Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Skąd : London
Galeony : 306
  Liczba postów : 299




Gracz






PisanieTemat: Ulica   Wto Cze 29 2010, 21:33

First topic message reminder :


Ulica


***


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 225
  Liczba postów : 64
http://www.czarodzieje.org/t15642-jasper-a-i-lowell
http://www.czarodzieje.org/t15710-let-s-get-into-jail#423883
http://www.czarodzieje.org/t15711-sowa#423884
http://www.czarodzieje.org/t15709-jasper-a-i-lowell#423873




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto Kwi 24 2018, 22:39

Jasper ziewnął jeszcze raz potężnie, jakby znów wybudzony z alkoholowego marazmu i dostrzegł kogoś po drugiej stronie ulicy. Jeszcze nie wiedział co się dzieje do końca z jego nogami ani jaki do końca ma zamiar, nie do końca jeszcze poznawał kogo zobaczył ani co właściwie widział.
Schylił się podnosząc kartkę z podłogi. Nie swoją, choć identyczną. Drogi kremowy papier, ozdobne delikatne pismo i piękny tytuł, "Zaproszenie". Na ślub. Dorien Dear - ten z wyprawy, piasków, co mu się na kolana próbował jednego wieczoru władować i laska ambasador. Wykrzywił usta z wyjątkowo zdegustowaną miną. No tak, czego innego się spodziewać po dwójce obrzydliwie bogatych, czystokrwistych czarodziei?
- To co, Yvonne, dasz się zaprosić na potańcówkę? - Lowell pomachał kartkami papieru i zasłonił sobie nimi usta, gdy ziewał. Yvonne. Zmarszczył brwi patrząc na drobną kobietę przed nim, która wyglądała jakby coś jej zaszkodziło. - Właściwie, to co tu robisz?
Chciał poprawić marynarkę, ale zorientował się że jest w samym czarnym tshircie i jeansach. A mógłby przysiąc że pięć minut temu musiał odsunąć rękaw żeby spojrzeć na zegarek, który rozpieprzył na jakimś wyjątkowo wkurzającym gościu z dwie godziny temu.
Wzrok znów skupił na Horan.
- Dziś jest niedziela? Czy już poniedziałek?
Cholera. Jeszcze był pijany i niezmiernie go to teraz denerwowało. Sięgnął po kolejnego papierosa w nadziei że go rozbudzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 461
  Liczba postów : 505
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto Kwi 24 2018, 22:58

Stała tak bezwładnie. To chyba był jakiś jebany żart, niech ją ktoś porządnie uszczypnie. Przez sekundę nawet i mógłby to być nóż w plecy, ale z drugiej strony... Trudno nawet to ubrać w słowa, jak widać nie znała tak dobrze Dear'a jak jej się wydawało. W końcu już w czasie wyprawy dziwnie się zachowywał i prawie w ogóle się nie odzywał. Wiedziała, że coś musiało być na rzeczy, ale nie... nie coś takiego.
Obróciła głowę prowadząc wzrok w głąb ulicy Pokątnej. Tak nie wiele brakowało, tak malutko by z jej oka uroniła się łza. Chciała to powstrzymać. Zwłaszcza teraz gdy mężczyzna z naprzeciw postanowił podejść do niej i nawet podnieść zaproszenie.
Gdy wstał raczej nie tego się spodziewała. Zobaczyła dwie takie same kartki w jego dłoni. Trudno było to nazwać dziwnym zbiegiem okoliczności czy czymś takim, że również otrzymał to samo zaproszenie.
Przyłożyła otwartą dłoń do czoła i przesunęła nią powoli po włosach. Wymusiła na sobie uśmiech by spojrzeć na Jaspera, przynajmniej sprawiając wrażenie, że jest z nią dobrze.
-Pod jednym warunkiem - westchnęła i sięgnęła po jedna z kartek. Nie były podpisane imiennie, więc co za różnica. Wtem jednym ruchem ją podarła - Uznajmy, że ja tego nie widziałam - dodała wypuszczając kilkakrotnie rozdartą kartkę. Było to trudne, ale cóż. Niech będzie traktowana jako osoba towarzysząca, a nie zaproszona i będzie łatwiej. Być może.
-A ja.. mieszkam tutaj - odparła wskazując palcem na piętro. Dość wiele osób może to dziwić, dlaczego taka kobieta jak ona mieszka w takim miejscu. Odpowiedź jest prosta. Na co jej więcej. Wystarczy, że jej rodzina ma kilka posiadłości w Irlandii, więc...
-Poniedziałek - odpowiedziała z uśmiechem widząc w jakim stanie był Jasper. To musiała być dobra noc. Powiedzmy - Wyglądasz jakby nie tylko dzień tygodnia ci umknął
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 225
  Liczba postów : 64
http://www.czarodzieje.org/t15642-jasper-a-i-lowell
http://www.czarodzieje.org/t15710-let-s-get-into-jail#423883
http://www.czarodzieje.org/t15711-sowa#423884
http://www.czarodzieje.org/t15709-jasper-a-i-lowell#423873




