Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Oddział specjalistycznej opieki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość




Mieszkaniec Londynu
Galeony : 59
  Liczba postów : 49




Gracz






PisanieTemat: Oddział specjalistycznej opieki   Sro Lip 21 2010, 12:32

First topic message reminder :


Oddział specjalistycznej opieki
Tutaj trafiają osoby, które po przebywaniu na innym oddziale, nie doszły do siebie. Ta część budynku składa się z małych, dwuosobowych sal z białymi ścianami. Miękkie łóżka, białe jak śnieg poszewki i kremowe meble, a właściwie dwie szafy i dwie szafki. Toaleta znajduje się na korytarzu, gdzie prowadzi jedna z pielęgniarek. Drzwi zamykane są na klucz, aby pacjenci nie mogli wyjść. Jeżeli zachowują się niezgodnie z przyklejonym do szafki regulaminem, są odpowiednio karani, przypięci pasami do łóżka albo ubrani w kaftan bezpieczeństwa. Pacjenci często są poddawani terapiom z wyspecjalizowanymi do tego ludźmi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 120
  Liczba postów : 608
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8544-gregers-colton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15023-przysiegam-ze-knuje-cos-niedobrego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8551-pisz-do-coltona-spokojnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8550-gregers-colton#241644




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Pią Wrz 16 2016, 19:24

Szanowny Panie Colton,
zwracamy się do Pana z informacją, że pańska żona została przeniesiona do naszego szpitala, a jej stan jest bardzo ciężki.
Prosimy stawić się jak najszybciej w Szpitalu Świętego Munga.


Gregers początkowo nie mógł uwierzyć w to, co przeczytał i dla pewności oglądał list przez kolejne dziesięć minut, po czym zerwał się z kanapy, jak oparzony. Setki myśli wirowały w jego mózgu z taką prędkością, że gdyby ktoś go zapytał, co aktualnie siedzi mu w głowie, odpowiedziałby, że... Nic. To, co czuł w tym momencie dawny Ślizgon, zrozumie tylko ten, kto zmierzył się kiedyś z utratą osoby, która była dla niego całym światem. Tylko ten będzie w stanie pojąć, jak bardzo skołowany, a równocześnie szczęśliwy, jednak zmartwiony i zniecierpliwiony był teraz Gregers. Jaką karuzelę emocji przeżywał i jak to wszystko powodowało, że nie potrafił zebrać myśli.
Colton jeszcze chwilę pobiegał po mieszkaniu, nie mając pojęcia, w którą stronę właściwie ma iść, gdzie są jego buty i jak on się w ogóle nazywa, po czym wziął głęboki oddech. Musiał przypomnieć sobie, że tylko chłodne i racjonalne myślenie pomoże mu wykonać jakikolwiek ruch, ale... Jak tu myśleć logicznie, kiedy właśnie dowiedział się, że jego Sara jest, żyje i mogą się zobaczyć? Złapał się za głowę i nijak potrafił ogarnąć kłębiące się w nim emocje. Założył prawego buta na lewą nogę tak, jakby nie wiedział, jak zakładać obuwie, a kiedy prawy but wylądował na lewej stopie, Gregers był już gotowy. W jeansowych spodniach i pierwszej lepszej koszulce, wybiegł z domu, by teleportować się parę sekund później.
Wparował do szpitala, wymachując głową na prawo i lewo w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby udzielić mu jakichkolwiek informacji o Sarze.
- Ja pierdolę... - Zaklął pod nosem. Jak na złość nie mógł dopatrzyć się tutaj nikogo z personelu, kiedy usłyszał za sobą damski głos.
- W czymś panu pomóc? - Niewysoka brunetka w białym fartuchu, musiała zauważyć, że z biednym Coltonem jest coś nie tak. Zasapany Gregers, który wyglądał, jakby przebiegł właśnie z dziesięć kilometrów, spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem.
- Szukam... - Zaczął drżącym głosem, po czym ze świstem wypuścił powietrze. - Szukam Sary. - Wyrzucił z siebie tak, jakby jego Sara była jedyną Sarą na świecie. To samo musiała pomyśleć lekarka, która posłała mu pytające spojrzenie.
- Proszę podać nazwisko. - Odpowiedziała spokojnie, wyjmując z kieszeni mały notesik.
- Sara Sullivan-Colton. Gdzie ona jest? Jak się czuje? Kiedy została tu przeniesiona? - Gregers zasypał biedną panią stosem pytań, na które ona odpowiedziała tylko jednym, krótkim zdaniem.
- Pan jest mężem, prawda? Pokój 315, drugie piętro. Reszty informacji udzieli panu lekarz prowadzący pacjentkę. - Poinformowała z lekkim, prawdopodobnie dość wymuszonym uśmiechem, po czym ruszyła gdzieś w swoją stronę, a Colton... Wystrzelił, jak torpeda z miejsca. Minęły nie więcej, niż dwie minuty, kiedy stanął przed pokojem numer trzysta piętnaście i położył rękę na klamce, by bez większego wahania, wejść do środka.
A to, co zobaczył, wprawiło go w osłupienie.
Jeszcze większe osłupienie.
- Sara? - Szepnął niepewnie, wodząc wzrokiem po ścianach, na których powypisywane różnymi mazakami i markerami było... jego nazwisko. A właściwie ich nazwisko. - Co tu się dzieje...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Hrabstwo Wiltshire, UK
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 119
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8520-sarah-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8531-sara-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8542-sowka-sary
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8523-sara-sullivian




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Pią Wrz 16 2016, 21:43

Dwieście trzydziesty siódmy raz, skrzywiła się w duchu na drętwe teksty swojego lekarza i bardzo obrazowo pokazała mu środkowy palec, tym samym ładnie mu sugerując, aby czym prędzej wylazł z jej pokoju.
To oczywiste, że swoją salę szpitalną uznała za swój prywatny pokój. Za pokoik wręcz - jak nazwałaby go Sara, gdyby zaczęła się pieścić słownie. Na szczęście, od urodzenia była wrogiem nienaturalnego wygadywania głupstw toteż przewróciła oczami i skupiła swój wzrok na niegdyś śnieżnobiałych ścianach. A z całego serca nienawidziła białego koloru.
Dlatego nie zważając na wszelkie protesty ze strony magicznego pogotowia lekarskiego, parę dni temu, na upartego zaczęła zamazywać każdą jedną ścianę swoimi bazgrołami. Nie była nigdy zbytnio utalentowana w dziedzinie rysunków, toteż jej zwierzaczek z hogwarckiego herbu - pan borsuczek - bardziej niźli borsuka przypominał rozjechanego kota z irokezem na głowie. Ważne jednak było to, że był podpisany z jakiegoż on gatunku pochodził, a nawet został uroczyście przechrzczony jako Gresik.
Obok Gresika zaś na ścianach panował istny chaos. Istna plątanina kresek wyglądem przypominała kilkanaście splątanych ze sobą węży, a tuż nad nimi koślawymi literami było wypisane jedno słowo, które aktualnie Sarę doprowadzało do furii.

Colton.

Co to za Colton ma być. Gatunek jakiejś podstępnej żmii? Fińskie słowo dla zabawy? Norweska nazwa cukierków lodowych? Hiszpańska nazwa musującego wina, które rozkosznie, by koiło podniebienie po ciężkim dniu? Nie wiedziała. A niewiedza była dla Sary czymś okropnym.
Jako chodząca encyklopedia, zawsze lubiła czuć przewagę nad innymi i mimo swojego prawie, że arystokratycznego pochodzenia - zawsze wszystko wiedziała.
Tym razem, została jednak zamknięta w pomazanym przez siebie pokoiku z jedną, wielką dziurą w pamięci, jak i z dziwnymi na kształt tatuażu, znakami na palcu serdecznym.
Każdy, by w jej sytuacji, chodził cały dzień sfrustrowany i kazałby się wynosić kolejnym pseudo-magikom, którzy uparli się, że przywrócą jej pamięć.
Jakimś drewnianym patykiem!
Cudem przyjęła do wiadomości fakt, że jest czarownicą. Początkowo była pewna, że lekarz ją najzwyczajniej w świecie śmiał obrazić i w odwecie, połamała mu jego różdżkę. Powinien się przynajmniej cieszyć, iż naraziła na uszkodzenie jego drewnianą różdżkę, a nie tą prawdziwą. Bo wtedy raczej żadne czary-mary, by mu nie dopomogło.
Ale w późniejszych dniach, trochę podstawowych informacji zaczęło do niej docierać. O dziwo, pamiętała swoją szkołę! Jako klasowy prymus, to było oczywiste, że nic ani nikt nie wybije jej z głowy, gdzie spędziła pół życia na edukowaniu się. Tego była akurat pewna jak cholera.

