Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość


avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Galeony : 306
  Liczba postów : 299
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyWto Cze 29 2010, 21:33

First topic message reminder :


Ulica


***


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Jasper A. I. Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 225
  Liczba postów : 63
http://www.czarodzieje.org/t15642-jasper-a-i-lowell
http://www.czarodzieje.org/t15710-let-s-get-into-jail#423883
http://www.czarodzieje.org/t15711-sowa#423884
http://www.czarodzieje.org/t15709-jasper-a-i-lowell#423873
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyWto Kwi 24 2018, 22:39

Jasper ziewnął jeszcze raz potężnie, jakby znów wybudzony z alkoholowego marazmu i dostrzegł kogoś po drugiej stronie ulicy. Jeszcze nie wiedział co się dzieje do końca z jego nogami ani jaki do końca ma zamiar, nie do końca jeszcze poznawał kogo zobaczył ani co właściwie widział.
Schylił się podnosząc kartkę z podłogi. Nie swoją, choć identyczną. Drogi kremowy papier, ozdobne delikatne pismo i piękny tytuł, "Zaproszenie". Na ślub. Dorien Dear - ten z wyprawy, piasków, co mu się na kolana próbował jednego wieczoru władować i laska ambasador. Wykrzywił usta z wyjątkowo zdegustowaną miną. No tak, czego innego się spodziewać po dwójce obrzydliwie bogatych, czystokrwistych czarodziei?
- To co, Yvonne, dasz się zaprosić na potańcówkę? - Lowell pomachał kartkami papieru i zasłonił sobie nimi usta, gdy ziewał. Yvonne. Zmarszczył brwi patrząc na drobną kobietę przed nim, która wyglądała jakby coś jej zaszkodziło. - Właściwie, to co tu robisz?
Chciał poprawić marynarkę, ale zorientował się że jest w samym czarnym tshircie i jeansach. A mógłby przysiąc że pięć minut temu musiał odsunąć rękaw żeby spojrzeć na zegarek, który rozpieprzył na jakimś wyjątkowo wkurzającym gościu z dwie godziny temu.
Wzrok znów skupił na Horan.
- Dziś jest niedziela? Czy już poniedziałek?
Cholera. Jeszcze był pijany i niezmiernie go to teraz denerwowało. Sięgnął po kolejnego papierosa w nadziei że go rozbudzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yvonne Nancy Horan

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 77
  Liczba postów : 548
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyWto Kwi 24 2018, 22:58

Stała tak bezwładnie. To chyba był jakiś jebany żart, niech ją ktoś porządnie uszczypnie. Przez sekundę nawet i mógłby to być nóż w plecy, ale z drugiej strony... Trudno nawet to ubrać w słowa, jak widać nie znała tak dobrze Dear'a jak jej się wydawało. W końcu już w czasie wyprawy dziwnie się zachowywał i prawie w ogóle się nie odzywał. Wiedziała, że coś musiało być na rzeczy, ale nie... nie coś takiego.
Obróciła głowę prowadząc wzrok w głąb ulicy Pokątnej. Tak nie wiele brakowało, tak malutko by z jej oka uroniła się łza. Chciała to powstrzymać. Zwłaszcza teraz gdy mężczyzna z naprzeciw postanowił podejść do niej i nawet podnieść zaproszenie.
Gdy wstał raczej nie tego się spodziewała. Zobaczyła dwie takie same kartki w jego dłoni. Trudno było to nazwać dziwnym zbiegiem okoliczności czy czymś takim, że również otrzymał to samo zaproszenie.
Przyłożyła otwartą dłoń do czoła i przesunęła nią powoli po włosach. Wymusiła na sobie uśmiech by spojrzeć na Jaspera, przynajmniej sprawiając wrażenie, że jest z nią dobrze.
-Pod jednym warunkiem - westchnęła i sięgnęła po jedna z kartek. Nie były podpisane imiennie, więc co za różnica. Wtem jednym ruchem ją podarła - Uznajmy, że ja tego nie widziałam - dodała wypuszczając kilkakrotnie rozdartą kartkę. Było to trudne, ale cóż. Niech będzie traktowana jako osoba towarzysząca, a nie zaproszona i będzie łatwiej. Być może.
-A ja.. mieszkam tutaj - odparła wskazując palcem na piętro. Dość wiele osób może to dziwić, dlaczego taka kobieta jak ona mieszka w takim miejscu. Odpowiedź jest prosta. Na co jej więcej. Wystarczy, że jej rodzina ma kilka posiadłości w Irlandii, więc...
-Poniedziałek - odpowiedziała z uśmiechem widząc w jakim stanie był Jasper. To musiała być dobra noc. Powiedzmy - Wyglądasz jakby nie tylko dzień tygodnia ci umknął
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper A. I. Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 225
  Liczba postów : 63
http://www.czarodzieje.org/t15642-jasper-a-i-lowell
http://www.czarodzieje.org/t15710-let-s-get-into-jail#423883
http://www.czarodzieje.org/t15711-sowa#423884
http://www.czarodzieje.org/t15709-jasper-a-i-lowell#423873
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyPon Maj 14 2018, 14:55

