Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Szczyt Wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Szczyt Wieży   Sro 2 Maj - 11:46

First topic message reminder :

Opis zadań z OWuTeMów:
 

Zazwyczaj nie lubiła wchodzić na tak wysokie punkty. Schody są przecież jej największym wrogiem i tego się będzie trzymała do końca życia. Jednakże kiedy tak sobie myślała ostatnio – jeśli pojawiłaby się sytuacja każąca jej uciekać, to łatwiej jest schodami w dół do dormitorium niż w górę, prawda? Szczególnie, jeśli ktoś ma bardzo słabą kondycję.
Pięćset schodów zdawały się mordować wręcz, ale widok był tego warty. Gdy wieczór rozciągał się wokół Hogwartu i zatapiał w sobie wszystkie pobliskie tereny, ten lekki półmrok unoszący się zza pięknych krajobrazów... To wszystko było takie spokojne. Takie przeciwne do jej ostatnich przeżyć, które wywoływały w niej wiecznie rozemocjonowanie tak, jakby cały czas miała okres... Zabawne, że mówię o tym akurat teraz. Kiedy to ma się spotkać z Finnem.
Oparła się plecami o jedną z barierek uparcie wpatrując się w wejście na wierzę. Ubrana wyłącznie w jakąś skromną, czarną sukienkę na ramiączkach ze spokojem przyjmowała ciepły wiatr uderzający o jej ciało i rozwiewający długie włosy. Dobrze, że było już blisko do lata. Dzięki temu nie marzły jej nogi odziane wyłącznie w krótkie, czarne stopki. Czekała w zniecierpliwieniu. Powie, co ma powiedzieć i stąd pójdzie. To najlepsze rozwiązanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro 23 Wrz - 22:34

Miała rację. Hogwart się zmienił. Ściany pamiętały nie jedno, sytuacje, które wielu chciałoby zapomnieć. Miłe, ale i złe chwile. To my, to naprawdę my, pośród tych wszystkich chwil, których nie ma już w pamięci tych, którzy wstąpili do zamku po nas. Casper miał wspomnienia ze wszystkich dziewięciu lat i szczerze mówiąc są takie, których może nie tyle co by się wyparł, ale po prostu z chęcią nigdy by nie przeżył. To chore? Nasuwa się znów eksperyment z niebieską tabletką, która gwarantuje Ci opcję cofnięcia się w przeszłość, a czerwoną, która daje Ci pieniądze... Nieokreślone ich złoża. Co robisz, którą wybierasz, skoro możesz wybrać tylko jedną. Czy za przyjęcie pieniędzy nie można by było naprawić wszystkiego? Zapłacić tym, którym wyrządziłeś krzywdy, by po prostu w jakiś sposób dać im choćby namiastkę rekompensaty w tej materialnej formie. To ważne, aby zdać sobie sprawę z tego, że jesteśmy mało idealni, popełniamy błędy... Znając jeden scenariusz swojego życia, który próbowaliśmy odwrócić, przesunęlibyśmy się do innego, zapewne równie mało zadowalającego... Ile niebieskich tabletek byśmy potrzebowali, by odnieść zwycięstwo, poznać smak satysfakcji? To my, mało idealni. Te mury pamiętają tych, którzy opuścili zamek z miłością swojego życia, złamanym sercem, uzależnieniem... Mapą do samobójstwa. Ile wcieleń naszych osobowości mogło tu być? Są to kwestie, których nie warto roztrząsać tak bardzo, jesteśmy zbyt mali, by to ogarnąć, mamy za mało czasu. Ale Viv? Ona ma czas, ma jego dużo. Może ona jest kluczem do odpowiedzi na wszystkie pytania, które poniekąd częsciowo obarczając Caspra? Chodź tu mała blondyneczko pozornie młodsza, ale starsza. Chodź i opowiedz w czym tkwi błąd, ta drzazga, która wszystko psuje i niczego nie pozwala naprawić.
Villiers przygląda się Viv, ale nie doszukuje się w niej tego, co mogłoby ją zdradzić... Pokazać, że nie jest do końca tym, za którą on, obecnie ją uważa. Jest dla niego nieszkodliwa, fascynująca. Zdaje się być przy niej mniej wulgarny, bo nie paradoksalnie nie chce jej od siebie odepchnąć, gdy robi to ze wszystkimi innymi. Niedokładnie też wie dokąd zmierza chęć ciągnięcia tego spotkania, ale jest zainteresowany choć kwadransem. On nie wie, że ona ma w tym swój mały interes związany z przeszłością. Czy to źle, że masz coś z urody przodków? Oczywiście splamił swoje ciało tatuażami, których jego pradziad zapewne nie posiadał, lecz nadal miał w sobie nie tylko pierwiastek podobieństwa, ale też burzliwej osobowości, którą z pewnością nie obdarzyli go tylko rodzice, ale też przodkowie. Co to wszystko znaczy?
Słysząc jej słowa uśmiecha się, tak dla zasady, mimowolnie. Nie odparowuje od razu stekiem słów, ale czeka. Milczy, napawa się jeszcze widokiem nieba. Nie zastanawia się czy dostaną szlaban. Są studentami, obowiązują ich nieco inne zasady i nie muszą pilnować się dwudziestej drugiej zbyt mocno. Także Casper nie czuje się speszony późną porą spotkania, ani przez ogólne zasady szkolne, ani też przez to, że jest tu z dziewczyną. Jego życie toczy się przez dwadzieścia cztery godziny, bo spać może również w dzień, tak samo jak w nocy może żyć np. teraz.
- Viv, dla mnie takie spotkania są czystą przyjemnością. Dzięki nim nie siedzę sam w czterech ścianach własnego mieszkania, ale po prostu żyje. To dla mnie dość drogocenne. - odpowiada jej wreszcie choć nie do końca jest pewny czy wymiana tych uprzejmości jest szczera, czy wychodzi z niej zaledwie dla jakiejś zasady, dobrego ułożenia itp.
- Kogóż innego... - powtarza za nią, a jego usta znów wyginają się w półuśmiechu. - Jest zapewne jeszcze parę osób, które jeśli nie Ty poprosiłabyś o spotkanie, to one Ciebie na pewno. - zwraca jej uwage, ale nie gani jej. Dzieli się z nią po prostu spostrzeżeżeniem, a zaraz potem dodaje:
- Podoba Ci się ten zamek? Brakuje Ci tu czegoś? Dużo rzeczy dzieje się w Londynie, może tam powinnaś oprzeć swoje życie, bo w sumie studenci spędzają tu mało czasu. Zawsze byłem zdziwiony, że szkoła integruje studentów i uczniów. Wiesz, idziesz korytarzem, a tu piszcząca jedenastolatka. Niby są skrzydła itp. ale tego się nie da uniknąć. Renoma Hogwartu jest jednak tak duża, że nadal ukrywa to co dzieje się tu czasem naprawdę. - nie tłumaczy jednak już co ma na myśli. Oddala się jednak ku wspomnieniu opanowania biurka w klasie Adena Morrisa, gdzie spędził ze Scarlett dość upojne chwile albo dziedziniec... KIedy zmasakrował twarz Kaia Younga, ale już nie dla przyjemności. To był męski obowiązek. Walka o honor, którego tamten wtedy nie miał, zdecydowanie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 160
Skąd : Wiktoriański Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
  Liczba postów : 29
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11287-vivien-meredith-treggard
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11500-we-are-such-stuff-as-dreams-are-made-on
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11496-primavera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11497-vivien-meredith-treggard




