Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Pokój Życzeń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 37, 38, 39, 40  Next
AutorWiadomość


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyPią Cze 11 2010, 18:28

First topic message reminder :


Pokój Życzeń

Chyba najfajniejsze pomieszczenie w całym Hogwarcie. Wystarczy coś sobie wymarzyć, a już to mamy. Niestety, nie można tam wyczarować jedzenia, ani picia, także jeśli chce się przygotować romantyczną kolację, posiłek trzeba przynieść samemu. Jedną z większych zalet jest, że gdy jesteś w środku osoba która nie wie czymś stał się dla ciebie ten pokój nie może dostać się do środka. Aby pojawiły się drzwi, przez które można wejść, należy przejść trzy razy wzdłuż ściany, myśląc o odpowiedniej rzeczy.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 2160
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1675
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptySob Sty 06 2018, 14:34

Leo chyba postrzegał to trochę inaczej, choć być może wyolbrzymiał sprawę. Nie tylko akceptacja uczuć wydawała mu się czymś wielkim i poważnym, ale równie istotne stało się chociażby wspólne mieszkanie. Musieli nauczyć się jak współgrać, a swój związek niemal błyskawicznie przenieśli na etap, którego dużo ludzi unikało całymi latami. Zaczęli jako przyjaciele, to fakt - ale teraz zupełnie inaczej postrzegali niektóre rzeczy. Gryfon nie potrafił wcześniej powstrzymać się od grymasu niezadowolenia na widok Bridget, która w jego oczach dostała inną łatkę; Ezra zapewne myślał teraz o zupełnie czym innym, gdy dowiadywał się o kolejnej byłej. Dla Vin-Eurico to wszystko było tak nowe i tak abstrakcyjne, że rok temu po prostu by w to nie uwierzył. Co więcej przerażałaby go wizja, że będzie z tym wszystkim szalenie szczęśliwy.
- Na razie? - Powtórzył, z błyskiem ekscytacji w oczach. A więc miał szansę później przekonać Clarke'a do czegoś ciekawszego! Pokiwał jednak grzecznie głową, przyznając chłopakowi rację odnośnie zielarstwa, chociaż wkradło mu się w to trochę zamyślenia. - No może PO... - Mruknął niewinnie, pocierając dłonią kark. Tak jak męczyło go siedzenie nad książkami i powtarzanie suchych faktów, tak zielarstwo po prostu lubił. Doskonale wiedział, że wszelkie ambicje wyparują z jego głowy w momencie, w którym dotknie podręcznika.
- Śmiej się, śmiej - zachęcił Ezrę, zaplatając ręce na klatce piersiowej i wyginając zabawnie usta, jak gdyby faktycznie jakoś go to uraziło. - Nie, serio. Muszę się przyzwyczaić, dzisiaj uciekł mi trening, ale jutro wyjdę tak do ludzi... - Wysłuchał chłopaka i ostatecznie sam też się zaśmiał, przygryzając wewnętrzną część policzka. Cóż, było to wyjątkowo ostentacyjne i Leo prawdę mówiąc nie miał pojęcia, czemu Bianca wymyśliła akurat to. Trzeba jednak przyznać, że chłopak zgodziłby się na zakład nawet rok temu. - Obawiam się, że trochę za późno na udawanie, że mnie nie znasz... - Zmierzwił niedbale włosy Krukona, w formie malutkiej zemsty. Usiadł na kanapie wygodnie, odnalazł po drodze również swoje książki i trochę notatek, ale pozwolił Ezrze zacząć. Na jego pytanie jedynie wzruszył ramionami, nieszczególnie przykładając do tego wagę; pytanie to pytanie. Mruknął z zadowoleniem, poprawiając się nieco, gdy chłopak zmienił pozycję. Dłoń Leo szybko wylądowała na jego włosach, żeby móc palcami muskać pojedyncze kosmyki w delikatnej, subtelnej pieszczocie.
- O, czyli łatwe? - Zdziwił się, być może z odrobiną zgubnej pewności siebie. Fakt faktem Vin-Eurico zawsze lubił zielarstwo, a pochodził spoza Europy, więc... - Cykuta, krylica, szczwół plamisty, rącznik pospolity. - Pstryknął palcami, szukając odpowiedniej nazwy. - Merlinie, pamiętam łacińską nazwę. Jak jest  Datura Stramonium? - Mógł z łatwością tę roślinę opisać, co więcej pamiętał dokładnie słowa swojego nauczyciela z Tecquali (w końcu datura pochodziła z Meksyku!), ale angielska nazwa okazała się być zakryta jedną wielką czarną plamą. - Uh, nieważne. Może być też modligroszek pospolity. - Przerzucił swoje notatki, szukając odpowiedniego pytania dla Ezry. Postanowił poruszyć temat, który całkiem niedawno omawiali - miał nadzieję, że Corbijn skoncentruje się faktycznie na zagadnieniach, do których większą wagę przykładał w minionym semestrze. - Opisz klasyfikację magicznych roślin iii podaj po dwa przykłady do każdej kategorii.

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 608
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2034
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyPon Sty 08 2018, 19:51

Leonardo najwyraźniej miał jakiś magiczny włącznik - wystarczyło wysunąć choćby najprostszą sugestię, aby coś na kształt ekscytacji pojawiło się w jego mimice. Można to było potraktować jako element motywacyjny do nauki lub nawet zapowiedzianą nagrodę za wysiłek...
- Skup się. - Pstryknął go leciutko w nos w formie skarcenia za nieprzyzwoite myśli i odwodzenia od celu spotkania.- Ambitny się zrobił. - Przewrócił oczami z rozbawieniem, choć jednocześnie zabłyszczały one swego rodzaju dumą. Ezra traktował zielarstwo jako dodatek, coś co można lubić, ale niekoniecznie się tym pasjonować. Skoro jednak Leo zależało...- W takim razie pracujemy na PO.
Z tego co wiedział, Leonardo nie miał nigdy szczególnych problemów z zielarstwem, prawdopodobnie orientując się w tych tematach lepiej niż Ezra. Spodziewał się więc, że faktycznie nie będą marnowali tu czasu na błahych pytaniach.
- Będę się śmiał. Dziś, jutro, pojutrze... - Leo zawsze mógł liczyć na swojego chłopaka, także jeśli chodziło o zahartowanie go od żartów na temat jego całkowitego przejścia na tęczową stronę. - Mówisz? Może jakoś im wmówię, że to była jednak wielka pomyłka? - Ściągnął sceptycznie brwi i westchnął, samemu nie wierząc w powodzenie tej akcji. Bycie w tak rozpoznawalnym związku niosło za sobą takie konsekwencje...
Pacnął Vin-Eurico po ręce, z kocim prychnięciem uciekając przed dotykiem Gryfona, który bezczelnie niszczył mu fryzurę. Ile on miał go uczyć, że ta fryzura sama się nie układała? Podobnej reakcji Leo nie doczekał się jednak, kiedy zaczął przeczesywać włosy Ezry w łagodnej pieszczocie. Krukon uśmiechnął się lekko, poddając się miłemu uczuciu.
- Och... Merlinie, zapomniałem - zaśmiał się, teatralnie uderzając się książką po głowie. Obecność Leonardo była zupełnie naturalna i mimo że Ezra zdawał sobie sprawę, że chłopak większość życia spędził w Meksyku, kiedy teraz zupełnie o tym nie myślał, łatwo było się zapomnieć. I to właśnie zrobił. - Bieluń Dziędzierzawa. Ale masz rację, oczywiście. - Pokiwał głową z uznaniem, na tyle, na ile pozwalała mu ta komfortowa pozycja. Spokojnie czekał aż Leo przegrzebie się przez swoje notatki i wymyśli mu jakieś pytanie.
- O, była taka praca domowa. Pamiętam, że jej nie napisałem. - Zamyślił się na chwilę, od razu stwierdzając, że nie klasyfikacja będzie problemem, ale przykłady. - Podstawowy podział dotyczy stopnia zagrożenia, jakie rośliny stwarzają. Rośliny neutralne są tak ciekawe jak Gumochłony dla wielbicieli onms, czyli w ogóle. Ale za to bezpieczne. To między innymi Rumianek Lekarski i Blekot. Potem będą niegroźne, czyli opiekę raczej powinniśmy przeżyć i to bez szwanku. Niegroźna jest na pewno Czyrakobulwa. Potem groźne, zatem trzeba już mieć jakieś umiejętności. Zaliczyłbym Mandragorę iii Brzytwotrawę? Chyba tak - zamyślił się, ale zaraz przeszedł dalej. - Niebezpieczne są dla specjalistów. Głównie Krylica i Zjadacz Trupów... I Brzytwotrawa, tak. A groźna będzie Śnieżna Bawełna. Bardzo niebezpieczna wiąże się ze śmiercią i jest to Łza Księżyca, Leonardo - posłał chłopakowi wymowne spojrzenie, wbijając mu lekko palce w bok. Mogłoby się wydawać, że Ezra już wyparł z pamięci ten przejaw głupoty ze strony chłopaka, ale nic bardziej mylnego. I Gryfon teraz jeszcze sam mu o tym przypomniał!
- Dobrze, twoja kolej. Co ci mówi nazwa Akonit? Możesz podać jakieś cechy charakterystyczne, wykorzystanie, znane gatunki - zasugerował.

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 2160
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1675
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyPon Sty 08 2018, 20:27

- O czym ty myślisz, słońce? - Zainteresował się z cwanym uśmieszkiem, niewinnie wskazując na kołyszący się jeszcze odrobinę worek treningowy, który przestał maltretować. To jest, podtekst wyraźnie wyczuwany przez Ezrę nie był tak błędny, bo wiadomo, Leo z pewnego trybu przestawić się nie mógł. Kwestii ambicji już nie skomentował, jedynie wzruszający leciutko ramionami i zabierając już za robotę. Powyżej Oczekiwań było właśnie taką oceną, jaką wiedział, że ma szansę otrzymać z zielarstwa; nie pokusiłby się na to w przypadku Zaklęć czy Historii Magii.
- Y-ym, nie da rady. - Wspaniałomyślnie zignorował to dziecinne pacnięcie, wciąż nie zwracając większej uwagi na pracę, jaką Clarke musiał włożyć w doprowadzenie do porządku tej perfekcji. Zdecydowanie bardziej podobało mu się burzenie jej, przesuwanie kosmyków i drażnienie nimi opuszków palców. Leonardo wydawało się, że gdyby role były odwrócone, to w ogóle by się nie potrafił skoncentrować na odpowiedzi; w rzeczywistości już teraz był rozproszony.
- Przynajmniej jeden z nas - mruknął bez większego żalu w głosie, a za to raczej z rozbawieniem. Nie miał pojęcia jakim cudem jego chłopak tak mocno przypisał go do rejonów europejskich, skoro Leo wielokrotnie miał przy nim problem z wysłowieniem się, o akcencie w ogóle nie wspominając. Nawet teraz nie był w stanie przypomnieć sobie angielskiej nazwy jednej rośliny, toteż na przypomnienie jedynie wydął lekko wargi. Odłożył notatki zaraz po zadaniu pytania, żeby sprawdzić trochę swoją wiedzę podczas słuchania odpowiedzi Ezry. - Uhm, czyrakobulwa, albo marozy, albo raptuśnik... - Wtrącił cicho, żeby zaraz zerknąć na kartki i upewnić się, czy w ogóle dobrze mówi. Zmarszczył za to brwi, słysząc o brzytwotrawie w kategorii groźnych roślin, a jednak pozwolił chłopakowi kontynuować; ostatecznie sam się poprawił. - Merlinie - wzdrygnął się na wspomnienie Zjadaczy Trupów, ale nic nie dodał, szybko przechodząc do odpowiadania na pytanie zadane przez Clarke'a. Przeszli na tematy związane z ostatnimi lekcjami, więc niby powinny być proste!
- Akonit? Inna nazwa tojadu, mordownika. Roślina z rodziny jaskrowatych, ma żółte lub fioletowe kwiaty, które nie mają zapachu. Zalicza się do kategorii groźnych ze względu na to, jak bardzo jest trująca - ze szczególnym wyróżnieniem korzeni i nasion. Występuje w Europie i Azji - przygryzł lekko wewnętrzną stronę policzka, zastanawiając się do jeszcze może dodać. - To główny składnik wywaru tojadowego, ale jest też wykorzystywany do innych eliksirów... Jest dużo jego gatunków, ale najbardziej znane to Tojad Mocny, Żółty iiiii Białousty.
Usatysfakcjonowany własną odpowiedzią przemknął znowu po notatkach, skrzętnie ukrywając przed Ezrą te hiszpańsko-angielskiego bazgroły z gramatyką błagającą o pomstę do nieba. Chciał nawet wspomnieć coś o hibiskusach ognistych, ale napatoczył się na wzmiankę znowu o Zjadaczach, czego tym razem nie dał rady tak ładnie zignorować.
- Wiesz co, ty tak wypominasz tę Łzę Księżyca, a ja zdecydowanie wolę ją od takich Zjadaczy Trupów. Nigdy więcej... - wtrącił jeszcze, zaraz przypominając sobie, że Ezra chyba tej części historii nigdy nie usłyszał. Nie wydawało mu się, żeby takie urwanie w połowie zdania miało go usatysfakcjonować, a jednak zamilkł znacząco, nie chcąc narazić się na kolejne dźgnięcie.

