Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Szczyt Wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39, 40  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Szczyt Wieży   Pią Cze 11 2010, 18:31

First topic message reminder :

Każdy kto chce tu przyjść, musi pokonać około pięciuset schodków. Jest to z pewnością wysiłek warty zachodu, bowiem rozciąga się tu wspaniały widok na błonia oraz większą część zamku. Warto zostać tu do nocy, szczególnie gdy nie ma lekcji i poobserwować nocne niebo, które widać stąd wspaniale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Galeony : 421
  Liczba postów : 233




Specjalny






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 11 2012, 15:53

Tego dnia wstęp na wieżę Astronomiczną był zakazany od samego rana. Odbywały się tam bowiem wielkie przygotowania do tegorocznej imprezy walentynkowej. Po tym jak zeszłoroczna skończyła się dość niebezpiecznie, dyrektor uznał, że pewniej będzie ją zorganizować w murach Hogwartu. Około godziny dziewiętnastej drzwi do wieży ponownie zostały otwarte, a duchy zaczęły nawoływać uczniów, oznajmiając, że impreza już się zaczęła. Z okazji tych walentynek zaproszono do szkoły wykwalifikowaną swatkę. Osoba ta miała fantastyczne rekomendacje, od dawna bowiem swatała ludzi ogłaszając się w jednej z rubryk w Proroku Codziennym. Słodka Swatka dokładnie przejrzała osoby, które zgłosiły się na bal i ze swoją ogromną precyzją wygłosiła, kto do kogo najbardziej pasuje. Ale o tym później.
Wieża astronomiczna jak przy wszelakich innych imprezach, zupełnie się zmieniła. Na jej środku był niewielki parkiet do tańca, gdzie było można się poruszać w rytm jazzowej muzyki. Dookoła sali, pod ścianami znajdowały się unoszące się na wysokości pół metra, małe alkowy, przypominające bajkowe karoce. Każda bowiem była podobnego rozmiaru, a i posiadała podobny, lekko okrągły kształt. Każde z tych specyficznych pomieszczeń było przeznaczone dla dwóch osób. Ci którzy znaleźliby się wewnątrz, dzięki magicznej zasłonie, mieli stłumione dźwięki z zewnątrz, przepuszczając jedynie muzykę, działało to także w drugą stronę. Osoby wokół nie mogły słyszeć żadnych dźwięków dochodzących z alkowy. Owa zasłona miała także inne zastosowanie, kiedy ktoś już znajdował się w środku jakiejś, ta przybierała ciemny, purpurowy kolor. Kiedy natomiast była wolna, pobłyskiwała błękitem. Wewnątrz każdej alkowy znajdował się mały barek z kilkoma alkoholami takimi jak wino, czy szampan.
Oczywiście goście nie byli skazani na zamykanie się w owych alkowach, sala posiadała także większe stoliki, które znajdowały się z tyłu. Każde mieściło około sześciu osób, a na nich znajdowały się różne słodkości i dobrze znany, Hogwacki poncz.
Niestety jak to bywa na naszych walentynkach, nic nie może przebiegać zbyt prosto.
    • Poncz był przesiąknięty delikatnie dojrzałą rozwodnioną amortencją działającą od pierwszego wejrzenia. Wersja jednak była rozcieńczona, przez co osoba na którą się spojrzało zaraz po wypiciu, stawała się bardzo atrakcyjna, nie byłoby to jednak pełne, normalne odurzenie tym eliksirem.
    • Wszystkie świece w alkowach mają knoty nasączone w specjalnie stworzonym eliksirze który pod wpływem płomienia uwalnia bezwonną niewidzialną mgiełkę, powodującą rozluźnienie i relaksacje, pozbawiającą wszelkich napięć i agresji, świece także w wosku mają esencje aromatyczną, o zapachu wanilii.
    • W alkoholach znajdujących się w alkowach zawarty jest pobudzający afrodyzjak
    • W całej wieży unosi się biała mgiełka, tym razem jednak nie tylko ozdobna. Okazuje się bowiem, że działa odprężając na wszystkich, którzy znajdą się w jej pobliżu.

Osoby, które przychodziły pod wieżę, od razu dostawały numerek alkowy w której miały czekać na swoją idealną parę. To właśnie tam, każda dwójka, która została dobrana przez Swatkę miała się spotkać.

Dzięki dla Aleksa za pomysły <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 11 2012, 22:17

Czy pomysł z balem walentynkowym mu się podobał? Zdecydowanie nie. Przecież w walentynki powinny się spotykać tylko pary, a on w żadnym razie nie miał nikogo. Nie wierzył też, że głupia zabawa w Słodką Swatkę czy inne dziadostwo może sprawić, że magicznie zostanie z kimś dopasowany. Pewnie po prosty napije się trochę amortencji i trafi z przypadkową dziewczyną do łóżka, ta zajdzie w ciąże i będzie musiał z nią być. To było jedyne trafne związanie się z kimś, które może mu się dzisiaj przydarzyć.
Więc dlaczego właśnie dzisiaj, właśnie w tej chwili szedł na wierzę? A no, pytanie dość zagadkowe. Sam właściwie nie miał pojęcia co nim pokierowało, że jednak zgodził się pojawić tutaj i poznać osobę, która jest mu przeznaczona. Może po prostu w pełni zignorował ten fakt, a bardziej pomyślał o tym, że będzie tu muzyka, alkohol i może ktoś wyrządzi jakąś katastrofę? Na przykład rozróba z powodu zazdrości byłaby niezwykle mile widziana. A Dracon od zawsze był spragniony adrenaliny, więc bardzo chętnie włączył by się w tą akcję podburzając tłum, czy sam się bijąc. Chociaż to drugie było wątpliwe, bo za namową kilkoro przyjaciół z innych domów ubrał się dzisiaj troszkę ładniej niż zwykle. Miał na sobie dżinsowe rurki, bo oczywiście ten rodzaj odzieży może nie był najwygodniejszy, ale najbardziej podkreślał jego walory. Do tego koszula w biało niebieską kratkę. Na jego nogach widniały granatowe adidasy z jakiejś podrabianej firmy. Nic specjalnego rzec można. Włosy natomiast tworzyły artystyczny nieład, wyglądały jakby specjalnie na nich użyto żelu, żeby wyglądały na zaniedbane. Robiły świetne wrażenie!... A Dracon po prostu się nie uczesał, bo mu się zwyczajnie nie chciało.
Kiedy przybył na miejsce i odebrał numerek ruszył do alkowy numer 5. I co teraz? Gdzież jest ta piękna kobieta ideał? Przechadzając się w stronę wyznaczonego miejsca – à propos do teraz nie wiedział, że jest takie słowo jak alkowa, oglądał wszystko co po drodze rzucało się w oczy. Parkiet, z którego na pewno z wielką chęcią skorzysta, bo lubi tańczyć, szczególnie kiedy jest już lekko podpity.
Właściwie... To już teraz czuł się jakoś inaczej. Przyszedł tutaj wściekły i niezadowolony, taki był właściwie stale, na co dzień. A teraz jego ciało przechodziły dziwne zapachy sprawiając, że czuł się zdecydowanie zrelaksowany, jakby sobie leżał w wannie pełnej gorącej wody. To sprawiało, że wręcz z przyjemnością ruszał w kierunku połyskującej błękitem ee... alkowy. Wszedł do niej i rozejrzał się. W momencie w jego ręce wpadł kubeczek z odrobiną trunku. Wolał być uważny, ale nie umiał się powstrzymać. Wziął łyczek czy dwa i czekał... Albo po prostu to ignorował i siedział sobie. W końcu skoro przybył tu jako pierwszy to ma jeszcze w cholerę czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 11 2012, 22:29

Brązowowłosa dziewczyna była niesamowicie zestresowana. Od dłuższego czasu nie potrafiła się pozbierać, wszystko się mieszało! Ale ten bal? Ten bal miał być dla niej niesamowitą okazją na poznanie kogokolwiek. Była zniecierpliwiona i podenerwowana tym wszystkim. Już od około godziny chodziła gotowa po korytarzach gubiąc się specjalnie i bojąc się wejść na szczyt wieży. Jednakże po owej godzinie udało się jej i już teraz podążała przez salę, jeżeli mogę to tak nazwać ściskając w ręku alkowy numerek 9. Zacznijmy od tego, że panna Sangrienta nie miała zielonego, ani czerwonego czy pomarańczowego pojęcia co to jest alkowa. Więc poszukiwała wzrokiem czegokolwiek co odpowie jej na to nurtujące pytanie. Dostrzegła blondyna, który znika za zasłoną, czegoś dziwnego. Wyglądało to jak karoca i miało numerek. Westchnęła zdenerwowana i poprawiła swoją suknię i ruszyła wzdłuż ściany poszukując swojej karety, w której być może uda się jej zamienić w księżniczkę. Znajdując ją weszła do środka i odetchnęła z ulgą nie dostrzegając nikogo. Usiadła wygodnie i zaczesała za ucho niesforny kosmyk, który nigdy nie dawał jej świętego spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://www.czarodzieje.org/t24-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t619-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t253-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 11 2012, 23:29

Czternasty luty niechciany uparcie zbliżał się coraz większymi krokami, a wraz z nim nieprzyjemne ukłucia wywoływane przez natarczywe wspomnienia. Uciec przed tym nie była w stanie, choć tak pilnie wyrzucała to wszystko z myśli.
Pamięć w najmniej odpowiednich chwilach ukazywała jej co działo się rok temu. Tego wieczora, gdy właśnie wybierała ciemną sukienkę na przyjęcie w jej wyobraźni stanął obraz, jak rok temu zakładała czerwoną suknię. Kiedy układała włosy, tak by swobodnie opadały, złapała się na tym, że zastanawia się, czy tak samo wyglądała rok temu. Chowając do torebki różdżkę, już widziała, jak wraz z pewnym Rosjaninem wywołała zamieszanie na ostatnich walentynkach. W swe drobne dłonie złapała butelkę whisky, zachłannie wypijając kilka dużych łyków. Tak, i ona przypomniała jej, o tym jak tamtego dnia pili.
Boleśnie wszystkie drobne czyny zamieniały się w obraz ukazujący Grigoriego Orlova. Dziś dwa razy mocniej, trzy razy częściej, cztery razy niechętnie. Bo jak tu zagłuszyć wspomnienia, które tak skutecznie dusiło się przez pół roku, a które jakby dotyczyły wczoraj, wypłynęły na powierzchnię wraz z datą walentynek? Niemal czuła jego dotyk na swoich ramionach, wciąż pamiętała zapach unoszący się we Wrzeszczącej Chacie, a co gorsza, wciąż potrafiła tak łatwo przypomnieć sobie smak jego ust. Znów próbowała go zamienić na smak whiskey.
Irytacja wzrastała z każdą godziną, była Effie Fontaine, a owego piromana widziała ostatni raz ponad pół roku temu. Drażniło ją, że ktokolwiek śmiał sprawić, że będzie tyle czasu za nim tęsknic, że kiedy może mieć kogokolwiek innego, jej podświadomość wciąż powtarza imię Rosjanina. Czym zasłużył sobie na takie wyróżnienie?! A im bardziej próbowała sobie udowodnić, że wcale o nim nie myśli, tym mocniej wracał. Może musiała odprawić jakiś rytuał, jakoś rzeczywiście go pożegnać, by naprawdę zamknąć ten rozdział? Kiedy najlepiej pożegnać się z tym co przeżyła, jeśli nie dokładnie rok później, po tym jak się to zaczęło?
Whiskey którą miała tego wieczora przy sobie, schowała jeszcze do torebki, by później wypic jej resztę. Zdecydowanie nie zamierzała trzeźwo spędzić większości tak bardzo uciążliwego wieczoru. Jednocześnie wiedziała, że gdyby została w pokoju, każda minuta byłaby wypełniona rozgrzebywaniem wspomnień.
Effie Fontaine ubrana w elegancką, małą czarną, z alkoholem w torebce i jego niewielką ilością w krwi, udała się na wieżę astronomiczną. Tam dopiero dowiedziała się o swatce. Ach, więc ktoś jej powie, kto taki byłby jej idealnym partnerem? Och, ciekawe.
Wzięła wskazany numerek, czyli 16 i udała się do alkowy o której była mowa. Weszła tam od razu i zajęła miejsce spoglądając na alkohol, który stał przed nią. Ktoś, kto miał tu być, najwyraźniej był gdzieś bardzo daleko, więc Eff odkręciła butelkę wina i nalała sobie do kieliszka. Przymknęła oczy i oparła się wygodnie, powoli popijając alkohol. Waniliowy aromat powoli ją otulał, powodując jakieś przyjemne rozluźnienie. Właściwie nie było tak źle, nawet całkiem przyjemnie, a i wino smakowało całkiem dobrze.
Tak, tak było jakoś lepiej.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 11 2012, 23:43