Jasper patrzył na nią, jak zmienia się jej mimika, jak chowa swoje emocje i uczucia gdzieś w kieszeń i poczuł nieprzyjemne ukłucie. Wyglądała na wystarczająco mocno przybitą – przynajmniej przez te ułamki sekund – by mógł wywnioskować że informacja o ślubie Deara obeszła ją znacznie mocniej niż jego.
Kurwa. Czuła coś do niego?
Czemu go tak to sfrustrowało? Zaciągnął się mocniej, czując że w końcu ciało go zaczyna słuchać i zbierać się w sobie. Nie był głupi – nie zaszedł by tak wysoko gdyby był – wiedział że Horan mu się podobała. Miała idealne kształty, była ładna i wyglądała uroczo. Miał ten przeklęty nawyk, że uwielbiał taki typ kobiet. Uwielbiał je adorować, ale tylko te konkretne, cała reszta była zawsze tylko na jedną noc. Podobnie jak ta ambasador – nie w jego typie. Za stanowcza, za... dominująca. I blondynka. Nie lubił blondynek.
Mimo jego rozmyślań jego mimika została niezmieniona, a wszystko trwało w czasie w którym wciągnął dym do płuc, a gdy go wypuszczał, odchylając głowę tak, by nie poleciało na kobietę przed nim. Zaraz po tym skłonił się dworsko z papierosem w jednej dłoni, drugim zaproszeniem w drugiej.
- Jakże sobie pani życzy, moja pani – odpowiedział z rzadkim na jego ustach, uśmiechem. Zaraz zmierzył wzrokiem budynek który pokazała, a na wiadomość o poniedziałku zrobił mało szczęśliwą minę.
Zaproszenie wylądowało zgniecione w tylnej kieszeni spodni, a wolną ręką podrapał się po nosie.
- Hm, umknął mi – przyznał, kompletnie nieskruszony. Znów wypuścił dym gdzieś w górę, po czym spojrzał jej w oczy.
Yvonne... Czy ty... – jego głos był schrypnięty, a ton poważny, prawie jakby miał zaraz zapytać się czy za niego wyjdzie - ... dasz mi skorzystać ze swojej łazienki?
Chyba nie musiał dodawać, że lepiej by było żeby przed pracą się odświeżył. Mimo wszystko musiał pokazać swoją mordę w biurze, nawet jeśli była lekko nieogolona i wyjątkowo naburmuszona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yvonne Nancy Horan

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 77
  Liczba postów : 548
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyPon Maj 14 2018, 20:58

