Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Lawendowy Szlak

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyWto Maj 21 2013, 19:29

First topic message reminder :


Lawendowy Szlak

Niesamowity, kwiatowy tunel, który okrąża park dookoła. Idealny dla osób, które lubią długie, romantyczne spacery. Nocą oświetlany za pomocą dużej ilości świetlików, a kwiaty nie więdną/nie usychają ani na jesień, ani na zimę.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Norbert O. Czarnkowski

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 350
  Liczba postów : 279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12480-norbert-o-czarnkowski#336023
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12482-norbert-o-czarnkowski#336173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12539-czarek?nid=1#338355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12483-norbert-o-czarnkowski
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPią Sty 06 2017, 15:12

On tak samo sobie wyobrażał święta u dziewczyny, dlatego zaskoczyła go swoją odpowiedzią. Co prawda może było im daleko do takich Włochów, ale ich narodowość również nie należała do cichych. Jak tutejsi Angole.
Wydał z siebie cichy dźwięk rozbawienia. Celnie dobrała słowo do tego miejsca. Niby zwyczajne, a jednak dla kogoś wtajemniczonego w ten i mugolski świat brzmiało w inny sposób.
- Nie uznaję takiej odpowiedzi - burknął udając obrażonego. Pomysł z tańcem bardzo mu się spodobał przez co przytaknął kilka razy głową.
- Ja również, choćby zaraz! No ale to się nie liczy jako prezent! Ale uznajmy, że nie musisz mówić teraz, pomyślisz, może coś zobaczysz ciekawego i wtedy mi powiesz - dodał uśmiechając się do niej ponownie szeroko. Kiedy byli razem nie umiał się ani na nią gniewać, ani długo być smutnym.
- No to oby tylko takich, ewentualnie możesz się pomartwić moimi zmartwieniami - odpowiedział naciągając mocniej czapkę mikołaja. Wysłuchał jej rady bardzo uważnie przytakując głową co jakiś czas.
- Dokładnie, może być ciężko coś takiego zrobić, ale to może być właśnie to! Strzał w dziesiątkę. Dziękuję ci - powiedział i zatrzymując się na moment i odwracając w jej stronę pocałował w policzek, może o kilka milimetrów skracając bliżej ust.
Odsunął głowę i spojrzał się na nią.
- Jakim znów klientem? Ty zawsze będziesz moim Vipem, który będzie mógł wejść kiedy chce i gdzie chce moja droga[/b] - powiedział i wyszczerzył się znów, trochę jak głupi, a może jak zakochany? Niewątpliwie jednak szczęśliwy z powodu ich spotkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Adoria Nymphia Amparo

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 733
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13166-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13177-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13176-listy-do-any
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13175-adoria-n-amparo
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptySob Sty 07 2017, 12:09

Ale Adorka naprawdę nie chciała od Norberta żadnego prezentu. Nie była materialistką i zdecydowanie większą wagę przykładała do takich spraw jak spotkania, rozmowy czy ich ukochany taniec. Zależało jej na tym, żeby ich relacja dalej się rozwijała tak dobrze, jak już to robiła. I chciała po prostu spędzać więcej czasu z Norbertem, bo nigdy nie miała go dość.
Zerknęła na niego świecącymi z podekscytowania oczami. Chętnie rzuciłaby wszystko i zaczęłaby tańczyć choćby teraz - bez muzyki i na środku szlaku. Wiedziała jednak, że to słaby pomysł i miała nadzieję, że Puchon wpadnie na coś bardziej rozsądnego.
- Ja to zawsze chętna - przyznała ochoczo. Jego dalszy wywód na temat prezentu pominęła, bo teraz myślała już tylko o tańcu i nie chciała dalej dyskutować.
Dla Adorki najlepszym prezentem chyba było docenienie jej. Chciała być zawsze gotowa pomóc każdemu i jej serduszko biło szybciej, gdy widziała jak inni do zauważają. A Norbercik właśnie taki był. Doskonale wiedział kiedy ją pochwalić, kiedy przytulić i kiedy pocałować (w policzek, oczywiście!). Teraz gdy jej podziękował, Amparo uśmiechnęła się szeroko, nie odrywając od niego spojrzenia. Przez chwilę tak się na niego zapatrzyła, że musiała raz jeszcze przetworzyć w myślach jego wypowiedź, gdyż za pierwszym razem kompletnie jej nie zrozumiała.
- Och, no jasne. Już mi tak nie schlebiaj. - Odparła, przygryzając dolną wargę z mieszanką rozbawienia i zakłopotania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1163
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyWto Paź 24 2017, 10:40

Wykreowanie przez podświadomość Marceline swobody niejedokrotnie graniczyło z cudem. Wymagało to przede wszystkim poddania się chwili i skosztowania kilku zakazanych owoców, jak chociażby - poznanie kogoś nowego, spróbowanie wyjścia do ludzi i otwartość, której tak często jej brakowało. Były to rzeczy niewykonalne - oczywiście w mniemaniu Holmes, która przez cały czas tonęła w książkach, ukryta między regałami i nie wchodząca w drogę tym, którzy zapewne traktowaliby ją jak powietrze. Nie wiedziała zatem, skąd znalazła w sobie tyle śmiałości, by podjąć się rozmowy z Rileyem i wyjawić mu pewne sekrety związane z nieobecnością czy podejściem do nauki w Hogwarcie.
- Może nie chowam trzeciej ręki, ale... - zawiesiła głos i przygryzła nerwowo dolną wargę, kiedy to od razu odpowiedział zszokowany na stwierdzenie dotyczące "nie nadawania się do tej szkoły". Nie mogła ułożyć w głowie słusznej wymówki, dla której pojąłby jej przekonanie do całego tematu i to właśnie dlatego spuściła na kilka chwil wzrok, by nie musieć mierzyć się z ewentualną oceną; zdawała sobie sprawę, że chłopak tego nie zrozumie. Może nawet nie powinien zastanawiać się nad sensem słów, którymi go uraczyła, bo sekret leżał niezwykle głęboko, a przyznanie się do grzechu z przeszłości mogło wiązać się co najwyżej z wystawieniem na pośmiewisko, czego nie zamierzała powtarzać. Jej usta nie potrafiły uszyć perfekcyjnego kłamstwa związanego z dawnymi wydarzeniami, stąd czekała aż temat sam się utnie, by nie musieć odpowiadać na rzeczy, których wstydziła się teraz najbardziej.
- Postaram ci się zaufać - odpowiedziała na jego słowa i obdarzyła subtelnym uśmiechem, jakby w ten sposób dając mu do zrozumienia, że nie powinni kontynuować tej dysputy. Nie miała wrodzonego talentu do oszukiwania, ale do zatajania prawdy już tak. Wolała walczyć z własnymi emocjami, które ją wyniszczały, aniżeli pozwalać komuś na dotarcie zbyt głęboko, co wiązało się z destrukcyjnym zburzeniem muru chroniącego przed niepowołanymi.
- Uczyłam się w Beauxbatons, ale mój tata jest znanym i szanowanym uczonym i dużo podróżuje po świecie, dlatego kiedy musiał przeprowadzić się do Niemiec, poprosiłam żeby zabrał mnie ze sobą - wyjaśniła już dużo bardziej pogodnie, bo to właśnie relacje z ojcem miała najlepsze; matki nie pamiętała. - Poza tym, nie lubię swojej macochy, z którą musiałabym zostać w Paryżu - dodała z nutą rozbawienia, bo mimo że nigdy nie doszło między nią a Julią do jakiegokolwiek starcia, tak nie była przekonana co do szczerych intencji kobiety. Wynikało to z jej dystansu i nieufności, zaś sama Lancaster za bardzo chciała przedrzeć się przez bariery wytworzone przez Marceline.
- Czy to prawda, że ślizgoni mają nierówno pod... No wiesz... Sufitem? - zapytała zupełnie poważnie, a chwilę później wybuchła śmiechem. Chciała ponownie rozluźnić atmosferę, by tylko nuty skrępowania nie otulały ich swymi szponami. - Czego szukałeś w księgarni? Skoro chcesz zostać Ministrem, to mogę ci w tym pomóc! - zaproponowała z uśmiechem, wszak zawsze mogliby knuć nad nowymi restrykcjami, których każdy musiałby przestrzegać, a to wydawało się jak plan idealny!
I rozmawiając tak, nie zauważyła nawet kiedy przeszli całkiem spory kawałek drogi, trafiając na Lawendowy Szlak, gdzie było pięknie, zaś sam zapach kwiatów nastrajał i uspokajał. Marcelina czuła się tutaj dużo lepiej niż w zimnych murach, dzięki czemu jej swoboda również stała się dużo bardziej widoczna, aniżeli kilka minut wcześniej.
- Nie spodziewałam się, że Hogsmeade jest tak piękne...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1290
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 885
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyNie Paź 29 2017, 18:23

Nie wnikałem i nie drążyłem już dalej, chociaż Merlin mi świadkiem, że było to prawdziwe poświęcenie z mojej strony. Nigdy nie byłem kimś, kto obok jakiejkolwiek intrygującej go kwestii przeszedłby obojętnie, świadomie rezygnując z poznania wszystkich możliwych szczegółów. Mimo tego, w ciągu minionego roku nauczyłem się wiele o tajemnicach, a jeśli już jakąkolwiek wskazówkę ich dotyczącą mógłbym sobie obrać za motto, to z pewnością byłoby to coś o szanowaniu czyiś sekretów, jeżeli tylko moje własne były dla mnie istotne. Niestety, poskromienie własnych wad nie od wczoraj było niezwykle trudnym zadaniem i też przecież aż tak bardzo mi ona nie przeszkadzała, dopóki ktoś nie zaczynał mierzyć mnie moją własną miarą. Sam miałem tak wiele tajemnic, że to aż dziw ile mieściło się ich w jednym nastolatku, a gdyby ktoś zapragnął poznać je wszystkie, to najpewniej musiałby się do mnie przykleić jakimś czarnomagicznym urokiem. Ja do Marceline nie zamierzałem aż tak się przyczepiać. Sporo dzieciaków uważało, że szkoła nie jest miejscem dla nich i jeszcze więcej wymigiwało się od niej na różnorakie sposoby. Póki co, wcale nie różniła się w tym od innych uczniów, więc mogłem udać, że mnie to nie intryguje.
- Nie musisz, Marceline. Nad zaufaniem nie należy pracować. Lepiej pozwolić mu powstać wtedy, gdy przyjdzie na nie czas i taka będzie potrzeba. - W ten sposób ostatecznie zakończyłem temat dociekania do prawdy, chociaż w żołądku dalej gnieździła mi się ciekawość. Stłumiłem ją, skupiając się teraz bardziej na samym fakcie opuszczania księgarni i wyprowadzenia nas w miejsce, jakie oferowałoby nieco więcej od marnego alkoholu czy nieprzyjemnych typów. Hogsmeade miało wiele obliczy, także tych kuszących spokojem i pięknem. Czy było lepsze miejsce na rozmowę z dziewczyną, niż lawendowy szlak? Cały rok kusił urokiem fioletowych kwiatów, a mnie nieustannie przypominał tym, że jeżeli już się o coś dba, to nie ma możliwości, aby zwiędło czy zmarniałe rozsypało się w proch. Warto było się starać, nie tylko dla przedmiotów, ale także (zwłaszcza) dla innych ludzi.
- Nie wszyscy - odpowiedziałem na jej pytanie o podopiecznych Slytherina, wciąż mając w pamięci kilku przedstawicieli domu Roweny, którzy mogliby z nimi konkurować w konkursie na największych szkolnych błaznów. Ściągnąłem brwi. - W każdym domu w Hogwarcie trafią się szczególne przypadki. Tylko niektórzy bardziej kryją się ze swoimi „nierównościami” od innych. Ten podział na domy jest zresztą bardzo stereotypowy i przestarzały. - To była dość kontrowersyjna opinia jak na kogoś, kto był wychowywany w rodzie z tradycjami, który powinien wychwalać założycieli od wieków i aż do końca świata. Jednakże, uważałem tak z całą mocą. Cóż nam po tym, że grupki inteligentnych zbiorą się w jednym miejscu i będą przerzucać się teoriami dotyczącymi tajemnic złotych zniczy? Albo, że ambitni zamkną się w lochach i będą razem spiskowali bądź planowali podbój świata? Przesadzałem nawet we własnych myślach, ale to nic. Stereotypy były krzywdzące prawie tak samo, jak oddzielanie od siebie ludzi o różnych poglądach. - Szukałem smoczej encyklopedii. Podobno miała ją mieć właśnie tamta księgarnia, ale mnie jakoś nie rzuciła się w oczy. - Przeszedłem do następnego pytania, muskając wzrokiem miedziane włosy Marceline, nim skierowałem spojrzenie niżej, zaglądając jej w oczy. - Nie, nie chcę. To byłaby najgorsza praca pod słońcem. Nie dość, że nudna jak flaki z olejem to w dodatku zbyt odpowiedzialna. - Zaśmiałem się cicho. Chociaż sama odpowiedzialność, aż tak bardzo mnie nie przerażała, to już możliwość nudzenia się dzień w dzień była szczególnie nieprzyjemną wizją. Nie wiem jak długo poradziłbym sobie w czterech ścianach biura Ministra Magii, ale to byłaby naprawdę błyskawiczna kariera, gdybym już na drugi dzień podał się do dymisji. Zresztą, Fairwyn Ministrem Magii… to byłby prawdziwy koniec świata, gdyby ktokolwiek z mojej szalonej rodziny dopchał się do tak wiele znaczącego stanowiska. Uśmiechnąłem się do dziewczyny, zwalniając nieco kroku. - Hogwart także potrafi urzekać pięknem, jeżeli tylko wie się gdzie szukać. - Zauważyłem, uważnie obserwując jak moje słowa wpłyną na jej mimikę twarzy.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Basil Mohtenie

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -129
  Liczba postów : 121
http://www.czarodzieje.org/t15747-basil-mohtenie
http://www.czarodzieje.org/t15784-victime-de-ma-victoire
http://www.czarodzieje.org/t15785-requiem
http://www.czarodzieje.org/t15768-basil-mohtenie
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyCzw Maj 31 2018, 22:59

Ze spokojem na twarzy przeciągnął się i spojrzał na ozdobiony lawendami sufit. Wiele słyszał o tym miejscu, równocześnie inspirujące jak i trochę zmuszające do rozmyślań.
Idealne na spotkanie z drugą połówką.
No właśnie... Ciekawe czy Bri jeszcze o nim pamięta? Bo on o niej tak, nie potrafił wyrzucić jej sobie z głowy. A tak nagle wyjechał, praktycznie bez słowa. Co ona musiała sobie pomyśleć? Że może nie warto w to brnąć dalej? A Basil jak najbardziej chciał w to brnąć. Czasami czuł sie tak, jakby złapał Merlina za nogi - robił to co kochał, żył tak jak chciał, w jego istnieniu zawitała panienka Hudson. I to w sumie dzięki niej zdobył się na ten nagły wyjazd. To nie był jakiś wielki problem, by znaleźć grób ojca - wszystkich wskazówek, które znajdywały się w liście od matki znał praktycznie na pamięć. Ale i tak było to trudne. W końcu... Nie pożegnał się z nim tak jak powinien. Nad tym ponurym kamieniem wylał z siebie wszystko, co miał mu do przekazania: że wbrew pozorom tęskni i żałuje, że nie zdążyli się pogodzić. Opowiedział mu o tym, jak mu się powodzi, a najdłuższy wywód oczywiście zrobił o pewnej Puchonce. Był przekonany, że tata by ją polubił. Zanim jeszcze wrócił, wstąpił do domu rodzinnego, w którym tak naprawdę od jego wyjazdu praktycznie nic się nie zmieniło. Pogawędził z mamą, dwiema siostrzyczkami, pobawił się ze swoimi siostrzeńcami, którzy naprawdę rosli jak na drożdżach. I mimo tej sielankowości i domowego ciepła, nadal tęskno było mu do deszczowej Anglii. Więc wrócił.  Do znajomych. Do pracy. Do własnego kąta... Miał nadzieję, że kiedyś będzie je z kimś dzielił. Och tak, przyszłość naprawdę dobrze się zapowiadała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
Galeony : 1074
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2066
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPią Cze 01 2018, 16:52

