Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Herbaciany Raj

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Herbaciany Raj   Wto Kwi 02 2013, 23:02

First topic message reminder :


Herbaciany Raj


Ten pokój z pewnością ucieszy miłośników herbat. Na wszystkich ścianach są ustawione w rządkach torebeczki ze wszystkimi herbatami świata, które w dodatku same się uzupełniają. Niestety, przygotowanie napoju nie jest już tak magiczne - w kącie stoi stary piecyk z kociołkiem, w którym to trzeba zagrzać wodę. Ta jednak zawsze się w nim znajduje i sama się uzupełnia, więc jeden problem z głowy!
Możesz przysiąść na puchowym dywanie, albo niczym cywilizowany człowiek - przy jednym ze stolików.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 21
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15252-viviene-mudlle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15254-poczta-viv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15253-viviene-mudlle#407256




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pon Paź 09 2017, 07:50

Obdarzyła go dobrotliwym spojrzeniem. Wydawał się naprawdę miłą osobą, dlatego tym bardziej chciała mu jakoś pomóc, chodź na chwilę sprawić by poczuł się lepiej.
- Trochę tego jest, nie zaprzeczę, acz każdą pomocą w nauce przyjmę z ochotą - odparła niemal natychmiast po słowach rozmówcy. Późniejsza uwaga n a temat jej trampek rozbawiła się i doprowadziła do lekkiego chichotu. Nie często miała okazję słyszeć, że komuś się one podobają. Raczej graniczyło to z cudem, lubiła czasami wyróżniać się chodź jednym, a wyrazistym detalem. W jej przypadku były to kolorowe zwyczajne trampki do każdego rodzaju stroju i w sumie na każdą okazję. Raczej wiele osób uważało ją za nierozgarniętą, a czasami stukniętą w temacie butów. Nie nawiedziła oceniać ludzi zanim ich dobrze nie poznała.
Zmarszczyła brwi na kolejne słowa towarzysza, wzięła w między czasie niewielki łyk już nie gorącej, a przyjemnie ciepłej herbaty. Uważnie wsłuchiwała się w jego słowa, nie mogła uwierzyć, że ta cała sytuacja jest aż tak beznadziejna, po prostu nie możliwe.
- Sam tego nie wiesz Taehyung - z dużym wahaniem powiedziała jego imię, miała nadzieje iż się nie pomyliła. - Musisz się z nimi spotkać porozmawiać, chociaż spróbować wyjaśnić. Jeśli im na tobie naprawdę zależny to zrozumieją. - mówiła spokojnie.
- Nie martw się o mój czas - słabo się uśmiechnęła - chciała bym ci chodź trochę pomóc - dodała. Wlepiła wzrok w kubek mając nadzieję, że chłopak nie uzna jej za wścibska, czy coś podobnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Skąd : Seul, Korea Południowa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 136
  Liczba postów : 216
http://www.czarodzieje.org/t13409-taehyung-min#357496
http://www.czarodzieje.org/t13468-dont-wanna-be-lonely-just-wanna-be-yours#358775
http://www.czarodzieje.org/t13469-sowka-poli#358777
http://www.czarodzieje.org/t15210-min-taehyung




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pon Paź 09 2017, 19:58

- No i zgoda - powiedział, kiwając głową. Sam chyba nigdy nie miał poważniejszych problemów z nauką; zawsze wszystko wchodziło mu do głowy z łatwością. Dużo pamiętał z zajęć, a w bibliotece, odrabiając zadania domowe po prostu się doucza. Często pomagał swoim rówieśnikom i cóż, nigdy nie oczekiwał niczego w zamian.
Taehyung, kiedy trzeba było, ubierał się tak jak powinien - czy w to mundurek, czy w strój adekwatny do sytuacji. Kiedy jednak nie było takiej potrzeby, wkładał na siebie to, co mu się podobało i nie przejmował się tym, czy ktoś uzna to za dziwne. To dlatego te kolorowe trampki tak mu się spodobały. Sam był posiadaczem czerwonych.
- Meh - mruknął. - Może masz rację. To będzie jednak trochę ciężkie, ale… Skoro to moi bliscy to w końcu pękną i zgodzą się na spotkanie, nie sądzisz? - zapytał retorycznie, kątem oka zerkając na dziewczynę. Zazwyczaj nie mówił tyle o sobie, ale w tej sytuacji niemal potrzebował komuś o tym powiedzieć. - Doceniam to, Viv - powiedział zgodnie z prawdą. Mogła go zignorować albo napić się herbaty i wyjść, a jednak została i z nim porozmawiała. - A co u ciebie? Wszystko w porządku? - zapytał ostrożnie, nie chcąc, aby tematy kręciły się tylko wokół jego osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 21
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15252-viviene-mudlle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15254-poczta-viv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15253-viviene-mudlle#407256




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pon Paź 09 2017, 21:28

Kolejny uśmiech pojawił się na jej twarzy. Lubiła poznawać nowych ludzi, zwłaszcza gdy dostrzegała, że i oni chcą poznać ją. To było bardzo miłe, a dodatkowo uświadomiła sobie, że po prostu tego potrzebowała. Takiej zwykłej rozmowy, niczego oficjalnego i wiążącego.
- Uwierz mi na słowo, wszystko się ułoży i ile ty sam będziesz tego chciał- przyjacielsko poklepała go po ramieniu, chcąc w ten sposób dodać mu otuchy w trudnej sytuacji. Lubiła czuć, że jej słowa chodź w niewielkim stopniu mogą komuś pomóc czy choćby pocieszyć. Było to dla niej naprawdę ważne. Pragnęła czuć się potrzebna no i z drugiej strony lubiła pomaga tak po prostu bezinteresownie. Nie potrzebowała niczego w zamian. Była to swojego rodzaju rekompensata za te złe dni jakie miewała podczas anomalii magii.
Spojrzała ma chłopaka, wzięła łyk napoju, a po chwili odparła spokojnym głosem:
- Jak na razie wszystko dobrze, ale boję się że za jakiś czas moja osobowość może się bardzo zmienić. - westchnęła wlepiając wzrok w stolik - Czasami, sama siebie mam dość - zaśmiała się gorzko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Skąd : Seul, Korea Południowa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 136
  Liczba postów : 216
http://www.czarodzieje.org/t13409-taehyung-min#357496
http://www.czarodzieje.org/t13468-dont-wanna-be-lonely-just-wanna-be-yours#358775
http://www.czarodzieje.org/t13469-sowka-poli#358777
http://www.czarodzieje.org/t15210-min-taehyung




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Wto Paź 10 2017, 21:19

Miał taką nadzieję. Musiał odzyskać Jungkooka, Delilah, Chanyeola i sprawić, aby znów mu zaufali, bo pogrąży się w tak chorej depresji, że nie sądzi, aby mógłby się kiedykolwiek podnieść. Tylko ta trójka sprawiała, że chciało mu się żyć, otwierać na innych i robić to wszystko, co robił do tej pory.
Taehyung pokiwał głowa, przyznając jej rację. Bardzo tego chciał. I chyba to było takim bodźcem, który popchnął go do decyzji, aby napisać wieczorem list do Jungkooka. Tymczasem jasnowłosy dopił herbatę; tak jak sądził, odrobinę się odprężył i przy okazji odrobinę ogrzał. Odłożył kubeczek na stolik i posłał jej delikatny uśmiech, gdy poklepała go pokrzepiająco po ramieniu.
- Zmienić? Co masz na myśli? - zapytał, marszcząc brwi. Nie sądził, że ktokolwiek byłby w stanie zmienić swoją osobowość ot tak, w końcu sam próbował tego kilka razy. Och, ile on to próbował udawać bardziej pewnego siebie, nieokrzesanego... chciał być jakąś lepszą wersją, ale tak naprawdę marnie mu to wychodziło. Musiałoby się coś stać, aby zmienił się tak zupełnie. - Nie mów tak - powiedział zaskoczony. - Czasami ma się gorsze dni, ale to nie powód, żebyś miała siebie dość, nie sądzisz? - zapytał, unosząc pytająco brwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Winchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 91
  Liczba postów : 116
http://www.czarodzieje.org/t15457-anseis-karsinis
http://www.czarodzieje.org/t15458-relki-hansa#415181
http://www.czarodzieje.org/t15468-skrzynka-karsinisa
http://www.czarodzieje.org/t15456-anseis-karsinis




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Sro Lis 22 2017, 23:08

Powiedzenie "co za dużo to nie zdrowo" idealnie pasowało do ostatnich dni Ansa. Spędził każdą wolną chwilę na uczeniu się i wyszukiwaniu nowych rzeczy i mózg ewidentnie nie wytrzymał i zlasował. Myśląc na coraz wolniejszych obrotach musiał uznać wyższość potrzeby odpoczynku. Nie chcąc spędzać czasu sam wysłał poprzez szkolną sowę zaproszenie do @Bridget Hudson. Z uwagi na brzydką pogodę i brak chęci na wypad do wioski pozostało wnętrze zamku. Pierwszą myślą o miejscu w którym nie śmierdzi nauką był herbaciany raj to też tam mieli się spotkać. Po drodze złapał w ramionami Gerarda i ponad połowę drogi drapał go za uszami. Na miejscu zjawił się pierwszy co pozwoliło mu wybrać swoje ulubione miejsce. Zostawił kota na krześle na którym po chwili zwierzę się położyło a sam zabrał się za robienie herbaty. Podpalił po wodą i zaczął przeszukiwać herbaty szukając jakiejś o smaku egzotycznych owoców. Widząc mieszankę mango z marakują mruknął zadowolony i wrzucił torebkę do kubka. Po paru minutach wlał do kubka wrzącą wodę i powoli żeby nie rozlać zaniósł go na stolik. Usiadł wygodnie na krześle i zamknął oczy w oczekiwania na towarzyszkę i zaparzenie się herbaty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1075
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1776
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Sro Lis 22 2017, 23:47

