Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Leicester
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 270
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 300
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3795-keith-everett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3796-grube-relacje-chudego-keitha#113770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3797-keith-everett




Gracz






PisanieTemat: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Sob Mar 23 2013, 11:53

First topic message reminder :


Pub "Pod rozchichotana mantykora"

Największy pub na ulicy Tojadowej. To tutaj przychodzą czarodzieje po ciężkim dniu pracy, jak i Ci po prostu spragnieni odrobiny rozrywki. Pub posiada kilka mniejszych sal, w jednej z nich znajduje się nawet niewielka scena przygotowana na drobne występy. Bar jest zawsze dobrze zaopatrzony i można dostac tu przeróżne rodzaje alkoholi, od magicznej ognistej whisky, poprzez zapożyczony od mugoli zwykły gin.

Woda Goździkowa
Piwo kremowe
Sok Dyniowy
Kłębolot
Ajerkoniak
Absynt
Dymiące Piwo Simisona
Smocza Krew
Boddingtons Pub Ale  
Beetle Berry Whiskey
Ognista Whisky
Grzane wino z korzeniami i koglem−moglem
Rum porzeczkowy
Wino skrzatów
Sherry
Rdestowy Miód
Łzy Morgany le Fay
Tuică




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 339
  Liczba postów : 437
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Wto Gru 26 2017, 16:49

Claude z kolei za czasów szkolnych niezwykle rzadko uczestniczył w imprezach zakrapianych alkoholem - raczej bywał tam, gdzie grano w mugolskie i czarodziejskie gry planszowe, szachy czy gargulki, i popijało się sok dyniowy lub ewentualnie kremowe piwo. Chłopak nie miał się kiedy zaprawić i "przygotować" na dorosłe życie. Potem, zaraz po szkole, trudnił się w różnych kawiarniach i barach, ale tam jedynie nosił alkohole, a nie je spożywał, więc także nie nabył wielkiego doświadczenia. Wychodząc z kolegami do pubu zawsze wydawał na barze najmniej z nich wszystkich, a kończył porobiony tak samo jak reszta, a nawet bardziej (bo niestety zdarzyło się...). Teraz w dodatku nie upijał się tylko rumem, lecz także spojrzeniem jej niezwykle niebieskich oczu.
Na dźwięk jej słów zaśmiał się, kręcąc głową. Nie miał pojęcia, czy da się być łatwiejszym... Ale za jej namową upił kolejny łyk, czując ciepło rozchodzące się po całym ciele. Kto wie, jak skończy się ten wieczór? Na razie zapowiadał się obiecująco.
- Lubię myśleć, że jestem w pełni bohaterem - odparł, uśmiechając się ciepło (pijacko) do Rosalie, po czym parsknął śmiechem. - Mniej więcej tak to wygląda. Brzmi jak flaki z olejem, ale ja tak w sumie bardzo lubię tą pracę. Od dawna chciałem dostać się do Ministerstwa i mimo że szło mi dość opornie, teraz się świetnie w nim odnajduję - dodał, uśmiechając się pod nosem. Faktycznie jego droga była dość kręta i wyboista, kilkakrotnie starał się o posadę, w ogóle o wejście do ministerstwa, lecz nie przyjmowali go, mimo posiadania całkiem niezłych umiejętności. Claude ma to do siebie, że rozsiewa wokół aurę totalnego braku profesjonalizmu, przy której nawet bezbłędnie rzucane czary nie przekonując komisji, że nadaje się na stanowisko. Dopiero w tym roku udało mu się przejść rekrutację, nawet jeśli musiał chodzić na kursy doszkalające przynajmniej cztery razy. Prawdę mówiąc miał szczęście, że w ostatnim czasie Katastrofy miały problem z pracownikami, bowiem gdy tylko zaczęły się magiczne zakłócenia, liczba interwencji wzrosła, co spowodowało wzrost zapotrzebowania na amnezjatorów i zwykłych, krótko mówiąc, pachołków w Departamencie do odwalania tony papierkowej roboty. Gdyby nie to, prawdopodobnie jeszcze z rok zajęłyby mu te wszystkie starania.
Wytrzeszczył na nią oczy, ledwo zauważając, że pojawiła się przed nim kolejna szklaneczka rumu.
- Żartujesz! - powiedział teatralnym szeptem, zbliżając nieco swoją twarz do jej ślicznej buzi, patrząc bystro (pijacko) w jej niebieskie oczy. - Poważnie umawiałaś się z zajętym facetem? A on z Tobą? - Jakby to nie szło w parze... - No, no, niezłe z Ciebie ziółko! Z niego zresztą też - skwitował, pokiwawszy głową. - A z tym eliksirem też nie bujasz? - zapytał jeszcze, dopiero przypominając sobie resztę jej wypowiedzi. Ciężko było mu wyobrazić sobie taką sytuację.
- Nieoczywiste miejsca w Hogwarcie? Ja adorowałem kuchnię i herbaciany pokój, ale nie pamiętam czy był on na piętrze trzecim, czy czwartym... A może w zachodnim skrzydle? - Zaczął się zastanawiać i nieco posmutniał. Nigdy nie poznał wszystkich zakamarków Hogwartu, a teraz na dodatek okazało się, że nawet tego, co znał, nie pamiętał zbyt dobrze.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 31
  Liczba postów : 92
http://www.czarodzieje.org/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://www.czarodzieje.org/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://www.czarodzieje.org/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://www.czarodzieje.org/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Sro Gru 27 2017, 23:52

Może dla kogoś innego praca w Ministerstwie brzmiała jak flaki z olejem, no ale... no umówmy się.
- Claude, ja zajmuję się runami - przypomniała mu ze śmiechem. Runy to jeden z najnudniejszych przedmiotów w każdej magicznej szkole. Oczywiście zależy od pedagoga na którego się trafiło, ale zwykle to katorga. Dopiero w Meksyku trafiła na kogoś kto jej zainteresowanie przekuł w pasję i pokazał, że runy to nie tylko siedzenie w domu, ale można podróżować po całym świecie by zgłębić bardziej swoją wiedzę i zrobić coś w celach badawczych. Dlatego też zgodnie ze wskazówkami ruszyła w świat, ale to nie nadało wielkiej przygody jej życiorysowi.
- Ale czemu opornie? - zapytała, bo prawdę mówiąc nie rozumiała. Wydawało się jej, że skoro jej były mógł pracować w Ministerstwie Magii to jest to zajęcie absolutnie dla każdego.
Kiedy jego twarz znalazła się zaskakująco blisko jej twarzy i dokładnie czuła na policzku jego oddech na chwilę zmarszczyła czoło by wsłuchać się w jego słowa. Gdy tylko skończył mówić ukryła szeroki uśmiech za swoją szklaneczką i dopiero wtedy pokręciła przecząco głową.
- Miałam wtedy piętnaście lat i dostałam zaproszenie na szkolny bal. Nie wiedziałam, że on ma dziewczynę więc się zgodziłam, a potem ta właśnie dziewczyna wylała mi na plecy wrzącą, źle uwarzoną Żywą Śmierć - wyjaśniła żywo przy tym gestykulując, bo już doszła do tego etapu w którym jej ręce robią się nad aktywne, tak samo jak język, bo mówiła sporo więcej niż zwykle.
- Do dzisiaj mam ślad. Może kiedyś będzie Ci dane go zobaczyć - puściła mu oczko i zalotnie odrzuciła blond loki na plecy. Znów upiła łyk i doszła do wniosku, że ma ochotę na tańce. Zaraz jednak ta ochota tak szybko minęła jak się pojawiła, a sama Rosaline oparła się jeszcze wygodniej o bar, założyła nogę na nogę i położyła dłonie na kolanie podczas gdy niebieskie oczy wydawały się liczyć piegi na jego policzkach.
- Herbaciany pokój? Zajebiście! Kocham herbatę, mogłabym ją pić litrami i nigdy by mi się nie znudziła - powiedziała wyraźnie podekscytowana wizją ukrycia się w Hogwarcie i to w dodatku z kubkiem parującej herbatki. To jak kawałek nieba na ziemi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 339
  Liczba postów : 437
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Pią Gru 29 2017, 00:26

Wzruszył ramionami, ale w sumie musiał jej przyznać rację. Cóż nowego i ekscytującego mogło się dziać w życiu nauczyciela starożytnych run? On to codziennie spotykał się z przeróżnymi przypadkami nadużyć magicznych i na nudę nie mógł narzekać, bo nawet jeśli miał za zadanie napisanie dwudziestu raportów, przynajmniej połowa z nich dotyczyła sprawy, której jeszcze nie rozwiązywał. Ma to też związek z tym, że pracował dla Ministerstwa od kilku miesięcy, w związku z czym nie nabrał jeszcze zbyt wielkiego doświadczenia. Dla takiego Doriena prawdopodobnie ledwie dziesięć procent z tych raportów mówiłoby o rzeczach, których jeszcze nie widział na oczy. Wbrew pozorom wypadki lubią się powtarzać.
- U Ciebie prawdopodobnie największym urozmaiceniem jest pilnowanie uczniaków. Pewnie broją, co? - rzucił, śmiejąc się krótko pod nosem - oczywiście nie z Rosalie! Sam pamiętał swoje szkolne czasy i o ile on sam był grzecznym chłopcem i przestrzegał zasad (jego nieumiejętność kłamania bardzo szybko wpędziłaby go w ogromne tarapaty, gdyby tylko został złapany na gorącym uczynku przez jakiegoś pedagoga), to do tej pory mógł przywołać szalone wybryki jego rówieśników, które odbijały się echem w murach zamku, przekazywane z ust do ust i rozdmuchiwane do niemożliwych rozmiarów. - Opornie, bo zanim Cię przyjmują, musisz przejść szereg testów, którymi badają, czy się nadajesz, no a ja jeden z nich powtarzałem aż cztery razy - wyjaśnił. Trochę głupio było mu przyznawać się do tego, że nie nadał się od początku na to miejsce, lecz nosił w głowie wspomnienie słów Doriena, swojego szefa, który przyznał, że jego na tych testach do powtórki odsyłano aż dziewięć razy.
- Umawiałaś się z chłopakiem mając piętnaście lat?! - powtórzył to pytanie z dokładnie takim samym zdziwieniem i teatralnym szeptem, tym razem nie mogąc powstrzymać się od zaśmiania się na dźwięk własnych słów. - Żartuję oczywiście - dodał, co by nie pomyślała, że jest jakimś dzikusem, który nie wie, że nastolatkowie chadzali na randki. Jeszcze by sobie dopowiedziała, że Claude w wieku piętnastu lat nawet nie wiedział, że randki istnieją (i w sumie nie myliłaby się bardzo, bowiem po raz pierwszy dziewczynami zaczął interesować się na szóstym roku). Słuchając dalszej części jej opowieści nie mógł powstrzymać wkradającego się na jego twarz grymasu bólu i współczucia dla niej. - Auć, faktycznie musiało boleć. Skąd ludziom w ogóle przychodzą takie pomysły do głowy? - rzucił retorycznym pytaniem, bo niestety na głupotę ludzką jeszcze lekarstwa nie wynaleźli. Klimat rozmowy zmienił się diametralnie po jej kolejnych słowach, na które Claude zareagował kilkoma gwałtownymi mrugnięciami. - Z chęcią - odparł, orientując się po fakcie jak beznadziejnie musiało to brzmieć. Postanowił utopić swój wstyd w rumie, więc nie minęło dużo czasu, gdy druga szklaneczka stanęła zupełnie pusta na barze. Czuł ogień w gardle, aż mu nieco jedno oko załzawiło. Przetarł je wierzchem dłoni. - Następnym razem więc pójdziemy na herbatę. Ten rum za szybko mnie kopie - stwierdził nieco bełkotliwym głosem. - Oczywiście jeśli miałabyś ochotę na herbatę ze mną. Wybacz, że z góry założyłem, że chciałabyś się ze mną ponownie spotkać. Co jeśli tak naprawdę, w głębi duszy, uważasz, że straszny ze mnie przychlast? - dodał jeszcze, wpadając w fazę niekontrolowanej werbalnej biegunki.
Trzecia szklaneczka?