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto 29 Wrz - 18:43

Gdzie tkwi błąd? Błąd tkwi już w moim istnieniu, panie Villiers. Mam ponad sto pięćdziesiąt lat, urodziłam się w innej epoce, a jednak stoję tu teraz. Stoję obok Ciebie. Wyglądam może i młodo, ale moje oczy widziały więcej niż możesz sobie wyobrazić. W tym oczy tak bardzo podobne do Twoich. Jestem mało idealna, nie ważne jak idealna się wydaję. Ciągle gonię za swoją przeszłością, nie potrafię się z nią pogodzić. Dlaczego zatem nie jestem gdzieś indziej, czemu wpatruję się w gwiazdy nad Hogwartem? Czemu tak bardzo mnie interesujesz, Casperze? Nie wiem. Nie potrafię tego powstrzymać. Chociaż nie jesteś zapewne tym, za kogo Cię z początku uważałam, wiem, że jest między nami jakaś nić połączenia. Lustrujesz mnie wzrokiem i szukasz pierwszego elementu układanki, chociażby cienia zwątpienia, że nie jestem tym za kogo się podaję. Ale ja jestem wprawną aktorką i wszystkie podejrzenia zbywam najsłodszym z uśmiechów, perlistym, niewinnym. Milczysz, nie odpowiadając od razu, a ja czuję coś w powietrzu. Powiedzieć by można było, że słyszę ciszę, lecz czy to możliwe? Kiedy odzywasz się, czuję jak moje serce najpierw zaczyna bić nieco szybciej, a potem pęka na miliony kawałków, niczym tłuczone szkło. Nawet głos masz tak podobny do niego.
- Nawet jeżeli ktoś zgodziłby się oddać mi trochę swojego czasu, lecz czy ja cieszyłabym się z jego towarzystwa? Cóż, być może - mówię tajemniczo, głosem dźwięcznym i czystym.
Oddać czas, czy to możliwe? Skoro mogłam przeskoczyć parę dekad, wylądować w zupełnie innym miejscu?
- Zamek, jest doprawdy piękny - zaczynam, starając się nie popełnić żadnej wpadki - Londyn to ciekawa propozycja, ale nie wiem czy jestem na nią gotowa. Minęło… Dobrych parę lat, od kiedy żyłam w tak zatłoczonym mieście. Próbują integrować uczniów ze studentami, zdecydowanie na siłę, ale co poradzisz? I tak mam wrażenie, że ostatnio dość krucho z latającymi po korytarzach jedenastolatkami, lecz może to ja zwyczajnie ich nie dostrzegam.
Patrzę raz jeszcze na nocne niebo, prosto w oczy księżyca. Ileż to już podobnych rozmów doświadczył? Czy uwierzyłbyś, panie Villiers, że ponad wiek temu i jego obliczu ukazywała się podobna scena? I ja stałam tam z kimś tak niezwykle podobnym do Ciebie, że wyglądasz niemal jak jego lustrzane odbicie. Kilka tatuaży nie robi różnicy. Przeniosłam wzrok z firmamentu nieco niżej, spoglądając prosto w Twoje oczy. Czy dostrzeżesz w moim spojrzeniu coś szczególnego? Czy zaczniesz zastanawiać się, czy spotkaliśmy się już kiedyś? Bo najwyraźniej tak było. Byłeś kimś innym, lecz to samo tyczyło się mnie.
- Ostrzegasz mnie szczególnie przed jakimiś nauczycielami? - pytam, nieco ironicznie, posyłając Ci kolejny szelmowski uśmieszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob 10 Paź - 21:01

Nić porozumienia to coś, czego Casper nie posiadał, nie miał komu jej dać, a też miał nigdy jej nie otrzymać. Był przeklęty pod względem relacji, ufania innym, oddawania kawałków siebie, które zawierają wszystko to, co mogło tworzyć kiedyś dobrego człowieka. Przecież urodził się czysty. Jego karta lśniła bielą, choć zaraz miała zostać splamiona pierwszymi dźwiękami kłótni rodziców. Nikt nic nie mówił o kobiecie podróżującej w przyszłość, nigdy nie słyszał nic o takich cudach. Istniał w swoim kawałku świata i sądził, że to wszystko. Ten wąski podgląd tworzył go, kiedy dostrzegał jak jego ojciec bije matkę, jak ona nie wstaje lub wierci się na podłodze zarabiając tym samym na jeszcze dwa uderzenia. Widział jak ją zbiera z podłogi, jak mówi do niej słodkim językiem. Czy jego też Viv uznałaby za podobnego do tego przodka? Oby nie. Oby nie przyszło jej to do głowy nigdy, nawet w skojarzeniach. Casper wyrzekał się go na tyle sposobów, że byłby gotów podciąć sobie nawet tętnicę, jeśli to miałoby go uwolnić od faktu, że jego ojcem był Jacob Villiers. A chociaż ich ród był szanowany, a rodzina ułożona, to w ich domu tego zabrakło. Casper chciałby mieć ten dar, tę gwiazdę czasu i uciec. Tak po prostu w przyszłość, ale nie żeby uratować siebie starszego czy może córkę. Uciekłyby od tak, sam, bez walizki i bez żadnego biletu. Może to tego podświadomie szukał w jej towarzystwie, choć teraz? Teraz była jedynie śliczną kompanką, która tworzyła aurę tej nocy. Wydawał się bardziej skupiony, ciekawy tego, co ma do powiedzenia. Nie podejrzewał jej o podeszły wiek, ani oto, że na początku spotkania należało się skłonić i ucałować jej dłoń.
W końcu bierze głęboki oddech i uśmiecha się, choć dziewczyna ma prawo tego nie dostrzec, bo przecież robi się już tu całkiem ciemno. Giniemy w tej powłoce? Casper jest w stanie się w niej doskonale odnaleźć, wystarczy mu dotyk. Zmysł, który opanował do perfekcji.
- Integracja uczniów i studentów, to błąd. Masz rację, ale sądzę, że ten problem już mnie nie dotyczy. Nie chciałem kontynuować trzeciego roku studiów, zamierzałem zrezygnować. Z tym, że gdybym zrezygnował nie dostałbym dofinansowania na młodego zawodnika. Już i tak mam miejsce w drużynie... Cieszę się, że oddałem Slytherin w zeszłym roku. Podzielili Hogwart na dwie drużyny i na Salem... Myślisz, że to ma sens? Podcinanie skrzydeł tradycji i sobie? Hogwart się wyniszczy sam, choć rzekomo to naukowa potęga. - tak uważał, był zły za te reformy naukowe i zabawy. Kolejny powód, aby Summer Villiers wylądowała w szkole innej niż ta, przesiąknięta chorą potrzebą integracji uczniów i studentów, magików i cyrkowców, idiotów... I mało odważnych pizdeczek, które częściej chowają głowę w piasek niż decydują się podnieść wzrok na linię Twoich oczu. Boją się. Drżą. A przecież śmierć spotka nas wszystkich, więc czy ten strach ma znaczenie? Jedynie Viv może się oprzeć o ucieczkę, w końcu ma władzę nad czasem.
- Nie znam ich, rada pedagogiczna się zmienia tu szybciej niż prezerwatywy u kapitanów Gryffindoru na sprzęcie w spodniach w zeszłym roku. Nie należy na nich zwracać uwagi, są po prostu chwilowo tu zaczepieni niczym kasjerzy w mugolskich sklepach. - znów ten uśmiech pełen pogardy skierowany w stronę dwudziestego opiekuna domu? Który to już za jego kadencji?
- Czemu mam wrażenie, że Cię znam? - pyta w końcu ignorując swoje poprzednie bezczelności, które mogły rozproszyć jej uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3338
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1203
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto 21 Cze - 0:16

Trzeba było się zebrać w sobie.
Owutemy to coś, co zdaje się raz w życiu. Są okropnie ważne i tak dalej. Wpłyną na to, kim będziesz, gdzie się dostaniesz do pracy. Po prostu od początku nauki powtarza się to młodym czarodziejom. Naeris zdawała sobie sprawę z wagi Owutemów i do tej pory przykładała się do nich jak najmocniej. Dopiero w ostatnim czasie przestało jej aż tak zależeć.
Choć oczywiście dalej wiedziała, że musi się postarać. Ubrała się odpowiednio, w eleganckie szaty i
czekała niecierpliwie na wieczór. Usiadła przy oknie i patrzyła na wolno pojawiające się gwiazdy. Czy sobie poradzi? Wierzyła, że tak. Nie na darmo tyle nauki, nie na darmo noce spędzone nad książkami, nie na darmo to wszystko. Naeris wspięła się na szczyt wieży, gdzie już na nią czekano. Powstrzymała szybko walące serce i weszła do środka pomieszczenia, w którym miał się odbyć egzamin. Pierwsze zadanie wydało jej się banalne, miała po prostu wymieniać gwiazdozbiory. Przyjrzała się niebu uważnie i zaczęła wymawiać nazwy poszczególnych skupisk gwiazd. I nawet powiedziała więcej, dodając czasem parę informacji na temat choćby Wielkiego Wozu. Stres jej przeszedł, bo wiedziała, że dzisiaj ma dobry dzień. Drugie zadanie było trudniejsze, polegało głównie na liczeniu. Do tego jednak najmocniej przykładała się Naeris i na szczęście pamiętała wszystkie wzory. Zastosowała je szybko i okazało się, że poprawnie. Ostatecznie na jej twarzy wykwitł uśmiech. Ten egzamin nawet nie był taki męczący i mogła wyjść z sali spokojna. Wiedziała, że dostanie dobrą ocenę.

