Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Polana nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29580
  Liczba postów : 43382
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Polana nad jeziorem   Sob Mar 16 2013, 01:14

First topic message reminder :


Polana nad jeziorem

Średniej wielkości polana z której bezpośrednio można dostać się do jeziora - w lecie może zastępować nawet swojego rodzaju plażę! Miłe miejsce pod lasem, w którym uczniowie lubią organizować pikniki, bądź po prostu przesiadywać w cieplejsze dni - nic zresztą dziwnego, miejsce nadaje się do tego idealnie, a widok rozciągającego się jeziora z pewnością sprawia, że chce się tutaj wrócić.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Paź 18 2015, 13:18

Jasne, że Cheney zawsze dostaje to, na co ma ochotę. Prędzej czy później wychodzi zwycięsko z każdej sytuacji. Czasami wymaga to naprawdę dużo czasu i cierpliwości, a czasami bierze z ręki do ręki, tak po prostu; zdarza się, że mimowolnie, bo lubi zwyczajnie posiadać. Mania kolekcjonowania, kolekcjonowania czegokolwiek. Najlepsi i tak są ludzie. Ustawia ich rzędami na półce, do niektórych wraca, a innych puszcza w niepamięć, pozwalając, by przykrył ich kurz mglistych, niewyraźnych wspomnień. Każdy z nas coś zbiera - znaczki, ołówki, książki, płyty czy chociażby zmarszczki. Niektórym nie wystarczają martwe przedmioty. Voice lubi słyszeć czyjś oddech, przyglądać się, jak mruga. Tak prozaiczne rzeczy sprawiają jej tak wiele radości... I pomyśleć, że niektórzy czują się szczęśliwi dopiero z najnowszym modelem miotły w dłoni.
Czy lubiła, gdy ktoś na nią patrzył? Ciężko powiedzieć. Na pewno nie przepadała za zwykłymi gapiami, ale ten tutaj nie przeszkadzał jej aż tak bardzo. Bez wątpienia Spencer był specyficzny i Cheney jeszcze nie wiedziała, czy jej to pasuje. Wkurwiało ją tylko to, że nie miała pojęcia, co mężczyzna myśli. Nie była niedowartościowana, ale wszystkie uwagi na swój temat wolała usłyszeć, niż się ich domyślać. W końcu kobieta, która się domyśla, stanowi ogromne niebezpieczeństwo. Tajemnica na kobietę to jak płachta na byka. A jeszcze na kobietę, która sama skrywa mnóstwo tajemnic...
Nie ograniczała się muzycznie, co nie zmienia faktu, że klasyka zajmowała szczególne miejsce w jej sercu. Czajkowski, Wieniawski, Bach. Magia sama w sobie, bez huku, bez zbędnych udziwnień.
- Ty jesteś taki bystry, czy to tylko głosy w twojej głowie? - Bo jeśli głosy... Zawsze mogłaby się podśmiewać, że już mu zamieszała w głowie. Zamierzała podjąć wyzwanie, ale spokojnie, bez pośpiechu, bez efektu wow, bez werbli i przytupu. Po prostu delikatnie wygładziła materiał sukienki, której nie bała się pobrudzić, również nie po kobiecemu. Już, już miała się zaciągnąć papierosem po raz kolejny, ale w jej życiu też nie ma łatwo. Bynajmniej nie przestraszyła się, nie zadrżała, nie przejęła się. Zawsze panowała nad sytuacją, nawet jeśli wydawało się inaczej... A przynajmniej tak twierdziła i to pozwalało jej zachować spokój.
Według niej niewiele rzeczy pachniało lepiej, niż Feniksowe. Z resztą, według wielu. W końcu ten zapach naprawdę potrafił skutecznie odurzyć.
- Wiem - krótkie, proste, bez wahania. Nie liczyła na to, że odzyska papierosa i najchętniej wyjęłaby następnego, ale nie miała już tak wielkiej ochoty. Znalazła sobie nowy obiekt, na którym mogła się skupić. Z resztą, skoro on brał, co chciał, to, czemu ona nie mogła? Tak więc sięgnęła po jego podręcznik do eliksirów i bez ceregieli zaczęła go przeglądać, cicho mrucząc coś o trzeciej klasie. A więc kończył studia, chociaż... Wyglądał na trochę starszego. Chętnie zarzuciłaby mu, że nie ma dwudziestu lat, ale obecnie i dwunastolatki wyglądają na szesnastolatki, a sądów nie należy wydawać pospiesznie. Teoretycznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Waterford, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11713-leo-spencer#313371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11718-wszyscy-chca-troche-jake-a#313544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11717-sow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11719-leo-spencer#313549




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Paź 18 2015, 19:14

Podobała mu się.. znaczy się nie w tym sensie, w tym drugim... w tym, że nie robiła tutaj cyrku i wielkiej sceny za wzięcie papierosa. Była ciekawa, interesująca.... zwał jak zwał. Była kimś z kim chciał naprawdę chciał zamienić parę zdań, bo więcej mu do szczęścia nie było potrzebne.
Cóż samo zabranie papierosa jej nie przeszkadzało, a była to rzecz chamska, ale zarazem intymna. Sam w sobie papierosa zaczął podziwiać, po drugim zaciągnięciu się stwierdził, że koniec z mugolskimi, to jest arcydzieło same w sobie. Jak oni to w ogóle stworzyli ?!
Leo w końcu odwrócił się w stronę Voice, chcąc móc na nią patrzeć i obserwować jej ruchy bez konieczności obracania samej głowy co chwilę.
Sam potrafił czytać ludzi z ich mimiki i ruchów, było to wyjątkowo proste jako obserwator przez całe życie.
- Powiedzmy, że jestem taki bystry, a po za tym masz to wypisane na twarzy.
Odpowiedział blondynce patrząc jak zabiera mu książkę, nie ruszało go to tak jak ją nie ruszyło zabranie papierosa. Coś za coś, to była dobra wymiana szczególnie, że zyskał prawie pół fajki. Szanował to... chociaż nie w końcu on jej go zabrał, co innego gdy by sama mu zaproponowała.
Siedząc na przeciwko niej wypuszczał dym przed siebie, także czy chciała tego czy nie była również tutaj paląca, ale sam zapach był na tyle przyjemny wraz z gęstym, aczkolwiek delikatnym dymem, że jemu by to nie przeszkadzało, więc jej też nie mogło. To w końcu był jej papieros, musiała być już do niego przyzwyczajona.
Na jej "Wiem" nie zareagował słownie, jedynie się uśmiechnął, nieco szerzej niż wcześniej, nieco złośliwie. Podobała mu się jej, hmm... zadziorność ? Może tak to nazwać.
Leo spojrzał to na książke to na nią. Zastanawiało go to, na którym dziewczyna jest roku. W sumie można zapytać. Jeżeli już tu tak siedzą razem to nawet wypadało by się czasami do siebie odezwać.
- Też studiujesz ?
Zapytał spoglądając tym razem na papierosa, powoli się kończył. Gdzieś tam w środku ubolewał, ale na razie musi mu to wystarczyć, bo w końcu papierosy mu przyrosną do ust, a to wtedy będzie kłopotliwe. Czasami trzeba odpuszczać, chociaż na te parenaście minut.  
Przetrzymywał chwilę feniksowego w palcach, chcąc zaczerpnąć troche świeżego powietrza. Dziwił się, że dziewczynie nie jest zimno w tej sukience, nawet jemu było trochę chlodno w swetrze, co prawda nie miał pod nim żadnej koszulki, ale w dalszym ciagu to sweter.
"Skąd ona się wzięła ? " Zadawał sobie to pytanie bez w końca w głowie. Nigdy jej nie widział w szkole, no może kiedyś gdzieś mu śmignęła na korytarzu, ale w dalszym ciągu był w delikatnym szoku, że zaczepiło go blondynka, która ma coś wspólnego z muzyką, dodatkowo nie uciekła od niego po pięciu wspólnie spędzonych minutach. Było to nieco dziwne patrząc na to, że Leo zachowywał się totalnie niestosownie i był zupełnie nietaktowny. Ciekawiło go też to co ona o nim myśli, jakie ma zamiary. Ciężko było ją rozczytać zachowywała się bardzo... dziko.
No, ale widocznie trafił swój na swego. Leo wiódł wzrokiem po otwartej książce, którą przeglądała Voice, po jej dłoniach, czasami po jej włosach i twarzy. W dalszym ciągu uśmiech widniał na jego twarzy, nie był on już taki złośliwy, bardziej skryty.
Po prostu jego kąciki ust nieco się uniosły, a lewy był wyżej niż prawy... a on to już zalicza do uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Paź 18 2015, 22:27