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 608
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2034
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyCzw Sty 11 2018, 09:20

- Jak to o czym? O tym, do czego mnie przyzwyczaiłeś - odparował z błyskiem w oku. To nie było tak, że obie te kwestie się nie łączyły, Ezra po prostu odwołał się w tym momencie do ostatecznego etapu, po drodze oczywiście biorąc pod uwagę trening fizyczny. Pamiętał ich pierwsze małe próby wspólnych ćwiczeń i o dziwo wspominał je lepiej niż Ezra z tamtych czasów mógł podejrzewać.
- Kiedy cię brałem na swojego chłopaka, powinienem dostać jakieś ostrzeżenie, że decyzja ta skutkuje niezliczonymi pokazami żenady. Chcę zgłosić reklamację - poskarżył mu się, trochę nie mogąc się powstrzymać od śmiechu. Tym bardziej, że Leo prowadził tak udaną taktykę odwodzenia od tematu; jak Ezra nigdy nie był przesadnym fanem pieszczot dokonywanych na jego włosach, tak Gryfon mocno go do tego przyzwyczaił i przekonał.
- Oj cicho... Jesteś już tak nieodłącznym elementem mojego życia, że ciężko mi sobie uświadomić, że jesteś w nim dopiero od roku. Nawet z twoją koszmarną gramatyką. - Kaleczenie języka przez Leo miało swój pewien urok, tylko dlatego, że chłopak był obcokrajowcem i absolutnie dysponował do tego prawem. Tak jak Ezra mógł psuć do woli język hiszpański.
Było to dosyć niespodziewana i zaskakująca odmiana, kiedy to Leo poprawiał i dopowiadał coś do jego odpowiedzi. Krukon chyba pominął moment, w którym Vin-Eurico rzeczywiście zaczął się uczyć.
- Nic dodać, nic ująć - zgodził się z chłopakiem, który pięknie wyrecytował mu charakterystykę tojadu. Podręcznikowo. Ezra podejrzewał, że Leo, gdyby się postarał, miał szansę nawet na wybitny. Nie chciał jednak go za bardzo przechwalić przed czasem.
Przymknął oczy, nie mogąc powstrzymać krótkiego ziewnięcia w oczekiwaniu na kolejne pytanie. Ezra nie starał się zaglądać do notatek Leo - wystarczyło mu, że czasem siedział obok Gryfona na lekcji podczas ich tworzenia. Mial zatem pewne pojęcie, czego może się spodziewać. Nie doczekał się jednak kontynuacji tego małego quizu, bo Leonardo postanowił wtrącić komentarz, który natychmiast rozbudził Ezrę. Otworzył oczy, patrząc na Vin-Eurico z zainteresowaniem.
- Hm? - Faktycznie Leonardo i Ruth dosyć lakonicznie potraktowali historię dotyczącą ich niesamowitej przygody na wyspie. Ezra nawet nie naciskał, a temat szybko odszedł w zapomnienie... Do czasu. - Nie zadajesz pytania? W takim razie pozwól... Leonardo, scharakteryzuj proszę dokładne działanie Zjadaczy Trupów. Wskazane jest odwoływanie się do własnych doświadczeń - w tonie jego głosu było coś kąśliwego, jednak Ezra nie uważał, że Leo ma się czego obawiać przy opowieści. Jakby nie patrzeć, cokolwiek się tam stało, nie pokonało dwójki jego przyjaciół. Mógł się pozłościć tylko tak dla zasady. Tak jak dla zasady przedwcześnie dźgnął go powtórnie w brzuch; przecież już teraz mógł powiedzieć, że Leo sobie na to zasłużył.

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 2160
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1675
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyCzw Sty 11 2018, 23:08

Na reklamacje było z pewnością stanowczo za późno, ale na szczęście Leo był wyjątkowo wyrozumiały i puścił tę uwagę bez zbędnych komentarzy; przewrócił tylko z rozbawieniem oczami na sformułowanie "brania go na swojego chłopaka". Dalej nie miał pojęcia jak do tego doszło i nie mógł uwierzyć we własne szczęście - tamto spotkanie na huśtawce było jednak wspomnieniem tragicznie mglistym, do czego Gryfon w życiu by się nie przyznał. Fakt faktem poszedł tam jak na ścięcie i pewien był, że to wielki koniec, a skończył bardziej zadowolony niż kiedykolwiek wcześniej. Wszystko tonęło we wspomnieniu słodkiego głosu Ezry śpiewającego dla niego i smaku jego ciepłych warg, którego nigdy nie miał dość.
- To chyba dobrze - uznał, poniekąd zaskoczony tymi słowami Krukona. Miał wrażenie, że jego sposób mówienia jest bardziej uciążliwy; spodziewał się raczej wiecznej nagany, przeciwko której prawdę mówiąc nic nie starał się robić. Miał braki, ale wciąż nic nie zmotywowało go do tego, aby rozszerzyć swój angielski z komunikatywnego na poziom bardziej pożyteczny. Chociaż w sumie, spotykanie się z Anglikiem tak chętnie go poprawiającym chyba było pewnego rodzaju krokiem do przodu, prawda? Miał za to odmienne zdanie w kwestii kaleczenia hiszpańskiego... Nie, Ezra. Nie wolno.
Szukał pytania, choć rozproszyło go urocze ziewnięcie chłopaka - i poważnie było dość rozkoszne, bo dodatkowo w tym ułożeniu przypominał Nieve. Gryfonowi nie było dane wyrzucenie z siebie jakiejś myśli odnośnie hibiskusa, bo swoją uwagą wszystko zepsuł. Na pytanie Clarke'a mruknął coś "właściwie, to miałem...", a potem przymknął się z bladym uśmiechem przyklejonym do ust. Sam się w to wplątał, w dodatku całkiem świadomie.
- Nie mieliśmy tego - poinformował chłopaka, tym razem już odtrącając lekko jego rękę (Ezra zaczynał się robić zbyt bezczelny z tym dziuganiem. Planował sobie palce połamać na stalowych mięśniach swojego partnera?). - Cóż, Zjadacze to chwast przypominający wyglądem purpurowy mech, a ich działanie jest ściśle związane z miejscami występowania. Najbardziej lubią cmentarze bądź lokacje, w których mogą się pożywić - porastają zwłoki ludzkie, zwierzęce i nawet roślinne. Poruszają się niewielkimi kępkami, trochę jakby skakały - odchrząknął cicho, odrzucając notatki na podłogę i zerkając na Krukona. Skoro i tak zboczyli z tematu... - Przyklejają się do ciała i mumifikują swoją ofiarę. Można je wypalić wraz z tkanką skórną, ale tylko jeśli uda się błyskawicznie zareagować. Zwykle konieczna jest amputacja. - Uniósł dłonią głowę Ezry i wyślizgnął się spod niego, aby położyć bokiem na kanapie, mając jej oparcie za plecami. Wyciągnął się wygodnie, kompletnie nie krępując tym, że częściowo spoczął na swoim chłopaku, na którego patrzył dalej z góry, podpierając się łokciem o poduszkę sofy. Może i tamta pozycja była komfortowa do nauki, ale Leo wolał leżeć obok Clarke'a... w szczególności gdy mógł subtelnie wsunąć jedną nogę pomiędzy jego, a dłoń umiejscowić na jego klatce piersiowej (wygładził leciutko koszulę, zahaczył palcami o jej guzik i szarpnął drażniąco, nie czyniąc żadnych szkód - choć psychika Vin-Eurico bardzo cierpiała po takich torturach wywoływanych przejawem masochizmu). - Ciekawostka - można je spotkać także w Grecji, przynajmniej w niektórych rejonach. W szczególności lubią atakować zmęczonych i poranionych studentów, którzy akurat wydostali się z pełnych niuchaczy i diabelskich sideł podziemi, ze zdobyczą w postaci maleńkich kropelek czegoś cenniejszego od złota - wraz z wymawianymi słowami przybliżał się coraz bardziej, aż w końcu mógł skraść Ezrze pełnego satysfakcji buziaka, tak przyjemnego, że odsunięcie się sprawiało spory problem. W końcu jednak powietrze, niestety, było potrzebne do życia. W takich chwilach naprawdę łatwo było docenić jego wartość... - Wiesz co, jak tak sobie myślę, to ta wyprawa brzmi strasznie nierealnie. Jesteśmy pewni, że to nie był dziwny sen? - Kolejny całus, tym razem chyba jeszcze dłuższy, zapobiegający jakiejkolwiek odpowiedzi. Cóż, Clarke pomagał mu przenieść świat przyjemnych marzeń sennych do rzeczywistości... Leo przesunął ręką po jego torsie, sprawiedliwie bawiąc się wszystkimi guzikami, aż dotarł do ostatniego i po prostu go rozpiął. Wsunął dłoń pod materiał niemal machinalnie, jak gdyby opuszki jego palców potrzebowały poczuć delikatną fakturę skóry chłopaka. - Miałem cię spytać o hibiskusa ognistego.

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 608
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2034
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyPon Sty 15 2018, 17:20

- Nawet bardzo - zgodził się ze śmiechem. To prawda, Leo nie mówił piękną angielszczyzną, ale Ezra w pełni akceptował - dobrze, starał się akceptować - tę wadę. Wciąż wierzył, że uda mu się chłopaka czegoś nauczyć i jeszcze zrobi z niego lingwistę. Najwyraźniej trafiła im się jakaś mocno ułomna ta miłość; nie dość, że była ślepa, to jeszcze głucha. Tylko jak długo?
Widać było, że nauka zielarstwa bardzo szybko Ezrę znudziła - to niby rozkoszne ziewnięcie było oznaką chęci zastygnięcia w komfortowej pozycji. Mruknął z zainteresowaniem, zachęcając w ten sposób chłopaka do dokładniejszego rozwinięcia tematu, a kiedy jego ręka bezczelnie została odtrącona, przywłaszczył sobie tę Leo. Przesunął po jego palcach, rozprostowując je, a następnie powoli zginając, by spleść je razem ze swoimi.
- Mmm, jak sympatycznie. Myślisz, że można gdzieś dostać wersję doniczkową? Nasłałbym na Fire przy następnym spotkaniu - zażartował, w pełni świadomie narażając się na jakiś odwet. Wyobrażał sobie purpurowe dzieło szatana podskakujące wraz z doniczką i grasujące przy drzwiach niczym pies obronny. Nie powinno go to tak bawić, wiedział, że była to groźna roślina, a mimo tego parsknął na te myśli śmiechem. - Nie no, przepraszam, amputacja nie jest zabawna.
Zmarszczył brwi z niewerbalnym protestem, kiedy jego głowa została uniesiona i przez chwilę jeszcze grymasił, kiedy Leonardo układał się obok niego. Marna z niego była poduszka.
- Nie kładź się na mnie, jesteś ciężki - zamarudził, słowom przecząc poprzez gest. Najwyraźniej lubił sobie postrzępić język od czasu do czasu. Odruchowo przerzucił rękę przez ciało Leo, wędrując łaskoczącym dotykiem po jego plecach, aż do karku. Jego usta stopniowo rozszerzały się w czułym uśmiechu, kiedy spokojnie obserwował każdą krzywiznę twarzy Leonardo. Bezwiednie wyciągnął rękę, nie mogąc się powstrzymać przed prześledzeniem palcami linii jego szczęki i gładkich policzków, obrysowaniem kształtu warg, przed ponownym odgarnięciem tęczowych kosmyków. Wzdrygnął się, kiedy podręcznik zsunął się z kanapy i z łoskotem uderzył o podłogę. Poprawił się, przysuwając się jeszcze trochę; chciał znajdować się bliżej i ściślej, znaleźć granicę dzielącej ich cielesności, a potem ją przekroczyć.
Z perspektywy minionego czasu potrafił słuchać historii Leo o wakacyjnej wyprawie z większą wyrozumiałością. Wciąż nie rozumiał, po co to wszystko im było, ale przynajmniej się nie złościł.
- Nie doszłoby do tego spotkania, gdyby studenci pamiętali, że sami są cenniejsi niż ich zdobycz - wytknął mu dla zasady. Wokół oczu Ezry pojawiły się malutkie zmarszczki radości, a gdy Leo złożył krótkiego buziaka na jego ustach, w pierwszym momencie podążył za nim, nie mogąc się pogodzić z tak szybkim jego przerwaniem. Leonardo zupełnie niepotrzebnie próbował łączyć pieszczoty z rozmową; no cóż, raczej z monologiem, ponieważ Ezrze nie pozwolił nic odrzec na swoje słowa, pokrywając jego usta własnymi. Clarke westchnął cicho - żaden sen nie dorównywał uczuciom, które zapewniał mu Leo. Ezra z całymi pokładami wyobraźni nie byłby w stanie wymyślić kogoś równie idealnego. Miły dreszcz przebiegł przez jego ciało, kiedy Leo wsunął dłoń pod materiał koszuli.
- Hibiskus... Hibiskus Ognisty to przyszłość w kwestii ogrzewania dla udawanych czarodziejów - Mrugnął do Leo żartobliwie, żeby nie brał tego do siebie. - ze względu na jego właściwość wydzielania ciepła. By proces ten zachodził, potrzebna jest woda, im więcej, tym jest intensywniejszy. Do tego stopnia, że łatwo się poparzyć... Nie będziemy nigdy hodować Hibiskusa, dobrze? I tak w naszym mieszkaniu bywa zbyt gorąco. - Zjechał go oceniającym spojrzeniem, podkreślając podtekst. Merlinie, Ezra zdecydowanie nie potrafił uczyć się z Leonardo.