Kuferek - astrologia i wróżbiarstwo: 7pkt
Kostka - zad. 1: 6
Kostka - zad. 2: 5
Suma: 11pkt
Ocena: Wybitny
Strona - losowania: http://www.czarodzieje.org/t8706p650-losowania-na-egzaminy-i-oceny#347287
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Sacramento, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto 21 Cze - 20:48

Że Courtney była urodzona pod szczęśliwą gwiazdą, to było wiadome nie od dziś, więc astronomia powinna stanowić dla niej pestkę. Dziś wszystko szło gładko, z wyjątkiem może jednego egzaminu, którego wynikiem nie była zachwycona, pocieszała się jednak, że to czysty przypadek. Na sprawdzian wiedzy z astronomii przyszła całkiem wyluzowana, podniesiona na duchu przez wcześniejsze dobre wyniki. Po standardowej formułce - przywitaniu i przedstawieniu się komisji - wylosowała zadanie, szybko je przeczytała i stwierdziła, że lepiej nie mogła trafić. Wiedzę na temat gwiazdozbiorów miała nieprzeciętną, dlatego bez problemu pochwaliła się nią przed egzaminatorami. Dodała co tylko pamiętała, to znaczy nazwiska, daty, szczegółowe informacje. Banał! Z drugim zadaniem nie poszło jej tak wspaniale, zdecydowanie pod względem obliczeń była przeciętna. Za bardzo zaokrągliła wynik, więc nie dało się nic z tego wyciągnąć, jednak ratując swój tyłek zaczęła tłumaczyć się komisji. W końcu takiemu urokowi osobistemu jaki ona prezentuje ciężko się oprzeć (na pewno), miała więc nadzieję, że i egzaminatorzy na to pójdą.

Kuferek - astrologia i wróżbiarstwo: 0
Kostka - zad. 1: 6
Kostka - zad. 2: 3
Suma: 9
Ocena: Powyżej Oczekiwań
Strona - losowania: tutaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Peel, Wyspa Man
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12952-eleanor-nessa-dunphy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12954-it-all-comes-to-an-end
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12953-ser-stefan#347963
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12955-eleanor-nessa-dunphy#347967




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto 28 Cze - 21:07

Nadszedł wielki dzień dla jej kujońskiej duszy strony, Owutemy! Na pierwszy strzał poszła astronomia. Wspinała się twardo na wieżę, próbując powstzymać drżenie rąk. Będzie dobrze, umiesz to wszystko. Przywitała się uprzejmie z profesorami, którzy patrzyli na nią z obojętnością. HMMM... no dobra, trudno. Zadania brzmiały nawet nieźle, chociaż nie była dobra z niczego, co wiądało się choćby z odrobiną matematyki. Z dumą nazywała kolejne gwiazdozbiory, po jakimś czasie nawet przestała liczyć, ile ich już wymieniła, a odległość obliczała za pomocą poziomic. Podobało jej się to! Jeżeli chodzi o obliczanie odległości Jowisza i te sprawy... cóż, tu poszło już trochę gorzej, ale w końcu udało jej się podać wynik! Komisja co prawda patrzyła na nia bez wiary w oczach, ale była w siebie zadowolona i pokazała po kolei wszystkie kroki, które podjęła, po czym uśmiechnęła się do komisji. Wiedziała, że zdała... pytanie tylko, na ile. Wyszła z sali zadowolona. Może nie na 100%, ale tak na 70%, więc nie jest źle.

Kuferek - astrologia i wróżbiarstwo: 4 pkt
Kostka - zad. 1: 5
Kostka - zad. 2: 3
Suma: 8
Ocena: Zadowalający
Strona - losowania: klik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Iverness|Szkocja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 21
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13491-cassandra-roslin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13492-who-do-you-think-you-are#359228
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13495-cassandra-roslin




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pią 30 Wrz - 19:29

Cassandra krążyła gdzieś między jawą,a snem. Między bytem, a niebytem. Idealny moment na dosyć mocną chwilę zapomnienia i dość ciekawe miejsce, żeby ona nastąpiła. Wieczór był już dosyć mroźny, więc kiedy tylko zrzuciła z siebie ten niesamowicie niepraktyczny i niesamowicie nietwarzowy stój do Quiddicha przywdziała na siebie zdecydowanie zbyt dużą i troche zbyt krótką koszulę w kolorze karmelu, która prawdopodobnie miała pełnić funkcję sukienki i grube wełniane rajtuzy. Boże ile się idzie na szczyt tej wieży. Głupiutkie dziewczę założyło obcasy i dziwi się, że wolno idzie. No cóż, co nie dogram w Quiddicha to dowyglądam. Bo umówmy się, chociaż Cassandra niesamowicie się starała to jednak brak jej doświadczenia w starciu z dużo bardziej doświadczonymi graczami. Już w pierwszych minutach ta drewniana piłka z jej rąk gwałtownie, niezauważalnie znalazła się w ręce Ślizgona. Co za kpina!
Ale o czym ja tu w ogóle dywaguje. Dziewczęta znalazły bardzo ustronne miejsce, żeby absolutnie nikt ich nie znalazł! Wszyscy świętowali w Wielkiej Sali, a ona już razem z Lacey chowając w torbie butelkę cherry, a pod pazuchą blanty zwiały czym prędzej do tak zwanej przez nie świątyni zjarania. Czyż to nie piekna nazwa? Wymyślona na totalnym haju, więc może dzisiaj przyjdzie im do głowy jeszcze lepsze nazewnictwo. Założyła na jasną główkę ciemny kapelusz, myśląc, że wygląda bardzo tajnie i krokiem w ogóle nie wzbudzającym tajemnic wyślizgnęła się z sali. W końcu była zawodnikiem to nikt nie podejrzewał, że już raczej nie pojawi się na uczcie.
- W sumie nie wiem od czego wacząć - zagadnęła kiedy tylko znalazły się na górze. W jednej ręce trzymała karmazynową butelkę, a w drugiej skręconego wcześniej bolka. Patrząc kuszącym wzrokiem na Lacey na zmianę podnosiła jedno narzędzie zła, a potem drugie, zupełnie jakby była w mugolskim teleturnieju.- Dzisiaj o wygraną waaaaalczą butelka Cherry ukradziona z barku rodziców jeszcze przed wyjazdem, oraaaaz blant, który sowa przyniosła prosto z Holandii- niesamowicie prezenterski głos. Chyba wypiła już coś wcześniej. -Cóż za ciężka decyzja -westchnęła teatralnie, a na jej twarzy zagościł bardzo chochlikowy uśmiech. Wieczór nie skończy się szybko, a z taką dwójką to zapewne i niezbyt grzecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 12
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 592
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie 26 Mar - 11:01

Powrót do szkoły można było uznać za coś wielkiego i przełomowego i takie też było dla Shawna. Nie przepadał za młodzieżą, która w tym czasie uczyła się w zamku, lecz nie wiadomo czemu, ale motywowało to go do działań, które by jakoś wpłynęły na psychikę i zachowanie tych... dzieci.
Nie mógł siebie uważać za wielkiego dorosłego, ledwo miał 25 lat, co czyni go wciąż młodym człowiekiem. Skąd więc ta jego walka z głupim zachowaniem uczniaków, którzy powinni go obchodzić tyle co zeszłe lato? Nie potrafił sam sobie tego określić, miał z tym problemy. Po prostu tak czuł i tyle. Nic więcej do wyjaśnienia nie było.
Będąc ponownie w starych, lekko przegniłych kamiennych ścianach, nie spodziewał się ciepłego przywitania. Po podpisaniu papierów, dyrektor przedstawił go nauczycielom po kolei, a szczególnie pannie Cortez, której miał asystować. Spodobała mu się. I nie chodziło tu o wygląd zewnętrzny, na który nie patrzył, lecz na wnętrze, które aż emanowało od tej kobiety pełną surowością i srogością.
Jeszcze nie było lekcji, na której mógłby pomóc, tak więc w tym czasie miał możliwość zwiedzenia całego zamku na nowo. Mógł ten czas przeznaczyć na siedzenie w Borginie, lecz jako właściciel lokalu nie miał takiego obowiązku - był sprzedawca, który wystarczał na chwilę obecną, żeby sprzedać pożądany przedmiot.
Znalazłszy się na czwartym piętrze,rzucił okiem na korytarz i nie widząc niczego ciemawego, ruszył w zupełnie inną stronę, w kierunku wieży astronomicznej. Szukał teraz spokoju, który zazwyczaj panował na jej szczycie, niewielu uczniów lubi tam przychodzić. Jemu zaś zła pogoda nie przeszkadzało.
Wszedł na szczyt wieży, który był dość obszerny, a jedynym odgłosem jaki był tu słyszalny to świst wiatru. W Wieży Astronomicznej nie znajdowało się tak liczne grono uczniów, co przy ruchomych schodach, tak więc nie dziwna była panująca tu cisza nie licząc licznych szeptów wiatru w swoim dziwnym języku. Cisza nie zaskakująca, lecz pożądana przez Shawna, dlatego mężczyzna został na szczycie, rozkoszując się muzyką komponowaną przez naturę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1171
  Liczba postów : 2597
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto 28 Mar - 20:48