Zaśmiała się widząc do jakiej pozycji doszedł Jasper po tym całym rozmyślaniu. Ostatnio gdy ktoś jej się kłaniał to na przyjęciach w jej rodzinnym domu czy w ogóle u kogoś w Irlandii. W końcu nazwisko Horan tam akurat znaczy tyle, co tutaj, w Anglii nazwisko Dear. Zdążyła zapomnieć jak to jest bo w domu rodzinnym bywa od święta lub gdy wymaga tego jakaś sytuacja awaryjna.
-Ciekawa jestem czy często tak się komuś kłaniasz - przytknęła delikatnie zaciśniętą dłoń do ust tak, że paznokieć dotknął jej ust. Chociaż nie mieli okazji poznać się lepiej po tej wyprawie w Egipcie, to i tak go polubiła już wtedy. Czuła się jak taki rodzyneczek wśród tych panów, ale to jego zachowanie zrobiło na niej wyjątkowe wrażenie. Tak zajmować się obcą kobietą.. która do tego sama podejmowała dość głupie i ryzykowne decyzje, więc sama była sobie winna niektórych wydarzeń.
-No cóż zdarza się, też nie raz byłam w podobnym stanie - wzruszyła ramionami. Teraz niestety czasu brak, złapanie przyjaciółek graniczy z cudem, no i jeszcze robota. Musi uważać na siebie, już wystarczająco jej opinia podupadła po aresztowaniu.
Patrzyła Jasperowi prosto w oczy gdy próbował coś z siebie wydusić. Brzmiał dziwnie.. tak poważnie, że nie wiedziała czego powinna się spodziewać. Zamarła na sekundkę gdy nagle spytał o skorzystanie z łazienki, zamrugała dwa razy swoimi wielkimi jak orzechy oczami próbując połączyć wątki. Serio o to pytał? No cóż... wybuchła niekontrolowanym śmiechem, ale nie aż takim by sprawić mężczyźnie przykrość - Takiej prośby nikt jeszcze do mnie nie miał. Jasne, sama mam jeszcze czas przed pracą - że też się zgodziła. Nie wie działa czemu, ale to było zbyt łatwe by po prostu wpuścić go do swojej oazy.. na szczęście nie była zagracona - Tylko nie wiem czy nie będziesz chciał mnie okraść
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jasper A. I. Lowell

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 225
  Liczba postów : 63
http://www.czarodzieje.org/t15642-jasper-a-i-lowell
http://www.czarodzieje.org/t15710-let-s-get-into-jail#423883
http://www.czarodzieje.org/t15711-sowa#423884
http://www.czarodzieje.org/t15709-jasper-a-i-lowell#423873
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyPią Maj 18 2018, 13:06

Uśmiechnął się szelmowsko na jej reakcję.
- To był mój pierwszy raz. Jak mi poszło? – o matko, teraz go na żarty wzięło. Co było z nim nie tak? Niemal śmiał się w głos na myśl o tym jakie miny mieli by jego współpracownicy, gdyby go zobaczyli. Lowell się uśmiecha – i twarz mu nie popękała. Szok!
Mimo wszystko, uśmiech zniknął z jego ust, zupełnie jakby ciężko było utrzymać ten sam wyraz twarzy i znów zasłoniła wszystko maska adwokata, który był najlepszy w swoim fachu. Nie skomentował jej słów o bywaniu w podobnym stanie. Nie pasowało to do niej, by chodzić pijaną, upijać się, czy w ogóle mieć nadszarpniętą opinię. Wyglądała na zagubioną księżniczkę, nie na imprezowiczkę. Choć może tak kończył kopciuszek, którego pantofelek zbyt długo nie trafiał na swoje miejsce?
Jego usta ledwie zadrżały, gdy wybuchnęła śmiechem. Mimo wszystko był zadowolony z siebie, bo dokładnie taką reakcję chciał wywołać. Był maksymalnie skupiony na niej, ze wzrokiem wbitym wprost w jej oczy, obserwując prawie jak polujący drapieżnik. Coś w tym było, choć nie miał złych zamiarów.
- Doprawdy, Yvonne... – westchnął, przeczesując palcami włosy. Gdy wilk poluje, chce owieczki, a nie pola owieczki... ale tego już jej nie powiedział. – Wiem, jak majętną osobą jesteś, ale wierz mi, niczego mi w życiu nie brakuje. Po za tym, jaki byłby ze mnie prawnik, gdybym po godzinach, albo przed godzinami, próbował kogoś okradać?
Pokręcił znów głową, nie wierząc że mogła go naprawdę o to posądzić i nagle zakrył usta, ziewając potężnie. Ciągle nie wiedział gdzie podział się jego jeden dzień.
- Prowadź do swojego królestwa, o pani – poprosił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yvonne Nancy Horan

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 77
  Liczba postów : 548
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyNie Maj 20 2018, 12:21

