Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ławeczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Seoul
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 237
Dodatkowo : wilkołak lunarny
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1020-twan-nguyen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1029-relacje-tlana-n
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1021-twanowa-poczta




Gracz






PisanieTemat: Ławeczka   Wto Sie 28 2012, 22:19

First topic message reminder :


Ławeczka
Gdzieś tam na moście, kawałek od punktu widokowego jest sobie taka kamienna ławeczka, z której również rozciąga się całkiem ładny krajobraz z tym, że można tutaj też usiąść.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 808
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Moderator






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Nie Lis 27 2016, 11:39

Anastasya była osobą, która nie miała trudności z pochwyceniem uwagi Caspra. Miała w sobie coś oryginalnego i nieprzeniknionego. Sama jej postawa - taka drobna, biała niczym zbłąkany płatek śniegu, z różańcem w dłoni i tajemniczym spojrzeniem dwukolorowych oczu. Tease lubił tak barwne postacie, lubił wiedzieć o nich jak najwięcej.
Dziewczyna nawet mówiła zupełnie inaczej, niż wszyscy. Jej rosyjski akcent zmieszał się z walijskim i mężczyzna aż minimalnie przekrzywił głowę, wsłuchując się w każde wypowiedziane przez nią słowo. Na sam koniec uśmiechnął się promiennie. Ba, nawet wyrwał mu się cichy śmiech!
Był osobą słowną, jeśli chodziło o interesy. Nie mylił się, nie oszukiwał. Dawał i brał dokładnie tyle, ile powinien. Oczywiście, że negocjował. Oczywiście, że w skrajnych przypadkach naciągał na wysokie ceny. Ale nie zmieniał wtedy wcale wartości sprzedawanego produktu, a jedynie mieszał kupującemu w głowie. Jednak w takich sytuacjach Casper po prostu nie dopuszczał się oszustw, bo zbyt wysoko cenił sobie swoje usługi. Ryzykant jakich mało, ale żyjący zgodnie z ustawionymi przez siebie zasadami.
- Spokojnie. Upewniam się tylko, że zrozumieliśmy się co do produktu. Było trochę zamieszania ze zdobyciem go... Następnym razem poproszę o dokładniejsze informacje. Będzie szybciej i wygodniej dla każdego. - oświadczył stonowanym głosem. Humor miał niezły, jak narazie wszystko szło jak z płatka. Po części faktycznie chciał upewnić się, że ma dobre papierosy... Ale jednocześnie ciekaw był zachowania Nastyi. Lubił sprawdzać lubi.
Wyciągnął z kieszeni niewielki kamyk i mruknął nad nim "Reparifage", lekko pociągając przy tym różdżką. Zaklęcie to odczyniło działanie "Duro" i kamyk wrócił do swojej prawdziwej formy - eleganckiej, czarnej torebki z zapakowanymi starannie paczkami papierosów. W dokładnie takiej ilości, jaką zażyczyła sobie panna Moscova.
Rozchylił lekko torebkę, aby jego towarzyszka mogła dostrzec zawartość, po czym dopakował do niej tę paczkę, którą dał jako pokazową.
- Wszystko się zgadza? - zapytał jeszcze grzecznościowo, bo przecież wiedział, że tak jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : V
Wiek : 18
Skąd : Archangielsk
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 51
  Liczba postów : 37
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13630-anastasya-moscova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13639-przeszkadzasz-mi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13640-halo-sowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Pon Lis 28 2016, 22:34

Nie dała po sobie poznać, że cichy śmiech mężczyzny nieco wytrącił ją z równowagi. Nie mogła nad tym zapanować, ale za każdym razem, gdy była w takiej sytuacji miała wrażenie, że to właśnie z niej się naśmiewają. Boże, jak ona tego nie znosiła! Usta automatycznie zaciskały jej się w wąską linię... Ale tylko to było oznaką jakichś innych uczuć poza bezbarwnością... O ile "bezbarwność" jest jakimś uczuciem. Czasem to, co czuła było niemalże tak blade, jak jej włosy; jakby nie tylko jej ciało miało albinizm, ale i dusza. Właściwie, to było czasem problematyczne, bo chciała krzyczeć, chciała śmiać się głośno i chciała okazywać uczucia... Ale chyba nie potrafiła. Wychowywana była w rodzinie, gdzie wszystko było przytłumione, jak pod grubą warstwą śniegu i nie miała gdzie nauczyć się krzyczeć. No, była też druga opcja i Nastya po prostu nie znalazła jeszcze osoby, która doprowadzi ją do momentu, w którym zacznie wrzeszczeć ze złości i bezsilności, bo ten człowiek będzie tak irytujący, że tylko to jej zostanie.
Wracając jednak do tematu papierosów. Miała nadzieję, że mężczyzna chociaż przyniesie jej resztę, cokolwiek... Klient płaci, klient wymaga, tak? Już miała zamiar dodać, że niech zapomni o zapłacie, ale sprawa się wyjaśniła. No cóż, panna Moscova była ukontentowana takim obrotem sprawy. Pozwoliła sobie nawet na to, by kącik ust drgnął jej ku górze.
- Rozumiem. - skomentowała krótko, przyglądając się mężczyźnie z ledwo widocznym zainteresowaniem. Biały nosek zmarszczył się, gdy kamień zamienił się w opakowanie. No, no, no... Zmyślne czary, to musiała przyznać. Pokiwała głową z uznaniem i zaczęła grzebać po kieszeniach. Nie lubiła w sobie tej cechy, ale zdarzało jej się gubić rzeczy. Tym razem, na szczęście, nie miała tego problemu i wkrótce wyjęła z kieszeni sakiewkę. Podała Mu ją.
- Tak, wszystko się zgadza. Pieniądze także powinny się zgadzać, przeliczyłam trzy razy. - powiedziała, odbierając od Niego swoje papierosy. Wyjęła jedną paczkę i obróciła ją w palcach. W końcu schowała ją za pazuchę, by mieć ją przy sobie, gdy zachce jej się palić. Resztę schowa do kufra w dormitorium, tam będą bezpieczne.
- Miło było robić z Tobą interesy. - oświadczyła takim tonem, jakby było jej raczej wszystko jedno, niżby faktycznie było jej miło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 808
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Moderator






