Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Fontanna   Fontanna EmptyWto Maj 21 2013, 17:42


Fontanna



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Stella Atzerald

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 37
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptySro Cze 12 2013, 22:03

Gdy tylko poczuła lekki powiew wiatru, oznaczający, że znalazła się na zamkowych błoniach, Stella skierowała swe kroki do ogrodu. Lubiła w nim prezsiadywać i często tam malowała. Jej ulubionym miejscem była ławeczka stojąca przy fontannie. Mogła tam siedzieć godzinami. Także teraz położyła się na ławeczce i z zamkniętymi oczyma wsłuchiwała się w lekki plusk wody. To ją zawsze uspokajało. Leżała tam sobie myśląc o rozmaitych rzeczach. Zastanaiwała się, jak długo tym razem będą gościć uczniowie z zagranicy. Jednak najbardziej nie mogła się doczekać, aż w końcu znów wsiądzie na miotłę. Chciała znów poczuć wiatr na swojej twarzy i patrzeć na ludzi znajdując się wiele metrów nad nimi. Wspominała spotkanie ze ścigającym narodowej drużyny Irlandii. Wciąż na myśl o tamtym dniu, dziewczynie szybciej bije serce. Nigdy by nie sądziła, że taka legenda sportu może być tak sympatyczną osobą. 
Stella podkurczyła lekko nogi i założyła ręce za głowę. Nigdzie jej się nie spieszyło. Dzień dopiero się przecież zaczął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aqua Mojica

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 50
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5767-aqua-mojica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5768-aqua-i-jej-fani
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5791-wodna-sowka#166867
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptySob Cze 15 2013, 00:20

Aqua oczywiście spacerowała sobie spokojnie po zamku. Na szczęście miała luzik. No cóż może nie do końca. Właśnie odbywała się jej lekcja wróżbiarstwa, ale stwierdziła, że jeżeli i tak nie ma predyspozycji do wróżenia to jej obecność na tej lekcji jest zbędna. Tak więc nie ma co się dziwić, że postanowiła ten dzień spędzi milej, niż w dusznej klasie. Zrzuciła z siebie smutny szary mundurek za na siebie założyła piękną jeansową mini spódniczkę wysadzaną cyrkoniami. A na górę założyła białą koszulę w niebieskie paski. Włosy opadały jej spokojnie kaskadą na plecy. Podeszła do fonntany licząc na to, że będzie tam wolne, ale niestety ktoś już tam siedział. 
- Przepraszam wolne tutaj ? - Zapytała się dziewczyny i wskazała ręką na wolne miejsce obok niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Stella Atzerald

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 37
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptySob Cze 15 2013, 16:28

Stella otworzyła oczy i spojrzała na dziewczynę. Kojarzyła ją ze szkolnych korytarzy. Poprawiła włosy i uśmiechnęła się. 
- Pewnie, siadaj. - Zrobiła miejsce bok siebie. Rzadko kiedy ktoś tutaj przychodził, a przynajmnije Stella prawie nigdy nie widziała tutaj żywej duszy. Szczerze ucieszyła się z towarzystwa. Blondynka przyjrzała się towarzyszce z ciekawością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aqua Mojica

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 50
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5767-aqua-mojica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5768-aqua-i-jej-fani
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5791-wodna-sowka#166867
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptySob Cze 15 2013, 18:29

Aqua popatrzyła na dziewczynę z lekkim zdziwieniem. Cóż siła jej spojrzenia była całkiem mocna. Tak więc gryfonka zaczęła się zastanawiać czy przypadkiem nic nie ma na sobie. Wygięła rękę do tyłu i zaczęła sobie oklepywać plecy. Cóż może ktoś jej przykleił jakąś głupią karteczkę na plecy czy co. 
- Emm...Przepraszam mam coś na sobie, że tak się mi przyglądasz ? - Zadała zaciekawione pytanie. Cóż Aqua dbała o swój wygląd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Stella Atzerald

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 37
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptySob Cze 15 2013, 20:09

Uświadomiła sobie, że może zbyt mocno się w nią wpatrywała. 
- Och, nie. Przepraszam. - Powiedziała lekko zmieszana. - Tak się po prostu zastanawiałam. No wiesz, nie często tu kogoś spotykam.
Lekko wygładziła swoją zwiewną zieloną sukienkę i wpatrzyła się w fontannę. Nie chciała żeby tak wyszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aqua Mojica

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 50
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5767-aqua-mojica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5768-aqua-i-jej-fani
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5791-wodna-sowka#166867
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyPon Cze 24 2013, 20:57

Cóż jakoś dzisiaj Aqua nie miała pomysłów na rozmowę. Cóż nie zawsze człowiek musi być rozgadany. Aqua miała właśnie dzisiaj taki dzień. Wzięła głęboki wdech i wstała ze swojego miejsca. 
- Przepraszam, ale coś mi się właśnie przypomniało - Powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie. Odgarnęła spokojnie sobie swoje włosy i poszła gdzieś 
z/t

Sory, że wychodzę, ale jakoś tak wena mi gdzieś uciekła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Astrid C. Tremblay

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 22
  Liczba postów : 30
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6272-astrid-chloe-tremblay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6274-dzien-dobry-kocham-cie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6275-astrid#177097
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyWto Wrz 10 2013, 01:25

Świat nie ma końca.
Krawędzie nie istnieją.
To tylko złudzenie.
Dla Astrid rzeczywiście, krawędzie nie istniały. W jej przypadku nie był to jednak bunt ani chęć wykazania się. Po prostu granice zacierały jej się bezpowrotnie i nie miała nawet szansy na zrozumienie, co właściwie się dzieje. W gruncie rzeczy niewiele wiedziała o świecie. Uczyła się, przecież, że tak! Ale co z tego, skoro w głowie miała wiedzę niepotrzebną jej do normalnego funkcjonowania.
Teraz siedziała na łóżku w pustym pokoju, zajadając żelki i czytając kolejny już raz zbiór wierszy. Mało kro wiedział, że panienka Tremblay interesuje się poezją, choć, gdyby dłużej się zastanowić, niewiele osób cokolwiek o niej wiedziało. Wszystko, co dobre, kiedyś się jednak kończy, po zakończeniu lektury i niechętnym odłożeniu jej na stolik koło łóżka, ubrała sweter, kalosze i wyszła na błonia z nadzieją, że będzie padać. Kiedy znalazła się koło fontanny, zaczęła tańczyć, ot tak po prostu.
Może wywoła dzięki temu opady?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mathilde Villadsen

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptySro Wrz 11 2013, 18:55

Wiecie jak to jest znaleźć najlepszą cukiernię w całym Hogsmeade i do tego trafić na świeżo wypiekane babeczki posypane niebieskim lukrem? Och! No na pewno wiecie! Mattie twierdzi, że to najlepsze uczucie na świecie, bo po tym żołądek wydaje się być w siódmym niebie, a ulubiona sukienka też tak nie marudzi informując Cię, że zameczek się nie dopina. Wszak nie rozmawiamy tu o takich strasznych tragediach. Math znała kilka magicznych trików, żeby zjeść ulubiony smakołyk i nie zapłacić na to nadprogramowymi kilogramami. Właściwie miała też bardzo dobrą przemianę materii i była z siebie wręcz dumna, bo nie musiała codziennie biegać kilku kilometrów dookoła błoni jak to robiły inne koleżanki z jej drużyny. Jej wystarczył aktywnie spędzany czas z Kaim i nie mówimy tu tylko o łóżkowych sprawach wy niegrzeczne dzieciaki. Ogólnie to przecież jej kochany chłopak był kapitanem drużyny Red Rock, a po ostatniej przegranej, aż serce się krajało na niego patrzeć, więc Mattie co rusz wymyślała nowe aktywności.
I oto niosła mu babeczki na pocieszenie, ale tuz przy fontannie przyuważyła Puchoneczkę jakąś taką znajomą. Twarzyczka przyjazna, więc zaraz podeszła:
- Ojej. Mój brat też tańczy! Wiesz? I ogólnie to bardzo ładnie tańczysz! - Zaczęła bez ładu. W sumie to zaraz wyciągnęła lepiącą się od cukru łapkę do dziewczyny: - Jestem Mattie! - Powiedziała z uśmiechem nie przejmując się tym, że mogła ją zaskoczyć! Albo o zgrozo przestraszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marcel Y. Lyons