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 31
  Liczba postów : 92
http://www.czarodzieje.org/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://www.czarodzieje.org/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://www.czarodzieje.org/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://www.czarodzieje.org/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Pią Gru 29 2017, 01:43

Pilnowanie uczniaków. Akurat, chciałaby. Największym urozmaiceniem w jej pracy był jej szef. Ni mniej, ni więcej. Człowiek-zagadka. Czasem miała wrażenie, że nawet pogardza własnym potomkiem, bo do tego, że pogardza całą resztą wszechświata powoli się przyzwyczajała.
- Najgorzej, że najbardziej broi moje własne rodzeństwo. Jedyne co mogę zrobić to udawać, że nad tym panuję - przyznała ze śmiechem puszczając mu oczko. Z racji tego, że była kompletnie nawalona mogła więc pochwalić się Zakrzewskimi którzy kiedyś zaludnią całą ziemię, bo aż tyle ich było.
- Aktualnie w Hogwarcie uczy się ich aż piątka. Wiesz, mój ojciec zdecydował się rozsiewać swoje cudowne nasienie po całym świecie więc jest nas... ośmioro. Swoją drogą on też pracuje w Ministerstwie Magii. Chyba. Ostatnio pracował. Wow, to musi być naprawdę duża firma. Chociaż Kongres też jest ogromny. Ale w Kongresie przynajmniej mówią zrozumiale dla wszystkich. Wy, Brytyjczycy czasami tak nieznośnie bełkoczecie, że nie wiem czy to jest mowa czy ktoś się krztusi. Ciężko mi odróżnić słowa, a przecież znam angielski! Jestem nativem! - mówiąc to żywo gestykulowała dłońmi, a kiedy doszła do oskarżeń pod względem brytyjskiego akcentu to nie omieszkała wyciągnąć w jego stronę oskarżycielskiego palucha. A co! Niech wie.
- Ciekawe jak mój ojciec się tam dostał... Nie jest zbyt bystry, bo w końcu nie słyszał o antykoncepcji - wyszczerzyła się w pijackim uśmiechu wyraźnie zadowolona ze swojego mało wyszukanego żartu. Uwielbiała docinać ojcu w rozmowach z ludźmi. Tak naprawdę nie darzyła go żadnym większym uczuciem, więc nie widziała sensu w udawaniu, że wszystko jest w porządku. W jej życiu rolę drugiego rodzica zajęła Amy i wywiązywała się z tego obowiązku bezbłędnie. Dlatego ojciec był tylko ojcem, a jego rola ograniczała się do tego, że bzyknął jej matkę w 94. I do alimentów. I innych finansowych form wsparcia. Nie mówiła jednak o nim nic złego przy złotych dzieciach, bo oni mieli z papą o niebo lepsze relacje i nie chciała ich urazić, ani wywoływać niepotrzebnych spięć. I tak byli strasznie patchworkową rodzinką.
- Wiesz, bal mnie ominął, bo gotowały mi się plecy przez kilka miesięcy - skrzywiła się nieco na to wspomnienie i zaraz opróżniła swoją szklaneczkę odstawiając ją obok szklaneczki swojego towarzysza.
Jego pytanie skwitowała jedynie wzruszeniem ramion, a szeroki uśmiech na chwilę przygasł.
Jedno z chęcią i znów zaczęła się uśmiechać. Przechyliła nieco głowę, założyła blond włosy za ucho z pozorną niewinnością, ale widać było, że te słowa jej schlebiały. Tak samo jak jego spojrzenie w którym ciągle widziała aprobatę.
- Claude... Jesteś przystojnym facetem z cudownym poczuciem humoru. Dlaczego miałabym nie chcieć iść z Tobą na herbatę skoro mam ochotę iść z Tobą do łóżka? - uhum. Tak. Nawaliła się, a ostatnie jej słowa były tego idealnym przykładem. Zarumieniła się nieco, ale ciężko określić czy to wina alkoholu czy jednak nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 339
  Liczba postów : 437
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Sob Gru 30 2017, 02:07

Claude parsknął śmiechem.
- Pewnie myślą, że skoro ich siostra pracuje w kadrze nauczycielskiej to nagle wszystko im wolno. Ale poważnie, nie dajesz im jakichś forów? Ja nie wiem, czy umiałbym nie być stronniczy w chwili, gdy chodziłoby o moje rodzeństwo - powiedział, zastanowiwszy się chwilę nad tym. Jego obie siostry były tymi starszymi i gdyby uczęszczały do Hogwartu, a Claude jakimś cudem miałby odznakę prefekta, chyba nawet po przyłapaniu na gorącym uczynku bałby się wlepić im punkty. Dostałby od nich potem po głowie i mógłby nie wyjść cało z ich zmasowanego ataku. - Tak poważnie, postawiłaś już jakiś szlaban? - zapytał jeszcze, autentycznie ciekawy, czy napotkała na swojej drodze delikwentów zasługujących na karę czyszczenia toalet w Hogwarcie. Słysząc natomiast historię o jej licznym rodzeństwie i ojcu rozsiewającym swoje nasienie po całym globie, nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Nie tylko on zdradzał jego konkretne upojenie alkoholowe - cała twarz Faulknera jarzyła się wręcz różowym blaskiem, na tle którego jego piegi wydawały się być czerwono świecącymi diodami widocznymi z przestrzeni kosmicznej. - Och, Rosalie, mój bełkot to nie wina brytyjskiego wychowania, lecz tych szklaneczek rumu! - zaprotestował, gotów bronić swojego akcentu. - Jeśli czegoś nie rozumiesz, śmiało powiedz, a ja powtórzę. Ale i tak powinnaś się cieszyć, że nie jestem rodowitym Szkotem ani nie pochodzę z okolic Essex. Tamci to dopiero mówią... - dodał, kręcąc głową z politowaniem. On naprawdę pięknie mówił - na co dzień bardzo wyraźnie artykułował wszystkie głoski i w ogóle miał przyjemną barwę głosu, wręcz stworzoną do słuchania, a mimo tego poczuł się dotknięty uwagami Rosalie! W jego oczach to ona brzmiała momentami nieco śmiesznie, przeciągając niektóre wyrazy z amerykańską manierą, ale czy atakował ją z tego powodu? Oczywiście, że nie! - Niestety nie wiem, ale może masz więcej rodzeństwa niż sądzisz? - odparł, po czym zaśmiał się i długo nie mógł się opanować po rzuconym w przypływie geniuszu żarcie. Nie wiedział jednak, czy przypadkiem nie przekroczył jakiejś granicy dobrego smaku w owej rozmowie. Chyba nie był to popis grzeczności z jego strony, skoro postanowił zażartować z rodzica Rosalie. To, że sama wypowiadała się o nim średnio pochlebnie nie był gwarantem, że Faulknerowi również było wolno.
Stracił już rachubę w wypitych szklankach rumu, bowiem jedyne, co teraz się dla niego liczyło, to ciągnięcie tej pasjonującej rozmowy z dopiero co poznaną, przepiękną dziewczyną, która nie tylko była mądra, ale również zabawna. A czy wspomniałam, że niezwykle atrakcyjna? Claude wydawał się przewijać te myśli w swojej głowie w kółko, nie mogąc skupić się już na niczym innym poza dokładnym analizowaniem kształtu jej ust czy też koloru jej tęczówek, co robił na zmianę z wyjątkową pasją. Nigdy, no przenigdy nie spodziewał się, że od podobnej panny usłyszałby te słowa. On przystojnym facetem? Z cudownym poczuciem humoru? No okej, na to drugie mógłby przystać, w końcu nieraz słyszał, że potrafi nieźle zażartować, ale to pierwsze? Poważnie? I jeszcze dalsza część wypowiedzi... Gdyby nie fakt, że Claude w tej chwili trzymał ręce na barze, wywróciłby się ze swojego wysokiego stołka. Spojrzał na nią nie kryjąc zaskoczenia, ale również emanując wszechogarniającą... Ekscytacją. Nigdy czegoś takiego nie przeżył.
- No właśnie, dlaczego? - wypalił, łakomie zerkając na jej pełne, różane usta. - Ach, Rosie... - To wszystko wydawało mu się po pierwsze zbyt piękne, a po drugie niezwykle podniecające. Nie chciał wyskoczyć jak Filip z konopi z propozycją zbyt zuchwałą, lecz skoro sama zaproponowała... Stop, czy to właściwie była propozycja?

