Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Świetlisty Pokój

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość


Drake Bennett

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyWto 2 Kwi - 22:12

First topic message reminder :


Świetlisty Pokój

Nie, nie jest to pomieszczenie wypełnione światłem - wręcz przeciwnie. Panuje tutaj idealny mrok, rozświetlany... świetlikami, które latają pod sufitem, dając żółto-zielonkawe, punktowe oświetlenie. Zapewne stąd nazwa pokoju.
Podłoga nie jest z kamienia - położony na niej parkiet jest wymarzonym do tańczenia. Pod ścianami ustawione są sofy, a obok nich, na środku, stoi mały, drewniany stolik. W rogu znajduje się gramofon, który sam gra i w którym nie da się zmienić płyty. Puszcza on muzykę w zależności od charakteru i nastroju osób w nim przebywających.
Podsumowując - idealne miejsce na potańcówkę.

Uwaga! Możesz rzucić kostką wyłącznie jeden raz! W każdym następnym wątku, który tu rozpoczniesz, kości oraz płynące z nich straty/korzyści już Ci nie przysługują!


1 - Kiedy wchodzisz do pomieszczenia, zauważasz świetliki, które rozświetlają mrok otulający całokształt pokoju. O dziwo te znajdują w Tobie idealnego towarzysza - starają się otulić w jakikolwiek sposób światełkiem, tym samym siadając na ramionach, rękach, nogach, nawet włosach. Co najśmieszniejsze - nie możesz w żaden sposób pozbyć się nieproszonych wówczas gości. Efekt ten będzie utrzymywał się przez Twoje trzy następne posty.

2 - Gdy wchodzisz do pokoju, gramofon nie wiadomo dlaczego cichnie, mimo że znajdująca się w nim płyta normalnie kręci się i nic nie wskazuje na to, by się zepsuł. Może twój dzisiejszy nastrój jest dla tego miejsca wyjątkowo nieodgadniony? Muzyka rozbrzmi ponownie dopiero po trzech twoich postach.

3 - Niezależnie od przyczyny, w wyniku której znalazłeś się w tymże pokoju, bawisz się co najmniej doskonale. Rzuć jeszcze raz kostką: parzysta - w pewnym momencie zauważasz błysk na podłodze, a do Twojej kieszeni, kiedy to postanawiasz sprawdzić, co to jest dokładnie, wpływa wówczas suma dwudziestu galeonów! nieparzysta - nie zauważasz, kiedy to z kieszeni wysuwają Ci się monety, w związku z czym tracisz dwadzieścia galeonów. Odnotuj zmianę w odpowiednim temacie.

4 - Półmrok panujący w pomieszczeniu sprzyja psikusom. Ciężko stwierdzić, czy przysadzisty poltergeist wślizgnął się do pomieszczenia przed, czy po waszym przyjściu, lecz nadszedł moment, w którym postanowił uderzyć! Na szczęście nie miał przy sobie ani jednej łajnobomby... Najpierw twoje uszy przeszył piskliwy, irytujący śmiech, następnie zostałeś uderzony w głowę małą stopą Irytka, a na koniec pod twoimi nogami wylądował dźwięk niezgody, a poltergeist wyfrunął z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Przez następne dwa posty twoje rozmowy będą przerywane dźwiękami kłótni płynącymi z krążącej po pomieszczeniu bombki.

5 -  Płynąca z gramofonu muzyka doskonale opisuje twój nastrój, a magia pomieszczenia sprawia, że nie możesz powstrzymać się od zatańczenia, czy tego chcesz, czy też i nie. W dodatku idzie Ci to doskonale - niezależnie od tego, czy wcześniej Ci się to nie udawało, czy może też wcale nie byłeś taki zły z poruszania własnym ciałem w rytm muzyki. Czyżbyś był urodzonym tancerzem? Efekt ten będzie utrzymywał się przez Twoje trzy następne posty, natomiast od kuferka otrzymujesz jeden punkt z działalności artystycznej. Zgłoś się po niego w odpowiednim temacie.

6 - Pech? Niestety nawet światło świetlików nie uratowało Cię przed wpadnięciem na stolik. Rzuć jeszcze raz kostką: nieparzysta - na szczęście zakończyło się tylko i wyłącznie na ośmieszeniu samego siebie. Dobrze, że w półmroku pomieszczenia nikt nie dostrzeże rumieńca na twoich policzkach!; parzysta - Co najgorszego mogło się zdarzyć? Uderzyłeś z impetem stopą w nogę stolika, obijając boleśnie mały palec. Będziesz odczuwał efekty tego bliskiego spotkania przez następne dwa posty - nie ma co liczyć na dobrą zabawę w obliczu takiego bólu...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 2361
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1686
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Moderator




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptySob 16 Wrz - 18:18

Kto wbił jako pierwszy na imprezę Dreamy? Leo, oczywiście. Max się nie liczył, bo pomagał organizować. Brata za to Ślizgonka do tego nie dopuściła, ale może to i lepiej? Całkiem zaaferowany był tymi urodzinami i chciał, żeby wyszły idealnie. W końcu jego malutka siostrzyczka kończyła siedemnaście lat! Miejsce wybrała zdaniem chłopaka cudownie. W skrócie, szykowała się niezła impreza...
Leonardo wbił do środka entuzjastycznie, z szerokim uśmiechem i średnich rozmiarów prezentem w jednym ręku i dodatkową butelką Ognistej w drugim. Odstawił wszystko na stolik (o mały włos nie zrzucając reszty stojących tam alkoholi), a potem pochwycił Dreamę w ramiona, przytulając ją z niedźwiedzią wręcz siłą. Meksykanka należała do tych wyjątkowo wysokich dziewcząt (ach, geny!) ale z bratem i tak nie mogła się równać, toteż zapewne straciła grunt pod nogami. Pozostawało jej chyba jedynie odwzajemnienia przytulasa...
- Wszystkiego najlepszego, maleńka - mruknął. Dopiero po chwili odstawił dziewczynę z powrotem na podłogę, ale wtedy z kolei się pochylił i cmoknął ją czule w policzek. - Kompletnie nie umiem składać życzeń i doskonale o tym wiemy, ale no. Chyba dam radę zawrzeć wszystko w wybitnie tandetnym "spełnienia marzeń", bo w sumie to zależy mi głównie na tym, żebyś była szczęśliwa. Sto lat, siostrzyczko.
Kiedy już skończył (chociaż zaraz znowu przytulił Ślizgonkę, tak na wszelki wypadek), przywitał się skinieniem głowy z Maxem. Humor Leo był tak wyśmienity, że chyba nic nie mogło go w tej chwili zdenerwować. Z ręką na sercu mógłby stwierdzić, że wolał urodziny Dramy od swoich własnych...

Prezenty! Magiczna koszulka quidditchowa, google quidditchowe, magiczne soczewki i pałeczki perkusyjne z ciemnego drewna, na których wyryte jest elegancką czcionką nazwisko Dreamy.

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian T. Fairwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 140
  Liczba postów : 286
http://www.czarodzieje.org/t14760-maximilian-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14762-maxiowe-relki
http://www.czarodzieje.org/t14763-kuferek
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyNie 17 Wrz - 18:22

To nie tak, że Max jakoś pomagał Ślizgonce w organizowaniu urodzin, było wręcz przeciwnie. Fairwyn zdecydowanie dużo bardziej przeszkadzał i żartobliwie dokuczał Dreamie, kiedy starała się dopiąć wszystko na ostatni guzik. Jego obecność wynikała tylko z tego, że spędzał z dziewczyną bardzo dużo czasu. Może nawet i zbyt dużo, jak na zwykłych znajomych.
Z lekkim grymasem na twarzy odebrał butelkę z alkoholem i upił odrobinę. Skrzywił się okropnie – chyba pierwszy raz tak bardzo w towarzystwie ćwierć-olbrzymki. Nie miał w zwyczaju wybrzydzać, ale ognistej po prostu nie znosił, tym bardziej jeśli musiał pić ją z butelki. Przez myśl przeszedł mu nawet pomysł, by nie pić dziś za wiele. W końcu prędzej czy później ktoś będzie musiał ogarnąć całe towarzystwo. Poza tym martwił się o Ślizgonkę, nawet jeśli była wśród samych swoich. Skoro był to jej szczęśliwy dzień, to niech już takim pozostanie.
-Weź nie strasz – odparł przywracając swoją twarz do normalności. –Kto by z Tobą tyle wytrzymał – dodał, wyszczerzając lekko zęby do dziewczyny. Nie, no nawet jeśli mówił takie rzeczy, to w głębi serca życzył jej wszystkiego co najlepsze, a może i nawet jeszcze więcej.
Ani trochę się nie zdziwił, kiedy Leo jako pierwszy pojawił się na imprezie urodzinowej. Maxowi od razu włączyła się głupawka i miał ochotę roześmiać się, przypominając sobie ich pierwsze spotkanie w Grecji. Gryfon tak łatwo napinał się o wszystko co tylko wyszło z ust Anglika.
Było minęło i nie miał zamiaru do tego wracać. Bez słowa przywitał się z bratem koleżanki i pośladkami oparł o skraj stołu, czekając na pozostałych gości. Niespecjalnie liczył na to, że pojawią się bardziej znajome mu twarze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Pandora Maxwell

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 152
Dodatkowo : alkoholiczka
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14926-pandora-breena-maxwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14929-pandowe-relacje#397766
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14927-poczta-panny-maxwell#397762
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14937-pandora-breena-maxwell#398051
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyPon 18 Wrz - 21:11

To nie była pierwsza w życiu impreza z udziałem Pandory. Ba - to na pewno nie była pierwsza w tym roku impreza. Tych już nie liczyła, bo wszyscy doskonale wiemy, że zabrakłoby dziewczynie palców, by te ujednolicić. Wieczory w towarzystwie przyjaciół, dobrej muzyki i z alkoholem zdarzały się nadzwyczaj często - co nieszczególnie przeszkadzało Gryfonce.
Nie oszukujmy się - wcale jej nie przeszkadzało, zważywszy na jej sposób prowadzenia się. Panna Maxwell nie odmawiała dobrej zabawy - a ewentualnie ograniczała ją na czas egzaminów i testów, bo mimo wszystko zależało jej na wykształceniu. Byłoby przykro gdyby zawaliła rok, studia, a rodzice spoglądaliby na nią z niezrozumieniem i wewnętrzną pogardą.
Nie przejmując się jednak niczym - może ewentualnie brakiem wypasionego prezentu - Panda nigdy nie była dobra w kupowaniu czegokolwiek, dla kogokolwiek - wkroczyła do sali, w której miała rozpocząć się zabawa. Uśmiechnięta, od ucha do ucha i jeszcze - jeszcze trzeźwa zatrzymała się tuż przed drzwiami wejściowymi.
Wyglądała schludnie, całkiem dziewczęco - nawet jak na nią - bo dzisiejszego wieczoru postanowiła przywdziać coś więcej niż wygodne dżinsy i ulubiony sweter. Nałożyła na siebie czarną sukienkę z dekoltem hiszpańskim, odsłaniającym obojczyki i ramiona, a sięgającą tuż przed kolano. Na stopach miała nieodłączne trampki, a pod pachą torbę wypchaną łakociami i butelkę dobrej, ognistej whisky. Standardowa paczka dla kobiety, młodej dziewczyny przed okresem czy trudną rozmową.
Loki okalały jej buzię, gdy podchodziła do solenizantki, a grymas stawał się coraz bardziej sympatyczny.
- Dramciu! - Zapiała chrapliwie - jak zresztą zwykle - i kompletnie ignorując osobników płci przeciwnej pochwyciła dziewczynę w ramiona i obdarzyła ją trzema soczystymi buziakami - ten ostatni wylądował na wargach czarnowłosej, co nie powinno być żadnym zaskoczeniem - Pandora była naprawdę serdeczną osobą, a w tym zachowaniu nie widziała niczego dziwnego czy chociażby zdrożnego.
- Życzę Ci wszystkiego najlepszego - blablabla - zdania wszystkich egzaminów, dobrego chłopa… - Tutaj wydawać by się mogło, że jej spojrzenie na moment wylądowało na Maxie. -... pieniędzy i pociechy z życia. Bądź szczęśliwa. - Zakończywszy swoje marne przemówienie wcisnęła w jej dłonie paczkę z czekoladowymi łakociami i alkohol, mówiąc jeszcze po cichu, by wszystko to poszło jej w cycki.
Po chwili zaraz się odsunęła i w zupełnie nowym wydaniu przyszła powitać resztę gości.
- Leonardzie, Maximilianie. - Przywitała się oficjalnym niemal tonem, błyskając czekoladowymi tęczówkami, zanim nie przytuliła i ucałowała jednego i drugiego. Przy Leo chwilę się zatrzymała i patrząc na niego z dołu - co było niezwykle zabawne, bo sama do niskich dziewcząt nie należała i szepnęła rozbawiona.
- Jakie to uczucie, gdy wiesz, że Twoja własna siostra robi się dorosła? - Szturchnęła go lekko pod żebro.


