Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Leicester
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 270
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 300
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3795-keith-everett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3796-grube-relacje-chudego-keitha#113770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3797-keith-everett




Gracz






PisanieTemat: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Sob Mar 23 2013, 11:53

First topic message reminder :


Pub "Pod rozchichotana mantykora"

Największy pub na ulicy Tojadowej. To tutaj przychodzą czarodzieje po ciężkim dniu pracy, jak i Ci po prostu spragnieni odrobiny rozrywki. Pub posiada kilka mniejszych sal, w jednej z nich znajduje się nawet niewielka scena przygotowana na drobne występy. Bar jest zawsze dobrze zaopatrzony i można dostac tu przeróżne rodzaje alkoholi, od magicznej ognistej whisky, poprzez zapożyczony od mugoli zwykły gin.

Woda Goździkowa
Piwo kremowe
Sok Dyniowy
Kłębolot
Ajerkoniak
Absynt
Dymiące Piwo Simisona
Smocza Krew
Boddingtons Pub Ale  
Beetle Berry Whiskey
Ognista Whisky
Grzane wino z korzeniami i koglem−moglem
Rum porzeczkowy
Wino skrzatów
Sherry
Rdestowy Miód
Łzy Morgany le Fay
Tuică




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1015
  Liczba postów : 1194
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Nie Sie 05 2018, 22:05

Nie podejrzewałem, żeby Mondragón łatwo oddał mojej siostrze stanowisko kapitana drużyny Quidditcha, jakkolwiek mocno by tego chciała. Koleś wydawał się być zajawiony wyłącznie na karierę w tym sporcie i bycie kapitanem chyba stanowiło sens jego życia. Uważałem tak oczywiście na bazie obserwacji, które miałem okazję prowadzić raz tu, raz tam podczas rozgrywanych meczów, bo osobiście nie miałem z nim do czynienia poza boiskiem. Niemniej jednak nie zaprzątałem sobie tym myśli, nie miałem pojęcia, jak będzie wyglądał wrzesień czy październik w moim wykonaniu, ani czy nie znajdzie się w tym czasie jakiś nowy aspirujący kapitan dla Ravenclawu. Może to i lepiej? Wtedy uniknąłbym ewentualnego rozczarowania i bycia pośmiewiskiem ludzi, za to byłbym zapisany w historii Hogwartu jako ten kapitan, który poprowadził domową drużynę do zwycięstwa. A to już coś!
Parsknąłem śmiechem w odpowiedzi na jej słowa.
- No, karma przyszła i zebrała żniwa - to ja wygrałem! - powtórzyłem jeszcze raz, nie kryjąc w głosie satysfakcji. Naprawdę zamierzałem chełpić się z tego powodu przy każdej możliwej okazji. - Nie mam czasu na szukanie pozytywnych aspektów we wszystkim, ale mam nadzieję, że będzie lepiej. A czy zazdrościli? Szczerze wątpię. Pewnie po prostu nigdy nie doceniali, a gdy w końcu zaczęło mi coś wychodzić, dostali bólu dupy, bo się nie spodziewali - podsumowałem, wzruszając ramionami. Nikt z drużyny nie brał mnie na poważnie, gdy startowałem na kapitana i gdy miałem w ogóle wsiadać na miotłę w meczu. Teraz mieli za swoje, bo pokazałem im, że nie jestem tak wielkim beztalenciem, za jakie mnie mieli. I choć sam się tego nie spodziewałem, tego typu zemsta była jeszcze słodsza.
Jej kolejne rady wywołały u mnie z kolei wywrócenie oczami. No nie mogłem się powstrzymać, po raz kolejny słysząc gadkę, że gdybym tylko pracował ciężej, to miałbym lepsze wyniki. Nie byłem głupi, wiedziałem, że bez pracy nie ma kołaczy i tego typu sprawy - niemniej jednak nie sądziłem, bym olewał temat! Łaziłem na te zasrane zajęcia do Craine'a ciągle łudząc się, że wysiadywanie w jego sali i słuchanie obelg przyniesie jakiś efekt i stanę się lepszy w transmutacji. Gówno prawda, wyłącznie dawałem się ośmieszać. Bergmann miał inne podejście, ale u niego też nie robiłem szybkich postępów. Po prostu nie byłem aż tak zdolny w czarach jak Nessa i denerwowało mnie to, że nie dostrzegała swojego talentu, przy czym próbowała mi przypisać podobny, jednocześnie siebie dyskredytując.
- Brzmisz jak moja matka - rzuciłem na początku, po czym machnąłem ręką. - Uwaga i czas w moim wykonaniu nigdy nie wyniosły mnie na piedestał. Zaakceptuj fakt, że jesteś geniuszem, a nie szukaj wymówek dla mojego braku talentu - dodałem, tym razem uśmiechając się szeroko. Trochę się z nią droczyłem, ot co.
Upiłem łyk kłębolota. Okazało się, że był ostatni. Kelner!
Nie przywykłem do tylu słów pochwał i dodawania wiary i otuchy naraz, toteż po jej wypowiedzi niezbyt wiedziałem, co sam miałbym odpowiedzieć. Trochę zakłopotany zająłem się nowo przyniesionym do stolika kłębolotem, wychylając kolejny łyczek. Na odwagę. Kaszlnąłem cicho, zasłaniając usta pięścią, po czym odłożyłem rękę na stolik, a spojrzenie skierowałem na twarz rudowłosej.
- Przypomnij mi, czy ja Ci płacę za motywacyjne gadki? - zapytałem, posyłając jej przy tym uśmiech pełny wdzięczności. - No muszę się przyłożyć, muszę. Zobaczymy, jak to będzie. Wiesz, czas zweryfikuje, czy coś nie stanie mi na drodze - odparłem jeszcze wymijająco. Nie lubiłem obiecywać, że coś zrobię, bowiem wielokrotnie przekonywałem się, że los miał co do mnie inne plany niż ja sam.
Temat przemiany pochłonął nas jednak całkowicie i już zdążyłem zapomnieć o ckliwych momentach sprzed kilkunastu minut. Pochyliłem się trochę bardziej, chcąc wodzić wzrokiem po dokładnie tym tekście, którego szukała i który pokazywała mi Lanceley, na własne oczy chcąc zobaczyć widoczne tam napisy. Kiwałem głową, choć w środku miałem przeczucie, że część z tego to w istocie pic na wodę. Bo niby po co miałbym żuć ten liść? Czy on potrzebuje stałego kontaktu ze śliną? Może mógłbym napluć do słoika i go tam po prostu zamknąć? W moim odczuciu był to etap, który rzekomo miał badać czyjąś determinację i wytrzymałość, pewnie by wyselekcjonować wątłe dusze od tych twardszych. Po co to komu?
- Mhm, mhm - odpowiadałem, ale bez przekonania. - W takim razie poszukam i poszperam. Pewnie kupię jakiś jeden w aptece, żeby się potem zorientować w domu, które to... Wiesz, że jestem beznadziejny w roślinki i wywary, a wolałbym nie pytać matki. Jeszcze pomyśli, że knuję coś niedobrego - dodałem. Ona to zawsze potrafiła zwietrzyć, że coś się święci, a już szczególnie wtedy, gdy wykazywałem zainteresowanie zasobami domowej piwnicy. - Ja bym sobie miał nie dać rady? - spytałem, unosząc brwi w geście zdziwienia i patrząc na nią nieco buntowniczo - tak mocno we mnie wierzyła wcześniej, gdzie to wszystko się podziało? Później jednak przewartościowałem sam siebie i stwierdziłem, że jej obawy, bądź co bądź, były słuszne. - No postaram się, jasne - przyznałem, westchnąwszy ciężko, a potem sięgnąłem po kłębolota i upiłem jeszcze jeden łyk. - Wolno pijesz - zauważyłem, skinąwszy w kierunku jej kieliszka, jeszcze nie opróżnionego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1091
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Sob Sie 11 2018, 00:35