Potrząsając głową, westchnęła rozdrażniona i zeskoczyła z parapetu. Będąc w grubych skarpetach, mogła sobie pozwolić na to, aby nie stawiać stóp jak normalny człowiek - więc korzystając z chwilowej beztroski, zaczęła nimi szurać, ledwo co odrywając skarpetę od podłoża. I tak kolana miała posiniaczone swoją niezdarnością. A na leczenie magią się nie zgadzała. Więc jej kolana aktualnie świeciły różnokolorowymi plastrami, które wyglądały tak, jakby jakiś szaleniec próbował pozaklejać jej nogi wszystkimi naklejkami świata. Czyli według samej zainteresowanej, bardzo ładnie wyglądały.
Grzebiąc w jednej z szuflad w poszukiwaniu swoich kochanych mazaków, usłyszała nagły hałas na korytarzu. Zapewne kolejny wariat próbował udusić swojego współlokatora bądź kogoś zaczęły dusić jego własne szaty bądź piżama.
Trzeba było przyznać, że tutaj akurat na oddziale nikomu się nie nudziło. Znalazł się nawet jeden taki cwaniak, co próbował zgrywać Zeusa. Raz się nawet z nim minęła na korytarzu, gdy wszystkie pielęgniarki i lekarzy wyrywał na swój stały tekst, czy chcą się pobawić jego piorunem.
Niestety tak bardzo jak liczyła na względny spokój, tak nagle drzwi od jej pokoju z impetem się rozwarły i jawił się w nich jakiś.. ktoś.
Odwracając się przodem do swojego niespodziewanego gościa, otaksowała go z pochmurną miną i celując w niego otwartym, różowym mazakiem, uniosła wysoko brew do góry.
- Jesteś kolejnym magikiem, który chce się dobrać do mojej głowy? - fuknęła ostentacyjnie i ostrożnie go wymijając, podeszła do jednej ze ścian na którym wymalowany był jej zwierzak. Gniewnie zaczęła mu dorysowywać długie i nieco krzywe wąsy, by po chwili czując na sobie TE szczególne spojrzenie - znowu zwrócić swoje oczęta na przybysza.
- Jak się do mnie zbliżysz z tym patykiem, który chowasz w spodniach czy Merlin wie gdzie indziej, to poszczuję Cię Gresikiem. Tutaj już odwala się taki cyrk na kółkach, że jestem pewna, że jak zachcę to Gresik się urzeczywistni. A wtedy stracisz różdżkę.  - buczała pod nosem, gdy z wielką starannością próbowała zatkać swój różowy marker, fioletową nakładką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 120
  Liczba postów : 608
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8544-gregers-colton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15023-przysiegam-ze-knuje-cos-niedobrego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8551-pisz-do-coltona-spokojnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8550-gregers-colton#241644




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Sob Wrz 17 2016, 00:55

Dobre parę minut spędził na wpatrywaniu się naprzemian w Sarę i ściany, które aktualnie przypominały jakieś abstrakcyjne dzieło sztuki. Wciąż nie mógł dojść do siebie, a pomieszczenie i sytuacja, w jakiej się znalazł, wcale mu tego nie ułatwiały.
- Co? - Wydukał niemal odruchowo, słysząc jej pytanie, a po paru sekundach, kiedy zaczęła do Gregersa docierać świadomość tego, gdzie jest i co się właściwie dzieje, dodał. - Wyjaśnisz mi, o co tu chodzi? Dlaczego na środku ściany wielkimi literami wypisałaś sobie moje nazwisko? A właściwie n a s z e nazwisko? I dlaczego masz całe nogi w plastrach? - Omiótł jej sylwetkę wzrokiem, by zatrzymać się na tych cudnych skarpetkach. Sara wyglądała inaczej, niż zwykle. Cała posiniaczona, z roztrzepanymi włosami i jakby... Nieobecnym wyrazem twarzy, ale nadal była j e g o uroczą Sarą. Nawet teraz, a może szczególnie teraz zdawała się urocza i na swój sposób pociągająca. Gregers czuł, jak radość i złość gromadzi się w nim równocześnie. Był szczęśliwy, że ona  w ogóle żyje i jest tutaj, tuż obok niego, ale był także wściekły. Zniknęła z ich życia na czas tak długi, że zaczął tracić tą część samego siebie, którą zyskał dzięki niej. Powoli stawał się gorszą wersją Gregersa Coltona z przeszłości.
- Wyjaśnisz mi, gdzie byłaś przez ostatnie miesiące? Dlaczego nie napisałaś choćby jednego listu? Dlaczego nie dawałaś żadnego, jebanego znaku życia?! - Coraz bardziej podnosił głos, nie zważając na okoliczności. Uczucia wzięły górę nad rozsądkiem i tak oto Gres produkował się przed Sarą, która przecież... Nic nie pamiętała. Tylko, że on o tym nie wiedział. Jeszcze. - Czekałem. Godziny, dnie, tygodnie, miesiące! Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę, co ty sobie w ogóle myślisz, co?! I wiesz... - Opamiętał się dopiero, kiedy puchonka zaczęła odgrażać się... Gresikiem? - O czym ty mówisz? - Zmarszczył brwi i utkwił w niej swój wzrok. No chyba nie chciała szczuć swojego biednego męża, nim samym? - Dobra, poczekaj. - Wziął głęboki oddech, policzył do dziesięciu i spojrzał w te błyszczące, choć teraz nieco bardziej matowe, ciemne ślepia, które zawsze go urzekały. - Nie wiem, jaki plan sobie ułożyłaś w tej sprytnej główce, ale nie dziś, dobra? Sara, nie dziś. Zamiast słuchać o patyku w moich spodniach, wolałbym dowiedzieć się, gdzie moja ż o n a była przez ostatnie miesiące? Wyruszyłaś w szaloną podróż dookoła świata i stwierdziłaś, że w sumie mi o tym nie powiesz, bo po co? Czy może doszłaś do wniosku, że wspólne życie, to nuda i wolisz szukać przygód gdzieś indziej? Masz jakąś inną wymówkę?! - Nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo się myli, brnął dalej w swoich rozważaniach i podejrzeniach, które przyprawiały go o ból głowy. Minęło dobre paręnaście sekund, zanim zeszło z niego powietrze i znów zerknął na artystyczne malowidła ścienne, którymi ozdobiony był cały pokój. Wtedy coś do niego dotarło. Coś zaświtało w tym zaślepionym żalem, Ślizgońskim móżdżku i Colton otworzył szerzej oczy. Nie wpadł jednak na to, że Sara straciła pamięć. Pomyślał, że... Zwariowała. Zupełnie postradała zmysły. To tłumaczyłoby zarówno jej nieobecne spojrzenie, jak i dziwne napisy na ścianach, czy fakt, że straszyła Gregersa nim samym.
- Sara, powiedz mi, jak się tu znalazłaś? - Zapytał, chcąc potwierdzić, lub wykluczyć swoją wspaniałą teorię. Tak, jakby zapomniał o tym, że w każdej chwili może wstać, otworzyć drzwi, które swoją drogą były już otwarte (ale on o tym nie wiedziął), a paru żądnych plotek widzów, przyglądało się całej sytuacji i poszukać lekarza prowadzącego Sarę.
Colton, ty idioto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Hrabstwo Wiltshire, UK
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 119
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8520-sarah-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8531-sara-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8542-sowka-sary
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8523-sara-sullivian




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Sob Wrz 17 2016, 14:10

Podczas monologu jej dziwnego gościa, uparcie wpatrywała się w fioletową i nieco pogryzioną nakładkę od różowego markeru. Od natłoku nowych informacji, nieco rozbolała ją głowa - ale zwaliła to na tego magika. Przecież to przez niego, teraz lekko jej huczało w łepetynie, gdy próbowała na spokojnie przetworzyć nowe wiadomości.
Z tego, co wiedziała to była już pełnoletnia - jednakże nie na tyle, by bez żadnego pomyślunku hajtnać się przed zakończeniem swojej edukacji. A ten gość, zaczął jej wmawiać, że co gorsza to z nim miała się związać na całe życie. Przekrzywiając głowę, łypnęła więc na niego podejrzliwie i nie odzywając się ani słowem - uraczyła się kontemplowaniem jego wyglądu.
Z bólem serca musiała przyznać sama przed sobą, że ten gad był w jej typie. Urokliwości mu oczywiście nie brakowało. Jasne pasma, nieco łagodziły jego rysy buzi i dodawały mu uroku niesfornego młodzieńca.
Cały efekt psuł jego specyficzny typ wysławiania się. Dałaby sobie rękę uciąć, że już gdzieś słyszała podobny ton, i to w zdecydowanie większej grupie. I jeszcze ta jej mania rysowania węży. Była niemal pewna, że to wszystko łączyło się ze sobą w jakąś większą całość, ale czarna dziura w głowie nie pozwalała jej na prawidłowe zgadnięcie - cóż takiego pomija.
Biorąc do buzi, zmaltretowaną skuwkę od flamastra, podirytowana zaczęła ją podgryzać i w pewnym momencie ją oświeciło.
Musieli znać się ze szkoły. To tam wśród szkolnego gwaru, przebijał się ponad innych ten specyficzny sposób mówienia.

A więc to, Ślizgon.