Ostatnio zmieniony przez Pandora Maxwell dnia Pon 18 Wrz - 23:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Blaithin ''Fire'' A. Dear

Nieokreślony
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż, resting bitch face
Galeony : 951
  Liczba postów : 2869
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyPon 18 Wrz - 23:39

Fire była wyjątkowo zabiegana przed urodzinami Dramy. Ledwo miała okazję porozmawiać z Casprem przez lusterko dwukierunkowe, a to i tak grubo po północy. Nauka, prefektowanie, praca w sklepie, a jeszcze gdzieś musiała upchnąć czas spędzany z przyjaciółmi! Nic dziwnego, że mało sypiała. Przez szwankowanie różdżki nie mogła kontrolować swoich snów. Koszmary powróciły, a wraz z nimi rozdrażnienie dziewczyny. Co prawda, nie było to zbytnio zauważalne, biorąc pod uwagę ilość niemiłych słów jakie wyrzucały z siebie Fire na co dzień.
Prezenty kupiła, wydając dosłownie wszystkie pieniądze, które miała. Zostało jej tylko parę galeonów na whisky, więc było krucho. Zabawne, że niektórzy dalej uważali, że skoro ma na nazwisko Dear stać ją na wszystko... Nie wahała się nad tym, co kupić, dlatego wszystko zapakowała w dość pokaźnej wielkości pudełko obwiązane zieloną tasiemką. Fire wzięła prezent i do tego zabrała też chwasta, którego znalazła na wyprzedaży, myśląc, że może Dramie się spodoba. Przeszła spokojnie korytarzami Hogwartu aż dotarła do Świetlistego Pokoju. Nic w nim fenomenalnego nie było, ale nie narzekała - już i tak miała średni humor, a na pewno Dramie go psuć nie chciała. To były jej urodziny, musiała bawić się świetnie i to właśnie miało zapewnić Ślizgonce towarzystwo. Z tym, że Fire czasami aż tak dobrą kompanką nie była to inna sprawa. Na ten wyjątkowy dzień założyła ciemne dżinsy i top na ramiączkach z długimi wycięciami po bokach, które ujawniały widok na czerwony biustonosz. Parę bransoletek, magiczny naszyjnik i starannie spleciony kok dopełniały całości. Weszła do środka cicho i rozejrzała się, dostrzegając od razu rudowłosą pannę w sukience, na której na chwilę zatrzymała wzrok. Dawno nie widziała Gryfonki w takim stroju, ale od razu uznała, że wygląda bardzo ładnie. Szczególnie Szkotce podobały się delikatnie kręcone włosy, uroczo kontrastujące z jej hardym spojrzeniem.
Blaithin uśmiechnęła się delikatnie sama do siebie, chociaż zaraz zastąpiła to standardowo dość obojętną miną, kiedy wzrokiem przesunęła po Fairwynie. W ogóle mało ludzi było, ale to i lepiej dla Gryfonki.
- Miejsce dla gościa specjalnego! - zawołała, wykrzesawszy z siebie więcej entuzjazmu i podeszła do Dramy. Noszenie tego prezentu i doniczki zrobiło się już niewygodne, dlatego odstawiła je gdzieś na bok, po czym skrzyżowała ramiona. Na wszelki wypadek uważnie obserwowała Ślizgonkę, żeby w porę uciec, gdyby zechciała w jakiś sposób się zbliżyć. No drugi raz zaskoczyć się, jak na zaklęciach, nie da.
- Samych Wybitnych, świetnych imprez, prawdziwej miłości i ogólnie. - stwierdziła, wzruszając ramionami. Drama wiedziała, że na zbyt wiele liczyć to tu się nie dało. Fire odsunęła się nieco na bok, żeby wyciągnąć paczkę i odpalić papierosa. Czekoladowy dym ukoił nieco nerwy Szkotki i rozluźnił jej mięśnie, przez co nie wyglądała już, jakby miała ugryźć kogoś, kto podejdzie, żeby porozmawiać. Parsknęła pod nosem, słysząc komentarz Pandory (jakimś cudem go wyłapała, ach te zmysły).
- Dorosła? Umysłowo to dalej pięciolatka. - usiadła na jednej z kanap, rozwalając się tak, że zajęła prawie połowę. Wypuszczała małe kłęby dymu z ust, bawiąc się ich kształtami i formami. Zerknęła na Leo, jakby chciała mu przekazać niewerbalnie, żeby siadł obok.

Prezenty: kask quidditchowy, ochraniacze sportowe, doniczka z aloesem uzbrojonym, koszulka
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dreama Vin-Eurico

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : Wyjątkowo szczupła, posiada kilka drobnych tatuaży, kolczyk w nosie.
Galeony : 84
  Liczba postów : 665
http://www.czarodzieje.org/t13697-dreama-vin-eurico
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
http://www.czarodzieje.org/t14451-dramatyczne-listy
http://www.czarodzieje.org/t13852-dreama-vin-eurico
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyCzw 21 Wrz - 22:47

Uśmiechnęła się uroczo, widząc grymas jaki pojawił się na twarzy Gryfona. W sumie to nie przemyślała sprawy z tej strony, bo przecież nie każdy lubił ognistą. Jej wszystko było obojętne, ważne, że sponiewierało. No i nie spodziewała się, że osobą, której picie alkoholu tego rodzaju będzie sprawiało trudność okaże się Max. Miała nadzieje, że może któryś z gości postanowi zabrać ze sobą coś lepszego.
- Jak to kto, ty się będziesz męczył - stanęła z kolegą ramię w ramię - Jakbym wiedziała, że nie lubisz Ognistej to załatwiłabym coś specjalnego dla Ciebie - wzruszyła niewinnie ramionami i odwróciła twarz w jego kierunku.
Dreamę całkowicie nie zdziwił fakt, że następną osobą, która pojawiła się na przyjęciu, był jej jedyny i najukochańszy brat, Leo. Strasznie podekscytowany wpadł do pomieszczenia i właściwie od razu przeszedł do tulenia... A raczej duszenia Ślizgonki, bo siła jaką w to wkładał była przeogromna. Dziewczyna uśmiechała się pomimo to, mocno odwzajemniając uścisk brata. Wszelkie troski, które dręczyły jeszcze tydzień temu zniknęły, bo niemożliwym było by meksykanka została całkowicie sama. Zawsze w jej życiu pozostałby Leo i tylko śmierć mogłaby ich rozłączyć, bo kłótnia w przypadku tej dwójki nie była w żadnym stopniu prawdopodobna.
Być może nie było łez wzruszenia, jednak Dreama czuła się naprawdę szczęśliwa, wśród bliskich osób, w pięknie wyglądającym pokoju z perspektywą świetnie spędzonej nocy.
- Leo, kochanie, dziękuje, dziękuje - spojrzała na brata z dołu, stanęła na palcach i poczochrała loczki chłopaka. Dziwnie jej było, przywykła do tego, że większość osób jest albo niższa albo taka sama, a tu przychodził taki Leo i całkowicie zaburzał poczucie jej percepcji. - A gdzie zgubiłeś swego kochasia, co? - zapytała ćwierć olbrzyma.
Zaprosiła Ezrę to fakt, jednak gdyby się nie pojawił to nie miałaby mu tego za złe. Z tego co zrozumiała chłopak raczej nie lubił ludzi pijących alkohol, szczególnie w swoim otoczeniu, a Dreama dobrze wiedziała, że dnia dzisiejszego bez tego się nie obejdzie. Po co miał się stresować i wkurzać i przyglądać na pijaków skoro niezbyt lubił ich widok.
Dopiero, gdy w drzwiach pojawił się drugi gość, Ślizgonka uświadomiła sobie, że na imprezie będą prawie sami gryfoni. Dreama raczej nie przebywała w towarzystwie ludzi z swojego domu, zapraszała Viv, ale ta nie miała czas - praca, dorosłość, inne takie duperele, a Lope? No właśnie, nie wiedziała za bardzo jak go traktować. Wydawało jej się, że są przyjaciółmi, a nawet myślała, że z ich relacje przejdzie na wyższy poziom, a pojawił się Max i Drama niezbyt wiele myślała o znajomymi hiszpanie. Zaproszenie wysłała, ale tego czy się pojawi nie mogła przewidzieć.
Panda, Panda, Panda, tak całować to nie umiał nikt, a przynajmniej z obecnego na prywatce towarzystwa. Dreama roześmiała się wesoło czując pierwszy i drugi pocałunek, ale tego, że ostatni wyląduje tam, gdzie wylądował nie przeczuła. Ruda gryfonka dosłownie zatkała usta nastolatki mocnym cmoknięciem.
- Jak mnie tak będziesz częściej całować to zacznę słuchać baby, a nie chłopa - puściła w stronę rudowłosej oczko i delikatnie przejechała po jej biodrze ręką. Oczywiście nie przywiązała uwagi do spojrzenia, które Pandora posłała w stronę Maxa. Uwagi ślizgonki raczej nie przyciągały takie drobne szczegóły, gesty - była za prosta w swoim byciu Dramą.
I gdyby nie Aloes, który przyniosła następna osoba to najprawdopodobniej brunetka zmusiłaby ją do uścisków i całusów. Roślina była na tyle niebezpieczna, że Dreama zaczęła zastanawiać się nad tym czy Fire aby na pewno nie chce jej zabić. Spojrzała na koleżankę i delikatnie zmarszczyła brwi, zastanawiając się czy Gryfonka wie co ze sobą przytachała.
- Ukułaś się może w czasie transportowania tej roślinki? - zapytała zaciekawiona, odbierając kwiatka koleżance i odstawiając w miejsce, które było najbardziej bezpiecznym. Dla nich. - Ty wiesz, że to zabić może, nie? - zaczesała włosy do tyłu.
Usłyszała jedynie słowa Fire, na które uśmiechnęła się wrednie i odpowiedziała.
- Fire, nie pyskuj, bo Cię rozdepczę. - wyjęła z kieszeni paczkę mocno miętowych, czarodziejskich papierosów i zapaliła jedne z nich - Widzisz, ale przynajmniej nie palę już papierosków na nie legalu - wzruszyła ramionami. Przez chwile zastanawiała sie jeszcze czy może ktoś zaszczyci ich jeszcze swoją obecnością i po cichu na to liczyło. Imprezy w małym gronie były spoko, jednak jej brakowało tych tłumów fajnych, przypadkowych ludzi, których mogłaby poznawać całkowicie przypadkiem. No i możliwym było, że ktoś całkowicie nowy wbiłby się do ich towarzystwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gemma Twisleton