Ciekawa, interesująca... Tak, to chyba ten gatunek. Niepospolity, ciężki do znalezienia i oswojenia. Voice Cataclysm Cheney na pewno nie jest typowa, ale w końcu każdy z nas powie o sobie to samo. Jestem niezwykły. A słyszałeś jeszcze lepsze hasło? Jestem wrażliwym, dojrzałym artystą. No, ale ludzi z wyobraźnią jest na tym świecie mało, trzeba ich doceniać. Nawet jeśli są bardziej irytujący, niż dojrzali. I co prawda Ślizgonka nie zawsze zachowywała się dorośle, właściwie czy imponująco, ale była osobą godną uwagi. Z resztą dobrze wiedziała, że tą uwagę przyciąga. W końcu nie każdy mówi tak cicho jak ona. Samemu trzeba zamilknąć i przestać szurać butami, żeby usłyszeć, czego ta mała blondyneczka chce. Nie da się ukryć, że dziewczyna wie, jak zmusić ludzi, by poświęcili jej chwilę uwagi. W końcu wszyscy dobrze wiemy, że ładna buzia nie wystarczy... Jasne, sporo znaczy i o tym również Cheney wie bardzo dobrze. Ale nie jest wszystkim. Ładnym głosem też można wiele zdziałać, a jeśli jest się głosem też z imienia... Świat w twoich rękach.
Kiedyś umiała doskonale czytać z mowy ciała, a potem... Potem jej się odmieniło. Priborsky wróć do mnie.
- Zdradziła mnie twarz. Słabo - skrzywiła się, jakby faktycznie jej to przeszkadzało, jednak po chwili grymas przerodził się w kolejny kpiący uśmiech, tak bardzo charakterystyczny dla Pierdolęwszystkovoice. Wdychała wirujący dookoła dym, powoli przerzucając strony, jednym palcem gładząc krawędź książki. Ciekawe, czy zauważyłby, gdyby podmieniła jego podręcznik na swój... Pewnie tak. Skoro już uważał się za wybitnie bystrego... Ciekawe, czy zauważył, jak delikatnie drgnęła jej prawa brew, gdy wspomniała jego słowa.  
- Nie, nie. Jutro zaczynam uczyć zielarstwa - zaprzeczyła z taką pewnością i zapalczywością, że przez chwilę faktycznie mogło to sprawiać wrażenie prawdy. Szkoda tylko, że nadzwyczaj mocno ją to kłamstewko rozbawiło. Aż musiała zacisnąć wargi, by powstrzymać się od śmiechu. - Pierwszy rok - wzruszyła nieznacznie ramionami, po chwili odgarniając za ucho kosmyk jasnych włosów. Zimno jej jeszcze nie było, bo chłód przychodził razem z ciemnością, której się bała. Z ciemnością, nie szarością. Póki co mogła wytrzymać bez jęczenia.
Podniosła na niego na chwilę wzrok, ale tylko na chwilę, bo w końcu miała w rękach całkiem interesującą książkę. Oczywistym było, że niczego z niej nie zapamięta, ale ciekawostki na pięć minut to też całkiem przyjemna forma wiedzy. I o wiele lżejsza. Takich informacji teraz pragniemy - krótkich, lekkich, przyjemnych, konkretnych, interesujących. Leniwa ta ludzkość.
- Voice - rzuciła jakby od niechcenia, przerzucając kolejną kartkę. Czuła, że się uśmiecha i dawało jej to swoistą satysfakcję. Nawet nie musiał się zorientować, że to imię... W ogóle nie musiał jej imienia znać. Wystarczyło, że był. Bo był całkiem interesujący.
Skąd się wzięła? Możliwe, że z piekła. A z drugiej strony, czy tak delikatne dziewczątko mogło być złe?
Mogło. Ale nie było, chociaż bardzo chciało, żeby ludzie myśleli inaczej.
A co o nim myślała... O tym może innym razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 809
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 430
http://www.czarodzieje.org/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://www.czarodzieje.org/t12874-ten-od-wesela#346531
http://www.czarodzieje.org/t12864-buho#346290
http://www.czarodzieje.org/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sro Maj 09 2018, 00:42

Trening Slytherinu

Lope z trudem odnalazł lukę w grafiku, którą mógł wykorzystać na zorganizowanie treningu Quidditcha. Ostatnimi czasy nieco zatracił się w rozwoju kariery poza Hogwartem, co nie szło mu najgorzej. Zawsze jednak z tyłu głowy tkwiła myśl, że powinien też dbać o swoją drużynę. Nie wątpił, że Ślizgoni potrafią samodzielnie ćwiczyć albo uczęszczają na zajęcia Limiera. Miał jednak wrażenie, że to dość mało, a zwłaszcza jak na jego wymagający gust. Trzeba było ich przycisnąć i przypomnieć, czym jest ciężka praca nad lataniem. Przypomnieć, że to nie jest zabawa.
Rozesłał listy z informacją, że mają zjawić się na polanie nad jeziorem, a dokładniej na tym jej obszarze, który był umiejscowiony najbliżej niewielkiego lasu. Było to ciekawe miejsce, w którym wiele rzeczy mogło się zdarzać, a kapitan wymagał od zawodników przygotowania. Na każdym kroku mieli mu udowadniać, że dla drużyny poświęcą wszystko - honor, dumę, zdrowie, czas, pieniądze. Pogoda również nie była najlepsza, przez co mało uczniów wychodziło na błonia. Późnym popołudniem zrobiło się znacznie chłodnej, a gęste, szare chmury zasnuły niebo. Spodziewał się, że lunie deszcz, a nawet na to liczył. Im więcej dodatkowych utrudnień tym lepiej. W czasie meczu też może się zdarzyć, że będzie padać, a Ślizgoni muszą być na taką ewentualność perfekcyjnie przygotowani. Lope nie lubił moknąć, ale dla Quidditcha zdolny był do każdego poświęcenia. Nie trzeba było dodawać, że od każdego Ślizgona wymagał takiej samej deklaracji. Mimo, że narzekał tak samo jak zwykle to doceniał bardzo skład drużyny i chciał z nimi pracować. Pierwszy raz od czasów Calpiatto czuł, że zależy mu na tej grupie. Lope zabrał wszystkie potrzebne piłki, a także zapasowe miotły ze schowka, gdyby ktoś nie przyniósł własnej. W tym także uzbroił się we wszystkie ochraniacze do Quidditcha, a zielono-srebrna szata układała się gładko na piersi Mondragóna. Czuł dość silny wiatr muskający go po twarzy i wiedział, że łatwo nie będzie. Oczekiwał stuprocentowej obecności i każdego, kto uniknąłby treningu, zamierzał osobiście rozliczyć. Co jak co, ale musiał mieć naprawdę dobre usprawiedliwienie.
Kapitan przyszedł na skraj polany, gdzie zostawił sprzęt i zastanowił się jeszcze raz nad tym, czy wszystko ma zaplanowane. Spodziewał się, że długo nie będzie czekać, ale i tak przeszedł się parę metrów, żeby stanąć na brzegu i przejrzeć się w ciemnej tafli jeziora.

Kuferek: 66
Pozycja: Ścigający

Ostrzegam, że może być dużo negatywnych kostek. Za brak własnej miotły będą utrudnienia. Napiszcie ile macie punktów w kuferku i na jakiej pozycji chcecie grać.
Pierwszy etap: 14.05. chyba, że zjawicie się wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Filadelfia, USA
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1686
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1799
http://www.czarodzieje.org/t11001-daisy
http://www.czarodzieje.org/t11218-stokrotka
http://www.czarodzieje.org/t11249-listy-do-daisy#303189
http://www.czarodzieje.org/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sro Maj 09 2018, 15:39

Ubieram się w bluzkę quidditchową i cały ten strój w barwach zielono-srebrnych. Nie jestem pewna czy słuchać kapitana i rzeczywiście przywdziewać coś ciepłego, w końcu jeśli będzie dużo ruchu to i tak się rozgrzeję, ale ostatecznie narzucam na siebie jakąś cieplejszą warstwę - najwyżej ją zdejmę, jeśli będzie trzeba. Na błonia wychodzę spacerem, krytycznie przyglądam się ciemniejszym chmurom, które wydaja się wisieć wyjątkowo nisko nad jeziorem i jednocześnie grozić, że zaraz z nich lunie. Nie mam zamiaru leźć na drugi koniec na piechotę, więc naciągam gogle na oczy i wskakuję na miotłę - i tak przelatuję nad wodą, robiąc tym samym pewnego rodzaju rozgrzewkę, bo nie mając przed sobą żadnych przeszkód, mogę nie ograniczać wcale prędkości. Zatrzymuję się dopiero przed Lope, podlatując do niego od strony wody, toteż zauważyć mnie musiał już jakiś czas temu. Ląduję miękko na ziemi i biorę miotłę pod pachę.
- No wreszcie - witam go jakże radośnie. - Już myślałam, że odpuściłeś, nawet puchoni mają więcej treningów niż my. A lekcje z Limierem są beznadziejne, kto to słyszał, żeby wykorzystywał nas jak skrzaty domowe - marudzę sobie, mając nadzieję, że nie tylko dla mnie to była jakaś szopka. Przesuwam gogle na czoło i patrzę na cały przyniesiony sprzęt. - Ale żeś tego naznosił. Spodziewamy się kogoś nowego? - pytam. Ja sama mam na sobie nawet ochraniacze, poza tym oczywiście takie rzeczy jak obowiązkowe rękawiczki czy kompas przyczepiony do miotły (nadal nie wiem po co mi on do grania, raczej nie planuję się gubić na boisku, ale w sumie jak lunie i nie będzie nic widać to może się przyda).

