal na nią patrzył. Chłonął każdy centymetr jej twarzy. Chciał zapamiętać. Jakby się bał że już nigdy jej nie zobaczy...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pią Wrz 05 2014, 15:09

To nie było normalne. Sam fakt, że Lloyd płakała, bo ktoś jej nie odpisywał był dziwny, a to, że pokochała tę osobę do szaleństwa - jeszcze dziwniejsze. Wcześniej w sumie go nie widziała, nie znała, nie dotykała, nie patrzyła w jego niebieskie oczy, a później wymienili ze sobą kilka listów. Kilka głupich listów, które dla kogoś mogłyby się wydać czymś popierdolonym i dziecinnym, czymś, co mogli napisać tylko ludzie zagubieni w życiu, usilnie szukający kogoś, kto im pomoże. Szukali i znaleźli siebie nawzajem, uczestnicząc w jakiejś zabawie.
Znaleźli i to spierdolili. Oboje. On - nie odpisując na listy, ona - wychodząc w trakcie spotkania z zawiedzioną nadzieją. Ale wiecie, po czym Voice stwierdziła, że mu na niej zależy? Znalazł ją, napisał kolejny list, a przede wszystkim był tutaj i teraz, i przepraszał ją za to, że ją zranił. Jak mogła mu nie wybaczyć? Jak mogła mu nie powiedzieć, że nic się nie stało? Nie mogła go stracić. Był dla niej najważniejszy.
- To ładne imię. Naprawdę. Z tym, że osoba, która nie jest z Czech ma problem, żeby je wymówić, nie wspominając o pisaniu - dodała. Nie należała do szczęściarzy-językoznawców, umiała wydukać kilka słów po włosku i tylko angielszczyzną posługiwała się bezbłędnie, chociaż - nie oszukujmy się - Lloyd nie mówiła zbyt dużo. Nigdy.
Uśmiech gwałtownie zszedł jej z twarzy, gdy chwycił ją za brodę. Patrzyła w jego oczy, uspokajając się, dopóki nie zaczął mówić.
- Nie. Tylko tak Ci się wydaje. Nie wycofałabym się, nie mogłabym Cię stracić... - Zatrzymała się na chwilę, jakby zastanawiając się, czy to, co chce powiedzieć ma jakikolwiek sens. Bała się. Bała się tych słów, które właśnie przechodziły jej przez gardło. - Chyba Cię kurwa kocham. I przepraszam, jeśli nie tego oczekiwałeś, jeśli inaczej to sobie wyobrażałeś, jeśli swoim wyglądem, zachowaniem albo tym, co właśnie mówię Cię zawiodłam, rozzłościłam, rozśmieszyłam. - Jej usta na chwilę stały się wąską kreską, gdy z trudem przełykała ślinę. Próbowała schylić głowę, ale jego ręka ją przed tym powstrzymała. Przesunęła tylko lekko palcami po jego nadgarstku, jakby jeszcze raz błagając go, by jej to wszystko wybaczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Wrz 06 2014, 16:32

