Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Tojadowy Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Leicester
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 270
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 300
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3795-keith-everett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3796-grube-relacje-chudego-keitha#113770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3797-keith-everett




Gracz






PisanieTemat: Tojadowy Park   Sob Mar 23 2013, 11:42

First topic message reminder :


Tojadowy Park


Średniej wielkości park znajdujący się na samym końcu ulicy Tojadowej jest częstym miejscem spotkań pobliskich mieszkańców. To właśnie tutaj najszybciej rozchodzą się ploteczki o sąsiadach i to tu urządzane są zapoznawcze pikniki.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 977
  Liczba postów : 863
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Sob Sie 02 2014, 04:32

Maxowi szczerze powiedziawszy nigdy się do tego nie śpieszyło. Według niego seks to nie jest podstawa związku, owszem jest tam jakąś cząstką i to nie podlega żadnej dyskusji, ale Max jest prawiczkiem jeśli chodzi o seks z mężczyzną, więc można powiedzieć, że trochę się tego obawiał, chociaż jeszcze nawet nie przeszła mu ta myśl przez głowę. Z Sebastianem było jakoś inaczej, jemu nie zależało na seksie, mógł czekać i był pewien, że jakby Max powiedział mu, że nie jest na to gotowy, że będzie za jakieś pół roku czy rok, on by na tę chwilę czekał. Ale można powiedzieć, że i Max od jakiegoś czasu myślał, ażeby przypieczętować tę ich miłość. Warto spróbować przecież tak naprawdę nic przez to nie straci, a jedynie może skorzystać, chociażby późniejszym pozytywnym nastrojem. Puchon jedynie odchylał głowę w odpowiednią stronę, ażeby mężczyźnie było dobrze dostać się do jego szyi. Oj sprawiał mu tym naprawdę olbrzymią przyjemność.
Owszem, dopóki nie zrobią tego kolejnego kroku będą się bać każdego dotyku, bo tak naprawdę nie będą wiedzieć jak któraś ze stron zareaguje. Nawet się trochę dziwił, że mimo iż Max tak długo trzymał Sebastiana na wodzy ten nic z tym nie robił. Jednak dzisiaj czuł, że to jest ten moment. Maxowi się nie śpieszyło, on mógł nawet zostać w Londynie do jutra, przecież łódek nikt nie będzie po nocach sprawdzał, jedyne co to obawiał się, że Sebastian nie będzie miał na to ochoty, bądź też czasu. Pracował to wiadomo, Max jak wróci na studia również będzie miał mniej czasu dla mężczyzny, ale postara się go mieć jak najwięcej. Poza tym musi rozejrzeć się za mieszkaniem, a w myślach liczył na to, że Sebastian mu to zaproponuje, ażeby razem coś wynajęli.
Max nigdy nie miał problemu z przekazywaniem uczuć, mówił zawsze to co chciał, nawet jak kłamał to nie wahał się. Jednak w tej kwestii kompletnie nie wiedział co miał powiedzieć. Kiwnął jedynie głową i lekko się uśmiechnął. Oczy cały czas miał zamknięte czując usta Sebastiana, chciałby, ażeby ta chwila trwała wiecznie, ale dobrze o tym wiedział, że przyjdzie czas iż będą musieli się rozstać na jakiś czas. Max nie może wzbudzić zbyt wielu podejrzeń, ażeby potem nie czuć się obserwowany na każdym kroku.
Cieszył się ze słów które wypowiedział Sebastian.
- Czekałem na te słowa Sebastian, kompletnie nie wiedziałem jak mam się w różnych sytuacjach odnajdywać. Czułem, że się przyciągamy, a gdy miałem ochotę na coś więcej magnez przestał działać i bańka mydlana pękła. - powiedział do niego. Wiele razy to czuł, ale chyba również czuł tak samo jak Sebastian, ażeby nie uciekł jeden od drugiego. Max przecież nie jest małym chłopcem, wcale nie traktował Sebastiana jak starszego faceta, ba! Wyglądał o wiele przystojniej i młodziej niż wielu chłopaków ze studiów na jego roku.
Gdy tylko Sebastian go pocałował przymknął oczy. Był to bardo delikatny pocałunek, ale Sebastian gdy tylko skończył Max wdarł się kolejny raz językiem w usta chłopaka tocząc pierwszy taniec. Max przyśpieszył pocałunek, przez co Sebastian mógł się dowiedzieć, że tak bardzo puchon pragnął tego pocałunku jak niczego na świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Karlovac, Chorwacja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 374
  Liczba postów : 81
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9101-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9102-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9103-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9104-sebastian-knezevic#255055




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Sob Sie 02 2014, 14:58

Całowanie Puchona było takie łatwe i przyjemne. Jeszcze bardziej wprowadzające w podniecenie, kiedy odpowiedział na pieszczotę. Delikatnie chwycił jego język między zęby i koniuszkiem własnego zaczął go zlizywać, by chwilę później móc przyssać się do ust Maxa.
Cały czas trzymał go za kark, podczas gdy drugą dłonią błądził po torsie chłopaka, co rusz zahaczając o materiał koszulki. Z pewną obawą wsunął palce pod materiał i przesunął je na klatkę piersiową. Paznokciami zostawił drobne ślady, przesuwając usta na szczękę, szyję. Oznaczenie go było jak walka o przetrwanie. Nikt inny nie miał prawa dotykać Lamberda. Nikt inny nie mógł zrobić tego, co on. W głębi duszy jednak wiedział, że Puchon nie był gotowy na coś więcej. Z resztą on sam potrzebował jeszcze czasu, zanim skonsumuje ich związek. Miał doświadczenie i wiedział, jak nagły pośpiech mógł się skończyć. Dlatego też zostawiając mokre ślady na jego szyi, chwycił między dwa palce sutek chłopaka i zaczął masować, chcąc usłyszeć jego jęki. Nie wątpił, że się pojawią. Większość ludzi była wrażliwa na tego typu pieszczoty, a teraz pragnął słyszeć, że jest mu przyjemnie.
Rosnące podniecenie nie pozostało jednak bez echa w przypadku Sebastiana. Wciągnął Maximiliana na własne biodra i otarł się kroczem, wzdychając głośno. Było mu tak dobrze i mogłoby być jeszcze lepiej, lecz na to przyjdzie odpowiednia pora. Mieli czas, nie musieli się spieszyć. Spokojnie, małymi kroczkami razem dotrą do celu, a tymczasem Knezevic zostawił kolejne gorące ślady własnego oddechu na ciele Maxa, aż podciągnął mu koszulkę do góry i ustami przywarł do drażnionej chwilę wcześniej brodawki. Tak, tego chciał. Nic więcej teraz nie potrzebował, poza zapewnieniem, że nie tylko jemu było przyjemnie. Dłońmi przesunął po biodrach Lamberda, na krótki moment palce ułożył na jego kroczu i zaraz je ułożył na plecach, by zapewnić mu w miarę stabilną pozycję.
Oderwał się od piersi, po czym wrócił do ust. Nie chciał kochać się z nim w takim miejscu, a znając młodzieńcze hormony, Max był gotowy i z chętny, aby rano wszystkiego żałować.
- Jest mi z tobą tak dobrze, ale nie zrobimy tego tutaj - wyszeptał, składając pojedyncze pocałunki na linii szczęki. - Są do tego dużo bardziej odpowiednie miejsca. Tylko zaczekaj - dokończył, muskając ustami jego ucho. Jeszcze trochę. Tak niewiele brakowało, jednak w porę się opamiętał. Dobrze, nie będzie go straszył. Wytrzyma, poczeka na odpowiednią chwilę i będzie całkowicie pewien, że Maximilian też tego chce. Niewielka cena za ogrom przyjemności, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 977
  Liczba postów : 863
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Nie Sie 03 2014, 22:24