W chwili, gdy Lotta trafiła do szpitala, a Bridget odchodziła od zmysłów i miała wrażenie, że całe jej życie wali się na łeb, na szyję, szkoła zeszła na drugi plan i przez kilka dobrych dni dziewczyna chodziła na zajęcia w kratkę, nie będąc przygotowaną, nie odrabiając zadań domowych i będąc myślami zupełnie gdzieś indziej. Później zrobiło się lepiej i kiedy Puchonka uspokoiła się w kwestii życia i zdrowia starszej siostry, zaległości szkolne zdawały się urosnąć do rozmiarów słonia i było jej tak ciężko powrócić do swojego normalnego trybu nauki, że ostatni czas również spędziła w osamotnieniu, za towarzyszy (nie)doli mając wyłącznie szkolne podręczniki. Wysiłek opłacił się, bowiem szybko wyszła ze szkolnych problemów, natomiast całe jej ciało wręcz wołało o chwilę relaksu. Otrzymawszy liścik od Anseisa z zaproszeniem na herbatkę na trzecim piętrze, prawie wyskoczyła z kapci w dormitorium. Jasne było, że się zjawi - chłopakowi nie mogła odmówić!
Odziana w kanarkowy sweter z golfem i zwykłe dżinsy przemierzała korytarze Hogwartu aż do drzwi herbacianego raju. Przekroczyła próg i od razu jej wzrok padł na postać Anseisa, co usta skwitowały szerokim, ciepłym uśmiechem.
- Cześć, dobrze Cię w końcu widzieć gdzieś indziej niż w bibliotece - powiedziała, podchodząc i przytulając się do niego na powitanie. Przeniosła wzrok na herbatę. - Co dziś pijemy? Chyba zdam się na Ciebie, sama nie mam preferencji - dodała, po czym odwróciła się w kierunku czajnika. Stwierdziła, że woda w środku jest jeszcze gorąca, wobec czego od razu wlała ją do filiżanki. - Jak Ci mija? Działo się coś ciekawego? - zapytała Puchona z zaciekawieniem, przekrzywiając głowę w bok i patrząc na niego z figlarnymi iskierkami w oczach.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Winchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 91
  Liczba postów : 116
http://www.czarodzieje.org/t15457-anseis-karsinis
http://www.czarodzieje.org/t15458-relki-hansa#415181
http://www.czarodzieje.org/t15468-skrzynka-karsinisa
http://www.czarodzieje.org/t15456-anseis-karsinis




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Czw Lis 23 2017, 14:10

Prawda, ostatnio mijali się wyłącznie w bibliotece gdzie Ans doprowadzał swój mózg do przegrzania a Bridget podbierała książki do nauki. Chciał jej zaoferować pomoc w nadrobieniu zaległości ale wyczuwał, że woli spędzić czas sama. Martwił się o jej stan, wyglądała na obecną jedynie cieleśnie a duchem gdzieś daleko stąd. Widząc z jaką łatwością wróciła "do żywych" poczuł wielką dumę. Może i nie byli spokrewnieni ale pasowali do siebie jak bliźniaki, niemal zawsze jedno wiedział co chce drugie i z czym ma obecnie problem. Po takim maratonie Bridget też przydałby się odpoczynek, a lepiej odsapnąć w towarzystwie niż samemu.
-Bridgeeeet! - powiedział głośno widząc wchodzącą dziewczynę. Wstał, rozłożył ręce i poczekał aż podejdzie i się do niego przytuli. Odwzajemnił uścisk i lekko pomasował ją po plecach. Po zakończonych czułościach przyglądnął się jej twarzy i szeroko się uśmiechnął. Na komentarz o herbacie podszedł do stanowiska i chwilę się zawiesił zastanawiając się co by mogło posmakować puchonce. Wybrał herbatę o smaku ananasa i mango i wrzucił torebkę do kubka który już dziewczyna zalała wodą.
-Myślę, że ta powinna być idealna. Raczej nie chcesz słuchać historii magii w renesansie ani opisów nordyckich run więc moja odpowiedź brzmi nic. Cały czas spędzałem w bibliotece i na dobrą sprawę nie wiem czy działo się coś ciekawego. Dopadł mnie wreszcie przesyt i w taki sposób się tutaj znalazłem.
Chodź, usiądźmy sobie obok Gerarda, z pewnością się za Tobą stęsknił.
- Bez pytania zabrał filiżankę dziewczyny i zaniósł ją na stolik gdzie kończyła się parzyć jego własna. Usiał na fotelu i mruknął zadowolony. Przyjaciółka, kot i herbata, nie potrzebował już nic więcej.
-A Ty jak się trzymasz? Znalazłaś czas dla siebie w tym ogromie nadrabiania? No i co słychać u Lotty,dobrze się czuje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1075
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1776
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Nie Lis 26 2017, 04:18

Bridget uwielbiała się uczyć i w zasadzie nie widziała przeciwwskazań, by zamiast towarzyskiego wyjścia na kremowe piwo zostać w mieszkaniu i zatopić się w książkach. Ostatnio to pierwsze średnio jej wychodziło, bo albo nie było okazji, albo towarzystwa, a jak już znalazły się oba, to i tak wypadało dziwnie. Niedawno podjęła się zorganizowania spotkania integracyjnego dla prefektów, którego jedynym sukcesem było chwilowe zgromadzenie wszystkich posiadających odznakę prefekta. Osobiście Bridget bawiła się świetnie, ale prawdopodobnie nikt inny nie był równie pozytywnie nastawiony do idei tego wyjścia - zebrane w barze towarzystwo było tak niefortunnie dobrane, że w zasadzie na każdym polu jawiły się konflikty. W przyszłości, gdy będzie chciała zorganizować cokolwiek, przemyśli to nie dwa razy, a dziesięć, a potem jeszcze jeden dla pewności.
Z zainteresowaniem spojrzała na herbatę, którą wybrał dla niej Puchon. Czasem zastanawiała się, skąd on wiedział o niej tak dużo. Chociażby fakt lubienia smaku ananasa, zazwyczaj nie wspominała o tym w towarzystwie, a mimo tego wiedział, że go lubi. A może to zwykły przypadek? Na wiadomość, że w pokoju obecny jest kot aż pisnęła z zadowolenia. Jej własny Tłuczek miał ją gleboko w poważaniu.
- U mnie jako tako - powiedziała na wstępie i westchnęła cicho. Spojrzała na niego badawczo, zastanawiając się, czy powinna ten temat poruszać, czy może zignorować go, jak to robiła przez ostatnie dwa miesiące. Komu jednak miałaby się zawierzyć, jeśli nie Anseisowi? - Wciąż mi ciężko po zerwaniu z Theo. Chyba za nim tęsknię - stwierdziła po chwili, a na jej buzi próżno było szukać uśmiechu. Nagłe rozstanie ze starszym Włochem wciąż sprawiało jej smutek, szczególnie biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich do niego doszło. Nie tak wyobrażała sobie to wszystko... Wydarzenia ostatnich tygodni wcale nie poprawialy jej humoru. - Z Lotta już lepiej, wyszła ze szpitala, na zajęcia też chodzi. Pewnie wiesz już z obserwatora, spodziewają się dziecka z Williamem - powiedziała w odpowiedzi na pytanie o starszą siostrę. Nie bała się mówić mu o takich rzeczach, powierzanie tajemnic Anseisowi nie budziło w niej obaw. Uśmiechnęła się smutno. - To bardzo niefortunne, nie sądzisz?

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Winchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 91
  Liczba postów : 116
http://www.czarodzieje.org/t15457-anseis-karsinis
http://www.czarodzieje.org/t15458-relki-hansa#415181
http://www.czarodzieje.org/t15468-skrzynka-karsinisa
http://www.czarodzieje.org/t15456-anseis-karsinis




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Sob Gru 02 2017, 21:02

Całym sercem żałował, że nie mógł uczestniczyć w tym spotkaniu. Nie dopytywał Bridget o szczegóły ale oczami wyobraźni widział miny Walkera i Zakrzewskiego przebywających w tym samym pomieszczeniu. Zrobić zdjęcie/namalować i wstawić do ramki dla potomnych...tak, to by było dobre. Dla takich sytuacji żałował, że woli towarzystwo książek niż ludzi. Oczywiście nie był jakiś aspołeczny, ale chęć zdobywania wiedzy była silniejsza od wszelkich innych popędów.
Znając Bridget od 7 lat dowiedział się o niej wiele ciekawostek, znał parę sekretów i w duchu uznawał się za jej najlepszego przyjaciela. Nie wiedział, czy dziewczyna myśli podobnie, pytać o to nie zamierzał bo i po co. Wybierając herbatę ananasową bardziej sugerował się swoim upodobaniem do egzotycznych owoców, był całkowicie nieświadomy swojego małego sukcesu.
Na słowa "jako tako" przekrzywił głowę i spojrzał na Bridget z politowaniem. Chyba nie myślała, że da się nabrać na takie zbywanie. Spodziewał się odpowiedzi typu "boje się o siostrę" czy coś w tym stylu. Temat byłego chłopaka nieco go zaskoczył, przez cały czas myślał, że dała sobie spokój i jej przeszło. Jak widać zawiódł funkcję przyjaciela i tego nie zauważył.
-Kochana daj sobie z nim spokój. Znajdziesz sobie kogoś bardziej godnego, na takich co odchodzą szkoda czasu i nerwów. - Nie wiedział co ma poradzić bo o związku przyjaciółki z krukonem wiedział tyle, że chodzili ze sobą, było im dobrze aż nagle ze sobą zerwali. Chyba powinien bardziej się zainteresować życiem towarzyskim swoim i Bridget.
-Widziałem ją ostatnio na lekcjach, wyglądało na nieco nieobecną. Czyli to prawda? Nie wiem czy gratulować czy współczuć. Do tej pory się zastanawiam co Lotta widzi w Walkerze. - Pokiwał przecząco głową i na parę kolejnych sekund zajął się swoją herbatą. Gerard wskoczył na kolana Bridget chwilę po tym jak dziewczyna usiadła i mrucząc ocierał się o jej bluzkę. Wywołało to u Ansa szeroki uśmiech, jego kot był nad wyraz towarzyski i wzbudzał podejrzenia czy faktycznie nie jest przetransmutowanym psem.
-Ty, Bridget, miałabyś ochotę na złamanie parę punktów regulaminu i zrobienie czegoś głupiego? Wiem, że nie jest to zachowanie adekwatne do naszego wieku, ale...tak wiesz, dla rozładowania złych emocji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1075
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1776
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Nie Gru 03 2017, 14:03