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Pon Gru 19 2016, 15:58

Ta "bezbarwność" otaczająca Nastyę była czymś, co niemalże przyciągało Caspra. Ta inność była czymś, co uwielbiał zgłębiać i poznawać. Dziewczyna nie była w jego typie jako partnerka - zresztą, uznawał ją w pewnym sensie za zbyt młodą. Tak czy inaczej, najważniejszą kwestią nie był w tej chwili pociąg seksualny. Panna Moscova była zwyczajnie intrygująca, miała w sobie coś niesamowitego. Tease najprawdopodobniej chętnie zostałby tą osobą, która wyzwalałaby z niej różne emocje. Chciał zobaczyć ją wybuchającą płaczem równie mocno, co zwijającą się ze śmiechu. Chciał dowiedzieć się, jak wygląda gdy rozsadza ją złość. Przy tym wszystkim miał wrażenie, że to porcelanowa lalka, którą mógłby zniszczyć zupełnie przez przypadek. Ściskało go w żołądku, że choćby przy dotknięciu mogłaby roztopić się jak delikatny płatek śniegu. Jednocześnie chciał się zbliżyć i zachować dystans.
Coś niemalże niepokojącego pojawiło się w jego umyśle, jakby chciał przetestować ją niczym królika laboratoryjnego.
Ale powstrzymał się i po prostu przyjął sakwę z pieniędzmi, otrząsając się z rozmyślań. Chyba sen jest bardziej potrzebny, niż mu się wydawało... Podrzucił sakiewkę raz delikatnie, a potem zajrzał do środka. Odruchowo musnął dwie monety opuszkami palców, jakby dla pewności, że wszystko się zgadza. Nie był osobą ufną. W pewnym sensie widział, że Nastya by go nie oszukała, ale sprawdzić musiał.
- Polecam się. Mogę może w czymś jeszcze pomóc? - Poprawił przy tym kołnierz swojego płaszcza, bo zapowiadało się już na koniec spotkania. Wiedział, że nie zapomni o Ślizgonce i już czuł, że nie może doczekać się kolejnego spotkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : V
Wiek : 18
Skąd : Archangielsk
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 51
  Liczba postów : 37
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13630-anastasya-moscova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13639-przeszkadzasz-mi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13640-halo-sowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Wto Sty 03 2017, 14:57

Huh, nigdy nie myślała, że coś takiego może przyciągać. Była zdania, że to właśnie te najbarwniejsze osoby mają najwięcej znajomych i to właśnie to jest czymś, co najintensywniej przyciąga. Ona pozostawała w swojej bezbarwności niemalże sama i jakoś... Nie narzekała. Cisza i spokój to coś, co panna Moscova kochała z całego serca. Może dlatego tak dobrze czuła się w kościele czy cerkwi? Tam nie było tego zbędnego szumu, rabanu, gadulstwa. Tam mogła w świętym spokoju skupić się na modlitwie i najzwyklejszym na świecie myśleniu. Lubiła Hogwart, ale czasem miała dosyć tego, że niemalże wszędzie natykała się na jakichś ludzi. Może miała pecha? Albo po prostu nie potrafiła szukać... No tak! Tak! Tak! Właśnie zdała sobie z czegoś sprawę. To, czego najbardziej brakowało jej w roku szkolnym to niemożność gry na pianinie, które kochała całą sobą! I oto pojawił się przed nią Casper Tease, który przecież przeszmugluje dla niej to, czego chce! To znaczy, w tym przypadku nie chodziło o szmuglerstwo, a całkiem zwykłą pomoc. Jak wspomniałam - Nastya nie potrafiła szukać. Wiedziała, że gdzieś w Hogwarcie musi być miejsce z tym instrumentem, ale nie miała zielonego pojęcia gdzie. On będzie wiedział.
Zaczesała za ucho kosmyki włosów i utkwiła w twarzy mężczyzny różnobarwne tęczówki. Niewzruszoną twarz Ślizgonki rozjaśnił blady, trochę krzywy uśmiech, który jak zwykle nie obejmował oczu.
- Myślę, że mógłbyś mi się jeszcze przydać. Nie wiem, ile byś za to chciał... Ale potrzebuję pianina. To znaczy, nie, że masz je tu przynieść, a pomóc mi je znaleźć, bo w Hogwarcie ono na pewno jest, tylko ja nie umiem szukać. - ostatnie zdanie powiedziała z nutką goryczy i irytacji na swoją życiową nieporadność. - A jeśli nie ma, co jest możliwe... Możesz po prostu pomóc mi się wymykać, żebym mogła pograć trochę raz czy dwa razy w tygodniu. Muszę ćwiczyć.
Teraz wyglądała na nieco bardziej ożywioną, niż wcześniej. Cóż, wizja gry na pianinie była wyjątkowo kusząca! Zwłaszcza, że tak rzadko miała okazję to robić, kiedy była w szkole. W Durmstrangu było pianino i znalazła je samodzielnie! W jednej z zakurzonych klas, stało samotnie i niszczało. Musiała nieźle się nagłowić, jak je nastroić i naprawić ubytki, ale jakimś cudem się udało. Nie od parady ma mózg i różdżkę.
- Tylko nie wiem, ile byś za to chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29407
  Liczba postów : 41155
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Nie Wrz 17 2017, 14:43

THERIA

Zdecydowałeś zapisać się do Klubu Therii i teraz masz szansę przekonać się, czy okazało się to mądrą czy nierozsądną decyzją! W tej grze spotkać może Cię wszystko - dlatego bądź czujny. Panuje zasada kto pierwszy ten lepszy, dlatego którekolwiek z was może napisać post jako pierwsze. Najważniejsze informacje są tu  a zasady tu.
Proszę o wklejanie pod postem kodu:

