Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Szczyt Wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 38, 39, 40  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Szczyt Wieży   Pią Cze 11 2010, 18:31

First topic message reminder :


Szczyt Wieży

Każdy kto chce tu przyjść, musi pokonać około pięciuset schodków. Jest to z pewnością wysiłek warty zachodu, bowiem rozciąga się tu wspaniały widok na błonia oraz większą część zamku. Warto zostać tu do nocy, szczególnie gdy nie ma lekcji i poobserwować nocne niebo, które widać stąd wspaniale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw Lut 16 2012, 13:24

Desiree także wyobraziła sobie tą wizję. Ale zamiast jakiegoś wystraszonego siódmoklasisty wyobraziła sobie dziewczynę o cztery lata młodszą, z rudymi włosami tubką różowej farby w kieszeni. -O tak...przebijemy ją nożem i oblejemy tą cholerną farbą. Niech wie co to znaczy. - wymamrotała tak jakby do siebie kiwając głową na potwierdzenie słów. A na dodatek..noc, cmentarz, węże, mroczny znak... tak, to zdecydowanie bardzo pokrzepiająca wizja. Albo ewentualnie pewna Puchonka, tak głupia, że to aż bolało. Sama jej obecność natym świecie była przygnębiającym faktem. Widok tych oto dziewczyn krawiących i błagających o jej litość byłby najpiękniejszym widokiem dla Ślizgonki, która z szyderczym śmiechem rozlegającym się dookoła przypatrywałąby się temu zdarzeniu z niemałą satysfacją i nie reagowałąby na ich prośby. Zawiniły niech zapłacą za swoje czyny. Takie krwiożercze wizje był dla dziewczyny częstym zawiskiem, miała ona dość wybujałą wyobrażnię, nawet bez alkoholu. Ich napływ spowodował właśnie Draco mówiąc o ofierze z Gryfona. Desiree co prawda. po całej butelce wódki nie kontaktowała już tak dobrze i nie pamiętała już tego o czym mówili na początku, że sprowokowało to chęć składania ofiary komuś za coś, ale nie było to już w tej chwili ważne.
- No tak..nie wyglądasz mi na takiego co by z byle powodu chciał się zabijać. Ja, mimo tego co przeżywam teraz, nie zdecydowałabym się na to. Ale nie powiem, że o tym nie myślałam, bo bym skłamała. Ale... w życiu mogę przeżyć jeszcze bardzo dużo, mogę zawojować światem, zniszczyć tych któych nienawidzę, zemścić się za wszystkie krzywdy. Poza tym, nie dałabym tej satysfakcji swoim wrogom, nie ma mowy. A to, że swoją drogą wciąż mam nadzieję, że...-urwała. No tak, miała już o tym nie mówić. Nie chciałby by chłopak uznał ją za monotematyczną i nudną i sobie poszedł. -Taże masz rację. Zawsze jest powód by zostać. - na jego słowa, że prowadzi z nią miłą rozmowę tylko uśmiechnęła się krzywo. Już mu mówiła, że dzięki rozmowie poczuła się znowu w miarę normalnie, więc po co się powtarzać? Nie uznała bynajmniej jego słów za flirt czy coś. Po prostu,ot taka sobie rozmowa przeplatana raz na jakiś czas czymś miłym.
Skoro Swatka ich sobie przydzieliła zapewne miała jakiś powód. Jakby się im przyjrzeć bliżej na pewno znalazłoby się parę wspólnych cech, przynajmniej tych dzięki którym oboje trafili do Slytherinu, a nie na przykład do Hufflepuffu. Chociaż w sumei mogłoby być i tak, że zostali sobie przydzieleni bo są przeciwieństwami, nigdy nic nie wiadomo. Desiree już sama nie wiedziała. Czy przeciwieństwa czy podobieństwa się przyciągają? Na jej i Tristana przykładzie można jednak stwierdzić, ze w jej przypadku to jednak różnice są głównym czynnikiem. Kilka miesięcy temu na przykład, nigdy by nie przypuszczała, że zacznie się spotykać z Puchonem, o zupełnie innym charakterze. Te dwa domy, do któych należeli, są od siebie tak różne, i tak bardzo sobie wrogie, że ich związek był dla niektórych po prostu nie do pojęcia. Ale przecież Romeo i Julia także pochodzili z wrogich rodzin, z wrogivh domów. A przecież połączyło ich tak silne, acz nieszczęśliwe uczucie! To właśnie to w ich historii jest tak piękne. Wcale więc nie nie dziwi to, że Desiree i Tristan byli razem. ( w sumie nie ma prawa mnie to dziwić bo sama to wymyśliłam, no ale dobra :D)
Jego następna wypowiedź wywołała w niej mieszane uczucia. - Wreszcie mam rację, powiadasz...A ja myślałam, że zawsze ją mam...-powiedziała niby to smutnym tonem, ale była w jej głosie pewna rezerwa. Nikt nie musiał jej mówić, czy i kiedy ma rację. Ona to wiedziała i nie potrzebowała potwierdzenia. Taka to z niej próżna i pewna siebie dziewczyna. -Mądre? A czy ja kiedykolwiek zrobiłam coś co jest mądre? Bynajmniej dobie nie przypominam. Ale czuję, że jest to właśnie to co powinnam zrobić. A konsekwencje i inne pierdoły mnie nie obchodzą. A poza tym, przecież to ty mnie przed chwilą do tego namawiałeś i dziwiłeś się, że rezygnowałam. Czyżbyś zmienił opinię na ten temat tak szybko? -spytała rozbawiona.
Nie tak podrywa? Ależ to właśnie bardzo dobrze! Desiree nienawidzi takich tanich podrywów z beznadziejnymi tekstami. Uwielbia za to stanowczych facetów, pewnych siebie i zdecydowanych. - A to nawet w sumie lepiej! Wkurza mnie taki podryw z głupimi tekstami. Lubię jak facet jest silny i zdecydowany. Zaboli? E tam, mi to by wcale nie przeszkadzało tak swoją drogą. Także uważaj, bo to co planujesz może ci się udać. -powiedziała z udawaną powagą w głosie po czym puściła do niego oko. Oczywiście wiedziała, że nie dałąby się poderwać, ot taki żart. Ale chyba pokazałamu, że jakby nie była cierpiąca to kto wie...No, ale nie gdybajmy bo nie ma po co.
- Tak, chyba możemy ją oszczedzić. - Zgodziła się z nim i sięgnęla po butelkę. Tym razem z Whisky. Faktycznie, wieczór nie był taki zły jak myślała na początku, że będzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw Lut 16 2012, 18:35

- Nawet już mam pomysł kogo byśmy mogli dorwać. Co powiesz na Quentine Fennly, czy jak jej tam? Taka blondyneczka tępa. Wyobrażasz sobie ją leżącą i przebitą nożem? - Krew z tętnicy tryskała by na dokładnie wszystkie strony jak taka fontanna! „Prosze, nie! Nie rób tego Dracon” słyszałby błaganie pełne rozpaczliwości, załamania. A on powiedziałby „Nie” i zaśmiał się w szyderczym „Muahha”. Naprawdę niesamowite. Zdecydowanie przesadził z alkoholem. Ale skoro Desiree również ma takie wizje, to albo jest to kolejna rzecz, która ich łączy, albo po prostu Dracon jest normalniejszy niż mu się wydaje i wcale nie jest z nim aż tak źle. Chociaż szczerze on też powoli przestawał kontaktować z otoczeniem. Przed jego oczami pojawiło się kilka niewielkich, ciemnych ciapek.
- Dalmatyńczyki widzę! Boże, jak Cruella de mon! Wo! 

Cruella de Mon - co wzrokiem poraża i miną tak złą,
że nawet zuch przestraszyć może się.
Cruella, Cruella... Nadchodzi tu jak pająk albo grom,
Cruella, Cruella de Mon...
Cruella zawsze nam zwiastuje burzę,
Cruelli towarzyszy wokół mrok
I gdy przychodzi, ach, rozsiewa wkoło strach,
Słońce gaśnie i zapada zmrok.
Cruella de Mon
Cruella de Mon - co wzrokiem poraża i miną tak złą,
że nawet zuch też zblednie widząc ją.
Cruella, Cruella de Mon...


Dobra... Jego myśli naprawdę są już coraz bardziej... No nienormalne! Szczególnie, że śpiewa takie piosenki. Chyba jest bardziej pijany niż pozwalał by na to fakt, że nie jest sam. I co sobie o nim pomyśli ślizgonka, kiedy on tutaj wyjeżdża z mugolskimi bajkami? Nie był w pełni ślizgonem, jeśli nie nienawidził niemagicznych? Możliwe. Ale miał to naprawdę gdzieś. Wymyślili fajne przedmioty i może nie są potężni i nie należy im się cześć i chwała, ale zabijać ich nie będzie. Chyba, że jego miszczu Władzimierz tego zażąda!
Romeo i Julia? Fakt. To było bardzo romantyczne. Tylko, że jest jeden problem. Oni się pozabijali. Jeden wypił eliksir śmierci, druga tam wzięła się zabiła jakimś sztyletem, czy może na odwrót. Właściwie nie czytał książki, oglądał film z jakimś tam aktorem i tamtą aktorką jak jej tam. Ale był pewien, że nie należy się porównywać do tych postaci. Bo w końcu zabić się dla kogoś, kogo się kocha to już chyba przesada, prawda? Jeśli kocha, to nie będzie tego wymagał. A jeśli zostaje się samemu, to żyje się właśnie dla tego osoby. Bo ona by tego chciała, prawda? Nie chciałaby gdzieś tam z góry patrzeć na smutek i samobójstwo. Dracon nie bał się śmierci. Jeśli będzie pierwszy, to poczeka na właśnie taką ukochaną gdzieś tam, po drugiej stronie wielkiej wody.
- Jak każda kobieta. Jak to jest? Zawsze mam rację, a jeśli nie to patrz powyżej – Powiedział troszkę innym tonem tak, jakby to co wcześniej powiedział było tylko i wyłącznie żartem i wcale nie chciał podważyć jej przekonania, jej mądrości i tak dalej. Słuchał ją. Fakt, trochę zmienił zdanie. Ale jedno mówi, drugie myśli, trzecie jest prawdą, a czwarte i piąte jest właściwie albo nie. A może to znów wina alkoholu?
- Nie, raczej nie zmieniłem – Odpowiedział krótko ucinając ów temat, ponieważ poczuł, że staje się dla niego z lepsza kłopotliwy. Słysząc dziewczynę zaśmiał się bardzo cicho, właściwie bezgłośnie. Uniósł wzrok po czym przez chwilę ją obserwował i rzucił chyba najbardziej pusty tekst jaki znał.
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia, czy mam przejść jeszcze raz eee... laleczko – Również to jak ją nazwał miało być próbą upozowania się na mienskiego macho, który to ma tylko i wyłącznie mięśnie. Właściwie mógłby nawet być takim ideałem kobiety. Oh inteligencjo dlaczegóż cię dostałem od życia?! Po co mi taki dar, który sprawia, że kobiety się ode mnie odsuwają!?
Poczuł się też trochę, jakby otrzymał propozycję nie do odrzucenia. Ale raczej by jej nie podrywał. Bo za bardzo była zakochana w tym swoim puchoni. Szuka go, jak nie znajdzie znowu będzie załamana i do końca życia będzie każdego porównywała do Tristiana. A tego by chyba nie przeżył. Bo sam porównywał wiele dziewczyn do jednej. I żadna bliżej poznana jej na razie nie dorównała. Może trochę zbyt wybrzydza. Ale nie potrafi tego zmienić. Cóż zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pią Lut 17 2012, 19:53