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Pon Maj 14 2018, 14:55

Jasper patrzył na nią, jak zmienia się jej mimika, jak chowa swoje emocje i uczucia gdzieś w kieszeń i poczuł nieprzyjemne ukłucie. Wyglądała na wystarczająco mocno przybitą – przynajmniej przez te ułamki sekund – by mógł wywnioskować że informacja o ślubie Deara obeszła ją znacznie mocniej niż jego.
Kurwa. Czuła coś do niego?
Czemu go tak to sfrustrowało? Zaciągnął się mocniej, czując że w końcu ciało go zaczyna słuchać i zbierać się w sobie. Nie był głupi – nie zaszedł by tak wysoko gdyby był – wiedział że Horan mu się podobała. Miała idealne kształty, była ładna i wyglądała uroczo. Miał ten przeklęty nawyk, że uwielbiał taki typ kobiet. Uwielbiał je adorować, ale tylko te konkretne, cała reszta była zawsze tylko na jedną noc. Podobnie jak ta ambasador – nie w jego typie. Za stanowcza, za... dominująca. I blondynka. Nie lubił blondynek.
Mimo jego rozmyślań jego mimika została niezmieniona, a wszystko trwało w czasie w którym wciągnął dym do płuc, a gdy go wypuszczał, odchylając głowę tak, by nie poleciało na kobietę przed nim. Zaraz po tym skłonił się dworsko z papierosem w jednej dłoni, drugim zaproszeniem w drugiej.
- Jakże sobie pani życzy, moja pani – odpowiedział z rzadkim na jego ustach, uśmiechem. Zaraz zmierzył wzrokiem budynek który pokazała, a na wiadomość o poniedziałku zrobił mało szczęśliwą minę.
Zaproszenie wylądowało zgniecione w tylnej kieszeni spodni, a wolną ręką podrapał się po nosie.
- Hm, umknął mi – przyznał, kompletnie nieskruszony. Znów wypuścił dym gdzieś w górę, po czym spojrzał jej w oczy.
Yvonne... Czy ty... – jego głos był schrypnięty, a ton poważny, prawie jakby miał zaraz zapytać się czy za niego wyjdzie - ... dasz mi skorzystać ze swojej łazienki?
Chyba nie musiał dodawać, że lepiej by było żeby przed pracą się odświeżył. Mimo wszystko musiał pokazać swoją mordę w biurze, nawet jeśli była lekko nieogolona i wyjątkowo naburmuszona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 461
  Liczba postów : 505
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Pon Maj 14 2018, 20:58