Kod:
<zg>Kostka</zg>: [url=LINK DO LOSOWANIA]LICZBA OCZEK[/url]
<zg>Pole</zg>: NUMER POLA
<zg>Efekt</zg>: EFEKT POLA
Powodzenia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 478
  Liczba postów : 453
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Nie Wrz 17 2017, 17:56

Na brodę Merlina jak bardzo nie mógł się doczekać rozpoczęcia rozgrywek w grze Theira. Rok temu skupił się tylko i wyłącznie na klubie pojedynków, ale teraz zamierzał naprawić ten błąd. W końcu i tak cierpiał na brak adrenaliny do której przywykł już od najmłodszych lat. Był przez to pewny, że sędziwego wieku to nie dożyje, ale nie martwiło go to jakoś za bardzo. Zbyt mocno uwielbiał to uczucie, lepsze niż alkohol, lepsze niż największa faza po narkotykach. Dostał informację o wyznaczonym miejscu gdzie miałby z kimś zagrać. Słyszał wiele opowieści o tej grze, dlatego też nie zabrał swojej różdżki, a tę którą zdobył po pojedynku z prefekt Gryffindoru. Zresztą po tak długim już użytkowaniu tej różdżki posługiwał się jak swoją własną.
Przybył w końcu na wyznaczone miejsce ubierając się jak zwykle w spodnie od garnituru w szarym odcieniu i koszulę z długim rękawem. Tym razem w odcieniu bardzo jasnego błękitu. Szedł z miotłą opartą na ramieniu, kilka spojrzeń śledziło tą dziwaczną kombinację, lecz po krótkiej wymianie spojrzeń odganiał natrętnych gapiów. Usiadł na ławce gdzie leżała gra. Otworzył pudełko i przeczytał instrukcje. Uśmiechnął się półgębkiem do siebie. Zapowiadała się naprawdę ciekawa zabawa. Klątwę którą opisano w zasadach bardzo dobrze była mu znana i wolałby chyba wyjść z tego cały połamany niż być pod jej wpływem. Zamknął pudełko i odłożył je obok siebie czekając w spokoju na drugiego gracza. Nie zastanawiał się nad tym z kim będzie gał, przynajmniej do czasu, aż ten nie pojawił się.
- Drama? - Uśmiechnął się kpiąco, lecz na końcu uśmiechnął się życzliwie i poklepał miejsce na ławce po drugiej stronie opakowania z grą.
- Siadaj, to może być jeszcze ciekawsza rozgrywka niż się spodziewałem - powiedział do koleżanki, chociaż tutaj słowo koleżanka było raczej mocnym nadużyciem.
Nie wiedział czy dziewczyna znała zasady tej zabawy, więc podał jej opakowanie z jej opisem, sam zaś zaczął rozkładać planszę i wyciągać kostki, oraz pionki.
- Który chcesz? - Dał jej wybrać pierwszej kolor pionka, chociaż te były już nieco wyblakłe i podniszczone przez czas, oraz niespodzianki jakie Theria oferowała. Zresztą wyglądały tak samo jak cała plansza, ale to nawet na chwilę go nie zniechęciło do podjęcia tego ryzyka.
- Gotowa? Rzucam pierwszy. - powiedział do dziewczyny i kładąc swojego pionka na start wziął kości i rzucił je na planszę. Zaraz po tym wyciągnął różdżkę, która przecież cały czas znajdowała się w jego kieszeni.
Pionek poruszył się sam, przesuwając się o siedem pól do przodu, tak jak pokazała łączna suma oczek na dwóch kostkach.
Przeczytał na głos tekst który pojawił się na środku planszy. Nie musiał go zresztą doczytać do końca by wiedzieć z czym będzie miał do czynienia.
Nie zdążył się nawet podnieść jeszcze z ławki, a coś zaczęło się już dziać. Z kamiennego podłoża zaczęły wysuwać się ręce, chude, sine ręce nieumarłych.
- Inferiusy - wycedził przez zęby tylko, a ten już stał przed Cortezem. Wysunął ręce do jego szyi lecz w tym czasie ślizgon wyrzucił z siebie zaklęcie.
- Relashio! - Błysnęło światło, a wilgoć w powietrzu zamieniła się na żar ognistej kuli która wyrzuciła do tyłu potwora, który zawodząc rozpłynął się w powietrzu. Poczuł jak coś chwyta go za ramię i zrozumiał, że popełnił ogromny błąd - uznał, że gra stworzy tylko jednego przeciwnika do pokonania. Inferius już sięgnął mu swoimi kościstymi łapami do szyi. Poczuł jak lodowate ręce zaczynają się zaciskać, ale nie zamierzał stać bezczynnie. Odwrócił się na pięcie i wymierzył cios z łokcia prosto w szczękę nieumarłego, drugą ręką przykładając mu różdżkę do piersi i znów wypowiedział poprzednio rzucone zaklęcie.
Poczuł swąd palonych zwłok, przez co trochę zieleniał na twarzy. Kolejne dwa te same zaklęcia spowodowały, że dwa ostatnie stwory zniknęły z mostu.
Odetchnął głęboko spoglądając się na Ślizgonkę. Roześmiał się nagle nerwowo i opadł na ławkę opierając się o ściankę. Przeniósł wzrok na planszę i chwycił za kostki. Wyciągnął otwartą rękę w stronę dziewczyny i ciągle się uśmiechając rzucił:
- No to teraz twoja kolej. - Po czym oddał jej kostki czekając na to co pokaże pole na środku planszy.