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 2160
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1675
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Moderator




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyPon Sty 15 2018, 22:19

Och, ta miłość z całą pewnością nie była ślepa. Leo może i miał wadę wzroku, ale jego krótkowzroczność jedynie zmuszała do tego, aby Ezrę mieć blisko (jakby to było potrzebne! Najchętniej nigdy nie przerywałby kontaktu cielesnego...). Prawda jednak była taka, że Gryfon naprawdę dużo doceniał, co swoją drogą nieźle go szokowało. Był tym, który nigdy nie zwracał uwagi na podcięte końcówki włosów swoich partnerek, chwalił z gapiostwa te same ubrania tysiąc razy, a poza tym po prostu się nie przywiązywał. Z Krukonem wszystko wyglądało inaczej. Pamiętał dokładnie każde delikatne wgłębienie jego myśli i wiedział, gdzie przesunąć palcem, aby po karku chłopaka przemknął ten charakterystyczny, subtelny dreszcz. Pamiętał, w którym miejscu znajduje się drobna blizna pod jego lewą łopatką - nie musiał szukać znamienia, żeby perfekcyjnie natrafić na nie opuszkami palców. Pamiętał, które kosmyki włosów Ezry najlepiej zmierzwić, które wywiną się w którą stronę, a które pozostaną nietknięte choćby buszował w nich dłonią dobrych kilka minut. Widział i wiedział naprawdę dużo, z każdą chwilą coraz bardziej ulegając urokom swojego partnera.
- Tak ci życie niemiłe? - Zacmokał z rozbawieniem. Akurat Fire była osobą, po której spodziewałby się błyskawicznej reakcji; nie tylko sobie dałaby radę wypalić tkankę skórną, ale z pewnością nie zapomniałaby odwdzięczyć się Krukonowi. Na ustach Leo zagościł jedynie blady uśmiech, bo w gruncie rzeczy wizja amputacji przerażała go dość solidnie. To brzmiało jak oficjalne przekreślenie wszelkich szans na zdobycie jakichkolwiek sukcesów w dziedzinach sportowych, a oprócz tego wiele w ogóle wykluczało nawet pod względem hobby. Gryfon doskonale pamiętał jak jeden krzak przeskoczył obok jego ręki tak blisko, że jedynie odrobinę więcej siły i chłopak z pewnością nie miałby przynajmniej jednego palca. Przełknął ślinę z trudem, czując dziwną gulę w gardle. W głowie rozegrała mu się na nowo panika z festiwalu muzycznego. W greckim lesie był błogo nieświadomy i niesiony adrenaliną, na koncercie wizja poważnych uszkodzeń kręgosłupa wydawała się piekielnie prawdopodobna.
- Przeżyjesz - poinformował Anglika, przekładając na niego przecież tylko odrobinę ciężaru. Mruknął z zadowoleniem, bo mimo wszystko został objęty i to wystarczyło, aby czuł się chciany. Z rozbawieniem wpatrywał się w zielone tęczówki, które przesuwały się stopniowo po jego twarzy, jakby wychwytywały wraz z dotykiem każdy najdrobniejszy element. Czy to nie było to samo, co on robił? Vin-Eurico zaśmiał się cicho, wypuszczając jednocześnie przygryzioną łagodnie dolną wargę (piekła go, aby pozbył się skrupułów i zasmakował jedynego antidotum na wszystko, co negatywne - słodkich, ciepłych ust Clarke'a). - Słońce - zganił go cicho. - Jak będziesz się tak przysuwał, to faktycznie się na tobie położę. - Brak żalu w głosie mógł zapewnić Ezrę, że sam Leo nie widział w tym najmniejszego problemu. Tak o wiele przyjemniej mu się cokolwiek opowiadało. Mógł pozwolić sobie na dotyk w każdej sekundzie, a przy tym nie spuszczał swojego towarzysza z oczu, ciesząc się dyskretnie tym niebiańskim popołudniem. Było po prostu wygodnie, przyjemnie i miło. Nawet, jeśli rozmawiali o Zjadaczach Trupów!
- Z perspektywy czasu zastanawiam się, czy Ruth po prostu nie chciała mnie gdzieś tam dyskretnie zabić... - mruknął z zamyśleniem. W końcu przed wielką grecką wyprawą wcale nie mieli najlepszych kontaktów... - Jak ja z Bri i tą łódką... - Potrząsnął lekko głową, zbywając wszystko słodkim uśmiechem i zaraz obdarowując Ezrę kolejnym buziakiem. Żartował, oczywiście. Szczerze wierzył w dobre intencje Rutki, a poza tym sam też nie chciał Hudsonówny mordować, nie? Wolał się jej pozbyć bardziej pokojowo, skoro nauczyli się normalnie rozmawiać (a nawet śpiewać! Względnie normalnie. Innymi głosami...). Zaraz swój świetny humor musiał trochę schować, aby zmarszczyć brwi i zmrużyć powieki z niezadowoleniem na żarcik Krukona. Nie udało mu się tego oczywiście utrzymać zbyt długo, bo za bardzo skoncentrował się na samym w sobie słuchaniu odpowiedzi chłopaka; poza tym drażnił go subtelnie, muskając palcami skórę w - być może - trochę łaskoczący sposób. Dłoń sama zjechała mu niżej i akurat na wzmiankę o temperaturze panujące w ich mieszkaniu, mógł szarpnąć znacząco za szlufkę od spodni Ezry, małym palcem zahaczając również o klamerkę paska. Czując na sobie to palące spojrzenie jedynie wypuścił spomiędzy lekko rozchylonych warg drżący oddech.
- Niech będzie - zgodził się, wracając dłonią na brzuch Clarke'a. Chciał zaznaczyć palcami jego łagodne wcięcie V, przemknąć odrobinkę wyżej i w końcu ulokować rękę na jego biodrze, by móc gładzić je kciukiem. Skorzystał z tego, że jego kolano znajdowało się pomiędzy nogami Krukona - zgiął je mocniej i przyłożył większy nacisk na jego krocze. - Mhm. Nie pytasz? - Zabrakło mu w głowie dobrego zagadnienia, wszystko znikało przy możliwości zetknięcia warg ze skórą na szyi chłopaka. - A znasz może jakieś rośliny, które wolą raczej chłodne warunki? - Podparł się drugą ręką po drugiej stronie głowy Ezry, teraz już niemalże nad nim wisząc, z szerokim uśmiechem na ustach i z wesołymi iskierkami w oczach. Chciał czuć drażniący oddech Clarke'a na swoich wargach, gdy ten miał składać odpowiedź. Pragnął również zaraz potem przerwać ich naukę kolejnym pocałunkiem.
Koniec końców i tak musieli wrócić do Zielarstwa, wiercąc się na kanapie jeszcze milion razy; czego to się nie robi dla dobrych ocen...

/zt x2

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Słodka Swatka

Galeony : 421
  Liczba postów : 233
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Specjalny




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptySro Lut 14 2018, 22:22

Pokój Życzeń - Page 38 Tumblr_ml9o9f9nB51rxbfzso1_500


Randka w ciemno



Zimowe warunki atmosferyczne nie pozwoliły wprawdzie na typowy piknik nad jeziorem, ale nic straconego! Zamiast tego macie do dyspozycji cały pokój życzeń, który wygląda jak plaża nad hogwarckim jeziorem, zaś błękitne niebo i panująca w pomieszczeniu wysoka temperatura nie mają zbyt wiele wspólnego z trwającą zimą. Na piasku został umieszczony duży koc oraz koszyk piknikowy ze smakołykami z najróżniejszych stron świata oraz butelka Porto. Jeśli znudzi Wam się piknikowanie, zawsze możecie wsiąść do przygotowanej specjalnie dla Was łódki, która dryfuje na brzegu albo po prostu skoczyć do wody!

Przed rozpoczęciem randki koniecznie zapoznajcie się z zasadami eventu, które znajdziecie tutaj!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anseis Karsinis

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 94
  Liczba postów : 124
http://www.czarodzieje.org/t15457-anseis-karsinis
http://www.czarodzieje.org/t15458-relki-hansa#415181
http://www.czarodzieje.org/t15468-skrzynka-karsinisa
http://www.czarodzieje.org/t15456-anseis-karsinis
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptySob Lut 17 2018, 22:02

Słysząc o jakimś konkursie walentynkowym zgłosił chęć uczestnictwa, bo dlaczego nie? Wypełnił formularz, podpisał się, wysłał...zaraz,zaraz, randka w ciemno? Oczywiście Ans nie doczytał do końca i nie wiedział w co się właśnie władował. Złapał się za głowę i w konsternacji spędził dobrą godzinę. Kolejne dni sprowadziły się do oczekiwania w męczarniach. A co jeśli się ośmieszy? Albo trafi na gburowatą ślizgonkę która właśnie dostanie okresu? Przez chwilę zastanawiał się nawet czy nie olać tego i po prostu nie przyjść. Kiedy otrzymał list z miejscem i datą randki ponownie przeszło mu to przez myśl. Ostatecznie co mu zrobią, najwyżej zamarkuje chorobę czy coś i spędzi wieczór w zaciszu dormitorium z książką w ręku. Pomimo wszelkich namysłów i ogólnej niechęci przyszedł pod Pokój Życzeń. Honor nie pozwolił mu olać sprawy, skoro się zgłosił to musi teraz załatwić co trzeba. Karsinis przeszedł parę razy wzdłuż ściany myśląc o randce, bał się tego co zobaczy i nawet po pojawieniu się drzwi nie wszedł od razu. Po paru głębszych wdechach z impetem otworzył drzwi i momentalnie osłupiał na widok pomieszczenia...idealnie takiego jak opisał! Wyszedł z Pokoju i pobiegł do dormitorium się przebrać. Nie będzie siedział w długich rzeczach przy upale, nie? Wrócił ubrany w spodenki poniżej kolan i koszulkę polo. Zabrał się na przeglądanie pomieszczenia korzystając z nieobecności jego towarzyszki. Krótki spacer sfinalizował kładąc się na kocu i przetrząsając zawartość koszyka. Na Merlina, nawet Porto załatwili! Cały zadowolony przewrócił się na plecy i oparł głowę na rękach. Zapowiadał się bardzo udany wieczór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lúthien T. Lanceley

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 174
  Liczba postów : 154
http://www.czarodzieje.org/t15045-luthien-tari-lanceley#401631
http://www.czarodzieje.org/t15082-slowik-zaprasza#401644
http://www.czarodzieje.org/t15083-listy-czarodziejki#401673
http://www.czarodzieje.org/t15058-luthien-tari-lanceley
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyNie Lut 18 2018, 13:40

Randka z nieznajomym? Kto by pomyślał, że pewnego dnia Lutka weźmie udział w podobnej zabawie. Sama dziewczyna nigdy nawet nie dopuszczała do siebie takiej myśli, gdyż wiedziała, że to nie nastąpi. Mimo to zapisała się. Czemu? Max. Widziała go kilka razy w szkole, jednak nawet nie podeszła do niego, a jedynie pragnęła pozostać niezauważoną przez chłopaka. Sama doskonale widziała jak chłopak wypełniał formularz po czym odszedł. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej podeszła do miejsca gdzie wcześniej stał ślizgon i wypełniła jedną czystą kartkę ze stosu przygotowanego dla uczniów. Była zła, smutna, wściekła i... Tyle sprzecznych uczuć targało nią w tej chwili, że wolała opuścić zamek zaraz po wypełnieniu formularza. Nie chciała zrobić nikomu krzywdy, a tym bardziej wpaść na chłopaka.
I proszę... Szła właśnie korytarzem do pokoju życien na swoją randkę. Ubrana całkowicie inaczej niż zazwyczaj pchnęła ogromne drzwi i wsunęła się cicho do środka. Osłupiała. Owszem, opisała dość podobną scenerię ale nie spodziewała się, że dosanie coś takiego w zimę. W dodatku dostrzegła niewielką łódkę. Może wcale nie będzie tak źle. Na pewno odegra się na Maxie.
NIe od razu zauważyła leżącego na pisaku chłopaka. Dopiero po zrobieniu kilku kroków i obejrzeniu wnętrza dokładniej dostrzegła jakiś ruch na plaży. Uśmiechając się krzywo podeszła do chłopaka stając nad jego głową.
- Od razu coś sobie ustalmy. Nie chcę wiedzieć z jakiego domu jesteś i ty również nie poznasz z jakiego jestem ja. - po czym usiadła obok niego wystawiając głowę w stronę sztucznego słońca. A może i było prawdziwe. Kto wie co ten pokój mógł. - Nawet zostawili Porto. Postarali się, jak na razie. - ostatnie słowa dziewczyna wypowiedziała do siebie, jednak siedziała na tyle blisko chłopaka, że z pewnością je usłyszał. Po chwili obróciła głowę w jego stronę. Na chwilę miała okazję przyjżeć mu się z bliska. Był przystojny. To musiała przyznać. - Luthien. A ty jesteś....? - musiała bardzo się postarać aby chodź trochę być miłą dziewczyną. Nie chciała psuć tego wieczoru. Na pierwszym miejscu była zabawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anseis Karsinis