Fire nie sądziła, że dzieciaki będą na tyle nieodpowiedzialne, żeby wzbudzać jakieś fałszywe alarmy i zrywać na nogi prefektów. Najgorsze, że zbadanie sprawy na czwartym piętrze spadło na Gryfonkę. Nie pomogło nawet pyskowanie i odgrażania się rzuceniem odznaki w kąt. Dosłownie wypchnięto ją na korytarz. Bo podobno jakiś bachor bawił się w tworzenie eliksirów bombowych czy coś takiego. Blaithin przeklinała pod nosem na cały świat, kiedy zaglądała do różnych klas. Wieży bardzo nie lubiła. Nie dość, że bardzo wysoko się znajdowała i nigdy nie odważyła się na zerknięcie w dół, to wiatr lubił przerazić nagłym wyciem. Szła więc z niechęcią, z różdżką wyciągniętą przed siebie, myśląc o tym, jaki sens ma to wszystko. Na ramieniu miała zawieszoną czarną torbę z notatkami na temat topków z ostatniego ONMSu, który wspominała niemiło. Ogólnie życie ostatnio dawało potężnego kopniaka Fire, a pech zdawał się nie zostawiać dziewczyny w spokoju. Sypianie z różdżką w dłoni stało się rzeczywistością. Przynajmniej nie miewała koszmarów od kiedy nauczyła się kontrolować sen.
Najchętniej poszłaby teraz do kuchni, żeby skraść parę przysmaków i zabrać je do dormitorium, gdzie zaszyłaby się w kocyku. Ale niestety musiała iść długim, chłodnym korytarzem w poszukiwaniu jakichś urwisów. Spędziła tak dobre kilkanaście minut, ale w końcu poszła do wieży astronomicznej. Wcześniej widywała jeszcze pojedynczych uczniów, ale tutaj świeciło pustkami.
- Zajebiście - mruknęła cicho, licząc schody ciągnące się w nieskończoność. Dotarła do drzwi, które uchyliła najciszej jak mogła - na całe szczęście nie skrzypiały, a nawet jeśli to łoskot wiatru dużo zagłuszał. Może ktoś tu się jednak krył? Gotowa na spotkanie z jakimś intruzem w postaci łamiącego regulamin nastolatka, pchnęła drzwi tak, żeby przez nie przejść. I cały czas czujnie unosiła swoją czarną, lśniącą różdżkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 3038
  Liczba postów : 1140
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro 3 Maj - 18:00

Ukrywanie się przed Calumem poszło mi tragicznie bo w końcu pokonał mnie moją własną bronią - żeby mnie znaleźć użył podarowanego przeze mnie kompasu. Pozostało mi jeszcze ukrywanie się przed Willem. Nie ukrywam, że stawało się to coraz bardziej upierdliwe i poważnie rozważałam rzucenie studiów - w gruncie rzeczy miałam już odpowiednie wykształcenie, żeby zdobyć wymarzoną pracę, więc nic mnie tutaj nie trzymało. Miałam niestety problem zupełnie innej natury - w gruncie rzeczy z każdym dniem czułam, że coraz mocniej za nim tęsknię i coraz bardziej żałowałam tamtej nocy.
Jesli mam być szczera to zupełnie nie żałowałam tego, że się z nim przespałam (trudno ukryć - było cudownie, chociaż przez kilka następnych dni chodzenie nie było zbyt przyjemne), a jedynie tego w jak okropny sposób się to stało. Dlaczego byłam tak głupia by skrzywdzić kogoś na kim tak bardzo mi zależało?
Nie miałam pomysłu gdzie spędzić popołudnie tak by nie spotkać chłopaka. W końcu zdecydowałam się na wieżę astronomiczną - nikt normalny nie przychodził tutaj gdy nie było zajęć dlatego uznałam, ze to będzie całkiem przyzwoite miejsce. Po przejściu kilkuset schodów troszkę zmieniłam zdanie - byłam wykończona, a na dodatek na górze wieży z racji tego, że była odkryta było dość chłodno. Mimo to nie miałam ochoty przesiedzieć kolejnego popołudnia w kiblu, więc zostałam tutaj. Chwilę poczytałam i zaczęłam palić.
W ostatnich dniach niemal nic nie jadłam co znacznie wpłynęło na moją sylwetkę (schudłam kilka kilo), a na dodatek zaczęłam palić. Papierosy, którymi wcześniej odrobinę pogardzałam teraz dawały dziwne poczucie ulgi. Trwało ono zaledwie kilka sekund, bo ciągle wracały skołatane nerwy i cierpiące serce, ale mimo to wypalanie papierosów pozwalało mi przynajmniej czymś zająć ręce.
Po mniej więcej godzinie zapaliłam dwunastego papierosa i usiadłam na samej krawędzi wieży. Dyndałam nogami i powoli łykałam papierosowy dym nawet nie czując, że po policzkach płyną mi łzy.
Ciekawe ile sekund bym stąd spadała - pomyślałam.

@William Walker
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 395
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 464
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro 3 Maj - 19:12

Im dłużej nie spotykałem Lotty tym bardziej zdenerwowany byłem. Musiałem z nią porozmawiać czy jej się to podobało czy nie. Nie miałem zamiaru tego tak zostawić. Jakby nie patrzeć ją przeleciałem, w dodatku pod wpływem eliksiru miłosnego. Fakt, że mogłem ją wykorzystać już przy naszym pierwszym spotkaniu, a tego nie zrobiłem tylko bardziej mnie wkurwiał. Ja tutaj zachowałem przynajmniej jakieś pozory kultury, a ona postanowiła w ogóle pozbawić mnie woli. Jako legilimenta wiedziałem o tym co nieco. Musiałem wyrzucić z siebie emocje, to był mój główny cel. Postanowiłem pójść pobiegać. Mimo kiepskiej pogody wyszedłem i naliczałem sobie tylko kolejne kilometry. Z każdym krokiem wyobrażałem sobie, że napięcie ze mnie uchodzi, ale prawda była taka, że gówno to dawało. Nie wyluzuję dopóki z nią nie porozmawiam. Szczerze mówiąc, wątpliwe było to, że nawet wtedy mi ulży. Obawiałem się, że przestanę nad sobą panować. Niekoniecznie rozumiałem swoje uczucia, sądziłem nawet, że są one bardzo złe i niemożliwe. Nigdy nie powinny istnieć. Nie potrafiłem pojąć jakim cudem do tego wszystkiego doszło. Okej jedna sytuacja, w której przestałem nad sobą panować była, ale nie sądziłem, że następne rzeczy nie sprawiły, że jeszcze bardziej mnie polubiła. Przecież nie byłem nawet w ułamku sekundy dla niej potem miły. Na Merlina, to było takie chore, nienormalne, że aż sam się gubiłem w swoich myślach. Ruch mi nie pomógł, zdenerwowało mnie to jeszcze bardziej. Wróciłem do zamku i zacząłem się szwendać bez żadnego celu. Nie chciałem wracać do dormitorium, zresztą szansa na to, że spotkam tam Hudson była naprawdę niewielka. Mijałem uczniów i aż mnie korciło, by zacząć wlepiać szlabany za jakieś gówna, praktycznie za nic. Powstrzymałem się jednak i szedłem dalej. Spostrzegłem, że wylądowałem obok wieży astronomicznej. Niewiele się zastanawiając stwierdziłem, że wejdę na sam szczyt. Przynajmniej widok będzie ładny, a ja w ładnych rzeczach gustowałem. Pokonałem ten ogrom schodów i stanąłem jak wryty. Nie wierzyłem w to, ale moim oczom ukazała się postać Lotty. Nie uszło mojej uwadze to, że była w podłym nastroju. No, nie ty jedna, Lotta. Nagle wszystkie emocje z tamtej nocy wróciły i poczułem się jakby to było wczoraj. Cholera jasna, nie mogę tak się czuć. Przymknąłem na chwile oczy. Nie przypominałem sobie, żeby dziewczyna paliła. Może i zapaliła kilka papierosów, ale nie w ten sposób, bo teraz niemal równała się ze mną. Patrzyła w dół, a ja łatwo pojąłem o czym myślała. Po tym co się stało przestałem się powstrzymywać i szybko poznałem jej emocje.
Nie skoczysz. – powiedziałem i wyjąłem jej papierosa z dłoni. Zgasiłem go i zrzuciłem ze szczytu wieży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 3038
  Liczba postów : 1140
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro 3 Maj - 20:04