Bridget uśmiechnęła się smutno w odpowiedzi na słowa Anseisa. Z jednej strony bardzo łatwo było powiedzieć, żeby dała sobie z nim spokój i w gruncie rzeczy było to dokładnie tym, co robiła przez ostatnie dwa miesiące, próbując po swojemu pozbierać się, zapomnieć i zająć sobie głowę czymś innym. Z drugiej strony było to niezwykle ciężkie, ponieważ z punktu widzenia osób postronnych ich związek rozpadł się w zasadzie z dnia na dzień bez konkretnego powodu. Od wewnątrz wyglądało to nieco gorzej i Bridget do tej pory miała żal do losu o takie prowadzenie ich ścieżek. Było jej przykro, że mimo obopólnego starania się o związek, mimo wszystko rozpadł się bezpowrotnie. Jej koleżanki nie rozumiały, dlaczego to zrobili, bo przecież wydawali się być dla siebie stworzeni. Bridget też tego nie rozumiała... Westchnęła cicho, po czym machnęła ręką.
- Masz rację, nie przyszłam tu biadolić i marudzić - stwierdziła, ale kolejny temat, który poruszyli wcale nie wydawał się być radośniejszy. - Tak, to prawda - potwierdziła. Nie bała się, że pójdzie i rozgada - i tak już większość szkoły dowiedziała się z artykułu Obserwatora. Zresztą Anseisowi powiedziałaby prawdę nawet gdyby nie była to powszechnie znana informacja, bowiem ufała mu jak nikomu innemu. - Sama nie wiem, ale chyba bardziej współczuję. Są strasznie młodzi, za młodzi na dziecko. To poważne zobowiązanie, do tego zdarzyło się tak nagle... Nie wiedzieli, póki Lotta nie miała wypadku. Zresztą Lotta jest bardzo przybita. Za to William mnie pozytywnie zaskoczył. Wiesz, nigdy nie myślałam, że byłby zdolny do wzięcia na klatę takiej odpowiedzialności. Jak się dowiedziałam, byłam wręcz pewna, że ją zostawi, a tu proszę, niespodzianka - dodała z delikatnym uśmiechem. Postawa Walkera wielokrotnie budziła w niej negatywne uczucia i bardzo długi czas sama zastanawiała się, dlaczego Lotta obdarzyła go tak mocnym uczuciem. Skoro jednak okazało się, że w krytycznej chwili był w stanie stawić czoła przyszłemu rodzicielstwu i nie zostawił Lotty przy szpitalnym łóżku, gdy leżała nieprzytomna, poparzona i w błogosławionym stanie, to Bridget wątpiła, by zostawił ją kiedykolwiek.
Zajęła się trochę piciem herbaty, trochę głaskaniem kota, który upodobał sobie jej kolana jako swój kolejny cel. Czuła, że dobrze zrobiła przychodząc tu. Potrzebowała towarzystwa kogoś bliskiego. Zaraz potem Puchon zadał jej dość osobliwe pytanie, po którym Bridget w pierwszej chwili spojrzała na niego ze zdziwieniem, a w drugiej obdarzyła go uśmiechem.
- Wiesz, Ans, niespecjalnie mogę broić. Ostatnio się trochę wkopałam i zarobiłam szlaban u Fairwyna, bo wpadliśmy z Leo, prefektem Gryffindoru, na wyjątkowo głupi pomysł i zwinęliśmy łódkę na jezioro. Do tej pory nie wiem, co sobie myślałam... - stwierdziła.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Winchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 91
  Liczba postów : 116
http://www.czarodzieje.org/t15457-anseis-karsinis
http://www.czarodzieje.org/t15458-relki-hansa#415181
http://www.czarodzieje.org/t15468-skrzynka-karsinisa
http://www.czarodzieje.org/t15456-anseis-karsinis




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Sob Lut 10 2018, 21:40

Pokiwał głową z miną "i to mi się podoba". Czyli dobrze zrobił, że ją tu przyprowadził. Zawiesił się przez chwilę zastanawiając się czy pytanie o kolejny punkt westchnień jest na miejscu. Spojrzał na Bridget i pokręcił sam do siebie głową. Nie, nie będzie jej psuł humoru jeszcze bardziej. Niby było to pytanie z tych "weselszych" ale nie w tej sytuacji. Komentarz o Walkerze przyjął z lekkim uniesieniem brwi. O, to było coś nowego. Nie za bardzo interesował się tematem związku, wiedział o ciąży, szpitalu i nic poza tym. Postawa krukona faktycznie zasługiwała na uznanie ale na nic więcej. Biorąc pod uwagę jakim jest człowiekiem nagła odmiana zachowania z zostania ojcem odpadała.
-Wszystko fajnie, ale nie zachęcaj mnie do ocieplenia stosunków z Walkerem, dobrze? Przepraszam, że to mówię, ale dba teraz o Lotte tylko dlatego, że dziecko to jest część jego. Zadufany w sobie dupek.
Po tym jakże przyjacielskim komentarzu wypił do końca herbatę i odstawił ją na stolik. Ze smutną miną przyjął odmowę Bridget ale zaraz się roześmiał słysząc co nawyrabiała. I to bez niego!
-No, no, romantyczny rejs prefektów? Bridget, nie spodziewałem się tego po Tobie. Było chociaż warto czy oprócz szlabanu masz niesmak? Wracając do mojej propozycji to możemy ją zmodyfikować. Co powiesz naaa...uwarzenie eliksiru bujnego owłosienia i wlania komuś do napoju? Jak się zorientują to obwinią jedynie mnie.
Uśmiechnął się złowieszczo już szukając odpowiedniej ofiary do takiego popisu. Znienawidzony nauczyciel, głupi ślizgon a może najbliższy przyjaciel? Otoczeniu Karsinisa, strzeż się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1075
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1776
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Sob Lut 10 2018, 22:46

Nie mogła nie przyznać mu racji. Sama również miała wrażenie, że zachowanie Walkera wynikało wyłącznie z jego egoistycznych pobudek, nie z faktycznej miłości czy chęci tworzenia z Lottą rodziny. Wydawało jej się, że znała swoją siostrę i chociażby z prostych obserwacji mogła wywnioskować, że Krukonka nie była jeszcze gotowa na takie zobowiązania, przy czym William odstawiał straszną szopkę i udawał wzorowego tatusia. Bridget ciągle zastanawiała się, gdzie był haczyk, ale jak dotąd niespecjalnie widziała znaki, które mogłyby wskazać jej drogę. Pozostało jedynie czekać i zobaczyć, co przyniesie czas i jakie faktycznie okażą się intencje prefekta. Możliwe, że jeszcze mu się odwidzi perspektywa tacierzyństwa...
Wywróciła oczami, uśmiechając się delikatnie.
- Do niczego Cię nie zmuszam, Ans. Mi samej przychodzi to ze sporym trudem, jakoś tak nie mogę zapomnieć tej lekcji transmutacji, na której zamienił mnie w borsuka i groził, że nigdy nie odmieni - powiedziała, przy okazji dzieląc się najbarwniejszym wspomnieniem, jakie posiadała w związku z postacią Walkera.
Słysząc jego słowa, otworzyła szeroko usta i gdyby miała pod ręką poduszkę, z pewnością by mu nią przywaliła. Miał szczęście, że przygniatał ją plecami, bo Bridget wykonała jedynie jakiś bliżej nieokreślony ruch ręką w powietrzu - ale spokojnie, Anseis nie ucierpiał.
- Romantyczny rejs? Daruj sobie - powiedziała, chcąc się obruszyć, ale patrzenie na ich wybryk z takiej perspektywy wydało jej się okropnie zabawne i zaczęła się śmiać. - Czy było warto? Szczerze mówiąc to nie wiem... Może trochę, bo okazało się, że jesteśmy w stanie nie skakać sobie z Leo do gardeł przez dłuższą chwilę. Ale niesmak po szlabanie mam okropny... - dodała, przypominając sobie, jak to musiała latać po dziedzińcu z łopatą i odśnieżać bruk. - Brzmi... Diabelsko. Ale nie wydam Cię, tylko nie atakuj mnie tym eliksirem - rzekła, szczerząc się. - A co u Ciebie słychać tak poza tym? - zapytała jeszcze, chcąc skierować tory rozmowy na coś innego niż jej życie prywatne. Nie chciała dominować pogawędki.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Winchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 91
  Liczba postów : 116
http://www.czarodzieje.org/t15457-anseis-karsinis
http://www.czarodzieje.org/t15458-relki-hansa#415181
http://www.czarodzieje.org/t15468-skrzynka-karsinisa
http://www.czarodzieje.org/t15456-anseis-karsinis




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Sro Lut 14 2018, 21:57

Odetchnął teatralnie i pomachał sobie rękę przed twarzą. Gest żartobliwy ale w głębi cieszył się, że nie będzie go zmuszać. Jeszcze tylko tego mu brakowało, nie potrafił udawać za co już niejednokrotnie oberwał, więc Walker przy takiej próbie wyczułby spisek na kilometr. O ile nie byłby zbyt zajęty czubkiem swojego nosa.
-Tak, pamiętam. Żałuje do dziś, że nie jestem dobry z magii ofensywnej, miałem tak wielką ochotę zamienić go w fretkę i ciskać po całym zamku że aż wbiłem sobie paznokcie w ręce ze złości. Jak zostanę magomedykiem i kiedyś do mnie przyjdzie to mu zapiszę zły eliksir.
Zaśmiał się mrocznie i momentalnie tego pożałował, podrażnił gardło i zaczął strasznie kaszleć, aż Gerard ze strachu zeskoczył z Bridget na podłogę. Ans klepnął się parę razy w klatkę piersiową i biorąc parę głębokich wdechów ułożył głowę wygodnie na fotelu.
-O matko, to było głupie. Skoro nic nie wynikło to dobrze, nie muszę go pobić za molestowanie przyjaciółki. Obiecuje, że TYM RAZEM nie doleje Ci nic do kubka. Chociaż nie powiem, po ostatnich wydarzeniach każdemu by się przydało nieco eliksiru euforii. Co to się dzieje na tym świecie to jest nie do pomyślenia.
Pokiwał przecząco głową myśląc o ataku wilkołaka, zasypaniu studentów pod sufitem katakumb, zabójstwa na koncercie i wiele innych dziwnych i strasznych rzeczy.
-Co u mnie? A, po staremu, tęsknię za moimi zwierzakami i nie mogę się już doczekać świąt. W przerwie po świętach planowałem iść do roboty jako kelner w mojej rodzimej restauracji, na wakacjach tam pracowałem i było bardzo miło. Zamierzam też skończyć mojego małego robota, trochę go podrasowałem magicznie i wygląda nieźle. Jak będziesz chciała go zobaczyć to zapraszam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1075
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1776
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pią Lut 23 2018, 00:12

