Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Oddział specjalistycznej opieki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość


Daisy Butterfly-Makharone
avatar

Mieszkaniec Londynu
Galeony : 59
  Liczba postów : 49
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptySro Lip 21 2010, 12:32

First topic message reminder :


Oddział specjalistycznej opieki
Tutaj trafiają osoby, które po przebywaniu na innym oddziale, nie doszły do siebie. Ta część budynku składa się z małych, dwuosobowych sal z białymi ścianami. Miękkie łóżka, białe jak śnieg poszewki i kremowe meble, a właściwie dwie szafy i dwie szafki. Toaleta znajduje się na korytarzu, gdzie prowadzi jedna z pielęgniarek. Drzwi zamykane są na klucz, aby pacjenci nie mogli wyjść. Jeżeli zachowują się niezgodnie z przyklejonym do szafki regulaminem, są odpowiednio karani, przypięci pasami do łóżka albo ubrani w kaftan bezpieczeństwa. Pacjenci często są poddawani terapiom z wyspecjalizowanymi do tego ludźmi.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Matthew Alexander
Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1257
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyPon Lis 05 2018, 20:35

Nieznajomość obrazu
tliła się przez umysł ciemnym, trudnym do zrozumienia płomieniem.
Lękliwość stawała się jego nieodłącznym elementem życia. Starał się coś zmienić, przetransformować swój stan na cokolwiek innego, ale kończyło się to zawsze tylko i wyłącznie tym samym. Nieustanne próby zmiany siebie wywoływały efekt powrotu problemów, tylko że ich dawka była znacznie większa oraz bardziej szkodliwa. Próbował, starał się, szczególności na początku, aczkolwiek ostatecznie się poddał, popadając w eter niezmierzonych wówczas myśli, które, pędząc nieustannie, wyniszczały jego szare komórki doszczętnie. Nadzieje wygasły już dawno - zdmuchnięte własnymi ustami, płuca nabierające tlen, uderzone niezmiernie łopatą ze znaczną siłą, dzierżone zrządzeniem losu, które wywoływało u niego odruch wymiotny, z czasem tancerz wydostał się spod kurtyny, upadając na podłogę, cały zakrwawiony, cały we krwi, cały ochlapany, cały pobrudzony. Im bardziej uzdrowiciel, obecnie znajdujący się w sali, myślał nad własnym losem, tym bardziej stawało mu się to wszystko obojętne; nie popadał w szał używek, nie wyniszczał swojej (już) wyniszczonej wątroby, którą to zdewastowały doszczętnie leki. Czuł się źle, nie miał zamiaru się leczyć. Otrzymywał obrażenia, nie odczuwał bólu. Odchodził w cień, odchodził w zapomnienie. Rozpływał się, znikał, przenikał, stawał się jednością z atmosferą otaczającą nie tylko pomieszczenie, w którym przebywał - strach przed jakimkolwiek zagrożeniem już dawno temu zażegnał.
Dziwne, że jeszcze nie skoczył przez okno, nie zrobił kroku do przodu, nie stał się jedynie pustą, bezużyteczną, pozbawioną jakiegokolwiek sensu plamą, którą następnie żywiłyby się bakterie, zaś krew, nasączona srogością oraz strachem, przydałaby się bardziej roślinom niż codziennej, nieustającej wówczas rutynie.
Ciche westchnięcie wydobyło się z jego ust - ile jeszcze będzie musiał walczyć - ile razy poczuje się bezużyteczny, by służyć tylko i wyłącznie jako podłoże dla roślin oraz bakterii, by dać im następnie życie? Oczywiście istniały inne formy jego przekazania; aczkolwiek czuł się chorobliwie obrzydzony faktem tego, że ktoś ma przejąć jego pozbawione czegokolwiek pozytywnego - i wcale nie chodziło tutaj o emocje. Nie nadawał się do reprodukcji, do przekazywania kolejnym pokoleniom własnej cząstki. Nie mógł patrzeć na własne odbicie, które napawało go tylko i wyłącznie poczuciem beznadziejności.
Kiwnął głową - długo to jednak nie trwało, choć w umyśle zaczęły zbierać się kolejne myśli - jakby nie mógł się od nich odciąć; cholerne pijawki spijały to, co stanowiło jego podstawę do funkcjonowania. Coś zauważył, coś zdołał dostrzec w postawie kobiety, którą przecież znał; aczkolwiek postanawiał do tego tematu po prostu nie wracać. Każdy ma jakieś dziwne zachowania, dziwne zwyczaje - uważał, że jeżeli on sam nie ma zamiaru zwrócić się z poradą w ich sprawie, nie powinien nigdy się z nimi paprać; szczególnie grzebiąc w głowie pacjentów.
- Matthew Alexander. Jestem uzdrowicielem pani Henrietty Moseley. - przywitał się z Dianą Hazel, która to weszła do pomieszczenia, podając tym samym swoją zimną na wskroś rękę. Ewidentnie przypominał zombie, ale lepiej było do tego po prostu nie wnikać. Odkopywanie tematów, które nie są głównym celem spotkania, raczej nie przyniesie niczego pozytywnego. - Mamy za zadanie ustalić, co dokładnie dzieje się w jej organizmie - ze względu na nieskuteczne leczenie. - powiedział, podchodząc tym samym spokojnie do szafek przeznaczonych dla personelu; szukał czegoś, a przede wszystkim paru innych przyrządów, których nie zastosował podczas pierwszego badania. Jeżeli miał być na obserwacji, co było niezwykle śmieszne, to trafił idealnie - na oddział zamknięty, gdzie mogliby go przypiąć pasami i nie puszczać.
Powrót do góry Go down


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyPon Lis 12 2018, 13:28

W chwili obecnej czuła się tak, jakby jej mózg został opanowany przez coś, co wśród mugolskich dzieci nazywane było minduckiem. W wolnym tłumaczeniu było to odczucie ogromnego zdezorientowania i braku kompatybilności pomiędzy obrazem rzeczywistym a tym wyimaginowanym. No, przynajmniej w jej wolnym tłumaczeniu...
Sądziła, że w momencie gdy pierwszy raz spotkała się z tą kobietą, oczywistym stał się fakt, że została ona j e j pacjentką oraz że nie potrzebuje nikogo innego do konsultacji nad tym przypadkiem. Niestety, jak widać ktoś tam u góry sądził, że jest inaczej, co niezmiernie irytowało Dianę. Bo wyglądało to tak, jakby uznano, że nie jest wystarczająco odpowiedzialnym uzdrowicielem, aby zająć się tym samodzielnie. Lub jakby nie zasługiwała na pełne zaufanie.
Nie szanują Cię. Mają Cię za nic. Nie widzisz tego? Iva szeptała w jej umyśle uparcie z czymś na kształt politowania wymalowanym na ustach. Nawet jeśli Diana zdawała sobie sprawę z tego, że, kurwa mać, jej siostra może mieć racje, nie chciała tego dopuszczać do swojej świadomości.
Zamknij się Iva, nie wiesz jak to wygląda. warknęła tylko w stronę siostry. Ta wewnętrzna rozmowa trwała tak krótko, że nikt nawet nie zdążyłby tego zauważyć.
-Czyli uważasz, że ja się do tego nie nadaję i ty jesteś niezbędny aby wprowadzić skuteczne leczenie dla tej pacjentki? - powiedziała po chwili ciszy, zupełnie zapominając o dobrych manierach, o tym, że ten mężczyzna pewnie był wiele od niej starszy, o tym, że właśnie podważała autorytet zarówno swój jak i jego w obecności pacjentki. Ale po prostu się wkurwiła i nie zamierzała milczeć w tej sprawie.
Pewnie dlatego podeszła do jednego z ostatnich wolnych łóżek i usiadła sobie na nim, zakładając nogę na nogę i obserwując poczynania uzdrowiciela. Ona mniej więcej wiedziała już c o [ dolegało pacjentce, w końcu widziała się z nią kilka godzin wcześniej. Wiele pewnie od tego momentu się nie zmieniło, a po prostu konieczne było wykonanie kilku dodatkowych badań celem dokładniejszego stwierdzenia, o co chodzi. I co z tego, że dokładnie to samo powiedział ten typ przed chwilą. To nie były jej słowa, więc się nie liczyły.
- Więc od czego proponowałbyś zacząć, uzdrowicielu Alexander? - ciekawość wygrała w jej organizmie nad obrażaniem się na innych. Ten przypadek ją intrygował i nie ważne jak bardzo czuła się urażona faktem, że ktoś jeszcze musi jej rzekomo pomagać, nie zamierzała pozwolić na to, aby ta zabawa ją ominęła.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 229
  Liczba postów : 122
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyPon Lis 12 2018, 14:25

Gdyby tylko wiedziała...
Na jaki oddział trafiła. Wiedziała tylko tyle, że dali ją tutaj, bo nigdzie indziej nie było wolnego łóżka. Uznała więc, że to oddział ogólny. Nie specjalistycznej opieki ani nic w ten deseń. Dlatego nie przejmowała się niczym.
Ale o tym już wiemy. Po prostu chodzi o to, że znowu się nad tym zastanawiała. Więc tym samym należało to powtórzyć.
Siedziała i obserwowała tych dwojga. I coś czuła... że szykuje się niezła zadyma. Wnioskowała tak po zachowaniu pani Hazel. Ostatnio była świadkiem "zadymy" w pracy, jakoś.... miesiąc temu? Dwa? Trzy? Nieważne. Dwie inne pracownice w miejscu jej zatrudnienia kłóciły się na zapleczu o klienta. I każda z nich miała swoje argumenty, które trudno było podważyć, ale im to się udawało. Było widać, że do takich sporów, są po prostu stworzone. A Henrietta? Co o tym sądziła? Cóż, gdyby była na miejscu jednej z nich, odpuściłaby. Nie lubiła się wykłócać, nie lubiła się wywyższać. To osoba o pokojowym nastawieniu... a przynajmniej zazwyczaj.
Siedziała i słuchała. I obserwowała.
Nie mogła tego wytrzymać. Kiedy Diana mówiła do tego mężczyzny (na dodatek uzdrowicielka siedziała na szpitalnym łóżku, co nie było zbyt higieniczne) Henrietta cicho zeszła z łóżka, które sobie wybrała, i prawie dosłownie na paluszkach podeszła do okna. Odwróciła się od szyby i przysiadła na parapecie. Włożyła ręce do kieszeni i... dopiero teraz zauważyła, że w kieszeni ma... scyzoryk. Tak. Żadna tam nówka, ale zły też nie był. Uznała, że może zrobić tu scenę, by pani Hazel przestała się tak wywyższać. Wyjęła narzędzie z kieszeni i teraz po prostu trzymała go w dłoni należącej do luźno zwisającej wzdłuż jej ciała ręki. Ale.. jak szybko ta myśl się pojawiła, tak szybko się ulotniła.
Jest tylko jeden szczegół. Coś, o czym kompletnie zapomniała – nie schowała scyzoryka z powrotem do kieszeni! Był widoczny. A ona w ogóle o tym nie wiedziała... była zbyt zajęta rozmyślaniem, co zrobić, by ostudzić atmosferę zaistniałą w tej sali szpitalnej, która została przypisana pewnej pani krawcowej, która musiała być hospitalizowana. Chociaż na chwilę.
I już wiedziała. Może to dość infantylne podejście, tak, dziecinna metoda... ale i tak postanowiła się do niej uciec.
- Proszę, nie kłóćcie się! – odparła podniesionym głosem, któremu było niedaleko do krzyku. I stała tak. Z ostrzem w ręku. Ah, gdyby tylko była bardziej uważna...
Nie ważne, że te słowa kierowała bardziej do kobiety, aniżeli do mężczyzny. Wolała uogólnić, w końcu pan Alexander może podjąć taktykę pani Hazel. Wszystko może się zdarzyć.
Powrót do góry Go down


Matthew Alexander
Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1257
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyPon Lis 12 2018, 15:25