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 163
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5792-marcel-yacobe-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5793-no-marcelove
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5794-zolwki
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyCzw Paź 17 2013, 22:36

Nawet nie wiedział co czuje. Po cholerę do niej w ogóle wczoraj napisał? Był takim głupcem. A może lepiej? Lepiej że w końcu się otworzył. Miał nadzieję że Isolda nie zacznie go traktować inaczej. Matko, czego on oczekiwał. Już teraz się czuł jakby ją stracił. Czuł jakby się rozstali. Koniec. Księga zamknięta. Było mu z tym źle. Cholernie źle. Już poznał odpowiedź na to pytanie. Nie był, zwyczajnie nie był dla niej zbyt dobry. Nie potrafił jej uszczęśliwić. Wręcz przeciwnie. Przysporzył jej tylko łez i zmartwień. Był niczym. Nalewka z gruszy miała to do siebie, że szybko z niego uleciała. Źle że do niej napisał? Ale co by było jakby nie napisał? Nadal by się oszukiwali. Marcel miał dość kłamstwa. Miał dość iluzji i paranoi. Najzwyczajniej w świecie nie nadawał się na dobrego faceta. Nigdy nie będzie małych Marceli. Nie kupi sobie domu nad morzem, w którym wychowałby dzieci, wnuki. Robił zdjęcia, pracował kochał sie ze swoją kobietą. Isolda już chyba nie była jego. Był w totalnej rozsypce. Nie płakał, nie rozwalał wazonów, nie planował samobójstwa. Wyjął zdjęcia, i zaczął je wszystkie przeglądać. Rodzinne, sesje na zmówienie. Na żadnym zdjęciu nie było jego. Wtedy, zaczął sie zastanawiać co on właściwie robi. Po co wynajął to mieszkanie, w którym non stop był przeciąg, i palił się czajnik. Co on tu robił. Nie, nie przestał jej kochać. Ale nie potrafił znieść po raz kolejny odrzucenia. Co on cholera robił nie tak? Przecież był kochany, czuły, opiekuńczy i inne bzdety. Czemu każdy zasrany gnojek był szczęśliwy- tylko nie on? To takie cholernie skomplikowane.
Robiło się coraz zimniej. Marcel wyglądał tragicznie. Przez nie przespaną noc, wyglądał jak upiór. Zimny wiatr, rozwiewał mu włosy. Na nos wcisnął okulary. Powinien przejść się do optyka, coraz gorzej widział. To raczej u niego genetyczne. Żałował że wszystko się tak posypało. Że nie było tak różowo jakby tego chciał. Ubrał sie ciepło, bardzo ciepło co by nie zmarznąć. Wariactwo, co on tu robił. Odpowiedź była prosta. Kochał Isoldę. Jak wariat. Wiedział że jeżeli będzie chciała odejść- nie ma nawet co jej zatrzymywać. Najbardziej go smuciło przeczucie, ze będzie musiał to zrobić. Nie chciał.
Włóczył się po błoniach długo przed tym jak zrobiło się jasno. Miał już w nosie wilkołaki, i to wszystko. Aparat wisiał posłusznie na szyi. Musiał sie zrelaksować. O wyznaczonej godzinie, powędrował do Kwiecistego Ogrodu. Zakochał się w tym miejscu, tak samo jak w Gryfonce. Teraz Ogród nie wyglądał tak pięknie jak latem, nadal jednak miał sobie coś, co chwytało go mocno za serce. Po długim spacerze i sesji zdjęciowej wiewiórek, usiadł na ławce przy fontannie, która na okres jesienno-zimowy została wyłączona. Poprawił okulary, zakopał się głębiej w szaliku i zaczął nucić, jakże optymistycznie mugolską piosenkę. Let her go. Optymista z niego. Czekał. Żałował że nie wziął tej nalewki z domu. Dodałaby mu odwagi. Ale wiedział że Isolda nie byłaby zadowolona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isolde Bloodworth

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyPią Paź 18 2013, 20:04

To nie było takie proste. Nie dla Is, która każdą najdrobniejszą zmianę znosiła fatalnie. A teraz wszystko zaczęło się walić i co gorsza, zaczęło się walić przez nią. Oczywiście, mogła zrzucać winę na... niedopasowanie, brak zrozumienia czy cokolwiek innego i wcale nie byłoby to kłamstwem, ale problem leżał po jej stronie, w każdym razie tak się jej wydawało. Listy Marcela zupełnie wytrąciły ją z równowagi i utwierdziły w przekonaniu, że koniec ich związku jest coraz bliżej, że nie ma już odwrotu, nie ma ucieczki. Że nie da się już dalej brać tego na przetrzymanie, oczekiwać cudu, który nigdy nie nadejdzie. Nie mogli odsuwać od siebie prawdy, czy też raczej ona nie mogła, bo dotychczas jakoś udawało się jej spychać wątpliwości na samo dno umysłu, odrzucać je... ale jak widać ta metoda przestała działać. Czuła się winna. Tak bardzo winna, niewdzięczna i podła, że nie mogła sobie poradzić sama ze sobą. Siedziała długo w noc, wyglądając przez okno i wsłuchując się w spokojny oddech Juno. W tym odgłosie było coś kojącego, coś, co w końcu sprawiło, że Isolde zwinęła się w kłębek i zasnęła przytulona do pleców przyjaciółki.
Rano wygrzebała się z trudem z łóżka, obezwładniona jakimś irracjonalnym strachem przed stanięciem twarzą w twarz z rzeczywistością, od której tak rozpaczliwie próbowała uciec. Długo stała przed lustrem, metodycznie rozczesując jasne pasma włosów, a potem nakładając na powieki cienie, na usta delikatną szminkę... robienie sobie makijażu i malowanie paznokci należało do tych nieskomplikowanych acz wymagających dużej precyzji czynności, które pomagały w odzyskaniu równowagi psychicznej. To był jeden z nielicznych plusów bycia kobietą i Isolde w pełni go doceniała. Wpatrując się w swoje lustrzane odbicie, próbowała zrozumieć, co właściwie czuje do Marcela. Kochała go. Tak. Na swój sposób kochała, wzbudzał w niej czułość, dawał poczucie bezpieczeństwa, ale... ale nie zawsze ją rozumiał, co zresztą nie było jej największym problemem. Coś nie grało, a ona nawet nie potrafiła dokładnie powiedzieć, o co chodzi. Może ta miłość była zbyt dużym obciążeniem, pętała jej skrzydła, ograniczała i budziła ciągłe poczucie winy, że nie jest dla niego wystarczająco czuła, dobra, że nie poświęca mu wystarczająco dużo czasu. Nie miała siły mu tłumaczyć, że go kocha, że nie powinien się czuć zagrożony, niepewny... paradoksalnie właśnie to po części doprowadziło ich do tego punktu, kiedy oboje przeczuwali, że tym razem nie wybrną z tych... kłopotów, jeśli ten eufemizm w ogóle oddaje istotę rzeczy.
Nie umiała funkcjonować z nim, ale wiedziała, że bez niego będzie jej równie źle. I ta myśl odbierała jej wolę walki, działania. Miała ochotę zaszyć się w swoim mieszkaniu, nie odpowiadać na listy, nie otwierać drzwi. Przespać to wszystko, ale wiedziała, że to przecież niemożliwe. W powietrzu unosiła się mgła, było wilgotno i zimno i Isolde miała ochotę po raz kolejny się wycofać. Ale nie mogła tchórzyć. Zarzuciła na siebie czerwony, kraciasty płaszcz, otuliła się czarnym szalem i z ciężkim westchnieniem ruszyła w stronę Kwiecistego Ogrodu. Siedział tam. Na nos wciśnięte okulary, ciemne loki opadały mu na czoło... miała ochotę podejść i poprawić mu przekrzywione oprawki, a najlepiej przytulić się z całych sił, ale wiedziała, że to tylko pogorszy sprawę. Bo nie może mu nic zaofiarować. Zupełnie nic.
- Cześć...- rzuciła cicho, przystając nieopodal niego i wciskając dłonie do kieszeni płaszcza. Przygryzła lekko dolną wargę i wbiła spojrzenie we własne stopy, zastanawiając się, jak zacząć. Miała nadzieję, że Marcel wybawi ją z tego kłopotu. Jeszcze wczoraj była rozdrażniona tonem jego listów, dzisiaj czuła już tylko smutek i wyrzuty sumienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marcel Y. Lyons

