Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Tojadowy Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Leicester
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 270
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 300
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3795-keith-everett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3796-grube-relacje-chudego-keitha#113770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3797-keith-everett




Gracz






PisanieTemat: Tojadowy Park   Sob 23 Mar 2013 - 11:42

First topic message reminder :


Tojadowy Park


Średniej wielkości park znajdujący się na samym końcu ulicy Tojadowej jest częstym miejscem spotkań pobliskich mieszkańców. To właśnie tutaj najszybciej rozchodzą się ploteczki o sąsiadach i to tu urządzane są zapoznawcze pikniki.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 346
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6136-arianne-rose-levittoux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6149-relacje-a-zaryzykujesz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6150-belzebub
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7179-arienne-levittoux#204370




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon 11 Lis 2013 - 23:25

Nikt tu nie był rozkoszny, nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę. Ari w końcu częściej pisała ziomalskie listy niż hejterskie. A te z Coco to już w ogóle jakiś kosmos. To się nie godzi to nie uchodzi.. Albo nie, chrzanić to. Levitoux nie miała czasu myśleć nad tym czy te listy chwytają ją za serce czy nie. Z resztą po co miałaby to robić. Gdybyś jeszcze nie zauważyła, to ona nie chciała rozmawiać, być zazdrosną i udawać nieszczęśliwej miłości. To nie reklama Jacobs, gdzie przy pierwszym lepszym spotkaniu Ari miałaby wyskoczyć z kuchni z tekścikiem "Zaraz nam zaparzę naszej ulubionej kawy i wszystko ci opowiem". Niedoczekanie twoje.
Tak więc idąc tym tropem to miała na prawdę w głęboki poważaniu, że w szkole ujawnił się kolejny nauczyciel pedofil, który gwałcił siódmoklasistkę w swoim mieszkaniu. Coco była chyba na tyle duża, że Ari nie musiała pilnować jej tyłka dniami i nocami, by przypadkiem nie przeleciał jej jakiś przystojny koleżka z baru czy inne cholerstw. No litości, przecież mówimy o kimś z nazwiskiem Watson, a nie Somerhalder. Jeśli nie umiała się choć trochę ogarnąć wśród ludzi, to może i gorzej, że nie leżała z braciszkiem na detoxie? W końcu on przynajmniej nie ma nóg jak drzwi obrotowe. Kto jednak jak woli, to nie jej życie, nie jej sprawa.
A tak swoją drogą, to znów ten cholerny Londyn? Czy ty sobie czasem ze mnie nie kpisz? Przecież obie wiedziały, że Levittoux nie potrafi się teleportować, a jak byś nie zauważyła, to pociąg z peronu 9 i 3/4 nie jeździ co pięć minut. tak więc kolejnym razem jak nie będziesz miała miejsca, to pomyśl o jakiejś dobrej miejscówce w zamku, bo Ari nie będzie za tobą gnała po całym świecie. Ona nawet nie udawała zakochanej. Ona nie szuka miłości, miała jej dosyć jak na jedno życie. Lubiła być forever alone czy ci się to podoba czy nie. Przynajmniej miała przyjemności bez zbędnych szczegółów
Teraz jednak trzeba było się przedostać do Tojadowego Parku. W sposobach na przedostanie się tam, to Arienne była małą mistrzynią. Choć nie mogła uśmiercić matki drugi raz w tym tygodniu, to schodząc po jednych z setnych schodów w zamczysku wpadła na genialny pomysł. Poszła pod dormitorium Ravy, niby do ukrytej wierzy, a gdy jakaś pogrążona w chmurach krukonka wychodziła, to Ari po prostu podeszła do niej zapłakana, opowiadając historie miłości pięknej, ale nieszczęśliwej, bo facet zamieszkał w Londynie, a ona nie może tam przyjść. Zaczęła mówić o jakimś wyimaginowanym wstydzie, przez który nie przyznała się mu do nieumiejętności teleportowania się. Sumą wszystkiego krukonka prawie płacząc niczym nad dobrą książką, przeteleportowała Levittoux, życząc jej przy okazji powodzenia. Przyda się, bo przecież seks w plenerze to ulubiony temat do ploteczek tego dzikiego obserwatora, który wszystkim wchodził w życie niczym jehowy do domu. Na prawdę nadgorliwe i i bezużyteczne były jego starania, by zepsuć komuś życie. Uczniowie tej szkoły doskonale radzą sobie z tym sami.
- Trzym puchę, nie przyszłam tutaj, by Ci się tłumaczyć. Jak się nie podoba to możesz spadać - Urocza jak zawsze, z tym wdziękiem i gracją... Ah, wszyscy jej! Ale po co, skoro już nawet jednak zaczynała działać na nerwy? - Ty znów zaczynasz? Wyciagnij rękę przed siebie. Weź złóż trzy palce - Tak, Ari cię dokładnie poinstruuje co masz zrobić, by się nie pluć jak dzika. - Właśnie tak, jak ci pokazuje. Potem zegnij w łokciu i pieprznij w ten durny łep - Tak właśnie wygląda życie, nie jest prosto, słodko. Levittoux pozdrawia ze świata hejtu, yolo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Wto 12 Lis 2013 - 0:06

Jak mi się śmiać chce w tym momencie z Ciebie dziewczynko… A raczej w sumie z Arienne…
‘Patrzcie na mnie, jestem suką bez uczuć, nie zakocham się, ee yolo.’ – pff, żeby w tym choć jeszcze gram prawdy był, to może nie szydziłabym z tego, ale właśnie. Kłamiesz. Łżesz. ZDRAJCA. Niby Arienne taka twarda i na niczym jej nie zależy, to po cholerę tu się teleportowała, wymyślała bajeczkę o miłości, bla bla bla… Jasne. Tak jest łatwiej powiedzieć, że nie zależy, kiedy tak naprawdę jest inaczej. I nie chrzań mi, że na życie tej małolaty jest już za dużo miłości. Też mi wielkie mecyje. Theodore był ślepy i głupi, no ale co ja tam wiem… W końcu w Twojej teorii CC już ma drzwi obrotowe, a nie nogi. Drugi Oliver ćpun się znalazł.
Dobra, dwa wdechy i wydechy zrobione, a teraz… No właśnie. Przyszła kolej na analizę porównanie do panny Cornelli, za którą jak się spotkamy dostaniesz w łeb. No nie wiem, może dlatego, że niektórzy się nie bzykają z nauczycielami, ale to jest właśnie to. PROPAGANDA. To tak jak ja w stosunku do Arienne, pamiętasz sytuację z wczoraj? Nie? To Ci przytoczę.
Piękny słoneczny dzień, a tu z lewej i z prawej dostaje po twarzy, o bo taką zachciankę miała panna Levitoux, która bzyka się jak jest zapruta w trupa z szanowną CC, a tak naprawdę biję się z szanowną Windsor o jakąś dupę. Nie, no ogólnie bosko, hipokryzja aż leci! Jednak do mnie będziesz miała pretensje, że długie nogi Coco są niczym drzwi obrotowe… Niech Merlin ma Cię w opiece, by Arienne nie wypowiedziała kiedyś tego zdania na głos, bo przysięgam – nie ręczę za siebie, ale skoro już masz tego świadomość, to wierze, że się powstrzymasz tym swoim ślicznym dziubakiem, od tak durnych uwag. (Zresztą jak już jesteś taka ciekawa… To szanowna CC, miała tylko dwóch, wiedziałaś o którymkolwiek? Nie. Bo jestem Arienne, której nazwisko Levitoux zobowiązuje do myślenia tylko o własnym tyłku. Taak, taak… A ja mam skończyć na seks-detoksie, który wyczaruje Oliver). Nadal uważam, ze to hipokryzja, o.
No, ale w każdym razie… Coco rzadko kiedy doceniała takie małe gesty jak transportowanie się do Londynu, dla niej to było norma, chciała i była, cóż za problem? A jeszcze z urokiem Arienne – to była kwestia kilku chwil, tylko ciekawa jestem… Jak kiedyś kto wyłapie, że to wcale nie chodzi o pogrzeb matki, nieszczęśliwą miłość, a jest to czyste wykorzystanie. Myślałaś kiedyś, żeby wylądować… No nie wiem. W Slytherinie? Aa wiem. „Byle nie Slytherin… Byle nie Slytherin.”
-Nie no spoko, ogólnie. Ja Cię zaprosiłam i ja mam spadać, tak? – Skrzywiła się nieco, ale dawno nie widziała tej rozwrzeszczanej mordki, która nie chciała jej zapraszać na kawę Jacobs. To takie smutne, naprawdę mogłyby się kawki napić, przepłukać żołądek czymś innym niż tanie winko z podrzędnego monopolowego.
-Zbastuj, po prostu nie poświęcasz mi tyle czasu ile bym chciała, kiedyś było inaczej, a teraz tylko kiedy pijemy, to trochę nie fair. Nie wymagam randek, spotkań czy seksów jak Villiers. Po za tym ja się nie sekszę, to też wypadałoby zapamiętać, bejbe… - Szturchnęła lekko jej podbródek palcem wskazującym, a czarne oczy lustrowały sylwetkę Levitoux, no trzeba było jej przyznać, że całkiem nieźle dzisiaj wyglądała. CC nawet wyciągnęła do niej rękę, w końcu ileż można było się nie widzieć i tak na siebie naskakiwać? To nienormalne.
-Serio się stęskniłam piczo… - Podeszła nieco bliżej, no przecież nie będą rozmawiały ze sobą z odległości mniej więcej pięćdziesięciu centymetrów – tak skromnie licząc, musiały nieco więcej włożyć w tą rozmowę niż tylko puste słowa, co nie? Watsonowa nawet zrobiła coś, czego nie robiła od dawna, a gest ten wykonywała tylko w stosunku do braciszka. Położyła dłoń na jej prawym, bądź lewym ramieniu – kto mnie tam wie, po za tym CC była kobietą, też nie rozróżniała stron. I wzdłuż ręki zjechała swoją drobną łapką byleby choć na chwilę chwycić koleżanką, przyjaciółkę, kochankę – czy jak tam chcesz je nazwać za rękę. W końcu… Nawet takiego czegoś nie robiły od dawna, a przecież kiedyś często im się to zdarzało.
-Wiesz o tym, co nie?


/taa, ta mała rozprawka też musiała mieć miejsce, i tak wiem że mnie kochasz <3 ;*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 346
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6136-arianne-rose-levittoux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6149-relacje-a-zaryzykujesz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6150-belzebub
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7179-arienne-levittoux#204370




