Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Herbaciany Raj

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Herbaciany Raj   Wto Kwi 02 2013, 23:02

First topic message reminder :


Herbaciany Raj


Ten pokój z pewnością ucieszy miłośników herbat. Na wszystkich ścianach są ustawione w rządkach torebeczki ze wszystkimi herbatami świata, które w dodatku same się uzupełniają. Niestety, przygotowanie napoju nie jest już tak magiczne - w kącie stoi stary piecyk z kociołkiem, w którym to trzeba zagrzać wodę. Ta jednak zawsze się w nim znajduje i sama się uzupełnia, więc jeden problem z głowy!
Możesz przysiąść na puchowym dywanie, albo niczym cywilizowany człowiek - przy jednym ze stolików.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Paź 18 2013, 17:10

Nie mam pojęcia, co się stało z tym postem, bo byłam pewna, że wczoraj mi się wysłał, ale wygrane życie, bo mój laptop tylko hibernował, a nie był wyłączony, więc jak kliknęłam w wordzie "cofnij" odpowiednią ilość razy, cały post do mnie wrócił, ha!
Madison chyba nigdy wcześniej nie widziała Sophie. Teoretycznie mogła kiedyś prześlizgnąć się po niej spojrzeniem, gdy mijały się na korytarzu i po prostu nie kojarzyć twarzy, jednak blondynka należała raczej do grona tych osób, których się nie przeocza w tłumie i które na jakiś czas pozostają w pamięci. Kanadyjka nie potrafiła jednoznacznie określić, jakie wrażenie sprawia na niej Lorrain, z jednej strony podświadomie wierzyła, że skoro jasnowłosa zadała sobie tyle trudu, by przekazać jej wątpliwe materiały zamiast po prostu zignorować lub, co gorsza, puścić w obieg po całej szkole, nie może być niesympatyczna, jednak z drugiej strony ostatnimi czasy jej ostrożność w stosunku do wszystkich ludzi wzrosła znacząco, tak więc i w tym przypadku w jej głowie włączał się sygnał alarmujący o możliwym zatajonym drugim dnie. Oczywiście Richelieu ze wszystkich sił pragnęła wierzyć w tę pierwszą opcję.
- Mnie również miło poznać. Dziękuję za fatygę. – uściśnięcie dłoni, kurtuazja za kurtuazją i zupełnie przepisowe zapoznawanie się dwójki osób, które nie mają pojęcia, czego się po sobie nawzajem spodziewać. Pewnie w normalnych okolicznościach Madison weszłaby swobodnym krokiem do pomieszczenia i była po prostu niezwykle kontaktową, pewną siebie, może odrobinę zakręconą sobą, jednak w ciągu przeszłych kilku tygodni była nienaturalnie spięta i nie miała pojęcia, czego się spodziewać po kimkolwiek. W tym przypadku krótki uśmiech zdawał się być szczytem jej możliwości, a dziwna atmosfera i całe to zamieszanie z tajemniczymi kopertami zaprzątało jej myśli do tego stopnia, że nawet nie zwróciła uwagi na pełne gracji ruchy Ślizgonki lub piękne złote włosy, które odrzuciła na plecy, zmierzając do swojej torby. Kanadyjka rozejrzała się po pomieszczeniu w oczekiwaniu i zajęła miejsce na jednym z foteli przy stoliczku obstawionym porcelanową zastawą do herbaty.
- To strasznie dziwne, że te koperty wpadły w twoje ręce. – powiedziała jeszcze z namysłem, szukając jakiegoś usprawiedliwienia tego, że nieszczęsne papierowe paczuszki zostały pozostawione bez opieki w takim miejscu, że ktoś inny mógł je zauważyć i bez przeszkód zabrać. Dziękując jeszcze raz przyjęła od Sophie koperty i niecierpliwym ruchem otworzyła pierwszą z brzegu, żeby zobaczyć, co też takiego ważnego kryje w środku. – Matko boska. – wyrwało jej się nieświadomie, kiedy dosłownie sekundę później ręce zadrżały jej w niekontrolowany sposób, brwi zmarszczyły się w konsternacji, a ona sama podniosła się z fotela i szybkimi krokami przemierzyła pomieszczenie w stronę kominka, do którego chciała wrzucić obrzydliwe fotomontaże i zapomnieć o całej sprawie. Ale nie, nie, może powinna z kimś porozmawiać, komuś pokazać, to przecież będzie dowód na to, że ktoś knuje przeciwko niej. Cofnęła rękę trzymającą papiery niebezpiecznie blisko kominka w ostatnim momencie, zanim zdążyły się zająć ogniem i przysiadła bezwładnie na dywanie, wpatrując się w jaskrawe płomienie i zadając sobie w głowie tylko jedno pytanie: dlaczego właśnie ona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Sob Paź 19 2013, 16:14

Dla postronnego obserwatora Sophie była dość osobliwym przypadkiem. Wydawać by się mogło, że powinna być królową towarzystwa. Kimś kto będzie wyznaczał trendy, kimś kto będzie egzystował nad wszystkimi. Nie dlatego, że jest lepsza (choć to pewnie też), ale ze względu na jej pokręconą osobowość, która powinna przerażać. Była ćwierć wilą. Piękno to była jedna z jej głównych cech, które modyfikowała. Wiele traciła z tego piękna, jeśli popadała w ten okres, gdy odchudzanie połykało resztki jej krągłości. Jednak dziś wydawała się wyglądać nader dobrze. Na tyle, by rzeczywiście nie można było jej ominąć wzrokiem. Lecz Sophie nie kończyła się na wyglądzie. Ze światem łączył ją jeszcze wzrok, zbyt czuły na przewinienia, knucia i wiele innych. Była Lunarna. Doskonale o tym wiedziała. Budziła się i kładła spać ze świadomością, że jej przyszłość już zawsze będzie przeplatana przez ludzi, którzy teraz okazywali się bezużyteczni. Jak miała pchnąć Lucasa do pracy, albo zmusić Farida do zabicia Aarona bez wychodzenia z cienia? To byłoby możliwe, gdyby obaj byliby bardziej zainteresowani światem. A oni jakby zniknęli... Własnie oto wszystkim chodziło. Jeśli Madison naprawdę miała jakieś powiązanie z Godfreyem to Beatrice chciała dowiedzieć się jakie, aby z tego skorzystać. Odkryć więcej słabości Lucasa oprócz tej, że na jej widok robi mu się słabiej... Osłabia go. Silnego mężczyznę... Lecz nie na tym ma się skończyć ta historia. Sophie musiała dowiedzieć się wszystkiego, aby odnieść zwycięstwo. Każde zdarzenie miało do tego prowadzić.
Uniosła spokojny wzrok na Madison. Miała rację. Te koperty w jej rękach nie mogły być przypadkiem. To był błąd. To nie Mads powinna być oskarżana o romans z Godfreyem, ale Sophie. Ale o Lorrain nikt nic nie wiedział. Istniała w miejscu, w którym nikt nie chciałby by być. Nad przepaścią.
Lorrain odchrząknęła widząc nie tęgą minę Richelieu. Nie od dziś było wiadomo, że jeśli kogoś chciało się zniszczyć należało podjąć dość drastyczne kroki. Jeśli Sophie by nie sprzątnęła kopert to kto wie, może nazajutrz zdobiłyby każdy korytarz? Wtedy Mads nie mogłaby ich spalić. Nie znalazłby się kominek, który by to wszystko pomieścił.
Zanuciła pod nosem jakąś pioseneczkę, a potem złapała się na tym, że powinna odpowiedzieć Madison. Sophie spodziewała się, co mogą zawierać feralne paczuszki, ale nie zaglądała. Może ktoś to zostawił tam, aby zostało to znalezione? Brzmi banalnie? Ale warto się nad tym zastanowić. Co jeśli to było ukartowane?
- Tak. To bardzo dziwne. - Przyznała próbując rozstrzygnąć tą kwestię. Nawet przez chwilę przyszło jej do głowy, że to Farid chce usunąć Lucasa ze szkoły i posuwa się do takich kroków. Cóż... Dość dziecinne. Ale jak skuteczne, jeśli to trafi w ręce Garetha.
- Cóż. Leżało w pokoju wspólnym pod gazetami. Nie mam pojęcia po co. Wnioskuję po Twojej minie, że to kłamstwa... Wydaje mi się, że właśnie to powinnaś zrobić. Spalić je i zapomnieć. Tak jakby tego nigdy nie było... - Zamyśliła się... A co ona by zrobiła w takiej sytuacji? Uniosła brwi do góry... Za wszelką cenę by próbowała dotrzeć do autora, aby go unicestwić... Ale to jakby szukanie wiatru w polu. Gdzie trzeba zacząć poszukiwania?

