Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Szczyt Wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 15  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Szczyt Wieży   Sro Maj 02 2012, 11:46

First topic message reminder :

Opis zadań z OWuTeMów:
 

Zazwyczaj nie lubiła wchodzić na tak wysokie punkty. Schody są przecież jej największym wrogiem i tego się będzie trzymała do końca życia. Jednakże kiedy tak sobie myślała ostatnio – jeśli pojawiłaby się sytuacja każąca jej uciekać, to łatwiej jest schodami w dół do dormitorium niż w górę, prawda? Szczególnie, jeśli ktoś ma bardzo słabą kondycję.
Pięćset schodów zdawały się mordować wręcz, ale widok był tego warty. Gdy wieczór rozciągał się wokół Hogwartu i zatapiał w sobie wszystkie pobliskie tereny, ten lekki półmrok unoszący się zza pięknych krajobrazów... To wszystko było takie spokojne. Takie przeciwne do jej ostatnich przeżyć, które wywoływały w niej wiecznie rozemocjonowanie tak, jakby cały czas miała okres... Zabawne, że mówię o tym akurat teraz. Kiedy to ma się spotkać z Finnem.
Oparła się plecami o jedną z barierek uparcie wpatrując się w wejście na wierzę. Ubrana wyłącznie w jakąś skromną, czarną sukienkę na ramiączkach ze spokojem przyjmowała ciepły wiatr uderzający o jej ciało i rozwiewający długie włosy. Dobrze, że było już blisko do lata. Dzięki temu nie marzły jej nogi odziane wyłącznie w krótkie, czarne stopki. Czekała w zniecierpliwieniu. Powie, co ma powiedzieć i stąd pójdzie. To najlepsze rozwiązanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro Mar 27 2013, 21:09

Casper od kilku dni miał wrażenie, że nadchodzą dla niego ogromne zmiany. Przerażało go to, że nie mógł pojąć tego, co się z nim dzieje, ale to nie był główny problem. Zadziwiające było to, że nawet ojciec się z nim skontaktował, a raczej błagał o spotkanie... Casper był despotycznym kretynem, więc odmówił z szerokim uśmiechem i się pożegnał. Coś w stylu: "gadaj sobie zdrów i pocałuj mnie w dupę...". Chamskie? Villiers'owe nazwisko. Zdążył wyrobić pewną opinię o swojej rodzinie i nawet nie starał się tego zmienić. Nie potrzebował tego... Dlatego dzisiaj, kiedy dostał kolejny list od razu wyrzucił go do kosza i tyle. Pewnie ostatecznie miał przerąbane... Ale to nic... Ciągnął teraz po schodach dziewczynę. Chyba Krukonka. Metr sześćdziesiąt osiem, kobiece kształty, szafirowe oczy, piękne blond włosy... Idealna na dzisiejszy wieczór. Wybrana z precyzją butelki wina i teraz to wszystko należało do niego... Nie mógł się powstrzymać, by nie rozbierać jej po drodze i obiecywać raju i wszystkiego, co on może jej zapewnić... Kiedy znaleźli się prawie na szczycie miał chyba zamiar przejść do sedna sprawy, bo już ją pchnął na balustradę i przyciągnął do siebie. Niekoniecznie po to, by objąć przyjacielskim gestem... Ale dokładnie w tej samej chwili zobaczył, że nie są sami... Przyłożył dłoń do jej ust, aby była cicho, choć i tak pewnie było już po 'ptokach'... I wtedy cały czar tego wieczoru prysł. Już nie cieszył się z nowej zdobyczy... Dziewczyna, która była na wieży to nie była kolejna z tysiąca jakiś chorych. To była Cornelia... Rozpoznałby ją wszędzie, choć tak często wypierał jej obraz z pamięci... Aż wreszcie ścisnął za rękę swoją towarzyszkę i wyprowadził szybkim ruchem.
- Spotkamy się innym razem. - Syknął do niej i obrócił się na pięcie, aby spojrzeć na swoją kochaną siostrę... - Co Ty tu robisz? - Rzucił oskarżycielsko. I nie wiadomo czy chodziło mu o powrót czy oto, że łaziła o takich porach po wieżach. No naprawdę. Co on teraz miał biedny zrobić? On nie miał uczuć przecież.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro Mar 27 2013, 21:45

Cornelia nie musiała długo czekać, aby ktoś przerwał jej w degustowaniu się wczesnowiosennym wieczorem. Tak jak przypuszczała. Z cichą nadzieję, że to ktoś kogo zna skierowała spojrzenie zielonych oczu ku schodom.. To nie były jednak odgłosy zwyczajnego, spokojnego wchodzenia po schodach. Normalny człowiek robi to jakoś delikatniej. Chwilę później okazało się, że to jakaś bardzo zainteresowana sobą para. Dziewczyną uśmiechnęła się ironicznie. Pomyślała, że muszą być naprawdę ogarnięci wielkim pożądaniem, jeśli nie przeszkadza im fakt, że na szczycie wieży astronomicznej jest, po pierwsze, niewygodnie, a po drugie zwyczajnie zimno. Hipokrytka - przemknęło jej przez myśl. Sama lepsza nie była, a i tak krytykowała w myślach poczynania innych uczniów. Kiedy jednak tak bardzo zajęta sobą para znalazła się w takiej odległości, że mogła rozpoznać ich twarze, wybuchnęła śmiechem. Ale nie był to śmiech przyjemny dla uszu. Raczej przepełniony sarkazmem i czymś złośliwym. Casper równie szybko zorientował się, że osoba, która widziała zajście to jego własna siostra.
- No, no... Która to w ciągu tego miesiąca? Dziesiąta czy było ich więcej? - powiedziała, bacznie lustrując go spojrzeniem. Nie spodziewał się jej tu, to było widać. Od czasu pamiętnego zajścia nie kontaktowała się z nim wcale. Tylko matka przekazała w liście jakieś marne życzenia na Boże Narodzenie, które zresztą bez zgody córki napisała, żeby przypadkiem jej ukochanemu synusiowi nie zrobiło się przykro. Jaka ona była naiwna. Cornelia miała czasami ochotę uświadomić jej, że Ślizgon nie jest taki idealny, za jakiego go uważa. Nie chciała jednak ranić matki opowieściami, jakie mogła jej przekazać. A miała ich w zanadrzu dużo. Bardzo dużo.
- A co? Nie spodziewałeś się mnie tak szybko? Wróciłam wczoraj wieczorem. Zresztą tata chyba Ci to przekazał w liście. - odparła, obracając się przodem do brata. Trochę zdziwił ją jego oskarżycielski ton. Choć w sumie mogła się tego spodziewać. Dla niej samej jej brat był zagadką. Czasami zgrywał rolę dobrego brata, czasami traktował gorzej niż mogłoby to przejść przez myśl. Ona zresztą nie pozostawała mu dłużna. Ta relacja była naprawdę dziwna. A po tym co stało się pół roku temu już w ogóle nie miała pojęcia jak to wszystko będzie wyglądać. Sama Villiersówna miała w tej kwestii rozdwojenie jaźni - w jeden dzień go rozgrzeszała, potem znowu obarczała go winą.
- Hm, długo się nie widzieliśmy, nie sądzisz? Stęskniłeś się coś trochę? Może spotkamy się przy kremowym piwie jak prawdziwe, kochające się rodzeństwo i opowiesz mi co działo się w szkole, co u Ciebie? - starała się mówić neutralnym tonem, ale podświadomie i wbrew jej woli, słowo "kochającym" było jakby zaakcentowane. Zawiał mocniejszy podmuch wiatru, a ona założyła ręce w ramionach, pragnąc się ogrzać. Co jak co, ale nie spodziewała się, że pierwszą postacią jaką spotka po przerwie w nauce będzie Casper. Jeśli miałaby być szczera z samą sobą, obawiała się tego spotkania. Ale jeśli już do niego doszło to chyba dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro Mar 27 2013, 21:58

Podobno pewne rzeczy nigdy nie powinny się zdarzyć. Tak, jak np. to spotkanie, które przerwało mu całkiem przyjemną wizję wieczoru i zamieniło ją na spotkanie z siostrą. Co to w ogóle za dyskoteka? Czy matka nie rozumiała go, kiedy mówił: "Beauxbatons"? A może zatrzymał się na zdaniu: "Ona jest trudnym dzieckiem". Ta. Najwidoczniej w tym domu jego zdanie nie liczyło się za mocno i nie miał zbyt wielu fanów by wprowadzić tam odpowiednie reformy.
Najpierw zaatakowała go śmiechem. Zaraz potem jakimś durnym pytaniem, co ona sobie wyobrażała? Że on ją przytuli i zaniesie do łóżka oraz poczyta bajeczki? A może sprawdzi temperaturę? Cholera. Znów był ironiczny. Ona wyszła ze szpitala, ona wróciła. Jeśli teraz wszyscy się dowiedzą, że to zrobił, albo nieopacznie do tego doprowadził to wszyscy zaczną się wściekać i żądać od niego, jakiegoś postanowienia poprawy. Przez te pół roku zdążył się pozbierać i nawet nie przejmować się tym za bardzo, a ona tu od razu zaczyna jakieś herezje. I jak tu żyć z dziewczynami? Do tego teraz znów będzie musiał pilnować, aby nikt nie położył łapsk na niej. Już dość tej komedii.
- Liczysz je po to, aby zostać moją księgową? Wystarczą mi ich imiona. - Rzucił złośliwie opierając się o balustradę... Uwielbiał wysokość, oglądanie wszystkiego z góry, to go uspokajało. Pewnie dlatego wybrał te miejsce na szybki seks biorąc pod uwagę sytuację z SMS. No nic. Prychnął coś pod nosem, kiedy gawędziła wesoło o ojcu... Jasne, że przysłał list. Nie wiedział, co się stało, albo udawał kretyna. Nieważne. Casper pojawił się w domu, aby poinformować ich o tym, co zrobił i tyle. Nic więcej. Nawet się nie wzruszył. Powiedział, że zawsze ktoś inny mógł to zrobić, a tak to wszystko zostanie w rodzinie. Proste.
- Nie otwieram od was poczty. - "Od was", czyli od dziwnej rodziny. Co mu po życzeniach, czy może po jakiś listach, w których pytają oto, co ostatnio zwalił. Kogo to obchodzi? On miał prawo do własnego świata, a Cornelia próbowała mu to zabrać. A wpędzanie go w poczucie winy to bardzo odważne posunięcie, może powinien z nią w to zagrać?
- Kochające się rodzeństwo. Chyba za dużo mugolskich seriali widziałaś. - I koniec. Tyle z jego uprzejmości. Chyba był gdzieś pomiędzy wściekłością, a nieokreślonym uczuciem ulgi, że wróciła do szkoły dla normalnych, a nie ośrodka z wieżyczką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro Mar 27 2013, 22:28