Zdecydowanie zaczęła konsternować nad tym jak ocenić postawę Jaspera. Skrzyżowała ręce i przytknęła kciuk do warg, jak prawdziwa myślicielka
-Plecy bardziej proste i będzie idealnie - przytaknęła i rozluźniła wcześniejszą, sztywną postawę. Zagubiona księżniczka? Nawet by jej się to spodobało. Jeszcze lepiej, gdyby nie był użyty przymiotnik. Sama księżniczka to wystarczające określenie jej osoby. Brakuje jej tylko księcia z bajki oraz pałacu. Chociaż... pałac ma, ale na tej drugiej wyspie tyle, że nie przypadł jej do gustu. Wolała by coś bardziej nowoczesnego mimo wszystko. Jak to księżniczka, musi mieć jakieś "ale". Chyba faktycznie by się nadawała do tej roli. Do tego ta wielka chęć poznania kogoś, kto jest tym "kimś" w tym świecie. Nie podrzędnym sprzedawczykiem wynajmującym jeden pokoik, czy jedzący obiadki u mamy.
-Chciwy, ale zaradny. Pod warunkiem, że byłbyś ostatni na liście podejrzanych. Nie żebym pochlebiała takie rzeczy - zawsze da się znaleźć coś pozytywnego w pozornie patowej sytuacji. A może i patologicznej? Ktoś z takim zawodem musiałby mieć konkretny powód by jednocześnie okradać ludzi. Chwyciła za klameczkę tuż przy jej lewym biodrze i otworzyła drzwi pchając ja do środka - Pierwsze piętro - tutaj sama się odwróciła i weszła do środka by zaprowadzić mężczyzne do właściwych drzwi.

z/t 2x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Wendy A. Royal

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 45
  Liczba postów : 55
http://www.czarodzieje.org/t16232-wendy-a-royal
http://www.czarodzieje.org/t16250-royal-or-rebel
http://www.czarodzieje.org/t16249-poczta-royal
http://www.czarodzieje.org/t16233-wendy-a-royal#444914
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptySob Lip 07 2018, 21:41

Wszystko mogło się wydarzyć, kiedy chodziłeś ulicami Londynu. Nie była do mugolska dzielnica, a magiczna. Magiczny Londyn, pełen czarodziejów w kolorowych szatach (chociaż te czasy już minęły), bardziej jednak można było spotkać nowoczesne stroje brane z mody mugolaków. Nawet rody, które szczyciły się brakiem pochodzenia mugolskiego ubierali się bardziej jak mugole niż czarodzieje, ale duże znaczenia miała tradycja. W każdym domu inna niezależnie od statusu i czystości krwi, czy pochodzenia. Świat się zmieniał, oprócz Leona Royalsa, jego żony i całego tego pieprzniętego klanu. Wendy wybrała się na zakupy ze starszym bratem. Tak na poważnie miał jej pilnować, a właściwie to chyba ona miała mu towarzyszyć. Po prostu ojciec dał im trochę kasy i kazał się świetnie bawić. Oczywiście paradowali tak z pół godziny razem i udawali kochające się rodzeństwo. Wendy miała ochotę rzucić Avade za pierwszym lepszym rogiem ulicy pokątnej, ale o tej porze nadal było dużo świadków. Nie chciała pójść za tego idiotę do Azkabanu. Horace E. A. Royal był jeszcze gorszy od niej. Udawał przed ojcem niemal świętego, jakby oczekiwał, że wezmą go na żywca do składu świętej pamięci wielkiego Merlina, a jego wizerunek umieszczą na jednej z kart czekoladowych żab.
Cholera! Syknęła w myślach, gdy zawadziła się o chodnikowy próg. Na szczęście Horace gdzieś sobie poszedł, dając jej chwile na odpoczynek od jego blasku podlizywania się i wchodzenia ojcu w dupę. Właściwie wcale nie musiał tego robić.
Wendy rozglądała się, co jakiś czas i szła przed siebie. Nie wiedziała, czego konkretnego szuka. Nie miał przy sobie zbyt wielu galeonów. Wszystko miał jej brat, w końcu ojciec mu przekazał kasę na wydatki. Mogła się błąkać po ulicach Londynu te kilka godzin. Nie było to takie złe, kiedy Horace E. A. Royal nie był w pobliżu, życie mieniło się w kolorach tęczy i słodkich jednorożców - powiedzmy sobie szczerze, aż tak słodko nie było, ale można było odetchnąć. To najważniejsze! Wendy nawet nie pomyślała, że mogła natrafić tu na @Calum O. L. Dear.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Calum O. L. Dear