Zaśmiała się widząc do jakiej pozycji doszedł Jasper po tym całym rozmyślaniu. Ostatnio gdy ktoś jej się kłaniał to na przyjęciach w jej rodzinnym domu czy w ogóle u kogoś w Irlandii. W końcu nazwisko Horan tam akurat znaczy tyle, co tutaj, w Anglii nazwisko Dear. Zdążyła zapomnieć jak to jest bo w domu rodzinnym bywa od święta lub gdy wymaga tego jakaś sytuacja awaryjna.
-Ciekawa jestem czy często tak się komuś kłaniasz - przytknęła delikatnie zaciśniętą dłoń do ust tak, że paznokieć dotknął jej ust. Chociaż nie mieli okazji poznać się lepiej po tej wyprawie w Egipcie, to i tak go polubiła już wtedy. Czuła się jak taki rodzyneczek wśród tych panów, ale to jego zachowanie zrobiło na niej wyjątkowe wrażenie. Tak zajmować się obcą kobietą.. która do tego sama podejmowała dość głupie i ryzykowne decyzje, więc sama była sobie winna niektórych wydarzeń.
-No cóż zdarza się, też nie raz byłam w podobnym stanie - wzruszyła ramionami. Teraz niestety czasu brak, złapanie przyjaciółek graniczy z cudem, no i jeszcze robota. Musi uważać na siebie, już wystarczająco jej opinia podupadła po aresztowaniu.
Patrzyła Jasperowi prosto w oczy gdy próbował coś z siebie wydusić. Brzmiał dziwnie.. tak poważnie, że nie wiedziała czego powinna się spodziewać. Zamarła na sekundkę gdy nagle spytał o skorzystanie z łazienki, zamrugała dwa razy swoimi wielkimi jak orzechy oczami próbując połączyć wątki. Serio o to pytał? No cóż... wybuchła niekontrolowanym śmiechem, ale nie aż takim by sprawić mężczyźnie przykrość - Takiej prośby nikt jeszcze do mnie nie miał. Jasne, sama mam jeszcze czas przed pracą - że też się zgodziła. Nie wie działa czemu, ale to było zbyt łatwe by po prostu wpuścić go do swojej oazy.. na szczęście nie była zagracona - Tylko nie wiem czy nie będziesz chciał mnie okraść
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 225
  Liczba postów : 64
http://www.czarodzieje.org/t15642-jasper-a-i-lowell
http://www.czarodzieje.org/t15710-let-s-get-into-jail#423883
http://www.czarodzieje.org/t15711-sowa#423884
http://www.czarodzieje.org/t15709-jasper-a-i-lowell#423873




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Pią Maj 18 2018, 13:06

Uśmiechnął się szelmowsko na jej reakcję.
- To był mój pierwszy raz. Jak mi poszło? – o matko, teraz go na żarty wzięło. Co było z nim nie tak? Niemal śmiał się w głos na myśl o tym jakie miny mieli by jego współpracownicy, gdyby go zobaczyli. Lowell się uśmiecha – i twarz mu nie popękała. Szok!
Mimo wszystko, uśmiech zniknął z jego ust, zupełnie jakby ciężko było utrzymać ten sam wyraz twarzy i znów zasłoniła wszystko maska adwokata, który był najlepszy w swoim fachu. Nie skomentował jej słów o bywaniu w podobnym stanie. Nie pasowało to do niej, by chodzić pijaną, upijać się, czy w ogóle mieć nadszarpniętą opinię. Wyglądała na zagubioną księżniczkę, nie na imprezowiczkę. Choć może tak kończył kopciuszek, którego pantofelek zbyt długo nie trafiał na swoje miejsce?
Jego usta ledwie zadrżały, gdy wybuchnęła śmiechem. Mimo wszystko był zadowolony z siebie, bo dokładnie taką reakcję chciał wywołać. Był maksymalnie skupiony na niej, ze wzrokiem wbitym wprost w jej oczy, obserwując prawie jak polujący drapieżnik. Coś w tym było, choć nie miał złych zamiarów.
- Doprawdy, Yvonne... – westchnął, przeczesując palcami włosy. Gdy wilk poluje, chce owieczki, a nie pola owieczki... ale tego już jej nie powiedział. – Wiem, jak majętną osobą jesteś, ale wierz mi, niczego mi w życiu nie brakuje. Po za tym, jaki byłby ze mnie prawnik, gdybym po godzinach, albo przed godzinami, próbował kogoś okradać?
Pokręcił znów głową, nie wierząc że mogła go naprawdę o to posądzić i nagle zakrył usta, ziewając potężnie. Ciągle nie wiedział gdzie podział się jego jeden dzień.
- Prowadź do swojego królestwa, o pani – poprosił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 461
  Liczba postów : 505
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Maj 20 2018, 12:21