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 426
Dodatkowo : vel ENEMA - one man band, prefekt fabularny
  Liczba postów : 786
http://www.czarodzieje.org/t13545-gemma-harper-twisleton
http://www.czarodzieje.org/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://www.czarodzieje.org/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://www.czarodzieje.org/t13553-gemma-harper-twisleton#360808
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyWto 26 Wrz - 3:08

Coś uderzyło mocno w drzwi, a z korytarza rozległo się przytłumione "Kurwa mać..."
Po chwili ciszy, drzwi otworzyły się na zewnątrz, a za nimi stała kontemplująca zawiasy Gemma z basem w ręku.
- 'Sup, biczyzzz! - przywitała się, widząc, że patrzą w jej kierunku - Z buta chciałam wbić, ale nie wiedziałam, że to się ciągnie - dla zasady kopnęła otwarte drzwi tak, że uderzyły w ścianę na korytarzu, po czym wskoczyła do pomieszczenia, zamykając je za sobą.
- Cien años, Drama! - noga ją bolała i od razu wyczuła smród fajek, ale nie traciła entuzjazmu ze względu na solenizantkę. Rzuciła dziewczynie parę zielonych, świecących pałeczek perkusyjnych - Wyjmij to gówno z ryja i uderz w gary. Piosenkę Ci napisałam - zdjęła igłę z gramofonu i wskoczyła na stół, prawie zabijając się na paczce musów-świstusów - Możesz grać na głowie Fire. Fajnie rezonuje, odkąd się zblondziła... Panie i panowie! Przed państwem w swoim skromnym, ale wiernym składzie... Enema!
I nie przedłużając bardziej zaczęła grać, a co więcej śpiewać, co robiła w sumie pierwszy raz publicznie. Publika była co prawda mała i w większości składała się z jej znajomych, ale i tak na wszelki wypadek miała ze sobą swoją perłę, przez którą prawie utonęła i która uniemożliwiała fałszowanie.

German, French, Mexican or Afghan
Uber chic was that freakin' kaftan
Pretty far out, maybe we could
I know it's old, but it's all good
It's all good


Tekst sprawiał wrażenie jakby napisany został na jakiś ciężkich drugach, ale mniej więcej tak na co dzień działał mózg Gemm. Nie zastanawiała się nigdy, tylko pisała wszystko tak jak leciało w jej głowie, podpasowując to tylko pod jakąś lecącą jej w głowie melodię i rymy. W efekcie często tylko ona rozumiała sens swoich tekstów. Mniej więcej.

Trading post to tropical punch shows
Quite a pump at twelve cappouccinos
It got away and so it should
Prove your worth so it's all good


Ira opowiedział jej co spotkało jego i przede wszystkim Dramę w sowiarni. Gemma nie była pewna czy ludzie ostatnio powariowali, czy zawsze było z nimi coś nie tak, ale dopiero teraz zaczęli to okazywać. Puchonka teoretycznie wiedziała jak jej młodsza koleżanka mogła się czuć - sama przez większość życia była poniżana i gnębiona, chociaż z innych powodów - mimo to nie do końca wiedziała jak okazać jej wsparcie, bez sprawiania wrażenia, że się nad nią lituje. Jej osobistą obroną było udawanie, że wszystko jest dobrze.

This could be the end of an era
I take doubt it could not be clearer
Quit those cigs
You know you should
I know its hard, but it's all good


Oryginalnie druga połowa ostatniej zwrotki miała brzmieć trochę inaczej, ale zmieniła jedne wers, dopasowując go do sytuacji. Zeskoczyła ze stołu, potrącając jedną z butelek i znów prawie się zabijając, tym razem lądując krzywo na własnej nodze. Złapała równowagę w trosce o dobro basu i nie przestając grać i wyć "It's all good" w podskokach podeszła do Dramy. Pograły jeszcze chwilę improwizując, a kiedy im obu się znudziło, Gemm odłożyła bas i wyjęła z torby dwie paczki.
- To jest niespodzianka - wręczyła jej pierwszą - A to - podała drugą - Też pałeczki, też zielone, ale te są organiczne - usiadła przyglądając się reszcie prezentów - O, do tego to Ci te drugie pały będą pasowały jak ulał - wskazała na koszulkę - To które z Was, pedały, jest weganem? - rzuciła żartem. Gemma - mistrzyni pierwszego wrażenia.
Smród fajek naprawdę jej przeszkadzał. Nie ważnehehehe 3:>, że rzuciła prawie siedem lat temu. Nie chodziła już co prawda po ścianach, ale nadal czując dym, który swoją drogą uważała za ohydny, niemal każda jej komórka wołała o papierosa. Trzeba było wcześniej zacząć palić, psia mać...
Normalnie zgnoiłaby i wyśmiała smarkule za te fajki, ale postanowiła zacisnąć zęby i wyjątkowo jej odpuścić z racji urodzin, chociaż jej samej było coraz gorzej. Żeby zająć czymś myśli, ręce i japę rzuciła się na jedzenie.

Prezenty! Paczka nr 1: winyl do przenośnego gramofonu Wilczych Głów i książka "Przypominajka"; paczka nr 2: dwa ugotowane szparagi
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Słodka Swatka

Galeony : 421
  Liczba postów : 233
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Specjalny




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptySro 14 Lut - 22:25

Świetlisty Pokój - Page 11 Tumblr_ml9o9f9nB51rxbfzso1_500


Randka w ciemno



Wasze marzenie o randce w ciemno zostało potraktowane bardzo dosłownie - w pokoju, w którym ma miejsce Wasza randka panuje całkowity mrok, co wskazuje na to, że krążące tutaj na co dzień świetliki zapadły w głęboki sen - nie potrwa on cały wieczór, ale na razie jesteście skazani na posługiwanie się jednym zmysłem mniej. Bez obaw, każde z Was bez problemu dotrze na miejsce, gdyż za przewodników otrzymaliście skrzaty domowe, które doprowadzą każde z Waszej dwójki do stolika. Randkowanie z osobą, której się nie widzi może okazać się ciekawą przygodą!
Ciemność sprawia, że Wasze zmysły są wyostrzone i większą przyjemność czerpiecie z delikatnej woni kadzidła oraz dźwięku rozbrzmiewającej w pomieszczeniu składanki złożonej z utworów Łez Feniksa, Druzgotka i Hildeberta Asmodeusa Wenzla. Jeśli macie ochotę możecie również przetestować jak w tych warunkach działa zmysł smaku - towarzyszące Wam skrzaty domowe z wielką chęcią podadzą wybrane przez Was dania.

Przed rozpoczęciem randki koniecznie zapoznajcie się z zasadami eventu, które znajdziecie tutaj!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Blackburn

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://www.czarodzieje.org/t15048-max#401002
http://www.czarodzieje.org/t15050-max#401008
http://www.czarodzieje.org/t15049-maximilian-blackburn#401005
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyCzw 15 Lut - 20:54

Maximilianem targały sprzeczne uczucia gdy zmierzał do świetlistego pokoju. Z jednej strony chciał spędzić Walentynki na randce, odprężyć się, uspokoić, z drugiej - to Lúthien wciąż siedziała w jego głowie i choć czuł ogromne niezrozumienie wobec tego co wydarzyło się podczas ich ostatniego spotkania i jej późniejszego zniknięcia, to miał irracjonalne poczucie, że zachowuje się wobec niej nie w porządku.
Przez jakiś czas miał nawet ochotę odpuścić sobie to spotkanie, może to byłoby słuszne? Jednak po głębszym przemyśleniu nie chciał wystawić dziewczyny, z którą przyjdzie mu spędzić dziś czas i uświadomił sobie, że nawet chciałby odmiany. Przecież to jedno spotkanie, a może właśnie w ten sposób spotka miłość życia? Ta myśl na ułamek sekundy przeleciała przez jego głowę, nie pielęgnował jej.
Pełen ambiwalentnych odczuć włożył czarne, materiałowe spodnie i błękitną koszulę w mikrowzór, użył perfumu zakupionego niedawno w Hogsmede i zabrał bukiet kwiatów - czerwonych róż. Nie pójdzie przecież na randkę z pustymi rękami, a kwiaty wydały mu się bezpiecznym i dobrym prezentem. Nie kupi czekoladek, książki, perfum, czy czegokolwiek innego komuś, kogo nie zna, łatwo nie trafić w gust osoby obdarowywanej.
Dotarł na szóste piętro chwilę przed czasem i wszedł do pokoju, jakież poczuł zdziwienie wchodząc w mrok. Mrok! Toż to prawdziwa ciemność, czerń, nie widział NIC. Momentalnie poczuł że jego dłoń ściska skrzat i prowadzi głębiej, wskazując, a właściwie sadzając Ślizgona przy stoliku. Zamienił z nim słowo, partnerka jeszcze się nie pojawiła. To dobrze, dziewczyna nie powinna czekać.
Blackburna zaczął ogarniać stres. Kto się pojawi? Jak przebiegnie spotkanie? Formuła odpowiadała mu bardzo, dodawała tajemniczości, tworzyła klimat, w pomieszczeniu sączyła się przyjemna muzyka, w powietrzu unosił się przyjemny zapach kadzideł - chłopak nie należał do powierzchownie oceniających i nerwy mieszały się z coraz większą ciekawością spotkania z kimś, kogo nie ma szansy się zobaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maili Lanceley

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 201
  Liczba postów : 236
http://www.czarodzieje.org/t15401-maili-o-l-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15404-in-mollis-sonus-est-difficile-verba
http://www.czarodzieje.org/t15407-listy-do-m
http://www.czarodzieje.org/t15402-maili-o-l-lanceley
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyPią 16 Lut - 20:24