Uśmiechnął się szerzej. Przy tej blondynce cieszyły go takie małe rzeczy. Kolor nieba, zapach kwiatów. Słońce. Pewnie jakby go tak z boku posłuchać, to ktoś zastanawiałby się co Czech przyćpał, że tak od rzeczy pierdoli. To chyba właśnie miłość? No nie wiem. Ale wracając do meritum. Gdyby ktokolwiek inny powiedziałby że jego imię jest ładne, już dawno trzymałby się za twarz. Leoś, znalazłby w tym jakąś kpinę. Ale wiedział że Voice nie kpi. Skąd? Nie wiem. Przecież widział ją dopiero od dziesięciu minut. A może dwudziestu? czas tak szybko płynął.:
-Nauczę Cię. Naprawdę. Czeski jest prosty, tylko śmiesznie brzmi. Znaczy dla Anglików śmiesznie brzmi- bił od niego spokój. Chyba zwyczajnie w końcu znalazł swoje miejsce. Było mu dobrze.
Widział ten strach. Bo na czym jak na czym, ale na strachu Priborsky znał się najlepiej. Nie można go było w tej kwestii oszukać. I w jego gardle znów zaczęła rosnąc gula. Przecież nie chciał jej przestraszyć. Nie miała się go bać...
To co powiedziała totalnie go zaskoczyło. Ona? Jego? Kochała? Co to w ogóle znaczy? Przecież on. On jej nic nie dał. Wrecz przeciwnie. Zadręczył ją sobą, swoimi problemami, swoim egoizmem. Nikt nigdy mu nie powiedział że go "kocha". Nikt po za jego matką, która i tak mówiła to zazwyczaj przez łzy. Gdy ją ranił. Nie rozumiał co za tym idzie. Ale gdy to powiedziała, a potem jak zaczęła mówić wszystko dalej, o tym że niby miała go tym rozczarować- przerwał jej w pół zdania. Ciepłym, czułym pocałunkiem. Pocałunkiem którym jeszcze nikogo w życiu nie obdarzył. To nie był pocałunek pełen pożądania. Był pełen miłości, która się w nim kumulowała. Objął jej policzek jedną dłonią, a drugą sunął na jej talie. Czuł jakby go wystrzelili w kosmos. Tak, czuł się kosmicznie.
Pocałunek nie mógł trwać wiecznie. Jednak gdy już przestał całować jej ciepłe usta, nie odsunął się daleko. Nadal czuł na swoim policzku jej oddech. Nie wiedział jak to się mówi po angielsku. Jego angielski w ogóle pozostawiał wiele do życzenia. Ale pierwszy raz w życiu wiedział co ma powiedzieć. I wiedział że zrozumie.:
-Mała, już nie opowiadaj głupot- spojrzał jej w oczy- Miluji Tě- powiedział to z takim ciepłem że roztopiłby każdy lodowiec...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Wrz 06 2014, 17:15

Gdyby któryś jej znajomy to widział... Florian na przykład. On leżałaby już na ziemi ze śmiechu i pytał, czy Lloyd jeszcze długo zamierza marnować czas i w ten okrutny sposób sobie żartować. Nikt by nie zrozumiał. Nikt nie zrozumiałby Voice, która właśnie plotła trzy po trzy i uśmiechała się, tuląc do faceta, z którym do tej pory tylko pisała. Nikt nie zrozumiałby Voice, która pierwszy raz w życiu była tak szczęśliwa i spokojna. Nikt nie uwierzyłby, że to dzieje się naprawdę.
Nie mogła sobie teraz wyobrazić, że odmówiłaby mu spotkania z czystego rozsądku. W końcu jeszcze przed chwilą broniła się przed tymi słowami. Broniła się przed miłością, która teraz zalewała ciepłą falą jej serce, przyspieszając lekko jego rytm.
- Jasne - odparła. Łatwy? Okej, ale pewnie zależy dla kogo. Ale nie mogła mu odmówić, bo to była szansa na to, żeby zaproponować niedługo kolejne spotkanie. Żeby zobaczyć go jeszcze raz, jeszcze raz usłyszeć jego głos, poczuć ciepło i zapach, obejrzeć uśmiech, spojrzeć w oczy.
Odwróciła wzrok. Nie chciała oglądać jego reakcji, która w jej mniemaniu mogła być tylko negatywna. Mówiła, wręcz szeptała, a w jej środku wszystko jakby pękało z nadmiaru bólu. A jeśli się wścieknie? Uderzy ją? Albo po prostu każe jej spierdalać i nigdy więcej nie pisać, nie odzywać się? Próbowała cieszyć się ostatnimi sekundami z nim obok, dopóki tego nie zrobił. Dopóki jej nie pocałował. Pierwszy raz w życiu ktoś całował ją w ten sposób, a ona pierwszy raz w życiu czuła coś takiego. Pierwszy raz w życiu było jej tak cholernie dobrze. Jedną dłoń ułożyła na jego dłoni, a drugą zawędrowała na jego ramię, odwzajemniając pocałunek.
Wciąż miała przymknięte oczy, gdy się od niej oderwał. Powoli je otworzyła, jakby jeszcze nie do końca rozumiała, co właśnie się stało. Wciąż był blisko. Całe jej ciało wyrywało się, żeby tylko pokonać te dzielące ich milimetry, ale nie zrobiła tego. Patrzyła w jego oczy i słuchała jego głosu, usiłując zapanować nad oddechem. Najlepsze było to, że wiedziała, co mówi. Że nie musiała łamać sobie nad tym głowy, że była pewna jego uczuć... I była pewna też tych swoich, tak jak nigdy.
Jej oczy były tak szczęśliwe... A uśmiech tak ciepły, a równocześnie tak delikatny, gdy przesunęła dłonią po jego ramieniu, głaszcząc je lekko. Palce drugiej ręki splotła z tymi jego. To wszystko było rozsądne? Pieprzyć rozsądek.
- Właśnie to jest z nami nie tak - szepnęła, nawiązując do ostatniego listu, który jej przysłał. - To szaleństwo. Ale chcę więcej i więcej... - dodała. Tonęła w jego oczach, zapominała o wszystkim. Liczył się tylko on, jego obecność, jego głos, liczyło się tu i teraz, i liczyło się jej szybciej bijące serce, i całe to ciepło w jej oczach. Ciepło zarezerwowane tylko dla niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Wrz 06 2014, 19:05