Bridget z tamtego dnia nosiła całkiem sporo wspomnień, nie tylko w kwestii tej niefortunnej sytuacji z Walkerem, kiedy groził jej, że nie odmieni jej z powrotem w człowieka tylko na zawsze zostawi w ciele lisa (bo to jednak był lis, pomyliło mi się wcześniej), ale także swojego szczeniackiego (hehe) zachowania wobec Ruth Wittenberg, do której żywiła jakieś nieopisane uczucia zazdrości o przyjaźń z Ezrą. Pamiętała, że wtedy ugryzła ją w kostkę - nie była z tego dumna, ale mimo wszystko nigdy nie żałowała, mimo że przeprosiła ją za to.
Na wzmiankę o przepisywaniu złego eliksiru zaśmiała się.
- Tylko błagam, nie jeśli chodzi o kwestie zakładania rodziny! - powiedziała, chociaż w przypadku jego i jej siostry było już zdecydowanie za późno. - Wiesz, powiem Ci, że pomimo całej tej dramy, ja tam się trochę cieszę, że zostanę ciocią - przyznała mu po cichu. Może było to samolubne myślenie, w końcu nie chodziło o jej dziecko, o jej ciało, przyszłość i edukację, ale w głębi duszy nie mogła powstrzymać ekscytacji przed faktem, że na świat przyjdzie jej siostrzeniec. Lub siostrzenica! - Lotta pewnie by mnie zabiła, gdyby to usłyszała - dodała i westchnęła ciężko.
Uwagę o tym, że jej "rejs" z Leonardo był strasznie głupim pomysłem skwitowała nieco krzywą miną, no ale co miała zrobić, bronić tej idei? Sama wiedziała, że było to niebezpieczne i lekkomyślne, a że jeszcze dali się złapać... Cóż, ciężko byłoby ich nie złapać, skoro płynęli w łódce. Generalnie nie wynikło z tego nic okropnego, bo o ile szlaban był krzywdzący dla dziewczyny, tak gdy pomyślała po fakcie, ile innych złych rzeczy mogło im się przytrafić, była wdzięczna za karę w postaci machania łopatą do śniegu na dziedzińcu.
- Myślisz, że ten tropiciel mówi prawdę? - zapytała po chwili, mając na myśli tajemniczy wpis na wizbookach, który pojawił się chyba każdemu jej znajomemu, po którym zapadła głucha cisza.
- Robota? - zapytała i zamrugała szybciej. - Y, no pewnie, z chęcią zobaczę... Robota - powiedziała zaraz po tym, uśmiechając się szeroko. Czasem zapominała, że Anseis był mugolakiem i miał bardzo duże pojęcie o mugolskiej kulturze i technice. Ona mogła codziennie słyszeć jakąś mugolską techniczną nowinkę, a jak przychodziło co do czego, to nie potrafiła przypomnieć sobie, czym był robot. - Ja też pójdę do pracy, w menażerii w Hogsmeade. Postanowiłam, że czas popracować gdzieś, gdzie będę miała kontakt z zwierzętami. Skoro onms wychodzi mi najlepiej to może warto to wykorzystać, co nie? - rzuciła jeszcze, upijając łyk herbaty. Tak się zagadali, że jej filiżanka zdążyła prawie całkowicie wystygnąć.

AAAAAAA strasznie Cię przepraszam, w ogóle nie wiedziałam, że mam tu posta :c

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Winchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 91
  Liczba postów : 116
http://www.czarodzieje.org/t15457-anseis-karsinis
http://www.czarodzieje.org/t15458-relki-hansa#415181
http://www.czarodzieje.org/t15468-skrzynka-karsinisa
http://www.czarodzieje.org/t15456-anseis-karsinis




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pon Lut 26 2018, 01:02

Nie wchodząc w szczegóły, czy to był borsuk czy lis, Ans tamtego dnia nie miał bladego pojęcia co zrobić, by poprawić Bri humor. Trzeba zaznaczyć, że puchonkę można było 'pokonać" głupim komentarzem, ale wtedy...nic kompletnie nie działało.
-Może jednak tak troszeczkę? Na przykłaaad...dodam czynnik jakiejś wenery? Przynajmniej przez miesiąc Lotta odpocznie od jego dotyku i ogólnie obecności. Będę się nim opiekował w szpitalu tak długo jak tylko będzie trzeba.
Taki miły puchon a gada brzydkie rzeczy, nieładnie. Walker podpadł wielu osobom(biedna Bianca pewno ma czkawkę z tego obgadywania) i jedynie kwestią czasu było, aż ktoś zrobi mu krzywdę. Najlepiej taką trwałą żeby już nie wrócił i nie truł życia innym. Pomysł ze złymi lekami podobał się Ansowi coraz bardziej, a pomysł wykorzystania go szybciej niż po szkole dojrzewał w głowie chłopaka.
-Powiem tak, w każdej informacji jest ziarno prawdy. Zdecydowanie nie wierzę w to co piszą w Proroku, te ich teksty godzą w ludzką inteligencję. Z drugiej strony ten cały tropiciel działa zbyt...otwarcie? I dlaczego przestał wysyłać informacje? Przynajmniej ja od dłuższego czasu nic nie dostałem.
Cała ta sprawa śmierdziała gorzej niż Walker(dobra, już koniec). Cuda podczas wakacji, następnie na rozpoczęciu roku, napady, mordy, zwolnienia, porwania...czy tylko dla niego wyglądało to jak początek wojny czarodziejów? Na podobnej zasadzie działał Grindelwald a później Voldemort. Może tak jak wtedy Ministerstwo stara się zatuszować sprawę i udawać, ze wszystko jest w porządku?
-Tak, robota. Takie mechaniczne urządzeniu, któremu można wbudować sztuczną inteligencję i zaprogramować, by wykonywał za nas niektóre rzeczy. Jest to dobry przykład na to, że mugole świetnie sobie radzą bez magii, chociaż zdecydowanie muszą poświęcić więcej czasu i pieniędzy. No pewnie, nie głupi pomysł! Mnie na praktyki do Munga nie chcą przyjąć bez ukończonych studiów, więc mogę jedynie zdobywać wiedzę i mieć nadzieję, że będą ją w stanie wykorzystać w praktyce. Skoro Ty masz taką możliwość to korzystaj ile wlezie. Mnie zdecydowanie wystarczą mugolskie zwierzęta, czasami mam dość tego mojego stadka.
Widząc, że Bridget dalej nie wypiła herbaty wstał i poszedł jej zrobić nową. Nie będzie przecież piła zimnej, nie? Po chwili wrócił z nową o tym samym smaku co zrobił dziewczynie wcześniej. Postawił filiżankę na stoliku i usiadł na swoim miejscu. Chwilowo zapomniany Gerard wskoczył na kolana swojego pana i wymusił drapanie za uszami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1075
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1776
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Nie Mar 04 2018, 01:11

Bridget, niestety (co jest smutne, bo powinna o takich rzeczach wiedzieć nie tylko z faktu, że jej tata był uzdrowicielem, ale również dlatego, że to wiedza dosyć potrzebna w życiu), nie miała zbyt dużego pojęcia na temat chorób wenerycznych, wobec tego jedynie zaśmiała się krótko na uwagę chłopaka. Zaczęła trochę bawić się włosami, nie bardzo wiedząc, jak skomentować wszystkie te plany utrudnienia życia Walkerowi. Bridget nie nosiła do niego aż tak dużej urazy, choć nie mogła powiedzieć, że był jej wymarzonym kandydatem na wybranka siostry.
- Wiesz, ja sądzę, że bycie ojcem to dla niego wystarczająca kara - stwierdziła w końcu, sięgając po filiżankę z herbatą. Zastanowiła się trochę dłużej nad tym, co powiedział Anseis, powoli kiwając głową. Ona sama nie zobaczyła już na wizbooku żadnego nowego wpisu od tropiciela, niemniej jednak nie potrafiła wyrzucić z głowy tego jedynego, który ujrzała. Cała ta historia z McGonagall wydawała jej się całkiem wiarygodna, w dodatku całkiem druzgocząca. - Ja też nie wierzę Prorokowi - przyznała. - A ten tropiciel... Sama nie wiem. Może faktycznie ma coś konkretnego, tylko nie wiem, czas jest mało odpowiedni? Albo może tylko blefuje? - Ostatnie pytanie zawisło w powietrzu, a Bridget poświęciła mu chwilę uwagi. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że ten tajemniczy ktoś naprawdę wiedział, czym była istota problemu. Jakiś przedmiot chroniący mury zamku brzmiał przekonująco, ale jakim cudem miałby zniknąć z jego murów?
Odprowadziła go wzrokiem, gdy szedł zaparzyć nową herbatę, uśmiechając się do niego z wdzięcznością. Upiła kilka łyków więcej ze swojej zimnej już filiżanki.
- Sztuczna inteligencja brzmi dla mnie jednocześnie ciekawie i głupio. Nie umiem sobie tego wyobrazić - powiedziała, wzruszając z rezygnacją ramionami. Niestety na tym etapie kończyły jej się w głowie pomysły, jak wyglądałby taki robot. - W menażerii przyjmują studentów, więc na szczęście mi się udało. Może w wakacje udałoby Ci się na chwilkę tam zaczepić? Nie wiem, może porozmawiam z tatą na ten temat? - zaproponowała. Nie wiedziała, czy rozmowa z rodzicem dałaby cokolwiek, ale chyba warto by było spróbować? - Tak więc bycie uzdrowicielem to twój pewny plan na przyszłość? Podziwiam, ja bym chyba nie mogła. Tata może by chciał, ale to chyba nie moja droga - dodała.
Zaraz potem spojrzała na zegarek i aż podskoczyła w fotelu.
- O cholercia, Anseis, przepraszam Cię, ale muszę uciekać! Umówiłam się z koleżanką w Hogsmeade, jeszcze chwilka i nie zdążę - wyjaśniła, po czym wstała i pochyliła się nim, dając mu buziaka w policzek. - Pyszna herbata, powtórzmy to kiedyś! - dodała, po czym wypadła z pomieszczenia.