A co w tym czasie działo się z Bridget?
Cóż, żyła dalej. Milczenie ze strony Basila odebrała bardzo personalnie i nie mając konkretnych informacji na temat powodów jego nagłego zniknięcia bez słowa, podejrzewała, że chodziło o to, co do tej pory między nimi zaszło. Niby nic specjalnego, żadne wielkie zbliżenie, lecz na pewno zatarli granicę między zwykłą uczennicą i korepetytorem, i możliwe, że to doprowadziło do zerwania się kontaktu. Czekanie na wiadomość od niego stawało się nieznośne, chwila bez żadnego listu dłużyła się nieubłaganie, a ona sama nie była w stanie zebrać się i przejąć inicjatywę. Panicznie wręcz bała się, że będzie mu się narzucała, a na to była wyczulona już od czasu pierwszego spotkania z Basilem, podczas którego pod wpływem ciastek z magicznym dodatkiem, łapała go za ręce i robiła do niego maślane oczy. Nie chciała wyjść na idiotkę, więc milczała tak samo jak on. A to bolało.
Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. W mieszkaniu jej się nudziło, w szkole zajęcia skończyła, nauki nie miała sporo mimo zbliżającego się końca roku szkolnego. Jedyne, co miała w tej chwili na głowie, to zbliżające się przedstawienie teatralne, w którym zamierzała wziąć udział. Nadal nie była pewna, co ją do tego podkusiło, lecz postanowiła spróbować swoich sił. Szła lawendowym szlakiem, powłócząc nogami, w rękach trzymając scenariusz. Powtarzała pod nosem swoje kwestie, marszcząc delikatnie brwi, uginające się pod nadmiarem procesów myślowych odbywających się w jej głowie. Jak ona miała to wszystko spamiętać? Ech...
Odsunęła scenariusz od twarzy, po czym westchnęła. Była zmęczona. Powiodła wzrokiem po ścieżce przed sobą i...
Scenariusz wypadł jej z rąk, a kartki rozsypały się po alejce.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Basil Mohtenie

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -129
  Liczba postów : 121
http://www.czarodzieje.org/t15747-basil-mohtenie
http://www.czarodzieje.org/t15784-victime-de-ma-victoire
http://www.czarodzieje.org/t15785-requiem
http://www.czarodzieje.org/t15768-basil-mohtenie
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPon Cze 04 2018, 23:36

W pierwszym momencie jej nie poznał. Może dlatego że się schyliła, może zbyt się zamyślił, albo... Dobra, każda wymówka jest w porządku. Podbiegł do dziewczyny, by nastepnie ukucnąć i zacząć zbierać razem z nią papiery. Jego wzrok spoczął na kilkunastu linijkach, w znajomy sposób porozdzielane.
Właśnie zbierał scenariusz. Już miał się zapytać, kim jest i gdzie gra, ale w tym momencie zerknął na twarz ciemnowłosej. Jego serce zadudniło, a twarz wpierw przybrała blady a następnie bardziej czerwony odcień. Świat zawirował, a w jego centrum znalazły się przeszywające go oczy. Tylko one jak tako utrzymywały go w pionie, stanowiły jego kotwicę. Śnił o niej praktycznie codziennie, cierpiał tak strasznie, gdy nie miał jej przy sobie, a teraz była tuz obok, wystarczyło tylko wyciągnąć dłoń, by móc jej dotknąć. Uśmiechnął się szerzej a w jego oczach przez chwilę zawitały łzy czystej, wręcz dziecinnej radości. Szybko jednak się ich pozbył, przecież... Chłopcom nie wypada płakać. Nie przy tak pięknych i wymarzonych kobietach. A zwłaszcza tej jednej, najpiękniejszej ze wszystkich.
Basil od zawsze był wielkim romantykiem. Możnaby powiedzieć, że wyssał to z mlekiem matki, a dorastanie wśród pięciu dziewcząt wcale tego nie korygowało. Wysłuchiwał ich historii oraz relacji z podbojów miłosnych, skrzętnie wysłuchiwał każdej porady co do podrywania, zdobywania i traktowania kobiet, jednak te zawsze jakoś go omijały. Z biegem czasu brunet się z tym pogodził, przestał zwracać uwagę i szukać. A tu w jego życiu tak nagl pojawiła się Bri i narobiła w nim totalnego chaosu.
Co Basilowi oczywiście w ogóle nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, poczuł nową inspirację przez wypełniające go od środka przyjemne uczucie. Gdy skończył zbierać kartki scenarusza, nie mógł się powstrzymać, by przez chwilę jej nie objąć, wtulić nos w jej pachnące włosy i się szeroko uśmiechnąć.
Rozum ze swoją lampką ostrzegawczą został skutecznie uciszony przez pałające gorącym uczuciem serce.
- Birgitte, to naprawdę ty... - Wyszeptał, powoli się odsuwając. Rozum juz wrócił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
Galeony : 1074
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2066
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPią Cze 15 2018, 16:01

Nie tego się spodziewała. W pierwszej chwili niemalże zaklęła pod nosem, chcąc ponarzekać na złośliwość losu. Jeszcze moment i straciłaby cały scenariusz! Oczyma wyobraźni widziała, jak każda jedna kartka jest niesiona przez wiatr w innym kierunku. Przykucnęła szybko, prawie upadając, w pośpiechu chcąc położyć dłoń na poszczególnych kartach, gdy nagle dostrzegła inne ręce, pracujące równie szybko, by posprzątać ten bałagan. Zachwiała się delikatnie, szukając oparcia w męskim przedramieniu, a gdy podniosła wzrok na owego człowieka...
Zaniemówiła.
W sumie chciała coś powiedzieć, nawet rozchyliła wargi, by dać ujście słowom, które ostatecznie ugrzęzły jej w gardle. Żadne słowa nie wydawały jej się na tyle odkrywcze, by mogły ujrzeć światło dzienne, jednocześnie świadomość, że owym pomocnikiem był Basil, skutecznie związała jej język w supeł. Patrzyła na niego z mieszanką radości i niezrozumienia. Dlaczego spotkała akurat jego, tutaj? W Hogsmeade, kiedy akurat poszła na spacer? Jakim zrządzeniem losu ich drogi ponownie się skrzyżowały? Już myślała, że ich kontakt nigdy nie zostanie odnowiony. Nie odezwał się, po prostu zniknął. Kazał czekać na informacje dotyczące lekcji i nie napisał listu już nigdy później. Bridget nie chciała się narzucać, odebrała to jako odrzucenie, myśląc, że to wina zbyt szybkiego rozwoju relacji, a może tego, że Basil odebrał jej zachowanie jako zbyt odważne? Zadawała sobie to pytanie bardzo często, nie mogąc wpaść na to, dlaczego działo się tak, a nie inaczej...
I nagle był tuż przy niej, obdarzając ją jednym z piękniejszych uśmiechów, jakie widziała w życiu, z błyszczącymi oczami i bijącym od niego... Szczęściem? Została przygarnięta przez niego, z tego wszystkiego wypuszczając z dłoni wszystkie kartki, które trzymała i wpijając palce w jego plecy.
Ale opamiętała się.
- Basil - powiedziała, wciąż nie dowierzając. Odsunęła się o krok, poprawiając włosy, które za sprawą wiatru opadły jej na twarz. - Tak, to ja - odpowiedziała największą oczywistością, po czym uśmiechnęła się. - Co tutaj robisz? - spytała, bowiem była to rzecz interesująca ją najbardziej.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Holden A. Thatcher II

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 175
C. szczególne : (od lekcji numerologii) mam długie włosy; anorektycznie chudy
Galeony : 103
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 975
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPią Wrz 28 2018, 16:07

Rodzice nie wiedzą, że wróciłem. A przynajmniej do momentu, jak kilka godzin temu pojawiłem się w domu. Nie wiem już nawet, czy bardziej się wściekają, że przez tyle czasu nie dawałem znaku życia, czy cieszą się, że żyję i mieszkam w Hogwarcie, a nie pod mostem. Oczywiście największą radość okazuje Psikus, który chyba nie do końca rozumiał, dlaczego mnie nie ma i choć na początku warczał na mnie obrażony, że go zostawiłem, teraz ciągnie mnie na spacer. Szczerze mówiąc, ja też za nim okropnie tęskniłem.
Obyło się bez kazania od mamy, ale mam wrażenie, że to tylko chwilowe i Isobel czeka na odpowiedni moment. Przyczai mnie, kiedy nie będę mógł uciec i zmusi do tego, abym jej wysłuchał, grożąc, że zamknie mnie w Mungu na najbliższe pół roku. W sumie, życie szpitalne bywa ciekawe. Lubię obserwować tych wszystkich ludzi wbitych w kotły albo z kolczastymi ogonami. Aż mi się przypomniał mój własny ogon, do którego z chęcią bym wrócił, bo można w ten sposób zaczepiać ludzi.
- Psikus, łajzo, chodź tu – wołam do niego, gdy zamiast wejść za mną w tunel, skręca gdzieś na trawnik i znika mi z pola widzenia. Po chwili czarny nos przeciska się w szparze pomiędzy kwiatami, aż w końcu wypada stamtąd cały labrador. Podbiega do mnie, a ja drapię go za uchem, by po chwili znów gdzieś pognał. Jak na takiego starucha, ma całkiem sporo energii.
Nie ma nikogo przede mną, ani za mną – a upewniam się, żeby czasem nie narobić sobie kolejnych problemów – więc sięgam do kieszeni po papierosy. Zostało mi jeszcze trochę mugolskich, więc nie będzie żadnych efektów przyciągających uwagę. Wciskam jednego do ust i odpalam go zapałkami, bo nie mam zamiaru po raz kolejny ćwiczyć zaklęcia suszącego po odwrotnym efekcie Incendio. Chyba że to już kwestia mojego strachu przed wodą tryskającą prosto w twarz sprawia, że nawet jeśli czary miałyby się udać, to i tak wychodzi zupełnie inaczej przez moją niepewność i myśli błądzące w kierunku Aquamenti.
Wypuszczam dym ustami, próbując zrobić kółko, ale niespecjalnie mi to wychodzi. Z magicznymi fajkami byłoby o wiele łatwiej, chociaż one zazwyczaj przybierają różne kształty bez żadnej ingerencji. Skupiam się tak bardzo na szarawej chmurze, że nie dostrzegam psa, który próbuje przebiec mi między nogami i o mały włos się nie wywracam. W ostatniej chwili łapię równowagę i gromię spojrzeniem Psikusa, ale ten nawet nie zwraca na mnie uwagi, zadowolony ze swojego spaceru.
Zapach lawendy miesza się z dymem papierosowym, tworząc jakąś dziwną, odurzającą woń, która mi się podoba. W promieniu kilkudziesięciu metrów nie ma prawie nikogo. No właśnie, prawie…

@Nessa M. Lanceley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPią Wrz 28 2018, 21:12

Wrzesień był naprawdę ciepły. Może było to kwestią globalnego ocieplenia, a może po prostu szczęścia, jednak rozpieszczał promieniami słońca i sprawiał wrażenie, że próbował przeciągnąć lato. Pomimo piątku, Nessa miała pełne ręce roboty. Uwinęła się z zajęciami, odrobiła prace domowe i przygotowała część notatek, przepisując je od nowa. Zdążyła też pograć na skrzypcach i pomóc jakieś młodszej koleżance z zaklęciami, które kompletnie jej nie wchodziły. Brak świeżego powietrza odzywał się jednak w najmniej odpowiednich momentach! Pulsujący ból głowy rozchodził się niemalże z każdym oddechem dziewczyny, wzbudzając w niej irytacje i uniemożliwiając skupienie, które było jej niezbędne do przygotowania wypracowania z zielarstwa, które mieli oddać w przyszłym tygodniu. Przeciągnęła się na łóżku, leżąc w swoim dormitorium i przenosząc spojrzenie na niewielkie okno, zza którego roznosił się widok na wciąż zielone trawniki i błękitne, bezchmurne niebo. A może by tak pouczyć się na zewnątrz?
Nie minęło trzydzieści minut, a ślizgonka przemierzała drogę z zamku do wioski, kierując się następnie w stronę kawiarenki. Zamówiła duży kubek podwójnej kawy i dwa pączki na wynos, zastanawiając się następnie, gdzie byłoby dobrze. Hogsmade pełne było urokliwych miejsc. Pierwszym wyborem był park, jednak wypełniony po brzegi wydawał się jej niezwykle hałaśliwym miejscem, gdzie nijak poradzi sobie z zadaniem domowym. Poszła więc w stronę słynnego tunelu, gdzie znaleźć można było ławeczki i poza miziającymi się parami, niewiele osób tam przebywało. Jej kroki niosły się echem przez tkwiące na stopach obcasy, a ciche nucenie zgrywało się z szumem fioletowych kwiatów lawendy, które swoją drogą, pachniały naprawdę obłędnie. Ruda zajęła miejsce na ławce za filarem, rozkładając pergaminy i książki, które przytargała ze sobą w plecaku. Trzymając w ręku kubek z gorącym, aromatycznym napojem odchyliła głowę do góry, czując, jak na pokrytą delikatnym makijażem twarz padają promienie słońca. Wciąż było wcześnie.
Nie wiedziała, ile czasu minęło, gdy usłyszała kroki i znajomy głos, który sprawił, że nawet uniosła głowę, rozglądając się dookoła. Karmelowe ślepia natychmiast wychwyciły czarnowłosego gryfona, który widocznie zlitował się nad biednym Psikusem i zabrał go na spacer, wracając do domu na weekend. Zawsze ją zastanawiało, czemu tyle uczniów rezygnowało z weekendu w zamku! Ona w domu nie mogła się w ogóle skupić. Westchnęła cicho, przekręcając głowę w bok i przyglądając się palącemu fajki chłopakowi z grymasem niedowierzania na twarzy, marszcząc czoło i nos. Trzymając wciąż pióro przy ustach, wyciągnęła dłoń po jeden z błędnie zapisanych pergaminów, gniotąc go w kulkę i zgrabnie rzucając tak, że trafił jegomościa prosto w czubek głowy. Za sto punktów. Dumna z siebie, uśmiechnęła się złośliwie pod nosem, siedząc okrakiem na ławce i tonąc w podręcznikach. Stuknęła piórem w swoje wargi, co wywołało przyjemne łaskotanie i gdy Holden wreszcie dostrzegł przyczynę powstanie guza na dumie, wzruszyła niewinnie ramionami.