Maxowi było naprawdę bardzo dobrze w objęciach Sebastiana, najchętniej w ogóle by z nich się nie wydostawał. Wiedział jednak, że czas leci nie ubłagalnie i ta chwila niebawem się skończy, ponieważ każdy będzie musiał wracać do swoich obowiązków. Oj tak, to naprawdę bardzo bolało, ale na to nie było żadnych rad. Po prostu musieli i tyle.
Chłopakowi kompletnie nie chciało się wracać tam skąd przyszedł, po co, do kogo? Tutaj chociaż miał osobę, którą kochał i nikt więcej do szczęścia nie był mu potrzebny, a w Indiach jedynie się będzie nudził i tyle. Na pewno będzie tęsknił, może jeszcze raz się wyrwie do swojego ukochanego, chociaż tak naprawdę nie chciał kusić losu, ażeby go nie przyłapali, ale szczerze powiedziawszy miał to głęboko w poważaniu, najważniejsze teraz dla niego było to, że spędzał czas ze swoim ukochanym, a to co go czeka w Indiach może wiedzieć jedynie Max, on na pewno się mu nie przyzna, że mógłby go tam ktokolwiek przyłapać. Chociaż czy to jest możliwe? Pojawi się znikąd i w razie jakichkolwiek pytań powie, że był na spacerze, przecież nic tak naprawdę mu nie udowodnią. Był pełnoletni i czarowanie było dla niego legalne więc dlaczego mieliby się czepiać? Ale wiadomo jacy są nauczyciele im wiecznie coś nie odpowiada.
Gdy Sebastian zaczął majstrować przy sutku chłopaka jęknął. Szczerze powiedziawszy jeszcze nigdy tak dobrze mu nie robił. To niby była błahostka, ale niesamowita przyjemność jaką sprawiał mu mężczyzna.
- Mam zaczekać, ale na co? - zapytał mężczyzny. Był na to stu procentowo gotowy, nie chciał już czekać, jednak jeżeli Sebastian potrzebuje tego czasu on nie miał zamiaru na niego nalegać. Doskonale go rozumiał, nie był pewny, przecież był od niego młodszy o kilka lat i być może obawia się, że zrobi mu jakąkolwiek krzywdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Karlovac, Chorwacja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 374
  Liczba postów : 81
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9101-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9102-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9103-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9104-sebastian-knezevic#255055




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pią Sie 08 2014, 13:42

- Max... - szepnął, przesuwając dłońmi po torsie chłopaka. - Szczerze mówiąc, wolę to zrobić w bardziej prywatnym miejscu. I mam jedną myśl, ale nie jestem do końca przekonany, jak zareagujesz. - Wtulił nos w zagłębienie szyi Puchona, chcąc zostawić na skórze jeszcze kilka śladów, które dadzą jasno do zrozumienia, że był zajęty. Nic więcej nie potrzebował. Tylko tyle. Tak niewiele mogło go uszczęśliwić. Dziwne, ile jedna osoba mogła zrobić, jednak to wszystko stanowiło część czegoś większego.
Propozycja wspólnego zamieszkania - o to mu chodziło, choć ciągle miał co do tego pewne wątpliwości. Wprawdzie niewielkie, gdyż nie znał zdania Lamberda, ale to zamierzał zmienić jak najszybciej. Wspólny kąt byłby dobrym początkiem, by ich związek przenieść w zupełnie innym, niewątpliwie lepszym, kierunku. Wstrzymywał się z podjęciem decyzji dość długo, nie chcąc Maximiliana zmuszać do czegokolwiek. Dzisiaj zyskał wystarczająco dużo pewności, by mu to zaproponować. Potrzebował tylko jeszcze czasu, aż unormuje wszystkie wydatki i jego stabilność finansowa będzie na odpowiednim poziomie. W końcu zadbanie o dobrobyt wciąż było ważną rzeczą w jego życiu.
- Chciałem ci zaproponować wspólne mieszkanie - wymamrotał całkowicie speszony. Pierwszy proponował coś takiego i wyobrażał sobie nieco lepszą scenerię. Może bez tych wszystkich romantycznych bibelotów, ale w jakimś bardziej stosownym do tego miejscu. Z drugiej strony potrzebował prywatności, której nie mogła zapewnić żadna restauracja ani lokal, a park niedaleko pobliskich kamienic wydawał się być w porządku.
- Niedaleko stąd jest Ministerstwo i od jakiegoś czasu myślałem nad kupnem mieszkania. Przydałoby się coś porządnego, ale zrozumiem, jeśli nie będziesz chciał. Nic na siłę. - Dopowiedział, jakby samego siebie próbował podnieść na duchu, choć nie pragnął niczego poza zgodą Maxa. Kolejna, niewielka rzecz miała dać mu szczęście i siłę. Pradoks, nieprawdaż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 977
  Liczba postów : 863
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Sro Sie 20 2014, 10:32

Dotyk mężczyzny był dla niego bardzo przyjemny, czuł się wtedy jak w całkowicie innym miejscu, tak jakby wszystkie problemy zniknęły w jednej sekundzie, to uczucie bardzo mu się podobało. Chciałby je zatrzymać na zawsze, ale wiedział, że niebawem będą musieli oby dwaj wracać do swoich spraw i wszystko odejdzie na boczny tor. Chcąc nie chcąc, ale tak będzie. Szkoła, on praca wszystko będzie przeciwko nim. Jedynie wspólne mieszkanie załatwiłoby całą sprawę, ale czy na pewno? Wiadomo, że i Max i Sebastian wiele czasu będą spędzać w swoich stronach, a potem będą wielkie pretensje dlaczego to wrócili tak późno do domu, ale skoro będą sobie ufać to również to będzie inaczej wyglądać, a skoro nie widzą się przez tak długi okres czasu i nie robią sobie z tego powodu wyrzutów to może nie będzie tak źle? Poza tym Max jest bardziej ugodowym chłopakiem, owszem jest zazdrosny, niekiedy nawet o swoich przyjaciół, ale do nich takiego pełnego, wielkiego zaufania nie ma i chyba nigdy nie będzie miał po tym jak jedna z nich go wystawiła i był przez to bardzo poszkodowany.
- Skoro nie powiesz jaka to myśl to raczej nigdy nie dowiesz się mojej reakcji. - mruknął do niego i lekko się uśmiechnął. No taka prawda, po co strzępi sobie język takimi słowami, skoro mógł od razu prosto z mostu walnąć o co mu chodzi i byłoby po sprawie.
- Łoł, nieco mnie zaskoczyłeś... Sam myślałem o mieszkaniu, ponieważ szkoła i te sprawy, a u wuja nie chce mieszkać jego i tak wiecznie nie ma w domu, a starzy odłożyli mi nieco gotówki w banku przed śmiercią więc nawet nie musiałbym na początek pracować, ale i tak muszę się wybrać za poszukiwaniem jakiejś, przecież nikt mnie nie będzie utrzymywał. - powiedział do niego i westchnął. Ale wracając do tego co zaproponował mu Sebastian to Max spojrzał mu prosto w oczy i pocałował w usta.
- Oczywiście, że się zgadzam. - przygryzł lekko wargę chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pią Wrz 05 2014, 23:03

/zt dla tych na górze - sorry panowie, minęło Wam 10 dni od ostatniego posta.

Czasami w naszym życiu dzieją się takie rzeczy, że powiedzenie ja pierdolę, kurwa mać, to po prostu za mało. To miała w głowie Eiv, która próbowała uciec przed najgorszym koszmarem. Trzymała pewne sprawy w sobie, jakby była najlepszym sejfem. Strażnikiem pieprzonych tajemnic, ale magii nigdy się nie oszuka. Przychodzi taki dzień – pyk i koniec. Wszystko dzieje się nagle, a jak wiadomo co nagle, to po diable. No i właśnie tu był pies pogrzebany, bo Cara wydała sama na siebie wyrok śmierci. Emocjonalna zapaść, która ją obezwładniła była silniejsza niż cokolwiek innego. Nie umiała zebrać myśli w jedno, ani tym bardziej poskładać się na tyle, by choć przez sekundę pomyśleć o tym wszystkim trzeźwo.
Nie próbując zrozumieć obietnic Noela, słów Sweeney’a, czy tego, że Neptune była jej przyjaciółką – jednym sprawnym ruchem wyślizgnęła się z pod łóżka, odciągając na moment myśli ślizgona od kieszeni w spodniach wygrzebała klucz, a finalnie uciekła z mieszkania. Jak tchórz. Składając nieme obietnice rychłego powrotu, ale czy mogła im to dać? Oczywiście, że nie. Wystarczył jeszcze jeden cios, który pozwoli na to, że Eiv rozpłynie się w powietrzu, jak te jebane trzy miesiące temu.
Wyglądała jak siedem nieszczęść. Zapłakana. Rozbita i przede wszystkim tak cholernie skąpo ubrana. Flanelowa koszula pozapinana byle jak, nierówno. Krótkie szorty, które zakrywały jedynie jej tyłek i trampki, których nie zdążyła nawet ubrać na tyle, by trzymały się pewnie na stopach. Miała wrażenie, że jest teraz jednym z najbardziej zniszczonych ludzi. Otuliła się szczelniej ramionami i gdy tylko znalazła się w Tojadowym Parku poczuła za sobą dziwny powiew wiatru. Usłyszała czyjeś kroki, a finalnie została pociągnięta za włosy w stronę drzewa. Syknęła jedynie z bólu i nie musiała czekać długo aż zobaczy twarz swojego oprawcy. Było kurewsko zimno, ale nie myślała o tym, gdy uciekała. Dopiero teraz cały chłód otulił jej wątłe ciało, a ręka napastnika bezpardonowo wsunęła się pod jej koszulkę.
-Grzeczne dziewczynki wiedzą, że nie powinny kusić losu. Niegrzeczne sprawiają, że los podsyła je takim jak ja. - Wyszeptał cicho, a Cara poczuła jedynie woń alkoholu. Wbiła paznokcie w jego rękę, a po chwili siarczysty policzek rozciął jej wewnętrzną część policzka. Upadła na trawę, rozcierając dłonią twarz i… Gdyby tylko miała różdżkę, to nawet nie zawahałaby się w tym momencie rzucić avadą. -Nie udawaj takiej świętej, kurwa. Raz, dwa i po sprawie. Skoro masz tak mało ciuchów, to trzeba skorzystać z okazji, nie? Głupia dziwka. – Mężczyzna, o ile tak można nazwać skurwysyna obłapiającego Eiv, dopadł do niej, próbując rozsunąć jej nogi. Łapanie za piersi, czy nawet za krocze mu nie wychodziło. Próbowała się szarpać, ale to wszystko było jakby na nic.
-Przestań! - Dziewczę nieco się rzucało, próbowało wyrwać z tych obrzydliwych rąk, ale była za słaba. Ruchy były niezgrabne, ale im dłużej walczyła, tym więcej czasu zyskiwała, ale… Skąd przyjdzie ta jebana pomoc? Przecież Eiv, nie może mieć tak bardzo przejebane w życiu, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Motueka, Nowa Zelandia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 22
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9538-jonathan-woolley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9539-spotkalismy-sie-juz-kiedys
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9540-napiszesz-czy-jednak-nie-warto