Stanowcze umysły,
niekontrolowane cięcia myśli.
Rozlewająca się krew, pozbawione sensu dyskusje, kiedy to pojawił się w pomieszczeniu, tym samym zajmując się w pewnym stopniu pacjentką. W pewnym - albowiem była do tego potrzebna jeszcze jedna osoba. Nikt nie kazał mu się z nią zadawać, szczególnie sobie wyspecjalizował ograniczenie kontaktów międzyludzkich oraz poruszanie się w eterze własnych kroków, chociaż z góry ktoś sobie tego zażyczył. Z jakiego powodu? Ano, jako że go nie było, a się zajmował jej przypadkiem, został powołany do zajęcia się nią z prostej przyczyny bycia pierwszym uzdrowicielem. Diana zaś była stosunkowo krótko, chociaż zdawać by się mogło, że w pewnym stopniu naskrobała sobie zaufania względem pacjentki; mogło, albowiem sam Matthew nie wiedział, co tam się działo, kiedy go nie było, za to zajmował się zupełnie innym przypadkiem. Cięższym przypadkiem, który wymagał nie tyle co myślenia, a bardziej stanowczego działania. Pod tym względem Alexander wydawał się być idealny - może nie sprawiał wrażenia doszczętnie zmartwionego, co nie zmienia faktu, iż wypełniał się z zadania znakomicie - kosztem zdrowia psychicznego, jakby nie było. Kędzierzawe kosmyki włosów odgarnął zgrabnym ruchem dłoni, kiedy te zaczęły zakłócać jego postrzeganie rzeczywistości, psując tym samym wzrok. Nie miał powodu do przekazywania czegokolwiek. Mógł odejść. Mógł zapomnieć. A jednak nie chciał - musiał podjąć się odpowiednich kroków, nie pozwolić zawładnąć chorobie nad własnym życiem. Z każdym rokiem szło mu jednak o wiele gorzej; odsuwał się w cień, w zapomnienie, nie chciał w żaden sposób funkcjonować, jedynie odciąć kable dostarczające energię i zwyczajnie się wyłączyć, zanim system dostanie uszkodzony błędem któregokolwiek z ośrodkowego sterownika, który najwidoczniej się psuł oraz doskonale wyniszczał kolejne komórki. Zmęczone, zmrużone oczy spotkały się zatem z licem kobiety, która najwidoczniej pozbawiona została szacunku - tak mogło mu się wydawać, kiedy wyczytał jej emocje, zaś sam pozostawał wyjątkowo bierny i nie pozwolił sobie ani na krztę jednego z nich.
- Nie. - pewnie nie tego spodziewała się uzdrowicielka, tak krótkiej, aczkolwiek stanowczej odpowiedzi, która to zadecydowała o dalszych poczynaniach i krokach. Nie wdawał się w dyskusje, jak było to niepotrzebne oraz tylko zabierało czas. Poza tym - wręcz precyzyjnie dobrane słowo zdawało się mówić za wiele. Niemniej jednak - Matthew Alexander, uzdrowiciel sam potrzebujący pomocy pod względem zdrowia, postanowił ośmielić się dodać parę słów względem tego, co wypowiedziała Diana. - Razem możemy znaleźć rozwiązanie o wiele szybciej. - odpowiedział szczerze, choć chciałby dodać, że wcale nie muszą. - Zacząłbym- - wszystko zależało od tego, jaką inicjatywę przejmie kobieta, choć to nie było najważniejsze, kiedy zauważył trzymane przez pacjentkę narzędzie (dodatkowo zeszła po cichu, wykorzystując sytuację, kiedy spojrzenie zielonych oczu było nakierowane głównie na Dianę), którym mogła sobie zaszkodzić w mniejszym lub większym stopniu. Rzeczywiście, była to wyjątkowo dziecinna zagrywka, tym bardziej, że panna Moseley zdawała się mieć wszystko w porządku z głową, w przeciwieństwie do niego; przestraszonego zwierzęcia, które z pieczołowitością chowało się po kątach, mając dość życia. Zrobił ostrożny, uważny krok do przodu - chociaż nie miał pewności co do swojego działania. Mogło się to wówczas wydawać pełne idiotyzmu, ale nie zamierzał w żaden sposób podnosić różdżki bez konkretnej przyczyny. Chce go dźgnąć? Śmiało. Jemu i tak nie zależy. Nigdy nie zależało. Ze śmiałością mógłby gryźć piach, osuwać się na bok, wykrwawić się na śmierć, zniknąć, przepaść, zostać zapomnianym. - Proszę, nikt nie zamierza się kłócić... - powiedział jak najbardziej szczerze, podnosząc dłonie do góry, ukazując tym samym, że niczego przy sobie nie ma. Co prawda, w kieszeni również nosił ze sobą nóż, co nie zmienia faktu, że nie wykorzystywał go w takim celu. - Henrietta, mogłabyś odłożyć ostrze? - zapytał się, a na jego twarzy pojawiła się pewna z emocji. Przypominało to jego próby samobójcze, jego cholernie nieudane próby samobójcze, które nadal zdawały się być jedynym narzędziem do wzbudzenia w nim czegokolwiek.
Powrót do góry Go down


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyWto Lis 13 2018, 20:03

Postawa tego nowego uzdrowiciela w sumie przypadła jej do gustu. Bo mimo, że kompletnie nie spodziewała się takiej odpowiedzi z jego strony i pozbawiła ją ona wszelkich argumentów czy słów, które mogłaby powiedzieć, to zaimponował jej tym. Był ponad, co można było szybko wywnioskować. Najważniejsze dla niego było dobro pacjentki, jak i dla niej samej, co już mówiło o tym, że zasługiwał na szacunek Hazel, którego wcześniej nie zamierzała okazać. Ale, żeby nie było tak słodko i cukrowo, nie wyobrażajmy sobie zbyt wiele. Jej szacunek pewnie objawił się w taki sposób, że przestałaby furczeć w jego stronę, gdyby coś mówił, lub furczała by mniej. Tyle, nic więcej.
Znacznie mniej przypadła jej do gustu reakcja pacjentki, która to nagle wstała ze swojego łóżka i podeszła do parapetu okna. O ile to mogłaby jeszcze D przeżyć, tak pojawiający się w jej dłoni nóż był czymś, czego tolerować nie chciała i nie zamierzała. I o ile zdążyła się zorientować, uzdrowiciel Alexander wolał zdecydowanie bardziej dyplomatyczne metody, tak w jej przypadku dyplomacja nigdy nie wychodziła. Po co miała więc próbować czegoś, co od samego początku skazane było na niepowodzenie. Jaki to miało sens? A no właśnie żaden.
- Nie no, pani sobie chyba jaja robi w tym momencie. - zakpiła, kiedy zobaczyła nożyk w jej dłoni. Irracjonalne i dziecinne, oczywiście że takie to było zachowanie. D nie miała żadnych słów na to, aby w ogóle to wyjaśnić. Nawet Iva jakoś połknęła język nie zdolna do skomentowania tej paradoksalnej sytuacji.
Kiedy Matthew zdecydował się prosić pacjentkę o odłożenie ostrza, Diana postanowiła po prostu jej to ostrze z a b r a ć . I nie, nie chciała się na nią w tym celu rzucić, czy coś, aż taka głupia nie była. Zamiast tego, z kieszeni kitla który miała na sobie, błyskawicznie wyciągnęła różdżkę i skierowała nią w kobietę. Zaklęcie Accio zadziałało prawidłowo i mały scyzoryk pofrunął posłusznie wprost na otwartą dłoń uzdrowicielki.
Nawet nie zauważyła, kiedy podniosła się na równe nogi. Nawet nie zorientowała się, że jej obojętność zastąpiła wściekłość względem tej kobiety. Nie miała żadnych słów, by skomentować to, co właśnie miało miejsce. Myślała, że to jakiś głupi sen, jeden z tych, gdzie ciężko się wybudzić, ale kiedy już to zrobisz, w ogóle nie pamiętasz o co w nim chodziło. Chłód metalu ściskanego w jej dłoni upewniał ją w przekonaniu, że sen to jednak nie był.
-Ja bym jednak zaczęła od tego, czy aby na pewno pani nie powinna mieć ładnego kaftaniku na sobie. Mugole lubią takie z delikatnie przydługimi rękawami. - wysyczała w odpowiedzi na wcześniej zadane przez drugiego uzdrowiciela pytanie. Wychodziło na to, że skoro panna Moseley mogła być niespełna rozumu, to idealnie pasowałaby do depresyjnego uzdrowiciela i schizofreniczki. Może powinni założyć jakiś klub uzdolnionych inaczej? To chyba byłoby najbardziej adekwatne postępowanie w tym przypadku.
Westchnęła głośno. Miała ogromną ochotę zapalić, ale chyba nie wypadało tego robić w obecności pacjentki, prawda? - To co, możemy teraz przejść do diagnozowania? Czy może rzeczywiście posłać po ten kaftan? - rzuciła, jakby dla rozładowania napięcia, nie do końca świadoma, że tym tekstem mogła jeszcze bardziej zagmatwać sytuację.

Kostka: Accio - 2
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 229
  Liczba postów : 122
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptySro Lis 14 2018, 21:55

Tak. Gdyby tylko wiedziała, że wcale nie schowała tego scyzoryka... wszystko potoczyłoby się zupełnie w innym rytmie. Ale nie. Musiała być taka nieuważna. Nieostrożna. Czy da się to jeszcze określić innym słowem?
Tak czy owak, wszystko wydarzyło się szybko... zdecydowanie zbyt szybko. Prośba uzdrowiciela, by odłożyła ostrze. Potem nagłe zaklęcie, które umożliwiło uzdrowicielce przejąć władzę nad scyzorykiem. Oni najwidoczniej pomyśleli, że chciałam sobie tym coś zrobić albo coś, i od razu pożałowała. Że w ogóle sięgnęła dłonią po to narzędzie, w ogóle pozwoliła mu ujrzeć światło dzienne... Eh. No nic. Nie cofnie czasu, nawet gdyby bardzo chciała. Cóż, taki zmieniacz czasu byłby jej bardzo pomocny.
Westchnęła głęboko. Rozmyślała, co by tu od siebie dodać. Już chciała spytać, co to jest kaftan bezpieczeństwa (naprawdę, po raz pierwszy spotyka się z podobnym określeniem), ale uznawszy, że wyjdzie na kretynkę, nie powiedziała nic. W sumie... domyślała się z samej nazwy, czemu to służy, ale jak to cacko wygląda... nie miała pojęcia.
- Dobra. – kolejne westchnięcie – Nie miałam złych zamiarów. Przepraszam za to zamieszanie, możemy o tym zapomnieć? I przejść do diagnozowania? – i nie dbała o to, że uzdrowiciele, a przynajmniej jeden z nich może jej nie uwierzyć. Mówiła prawdę. Szczerą prawdę. A prawdy nie da się uniknąć, nawet gdyby była pogrzebana stertą przykrych nieraz konsekwencji. To jedna z wielu praw, jakie tylko rządzą tym światem. Światem ludzi – nieważne, czy mugoli, nieważne, czy światem osób magicznych. Prawda była taka, że w każdym z nas płynie ta sama krew. Każdy z nas ma marzenia, obawy, fobie... to jest takie ludzkie.
Stała tak, oparta pupą o parapet, obserwująca tych dwojga.
Cśśś... słyszysz mnie?
Henrietta, słysząc te słowa, obróciła się wokoło własnej osi, nieco zdezorientowana. Ale... ten głos nie pasował ani do pana uzdrowiciela, ani do pani uzdrowiciel, którzy również przebywają teraz w tym samym pomieszczeniu.
Słyszysz?
- Kim jesteś? Gdzie się ukrywasz? – spytała, wciąż się rozglądając. Potem wbiła nienawistne spojrzenie; najpierw na Dianę, potem na Matthewa. I nie zważając, że ten głos w ogóle do nich nie pasuje, postanowiła się do nich odezwać.
- No, to teraz wy robicie sobie ze mnie jaja. Nie ja.
Teraz już się nie rozglądała. I ponownie przysiadła lekko na parapecie, trzeba przyznać, nieskazitelnie wypolerowanym parapecie. Ah, najwidoczniej tutejsze salowe wcale się nie lenią. To dobrze. W miejscu takim, jak szpital, porządek, utrzymanie higieny otoczenia to coś bardzo ważnego i nie można raczej podważyć tej racji.
Powrót do góry Go down


Matthew Alexander
Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1257
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptySro Lis 14 2018, 22:21