- Powinien tu obowiązywać zakaz palenia. - wytłumaczyła na tyle głośno, żeby usłyszał. Dłonią, którą wcześniej rzuciła, zgarnęła na bok kosmyki włosów, które wypadły z jej wysokiego kucyka, przypominającego gęsty, wijący się ogon konia. - Tylko spacer przy piątku? Nie za grzecznie dla Pana, Panie Thatcher?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Holden A. Thatcher II

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 175
C. szczególne : (od lekcji numerologii) mam długie włosy; anorektycznie chudy
Galeony : 103
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 975
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPią Wrz 28 2018, 21:54

Kulka papieru prosto w czerep to jak głaz na dumie, skoro już o tym mowa. Rozglądam się zdziwiony za przyczyną oberwania po głowie i właścicielem rozmemłanego pergaminu, dostrzegając rudego elfa na ławce, otoczonego przez fortecę z podręczników i notatek. Serio, nawet w tunelu wiecznego porzygu walentynkowego? Ktoś powinien jej zaczarować wszystkie przedmioty związane z nauką, by raziły ją prądem podczas dni wolnych. Skończyłaby jako żona potwora Frankensteina, ale przynajmniej wrzuciłaby trochę na luz.
- Z takim talentem powinnaś zostać ścigającą – wołam do niej i podnoszę kulkę, która – odbiwszy się ode mnie – upadła na chodnik. Zgarniam ją sprzed nosa Psikusa w ostatniej chwili, bo mój pupil najwyraźniej miał ochotę ją pożreć. Ciekawe, czy Vicario uznałaby tłumaczenie Nessy, że pies zjadł jej pracę domową. Jako jedyny świadek nie jestem zbyt wiarygodny, więc podejrzewam, iż mogłaby mieć przez to spory kłopot. – I aktualnie zostaliśmy tu sami, więc palenie nikomu nie przeszkadza – dodaję, bo dostrzegam, że siedząca nieopodal niej para podniosła się ze swojej ławki i ruszyli w stronę wyjścia, chyba zniesmaczeni tym, że Psikus próbował ich oblizać. – Do nogi – krzyczę do psa, który cofa się od dwójki czarodziejów i wraca do mnie.
Wciskam papierosa między zęby i z ciekawości rozwijam pergamin, zastanawiając się, czy naprawdę poświęciła swoje cenne notatki, by mnie zaatakować. Ma ładne pismo, ale na tym się kończy, bo treść tego zadania całkowicie mija się z prawdą. Unoszę brwi z niedowierzenia, że Lanceley naprawdę mogłaby napisać takie bzdury.
Podchodzę do niej i siadam tuż naprzeciwko niej, w ten sam sposób, przez co znów rozdzielają nas podręczniki. Wyciągam w jej stronę kartkę i sięgam wolną dłonią po fajkę, żebym mógł coś powiedzieć.
- Powinnaś zamienić miejscami odpowiedzi z punktu a i c. I pomyliłaś cyklamen z bieluniem. Oba kończą okres kwitnięcia jesienią, ale to było podchwytliwe pytanie – tłumaczę jej, kładąc jej pogiętą własność na jednej z książek. Psikus od razu wciska tam nos, by sprawdzić, co takiego daję dziewczynie. Jak zwykle musi być pierwszy i najlepiej, żeby jako jedyny otrzymał jakiś prezent. Nie wiem, kto go tak wychował, ale i tak nie potrafię mu nigdy odmówić. A może to moja wina? Zresztą, nieważne. – Poza tym skąd wiesz, że nie idziemy obrabować maszyny z zabawkami albo podłożyć łajnobomby u Zonka? – pytam z łobuzerskim uśmiechem, znów drapiąc psa po łbie, żeby zwrócić uwagę, że my w tym wypadku to ja i ten uparty czarnuch.
Przez moment zapominam o mugolskiej fajce, więc ostatecznie gaszę ją i wrzucam do śmietnika tuż za moimi plecami. Widać stanęło na Nessy, skoro nie ma już w pobliżu żadnych zapalonych wyzwalaczy dymu.
- Psikus, zostaw – mówię ostro do psa i próbuję go odciągnąć, bo zostawia swoim jęzorem mokrą plamę na kolanie Ślizgonki. Chyba wolałem, jak mi uciekał, niż teraz, kiedy kręci się tuż obok. – Ładnie wyglądasz – stwierdzam, gdy znów podnoszę wzrok znad zwierzaka i przyglądam się Nessie ubranej w sweter o jakimś niezidentyfikowanym dla mnie kolorze. Przez dłuższy moment nie mogę oderwać od niej spojrzenia, bo dawno nie siedzieliśmy tak blisko, ale w końcu znów zaczepiam swojego psa, żeby nie poczuła się speszona. Albo prędzej ja, bo przecież nadal mam u niej przechlapane, niezależnie od tego, co teraz zrobię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPią Wrz 28 2018, 22:47

Zaskoczyła go atakiem pergaminu, tak jak planowała. Powinna dostać za to przynajmniej pięć punktów dla Slytherinu, ale niestety, sama sobie przyznawać nie mogła. Nie zrozumiałaby oburzenia Holdena na jej zapał do nauki, więc może nawet lepiej, że nie poruszał tego na głos. Zapach lawendy wcale jej nie otumaniał albo nie nastrajał w jakiś romantyczny sposób — który swoją drogą, nawet nie wiedziała, czy w jej osobowości istniał -tylko w połączeniu z aromatem gorącej kawy, motywował do nauki. Upiła łyk czarnego trunku o cierpkim smaku, którego ciepło rozniosło się po drobnym ciele dziewczyny niczym niesione podmuchem jesiennego wiatru. Wlepiała w niego spojrzenie, zapominając na chwilę o notatkach z zielarstwa i wypracowaniu, na które miała jeszcze jakieś pięć dni. Doszła jednak do wniosku, że w przypadku jej braku talentu dla tego przedmiotu lepiej będzie zacząć dużo wcześniej. Wzruszyła ramionami, szczerząc zęby w rozbrajającym uśmiechu.
- To ten ukryty talent! Nie wiem, czy Ci mówiłam, ale pracuje nad swoim lataniem i spróbuję dostać się do drużyny. Akurat mają wolną pozycję ścigającego, szukającego i pałkarza chyba. A może obrońcy? Nie pamiętam. - wytłumaczyła, przesuwając dłonią po policzku i odkładając pióro na pergamin, który aktualnie zapełniała. Jej uwagę natychmiast przechwycił znajomy pies o ciemnej sierści, który już dawno kupił jej serce swoją towarzyską i uroczą osobowością. Wskazała dłonią na siebie. - Mnie przeszkadza, chociaż przyznam, fajka dodaje Ci swojego rodzaju uroku chłopaka z domu Salazara.
Dodała z brutalną szczerością, przenosząc spojrzenie na oburzoną psem parę, która chyba preferowała ślinienie się ze sobą, jak bycie obślinionym przez psa. A to też stanowiło jego urok! Może byli sztywni? Skrzywiła się nieco, gdy rozwinął pergamin, wzdychając teatralnie. Dobrze, że nie wiedział o jej niezawodnej metodzie zdawania zielarstwa, bo cała jego opinia na jej temat ległaby w gruzach, jej kujoństwa. Naprawdę słabo radziła sobie z kwiatami czy liśćmi, czy jeszcze innym cholerstwem, którego nawet nie rozumiała. Znacznie prościej było z zaklęciami, transmutacją.. Wiedziała, że jak u Fire, zielarstwo było mocną stroną gryfona. Widząc jego minę, prychnęła cicho i jedną z rąk ułożyła pod biustem, zaciskając dłoń na wysokości swojego łokcia. Bardzo nie lubiła wychodzenia na debila. Nie wybuchnął jednak śmiechem, zamiast tego zmniejszając dzielącą ich odległość i zajął miejsce naprzeciw, dzięki czemu mogło wyprostować głowę i obdarzyć jego twarz zaintrygowanym pociągłym spojrzeniem. Był mniej blady niż wcześniej, zniknęły mu też ogromne cienie pod oczyma. Wyglądał zdrowiej, lepiej, a błękitne tęczówki przyjemnie kontrastowały z czarnymi kosmykami włosów. Ogromna strata, że nie mogła nazywać go już różowiutkim, jednak zmiana w gruncie rzeczy wyszła mu na dobre.
- Nie mam pojęcie, o czym do mnie mówisz. - mruknęła cicho, łapiąc jednak pióro w dłonie i nachylając się, aby naskrobać nim podane przez chłopaka wskazówki na kawałku pergaminu. Z pewnością oszczędzi jej to czasu i pracy! Uśmiechnęła się pod nosem, drapiąc się końcówką pióra po nosie i zapominając, że wywołuje to łaskotanie. Złożyła papier, wsuwając go do podręcznika z zakresu rozszerzonego, gdzie zdaniem rudej rysunki były dokładniejsze, chociaż w połowie nie rozumiała, o czym czyta. Słysząc dyszenie psa, wysunęła w jego stronę dłoń i zrobiła ciche "owww", drapiąc go za uszami.
- Dziękuje za pomoc z tym. A idziecie? Wiesz, jako przykłady prefekt powinnam zniechęcić Cię do łamania regulaminu, oferując inną rozrywkę. - zaczęła, zerkając na niego z dołu zaczepnie i puszczając mu oczko, jednak wciąż zajęta mizianiem psa, aby Holden dłużej skupił uwagę orzechowych oczu. Gdy zaczął ją lizać po nodze, przysunęła zwierzę do siebie i objęła rękoma jego szyję, mówiąc mu same komplementy na ucho. Najchętniej to by mu tego psa ukradła!
- Też nie lubisz, jak Twój Pan pali, prawda? Grzeczny maluch! Pewnie chciałbyś coś.. Jednak mam tylko pączka, nie możesz jeść pączków, bo mnie zabije. O, ten tutaj. - tłumaczyła łagodnie psu, pokazując głową na swojego niespodziewanego kompana do nauki. Mruknęła w zastanowieniu, wiedząc, ze zwierzę chciałoby jakiś prezent. Wyciągnęła więc ręce do góry i odwiązała zieloną wstążkę z włosów, uwalniając rude kaskady. Opadły na plecy i ramiona, opatulając twarz i zakrywając niczym całun bladą skórę. Jej dłonie znów wysunęły się w stronę psa, przewiązując mu wstążkę przy obroży i robiąc z nich kokardkę, wciąż okazjonalnie miziając go palcami pod szyją. Czując na sobie spojrzenie chłopaka, odwzajemniła je i posłała mu delikatny uśmiech, kręcąc przecząco głową. Nie była dobra w przyjmowaniu komplementów.
- Czy ja wiem, Panie Thatcher? Chyba całkiem normalnie! Czyżbyś stał się fanem musztardowego koloru? Właściwie nie sądziłam, że akurat Ciebie tu spotkam! To dość mało popularne miejsce na spacery bez partnera! - odparła pogodnie, gładząc psa po głowie. Drugą dłonią przesunęła po okładce książki, która leżała pomiędzy nimi, wzdychając ciężko na samą myśl o powrocie do zielarstwa. Przeniosła na podręcznik spojrzenie, nieco może zrezygnowane. Nie mogła przecież zaniedbać nauki, jeśli chciała w sobotę i niedziele popracować z miotłą, skrzypcami i jeszcze mieć zmianę w sklepie. - Nie czekasz przypadkiem na kogoś, a ja zwyczajnie Cię zaczepiam w złym momencie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Holden A. Thatcher II

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 175
C. szczególne : (od lekcji numerologii) mam długie włosy; anorektycznie chudy
Galeony : 103
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 975
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPią Wrz 28 2018, 23:27

Zaczynam się śmiać, tak po prostu. Nie jestem pewien, czy to przez sam absurd Nessy grającej w quidditcha, czy może przez to, o czym papla.
- Lepiej się zdecyduj, bo cię pogonią z witkami na głowie – mówię, chociaż słowa ledwie wychodzą mi z ust, bo nie mogę się opanować. Nie chciałem jej wyśmiewać. To po prostu kwestia tego, że naprawdę nie widzę jej w drużynie. Fakt, że sam obiecałem Pro, że mogę z nim w razie czego trenować, skoro rzucili go na rezerwę przez nasze dowcipy, ale w życiu nie zapisałbym się do drużyny. I do tej pory sądziłem, że i Nessa będzie przy tym trwać. Naprawdę coś się w niej zmieniło, tyle że nie mam z nią aż tyle styczności, żeby od razu to zauważyć. Pewnie za jakiś czas mi się to uda, ale póki co przyglądam się jej i nie wiem, co to za zmiana. Czuję tylko, że jest zmęczona bardziej niż zwykle i chociaż pewnie uważa, że tego nie widać, łatwo to dostrzec w jej lekko drżących dłoniach, unoszących kubek z – tak mi się wydaje – kawą.
- Dlaczego Slytherin? – pytam zaintrygowany, bo chociaż kiedyś chciałem tam trafić, teraz wydaje mi się, że zupełnie tam nie pasuję. Zresztą, Nessa czasem nie daje mi spokoju listownie, dopóki nie ma pewności, że odrobię swoje zadania. Gdybyśmy mieszkali w jednym dormitorium, pewnie byłbym trupem za każdym razem, kiedy dostrzegłaby, że śpię albo gapię się w sufit, zamiast powtarzać transmutację.
Uśmiecham się do niej lekko, kiedy mi się przygląda po tym, jak siadam na jej ławce. Instynktownie przeczesuję palcami włosy, tworząc na głowie jeszcze większy nieład, o ile w ogóle to możliwe.
- To już wiesz, jak się czuję, kiedy opowiadasz mi o transmutacji – mówię trochę z przytykiem. Zielarstwo wbrew pozorom nie jest skomplikowane, przynajmniej w kwestiach teoretycznych, bo to zwykła pamięciówka. Co innego talent do roślin, ale tego nie można się nauczyć. Jeśli ktoś ususza nawet magiczne kaktusy, które potrzebują kropli wody na całe życie, to naprawdę nie poradzi sobie z tentakulą, mandragorą czy lewitującymi krzewami.
A potem to już tylko rozdziawiam usta ze zdziwienia, czując się okropnie niepoinformowanym przez to, że uniknąłem dwóch tygodni w szkole, a potem i tak niespecjalnie chodziłem na lekcje.
- Jesteś prefektem? To… eee… gratuluję – odzywam się do niej po chwili, notując sobie w myślach, żeby jednak trzymać jęzor za zębami, bo jeśli ją zdenerwuję, dowali mi jakimś szlabanem. Chociaż czy prefekci mogą je dawać? Jeśli tak, to w sumie mógłbym dla niej nawet czyścić nocniki w Skrzydle Szpitalnym. Ale znając tego miedzianowłosego elfa, pewnie odesłałaby mnie na skazanie do Bergmanna. A tego już bym nie przetrwał. I tak z jednej strony cieszę się, że Bennett ją doceniła, dając odznakę, ale z drugiej jestem zły na dyrektorkę, że dowaliła jej tym samym jeszcze więcej obowiązków. Tak, jakby nie zauważyła, że Lanceley zawsze zbyt dużo na siebie bierze. A moje tworzenie jej w życiu chaosu i odciąganie od niektórych obowiązków niespecjalnie się udaje, zwłaszcza ostatnio. Gdyby tylko udało mi się ją przekonać, by odpuściła sobie chociaż jedno dodatkowe zajęcie, świat stałby się dla niej prostszy. Może lubić takie przemęczanie się, ale to nie jest dobre dla jej organizmu i w tym momencie już się we mnie odzywa bycie dzieckiem uzdrowicielki.
- Czy ty próbujesz poderwać Psikusa? – pytam, znów się śmiejąc, chociaż prawdą jest, że za wciskanie mu pączków raczej bym ją udusił. Już mi wystarcza, że utuczyła mi sowę ciastkami. Pies powinien zostać w dobrej kondycji.
Labrador, otrzymawszy wstążkę przy obroży, kręci się jak głupi, próbując obejrzeć, co to takiego i zdjąć to zębami. Rozśmiesza mnie to jeszcze bardziej, bo jest naprawdę nieporadne, tyle że czarnuch nie jest jeszcze świadom tego, że tam nie sięgnie.
- Przynajmniej ma jakieś zajęcie – stwierdzam, gdy się opanowuję i przestaję się mu przyglądać, bo od tego kręcenia zaczyna mi wirować w głowie. – I niezbyt przepadam za musztardą, panno Lanceley, ale do twarzy ci w tym kolorze. Poza tym, ej, mam partnera!
Wskazuję na swojego towarzysza, który nie grzeszy rozumem, ale odpuszcza ganianie za wstążką, znajdując większe zainteresowanie w swoim własnym ogonie. Naprawdę nie wiem, po kim on to ma. W sumie staje mi przed oczami chwila, kiedy sam biegałem w kółko jak debil, żeby się przyjrzeć swojemu różowemu ogonowi lemura. Euforia naprawdę robiła ze mnie kretyna, chociaż w tym wypadku niewiele się zmienia. Po prostu nie rzucam się w przepaść brawury, czasem zastanawiając, czy naprawdę warto robić kolejne salto, które może skutkować wylądowaniem u stóp schodów.
- A teraz jestem tu z tobą, a i tak wygrywam, bo pies jest przynajmniej żywym towarzystwem, w przeciwieństwie do książek o roślinach liściastych – prostuję jeszcze, bo dziwi mnie to jej gadanie i zrzucanie – jak zwykle – winy na siebie, że zajmuje mi czas. – Jakbym na kogoś czekał, nie dosiadłbym się. Masz coś jeszcze z tego zielarstwa?
Muszę zmienić temat, nim znowu zaczniemy się sprzeczać. To miejsce nie sprzyja kłótniom, tak samo jak obecność mojego psa, który nie lubi złości czy podniesionych głosów i zawsze spróbuje stanąć w obronie jednej z osób. Nie wiem tylko, czy miałbym szanse z Nessą, niezależnie od tego, które z nas jest właścicielem Psikusa. Ja nie przekupuję go kokardami czy ciastkami.
- To już drugi mój zwierzak, któremu dajesz wstążkę – rzucam luźną uwagę, chociaż pierwotnie miała zabrzmieć jedynie w moich własnych myślach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptySob Wrz 29 2018, 00:23