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 31
  Liczba postów : 92
http://www.czarodzieje.org/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://www.czarodzieje.org/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://www.czarodzieje.org/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://www.czarodzieje.org/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Nie Sty 07 2018, 00:26

Słysząc jego pytanie zaśmiała się cicho. Szlaban? Wolne żarty.
- Myślisz, że chciałoby mi się później siedzieć razem z nimi na tym szlabanie? Halo, halo! Dla kogo ma to być kara? - przewróciła teatralnie oczętami i zaśmiała się lekko, ale już nie tak cicho. Rum porzeczkowy w połączeniu z whiskey robiły z niej jeszcze bardziej chichotliwą dziewczynę niż była nią na co dzień, a to już naprawdę wysoko zawieszona poprzeczka, albowiem uśmiech niezwykle rzadko opuszczał oblicze Rosaline. Teraz jednak wydawał się przyrosnąć do jej twarzy.
Pijacki entuzjazm nie opuszczał jej nawet w chwili w której zorientowała się, że jej mało wybredna uwaga odnośnie sposobu mówienia Brytyjczyków faktycznie uraziła Claude'a. No bo czemu tu się obrażać, skoro takie są fakty?
- Rozumiem co mówisz, ale są bardziej brytyjscy Angole niż Ty! I nie obrażaj się, po prostu w moim kraju mówimy kompletnie inaczej a to podobno ten sam język - wyjaśniła szybko wciąż się uśmiechając. O tak, osobiście miała wielki problem ze zbyt angielskimi Anglikami. No bo jak na litość boską można tak bełkotać? Nawet po paru szklaneczkach mocniejszego alkoholu nie była na tym poziomie! Chociaż może trochę jednak była.
Z pewnością była jednak trochę świnką, co zdradził jej śmiech przerywany chrumknięciami godnymi małego prosięcia które właśnie dostało wiadro pełne paszy. Oczywiście rozbawiła ją ta uwaga odnośnie ilości rodzeństwa, choć osobiście nie wykluczała możliwości, że może ich być więcej. W końcu nie miała jeszcze skośnookiego krewniaka.
- Mam nadzieję, że nie. I tak wydaje mi się, że zbankrutuję z okazji świąt - przyznała wyraźnie zadowolona z tego faktu, że będzie miała komu kupić prezenty i że prezenty zostaną zapewne kupione także jej. Jakby na to nie patrzeć nie każdy ma w życiu tyle szczęścia, prawda?
- Jak masz tylko gdzie... - powiedziała cicho przechylając zalotnie głowę w bok, zanim przechyliła się lekko do przodu i przylgnęła swoimi ustami do jego ust opierając przy okazji dłoń o jego udo, inaczej prawdopodobnie już dawno spadłaby z krzesła obrazując idealnie słowa "obraz nędzy i rozpaczy".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 339
  Liczba postów : 437
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Sob Sty 13 2018, 18:12

To, o czym rozmawiali jeszcze przed momentem przestało mieć jakiekolwiek znaczenie z chwilą, w której poczuł na swoich ustach rozpalone wargi Rosalie. Nie zorientował się, w którym momencie jego ręce powędrowały do jej kobiecego ciała, oplatając ją i przyciągając bliżej. W ich stanie upojenia alkoholowego to cud, że nie stoczyli się z wysokich stołków przy barze i zachowali względną równowagę, nie przerywając jednocześnie owego przeciągającego się pocałunku. Pierwszy przerwał Claude, chcąc popatrzeć na nią jeszcze raz, mimo że spojrzenie miał średnio przytomne i nieco zamglone. Pragnął jednak ponownie przekonać się, że nie była ona wyłącznie iluzją stworzoną przez jego kwilącą z samotności podświadomość. Równocześnie bardzo chciał zapewnić samego siebie, że porwał do pocałunku odpowiednią osobę, a nie siedzącego obok randoma.
Na szczęście Rosalie była równie materialna co przed kilkoma sekundami. Jego oddech przyspieszył, gdy spojrzał na jej policzki spowite rumieńcem. Była taka śliczna... Nie czekali zbyt długo, szybko dopili zawartość szklanek, po czym zarzucili na plecy płaszcze i wyszli. Na szczęście wciąż byli przy ulicy Tojadowej, toteż spacer w kierunku mieszkania Faulknera nie trwał zbyt długo. Trzeba jednak nadmienić, że podczas tej jednej alkoholowej libacji oboje się nieźle porobili. W mieszkaniu zgodnie wybrali się do kąpieli, a następnie padli na łóżko, by... Zasnąć.
Poranny kac niemal uniemożliwiał stukanie sztućcami o talerze, jednak śniadanie zjedli, a następnie rozstali się w towarzystwie ciepłych uśmiechów i głęboko skrytego wstydu w związku z całą tą sytuacją. Claude zaproponował jej załatwienie świstoklika, lecz dziewczyna wydawała się być wystarczająco zaradna i zniknęła na klatce schodowej kamienicy.

/zt x2

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1943
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1264
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Nie Lut 18 2018, 00:36

Czy to na pewno jest dobry pomysł, Danielu?
Nie wiedział. Niczego już nie był pewien - nawet własnego spokoju, własnej niezależności przy poruszaniu się komplikacją londyńskich ulic; od pamiętnego zdarzenia (lub raczej zderzenia) z magimilicją. W nieobarczonych warunkach był w stanie zaproponować jej przecież urokliwą kawiarnię na zatłoczonej Pokątnej; ta jednak wydawała się częstym miejscem patroli, a on - nie miał ochoty po raz kolejny robić już zamieszania próbą swojej ucieczki. Nie chciał ponadto narażać Li, która - jako niezarejestrowany animag również mogła wpaść w szpony oraz zostać przy (nie daj Merlinie) wykryciu zmuszona do nieodzownej współpracy. Czasy stawały się beznadziejne.
Drugim powodem tej niepewności była niestety sztywność wiążących zasad - jakby nie patrzeć, zapisanego kodeksu, który odwiecznie trąbił o braku większego spoufalania się między nauczycielem a uczniem. Oczywiście każdy miał przede wszystkim na myśli kontakt fizyczny, z drugiej zaś strony każdy czyn inny niż powiązany z nauką, wzbudzał mnóstwo podejrzeń w zasięgu postronnych spojrzeń. Nie miał pojęcia, jak potoczy się wszystko, a jednak chciał ją zobaczyć.
Szklaneczka whisky podczas oczekiwania pozostawała niemal nietknięta; zresztą, napój ten należało sączyć powoli, zgodnie z regułą równego braku pośpiechu produkcji bursztynowego trunku, intrygująco zwanego też wodą życia. Choć nie rozglądał się zbyt przesadnie, liczył, że wkrótce Li zdoła zagościć tutaj; oraz, że - nie należy ukrywać - nie będzie specjalnie zirytowana oraz mrukliwa jak ostatnimi czasy.

______________________

» there'll be days, when I'll stray, i may appear to be constantly out of reach «
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29444
  Liczba postów : 41730
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Nie Lut 18 2018, 13:37

To był ostatni dzień pracy w tym miejscu dla Hugh Marlowa - i bardzo, kurwa, dobrze! Popularny pub z przyjemną atmosferą od zaplecza wcale nie był już taki wspaniały. Hugh dałby sobie rękę uciąć, że pracownicy mieli lepiej w podejrzanych spelunach na Nokturnie. Może ze strachu, a może z lenistwa nie rzucał jednak tej pracy z hukiem - po co tracić czas na szukanie nowej pracy nie będąc pewnym, czy będzie lepiej?
Trwał więc na swojej śmieciowej umowie, wytrzymywał długie i późne godziny pracy, starał się nie podpaść szefowi, który raz nawet rzucił w niego brudną szklanką i najgorszych klientów od pijanych awanturników, których siłą trzeba było wyrzucać z pubu po dziwnych, nie wiadomo co robiących w tym miejscu bufonów, dla których "szkląka była berudna". Ale nigdy więcej! W końcu miał już pieniądze na wyjazd do Brazylii, w końcu miał tam dobry kontakt, w końcu mógł ruszyć dalej ze swoimi badaniami na caiporach - jeszcze tylko jeden dzień!
Hugh nie zamierzał jednak odejść cicho. Miał ogromna potrzebę zrekompensować sobie półtora roku mąk w tym miejscu, a wyładowywał się na przypadkowych klientach, tak jak oni wyładowywali się do tej pory na Merlinowi ducha winnemu barmanowi. Nadgryzał zamówione przekąski, mówiąc co grubszym, że i tak mieli już za dużo, celowo podawał złe drinki, każąc skarżącym się wypierdalać itp, gwoździem programu było jednak dolanie do niektórych trunków eliksiru bujnego owłosienia. Zdążył już wdrożyć go w życie i uciszając jakiegoś upierdliwego czarodzieja, zamawiającego ognistą, obserwował @Daniel Bergmann oraz kilka innych osób, którym zaserwował niespodziankę.
Wszyscy pili, ale nic się nie działo. Hugh zerknął jeszcze raz na fiolkę z eliksirem i zbadał resztki zawartości. No nie... jak mógł aż tak to zjebać? W drinkach wybrańców zamiast eliksiru bujnego owłosienia, znajdowało się veritaserum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 245
Dodatkowo : animagia (wiewiórka)
  Liczba postów : 728
http://www.czarodzieje.org/t11900-li-na
http://www.czarodzieje.org/t11911-li#319859
http://www.czarodzieje.org/t11912-poczta-li#319860
http://www.czarodzieje.org/t12044-li-na




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Nie Lut 18 2018, 19:15

Londyn? Aż tak bardzo Daniel obawiał się tego spotkania?
Rzadko kiedy dziewczyna znajdowała się w Londynie, ale wykorzystując okazję, że mogła się teleportować zrobiła to. Zawsze to lepszy środek transportu, prawda? Nie lubiła tego systemu poruszania się z prostego powodu, że kręciło jej się zawsze w głowie i miała dziwne objawy. Jednak teraz musiała z tego skorzystać i tak też zrobiła. Pojawiła się w ciemniejszej części ulicy, żeby nie wpaść na nikogo.
Otrzepała się i poprawiła włosy. Co prawda dzisiaj miała związane w koka, jak nigdy. Znała dobrze Londyn, jednakże na ulicy Tojadowej rzadko bywała, ale dobrze wiedziała gdzie owy pub się znajduje.
Chwilę później ruszyła przed siebie i dotarła pod pubu.
Zauważyła przez szybę mężczyznę i westchnęła. Co ją dzisiaj czekało ze spotkania z profesorem? Czy się obawiała? Nie, ciekawiło ją tylko dlaczego chciał się spotkać w Londynie skoro było o wiele bliższych miejsc, choćby nawet Hogsmeade.
Weszła do środka i otrzepała się z zimna. Kiwnęła głową osobie, która pracowała dzisiaj i obsługiwała klientów. Miała udawać, że jest zaskoczona widokiem profesora dlatego podeszła do niego i wcale nie siadała na miejscu przeznaczonym dla niej - Daniel... Londyn? - zapytała kiwając lekko głową. Zaczęła rozbierać się z kurtki i przyglądała się profesorowi. - Możesz mi powiedzieć co Twój list miał znaczyć? Przecież już chyba bezpieczniejszego miejsca jak Londyn nie ma... - mruknęła do niego. Dopiero po chwili zasiadła na przeciwko niego i złożyła dłonie na stole. Po chwili pojawił się barman jednak nie zamówiła nic, zwyczajnie podziękowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1943
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1264
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Wto Lut 20 2018, 00:11

- Wszędzie jest niebezpiecznie - przeszedł do swoich prostych wyjaśnień; w pierwszej chwili chciał zwrócić dziewczynie uwagę - skoro jednak nie podnosiła głosu, zaś gwar dookoła wytwarzał barierę dźwięków, prędkie zrzucenie dystansu nie zagrażało im dwojgu. - Z kolei tutaj istnieje mniejsze ryzyko ujrzenia co chwilę uczniów - dodał. Ale to nie był koniec, to było niepełne, zaś na usta Bergmanna pchały się nowe słowa, słowa, których nie umiał powstrzymać a które były stuprocentowo prawdziwe; zgodne z powstającymi niegdyś, własnymi spostrzeżeniami.
- Mam dość Pokątnej, o Hogsmeade słyszałem zresztą analogiczne plotki. Całkiem niedawno chciała mnie oraz znajomą uzdrowicielkę dopaść magimilicja. Na nasze szczęście w porę spostrzegłem ich, nadchodzących dokładnie w stronę zajmowanego stolika. Uciekłem im - tutaj uśmiechnął się lekko - pod postacią kruka. Udało mi się, to prawda, ale i oni postępowali niczym kretyni. - Wyraził się z niechowaną pogardą. - Nie mam ochoty mieć z tym cokolwiek wspólnego. Jeszcze brakuje, żeby szperali w aktach i przypomnieli powód, przez który musiałem opuścić Trausnitz. - Wtem zamilkł. Coś było nie tak. Daniel Bergmann nie mówił n i g d y aż tak wylewnie, przez większość nie miał w zwyczaju ciągnąć swej wypowiedzi dłużej niż jedno, dwa precyzyjne zdania. Mało tego, wiedział, jak niewiele zabrakło, aby znów chętnie kontynuował ten wywód. Wyraźnie skonsternowany, spojrzał to na barmana, który dziś dokazywał swą nieprzyjemną postawą, to na naczynie pełne Ognistej Whisky (upił zaś kilka kropel, Merlin świadkiem!), to wreszcie na swą towarzyszkę. Niedobrze. Bardzo niedobrze.
A przecież nie był pijany.