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 94
  Liczba postów : 124
http://www.czarodzieje.org/t15457-anseis-karsinis
http://www.czarodzieje.org/t15458-relki-hansa#415181
http://www.czarodzieje.org/t15468-skrzynka-karsinisa
http://www.czarodzieje.org/t15456-anseis-karsinis
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptySob Lut 24 2018, 20:32

Delektował się chwilą i promieniami słońca drażniącymi jego skórę. Mrozy panujące na zewnątrz i gorąc panujący tutaj zdecydowanie do siebie nie pasowały i organizm Ansa dostał małego bzika. Obyło się bez tragicznego zakończenia ale spieczoną skórę będzie miał na pewno. Teraz niech ktoś mu powie, że nie da się opalać w zimie.
Błoga cisza została przerwa przez przyjście jego towarzyszki. Usłyszał jak zbliżała się do niego ale nie podniósł głowy by zobaczyć kto to. Dopiero kiedy stanęła obok niego i się odezwała to otworzył oczy i obdarzył ją promiennym uśmiechem powitalnym. Następnie usiadł i pozwolił sobie na krótką ocenę swojej walentynki. Zdecydowanie nie zaliczała się do łatwych, chichoczących ze wszystkiego panienek.
-Masz rację, postarali się. Oby tylko przypadkowo nie wrzucili tu nam nic trującego.
Odpowiedział myśląc, że dziewczyna zwraca się do niego. Wyciągnął z koszyka smażoną krewetkę i zaczął ją oglądać dookoła. Jak on do cholery ma ją zjeść?
-Eeee, wiesz może co to jest? Rozumiem, że tego pancerza się nie je...jestem Anseis, miło mi.
Skinął głową jednocześnie ganiąc się, że nie przedstawił się pierwszy jak na faceta bywało. No nic, może Luthien jest fanką równouprawnienia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30192
  Liczba postów : 49027
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Specjalny




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyPon Mar 12 2018, 20:15

Zgodnie z regulaminem eventu randka zostaje zakończona. Od tego momentu w tym miejscu ponownie mogą toczyć się rozgrywki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Trixie N. Travers

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
  Liczba postów : 183
http://www.czarodzieje.org/t15384-viatrix-travers
http://www.czarodzieje.org/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://www.czarodzieje.org/t15580-dixie
http://www.czarodzieje.org/t15383-trixie-travers
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyNie Mar 18 2018, 15:16

Trixie nie pojmowała skąd tutaj nagle wziął się Aaren. Wyrósł jak spod ziemi i Merlin świadkiem, że wystraszył ją, gdy tak nagle chwycił ją pod rękę.
- Hooker, co ty… - zdążyła tylko wymamrotać, ledwo opanowawszy wzdrygnięcie, ale nie oponowała. Schyliła się szybko, aby podnieść szkolną torbę i nawet nie obejrzała się już na Warrena. Nic dziwnego, Ślizgon o wiele bardziej ją zainteresował, ale w tym momencie zupełnie nie skupiała się na jego elektryzującej bliskości. Już sama w sobie ta reakcja byłaby dziwna. Trixie zawsze miękły przy nim kolana, zwłaszcza odkąd ich relacja rozwinęła się odrobinę bardziej i przestali już tkwić na etapie trzymania się za rączki, jak mogliby to robić w trzeciej klasie. Jednakże przemoczona Travers, zwłaszcza zimą, kompletnie nie myślała o magnetyzmie kolegi. Skupiona była na dreszczach przebiegających jej wzdłuż kręgosłupa i wodzie spływającej z włosów.
- Nienawidzę tego durnego ducha. - Wymruczała pod nosem, przytulając głowę do ramienia Aarena i szukając w tym geście pocieszenia. Zamoczyła brzeg jego szaty, ale co z tego. To tylko odrobina wody, a o ile pamiętała, o wiele bardziej przepadał za chłodem niż ona. Nawet nie zauważyła, że zawędrowali na siódme piętro, ale gdy to spostrzegła, nagle pociągnęła go za rękę, aby się zatrzymał.
- Hej, słyszałeś o tym? - Spytała, podając mu torbę z kompletnie zawilgotniałymi książkami, aby je dla niej przytrzymał. - Ktoś kiedyś mówił, że na siódmym piętrze powinien być pokój życzeń. Błagam o jakieś ciepłe miejsce. - Wypowiedziała swoje życzenie na głos, a kiedy odwróciła się w stronę ściany spostrzegła drzwi. Oczy jej rozbłysły, a na twarzy pojawił się uśmiech. Nie tak radosny jak zwykle, a dość… dwuznaczny. - Chodź, Hooker. - Postawiła specjalny nacisk na jego nazwisko i ponownie złapała go za rękę. Wciągnęła go do pokoju życzeń, który nie był już tak naprawdę zwykłym pomieszczeniem. Był jej rajem. Nie było już podłogi, a jedynie gorący piasek. Sufit ginął gdzieś ponad ich głowami, przez co Trixie nie mogła się przekonać czy to wciąż jest twardy kamień pokryty iluzją czy już błękitne niebo. Nie było nigdzie wody, ale nie mogła oczekiwać, że znikąd powstanie tutaj morze… albo może to jej życzenie było zbyt mało konkretne? Chciała po prostu, aby było jej ciepło, a tej pustyni nie dało się odmówić gorąca. Zatrzasnęła za nimi drzwi i natychmiast rzuciła w pokryty piachem kąt swoją torbę. Zaczęła rozpinać wilgotną szatę, aby móc wreszcie się ogrzać.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aaren Hooker

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 25
  Liczba postów : 25
http://www.czarodzieje.org/t15891-aaren-hooker#429433
http://www.czarodzieje.org/t15893-hi-i-m-hooker#429442
http://www.czarodzieje.org/t15895-hooker-s#429445
http://www.czarodzieje.org/t15892-aaren-hooker#429434
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyNie Mar 18 2018, 17:03

- Irytujący, taka już jego natura - westchnął, prowadząc dziewczynę za sobą. Wiedział, że była przyjezdna, że przecież zmieniała szkołę, ale żeby nie wiedzieć o najlepszym, najbardziej zabawnym duchu ze wszystkich, który potrafi robić gorsze rzeczy niż wszyscy psotnicy w szkole razem wzięci? W końcu, przeżył ich wszystkich, zbiera te pomysły od kiedy tylko tu jest, nic więc dziwnego, że potrafi zaskoczyć albo, jak wskazuje jego imię, zirytować.
Nie planował zaciągnąć niczemu winnej Trixie aż na siódme piętro, ale to nie jego wina, że akurat tak wyszło. Skoro on tego nie zauważył, a nawet dziewczyna zdała się nie odczuć przejścia takiego kawałku, to chyba nie było żadnego problemu, prawda? Zgadywał, że najbardziej i tak zależało jej na jak najszybszym wyschnięciu, chociażby przez to, że widział, ba, nawet czuł, że była mokra na własnej skórze, jednak za bardzo mu to nie przeszkadzało.
- O czym ty znowu… - nie skończył, skupił się o wiele bardziej na złapaniu przemoczonej torby i próby nie upuszczenia jej. Czasami zastanawiał się, czy dziewczyny zwyczajnie nie pamiętają o rzuceniu zaklęcia na te torby, czy po prostu wolą je dźwigać zamiast oszczędzić sobie wysiłku i zachowywać się tak, jakby była to najlżejsza dla nich rzecz. Może ten czar zwyczajnie znika, kiedy torebkę próbuje nosić mężczyzna?
- Przecież to bzdu- - znowu przerwał, zaskoczony tym, że przed nimi pojawiły się drzwi. Więc jednak istniało takie miejsce, a on przez całe siedem lat swojej edukacji nie miał o nim najmniejszego pojęcia. Albo też miał, jednak zwyczajnie sobie z tego nic nie robił. Nawet nie zauważył szczęśliwego wyrazu na twarzy przyjaciółki, był za bardzo zaskoczony tym, że drzwi się tak po prostu pojawiły. Sam chciał mieć wyjątkowe miejsce dla siebie, ale Trixie tak zwyczajnie powiedziała na głos życzenie, drzwi same się pojawiły, tak kompletnie znikąd. Niekiedy odnosił wrażenie, że to zwykła szczęściara. Zwrócił uwagę na dziewczynę dopiero gdy ta wciągnęłą go do pomieszczenia, a tak naprawdę… na otwartą przestrzeń? Momentalnie zrobiło mu się gorąco, drzwi same się za nimi zamknęły, a on tylko zaczął rozpinać swoją szatę, rozglądając się dookoła. Wydawać się mogło, że była to typowa, australijska sceneria. Mimo, że nie był aż tak wielkim fanem gorąca, był zadowolony, że chociaż Travers ma to, co chciała - ciepło, możliwość ogrzania się…
Jego szata wylądowała na piasku, podobnie krawat, został jedynie w czarnej koszulce i ciemnych dżinsach, rozkoszując się ciepłem, jakie mieli dookoła. Szybko był już obok przyjaciółki.
- Czy znalazłem się w marzeniach Trixie Travers? - zapytał z małym uśmiechem, obejmując ją w tali i patrząc na jej twarz. - A może to miejsce, które doskonale zna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Trixie N. Travers

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
  Liczba postów : 183
http://www.czarodzieje.org/t15384-viatrix-travers
http://www.czarodzieje.org/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://www.czarodzieje.org/t15580-dixie
http://www.czarodzieje.org/t15383-trixie-travers
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyNie Mar 18 2018, 21:48

Udawała, że nie widzi jak jej niedowierza. Wiedziała, że te drzwi się tutaj pojawią. MUSIAŁY się pojawić. Te wszystkie szkolne plotki nie wzięły się znikąd i nawet głosy, wedle których żadne tajemne drzwi na siódmym piętrze nie istniały nie mogły jej zniechęcić. Ba, sama chyba dwa razy próbowała się tutaj dostać, niestety zupełnie bezskutecznie. Dzisiaj jej życzenie było zbyt silne i klarowne. Pokój nie mógł go zlekceważyć… a przynajmniej tak starała się zwodzić swoje biedne serduszko, które nie zniosłoby, gdyby czary odmówiły jej tego teraz, gdy była cała mokra i drżąca z zimna. Z rozkoszą poczuła jak zaczyna jej się robić aż zbyt ciepło. Duszne, gorące powietrze wydawało się falować, a chociaż brak zamknięcia w tej przestrzeni był jedynie iluzją, jej oczy błyszczały jak jeszcze nigdy dotąd. Dość szybko zaczęła pozbywać się mundurka. Rzuciła go z prawdziwą ulgą w sam kąt i już miała wyskoczyć przed siebie w poszukiwaniu słońca, za którym tak silnie tęskniła, ale ledwie drgnęła. Słysząc jego słowa zadarła głowę do góry i uśmiechnęła się szczerze, prawdziwie radośnie.
- Nienawidzę zimy, a tutaj… to prawie jak w Red Rock. Czasami żałuję, że Hogwart nie został zbudowany w samym sercu pustyni. - Odpowiedziała, delikatnie mrużąc oczy, gdy tak zadzierała głowę. Oślepiało ją to fałszywe, tak wyczekiwane słońce. - A teraz mam kawałek domu także i tutaj. - Spojrzała najpierw w jego oczy, a później na wargi. Nieświadoma, że to robi, przygryzła swoje własne. Odsunęła się od Aarena, chwytając go za dłoń. - Chodź, opowiesz mi czy Ci się podoba. - Ruszyła niespiesznie w stronę piasku, nawet przez buty czując jak jest rozgrzany. Po drodze odrzuciła rozsupłany już na korytarzu krawat i gdy bez większego żalu śledziła spojrzeniem jak ginie w złotych drobinkach, dostrzegła koc. Taki piknikowy, kolorowy kocyk na środku swojej prywatnej pustyni. Westchnęła z zachwytu. Natychmiast poprowadziła ich w jego stronę, ale nie siadała na nim. Odwróciła się w stronę Ślizgona i rozluźniła palce, aby móc sięgnąć do swojej piersi. Zaczęła rozpinać górne guziki bluzki. Nieznośnie powoli. - Skąd się tam wziąłeś, Aaren? - Spytała, gdy zza ubrania zaczął wyłaniać się fragment jej bielizny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aaren Hooker