/zt

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
Dodatkowo : Hipnoza, prefekt fabularny
  Liczba postów : 216
http://www.czarodzieje.org/t15475-terrey-balfour-thidley#415699
http://www.czarodzieje.org/t15609-czasem-cie-zahipnotyzuje#420464
http://www.czarodzieje.org/t15608-hypnos#420458
http://www.czarodzieje.org/t15476-terrey-thidley




Administrator






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Czw Mar 29 2018, 21:58

Czas mnie naglił, a jednak bohatersko się mu opierałem, robiąc wszystko wbrew jego upływowi. Perspektywa nieznośnie długiego zadania domowego, wobec którego przyjąłem postawę największego cierpiętnika zamku, wyciągała mnie na poszukiwania ratunku. Byłem zdesperowany niczym uciekinier na skraju skarpy. Albo po prostu panikowałem i wymyślałem, byle tylko nie spędzić godzin (a w moim przypadku byłyby to naprawdę liczne godziny) nad pergaminem. Bogowie, miałem tak wiele fajniejszych rzeczy do roboty. Przykładowo mogłem pójść się napić herbaty do pokoju herbacianego. Nigdy tam nie chodziłem, ale chwila, w której miałem pisać wypracowanie, stanowiła doskonały moment na to, aby pójść tam wypić trunek, którego też wcale tak wiele znów nie pijałem. Ponadto miałem też w tym drugi interes. Zamierzałem przemierzać korytarze odpowiednio powoli, by wzrokiem wypatrzeć jakąś niewinną duszę, która wybawi mnie od najgorszego, pogłaszcze po głowie i powie, że napisze za mnie każde cholerne zdanie w pracy. Jakimś cudem nikogo takiego nie wyłapałem. Chociaż próbowałem zagadać do jednej ze znajomych mi puchonek, jednak ta być może domyślając się co się święci, na magiczne słowa "wypracowanie z eliksirów", przypomniała sobie, że musi natychmiast nakarmić w ramach zadania psidwaki. Pozostało mi smętnie powłóczyć nogami w stronę pokoju z herbatami (chyba dodatkowo zakładałem, że mogą się tam kręcić inne pomocne puchonki, a intuicja podpowiadała mi, że zawsze kręcą się one nieopodal pomieszczeń związanych z podawaniem jedzenia).
Zegarek, który nie wskazywał czasu, a mój stan życiowy, zegarek, który mówił innym, co mają robić, delikatnie łaskotał moją skórę, gdy pociągałem za złoty łańcuszek, okręcając go wokół palca. Drugą ręką rytmicznie kręciłem różdżką, która operowała zaklęcie wprawiające w ruch łyżeczkę, a tą dodawałem cukier i mieszałem przygotowaną herbatę. Średnio jednak uważnie, bo znacznie bardziej zajmowały mnie plany na jutrzejsze ewentualne, dyskretne skopiowanie kogokolwiek pracy. Czy w ogóle było na to jakieś łatwe zaklęcie (przecież ręcznie bym tego nie pisał!)?

kosteczka na zaklęcie, 4

______________________

Ticking away the moments that make up a dull day

You fritter and waste the hours in an offhand way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 605
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 645
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Czw Mar 29 2018, 22:27

Słyszę burczenie, które pobrzmiewa w uszach niczym syrena, alarmująca o problemie, jaki dociera wprost z mojego brzucha. Jestem tak głodny, że czuję się, jakbym przemierzał bezkresną pustynię, a nie szkolne korytarze. Właściwie... Hogwart wydaje się nie mieć końca, zwłaszcza kiedy stanie się u stóp ruchomych schodów i spojrzy w górę. Normalnie skierowałbym się do kuchni, unikając jak najdłużej wspinaczki, jednak strajk głodowy, jaki sobie zarządziłem, nie pozwala mi na to. Dlaczego w szkole pełnej magii muszą pracować skrzaty domowe? Rozumiem, że mamy zakłócenia, ale i tak traktuję to jako wyzysk. W obronie tych stworzeń – czy tego chcą, czy też nie – postanowiłem nie jeść niczego, co znajduje się na stołach Wielkiej Sali. Ostatecznie ten plan ewoluował w pełną głodówkę. A jako fanatyk jedzenia wszelakiego, naprawdę przez to cierpię. Robię to jednak dla wyższego celu, więc jest to warte poświęcenia.
Cały dzień „żywię się” jedynie eliksirem euforii i wodą. Cytrynowy smak pierwszego sprawia, że cierpną mi usta, zaś drugie tylko potęguje to uczucie. Na swoje szczęście wpadam jednak na pomysł, który pozwala mi trzymać się głodowania, a jednocześnie napełnić nieco brzuch. Herbata – produkt na tyle przyzwoity, że nie wykorzystuje się innych do przygotowania go. Moim zdaniem powinni robić tygodniowe dyżury każdego domu. Gdybyśmy mogli sami tworzyć sobie posiłki, może ktokolwiek zrozumiałby, jaka to ciężka praca.
Uczucie po Euforii wypitej na pusty żołądek podoba mi się. Działa o niebo lepiej i choć normalnie powinienem być wściekły i wykończony, śpiewam. I mam ochotę podskakiwać jak mała dziewczynka w sklepie z zabawkami, ale ostatkami sił się powstrzymuję. Nawet jeśli jestem pełen energii, ostatki rozsądku podpowiadają mi, że nie powinienem przeginać i oszczędzać siły.
Docieram do pokoju z herbatami i otwieram szeroko drzwi. Nie panuję nad odruchami, bo moim zamiarem było wślizgnąć się bez zwracania na siebie uwagi, żeby nikt nie wlazł tam za mną. Okazuje się jednak, że nie dobiorę się do wszystkich herbat za jednym zamachem, bo ktoś zajmuje moją miejscówkę. W pokoju jest ciepło, a lampy nie są najlepszym źródłem oświetlenia, dlatego twarz intruza dostrzegam dopiero wtedy, gdy się zbliżę.
- Thìdley? – dziwię się, gdy rozpoznaję swojego ziomka. - Tylko mi nie mów, że zużyłeś całego earl greya.
Uśmiecham się jednak do niego szeroko. Nie wiem tylko, czy to przez eliksir, czy z tej radości, że to nie jakiś nadęty Krukon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
Dodatkowo : Hipnoza, prefekt fabularny
  Liczba postów : 216
http://www.czarodzieje.org/t15475-terrey-balfour-thidley#415699
http://www.czarodzieje.org/t15609-czasem-cie-zahipnotyzuje#420464
http://www.czarodzieje.org/t15608-hypnos#420458
http://www.czarodzieje.org/t15476-terrey-thidley




Administrator






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Nie Kwi 01 2018, 12:36

Rozsypuję cały cukier umieszczony na złotej łyżeczce, który próbowałem właśnie wsypać do filiżanki za sprawą prostego, lewitującego zaklęcia, gdy gwałtownie do wnętrza wpada Holden. Automatycznie odwróciłem w jego kierunku głowę, wesoło się do niego uśmiechając. Zobaczenie znajomej twarzy po spotkaniu samych uciekających przede mną Puchonek, było miłą odmianą. Kiedy już znalazł się obok mnie, powietrzem z ust zdmuchnąłem rozsypany ówcześnie cukier, który jak zakładam, magicznie wyparuje z pokoju, a nie po prostu spadnie na posadzkę.
- Nie tam, to Merlin w Malinach - wyjaśniam szybko, rzucając fikuśną nazwą wybranej przeze mnie herbaty, której owocowy zapach, pod wpływem właśnie wlanego wrzątku stopniowo ogarnia pomieszczenie, a ulatująca para przybiera formę różowawych malin. Od razu mi jakoś lepiej na sercu, a problemy zaległej pracy stopniowo zdają odpływać wraz ze znikającą parą, może dlatego, że moja amortencja między innymi pachnie także malinami.
Dwoma palcami łapię moją delikatną filiżankę w żółte kwiatki, popijając pierwszy łyk doskonałego napoju. Następnie podchodzę do różowowłosego i drugą, wolną rękę zawieszam na jego ramieniu, jakbym poszukiwał braterskiego wsparcia, podczas poważnego zwierzenia.
- Mam ciężki problem. Nie mam na kogo zwalić napisania wypracowania - wyjawiam z ciężkim tonem, niczym zrzucając ogromnie ciężki kamień z serca, licząc że Gryfon zrozumie powagę mojego problemu. Przy moim poziomie lenistwa, to zaiste był stu kilowy problem. Opuszczam pozycję w której uwiesiłem się znajomego, by podejść do półek i szybkim wzorkiem przejrzeć opakowania herbat. Łapię w dłonie earl greya w metalicznej puszce zdobionej zielonymi listkami i przerzucam ją wprost w ręce kumpla.
- Może ty chcesz to zrobić? - pytam w końcu, nonszalancko opierając się o herbaciane półki i wypatrując jego odpowiedzi. Twierdzącej oczywiście. Nawet nie mam co zaproponować w zamian, więc liczę, że z dobroci serca po prostu się zgodzi, albo palcem pokaże kto się nada do tego zlecenia. Może opary malin uderzają mi do głowy, uruchamiając we mnie pokłady bezgranicznej nadziei?

______________________

Ticking away the moments that make up a dull day

You fritter and waste the hours in an offhand way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 605
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 645
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Nie Kwi 01 2018, 16:36