______________________

» there'll be days, when I'll stray, i may appear to be constantly out of reach «
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 245
Dodatkowo : animagia (wiewiórka)
  Liczba postów : 728
http://www.czarodzieje.org/t11900-li-na
http://www.czarodzieje.org/t11911-li#319859
http://www.czarodzieje.org/t11912-poczta-li#319860
http://www.czarodzieje.org/t12044-li-na




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Wto Lut 20 2018, 10:15

No tak, do Londynu jednak uczniowie praktycznie się nie wybierali, a jedynie Ci którzy pracują w tym miejscu, ale może i Daniel miał rację. Londyn będzie bardziej stabilniejszym miejscem do spotkań dla nich i może faktycznie przeniosą się tutaj? A może Daniel już więcej razy nie będzie miał ochoty na spotkanie? Zawsze Hogwart, a teraz Londyn co bardzo wyglądało podejrzliwie dla niej, ale cóż. Może się myliła. - No tak. Poza tym Londyn to bardzo piękne miejsce. - powiedziała do niego i westchnęła. Przecież ona pochodziła z Londynu jednak z tych mugolskich dzielnic, więc na ulicy pokątnej bywała bardzo rzadko, ale wiadomo trzeba było zaglądać, żeby zrobić magiczne zakupy.
- No tak, słyszałam o tym. Mnie osobiście jeszcze nie dopadli, ale dziewczyny mi opowiadały, że nie można sobie spokojnie wypić piwa kremowego... - oznajmiła i westchnęła. Naprawdę robiło się coraz bardziej niebezpiecznie. Owszem, od tego jest magiczna policja, żeby panować, ażeby był spokój, ale oni tylko bardziej rozsyłali panikę, a nic poza tym. Ale nic nie można było z tym zrobić. Trzeba było jedynie czekać na moment kiedy sobie zwyczajnie odpuszczą i nastanie spokój, jak wcześniej. Nawet to spotkanie z Danielem było podejrzliwe i kto wie jak ta 'randka' może się skończyć.
Więc wcześniej Daniel nauczał w innej szkole? Ona o tym nie miała zielonego pojęcia, ale przecież nie wypytywała Daniela o jego wcześniejsze życie, bo zwyczajnie obawiała się, że ten nie będzie miał ochoty się jej spowiadać, bo niby dlaczego miałby to robić? Li wcale nie przeszkadzało to, że psor pił whisky. Przecież był dorosłym czarodziejem i wiedział co robi, tak? Li jednak nie miała ochoty na żaden alkohol dlatego też siedziała o suchych wargach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1943
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1264
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Czw Lut 22 2018, 22:22

- To prawda - musiał oraz chciał się z nią zgodzić. - Mam sentyment do tego miasta. - Dodał. Nie wywodził się stąd; nie powinien właściwie wychowywać się w Wielkiej Brytanii. Urodzony w Berlinie, miał mieszkać, miał wzrastać (kto wie, jaką formę przybrałoby wówczas życie?) dokładnie tam; dlatego, aby zachować resztki tradycji został wysłany do Trausnitz. Z Hogwartem pierwszy raz w życiu zetknął się blisko dwa lata temu - dokładnie, kiedy rozpoczął pracę. Londyn jednakże był wyjątkowy, był jego pierwszą ucieczką po ukończeniu studiów. Spędzone lata wspominał (oraz wspomina) dobrze; nie chciał z początku zajmować się nauczycielską profesją - a jednak, skończył obecnie w takim nie innym układzie. Nie żałował jednakże swojej decyzji - jakby nie patrzeć, dobrze odnalazł się w swym zawodzie.
Obecnie panoszył się w nim niepokój.
Zaledwie znikoma dawka rozwiązała mu język - omal nie opowiedział o swoim (domniemanym, nieudowodnionym zresztą! kłam Bergmann, kłam dalej) romansie. W owym momencie mógłby już całkiem pogrążyć się w jej opinii. Pewnie nie chciałaby jego znać, gdyby na zewnątrz wypełzły dotychczasowe kłamstwa.
- Chodźmy się lepiej przejść - zaproponował. Nie chciała czegokolwiek zamawiać - i dobrze. Aktualna, karygodna obsługa omal nie wywołała awantury w lokalu, zawsze o dobrze, bezkonfliktowo zarysowanym klimacie. Odsunął od siebie szklaneczkę. O jedno przechylenie za dużo.

______________________

» there'll be days, when I'll stray, i may appear to be constantly out of reach «
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 245
Dodatkowo : animagia (wiewiórka)
  Liczba postów : 728
http://www.czarodzieje.org/t11900-li-na
http://www.czarodzieje.org/t11911-li#319859
http://www.czarodzieje.org/t11912-poczta-li#319860
http://www.czarodzieje.org/t12044-li-na




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Pią Lut 23 2018, 19:05

Li bardzo cieszyła się ze spotkania z Danielem, zaczynała naprawdę za nim tęsknić. Cholera, żeby tylko się w nim nie zakochała. Dbała o to, nie chciała się bardzo przywiązywać, bo doskonale wiedziała, że jest podatna na takie mocne zauroczenia. Może nie zapanowała nad tym i to już się wydarzyło? Nawet nie potrafiła o byłym normalnie myśleć i wywnioskować czy mają ze sobą rozmawiać czy też nie. Nie wiedziała czy robi dobrze czy też źle. Tom na pewno zasługiwał na drugą szansę, ale Li nie potrafiła o niczym innym myśleć jak o nauczycielu. Teraz to on był numerem jeden na jej liście. Ehh.
Spojrzała na nauczyciela i podniosła się z krzesełka. Bardzo dobrze, że Daniel oczekiwał spaceru, dobrze widziała, że coś jest z nim nie tak. Czyżby za dużo alkoholu? Dobrze, będzie łatwiejszy, ale kto znał Li dobrze wiedział, że ona nie miała tego w zamiarze.
Ubrała się z powrotem w kurtkę i opatuliła się w szalik. Czekała aż Daniel wyjdzie pierwszy, bądź też jak na prawdziwego gentelmana otworzy jej drzwi i ją przepuści. Tak czy siak pożegnali się z kelnerem i wyszli na zewnątrz.

/x2 zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 562
  Liczba postów : 760
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Nie Lip 08 2018, 21:56

Po odebraniu od Deara wiadomości i po umówieniu się na miejscu o konkretniej godzinie, ruda podniosła się z łóżka, odkładając książkę od transmutacji na bok. Pomimo wakacji i pomyślnie zakończonych egzaminów, nadal powtarzała i utrwalała materiał, a wieczorami przeglądała ukradzioną z Hogwartu księgę, która podczas nieobecności Nessy w domu, leżała w najbezpieczniejszym miejscu, które miała w swoim pokoju. Dziewczyna zerknęła na zegarek i zsunęła ze stóp kapcie i skarpetki, a następnie skierowała się do łazienki, aby odświeżyć się przed wyjściem. Nie była jedną z tych panienek, którym godziny zajmowało przygotowanie się do opuszczenia domu, przez dłużący się wybór ubrania czy skrupulatnie nakładany makijaż. Zdawała się nie przykładać do tego aż takiej wagi, a raczej przez brak czasu, nauczyła się działać szybko. Po piętnastu minutach już wciągała bluzkę, łapiąc następnie za szczotkę do włosów i rozczesując wilgotne kosmyki rudych włosów, siadając przed toaletką. Rozejrzała się po pokoju, zarzucając niewielki, czarny plecak na ramiona i upewniając się, że wszystko ze sobą zabrała — od pieniędzy aż po różdżkę i książkę, której okładkę zmieniła dla niepoznaki, tak, że teraz na szarym papierze wiły się podobizny smoków, tym samym sugerując, że tomisko jest właśnie o nich.
Przed pubem była chwilę przed czasem, pojawiając się w jednej z bocznych alejek z charakterystycznym dla teleportacji świstem. Miała z początku skorzystać z motoru, jednak uświadomiła sobie, że cholernie ciężko będzie się jej powstrzymać przed alkoholem, więc wybrała swój najmniej ulubiony sposób poruszania się. Skrzypnięcie drzwi i powiew świeżego powietrza do izby oznajmił gościom lokalu jej pojawienie się. Wolnym krokiem, któremu towarzyszył stukot obcasów o drewnianą podłogę, szła przed siebie, rozglądając się i wybierając stolik. Nie była to najpopularniejsza miejscówka, więc nie było dzięki temu tłumów, tak było lepiej. Wybrała kameralne miejsce, gdzieś w kącie, skryte przed wścibskimi oczyma siedzących przy barze, jak i wchodzących do lokalu. Zsunęła plecak z ramion i usiadła na wygodnym, obitym miękką skórą krześle. Założyła nogę na nogę i rozejrzała się dookoła. Pub był bardzo kameralny i przytulny, a czerwona cegła doskonale komponowała się z zielenią na ścianach i jaśniejszych, drewnianych meblach. Na stoliku poza kartą stała jeszcze zapalona świeczka o przyjemnym, leśnym zapachu i kwiatek w wazonie. Westchnęła cicho, przeczesując włosy rękoma i odrzucając ja na plecy, czekając na @Calum O. L. Dear. Swój pakunek wciąż trzymała na kolanach, na nim tkwiły ułożone grzecznie drobne dłonie o czerwonych paznokciach. Odpuściła sobie mocny makijaż, maskując tylko cienie pod oczyma i podkreślając rzęsy, na usta nakładając pomadkę w naturalnym kolorze. Zerknęła na tkwiący na ręku zegarek, którego wskazówki leniwie snuły się po tarczy. Był niewielki i klasyczny, zapinany na skórzany pasek. Było gorąco, więc Lanceley postawiła na lekki i wygodny strój. Białe szorty w czarne grochy miały wyższy stan, natomiast do nich dobrała luźną, czarną i pozbawioną nadruku koszulkę na krótki rękaw. Miała wyższe buty oraz tkwiącą na ręku przeciwnym do zegarka gładką, srebrną bransoletkę. Oparła się wygodnie na krześle, posyłając kelnerowi krótkie spojrzenie, sugerujące, że na kogoś czeka i wstrzyma się jeszcze z zamówieniem. Była chłopakowi winna co najmniej drinka za to, jak się poświęcił. Bo nawet jeśli to był jego pomysł, to konsekwencję powinni podnosić obydwoje. Wciąż było jej głupio i źle za tą bibliotekę, tym bardziej że go tam tak zostawiła. Spomiędzy warg uciekło jej ciche westchnięcie, a brązowe ślepia zatrzymały swoje spojrzenie na tlącym się płomieniu świeczki. Ogień zawsze ją uspokajał, a jednocześnie skłaniał do nostalgii i przemyśleń. Trochę też przez kolor jej włosów, które w promieniach popołudniowego słońca, swoimi refleksami trochę go przypominały. Tkwiły teraz rozpuszczone, rozsypane po ramionach i plecach, łaskocząc kosmykami delikatną membranę skóry przy każdym jej ruchu. O dziwo, proste, pozbawione naturalnie wijących się, delikatnych loków.