Czuł jakby wsiadł na karuzele. Która kręciła się coraz szybciej i przyprawia go o zawrót głowy. Taki przyjemny zawrót głowy. To wszystko potoczyło się tak szybko. Oczywiście normalny, rozsądny człowiek popukałby się trzy razy w głowę i zastanowił. Ochłonął. Ale nie Leoś. On się zachłysnął. Zachłysnął tym wszystkim co ta dziewczyna mu zapewniała. Tym spokojem, bezpieczeństwem. Nie wiedział o niej prawie nic. Ile słodzi herbatę? na którym boku śpi? Prasuje koszule czy nie? Może chrapie, albo lunatykuje? Nic nie wiedział. Ale ta niewiedza kompletnie mu nie przeszkadzała.
Nie wiedział też kompletnie nic o miłości. Nigdy przecież nie kochał. Nikogo. Miewał dziewczyny,ale dopiero wtedy gdy odpowiedź na pytanie "Bzykasz się, czy trzeba z Tobą chodzić?" brzmiała "Musisz ze mną chodzić" Ale nigdy nie kochał. Ale był gotów się wszystkiego się nauczyć. Gdzieś z tyłu głowy, nadal kołatała mu się myśl że wszystko pryśnie. Że wszystko się spierdoli. Że jak Voice nie będzie chciała z nim sypiać to ją zdradzi. Albo zdradzi dla rozrywki. Nie chciał. Bóg jeden wie jak bardzo nie chciał.
Tak cudownie całowała. Nie chciał jej pieprzyć. Nie była tym typem. Podobała mu się. Bardzo mu sie podobała. Mimo że nie lubił blondynek. Była najpiękniejsza. Na nawiązanie do listu tylko się uśmiechnął. Wszystko się w końcu od tego zaczęło.:
-Bądź moim szaleństwem, proszę. Bądź nim!- znów patrzył w jej oczy. Po paru minutach znów się odezwał.:
-Mała, powiedz mi coś o sobie jeszcze. Mów do mnie, masz taki piękny głos- uśmiechnął się. Wyciągnął paczkę papierosów- Palisz?- zapytał. Naprawdę nic o niej nie wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Wrz 06 2014, 23:31