Czy Cornelia szła na bal z chęcią? No oczywiście, że tak! Przecież Swatka nie mogła się pomylić do do niej i jej partnera. Na pewno zauważyła, że między nią i Claude od zawsze coś iskrzy! No dobrze, może on na nią nie zwraca większej uwagi, ale na pewno Słodka Swatka weźmie pod uwagę to, że zdaniem Corneli jest to chłopak wręcz doskonały! Tak niesamowicie przystojny, taki wredny, taki... Chwileczkę! W tym stroju orgazm jest nie wskazany!
Albo może jednak to będzie Merlin! Chociaż on nie za bardzo ją lubi. Ale on też jest przecież taki niesamowity! Taki wspaniały i taki typowo Slytherin i chociaż powinna go nienawidzić, to na jego widok prawie dostaje ślinotoku jak jakieś zwierzę i! STOP! Już drugi orgazm? Koniec wyobrażania sobie partnerów!
… A może to będzie na przykład David? Może Swatka zauważyła, że między nim i nią coś ostatnio się wydarzył w jego gabinecie. Chociaż szczerze mówiąc akurat jego już Cornelia miała i co by mieli razem robić na balu takiego, żeby było to szczególne doświadczenie, które zapamięta do końca życia? Pewnie po prostu pobawili się i tyle.
Zobaczmy dalej. Cody. Z nim również była bardzo blisko. Był jednym z najwspanialszych osób jakie kiedykolwiek poznała i jego pocałunki były dla niej tak jak narkotyk. Jednakże i on nie byłby rewelacją dzisiejszego wieczoru. A Corin szukała wrażeń! Szukała niesamowitych doznań i przede wszystkim miłości. Takiej prawdziwej, nieskończonej czułości, którą obdarzyła by ją inna osoba i która sprawiłaby, że brązowowłosa w momencie rzuciła by wszystko, w tym swoich kochanków i sexfrendów i oddała mu siebie i swoje serce. Ale nie wiedziała, czy istnieje ktoś taki poza jedną osobą, na której się już przejechała.
A co, jeśli trafiłaby na Dracona? Trzeba było przyznać, że mimo iż byli dla siebie wyłącznie niemiłymi ex to gdyby tylko chciał wrócić od razu by się na to zgodziła. W końcu bezmyślna dziewczynka na błędach się nie uczy. A w takim miejscu, na balu walentynkowym tym bardziej było to wręcz wskazane. O! O wilku mowa. Właśnie zobaczyła chłopaka, który przeszedł obok niej wyraźnie też kierując się na wierzę. Nawet nie obdarzył ją spojrzeniem.
Przegryzła lekko dolną wargę. Pokryta była mocno czerwoną szminką prawie w takim odcieniu jak czysta krew. Z tym idealnie komponował się czarny makijaż w stylu kocie oko. Jej włosy były spięte w dość ciekawy kucyk. Oczywiście wyprostowane, bo przecież ona za wszelką cenę unika swoich naturalnych loczków.
Po co jej jednak dodatki, gdyby nie miała kreacji? Jej ciało zdobiła opięta, czarna sukienka do połowy ud, której górne części były podkreślane przez cekiny. Ramiączka, które powinny być przy ubiorze zostały odprute, więc trzymała się jedynie na piersiach. Prześlicznie więc podkreślała owe krągłości i talię. I to właśnie Corneli chodziło. Przecież musiała się pokazać swojemu ideałowi z jak najlepszej strony! A jeśli to nie będzie miłość od pierwszego wejrzenia... To dostanie amortencji i trudno. Nie, wcale nie ma buteleczki, która trzymana jest przy nodze przez czarną podwiązkę schowaną pod sukienką. Była wykonana z tego samego materiału co bielizna, ale o tym już przecież nie wszyscy muszą wiedzieć, prawda? Całość uświetniały długie kolczyki z czarnymi i srebrnymi kuleczkami. I to by było chyba wszystko, co ma skusić do niej pana idealnego.
Doszła do wierzy w końcu. Schody to jej największy wróg szczególnie w obcisłej kiecce i czarnych zdobionych srebrnymi cyrkoniami szpilkach z obcasem długości jakiś dziesięciu centymetrów. Z radością przyjęła do wiadomości numer swojej alkowy... Chwila. Co to jest alkowa? Czy to nie jest czasem taki pokoik z łóżkiem? Osz kurde! Coraz bardziej jej się tutaj podoba! Chyba jednak zacznie wierzyć w magie walentynek. Szczególnie, że zaraz po pojawieniu się w tym miejscu poczęła czuć się zdecydowanie bardzo przyjemnie. W pełni zrelaksowana, a jednocześnie pobudzona zapachem jaki rozprzestrzeniał się w powietrzu. Chyba jest tu znacznie więcej eliksirów pana kupidyna niż ten, który ona ma przy sobie. Właściwie i tak by go nie użyła. Nie jest aż taką świnią. Chyba, że trafi jakimś cudem do alkowy ze swoim wrogiem. Co to jest kurde ta alkowa?! Miała nadzieję, że bardzo szybko dane jej się będzie się przekonać.
Po drodze do dziwnych pokoików unoszących się nad ziemią zahaczyła o bardzo przyjemnie wabiący nos poncz. Nalała go sobie zaledwie odrobinę i wszystko od razu wypiła, w jednym łyczku. Jak na razie nie chciała przesadzać z napojami. Szczególnie z alkoholem. Miała do niego słabość, ale nie dzisiaj. Nie dlatego, że jej zdaniem podejrzane było to, że wszystko jest takie przesiąknięte miłością, ale dlatego, że po prostu nie chciała wypaść przed panem ideałem na dziwkę alkoholiczkę. To by było zdecydowanie najgorsze, co mogło by jej się kiedykolwiek przydarzyć. Wystarczy, że pierwszy raz w życiu ma takie wysokie szpilki i chociaż bardzo się cieszy, że patrzy na wszystko z góry, to i tak ledwo sobie na nich radziła i była pewna, że lada chwila przestanie iść tak równo, zacznie się chwiać i poleci.
- O cholera... Zapomniałam numeru! - W pewnym momencie stanęła jak osłupiała i właśnie to weszło do jej głowy. Osz cholera jasna po raz kolejny. Stała tak chwilę ogłupiała i zastanawiała się jak właściwie mogła to zrobić. Widziała, jak Dracon wchodzi do tej z numerem pięć, a jej najlepsza przyjaciółka zniknęła w numerze dziewięć, więc nie mogła z nią pogadać. Dobrze więc, na pewno oba odpadają. Bo jeśli jest ze ślizgonem, to nawet tam nie wejdzie. Od razu ucieka i nie ma zamiaru nigdy w życiu wyjść z pokoju. Szkoda, że nie zdążyła złapać przyjaciółki. Ale ta jej pewnie nie wiele pomoże. Dlatego nie chciała jej przeszkadzać, bo może już siedzi ze swoim ukochanym? Jak romantycznie! A ona zapomniała numeru i... DWA. Nagłe olśnienie! Albo jeden... Nie! Dwa! To właśnie jest to upragnione miejsce. To właśnie tam się uda.
Kiedy już wszystko obejrzała podeszła do przeznaczonego dla niej i przyszłego ukochanego alkowy. Niebieska kotara, a więc jest jeszcze pusto. W jakimś stopniu się cieszyła. Może wygodnie się rozłożyć w owym miejscu i czekać w idealnej pozie, wszystko jest coraz lepiej! Byle by tylko przyszedł. Naprawdę chciała wiedzieć z kim zdaniem innych ludzi mogłaby być szczęśliwa. Bo sama nie miała pojęcia. Dlatego też próbowała różnych opcji w poszukiwaniu tego, kto ją uszczęśliwi i dla kogo ona będzie mogła sprawiać, że nawet w pochmurne dni w końcu zza obłoków wyjrzy słoneczko zwane Corin i rozwieje problemy.
Spojrzała do jej środka. Więc tak to wygląda. Alkowa... Nie mogli powiedzieć pokój z zasłonką? Ludzie. Ale będzie mogła się pochwalić, że zna nowe trudne słowo. I jest alkohol!... Cholera. Dlaczego wszystko jest zawsze przeciwko niej? Ale nie będzie piła i koniec kropka. Nie dzisiaj. Jest silna i nie jest uzależniona, więc opanowanie się nie będzie stanowiło problemu chyba, że się zestresuje czy coś. Wtedy może być gorzej i będzie się chciała utopić.
Zrobiła kroczek i pojawiła się w jej wnętrzu. Uśmiechnęła się delikatnie widząc, że zasłona zrobiła się w momencie purpurowa. Więc to znak, że on jest w środku. Ciekawe, czy on też tak usilnie będzie się przygotowywał przed spotkaniem z nią. Szkoda, że jednak na niego jeszcze musi trochę poczekać. Kto wie ile jeszcze. Oby nie dłużej niż godzinkę, bo chyba zaśnie. W końcu kiedy człowiek jest zrelaksowany to myśli wyłącznie o spaniu, przynajmniej ona tak ma. A potem budzi się w środku nocy w woda w wannie magicznie zrobiła się lodowata.
Kiedy schowała się całkowicie wewnątrz nagle wszystkie irytujące z otoczenia zniknęły pozwalając jej na zanurzenie się w pełni spokoju. Usiadła zakładając nogę na nogę i opierając ręce za sobą. Półmrok jaki dawały świece mile pieścił jej oczy. Westchnęła kiedy poczuła, że zaczyna się nudzić już po kilku sekundach. Ona zawsze była w biegu. I chciała za wszelką cenę coś zrobić. Cokolwiek. Ale nie miała pomysłów. Zamknęła więc oczy i odchyliła lekko głowę do tyłu. Zajęła się niepożądanymi, jednakże na szczęście przyjemnymi myślami. Wyobraźnia jej buzowała na temat, podobno tego jedynego. Wyobrażała sobie naprawdę już każdego po kolei. O ludzie, oby to nie była dziewczyna. W końcu tyle jest teraz zboczeń, a ona tak się tego brzydzi. To by było jeszcze gorsze, gdyby trafił jej się ktoś, kim gardzi! Jezu! Błagam cię, chodź nim w jej głowie pojawią się jeszcze grosze omamy. Teraz, to już zaczęła się stresować. Trema wywołała w jej brzuchu motylki.

Dzisiaj uwierzyłam, 
że do szczęścia mi wystarczy, 
bym przy tobie była, 
byś codziennie na mnie patrzył. 