A potem grzecznie pogadały i sobie poszły.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Korzenie Japońskie, Pochodzi z Bostonu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 78
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6858-gabs-maxwell#195459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6867-relacje-gabby#195856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6859-gabrielle-maxwell#195553




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Czw Paź 31 2013, 23:28

Co by tu zrobić? To pytanie czerwonowłosa zadawała już sobie od dłuższego czasu. Normalnie wylegiwałaby się na swoim łóżku, czytając jakąś słabą książkę o czymś tam, ale po co? Zamiast tego poszła sobie do Herbacianego Raju. Tam przygotowała sobie jedną z herbat, a później usiadła na puchowym dywaniku, podpierając się jedną ręką. Cisza i spokój. Znudzenie tak ją dobijało, że zaczęła modlić się o to by ktokolwiek inny tu zawitał i żeby nie było tu tak.. spokojnie.
Gabrielle upiła łyczek herbaty, następnie przeczesała palcami włosy i spojrzała w sufit. Przechyliła lekko głowę w prawo.. później w lewo.. aż w końcu odłożyła filiżankę na stolik i położyła się całkowicie na mięciutkim dywaniku. Wzięła głęboki oddech, po czym się uśmiechnęła szeroko na samą myśl o Fokusie i Filemonie. Wkrótce tą dwójkę będzie musiała odwiedzić.. i lepiej, żeby był na to czas.
Powoli zaczął do niej dochodzić fakt, że jest wykończona. Mimowolnie zamykały jej się oczy, a za każdym razem, gdy stawiała temu opór - powieki stawały się jeszcze cięższe. Trudno jest stawić opór senności, a jak tak dalej pójdzie, Gabs po prostu zaśnie.. a lepiej nie wiedzieć co się stanie, jak ktoś nagle tu wejdzie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Czw Paź 31 2013, 23:41

Herbaciany Raj. Jedyna pseudo kawiarnia/herbaciarnia w Hogwarcie. W każdym razie, jedyna miejscówka, gdzie takowego napoju można uraczyć. I to przygotowanego za pomocą profesjonalnego, przeznaczonego do tego sprzętu. Antoine tak kochał to miejsce. Było wspaniałe. Mógł tu przesiadywać godzinami. Z resztą nie raz tak robił, szczególnie, kiedy był w V klasie. Ileż to razy wiedziony chęcią wypicia starego, dobrego Earl Greya, zostawał na dłużej, smakując między innymi różne gatunki Czarnej, Czerwonej, czy też Białej herbaty. Z resztą to właśnie te doświadczenia, wpłynęły znacząco, na jego dzisiejszy gust.
No, ale wracając do tematu. Pogoda była, jego zdaniem, wybitnie zła. Bonnet od samego rana zanosił się z myślą o powrocie do swojego mieszkania w Londynie, jednak nie było mu to pisane. Za oknem była dosłownie ściana deszczu. A że Antoni nie lubił chodzić mokry, postanowił odpuścić sobie opuszczanie Zamku tego długiego, męczącego i smutnego dnia. Swoją drogą, to ciekawe, że ostatnimi czasy jakoś tak niespieszno mu było do opuszczania Hogwartu.. Czyżby sentyment? Nie. To nie możliwe. On i sentymenty? On i przywiązanie? Przecież to niemożliwe. Taki związek słów nie był niczym innym, jak tylko wspaniałą abstrakcją, czystą fantastyką
Nuda zaczęła mu nieco doskwierać, a że nudy się wystrzegał (w myśl zasady, że inteligentny człowiek zawsze znajdzie sobie coś do roboty) udał się na spacer po szkole. Oczywiście, zupełnym przypadkiem, znalazł się pod drzwiami tego miejsca. Taak.. To po prostu nogi same go tu przyniosły. No cóż. Skoro już zawitał w to miejsce, czemu miałby nie napić się filiżanki lub dwóch? No właśnie..
Wszedł spokojnie do pomieszczenia, w którym, o dziwo, ktoś się znajdował. Jakaś ruda, czerwono włosa dziewczyna. Kojarzył ją skądś. Kiedyś rozmawiali. Chyba.. Tak. Na pewno. Znali się. Tylko jak ona miała na imię? – Gabrielle? – zaczął niepewnie, widząc dziewczynę, śpiącą słodko na dywanie. Mimo to, nie byłby sobą, gdyby jej z tego stanu nie wyprowadził. Demon Antek!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Korzenie Japońskie, Pochodzi z Bostonu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 78
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6858-gabs-maxwell#195459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6867-relacje-gabby#195856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6859-gabrielle-maxwell#195553




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Lis 01 2013, 00:05

No tak.. Gabrielle już ogarniał powoli sen. Bo jakże inaczej? Nie było takiej chwili, w której ktokolwiek nie natknąłby się na nią w takiej krępującej sytuacji. Tak - przyłapanie na drzemaniu to krępująca sytuacja, przynajmniej dla niej. Usłyszawszy głos innej osoby szybko się podniosła, z cichym jękiem przerażenia. Potrząsnęła głową, po czym na niego spojrzała i położyła rękę na piersi. Wzięła głęboki wdech, a wraz z wypuszczeniem powietrza z płuc wstała i mu spojrzała w oczy.
- Rany... nie strasz mnie..- zaczesała ręką włosy do tyłu, po czym przyjrzała się jego twarzy. Skądś go znała, to było pewne. Tylko skąd? Jakoś nie potrafiła sobie przypomnieć. - - A.. An.. Antoine? - zapytała, mrużąc nieco oczy i przechylając głowę w lewo. Niestety nie była pewna tego, czy to napewno ta osoba. Jako, że był od niej nieco wyższy - wspięła się na palcach, żeby mu się przyjrzeć dokładnie, byle bez przesady.. Każdy ma swoją przestrzeń osobistą..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Lis 01 2013, 00:15

Reakcja dziewczyny na obudzenie, przyprawiła go o swoisty wybuch śmiechu. Na szczęście zrobił to dość dyskretnie, pod nosem i bardzo cicho, tak, że prawdopodobnie nawet tego nie słyszała. Natomiast próba przypomnienia sobie jego tożsamości wprawiła go w jeszcze większe rozbawienie. – Tak, to ja. – powiedział, kłaniając się lekko i ujmując jej dłoń, by zaraz ją pocałować. Tak, spotkali się już. Bodajże zaraz po Ceremonii Rozpoczęcia Roku, na tej całej Wielkiej Sali. Ech, Ci Lunarni.. Fajni goście, z fajnym programem, tylko metody mieli kiepskie dość. No, ale o tym, głośno w Hogwarcie mówić nie można było. Przecież nikt nie chciał wylecieć, ale Antek spodziewał się, że tak naprawdę wszyscy myślą tak samo, jeśli nie podobnie w tej sprawie. No bo.. To w końcu Szkoła Magii i Czarodziejstwa.. Więc. Powinny tam być osoby przejawiające zdolności Magiczne i Czarodziejskie..
- A co Ty tu robisz? Bo wydaje mi się, że dormitoria Gryffindoru, to nie z tej strony.. – powiedział z uśmiechem. W sumie, to nie wiedział, gdzie są tak naprawdę. Nigdy go to z resztą nie interesowało. Grunt, że wiedział, gdzie leży Ziemia Ślizgonów. Reszta nie miała znaczenia. – I w ogóle, co u Ciebie? Tak dawno się nie widzieliśmy.. – dodał po chwili, uśmiechając się i zajmując miejsce obok niej. Przestrzeni było tu dość. Wziął tylko poduszkę, w liczbie dwóch, z sąsiedniego fotela, tak że po chwili oboje mogli spokojnie usadzić swoje szacowne tyłki na wygodnym siedzisku.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Korzenie Japońskie, Pochodzi z Bostonu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 78
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6858-gabs-maxwell#195459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6867-relacje-gabby#195856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6859-gabrielle-maxwell#195553




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Lis 01 2013, 00:32

Cóż.. jasne było, że taka reakcja na zwyczajne wymówienie jej imienia i nagłe wybudzenie ze snu będzie przyprawiać o śmiech. Zapewne gdy się do końca ocknie, sama nie będzie mogła powstrzymać śmiechu. Ale powróćmy do tego, co się dzieje aktualnie. Na potwierdzenie jego tożsamości Gabrielle się szeroko uśmiechnęła. Jednak intuicja jej nie zawodzi!
Zaraz po tym, jak ucałował jej dłoń, jej policzki spłonęły delikatnym rumieńcem. Było to u niej dość częste, taka już natura. Zresztą to prawda. Spotkali się po Ceremonii Rozpoczęcia Roku. Czerwonowłosa przypadkowo na niego wpadła, wtedy też się poznali ale nie na tyle, by od razu spacerować razem po całej Szkole Magii. A to, że zapamiętała jego imię? Sukces! Normalnie nie zdołałaby czegoś takiego zrobić. Zwłaszcza, kiedy osobę spotka tylko raz. Może chłopak ją czymś zainteresował, dlatego tak.
- Przyszłam sobie.. trochę odpocząć. Zresztą dlaczego od razu odbierasz to tak, że się zgubiłam... ranisz moje uczucia głupku. - powiedziała z pretensją, krzyżując ręce na piersi, no i udała obrażoną. Po chwili jednak wyszczerzyła się ukazując śnieżnobiałe zęby. - Jakoś leci.. Rzeczywiście, trochę minęło od naszego ostatniego spotkania. A u Ciebie? Jak tam? - bez żadnych skrupułów zbombardowała go pytaniami, siadając na poduszce. Uśmiech nie znikał jej z twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Lis 01 2013, 09:13