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Wto 12 Lis 2013 - 13:54

Przyjechała, bo w końcu powiedziała, że to zrobi, a wśród wszystkich jej wad dało się dostrzec jakieś zalety typu właśnie dotrzymywanie słowa. Z resztą nie wiem skąd ci się wzięła myśl, że skoro spotyka się z kimś, to na pewno musi być już w tej osobie zakochana. Może nie była tak pokręcona jak Watson'ówna, by patrzeć ciągle na wszystkich w okół, ale jakieś granice w mówieniu "Jestem sucz, yolo" też miała. W tym spotkaniu chodziło jej o czystą przyjemność, a nie o jakieś wzniosłe świństwa. Jeśli twoja postać widzi to inaczej, to niech od razu odpuści, bo to nie bajka z happy endem. Ari nie będę leżeć obok, głaszcząc Coco po głowie i mówiąc "Tak, kocham Cię Skarbie. To nie istnieje. Co do Theodora to nie wypowiadaj się, bo nic nie wiesz o tamtym związku. Wtedy to Levittoux zerwała, ona popsuła coś tak pięknego, co może zmieniłoby choć trochę jej życie. Żal mi ciebie dziewczynko, że podajesz za argument coś, o czym tak na prawdę gówno wiesz.
Dobra, teraz czas na obalenie twojego kolejnego, zajebistego argumentu, który tak na prawdę możesz sobie w buty włożyć. Jak już ci nie raz pisałam to co piszemy na cb nie można wykorzystywać tutaj w grze. Tam, dopiero możemy coś tworzyć, ale dopóki nie wejdzie to coś w życie, to nie jest to dla ciebie żadnym argumentem. Jak nie masz lepszych, to może lepiej, byś nie mówiła ich wcale? Przemyśl to, bo na prawdę wnerwia mnie, że muszę ci pisać miliard razy o tym samym, w dodatku o czymś, co fabularnie nie miało miejsca. Tak więc... Sherlocku tą wytropioną bacznie hipokryzją tylko się nie udław, yolo.
Hahaha i jeszcze mi grozisz, że Ari nie może czegoś powiedzieć? Jeśli właśnie to jej przyjdzie na myśl, to właśnie tak powie. Na prawdę nie będą mnie wtedy obchodzić żadne plany, bo nie zamierzam kaleczyć charakteru moich postaci dla jakiegoś tam moje przeczucia, że tak będzie lepiej. W dodatku Levittoux (a tym bardziej mnie) na prawdę nie interesuje ilu ona miała wcześniej. Ty za to takie informacje próbujesz wykorzystywać do jakiejś wyimaginowanej argumentacji. W sumie w tym momencie nie wiem czy to było twoje żałosne zagranie czy Coco.
Szczerze, czy myślałam? Tak i to dość poważnie. Nudno by było jednak mieć kolejną postać w tym zielonym domu. W końcu moja pierwsza postać, czyli Cait trafiła tam bez problemu. Z resztą gdybyś przeczytała uważniej kartę, wiedziałabyś dlaczego nie chciała tam trafić. To też, co napisałam w karcie zadecydowało o tym, że tam nie trafiła. Bo Merlinowa i Lailą nie raz o tym ze mną rozmawiały. Z perspektywy czasu wiem jednak, że dobrze się stało. W końcu to właśnie w Gryffie Ari spotkała tylu porządnych kompanów do picia, miłość i wiele innych rzeczy, o których Coco może tylko pomarzyć.
- Tak, bo ja po kolejnej posranej podróży do Londynu nie chce pogaduszek i wyrzutów. Wiesz przecież, że tego nie lubię - Pytam mi się co będzie, gdy ktoś się zorientuje, że Ari go wykorzystuje. Po prostu zostawi go w spokoju i znajdzie inny sposób. W końcu to właśnie on się liczy, a nie cel. Skoro ktoś się zorientował, to bardzo jasny znak, że trzeba znaleźć inne rozwiązanie. W końcu cel jest tylko jakimś punktem, reszta za to tworzy wspomnienia. W końcu dłużej pamięta się podróż, gdy człowiek wsiądzie przypadkowo wpierw do niewłaściwego pociągu cz busa.
Dobra, totalnie nie wiem, skąd twojej postaci wziął się ten tekst o sekszeniu, ale szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to. Najwyraźniej ma coś pod garem, a te super detox od brata chyba jeszcze nie zaczął działać. - Ale czy ja coś mówię? Weź zepnij poślady i wyluzuj. Zycie nie jest łatwe Skarbie, gdybyś tego jeszcze kurwa nie zauważyła - Arienne nigdy nie wyglądała dobrze. Zawsze czegoś brakowało, zawsze trzeba było coś poprawić. Po pięciu minutach to w sumie komplet można było schować do szafy. Przecież nie powiesz mi, że o tym też nie wiesz?
Ari może to zabrzmi dziwnie, ale nie lubiła używać słów. Wolała słyszeć jak Coco jęczy niż jak mówi o tym, czy tęskniła. Levittoux nie była najlepszy materiałem na związek. Ba, można by powiedzieć, że była jednym z gorszych na dzielni. Dlatego też nie rozumiem, czemu w swojej wypowiedzi Coco wspomniała o sekszeniu się Villiersa, który był jednym z jej lepszych ziomków. Z nim zawsze bez słowa, bez zbędnych ceregieli można się było schlać. Tak też Ari nie rozumiała 'nie wymagania seksu jak Villiers". On od nikogo tego nie wymagał. To raczej dziewczyny same do niego lgnęły niczym metal do magnesu. A potem robiły z siebie ofiary... No na prawdę mi z tego powodu wszystko jedno.
Wracając jednak do tematu spotkania. Levittoux nie przyjechała tu, by się kłócić z Coco. W momentach, w których musiała uciszać te jej chore komentarze na prawdę zastanawiała się jaki jest sens ciągnięcia tego. W końcu nie będzie love story, trzeba się pogodzić. Jak na razie jedna to też miała głęboko i po prostu pocałowała Coco tak namiętnie, że tamta byłaby głupia, gdyby nie zapomniała o tych wszystkich nieprzyjemnych słowach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Wto 12 Lis 2013 - 14:46

Cóż, więc sprawdziła się przynajmniej moja teoria z piątku. Dobre i tyle, alkohol nie wyprał mi tyle szarych komórek, a ‘coś mocniejszego’ – nie wyżarło mi patrzenia. To nawet dobre, a przynajmniej dla mnie… Nie jest ze mną w końcu najgorzej.
Szkoda tylko, że w jakimś stopniu zostałam posądzona o to czego najbardziej nienawidzę, ale widocznie… Zmęczenie zrobiło swoje, i faktycznie nie powinnam tekstów pisać po północy. Zwłaszcza kiedy jestem zmęczona po całym dniu, ale w wielu rzeczach się z Tobą zgodzę. Tak, nawet w całym tekście, zadziwiające, bo z reguły się nie zgadzam. Może jakiś taki mały, niespodziewany surprise.
A hipokryzją udławiłam się już dawno temu, yolo.
Coco wbiła wzrok w dziewczynę zastanawiając się właściwie co chodzi po jej rozkosznej główce, nie żeby jakieś love story, bo raczej związki z kobietami są przereklamowane. Mówię z własnego doświadczenia. Ta sama płeć po prostu szybciej się zagryzie mieszkając pod jednym dachem, niż dojdzie do ładu – tak, to też kwestia studenckiej wprawy. W głowie CC raczej kipiało od czego innego, od czegoś co jeszcze do niedawna należało tylko do niej. Jednak przecież Arienne też musiała to dostać, muzyka już była, teraz jeszcze trzeba było napisać tekst, a może nie da jej tego? Nie wiem co zrobi, w każdym razie… Była na haju. Nie była w stu procentach trzeźwa, zresztą ona nigdy nie była czysta, ani trzeźwa w pełni. Takie życie nie miało sensu, a życie po używkach było lepsze i przede wszystkim można było je znieść bardziej, niż na trzeźwo. Jednak to też pewnie takie moje widzimisię, z którym raczej nie chciało mi się w tym momencie walczyć. Z reguły moje widzimisię – opiera się o doświadczenia, a potem i tak kończę z syndromem „mamtowdupizm”, który przede wszystkim udzielał się ‘popranej Watsonów’nie’. Tak, ona też powinna iść na ten sam detoks, na który chodził Oliver, przynajmniej nie byłaby emocjonalnie w tak rozjebanym stanie, i mogłaby jeszcze bardziej podchodzić do wszystkiego na olewce, a nie robić wszystkim dookoła dobrze, byleby… Wyszli na ludzi.
-Nie mam zamiaru odstawiać pogaduszek, jak porządna ciocia… A listy? Pewnie chciałam tylko zrobić Ci na zło… - No właśnie, i to jest ten moment, w którym faceci zamykają dziewczynom usta, byleby za długo nie gadały. No i Arienne zrobiła dokładnie to samo w stosunku do CC, z tym wyjątkiem, że Levitoux nie była facetem. Jednak w tym pocałunku, było coś uroczego, co sprawiło, że nawet CC się uśmiechnęła, a nie tylko miała ochotę ponarzekać bardziej. Tak, już wiem co to było… Właśnie w ten sposób uciekała od zbędnych rozmów. Od tych, których nie chciała rozmawiać, a Arienne wykorzystała ten fakt, dość sprawnie. W końcu CC mogła jej przyznać, że zna ją jak nikt inny, co nie?
-Może powinnam zacząć nosić okulary, widziałabym nieco szerzej… - Burknęła bardziej do siebie niż do Arienne, a pocałunek? Pocałunek przynajmniej został dokończony, tak jak powinno mieć to miejsce. Wieczorna pora skłaniała nawet do większych zabaw, ale przecież były nadal w miejscu, które pozostawało puste. Dormitorium raczej było już przereklamowane, podobnie jak bary w Hogs… Londyn przynajmniej kipiał tą magią, której nie ogarnie nikt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 346
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6136-arianne-rose-levittoux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6149-relacje-a-zaryzykujesz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6150-belzebub
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7179-arienne-levittoux#204370




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Sro 27 Lis 2013 - 19:49

Trudno, życie już tak wygląda, ze jesteśmy posądzani o to, czego najbardziej nie znosimy w innych. W końcu jedna z pierwotnych prawdo życiowych brzmi "Nikt nie powiedział, że będzie łatwo". W końcu o takie rozumowanie opierają się wszystkie największe teorie. Trzeba się naprawdę natrudzić, by coś osiągnąć, być postrzeganym przez kogoś w sposób idealny. Tylko pytam się: Po co? Ideałów nie ma, no helloł! W dzisiejszym świecie jest tylko zdeprawowana młodzież, reszta maluchów, które jeszcze nie mają potencjału, by się deprawować i dorośli udający odpowiedzialnych i ogarniętych. Wszyscy jednak wiemy, ze to właśnie tym z siwymi włosami na głowie często przychodzą te najgorsze pomysły. Więc co się martwić? Bajlando nocą i do przodu!
Związki związkami, kto lubi tę klatkę ten w nią brnie. Jak dla Ari nie ma opcji, by ktokolwiek żył razem pod jednym dachem i się nie kłócił, z drugiej strony z jej charakterkiem to nic dziwnego. Była w stanie pokłócić się z niemal każdym nawet o najmniejszą głupotę. Choć myślicie, a w szczególności Ty myślisz, że taki z niej snob, że tym się nie przejmuje, to jesteś w jakimś stopniu w błędzie. To w końcu rozwaliło jedyne uczucie jakie żywiła kiedykolwiek do kogoś. Nie, nie chodzi o miłość do rodziców, w końcu wszyscy wiedzieli, ze przez większą część życia służą jej tylko jako źródło kasy na nowe ubrania. Ktoś by powiedział, że jakie życie taki rap, mnie się jednak bardziej na usta ciśnie, że nie ma życia bez pomyłek. To jednak, ze Arienne popełnia je częściej niż poprawia swoją koszmarną fryzurę to już inna sprawa. Dąży do czegoś tak głębokiego i inspirującego jak samo destrukcja. Prawie jak Ryszard Riedel, tylko z tą różnicą, ze ona nie gustowała w prochach. W tym aspekcie bardziej przypominała Churchill'a, topiąc swoją inteligencje w zbyt dużej ilości procentowych płynów. Tak więc jak Coco pójdzie na detoks, a Ari się spije, to będą idealną pareczką, yolo!
- Chodź za mną! - Powiedziała już nieco przyjemniej Levi, której najwyraźniej zaświtał w głowie ten sam pomysł co tobie. Oczywiście, gdyby nie była popaprana emocjonalnie pamiętałaby, że jeszcze chwile temu nie była tak zadowolona z widoku kumpeli. Tu jednak sens nie gra roli, w końcu trzeba pamiętać: Tu liczy się sposób! W tym przypadku był to jej popaprany sposób życia, zmienny niczym wiatr na oceanach. Z jednej strony to świetna sprawa, bo przynajmniej zaraz będzie mogła zacząć gdzieś 'gwałcić' Coco, z drugiej jednak strony to takie wypady najczęściej kończyły się źle. Tej wiary okruch w sercu jednak każda z nich miała, że jeszcze się spotkają. Choć love story to przy ich charakterkach nie będzie, smuteczek.
Dobra i tym długo oczekiwanym odpisem kończę to cudowne spotkanie. Oczywiście jak zawsze okazało się ono muzycznie nieproduktywne, bo Ari na najbliższej ławce zaczęła okazywać Coco jak to bardzo jej nie kocha, ale za to ile radości im to dało? Na prawdę piękna sprawa, oby takich spotkań więcej! I sorry za długość posta...