Kuferek: 34
Miotła: Nimbus 2015
Pozycja: pałkarz


Ostatnio zmieniony przez Daisy Manese dnia Sro Maj 09 2018, 22:16, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 105
  Liczba postów : 347
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sro Maj 09 2018, 17:34

Początki w drużynie na pewno nie będą lekkie, a jednak naprawdę się na to cieszyłam. Nie martwiłam się jakoś specjalnie, że sobie nie poradzę. Miałam naprawdę dobrą kondycję, dużo trenowałam i chociaż nie zawsze było to ściśle związane z miotlarstwem, to sama wydolność też się liczy, prawda? Nie miałam w sumie ani miotły, ani niczego innego przydatnego do gry. Pomysł ze wstąpieniem do drużyny wyszedł dość spontanicznie, ściślej mówiąc podrzucił mi go Lope, sugerując, że coś z tego może być. Wiedziałam, że rozgląda się za pałkarzem i szukającym. Ta pierwsza opcja wydawała mi się dużo bardziej kusząca i na nią właśnie udało mi się dostać. Słyszałam plotki, że Lope jest wyjątkowo wymagającym kapitanem, a treningi z nim do najłatwiejszych nie należą, co mi się bardzo podobało. W końcu chodziło o to, żeby być najlepszym prawda? Nie było co się z nami cackać, jeżeli miało to wszystko przynieść jakiś pozytywny skutek. Pogoda nie powalała, spodziewałam się, że w pewnym momencie po prostu lunie deszcz i trening zrobi się wyjątkowo ciężki. Czekało mnie spore wyzwanie jak na pierwszy raz.
Oczywiście zjawiłam się punktualnie gotowa do działania. Spojrzałam na Lope, który stał już z jakąś ślizgonką. Wiedziałam jedynie, że też jest pałkarzem. W końcu namiętnie śledziłam wszystkie rozgrywki.
- Spodziewacie - powiedziałam spokojnie, bo usłyszałam jeszcze końcówkę ich rozmowy. Spojrzałam na dziewczynę, znacznie lepiej przygotowaną do treningu ode mnie. - Heaven - przedstawiłam się przy okazji, ona mnie pewnie nie kojarzyła.

Kuferek: 0
Miotła: brak
Pozycja: pałkarz

______________________



I might only have one match, but I can make an explosion
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Edynburg, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 132
  Liczba postów : 72
http://www.czarodzieje.org/t14454-evie-hemmer
http://www.czarodzieje.org/t14491-evie#383786
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14494-poczta-evie#383789
http://www.czarodzieje.org/t14493-evie-hemmer




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pią Maj 11 2018, 15:38

Ostatnim razem trening Evie nie poszedł najlepiej. Walnęła w coś niespodziewanie już na początku treningu i bardzo szybko zakończyła swój udział, ale nie myślcie, że zrezygnowała! Wcale nie. Ktoś taki jak ona nigdy nie rezygnuje. Dąży cierpliwie do celu. Jeszcze zobaczycie, uda jej się! Tak więc kiedy dowiedziała się, że niebawem ma być trening to przyszykowała się. Nie pytajcie się jak. Nie miała ani własnej miotły ani żadnych gogli czy co tam się zakłada w taką pogodę. Jedynie ubrała odpowiedni strój i ruszyła na miejsce treningu.
Podeszła do kapitana i skinęła mu głową. Miała to gdzieś, że poprzednim razem nie potraktowała go zbyt przyjemnie, takie już było życie, prawda? Sięgnęła po jedną z mioteł którą przyniósł i przyjrzała się jej. Ze schowka czy nie, nie ma co marudzić. Dobry zawodnik poleci na byle czym. Oczywiście jeśli w końcu będą jakieś postępy to zaopatrzy się w coś lepszego, ale teraz jaki był tego sens? By tylko leżała w kącie sypialni i czekała na kolejny trening albo okazję by z niej skorzystać? Wkrótce by miała taki sam widok jak te... niezbyt nowe i czyste.
Zgarnęła włosy do tyłu i związała je starannie gumka tak by żaden kosmyk nie pozostał luźny. Nie chciała by wiatr wszystko zniszczył, ale znając życie pewnie sama wszystko zniszczy. Chociaż była i na to gotowa. Prawdziwy zawodnik musi być gotowy na porażkę jej zdaniem. Chociaż za żadne skarby nie chciałaby do tego dopuścić.
Stanęła i wsłuchała się w toczącą rozmowę. Zaczynało się bardzo ciekawie. Ziewnęła z nudów. Ile jeszcze uczestników miało się zjawić? Czy w końcu coś zacznie się dziać? Te i wiele innych pytań kotłowało się w jej głowie, ale nie liczyła na odpowiedź.

Kuferek: 1
miotła: brak własnej
Pozycja: ścigający
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2146
  Liczba postów : 1395
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pią Maj 11 2018, 21:25

Mimo, że ze względu na muzykę ledwo starczało mi czasu na względnie regularne chodzenie na zajęcia to trening Quidditcha nie był czymś co mogłabym sobie tak po prostu odpuścić - po pierwsze zdawałam sobie sprawę w jak złej kondycji jest nasza drużyna, po drugie - uwielbiałam ten sport niemal tak mocno jak muzykę, a po trzecie - kochałam być w czymś najlepsza, otrzymać pochwały i uwagę, a na boisku mimo ciężkiej pracy miałam tego pod dostatkiem. Bez wątpienia cześć drużyny mogła mieć pretensje do Lope, że tak bardzo mnie wychwalał, ale w gruncie rzeczy odkąd byłam w drużynie nie odpuściłam żadnego treningu, a w każdym meczu prezentowałam najwyższą możliwą formę, nigdy nie zawodząc.
Nie wzięłam ze sobą zbyt wielu ochraniaczy, bo wiedziałam, że na treningu będzie mi wygodniej w swobodnym stroju. Odpuściłam sobie nawet typową szatę Slytherinu, w której Lope prezentował się tak świetnie - zamiast tego wybrałam wygodniejsze i dostosowane do pogody ubrania. Po pojawieniu się na miejscu przywitałam się ze wszystkimi obecnymi, zdecydowałam jednak nie wdawać się w głębsze pogawędki.

Kuferek: 26 (+6)
Miotła: Nimbus 2015
Pozycja: ścigający

______________________

Kiss me hard before you go
Sum­mer­time sad­ness
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 139
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 208
http://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
http://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
http://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
http://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Maj 13 2018, 10:36

Czy kiedykolwiek bardziej się cieszył z tego, że musi udać się na trening? Dzisiaj chyba nadszedł ten dzień. Miał dosyć bezczynnego siedzenia, które swoją drogą nie jest do niego podobne. Rozchorował się? Gdy rano przykładał rękę do czoła to wszystko było w porządku, ale kto go tam wie.
Narzucił na siebie luźne ciuchy, coby móc w spokoju w nich poćwiczyć i wyszedł z dormitorium, pełen nowej energii. Nie zastaniesz Lennox'a uśmiechającego się od ucha do ucha, choć jest dosyć blisko tego efektu. Prędzej wzięliby go za szaleńca, niż zadowolonego z życia człowieka. Oj tak.
Po piętnastu minutach znalazł się na wyznaczonym przez kapitana miejscu, bo oczywiście musiał zahaczyć o kuchnię, w której poczęstował się dobrociami specjalnie dla nich przygotowanych na późniejszy posiłek... Nie powinien jeść przed treningiem? Jeszcze nigdy mu to nie zaszkodziło. Przywitał się z Lope oraz z innym uczestnikami(dzień dobroci dla innych?), po czym podszedł do sprzętu i chwycił miotłę, która miała dzisiaj unieść jego zacny zadek. Cudownie.
Powoli zaczął się rozciągać.