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Sob Wrz 06 2014, 15:28

Matka. Tylko przez nią siedział teraz w Londynie, który wydawał mu się najbardziej ponurym miejscem na tej jebanej planecie. Szukał dla niej miejsca, gdzie mógłby zostawić ją do końca świata, żeby tam dokończyła swój marny żywot. I kiedy za każdym razem wydawało mu się, że je znalazł okazywało się inaczej. Dlatego przyjechał tutaj, bo tutaj miało tak być. Najgorsza była kwestia pieniędzy, bo przecież nic za darmo. Dlatego zaczepił się do pracy w klubie. Nic specjalnego, ale zawsze jakieś pieniądze wpadną, a to już coś. No i początkowo będzie udawał przykładnego syna, żeby nie myśleli, że podrzucił matkę i spierdolił, bo to nigdy nie działało za dobrze. Musiał tym razem przyjąć inną taktykę co nie do końca mu się podobało, ale czego się nie robi, aby pozbyć się rodzicielki z oczu. Najchętniej wlałby jej jakiś jebany eliksir w gardło, ale chyba nigdy nie będzie mieć tyle siły, aby to zrobić. Żeby więcej już nie musieć na nią patrzeć na nią, ani na to co z niej zostało.
Pierdolił Londyn, pogodę w tym mieście i szukanie mieszkania na które  tak nie było go stać. Musiał sobie radzić inaczej, ale do tego już dawno przywykł. Do radzenia sobie w sytuacjach beznadziejnych i jeszcze gorszych. A teraz chciał tylko przejść przez park i znaleźć się w jakimś obskurnym barze w którym piwo będzie tanie, a barmanka łatwa. Może i mało ambitnie, ale nikt mu nie zabroni. Nikt mu nigdy nie zabraniał niczego, więc jak chciał się upodlić to mógł to zrobić i w tej chwili. Nie wiedział jeszcze gdzie taki bar znajdzie, ale spokojnie. Poradzi sobie, a później najszczęśliwszy na świecie będzie wlewał sobie w gardło alkohol. Plan idealny i wykonalny. Ale… No właśnie zawsze jest jakieś żałosne ale, które psuje nawet proste kwestie.
Krzyk. Szamotanina. Zamieszanie. Znalazł się tam przypadkiem, bo szukał tylko przecież jakiegoś baru w którym czekała na niego chętna barmanka. Nic więcej nie chciał na zwieńczenia dnia, ale dostał. Musiał, bo inaczej byłoby zbyt nudno, a nuda się go nie trzymała. Nie mógł przejść obojętnie. Nie ważne kim była dziewczyna, zresztą nie wiedział teraz jeszcze, że to Eiv, która jeszcze nie tak dawno w liście groziła mu wpierdolem. Przewrotny los, ale teraz to mało ważne. Nienawidził takich obleśnych facetów, typów którzy obłapiają dziewczyny kiedy one ewidentnie tego nie chcą. I teraz tak właśnie było.
- Everte Statum - zaklęcie, które pierwsze przyszło mu do głowy. Chciał tylko tego w tej chwili, aby odrzucić tego typa od bezbronnej dziewczyny. I dobrze mu poszło. Nie dbał o to czy to był mugol czy czarodziej. Nie ważne takie rzeczy były w tej chwili. Trzymał różdżkę nadal wycelowaną w faceta, który kawałek dalej zwijał się z bólu. Taki upadek na pewno nie należał do najprzyjemniejszych, ale Jonathan w ogóle o to nie dbał. Podszedł do dziewczyny z banalnym pytaniem na ustach. I wtedy dopiero zobaczył, że to nikt inny jak Eiv. Złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie w uścisku, który miał jej dać choć zalążek poczucia bezpieczeństwa. Nie odezwał się ani trochę, tylko pomógł jej wstać. Dźwignął ją z ziemi, wciąż zerkając w stronę tamtego faceta czy przypadkiem nie podniósł swojego spasionego cielska z ziemi. - W co Ty się znowu wpakowałaś - powiedział już do siebie, pomagając jej stanąć na nogach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Nie Wrz 07 2014, 11:50

Dla niektórych problemem była szkoła. Dla innych problemem były związki. Dla kolejnych złamane serca. Co właściwie można ocenić skalą jakiegokolwiek problemu? Prawdopodobnie wszystko, ale jest to  zależne od naszego charakteru i co tak naprawdę jest w stanie nas złamać. W przypadku Jonathana chodziło w dużej mierze o matkę, w przypadku Eiv w grę wchodziła pamięć, a im było jej mniej – tym ona nie potrafiła funkcjonować na tyle, by mieć świadomość kim właściwie jest.
Ani Wolley, ani Payne, ani tym bardziej Henley nie mieli świadomości ile to ją musi kosztować. Ona nie miała potrzeby strzelać gównianymi frazesami jak najlepszy filozof. Dla niej coś jest białe albo czarne, nie ma nic pomiędzy. Niektórzy mogą traktować to jako objaw jakiejś głupoty, inni natomiast mogą twierdzić, że to dość żałosne posunięcie, ale Cara tak naprawdę choć przez moment nie chciała myśleć o… Przeszłości, która stała pod wielkim znakiem zapytania. To jeden z powodów, dla których po grze w durnia wybiegła z mieszkania i wpadła w kolejne kłopoty. Choć bardzo się starała ich uniknąć, tak niestety nie było to łatwe. Mężczyzna okazał się dużo silniejszy, a ona znów skończy z kilkoma siniakami. Cóż, za… Typowa sytuacja.
Dopiero gdy poczuła przypływ magii, który roznosił się w powietrzu, nabrała więcej powietrza w płuca. Jej oddech był nierównomierny. Szybki, a z oczu leciały łzy, jakby w tym momencie dopiero dochodziło do niej, to co się wydarzyło. Spojrzała na chłopaka, który zawisł nad nią i podał jej dłoń. Nie czekała długo, po prostu chciała żeby właśnie teraz ktoś tkwić blisko, na tyle blisko, że nie będzie musiała się niczego obawiać. Wbiła paznokcie w jego ramiona, a twarz schowała na wysokości jego torsu. Czuła jak się wewnętrznie rozpada na milion kawałeczków. Była jak strzępek człowieka, którego trzeba było pociągnąć ku górze. Któremu trzeba było pomóc, ale czasem wołanie o pomoc było nie do rozczytania, dla wielu ludzi. Cisza to ponoć najlepsza próba zwrócenia na siebie uwagi, ale też najbardziej niebezpieczna i szkodliwa. Eiv nie przywykła do tego, by ktokolwiek próbował wbijać w jej problemy, a tym bardziej żeby oferował jej swoje ramię, czy koszulę, by mogła się wypłakać. Ona umiała uciec od kłopotów, które przerastały, ale nie dziś.
Ten wieczór, to jeden z najgorszych w jej życiu. Chciała tylko samotności, na niczym więcej jej nie zależało
-Zabierz mnie stąd, proszę… – Powiedziała przez łzy ledwie słyszalnie, a zaraz potem odsunęła się od Jonathana, jakby jego dotyk parzył. Nie pragnęła nikogo tak blisko siebie w tej chwili, bo miała wrażenie, że jeszcze chwila i się rozpadnie całkowicie, a czy nie potrzebowała odrobiny spokoju i… Bo ja wiem… Ciszy? Tej, do której tak uciekała za każdym razem, gdy działo się coś złego. Nie mogła być zmuszana do odpowiedzialności, a każda dzisiejsza sytuacja sprawiały, że musiała się tego podjąć. To nie mogło się wydarzyć nigdy więcej. Mogła zwariować, byleby nie obiecywać tego, że będzie człowiekiem przykładnym. To nie było jej życie. To nie była prawdziwa ona.
A potem? Poszli na spacer... Lub do baru. Trzeba było się najebać.