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pią 21 Lut 2014 - 0:56

Wiecie jak to jest spotkać się z człowiekiem po roku niepatrzenia sobie w oczy? Ja sobie tego nie wyobrażam. Ktoś taki jak Sparks też nie potrafiła sobie tego wyobrazić zwłaszcza, że wszystko obracało się wokół… No bo ja wiem, przeszłości? Uczucia, które powinno umrzeć, a nie umarło i jedynie budziło się w sennych koszmarach dając o sobie znać, pokazując jego twarz i… Właściwie co? Tera wiedziała, że musi o nim zapomnieć, a mimo to nie potrafiła. Napisała list. Ona odpisała i pętla była pełna. Szykowali dla siebie stryczek, w końcu mieli umrzeć razem, ale byli jeszcze za młodzi. Był na to czas. Mogli umierać gdy bogowie ich znienawidzą. Gdy ich umysły będą sprane. Gdy sami siebie wyniszczą, a robili to nieustannie - zwłaszcza w ostatnim czasie.
Oczywiście na spotkanie chciała się wyszykować, by nie umknął mu żaden szczegół. By znów myślał o jej ustach, oczach, o jej ciele, które należało do niego, mimo że teraz wszystko układało się nie po jego myśli. Czerwona szminka kontrastowała z bladością jej skóry i idealnie wpasowywała się w odcień szafirowych oczu krukonki. Kruczoczarne włosy okalały jej twarz, a sukienka w równie ciemnym kolorze idealnie rozkładała się na jej ciele, które teraz opięte materiałem sprawiało, że była jeszcze seksowniejsza niż tamtego wieczoru w Kanadzie. Dla kogo się starała? Chyba znasz odpowiedź, co? I przyglądając się sobie w lustrze – uznała, że czegoś brakuje. Dwóch rzeczy. Szpilek, dzięki którym doda sobie jeszcze nieco kobiecości oraz „kielicha” na odwagę. Strach, który przelewał się przez to silne dziewczę był nie do okiełznania. Nie chciała się z nim kłócić, bo to nie miało żadnego sensu. Mieli się rozstać. W zgodzie. Mieli iść własnymi ścieżkami. To chyba oczywiste, że do tego zmierzali, a może to tylko złudne marzenie, które nigdy nie stanie się rzeczywistością, bo gdyby się stało… Tonęliby w najgorszych odmętach wyobraźni, a los który zostałby im zgotowany byłby nie do wytrzymania.
Powiedz mi, kochałeś kiedyś kogoś tak mocno, że brakowało Ci oddechu? Przysięgałam, że nigdy go nie uderzę, że nigdy go nie zranię. Obiecywałam, że będzie tym jedynym i na zawsze, ale nieufność zburzyła wszystko. A nadal tliła się nadzieje. Nadal byliśmy w posiadaniu fundamentu, który mógł się okazać naszym wybawieniem… Powiedz, czy uda nam się to zbudować jeszcze raz?
I tak o to, niemal na kilka chwil przed spotkaniem z Jackiem Reyesem nasza odważna Sapphire Sparks przekonana o tym iż eliksir, który dostała w prezencie to felix felicis bez wahania wypiła go i nie zastanawiała się nad tym dlaczego odczuwa „Armaniego” – nauczył jej tego zapachu. Zawsze spryskany Black Code kiedy to spotykali się na jakiejś romantycznej kolacji. Pamiętał, że je lubi, ale ona nie skojarzyła. Nie skojarzyła, że czuje też cynamon i skoszoną trawę. To dziwne. Chore, ale… Kiedy go tylko zobaczyła nie mogła opanować tego wszystkie co zachodziło w jej organizmie. To jak reakcja łańcuchowa. Jedno ciągnie drugie. Eliksir otumanił jej umysł, a ona sama niekoniecznie świadoma podchodziła coraz pewniej w stronę chłopaka, do którego tak długo się nie odzywała. I nie myślała o tym by wykorzystać. Odczuwała to co dał jej eliksir. Czuła tą miłość. To takie niepodobne do Sparks, a mimo wszystko… Zrobiła to.
-Jack… Tak bardzo tęskniłam. – Powiedziała bez najmniejszego zawahania, a po chwili wtuliła się w niego jak małe dziecko, podnosząc twarz do góry, a pod jego podbródek wsuwając palec wskazujący byleby tylko zbliżyć się i go pocałować. Tego chciała. To był mężczyzna jej życia, a przecież mieli się pokłócić. Mieli się nienawidzić, a co ona robiła? Całowała go, niczym najlepsza kochanka, która była spragniona swojego partnera.
Pieprzona amortencja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Sro 26 Lut 2014 - 0:11

Czy Jack sobie to wyobrażał? Nie. To się przecież działo. Tym razem nie w jego głowie. Scenariuszy miał przecież wiele. Wystarczyłoby dla wszystkich. Widział, jak podchodzi do niego i daje mu w twarz. Widział, jak kusząco ubrana podchodzi do niego, by szepnąć mu do ucha, jak bardzo go nienawidzi. Widział, jak uprawiają szalony seks, a po wszystkim mówi mu, że to na pożegnanie. Żeby wiedział, co stracił. Przecież wiedział, kurwa no! Ale było za późno. Padło o wiele słów za dużo. Było o jedną legilimencję za dużo. Nie mógł, nie mógł pozwolić sobie na to, że ktoś bez pytania ładuje się w jego życie. Jego wspomnienia. Jego umysł. To przecież prywatność, którą tak bardzo gładził w swym wydumanym umyśle. Zresztą, na Merlina, po chuj jej było wiedzieć o Elsie? Rany, to akurat te dwie osoby, które coś znaczą w twoim życiu, ale że wszystko zjebałeś, to powinieneś je błagać o litość. I akurat obie miały charakterki, więc prawdopodobieństwo, że skończysz z limem pod obojgiem oczu, było wyższe od wartości sto. W najlepszym przypadku. Czemu, no czemu nie mógł się oprzeć tym wszystkim zadeklarowanym femme fatal, czemu musiał brnąć w jeszcze większe bagno, choć był już w nim zanurzony niemalże po same uszy? Brak logiki w jego przypadku jest zatrważający i co najmniej odpychający w równej mierze co wzbudzający litość. Śmieszne. Dla niej stawał się kimś, kogo można wyśmiewać i wytykać palcami.
Nie stroił się. Nie umiał, nie chciał, nie potrzebował. Przecież to koniec. Sama tak napisała. Choć on uparcie tego końca nie chciał. Kiedy to się stało, że Sparks była jego, a nagle miała być kogoś innego? Przecież to bez sensu. Wbrew wszelakim prawom i jego zasadom. Nieważne, że każdy miał inne, że ludzie nie bywali niczyimi własnościami, że brzmiało to trochę jak jakieś chore niewolnictwo, które zniesiono przecież tak dawno temu. Ale przecież kochał, wiedział to. Choć było to najbardziej wyniszczającym uczuciem, jakie kiedykolwiek poznał. Kochał matkę, która go zniszczyła. Kochał Willa, który zniszczył sam siebie. Kochał Sapphire, która zamierzała go zniszczyć. To było złe, męczące, zniesmaczające. Chciał się od tego uwolnić, chciał rozpierdolić wszystko wokół i patrzeć, jak wszystko niszczeje i zdycha. A zamiast tego szedł na spotkanie, które będzie armagedonem.
Nie, wcale nie wyglądała pięknie, seksownie, pociągająco i zniewalająco. W O G Ó L E. Nie patrz, Reyes. Wydłub sobie oczy. Załóż worek na łeb. Skocz z mostu. Ale nie patrz, na bogów, nie patrz. Nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego, wyrzuć te nachalne projekcje z umysłu. Powstrzymaj rękę, która chciałaby przyciągnąć ją do ciebie. Umieść je w kieszeniach za szerokiej bluzy, schowaj głowę w kapturze, pokieruj nogi w przeciwną stronę. Nie mógł. Nie mógł oderwać od niej wzroku i uciec, jak na ślizgona przystało. Wziąć dupę w troki i wyjechać na Madagaskar - nic piękniejszego. I nic bardziej debilnego.
Sądził, że się przygotował. Że stanął twardo w jednym miejscu, szykując się na wszystko. Na Merlina, dlaczego ona się do niego tuliła? Też tęskniłem przemknęło przez jego świadomość, lecz nigdy nie zostało wypowiedziane. Przecież powinna wiedzieć. Tylko dlaczego ona mu to mówi? Dlaczego patrzy na niego, jak gdyby nigdy go nie nienawidziła? To nie miało sensu. Tak jak ten pocałunek. Dotyk jej miękkich warg, jak jej wspaniałe ciepło otulające jego mięśnie. To było tak kurewsko dziwne, że aż zaczął całować ją tak, jakby miał się skończyć świat, jakby był tego spragniony jak niczego innego. D L A C Z E G O nie chciało go jednak opuścić. Może to jakaś gra? Wstrętna, podła i nieczuła?
Pieprzona amortencja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Sro 26 Lut 2014 - 0:40

Szafir nie potrafiła traktować swoich zachcianek, a raczej swoich obsesji jako zachcianki, z którymi należy walczyć. Nie po to tyle lat ćwiczyła legilimencje, by nie wchodzić do umysłu Jacka, gdy wyczuła to pieprzone kłamstwo. Gdy wyczuła, że ją oszukuje. Musiała dostać to czego nie chciał jej powiedzieć, ale miał dużo szczęścia. Odparł jej „atak” – o ile można tak powiedzieć, zanim zobaczyła coś co by ją złamało. Pocałunek z Elsą skrzywdziłby ją na tyle mocno, że nawet nie skończyłaby oglądać wspomnienia, gdy oni… Gdyby oboje… On z Elsą leżeliby już martwi. To nie chora obsesja, to pieprzona przynależność. On był jej. Nakreśliła na jego ciele wielokrotnie to, że do niej należy. On również  wielokrotnie  robił to z jej ciałem. Jakby oboje chcieli dać sobie przynależność do siebie, a gdyby ktokolwiek próbował rozerwać tę nić zginąłby marnie, bo przecież tylko śmierć czekała tych, którzy wejdą pomiędzy tę dwójkę. I nie, to nie jest pieprzona groźba. To jest obietnica pięknego finału, bo wpaść w ręce Sparks w czasie furii to najgorszy moment, w którym mógłbyś się znaleźć. Dobrze o tym wiesz. Masz tego świadomość. Wiesz, że walczy o to co jej jak lwica, i wiesz że nie odpuści jeśli uzna, że warto. Jack podpisał pakt z samym diabłem, ona sprzedała duszę samemu Lucyferowi.
Ileż to rozbitych wazonów… Ileż przykrych słów… Ileż namiętnych powrotów. Ile razy seks zamieniał się w pieprzenie tylko po to by zadowolić swoje rządzę. Byli młodzi, inaczej postrzegali miłość, która między nimi była i mimo, że mogli kraść razem konie, to wiecznie… Wiecznie się kłócili, ale przecież podczas kłótni wychodzi wiele kwestii. Ile to razy nazwał ją popierdoloną wariatką, którą kocha? Ile razy ona mu zarzuciła, że jest skończonym pierdolcem, bez którego nie umie żyć? Wielokrotnie, ale… Po kłótni zawsze wychodziło słońce, a oni po wszystkim siedzieli na dachu jakiegoś budynku, trzymając się za ręce i pijąc jakieś mugolskie wino, które było najlepszym trunkiem dla ich spaczonych istnień.
I jeśli ktokolwiek zapyta dlaczego się wystroiła, odpowie bez ogródek, że dla niego. Była w stanie iść z nim do łóżka, a potem powiedzieć mu, że to koniec, żeby karmił się tym co mógł mieć, a sam – na własne życzenie wyrzucił to do kosza. Chciała być jego, ale duma jej nie pozwalała i może gdyby nie amortencja, to wszystko potoczyłoby się inaczej? Może właśnie teraz dałaby mu w twarz, a nie całowała go, tak jakby jutra miało nie być, a to co robią jest ostatnią rzeczą. Sapphire pragnęła jego ciała. Bliskości… Rozmów z nim. Pragnęła całego Jacka Reyes’a. Tego samego, z którym przeżyła najpiękniejsze chwile w Kanadzie. Nie oczekiwała od życia wiele, ale przecież… Była pod wpływem eliksiru, może na trzeźwo będzie chciała by umarł i ona mu pomoże wykonać na sobie wyrok? Jednak teraz powinni żyć tym co dostawali od losu. Powinni się tym karmić. Powinni tym oddychać, bo tak jest łatwiej i lepiej.
Z każdą sekundą pocałunek przeradzał się w coraz żarliwszy taniec, a Sapphire nie potrafiła się od niego oderwać. Mimowolnie wsunęła dłoń pod jego kurtkę, wyczuwając fakturę jego ciała swoimi zimnymi opuszkami palców. Chciała wsunąć rękę dalej, i dalej. Gdyby tylko mogła, gdyby nie fakt zimna, chciałaby się z nim kochać. Właśnie teraz. Tutaj. A zaraz potem wykrzyczeć światu, że to jest ten mężczyzna. Na śmierć i życie, dopóki szatan ich nie rozdzieli. Chciała to ogłosić każdemu razem i wszystkim z osobna. Chciała, ale coś ją blokowało. Za każdym razem były to wargi Jacka, których brak był gorszy niż brak tlenu.
-Nie daj mi odejść… Bądź ze mną. Dla mnie. Kochaj mnie, Reyes… - Wyszeptała między pocałunkami, kompletnie nieświadoma tego co mówi. Gdzieś w podświadomości odbijało się coś, ale było to nie wyraźne i nie chciała się nad tym zastanawiać ani chwili dłużej. Potrzebowała odpoczynku, a on go jej dawał. Kochała go.
Wszak musiał zadbać o kobietę, która należała do niego.
-Zabierz mnie do gwiazd. Zabierz mnie gdziekolwiek. Nie marnujmy ani chwili!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pią 28 Lut 2014 - 20:56