Reakcja gryfona nie była do końca taka, jakiej się spodziewała. Może dlatego, że miał podejść do tego nieco bardziej entuzjastycznie i optymistycznie tak jak ona? Z drugiej jednak strony zdawała sobie sprawę, jak komicznie musi brzmieć chęć grania w Qudditcha wygłaszana przez dziewczynę o zawrotnym półtora metra z małym hakiem i wagą piórkową. Wolała jednak nie myśleć o ewentualnym zdmuchnięciu z miotły. Gdy znalazł się naprzeciw niej, zmarszczyła groźnie nos i brwi, prychając niczym niezadowolony kot i uniosła dłoń do góry, pstrykając palcami w jego czoło, uważając jednak, żeby paznokciami go nie zadrapać.
- Jesteś okrutny! Nie śmiej się, wredny gryfie. Za bardzo się boją, żeby mnie pognać. - mruknęła, krzyżując następnie ręce pod biustem i jeszcze przez chwilę na niego patrząc. Brązowe spojrzenie powędrowało w stronę kubka z kawą, której wciąż była połowa. Uniosła go do góry, robiąc solidnego łyka rozgrzewającego napoju i nawet nie zauważając subtelnego drżenia rąk. Cóż, każdy organizm radził sobie inaczej ze zmęczeniem.
- Bo u nas chłopcy tacy są. W sensie ten wizerunek. Zobacz na przykład Alka — niby to łagodne i miłe, ale ma ten swój łobuzerski i niepokorny błysk w oczach. - wytłumaczyła z delikatnym wzruszeniem ramion, pomiędzy kolejnymi łykami kawy. Nawet gdyby chciała, to nie miała teraz aż tyle czasu co na pierwszym roku, aby przypominać Holdenowi o lekcjach w takim stopniu, w jakim powinna. Był inteligentnym stworzeniem, tylko tak straszne pozbawionym organizacji czy odrobinę wręcz leniwym. Odwzajemniła jednak jego uśmiech, zostawiając już w spokoju wpatrywanie się w kubek i jego etykietkę, świdrując zamiast tego twarz Thatchera. Niby taką samą, a tak inną, niż zapamiętała. Mogliby tak siedzieć i rozmawiać, gdyby ostatnio nie zaczęli od nowa? Nie wykreślili tego, co było wcześniej? Nie potrafiła sama sobie na to odpowiedzieć. Jego kolejne słowa sprawiły natomiast, że dziewczyna roześmiała się cicho i kiwnęła głową, wprawiając w ruch miedziane kosmyki i przyduży materiał miękkiego, żółtego swetra ze wstążką na plecach i dość dużym dekoltem na nich.
- Może faktycznie coś w tym jest. Wydaje mi się jednak, że wciąż jesteś lepszy z transmutacji niż ja z zielarstwa. Moja ukochana dziedzina magiczna jest mniej skomplikowana niż Twoja. Swoją Drogą, miałeś już ten szlaban za ostatnie zajęcia..? Ładny dałeś popis z tym obrazem niczym prawdziwy ślizgon. Może to geny? Jeśli chcesz, to pomogę Ci z zaległościami. - zakończyła swój monolog złapaniem oddechu, stukając paznokciami w podręcznik. Dla niej nie była problemem nauka innych, lubiła to, chociaż nigdy nie chciała zostać nauczycielem. Nieco zdziwiła się, że nie wiedział o odznace, która spoczywała w jej nocnej szafce w dormitorium. Właściwie nigdy się tym nie chwaliła, jednak wieści po szkole nosiły się dość szybko. Kiwnęła więc głową w podziękowaniu, posyłając mu krótkie spojrzenie i zaraz wędrując nim do wesołego psa.
Miał miękką i błyszczącą sierść. Było widać, że jest kochanym i rozpieszczanym członkiem rodziny, pewnie przez jego brata albo mamę. Pies był aktywny, żywiołowy i niezwykle ciekawski, łypiąc spojrzeniem na otaczający go świat i ze świstem przecinając powietrze ogonem. Przez chwilę udało się jej nawet skupić tylko na nim, wyłączyć i odciąć od rzeczywistości. Nie słyszała cichego głosu, który szeptał gdzieś z tyłu głowy o tym, jak wiele ma jeszcze dziś do zrobienia. Była jednak przyzwyczajona do takiego stylu życia, podobnie jak jej organizm. Może jedynie ostatnio była trochę bardziej zmęczona. Mówiła i głaskała do psa niczym w transie, nieco może pusto, wpatrując się w jego pysk i dopiero pytanie gryfona sprawiło, że zamknęła na chwilę oczy i uśmiechnęła się, chcąc ukryć zakłopotanie, jednocześnie przepraszając za niesłuchanie go.

- A myślisz, że miałabym u niego szanse? Wydaje mi się, że lubi blondynki. Jak kiedyś z nim wracaliśmy, był bardzo zainteresowany biszkoptową, blond koleżanką. Pamiętasz? - odpowiedziała automatycznie, przekręcając głowę w bok i wędrując spojrzeniem pomiędzy psem, a jego panem, uśmiechnęła się delikatnie. Była pewna, że od jednego pączka nic by się psu nie stało. Sowa schudła, zresztą, nazwa zobowiązywała i jak zjadła kilka ciastek, to przecież zaraz nie zacznie się toczyć czy szybciej męczyć. Splotła ze sobą dłonie, kładąc je gdzieś na ławce i opierając się na nich, nachylając lekko do przodu. Głowę miała przekręconą w bok, obserwując poczynania Psikusa. - Widać, że lubi zielony kolor. Tak? Dziękuje, chociaż nadal myślę, że mogłabym się trochę do niego opalić. Przyzwyczaiłam się jednak do aparycji niczym z kostnicy. Partnera? Holden, miałam na myśli coś bardziej człowieko- podobnego.
Oznajmiła ze wzruszeniem ramion, wywracając teatralnie oczyma. Zwierzę wyglądało jednak na bardzo szczęśliwe. Musiał tęsknić za nim, gdy chłopak miał studia i przebywał w zamku. W końcu nikt nigdy nie był lepszym przyjacielem od psa. Byli zgranym duetem, pasowali do siebie. Gdy wytknął jej książki, znów prychnęła. Miał rację, chociaż nie przyznała tego na głos, a jedynie kiwnęła delikatnie głową.
- No dobrze, wybrnąłeś. Punkt dla Ciebie. Zresztą, powinieneś się cieszyć, że mam tak doborowe towarzystwo, jak zielarstwo. Przecież je uwielbiasz, prawda? Co mam.. Poza tym wypracowaniem powtarzam materiał gdzieś od.. Piątej klasy? Poprawiam notatki, przepisuję, staram się zapamiętać. Nic specjalnego.
Odparła ze spokojem, skupiając uwagę na książce. Uniosła ją do góry i otworzyła, przekręcając przodem do niego. Złapała za strony, przelatując nimi poprzez swobodne opuszczanie. Z łatwością mógł dostrzec stosy podkreśleń, małych karteczek doklejonych do stron czy kolorowych wystających góry, podpisanych w jakiś chaotyczny sposób. To była nowość, ze to jej ktoś pomagał z nauką! I trzeba przyznać, że Lanceleyównę ten stan rzeczy nieco kłopotał. Nie zamierzała się jednak z nim kłócić, miała dość po ostatnim, poza tym zaczęli od nowa, mając białą i czystą kartkę. To byłoby niesprawiedliwie zagranie.
- Hmmm? Co tak nagle? Też byś chciał wstążkę? Lubie wiązać nimi włosy. - odpowiedziała nieco zaskoczona tym stwierdzeniem, odchylając głowę nieco do tyłu, aby było jej wygodniej na niego spojrzeć znad książki, gdzie się pochylała. Odsunęła jedną z dłoni, unosząc ją do góry i przerzucając włosy na plecy. Całe szczęście, podmuchy wiatru nie były silne i nie rozrzucały ich dookoła zbyt nachalnie. - Jaki kolor?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Holden A. Thatcher II

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 175
C. szczególne : (od lekcji numerologii) mam długie włosy; anorektycznie chudy
Galeony : 103
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 975
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptySob Wrz 29 2018, 20:36

Nessa pstryka mnie w czoło, co jednocześnie zaskakuje mnie i cieszy, bo chyba wracamy do normalności. O ile można to tak w ogóle nazwać, zważywszy na to, że zaczynamy od nowa, mimo że każde z nas pamięta, co działo się wcześniej. Nie da się tak po prostu zapomnieć, chyba że zdecydujemy się rzucić na siebie Obliviate. Tyle że ja nie potrafię, a ona z kolei nie zaryzykuje.
- Nie jesteś ani trochę przerażająca – stwierdzam, drażniąc się z nią, bo właściwie dziewczyna jest dla mnie uroczym stworzeniem, które mam ochotę przytulać i karmić czekoladą i ciastkami, a nie uciekać przed nim, gdzie asfodelus rośnie. Chociaż nie wiem, czy cmentarz to takie dobre miejsce na ukrywanie się przed przerażającymi istotami. Lubię chodzić między nagrobkami, zwłaszcza jesienią, kiedy ludziom przypomina się o zmarłych i ozdabiają ich groby lampkami. To mi przypomina, że sam powinienem niedługo odwiedzić babcię w Londynie. Lubię do niej chodzić i mówić jej o różnych pierdołach, nawet jeśli nigdy mi już nie odpowie. Nawet zastanawia mnie czasem, czy możliwym by było, aby ktoś bez mocy magicznej został duchem, albo dałoby się stworzyć jego portret. Nikt pewnie nigdy nie próbował, a ja po raz kolejny już w tym tygodniu żałuję, że nie jestem na tyle dociekliwy i zdeterminowany, by dokształcić się w dziedzinach otaczającego mnie świata.
- Alka? – pytam, nie wiedząc, o kim mówi. Pierwszy raz słyszę to zdrobnienie, zwłaszcza padające z jej ust. Dla mnie większość Ślizgonów jest taka sama, przynajmniej jeśli chodzi o przedstawicieli mojej płci. Z dziewczynami jest zupełnie inaczej. No bo zestawmy mojego rudego elfa z chochlikiem od bilarda: obie równie ambitne i zdeterminowane do zwycięstwa, a jednak zupełnie odmienne w innych dziedzinach charakteru. I podejrzewam, że coś podobnego dzieje się i u innych koleżanek Nessy, chociaż nigdy jakoś szczególnie się nie skupiałem na nich, poza Emily i Heaven, ale pierwsza znów jest urocza i do przytulania, a drugą z chęcią bym zamordował za jej cięty język i zadzieranie nosa. Nigdy do końca nie uwierzę, że mają te same geny z Fire.
Krzywię się na wspomnienie o lekcji Bergmanna, na której dostałem po raz kolejny szlaban. Nie zachwyca mnie to, że dziewczyna o tym wspomina i to akurat teraz. Szczerze mówiąc wolałbym, żeby o tym zapomniała, ale nie jest to chyba możliwe.
- Jeszcze nie miałem – mówię poważniejszym tonem, bo szlabany to niezbyt przyjemny temat, zwłaszcza dla mnie. – To nie było specjalnie, sam spadł jak groziłem, że zakleję mu usta, jeśli się nie zamknie. Mówił niemiłe rzeczy o Fire – tłumaczę się, chociaż sam nie wiem czemu. Po prostu irytuje mnie, że wszyscy uważają, że specjalnie rozwaliłem ten wykład, podczas gdy mi chodziło jedynie o to, żeby zapanował na nim święty spokój. Trzeba przyznać, że moja reputacja jest naprawdę cudowna. – Ness, daj spokój. Masz dużo na głowie, nie musisz jeszcze pomagać mi z transmutacją. Ale mogę ci dla odmiany pomóc z zielarstwem. Przyda mi się mała powtórka do pracy.
Akurat mama nie ma zbyt wiele czasu dla psa, ostatnio prawie niema jej w domu, a mój brat nie jest zbyt wielkim miłośnikiem spacerów. Ojciec zabiera Psikusa wszędzie ze sobą, nawet do pracy, kiedy naprawia jakieś szyldy albo płoty w wiosce. Sąsiadki też lubią go dokarmiać, a ja tylko prawię im wszystkim morały, bo utuczony pies nie jest wcale taki fajny. I cierpi. Ale oczywiście nikt tego nie zrozumie, bo jak mu nie dać, kiedy patrzy się tym uroczym wzrokiem. Sam bym mu pewnie uległ, gdybym tak dawno do tego nie przywykł.
- Pamiętam, ale chyba bardziej woli gonić wiewiórki – mówię, szczerząc zęby, bo znów robię przytyk w jej stronę. Nie wiem, co ona ma ostatnio z tymi blondynkami, ale to dość intrygujące. – O zobacz, mam rację – dodaję, wskazując na psa, który stroszy się na widok szarego malucha o puchatym ogonie. Ruda byłaby o wiele lepszym przykładem, ale z braku i tak się nada. Psikus goni ją aż do lawendowej ściany, po której zwierzę wspina się, ukrywając w krzakach lawendy. Po chwili niezadowolony wraca do nas i znów podlizuje się Nessie, która przywiązuje mu kokardkę. – Myślę, że kolory nie mają dla niego znaczenia, bo widzi je trochę inaczej. Chyba po prostu cię lubi. I co z nim nie tak? Pies też może być dobrym partnerem do spacerów. Czasem lepszym niż człowiek.
Wywracam oczami na jej wzór, bo naprawdę coraz mniej ją rozumiem. Tak, jakby na siłę próbowała mi wmówić, że jednak mam jakąś dziewczynę i tylko mi się narzuca. Dostrzegam to wyraźnie, ale nie komentuję, bo coraz bardziej boli mnie, że ona w ogóle siebie nie docenia.
- Nie za dużo? I wiesz co, same podręczniki niewiele ci dadzą. Łatwiej jest przyglądać się roślinom na żywo. Nie myślałaś o tym, żeby przejść się do cieplarni? Albo jakiegoś ogrodu – proponuję jej, zdziwiony, że powtarza tak odległy materiał. Chociaż jej nie wpajano od dziecka co jest czym, nikt pewnie nie zabierał jej na spacery do lasu czy na łąkę, pokazując magiczne i mugolskie zioła i kwiaty. Może mnie wydaje się to proste, bo po prostu wychowałem się wśród roślin ze względu na moje pochodzenie.
Odwraca książkę w moją stronę, a ja przyglądam się kolorowym zapiskom, od których dostaję niemalże oczopląsu. Nie potrafiłbym się tak uczyć. Moje książki muszą być czyste, a i tak prawie z nich nie korzystam, uznając, że wolę zapytać kogoś, kto się na tym zna, zamiast korzystać z kawałka papieru. Ale Nessa wybiera ten rodzaj zdobywania wiedzy, więc muszę się do niej dostosować, jeśli mam jej pomóc. Odbieram od niej podręcznik, celowo – a niby przypadkiem – zahaczając palcami o jej dłoń, przez chwilę spoglądając na jej twarz, ale zaraz odrywam od niej wzrok i kieruję go na zapiski.
- Masz tego więcej? – pytam, wskazując na pierwszą doklejoną karteczkę i odrywam ją, bo już dostrzegam na niej niepotrzebne banały, które tylko zaśmiecają głowę, podczas gdy można określić zastosowanie tej rośliny w o wiele prostszy sposób.
Znów patrzę na nią zdziwiony, gdy proponuje mi wstążkę i śmieję się, nie wyobrażając sobie siebie w takim wydaniu.
- Chyba mam trochę za krótkie włosy, więc wstążka musi poczekać. Ale butelkowa zieleń byłaby w porządku – odpowiadam, nadal nie wiedząc, co to dokładnie za odcień, ale jednak Nessa bardzo go lubi, o czym pamiętam. Nie jestem najlepszy w odróżnianiu barw, chociaż naprawdę się staram i gdybym miał taką wstążkę, może w końcu bym się nauczył. W sumie nawet nie muszę jej nosić na głowie, bo mógłbym ją sobie zawiązać na nadgarstku. Tak po prostu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptySob Wrz 29 2018, 22:25