/zt x2.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon Cze 27 2016, 17:08

Co prawda sam list od jego byłej dziewczyny nie zaskoczył go, aczkolwiek jego treść... Cóż, nie miał ochoty się z nią spotykać, a jednak odstawił szklankę wypełnioną alkoholem i zarzucił na siebie skórzaną kurtkę.
Wcale nie chciał z nią rozmawiać, a jednak nogi niosły go w kierunku parku tojadowego, mimo, iż chciał zamknąć ten rozdział... To jednak - jak widać na załączonym obrazku wcale nie było takie proste.
Czy można mu się dziwić? Mercy była pierwszą kobietą, którą pokochał. Właściwie... Jedyną - jak do tej pory. Usilnie próbował ją wyrzucić ze swojej głowy, sam sobie przypominał jak wielki zawód mu sprawiła, ale mimowolnie wracały również te dobre chwile, ich chwile spędzone razem, rozmowy... Momentami niemalże czuł jej ciepły dotyk na swojej skórze. Prawda była taka, że jakaś jego część nie chciała o niej zapomnieć, ale rozsądek podpowiadał mu, że powinien to zrobić. Czy tak się stanie? Tego nie wiem, a tym bardziej Pan Harper.
Przeklinając się w duchu za głupotę spoczął na jednej z ławek w parku i westchnął cicho. Już tutaj kiedyś byli. Doskonale wiedział, że właśnie o to miejsce jej chodziło, a ona... Cóż, prawdopodobnie dobrze wiedziała, że przyjdzie. Prawda była taka, że dziewczyna znała go na wylot... Znała go jak nikt inny na świecie i potrafiła przewidzieć jak się zachowa. Kiedyś to nie było nic złego, ale teraz...Ech.
Nie wiedział jak się potoczy ich spotkanie, wiedział, czego oczekuje dziewczyna i za cholerę nie miał pojęcia czy będzie miał dość siły, by jej odmówić. Wiedział tylko, że miał dość bólu, który mu sprawiała.
Sięgnął do kieszeni i wyjął paczkę papierosów. Kurwa. Miał przestać palić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Paryz
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -67
  Liczba postów : 81
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11817-mercy-chartier#317501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11822-listy-przesylki-widokowki-co-chcesz#317726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11821-mercy#317725




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon Cze 27 2016, 17:31

Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że się pojawi. Roy jej nigdy nie odmawiał.
Doskonale zdawała sobie z tego sprawę i doskonale umiała to wykorzystywać. Mercy była dobrą osobą, oraz jeśli miała ochotę, była wyjątkowo kobieca. Lecz było coś, czego Mercy nawet nie tolerowała - sprzeciwu. Lubiła osoby, który potrafią ją docenić, rozmawiać szczerze, lecz nie lubiła kłótni wynikających z głupiej sprzeczności.
Przez długi czas myślała, czy to dobry pomysł. Na pewno wiedziała, że chce się z Nim spotkać. Była mu winna szczere przeprosiny, a On powinien poświęcić jej chwilę czasu. Chociażby trochę.
Do cholery, miała niemalże na wyciągnięcie ręki faceta, który podobał jej się od wieku nastoletniego. Oczywiście, jak to Mercy - musiała wszystko zepsuć, wyjeżdżając do Francji, do matki. Tam oczywiście musiała trafić na swojego dobrego przyjaciela, który ją wspierał, gdy mama umarła. Może i minęło już trochę czasu, może z cztery miesiące. Zdecydowanie nie powinna przekreślać tego, co stworzyła z Royem przez tyle lat, dla chwili słabości.
Ale przecież każdy popełniał błędy, a Harper wie o tym najlepiej.
Powinien dać jej szansę, tak jak Ona dała jemu.
Szła przez park w krótkich, niebieskich spodenkach i czarnej bluzce. Tym razem nie wyglądała na "Typową" Mercy. Nie miała na sobie obcisłej sukienki, ani szpilek. Postawiła na trampki, spodenki i skórzaną kurtkę.
Zauważywszy sylwetkę chłopaka, przystanęła na moment. Zastanowiła się jeszcze przez moment. Czy to dobry pomysł...? Pomyślała, przykładając dłoń do ust. Odetchnęła, po czym powoli ruszyła w jego kierunku. Usiadła obok na ławce, odganiając dłonią dym i lekko marszcząc nosek. Nie lubiła zapachu papierosów. Nie siedziała ani za blisko, ani za daleko, lecz w na tyle idealnej odległości, by mógł poczuć jej słodkie, delikatne perfumy. Te, które niegdyś tak lubił.
Doskonale pamiętała, które to były.
- Cieszę się, ze przyszedłeś i bardzo Ci za to dziękuję. - Powiedziała, patrząc w jego kierunku. Nie wiedziała co mówić, potrzebowała chwili czasu, by móc dostosować się do sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon Cze 27 2016, 17:40

Hmmm... To fakt, nigdy jej nie odmawiał, ale tak było kiedyś. Skąd mogła mieć pewność, że po tym wszystkim jego postawa się nie zmieni?
Cóż, nie ma sensu nad tym rozmyślać, ponieważ ten 'strzał' okazał się być celny i chłopak siedział na ławce czekając na nią jak pies, za co - uwierz mi - karcił się w duchu co kilka sekund. Wiedział, że nie powinien tu przychodzić, ale... Z drugiej strony nie zamierzał przed nią uciekać. Może dobrym wyjściem było wyjaśnienie sobie tego wszystkiego i... zamknięcie tego tematu. Gorzej, że Mercy raczej nie chodziło o to, by to wszystko skończyć - a wręcz przeciwnie.
Rozmyślał tak nad tym co właściwie powinien jej powiedzieć, gdy z tych rozmyślań wyrwał go odgłos kroków. Podniósł głowę i spojrzał na dziewczynę. Była piękna - jak zwykle, ale warto zauważyć, że to nie za jej urodę ją pokochał. Była dla niego dobra - to zawsze liczyło się dla chłopaka najbardziej.
Ponownie uniósł papierosa do ust - kiedyś nie zapalił by w jej obecności, teraz? Mało go obchodziło to, że ona tego nie lubi.
Odwrócił od niej wzrok, teraz patrzył gdzieś daleko przed siebie, a na jego twarzy standardowo widniała obojętność. Maska, którą niegdyś zdarła z niego Panna Chartier, a która w tej chwili powróciła.
Oczywiście wyczuł zapach perfum, które zawsze mu się podobały, ale ze wszystkich sił starał się jej pokazać, że są mu one - podobnie jak sama dziewczyna - obojętne, chociaż nie była to do końca prawdy.
- Czego chcesz? - spytał tylko chłodno dalej na nią nie patrząc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Paryz
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -67
  Liczba postów : 81
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11817-mercy-chartier#317501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11822-listy-przesylki-widokowki-co-chcesz#317726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11821-mercy#317725