Piękna przynależność, którą oboje na sobie zaznaczyli, a jednak doprowadziła ich do rozdziału. Do tego, że nie widzieli się ponad rok. Czuł, że są sobie przeznaczeni, ale i tak każe poszło w inną stronę. Sparks znalazła sobie jakiegoś frajera, on lawirował między dziewczęcymi nogami, próbując zagłuszyć wyrzuty sumienia i to, że zjebał. Ale przecież nie planował tego wszystkiego. Nie planował angażowanie się w relację z Elsą, nie planował z jej powodu rezygnować z łatwego zarobku, nie planował też związku uczuciowego z Sapphire. Wszystko jak zwykle w jego życiu stało się bardzo spontanicznie, a on się nawet nie zorientował, kiedy wdepnął w gówno. Kiedy był tak zależny, że aż uzależniony. Od ich spojrzeń, dotyku, rozmów... nie był przecież typem romantycznego amanta, nie potrzebował miłości do szczęścia. Nie szukał jej. Tak samo jak nie szukał tych dwóch kobiet, które wywróciły jego życie do góry nogami. Niemalże co dzień łapał się za głowę, zastanawiając się, jak mógł do tego dopuścić. Że znalazł się w klatce bez wyjścia. A potem pokomplikował wszystko jeszcze bardziej, chcąc uciec. Lecz gdyby krukonka nie postanowiła z impetem wedrzeć się do jego umysłu... wszystko potoczyłoby się inaczej. I kto wie, może stanowiliby teraz niesamowity duet?
Nie mógł się jednak dłużej nad tym zastanawiać, bo bardzo nie lubił myśleć o przeszłości. Zatracać się w tym, co było, a na co nie miał już wpływu. Mógł działać teraz, ewentualnie za parę minut, ale nie godzinę wstecz. Często tego żałował, ale taka była rzeczywistość. Czuł, że może jej już nie odzyskać, że wolała być z kimś innym. Być może z kimś, kto ją szanował. Kto nie uważał za coś mu należnego. Być może był zbyt zaborczy, ale tego nie chciał przyznać, nawet przed samym sobą. Sądził, że to nic złego, uważać drugą osobę za jedną z najważniejszych. To przecież żadna zbrodnia. Może gdyby wszyscy tak robili, świat byłby dużo piękniejszy. Bez żadnych zdrad, podwójnego życia. Ale to tylko Utopia, tak bardzo odległa od monotonii życia. Nie był typem marzyciela, nie wierzył w takie tanie banialuki. Wierzył w to, co było teraz. No właśnie, tylko co...
Chyba to, że nagle cały świat się zatrzymał. To było dziwne uczucie. Jakbyś coś miał, zgubił i odnalazł to dopiero po paru latach. Nie wiedział jak się dokładnie zachować, czy mógłby prezentować postawę roszczeniową. Ale chyba i tak miał to w naturze. W końcu to dlatego przysunął dziewczynę bliżej siebie, jakby gestem nieznoszącym sprzeciwu. Z pasją odwzajemniał ten namiętny pocałunek, czując jednocześnie przyjemny dreszcz chłodnej ręki Sparks na swoim ciele. Obejmował ją dłońmi w talii, przytrzymując tak, jak gdyby nagle zaraz miała mu uciec. Nie. Nie mogła. To sobie postanowił w przeciągu tych parunastu sekund, a może nawet paru minut? Czas jakby istniał teraz gdzieś zupełnie odrębnie, a on się nad nim nie zastanawiał. Niczego nie liczył, po prostu poddawał się chwili. Oddychał jej ciepłem, zapachem, dotykiem, chcąc się w tym zanurzyć bez reszty. Biedaczek, nie wiedział kompletnie, cóż za dramat szykował mu los.
- Będę - wyszeptał pomiędzy rozlicznymi pocałunkami, gdzie jedna jego ręka przejechała po gładkim policzku Sapphire, by zaznaczyć linię na rzuchwie i szyi. Potem błądziła gdzieś w okolicach jej pleców, aż ostatecznie znów zatrzymała się na talii. Nie miał pojęcia, co robi, to wszystko było zbyt chaotyczne, podyktowane tęsknotą i zupełnie spontaniczne.
- Zabiorę - dodał po chwili, jak gdyby zgadzając się na wszystko. Przez ten moment miał wrażenie, że gdyby ta dziewczyna kazała mu skoczyć z mostu, zrobiłby to. Owładnęła nim jakaś dziwna siła, której nie potrafił zidentyfikować. Chciał brać, póki mu dają. A teraz on postanowił gdzieś zabrać ją. Chwycił ją więc stanowczo za rękę, prowadząc do pewnego miejsca.

z/t x2 napisz gdzieś Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Skąd : Cambridge, UK
Galeony : 142
  Liczba postów : 238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6105-mini-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6155-ona-jest-maniaczka-maniaczka-nie-tylko-na-parkiecie#174325
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6156-pani-sowa-ed-pewnie-od-drugiego-imienia-zartownisia#174328




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon 24 Mar 2014 - 23:50

Czasami dla żartów mówimy, że zagubiliśmy się w czasoprzestrzeni, życie nas pochłonęło etc. Ciągle jednak słyszy się, że Mini Villiers postać tragiczna, nie potrafi ułożyć swojego życia, wiecznie jej się źle dzieje, a na dokładkę sypia z głową przytkniętą do wilgotnych desek londyńskich klubów, podczas gdy powinna znajdować się wtedy w szkole. Nie powiem żeby to było stuprocentowym kłamstwem, ponieważ każdy zna swoje przekleństwa niewinności, czas dziecinności, życie w letargu, a tych najlepszych chwil nie sprzedałby za nic. Jeżeli tak nie jest, to współczuje serio. Villiers pewnego dnia obudzi się w ciepłym łóżku, uśmiechnie się do siebie albo do kogoś kto tam obok niej będzie i spojrzy tym wzrokiem bogatym w doświadczenia, które chociaż niektóre mało przyjemne, kształtowały ją i jej poglądy przez cały czas. No dobra, mniej pierdolenia więcej działania.
W ostatnim czasie Mini ogarniała. Nie zawsze. Czasami rzeczywiście lądowała z głową przy deskach, ale to nie dlatego że życie z niej uchodziło, tylko prawdopodobnie znajdowała się w jakiś ciekawych, tanecznych pozach. W ogóle to nie chce nic mówić, ale ostatnio zastanawiała się nad tym czy aby nie rzucić szkoły, Quidditcha i tych wszystkich spraw, nie zostawić wszystkiego za sobą i nie zostać jakąś super tancerką. Może udałoby się jej wkraść w łaski ślicznych, blondwłosych wil, które by ją adoptowały? To by była niezła zajawka.
Koniec końców, wypadałoby jednak wreszcie spotkać się ze swoim bratem. Chociaż minęło już dużo czasu, ani razu nie zobaczyła jego nowego dziecka. Cała ta sytuacja wydawała się dla niej być chora. Wolała być z daleka. Kolejne życiowe kryzysy to nie dla niej. Już wystarczył jej raz kiedy wprowadziła się do Cassandry, a niedługo potem ona i jej bratanek zginęli pod kołami jakiegoś samochodu. Może Mini tak naprawdę miała w przeznaczeniu wypisany zawód: kostucha, a teraz to była jakaś tajemna część jej przystosowania do pracy? Cóż, jeżeli tak to wolałaby zostać już w to wtajemniczona, bo takie śmierci znienacka były dla niej nieco traumatyczne.
Nienawidziła się teleportować, ale zrobiła to. Podróż do Londynu zajęłaby jej sto lat. Miała trochę oleju w głowie żeby nie dopuszczać do podróży jej szalonego brata z bachorem, bo może i oni teleportowaliby się prosto pod koła albo lepiej, jakiś spadający fortepian.
Kiedy tylko pojawiła się w parku, momentalnie żołądek podszedł jej do gardła, a ona nie patrząc nawet czy ktoś znajduje się gdzieś obok niej, odwróciła się raptownie w stronę krzaków i puściła solidnego pawia. Na chwilę zrobiło jej się lepiej żeby torsje za moment wróciły ze zdwojoną siłą. Serio. Gdyby to było możliwe, podejrzewałabym, że jest w ciąży czy coś. Zaczerwieniona, opadła na ławkę i drżącą ręką wyciągnęła papierosa z torebki. Wzięła kilka głębokich wdechów zanim udało jej się zaciągnąć papierosem. Dzięki Ci panie za chwilę spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Wto 25 Mar 2014 - 17:29

Cóż, nie wiedział czy tym razem jego spotkanie z Minds dojdzie do skutku i czy w ogóle pogadają chwilę, bo przecież dziewczę o ile zawsze przychodziło na spotkanie, o tyle szybko z niego się ulatniało bo miało w dupie wszystko, co podchodzi pod kategorię: "obowiązki". I to ona była tu tak pokrzywdzona siostrzyczka? Możliwe, że nie. Możliwe, że Casper miał powód, żeby darzyć ją wielką nienawiścią długości metra w Londynie, ale nie mam sił. Zwyczajnie nie spał. Summer dawała nieźle popalić, do tego była mała, wciąż potrzebowała opieki, wciąż potrzebowała kobiecych rąk. I choć babcia Villiers dawała z siebie wszystko zabierając dziecko często do domu, to jednak nie zmieniało to faktu, że miejsce jej było w mieszkaniu Caspra i to tam spędzała każdą noc. I tak czuł jakby ktoś mu dawał z plaskacza gdy oddawał dziecko w ręce babci. Jeszcze nie wiedział co to dokładnie oznacza, to całe ojcostwo, ale gdzieś tam w głębi czuł ulgę przy względzie z tym, że dziecko nie jest z Coco. Po prostu czuł ulgę. Pieprzoną radość, satysfakcję, zadowolenie. Długo by wymieniać... Nie wiedział już którędy iść, ale teraz wsadzał małą do wózka podziwiając to jaką fajną czapkę jej skołował, która zupełnie nie pasowała do błękitnych śpioszków, których tak nie było widać pod czterema kocykami, bo przecież tak pisało na kartce. Iż jak wychodzi, to tak ma robić. Co prawda nie był niańką do dzieci i nie wiedział jak się z nimi obchodzić, jednak doskonale sobie poradził z dojściem do parku i w sumie chciał rozjechać jedno dwulatka furą, którą prowadził, ale w sumie w środku leżała córka, więc nie za ciekawie.
- Siema ciociu. - Rzucił luźno padając na ławkę obok dziewczyny, którą miał ochotę rozjebać za brak dawania znaków życia, nie tyle co mu, ale przede wszystkim dziadkom.
- Masz minutę na streszczenie mi gdzie byłaś jak Cię nie było, żebym mógł Ci potem wpierdolić... Zanim zobaczysz Summer muszę Ci powiedzieć, że na całe szczęście nie jest ruda. - Nie ma to jak pozytywne myślenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Skąd : Cambridge, UK
Galeony : 142
  Liczba postów : 238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6105-mini-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6155-ona-jest-maniaczka-maniaczka-nie-tylko-na-parkiecie#174325
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6156-pani-sowa-ed-pewnie-od-drugiego-imienia-zartownisia#174328