Kurwa. Dlaczego znalazł mnie akurat tu - czy ten koleś zawsze musiał pojawiać się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiedniej porze. Zagryzłam wargę i przymknęłam oczy nawet na moment nie zwracając głowy w jego stronę.
- Dla naszego wspólnego dobra lepiej byłoby żebyś mnie stąd zepchnął. - wycedziłam przez zęby.
Zabrał mi papierosa, a ja w gruncie rzeczy miałam ochotę wziąć następnego, ale bałam się jego reakcji. Splotłam ręce dość mocno wbijając paznokcie w nadgarstki - szukałam w fizycznym bólu ukojenia dla moich zszarganych myśli. Miałam w głowie dziwne uczucie - czułam się tak jakby ktoś grzebał mi w umyśle. Słyszałam już o czymś takim - mogło się to zdarzać, gdy czyjeś myśli penetrował legilimenta. Po chwili odepchnęłam ten pomysł - Will był za młody, żeby opanować taką umiejętność, poza tym jedyne co miałam przed nim do ukrycia to moje prawdziwe uczucia względem jego osoby. Mimo to dziwne uczucie narastało i byłam niemal pewna jaka jest prawda. Nie za bardzo znałam się na oklumencji, więc prosto z mostu, wciąż na niego nie patrząc zapytałam:
- Czego tam szukasz? - prychnęłam cicho z trudem powstrzymując łzy - Przecież już dawno mnie oceniłeś. Jesteś przekonany, że zrobiłam to w akcie desperacji i że jestem podłą szmatą.
Byłam niemal pewna, że tak właśnie myśli i, że nie uwierzy mi jaka jest prawda, więc przymknęłam oczy i wyrzuciłam z siebie:
- Zgłoś to do dyrekcji albo rozgadaj w szkole jaką jestem dziwką. Największą karę i tak już dostałam, gorzej nie będzie.
W moim głosie można było wyczuć nutkę złości, żalu i mnóstwo smutku. Bałam się na niego spojrzeć, bałam się, że po ludzku tego nie wytrzymam, że gdy tylko to zrobię pęknie mi serce. Wpatrywałam się więc w dal, momentami spoglądając w dół wciąż zastanawiając się ile sekund bym spadała.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 395
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 464
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro 3 Maj - 21:00

W gruncie rzeczy nie spodziewałem się, że ją tutaj spotkam, ale byłem przekonany, że dobrze się stało. Jej słowa mnie wkurzyły. Przykro mi, ale sama się o to prosiła, nikt jej nie kazał podawać mi amortencji, więc nie rozumiałem w czym rzecz.
O tak, oczywiście. Może przedtem rzucę jeszcze Avadą... Albo nie! Wiem, myślę, że najlepiej będzie jak cię otruję. – powiedziałem, a moje słowa były jadowite.
Doskonale zdawałem sobie sprawę, że moje słowa ją zabolą. Była w nich jasna aluzja, która wyjaśniała co myślałem o podaniu mi eliksiru.
Byłem pod wrażeniem tego jak szybko się domyśliła. Nie byłem ani trochę ostrożny przy tym co robiłem, ale bez zaklęcia też nie byłem znowu taki silny. Poznanie emocji było banalne, ale gdybym chciał dalej penetrować jej głowę musiałbym użyć różdżki. Nie chciałem tego robić, aż takim durniem nie byłem.
Wow, może jednak nie jesteś taką skończoną idiotką skoro zrozumiałaś do czego jestem zdolny... Ale powiedz mi Lotta, fajnie jest specjalnie pomylić eliksiry? – nie wierzyłem w jej czyste intencje, takich rzeczy się po prostu nie robi.
Byłem okropny, byłem skończonym debilem. Powoli do mnie docierało to jak bardzo zależy mi na dziewczynie, a właśnie wszystko równałem z ziemią. Oparłem się o mur i głośno westchnąłem. Muszę się ogarnąć, nie mogłem tak jak teraz. Ile bym dał za to żeby teraz zapalić. Tak, byłem hipokrytą. Nie miałem jednak przy sobie papierosów.
Skoro sama się za nią uważasz, to może rzeczywiście tak jest? – spojrzałem na nią. – Myślałem, że twój pierwszy seks inaczej sobie wymarzyłaś.
Nie potrafiłem tego zrozumieć, naprawdę. Od wielu dni tylko o tym myślałem i za cholerę nic nie wymyśliłem. Dobijał mnie ten fakt. Miałem zamiar wrócić do wykładania kart, teraz ja przejmowałem kontrolę i w najbliższym czasie nie zamierzałem jej oddać.
Kurwa dziewczyno, po co ty to zrobiłaś? Skoro tak bardzo chciałaś mnie przelecieć mogłaś to zrobić w inny sposób, naprawdę nie potrzebuję amortencji żebyś mnie pociągała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 3038
  Liczba postów : 1140
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro 3 Maj - 21:53

Podniosłam wzrok i patrzyłam mu w oczy biorąc każde jego okropne, bolesne słowo na klatę. Każdą bolesną łzę natychmiast ocierałam nie spuszczając wzroku. Zasłużyłam na każde słowo, które rzucał w moją stronę - byłam okropna.
Wyciągnęłam z torby dwie identyczne fiolki - jedna była pusta, druga po brzegi wypełniona płynem. Podeszłam do niego i położyłam je koło niego.
- Było ciemno, pomyliłam je. - powiedziałam opuszczając oczy, by po chwili znów na niego spojrzeć i krzyknąć ze złością - Wiem, że mi nie wierzysz, ale kurwa mać, pomyliłam je.
Wzięłam głęboki wdech.
- Mam to wypić? - wskazałam na buteleczkę z Veritaserum - Czy może wolisz rzucić na mnie zaklęcie? Nie ma sprawy, ja nie mam nic do ukrycia
Kłamałam, tak okropnie kłamałam. Oczywiście, że chciałam przed nim ukryć, że zależy mi na nim aż tak bardzo, z drugiej jednak strony byłam gotowa zdradzić mu nawet to - tylko po to, żeby w końcu mi uwierzył. Mógł mnie znienawidzić, mógł dopilnować, żeby wydalono mnie ze szkoły albo żeby wszyscy o mnie plotkowali - nie ma sprawy. Chciałam tylko, żeby mi uwierzył.
Usiadłam z powrotem na brzegu odwracając wzrok.
- Powinnam stamtąd spieprzyć, gdy tylko zorientowałam się, że się pomyliłam. Byłam głupia, nie umiałam Ci odmówić. Masz sto procent racji. - wydukałam krztusząc się swoimi łzami. Otarłam twarz i zwróciłam głowę w jego stronę.
- Gdybym mogła cofnąć czas to zrobiłabym to. - powiedziałam niemal spokojnie, nieustępliwie spoglądając mu w oczy. Było za późno na robienie z siebie ofiary, więc postanowiłam wszystko wziąć na klatę - I gdybym mogła Ci to wynagrodzić też bym to zrobiła. Ale nie mogę, więc jeśli chcesz się odegrać - proszę bardzo, zasłużyłam.
Westchnęłam i sięgnęłam do torby po papierosa ponownie patrząc w dal.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 395
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 464
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro 3 Maj - 22:53