Czego chce od niej ten śliski typ i dlaczego jej wmawia, że wzięli ze sobą ożenek?
W pewnym momencie, zachciało jej się płakać. Bezsilność tak mocno ją ogarnęła, że aż biedna przykucnęła i wydawać, by się mogło, że straciła z buzi wszystkie kolory.
Nie lubiła, gdy ktoś na nią krzyczał, a ten blondwłosy dość mocno i przede wszystkim, bardzo głośno darł się nad jej biedną głową. Gdyby chociaż miała jakikolwiek dowód w ręku na jego durne podejrzenia o bycie jego żoną! Lub chociażby dziewczyną!
Przekrzywiając do boku głowę i zerknąwszy na niego od dołu, zmarszczyła nieco nos.
- Potrzebuję dowodu.
Racjonalne myślenie zawsze było jej chlubą. Nawet teraz kucając pod ścianą, próbowała dopatrzeć się jakiegokolwiek srebrnego połysku na jego palcu u lewej dłoni.
Podciągając grube skarpety i nerwowo je wygładzając, odwróciła od niego swoje spojrzenie i wbijając swoje tęczówki w wyblakły, szpitalny sufit, westchnęła głośno na jego kolejne pytanie.
- Jak każdy. Po prostu obudziłam się tutaj. - podsumowała krótko swoją myśl i niedbale machnęła ręką, chcąc w ten sposób ogarnąć całym swoim gestem, pokoik w którym się znalazła. Jej spojrzenie podążyło za własną dłonią, i zwracając wreszcie uwagę na mały malunek na jej palcu, zacisnęła dłoń w pięść. I po chwili znowu rozprostowała swoje smukłe palce.
- I miałam ten dziwny rysunek na palcu. Nie da się go domyć, więc pewnie to tatuaż. - wymruczała pod nosem i z dziwną troską, pogładziła opuszkiem palca, kontury ciemnych znaków. Zadzierając gwałtownie głowę do góry, ponownie na niego spojrzała i wskazując na niego palcem, wysiliła się nawet na półuśmiech.
- Więc jesteś Colton? - dopytała i dla pewności zerknęła szybko na ściany pokryte tym słowem. Parsknęła pod nosem nagle coś sobie uświadamiając i nie szczędząc siebie, po prostu się roześmiała. Mniej gardłowo niż wcześniej z lat szkolnych, ale już nie tak sztucznie jak przy innych lekarzach. - A myślałam, że to nazwa cukierków z Norwegii. Masz nawet urodę typową dla tego regionu. Blady jak cukierek pudrowy. Słodki też jesteś jak one? I gdzie twój fartuch lekarski? - spytała już poważniej i podnosząc się z podłogi, skierowała ku niemu swe kroki, by po chwili zajrzeć mu przez ramię na całkiem spory tłumek gapiów w jej drzwiach.
- Nie wiem, czy wiesz ale podczas sesji nie powinni nas inni podsłuchiwać. Prawo o ochronie danych, tego zabrania, doktorze Colton.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 120
  Liczba postów : 608
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8544-gregers-colton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15023-przysiegam-ze-knuje-cos-niedobrego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8551-pisz-do-coltona-spokojnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8550-gregers-colton#241644




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Sob Wrz 17 2016, 15:25

Widząc, jak Sara osuwa się na ziemię, niemalże odruchowo doskoczył do niej i kucnął tuż obok, wpatrując się w jej bladą, jak kreda, twarz. Coraz bardziej docierało do Gregersa, że coś jest nie tak i wtedy przypomniał sobie list ze szpitala, w którym wyraźnie zaznaczono fakt, iż stan jego żonki pozostawia wiele do życzenia. Czyżby chodziło właśnie o jej psychikę? Czyżby Coltona czekało dożywotnie wysłuchiwanie pogróżek, dotyczących Gresika i patyka w jego spodniach? Pewnie po paru latach życia z obłąkaną Sarą, chłopak też dostałby na głowę i mogliby razem rysować węże, borsuki i inne kotki na ścianach. Dramat, po prostu dramat, choć znając życie, byłoby im w tym szaleństwie całkiem dobrze. No i w końcu... Czuł do niej coś wyjątkowego, a to wyjątkowe uczucie z biegiem czasu zamiast gasnąć, iskrzyło coraz bardziej. Zapłonęło do tego stopnia, że superniezależny Ślizgon po zniknięciu Sary, zupełnie nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Snuł się po mieszkaniu, palił te wstrętne fajki, a po paru miesiącach, kiedy doszedł do wniosku, że nie kontroluje już swoich uczuć i nie może ich zatrzymać, wpadł w totalne, emocjonalne bagno, z którego wciąż jeszcze się nie wygramolił. Jak zresztą widać.
- To, że mamy wspólne nazwisko nie przekonuje cię wystarczająco? Mogę zapisać je jeszcze z osiem razy na ścianie, jeśli potrzebujesz. - Rzucił pół żartem, pół serio, nie uśmiechając się jednak wcale. Lawirował pomiędzy apatycznym spokojem, a nieokiełznaną złością i, gdyby jakiś lekarz podsłuchiwał ich rozmowę, mógłby mieć wątpliwości, czy Gregers jest gościem Sary, czy może kolejnym pacjentem.
Na jej kolejne słowa, uniósł brwi, a wzrokiem powędrował za ręką eks puchonki. Przez parę sekund wpatrywał się tępo gdzieś w przestrzeń, a kiedy Sara zaczęła mówić o dziwnym rysunku, migiem oprzytomniał i powoooli, bardzo powoli zaczęło do niego docierać, że ona zwyczajnie... Straciła pamięć. Z dwojga złego, lepiej amnezja, niż paranoja, nie?
- Nie wiesz, skąd go masz? Daj spokój, na pewno wiesz, musisz przecież... - Utkwił spojrzenie w jej ciemnych oczach i przez chwilę milczał, z nadzieją, że jego żonka w ciągu pięciu sekund odzyska pamięć, rzuci mu się w ramiona, powie, że go kocha, a potem napiją się wódki, jak za starych, dobrych czasów. Colton pod nieobecność Sary oprócz paru kilogramów, wyraźnie stracił też sporo punktów IQ. - Syberia? Hektolitry alkoholu? Pijani ruscy i facet, który nie potrafił wymówić mojego nazwiska? - Przybierał coraz bardziej niepewny ton, po czym złapał się za głowę i zaczął gorączkowo rozmyślać.
Co teraz?  
A jak jej nie wyleczą?
To skąd on weźmie eliksir przywracający pamięć?
A jak nie zadziała?
To co on biedny zrobi?

Kolejkę pytań, która właśnie ustawiała się w Gregersowej głowie, przerwała Sara.
- Tak! - Wstał, a raczej podskoczył w miejscu  z maniakalną wręcz radością, która po każdym jej kolejnym zdaniu, zanikała coraz bardziej. Szeroki uśmiech zszedł z twarzy eks Ślizgona na dobre, kiedy żonka zwróciła się do niego per... Doktorze. - No i co ja mam z tobą zrobić... - Wydukał zupełnie załamany, po czym przyjrzał się swojej dłoni, na której widniał tatuaż, będący zamiennikiem pierścionka. - Zobacz, widzisz? - Wyciągnął rękę w stronę Sary i pokazał jej ten dziwny znaczek. - Mam prawie identyczny do twojego. Na tym samym palcu. Tej samej dłoni. - Mówiąc to, ujął dłoń Puchonki i przystawił do swojej, co by nie miała żadnych wątpliwości co do tego, że tatuaże są rzeczywiście łudząco podobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Nie Gru 25 2016, 22:38

Nigdy nie czuł się tak źle podczas teleportacji, miał wrażenie, że się rozszczepi. Wyląduje w Mungu jako piękny, rozwarty futerał, z którego wyleje się w pierwszej kolejności krew, a później flaki. Archibald był jednak dość wprawnym magiem, takiego go zapamiętał z czasów szkolnych, zawsze brylował, w przeciwieństwie do Nolana. Koniec końców, to on został ministrem, a Arch zajął ciepłą posadkę nauczyciela w szkole. Dziwił się mu jak może wytrzymywać z tą całą dzieciarnią. Poczuł grunt pod stopami, podłogę białą i czarną, układaną w szachownicę. Zapach chloru i formaliny. Bez wątpienia był to szpital św. Munga.
- Chodź usiądziemy - złapał Jose pod ramię i poprowadził do krzeseł. Nie bardzo wiedział, czy nie nadwyrężył umiejętności tak młodej czarodziejki. W końcu tyle co wiedział o uzdrawianiu, to to, że wymaga ogromnego skupienia. - Mój skrzat przeteleportuje psidwłaka do twojego domu - dodał sam nie wiedział po co. Poklepał dziewczynę po ramieniu w geście uznania dla jej umiejętności i ruszył do recepcji.
- Przepraszam, czy ktoś się może nami zająć, kolega ma prawie dyndającą nogę na kości a ja i ona jesteśmy poparzeni - tłumaczył kobiecie, jakby sama nie widziała w jakim stanie są przybysze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29614
  Liczba postów : 44029
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Nie Gru 25 2016, 22:53

Kobieta siedząca w recepcji wcale nie miała ochoty na przyjmowanie nowych pacjentów. Było już po północy, co oznaczało, że jej zmiana dobiega końca. Gdyby teraz trafił jej się jakiś poważny przypadek, musiałaby zostać dłużej i zająć się papierkową robotą...
Dlatego na widok jakiegoś poparzonego czarodzieja wydała z siebie pełne niezadowolenia westchnięcie. Zerknęła na jego towarzystwo i doszła do wniosku, że faktycznie potrzebują pomocy jakiegoś specjalisty. W dodatku... Czy to nie był Minister?...
Zawołała jednego z uzdrowicieli, który akurat kręcił się w pobliżu. Zebrała przy tym dokładne dane wszystkich nowych pacjentów od @Nolan Torin Keane.
- Dobrze, pana trzeba jak najszybciej zabrać do oddziału z przypadkami przedmiotowymi... - Oznajmił czarodziej, wskazując na @Archibald Blythe. Pozwolił aby kilku jego współpracowników odtransportowało pacjenta, a on sam wskazał osobne łóżka Nolanowi i @Josephine Leblanc. Tam zaczął skakać od jednego do drugiego, machając różdżką i mrucząc różne zaklęcia lecznicze. Gdy zrobił wszystko co mógł (włącznie z założeniem opatrunków), nakazał tej dwójce pozostać w Mungu przez conajmniej jedną dobę, na obserwacje.
Przekazał informacje siedzącej w recepcji czarownicy i pozostawił swoich pacjentów, aby odpoczęli po nieprzyjemnych wydarzeniach, jakie spotkały ich w ostatnim czasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Nie Gru 25 2016, 23:00