Ostatnio zmieniony przez Cornelia Somerhalder dnia Nie Lut 12 2012, 00:01, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 11 2012, 23:48

Spacerował spokojnie po komnacie, w szacie miał przygotowane odtrutki i antidota, wątpił jednak by były potrzebne w jakikolwiek sposób, w końcu wszystkie atrakcje były owocem jego rąk i umysłu, a w sprawach eliksirów myli się rzadko ale jak tak to już dotkliwie. Czuł w nosie zapach wanilii ulatniający się z alków, czuł pomalutku rozluźniającą właściwość mgiełki. Nie był całkiem pewny co do dawki którą miał użyć więc dla pewności sprawdził je po kolei czy są bezpieczne nim pojawili się jacyśkolwiek goście.
Ciekawe co wyniknie za jakiś czas z tych zabiegów, teraz to w rękach swatki i jej intuicji, stanął w cieniu opodal podestu dla orkiestry, wsłuchując się w płynącą stamtąd muzykę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 32
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 93




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Lut 11 2012, 23:49

Długo rozważał, czy by się tu pojawić. Jego ostatnia socjalna interakcja zakończyła się bójką z Broskevem i prawdopodobną utratą wszelkich przywilejów w oczach Adele; tak bardzo chciałby powiedzieć, że w oczach j e g o Adele. Ale nie mógł. W toku dalszych rozważań uznał, że upadł wyjątkowo nisko, że dał się złapać w cholerne, piekielne sidła przyziemnego uczucia zauroczenia, które uczepiło się nieznośnie jego szyi odkąd zobaczył pierwszy raz jasnowłosą Norweżkę i nie puszczało do tej pory. To było niezmiernie frustrujące, że wszystko, co robił, kojarzyło mu się z nią; rozpraszała go w każdej dziedzinie życia, w każdym drobnym aspekcie. Jedyne chwile, w których jej twarz nie przemykała przed jego oczami jak złośliwy (acz przepiękny) chochlik, były tymi, gdy jego pięści roztrzaskiwały kolejne kukły, wydzierały im wnętrzności z manekinowych płuc. Wtedy widział innych, ostatnio najczęściej Broskeva.
Nie chciał przyznać sam przed sobą, że na ten bal wybiera się tylko trzymając się cienia nadziei, że wpadnie tam na nią, będzie miał szansę porozmawiać, wytłumaczyć się, cokolwiek.
A jeżeli nie, to trudno, przynajmniej się napierdoli i może zrobi krzywdę jakiemuś wymoczkowi.
Dekoracje były wręcz przytłaczająco słodkie, co od razu wzmogło jego agresywny nastrój.
- Gówno - mruknął, wchodząc do sali w stylowym garniturze. - Gówno - powtórzył cicho, wodząc wzrokiem po twarzach obecnych i bajkowych, cukierkowych alkowach. - Zdechnijcie wszyscy - kontynuował swoją iście walentynkową, pełną miłości przemowę, dowiadując się chwilę wcześniej o chorym systemie dobierania par. Ale ruszył do wyznaczonej przez swatkę alkowy numer 16, z dość potężnym ociąganiem, poszukując po drodze jakiegoś alkoholu, którym mógłby się uraczyć.
W końcu jednak odsłonił kotarę i wsunął się do środka.
Pierwsze co ujrzał w przelocie to blond włosy. To wystarczyło. Serce przeskoczyło jedno uderzenie (do diabła, to po prostu śmieszne, śmieszne). Ale jeszcze jedna chwila i zorientował się, że siedząca w środku dziewczyna to nie Adele.
Ale postawmy sprawę jasno. Żaden, żaden facet, nieważne jak zakochany by był, nie mógłby się gniewać na los, że dobrano go w jedną parę z olśniewającą wilą o lekko przeszklonych, zapewne od kilku kieliszków alkoholu, oczach. I to jeszcze taką, z którą przeżyło się kilkutygodniowy, intensywny romans we Francji.
- Effie - wyrzucił z siebie, gdy pierwsze zaskoczenie minęło. Lekkie zdziwienie wciąż rysowało się jednak w jego głosie. Oczywiście wiedział, że dziewczyna znajduje się w Hogwarcie, parę razy uchwycił nawet kątem oka jej smukłą postać, ale nie mieli jakoś okazji, by porozmawiać. Dopiero w chwilę później usiadł, przyjrzał się jej dokładniej. Nie wyglądała na zbyt zadowoloną i tryskającą radością.
- Ileż to już lat minęło.
Niewiele, niewiele. Ale póki co, niezbyt wiedział co powiedzieć. Nie miał zbytnio ochoty na rozzłoszczenie dziewczyny w i tak nieciekawym już nastroju; prawdopodobnie wściekła forma wil to nie coś, co ma ochotę się oglądać w ciasnej alkowie w walentynki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Skąd : Besançon, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 314
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2124-charlotte-de-la-brun#71682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6062-nowe-powiazania-cdlb#172547
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6063-szarlotka#172038




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 00:08

Charlotte, zamiast cieszyć się z nadchodzącego dnia Świętego Walentego, przypadającego dokładnie 14 lutego, usilnie próbowała sobie przypomnieć, co owego dnia robiła rok temu. Szczerze mówiąc, do głowy przychodziły jej tylko dwa scenariusze, o których rozmyślała w międzyczasie gdy dowiedziała się o balu z okazji tego święta. Oczywiście, jak zawsze słuchy doszły do niej w ostatniej chwili, ale no już trudno. Jakoś udało jej się to wszystko ogarnąć, ba, nawet znalazła odpowiedni strój na tę okazję, co przecież w jej przypadku w ogóle jest sukcesem. W każdym razie, te całe przygotowania do imprezy nie trwały za długo, w związku z czym studentka miała jeszcze trochę czasu na sprawy 'typowo ćpuńskie'.
O tym, że partnerzy będą dobierani za pomocą Słodkiej Swatki także doszły ją słuchy. I w sumie, pomysł wydawał jej się w miarę ciekawy, prócz tego że nie miała ochoty na bliższe stosunki z kimś, kogo nie znała. A przecież nie było nigdzie zaznaczone, że jako partner trafi jej się taki Gilbert, wiadomo.
W każdym razie, po uporaniu się z fryzurą i po założeniu JAKŻE ZAJEBISTEJ sukienki, Szarlotka spokojnie opuściła swoje dormitorium i z porównaniem do innych, nie gnała na szczyt wieży na złamanie karku, tylko spokojnym krokiem sie na nią udała. I wyjątkowo dzisiaj miała ochotę na tego typu imprezy, hohoho. Czyżby za dużo władowała?
No, a pół godziny później nareszcie dotarła na miejsce. No i pierwszy raz nie była spóźniona, bo na szczyt wieży uczniowie dopiero zaczęli się schodzić. O, i nawet dostał jej się numer alkowy. O, i był to numer PIERWSZY. No, to teraz wystarczyło udać się do tej pseudo karocy i zaczekać na swojego towarzysza. Tak więc mijając kilka nieznanych jej osób, Szarlotka weszła do owego pomieszczenia i tam postanowiła poczekać. A jak sie nie zjawi? No peszek, będzie więcej alkoholu dla niej. Płakać z tego powodu nie będziemy.


Ostatnio zmieniony przez Charlotte de La Brun dnia Nie Lut 12 2012, 19:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 00:20

tik tak tik tak
Ci wszyscy ludzie mówili głośno i bezsensownie, ale Aurelia była grzeczna i kiwała grzecznie głową w swojej czerwonej sukience z doliny Godryka, kiwała grzecznie głową i śmiała się perliście, nie rozumiejąc ich słów i intencji, ale rozumiejąc, że pewnych eliksirów nie winno się łączyć z feliksem, inaczej można skończyć jak ona i od tygodnia znajdować się w bliżej nieokreślonym stanie oderwania od rzeczywistości.
Ludzie mówili i śmiali się, ona mówiła mniej i śmiała się z nimi. Ale tak naprawdę nie myślała, że to wszystko jest śmieszne, myślała, że to jest smutne. Okręcała sobie kosmyk lśniących włosów dookoła palca i rozglądała się, a lazur tęczówek znikał co chwilę pod szalejącymi źrenicami, które z dziecinną ciekawością lustrowały innych i wypalało im znamię na duszy.
I usłyszała/zobaczyła, nieistotne, gdzieś swoje imię i numer siedemnaście, i ten sam numer widniał gdzieś, w czymś, nad czymś, to było dość jasne, więc udała się tam, pełna nadziei na koszyk prezentów z narkotykami.
Ale nie, było pusto.
Usiadła więc na miękkiej, mięciutkiej kanapie, położyła się minutę później, chcąc bardzo zasnąć na kolejne godziny i dni, ale wstała za sekundę, gdyż dostrzegła alkohol. Nie napełniła jednak kieliszka niczym, uprzednio wyjmując karty i rozkładając je na stół.
przegrasz, Aurelio?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://www.czarodzieje.org/t24-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t619-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t253-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 00:39

Choć trudniej byłoby to wszystko zostawić za sobą, gdyby też jej serce mogło przeskoczyć o jedno uderzenie na widok samej odchylanej zasłonki, mimo wszystko, gdzieś podświadomie, chciałaby mieć taką nadzieję. Dlatego też zupełnie nieśpiesznie i bez większego zainteresowania odwróciła głowę, a swe spojrzenie z etykiety wina, przeniosła na kogoś, kto do niej dołączył. Przez chwilę po prostu na niego patrzyła, rozgryzając w myślach, czyż to nie ironia, że wedle swatki, swojego idealnego partnera miała już za sobą? Przyłożyła kieliszek do ust, wypijając kolejny łyk i nie odrywając spojrzenia od swojego byłego, francuskiego chłopaka. Jej wzrok krótko przebiegł po jego sylwetce, zatrzymując się na ciemnych oczach. Claudzie Lavoie, dlaczego wyglądasz tak bardzo dobrze?
Będąc we Francji połączył ją romans z owych młodzieńcem, był to bardzo przyjemnie spędzony czas, a Claude zdecydowanie idealnie umilił jej chwile spędzane u nieciekawej rodziny. Kwintesencja wakacyjnego romansu.
- Zbyt niewiele, bym mogła powiedzieć, że zmieniłeś się nie do poznania - stwierdziła odrywając od niego spojrzenie, a kierując je do swojej torebki. Najwyższa pora poszukać papierosów. Niezwłocznie odpaliła go, a zapach rozluźniającej wanilii został zduszony przez tytoń. Skierowała też paczkę w stronę chłopaka, dając do zrozumienia, by się poczęstował. Nie tylko ona nie tryskała dziś walentynkową radością. - A i zbyt wiele, by powiedzieć, że to było jak wczoraj - uznała zaraz po tym zaciągając się papierosem. Wypuszczając dym z ust, skierowała go w stronę zasłonki, by choć jego cześć wyleciała poza to małe pomieszczenie.
- Miło Cię znów widzieć - Rzekła wracając spojrzeniem ku Claudowi i posyłając mu całkiem ciepły uśmiech. Bo podobał się jej ten wybór, podobało się jej, że swatka to właśnie jego tu wysłała. A i przebywanie wśród rozluźniających świec miało coraz cudowniejsze działanie. Teraz tylko musiała mówić tyle, by nie myśleć o walentynkach z zeszłego roku.
- We Francji też tak kiczowato organizowali wam walentynki? - Zapytała zupełnie zaraz po wcześniejszych słowach, przy tym z pewnym uśmieszkiem na ustach. Tak oto odganiając nieco ponurą atmosferę, która uparcie wiła się w alkowie numer szesnaście. Ach takie szczęście osób zbyt kurczowo uczepionych wszelakimi myślami do tych, których tu dziś wcale nie było.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Potters bar
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 236
Dodatkowo : Ćwierć-wil, rezerwowy obrońca
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3560-merlin-faleroy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3561-abdrakadabry-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5349-glupia-sowa-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7199-merlin-faleroy#204423