To były jakieś żarty. Nie miałem ochoty na te gierki, nie obchodziło mnie to, jak chce mi to udowodnić. Myślała, że jestem debilem? Przecież wiedziałem, że je pomyliła skoro ją przeleciałem pod wpływem amortencji... Musiałem głęboko oddychać, żeby nie wybuchnąć, ale moje emocje powoli przejmowały nade mną kontrolę.
Jesteś pewna, że wszystkie trybiki w głowie dobrze chodzą? Wiem Lotta, kurwa, że pomyliłaś fiolki, nie jestem kretynem. – odparłem.
Kiedy patrzyła mi w oczy, wiedziałem, że moje spojrzenie jest intensywne. Nie spuszczałem z niej wzroku badając każdy, nawet najmniejszy ruch. Nie interesowało mnie to, że mogłem ją przytłaczać. Dajmy spokój, otruła mnie i się ze mną pieprzyła, to nie czas na kulenie się w kącie.
Przestałem nad sobą panować, kontrolę zastąpił gniew. W głębi serca miałem nadzieję, że Lotcie uda się mnie chociaż trochę opanować.
Cholera jasna! Nie masz nic pić i nic mi udowadniać! Już pokazałaś na co cię stać! – wykrzyczałem jej prosto w twarz.
Właśnie tego się obawiałem, że zostanę wyprowadzony z równowagi. Zrzuciłem obie fiolki z wieży. Nie patrzyłem jak spadają tylko w jej oczy. Jej łzy działały na mnie jak płachta na byka. Przecież sama sobie taki los zgotowała. Co miałem niby teraz zrobić? Zacząć jej dziękować, kupić kwiatki i zacząć prawić same komplementy? Nie, koniec kropka. Mógłbym ją teraz zmieszać z błotem, sprawić że będzie ryczała przez kolejne tygodnie, ale niech by to szlag, mimo oślepiającej złości, gdzieś w głębi coś mnie powstrzymało. Ta dziewczyna doprowadzała mnie do szału.
Nie Lotta, nie musisz mi niczego udowadniać, niczego wynagradzać, a ja nie mam zamiaru się na tobie odgrywać... Chcę wiedzieć tylko jedno, dlaczego!? Co cię podkusiło dziewczyno żeby podawać mi jakikolwiek eliksir! Nawet jeśli to miało być pierdolone Veritaserum! Znasz takie słowo jak „prywatność”?! – zapytałem kompletnie tracąc panowanie.
To było tak bardzo pojebane, że sam się gubiłem. Spojrzałem na papierosa w jej dłoni i bezczelnie jej go odebrałem i sam zacząłem palić. Gdybym tego nie zrobił rozniosłoby mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 3038
  Liczba postów : 1140
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro 3 Maj - 23:42

Wciąż zachowywał się jakbym zrobiła to specjalnie - pomylenie fiolek nie było wynikiem mojej premedycji, a on chyba tak to odbierał. Znowu mnie zjechał, a ja po raz kolejny mu nie odpyskowałam - nie miałam zamiaru go wyprowadzać z równowagi jeszcze bardziej, bo miałam świadomość, że zasłużyłam na każde wypowiedziane przez niego słowo.
Zdążyłam zauważyć, że moje łzy jeszcze bardziej go wkurwiają, więc po raz kolejny otarłam oczy tym razem całą siłą woli powstrzmując się od płaczu.
Nie spojrzałam za lecącymi fiolkami - nie zależało mi na nich, a to veritaserum jedynie przypominało mi o tym jak bardzo skończoną idiotką byłam.
Zignorowałam fakt, że zabrał mi papierosa - zirytowało mnie to, ale nie zamierzałam okazywać już więcej słabości. Musiałam chociaż udawać, że jestem silna, nie chciałam by znał moje słabości - chociaż i tak czułam, że zbyt dobrze wie co siedzi w mojej głowie.
Wyciągnęłam kolejnego papierosa z paczki, odpaliłam go i zaciągnęłam się dymem. Byłam na skraju wytrzymałości, miałam ochotę jebnąć to wszystko i nigdy nie wracać.
- Ty próbujesz mi mówić o poszanowaniu prywatności? Wolne żarty - rzuciłam sarkastycznie. Chłopak grzebał mi w głowie i podjrzewałam, że robił to już wcześniej aczkolwiek w nieco subtelniejszy sposób. Czułam się z tym piekielnie źle - oszukałam go i zachowałam się okropnie, ale czy on był wobec mnie fair?
Wzięłam głeboki oddech i tym razem spokojnie i cicho powiedziałam:
- Po sytuacji w łazience unikałam Cię. Użyłam eliksiri bo chciałam wiedzieć dlaczego pojawiasz się tam gdzie ja i po co w ogóle ze mną gadasz, zamiast po ludzku dać mi spokój
Zaciągnęłam się papierosem.
- Przyciągałeś mnie i odpychałeś równocześnie. Nie rozumiałam tego, chciałam - westchnęłam - Zrozumieć dlaczego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 395
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 464
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw 4 Maj - 0:18

To wszystko było tak intensywne, że praktycznie zapierało dech w piersi. Każde nasze słowo raniło drugą osobę, a i tak żadne z nas nie przestanie. Ja byłem zaślepiony gniewem, co kierowało Lottą? Nie miałem pojęcia. Przy mnie była oazą spokoju. Ze wszystkich sił starałem się opanować, ale nawet papieros nie pomagał, może był po prostu zbyt słaby.
Owszem, mogłem mówić o poszanowaniu prywatności. Parę razy zdarzyło mi się użyć zaklęcia i naprawdę poszwendać się w głowie innej osoby, ale głównie opierałem się na powierzchownych uczuciach i oklumencji. Miałem wielu wrogów, niekoniecznie nieszkodliwych. Zdjąłem pierścień z palca i zacząłem go obracać w dłoni jak to miałem w zwyczaju gdy się denerwowałem.
- Nie Hudson, nie grzebię ci w głowie w wolnych chwilach, nie bądź aż taka głupia, potrzebowałbym zaklęcia.
Nie mogłem wyjawić jej prawdy. Nikt o tym nie wiedział, wyjątkiem był Theo. Jednak mówi się, że wyjątek potwierdza regułę. Nagle doszedłem do wniosku,że lepiej się stało, że dziewczyna pomyliła te nieszczęsne eliksiry. Byłem pewien, że zdenerwowanie głównie brało się ze świadomości, że mogła się wszystkiego dowiedzieć. Czasem miałem ochotę pieprznąć wszystko i jej powiedzieć każdy szczegół, ale to nie było możliwe.
- Nie płacz, jak sobie pościeliłaś, tak się wyśpisz.
Czułem się jakbym był najgorszym człowiekiem na świecie. Sam miałem ochotę zrzucić się z tej cholernej wieży. Przejechałem dłonią po twarzy jakby to miało mi coś dać.
- Cóż, chyba nigdy się nie dowiesz, skoro tak podchodzisz do rzeczy.  - odparłem. - Chociaż muszę przyznać, schlebia mi to, że skradłem serce świętej Lotcie.
Moje słowa były bardziej spokojne, ale opanowaniem nie można było tego nazwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 3038
  Liczba postów : 1140
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw 4 Maj - 12:20

Moje słowa był wredne, ale były spowodowane przybraniem przeze mnie pozycji obronnej - chroniłam się przed jego atakiem, który chociaż był zasłużony dotykał mnie tak mocno, że miałam wybór - albo się popłakać albo odegrać.
- Obraziłeś moją inteligencję już tyle razy, że dotarłoby do mnie nawet gdybym była na poziomie intelektualnym gumochłona. - powiedziałam chłodno - Nie musisz już tego powtarzać, zrozumiałam.
Zaczęłam chodzić w kółko usiłując uspokoić skołatane nerwy. Hudson, cholera jasna, po co to zrobiłaś? Dlaczego wlałaś mu ten pieprzony eliksir? Dlaczego nie powiedziałaś wtedy, przy murze, ze nie chcesz go znać? Dlaczego polazłaś z nim do tamtej łazienki? Dlaczego w ogóle zaproponowałaś mu wspólne picie?- powtarzałam sobie w myślach. Byłam totalnie skończoną idiotką.
- Nie płaczę - krzyknęłam niemalże zgodnie z prawdą. Te kilka pojedynczych łez, które wypłynęło ze mnie na początku tej rozmowy zdążyło już wyschnąć, a pozostałe, które gotowały się w moich oczach udawało mi się jakimś cudem powstrzymać.
Rozgryzł mnie nazywając emocje, których ja sama nie potrafiłam opisać. Skradł mi serce? Kurwa, tego jeszcze brakowało - wiedział o tym co do niego czułam. Nie mogłam powiedzieć prawdy - bo brzmiała zbyt niedorzecznie, nie mogłam też skłamać - wyczułby to.
Oparłam się o mur i gasząc papierosa przymknęłam oczy.
- Jedno serce kolejnej idiotki chyba nie robi Ci zbyt wielkiej różnicy - wyszeptałam.
Gdybym wiedziała co siedzi mu w głowie nigdy nie powiedziałabym czegoś takiego - chociaż w gruncie rzeczy mówiąc te słowa poniekąd wyznałam mu swoje uczucia to brzmiało to zwyczajnie podle. Schowałam twarz w dłoniach za wszelką cenę starając się nie rozpłakać.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 395
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 464
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw 4 Maj - 13:07