Z Nessą było naprawdę prosto się kumplować, bo ona wcale nie umiała się gniewać i nie trzymała długo urazy, bo zwyczajnie szkoda było jej życia na negatywne emocje. Rozpraszały tylko i sprawiały, że głowa była wyjątkowo ciężka. Bała się rzucić Obliviate zważywszy na jego skutki, gdy było błędnie wykonane, więc zostało jej jedynie zepchnąć wszystko w najdalsze zakamarki umysłu, no, przynajmniej prowizorycznie. Prychnęła oburzona, wcale się nie zgadzając z jego stwierdzeniem. Rudzielec ślepo wierzył w swoje pokrewieństwo ze słynnym potworem z Loch Ness, a do tego samo bycie ślizgonką i prefektem powinno dodawać jej grozy.
- Oczywiście, że jestem. Nie miałam okazji Cię jeszcze wystraszyć po prostu. - rzuciła w końcu, nieco ciszej i z udawaną pretensją, wzruszając ramionami, jakby stwierdzała najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Przez chwilę jeszcze wpatrywała się w twarz gryfona, ostatecznie wzdychając ciężko pod nosem i marudząc pod nosem, że jest niereformowalny i wcale jej nie słucha, a przecież go ostrzegała lojalnie. Dłońmi poprawiła tkwiący na ramionach, musztardowy sweter. Odzienie było na nią nieco przyduże, irytująco spływało na dół, odsłaniając wystające obojczyki i bladą skórę, kontrastującą z miedzianymi kosmykami wijących się włosów. Ona również lubiła spacery po cmentarzu, tylko odbierała je w nieco inny sposób, nie znając mugolskich zwyczajów czy tradycji. Zawsze uświadamiała sobie wtedy, jak niewiele ma czasu i jak wiele do zrobienia. Życie było krótkie, raptem ułamki sekund w stosunku co całego wszechświata i niewiele było istnień, które faktycznie zostały zapamiętane. A ona nie chciała być zapomnianym, szarym trupem. Zawsze chciała czegoś więcej. Może to było jednym z powodów, dla których tak ciężko pracowała i systematycznie dawała z siebie wszystko, aby nie zmarnować żadnej szansy i żadnego dnia. To była bardzo mocna i drastyczna motywacja, wspominki o trupach i zmarnowanych życiach, ale skuteczna w przypadku Nessy.
- No Aleksandra Corteza. Znamy się od dzieciństwa, więc wołam na niego Alek. Nasi rodzice się przyjaźnią. - odpowiedziała, zdając sobie sprawę, że faktycznie niewiele osób mogło tak na niego mówić. Wiedziała przecież, jaką ma opinię wśród ludzi w szkole. Swoją drogą, rudzielca zaciekawiło jak postrzegał byłego więźnia Azkabanu i czy kojarzył fakt, że w całej tej farsie brała udział jej młodsza siostra. Stąd też karmelowe tęczówki odszukały błękitnego spojrzenia, skupiając na nim swoją uwagę. Dziewczyna nie miała zbyt wielu koleżanek, znacznie lepiej dogadywała się z mężczyznami, zważywszy na motoryzację i sympatię do piwa, a niechęć do chodzenia po sklepach z ubraniami. Czasem fajnie było wyskoczyć, aby kupić sweter czy sukienkę, jednak niezbyt często. Zresztą, ona wszystkich traktowała tak samo i starała się być sprawiedliwa. Widząc jego skrzywienie, roześmiała się cicho. Aż tak się tym przejmował? Nie było sensu ukrywać, że opinii pilnego ucznia to nie miał. Przytakiwała mu, akcentując niedowierzanie mimiką twarzy i powstrzymując parsknięcie kolejną salwą śmiechu.
- Nie wątpię w Twoją niewinność Holden, nie martw się. Jestem pewna, że dzielnie broniłeś Blaith i jej dobrego imienia, za co masz moją wdzięczność. Mam nadzieję, że Daniel będzie dla Ciebie wyrozumiały i da Ci ciekawy, owocny szlaban. - zaczęła w końcu, pół żartem i pół serio. Zawsze lepiej się czuła z tym że ktoś poza nią zerkał na rudą Dearówne, która w gruncie rzeczy była cudownym człowiekiem i połowa zamku wiele traciła, ignorując znajomość z nią przez mur, który dookoła siebie miała. Na jego propozycję zamrugała kilkakrotnie, całkiem zbita z tropu. Thatcher chciał uczyć Lanceley? Nie była przyzwyczajona do roli uczennicy, zwykle to ona komuś pomagała. Wędrowała chwilę spojrzeniem pomiędzy chłopakiem a podręcznikiem. - Jesteś pewien? Masz zaległości, nie było Cię trochę. Pozwól mi, chociaż odwdzięczyć się korepetycjami z transmutacji, zaklęć czy chociażby obrony przed czarną magią! Poszło Ci ostatnio nieźle, chociaż byłam pewna, że nie chodzisz na te zajęcia. Pracy? Znalazłeś coś nowego po Zonku?
Dostrzec można było na jej twarzy cień zakłopotania jego propozycją w postaci niewielkiego rumieńca na bladym policzku, który z łatwością zrzucić mogła na powiewy coraz to chłodniejszego wiatru. Popołudnie szybko mijało, słońce z wolna kojarzyło się ku zachodowi. Zacisnęła dłonie na kubku z kawą, upijając kilka łyków. Świdrowała spojrzeniem bawiącego się psa, który bez problemu znajdował sobie zajęcie. A zielona wstążka przy jego obroży wyglądała naprawdę ładnie. Kiwnęła głową na jego zaczepkę dotyczącą wiewiórek, wywracając przy tym teatralnie oczyma. Uwielbiał jej dokuczać tym małym gryzoniem odkąd tylko się poznali w Hogwarcie.
- Nie rozumiem tej słabości do wiewiórek, naprawdę. Biszkoptowa samica jest dla niego lepszym towarzystwem od małego, złośliwego gryzonia. - odparła, marszcząc brwi i śledząc tym razem spojrzeniem wspinające się zwierzę, które w popłochu uciekało przed wielkim, śliniącym się psem. Dlaczego się go tak bała? Rozczarowany Psikus wiedział do kogo przyjść, bo ślizgonka zaraz zaczęła go drapać za uszami i uspokajać, jak zwykle prawiąc ogrom komplementów. Był takim czarującym zwierzakiem, że najchętniej by go sobie zabrała. Jej rodzice jednak nigdy nie zgodzili się na psa, tłumacząc to brakiem czasu. - Często lepszym niż człowiek. Tak Ci tylko dokuczałam. Z przyzwyczajenia, wiesz?
Lanceleyówna nie robiła tego celowo, nawet nie zauważyła, że chłopak mógł jej słowa odbierać w taki sposób. Samo tak wychodziło, bo jak zwykle nie zastanawiała się głębiej nad swoimi odpowiedziami, mówiąc to, co jej przyszło do głowy. Był to jej unikalny sposób zachowania uczciwości względem samej siebie.
- Za dużo? Bez podstaw nie opanuję rozszerzenia, a jednak obiecałam sobie Powyżej Oczekiwań z tych ziół na świadectwie. Holden, jeszcze nie zwariowałam. Dotknę czegoś, co mnie otruje albo nie daj boże, zje, jak wtedy będę wykonywała swoje obowiązki prefekta? Moja wiedza ogranicza się do może — przy dobrych wiatrach — piętnastu roślin i to nie koniecznie magicznych. - powiedziała z rozbawieniem, ostentacyjnie machając dłonią. Jak zawsze, potrafiła przyznać się do braku wiedzy czy znajomości danego przedmiotu. Nie było to dla niej wstydem, a raczej większą motywacją, aby następnym razem wypaść lepiej. Faktycznie, nawet gdy już wychodzili gdzieś rodzinnie na spacer, to nie skupiali się na otaczających ich faunie czy florze. Nigdy nie miała do tego specjalnego pociągu. Cieszyła się jednak, że on miał swój konik i pasję, która wchodziła mu równie dobrze do głowy, co jej transmutacja.
Wertowała odwróconą w stronę gryfona książkę, pokazując mu zawartość i z ciekawością zerkając na wyraz jego twarzy. Przekręciła głowę w bok, gdy zobaczyła jego minę sugerującą, że to wcale nie było tam potrzebne. Doskonale rozumiała, że nie każdy miał ten sam system nauki co ona. Żeby jednak od razu z taką miną? Przesunęła brązowymi oczyma po jego twarzy, ramionach i powędrowała w stronę dłoni, które drgnęły w miejscu, aby następnie wysunąć się w jej stronę, aby zabrać jej książkę. Tego znów się nie spodziewała, podobnie jak ciepłych palców Holdena, które dotknęły jej chłodnej skóry, zostawiając za sobą delikatny dreszcz. Odwzajemniła spojrzenie, zaraz jednak odpowiadając mu na pytanie poprzez potwierdzające kiwnięcie głową. Cofnęła ręce, krzyżując je pod biustem i prostując się, zaciskając palce na materiale swetra, skryte jednak pod rękoma.

- Zielarstwa nie mam za wiele, może ze trzy podręczniki i encyklopedię roślin.. Zwykle korzystam z biblioteki, gdy czegoś brakuje. Uznałam, że na tych książkach do rozszerzenia powinnam przebrnąć przyzwoicie przez pierwszy rok studiów. - zaczęła z westchnięciem, przenosząc wzrok na swoją torbę. Niestety, poza wspomnianą encyklopedią, którą wyjęła i mu podsunęła, pozostałych dwóch ze sobą nie zabrała. Nie mogła znaleźć w nich niczego, co przydałoby się do wypracowania. Słysząc jego śmiech, podniosła wzrok na jego twarz, a następnie włosy, które poprawił. Wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, lustrując niesforne kosmyki wzrokiem.
- Myślę, że dałoby się coś zrobić. Huh? Dlaczego akurat butelkowa zieleń..?- zapytała, znów zaskoczona jego słowami. Dziś wychodziło mu to dość często, do czego również nie była przyzwyczajona. Jak na zawołanie, przed oczyma zatańczyły jej wspomnienia związane z komnatą czterech pór roku. Czy nie wspominała, że lubi ten kolor? Znów skrzyżowała dłonie pod biustem, patrząc na niego podejrzliwie. - Sądziłam, że lubisz różowy czy coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Holden A. Thatcher II

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 175
C. szczególne : (od lekcji numerologii) mam długie włosy; anorektycznie chudy
Galeony : 103
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 975
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyNie Wrz 30 2018, 17:48