Kiedy tak patrzyła na Caspra sama nie wiedziała co czuję. Z jednej strony czuła do niego obrzydzenie i pogardę. Miała niezaprzeczalne prawo do tego, aby go nienawidzić. Aby już nigdy z nim nie rozmawiać, nie patrzeć na niego. Potrafiła wybaczać, ale w tym przypadku nie było to takie łatwe jak zazwyczaj. Od tamtej wrześniowej nocy wiele się zmieniło. A czy ona się zmieniła? To było bardzo dobre pytanie, na które w gruncie rzeczy odpowiedziała sobie siedząc w pustym przedziale Hogwart Expressu. Nie. Jest dalej taka sama. Tak samo energiczna, tak samo pragnąca kontaktu z ludźmi. Była może tylko nieco mniej odważna. W chwili obecnej wręcz nie przechodziło jej przez myśl, aby na przykład iść o tej porze do Hogsmeade. To małe miasteczko, a zwłaszcza jego jedna boczna uliczka przyprawiała ją o mdłości. Z kolei wiedziała też, ze nie może stuprocentowo winić brata. Gdyby tam nie poszła, gdyby nie zrobiła takiej głupoty to też by się nie zdarzyło. Ale jeśli on darowałby sobie wtedy tą bezsensowną kłótnie, te słowa, tak okropne, jakich nie usłyszała nawet od najgorszego wroga. Pff, głupie rozmyślania. Stało się i się nie odstanie. Myślami wróciła do rzeczywistości. A spotkanie, do jakiego doszło, nieco ją przytłaczało. Na brodę Merlina, jaka ona była rozbita. Nie wiedziała jak ma się zachować. Przy własnym bracie, którego wyzywanie i obrażanie kiedyś nie sprawiało jej żadnego problemu. Ba, to była przyjemność! A i zapomniałam. Chyba stała się trochę bardziej wrażliwa.
- Jesteś idiotą. Chociaż w sumie, matka dalej tego nie widzi. A uwierz, wolałam jej nie uświadamiać. - gadali o bzdurach, a oboje zapewne niesamowicie czuli, jak krąży nad nimi coś przytłaczającego. To było naprawdę niekomfortowe. Przyjrzała mu się dokładniej. Nie zmienił się. Zewnętrznie przynajmniej. Bo wnętrze Villiersa było zawsze trudne do zdefiniowania.
- Może faktycznie za dużo. Miałam wiele czasu, aby je oglądnąć, uwierz mi. - powiedziała z przekąsem. W jej głowie wszystko buzowało. Chyba najbardziej pomogłoby jej, gdyby po prostu krzyknęła. Uderzyła go, popchnęła, cokolwiek byleby wyrazić to co teraz odczuwała. Z niewiadomych przyczyn opierała się jednak dalej o tą balustradę, nie spuszczając z niego badawczego spojrzenia.
- Nie przyjechałeś na święta. Matka płakała cały wieczór. - zapomniała dodać tego, gdy wspominała o liście. Podświadomie chciała go czymś wzruszyć. Sprawić, żeby przestał być taki zimny, zatwardziały. Ona nigdy tak nie potrafiła. Była to zła cecha, choć czasami zazdrościła tego bratu. Ale patrząc na ilość panienek, jaka się za nim uganiała, innym dziewczynom chyba to imponowało.
- Bez kremowego piwa czy z nim, whatever. Coś powiedzieć mi możesz. Czuję się nieco nie w temacie, słuchając o tym co się działo. - to udało jej się powiedzieć całkiem normalnym tonem. Spojrzała na zegarek, który miała na lewym przegubie. Późno było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw Mar 28 2013, 11:57

Próba wywoływania w nim jakichkolwiek emocji powinna być zabroniona i napisana w statucie szkolnym, bo on był tak nieprzewidywalny, że nigdy nie wiadomo było o co mu chodzi. Zatem jego zdjęcie powinno zagościć nad stołem nauczycielskim z podpisem: "uwaga! nie zbliżać się." I tyle. Chociaż pewnie z tego tytułu miałby jeszcze więcej fanek, ale cóż. Najwidoczniej był tak świetny, przystojny, boski, mądry, genialny, (...), czarujący, że nie sposób było mu się oprzeć. Powinien pomyśleć o tym wszystkim i ustalić jakiś plan działania, ale na razie był zbyt leniwy by cokolwiek takiego zrobić. Zatem wreszcie przeniósł wzrok na Villiers'ową i pokręcił głową z niedowierzaniem. Serio? Jedyny tekst? "Matka płakała cały wieczór?". Ach Matko kochana, kobieto wspaniała, która porodziła syna swego jedynego, a alfonsa tutejszego. Och kobieto, któraś stworzyła dom miodem płynący i na świat sprowadziłaś siostrę dorastającą... Och Matko, któraś pobrałaś się z idiotą, och matko, któraś byłaś tłuczona przez ojca... Och matko. Płakałaś cały wieczór? Wszystkie Twe łzy należałoby zebrać chusteczką jedwabną...
Dobra. Starczy tego przedstawienia, jeszcze ktoś mu się wedrze do umysłu i weźmie to wszystko na serio. Ale nie pozostawało mu nic innego, jak powiedzieć cokolwiek i jakkolwiek. Chyba.
- Mówiłem, żebyście się mnie nie spodziewali. Nie zwykłem udawać szczęśliwej rodzinki. - tu padło na nią wymowne spojrzenie. Zawsze, kiedy zaczynały się choinki, prezenty i bombki on zawsze musiał stać i w czymś pomagać, a ona z ojcem cieszyła się z każdej głupiej rzeczy. Ciekawe po co? Ostatnie święta, które były tak sztuczne zakończyły się wyjściem rodziców z czego matka wróciła troszeczkę posiniaczona. A ten byk? A nic. Uśmiechnął się do Cornelii i zabrał ją na wspólne kolędowanie. Nie żeby Casper był wtedy wyjątkowy. Absolutnie. Matka się na niego wydarła, żeby się nie wcinał w cudze sprawy, więc zebrał swoje rzeczy i wyszedł. Od tamtego wieczora już nic nie było takie samo. A więc po prostu znalazł czas na powrót do szkoły. Tu przynajmniej nikt się do niego nie rzucał. Jasne, że mała Villiers właśnie przez te ślepe uczucie z ojcem tego nie dostrzegała, ale on nie był kimś, kto powinien jej to wytłumaczyć. Gdyby nie geny i wspólne nazwisko mogliby po prostu się nie znać, a mu nie przydałaby dziwna funkcja brata. Przecież on nią gardził. Może przez to, że widział w niej ojca? Nieważne jaki miał powód. Ważne, że efektowny.
Zaraz przerwała mu rozmyślania, żeby rzucić coś o dziewczynach. Całkiem uroczo z jej strony, ale nie potrzebował niańki, a ona nie potrzebowała jego. A może po tym ostatnim zdarzeniu coś się zmieniło? On nawet nie odwiedził jej w szpitalu, ale na kilka dni zniknął ze szkoły. Wtedy to ojciec go szukał, ale przerwał, kiedy zorientował się, że Casper jest w takim wieku, że może mu z powodzeniem oddać i nie skończy się to złamanym nosem. Nieodrodna kopia swojego dziadka... Tyle mu z tego zostało.
A teraz Cornelia próbowała mu wmówić, że powinni wybrać się na kremowe piwo i porozmawiać o jego życiu. Już leciał. Już biegł. Już miał plan. Zero litości. Przecież on nic nikomu nie mówił. Miał teraz zgrywać kochanego braciszka, bo to jego wina? Gdyby wtedy się nie przespała z tamtym kolesiem Casper nie krzyczałby i nie doszłoby do tego... Ale jednak był wciągnięty w ten ciąg przyczynowo skutkowy, więc musiał to gdzieś trzymać... Dziwne, nie? Bardzo dziwne, że to wszystko było takie skomplikowane.
- Umów się z koleżankami. Nie jestem dobrym źródłem informacji. Albo poczytać Obserwatora. - Uła. Podpowiedział jej, ale jednocześnie nie zaproponował siebie. I wystarczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw Mar 28 2013, 13:02

Jego zachowanie bardzo wyraźnie dawało do zrozumienia, że jest tym samym
cynicznym, wrednym i niecierpiącym jej chłopakiem. Podświadome próby
wymuszenia na nim jakiś wyrzutów sumienia spełzły na niczym, co ją nieco zirytowało. Nie lubiła nie osiągać swoich zamierzeń. Chwilę potem uświadomiła sobie jednak, że jej zachowanie jest bardzo irracjonalne. Głupia rodzina!
- Oczywiście, rozumiem. Zawsze musisz robić tylko to, co akurat Tobie odpowiada i nie przejmować się innymi, zdążyłam zauważyć. - nadmieniła z przekąsem. Spojrzenie zielonych oczu świdrowało go teraz na wskroś. Relacje w ich małej familii były specyficzne i z perspektywy czasu sama to widziała. Ale nigdy, przenigdy nie mogła zrozumieć jego podejścia do sprawy. Fakt, ojciec raczej nie traktował go zbyt dobrze, w przeciwieństwie oczywiście do tego jak zachowywał się w stosunku do Cornelii. Córeczka tatusia - zawsze tak mówił, gdy widział ją po długiej nieobecności. Matka zaś, chyba żeby zrekompensować brak ojcowskiego wsparcia kochała Caspra aż za bardzo. Pobłażała mu, była ślepa na wybryki. I to było naprawdę denerwujące. Wiatr znowu zawiał, a Ślizgonka aż się wzdrygnęła. Skierowała teraz spojrzenie ku widokowi, jaki rozciągał się z wieży. Imponujące.
Umów się z koleżankami. Nie jestem dobrym źródłem informacji. Albo poczytać Obserwatora. - ten chłód jaki bił z jego głosu był wyjątkowo przeszywający. Ale cholera, co ona zrobiła się taka wrażliwa! Bezsensowne obelgi starszego brata przecież nigdy nie robiły na niej większego wrażenie. Aż do kiedyś. W pamięci odtworzyła wszystkie słowa, jakie jej wtedy powiedział. Nikt nie powinien mówić takich rzeczy, uwierzcie. No ale było, minęło. W chwili obecnej wszystko było już prawie w normie. Ten półroczny odpoczynek bardzo jej pomógł.
- Dziękuję za radę, na pewno skorzystam. Poza tym, ostatnio byłeś bardziej wylewny. - stwierdziła, znowu zwracając wzrok na jego twarz. Panowała ciemność i ciężko było dostrzec jakikolwiek wyraz jego twarzy. Choć mogła podejrzewać, że raczej nic swoją mimiką nie wyrażał. Jak zwykle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Czw Mar 28 2013, 14:57