Nie tylko mi puszczały nerwy. Cała ta sytuacja była tak bardzo pierdolnięta, że żadne z nas nie wiedziało jak sobie z nią poradzić. Każdy otoczył się banką, która pozwalała jakoś to znieść. Ja zagłuszałem uczucia. Pozwoliłem, by przejęła nade mną kontrolę nienawiść. Jednakże miłość i nienawiści dzieli bardzo cienka granica, którą przekraczałem? Nie. To nie było możliwe. Albo raczej nie mogłem na to pozwolić. Wolałem być zaślepiony złością, niż bezradnie starać się nie utonąć w uczuciu, które nigdy nie powinno się zrodzić. Krzyk Lotty działał na mnie niczym kubeł z zimną wodą. Kiedy była opanowana odczułem mocniej jak bardzo tracę panowanie. Patrzyłem na nią, a w moich oczach mieszały się emocje. Każda z nich była tak cholernie silna. Stałem w miejscu, bo wiedziałem, że mój ruch nie będzie kontrolowany. Żałuję zbyt wielu rzeczy, by żałować kolejnej.
Słowa dziewczyny były jak siarczysty policzek. Wiedziałem za kogo mnie mają. Do tego przecież nieustannie dążyłem, więc dlaczego teraz tak źle się poczułem. Powoli do mnie docierało, że nie chodziło o głupi eliksir. Tamte chwile były cudowne, ale były iluzją. Chodziło mi o to, że bałem się, że nigdy nie będę w stanie zachowywać się tak jak pod wpływem amortencji..
Will, kurwa, nie możesz się zakochać, zrozum to.
Toczyłem w głowie walkę, nie wiedziałem co mam zrobić.
- Tak, Hudson, wiem co czujesz. - bo czuję to samo.
Dokończyłem w myślach. Nie byłem w stanie powiedzieć tego na głos. Nie dopuszczałem do siebie takiej możliwości. Nie mogłem, po prostu nie mogłem.
- Niech to szlag! - krzyknąłem i uderzyłem pięścią w mur wieży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 3038
  Liczba postów : 1140
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw 4 Maj - 16:41

Nie wiedziałam co siedzi w jego głowie - sądziłam, że jestem jego kolejną ofiarą, która naiwnie dała się złapać w jego sidła. Nie miałam pojęcia, że za jego zachowaniem kryje się coś więcej - w obecnej chwili wydawało mi się, że dobra twarz Willa, którą udało poznać mi się w łazience była jedynie iluzją, którą chłopak wykorzystał przeciwko mnie.
Z drugiej strony nie potrafiłam się z tym pogodzić - to nie mogła być prawda. William nie był złym człowiekiem, nie był nawet dupkiem - to wszystko co robił było jedynie maską, próbą ochrony przed.. no właśnie. Przed czym Krukon się tak usilnie bronił?
Walczyłam z moimi uczuciami kryjąc twarz w dłoniach. Nie płacz, Hudson - powtarzałam sobie usilnie tłumiąc wszystkie emocje. Odpychałam uczucie jakim darzyłam Krukona, walczyłam z nich zaciekle, ale ono było nieustępliwe - nie miałam z nim żadnych szans.
Twierdził, że wie co ja czuję? Absurd. Nie miał o niczym pojęcia. Podniosłam wzrok i spojrzałam na niego gniewnie.
- Walker.. - wycedziłam przez zęby rozmyślając nad jakąś dosadną odpowiedzią, lecz patrząc na niego nie byłam w stanie dłużej się gniewać. Ogarnęła mnie rozpacz, a oczy zaszły mi łzami.
- Jakie to ma znaczenie co ja czuję? - szepnęłam.
Zignorowałam jego nieuzasadnione (przynajmniej w moim mniemaniu) przekleństwo. Poderwałam się z ziemi, założyłam na ramię torbę i powoli poszłam w stronę schodów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 395
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 464
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw 4 Maj - 17:16

Walczyłem sam z sobą. To nawet nie była walka z Lottą, a niby wszystko na to wskazywało. Czułem, że równam siebie z ziemią, to było chore. Zacząłem poważnie rozważać nad zrzuceniem się z tej wieży. Miałem dość. Mogłem antagonizować większość osób, ale cholera, Lotta nie była wiąkszością. Patrzyłem na nią i już nic nie mówiłem. Mimo, że miałem tyle do powiedzenia. Żadne słowo nie przechodziło mi przez gardło.
To nonsens, nic do niej nie czułem. Była tylko kolejną dziewczyną, którą po prostu zaliczyłem, nic nadzwyczajnego.
Merlinie, nawet siebie musiałem oszukiwać? Nie docierało to do mnie. Nie mogłem do niej żywić żadnego uczucia, wyjątkiem była nienawiśc. Koniec, tak musiało być. Patrzyłem za nią jak odchodzi. Powinienem ją chwycić, zatrzymać. Może nawet przeprosić. Lecz ja tylko patrzyłem i nie wykonałem żadnego ruchu. Drgnąłem na jej słowa. Byłem zły i rozpaczony jednocześnie. To była praktycznie sama rozpacz. Nie potrafiłem się zebrać i ogarnąć. Powinienem jej wszystko powiedzieć, wyjaśnić. Jednak nie potrafiłem się na to zdobyć. Gdy schodziła po schodach, zjechałem plecami po ścianie.
Brawo chłopie, zjebałeś po całości.
Czułem się paskudnie. Jeszcze gorzej niż przed tą rozmową. Może ona nigdy nie powinna mieć miejsca. Jedno wiedziałem na pewno, głebokie uczucie, które żywiłem do Hudson nigdy nie powinno mieć miejsca. Powoli do mnie dochodziło, że nie jestem w stanie z nim walczyć. Byłem przerażony, nie mogłem! Nie ja za to zapłacę, dla Lotty może to skończyć się tragicznie. Może najlepszym wyjściem będzie wyjawienie jej prawdy. Kiedy się o tym dowie, nie będzie chciała mieć ze mną nic do czynienia.
z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 12
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 592
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob 6 Maj - 0:38

Świst wiatru. Głośny i chaotyczny, nieobliczalny. Tutaj jeszcze bardziej go słychać i można się w nim zakochać. W tym chłodzie przepływającym przez skórę, dźwiękiem zagłuszającym uszy, tak że nic innego nie musiało istnieć… było to ekscytujące. Tak bardzo, że na chwile Shawn całkowicie zapomniał o tym po co tu jest, czy ma jakikolwiek cel, zmartwienia. Po prostu chciał tu zostać i stać tak w zasięgu rażenia wiatru. Dopiero po pięciu minutach otworzył oczy i zdecydował, że chyba pora stąd wracać.
Szybko zabrał swoje rzeczy i ruszył w stronę wyjścia. Nie spodziewał się tu żadnych gości, a tym bardziej takich, którzy stali w drzwiach, jakby nie wiedząc w którą stronę się udać.
Shawn od razu rozpoznał tą dziewczynę. Uśmiechnął się do niej szeroko, lecz nie był to uśmiech szczery.
- Witam panno Dear. Jedna z wielu, niczym się nie wyróżniająca wśród zbyt licznej rodziny, prawda? Co cię tu sprowadza? Chociaż nie mogę dysponować tym miejscem jak swoim gabinetem. To tylko wieża astronomiczna. Nikt Ci nie zabrania tu być. Tym bardziej, że jesteś zasranym prefektem. – Podkreślił ostatnie słowa, gdyż nie chciał wyjść zbyt sztucznie, niepasująco do niego. Ton doniosły był dobry tylko w niektórych sytuacjach i też nie w pełnej mierze.
Shawn cofnął się dłonią pokazując ostatnie piętro wieży astronomicznej.
- Na pewno przybyłaś tu w określonym celu, więc wchodź, jeśli musisz. A musisz. – Jego ton lekko ochłódł, z jego twarzy zniknął uśmiech. Przez chwilę ukazał się prawdziwy Reed, którego dziewczyna nie znała. Korespondencja listowa między tą dwójką była coraz dłuższa i dostarczali sobie wiele cennych informacji w tych listach (kogo ja oszukuje), ale przynajmniej się poznawali. Chociaż trochę. Shawn nie chciał dopuszczać do jakiejkolwiek bliższej relacji, bądź ujawniać czegokolwiek. Ale na pewno coś musiało się chować w wyobraźni Blaithin o Shawnie, co z pewnością było prawdą.
Nie odzywał się ani słowem, spoglądał w przestrzeń. Nagła zmiana w zachowaniu Reeda była zauważalna, lecz niewytłumaczalna. Nastąpiła bez powodu, a na pewno nikomu znanego powodu. Tak o.
Dopiero po dłuższej ciszy przeniósł wzrok na Gryfonke i uniósł brwi, jakby w ten sposób chcąc jej dać pole do rozpoczęcia konwersacji. Milczenie i czekanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1171
  Liczba postów : 2597
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob 6 Maj - 20:28