Zdecydowanie zaczęła konsternować nad tym jak ocenić postawę Jaspera. Skrzyżowała ręce i przytknęła kciuk do warg, jak prawdziwa myślicielka
-Plecy bardziej proste i będzie idealnie - przytaknęła i rozluźniła wcześniejszą, sztywną postawę. Zagubiona księżniczka? Nawet by jej się to spodobało. Jeszcze lepiej, gdyby nie był użyty przymiotnik. Sama księżniczka to wystarczające określenie jej osoby. Brakuje jej tylko księcia z bajki oraz pałacu. Chociaż... pałac ma, ale na tej drugiej wyspie tyle, że nie przypadł jej do gustu. Wolała by coś bardziej nowoczesnego mimo wszystko. Jak to księżniczka, musi mieć jakieś "ale". Chyba faktycznie by się nadawała do tej roli. Do tego ta wielka chęć poznania kogoś, kto jest tym "kimś" w tym świecie. Nie podrzędnym sprzedawczykiem wynajmującym jeden pokoik, czy jedzący obiadki u mamy.
-Chciwy, ale zaradny. Pod warunkiem, że byłbyś ostatni na liście podejrzanych. Nie żebym pochlebiała takie rzeczy - zawsze da się znaleźć coś pozytywnego w pozornie patowej sytuacji. A może i patologicznej? Ktoś z takim zawodem musiałby mieć konkretny powód by jednocześnie okradać ludzi. Chwyciła za klameczkę tuż przy jej lewym biodrze i otworzyła drzwi pchając ja do środka - Pierwsze piętro - tutaj sama się odwróciła i weszła do środka by zaprowadzić mężczyzne do właściwych drzwi.

z/t 2x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 52
http://www.czarodzieje.org/t16232-wendy-a-royal
http://www.czarodzieje.org/t16250-royal-or-rebel
http://www.czarodzieje.org/t16249-poczta-royal
http://www.czarodzieje.org/t16233-wendy-a-royal#444914




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sob Lip 07 2018, 21:41

Wszystko mogło się wydarzyć, kiedy chodziłeś ulicami Londynu. Nie była do mugolska dzielnica, a magiczna. Magiczny Londyn, pełen czarodziejów w kolorowych szatach (chociaż te czasy już minęły), bardziej jednak można było spotkać nowoczesne stroje brane z mody mugolaków. Nawet rody, które szczyciły się brakiem pochodzenia mugolskiego ubierali się bardziej jak mugole niż czarodzieje, ale duże znaczenia miała tradycja. W każdym domu inna niezależnie od statusu i czystości krwi, czy pochodzenia. Świat się zmieniał, oprócz Leona Royalsa, jego żony i całego tego pieprzniętego klanu. Wendy wybrała się na zakupy ze starszym bratem. Tak na poważnie miał jej pilnować, a właściwie to chyba ona miała mu towarzyszyć. Po prostu ojciec dał im trochę kasy i kazał się świetnie bawić. Oczywiście paradowali tak z pół godziny razem i udawali kochające się rodzeństwo. Wendy miała ochotę rzucić Avade za pierwszym lepszym rogiem ulicy pokątnej, ale o tej porze nadal było dużo świadków. Nie chciała pójść za tego idiotę do Azkabanu. Horace E. A. Royal był jeszcze gorszy od niej. Udawał przed ojcem niemal świętego, jakby oczekiwał, że wezmą go na żywca do składu świętej pamięci wielkiego Merlina, a jego wizerunek umieszczą na jednej z kart czekoladowych żab.
Cholera! Syknęła w myślach, gdy zawadziła się o chodnikowy próg. Na szczęście Horace gdzieś sobie poszedł, dając jej chwile na odpoczynek od jego blasku podlizywania się i wchodzenia ojcu w dupę. Właściwie wcale nie musiał tego robić.
Wendy rozglądała się, co jakiś czas i szła przed siebie. Nie wiedziała, czego konkretnego szuka. Nie miał przy sobie zbyt wielu galeonów. Wszystko miał jej brat, w końcu ojciec mu przekazał kasę na wydatki. Mogła się błąkać po ulicach Londynu te kilka godzin. Nie było to takie złe, kiedy Horace E. A. Royal nie był w pobliżu, życie mieniło się w kolorach tęczy i słodkich jednorożców - powiedzmy sobie szczerze, aż tak słodko nie było, ale można było odetchnąć. To najważniejsze! Wendy nawet nie pomyślała, że mogła natrafić tu na @Calum O. L. Dear.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 787
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Lip 08 2018, 23:24