Który z tej całej trójki jest
najbardziej sparaliżowany chorobą?
Sam nie był w stanie stwierdzić, kiedy to znajdował się i starał przede wszystkim zapanować nad sytuacją. Atmosfera niebezpiecznie się gęściła, śmiała z niego, spoglądała swoim szyderczym uśmiechem, gdy upadał w ramiona mroku, wtulając się w nie oraz jednocześnie starając odnaleźć jakiekolwiek stabilne podłoże. Czy bolało go to? Czy bolał go widok ludzi, a przede wszystkim widok pozbawiony jakiegokolwiek sensu, kiedy to starał się odzyskać kontrolę, by zwyczajnie przejść do odpowiedniej czynności? Nie mógł pozwolić, by coś się stało pacjentce, ale też nie chciał działać pochopnie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie wszystko jest do końca przewidywalne, tudzież ostrożnie stawiał kolejne łapy, starał się zaobserwować zielonymi oczami dalszy przebieg sytuacji, skupić tęczówki na znajdującym się i dzierżonym przez kobietę ostrzu, kiedy to ten nagle zniknął. Czy ona robiła sobie jaja? Nie był pewien. Podejrzewał. Duża empatia była zarówno darem, jak i przekleństwem, przez które nie mógł spać, przez które przeczesywał swoje kudły, kiedy to piasek uderzał o jego oczy, mówiąc, by to wszystko zakończył i ta droga prowadzi donikąd. Ciche westchnięcie, tudzież znużenie, przedostały się na wargi uzdrowiciela, tym razem delikatnie męczone przez zęby, delikatnie do krwi. Mógł się uspokoić, zachowywał spokój, choć coś biło mu na alarm, aczkolwiek nie był w stanie stwierdzić, co dokładnie wywoływało w nim uczucie niepokoju. Nieznana fala uderzeniowa przeszyła umysł, tym samym powodując ostrożny ból w każdym z neuronów, kiedy to Diana wspomniała o kaftanie bezpieczeństwa. Nie przepadał za takimi środkami. Nie widział sensu. Nie chciał widzieć. Wolał zamknąć oczy, choć widział rzeczy o wiele gorsze. Takie oddziały same z siebie czynią z ludzi chorych psychicznie; innego zdania niestety nie miał. Matthew pracował tyle lat w zawodzie, że wolał nie widzieć udręki, a przede wszystkim nie wczuwać się, przejeżdżając opuszkami palców po manufakturze skóry, by się zapoznać z sytuacją.
On bardziej potrzebował tego kaftanu.
- Osobiście uważam, że nie ma takiej potrzeby. - zapewnił. Jeżeli coś ma się wydarzyć, to właśnie w chwili, kiedy to Diana dolewała swoimi słowami oliwy do ognia. I na co to robiła? Dlaczego? Czy sprawiało jej to radość? Nie wiedział, jakie motywy nią kierowały, aczkolwiek były one zaskakująco niepokojące. Nie potrafił jej zaufać, choć kiedy to spojrzał na twarz kobiety przekraczającej także w pewne sposób granice własnych kompetencji, obraz był wyjątkowo zagmatwany, otoczony przez mgłę, tak samo jak jego. Alexander ukrywał się ze swoimi uczuciami niczym pies, podróżując obok ścian, nie mogąc przerwać ich dotyku, dotyku sierści, kiedy to odczuwał zagrożenie. Nie bez powodu zatem wielbił psy, starał się im pomagać, ale nie tylko - pod tym względem zwierzęta były o wiele łatwiejsze do zrozumienia, a przede wszystkim szczere. Nie ukrywały swoich intencji, nie musiały. Społeczeństwo ludzkie prowadziło do absurdalnych sytuacji, uniemożliwiając na jakiekolwiek wyrażenie niezadowolenia lub słabości. Cholerne restrykcje. - W porządku. - choć coś biło na alarm, kiedy to starał się powrócić do wcześniejszych czynności. Podejrzewał pewną chorobę, ale czy się nie mylił? Nie chciał robić z tego powodu przedwczesnych badań, aczkolwiek mógł to sprawdzić za pomocą jednego, prostego pociągnięcia różdżki. Wierzył jej. Nie. Matthew w nic nie wierzył - po prostu przyjął do wiadomości słowa kobiety, jakby nic wcześniej się nie wydarzyło. Pod tym względem uzdrowiciel był niezwykle zaskakującym człowiekiem; z łatwością adaptował się do każdej sytuacji, praktycznie nie okazując niczego. Ten sam chłód, chłód połączony jednocześnie z ciepłem, zdawały się tworzyć toksyczną mieszankę wyniszczającą organizm, choć nikt nie odważył się zapytać, co jest nie tak. Nikt nie zauważał jego problemu; ewentualnie temat ten był wyjątkowo omijany, albowiem Alexander wiedział, że podzielenie się tą informacją zmienia wizję bardziej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.
Pęknięte lustro zmieniało obraz.
Jak słowa ze strony Henrietty. Odrobinę zaskoczony, choć nie wiedział, co o tym sądzić, skierował spojrzenie pierścieni tęczówek, by następnie utkwić je na sylwetce pacjentki. Nie. Już wcześniej obserwował jej poczynania, kiedy starał się odnaleźć w szufladzie to, czego tak szukał. Nagle ruchy głową zwiastowały w pewnym stopniu zdezorientowanie; rzucił na chwilę również wzrokiem w stronę pani Hazel, jakby zastanawiając się, co się dokładnie dzieje; zmrużone oczy odbiegły na chwilę od czynności, zastanawiając się, z jakiego powodu jego intuicyjna lampka wydawała się mienić jaskrawą czerwienią, jakby pochodziła ona niczym barwnik krwi z tętnic; jasnej, charakterystycznej, dotlenionej.
Kto z nich był normalny? Nie słyszał żadnych słów. Diana chyba też.
Sam kiedyś się tak zachowywał. Kiedy nie opanowywał samego siebie. Dopiero potem nauczył się żyć z własnymi lękami, własnymi chorobami, a przede wszystkim - własnym sobą. Nie wiedział, jak go to ciągnie ją samo dno.
- Co dokładnie usłyszałaś? I skąd? - zaakcentował, starając się zrozumieć, o co dokładnie chodzi. Omamy słuchowe? Może jednak przyczyna leżała tak naprawdę w ośrodkowym układzie nerwowym? Nie wiedział, kiedy to zrobił ostrożny krok do przodu, tym razem trzymając bezpiecznie dłoń bliżej kieszeni - by sięgnąć po różdżkę w najbardziej odpowiednim momencie.
Oby uzdrowicielka była tak taktowna.
Powrót do góry Go down


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptySob Lis 17 2018, 23:49

Nie miała pojęcia, jakie problemy nękają drugiego uzdrowiciela. Prawda była taka, że raczej nie interesowała się jego losem, jak pewnie on jej również. O ile nie wchodził jej pod nogi, nie utrudniał pracy, czy donosił do innych uzdrowicieli, był niczym kurz na jej butach. Po prostu niewidoczny i nic nie znaczący.
Ona, jako uzdrowiciel miała pewnie zgoła różne podejście do tematu leczenia niż cała reszta pracujących tutaj w Mungu. Dla niej nie był ważny pacjent, lecz choroba która go do niej sprowadzała. Ta niepewność i zagadka, którą sobą przedstawiał i którą chciał, bądź niekoniecznie chciał jej zaprezentować. Nie była jedną z tych, która pragnęła uwielbienia i poklasku. Nie zależało jej na kartkach świątecznych, czy podarkach w ramach wdzięczności. Chciała uzdrawiać. Chciała pokazać światu, że można robić coś dla innych, chociaż nigdy przed samą sobą by się do tego nie przyznała. Pacjent interesował ją do momentu, w którym stwierdziła co konkretnie mu dolega i jak to naprawić. Co działo się potem, nie miało dla niej żadnego znaczenia.
Nic więc dziwnego, że panna Mosley wciąż pozostawała pod czujną obserwacją Hazel. Każdy jej krok, ruch czy chociażby mrugnięcie okiem było rejestrowane i poddawane ocenia, chociaż niekoniecznie mogła zdawać sobie z tego sprawę sama zainteresowana. Dzięki temu uzdrowicielka mogła szybko wyrobić sobie opinię na temat stanu pacjentki i potem tylko odpowiednio korygować fakty po tym, co widziała w kolejnych momentach wspólnego spędzania czasu.
Przeprosiny puściła mimo uszu, bo w ogóle jej nie interesowały. Nawet nie wierzyła w to, że tamta w ogóle poczuwała się jakoś do odpowiedzialności za swoje zachowanie. Już dawno się nauczyła, że pacjenci kłamią jak z nut, byle by tylko osiągnąć to, co chcą. Często również ich motywy były trochę inne. Chęć wybielenia się w oczach kogoś, kto powinien wiedzieć wszystko, było wszechobecna, więc każde pojedyncze słowo było starannie filtrowane przez uzdrowicielkę. Starała się wyłapywać tylko te najciekawsze, które przekażą jej najwięcej prawdy. Nie zawsze było to łatwe zadanie.
Tym razem szczęście jej dopisało.
Na jej ustach zagościł dziwny, nie do końca przyjemny uśmiech. Nie mógł zwiastować niczego dobrego. Diana była ciekawa. Mocno zaciekawiona faktem, że do całej gamy objawów dołączyły omamy słuchowe. Może jednak panna Mosley nie była taka nudna, jak D początkowo zakładała?
Trafił Ci się ktoś naprawdę ciekawy! Iva zapiszczała w jej głowie z uciechy, równie podekscytowana tym faktem, co i jej siostra.
Wiem i również się z tego cieszę odpowiedziała jej w myślach świadoma, że na głos nie może, bo wtedy ona będzie podejrzana o rozprzestrzenianie tych dziwnych słów, które dotarły do pacjentki.
- A to ciekawe... - powiedziała cicho, jakby sama do siebie. Podeszła powoli do pacjentki, nie specjalnie przejmując się tym, że wypadałoby zapytać o pozwolenie. Chyba już wcześniej kobieta zauważyła, że jej może ufać, prawda? - Pozwolisz? - uniosła jedną brew, patrząc jej prosto w oczy z różdżką w dłoni. Kiedy nie usłyszała sprzeciwu ze strony kobiety, uniosła różdżkę i wycelowała w jej ciało. -Imago Morbus - wyszeptała.
Po chwili zobaczyła to, co spodziewała się zauważyć. Zaklęcie, które działało w taki sposób, że rozjaśniało miejsca zajęte przez chorobę, jakby ktoś w w środku ciała pacjenta wsadził żarówkę dokładnie w to miejsce, zadziałało idealnie. Głowa Henrietty rozjaśniła się, co tylko potwierdziło założenia kobiety.
-Bardzo ciekawe. - powtórzyła z szerszym uśmiechem na ustach. Zorientowała się, że chyba należy się jej jakieś wyjaśnienie, więc dodała po chwili. - Najprawdopodobniej pani mózg został zaatakowany przez jakąś infekcję, co wykluczałoby, bądź łączyło się z początkową diagnozą uzdrowiciela Alexander, tego jeszcze nie wiem. Faktem jest to, że jak pobierzemy próbki do analizy, będziemy wiedzieć więcej, co pozwoli nam ustalić, jaka to infekcja dokładnie jest. A niektóre mogą powodować omamy słuchowe.
Po słowach wyjaśnienia skierowała wzrok w stronę drugiego uzdrowiciela, ciekawa jego opinii i myśli odnośnie tej sprawy.
- Jak pan sądzi, coś jeszcze należałoby w tej kwestii dodać czy poprawić jakieś moje założenia? - zapytała zaplatając ręce na wysokości klatki piersiowej. I nie to, że w tym momencie pokazywała swoją wyższość, czy coś, po prostu było jej tak wygodnie.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 229
  Liczba postów : 122
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyNie Lis 18 2018, 12:53

Głos w głowie mówił jej teraz różne rzeczy. Ale czasami mówił tak szybko, że Henrietta nie była w stanie zrozumieć, co tak naprawdę słyszy. I z każdą chwilą, każdą narastającą sekundą zaczęła coraz bardziej utwierdzać się w przekonaniu, że to nie problem ze zdrowiem, to nie są żadne omamy, tylko naprawdę ktoś chce się z nią porozumieć. Może... ktoś z zaświatów? Jeszcze chwilę temu myślała, że naprawdę jest coś z nią nie tak. Zwłaszcza, gdy Matthew zadał jej pytanie, chcąc się ewidentnie dowiedzieć, co słyszała i skąd dochodzi głos. A po paru sekundach od zadania przez uzdrowiciela tego pytania, Henrietta już wierzyła całą sobą, że wszystko jest z nią okej. Myślała teraz, że albo obecni tu uzdrowiciele robią sobie z niej jaja, albo naprawdę odzywa się do niej ktoś z zaświatów. W którą opcję bardziej wierzyła? Może lepiej to przedstawimy, gdy podamy słowa, jakimi Hen odpowiedziała mężczyźnie na zadane pytania?
- Dobra zagrywka. Bardzo dobra, panie uzdrowicielu. – uśmiechnęła się, ale nie był to miły uśmiech – Ale ja nie dam się prechytrzyć, nie dam sobie wmówić, że coś się dzieje. Bo owszem, dzieje się. Robicie mnie w balona. – cóż, Henrietta rzadko kiedy była aż tak stanowcza. To osoba zazwyczaj pokojowo nastawiona do świata i ludzi, którzy go zamieszkują. Ale... trudno, by człowiek czasem nie zachowywał się zupełnie inaczej, niż to leży w jego naturze... prawda? I to właśnie czyni nas istotami ciekawymi.
Nie zdążyła nic powiedzieć, zareagować w jakikolwiek sposób, bo uzdrowicielka wyjęła różdżkę tak szybko... i równie szybko zaklęcie popłynęło z jej różdżki, sprawiając że Henrietta poczuła się... co najmniej dziwnie. No dobra. Mogła odpowiedzieć, miała szansę, ale dla niej to i tak działo się za szybko, przegapiła chwilę w której mogła się odezwać. Nie wiedziała, co to za  zaklęcie. Po prostu... nie kojarzyła go. Tyle. I nie wiedziała, co tym osiągnęła pani Hazel. Ale jedno było pewne. Zamurowało ją słysząc o tej rzekomej infekcji. Zacisnęła dłonie w pięści.
- Kurwa, sami macie infekcję na mózgu. Coś mi próbujecie wmówić, prawda? Bym wyszła albo na kretynkę, albo kogoś niespełna rozumu, zgadza się? – zwolniła uścisk dłoni i teraz założyła ręce na piersi. Podobnie, jak sama Diana, tyle że ta ostatnia wykonała ów gest nieco później.
Wstała, pochodziła trochę po pomieszczeniu, aż w końcu przysiadła ponownie na parapecie. Cóż, nosiło ją. Miała w sobie wiele emocji, pewnie to dlatego... chodziło głównie o niedowierzanie i wielką nienawiść. Że są aż tak bezczelni i wmawiają jej takie rzeczy. Chociaż, z drugiej strony... po co mieliby to robić? Uznała, że dla zabawy.
A co, jeśli się myli? Może naprawdę jest z nią coś nie tak? Szybko stłamsiła w sobie tę myśl.
I wtedy zaczęło się – znowu.
Posłuchaj mnie...., powiedział głos, ale nie dała mu dokończyć. Przerwała mu następującymi słowami.
- Cholera jasna, co wy chcecie ode mnie!? – krzyknęła, osuwając się na kolana, dłonie przyciskając mocno do uszu. To był dość wymowny gest, nieprawdaż?
Powrót do góry Go down