*

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 787
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Pon Lip 09 2018, 00:13

Niestety od czasu złapania w dziale ksiąg zakazanych nie miałem zbyt wiele okazji, by spotkać się z Lanceley i wykorzystać wspólnie wiedzę, którą zdobywała ze skradzionej książki. Fairwyn, któremu oczywiście nie przyznałem się do tego, co robiłem w bibliotece w miejscu, do którego nie powinienem wchodzić bez pozwolenia, wysłał mnie na dywanik do dyrektorki, ale jako że Bennett chyba nie lubi sprawiać swoim uczniom wielu problemów, odpuściła mi nawet szlabany. Zagroziła jedynie, że w przyszłym roku będzie miała na mnie oko i przy każdym następnym wybryku oberwę ze zdwojoną siłą, lecz w perspektywie kończącego się niedługo obecnego roku szkolnego, miałem to, krótko mówiąc, gdzieś. I tak prawdopodobnie zapomni, że złamałem szkolny regulamin, a nawet jeśli miałbym zarwać dwa szlabany zamiast jednego przy kolejnym wybryku, chyba aż tak mnie to nie skrzywdzi.
Generalnie nie obijałem się, lecz próżno byłoby szukać w pamięci okazji, kiedy to dowiadywałem się czegoś na temat animagii. Nie miałem do tego głowy, bowiem Dorien dał mi zagwozdkę w postaci podwójnego zaproszenia na swoje wesele, przez co musiałem kombinować z zapraszaniem partnerki na uroczysty spęd rodzinny. Wtedy padło na Wykeham, co okazało się nie być najgorszą opcją z możliwych - przeciwnie nawet, bawiłem się w jej towarzystwie znakomicie, poniekąd zaczynając rozumieć, dlaczego Lysander tak cenił sobie jej towarzystwo. Przy okazji wesela nie chciałem zagadywać Nessy o książkę, ufając jej, że trzymała ją w bezpiecznym miejscu i nie robiła zbyt wiele beze mnie (chociaż już samo przeglądanie jej stron było znacznym postępem). Zamierzałem się odezwać do niej w tej sprawie, ale rzecz jasna wyleciało mi z głowy w obliczu zaliczania przedmiotów, ocen końcowych i finalizowania spraw związanych z nowym mieszkaniem w Londynie. Tak mnie to pochłonęło, że w pierwszej chwili w ogóle nie skojarzyłem, o co chodziło w listach od Nessy, że jaka książka niby? Na szczęście szybko zaskoczyłem i umówiłem się z nią w pubie przy ulicy Tojadowej na dogodną godzinę, niemalże zaraz po skończeniu roboty na Nokturnie.
Praca u jubilera nie była taka zła, jak sądziłem. Okazało się, że czas poświęcony na kursy, do których przygotowywałem się też mniej więcej rok temu, opłacił się, bowiem z góry otrzymałem podwyżkę pensji, która wyglądała teraz nie najgorzej i zapowiadała wiele możliwości na spędzenie czasu podczas wakacji. Po skończonej robocie, a było już całkiem późno, zamknąłem sklep i wyszedłem na zimną ulicę Nokturnu. Po plecach przebiegł mi dreszcz, nawet miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Szybkim krokiem przeszedłem kawałek ulicy i tylko raz obejrzałem się za siebie na wejście do sklepu, po czym obróciłem się na pięcie, intensywnie skupiając uwagę na ślepej uliczce, przecznicy Tojadowej. Zmaterializowałem się z głośnym pyknięciem i odczekawszy chwilę, ruszyłem przed siebie, kierując kroki do pubu. Mantykora była ciekawym miejscem, w dodatku na tyle kameralnym, że bez problemu mogłem obgadać z Nessą kwestie wspólnych przygotowań.
Wszedłem do środka i od razu obrzuciłem wzrokiem sylwetki siedzące przy barze, w żadnej z nich nie rozpoznając drobnej postaci Ślizgonki. Dopiero wchodząc nieco głębiej do lokalu odnalazłem ją w kącie.
- Cześć - przywitałem się z szerokim uśmiechem, zajmując miejsce naprzeciwko. Oparłem przedramiona na blacie, splatając ze sobą palce. - Zamówiłaś już coś? - zapytałem. Spojrzeniem obrzuciłem jej ubiór oraz włosy, uwagę zawieszając na zegarku, a zaraz po nim na pakunku, który spoczywał na jej nogach. - To ta książka? - dodałem, nieco ściszywszy głos. Sięgnąłem przy okazji po kartę, chcąc rzucić okiem na serwowane w lokalu trunki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 562
  Liczba postów : 760
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Sro Lip 11 2018, 15:03

Każdy przed końcem roku był zabiegany, więc Nessa wcale nie miała mu za złe braku kontaktu czy jakiejkolwiek wiadomości odnośnie do kary, którą zesłać miał na niego opiekun Slytherinu. Trzeba jednak przyznać, że siedziało jej gdzieś to z tyłu głowy, pobudzając rycerską stronę, a razem z nią, wyrzuty sumienia. Cały czas pytała siebie, czy nie powinna była z nim zostać i jakoś pomóc, wciąć winę na siebie. Najważniejsze jednak, że książka była ich i mogli przez całe wakacje korzystać z jej mądrości i przygotowywać się do podjęcia próby na zdobycie umiejętności animaga.
Ruda westchnęła, przymykając na chwilę oczy i rozkoszując się przyjemnym chłodem panującym w tym kameralnym pubie. Ulżyło jej, że nie musiała spędzać wieczoru w domu, słuchając dyskutującego z jakimś Panem z Ameryki ojca, który był w trakcie załatwiania dodatkowych dostaw drewna pod zamówienia indywidualne. Z racji tego, że bardzo chciał, aby córka przejęła interes, wymagał od niej powolnego wdrążania się w jego prowadzenie. I początkiem miała być pomoc w sklepie, na którą się zgodziła, rezygnując z Oasis. Nie sądziła, że w jakikolwiek sposób pomoże jej to z bezsennością. Nauka w nocy przychodziła jej jednak znacznie łatwiej, a do tego rodzice zaoferowali jej większą wypłatę, niż miała w klubie. Dlaczego więc odmówić? Gderanie ojca było doskonałym patentem na trening cierpliwości. Na weselu u Doriena nie miała z Calumem styczności, jedynie przywitali się ze sobą i posłali delikatne uśmiechy, ponieważ każde z nich było zajęte sobą i swoim towarzyszem. Nie spodziewała się, że Dear zaciągnie ze sobą akurat wojowniczą gryfonkę, jednak wyglądało na to, że bawią się i dogadują wyśmienicie. A to było najważniejsze.
Z zamyślenia wyrwało ją skrzypienie podłogi, a powieki pofrunęły do góry, odsłaniając czekoladowe ślepia. Dostrzegając znajomą postać, uśmiechnęła się, lustrując wzrokiem twarz krukona, śledząc jego poczynania wzrokiem. Nigdy nie sądziła, że ich relacja pójdzie w tak pozytywnym kierunku i trzeba przyznać, że ją to bardzo zaskakiwało, bo dogadywali się naprawdę dobrze. Może to kwestia osobowości i dominującej u nich szczerości? Nie miała pojęcia. Zwykle będąc u nich, spędzała czas z Beatrice albo Vivi, a one miały różne etapy miłości do brata w swoim pokręconym i intensywnym życiu. Poprawiła się na krześle, przysuwając nieco do stolika i unosząc jedną z dłoni, odgarniając kosmyk włosów za ucho.

— Hej Cal. Nie, czekałam na Ciebie. Co pijemy? Ja stawiam oczywiście. Trzeba uczcić koniec egzaminów i nasz przestępczy sukces. No, prawie sukces.. — odparła ciszej, idąc jego śladem i również nachylając się nad drewnianym blatem, aby oprzeć o niego przedramiona. Dzięki temu mogli być bezpieczniejsi przy wymianie informacji. Westchnęła cicho, odwracając wzrok gdzieś na bok i zastanawiając się, na co właściwie miała ochotę, bo teoretycznie miała wolny jutrzejszy dzień od pracy, wiec nie musiało być to zwykłe i nudne piwo. — Też.
Mruknęła, zawieszając spojrzenie na jego twarzy, zaraz po tym, jak rozejrzała się dookoła. Na szczęście nie było nikogo znajomego czy jakiegoś członka kadry Hogwartu. Ci z pewnością przygotowywali się do wyjazdu na zaplanowane wakacje, na które Lanceleyówna z braku laku się zapisała. Była już za stara na podróże z rodzicami.
— Mam też Twoją pelerynę, którą mi tak brutalnie wcisnąłeś... Swoją drogą, użyteczny przedmiot. I jak to w przyszłym roku będzie Cię pilnowała? Nie powinieneś teraz kończyć? — zaczęła z delikatnym zmarszczeniem brwi i nosa w akcie zaskoczenia, ostatecznie jednak kręcąc delikatną głową i chcąc zmienić temat. Może nie było mu przyjemnie o tym rozmawiać? — Dziękuje za tamto. Bez Twojego heroicznego poświęcenia obydwoje mielibyśmy kłopoty. Nie podejrzewałam Deara o takie szlachetne zapędy. Jestem Ci winna ogromną przysługę, więc śmiało. Lancelot jest do Twoich usług, które nawet mogą troszkę przekraczać granice rozsądku.
Dodała jeszcze z nonszalanckim i zadziornym uśmiechem, przenosząc spojrzenie na trzymaną przez niego kartę. Niech on wybierze, jej to właściwie bez różnicy, bo lubiła każdy alkohol. Przesunęła wzrokiem po tlącej się świeczce i kwiatku w wazonie, starając się skupić rozszalałe i swobodnie wędrujące myśli tak, aby szły w jednym kierunku. Nie było to jednak łatwe, trochę minęło od ostatniego spotkania, a ona nie chciała tak od razu przechodzić do animagii i transmutacji, bo wyglądałoby to, jakby go wyzyskiwała.