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 163
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5792-marcel-yacobe-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5793-no-marcelove
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5794-zolwki
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyPią Paź 18 2013, 20:35

Marcel natomiast uważał że to jego wina. Czuł że gdzieś popełnił błąd. Błąd który skończył się skręceniem karku. "Za wysokie progi na Twoje nogi Marcel" myślał sobie. Jak widać był fanem wszystkich anegdot, przysłów i tego całego chłamu z metaforami. Właśnie dlatego że nie umiał rozmawiać. Wolał sie schować za woalką komplementów, ładnych stwierdzeń i ciekawych porównań. Byle nic nie mówić. Jak tak o nim myślę, to dochodzę do wniosku, że strasznie z niego skryty człowiek. No cóż, pewne nawyki wynosi się z domu. A on z domu nie wyniósł nic po za brakiem poczucia własnej wartości i mini poradnikiem "Jak upodlić swoje dziecko". Był jeszcze za młody żeby uczyć się wszystkiego na własnych błędach. Wielu z nich jeszcze nie popełnił. To takie śmieszne. Był dorosły, a jednocześnie za młody na tak wiele. Może był też za mało doświadczony na związek? Nie chciał dopuszczać do siebie tej myśli. Jak każdy chciał być szczęśliwy. Nigdy tego szczęścia nie zaznał, dlaczego teraz też musiało tak być? Te pytania dręczyły go cały czas.
Wiedział że nie będzie to dla niego łatwe. W sumie to wszystko zależało od Gryfonki. To ona była rozgrywającym. Ona miała przewagę. Jak judoka z wyższym stopniem na macie, w czasie zawodów. Miała nad nim władzę. Jakby chciała biegałby teraz nagi po błoniach. Jak powie, to nie będzie sie jej więcej pojawiać w życiorysie. Obawiał się że dziś odda jej swoje serce, już raz na zawsze. Bez serca co prawda nie można żyć, ale da się funkcjonować. Taki właśnie był plan Marcela. Przefunkcjonować w ten sposób do końca życia. Nie się zabijać. Ale też nie żyć. Funkcjonować.
Najbardziej zły był na siebie za to że wyznał jej swoje uczucia te pięć miesięcy temu. I nie dlatego że teraz ją tracił. Widział że nie jest jej obojętny. Jednak nie był tak ważny jak by tego chciał. Był jej, ale ona nigdy, przenigdy nie była jego. Mimo to wiedział że ich rozstanie, które prawdopodobnie będzie mieć miejsce właśnie w tym pięknym miejscu, będzie dla niej bolesne. Nie tak jak dla niego ale nadal bolesne. Nienawidził jej łez, tego jak cierpiała, trzęsła się jak w osika. Miał ochotę wtedy dostać tłuczkiem w żebra.
Jak usłyszał jej melodyjny głos, wzdrygnął się. Tak się zajął śpiewaniem, że na chwile opuścił tę galaktykę. Musiał się przwyczajać do tego stanu. Nie mógł powstrzymać ust, i uśmiechnął się na jej widok. Jak zwykle piękna...:
-Cześć- patrzył na nią uparcie swoimi brązowymi oczyma- usiądź, głupio żebyś tak stała- olał wszelkie maniery, i poklepał ławkę obok siebie. Leżał już tam koc. Nie chciał żeby marzła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isolde Bloodworth

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyPią Paź 18 2013, 21:15

Isolde drżały dłonie. Nie mogła na to nic poradzić, więc trzymała je nadal w kieszeniach, nawet kiedy siadała obok Marcela na ławce. Odpowiedziała bladym uśmiechem, beznadziejnie zrezygnowana i bezwolna, pełna poczucia winy. Zdruzgotana. Chyba nie miała siły walczyć. Nie mogła nie zauważyć koca leżącego na ławce. W oczach zakręciły się jej łzy, spuściła głowę. Jasne loki opadły jej miękko na policzki, szczęśliwie zasłaniając jej zaczerwienioną twarz. Dlaczego był dla niej taki dobry, dlaczego tak bardzo ją kochał? Czym sobie zasłużyła na takie traktowanie? I dlaczego ich wzajemna miłość i czułość nie wystarczyły, by stworzyć coś trwałego? Czy w ogóle należało szukać winnych? Może po prostu oboje nie byli gotowi na związek, może po prostu ich pragnienia nie mogły się zazębić, stworzyć idealnego mechanizmu, który pracowałby nieprzerwanie przez długie lata? Może potrzebowali tego, by znaleźć szczęście z kimś innym, kimś, kto naprawdę byłby dla nich stworzony? Isolde czasami zastanawiała się, co jest z nią nie tak. Czy to jej siła charakteru, czy wrodzone poczucie niezależności i dumy...? Prawdopodobnie nigdy się nie dowie. Była już za dorosła na tę czarującą, wzruszającą miłość, którą ofiarował jej Lyons, na ten romantyzm, który był uroczy, ale nie mógł zastąpić poczucia stabilizacji. Możliwe że był dla niej po prostu za młody, zbyt niedoświadczony i niedojrzały. Ale to nie zmieniało faktu, że go kochała i nie mogła sobie darować, że przez nią ta miłość została zraniona, wystawiona na próbę, której nie mogła przejść zwycięsko.
Wtuliła podbródek w swój szalik i nieśmiało oparła się ramieniem o ramię Lyonsa, wciągając w płuca jego zapach i czując strach ściskający jej gardło. Tak bardzo nie chciała go tracić, tak bardzo nie chciała, by coś się zmieniało, ale nie miała na to wpływu, coś pękło, zepsuło się, a żadne z nich nie wiedziało, jak to naprawić. Szukała właściwych słów, ale w głowie miała pustkę. Może byłoby łatwiej, gdyby oboje byli pijani. A może wtedy znów wylądowaliby w łóżku, nie wyjaśniając sobie nic, zdając się na mowę ciała. Merlinie, dlaczego to było takie skomplikowane? Chciała sięgnąć po jego dłoń, ale nie miała odwagi, czując, że wtedy zupełnie się rozklei, on zacznie ją uspakajać i jak zwykle do niczego nie dojdą. Przełknęła ślinę.
- Marcel... ja... dlaczego to wszystko jest takie poplątane...?- spojrzała na niego bezradnie. Była taka słaba, taka bezbronna, zupełnie jak nie ona. W obliczu uczuć, nie potrafiła walczyć. Czuła się podle, wstrętnie, żal ściskał jej gardło, ledwo mogła oddychać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marcel Y. Lyons

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 163
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5792-marcel-yacobe-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5793-no-marcelove
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5794-zolwki
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyPią Paź 18 2013, 21:35

Nie sądził że zobaczy ją w takim stanie. Wydawało mu się że będzie twarda, powie mu że to koniec, wyrwie serce z piersi. A ona... właściwie rozlatywała się na jego oczach. Coś ścisnęło go w dołku. Co on najlepszego wyrabiał? Naprawdę zamierzał pozwolić jej odejść. Od tak? Znów pokazała się słabość jego charakteru. Nie chciał jej tracić. Absolutnie. Była jego tlenem, jego sercem. Potrzebował jej. Nie sądził że jest dla niej aż tak ważny. Wiedział że darzy go uczuciem, nie domyśliłby sie nigdy że tak mocnym. Że ich hipotetyczne jeszcze rozstanie może ją tak boleć. Oboje czuli że nie grało. Może od samego początku. Może Marcel trafnie, pijacko rzucił że należą do dwóch różnych galaktyk. Że tego połączenia nie można zaakceptować? Nie chciał żeby tak było. Chciał sie mylić, wyjść na głupca, ale się mylić. To wszystko było takie trudne.
Gdy poczuł jej zapach, znów delikatnie zakręciło mu się w głowie. Jak zwykle. Objął ją pewnie ramieniem, przysuwając. Nie miał już nic do stracenia. Siedzieli chwile w milczeniu. W milczeniu które z każdą kolejną sekundą robiło coraz głębsze bruzdy w jego sercu. Może faktycznie był za miękki? Nie nadawał sie na faceta? Nie dla takiej dziewczyny jak Isolda. Nie chciał o tym myśleć. Znów uciekał.
Otworzył usta, ale szybko je zamknął gdy Gryfonka zaczęła mówić. A raczej wyrzucać z siebie słowa. zabawne. Chciał zapytać o to samo. Spojrzał przed siebie, niewidzącym wzrokiem i odpowiedział głębokim głosem, który u wielu kobiet wzbudzał dreszcze. Tym razem bił od niego smutek, nie blask słońca:
-Może za bardzo próbowaliśmy, przynajmniej ja, udawać kogoś kim nie jesteśmy? Dopasowywać się... Tak bardzo chciałem Cię uszczęśliwić...- westchnął i spojrzał na nią ciemnymi oczyma. Nie chciał jej tracić. Nigdy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isolde Bloodworth