Maili zwątpiła w słuszność tego pomysłu w kilka sekund po wysłaniu zgłoszenia. Nie dlatego, że była strachliwa i nieśmiała, wiedziała, że prawdopodobnie jeśli trafi na dobrego rozmówcę będzie się świetnie bawiła. Przynajmniej taką miała nadzieję. Nie oszukujmy się, Lanceley potrafiła się dostroić do towarzystwa, jedyne na czym naprawdę jej zależało, to żeby jej partner był rozmowny i... potrafił się przez nią przebić. Zdawała sobie sprawę, że bywała gadatliwa i potoki słów wylewały się z jej ust, ale nic na to nie mogła poradzić. Wątpliwości się jednak pojawiły ze względu na zbliżający się konkurs. Była okropnie zestresowana i bała się, że z tego względu popsuje sobie i przede wszystkim towarzyszowi wieczór, a tego by sobie nie wybaczyła. Nie miała już jednak wyboru, wysłała zgłoszenie pod chwilą impulsu, ale przecież ona zawsze tak działała. Zawsze najpierw robiła, potem myślała, nigdy odwrotnie. Tak więc przestała myśleć „a jeśli”, bo dopóki sama się nie przekona nie mogła nic wiedzieć.
Maili uwielbiała walentynki. Mimo, że to nie było wcale prawdziwe święto to dziewczyna była romantyczką. Była wrażliwa na wszystkie te sercowe sprawy i mimo, że na numerologii średnio wyszła ona, to kompletnie się tym nie przejmowała. Lanceley nie specjalnie wierzyła w magię liczb, więc zbyła to wszystko wzruszeniem ramion i nie zaprzątała sobie słowami podręcznika głowy.
Nie da się ukryć, że miała koszmarny problem z doborem ubrań. Nie za często chodziła na randki, a na spotkania z przyjaciółmi ubierała cokolwiek. Nie miała pojęcia kogo spotka, co ten ktoś lubi, w ogóle nie wiedziała kim on (bo zakładała, że to on) będzie. Dlatego więc ubrała to na co miała ochotę.
Przed siedemnastą pojawił się skrzat, którego Maili przywitała tylko skinieniem głowy. Nie rozumiała zbędnych miłych słów, skrzaty były sługami. Nie zrozumcie mnie źle, Maili po prostu była przyzwyczajona do takiej myśli. W rezydencji Lanceley’ów kręciły się non stop, robiły posiłki, sprzątały. Tak więc puchonka nie została wychowana tak, by zachowywać się względem skrzatów jak do innych czarodziejów. Nie znaczyło to wcale, że traktowała je jak robaki i popychadła. Znała zasady szacunku, a że była wiecznie uśmiechniętą Maili - była też miła.
Szła ubrana w sweterek i spódniczkę przez szkolne korytarze ze skrzatem u boku i ucięła sobie z nim krótką pogawędkę. Dowiedziała się, że druga osoba już na nią czekała, co sprawiło, że zaczęła się stresować. Nie chciała się spóźnić! Zerknęła na zegarek na lewym nadgarstku i stwierdziła, że miała jeszcze dwie minuty, więc nie była wcale taka spóźniona. Z każdym krokiem stawała się coraz bardziej spięta, aż uświadomiła sobie co robi. Niby czym się stresowała? Jeśli okaże się to spotkanie kompletną klapą – po prostu wyjdzie. Zaczęła być zwyczajnie ciekawa kogo zastanie.
Przekroczyła próg pokoju, stanęła jak wryta i zabrakło jej słów (a to nie zdarza się zbyt często). Było ciemno, kompletnie ciemno, żadnych świateł, nawet świeczki, nie czego! Nie rozumiała tego. Co w tym miało być fajnego, lubiła widzieć i potrzebowała utrzymywać kontakt wzrokowy kiedy z kimś rozmawiała. Jak teraz miała zobaczyć z kim się spotkała? Wzięła głęboki oddech, przecież musiał w tym być jakiś cel. Właśnie tego się obawiała, że przez nie schodzący z niej stres konkursem nie będzie potrafiła się dobrze nastawić. Wypompowywał z niej całą dobrą energię, którą emanowała na co dzień.
- E... Cześć! Nie wiem kim jesteś, nic nie widzę, ale na pewno będzie super. – wyrzuciła z siebie tuż po tym jak usiadła, chyba przy stole. – Przepraszam, jestem Maili. Puchonka z siódmego roku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Blackburn

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://www.czarodzieje.org/t15048-max#401002
http://www.czarodzieje.org/t15050-max#401008
http://www.czarodzieje.org/t15049-maximilian-blackburn#401005
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptySob 17 Lut - 16:33

Być może Swatka wiedziała co robi parując dwie niepewne rzeczywistej chęci udziału w walentynkach osoby? Choć przecież, przynajmniej Max, nigdzie o tym nie wspomniał. Ślizgon kpił z rzekomego dopasowania na podstawie horoskopów, znaków zodiaku czy śmiesznych liczb wynikających z daty urodzenia, które ostatnio omawiali na numerologii, ale nie musiał wierzyć w takie cuda żeby pojawić się na zaplanowanym spotkaniu.
Oczekiwanie, mimo że nie trwało długo, przeciągało mu się okropnie - w końcu nie miał nawet na czym zawiesić wzroku, trwał więc w ciemności coraz bardziej spięty. Czy spełni wymagania partnerki? Czy rozmowa będzie się "kleiła"? Pełen wątpliwości spoglądał w kierunku, z którego wydawało mu się że przyszedł, czyli gdzie powinny być drzwi, nieświadom faktu takiego zagospodarowania pokoju, by nie był w stanie dostrzec światła wpadającego do pomieszczenia podczas wejścia kolejnej osoby.
Nie miał więc okazji zobaczyć kto wchodzi do pokoju, za to usłyszał wyraźnie otwieranie i zamykanie drzwi, a później kroki. Serce waliło mu jak młotem, choć nawet nie wiedział czemu - ot, zwykłe spotkanie, może w niezwykłej formie. W końcu skrzat przyprowadził dziewczynę i oddalił się, Max wstał, trzymając w dłoni bukiet, jak głupiec - Też Cię nie widzę, ale zgadzam się - odparł z uśmiechem który dało się usłyszeć w głowie Maxa - Max, Slytherin, też z siódmego - przedstawił się i błądząc ręką w ciemnościach próbował "znaleźć" dziewczynę, aż trafił na fragment gołego ciała... ramię? - Wybacz, chciałem Ci coś dać ale w tych warunkach może to niebezpieczne - zaniechał prób podania jej róż, na pewno niechcący zraniłby ją kolcami. Podaruje je nowej znajomej gdy wyjdą.
Zaraz zaraz... Maili? Siódmy rok? Powinien zatem kojarzyć ją chociaż z twarzy, ale mimo szczerych chęci nie potrafił połączyć imienia z wyglądem - Usiądziemy? - zaproponował głupio i czuł, że jego twarz robi się czerwona. Jak zbawienny okazywał się właśnie brak światła! Ślizgon szczerze nienawidził tej tendencji, która choć dziewczętom dodaje uroku, z niego czyni idiotę z rumianą buzią.
- I jak Ci się podoba ta forma? - zagaił gdy wydawało mu się, że oboje zajęli już miejsce przy stoliku. Był ciekaw pierwszego wrażenia Puchonki, bo sam Maximilian na razie nie potrafił się przyzwyczaić do takiego stanu rzeczy. Cały czas główkował intensywnie próbując przywołać w głowie twarzyczkę Maili, ale póki co jego wysiłki spełzały na niczym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maili Lanceley

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 201
  Liczba postów : 236
http://www.czarodzieje.org/t15401-maili-o-l-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15404-in-mollis-sonus-est-difficile-verba
http://www.czarodzieje.org/t15407-listy-do-m
http://www.czarodzieje.org/t15402-maili-o-l-lanceley
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyWto 20 Lut - 19:14

Prawdę mówiąc Maili nie potrafiła stwierdzić czy wierzy w te wszystkie wróżbiarskie rzeczy czy też nie. Zdawała sobie sprawę, że niektórzy faktycznie byli nadprzeciętnie uzdolnieni w tej dziedzinie, ale chodziło o przepowiadanie przyszłości. Jej najlepszy przyjaciel przecież potrafił to robić, a jego przepowiednie bywały naprawdę nieprzyjemne toteż nigdy nie zazdrościła tych umiejętności. Mowa jednak o magii liczb i dopasowywaniu do siebie osób i cech charakteru. Musiała przyznać, że rzadko jej się cokolwiek zgadzało, więc w głębi serca prychała, ale nigdy nie wyrażało swojego zdania na ten temat na głos – nie chciała nikogo urazić.
Walentynki lubiła z jednego głównego powodu – każda rzecz, która przyczyniała się do celebrowania miłości była dobra, a przede wszystkim piękna. Może rozwieszanie serduszek było nieco głupie to ustalenie tego święta miało jakiś swój cel. Nakłaniało ludzi do spędzania ze sobą czasu, często w innych okolicznościach niż na co dzień co tylko sprawiało, że każdy powinien w jakimś stopniu je lubić. Co w tym było złego? Co było złego do dawania powodu dwójce ludzi, by okazywali sobie uczucie bardziej niż każdego innego dnia? Oczywiście Maili uważała, że emocje powinno się pokazywać nie tylko od święta, tak jak spędzać czas z rodziną nie tylko w Boże Narodzenie. A jednak zdawała sobie sprawę, że niektórzy potrzebowali do tego pewnego bodźca i jeśli Walentynki mogły być tym bodźcem, to Maili była jak najbardziej za.
Lanceley przestała myśleć czy będzie odpowiadać swojej osobie towarzyszącej. Nie miała pojęcia kim on był, a nawet jeśli by to wiedziała nie zamierzała dostrajać się do jednej osoby. Nie kupowała tego, nie kupowała osób, które w każdym towarzystwie zachowywały się inaczej. Nie potrafiła wtedy stwierdzić z kim miała do czynienia, która twarz była prawdziwa. Dlatego ona sama zawsze była sobą. Bez względu na wszystko była tą samą rozgadaną i roześmiana Maili co zawsze. Nawet teraz, tkwiąc w całkowitej ciemności, będąc zestresowaną nie tylko konkursem, ale tą całą randką.
Za wszelką cenę próbowała dopasować jakąkolwiek twarz do imienia. Coś z tyłu głowy jej świtało, była pewna, że nie raz mijała go na szkolnym korytarzu, nie raz widziała go na lekcjach. A jednak nie potrafiła dokładnie zobaczyć w głowie jego twarzy. Trudno, miała nadzieję, że niedługo zaświeci światło i wszystko stanie się jasne – dosłownie i w przenośni.
- Naprawdę, w takim razie mam nadzieję, że szybko ta cała ciemność minie. To znaczy, to całkiem ciekawe doświadczenie, ale naprawdę irytuje mnie fakt, że cię nie widzę. – powiedziała. – Pewnie, usiądźmy.
Usiadła na krześle, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że chłopak zaczął się rumienić. Nawet jeśli by go widziała nie skomentowałaby tego choćby słowem. Wiedziała, że niektórzy tak mieli. Ona sama rzadko się rumieniła. Nie miała pojęcia czy była to kwestia jej sposobu bycia, czasami sprawiała wrażenie jakby niczego się nie bała, żadnych kontaktów i niczego co robi. W każdym razie nawet jeśli rumieniła się nieco, fakt ten był ukryty przez liczne piegi na jej policzkach.
- Jest... ciekawie. Właściwie to nie wiem co myśleć. Raczej lubię swój wzrok i teraz na pewno będę go jeszcze bardziej doceniać. – zaśmiała się. – Trochę mnie denerwuje. Lubię utrzymywać kontakt wzrokowy z osobą z którą rozmawiam. Nie lubię za to ciemności, powiedzmy, że mam z nią naprawdę złe wspomnienia, więc mimo wszystko mam nadzieję, że taki stan rzeczy jest tylko przejściowy... Cholera. Trzepnij mnie jak będę mówić za dużo, dobra? Lubię się rozgadywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maximilian Blackburn

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://www.czarodzieje.org/t15048-max#401002
http://www.czarodzieje.org/t15050-max#401008
http://www.czarodzieje.org/t15049-maximilian-blackburn#401005
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptySro 21 Lut - 19:54