Matthew Alexander
Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1257
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyNie Lis 18 2018, 14:26

Całokształt sytuacji zdawał się przybierać nieznanych wówczas barw.
Po pierwsze - nieuprzejma pracownica szpitala. Owszem, byli na tym samym poziomie, jednak poziom jej bezczelności przekraczał wszelkie możliwe granice oraz normy. Ha, jakby oczywiście Matthew mógł się do nich dostosować - bo się dostosował na tyle, by nikt nie mógł się przyczepić. Sam skrywał swoją wrażliwą duszę w ciele prawie czterdziestoletniego mężczyzny, jakoby próbując za wszelką cenę jeszcze przetrwać. Co on mógł jednak mówić? Nie wpisał się w żadną z ról społecznych. Nie wydał na świat potomków - nie był nich godzien. Nie znalazł nigdy swojej prawdziwej miłości. Wpadł w ramiona, których to dłonie zsuwały się po plecach, pozostawiając krwawiące ślady oraz blizny, aczkolwiek nie mógł się od nich uwolnić. Powoli, z każdym miesiącem, z każdym rokiem, tracił coraz więcej czerwonej cieczy, uderzającej rytmicznie o posadzkę, jakby został otulony szeptem nieznanych, zapomnianych enigm, które odbierały mu powoli życie. I rozum. Dlatego, pytanie, choć dziwne, zabrzmiało wyjątkowo naturalnie, a przynajmniej takie odczucie mógł mieć ktokolwiek, kto znajduje się w pomieszczeniu. Umieszczeni na tym samym gruncie, w tym samym czasie, starali się, mniejszymi lub większymi siłami, zdziałać cokolwiek. Nie przekraczał mimo wszystko bezpiecznej bariery, spoglądając swoimi pozbawionymi w pewnym stopniu duszy oczami. Dlatego - właśnie dlatego nie uwielbiał przebywać na tym oddziale, jakby znajdując odzwierciedlenie tego, co w nim drzemie. Czuł się zsolidaryzowany z obecnymi na nim pacjentami, aczkolwiek ukrywał w sobie wszelkie ścierwo, które nie mogło wyjść na światło dzienne. W żadnym stopniu. Nawet tym najmniejszym.
- Panno Henrietto Moseley - postanowił tym razem wypuścić za pomocą drgania krtani jej pełne inicjały, jakoby próbując w pewnym stopniu nawiązać z nią więź, podać w pewnym metaforycznym stopniu pomocną dłoń zrozumienia; utkać przy pomocy własnych opuszek palców linę porozumienia - żadna z obecnych tutaj osób nie czyni z pani obiektu żartów. - przyznawszy szczerze, oparł dłonią o jeden z obecnych stolików, kierując spojrzenie z jej twarzy prosto na dół. Matthew zawsze otaczał się aurą tajemniczości, aczkolwiek empatia nie była narzędziem podobnym do legilimencji. Nie mógł bezpośrednio dowiedzieć się, jakie myśli znalazły się w głowie kobiety, w wyniku czego został bezradny i kompletnie pozbawiony oręża do zapoznania się z umysłem. Tym bardziej, że jakimś cudem intuicja wrzała na alarm, jarzyła się jasnoczerwoną barwą, jakby próbując ostrzec pracownika przed niebezpieczeństwem czyhającym w całokształcie oddziału specjalistycznej opieki.
Przenikliwe, zielonkawe oczy zwróciły się w stronę Diany Hazel, która postanowiła podjąć się samodzielnej inicjatywy. W międzyczasie Matthew walczył sam ze sobą, jakoby czując presję ze strony społeczeństwa. Był hipokrytą, nieudacznikiem, a przede wszystkim pozbawionym skrupułów mężczyzną, który kazał się innym leczyć, samemu zaś ukrywając wszelkie choroby nim targającymi. Słowa były bronią, bolały o wiele częściej mocniej niż fizyczne rany; umysł przepełniony anhedonią powodował, że nie był w stanie odczuwać jakiejkolwiek przyjemności, zaś apatia przyczyniła się do częściowej obojętności. Był zepsuty.
A diagnoza - w pełni prawidłowa.
- Odrzucając na bok wszelkie inne, możliwe choroby - owszem, diagnoza jest prawidłowa. Zakażenie głównie płatu skroniowego, odpowiadającego za wrażenia słuchowe oraz wzrokowe, z naciskiem na pierwszą z dysfunkcji, jeżeli odjąć problemy z receptorami NMDA... - odpowiedział, chociaż w pewnym stopniu się zastanowił, tym samym przeczesując palcami w pewnym stopniu brodę, drapiącą i szczypiącą w dłoń. Czy aby na pewno? Rzeczywiście, zakażenie było, co doskonale wykryło zaklęcie rzucone przez młodszą panią uzdrowiciel, aczkolwiek w pewnym stopniu coś się nie zgadzało. Nie, nie myślał o własnym przypadku, albowiem wiedział, że w jego przypadku choroby nie da się wyleczyć za pomocą zwykłych leków w ciągu paru godzin. Chwycił za papiery, które dotyczyły pacjentki, próbując przeanalizować własnymi siłami badanie krwi. - Ilość leukocytów rzeczywiście jest za wysoka. Wcześniej miałem do czynienia tylko i wyłącznie z osłabieniem organizmu. - odpowiedziawszy, nie mógł jednak podzielić się z własnymi wątpliwościami. - Przy tego typu zakażeniach zazwyczaj występuje gorączka bądź spadek temperatury, osłabienie, przyspieszone tempo bicia serca - w zależności od typu. - czego oczywiście nie mógł stwierdzić, patrząc na Henriettę, chociaż w pewnym stopniu by się to zgadzało, zważywszy uwagę na przypadkowe utraty przytomności. Jaką tajemnicę zatem skrywa pacjent? - Aby podać odpowiednie leki, będzie trzeba pobrać płyn mózgowo-rdzeniowy i oddać do analizy. - powiedział jak najbardziej szczerze, choć to podchodziło już delikatnie pod medycynę bardziej zaawansowaną, zważywszy na jego wyjątkowo naukowy bełkot. No tak - znajomość mugolskich sposobów powodowała, że nieraz był dziwakiem, pozbawionym skrupułów wariatem.
- Infekcja mózgu nie czyni z pani osoby niespełna rozumu. - powiedział jak najbardziej szczerze, rzucając spojrzeniem charakterystycznych oczu w stronę kobiety. Odłożywszy papiery na twardym gruncie jednego ze stolików, najchętniej przeczesałby własne kudły przy pomocy palców, aczkolwiek obecnie się przed tym powstrzymał, dzierżąc tym samym szatę pozbawioną jakiejkolwiek większej skazy. Nie miał powodu do uśmiechu. Sam był niespełna rozumu i go to trochę uraziło - oczywiście na duszy, której teoretycznie nie posiadał, spoglądając na jego tęczówki i źrenice. - Szpital jest po to, aby wyleczyć pani chorobę - nie po to, by ją pogłębić. - przyznawszy, spojrzał w stronę Diany, tym samym doszukując się rozwiązania pobrania próbek w celu dalszej analizy. Z krwi pod tym względem nie będą zbyt wiele wiedzieć. Trzeba podjąć się dalszych działań, a niestety - stan pacjentki uniemożliwiał postawienie kolejnego kroku naprzód, zamiast tego musieli się cofać o parę w tył. Problemów jest kilka - nie mogą podać leku uspokajającego, nawet swoich nie mógł podać, a wszelakie zbliżenie się do kobiety może poskutkować gwałtowną reakcją. W sumie, jakby nie było, coraz gorzej widział świat, a przede wszystkim całokształt sytuacji.
- Panno Moseley... - postarał się ostrożnie dobierać słowa, by nie wywołać u niej gwałtownej reakcji. Przygotował eliksir spokoju, czy jednak będzie w stanie go podać bez potrzeby zastosowania jakichkolwiek środków bezpieczeństwa? Nie wiedział. Jeden krok do przodu. Jaka będzie jej reakcja? Nie przepadał za rzucaniem zaklęć na pacjentów, aczkolwiek obecnie Diana mogła się pochwalić zasobem wiedzy, jeżeli coś pójdzie nie tak. Cholera wie, czy przypadkiem pacjentka nie posiada czegokolwiek, czym mogłaby go uszkodzić. Niczym zwierzę czyhające na atak, użył bez inkantacji zaklęcia, by pobrać płyn do różdżki. Starał się ostrożnie do tego podejść, jednak jaka będzie reakcja? - ...podam pani eliksir spokoju. Przestanie pani słyszeć głosy. - i zanim zdołała cokolwiek zrobić, dokonał iniekcji - dożylnie.
A co potem zrobiła, nie wiedział - zareagowała agresywnie?

Kostki: tutaj wszystko
4/5 przerzuty.
Powrót do góry Go down


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyCzw Lis 22 2018, 20:51

Dla Diany cała ta sytuacja zaczynała się robić po prostu śmieszna. I to nie w taki pozytywny sposób. Po prostu przestała wierzyć w to, że ktoś może tak bardzo nie wierzyć w rzeczywistość i próbować znaleźć pocieszenie w ramionach kogoś, kto rzekomo chce mu pomóc.
Brzmi znajomo? parsknęła śmiechem w jej myślach Iva. Tak, brzmiało aż nazbyt znajomo. Ona jako schizofreniczka często odłączała się od rzeczywistości i prowadziła długie dyskusje ze swoją nieżyjącą już siostrą. Tylko w przeciwieństwie do jej obecnej pacjentki, ona miała świadomość tego, co się z nią dzieje. Każde słowo czy czyn był zupełnie przemyślany. I przede wszystkim wiedziała, że to tylko jej umysł, ale nie chciała się tego pozbywać. Siostra w jakiś dziwny sposób była jej potrzebna do tego, aby mogła "normalnie żyć". Ale nigdy by się do tego otwarcie nie przyznała.
Zaczynała mieć tej całej sytuacji po prostu dość. Ona naprawdę chciała pomóc pannie Henley, ale ta uparcie sądziła, że każdy wokół niej jest jawnym bądź mniej jawnym zagrożeniem. Racjonalnym dla D był fakt, że gdyby chciała jakoś skrzywdzić swoją pacjentkę, zrobiłaby to wcześniej, kiedy nie było osób trzecich w pobliżu. Po jaką cholerę miałaby narażać swoją i tak złą reputację i swoją pracę?
Westchnęła głośno i wcale nie zamierzała kryć swojego zirytowania obecnym stanem rzeczy. Było jej to kompletnie nie na rękę, nie zamierzała udawać, że jest inaczej. Nie lubiła niesfornych pacjentów, a właśnie taki teraz jej się trafił. Przeczesała dłonią swoje czarne krótkie włosy, które wyglądały tak, jakby dopadło ją trzy letnie dziecko z nożyczkami. Nigdy specjalnie nie przejmowała się swoim wyglądem. Nie przeszkadzało jej to, że w pracy świadomie odsłaniała tatuaże, pokazywała się nieumalowana czy ogólnie mówiąc niekorzystnie wyglądając. Tym razem z pewnością nie było inaczej.
- Panno Moseley - zaczęła tonem, który w ogóle nie przypominał jej poprzedniego, buchającego aż nagromadzonymi w jej ciele emocjami. Tym razem mówiła spokojnie i jakby w ogóle nie interesując się tematem. - Jeśli pani nie chce być leczona, drzwi są tam, nikt nie rzucił na nie żadnego zaklęcia, które by blokowało drogę wyjścia. Nikt na siłę pani nie będzie tutaj trzymał. - swoje spojrzenie przeniosła prosto na jej twarz, zmuszając ją do tego, by spojrzała jej prosto w oczy. - Próbowałam spokojnie, próbowałam mniej spokojnie. Ale w chwili obecnej mam to głęboko w dupie. Tylko ponownie, proszę podpisać papiery zezwalające mi na udział w sekcji zwłok, bo intryguje mnie, co panią za chwilę zabije. Droga wolna, pani decyzja.
Czy było to swojego rodzaju wyzwanie rzucone w jej stronę? Jak najbardziej. I raczej uzdrowicielka miała pewność, że ta kobieta rzuconej rękawicy nie podejmie. Już raz miała taką okazję, a z niej nie skorzystała. Diana nie podejrzewała, aby tym razem miało być inaczej.
Chwilę po jej monologu, uzdrowiciel Alexander postanowił podać jej eliksir spokoju, dożylnie. Zaimponował tym Dianie, ponieważ wcześniej nie spotkała podobnego zaklęcia. Szybko wetknęła różdżkę za ucho, gotowa w każdej chwili podbiec do pacjentki i złapać ją przed bolesnym upadkiem na podłogę. Co wcale nie oznaczało, że była w tym momencie zupełnie bezbronna. Szybkie wyciąganie i używanie różdżki miała opanowane do perfekcji. W tym zawodzie musiało tak być. Na różnych eliksir spokoju różnie działał. Miała nadzieję, że ta kobieta nie zasłabnie.
- Powiem Panu, że bardzo ciekawe zaklęcie - przyznała z nieskrywanym uznaniem w głosie. Umiała docenić dobrą pracę, więc to chętnie robiła kiedy uważała, że jest to potrzebne. Teraz należało tylko czekać na reakcję pacjentki na zadany eliksir. Chociaż Diana była niemal pewna, że teraz nigdzie już ona raczej sobie nie pójdzie.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 229
  Liczba postów : 122
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyPią Lis 23 2018, 18:40