- Nie to chciałem powiedzieć.. – wytłumaczył się, nadal uśmiechnięty. To dziwne, jak na niego, tak długo utrzymywać usta w tym grymasie. Naprawdę bardzo dziwne. No, ale cóż. Zdarzało mu się czasem. W końcu, spotkał znajomą, bardzo miłą, która nie wyrobiła sobie (może dlatego, że nie zdążyła?) złej opinii w oczach Ślizgona. Dziwne. Bardzo dziwne, ale prawdziwe. Cuda się zdarzają, jak to mówią niektórzy. Chociaż.. Jakby tak na to spojrzeć z drugiej strony.. To ile oni się właściwie znali? Właśnie widzi ją drugi raz w życiu. Nie zna jej na tyle, by stwierdzić, że ją lubi, albo nie. Póki co, dziewczyna wywoływała u niego pewne pozytywne emocje, jednak nic poza tym. Tak. Bonnet nie lubił wartościować. Nie tak bardzo. Po prostu, trochę ją lubił. I na tym pozostańmy.
- Tylko trochę.. – zaśmiał się pod nosem. Słowo „tylko” chyba nie było tu odpowiednie. Był przecież koniec października, początek listopada, a poznał ją.. początkiem września? Tak. Zatem, jeśli dla niej niespełna dwa miesiące to mało czasu, okej, niech będzie. Prawda, czym są jakieś dwa miesiące, w kontekście powiedzmy całego roku? Niczym. No, ale u niego, w ciągu tego czasu trochę się pozmieniało. On sam przeszedł swoistą metamorfozę w tym czasie, więc może dlatego, wydarzenia takie jak atak Lunarnych w pociągu, czy niezbyt udana Ceremonia, były dlań bardzo, ale to bardzo odległe. Jednak o tym, nie chciał mówić. Przyjaciołom, a już na pewno nie jakieś małej Gryffonce.
- U mnie? Wydaje mi się, że jest w porządku. Wiesz, nauka, nauka, raz na jakiś czas większa impreza, spotkanie ze znajomymi, czy to właśnie na popijawie, czy w jakieś kawiarence. – powiedział, jakby nie było to niczym szczególnym. Bo i nie było o czym rozmawiać. Spotkanie z Devą, odkrycie, że w ogóle jeszcze chodzi do Hogwartu, a także poprawę stosunków z rodziną wolał zostawić w cieniu. Może kiedyś jej o tym opowie. Tak. Jak będą dobrymi przyjaciółmi, albo kiedy spije się do nieprzytomności. Nawet wtedy, musiałaby to z niego wyciągać – Bonnet nie cierpiał ludzi, którzy robili się „wylewni” po alkoholu. To było straszne. Naprawdę, straszne. Najlepiej z takimi do odstrzału.
- A Ty jak tam radzisz sobie z nauką? – nie wiedział, o co spytać, wybrał więc najbardziej neutralny spośród wszystkich wariantów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Korzenie Japońskie, Pochodzi z Bostonu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 78
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6858-gabs-maxwell#195459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6867-relacje-gabby#195856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6859-gabrielle-maxwell#195553




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Lis 01 2013, 10:06

To, że chciał się wytłumaczyć było słodkie. Naprawdę. Przynajmniej ona tak myślała. Uśmiech jej nie schodził z twarzy, więc gdyby próbowała jeszcze szerzej się uśmiechnąć, wyglądałoby to strasznie.. trochę jak Jeff the Killer, albo jeszcze coś gorszego. Czerwonowłosa często się uśmiechała, czasem nie było nawet powodów do tego. Ale mniejsza o to. Ona w jakiś sposób się do niego przywiązała. Tak to raczej nie możliwe, ale co zrobić? Po ich spotkaniu, przez kilka dni myślała co u niego, czy jak się czuje.. ale finalnie obowiązki ucznia przytłoczyły ją całkowicie, więc całe to spotkanie po prostu wypadło jej z głowy. Smutne, ale prawdziwe.
- Tylko trochę, a jednak się stęskniłam. - powiedziała z uroczym chichotem. Nie było to żadnym kłamstwem, co to to nie. Maxwellowie nigdy nie tolerowali kłamstw, więc mówienie prawdy to już u niej normalne.
W każdym razie - Gabrielle wysłuchała co chłopak ma do powiedzenia, od czasu do czasu bawiąc się sznurówkami od swoich trampek, no i garbiąc się przy tym. Oczywiście co jakiś czas zerkała na niego i kiwnęła głową. Gdy jednak zadał jej pytanie, wyprostowała się.
- Myślę, że jest w porządku. Imprezy.. na żadną się jeszcze nie załapałam, więc, a ogólnie mam mnóstwo wolnego czasu.. niestety. - westchnęła ciężko po czym nastała niezręczne cisza. Przez chwilę zastanawiała się o co zapytać. - Często tu przychodzisz? - to tak z czystej ciekawości.. Jeśli się okaże, że często.. to i ona chyba zacznie tu częściej przychodzić.. albo i nie? Jeszcze go do siebie zrazi tą upierdliwością i co będzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Lis 01 2013, 10:54

Czy on się przywiązał? HAAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAHHAAHAH!
Bonnet do nikogo się nie przywiązuje, w nikim nie zakochuje, przynajmniej taki ma zamiar, specjalnie mu na ludziach nie zależy. Inaczej nie byłby sobą. Oczywiście, zdarza mu się, w jakiś sposób przyzwyczaić do ludzi, jednak zawsze pozostawia coś w rodzaju takiej rezerwy. No bo przecież, nie wiadomo, jak zachowają się w danej sytuacji. Tak, to u niego częste zachowanie – testowanie ludzi. Nieważne, czy zna ich miesiąc, dzień, godzinę, czy kilka lat. Ciągle, bezustannie poddaje ich pewnym próbom, które mają stwierdzić ich przywiązanie,poglądy o których sami nie chcą mówić, a także zachowania, o których często nie mają też pojęcia, bowiem nie znaleźli się nigdy w sytuacji, pozwalającej je ukazać.
Stęskniła? Antoine o mało nie upuścił filiżanki, którą miał teraz w rękach. Naszła go bowiem chęć na herbatę. W końcu, jakby nie patrzeć, takie wyznania.. no nie były na porządku dziennym, przynajmniej w jego przypadku. Inna sprawa, ile oni się znali. W dodatku, chłopak w ich pierwszej, typowo zapoznawczej rozmowie, zbyt miły nie był. To znaczy był, ale mógłby być bardziej, o tak powiem. W każdym razie, on nie zastanawiał się, co u niej. Szczerze, nie spodziewał się, że kiedykolwiek jeszcze ją spotka. No, chyba, że na zajęciach, albo jakieś imprezie, ewentualnie w Pokoju Wspólnym. Ale tutaj? No, nie spodziewał się. I jeszcze to wyznanie.
Mimo to, niewzruszony pozostał. Odłożył tylko swoją filiżankę, bowiem dojrzał jedną ze smaczniejszych, jego zdaniem gatunków. Niegdyś go już smakował. Była taka dobra. Smakowała jak wrzątek. Ale taki dobry. Gotowany w takim drewnianym naczynku.
Czym prędzej złapał za tamtejszy specyfik, znalazł też niezbędne do przygotowania jej naczynia. – Często? Nie wiem. Zazwyczaj bawię w Londynie, co chyab jest zrozumiałe. W końcu, tam mieszkam.. – rzucił, czekając, aż woda zagotuje się i osiągnie odpowiednią temperaturę. Szczęśliwie była magia. Zatem za pomocą zaklęcia, można było ten proces przyspieszyć. – Jednak czasem zdarza mi się, tu przyjść. A Ty? – zapytał, w zasadzie kończąc przygotowywanie wywaru. Po chwili położył przed dziewczyną małą czarkę. Jedną zostawił też dla siebie. Nalał obojgu herbaty. – Spróbuj. Bardzo dobra.. – powiedział, uśmiechając się do niej, zalewając naczynie, a następnie zajmując miejsce obok niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Korzenie Japońskie, Pochodzi z Bostonu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 78
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6858-gabs-maxwell#195459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6867-relacje-gabby#195856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6859-gabrielle-maxwell#195553




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Lis 01 2013, 13:35

A czy ktoś tu mówi, żeby się do niej przywiązywał?
To było tylko stwierdzenie, że to ona się do niego przywiązała, zresztą jak na nią to za szybko. Przeważnie takie coś tra u niej.. kilka miesięcy, nawet rok. W tym momencie, to jak nie ona. Weźmy na przykład jej znajomych z Bostonu - nim zaczęła im bezgranicznie ufać minął chyba rok, może dwa. Zresztą kto by to liczył, po prostu długo to wszystko potrwało. A tu zjawia się taki Ślizgon, a ona "pada" mu do stóp. No może " pada do stóp " to złe określenie. Po prostu nagle się do niego przywiązuje jakąś niewidzialną nicią i tyle.
- Londyn.. Ciekawe jak tam jest. - czerwonowłosa ponownie zaczęła zabawiać się swoimi sznurówkami. Jej dom.. nie jest w stanie powiedzieć, gdzie mieszka dokładnie. Zameldowana jest w Tokio oraz w Bostonie. Do Tokio jeździ czasami, do dziadków i wujostwa. A Boston? Praktycznie tam nie przebywała. Na święta też zbytnio nie będzie miała gdzie powrócić. Rodzice nigdy nie mieli dla niej czasu - tak było od zawsze.
- Jestem tu.. chyba pierwszy raz. Nie przypominam sobie tego miejsca. - powiedziała po chwili. Spojrzała na czarkę, którą położył przed nią a później spojrzała na niego, lekko się uśmiechając. - Arigato.. znaczy ten.. Dziękuję. - zaczerwieniona złapała za czarkę i upiła łyczek. - Mm.. Rzeczywiście dobra. - powiedziała z szerokim uśmiechem, zamykając przy tym oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Nie Lis 03 2013, 23:11