Właśnie. Chyba to był błąd Cornelii. Miała do niego pieprzone pretensje o wszystko. Nie jego wina, że matka go tak traktowała. Mogła go wyrzucić z domu i w ogóle, ale nie. Ona najwidoczniej miała własną filozofię. Był, jednak pewien, że nie odrzucała Cornelii. Nigdy by tego nie zrobiła. Chociażby przy mężu, który dopiero przy drugim dziecku postanowił zostać ojcem. To pozowanie go irytowało. Nie zrozumcie Caspra źle, ale miał wrażenie, że ta mała chciała mieć wszystko. Chciała być w centrum uwagi i dlatego miała pretensje o jakąś miłość matki. Nieważne zresztą, bo Casper z nią nie konkurował. Nawet nie próbował! No bo po co? Co kogo obchodzili inni? Urodziła go. Całkiem niepotrzebnie. Chociaż seks był przyjemny, więc może dobrze. Nienawidził posranych akcji. Kiedy Julie przechodziła do niego i mówiła, że ma oczy ojca, albo w młodym wieku zachowywał się podobnie, jak młody Villiers. Po co mu to? Na co? Może ten obrazek go zmuszał do mdłości? Fu. A teraz ta Cornelia, która za wszelką cenę próbowała zostać jego siostrą. Ale po co? No pokażcie mi jeden powód! Po co do jasnej cholery chciała wtargnąć? Co jej po tym? NIC. Bo on jej tego nie da i jednocześnie nikt mu tego nie odbierze. Tajemnic, dziwnych przeżyć, chorych sytuacji.
- Tak właśnie muszę! - Wyrwało mu się z ust niemal krzykliwym tonem, ale zaraz potem uspokoił się i wrócił do opierania się o balustradę. Co mu po tym? Jeszcze więcej kłopotów. - Wybacz. Nie wszyscy mają zabezpieczenie szczęśliwej rodzinki. Wolę samotność. - Koniec zdania. Jedyni ludzie, którzy coś dla niego znaczyli to dziewczyny, z którymi sypiał raz na jakiś czas i to w miarę regularnie. Czasem z nimi rozmawiał i było dobrze. A więc o co jej chodziło? Starczyło mu bliskich osób.
I wróciła do tego feralnego dnia, którego nienawidził nie tylko ze względu na to co zaszło. Najgorsze było to, że znalazł tego skurwysyna (przepraszamy za wulgaryzmy) i pozbawił go twarzy, pieniędzy i wszystkiego. Tego samego dnia o mało go nie zabił. Koleś chyba i tak już nie żył. Casper nie musiał sobie brudzić rąk. Proste.
- Trzeba było się nie pchać do łóżka to by do tego nie doszło, a to się zachciało i masz. Sprowokowałaś mnie. - Tak. To musiała być jej wina. Casper był zbyt boski, żeby to było choć trochę na niego zrzucone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pią Mar 29 2013, 12:08

Cornelia podciągnęła się na rękach i usiadła na balustradzie. Nigdy nie miała lęku wysokości, więc nie sprawiało jej to żadnego problemu. Uniosła twarz ku górze pozwalając, aby zimne podmuchy wiosennego wiatru omiotły jej twarz. Słysząc słowa brata, zaśmiała się. Nie był to jednak śmiech wesoły, raczej ironiczny i przepełniony jakimś chłodem.
- Też masz takie zabezpieczenie, tylko wciąż je odrzucasz. - odparła, kierując ponownie spojrzenie zielonych oczu na Caspra. Młody Villiers był dla niej zagadką, choć wcale nie miała chęci, aby ją rozwiązywać. Oni nie byli zwyczajnym, słodkim rodzeństwem. On szczególnie się o nią nie troszczył, jej nie obchodziły jego poczynania. Jeśli ktoś nie wiedział, że są rodziną, naprawdę trudno byłoby to zauważyć. Bo, w gruncie rzeczy, mieli do siebie stosunek taki, jak mogliby mieć do każdej innej, szczególnie irytującej osoby. No cóż, takie życie. Oho, Casperek się denerwuje. Ale to nawet dobrze. Jego słowa na początku ją uderzyły, ale wypracowała już w sobie umiejętność nie okazywania tego, co naprawdę teraz pomyślała.
- Jesteś skończonym, bezczelnym, skurwiałym idiotą. Sumienie cię gryzie, a Ty to próbujesz zamaskować mówiąc właśnie takie rzeczy. Naucz się myśleć jak dorosły, bo teraz sobą nic nie prezentujesz. Przepraszam, nigdy sobą nic nie prezentowałeś. - powiedziała bardzo spokojnym tonem. Aż za bardzo. Ona była mu skora naprawdę wybaczyć! Tylko żeby się wreszcie opamiętał. Cornelka chyba nie zdawała sobie sprawy, że Ślizgonowi może na tym wcale nie zależeć. Ale ona myślała swoje.
- Wiesz, żałuję, że byłeś pierwszą osobą, jaką tu spotkałam. W sumie to zawsze mnie wkurzałeś, ale teraz to już przekraczasz wszelkie granice. - skwitowała, przywołując na twarz ironiczny uśmiech. Nie, ona nie będzie krzyczeć. Bo po co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pią Mar 29 2013, 17:42

"Jesteś skończonym, bezczelnym, skurwiałym idiotą." - miód na moje serce - pomyślał Casper i roześmiał się tym swoim diabelskim tonem, który uzyskiwał po prochach. Jakie dziwne, że teraz nie potrzebował tego i dobrze. Niech zobaczy jaki jest naprawdę. Niech wreszcie zrozumie, że nienawidzi ludzi i rzyga ich obecnością, pieprzonymi uczuciami i obietnicami bycia ze sobą na zawsze. Rzygał tymi serduszkami i kwiatkami, które musiał podawać dziewczynom, żeby je zmiękczyć. Wtedy szły z nim do łóżka bez zająknięcia. To mała cena za pogodną noc, kiedy krzyczały jego imię z zadowoleniem. A co? Ktoś zaprzeczy? Sprawiał im przyjemność. Niektóre natychmiast wracały do swoich chłopaków, ale to już nie było to samo. Z jednej strony obawiały się, ze Casper wygada się, iż z nim spały, a z drugiej? Z drugiej chyba czuły się źle z tym, że zdradziły swojego ukochanego. Casper uważał, że te dziewczyny po prostu umawiają się z nudnymi ludźmi. On umiał się dostosować. Pewnie dlatego, że to są pojedyncze spotkania, na których musi komuś zaimponować, więc stara się zrobić dobre wrażenie. I to wszystko to był on. Płytki, gruboskórny, nic do nie trafiało, a raczej omijało. Zawsze chamski, niewychowany, arogancki, pusty, ale inteligentny i błyskotliwy. Umiejący dostrzec emocje, aby je wykorzystać. W tej chwili np. wiedział, że Cornelia potrzebuje jego przeprosin i ciepła od rodziny, ale czemu miałby to zrobić? Gdzie w tym korzyść? Kiepsko. On był taki... Diabelski.
Wreszcie spojrzał na nią szeroko-otworzonymi oczyma i powoli wzbierał w sobie siłę na kolejne słowa:
- Dobrze, że już doszłaś do takich wniosków i nie muszę Ci w tym pomagać. To zdecydowanie ułatwia nam sprawę. - Wzruszył ramionami. Po tym wszystkim, co zrobił oczekiwała, że ją przeprosi? No proszę was. Mógłby się jeszcze załatwić na całą sytuację i wsadzić w to chorągiewkę... Taki był szalony!
- Byłbym bardzo szczęśliwy gdybyś zachowywała się teraz normalnie i nie szlajała się po ulicach. Nie będę sobie brudził znowu rąk, żeby się pozbyć kolejnego kutasa. - I znowu wzruszenie ramionami, jakby nie zdawał sobie sprawy, że właśnie wydał jej jeden ze swoich sekretów. On kurwa... Właśnie jej powiedział, że pozbył się gwałciciela... Na zawsze. No dzień dobry jestem Casper Villiers i nienawidzę siostry, ale to nic. Hehs.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pią Mar 29 2013, 18:48

Cornelia była całkiem inna od brata. Mimo, że należeli do tego samego domu, różnili się znacząco. Ona nie pałała taką nienawiścią do otaczającego ją świata. Wręcz przeciwnie. Ciągnęło ją do ludzi, lubiła zawierać nowe znajomości i spędzać czas w towarzystwie innym. Potrafiła utrzymać przy sobie przyjaciół i mimo wszystkich swoich wad być lubianą przez innych uczniów. Tak przynajmniej myślała. Kolejna ironiczna wypowiedź Kasperka przeleciała przez jej głowę bez echa. Postanowiła ją zignorować, machając nogami na barierce niczym pięcioletnia dziewczynka. Już zeskakiwała z balkonu i miała ruszać do dormitorium, gdy doszły do niej kolejne słowa brata. - Byłbym bardzo szczęśliwy gdybyś zachowywała się teraz normalnie i nie szlajała się po ulicach. Nie będę sobie brudził znowu rąk, żeby się pozbyć kolejnego kutasa. ŻE CO PROSZĘ? Stanęła jak wryta i odwróciła się w jego kierunku. Co to mogło znaczyć? Wiedziała, że Casper miał niepoukładane w głowie, ale żeby do tego stopnia?! Z przerażoną miną chwyciła go za ramiona i mocno (w jej mniemaniu) nim potrząsnęła.
- Co zrobiłeś? Błagam, powiedz, że żartujesz. - powiedziała głosem przepełnionym strachem. Dla niej zabicie człowieka było czymś... niewyobrażalnym. Po prostu tego nie rozumiała, nie dochodziło to do jej świadomości. Nigdy w życiu nie miała do czynienia z morderstwem. A teraz... Czy jej własny brat się tego dopuścił? Mężczyzna z baru był skurwielem, ale przecież na to nikt nie zasługiwał. Ona w ogóle była bardzo pokojowa i uważała, że żadna osoba nie jest godna umrzeć z rąk kogoś innego. To po prostu nie zgadzało się z jej moralnością. Czuła, jak powstaje między nimi napięcie. Wiedziała o nim coś, czego jeszcze nie dopuszczała do świadomości. Poczuła, że w chwili, gdy to powiedział zostali niewidzialnie związani jakimś sekretem. Patrzyła się tak na niego, tymi swoimi świdrującymi zielonymi oczami i oczekiwała jakieś relacji. Na brodę Merlina, żeby to były jego kolejne, idiotyczne żarty. Błagam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Mar 30 2013, 11:17

A czy on przywykł do tego, aby z kimkolwiek żartować? Raczej do tego, aby kpić i szydzić z innych, ale w żaden sposób nie możemy od niego wymagać zwykłego poczucia humoru, które przykładałoby się na codzienny stosunek do otoczenia. Wierzymy Casprowi czy nie? Wierzymy, że zabił tego człowieka czy doszukujemy się prawdy dalej? Jeśli wierzymy to czy teraz nie stało się coś okropnego? Czy oby nie wyrzucił Corneli, że jest współwinna? A może od początku czekał na jej powrót by tego dokonać? Może był sukinsynem, który teraz manipulował całą sytuacją iii... I co? Może trochę znów żartował... Cholera. Tyle pytań, a Villiers na żadne z nich nie chce odpowiedzieć. Dlaczego? Dlaczego milczy, kiedy powinien krzyczeć i wierzgać się po podłodze by w końcu wstać i rzucić się z wieży? Może powinien zrównać się z ziemią, roztrzaskać się na jej powierzchni i przestać manipulować, ale dopóki oddycha... Wszystkie procesy w nim zachodzące mają prawo istnieć. Może gdyby im odebrać istnienie... Nie. To całkiem niemożliwe... Casper jakby zaczął odkrywać przed nami karty, które głęboko skrywał, których się jednocześnie wstydził, albo trzymał na odpowiednią chwilę. Kim on jest? Czy faktycznie jest tym podrywaczem? Do jasnej... O co w tym chodzi? Villiers mów.