Tutaj Max na pewno zgodziłby się z dziewczyną. Choć walentynki uważał za święto mocno komercyjne i przereklamowane, na którym zarabiają sprzedawcy serduszkowych pierdoł to mimo wszystko nawet lubił ten dzień. Szczególnie dziś, gdy miał go z kim spędzić. Celebrowanie miłości było piękne i faktycznie nadanie mu wyjątkowemu wyrazu z okazji takiego dnia - nie było niczym co należałoby traktować z pogardą; przeciwnie.
- To chyba czujemy się podobnie. Choć mnie się podoba, nigdy nie poznawałem nikogo w ten sposób i coś czuję, że już nigdy nie poznam. I nie spodziewałem się, że obserwowanie reakcji rozmówcy może być tak cenne, w ciemnościach pozostaje jedynie niepewność i próby wyobrażenia sobie Twojej miny.
Jaki jest kolor Twoich oczu?
- rozgadał się jak na siebie, ale właściwie co w tym złego? Był w doskonałym humorze i mimo niepewności tlącej się w jego wnętrzu starał się przełamać i prowadzić zwyczajną konwersację. Pytanie mogło wydać się dziewczynie dziwne, bo w końcu kto pyta o kolor oczu, ale dla Ślizgona to miało znaczenie. Chłopak był zdania, że w oczach można zobaczyć bardzo, bardzo wiele i miał niezwykłą zdolność dostrzegania najdrobniejszych zmian nastroju właśnie w oparcie o kontakt wzrokowy z rozmówcą.
- Nie szkodzi, ja lubię słuchać - roześmiał się usłyszawszy uwagę walentynki o gadulstwie. Musiał przyznać, że choć nie powiedziała nic bardzo konkretnego, to świetnie mu się słuchało. Miała pewnego rodzaju lekkość wypowiedzi i, choć nadal nie potrafił skojarzyć twarzy, dużo dziewczęcości. Uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Jak chcesz to mogę złapać Cię za rękę - zaproponował gdy zdradziła lęk przed ciemnością. Dopiero później mógł uznać, że Puchonka uzna to za gest zbytniej poufałości, ale serdeczna troska w jego głosie musiała pozbawić jej wątpliwości co do intencji Maxa. A poza tym - to przecież randka, przez trzymanie się za ręce jeszcze nikt nie poszedł do więzienia.

//wybacz, że niedługi ale nie umiem wykopać się z roboty :< czy Maili jest rodziną Luthien?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30342
  Liczba postów : 50232
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Specjalny




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyCzw 22 Lut - 21:18

Jeden ze skrzatów upewnił się czy na pewno nie chcecie czegoś zjeść, po czym dał Wam do zrozumienia, że gdybyście potrzebowali czegoś wystarczy, że wypowiecie jego imię (kto normalny nazwał skrzata domowego Ptyś?), a on zaraz się pojawi.
Skrzat zniknął, a Wy znowu zostaliście sam na sam ze sobą i egipskimi ciemnościami. Na szczęście powoli zbliżała się pora w której świetliki budziły się by rozjaśnić pomieszczenie lekko stłumionym blaskiem - na pewno mimo wyjątkowości Waszego spotkania oboje nie mogliście się doczekać by w końcu zobaczyć swoje twarze!

Każde z Was rzuca jedną kostką!

Jeśli suma kostek wyniesie 6 lub mniej - jesteście skazani na jeszcze chwilę w tym mroku. Mimo wszystko to całkiem niezła szansa, żeby poznać się bez powierzchownego oceniania! Mimo wszystko lepiej byłoby gdyby @Maximilian Blackburn poczekał jeszcze trochę z podarowaniem @Maili Lanceley róży.
Jeśli suma kostek wyniesie więcej niż 6 - świetliki powoli budzą się ze snu i w pomieszczeniu pojawia się lekkie, przytłumione światło. Możecie w końcu spojrzeć sobie w oczy, ruszyć się bez ryzykowania zdrowia albo zawołać skrzata by dostarczył Wam posiłek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maili Lanceley

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 201
  Liczba postów : 236
http://www.czarodzieje.org/t15401-maili-o-l-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15404-in-mollis-sonus-est-difficile-verba
http://www.czarodzieje.org/t15407-listy-do-m
http://www.czarodzieje.org/t15402-maili-o-l-lanceley
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyNie 25 Lut - 23:06

Ta cała ciemność zaczynała ją przytłaczać. Czuła się jak ślepiec i można by pomyśleć, że jej inne zmysły stały się wyostrzone. Bynajmniej nie. Nieustannie myślała o tym kiedy to minie, chciała zobaczyć swojego towarzysza, bo mimo, że się starała nie potrafiła przywołać jego twarzy w swojej głowie. Doskwierało jej to tak bardzo, że lekko przyśpieszył je oddech, prawie niezauważalnie, ale jednak. Niby niesamowite doświadczenie, ale gdzieś z tyłu głowy brzęczało jej, że ciemność może wywołać atak, a to zepsułoby randkę na każdy możliwy sposób. Atak paniki był ostatnią rzeczą, której chciała. Nieważnie kiedy, nigdy nie było dobrego czasu, ale na pewno nie w tej chwili. Zamknęła na kilka sekund oddech, mimo panujących ciemności, to pomogło jej się uspokoić i skupić na głosie swojego rozmówcy.
Maili nie znała się na mowie ciała. Wiedziała kilka rzeczy, ale nigdy nie zwracała na to aż takiej uwagi. Skupiała się na kontakcie wzrokowym, bo tak została nauczona. Słyszała niezliczenie wiele razy, że nie patrzenie na rozmówcę w trakcie rozmowy było po prostu niegrzeczne. Tak więc przyzwyczajona do tego czuła się w ciemności trochę niekomfortowo. Nie dość, że nie wiedziała z kim w ogóle rozmawia, to jeszcze nie miała pojęcia gdzie patrzeć. Cóż, uciążliwa sytuacja.
Pytanie chłopaka ją zaskoczyło. Nie miała pojęcia co jej kolor oczu miał do rzeczy, ale odpowiedziała.
- Właściwie to nijakie, brązowe, więc nic nadzwyczajnego. – odparła i wzruszyła ramionami, mimo że chłopak i tak nie mógł tego zobaczyć.
Uśmiechnęła się na wzmiankę o tym, że lubił słuchać. To dobrze, bo Maili dużo mówiła. Obawiała się jednak, że może poczuć się czasem nieco przytłoczony jej gadulstwem. Milczenie złotem, Maili chyba nie lubiła złota.
- To chyba dobrze. To znaczy ja czasami naprawdę za dużo mówię, więc jak coś mi po prostu przerwij. Czasem sama powinnam przestać mówić, ale nigdy nie wiem kiedy skończyć. – powiedziała.
Słysząc jego kolejne słowa lekko się uśmiechnęła, ale też nie wiedziała co zrobić. Poczuła się trochę zmieszana, a to nie zdarzało się zbyt często. Zgarnęła rudy kosmyk długich włosów za ucho i trochę spuściła wzrok, zastanawiając się co powiedzieć – kolejna anomalia. Nie chciała żeby chłopak źle się poczuł w związku z jej odmową. Maili po prostu nie bardzo wiedziała jak się zachować. Nie to, że go nie lubiła, ale właśnie w tym tkwiło sedno. Nie znała go, nie miała pojęcia kim jest, nawet go nie widziała!
- Dzięki, jakbym miała uciec to dam znać. Po prostu.. – na ułamek sekundy przerwała. – Po prostu kiedyś przebywanie w ciemności sprawiło, że teraz miewam ataki paniki. – przed powiedzeniem więcej powstrzymał ją domowy skrzat. Uśmiechnęła się do niego w podzięce, mimo że ten i tak nie mógł tego zobaczyć. Wzięła łyk wody, czekając na reakcję Maxa po tym co przed chwila powiedziała.

Teoretycznie, ale Luthien jest adoptowana, więc w praktyce nie bardzo. Ogólnie mają negatyw jak coś.
Kostka: 1 XD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : prawe przedramię w nieruchomych tatuażach, wakacyjna opalenizna, na prawym policzku świeża cienka blizna
Galeony : 511
  Liczba postów : 331
http://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
http://www.czarodzieje.org/t17315-znajomi-jeremy-ego#485554
http://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
http://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyNie 19 Maj - 16:54

6 - nieparzysta

Choćby po tysiąckroć obszedł zamek to zawsze znajdzie coś nowego, coś ciekawego, czego wcześniej tutaj nie było. Doszły go słuchy o istnieniu umagicznionego pokoju, którego wyposażenie zachowuje się adekwatnie do nastroju osób w nim przebywającym. Z racji, że miał humor całkiem dobry postanowił sprawdzić na własnej skórze co to za miejsce. Absolutnie nie wziął pod uwagę, że w takich rejonach można się połamać czy natknąć się na coś, na co się natknąć nie wypada. Dunbar był niepoprawnym optymistą - przynajmniej w niektórych sytuacjach.
Wsunął różdżkę za lewe ucho i żwawym krokiem wspinał się po schodach. W dłoni trzymał kartkę papieru, na której próbował coś naskrobać, bo rzecz jasna zapomniał zaopatrzyć się w samopiszące pióro. Przystanął na schodku, oparł papier o kolano i napisał kilka słów. Oczywiście po drodze schody zmieniły swój tor i chciały go wypuścić na piąte piętro. Zmuszony do cierpliwego poczekania na zmianę ich ułożenia zagadał sobie do portretu Jonasza Ogromnego na temat poszukiwanego pokoju. Został tam odpowiednio pokierowany, za co podziękował uniesieniem ręki. Znalazłszy się przed tajemniczymi drzwiami ochoczo nacisnął klamkę. -   Pokaż kotku co masz w środku.  - mruknął sam do siebie i wszedł do środka. Nie zamknął za sobą drzwi - zwyczajnie zapomniał. Wszedł w mrok... to go zdziwiło, bowiem humor miał przystępny, a atmosfera miejsca przypominała raczej stypę niźli coś ciekawszego. Zrobił parę kroków i nagle na coś wpadł. -   Cholera.   - rzucił w chwili, kiedy wpadł na stolik. -   Agresywne meble, eh.   - zastanawiał się czy dobrze jest mówić samemu do siebie, ale skoro był tu sam... o ile był tu sam! Wysunął różdżkę zza ucha i szepnął standardowe - Lumos - co poskutkowało pojawieniem się jedynego źródła światła. Nie dało mu to zbyt wiele, magia była tutaj jakby przytłumiona. Nadstawił uszu słysząc w okolicy czyjeś kroki. Oho, czyżby miał spotkać gospodarza pokoju? Wydawało mu się, że zasłyszane plotki to bujda.
-   Cokolwiek tu lezie to informuję, że jestem niestrawny.   - poinformował głośniej niezidentyfikowaną zbliżającą się ku niemu jednostkę. Uniósł wyżej podbródek i próbował wytężyć wzrok, by zobaczyć w tym mroku cokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elizabeth L. Cortez

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Tatuaż przy prawej łopatce, będący anielskim skrzydłem. Blizna na wewnętrznej stronie prawej dłoni. Lekki akcent hiszpański.
Galeony : 134
  Liczba postów : 48
http://www.czarodzieje.org/t17214-elizabeth-l-cortez
http://www.czarodzieje.org/t17227-ta-mlodsza-cortez#481672
http://www.czarodzieje.org/t17228-szkolna-sowa#481673
http://www.czarodzieje.org/t17206-elizabeth-l-cortez
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyNie 19 Maj - 17:17