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyPią Paź 18 2013, 21:56

Oparła głowę na jego piersi, szukając właściwych słów, wsłuchując się w bicie jego serca, stłumione przez ubranie, ale jednak wyczuwalne. Pieczenie pod powiekami stawało się nieznośne, jakaś żelazna obręcz ściskała jej płuca, nie pozwalała wziąć głębszego oddechu. Przymknęła oczy, pozwalając, by jego zapach otulił ją zupełnie, obezwładnił, dał poczucie bezpieczeństwa, nawet chwilowego, nawet ulotnego. Dlaczego wszystko się zmieniało wbrew jej woli, dlaczego nie mogła kontrolować swojego życia, tak jak by tego chciała? Chyba jeszcze nigdy nie bała się tak bardzo- ani podczas balu, ani w czasie ataku Lunarnych na Hogwart Express... nie pozostawała bierna. Ale teraz nie wiedziała co robić, nie umiała walczyć, nie umiała znaleźć rozwiązania. Tu nie wystarczyła różdżka, odrobina odwagi i znajomość zaklęć.
Słysząc jego głos, zacisnęła mocniej powieki, próbując powstrzymać łzy cisnące się jej do oczu. Nie chciała być słaba, nie chciała tego wszystkiego utrudniać, ale nie potrafiła się opanować. Jego głos, jego zapach, jego ciepło... Kiedy pomyślała, że dał jej z siebie tak wiele, że wzbudził jej miłość, jej zaufanie, że był jej pierwszym i jedynym, a teraz to wszystko rozsypywało im się w palcach, czuła, że nie ma siły na to wszystko. Że nie ma bezbolesnego wyjścia z tej sytuacji. Że nieważne jaką decyzję podejmą- i tak będą cierpieć.
- Ja też chciałam... i myślałam, że nam się uda... naprawdę w to wierzyłam- wyszeptała w jego ubranie, nie mając dosyć odwagi, żeby spojrzeć mu w oczy.- Nie wiem, co jest nie tak... nie wiem, co się stało między nami, dlaczego... Chyba masz rację. Chyba chcieliśmy się uszczęśliwić wzajemnie i zapomnieliśmy o sobie samych... a teraz nas to dogoniło...- powiedziała cicho, czując jak po jej policzku spływa pojedyncza łza i wnika w ubranie Marcela. Na szczęście nie mógł tego zauważyć. Zacisnęła mocno usta i westchnęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marcel Y. Lyons

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 163
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5792-marcel-yacobe-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5793-no-marcelove
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5794-zolwki
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyNie Paź 20 2013, 10:57

Mgła powoli znikała, odsłaniając tym samym piękno ogrodu. Jak Marcel żałował że nie jest sikorką, wróblem albo jakimś jastrzębiem. Takie ptaszki to się niczym nie przejmowały, kurde balans. Nikt ich nie ranił, nie musiały sie zastanawiać nad tym co ćwierkają. Tak Marcel bardzo chciałby być jakimś ptakiem. Miał dość podejmowania decyzji. Szczególnie tych trudnych. Z resztą nikt tego nie lubi. Bycie ptakiem, na pewno by rozwiązało jego problemy.
Nie czuł jednej zasadniczej rzeczy. Nie czuł że jej zależy. W sumie nigdy tego nie czuł. Nigdy nie poczuł że o niego walczy. Że zależy jej żeby byli szczęśliwi. Czeski błąd. Marcel był coraz głębiej przekonany że chciał zrobić z jabłka i gruszki- śliwkę. Było to przykre, ale tak się rzeczy miały. Popełnił błąd. Cały czas je popełniał. Pokochał kogoś, kto nigdy nie mógł być jego. Nie żałował jednak. Bo niby czemu. Przecież to były najlepsze miesiące w jego życiu. Przed jego oczyma przeleciały obrazy, ze wszystkich cudownych chwil z Isoldą. Pierwszy pocałunek, wszystkie ich wspólne spacery, kwiaty, długie rozmowy o niczym i o wszystkim. Tak dużo rozmawiali, tak dużo ze sobą byli. A on jej nie znał. Nie potrafił przewidzieć co zrobi, co powie. Wszystko to było jak zagadka. Kochał ją, ale... Własnie. Pojawiło się ale. Może pokochał kogoś kogo sobie wyobrażał? Uroił ją sobie, idealną. A może potrzebował miłości, a Gryfonka była zdaniem jego serca, najlepsza? Nie wiedział. Tak bardzo sie motał. Jego głębokie przemyślenia przerwał głos jego dziewczyny? Nie wiedział czy jeszcze może tak o niej mówić.:
- Myślę...że za mało rozmawialiśmy. O nas. O naszych uczuciach... Same błędy...- pogłaskał ją po głowie. Serce mu pękało, gdy czuł jej smutek. Kobiety... to takie dziwaczne istoty.
Nagle na jego ramieniu usiadł Żółwik. Jego puchacz, najwierniejszy przyjaciel. Do łapki miał przywiązany jakiś kawałek pergaminu. Zaciekawiony Marcel odwiązał sznurek, i rozłożył pergamin. Nowy Obserwator. Marcel zaczął zamawiać go bezpośrednio do siebie, odkąd był z Isoldą. Tylko po to żeby być przygotowanym, na dziwne spojrzenia na treningach, czy śmiechy w łazienkach. Nawet nie wiedział kiedy zaczął czytać. A właściwie przejrzał tylko wzrokiem, aż natrafił na artykuł na ostatniej stronie. O... Isoldzie. Marcel zdjął z niej swoją rękę, poprawił okulary i zaczął czytać. Pobladł. Nie. To na pewno głupia plotka. Siedział tak i wpatrywał sie w tekst wypisany pięknymi literami. Czuł jak jego serce za chwile pęknie na milion kawałeczków. Vanberg... Wiedział że nie ma z nim szans. Isolda chyba szturchała go w ramię, ale on siedział i patrzył się w kawałek pergaminu. Musiało minąć dobre dziesięć minut za nim wydobył z siebie ciche, spokojne słowa. Tylko wprawny słuchacz zdałby sobie sprawę, jak bardzo chłopak cierpi.:
-Isolde... Powiedz mi... powiedz mi ,że to nieprawda, że to plotka...- w głowie mu się kręciło. Tym razem nie od jej zapachu czy dotyku...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isolde Bloodworth