Wywracam teatralnie oczami, bo naprawdę uważam, że całe to bycie groźnym w wykonaniu Nessy Lanceley jest zabawne. Tyle, że ja nie jestem obiektywnym obserwatorem, patrząc na nią przez pryzmat mojego własnego uczucia. I być może dlatego właśnie nie dostrzegam – podobno – tak widocznych u niej wad, o ile w ogóle je ma.
- Prędzej bałbym się o ciebie, niż ciebie samej – mówię jej, nim zdążę ugryźć się w język, bo nie wiem, czy ta uwaga jest na miejscu w sytuacji, w jakiej jesteśmy. Ale ostatnio zdecydowanie za dużo mówię, więc może puści to mimo uszu, przechodząc do codzienności bez głębszego zagłębiania się w ten temat. Taką mam nadzieję, chociaż te bywają naprawdę złudne.
Kiedyś chciałem być wielkim odkrywcą. Podróżnikiem, który odnajdzie zaginione lądy, albo poleci w kosmos, odnajdując inne planety zamieszkane przez czarodziejów. Teraz jednak wiem, że nie jest to moim przeznaczeniem. Jestem zbyt leniwy do tego, aby stać się wyjątkowym i zapamiętanym. Zresztą sama pamięć na niewiele mi się zda. Wolę być osobą wspominaną przez moich bliskich jako ktoś dobry i wspierający, niż nazwiskiem bez twarzy w pamięci milionów.
- To ten współlokator dementorów? – upewniam się naprawdę zdziwiony tym, że Nessa się z nim przyjaźni. Nie znam gościa, ale nie wydaje mi się zbyt bezpiecznym towarzystwem, skoro go przymknęli za czarną magię. Ogólnie ten rodzaj czarów to coś, czego bardzo nie lubię i po prostu trzymam się z daleka od podejrzanych typów, o ile wiem, że z tego korzystają. Wolałbym, żeby i Ślizgonka na siebie uważała, ale zdążyłem się już nauczyć, że nie tak łatwo na nią wpłynąć, zwłaszcza w kwestiach doboru znajomych. Podejrzewam, że i na mnie jej przyjaciele kręcą nosem, więc nie powinienem nikogo oceniać po pozorach. Martwię się, ale sam nie jestem święty.
- Daniel? Od kiedy jesteś po imieniu z Bergmannem? – pytam zaciekawiony, pochylając się nieco w jej stronę, żeby nie mogła uciec przed odpowiedzią. Nie sądziłem, że Nessa aż tak zaznajamia się z transmutacją i odczuwam kolejny powód, żeby zacząć się o nią bać. Nie, jestem po prostu zazdrosny, ale nie chcę do siebie dopuszczać wiadomości, że skręca mi żołądek właśnie przez to. – Bo nie chodziłem, ale Pro wyciągnął mnie siłą, więc… chyba już chodzę. Daj spokój, poradzę sobie, nie dorzucaj sobie więcej roboty.
W gruncie rzeczy moja obecność na obronie przed czarną magią mogła być szokująca dla wszystkich wokół, bo nie kryję się z tym, że nie lubię tych zajęć, a tym bardziej, że sobie z nimi niespecjalnie radzę. Przy okazji od razu współczuję każdemu, kto kiedykolwiek wyląduje ze mną w parze, bo skończy się to dla niego raczej dość tragicznie.
Kiwam głową w odpowiedzi na pytanie związane z pracą. Właściwie to Nessa jest pierwszą osobą, której o tym w ogóle mówię. Nie chcę się zbytnio chwalić, żeby potem nie było wstydu, jak mnie wyleją, bo jak zwykle coś schrzanię.
- W aptece na Pokątnej. Sprzedaję składniki eliksirów i inne tego typu bzdety – wyjaśniam, wzruszając przy tym ramionami, jakby to nie miało większego znaczenia, podczas gdy tak naprawdę jestem dumny sam z siebie, że mnie tam przyjęli. Być może to dzięki temu, że podszkoliłem się nieco z uzdrawiania i cały czas się w tej dziedzinie dokształcam. Z roślinami czy eliksirami nigdy nie miałem większych problemów, a babranie się w tych wszystkich obślizgłych resztkach z formaliny sprawia mi większą frajdę niż gryzące kubki i łajnobomby. I brzmi jakoś tak lepiej niż praca u Zonka. Ma dziad u mnie przewalone i będę już kupował wyłącznie u konkurencji, skoro Magiczne Dowcipy znajdują się kilka kroków od mojego miejsca pracy.
- Co się tak uczepiłaś tych biszkoptów? Jak masz ochotę, to możemy się przejść do cukierni – stwierdzam, przekrzywiając głowę, by lepiej się jej przyjrzeć. Wiem, że nie chodzi jej o ciastka, ale nie mogę się powstrzymać. Poza tym mógłbym ją zabrać na coś słodkiego do jedzenia, nawet jeśli ma przy sobie pączki, bo czemu by nie. Zgarnęlibyśmy po drodze też jakieś psie ciastka dla Psikusa, który znów zajmuje się gonieniem innych stworzeń, chociaż teraz upatrzył sobie za cel jakiegoś gnoma, który najwyraźniej został wywalony z czyjegoś podwórka i teraz, nieco skołowany, stara się tam wrócić. – Hej, przecież się nie gniewam – wyjaśniam jeszcze, kiedy zaczyna mi się tłumaczyć przyzwyczajeniem. Zaczynamy wpadać ze skrajności w skrajność. Albo sobie dokuczamy tak, że niemal kłócimy, albo jesteśmy obrzydliwie wręcz mili, co również nie do końca mi odpowiada. Ale kładka zbyt mocno się giba, żeby udało nam się w tej chwili odnaleźć złoty środek, na którym pozostanie w bezruchu.
- Mogę iść tobą, udawać że mnie tam nie ma, ale dźgać cię w plecy, kiedy zbliżysz się do czegoś, co może cię zabić – proponuję pół żartem, pół serio, bo gdyby w to uwierzyła, naprawdę mógłbym pomóc. – Ale wiesz co? Dzisiaj pouczymy się nieco teorii, a do cieplarni pójdziemy, kiedy będę miał pewność, że odróżniasz rośliny jadowite od tych, które tylko mają dobry kamuflaż przed szkodnikami. Będziesz miała to swoje Powyżej Oczekiwań.
W kwestiach zielarstwa odpala mi się słowotok i coraz bardziej mam pewność, że być może to jest moje przeznaczenie, a nie opiekowanie się zwierzętami. Ususzyć magiczną roślinę przez swoją nieodpowiedzialność jest trudniej niż zabić jakieś niewinne stworzonko, a skoro nie ufam sam sobie, to jak inni mają zaufać mi?
A w razie gdyby bała się jednak cieplarni, która nie jest najlepszym pomysłem na przyjemne spotkania ze względu na odór smoczego łajna, w domu też mamy sporo roślin, takich bezpiecznych, którym mogłaby się bez problemu przyjrzeć. Myślę, że nikt nie miałby nic przeciwko, gdybym pozwolił jej molestować roślinki Isobel (pod warunkiem, że byłaby wtedy w pracy, bo ojcu to wsio ryba, co takiego robimy z tymi „badylami”).
Mam ochotę jej powiedzieć, że nie musi być idealna ze wszystkiego, ale nie chcę jej urazić. Dla mnie jest fajniej, kiedy Nessa nie zna się na wszystkim, bo czasem mógłbym jej pomóc. A w innym przypadku po prostu czuję się od niej gorszy i choć to naprawdę egoistyczne podejście, to mam wrażenie, że mogłaby mnie do czegoś zmotywować. Tylko nie chcę jej przemęczać, znając jej podejście, że kiedy ma kogoś uczyć, sama musi się jeszcze bardziej dokształcać. To trudne, nie do końca zdrowe i dość radykalne podejście. A przecież nie jest wstydem przyznać się do tego, że się czegoś nie wie. Zwłaszcza, kiedy nadal chodzi się do szkoły, bo przecież o to w niej chodzi, żeby poszerzać swoją wiedzę, a nie przychodzić na lekcje, już ją mając.
Nessa odwzajemnia moje spojrzenie, a ja czuję ciepło na policzkach, przez co czuję się jak skończony idiota, bo wiem, że od kiedy mam ciemne, na dodatek krótkie włosy, to jeszcze bardziej rzuca się w oczy. Kieruję więc wzrok na zestaw podręczników dziewczyny, które i tak przerastają mój o dwie sztuki i encyklopedię. W domu pewnie znalazłoby się coś więcej, ale nie zwracałem na to uwagi, bo nie było mi potrzebne. Teraz jednak powinienem się rozejrzeć, kiedy odprowadzę Psikusa ze spaceru.
Zgarniam jedną z kolorowych karteczek i zapisuję na niej poprawne informacje na temat roślinki z rozdziału, po czym przyklejam ją na miejsce, z którego oderwałem poprzednią. Biorę też kolejną i wypisuję na niej krótką wiadomość, tak żeby Nessa nie dostrzegła treści, po czym wciskam ją między ostatnią stronę i okładkę, uśmiechając się pod nosem trochę jak chochlik (a przynajmniej Everett zawsze mówi, że tak wyglądam). Później ją sobie zobaczy.
- Różowy? Daj spokój, jest tyle ciekawszych odcieni – mówię, odchylając się trochę na ławce, tak jakbym chciał się bujać na krześle, bo przez moment zapominam, że siedzisko się nie ruszy. Nic się oczywiście nie dzieje, a ja utrzymuję równowagę, chociaż i tak podbiega do mnie zaintrygowany tym labrador. – Zielony jest ładny. Dobrze komponuje się też z czarnym. Spójrz chociażby na Psikusa – żartuję, kładąc rękę na jego łbie, żeby zatrzymał się chociaż na chwilę, bo już dostaje głupawki, przez którą nie będę mógł nad nim zapanować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPon Paź 01 2018, 17:52

Całe szczęście, że nie mówił tego na głos, bo mógłby oberwać groźnym kopnięciem w piszczel i wszystko by mu się wyjaśniało. Często zaabsorbowanie drugą osobą było główną przyczyną braku obiektywności i dostrzegania tych gorszych cech charakterów, które jednak wychodziły później. Gdy opadała pierwsza fascynacja, zaczynały się pierwsze kłótnie. Taka przypadłość ludzka, że zawsze chcieli wypaść na lepszych niż byli w rzeczywistości, zwiększyć swoje szanse. Później jednak nadchodziło życie codziennie, a razem z nim fala rozczarowań sposobem bycia partnera.
- O mnie? Przecież radzę sobie doskonale. Nie marnuj zdrowia na coś takiego Hold. - odparła zaskoczona, ostentacyjnie machając dłonią w powietrzu i tym samym sugerując mu, aby dał sobie spokój. Powinien skupić się na ocenach czy na ludziach, którzy tej pomocy faktycznie potrzebowali. Nie zwróciła nawet uwagi, czy wypadało mu coś takiego powiedzieć, czy nie, bo dla Nessy naturalną rzeczą było przejmowaniem się drugą osobą, jeśli darzyła ją sympatią.
Ślizgonka miała wiele planów, jednak większość szybko ją nudziła i gdyby teraz zadać jej pytanie: kim chciałabyś zostać? Nie umiałaby nawet odpowiedzieć. Była człowiekiem uniwersalnym pod wieloma względami, także w zdobywaniu wiedzy i kształceniu się, przez co dawała szanse każdej dziedzinie magicznej czy życia. Lubiła motory, jazdę nimi, transmutację, instrumenty czy wytwarzanie instrumentów. Słysząc jego zdziwienie, kiwnęła głową i uniosła dłoń, przesuwając palcami po materiale żółtego swetra i poprawiając go na ramionach. Wiedziała, że ludzie tak będą reagować.

- Tak, on. Wiesz, każdy czasem podejmie złą decyzję. To nie jest zły człowiek, przynajmniej ja go takim nie znam. Dla mnie zawsze będzie mandarynką z kędziorkami. - wzruszyła ramionami, posyłając mu delikatny uśmiech. Wiedziała, że Alek był człowiekiem specyficznym, aktorem. Nie dawał się poznać byle komu, jednak tego, kto zyskał jego sympatię i zaufanie czekała naprawdę duża doza lojalności. Sama nigdy nie interesowała się czarną magią, chociaż i o niej otwarcie rozmawiano w jej domu. Nie miała jednak pociągu do nielegalnych praktyk. Zamrugała kilkakrotnie zdziwiona, wybuchając śmiechem na swoje własne słowa. No tak, mówią tak na nauczyciela podczas rozmów z Marceliną i przez wakacje jakoś tak się przyzwyczaiła.
- Nie jestem, to z przyzwyczajenia. Moja przyjaciółka mówi na niego po imieniu, gdy rozmawiamy i mi tak zostało, nawyk. Dobrze, że powiedziałam tak do Ciebie, nie do niego, bo bym chyba umarła ze wstydu. Miałam jednak okazję pomęczyć go trochę o transmutacje w Meksyku i nie wyglądał na człowieka, który by mnie za to znienawidził. - wytłumaczyła wciąż rozbawiona, kręcąc ponownie głową z niedowierzaniem. Niebywałe, że przez te dziewiętnaście lat jej lekkomyślność i beztroska w rozmowach nie sprowadziła na nią jakiś ogromnych kłopotów. Trzeba jednak przyznać, ze Bergmann zajmował bezpieczne miejsce jej ulubione nauczyciela i niewiele były szanse, że ktoś go zrzuci z piedestału. Zwłaszcza że uczył transmutacji. - Dobrze, że Cię wyciągną. Trzeba walczyć z własnymi słabościami. Zobacz, ja nadal chodzę na zielarstwo czy runy, chociaż jestem z nich beznadziejna. Serio, gdy będziesz chciał, to Ci pomogę. Zaklęcia i OPCM zawsze były moją mocną stroną, a dostałam tylko powyżej oczekiwań z kartkówki, więc przydałaby się powtórka, aby ten wybitny utrzymać słońce.
Zakończyła z westchnięciem, rozkładając bezradnie ręce. Niestety, jeśli ktoś chciał utrzymywać dobre wyniki, to musiał ciężko pracować. Jednorazowy sukces nie zapewniał gwarancji utrzymania oceny. Dziewczyna sięgnęła do swojego plecaka, wyjmując z niego papierową torebkę z dwoma kolorowymi pączkami. Położyła ją na środku, tak, aby nie ubrudzić książek i rozchyliła papier, ukazując ich oczom kolorowe, lukrowane łakocie.
- Proszę, częstuj się, jak masz ochotę. Jeden jest z czekoladą, a drugi z adwokatem. Tylko nie mam pojęcia, który jest który.
Sięgnęła pączka, odgryzając kawałek i zaraz wycierając palcami lukier z okolic ust. Było go naprawdę dużo, ale Donaty były naprawdę miękkie i świeże. Słuchała, gdy mówił o pracy, lustrując wzrokiem jego twarz i nawet zdziwiła się nieco w duchu, że wybrał tak odpowiedzialny zawód i tak doskonale wpasowujący się w jego zainteresowania.
- To cudownie Holden. To miejsce idealne dla Ciebie, jestem pewna, że sobie poradzisz. Myślałam jednak, że jednak skupisz się na magicznych stworzeniach i opiece nad ich zdrowiem. To też Cię zawsze interesowało, prawda? Lubię Biszkopty. Ty też je lubisz?
Odgryzła kolejny kawałek, przenosząc spojrzenie na wznoszące się ku górze lawendowe kwiecie. Nie było śladu wiewiórki, którą wcześniej gonił Psikus. Musiała przyznać, że przy wolno ciemniejącym niebie i zachodzącym słońcu, gdzie błękit zastąpiły odcienie różu i pomarańczu, wyglądały naprawdę ładnie. Teoretycznie chodziło jej o ciastka i jasnego labradora, jednak w praktyce — któż mógł wiedzieć, co Nessa Lanceley miała w głowie? Też zauważyła, że albo się kłócą, albo są dla siebie aż nazbyt mili, widocznie nie mogąc odnaleźć równowagi w tym wszystkim. Tłumaczyła sobie jednak to tym, że było zbyt wcześnie. Widziała zaangażowanie na jego twarzy i trzeba przyznać, że przyjemnie się go słuchało, gdy mówił o swojej pasji.
- Cóż za poświęcenie, Panie Thatcher! Nie powinieneś skupić się na ważniejszych rzeczach, teraz gdy wróciła szkoła i dostałeś pracę? Poradzę sobie jakoś z tym zielarstwem, nie martw się. I tak mi głupio, że zamiast nadrabiać, to chcesz mi pomóc z tymi kwiatami i ziołami. Uuu, chcesz się uczyć? Czy to nie Ty marudziłeś, że siedzę tu w książkach?- zapytała zaczepnie, puszczając mu oczko i rozbawiony uśmieszek. Dojadła ciastko, zdając sobie sprawę, że może to nie był obiad marzeń, jednak wciąż lepszy, niż żaden. Wskazała głową na swój plecak.
- Mógłbyś proszę, podać mi chusteczki? Nie chciałabym potraktować kolorowym lukrem książek czy pergaminów.
Wycieczka do cieplarni wydała się jej jednak dobrym pomysłem, chociaż nie powiedziała tego głośno, zachowując entuzjazm na później. Jej mama również miała niewielką szklarnię, gdzie zajmowała się malinami czy aronią, niewiele tam było roślin magicznych. Lubiła domowe wina czy nalewki, a nawet okazjonalnie udawało się jej zrobić rozgrzewający dżem ze szczyptą proszkowanego hibiskusa. Nigdy nie podejrzewałaby Holdena o takie myśli. Że czuł się gorszy, że przeszkadzała mu, jej wiedza i zaangażowanie w naukę. Nigdy nie chciała zrobić tym nikomu przykrości, nie mądrzyła się głupio.
Widząc zarumienione policzki czarnowłosego, odwróciła wzrok i skupiła go na leżących pomiędzy nimi książkach, a także na szalejącym dookoła psie. Wyglądał na zadowolonego z tak długiego spaceru, a intensywny zapach fioletowego kwiecia niezbyt mu przeszkadzał. Ruchem głowy zgarnęła włosy na plecy, siadając prosto i poprawiając się na krawędzi ławki. Widziała, że coś notuje i poprawia wewnątrz podręcznika, więc uśmiechnęła sie jedynie pod nosem i udawała, że wcale nie zauważyła, skupiając się na otaczającym ich świecie. Może faktycznie potrzebował sposobu na motywację? Praca w aptece nie mogła być przecież prosta.