Uczyła się tu dopiero od kilku miesięcy i jej znajomość zamku nadal była na poziomie podstawowym. Właściwie znała go nawet lepiej niż ci, co uczyli się w Hogwarcie od pierwszej klasy; jednak nadal skrywał on wszelakie tajemnice i miejsca, o których Eliza nie miała najmniejszego pojęcia. Ostatnio często przebywała bliżej gryffońskiego stołu niż powinna, dlatego, kiedy usłyszała, że niejaki Jeremy Dunbar ma zamiar wybrać się do świetlistego pokoju, od razu obudziła się w niej ta krukońska ciekawość, a z braku zajęć i zwyczajnej nudy postanowiła się po prostu przejść.
Pokój jakby na nią czekał. Nawet sam się otworzył, chociaż bardziej podejrzewała, że ten, kto tam wszedł, zapomniał po prostu zamknąć drzwi, a może było zdecydowanie za ciemno, żeby je zamknąć. Zajrzała do środka, nie widząc praktycznie nic. Oczy starały się przyzwyczaić do panującego tu mroku, gdzieś z oddali wychwyciła słabe światło Lumos.
Jeremy Dunbar nie musiał wytężać wzroku, aby zobaczyć, kto właśnie szedł. Na pewno Cortez nie zamierzała zjeść chłopaka, chociaż gustowała w gryffonach, a właściwie w gryffonce i to jednej, na którą wołali Fire. Kiedy tylko o niej myślała, czuła coś na zasadzie motyli w żołądku, chyba tak to nazywali. Realnie zapewne byłoby to paskudne doświadczenie.
- Oj... Co się dzieje? - Powiedziała bardziej do siebie niż do głosu, który padł z ciemności. Światełka zbliżyły się do niej i zaczęły ją otulać. Położyły się na jej włosach, rękach, nogach... Wyglądała jak wielki mugolski neon. Starała się poruszyć tak, aby je z siebie zrzucić, ale bez szkody dla nich — nic z tego. Zainteresowała się tak świetlikami, aż całkowicie zapomniała, że nie jest tu sama.

Kostka: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : prawe przedramię w nieruchomych tatuażach, wakacyjna opalenizna, na prawym policzku świeża cienka blizna
Galeony : 511
  Liczba postów : 331
http://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
http://www.czarodzieje.org/t17315-znajomi-jeremy-ego#485554
http://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
http://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyNie 19 Maj - 17:34

Odpowiedzią nie był ryk ani żaden inny dźwięk mający go uprzedzić przed pożarciem. To pokój nagle się rozświetlił, jak na zawołanie, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - z pewnością nie jego. Zaklęcie Lumos wyglądało bardzo blado w porównaniu z zielono-żółtymi punkcikami, które jednocześnie zaświeciły. Jeremy musiał mieć naprawdę zaskoczoną minę, bowiem nie od razu wpadł na pomysł odwrócenia się za siebie. Zbyt oszołomiony widokiem przemieszczających się owadów z opóźnieniem zrozumiał, że właśnie usłyszał damski głos. Zamrugał, zamknął paszczę, by wyglądać cokolwiek bardziej inteligentnie i podążył wzrokiem za świetlikami. Te obsiadły... dziewczynę. Skąd się tutaj wzięła? Co ona tutaj robiła i dlaczego świetliki postanowiły zamienić się w lśniący żywy płaszcz, którym otuliły jej ciało? Mimowolnie szczęka mu znów opadła. Po pierwsze - poczuł rozczarowanie, że został zlekceważony przez te piękne owady, po drugie - raczej nie planowały się ukazywać skoro tutaj był i po trzecie - obsiadły dziewczynę, a więc musiały mieć słabość do płci pięknej. No naprawdę? Nawet robaki nie chcą tykać się płci brzydkiej? Przez ich liczną obecność nie mógł dowiedzieć się, z którego dziewczyna pochodzi domu - a to mogło dosyć sporo powiedzieć o drugiej osobie. Po chwili na jego usta wpełzł szeroki uśmiech odsłaniający wszystkie zęby.
- Wygląda to fenonemalnie. - skomentował. Powinien rzucić się jej na pomoc? Ta próbowała się spod nich wyswobodzić lecz bezskutecznie. - Owady na ciebie lecą. Wybacz, że nie ja. - zaśmiał się rozkładając ręce na boki w geście bezradności. Zakończył działanie swojego zaklęcia, ponownie wsunął różdżkę za ucho i bez oglądania się po oświetlonym pokoju, podszedł ostrożnie w kierunku dziewczyny. Skoro jego "nie chcą", to może wtedy zostawią dziewczynę w spokoju? Sięgnął ręką do jej włosów, wyciągnął spomiędzy ciemnych kosmyków świetlika i wypuścił go parę metrów od jej głowy. Nic z tego, ten wrócił niczym magnes na swoje miejsce. - Dobra, mam cię rozebrać ze świetlików czy usiądziemy sobie i poczekamy aż mój urok na nie podziała i odlecą? - zapytał wciąż z szerokim uśmiechem zdobiącym prawie połowę jego twarzy. - Nawet nie wiem czy cię znam, bo tak cię oblazły. Powinnaś czuć się chyba wybrana, bo mnie olały. - teraz zerknął za siebie i jego oczom ukazał się przytulny pokoik z gramofonem i ... parkietem do tańca. Mimo wszystko te elementy nie robiły takiego wrażenia jak dziewczyna, która stała się nagle źródłem zainteresowania wszystkich żywych i obecnych tu istot. Szczęście czy nieszczęście?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elizabeth L. Cortez

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Tatuaż przy prawej łopatce, będący anielskim skrzydłem. Blizna na wewnętrznej stronie prawej dłoni. Lekki akcent hiszpański.
Galeony : 134
  Liczba postów : 48
http://www.czarodzieje.org/t17214-elizabeth-l-cortez
http://www.czarodzieje.org/t17227-ta-mlodsza-cortez#481672
http://www.czarodzieje.org/t17228-szkolna-sowa#481673
http://www.czarodzieje.org/t17206-elizabeth-l-cortez
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyPon 20 Maj - 18:56

Gdyby były to jakieś inne owady, które tak ślicznie nie świecą, na pewno by się wydarła. Teraz przyglądała się swojemu ciału, zastanawiając się, dlaczego to na nią wlazły niemal wszystkie żyjące lampeczki z sali. Czuła się wyjątkowo. Może to te nowe perfumy? Bo na pewno nie krukońska szata. Nie oceniała przez pryzmat domów. Sama miała siostrę w Slytherine, a wydawała się naprawdę opiekuńczą osobą, wobec Elizy, mimo że ostatnio ze sobą w ogóle nie rozmawiały.
Spojrzała w stronę mroku, nie widząc zupełnie nic przez to, że sama była chodzącym światłem. Za to jednak słyszała dość ciekawy, męski głos.
- Też tak sądzę. - Nie mówił on jej zupełnie nic, ale wydawał się sympatyczny, nie mniej nie wiedziała, jak ma rozumieć, że na nią nie leci. - A co nie podobam Ci się w owadach? Mam chyba u nich jakieś specjalne względy. Na pewno, jeśliby poprosiłabym świetliki, zostawiłyby trochę miejsca dla Ciebie. - Odpowiedziała również śmiechem.
Uważnie przyglądała się, jak gryffon dotyka jej włosów i zdejmuje z nich robaczka, a następnie wypuszcza go kilka metrów dalej, ale ten ponownie wrócił na swoje miejsce.
- Nie za szybko na rozbieranie? Nawet nie znam Twojego imienia? - Usiadła sobie chyba na stoliku. - Poczekamy. Myślę, że Twój urok szybko na nich zadziała. - Odsłoniła ładny uśmiech, którego i tak nie mogła ukryć. - Nie sądzę. Nie jestem stąd, jak można usłyszeć. - Kiedy mówiła, słychać było ten hiszpański czy może raczej zagraniczny akcent.
- Elizabeth. - Przedstawiła się pełnym imieniem. - Eliza, Lizzy, Eli, Beth, Elizabeth, mów jak chcesz. - Przyzwyczaiła się już do każdego skrótu i przekrętu jej imienia, a także każde na swój sposób lubiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : prawe przedramię w nieruchomych tatuażach, wakacyjna opalenizna, na prawym policzku świeża cienka blizna
Galeony : 511
  Liczba postów : 331
http://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
http://www.czarodzieje.org/t17315-znajomi-jeremy-ego#485554
http://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
http://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyPon 20 Maj - 19:36

Korzystając szczodrze ze świecących odwłoków, pokazał się w ich świetle, a wyglądał całkowicie nieszkodliwie. Po chwili namysłu stwierdził, że niekoniecznie zazdrości dziewczynie takiej atencji, wszak była oblepiona robactwem. Z drugiej strony miała już jego uznanie, że nie rozwrzeszczała się jak szalona jak tylko je zobaczyła. Nic bardziej by mu nie popsuło humoru, gdyby miał rzucać się na ratunek spanikowanej dziewczynie - nie dzisiaj, nie w tej sytuacji.
- Sęk w tym, że nie lubię się dzielić, jeśli już mam kogoś macać czy rozbierać, a te tutaj mają przewagę liczebną. - odpowiedział z rozbrajająco udawaną skruchą, którą dało się z łatwością przejrzeć w szerokim uśmiechu, jakim się hojnie dzielił. Często suszył zęby, to była jego cecha charakterystyczna i dominująca. - Wiesz, chciałem cię rozebrać ze świetlików, ale skoro wolisz robactwo od przystojniaka to twoja wola, twój gust. - rozłożył ręce w geście bezradności, a z jego oczu biło autentyczne rozbawienie. Przysiadł sobie pośladkami na stoliku, o który się niedawno uderzył. Skoro mają poczekać aż jego urok zadziała, to wypadałoby nie stać jak kołek. A co, jeśli to potrwa kilka godzin?
- Magią można zmienić sobie głos, wygląd, kolor skóry więc nic mnie już nie zdziwi. Jak to jesteś nie stąd? - uniósł brwi i popatrzył na nią pytająco. Wyglądała komicznie oklejona świetlikami. Żywa pochodnia, w dodatku zielono-żółta. Po chwili namysłu stwierdził, że nie pasuje jej ten kolor. Nie do tych oczu i tej karnacji.
- To wybieram Liz, skoro mogę chcieć. - zakomunikował. - Ja to Jeremy i jak najbardziej całkowicie stąd. O, jesteś Krukonką, ten zielony odwłok odsunął ci się z cycków. - i nagle zdał sobie sprawę, że właśnie się wydał, że na nie przelotnie i całkowicie przypadkowo zerknął. Nie dawał po sobie nic poznać, bo przecież mówił o herbie Ravenclawu, prawda? Oczywiście, że tak. Mimo wszystko na jego usta cisnął się znów tego samego rodzaju szeroki wyszczerz, który z trudem powstrzymywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elizabeth L. Cortez

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 161
C. szczególne : Tatuaż przy prawej łopatce, będący anielskim skrzydłem. Blizna na wewnętrznej stronie prawej dłoni. Lekki akcent hiszpański.
Galeony : 134
  Liczba postów : 48
http://www.czarodzieje.org/t17214-elizabeth-l-cortez
http://www.czarodzieje.org/t17227-ta-mlodsza-cortez#481672
http://www.czarodzieje.org/t17228-szkolna-sowa#481673
http://www.czarodzieje.org/t17206-elizabeth-l-cortez
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyPon 20 Maj - 20:51