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 493
  Liczba postów : 1244
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Moderator




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyNie Lip 08 2018, 23:24

Mieszkając przy Tojadowej nauczyłem się nowych dróg po Londynie i nawet bywały dni, w których rezygnowałem z teleportacji na rzecz zwykłego, całkiem przyjemnego spaceru po ulicach miasta. Do tej pory bywałem tylko w niektórych miejscach, wybiórczo - na Pokątnej rzecz jasna, by zakupić potrzebne rzeczy, których przez wzgląd na różne czynniki nie mogli mi załatwić rodzice bez wychodzenia z domu; w mugolskiej dzielnicy w sklepie z amuletami, w którym przepracowałem kilka dobrych miesięcy w zeszłym roku i studio tatuażu, w którym popełniłem jeden z większych błędów młodości w postaci skrywanego przed światem tatuażu. Poza tym raczej nie przebywałem tu "dla funu", bo nawet nie miałem pojęcia, gdzie miałbym szukać rozrywki.
Wszystko zmieniło się, odkąd wynająłem tu mieszkanie, w całkiem centralnej dzielnicy, z której okazało się, że mam krótki dystans do Dziurawego Kotła. Nie, nie zacząłem spędzać tam każdej wolnej chwili, lecz w dniach takich jak ten kierowałem doń swoje kroki, by następnie przez ulicę Pokątną dojść do pracy na Nokturnie. Nie była to najszybsza z opcji, ale z pewnością obfitująca w wiele wrażeń wzrokowych, jako że należało pokonać niemalże całą magiczną ulicę.
Wystukałem poznany u barmana kod na murku z tyłu pubu i moim oczom ukazało się wejście na Pokątną, wąskie i nieco niskie, więc zachowawczo pochyliłem głowę, nim wkroczyłem w tłum czarodziejów. Zaskoczył mnie obecny tam ruch - rok szkolny wszak dopiero co się skończył, więc po co tak wiele ludzi dokonywało tam zakupów? Rozmyślając częściowo nad tym, częściowo spoglądając na mijane wystawy, szedłem dość wolno, powłócząc nogami. Moją uwagę na moment przykuła błyszcząca miotła na wystawie sklepu z markowym sprzętem do Quidditcha - przydałaby mi się taka, skoro już przyszło mi wygrać z drużyną Ravenclawu tegoroczny puchar Quidditcha. Uśmiechnąłem się pod nosem na wspomnienie odbierania pucharu z rąk dyrektorki w Wielkiej Sali, gdy nagle mój wzrok padł na...
- Wendy! - powiedziałem na tyle głośno, by zwróciła swoją uwagę na mnie, po czym żwawszym krokiem podszedłem do niej. - Cześć, co tu robisz? - zapytałem od razu, szczerząc się do koleżanki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Wendy A. Royal

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 45
  Liczba postów : 55
http://www.czarodzieje.org/t16232-wendy-a-royal
http://www.czarodzieje.org/t16250-royal-or-rebel
http://www.czarodzieje.org/t16249-poczta-royal
http://www.czarodzieje.org/t16233-wendy-a-royal#444914
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyCzw Lip 12 2018, 21:08