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyNie Paź 20 2013, 15:21

To nie było prawda. Isolde zależało, bardzo, ale nie wiedziała, jak walczyć o coś, co rozpadało się bez udziału jej woli, jakby próbowała łapać nitki babiego lata czy robić coś równie skazanego na niepowodzenie. Kochała go, czuła, że bez niego jest beznadziejnie zagubiona i pozbawiona czegoś istotnego, ale równocześnie nie potrafiła się wyrzec swojego prawdziwego "ja", które najwidoczniej zaczęło się gryźć z tożsamością Marcela albo zwyczajnie nie spełniało jego oczekiwań. Bajka najwidoczniej zaczęła dobiegać końca, księżniczka okazała się być co prawda jasnowłosa i śliczna, ale obdarzona znacznie silniejszym charakterem niż dzielny rycerz, który nagle zaczął się chwiać i być chory ze strachu, że dama jego serca w końcu wskoczy na konia i odjedzie w nieznanym kierunku z innym księciem. Ona nigdy nie twierdziła, że jest idealna, uprzedzała Marcela, że ma trudny charakter, że tylko wygląda tak niewinnie... i nie była to zwykła kokieteria. Przecież na początku wcale go nie kochała, przecież to wszystko przyszło później, z czasem... może to nie była miłość, tylko bezgraniczna czułość i przywiązanie? Tylko czym właściwie to się różni? Nie była pewna. Był dla niej kimś niezwykle ważnym, kimś, komu zaufała, ale nie bardzo wierzyła, że potrafiłby ją obronić. Wiedziała, że nigdy jej nie skrzywdzi, nie świadomie, ale nie jest na tyle silny, by być dla niej wsparciem w każdej sytuacji. Jego wrażliwość jednocześnie ją przerażała i budziła tkliwość, bała się powiedzieć cokolwiek ostrzejszym tonem, wiedząc jak bardzo go tym zrani. Uwielbienie Marcela czasem ją krępowało. Jakby nie była kobietą z krwi i kości, tylko jakąś nadrealną istotą, doskonałością, której należy oddawać cześć, niemal nosić ją na rękach. Ciągłe prezenty, kwiaty... to było miłe, ale pogłębiało w niej poczucie, że na niego nie zasługuje, że nie może odpłacić mu tym samym, że nigdy nie odwdzięczy się za jego dobroć i miłość, bo jej uczucie do tego nie wystarczy.
Oboje potrzebowali bliskości i nie było między nimi niczego, co mogłoby na pierwszy rzut oka ich dzielić. Może podjęli pochopną decyzję, wiążąc się ze sobą? Ale skąd mogli wiedzieć, że w pewnym momencie magia między nimi przestanie działać, że zaczną się wyrzuty i niepewność? Kiedy pogłaskał ją po włosach, wtuliła się w niego mocniej. Tak bardzo potrzebowała jego ciepła, jego głosu i bliskości... ale wiedziała, że to już nie ma sensu, że nie ma powrotu, że... że nie są dla siebie stworzeni i dla obojga będzie lepiej, jeśli się rozstaną w tym miejscu, zanim zrobi się naprawdę źle. Ta myśl była tak bolesna, że nie mogła powstrzymać łez. Siedziała tak wtulona w niego i nawet nie zauważyła momentu, kiedy przyleciał Żółwik i z nowym Obserwatorem. Nie myślała o niczym, próbując uporządkować swoje emocje, jakoś je opanować, ale to nie było możliwe. Dopiero po chwili uniosła głowę i poczuła zimno, ściskające jej serce. Obserwator. Merlinie, nie, proszę, nie...
- Marcel... ja tego nie chciałam, Dexter mnie zaskoczył, pocałował, ale odepchnęłam go i nakrzyczałam...- no, może nie krzyczała, ale powiedziała mu, co o nim sądzi, naprawdę, naprawdę była wściekła, aż dziwne, że nie dała mu w twarz.- Nie wiedziałam, że to zrobi, nie spodziewałam się, nie chciałam tego... nie widziałam go od tamtej pory i nie chcę widzieć nigdy więcej. Przysięgam. Wiesz, że nie kłamię...- powiedziała cicho, patrząc mu w oczy z rozpaczą i szczerością. Nigdy w życiu nie zdradziłaby Marcela, nigdy tego nie chciała, tamten incydent w kuchni... nic dla niej nie znaczył, to znaczy wzbudził jej złość, ale nie dał do myślenia, nie wzbudził wątpliwości. W jej oczach błysnęły łzy. Jeśli mieli się rozstać, to nie chciała, żeby tak to wyglądało. Mieli po prostu dojść do wniosku, że tak będzie lepiej, ale nie przez osobę trzecią, tylko przez nich samych...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marcel Y. Lyons

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 163
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5792-marcel-yacobe-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5793-no-marcelove
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5794-zolwki
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyNie Paź 20 2013, 21:53

Marcel chciał być zbyt dobry. Nie brał możliwości pod uwagę, że już jest wystarczająco dobry. I w ten sposób wszystko zniszczył. To była nie zaprzeczalnie jego wina. I bez względu na to jak dużo mówilibyśmy o wadach Isoldy, i jej wymaganiach. To była jego wina.
Chyba nigdy nie wyrósł ze swojej szczenięcej miłości. Z dawania dziewczynie kwiatów, szybkiego pocałunku i ucieczki. Ona była dla niego za stara? Nie, to złe słowo. Żyli w innych wszechświatach. Inaczej wychowani, inaczej spłodzeni. Inni. Nie pasowali do siebie. Był dla niej za słaby. Dla każdego był za słaby. Ojciec miał rację. „Jesteś nikim, nie zasługujesz na moje nazwisko.” Mógł ich słuchać. I jego i matki. Zaoszczędził by Isoldzie bólu. Każdy mądry człowiek wiedziałby że takiego połączenia nie wyszło by nic dobrego. Potrzebowali miłości. Na gwałt. I przez przypadek na siebie trafili. I ten przypadek posadził ich tu dzisiaj. I to przez ten przypadek Marcel wpadł w najbardziej niespełnioną miłość w jaką można było wpaść. Ale nie żałował. Mimo tego całego smutku, który będzie prawdopodobnie nosił w sercu do końca życia- nie żałował.
Po słowach, nieco roztrzęsionej Gryfonki, jego serce pękło. Nie na pół, nie na cztery na miliardy małych kawałeczków. A jesienny, angielski wiatr rozniósł te kawałeczki. Ciepłe ogniki, które zawsze paliły się w jego oczach zgasły, może już bez powrotnie? Teraz był wyjątkowo podobny do swojego ojca. W jego oczach niw było już nic. Żadnych emocji. Zawsze lekko wykrzywione w uśmiechu usta, zwarły się w kreskę. Nie wyglądał ani na upartego, a tym bardziej nie na złego. Był jak pozbawiony uczuć. Jak marionetka, którą tak często dawał pokazy w Red Rock. Ogarnął go niesamowity chłód. Mimo to, nie zakopał się głębiej w grubym szaliku którym się opatulił. Już nawet nie było mu przykro. Nie wiedział co ma czuć. Złożył pergamin na kolanach Isoldy. Nawet w swojej głowie ją tak teraz nazywał. Słońce zgasło. Uśmiechnął się krzywo pod nosem. Nie życzliwie. Drwiąco.:
-Nic mnie nie łączy z Dexterem…- wymamrotał pod nosem, bardziej do siebie niż do Isoldy. Trafiła do kufra. A razem z nią cała jego czułość. Tak samo jak jego matka i Miranda. Miał teraz w głowie trzy takie kufry. Dla trzech kobiet które w życiu naprawdę i szczerze kochał. Razem z zamknięciem ostatniego kufra, skończyły się wolne miejsca. Serce się roztrzaskało, jak kieliszek z kryształu w którym tak lubiła pić jego babcia. Po tych paru sekundach ciszy, Marcel na nią spojrzał. Mimo jej łez, był nie wzruszony, twardy jak skała:
-Nie wiem czy Ci wierzę. Już raz mi mówiłaś że nic Cię z nim nie łączy. Że do niczego nie doszło. Ale rozsądek każe mi zakładać że tego nie chciałaś. Że nie chciałaś mnie zranić. Pewnie nie to było Twoim celem. Stało się, trudno. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Bywało gorzej. Zaczynam rozumieć Twoje przywiązanie do Kapitana Haka.- mówił to takim tonem, jakby tematem rozmowy było życie intymne pantofelka albo goryla. Nic interesującego. Nie drwił, nie szydził. Stwierdził fakt. W środku się rozpadał. Umierał cicho na nieuleczalną chorobę. Nikt o tym nie wiedział. Nikt nie zauważył.:
-Co robimy z..- zawiesił głos. Nie wiedział jak to ubrać w słowa. Czy nadal mógł, czy nadal CHCIAŁ używać słowa „my”. Zraniła go, zraniła go bardzo mocno. Wiedziała co przeżył, jak było z Mirandą. Nie powinna do tego dopuścić…- Nami?- przeszło mu przez gardło. Wolałby być w kompletnie innym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isolde Bloodworth