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon Cze 27 2016, 18:09

Spodziewała się takiej reakcji.
Nie było to wcale trudne, biorąc pod uwagę sytuację w której się w chwili obecnej znaleźli. Nie oczekiwała pozytywnej reakcji, nie oczekiwała, że rzuci się jej w ramiona, że mocno ją przytuli. Było to bardzo dalekie, w chwili obecnej nie do spełnienia. Lecz, jak to się mówi - wszystko się okaże, przyjdzie z czasem, bądź nie przyjdzie - kto wie. W końcu mięli mnóstwo czasu. Nikt nikogo nie pospieszał, Ona też nie zamierzała wchodzić w jego łaski. Czemu miałaby to robić? Wiedziała, że nie powinna. A jednak, obecność Roya sprawiała, że miała ochotę schować swój honor i dumę gdzieś tam, do kieszeni.
Przecież Ona, go do cholery kochała.
Czasem należy ustępować, by dojść do jakiegoś porozumienia, albo chociaż w delikatny sposób starać się wyjść na swoje.
Spiorunowała go wzrokiem, gdy zadał pytanie.
- Roy, doskonale wiemy, czego chcę. Chcę z Tobą porozmawiać i wiem, że Ty również chcesz tej rozmowy. Powiedziała, starając się brzmieć jak najbardziej grzecznie i przekonująco. Podniosła się z ławki i jakby nigdy nic się nie stało, usiadła mu na kolanach, przodem do Niego. Wbiła w niego spojrzenie, patrząc mu prosto w oczy. - Doskonale wiesz, że chciałabym Ci wszystko wyjaśnić. Wiem, że zachowałam się jak idiotka. Każdy popełnia błędy, również go popełniłam, Ty też go popełniłeś. Potrafiłam Ci wybaczyć. Tego samego oczekuję od Ciebie. - Powiedziała spokojnie, nie zmieniając pozycji. Albo zrzuci ją z kolan, albo zwróci jej uwagę. - Naprawdę, przepraszam... - Szepnęła, opierając czoło o jego ramię. Nie powinna tego robić, a jednak robiła. Najgorsze było jednak to, że zaczęło jej się zbierać na płacz. Nie chciała okazywać słabości, chociaż... Była kobietą, miała do tego prawo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon Cze 27 2016, 18:21

Ekhm, raczej oczywistą sprawą było to, że nie rzuci jej się w ramiona wykrzykując jak bardzo za nią tęsknił, albo, że będzie błagał na kolanach, by do niego wróciła. Och, pewnie, że tęsknił - do tego się nie przyzna. Być może nawet dalej siedziały gdzieś w nim jakieś uczucia, może w głębi duszy dalej czuł do niej słabość, ale... O tym również jej prawdopodobnie nie powie.
Prawda była taka, że nienawidził zdrady. Czy to w miłości, czy w przyjaźni. Był jej w stanie wiele wybaczyć, ale coś takiego... Nie był pewien czy kiedykolwiek będzie w stanie o tym zapomnieć.
To fakt - czasem należy ustępować, ale czy nie robił tego zawsze? Czy nie był w ich związku tym, który proponował kompromisy, który ulegał, by zachować to, co do tej pory zbudowali? Jak widać jego podejście się zmieniło i czy można mu się dziwić?
- Nie był bym tego taki pewien. - odparł mając na myśli oczywiście drugą część tego, co powiedziała - nie do końca pragnął z nią rozmawiać, ostatnim czasem jedynym czego chciał to zapomnienie, chciał ją wyrzucić z pamięci, ale nie potrafił, co go niesamowicie irytowało. Chodził... Wściekły. Cały czas. Pił, by uspokoić skołatane nerwy, pił, by normalnie spać, a gdy tylko wstawał... Znowu był zły. Dziwne było to, że gdy Mercy usiadła obok niego poczuł jakby... Jakby jakaś część - jego samego - wróciła do niego, jakby do tej pory czegoś mu brakowało, a teraz... Teraz czuł się już 'pełny'.
Ech... Nie powinien tu przychodzić. Zdecydowanie nie powinien.
Zaskoczyła go. Naprawdę go zaskoczyła. Nie spodziewał się, że się do niego zbliży, był niemalże pewien, że zachowa dystans, a jednak... Usiadła mu na kolanach, a on mimowolnie podniósł wzrok zaglądając jej w oczy, w oczy, które dawno temu pokochał..
Nie wiedział co powiedzieć. Jej bliskość, słowa, które z siebie wyrzuciła, to spojrzenie, którym go obdarzyła...
- Ja... Nie wiem. Sam już nie wiem. - powiedział, ale nie odsunął jej od siebie. Pozwolił jej tak siedzieć, mimo, że jakaś jego część pragnęła stąd jak najszybciej uciec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Paryz
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -67
  Liczba postów : 81
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11817-mercy-chartier#317501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11822-listy-przesylki-widokowki-co-chcesz#317726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11821-mercy#317725




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon Cze 27 2016, 18:40

Zaczynała ją powoli irytować ta cała sytuacja. Naprawdę, coraz bardziej. Wzbierało się w niej mnóstwo negatywnej energii, która w każdej chwili mogła wybuchnąć. Z minuty na minutę, coraz większa irytacja. Była wściekła na Siebie i na Niego. Na Siebie, bo postąpiła tak, jak postąpiła. A na Niego za to, że był tak cholernie obojętny.
Nie chciała jednak od razu się z Nim kłócić.
Wolała odczekać, jeszcze chociażby chwilę, chociażby kilka minut, kilka sekund.
Przecież prędzej, czy później... Powinien wymięknąć. Powinien z Nią porozmawiać, pomóc jej znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, tak jak to robił gdy byli razem.
Fakt, często szukał kompromisów, bo Mercy była cholernie uparta i chciała stawiać na swoim. Nigdy nie mogła znaleźć wyjścia odpowiedniego dla obu stron. Może było to cholernie egoistyczne, że chciała jak najlepiej dla Siebie, ale już taka była. Każdy miał wady i zalety. Jej wadą był egoizm.
- Przestań mnie denerwować, przestań być tak cholernie obojętny! Przecież wiesz, że tego żałuję. Poza tym, czułam się bezsilna, nie wiedziałam co robić... Czułam się sama po śmierci mamy... - Mruknęła, po czym pociągnęła nosem i w tej chwili się rozpłakała. - Mogłeś ze mną jechać. Mogłeś mnie nie puszczać samej do tej Francji. Mogłeś mi nie pozwolić, mogłeś jakoś zareagować, zrobić cokolwiek, zainteresować się... - Zaszlochała, zaciskając dłonie na materiale bluzki Roy'a, wtuliła się w Niego mocniej, łkając niczym w poduszkę. - Naprawdę, ja Cię tak bardzo przepraszam. Nie wiesz jak się czuję, jak się czułam. To wszystko mnie przerosło... Kocham Cię Roy i nigdy nie przestałam, nigdy nie przestanę. Więcej nic nie zrobię. Tylko proszę, po prostu do mnie wróć. Bądź ze mną, tak jak dawniej, bądźmy szczęśliwi. Nie chcę nic psuć, wystarczająco się wycierpieliśmy... Nie pozwól mi być samej. - Dodała, przymykając oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon Cze 27 2016, 18:56

On natomiast był spokojny, niewzruszony jak kamień. Tak, był obojętny - po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu był wobec niej obojętny, chociaż tak naprawdę w większej mierze udawał. Tak, czy inaczej miał wrażenie, że cały smutek po prostu zniknął, wypalił się, być może już za dużo się wycierpiał? Może wszystkie (tylko w przenośni) łzy, zostały już wylane?
On również nie chciał się z nią kłócić, po prostu nie miał już na to siły. To bolało, po prostu bolało - osoba, której zaufał jako pierwszej, kobieta, która była dla niego wszystkim tak zwyczajnie wybrała innego, po prostu go olała po tym wszystkim co razem przeszli. No cóż - dokonała wyboru, a teraz był czas na jego wybór. Musiał zdecydować, czy jej wybaczy, ale to nie było takie proste.
Powinien wymięknąć? Tak było. Zawsze tak było, tym razem jednak miał ją zaskoczyć.
- Denerwować? Ciebie? Denerwowałem - chociaż chyba to zbyt lekkie słowo - to się ja, gdy myślałem o tym co w tej chwili robi z Tobą ten kutas. Zdenerwowany byłem, gdy wyobrażałem sobie, że to jego dłonie dotykają teraz Twojej skóry, denerwowało mnie to, że to on Cię całuje, a nie ja. Ty jesteś zdenerwowana? - wyrzucił z siebie chłodnym tonem i parsknął śmiechem.
- Nie mogłem po prostu rzucić studiów. I nigdy nie byłaś sama. Nigdy. Zawsze byłem przy Tobie, a Ty zastąpiłaś mnie pierwszym lepszym. - warknął i spuścił głowę. Następne jej słowa sprawiły, że jego dłoń zacisnęła się w pięść, a on zadrżał lekko.
- Nigdy już nie będziemy szczęśliwi, ponieważ ja nigdy nie zapomnę. Nie. Zostaniesz sama, bo na to zapracowałaś. A teraz, proszę, zejdź ze mnie. - powiedział ledwo słyszalnie, a jego głos lekko zadrżał. Możesz mi wierzyć, lub nie, ale te słowa... Naprawdę bardzo ciężko było je z siebie wyrzucić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Paryz
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -67
  Liczba postów : 81
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11817-mercy-chartier#317501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11822-listy-przesylki-widokowki-co-chcesz#317726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11821-mercy#317725