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Czw 3 Kwi 2014 - 21:28

Dlaczego to zawsze ona miała się kajać i tłumaczyć? Czemu w ogóle ktokolwiek miał za nią decydować? Już raz Kacper próbował tego i skończyło się to w sposób najmniej oczekiwany, a Mini zamieszkała u niego. Nie na długo, bo i on w roli brata niespecjalnie się spełnił, a ich roczną różnicę na każdym kroku wyolbrzymiał. Villiers przysięgła sobie, że jak tylko stuknie jej osiemnastka - a stanie się to już za kilka miesięcy, podejmie jakąś pracę i wynajmie mieszkanie, z dala od tej popierdzielonej rodziny. W sumie, dlaczego nie miałaby już zacząć odkładać? Na pewno znalazłaby się jakaś miła posada kelnerki, na której zarobiłaby drugie tyle na samych napiwkach. Prezentowała się nieźle, a nawet zajebiście, a swoim urokiem potrafiła oczarować nie tylko panów, a nawet panie, dlatego nie widziała żadnych przeszkód.
Rozprostowała się na ławce i wyciągnęła nogi daleko przed siebie. Rozkoszowała się każdym promieniem słońca, który wydobywał się przez chmury w ten niezbyt ciepły dzień. Trochę ciaśniej owinęła się swoim ciemnobeżowym trenczem i obserwowała ludzi, przechodzących ulicą nieopodal. Matki z dziećmi, całkiem normalne rodziny, ludzie spieszący się gdzieś, może do pracy i ona, zatruwająca powietrze niezdrowym, papierosowym dymem i równie trującymi myślami.
Przyszedł i on. Wywróciła oczami, kiedy padł na ławce obok niej i rzuciła ogryzek peta pod nogi, w międzyczasie wgniatając go w ziemię obcasem czarnych, zamszowych butów za kostkę.
- Siema tatusiu - mruknęła w odpowiedzi pod nosem. Cały stres już dawno jakoś wyparował, a mdłości już ustąpiły. Nie spieszyło jej się do tłumaczenia gdzie i na kiedy zniknęła. Co jego to obchodziło? Nagle zaczął się interesować? Przez cały ten czas był zajęty swoją kościstą dupą, a ją miał gdzieś między przednią, a tylną chrząstką, w najciemniejszym miejscu.
- A Tobie co, nagle instynkt rodzicielski się włączył? Byłam tam gdzie mnie chciano i mam się całkiem dobrze. Mniemam, że beze mnie powodzi Ci się o wiele lepiej? - spojrzała na niego spod uniesionych brwi, a na usta wpełzł jej złośliwy uśmieszek. Nie mogła się pozbyć żalu do niego o to jak ją wtedy potraktował, ale też nie miała zamiaru przeżywać tego przez następnych sto lat. Mogła wybaczyć, ale nie zapomnieć i tyle w tym temacie.
- Hm, to dobrze. Jeżeli wdała się w Ciebie to w rudym nie byłoby jej do twarzy. Wyobrażasz sobie rudą mnie? Fuja - potrząsnęła głową z odrazą.
- Ty i CoCo już definitywny koniec, czy jak czy co? Bo ja już serio nie ogarniam tych waszych relacji... - zerknęła pytająco, czekając aż teraz to on powie jej story of his life, a ona będzie mogła ominąć temat swojej osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Wto 8 Kwi 2014 - 17:34

Casper Villiers to był jednak szczęściarz, co? Ruchał najlepsze laski, a potem je porzucał jak szmaty. One rodziły mu piękne dzieciory, które potem co prawda rzucały się z matkami pod samochód, ale teraz w ramach super eksperymentu miał przy sobie Summer, która leżała tu w wózeczku. I można powiedzieć, że z tą małą to była całkiem zabawna historia, jednak nasz kapitan chyba nie zamierzał tego wszystkiego sprzedawać byle gdzie i byle jak. Uśmiechnął się za to do swojej kochanej siostry, której głęboko wierzył, gdy mówiła, że nadal pobiera edukację w Hogwarcie. Ale przecież nasz tata był zbyt zajęty, żeby się zajmować Mins i nie opuszczała go nadzieja, że pilna z niej uczennica, która zdobywa świat w nauce i pewnie jest taka silna, że strzela formułkami zaklęć jak z rękawa. Jednak co dobre, to się szybko kończy, więc kończmy to bajdurzenie.
Świerzbiło go, żeby wyciągnąć paczkę papierosów z kieszeni i zapalić, ale był jeszcze na etapie, kiedy nie chciał szkodzić zdrowiu swojej małej córusi, więc starał się opanować. Co oczywiście nie dotyczyło alkoholu! Wszak można sobie kopsnąć jedno czy tam dwa wieczorkiem na odstresowanie, gdy już zdycha Ci energia, czacha dymi i ogólnie system błaga oto, żebyś go zresetował, więc kładziesz się byle gdzie... A Casper ostatnio zasnął nawet obok łóżeczka w akompaniamencie płaczu i złości. Bywa, tak czasem jest. Kobieta nerwową jest i Casper był pewien, ze całą tą gamę złych cech to Sum odziedziczyła po swojej matce. Bo przecież nie po nim! Villiers był prawdziwym mężczyzną i rzadko ronił łzy, a kobiety? Co prawda nie widział, by Coco płakała raz po raz, ale z pewnością częstotliwość tego zdarzenia przeniosła się z milionowym zwielokrotnieniem na jego córeczkę. Znaczy na ich córeczkę, ale Casper miał dziwną przypadłość do przywłaszczania sobie wszystkiego i każdego, jeśli na ten moment pasowało mu mieć/posiadać/odczuwać na wyłączność.
- Dobra, my tu pierdupierdu, ale skończ z tym emopierdoleniem, bo mam dość. - Rzucił ostro, ale nie był zły czy coś. Fakt faktem po prostu zmęczony. - Byłaś gdzie chciano. - Zaczął ją przedrzeźniać. - Słuchaj stokrotko, zbieraj tyłeczek, bo musisz się brać za naukę i skończyć siódmą klasę. ALE KONIEC, moje ojcostwo jest przeznaczone na te wredne dziewczę z tego wózka. Jak nic ma coś po tobie, ze mnie nic. Nawet zamiłowania do sportu po niej nie widać, nie złapała pluszowego znicza. Czujesz to? Niby ma cztery miesiące, a zamiast wyginać się po znicz, to wolała machać nogami! Poza tym jakieś grube te nogi. Lekarz mówi, że to normalne. Ale potem będzie narzekała, że to moja wina, że jest gruba. Sądzę, że trzeba ją przenieść na dietę. I TO NAPRAWDĘ DAR OD LOSU, ŻE NIE JEST RUDA. - Prawie wykrzyczał.
- A jebać, ruchać, ruchać, ruchać zalegalizować. Kocha nie kocha, a może kocha. Życie rucha. Nieważne. - Zbył ją, a może rzeczywiście miał dość?
Jak chcesz, moja mała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Miami, USA
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 33
  Liczba postów : 179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8178-levee-delinger
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8180-mean-old-levee
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8182-tutenchamon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8181-levee-delinger




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Sob 26 Kwi 2014 - 12:30

To było... dosyć osobliwe. Levee nie miała pojęcia, co nią kierowało, kiedy czytając Proroka Codziennego natknęła się na ogłoszenie o psidwakach, a następnie postanowiła wysłać do redakcji swą sowę, uprzejmie informując o zamiarach zaopiekowania się stworzeniami. Chyba wewnętrzna pustka i targająca nią samotność popchnęła ją w kierunku zrobienia czegoś konstruktywnego, co jednocześnie nie będzie ciągłym uczeniem się z grubych ksiąg. Wszyscy jej zawsze mówili, że powinna czasem wychodzić z mieszkania i czerpać w płuca nieco świeżego powietrza. Delinger nie była pewna, czy to powietrze było takie niby świeże, ale w końcu dała się przebłagać przeładowanemu umysłowi, aby dała mu nieco odpoczynku. I tak zjawiła się pod budynkiem gazety, by odebrać stworzenia, którymi miała się zajmować przez najbliższy tydzień. Sprawa była o tyle prosta, iż łatwo je było wykarmić - jadły wszelakie odpadki z mieszkania i nie tylko. Dobrze jednak, że nie było w pobliżu żadnych gnomów, chyba nie dałaby rady oglądać tej masakry pochłaniania tych szkodników przez jej nowe pupile. Tak, właśnie tak. Krukonka zaczęła się do nich przywiązywać. Do tego stopnia, że podczas każdego spaceru pokazywała im nowe miejsca, tak jakby były istotami rozumnymi i potrafiły być jej wdzięczne za oprowadzanie po wiosce i nie tylko. Co za nonsens.
Dziś spacerowała z nimi po Parku Tojadowym, za którym przepadała. Sama nie wiedziała dlaczego. Może dlatego, że był on magicznym parkiem, a i w związku z tym jej psidwaki lepiej się tu czuły? Kiedy próbowała przechadzać się z nimi po bardziej mugolskich terenach, te zachowywały się w stosunku do niektórych osób bardzo agresywnie. Musiała wtedy używać całej swojej siły, aby je utrzymać w ryzach i nie zagryzły pierwszego, lepszego mugola. Swoją drogą to był dobry sposób na to, aby zidentyfikować nieznaną osobę pod względem magicznym! Jednak nie zamierzała dłużej im robić przykrości, dlatego odpuściła sobie tamtejsze rejony. Sama też odetchnęła z ulgą, iż nie będzie musiała użerać się z żadnym niemagicznym człowiekiem, którzy czasem doprowadzali ją na skraj szaleństwa. Zapewne wyniosła to z domu, od matki, nie możemy więc się jej dziwić!
Po zrobieniu kolejnego okrążenia i paru zabawach z tymi istotami, postanowiła wybrać się z powrotem pod redakcję, bowiem mijał już termin opieki nad nimi. Levee przyjęła to z ciężkim i bolącym sercem, bowiem podczas tej jej samotności psidwaki zapełniały jej czas, zdecydowanie go umilając. Niestety nie mogła ich zatrzymać, bowiem po pierwsze, nie byłaby to tylko jej decyzja, po drugie należały do kogoś innego, a po trzecie nie miała na nie licencji. Uznała jednak w duchu, iż może kiedyś sobie takową wyrobi i kupi własne pupile. Tak, to był dobry plan, by zająć teraz nim swoje myśli.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon 12 Maj 2014 - 22:03