- A jednak miałeś różowe włosy! - odparła automatycznie, przesuwając brązowymi ślepiami po twarzy gryfona, a następnie zatrzymując je na jego włosach. Niesfornych, chaotycznych, przyjemnie kontrastujących z błękitnymi oczyma. Kiwnęła głową, przenosząc spojrzenie po dłuższej chwili dopiero na obroże psa, gdzie widniała zielona wstążka, przemieniona w niewielką kokardkę. - Zielony to dobry kolor, faktycznie. Jest dużo z nim skojarzeń, a co odcień to już inaczej można go wykorzystać. Chyba jest dobry na każdą porę roku. A więc chcesz wstążkę taką, jak ma Psikus?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Holden A. Thatcher II

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 175
C. szczególne : (od lekcji numerologii) mam długie włosy; anorektycznie chudy
Galeony : 103
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 975
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPon Paź 01 2018, 19:54

A ty nie marnujesz swojego na nas wszystkich?
Ta myśl od razu rodzi mi się w głowie, gdy jej słucham, ale znów udaje mi się ugryźć w język, nim cokolwiek powiem. I całe szczęście, bo pewnie zebrałaby się i stąd poszła, zostawiając mnie i Psikusa jak dwóch idiotów na ławce pod tunelem zakochanych. Zapach lawendy mąci mi w głowie i coraz bardziej nabieram pewności, że na te kwiaty być może reagują wyłącznie ci, których dręczy to nieszczęsne uczucie. A to wyjaśnia, czemu Nessa tak dobrze się trzyma, skoro jesteśmy tylko kumplami. Kumple, kumple, kum-ple. Kum. Czuję się jak żaba, która próbuje do siebie przekonać królewnę, żeby ją pocałowała i pozwoliła jej być w pełni sobą.
Moje wewnętrzne rozważania na temat płazów zakłóca jednak pojęcie, które staje mi przed oczami. Pomarańczowa kulka z szerokim uśmiechem, okalana brązowymi lokami lata sobie wokół głowy Nessy. I przez to nie mogę wytrzymać i zaczynam się śmiać jak kretyn, bo widok ten jest naprawdę powalający. Cortez pewnie trzasnąłby mnie jakąś klątwą, gdyby widział, jak się z niego naśmiewam, ale nic nie mogę na to poradzić.
- Wyślę mu na święta worek mandarynek – mówię, chociaż słowa ledwie wychodzą z moich ust przez niepohamowany śmiech. – Przepraszam, po prostu nigdy nie porównywałem nikogo do owoców. A ja jakim bym był? – pytam jeszcze, chociaż nie jestem pewien, czy aby na pewno chcę znać odpowiedź, bo jeszcze obwieści mnie melonem albo kumkwatem. Znowu kum.
Lustruję ją uważnie spojrzeniem, słuchając na temat wakacji w Meksyku, przez które wszystko się między nami schrzaniło. Najpierw było tak niewiarygodnie wspaniale, a potem nagle szlag wszystko trafił przez małpę spod ruin. A niech cię, małpo. Przeklinam cię, chociaż już dawno pewnie pożarła cię jakaś pantera. Albo wilkołak. Może Mefisto. Powinienem go chyba zapytać, jak smakuje taki małpiszon z grilla, chociaż podejrzewam, że wtedy zaproponowałby mi wypróbowanie tego na mnie. Także podziękuję.
- Czekaj no. Dręczyłaś Bergmanna, żeby się z tobą uczył podczas WAKACJI? – Nie dowierzam w to, co mówię, chociaż z drugiej strony to Nessa. Czemu mnie to jeszcze zadziwia? Przecież ona uczy się przy każdej możliwej okazji. Nie to co ja. I jakieś dziewięćdziesiąt dziewięć przecinek dziewięć procent tej szkoły. – Może innym razem. Na razie trzeba ogarnąć to twoje zielarstwo, bo mnie złe oceny aż tak nie przeszkadzają.
Obserwuję jak Nessa wyciąga pączki, domyślając się, że to jak zwykle jedyny jej posiłek w ciągu dnia, bo podobnie żywiła się też w Meksyku. Nie rozumiem tego, bo w szkole przecież dostaje obiady pod nos i to zupełnie za darmo, ale to jej wybór, nie mój.
- Nie, dziękuję, ale smacznego – odpowiadam, gdy proponuje mi jednego z nich. Jakoś nie mam ochoty na słodycze, co jest dość zaskakujące w moim przypadku, ale nawet choćby mi aż ślinka ciekła, nie wziąłbym. Nie będę jej odbierał obiadu, kiedy w domu mam pełny garnek zupy zrobionej przez mamę.
Wzruszam ramionami, ale uśmiecham się do niej, kiedy cieszy się z tego, że znalazłem sobie pracę. Nie wiem, czy to miejsce idealne dla mnie, ale jakoś sobie póki co radzę.
- Nad tym muszę jeszcze popracować, a potrzebuję pieniędzy, więc wykorzystuję to, co potrafię – tłumaczę jej. Właściwie to sam to sobie wmawiam, chociaż nie wiem, czy jednak naprawdę nie odpuszczę tej magicznej weterynarii. Są ludzie, którzy poradzą sobie z tym o wiele lepiej ode mnie, podczas gdy ja już teraz potrafię warzyć mikstury czy opiekować się roślinkami. – A biszkopty są w porządku, chociaż nie nazwałbym ich swoimi ulubionymi.
Nessa wyciera lukier z ust, a ja znów parskam śmiechem, bo zostało jej też trochę pod nosem, tworząc kolorowy wąs. Mam wyjątkowo dobry humor bez eliksiru euforii, mimo że jeszcze kilka miesięcy temu nie uwierzyłbym, że to w ogóle możliwe. W sumie nie uwierzyłbym nawet tydzień wstecz, kiedy postanowiłem wrócić też na wszystkie lekcje, a nie tylko szwendać się po szkole bez uczestnictwa w zajęciach. To Ślizgonka jest przyczyną mojego szczęścia, a ja jestem naprawdę przesłodzenie głupi, że daję się tak omotać własnym uczuciom i emocjom.
- Gadaj tak dalej, a zmienię zdanie i zostaniesz sama z błędnymi informacjami ze starego atlasu – mówię, wystawiając w jej stronę język. Nadal jednak przeglądam wszystkie jej materiały, ciekawy tego, do czego doszła. Nie nadaję się ani trochę na korepetytora, ale to miła odmiana, że to ja mogę ją czegoś nauczyć i nie jest to łamanie regulaminu. Czy ona w ogóle dostała kiedykolwiek szlaban? Swoją drogą ta szkoła ma dziwne pojęcie kary, bo rodzice zazwyczaj zabierają jakąś rozrywkę albo zabraniają wychodzenia z domu, podczas gdy tu posyła się nas do sprzątania miejsc, w których nie wolno nam być i – w większości przypadków – za przebywanie w nich otrzymaliśmy ten szlaban. Logiczne, nie powiem.
Na prośbę dziewczyny wyciągam chusteczki ze wskazanej przez nią kieszeni i podaję jej, żeby mogła się wytrzeć. Wciąż jednak nie jestem w stanie na nią spojrzeć. Gdzie się podziała moja pewność siebie? Babo, co ty mi robisz?
Obserwowanie psa na zmianę z przyglądaniem się podręcznikom wydają się teraz naprawdę intrygującymi zajęciami. Książki są jednak stare, w niektórych miejscach już nieaktualne, więc dziwię się, że Nessa nadal się nimi posiłkuje. Chociaż znając nasze władze, pewnie kazali pozmieniać daty wydania na okładkach i wciskać je wszystkim jako te najnowsze. Chyba że to ja jestem tak bardzo zaaferowany tematem zielarstwa, że wybiegam z wiedzą ponad to, co mamy podczas szkolnych zajęć. Nie wydaje mi się to jednak na tyle możliwe, bo w końcu to ja. Jestem zbyt leniwy i tego nie zmienię, bo po prostu tak już mam. Zawsze się łatwo rozpraszam, a prace domowe szybko mnie nudzą.
- No miałem. Tak jak i rude, blond, niebieskie, a teraz czarne – wymieniam od niechcenia. – Może następnym razem zrobię sobie zielone. Nie mówię, że koniecznie chcę. Zawsze mogę mu ją zabrać, żebyś nie marnowała ich więcej.
Znów wertuję książkę, docierając do ostatniego tematu, jakim zajmowała się Nessa i nagle doznaję olśnienia, chociaż pomysł wydaje mi się głupi i może zbyt bezpośredni. Mimo wszystko jeśli mam ją czegoś nauczyć, to muszę zaryzykować, a w tym wypadku myślę, że warto. Obracam więc podręcznik w stronę dziewczyny, otwarty na temacie z Rośliny lecznicze.
- Mamy pełno takich w domu. Mama hoduje je do pracy. No wiesz: ślaz, waleriana, dyptam. Moglibyśmy do mnie podejść, to byś sobie zrobiła lepsze notatki. To niedaleko – mówię, chociaż z każdym słowem wydaje mi się to coraz bardziej absurdalne. No ale co jej po nauce z obrazków, kiedy może sprawdzić na żywo budowę liści i kwiatów? – Chodź, będzie fajnie.
Podnoszę się z ławki, sięgając do kieszeni bluzy po smycz Psikusa, żeby w końcu jakoś nad nim zapanować. Gdy ten do mnie podchodzi i niechętnie się zatrzymuje, przypinam go i zarzucam sobie koniec sznurka na nadgarstek, co ułatwia mi poruszanie obiema rękami.
Zamykam książki, podając je rudzielcowi i pilnując, żeby karteczka ode mnie nie wypadła na ziemię. Mam jednak nadzieję, że niczego nie dostrzegła i zaraz tam nie zajrzy, bo to, co jej zapisałem, jest naprawdę głupie i wolałbym, żeby nie patrzyła na to przy mnie.
Masz mrówkę we włosach… ale i tak jesteś idealna.
Mrówka dawno temu spadła, gdy Lanceley poprawiała fryzurę, ale Ślizgonka nadal pozostaje tak samo perfekcyjna, jak była. Z kolei ja jestem idiotą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPon Paź 01 2018, 22:38

Nie marnowała. Lubiła pomagać innym, a jednocześnie sprawdzać samą siebie. Dla Nessy Lanceley było to swojego rodzaju hobby, które dla większości świata wyglądało jednak na zwykły masochizm. Miała wrażenie, że czarnowłosy chciał coś dodać, jednak zdążył się powstrzymać i teraz wrodzona ciekawość sprawiała, że w głowie pojawiały się jakieś domysły. Zdawała sobie sprawę, że jej sposób życia mógł uznawać za nudny i niedorzeczny, zakrawający wręcz czystym szaleństwem. Jakby nie patrzeć, nawet Ezra, który miał miano bardzo pilnego ucznia, nie spędzał w książkach tyle czasu, co ona. Westchnęła cicho, przymykając na dłuższą chwilę oczy i starając się odpędzić z umysłu wszystkie zbędne, błądzące tam myśli. Gdyby wiedziała, że słowo "kumple" aż tak go razi, znalazłaby inny epitet.
Do rzeczywistości przywróciło ją parsknięcie, a następnie wybuch gromkiego śmiechu. Rudzielec wyprostował się i zawiesił na nim zdezorientowane spojrzenie, całkiem nie zdając sobie sprawy, że przyczyną rozbawienia Holdena była mandarynka z kędziorkami, która w rzeczywistości była Aleksandrem. Na jego słowa przekręciła głowę na bok, mrugając kilkakrotnie.

- Nie jestem pewna, czy to jest dobry pomysł Hols. Jednak! Jeśli chcesz się z nim za kumplować, to mogę to załatwić. Wyjdziemy gdzieś razem w trójkę. To naprawdę fajny człowiek, polubilibyście się. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, a co najlepsze, mówiła śmiertelnie poważnie, o czym świadczył wyraz jej twarzy i ten zadziorny błysk w oczach, który uznał próbę zaprzyjaźnienia Thatchera z Cortezem za pomysł wybitnie dobry. - Ty? Ty byłbyś Pigwą.
Dodała bez większego namysłu, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Co zabawne, nie był to jedyny owoc, z którym kojarzył się jej chłopak, jednak wcale nie chciała wspominać o cytrynach, którymi pachniał przez zażywanie euforii. Nie chciała narazić ich relacji, kiedy zaczęli kumplować się od nowa. Kolejne westchnięcie uciekło spomiędzy jej warg. Meksyk nadal w jej wspomnieniach był żywy. To były magiczne dwa miesiące, pod wieloma względami. Nauczyła się nowych rzeczy, zwłaszcza jeśli chodzi o muzykę czy kulinaria, a także spędziła naprawdę czas. Pomimo kilku burz i sztormów, to był naprawdę dobry okres.
- Nie musiałam go specjalnie dręczyć, wyglądał na względnie zadowolonego. Co w tym dziwnego, że powtarzałam sobie materiał przez wakacje? - zapytała w końcu, czując, jak tkwiące na kolanach dłonie zaciskały się w piąstki. Obiecała sobie, że nikomu o swoim projekcie związanym z animagią nie powie, nawet jeśli chciała. Wiedziała, jakby się to skończyło i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że większość osób próbowałaby ją odwieść od tego pomysłu, znając konsekwencję z niego płynące. Jak to Bergmann ujął, był gorsze od śmierci. Znów myślała zbyt dużo, bo ból w skroniach odezwał się nagle i był niezwykle intensywny. Jej buzia pozostała jednak łagodna i spokojna jak zwykle, sama Nessa nie chciała dać niczego po sobie poznać. Wiedziała, że wystarczy kilka głębszych wdechów i wszystko zniknie. - Innym razem? Nie ominą Cię tę korepetycję z OPCM. Jestem pewna, że Twoi rodzice inaczej postrzegają Twoje osiągnięcia naukowe, jak Ty.
Zajadała się pączkiem, losując na szczęście tego z adwokatem. Była zdziwiona, że gryfon nie ma ochoty na jednego, ale przecież nie będzie go zmuszała czy namawiała. Znów wzruszyła ramionami, przenosząc spojrzenie na Psikusa i walcząc z wszechobecnym lukrem i kremem, modląc się, aby przypadkiem nie skończył na jej swetrze.
- To brzmi jak rozsądny plan. Jestem pewna, że wyjdzie Ci to lepiej niż praca u Zonka. Tu się chociaż trochę rozwiniesz. A co byś nazwał swoim ulubionym?
Kontynuowała zadawanie mu pytań. Znów. Jakoś tak wychodziło, że dawał jej dużo słów bez konkretów, a ona lubiła takie drobiazgi zapamiętywać. Sama nie wiedziała, czy widzi Holdena bardziej w weterynarii, czy może jednak w roślinach i eliksirach. Wszystkie związane z tym zajęcia lubił i właściwie każde wydawało się ciekawą ścieżką. Jego parsknięcie skwitowała prychnięciem, uśmiechając się jednak pod nosem. Dobrze, że nadal umiał się śmiać i to bez pomocy małych fiolek. Posłała mu niedowierzające spojrzenie, kręcąc delikatnie głową i uśmiechając się zadziornie.
- Przecież ja wiem, że nie zostawiłbyś swojego kumpla — kujona, ze starym atlasem i brakiem w wiedzy, bo wiesz, jak tragicznie mogłoby się to dla niego skończyć. Jesteś na to za dobrym człowiekiem Thatcher.
Jej ton głosu był na tyle pewny, że na próżno szukać było zawahania się, czy wątpliwości w nakierowanie jego wewnętrznej natury. Zupełnie jakby pod tym względem wiedziała lepiej od samego Holdena. Prawda była taka, że czarnowłosy chłopak często się nie doceniał i przez to mógł mieć mylne pojęcie na swój temat. Jako przykłada uczennica i prefekt, szlabanu nie miała nigdy. Zawsze też oddawała prace domowe i uczęszczała na wszystkie zajęcia, biorąc w nich aktywny udział. Funkcjonowania szkoły wolała nie komentować. Zabrała więc tylko z cichym "dziękuję" podawaną przez niego chusteczkę i zaczęła doprowadzać się do porządku, szukając powodu, że bał się na nią spojrzeć.
Prawda była taka, że na zielarstwo nie zwracała szczególnej uwagi. W jej mniemaniu niewiele mogło zmienić się w budowie czy zastosowaniu krzaczków, czy drzewek, więc nie doszukiwała się dziur w wybranych przez szkołę księgach, tak jak robiła to w przypadku transmutacji. I tak nazwać można było sukcesem fakt posiadania przez nią encyklopedii roślin, z której korzystała jednak bardzo okazjonalnie. Zwyczajnie nie mogła odnaleźć się w liściach czy korzonkach. Widziała jednak, że chłopakowi sprawia niebywałą przyjemność możliwość pomocy jej i fakt, że był lepszy.