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon Cze 27 2016, 19:06

Serio? Nawet coś takiego na Niego nie działało? Do cholery, co to miało być. Oczywiście, zeszła z Niego, wedle życzenia królewicza. Obrzuciła go zimnym spojrzeniem i usiadła obok, nie spuszczając z Niego wzroku.
- Wiesz w czym, do cholery, jest ten pieprzony problem? Że kurde, nigdy w życiu niczego ze mną nie robił. Byłeś, do cholery moim materacem przez ten czas, że wiesz z kim sypiam i co robię? Pilnowałeś mnie?! Nie uważasz, że byłam zbyt zdruzgotana tym co się stało, żeby sypiać z jakimiś innym facetem? Nie doszło do Niczego. Tylko do pocałunku, skoro to ma Ci pomóc, jakoś ulżyć i to, do cholery, już wiesz do czego doszło! - Warknęła na Niego, podnosząc się z ławki.
- Chyba, że masz mnie za jakąś kurwe, która w chwili nieobecności faceta, po prostu czeka na to, żeby jakiś obcy facet wpierdolił się jej do łóżka. Jeżeli tak, to powodzenia. - Rzuciła, odchodząc kawałek dalej. Usiadła na jakimś kamieniu nieopodal, wpatrując się w aleję, wyłożoną kostką. - Jestem ciekawa ile Ty przeleciałeś lasek pod moją nieobecność. - Dodała. - Też nie zapomniałam o tym, co zrobiłeś. A jednak, umiałam Ci wybaczyć. Bo Cię, kurwa, kocham. Widać jak Tobie zależało, skoro nawet teraz, wiedząc, że między mną, a Nim nie doszło do bliskiego kontaktu fizycznego - tak po prostu mnie, Nas przekreślasz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon Cze 27 2016, 19:17

Jak widać na załączonym obrazku - wiele się zmieniło pod jej nieobecność. Może nauczył się opierać jej wdziękom? Najprawdopodobniej tak, ponieważ w tej chwili nie wymiękł.
W pewnym momencie nawet poczuł żal, gdy od niego odeszła, ale doskonale wiedział, że musi to zrobić. Jeśli go znała tak dobrze, jak myślał, to powinna wiedzieć, że zawsze robił to co należało zrobić - nawet kosztem własnego cierpienia, nawet jeśli miał od siebie odsunąć dziewczynę, którą kochał. O ile... O ile dalej coś do niej czuł, bo nie potrafił tego określić.
- Och, to co wy robiliście? Rozmawialiście o gwiazdach czy innych pierdołach w tym waszym pierdolonym języku miłości? - odgryzł się dalej patrząc przed siebie. Wyrzucił papierosa, nawet nie zauważył, że trzyma go za długo i, że już dawno poparzył sobie palce. Ech. Nie ważne.
- Nie obchodzi mnie czy coś między wami zaszło, czy nie. Pojawił się ktoś inny. Napisałaś mi, że chyba coś poczułaś. Jeśli chyba coś poczułaś, to znaczy, że chyba przestałaś coś czuć do mnie. - powiedział, a następnie westchnął cicho i również wstał z ławki. Przeniósł na nią spojrzenie i podszedł do niej bliżej, gdy usiadła na kamieniu.
- Jeśli tak bardzo Cię to interesuje, to nie dotknąłem po Tobie żadnej kobiety. Nie jestem Tobą. - powiedział cicho, a następnie wyciągnął dłoń w kierunku jej twarzy. Przesunął - o ile oczywiście mu na to pozwoliła - palcami po jej policzku i uśmiechnął się delikatnie.
- Dziękuję za te wszystkie chwile. Mimo wszystko byłaś dla mnie pewnego rodzaju... Ratunkiem. Światełkiem w tunelu, że tak to ujmę. Ale... Każdy z nas staje przed wyborami. Ty już swojego dokonałaś. - po tych słowach po prostu odwrócił się do niej plecami i... Czego na pewno się nie spodziewała - odszedł.
z/t (o ile go nie zatrzyma).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Paryz
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -67
  Liczba postów : 81
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11817-mercy-chartier#317501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11822-listy-przesylki-widokowki-co-chcesz#317726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11821-mercy#317725




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon Cze 27 2016, 19:30


Nie pozwoli mu odejść.
Ona też się zmieniła. Stała się bardziej uparta, niż wcześniej. Jeżeli czegoś chciała, musiała to dostać. A w tej chwili, chciała Harpera i mieć Go będzie. Może nie teraz, może nie w najbliższym czasie, ale będzie znowu jej. Nie potrafiła się pogodzić z tym, że mógłby tak po prostu o Niej zapomnieć, wymazać ją z pamięci. Wszystko zakończyć.
Jeżeli wkraczała w czyjeś życie to nie po to, by tak po prostu dać się z Niego wyrzucić.
Nic nie chciała odpowiadać, po prostu przeczekała ten cały moment, te jego słowa. Nie, nie był Nią. Ona nie była też kimś, za kogo ją uważał.
- Harper. Zapamiętaj jedno. Chyba nie znaczy na pewno. Powinieneś umieć odróżnić te dwa słowa, sprawdzić znaczenie każdego z tych wyrazów, później wmawiać mi coś, co jest nieprawdą. Nie przestałam. Moje uczucia do Ciebie nie uległ zmianie. Tak jak Ci mówiłam, i na pewno zmianie nie ulegną. Wydaje mi się, że to Ty już niczego do Mnie nie czujesz. Prócz złości i żalu, może nawet nienawiści. - Rzuciła, wzruszając ramionami. Gdy do Niej podszedł i przejechał palcami po jej policzku... Była zaskoczona, a zarazem... Może i zadowolona. Jednak, było go stać na delikatność, nawet na delikatny uśmiech. Lecz te słowa, ich na pewno nie przyjmie. Gdy się odwrócił, złapała go za bluzkę i podniosła się z kamienia, zatrzymała go przez moment, spuszczając głowę w dół i czekając, aż się odwróci. - Nie Roy. Jesteś w błędzie. - Powiedziała, po czym podeszła bliżej, wspięła się na palcach, położyła dłonie na jego ramionach. Tylko po to by chwilę później złożyć na jego ustach delikatny, lecz pełen utęsknienia pocałunek. - Teraz dokonałam wyboru. Przypieczętowałam go. Jeżeli nadal chcesz odejść, zrób to. Chociaż będę wiedziała, że nie mam na co liczyć. Jeżeli nie pójdziesz, nadal Ci na mnie zależy. Może i w minimalnym stopniu, lecz mnie to wesprze na duchu. - Powiedziała cicho, uniosła głowę, patrząc mu głęboko w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon Cze 27 2016, 19:42

Cóż, nawet nie chcę myśleć jak zareaguje, gdy wreszcie zrozumie, że być może straciła go na zawsze. Na to przecież wyglądało, prawda? Poza tym... Gdyby tylko wiedziała, że w jego życiu pojawiła się kobieta, która mogła sprawić, że kompletnie o niej zapomni... Och, w co on się znowu wpakował? Chyba jednak lepiej było trzymać na dystans wszystkich, przynajmniej nie miał na głowie takich problemów. Właściwie to wszystko było cholernie irytujące, naprawdę powoli zaczynał mieć tego dość.
I w ogóle to uparta dziewczyna z tej Mercy! Nie uważasz, że gdyby dała mu spokój ich życie stało by się o wiele prostsze?
- Mercy, ja nie chcę już tego słuchać. Naprawdę nie chcę. - wyszeptał zamykając na moment oczy. Tak, teraz wiedział na pewno - w tej chwili pragnął tylko stąd odejść. Dalej ciągnęło go do tej dziewczyny, a z drugiej strony nie mógł sobie pozwolić na to, by po raz kolejny zyskała dostęp do jego uczuć. Nie chciał znowu cierpieć - musiał się odciąć i to właśnie zamierzał zrobić.
Wreszcie zebrał się na to, by się odwrócić, ale oczywiście musiała go zatrzymać. Powinien po prostu pójść dalej, wyszarpnąć koszulkę z jej uchwytu, ale tego nie zrobił. Nie powinien się do niej odwracać, ale jak cholerny kretyn dokładnie tak postąpił i przede wszystkim... Chociaż ledwie przez sekundę - odwzajemnił ten pocałunek - a bądźmy szczerzy - tego to już na pewno nie powinien robić!
Teraz to dopiero był na siebie wściekły...
Nie potrafił jej w tej chwili spojrzeć w oczy - wiedział, że gdyby to zrobił prawdopodobnie dłużej nie potrafiłby odgrywać całej tej maskarady, dlatego zdjął jej dłonie ze swoich ramion - tak delikatnie, jak tylko potrafił i uśmiechnął się smutno.
- Przykro mi. - rzucił i tym razem odszedł - szybkim krokiem, nie oglądając się.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Luton, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 34
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13014-javier-chavez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13015-javierek#349393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13016-sowka-javiera#349395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13017-javier-chavez