Ale Villiers nie chciał mówić. Chciał milczeć i uśmiechać się lekko do siostry... W pewnym momencie chciał ją przytulić, a w drugim obiecać, że więcej go nie zobaczy... W trzecim momencie tej historii chciał po prostu się zabić. Rozumiesz? Nie. On ma takie huśtawki emocji, które pod wpływem wszystkiego, co tu się dzieje ją takie niestabilne, że nie potrafią zapewnić mu stałości... Nawet w tym co mówi. Żadne poglądy się do niego nie kleją. Błędny człowiek, źle skonstruowany niż pozostali ziemianie.
- Jasne, że nie ja. Ja jedynie go przedtem skopałem... - No cóż. Może, jednak już teraz możemy odrzucić te złe zdanie o nim. Być może warto wybaczać. - Corn... Doprowadziłem go do rozpaczy, a zaraz potem pojawiło się Ministerstwo. To nie ja użyłem avadacośtam... To ktoś inny. On sam. - Blady uśmiech wstąpił na twarz Caspra, który tak długo wypierał ten obraz z pamięci. Czy nie oto w tym chodziło? Spójrzmy prawdzie w oczy. Zaraz po całym zajściu wiedział, że ma tylko jedną szansę by się zemścić. Wyszedł. To był dżdżysty dzień, którego nie sposób zapamiętać, jako pogodny i obfity w miłość. Wszyscy wtedy coś stracili. Na pewno jakaś część Caspra wyparowała, a potem powróciła, ale jakoś sztucznie doklejona. Niewiele ludzi miało wtedy powód do uśmiechu. A on ruszył... Znalazł tego delikwenta... Doprowadził go do łez, do rozlewu krwi, która sączyła się po ulicy. Bez zahamowania obserwował to co się działo, a jeszcze bardziej napędzały go słowa: "Twoja siostra to dziwka. Czy sam tego nie przyznałeś? Ale jest dobra w łóżku." Fakt, że sam był ojcem tej sytuacji i w ogóle nie znał człowieka wcale go nie uniewinniał. Szukał dalej... A potem pojawiło się Ministerstwo, zaraz po użyciu przez Caspra: 'crucio' zaraz po pierwszej sylabie, którą mruknął: 'ava...'. Zatrzymano go, ale ten człowiek sam się zabił. Nie splugawił Caspra. Chyba zdał sobie sprawę na co zasługuje... Oczywiście, że sprawa się ciągnęłaby przez szerokie lata, ale została zatuszowana. To Villiers... On potrafił sobie poradzić. Potrafił uratować swój własny tyłek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Mar 30 2013, 20:35

Myśli wirowały w jej głowie z prędkością światła. Tak zniecierpliwiona i przerażona równocześnie nie była chyba jeszcze nigdy. Bo jeśli to prawda? Ciąg zdarzeń jasno dawał do zrozumienia, że byłaby w tym jej wina. Przynajmniej ona myślała. A niestety, miała skłonności do obwiniania się. Nie mówiąc już o sprawach takiej skali. Momentalnie zrobiło jej się gorąco, nie czuła zimna, jakie panowało na dworze. Błagam, żeby to nie była prawda! Cornelia zauważyła znaczącą zmianę w wyrazie zmiany Caspra. Poruszenie tej kwestii sprawiło, że przestał emanować takim chłodem. I to właśnie taką osobę mogła nazwać swoim bratem. Nie bezwzględnego, aroganckiego idiotę. Ale bądźmy szczerzy. Rzadko mogła go takiego spotkać. Kiedy usłyszała jego odpowiedź, coś w niej opadło. Poczuła niesamowite uczucie ulgi. Choć przecież on nie zawsze mówi prawdę. A nie był osobą godną zaufania, to pewne. Znów ogarnęły ją złe przeczucia, choć już nie tak nasilone jak wcześniej. Dopiero teraz zorientowała się, że cały czas trzymała tymi swoimi wątłymi rączkami jego ramiona. Puściła je i odgarnęła opadające na twarz włosy.
- Jesteś pewien? Proszę, bądź ze mną szczery. - Nie zdziwiłaby się, jeśli miałby do niej pretensje o to nadmierne upewnianie się. Bo, halo, przecież był jej rodziną. Jak mogła po zaprzeczeniu pytać kolejny raz, czy dopuścił się czynu tak strasznego jak morderstwo. W tamtej chwili jednak o tym nie myślała. Po szesnastu latach spędzonych w towarzystwie Caspra trudno byłoby być czegokolwiek pewnym.
- Skopałeś? Doprowadziłeś do rozpaczy? Ministerstwo? O czym Ty opowiadasz? W co Ty się wpakowałeś? - Gdyby nie miała za grosz empatii, powiedziałaby mu, że to co zrobił jest na nic, bo w gruncie rzeczy to on był ojcem tego wydarzenia. Ale nie, Kornelka o tym nie myślała. Choć bolało ją, że dał nauczkę jej oprawcy, a nie stać go było na jedno, najprostsze "przepraszam". Dobrze zdawała sobie sprawę, że albo się tego nie doczeka, albo nastąpi to za naprawdę długi okres czasu. Poza tym, ależ ona była nieuświadomiona! Nie miała pojęcia do czego doszło w tamten pamiętny dzień, nic nie pamiętała. Teraz wiedziała tylko, że ten zwyrodnialec popełnił samobójstwo. Ale czy to była dobra kara? Cornelia nie poznała samej siebie, gdy w jej głowie pojawiła się myśl, że to nie odpowiednia kara. Wybrał śmierć ze strachu przed konsekwencjami. Tchórzostwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sob Mar 30 2013, 21:02

Co ja u cholery mam jeszcze powiedzieć? Może powinienem ją zabrać na lody i frytki plus magiczne jakieś zabawki... Eee, wesołe miasteczko? A może koszyk ze słodyczami do szpitala by załatwił sprawę. Ale jestem głupi. Naprawdę mogłem o tym pomyśleć wcześniej. Przecież ona się teraz nie odczepi. Będzie szukała brata i innych dodatków. Halo. Nie chcę jej. Po prostu pomogłem. Cholera. Pomogłem? Ble. Złe słowo. Albo nie... Uznałem po prostu, że nikt nie będzie niszczył ludzi, których niszczyć mogę tylko ja. No i Dżejkob ojciec rodu, ale on chyba tłukł matkę z przyjemności. Takie hobby. Hehs. Ale jestem mądry... No, ale co ta kobieta chce? Jeszcze mnie maca... - posłał jej spokojne spojrzenie, kiedy znów spytała oto samo, jakby nie zrozumiała za pierwszym razem. Ale to przecież była kobieta, więc całkiem możliwe, że tak było. One zawsze potrzebowały przeczytania czegoś głośniej czy tam jeszcze raz. Gdyby jej powiedział, że ładnie wygląda to pewnie by usłyszała i zrozumiała od razu, że to komplement, żeby wyglądać, jak burak przez cały wieczór, ale on chyba wyznał jej coś innego... Ajtam. Villiers'i. Pokręcona rodzina.
- Słuchaj. On nie żyje. Chcesz mu kupić znicze, a może kwiaty? Cornel ogarnij się... Zasłużył na to. Pomógłbym mu, ale mnie wyręczył. - Wzruszył ramionami biorąc głęboki oddech. W tym samym momencie założył ręce na karku i odsunął się od niej, aby przejść na drugi koniec wieży... Długo grzebał w kieszeniach zanim wyciągnął papierosy i odpalił jednego... E. I co teraz? Widać było, że trzęsą mu się dłonie. A raczej byłoby widać, gdyby było jasno... Ale to nic. Skoro jest ciemno to może sobie pozwolić na niekontrolowanie samego siebie całkowicie. Pokręcił głową nie wierząc w to, co za chwilę może się stać.
- Zrozum Corn. - Ale kolejne słowa nie mogły mu przejść przez gardło. - Jesteś moją... Eee. Siostrą. Córeczką tatusia i Julie. Musisz pojąć, że ojciec sam by go zabił w odpowiednim czasie... Ubiegłem go. Wielokrotnie zmuszał mnie, żebym Cię chronił, ale nigdy nie słuchałem. Miałem to gdzieś. Dzisiaj też. - Przerwał, aby spiorunować ją spojrzeniem, coby nie biegła mu w objęcia, bo wtedy chyba by pękł na sto tysięcy Kacperków i nie wiadomo, który by się w nim odezwał.
- Może i jestem sukinsynem, ale nie zniósłbym tego, że ten typ żyje. Powiedziałem, co powiedziałem. Wiem, że zadałem Ci ból. Nie uważam, że jesteś dziwką... Kurwą, szmatą... - Zaczął wyliczać przekleństwa, których użył tamtego dnia... OBoże, jak on to dokładnie pamiętał. Hehs. Kto by pomyślał... Ale chyba zrozumiał, że to działa na jego niekorzyść. - Po prostu tamten typ. Nie powinnaś mu się pchać do łóżka on się tylko założył. Wiesz o tym. Jeśli nie będziesz siebie szanować nikt Cię nie będzie szanował. - Hehs. Ale on mądry w ten piękny dzień, a sam zalicza laski na prawo i lewo nie zostawiając na niej suchej nitki. Hipokryta! - krzyczała publiczność.
- Powiem to pierwszy i ostatni raz. - Kolejny głęboki oddech, aby wypalić... - Masz szansę, żeby teraz coś zmienić. Nie spierdol tego. On nie żyje. Nie żałuję tego co się stało. Może i wyląduje w piekle, ale ten skurwiel... - Wrócił po kolejnego bucha to ukochanego fajka i zamknął oczy przerażony tym, co powiedział. Beznadziejny był... RODZINA.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Mar 31 2013, 11:52