Często przechadzała się ulicami Londynu, bezdrożami Hogsmeade i ścieżkami Doliny. Nie uważała, aby miała coś z podróżnika. Najprawdopodobniej jej podświadomość pragnęła się wyrwać z domu Royalsów. Miała przebłyski i głosy w głowie, które chciały ją wybudzić ze snu. Krzyczały: "Obudź się! Obudź się". Weź stąd spierdalaj jak najdalej, ale Wendy A, Royal ich nie słuchała. Uważała, że to nie ona. Zapewne był to jej chory umysł. Objawy jakiegoś obłędu z niepoczytalnością i paranoją w jednym. Nie zamierzała brać tego na poważnie. To tylko nic nieznaczące myśli. Błądziła po tym Londynie niczym po galaktyce swego umysłu. Tak wiele dróg jeszcze nie znała. Na pewno nie miała pojęcia o klubach. Wiedziała, że gdzieś tu jakieś się mieszczą, ale w szczegóły nie wnikała. Wielu ludzi uważało Wendy za wzór do naśladowania dla swoich dzieci i młodego pokolenia, powoli wnikającego w świat dorosłych. Tak właśnie miało być. Jeśli chodzi o balangi, tatuaże, alkohol i tak dalej... To ta o to dziewczyna potrzebowała przewodnika. Dryfowała jak statek, jak wrak statku, a nigdzie nie było widać światła latarni. Zapewne złe porównanie. Nie, żeby ktokolwiek chciał z Wendy zrobić nieposłuszną, buntowniczą duszyczkę. Oj, nie dałaby się tak łatwo. Ona uważała, że jej najcięższym grzechem jest głaskanie sów, wymienianych przez jej ojca, żeby za szybko się do jednej z nich nie przyzwyczaiła. Nie wiedziała co to opieka nad stworzeniem, a tym bardziej nie wiedziała, co to znaczy związek z drugim człowiekiem. Jednak dryfuje to dobre słowo.
Włóczyła się, zerkając na witryny sklepowe. Nawet na moment nie zaszczyciła swoim spojrzeniem markowego sprzętu do Quidditcha, który właśnie minęła. Rozmyślała, dopóki nie usłyszała swojego imienia. Ten głos. Pierwsza myśl: "Gdzie się podział Horace?". Chyba to był impuls. Jej myśli działały jak komenda dla typowego Burka. Według określonego schematu. Niczym w spowolnionym tempie spojrzała w stronę Caluma. Ten jego idiotyczny uśmiech. Miała ochotę mu walnąć w twarz. Już przy celowała w myślach... Och, jakby z niej to wszystko zeszło. Już miała na końcu języka słowo "idiota" i prawie użyłaby tego genialnego określenia do Deara. Ale zasady. Kurwa nie wypadało.
- Calum? - Wypowiedziała jego imię (na siwą brodę Merlina, zrobiła to!) bardziej brzmiało to niczym orzeczenie, stwierdzenie cholernego faktu. - Ja... - Tysiąc myśli przemknęło jej przez głowę, aby nagle zatrzymać się i przejść do swobodnego marszu. - Jestem z bratem na zakupach. Wszedł do któregoś ze sklepów, ale zaraz powinien wrócić. - Stanęła na palcach i wychyliła się, udając, że sprawdza, czy Horace do nich nie wraca. Oczywiście, to było kłamstwo, za cholerę nie wiedziała, gdzie jest ten koleś wchodzący w ojcu w dupę.
- Spacerujesz? Zakupy? - Wymieniła kilka słów, jakby szybko chciała zakończyć rozmowę, bo niby zaraz miał przyjść jej brat (co jest nieprawdą) i tylko tak z grzeczności miała zamiar poprowadzić tę niezobowiązującą konwersację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Calum O. L. Dear

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 493
  Liczba postów : 1244
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Moderator




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyNie Lip 15 2018, 03:44

Znaliśmy się od dzieciństwa, dzieląc wspólny, kiepski los bogatych dzieci wyciąganych na wystawne bankiety, by ładnie wyglądać u boku rodziców, pozować do fotografii i opowiadać, jak bardzo szanują rodzinę. Nie było to najlepsze środowisko do wzrastania, choć z pewnością znaleźliby się tacy, którzy mieli jeszcze mniej szczęścia. W obliczu takiej sytuacji, po czasie wydaje mi się, że nie trafiliśmy aż tak źle, poznając się przed Hogwartem i móc zamienić ze sobą kilka słów. To dało nam możliwość nawiązania relacji...
Cóż, przynajmniej ja uważałem, że Wendy była moją koleżanką. W jej mniemaniu sprawy miały się chyba trochę inaczej - może niespecjalnie za mną przepadała i akurat dzisiejszego dnia postanowiła ów fakt manifestować. Dostrzegłem cień przebiegający po jej twarzy, moment zwątpienia, podczas którego pewnie zastanawiała się, czy odpowiednim posunięciem będzie odpowiedź, czy obrót na pięcie i zignorowanie mojego wołania. Z jakiegoś powodu jednak postanowiła zaszczycić mnie nie tylko spojrzeniem, ale i słowem.
Coś jednak nie grało.
- Z bratem? - powtórzyłem pytającym tonem, również podążając wzrokiem tam, gdzie spoglądała. Mimowolnie ściągnąłem brwi, marszcząc czoło. - Horace tu jest? Może zdążę się przywitać - dodałem, wspominając przez chwilę starszego brata Wendy. Z tego co pamiętałem, bardzo szybko został przeniesiony ze stolika młodzieżowego do tego dorosłego, jeśli mowa o oficjalnych imprezach. Zawsze sprawiał wrażenie człowieka gotowego do działania. Spojrzałem na nią ponownie, przez kilka sekund ważąc w ustach słowa. - Spaceruję, do pracy - odparłem w końcu, w ostatniej chwili rezygnując z podania lokalizacji sklepu, do którego zmierzałem. Mogła zapytać, mogła olać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Wendy A. Royal