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Czw Lip 07 2016, 11:55

Usiadł na jednej z ławek, nie bardzo wiedząc, co ze sobą począć. Był bezradny wobec zbyt dużej ilości wolnego czasu, jaki miał w wakacje. Dlatego też wysłał sowę do Adrienne - pomyślał, że może ona będzie chciała się spotkać w ten niezbyt piękny dzień. Na wszelki wypadek wziął swój stary, mugolski wynalazek - parasol w razie, gdyby miało padać. Niebo bowiem wcale nie zachęcało do spacerów.
Te dwa tygodnie, które dzieliły zakończenie roku szkolnego od wyjazdu hogwardzkiego, były dla niego istnym koszmarem. I nie chodzi bynajmniej o to, że był samotny, bo przecież w każdej chwili mógł się z kimś spotkać. To sumienie nie dawało mu spokoju. Martwił go fakt, że powinien odwiedzić grób matki, a jakoś nie do końca potrafił się na to zdobyć. W czasie roku szkolnego miał wymówkę - nauka, studia. Teraz jednak nie potrafił siebie oszukiwać. Poza tym nie jest osobą uciekającą od problemów, dlatego można się spodziewać, że na dniach zbierze się na odwagę i zapali symbolicznego znicza. Jednak ten gest zawsze zabierał mu więcej nerwów, niż cokolwiek innego.
W oczekiwaniu na puchonkę wyjął paczkę papierosów, którą zawsze miał przy sobie, i odpalił jednego. Jego zdaniem to bardzo brzydki nałóg, mimo to nie potrafił się go oduczyć. Kiedyś, gdy był jeszcze małolatem, twierdził, że to go odstresowuje. Teraz wie, że to głupota i dziwi się sobie, jak mógł tak myśleć. Przyzwyczajenie jednak zostało i teraz ciężko mu się go pozbyć. Ciężkie jest to życie, heh.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Czw Lip 07 2016, 22:49

Ponury dzień, o tak taki dzień inaczej nie dało się nazwać. Panna Lorrain od samego rana siedziała przy książkach, uczyła się? Być może dla zwykłego przechodniego tak to mogło wyglądać, ale dziewczyna nie potrafiła skupić się na tym co robi. Czytała, a myślami była zupełnie gdzie indziej. Wszystko od ostatniego czasu w jej życiu się chrzaniło. Nie potrafiła swoich myśli dobrze. Nie potrafiła dobrze dobierać własnych myśli, zawsze uważano ją za dziewczynę nieco rozkojarzoną, ale teraz to i ona sama tak się czuła. Była tak bardzo zagubiona w swoim życiu, że nie potrafiła normalnie funkcjonować. Nawet przyjaciele się od niej odsunęli, gdzie oni byli? Czy ona tak wszystkich odstrasza czy jak? Jedynie Javier cały czas przy niej pozostawał. Był naprawdę bardzo dobrym słuchaczem. Uwielbiała z nim spędzać czas. Był zabawny i chyba tylko on potrafił dokonać cudu, przy nim się potrafiła uśmiechnąć. W końcu dostała sowę od samego Javiera. Była niesamowicie z tego faktu zadowolona, ponieważ ta nauka na nic się zdała, ponieważ nic z tego i tak nie pamiętała. Czy ona już tak zawsze będzie funkcjonować? Czy nigdy nie zapomni o tym nieszczęsnym Anthony'm. To było przerażające, że tak bardzo się do niego przywiązała, że nie potrafiła racjonalnie myśleć.
W szybkim tempie dobrała odpowiedni ubiór co do pogody i wyruszyła do Hogsmeade. Postanowiła wyjechać na wakacje organizowane przez szkołę, może jakoś odreaguje, sama w mieszkaniu by chyba zwariowała. Szybko dość przemknęła drogę prowadzącą do wioski. - Javier w ogóle mnie nie słuchasz... - mruknęła do chłopaka. On doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że chodziło jej o jego cholerny nałóg. Ona sama się dziwiła, że do tej pory tego nie spróbowała, ale można powiedzieć, że to jest zasługa Borisa - jej ojca. Wiele razy ją przed tym nałogiem przestrzegał i chyba nie na marne, ponieważ wcale nie ma zamiaru się do tego przyzwyczajać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Luton, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 34
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13014-javier-chavez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13015-javierek#349393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13016-sowka-javiera#349395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13017-javier-chavez




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pią Lip 08 2016, 00:29

Usłyszawszy znajomy głos, w pośpiechu ostatni raz się zaciągnął i zgasił nieszczęsnego papierosa, nie chcąc narażać dziewczyny na wdychanie niezbyt przyjemnego zapachu dymu.
- Nie marudź, wiesz dobrze, że tego jednego nie potrafię przestać - odparł, zdając sobie sprawę, że gdyby bardzo się uparł, to może i by rzucił. Czasem nawet już nie czerpał przyjemności z palenia, robił to z czystego przyzwyczajenia, tak jak mycie zębów czy wiązanie butów. Czasem jednak lubił stanąć na szczycie wzgórza, odpalić jednego i myśleć sobie "mogę wszystko". A potem zejść i dalej być tym jednym z wielu, małym ludzikiem wobec wielkiego świata.
Spojrzał na Adrienne i wyszczerzył ząbki w niewinnym uśmieszku. Czy można było się na niego gniewać w tej chwili? Nie sądził, he he, ale że miał tendencję do przeceniania swoich możliwości w tej kwestii, toteż szybko zrezygnował z misternego planu udobruchania dziewczyny, a zamiast tego gestem zaprosił ją, by zajęła na ławce miejsce obok niego. Wiedział doskonale, że jej sytuacja sercowa obecnie nie jest zbyt dobra. Czasem nawet myślał sobie, że gdyby spotkał tego całego Anthony'ego, skopałby mu tyłek. Wykorzystałby wszystkie triki, których nauczył się, gdy trenował sztuki walki, o tak! Jednak za każdym razem, kiedy się tak zapędza w tych myślach, przypomina sobie, że tak nie wolno. Za osobami, na których mu zależy, wskoczyłby w ogień, ale to nie upoważnia go do robienia świństw innym. To byłoby głupstwo z jego strony, a on jest rozsądnym człowiekiem i to właśnie rozsądek zwykle wygrywa tę potyczkę. Tym bardziej, że ten dupek musiał mieć jakiś motyw. Zresztą Javier nie jest od wymierzania kar. I w ten sposób jedyne co mógł zrobić, to źle o nim myśleć i ewentualnie pocieszać Lorrain, że nie był jej wart.
- Zresztą, zamiast mi wytykać, to może powiesz, jak ty spędziłaś dzisiaj dzień? Robiłaś coś produktywnego, czy marnowałaś czas aż do momentu, gdy wybiła godzina naszego wspaniałego spotkania? - zapytał, doskonale wiedząc, jaka będzie odpowiedź. Zapewne chodziła jak cień po mieszkaniu, parku, łące et cetera, nie wiedząc co ze sobą począć, zadręczona myślami o jej byłym. W najgorszym przypadku zalewała się łzami. I oto pojawił się on - Javier, jej rycerz na białym hipogryfie! Oczywiście nie wywyższał swojej roli, bo zależało mu jedynie na tym, by pomóc puchonce. Chodziło raczej o to, że może w jakiś sposób wyciągnięcie dziewczyny na spacer w jego towarzystwie, a nie w samotności, okaże się dla niej dobrym rozwiązaniem i odciągnie ponure myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pią Lip 08 2016, 00:41