Nie była w Londynie? Poważnie? Chodzić do szkoły w Anglii, gdzie do Londynu jest jakieś.. ja wiem, dwie godziny drogi, góra trzy i nie być w tym mieście? Naprawdę, ta dziewczyna za każdym razem go zadziwiała. Cóż jednak. To nie jego problem. Tylko czemu w jego głowie tworzył się już plan wycieczki, fajniejsze miejsca, które można by zobaczyć no i jakieś romantyczne miejscówki, które chwyciłyby ją za serce, zapierając dech w piesi przy okazji. Matko, o czym on myślał?
To pewnie przez tą ostatnią imprezę. Tak. To było coś.. do czego niekoniecznie powinien się przyznawać. Po prawdzie, to chyba ona bardziej mogłaby się czegoś wstydzić. W końcu, jakby nie patrzeć, była gotowa zrobić wszystko dla jakiegoś tam faceta, którego nawet tożsamości nie znała. Nie byłoby w tym może wielkiego problemu, gdyby nie fakt, że pochodziła Japonii, a tamtejsze wychowanie jest trochę inne. I zgoda, niby tam nie mieszkała, ale zawsze. Przynajmniej tak sądził, bowiem w jego oczach Japończycy byli narodem niezwykle przywiązanym do tradycji, choć otwierającym się na nowinki techniczne, kulturowe i tym podobne. Za taką samą miał też Gabs.
- Cóż, kiedyś musiał nadejść. – uśmiechnął, się podając dziewczynie herbatkę. Chyba jej posmakowała. Tak, na pewno jej posmakowała, biorąc pod uwagę jej słowa. Cóż. Nie odezwał się, jedynie uśmiechnął lekko, patrząc na nią.
Zapanowała taka niezręczna cisza. Z gatunku tych, które powinny zostać jak najszybciej przerwane, bo robią się zbyt krępujące i w niczym nie pomagają. Koniec końców, postanowił że z nią o tym pogada. W końcu, kiedyś musieli, prawda? A jemu naprawdę było wszystko jedno. Tylko, po prostu trochę się zdziwił. W sumie, nawet fajnie mieć taką.. adoratorkę. Zwłaszcza, że dziewczę wyglądało jakby było gotowe na wszystko, byle tylko zadowolić ukochanego. I nie, nie o stosunku tutaj mówimy.
- Gabs.. – zaczął nagle, popijając herbatę – Dlaczego wtedy uciekłaś? – dokończył w końcu swoje pytanie. – Przecież.. Miałem Ci coś do powiedzenia.. – urwał w pół zdania. Nie wiedział, czy może, czy powinien skończyć. Ostatecznie zdecydował.
Rozpoczął od ujęcia jej dłoni. Ale w taki sposób, by trzymana przez nią w dłoniach czarka nie wylądowała na podłodze i by wywar też się nie rozlał. Gdy już to zrobił, nadal trzymając ją za rękę, spojrzał na nią. Nie trzeba było długo czekać. W końcu oboje patrzyli sobie w oczy. Zasadniczo, odkąd chwycił ją za rękę, nie odrywała od niego swojego spojrzenia. – Wiesz.. Wtedy. Na balu. Chciałem coś zrobić. Ale.. Nie skończyłem, więc.. jeśli mogę.. – nie skończył. Znowu. Zwyczajnie i po prostu pocałował ją. To był jednak bardzo subtelny pocałunek. Coś na wzór tego w Chacie. Z tą różnicą, że ten ograniczał się wyłącznie do zetknięcia ust. Po krótkiej chwili przerodził się w bardziej miłosny, emocjonalny pocałunek.
- Przepraszam. – powiedział, odrywając się od niej. – Po prostu.. Zapomniałem tego zrobić.. – dodał zgodnie z prawdą. Tak szybko uciekła. Że też on sam wtedy jej nie pocałował. Cóż. Wtedy nie widział jeszcze wszystkiego. Wszystkich rzeczy. To było tak.. szybko. Tak. Nagle. Może to dlatego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Korzenie Japońskie, Pochodzi z Bostonu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 78
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6858-gabs-maxwell#195459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6867-relacje-gabby#195856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6859-gabrielle-maxwell#195553




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pon Lis 04 2013, 18:45

Pobyt w Londynie był krótki. Przyjechała tam jedynie po to, by chwilę później wyruszyć do Hogwartu. Taka prawda, niestety. Natomiast powracając do tematu balu.. Tamto było dosyć.. jakby to powiedzieć.. nie przemyślane. Chwila słabości, którą każdy czasem miewa. Co najlepsze, nie poniosło jej na tyle, że rozbierała się na samym przyjęciu, publicznie. Jednak ma swoją godność, a ucieczka doskonale o tym świadczy.
A te przypadkowe tutejsze spotkanie? Wiadomo, że jest zestresowana, zawstydzona. Siedziała bowiem obok swojego partnera, z którym był ten przypadkowy pocałunek. Na szczęście Antoine nie sprawiał wrażenia, takiego który chciał do tego wracać.. na razie. Gabrielle siedziała cicho, popijając herbatkę którą jej podał. Jej policzki płonęły rumieńcem, co można było z łatwością dostrzec. A kiedy ujął jej rękę? Wtedy to dopiero była zarumieniona.
Gabby spojrzała na niego, z lekko szklistymi oczami. Sprawiała wrażenie, jakby zaraz miała się rozpłakać, nie koniecznie ze smutku. Czuła się sparaliżowana, nie mogła poruszyć nawet ręką, w które trzymała czarkę. Po chwili jednak jej powieki od tak opadły. Kto by pomyślał, że jeden pocałunek potrafi wywołać u niej takie bicie serca? To samo nawet czuła podczas balu.. w momencie kiedy to ona go pocałowała. Gdy jednak się od niej oderwał, powoli otworzyła oczy.
- Antoine...- jej oczy drżały. Zdecydowała. Powoli odłożyła czarkę, po czym przysunęła się bardziej do niego. Nie, ta pozycja jej nie odpowiadała zbytnio.. Wzięła jego czarkę i odłożyła na stoliku, zaraz obok jej, a następnie nieco nieśmiało usiadła mu na krocze. - Chcę.. jeszcze.. - wyszeptała mu nieco drżącym głosem na ucho. Nawet przez chwilę nie przyszło jej do głowy, że on ją chce wykorzystać, czy coś w tym stylu. Po prostu chciała być przy nim.. i tyle. Aż trudno uwierzyć, że dziewczyna, która zachowuje się w ten sposób a nie walczy to ona.
Czerwonowłosa powoli objęła go wokół szyi i przysunęła nieco twarz do jego twarz. Miała niespokojny oddech, a w ciszy panującej pomiędzy nimi, można było dosłyszeć szybkie bicie jej serca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pon Lis 04 2013, 22:39

Więc aż tak mocno na nią działał? A może to po prostu ona nie była „doświadczona”. Brakowało jej tego zacięcia z chłopakami? Cóż, kto wie. W końcu, młoda była. No, on w sumie też starszy nie był, jakieś dwa lata. I ona była zestresowana?! To on ją całował. A ona.. Ona zrobiła to, mając na sobie maskę, strój, nie znając jego tożsamości. W zupełnie innych warunkach! I mówi tu bezczelnie o stresie i zdenerwowaniu! Gdyby wiedziała, jakie uczucia szargały Bonnetem. Oczywiście, o żadnych nie było mowy, ale nie uprzedzajmy faktów..
Chłopak delikatnie się uśmiechnął, widząc rumieńce swojej rozmówczyni. Jednak prawdziwy, pełny uśmiech wstąpił na jego twarz, po tym, gdy dotknął ręki Gabbs. Biedna była taka.. czerwona. Taka pospinana. Speszona. Nie ma co gadać, był z tego faktu dość zadowolony. Jakby nie patrzeć, dawno żadna dziewczyna tak nie reagowała na bliskość z nim. Cóż.. To chyba dobrze. Chyba..
- Gabbs? – zapytał nieśmiało, widząc jej płonące policzki – Wszystko w porządku? – spytał zupełnie zdezorientowany. Przecież ją pocałował. A ona.. Chyba jej się podobało. W końcu go odwzajemniła. Mimo to.. W każdej chwili mogła dać mu w twarz, albo uciec, tak jak to zrobiła na balu. Nie. Wtedy, to była inna sytuacja. Tam wtedy w Chacie, poniosły ją emocje. I może dlatego uciekła. Ba, na pewno. Prawdopodobnie, gdyby Antek był na jej miejscu, zrobiłby to samo. To tylko świadczyło o tym, że poczuło jej się głupio, a także.. że mogła coś do niego poczuć. Albo czuć już wcześniej.
Z zamyślenia wyrwała go ona sama. Ona, wymawiająca jego imię, ona, odstawiająca czarkę na stolik i ona mówiąca jego imię. Chciał zapytać o co chodzi. Nie zdążył. Zanim cokolwiek powiedział, ona już mu odpowiedziała. Usiadła między jego nogami, a on zza bardzo nie wiedział, co takiego odpowiedzieć. Jeszcze? Chciała jeszcze? Chyba nie chodziło o.. Merlinie! Że też tak późno zrozumiał sens jej słów. Późno, bowiem ponownie ją pocałował. Długo się za to zabierał. Szukał właściwego kąta, właściwego ustawienia ich twarzy, jakby od tego miała zależeć cała płynąca z tej pieszczoty przyjemność. Począł też rękoma wodzić po jej talii. W końcu. Sama zaczęła. W jakiś sposób go rozpaliła. I to bardzo, nie ukrywał
Na razie, powstrzymywał się, całe swoje pożądanie przenosząc na pocałunek, który stawał się coraz bardziej namiętny i intensywny. Nieśmiało dołączył do niego także język, tak że po chwili wiły się w szaleńczym, miłosnym tańcu. Podobnie jak jego ręce na ciele dziewczyny. Błądziły chyba wszędzie, skutecznie omijając tych najważniejszych, najbardziej intymnych miejsc..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Korzenie Japońskie, Pochodzi z Bostonu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 78
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6858-gabs-maxwell#195459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6867-relacje-gabby#195856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6859-gabrielle-maxwell#195553