Zastanawia mnie, co wyrabia Thìdley, skoro jest aż tak przerażony na mój widok. Od samego robienia herbaty nie można rozsypać cukru. A może? To ja jestem tym nadpobudliwym, więc nigdy się nie przejmuję, kiedy coś mi spada. Nawet nie zwróciłbym uwagi, że wkładam do kubka pustą łyżkę i mieszam nią herbatę, która nigdy nie będzie słodka.
- Merlin w malinach? – dopytuję, mimo że usłyszałem już za pierwszym razem. Ta nazwa brzmi podejrzanie i nim zdążę się ugryźć w język, informuję o tym Terreya. - Trochę jak pedofil. Wyobraź sobie takiego brodacza w krzaku malin, podglądającego ludzi.
Wzdrygam się na samą myśl. Jakbym zobaczył takiego Merlina na swoim podwórku, pewnie oberwałby tak mocno, że nie potrzebowałby trumny, bo uderzyłby w ziemię z taką siłą, że od razu wpadłby w dół o kształcie własnego ciała.
Z tego dziwnego letargu wyrywa mnie zapach malin, który roznosi się w pomieszczeniu za sprawą Terreya. Mimo dziwnej nazwy, herbata pachnie całkiem ładnie, ale i tak zapewniam sobie uraz do końca swojego życia, kończący się tym, że nigdy nie wypiję tego napoju. Nawet Malinowy Chruśniak będzie mnie odstraszał, co przyjmuję z bólem, bo lubię maliny. Nie jakoś specjalnie, ale są całkiem smaczne i kojarzą mi się z wakacjami.
Obserwuję, jak Terrey podnosi filiżankę i zbliża się do mnie. Mimo że spędziliśmy większość życia w jednym dormitorium, czasem mam wrażenie, że jest jak starszy brat. To pewnie wina wzrostu i tego, że sięgam Thidleyowi jakoś do nosa, ale nie ja decydowałem o tym, ile urosnę. I jak ludzie mają mnie brać na poważnie wśród tylu gigantów.
Terrey kładzie mi rękę na ramieniu, a ja patrzę mu w twarz, zastanawiając się, o co chodzi. Gdy wspomina o wypracowaniu, marszczę brwi i szukam w głowie jakiejś informacji na temat pracy domowej. Mój umysł ogarnia pustka i wyobrażam sobie myśli upadające niczym kostki domino i zatrzymujące się w momencie, gdy docierają do „wypracowania”, bo stoi za daleko od pozostałych, by mogły w nie uderzyć. Dopiero kiedy Gryfon odsuwa się ode mnie, przypominam sobie o pracy domowej z wróżbiarstwa.
Przejmuję od niego puszkę earl greya, a mój brzuch po raz kolejny rozgrywa serenadę. Jeśli Thìdley liczy na moją pomoc, musi być naprawdę zdesperowany, bo na głodzie osiągam raczej słabe wyniki.
Człowieku, nie patrz tak na mnie. Nie wiem, jak on to robi, ale samym spojrzeniem potrafi ugrać naprawdę wiele. A ja, nie wiedzieć czemu, chociaż mam ochotę odwrócić się w stronę czajnika i przygotować sobie w końcu mój „posiłek” (czy jak wypiję przypadkiem fusy, zaburzę strajk głodowy?), nie odrywam od niego wzroku. Próbuję go jakoś wybadać; sprawdzić, czy naprawdę liczy na moją pomoc, czy tylko robi sobie żarty.
- O czym to w ogóle ma być? Nawet nie napisałem własnego – mówię w końcu, ściskając w rękach puszkę. Z chęcią wsypałbym sobie do ust fusy czarnej herbaty z bergamotką, by zabić to ssanie w żołądku. - Pytałeś Blaithin? Jest niezła z eliksirów.
Dear pewnie by mnie udusiła za używanie jej imienia, ale mi się podoba. Brzmi lepiej niż dziesiątki innych, na jakie wpadają czystokrwiści czarodzieje. Fantazja ich ponosi niczym gwiazdy mugolskiego kina, o których wspominał mi ojciec, albo naszych aktorów teatralnych.
Tak właściwie, to nawet jestem skłonny pomóc Terreyowi z tymi eliksirami, choćby po to, żeby przestał przeszywać mnie spojrzeniem. Czuję się przez to trochę niezręcznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
Dodatkowo : Hipnoza, prefekt fabularny
  Liczba postów : 216
http://www.czarodzieje.org/t15475-terrey-balfour-thidley#415699
http://www.czarodzieje.org/t15609-czasem-cie-zahipnotyzuje#420464
http://www.czarodzieje.org/t15608-hypnos#420458
http://www.czarodzieje.org/t15476-terrey-thidley




Administrator






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Nie Kwi 01 2018, 17:38

Do przerażenia mi hen daleko, raczej to wina tego, że byle pierdoła, jak otwarcie drzwi jest w stanie zaburzyć moje mizerne skupienie i popsuć zaklęcie. Ile razy to za wcześnie odwróciłem głowę, machnąłem ręką kiedy nie trzeba, czy po prostu zacząłem gadać, w momencie, kiedy akurat powinienem był po prostu ładnie prowadzić różdżkę, trzymając gębę na kłódkę? Z takich też powodów nauka hipnozy zajęła mi dłużej, niż powinna, za dużo rzeczy w życiu chciałem robić w jednej chwili, jakby w obawie, że wszystkie te sekundy, wcale mi nie wystarczą.
- Myślisz, że jak będę tego pić dużo, to tak skończę? - Pytam robiąc przerażoną minę, chociaż nie mogę usunąć z ust błąkającego się uśmieszku. Podejrzliwie wącham pięknie pachnącą, malinową herbatkę, jednak mój apetyt ma większą siłę sprawczą niż mój duch (stoimy z Holdenem po przeciwnych stronach barykady), więc wypijam kolejny łyk herbaty. Licząc, że nazwa ta nie była wymyślona przez jakiegoś starego dziada siedzącego w krzakach i podglądającego nieletnie dziewczęta, a nazewnictwo wiązało się po prostu z tym, że w tym czarodziejskim świecie, co drugi produkt nazywano na cześć największego czarodzieja wszech czasów (swoją drogą, zwykle to były rzeczywiście produkty, które najbardziej lubiłem). - Gdyby ten stary Merlin był takim oblechem w krzaczorach, nigdy by się tego nawet nie dowiedział - uznaję nagle, zauważając, że czarodziej wszech czasów na pewno potrafi wszystko, a przede wszystkim rzucić na siebie poprawnie zaklęcie kameleona. Naprawdę nie wiem czemu takie pierdoły potrafią zająć moją głowę, dlatego odrzucam to z niezadowoleniem, próbując wrócić do tematu wypracowania.
- Co? - Pytam nieprzytomnie, dziwiąc się, że ktoś chce poznać temat wypracowania od osoby, która wszystkimi siłami ducha, wzbrania się przed jego napisaniem. - Coś tam o wiggenowym - machnąłem niedbale ręką, trochę niepokojąc się, że osoba, która miała to dla mnie napisać, nie pamięta tytułu pracy. Idę sobie więc na jeden z foteli stojący tuż obok i siadam na nim w pełnym, tymczasowym milczeniu, rozważając propozycję zwerbowania pani prefekt do mojego zadania domowego. Holden mógł uciec przed moim atakującym wzrokiem, którego charakteru, swoją drogą, nawet nie poczułem, bo nigdy nie wyłapuję takich rzeczy, póki ktoś bardzo wyraźnie mi ich nie zakomunikuje.
- Chyba musiałbym ją zmusić - wypowiadam zupełnie rzeczowym i racjonalnym tonem, oczywiście mając na myśli użycie hipnozy. I wydaje mi się, że Holden zrozumie te słowa, bo przecież nie raz, nie dwa gadałem mu, że znam takie wyjście, które powoduje, że inni tańczą jak zagram. Miałem oczywiście pewne wątpliwości, ale głównie związane z samym podstępem, rudowłosa wydawała się być mocna z wielu przedmiotów, nie byłem pewien, czy nie przyłapałaby mnie na używaniu hipnozy, a poza tym, jak mawiałem - od przedstawicieli władzy najlepiej trzymać się z daleka.
- Czemu tu w ogóle przyszedłeś, umówiłeś się tu z kimś? - Pytam nagle, zdając sobie sprawę z tego, że mamy bardzo dziwne, męskie spotkanie przy kwiecistych filiżankach słodkich herbat, na pięknych fotelach wyścielanych miękkimi poduszkami, otuleni zapachami przeróżnych, herbacianych mieszanek.

______________________

Ticking away the moments that make up a dull day

You fritter and waste the hours in an offhand way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 605
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 645
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Nie Kwi 01 2018, 19:33

Drapię się po głowie i zastanawiam, bo właściwie palnąłem tekst o Merlinie bez wcześniejszego przemyślenia. Zdarza mi się to dosyć często i przez to jestem wciąż zmuszony do improwizacji, by naprawić swoje błędy.
- Możemy sprawdzić – proponuję, próbując jakoś wybrnąć z tej rozmowy. - Ty pijesz, ja obserwuję.
Wyobrażam sobie Thidleya z długą, siwą brodą i w gwieździstej szacie, jak buszuje po krzakach malin: uzależniony od tej herbaty do tego stopnia, że postanowił sam produkować sobie tę nieszczęsną herbatę. Znam to uczucie, gdy posuwa się do czegoś, byle to jak najszybciej zdobyć. Póki uczę się w Hogwarcie, nie ma aż takich trudności z podkradaniem czegokolwiek albo pytaniem Dearów, czy załatwią mi po znajomości, ale niedługo moje życie może się skomplikować. Zaczynam się niekontrolowanie śmiać, ale Terrey pewnie trzasnąłby mnie puszkami herbaty, gdyby dowiedział się, jaki obraz narodził się w mojej głowie. Nie mogę się opanować, więc opieram się o regał i przytrzymuję, by nie wylądować na podłodze. Tarzanie się po zakurzonym, puchowym dywanie nie jest najlepszym pomysłem w moim stanie. Ostatecznie jednak zbieram się w sobie, by spróbować się jakoś opanować.
- W jego czasach przejmowali się takimi sprawami?
Ciekawi mnie, czy ktokolwiek z Thìdleyów przeniósł się do początków Hogwartu, albo jeszcze wcześniejszych czasów. Jednak nawet w mojej głowie to pytanie brzmi absurdalnie, zważywszy na restrykcyjne zasady ministerstwa i to, jak delikatnymi przedmiotami wydają mi się zmieniacze czasu. Nie wypowiadam go więc na głos, nawet jeśli jest ono mądrzejsze i bardziej dociekliwsze od rozkmin o fetyszach Merlina.
Przechylam głowę, nadal przyglądając się Gryfonowi. Czy on w ogóle zauważył tę dziwną atmosferę, jaka między nami zapanowała? Na moje oko jest bardziej nieprzytomny ode mnie, a to ja nie jadłem nic od bardzo dawna (chociaż dla mnie każda minuta bez jedzenia wydaje się męczarnią).
- Meh, to całkiem łatwe – stwierdzam, gdy wspomina o eliksirze wiggenowym. Od razu uświadamiam sobie, że temat pracy może mieć coś wspólnego z nieubłaganie zbliżającym się poszukiwaniem w Egipcie. Pewnie nawet Sanford słyszała o Tropicielu i postanowiła nas uświadomić, jak możemy przeżyć na pustyni. Oczywistym jest, że wybiera się tam większość studentów Hogwartu, a już zwłaszcza Gryfonów; bo kto z nas nie kochał ryzyka?
W końcu przypominam sobie, że nadal trzymam w rękach puszkę herbaty, więc podchodzę do barku i sięgam po kwiecistą filiżankę. Podnoszę ją na wysokość oczu i przyglądam błękitnym kwiatom namalowanym na białym tle. Wyglądają jak chabry, ale równie dobrze mogą być czymkolwiek innym. Akurat w kwestii roślin ozdobnych nie należy mi ufać – o wiele bardziej interesują mnie te mordercze, albo bardziej praktyczne. Wrzucam fusy do filiżanki i zalewam je wodą, nawet nie przejmując się tym, czy aby na pewno nadal jest to wrzątek. Wypiję herbatę nawet jeśli będzie obrzydliwa, byleby zapełnić pusty brzuch.
Terrey w przeciwieństwie do mnie nie przykłada się zbytnio do eliksirów, a że znam go nie od dziś, nie dziwię się, że rozpatruje zrzucenie na kogoś swojego problemu. W tym wypadku jestem jednak równie leniwy, co on, bo staram się poświęcać czas na sprawy, które naprawdę mnie obchodzą.
Odkładam puszkę earl greya obok czajnika, bo nie skupiłem się na tym, z którego miejsca wziął ją szatyn. Chwytam za filiżankę, unosząc ją zbyt szybko, przez co wylewam sobie trochę wody na dłoń. Może to lepiej, że ignorancja nie pozwoliła mi na zagrzanie wody, bo skończyłbym z bąblami, a niezbyt mi się to uśmiecha. Ostatecznie rozsiadam się w fotelu niedaleko kumpla.
- Chcesz ją trzasnąć Imperiusem? - pytam, lekko skonsternowany, bo sam nie ryzykowałbym trzaskania takimi zaklęciami w Dear. Nie mam zielonego pojęcia, o czym on do mnie mówi, znowu czując w głowie drażniącą mnie pustkę. Przez ostatni czas myślę tylko na zmianę o jedzeniu i eliksirze euforii, a pozostałe sprawy wymykają mi się niczym papierosowy dym rozpływający na wietrze.
- Jestem głodny – odpowiadam na zadane pytanie, ale nie brzmi to zbyt dobrze, zwłaszcza jeśli ma się świadomość, że kuchnie znajduje się kilka pięter niżej. - Zarządziłem strajk domowy w obronie skrzatów domowych przed wyzyskiem – tłumaczę mu, pamiętając, że co druga osoba pytała mnie dziś, dlaczego się „wydurniam” i nie idę na obiad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
Dodatkowo : Hipnoza, prefekt fabularny
  Liczba postów : 216
http://www.czarodzieje.org/t15475-terrey-balfour-thidley#415699
http://www.czarodzieje.org/t15609-czasem-cie-zahipnotyzuje#420464
http://www.czarodzieje.org/t15608-hypnos#420458
http://www.czarodzieje.org/t15476-terrey-thidley