Nessa była święcie przekonana, że Lope kończy w tym roku szkołę, a nie było lepszego kandydata od Vivien do przejęcia jego obowiązków i opieki nad drużyną. Był w tym naprawdę świetny i wydawało się, że to jedna z niewielu rzeczy, na których faktycznie chłopakowi zależało. Właściwie nigdy nie była z nim blisko, nie znała go, więc ciężko cokolwiek powiedzieć. Pasję w spojrzeniu podczas treningów czy meczów miał jednak z pewnością. Zastanawiała się jak ewentualnie poradzi sobie Dearówna przy ilości swoich obowiązków, ambicji i ze zbliżającym się ślubem. Westchnęła cicho do swoich myśli, wracając jednak spojrzeniem do Caluma i posyłając mu delikatny uśmiech, znów robiąc łyk kłębota. Łatwo wchodził, a takie alkohole były najbardziej zdradliwe i niszczące. Miała nadzieję, że jej wyćwiczona głowa sobie z tym poradzi.
— Zawsze jest podobnie ze szczęściem i nieszczęściem, tak myślę. Może to znak, że los się odwrócił i teraz zacznie się wspaniały rok w Twoim życiu, Cal? Dobrze to wykorzystaj. — odparła, kiwając głową na jego słowa, uśmiechając się jeszcze szerzej. Rozczulało ją to, jak bardzo ważna była dla chłopaka ta wygrana i ile dla niego znaczyła. W takim stopniu, że nawet przez chwilę pomyślała, że dobrze się stało. Zaraz jednak niewidzialny wąż ukąsił, wywołując poczucie winy i zdrady wobec swoich zielonych pobratymców. Jego kolejna wypowiedź znów zawierała ziarno prawdy, wywołała głośne westchnięcie w rudej. Zacisnęła mocniej palce na szklance, wlepiając spojrzenie w twarz krukona. — Bo ludzie są paskudni. Zawsze byli, ale teraz jest coraz gorzej.. Nie rozumiem tej bezpodstawnej zazdrości, przecież trzeba cieszyć się z cudzego sukcesu. Niedorzeczne. Mam jednak nadzieję, że Cię w końcu docenią. Nikt nie jest idealny, ale myślę, że Tobie warto dać szansę.
I ona podsumowała, unosząc szklankę i tym samym dając mu do zrozumienia, że wznosi jego toast. Gdy szkło się dotknęło, zrobiła konkretnego łyka. Nessa była stworzeniem bardzo prostym, który pomimo wyuczonych gestów czy elegancji wcale nie pasował do świata magicznej arystokracji. Zupełnie tak, jakby wrzucili ją tam przypadkiem i po prostu jakoś sobie radziła. Szlag ją jednak trafiał, gdy ktoś traktował ją lepiej albo patrzył na nią w inny sposób przez to, jakie miała nazwisko. Bo co mogło być gorszego? Zastanawiała się, czy Dear miał tak samo, czy to może tylko ona była jakaś nienormalna.
Widząc jego reakcję na jej wywody i próbę zmotywowania go, tym razem ona prychnęła niczym niezadowolony kot, odkładając resztki trunku i krzyżując ręce pod biustem. Chciała dla niego jak najlepiej, a ona robił tę swoją minę numer siedemdziesiąt. Ruda przekręciła głowę w bok, obuszkami palców zaczepiając o materiał bluzki. Wiedziała, że transmutacja nie była jego ulubionymi zajęciami przez nauczyciela i doceniała to, że na nią uczęszczał. Mógł jednak tylko poprosić, a przecież by mu pomogła i wytłumaczyła, nawet materiał z całego roku. Może nie z run i zielarstwa, ale z resztą przedmiotów powinna poradzić sobie całkiem nieźle. Spójrzmy prawdzie w oczy, była kujonem, który w książkach spędzał osiemdziesiąt procent swojego czasu.

— I teraz nie wiem, czy mnie komplementujesz, czy obrażasz. — mruknęła z zastanowieniem na wzmiankę o jego matce, a kąciki ust mimowolnie uniosły się jej ku górze, tworząc delikatny uśmiech. Zaśmiała się, kręcąc głową ponownie, z niedowierzaniem. — Nie jestem geniuszem. Gdybym była, to bym nie spędzała tyle czasu w książkach, żeby nadgonić materiał. Ty powinieneś za to pogodzić się z tym, że masz talent Cal.
Zakończyła tonem, który sprzeciwu raczej by nie zniósł. Uśmiech krukona sprawił jednak, że nie mogła się złościć czy wściekać, co zresztą nie leżało w zwyczaju ślizgonki. Każdy miał swój rozum i przemyślenia na dany temat, a dobrze o nich świadczył fakt, że dyskutowali, a nie się kłócili, próbując narzucić sobie własne racje. Nie lubiła czegoś takiego. Dopiła trunku, a potem odstawiła pustą szklankę na bok. I dlaczego wcześniej praktycznie nie spędzali ze sobą czasu? Trudno było się nudzić.
Obserwowała go, opierając się wygodnie o krzesło i mając założoną nogę na nogę, śmiejąc się pod nosem z jego uroczej, wciąż chłopięcej reakcji. Czy on się zawstydził? Zawsze ją dziwił fakt, że kogokolwiek mogła wprawić w onieśmielenie. Przecież nie kłamała, mówiła to, co leżało jej na sercu i chodziło po głowie. Kumple nie powinni tak reagować na drugiego kumpla. Pokręciła jednak przecząco głową, robiąc niewinną minę. Ciężko było nazwać gadką motywacyjną uzewnętrznianie własnych opinii.

— Byłeś trochę wkurwiający, ale się zmieniłeś. Trochę dorosłeś. Będzie, co ma być, przeznaczenie i tak zrobi, co uzna za stosowne. Poza tym, naprawdę, jak czegoś chcesz to, to złap i nie puszczaj. To wszystko jest takie banalne, tylko my sobie to komplikujemy.
Odpowiedziała ze spokojem, wcale obietnic nie szukając. Nie mogła ich wymusić, nie mogła też do niczego go namawiać czy sugerować. Sam musiał być za siebie odpowiedzialny, a ona mogła jedynie wyrazić swoje zdanie czy opinię, jeśli w jakikolwiek sposób miało mu to pomóc.
Rozmowy o transmutacji były dla Nessy czymś cudownym. Właściwie to był temat rzeka, zawsze miała coś do powiedzenia i chciała dowiedzieć się czegoś więcej. Jaka dziedzina magii była równie fascynująca? Animagia od zawsze siedziała jej w głowie, miała potrzebę zdobycia tej umiejętności, opanowania trudnej sztuki ryzykowanego przemienienia własnego ciała w swojego zwierzęcego opiekuna. Brzmiało to trochę mistycznie, a jednak Nessa szczerze w to wierzyła. Widziała jego spojrzenie, niedowierzające i niedoceniające nieco może głupio brzmiącego rytuału, będącego wstępem. Brzmiało to głupio i niedorzecznie, ale musiało mieć jakiś powód i sens, skoro kazali postępować tak, a nie inaczej. Gdyby dało się pójść na skróty, to dawno by ktoś to odkrył. I wtedy też pojawił się cień strachu, bo ona sobie by nie wybaczyła, gdyby coś się krukonowi stało.