Słuchała rzekomej diagnozy z ust mężczyzny i aż zbierało jej się na śmiech. Tak – śmiech. Jego wypowiedź taktowała jako skupisko potencjalnie mądrych słów, które jednak w myślach Henrietty znaczyły tyle, co nic. Ot, takie "szpanowanie" naukowym słownictwem, za którym nie kryje się nic bardziej sensownego. I nie dało rady, musiała to skomentować, będąc wierną swoim przekonaniom co do tego, co właśnie powiedział uzdrowiciel. Najpierw jednak zaśmiała się – cicho, ale parszywie. Takie połączenie było chyba najgorsze... takie wymowne, nie wnoszące niczego uprzejmego. W najmniejszym nawet stopniu.
- Czy pan się w ogóle słyszy? – powiedziała szeptem, acz każde kolejne słowo wypowiadała już nieco głośniej – Wypowiedział pan stertę mądrych słów, które nic nie wnoszą, bo nie pokazują prawdy. – westchnęła głęboko i walnęła otwartą dłonią we własne czoło, dając przy tym upust swojej frustracji. - Tak trudno się przyznać?
Z nim jeszcze mogła dyskutować. Inaczej było z panią uzdrowiciel. Z panią Hazel. To osoba o mocnym charakterku, co Henrietta zdążyła już zauważyć. Lubiła takich ludzi... a jednocześnie ich nienawidziła. Kolejna anomalia do kolekji. Ile ich jeszcze będzie?
Jedno jest pewne. Że ona nie wierzy, że ma głosy. Ona uważała to za "niewinny" żart obecnych tu osób, ewentualnie jednej z nich.
Nie skomentowała dalszych słów mężczyzny, czekając niecierpliwie na to, co powie Diana. To, co powiedziała, musiała odpowiednio przemyśleć, i nagle wymyśliła plan. Plan doskonały, niemalże wybitny, przynajmniej w jej mniemaniu. Tak. To musi się udać, innej opcji nie ma.
- Jeśli pani żąda takiej zgody, to muszę panią zmartwić. Nie robię przysług osobom, które się TAK zachowują względem pacjentów, w tym przypadku względem mnie. – i nie chodziło tu bynajmniej o jej ton oraz słowa. Jej chodzi znowu o to, że robi sobie z niej żarty. Chodziło jej o to i raczej o nic więcej. Miała nadzieję, że pani Hazel zrozumie, co Hen miała na myśli. A jeśli nie... to cóż, to tylko jej problem. Nie pani krawcowej, która już ułożyła w głowie ciąg dalszy swojej formułki, oraz to, co zamierza za chwilę zrobić.
Już za chwilę... ale bądźmy cierpliwi, dobrze?
- Owszem – odparła chłodno – Chętnie opuszczę to miejsce, byście już nie robili sobie ze mnie żartów. Tylko chciałam coś jeszcze dodać od siebie... – w tej chwili to Matthew zawarł głos, podając jej dożylnie eliksir. Mówiąc coś o tym, że przestanie słyszeć głosy. Zaprotestowałaby, ale to działo się tak szybko... zdecydowanie zbyt szybko. Ot, parę sekund i było po sprawie, chociaż niczego nie poczuła, wiedziała iż uzdrowiciel zrobił swoje.
- Znowu bawi się ze mną pan w te gierki? Najwidoczniej pański cudowny eliksir nie zadziałał. I wiemy wszyscy doskonale, dlaczego. Ja już znam prawdę... – zaczęła przechadzać się po pomieszczeniu, w pewnym momencie stając za lekarzem. - ...i wy też ją znacie. Po co się oszukiwać? Wiemy wszyscy, że to nie głosy, tylko robicie ze mnie kretynkę... – stanęła na palcach, uniosła ręce i szybkim ruchem, tak by nikt nie połapał się, co właściwie planuje uczynić, zacisnęła palce swych utalentowanych dłoni na jego szyi, mocno je zaciskając. - To jak? Przyznacie się, czy nie? – ucisk był coraz to mocniejszy. - To jak będzie? – wycedziła.
Powrót do góry Go down


Matthew Alexander
Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1257
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyPią Lis 23 2018, 19:59

Nie siedział, wychodząc na przeciw wszelkim pozorom, na najwyższym siedzeniu w hierarchii. Nie mówił tego, by poszpanować wiedzą - czy on w ogóle znał takiego słowo - o zgroza - w wyniku padających dowodów, w których to on, właśnie on rozpoczął swoją toksyczną grę umysłu? Wcale nie mącił jej w głowie, wcale nie miał tego na myśli; nigdy nie prowadził żadnej parszywej rozgrywki, on nie należał do tego typu osób. Inni - owszem. Starali się przodować, a przede wszystkim prowadzić tłum nieświadomych niczego owieczek - on zaś twardo stąpał po ziemi, nie oddawał się wizji nadmiernej władzy, na której mu w żadnym stopniu nie zależało. Jednocześnie był w stanie odwrócić się oraz zwyczajnie podążać własną ścieżką, którą nikt nigdy wcześniej nie uczęszczał, być może odnosząc więcej obrażeń, ale pozostając w zgodzie ze samym sobą. Nie zwykł do ślepego wierzenia, prędzej ufał własnej intuicji i empatii, decydując o tym, za kim w którym czasie podążać. Jeżeli ktoś jednak zaskrobał sobie jego sympatię - był w stanie pozostać na służbie nawet, gdy się mylili. Wyzbyty pierwiastka zła, ludzie nieraz mogli się zastanawiać, w jaki sposób ów człowiek jeszcze wytrwał - otóż w ryzach pozostania na świecie w pełnieniu swoich obowiązków uzdrowiciela, zdołał odnaleźć spokój; częściowy oczywiście.
Częściowy, zanim nie poczęła go wyniszczać choroba, odbierać to, co było wcześniej dla niego najważniejsze. Wycofywał się z każdym dniem, osuwał w cień, obserwując poczynania osób, którymi się otaczał. Na scenę wkraczał dopiero wtedy, kiedy wiedział, że jego interwencja jest na tyle konieczna, iż był w stanie narazić się na trwałe urazy. Nie pozostawał jednak obojętny wobec pacjentów, którzy zdawali się przekraczać bardzo często postawione przez regulamin zasady; za często okazywał im zrozumienie. Wyjątkowo za często.
W sumie, pokochałby nawet potwora, jakby nie było.
- Widzę prawdę. - wypowiedział jak najbardziej szczerze, utwierdzając ją w przekonaniu, że tak, że wie lepiej. Zazwyczaj tego nie robił, zaś jego uległa pod presją innych dusza zdawała się odwracać nieodwracalnie, by nie zaznać żadnych obrażeń. Jak się okazało - dzisiaj było inaczej. Może pacjentka nie tyle co go irytowała swoim zachowaniem, a bardziej zwyczajnie przekraczała wszelkie granice. Granice ustalone w pewnej części nie przez niego, ale mimo wszystko - granice absurdu i rzeczywistości połączonej w jedną, finezyjną całość. To ona powodowała, że wszystko było niemożliwe do ułożenia, niczym puzzle, w którym ostatni kawałek w ogóle nie pasuje. A może to właśnie on był tym porzuconym, brzydkim elementem układanki? Nie wiedział. Nie chciał wiedzieć. - Nie wiem, czy pani chce jednak ją zobaczyć, tudzież zrozumieć. - w pewnym stopniu dogryzł jej, ale zupełnie nieświadomie. Nie lubił mówić bezpośrednio; używał łuków w celu omijania tego, co wydawało mu się być toksyczne i trujące. Niemniej jednak kobieta zachowywała się całkowicie inaczej, jakby ją jakieś złe demony dopadły, mącąc w umyśle. Może tak było? Niesamowicie podobni, niesamowicie różni. Wzruszyłby ramionami, co zresztą było delikatnie po nim widać. Czy z tego wyjdzie cało - obchodziło go tyle, ile jutrzejszy dzień. A nauczono go korzystać z tego, który miał przed swoimi oczami i mógł dosięgnąć przy pomocy wyciągniętej dłoni, tak kurczowo zaciskającej się wokół tego, co znane i wcześniej posmakowane.
- Nie potrzebujesz zgody. - kącik ust podniósł się niespodziewanie do góry, kiedy to usłyszał jej monolog dotyczący tego, jak bardzo zaciekawiona jest tym, co zdaje się pasożytować na organizmie pacjentki. Wystarczyły odpowiednie znajomości - a Matthew miał je, albowiem sam nieraz uczestniczył przy sekcjach zwłok własnych pacjentów. Do których, co gorsza, się przywiązywał nieraz. - Mamy prawo do przeprowadzenia sekcji zwłok; ze względu na to, że obydwoje zajmujemy się jej przypadkiem. - odpowiedział jak najbardziej szczerze. Do prosektorium niedaleka droga; nie ma to jak słodki zapach rozkładających się ciał. Istna duma Świętego Munga - wrócić do domu po paru godzinach grzebania w trupach oraz tym samym śmierdzieć jak trup, a do tego wyglądać jak trup. Idealne przebranie na Halloween, nie ma co; obydwoje mogliby wygrać pierwsze miejsce na najbardziej realistyczny strój.
- Spokojnie. Domięśniowa iniekcja wymaga cierpliwości. - do śmiechu mu jednak nie było, kiedy to dłonie zacisnęły się na jego szyi. W sumie, nigdy mu nie było do śmiechu, nawet wtedy, gdy słowa te opuszczały jego spierzchnięte wargi. Normalnie to wzruszyłby ramionami, aczkolwiek naturalną reakcją było oblanie się odrobinę zimnym potem. Nie żeby mu jakoś zależało na następnym dniu, albowiem jego twarzy, jak zwykle, wskazywała obojętność, zaś wzrok, przeszywający Dianę, nakazał jej pozostać w bezruchu. Nie posiadał zdolności telepatycznych, do tego nie interesował się nimi aż tak; niemniej jednak wystarczyło zwyczajne zwrócenie uwagi na tęczówki o jasnym kolorze - wystarczyło. Tęczówki, które, o dziwo, pod wpływem różnego oświetlenia, zdawały wskazywać na mutację pod względem barwy. Zaskakujące, jak ciepłe i zimne światło jest w stanie zmienić całokształt tego, co wybudował przez ostatnie lata. Niemniej jednak nie był odporny na skutki wstrzymania dopływu krwi do czaszki. Czuł, jak dokładnie może zdać relację z własnego tętna oraz potencjalnego ciśnienia, kiedy to dłonie krawcowej starały się coraz bardziej odebrać wdech. Nie odzywał się - nie wykorzystywał resztek powietrza, aczkolwiek kiedy zrobiło mu się wystarczająco słabo, a paznokcie zdołały w jakiś sposób uszkodzić naskórek, postanowił wykonać prosty ruch dłoni w stronę samego siebie. Rennervate. Niezwykle przydatne zaklęcie, które niefortunnie stosowane jest tylko i wyłącznie w medycynie. Co się okazuje? Jest również skuteczne do utrzymania przy przytomności. Czując, jak ilość powietrza w płucach zdaje się nie spełniać wymagań krwioobiegu, rzucił dokładnie to samo zaklęcie w stronę Henrietty.
O całkowicie innym działaniu.
Zdołał jeszcze tylko zniwelować jej upadek, dopóki sam nie oparł się o ramę jednego z mebli, siadając na krześle, odchylony do tyłu, wdychający głęboko zatracone jednostki atomów tlenu. Nie przeniósł jej na łóżko - nie miał siły. Był wyjątkowo blady, aczkolwiek nie zwracał na to żadnej uwagi. Z łatwością można było zauważyć znajdujące się sińce na skórze, które to zdobiły całą fasadę manufaktury skóry. Skąd ona miała tyle siły? Nie wiedział. - P-pod... - chciał wydusić to z siebie, aczkolwiek jeszcze nie mógł. Kręciło mu się w głowie, która pulsowała z nieznaną siłą. Oparł się bardziej o siedzenie, chwytając samego siebie za dłonie, przełykając głośno ślinę. - Pod zarzutem stwarzania... stwarzania b-bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia własnego oraz innych osób, pacjentka Henrietta Moseley... - wziął głębszy wdech, przeczesując ostrożnie dłonią wcześniej naruszoną część ciała; miał ochotę zakaszlnąć - ...zostaje poddana przymusowej hospitalizacji. - jego słowa były ostateczne. Nikt nie będzie jej tutaj przetrzymywał na siłę? Otóż się zdziwi. Jakby nie było, wysoce prawdopodobne stawało się, że stworzy zagrożenie nie tylko dla siebie, ale także dla osób w najbliższym otoczeniu. Przejechał dłonią po własnych kudłach, nie czując się nadal zbyt dobrze. Nie zamierzał tego zgłaszać - nie wtedy, kiedy istniało ryzyko zaburzenia psychicznego lub innej choroby wywołującej ten zamęt. - Będzie pani świadkiem do p-podpisania raportu o zaistniałej sytuacji, panno Hazel. - jego głos był chrypki, ale nie zwracał na to uwagi. Nie chciał pomocy; stwarzał wokół siebie aurę tajemniczości oraz jakiekolwiek głębsze spojrzenie mówiło: "Nie zbliżaj się."
Czy dobrze postąpił?