Kuferek: 3
Miotła: brak własnej
Pozycja: ścigający(ej, bo już zapomniałam xD)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 683
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 948
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Maj 13 2018, 13:33

Pomimo niechęci do mioteł, nienawiści do latania i braku zrozumienia dla piękna ulubionego sportu magów — postanowiła dotrzymać słowa i przyjść, popatrzeć, jak w tą piękną pogodę jej znajomi spadają ze swoich kijów. Na dworze było paskudnie, wiosenna pogoda rozpłynęła się w powietrzu, a chłodne podmuchy wiatru przypominały bardziej jesień. Leniwym krokiem przemierzała błonia, kierując się nieopodal jednego z brzegów czarnego jeziora, gdzie znajdowała się polana. Domyślała się, że załapanie wolnego boiska do praktyk graniczyło z cudem, Lope musiał więc korzystać z tego, co miał pod ręką. Rude stworzenie nuciło coś pod nosem, pozwalając sobie wędrować orzechowymi ślepiami po otaczającym ją krajobrazie. Zakazany las otulony zieloną szatą nie wyglądał już tak strasznie, jak podczas zimowych miesięcy. Dostrzegając, zarysy postaci przyśpieszyła, zaciskając dłonie na cienkich ramiączkach plecaka, który miała ze sobą. Biorąc pod uwagę pogodę, wybrała strój praktyczny — kalosze w czarnym kolorze sięgały jej pod kolano, blade nogi kryły się pod czarną rajstopom, na które wsunięte były krótkie spodenki z wyższym stanem, równie ciemne. Górną częśc stanowił sweter w brawach i z logiem domu na piersi, spod którego wystawał kołnierz białej koszuli. Pelerynę przeciwdeszczową miała oczywiście ze sobą, podobnie jak notatnik, pióro, książkę i jakieś inne pierdoły. Zawsze była przygotowana. Zatrzymała swe kroki nieopodal zawodników.
— Żmijki w gotowości. Pogoda znacznie utrudni wam życie, ale po minie naszego tajpana widać, że mu to odpowiada.— zaczęła charakterystycznym dla siebie tonem, podkreślonym zadziornym i nieco rozbawionym uśmieszkiem. Nie rozumiała ich fascynacji lataniem, naprawdę. Ona tego nie cierpiała. I właściwie, dlaczego ich przeuroczy kapitan ją tu ściągnął? Może potrzebował asystenta? Co jak co, Nessa była naprawdę dobrym obserwatorem. Posłała pociągłe spojrzenie Daisy, Heaven i Vivien, z którymi znała się całkiem dobrze. Zdecydowanie ten nieszczęsny sport pasował do ich osobowości, a Heaven z pewnością myślała właśnie o Blaith, odbijając te agresywne tłuczki. Może stąd ta jej werwa? Przesunęła wzrok na niebo, a następnie na taflę jeziora, podchodząc i stając obok kapitana drużyny.
— No więc, Panie spełniający kobiece marzenia, dlaczego tu w ogóle jestem? Chyba każdy zna moje zamiłowanie do tych latających szczotek.
Mruknęła z cichym westchnięciem, które nieśmiało uciekło spomiędzy warg ślizgonki. Dziewczyna oparła jedną z dłoni na biodrze, drugą nadal trzymając luźno wzdłuż ciała. Orzechowe ślepia cały czas wpatrywały się w dziko kołyszącą się od wiatru taflę czarnego jeziora.

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.


Jest pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu, ma bezsenność i zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się jej w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 809
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 430
http://www.czarodzieje.org/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://www.czarodzieje.org/t12874-ten-od-wesela#346531
http://www.czarodzieje.org/t12864-buho#346290
http://www.czarodzieje.org/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pon Maj 14 2018, 21:08

Obserwował Daisy bez szczególnej reakcji, jedynie uniósł lekko rękę na powitanie Ślizgonki. Trzeba przyznać, że na nią można było liczyć i należała do stałego składu drużyny, co doceniał. Poza tym przychodziła przygotowana, w pełnym wyposażeniu z najlepszą miotłą, więc kapitan nie miał się do czego przyczepić.
- Ja i odpuścić? - zaśmiał się lekko, bo w ogóle sobie tego nie wyobrażał. Ambicje i zaciętość by mu na to nie pozwoliły. Ale to prawda, że Puchoni chyba brali się za siebie. - Muszę lepiej wyczuć tę ich nową kapitan, Westwood czy jakoś tak, ale mam wrażenie, że też szybko odpadnie. Limiera lepiej nie będę komentować, na następnych zajęciach pewnie naprawdę każe nam zamiatać Wielką Salę.
Chętnie dołączył do marudzenia z Manese. Sprzętu nie było znowu tak wiele, ale Mondragón wolał się upewnić, że po nic nie będzie trzeba wracać się do składzika. Zanim zdążył odpowiedzieć twierdząco na pytanie Ślizgonki, usłyszał głos panny Dear. Odwrócił się w jej stronę z nieco szerszym uśmiechem.
- Tak, to nasz nowy as w rękawie. - powiedział z pewnością siebie. Nie liczyło się to, że nie do końca znał umiejętności Heaven. Nawet nie zwrócił specjalnej uwagi na to, że nie ma własnej miotły (zgarnął jedną z zapasowych i podał dziewczynie). Chciał na początku dodać Ślizgonce odwagi, bo wierzył, że może stać się bardzo cennym nabytkiem drużynowym. W każdym razie tak właśnie ją teraz postrzegał. - Jeśli sobie nie poradzi to może chociaż zrobimy z niej maskotkę...
Milczącą Hemmer przywitał jedynie skinieniem głowy, do Vivien chętnie wyciągnął rękę. I niech ktoś spróbuje stwierdzić, że nie wygrają Pucharu Quidditcha. Powitał Zakrzewskiego bez zbędnych czułości, ale też cieszył się, że chłopak przybył. Zawsze to jakiś facet oprócz niego. Lope myślał, że zjawi się również @Lettice Callaghan, ale jej nigdzie nie było widać. Uprzedził wszystkich Ślizgonów, że nawet jeśli nie chcą grać to mogą przyjść. Nie widział w każdym razie przeciwwskazań. Przybycie Nessy jednak trochę Mondragóna zaskoczyło... bo myślał, że w ostatniej chwili zrezygnuje.
- Spokojnie, poradzilibyśmy sobie nawet przy huraganie. - zapewnił, poprawiając swoje rękawice i myśląc o tym, że był raczej smokiem niż tajpanem. Również postąpił parę kroków do przodu, badając z której strony wieje wiatr i czy ktoś jeszcze zmierza od strony zamku.
Popatrzył z niejaką konsternacją na pannę Lanceley po jej słowach, zwłaszcza że nazwała drogocenne miotły szczotkami. Skąd miał wiedzieć, co kotłowało się w tej rudowłosej główce i jakie powody nią kierowały? Nie nauczył się jeszcze czytać cudzych myśli. To prędzej Lope powinien zapytać co ostatecznie skłoniło dziewczynę do zaakceptowania tego "zaproszenia" na pooglądanie treningu Quidditcha. Kto wie, może jej się spodoba i następnym razem spróbuje sama? A może się do czegoś przyda? W równym stopniu przejmował się nią, jeśli była gdzieś blisko, jak i gdyby postanowiła zostać w zamku.
Lope zrezygnował z żadnych tłumaczeń, posyłając jej swój standardowy, nieco ironiczny uśmiech. Palcami prawej ręki przeczesał powoli włosy, które już zdawały się wyczuwać, że zmokną. I niebawem rzeczywiście, pierwsze drobne kropelki wylądowały na policzkach Lope.
- To musi być przeznaczenie. - stwierdził. - Może chcesz, żebym spełnił twoje marzenia?
Nie przyszli tu po to, żeby ze sobą przyjacielsko rozmawiać, dlatego uwaga Ślizgona przekierowała się w pełni na jego drużynę. Nie mieli obrońcy ani szukającego, co było sporym problemem. Musiał to przemyśleć. Bez pogadanek polecił zawodnikom się rozciągnąć i przelecieć parę kółek wolnym tempem.
- Za ziewanie dodatkowo jedno się przebiegnij. - zwrócił się do Evie bez złośliwości. Widział wszystko i nie lubił okazywania znudzenia. Sam również wykonał tę prostą rozgrzewkę i poczekał aż znów się zbiorą. W międzyczasie deszcz się tylko wzmógł, do tego wiatr też dało się odczuć. Lope wyznaczył sobie rolę obrońcy, którego mieli po kolei atakować Vivien, Evie i Lennox. Zajął się rozłożeniem jednej niewielkiej pętli, co miało również utrudnić im sprawę. Nie dawał im forów przy bronieniu, ale też nie grał tak ostro jak wobec ścigających innej drużyny. Jednocześnie dwójka pałkarzy miała zająć się sobą.