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 25
  Liczba postów : 25
http://www.czarodzieje.org/t15891-aaren-hooker#429433
http://www.czarodzieje.org/t15893-hi-i-m-hooker#429442
http://www.czarodzieje.org/t15895-hooker-s#429445
http://www.czarodzieje.org/t15892-aaren-hooker#429434
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyWto Mar 20 2018, 09:37

Aaren tak naprawdę nie wiedział, że na siódmym piętrze znajdować się będzie tak cudowne miejsce, przepełnione magią chyba najbardziej spośród wszystkich miejsc w szkole. Słyszał plotki, niestworzone historie odnoszące się do tego miejsca, co w nim widzieli, czego tam nie robili... Jakoś nie interesował się tym, co mówili wszyscy dookoła, nie przywiązywał do tego szczególnej uwagi. Prawdę mówiąc, żadne plotki i pomówienia nie robiły na nim szczególnego wrażenia, ale skoro nawet Trixie była świecie przekonana, że takie miejsce istnieje, to dlaczego miałby w to wątpić? Szczególnie gdy drzwi stały tuż przed nim. Nie mówiąc już o wrażeniu, jakie zrobiła na nim cała sala. A może otwarta przestrzeń? Tutaj było kompletnie inaczej niż za oknem.
- Wiem, gdzie będę cię zabierać - zaśmiał się, kręcąc delikatnie głową. - Ja tam nie narzekam, na pustyni nie pada śnieg - wzruszył ramionami, rozmarzając się na dosłownie kilka sekund na myśl o spadającym, białym puchu, który przecież tak bardzo uwielbiał, a przecież nie miał pojęcia, skąd w nim ta miłość. Może zwyczajnie uwielbiał patrzeć na małez wirujące płatki, o tak różnych kształtach i rozmarzać się nad ich wyglądem. Może było to po prostu przez to, że zima to naprawdę zimna pora, przez co nikt do niego nie podchodzi bez powodu gdy siedzi całkiem sam, poza terenem Hogwartu...
Nie mógł powiedzieć jednak, że nie podoba mu się w takich tropikach. Właściwie to czerpał szczęście z zadowolenia dziewczyny, niczym prawdziwy przyjaciel. Był jednak typowym Brytyjczykiem, preferował deszczową pogodę, a najlepiej śnieżną. Był zimnolubny, ale ciepło nie było dla niego problemem. Nie narzekał, było dobrze, a przecież zawsze mogło być gorzej niż teraz.
- Podoba, jest... Ciepło - uśmiechnął się tylko, idąc za dziewczyną. Nawet nie zastanawiał się, skąd znalazł się tam koc, jednak automatycznie pomyślał o cieniu. Żadne zaskoczenie, że pojawiła się rozłożona parasolka, wbita w piach idealnie obok ich koca. Widząc, jak dziewczyna odpina wilgotną koszulę jedynie odchrząknął.
- Chcesz koszulkę? - to właściwie było pytanie retoryczne, automatycznie zdjął materiał ze swojej klatki piersiowej, oferując go dziewczynie. To nie tak, że nie chciał wykorzystać sytuacji, gdzie ma dostęp do jej piersi. Zwyczajnie wiedział, że Trixie nie lubi aż tak bliskich kontaktów, miał to na swojej uwadze i nie chciał pchać się aż tak głęboko. Z resztą, jemu samemu było o wiele za gorąco; po co w ogóle ubrał się cały na czarno? Nonsens, jednak biorąc pod uwagę rzeczywistą pogodę, miało to bardzo dużo sensu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Trixie N. Travers

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
  Liczba postów : 183
http://www.czarodzieje.org/t15384-viatrix-travers
http://www.czarodzieje.org/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://www.czarodzieje.org/t15580-dixie
http://www.czarodzieje.org/t15383-trixie-travers
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyNie Mar 25 2018, 20:39

Na wzmiankę o śniegu miała ochotę prychnąć z niechęcią, ale nie zdobyła się na to. Zanadto oczarowana swoim prywatnym rajem, pozwoliła aby pieścił wszystkie jej zmysły. Szum wiatru (skąd on się tu wziął?) owiewającego jej kostki i wzburzający splątane włosy przyspieszył jej ruchy. Zapomniała o rozmowie i zamilkła, skupiona na ruchach nadgarstka, nagle podejrzanie gorączkowych. Pozbawiła się koszulki bez większego kłopotu. Zsunęła ją ze swojego ciała, pozostawiając ją na piachu, który natychmiast chciwie przylgnął do wilgotnego materiału.
- Zwariowałeś? - Przypomniała sobie o słowach i parsknęła śmiechem. Wbrew temu co powiedziała, odebrała mu materiał, ale tylko po to, aby nakryć nim swoją koszulę. - Idziemy się opalać! - Zarządziła, zdziwiona jak on w ogóle mógł sobie wyobrażać jej marzenia o gorącu bez najoczywistszego z elementów. Okryta koronką, czuła się niemalże tak, jakby miała na sobie jedynie kostium kąpielowy. Poruszała biodrami, wydostając się z czarnej spódniczki i odeszła tyłem na kilka kroków, szukając spojrzeniem idealnego miejsca na kocu. Znalazła je dopiero wówczas, gdy na nim spoczęła. Oparła kolana na miękkiej tkaninie, trzymając się z daleka od okrągłego cienia rzucanego przez parasol. Ignorowała ogień, którym rozgrzany piasek traktował jej kostki, spoczywające poza cienkim materiałem i z lubością zanurzyła w nim dłonie. Przytuliła do piersi błyszczące drobinki. Mrużąc oczy, odszukała Ślizgona spojrzeniem. - Dlaczego śnieg wydaje Ci się piękniejszy? - Zapytała, nieświadoma kierunku, w jakim chwilę temu podążyły jego myśli. Prawdę mówiąc, chyba nigdy go o to nie pytała, a nigdy nie rozumiała tej miłości, jaką Brytyjczycy są w stanie obdarzyć lodowaty, biały puch. Piasek był wdzięczniejszy i zdecydowanie piękniejszy w jej oczach. Rozluźniła pięść, pozwalając mu na obsypanie skóry. Większość znalazła swoje miejsce na jej ciele i pokryła go szorstką warstwą. Posypała także swoje nogi, niczym bawiące się dziecko nanosząc piachu na kocyk. - Aaren, chodź szybko! Zbuduj ze mną zamek. - Poprosiła i tylko prawdziwym cudem jej głos nie zabrzmiał jękliwie. Uśmiechnęła się za to naprawdę rozkosznie, jakby otrzymała najwspanialszy prezent od losu i jedynie uczestnictwo przyjaciela mogło przypieczętować jej szczęście. Obrysowała palcem spory okrąg, wskazując jak wielka ma być jej forteca. Zapadające się ziarenka piasku szybko zatarły linię, gdy przesunął je wiatr, ale Trixie zdawała się tego nie zauważać.
- Zbudujmy go na skale. - Poprosiła, zagarniając do siebie więcej budulca, aby móc wystarczająco wysoko podnieść teren. Kiedy ten piach tak zwilgotniał, aby nadawał się do formowania? Cóż, na tę wątpliwość żadne z nich nie szukało odpowiedzi. Pokój tak swobodnie naginał się do ich woli, że wszystko wydało się możliwe. Ciekawe tylko, kiedy miały dopaść ich zakłócenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1392
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyNie Cze 24 2018, 14:46

Było piękne, niedzielne popołudnie. Dzień wolny od zajęć, a pomimo tego biblioteki i czytelnie były pełne uczniów, próbujących nadrobić materiał do zbliżających się egzaminów. Błonia również były pełne. Nastroje były mieszane, u jednych widać było pełen entuzjazmu i spokoju uśmiech, u drugich zaś malował się na twarzy grymas rozpaczy i przygnębienia. Cóż, tak było, kiedy zostawiało się tony materiału na ostatnie dwa tygodnie — nie było szans, aby przyzwoicie to utrwalić i wyciągnąć wszystko na satysfakcjonujące stopnie. Nessa była dziewczyną nad ambitną, która doskonale odzwierciedlała cechy pożądane przez Salazara Slytherina. Wróciła do dormitorium krótko po czwartej. Odświeżyła się, poszła spać na trzy godziny i wstała zaraz, biorąc się za runy i zielarstwo, a także powtarzając materiał z transmutacji i zaklęć. Jej łóżko tonęło w pergaminach i księgach, a ślizgonka już notorycznie zapominała o posiłkach, łapiąc się na zapijaniu głodu wodą lub kawą, przegryzania go jabłkiem.
Siedziała w pokoju wspólnym, wypisując najważniejsze zaklęcia ofensywne i defensywne, gdy brązowe ślepia powędrowały na tkwiący na nadgarstku zegarek. Westchnęła cicho, uśmiechając się pod nosem i wstając z kanapy, przeciągając się leniwie i kierując w stronę sypialni, gdzie zostawiła swoje rzeczy. Była dziś umówiona na muzykę z pewnym puchonem, z którym miała okazję dłużej porozmawiać na ostatnich zajęciach, zaraz po tym, jak przyłapała go na przygrywaniu w sali muzycznej, czego nie omieszkała skomentować. Przeczesała włosy szczotką, przebrała bluzkę na coś bardziej wyjściowego i złapała za swój nieodłączny, mały plecak, który przygotowała rano. Złapała jeszcze za czekoladowego batonika w ramach obiadu, rozglądając się następnie po pomieszczeniu. Gdy doszła do wniosku, że zabrała już wszystko — zamknęła za sobą drzwi, wychodząc następnie z domostwa wężu i kierując się w stronę schodów.
Rudzielec umówił się z @Lennox Moffat przed pokojem muzycznym o szesnastej. Jak zwykle, była chwilę wcześniej, co wykorzystała na podejście do okna i wyjrzenie przez nie, zaczerpnięcie świeżego powietrza — bo oczywiście musiała je otworzyć. Kosmyki miedzianych włosów kołysały się leniwie w powietrzu, a ona sama przymknęła oczy, uśmiechając się pod nosem. Dobrze jej zrobi, jak chociaż na chwilkę zmieni otoczenie i zostawi podręczniki w pokoju. Było naprawdę ciepło, więc wciągnęła na siebie krótkie spodenki, wykonane z ciemnego jeansu i zapinane na duże guziki, mające wyższy stan. W nie natomiast wciągnęła luźniejszą, białą bluzkę z kieszonką na piersi, na której naszyta była mała wiśnia. Na plecach zaś widniał napis w kolorze owocu, przedstawiający jego nazwę. Standardowo miała buty na koturnie, co by dodać sobie kilku centymetrów do mikroskopijnego wzrostu. Słysząc rozbrzmiewające w korytarzu kroki, obróciła głowę w stronę, z której dochodziły, posyłając mu zadziorny uśmiech. Odsunęła się od parapetu, krzyżując ręce pod biustem, wcześniej jednak poprawiając tkwiące na ramionach szelki od plecaka.

— No hej! Co tam, borsuczku? Gotowy do grania? — zaczęła z ciekawością w głosie, lustrując jego twarz wzrokiem. Brązowe ślepia pełne były zaintrygowania. Nie wiedziała, jakimi zdolnościami dysponował i czego się po nim spodziewać. Niemniej jednak była pewna, że lekcja pójdzie im dobrze. Ruszyli w stronę sali muzycznej, która jednak okazała się zajęta i tym samym wywołało to na twarzy ślizgonki konsternację. W końcu doznała olśnienia! Złapała więc go pod rękę i pociągnęła w stronę schodów, kierując się na wyższe piętra. Nie było w szkole innej klasy z pianinem, więc trzeba było skorzystać z oferowanej przez szkołę magii.
Znaleźli się przed drzwiami, których wcześniej jakby tu nie było. Dziewczyna przymknęła na chwilę oczy, wyobrażając sobie, co chciałaby zastać i pociągnęła za klamkę, wchodząc do środka i zamykając za nimi drzwi. Pokój Życzeń doskonale spełniał zachcianki odwiedzających. Znajdowali się w obszernej izbie z doskonałą akustyką, na której środku tkwił piękny, czarny fortepian z wygodnym siedziskiem. Instrument błyszczał w promieniach wpadającego tu słońca, ponieważ całą ścianę północną zajmowały wysokie, duże okna. Pod nimi dostrzec można było szeroki, wypełniony poduchami parapet oraz stojący obok, niewielki stolik. Komnata utrzymana była w ciepłych barwach, a jasna, drewniana podłoga skrzypiała pod ich krokami. Zerknęła za siebie, upewniając się, że drzwi prowadzące na zewnątrz zniknęły. Zsunęła z ramion plecak, zaciskając go w dłoniach i kierując się w stronę parapetu, na który niedbale go rzuciła, by w końcu stanąć przy instrumencie. Klawisze wciąż tkwiły skryte pod czarną klapą.