Tak banalne rzeczy są takie ważne, wydają nam się tak cenne, są tak proste i codzienne, że prawie nie zwracamy na nie uwagi, a w końcu zebrane do kupy składają się na nasz obraz. Gdyby rozebrać osobowość człowieka na części pierwsze, byłaby ona tylko kolekcją mniej lub bardziej istotnych elementów, wrodzonych i nabytych. Tak samo z resztą jest z wyglądem, ale podobno to nie on jest najważniejszy, bo najlepiej widzi się sercem i tak dalej, co za prawdę uważa może czterdzieści procent osób, drugie czterdzieści nie rozumie tego twierdzenia, a ostatnie dwadzieścia odnosi tylko pierwsze wrażenie, albo ocenia innych nawet bez niego.
Tylko dlaczego cały świat jest podporządkowany głupim liczbom ze znaczkiem na końcu? Dlaczego wszystko trzeba zbadać, zważyć, zmierzyć, opisać? Dlaczego z pomocą kilku prostych działań można obliczyć prawdopodobny czas trwania każdego związku? Dlaczego pierdolona nauka, prawa fizyki i inne głupoty muszą wszystko upraszczać? Dlaczego na każde pytanie istnieje już z góry narzucona odpowiedź? Chyba najłatwiej jest zapomnieć o pytaniach. Używać samych stwierdzeń, nawet nie podnosić głosu, nie doszukiwać się żadnych korzeni ani drugiego dna, żyć tu i teraz, z całych sił, bez żadnych schematów. Tak po prostu, własnym życiem.
Co zrobiłaby Lloyd, gdyby to wszystko się spierdoliło? Może lepiej nie zastanawiać się akurat nad tym. Nie chciała tego zepsuć, nie chciała go zranić i sama nie chciała zostać zraniona. Tak się da? Przejść przez życie bez ran, bez szkód, w dodatku z kimś za rękę? Może powinna się zastanowić, przemyśleć to wszystko, ale podobno najlepsze są szybkie decyzje. Nie mogła z niego zrezygnować. Dawał jej poczucie bezpieczeństwa, dawał jej spokój, dawał jej ciepło, którego tak potrzebowała. Przyjmowała to wszystko i usiłowała dać mu z siebie jak najwięcej. Uwielbiała jego dłonie. Uwielbiała sposób, w jaki jej dotykały. Uwielbiała jego oczy i ich głębię. Uwielbiała jego usta i ich miękkość. Uwielbiała go całego. Potrzebowała go całego. Jego obecności, jego słów, jego dotyku.
- Będę. Jestem - odparła cicho, uśmiechając się delikatnie. Coś o sobie? Jakieś ogólniki? Nigdy nie potrafiła drążyć tematu swojej osoby. Była i już.
- Ja... - zaczęła, szukając w swojej pamięci czegoś prostego, prawie nieistotnego, czegoś, co pozwoliłoby jej się wczuć. Jak na zawołanie radośnie zagrzechotała paczka papierosów. - Palę. Dzięki - dodała z uśmiechem, wyjmując jednego i chwilę szukając w kieszeni zapalniczki. Już po kilku sekundach zaciągała się dymem, przymykając lekko oczy. - Palę i piję. Kocham absynt i Ognistą... I kawę też kocham. Gram na skrzypcach, odkąd... - ugryzła się w język. Nie powinna tego mówić, ale przecież i tak by się kiedyś dowiedział. - Musiałam odzyskać sprawność w dłoniach. Przez pewien czas nie mogłam pisać, więc matka kupiła mi skrzypce. - Chwyciła między wargi papierosa, by zdjąć z obu dłoni rękawiczki. Już moment później znowu się zaciągała, trzymając papierosa w lewej, lekko drżącej ręce. - Moja matka miała dość specyficzny system kar, jak widać na załączonym obrazku przepełnionym tkanką włóknistą, czy jak jej tam - skrzywiła się, przygryzając lekko dolną wargę. To nie była komfortowa sytuacja. Nie dla niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Pon Wrz 08 2014, 20:44