http://www.czarodzieje.org/t16764p825-kostki#468036
Powrót do góry Go down


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptySro Lis 28 2018, 23:54

Nie ma co ukrywać, cała ta sytuacja była przynajmniej posrana! Dla Diany już dawno stało się jasnym, że ten dzień nie zakończy się miło i przyjemnie. Na pewno, jak wróci do domu, będzie wspominać przecudowną Henrietta Moseley i jej dziwne zaburzenia które bynajmniej dotyczyły tylko jej mózgu! O ile Diana miała świadomość tego, że w normalnych warunkach nie powinna słyszeć w swojej głowie głosu zmarłej siostry, tym bardziej w ogóle z nią się kontaktować, tak nie była pewna, czy ta kobieta w ogóle dopuszczała do siebie świadomość, że COŚ może być z nią nie tak.
COŚ?! Przecież to jawne niedopowiedzenie! Iva nie kryła oburzenia faktem, że D mogła mieć tak delikatną opinię w tej sprawie. Dziwne, w szczególności jeśli pod uwagę weźmie się fakt, że to ona zawsze była ta spokojniejsza, milsza, bardziej przystępna dla żywych jak i niekoniecznie żywych.
Ja jeszcze nie wiem co konkretnie jej dolega. Jakbyś nie zauważyła, próbujemy to ustalić burknęła tylko w odpowiedzi na słowa siostry, uważając, że wszystko co istotne, zostało zawarte w tych właśnie słowach.
Uśmiechnęła się szeroko, kiedy usłyszała słowa uzdrowiciela Alexanda. Może jednak nie był taki zły, jak na początku sądziła? Kurde, dał się chyba jednak lubić, skoro sam wspomniał o tym małym fakcie, który jej kompletnie wyleciał z głowy.
- Super! - klasnęła w dłonie szczerze ucieszona po czym znów spojrzała na pacjentkę, z mniej przystępnym uśmiechem. - w takim razie, jak dla mnie może pani iść i zdechnąć nawet na ulicy. Moja ciekawość i tak zostanie zaspokojona.
Sądziła, naiwna, że te słowa w jakiś sposób sprawią, że krawcowa zacznie myśleć logiczniej, podda się hospitalizacji, pozwoli sobie pomóc. Gdyby ją ktokolwiek zapytał, w życiu nie postawiłaby na opcję, że zamiast tego rzuci się na uzdrowiciela i zacznie go dusić!
DIANA! To Iva zwróciła jej uwagę na to, co się dzieje obok niej samej.
Nie wiadomo, czy to na wskutek szoku, czy Merlin jeden raczy wiedzieć czego, po prostu przez kilka sekund zapomniała zupełnie o tym, co się dzieje wokół i jak powinna się zachować. Skupiła się tylko na zaciskających się dłoniach i tym, że próbowała zamiast Matta złapać oddech, jakby przynajmniej wypełniające się tlenem jej własne płuca, miały jej w jakikolwiek sposób pomóc. Jej źrenice rozszerzyły się ze szczerego strachu o tego człowieka. Ale coś w jego minie mówiło jej, że zdołał coś wymyślić. A konkretniej coś, co ma pomóc mu w tej chorej sytuacji.
Nawet nie zauważyła, kiedy w jej dłoniach pojawiła się różdżka. Nie wiedziała, czy było to szybkie, czy wolne wydarzenie. Widziała tylko, jak mężczyzna wysyła ze swojej własnej zaklęcie, które zadziałało odwrotnie w stosunku do tego, jak powinno i nie trafiło w niego samego, tylko w Moseley! Widziała, jak kobieta leci i tyl i jakimś cudem udało jej się rzucić zaklęcie, które pozwoliło wyłapać ją i nie pozwolić upaść na posadzkę. Tym samym zaklęciem odesłała ją na łóżko.
Oddychała szybko nie do końca pewna, co powinna dalej zrobić. Nie chciała podchodzić do tej kobiety. Bała się, że złość, która górowała w jej ciele, odbierze jej cały rozsądek i po prostu rzuci się do niej z pięściami. Za to z pewnością wyleciałaby dyscyplinarnie z pracy. Miała nieść pomoc innym, nie być tą, która powoduje przemoc!
- Ty idiotko. zdołała tylko wycedzić przez zaciśnięte zęby. Były tak mocno zaciśnięte, że niemalże nie można było rozróżnić pojedynczych słów. Rzuciła szybkim spojrzeniem w kierunku uzdrowiciela. - Pomóc Ci jakoś? - na jego słowa odnośnie raportu tylko przytaknęła krótko. Czy był sens cokolwiek dodawać do tej sytuacji? - Ależ oczywiście panie Alexander. Z przyjemnością podpiszę ten protokół. Zadbam również o to, aby pacjentka dostała odpowiednie eliksiry, które uspokoją jej temperament i wyciszą organizm. - wysyczała to wszystko niczym jakaś jadowita żmija. I nie omieszkała zakodować w głowie, aby odpowiedniej pielęgniarce szepnąć słówko, że prócz normalnych eliksirów, tej pani można dodać coś "ekstra" aby zrozumiała, że nie powinna zachowywać się w taki sposób względem kogoś, kto chce jej pomóc. A jeśli pielęgniarka nie będzie chciała tego zrobić, Hazel samodzielnie o to zadba.
- Na mnie już czas, muszę wracać do NORMALNYCH pacjentów. - sobą by nie była, gdyby nie podkreśliła tego. W jej oczach Henrietta Moseley była już skończona. Jeśli trafi ponownie do Diany Hazel, na pewno dobrze się to nie skończy.

/Zt. x3

to była czysta przyjemność to z wami grać, wielkie dzięki!
Powrót do góry Go down


Matthew Alexander
Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1257
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyNie Gru 16 2018, 14:02

@Henrietta Moseley

Nie ma to jak cisza i spokój.
Mimo wcześniejszej sytuacji na szpitalu, cisza i spokój opanowywały jego zmęczony umysł, gotowy do umieszczenia pod posłaniem składającej się z pościeli, książek oraz kubka ciepłej herbaty. Jak zwykle rutyna pracy przedzierała się przez całokształt jego ciała, które ostatnio zostało poddane próbom, przez które wyglądało znacznie gorzej, aczkolwiek nadal stanowiło jedną, choć niezbyt harmonijną całość. Sztuka zniszczenia, palce chwytające za kolejne pióro, zamaczające końcówkę przyrządu w atramencie, byleby prawidłowo wypełnić kartoteki. Kiedy nie miał większej ilości roboty, oddawał się przede wszystkim sprawdzaniu tego, czy aby na pewno wszystko jest prowadzone zgodnie z jego myślami; papierologia zdawała się być tylko żmudną koniecznością dokumentowania każdego przypadku, aczkolwiek niezwykle istotną. Błędy mogły zaważyć znacząco na zdrowiu w przyszłości, błędy zaś mogły w skrajnych przypadkach przyprowadzić samą Śmierć do Świętego Munga - w związku z czym nie traktował tej czynności pochopnie oraz niestarannie, popijając w pewnym stopniu ciepłą herbatę, kiedy to spojrzał za okno - śnieg sypał w najlepsze, a zbyt wiele istnień zostało z góry posądzonych o swojej porażce; znikając systematycznie pod kolejnymi warstwami białego puchu.
Życie bywało niesprawiedliwe.
Znajdował się jednak w innym gabinecie, gabinecie umieszczonym niedaleko oddziału, gdzie był ten skrajny przypadek chęci samookaleczenia oraz ukręcenia mu łba, aczkolwiek jakoś nie bał się tam wracać. Nigdy nie należał do ludzi oceniających pochopnie - prawidłowo należy oceniać człowieka oraz jego zachowanie, bez mylenia tych dwóch pojęć. To, że ktoś zachowuje się leniwie, nie oznacza, że jest leniwy. A umysł ma zwyczaj przyjmowania zdania społeczeństwa oraz stosowania się do niego w najmniej odpowiednich momentach. Być może dlatego jeszcze nie zwariował.
Liczył zatem, wypisywał kolejne imiona i nazwiska, sprawdzał błędy - nic innego mu obecnie nie pozostało, gdy czekał na pacjentkę, na badanie kontrolne. Im bliżej końca dnia, tym jakimś cudem było również więcej do przeglądania, więcej do zapisywania, więcej do segregowania - a ta robota jeszcze przy okazji była z dni poprzednich.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 229
  Liczba postów : 122
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyNie Gru 16 2018, 19:07

| Miesiąc po opuszczeniu szpitala |

Tym razem brak dobrej orientacji w terenie nie dawał się Hen we znaki. Trafiła do budynku szpitalnego św. Munga prawidłowo. Podobnie było ze znalezieniem miejsca, gdzie miała się spotkać z uzdrowicielem Alexandrem, oczywiście w celu przeprowadzenia kontroli. Henrietta jednak nie miała w planach tylko tego, by powiedzieć jak się czuje i czy omdlenia, bóle i głosy ustały. Nade wszystko wiedziała, że... no, musi go przeprosić. Scyzoryk, potem obrażanie jego oraz pani Hazel (która, nawiasem mówiąc, pewnie nie chciała jej więcej widzieć, co można uargumentować chociażby ostatnim zdaniem, jakie pani uzdrowiciel wypowiedziała w kierunku panny Moseley), oskarżenie, że to oni w jakiś sposób mącą jej w głowie, stąd te głosy. Ale teraz już wiedziała. Że to nie tak, jak ona myślała. Ah, miała tyle do wyjaśnienia... aczkolwiek nade wszystko powinna zachować i okazać skruchę.
Tak. Dotarła w odpowiednie miejsce. Teraz – o ile pan uzdrowiciel tam rzeczywiście jest – od Matthewa dzieliły ją jedynie dębowe, nowoczesne drzwi. Henrietta westchnęła głęboko i zapukała. Nieważne, czy usłyszała od razu, iż może wejść, nieważne, jeśli musiała trochę poczekać – w obydwóch przypadkach czas dłużył jej się niemiłosiernie. Dlatego miała szansę przemyśleć, co powinna powiedzieć, a co przemilczeć, chociaż ta druga opcja raczej nie wchodziła w grę. W tym celu przywołała wspomnienia z pobytu na oddziale. By bardziej zrozumieć to, co na początku jej hospitalizacji powiedziała i zrobiła. Niestety, w jej głowie i tak powstał niezły burdel, jeden z tych, nad którym trzeba się nieźle napracować. No cóż.
Zapukała i czekała na odpowiedź. Ciekawe, czy usłyszy jedynie "wejść", "proszę" albo coś w tym stylu, czy raczej uzdrowiciel pofatyguje się na tyle, by wstać z krzesła przysuniętego do biurka (chociaż nie mogła być pewna, czy pokój wygląda tak, jak powinien wyglądać, wszystko może się zdarzyć) i otworzy jej drzwi osobiście. Wiedziała, że bliższa prawdzie jest opcja pierwsza, z powodów dość oczywistych.
Powrót do góry Go down


Matthew Alexander
Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1257
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyNie Gru 16 2018, 19:50

Na szczęście lata praktyki wyrobiły w jego głowie mapę całego oddziału,
gdzie właśnie się znajdował, gdzie siedział na krześle wykonanym z charakterystycznego, jasnego drewna.
Bywał sam, nie znajdował zainteresowania w ludziach, z którymi musiał spędzać te same dyżury oraz jednocześnie oszukiwali samych siebie. Widział ich niechęć, widział w ich postawie, w ich aurze, że coś jest nie tak. Że coś do niego mają, że coś im się w nim zwyczajnie nie podoba; nie mógł pojąć, dlaczego właśnie nie wygarną mu tego wprost, zamiast tego oszukując wszystkich dookoła, że całokształt podejścia do jego osoby jest jak najbardziej w porządku. Być może to właśnie ludzie sami podkładali sobie kłody pod nogi, być może to oni właśnie byli prekursorami dla porażki w relacji właśnie z nim - charakterystycznym wręcz mieszkańcem Świętego Munga, zatrącającego się w rutynie, gdzie równie intrygujący zapach leków oraz ziół docierał do nozdrzy? Nie wiedział. Mógł jedynie snuć domysły, stawiać pytania, aczkolwiek nigdy nie mógł sięgnąć po pełną odpowiedź - prędzej po jej kawałeczki, po jej małe, aczkolwiek powoli składające się w jedną, harmonijną całość fragmenty. Sam nie wiedział, co nim kierowało, sam bał się samego siebie - znajdując zarówno wroga, jak i częściowego przyjaciela.
Umysł - bywał dla niego wyjątkowo kapryśny.
Usłyszał pukanie - wiedział, kto to będzie, wiedział, z kim będzie miał do czynienia. Mógłby pofatygować się, mówiąc "Wejść" lub cokolwiek innego, aczkolwiek nie zamierzał bawić się w żadne pouczanie, w żadne stawianie faktów ponad faktyczny stan jego chęci. Nie czuł się wywyższony, nigdy nie czuł się, kiedy to spoglądał charakterystycznymi tęczówkami w stronę papierów; kiedy to odsunął fasadę krzesła od biurka, kiedy to przybliżył się w stronę drzwi, kiedy to pociągnął za klamkę i tym samym ujrzał pacjentkę.
Jego umysł był przyzwyczajony do przeglądania przeszłości - ale nie tym razem.
- Proszę. - powiedział, zaprowadzając tym samym panią Moseley do środka pomieszczenia - nie różniło się ono zbytnio od innych, nawet nie miało nadanego klimatu typowo świątecznego. Dopiero potem usiadł za jednym z mebli, dopiero potem odsunął kartoteki innych pacjentów, przechodząc do tej jednej odpowiedniej. - Herbaty, kawy? - zapytał się, zaproponował, jak to właśnie do tego przywyknął; chwycił z łatwością za odpowiednie przyrządy i tym samym przygotował jeden z napojów, jeżeli kobieta wyraziła taką chęć. - Badania kontrolne, tak? - rzucił kolejnym zdaniem zakończonym pytajnikiem.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 229
  Liczba postów : 122
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyPon Gru 17 2018, 20:11