— Cal.. Nie traktuj tego w ten sposób. Skoro to część inkantacji, to trzeba wykonać ja poprawnie. Pewnie to kwestia wydobycia esencji, odkrycia Twojego zwierzęcego opiekuna. — zaczęła z cicho, zawieszając na nim błyszczące ślepia. Pojawił się w nich błysk zmartwienia wymieszanego z wątpieniem. Palce nerwowo stukały o leżąca przed nimi książkę, a ona słuchała go w milczeniu, nie uciekając nigdzie wzrokiem. Przysunęła się tylko nieco, pozwalając sobie na zmniejszenie dzielącej ich odległości i nachylenie się do przodu. Nie chciała, aby ktoś przypadkiem dostrzegł zawartość książki oraz jej tytuł, który łatwy do zdobycia nie był. Nie mogli wpaść przez jakąś głupotę. Dlatego też wybrała taki stolik, a nie inny. — Rozumiem. Mogę przejrzeć swoje podręczniki i książki ze szklarni mojej mamy, może coś znajdę. I nie chodzi mi o to, że nie dasz sobie rady! Po prostu zobacz, jakie to ryzykowne. Co zrobimy, jak nie wiem, będziesz pół rybą? Co powiemy w mungu?
Kontynuowała, marszcząc nieco nos i brwi, co wymalowało na jej buzi konsternacje. Ruchem dłoni odgarnęła kosmyki włosów za ucho i na plecy, wlepiając spojrzenie w rysunki, a następnie w błyszczącego kłębota. Kiedy kelner zdołał go przynieść. Zaśmiała się cicho, puszczając mu oczko i posyłając pociągłe spojrzenie.
— Daje Ci fory słońce, żebyś pod stołem nie skończył. — odparła zawadiacko, łapiąc za szklankę i upijając kilka łyków, a następnie zwężając wargi, aby pozbyć się z nich resztek alkoholu. Poczuła przyjemny dreszcz i rozgrzewające od środka ciepło. Na bladych polikach pojawił się nawet cień rumieńca. Wciąż jednak było to za mało na rudą.
— Masz rację. Nie mieszajmy w to rodziców. Razem to zaczęliśmy i razem to skończymy. Jesteś pewien, że chcesz próbować? Czujesz się na siłach? Możemy jeszcze poczekać. Wiesz, nie chciałabym, żeby coś Ci się stało, a wiem, jakie masz podejście do transmutacji przez to, co działo się na lekcjach.— zauważyła, nie uciekając od niego wzrokiem. Długie paznokcie stuknęły w blat stołu, wydając z siebie charakterystyczny odgłos. Nie chciała go zniechęcić, a bardziej uświadomić mu, że to wcale nie jest takie proste.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1015
  Liczba postów : 1194
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Nie Sie 19 2018, 11:36

Lope powinien skończyć w tym roku szkołę, tak samo jak ja, jednak życie czasem pisało inne scenariusze, niż by się marzyło samym aktorom. Ja większość pierwszej klasy, tej kluczowej, najważniejszej, wdrażającej młodego czarodzieja w magiczne życie, przeleżałem w łóżku dochodząc do siebie po wyjątkowo złośliwym przypadku groszopryszczki. Co zrobił Lope, żeby kiblować? Prawdopodobnie zawalił jakieś przedmioty, może właśnie przez swoje skupienie na Quidditchu i na losach drużyny?
Dobrze, że w tym roku nie musiał się aż tak skupiać, skoro wygrał Ravenclaw. Podobno nawet przeszedł z klasy do klasy!
Również kiwnąłem głową, nie chcąc już dodawać nic więcej do jej wypowiedzi. Nessa okazywała mi w ostatnim czasie znacznie więcej czułości, niż kiedykolwiek bym się spodziewał. Jako koleżankę znałem ją już długie lata, często bywała u nas w wakacje ze względu na swoją przyjaźń z Beatrice i bliskie koleżeństwo z Vivien - fakt, że była DLA MNIE tak wspierającą i ciepłą osobą był niesamowity. Kiedy tak myślałem o tym, zaczynałem żałować wszystkich momentów, w których mogłem okazać się dla niej oschły, niemiły czy też traktowałem ją za bardzo jak "męskiego" kumpla, nie przejmując się nieco odmienną naturą. Po prostu w głębi duszy czułem, że nie zasługiwałem na całą tą pomoc i podporę, jaką dla mnie stanowiła, jednocześnie byłem jej bardzo wdzięczny za to, że wyciągała ku mnie życzliwą dłoń i nie martwiła się o to, co powiedzą inni.
Moje słowa jednak odbijały się jak grochem o ścianę, zdawała się zupełnie nie widzieć tego obrazu samej siebie, który ja starałem się jej ukazać. To, że w moich oczach była młodym geniuszem, niezwykle zdolną i mądrą czarownicą zostało zasłonięte przez opasłe tomiszcza, w których spędzała godziny. Tego typu tłumaczenia nigdy do mnie nie przemawiały, długotrwały proces uczenia wcale nie umniejszał jej predyspozycjom umysłowym, tym bardziej drzemiącej w środku inteligencji, dzięki której zaszła daleko na polu naukowym w Hogwarcie. Zawsze dało się wyczuć, że nauczyciele podchodzili do niej trochę inaczej, zupełnie jakby była ich pupilkiem, tą zdolniejszą uczennicą, której warto poświęcić więcej czasu i szlifować ją.
- Wybiję Ci kiedyś te głupoty z głowy - powiedziałem, kręcąc głową z niedowierzaniem.
Mojego podsumowania nie mogła zrobić lepiej, a ja usłyszawszy, że "byłem trochę wkurwiający", zaśmiałem się głośno.
- Mówisz mi to tak, jakbym nie wiedział - rzuciłem, jeszcze trochę chichocząc. Patrząc wstecz na to, co działo się w moim życiu i jak na to reagowałem, po moich plecach przebiegały ciarki wstydu. Zdawałem sobie doskonale sprawę z tego, że wiele rzeczy w mojej przeszłości potraktowałem w sposób niedojrzały, prowadziłem sporo konfliktów pchanych wyłącznie szczeniacką niechęcią i zazdrością, niszczyłem znajomości z osobami mi bliskimi, ponieważ wydawało mi się to lepsze i czułem się przez nich ograniczany. Z perspektywy mój bunt przeciwko całemu światu był... Głupi. Wszystkie moje próby oddzielenia się od tego, kim byłem, pchane wizją własnego biznesu, przez który zawaliłem nie tylko szkołę, ale też relacje z rodziną, z przyjaciółmi, nie mówiąc już o tym, jak mocno uszczuplały moje prywatne zasoby pieniężne. Chyba nikt nie cieszył się bardziej z przejścia tej fazy niż ja sam.
Dostrzegłem w jej oczach prawdziwe zmartwienie i westchnąłem ciężko, odchylając się w krześle. Nessa traktowała sprawę nader poważnie i mimo że mi też zależało na powodzeniu naszych akcji, nie byłbym do siebie podobny, gdybym nie spróbował zbagatelizować kilku elementów w procesie lub porobić sobie z nich żartów. Na śmiechy nie było jednak miejsca w naszej rozmowie i z bólem serca zgubiłem mój łobuzerski uśmiech, na jego miejsce przybierając poważną minę. Spojrzałem na nią bystrym spojrzeniem, po czym kiwnąłem głową.
- Dobra, masz rację, koniec żartów. Nie chcę śmierdzieć rybą do końca życia - przyznałem. Co do liści też zdążyliśmy się dogadać, a ja sam zamierzałem w zaciszu pokoju jeszcze co nieco poczytać, zanim zabiorę się za identyfikację roślin w piwnicy. - Tak, nadal chcę. Zrobimy to razem - powiedziałem.
Dopiliśmy swoje drinki, po czym wstaliśmy od stolika, kierując swoje kroki do wyjścia, uprzednio oczywiście płacąc za kłęboloty.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1091
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Sro Wrz 26 2018, 20:59