Gdyby on tylko wiedział jak bardzo Ślizgonka się w nim zakochała. Nigdy by jej nie pocałował. Nigdy nie powiedziałby jak bardzo on się w niej zakochał. Jak bardzo jest mu potrzebna. Jak od pierwszego wejrzenia pokochał, jej oczy, jej uśmiech. Nie brnął by w to dalej. Zachowałby się jak skurwysyn, powiedział jej parę chamskich słów. Zadbałby o to aby go znienawidziła. Aby z całego serca go znienawidziła. Przez te listy, chciał o nią dbać. Jeszcze bardziej niż o Jarkę, która do tej pory zawsze była na pierwszym miejscu. On była jego oczkiem w głowie. Teraz jej miejsce zajęła Voice. Nie mógł pozwolic żeby cokolwiek jej się stało. Nie chciał widzieć w tych pięknych, szarych oczach żadnej łzy. A na pewno nie z jego powodu. Dlatego też nigdy by jej nie pocałował. Gdyby tylko wiedział. Bo kto jak kto ale Leoś wiedział najlepiej że z jego powodu nie dzieje się nic dobrego. Że idzie jak tornado, wszystko co napotka na swojej drodze, niszczy. I dla jej dobra, dla jej pieprzonego dobra, nigdy by nawet do niej nie podszedł. Nie umiał opisać tego co do niej czuł. Tego co w nim pobudzała. Matka zawsze definiowała miłość w sposób Biblijny "Kochać, to znaczy móc oddać za kogoś życie". Leo, chyba właśnie to czuł. Nie sądził ze będzie w stanie za kogoś oddać tak wiele. Ale oczywiście nie był teraz w stanie o tym myśleć. Rozsądek miał teraz głęboko w dupie. Myślę że każdy z nas miał by rozsądek w dupie, gdyby pierwszy raz w życiu czuł motyle w brzuchu. Gdyby pierwszy raz w życiu chciał zaplanować najbliższe miesiące, dni. Gdyby pierwszy raz, czuł że odnalazł swoje miejsce w życiu. Wtedy my też nie myśleli byśmy zapobiegawczo. Odpalił papierosa. Najpierw odpalił papierosa Voice. W sumie to cieszył się że pali. Papierosy zabijały w nim agresje. A nie chciał jej przestraszyć. Nie chciał jej uderzyć. Zranić. Słowem ani gestem. W ogóle traktował ją jak jajko. No ale no nie ważne.
Ale przez to że nie wiedział o tych wszystkich rzeczach, chciał się w to angażować. Chciał jej oddać całego siebie. Po cichu wierzył że z nią, w końcu dozna tego magicznego szczęścia do którego wszyscy tak dążyli. O którym mówiła mu każda dziewczyna z którą sypiał. On nie wiedział czy zaznał kiedyś tego szczęścia. W sumie to nie umiał go zdefiniować. Teraz natomiast chciał żeby teraz to ona była tą definicją. Zachłysnął się, naprawdę.
Zaciągnął się dymem, i mimo że palił od czterech lat, średnio paczkę dziennie zaczął się dusić dymem. Zobaczył jej dłonie. Dobrze wiedział od czego robią się takie blizny. Sam miał taką na żebrach. I dobrze wiedział co robi takie blizny. A ona... Ona miała pocięte całe ręce. Piękne dłonie. Siedział na tyle blisko, że jego duża,męska ciepła dłoń nie miała daleko do jej drobnej dłoni. Wyrzucił swojego papierosa. Przeszła mu jakoś ochota. Chciał o niej jak najwięcej usłyszeć. Przecież miała być jego. Tylko jego. On sam nie był skory do zwierzeń. Ale czy to ważne?:
-Co Ci się stało?- nie sądził że potrafi być tak delikatny.- Mała, powiedz mi... Obejrzał jej dłoń, potem zamknął jej drobne palce w swojej dłoni. Próbował być czuły. Chciał jej dać dużo ciepła. Chciał uleczyć jej rany. Nie wiedział czy go nie zacznie to przerastać. Nie myślał o tym teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Wto Wrz 09 2014, 21:22