Słysząc propozycję osoby jaką mieliby oddać w ofierze uśmiechnęła się złośliwie ale także ze zdziwieniem, że mają taki sam pomysł na ofiarę. -O ,widzę, że mamy tę samą wizję ofiary. Ale w sumie mnie to nie dziwi. Chyba trzy czwarte szkoły jej nie cierpi, a jedna czwarta jest tak samo pojebana jak ona. Puchonka jest zbyt tępa by żyć wśród normalnych ludzi. I te jej żółto-blond włosy. Zrzygać się można. Przebita nożem i błagająca nas o ratunek wyglądałaby o wiele lepiej. -pokiwała głową widząc tą wizję przed swoimi oczami. Zdecydowanie jej się podobała. Tak jak o to, że są z Draconem tacy jednomyślni. -Mozna by jeszcze dodać taką jedną Gryfonkę. Dziewczyna mysli, że jest zajebista. Kiedyś ujebała mnie różową farbą, do dziś obmyślam taką zemstę żeby jej w pięty poszło. -dodała jeszcze jedną osobę do swojej wizji. Muahahaha.Myślę, że obie wersje są prawdziwe. To chyba kolejna rzecz, która ich łączy. Ale z tym, że są normalni to bym polemizowała. Jednakowo nienormalni mogą zawojować świat, wariaci łączmy się! Tak, chyba obojgu im alkohol szkodzi. A chłopakowi to już w ogóle. Spojrzała na niego z ukosa. Wyglądał jakby miał jakieś omamy. -Ej, czy ty na pewno dobrze się czujesz? Jakie kurde, dalmatyńczyki. I co co za Cruella? Czyzbyś miał jakieś delirium czy coś? czyżbyś był już tak wcięty, że widzisz coś czego nie ma? Szybko wymiękłeś muszę ci powiedzieć. - stwierdziła lekko rozbawiona. Ona sama jeszcze czula się w miarę dobrze i nie była chyba pijana. Na dowód znowu wypiła pół butelki na raz. A co do bajki...Nie znała mugolskich wynalazków czy utworów więc nie wiedziała o czym to chłopak mówi. Ale gdyby wiedziała, że nie ma raczej nic do mugoli to by sie zdziwila i lekko zniesmaczyła. Ona sama ich nie cierpiała. Więc niech chlopak lepiej się nie przyznaje.
A co do Romea i Julii...cóż, może to nie był do końca dobry przykład. Ale osobiście uważam, że to bardzo romantyczna opowieść. I to właśnie dlatego, że oni się pozabijali. Gdyby wszystko się dobrze skończyło, oni żyliby długo, szczęśliwie i w ogóle jak w bajce to juz nie byłoby takie fascynujące. Historia jakich wiele i tyle. A tak to ma w sobie to coś. I jest smutna. Dracon miał rację w względzie, że nie powinno się zabijać dla kogoś kogo się kocha. Ta osoba na pewno by tego nie chciała. Wolałaby aby ukochany/ukochana żył dalej i był szcześliwy. I czekałby na swoją miłość cierpliwie w zaświatach. Aż w końcu połączyliby się na wieki wieków. Zapewne dlatego Tristan odchodząc napisał jej, żeby o nim zapomniała. Chciał dla niej dobrze, nie chciał by za nim cierpiala i płakała. Chciał by była szczęśliwa. Tylko czemu był na tyle głupi, żeby nie wiedzieć, że to tak jakby niemożliwe? Że najszczęśliwsza to ona była jak był tu, przy niej? Ci Puchoni to kompletne półgłowki, nie ma co. Słysząc jego stwierdzenie potrząsnęła głową. -Nie generalizuj, nie lubię tego jak się mnie do kogoś przyrównuje czy mówi, że zachowuję się jak każdy. Taa, jestem dziwna. Ale masz rację. "Zawsze mam rację, a jeśli nie to patrz powyżej." Tak, zdecydowanie tak. -dodała. Świetnie rozumiał to co chciała przekazać. Myślę, że zachowanie i myślenie Draco są typowo męskie. Oni często zmieniają zdanie. A jak już się napiją to już w ogóle szkoda z nimi dyskutować nawet. Wyczuła, że chłopak sam mota się w swoich zeznaniach. Wzruszyła ramionami chcąc zakończyć już ten temat, bo już powoli zaczęła coraz mniej rozumieć tego Ślizgona.
Słysząc jego bardzo genialny tekst na podryw zaśmiała się cicho po czym teatralnie wzniosła ręce do góry i odrzuciła włosy do tyłu niczym hollywoodzkie gwiazdy czy inne modelki. -Ależ oczywiście, że wierzę najdroższy! Chodź, daj buzi! -wykrzyknęła i rzuciła się na niego z zamiarem uściskania go za szyję. Ale oczywiście tego nie zrobiła. W pół grogi zatrzymała się i wybuchnęła śmiechem. Nie rozumiała jak ktoś może być tak głupi, żeby dać się nabrać na takie testy. Ona by prędzej walnęła Cruciatusem niż by się z takim umowiła.
Oczywiście, że była to propozycja nie do odrzucenia! A on ją odrzuca! Niewdzięcznik jeden! Dobrze zrobił! Ona i tak nie dałaby się poderwać. Nie teraz, jeszcze ni. Tak jak myśli Draco, nie mogłaby żyć z kim innym wciąż myśląc o Tristanie i przypominając sobie wspólne chwile z Puchonem. Zapewne gdyby jej obecna sympatia ją przytulała i całowała ona i tak wyobrażała sobie, że robi to kto inny i marzyłaby o tym. Może nie będzie nieszczęśliwa do końca życia, może będzie...Nie wiem jak to się potoczy. Na razie nie wyobrażałaby sobie tego, że mogłaby być z kim innym. za bardzo tęskni i rozpacza. Wszystko jej się z nim kojarzy, a nie byłoby to pozytywem dla nowego związku. Może kiedyś przestanie tak bardzo cierpieć, może czas przyzwyczai ją do bólu, chociaż to, skoro nie może uleczyć ran...Może kiedyś...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Hollywood
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 190
  Liczba postów : 203




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 18 2012, 01:20

Abigail nigdy nie przepadała za walentynkami. Uważała, że to święto, że zbyt wymuszone i sztuczne. Jaki jest sens okazywania uczuć w tylko ten jeden dzień? Poza tym, bądźmy szczerzy, te wszystkie zakochane pary zwyczajnie ją irytowały. Od pewnego czasu, bo kiedyś uwielbiała walentynki. Wstawała rano z wielkim uśmiechem na ustach, bo to przecież taki cudowny dzień. Cóż, czasy się zmieniają, ludzie też. Na bal przybyła efektownie spóźniona, żałowała, że dała się namówić na niego. Większą radość sprawiłoby jej spędzenie tego wieczoru przed kominkiem z ciekawą książką w dłoni. Zgłosiła się jednak, nie wypadało teraz nie przyjść. Wygrzebała sukienkę czerwone szpilki i perły. I mimo całej swojej niechęci dla tego święta, przed lustrem spędziła ponad godzinę, układając włosy, malując usta.
Dopiero kiedy była zadowolona ze swojego wyglądu, udała się na wieże, gdzie odbywał się bal. Przy wejściu odebrała numerek swojej alkowy. Właściwie, tylko przez to się pojawiła. Była strasznie, zresztą jest nadal, z kim to ją zeswatano. Wkrótce poczuła odprężenie, wszystkie troski znikły. Rozejrzała się po wnętrzu, wyraźnie oczarowana jego wyglądem. Po sali snuło się kilka osób, zajętych swoim światem. Wszystko wydawało się takie eteryczne i…zmysłowe. Mgiełka unosząca się w powietrzu, stonowane barwy. Nie zwlekając dłużej, skierowała swe kroki w stronę przeznaczonej sobie alkowy. Nieco niepewnym ruchem odsłoniła zasłonkę. W środku siedział chłopak z lampką szamana w dłoni i uroczym uśmiechem na ustach. Zasłoniła za sobą zwiewną zasłonę i rozejrzała się z uznaniem po wnętrzu. Było niesamowite. Ktoś musiał się bardzo napracować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 73




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 18 2012, 16:05

Siedział sobie uśmiechnięty od ucha do ucha, w końcu pił już trzecią lampkę szampana. Zdecydowanie nie był pod wpływem alkoholu, potrzeba było znacznie więcej niż kilka bąbelków by móc coś poczuć, jednakże stężenie miłosnych eliksirów było nad wyraz wysokie, co właśnie odczuwał. Był zniecierpliwiony, gdyż jego druga połowa podczas tego balu najwyraźniej się spóźniała. Bardziej niż on, co było niepokojące.
Może nie przyjdzie? Może nie ma ochoty na walentynkową przygodę i przyjdzie naburmuszona, nieprzyjemna i automatycznie zniechęci Jaspera do siebie.
Toteż odetchnął z ulgą, gdy próg alkowy przekroczyła atrakcyjna blondynka. Zmierzył ją mało wysublimowanym spojrzeniem, sukienkę, biżuterię, długie nogi zwieńczone butami na wysokich obcasach. Była zdecydowanie sympatyczna dla oka, a na to chyba dzisiaj liczył. Chociaż nie... liczył na wszystko, poza uduchawiającymi rozmówkami o celu życia. To było coś, czego dzisiejszego wieczoru by nie zniósł.
- Dobry wieczór. - odparł uśmiechając się szelmowsko do Puchonki [?]. Miał wrażenie że owe dziewczę kojarzy, no takich nóg się nie zapomina! Usiadł prosto wpatrując się w dziewczynę - Jak Ci na imię? - chyba może wznieść toast za Swatkę, bo przynajmniej dobrała mu bardzo uroczą towarzyszkę, no a kto nie lubi niespodzianek?
Wziął w wolną dłoń drugi kieliszek i wyciągnął rękę w stronę blondynki, podając ostrożnie bąbelki w kryształowej, smukłej lampce. Był niezmiernie ciekawy jak wydarzenia się potoczą, czy okaże się być typową słodką idiotką, czy też może pokaże pazura?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Hollywood
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 190
  Liczba postów : 203




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 18 2012, 21:29

Uśmiechnęła się przepraszająco. Nie planowała takiego spóźnienia, w zasadzie, wcale nie miała zamiaru się spóźnić. Kiedy jednak zaczęła przeglądać swoją, niemałą zresztą szafę, i wyrzucać z niej kolejne sukienki, spódniczki i bluzki, które kompletnie nie nadawały się na dzisiejszy wieczór, nie myślała, że znalezienie czegoś odpowiedniego zajmie jej tyle czasu. Potem jeszcze fryzura i bieg z lochów na szczyt wieży, co nie było zbyt łatwe w tych butach. Potem jeszcze musiała uspokoić oddech i gdyby nie karygodne spóźnienie, napiłaby się jeszcze pączu. Przed wejściem do alkowy ostatni raz poprawiła włosy, spadające lekką falą na plecy. Co ma być to będzie. Tym bardziej, że nastawiona była na przeżycie czegoś ciekawego i obawiała się lekko, że jej parą będzie jakiś gbur, który popsuje jej cały wieczór, a może i noc.
Magia zaczynała coraz bardziej na nią działać. Dyskomfort, jaki odczuwała w związku ze spotkaniem, a właściwie randką z całkiem nieznanym chłopakiem, minął. Zamiast niego pojawiło się cudowne rozluźnienie. Całkiem pewna siebie zlustrowała chłopaka od góry do dołu. Nie kojarzyła go oni trochę, zapamiętałaby przecież! Cóż, miała wrażenie, że dzisiejszy wieczór zapamięta na długo, bo nie miała zamiaru rozmawiać o celu życia, a jego szelmowski uśmiech utwierdził ją tylko w tym przekonaniu. Nie będą się nudzić.
-Dobry wieczór.-Odpowiedziała uroczym uśmiechem. Podeszła do kanapy, zajmowanej przez chłopaka i usiadła na niej, nie za blisko, nie za daleko. Swatka się postarała. Widać było doświadczenie w wykonywanym „zawodzie”. Idealnie trafiła w gust Puchonki, przynajmniej pod względem wyglądu.-Abigail. A jakie jest Twoje imię?
Wzięła w dłoń kieliszek i upiła kilka łyczków. Wyjątkowo dobry szampan. Zakołysała nim lekko, czując słodki smak bąbelków na podniebieniu. Lubiła smak szampana. Oderwała wzrok od musującego płynu, zastanawiając się, jak też potoczy się dzisiejszy wieczór. Miała nadzieję, że chłopak nie jest przesadnie nieśmiały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Skąd : Dublin
Galeony : 157
Dodatkowo : +200% do zajebistości!
  Liczba postów : 392




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 19 2012, 02:44

Lepiej późno niż wcale, prawda? Oczywiście, przepraszamy z Andrzejkiem za spóźnienie, ale przecież od dawna już wiadomo, że nie należymy do zbyt ogarniętych ludzi. I to w gruncie rzeczy nie nasza wina, bo nie zdawaliśmy sobie sprawy, że istnieją jeszcze miejsca, w których Internetu najzwyczajniej brak. T tak! T taka jest prawda, Choć bolesna i naprawdę trudna do zarejestrowania.
W każdym razie dzisiaj po obiadku, na który, swoją drogą, Andrzej zjadł dzisiaj niemałą porcję fasolki, nasz kochany Puchon wyruszył do swojego zagraconego dormitorium, do którego nawet skrzaty boją się wchodzić i zaczął przygotowywać się na wielkie wydarzenie, jakim był bal Walentynowy. Wypucował buty, nasmarował garnitur… znaczy… yy… potem się poprawił i zrobił wszystko tak, jak powinien. Wykąpał się, po czym wypachnił się tak, że czuć go pewnie było w Zakazanym Lesie. Włosy artystycznie zmierzwił, co zajęło mu jakąś dobrą godzinę, choć wyglądał, jakby nie poświęcił im choćby pięciu minut. Ale oczywiście nikt mu nie powie, że nie wygląda olśniewająco i cudownie, bo przecież kłamać nie wolno. I gdyby ktoś chciał mu po dzisiejszym wieczorze kupić czekoladki, to on się absolutnie i pod żadnym pozorem nie obrazi, choć nic obiecać nie może, bo ma Kasię. Tak na wszelki – najbardziej lubi te z likierem.
Wparował na Szczyt Wieży z szelmowskim uśmiechem, rozsiewając wokół siebie niesamowity czar urok i wdzięk oraz zostawiając za sobą szlak zemdlonych dziewcząt, które wcale nie padły z powodu jego intensywnego zapachu, tylko jego piękna (!). Nie zważając na nic, wszedł do alkowy opatrzonej numerkiem 13. Ach, jego szczęśliwy numer! Ten wieczór nie może być nieudany. Usiadł sobie na kanapce czy czymś tam i czekał. Tak, tak… Czekał. Bo jego drugiej połówki jeszcze nie było. Karygodne spóźnienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 19 2012, 11:11