Josephine było już wszystko jedno co się dzieje. Powoli traciła resztki spokojnego i przejrzystego umysłu, ustępując miejsca panice, którą było po niej po prostu widać. Pierwszy raz w życiu zresztą. Pomijając fakt, że miała kilka sporych oparzeń, które dało się mniej więcej zamaskować zaklęciem, czuła się kiepsko. Po pierwsze, okropnie chciało jej się pić a po drugie wszystko ją bolało.
Kiedy znaleźli się na oddziale usiadła z pomocą Nolana na krzesełku, obłąkanym wzrokiem wpatrując się w swoje własne stopy. Miała przeczucie. Miała cholerne przeczucie już na samym początku tego pieprzonego pokazu, że coś będzie nie tak i będzie musiała pomagać ludziom. Chciała pomóc... no ale niestety ogień uniemożliwił jej to na starcie. Później oddała się ręce lekarza robiąc to, co jej kazał.
Jakiś czas później przebrana w szpitalne ciuszki, opatrzona i w miarę umyta z błota, w którym się wytarzała, leżała w miękkim łóżku jednej z sal, wraz z Nolanem. Archibalda z nimi nie było, więc nie wiedziała czy wszystko było z nim w porządku. Co prawda jakoś opatrzyła mu ranę, ale zrobiła to resztkami sił, które zaraz po odłożeniu różdżki z niej odeszły.
- Wiedziałam, że ten pokaz jest głupim pomysłem. Kto wpadł na to, żeby pozwolić całemu tłumowi ludzi bawić się nowym zaklęciem z językami ognia? - odezwała się nareszcie, przekręcając lekko na bok. Z tej perspektywy mogła spojrzeć na swojego towarzysza niedoli.
- Lepiej się czujesz? - spytała troskliwie, jednak jej twarz nie wyrażała w zasadzie niczego. Leki na uspokojenie zaczęły działać, bo stała się spokojniejsza i przede wszystkim senna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Nie Gru 25 2016, 23:12

Nie chciał być traktowany wyjątkowo tylko z tytułu bycia ministrem, bardziej martwił się o tą młodą dziewczynę. Była zbyt młoda na to co ją spotkało, zupełnie zastygła w przerażeniu. Pocieszał się myślą, że chociaż trochę osłonił ją przed ogniem a z drugiej strony gnębił się, że zrobił tylko tyle. Jako minister, powinien, "złapać konia za wodze i ujarzmić". To nie tak powinno być.
- Lepiej nie pytaj, ja nie wydaję jako minister zgody na organizację takich rzeczy. Pewnie burmistrz miasteczka - odpowiedział przymykając oczy. Wyglądał jak skończony kretyn w babcinej koszuli nocnej. Był mężczyzną, a nie zasuszoną babią. Wstał, nasunął kapcie na stopy.
- Cholera - teraz dopiero poczuł, że prócz kurtki i wierzchniej odzieży został pozbawiony również majtek. Czuł się teraz jeszcze gorzej. Nie mógł sobie jedynie przypomnieć kiedy to nastąpiło, pewnie, gdy znieczulili go dość mocno przed leczeniem. Ech te szpitalne procedury.
-Lepiej - odparł. - A ty? W ogóle dziękuję, że pomogłaś Archibaldowi, nie wiem jakby mogła się skończyć teleportacja w jego stanie. Dobrze, że się nam trafiłaś w drużynie niedoli - spojrzał na nią i poczłapał do wieszaka, z kurtki wygrzebał paczkę papierosów. Otworzył okno, zapalił. Długo wpatrywał się w ogień, rozmyślając jak przewrotny jest ten żywioł.
- Naprawdę jesteś uzdrowicielką? Asystentką jak mniemam? - dopytywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Nie Gru 25 2016, 23:25

Piękne rzeczy. Poznała ministra, w zasadzie to minister zaopiekował się nią (tylko nią, skoro mógł ratować połowę ludzi pod ratuszem) a teraz jeszcze chodził przed nią bez majtek... co prawda koszula zakrywała ciało, ale gdy się odwrócił widziała co-nieco.
- Nieźle, znamy się kilka godzin i już widziałam twój... - uznając, że chyba jej nie wypada uśmiechnęła się blado, nie mając siły na śmianie się, czy bardziej inteligentny komentarz, jednak była pewna jednego - tatuś na pewno byłby z niej dumny. Jak cholera. Gdyby tylko wiedział, że całe dobre maniery wobec ludzi na stanowiskach, których jej uczyli od dziecka w domu szlag trafił w kilka minut bidulek załamałby się.
Zasłoniła więc dłonią oczy, chyba nawet lekko się rumieniąc a kiedy poczuła zapach papierosa... uzależnienie wzięło górę. Niewiele myśląc, resztką sił zwlokła się z łóżka, oczywiście wywracając się na posadzkę. Szybko sobie poradziła, zakrywając tyłek a kiedy wykonała misję "znaleźć papierosy", podeszła do okna, zapalając jednego z nich.
- Mogłam być. Ale nie chciałam jeszcze pracować w szpitalu, dlatego wycieram smarki dzieciom w Hogwarcie - wyjaśniła, opierając się całym ciężarem ciała o parapet. Ledwo stała na patykowatych nóżkach, jednak papieros trochę podniósł ją na duchu. - Nie zrozumiesz, to trochę... skomplikowane. Moje myślenie, rzecz jasna. Rozważałam zmianę pracy, bo w zamku poza rozbitymi nosami, połamanymi kończynami i podbitymi oczami nie dzieje się nic. Zero ekscytujących przypadków, takich jak na przykład my - dodała, wsuwając sobie ustnik między lekko spierzchnięte wargi. Potem oglądnęła swoje ręce i nogi, wzdychając. Nie było źle. W zasadzie, liczyło się dla niej to, że nie miała oparzonej buzi i spalonych włosów, tylko tyle. Ale każdy miał swoje priorytety, prawda?
- Och, merde...wyglądam jak po wojnie - westchnęła, kiepując papieroska za okno. Szybko potem dodała:
- Jak to się stało, że w tak młodym wieku jesteś ministrem? Raczej nie spotyka się tak młodych ludzi na tak wysokich stanowiskach - posyłając mu wyjątkowo zaczepne i ciekawskie spojrzenie, przestąpiła z nogi na nogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Nie Gru 25 2016, 23:43

Miał szczerze w nosie co ona może widzieć spod koszuli, nie miał powodu do wstydu, był typowym Irlandczykiem, z budowy też. Uśmiechnął się tylko. Był mężczyzną, dlatego pokusił się o ripostę:
- Poczekaj kochana aż odwrócę się przodem - posłał jej perskie oczko zaciągając się dymem papierosa, a następnie strzepnął go za okno. Widok jakim przyszło się mu mierzyć kiedy wypełzła spod pościeli niemal nie przyprawił go o zawał. A gdyby trzymał papierosa w ustach, to pewnie teraz by wypadł na podłogę, bo jego usta rozchyliły się mimowolnie.
- To ci się słabe roczniki trafiły, jak ja się uczyłem w Hogwarcie albo sam byłem częstym pacjentem skrzydła szpitalnego albo wysyłałem tam innych - wyszczerzył się. - Nie był ze mnie aniołek- dodał w gwoli uzupełnienia. Oj nie był nie, często wdawał się w bójki, a dodatkowo był w drużynie. Skrzydło szpitalne było jego niemal drugim domem. Jaka szkoda, że w tamtych czasach pielęgniarką była jakaś stara ropucha, gdyby to by była Jose... to z pewnością straciłby dziewictwo wcześniej. Jej słów o tym jak wygląda, nie skomentował, wiedział, że to grząski grunt dla każdej kobiety i należy omijać go jak najskrzętniej. Oparł się o ramę okna, znowu zaciągnął się dymem i wypuścił kółka nosem.
- Po prostu, jestem zdolny - skwitował dość niechętnie, praca to nie był ulubiony temat, generalnie jej samej w sobie nie znosił. Odkąd został ministrem jego awersja nieco zelżała, ale nadal miał ministerstwo za jeden wielki burdel, teraz był tylko burdel mamą. - Determinacja i ambicja, to wszystko. Chciałem od zawsze być kimś ważnym, teraz mam to czego pragnę. Obecnie skupiam się też na odbudowaniu pozycji mojej rodziny, chcę pomnażać majątek i inwestować. Zastanawiałem się nad wykupieniem starej gorzelni, która była w rękach mojego rodu. Słyszałaś może o naszych wspaniałych przepisach na wino z czarnego bzu, czy brandy z jałowcem? Ja bardziej chciałbym zająć się piwem - jego wypowiedź była dość długa, na tyle długa, że żar już sięgał niemal filtra. Zgniótł go o parapet i rzucił przez okno.
- Zostawmy na chwilę otwarte, niech się przewietrzy - zwrócił się do Jose. Jego wzrok znowu zaczął uciekać z jej oczu na usta, z ust na brodę, z brody, na chudą, łabędzią szyję aż do obojczyka, który wystawał zza materiału koszuli. Był co prawda dobrze wychowanym mężczyzną, ale nadal mężczyzną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Pon Gru 26 2016, 00:03