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Wto Lis 05 2013, 21:34

Może i nie była doświadczona... chociaż kiedy jeszcze mieszkała w Bostonie, to miała dość szerokie grono znajomych, zarówno płci damskiej jak i męskiej. A przy żadnym chłopaku nie czuła się tak jak przy Antosiu. Działał na nią w pewien sposób jak magnes, niestety trudno wytłumaczyć dlaczego, no.. Może ten jego charakter tak na nią działał, chociaż nie wiem czy powinien ją w ogóle pociągać. Nieco paskudny i buntowniczy.. a co jeśli i ona spadnie na złą stronę? Jakby to ona powiedziała... " Co ludzie osiągnęli by bez ryzyka?". No zakochała się dziewczyna, nic nie można na to poradzić.
A to, że była zaczerwieniona to też u niej nowość. Jeszcze chwile i się rozpłacze, a wtedy będzie naprawdę źle. Natomiast pod jego dotykiem, czuła się tak, jakby się rozpływała. Płonęła jak dopiero co rozpalone ognisko.
- Tak.. - odpowiedziała cicho, po czym złapała za jego rękę i położyła sobie na piersi, gdzie serce biło tak szybko, jakby miało zaraz wyskoczyć.. Oczywiście nie dosłownie.. Czerwonowłosa lekko się uśmiechnęła, patrząc chłopakowi w oczy. Sama miała je lekko świecące, pobłyskujące w słabym pokojowym świetle.- Czujesz.. to? - zapytała po chwili ciszy.
Jej zachciankę - bo tak teraz mogła to nazwać - zrozumiał bardzo dobrze. Nie chodziło o jakieś.. nocne igraszki w łóżku, nie koniecznie grzeczne. Chciała więcej czułości z jego strony, którą wkrótce otrzymała. Dotyk jego ust przynosił jej w jakiś sposób ukojenie. Nie do końca mogła do wytłumaczyć, niestety. A w jego ramionach? Czuła się tak, jakby to on był jej Aniołem Stróżem. Absurd. W odwzajemnianie pocałunków włożyła całe swoje serce, dlatego też były nieco niezdarne, ale on ją prowadził. Miała nadzieję, że nie zauważy jej niezdarności.
Ręce wodziły to po jego szyi, to po barkach aż w końcu po rękach. Była ciekawa na czym skończy się ta niezwykła - dla ich obojgu mam nadzieje - pieszczota. I była też ciekawa, czy robi to, bo po prostu coś do niej czuje, czy chce się nią zabawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Wto Lis 05 2013, 22:02

To.. To było niesamowite. Naprawdę, niesamowite. Co ona wyprawiała. Matko. A zaczęło się od niewinnego pocałunku. A teraz.. To był chyba jeden z najlepszych w jego życiu. Taki.. namiętny, taki niepewny przy tym, jakby nie do końca była pewna, czy wszystko robi dobrze. Strasznie mu się to spodobało. Nie lubił wieść prymu co prawda. W takich sprawach stawiał bardziej na demokratyczne rozwiązania.. Zatem co go tak pociągało? Świadomość, czysta ludzka świadomość, że ona robi coś po raz pierwszy, a on został w pewien sposób jej nauczycielem, przewodnikiem. Szalenie mu się to spodobało.
Czy on był rozpalony? W jakiś sposób tak. Zachowywał w tym wszystkim natomiast zdrowy rozsądek. Musiał myśleć, mieć choć odrobinę kontroli nad sytuacją, żeby nie wymknęła się za bardzo spod kontroli. Nie, że mu się nie podobała. Podobała. Wręcz rzekłbym, że teraz pożądał ją, jak niczego innego. Wszystko dlatego, że to ona ze wszystkich dziewczyn jakie spotkał była w stanie dać mu najwięcej. Taka mała, młodsza, Japoneczka. Martwił go tylko fakt, że się zakocha. Co chyba już się stało, biorąc pod uwagę jej zachowanie. Ale ten moment, kiedy przyłożyła jego rękę do swojej piersi. Przez moment, zastanawiał się, co ma zrobić. Nie chciał jej tu rozbierać. Nie było odpowiedniego czasu i miejsca na to. – Czuję. – odparł bardzo spokojnie, uśmiechając się do niej szeroko. Najchętniej wziąłby ją tu i teraz, pieścił do jutra rana, ale. Na to niestety nie pozwała sytuacja. Szczęśliwie, wszystko da się obejść.
Kiedy jej ręce badały jego ciało, on w tym czasie przeniósł swoje pieszczoty na jej szyję i uszy. Powoli błądził po niej ustami, czasem zjeżdżając na kark. Nie mógł wytrzymać, chciał być jak najbliżej jej, toteż przytulił ją do siebie bliżej, tak że w końcu musiała nieco bliżej doń usiąść. Ten spokojnie rozkraczył swoje nogi, jednak na tyle , by nie siedziała na ziemi. Po chwili ich usta ponownie złaczyły się w miłosnym pocałunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Korzenie Japońskie, Pochodzi z Bostonu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 78
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6858-gabs-maxwell#195459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6867-relacje-gabby#195856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6859-gabrielle-maxwell#195553




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Wto Lis 05 2013, 22:23

Tak, to było niesamowite.A najlepszy był fakt, że to był pierwszy taki raz, kiedy ona się w ten sposób zachowywała. Mógł czuć się wyróżniony, bo był jej pierwszym. Jak dobrze, że mu tego nie powiedziała... mógłby zwiać gdzie pieprz rośnie. Ona nie odbierała tego jak on. Ona to odbierała w bardziej.. miłosny sposób. Możemy też uznać, że na coś liczyła - ale przecież się nie przyzna, prawda? Oboje powoli dawali się ponieść emocją. Dobrze, że przynajmniej on nad sobą panował, bo ją już kompletnie opuściły jakiekolwiek odpowiedzi " NIE! ". Pozwalała na ten dotyk, na pocałunki pieszczące jej ciało. Głównie szyję i uszka. Powoli spojrzała w sufit, a palce wplotła w jego ciemne włosy.
Wzrok miała nieco zamglony, oddech przyśpieszony. Aż jej się gorąco robiło, na sam jego dotyk. Jak on to robił?! Jak on sprawił, że ciągle zagryzała wargę, nieco ją sobie raniąc do krwi. W ten sposób jakoś powstrzymywała się od zgwałcenia go, chociaż kobiety nie mają takiej możliwości. A co tam!
Kiedy ich usta ponownie się złączyły w pocałunku, położyła dłonie na jego policzkach i powoli odrywając się od niego spojrzała mu w oczy.
Jak ona śmiała przerwać coś tak przyjemnego?! Zapewne dużo czasu minie, zanim znów zrobią coś tak szalonego, może coś trochę bardziej szalonego - chyba, że on przejmie inicjatywę..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Wto Lis 05 2013, 22:44