Kostka: 4 i 3 później parzysta - 6
Pole: 7
Efekt: „TRUP, KTÓRY ZACZYNA JUŻ ŚMIERDZIEĆ, ALE JESZCZE CIĄGLE ZASTANAWIA SIĘ NAD SWOIM POWROTEM DO ŻYCIA - UPARTY TRUP.”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 272
Dodatkowo : członek drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 647
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13697-dreama-vin-eurico
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14451-dramatyczne-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13852-dreama-vin-eurico?highlight=dreama




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Wto Wrz 19 2017, 18:30

Dreama dalej miała problem na przestawienie, z czasu wakacyjnego na szkolny. Godziny wydawały płynąć całkowicie inaczej, w ślimaczym tempie wręcz, co sprawiało, że posiadała zdecydowanie zbyt dużo czasu. Uczy jej się nie chciało, bo ile można. Gadać z ludźmi też niezbyt, bo ile można przesiedzieć - ciąglę w tym samym towarzystwie - można dużo, ale ona chciała poznawać nowych ludzi. Nawet jeśli mieli to być ludzie z jednej placówki, których widywała dzień w dzień na tych samych korytarzach.
Kiedy po szkole rozeszła się plotka, że jest możliwość, że jakiś śmiałek pomimo powszechnych zakazów, organizuje rozgrywki Therii od razu się zgłosiła. Do odważnych należała i chociaż nie była to typowo pusta, gryfońska brawura - to nie bała się o swoje życie, a Theria zdecydowanie należała do gier, w czasie których można było je stracić. No, co najmniej zostać bardzo mocno uszkodzonym.
Na miejscu pojawiła się trochę po czasie. Ostatnio nie mogła się nigdzie wyrobić i właściwie ciągle się spóźniała, a naprawdę - nienawidziła kiedy ktoś musiał na nią czekać. Jak wielkie było zdziwienie ślizgonki, kiedy zobaczyła swojego przeciwnika.
- Wiem, wiem, cieszysz się niezmiernie, ja zresztą też - delikatnie podrapała się po policzku. Cortez nie wyglądał na takiego co to lubił grać w planszówki. Może ich gra różniła się od tych mugolskich, bo w tamtych nie było magicznych bajerów, jednak to dalej była gra. Nigdy nie była świadkiem rozgrywek na żywo, dlatego dość sceptycznie podchodziła do niebezpieczeństw o których opowiadali inni ludzie. No, ale wszystko mogło się zdarzyć - byli w Hogwartcie.
Uwagę dziewczyny na chwilę odwróciła miotła, którą chłopak położył na ziemi. Czy on miał zamiar sobie polecieć w momencie, gdyby zaczęły się dziać, jakieś grubsze akcje?
- O kochany, chyba nie myślisz, że Ci pozwolę korzystać z tej miotły - uśmiechnęła się delikatniej i zagarnęła rękawy mocno pomarańczowej, ciepłej bluzy, którą postanowiła tego dnia założyć. - Albo gramy sprawiedliwie albo wcale, ślizgon, ślizgonem, ale jakieś zasady muszą istnieć - siadła na ławce naprzeciwko. - Zresztą, nie powiesz mi, że tak bardzo boisz się konsekwencji złych ruchów, że musisz ratować się z opresji własnie w taki sposób - Drama wzruszyła niewinnie ramionami. Vin-Eurico raczej nie miała zbyt wiele wspólnego z Aleksandrem. Wiedziała, że istnieje i sobie żyje, ale raczej nie wchodziła mu w paradę. On zresztą też nie, więc jakoś bardzo dziewczynie nie przeszkadzał. No czasem dochodziło między nimi do wymiany zdać, ale nastolatka nie mogła nic poradzić na to, że chłopak chwilami tak bardzo irytował.
Kontynuowała bez słowa, patrząc z boku na jego ruchy, co jakiś czas rzucając wzrokiem na planszę.
Pierwszą rzeczą, która pojawiła się przed nimi były inferiusy. Potwory były naprawdę przerażające, gorsze nawet od zombie z filmów, które tak lubiła. Śmierdziały niemiłosiernie, a zapach wzmocniło dodatkowo zaklęcie, które rzucił ślizgon żeby je pokonać.
- Jakbym wiedziała to bym wzięła maskę gazową albo posmarowała jakimś ładnie pachnącym kremem pod nosem - mocno zmarszczyła brwi na samo wspomnienie wyglądu obrzydliwych istot.
Westchnęła głęboko i wzięła w dłoń kostki. Zamknęła je pomiędzy dłoniami, chuchnęła na szczęście, parę razy nimi wstrząsnęła i rozrzuciła na ławeczce. Zacisnęła usta w cienką linię, oczekując na to co się przydarzy. Poczuła delikatnie drżenie podłoża, drżenie, które przypominało Dramie stukot stada, z którym miała już do czynienia. Dziewczyna pobladła trochę i spojrzała na planszę, hasło które pojawiło się na niej nie nasuwało do głowy zbyt wielu pomysłów, a ona modliła się w duszy, by przypuszczenia, okazały się fikcją. Skierowała swoje spojrzenie na krajobraz, który ich otaczał, kiedy nagle, jakby znikąd wyrosły przed nimi buchorożce. Stado zwierząt pędziło na nich z zawrotną szybkością. Wielkie zwierzęta, silne i niebezpieczne - pędziły dokładnie na nich. Nie było ucieczki, a ją jakby sparaliżowało. Czy właśnie tak miała zginąć? Wybuchnięta przez róg?
Przymknęła oczy w oczekiwaniu na ból, kiedy stado było już bardzo blisko i nic się nie stało. Zdziwiona otworzyła powieki i aż westchnęła z wielką ulgą. Przeżegnała się nawet po mugolsku i mocno pokręciła głową, jakby przecząc sobie samej.
- Mam nadzieje, że nie rzucisz czegoś gorszego - przeraziła się nie nażarty i oddała mu kostki po czym wytarła spocone dłonie, o czarne jeansy.