Zapach tytoniowy można powiedzieć, że to jej całkowicie nie przeszkadzało, jednakże nie rozumiała tych ludzi którzy palą, bo niby po co to robią? Mówią, że ze stresu czy z innych okoliczności, ale ona w to nie wierzyła. Uważała to za totalną bzdurę, no ale jednak jakoś nigdy nie miało to dla niej większego znaczenia. Ani ją to odrażało, ani pociągało, było bardzo neutralnie do tego nastawiona.
- Tak. Wiem o tym doskonale. Nie musiałeś gasić. - powiedziała do niego wymuszając lekki uśmiech. Doskonale wiedział, że nie musiał przez nią wyrzucać papierosa, mógł równie dobrze go wypalić, bo dla niej to nie był żaden problem, ale jednak ceniła u niego to, że potrafił to zrobić dla niej. Ażeby po prostu nie musiała się truć.
Oczywiście puchon nie musiał długo czekać, aż ta zagościła zadkiem koło niego. Towarzystwo chłopaka bardzo jej pomagało, czuła się przy nim bezpiecznie i tak jakby mogła wszystko. Nigdy się jakoś specjalnie przed nim nie kryła, bo i po co? Prawdziwa przyjaźń to tolerowanie zachowań i przyzwyczajeń innych.
Anthony był dla niej niesamowitą zagadką, labiryntem, którego pragnęła przebrnąć. Czuła się w jego towarzystwie tak samo dobrze jak i w puchona. Kochała go, ale on tego nie dostrzegał, wiele czasu czekała i to na marne, ponieważ chłopak nie chciał chyba tego czego ona pragnęła. Tak bardzo chciała o nim zapomnieć, zatracić się w innym punkcie, ale na razie nie trafiła na ten inny punkt. - Uczyłam się. Przynajmniej starałam. Dobrze wiesz, że nie lubię iść na lekcje nieprzyszykowana, ale dzisiaj kompletnie straciłam wenę i nie mogłam się skupić na niczym. To naprawdę paskudne uczucie, mam nadzieję, że rzadko tak masz bo ja ostatnimi czasy mam go aż za dużo. - mruknęła wzdychając głośno. Naprawdę miała dosyć takiego życia, ale co ona mogła na to poradzić? Gdy tylko chciała się jakoś odilozować od swoich myśli one jak szalone wracały z powrotem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Luton, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 34
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13014-javier-chavez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13015-javierek#349393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13016-sowka-javiera#349395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13017-javier-chavez




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pią Lip 08 2016, 20:17

Javier był osobą dość łatwo przywiązującą się do innych, dlatego doskonale potrafił wczuć się w sytuację dziewczyny i zrozumieć, jak bardzo brakuje jej Anthony'ego. Tylko kiedyś trzeba ruszyć do przodu, nie można wciąż stać w miejscu i rozpaczać, prawda? Puchon zastanawiał się, kiedy dla niej nadejdzie ten czas. Powinna już dawno zamknąć ten rozdział. Szczególnie, że przy wsparciu innych osób można to zrobić o wiele szybciej i rozwinąć swoje skrzydła. Javier chciał być dla niej właśnie takim bodźcem, zachętą do działania. W końcu tego kwiatu jest pół światu!
- Wiem, co masz na myśli. Faktycznie niewesoło - odparł, bo choć wiedział o co chodzi dziewczynie, nie potrafił tego ubrać w słowa. Po tych słowach zamilkł, bo choć bardzo chciał powiedzieć coś trudnego, nic nie przychodziło mu do głowy. Żadne piękne przemyślenia o życiu i miłości, żadne motywacyjne mowy. Nie wiedział, jak jeszcze mógłby ją pocieszyć, dlatego trochę zbił się z tropu. Chciał zobaczyć dawną Adrienne: szczęśliwą, radosną i odważną - taką, jaką ją poznał. Taką, jaką była przed tym całym cholernym związkiem z tym kretynem, który złamał jej serce. Chavez poważnie zamyślił się w tym właśnie kierunku, siedząc tutaj na ławce, a głową będąc w zupełnie innym miejscu już od dłuższej chwili. Przybliżył się do Lorrain, przyjacielsko obejmując ją ręką tak, by mogła oprzeć głowę na jego ramieniu. Sam zaś patrzył wprost przed siebie, w jakiś daleki punkt. Sądził, że może to ją w jakiś sposób ukoi - naprawdę się przejmował jej sytuacją. W takich chwilach wczuwał się tak, jakby to wszystko przeżywał on sam. Też odczuwał gorycz, smutek, żal, rozpacz... Też próbował zrozumieć pewne mechanizmy i też analizował.
I w tym momencie coś strzeliło mu do głowy, działał jakby miał jakiś odgórny nakaz. Skierował wzrok wprost w oczy Adrienne o głębokim, zielonym kolorze, patrzył w nie przez dłuższą chwilę, widząc najdrobniejszą plamkę. A potem powoli dotknął jej miękkich ust swoimi i pocałował ją. Nie myślał o tym co robi, nie wiedział nawet, dlaczego to robi. W tej chwili jego głowa była pusta. Czuł się jednak przy tym wspaniale, jednak nie trwało to długo. Chwilę potem zapaliła mu się w głowie czerwona lampka. Chavez, co ty do cholery wyrabiasz?, pomyślał sobie i w tym momencie oderwał się od Francuzki. Oblał się rumieńcem, oparł ręce o kolana i spojrzał na swoje buty. Zrobiło mu się głupio. Właściwie nie do końca to do niego docierało. To stało się tak szybko... Czy on właśnie pocałował puchonkę? Nie wiedział co powiedzieć, ba! nie wiedział, co myśleć. Dlatego też zwyczajnie milczał, wpatrzony w swoje buty o odcieniu brązu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pią Lip 08 2016, 22:58

Ale czy ona właśnie tego nie pragnęła? To właśnie chciała osiągnąć, ażeby móc myśli zająć czymś, bądź też kimś innym. I kto się tylko nawinął na kim mogłaby rozmyślać zniechęcał ją do siebie. No nic na to nie mogła w tym momencie poradzić, taka miłość czy pragnienie kogoś na siłę jeszcze nikomu na dobre nie wyszła. To nie znaczy, że Adrienne nie chciała czy coś w tym stylu, bo jak było wcześniej wspomniane, Adrienne musiała ruszyć do przodu, bo życie toczy się dalej i nie może zaprzestać tylko na cholernym ślizgonie, który można teraz powiedzieć zniszczył jej życie jak i psychikę.
Javier był osobą, przy której mogła oderwać swoje myśli, może dlatego się tak dziewczyna zachowuje, bo nigdzie nie wychodzi. A to jednak by jej bardzo pomogło. Wiele było propozycji na wspólne spędzenie czasu, ale odmawiała, ponieważ nie czuła się na siłach. Teraz wie, że to był olbrzymi błąd, bo mogła na siłę naprzeciw sobie iść i doskonale się bawić, ale czasu nie cofnie.
Chciał zobaczyć taką Adrienne, ale czy taka Adrienne jeszcze w ogóle istnieje? Gdzieś w głębi na pewno, ale na zewnątrz była całkowicie nową osobą i gdy tylko ktoś ją zna od podszewki doskonale może to stwierdzić. Takie zachowanie puchona bardzo jej odpowiadało dlatego bez najmniejszego namysłu oparła głowę na jego ramieniu, a dłonie zaplątła na kolanach. Czuła się doskonale, ale dobrze wiedziała, że ta chwila nie będzie trwać wiecznie i niebawem sen na jawie się skończy i będzie trzeba wrócić do szarej rzeczywistości.
Ta chwila trwała jakby wieczność i tak jak się obawiała skończyła się gdy tylko przyjaciel ją pocałował. Była w niemałym szoku, ale jednak nie opierała się. Czuła tak jakby musiała to zrobić, a przerwanie tego uważałaby za najgorszy i najgłupszy błąd w swoim życiu. - Javier... - mruknęła pod nosem patrząc na zakłopotanego chłopaka. Doskonale widziała, że jest mu niesamowicie głupio, ale dlaczego? Przecież się przyjaźnili już tyle lat i taki pocałunek mógł mieć kiedyś miejsce. - Powiesz mi dlaczego to zrobiłeś? - zapytała. Innego chłopaka by potraktowała zupełnie inaczej, ale nie jego. Chciała wiedzieć powód dlaczego zdecydował się na taki krok. Dlaczego teraz? Adrienne nie miała do niego żalu, nie mogła, bo samej jej tego tak naprawdę brakowało. Patrzyła na niego z lekko pochyloną głową. Przecież nie byli małymi dziećmi, tylko dorosłymi czarodziejami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   

Powrót do góry Go down
 

Tojadowy Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Tojadowy Park
» Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
-