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 45
  Liczba postów : 55
http://www.czarodzieje.org/t16232-wendy-a-royal
http://www.czarodzieje.org/t16250-royal-or-rebel
http://www.czarodzieje.org/t16249-poczta-royal
http://www.czarodzieje.org/t16233-wendy-a-royal#444914
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyPon Wrz 10 2018, 20:39

On sprawiał wrażenie uprzejmego dżentelmena. Traktował ją jak koleżankę. Właściwie nie wyobrażała sobie, żeby mógł traktować ją inaczej. Nieprzepadła za Dearem, należącym do domu kruka. Nie wiedziała, dlaczego Calum ją tak irytował. Być może ta jego gęba, chociaż wcale brzydki nie był. Sądziła, że najbardziej denerwuje ją ten jego uśmiech. Możliwe, że coś jej umykało. Jakiś konkretny, istotny szczegół, na który nie zwracała uwagi, ponieważ była zbyt zaabsorbowana swoją osobą. Egoistka. Jednak nadal uważała siebie za bardzo pokrzywdzoną, na pierwszym miejscu stawiała siostrę, jeśli chodzi o ranking pokrzywdzonych przez bogatych rodziców. Caluma i Wendy łączyła dziwna więź, która na pierwszy rzut oka wydawała się całkowicie normalna. Znali się od najmłodszych lat. Ich relacja nigdy nie była spontaniczna, jak ludzi, którzy poznają się przez przypadek, bo wpadli na siebie; to, że się znają, wydawało się ułożone według jakiegoś schematu. Zaaranżowane! Może dlatego nie przepadała za Dearem. Nieświadomie jej mózg mówił, że nie godziła się na zaplanowane znajomości. Tylko że nie mieli wyjścia. Przecież nigdy nie chcieli wyglądać ładnie przy swoich rodzinach. Pragnęli być kimś więcej, ale w zamożnych, a raczej obrzydliwie bogatych rodach niestety tak jest. Jesteś częścią przedstawienia, za którym nie przepadasz, być może go nienawidzisz, ale nie masz wyjścia. Współczuła mu. Calumowi i sobie.
Royal nie sądziła, żeby krukon był aż takim idiotą. Wiedziała, że dostrzegł to jej wahanie. Łganie szło jej beznadziejnie, jednakże wiele razy uratowało jej życie. Właściwie przecież należała do jednych z najlepszych łgarzy w swojej rodzinie; nie licząc ojca i brata. Tutaj mistrzów nie pokonasz.
- Oby nie. - Wymsknęło się jej. Miała nadzieje, że jednak Horace nagle się przed nimi nie zjawi; ponieważ potrafił użyć umiejętności teleportacji. Spojrzała na chłopaka lekko spanikowana, mając nadzieje, że nie słyszał tego, co właśnie powiedziała (i Horace nie z teleportuje się przed nimi).
- Do pracy, a gdzie pracujesz? - Szybko padło z jej ust i naprawdę była tym zainteresowana. Nie chciała wracać do rozmowy o Horacem ani tłumaczyć się z tego głupiego "oby nie", które bezczelnie wymsknęło się jej z malinowych warg, jak trucizna. Czy ktokolwiek mógł podejrzewać, że nienawidzi brata? Chyba tylko Horace to wiedział, chociaż nie wyglądał na przejętego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Calum O. L. Dear

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 493
  Liczba postów : 1244
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Moderator