Kostka: 1 i 3, później 6
Pole 4 :<
Efekt: "KTO NA LUDZI PATRZY JAK NA STADO I UCIEKA PRZED NIM CO SIŁ W NOGACH, TEGO ONO Z PEWNOŚCIĄ DOPĘDZI I WEŹMIE NA ROGI. "
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 478
  Liczba postów : 453
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Sro Wrz 20 2017, 12:42

Tak naprawdę to nikt nie wiedział co taki Cortez lubił, a to dlatego, że nie dopuszczał nikogo do siebie na tyle blisko. Były oczywiście jakieś pojedyncze wyjątki od tej reguły. Te osoby mógłby policzyć na palcach jednej ręki. Więc wcale by się nie zdziwił jakby mu to powiedziała.
- W pewnym sensie wolę grać z tobą niż z osobą z innego domu - odpowiedział dziewczynie, w pewnej chwili ta zwróciła uwagę na miotłę którą położył na ziemi opierając ja o murek. Sam zerknął na nią i potrząsnął głową, na znak, że nie zgadła.
- Nie siebie bym nią ratował, lecz ciebie - powiedział spokojnie i spojrzał się w oczy dziewczyny. Nie kłamał, a tak przynajmniej dało się wyczytać z jego spojrzenia.
- Jakby umknął ci fakt tego, że przyszło nam grać na moście i wystarczy jedno głupie zadanie przez które wali się most i już po grze. I po nas, a ja nie zamierzam umrzeć podczas tej gry. Dziwi mnie raczej fakt, że tylko ja na ten pomysł wpadłem. - Znów zerknął na miotłę, a później złapał za pudełko.
- Nie wiem, czy czytałaś instrukcje, ale lepiej dla każdego z nas będzie jeśli dokończymy tę grę, ponieważ nie chciałbym być ukaranym za przerwanie jej. - Po tych słowach rzucił za pierwszą turę.

Uśmiechnął się słysząc komentarz. - Nie byłoby ci w niej do twarzy. - O ile pamiętał opisy wojen mugoli to podczas pierwszej wojny światowej z nich przeważnie korzystano. Wtedy szlamy lubiły się wzajemnie truć gazami. Naprawdę, czasami miał wrażenie, że im więcej się pozabijają tym lepiej będzie dla nich czarodziei.
- Oby to było najbardziej śmierdzące zadanie, bo patrząc na twój wrażliwy nosek to nie wytrzymasz nawet do połowy gry - rzucił z złośliwym uśmieszkiem patrząc się na to jak czaruje kostki. Chciał coś dodać wrednego, ale powstrzymał się od tego. Nie chciał by przyjemna rozgrywka przerodziła się w nieprzyjemne dogryzanie sobie i przez to nie dawała nikomu satysfakcji.
Przeczytał jej zagadkę czując jak podłoże zaczyna drgać. Złapał za planszę by nie spadła i wtedy je zauważył. Szarżujące w ich stronę buchorożce, podniósł się z ławki i trzymając planszę wcisnął ją w ręce dziewczyny. Sam zaś chwycił za miotłę by wyskoczyć przez okno pociągając za sobą Dramę, nie zdążyłby jednak. Wszystko stało się tak błyskawicznie, że zdążył się jedynie przytulić plecami do ściany i za pomocą trzonka miotły przycisnął też dziewczynę do ściany. Głupia zamknęła oczy, to najgorsze co można było zrobić w takiej chwili.
Los chciał, że trzonkiem miotły przycisnął właśnie jej piersi i tak trzymał do czasu, aż stado przebiegło im przed samymi nosami. Spojrzał się dopiero teraz na dziewczynę i na to gdzie naciskał miotłą, przez co błyskawicznie ją zabrał od koleżanki i udając, że o niczym nie wiedział odłożył ją obok siebie.
Drama zaczęła wykonywać te mugolskie znaki, na co Aleksander uniósł jedną brew wyżej niemo pytając się co ona odwala.
- Za dużo spędzasz czasu z mugolami, nawet zaczynasz przejmować ich nawyki - skomentował surowo, lecz to nie były jedyne słowa jakie do niej skierował:
- No i nie zamykaj oczu, to najgorsze co możesz zrobić. Nie widzisz zagrożenia, a tym samym pozbawiasz się ostatniej szansy by zrobić jakikolwiek unik - dodał po czym opadł znów na ławkę i chwilę tak posiedział by ochłonąć.
- Nie lubisz zwierząt? - rzucił niezwykle łagodnie w jej stronę. Była to niezwykle ważna wiedza, nie tylko dla niego, nie tylko by to wykorzystać, lecz też właśnie po to by pomóc jej wspólnie przez to przebrnąć.
Z początku przyszedł tutaj w konkretnym celu, by zwyciężyć. Teraz jednak widząc z czym mogą mieć do czynienia jego główną myślą było to by ukończyli tę grę w jednym kawałku. Chociaż nie był wcale tego taki pewny, że myślałby w identyczny sposób jeśli by grał z kimś innym. Cortez był niezaprzeczalnym dupkiem i członkiem, ale w jednym przypadku jego charakter był całkowicie odmienny.
Rozłożył planszę i ułożył pionki znów na ich poprzednich polach, zaczął rozglądać się za kostkami które gdzieś stoczyły się podczas trzęsienia się całego mostu. Znalazł je pod ławką i potrząsnął zamkniętą ręką rzucając kości na planszę. Dwie trójki, skrzywił się lekko. Słaby wynik. Gra jeszcze trochę potrwa. Jego pionek przesunął się o kolejne pola i zatrzymał się na trzynastce. Miał wrażenie, że to będzie pechowa liczba. Przeczytał na głos zagadkę i w tym czasie już wyrosły horklumpy wyrzucając z siebie obłąki trujących gazów. Które błyskawicznie wypełniły most i zaczęły wychodzić też przez poza niego.
Zachłysnął się trującym gazem, przez co zaczął kaszleć. Łzy napłynęły mu do oczu i rzucił głośno do dziewczyny:
- Paad... nij... na zie...mię - zdołał wypowiedzieć, chociaż musiał przerywać przez kaszel. Po czym nie wypowiedział już ani słowa tylko wyrzucił nad swoją głowę Expulso korzystając z zaklęcia niewerbalnego, nie chcąc złapać większej ilości gazu do płuc. Usłyszał głuchy wybuch, coś jakby pojedyncze uderzenie kamienia o kamień i mocne uderzenie wiatru zgięło go jeszcze bardziej. Podmuch jednak skutecznie wypchnął całe opary przez wszelkie otwory w moście.
Zakaszlał po raz ostatni wypluwając przy tym ślinę by pozbyć się tego irytującego smaku jaki pozostał mu w ustach.
- Kurwa... Wiesz co Drama, chyba jednak przejdziemy się wpierw po te maski gazowe, a później na spokojnie dokończymy grę - roześmiał się przewracając się na plecy. By jakoś nazbierać sił które musiał włożyć w to zaklęcie, oddychał głęboko i spokojnie, w końcu podnosząc się z ziemi.
- Mam jakieś takie przeczucie, że im dalej tym będzie gorzej - powiedział do koleżanki i zajął swoje wcześniejsze miejsce. Przedtem upewniając się, że już nie ma żadnego szkodnika, który to by chciał ich dalej potruć.