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyPon Paź 21 2013, 08:37

Nie, nie był nikim. Był wspaniałym, dobrym, czułym i przystojnym mężczyzną, zdolnym do poświęceń. Mężczyzną, który uszczęśliwiłby każdą, ale nie Isolde, która wciąż nie mogła znaleźć spokoju, której wiecznie czegoś brakowało, która potrzebowała kogoś, kim nie musiałaby się opiekować, kto miałby odwagę wypowiadać na głos myśli ich dwojga. Nie, bycie dobrym człowiekiem wymaga większej siły niż bycie złym, Is dobrze o tym wiedziała i doceniała Marcela, ale nie potrafiła być taką kobietą, o jakiej on marzył.
Nie mogła go okłamać. Wiedziała, że to by tylko pogorszyło sytuację, jeśli w ogóle cokolwiek mogło ją pogorszyć. Poza tym ona zwyczajnie nie potrafiła kłamać, na jej twarzy odbijała się cała gama emocji. Co innego ukrywać prawdziwe uczucia, co innego zaprzeczać prawdzie, łgać w żywe oczy. Nie, tego Isolde nigdy się nie nauczyła. I raczej nie nauczy. Teraz rozpłakała się na dobre, po jej jasnych policzkach płynęły strumienie łez, nad którymi nie mogła zapanować. Widziała chłód w oczach Marcela, jakby ból, który mu zadała, zmroził mu serce, w którym nie pozostała nawet odrobina ciepłych uczuć dla niej. To, czego tak bardzo się obawiała, kiedy poszła do kuchni z Dexterem, stało się nagle prawdą, uderzyło ją z całą mocą, nie mogła dłużej uciekać, kryć się przed własnym przewinieniem, na które przecież nie miała wpływu. Dobrze, może jednak miała. Może gdyby nie piła wina, może gdyby nie pozwalała rozmowie stać się odrobinę bardziej intymną, gdyby nie pozwoliła jej rozwinąć się w niewinny flirt, może gdyby... Teraz to i tak nie miało znaczenia. Stało się, a ona nie mogła zrobić nic, tylko zalewać się łzami, które nie robiły na nikim wrażenia. Było jej niedobrze, brzydziła się sama sobą, bała tak bardzo, że traciła oddech, chciała zniknąć. Jak można tak straszliwie zawieść zaufanie kogoś, kogo się kocha? Nawet jeśli zdarza się kryzys, nawet jeśli nie jest dobrze, to nic, absolutnie nic nie jest wytłumaczeniem dla czegoś takiego i Isolde dobrze wiedziała. Przecież nie chciała...! To była jej jedyna linia obrony, to wszystko zdarzyło się wbrew jej woli, Dexter ją zaskoczył, a ona nie pozwoliła na żaden rozwój wydarzeń, zasypując go lawiną wściekłych słów. I co z tego...?
- Nie chciałam ci mówić, bo co by to zmieniło... po co? Dla mnie naprawdę to był tylko pożałowania godny incydent, a ty... ty byś cierpiał i miał miliony wątpliwości, czy nie wolałabym Vanberga. Otóż nie. Nie ma w nim nic, co mogłoby mi zaimponować, nie ma w nim nic, co kiedykolwiek wzbudziłoby moją czułość... dla mnie jest nikim z tym swoim głupim zespołem, aroganckim uśmiechem i stadem dziewczyn, które zaliczył. Nie jestem jedną z nich- powiedziała, patrząc mu w oczy z nieskrywanym bólem. Tak bardzo chciała go przytulić, wytłumaczyć, że jeszcze nigdy dotąd nie kochała nikogo tak bardzo, jak jego, nawet jeśli nie kochała wystarczająco.- Marcel, to było... jak wypadek przy pracy, jakbym zacięła się nożem w kuchni czy coś równie mało znaczącego. Jeszcze nikt nie był dla mnie tak ważny jak ty... wiesz o tym- nieśmiałym gestem poszukała jego dużej, silnej dłoni i pogłaskała jej wierzch. Nie wiedziała, co robić, jak go pocieszyć, sprawić, by jej wybaczył. Było jej słabo. Jakie by to było proste- zemdleć z nadmiaru wrażeń, być po prostu słabą kobietą, która ucieka od odpowiedzialności we własną niemoc, prawda?
- Nie wiem... potrafiłbyś mi wybaczyć...?- spytała, zniżając głos prawie do szeptu, czując, że się trzęsie na całym ciele. Nawet gdyby potrafił, co by to zmieniło? Uratowałoby ich związek, który już wcześniej zaczął się rozpadać na kawałki?- Tylko... tylko czy tamto nie było po prostu kolejnym stopniem w dół? Czy nie było... inaczej już wcześniej?-jakie to zabawne. Ich miłość zaczęła się późną wiosną. Teraz nadeszła wczesna jesień i uczucie zaczęło się kurczyć, żółknąć, schnąć. Zupełnie jak liście, które wiosną były młodziutkie i pełne nadziei na przyszłość. Zaraz opadną, a te, które nie spłoną, sczernieją pod grubą warstwą śniegu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marcel Y. Lyons

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 163
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5792-marcel-yacobe-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5793-no-marcelove
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5794-zolwki
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyPon Paź 21 2013, 20:42

Coś się w nim zmieniło. Coś pękło. Może nie tyle co Marcel przestał ją kochać. Zadziałał mechanizm obronny. Nie chciał się żeby znów ktoś go zranił. A z drugiej strony, wieko kufra na którym teraz powinien napisać „Isolde”,( i to najlepiej własną krwią żeby było bardziej dramatycznie) nie było jeszcze zamknięte na amen. Czy był gotowy w tym wszystkim grzebać? Jego wnętrze i tak wyglądało jak po wybuchu bomby atomowej. I jeszcze to. Myślał że Isolda stworzy nowy eko-system. Że wszystko się naprawi, i będzie szczęśliwym człowiekiem.
Kolejna rana, zadana w jego chwilowo nieistniejące serce, znów go zamknęła. Może był typem człowieka którego trzeba ranić, mocno doświadczać żeby się nauczył? Żeby był twardy. Jak skała. Jak… Lyons. Gadanie, wcale nie był cudownym człowiekiem. Bynajmniej nigdy się tak nie czuł. Nigdy też nikt mu tego wprost nie powiedział. Kurde, wcale nie taka ciotka z niego. Potrzebował wsparcie, ale chyba o to w związku chodziło. Żeby się wspierać. Poczuł straszną niesprawiedliwość. Że to jego wina? Może nie tylko jego. Może faktycznie jego piękna, złotowłosa księżniczka miała miliard wad? Tak samo jak on. Kurcze, Marcel. Chciał dorosnąć. Przestać być Piotrusiem Panem. Uciekać od odpowiedzialności. Bo tak to do tej pory wyglądało. Ale potrzebował do tego Isoldy. Jej pocałunków, ciastek. Jej obecności. Mimo że go zraniła, nie chciał jej tracić. A po za tym to wszystko co próbowała mu powiedzieć. Czemu miałby jej nie ufać? Przecież tak właśnie mogło być.:
- Czyli mam rozumieć że ten Vanberg, Cię do tego zmusił? Od tak sobie podszedł do Ciebie gdy rozmawialiście i cie pocałował. Nie no świetnie.- teraz w jego głosie było słychać gniew. Nie, nie zamierzał tego tak zostawić Zamierzał sprać Vanberga na kwaśne jabłko, i tym samym odebrać mu rzeszę fanek (hyhyhy). Analizując jednak dalej jej wypowiedź, zapytał patrząc na nią swoimi oczyma:
-A ja mam? Ja fotograf, pożal się boże pałkarz? Bez ogłady, z romantycznymi zapędami jak z średniowiecza. No i jeszcze ślepnę. Z mojego punktu widzenia, ma większe szanse niż ja. Co nie znaczy że tak jest- jego głos złagodniał, jednak oczy nadal były zimne i nieco puste. Jej dotyk sprawił że przeszedł jej dreszcz. Nie, nie była mu obojętna. Prawdopodobnie nigdy nie będzie. Przekrzywił głowę i cały czas na nią patrzył. Otarł palcami jej łzy. Nie znosił jak płakała. Nienawidził. Dziś jednak musieli dokończyć tą rozmowę. Nawet jeżeli miałaby się skończyć nie przyjemnie.:
-Ja, chcę o Ciebie walczyć, o nas. Dałbym nam szansę. Co do wybaczania to… Nie mam co wybaczyć. Ba, nie sądzę żebyś mnie okłamała. Myślę ze określenie „wypadek przy pracy” bardzo do mnie przemówiło..- posłał jej coś na wzór uśmiechu, nadal walcząc z strumieniami łez które lały się po jej policzkach- Ja Cię kocham Isolde. Tak po ludzku. Zwyczajnie. Nie chcę już niczego udawać, nikogo. Może… może spróbujemy się poznać raz jeszcze? Bez udawania, miliardów kwiatów. Już raz przez to ze nie byłem sobą Cię straciłem. Teraz to ja proszę Cię o szansę.- w jego oczach pojawiła się niesamowita czułość, która jednak szybko zgasła. Przecież było „ale”- Chyba że nie chcesz. Nie mogę cię do niczego zmusić…Ale czy mamy coś do stracenia?- teraz on szeptał. Jego oddech zmieniał się w parę. Zaczął swoje serce. Długo się zejdzie zanim je sklei.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isolde Bloodworth