Nie szkodzi, że był środek tygodnia i wszyscy grzeczni, przykładni uczniowie zajmowali się nauką i przesiadywaniem w bibliotece. Los chciał, że zajęcia miała dopiero na dwunastą następnego dnia, a stresujące popołudnie w pracy sprawiło, że do zamku wcale nie miała ochoty wracać. Po festiwalu muzycznym nagle wszyscy odkryli w sobie pasję do muzyki, więc ich rodzinny sklep tętnił życiem i ruda rana użerała się z klientami wszelkiego wieku i sortu. Napędzana kawą i pozbawiona odpowiedniego śniadania oraz snu, stawała się niezbyt cierpliwym człowiekiem. Stąd też decyzja o skorzystaniu z uroków Londyńskich pubów była szybka, odstawiając na bok chęci przekraczania prędkości na motorze na krętych, wiejskich drogach Szkocji. Zabrała z Doliny Godryka najważniejsze rzeczy, żeby do domu już nie wracać i teleportowała się prosto do stolicy Wielkiej Brytanii, przechodząc do tak doskonale znanego sobie, magicznego świata. Wolała nie kręcić się po omacku w dzielnicach mugolskich, zważywszy na swoje niewielkie doświadczenie z ich światem.
Wybrała dobrze znane sobie miejsce, które ostatnim razem odwiedziła z Calumem, aby przedyskutować ich plan związany z animagią oraz towarzyszącemu jej warzeniu eliksiru. Znajomych, przyjemny zapach uderzył w jej nozdrza, gdy otworzyła drewniane, ciężkie drzwi. Było tu ciepło, schludnie i niezwykle przyjemnie. Zmienili jedynie letnie kwiaty w wazonach na stole na te, które występowały obficiej we wrześniu. Omiotła brązowymi ślepiami wnętrze, dziwiąc się na obecny w pubie tłum. Nie sądziła, że tyle osób wpadnie na tak genialny pomysł, co ona i zechce uciec od obowiązków i bliskich na szklankę whiskey lub kufel piwa. Westchnęła cicho, ruchem głowy odgarniając rozpuszczone włosy na plecy i skierowała się w stronę baru, zajmując jeden z wyższych krzesełek. Zsunęła z ramion cienki płaszcz i torbę, przewieszając je przez oparcie i usiadła wygodnie, zakładając nogę na nogę. Ciche westchnięcie uciekło spomiędzy warg, a ruchem dłoni zawołała barmana, aby podał kartę drinków. Sama do końca nie wiedziała, czy ma ochotę na kawę, whiskey czy może obydwa? Przyjemna muzyka w tle sprawiła, że zaczęła nucić pod nosem, stukając czerwonymi paznokciami o materiał krótkich spodenek, które miała na nogach. Całe szczęście, pomimo marnych gabarytów, studentka wcale nie wyglądała dziecinnie i nie proszono jej o pokazanie różdżki. Rozejrzała się dookoła, dostrzegając siedzącą nieopodal postać z dość ciekawie wyglądającym napojem. Przyglądała się mu chwilę, dość bezczelnie, chociaż bez cienia złośliwości w oczach. Trzeba przyznać, że słabe światło kandelabrów nie ułatwiało jej zadania. Wskazała na @Thomas H. O. Rowell głową, odwracając się zaraz do barmana.

- Poproszę to samo. Podwójnie najlepiej. I może kawę, mocną. - złożyła zamówienie z uśmiechem, ciesząc się, że chociaż na chwilę ucieknie od swoich problemów. Nawet jeśli jej sposób na ucieczkę przypominał jazdę bez trzymanki.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Bristol, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 121
Dodatkowo : Magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 30
http://www.czarodzieje.org/t16627-thomas-h-o-rowell#459789
http://www.czarodzieje.org/t16632-relacje-tego-od-piorunow#459882
http://www.czarodzieje.org/t16633-bruno#459885
http://www.czarodzieje.org/t16561-thomas-h-o-rowell#456957




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Sro Wrz 26 2018, 22:15

Środowy wieczór zawsze spędzał w pubie. Uwielbiał wieczorki kabaretowe pozwalające ludziom popuścić wodze fantazji. Informację o odwołaniu dzisiejszego spotkania przyjął z głośnym jęknięciem. Potrzebował się nieco zabawić po ciężkim dniu w pracy, a na umówienie się z kimś było już za późno. Przecież nie będzie się komuś teleportował do domu, nie? Postanowił zostać, napić się piwa i posłuchać muzyki. Stare przeboje i czarodziejskie i mugolskie pobrzmiewały z głośników, czasami spokój zakłócał gromki śmiech mężczyzn grając nieopodal w karty, albo krzyki żon odnajdujących w pubie swoich pijanych mężów. Wieczór zapowiadał się nudno, co tym razem zbytnio Thomasowi nie przeszkadzało. Jego sfery osobistej nie zakłócano, jedynie co jakiś czas pytając się czy chce kolejne piwo. Aż tu nagle poczuł na sobie czyjś wzrok. Odwrócił w tamtym kierunku wzrok by dostrzec bezczelnie wpatrującą się w niego nastolatkę. Uniósł brwi nie wiedząc o co jej chodzi. Wsadził jej ojca do Azkabanu i teraz młoda go rozpoznała? Nie, w jej spojrzeniu nie dostrzegł nienawiści, a jedynie...ciekawość? Było to tak bardzo dziwne, że podniósł butelkę z piwem i wykonał gest toastu w jej stronę. Dymiące Piwo Simisona z lokomotywą na etykiecie faktycznie musiało ciekawie wyglądać. Siedział na tyle blisko, że pomimo muzyki usłyszał jej zamówienie. Uśmiechnął się pod nosem i łyknął trzymane piwo. Miło było zostać czyjąś inspiracją, nawet jeśli chodziło o wybór piwa. Postanowił odpłacić się zainteresowaniem, wstał i podszedł do Nessy. Złapał wolną ręką za oparcie krzesła obok i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Wolne?
Nie czekając na odpowiedź usiadł obok dziewczyny. Przyglądnął się szukając w niej szczególnych znaków które pozwoliłyby na jej identyfikację. Brak zbieżności z żadnym ściganym mordercą skwitował uderzeniem swojej butelki o tą Nessy.
-Zdrowie pani. Nie chce prawić morałów, ale połączenia piwa i kawy nie jest dobrą opcją. Wyglądasz na pełnoletnią ale mimo wszystko chciałbym zobaczyć różdżkę. Wiesz, regulamin i te inne.
Wyciągnął z kieszeni odznakę i pokazał ją Nessie. Ubrany luźno, ale schludnie nie wyglądał zbytnio na aurora, wolał uniknąć wrzasków nastolatki typu "kim jesteś, że chcesz macać mój magiczny kijek". Schował odznakę coby zaraz wszyscy nie wiedzieli kim jest i dokończył swoje piwo. Zamówił kolejne i czekał na ruch dziewczyny. Oby tylko zachowała się grzecznie, bo nie miał zamiaru na barowe aresztowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1091
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Sro Wrz 26 2018, 22:39