Kostka: 6 i później parzsta
Pole: 13
Efekt: „CZUŁA JAK TRUCIZNA, TRAWI JĄ OD ŚRODKA, OGŁUSZAJĄC I POZBAWIAJĄC TCHU.”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 272
Dodatkowo : członek drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 647
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13697-dreama-vin-eurico
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14451-dramatyczne-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13852-dreama-vin-eurico?highlight=dreama




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Nie Wrz 24 2017, 19:59

Uważnie przyglądała się Cortezowi układającemu pionki na odpowiednich polach. Lubiła każdego ślizgona, jednak ni cholery mu nie ufała. Był jedną z niewielu osób, które wzbudzały niej tak bardzo sprzeczne uczucia. Drama nie potrafiła nienawidzić, ba nawet nie lubić było ciężko, bo raczej podchodziła do relacji między ludzkich na wielkim ludzie. Wszyscy dokoła mówili o tym, że Aleksander jest jednym, wielkim rasistą, ale jej trudno było patrzeć na to z tej strony. Ona osobiście nie zaznała z jego strony żadnych aktów przemocy. A przecież miała matkę mugolkę, logicznym więc dla niej było, że Ślizgon prędzej czy później się przyczepi. Jednak tak nie było.
Jak się potem okazało wykazywał ludzkie odruchy. Zasłonił ją miotłą i o dziwo strasznie speszyło go miejsce w którym ją umieścił. Dreama zaśmiała się pod nosem. Nie spodziewała się, że z niego taka wstydnisia, co to prawie rumieni się na myśl o tym, że przed chwilą w jakiś nie bezpośredni sposób trzymała rękę na cyckach przypadkowej panienki.
- Spoko, ja to typ artysty, biologa, a nie wojownika, jeśli nadejdzie wojna to wyślą mnie na front, do pierwszego rzędu. Będę mięsem armatnim. - rzekła dumna. Siadła po turecku na ławce, spojrzała na swojego towarzysza.
- Kocham zwierzęta, mój ojciec to biolog, matka zajmuje się tym samym i od zawsze miałam z nimi wiele wspólnego - wzruszyła niewinnie ramionami - A ty? Nie wyglądasz na takiego co piszczy na widok małego kociaka - dodała na koniec i spojrzała na pole rozgrywki.
Życie okazało się wyjątkowo przewrotne, a Drama poczuła się prawie jak jasnowidz. No tego, że jedno z pul będzie mówić o gazie, a oni będą zmuszeni, dusząc się - paść na ziemię. Trochę jak u Hitlera, tylko zamiast żołnierzy gra, która utrudnia Ci życie. Super.
- Ta zjebana gra chyba serio chce nas zabić. - brunetka mocno zmarszczyła brwi i powoli podniosła się z ziemi, kiedy gaz całkowicie zniknął. Otrzepując bluzę z piasku, klęła w myślach na zielone plamy, które zostawiła na niej trawa. - A za bluzę to kto mi odda, Święty Mikołaj? - prychnęła niezadowolona i aby nie przedłużać szybko rzuciła kośćmi.
Nie zdążyła nawet przeczytać słów, które znajdowały się na tarczy, bo nagle zrobiło jej się bardzo, bardzo przykro. W jednej chwili wokół niej pojawiło się całe stado latających skurwysynów, które nie chciały się odczepić. Nie czuła użądleń, nie wiedziała co się dzieje i całkowicie nie znała powodu nagłego smutku. Wiedziała, że jest on bardzo irracjonalny, ale nie potrafiła go powstrzymać. Przypomniała sobie o wrednym krukonie, w którego rzuciła kupskiem, o tym, że Max w każdym momencie może zniknąć z jej życia i o tym, że Leo chyba bardziej kocha Fire niż ją i poczuła łzy spływające po policzkach. Wytarła oczy w rękaw, ale to dalej nic nie dawało. Czyżby była zmuszona do złego humoru właściwie do końca rozgrywki? Mocno pociągnęła nosem i niepewnym głosem powiedziała do swojego towarzysza w katordze.
- Szybko Cortez, bo coś mi się wydaje, że przez te owady będę taka zjebana już do końca rozgrywki. - Zaczesała włosy do tyłu i zacisnęła usta w cienką linię. Nienawidziła takich stanów, kiedy nie wiadomo było co się dzieje.

Kostka: 1 i 1 i 5
Pole: 6
Efekt: „MELANCHOLIA JEST ROZPACZĄ, KTÓRA NIE ZDĄŻYŁA DOJRZEĆ. RÓŻNICA WYNIKA Z CZASOWOŚCI. CZAS ROZPACZY JEST CZASEM BEZ JUTRA. CZAS MELANCHOLII JEST CZASEM DEGRADUJĄCEGO SIĘ JUTRA.”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 478
  Liczba postów : 453
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Wto Wrz 26 2017, 19:25