— Chyba się nada, co? Cisza, spokój. Instrument jest nastrojony. Właściwie.. To od kiedy grasz, co? Masz duże doświadczenie? — zaczęła, posyłając mu dłuższe spojrzenie, opierając się plecami o bok fortepianu i puszczając ręce luźno wzdłuż ciała. Lanceleyówna miała styczność z muzyką od urodzenia, jej ród profesjonalnie zajmował się tworzeniem instrumentów oraz grom. — Nie powiem, nie spodziewałam się po Tobie zamiłowania do sztuki, żółciutki.
Wzruszyła delikatnie ramionami, posyłając mu przepraszający uśmieszek. Jak zwykle była szczera i bezpośrednia, jasno wyrażając swoją opinię. Oczywiście Ness nie miała nic złego na myśli, po prostu bardziej wyglądał jej na amatora sztuki pisania, jak tworzenia melodii. Chociaż właściwie, to jedno wcale nie musiało wykreślać drugiego.

Kostka: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox Moffat

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
http://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
http://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
http://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
http://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyNie Cze 24 2018, 17:06

Koniec roku wcale nie przerażał Lexa. Chłopak należał raczej do tych, co to zwykle nic nie robią, a jakoś im wychodzi. No chyba że chodzi o astronomię którą kocha i uwielbia na niej pracować. Zwyczajnie był on typem, który miał ciekawsze rzeczy do roboty. Jego łóżko również było zawalone papierami, ale nie był to notatki szkolne, a opowiadania, poematy, szkice, a od jakiegoś czasu również nuty. Tego dnia również obijał się cały czas. Jedyne co go dziś w zasadzie interesowało, to spotkanie ze starszą Ślizgonką. Odbiło się to rzecz jasna w jego dzisiejszych tworach. A w zasadzie jednym, konkretnym wierszu, inspirowanym rudowłosą, ale spoczywał on teraz bezpiecznie na dnie szafki z ubraniami. Nie żeby miało być to coś zobowiązującego, po prostu... Ludzie czasem nie rozumieją jego sztuki. A przynajmniej nie tak jak powinni. Lubił romantyzm, a dziewczyna była ładna — w dodatku sama do niego podeszła, a to rzadko się zdarza. Takie momenty zawsze obijają się w jakiś sposób na nim samym.
Nie mniej był lekko zestresowany od momentu opuszczenia dormitorium. Szedł przez szkołę zamyślony, jak zwykle z resztą. Pomimo tego nawet, nigdy nikogo nie potrącił na korytarzu. Był to taki jego dziwny stan, w którym on bujał w obłokach, a jego ciało szło wręcz samo. A to o czym rozmyślał, było dziś kompletnym chaosem myślowym, co w sumie zdarza mu się nierzadko. Mieszanką uczuć, które oddał by tylko spontaniczny wiersz. Mieszanką obrazów, które uporządkował by tylko abstrakcyjny obraz. Szedł tak, mając w głowie tylko dwie jasne rzeczy: cel i osobę.
Ubrany był w elegancką koszulę na długi rękaw, w piaskowym odcieniu. Na szyi czarno-żółty krawat Hufflepuf, a na nogach proste jeansy i czarno-zółte Jordany. Długie, kasztanowe włosy miał rozpuszczone, układające się na ramionach w miękkie fale. Na plecach niósł czarny, ciężki plecak. Nie, nie miał w nim książek, jak można by się domyśleć. Miał szkicownik A4, równie duży notes z własnymi zapiskami, osobny z utworami, do tego teczkę z plikiem nut, kałamarz, zestaw ołówków i kredek — różne rodzaje, ma się rozumieć — pióra i nawet awaryjnie mini-manekina do rysowania. Był to jego wyjściowy zestaw, którego główne części składowe, czyli notes, szkicownik, pióro i minimum jeden ołówek, miał absolutnie zawsze przy sobie. Nawet jeśli miały by mi się absoutnie nie przydać, Lex wiedział, że wenę trzeba łapać póki jest.
Wyłonił się w końcu z załomu korytarza. Coś w żołądku dziwnie mu podskoczyło, gdy usłyszał powitanie dziewczyny. Wyrwało go to rzecz jasna z letargu, choć jego mętne oczy mogły by tego nie wskazywać. Minęło jeszcze trochę czasu, nim jego twarz wróciła do standardowego, przytomnego stanu. Nie odpowiedział od razu, po chwili dopiero mruknął
Mhm.
Sala muzyczna okazała się zajęta, co trochę zbiło chłopaka z tropu. Cmoknął, myśląc nad tym co dalej, gdy nieoczekiwanie Nessa złapała go i zaczęła ciągnąć po schodach. Nie do końca wiedział co też ona wymyśliła, ale dał się porwać. Dopiero gdy doszli do tego znajomego miejsca, Lex zrozumiał o co jej chodzi. Pokój Życzeń był jednym z jego ulubionych miejsc w tej szkole. Można tam było znaleźć wszystko, czego tylko się potrzebowało. Można tam było w spokoju tworzyć, nie dziwne więc, że Lennox często tam przesiadywał. Ruda wprowadziła ich do środka i Puchon od razu poczuł się jak w domu. Piękna sala, piękny czarny fortepian i wygodne poduchy. Do pomieszczenia wpadało mnóstwo światła słonecznego, co dawało wręcz wrażenie kojącej czystości. Była to niewypowiedziana przyjemność, dla duszy Lennoxa, który z lekkim uśmiechem na ustach i przymkniętymi oczami odetchnął głęboko.
Tak, wygląda dobrze — rzekł oszczędnie. Podszedł powoli, przejeżdżając palcami po wieku, skrywającym czarno-białe klawisze. Uniósł delikatnie wzrok, zerkając na nią niby ukradkiem. Uśmiechnął się ciepło. Już zaczął płynąć za intuicją.
Szczerze... Nie aż tak — zaczął jakby niepewnie, zdejmując plecak i kładąc go na ziemi, kawałek od nogi fortepianu. — Wcześniej grałem głównie na flecie, ale muzyka, jaką jest w stanie tworzyć pianino zawsze mi imponowała. Postanowiłem zacząć się go uczyć tak... Bo ja wiem, cztery lata temu? — odpowiedział, po czym oparł się obiema rękoma o instrument, po jego przeciwległej stronie, zwrócony przodem do niej. Dostrzegł jej przepraszający uśmieszek. Tak, troszkę go ukłuło, gdy zakwestionowała jego miłość do sztuki. Choć najbardziej chodziło o samo słowo — sztukę zbiorczo. Gdyby zamiast tego słowa, użyła słowa "muzyka"... Z drugiej strony jednak wiedział że nie może jej winić. Mało kto wiedział o nim tak naprawdę cokolwiek. Podrapał się w tył głowy.
— Pianina akurat sam bym się po sobie nie spodziewał — zaśmiał się, po czym postanowił w końcu otworzyć klapę, pod którą znajdował się rząd idealnie lśniących klawiszy.
— To od czego zaczniemy? — zapytał, siadając na szerokim siedzisku, lekko z boku, by zostawić nieco ewentualnego miejsca, gdyby dziewczyna chciała usiąść obok niego. Może zuchwała myśl, może nie, lecz czy to istotne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1392
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyNie Cze 24 2018, 19:23

Chłopak był dość intrygujący jak na puchona. Nessa zwykle kojarzyła ich z głośnymi rozmowami, podpalaniem klas lub wyjątkowo bezpośrednim Neirinem. Lennox natomiast był zagadką. Nie specjalnie się socjalizował na lekcjach czy korytarzach, a na zajęciach nie mieli okazji zbyt często współpracować. Wyglądał, jakby pogrążony był we własnym świecie. Jakby myśli kłębiły się w jego głowie i pozwalały na całkowite odcięcie się od rzeczywistości. Dlatego właśnie w oczach ślizgonki nadawał się na pisarza, autora. Wyglądał na personę o nieograniczonej wyobraźni, do której poza tworzeniem epopei, pasowało również rysowanie.
Ona wcale nie denerwowała się takimi spotkaniami. Zawsze zachowywała się tak samo, była cholernie pewną siebie i odważną dziewczyną, sięgającą rękoma po to, czego chciała. Uśmiechnęła się pod nosem na jego niemrawe przytaknięcie, a także na widok dużego plecaka, który przytaszczył — czyżby aż tak przygotował się do lekcji? No i ona też przecież miała plecak! Może nie tak duży, ale te były znacznie wygodniejsze od torebek, które ciągle zsuwały się z ramion. Wolną dłoń wsunęła do kieszeni szortów, a drugą złapała go pod rękę, zaraz ciągnąć po schodach, prosto na siódme piętro. I naprawdę zdawała się ignorować wszystko i wszystkich dookoła, nawet ze swoim towarzyszem nie wchodząc w konwersację. Czemu miała wrażenie, że na swój sposób się jej wstydził? Wiedziała, że jest rycerzem i potworem z Loch Ness jednocześnie, ale żeby aż tak? Nie chciała go wystraszyć, wiec, dopóki nie znajdą się w odosobnionym miejscu, wolała się nie odzywać.
Z zadowoleniem omiotła pomieszczenie o wysokim suficie, kiwając z uznaniem głową dla swojej wyobraźni. Nastrajało. Było idealne do grania i całe zdawało się krzyczeć bezgłośnie o rozpoczęcie lekcji. Tak, jakby melodia po prostu musiała roznieść się echem, jakby była ostatnim, brakującym elementem. I nawet te ozdobne poduszki o rozmaitych kolorach i kształtach nie były w stanie tej pustki zapełnić. Jej plecak leżał na parapetowym siedzisku, a ona stała grzecznie, w milczeniu. Ostatecznie jednak wyprostowała głowę, skupiając swoją uwagę na chłopaku. Brązowe ślepia bezkarnie lustrowały go wzrokiem, jednak na próżno było w nim szukać jakiś negatywnych odcieni i emocji. Miała wpojony szacunek do ludzi, a artystów darzyła sympatią szczególną. Pewnie przez to, czego uczyli ją rodzice, obydwoje w sztukę zaangażowani. Oplotła dłońmi ramiona, zaciskając nań palce. Śledziła go wzrokiem, słuchając w końcu odpowiedzi nieco bardziej rozwiniętej od niepewnego "Mhm".

— To dobrze. Nie ma lepszego pomieszczenia w tym zamku. —zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, spokojnym i jak z charakterystyczną dla niej nutką złośliwości, głosem. Ruda ruchem głowy zgarnęła włosy na plecy, stukając długimi, pomalowanymi na czerwono paznokciami w skórę ramion. Obróciła głowę w bok, obdarzając krótkim spojrzeniem piękny, czarny fortepian. Zawsze się zachwycała instrumentami, nieważne, jak wiele ich w życiu widziała. —Flet? Też dobrze. To piękny instrument, muzyka jest niezwykle delikatna. Zawsze kojarzy mi się z elfami i willami, bieganiem po lesie. Subtelnością, a jednocześnie pewnym brzmieniem. Rozumiem. Czyli podstawy masz opanowane?
Kontynuowała w końcu, a gdy usiadł, uśmiechnęła się pod nosem, odbijając się biodrami ich narzędzia pracy, przechadzając się dookoła, wydając z siebie ciche mruknięcie zamyślenia. Ciężko byłoby jej stwierdzić ot, tak, od czego właściwie powinni zacząć — musiała wiedzieć, na czym stoi, jak opanował podstawy i jak radził sobie z podstawowymi utworami. Milczała chwilę, a odgłos jej kroków roznosił się echem po izbie. W końcu stanęła za nim, kładąc mu dłonie na ramionach dla zachęty, niczym przykłada nauczycielka — ojciec zawsze jej tak robił, gdy pierwszy raz miała przed kimś grać, gdy była jeszcze dzieciakiem. Zawsze ją to uspokajało. Zawiesiła spojrzenie w klawiszach, a palce mimowolnie poruszyły się, jakby natchnione samym wyobrażeniem. Przez głowę przemknęła jej melodia.
— Pasuje Ci bardziej pisanie. Może nawet rysowanie? Flet też. Jak mówi przysłowie, nie ma co oceniać książki po okładce. Sztuka jest tak rozległą dziedziną, że jak wpadniesz w jej sidła, to ciągle chcesz więcej i więcej.. Mnie nigdy nie jest mało, każdy kolejny instrument, który opanowuje, sprawia, że zakochuję się w muzyce na nowo. A jednak wybrałeś je. Pianino jest wdzięczne. —zaczęła z rozbawieniem w głosie, śmiejąc się cicho pod nosem, gdy przed oczyma przewinęły się jej pierwsze próby gry na perkusji, altówce czy wiolonczeli. Nessa była jednak ewenementem, jak na tak mizerny wzrost i kruchą posturę, niedowagę — miała przerażające ilości energii, ambicji i samozaparcia. Była niepoprawnym pracoholikiem. Na jego słowa znów wzruszyła ramionami, przenosząc spojrzenie z klawiszy na jego twarz, dostrzegając jedynie z tej pozycji jego profil.
— Zagraj mi coś. Swoją ulubioną piosenkę.. Możesz z podstawowych utworów. Preferujesz mugolskich kompozytorów czy idziesz jednak w tych magicznych? - dodała z ciekawością w głowie, jeszcze przez chwilę zaciskając palce na jego ramionach, po czym cofnęła dłonie i wsunęła je w kieszenie szortów na pośladkach, stając nieco z boku tak, aby mieć lepsze pole widzenia na sunące po instrumencie palce. Potrafił płynąć po nich czy może jednak zerkał na nuty? Ona sama sercem była za muzyką ze świata niemagicznego. Uwielbiała klasykę, a także podkładów używanych przez mugoli do filmów czy sztuk. Były to piosenki głębokie, o skomplikowanych nutach i jeszcze trudniejszych, głębszych słowach, jeśli je miały. Uśmiechnęła się pod nosem, pozwalając sobie przypomnieć jeszcze raz pierwsze lekcje na instrumentach klawiszowych, które odbywała wiele lat temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox Moffat