Teraz mogła spojrzeć uzdrowicielowi prosto w oczy. Co jak co, ale Henrietta wiedziała iż kontakt wzrokowy potrzeby jest... no, niemalże zawsze. Może jest inaczej jedynie u Aspergerowców, gdzie unikanie wzroku swojego rozmówcy jest poniekąd często objawem zaburzenia. Kobieta, szczerze powiedziawszy, zastanawiała się czasami nad tego typu... schorzeniami? Czy to dobre określenie? Chodzi  zaburzenia typowo autystyczne bądź ze spektrum autyzmu. To coś, co ją fascynuje, chociaż nie do końca rozumie. Cóż, bywa i tak. I chętnie by poznała kogoś z czymś takim...
Spojrzała mu w oczy, gdy tylko otworzył jej drzwi. Uśmiechnęła się od razu nieśmiało i weszła głębiej do pomieszczenia, gdzie nie tylko dojdzie do rozmowy o jej objawach i ogólnym stanie zdrowia krawcowej. Kobieta od razu rozejrzała się po pokoju. Nic nadzwyczajnego, jak stwierdziła niemalże automatycznie. Usiadła na krześle umiejscowionym po drugiej stronie biurka. Patrzyła uważnie, jak pan Alexander zarządza papierami lezącymi bezwładnie na powierzchni mebla, które dzieliło teraz Henriettę oraz uzdrowiciela od siebie.
- A z chęcią napiję się herbaty – odpowiedziała na jego pytanie, które było bardziej propozycją – Tylko proszę, bez cukru ani cytryny... – zdjęła z ramienia torbę i powiesiwszy ją o oparcie swojego aktualnego siedziska, odwróciła się ponownie w stronę mężczyzny. Niedługo potem otrzymała filiżankę z parującą herbatą. Kobieta zacisnęła palce swych uzdolnionych dłoni na naczyniu, grzejąc je w ten sposób. Nie da się ukryć, że poczuła ulgę – ah, tego jej było trzeba! A zwłaszcza w taką pogodę. Bardziej tu jednak chodzi o temperaturę powietrza tam na zewnątrz, powietrza które mimo swojego przenikliwego chłodu było nam potrzebne do tego zarówno prostego, a zarazem skomplikowanego procesu jakim jest oddychanie. To niezwykłe, że robimy to automatycznie.
Tak więc, panna Moseley była tak zaaferowana ciepłem naczynia, że zupełnie zapomniała, po co tu przyszła... tak więc, najwidoczniej to mężczyzna musiał rozpocząć rozmowę.
Powrót do góry Go down


Matthew Alexander
Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1257
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyPon Gru 17 2018, 21:25

Czy Matthew posiada Aspergera? Tego nikt nie był w stanie stwierdzić bez szczegółowych badań. Wykazywał inne objawy, aczkolwiek syndromy były w pewnej części podobne - możliwe, że w jego przypadku choroba została zwyczajnie zażegnana przez wymuszenie szybkiego dorośnięcia w wieku dziecięcym. Może nie do końca zażegnana - zwyczajnie nauczył się z nią żyć, jako że przejawia także zwyczajne cechy neurotypowe; trudne było zatem jednoznaczne przypisanie go do jednej kategorii, a kto wie, może właśnie jakąś inna choroba w nim drzemie? Przysypany, zniszczony, czujący na swoim ciele niezbitą ilość emocji, których nie miał zamiaru pokazywać; był człowiekiem o niskiej ekspresji uczuć na twarzy, o niskich wymaganiach, aczkolwiek zaskakująco brutalnym dla samego siebie. Każdy dzień oznaczał dla niego walkę - nie tylko na Świętym Mungu, ale także w kwestii wojny trwającej w jego umyśle, zaśmieconym zbyt wieloma negatywnymi emocjami. Ciche westchnięcie wydobyło się zatem z jego ust, tęczówki nie patrzyły się w żaden sposób na Henriettę, unikając kontaktu wzrokowego; dopiero po chwili, kiedy przysiadł do własnego biurka, był w stanie zwrócić na nią swoje charakterystyczne oczy. Mimo iż ta mogła odczuć, że patrzy prosto w jej oczy, tak naprawdę wzrok skierowany miał na jej czole. I wilk syty, i owca cała, czyż nie?
Przygotował zatem herbatę według zaleceń ze strony panny Moseley, starając się ją zrozumieć - wczuć się oraz przede wszystkim zapoznać z emocjami przepełniającymi jej duszę. Zielona brawa oczu pierwsze wylądowała na kubku od herbaty, dopiero potem - powrócił po części do papierkowej roboty, choć tylko i wyłącznie w celu uzupełnienia kartoteki Henrietty. Jego ruchy były wyważone, były spokojne - dłoń z łatwością zaciskała się na piórze, zgrabnym ruchem pisząc kolejne literki miłą dla oka czcionką - a przynajmniej w tym znaczeniu czytelną.
- Zima się zbliża, coraz więcej pacjentów. - zagaił, nie spieszyło mu się do badania - polegało ono tylko i wyłącznie na sprawdzeniu najbardziej podstawowych wartości, pobrania próbki oraz wysłania jej do laboratorium. Jakby nie było, zakażenie objęło przecież jeden z najważniejszych organów, przez który miała omamy, słyszała to, czego nie powinna słyszeć - on zaś miewał to samo. Codziennie. Gdyby nie leki, dawno zniknąłby pod kurtyną pięciu metrów zimnej ziemi. - Spędzasz je u rodziny czy jesteś spod znaku innego wyznania? - jakby nie było, Matthew w nic nie wierzył.
Posiadał jedynie ostatnie szczątki szacunku do religii, które pochłonęły wystarczającą ilość ofiar. Ale tym się nie dzielił, pozwalał każdemu na swobodny wybór, nie był wojownikiem rzucającym na lewo i prawo kary za przeszłość, której zmiana graniczy z cudem.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 229
  Liczba postów : 122
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyWto Gru 18 2018, 18:27

Kobieta przywykła już do widoku, w którym mężczyzna zajmował się papierkową robotą, więc tym samym ożywiła się, gdy ten zabrał głos. Henrietta zdawała sobie sprawę, że uzdrowiciel robi to, by podtrzymać rozmowę (która, nawiasem mówiąc, jeszcze się nawet nie rozpoczęła) oraz by jakoś rozpocząć to, co będzie miało tu miejsce. Hen nie miała mu tego za złe, w najmniejszym nawet stopniu – ba, ucieszyła się, że pan Alexander postanowił jakoś rozpocząć rozmowę. Poniekąd była mu za to dozgonnie wdzięczna.
Chociaż, może nie do końca...
Nie wiedziała, co odpowiedzieć w kwestii wyznania. Ale, całe szczeście, już wkrótce się to zmieniło. Tyle że Henrietta przed udzieleniem odpowiedzi musiała się nieco namyślić. Chodzi tu bardziej o drugą część jej odpowiedzi.
- Cóż, w tym okresie wiele osób choruje – podsumowała. Teraz przyszedł czas na odpowiedź na to drugie. Wiemy, że kobieta musiała się najpierw nieco namyślić, ale warto było, dzięki temu oboje zyskali ciekawy temat do dyskusji.
- Nie spędzam świąt z rodziną, bo po prostu jestem w Anglii sama. Byłoby inaczej, gdyby nie to że pewne cholerstwo zabrało mi wujka chrzestnego. – odpowiedziała, całkowicie zgodnie z prawdą. Co do samego wyznania, wolała nie poruszać tego tematu i aż modliła się w duchu, by uzdrowiciel nie drążył go.
Zauważyła, że ten zwraca się do niej typowo na "ty". A skoro tak, postanowiła że sama też będzie do niego mówić.
Upiła łyk gorącego naparu, pozwalając by ciepła ciecz rozgrzała ją od środka. Ah, to uczucie było tak błogie, że na pewno ową błogość było na jej obliczu widać. Odstawiła ostrożnie napełnione teraz już w mniejszym procencie naczynie na blat biurka. Ah, tak! Zupełnie zapomniała, z czym tu przyszła. I nie chodzi teraz o bóle brzucha, omamy (teraz już wiedziała, czym były te głosy i głupio jej było, że posądziła dwójkę niewinnych ludzi o robienie sobie z niej jaj) czy też omdlenia. Bardziej chodzi o przeprosiny i ogólne naprostowanie sprawy. Ale zanim do tego dojdzie...
- A w ogóle, proszę, nie wysyłaj mnie już nigdy na oddział, gdzie leżałam te parę tygodni – skrzywiła się, dając tym samym mężczyźnie do zrozumienia, że żadnych miłych wspomnień z tego miejsca to ona nie posiadała.
Powrót do góry Go down


Matthew Alexander
Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1257
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyWto Gru 18 2018, 19:17

Nie przepadał za papierkami, aczkolwiek ich istnienie było konieczne do prawidłowego funkcjonowania zasobów szpitalnych.
Wyznaczały porządek, wyznaczały harmonię, a pozostawione same sobie, stawały się alegorią chaosu. Szkoda, że ludzie o tym zapominali, woleli odwrócić wzrok od łapczywie wyglądających spisów papierologicznych, następnie zwyczajnie narzekając. Na szczęście Matthew wykorzystywał wolne chwile w celu zapanowania nad nieporządkiem, pajęczynami, nieposegregowanymi skupiskami najróżniejszych dokumentów; przynajmniej ta robota, mimo iż była żmudna, pozwalała uzdrowicielowi na odrobinę spokoju, a przede wszystkim - na odrobinę czasu dla samego siebie. Czy był jednak zapracowany? Uznawał to bardziej za konieczność - nie interesował się zbytnio faktem możliwości odpoczęcia, choć jego ciało wyraźnie dawało odpowiednie sygnały - obniżona aktywność psychoruchowa, blada skóra, podkrążone oczy, zimne dłonie, ciężkość w klatce piersiowej, kiedy to przebywał bez ani cienia własnej duszy. Szepty w ciemnościach nie uspokajały jego myśli, powodowały ich destrukcję, ich zniszczenie, kiedy to nie miał towarzystwa człowieka przy sobie; pochłaniający ogień skutecznie przyciągał do siebie spragnionych, jak również skutecznie powodował jego spalenie.
Niczym feniks.
Odrodzić się z popiołów, każdy dzień dla niego tak wyglądał. Słaby, wyniszczony, nie miał czasu na regenerację własnych obrażeń; co go niespecjalnie obchodziło, gdy wziął kolejny głębszy wdech, przymykając na dłuższą chwilę oczy, by następnie zwrócić je w ostatecznym rozrachunku na pannę Moseley. Utrzymywał sztuczny kontakt wzrokowy, nie patrzył się w jej oczy, a prędzej właśnie na czoło. Na pierwsze słowa nie odpowiedział. Brakowało zwyczajnie rąk do pracy, więcej przypadków, a do tego chęć pójścia na wymarzone spotkania z rodzinami. On - nie miał rodziny. Nie zależało mu na tym, by spędzić ten czas w domu lub pracy; było mu to całkowicie obojętne. Nie wierzył, nie dopuszczał zbytnio do siebie myśli - akceptował je u innych. Dlatego chyba terminy świąteczne dotyczyły tylko i wyłącznie niego - kiedy to czytał grafik i ogarniał, że jest sam.
- Życie nigdy nie było czymś sprawiedliwym. - mruknął, zauważył, aczkolwiek nie drążył nadal tematu - to nie był ich powód spotkania. To nie było wzajemne wymienianie doskonałych ukąszeń; nie należał do takich osób. Nie testował możliwości ludzkiej psychiki, prędzej u siebie (nieświadomie?) takie eksperymenty stosował. Ogrzał przyjemnie dłonie na kubku, w którym znajdowała się herbata; nic innego mu na razie nie pozostało, dopóki nie usłyszał kolejnych słów ze strony Henrietty. Wiedział, co zrobił, wiedział, że innej możliwości nie miał z zanadrzu swoich myśli oraz zasad; wiedział, że to mogło być nieprzyjemne. To było nieprzyjemne - sam by siebie nie doprowadził do takiego stanu, by trafić na oddział zamknięty, by tym samym kompletnie zwariować. A raczej popełnić skryte samobójstwo - w kącie, poza przedstawicielami zawodu, który pełnił. Istniały najróżniejsze możliwości do popełnienia takiej zbrodni przeciwko samemu sobie; ograniczała go tylko i wyłącznie wyobraźnia. - W porządku. - proste słowa zawarły cały sens jego wypowiedzi; nie drążył tematu, nie obwiniał jej w żadnym z możliwych zakresów. Nie miał zamiaru, nie miał chęci, nie miał nadziei.
- Gotowa na badania? - wyciągnął tym samym różdżkę z kieszeni ubioru uzdrowicielskiego; jakby nie było, po to tutaj właśnie przyszła. Rozmowa mu nie przeszkadzała; o ile wyniki będą satysfakcjonujące, by móc przejść do dalszej części wizyty. Wypisania odpowiedniego kwitka, zakończywszy pewien rozdział w książce, którą pisali od dość długiego czasu.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 229
  Liczba postów : 122
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyWto Gru 18 2018, 19:48