Moderator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 01:07

Walentynki. Ostatnie walentynki spędził… w sumie nie pamiętał. Zazwyczaj jego wspomnienia nie sięgały tak daleko pamięcią, o ile potrafił powiedzieć kiedy jaką koncepcję życia próbował uskuteczniać, zupełnie nie potrafił odpowiadać na pytanie co robił w jakieś szczególne dni. Jak to się stało, że Faleroy poszedł na ten śmieszny bal? Akurat kiedy były zapisy na niego, Merlin był w dziwnej ekstazie, swojego nowego pomysłu, by żyć w celibacie, co pomoże skupić się tylko i wyłącznie na sobie. Jakby odmawianie sobie przyjemności z innymi osobami, sprawiłoby, że będzie zupełnie niezależny. Dzięki temu, bez towarzystwa zamieszka gdzieś sam, zupełnie sam. Bez ludzi skupiających się tylko i wyłącznie na jego pięknie zewnętrznym. Mógłby być sam, ze sobą, gnijąc od środka, tak jak to robił skutecznie ostatnie parę lat. Ale oczywiście jak ten pomysł mógł się udać komuś pochłaniającego tak duże ilości alkoholu, przez co jego umysł i ciało wymykały się spod kontroli.
Nietrafiony, panie Faleroy.
Dzień balu był dniem, w których Ślizgon wyszedł ze swojego dormitorium. Przesiąknięty zapachem tytoniu i z obolałą głową, opukał się pod prysznicem, próbując zmyć z siebie gorycz ostatniej porażki. Na darmo, oczywiście. A skoro już wyszedł z pokoju, a wokół nie było nikogo, któremu mógł się wyżalić, musiał gdzieś iść. I wtedy przypomniał sobie o walentynkach. Wszyscy byli odstawieni niesamowicie, masy anonimowych ludzi wchodzące na wieżę astronomiczną, pełni ekscytacji. Przepychał się wokół tych gderających ludzi w czarnych rurach i białej koszuli, nie dość, że nie pierwszej świeżości to jeszcze z niedbale podwiniętymi rękawami i brzydko ułożonym kołnierzykiem. Niestety, jego przekleństwo genów i tak sprawiało, że wyglądał niechlujnie, a równocześnie w pewien sposób pięknie. Co za życie. Większość osób mówiło na temat zeswatania. Zapomniał zupełnie o tym. Podszedł bezmyślnie do kogoś kto powiedział jego imię i wcisnął mu do ręki numer siedemnaście, popychając go lekko w kierunku, w który miał się udać. Pod numerkiem osiemnaście stał chłopak w kapeluszu, który taksował go wzrokiem. Nic nowego, ale Merlin spojrzał na niego praktycznie nieobecnym spojrzeniem i zatrzymał się na chwilę. Skądś go kojarzył, po paru sekundach przypomniał sobie, że tamten jest sławnym muzykiem. Ach, niezawodna pamięć Ślizgona, zadowolony z siebie nawet uniósł do góry brwi do chłopaka i nie przejmując się nim więcej wszedł za zasłonę. W środku siedziała dziewczyna, której jedyną zaletą według niego, był fakt, że posiadała alkohol. Nie to, że był alkoholikiem… Ale czy on komukolwiek musi się tłumaczyć z tego co robi? Nawet sobie? Usiadł naprzeciwko niej i automatycznie sięgnął po wino, które wydawało mu się pewnie idealnie nostalgiczne do tej chwili. Nalał sobie kieliszek i postawił butelkę.
- Jestem Faleory – powiedział nagle do dziewczyny siedzącej naprzeciwko. Jego, z pewnością bardzo szczęśliwej, walentynki. Och dziewczyno, cóż za szczęście cię spotkało, wieczór z ćwierć- wilem, potrafiącym niesamowicie dobrze narzekać.
- A ty jesteś moją walentynką i grasz sobie właśnie sama w karty – powiedział nie wiadomo czy z ironią czy rozgoryczeniem, czy czym tam jeszcze. Podsunął jej butelkę. Był zbyt zajęty swoją niedolą, żeby zauważyć jej stan. Patrzył jednak ze zdziwieniem na jej poczynania w tym klaustrofobicznym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 01:22

Walentynki właściwie zupełnie nie były świętem na które Dexter Vanberg mógłby narzekać. Teoretycznie większość kręci nosem na atmosferę, na kicz, na to, że samotnym w ten dzień wszystko przypomina o tym, że ciągle nie mając co wpisać w rubryce „partner”. Miejmy jednak na uwadze to, że Dexter Vanberg, absolutnie nie był jak wszyscy! A więc owy muzyk, święto to uważał za wprost idealne. Otóż w ten dzień trzeba świętować miłość, a jak najlepiej jeśli nie poprzez bardzo przyjemne obcowanie z bardzo przyjemnymi osobami?
Nawet się zbytnio nie ociągał, tylko raz dwa wybrał jakieś super ubrania, czyli, czerwone rurki (wszak walentynki!), do tego czarną marynarkę, kapelusz w tej samej barwie, a pod tym fantastyczną i niepowtarzalną koszulkę z bardzo anatomicznym sercem. Ale co tam jego strój, przy tym tryskającym romantyzmem, wnętrzu pomieszczenia?! Tak poważnie, nie mógłby narzekać na alkowy w których było można się schować. Bardzo przyjemny wynalazek. Ale dobrze, wróćmy do akcji. Dex wszedł do sali od razu rozglądając się po stołach i szukając czegoś do picia. Poncz Hogwarcki był słabszy niż piwo kremowe, więc Vanberg wybrał opcję z wypaleniem jednego ze swoich skrętów. Pogrzebał za nim w kieszeni wyciągając go, a przy tym jakiś numerek. Tak właśnie przypomniał sobie o numerku 18, który ktoś mu wręczył tuż przed wejściem, a który bez zainteresowania wtenczas od razu wrzucił do kieszeni. I tak oto zorientował się, że tuż naprzeciw niego, jedno z tych dziwnych pomieszczeń, ma tenże właśnie numer. I gdy właśnie skierował swe kroki, ktoś mu mignął przed oczami, w równie czerwoniutkim stroju co jego. Aż prychnął pod nosem, orientując się, że to tylko Lsd. Zaciągnął się swoim skrętem opierając plecami o ścianę tuż przy tej magicznej zasłonie. W razie gdyby właśnie okazało się, że numer osiemnasty dostał ktoś z kim nie zamierzał spędzać ani trochę czasu, zawsze mógłby powiedzieć, że tak tylko sobie tu stoi i poważnie rozmyśla nad sensem życia. Poza tym obserwowanie pełnej sali ludzi było nieco ciekawsze niż pustego pomieszczenia. Jeśli chodzi o dostrzeganie, to między innymi zauważył pewnego blondyna. Vanberg miał całkiem dobry nos do potomków wil, a ten chłopak, najwyraźniej coś z nich musiał w sobie mieć. Jego wyobraźnia szybko zaczęła intensywnie pracować, gdy przez tą krótką chwilę mu się przyglądał, mimo iż, zdecydowanie nie był tak olśniewający jak Alexis, z którą, swoją drogą, spędził tu bardzo fajnie czas. I tak oto rozmyślając nad tymi głębokimi sprawami, Dex czekał, aż ktoś, komu przypadła ta sama alkowa w końcu się pojawi. Albo do momentu, aż nie znajdzie sobie jakiegoś interesującego towarzystwa na ten wieczór. Wszystko jedno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 08:23

A co robiła Desiree zanim przyszła na bal? Od dnia końca minęło parę dni. Nie wiedziała ile, czas przestał się dla niej liczyć. Nie była nawet pewna czy jeszcze jest luty czy może już listopad. Miała życia tak serdecznie dość, że nic nie było na tyle ważne by się tym przejmować...Nic oprócz wiadomo kogo. Wciąż nie mogła się pozbierać. Wyglądała coraz bardziej żałośnie. Nic nie jadła, nic nie piła, nie miała siły i powodu na to by się nawet umyć. Ale i tak wyglądała dobrze. Wiecznie siedziała skulona w rogu swojego łóżka, mając na sobie ten sam czarny dres. Płacz pozostawił jej makijaż rozmazany na jej twarzy, nawet tego nie zmyła, nie miała siły. W rękach ciągle trzymała butelkę Ognistej i raz po raz z niej popijała bezmyślnie gapiąc się w ścianę przed sobą. Nie miała pojęcia o tym, że dziś są Walentynki i nie miała zamiaru na nie iść. Bo i po co skoro nie miała z kim? Jej ukochany wyjechał i nie wrócił a ona ma iść się bawić? Pfff, śmieszne. Dopiero słysząc rozmowę koleżanek z dormitorium zrozumiała jaki dzisiaj dzień. Pamiętała o balu, słyszała o nim już dawno temu, wybierała się nawet na niego z Tristanem. Ale teraz, gdy jego już nie było, nie miała zamiaru na niego pójść. Gdyby nie jej przyjaciółka pewnie nadal siedziała by w łózku gapiąc się w ścianę i pijąc alkohol. Ale jedna z dziewcząt powiedziala twardo. -Musisz iść na bal, ogarnąć się. Nie możesz wiecznie się zamartwiać, Des. - Nie słuchała wyjaśnień dziewczyna, że ta, owszem, chce się zamartwiać. Nie wiedziała jak i kiedy została ubrana w sukienkę. Nie umalowała się ani nie uczesała, to było ponad jej siły. Potrząsnęła jedynie głową by włosy jakoś jej się tam ułożyły i została wypchnięta przez koleżanki z dormitorium. Przed wyjściem zgarnęła jeszcze do torby kilka butelek alkoholu i papierosów, bo nie wiedziała ile tego będzie na balu, a wiedziała, że na trzeźwo nie wytrzyma.Kląc wszystko na czym świat stoi ruszyła przed siebie w drodze jeszcze pytając gdzie jest ten cały "bal", bo tego już nie pamiętała. To, że nie w WS, a na Wieży przyjęla z ulgą. W każdej chwili może stamtąd skoczyć, no bo kto jej zabroni. Dotarła na miejsce i rozejrzała się dookoła. Walentynki. Cholernie beznadziejne, amerykańskie święto pełne amorków, różowych misiów, serduszek, słodyczy i przesadnie miłych ludzi i wszędzie całujacych się par. Idąc tu dziewczyna spotkała takich z milion co od raz przypomniało jej Tristana i spowodowało potok łez, których nawet nie była świadoma. Oczywiście panowała tu już miłosna atmosfera. Leciała nastrojowa muzyka i w ogóle. Parkiet był jeszcze pusty ale dziewczyna ze zdziwieniem zauważyła jakieś małe, latające karoce dookoła. W całej wieży roznosiła się jakaś biała mgiełka. Desiree nie zastanawiała się do czego ma ona służyć, ale musiala przyznać, ze robiło to wrażenie. Nie miała pojęcia, że owy atmosferyczny element miał za zadanie odprężać. Ale ona wcale a wcale nie czuła się odprężona. Widząc tą całą świąteczną otoczkę chciało jej się rzygać. Miała dość, najlepiej uciekła by z powrotem do lochów, ale wiedziała, że przyjaciółki jej nie puszczą, musiała zostać. Szczerze nie cierpiała tego święta. Wydawało się jej, że ludzie są wtedy wyjątkowo sztucznie uprzejmi i radośni, zachowując się ciapowato niczym Puchoni. Ciekawe co by o tym pomyślał Tristan, gdyby tu był...Zapewne spędzilby ten dzień z nią, tylko z nią. A ona przyjęłaby to z ochotą, z nim mogła chodzić wszędzie. A teraz była tu sama, mgiełka na nią nie zadziałała, wciąż miała łzy w oczach, a na dodatek jakaś Swatka miała ją dopasować do idealnego partnera....Czekaj, czekaj. STOP!!! Miała się tu z kimś spotkać? Z nie wiadomo kim, i miał to być niby jej idealny partner?? Czy wy jesteście głusi i ślepi?! Jej idealnego partnera już nie ma!!! Wyjechał sobie chuj wie dokąd i nie wróci! -No świetnie, kurwa, zajebiście. -skomentowała całą sytuację Ślizgonka rozglądając się za swoim numerkiem alkowy czyli piątym. Zapowiadał się wręcz CUDOWNY wieczór przesiąknięty miłością i czym tylko chcecie. Taaa, ale nie ze strony Desiree. Ona, moi drodzy, miała zamiar spławić tego faceta, co to niby ma być jej idealnym partnerem i się upić by zatopiona w marzeniach i wspomnieniach odpłynąć daleko stąd. No, ale na razie musiała się z tym kimś spotkać. Skierowała się do tego tajemniczego pomieszczenia i ze zdenerwowaniem przyjęła fakt, że już tam ktoś jest. Weszła i zerknęła w stronę chłopaka. Blond włosy, niebieskie oczy, to przypomniało jej...Nie, Desi, nie teraz, nie rozklejaj się, proszę, bądź twarda. Znała go. Wiedziała, że też jest ze Slytherinu, ma na imie Draco i jest dużo starszy od nich wszystkich. Wzruszyła ramionami. -Cześć. Dobrze wyglądasz. -wyrwało jej się nie wiadomo dlaczego, wcale nie kontrolowała tego co mówi, a ponadto po jej podbrzuszu rozniosło się przyjemne ciepło. Zerknęła w stronę barku z alkoholami. Nie piła ich, miała swoje butelki. Usiadła gdzieś w kącie i wyjęla papierosa. Może i pozbyła się agresji i chęci mordu na tej całej Swatce, dyrektorze i wszystkich innych co przyczynili się do tego balu, ale wciąż była spięta. Odpaliła fajkę i spojrzenie skierowała przed siebie. Tristan, gdybyś tu był, wszystko byłoby lepsze i prostsze...Dlaczego, powiedz mi dlaczego? Nawet nie zauważyła, że w jej oczach pojawiły się łzy. Zapach wanilii roznoszący się po alkowie wcale jej nie uspokoił, nic nie byłoby w stanie tego uczynić. Minęło jeszcze za mało czasu by przyzwyczaić się do sytuacji i braku dalszego sensu swojego życia. Nie wiem czy kiedykolwiek przyjmie do wiadomości ten stan rzeczy i wspomnienie Tristana nie będzie powodowało potoku łez i bólu w sercu. Po prostu nie wiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 113
  Liczba postów : 177