Ona słuchała go tak, słuchała, a w jej głowie szumiało tysiące myśli na raz. Oparła się tyłem o balustradę kładąc na niej ręce. Spuściła wzrok ze Ślizgona, kierując go teraz ku górze. Powinna odpocząć. Pewności dodało jej spojrzenie, które jej posłał. Halo, przecież nie będzie podejrzewała własnego brata o morderstwo. Nie jest taki. Przynajmniej w jej oczach. Kiedy odszedł na bok, aby zapalić papierosa, powstrzymała się, żeby tego nie skomentować. Można w to wierzyć, albo i nie, ale Cornelia mimo swojej rozrywkowej natury nigdy nie zapaliła ani jednego papierosa. Nie było to nawet spowodowane jakimiś banalnymi przestrogami o zdrowiu. Tak po prostu jej się to nie podobało. Często wkurzała swoich znajomych (z których trzy czwarte to nałogowcy) krytykując, choć na żarty, ich uzależnienie. Słysząc jego kolejne słowa, pokręciła głową.
- Przestań, nie mów tak. Po co miałbyś brudzić własne sumienie kimś takim? - zadała retoryczne pytanie, przenosząc spojrzenie na chłopaka. Uśmiechnęła się lekko sama do siebie, kiedy przysłuchiwała się nieudolnym próbom Caspra do przyznania się do siostry. Szczerze mówiąc, gdyby dogłębnie przypatrzyć się ich relacjom, były strasznie dziwne. Ani on, ani ona nie traktowali się wzajemnie jak rodzeństwo, w ogóle. Lecz jeśli mieliby to zmieniać, to wynikałoby to raczej ze strony Cornelii. To raczej ona była mniej skłonna do kłótni, choć to też zależało od danej sytuacji.
Tym bardziej rozbawiło ją uzupełnienie tego zdania. Nie mógł sobie pozwolić na okazanie czegoś pozytywnego, wiadomo. Ale nie miała mu tego za złe. Może i jestem sukinsynem, ale nie zniósłbym tego, że ten typ żyje. Powiedziałem, co powiedziałem. Wiem, że zadałem Ci ból. Nie uważam, że jesteś dziwką... Kurwą, szmatą... Czy to było coś na kształt przeprosin? Sama nie wiedziała, choć pomyślała, że z ust Kacperka na pewno. Kolejne słowa zadały jej jednak ból. Ona nie pchała się nikomu do łóżka. Nie wiem, jak wyglądało to w jego oczach, ale w jej na pewno nie tak.
- Cieszę się, że już tak nie uważasz. - Akcent padł na słowo "już". - Ale ja mam szacunek do siebie, zawsze miałam. I nie możesz mówić mi, że tak nie jest. Nikomu nie pchałam się, nie pcham i nie będę się pchała do łóżka. Nigdy. - czego nie można stwierdzić o wszystkich Twoich koleżankach, braciszku. No ale tego już nie powiedziała, wolała ugryźć się w język przynajmniej na razie. Westchnęła cicho.
- Nie mam co zmieniać, Casper. Jestem taka jaka byłam, choć może mniej impulsywna i bardziej ostrożna. - odparła, starannie dobierając słowa. - Teraz tylko wystarczy odnowić stare znajomości, przyjaźnie. I zapomnę o tym wszystkim. Ty pewnie też, jeśli już tego nie zrobiłeś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Mar 31 2013, 12:23

Przerastały go konsekwencje tej sytuacji. On nigdy nie przepraszał. Nie musiał się przed nikim kajać. Wszystko się samo rozwiązywało i było całkiem przyjemną odskocznią od codziennych problemów ziemian. Oni musieli łazić z kwiatkami i uważać na siebie. Casprowi to nie przeszkadzało. Prawdą było, że dziewczyny leciały na chamów, a odrzucały czułych chłopców. Po prostu lubiły być pod wpływem kogoś bardziej despotycznego i pewnego siebie. Dawał im to. Chociażby przez jedną noc. Słowa Corneli, których nie wypowiedziała mogłyby być kolejnym argumentem na to, aby wzięła się na dystans i szanowała bardziej, jeśli nie chciała skończyć, jak jego panienki. Na razie, jednak nic nie mówił, bo stwierdził, że to i tak za dużo wszystkiego. Przeraziło go to... On nigdy nie powinien był tego wszystkiego od tak za jednym razem. Ale uwaga. Nie żałował.
Uśmiechnął się kpiąco zanim na jego twarz powróciła dawna maska, która chyba jakoś nierówno się do niego przykleiła. Milion małych kawałków nowego Kacperka. Rozumiesz... On znowu jest kimś innym. Villiers chyba potrzebuje kogoś kto go poskłada... Ale kto? Las rąk? Chyba wszyscy potrzebujemy pomocy. Wszyscy bez wyjątku.
- Dobra Corns. Zrobisz, jak uważasz. Chyba i tak powiedziałem za dużo. - Wyrzucił spalony papieros, a ten pomknął w nicość. To bardzo miłe z jego strony, że tak od razu sobie poszedł. Gdyby wspomnienia mogłyby tak szybko gasnąć. Ale one próbowały wejść do psychiki na stałe... Jako stary mebel, którego nie można wyrzucić. Przykro nam, ale to co się stało zostaje z nami na zawsze. Jak pewna pieczęć czy tatuaż... I nic nie możemy zrobić z tym. Nieważne czy jesteśmy czarodziejami, mugolami czy też wyznawcami dziwnej wiary jednorożców. Jesteśmy bezradni, bo jedno zaklęcie oczyszczające pamięć nie zmieni biegu tego co się stało... Więc musimy być odważni, aby to wziąć na swoje ramiona. To się rozumie... A raczej powinno. Lalala... Koniec... Zbliżył się do wyjścia i posłał jej ostatnie spojrzenie, ale przepełnione pustką, której dotąd nikt jeszcze w nim nie widział.
- Idę. Muszę iść. Trzymaj się. - Noi zniknął. Chyba po to, żeby znaleźć butelkę ognistej i łóżko, bo towarzystwo drugiego trzydzieści sześć i sześć, mogłoby uczynić ten wieczór jeszcze bardziej pokręconym. Błagamy nie.


[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Kwi 08 2013, 00:12

To nie tak. To wszystko nie tak miało być. Wszystko powoli się sypało. Niczym tynk ze starych ścian. Domek z kart. Odkąd rozstali się wtedy z Cedrikiem w komnacie, nie odzywali się do siebie. A ona miała nadzieję, że choć napisze. Że ta znajomość cokolwiek dla niego znaczyła. Że może nie chciał z nią być, okej. Ale zdawało jej się, że oprócz tego byli przyjaciółmi. Że może zainteresuje się, czy wszystko u niej okej. Ale cisza. Cisza starająca się wypełnić pustkę, jaka w niej nastąpiła od tamtego momentu. Oczywiście, że w teorii to ona mogła się do niego odezwać. Niestety, bała się. Tak cholernie się bała! I tak już wystarczająco namieszała. Poza tym, co miała mu napisać? HEJ, ŻARTOWAŁAM, SPÓŹNIONE PRIMA APRILIS? Chyba niezbyt. Dlatego siedziała w swoim dormitorium, wypłakując niemalże wszystkie łzy w poduszkę. Współlokatorki były przyzwyczajone, że raz na jakiś czas Saunders ma napady istnej rozpaczy, więc zostawiły ją w spokoju. Akurat wtedy, jak tak bardzo potrzebowała drugiej osoby. Znów poczuła się sama jak palec. Jak czuła się przez całe życie. Bez rodziców, siostry, prawdziwej miłości. Bo choć John się starał, oczywistym było, iż nigdy nie pokocha owocu swej teraz już byłej żony z jakimś innym facetem. Nieszczęścia chodzą za ślizgonką nieustannie. Going nowhere, going nowhere.
W końcu wylazła z dormitorium, ale tylko po to, aby kupić odpowiedni zapas alkoholu. Zakopała się w łóżku i wypiła całą butelkę ognistej whisky, płacząc i śmiejąc się opętańczo, tak na zmianę. Miała rozmazany makijaż i potargane włosy. A na sobie jedynie bieliznę i stary. wyciągnięty sweter do połowy ud. W takim stroju postanowiła, że trzeba zwiedzić zamek! Bo przecież na pewno nie była jeszcze we wszystkich pomieszczeniach!
Nie wiadomo, jakim cudem znalazła się nagle w wieżach. Może chciała iść do Bennetta, ale w ostatniej chwili zrezygnowała? W końcu nie ma po co się już starać. Nie ma po zaprzątać sobie głowy życiem. Wszystko jest takie beznadziejne. Świat od dawna daje jej do zrozumienia, że nie chce jej tutaj. A ona uparcie z nim walczyła, przepychając się łokciami i idąc pod prąd, naprzeciw wszelkim zdarzeniom. Ale koniec, zmęczyła się. Cholernie się zmęczyła. Szczególnie, że tak naprawdę nie miała z kim się przeciskać. Nie ma sensu walczyć. I tak nic jej w życiu nie wyjdzie. And I find it kinda funny, I find it kinda sad, that dreams in which I'm dying are the best I've ever had.
Czuła zimno rozchodzące się od jej bosych stóp, aż do czubka głowy. Było chłodno na tym szczycie, nie da się ukryć. Szczególnie, że łatwo można było wyjść na zewnątrz. Tak, widok dookoła z pewnością był piękny, nocne niebo również. Ale tym razem nie przyszła tu, aby podziwiać widoków. Chciała... chciała nauczyć się spadać. Tak, tak można to po krótce określić. Pokonała więc kolejne metry, trzymając w jednej ręce kolejną butelkę z alkoholem, z której co jakiś czas piła. Nie szła równo, w zasadzie to chwiała się na każdym kroku, parę razy nie trafiła nogą w schodek. Ale to nieistotne, grunt, aby osiągnąć cel. A tym celem było wdrapanie się na murek otaczający wieżę. Postawiła na nim swoją ognistą, a potem trzymając się jego krawędzi, usiadła na balustradzie. Nogi zwisały swobodnie na zewnątrz. Po raz kolejny sięgnęła po butelkę, by trochę z niej wypić. Z głuchym łoskotem odstawiła ją na miejsce i spojrzała w dół. Daleko do celu. Ale pokona go szybko. Grawitacja zrobi swoje.
Zaśmiała się przez łzy, potem chwilę głośno szlochała, by ostatecznie znów skończyć ze śmiechem niknącym gdzieś w przestrzeni. Otarła nosek rękawem swetra. I tak się już jej nie przyda. Na dole będzie jedynie mokrą plamą. Hej! Oby zobaczył ją jakiś głupi gryfon... chociaż tyle dobrego zrobi przed swym rychłym końcem. Na trzy!
Raz...
dwa...
no tomorrow, no tomorrow.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 490
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 486
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5248-cedric-casper-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5249-nazwa-przykuwajaca-uwage
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5250-sowka-cedrika