Kiedy Georgina ruszyła się, aby rzeczywiście zrobić coś głupiego, Jack także zerwał się z ławki, zupełnie zapominając o swoich trzęsących się dłoniach. Naprawdę chciał zrobić coś głupiego. Chyba. W każdym razie zaprowadził ją aż do Hogsmeade, nie mówiąc ani słowa na temat tego, co będą robić i tak dalej. Może szli w milczeniu, może gadali o pierdołach, nieistotne. Istotne jest to, że chłopak w pewnym momencie stanął, skupił się i chwycił dziewczynę za rękę. W ten sposób teleportowali się do mieszkania Reyes'a i Ruthvena. Potem działo się wszystko równie dynamicznie! Nie oprowadzając jej po ich domostwie, po prostu sięgnął do szafki po kluczyki, a potem obydwoje zeszli na dół. Tam, w takim mini garażu, stał magiczny motor ślizgona. Wybrał też dla nich jakieś szałowe kaski, a potem oznajmił krukonce, ŻE WYBIERAJĄ SIĘ NA SZALONĄ PRZEJAŻDŻKĘ. Nie wiem, czy wsiadła ona z nim dobrowolnie, ale jeżeli nie, to cóż. Miała pecha, bo Jack nałożył na jej główkę ochronę, a potem bez słowa sprzeciwu posadził z tyłu motoru. Sam zaś również usiadł i potem pomknęli! Dosłownie.
Nie zapominając o niewidoczności, wzbili się w górę. Pech chciał, iż chłopak lubił szybką jazdę, ale i tak jechał na tyle wolno, aby mogli podziwiać widoki. No, dobra. Dookoła były jedynie chmury, ale na dole było super. W sensie krajobraz. Choć może miał pecha i de Nevers miała lęk wysokości? No cóż. Lęki należy przezwyciężać! Tak głosi maksyma tego oto studenciaka, który skupiał się głównie na jeździe, ale nie mógł się powstrzymać przed tym, aby nie spoglądać w dół. Rozliczne domy, drzewa... wieże Hogwartu gdzieś w oddali. I dodatkowo promienie słoneczne, które zamiast oślepiać dawały przyjemne światło. Uśmiechnął się do świata, lecz świat tego nie widział. Co za szkoda.
W końcu znalazł miejsce docelowe. Wylądowali w Tojadowym Parku. Teraz wyłączył już tryb niewidzialności i zaparkował gdzieś motor, zabezpieczając go przed kradzieżą odpowiednim zaklęciem. Zdjął kask i rozejrzał się wkoło. Ostatnio znalazł tu jakieś super miejsce...
- Chodź - polecił dziewczynie i sam również ruszył naprzód. Chwilę rozglądając się za tym, co chciał uświadczyć. I kiedy znalazł już drogę, popędził nieco biedną Geo. Ale ostatecznie weszli w jakieś podejrzane zarośla, za którymi widniała barierka. A za barierką był spadek prowadzący do polany, wokół której rosły drzewa w ten sposób, iż nie było jej widać z innej strony. Zaś bezpośrednio na niej znajdowało się mnóstwo kolorowych kwiatów. Podobno dziewczyny lubiły takie bajery, choć nie o tym teraz w sumie myślał. Raczej zastanawiał się, jak podoba jej się ta dziwna podróż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Wto 13 Maj 2014 - 15:24

Niby się obejrzała obcy facet wyciągnął ją poza bramy szkoły, do której miała przecież wejść! Potem złapał za dłonie, co nieco wbiło ją w szok, bo zaraz teleportowali się do Londynu, by zahaczyć o jego mieszkanie, a zaraz o miejsce, w którym miał swoje cudeńko. Motor, na który zaraz ją usadził nakładając uprzednio kask, tym samym nie dając jej szansy by mogła zaoponować, albo aprobować tę dziwną wycieczkę. Aczkolwiek uśmiechnęła się nieznacznie w między czasie uśmiechając się śmiało i szeroko dopiero gdy wzbili się w powietrze. Śmiała się, choć pewnie tego nie słyszał. Śmiała się z tych wszystkich ludzi, który chodzili tam tacy malutcy. Przycisnęła się mocniej do niego obejmując go przesadnie szczupłymi rękoma, jednak siła tego uścisku powinna starczyć na to, co by nie spadła mu w trakcie jazdy. Czuła się jakby poziom adrenaliny podskoczył nie o kilka, a o kilkadziesiąt stopni tym samym ocieplając wszystkie zimne myśli, które zlodowaciały od natłoku kompleksów życia. Gdy jednak okazało się, że muszą lodować westchnęła, ale to tonęło jeszcze w warkocie silnika, który wreszcie zatrzymał się, gdy wylądowali w jakimś parku. Na początku zupełnie nie miała pojęcia gdzie są. Hogsmeade, Londyn, czy może w ogóle jakaś nieznana jej miejscowość? Powoli zeskoczyła z motoru ściągając kask z głowy, przy czym zaprezentowała mocno rozczochrane włosy. Tego jednak i tak nie dał jej zbyt długo podziwiać, bo zaraz przywołał ją do gotowości, która zmusiła ją do prawie biegnięcia za nim. Domyślała się, że ma do czynienia ze sportowcem. Sama spędziła sporo chwil w szpitalnym łóżku, więc ciężko mówić o jakiejkolwiek kondycji. Aczkolwiek nie ma co też na nią specjalnie narzekać, bo udało się jej nadążyć i przejść przez zarośla, gdy jeszcze wstrzymywał gałęzie, by te nie uderzyły jej w twarz czy coś, więc wreszcie znalazła się u celu od razu przechylając się przez barierkę. Uśmiechnęła się szeroko, czasem naprawdę miewała bardzo dziecinne zachowania. Teraz jednak uśmiechnęła się delikatnie, a piwne oczy nakazały jej spojrzeć na niego, nieco zadumanego, jednak oczekującego tego, aż wreszcie ona się odezwie.
- Świetne cacko, choć zbyt długo nie dałeś mi się poprzyglądać. Powiedziałabym obwieź mnie po Londynie, ale chyba nie chcesz zostać moim szoferem, hm? A może to przemyślisz? - W nieco lepszym humorze odnalazła spadek, którzy pozwoliłby im zejść na polanę, więc machnęła ręką by szedł za nią, a sama zbiegła szybko po nim o mało co się nie przewracając. Długo się tym jednak nie przejmowała, bo zaraz odzyskała pion i odwróciła się w jego stronę.
- Wydaje mi się, że ta jedna szalona rzecz to mało. Zróbmy jeszcze inne szalone rzeczy! - Rzuciła wyzwańczo czując, jak rodzi się w niej odkrywca i chęć do tego, by zmienić świat choć we fragmencie dla dnia dzisiejszego. Dla wieczoru, który rozpoczęli ciekawą przejażdżką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pon 19 Maj 2014 - 19:06

Jack. Jack był typem osoby bezkompromisowej. Zazwyczaj. Dlatego zrobił to, na co on miał ochotę. Szczerze mówiąc średnio go obchodziło to, czy Georgina będzie zadowolona z tego wypadu czy nie. Czuł się trochę samotny. Nawinęła się po drodze. Wziął ją więc ze sobą. Bo czemu nie? Nigdy nie był rozsądny, choć bardzo chciał być. Ale im bardziej się starał, tym gorzej to wychodziło. Przestał więc. Ludzie są różni. On jest ciągle inny. A teraz? To, czy obejrzała motor nie miało żadnego znaczenia. Nie w tym momencie. W momencie, kiedy poczuł potrzebę pójścia do parku. Do miejsca, które odkrył, a które nawet lubił. Nie miał pojęcia, czy to była dobra decyzja, aby prawie nieznajomą dziewczynę tutaj ciągać. Już abstrahując od tego, że to nieistotne, czy w ogóle chciała z nim gdzieś iść. Po prostu może kiedyś nie będzie chciał, aby ktokolwiek mógłby go znaleźć, a tymczasem znajdzie się ktoś, kto by wiedział, gdzie się podziewa? Takie jest ryzyko jeżeli pozwalamy się drugiej osobie za bardzo do siebie zbliżyć. Do sekretów, upodobań. Kiedy zaczynamy ją oswajać, a ona oswaja nas. To zgubne poczucie więzi i przynależności. De Nevers ewidentnie nie wiedziała, w co się pakuje. Może to było tylko jednym spotkaniem. Może nie planuje ponownego. Może nawet tego nie chce. Ale Reyes zdążył zapleść delikatną nic powiązania między nimi. Właśnie tym, iż ją tu przytargał. To nie pozwoli mu spać spokojnie. Będzie musiał podświadomie do niej brnąć. W końcu zna jego sekret. Jeden, malutki i niewinny, ale to wciąż sekret. Nieroztropny? Tak, zapewne. Ale może tego właśnie potrzebował. Aby wdepnąć w kolejne bagno, poczuć coś, czego normalnie nie chciałby czuć, bo ma tego dosyć. A może to okaże się strzałem w dziesiątkę? Nie wiedział. Na razie nie chciał się dowiadywać.
Po prostu stał, niby podziwiając to, co znalazł i co było jego, ale kątem oka obserwował krukonkę. Może nie interesowała go specjalnie jej opinia, ale był ciekaw reakcji. Kiedy zaczęła mówić, uśmiechnął się nieznacznie, a jego ręce powędrowały do kieszeni bluzy. Czy skórzanej kurtki. Nie pamiętam już, w czym był. Nie mniej spokojnie obserwował jej poczynania, zastanawiając się, czy dziewczyna rzeczywiście nie będzie dla niego... zbyt dużym wyzwaniem. I zagrożeniem.
- Pewnie jeszcze będziesz miała okazję - stwierdził lakonicznie, zastanawiając się nad dalszymi aspektami całej sytuacji. - Wiesz, w tym świecie nic nie jest za darmo. Masz jakąś kartę przetargową? - spytał, niby od niechcenia, ale przecież miał dobry humor, bo przecież patrzył na nią z rozbawieniem, a kąciki jego ust były delikatnie skierowane ku górze.
W końcu poszedł za nią, niemalże zbiegając ze spadku. Kiedy się zatrzymał, rozglądał się dookoła, jednocześnie słuchając słów Georginy. Pokiwał głową w zamyśleniu, po czym bez ostrzeżenia pociągnął ją za rękę w kierunku drzew i krzaków. Brzmi złowieszczo. Może był psychopatą? Powinna się nad tym zastanowić. A tymczasem przedzierali się przez jakieś dzikie chaszcze, aż dotarli do niewielkiej polany, obok której zaczynały się już kamienice Londynu.
- A co jest twoją miarą szaleństwa, de Nevers? Chętnie bym się z tym zapoznał - spytał, nie do końca wiedząc, co mogliby zrobić. Jemu na myśl przychodziły tylko głupie pomysły, wolał więc zdać się na nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pią 23 Maj 2014 - 23:06

Zacznijmy od tego, że Georgina nigdy nie wiedziała w co się pakuje. Czy to wtedy gdy po raz pierwszy brała kieliszek do ust, czy to wtedy gdy obudziła się w nocy cała przepocona po jakiś koszmarze i zamiast zwyczajnie spróbować sobie poradzić z problemem urządziła sobie spacerek po zamku i resztę nocy spędziła na wieży astronomicznej gdzie zasnęła, co by się wyziębić i trafić na obserwacje do Skrzydła z mocnym zapaleniem płuc. Zawsze ponosiła ryzyko i nie dlatego, ze grała była warta świeczki. Chodziło raczej oto, że nie myślała o tym co być może robi źle, a być może dobrze. Nie pojmowała siebie jako obiektu seksualnego, który mógłby pociągać mężczyzn, więc dryfowała z imprezy na imprezę by dotrzeć do momentu, w którym Caleb się w niej zakochał i odwrotnie. Potem wszystko zniknęło, aby teraz stała na tej dziwnej łączce z facetem, którego nawet nie znała, a w jego głowie zawiązywał się właśnie jakiś pakt, którego ona by pewnie w ogóle teraz nie ogarnęła. Przecież wciąż miała osłabioną odporność i czuła się tak, jakby ktoś ją wyrwał z innego wymiaru zmuszając do obecności w tym krajobrazie. Mimo to jednak była stworzona z krwi i kości i teraz stała teraz przed Reyes'em zastanawiając się co ona najlepszego robi składając mu takie szalone propozycje, które pewnie znów sprawią, że nie będzie niczego pamiętała. Prawda? Zawsze tak było. Stawianie wszystkiego na jedną kartę kończyło się gwałtownym upadkiem, przebiciem płuc, które uniemożliwiało samodzielne oddychanie. A mimo to musiała.
- Niestety, jeszcze nie mam żadnej karty przetargowej, ale kto wie. Może to kwestia czasu. Może w sprawie korków byśmy mogli się dogadać i to załatwiłoby całą sprawę. - Puste te jej propozycje i w ogóle nie będące jakąś zachętą do zrobienia czegoś. W sumie to dzisiaj ciężko się jej myślało gdyż obciążona była kwestiami, które musiała rozwiązać, a które na siłę co raz bardziej się plątały. Jak np. desperacka potrzeba znalezienia się przy Levee, która była kryjówką przed ludźmi, których de Nevers nie chciała widzieć. Jak np. przed własnym bratem. W końcu wzruszyła ramionami wyciągając ręce do góry.
- A bo ja wiem Reyes. Czy to w ogóle ważne? Wszystko jest szalone. To nie jest już indywidualna kwestia. Po prostu się rozejrzyj. Nie znasz mnie, a ja nie znam Ciebie. A jesteśmy tu razem. Możemy zagrać w głupie dwadzieścia pytań, albo w dwadzieścia wyzwań... Z których nie będziesz mógł się wycofać, ale wszystkie zadania muszą zamykać się w obrębie tego parku. Możemy też rozebrać się do naga i biegać między alejkami jako ekshibicjoniści spragnieni ukazywania tego co natura nam dała. I moglibyśmy, gdyby nie to że nie jestem w najlepszej formie. Choć Ty... Ty możesz to zrobić. Kto wie, może to powinno być twoje pierwsze wyzwanie? - Spytawszy na moment wspięła się na palce z tajemniczym uśmieszkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Sob 24 Maj 2014 - 22:04