Większość osób która posiadała instynkt samozachowawczy nie ufała Cortezowi. Ten był samolubny i bez problemu był w stanie dążyć po trupach do celu. Nie raz i nie dwa już to pokazywał, na zajęciach. Podczas pojedynków. Lubił zabawę, ale niekiedy chęć wygrania była zbyt wielka, że podłość Aleksandra przybierała na sile i korzystał z bardzo nieczystych zagrywek lub po prostu podłych ciosów, odbierających możliwość kontynuowania walki.
Tak było choćby podczas walki z Gryfonką. Ale to była bardzo specyficzna walka, jak i powód by miał tak postąpić. Nie żałował jednak niczego co tam zrobił i pewnie gdyby miał ku temu okazję to by to jeszcze raz powtórzył.
- Jeśli umiesz się posługiwać różdżką, to bez problemu to ty będziesz w stanie przerobić na mielonkę tamte oddziały - rzucił pewnie w stronę dziewczyny nawet nie spoglądając na nią. Zajęty był wtedy szukaniem kostek.
- To dlaczego aż tak się ich przestraszyłaś? Bo skoro są Ci tak bliskie to powinnaś wiedzieć jak się przy nich zachować - Odpowiedział, patrząc się na nią zaskoczony. On od dziecka był szkolony, dla takich momentów, jego zachowania były już wyuczone, instynktownie wykonywał pewne ruchy. I dla niego takie zachowania powinny być oczywiste również dla kogoś pokroju właśnie Dramy. Nie przychodziło mu nawet do głowy, że ich nauki na ten sam temat wyglądały kompletnie inaczej.
- Ja? Nawet dużych kotów się nie boję... Oczywiście wszyscy mamy swoje nemezis, mój przybiera kształt zarówno zwierzęcy jak i ludzki - odpowiedział dodając na końcu niewielką zagadkę. Zbyt prostą, zbyt oczywistą nawet dla debila. Ale miał w tym oczywiście swój cel.
Pewna osoba kiedyś dobrze powiedziała podczas rozmowy, że on może za wiele się nie odzywa, za wiele nie mówi, a już tym bardziej o sobie. A jeśli już to zrobi, to z jakiegoś konkretnego powodu. Z jakiegoś celu, który był tylko mu znany.

Później wyszły roślinki, on rzucał zaklęcia. Znów się uspokoiło, a komentarz dziewczyny całkowicie go rozwalił.
- Hahah... No co ty nie powiesz Drama. O ile dobrze pamiętam, to właśnie z tego powodu zakazali grania w nią - Powiedział przerywając co chwila przez kolejną dawkę śmiechu.
- Możesz spróbować, może tym razem pan Mikuś wysłucha prośby? - Rzucił drwiąco, wszem i wobec wiedziano, że Cortez nie obchodził mugolskich świąt. Nie bawił się w prezenty. Oczywiście wiedział o czym mówili w takich momentach, po prostu były to dla niego kolejne mugolskie brednie i próby wytłumaczenia czegoś magicznego, co nie byli w stanie pojąć.
Po tym naleciały jakieś owady, na szczęście dla Aleksa te skupiały się na dziewczynie, więc wystarczyło kilka razy pomachać ręką by odgonić od siebie te stworzenia.
Drama zaczęła ryczeć, na co na jego ustach już pojawił się drwiący uśmieszek i jakiś wredny komentarz. Ale znów się powstrzymał. Przestał się uśmiechać i potrząsnął głową, na znak że się zgadza z dziewczyną.
Podniósł kości i rzucił znów na planszę. Wypadły dwie szóstki, na co jego usta na moment przybrały wygląd podkowy skierowanej do góry.
- Prosisz i masz - powiedział jedynie i most zaczął się trząść. Nie zdążył zrobić nic, podłoga pod jego stopami zawaliła się przez co wpadł do niej po sam pas i wtedy poczuł też jak dostał czymś twardym w głowę. Zamroczyło go na chwilę i nie wiedział jak się znalazł po tym znów na stabilnym podłożu. Czy jakoś sam się wyczołgał, czy dziewczyna go wyciągnęła.
Masował jedynie głowę czując jak już wychodzi mu siniak.
- Auuu - syknął kiedy go tylko dotknął.
- Jeszcze tylko kawałeczek - rzucił raczej do siebie niż do koleżanki, chociaż patrząc na jej stan, tej też już było obojętne kto to wygra, oby tylko ten efekt jej minął.


Kostka: 6 i 6, nieparzysta
Pole: 25
Efekt: 25 – „TRZĘSIENIA ZIEMI SĄ GRYMASAMI ŚWIATA.”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 51
  Liczba postów : 27
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15280-misty-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15398-misty
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15397-precel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15270-misty-sinclair




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Pon Gru 25 2017, 20:50

/jeszcze przed wyjazdem na święta

Kocham zimę. Jestem zdecydowanie typek osoby, która uwielbia ujemne temperatury, zabawy w śniegu czy ogólne jaraniem się płatkami, spadającymi z nieba. Męczę się przy upałach, gdzie już nawet dwadzieścia trzy stopni Celsjusza to dla mnie udręka. Optymalna temperatura, jaka powinna panować na zewnątrz, bym prawidłowo funkcjonowała, to maksymalnie dwadzieścia jeden stopni Celsjusza. Jako że niestraszna mi zima (mam na sobie gruby sweter od babci), wybrałam się na przechadzkę po błoniach, by w efekcie końcowym wylądować na ławce (usiadłam na górnej poręczy, drewno niestety było przykryte śniegiem, a nie chcę później łazić z mokrym tyłkiem, czy tam płaszczem, jak kto woli). Wzdycham sobie ciężko chyba z trzy razy, patrząc na widok przede mną. Od ostatniego spotkania z @Calum O. L. Dear zaczęłam rozglądać się za nowym hobby. Moje żenujące pożegnanie (głupi Irytek!) zablokowało moją wenę twórczą tak, że nawet kadzidełka z szałwii nie pomagają. Próbowałam zbierać kamyczki, ale niestety biały puch przykrył ziemię i moja kolekcja skończyła się na dwóch bardzo ładnych egzemplarzach. Później próbowałam malować ilustracje (wydawało mi się to bardzo pożyteczne – mogłabym sama projektować okładki swoich książek dla dzieci), ale niestety moje postacie bardziej przypominały trolle niż księżniczki. Wszystko skończyło się tak, że fusy od herbaty z piramidek (autorski pomysł wróżenia – kiedyś go opatentuje, a potem będę już tylko super bogata) powiedziały mi, abym dała sobie czas. Może niekoniecznie to widziałam na dnie ulubionego kubka, bo właściwie to chyba była rózga, ale podpięłam to pod to, że moje pożegnanie było bardzo niegrzeczne, więc teraz muszę odpokutować, a potem wszystko się jakoś ułoży. Ulla na pewno też by to tak odczytała. Niestety nigdzie nie mogłam jej znaleźć, dlatego też na spacer wybrałam się sama. Zostawiłam jej karteczkę na łóżku, może dołączy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 775
  Liczba postów : 1063
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Sro Gru 27 2017, 01:03