Ścigający rzuca trzy razy kostką. Każdy rzut to jedna próba trafienia do pętli. Pojedynczą kostkę można przerzucić za 10 punktów w kuferku.
1 - Kafel bardzo chce ci uciec z rąk, a silny powiew wiatru mu w tym pomaga. Nurkujesz, żeby go złapać i w ostatniej chwili rzucasz do pętli. Niestety, nie wycelowałeś dobrze. Ominął pętlę, co pewnie jest drobnym rozczarowaniem. W oczach kapitana owszem.
2,6 - Przez deszcz nie mogłeś odpowiednio się skupić. W ostatniej chwili rzucasz kafla i udaje się, trafiasz, aczkolwiek nie jest to nic godnego pochwały według kapitana.
3 - Wydawało ci się, że naprawdę dobrze ci pójdzie, ale kiedy już wyciągasz ramię, żeby strzelić, jeden z tłuczków od pałkarzy zahacza o twoje ramię. Ból jest naprawdę silny, ale wydaje się, że nie masz niczego połamanego. Lope mówi ci, że to nic takiego i masz kontynuować. Jeśli trafi ci się taka kostka dwa razy, masz uszkodzony bark i musisz poczekać na moją interwencję.
4 - Przy rzucie próbowałeś popisać się beczką, ale przez deszcz rączka miotły stała się bardzo śliska. Dorzuć kostkę, jeśli jest parzysta to opanowujesz ten manewr i kafel trafia do pętli, jeśli nieparzysta nie utrzymujesz się na miotle i spadasz na błotnisty brzeg jeziora. Lope każe ci się ruszyć po miotłę i kontynuować.
5 - podjąłeś ryzykowną próbę odbicia kafla miotłą i wydawało się, że już to zepsujesz, gdy taka kombinacja ci się udaje. Kafel przelatuje przez pętlę, a Lope patrzy na ciebie z uznaniem.


Pałkarze mogą napisać ile postów chcą, wymieniając się tłuczkami. Mogą rzucić kostką raz w swoim poście, co się liczy jako posłanie jednego tłuczka w drugą osobę. Przerzut kostki przysługuje trzy razy Daisy i raz Heaven (żeby było sprawiedliwiej).
1 - No to było popisowo zrąbane uderzenie, bo pałka prawie wyślizgnęła ci się z dłoni. Twój cel miał mnóstwo czasu na uniknięcie tłuczka, a ty możesz się zastanowić nad tym, co to w ogóle było.
2,5 - Wydawało się, że nic nie będziesz widzieć przez nasilający się deszcz. Musisz przelecieć nisko nad jeziorem, żeby dorwać tłuczek. Kiedy w końcu ci się udaje uderzasz go tak, że w ułamku sekundy dopadł twojego przeciwnika, który musi rzucić kostką: parzysta - tłuczek trafia cię prosto w pierś. Nie masz połamanych żeber, ale musisz odpocząć, bo bez wątpienia będziesz jutro nieźle potłuczony, nieparzysta - zdołałeś uniknąć najgorszego uderzenia i tłuczek jedynie zahaczył o twoją klatkę piersiową, ale i tak musiało boleć.
3,6 - Nawet nieźle wycelowałeś i silnie wyprowadziłeś uderzenie pałką pomimo przeciwności, więc twój przeciwnik musi rzucić kostką: parzysta - zdążył w równie ładnym stylu uniknąć/odbić tłuczek, nieparzysta - tłuczek boleśnie zahaczył o jego udo, nabijając mu pewnie wielkiego siniaka.
4 - Nie szło ci najlepiej, ale zrzucić winę mogłeś na miotłę. Wiatr zdaje się mieć nad nią większą władzę niż ty. W pewnym momencie, gdy próbujesz uderzyć tłuczkiem w drugiego pałkarza, tak tobą szarpie, że sam na niego wpadasz. Uderza cię w dowolne miejsce i z dowolną siłą.

Każdy kto nie posiada własnej miotły przy każdym swoim poście rzuca dodatkowo kostką:
1,2 - Nieważne, co teraz robiłeś, traci to swoje znaczenie i twój ruch jest nieudany. Miotłą strasznie szarpie, co chwilę zmienia kierunki, ściąga cię na prawo albo lewo. To chyba nie jest wina jej starości, a po prostu zakłóceń. Nic nie poradzisz na to, że w pewnej chwili posyła cię prosto do jeziora...
3,4,5,6 - Raz tobą szarpnęło, raz gwałtownie skręciła, ale dasz radę nad tym zapanować.

Termin: 19.05
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2146
  Liczba postów : 1395
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Wto Maj 15 2018, 17:59

Zgodnie z poleceniem Lope rozciągnęłam się powoli, po czym wykonałam kilka kółek na rozgrzewkę. Od razu poczułam się lepiej - byłam gotowa do gry i nawet coraz mocniej padający deszcz nie wydawał mi się przeszkodą.
Mondragón był wprawdzie przede wszystkim ścigającym, ale wiedziałam, że tak dobry zawodnik jak on równie dobrze poradzi sobie na obronie. Byłam przygotowana na to, że starszy Ślizgon nie będzie mnie oszczędzał, ale nie denerwowałam się. Znałam swoje możliwości i miałam świadomość mojej szczytowej formy, więc podchodziłam do zadania bez stresu.
Jako, że miałam ćwiczyć pierwsza to gdy tylko Lope podleciał do pętli odbiłam się od ziemi i ruszyłam w jego stronę. Ku mojemu zdziwieniu deszcz przeszkadzał mi zdecydowanie bardziej niż się tego spodziewałam. Udało mi się strzelić bramkę, ale była ona trochę dziełem fuksa i w żaden sposób nie spełniała najwyższych wymagań, które sobie stawiałam. Przegryzłam wargę niezadowolona z tego trafienia, na Lope też nie zrobiło to specjalnego wrażenia, więc zdecydowałam się od razu podjąć kolejną próbę. Tym razem zaryzykowałam i odbiłam kafel miotłą - byłam już przekonana, że nie trafię, lecz piłka gładko przeleciała między nogami kapitana i trafiła do pętli. Jego pozytywna reakcja zachęciła mnie do ponownego ryzyka - znowu odbiłam miotłę i znowu trafiłam, tym razem zdecydowanie pewniej. Jak na te warunki atmosferyczne dałam sobie radę wyśmienicie.

6,6->1->5,5

______________________

Kiss me hard before you go
Sum­mer­time sad­ness
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 105
  Liczba postów : 347
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pią Maj 18 2018, 14:51

Słyszałam lekceważące podejście Lope do kapitan puchonów i w sumie rozumiałam. Zdecydowanie daleko jej było do kogoś takiego jak Lope, była raczej delikatna a to nie była cecha, która w pierwszej chwili kojarzyła mi się z kapitanem drużyny. Z drugiej strony o niczym to nie świadczyło, dalej mogła grać świetnie, w końcu kapitanem nie zostaje się bez powodu. Zauważyłam, że trochę odbiegłam myślami w kierunku Cherry, nie wiedząc właściwie czemu, ale szybko wróciłam na ziemie i uśmiechnęła się na słowa Lope. Miło, że wierzył w moje umiejętności, miałam nadzieje, że nie nawale tak od razu. Zamierzałam dać z siebie wszystko, oby hart ducha wystarczył. Wzięłam od niego miotłę i pokręciłam głową na tekst o maskotce.
- Chciałbyś taką maskotkę - przewróciłam oczami i po chwili zaczęła wykonywać zadaną przez chłopaka rozgrzewkę. Uśmiechnęłam się z rozbawieniem za dodatkowe okrążenie dla dziewczyny za ziewanie. To chyba była najlepsza próbka tego, jakim musiał być kapitanem. Właściwie podobało mi się to Konkretnie i stanowczo. Naprawdę próbowałam dać z siebie wszystko i uderzyć właściwie. Szkoda tylko, że moja miotła nie zamierzała współpracować, zaczęło mną szarpać, przewracać i ciągnąć na wszystkie strony. Już po chwili wraz z nią powędrowałam do jeziora. Na szczęście w wodzie odzyskałam kontrole i wróciłam na miejsce, całą przemoczona i niewątpliwie zła. Cóż, padał deszcz - i tak i tak zaraz byłabym mokra. Widocznie zakłócenia postanowiły przyspieszyć ten proces.