Widocznie Geo miała jakąś dziwną skłonność do popadania w jakieś tarapaty. Mniejsze bądź większe. Tak samo jak Jack. Choć on na pewno nie przez używki. Jego tryb życia mu na to nie pozwalał. Choć podziwiał Villiersa, który chlał, jarał, a mimo to utrzymywał się w dobrej kondycji. On był przekonany, że jak tylko coś takiego by zaczął, jego marzenia o byciu sportowcem rozpierzchłyby się na wszystkie strony. W końcu palił papierosy, aż w ostatecznie postanowił je rzucić, widząc jawny spadek formy. Ale to był najgorszy nałóg. Nie miał problemów ze wstrzymaniem się od narkotyków, eliksirów czy alkoholu. Ale fajki to było coś, co było jego słabością, z którą usilnie walczył, choć mało kto o tym wiedział. Nie było tu niczego godnego tego, aby się pochwalić. Zabawne więc, jak bardzo się różnili pod względem stylu bycia. Ale on i chociażby Margo mieli to samo. Aczkolwiek ona jeszcze grała w quidditcha, mogła więc go po części zrozumieć. A de Nevers? Nawet nie wiedział, czym się interesuje, co lubi, nie wiedział o niej nic. Ale to właśnie było w tym wszystkim ekscytujące. Ta nieznajomość, tajemniczość, niedopowiedzenie. Ten, który lubił jasne sytuacje i bez owijania w bawełnę, teraz zaś czerpał radość z tego, że wszystko może go uderzyć niespodziewanie niczym grom z jasnego nieba. Dziwne. Może zaraz się ocknie? Możliwe. Nie potrafił tkwić w nienaturalnym dla siebie stanie zbyt długo. O ironio. Uśmiechnął się do swoich myśli, czego jednak dziewczyna nie mogła widzieć, ale to lepiej, bo mogłaby się w tym w ogóle nie rozeznać.
Kiedy się tak przedzierali i rozmawiali, a raczej głównie mówiła ona, poczuł się dobrze, choć miał obawy, czy rzeczywiście znów się w coś nie zaplącze. W coś, co będzie spędzać mu sen z powiek, albo coś, co będzie zbyt ciężkie, aby utrzymać to w ryzach. Nie mniej nie dawał tego po sobie poznać, dziarsko stojąc pośród kamienic, na jakiejś polanie. Odruchowo jakoś wsadził ręce w kieszenie spodni, obserwując krajobraz, zerkając jednak na krukonkę. Nie ma karty przetargowej? To kiepsko. Nie może być więc jej szoferem. Na pewno dziewczyna jest z tego powodu załamana, był o tym święcie przekonany. Tak samo jak on!
- No to słucham propozycji. Walcz, Georgino - powiedział jej w końcu, bujając się lekko na nogach. Przesunął jedną dłonią po swoich włosach, próbując je zmusić do jako-takiego ładu, lecz usłyszawszy potok słów de Nevers, spojrzał na nią z zaskoczeniem. Nie, nie myślał o czymś takim. Nie był przekonany, czy byłby w stanie coś takiego zrobić. Nie był gryfonem, aby mu wjeżdżać na odwagę. Może na ambicje prędzej. Ale co jest odważnego w lataniu na golasa po parku? Absolutnie nic.
- Wiesz, to chyba nie wyjdzie. Po pierwsze, nie chcę być chory, sportowcy nie powinni. Po drugie, nie chcę być posądzony o ekshibicjonistę, w skrajnym przypadku o pedofila, bo w tym parku mogą czaić się jakieś dzieciaki. Po trzecie, pokazałbym ci się nago z wielką chęcią, ale w zupełnie innych okolicznościach, o ile wiesz, o czym mówię - rozgadał się, przy tym ostatnim uśmiechając się szerzej. - Wymyślmy coś mniej kolidującego ze społeczeństwem, hm? Możemy zrobić pojedynek na zaklęcia. Albo w dwadzieścia pytań, co by się lepiej poznać. Średnio szalone, ale wciąż do zrobienia - dodał naprędce, zerkając na dziewczynę. Był ciekawy, co ona na to wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Nie 25 Maj 2014 - 17:47

Może i dobrze, że jej nie znał. Wstydziła się siebie. Gdy patrzyła w lustro widziała wszystkie te wady skompletowane na jej zmęczonej twarzy, która chyba juz nigdy nie będzie wyspana, a worki pod oczami wydawały się być stałym makijażem. Nie wiedziała do czego to wszystko zmierza. Kim jest, kim będzie i kim była. Gdyby Georgina miała poprzednie wcielenia i wierzyła, że każde następne jest po to, by stać się lepszym człowiekiem.. To nie chciała wiedzieć jakim ścierwem była w poprzednim życiu skoro teraz ledwo wiązała koniec z końcem, by utrzymać ciąg zdarzeń w głowie. Tak bardzo już wierzyła w swoje ułomności, że bała się robić cokolwiek. Teraz była tutaj z nim i wcale nie widziało się jej powracanie do Hogwartu. Była mu nawet wdzięczna, że ją stamtąd zabrał. Była dalej, dopiero w tej odległości miała wrażenie, że bicie jej serca nieco się uspokaja, a to że nie ma wokół żadnego zagrożenia stanowiło dla niej ciekawą pożywkę do karmienia ciemnych oczu obrazem spokojnym. W końcu zastanowiła się nad dalszą odpowiedzią. Powinna o niego walczyć? Kim był? Kim właściwie był Jack Reyes, który zupełnie jej nie znał, ale za to zaprezentował całkiem ciekawe miejsce, a teraz kazał walczyć? Nie miała manii dotyku, by wyciągać do niego dłonie, nie miała też czegoś, co kazałoby się jej ciągle na niego gapić. Dlatego spokojnie zaczęła maszerować do przodu co raz okręcając się wokół własnej osi, by odnaleźć go kątem oka i zwiedzać dalej. Lubiła znać otoczenie. Nie dlatego, że potrzebowała znać powrotną drogę do ucieczki. Wbrew pozorom chciała się nakarmić jak największą dawkę szczegółów, by potem po prostu... Po prostu odtworzyć to miejsce w głowie z satysfakcją, że pamięta. A gdyby nie? Gdyby nie, to ostro się zawiedzie znowu. W końcu jednak wróciła do niego, gdy już zmysły otrzymały swoje śniadanie.
- Zatem... Mogę nauczyć się warzyć eliksir wielosokowy i sprawić, że możesz być kim chcesz. Możesz nie być wtedy sportowcem i spokojnie pobiegać nago nie bojąc się o swoją reputację... Albo... Albo z run wywróżę Ci to co może Cię czekać w powrotnej drodze na tym motorze. Widzisz? Nawet nie czuje jak rymuje. Powinieneś się skusić. Poza tym to ja... Czy byłbyś gotów odmówić Krukonce, która wróciła do szkoły po zwolnieniu chorobowym Reyes? Okaż trochę troski. - Nieco go skarciła i podeszła dwa kroki bliżej nieco, co by uśmiechnąć się nieśmiało. Lubiła z nim rozmawiać. Odkrywała to w sobie powoli, ale było to jedne z niewielu spotkań od kilku miesięcy, które sprawiło jej jako taką przyjemność i nie potrzebowała udawać... Że jest jak kiedyś. Nie musiała, to nie wymagało takiej sytuacji...
- Dwadzieścia pytań. A jesteś głodny wiedzy na mój temat? To bardzo proste. Matka tańczy na rurze w klubie w Londynie, za godzinę zaczyna występ. Pójdziemy obejrzeć? - Spytała śmiertelnie poważnie patrząc mu prosto w oczy. Zupełnie jakby spodziewała się, że zgodzi się... Zgodzi się... A potem rzeczywiście zaprezentuje jej swoją nagość w zupełnie innych okolicznosciach... Może na scenie? Na tę myśl uśmiechnęła się w podświadomości, której paleta emocji była wciśnięta gdzieś pomiędzy pytanie: "kim jesteś Reyes", a "co będę pamiętać po dzisiejszej nocy".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pią 30 Maj 2014 - 17:08

Nie zauważał tego. Jej ułomności fizycznych, nie pozwalających normalnie egzystować. Po prostu była. Dla siebie, dla niego, dla kogoś, dla nikogo, nieistotne. Mógł na nią patrzeć, mógł wiedzieć, że jest blisko, mógł jej słuchać. Wszystko i nic zarazem. Była kimś, kogo związał niewidzialną nicią przynależności, w pewnym sensie, lecz która niebawem się przerwie, odlatując hen w świat. Tak. Nie chciał już niczego, nie chciał borykać się z problemami, siłować się z życiem za barki. Chciał popłynąć, odpłynąć, zrelaksować się. Unieść ze spokojem głowę i obserwować świat. Tak jak teraz. Polanę, drzewa, krzewy. Georgina. Czysta egzystencja, do której miał wstęp, lecz która bolała, bo była taka bardzo nie jego. Czy był pazerny, czy chciał zagrabić dla siebie całe piękno świata? W dupie je miał. W życiu chodziło o coś więcej niż wygląd. Władza. Poświęcenie. Sukcesy. To było tym, co go bezwzględnie pchało dalej, pomimo zmęczenia. Po prostu robił to dalej, nie zważając na nic. A teraz miał okazję odetchnąć. Świeżym powietrzem, nową znajomością, nowymi rzeczami, które połyskiwały od nieużywania. Tak, tak wyglądało chwilowe szczęście.
Nie chciałby pamiętać. Może by jej nawet zazdrościł, gdyby wiedział. Mogliby się wymieć. Ale to się nigdy nie zdarzy. Tak jak dwa różne pocałunki. Żaden nie będzie taki sam, żaden sie nie powtórzy, zawsze będzie coś innego. Ich mózgi nie były bliźniakami syjamskimi, nie potrafili się w ten sposób wymieniać informacjami. Dobrze. Czas grać tym, co się ma. I wygrywać bądź przegrywać ze świadomością, że próba została podjęta. Rękawica rzucona. Wszystko w swoim trybie.
Wysłuchał jej spokojnie, po czym kiwnął od niechcenia głową. No tak, krukonka. Czego mógł się spodziewać?
- Nie chodzi o reputację, a o zdrowie. Nie chciałbym być kimś innym. Zostałem stworzony do bycia sportowcem - odparł poważnie, ignorując trochę jej próby przekupstwa. Chyba żadna mu nie odpowiadała, dlatego wzruszył ramionami, przy okazji podejmując najbardziej szaloną decyzję świata.
- Tak - odparł jedynie, zaślepiony swą wizją, po czym bez ceregieli chwycił ją za rękę, by mknęli w drogę powrotną. Przedzierając się przez zarośla, powiedział jej, że może obejrzeć motor. Bo nie wiedziała, że to będzie ostatnie spotkanie. Odlecieli na nim jakiś czas później, by ostatecznie wszystko się rozmyło.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 980
  Liczba postów : 869
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Wto 29 Lip 2014 - 20:32