To była przyjemna odmiana. Nie było nieznośnych ludzi reklamujących zniszczone instrumenty, które tak naprawdę sami uszkodzili czy niezdecydowanych na kolor gitary dziesięciolatków. Nie było też echa roznoszącego się z każdym krokiem po wysokich, zamkowych korytarzach, szepczących portretów i zaciekawionych spojrzeń, które często kierowali uczniowie w stronę nazbyt ambitnej prefekt Slytherinu. Mogła być anonimowa, cieszyć się drinkiem, piwem czy czymkolwiek innych bez krytycznych spojrzeń, czy marudzenia, że o siebie nie dba. Że wpada w alkoholizm. Tak, jakby wydarzyło się to nagle, a było przecież zjawiskiem stopniowo pochłaniającym jej osobę, niczym jakaś choroba. To było głupie, a jednak było jej łatwiej sprostać wszystkim wymaganiom, nawet tym swoim.
Gdy brązowe ślepia napotkały spojrzenie mężczyzny, którego piwo świdrowała wzrokiem, posłała mu zaczepny uśmiech i delikatne wzruszenie ramionami, a w młodych oczach na próżno było szukać cienia skruchy. Obserwowała jego ruchy nieco zaskoczona śmiałością i brakiem jakiegoś komentarza, które zwykle słyszała. Ludzie nie byli fanami osób przesadnie bezpośrednich czy szczerych, a właścicielka marchewkowych włosów niewątpliwie taka była.
Kiwnęła głową, wskazując dłonią miejsce obok siebie.

- Śmiało.
Odparła równie pogodnie, nawet nieco ucieszona z perspektywy towarzystwa do piwa, bo gdyby znów skończyła w asyście barmana, nie mogłaby się tak więcej tu pokazać. Troszkę jednak wstyd. Wyprostowała się, przekręcając nieco krzesło na bok, aby wygodniej było konwersować. Była dobrze wychowana pomimo śmiałości do procentów, ojciec zawsze powtarzał, że kontakt wzrokowy i mowa ciała są bardzo ważne do okazywania innym szacunku. Chcąc czy nie, bycie czarownicą ze starego rodu zobowiązywało. Złapała też za butelkę piwa podaną przez zajmującego się szynkiem mężczyznę i powąchała. Mocne. Chmiel uderzył w jej nozdrza, a ona zaraz wysunęła dłoń z trunkiem i stuknęła w piwo blondyna. Wydała z siebie ciche "hmm" na jego słowa, marszcząc nieco brwi i nos, przekręcając głowę na bok, jakby niezbyt rozumiała, o co mu chodzi. Dopiero widok odznaki sprawiał, że roześmiała się cicho i kiwnęła głową, odkładając na swój napój na drewniany blat.
- Oczywiście. Jejku, wiedziałam, że mój wzrost odejmuje mi lat, ale aż tak młodo wyglądam? Tylko cśśś, nie wydaj mnie. Ojciec by mnie zabił, że szlajam się po pubach w środku tygodnia. - zaczęła pół żartem — pół serio, wyobrażając sobie reakcję Papy Lanceleya. Aż ją dreszcz przeszedł. Sięgnęła jednak do torebki i wyjęła swój magiczny kijek, do którego była szczerze przywiązana. Zaskakujące, że ludzie tacy jak on jeszcze istnieli. Niewielu przejmowało się prawem i sprawdzaniem wieku po godzinach. Podała mu swoją różdżkę, odwieszając torbę i znów zakładając nogę na nogę, upijając nieco piwa.- Pewnie już wiesz, jak mam na imię i nie muszę się przedstawiać, bo patyk wyśpiewał wszystko. Wystarczy Nessa.
Dodała jeszcze dla pewności, bo naprawdę nie lubiła formalnych zwrotów przy butli w pubie. Wprowadzało to jakieś dziwne napięcie i atmosferę. Gdy barman podał jej kawę, posłała mu krótki uśmiech i przelotne spojrzenie, dziękując jeszcze za tak szybkie dostarczenie zamówienia.
- Mam nadzieję, że już po pracy i nie muszę obawiać się jakichś akcji rodem z książek? No wiesz, wpadną Ci źli i będziemy rzucać zaklęciami. - zapytała z ciekawością, przenosząc spojrzenie na swojego towarzysza. Widać było, że otwarte i optymistyczne z niej stworzenie, pozbawione jakichkolwiek uprzedzeń czy oceniania z góry. Punkt dla niego, bo wybrane przez niego piwo było naprawdę smaczne. Cierpkość doskonale przełamywała się z goryczką chmielu, a jednak było w nim coś słodszego.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Bristol, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 121
Dodatkowo : Magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 30
http://www.czarodzieje.org/t16627-thomas-h-o-rowell#459789
http://www.czarodzieje.org/t16632-relacje-tego-od-piorunow#459882
http://www.czarodzieje.org/t16633-bruno#459885
http://www.czarodzieje.org/t16561-thomas-h-o-rowell#456957