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyPon Paź 21 2013, 22:36

Przestraszyła się jego gniewu. Prawdę mówiąc, była tak roztrzęsiona, że każda reakcja Marcela wywołałaby jej ciężkie przerażenie. To wszystko było takie pogmatwane, chciała, żeby po prostu wymazał ten incydent z pamięci, tabula rasa. Chciała nigdy więcej nie oglądać Vanberga, a przynajmniej nie musieć z nim rozmawiać, a teraz Marcel miał zamiar rozdmuchać tę sprawę.
- Zmusił to za duże słowo... po prostu mnie zaskoczył. Zamyśliłam się i nawet nie zauważyłam, kiedy się odwrócił i mnie pocałował- powiedziała cicho, ocierając zapłakaną twarz i próbując jakoś załagodzić sytuację. Och, wiedziała, że tym razem Marcel nie odpuści i że przy najbliższej okazji spróbuje dać Dexterowi w pysk, a tego nie chciała. Czy ci mężczyźni nie rozumieją, że niektóre sprawy po prostu trzeba zostawić, odpuścić, zamiast wywoływać otwarty konflikt? To przecież i tak nic nie zmieni, Vanberg ją pocałował, ona powiedziała, co o tym myśli. Basta. Koniec.- I... i piliśmy trochę wina, ale nie byliśmy pijani. Po prostu chcieliśmy oblać chrzciny Kapitana Haka...- dodała nieśmiało, czując, że lepiej grać w otwarte karty, bo każde zatajenie prawdy tylko pogorszy sytuację.
- Głupi jesteś- oświadczyła Isolde, uśmiechając się przez łzy, po czym poprawiła mu okulary, które zjechały na czubek nosa.- Jesteś dobry i kochany. Czuły i wierny. Może czasami niezbyt mądry, a raczej zachowujesz się jak komplety wariat... ale to mi najmniej przeszkadza- powiedziała cicho, czując, że lód między nimi zaczyna powoli tajać. A jednak wciąż bała się popełnić fałszywy ruch, zrobić niebaczny krok. Kiedy otarł jej łzy, uśmiechnęła się niepewnie, po czym przygryzła usta. Umiała ładnie płakać. Często się pocieszała, że kiedy nie zostaje jej niż nic innego, może zacząć zalewać się łzami, bo robiła to w sposób nie groteskowy i żałosny, ale chwytający za serce. Jej duże, błękitne oczy lśniły, policzki stawały się jeszcze bledsze, a delikatne usta wykrzywiały tak smutno, że trudno się było nad nią nie ulitować. W dodatku nie puchła, nie smarkała i nie miała czerwonych oczu. Nie wiedziała, jak to możliwe, ale dziękowała losowi za tak... nietypowy dar.
- Chcę. I... i tym razem będziemy prawdziwi, tak? I będziesz we mnie widział normalną kobietę, nie ideał, nie posąg? Nie będziesz się ciągle bał, że ktoś jest od ciebie lepszy? Nie będziesz mi na siłę próbował udowodnić, że tylko ty na mnie zasługujesz? Nie musisz tego robić, bo to nie ma znaczenia. Ja przecież i tak wiem, jak jest...- wyszlochała, nie mogąc się uspokoić i być może wcale nie chcąc. Objęła go mocno, wtulając mokrą od łez twarz w jego szyję. Może nie będzie wcale lepiej. Może nie są dla siebie stworzeni i pewnego dnia i tak się rozejdą. Ale przecież warto było walczyć o to, co ich łączyło. Nawet gdyby w innej sytuacji Isolde podjęła odmienną decyzję, teraz nie miało to znaczenia, bo tym razem to ona występowała w roli winnej, a on tego, który wybacza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marcel Y. Lyons

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 163
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5792-marcel-yacobe-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5793-no-marcelove
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5794-zolwki
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyWto Paź 22 2013, 20:14

Nie, nie rozumieją. Tak to już jest jak w jednym organizmie zbierze się za dużo testosteronu zbierze w ciele człowieka. Marcel nie był raczej fanem przemoc. Made love no war. Ale to była sytuacja która wymagała pięści. Nowo Zelandczyk nie był głupi, i zebrał informacje o rzeczonym Gryfonie. Był zwyczajny gnojek z niego, i tyle. Wyrywał dziewczyny, które nie koniecznie sobie tego życzyły. Jak to się stało że on jeszcze nigdy nie dostał w pysk? To było dla Marcela nie pojęte. Takich jak on powinno się wysyłać na Syberie. Albo kazać sprzątać psie kupy. Marcel zamierzał to ukrócić. No ale to nie o tym teraz. Jak zaczęła się rozwodzić, i wprowadzać go w szczegóły, wysłuchał cierpliwie po czym powiedział:
- Jest mi przykro. I pewnie jeszcze będzie przez dłuższy czas. Ale nie chcę tego roztrząsać. Stało się… I się nie odstanie. Nic na to już nie poradzę. Ani ty. Nie chciałbym żeby kiedykolwiek coś takiego miało miejsce. Nie chce… Nie chcę już nigdy więcej czuć się tak jak czuje się teraz- teraz z jego głosu można było wyczytać jedno- smutek. Głęboki smutek. Wybaczył jej, bo ją kochał. I wierzył że mogą być ze sobą szczęśliwi. Naprawdę szczęśliwi. Tylko trzeba w to włożyć trochę pracy, i mnóstwo serca.
Tak właściwie to dobrze się stało. Znaczy, nie dobrze się stało że Dexter pocałował Isoldę w kuchni. Dobrze, że coś się między nimi zaczęło sypać. To dla Lyonsa było jak zimny prysznic. Otrzeźwiło go, że coś jest nie tak. Że nie wszystko jest tak różowe, jakby mogło mu się wydawać. W końcu to jego pierwszy prawdziwy związek. I to właśnie Gryfona i jego miłość do niej uświadamiały go, dość boleśnie, że miłość to nie tylko kwiaty, spacery i prezenty. To ciężka praca. Rozumienie siebie. Przeżywanie razem każdej dobrej i każdej złej chwili. Lyons zdawał sobie sprawę że ławo nie będzie. Ale był gotów
Uśmiechnął się tylko. Miło połechtało to jego ego. Chyba każdy facet lubił słuchać o sobie w samych superlatywach. A szczególnie od kobiety którą się kochało. Lód się schował. Część tej góry lodowej stopniało, mimo to wnętrze Marcela było zimne jak Arktyka. I do tego jego serce, które trzeba było posklejać. Ale tym już musiała zająć się Isolda.:
-Będę sobą. – powiedział po prostu- Zero udawania, okłamywania samego siebie. No i mniej kwiatów. Na wiele pyłków mam uczulenie. Nie wiem czy prawdziwy Marcel, przypadnie Ci do gustu…-Nie sądził że go przytuli. Chętnie ją objął. Czuł że potrzebuje jego wsparcia. Chciał być dla niej takim wsparciem. Poczekał aż się uspokoi mówiąc do niej kojącym głosem. Gdy już tylko trochę pociągała nosem, odsunął się od niej i wyciągnął w jej stronę swoją dużą dłoń:
-My się chyba nie znam. Jestem Marcel Lyons. Ty chyba jesteś Isolda prawda? Nie ważne jak masz na imię. Chcę Ci tylko powiedzieć, że dużo lepiej wyglądasz jak się uśmiechasz, niż jak płaczesz- zaraz po tym oboje wybuchli śmiechem. Może nie tak donośnym i wesołym. Jednak cały czas było to śmiech, który rozładował tą nerwową atmosferę. Tyle się wydarzyło tego ranka. Chłopak nagle przestał się śmiać, i po prostu ją pocałował. Czule, pewnie. Może chciał się upewnić że to nie jakiś pijacki sen?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isolde Bloodworth