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 08:51

Summer natomiast o balu myślała z pewnym zaciekawieniem i podnieceniem. Czyżby to właśnie na nim miała odnaleźć swoją miłość? Czy jest to możliwe? Nie mila pojęcia, ale słyszała, że ponoć ma tak być. Słyszała też, że ta impreza ma być inna niż wszystkie dotychczas. Nie wiedziała, że rok temu w Walentynki stało się coś, czego do tej pory nie może zapomnieć połowa szkoły, zapewne nie czekałaby na ten dzień z takim entuzjazmem. A tak to wyczekiwała, czując pewnego rodzaju zaciekawienie przed nieznanym. Gotowa do wyjścia była już godzinę przed rozpoczęciem. Ubrana w delikatną, pudrową sukienkę przeczesywała przed toaletką swoje wyprostowane, ciemne włosy. Gdy nadeszła pora z uśmiechem ruszyła na Wieżę. Cieszyła się, że bal odbywa się właśnie tam. Dotarłszy na miejsce rozejrzała się dookoła. Wyczuwała w tym miejscu magię. Ale nie taką zwykłą. W powietrzu roznosiła się magia miłości, radości, spokoju, która to spowodowała, że Australijka poczuła się jeszcze lepiej niż dotychczas a na jej usta wpłynął jeszcze szerszy uśmiech. Wszędzie roznosiła się piękna, klimatyczna muzyka, biala mgiełka dawała temu miejscu jeszcze bardziej wyrazisty nastrój, unoszące się karoce wyglądały naprawdę magicznie, jak w jakimś Kopciuszku, a parkiet aż zapraszał do tańca. Dookoła sali rozstawione zostały sześcioosobowe stoliki, na których wręcz piętrzyło się od słodyczy. Dziewczyna zauważyła także naczynie z ponczem. Summer rozejrzała dookoła szukając czegoś ciekawego do spożycia. Z dziecięcą wręcz radością zauważyła nieopodal stojący pucharek z jej przysmakiem- miętowymi lodami. (swoją drogą, dobrze, że do słodyczy nie zostało nic dodane, człowiek nie mogłby bezkarnie nic zjeść bez odczuwania zauroczenia czy popędu seksualnego XD) Chwyciła więc go i poszła dalej rozglądając się po pomieszczeniu i wsłuchując w cudowną muzykę. Musiała przyznać, ten kto organizował ten bal naprawdę się postarał. Widać było, że miłość wprost unosi się w powietrzu! (A nie, wybaczcie, to mgła xD) Lekkim krokiem ruszyła ku alkowie numer DZIESIĘĆ, bo właśnie tam miała poznać swój ideał. Weszła do karocy, od razu zauważając ten niezwykły zapach w niej się unoszący. Wanilia. Wciągnęła go nosem i poczuła jak ogarnia ją błogi spokój. Nie było jeszcze nikogo, miejmy nadzieję, że jej partner pojawi się niedługo! Przycupnęła sobie gdzieś, oparła głową o ścianę, i wciąż trwając w owym błogostanie przymknęła oczy i wciąż lekko się uśmiechając poczęła pałaszować swoje lody, w oczekiwaniu na towarzysza dzisiejszego wieczoru wsłuchiwała się w muzykę, która to była słyszalna również w pomieszczeniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 10:55

To był dzień przesycony dylematami, drobnymi dramatami i przyspieszającego niepokojąco tętna.
Colset przechodziła ostatnimi czasy okres przypadkowego odosobnienia i głębokich i w ogóle egzystencjalnych refleksji. Nie spotykała się z wieloma ludźmi z racji dla Krukonki typowej, a mianowicie analizatorski nastrój mode on. Przesiadywała i obserwowała, bo potrzebowała wniosków.
Trwało to kilkanaście dni, poprzedzonych życiem fantastycznym i, hmm... fantazyjnym. Spełniała się wówczas iście nimfomańsko, dla dobrego zdrowia oczywiście! Jeśli istnieje prawo natury dotyczące nadmiaru endorfiny to zdawałoby się, że spełniała je Venge. Zdawało. Bo tak na serio to męczące na dłuższą metę okazuje się spełnianie czysto fizycznych potrzeb, nie było jej przeznaczone hedonistyczne opierdalanie się w żadnym wypadku.
Jak przystało na stałą i permanentną ofiarę egzaltacji i dziwnych usiłowań sprostania celom z około górnej półki popadła ze skrajności w skrajność. I wyalienowała się, nurkując w otchłanie głowy. Trochę to henrykowskie, nawiązując do jednej z tych mugolskich lektur, które w jej chętne i wypielęgnowane raczki wpadły, o absurdalnym i w ogóle takim nie z tej ziemi tytule. Coś o śmiesznych samozwańczych istotach nadprzyrodzonych z niebios i komedii.
Do dziś wróćmy jednak. Bo w związku z tym całym wyobcowaniem, kontrastującym z wcześniejszymi igraszkami stałymi zdecydowała że warto próbować przełamywać te sztormowe fale tendencji i w chwilach wyobcowania szukać ludzi. I na odwrót. Po co? Żeby sobie urozmaicić egzystencję, chociażby. Więc przybyła. Nie tak, żeby się wybitnie przemóc musiała, nie wykrzywiła grymasem pogardy buźki ANI RAZU na widok nadchodzącej kobieciny, zwanej potocznie swatką, która była przesiąknięta słodyczą i wręcz nią emanowała, nie spiorunowała wzrokiem osoby wręczającej jej do ręki jakiś zwitek pergaminu, tylko lekko zaintrygowana rozwinęła go i odczytała wykaligrafowaną starannie cyfrę, nie zatykała nosa czując ciężkie piżmo, wanilię i coś drażniącego nozdrza w bardziej przyjemny sposób. Z lekkim otępieniem i biernością wypisaną na twarzy wielkimi literami przedzierała się przez gąszcz ciał, stolików i innych przecież tak jej teraz zbędnych elementów!
Przelawirowywała właśnie zręcznie między jakąś grupką ludzi z niebezpiecznie przychylonymi kielichami ponczu (tu lekkie zawirowanie w głowie i galop serca gdy w tłumie mignął jej Claude), osłaniając dzięki zręcznym wygibasom koronkową kieckę z głębokim wycięciem na plecach i rozejrzała się, próbując odszukać osiemnastkę. Miała zamiar do alkowy wejść wdzięcznie ładnie i powabnie, uśmiechnąć się tajemniczo i uroczo do jej wybranego przez swatkę towarzysza i pooperować delikatnie aluzją podczas przyjemnej pogawędki, która poprzedzi odwrót na pięcie, ale cały misternie ułożony plan runął. Bo był to plan którego drugą częścią składową miała być przypadkowa osoba, Cols nie wierzyła w swoje pokręcone szczęście ani nie ufała swatce na tyle by założyć że sparuje ją z kimś jej odpowiadającym. A tu masz babo placek. Całkiem przystojny. Nieziemsko pociągający. Stojący przed JEJ alkową. Nie wiedziała do końca czy Vanberg jest jej dzisiejszym przeznaczeniem, ale odkładając te myśli na później uśmiechnęła się szeroko i przyspieszyła kroku, by w swoją dłoń mało delikatnie schwycić jego serce... no dobra koszulkę... i bez słowa wciągnąć w przesyconą aromatyczną wonią alkowę.
- Cześć Vanberg - rzuciła, rozglądając się z oceniającym i kalkulującym wyrazem na twarzy po wnętrzu. - Słyszałam, że jesteś moją miłością - strzeliła, przenosząc spojrzenie na chłopaka, a konkretniej jego dość trudne do przeoczenia spodnie. Krzykliwe w swym kolorycie.


Ostatnio zmieniony przez Colset A.Venge dnia Nie Lut 12 2012, 12:22, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 11:43

Gdyby wiedział, że na balu walentynkowym trafi mu się dziewczyna, która dopiero co przeżyła bolesne rozstanie z chłopakiem to chyba by po prostu uciekł. Osobiście nienawidził unikania kłopotów i starał się tego nie robić, zawsze stawiał im czoło. Ale taka sprawa to nie jest zwykły kłopot. W końcu powinna być tutaj z mężczyzną, którego kocha, a nie z całkiem nieznanym sobie partnerem i jeszcze w pewien sposób zmuszona do zabawy z nim. Podłość nie zna granic. I nawet on by nie był zdolny by aż tak kogoś zranić zaraz przed balem walentynkowym.
No, ale własciwie Dracon nie miał o niczym pojęcia. Dlatego właśnie w tym momencie czekał w środku i z ogromnym zaangażowaniem bawił się już pustym kubeczkiem po czerwonym winie. Uwielbiał ten rodzaj alkoholu. Ale rzadko go pijał ze względu na to, że jego zdaniem spożywanie wina wymagało dostojnej sytuacji. Jednak teraz sam jeden, w półmroku. Będąc na nawet wygodnym krześle i pukając lekko kubeczkiem o stolik... No dobra, nie była to dostojna sytuacja. Ale miał ochotę, dlatego wypił jeszcze kilka łyków nieświadomy tego, że w środku czai się podstęp. Któż bowiem miał go ostrzec, że większa ilość alkoholu w pewien sposób go pobudzi? Nie był to jakiś szczególny skutek. Po prostu jego policzki były naprawdę nieznacznie zaróżowione i ktoś, kto go nie znał tak dobrze jak on sam nie zauważyłby różnicy. Co do reszty? Za mało jeszcze wypił po prostu, przynajmniej na to wyglądało.
Nudził się. Po prostu naprawdę się już nudził. A to sprawiło, to i afrodyzjak, że powoli nie mógł się już doczekać tego kto tu wejdzie. I.. Boże! On już nawet zaczął myśleć, że kobieta, która się tutaj pojawi faktycznie może być jego ideałem. Ta atmosfera naprawdę źle na niego działała. Boże, jeszcze zacznie ją podrywać, a to by naprawdę była dla niego nie lada odmiana.
Kiedy dziewczyna weszła nawet przez chwilę poczuł się tak, jakby jako dżentelmen powinien wstać. Ale nie jest dżentelmenem, dlatego siedział na krześle i obserwował ją dokładnie. Czy ją kojarzył? No oczywiście. Jak można nie poznawać ludzi, którzy są z jego domu? Może między nimi była dość spora granica wiekowa, ale widywał ją i ją pamięta. Jednakże nie kojarzył by kiedykolwiek z nią rozmawiał. Dlatego ciekawił się na jakiej podstawie swatka uznała, że do siebie pasują. Szczególnie, że on ma jakieś pięć minut, żeby się zastanowić nad tym, jak ona właściwie ma na imię. Kojarzył jedynie, że ludzie mówią do niej Des. Ale jak właściwie w pełni się zwie? Postanowił po prostu na razie ani nie pytać, ani nie mówić do niej po imieniu. To będzie najlepsze wyjście.
- Dzięki – Odpowiedział cicho słysząc, że dobrze wygląda. Wiedział to bardzo dobrze, w końcu jest osobą dość dumną i pyszną osobą i zna swoja wartość aż przesadnie. Ale poczuł się miło. Obejrzał dokładnie kobietę zastanawiając się, czy może powiedzieć jej to samo. Ładna sukienka, bo na to głównie zwrócił uwagę, ale... Jej twarz byłą wyraźnie obdarzona jakimś bólem. I jeszcze nie wiedział, co takiego się stało przed balem. Ale mimo wszystko bał się popełnić gafy. Nie chciał jej jeszcze bardziej zranić. Nie kopał prawie nieznajomego leżącego. Przecież nie musiał od raz wydać się potworem dla młodszej koleżanki.
Już chciał coś powiedzieć jednakże w jej oczach dostrzegł słone krople. Był szczególnie wrażliwy na damskie łzy. Szczególnie, jeśli nie były wywołane przez niego. Po prostu kiedy widział, że ktoś naprawdę ma problem, a nie jest to po prostu wymuszanie czegoś, czy inne głupoty, to naprawdę czuł, że wręcz go to boli. Sięgnął nad stolikiem i złapał papierosa dziewczyny. Zgasił go o popielniczkę. Nienawidził palenia. Naprawdę mu się od tego niedobrze robiło, szczególnie w takim ciasnym pomieszczeniu bez okien. Dlatego wolał w miarę szybko pozbawić powietrze tego zapachu zanim niestety będzie musiał stad wyjść.
- Widzę, że ten wieczór nie będzie dla ciebie przyjemny cokolwiek zrobię. Może więc masz ochotę się wygadać? - Zaproponował.. Uwaga, pierwszy raz w życiu. Nie lubił słuchać o problemach i nigdy nie robił tego, co trzeba. Ale teraz tylko to w jego mniemaniu było właściwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 13:26