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Kwi 08 2013, 19:12

Tak, wszystko zaczynało się sypać. Wystarczyło jedno, nieopacznie wypowiedziane zdanie, a wprowadzało więcej chaosu niż Nundu, które napadłoby na Hogwart. Cedric jako przeogromny lekkoduch, który kierował się w życiu zasadą wisimitomizmu, czuł, że coś zmienia. Może nie były to zmiany trwałe, ale taką pustkę odczuwał pierwszy raz w życiu. Z tej całej deprechy i dziwnej, wewnętrznej chęci zmiany stanu rzeczy, nie rozpoznanych wyrzutów sumienia, aż napisał do Drake'a, podskórnie pragnąć wsparcia brata. Nie powiedział mu o Scarlett i o tym co zaszło w Komnacie Tajemnic, bo zwyczajnie nie sądził, że jest to odpowiedni moment, zwłaszcza po tym co mówił o tej jego Ellie. Przyganiał kocioł garnkowi, chciałoby się powiedzieć. Bo czy to nie Cedric, wielki znawca i ekspert od złamanych serc, właśnie teraz nie przeżywał czegoś podobnego? Bo sam nie wiedział. To on chciał aby wtedy wyszli z komnaty. To zaszło za daleko, ale tylko z jego strony, ze strony Scarlett były tylko puste słowa... bo był przekonany, że takie właśnie były. Wypłynęły pod wpływem namiętnej chwili, nie mógł do niej mieć żadnej pretensji, oczywiście. Ale miał? Na Merlina, sam nie wiedział. Realnie, coś takiego przeżywał po raz pierwszy... czy to dlatego, że do tej pory wszystko udawało mu się olewać, a tym razem miał wrażenie, że to jego ktoś zlekceważył? Paranoja, to wszystko było takie nielogiczne i to w pewnym sensie również doprowadzało go do szału. Ta sytuacja była chora! Z chęcią opowiedziałby to wszystko przykładowo Jankowi, ale coś go skutecznie od tego odpędzało... Czy trudno było mu się przyznać do tego, że... nieszczęśliwie się zakochał? Bo bądźmy szczerzy, na to chyba wyglądało. Wszystko właśnie jeszcze utrudniał fakt, że przed tym wszystkim Scarlett była jego przyjaciółką i cóż, brakowało mu jej jeszcze i w tej roli.
Ale był Bennettem, był zbyt dumny, żeby przyznać się do tego, że tym razem to jego sytuacja przerasta, że nie może wzruszyć ramionami, przykryć się kołdrą po uszy i spać do wieczora, jak to zwykł robić, kiedy miał zły dzień, który w obliczu tego co się teraz działo, wcale takim złym dniem nie był! Teraz Cedric warczał na wszystkich, mając sobie ogólnie w wielkim poważaniu to, że pieprzony Obserwator zaraz znów go obsmaruje, dając tryliard powodów jego humoru i zachowania. Ach, super, jego życie miało tyle sensu! Nawet własny brat wolał mu przywalić, niż porozmawiać.
Był znudzony, bez zapału i kompletnie nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Napisać do Scarlett, poukładać to? Ale co on miał jej napisać? Sorka, że tak cię potraktowałem, zapomnijmy o tym, bo mnie wtedy główka bolała? Tak, technicznie rzecz biorąc, mógł zrobić właśnie tak, jednak czy tego chciał? To wszystko naprawdę było jakieś niestworzone. Przez główkę przemknęła mu nawet jakaś myśl, że to może z nim jest coś nie tak, że jest nadzwyczajnych tchórzem, ale zaraz potrząsnął głową, wywracając oczami. Ech, przecież z kimś tak nieomylnym jak Cedric, wszystko musiało być w porządku! Tak przynajmniej sobie Bennett mówił.
Sam nie wiedział, gdzie dokładnie chce iść, ale nie miało to większego znaczenia. Włóczył się po mieszkaniu, po zamku, szorował też do Hogsmeade, ale rzeczy nie chciały się ułożyć same, jak to zwykle w przypadku Cedrika robiły. A przynajmniej on miał wrażenie, że robiły. Cóż za zdziwienie, on też się powinien wysilić i nie zostawiać wszystkiego przypadkowi? Ojej, cóż za szok, panie Bennett!
W końcu postanowił odwiedzić jedną z wież, może tam przyjdzie do niego jakiś pomysł? Bo raczej nie przyszedł popatrzeć na nocne niebo, no niestety, nie posiadał jakiejś specjalnie romantycznej natury, ech.
Pokonywał schodek za schodkiem, niektóre przeskakując co dwa. W końcu schował ręce do kieszeni, bo faktycznie trochę tu zimno było... tyle mu to da, że hoho! Prędzej spieprzy się z tych schodków, a nie zagrzeje dłonie, ale cóż!
Z początku nie zauważył, że oprócz niego ktoś tutaj jeszcze jest, był skupiony na swoich nogach, które w bardzo fascynujący sposób radziły sobie z drogą do wieży. W końcu przystanął, a podnosząc głowę, dostrzegł sylwetkę przy oknie. Samobójca? O, tego jeszcze nie było! I miał nawet ochotę zawrócić i zostawić tę osóbkę samą sobie, wszakże miał własne problemy i nie zamierzał otwierać klubu lemingów, ale przystanął w pół obrotu, bo doszło do niego, kim owa osóbka jest.
- Scarlett? - wypowiedział nieco zachrypniętym głosem, marszcząc brwi i przyglądając się postaci przy oknie. Na Merlina, czy ona była na boso?! Robiąc kilka kroków, znalazł się obok dziewczyny, spoglądając na nią. Nie wiedział co powiedzieć, nie wiedział nawet czy nie znajduje się teraz we własnym mieszkaniu, na własnym materacu, śniąc tylko jakieś nieprawdopodobieństwa.

SORRY ZA ELABORAT :*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Kwi 08 2013, 20:11

Cóż, najwidoczniej rzeczywisty stan Bennetta zdecydowanie odbiegał od tego, co myślała Saunders. Była przekonana o tym, iż najprawdopodobniej chłopak ma ją gdzieś, dalej sobie imprezując i spotykając się z kim popadnie. Pozostaje pytanie, czy w takim razie odezwaliby się jeszcze kiedykolwiek do siebie, gdyby nie zamach na swoje życie Scarlett i nocna wędrówka Cedrika? Bo wychodzi teraz na to, że gdyby nie ten dziwny zbieg okoliczności, nie porozmawialiby ze sobą. Choć szczerze wątpię, aby ślizgonka w tym stanie była gotowa przeprowadzić jakąkolwiek sensowniejszą dyskujsję. Była, jak to się brzydko mówi, "najebana w trzy dupy" i szczerze mówiąc aż dziwł brał, że jeszcze w ogóle kontaktuje. A nie szybuje w dół...
Podobno samobójcy przed momentem śmierci myślą o całym swoim życiu. Saunders w tym momencie nie myślała o czymś takim w ogóle. Stwierdziła, że jest chujowo i niestabilnie. I tyle. Nie miała żadnych flashbacków ze swojej przeszłości ani nic z tych rzeczy. Nie miała nawet nikogo, kogo mogłaby poinformować o swojej decyzji. Nikogo to nie obchodziło, nie oszukujmy się. Była wręcz przekonana, że kiedy wszyscy się dowiedzą, odczują niesamowitą ulgę, a kto wie, może nawet radość? To dobrze, że chociaż przez chwilę byliby szczęśliwi. Może i blondynka miała taki charakter, że najchętniej zrobiłaby im na złość wciąż żyjąc, ale... chyba się już wypaliła. Chyba nie potrafiła tego ciągnąć. Najlepszym rozwiązaniem jest przecięcie tego i nie zadawanie sobie więcej trudu. Syzyfowej pracy.
To, co było na dole, hipnotyzowało. Bardzo. Ciemna otchłań. Zapraszająca do wpadnięcia w jej ramiona. A ślizgonka chciałaby przytulić do niej policzek i objąć ją rączkami. Zmrużyć oczy i wtulić się w nią bardzo, bardzo mocno. I odzyskać spokój. Zasnąć. Snem słodkim i wiecznym. Najpiękniejszym. Już, już zaraz, już biegnę, już pędzę do ciebie, o maro najcudowniejsza!
Już nachylała się mocniej, kiedy usłyszała coś za swoimi plecami. Imię? To pewnie ta ciemność ją woła, tak! Tylko dlaczego poczuła takie dziwne ciepło gdzieś obok? Zrobiła zdziwioną minkę i spojrzała na postać, która ewidentnie przypominała człowieka, a nie bezkształtną masę obłoku. Co więcej, postać była bardzo łudząco podobna do najstarszego z braci Bennett? Oj, chyba jej główka ścięta alkoholem podysłała jej jakieś dziwne wizje. Zaśmiała się na myśl, iż Cedric miałby tutaj przychodzić. Cóż za fenomenalny dowcip! Naprawdę zaczęła się śmiać. Głośno i prawdziwie. Aż wyciągnęła przed siebie nogę naznaczoną gęsią skórką. Było zimno, jednak ognista skutecznie rozpalała od środka.
- Witaj, Cedhrikh - wybełkotała, śmiejąc się jeszcze bardziej. Hej, właśnie parodiowała swoją słodką siostrzyczkę! Jednak po chwili nie było jej już do śmiechu. Przypomniało jej się przecież, jaki miała powód, dla którego tu była. Znów więc jej oblicze nabrało przygnębionego wyrazu. Zresztą, i tak już wyglądała żałośnie z rozmazanym makijażem, potarganymi włosami i czerwoną od płaczu twarzą. Nawet jak się śmiała, wyglądała okropnie.
- Chodź, spadaj ze mną - powiedziała poważnie, znów wychylając się do przodu. I będąc przekonaną co do tego, że stojący obok krukon jest tylko wytworem jej wyobraźni, a nie żywą istotą. Tak, więc w gruncie rzeczy skoczy z nią. I skończy się z nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 490
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 486
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5248-cedric-casper-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5249-nazwa-przykuwajaca-uwage
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5250-sowka-cedrika