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
http://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
http://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
http://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
http://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyNie Cze 24 2018, 23:10

Ślizgonka była bardzo pewna siebie. Pasowało to Lexowi. Przy jego dość zamkniętym, introwertycznym charakterze, ekstrawertyczna, bezpośrednia dziewczyna dobrze wyrównywała poziom, by nie powiedzieć że się do niego pasowała. Ta myśl jednak i tak przebiegła mu przez głowę. Skarcił się za nią, choć czuł, że wcale mu nie pomaga, kładąc ręce na jego ramionach.
Zależy co rozumiesz przez podstawy — rzekł nieco niepewnie, odwracając ku niej głowę. Blady był. Jak zwykle w zasadzie. Dzisiaj jednak czuł, iż jest to wyjątkowo widoczne. Zaczął się tedy zastanawiać... W zasadzie bardziej bać, że coś pomyli. Lubił prezentować swą sztukę innym, lecz tym razem łapała go jakaś dziwna trema. Może to przez to, że pianino jest jedną z nowszych jego pasji, że wciąż nie ma go tak wyszlifowanego jak innych dziedzin? A może dlatego, że czuł jej wyższość na tym polu i bał się krytyki? Już raz ją dostał, gdy przyłapała go na pogrywaniu. Chociaż wtedy był to całkiem spontaniczny stan. Z resztą mniejsza, nie ma co roztrząsać. Co było wtedy, nie jest teraz. Teraz to całkiem kontrolowana sytuacja. Kolejne jej słowa w zasadzie powinny go znów zapiec, lecz... Nie do końca. Sam przyznał przed sobą, że jednak przede wszystkim jest pisarzem, a pianino narodziło się w nim dopiero niedawno. Jednak mimo wszystko, z każdej ze swych dziedzin był dumny i każdą gotów był bronić do ostatniej kropli krwi. Dziewczyna była bardzo bezpośrednia, ale jak dotąd nie uderzyła jeszcze w niego za mocno. A może to on dostał w tej kwestii znieczulicy?
W zasadzie chyba masz rację. Najbardziej ze wszystkiego lubię pisać — rzekł, po czym przez jego głowę przeleciał z prędkością TGV pewien pomysł, lecz zdusił go chwilowo. Na razie wolał się skupić na tu i teraz. Na grze.
Gdy Nessa powiedziała o ulubionej piosence, w głowie Lexa zagrały dwa utwory naprzemiennie. Obu wyuczył się chyba na perfect. To zrodziło w jego łowie pewien dylemat, przez który znów jakby lekko odpłynął. Rozwiązał go jednak, decydując, że zagra oba. Tak będzie chyba uczciwie.
Rozsiadł się wygodnie, dotknął delikatnie klawiszy i wcisnął kilka z nich po kolei. Dźwięk rozpłynął się wręcz po sali. Doskonała akustyka, jak stwierdził w myślach. Uśmiechnął się na tę myśl.
Zagram więc dwa utwory bo sam nie wiem, który z nich lubię bardziej — rzucił, po czym rozluźnił się lekko. Wyprostował się, położył obie dłonie na klawiaturze i w końcu zaczął, a z instrumentu wydobyła się spokojna z początku melodia, nabierająca z czasem mocy. A muzyka niczym jedwab otuliła pomieszczenie. Unosiła się, opadała, a była tak czysta. A Lex płynął w niej, niesiony jej nurtami, jej falowaniem. W pewnym momencie zamknął nawet oczy, bujając się lekko w jej rytm. Wtopił się w nią i zespolił z nią. I tak, gdy muzyka opadła, opadła i jego głowa i ramiona. Zakończył bez potknięcia przez cały utwór. Nie potrafił by go zepsuć. Zdjął dłonie z klawiatury i spojrzał na nią pytająco. Spojrzenie jednak nie trwało długo. Chłopak nie tracił czasu i znów ułożył palce na klawiszach, i znów przymknął oczy, jakby przypominając sobie jeszcze to i owo. Zaraz jednak rozpoczął drugi utwór który uwielbiał słuchać, lecz którego granie sprawiało mu już nieco więcej problemów. Tym razem nie płynął tak jak poprzednio. Był bardziej skupiony, śledził wzrokiem klawisze, to prawą, to lewą rękę. Muzyka znów pięknie zalała pokój i wszystko by było świetnie, gdyby w pewnym miejscu nadążał jak trzeba. Niestety, ten utwór był trudniejszy i Lex doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Problemem jednak było chyba to, że za dużo przy tym myślał. Poprzednio dał się porwać, a teraz był znacznie bardziej spięty. Dokończył jednak, bez katastrofy. Westchnął głęboko, gdy jego palce na dobre zsunęły się z klawiatury. Bujnął się delikatnie w przód i w tył na siedzisku, krzyżując nogi. Znów spojrzał wyczekująco na Ślizgonkę.
I jak? — zapytał niepewnie — Jak widzisz, bardziej wolę muzyką mugolską — rzucił luźno, drapiąc się po karku i wrzucając na twarz głupawy uśmieszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1392
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyPon Cze 25 2018, 20:23

Przeciwieństwa dobrze ze sobą współgrały, uzupełniając się i pozwalając na naukę kompromisów, które były tak ważne w życiu. Może i była pewna siebie, bezczelna i uparta jak ostatni z osłów, jednak potrafiła przyznać się do błędu czy pogodzić z porażką, nie narzucała głupio swoich przekonań drugiemu człowiekowi. Była doskonałym przykładem czystokrwistego, honorowego Ślizgona. Poczuła, jak spiął się pod naciskiem jej dłoni, wydając z siebie ciche, zdziwione mruknięcie. No bo niby dlaczego? Przecież nie miał żadnego powodu do stresowania się jej obecnością czy zachowaniem, była tylko Nessą.
— Czym się tak spiąłeś, no co Ty? Przecież jesteśmy kumplami. Jak to, co rozumiem przez podstawy...? — odparła, nieco zdziwionym tonem głosu, marszcząc nos i brwi w akcie kontemplacji, który zalał całą jej bladą buzię. Westchnęła cucho, spotykając jego spojrzenie i kiwając głową, dając mu tym samym do zrozumienia, że zaraz do tego przejdą. Ona naprawdę wierzyła, w moc podstaw. Ich nie można było się nauczyć raz i zapomnieć, je trzeba było szlifować, ponieważ znając je perfekcyjnie, dało się stworzyć wszystko inne, co bardziej skomplikowane i złożone. Przez myśl jej przemknęło, które z nich ma bardziej porcelanową karnację, tak silnie kontrastującą z włosami. W przypadku Lanceleyówny, rude włosy były na tyle intensywne, że ciężko było je czymkolwiek zagłuszyć i przykryć. To był element, który zawsze pierwszy rzucał się w oczy potencjalnemu rozmówcy czy towarzyszowi. Trema była nieodłącznym elementem sztuki, nigdy nie dało się jej pozbyć do końca. Cząstka zostawała w środku, przypominając o pokorze i szacunku do tworzonego dzieła oraz osób, które na działalność artystyczną miały wpływ wybitny. Nessa praktycznie od pieluchy była uczona na temat instrumentów i melodii, które dzięki nim powstały. Ojciec na piąte urodziny podarował jej pierwsze skrzypce, dał pierwsze lekcje pianina.. Miała wiele godzin pracy i ćwiczeń za sobą, przeszła dodatkowe szkolenia i kursy, często zarywała noce na praktyce. Teoretycznie, tego się nie zapomina, jednak w praktyce — nie chciała sprawdzać. Z zamyślenia wyrwały ją słowa puchona, na które roześmiała się cicho pod nosem. Znów miała troszkę racji! Jednak była całkiem niezła w te klocki, łatwo przychodziło jej rozpoznawanie w ludziach jak cech lub dopasowywanie pasji. Może dlatego, że ostatni rok był tak towarzysko intensywny? Poznała wiele barwnych osobowości.
— Pasuje Ci to. Zamierzasz rozwijać się w tym kierunku i tworzyć coś, co ujrzy światło dzienne i pozna opinie krytyków? To ciężki kawałek chleba. — mruknęła cicho, zaciskając palce na kieszeniach jeansowych spodenek, gdzie od dłuższej chwili tkwiły wsunięte. Lustrowała go wzrokiem, widząc przebłysk zaangażowania na chyba zwykle obojętnej buzi Lennoxa, świadczące o tym, że poczuł jakiś przypływ inspiracji. Kiwnęła głową na wzmiankę o tym, że zagra dwa utwory i pokazała ręką, aby zaczął. Zamknęła oczy, koncentrując się. Ruda była właścicielką unikalnego słuchu absolutnego, a jeśli robił błędy.. Cóż, ona z pewnością je wyłapie. Melodie rozbrzmiały, cisza została na dobre przerwana uderzaniem w klawisze i wydobywającymi się z instrumentu dźwiękami. Utwór, który wybrał nie był może najtrudniejszy, jednak swoją prostotą ujmował ją za serce. I do tego poszedł mu naprawdę nieźle. Widać, że miał to wyuczone, nie wyjął nawet nut, co swoją drogą, podsunęło jej pewien pomysł. Uniosła powieki, przenosząc spojrzenie na jego postawę, profil. Siedział prosto, prawidłowo układał ręce i zachowywał odpowiednią odległość pomiędzy ławką a fortepianem. Na jego spojrzenie, kiwnęła tylko głową, nie odzywając się znów. Musiała przyznać, że wybór drugiego utworu ją zaskoczył. Nie był łatwy. Posiadał wiele trudnych momentów, przeskoków pomiędzy oddalonymi od siebie klawiszami, które musiały zostać wykonane płynnie, aby melodia nabrała sensu i delikatności. Pomimo drobnych niedociągnięć, najbardziej widoczne było jego zdenerwowanie.
Gdy skończył, milczała chwilę, trzymając uniesioną dłoń i smyrając się kciukiem po ustach w zamyśleniu. Nie grał źle. Grał zbyt przejęty i to gubiło jego subtelność, sprawiało, że słuchający zamiast radości z melodii, zastanawiał się, co z muzykiem jest nie tak. Na jego słowa odsunęła się od fortepianu i podeszła do plecaka, wyjmując z niego pergamin i pióro. Rozejrzała się po sali w poszukiwaniu czegoś, po czym z delikatnym uśmieszkiem wróciła i usiadła obok niego, pokazując, by cofnął dłonie z klawiszy, zamykając je. Zamiast tego, podała mu przyniesione rzeczy.

— Też wolę mugolską muzykę. Masz niezły gust. Hmmm.. Nie grasz źle, ale widać, że jesteś samoukiem. I strasznie się zdenerwowałeś na drugim utworze, co wcale mnie nie dziwi, bo nie jest prosty, a grałeś bez nut. Sam się go uczyłeś..? — zaczęła, nie chcąc brzmieć zbyt ostro. Jak na ambitnego kujona przystało, jej głos był pełen entuzjazmu i cierpliwości. Chyba muzyka była jedyną rzeczą na świecie, do której miała jej naprawdę sporo. Przeniosła wzrok na jego twarz, zakładając nogę na nogę i pozwalając, aby ich spojrzenia się spotkały. — To teraz rozpisz mi to. Na nuty, całość. Jak to zrobisz i będzie w porządku, spróbujesz zagrać z patrzeniem w nuty, a ja postaram się pokazać Ci, jak prościej i płynniej rozegrać ten moment. No żółciutki, do roboty.
Zakończyła, klepiąc go jeszcze ręką w ramię i następnie kładąc dłonie na kolanach, gdzie je rozluźniła. Zaczęła sobie cicho nucić pod nosem, czekając aż skończy.