Właściwie Eliza nie należała do panikar. Raczej jej opanowanie i spokój, mogły być przykładem dla wielu starszych od niej ludzi. Chociaż jak każda szanująca się kobieta, kochająca woń kwiatów i zwolenniczka cudownych ubrań, nie była zagorzałą fanką żadnego robactwa, ale świetliki wydawały się naprawdę słodkie. Oczywiście Cortez miała lekkiego bzika na punkcie porządku i czystości, więc zdawała sobie sprawę, że te ich odnóża przylegające do jej ciała na pewno nie są zdezynfekowane — na szczęście nie była pedantką, chyba. Na pewno po tym całym incydencie weźmie długi, gorący prysznic z dużą ilością pięknych zapachów i drogich kosmetyków.
- Jak mówiłeś, mają przewagę liczebną. Nie chciałabym, żeby coś Ci się stało. Dlatego wole poczekać. - Naprawdę pierwsze wrażenie, jakie robił Jeremy Dunbar było dobre, bardzo dobre. Najlepiej właśnie odbierała te jego suszenie zębów — idealnie ten gest do niego pasował.
- Z Alacant, na pewno nic Ci to nie mówi. Po prostu jestem z Hiszpanii. Uczyłam się wcześniej w Calpiatto. - Na pewno nie jest z pozaziemskiej cywilizacji, mimo że jej karnacja i zielono-żółte światło robaczków mówiły co innego. Wypowiedź gryffona o magi w tak prosty i oczywisty sposób była dla niej czymś obcym, czego nie słuchała na co dzień, przebywając wśród swojej czystej krwi rodziny. Cortez nie miała w zwyczaju oceniać ani być negatywnie nastawiona do mugoli, jednak wiedziała, że prędzej czy później ojciec będzie chciał, aby w więzach jej krwi nie było żadnych domieszek brudnej krwi. Taki ród z tradycjami, co zrobić? Na szczęście na razie to jej starsza siostra musiała się tym martwić, dla Elizabeth jeszcze nie szykowano sukni ślubnej i chwała Merlinowi za to! Zwłaszcza że Cortezówna miała już plany wobec pewnej dziewczyny z gryffindoru.
- Więc Jeremy... - Zerknęła na niego, całkowicie świadoma, że jego wzrok spadł na jej piersi. - Ten Twój zabójczy uśmiech, który kierujesz na moje cycki to dlatego, że nigdy takich nie widziałeś, czy może godło Ravenclawu wygląda dość zabawnie? - Uśmiechnęła się i lekko poruszyła dłonią kilka ciemnych kosmyków, które wleciały na jej twarz. Świetliki chyba powoli z niej schodziły albo jej się wydawało. W tle zaczęła grać jakaś przyjemna melodia, odpowiednia do ich pikantnego humoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : prawe przedramię w nieruchomych tatuażach, wakacyjna opalenizna, na prawym policzku świeża cienka blizna
Galeony : 511
  Liczba postów : 331
http://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
http://www.czarodzieje.org/t17315-znajomi-jeremy-ego#485554
http://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
http://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyPon 20 Maj - 21:31

- Ooo, chcesz mnie obronić własną piersią przed tymi krwiożerczymi romantycznymi robaczkami? - od razu się ożywił i jeszcze szerzej wyszczerzył - czy da się bardziej? On cały był jednym wielkim rozbrajającym uśmiechem, a jego ciemne oczy aż iskrzyły z autentycznego rozbawienia i zainteresowania. Stosunkowo łatwo sprowadzili się do kontemplacji nad kobiecymi piersiami. Kim jest ta dziewczyna i czemu spotkał ją dopiero teraz? Skoro jeszcze go nie zatłukła za chwilowe i przypadkowe wgapianie się w jej dekolt, to chyba trzeba poinformować o tym odpowiednie osoby, że pewna Krukonka pozwala na jawne komplementowanie kobiecych walorów. - Ej no, to byłby obciach. To ja powinienem szykować się do ratowania twojego życia i zdrowia, a ty potem w ramach wdzięczności i zachwytu zgodzisz się zaprosić na piwo. - węszył interes i potencjalne możliwości. Mówił bezpośrednio i to, co przyszło mu na myśl. Nie zastanawiał się czy wypada, czy może Liz jest z kimś w związku - skoro miał okoliczności to zamierzał je wykorzystać w każdy sposób jaki przyjdzie mu do głowy.
- E, poczekajcie! - poderwał się do pionu widząc, że robaki postanowiły już się odkleić od Krukonki. Skoro próbował ją zaprosić na piwo to powinien zasłużyć poprzez faktyczne rozbieranie jej ze świetlików. Tak też uczynił, podchodząc całkiem blisko, naprzeciw niej. Udawał, że odrywanie robaków z jej ubrań i skóry to wyczyn naprawdę trudny i niebezpieczny - mimika Jeremy'ego była jedną wielką ekspresją: a to unosił brwi, potem je groźnie marszczył, spinał usta, zaciskał zęby a i udawał, że naprawdę musi włożyć sporo skupienia w odrywanie od niej robactwa. Co rusz wyrzucał kolejne przez swoje ramię nie patrząc jakoś specjalnie czy te dały radę unieść się w locie i nie spaść z krwawym plaskiem na podłogę. Tak naprawdę to nie wpadł na to, że mógł im zrobić przez to krzywdę. Jego uwaga została skoncentrowana na dziewczynie, która odkopywana z robaków okazywała się naprawdę ładną studentką. Miał farta.
- Tak na dobrą sprawę nie wiem jakie masz cycki, więc trudno mi stwierdzić czy takie już widziałem. - posłał jej zawadiacki uśmieszek i zaśmiał się gardłowo. - Ale akurat teraz wpatrywałem się w ten elegancki herb. A to, że masz go tak blisko serca to już nie moja wina. - nie zwrócił uwagi na muzykę. Odrywał cierpliwie świetliki mimo, że te same chętnie i coraz gęściej się od niej odczepiały. - Widzisz, mój urok zadziałał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach
Galeony : 446
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 358
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyWto 18 Cze - 20:47

/w innym czasie


Zmarszczyła znacznie nos po raz setny przyglądając się tajemniczemu listowi, który otrzymała podczas śniadania, a który był dla niej na tyle zaskakujący, że budził zarówno ekscytacje, jak i zdenerwowanie. W dłoniach wiele razy obracała białą kartkę pergaminu szukając w niej… właściwie sama nie wiedziała czego. Pismo, którym kreślone były litery nie było jej znane, nie przypominało, żadnego z tych które przez lata dane było jej poznać, czy to dziadków, rodziców, wujostwa, czy kuzynów, ni jak nawet nie pasowało do pisma Juliana, choć przez chwilę przez umysł blondynki przemknął pomysł, iż może postanowił on wyjaśnić swoje zachowanie. Myliła się w tej myśli bardzo, co jednocześnie ją cieszyło i smuciło. Sam pergamin również nie był wyjątkowy, ot w zwykłym kolorze, nie znaczącym nic, jednak sama treść pisana czarnym pergaminem była zadziwiająca.
Miała mieszane odczucia, czy aby powinna przyjąć wyzwanie rzucone jej przez nieznajomego, lecz czy byłaby sobą odrzucając je? Już pół godziny przed 19 gotowa była udać się do świetlistego pokoju. Nigdy wcześniej - przez te wszystkie lata nauki - nie miała okazji tam być, więc nawet jeżeli ów nieznajomy okaże się tchórzem Gabrielle nie będzie zbyt stratna. Ubrana w prosty biały t-shirt oraz jeansowe spodenki ruszyła ku schodom, stawiając z wolna kroki, które znikały pośród gwaru, jaki panował wokół. Kiedy była już na odpowiednim piętrze prawie łamiąc nogę, w momencie, gdy jeden ze schodków nagle znikł spod jej stopy nabrała pędu, równo o 19 otwierając drzwi pomieszczenia.
Mimo nazwy, w pokoju panował idealny mrok rozświetlany latającymi pod sufitem świetlikami, podłoga wyłożona parkietem, poza tym mała ilość obiektów, które w jakiś sposób mogłyby zagracać przestrzeń tu panującą. W lekkim zaskoczeniu rozchyliła różowe usta wstrzymując na chwilę oddech. –Halooo – zawołała lekko zachrypniętym głosem. Czuła jak z każdą sekundą rodzą się w niej sprzeczne emocje, pośród których najbardziej wyraziste były strach oraz podekscytowanie.
-Jest tu ktoś?- zapytała wchodząc bardziej do wnętrza, podskoczyła z cichym piskiem, kiedy drzwi zamknęły się z trzaskiem. Przyłożyła dłoń do serca.
-Spokojnie Gab – powiedziała do samej siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 912
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 749
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyWto 18 Cze - 21:44

W jednej chwili uważał się za geniusza, w drugiej natomiast zastanawiał się czy aby nie upadł na głowę. Pełno było w nim niepewności, na każdym kroku wahał się i zastanawiał, i nie potrafił dojść do wniosku czy to co robi jest słuszne. Jak duże było prawdopodobieństwo, że ten krok nie był największym błędem jego życia?
Kiedy dostał przepełniony goryczą list od Abeille, coś ostatecznie w nim pękło.
W pierwszej chwili poczuł, że przegrał, że własnoręcznie zniszczył szansę na coś wyjątkowego, a zrobił to, jak sama zresztą napisała, z czystego tchórzostwa. Żył – a może raczej egzystował? – ale nie dostrzegał w tym większego sensu. Starał się przywrócić światu barwy, lecz nie potrafił tego dokonać mimo wielu desperackich prób. Na własne życzenie miał złamane serce, a ilekroć widział ją na szkolnym korytarzu, czuł że rozpada się ono bardziej i bardziej. Wyraźnie powiedziała, że nie chce mieć z nim nic wspólnego, prosiła go o to, by dał jej spokój, choć nawet nie wiedziała z kim ma do czynienia. Czy gdyby była tego świadoma, cokolwiek by to zmieniło? Szczerze w to wątpił, świadomość tylko pogorszyłaby całą sytuację. Przegrał; zranił i siebie, i ją, doprowadził ją do łez. Karą miało być zaś przyglądanie jej się ze świadomością, że nie dane mu będzie mieć ją dla siebie.
Dopiero z czasem zrozumiał, że nie może na to pozwolić. Nie mógł spełnić jej prośby, nie tym razem. Musiał uczynić cokolwiek, bo gdyby pogrążył się w bierności, nigdy by sobie nie wybaczył. Nie potrafił znieść myśli, że mógłby nigdy nie przekonać się czy aby nie miał do czynienia z miłością swojego życia. Brzmiało to być może strasznie oklepanie, lecz nie zwracał na to uwagi – taki już był; był romantykiem w najgorszym tego słowa znaczeniu, choć nie przyznawał się do tego byle komu. Jeśli przez niego płakała, jego zadaniem nie było unikanie jej aby nigdy więcej się do tego nie przyczynić, a zatarcie każdej pojedynczej łzy uśmiechem – najlepiej kierowanym do niego.
Pod drzwiami do komnaty był już długo przed czasem, oddalił się jednak i usiadł na parapecie, aby móc obserwować wejście, jednocześnie pozostając niezauważonym. Był ciekaw czy przyjdzie i wcale nie zdziwiłby się gdyby jednak się tu nie pojawiła... choć znał jej ciekawską naturę i zgadywał, ze trudno będzie jej się oprzeć. Gdyby nie przyszła, nie przejąłby się wcale – zamierzał próbować aż do skutku, bo wiedział, że nie będzie to takie łatwe. Kiedy ją zobaczył, poczuł się niesamowicie – w sercu miał mieszankę strachu, ekscytacji i radości. Kolor jego włosów przeszedł w złocisty blond, czego nie był nawet do końca świadom. Zeskoczył z parapetu i poprawił mankiety podwiniętej do łokci białej koszuli. Wyglądał nienagannie, choć starał się nie przesadzać – chciał pozostać w miarę możliwości naturalny, zupełnie taki, jaki był w listach. Upewnił się też, że w kieszeni koszuli wciąż spoczywa mały skarb, który tam schował. Potem cicho podszedł do drzwi, otworzył je najciszej jak potrafił i wsunął się przez nie ostrożnie, by wpuścić do środka jak najmniej zdradzieckiego światła. Dobrze wiedział jak wygląda ta komnata, ze względu na parkiet i magiczny gramofon bywał tutaj od czasu do czasu, dlatego półmrok panujący wewnątrz nie był dla niego zaskoczeniem.
Gabrielle stała plecami do drzwi i najwyraźniej jeszcze go nie zauważyła. Wstrzymał oddech, chyba nie będąc tego do końca świadomym i skrócił panujący między nimi dystans – przynajmniej ten fizyczny. Serce waliło mu jak młotem i nie potrafił określić czy to efekt zdenerwowania, czy uczuć, jakie wciąż bez wątpienia żywił wobec osoby, którą poznał w listach. Pokój jakby zareagował na jego obecność, gdyż grająca do tej pory muzyka stopniowo cichła, aby potem zmienić się na inną, która chodziła mu właśnie po głowie.
Zatrzymał się pół kroku za nią i cicho odchrząknął; kiedy (jeśli) Gabrielle się odwróciła, mogła ujrzeć skłonionego Elijaha z wyciągniętą ku niej ręką, podniesionym wprost na nią spojrzeniem i delikatnym uśmiechem błąkającym się na wargach. W jasnobłękitnych tęczówkach odbijał się blask krążących ponad nimi świetlików.
Zatańczymy? – zapytał cicho, bo podniesiony głos nie pasował do magicznej atmosfery tego miejsca. – Nie daj się prosić. – dodał na wszelki wypadek. Nie prostował się jednak, trwał tak dopóki nie zrobiła czegokolwiek.