O dziwo nie czuła się niezręcznie kiedy Nolan wpatrywał się w nią jak w typowy obiekt pożądania. Stała po prostu zajmując się swoim papieroskiem i jednocześnie słuchając go w miarę uważnie, chociaż powoli robiło jej się zimno. Przyjemna odmiana od małego piekiełka sprzed paru godzin.
- Nie słyszałam... ale wino z czarnego bzu brzmi cudnie. Dolewałabym go sobie do herbaty, żeby wynagrodzić sobie nudne dni w skrzydle - powaga z jaką to powiedziała wskazywała na to, że wcale nie żartuje. Kiedy jednak doszło do niej, że wyznała ministrowi swoje tajne sztuczki na zabicie nudy, wydała z siebie ciche "ups". A potem ruchem dłoni wskazała by się nachylił.
- Ale to nasz sekret. Inaczej będę musiała... éliminer, wiesz? - wyszeptała mu na uszko. Ostatnie słowo dodała dość pokracznie, po francusku, jednak wiedziała, że domyśli się o co jej chodzi. I miała nadzieję, że nie weźmie tego do siebie, bo chciała jeszcze trochę pochodzić po wolej przestrzeni.
Dopaliła papierosa do końca.
- Piwo nie jest tak smaczne jak wino i wykwintne jak brandy. Ale całkiem dobrze uwarzone ma szansę na przebicie. Dodaj magiczne zdolności, halucynacje czy coś, to wtedy zbijesz majątek - poradziła. Wyłapując spojrzenie Nolana, którym mierzył ją od dłuższej chwili uśmiechnęła się nieco speszona.
- Chyba dawno nie miałeś kobiety - odezwała się, niezbyt zważając na słowa. W zasadzie nawet nie poczuła w którym momencie jej policzki się zaróżowiły. Od zimna, oczywiście.
- Ale pora wracać do łóżka. Zaraz wpadnie siostrzyczka dyżurna i nie będzie tak miło. Znam je z praktyk i stażu, wiem jakie okropne potrafią być. Sama byłam jedną z nich - wydusiła z siebie na jednym tchu a potem naciągnęła sobie koszulę na tyłek i wróciła do łóżka, zakopując się pod pościelą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Pon Gru 26 2016, 13:56

Mała Jose, była niezwykle śmiała w swoich twierdzeniach, że Nolan nie miał dawno kobiety. Dosyć mocno ugodziło to w jego ego i nie zamierzał zostawiać tego bez jakiegokolwiek komentarza.
- Nie kochana, mylisz się, ale jeszcze jedno słowo a to ja ciebie - złapał ją za ramię i nachylił się nad jej uchem. - Będę cię musiał éliminer - rzucił pół żartem a pół serio. Puścił ją i odprowadził wzrokiem do łóżka. Mała, bezczelna czarownica, która wyobrażała sobie zbyt wiele. Prychnął w myślach, a gdy tylko dziewczyna znalazła się w łóżku oparł się o ścianę przy oknie, zadarł głowę do góry badając białawy sufit jakby miał w nim odnaleźć coś niezwykłego. Gorączkowo myślał o tym co będzie robić jutro, czy go w ogóle wypiszą ze szpitala. Wszystko było marnością. W dodatku, Jose, odtrąciła jego czyste zamiary. To zabolało. Był już niemal poranek, kiedy zawlókł się do łóżka. Młoda uzdrowicelka już dawno była pogrążona w sennych marzeniach. W krótkim czasie i on zapadł w sen. Nie pamiętał co śnił po przebudzeniu, ale z pewnością nie zapomni śniadania. Szpitalnego śniadania, konsystencji błota, smaku gorszego niż gówno trola. Na co mu przyszło na stare lata. A potrzebował tylko spokoju. Większość poranka milczał, leżał niemal nieruchomo w łóżku z przymkniętymi oczami udając, że śpi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Pon Gru 26 2016, 15:22

Kiedy tylko Nolan chwycił ją za ramię uniemożliwiając jej ruszenie się, bezczelnie uniosła twarz tak, że stykali się teraz policzkami.
- Okej - odparła krótko, nie poruszając się. - Szykuje nam się ciekawa zabawa. Chcesz pozbyć się zupełnie niegroźnej czarownicy, która tylko leczy dzieci w szkole? Och. Chyba to splami dobre imię ministra - uśmiechnęła się złośliwie a potem faktycznie wróciła do łóżka.
Brakowało jej snu i wody, dlatego kiedy rankiem i jedno i drugie w końcu się unormowało, przebudziła się wraz z wejściem pielęgniarki do sali.
- Długo jeszcze będziemy tu leżeć? - spytała kobiety. Ta jednak w odpowiedzi tylko burknęła, że nie wie, bo lekarz jeszcze nie przyszedł na dyżur, zostawiając im paskudne szpitalne jedzenie. Na którego sam widok i zapach zresztą Jose miała odruch wymiotny. Zniecierpliwiona zlazła z łóżka, zgarniając z wieszaka swoje ubrania. W najlepszym stanie nie były, ale na pewno były lepsze niż fikuśna szpitalna koszula. Sprawdzając jeszcze czy Nolan śpi, odwróciła się tyłem, zrzuciła z siebie niebieską szmatkę i zaczęła zakładać po kolei swoje ubrania. Miała plan jak najszybciej się stąd ulotnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1080
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 226
http://www.czarodzieje.org/t13173-electra-clover-o-keeffe#352451/
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13180-zechcesz-zostac-moim-podnozkiem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13181-listy-electry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13182-electra-c-o-keeffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Sro Gru 28 2016, 22:08

Electra definitywnie mogła powiedzieć, że miała wielkie szczęście nie znajdując się w epicentrum tej całej katastrofy jaką był pokaz ognia na festynie w Dolinie Godryka. Podejrzewała, że pod adresem organizatorów posypią się skargi i to wcale w niemałej liczbie. To była zupełna bezmyślność, która, ku złości Electry, odbijała się na niej. Jakby w Mungu i tak było mało pacjentów.
Weszła na odział specjalnej opieki, żeby sprawdzić stan poszkodowanych
- Ty myślisz, że gdzie się wybierasz? - Zaczepiła już niemal ubraną Josephine, kładąc jej rękę na ramieniu i tylko na wpół delikatnie pchnęła ją z powrotem na łóżko. Nie była zdziwiona jej widokiem, bo zdążyła otrzymać i przewertować karty pacjentów, żeby dowiedzieć się jakim działaniom zostali poddani. - Nie pozwolę ci wyjść dopóki nie upewnię się, że wszystko się zagoiło.
W międzyczasie podeszła do Nolana, który leżał z przymkniętymi oczami i wyglądał jakby spał. Electrze żal było go budzić, ale miała jeszcze inne sprawy na głowie i nie mogła ich przekładać. Nawet dla ministra.
- Nolan, pobudka. Ciebie też muszę zbadać - Potrząsnęła mężczyzną łagodnie. Nie była pewna, czy powinna zwracać się do niego po imieniu, ale uznała, że przez wzgląd na ich wspólny epizod w przeszłości, mężczyzna nie będzie miał jej tego za złe.
Ponownie odwróciła się do Jose, dając Ministrowi czas na dojście do siebie, gdyby takiego potrzebował. Uśmiechnęła się do niej z prawie niewidocznym zmartwieniem w oczach, bo naprawdę ciężko było nie łączyć uczuć z pracą, gdy chodziło o bliskie osoby.
- Jak się czujecie? - zapytała orientacyjnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 567
  Liczba postów : 209
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13194-nolan-torin-keane?nid=1#352819
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13197-nolan-torin-keane#352823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13199-poczta-nolana#352826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13200-nolan-torin-keane#352827




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Sro Gru 28 2016, 22:42

"Czy ja umarłem?" Otworzył oczy i zamrugał. Całość obrazu nieco się rozmazywała, ale dostrzegł nieskazitelnie gładką, brzoskwiniową cerę, ciemne oczy oraz jasne włosy wpadające mu do nosa. "Chyba umarłem." Przymknął ponownie oczy, do ich otworzenia znowu zmusił go głos uzdrowicielki. Dźwignął się na łokciu z łoża i usiadł. Sapnął ociężale niczym ranne zwierze.
- Teraz gorzej niż wczoraj - nadal nie rozpoznawał znajomej. Dotknął skóry, blizn po oparzeniach i zamarł.
- Czy istnieje szansa, że kiedyś zejdą? - zapytał się nieznajomej. Miał dość miejsca, tak samo jak jego współlokatorka, która miała zamiar się ulotnić. Stanął przed łóżkiem nie wiedząc sam co ma ze sobą zrobić. To była długa noc, połowy nie przespał. Strzępki wspomnień jakie mieszały mu się w głowie, skrzat, pies, nagrobki. Co on do cholery robił ostatniej nocy, gdzie był? A gdzie był w dzień? Czemu nie mógł sobie przypomnieć. Złapał uzdrowicielkę za ramię próbując złapać równowagę. Coś wyrwało jego trzewia, chciało się uwolnić. Nim zorientował się co się stało, blondynka była pokryta wymiocinami od popiersia w dół. Jak dobrze, że w szpitalu obowiązywały uniformy służbowe a nie jest to nowa sukienka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1080
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 226
http://www.czarodzieje.org/t13173-electra-clover-o-keeffe#352451/
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13180-zechcesz-zostac-moim-podnozkiem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13181-listy-electry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13182-electra-c-o-keeffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Sro Gru 28 2016, 23:59