6, ale się nie liczy, bo 1 na zakłócenia :)

______________________



I might only have one match, but I can make an explosion
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 139
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 208
http://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
http://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
http://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
http://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sob Maj 19 2018, 11:22

Tylko przez moment przyglądał się temu, co miało tutaj miejsce. Nigdy nie ingerował w tego typu rozmowach, nigdy również szczególnie go nie interesowały. Wolał jednak wiedzieć, co wychodzi z ust kapitana, bo jeszcze by oberwał za to, że coś mu umknęło. Skupił się więc na rozgrzewce, która najwidoczniej była mu potrzebne, bo coś niemiłosiernie głośno chrupnęło kiedy się wygiął, coby rozruszać mięśnie pleców. Skrzywił się. Czyżby się zasiedział? Fakt faktem, nie można było dostrzec żadnych nowych ran na jego rękach czy twarzy, nawet ostatnio złamane żebro się ładnie zrosło... Starzał się lub zwyczajnie nie było odpowiedniej sposobności.
Pogoda zdecydowanie nie sprzyjała dzisiejszemu treningowi, jednak bez oporów dosiadł swojej super miotły i wzniósł się do góry.
Deszcz był chyba najgorszym z możliwych rzeczy. Całkowicie przysłaniał mu widok i nic nie mógł na to w tym momencie poradzić, dlatego kiedy zobaczył zarys pętli, rzucił, teoretycznie licząc na szczęście, aby ten trafił tam gdzie powinien. Najwidoczniej przeczucie go myliło, a nawet sama miotła chciała pozbawić go ułudy dobrze wykonanego zadania. Kiedy ponownie dobył kafla, wymijając kolejnego zawodnika, ten niemiłosiernie wysuwał mu się z ręki. Przycisnął go zatem mocniej, choć wiatr wiał mu prosto w twarz i utrudniał widoczność. Cholera... Nie zdążył złapać kafla, dlatego musiał szybko po niego zanurkować, w ostatniej chwili go dosięgnął i zauważył okazję aby nim rzucić. Jednak ten nie trafił w pętle, a jedynie ją ominął. Świetnie.
Za trzecim razem było chyba jeszcze gorzej. Deszcz przesiąknął jego ubranie, a jego ręce ślizgały się na miotle, choć knykcie pobiegały od kurczowego trzymania się miotły.Rzucił kaflem i głośno przeklął kiedy miotła w ostatnim momencie odskoczyła, uniemożliwiając mu trafienie tam, gdzie powinien znaleźć się kafel. Czuł jak każdy jego mięsień napina się od szaleństw miotły, która najwidoczniej tak reagowała na panujące zakłócenia. Nie mógł jej opanować, do tego wiatr się wzmógł i odrzuciło go na bok.
Nie mógł nad nią zapanować, wiedząc, że jakiekolwiek starania i tak pójdą na marne. Poczuł szarpnięcie i po chwili leciał w kierunku jeziora, a z powodu praktycznie przytwierdzonych rąk do miotły, wpadł do wody. Co niczego nie zmieniło w i tak przemoczonym ubraniu.
-Kurwa.-Warknął, wynurzając się z wody i płynąć do brzegu.




KOSTKI: 6,1,6, + kostka za miotłę:1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Filadelfia, USA
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1686
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1799
http://www.czarodzieje.org/t11001-daisy
http://www.czarodzieje.org/t11218-stokrotka
http://www.czarodzieje.org/t11249-listy-do-daisy#303189
http://www.czarodzieje.org/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Maj 27 2018, 16:43

Spoglądam na źródło głosu, a widząc nieznaną mi ślizgonkę, również się przedstawiam i podaję jej rękę na powitanie. Prycham bardziej z pogardą niż rozbawieniem na to co mówi kapitan. Nie wierzę, że będzie tak łatwo z nową kapitan puchonów, ale też nie zamierzam za bardzo obawiać się tego meczu. Najważniejsze to wiara we własne umiejętności a tego akurat mi nie brakuje. Kiedy schodzą się inni ludzie z drużyny i zamieniają parę słów z Lope, bawię się kompasem przymocowanym do miotły, dalej zastanawiając się po co mi on. Odkładam ją delikatnie na ziemię, kiedy niedługo potem zaczyna się rozgrzewka. Po bieganiu jestem trochę zgrzana, a krople deszczu osiadły na moich włosach, próbują też wedrzeć się do oczu, więc zsuwam gogle z czoła. Od razu lepiej - wydaje mi się, jakby wszystko o wiele wyraźniej widziała.
Mam ćwiczyć z nową dziewczyną - uśmiecham się do niej przebiegle, mrucząc pod nosem coś w stylu "zobaczymy co potrafisz". Na pewno nie zamierzam dawać jej fory, tylko dlatego, że widzimy się na treningu po raz pierwszy. Niech wie, że z nami nie ma tak łatwo. Niestety niespecjalnie mam okazję przekonać się o jej umiejętnościach, bo miotła nagle zaczyna szaleć. Patrzę całkiem spokojnie na to przedstawienie, a kiedy ląduje w wodzie, trochę przerażona podlatuję do niej, żeby upewnić się czy wszystko w porządku. Ale chyba tak - wygląda okropnie, ale chyba daje radę. Mam nadzieję, że nie myśli, że ten mały wpadek przerwie nasze trening. Odlatuję na odpowiednią odległość, wypatrując tłuczka, co pomimo gogli wcale nie jest tak łatwe. Deszcze coraz wścieklej zacina i pewnie wyglądam niemalże tak samo jak Heaven. W końcu piłka nadlatuje i odbijam go wyjątkowo celnie w ślizgonkę. Nic nie krzyczę, czekając na jej odpowiednią reakcję i będąc przygotowaną, żeby w razie potrzeby odbić tłuczka z powrotem.



2,@Heaven O. O. Dear musisz rzucić na unik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 683
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 948
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sro Maj 30 2018, 15:23

Wywróciła oczyma na słowa kapitana, prychając cicho pod nosem. Tak, jakby @Lope Mondragón miał być personą, która byłaby w stanie rozbudzić w Nessie kobiecą i delikatną stronę. Jeszcze czego! Miał naprawdę wysokie mniemanie o sobie, chociaż faktycznie - wśród kobiet był dość popularny. Pomimo tego, że nie rozumiała jego fascynacji miotłami i szukaniem piłek, miał jej szacunek za oddanie swojej pasji. Stanęła obok niego, po męsku zamiast tego, szturchnęła go łokciem.
— Wspaniałomyślny głupek, nie ma co. Daj znać, jak będziesz mnie do czegoś potrzebował. Powodzenia wężyku. —rzuciła krótko, po czym spojrzała kolejno po członkach drużyny, odchodząc na bok i siadając pod jednym z najbardziej wysuniętych drzew tak, aby widok miała dobry. Oparła się wygodnie o korę, wyjmując notes i pióro, kreśląc w nim jakieś słowa. Odetchnęła głośniej, ciesząc się rześkim powietrzem. Potrzebowała się trochę dotlenić, sińce kwitnące pod oczyma były nieznośne w połączeniu z jej jasną karnacją. Orzechowe ślepia jednak notorycznie podnosiły swe spojrzenie znad pergaminu, przyglądając się treningowy. Musiała przyznać, że płynność i dynamika w powietrzu miały swój urok, a dom Salazara miał naprawdę dobrego kapitana.
@Lennox X. Zakrzewski był bardzo zaangażowany. Chłopak był prefektem ich domu, znali się siłą rzeczy. Westchnęła cicho, pełna podziwu jak utrzymywał się na mokrej miotle, przecież jakby zleciał, to skręci sobie kark. Śledziła go chwilę wzrokiem, posyłając delikatny uśmieszek, aby zmotywować chłopaka. Mieli szansę na puchar, wiedziała, że im wszystkim na tym zależy. Każdy chciał dołożyć swoje trzy grosze. @Evie Hemmer kończyła okrążenia, które były karą za ziewanie. Z pewnością spacer w deszczu ją nieco rozbudził. Ness była na tyle ambitna i obecna na wszystkich zajęciach, że znała chyba każdego mieszkańca swojego domu. Pomachała jej na przywitanie, jej również poświęcając chwilę uwagi. @Vivien O. I. Dear wywołała na twarzy rudej entuzjazm, podobnie jak @Heaven O. O. Dear - która swoją drogą, miała dodatkową atrakcję w postaci kąpieli. Pomimo wszystko, pokazała kuzynkom kciuk i zaśmiała się pod nosem z niezadowolonej miny tej ostatniej. Wysłała jej buziaka w powietrzu na pocieszenie, sugerując tym, że bardzo w nią wierzy i życzy jej jak najlepiej. Przejechała piórem po pergaminie, powracając do niego wzrokiem i dochodząc do wniosku, że z tego, co napisała i tak się nie rozczyta.