Fakt, zostawienie dziewczyny na kilka dni przed Walentynkami, szczególnie, że z tej okazji odbywała się jakaś impreza jest niebywałym świństwem, który nie powinien być wybaczony. Ale Desiree nie myślała o tym w tych kategoriach, nie potrafiłaby być wściekła na swojego rycerza, że ten absolutnie nie postąpił po rycersku. Po prostu za bardzo go kochała i za nim tęskniła, żeby mieć o cokolwiek teraz pretensje. Szła na ten bal zupełnie z tego faktu niezadowolona, już od razu współczując osobie, która jej się trafi. No bo kto chciałby spędzać ten uroczy w swojej dacie dzień z głęboko zrozpaczoną osobą. No nikt raczej. Dlatego nie miałaby pretensji jakby chłopak od razu uciekł. Siedziała gapiąc się bezmyślnie w przestrzeń nawet nie zauważając faktu, że straciła papierosa. Faktycznie, nie powinna palić w tak małym pomieszczeniu. Ale ona nigdy nie robi to co akurat powinna, więc wcale mnie to nie dziwi. To, że nie ma już w palcach fajki skwitowała tylko cichym westchnięciem, w końcu kierując wzrok ku Draconowi. Miała szczęście chociaż w tym, że trafił jej się Ślizgon a nie jakiś Puchon, który w swej wesołości chciałby za wszelką cenę ją rozweselić. Niepotrzebny trud. Czując na swojej twarzy spojrzenie chłopaka poczęła się zastanawiać czemu jej się tak przygląda. Gdy zrozumiała, że w jej oczach widnieją łzy przeklęła w myślach i natychmiast je wytarła. Pomińmy fakt, że i tak wyglądała żałośnie, tak jak tylko można wyglądać po długim płaczu. Ale autentycznie zrobiło jej się żal Dracona. Zamiast bawić się z jakąś wesołą dziewczyną, która by chciala z nim tańczyć, podrywała go i Merlin wie co jeszcze, trafiła mu się taka Desiree co najchętniej z tego miejsca popełniłaby samobójstwo. Nie nadawała się na bal Walentynkowy. Już bardziej na stypę czy zaduszki. -Wybacz. -mruknęła cicho. - Walentynki...-prychnęła. Głupie amerykańskie święto pełne zakochanych par, różu, czekoladek, serduszek i amorków. Fajnie jest dopóki ktoś ma z kim je spędzać. Jeszcze niedawno Des zastanawiała się z entuzjazmem co kupi na nie Tristanowi i gdzie pójdą. A teraz? Zakopała by się w swoim łóżku i piła, tak po prostu. - Zapewne widzisz, że nie mam nastroju na zabawę. I przepraszam, że akurat ja ci się trafiłam. -czy wy też zdziwiliście się tym, że przeprasza za coś na co nie miała wpływu? Bo ja bardzo. Ale zostawmy to. - Wcale nie chciałam tu przychodzić, zostałam wypchnięta z dormitorium. Ale przyrzekam, że postaram się choć udawać zadowoloną i dobrze się bawiącą. Nie chcialabym psuć ci wieczoru. -wyjaśniała Desiree. Zdziwiło ją to, że chłopak, praktycznie jej obcy, się o nią troszczy, bo tak to przynajmniej odebrała. I to jeszcze z jej domu! Mało kiedy można tam spotkać jakiegoś faceta, proponującego wygadanie się. Inny to zapewne widząc jakże nieszczęśliwą ma partnerkę zostawiłby ją i poszedł do innej, pasującej do nastroju balu. A on tu wypytuje czy chciałaby się wygadać. Gdy usłyszała jego pytanie uśmiechnęła się lekko. -Dzięki...-wyjęła z torebki jakąś butelkę i upiła łyk. A tak, znowu Ognista. Ostatnio dużo jej piła. Momentalnie spoważniała i posmutniała. -Ech, nie ma o czym gadać tak naprawdę...Parę dni przed feriami zaczęłam się z kimś spotykać. Naprawdę go kochałam, i było mi dobrze. On też był na Słowacji, ale nie spotkaliśmy się ani razu, szukałam go jak głupia, ale bez skutku. Kilka dni temu dostałam od niego list. "Wyjechałem.
Kocham cię mocno lecz nie mogłem cie zabrać ze sobą.
Nie martw się o mnie. Nigdy o tobie nie zapomnę.
Najlepiej będzie jak zapomnisz o mnie, bo nigdy nie wrócę .
Wybacz mi za wszystkie przykre chwile i dziękuje ci za te wspaniałe..."Kilka dni przed Walentynkami, wyobrażasz to sobie? -spojrzała na chłopaka. W jej oczach pojawiły się iskierki smutku i bólu. Ale nie mogła płakać. W życiu nie płakała publicznie i nie miała takiego zamiaru. Kit z tym, że to miejsce bylo bardziej prywatne, w końcu byli tu tylko on i ona. -Ale...nie mówmy o tym. Jest Dzień Zakochanych, trzeba się bawić! - wysiliła się na sztuczny uśmiech i przyłożyła szyjkę butelki do warg po czym skierowała ją w stronę Draco. -Napijesz się? To wino nie wygląda zbyt ciekawie, raczej...podejrzanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 13:53

Walentynki w takim towarzystwie to naprawdę nie był najlepszy pomysł. Dracon idąc tu naprawdę myślał o tym, żeby się wręcz powiesić. I szczerze mówiąc sam czuł, że nikt z nim się nie będzie dobrze bawić. Bo tylko jedna dziewczyna tak naprawdę mogła go uszczęśliwić, ale ona tutaj nie weszła. Zresztą, już od bardzo dawna nie rozmawiają ze sobą, więc nie mógł nawet marzyć o tym, że dzisiejszy dzień spędzą razem. Więc można powiedzieć, że trafił swój na swego. Zrozpaczona Des i pochmurny Dracon. Faktycznie, mogą spędzić dzisiejszy dzień nawet miło o ile tylko ta atmosfera różowych czy tam czerwonych serduszek nie dobije jednego z nich, chociaż ten alkohol naprawdę mu mieszał w głowie bardziej niż dekoracje. Także co chwilę miał inne zdanie o tym wszystkim. Dlatego go raczej nie wypowiadał na głos.
Widząc, jak Des ociera łzy ponownie nachylił się nad stołem i wierzchem dłoni starł jej resztki smug, które pozostały po długich minutach płaczu, czy nawet godzinach. Nie wiedział, ale pewne było, że to nie było tylko chwilowe załamanie, które dosłownie za chwilę zostanie zastąpione przez radość. I ciekawił się, kto był aż tak potworny, że wyrządził jej taką krzywdę.
- I tak nie lubię walentynek. Nigdy ich nie obchodziłem i raczej nie będę. To tylko po to żeby sobie dzieciaczki mogły miłość wyznać na anonimowych kartkach. W ogóle ten bal to głupi pomysł – Odpowiedział jej w pełni przekonany do swojego zdania, chociaż miał wrażenie, że jeszcze chwila i za chwilę zacznie gadać głupoty jaki to piękny dzień! Jeszcze chwila i pewnie nawet dostanie jakąś strzałą kupidyna w tyłek. Aa! Chronić pośladki chronić pośladki! Następnym razem weźmie metalowe gacie.
- Nie musisz udawać. Jak dla mnie, to możemy sobie cały wieczór po marudzić i spić się do nieprzytomności. Co powiesz na to? - Zaproponował będąc prawie pewny, że taka wizja wieczoru będzie interesująca nie tylko dla niej, ale i dla niego. Może potem załatwi sobie jakiś przygodny seks? Raczej nie z dziewczyną, która siedzi przed nim, ale wyjdzie i znajdzie się w jakiejś alkowie z panienką, która została opuszczona przez równie jak oni niezadowolonego czy zgorzkniałego partnera. Nawet jedno dziecko sobie już upatrzył i wydawało się być bardzo naiwne. Ale zostawmy ten temat. Teraz ma, o dziwo, ważniejsze rzeczy do roboty.
Faktycznie troska z jego strony była niespotykana. Ale jednocześnie to, że byli z jednego domu sprawiało, że czuł między nimi jakąś więź. Wysłuchał ją więc zastanawiając się nad tym wszystkim. Jak można pożegnać się z ukochaną w taki sposób? Przez list? To już było naprawdę świństwo. Gdyby ktoś zrobił coś takiego jego przyjaciółce, to by własnoręcznie go znalazł i udusił. Własnymi rękami. Żeby mieć z tego większą radość niż z użycia Avady Kedavry. Ale Des nie była mu aż taka bliska. Więc po prostu wysłuchał.
- Wiesz... - Zaczął biorąc od niej butelkę. Miała rację, naprawdę wino było podejrzane. Upił ze dwa czy trzy łyki i oddał jej trunek. Potem pomyślał jeszcze chwilę i począł kontynuować zdanie.
- Może to nie była miłość tylko zauroczenie? Bo miłość jest tylko jedna. I ulokowana we właściwą osobę. A to... To był po prostu drań. To oczywiste, że będziesz cierpieć. Ale... Proszę nie płacz. Nie mogę patrzeć jak płaczesz przez takiego dupka – Wyszeptał cicho i co najdziwniejsze w pełni szczerze. Naprawdę nie mógł patrzeć jak prześliczna dziewczyna siedzi i płacze, szczególnie, że jest ślizgonką i zdawało mu się, że takie załamanie u nich w domu prawie nigdy nie występuje. Pukał cicho opuszkami po blat stołu. Nie chciał, żeby się bawiła na siłę. Bo sam nie potrafił się teraz bawić i nie chciał.
- Lepiej, że go nie ma. Bardziej by cie bolało gdyby był tutaj na miejscu i spotykał się z jakąś ani troszkę od ciebie nie lepszą lafiryndą. Więc jest tego dobra strona, chociaż prawie niewidoczna. I nauczy cię to lepiej wybierać – Dodał chwilę później oglądając etykietkę owego podejrzanego wina. Niestety nie pisało jakie ma efekty uboczne. A trochę go wypił i chciał się dowiedzieć za wszelką cenę. Ale jak na razie dowiedział się, że chyba trunek przeszkodził mu w ukrywaniu uczuć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 15:01