Na szczęście nie potrzebowała uciekać się do bardziej brutalnych metod, aby pomóc Nolanowi w odzyskaniu świadomości. Mężczyzna miał trochę błędny wzrok, ale Electra i tak uznała to za dobry początek. Najważniejsze, że był względnie spokojny.
- Jesteś pod moją opieką, więc będziemy pracować dopóki nie zejdą - zapewniła.
Nie zdążyła mu powiedzieć, żeby nie wstawał. Właściwie, założyła, że ludzie tego po prostu nie robią w momencie, w którym sami są w stanie stwierdzić, że nie czują się dobrze. A jednak, niektórzy wciąż potrafili ją zaskakiwać.
- Hej, ostrożnie... - zaczęła dokładnie w momencie, w którym mężczyzna złapał się jej, by utrzymać równowagę. Zachwiała się znacznie do tyłu, ale udało jej się nie przewrócić, dzięki stabilnej ramie łóżka szpitalnego. Już miała przybrać surowszy ton, gdy ciałem Nolana wstrząsnęło i dwie sekundy później Electra była pokryta jego wymiocinami.
Tylko nie zacznij krzyczeć przypomniała sobie w myślach i policzyła do dziesięciu.
To nie była pierwsza sytuacja, w której miała styczność z cudzą zawartością żołądka, nie umniejszało to jednak faktu, że wciąż ją to obrzydzało. I wciąż przez swój temperament mogłaby zareagować nieprofesjonalnie.
-Chłoszczyść.
Pod wpływem zaklęcia wymiociny zniknęły z uniformu, zostawiając tylko pozostałości w postaci zapachu i świadomości Electry. Nie była pewna, czy uwidoczniło się to na jej twarzy, ale po pomocy Nolanowi zamierzała wziąć prysznic. Taki kilkugodzinny.
- Usiądź, proszę. - Jej głos był o ton chłodniejszy. Nie miała głowy zajmować się Jose, która była w ewidentnie lepszym stanie, więc całą uwagę skupiła na ministrze. - Chcę przyjrzeć się twojej bliźnie, bo nie ja cię opatrywałam po zdarzeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Czw Gru 29 2016, 01:56

Akurat zdążyła włożyć spodnie, wciąż stojąc goła od pasa w górę, kiedy do sali weszła urocza blondyneczka.
- Gdzie idę, gdzie idę... no do domu idę, nie będę tutaj leżeć - westchnęła. Fakt, że teraz Electra oglądała jej biust wcale jej nie gorszył. Nie takie rzeczy robiły przy sobie, kiedy się przyjaźniły i były blisko. Ale zapomniała też, że za plecami leżał jeden z ważniejszych ludzi w czarodziejskim świecie - szybko narzuciła na siebie koszulkę, posłusznie siadając na łóżku.
- Zrób to szybko, błagam. Daj mi maść, cokolwiek, ale nie każ, na Boga, mi tu leżeć - zerknęła na przyjaciółkę. Nim ta zdążyła odpowiedzieć, Nolan zaczął wyprawiać różne cuda.
Josephine przyglądała się całej sytuacji w niemałym zdumieniu. I nie rozumiała co się właściwie dzieje; brała pod uwagę dwie ewentualności; po pierwsze, jej upodobania masochistyczne były aż tak zaawansowane, że nie zwracała uwagi na lekki ból i pieczenie. Po drugie, leki uspokajające i przeciwbólowe dalej działały. Lub była jeszcze jedna opcja, której nie rozważała - po prostu Minister był miękki.
Leżąc i przyglądając się całej szopce ze spokojem, policzyła do dziesięciu, kiedy Electra została obrzygana - ale zrobiła to po to, żeby się nie roześmiać. Tutaj jednak pojawił się argument, by nie przenosić się jeszcze z Hogwartu do Munga, choć i w szkole zdarzały jej się podobne przypadki.
- To ja was zostawię - stwierdziła i nim Electra zdążyła zareagować, Jose szybko wymknęła się z sali. Planowała odwiedzić prywatny gabinet O'Keeffe.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 40
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1267
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 75
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13159-xavier-a-whitford#352093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13164-zapraszam-tylko-te-najciezsze-przypadki#352157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne#352158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13163-xavier-a-whitford#352156




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Pią Lut 10 2017, 11:53

/po wszystkich wątkach

Siedział w gabinecie kiedy to się stało. Przygotowywał dokumentację pacjenta, typowa rutynowa czynność, która pozwalała mu spojrzeć na przypadek jeszcze z innej strony. Czasem jak widział swoje pismo na papierze, te wszystkie poboczne notatki i uwagi z jego strony, w jego głowie pojawiały się nowe myśli. Nowe sposoby podejścia do przypadki. Bardzo często wcielał je w życie. Nigdy nie miał problemu z przystosowaniem się do miejsca. Zawsze znalazł sposób aby zająć sobie czas, nie siedzieć bezczynnie. Tutaj było tak samo. Pacjentów mu przybywało choć wiedział, że nie wszystkich będzie wstanie przyjąć, wielką uwagę bowiem skupiał na jednym aby w ten sposób dokładniej się nim zająć. Dlatego trafiały mu się te najtrudniejsze przypadki. Nie dlatego, że tymi innymi nie warto było się zajmować. Może miało to związek z chęcią wykazania się, stawiania sobie samemu jakiś wyzwań. Zajmował się nimi dlatego, że nikt inny nie mógł sobie już poradzić.
Wtedy ktoś wszedł do jego gabinetu. Z hukiem wtargnął do jego sanktuarium a jego mina wyrażała niedowierzanie. I gdyby nie spojrzenie, które posłał Xavierowi pewnie w tym momencie znalazłyby się za drzwiami bez żadnego jęknięcia.
Whitford wstał, był to szybki ruch, wręcz niepodobny do mężczyzny, który ważył nie tylko słowa ale i swoje gesty. Wyszedł szybko z gabinetu zostawiając jednego z uzdrowicieli samego w jego gabinecie. Dopiero po chwili usłyszał jego kroki za nim. Gdzieś daleko, choć teraz znajdował się zaledwie krok za nim. Nie pamięta już kiedy ostatnio był tak poruszony, kiedy w jego głowie toczyła się bitwa a myśli nie potrafiły znaleźć własnego miejsca. Kiedy wszedł na oddział ponownie stał się tym opanowanym człowiekiem, wyraz jego twarzy nie dawał poznać, że było zupełnie odwrotnie. Nie zwrócił uwagi na magomedyków, którzy zwracali się w jego kierunku, nie zwracał uwagi na pacjentów. Szedł prosto a potem skręcił w prawo, do oddzielnego pomieszczenia, którego on sam sobie zażyczył.
Przez moment się wahał, dosłownie przez dwie sekundy jego dłoń zawisła na klamce. Potem po prostu znalazł się w środku.
-Wyjść.-Powiedział spokojnie, jednak w tonie jego głosu dało się wyczuć ostrość i rozkaz. Później porozmawia z medykiem, który zajmował się przypadkiem jego żony. W tym momencie nie miało to żadnego znaczenia.
Kiedy wszyscy wyszli, podszedł szybko do jej łóżka kucając przy nim i opierając się jedną dłonią po jej boku, drugą dotknął jej dłoni. Nie była już tak zimna jak jeszcze tydzień temu. Patrzał na jej twarz a z ust nie wydobył się żaden dźwięk. Nie potrafił. Nie mógł. Nawet nie chciał. Po prostu chciał na nią patrzeć. Bo nie mógł w to uwierzyć... A jeżeli, jeżeli jak zamknie oczy czy odwróci wzrok ona znowu zaśnie? Nigdy nie mógł wyobrazić sobie tej chwili. Nie chciał robić złudnej nadziei, która już tyle razy go zawiodła. Jej twarz nie zmieniła się za wiele. Tak jakby czas stanął dla niej w miejscu. Tak bardzo tego pragnął. Tak bardzo pragnął jej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 36
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 17
  Liczba postów : 10
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14154-eva-black-withford#373756
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14161-sleeping-beauty#373845
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14160-eva-black-withford#373839




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Pią Lut 10 2017, 12:37

Krzyki, podniesione głosy moje i Jego. Trzaśnięcie drzwiami i nagła fala zmęczenia która uderzyła we mnie niczym tsunami, zwalając mnie z nóg. Pod kołdrą było mi ciepło i bezpiecznie. Przyjemnie. Czegoś jednak brakowało. Jego ciepła obok, gdy wsuwał się zawsze pod kołdrę koło mnie. Zaczęło być mi zimno. Ciemno, zimno... samotnie. Wśród ciszy, dryfowałam po bezkresnej ciemności. Widziałam dziecko. Drobne, delikatne maleństwo, które wyciągało do mnie rączki. Może to tego mi brakowało? Może to była ta pustka?
Wyciągnęłam do niego ręce... ale ono zniknęło. I znów byłam sama. Zupełnie sama w ciemności. Nie wiem, ile czasu minęło, ale te śnienie było długie i męczące. Czułam że zapadam się głębiej, że odcinam się od powierzchni, gotowa by odpocząć.
Coś się zmieniło. W jednym momencie byłam zanurzona głęboko a w drugiej... zupelnie jakby ktoś wyciągnął mnie z wody, gwałtownie. Poczułam kołdrę na mojej skórze, zapachy, których nie znałam i dźwięki które zaczynały do mnie docierać. Mimo nagłego hałasu, spałam dalej. To chyba jeszcze nie ten moment. Później pojawiło się światło. Zupełnie jak wtedy gdy ktoś rozsłoni zasłony, w czasie gdy ty próbujesz wciąż spać. Światło przebijało się przez powieki, choć ja...
Głos. Znałam go. Kiedyś go znałam aż za dobrze. Ugięcie łóźka, szelest pościeli i w końcu... ciepło.
Poczułam jak kąciki moich ust samoistnie wędrują do góry, a ciepło które czułam pod skórą rozchodziło się po całym ciele. Zupełnie jakbym tego właśnie potrzebowała, by w końcu się obudzić.
- Xavier - szepnęłam z uśmiechem w głosie, zaskoczona szorstkością którą czułam. Zupełnie jakby mój głos był nieużywany od bardzo dawna, a przecież minęło tylko kilka godzin. Otworzyłam oczy i natychmiast je zamknęłam. Czemu było tak jasno? Gwałtowny niepokój zmył uśmiech z ust, a ja przysłoniłam oczy ręką, powoli je otwierając.
Był tu. Mój ukochany mąż. Tylko coś było... nie do końca tak jak trzeba. Wyglądał inaczej. Jak on, ale ... starszy. Sporo starszy. Serce tłukło mi się w piersi, a igiełki niepokoju kuły mnie w żołądek. Wyciągnęłam dłoń w jego stronę, dotykając policzka szorstkiego od zarostu, a ruch ten sprawił mi tyle wysiłku, że wydawało mi się to nierealne. Na usta cisnęło mi się pytanie, co mu się stało, ktoś mu podał eliksir starzenia?, gdy dostrzegłam że nie jestem w domu.
Usiadłam, może zbyt gwałtownie, a może to był efekt szoku, ale zawroty głowy były ogromne. Nie poznawałam tego miejsca. Wyglądało jak... szpital. I to nie Xavier leżał w łóżku, tylko ja, w koszuli nocnej, do połowy przykryta szpitalną kołdrą z napisem święty Mung.  Święty Mung?
- Wywiozłeś mnie za karę do Anglii? - wychrypiałam, próbując zabrzmieć jakbym żartowała, choć w głębi byłam przerażona. Spokojnie, wdech, wydech. Spokojnie. Na pewno można to jakoś wyjaśnić. MUSI być jakieś wyjaśnienie dla którego byłam w Mungu, w Anglii, a nie w domu, w Chicago, a mój mąż wyglądał na starszego niż go zapamiętałam, a w dodatku każdy ruch, dźwięk przychodziły mi z trudem, zupełnie jakbym od dawna nie używała tych wszystkich... funkcji mojego ciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 40
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1267
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 75
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13159-xavier-a-whitford#352093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13164-zapraszam-tylko-te-najciezsze-przypadki#352157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne#352158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13163-xavier-a-whitford#352156