- Popatrz. Kolejna rzecz nas łączy. A co do puchonki, to w pełni się z tobą zgadzam. Ale dodaj jeszcze, że niektórzy jej nie lubią, ale chcą ją przelecieć... Chociaż ja w tym sensu nie widzę. Nie chciał bym słyszeć wiecznie „Ale o co chodzi?” - Owe zdanie charakterystyczne dla ów puchonki powiedział parodiując ją i oczywiście nie wyszło mu to tak jak powinno, ale zdecydowanie zabrzmiało głupio i przesłodzenie, więc i tak pasowało do blondyneczki.
- Desiree w różu... Muszę to kiedyś zobaczyć – Odpowiedział starając sobie wyobrazić dumną, czasem jak to inni postrzegają napuszczoną ślizgonkę w różowej sukieneczce. Gdyby był jeszcze bardziej pijany, to by spadł z krzesła ze śmiechu i nie potrafiłby się uspokoić przez dobre kilka godzin. Ale teraz po prostu prychnął cicho, trochę chytrze. Jakby miał jakiś mroczny plan właśnie odnośnie jej i różowych ubranek... Może ma?
- A jak zwie się tak idiotka? - Dopytał się chcąc już od dzisiejszego dnia zacząć ją bacznie obserwować żeby mogli ułożyć niezwykle przebiegły, szczegółowy i skomplikowany plan jak to ich zaciągnąć na ów cmentarz. Ej! Mogą od razu wskrzesić Voldemorta! W końcu jakoś tak dało się to zrobić, no nie? Z krwi sługi, ofiary czy co to tam było. Przynajmniej to słyszał w legendzie.
- Nie no, mam plamki przed oczami. Zresztą nie zapominajmy, że ja wcześniej piłem też to szkolne świństwo i bóg wie, co w tym było. A co do tej piosenki, to to jest z jakiejś mugolskiej bajki, czy coś – Odpowiedział momentalnie opanowując się i doprowadzając do stanu obojętnej maski chcąc zatuszować swoją gafę. Ale przynajmniej głos miał dobry, prawda? To najważniejsze. Szkoda, że nie był męską syrenką, czy czymś i nie mógł nim urzec dziewczyny ze Slytherinu, czy innych kobiet. Ale jednak śpiewać umiał i skromnie mówiąc jeszcze grał na fortepianie.
Jego myśli chyba już przestały wodzić wokół nieskończonej miłości z bajek czy dramatów. Chyba powoli te amorkowe badziewia wydostawały się z jego krwi i mógł wrócić do siebie. Jednakże nie chwalmy dnia przed zachodem słońca. Wszystko się jeszcze może zdarzyć, prawda?
Faktycznie. Postrzeganie Dracona było typowo męskie. Żadne z jego zachowań nie byłoby na tyle dziwne, żeby można było je przyrównać do kobiecego. No, może poza nadwrażliwością jak kobieta z menstruacją i ów szybką zmianą zdania, do której nigdy się nie przyzna i dalej będzie szedł w zaparte nad tym, co powiedział jako pierwsze. On po prostu był niezwykle trudną osobą i nie każdy potrafił się z nim dogadać. Trzeba było naprawdę być prawie bogiem, żeby być z nim blisko jak przyjaciel. I dlatego ich prawie nie posiadał. Szczególnie kobiet.
Kiedy dziewczyna wyskoczyła w jego stronę wystawił w jej kierunku ręce czekając na ten jakże wspaniały buziaczek. A ta się zaczęła śmiać niszcząc wszystkie jego marzenia. Jak mogła podła?! A on tak bardzo pragnął, by gwiazdeczka była w jego ramionach tego wieczora. Westchnął teatralnie.
- Mon Cheri – No proszę, ten nam już tutaj francuskim zajeżdża – Jak możesz robić mi takie nadzieje, a potem brutalnie mną uderzać o rzeczywistość? Zapamiętam to sobie – Odpowiedział po czym założył ręce na klatce piersiowej i odwrócił twarz w bok starając się zrobić zgrabnego focha, chociaż zdecydowanie jemu to nie wychodziło, więc zamiast naburmuszonej twarzy miał zimną. Oj Draco Draco.
Kiedy już przestanie żałować, cierpieć zawsze się może do niego zgłosić i ponownie przedstawić mu swoją propozycję. On ją przeanalizuje, po prosi o wszystkie argumenty będące za i przeciw po czym ogłosi, że decyzja zapadnie nie wcześniej jak za dwa miesiące, ponieważ Wysoki Sąd ma już wiele innych rozpraw w ty miesiącu o morderstwa, pobicia dlatego nie może zajmować się obecnie tak błahymi powódkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 73




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 19 2012, 12:10

Przewidywał, że czas na pogaduszki skończy się wraz z podaniem przez niego swojego imienia. Miał typową ochotę rozerwać się w pięknym, kobiecym towarzystwie, a że na takowe udało mu się natrafić, nie miał zamiaru tego zaprzepaścić dla, tak zwanego "poczucia moralności".
Które i tak było chmarą soczystych bzdur rozpowiadaną przez ludzi brzydkich, by usprawiedliwić absolutne zero swego życia erotycznego, nie mówiąc o miłosnym.
Stuknął lekko swoim kieliszkiem w kieliszek Abi i uśmiechnął się znacząco.
- Jasper - potratował piękne dziewczę powłóczystym spojrzeniem i dopił resztę szampana, który zdążył się już całkiem wybąbelkować.
Mógł w sumie pomyśleć o ubiorze bardziej wysublimowanym i dobranym do okazji, gdyż był ubrany jedynie w obcisłą koszulkę z rękawem do łokci, która podkreślała jego tors, oraz pierwsze lepsze dżinsy.
Swoją drogą zaczął (wreszcie!) zauważać, że przestaje być takim chudzielcem, jakim był jako mały szczyl, a nawet mało intensywne treningi rozwijają jego muskulaturę. Nie żeby chciał być jakimś pakerem, bo szczerze takowymi półgłówkami gardził, ale podobało mu się, że wreszcie nabiera lepszych kształtów. Nie tylko kobiety i geje myślą o swojej figurze!
Combo breaker miliarda miłosnych eliksirów i mgiełek, które rozprzestrzeniały się na całej Wieży Astronomicznej, z apogeum pod kotarami każdej alkowy, dał się Jasperowi odczuwać bardzo mocno. Hmmm był to całkiem przyjemny stan, słodkiego braku trosk i zahamowań [?]. Miał nadzieję się zaraz przekonać czy bez.
Wyciągnął ku dziewczynie ramię i kciukiem strzepnął z jej policzka ciemną rzęsę i złożył na jej miejscu delikatny pocałunek, po czym lekko się odsunął patrząc prosto w niebieskie oczy Abigail i czekał na jej reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Brno, Republika Czeska
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 217
  Liczba postów : 335
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2958-jiri-broskev
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2960-fuck-yeah-jiri-broskev
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2959-jiri-broskev
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9752-jiri-broskev#273766




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 19 2012, 14:50

Jiri był chyba niepoczytalny w momencie zgadzania się na udział w balu walentynkowym. Bo nie ma chyba mniej romantycznego człowieka niż właśnie on. Chociaż, podejrzewano, że dla Ad...a, do diabła z nią. Broskev był szczerze przekonany, że po ostatnich dniach i wydarzeniach nie będzie go chciała widzieć na oczy. Walczył ze zmartwieniem temu towarzyszącym, oczywiście takimi sposobami, jakie on preferował - alkohol, narkotyki, kobiety. Wszystko to jednak działało tylko doraźnie, na jedną, dwie chwile, a potem nurtująca rzeczywistość powracała z wyciem syreny alarmowej powodując ból głowy, choć można by to było zrzucić na kaca. Nie mniej jednak był bardzo niezadowolony z efektów, a raczej ich braku, dlatego snuł się po zamku zastanawiając, co ze sobą zrobić.
W końcu jakże pomocni ludzie wrobili go w ten bal twierdząc, że zapomni o wszystkim i się zrelaksuje. A on, głupi, wzruszył ramionami i poszedł. Oczywiście nie ubrał się jakoś szczególnie - szare rurki, jakiś wymemłany t-shirt i na to rozpinana bluza. A na nogach vany. I tyle. Z beznadziejnym wyrazem twarzy, jakby ktoś go tu wepchnął na siłę, wszedł na wieżę. Nie wierzył w te wszystkie bzdury o miłości - ta nie istnieje, a przynajmniej nie w takiej postaci, w jakiej Czech chciałby, aby istniała. Poddał się chwilowemu rozleniwieniu mgły i różnych zapachów, by w końcu odebrać swój numerek i udać się w tamtym kierunku. Zamarł po wejściu do alkowy i rozeznaniu się, kto jest w środku. Zamrugał leniwie kilkakrotnie a potem rozejrzał się w nadziei, że może jeszcze stąd uciec. Ale nie. Odchrząknął lekko zakłopotany. Bo musiał też przyznać, że wyglądała bardzo... ciekawie. W tej czerwonej sukience i niebotycznie wysokich butach.
- Zostało trochę alkoholu czy już wszystko wypiłaś? - palnął jakże romantycznie i uśmiechnął się (!) lekko. Dobra, prawda była taka, że pierwszy raz od dawna nie wiedział jak się zachować. W końcu jednak się ruszył i podszedł do stolika stając obok Trixie. Wzrok jednak ukrył w wystawionych butelkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 19 2012, 15:05

Pokiwała głową w zamyśleniu. Ona też nie mogła zrozumieć jaki sens jest w ochocie dobrania się do Quentiny. Toż to tego się nawet kijem nie da ruszyć! Gdy chłopak sparodiował puchoneczkę wytknęła kciuk ku niemu by okazać aprobatę jego parodii. Musi jeszcze Dracuś nad tym popracować i będzie mógł wystąpić w jakimś Mam Talent czy coś, o. Spojrzała na niego zniesmaczona. -To wcale nie było śmieszne. Wręcz przeciwnie. Więc nie wiem o co ci chodzi. -mruknęła znad szyjki butelki z alkoholem, który właśnie piła. A tak swoją drogą, to drżyjcie narody, Dracon Nicholas Uchiha ma jakiś niecny plan!! AAAaaaaaa!
- Eveline Aquila, ych. -wykrztusiła z siebie to nazwisko z takim wstrętem jakby samo jego brzmienie miało złowrogą moc, czy coś w tym stylu, nie wiem, mam wrażenie że piszę same głupoty. Och, Desiree chętnie razem z nim ją poobserwuje i uknuje ten niecny plan jak tu je zaciągnąć na cmentarz! To bardzo twórcze zajęcie, które odciągnęłoby ją od myślenia o niektórych rzeczach, co było by bardzo wskazane muszę przyznać. JESTEM ZA WSKRZESZENIEM VOLDKA! Chociaż w sumie nie wiem po co skoro on żyje, ma się całkiem dobrze i mieszka w mojej toalecie, gdzie raz na miesiąc odbywają się tajne spotkanie śmierciożerców, do których i ja należę. Ale skoro chcesz go znowu wskrzesić to nie ma problemu, wsadzi się go z powrotem do tego wielkiego kotła, skołuje się skądś tą krew wroga, ciało sługi (ja się mogę poświęcić, czy coś) i szczątki przodka, ojca, whatever. No i voila! Voldemort znów żywy, radosny (hehe) itepe itede. O, jakież my jesteśmy cudowne, czyż nie?
Ale lepiej wróćmy do akcji właściwej. A więc Dracon ma plamki przed oczami...No cóż, to doprawdy niepokojące, może powinien iść do SS i w ogóle. Desiree spojrzała na niego z lekka troskliwie. -Jesteś pewien, że się nie zatrułeś tym świństwem? Szkoda, że mnie nie było wcześniej, powstrzymałabym cię od picia tego wina. -och, ależ ona miła i dobra, doprawdy, nieszczęśliwa miłość, ból, tęsknota i inne rzeczy chyba zmieniają człowieka. Gdy wspomniał o mugolskiej bajce wytrzeszczyła ku niemu oczy. -Yyyy...aha. Oglądasz takie rzeczy? - Niezwykła sytuacja, dotychczas nie spotkała kogoś ze swojego domu co to by się przyznawał do bezpośredniego kontaktu z niemagicznymi tworami. No pewnie, że ładnie śpiewał. Mam pomysł, niech założą zespół i nazwą go...no nie wiem jak, ty coś wymyśl. On będzie śpiewał i grał na fortepianie, a Ślizgonka też w zasadzie może wytężyć trochę swe struny głosowe. Ponadto posiadła umiejętność używania w odpowiednich celach gitary, saksofonu i trąbki, mają więc cały zestaw instrumentów do dyspozycji. Gdyby dziewczyna nie była w głębokiej depresji i takie tam, to na pewno by ją urzekł, przysięgam! Uwielbiała jak mężczyzna ładnie śpiewał, a na dodatek grał na instrumencie. Mogłaby takiego słuchać godzinami, co czyniła będąc z Tristanem, gdy ten grał dla niej i śpiewał. I wcale nie wył jak do księżyca, tak jak sam to odbierał, miał bardzo ładny głos, który to Desiree tak sobie ukochała. Ale nieważne.
Uważam iż Draco jest co prawda trudną osobą, no bo kto nie jest. Ale niech mi i Desiree uwierzy. Jeśli ktoś chce, to może się z nim dogadać. O na przykład teraz. Siedzą sobie razem i rozmawiają. I jest im bardzo miło trzeba by dodać. Weaver dawno nie prowadziła dyskusji z mężczyzną, do którego nie żywiła bardzo silnych uczuć, albo którego po prostu chciała zaciągnąć do łóżka. Dobra odmiana nastąpiła w dniu dzisiejszym. Zauważając, iż chłopak wyciąga ku niej ręce zaczęła się śmiać jeszcze bardziej. Typowy facet, oni ciągle mają nadzieję na coś co się w danym momencie nie ma prawa zdarzyć. Ale cóż, taki ich urok po prostu. Usiadła z powrotem naprzeciw niego i wypiła kolejny łyk whisky obserwując poczynania chłopaka. Jego foch wyglądał naprawdę imponująco, aż się nam dziewczyna zmartwiła, iż Dracon będzie na nią obrażony do końca imprezy i w alkowie numer 5 zapanuje grobowa, cicha atmosfera! A nie mogła na to pozwolić ,a jakże! Już i tak za długo żyła w ciszy i zamyśleniu. Toteż gdy tylko Dracon zaczął "zajeżdżać" w języku francuskim (język miłości, hyhy) i oskarżać ją o zburzenie rzeczywistości zrobiła iście przepraszającą minę spoglądając ku niemu spod wachlarza czarnych rzęs. -Wybacz mi, mon bien-aime. ( a co! zna się francuski! w sumie nie wiem skąd ona posiadła tę umiejętność, no ale to przemilczmy). Cóż mam zrobić aby znów wejść w twe łaski? -no no no, jakiegoż wykwintnego języka zaczęła nam dziewczyna używać, moje gratulacje! Nie czekając na jego odpowiedź wstała i okrążyła stolik by usiąść na kanapie bardzo blisko chłopaka. Po czym po chwili zwątpienia postanowiła ciągnąć ową grę i przytulić go. Na dodatek dała mu lekkiego buziaka w policzek. Muszę także zauważyć, że nie zrobiło jej się przy tym smutno, nie przypomniała sobie dotyku czy pocałunków swojego chłopaka (w myślach nadal nie była w staanie używać co do Puchona słowa " były") ani nic, a to już niemały sukces. Powiem więcej, zrobiło jej się nawet całkiem miło będąc tak blisko kogoś kogo nie chciała zabić, a wręcz przeciwnie, nawet polubiła. Siadłszy prosto obróciła ku niemu głowę i z uniesioną lewą brwią obdarzyła go szelmowskim uśmiechem. -Czy teraz jesteś w stanie wybaczyć mi moje jakże podłe zachowanie? -spytała puszczając ku niemu perskie oczko.
Oczywiście. W swoim i jej imieniu obiecuję, że gdy tylko dziewczyna się pozbiera, a jej Tristan nadal nie wróci to jak w dym zwróci się do Dracona. Kto wie, może wyniknie nam z tego coś fajnego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 19 2012, 16:11