W sumie ucieszyła się, iż uzdrowiciel nie drążył tematu, nie męczył jej pytaniami ani domysłami. To była jego wielka zaleta, chociaż dla innych może być wadą. Wszystko zależy nie tyle na osobie i jej nastawieniu, co na rodzaju zaistniałej sytuacji.
Henrietta zdziwiła się, że nie została spytana o jej objawy. Może jeszcze podobne pytania uwolnią się z gardła pana Alexandra? A co na to Hen? W sumie, było jej wszystko jedno. Byle znalazła odpowiedni moment, by poruszyć temat jej bezczelnego zachowania, mającego miejsce przy pani Hazel, w sali, w której kobieta spędziła ładnych parę tygodni, męcząc się i modląc (zazwyczaj nie wierzyła, iż to działa, ale to była sytuacja kryzysowa... tak więc, wszystko jasne) by wypuścili ją stąd jak najszybciej. Wiadomo, ludzie zazwyczaj nie lubią szpitali (chociaż są wyjątki, stąd słowo "zazwyczaj"), i podobnie było z panną Moseley. A tym bardziej, jeśli ma się siedzieć na oddziale takim, jak ten. Raz nawet zaatakowała pielęgniarkę (już nie pamiętała, o co poszło), to wsadzili ją w  kaftan bezpieczeństwa. A będąc w tym kaftanie, i tak nie zachowała spokoju, więc przeszli do uwiązania ją w pasy. Całe szczęście, taka sytuacja już nigdy wcześniej nie miała miejsca. Oni mieli w dupie, że rzemyki wbijają się jej w ciało nad wyraz boleśnie. Mieli jej krzyki po prostu gdzieś.
Ale, jak już wspominaliśmy – to było tylko jeden raz. Potem zrobiła się potulna niczym baranek, zaś wkrótce potem otrzymała wypis i opuściła ten oddział, mając nadzieję, że już nigdy więcej się na nim nie pojawi. A jednak – pojawiła się! Tyle że tym razem to co innego. Tym razem nie była gościem w sali szpitalnej, a w gabinecie, od którego drzwi znajdują się właśnie na oddziale specjalistycznej opieki. Nie musiała się niczego obawiać. Ona nie przybyła tutaj, by zostać na dłużej, jak to wcześniej było. Ona przyszła do tego gabinetu. Tylko i wyłącznie i cieszy się z tego powodu jak mało kto.
Mężczyzna spytał się o jej gotowość do przeprowadzenia badań kontrolnych. Henrietta już miała kiwnąć potakująco głową, aż nagle przypomniała sobie, co było głównym powodem, by porozmawiać z tym uzdrowicielem. Dlatego automatycznie odezwała się.
- J-j-ja przepraszam, ale... – głębokie westchnienie – ...ale ja najpierw chcę poruszyć pewien temat. To ważne. Mam nadzieję, że się zgodzisz i mnie wysłuchasz? – spytała z nadzieją w głosie. Nadzieja umiera ostatnia, jak mawiają. Mawiają też, że nadzieja matką głupich... no cóż.
Powrót do góry Go down


Matthew Alexander
Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1257
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyWto Gru 18 2018, 20:01

Nie drążył tematu, gdy nie było to konieczne.
Wstawiał się w sytuacji panny Moseley, starał się zrozumieć ją, a przede wszystkim - uniknąć potencjalnego krzywdzenia. Nigdy nie widział w sensu w doprowadzaniu do prawdy, kiedy to ludzie cierpieli, kiedy to ludzie przekrzywiali się z bólu; te metody uznawał za wyjątkowo brutalne i niekonieczne. On... on liczył na stworzenie nici zaufania i dopiero potem wyznaniu sekretów męczących duszę utkwioną w ciele; jeżeli zaś ktoś nie wykazywał podobnej inicjatywy, tylko i wyłącznie potulnie kiwał głową, zgadzając się na takie obroty spraw. Ludzie bywali różni, mówili wtedy, gdy chcieli - nie inaczej było z nim, wyjątkowo zaskakującym tworem podchodzącym pod homo sapiens pod względem anatomii, aczkolwiek jeżeli chodzi o psychikę - stawał się czymś kompletnie innym. Wrakiem samego siebie, który nigdy nie powinien patrzyć za siebie, kiedy to wiedział, że wszystko zostało zakończone; a jednak to robił. A jednak narażał spojrzenie charakterystycznych tęczówek na to, czego nie chciał widzieć. Wyciągał dłoń do przeszłości, której odmienić nie mógł; przystawał, starał się zrozumieć bardziej własne motywy, starał się znaleźć nić porozumienia, choć bywało to niezwykle trudnym wyzwaniem. To nie był jego wybór, to nie była jego wina - wszystko, czym był, tak naprawdę znajdowało odzwierciedlenie w czasach, kiedy był jeszcze młody. Powinien wykonać krok do przodu, pokazać, że jednak ma w sobie resztki chęci do walki - a prawda była taka, że nie potrafił nawet podjąć żadnej z racjonalnych decyzji, sięgając po środki nietypowe, środki wyniszczające jego umysł.
Nie bez powodu ludzie nie przepadali za szpitalami. Po pierwsze, kojarzyły się zawsze ze Śmiercią, z której rąk uzdrowiciele starali się wyrywać ciała nieszczęśników; ostatecznie im to się właśnie udawało lub rzeczywistość była całkowicie inna. Po drugie - jak to zwykle bywało, wiedza tajemna bywała wiedzą, przez którą ten zawód nie był traktowany ze zbytnim szacunkiem. Korupcja, jakiekolwiek inne sprawy, które mogły mieć rozgłos - jakby nie było, również osoby pracujące w tym zawodzie miały prawo do pomyłek - aczkolwiek sam fakt ciężaru spoczywającego na ich plecach powodował, że każda możliwość zamordowania drugiego człowieka paraliżowała skutecznie na lata, trzymała przy zdrowych zmysłach. Wiedział, jak to wygląda na oddziale, gdzie znajdowała się kobieta. Wiedział, że to nie było przyjemne i nie miało prawa być określane jako przyjemne. Innego wyboru jednak nie miał
- Śmiało; co zatem Ci leży na duszy? - oznajmił, splatając tym samym palce między palcami swojej drugiej dłoni. Wiedział, do czego to prowadzi, wiedział, jakie słowa, a raczej podejrzewał, jakie to słowa wydobędą się spomiędzy ust należących do Moseley - wolał jednak poczekać.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 229
  Liczba postów : 122
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyCzw Gru 20 2018, 19:22

Jeszcze jedno westchnienie uwolniło się z krtani Henrietty. Pociągnęła jeszcze jeden łyk herbaty, która z każdą narastającą minutą stawała się coraz to bardziej chłodniejsza, a przez to – jeszcze bardziej zdatna do spożycia. Wiedziała, że musi poruszyć ten temat. A może raczej – tematy? Tak to będzie, jeśli rozbijemy to, co ją gryzie na milion małych kawałków, a każdy z nich jest istotny, nie można żadnego pominąć, kiedy się będzie sprzątać cały ten burdel. Często bywa, że jeśli wyrzucimy jakiś element układanki (nieważne co taka układanka miałaby przedstawiać) nawet taki pozornie niepotrzebny, i tak nie osiągniemy niczego. Potrzebne jest wszystko.
I tak też było w tym przypadku.
Spojrzała głęboko w jego oczy. Odczekała jeszcze parę sekund, może czekała na odpowiedni moment, o, albo po prostu zastanawiała się, jak ułożyć abstrakcyjne strzępki myśli w litery, te zaś w słowa? Słowa zaś łączyły się w pełne sensu zdania, którym daleko już było do abstrakcji.
- Cóż... – ucieszyła się, że nareszcie doprowadziła swoje myśli do tego stanu. W sensie, że właśnie stały się słyszalne. - ... cóż, najpierw może wyjaśnię sprawę tego scyzoryka. Nie wiem, czy uwierzysz, ale... ja nie miałam żadnych złych zamiarów. Po prostu... po prostu schowałam ręce do kieszeni. Ot, tak. I znalazłam tam scyzoryk. Wyjęłam, by jeszcze dokładniej przejrzeć zawartość kieszeni, i zapomniałam go znowu schować. To trochę dziwne i mało prawdopodobne, ale chcę, byś znał prawdę. Nie jestem niebezpieczna. A co do mojego ataku na twoją osobę... po prostu byłam bez reszty wkurwiona. Naprawdę. – tutaj przerwała swój wywód, by napić się herbaty. Teraz była już letnim płynem. A szkoda, Henrietta wolała takie cieplejsze. I poczuła nagle, że robi jej się słabo... miała nadzieję, że nie zemdleje, ale, całe szczęście, raczej się na to nie zapowiadało. - Naprawdę. Ale... czy mogę tę kwestię wyjaśnić za chwilę? Muszę... odpocząć. – i uśmiechnęła się blado do uzdrowiciela, i upiła kolejny łyk letniego już naparu.
Powrót do góry Go down


Matthew Alexander
Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1257
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 EmptyCzw Gru 20 2018, 19:55

W swoim przypadku, zawsze wolał uderzać jako największy wodospad, jeżeli to dotyczyło oczywiście jego osoby, choć nie zawsze podejmował się równoznacznego, pełnego braku rozwagi ryzyka. Dość trudno przede wszystkim znajdowało się odwagę na to, by wyrzucić z siebie to, co człowieka gryzie; dokopać się przez najgorsze warstwy, krwawiąc i pozostawiając tym samym ogromne, mało przyjazne rany. Tudzież nie nalegał - nie pospieszał panny Moseley, jak również nie zamierzał w żaden sposób na nią napierać, skoro rozpoczęła temat i teoretycznie powinna go dokończyć. Wykazywał wówczas zrozumienie - szeroko pojęte, rzadko kiedy rozumiane przez większość osób. Jego specyficzna forma okazywania pomocy zdawała się docierać tylko i wyłącznie do mniejszości, z którą się zadawał. Jedyne istoty, które potrafiły go zrozumieć, to tak naprawdę zwierzęta - z którymi łączy go znacznie bliższa więź, a to poprzez ich szczere intencje oraz zwyczajny brak oszukiwania się z własnymi uczuciami. Ludzie w tym zakresie potrafili wyjątkowo łatwo porzucać, łatwo zapominać, wydzierać z siebie najważniejsze cząstki, pozostając tak naprawdę tylko i wyłącznie machiną służącą do destrukcji. Nie rozumiał ludzi; starał się zrozumieć ich motywy, wykorzystując do tego zasoby empatii, aczkolwiek im więcej z niej korzystał, tym bardziej wpadał w swoje własne szaleństwo. Co najgorsze - rzadko kiedy udawało mu się ten drobny dar (czy aby na pewno?) wyłączyć.
Ludzie byli od zawsze stworzeni z chciwości i zazdrości, ukrywając demony, których najbardziej sami się bali. A prędzej obchodziła ich kara niż wyrzuty sumienia przedzierające się przez duszę.
- Naprawdę, nie ma problemu z tym, co wcześniej miało miejsce. - odpowiedział prosto, aczkolwiek onieśmielił się dodać parę dodatkowych słów. Dla niego przeszłość - ta przeszłość, ta sytuacja - nie miały znaczenia w stosunku do kobiety, która obecnie piła herbatę, tak jak on. - Ocenianie człowieka po zachowaniu, które jest zależne od sytuacji oraz dzierżonych chorób, nie leży w moim interesie. - wyjaśniwszy prosto, upił odrobinę napoju ze szklanki - nadal przyjemnie ciepłego, albowiem nie spieszył się z jego zakończeniem. Bardziej... delektował. Gdyby oceniał ludzi po zachowaniu spowodowanym pewnymi dysfunkcjami, były egoistą; sam przecież zmagał się ze znacznie gorszymi aspektami uszkodzenia psychicznego; tylko łańcuchy trzymały jego całokształt umysłu w należytym, względnym porządku. - Moje zachowanie, moja opinia, nie zmieniły się w żaden sposób.
Zapewnił ją, albowiem zawsze oceniał wnętrze człowieka.
- Spokojnie, mamy czas. - nie pospieszał jej, widząc bladość skóry należącej do pacjentki. Czy ciągnięcie tego miało jakikolwiek sens, oprócz zażegnania się z wyrzutami sumienia o Henrietty, skoro jednak doprowadzało ją to do gorszego stanu? Rzucił pytającym spojrzeniem, aczkolwiek nie wymagał odpowiedzi.
Szanował prywatność.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 QzgSDG8








Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Oddział specjalistycznej opieki   Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 Empty

Powrót do góry Go down
 

Oddział specjalistycznej opieki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Oddział specjalistycznej opieki - Page 6 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-