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Czw Wrz 27 2018, 00:02

Ucieszył się kiedy spełniła jego prośbę i podała swoją różdżkę. Pokręcił nią i pstryknął palcami bezróżdżkowo rzucając zaklęcie identyfikujące. Odczytał wszystkie ukazane dane, odhaczył różdżkę i oddał ją właścicielce.
-Dziękuje, jesteś czysta. Mmmm, bardziej sugerowałem się stylem bycia. Myślałem, że Twoja postawa jest wyzywająca by ukryć pod nią młodszy wiek, ale Ty po prostu taka jesteś.
Wzruszył ramionami sam do siebie i przyjrzał się jeszcze raz Nessie. Jej aura była bardzo wyraźna, sytuacja niecodzienna w przypadku nastolatek. Siedząca obok niego dziewczyna była pewna siebie, albo przynajmniej taka chciała być. Gdyby mógł odczytywać intencje i wewnętrzne problemy poradziłby wizytę u magomedyka, a tak to z czystym sumieniem patrzył jak pije piwo. Cóż więcej mogło go teraz obchodzić skoro nie łamała prawa swoją bytnością tutaj? Dać mandat za samotne spędzanie wieczoru w Londynie a nie w Pokoju Wspólnym pełnym wrzeszczących dzieciaków? Doskonale pamiętał co czuł próbując się skupić nad czymś, mając dookoła siebie zoo. Mimo wszystko tęsknił za czasami szkolnymi, wtedy wszystko wydawało się takie proste i niewinne...
-Oh, pewno to źle zabrzmiało, moja myśl była komplementem. Bardzo rzadko spotykam osoby które nie udają kim są, tylko żyją tak jak ich stworzono. Skoro taka Twoja wola, to niech tak będzie, Nesso. Na wstęp podarowałaś sobie mówienie mi "per pan", to też mów do mnie po imieniu. Thomas, miło mi.
Przez ułamek sekundy zamierzał wziąć jej rękę i pocałować w kostki jak wymagała etyka w przypadku wysoko urodzonych dam. Biorąc pod uwagę sytuacji i warunki w których się znajdowali zadowolił się skinieniem głową. Trzeba też przyznać, że na moment został rozbrojony przez szczerość i otwartość Nessy podchodzącą bardzo blisko bezczelności. Był bardzo ciekawy, czy do nauczycieli też mówi po imieniu. Jemu akurat to nie przeszkadzało, nie uznawał tytułów czy pozycjonowania, tak samo traktując biedaka spod mostu i bogacza, ale szanowany profesor Hogwartu uczący już x lat mógł mieć inne podejście.
-Za minutę wpadnie tutaj banda czarnoksiężników przed którymi mężnie będę Ciebie bronił. Powalę połowę, oberwę zaklęciem ale przeżyje, następnie wykonamy taktyczny odwrót drzwiami, wsiądziemy na podstawiony motor i uciekniemy biorąc po drodze udział w dzikim pościgu.
Opowiedział to wszystko bardzo poważnym tonem i z kamienną twarzą. Pomimo to widać było, że robi sobie jaja i nie ma w jego słowach krzty prawdy. Upił parę łyków piwa wpatrując się w wystrój barku. Zastanawiał się nad ognistą whisky i powrotem do domu całkowicie nawalonym. Coś z tyłu głowy podpowiadało mu, że powinien dać dobry przykład uczennicy i przestać pić, ale...coś czuł, że i tak prędzej ona się spije niż on.
-Każdy potrzebuje chwili odpoczynku, nie da się zapieprzać na okrągło bo to mocno siada na psychikę. Moi współpracownicy grają w golfa, czytają książki, a ja chodzę na wieczorki kabaretowe które dziś odwołano. A Ty dlaczego postanowiłaś przyjść się napić w samotności a nie spędzić czas z koleżankami na plokach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1091
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Czw Wrz 27 2018, 20:14

Nie miała nic do ukrycia, nigdy nawet nie złamała prawa i chyba szkolnego regulaminu. Pomimo tego, że miała silny i temperamenty charakter, ojciec skutecznie wmówił jej postępowanie zgodnie z zasadami. Kiwnęła głową, biorąc od niego różdżkę z czarnego orzecha, którego rdzeniem był język żmijoptaka. Zawiesiła na nim wzrok, stukając paznokciami w szklaną butelkę. Czerwone, zadbane — idealnie pasowały do eleganckiego stroju. Krótkie, czarne spodenki miały wyższy stan, zapinane były na rząd złotych guzików. W nie wpuszczona była prześwitująca na rękawach koszula, równie czarna, na kołnierzyku posiadająca delikatne zdobienia. Do tego standardowo miała obcasy, coby dodać sobie trochę centymetrów. Miedziane włosy okalały ramiona i plecy, ciągnąc się w dół subtelnie wijącymi się kaskadami.
- Ocena książki po okładce to błąd, podobnie jest z ludźmi. Oczywiście, nie wszyscy są uczciwy, jednak wierzę w to, że każdy ma jakiś powód do takiego czy innego postępowania. Mam to uznać za komplement? - odparła rozbawiona, wzruszając delikatnie ramionami. Wsunęła patyk do torebki, zapinając zamek. Upiła nieco piwo, przesuwając leniwie spojrzeniem po barze, ludzkich twarzach. Na szczęście, nikogo znajomego nie było i nie musiała się niczym przejmować, chociaż i tak bardzo okazjonalnie to robiła. Właściwie to wcale, dopóki nie została prefektem. Już miała kontynuować, kiedy odezwał się pierwszy, na co pokiwała przecząco głową, ostentacyjnie machając dłonią. Nie była typem przejmującego się człowieka, zwłaszcza że jeśli opinia wyrażona nawet surowo, była prawdziwą. Znała siebie i swoje wady, podejrzewała, jak mogli odbierać ją obcy. Karmelowe ślepia przesunęły po sylwetce mężczyzny, lustrując go znów odrobinę bezczelnie, jakby próbowała dostrzec coś jeszcze. Wielu nie zdawało sobie sprawy, jak wiele mówiły drobne zmiany na twarzy czy w sposobie spojrzenia.
- To prawda, niestety. Nie rozumiem, dlaczego większość chce się dostosować do szarej, nudnej masy i utracić swój unikalny kolor. A Ty? Masz swój kolor? Wyrzekanie się siebie samego jest opłakane w skutkach. Thomas, miło mi. - powiedziała z zaciekawieniem w głosie, nie uciekając nigdzie spojrzeniem. Ruchem dłoni odsunęła włosy na plecy i już miała napić się piwa, gdy uderzył w nią zapach kawy. Odstawiła butelkę, przysuwając do siebie filiżankę i łapiąc głębiej powietrze, uśmiechnęła się pod nosem. Sam zapach wystarczył, aby nieco uzależniony od kofeiny organizm zaczął wariować. Tak to już jednak było, gdy miało się problemy ze snem, a brakowało doby na wypełnienie wszystkich swoich obowiązków. Faktycznie, mogła zadziwiać. Thomas jednak nie wyglądał na kogoś, kto specjalnie przejąłby się zbyt mocnym charakterem jakieś gówniary, więc Lanceleyówna nie zawracała sobie tym głowy. Oczywiście dla nauczycieli była bardziej pokorna, znała swoje miejsce — jednak również potrafiła dyskutować, zawsze jednak pamiętając o szacunku. Na jego słowa zmarszczyła brwi i nos, śmiejąc się pod nosem i kiwając głową. Łyk ciemnej kawy sprawił, że po ciele przebiegł jej dreszcz.
- Brzmi świetnie, zawłaszcza wzmianka z motorem. Wchodzę w to. Tylko mi nie oberwij czymś krytycznym, bo uzdrawianie nie jest jeszcze moim największym talentem magicznym, okej? Nie chciałabym mieć młodego aurora na sumieniu. - szepnęła niby to konspiracyjnie, puszczając mu oczko. Dobrze, że potrafił się śmiać i żartować, a nie był sztywnym pracownikiem ministerstwa, których tak często widywała na przyjęciach organizowanych przez jej rodziców. Na szczęście Nessa miała mocną głowę, mieli więc naprawdę wiele czasu i butelek piwa przed sobą, zanim chociażby w głowie się jej zacznie kręcić. Podniosła spojrzenie na jego twarz, wolną dłoń kładąc na swoich nogach, a w drugiej kołysząc filiżanką.
- Golf wydaje się dość nudny, jednak każdy ma swoje zainteresowania. - zaczęła po chwili namysłu, bo nigdy fanem tego sportu nie była. -A więc przypadek! Tobie odwołali kabaret, a ja musiałam dłużej zostać w pracy i mogłam pozwolić sobie na późniejsze wrócenie do zamku, bo jutro dopiero na popołudnie zajęcia. Noc długa, powtórzyć zdążę. Nie lubię plotek, brzydzą mnie. Poza tym, moje koleżanki raczej zajęte są swoimi romansami czy innymi dramatami życiowymi, adekwatnymi do ich wieku. - znów mówiła z brutalną szczerością, wcale nie zamierzając go okłamywać. Nie widziała sensu w robieniu z siebie kogoś, kim nie była. Była po prostu odrobinę zmęczona natłokiem zajęć, hałasem, treningami i otaczającymi ją w szkole ludźmi. Kochała ich w większości, oczywiście! Zawsze była po ich stronie, zawsze ich broniła, ale czasem każdy potrzebował chwili dla siebie.
- Dlaczego właściwie odwołali te Twoje kabarety?