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 787
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Czw Lip 12 2018, 03:08

Machnąłem ręką, gdy wspomniała o stawianiu alkoholu dzisiejszego wieczoru - w zasadzie może powinienem się kłócić, nie pozwalać dziewczynie wykładać za mnie pieniędzy, lecz ostatecznie "była mi coś winna", chociażby brak szlabanu, który z pewnością by dostała (jeśli nie gorzej), gdybym nie przykleił jej do czubka głowy swojej peleryny niewidki. Zamiast licytować się, kto przyszedł dziś z większym zapasem galeonów w sakiewce, postanowiłem skupić się na tym, co oferowali w karcie pubu. Zlustrowałem wzrokiem listę procentowych trunków i musiałem poświęcić trochę czasu analizie tego, co widziałem - wino brzmiało dobrze, ale obawiałem się porannego bólu głowy. Przychodzenie do pracy u jubilera, by pracować z metalami i kamieniami, które pod wpływem wielu zaklęć polerujących, szlifujących, tnących czy rozdrabniających wywoływały głośne, nieprzyjemne dźwięki, w perspektywie kaca nie jawiło się jako zachęcająca opcja. Wino skreśliłem, za to mój wzrok padł na ognistą whiskey. Nie było trochę za wcześnie na tak mocne trunki? Może powinienem standardowo zacząć od kłębolota, który zawsze potrafił wprowadzić mnie w dobry stan, poprawić humor, a także zapewnić rozrywkę w postaci wróżenia z bąbelków?
- Standardowo, kłębolot - powiedziałem, brzmiąc pewnie jak stały bywalec miejsca, choć w praktyce moja stopa stanęła tu wyłącznie dwa razy, w tym owym drugim był właśnie ten wtedy. - Od siebie polecam kłęboloty, nie wiem, czy pijasz. Dobrze smakują, są lekkie, a nieźle kopią - zrobiłem jeszcze małą reklamę alkoholowi, po czym zamknąłem kartę i odłożyłem ją na bok, gotowy do złożenia zamówienia.
Nachyliłem się trochę bardziej, gdy zorientowałem się, że rozgląda się prawdopodobnie w celu zachowania dyskrecji w przekazywanych mi wiadomościach. Usłyszawszy, że posiada ze sobą moją pelerynę niewidkę, kiwnąłem głową na znak, że aprobuję i dziękuję jej za pamięć. W myślach szybko zdecydowałem, czy będę miał na nią miejsce w torbie, ale chyba powinna się bez problemu zmieścić.
- Może i użyteczny, szczerze mówiąc wziąłem ją z kufra pierwszy raz właśnie na naszą eskapadę - powiedziałem, wzruszając delikatnie ramionami. Z pewnością znalazłaby jeszcze wiele zastosować, co do tego nie miałem wątpliwości, lecz nie była w moim bagażu rzeczą, o której pamiętałem zawsze i z której korzystałem często. Raczej zwracałem na nią uwagę właśnie w podobnych kryzysach jak potrzeba włamania się. - Swoją drogą znalazłem ją w Dolinie Godryka, leżała sobie tak po prostu na ziemi. No, przy okazji się o nią potknąłem i obiłem tyłek, ale to już poboczna historia - dodałem, parsknąwszy śmiechem. Chyba spacerowałem wtedy po rezerwacie Shercliffe'ów, kiedy dosłownie peleryna wpadła mi pod nogi. Słysząc zdziwienie i powątpiewanie w jej głosie, pospieszyłem z odpowiedzią. - Zacząłem rok później. Niby powinienem kończyć, ale w pierwszej klasie bardzo długo chorowałem i musiałem ją powtórzyć. Swoją drogą to cud, że nie muszę powtarzać i tej - byłem prawie przekonany, że Fairwyn obleje mnie z run tylko po to, żeby dać mi nauczkę za tą bibliotekę - dodałem. Wspominanie o mojej chorobie z dzieciństwa nie było dla mnie czymś wstydliwym. Może odrobinę niekomfortowym, bowiem zmuszało mnie do przyznania się, że posiadałem wiedzę mniejszą niż wskazywałby na to mój rocznik, lecz i tak była lepszym wytłumaczeniem niż kiblowanie tak o. - Daj spokój - machnąłem ręką, chcąc, by już nigdy, broń Merlinie, nie dziękowała mi za tamten wybryk. - Nie mogłem pozwolić, żebyś wpadła w tarapaty u opiekuna domu, złapana na tak poważnym łamaniu regulaminu. Podejrzewam, że poniosłabyś jeszcze większe konsekwencje... Ja to tam wiesz, nieistotne. Nawet jakby mnie zostawili w tej samej klasie albo wywalili z Hogwartu, nikogo by to nie zdziwiło - stwierdziłem, zaciskając na moment usta w cienką linię.
A w międzyczasie zdążyły dojść nasze drinki, więc przykleiłem się do swojego kłębolota, upijając dwa łyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 562
  Liczba postów : 760
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Pią Lip 13 2018, 23:58

Nessa i tak sądziła, że głupi drink to wierzchołek góry lodowej tego, co powinna była dla niego zrobić, aby się odwdzięczyć. Edgar znany był z wyjątkowo surowego i oschłego podejścia do swoich podopiecznych i była pewna, że w najlepszym wypadku załatwiłby ją tak, że powtarzałaby klasę. Jej duma i ambicja by tego nie zniosły. Szlaban był naprawdę przyjemną opcją, gdy przychodziło do Fairywna. Dlatego właśnie nie zamierzała mu się pokazywać w następnym roku szkolnym — nie tyle ile przez samą bibliotekę i wyraz jego twarzy, gdy tam wszedł, który zapamięta chyba do końca życia, co przez jej egzamin z run, który gorzej chyba pójść nie mógł. To był jej pierwszy i ostatni w życiu Troll, bo więcej na starożytnych runach jej nie zobaczą.
Czekała, aż Calum wybierze coś odpowiedniego, wędrując spojrzeniem pomiędzy twarzą chłopaka a rzeczami znajdującymi się na stoliku. Cieszyło ją to, że nie było tłumów i dzikich wrzasków, a muzyka delikatnie i spokojnie roznosiła się po lokalu. Zastanawiała się nawet, dlaczego trzy miotły były popularniejsze, kiedy ten pub wydawał się jej zwyczajnie lepszy i ciekawszy? Westchnęła cicho, kręcąc delikatnie głową i tym samym wprawiając w ruch włosy, których miedziane kosmyki odbijały subtelne światło świeczki.

— Dobrze. Niech będzie i kłębot, chociaż spodziewałam się większego bum, Panie Dear.— odparła z uśmieszkiem, napotykając swoim spojrzeniem jego. Nie znała tego trunku, ale postanowiła zaufać mu w tej kwestii. Nessie nie trzeba było dwa razy mówić, żeby się napiła. Lubiła alkohol. Piła go zdecydowanie za dużo, zwłaszcza whiskey, do której słabość otrzymała chyba w genach po ojcu. Ciężko było jej skojarzyć spotkanie ze znajomymi, które pozbawione było rozweselająco — rozluźniających wspomagaczy.— Smakują jak co? Możesz do czegoś porównać?
Dodała z ciekawością, nie mogąc znaleźć żadnej sugestii w nazwie. Bo jedyne co przychodziło Lance do głowy, to były kłęby kociej czy psiej sierści, popychane i toczące się wzdłuż szafki, zbierające kurz. Tego raczej by nie podali do wypicia. Tkwili tak nachyleni nad blatem stołu, mówiąc przyciszonymi głosami i nadając ich spotkaniu tajemniczej, konspiracyjnej zapewne w oczach tutejszych kelnerów, barwy. Czuła się w ten sposób jednak pewniej, zwłaszcza że nie wiedziała, czy peleryna jest przedmiotem legalnym, czy nie. Dopóki tkwiła bezpiecznie w tobołku, razem z książką i innymi pierdołami, wszystko było w porządku.
— Takie cudo, a wykorzystałeś je dopiero ze mną? To właściwie jak dwa pierwsze razy w jednym. Burżuazja.— mruknęła rozbawiona, puszczając mu zadziornie oczko. Złośliwość miała we krwi, ale to ponoć dotyczyło wszystkich osób o miedzianych włosach. Nigdy więc z tym nie walczyła. Trochę może bezczelnie lustrowała jego twarz, zwyczajnie lubiąc utrzymywać kontakt wzrokowy z rozmówcą. Tak wydawało się jej grzecznie i przyzwoicie. Przekręciła głowę, podpierając się policzkiem o jedną z dłoni i słuchając jego słów, nie mogąc powstrzymać parsknięcia i roześmiania się. Cały on. Miał niesamowite pokłady szczęścia w nieszczęściu. — Idealnie do Ciebie pasuje. Nie mogłeś przecież jej znaleźć ot, tak, równowaga musiała zostać zachowana. Zrobię Ci jakiś talizman na szczęście, naprawdę. Jesteś bardziej niezdarny niż ja.
Kontynuowała, wciąż rozbawiona, chichocząc cicho pod nosem. Czemu tak łatwo było sobie go wyobrazić w scenariuszu, który przedstawił? Chyba taki był jego urok. Na jego słowa kiwnęła głową, a spomiędzy warg uciekło jej ciche "ahh", rozumiejąc już, o co chodzi. Zapominała o tym, że chorował, chociaż Beatrice i Viviene jej o tym wspominały. Zapewne przez to, że wcześniej nie byli ze sobą blisko i praktycznie nie rozmawiali, czego Lance było całkiem szkoda. Zyskiwał przy bliższym poznaniu.
— No tak, to byłoby bardzo w jego stylu.. Powiem Ci w sekrecie, że sama bym chętnie oblała rok, gdyby jakoś moja ambicja to zniosła. To jednak niemożliwe. Cudownie byłoby zostać w zamku rok dłużej. W ogóle nie mogę sobie wyobrazić rozstania z Hogwartem.. — westchnęła nieco może nazbyt sentymentalnie, spuszczając wzrok gdzieś w dół i tym samym częściowo przymykając powieki. Na jej bladej i drobnej buzi zatańczyły cienie rzucane przez rzęsy. Milczała jednak chwilę, pozwalając, aby chaotyczne obrazy pojawiały się przed oczyma, powracając do wspomnień minionych lat. Na "Daj spokój", nie zrozumiała, o co chodzi z początku, wyrwana z zamyślenia. Uwaga Ness znów skupiła się na kruokonie, podobnie jak jej brązowe ślepia. Na tyle, ile ją znał — powinien wiedzieć, jak honorowa i słowna była. Nie mogła tego tak zostawić, bo zwyczajnie było jej głupio.. Przecież to ona była Lancelotem!
— Pewnie masz rację.. Niemniej jednak siedzieliśmy w tym razem. Jakby wywalił Cię ze szkoły, poszłabym do niego i to odkręciła, naprawdę. Nie zostawiłabym Cię tak.. Właściwie, skoro już mamy książkę, będziesz miał czas, żeby się tym zająć? Potrzebujesz podszkolenia z transmutacji? — monolog, który jej wyszedł, wypowiedziany był nieco ciszej. Powinien jednak bez problemu dotrzeć do jego uszu. Uśmiechnęła się delikatnie, łapiąc za drinki i jego śladem, unosząc szklankę do góry. Na początku powąchała, a później zrobiła małego łyka, kosztując nieznanego sobie alkoholu. Ku zadowoleniu, wcale kurzem nie podchodził, z żadnej ze stron. Wzrok świdrował napój, który pod wpływem ruchu jej dłoni, zakołysał się nerwowo w szklance. Jej propozycja nie była oczywiście złośliwa. Po prostu każdy wiedział, że ruda kochała ten przedmiot i poświęcała mu bardzo dużo uwagi, dawno wychodząc umiejętnościami poza szkolny materiał.