Fire bardzo twardo stąpała po ziemi i rzadko pozwalała sobie na momenty uniesienia czy zatracenia w myślach. Całe życie uczona była, żeby zawsze zachowywać czujność. Wyłącznie przy skrzypcach mogła się zrelaksować i rozluźnić wiecznie spięte mięśnie. Mniej zaskoczyłby ją widok walijskiego zielonego na szczycie wieży niż Shawna. Mimo to tylko przez chwilę można było to wyczytać z twarzy rudowłosej. Szybko zmusiła się do obojętnego wyrazu twarzy, marszcząc brwi, gdy patrzyła na Shawna. Nie opuszczała różdżki, wyczuwając, że za wszelką cenę nie mogła mu ufać. Poza tym, co robił w Hogwarcie?
- Reed. - wymówiła miękko nazwisko mężczyzny, chociaż w środku poczuła ukłucie wściekłości. Z pewnością nie uważała się za jedną z wielu Dearów. Nie zamierzała jednak ciskać w niego zaklęciami tylko dlatego, że uraził jej dumę... do czasu. - Chciałam pooglądać sobie widoczki. Można się wzruszyć, prawda? - ironii nie dało się nie wyczuć. Poprawiła torbę na ramieniu, pozwalając sobie na opuszczenie różdżki powoli i wsunięcie jej z powrotem do rękawa szaty. Nie wiedziała, czemu po prostu nie odwróciła się, żeby wrócić do siebie. Może po prostu zaciekawiło ją, co robi w Hogwarcie człowiek parający się czarną magią.
- Ranisz mnie... Nie jestem już słonkiem czy tam skarbem? - spytała, nie mogąc powstrzymać się od rozbawionego tonu. Myślała czasami o tym, dlaczego ciągną tę listowną rozmowę, która nie dotyczyła właściwie niczego. Za każdym razem kiedy Blaithin spotykała Shawna, ten zachowywał się inaczej, przez co nie umiała już jasno określić swojego stosunku do jego osoby. Oprócz tego, że był irytującym dupkiem, ale nie musiała go wcale znać, żeby móc to śmiało powiedzieć.
Przeszła sztywnym krokiem parę metrów i skrzyżowała ramiona. Wiatr wył, a Szkotka wręcz czuła, jak wysoko się znajdują. Zdusiła w sobie strach - na pewno nie pokaże, że się boi. Nie przed Reedem. Wzrok wolała skupić na Shawnie, niż patrzeniu na balustradę. Ciekawe, ile osób skoczyło?
- O jakim gabinecie mówiłeś? Chyba nie zostałeś nauczycielem - parsknęła śmiechem, patrząc na niego z ognikami w błękitnych oczach. - Strzelałabym, że już prędzej sprzątaczem, ale oni nie dostają gabinetów.
Przechyliła nieco głowę w prawo, czekając na odpowiedź mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 12
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 592
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie 7 Maj - 13:57

Czy on był jakkolwiek uczony? Nieświadomie. Rodzice mięli go zawsze w dupie, na drugim planie. Byli bogaci, więc mogli żyć szczęśliwie jednocześnie odstawiając syna na drugi plan, załatwiając mu "szczęśliwe" życie jako bogaty nastolatek.
Niektóre cechy Shawna i Fire były do siebie zbliżone, on żeby się wyluzować grał na pianinie, bądź malował. Co było niepodobne do jego stylu życia. Wielu by powiedziało, że tam nie ma miejsca na takie czynności, na muzykę.
Shawn przyglądał się jej ze spokojem, udając, że nie zwrócił uwagi na jej różdżkę. Nie bał się, że Blaithin go zaatakuje. Na razie wystarcza fakt, że jest zszokowana jego widokiem. A był pewien że jest, gdyż nigdzie jej nie poinformował, że znajduje się w Hogwarcie.
- Miłe widoczki? To chodź tu do barierki, razem pooglądamy widok lasu, błoni. - Zaprosił ją do balustrady. Oczywiście nie wiedział o jej lęku, był to zbieg okoliczności. Sam zaś zignorował jej ironię, nie wysilając się odpowiedzieć podobnym.
- Słonkiem? Zawsze nim będziesz, lecz jak słoneczko już zachodzi, więc nie chce cię urazić Blaithin. Czy tam skarbie, jak wolisz – rzucił nie odwracając się, stojąc do niej tyłem. Przypomniały mu się wszelkie listy, jakie do siebie wysłali. Czasem tak jak ona, zastanawiał się po co to robili. Czemu w pewnym momencie nie spalił tych listów i zostawił to w cholerę? Cóż, nie kierowała nim ani chęć poznania człowieka, ani ciekawość. Więc co?
Odwrócił się, patrząc jej prosto w oczy. Ręką poprawił sobie włosy, które opadały mu na czoło.
Oczywiście, że nie mówił o gabinecie w szkole. Nie miał takiego, asystenci nie otrzymują czegoś takiego. Mówił o pracy na Nokturnie i teraz chwilowo i niezauważalnie się zawahał. Dopiero po trzech sekundach zdecydował, że może już jej tylko trochę zdradzić to co robi.
- Nie zostałem nauczycielem, miałabyś już ze mną lekcję przecież. Mówiłem o gabinecie w miejscu na Śmiertelnym Nokturnie. Czy tam sprzątam to już sama musiałabyś się dowiedzieć. – Uśmiechnął się drwiąco do niej i oparł się o balustradę.
- Mimo wszystko, sprzątacz wciąż lepszy niż życie na łasce rodziców wielkiego rodu Dearów. Może jeszcze od jakiegoś braciszka hajs dostajesz? Za bycie „wspaniałą siostrzyczką”? – Zaśmiał się równie pogardliwie co ona przed chwilą.
Wyciągnął papierosa i zapalił, wciąż wpatrując się w dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Rumunia, Japonia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 28
  Liczba postów : 26
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14537-elentari-vanice-edra-reyne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14546-nie-chce-mi-sie-wymyslac-fajnej-nazwy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14545-takajeranuriszi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14544-elentari-v-e-reyne




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon 26 Cze - 1:29

Na astronomii nie pojawiałam się zbyt często, a prawie w ogóle, więc nie zdziwiłabym się, gdybym nie zdała przez ten właśnie przedmiot. Lecz co się okazało później, nie było źle.
Dostając kartkę z zadaniami, trochę się obawiałam, ale w sumie to miałam wywalone. Mogłam nie zdać, i tak idę na studia. Nie miałam pojęcia, kim chce być w przyszłości, więc dla mnie było to korzystne, miałam w dupie to i ten przedmiot.
Tak jak się spodziewałam, na pierwsze pytanie zupełnie nie potrafiłam odpowiedzieć. Widziałam jakiś jeden gwiazdozbiór, lecz nawet nie potrafiłam go dobrze nazwać, więc z trudem dostałabym jeden punkt. Strzeliłam tą nazwę i wzięłam się za zadanie drugie, które dla niej wydawało się dużo łatwiejsze. Wielu by na nie narzekało, lecz jeśli chodzi o obliczenia i tym podobne, nie miała z tym problemów. Akurat sposoby obliczenia znała i też bardzo dobrze rozwiązałam to zadanie. Wyszłam, nie bojąc się już, że nie zdam z tego przedmiotu.

Kuferek - astrologia i wróżbiarstwo: 0
Kostka - zad. 1: 1
Kostka - zad. 2: 6
Suma: 7
Ocena: Zadowalający
Strona - losowania: http://www.czarodzieje.org/t8706p975-losowania-na-egzaminy-i-oceny#391473 (przedostatnie, dałem cztery kostki ale wykorzystuje dwie pierwsze)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   

Powrót do góry Go down
 

Szczyt Wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 14 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wieze
 :: 
wieża astronomiczna
-