A oto wspaniały, przystojny mężczyzna, który dla was sparodiuje taką jedną idiotkę. Oklaski dla Dracona Nicholasa Uchihy! Proszę państwa proszę państwa! Już do nas idzie ubrany w czarne, eleganckie spodnie. Białą koszule i czarny, poluzowany krawat. Bije o niego niesamowity blask. Scena otwiera się tylko i wyłącznie przed nim. Publiczność skanduje. Wszędzie wybuchają kolorowe światła. Ogień rozlewa się po specjalnie przygotowanym suficie. Zespół gra na gitarze mocne dźwięki do rytmu jego spokojnego kroku z mocnym stąpnięciem prawą nogą. Nie przejmuje się niczym. Taki to już z niego zimny drań. Wychodzi na sam środek. Staje i nagle cała muzyka cichnie. Światła gasną. Jeden reflektor na niego. Wokół zaczyna pobrzmiewać melodia na skrzypcach nadająca złowrogiej atmosfery wyczekiwania. Wszyscy czekają w skupieniu. Bo to on. To on właśnie może powiedzieć to, co odmieni losy wszechświata. Uchyla delikatnie usta. Oblizuje dolną wargę przygotowując się do tych ważnych kilku liter. Nabiera oddechu i niczym armagedon zesłany na ziemie wypala...!
ALE O CO CHODZI?


- Może różowa farba nie była. Ale naprawdę chciałbym cię zobaczyć w cukierkowej sukieneczce. Zrobił bym zdjęcia, powiesił nad łóżkiem i oprawił w ramkę z serduszkami – Ton miał faktycznie poważny. Może już nawet ma taką ramkę, która tylko czeka aż wsadzi się w nią tak ważne zdjęcie jakie to w tym momencie sobie wyobraził i nadal chciało mu się z tego potwornie śmiać? Ale trzymał fason nasz Draconek. Wystarczy, że dopadła go Cruella de Mon!
- Nie znam – Odpowiedział nie mal od razu, gdyż nie musiał się nad tym jakoś szczególnie zastanawiać. Jeśli ktoś był jakoś szczególnie wkurzający, to by go zapamiętał bez najmniejszego problemu. A osób, które go nie irytowały i nie były mu szczególnie przyjazne było mało, więc bardzo szybko przetrząsnął całą świadomość. Ale pewnie ktoś wskaże mu ów pomiot wielkiego boga makarona spaghetti... Chyba nie tylko ty piszesz dosłownie same głupoty.
Pomysł wręcz idealny i tak prosty do zrobienia. To ty bierz Władzimierza. Dracon załatwi szczątki i ugotuje Quenię w rosole, żeby się łatwo ją kroiło jak się ją będzie wrzucać do kotła. Utniemy Desiree włoska. I nasz kochany pan i władca kibelka będzie znów stał z ogromnym uśmiechem i drapał się po nosie. I kupimy mu nową Nagini! Będzie nagini numer 2. Albo samca, to wtedy nazwiemy go Nagi.. GOLAS! O! Voldemortowy Golas!
- Widzisz, popełniłaś okropny błąd. Powinnaś być pierwsza, a tutaj takie podłe spóźnienie doprowadzi mnie do śmierci. I teraz umieram – Powiedział po czym na chwilę położył się na krzesełku, powolutku. Potem zamknął oczy i otworzył usta. Umarł. Jednakże długo tak nie wytrzymał, bo pozycja była w zasadzie niewygodna. No i alkohol marnuje się jak on go nie pije. Więc ponownie siadł i zabrał się za dopijanie buteleczki do samego dna.
- Eee – Musiał znaleźć jakieś bardzo szybkie wytłumaczenie, które będzie na tyle realistyczne, że uwierzy i nie będzie musiał się przyznać, że nie ma nic do mugoli i jak była mały to lubił właściwie ich bajeczki. W końcu matka nie była przeciwniczką tego wszystkiego. Wręcz przeciwnie, jak ojciec nie patrzał to pokazywała mu to i owo, jak poradzić sobie gdyby zgubił różdżkę.
- Moja była miała na tym punkcie hopla i mi się musiało utwierdzić w pamięci - Odpowiedział i.. O. Szczerze. Bo faktycznie jedna z jego ex nałogowo oglądała wszystkie kreskówki, jakie się tylko dało nie licząc tych, które jej się nie podobały. Atomówki i te sprawy. I voile! Szybki wyskok z niezręcznej sytuacji jak najbardziej udany.
Nazwą go Zwolnenicy Władzimierza i jego Golasa! Czyż to nie jest idealny pomysł? Albo Pogromcy Ale O Co Chodzi! Przeciwnicy Różu! Oh ile doskonałych nazw pojawiła się w głowie, kiedy tylko ma się takie dziwaczne myśli i popieprzone, mordercze zainteresowania. Ale cóż poradzić na ludzką głupotę narratorki?
ALKOWA! Właśnie! Już zapomniał jak to się nazywa! I to dalej jego zdaniem powinna być sypialna ot co! A nie kurcze kareta bez łóżka pfff! Dlaczego tu kurde nie ma łóżka! To na to powinien się tak właściwie obrazić, ale skoro jest już na nią to niech się stara o wybaczenie.
O, nie tylko on zna kilka słów po francusku. Zerknął na nią z zaciekawieniem. Rzadko kto rozumiał co mówi akurat w tym stylu. On się nauczył przez Cornelie. A ta? Woo magiczna telepatia na pewno!
- Beauty, pozwól że decyzję co do twych działań pozostawię sercu twemu i twoim rozważaniom. Aczkolwiek tylko twa miłość lub jej brak zaważyć może na moim dalszym życiu w tęsknocie żalu lub szczęściu i miłości milady – Bawimy się dalej? Nie tylko ona potrafi mówić bardzo zdegustowanym językiem. Właściwie miał jeszcze kontynuować, ale zobaczył, że ta siada obok niego. A potem to przytulenie i całus w policzek. Trzeba przyznać, że „pan nienawidzę świata” poczuł się lekko speszony. Oh jakże dziwna to była dla niego sytuacja. To mu się dawno nie zdarzyło. Ale to nic poważnego, a prosta zabawa. Inaczej by zakochana ślizgonka tego nie zrobiła ne?
- Nie wiem czy pozwolić, by twoje usta pozostały na moim policzku, czy się wytrzeć natychmiast – Odpowiedział jej uśmiechając się kpiąco po czym wystawiła w jej stronę język, żeby się czasem nie obraziła. A co do tego, co może między nimi wyniknąć – Może faktycznie coś fajnego? Chociaż raczej coś dziwacznego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 19 2012, 18:12