Administrator






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Nie Kwi 01 2018, 20:36

Najwyraźniej pomysł o sprawdzeniu, czy zamienię się w Merlina-oblecha-w-krzakach po wypiciu herbaty, przyjąłem za wybitny pomysł, bo przecież wcale nie przestałem jej ani na chwilę popijać.
- Super, dzięki, też możesz na mnie liczyć, jeśli pod wpływem jakichś substancji zaczniesz się stawać starym zboczuchem - skwitowałem jego plan dotyczący wyłącznie obserwowania rozwoju mojej kariery jako Hogwarckiego zboczeńca, obiecując, że w odwrotnej sytuacji, wezmę za wzór jego zachowanie. A biorąc pod uwagę fakt, jak później dostał ataku bardzo podejrzanego śmiechu, wywołanego dziwniejszą miksturą niż herbata, miał większe predyspozycji do stania się szaleńcem, zboczeńcem, czy cholera wie, co jeszcze. Oczywiście moje ewentualne stanie z boku i obserwowanie nie było prawdą. Nie mogłem wszystkiego naprawić, ale często próbowałem.
Obserwowałem dłuższą chwilę bezgranicznie śmiejącego się Holdena, nie mogę zaprzeczyć, ten widok się po prostu udzielał. Wiec zamiast siedzieć i patrzeć na niego z karcącą miną, za śmianie się (pewnie ze mnie, ale nie mogłem wiedzieć, w jakim wyobrażeniu), sam szczerzyłem się jak idiota, łapiąc ten wesoły nastrój. Śmieję się jeszcze trochę z jego kolejnego pytania, uznając to za trafny żarcik - bo sądzę, że rzeczywiście, pewnie mógł podglądać już czyjeś żony, a nie nieletnie małolaty.
- No tak, pewnie miały jakieś trzynaście lat i były po zaklęciu małżeńskim - zauważam, strzelając w wiek, w jakim niegdyś zdarzało się, że dziewczęta już wychodziły za mąż, mogły mieć dzieci i być może, że podglądanie ich traktowano znacznie łagodniej, niż w obecnych czasach. - W takim razie ukrywał się tylko przed ich mężami. - Dodaję fantazjując na temat zamierzchłych czasów. Widzę, że mnie obserwuje, jednak nie wiem, że myśli o dziwnej atmosferze, może po prostu jeszcze tego nie wyczuwam. A może jestem po prostu toporniejszy.
Oczywiście nigdy tego nie sprawdziłem i nigdy nie miało to nastąpić. Nie potrafiłem podróżować w czasie, opierałem się tej możliwości, bojąc się, że wrócę bez pamięci, jak moja matka. Być może jednak bardziej jeszcze obawiałem się, że zmienię życie ludzi wokół tak mocno, jak niegdyś wywrócono moje. Drugą sprawą było oczywiście to, że cofnięcie się w przeszłość o takie okresy czasu mogło skończyć się tylko katastrofą. Pewnie nie wyłącznie moją, ale cywilizacyjną. To była niebezpieczna zabawa, w której nie chciałem nigdy uczestniczyć. Problemem było jednak to, że nie byłem słownym chłopcem, a pragnienie zmienienia przeszłości zawsze nasilało się wraz z przeżyciem większej ilości, niż dziewiętnastu lat.
- Świetnie, skoro łatwe, to zrób to za nas obu - komentuję widząc jego minę, która wskazuje na to, że chciałby dostać jakieś trudniejsze zadanie. Czy napisanie dwóch wypracowań więc zapełni jego apetyt? Przez chwilę zajmuję się swoją malinową mieszanką, wahając się, gdzie mógłbym dorwać panią prefekt i przetestować jej podatność na hipnozę. Zarzucam nogi ubrane w jeansy rodem z lat osiemdziesiątych na pobliski podnóżek, a w międzyczasie Holden ląduje na pobliskim fotelu, znów myślami powracam do obecnego czasu.
- Nie, mam przecież swoje sposoby - rzucam niedbale, posyłając mu znaczące spojrzenie i ciągnąc palcami za łańcuszek z zegarkiem wiszący na mojej szyi. Jestem pewien, że zrozumie, iż chodzi mi o zahipnotyzowanie koleżanki, bowiem wciąż nie dopuszczam do myśli, że Holden po prostu wyrzucił z głowy pamięć o moich przydatnych umiejętnościach.
Oczywiście już chciałem otworzyć usta i zapytać czemu nie jest w kuchni, jednak wyjaśnienie przyszło, nim ja ubrałem myśli w słowa. Patrzę na niego więc, próbując zrozumieć, jak można przestać jeść żeby skrzaty (które dostają zapłatę?) nic nie robiły. One były po to, żeby gotować. Nic nie rozumiałem.
- A to czasem nie pozbawi ich pracy? - Pytam próbując zrozumieć ten pogląd. Każdy rozsądny człowiek na moim miejscu pokiwałby głową, nie chcąc dyskutować o słuszność tej sprawy. Ale znów, nim pomyślałem, powiedziałem.

______________________

Ticking away the moments that make up a dull day

You fritter and waste the hours in an offhand way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 605
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 645
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Nie Kwi 01 2018, 21:39