Jeśli ona powstrzymywała się od zgwałcenia jego skromnej osoby, to co on mógł powiedzieć? Ledwo się powstrzymywał. Tak dawno nie miał żadnej kochanki. Tak dawno nikt go nie dotykał. Tak dawno nikt go nie całował. W zasadzie, można zaryzykować stwierdzenie, że ostatni pocałunek miał miejsce, kiedy był jeszcze uczniem. Stosunek podobnie. A tu.. Ta dziewczyna. Co ona z nim robiła? Budziła w nim coś w rodzaju zwierzęcych instynktów. Średnio miał ochotę się powstrzymywać. Najchętniej wskoczyłby na nią i dotykał, pieścił, całował, kochał się z nią. Do czego to doszło? On, taki spokojny chłopak stawał się powoli jedną z tych osób, które przez lata tak tępił – myślących wyłącznie jedną częścią ciała. Cóż zrobić, miała takie wspaniałe, ciepłe, wręcz rozpalone ciało. Tak bardzo chciałby, aby było jego. Wyłącznie jego. Oj tak. Z nikim się nią nie podzieli. Będzie z nim. I z nikim innym.
Nie wiedział, czy miało to dla niego bardziej miłosny wymiar. Na pewno przeżywał coś w rodzaju uniesienia, być może nawet miłosnego. Bonnet bowiem należał do tych ludzi, którzy takie uczucia skutecznie wypierają, do skutku. Gorzej, kiedy to nie przynosi efektów, ale i z tym sobie radził. Zawsze można się było od takiego delikwenta odizolować. W tym jednak przypadku nie uważał tego za konieczne. Ona.. chyba najzwyczajniej w świecie go uwiodła. I to nie tylko swoim zachowaniem tutaj, ale także charakterem, swoistą zaborczością, której miał okazje posmakować w Dziurawym Kotle i na Halloween. Była tak cudowna. Ich ciała tak świetnie się zgrały, reagowały na siebe, zdawały się współgrać ze sobą, tworząc jedną harmonię.
Aż nagle oddaliła się od niego. CO TO KURWA MIAŁO BYĆ?! Nie bardzo rozumiał zachowanie dziewczyny. Początkowo patrzył na nią zdezorientowany. Co jest? Znowu chce uciec? A może chodzi o coś innego? Może go sprawdza? Cóż.. Nie wiedział. Z resztą, nie chciał wiedzieć. Chciał jej. Jedynie jej. Nic innego go nie obchodziło. – Zatem. Mówisz, że posmakowała Ci herbata? – zapytał, jak gdyby tego przed chwilą w ogóle nie było. Nalał jej nawet wywaru do czarki, po czym podał spokojnie. Swoją szybko wypił, pozwalając jej, delektować się smakiem. – Pij powoli. Spokojnie. Docenisz ten smak bardziej… - powiedział, stojąc za nią. Objął ją spokojnie w pasie, odgarnął włosy i wznowił swoje pieszczoty, tym razem „dotykając” nieco innych miejsc. Jedna jego ręka nieśmiało atakowała piersi, długa schodziła zaś spokojnie w okolice łona. A w tym wszystkim była ona, popijająca swoją herbatę i robiąca się coraz bardziej czerwona i rozpalona. – I jak? – zapytał nagle. Dziewczyna chciała się chyba doń odwrócić, jednak ten zabronił jej tego. – Siedź spokojnie. I pij. Ja się wszystkim zajmę.. – powiedział, wracając do swoich czynności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Korzenie Japońskie, Pochodzi z Bostonu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 78
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6858-gabs-maxwell#195459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6867-relacje-gabby#195856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6859-gabrielle-maxwell#195553




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Sro Lis 06 2013, 21:49

Tak nagle powrócił do tematu herbaty, a ona głupia nie wiedziała co jeszcze ją tu czeka. Wiedziała, że popełniła błąd pozwalając mu na oderwanie się od niej.. i nie ważne, że ona to pierwsza zrobiła! Jeśli jest jakiś problem między kobietą a mężczyzną, najlepiej zwalać na mężczyznę, ot co! Aż ją ogarnął stan podobny do depresji, kiedy tak po prostu pozwolił jej się od siebie odsunąć. A ona pragnęła więcej. Więcej pieszczot, pocałunków. Więcej dotykania, no ona też musi mieć coś z życia.
Kiedy jej podał czarkę, ona powoli ujęła ją w dłoń, trzymając delikatnie. Gdy już chciała upić nieco, poczuła jak ją obejmuje. Drgnęła lekko, a serce znów jej niesamowicie przyśpieszyło. Nakazał jej pić powoli, spokojnie, a ona po prostu wysłuchała jego rozkazu. Gdy jego ręce wędrowały w jej intymniejsze miejsca, ona powoli upijała zawartość czarki, drgając przy tym cała rozpalona.
Matko, co on z nią robił. Ona mu się tak łatwo oddaje, że to jest szok! Jest jak niewolnica, która słucha każdego rozkazu swojego pana. Niech on sobie nie myśli za wiele, wkrótce czerwonowłosa pokaże pazurki, oj pokaże.
Kiedy w końcu dopiła herbaty, opuściła bezradnie ręce. Odchyliła lekko głowę, opierając ją o jego bark. Podniosła powoli dłoń do swojej twarzy. Opuszkami palców przejechała po swoich słodkich wargach, następnie po boku szyi aż w końcu przez pierś. Powoli otworzyła oczy i się uśmiechnęła do siebie. - Nie powinniśmy tutaj tego robić. A jeśli ktoś wejdzie? - pozostawała w jego objęciach przez dłuższy czas, poddając się jego dotykowi. Przez to wszystko aż pewne jej miejsce... zaczęło się robić wilgotne. Wilgotne i ciepłe. Aż zapragnęła, by tę wilgoć i te ciepło poczuł właśnie on. Żeby nie tylko dawał, ale i brał - chociaż nie wiem, czy w tym przypadku będzie tylko brać nieświadomie dając, ale mniejsza o to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Sro Lis 06 2013, 23:35

Dziewczyna chyba ewidentnie zgłupiała. Kazał jej pić herbatę, po czym. Zaczął ją molestować. No, nie przesadzajmy z tym molestowaniem. To było dotykanie za obopólną zgodą. O. tak brzmi lepiej. I ładniej przy okazji.
Szczerze mówiąc, wątpił by spodziewała się takiego obrotu sprawy. I miał racje. Jej mina, kiedy nakazał jej pić. Wyglądała zupełnie tak, jakby spodziewała się, że nagle się na nią rzuci, rozedrze jej ubrania i bezceremonialnie przejdzie do rzeczy. Nic z tego moja droga. On nie z tych. W sumie.. mógłby tak zrobić. Pytanie tylko po co? Tak było lepiej. Ciekawiej. Przyjemniej. Przynajmniej dla niej. Ale to dobrze. W końcu im większa przyjemność teraz, tym większa zabawa potem i większa przyjemność dla niego. No, ale nie wybiegajmy przed szereg.
Chłopak spokojnie zabawiał się z jej ciałem, co chyba i dla niej stanowiło niezłą frajdę, sądząc po jej reakcjach na pewne uszczypnięcia, dotknięcia itd. W końcu przestała też pić swoją herbatę. Może to i dobrze? Tak to jeszcze wylądowałaby w Skrzydle Szpitalnym z oparzeniami drugiego, jeśli nie trzeciego stopnia. A to byłoby straszne. No i Antoś czułby się strasznie źle. Bo przecież chcąc dobrze, zrobił jej krzywdę. To zabawne, ale nie chciał tego. Nie chciał aby cierpiała. I mówił to on, który w planach miał ją wykorzystać. W sumie, to już ją wykorzystywał. Zatem..? Co to było? Sam do końca nie wiedział. Czyżby się zakochał? Zakochiwał? Nie, to niemożliwe. A poza tym, miłość zrodzona przez łóżko. To nie miłość. No, ale. Związek to nie tylko mniej lub bardziej zmysłowe noce, prawda?
Byłby dalej trwał w tym erotycznym amoku, gdyby nie głos dziewczyny, który wcale nie zachęcał do dalszej zabawy. Wręcz przeciwnie. Sprowadził go, a raczej ich oboje, na ziemię. A to on miał być tą ostoją bezpieczeństwa. Cóż.. Chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. Nie można mieć wszystkiego. Mimo tego, problem był dość dużego kalibru. Zwłaszcza, że chyba oboje nie chcieli tego przekładać na kiedy indziej..
- Wiesz, co? Znam świetne miejsce. Z resztą, mieszkam tam.. – rzucił nagle, całując ją. Po krótkiej chwili wstał, pomógł zrobić to samo, swojej pani, po czym ponownie, namiętnie ją pocałował. Namiętnie, acz krótko. Krótko, acz zmysłowo. No i nie mógł sobie darować kolejnego kontaktu z jej „skarbem”, który notabene był coraz gotowy na przyjęcie młodego Bonneta. – Chodźmy - powiedział tylko, zostawiając wszystko, tak jak było i wychodząc z tego Raju.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Z daleka...
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 114




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Lis 08 2013, 22:50

Naprawdę? Ostatnie spotkanie… To było jak cios poniżej pasa, no ale przecież ona sama mu to proponowała, przecież ona sama wiedziała, że chłopak może chcieć odejść, zwłaszcza po tym co się stało. Szkoda tylko, że nie miał pojęcia co działo się z Tatianą, z tym jak mocno cierpiała. Owszem, byli oboje specyficzni, poprani we wszystkim. W uczuciach, w życiu i tacy cnotliwy, no ale dobra…
Philippe przecież był doświadczony, Tai nie była jego pierwszą, to było nawet łatwe do ogarnięcia, zanim poszła z nim do łóżka. No gdzie taki Lorrain i zawistna Tai, która w końcu po rozmowie z Cait doszła do wniosku, że nie powinna się przejmować tymi, którzy robią jej koło dupy, i którzy ja wykorzystują. Helloł, ona była ślizgonką, ona powinna szmacić ludzi, a nie oni ją, ale cóż. To ta miłość. Poddała się łatwo uczuciu, które od samego początku było skazane na porażkę. Dwa światy, które nie były w stanie połączyć się w jedno.
Czy żałowała? Skąd! Nie żałowała, to była najpiękniejsza noc w jej życiu, a jego dotyk nadal czuła na swym brzuchu czy żebrach, kiedy jego opuszki palców tak bezwiednie poszukiwały najczulszych punktów jej skóry. Nawet się uśmiechała na to wspomnienie, w końcu było jedyne. Jedyne idealne. Właściwie to wracała do tego co noc, kiedy nie mogła zasnąć i kiedy wyobrażała sobie, że on jest obok, ale teraz… Teraz to już był koniec.
Ostatnie spotkanie, na którym wymienią się kilkoma słowami. Pewnie dość bolesnymi, no przecież Tatka miała dużo żalu do chłopaka, który w taki sposób ją wykorzystał. Nic jej nie bolało, nawet nie fakt, że nie co czuje, ale to… Że po prostu ją przeleciał, zostawiając samą z tym wszystkim, a przecież ona mu zaufała, w każdym calu. Oddała cząstkę siebie, cząstkę własnej duszy byleby wszystko było piękne.
No, ale przecież nie było. Philippe Lorrain to nie książę z bajki, a Taitianne Mellow nie jest księżniczką, którą rzeczony książę wyciągnie z wieży.