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Pią Lut 10 2017, 13:16

Kiedyś miał wrażenie, że on sam będzie wstanie jej pomóc. Iż śpiączka nie miała nic wspólnego z chorobą tylko leżała gdzieś na tle psychicznym. A przecież w tej dziedzinie był specjalistą. W tamtym momencie jego badania dopiero zaczynały przynosić efekty, nie od razu udało mu się przekonać do swoich metod leczenia. Jednak kiedy badania nabierały tempa, w jego głowie pojawiały się pomysły na to, w jaki sposób może pomóc Ev. Kiedy leżała w tym szpitalnym łóżku wyglądała dokładnie tak jak jego siostra. Jej nie potrafił pomóc, nie był wstanie nawet pomyśleć o tym, co się mogło z nią dziać, tam głęboko w środku. W przypadku jego żony myślał, że był mądrzejszy. Na początku próbował... Przesyłał jej swoje myśli ale nigdy nie było żadnego odzewu, żadnej reakcji z jej strony. Dokładnie tak, jakby wytworzyła wokół siebie mur, którego nawet on nie potrafił zburzyć. Jakby była zamknięta w kole, w kółko powtarzając jedną czynność. To było możliwe.
Z czasem jednak patrzenie na nią sprawiało mu tylko ból. Bezradność jaką czuł kiedy nie mógł uratować siostry dręczyła go w tym momencie jeszcze bardziej. Ameli-Jane nie mógł pomóc, jego wiedza nie była wystarczająca, nie posiadał wtedy zdolności, które zdolne byłyby jej pomóc. Poza tym, Amelia umarła. Nie cierpiała. A Ev? Nie wiedział co się z nią dzieje, nie wiedział czy cierpi czy nie czuje niczego... Nie wiedział czy kiedykolwiek się obudzi. Bo wciąż oddychała. Jej tętno, bicie serca, nic nie wskazywało na to, aby coś złego się z nią działo... Dlatego to czekanie było gorsze od śmierci. Dlatego łatwiej było przyjąć ten ból z myślą, że ona nigdy nie wróci. Iż nie żyje.
Kiedy wypowiedziała jego imię, odetchnął głośno, jakby dopiero teraz mógł oddychać. I jakby dopiero teraz poczuł, jak to jest naprawdę... Móc... Oddychać. Jakby te kilkanaście lat było jedną wielką cholerną wegetacją. Ścisnął jej dłoń delikatnie widząc jej reakcję na światło. Jego oczy zaszkliły się a on nawet nie próbował tego powstrzymać. Byli sami. Znowu. Tylko on i ona. Tak jak było kiedyś, dokładnie tak jak zawsze pragnęli. Nie potrzebowali niczego więcej a przynajmniej on tak myślał, tak mu się wydawało bo choć czytanie w myślach nie sprawiało mu problemu, Ev nigdy nie trzymała przed nim tajemnic a on nigdy nie ważył się aby zajrzeć tam do środka. Teraz jednak wyczuwał jak myśli same z niej się wylewały, wszystkie pytania...
Przechylił lekko głowę jakby chciał aby jej dłoń dłużej pozostała na jego policzku, nie był wstanie powiedzieć czy coś się zmieniło. Czy inaczej to zapamiętał. Bo nigdy zapomnieć nie zapomniał.
-Ev...-Szepnął i dotknął tyłów jej pleców aby ponownie się położyła. Sam wstał i poprawił jej poduszkę aby było jej wygodniej. -Kochanie... Spokojnie. Zaraz wszystko Ci wyjaśnię.-Powiedział spokojnie, rzeczowo. Przysłonił okna tak, aby do pokoju wpadało trochę światła. Musiała powoli się przyzwyczajać aby nie doznać szoku. Zdjął marynarkę i odrzucił ją na krzesło, sam siadając na skraju jej łóżka ponownie ujmując jej drobną dłoń. Jeszcze mniejszą niż było to kilkanaście lat temu. Podniósł na nią swoje uważne spojrzenie, które w tym momencie wyrażało jedynie troskę. Od czego miał zacząć? Kochanie, leżysz ponad dziesięć lat w śpiączce i było mi łatwiej myśleć, że nie żyjesz... Bo to mniej bolało.
-Ev... Jesteśmy w Anglii z powodu Twojej choroby. -Zaczął powoli, cały czas lustrując jej twarz i zmiany zachodzące na niej. -Od ponad dziesięciu lat leżysz w śpiączce...-Na moment urwał, po raz pierwszy w swoim życiu nie wiedząc dokładnie co powiedzieć.-Nikt nie potrafił określić dlaczego znalazłaś się w takim stanie. Anglia była naszą ostatnią nadzieję ale jeszcze do wczoraj medycy również nie potrafili Ci pomóc.-W jego głosie dało się wyczuć niedowierzanie. Bo jak to było możliwe aby w jednej chwili się po prostu obudziła? Jak?!
Podniósł dłoń i dotknął jej twarzy. Była taka... Powrót do zdrowia zajmie jej jakiś czas. Nie mógł znieść tylko myśli, że teraz stanie się królikiem, którego będą badać doszukując się wyjaśnień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 36
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 17
  Liczba postów : 10
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14154-eva-black-withford#373756
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14161-sleeping-beauty#373845
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14160-eva-black-withford#373839




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Pią Lut 10 2017, 19:20

/pisze z telefonu więc błędy poprawie jak wrócę do domu
Jego słowa paradoksalnie wpłynęły na mnie zupełnie inaczej, zamiast uspokoić, wystraszyly już zupełnie. Zwykle po takich słowach następuje 'to nie tak jak myślisz kochanie' i inne takie. Nie położyłam się mimo że miałam wrażenie że samo siedzenie jest męczące. Nie mogłam znieść ani minuty dłużej w tym łóżku.
Mimo wszystko odetchbelam z ulga gdy przyslonil okno, a gdy usiadł obok mnie wygramolilam się spod kołdry.
Słuchałam.
Słuchalam nie do końca wierząc w jego słowa. Nie chciało to do mnie dotrzeć.
-który mamy rok? - spytałam czując się tak cholernie zagubiona, że to niemal fizycznie bolało. - co mi jest? Czy to się powtórzy?
Podniosłam na niego wzrok dochodząc do wniosku że starszy wygląda równie dobrze co wcześniej. Schwycilam jego dłonie, patrząc mu prosto w oczy. Szukałam w nich jakiejkolwiek iskierki że żartuje.
Gladzilam kciukami jego ciepłe dłonie, grzejac się w jego ciepłe. Nie chodziło o fizyczne ciepło, tylko o te iskre, to wewnętrzne ciepło. Mój kochany, najdroższy mąż.
Wydawało mi się że nie widziałam go kilka godzin, ale on... Szpital... Tajemnicza choroba... To było takie nierealne.
Jego palce na mojej skórze... W ułamku sekundy znalazłam się przy nim, wtulajac się w niego. Wciagnelam lapczywie powietrze, jego zapach. Pachnial jak zawsze. Nic się nie zmieniło. Jego ramiona miały w sobie to samo napięcie co po jego powrocie, serce dudnilo ten sam rytm co zawsze, dając mi blogie ukojenie. Chciałam powiedzieć że chce do domu, ale oplatajac go rękami, przytulajac głowę do jego piersi czułam się jak w domu. Może i minęło milion lat, ale kocham go tak samo mocno jak pierwszego dnia. Dla mnie nie zmieniło się nic.
- Przepraszam - wyszeptalam zaciskajac oczy. Przepraszalam za wszystko. Za te kłótnie, tyle lat temu, za ten sen. Za chorobę. Za to że pewnie cierpiał. Za wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 40
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1267
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 75
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13159-xavier-a-whitford#352093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13164-zapraszam-tylko-te-najciezsze-przypadki#352157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne#352158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13163-xavier-a-whitford#352156