— Cholera, nie dość, że deszcz rozprasza to jeszcze te ich wygibasy nad ziemią. Naprawdę, lepiej żeby zdobyli ten puchar. Innego scenariusza Viv nie przeżyję.—- mruknęła pod nosem, podnosząc spojrzenie na wyżej wspominaną dziewczynę. Wiedziała,jak ambitna była, a jej życie wypchane były obowiązkami po brzegi, niech coś z tego chociaż ma. Ruda odgarnęła kosmyk włosów za ucho, wsuwając swoje przybory znów do torby, bo i tak nie mogła się skupić na pracy domowej. Obserwując drużynę i jej trening, przejechała opuszkami palców po swoim policzku, podbierając głowę na ręku i wędrując wzrokiem pomiędzy zawodnikami. Ciekawe jaki kapitan miał plan.
— Cholera, nie dość, że deszcz rozprasza to jeszcze te ich wygibasy nad ziemią. Naprawdę, lepiej, żeby zdobyli ten puchar. Innego scenariusza Viv nie przeżyję.—- mruknęła pod nosem, podnosząc spojrzenie na wyżej wspominaną dziewczynę. Wiedziała, jak ambitna była, a jej życie wypchane były obowiązkami po brzegi, niech coś z tego chociaż ma. Ruda odgarnęła kosmyk włosów za ucho, wsuwając swoje przybory znów do torby, bo i tak nie mogła się skupić na pracy domowej. Obserwując drużynę i jej trening, przejechała opuszkami palców po swoim policzku, podbierając głowę na ręku i wędrując wzrokiem pomiędzy zawodnikami. Ciekawe, jaki kapitan miał plan? Pomimo niebezpiecznych sytuacji, trening w trudnych warunkach pogodowych był dużo bardziej skuteczny. Poza ciałem wzmacniał się też umysł, siła woli. W sportach takich jak Quidditch była ona niezbędna.

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.


Jest pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu, ma bezsenność i zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się jej w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 809
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 430
http://www.czarodzieje.org/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://www.czarodzieje.org/t12874-ten-od-wesela#346531
http://www.czarodzieje.org/t12864-buho#346290
http://www.czarodzieje.org/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pon Cze 18 2018, 23:07

Lope czuł się trochę podłamany tym, że zaledwie część członków drużyny zaangażowała się w trening. Nie pozwalał na przerwanie ze względu na utrudnione warunki pogodowe. Latał tu i tam, co raz pokrzykując w stronę Ślizgonów z instrukcjami, co robią źle i co jeszcze mogliby w swojej taktyce poprawić. Wypatrywał doskonale drobne pomyłki, zapisywał w pamięci czy ktoś lepiej radzi sobie przy szybszej prędkości albo czy nie ma problemu z refleksem. Włosy mokły zadziwiająco szybko, podobnie jak szata, ale nie przejmował się. I tak nie było przerażająco zimno, więc mógł pomęczyć ich przez kolejne kilkanaście minut. Z niechęcią patrzył chociażby na Evie, która wyglądała, jakby myślała jedynie o spaniu (i wolałby, że zamiast zjawiać się tu, wróciła do lochów). Także Heaven nie popisywała się umiejętnościami, a chłopak westchnął tylko ciężko, gdy zobaczył, że wpada do wody. Znalazł się jednak szybko niedaleko niej, żeby upewnić się, że nie potrzebuje pomocy. Podał rękę i pomógł wyłowić sprzęt, żeby mogła wracać do gry. Manese spisywała się dobrze, więc uniósł kciuk w górę jako zachętę i zapewnienie, że może dawać z siebie wszystko. W czasie tego typu treningów powinni patrzeć na siebie jak na wrogów na boisku. Ważne było zarówno ćwiczenie pracy zespołowej i współgrania ze sobą, jak i odpowiedniego nastawienia bojowego wobec innych.
Lennox również wylądował w jeziorze, na co Mondragón zmarszczył brwi. To był aż tak pechowy dzień? Czy po prostu te stare miotły ze schowka były już kompletnie popsute? W oczach Nessy pewnie wychodzili dość zabawnie, bo nie pokazywali wszystkiego, czego potrafią. Lope przetarł mokrą od deszczu twarz i zarządził jeszcze dodatkowe dziesięć minut grania. Chciał, żeby poczuli ból mięśni, a następnego dnia obudzili się z zakwasy od ciągłego latania na miotle i machania ramionami. Perłą drużyny była bez wątpienia Vivien. Lope jakoś nie przypominał sobie momentu, w którym dziewczyna mogłaby go zawieść. Tak samo teraz z wdzięcznością obserwował, jak sobie radzi i wyjątkowo nie musi jej poprawiać tak, jak reszty grupy. Ślizgon był jednak świadom tego, że wszystko da się dopracować. Wiedział, że z czasem Heaven nawiąże prawdziwą nić porozumienia z własną pałką i miotłą, którą zamierzał jej już sprawić w prezencie. Przewidywał, że Lennox także będzie potrafił śmigać wśród innych i strzeli niejednego gola. Taką miał nadzieję, bo nie wyobrażał sobie, żeby nie zdobyli Pucharu Quidditcha. Odczułby to jako personalną ujmę na honorze.
- Skoro już zmokliśmy jak kury i latamy tu od godziny to możemy skończyć. - odezwał się w końcu głośno, łapiąc oddech. Był przyzwyczajony do nawet dużo dłuszego wysiłku, ale nie chciał też, żeby się wszyscy pochorowali. Na razie ćwiczyli wystarczająco długo, więc powiedział, że mogą wracać do Hogwartu. Sam za to podleciał do Nessy, która nadal obserwowała ich z boku. Zszedł przy niej na trawę i uśmiechnął się nieco kpiąco.
- Mówiłaś, żeby dać znać, jak będę cię potrzebował? Może poniesiesz mi miotłę? - zapytał, niby to podając jej swojego Nimbusa, ale cofnął rękę. Jedynie żartował, nie upadł tak nisko, żeby dziewczyna niosła jego miotłę... Lope zaproponował luźno, że może odprowadzić ją do zamku, co też zamierzał uczynić.

zt wszyscy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 683
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 948
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Yesterday at 20:46

Zadawała sobie pytanie: Dlaczego?
Chodziła w kółko po dormitorium, mając wsuniętą jedną dłoń w kieszeń sportowych legginsów, w drugiej zaś dzierżąc kubek z kawą. Jaki diabeł ją podkusił? Nienawidziła latać! Bała się latać, nie umiała latać, nie rozumiała Quidditcha! Brązowe ślepia powędrowały w stronę zegarka, a następnie zatrzymały się na szafce przy łóżku, gdzie tkwiła odznaka prefekta. Wąż błyszczał na grawerowanym metalu, przypominając jej o braterstwie i przywództwie, którego ich dom oczekiwał. Obowiązki Nesska, obowiązki. Jesteś dużą dziewczynką, silną i niezależną. Nie ma rzeczy czy osoby, z którą byś sobie nie poradziła! Przymknęła oczy, łapiąc głębszy oddech, zatrzymując się. Da sobie radę. Musi. Była optymistką, tylko gdzie te różowe okulary teraz się schowały? Drużyna jest w słabym stanie, a skoro jest w stanie wyciągnąć zielarstwo czy runy na zadowalający, głupia miotła, jej nie pokona! Zaplotła włosy w kok, poprawiła materiał koszulki i dopiła kawę duszkiem, odstawiając kubek. Wciągnęła sportowe buty, złapała za plecak i wyszła z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.
Nie mogła pozwolić, żeby @Lennox X. Zakrzewski czekał, skoro sama poprosiła go o pomoc!
Przyśpieszyła kroku, znajdując się na polanie nieopodal jeziora przed czasem, wcześniej biorąc ze szkolnego magazynku jakąś miotłę. Kucnęła, kładąc rzeczy na ziemi i otworzyła plecak, zerkając na tkwiącą wśród słodyczy butelkę whiskey. Była pobudzona, drżały jej ręce i podwójna kofeina, którą w siebie kolejny raz dziś wlała, zaczynała działać. Nie teraz. Zamknęła materiałową klapę tobołka, łapiąc głębszy oddech. Wstała, przeciągnęła się i oparła dłonie na biodrach, stukając w nie długimi, czerwonymi paznokciami. Odchyliła głowę do tyłu, patrząc na niebo. Błękitne, jasne, wciąż pełne niewinnie wyglądających obłoków, zza których nieśmiało wyglądało wrześniowe, ciepłe słońce. Dobrze było jej oglądać niebo z miejsca, w którym stała.. Powędrowała wzrokiem w dół, skupiając karmelowe ślepia na błyszczącej tafli woda. Fale rozbijały się o pobliski brzeg, wydawały z siebie przyjemny szum. Miała wrażenie, że nadzwyczaj głośny! A może to tylko jej wyobraźnia? Znów zaczęła chodzić w kółko, czekając na ślizgona. Nie miała pojęcia, ile jest przed czasem, albo ile on się spóźni.
Dostrzegając w końcu zarys znajomej postaci, uśmiechnęła się promiennie, wyciągając ręce w jego stronę. Przekręciła głowę w bok, pozwalając by przednie, luźno wystające kosmyki włosów załaskotały ją w szyję i wystające obojczyki. Zlustrowała go wzrokiem od dołu do góry, mając nadzieję, że aura chłopaka będzie na tyle mocna, że odgoni jej strach. Że będzie faktycznie w stanie jej czegokolwiek nauczyć z tą miotłą. Przecież nigdy w życiu się nie przyzna, że się boi!