-Cóż… Dzisiaj się nie spóźniłeś, to nawet miłe… - Uśmiechnęła się pod nosem, ale nadal miała opuszczoną głowę, nie potrafiła na niego spojrzeć. Jej oczy były czerwone, przesiąknięte trawką, którą tak Lorrain ubóstwiał, no ale przecież wiedział, że dziewczyna trzymała się w ryzach. Niby zero alkoholu i zero narkotyków, ale właśnie. Coś w niej pękło. Nie żeby się kurwiła jak Ari czy jak, no nie wiem… Sky albo Coco, zresztą sam fakt, że wszystkie były z Gryffindoru mógł oznaczać – durne ćpunki, które są dziwkami, no a Tai? Ach no właśnie. Całkowite przeciwieństwo do grzecznej i wyrafinowanej Tatianki.
-Właściwie to chyba… Wszystko zostało już powiedziane, prawda? Merlinie słodki! Jak ona się musiała trzymać byleby mu się na szyję nie rzucić. Twardy ton wypowiedzi, ona sama wyniosła i nie potrafiąca się ugiąć przed jego urokiem, nawet w rękach gniotła beżową kieckę, która sięgała jej pół uda. Jak dobrze, że nie musiała przejmować się jedną podstawową rzeczą. Przecież była ubrana jak stróż w boże ciało. Nie patrzył już na nią jak na obiekt pożądania, a co najwyżej kobietę, z która kiedyś, bo nie tak daleko jak tydzień temu, coś go łączyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 696
  Liczba postów : 953
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6249-philippe-dominique-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6250-filipowy-natlok-ludzi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6251-zrobie-sobie-poczte-stac-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7181-philippe-dominique-lorrain#204379




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Lis 08 2013, 23:29

Naprawdę sądzisz, że to będzie ich ostatnie spotkanie? Philippe widział to trochę inaczej. Dla niego to było ostatnie z serii "Nie wiem co czuje, daj mi trochę czasu". Nie chciał trzymać jej w tej niepewności, która wyrządziła pomiędzy nimi tyle szkód, a pojawiła się przez jeden list. To wręcz śmieszne, że dwa zdania tak wszystko zmieniły. Kto by pomyślał... No na pewno nie ja i nie ty. A tu taki ze strony chłopaka. Co jednak nie tłumaczy całej sytuacji. On jednak nie chciał jej tłumaczyć, chciał ją zapomnieć. Niby tak mało czasu minęło, za to ile się zmieniło. Normalnie jego duszę nawiedziła ekipa remontowa z "Dom nie do poznania" i teraz mógł wszystko zmienić. Rzeki przepłynąć, góry pokonać, by ją odzyskać. W końcu byli sobie potrzebni niczym rasizm i czarnuchy. Jedno bez drugiego nie mogło istnieć. I choć może dla wielu byłoby lepiej gdyby rozstali się bez słowa, to jednak w całej swojej prostocie byłoby to zgubne. W końcu gdyby rasiści nie mieli kogo gnębić to powybijali by siebie nawzajem.
Kto ci powiedział, ze Philippe był doświadczony? On w końcu całe życie spędził z nosem w bibliotece, a dla twojej wiadomości bibliotekarka nie była na tyle ładna, by go zainteresować. Z resztą myśląc o Arystotelesie czy Platonie ciężko się zauroczyć. Zostawmy jednak jego przeszłość w spokoju, w kocu nie przyszliśmy tutaj spisywać jego historii życia niczym w rozmowach w toku. Obojgu raczej można by było podoczepiać tabliczki rodem z trudnych spraw czy dlaczego ja. Już widzę ten czarny napis na czerwonym tle. Urzekające, nie sądzisz? Teraz byli w jednym pomieszczeniu, stali na przeciwko siebie, a ona nawet nie mogła się zabrać na nienawiść. W końcu tego się po niej spodziewał. Sądził, że zrobi mu awanturę roku, po czym zatrzaśnie za sobą drzwi. Ona jednak... Nie była w stanie. To nawet nie kwestia trawki, która choć rozluźniała to jednak aż tak bardzo nie mogła zawrócić jej w głowie, w końcu jeszcze go rozpoznawała. Była jedna inna... Co się dziwić? Kobieta wiele przeszła i tyle. On jednak o tym nie wiedział. Z drugiej strony powinnam bronić mojego kochanego Lorraina, przecież od po otrzymaniu tego listu wpadł prawie w katatonie.
- Nie spóźniłem się na żadne nasze spotkanie jeśli mnie pamięć nie myli. - On nie miał zamiaru opuszczać wzroku czy ciągać jakiejś częsci ubioru. Trzeba w końcu spojrzeć prawdzie w oczy. Ten wieczór nie miał być żałobą w końcu. Jeśli chciałby się z nią pożegnać, napisałby stosowny list ku temu, a nie ciągał w tak urocze miejsce jak herbaciany raj. Czy ona na prawdę nic nie rozumie?
- Właściwie to nic nie zostało powiedziane - Nie zamierzał stać jak ten ostatni frajerzyna i patrzeć jak dziewczyna cierpi. Podszedł do niej, po czym mocno ją przytulił. Nawet jeśli ma to być ich ostatnie spotkanie to chce je spędzić tak, by na prawdę niczego nie żałować. A czy teraz czegoś żałował? Może tylko momentu w którym powiedział te niefortunne słowa, po czym wyszedł. To wszystko było takie przykre.
- Chcesz coś powiedzieć czy mogę zacząć? - Spróbował zebrać się, by jakoś to wszystko ułożyć. Nie wiedział w końcu nawet, czy ona zaraz nie trzaśnie drzwiami. Kochali się, a jednak... No co z nimi jest nie tak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Z daleka...
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 114




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Lis 08 2013, 23:54

Ech… Właśnie. Za tym tęskniłam. Za Twoim charakterem. Owszem Cait to miała, Ari to miała, ale Philippe to było to czego szukam, dla swojego odbicia, którym była Tai. Nie powiesz mi, że jesteśmy bardzo różne, przecież obie dążymy do tego samego, co nie? Nie tak dawno temu, bo ledwie trzy godziny, dokładnie to samo sugerowałam, że niby taka oschła i w ogóle, a zranił mnie facet, który znaczy wszystko w moim życiu. No i tak było z Lorrainem. Cudowny koleś, spełnienie marzeń i nagle sielanka się kończy, zamieniając się w telenowele pokroju Moda na Sukces. No dobrze, że chociaż Ci się nie wymieniali partnerami w ciągu tego jakże ciągnącego sie tygodnia. Przecież to by było poniżej pasa. Philippe z Jose, potem ze Sky, potem z Binnie, a na sam koniec z Leen, no bez jaj. To tak jakby powiedzieć, że Tai miałaby się przespać z Villiersem, Eliottem, którymkolwiek czy nawet z Benettem, ooo i z Faleroyem, którym obecnie obrała Sky. Widzisz, wszystko się zapętla, gorzej jak w szwajcarskim zegarku.
Ale tak, Drzyzga to miałaby niezły materiał żeby nakręcić program, w końcu kto normalny odpieprza taką manianę jak ta dwójka? No dobra, znalazłoby się parę osób, i zamiast nawet te rozmowy to może coś w klimacie… no nie wiem… Ukrytej prawdy, dlaczego ja, trudnych spraw, czy nawet pamiętników z wakacji. Szejm roku, ale przyznaj. Chciałabyś, żeby oboje się przenieśli na jakąś bezludną wyspę, i tam przeżyli kilka dni. Tylko dla siebie, bez zbędnych przyjaciół i osób, które wszystko zakłócą. Jak myślisz co by się działo? Przypuszczam, że Tai w końcu wyjawiłaby jeszcze komuś ten jakże magiczny i nieprzemyślany sekret, który skrywa tyle czasu. A może nawet odważyłaby się dla niego zagrać? Kto wie, kto wie…
Ale Tai faktycznie nie umiała powstrzymać tej złości i smutku, który się w niej aż gotował, no bo właśnie. Jedno bez drugiego nie miało prawa bytu. Niby żyli, ale tak jakby coś było nie tak. Ona nagle zaczęła palić i pić, a on? Przypomniał sobie o miliardzie lasek, z którymi może pisać. Po co te tajemnice… Po co te kłamstwa? Nie wiem. Ty mi powiedz.