Kostki:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox Moffat

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
http://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
http://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
http://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
http://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyWto Cze 26 2018, 16:23

Uśmiechnął się delikatnie. Tak, był pisarzem. Poetą i prozaikiem w jednym, to najbardziej lubił. A odnośnie szerszej kariery? Cóż, odpowiedzi jeszcze nie znał. Na razie jego głównym odbiorcą był duch brata. Czasem czytał coś, wym nielicznym znajomym, którzy jednak po prostym "wow", ewentualnie czymś nieco bardziej wylewnym zwykle później zapominali. Może jego sztuka była zbyt specyficzna? Może trafiała na zły grunt? W zasadzie ciężko stwierdzić. Nie da się też ukryć, że sztuka pisana nie jest dziś zbyt popularna. Ludzie w większości szaleją za muzyką, czego żywym przykładem jest Nessa. Może też stąd ten pomysł Lexa z pianinem? Koncert fortepianowy z pewnością zebrałby większe tłumy odbiorców, niż klub książki, czy kółko poetyckie. A z pewnością zebrałby znacznie większy aplauz.
Zobaczymy. Rozwijać się będę na pewno. Może kiedyś uda mi się też wydać książkę, ale najpierw muszę ją jeszcze napisać, heh — rzekł z lekko udawaną radością. W istocie męczył się z dziełem, które tworzył już od jakiegoś czasu. Pisanie pod weną jest proste, ale tworzenie czegoś dłuższego, co musi z jednej strony rozgałęziać się w wiele stron, ale jednocześnie wciąż pozostawać spójną całością, nie jest już dla niego takie łatwe. Czas pisania również przytłacza, zwłaszcza że jest on na tyle długi, by nie dało się go w pełni pisać pod weną, czasem trzeba też po prostu pisać rzemieślniczo, czego bardzo nie lubił. No ale mniejsza. Sam się teraz lekko rozkojarzył. Postanowił jednak skupić się teraz na grze.
Gdy już skończył i usłyszał pochwałę, na temat swojego gustu, trochę się rozweselił. Ale tylko trochę, bo wiedział że trochę zawiódł przy drugim utworze.
Tak, samouk to dobre słowo. Sam uczyłem się obu utworów. — Wzruszył ramionami, gdy dziewczyna się do niego dosiadła. Zgodnie swoim instynktem, wlepił wzrok w jej oczy. Miał wrażenie jakby przez chwile znów go odcięło, zostawiając tylko obraz jej twarzy. Uczucie było jednak chwilowe i błyskawicznie ocuciły go jej dalsze słowa. Słowa które trochę zbiły go z tropu, by nie powiedzieć że przeraziły. Przeklął się w myślach, biorąc do ręki pióro. Spojrzał pustym wzrokiem na równie pustą kartkę, czując jak dopada go rezygnacja. Po chwili jednak potrząsnął głową, chcąc się całkiem rozbudzić, po czym dosyć niepewnie, ale znów kierując się intuicją, zaczął skrobać nutki na pięcioliniach. Zadanie było dla niego trudne. To znaczy zawsze niby miał dobry słuch, ale raczej nikt mu nigdy nie kazał przepisywać melodii na nuty. Dwa razy zdarzyło mu się zaciąć w pewnych momentach. Był później przekonany, że te fragmenty były źle, ale lepszego pomysłu nie miał, po prostu pisał.
Po kilku długich minutach oddał jej w końcu kartkę, by oceniła jego wypociny. Inaczej nie był w stanie tego nazwać. Gdy czytała zaczął nerwowo przygryzać wargi. To było dla niego coś nowego, bo jak nigdy, okazało się, że rozmawia z kimś lepszym od siebie, w danej dziedzinie sztuki. Wcześniej chyba mu się to nie zdarzyło. Przeklęte pianino...
I jak? — znów zapytał niepewnie.

Wynik rzutu: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1392
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptyWto Cze 26 2018, 23:48

Nie wiedziała, czy to tylko ona, czy może wszyscy, ale w jej głowie od małego obrane były jakieś konkrety. Była silną dziewczyną, która mocno stąpała po ziemi i pomimo dość męskiego charakteru, doskonale wiedziała, czego chce. Potrafiła też się całkiem poświęcić, aby to zdobyć. Rodzice widzieli ją w biznesie muzycznym i taka była jej powinność, jednak serce ciągnęło ją także do transmutacji czy jubilerstwa, któremu ostatnimi czasy poświęcała wiele wieczorów. Indywidualizm był cenioną cechą wśród artystów, a zwłaszcza pisarzy. Pozwalał im na kompletną izolację i zamknięcie we własnym świecie, gdzie tworzyli unikalne dzieła. Jedyne co to miała zawsze wrażenie, że brakuje im pewności siebie. Rudzielec przekręcił głowę delikatnie, pozwalając sobie unieść dłoń i podrapać się po głowie, obserwując jednocześnie Lennoxa. Jej spojrzenie jak zwykle było pozytywne. Miał szczęście, że nie potrafiła czytać w myślach, bo jeszcze dostałby po głowie za takie myślenie i wykład, dotyczący wolności sztuki. Tego nie robiło się pod publikę, a dla siebie. Aplauz nie był ważny. Jak wiele dzieł doceniono długo po śmierci autora? Chodziło o spełnienie, przeniesienie emocji albo wspomnień na papier lub w melodię. Każda minuta, którą poświęciła muzyce czy jubilerstwu, każda kropla potu, skaleczenia, poranione palce.. Wszystko to było jej i dla niej. Nikt nie mógł jej tego zabrać. Zapracowała na swoje umiejętności własnymi rękoma, godzinami pracy. I była z nich naprawdę dumna, mając w głębokim poważaniu opinię innych na ten temat. Nessa ogólnie rzecz biorąc, nie przejmowała się żadną opinią, wpuszczając niepotrzebne słowa jednym uchem i wypuszczając drugim.
— Dobrze. Nie zatrzymuj się po prostu. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak bardzo czegoś chcemy, to wszystko dookoła pomaga nam to osiągnąć. Z pisania łatwo zrezygnować, nie? — odparła w końcu, stojąc grzecznie w miejscu i wędrując spojrzeniem pomiędzy jego twarzą a umieszczonymi na fortepianie dłońmi. Był młody, wszystko przed nim. Wiele razy tok myślenia puchona ulegnie zmianie, podobnie zresztą jak jej. Ten okres życia rządził się własnymi prawami i niestety wiele zwątpień i gorszych momentów było jego nieodłączną częścią.
Słuchała,jak grał, wyłapując każdy szczegół, uderzając w rytm melodii w swoją dłoń. Gdy już podała mu stronę oraz wyznaczyła zadanie, siedząc obok, wpatrywała się w instrument. Dlaczego postawił na tak skomplikowane utwory, zamiast skupić się nutach, koordynacji rąk i postawy, a przede wszystkim na pracy nad utworem od strony muzycznej. Chodziło oczywiście o dynamikę i artykulację czy styl, bo z interpretacją raczej problemów nie miał.

— Musiałeś intensywnie nad nimi pracować, skoro zapamiętałeś całość niemalże bezbłędnie. Musisz jednak popracować nad prawidłowym ułożeniem dłoni. Nie martw się, pomogę Ci. Masz potencjał, trzeba tylko zbudować podstawy. — odparła w końcu, wyrwana z zamyślenia, przerywając trwającą chwilę ciszę, którą przerywało tylko skrobanie pióra po pergaminie. Odwróciła głowę w jego stronę, przyglądając się, jak pracował. Gdy skończył i wręczył jej gotowy zapis, zabrała się, za przeglądnie. Nie było tragedii, chociaż widniało parę niedociągnięć i błędów. Zdarzyło mu się wstawić dobrą nutę w złym momencie lub przekręcić kolejność we fragmencie, który sprawiał mu największy problem z graniem. Złapała za pióro i tłumacząc mu, co chodzi, poprawiła i przerysowała co nieco, starając się jak najlepiej wykonać swoje zadanie. W końcu gotowy, nieco pokreślony zapis wylądował na fortepianie, a ona odsłoniła klawisze i pokazała gestem dłoni, aby ułożył dłonie.
— Przygotuj się do grania, tym razem jednak zerkaj na nuty. Będzie Ci łatwiej. Tylko popatrz, tu będzie Ci wygodniej, jak ten palec utrzymasz pomiędzy tymi dwoma klawiszami. — mruknęła, wysuwając dłonie na klawisze i pokazując mu, jaką ona miała metodę. Jej matka była na tym punkcie przewrażliwiona, zawsze powtarzała, że sposób poruszania palcami miał wpływ na interpretację utworu. Zagrała przypadkową melodię, cały czas spoglądając na twarz ciemnowłosego, nienagannie suwając nieco ugiętymi palcami po błyszczących klawiszach. — Chcesz zagrać sam najpierw czy od razu.. Hmm, że tak powiem, przejąć Twoje dłonie w momencie, gdzie miałeś problem?
Dodała z uśmiechem, starając się cały czas go zachęcać i zarażać swoim nieokiełznanym optymizmem dotyczącym muzyki. Rudzielec poruszył nerwowo głową, odgarniając tym samym włosy na plecy, a raczej luźne kosmyki, które znajdowały się z przodu. Widziała jego skupienie na twarzy, zaangażowanie w lekcje. Ucierpiałaby jej duma, gdyby nie pomogła mu i nie sprawdziła, czy opanował podstawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox Moffat

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
http://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
http://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
http://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
http://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat
Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8




Gracz




Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 EmptySob Cze 30 2018, 12:20

To wcale nie tak że Lexowi zależało tylko na sławie. Że tworzył tylko pod publikę. Niemniej potrzeba uznania była równie istotna, a przynajmniej tak twierdził pewien mugolski psycholog, Masel...? Maslov? Coś takiego... Po prostu pasja i chęć uznania wcale nie muszą się wykluczać. Czy to źle, że chłopak chciał zaistnieć ze swą sztuką w świecie i to jeszcze przed śmiercią? Sztuka jest też przecież niejako środkiem przekazu. Komunikacji, pomiędzy autorem, a światem. A Lex lubił się komunikować. Ludzie go inspirowali. Często ich obserwował, badając ich zachowania i dociekając, co nimi kieruje. Potem zwykle zamykał się, odcinał na jakiś czas, by wszystko przetrawić i przelać na płótno, lub pergamin. Rzadko jednak z kimś rozmawiał. Tak to chyba już jest, że pewni ludzie posiadają umiejętność wsiąkania bodźców jak gąbka, ale brak im umiejętności wyzwalania własnych. Sztuka jest dla Lexa środkiem przekazu. Ona stara się w jakiś sposób nawiązywać kontakt z innymi. Wyrażała według niego więcej niż słowa, którymi na co dzień się posługiwał.
Ładnie powiedziane, choć ja mam trochę inną teorię — odpowiedział lekko tajemniczo. — A z pisaniem główny problem polega na tym, że najlepiej pisze się pod weną. Charakter weny natomiast jest taki, że szybko się pojawia i szybko zanika. Powieść to dość długi kawał tekstu, ciężko jest napisać całość, pisząc tylko i wyłącznie pod weną. Pewne fragmenty trzeba po prostu... Przemęczyć. Czasem trzeba po prostu pisać wręcz rzemieślniczo — rzekł.
W jego sercu pojawiły się teraz dwa uczucia, które zmieszane ze sobą tworzyły bardzo dziwne poczucie. Z jednej strony duma ze swego warsztatu, który wypracował naprawdę sam — zagrał w końcu oba utwory z pamięci. Z drugiej strony jednak słyszał w słowach Nessy pewne skarcenie za to samouctwo, jej obiekcje wobec jego sposobu, który jest przecież zły. Mimo to jednak zagrał te utwory. Bez jej "podstaw". No ale po to chyba się tu zjawił. Po to spotkał się ze ślizgonką, by ta go nauczyła. A może po coś innego...? Chmury znów przysłoniły jego umysł, gdy sam zaczął się zastanawiać nad swoimi intencjami.
To w zasadzie pierwsze dwa utwory których się uczyłem. Od tamtego czasu każdą sesję treningową, zaczynałem od tych dwóch utworów — rzekł, wciąż jeszcze lekko zamyślony. Jednak gdy dostał zadanie do wykonania, umysł mu się trochę oczyścił, bo pojawiło się dla niego inne wyzwanie i to cholera nie łatwe. Odetchnął z ulgą, gdy oddał już pergamin, by następnie chłonąć jej słowa i starając się je przyswoić. Spojrzał na poprawiony zapis, przeleciał go szybko wzrokiem i był już gotów do gry. Spojrzał na nią jeszcze raz. Ta sugestia. Neutralna i niezobowiązująca, ale mimo wszystko Lexa tknęła. Może to przez ten ogólny rzadki kontakt fizyczny. A już tym bardziej z dziewczyną. Tym bardziej starszą. Z drugiej strony, może źle wyobrażał siebie "przejęcie dłoni", ale może po prostu chciał to sobie tak wyobrazić. Nie dał jednak nic po sobie poznać. Myśli mu zawirowały, jak zamieszana łyżeczką herbata. Ułożył dłonie na klawiszach i odpowiedział w miarę neutralnie, lecz z delikatnym uśmieszkiem.
Możesz przejąć, jeśli chcesz. — Może głupi tekst. Sam dostał za niego od siebie po głowie. Nie znalazł jednak na szybko nic lepszego. Z resztą Lex, ogarnij się. To tylko pianino...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Pokój Życzeń - Page 38 QzgSDG8








Pokój Życzeń - Page 38 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Pokój Życzeń - Page 38 Empty

Powrót do góry Go down
 

Pokój Życzeń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 38 z 40Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 37, 38, 39, 40  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pokój Życzeń - Page 38 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
siodme pietro
-