- Miałeś na głowie całą tęczę! Pamiętam, często przez to nie mogłam poznać Cię na korytarzach. Czarne Ci pasują. I nie zabieraj mu wstążki, to jego talizman! Ja Ci znajdę drugą, mam ich mnóstwo, bo wolę wiązać nimi włosy, niż korzystać z klasycznych frotek. - wytłumaczyła ze spokojem, wyciągając czystą już dłoń do psa i gładząc go po głowie i za uchem, uśmiechając się do niego czule. Cudowne stworzenie, naprawdę. Dawała mu przeglądać książki w spokoju, nie chciała przeszkadzać. Podniosła spojrzenie od labradora dopiero wtedy, gdy wysunął księgę w jej stronę i zaczął coś tłumaczyć.
- Tak, na pewno. Wiem, o czym do mnie mówisz.
Mruknęła rozbawiona faktem, że on wierzył w to, że gdy wspominał dziwne nazwy roślinek, to miała ją przed oczyma. Wydawało się, że całkiem nie zarejestrowała pozostałej części wypowiedzi. Dopiero gdy wstał, zgarnął psa i zaczął zbierać książki, zamrugała kilkakrotnie zdziwiona, patrząc na niego z dołu.
- Czekaj, czekaj... Gdzie ja mam iść? Gdzie Ty chcesz mnie zabrać? Holden, spokojnie. - mówiła do niego, unosząc ręce w geście obronnym i lustrując wzrokiem malujące się na jego twarzy zaangażowanie i szaleństwo. Niby to zaczęła zbierać rzeczy i chować do torby. Nawet wstała, sprzątając po sobie ławkę i wyrzucając śmieci do kosza. Gdy jednak powtórzył, oparła dłoń na biodrze, cofając się pół kroku i patrząc na niego z przerażeniem, przez chwilę otwierała i zamykała buzię z niedowierzaniem.
- Czy Cię Merlin opuścił? Przecież jest późno! To jest niedorzeczne.. Sam mówiłeś, że za dużo się uczę! - wypaliła, kręcąc głową. Błękitne ślepia chłopaka pozostały jednak nieugięte, podobnie jak kręcący się dookoła jej nóg pies. I właściwie nawet się nie zdążyła zgodzić, bo postawił ją przed faktem dokonanym i nawet nie dał dojść do słowa, marudząc i namawiając na obserwowanie domowej hodowli jego mamy. Dlaczego miała wrażenie, że to jest bardzo zły pomysł?
- Na chwilę. Dwadzieścia minut. Jest późno. - wywróciła oczyma, poddając się w końcu i grzecznie słuchając wyjaśnień chłopaka, dotyczących tego, gdzie mieszka. Bo nie było mowy, że pójdzie tam w tym swetrze i z pustą ręką.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice R. Zakrzewski

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 14
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 49
  Liczba postów : 49
http://www.czarodzieje.org/t16227-beatrice-ristananna-zakrzewski#444625
http://www.czarodzieje.org/t16230-beatrice#444671
http://www.czarodzieje.org/t16235-beatrice-p#444945
http://www.czarodzieje.org/t16229-beatrice-r-zakrzewski#444663
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyWto Sty 08 2019, 20:29

// powrót na forum

Korzystając chwili wolnej oraz z tego, że nie wiedziała co ze sobą zrobić. Postanowiła wybrać się do miasta Hogsmeade, by trochę po spacerować, po układać wszystkie myśli. Niestety miała o czym rozmyślać, ponieważ jej matka postanowiła się znowu rozwieść oraz ponownie związać z innym. Na domiar złego jest z nim w ciąży. Co znaczy, że jej już liczne grono rodzeństwa jeszcze bardziej się powiększy. Jakby już teraz nie gubiła się wśród własnego rodzeństwa. Jednak to wszystko nie było by takie złe, gdyby nie ta cała jej przeprowadzka do Francji. Jasne urodziła się tam i można powiedzieć wychowała. Jednak to tutaj zaczęła szkole i chce ją tutaj zakończyć. Zwłaszcza, że ma przyjaciół z którymi zdążyła się związać. Nie chce poznawać innych. To tyle dobrze, że może kontynuować naukę. Jednak powoli ją męczą prośby i naciski, by przenieść się do szkoły we Francji.
Spacerowała tak myśląc o tym wszystkim, że nawet nie zauważyła kiedy znalazła się na Lawendowym Szlaku. Niestety on jeszcze bardziej przywołał wspomnienia o nowym domu. Również o tym, że nie pojechała się święta tylko dlatego, że chciała wyrazić swój protest. Co z perspektywy czasu wydało się jej jeszcze bardziej dziecinie. Najgorsze jest to, że rzadko bywała w parku i chyba się zgubiła. Nie wiedziała, którędy iść by najszybciej wyjść z tego szlaku. Zatrzymała się próbując dostrzec kogoś lub koniec jego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sariel Frey

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 39
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 38
http://www.czarodzieje.org/t16957-sariel-frey#472892
http://www.czarodzieje.org/t16968-ten-od-hipnozy#473367
http://www.czarodzieje.org/t17011-uriel#475592
http://www.czarodzieje.org/t16967-sariel-michael-gabriel-frey#473299
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyNie Sty 13 2019, 12:33

Byłem tutaj. Co prawda, pierwszy raz. Zbyt pochłonięty swoimi myślami. Zbyt wciągnięty w zagadkę własnych wspomnień. Bo pomimo tego, że nie znałem, kojarzyłem. Widywałem podobne miejsca. Wcześniej. Dużo wcześniej, nim to wszystko się na dobre zaczęło. Nim wszystko szlak jasny trafił. I zniszczyło się do cna. Rozpadło w pył i proch. Niczym przy apokalipsie, którą Bóg niejednokrotnie zapowiadał. Moja własna zagłada miała już miejsce. I nic nie zapowiadało, by miała powrócić.
Starałem się mocno. Odwiedzałem takie miejsca jak te. Byle tylko nie myśleć o używkach. O wspaniałej heroinie. O cudownym Jadzie Bazyliszka. Wszystko to bywało w moich żyłach. Pozostawiło trwałe ślady w moim ciele i umyśle. Teraz, co prawda, już czysty, nie potrafiłem przestać wspominać. Myśleć o wspaniałych chwilach zapomnienia. Zobojętnienia na świat i jego problemy. Pragnąłem tylko jednego: jeszcze raz poczuć to wszystko. Jeszcze przez moment stać się tamtym Sarielem.

Nie mogłem tego zrobić
A może nie chciałem? Walczyłem z otaczającym mnie światem i zatruwającymi rozsądek myślami. Pragnąłem stać się lepszy niż kiedyś. Zapomnieć o zdarzeniach, które niszczyły MÓJ świat. Pragnąłem walczyć o siebie. Jednak nie dla siebie. Tylko jedna osoba się liczyła. I ból jaki wywoływałem w jej sercu.

Krok za krokiem
Noga stawiana kolejno za nogą. Próbowałem nie myśleć. Nie być. Jednak istniałem. Każda kolejna chwili zbliżała mnie do celu, którego świadom nie byłem. Roztargnienie i zamyślenie towarzyszyło mi w tej chwili. To ono przyczyniło się do pewnego zdarzenia. A konkretniej do tego, że moje ciało nagle zderzyło się z czymś dużo mniejszym. Dużo słabszym. I z pewnością dużo bardziej dziewczęcym niż ja sam. Trzeźwe myślenie leniwie wróciło do łask. Zakradło się, by ocenić należycie sytuację.
-Wybacz - rzuciłem z roztargnieniem w głosie. Przeczesałem rude kosmyki palcami, bezwiednie, beznamiętnie. -Nie zauważyłem Cię. - te słowa jakby miały wyjaśnić przyczynę skutku.
Dziewczynka zdawała się być młoda. Na swój sposób śliczna. Byłbym głupi, gdybym tego nie zauważył. Ale zdecydowanie zbyt młoda, bym zamierzał cokolwiek robić. Choć kurtuazyjna rozmowa jeszcze nikomu nie zaszkodziła, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice R. Zakrzewski

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 14
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 49
  Liczba postów : 49
http://www.czarodzieje.org/t16227-beatrice-ristananna-zakrzewski#444625
http://www.czarodzieje.org/t16230-beatrice#444671
http://www.czarodzieje.org/t16235-beatrice-p#444945
http://www.czarodzieje.org/t16229-beatrice-r-zakrzewski#444663
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPon Sty 14 2019, 16:23

Nie wiedziała w którym kierunku powinna iść. Czy najszybciej będzie przeć na przód, czy powinna się zawrócić. Logika podpowiadała, że najlepiej będzie się po prostu zawrócić i spróbować odnaleźć drogę po elementach, które kojarzyła. Zakrzewski zapamiętała jedna ważną zasadę, że nie należy zapuszczać się nie znane sobie miejsca z głową chmurach. Postanowiła się ją zapamiętać na przyszłość, by unikać takich sytuacji. Nie widziała nikogo do puki, ktoś na nią nie wpadł i to dosłownie. Chociaż w tym wypadku nie wiadomo kto wpadł na kogo, ponieważ ona również gwałtownie odwróciła się do drogi, którą przyszła nawet zdążyła zrobić krok nie patrząc przed siebie.
Dobrze przynajmniej, że zachowała na tyle godności i nie wylądowała na tyłku. Jeszcze jej tego brakowało by upokorzyć się przed nieznajomym. Który był przystojny i na pewno wieku jej brata. Jednak wydawało się jej, że skądś go kojarzy. Jakby gdzieś widziała te twarz... Jednak nie mówiła tego głośno do czasu aż nie będzie pewna.
Czy kurtuazyjna rozmowa komuś zaszkodziła? Zdecydowanie nie... Zwłaszcza komuś, kto ma jakieś 50% procent krwi Francuski. Więc Beatrice nie pogardzi tej chwili towarzystwem. Musiała z kimś pogadać i przestać myśleć o matce i jej nowym facecie.
- Nie szkodzi, bo sama cię zauważyłam - powiedziała do niego, jak mówiłam nie była pewna kto, na kogo tak naprawdę wpadł.
- Chodzisz do Hogwartu? Prawda? - zapytała, bo co raczej było logiczne, ale mógł wyglądać młodo i być mieszkaniem Hogsmeade.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sariel Frey

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 39
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 38
http://www.czarodzieje.org/t16957-sariel-frey#472892
http://www.czarodzieje.org/t16968-ten-od-hipnozy#473367
http://www.czarodzieje.org/t17011-uriel#475592
http://www.czarodzieje.org/t16967-sariel-michael-gabriel-frey#473299
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPią Sty 18 2019, 23:40

Dziewczynka wydawała się inna. Jakby nie stąd. Oderwana. Czy od rzeczywistości? Może po prostu ze swojego świata. Przeniesiona w miejsce, gdzie nie była sobą. Skąd to wiedziałem? Potrafiłem patrzeć. Obserwować ludzi, ich zachowanie. Zauważać to, co dla innych niezauważalne. Od zawsze tak miałem. Czasami się to przydawało.
Nie było konieczności, bym ją przytrzymał. Udało się, zachowała równowagę. Nie miałem na sumieniu jej upadku. O własnych siłach stała na własnych nogach. Przynajmniej tyle, pomyślałem z delikatnym uśmiechem. Nie byłem podeptany. To dziwne, że człowiek w takich sytuacjach myślał o tak irracjonalnych rzeczach.
Pytanie. Kompletnie mnie zaskoczyło. Nie spodziewałem się go. Sądziłem, że nasze spotkanie raczej zaraz się skończy. Co nie oznaczało, że byłem niezadowolony z rozwoju wypadków.
-Tak, Ravenclaw. - odpowiedziałem, jakby machinalnie. Lekko roztargnionym głosem. Co niekoniecznie pasowało do całego mojego jestestwa. Jednak to pytanie zaskoczyło. Stąd też taka moja reakcja. Chyba kompletnie naturalna. A może nie? Może sam się wynaturzyłem przez to wszystko? Nie mniej, w dziewczynie jest coś, co pozwala prowadzić rozmowę. Skupić się na słowach, przekazie. Chcieć mówić więcej. Czemu tak jest? Co do tego skłania? Nie umiem racjonalnie wyjaśnić. A może nie chcę? Nie neguję prawdy, która jest dla mnie niedostępna.
-Czy ja Ciebie skądś nie kojarzę? - zapytałem, delikatnie marszcząc brwi. Wydaje się znajoma. Nie bliska, ale nie daleka. Jakby czasem spotykana. Gdzieś. W nieokreślonym miejscu. Nie chciałem jednak zgadywać. Niekiedy było to zgubne. Znałem ten smak od dawna. Po co go przypominać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice R. Zakrzewski

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 14
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 49
  Liczba postów : 49
http://www.czarodzieje.org/t16227-beatrice-ristananna-zakrzewski#444625
http://www.czarodzieje.org/t16230-beatrice#444671
http://www.czarodzieje.org/t16235-beatrice-p#444945
http://www.czarodzieje.org/t16229-beatrice-r-zakrzewski#444663
Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 EmptyPon Sty 21 2019, 19:35

Oczywiście, że była oderwana od rzeczywistość, bo jak by miała nie być. Kiedy człowiek się dowiaduję, że już do licznego rodzeństwa dojdzie kolejny brat lub siostra. Powoli zaczynała się nie orientować kto od jakiego ojca lub matki. Jasne najbliższe relację ma z tymi, którymi ma jednego ojca i matkę. Czyli trójką rodzeństwa, gdzie jest najmłodsza. Chociaż Lennox jest dupkiem to i tak go kocha jak resztę rodzeństwa. Pewnie to co się urodzi również będzie. Jednak na razie jest stanowczo na nie. Nie chce o tym myśleć.
Zadała to pytanie, bo nie dawało jej spokoju skąd kojarzy jego twarz. Z racji, że zazwyczaj była wzrokowcem więc wolała się upewnić skąd. Wydawało się jej, że jest wieku jej brata więc zapytała o szkołę, by potwierdzić swoje przypuszczenia.
Po uzyskaniu odpowiedzi była zaskoczona nią, bo nie spodziewała się, że należą do tego samego Domu. Siedzą przy jednym stole, mają wspólny salon, a ona jedynie kojarzy jego twarz. Powinna się wstydzić... Na szczęście nie było tak źle, bo chłopak również ją jedynie kojarzył. Nim zdążyła mu powiedzieć na jego odpowiedź. Zadał on jej pytanie, które było bardzo podobne do jej.
- Może z domu, bo również należę do Ravenclaw. Beatrice Zakrzewski - powiedziała przestawiając się od razu chłopakowi. Czemu już nie być nieznajomymi z widzenia. Niech chociaż zna jej imię, by kiedyś nie zwrócił się do niej ,,ej ty".
- Może to dziwnie zabrzmi, ale pierwszy raz jestem tej części parku i za bardzo nie wiem jak stąd wyjść - przyznała się chłopakowi, bo kto wie może on będzie częstym miłośnikiem przyrody i będzie wiedział czy krócej do wyjścia jest drogą, którą przyszli czy iść przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Lawendowy Szlak - Page 5 QzgSDG8








Lawendowy Szlak - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Lawendowy Szlak   Lawendowy Szlak - Page 5 Empty

Powrót do góry Go down
 

Lawendowy Szlak

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Lawendowy Szlak - Page 5 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-