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Bristol, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 121
Dodatkowo : Magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 30
http://www.czarodzieje.org/t16627-thomas-h-o-rowell#459789
http://www.czarodzieje.org/t16632-relacje-tego-od-piorunow#459882
http://www.czarodzieje.org/t16633-bruno#459885
http://www.czarodzieje.org/t16561-thomas-h-o-rowell#456957




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Pon Paź 01 2018, 00:51

Ufność w przypadku Thomasa była towarem luksusowym. Chciał się zgodził ze słowami Nessy, inaczej spoglądać na świat i dostrzegać piękno w jego prostocie. Jego ojciec zawsze powtarzał, że jeśli zaufa w czystość serca drugiego człowieka będzie mógł ze spokojną głową iść spać. Niestety chcieć a móc to dwie różne rzeczy, a doświadczenia związane z pracą jeszcze bardziej utwierdziły Thomasa w jego postanowieniu: brać każdego człowieka jako potencjalne zagrożenie. Nikt nie wie co siedzi w głowie drugiego człowieka, czasami nawet właściciel nie wie co wyprawia jego spaczony umysł. Przypadki w których na pierwszy rzut oka widać, ze coś jest nie tak, są małym zbiorem w całej puli nieszczęść. Ostrożność w zawodzie aurora była ważną cechą, bez której pierwsza lepsza akcja mogła zakończyć się zgonem. Wiele osób śmiało się ze starych wyjadaczy takich jak Alastor Moody, że widzą czarnoksiężnika za każdym zakrętem. Nikomu natomiast nie przyszło do głowy dlaczego przy tak niebezpiecznym zawodzie udało się szalonookiemu dożyć emerytury i obsadzić połowę Azkabanu. Posiadając podobne ambicje Thomas spotęgował swoją nieufność, paradoksalnie wciąż pozostając duszą towarzystwa. Jak mówią "przyjaciół trzymaj blisko a wrogów jeszcze bliżej".
-Wybacz, ale muszę podważyć Twoje słowa. Mówisz, że każdy ma powód...wytłumacz mi w takim razie co kieruje seryjnym mordercą zabijającym ludzi dla zabawy? Można powiedzieć, że chęć zaspokojenia swojego wewnętrznego pragnienia krzywdzenia innych, ale wciąż pozostaje pytanie: dlaczego? Nie wierze w odciski na psychice z trudnego dzieciństwa. Spotkałem wielu takich, mszczących się na swoich rodzicach, skutecznie lub nie, będących przeświadczonych o praworządności swojego czynu.
Skończywszy swój dziwny wywód wypił duszkiem pół butelki piwa. Ewidentnie potrzebował wizyty u psychologa czego nie chciał dostrzec. Zerknął na swoje ręce niejednokrotnie skąpane w krwi i westchnął. Wpadł w chwilowy trans z którego musiał się wydostać. Myśl Thomas, kabaret, bierki...nowo spotkana dziewczyna.
-Hmmm, niebieski? Bardzo lubię pływać, wysiłek fizyczny przeradza się w ukojenie umysłu, niekiedy bardzo mi potrzebne. Nieboskłon, czysty bez chmur, obietnica wolności i czystości. Taaak, stawiam na kolor niebieski.
Pytanie Nessy było nieco dziwne, nigdy podobne nie otrzymał i miał problem z wymyśleniem sensownej odpowiedzi. Oparł łokcie o blat, złączył palce rąk i położył na nie swoją głowę. Zrobił zamyśloną minę zastanawiając się jeszcze przez chwilę czy jest zadowolony ze swoich słów. Inną opcją był kolor czarny, wiecznie posępny i zwiastujący niepokój, ciemność. Dodatkowo czerwony, barwy jego szkolnego domu, radość i pełnia uczuć. Pytanie niby proste, a jakie ciężkie.
-Oberwę drętwotą która sparaliżuje moją lewą nogę, rękę i brew. Będę biegł niczym zombie włócząc nogami i przeklinając głośno za zniszczenie mojej mimiki twarzy. Co do młodego to bym się kłócił, do emerytury brakuje mi tylko 13 lat. Biorąc pod uwagę warunki aurorskie jest prawie staruszkiem.
Wyszczerzył zęby w uśmiechu. Broda i wąsy częściowo przysłaniały możliwości plastyczne twarzy, ale ten kto chciał się czegoś wypatrzyć to zaspokajał swoją żądzę.
-Pamiętam siedzenie po nocach i wkuwanie do egzaminów. Najczęściej dzień wcześniej odbywała się sroga impreza, kac-morderca męczył nas niemiłosiernie i przysięgaliśmy sobie, że jak zdamy to zaczniemy się uczyć na bieżąco i nigdy więcej nie doprowadzimy się do podobnego stanu. Cóż, przynajmniej próbowaliśmy. Kabaret odwołali...w sumie nie wiem dlaczego, tak po prostu. Przychodzę, nikogo nie ma, pytam kelnera co jest grane a ten:dzisiejszy wieczorek został odwołany. Jakoś nie pomyślałem, by dopytać się o przyczynę.
Wzruszył ramionami, bardziej do siebie niż do dziewczyny. Informacja nieco go zasmuciła, ale nie była powodem do wszczynania dochodzenia. Spędzi wieczór w inny sposób, napije się, pozna kogoś nowego i wróci pijany do domu. Nic co mogłoby go zabić(chyba).
-Co robisz w klubie już wiem, ale dlaczego akurat tutaj? Londyn jest pełen klubów bardziej młodzieżowych, ten jest bardziej dla starych dziadków pragnących zagrać w karty. Ewentualnie dla miłośników starego rocka, takich jak ja.
Na potwierdzenie jego słów z głośnika zaczęło cicho lecieć Stairway to Heaven. Mężczyzna pozwolił sobie na chwilowe wyciszenie i wsłuchanie w słowa piosenki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1091
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Wto Paź 02 2018, 23:44