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 787
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Wto Lip 17 2018, 03:33

Fairwyn jaki był - wiedział każdy. Ja to nawet miałem tę przyjemność być z nim w pewien sposób spokrewniony! Rodzice mówią, że jest naszym wujem, choć szczerze powiedziawszy nie zdziwiłbym się, gdyby w rzeczywistości nie łączyły go z nami żadne więzy krwi, bo np. podmienili go w szpitalu i trafił do nieodpowiedniej rodziny. Zresztą chyba nie tylko ja odnosiłem wrażenie, że jego potrzeba izolowania się od innych jest wręcz patologiczna, a to świadczyć mogło o wielu odchyleniach w jego psychice. Jak dla mnie był po prostu nieprzewidywalny - normalny nauczyciel po prostu odjąłby kilka punktów i wlepił szlaban, podczas gdy nie dostałem ani jednego, ani drugiego, jedynie pogadankę z Bennettową. Niby nie było źle, ale też zastanawiałem się nad kontynuowaniem runów w przyszłym roku szkolnym. Chyba nie były mi już do niczego potrzebne, wobec czego z lekkim sercem mogłem je porzucić.
To dobrze, bo po ostatniej lekcji oraz teście i tak prawdopodobnie nie przetrwałbym do końca semestru.
Wywróciłem oczami w odpowiedzi na jej słowa.
- Nie mów hop, póki nie skoczysz - skomentowałem, parsknąwszy śmiechem. Może z Nessy była twardsza zawodniczka i od lekkiego wina wolała cięższe trunki, lecz ja nie zamierzałem sobie dziś wykrzywiać ryjca, szczególnie że mieliśmy rozmawiać na poważne tematy! - Smakuje jak morela, może jeszcze trochę jak brzoskwinia... Zawsze mieszam te smaki. To takie białe wino musujące. I można z niego wróżyć - dodałem jeszcze, chcąc jakoś zapowiedzieć drink. Swojego czasu udało mi się z niego co nieco wywróżyć, chociaż podejrzewałem, że po prostu trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno.
Również utrzymywałem kontakt wzrokowy, wbijając spojrzenie w jej czekoladowe oczy, ciemniejsze w półmroku panującym w pomieszczeniu. Mimo lampki na stoliku, nie opływaliśmy w świetlnych promieniach, wobec czego kontury rozmywały się, tworząc bardzo klimatyczny widok, nieco oniryczny, jeśli miałbym się wypowiedzieć. Parsknąłem ponownie śmiechem, kręcąc w niedowierzaniu głową.
- Niezdarny powiadasz? Chciałbym Ci przypomnieć, że w tym roku MOJA drużyna zdobyła Puchar Quidditcha, a ja nie dość, że zdobyłem mnóstwo punktów w ostatnich dwóch meczach, to jeszcze nie spadłem z miotły ani razu i nie straciłem żadnego zęba! - powiedziałem z wyczuwalnym w głosie tryumfem, szczególnie ze względu na tą ostatnią uwagę. Wciąż mi się śni, jak obrywam tłuczkiem w twarz i wypluwam zakrwawione zęby, jak rok temu na wakacjach w Grecji, kiedy to Dorien w meczu wybił mi prawą dwójkę. A może lewą?
Słuchałem jej dalej i nie mogłem mimowolnie powstrzymać się od kiwania głową. Ja również nie mogłem sobie wyobrazić opuszczenia szkoły. Nessa miała jeszcze dwa lata przed sobą, ja zaledwie rok i perspektywa zbliżającego się końca edukacji była przerażająca, szczególnie że nie miałem do końca sprecyzowanego planu na przyszłość.
- To może wrócisz jako asystent? Wielu studentów tak wraca, chociaż na chwilę - rzuciłem. Zawsze była to opcja, którą Lanceley mogła rozważyć. Temat szybko przeszedł jednak na książkę, która była głównym powodem dla naszego spotkania. - Zerkałaś tam już? Faktycznie jest napisane coś o animagii? Da się z niej czegoś nauczyć? - zadałem serię pytań na start, bacznie obserwując jej twarz, ukradkowo zerkając na pakunek na jej podołku. Miałem szczerą nadzieję, że Nessa wyciągnęła z regału wartościową pozycję, która będzie w stanie przeprowadzić nas, możliwie bezboleśnie, przez tajniki sztuki animagii. - Wiesz co, jakieś podszkolenie zawsze się przyda. Craine nie naucza zbyt dobrze, w zasadzie wyłącznie się znęca - stwierdziłem po bardzo krótkiej chwili namysłu. Na lekcjach starucha zazwyczaj miałem cholernego pecha, z czego on sobie nieźle potrafił skorzystać. Czasem odnosiłem wrażenie, że nabijanie się ze mnie i mieszanie mnie z błotem było jedną z jego ulubionych rozrywek, zaraz po grożeniu Twisleton utratą życia.
A kłębolot rozlewał się miłym ciepłem po ciele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 562
  Liczba postów : 760
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Sro Lip 18 2018, 19:59

Nie mogło być tylko nauczycieli dobrych i miłych, w kadrze zawsze mile widziana była osoba pokoju Fairwyna. Nessa na swój sposób bardzo szanowała opiekuna węży, jednocześnie czując niechęć do przedmiotu przez personę, która go wykłada. Może dlatego, że był tak strasznie uparty na te runy i miał klapki na oczach, nie dopuszczając do siebie myśli, że ktoś mógł być gorszy i nie wiązał z nimi przyszłości? Nie wiedziała. Westchnęła cicho. Nie wiedziała, że to wuj Caluma i z pewnością oczy wyszłyby jej z orbit, gdyby usłyszała to z jego ust. Jakoś nigdy nie widziała go u Dearów, a spędzała tam olbrzymie ilości czasu, czasem wręcz czując się niczym kolejna z licznego rodzeństwa. Zawsze byli dla niej gościnni, dobrzy i mili, przyjmując ją bez słowa pod swój dach podczas wakacji czy zabierając na wyjazdy, głównie za namową Beatrice i Vivien. Miała wrażenie, że po części przez to była tak uniwersalna w doborze towarzystwa, bo chociaż łączyła ich i krew i nazwisko, to sami byli skrajnie różni. A dogadywała się ze wszystkimi.
Po wydarzeniach na ostatnich zajęciach z run w roku szkolnym, Nessa z pewnością nie pokaże się Edgarowi na drugim roku szybko, o ile w ogóle. Sama zrezygnowała ze zdawania ich, przechodząc na historie magii, która do głowy wchodziła jej znacznie szybciej i łatwiej. Ten Troll na zawsze zostanie w jej pamięci. Sromotna porażka ślizgońskiego kujona.

— Zawsze zaczynasz mówić literkę "h"chwilę przed skokiem, mądralo. — odparła niemalże natychmiast, mając odpowiedź na wszystko. Niczym adwokat diabła, którego włosy ubarwione były na cześć piekieł. Wydała z siebie głośniejsze 'hmmm", a kąciki ust uniosły się ku górze, tworząc delikatny uśmiech. Zdecydowanie opisany przez Deara trunek przypadnie jej do gustu, uwielbiała owoce. Kiwnęła więc delikatnie głową, widocznie zadowolona z wyboru, chociaż miało to też na celu pochwalenie jego gustu. — Brzmi smacznie. Nie mogę się doczekać. Jak wróżyć? Spróbujemy?
Dodała jeszcze z entuzjazmem w głosie, szukając jego spojrzenia. Cóż, był w te klocki znacznie lepszy od niej, bo ona o wróżbiarstwie pojęcia nie miała żadnego, a plotki o uroczym krukonie i jego szklanych kulach krążyły po korytarzach, obijając się nawet o Nessowe uszy. I sama też często myliła smak brzoskwini z morelą, chociaż to pierwsze chyba było nieco słodsze i miała jaśniejszy kolor, niż sok z tego drugiego. Ręki jednak by nie zastawiła.
Siedzenie z nim w pubie było przyjemną perspektywą wieczoru, bo chyba obydwoje nieco się zmienili i potrafili znaleźć wspólny język, a do tego łączył ich tajny projekt A, któremu ruda była poświęcić każdą chwilę, rezygnując nawet ze spania. Na jego parsknięcie i słowa, sama się roześmiała, ponownie kiwając głową i wprawiając tym samym miedziane kosmyki włosów w ruch.