Najbardziej nie lubiłem przechodzenia między miejscami zajęć, jeśli wymagały one wychodzenia poza teren zamku. To znaczy mam na myśli opuszczanie czterech ścian i ogrzewanych pomieszczeń. Wciąż nie rozumiałem, czemu w czasie zimy na błoniach nie było magicznego ogrzewania - teraz może działałoby to kiepsko ze względu na magiczne zakłócenia, lecz przez wszystkie poprzednie lata, mimo dobrze funkcjonującej magii nie zaobserwowałem niczego podobnego. Przez to musiałem targać ze sobą na zajęcia płaszcz i szalik, do tego czapkę i parę rękawiczek, upychaną gdzieś po kieszeniach, nigdy nie wiadomo których, bowiem nawet Accio już nie ufałem. Ja przywołam, a moje rzeczy wylecą na środek jeziora. Nie, dziękuję.
Stałem przed wyjściem na kamienny most, wdziewając na siebie wierzchnie odzienie i zapinając się po samą szyję, niemal wijąc turban z szalika i czapki, a na koniec próbowałem odszukać rękawiczki. Wyszedłem na zewnątrz i od razu twarz smagnął mi chłodny wiatr. Zacisnąłem zęby i ruszyłem przed siebie, nadal macając swoje ciało, czy też raczej kieszenie w poszukiwaniu rękawiczek. Jak na złość nie było ich. Niemal zakląłem pod nosem, bo powstrzymał mnie jedynie widok tej blondynki, którą niedawno spotkałem na korytarzu.
- Siema, przymarzłaś, że tak siedzisz bez ruchu? - powiedziałem, podchodząc do niej i rzucając jej zawadiacki uśmiech znad szalika. - Mam chuchać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 51
  Liczba postów : 27
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15280-misty-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15398-misty
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15397-precel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15270-misty-sinclair




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Pią Gru 29 2017, 11:00

Onie, nie mogą zrobić magicznego ogrzewania na błoniach, bo gdzie wtedy będę nosić śmieszne swetry od babci? Zima jest jedyną porą roku, gdzie nakładam pięć warstw ubrań, a pod jedną z nich są te gryzące, dziergane na drutach swetry ze świątecznymi motywami. Gdy byłam mała opierałam się rękami i nogami przed ich nałożeniem, ale kiedy skończyłam dwanaście lat, to babka dołącza do nich pięć galeonów. Potraktowałam to jako zapłatę za żywą reklamę jej ubrań.
Podziwiałam właśnie widok, rozprzestrzeniający się przede mną i myślałam nad tym, co kupić Hurry’emu na święta (jestem jedną z tych osób, które kupują świąteczne prezenty na ostatnią chwilę), gdy z książek o Quidditchu, nowej parze rękawic czy też toną słodyczy, wyrywa mnie twój głos. Dopiero teraz rzeczywiście zaczęłam siedzieć bez ruchu – mam omamy, czy ty naprawdę po naszym ostatnim spotkaniu chcesz jeszcze się do mnie odzywać? Wszystko z mojej strony było tak żenujące, że na twoim miejscu po prostu ulotniłabym się z tego miejsca, jak tylko bym zorientowała się, że to ja siedzę na ławce. Ale ty jednak odezwałeś się do mnie? Może nabijasz się ze mnie albo masz jakiś zakład. Czytałam kiedyś książkę (okej, to był harlequin) o chłopaku, który dla zakładu założył się z kumplami, że uwiedzie jakąś laskę, ale potem zakochał się w niej, wzięli ślub i mieli trójkę dzieci. Nie zmyślam, naprawdę istnieje taka książka!
- Nie – szczerze się jak głupi do sera – ale możesz się przysiąść – proponuję. – Myślę nad prezentem dla Hurry’ego. – Celowo nie mówię, że dla brata. Może zrobisz się zazdrosny i będziemy jak w tym harlequinie (jeśli w ogóle istnieje jakiś zakład).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 775
  Liczba postów : 1063
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Ławeczka   Sob Gru 30 2017, 01:25

Mówiąc całkiem szczerze nie nosiłem do tej szalonej dziewczyny żadnej urazy, nie miałem również w pamięci przykrych wspomnień. Nasze ostatnie spotkanie było dosyć niefortunne w związku z pojawieniem się Irytka, lecz to niczego nie przekreślało, a ja swoją drogą zacząłem coraz częściej myśleć o tym zakłopotanym, rumieniącym się skrzacie. Poltergeist wykrzyczał wtedy coś o jakimś pamiętniku, w którym rzekomo pisała o mnie historyjki i o ile nie wierzyłem w to, bo umówmy się, kiedy Irytek mówił coś prawdziwego i mającego sens, lecz mimowolnie poczułem swojego rodzaju zainteresowanie jej osobą.
Odwzajemniłem ów szeroki uśmiech, nie mogąc się powstrzymać przed szczerzeniem własnych zębów, po czym przysiadłem na brzegu ławeczki nieco niżej od niej. Mimo tego poziom naszych twarzy wciąż znajdował się mniej więcej na równi.
- I co tam wymyśliłaś? - zapytałem, całkiem zainteresowany. W sumie nie zawracałem sobie głowy, kim był Hurry dla niej. Kojarzyłem kolesia z korytarzy, był wiecznie zabiegany, zmierzwiony i roztrzepany, cieszył japę do każdego i wydawał się mieć ADHD. Na moment się zastanowiłem. - Może jakąś flaszkę eliksiru uspokajającego? Albo meliskę? Zawsze wygląda na przeładowanego energią - stwierdziłem, podsuwając jej możliwości prezentów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ławeczka   

Powrót do góry Go down
 

Ławeczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
most wiszący
-