Było już dość późno, ale chłopak naprawdę bardzo się cieszył, że mógł ten czas spędzić ze swoim chłopakiem. Pewnie kiedyś by się z tego śmiał, jak to on i bycie z chłopakiem? Wcześniej nie wchodziło to w rachubę, a teraz wolał mężczyzn, możliwe, że to wszystko było spowodowane zerwaniem z Gwen na dziewczynie mu naprawdę bardzo zależało, ale ona tak wybrała. Co prawda to przez niego się rozstali, bo w końcu ją zdradził, no ale wszystko można wybaczyć jeśli się naprawdę kocha. Tylko czy Max również byłby taki mądry gdyby to np Sebastian go zdradził? Czy byłby w stanie wtedy również uwierzyć? Na szczęście nie miał takiego problemu i nie musiał się o to martwić. Sebastianowi jak na razie się do tego nie śpieszyło przynajmniej tak mu się wydawało.
Gdy tylko wyszli z restauracji od razu się teleportowali, Tojadowy Park? Był tutaj parę razy, chyba nawet raz z Gwen. Dość miłe miejsce, Maxowi się tutaj naprawdę podobało. Było już ciemno dochodziło prawie do dwudziestej pierwszej. Łał! Poszaleli, ale właśnie takiego dnia chciał z Sebastianem przeżyć i na reszcie się doczekał. Pojawili się dosłownie znienacka.
- Dlaczego tutaj? - zapytał się chłopaka. To Sebastian teleportował, Max nie wirował w jego umyśle, ażeby nie przeszkodzić mu w wybieraniu miejsca, bo jeszcze wypadliby całkowicie z trasy i mogliby się zgubić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Karlovac, Chorwacja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 374
  Liczba postów : 81
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9101-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9102-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9103-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9104-sebastian-knezevic#255055




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Sro 30 Lip 2014 - 22:55

Wspólne spędzanie czasu z Maxem było dobre. Cholernie dobre, jeśli silić się na rzeczowość w tej materii. Godziny pędziły niczym stado galopujących koni gdzieś na wielkiej łące w Chorwacji. Kiedyś lubił patrzeć na ich umaszczenia. Liczył je, siedząc na jakimś płocie. Jednak to była przeszłość. Dorósł i miał zdecydowanie ważniejsze, priorytetowe sprawy. Maximilian Lamberd niewątpliwie znajdował się na blisko szczytu piramidy potrzeb Sebastiana.
Do tego młodego mężczyzny czuł całą gamę uczuć. Od zwykłej chęci spędzenia razem czasu, po bardziej intymne pragnienia. Musiało upłynąć dużo czasu, by je zrozumieć, a kiedy do tego doszło, najstarszy syn Knezeviców chciał upewnić się, że trafił na odpowiednią osobę. Puchon naprawdę odpowiadał jego kwestiom estetycznym, jednakże nie one były najważniejsze. Cenił swojego chłopaka za coś więcej, niż wygląd. I mógłby nauczyć się nazywać go bardziej odpowiednim określeniem, tylko pośpiech w niektórych sprawach... Widział w oczach Maximiliana niepewność, a w jego zapewne dostrzegał to samo.
Dlatego z chwilą pojawienia się na skraju Tojadowego Parku, zrobił nieznaczny krok do tyłu. Zapewnienie komfortu i przestrzeni osobistej powinno pomóc. Przynajmniej w jego dotychczasowych rozmowach w Ministerstwie pomagały. Nie zamierzał jednak stać w miejscu i odczekawszy chwilę, poprowadził Puchona jedną z bocznych alejek oświetlanych przez latarnie ustawione równolegle do ścieżki. Przez chwilę wahał się nad chwyceniem go za rękę, ale sam przecież powiedział mu, że chciał utrzymać ich związek w tajemnicy. Żałował tego. Przecież nie był szczególnie znany w murach Ministerstwa Magii, a jego nazwisko zostało skreślone z listy pracowników Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów. Właściwie, to całą dokumentację dotyczącą jego osoby zamknął w odpowiedniej komnacie Departamentu Tajemnic i ratował go już tylko fakt, że wciąż posiadał do niej dostęp, by w razie zagrożenia posiłkować się wcześniejszymi doświadczeniami. Wciąż pamiętał wszystkie przepisy, tego nie dało się zapomnieć, a wraz ze swoimi umiejętnościami potrafił spreparować w locie przypadek, którego rozmówca nie musiał znać.
Sprawa miała się inaczej w kwestii Maximiliana. Student zaczął znaczyć dla niego dużo więcej, niż przypuszczał, i chciał powiedzieć mu wszystko bez obaw, że zginie. Mógł rzucać tylko drobne słówka, ale wypowiedzenie Departament Tajemnic budzi w jego umyśle to czerwone światełko, które nakazywało zachować ostrożność. Wyuczony odruch świadomości. Nic więcej.
Wracając do spaceru po parku, stracił rachubę czasu i kompletnie zapomniał o pytaniu Maxa. Za dużo myślał. Zdecydowanie za dużo, ale postanowił nadrobić tę ciszę i usiadłszy na pobliskiej ławce między dwiema latarniami, poklepał dłonią miejsce obok. Zarzucił jeszcze nogę na nogę, rozłożył ramiona na oparciu i uśmiechnął się do studenta.
- Niedaleko stąd do Ministerstwa. Lubię tu przychodzić, żeby pomyśleć. Natłok tych wszystkich spraw i istniejących sposób na ominięcie prawa może przyprawić o ból głowy. - Wzrok Sebastiana w świetle lamp błądził przez chwilę w różnych kierunkach. Potrzebował prywatności, a pomimo dość późnej godziny, wciąż mógł się ktoś kręcić po parku.
- Przyprowadziłem cię tutaj, bo chcę z tobą porozmawiać - dopowiedział poważniejszym tonem. - To dla mnie naprawdę ważne, ale jeśli musisz już wracać do Indii, to jestem w stanie zrozumieć twoją decyzję. Nie musisz się dla mnie narażać.
Zerknął jeszcze na Puchona, starając się wyglądać naturalnie. Narzucanie mu wyboru błagalnym spojrzeniem zdecydowanie nie było w stylu Knezeviców. Nie było w jego stylu, tak powinien myśleć. Wziął jeszcze dodatkowy oddech, czekając na odpowiedź Maxa, jakby zaraz miał zostać skazany na śmierć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 980
  Liczba postów : 869
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Czw 31 Lip 2014 - 18:05

Bardzo się cieszył, że mógł spędzić czas z Sebastianem. Cały dzień to jest dla niego naprawdę bardzo dużo. Uwielbiał się z nim spotykać, już wtedy kiedy tylko przychodził w sprawach biznesowych do jego wuja miał ochotę rzucić się na niego i nigdy nie wypuścić. Ciekawe co by na to wszystko powiedział wuj? Teraz to chyba już nie nie mógłby zrobić? Chłopak jest dorosłym czarodziejem, a przede wszystkim pełnoletnim, nie może mu nic zabronić, a naprawdę nie chciał się pokłócić ze swoim wujkiem, bo to była jak na razie jedyna jego rodzina w tej chwili w której miał oparcie. Miał kuzynów, jak Cait, ale co się z nią działo? Zawsze mieli bardzo dobry kontakt, można powiedzieć że byli przyjaciółmi, a nawet tymi najlepszymi. Co prawda ich rodzice się nie lubili, ale właśnie przez to dzieci zaczęły robić im na złość, a gdy dorastały to naprawdę się zaprzyjaźnili. Jednak ona o tym nie wie, że Max jest zakochany w mężczyźnie. Ciekawe co by na to powiedziała. Sam nie wiedział czy ona jest biseksualna, czy heteroseksualna. To jest każdego człowieka prywatna sprawa i nikt nie może się w to wtrącać, zresztą czy wtrącanie cokolwiek coś zmieni? Ba! Jeszcze pogorszy, chcąc zrobić komukolwiek na złość.
Maximilian na początku ich związku był sceptycznie do tego nastawiony, owszem spotykał się z nim z tęsknoty i można powiedzieć, że wtedy coś do niego czuł, ale sam nie był pewien swoich uczuć. Od kiedy nie jest z Gwen jego uczucia stały się dość dziwne i zaczął się zastanawiać czy w ogóle będzie mógł uwierzyć znowu w miłość, ale Sebastian udowodnił mu, że może. Może się zakochać, więc skoro z dziewczynami mu nie wychodziło to może kolej teraz na mężczyzn? Liczył na trwały związek z Sebastianem, ale wiadomo jak to jest. Nie zawsze jest tak jakby się chciało. Owszem, Sebastian stara się i pokazuje, że naprawdę Max znaczy dla niego dużo więcej niż zwykły kolega, czy siostrzeniec swojego kolegi z pracy.
To miejsce było dość dziwne, owszem lubił je, ale czuł się znowu dziwnie. Może dlatego, że rzadko jest w Londynie i może nie jest przyzwyczajony i nie czuje się jak u siebie, po prostu swobodnie. Ale miejsce było ładne, poza tym ładne, trudno było to teraz określić, ponieważ na zewnątrz było już ciemno i trochę chłodnawo, ale na szczęście Max przez talię miał przeplataną bluzkę w kolorze czarno żółtym.
- Nie, nie muszę wracać do Indii, powiedz co się dzieje.. - powiedział do niego i szczerze powiedziawszy bardzo się zaczął denerwował, tak jakby poczuł, że Sebastian ma do niego coś strasznego do przekazania. Zaczął palcami stukać o swoją drugą dłoń. Dobrze widać po puchonie, że naprawdę się denerwuje. Po chwili zasiadł obok chłopaka opierając łokcie o kolana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Karlovac, Chorwacja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 374
  Liczba postów : 81
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9101-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9102-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9103-sebastian-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9104-sebastian-knezevic#255055




Gracz






PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   Pią 1 Sie 2014 - 13:59

Obserwując Maxa, mógł tylko domyślać się, że jego słowa wpłynęły na Puchona. Nie chciał go denerwować i kiedy usiadł obok niego, nie miał żadnych oporów, by przyciągnąć chłopaka do siebie i opleść ramionami. Odruchowo wsunął twarz w zagłębienie między szyją a obojczykiem, muskając ustami delikatną skórę. Dłońmi zaczął błądzić po klatce piersiowej osłoniętej przez materiał ubrania. On jeden wiedział, jak bardzo pragnął Puchona i, jak bardzo nie mógł się spieszyć. Obaj potrzebowali czasu na oswojenie się z całą sytuacją. Sebastian nie naciskał, Maximilian nie próbował tego pogłębić. Wydawałoby się, że utknęli w jakimś błędnym kole kręcącym się nieustannie w tym samym miejscu. Chciał trochę ruszyć to dalej. Nie musieć obawiać się dotknąć chłopaka trochę bardziej zaborczo, nie bać się pocałować go tak, jak tego od zawsze chciał.
- Zależy mi na tobie, panie Lamberd - wyszeptał, dmuchając ciepłym oddechem w jego ucho. - Wiem, ile lat nas dzieli, ale nie mogę dłużej się powstrzymywać. Pragnę cię i nie chcę stracić. - Dobrze, że nie widział jego twarzy. Jeszcze stwierdziłby, że się zarumienił, a nikt z jego rodziny tego nie doświadczył. I nie zamierzał tego zmieniać.
Zaczął składać drobne pocałunki na szyi Maximiliana, palcami sunąć w dół ciała. Chciał w końcu dotknąć go bez tego wszystkiego będąc pewnym, że chłopak nie ucieknie przy pierwszym gwałtowniejszym ruchu. Nie będzie nikogo zmuszał do czegoś, czego nie pragnął robić. Nawet seks w przypadku tego wyjątkowego Puchona przestał mieć większe znaczenie. Ot tak, jakby nigdy nie istniał.
- Zawsze chciałem cię pocałować tak, żebyś wiedział, że mi na tobie zależy - wymamrotał, przesuwając się tak, by nie mieć problemów z tym, co chciał zrobić. - Nigdy nie chciałem zabrać cię do łóżka wbrew twojej woli, Max. Tylko jeśli będziesz tego chciał. - Był zdecydowanie za stary na takie zwierzenia, ale też chyba trochę za młody na gromadkę dzieci i siedzenie w bujanym fotelu. Niemniej jednak spotkań z Puchonem nie traktował jak jednorazowej przygody, wiedział to. Dlatego czekał. Pozwalał mu nadać tempo ich relacji, ale dzisiaj, kiedy chłopak wymknął się z Indii specjalnie dla niego, musiał to przypieczętować.
Odsunął się do Lamberda, aby powoli przysunąć jego twarz do swojej i delikatnie położyć dłoń na jego karku. Odrobinę mocniejsze ściśnięcie przez ułamek sekundy miało go tylko utwierdzić, że nie chciał zrobić mu krzywdy i wtedy złożył na ustach Maxa drobny pocałunek. Jeśli będzie chciał, odda go albo każe zostawić. To, co się stanie, będzie już tylko jego decyzją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Tojadowy Park   

Powrót do góry Go down
 

Tojadowy Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Tojadowy Park
» Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
-