— No tak, Kapitanie! Gratuluję!— powiedziała nieco głośniej, niż chciała, jednak niezwykle pogodnym tonem głosu, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Poprawiła się na krześle, siadając wygodniej i układając dłonie na kolanach, wzruszając delikatnie ramionami. Znał ją tyle, że jej pojęcie o tym sporcie i brak sympatii do mioteł znał doskonale. Była absolutnie beznadziejna i niezdarna, nie lubiła być ponad ziemią na wszystkim, co nie było jej motorem. — Jestem z Ciebie dumna, świetnie Ci poszło. Wiesz jednak, jak traktuję te wasze siedzenie na drewnianych patykach i rzucanie piłkami, unikając tej dzikiej. Wydaje mi się, że ta gra to kwestia szczęścia bardziej niż samych umiejętności, jeśli chodzi o samego znicza. Mogę się jednak mylić, nigdy nie grałam. Aczkolwiek moje węże faktycznie były w złym stanie, zwłaszcza Lope i Twoja słodka siostrzyczka.
Zakończyła westchnięciem, wciąż nieco im współczując. Wiedziała, ile wysiłku i treningu włożyli w ten sezon, zwłaszcza wyżej wymieniona dwójka. Była pewna, że poza alkoholem lejącym się strumieniami, były również łzy. Jednak takie jest życie, nie zawsze można wygrywać. Mina nieco jej spoważniała, gdy tematy nabrały innego, doroślejszego wydźwięku. Życie bez Hogwartu było dla niej niedorzeczne, nie potrafiła sobie teraz go wyobrazić. Pokręciła przecząco głową.
— Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą. Poza tym, Profesor Bergmann ma już asystenta. Zresztą, mamy rodzinny interes. Wiesz, że mają tylko mnie. Nie mogę ich tak zostawić, młodzi nie są i rodzeństwa się raczej nie doczekam. Praca przy instrumentach też nie jest taka zła. A co z Tobą? Będziesz bawił się w Mistrza Eliksirów?
Odparła z ciekawością, kończąc pytaniem skierowanym bezpośrednio do Caluma, podpartym krótkim i intensywnym spojrzenie brązowych oczu ślizgonki. Z każdym nazwiskiem, tworzącym elitę magicznego świata wiązały się przywileje, jak i obowiązki, pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Na jego pytanie, znów kiwnęła głową. Otworzyła plecak i grzebała w nim chwilę, peleryny jeszcze nie wyjmując, nie chcąc wzbudzić podejrzeń. Później ją odda. Zamiast tego w drobnych dłoniach znalazła się tajemnicza księga, której okładka sugerowała historie o smokach. Położyła ją na drewnianym blacie stolika, przesuwając palcami w jego stronę.
— Tylko trochę. Jest znacznie dokładniejsza i lepsza od tych drobnych wzmianek o animagii, które mamy w podręcznikach i książkach polecanych na rozszerzeniach. Zamierzam jednak wypytać jeszcze Bergmanna dla pewności. — rzuciła ciszej, łapiąc dłonią, która wcześniej tkwiła na przedmiocie swój trunek. Powąchała go najpierw, następnie upijając łyka. Z zadowoleniem kiwnęła głową, oblizując wargi. Pyszny, słodki. Idealny do kolacji! Aż się jej wierzyć nie chciało, że miał tak mocno działać. Jej wzrok powrócił jednak na chłopaka, a głowa przekręciła się nieco w prawą stronę.
— Wzięłam się za samodzielną naukę, nie martw się. Receptura i sam proces nie jest łatwy, a nawet jak Ci się uda, nie jest powiedziane, że przemiana nastąpi. Craine? On już jest stary, zgorzkniały i samotny. Ma stare metody, chociaż szanuję jego wymagania odnośnie do znajomości teorii. Zamierzam przysiąść mocniej do transmutacji we wakacje, chociaż mając za ścianą połowę szkoły, do łatwych to nie będzie należało. Rozumiem, że będziemy się uczyć razem? — zakończyła swój monolog, który był na tyle ostrożnie wypowiedziany, że powinien dotrzeć tylko do jego uszu. Uśmiechnęła się zadziornie, nieco podekscytowana tym, czego mieli dokonać. Zawsze to było jej marzeniem. Upiła kolejne dwa łyki brzoskwiniowo-morelowego alkoholu, czując, jak robi się jej nieco cieplej. Nie były to jednak z wolna krążące po ciele procenty, tylko emocje związane z leżącą przed jej towarzyszem, książką.

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 787
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    Today at 03:07

Fairwyn chyba po prostu nie potrafił dopuścić do siebie myśli, że ktoś jest w stanie marnować swój czas i siły na przedmiot, w którym i tak nie zamierzał się rozwijać. Miałem wrażenie, że jedyne, co go obchodziło, to wyhodowanie sobie grupy składającej się z wybitnych uczniów, recytujących przez sen runy, malujących na ślepo symbole i opisujących kręgi energetyczne podczas towarzyskich rozmów na kremowym piwie. Najgorsze było chyba to, że w praktyce karał on nie tylko niewiedzę, lecz także wiedzę zbyt małą, jego zdaniem oczywiście, a to z kolei sprawiało, że przedmiot nie cieszył się takim zainteresowaniem wśród tych, którzy podczas studiów wybierali swoje bloki do rozszerzania. Nie dziwiłbym się decyzji Nessy, bowiem sam zamierzałem podobną podjąć, korzystając ze szczęścia, że w ogóle zdaję klasę mimo ogromnej wpadki u Edgara.
Zaśmiałem się, słysząc jej szybką i niezwykle błyskotliwą odpowiedź.
- Kto tu się wymądrza? - odbiłem piłeczkę, szczerząc zęby w uśmiechu. Na jej późniejszy entuzjazm nie zareagowałem już podobnie, bowiem w mojej pamięci ożyło wspomnienie, kiedy to ostatni raz wróżyłem komuś z kłębolota. W pubie jazzowym w Hogsmeade, siedziałem przy stoliku z Ruth Wittenberg i przewidziałem coś, co później doprowadziło do nakrycia jej z moim własnym starszym bratem w sytuacji zgoła intymnej, co wyrządziło wiele, naprawdę wiele szkód. Nie mówiąc już o zachwianym zaufaniu między mną, a dziewczyną, trzeba wspomnieć koniecznie o niemalże wrogiej relacji, którą nawiązałem tamtego wieczoru z Dorienem, a kończąc warto dodać o wielkiej rysie na mojej dumie. Teraz już zarosła, zabliźniła się, lecz rozpamiętywanie tamtej sytuacji sprawiło, że poczułem wyimaginowanie swędzenie, jakby rana ta zamierzała się za chwilę otworzyć. Otrząsnąłem się z tych myśli i spojrzałem ponownie na podekscytowaną Nessę. - Jasne, spróbujemy - stwierdziłem, bo w ostateczności i tak nic nam przecież nie groziło.
Słysząc, jak mnie komplementuje, zaplotłem ręce z tyłu na karku i odchyliłem się nieco na krześle, przymykając powieki i uśmiechając się błogo. Byłem pewny, że do końca mojej kariery w Hogwarcie nie osiągnę niczego porównywalnego z odbieraniem pucharu Quidditcha jako kapitan Ravenclawu. Była to rzecz, którą zapewne będę chwalił się wnukom, wspominając rok 2018 jako ten najowocniejszy w moim życiu. W praktyce nie mijało się to z prawdą - był zdecydowanie lepszy i opływający w większe sukcesy niźli ten poprzedni, podczas którego zdążyłem stracić mnóstwo przyjaciół, zyskać wielu wrogów, wywalić sporą sumę pieniędzy w błoto i opuścić się w nauce tak drastycznie, by kolejny rok szkolny rozpocząć z zalążkiem depresji.
- Może trzeba też szczęścia, ale sam balans na tym, jak to ujęłaś, drewnianym patyku i unikanie dzikich piłek wymaga trochę umiejętności, tego nie możesz odmówić - stwierdziłem, kiwając na nią paluszkiem. Jasne, można było przyznać rację co do łapania znicza, że poza umiejętnościami liczyło się posiadanie ogromnego szczęścia - żeby nie zawiało piaskiem w oczy, żeby tłuczek nie przyleciał, żeby słońce nie raziło, żeby deszcz nie zalał gogli, żeby wiatr nie zmienił kursu miotły; ale gra poza ściganiem złotej, uskrzydlonej kuli wymagała nieco więcej. Nie zamierzałem się jednak kłócić, bowiem do niedawna sam nie byłem wielkim fanem Quidditcha, nie mówiąc już o upokorzeniach przeżytych ledwie rok temu, kiedy straciłem w meczu zęba, a wybił mi go sam Dorien. Jej ostatnie słowa sprawiły, że uśmiech powrócił na moją twarz. - Och tak! To było chyba najpiękniejsze w całej tej wygranej, zmazanie im uśmiechów z twarzy - przyznałem jej rację, kiwając głową.
Machnąłem ręką.
- Głupoty gadasz, czemu nieodpowiednią? Już wymiatasz w transmutacji, aż strach pomyśleć, co będzie za te dwa lata jak skończysz szkołę - stwierdziłem, unosząc brwi w górę. Jakim cudem dziewczyna z jej umiejętnościami mogła tak bardzo w siebie nie wierzyć? - Nie wiadomo, czy ta wygolona laska zostanie. Zauważyłem, że ma jakieś ciśnienie z Bergmannem, może się okaże, że we wrześniu nie wróci do asystowania - dodałem, spekulując szybką rezygnację Thildey. - Co?! - zapytałem, wybuchając krótkim śmiechem. Napad ten był jednak na tyle mocny, że kilka głów spojrzało w naszym kierunku, a ja udałem, że wycieram łzę spod oka. - Matka nigdy w życiu nie dopuściłaby mnie do kociołka w piwnicy, nawet pod nadzorem - wyjaśniłem, wciąż trzęsąc się ze śmiechu. - Jestem pewny, że prędzej sprzedałaby całą firmę komuś innemu, niż przekazała ją w moje ręce lub dopuściłaby mnie do pracy w niej. Niestety w eliksirach jestem beztalenciem, to chyba domena bab - rzuciłem. - Ja chyba pójdę w ślady ojca. Ministerstwo nie brzmi tak źle. Rozmawiałem już z Dorienem, miał podpytać kilka osób w kwestii interesujących mnie posad, więc zobaczymy jeszcze - zakończyłem, wzruszając ramionami. Departament Tajemnic był raczej marzeniem odłożonym w czasie, toteż nie chciałem się rozwodzić i stwierdzać, że tam będę pracował po skończeniu szkoły. W praktyce nie miałem bladego pojęcia, jak potoczą się moje losy.
Uwagę skupiłem jednak na książce, która była głównym powodem naszego spotkania.
- To dobrze - przyznałem, gdy powiedziała, że posiada więcej szczegółowych informacji. O to nam przede wszystkim chodziło, by odkryć proces i mieć instrukcje krok po kroku, co musieliśmy zrobić, by posiąść umiejętność animagii. Kiwnąłem jeszcze głową, gdy powiedziała o wypytaniu Bergmanna - zdecydowanie był lepszą opcją niż Craine. Poza tym wydawało mi się, że niemiecki nauczyciel posiadał bardzo dużą wiedzę w tej dziedzinie. Czy to przypadkiem nie przy jego pomocy Leonardo nauczył się animagii? A warto dodać, że z Gryfona nigdy nie był orzeł z transmutacji... - Razem? - powtórzyłem, a potem posłałem jej nieco przepraszający uśmiech. - Obawiam się, że to będzie... Trudne. Zdobyłem pracę w Londynie, a na wycieczkę ze szkołą się nie wybieram - wyjaśniłem pokrótce, czując się, jakbym własnie zawalał cały nasz misternie tkany plan. Może jednak byliśmy w stanie załatać dziury samodzielnie? - Co w ogóle należy zrobić na początku? Jaki jest pierwszy etap? - zapytałem, chcąc dowiedzieć się nieco więcej. Upiłem łyk kłębolota, z przyjemnością odczuwając bąbelki łaskoczące podniebienie, po czym przechyliłem się nieco do przodu, opierając łokcie na blacie stolika i chcąc zajrzeć na stronice skradzionej księgi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"    

Powrót do góry Go down
 

Pub "Pod rozchichotaną mantykorą"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
-