Hahahaha, ta parodia była zupełnie całkiem niezła, ot co. Dracon na prezydenta, zagłosuję na niego!
Desiree wysłuchała jego opinii na temat jej i różu i sama nie wiedziała czy ma zabić siebie, jego czy może się roześmiać. -Yhy, dobra. Kiedyś ją ubiorę, specjalnie dla ciebie. Albo nie, prędzej bym umarła niż ubrała coś różowego. -tym oto stwierdzeniem zakończyła sprawę. Choć muszę przyznać, całkiem miło jej się zrobiło gdy stwierdził, że jej zdjęcie mógłby powiesić sobie nad łóżkiem. No i jeszcze w ramce w serduszka, o jak słooodko! Na miejscu Desiree od razu bym zapomniała o Tristanie i zakochała się w Draco, o. Ale ona to nie ja niestety, głupia jest, zaślepiona i w ogóle niech jej już to wszystko przejdzie.
Całe szczęście, że nie ja piszę same głupoty, już się balam, że będę zmuszona leczyć się w szpitalu psychiatrycznym czy coś, a to mi się wcale nie uśmiecha, także odetchnęłam z ulgą i dziękuję za pocieszenie. -To masz wielkie szczęście. -przyznała, gdy chłopak stwierdził, że nie zna Gryfonki. Ślizgonka także chciałaby żyć w błogiej nieświadomości, że ktoś taki w ogóle istnieje. No ale niestety, wyszło jak wyszło.
Dobra to ja wołam Lordzia. VOOOOOOOOOLLLLLDDDDEEEEEK! Ej, zamknął się w kiblu i nie chce wyjść. Ot, szuja jedna. A już spodobała mi się wizja Draco gotującego Puchoneczkę w rosole i poświęcenie jakze pięknego włosa naszej panny Weaver. No i Voldemort uśmiechający się i drapiący po nosie, którego nie posiada...to jest taka słodka wizja, że aż ją sobie wyobraziłam i wygląda przecudnie po prostu. A nazwa węża jest po prostu genialna. Golas. Jakże to swojsko brzmi.
-Wybacz, nawet nie wiesz jak mi przykro! Och, teraz do końca życia wyrzuty sumienia będą zżerały moją zepsutą duszę. Ale powiem ci, że masz szczęście, że w ogóle się zjawiłam. Bo teraz przynajmniej cię uratuję, a tak to byłbyś sam, i co? Ale..nie, nie umieraj! -załkała żałośnie Desiree już planując rzucenie się na chłopaka i zrobienie mu usta-usta ( o_O ) aby go uratować. Ale na szczęscie nie było to konieczne bo Dracon po chwili sam wstał i na znak, że wszystko z nim w porządku sięgnął po alkohol. -Och, ty żyjesz! To dobrze, nie wybaczyłąbym sobie gdyby przeze mnie coś ci się stało! Na szczęście przyniosłam swój alkohol, a to za pewne jest świetna odtrutka na to coś, co zaserwowano nam tutaj. -spojrzała krzywo na butelki znajdujące się w rogu alkowy. Trzeba koniecznie zaskarżyć dyrektora, że pozwolił na coś takiego, toż to jest zatruwanie uczniów! Karygodna sprawa.
Wysłuchiwała wymówki Dracona nie do końca mu wierząc, ale nie będzie mu tu robiła wyrzutów, przecież są Walentynki! Pokiwała jedynie głową. -Okej. -odparła kończąc temat. Chce to niech sobie ogląda bajki, nic jej w sumie do tego.
Nazwy które wymyśliłaś są cudowne po prostu! Koniecznie trzeba się nad tym glębiej zastanowić, bo takie talenty nie mogą się, proszę ja was, zmarnować.
Co do alkowy, zupełnie podzielam zdanie Dracona. Pomieszczenie to, nazywające się tak jak się nazywa, nie może tak po prostu nie mieć łózka! To jest niezgodne z konstytucją! Albo...no, mniejsza z tym. Po prostu jest niezgodne ze wszystkim, o.
Desiree w zasadzie nie zna francuskiego. A może zna, a ja o tym nie wiem? Ej, to trochę dziwna sytuacja. Może przekazałam jej tą umiejętność telepatycznie? O, albo Ślizgon, jeszcze lepiej. Tak czy inaczej, można przyjąć, że w swoim arsenale językowym, oprócz rodzimego angielskiego ma jeszcze właśnie ów zwrot jaki zaprezentowała, w języku francuskim. Tak chyba będzie najłatwiej to wszystko wytłumaczyć. A to skąd owe słowo zna...osłońmy to zasłoną milczenia. -Dobrze, mój drogi, rozważę je głęboko w swoim sercu. Wiedz, jednak iż miłość do ciebie goreje we mnie niczym znicz, dlategoż nie wybaczyłabym sobie gdybyś więcej nie uraczył mnie swoimi wypowiedziami. - ależ nam się tu romantycznie zrobiło, ojej. To na pewno dzięki klimatowi tego balu, który był doprawdy bardzo dostosowany do dzisiejszego święta. Przytulając i całując chłopaka Desiree poczuła się naprawdę dobrze. Nie była tym zakłopotana, czy też nie zżarły jej od razu wyrzuty sumienia. Bo w sumie po co miałyby ją one dopaść? Może jeszcze nie do końca do niej to dotarło, ale jest wolna, została sama, nie skrępowana niczym i nikim. Może robić co chce i co jej się podoba, prawda? A owa sytuacja niezwykle przypadła jej do gustu, muszę rzec. Speszyła go? O kurczę, nie to było chyba jej zamiarem, natomiast jaki był jej cel to naprawdę nie mam pojęcia. I muszę cię rozczarować, ale...ona chyba nie zrobiła tego tylko dla zabawy. Nie żeby się w nim zakochała, czy coś w tym rodzaju, o nie, na takie rzeczy to jeszcze nie pora. Ale...po prostu chyba chciała poczuć się dobrze. A nic jej tak nie rozluźniało jak obecność i dotyk drugiej osoby. Było to coś czego nie mogła kontrolować, głupia zachcianka. I powiem więcej. Śmiem twierdzić, iż gdyby nie była zakochana w kimś innym, i nie cierpiała z tego powodu, albo jesli już to od rozstania minęloby co najmniej kilka miesięcy więcej to nie zakończyłoby się to na niewinnym pocałunku w policzek, o nie. Ba, nawet nie wiem na czym teraz się zakończy. Ale na seksie na pewno nie, tego jestem pewna na milion procent.
"Czy się wytrzeć natychmist...." Pff. Dziewczyna prychnęła cicho i odwróciła głowę od chłopaka pokazując jak to bardzo jest fochnięta. Ale oczywiście tak nie było, więc od razu jej spojrzenie powróciło na niego. -No wiesz, zraniłeś mnie, zraniłeś mnie na wskroś. Teraz to ty musisz błagać mnie o wybaczenie. Ja tu cię przytulam, całuję, okazuję ci swą miłość, a ty co? -spytała z udawanym wyrzutem po czym założyla ręce na piersi. Uśmiechnęła się wesoło i dosyć słodko moim zdaniem do Dracona jednocześnie wbijając w niego wyczekująco spojrzenie. -No czekam. -stwierdziła ponaglając go, aby zaczął obmyślać jak by tu ją ubłagać. Postaraj się chłopcze!
Osobiście uważam, że powinnyśmy pójść na kompromis i uznać że między nimi mogłoby wyniknąć coś dziwacznie fajnego, o.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Hollywood
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 190
  Liczba postów : 203




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Lut 20 2012, 01:10

Od pogaduszek jest przerwa pomiędzy Historią Czarów , a Zaawansowanymi Miksturami, a nie Bal Walentynowy, gdzie większość uczniów odurzona była oparami unoszącymi się w powietrzu, niezdolnymi do logicznego myślenia, a co dopiero rozmów. Były walentynki! Dzień zakochanych, co z tego, że mężczyzna, którego darzyła uczuciem zniknął, chyba już na zawsze? Właściwie, to zdążyła już o nim zapomnieć. A co do poczucia moralności, zgadzam się zupełnie. Prawiły o nim tylko i wyłącznie kompletnie nieinteresujące istoty, na które nikt, nawet pijany, by nie spojrzał.
Odpowiedziała równie znaczącym uśmiechem. Dopiła resztkę szampana i odstawiła kieliszek na stolik. Zlustrowała go ponownie uważnym spojrzeniem. Już od wejścia zauważyła, że wyróżnia się strojem. Wszędzie paradowali mężczyźni w eleganckich marynarkach, pod krawatem i w wypolerowanych butach. Ona zwracała uwagę na swoją figurę, ćwiczyła, dbała o linię, ubierała stroje podkreślające walory jej sylwetki, ukrywające mankamenty, do których zniszczenia dążyła. Nie była przesadnie szczupła, chorobliwie chuda, ot, normalna. Przynajmniej w swoich oczach. Nie lubiła popadać ze skrajności w skrajność, a ludzie, którzy wręcz z chorobliwą troską o siebie dbali, czy też o mięśnie lub płaski brzuszek, wydawali jej się śmieszni.
Każdy kolejny łyk szampana, głębszy wdech, powodował, że coraz bardziej czuła się rozluźniona, wszystkie zahamowania zniknęły, miała ochotę się bawić i dobrze spożytkować dzisiejszy wieczór. Dawno już się tak nie czuła. Odprężona, z błogim uśmiechem na ustach, wpatrzona w Jaspera, czekając na jego pierwszy krok.
Nie była zaskoczona pocałunkiem. Jak już, to tylko pozytywnie. Dlatego przysunęła się bliżej niego, patrząc w jego oczy. Nachyliła się w jego stronę, składając pocałunek na policzku, przy samym kąciku ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 26
Skąd : Vancouver, Kanada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 73




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Lut 20 2012, 17:37

Na takie potwierdzenie czekał i wraz z tą deklaracją w postaci pocałunku jego oczekiwania zostały spełnione. Zdecydowanie nie miał nastroju na jakieś kizi-mizi, więc gdy Abi przysunęła się do niego, posadził ją sobie na nogach.
Palcami przejeżdżał po jej plecach, szybko wnioskując, że owa sukienka, choć piękna, zaraz okaże się całkowicie bezużyteczna. Przysunął ją blisko do siebie, czując jak delikatny zapach jej perfum drażni jego nozdrza i jak jej oddech łaskocze go w kark.
Wyciągnął rękę po stojącą w pobliżu butelkę whisky i pociągnął kilka łyków. Zmagając się z płomieniem, który rozpętał się w jego przełyku odstawił flaszkę na miejsce i złożył między obojczykami Abi długi, leniwy pocałunek.
W sumie zastanawiająca sprawa, że jeszcze mu się nie znudziło to wszystko. Owszem, dziewczyny czy tam kobiety, które były trudniejsze do zdobycia, były dla Jaspera o wiele ciekawsze, bardziej intrygujące i zachęcające do dalszego poznawania ze strony osobowości. Jednak w tych, które były niczym kotki, pragnące pieszczot, pocałunków i ... innych rzeczy, również dostrzegał coś, bez czego z pewnością byłoby mu ciężko. W ogóle uwielbiał te interesujące stworzenia o wyjątkowo nielogicznym toku myślenia i jeszcze bardziej nielogicznym napadom błyskotliwości (czasami).
No ale zdecydowanie ten drugi typ spotykał częściej, gdyż w obecnym składzie hogwarckich roczników jedynie niewielki odsetek dziewcząt nadawał się do bardziej zaawansowanych kontemplacji i dysput na tematy przeróżne, a reszta dzieliła się na obozy seksownych uczennic, wykorzystujących obowiązek noszenia szat do podrywania fetyszystów mundurków szkolnych i na absolutne kujonice z okularami jak denka od szklanek, tudzież o aparycji cegły.
Dlatego też zsunął z ramion Abi tą nieszczęsną sukienkę licząc na wcześniej wspomniany przebłysk, że szybko wyrzuci ją za siebie, szeptając w Jasperowe ucho perwersyjne wyznania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto Lut 21 2012, 15:17

Gryfonka uchyliła drzwi alkowy z numerem 9. Była sama, siedziała tam wystarczająco długo, by być pewnym, że nikt do niej nie przyjdzie. Nikt jej nie powita i nikt nie porozmawia. O czym ona myślała? Jakie miała nadzieje? Że przyjdzie do niej książę z bajki? Na czarnym rumaku i porwie ją w nieznane? To było niemożliwe i niemożliwe było życie jakie ona sobie wyobrażała, szczęśliwe bez problemów. Na jej twarzy zagościł grymas, była niezadowolona, ale nie wściekła. Bardziej głębiło się w niej uczucie żalu i zażenowania, że wyobrażała sobie niemożliwe. Zatrzasnęła za sobą drzwi od alkowy spuszczając wzrok. Dużo osób siedzi w nich wraz ze swoją połówką, którą otrzymał od swatki, a ona? Ona najwyraźniej nie nadaje się dla nikogo, nie jest dobra dla nikogo, nie jest odpowiednia. Więc po co robiła sobie nadzieje? Setki pytań zero odpowiedzi. Była spokojna, może to przez tą delikatną woń, która unosiła się w powietrzu i okłamywała wszystkie jej zmysły. Nie chciała być zrelaksowana, nie chciała być szczęśliwa, chciała pokazać swój gniew i niezadowolenie, ale po prostu nie umiała. Znudzona rozejrzała się po pomieszczeniu oglądając osoby, które się w nim znajdują. Jej wzrok zatrzymał się na mężczyźnie, który siedział wygodnie w fotelu. Przed jej oczami pojawił się obraz, w którym ona leży na ziemi w cieplarni i pierwsze co ujrzała po obudzeniu się to twarz owego mężczyzny. Niepewnie podeszła do niego i przez dłuższy czas stała w milczeniu witając się jedynie ruchem głowy. Kiedy była pewna co chce powiedzieć chyliła swoje malinowe usta i wydukała pół szeptem.
- Nie pamiętam, czy dziękowałam… Więc chciałam to zrobić teraz… Dziękuje, za ratunek…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro Lut 22 2012, 15:34