______________________

Może nie perfekcja życia, a jego chaos
sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach
Galeony : 446
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 358
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptySro 19 Cze - 9:19

Ostatnie dni zdawały się być dla Gabrielle lepsze, powoli godziła się z tym, co wydarzyło się ponad dwa tygodnie temu, zaś list wysłany do Juliana pomógł jej osiągać względny spokój. Miała ogromną nadzieję, że chłopak uszanuje jej prośbę, która biorąc pod uwagę to ile o sobie wiedzieli, jak dużo wiedział o niej on była wręcz irracjonalna. Gabrielle uporczywie trzymała się myśli, że tak bardziej lepiej dla nich, łatwiej, chociaż uczucia nie zniknęły starała się o nich nie myśleć skupiając energię oraz myśli na codziennych czynnościach i obowiązkach jakie na niej spoczywały. Wychodziła do ludzi, poznawała nowe osoby byleby tylko nie zostać sam na sam z własnym umysłem i sercem, które uparcie wędrowały ku Julianowi.
Dziwny dreszcz przeszył ciało dziewczyny wywołując gęsią skórkę. Mimochodem spięła mięśnie zaciskając drobne dłonie w piąstki, zupełnie nie miała pojęcia czego może spodziewać się po tym miejscu, a dodatkowo jej umysł nurtowała myśl, kim jest tajemniczy nadawca listu. Obudziło się w niej dziwne uczucie, jakby mówiące iż nie jest tu już sama, serce w piersi dziewczyny biło coraz to szybciej, zupełnie jakby miało zaraz zmiażdżyć żebra. Poziom adrenaliny we krwi znacznie wzrósł zmuszając umysł do intensywniejszego myślenia. Nieświadomie wstrzymała oddech nasłuchując dźwięków, które mogłyby wskazać na ewentualnego intruza, lecz poza dźwiękami gramofonu nie usłyszała nic. Podskoczyła delikatnie kiedy nagle grana piosenka zmieniła się, wtedy kątem oka dostrzegła ruch, mimowolnie odwróciła się kierując dłoń i zaciskając ją na drewnianej różdżce, gotowa odeprzeć ewentualny atak.
Nagle zamarła. W półmroku dostrzegła postać, tak dobrze jej znaną, która za każdym razem wywoływała wiele negatywnych emocji, że ciężko było zatrzymać gorzkie słowa cisnące się na usta. Przez dłuższą chwilę twarz dziewczyny była czystym wyrazem zaskoczenia malującym się również w zielonych tęczówkach, które w chwili gdy Gabrielle uświadomiła sobie z kim ma do czynienia powoli zaczynały wyrażać niechęć. Patrzył na nią z delikatnym uśmiechem na ustach, który był tak odmienny od miny, którą dane było widzieć jej podczas ich ostatniego spotkania. Później skutecznie go unikała, nie chcąc by widział, jak cierpi. Nie chciała pokazać mu, że miał rację, że nawet Julian, który przez wiele miesięcy wmawiał jej, że nie jest potworem ostatecznie zmienił zdanie, tchórząc.
Strach, zmieszanie, złość i smutek wszystkie te uczucia można było wyczytać z niej niczym z otwartej księgi. Przygryzła dolną wargę, ponieważ muzyka grana w tle zupełnie niczego nie ułatwiała. Czyżby to Elijah był tajemniczym nieznajomym? Tylko czego właściwie od niej chciał? Zabawić się nią po raz kolejny, tym razem próbując innych sztuczek? Myślał może, że naiwna Gabrielle się na to nabierze? Niedoczekanie! pomyślała. W jednej chwili ogarnęła ją chęć zemsty… czystej zemsty, która mogła a nie musiała przynieść ukojenie zranionemu sercu. Postawa blondynki zmieniła się, niczego nieświadomy Swansea wciąż czekał z wyciągniętą ku niej dłonią. Tylko czy ona znajdzie w sobie tyle odwagi? Czy będzie gotowa odsłonić przed swoim wrogiem tą część natury, której sama się obawiała? Chciała zemsty. Za słowa które wypowiedział wtedy pod dębem i za to, że się sprawdziły. Chciała zemsty.
Mimo wszystko niepewnie podała mu swoją dłoń, która pomimo spokoju jaki chciała zachować drżała. Kiedy skóra dziewczyny dotknęła jego, na ułamek sekundy Gabrielle pozbawiona została oddechu. Poczuła, jakby miliony drobnych wyładowań elektrycznych rozeszło się po jej ciele poczynając od zetkniętych ze sobą dłoni. Zmarszczyła delikatnie czoło patrząc na Elijaha pytająco, czy on czuł to samo? Czy może to wyobraźnia płata jej figle? Nie spodziewała się tego, mimowolnie chcąc zabrać dłoń, lecz było to już niemożliwe.
- Dlaczego właśnie ty? List, to miejsce, dlaczego ty i dlaczego właśnie ja? - zapytała zachrypniętym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 912
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 749
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8




Gracz




Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 EmptyPon 1 Lip - 19:08

Kiedy po wstrzymanym rytmie oddechu zaczerpnął znów powietrza, przesycone ono było słodką, lecz nieprzytłaczającą wonią, która przyprawiła go o delikatne drżenie głosu. Wyglądała na porządnie wystraszoną i przez chwilę obawiał się, że lada moment ciśnie w niego jakimś zaklęciem – czy to w ramach samoobrony, czy po prostu dlatego, że go nie lubiła. Coś ją jednak powstrzymywało; choć na twarzy wymalowane miała całe multum silnych, a przy tym poniekąd sprzecznych emocji, ostatecznie nie sięgnęła po dzierżoną w ręce broń. Czy to oznaczało, że dostał swoją szansę?
Milcząc, czekał tak długo, aż w końcu sama podała mu dłoń. Miękka, zaskakująco ciepła skóra zetknęła się z jego dłonią, która mimo że była – jak na artystę przystało – delikatna, przy jej zgrabnych palcach zdawała się być szorstka i bezkształtna. Nieidealna. Czuł jej wahanie i czuł także coś jeszcze – gęsią skórkę występującą na odsłoniętych przedramionach, wspinającą się po barkach, sięgającą karku; splótł ich palce i wyciągnął ich ręce ku boku. W chwili gdy zadała swoje pytanie, zajrzał w pociemniałe w półmroku pokoju, choć wciąż wyraźnie zielone oczy i przysunął się bliżej niej, kładąc dłoń na jej ramieniu. Przesunął po gładkiej, chłodnej skórze aż do łokcia i skłonił ją do jej uniesienia – wówczas wkradł się niemalże w jej objęcia, złożył rozgrzaną dłoń na wysokości jej łopatki i utworzył niezachwianą ramę. Przymknął powieki, aby wyczuć rytm melodii i w odpowiednim momencie poruszył się do przodu, starając się dać jej czas na wyczucie jaki powinna zrobić ruch. Wiedział przecież, że nie potrafiła tańczyć.
Zdawać by się mogło, że zignorował jej pytanie, kiedy z przymkniętymi powiekami, zupełnie jakby usilnie chwytał ulotne wspomnienie, przesuwał się po parkiecie, stawiając kolejne kroki – spokojne i powolne, choć niewątpliwie niepozbawione rytmu.
Nigdy nie dokończyliśmy naszej lekcji... – wyjaśnił, otwierając jednocześnie oczy. Uniósł kącik ust w delikatnym uśmiechu. – Ale przede wszystkim mamy do wyjaśnienia jedną kwestię. – wspólnie zawirowali w obrocie, a potem ze sztywnej ramy przeszedł do luźniejszego chwytu, zostawiając jej nieco więcej przestrzeni dzielącej od siebie ich sylwetki. Nie na długo – po kilku krokach uniósł rękę, by mogła się obrócić, a potem ujął ją znów w swoje ramiona, ponownie odnajdując ciepłą przestrzeń na jej plecach. Miejsce, które zdawało się być stworzone dla jego dłoni... pasowała tam idealnie. Z bliska spojrzał znów w jej oczy, po czym przystanął, nie wypuszczając ją z ramy swoich rąk; dopiero wówczas odezwał się ponownie.
Dlaczego nie przyszłaś do pokoju czterech pór roku w ubiegłe walentynki? Wysłałem Ci list. – zapytał nieco drżącym głosem. Wiedział już, że nie była to jej wina, że obwiniali się nawzajem, choć prawda była taka, że żadne z nich nie wystawiło drugiego do wiatru. Potrzebował jednak usłyszeć to z jej ust, dostrzec prawdę na jej twarzy. I przede wszystkim poznać wreszcie przyczynę.

______________________

Może nie perfekcja życia, a jego chaos
sprawia, że rzeczy nabierają znaczenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content

Świetlisty Pokój - Page 11 QzgSDG8








Świetlisty Pokój - Page 11 Empty


PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Świetlisty Pokój - Page 11 Empty

Powrót do góry Go down
 

Świetlisty Pokój

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Świetlisty Pokój - Page 11 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-