-Ej, spóźniłeś się raptem dwadzieścia sekund, tam na spotkaniu pod tablicą ogłoszeń, pamiętasz? No a w altance, to ja trochę nawaliłam. Przyleciałam w tych durnych spodenkach… - Na samo wspomnienie tych szortów miała ochotę się śmiać, no ale były takie urocze i w ogóle. Sama Tai wyglądała w nich rozkosznie, bo przecież była słodką blondyneczka o czarnych oczach, która uwielbia różowe gacie w białe misie. No helloł! Kto by na to nie poleciał, ja bym poleciała, ale jeszcze takich spodenek nie mam. Smuteczek.
-Właściwie… Chciałam tylko powiedzieć, że jest mi… - I stało się. To on pierwszy w tym magicznym miejscu wyciągnął do niej rękę. To on pierwszy ją przytulił, a ona poczuła taką niezmierną ulgę. Tylko po co to zrobił? Żeby się pastwić i szydzić? Bez przesady i tak się czuła fatalnie. Nie mogła jednak zrezygnować z ciepła, które jej dawał, a jeszcze to magiczne miejsce, napawało ją nadzieją.
-Jest mi przykro i naprawdę Cię przepraszam, za całą swoją głupotę, to nie tak miało wyjść… - Powiedziała z jawnym smutkiem, w końcu sam fakt, że to samo mówiła na wieży utwierdzał ją w tym jak bardzo nawaliła, ale no właśnie… Kto ją tam przewidzi? Może faktycznie trzaśnie drzwiami i pójdzie pić? Nie, tego już się jednoznacznie stwierdzić nie dało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 696
  Liczba postów : 953
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6249-philippe-dominique-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6250-filipowy-natlok-ludzi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6251-zrobie-sobie-poczte-stac-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7181-philippe-dominique-lorrain#204379




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Sob Lis 09 2013, 12:21

Bycie różnym... Pojęcie względne. Powiem ci, że na pewno pod pewnymi względami jesteśmy podobne. Obie mamy płuca, nerki wątrobę. Można wręcz powiedzieć, że każda z nas nosi w sobie małą fortunę. Co jednak do celi to ciężko mi powiedzieć. Teraz jednak skupmy się na naszych postaciach, bo z gdybania o niczym nic nigdy dobrego nie wychodzi. Co do twoich obaw, to Philippe z Coco czy ze Jossie brzmi dziwnie. Z tą pierwszą to przez dzielące ich różnice, podejście... Bo przecież to dwa inne światy. Z Jossie za to przez po prostu fakt przyjaźni, który ich łączył. Nie byli bedfriendami i może nawet lepiej? Jeszcze by się któreś zakochało i nici z wolności i braku trosk.
Oboje na bezludnej wyspie? Zakładam, że była by tragedia. Już widzę tam scenariusz z jakiegoś "Parku Jurajskiego" czy innego filmu tej tematyki. Zostali by sami, zajęli się sobą, a ich ubrania zjadłaby wielka kałamarnica. Później zaczęliby się zakrywać liśćmi, na których by się okazało, że jest jakiej piko robactwo i oboje by umarli. Ewentualnie zjadłby ich wielki potwór czy coś... Ale to takie tam tylko moje gdybania. W końcu jesteśmy w świecie magii, tu wszystko się może zdarzyć, a w najgorszych czeluściach czy właśnie w miejscach w których jeszcze człowieka nie było mogą się skrywać stworzenia straszne, nieopisywalne ale również ciekawe. W tym ponurym scenariuszu jednak jedno jest pewne - nikt by się nie nudził, a wybory dokonywane by były pod wpływem chwili. Philippa by to pewnie zgubiło... Ale takie rozważania zostawmy sobie na kiedy indziej.
- No to powiedzmy, że jest po równo - On nie liczył życia w sekundach w porównaniu do niektórych. Wolał myśleć, że było w miarę ok, w końcu przy jego częstotliwości nietrzymania się zegarka to te dwadzieścia sekund nie miało znaczenia. - Był urocze, już nie przesadzaj - Choć jemu za bardzo nie chciało się śmiać na ich myśl. Pamiętał jeszcze jak zastanawiał się za ile dni będzie musiał odwiedzać ją w Skrzydle Szpitalnym przez te gacie. W końcu mogła zachorować na wszystko... Ta pora roku nie sprzyja byciu chorym, niestety...
Z tych wszystkich rozważań wyrwały go słowa dziewczyny. Zdania krótkie choć treściwe. Jakie to jednak teraz miało znaczenie? Było, minęło. Trzeba wziąć się w garść, on nie chciał do tego wracać. Nigdy. Nawet na wierzy była to ostatnia rzecz jaką miał ochotę słyszeć. Tak jest w momencie w którym rzeczywistość myli się z marą.
- Ja również ciebie przepraszam, to wszystko wyszło tak spontanicznie - Mów co chcesz, ale dla niego to były bardzo szybko podejmowane wybory, w końcu w jego świecie wszystko toczyło się wolniej. On myślał cały dzień, by powiedzieć coś wieczorem... Na szczęście za wiele osób nie wymagało od niego wyborów. Nie lubił ich. - A teraz to wszystko jest takie absurdalne. - Zrobił chwile przerwy zarówno dla siebie, jak i dla niej. Dla obojga były to tematy, których nie chcieli poruszać. Każdy przeżył ten wstrząs inaczej... - Kocham cię, rozumiesz? - Wiedział, że nie zrozumie, że będzie chciała go zabić za to wszystko. On widział takie chwile w czarnych barwach, na tyle jeszcze było go stać. Tu idealizm Platona umierał, a zostawały tylko emocje, te niepewne i kruche. Był świadomy, że budowanie czegoś na nich najczęściej jest zgubne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Z daleka...
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 114




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Sob Lis 09 2013, 15:08

Właściwie to dobrze, że nie jestem w głowie Tai, i właściwie dobrze, że między nami jest więcej wspólnego niż różnic. No bo gdyby był od cholery różnic, to wątpię, że stworzyłybyśmy tak popraną relację, nie sądzisz? Właśnie, ja też tak uważam, tylko że sprawy zaczynały się coraz bardziej wymykać z pod kontroli i jej i jemu. Dobrze, że my to jakoś ogarniamy, tylko znowu ingerować w ich miłość aż tak bardzo, to absurd.
Dobra, dobra! Przekonałaś mnie, znając ich fart i przypadki to na bank by jeszcze przyszła taka fala, że sprzątnęłaby ich z powierzchni ziemi, nie? Szkoda by ich było, na swój sposób są rozkosznie uroczy, a co za tym idzie, można by było skupić się na czymś innym niż tylko gadanie na tej wyspie, no bynajmniej… Tai wprowadza w świat seksualnych uniesień, i spieprza. Teraz wraca i co ogólnie? Jak to sobie wyobrażał? Tatiana się nieco obawiała tego wszystkiego. Przecież było to oczywiste, że wpadnie w furię i zaraz go zabije, zwłaszcza, że nie umiała go rozgryźć. No dobra, może i ten Herbaciany Raj był w jakimś stopniu pewną podpowiedzą, ale z drugiej strony… po co? Przecież chyba wszystko było jasne, zwłaszcza, że Tatiana go widziała z inną. Tak, widziała go z inną, nie mógł zaprzeczyć. Widziała jak z nią rozmawiał. Jak patrzy na nią. A po za tym byli razem na Historii Magii! Nie, no nie… Z każdą sekundą w Tai się aż kotłowało. Miała ochotę go rozszarpać.

-Spontaniczne… Philippie zaufałam Ci wtedy, wierzyłam, że to jest już ta pora, no bądź co bądź teoretycznie jestem chyba za stara na dziewictwo, ale… - Zawiesiła głos chcąc jakoś zebrać myśli, odsapnąć, skupić się na czymś innym niż tylko i wyłącznie złość, i chęć spoliczkowania go. Fakt, faktem. Ta chwila była niepodważająco romantyczna, ale przecież nie o to w tym chodziło. Chodziło tylko i wyłącznie o to co się stało, zaraz po tym jak odszedł z wieży. Przecież to było poniżej pasa, no ale z pewnością nie wiedział o tym iż dziewczyna mieszka w Hogs obecnie. Gdyby wiedział to na pewno by pytał. No ale umawianie się z Jose może było zemstą za to, że ona mieszka u jakiegoś „fagasa”?
-Lorrain. Nasza znajomość i uczucie jest absurdalne… Ta zazdrość i złość jaka ze mnie kipi, bo pozwoliłeś na … - Zawiesiła głos, bo zanim dotarł do niej sens wypowiedzianych przez niego słów, zgłupiała. On jej powiedział co czuje. On naprawdę to powiedział! Kocha ją, i niby mogła się cieszyć, przytulić go, pocałować, ale z drugiej strony to spadło na nią jak grom z jasnego nieba. Przecież nie spodziewała się tego, że chłopak właśnie to jej powie, w tym momencie. Ona była nastawiona, że się mają pożegnać, a tutaj?
-Philippe… - Zawiesiła głos, chcąc wydukać z siebie choć ze dwa słowa, jednak nie potrafiła. Nie wiedziała co m rzec, że też go kocha? Jakie to by było głupie, nie sądzisz? Ale znowu gdyby trzymała go w niepewności może odwidziałoby mu się wszystko? No właśnie.
-Zjawiasz się, po tym wszystkim… Po tym jak… Umawiałeś się z tą zakichaną Krukonką! Jak wystawiłeś mnie na próbę czasu, i mówisz, że kochasz?! Dwa dni nie minęły, a Ty już byłeś obłapiany przez inną! w końcu udało jej się zdobyć na coś więcej niż tylko tępe wymawianie jego imienia, ale przecież właśnie, teraz się pilnowała żeby czegoś głupiego nie palnąć, to byłaby przecież siara. No i kolejny szejm roku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   

Powrót do góry Go down
 

Herbaciany Raj

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
trzecie pietro
-