Dlaczego na prezydenta? Przecież on nie ma aż takich trudnych planów. Dlaczego miałby się ubiegać o jakieś durne stanowisko... Przecież może być panem wszechświata! Będzie siedział na ogromnym tronie przyozdobionym złotem, od którego odbijały by się piękne światła tworząc wokół wielobarwną tęczę. Wyidealizowany świat idealnego władcy! Ah!
- Nawet, jeśli miałaby to być lekko różowa seksowna bielizna? Wtedy też się nie dasz w to ubrać? - On nie chciał najwyraźniej skończyć tematu. Musiało to komicznie wyglądać, kiedy chłopak, który naprawdę nienawidzi różu przekonywał członkinię Slytherinu by specjalnie dla niego nosiła ten jakże wdzięczny i jego zdaniem charakterystyczny dla głupich puchonek kolor.
Oj kochana, Dracon się jeszcze troszeczkę postara i kto wie? Pewnie jednym skinieniem palca będzie potrafił przyciągnąć do siebie śliczną dziewczynę. I może i ona zawiesi sobie takie prześliczne, seksowne zdjęcie nad łóżkiem? Albo jeszce by było lepiej, jakby to zrobiła na całym pokoju! Waa!
Jakby co obie pierwsze co to lecimy do pokoju, gdzie wszędzie są poduszki, a do tego nie ma klamek. Kaftan bezpieczeństwa byłby równie niezbędny. I będziemy się bujać w te i z powrotem w kwintesencji choroby sierocej.
- Ale nie martw się. Zniszczymy jej życie – Odpowiedział, chociaż dla niego to wszystko było naprawdę zabawne. Ale nigdy by tego po sobie nie pokazał. I nigdy by się nie przyznał do tego, że jakaś rzecz wzbudza w nim szczery uśmiech, a nie kpinę jak to zazwyczaj się dzieje.
Jak to się zamknął?! Otwórz go! Jest niezbędny do naszego planu! Jak nie, to ja tam przyjdę i wezmę ze sobą piłę mechaniczną. Pokroimy drzwi! Władzimierzu wyjdź wyjdź nie bój się! A jak nadal nie będzie chciał wyjść, to zrobimy mu horror pt. Hollywoodzkie dziwki uzbrojone w piły łańcuchowe! Ah, ulubiony film Dracona... Chociaż nigdy go nie oglądał. Ale czyż nazwa nie jest naprawdę interesująca?
- Niee, nie żyje. Umarłem. Potrzebuje sztucznego oddychania – Czyżby jej czytał w myślach? No, nie koniecznie. Po prostu kolejny żartobliwy tekst pokazujący jaki to z niego zwykły podrywacz, który na dodatek nie potrafi wymyślić żadnego oryginalnego tekstu. Zrobił lekkiego, prawie niewidocznego dzióbka i cmoknął zachęcająco czekając w zniecierpliwieniu na jakże ożywczy gest. Ta atmosfera naprawdę jest zabójcza dla opanowania.
- Wiesz, zastanawiam się jakie działanie ma to, co tutaj zostało sprowadzone przez nauczycieli. Kusi mnie jak cholera, żeby się napić. Myślisz, że bym się na ciebie rzucił i cię zgwałcił? - Spytał biorąc z barku jedną z butelek. Nalał odrobinę czerwonego jak krew wina do lampki i zamieszał kilka razy najpierw w prawo potem w lewo chcąc sprawdzić, czy nie wyleci z tego jakiś zły, magiczny dym. Ale nic takiego się nie stało. Oblizał dolną wargę smakując pozostałości po alkoholu przyniesionym przez Des. Jak się bawić, to się bawić... Ne? Spojrzał pewnie na dziewczynę, ale na razie nie pił.
Ministerstwo Magii powinno wszcząć postępowanie karne przeciwko osobie, która wymyśliła, że to wszystko to właśnie alk... akl... ZNOWU ZAPOMNIAŁ JAK TO SIĘ NAZYWA! Czy to słowo naprawdę było aż takie trudne, czy po prostu albo ja, albo on jesteśmy kretynami? Podejrzewam jednak, że Dracon. W końcu ja jestem wszechwiedzącą narratorką, bogiem i w ogóle wszystkim co zdarzy się wam w życiu najlepszego.
- Więc łap skrzydlatą kuleczkę miłości, a zostaniesz jedyną, najwspanialszą szukającą jaką kiedykolwiek mógłbym spotkać i jaka kiedykolwiek zagościła w moim życiu – Odpowiedział jej. Mało brakowało, żeby wziął jej dłoń i począł całować od dłoni w górę przez ten francuski. Chwila. Chyba to też było w jakiejś mugolskiej bajce. Rodzinka Adamsów czy coś. Kolejne głupoty, których WCALE nie oglądał!... A ja oglądałam. Oh, dzięki temu moja jakże genialna wiedza daje ujście w najbardziej inteligentnych porównaniach.
Nie dla zabawy? Więc cóż działo się w serduszku ów prześlicznej? Pewnie ponad 60% nadal jest zainteresowane tylko i wyłącznie Tristianem, do której jej serce tęskni. Ale kto wie? Może ta mniejsza połowa już powoli wychyla się ku boskiemu, niesamowitemu, najwspanialszemu? Temu oto Draconowi, który skoro jego twórca jest bogiem to i sam powinien nim być? A jeśli nie, to jest w jakimś sensie synem bogo-diabła. Więc jest najlepszy! Ooo! I wszystko jasne. Nie da się nie zakochać w takiej Brawurce junior!
Skąd on wiedział, że dziewczyna się obrazi? Nie był taki jego cel. Oczywiście to była kolejna część jego czarnego humoru, który bardziej dobija i irytuje niż rozśmiesza. Westchnął tak, jakby w momencie kiedy ona się obraziła stał się udręczonym biedakiem. Przestając myśleć napił się z ów lampki, którą wcześniej uzupełnił cieczą o przyjemnej barwie. Oj! Chwila, czy to czasem nie był ten alkohol z barku? Ojojoj. I tym razem naraz dość dużo cieczy trafiło do niego ust. Spłynęło gardłem przyjemnie ocieplając całe jego ciało.
Dziewczyna nie musiała długo czekać. Zszedł z siedziska i usiadł na kolanach będąc przed dziewczyną. Chwilowo spoglądał na nią z dołu niezwykle przepraszająco, chociaż mimo wszystko to jednak on, a on nie przeprasza. Przynajmniej nie szczerze. Ale osoby, którą się lubi się nie okłamuje i nie oszukuje, no nie? Boże, gdyby wiedział jakie ma głupie myśli w podświadomości, to pewnie by przywiązał sobie kulę do szyi i skoczył z mostu. Jednak na razie nie było ku temu planów. Dlatego podniósł się. Wplótł palce w jej włosy lekko zaciskając rękę w pięść nad karkiem. Tak, żeby jej nie bolało, ale żeby ją móc... Swobodnie przyciągnąć do siebie, oczywiście wcześniej podnosząc się by bli prawie na równych poziomach. Momentalnie sprawił, że jego wargi dotknęły kącika jej ust i dłużej przy nim trwały jednak nie przesuwając się w prawo, by znaleźć się na środku aksamitnych warg dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw Lut 23 2012, 13:01

A no tak, przepraszam, mój błąd. Oczywiście, że Draco jest panem wszechświata, jak mogłam o tym zapomnieć. Powinnam zostać za to torturowana czy coś.
Słysząc propozycję noszenia różowej bielizny pomachała tylko głową. Nie tolerowała różu w zadnej postaci, choć trzeba przyznać, że jeden taki komplet odzieży ukrytej posiadała, ale on oczywiście nie musiał o tym wiedzieć. Ale co tam! -Dobrze, obiecuję, że kiedyś takową dla ciebie założę, proszę bardzo. -obiecała chłopakowi beznamiętnym tonem, lekko znudzonym. Oczywiście nie wątpię w umiejętności Dracona, który na pewno potrafiłby każdą dziewczynę do siebie przyciągnąć, rozkochać i w ogóle...Tylko...Desiree to nie ten typ człowieka, to ona zazwyczaj rozkochiwała. Także nie wiem czy działąnia chłopaka akurat w jej przypadku się powiodą, ale jeśli chcesz, to proszę nie zaszkodzi. A co do zdjęć...to nie wiem, może i by jakoś dała radę powiesić jakieś.
No lecimy, lecimy, ale nie zapominajmy o trzeciej atomówce, bo bez niej to tak jakoś niekompletnie. Potem już tylko kaftan, poduchy, i zacznie się zabawa, o. Podbijemy cały psychiatryk, zobaczysz!
-Spoko, trzymam za słowo. - Miała nadzieję na naprawdę spektakularne zniszczenie życia obu dziewcząt. A sytuacja wcale nie jest zabawna, więc dobrze, że Ślizgon nie pokazuje rozbawienia.
No normalnie się zamknął! Zaryglował drzwi i syczy, że nie wyjdzie. Ha, zapewne myśli, że jak użyje mowy wężów to go nie zrozumiem. Toż ja też używam tęgo języka, tylko cii, bo nikt jeszcze o tym nie wie! Albo nie...czekaj. Wyszedł jak mu obiecałam, że będzie mógł sobie potorturować moją przyjaciółkę (tak, wiem. Miła jestem, trzymać się ode mnie z daleka i takie tam. Ale spokojnie, nic jej się nie stanie, a jeśli tak to wtedy rozpętam drugą wielką bitwę o Hogwart!). Więc teraz spokojnie możemy zacząć gotować rosołek. A nazwa horroru jest rzeczywiście intrygująca, aż dziw, że nie słyszałam o tym wcześniej.
Obserwowała go z uwagą gdy tak udawał, że umiera. Oczywiście wiedziała, że to tylko żarty, mające wpędzić ją w poczucie winy ale mu się to nie udało,o. A co do usta-usta...To podstawy pierwszej pomocy, tak? Więc niech on sobie nie wyobraża tu nie wiadomo czego. - Wiesz...nie wyglądasz jakbyś umierał, a już na pewno oddychasz, więc myślę, że nie będzie ci to potrzebne. -wyjaśniła mu poważnie jednak z dziwnym błyskiem w oku.
Ej, niech on tego lepiej nie pije! -Ty, Draco, nie pij tego lepiej. Nie wiadomo co to tam jest. No, ja też się nad tym zastanawiam i nawet nie zamierzam tego próbować. Tylko byś spróbował! -ostrzegła go żeby czsami nie zachciało mu się tego robić.
Oczywiście, aby nie być nieuprzejmą w stosunku do ciebie, przyznam, iż faktycznie, to że zapomina nazwy tego pomieszczenia świadczy źle jedynie o nim. Wszechwiedzący autor wie wszystko, jak sama nazwa wskazuje, niemożliwym by więc było byś wiecznie zapominała o alkowie.
Słysząc jego uroczą wypowiedź zrobiło jej się niezwykle miło i takie tam, przyjemnie, no. Także uśmiechnęła się nieśmiało. - Jako iż jestem twoją drugą połową, największą miłością, do końca życia i w ogóle śmiem twierdzić iż już jestem najlepszą, najwspanialszą i jedyną szukającą ,któą kiedykolwiek spotkałeś i jakiej już nie spotkasz, nawet jeśli nie będę miala znicza. Bo jeśli chodzi o quiddicha to ja prawie nigdy nie latałam na miotle, po prostu nie mogę więc...mogłabym łapać tą złotą piłeczkę, tylko jeśli byłaby w zasięgu moich rąk, gdybym stała na ziemii. Ale co do reszty, to rzecz jasna masz rację. - przyznała. Rzeczywiście, bała się latania. Chociaż nie tyle to co po proatu nie mogła, jej psychika była zbyt słaba. Też oglądałam Adamsów, yeah! I owy gest, o któym wspomniałaś był niezwykle uroczy i romantyczny. Uwielbiam na niego patrzeć takze grając w Simsy, czego dawno nie robiłam, ale znowu sobie ściągnęłam i chyba zacznę od nowa, bo to taaaaka fajna gra. Nie obrażę się jeśli Draco uczyniłby go względem Desiree. Nie wiem co ona na to, ale ode mnie masz pozwolenie na ten gest. Czy skorzysstasz, czy nie..to już twoja sprawa, o.
Nie mam pojęcia co działo się w jej sercu, nie znam jej. Ale śledząc jej losy to zapewne masz rację i ogromna część duszy dziewczyny tęskni za Puchonem. Nie mam pojęcia czy 60, czy więcej procent, ale tęskni. I nie wiem czy ciągnie ją do Dracona, nie mnie to oceniać, ale myślę, że raczej nie. Wiecie, magia tego miejsca, tej dziwnej waniliowej, uspokajającej woni i w ogóle, to robi swoje. Oczywiście, że nie da się w nim nie zakochać! Osobiście go wielbię, ubóstwiam i w ogóle. (Taaa, zdradzam nieobecnego męża, ależ mi przykro. xD )
Dziewczyna oczywiście się obraziła. Przecież ją zranił, nie docenił jej gestu, zlekceważył go! Więc musiała odpowiednio na to zareagować. Ojojojoj, faktycznie. Alkohol nadziany afrodyzjakiem zaczął działać! Uwaga na napalonego Ślizgona! Desiree ze zdziwieniem patrzyła na jego poczynania. Serio się zmartwiła widząc, że jej towarzysz pije to wino. Anuż znowu umrze? O nie, tego to ona by nie przeżyła. Potem zbliżył się do niej i spojrzał na nią przepraszająco. I musiała przyznać, wyglądał tak słodko, że miała ochotę się roześmiać. I oczywiście nie mogła się na niego dłużej gniewać! Wzruszyła się na jego widok, jej serduszko zapikało i takie tam. Otwierała usta by powiedzieć, że jednak się nie gniewa gdy ten zrobił coś totalnie dziwnego. Oczywiście spodziewała się tego. I podtekst w jej słowach gdy mówiła o odwdzięczeniu jej się za przykrość, obejmował właśnie pocałunek, ale o tak nieźle ją zaskoczył. Gdy dotknął miękkimi, pełnymi wargami kącika jej ust na chwilę zamarła zastanawiając się co teraz. Posunie się dalej? I..co z tego wyniknie? Otóż...nic, nie mogło nic z tego wyniknąć gdyż ona nie była na to gotowa. W jej myślach natychmiast pojawił się Tristan patrzący na nią i Ślizgona całującyh się ze sobą, zbolałym wzrokem. Oczywiście wiedziała, że nic takiego by nie nastąpiło, wiedziała, że chłopak nie wróci, że powinna żyć od nowa ale..nie mogła, jeszcze nie teraz. Za wcześnie. Dlatego gdy chłopak nie odsunął się od niej to ona przysunęła się do niego i pozwoliła byich usta złączyły się w lekkim pocałunku. Całowała go delikatnie kilka sekund czując lekkie zamroczenie umysłu,ale nic ono nie znaczyło, to tylko alkohol. Potem odsunęła się od niego i usiadła spoglądając na chłopaka z lekko kpiącym uśmiechem. -No dobrze. Wybaczam ci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pią Lut 24 2012, 15:19