- Możemy robić konkurencję, kto wypatrzy w tych krzakach więcej... malin? – proponuję, udając wzruszenie, że będę miał wybitnego kompana w tym nowym, jakże cudownym hobby, które narodziło się dzięki herbacie. Pomyśleć, że aromat liści, babcine filiżanki i falbanki tak dobrze wpływają na studentów, że wpadają na swoje życiowe powołanie. Po co się przejmować jakimiś zawodami? Nic nie jest wieczne, a wyhodować brodę może każdy. Chociaż niezbyt mi to wychodzi, więc muszę jeszcze poczekać z wizją zostania zboczonym starcem w koszuli nocnej i laczach.
- Nie wyobrażam sobie żenić się z trzecioklasistką – uznaję, a ta myśl automatycznie hamuje mój śmiech. Może i jestem wariatem, ale nie aż takim, żeby oglądać się za dziećmi. Właściwie to w ogóle nie widzę siebie w roli męża. To brzmi tak nieprawdopodobnie, że zaskakuje nawet mnie samego. Aktualnie moją życiową partnerką pozostaje Euforia, ale nie jest to chyba powód do dumy, a przynajmniej tak twierdzi każdy, kto wie, że niekiedy bardzo często nadużywam eliksiru.
Nie mam takiej możliwości jak Terrey, by w ogóle podróżować w czasie. Nikt o zdrowych zmysłach nie dałby mi do rąk zmieniacza czasu. Jestem niestabilny emocjonalnie, co uświadomiłem sobie już dawno temu, ale na ten moment mam to głęboko w poważaniu. Póki żyję, chcę się tym cieszyć bez walki ze złymi nastrojami. Nie mam zamiaru marnować czasu na leżenie w łóżku, wolę być wszędzie, nawet jeśli miałoby się to wiązać z utratą zdrowia w przyszłości. Pewnie wtedy zacząłbym marzyć o możliwości cofnięcia tego, co nawyrabiałem w młodości. Czy to nie absurdalne, że wiedząc, iż się w końcu zabiję, nic z tym nie robię? Że brnę w to dalej, jakbym tkwił w niewiedzy, chociaż znam wszystkie skutki takiego działania? Miniaturowa postać w moim umyśle wzrusza ramionami. Sumienie wyłączyło mi się już dawno temu.
- Nie chce mi się – burczę, na przekór Thidleyowi. - Pewnie machnę to na kolanie przed wejściem do klasy – dodaję. Mimowolnie układam jednak w głowie zdania na temat eliksiru wiggenowego. Może dałoby się z tego ułożyć nawet dwa wypracowania, ale nie jestem niczyim sługą. Staram się walczyć z niewolnictwem, co ukazuję swoją głodówką, a ten chce mnie zmusić do pracy za darmo. O ironio!
Popijam ledwie ciepłą herbatę, która wydaje się nie mieć smaku, bo fusy reagują tylko z wrzątkiem. Patrzę, jak ciągnie za łańcuszek zegarka i totalnie nie rozumiem, o co mu chodzi. Może nawet coś mi mówił, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć, o co chodziło. Głupio mi pytać, skoro jest pewien, że pamiętam, więc tylko uśmiecham się głupio i kiwam głową. Terrey nie jest jednak idiotą, więc na pewno zauważy, że udaję.
- Nie nazwałbym tego pracą, skoro nikt im za to nie płaci- stwierdzam. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, pewnie bym się wkurzył, ale Thidleyowi wybaczam tę uwagę. - Dziwię się im, że same się o to nie upominają, ale po tylu latach niewoli pewnie nawet nie są świadome, że mogą żyć w zupełnie inny sposób.
Ucinam jednak, zanim rozgadam się całkowicie, bo wiem już, że ten temat zejdzie na kuchnię, a mój brzuch nie jest zbyt zadowolony z zastąpienia obiadu herbatą. Frustracja z braku pożywienia miesza się z radością powstałą sztucznie przez eliksir, co całkiem miesza mi zmysły. Mam nadzieję, że ktokolwiek zareaguje też na plakat, który powiesiłem na tablicy ogłoszeń i dołączy do mojego strajku. Samotna walka ma coraz mniej sensu i martwi mnie to, jak wielkimi ignorantami są w tej sprawie inni uczniowie.
- Ten earl grey jest jakiś zwietrzały – mówię, odstawiając kubek z niedopitą herbatą na stolik i mrużę oczy, by dostrzec na regale jakąś ciekawszą puszkę. Od razu dostrzegam Merlina-podglądacza, którym raczy się Thìdley i chociaż mam uraz, podświadomość podpowiada mi, żeby spróbować tego czegoś. No ale Terrey pewnie padłby ze śmiechu, gdybym dołączył do zamiany w starca już teraz. - Są jakieś inne zaklęcia na zmuszanie ludzi do robienia fajnych rzeczy niż Imperio?
Przy tym pytaniu pochylam się w stronę kumpla, na wypadek, gdyby miała to być jakaś tajemna sztuka niewskazana dla innych. A ściany w tej szkole miały uszy – ostatnimi czasy coraz częściej nawet dalekiego zasięgu, skoro Zonk wprowadził chwilową promocją z okazji zbliżającego się Prima Aprilis. Może i zdradzam tymi słowami, że jednak nie łapię, o czym mówi Gryfon, ale raz się żyje. Wolę zrobić z siebie głupka, niż żałować, że się czegoś nie dowiedziałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 153
Dodatkowo : Hipnoza, prefekt fabularny
  Liczba postów : 216
http://www.czarodzieje.org/t15475-terrey-balfour-thidley#415699
http://www.czarodzieje.org/t15609-czasem-cie-zahipnotyzuje#420464
http://www.czarodzieje.org/t15608-hypnos#420458
http://www.czarodzieje.org/t15476-terrey-thidley




Administrator






PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   Pon Kwi 02 2018, 15:38

Klasnąłbym w ręce, gdybym tylko nie trzymał w nich filiżanki z resztką cennej herbaty, na pomysł przyszłości spędzonej w krzakach malin, jako wyścigu o tytuł największego podglądacza. Och Merlinie, czy w tych herbatach była jakaś dodatkowa substancja, czy po prostu nasza głupota nieokiełznanie galopowała, wprowadzając nas na coraz dziwniejsze tory rozmowy?
- Świetnie, teraz starość od razu wydaje się być ekscytująca - komentuję ten plan konkursu na więcej podejrzanych malin (czymkolwiek one miałby nie być). Oczywiście starość, przyszłość, nigdy mnie nie pociąga, wiem, że tylko gadamy głupoty - zwłaszcza w kontekście bycia starymi zboczuchami, ale jednak w tych ironicznie wypowiedzianych słowach, kryje się trochę więcej - żadna wizja tego, co przede mną, nie była w stanie sprawić, że myślałbym o tym, co ma nadejść, jako o czymś, co będzie lepsze, niż to co minione.
- To chyba całkiem dobrze, gdybyś sobie wyobrażał zbyt żywo ślub z trzynastolatką, już wkrótce chodziłbyś na herbatę z dementorami - zauważam odnosząc się do znanego czarodziejskiego więzienia, jednocześnie wiedząc, że to akurat kwestia naszego społeczeństwa, tych czasów, wciąż na świecie miejsca, gdzie uznają tego typu małżeństwa za akceptowalne. W przeszłości było tak i tutaj. Nie popierałem tego, ale jak zawsze próbuję zrozumieć to co minione, nie oceniając.
Tak jak i Holden, i ja też nie myślę o małżeństwie. Mam niewiele lat i wydaje mi się, że przyszłość nie istnieje (a wcale nie słucham tyle punku co siedzący naprzeciw mnie Gryfon!). A jednak, potrzebuję jeszcze tylko chwili, by odkryć, że małżeństwo może być fajne i może mi dać dzieci, które poznają tajniki biznesu, a później będą robić zmieniacze czasu zegary. Chyba nie do końca zdaję sobie jeszcze sprawę z tego, jak mocno w mojej głowie siedzą te wszystkie rodzinne głupoty. Tak, jakby fakt, że dziś bardziej myślę o hipnozie, niż podróżach w czasie, miał mnie uchronić przed tym, że w końcu obudzę się z marzeniem cofnięcia się przeszłości.
Dlaczego sądzę, że skrzaty dostają coś (jedzenie i dom?) za swoją pracę? Jestem wręcz pewien, że nie są niewolnikami, że one tego chcą, więc tylko rzucam badawcze spojrzenie kumplowi, zastanawiając się, czy wybadał dobrze ich sytuację. Ostatecznie jednak przyjmuję myśl, że to ja jestem ignorantem, który nic nie wie o sytuacji w kuchni, aniżeli, że to Holden nie sprawdził czy skrzaty oby na pewno nic nie dostają z racji gotowania licznych obiadów. Nie wiem jak wygląda prawda. Wiem jednak, że to wszystko jest dla mojego kumpla bardzo ważne, więc przytakuję, nie zamierzając na pewno podważać słuszności tego wszystkiego. Nie walczę z szaleństwami ludzi, których lubię.
- No mówię, weź tego Merlina w krzakach - komentuję jego herbatę chcąc go namówić do jedynego słusznego trunku w tym miejscu, machając wolną ręką w kierunku półki na której stała puszka z Merlinem. Mój się już kończy, więc odstawiam filiżankę na stolik. Mniej więcej w tym czasie także Holden pochyla się nade mną, wypytując o tajniki zmuszania osób, do robienia tego, co sobie zapragnę. Otwieram już usta, żeby dosłownie mu przypomnieć, o czym ja cały czas mówię, ale dociera do mnie, że on po prostu kompletnie nie rozumie. Patrzę na jego zdezorientowaną twarz i zaczynam czuć, że na moich ustach pojawia się uśmiech, taki, który sam materializuje się tuż przed zwęszeniem doskonałej okazji.
Kiwam głową, nic nie mówiąc, bo nie chcę, żeby uciekł sprzed moich oczu, bardzo zwinnie wyciągam zza czerwonej koszuli w zielone palmy, złoty zegarek na długim, cienkim łańcuszku. - No tak, sam spójrz - zachęcam go jeszcze, by rzucił okiem na to, co pokazuję, jakbym tym samym miał dać wskazówkę do ogłuszenia ludzi, nie zdradzając, że zaraz sam stanie się ofiarą moich działań. Unoszę zegarek w dwa palce, kierując jego tarczę z dwoma wskazówkami mocno od siebie oddalonymi, przed wpatrzone, niebieskie oczy. Tarcza delikatnie migocze, jakby głębia tła w tym zegarku nie miała końca. Delikatny ruch przedmiotu sprawia, że wskazówki wydają się poruszać, wirować, wciągać. Śpisz. Polecenia, byś chwilę tańczył jak zagram, same pchają mi się na usta.
Mam Cię, zrobimy tak, że teraz nie zapomnisz.

Możemy zrobić kosteczki, żeby to w miarę rozłożyć, bo Terry tez nie jest jeszcze mistrzem w fachu.  
1 - Najpierw wmawiam Ci nieco lepszy nastrój - zadziała to tylko chwilowo. Później masz wejść na stół, grzechocząc puszką z herbatą, ale szybko tracimy połączenie i wybudzasz się, stojąc dopiero jedną nogą na blacie. Puszkę gdzieś upuszczasz rozsypując jej zawartość (oby to nie był Merlin!!).
2 - Hipnoza wychodzi ładnie, wchodzisz na stół, zakładasz na głowę abażur jednej z lamp, jednocześnie próbując stepować (oby filiżanki to przeżyły!), dopiero wtedy się rozbudzasz.
3 - Robisz mi nową herbatę, rozbudzam Cię bardzo gwałtownie, kiedy polecenie się psuje i zaczynasz mocno przelewać, pokrywając wodą cały blat.
4 - Zgadzasz się napisać jutro wypracowanie dla mnie, część tego uroku utrzyma się do dnia następnego. Wmawiam Ci, że czujesz się dziś niewiarygodnie dobrze, więc nieco łagodzę twój wymęczony głodem, nastrój. Rozbudzasz się znów siedząc na fotelu, ale czujesz znacznie lżej i lepiej.
5 - Wychodzi kiepsko, jesteś nieźle odporny na te polecenia, więc z niemałym wysiłkiem udaje mi się przekonać Cię do schowania się za fotelami, w celu przećwiczenia przyszłości jako stary Merlin. Niestety nie wyczekujesz nadejścia jakichkolwiek dziewczyn, bo zaraz się tam rozbudzasz i boli Cię od tego głowa.
6 - Po pierwsze zgadzasz się napisać dla mnie jutro wypracowanie. Zaczynasz robić mi herbatę, a oczekując na wrzątek żonglujesz trzema puszkami herbat (nawet jeśli normalnie tego typu czynność by Ci nie wyszła), rozbudzasz się w trakcie ich przerzucania, być może udaje Ci się je złapać przed rozsypaniem.

______________________

Ticking away the moments that make up a dull day

You fritter and waste the hours in an offhand way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Herbaciany Raj   

Powrót do góry Go down
 

Herbaciany Raj

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
trzecie pietro
-