Mieszkając przy Tojadowej nauczyłem się nowych dróg po Londynie i nawet bywały dni, w których rezygnowałem z teleportacji na rzecz zwykłego, całkiem przyjemnego spaceru po ulicach miasta. Do tej pory bywałem tylko w niektórych miejscach, wybiórczo - na Pokątnej rzecz jasna, by zakupić potrzebne rzeczy, których przez wzgląd na różne czynniki nie mogli mi załatwić rodzice bez wychodzenia z domu; w mugolskiej dzielnicy w sklepie z amuletami, w którym przepracowałem kilka dobrych miesięcy w zeszłym roku i studio tatuażu, w którym popełniłem jeden z większych błędów młodości w postaci skrywanego przed światem tatuażu. Poza tym raczej nie przebywałem tu "dla funu", bo nawet nie miałem pojęcia, gdzie miałbym szukać rozrywki.
Wszystko zmieniło się, odkąd wynająłem tu mieszkanie, w całkiem centralnej dzielnicy, z której okazało się, że mam krótki dystans do Dziurawego Kotła. Nie, nie zacząłem spędzać tam każdej wolnej chwili, lecz w dniach takich jak ten kierowałem doń swoje kroki, by następnie przez ulicę Pokątną dojść do pracy na Nokturnie. Nie była to najszybsza z opcji, ale z pewnością obfitująca w wiele wrażeń wzrokowych, jako że należało pokonać niemalże całą magiczną ulicę.
Wystukałem poznany u barmana kod na murku z tyłu pubu i moim oczom ukazało się wejście na Pokątną, wąskie i nieco niskie, więc zachowawczo pochyliłem głowę, nim wkroczyłem w tłum czarodziejów. Zaskoczył mnie obecny tam ruch - rok szkolny wszak dopiero co się skończył, więc po co tak wiele ludzi dokonywało tam zakupów? Rozmyślając częściowo nad tym, częściowo spoglądając na mijane wystawy, szedłem dość wolno, powłócząc nogami. Moją uwagę na moment przykuła błyszcząca miotła na wystawie sklepu z markowym sprzętem do Quidditcha - przydałaby mi się taka, skoro już przyszło mi wygrać z drużyną Ravenclawu tegoroczny puchar Quidditcha. Uśmiechnąłem się pod nosem na wspomnienie odbierania pucharu z rąk dyrektorki w Wielkiej Sali, gdy nagle mój wzrok padł na...
- Wendy! - powiedziałem na tyle głośno, by zwróciła swoją uwagę na mnie, po czym żwawszym krokiem podszedłem do niej. - Cześć, co tu robisz? - zapytałem od razu, szczerząc się do koleżanki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 52
http://www.czarodzieje.org/t16232-wendy-a-royal
http://www.czarodzieje.org/t16250-royal-or-rebel
http://www.czarodzieje.org/t16249-poczta-royal
http://www.czarodzieje.org/t16233-wendy-a-royal#444914