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptyPią Paź 25 2013, 18:31

Isolde bawiła się frędzlami swojego szalika, jakoś nie mając siły, żeby spojrzeć Marcelowi w oczy. Czuła się winna i miała do siebie o to pretensje, bo w końcu, jeśli dobrze się nad tym zastanowić, nie zrobiła nic złego. Nic, co mogłoby być równoznaczne ze zdradą w pełnym tego słowa znaczeniu, bo przecież to Dexter ją pocałował, a nie na odwrót! Co prawda można jej zarzucić pewną... hm, nieroztropność, bo w końcu dobrze wiedziała, kim jest Dexter Vanberg i czego można się po nim spodziewać, ale z drugiej strony nie mogła przecież powiedzieć, że nie pójdzie z nim do kuchni sama, w środku nocy, bo się obawia o swoją cnotę, którą notabene straciła już jakiś czas temu. Nonsens. Więc dlaczego czuła się tak podle, dlaczego nie potrafiła rozgrzeszyć sama siebie, skoro Marcel chciał jej wybaczyć? Prawdę mówiąc, miała ochotę gdzieś się zaszyć, uciec przed jego pełnym smutku głosem, zgaszonym spojrzeniem... Przed pełnymi bólu słowami. Bardzo by chciała udawać, że to jej wcale nie dotyczy, że ona nic nie zrobiła, że to wszystko pomyłka. Ale to niestety nie było możliwe, bo tym razem od konsekwencji nie dało się uciec. Nie wiedziała, co powiedzieć, więc milczała, bawiąc się frędzlami szalika i próbując stwierdzić, gdzie właściwie leży prawda. Do jakiego stopnia była winna?
Zgrabne pochlebstwo może zdziałać cuda, zresztą Isolde mówiła to wszystko zupełnie szczerze. Chyba największą wadą Marcela było właśnie to, że nie potrafił dostrzec swoich mocnych punktów i sądził, że Is łatwo będzie go zastąpić jakimś innym facetem. Dziewczynę strasznie to irytowało, bo, pomijając wszystko inne, stawiało ją samą w niezbyt korzystnym świetle- osoby, która szybko zapomina o uczuciach, nudzi się i nie potrafi dochować wierności. Jego zapewnień wysłuchała z powagą, ale kiedy wspomniał o swoim uczuleniu na pyłki, z trudem powstrzymała się od parsknięcia śmiechem. Pogłaskała go po dłoni, a w jej oczach błysnęło rozbawienie. I łzy.
- Marcel, na litość boską, przecież nigdy nie wymagałam od ciebie takich poświęceń... A ten prawdziwy Marcel będzie... no właśnie, prawdziwy. Na pewno mi przypadnie go gustu. Tylko wiesz... prawdziwa Isolde może być trochę... kapryśna. Irracjonalna, czasem niecierpliwa- ostrzegła go ciepłym głosem, śledząc uważnie każde drgnienie jego ust, powiek. Czuła, że jeszcze nie jest do końca w porządku i nie będzie przez jeszcze długi czas. Ale i tak lepiej niż dotychczas. Nadal nie mogła się powstrzymać od płaczu, a Marcel był dla niej taki kochany...
Roześmiała się, ocierając załzawione oczy i ujęła jego dużą, ciepłą dłoń.
- Tak, we własnej osobie... postaram się więc dużo uśmiechać i mało płakać... a ty mi w tym pomożesz...- powiedziała z uśmiechem. Siedzieli tak jeszcze chwilę, po czym w końcu rozeszli się każde w swoją stronę. Chyba musieli odespać...



z/t - wybacz, ale nie mam dalej pomysłu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptySob Mar 15 2014, 17:51

Trudno jest wam sobie wyobrazić człowieka straszliwie wkurwionego? Już lecę z pomocą! Zwizualizujcie sobie więc Sharkera - nie powinno to być trudne, zważywszy na to, że macie go o tutaj z lewej, w wersji raczej mówiącej o zajebistości, niż o jakiejkolwiek złości, ale to nic. Teraz wyobraźcie sobie jak te jego śliczne usteczka wykrzywiają się w niechęć, a brwi są ściągnięte. Tak, jesteście na dobrym tropie, bo w tym momencie Ślizgon swoją miną nie ukazywał niczego innego niż właśnie okrutną wściekłością, wymieszaną z żalem. Nie dość, że te dwie puste niuńki wysłały Stone’owi listy, których nigdy nie powinien otrzymać, to w dodatku zabili mu ojca. Te pierdolone kundle, które przecież chciały aby się do nich przyłączył, nagle ośmieliły się zamordować mu rodzinę. Nie płakał po ojcu, o nie, bo i też raczej za nim nie tęsknił, ale w pewnym sensie ta wiadomość obudziła w nim to, co niegdyś zżerało go od środka całymi dniami. Przypomniał sobie swoją przeszłość i to co sprawiło, że został tak dotkliwie spaczony i naznaczony swoją bezdusznością. Zabawne, ale wcale w tym momencie nie miał ochoty na to, aby spowiadać się z tego Filipowi, jednak wiedział, że musi. Nie był w związku do niego szczerym i prawdopodobnie nigdy nie będzie, był przecież Rasheedem, a po takich jak on nie można się było spodziewać czegoś innego. Mimo wszystko wiedział, że powinien go poinformować, był przecież jego przyjacielem, a może nawet kimś więcej? Nie, nie mam tutaj na myśli tego, że byli również kochankami, to byłoby zbyt oczywiste. Wysłał mu więc list i ubrawszy się trochę lżej niż ostatnio, bo i tym razem temperatura stała się wreszcie dodatnia, dotarł do fontanny na błoniach, na skraju której niemalże natychmiast przysiadł. W dłoniach miął list, który był już tyle razy czytany w ciągu tych kilku godzin, że wcześniej zwinięty w cisty rulon, teraz bez problemu układał się prosto na jego złączonych kolanach. Oparł czoło na dłoni, a łokieć na udzie i czekał. Może przyjdzie? Jeśli nie... to, no cóż, zrozumie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Filip Stone

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190
Fontanna QzgSDG8




Gracz




Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna EmptySob Mar 15 2014, 18:16

Rekin serio myślał, że Filip nie przyjdzie? Może i był na niego wściekły, ale to Filip. On był na to zbyt miły. W dodatku Sharker był jego przyjacielem! W ostatnich czasach jedynym, który naprawdę go wspierał. I tylko dzięki niemu Filip nie ześwirował. Nie mógł więc nie przyjść i olać Ślizgona. W końcu Rekin nie był jego! Jego na własność, choć Filip nie miałby nic przeciwko temu. Ale- nie był i Filip nie miał prawa zakazywać mu spotkań z innymi, zwłaszcza, że Sharker zawsze był typem kobieciarza. To dlaczego te listy tak bardzo go zabolały? Bardziej, niżby chciał?
Na początku ogarnęła go prawdziwa złość, która z czasem zaczęła przeradzać się po prostu w smutek. Wyobrażał sobie, jak Sharker dotyka tych (i pewnie jeszcze wielu innych!) dziewczyn, jak one dotykają go i jak patrzą na siebie. Jak się całują. Jak Rasheed trzyma ich dłonie, jak obejmuje ich w pasie, jak one zaciągają się jego zapachem. Myślał o tym wszystkim i strasznie go to irytowało.
Nie mógł nawet równać się z tymi dziewczynami. Nie miał takich długich, ładnych włosów, jak one i cycków. Nie miał nawet porządnego tyłka! Gupi tyłek. Wiem, był żałosny. Bo, gdy Rekin miał na głowie tyle zmartwień on myślał o takich pierdołach.
Stanął nad chłopakiem w odległości jakiś trzech-czterech kroków i wsunął dłonie w kieszenie jego bluzy, którą mu ostatnio dał. Soł romantic! Ale nawet nie zwrócił na to uwagi, zrobił to automatycznie, jak już od kilku dni miał w zwyczaju.
-Cześć. Co tam masz?- zapytał, siląc się na obojętny ton. O śmierci jego ojca chyba nie pisali w Proroku, nie? A jak pisali to uznajmy, że Filip zwyczajnie go jeszcze nie czytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Fontanna QzgSDG8








Fontanna Empty


PisanieTemat: Re: Fontanna   Fontanna Empty

Powrót do góry Go down
 

Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Fontanna JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
kwiecisty ogród
-