Desiree stanowczo wyrządzono wielką krzywdę, tak wielką, iż nie wiadomo kiedy się pozbiera. Nie było to chwilowe załamanie, fakt.
To, że chłopak starł z jej policzków resztki łez skwitowała smutnym uśmiechem jednocześnie czując, ze przeszywa ją jakiś dreszcz. Ślizgon miał niezwykle miękką skórę, a ten dotyk przypomniał jej to jak Tristan zwykł głaskać ją właśnie po tym samym policzku, dokładnie w ten sam sposób. Zawsze lubiła jak jej chłopak to robił, było to takie delikatne i czułe, sprawiało więcej przyjemności niż seks, naprawdę. Słysząc opinię chłopaka na temat Walentynek pokiwała głową. -Taaa, dokładnie. Te wszystkie słodkie, zakochane pary, amorki, różowe misie, oszaleć można. A ten bal...okej, ale nie w takich okolicznościach...-stwierdziła Desiree. Spojrzała na Dracona, który miał taką jakąś dziwną minę, jakby ogłupiałą. Może te wino faktycznie było jakieś zatrute czy coś? Całe szczęście, że zapobiegliwa Aileen miała przy sobie całą masę alkoholu. A słysząc jego wizję wieczoru musiala przyznać, że Ślizgon jest całkiem w porządku. -Właśnie to miałam robić do końca życia...to znaczy dnia. Ale zawsze to lepiej w towarzystwie w sumie, więc czemu by nie. -przyznała chłopakowi rację. Nie ma co, idealny bal walentynkowy. Do tego faktycznie można by dołączyć przygodny seks, jednak Desiree zdecydowanie nie miała na to ochoty, nawet jakby była pijana. Ponoć najlepszym sposobem na zapomnienie o kimś jest upić się, przeżyć jakąś jednonocną przygodę...a później nawet zakochać się w kimś innym. Ale była na takim etapie, że było to dla niej wprost niemożliwe.
Zerwanie przez list było rzeczywiście wielkim świństwem ze strony Tristana. Ślizgonka nie rozpaczałaby pewnie tak gdyby się z nią spotkał, wyjaśnił jej wszystko. Byłoby inaczej. Mogłaby go spytać gdzie wyjeżdża, po co. A tak to nie wie nic i tym bardziej się martwi. Nie rozumiała tego. A słowa Draco jeszcze bardziej ją zdenerwowały. Nie myślała o tym w tych kategoriach, było jeszcze za wcześnie. Może za tydzień, za miesiąc będzie w stanie się na Puchona wkurzyć. Ale nie teraz. Dlatego gdy jej towarzysz zaczął swoją wypowiedź momentalnie zmienił jej się wyraz twarzy. Widać było, że jest lekko poirytowana, a jednocześnie smutna. W głębi duszy wiedziała, że on ma rację, ale za Chiny by się do tego nie przyznała. Przechwyciła butelkę, upiła łyk i na moment ją odstawiła spoglądając w oczy chłopaka. -Nie mów tak. Nie znasz go. On mnie kochał, bardzo kochał. Wiem o tym...Ja też go kochałam. Nigdy wcześniej nie czułam takiego czego do nikogo, i nigdy nie poczuję. Jestem tego pewna...A dlaczego to zrobił, dlaczego tak...nie wiem, po prostu...może musiał nagle wracać do domu, może coś się stało, może....Po prostu to wiem. -urwała. Nie miala siły mu tego tłumaczyć, nie zrozumiałby. Była pewna uczuć zarówno chłopaka jak i swoich. Wciąż miała nadzieję, że kiedyś go zobaczy, dotknie, pocałuje...Tylko ta nadzieja dawała jej szansę na przeżycie. Gdy Draco poprosił ją żeby nie płakała po prostu pokiwała głową. Nie miała zamiaru, nie tu, nie teraz. I o dziwo wizja siedzenia tutaj ze ślizgonem i upijania się do nieprzytomności wydała się nadzwyczaj słuszna. Przynajmniej nie męczy się z jakimś Puchoniątkiem, tylko z kimś podobnym sobie, bo mieszkańcy ich domu byli do siebie raczej podobni. Teraz gdy już tutaj przyszła zrozumiała nawet, że dobrze zrobiła nie zostając sama w pokoju. Gdy chłopak ponownie się odezwał spojrzała na niego zdziwiona. Tristan i jakaś...o nie, ta wizja była tak śmieszna, że dziewczyna nie wytrzymała. Po raz pierwszy od czterech dni wybuchła głośnym, szczerym śmiechem. O rany, cóż za postęp! -Hahaha...nie...to się tak bardzo kłóci z jego charakterem, że na pewno by tego nie zrobił...hahahah- wykrztusiła pomiędzy salwami śmiechu. Serio, wizja tego jak to Tristan ją zradza wydała jej się nadzwyczaj zabawna. Po chwili jednak spoważniała. -Nie słyszałeś go więc nie wiesz jak to jest. Jego wyznania były szczere, wiem, że kochał mnie równie mocno jak ja jego. Nie wiem dlaczego postąpił jak postąpił, ale tego jestem pewna na sto procent. Jego uczucia. -mówiła hardo patrząc na Dracona. Wiedziała, że to co mówi jest prawdą. A to, że chłopak tego nie rozumiał to nie była jego wina i nie miała mu tego za złe. -Był dobrym wyborem. Najlepszym jakiego mogłam dokonać. I wiem, że nie zapomnę o nim, nigdy. -chwyciła swoją butelkę z alkoholem. Obracała ją w dłoni, przez chwilę obserwując uważnie jej etykietę. -Wiem, że nie zrozumiesz. I być może nawet uważasz, że jestem głupia i naiwna. Nie mam ci tego za złe. Zdaję sobie sprawę, że może tak być.-dodała spoglądając na niego uważnie ponad szyjką whisky, którą właśnie przechylała by upić z niej łyk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 28
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 15:48

Draco może nie był w tym dobry. Nie był osobą, do której przychodzi się po poradę, kiedy ma się jakiś szczególny problem. Bo on miał gdzieś ludzkie bolączki zazwyczaj. No ale teraz chciał pomóc dziewczynie się pozbierać. Naprawdę nie mógł patrzeć na to, jak ona się doprowadza do takiego stanu. Kobieta, która myśli o samobójstwie to najgorszy i najbardziej bolesny widok szczególnie, jeśli wywołany właśnie przez jakiegoś drania.
Dla niego ten gest nie był jakiś szczególny. Równie dobrze mógł to zrobić chusteczką czy czymś. Raczej nie głaskał dziewczyn po policzku, a raczej po włosach. Kiedy jakąś kochał to jeszcze chętniej całymi dniami ją przytulał do siebie nie pozwalając jej zająć się nikim innym, bo przecież on jest najważniejszy. Ot słodki egoista. On nieświadomie spragniony ciepła podczas gdy ona je traci. Naprawdę nieźle ich dobrano. Może Swatka jednak jest mądrzejsza niż mu się zdawało. Ale dziękować jej nie będzie.
- Jak już chce spędzać ten dzień to moim zdaniem niech to robią we dwójkę sobie w odosobnieniu. Nie trzeba w oto od razu angażować całej szkoły i jeszcze ludzi ze sobą na siłę łączyć – Odpowiedział jej jeszcze w jakiś wewnętrzny sposób ciesząc się, że przynajmniej normalnie rozmawiają. Naprawdę nieprzyjemnie by było, gdyby siedziała i całkiem go ignorowała przejmując się tylko sobą, chociaż w takich okolicznościach miała do tego pełne prawo.
- Do końca życia to bez przesady. Ktoś mi kiedyś mówił, że słońce w końcu wybuchnie, ale do tego czasu zawsze będzie wschodzić i po burzy da tęczę – Skwitował po czym począł w tym wszystkim badziewiu szukać jakiegoś pijalnego, mocnego alkoholu. Kto mu niegdyś starał się wpoić tą myśl? A no mama. Ale jakoś rzadko jej używał w swoim życiu. Po prostu to był wieczny pesymista i pan „nienawidzę świata”. Ale przecież innym może przekazać tą jakże niesamowitą wiadomość, wiedzę, no nie? A nuż się to kiedyś komuś przyda i poprawi humor.
- Wybacz, że cię brutalnie uderzam prawdą, ale ktoś musi. W końcu nie jesteś dzieckiem Desire i musisz zrozumieć to prędzej czy później. Jeśli się kogoś kocha, to żeby nie wiem co się go nie zostawia. A jeśli już jest się do tego zmuszonym, to obowiązkiem jest to wytłumaczyć. Nawet, jeśli to ma być naprawdę kilka bezpodstawnych slow, to jednak i tak będzie to zdanie mówiące dlaczego to wszystko co było niszczy – Wiedział coś o tym. Musiał zostawić dziewczynę, którą ogromnie kochał. Jaki podał wtedy powód? Powiedział jej, że nie może z nią być bo dobrze wie, że do końca życia będzie ją tylko i wyłącznie ranił. Dostał w twarz, ona płakała. Od tego momentu go nienawidzi. Ale to na pewno było lepsze niż to, co zrobił jej ten cały Tristan.
Nie spodziewał się takiej reakcji na jego wypowiedź. Ale kiedy wybuchnęła śmiechem sam nikle uniósł jeden z kącików ust. Dobrze było to słyszeć. Chyba mimo iż myślał, że nigdy mu to nie wychodzi i nie jest zabawny to poprawił jej humor. Chociaż tyle.
- Nie uważam, że jesteś głupia. Po prostu wiem jacy jesteśmy. Przynajmniej jaka jest większość z nas. Ale może masz racje. Nie znam go i nie wiem o nim nic. Chociaż dzięki temu mogę obiektywnie na to spojrzeń – Podsumował cicho i westchnął siadając niezadowolony. Żadnego mało podejrzanego alkoholu. Przegryzł lekko dolną wargę, chwilę się zastanowił i spojrzał na ślizgonkę.
- Dużo masz jeszcze zapasów ognistej przy sobie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 16:16

Kiedy wchodziłem na wieżę moje myśli wędrowały ku przeszłym zdarzeniom, szczególnie tym które rozegrały się dokładnie rok temu. Tym tragicznym, a jednocześnie magicznym chwilą które miały miejsce w podobny wieczór jak dzisiejszy. Śmierć, pożądanie, niebezpieczeństwo oraz uczucia to wszystko mieszało się w moim umyśle tworząc burzę nad którą trudno mi było zapanować. Nie mogłem stwierdzić czy mi się to podobało czy też nie gdyż przyjemne mieszało się z bólem i mrokiem. Kiedy pojawiłem się na szczycie mocno potrząsnąłem głową by złe obrazy znikły, a pozostały tylko te miłe. Od razu przypomniałem sobie smak oraz zapach Płomyczka, kiedy pierwszy raz nasze usta złączyły się w pocałunku...Z lekko zarysowanym uśmiechem na wargach ruszyłem do alkowy numer 14. Nadal nie mogłem przyzwyczaić się do bali wyprawianych na modłę europejską, wystrój był ciekawy, choć nie odpowiadał dokładnie moim preferencją. Ale przecież to nie miało większego znaczenia, najważniejsze że Marg tu będzie, zresztą dla Niej ubrałem się w elegancki strój uszyty na modłę tych ziem. Uczniowie i uczennice powoli schodzili na przyjęcie i zmierzali do alków by się dowiedzieć kto jest tym wymarzonym partnerem. W moim sercu istniała tylko jedna taka osoba i to z Nią zamierzałem spędzić dzisiejszy wieczór. Zdecydowanie nie pojmowałem tej całej zabawy którą organizowała Swatka, tak samo nie rozumiałem pojęcia walentynek, ale przecież nie musiałem i to mi odpowiadało. Usiadłem wygodnie w środku alkowy przymykając odsłonięte oko, teraz wystarczyło czekać, co nie przyszło mi z łatwością, ale przecież uwielbiałem czekać. Dzięki temu w pełni mogłem odczuć szczęście kiedy moje oczekiwanie się kończyło. Towarzyszył mi w tym przyjemny zapach który wpływał kojąco na mój umysł i serce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 17:08