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Kwi 08 2013, 22:12

Doprawdy, cóż za zbieg okoliczności! Nawet już nie tylko chodziło o to spotkanie, Cedric po prostu myślał, że po tym co zdarzyło się w komnacie, Scarlett również wróciła do imprezowania i skakania z kwiatka na kwiatek... mimo wszystko nie znał jej tak dobrze, jak sądził, że zna. Jednak jako dość bystra osoba, która już trochę się z Saunders przyjaźniła, wiedział, że nie jest dokładnie taka, na jaką zawsze próbuje pozować. W tym jednym momencie uświadomił sobie, że najgorszym w tym wszystkim było, iż on wcale nie próbował wyciągnąć ze Scarlett tej drugiej Scarlett, tej właściwej, skrzętnie skrywanej. Czyżby to dlatego miałaby traktować go jak resztę tych przydupasów? No tak, brzmiało logicznie. Cedric zwykle szedł na łatwiznę, w tym przypadku trochę też... sam lubił zmuszać ludzi do myślenia, do kwestionowania i poddawania analizie jego słów, ale jeśli sytuację odwrócić, nie często decydował się na coś podobnego. I to był jego błąd, jeden zresztą wielu jakie popełnił w stosunku do Scarlett. Fakt, smutny fakt, ale uświadomiony trochę za późno! No cóż, Cedric nigdy nie był dobry w przyznawaniu się do błędów. W naprawianiu ich zresztą też nie mógł pochwalić się mistrzostwem.
To była Scarlett, teraz nie miał żadnych wątpliwości. Ale wyglądała inaczej, to nie ulegało wątpliwości. Ale czemu, coś się stało? Zmarszczył brwi, spoglądając na rozczochrane włosy, rozmazany makijaż dziewczyny. Gdzie się podziała ta pewność siebie, którą zawsze prezentowała na korytarzach? Nie mógł rozgryźć, czemu wyglądała na aż tak zagubioną. Widać też było, że nie jest pierwszej trzeźwości. Czyżby ta prawdziwa Scarlett właśnie taka była, zagubiona? Czy może było spowodowane to tylko przez jakieś jedno wydarzenie? Cedric z chęcią zajebałby osobie, która doprowadziła Saunders do takiego stanu, ale... no cóż, na razie jednak nie wiedział, że to w swoją buziuchnę musiałby przywalić! Ale spoko, coś by się wymyśliło, Drake by pomógł, hehehe.
Zdziwił go ten nagły wybuch śmiechu. Brzmiało to tak bardzo... histerycznie. Takie właśnie odniósł Bennett wrażenie, wciąż marszcząc te swoje brwi. Zaczął nawet ściągać swoją kurtkę, żeby przykryć Scarlett, która oprócz tego lichego sweterka miała na sobie tylko bieliznę, ale zanim zdążył się rozebrać, doskoczył do dziewczyny i nieco brutalnie odciągnął ją od okna, przy którym sam zaraz stanął, zasłaniając je, jakby w obawie, że Scarlett ponowi próbę wychylenia się. Była pijana, widział to, ale tak czy aż tak, żeby targać się na swoje życie? W takim razie, przywlókł się na tę wieżę w idealnym momencie!
- Nikt nie będzie spadał, Scarlett - powiedział głośno i wyraźnie, zawieszając wzrok na dziewczynie. Chciał ją przytulić, ulżyć jej, ale coś go blokowało... Egoistyczne? Ależ tak! Irracjonalny lęk przejmował go całego. Bał się, że jeżeli tylko dotknie Saunders, jego stan się pogorszy, a dziewczyna będzie mieć nad nim prawdopodobnie jeszcze większą władzę. W ten sposób to właśnie widział, bo przecież po co ruszyć głową i ogarnąć, że sytuacja w której się znaleźli, jest błędem w ich wzajemnej komunikacji i Saunders planowała skoczyć ze względu na to, jak odrzucił ją wtedy przy bazyliszku?
Chciał ją stąd wziąć, w obecnych warunkach to pewnie wynieść, ale nie mógł się ruszyć, stał przy tym oknie jak kołek, zastanawiając się, czy ślizgonka zaraz nie wpadnie na genialny pomysł rzucenia się ze schodów... Zaraz też zrobił krok w kierunku wejścia do wieży, jednak szybko się cofnął, dochodząc do wniosku, że lepiej jednak będzie, jeśli przypilnuje okna.
W końcu ściągnął kurtkę, czując na sobie podmuchy wiatru, który przedostawał się nie tylko przez okno, ale i szczeliny w ścianie. Podszedł do Scarlett i zarzucił kurtkę na jej ramiona, przez chwilę zastanawiając się, czy cofnąć się do okna, czy zostać przy ślizgonce. W końcu cofnął się.
- Czemu, czemu chcesz spaść? - te słowa brzmiały tak pusto, czuł, czuł, że nie to powinien powiedzieć. Nie o to zapytać. Ale nie potrafił, bał się. Doprawdy, to była jakaś paranoja. Ewentualnie sen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Pon Kwi 08 2013, 23:43

Tak naprawdę to Cedric nie powinien się tym przejmować. Niemalże nikt nie zadał sobie takiego trudu, aby spróbować wydobyć z Saunders pozytywne cechy. W zasadzie pokusił się na to jedynie Twycross, dawno temu. I to też nie do końca, ona się przed nim nieco obnażyła uczuciowo, dopiero potem ten brnął w to dalej. A na co dzień ślizgonka przecież była idealną maską, zdawałoby się, że zlepioną ze swoim prawdziwym "ja". I te dwie rzeczy takim magicznym sposobem stały się nie do odróżnienia. Każdy był przekonany, że to, co widzi w Scarlett to najprawdziwsza prawda, cała ona. Po co zresztą miałaby pokazywać, że jest inaczej? Tak robią ludzie słabi. Ona nigdy nie chciała taką być. Dopiero teraz pokazała, siedząc tutaj i próbując targnąć się na swoje życie, że jest kruchą istotką; trzciną zginaną przez wiatr. Wielkim tchórzem. Zresztą... po co ktokolwiek miałby zadać sobie trud, aby poznać ją tak naprawdę? Nie była wcale fascynującą osobowością, nie odróżniała się tak naprawdę od całej reszty społeczności. Przekonanie o jej idealności było... no właśnie, tylko jej naiwnym przekonaniem i niczym więcej.
Tymczasem ona nie spoglądała na niego w ogóle. Bardziej mamiła ją ciemna pustka na dole. W którą właśnie miała się oddać, przekonana, że wizja zniknie równie szybko, co się pojawiła. Niestety, owa wizja szarpnęła ją mocno do tyłu, tak, że nie mogła już dłużej siedzieć na balustradzie. Może Cedric nie użył nie wiadomo jakiej siły, ale jej równowaga była teraz poważnie zaburzona i ewidentnie błędnik nie pracował należycie. Dlatego zatoczyła się, przy okazji machając rękoma i starając się ustać w pionie. Co się działo? Czyżby zeskoczyła i umarła, nim się obejrzała? Poczuła jedynie mocne szarpnięcie a teraz... teraz co? To życie po śmierci?
Zamrugała gwałtownie, aby wyostrzyć obraz, niestety na marne. Wzrok również szwankował, nie tylko od ciągłego wycia, ale również od zbyt wysokiego stężenia alkoholu we krwi. Nie mniej jednak starając się wyglądać majestatycznie, odgarnęła spadające na twarz włosy i przyglądała się spod pół przymkniętych powiek osobnikowi stojącemu teraz przed nią, aczkolwiek bardzo daleko. Mimo, iż zapewnie dzielił ich metr, może dwa, Saunders miała wrażenie, że to całe lata świetlne. Chrząknęła, chcąc być jeszcze poważniejszą, ale tak naprawdę wyglądała naprawdę żałośnie. W dodatku od dłuższej chwili nie piła, odczuwała więc powolny spadek temperatury w swoim organizmie. Zatrzęsła się więc delikatnie, do momentu, kiedy to rycerz w lśniącej zbroi nie opatulił ją swoją kurtką. Spojrzała zdziwiona po owej rzeczy znajdującej się na niej, jednak nie skomentowała tego w żaden sposób.
Nie ogarniała, co się dzieje i dlaczego ten człowiek nie pozwala jej spadać. Przecież chciała. Dostała zaproszenie. Czemu jej nie wolno? Co się nagle stało? Gdzie jej imaginacja? Czemu Bennett zrobił się tak cholernie realny? Coś tu było nie tak, zdecydowanie. Nie mniej jednak ślizgonka uporczywie walczyła o pion, chwiejąc się lekko na prawo i na lewo. Pociągnęła noskiem i mocniej odgarnęła włosy do tyłu.
- Bo nie mam jużżżż siły - odparła, zachrypniętym głosem i w dosyć przygnębiającym tonie. - Ludzie nie chcą mnie kochać. Ty też nieeeee. Ale ja wiemmmm, wiemmm, jestem niedobrym dzieckiem, bardzo niedobrym... - po chwili zaczęła ponownie bełkotać, czując się bardzo senna. Mieszały jej się wątki, niby mówiła o ogóle, potem o samym studencie, potem nawiązywała do rodziny i dzieciństwa... ciężko się było w tym połapać, ale ona sama nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co właściwie mówi i wyrabia. Wyglądało też na to, że chwilowo nie w głowie jej skakanie z wieży. Ułożyła się tylko w pozycji embrionalnej na zimnej posadzce, postanawiając zasnąć na wieki, bez rzucania się w dół z wieży astronomicznej. To przynajmniej nie wymagało wysiłku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 490
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 486
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5248-cedric-casper-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5249-nazwa-przykuwajaca-uwage
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5250-sowka-cedrika




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto Kwi 09 2013, 21:29

Nie zaszkodziłoby mu, gdyby dla odmiany czymś się naprawdę przejął. Teraz to wiadomo, cała sprawa ze Scarlett wyjątkowo mocno go ruszyła. Do tego stopnia, że sam nie czuł się z tym ani trochę dobrze, jednakże doszedł do tego oczywiście już po tym, co wydarzyło się w komnacie. Przed całym zajściem po prostu nie myślał, że ta cała sielanka może zostać przerwana... o takich rzeczach zwykle się nie myśli, dopóki się nie staną, przynajmniej tak bywało w przypadku najstarszego Bennetta. Wiedział, że był kompletnym durniem, nawet teraz nie mógł zrozumieć, na co on wtedy liczył. Że Scarlett zostanie przy nim, ale równocześnie nie będzie to nic zobowiązującego? No tak, jak nie patrzeć, tak to właśnie traktował, zresztą jak większość swoich znajomości. Tylko, że to Scarlett zaczęła znaczyć więcej dla niego, nie na odwrót! Czemu to musiało być takie zagmatwane? Ugh.
Dalej stał przy tym feralnym oknie, za bardzo nie wiedząc jak ma się zachować. Ufał rozsądkowi, który krzyczał mu, żeby się nie ruszał, to może nie pogorszy sytuacji. Fuck logic, serce prawie mu się krajało, widząc Scarlett w takim stanie. Czy może to była kwestia jego przyzwyczajenia do perfekcyjnego wyglądu, jaki zwykle prezentowała sobą ślizgonka? Nawet nie chodziło o cały ten makijaż, czy ciuchy, ona przecież zawsze była taka pewna siebie, wręcz to z niej emanowało! Dlatego kiedy dostrzegł ten kontrast, zrozumiał, że miał rację, cholerną rację z tym, że w jego przyjaciółce kryje się więcej uczuć i pragnienia ciepła oraz miłości, niż mogłaby to komukolwiek pokazać. I teraz on, stojąc jak słup i nie robiąc nic, aby pokazać dziewczynie, że nie musi więcej szukać, niejako dawał jej do zrozumienia, że jest całkowicie na odwrót! On to chyba powinien sam rozważyć opcję skoczenia z wieży. Westchnął ciężko, ale powstrzymał się od pokręcenia głową, wszakże Scarlett mogłaby to wziąć za dezaprobatę skierowaną do jej zachowania, czy coś! A to nie było tak, po raz pierwszy Cedric był gotów przyznać głośno i wyraźnie, że pokrótce jest idiotą. Natomiast co się tyczy Scarlett, nie ośmieliłby się jej oceniać w taki sposób. Zwłaszcza, że przecież w dalszym ciągu nie wiedział, czemu chciała ze sobą skończyć.
W końcu ulalala, postanowił się przełamać i zabrać stąd Scarlett, na rękach, przytulając do siebie, mógłby nawet udawać, że wszystko jest ok! Może nawet gdyby powiedział jakieś słowo za dużo, tak jak zrobiła to ślizgonka wiadomego dnia, nie pamiętałaby? Nie, nawet gdyby pamiętała, już go to nie obchodziło, koniec. Coś chyba w nim wreszcie pękło! Nono, gratulujemy panie Bennett, w porę!
Nie zdążył jednak wykonać żadnego przełomowego kroku, bo dziewczyna zaczęła mówić. Cedric słuchał przez chwilę, zastanawiając się nad ich dosłownym sensem. Cococo, stahp, za daleko to szło! Po pijaku mówi się różne rzeczy, wiadomka, nigdy nie brał do siebie bredni, które pletli jego znajomi po procentach, ale tym razem poczuł ucisk w żołądku, zrobiło mu się gorąco. Jak mogła powiedzieć coś takiego, nie znając prawdy?
- Przestań tak mówić, proszę - powiedział cicho, znów wracając przed wybór swojego życia; czy podejść do niej i szybciutko wynieść, czy dalej stać jak kołek, pozwalając Scarlett, oraz sobie marznąć tutaj? Zaraz jednak pojawiła się też trzecia opcja, bo dziewczyna skuliła się na posadzce, na co Cedric już po prostu przy niej uklęknął.
- Nie mów tak, nie jesteś niedobra, może rogata? Ale nie niedobra, wiem co mówię - zapewnił ją i... położył się obok niej. Naprawdę! Ułożył głowę tak, aby jego nos i nos należący do jego przyjaciółki prawie się stykały. Z tej perspektywy czuł, że musiała wypić naprawdę dużo. - I skąd wiesz, że cię nie kocham? Powiedział ci to ktoś może? - uniósł brwi, wzrok błądził po jej twarzy. Nawet opuchnięte oczy i makijaż, który rozmazał się tak, iż teraz dla odmiany to ona przypominała pandę, nie potrafił sprawić, że wydawała się Cedrikowi mniej pociągająca. Może tylko mniej perfekcyjna, mniej pewna siebie, ale to wciąż była Scarlett. Chciał ją w każdej odsłonie.
W końcu, po kilku minutach zdecydował się wstać, po czym podniósł Scarlett, biorąc ją na ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Wto Kwi 09 2013, 23:53