To nie było do końca tak, że ufała każdemu, z kim miała do czynienia. Mogła sprawiać takie pozory, jednak w rzeczywistości o samej sobie mówiła niewiele, najważniejsze rzeczy zachowując w tajemnicy. Mama zawsze jej powtarzała, żeby przed nikim się nie odsłaniała na tyle, aby mógł to wykorzystać. W drugą stronę jednak wzbudzała zaufanie i ludzie przychodzili do niej rozmawiać o problemach, czy swoich porażkach, szukając rady. Wiedzieli, że rudowłosa dziewczyna ich nie zostawi na pastwę losu i zaangażuje się na tyle, aby znaleźć rozwiązanie. Nie każdy ślizgon był przecież zły, bo sam Merlin do tego domu podobno należał. Jedną z głównych cech węży było też braterstwo, które u Lanceleyówny rozwinęło się całkiem mocno. Nigdy nie traktowała ludzi jako zagrożenie, nie tworzyła w głowie scenariuszy tego, co mogliby zrobić, nawet jeśli wyznawała zasadę, aby oczekiwać nieoczekiwanego. Gdyby postępowała w taki sposób, dawno by się odcięła i straciła w nich wiarę, zamykając się we własnym świecie. A w taki sposób jakoś funkcjonowała. W karmelowych oczach rudej dziewczyny każdy zasługiwał na drugą szansę i każdy miał swoje powody, że postąpił tak, a nie inaczej. W skrajnych przypadkach ich nie szukała, zostawiając brutalną prawdę bez upiększeń, jednak takie nie trafiały się w jej życiu często. Co innego u Thomasa, którego zawód z socjopatami poniekąd się wiązał. To był ciężki kawałek chleba, do którego wbrew pozorom poza talentem do zaklęć, potrzebna była jeszcze mocna psychika. Gdy zaczął mówić, wyrwał ją z zamyślenia. Głos blondyna skutecznie sprowadził ją do rzeczywistości, skupiając na nim całą jej uwagę. Usiadła wygodniej, wciąż trzymając nogę na nogę i stukając paznokciami w butelkę z mocnym piwem.
- Nie mam na to dobrej odpowiedzi. Choroba psychiczna? Osobowość wyprana z emocji? Trauma, chociaż ich nie uznajesz.. Wiesz, bo prawda jest tematem bardzo subiektywnym. Bo spójrz, każdy człowiek przyjmuje własną filozofię i znajduję własny sposób na życie. Nastawienie. Doprowadza to do utwierdzenia się w swojej racji bez spojrzenia na rację drugiego. Więc naprawdę ciężko ocenić człowieka w ten sposób, zważywszy na indywidualizm i złożoność. Zresztą, jestem tylko gówniarą. Ty tu masz doświadczenie. - zakończyła swój przydługi monolog westchnięciem i delikatnym wzruszeniem ramion. Uniosła piwo, upijając kilka łyków, bo od tego gadania zdążyło zaschnąć jej w gardle. Musiała przyznać, że takiego obrotu spraw dzisiejszego wieczora się nie spodziewała. Lubiła nietuzinkowe konwersacje i właściwie nigdy nie miała tak prywatnej sytuacji z aurorem, który musiał mieć naprawdę wiele ciekawych historii i przydatnych informacji w zanadrzu. Wiedziała, że często ludzie wykonujący ten zawód byli tymi, którzy najbardziej potrzebowali wsparcia i porady. Robiło się naprawdę źle, gdy psychika zaczęła im siadać.. Pokręciła delikatnie głową, odgarniając od siebie złe myśli. Szkoda wieczora na takie.
- Niebieski? To przyzwoity kolor. Nawet Ci pasuje. - odparła z zaczepnym uśmieszkiem, przysuwając się do barowego blatu, aby wygodnie oprzeć na nim dłonie. Potrzebowali chyba nieco optymizmu, bo poprzednie tematy wprowadzały jakąś cięższą atmosferę. Kolejny łyk piwa sprawił, że Nessa uśmiechnęła się pod nosem. Przy jego tempie, naprawdę dziś delektowała się trunkiem, co w jej przypadku nie zdarzało się dość często. Może to kwestia aury tego lokalu? Intuicja mówiła jej, że jej pytania i sposób bycia nieco gubił go z tropu, jednak uwielbiała wprawiać w zaskoczenie, o ile już z kimś rozmawiała. Przewidywalni i idealni ludzie byli naprawdę nudni.
- Myślałeś kiedyś o pisaniu opowiadań? Masz całkiem bujną wyobraźnię. Tylko? Nie wyglądasz na tak emm poważnego pana? - zaczęła z nutką niedowierzania, marszcząc brwi i czoło, lustrując go wzrokiem dość bezpośrednio. Zapomniała o tym, że auror kończył karierę znacznie wcześniej, właśnie przez ryzyko zawodowe i stres. - Zombie? To jakaś inna nazwa na inferiusa?
Zakończyła z zaciekawieniem, przekręcając głowę w bok i posyłając mu pytające spojrzenie. Cóż, jej doświadczenie ze światem mugoli było naprawdę słabe, nie znała tych wszystkich wynalazków i dziwnych określeń. Przedstawiony przez niego opis od razu przywiódł jej na myśl ożywionego trupa. Odwzajemniła jednak uśmiech, słuchając kolejnych słów wypływających z ust Thomasa. To dobrze, bo znaczenie lepiej odnajdowała się w słuchaniu, jak w mówieniu.
- Odważnie.. Nie pozwoliłabym sobie na kaca przed egzaminem, bo bym chyba poszła się utopić za złą ocenę. Ja to jednak ja, jestem dziwna. A żeby nie wkuwać po nocach, wystarczyło uczyć się regularnie. Nie jestem pewna, czy dam radę zastąpić Ci kabaret, ale się mogę postarać.
Westchnęła, rozkładając ręce na boki po wcześniejszym odstawieniu piwa. Uniosła dłoń, drapiąc się po szyi i odgarniając za ucho kosmyk miedzianych włosów, który zadziornie spływał jej do przodu i próbował wplątać się w guziki od koszuli. Na jego słowa, uniosła znów butelkę i upiła, kiwając głową.
- No właśnie dlatego. Nikogo tu raczej nie spotkam ze szkoły, prędzej ze studiów, chociaż oni wolą chyba żywsze miejsca. A poza tym, to lokal idealny do kontemplacji i na jesień. Ma coś w sobie! I nie, wcale nie chcę podrywać starych dziadków czy coś. Czasem po prostu przyjemnie wyskoczyć na piwo i móc korzystać z panującego dookoła spokoju. I jak słyszysz, muzyka jest naprawdę niezła. Tylko Rock czy uderzasz też w inne gatunki?
Odpowiedziała znów z zaciekawieniem w głosie, podpierając twarz na ręku i przekręcając głowę w jego stronę. Wyglądał na zaabsorbowanego melodią, więc ruda nie chciała mu przeszkadzać i zajęła się cichym nuceniem pod nosem i popijaniem okazjonalnie z butelki, która była już niemalże pusta. Jak na aurora to gust muzyczny miał niezły.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    

Powrót do góry Go down
 

Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
-