Przejmiemy władzę nad psychiatrykiem! Zamkniemy wszystkich mężczyzn i kobiety z odchyłami lub bez i wszczepimy im w mózgi czipy, a potem podbijemy cały świata! Muahahhaha! Czyż nie jest to idealny plan? Tylko teraz musimy to małe, mechaniczne ustrojstwo zbudować. Idę po młotek!
- Cóż, nie radzę. Jestem ze Slytherinu i czasem zdarza mi się kłamać – Wystawił w jej stronę język po raz kolejny w swoich słowach podkreślając to, jak bardzo jego zdaniem inne domy są cukierkowe i prze-uczciwe. Ale w tym przypadku możliwe jest jednak, że zdania dotrzyma. W końcu ów plan był naprawdę niesamowity i dopracowany w każdym szczególe. I jakże przyjemny!
Władzimierzuuuuuu! Czekaj na mnie skarbie, jak tylko ugotujemy zupkę to rzucę ci się w ramiona. O! Ja chce mieć dziecko w Voldemortem! Będzie takie słodkie i bez nosa! Takie prześliczne i jakże inteligentne. I odziedziczy po Władku Golasa! I będzie robiło mroczne znaki na niebie! Oh, ta wizja tak bardzo mnie zachwyciła, że chyba zrezygnuje dla niego ze wszystkich moich kochanków! A to już nie lada wyzwanie.
- Wampir też nie wygląda jakby umierał, a nie żyje... Dobra, to był chyba zły i trochę dziwny przykład – Odpowiedział jej zastanawiając się. Właściwie, to on nic nie wie o tych potworach poza tym, że nie mogą wychodzić na słoneczko. I sam by bardzo chętnie takim potworkiem został. Ale niestety urodził się już przepięknym, boskim czarodziejem i nic na to nie poradzi.
- Masz lęk wysokości? - Tylko tyle zrozumiał z jej długiego wywodu szczerze mówiąc. A może po prostu był trochę zbyt zamyślony, żeby przeanalizować to wszystko co powiedziała i wyciągać z tego jakiś komplement dla siebie. Nie rozumiał, jak można bać się latać. To była jedna z najprzyjemniejszych rzeczy. Ale fobie rzadko są zrozumiałe dla osób postronnych. Tak jak wiele osób nie rozumiało tego, że on boi się burzy. Tak moi mili. Dracon kiedy tylko słyszy pioruny i ogrom deszczu siada przerażony pod kołdrą. A kiedy był mały chował się w szafie ze ślicznym, różowym króliczkiem Tutusiem.
O w Simsy to ja sobie czasem pogrywam! I robię sobie postacie rodem z Harrego Pottera. Głównie Dracona Malfoya! Uwielbiam ponad życie ów postać więc i tam musi być z moją Cornelią w związku! O, może zrobię taką Desiree i Tristiana? Pośle ich do łóżka niech dzieci robią.
Ja też Pyszczka kocham ponad wszystko. Będziemy się o niego bić? A męża zdradzaj. Najwyżej dojdzie do rozwodu. A wtedy zrobimy legalny stukącik o! I nie będzie miał kto być o kogo zazdrosny. Same plusiki prawda?
Draco nie jest napalony! On jest tylko... Rozgrzany? Ale, co to, to nie! Zresztą od pobudzenia się raczej nie umiera. Chyba. Słodki Dracon – to się naprawdę bardzo rzadko zdarzyło. Tak jak to, że dziewczyna, która jest zakochana w innym reaguje w ten sposób na pocałunek. Kiedy się przesunęła uchylił lekko oczy, ale ów afrodyzjak sprawił, że pozwolił jej na ten pocałunek i sam się nim zainteresował i pogłębił go. I był niesamowicie niezadowolony, gdy nagle się odsunęła. Uśmiechnął się lekko.
- Na pewno? Nadal nie jesteś zła? Bo mogę ci to jeszcze lepiej wynagrodzić – Zaproponował niby to obojętnie.

/O boże jaki tragiczny O.O!/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pią Lut 24 2012, 18:15

Coś wyrwało go z kontemplacji, podniósł wzrok w kierunku młodej dziewczyny, wracając w głowie do wspomnień. A tak to ta dziewczyna z cieplarni, hmm a Lilly przytomniał w sobie.
-Nie ma takiej potrzeby byś mi dziękowała, ale doceniam twój gest. Mogę spytać co cię wywabiło z twojego pokoiku i przyniosło w kierunku tego stolika.- Wskazał jej miejsce przy stoliku naprzeciwko niego.-może zaszczycisz mnie swym towarzystwem, jeśli nie masz nic przeciwko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pią Lut 24 2012, 21:54

Brązowowłosa dziewczyna spoglądała na mężczyznę z delikatnym uśmiechem i kiedy usłyszała jego słowa posmutniała delikatnie i spojrzała na miejsce, które jej wskazał. Usiadła niepewnie poprawiając sukienkę i rozglądając się po Sali. Nie miała ochoty o tym rozmawiać, no ale niegrzecznie było nie odpowiedzieć i olać czyjeś pytanie.
- No cóż, miałam nadzieję, że skoro swatka przydzielała pary to uda mi się kogoś znaleźć jednakże myliłam się i to bardzo – wydukała uśmiechając się. – Nie wiedziałam co mam teraz ze sobą zrobić więc chciałam wyjść, ale gdy zauważyłam ten stolik i kogoś kto siedzi sam podeszłam, dodatkowo widząc, że to znajoma twarz i jestem tej osobie winna podziękowania to podeszłam. – po jakże długiej wypowiedzi westchnęła i przymknęła powieki chowając swoje szmaragdowe tęczówki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 25 2012, 13:25

Słysząc jej odpowiedź uśmiechnął się szczerze, sięgnął po butelkę wina niezauważenie zaprawiając je odtrutką na eliksiry miłosne, nalał jej kieliszek. –Co ty nie powiesz-podał jej kieliszek- Można wręcz przypuszczać, że jesteś przypadkiem tragicznym, nie użalaj się nad sobą. Popatrz na mnie sądzisz, że z moja aparycją mam większe szanse na jakiś związek. Nie masz widzę jakiegokolwiek doświadczenia z swatkami- wyszczerzył się- Spójrz jednak na to tak, twoja para nie przyszła, mogłaś trafić na kogoś kogo byś znienawidziła, pokochała, zignorowała, ot całe koło fortuny cię minęło. Powierzyłaś swoje losy w cudze ręce, a z doświadczenia wiem, że w tej sprawie lepiej polegać na własnym nosie.-Dotknął swego nosa i postukał w niego. Wstał od stolika i podszedł do orkiestry, w sumie stolik był jej całkiem blisko. Chwile porozmawiał z nią, puścił oko a ona zaczęła grać melodie i podgwizdywać. Sam odwrócił się do Lilly, wziął laskę w dłoń Spojrzał na Lilly i zaczął śpiewać Utwór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 25 2012, 14:38

Muahahahahahahahahahahaha! Już to widzę! Zawojujemy wszystko, jesteśmy młode, piękne i utalentowane, na pewno damy radę. Podporządkujemy sobie wszystko i wszystkich i będziemy świetnie się z tym bawić, o. Możemy wziąć jeszcze kogoś jakby chciał i był godny co by nudno nie było. To ja może pójdę po...ołówek i kartkę porobić notatki co by wszystko było zgodne z planem, obliczeniami i zamierzeniami i żeby się nie rozwaliło? Chociaż pewnie i tak z moimi matematycznymi zdolnościami to będzie dupa a nie obliczenia, no ale nieważne. Najważniejsze, że mamy cudowny plan, który nie może się nie powieść, o! - No, ale chyba na takie przedsięwzięcie to cię długo namawiać nie trzeba, no nie? W końcu jak już mówiłeś, jesteś Ślizgonem. -teraz to ona wytkneła mu język używając podobnego argumentu jak on sam.
Ty się moja droga tak na Władka nie napalaj, no bo w końcu on mieszka w mojej toalecie i to ja go uratowałam podczas bitwy, dałam mu jedzenie, szaty, dach nad głową i w ogóle. Jeśli już miałby mieć dzieci to tylko i wyłącznie ze mną. Ale on ponoć lubi dotykać czternastoletnich chłopców więc nie wiem jak to z nim do końca jest. Chyba, że go zaciagniemy do łóżka i zgwałcimy, to już nie będzie miał wyjścia.
-Hmmm....no niby tak. Ale ty i tak nie wyglądałeś jakbyś umierał, o. = stwierdziła uparcie. O tak ,jak już ona się czegoś chwyci to już nie tak łatwo jej odwieść od tego zdania. Desiree wiedziałą dość sporo na temat wampirów. Uwielbiała różne mroczne legendy i tajemnice. A od kilku dni sama czuła się jak taki potwór z kłami. A tak naprawdę to bardziej jak zombie. Zyła, ale...tak jakby nie żyła.
Pokręciła rozbawiona głową gdy Draco pomyślał, że ma lęk wysokości. -Nieeee....to bardziej skomplikowana sprawa. Powiem tyle. Mam dość słabą psychikę. -wyznała mu o dziwo szczerze. Nigdy nie wyjawiła do końca swojej tajemnicy komuś kogo nie znała zbyt długo. Ale jemu jakoś dziwnie zaufała. Może dlatego że był Ślizgonem? I dlatego, że Swatka stwierdziła iż byłby dla niej dobrym partnerem na dziś wieczór? Całkiem możliwe. Miała wiele lęków ale akurat wysokości się nie bała. Gdyby tak było to by się kompletnie załamała, było to według niej żałosne. A co do burzy...ona ją wręcz kochała! Ten mrok dookoła rozświetlany jedynie blaskiem błyskawic, tą tajemniczość zjawiska. Jeśli chłopak by chciał mogłaby jakoś mu pomóc zwalczyć ten lęk czy coś. O, wiesz co? Jak bylam mala uwielbiałam włażić do szafy. Oczywiście bez tak zacnego towarzystwa jak Tutuś, ale lubilam.
Ja uwielbiam Simsy! I zawsze je nazywam jakoś po japońsku. Ale natchnęłaś mnie by stworzyć Draco, którego też kocham. A w zasadzie kochałabym bardziej, gdyby miał ciemniejsze włosy, nie cierpię blondynów. No, ale nie można mieć wszystkiego, ne? A Simsa Desiree też stworzyłam, ale jakimś cudem nazwałam rodzinę zamiast "Weaver", to "Desiree Weaever" i mam ją teraz z podwójnym imieniem co wygląda dość dziwacznie. Muszę to zmienić i stworzyć jej też Trisa, bo bez niego to ona taka jakaś niekompletna.
Nie no, nie będę się o niego bić. Aż tak bardzo mi nie zależy, bo jak wspominałam wcześniej jego wlosy mi niezbyt pasują. A co do męża...skoro on mnie zdradza z moimi siostrami, a na dodatek mnie zostawił bez żadnego uprzedzenia, to to jest dupa a nie mąż, o. I chyba ten rozwód z nim wezmę. No chyba, że się znowu zjawi i będzie miły to pewnie mu wybaczę. Ech, co to ta miłość robi z człowiekiem...(xD).
Jest napalony i tyle, o. Obie dobrze wiemy jaka to Ail jest seksowna i jak działa na mężczyzn, więc mi się tu afrodyzjakiem nie zasłaniaj. Zapewne od razu gdy weszła poczuł do niej tak ogromną miętę, iż od razu zapragnął mieć z nią dzieci i wziąć ślub. Albo odwrotnie? Dobra, nie wiem, ale i tak będę się upierać przy tym co właśnie odkrylam, o! Nie no, od tego to on raczej nie umrze, spokojna twoja rozczochrana. A będąc takim słodkim wyglądał serio niezwykle rozkosznie, powinien częściej pić afrodyzjak. Widząc jego zdziwienie jej reakcją i niezadowolenie gdy się odsunał uśmiechnęła się triumfalnie. - Tak, już ci wybaczyłam. Wiem iż jestem tak pociągająca, iż nie potrafisz mi się oprzeć ale niestety muszę cię rozczarować, gdyż inny sposób wynagrodzenia jest zupełnie niepotrzebny w tej sytuacji. -powiedziała również niby obojętnie, ale była tym dość rozbawiona. Chłopak brzmial naprawdę śmiesznie taki niezadowolony.

nie krzycz na mnie, i tak nie jest za długo :D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 25 2012, 15:32

Ona delikatnie się uśmiechnęła i wzięła kieliszek z chęcią. Wsłuchiwała się w to co mówił. Czekała spokojnie aż skończy by i ona mogła coś powiedzieć.
- Może masz rację, ale nie sądzę, żebyś nie miał żadnych szans na związek. Dlaczego miałbyś ich nie mieć, nie rozumiem twojego toku myślenia. – wydukała przykładając kieliszek do ust i upijając odrobinę wina. – Tak, to pierwsza swatka, jaką spotkałam. – powiedziała lekko zamyślona wsłuchując się w jego dalsze słowa. – Co za pozytywna wersja. Czyli powinnam się cieszyć, że mój niby partner mnie olał? – spytała bardziej siebie niż jego. Po czym zamyśliła się.
Na własnym nosie, to wiem, ale skoro mój nos już mnie tak bardzo zawodzi, to chciałam otrzymać jakąkolwiek pomoc od innych.
Z owych zamyśleń wyrwał ją Aleksander, który wstał od stolika i podszedł do orkiestry. Wpatrywała się zdziwiona w jego tak nagłe odejście od niej. Zaciekawiona wpatrywała się w niego i gdy zaczął spojrzał na nią i zaczął śpiewać, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Lillyanne zachichotała pod nosem i rozbawiona zaczęła się kołysać w rytm melodii. Nawet co jakiś czas sama zaczęła pogwizdywać śmiejąc się co jakiś czas pod nosem. Może nie było to aż takie zabawne, no ale tak nagle z tym wyskoczył, że nie mogła inaczej zareagować niż nieogarniętą radością. Nie ma to jak poprawić humor dziewczynie w kilka sekund.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 25 2012, 16:53

Zegar tamą wskazówki powoli powiększa tę pustkę,
W której nie ma Romea - za to smutek wypełnia ten czas...