Jak widać najbardziej ruszyło to Scarlett, która postanowiła zrobić taką beznadziejną rzecz jak upić się i próbować popełnić samobójstwo! Oczywistym było, że miała całe życie przed sobą, ale ona już taka była. Raz na jakiś czas, kiedy pojawiały się większe problemy, poddawała się, pogrążając w bezdennej rozpaczy. Zawsze jednak znajduje się ktoś, kto ją z tej opresji wyciągnie, więc podnosi się i wszystko zatacza koło. Taka to przerysowana, groteskowa postać pełna sprzeczności i kontrastów. Pewna siebie, zarozumiała ślizgonka i wrażliwa, krucha puchonka. Prawie jak Slytherpuff, choć oczywiście wiadomo, że ten dom to renoma i klasa sama w sobie, więc Scarlett nie mogła do niego należeć, smuteczek.
A ona, cóż ona? Leżała dalej, marznąc i pozwalając organizmowi nie walczyć. Pozwalając mu oddać się w objęcia Morfeusza, łudząc się, że to ich ostatnie spotkanie. Że już na zawsze wtuli się w jego ramiona, a on będzie jej szeptał czułe słówka, że teraz już wszystko będzie dobrze. Że całe zło świata minie. Że jest ktoś, kto się o nią troszczy i z kim będzie szczęśliwa. Że czas leczy rany i w końcu doczekała się szczęśliwego zakończenia. Tak, to było piękne życzenie, piękne marzenie. Dlatego uśmiechnęła się szeroko, mając zamknięte powieki. Ta ciemność również była kojąca. I wcale nie taka inna od tej tam na dole. Była wspaniałym lekarstwem na zmęczone emocjami serduszko. Nie da się ukryć, iż Cedric zrobił się dla niej na tyle ważną osobą, iż jego strata dotknęła ją tak bardzo. Tak bardzo, że nie potrafiła już normalnie funkcjonować. I ta cudowna pompa krwi nie potrafiła poradzić sobie z takim nagromadzeniem uczuć. Śmierć miała wszystko załatwić sprawiając, że znów nie czułaby nic. Tak jak na co dzień, tak jak w wielu przypadkach. Bo nie każdy był w stanie wzbudzić w niej pokłady głębszych odczuć. Można śmiało rzec, iż Bennett był jedną z niewielu osób, które Saunders jest w stanie pokochać na swój pokrętny sposób.
Kiedy usłyszała jego słowa, zadała sobie ten trud, aby otworzyć sklejone maskarą zielone oczęta. I wtedy dostrzegła twarz krukona tuż przed swoją, poczuła jego nos na swoim. Nie wiedzieć czemu, ale nagle ogarnął ją chwilowy spokój i zrobiło się cieplej. To było cudowne uczucie, mieć go na wyciągnięcie ręki, a nawet bliżej. Choć na chwilkę. Chwiluńkę. Wciąż nie była do końca przekonana, że on to on, z krwi i kości. Dlatego chciała napawać się tym momentem sądząc, iż to ostatni przed jej rychłym końcem.
Nie do końca rozumiała jego słowa. Przechodziły przez jej uszy, ledwo żywy mózg poddawał je analizie, ale zaraz zdania się rozmywały gdzieś na końcu świadomości. Z pewnością nie będzie ich na zajutrz pamiętać. I być może nigdy się nie dowie tego, co krukon jej powiedział. Bo dobrze, nie powiedział niczego wprost, ale przekaz dla trzeźwego człowieka byłby mniej więcej jasny, ewentualnie mógłby dopytać. Ona tymczasem była słodko nieświadoma tego, co tu teraz miało miejsce. Patrzyła jednak na niego rozumnie, jak gdyby jego słowa miały się zapisać gdzieś tam między którymiś neuronami. Być może uda jej się to po jakimś czasie odtworzyć, ale bardziej prawdopodobne jest, że połączenia nerwowe zostaną wkrótce zniszczone, uznane za niepotrzebne nadwyrężanie pamięci.
- Jestem łosiem? - spytała, odnośnie bycia rogatą. Brzmiało to trochę naiwnie, zupełnie, jakby małe dziecko pytało o to swojego ojca. Zabawne, kim w ogóle był jej tato? Nieznaną plamą z przeszłości. A John? John był cudowny, lecz ich relacja była równie skomplikowana co ta ślizgonki ze swoją siostrą. Całe życie było dla niej zbyt skomplikowane. A Wendy to już w ogóle była największą agentką ever. Jak ona jej szczerze nienawidziła! - Bo widziałam twoją reakcję - odparła, czując, że powieki walczą o to, aby opaść. Zdanie złożyła o dziwo całkiem sensowne, jednak nie umiała go już naprowadzić na to, że chodziło oczywiście o komnatę. W ogóle chwilowo nic już nie umiała. I Cedric to chyba zauważył, bo wziął ją na ręce i zaniósł do mieszkania. Oczywiście z licznymi przerwami, bo blondynka nie była przecież taka znowu najlżejsza, przynajmniej jeżeli chodzi o długie dystanse! Ona się tym nie mniej jednak nie przejmowała, wtulając swoją jasnowłosą główkę w silne ramię Bennetta, swego prześladowcy i wybawcy w jednym!

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 27
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5213-brittany-holt#152931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5458-relacje-britt#159282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5511-brittany-holt#159956




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro Kwi 24 2013, 12:13

Britt w końcu weszła na górę. Jednak co to dla niej... Oddychała ciężko, jednak po chwili wszystko wróciło do normy. Nuciła sobie coś pod nosem. Zaczęła chodzić w kółko. Podeszła do krawędzi wieży. Wychyliła się, tak że w każdej chwili mogła by spaść. Przez chwile stała w takiej pozie. Śwież powietrze wypełniło jej nozdrza. Uwielbiała tu przychodzić i podziwiać piękne widoki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 238
  Liczba postów : 335
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5200-elliott-bennett#152595
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5205-kuszacy#152659
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5204-elliott#152657
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7569-elliott-bennett




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Nie Kwi 28 2013, 19:22

Podskakując sobie wesoło, biegał po Hogwarcie z miejsca w miejsce. Zaczął nawet pracę domową z transmutacji! Niestety, w bibliotece zapatrzył się w okno, a potem zdenerwował jakąś dziewczynę, bo blokował przejście do kolejnych rzędów. Rozpętała się wielka kłótnia, a bibliotekarka wyrzuciła ich za przerywanie ciszy i kazała więcej się tutaj nie przychodzić... Jutro jej minie i bez obaw znów będą mogli tam zawitać, ale Elliott tak bardzo się przejął, że zapomniał o dokończeniu eseju! Tymczasem rozmyślając nad możliwymi sposobami zjedzenia przez duchy ziemniaków, kroczył sobie w stronę swojego dormitorium... Ale ups! Był bardzo zdyszany, a przecież do pokoju wspólnego puchonów nie prowadzą żadne schody! Rozejrzał się dookoła i ze zdziwieniem zarejestrował dość dziwny widok. Jakim cudem on dotarł na wieżę? No nic, chyba był za bardzo zamyślony. Wzruszył ramionami i z jeszcze większym zdziwieniem dostrzegł, że pomieszczenie nie było puste. Znajdowała się tutaj jakaś dziewczyna, która chyba, o zgrozo, planowała popełnić samobójstwo! Przerażony perspektywą śmierci ucznia poprzez rzucenie się z wieży, nieudolnym krokiem podbiegł do niej i panicznie złapał ją w pasie.
- Nie zabijaj się! Jesteś na to za młoda! - krzyczał tylko, będąc święcie przekonanym, że jeszcze chwila i skoczyłaby w dół. No przecież raczej nie podziwiała widoków, bądźmy realistami!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 27
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5213-brittany-holt#152931
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5458-relacje-britt#159282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5511-brittany-holt#159956




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   Sro Maj 01 2013, 10:28

Poczuła czyjś dotyk, obejrzała się i spojrzała zdziwiona na chłopaka- o co ci chodzi?- uniosła brwi. Dlaczego niby miała by się zabijać? Miała wile pomysłów ale skoczenie z wieży na pewno nie należało do jednego z nich.- Jakbym chciała się zabić zrobiłabym w miejscu, w którym nikt nie mógłby mi przeszkodzić, a jak widać wieża do takich nie należy- zmierzyła chłopaka wzrokiem. Przekrzywiła lekko głowę- Brittany- przedstawiła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Szczyt Wieży   

Powrót do góry Go down
 

Szczyt Wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 15  Next

 Similar topics

-
» Śnieżny Szczyt

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wieze
 :: 
wieża astronomiczna
-