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Czw Lip 12 2018, 21:08

Często przechadzała się ulicami Londynu, bezdrożami Hogsmeade i ścieżkami Doliny. Nie uważała, aby miała coś z podróżnika. Najprawdopodobniej jej podświadomość pragnęła się wyrwać z domu Royalsów. Miała przebłyski i głosy w głowie, które chciały ją wybudzić ze snu. Krzyczały: "Obudź się! Obudź się". Weź stąd spierdalaj jak najdalej, ale Wendy A, Royal ich nie słuchała. Uważała, że to nie ona. Zapewne był to jej chory umysł. Objawy jakiegoś obłędu z niepoczytalnością i paranoją w jednym. Nie zamierzała brać tego na poważnie. To tylko nic nieznaczące myśli. Błądziła po tym Londynie niczym po galaktyce swego umysłu. Tak wiele dróg jeszcze nie znała. Na pewno nie miała pojęcia o klubach. Wiedziała, że gdzieś tu jakieś się mieszczą, ale w szczegóły nie wnikała. Wielu ludzi uważało Wendy za wzór do naśladowania dla swoich dzieci i młodego pokolenia, powoli wnikającego w świat dorosłych. Tak właśnie miało być. Jeśli chodzi o balangi, tatuaże, alkohol i tak dalej... To ta o to dziewczyna potrzebowała przewodnika. Dryfowała jak statek, jak wrak statku, a nigdzie nie było widać światła latarni. Zapewne złe porównanie. Nie, żeby ktokolwiek chciał z Wendy zrobić nieposłuszną, buntowniczą duszyczkę. Oj, nie dałaby się tak łatwo. Ona uważała, że jej najcięższym grzechem jest głaskanie sów, wymienianych przez jej ojca, żeby za szybko się do jednej z nich nie przyzwyczaiła. Nie wiedziała co to opieka nad stworzeniem, a tym bardziej nie wiedziała, co to znaczy związek z drugim człowiekiem. Jednak dryfuje to dobre słowo.
Włóczyła się, zerkając na witryny sklepowe. Nawet na moment nie zaszczyciła swoim spojrzeniem markowego sprzętu do Quidditcha, który właśnie minęła. Rozmyślała, dopóki nie usłyszała swojego imienia. Ten głos. Pierwsza myśl: "Gdzie się podział Horace?". Chyba to był impuls. Jej myśli działały jak komenda dla typowego Burka. Według określonego schematu. Niczym w spowolnionym tempie spojrzała w stronę Caluma. Ten jego idiotyczny uśmiech. Miała ochotę mu walnąć w twarz. Już przy celowała w myślach... Och, jakby z niej to wszystko zeszło. Już miała na końcu języka słowo "idiota" i prawie użyłaby tego genialnego określenia do Deara. Ale zasady. Kurwa nie wypadało.
- Calum? - Wypowiedziała jego imię (na siwą brodę Merlina, zrobiła to!) bardziej brzmiało to niczym orzeczenie, stwierdzenie cholernego faktu. - Ja... - Tysiąc myśli przemknęło jej przez głowę, aby nagle zatrzymać się i przejść do swobodnego marszu. - Jestem z bratem na zakupach. Wszedł do któregoś ze sklepów, ale zaraz powinien wrócić. - Stanęła na palcach i wychyliła się, udając, że sprawdza, czy Horace do nich nie wraca. Oczywiście, to było kłamstwo, za cholerę nie wiedziała, gdzie jest ten koleś wchodzący w ojcu w dupę.
- Spacerujesz? Zakupy? - Wymieniła kilka słów, jakby szybko chciała zakończyć rozmowę, bo niby zaraz miał przyjść jej brat (co jest nieprawdą) i tylko tak z grzeczności miała zamiar poprowadzić tę niezobowiązującą konwersację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 787
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Lip 15 2018, 03:44

Znaliśmy się od dzieciństwa, dzieląc wspólny, kiepski los bogatych dzieci wyciąganych na wystawne bankiety, by ładnie wyglądać u boku rodziców, pozować do fotografii i opowiadać, jak bardzo szanują rodzinę. Nie było to najlepsze środowisko do wzrastania, choć z pewnością znaleźliby się tacy, którzy mieli jeszcze mniej szczęścia. W obliczu takiej sytuacji, po czasie wydaje mi się, że nie trafiliśmy aż tak źle, poznając się przed Hogwartem i móc zamienić ze sobą kilka słów. To dało nam możliwość nawiązania relacji...
Cóż, przynajmniej ja uważałem, że Wendy była moją koleżanką. W jej mniemaniu sprawy miały się chyba trochę inaczej - może niespecjalnie za mną przepadała i akurat dzisiejszego dnia postanowiła ów fakt manifestować. Dostrzegłem cień przebiegający po jej twarzy, moment zwątpienia, podczas którego pewnie zastanawiała się, czy odpowiednim posunięciem będzie odpowiedź, czy obrót na pięcie i zignorowanie mojego wołania. Z jakiegoś powodu jednak postanowiła zaszczycić mnie nie tylko spojrzeniem, ale i słowem.
Coś jednak nie grało.
- Z bratem? - powtórzyłem pytającym tonem, również podążając wzrokiem tam, gdzie spoglądała. Mimowolnie ściągnąłem brwi, marszcząc czoło. - Horace tu jest? Może zdążę się przywitać - dodałem, wspominając przez chwilę starszego brata Wendy. Z tego co pamiętałem, bardzo szybko został przeniesiony ze stolika młodzieżowego do tego dorosłego, jeśli mowa o oficjalnych imprezach. Zawsze sprawiał wrażenie człowieka gotowego do działania. Spojrzałem na nią ponownie, przez kilka sekund ważąc w ustach słowa. - Spaceruję, do pracy - odparłem w końcu, w ostatniej chwili rezygnując z podania lokalizacji sklepu, do którego zmierzałem. Mogła zapytać, mogła olać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ulica   

Powrót do góry Go down
 

Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

 Similar topics

-
» Ulica
» Ulica przy barze
» Ulica
» Ulica Dwudziesta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-