Oczekiwanie. Tęsknota. Moment, w którym jesteś szczęśliwy i smutny jednocześnie. Bo masz na co czekać, ale czekać musisz. Ciągły niedosyt. Wahania emocji. To wszystko pojawia się w momencie, kiedy coś ma ci być dane, ale jednak nie... Jednak nie jesteś na tyle godzien, by to otrzymać. A dowiadujesz się o tym w najbardziej brutalny sposób, jaki tylko można wymyślić. Ponieważ los skazał cię na ciągłe oczekiwanie. Tyle rzeczy może być wyjaśnione wprost nie skazując kogoś na zmartwienie i smutek, a tylko i wyłącznie na jedną z tych rzeczy. Dlaczego niektórzy nie potrafią wykrzesać z siebie nawet ziarenka empatii? A może po prostu Cornelia jest osobą, która aż tak bardzo przeraża wszystkich swoją obecnością. I to zdecydowanie nie jest pozytywne. W końcu dziewczyna nie jest wampirem. Nie jest, tu znacząco powiedziane, wilkołakiem, przed którym trzeba by było uciec. Więc dlaczego?
Tamten dzień zaczął się spokojnie. I tak również miał się skończyć. Wtedy to radość z tego, że może kogoś się spotka na drodze życia była najwspanialszym, czego mogła doznać. I rozmyślania na temat tego, że spotka się z przyjaciółmi i z nim były obecne w jej głowie prawie przez cały czas. Kto więc pomyślałby, że wieczór obdarzy ją złowrogą ciszą, samotnością i opustoszeniem? Ona sama. Pośród niesprawiedliwości całego wszechświata. Pośród momentów, dających nieprzerwaną niczym wesołość i tych, które działają na nią wręcz przeciwnie. Wtedy czuła się jak najgorszy robak na świecie, a jednocześnie tak, jakby to wszyscy inni byli kreaturami, które nie mają nic innego do roboty jak tylko się bawić. Gdyby była wierząca, to uznałaby, że Bóg spogląda na nią gdzieś z góry. Siedzi na pozłacanym tronie i trzyma cztery sznurki. Dwa przywiązane do jej rąk, dwa do nóg. Obok niego położone są inne linki. To te, które należą do osób mających z nią najbliższy kontakt. I ów boska istota kieruje wszystkich robiąc z jej egzystencji daremną telenowelę, przy której niektóre starsze babcie siedzą zastanawiając się, co stanie się w następny odcinku – o numerze 12039.
Tamten ból przeminął. Wydostała się jakoś z ciemności serca nie pozwalając, by jej pozytywne odczucia do świata zniknęły niczym bańka mydlana. Nie pozwoliła na to, by jej najważniejszy, czerwony organ mogący należeć tylko do jednego mężczyzny przez ten jeden nieudany czas został sprzedany na targu po najniższej cenie. W końcu nie była jakąś tam sobie dziewczyną. Była Cornelią Somerhalder. Gryffonką, której natura nie pozwala nigdy się poddawać. Jej charakter nie chciał sprawić by doświadczyła istoty życia bez uczuć. No i pamiętajmy, że tak jak ona nigdy się nie obraża bez przyczyny, nigdy nie płacze z błahych drobiazgów. Tak też z powodu takiego krótko mówiąc dupka nie stanie się kimś całkiem innym, nowym, niepoznanym, a raczej kimś kogo nikt poznać chcieć nie będzie. Nigdy. Never. Jamais. Nunca. A Lilly powiedziałaby Kesshite.
Zastanawiała się. Co teraz robi jej najlepsza przyjaciółka. Moment, w którym do jej drzwi doszedł pan ideał musiał być niesamowity. Na pewno był to wysoki chłopak o czarnych włosach. Miał granatowe oczy bardzo bliskie nocy. Trochę takie, jakie posiadał Dracon. Właśnie, a on? Czy jej były chłopak, którego do końca życia będzie kochała ponad wszystko... Czy on nie jest teraz z jakąś dziewczyną? Czy on czasem nie całuje jej tak, jak kiedyś robił to z Cornelią? Owszem, nienawidziła ów blondyna. Ale czy można do samego końca zakolorować w sercu czarną glinką twarz kogoś, kto od pierwszego spojrzenia zajmował prawie całą jego część? A Summer? Czy do niej wszedł mężczyzna będący w całości jej ideałem? Może i oni w tym momencie świetnie się bawią. A skoro wszyscy mają takie szczęście... Dlaczego więc ona pojawiła się na balu samotnie i samotna też pozostanie do jego końca? Ubrała przecież najpiękniejszą sukienkę jaką kiedykolwiek widziała, jaką kiedykolwiek posiadała. Miała prześliczny makijaż, którym za wszelką cenę podkreśliła wszystkie walory swojej twarzy – szczególnie oczęta, które tak wielu się podobały. Ubrała wysokie szpilki, na których z każdą chwilą prawie się zabijała! I zrobiła wszystko by przy pierwszym spotkaniu usłyszeć to, o czym marzyła przez całe swoje nastoletnie życie - „Jesteś najpiękniejsza na świecie, wiesz?”. Wiem. Ona też wie. Ale to nie znaczy, że nie chciała być doceniana.
Dzisiaj miał ją docenić pan idealny. Wyobrażała sobie, że drzwi otworzą się i wejdzie przez nie mężczyzna w czarnym garniturze, białej koszuli i czarnej muszce. Jego blond włosy miały być przydługie i sterczeć na wszystkie strony. Miał spoglądać z góry na wszystko i wszystkich. A w momencie, gdyby ich spojrzenia się spotkały... Ah! To miało być jak w bajce. Na świecie pozostał by tylko on i ona. Wszystko nagle zniknęło by. Brakowało by jej powietrza, jakby i ono wyparowało, jakby powstała próżnia. Serce biłoby jak oszalałe. Słyszałaby fajerwerki i kościelne dzwony. Ale to się nie stało. Nawet, kiedy w pewnym momencie wszystkie jej nadzieje były bliskie wykonania. Kurtyna się ruszyła. Jej policzki się zaróżowiły, kiedy zobaczyła, że ktoś lekko ją odsłania. I zobaczyła w nich jakiegoś studenta. Był śliczny, był niesamowity. Nie był kropka w kropkę jak pan idealny, ale niewiele mu brakowało. Uśmiechnął się do niej po czym wypowiedział te jakże znaczące słowa.
- Przepraszam, pomyłka – A potem przepadł jak kamień w wodę. To chyba był krytyczny moment całego wieczory. Nie miała pojęcia, czy siedziała tam parę minut. Może kilka godzin. Jednak wszystko to zdawało jej się tak przeciągać, że trwało wieczność. I w końcu różowy balonik, który sprawiał, że widział świat tak jak przez różowe okulary, optymistycznie, pękł. W jej świadomości zakiełkowało to jedno zdanie. To, które powinno do niej dotrzeć już jakieś pół godzinki temu. On nie przyjdzie. W cholerę więc wzięło długie przygotowania. Najwyraźniej nie istnieje nikt, kto miałby być z nią już zawsze na zawsze, bo jako jedyny zaakceptowałby ją w całości. Wszystkie jej wyskoki i wybryki. Jej agresja i arogancja. Jej nieskończona zazwyczaj wesołość i druga natura. To wszystko od zawsze było przeszkodą i możliwe, że już zawsze będzie. Nawet dopadły ją myśli na temat starej panny i mnóstwa kot... Nie, ona ich nie lubi. Więc mnóstwa mopsików, które szczekając będą zajmowały jej czas już do końca swoich dni.
Zacisnęła pięści wbijają paznokcie w rękę. Nie myślała trzeźwo mimo iż nie wzięła do ust prawie w ogóle alkoholu dzisiejszego dnia. Na wierzchu jej dłoni powstały czerwone zgłębienia, a jedno z nich lekko przesiąknęło krwią. Oglądała jak parę kropelek ściekło jej po nadgarstku, a potem szybko je wytarła, żeby nie skapnęły na ziemię. Wychyliła się nad stołem i wzięła lampkę w której po chwili znalazło się czerwone wino, prawie do pełna. Dobrze wiedziała, że w ów alkoholu będą afrodyzjaki. Dlatego wcześniej była niezwykle uważna. Ale teraz? Po co właściwie jej jakakolwiek uwaga. I tak pan ideał tutaj nie wejdzie, więc nie musi się bać tego, że uzna ją za zbyt szybko zakochującą się paranoiczkę czy alkoholiczkę. Skoro nie może się bawić sam na sam z mężczyzną swoich snów na marzeń. Nie może pogadać w cztery oczy, to rozkręci imprezę w dwa. Oto koniec samotnego siedzenia.
Do wydobycia się z alkowy nakłoniła ją również cholernie pesymistyczna i strasznie wkurzająca piosenka. Nie to, że jej się jakoś strasznie nie podobała. Ale w tym momencie, na takiej imprezie naprawdę była nie na miejscu. I wydała jej się gorsza niż te miłosne brednie. Jak to już niegdyś stwierdziła – miłość nie istnieje. Jest tylko zauroczenie i pożądanie. I to, i to mija. Dlatego ludzie są nieszczęśliwy. A kluczem do tego, żeby było inaczej jest samotność i puste doświadczenie bez uczuć jakim jest seks z przystojnym kawalerem lub żonatym – obojętnie. Ważne, żeby miał... To coś.
Odsłoniła materiał, który świecąc purpurą ukazywał, że dziewczyna już bardzo długo czekała. Oczekiwanie... Dobiegło końca. Zdjęła z nóg szpilki i pozostawiła je pod stolikiem. Nagimi stópkami – jak to miała w zwyczaju ostatnio. W końcu jeśli ktoś biegał po Hogwarie właśnie na boso lub w skarpetkach, to mogła to być tylko ona. W każdym bądź razie stanęła na posadzce i spojrzała ostatni raz na unoszącą się w powietrzu karocę rodem z kopciuszka. Jak słodko. Dopiero teraz zauważyła, że to wszystko wyglądało jak z bajki. Kurtyna znowu zrobiła się niebieska. Ale nie miała zamiaru osobiście sprawdzić, żeby zmieniła kolor ani obserwować, czy czasem ktoś nie wszedł do ów miejsca. Po prostu miał to już gdzieś. Naraz wypiła wino i jeszcze odstawiła szklane naczynie na stoli. Złapała sobie butelkę ognistej whisky również z amortencją i idąc sobie spacerkiem po sali upiła trochę... No, pół butelki, za jednym zamachem. Rozglądała się z lekkim uśmiechem za kimś znajomym. Dostrzegła, że Lilly również wyszła ze swojej alkowy. I spogląda z zachwytem, czy czymś tam na scenę, na której śpiewał nauczyciel, którego nie lubiła i to z wzajemnością. To ów Aleks wyrzucił ją na tydzień na „rekonwalescencję” skoro i tak wszyscy widzieli, że stało się coś innego niż tylko choroba czy zranienie. Czy to możliwe, że japonka trafiła na ów szpetnego pana w masce? Najwyraźniej. Trudno. Nie podejdzie najwyżej. Niech się bawią.
Upiła jeszcze łyczek i ruszyła sobie w stronę stoły. Przesunęła kilka rzeczy i bezczelnie usiadła sobie na nim. Zamknęła oczy machając lekko nogami w te i z powrotem gdyż nie dosięgnęła do ziemi. W końcu modelką z dwumetrowymi nogami to ona nie jest. Oblizała dolną wargę i uśmiechnęła się ponownie kiedy jej spojrzenie trafiło na niebo. Przynajmniej tyle dobrego miała wieża, na którą trzeba było wchodzić po schodach przez prawie dwadzieścia minut, bo się męczyło co dziesięć stopni. Wspaniałe gwiazdy przyświecały gorącym parą miesiąca. A ona? Cieszy się tym, że nie musi się teraz użerać z jakimś ciotowatym puchonem. A czy bolało ją to, że również nie ma z kim się w tym momencie całować? Ona powiedziałaby, że ani trochę. Ale ja wiem swoje. Przecież jestem wszechwiedzącą narratorką, prawda? I dobrze widzę, że jest smutna z tego powodu. Ale bawi się w tym momencie swoją najlepszą przyjaciółkę. I może nie jest tak dobrą aktorką jak ona, ale dla odmiany bez problemy przyjęła maskę radości i obojętności w jednym. W końcu nie może tak po prostu wyrażać swojej dezaprobaty i niezadowolenia. Bo choć ma ochotę zepsuć wszystkim ten wieczór, to przecież nie jest aż tak okropna mimo iż mogło by się tak wydawać w niektórych momentach. Ot nasza słodka, nienormalna, plątająca się w myślach Corek.

Jestem jeszcze zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   

Powrót do góry Go down
 

Szczyt Wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 39 z 40Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 38, 39, 40  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wieze
 :: 
wieża astronomiczna
-