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Pią Lut 10 2017, 20:06

/luuzik

Co powinien zrobić w takim przypadku? Jak się zachować aby jej bardziej nie wystraszyć. Odkąd pamiętał wiedział co ma zrobić, wiedział czego chce, do czego dąży. Nie miał problemu z odnalezieniu się w danej sytuacji, nawet takiej, w której nigdy przedtem się nie znalazł. Nie kierował się emocjami, które jego zdaniem jedynie stanowiły problem w funkcjonowaniu. Obserwacja i kontrola pozwalały mu dostrzec wszystkie istotne elementy, pozwalające mu iść dalej.
Ev była jego żoną. Jego kochanką. Miłością. Nie mógł nie okazywać uczuć. Nie mógł w tej sytuacji postępować tak jak zawsze.
Przez moment nie odpowiadał, chciał aby choć na moment się uspokoiła, usiadła i zaczerpnęła powietrza. Podejrzewał tylko jaki szok mogła przeżywać i chyba pierwszy raz w życiu nie był pewny tego, co ma zrobić.
-2017. Spałaś ponad dziesięć lat.-Powiedział spokojnie, nie była jego typową pacjentką, nie mógł być wobec niej obojętny i zdystansowany. Ten przypadek dotykał go osobiście, dlatego postawienie się w takiej sytuacji było trudne.-Nie wiedzą co Ci jest. W Chicago nie potrafili znaleźć przyczyny Twojego stanu. Z Londynu dostałem wiadomość, że mogą Cię przyjąć bo rozpoczynają nowe metody leczenia. Dlatego postanowiłem spróbować. Dopiero teraz będą mogli dowiedzieć się więcej... Będą... Ev. Porozmawiamy o tym później, dobrze? -Nie chciał aby zawracała sobie teraz tym głowę. Paradoks tej sytuacji jest taki, że powinna na moment odpocząć a przecież odpoczywała już tak długo.
Objął ją mocno na moment przymykając powieki. Była taka lekka, niemalże ginęła w jego ramionach. Tak jak kiedyś, jednak tym razem przy każdym jej ruchu mógł wyczuć poruszające się kości. Nie to jednak było teraz ważne. Myślał, że już nigdy do tego nie dojdzie. Iż nie będzie mógł objąć żony, pogłaskać jej po włosach czy pożegnać się idąc do pracy. To było bardziej niż surrealistyczne ale trwał przy tym, tak długo jak będzie to możliwe. Złożył na jej czole delikatny pocałunek i lekko ją od siebie odsunął aby utkwić w niej swoje spojrzenie. Uśmiechnął się lekko, z tym dziwnym błyskiem ilekroć ich spojrzenia się spotykały. Dawno temu...
-Nie bądź śmieszna. Teraz najważniejszy jest Twój powrót do zdrowia. Muszę załatwić kilka spraw... -W jego głowie powstawał scenariusz wydarzeń, które miały nastąpić. Jej rehabilitacji, dalszych badaniach i powrotu do domu. Mieszkanie, w którym teraz mieszkał nie nadawało się do jej przyjazdu. Musi załatwić większe miejsce, zapewne takie, w którym mogłaby powrócić do zdrowia. Jakaś osobna sala do ćwiczeń...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 36
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 17
  Liczba postów : 10
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14154-eva-black-withford#373756
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14161-sleeping-beauty#373845
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14160-eva-black-withford#373839




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Sob Lut 11 2017, 18:20

Zamarłam. Ponad 10 lat? 2017?! To niemożliwe. Taka data wydawała mi się totalnie nierealna. Podniosłam wzrok doszukując się w twarzy mojego męża jakiegoś kłamstwa, cienia szansy na żart. Wydawał się być w miarę spokojny, zupełnie jakby zdążył się przyzwyczaić do stanu rzeczy. Jednak kolejne słowa jeszcze bardziej ją zaniepokoiły.
Nie wiedzą co ci jest. Dopiero teraz będą mogli dowiedzieć się więcej.
To brzmiało bardzo niepokojąco, ale byłam jeszcze zbyt otępiała by do mnie dotarło dlaczego. Wciąż nie do końca mogłam uwierzyć w to, że rzeczywiście spałam tak długo... ale nie wyraziłam wątpliwości na głos.
- Możemy porozmawiać później o tym co mi jest - zgodziłam się powoli. Zerknęłam na niego, czując dziwny ścisk w sercu, zupełnie jakbym... jakbym rzeczywiście długo go nie widziała, choć rozum mówił mi że przecież widzieliśmy się przed zaśnięciem. Mimo to, uczucie gojącej się tęsknoty nie opuszczało mnie, choć powoli wszystko zaczynało być na miejscu, jego zapach, ciepło i bicie serca.
Wyprostowałam się nagle, słysząc jego "kilka spraw do załatwienia" i złapałam go za rękę. Nie chciałam żeby odchodził, może i nie czułam się dziesięć lat starsza, ale gdzieś podświadomie, czułam że jest m go za mało... I wystraszyłam się że już mnie zostawi.
- Nie idź jeszcze - to nie do końca była prośba. To był bardziej rozkaz żony, żony która zupełnie odruchowo gładziła jego palce i... Coś było nie tak. Spojrzałam na jego dłoń, później na moją. - Xavier, gdzie są nasze obrączki? - spytałam bardziej surowo, niż miałam w zamiarze.
Tylko ja mogłam po dziesięciu latach śpiączki martwić się o biżuterię, prawda? Tylko to nie była jakaś tam biżuteria. Poczułam nieprzyjemne uczucie niepokoju, ale zdusiłam je jak najszybciej. Przecież nie miałam powodu do zmartwień, na pewno. Przecież kochał mnie. Troszczył się. Czułam to, że się cieszył z tego że nie śpię - jakkolwiek to brzmiało. Przecież przywiózł mnie do Anglii żebym wyzdrowiała. Na pewno nie było powodu do zmartwień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 40
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1267
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 75
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13159-xavier-a-whitford#352093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13164-zapraszam-tylko-te-najciezsze-przypadki#352157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne#352158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13163-xavier-a-whitford#352156




Gracz






PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Nie Lut 12 2017, 11:54

To zabawne jak lata doświadczenia i badań nie potrafią przygotować cię do takiej chwili jak ta. Musiał być spokojny i opanowany, nie dlatego, że po prostu taka była jego natura ale dlatego, że ona w tym momencie właśnie tego potrzebowała. Xaviera, człowieka, na którym mogła się oprzeć w każdym momencie. Osoby, która zawsze przy niej będzie. Tak jak ona kiedyś przy nim... Teraz nadeszła jego kolej.
Czy właśnie o to chodziło? Czy była to zapłata za to, co kiedyś robił?
Przejechał dłonią po jej plecach, chcąc aby choć na moment odłożyła niepożądane myśli od siebie. Wiedział, że to nieuniknione iż będzie musiała stawić czoło nowej sytuacji. W końcu sam kieruje się zasadą iż od niczego nie można uciec. Ale Ev nie była nim.
-Będziesz wstanie wytrzymać ze starszym facetem? To już nie te lata co kiedyś.-Mruknął, śmiejąc się przez zaciśnięte wargi. Chciał ponownie zobaczyć ten szeroki uśmiech, usłyszeć śmiech, który roznosił się po pomieszczeniu i zawisał w powietrzu jeszcze przez moment. Nawet wtedy kiedy nie powiedział nic zabawnego, prawdę mówiąc, był w tym tragiczny. Jednak ona zawsze to potrafiła.
-Nigdzie się nie wybieram. Znasz mnie, planuje do przodu.-Powiedział i posłał jej lekki uśmiech. Dokładnie, znała go tak dobrze, że wiedziała iż nie mógł spraw zostawić losowi. W końcu miało to ułatwić jej terapii. Myślał o tym już wcześniej, jednak dopiero teraz te plany mają wejść w życie.
Z jego gardła wydobył się dziwny dźwięk, był to śmiech przez prychnięcie. Niedowierzanie? Nie. Tylko Ev potrafiła myśleć o takich rzeczach w takim momencie, to przywoływało wspomnienia. Odpiął górny guzik koszuli i wyciągnął zza kołnierzyk długi srebrny łańcuszek. Wisiały na nim dwie obrączki, jego spojrzenie mówiło chyba wszystko, naprawdę myślała, że się ich pozbył? -Twoją zdjąłem ponieważ robiła się za duża i nie chciałem aby przeszkadzała w badaniach.-Powiedział i wsunął jej na palec pomniejszoną już obrączkę. Swoją również założył i przez moment się jej przyglądał.
Zdjął ją już jakiś czas temu. Nigdy nie rozumiał jej ekscytacji na widok tych dwóch przedmiotów. Tak samo jak w chwili ich ślubu, chciała białej sukni, przyjęcia, najlepszego szampana. Nie było mu to potrzebne, jednak zrobił to, bo właśnie tak to sobie wymarzyła. Czym było to jedno poświęcenie? Choć tak sprzeczne z jego zasadami.
Wątpliwości, które mogła mieć były zupełnie niepotrzebne i gdyby o nich wiedział, ugodziłoby go to chyba jeszcze bardziej. Tak, tknęłaby go duma i zapewne coś jeszcze. Jednak nigdy by się do tego nie przyznał. Nawet przed nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   

Powrót do góry Go down
 

Oddział specjalistycznej opieki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-