Mogłaby tak tam siedzieć. Zatrzymać czas, pozostać w tamtej chwili, topić się w jego oczach i nie zastanawiać się nad tym, co może się wydarzyć. Myśleć, że życie jest jedno i polega na szukaniu szczęścia. Myśleć w ten sposób po raz pierwszy w życiu i po raz pierwszy w życiu nie przypuszczać innej odpowiedzi. Jej przeszłość nie miałaby znaczenia. Blizny byłyby nieważne, matka nieżywa, brat nieistniejący, ojciec odpowiedzialny, wszystko milion razy prostsze, bardziej zrozumiałe, cel jaśniejszy. O ile jakikolwiek teraz miała, bo dążenie do czegoś nieznanego niekoniecznie jest sprecyzowaną perspektywą. A może chodziło po prostu o to, że chciała być tylko jego? W stu procentach jego? Chciała mu pozwolić na wszystko. Nawet na to, żeby ją zranił. Był jej kurewskim szaleństwem. Potrzebowała go, żeby dalej jakoś funkcjonować. Choćby miał jej nienawidzić, wyzywać, bić. Musiała mieć świadomość, że gdzieś tam jest i wie o jej istnieniu. I wie, że na niego czeka. Czeka na każde jego słowo, na dźwięk jego głosu. Nigdy nikogo nie potrzebowała w ten sposób. Nie potrzebowała niczyjej obecności. Później pojawił się on, a chwilę wcześniej pojawiły się litery, które kreślił. Litery, które kreślił tylko dla niej. Na które z niecierpliwością czekała, do których się uśmiechała, które zapamiętywała. Cieszyły ją głupie kartki papieru. Głupie kartki papieru, na które często wydmuchiwała dym papierosowy, czytając zapisaną na nich treść. Które do tej pory miała dokładnie ukryte pod łóżkiem, do których wracała wieczorami, które stały się jej bajką na dobranoc. Nikt nigdy nie był dla niej ważny. Minął może jebany miesiąc, a ona już go potrzebowała. Jego i wszystkiego, co z nim związane.
Po raz kolejny leniwie, chociaż trochę nerwowo się zaciągnęła, obserwując jego reakcję. I po co to powiedziała? Po co to pokazała? Ręce lekko jej zadrżały, gdy przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. Kilka osób już obarczyła tą historią, tym widokiem. Wszystkie się od niej odwróciły, nie mogły znieść myśli o tym bólu albo myślały, że Voice wda się w matkę... Albo już się wdała. Chciała założyć rękawiczki. Zasłonić wszystko to, co nie powinno na jej ciele istnieć. A później wyrzucił papierosa i chwycił jej dłoń. Delikatnie odsunęła swojego od ust, uważnie słuchając jego słów. Naprawdę chciał to usłyszeć? Przecież miała mu niczego nie utrudniać. Nie kłamać, nie migać się od prawdy.
- Wierzysz w szczęście? - spytała, jakby dokładnie zastanawiając się nad każdym słowem. - Bo ja nie. Nie wierzę w jakieś szczęśliwe związki i w miłość od pierwszego wejrzenia. Nie mam jak uwierzyć. Nikt mi nigdy nie pozwolił... - Rzuciła papierosa na ziemię i zgasiła go butem. Nie wiedziała, czy chce kontynuować. - Matka zajmowała się mną sama. Ojciec zostawił ją gdy zaszła w ciążę, a ona od razu mnie znienawidziła. Stwierdziła, że to przeze mnie - błądziła gdzieś wzrokiem w przestrzeni, unikając jego spojrzenia. - Gdy miałam jakieś siedem lat wyjechała na kilka dni do Walii. Zostałam wtedy sama. Absolutnie sama. Na szafie w swoim pokoju zobaczyłam pudełko. Próbowałam je zdjąć, a wtedy weszła matka... Przestraszyłam się i spadłam z krzesła. I strąciłam pudełko z różdżką. Połamała się, a matka... Zaciągnęła mnie po prostu do kuchni. Siłą. A później wzięła nóż i po prostu pocięła mi ręce. Powiedziała, że tak będzie lepiej. Że muszę być cicho. Że cierpienie jest nieodłączną częścią życia. - W kącikach jej oczu utworzyły się łzy, a Voice zamrugała szybko oczami, by spłynęły po jej policzkach. Otarła je, prędko i niedbale wolną dłonią, jakby myślała, że nikt nie zdążył ich zauważyć. - Ale to... To już było dawno - dodała, patrząc w końcu na niego. Dobrnęła do końca. Chciała go przeprosić za to, że mu powiedziała. Że mu pokazała. Chciała go poprosić, żeby jej powiedział, że to nic. Że wciąż przy niej będzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29918
  Liczba postów : 46906
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Paź 18 2014, 13:45