-Dokładnie. A potem się okazuje, że na przykład Swatka sparowała dwoje ludzi, którzy się szczerze nienawidzą i potem mają cały wieczór spieprzony, ot co. -skwitowała jego słowa. Może faktycznie ten bal nie będzie taki zły. Przynajmniej sobie pogadają i się upiją, o. A musiała przyznać, że był całkiem w porządku. I tak, na początku miała zamiar siedzieć i się nie odzywać, ale nie jest aż tak zadufana w sobie żeby komuś niszczyć w ten sposób wieczór. Słysząc jego poradę lekko się zadumała nad swoją przyszłością. Czy miał rację? I kiedy ona zdoła na tyle się pozbierać by normalnie żyć? Na razie się na to nie zapowiadało, ale kto wie co przyniesie jutro...-Tak myślisz? Mądrze powiedziane. Ale nie wiem jak to będzie...Na razie mam ochotę po prostu płakać, płakać i płakać...-wyjaśniła krotko. Po chwili jednak dodała: -Spokojnie, na razie tego robić nie zamierzam. -przecież obiecała, nie? Może i nie poprawił jej tym humoru, ani nie uspokoił ale ucieszyła się, że spotkała kogoś kto by z nią normalnie rozmawiał. Dotychczas spotykała się jedynie z marudzeniem i pocieszaniem "Des, ogarnij się. To przecież nie koniec świata. A on? To tylko zwykły puchon. Nawet lepiej, że odszedł, w końcu kto to widział Ślizgonka i Żółtek? To nie miało prawa bytu w ogóle." Tak, z takimi opiniami się spotykała. I słysząc je miała ochotę tą osobę zabić. Nie, to nie był zwykły Puchon. I tak, dla niej to był koniec świata. Osobisty koniec, ale jednak.
-Wierz mi, ja wiem o tym wszystkim. Wiem, że się nie zostawia jak się kocha, że nie ma na to usprawiedliwienia, że powinien mi to wyjaśnić. Ja to wszystko wiem, Draco. Wiem o tym lepiej niż ty. Właśnie dlatego jest mi tak źle. Gdybym się z nim spotkała...gdybym z nim porozmawiała to może...może bym go namówiła żeby został, wziął mnie ze sobą...nie wiem. Ale na pewno czułabym się lepiej widząc go na własne oczy. A nie chodziliśmy dwa tygodnie, potem przez całe ferie szukałam go praktycznie po calej Slowacji a on nie dawał znaku życia, a w dniu powrotu do Hogwartu dostałam ten list. To było nie fair, tak. Ale nie mogę mieć do niego żalu, ani się złościć. Po prostu nie mogę. Za bardzo go kocham, mimo wszystko. Rozumiesz? - nie spodziewała się, że chłopak zrozumie. Żeby wiedzieć co czuła trzeba było to przeżyć a sytuacja jaką on przeżył była zupełnie inna. -Może i tak...-skwitowała jego wypowiedź na temat obiektywności jego spojrzenia na sytuację. Obserwowała przez minutę jego poczynania poszukiwawcze, a gdy nie znalazł nic ciekawego ona chwyciła swoją torebkę. -Wątpię by coś tutaj było przydatne do spożycia. -i poczęła wyjmować swoje butelki. A było ich niemało. Whisky, wodka, przeróżne inne alkohole...O tak, Desiree zdecydowanie uwielbiała pić i gdy nie miala pełnego barku czuła się po prostu dziwnie. Szczególnie teraz, gdy nic innego oprócz alkoholu nie trzyma ją przy życiu. W jej świadomości tkwiło, że nie powinna tyle pić, bo wiedziała, że Tristan tego nie pochwalał. A ona chciała zachować pamięć o nim mimo, że ją zostawił. Przez okres ich związku wcale nie piła, ani kropli. Ale teraz...miała nadzieję, że Puchon wróci, głupią, bardzo głupią nadzieję, skrywaną głęboko w sercu. Wiedziała, że gdyby znów pojawił się w jej życiu od razu przestałaby. Dla niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 17:17

Chciałabym móc napisać, iż Vanberg tego dnia też przeżywał wytrącające dylematy, zaburzające spokój i równowagę drobne, zajmujące dramaty. Jednakże w jego życiu, jak zwykle, było dość analogicznie. Tak jak wczoraj, tydzień temu i rok temu. Nie, nie to nie była monotonia, skądże, unikał jej jak ognia. To po prostu był ten sam, lekki byt. Dni teoretycznie różne, nie były tak odrębne od siebie, jeśli nie zakłócały ich żadne, odmienne emocje. Było lekko i swobodnie, jak co dzień (nie licząc spotkań z pewną osobą, której obecności szczerze, wolałby na zawsze już uniknąć). Absolutnie nie zamierzał przerwać tego stanu rzeczy.
Ależ, ależ! Hedonistyczne opierdalanie się całymi dniami, a nawet miesiącami jest mimo wszystko istotnie porywające. Nie wymagało zbyt wiele, nie zmuszało do żadnych poświęceń, ani zobowiązań. Co ważniejsze, dostarczało nieograniczoną liczbę przyjemności cielesnej. Iście wyrafinowany żywot. Ponoć i tym można się w końcu znudzić i zapragnąć czegoś odmiennego. Żywmy nadzieję, że i Vanberg tak kiedyś uzna.
Pragnienie zupełnej alienacji nie było mu zbyt znane. Gwałtownie poszukiwał towarzystwa w każdej chwili swoich porywających dni. Wychowany w ciągłym ruchu nie przywykł do cichych chwil, gdy miał przebywać pozbawiony jakiejkolwiek asysty. Odsuwał od siebie momenty zbyt długiej alienacji, choć dla pobocznych obserwatorów, byłoby to zaledwie przelotne chwile. Pragnął ich tylko czasami, absurdalnie, właśnie wtedy, gdy czuł się najgorzej. Po kolejnym przekroczeniu, dziwnie napawał się chwilą, jakby ktoś pukał do jego wszystkich okien powtarzając, chłopcze upadasz.
Spokojnie skupiał się na wnikliwej analizie przemieszczających się przed jego oczami osób, popalając skręta. Badawczość tych spojrzeń tkwiła w starannym rozbieraniu wzorkiem co ciekawszych figur, truizm. I już chciał się ruszyć, już chciał w swe macki złapać jakaś niepozorną Gryfonkę, gdy to sam stał się czyimś łupem. Tak oto nad wyraz delikatnie został wciągnięty do alkowy, ale ni mruknął! Wpadł tylko do misternego pomieszczenia, w międzyczasie orientując się, że oto został porwany przez daleką od poprawności, czy choćby niepozorności, Krukonkę. Całe szczęście, jego miłość była seksowną blondynką. Nieszczęśliwe, jego skręt został na podłodze przed zasłoną.
- Powinnaś wiedzieć bez konieczności usłyszenia tego od kogoś – odparł w międzyczasie, gdy jego dłoń znalazła perfekcyjne miejsce dla siebie, na sukience dziewczyny. Dodajmy, iż nie był to jej koniec, a niemalże centralny punkt. Intrygujący fason. W swe chude palce złapał suwak idealnie leżący na biuście dziewczyny. Gwałtownie pociągnął za niego, acz nie w dół, a do siebie. Toteż przyciągnął blondynkę ku sobie, a nie powiększył przy tym jej dekoltu. No, może o centymetr, ale to nieważne! - Ładna sukienka – powiedział przeskakując wzorkiem od dekoltu, na resztę materiału, któremu wcześniej nie poświęcił zbyt wiele uwagi. Jak i alkowie w której się znajdowali. Jedyne co nie mogło mu umknąć, to waniliowy aromat i poczucie, że ostatnie zaciągnięcie się trawą musiało być mocniejsze, w końcu czuł się teraz tak nienagannie lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Torquay w hrabstwie Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 67




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 18:12

Och, życie pozbawione dramatów musi być całkiem przyjemne w konsumpcji - umówmy się. Przynajmniej tak wmawiała sobie Set, kiedy nadpływała fala wahań i dywagacji dotyczących każdej elementarnej pierdoły, wyolbrzymionej w venge'owskiej wyobraźni do rozmiarów pokaźnej asteroidy. Takie destrukcyjnej całościowo, że jak pierdolnie to ino roz. ALEALE z drugiej strony nie było tak, że ludziom bezproblemowym zazdrościła. Doświadczenie i takie tam, carpe diem nie dla niej, chociaż nie raz nie dwa marzyła o rzuceniu tym wszystkim, porwaniem ze sobą kogoś - nawet nie wyjątkowego a zajebistego w swej ogólnej zajebistości, przede wszystkim INTERESUJĄCEGO - i w ramach testu i wyzwania oddalić magie od siebie. Na czas określony, pełen spontanicznych wypadów stopem na drugi koniec kraju, najlepiej rejs łajbą rybacką z większą ilości rumu niż ekwipunku na pokładzie aż do samiutkiego amerykańskiego wybrzeża, przygodnych romansów w duecie czy tam kwartecie łotewa. Przydałaby się również odrobina dystansu, wiązania jeansowych koszuli nad pępkiem i kąpiele w oceanie nago o północy. Bardzo chciała. Nadzieja na spełnienie owych dla niektórych banalnych i kompletnie przyziemnych pragnień jest, bo Cols często ostatecznie dostawała... nie. OSIĄGAŁA co chciała.
Na przykład teraz. Nie mogła trafić lepiej. Serio, nawet przez jej przejęty zachwytem umysł przemknęła kilkustrofowa litania dziękczynna do swatki. Od Dextera nie musiała się obawiać jakichś wylewów sztucznego romantyzmu i kiczowatych farmazonów, ani konieczności głębokiej i bezsensownej rozmowy przebiegającej według schematu do porzygu klasycznego. Nie powiem, Colset uwielbiała klasykę. Tylko w nieco innym wymiarze, muzycznym coby daleko nie szukać i niczego nie sugerować!
Reakcję Vanberga Krukonka przyjęła z nieskrywaną radością, serio, miała ochotę zagryźć z uciechy wargę i posłać mu pełne wzruszenia spojrzenie i pogłaskać po ramieniu i unieść wysoko kciuki, mówiąc "great job, mate". Ale zdecydowała się na nieco inne rozwiązanie. Owszem, zagryzła wargę i to nawet z uciechy, spojrzenie posłała raczej aprobujące, miast pogłaskać po ramieniu jedynie przejechała czubkiem palca wskazującego po lewym przedramieniu, śladem jakiegoś egzotycznego szlaku symboli/napisów/nieistotne, uniosła jedynie sugestywnie rąbek sukienki, jedynie drapiąc się po prawym udzie. Słów kilka też dorzuciła.
- Nigdy nie robię tego co powinnam, przywyknij - wzruszyła bezradnie ramionami, będąc blisko, bardzo bliskiego Dextera w całej jego czerwieni, magnetyzmie i, cholera, zapachu. - Człowieku - jęknęła, mimowolnie zaciągając się jego szyją - co ty na siebie wylałeś? - dodała łamiącym się głosem, nie podejrzewając, że być może organizatorzy znów coś pochachmęcili, małe czary-mary i wszystko prowokuje do wzrostu umieralności z przyczyny zaniuchania się na śmierć. Zerknęła do góry na dexterowską twarz, patrząc z lekkim niedowierzaniem i realnym zachwytem. A że kobietą jest to komplement jej uwadze ujść nie mógł, nawet uwadze tak rozproszonej.
- Serio? Może powinnam się jej przyjrzeć - zastanowiła się, przejeżdżając powoli kością swoją policzkową po jego żuchwie. - Z dystansu na przykład.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Brno
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 86
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 145




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Lut 12 2012, 18:43

Zuzanka z zasady nie pojawiała się na szkolnych imprezach, uważając, że były one niewarte jej uwagi. Jednak była ciekawa, czy podobna sytuacja zajdzie i w Hogwarcie. Zgłosiła się więc dlatego na ten cały bal, osobiście twierdząc, że ta cała Słodka Swatka to jedna wielka ściema i pewnie dostanie jakiegoś dziwaka, który będzie się nadawał jedynie do obicia mu jego pryszczatej mordki. Z drugiej strony nie mogła jednak przegapić takiej okazji! Poza tym miała też ochotę zabawić się czyimś kosztem i choć przez chwilę udawać Lýdie, nie przysparzało to jej zbyt wiele trudności.
Ubrała się więc w sukienkę, którą kupiła jeszcze w Czechach (doskonale wiedziała wtedy, ze jej się kiedyś przyda; skąpa ciotka nie dała jej na nią pieniędzy, okradła jakiegoś staruszka z demencją, który się nawet nie zorientował, że nie miał już pieniędzy, tak, to nie był wielki wyczyn, jednak inna okazja się wtedy nie nadarzyła). Dobieranie dodatków sprawiło jej nawet przyjemność.
Na Wieży pojawiła się z lekkim opóźnieniem, czym w ogóle się nie przejęła, mając dobry humor, jak na Lýdie przystało. Przy wejściu dostała numerek dziewiętnaście i postanowiła, że się tam uda. Mignęła jej gdzieś sylwetka Faleroya, co ją zdenerwowało, jednak nie na długo, bo ta mgła, która unosiła się w powietrzu, sprawiła, że rozluźniła się. Niezbyt długo zajęło jej dotarcie do alkowy z numerkiem, jaki otrzymała i, nie zastanawiając się, weszła do środka, zamykając za sobą drzwi. Okazało się, że byłą wolna, ale to nawet lepiej, element zaskoczenia dopiero miał nadejść. Rozejrzała się po wnętrzu i dostrzegając alkohol, nie wahała się i odkręciła jedną z butelek, nalewając jej zawartość do kieliszka. Szampan, interesujące. Przez chwile znowu była Zuzanką, dopóki nie zjawi się ta jej "wymarzona" para.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   

Powrót do góry Go down
 

Szczyt Wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 37 z 40Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39, 40  Next

 Similar topics

-
» Śnieżny Szczyt

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wieze
 :: 
wieża astronomiczna
-