- Czeeeść łobuzie! Jednak jesteś? Ciesze się. Mamy fajną pogodę na mały trening, co? - zaczęła pogodnie, nieco może szybciej niż zwykle. Przytuliła go na przywitanie, po czym schowała dłonie za siebie i cofnęła się pół kroku, wlepiając w niego wzrok. Bezkarnie świdrowała go po twarzy. - Od czego mam zacząć?

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.


Jest pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu, ma bezsenność i zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się jej w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 139
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 208
http://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
http://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
http://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
http://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Yesterday at 21:37

Nie widział przeszkód do spotkania z Nessą. Nie stęsknił się, nie jest więc to kwestia tego iż nie widział jej całe wakacje i jeszcze całe wieki przed. W sumie, to rzadko kiedy wychodził... Rzadko kiedy spotykał znajomą twarz, a przynajmniej tę przyjazną. Lennox Zakrzewski zaszył się w mieszkanku swojego ojczyma, o czym ten nawet nie wiedział. Byłby wściekły słysząc, co zrobił. Byłby wściekły, że matka na to wszystko pozwala. Jednak różnica w nich polegała na tym, że on tę swoją wściekłość ukrywał. Za ścianą troski i uśmiechu, którego trudno nie odwzajemnić. To dlatego niczego mu nie powiedział, po co miał zawodzić jedynego człowieka, który jeszcze w nim coś widział? To kompletnie nie fair.
Zwyczajnie wyjechał wcześniej z Meksyku. Czy była to zwykła ucieczka? Nazwijcie to jak chcecie. Chłopak miał zwyczajnie dość i zrobił sobie swoje własne wakacje.
Na jego warunkach.
List go zdziwił, jednak oferta przekąsek zdecydowanie podwoiła wartość tego spotkania. Dawno nie latał, przydałoby się rozruszać troszkę tych starych kości. Narzucił na siebie podartą koszulkę, zapewne kiedyś o coś zahaczył lub zwyczajnie zbyt często ją prał. Była idealna. Wpasowywała się w styl bezdomnego jak ta lala.
Chwycił miotłę, zgarnął jeszcze bluzę i wyszedł z dormitorium, całkowicie przekonany, że ten dzień równie gówniany jak wszystkie poprzednie.
Kiedy znalazł się nad jeziorem, żałował, że nie pomyślał wcześniej o tym, aby zrobić sobie trening w wodzie. Nie pamiętał kiedy ostatni raz pływał, chyba zapomniał już, jak to jest ją czuć wokół siebie. Westchnął i potrząsnął lekko głową, odtrącając od siebie niepożądane widoki.
Przyjął uścisk i nawet udało mu się sprawić, jakby go odwzajemnił. W sumie była to żałosna imitacja uścisku. Potrafił lepiej, ale mu się nie chciało. Uniósł lekko brwi.-Nie będziemy gadać o pogodzie.-Rozejrzał się spokojnie.-Dobre miejsce wybrałaś. Nikt nie będzie widział Twojej kompromitacji, Pani Prefekt.-Kącik jego ust uniósł się nieznacznie, jeszcze jej nie pogratulował. Cóż, chyba to zrobił... Na swój sposób. Pamiętał jej paplaninę na temat tego, jak to bardzo tego pragnęła. Proszę, dopięła swego. Punkt dla Lessi! Skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej. I co widziała?-Najpierw odłóż miotłę i pokaż mi jedzenie. Nie ma nic za darmo, szczególnie, jeżeli chcesz się czegoś nauczyć.-Powiedział spokojnie.
Trening czas zacząć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 683
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 948
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Yesterday at 23:27

Nie spodziewała się po Zakrzewskim żadnego entuzjazmu w kierunku jej osoby, jednak brak negatywnych emocji był zaskakujący! Czyżby mały sukces? Może to przez to, że była przyjaciółką jego kobiety? Dziewczyna nieco zaskoczona, że odwzajemnił tak prosty i ludzki gest w jakikolwiek sposób, przekręciła głowę w bok i posłała mu krótkie spojrzenie, raz jeszcze świdrując jego twarz. Kolejna specyficzna persona w jej życiu, której gotowa była pomóc, gdyby tylko tego potrzebowała. Jak to się działo, że przyciągała niczym magnez samych trudnych ludzi? Była masochistką w wielu znaczeniach tego słowa. Kiwnęła głową na jego słowa, zdając sobie sprawę, że lekko nie będzie. Zwłaszcza z tymi jej lękami. Niemniej jednak Nessa uśmiechała się jak zwykle pogodnie, wlepiając w niego wzrok.
- Dobrze. Nie będziemy gadać o pogodzie. Ty tu rządzisz, Kapitanie... Zobaczysz, że jestem lepsza na tej miotle, niż wszyscy sądzicie. Cieszysz się, że możemy razem chodzić na patrole? - mruknęła zadziornie, wcześniej odrobinkę koloryzując fakty i rzeczywistość, nadal nie mając zamiaru mu powiedzieć. Uśmiech, który ozdobił jego twarz, sprawił, że zrobiło się jej jakoś lepiej, bo może faktycznie, chociaż troszkę się cieszył. Widząc jego postawę, zrobiła tak samo, krzyżując ręce na biuście i stojąc w miejscu, zupełnie, jakby było to początkiem treningu. Na jego słowa zamrugała kilkakrotnie, wybuchając w końcu śmiechem i kręcąc z niedowierzaniem głową. Grzecznie jednak cofnęła się i odbiegła kawałek, kucając przy plecaku. Otworzyła tobołek, znów napotykając spojrzeniem butelkę alkoholu. Je dłoń prześlizgnęła się po szkle, ostatecznie jednak sięgając po paczkę słodkich bułeczek i pudełeczko jego ulubionych pasztecików, które zdążyła wcześniej zabrać z kuchni. Wyprostowała się zgrabnie i pomachała paczkami w jego stronę, zachowując bezpieczną odległość.
- To, co lubisz, tak jak obiecywałam. Łap! - rzuciła głośniej, następnie biorąc zamach i wyrzucając paczki w powietrze, skierowała je w jego stronę. Miała cela, a pociski były lekkie — pytanie tylko, czy złapie! Korzystając z okazji, że był zajęty zabezpieczaniem łapówki, znów kucnęła nad plecakiem i ukradkiem zrobiła łyka ognistej, wpychając sobie następnie do ust kilka magicznych miętusów. Zamknęła plecak, zapinając zamek i wstała, aż nazbyt gwałtownie, bo świat zakręcił się jej przed oczyma. Przetarła je szybko wierzchem dłoni, zaciskając następnie palce w pięść i ulegając na kilka sekund słabości, czego robić nienawidziła. Nie trwało to jednak długo, bo zaraz uśmiechnięty i pogodny rudzielec podbiegł do Zakrzewskiego, łapiąc miotłę w dłoń i patrząc na niego pytająco.
- Nie bądź delikatny, naucz mnie czegoś. Zaczniemy od podstaw czy masz opracowany jakiś plan? - zapytała, stukając paznokciami w drewnianą rączkę tej okropnej szczotki. Wolną dłonią podrapała się po policzku, wbijając buta w zieloną jeszcze trawę. Trzeba przyznać, że sportowe ubrania były znacznie wygodniejsze od koszul i szpilek. Chociaż jej mizerny wzrost sprawiał, że musiała nieco zadzierać głowę, aby utrzymywać ze ślizgonem kontakt wzrokowy.
- Rozumiem, że po treningu przyjdzie czas na rozmowę?

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.


Jest pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu, ma bezsenność i zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się jej w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   

Powrót do góry Go down
 

Polana nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

 Similar topics

-
» Polana nad strumieniem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
jezioro
-