Korzystając z ostatnich ciepłych dni, Charlie Blaise postanowiła udać się na spacer po magicznej wiosce. Chociaż nie uczyła się w Hogwarcie, na pewno musiała słyszeć o Hogmseade. W parku było bardzo ładnie, liście wydawały się być jeszcze bardziej kolorowe niż w Londynie. Zawędrowała aż na punkt widokowy i usiadła na ławce, podziwiając wszystko to, co widziała na dole.
Pojawił się też Gargamel Hokuszpok, który zapewne wybrał się dzisiaj na poszukiwanie smerfów. Skradał się cicho i Charlie go nie usłyszała, ale towarzyszący czarodziejowi Klakier zobaczył coś podejrzanego w dziewczynie, bo z wrzaskiem skoczył na jej głowę.

zaczyna którekolwiek z was
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 59
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 239
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9754-gargamel-hokuszpok#273869
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9771-gargamel#274048
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9772-gargpoczta#274049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9770-gargamel-hokuszpok#274047




Gracz






PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   Sob Paź 18 2014, 19:58

*Gargamel natychmiast zareagował, bowiem przez większość czasu tresował swojego kocura do polowania na te parszywe niebieskie stworzenia. Widząc, że rudzielec zachował się typowo jakby właśnie coś takiego znalazł na głowie Charlie, w miarę swoich możliwości wyprostował się i krzyknął: Klakier! Coś tam znalazł?! Kot dalej wrzeszczał jak opętany jakby coś potwornie go rozeźliło czy być może wystraszyło. Czarodziej stał przez chwilę obserwując tą scenę, gdzie kocur szarpał się szaleńczo by dorwać jakieś żyjątko co skryło się w blond włosach czarownicy. Czarodziej zbliżył się niepewnie do dziewczyny by zobaczyć co to w tych jej długich włosach się skryło. Skrzywił się rozczarowany gdy zobaczył, że to jakiś czarny owad. Eh ty głupi kocie! To nie jest smerf! To tylko jakiś żuk! Złapał sierściucha za fraki aby zdjąć go z głowy panny Blaise. Kot jednak zbyt mocno zaabsorbował się w chęć dorwania chitynowego żyjątka, dalej uparcie ciągnąć ją za włosy i miaucząc zawzięcie. Nie Klakier! Szukamy smerfów, a nie żuków! Nawet się tym paskudztwem się nie najemy! Gargamel całkowicie zignorował fakt, że Charlie mogła zostać podrapana czy choćby przestraszona tą niecodzienną sytuacją, nawet o tym nie pomyślał. Kot dalej deptał ją swoimi kocimi łapkami po twarzy raz po raz wbijając gdzie nie gdzie pazurki między jej włosami. Zaniedbany czarownik chwycił mocniej zwierzaka jak szmacianą lalkę i ściągnął go z dziewczyny. Podniósł go za kark i drugą ręką wyciągną z kociego pyszczka owego nieszczęsnego żuka. Przyjrzał mu się uważnie mrużąc jedno oko, po czym najprawdopodobniej stwierdził, że jednak owad do czegoś mu się przyda bo wrzucił go do kieszeni. Odrzucił niedbale kocura od siebie i zaczął coś mamrotać pod nosem. A kot jak to kot, sprawnie wylądował na swoich czterech łapach, wtedy obrócił się i spojrzał ponownie na czubek głowy Charlie jakby spodziewał się, że znów ujrzy tam jakąś kuszącą zdobycz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Punkt widokowy   

Powrót do góry Go down
 

Punkt widokowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-