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptySob Wrz 15 2018, 01:30

Aranżacja - pomyśleć, że podobna profesja była w mojej rodzinie tak popularna, mimo że powinno się przypisać ją Lanceley'om. Czasem miałem wrażenie, że wszystko, co otaczało mnie przez większość mojego dzieciństwa i późniejszego życia, gdy tylko musiałem wrócić w progi rodzinnego domu, nosiło na sobie znamiona sztuczności, zupełnie jakby moi rodzice pragnęli wszystko ustawić pod siebie, by nie psuło ich wymarzonej kompozycji, jaką chcieli nadać swojemu życiu. Wielokrotnie miałem wrażenie, że swoją osobą burzę ich wizję, że są ze mnie niezadowoleni i uważają, że nie pasuję do obrazka. Ciężko jest być członkiem rodziny, z którą nie wyglądało się dobrze nawet na zdjęciach. Może dlatego czułem to dziwne przywiązanie do osoby Wendy? Może podświadomie przeczuwałem, że czuła się podobnie?
Nie usłyszałem tego cichego szeptu, zbyt rozproszony rozgardiaszem panującym na ulicy. Dobiegające do moich uszu rozmowy dwójki staruszków przy stole pod lodziarnią skutecznie przytłumiły wydźwięk krótkiego westchnienia Wendy. Spojrzałem na nią ponownie, gdy spytała o pracę.
- Och, chcę dorobić u jubilera - rzuciłem, omijając już jednak informację, że znajdował się on na Śmiertelnym Nokturnie. Chyba nie powinno się wszem i wobec ogłaszać, że paraduje się po tym miejscu. Ja sam niezbyt lubiłem tamtędy chodzić, z reguły teleportowałem się prosto pod drzwi. Dziś jednak było inaczej. - A Ty gdzieś pracujesz? Albo zamierzasz? W końcu wakacje. Czy może jedziesz na szkolny wyjazd? - zapytałem jeszcze.

No jakby nie było, nasza gra zaczęła się w lipcu przed wakacjami w Meksyku, stąd pytanie... : D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sidney Young

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 454
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 108
http://www.czarodzieje.org/t16619-sidney-young
http://www.czarodzieje.org/t16624-mr-young
http://www.czarodzieje.org/t16882-empress
http://www.czarodzieje.org/t16620-sidney-young
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyPon Lis 12 2018, 13:27

To było w przeddzień wyprawy do Kolumbii. Sid miał już wszystko przygotowane, wszak nie była to byle wycieczka, w którą wyruszyć można było z kilkoma galeonami, różdżką i zapasem bielizny na trzy dni. Tu nie mogło dziać się cokolwiek, ponieważ wyruszali z ważną misją ratowania ważnej części świata. Może Sid został do tego skłoniony siłą (perswazji Daniela) i trochę na ostatnią chwilę, ale nie czuł się przez to mniej odpowiedzialny, ani też mniej przygotowany. Tak więc miał już wszystko, wystarczyło dzisiaj odpocząć i porządnie się wyspać. Czekały ich z pewnością bardzo trudne przygody, ale on starał się być dobrej myśli. Od rana zaczęły dręczyć go złe przeczucia, lecz w skali od jednego do dziesięciu miały one zaledwie dwa punkty. Za mało, żeby dać się pogrążyć rozpaczy, za dużo, by zupełnie je bagatelizować. Nic nie było jeszcze przesądzone, wystarczyło wypatrywać omenów i zabezpieczać się odpowiednimi amuletami.
Na razie jednak Sidney wypatrzył snującego się po Pokątnej kolegę. Chodzili razem do szkoły, później kontakt się nie urwał, choć nie byli kumplami regularnie oddającymi się wspólnym rozrywkom, raczej serdecznymi znajomymi.
- O! Hej, Matt - zagadał do niego, odnosząc wrażenie, że ten go nie zauważył. - Co tam u ciebie słychać?
Wypadało się dowiedzieć, i choć Sid nie należał do ludzi podążającymi za powinnościami, zapytał, ponieważ chciał być miły, a na pewno był ciekawski. Matthew Alexander był interesującą postacią, zupełnie nieprzeciętną. Cokolwiek działo się właśnie w jego życiu, musiało być to coś fascynującego.
- A może pójdziemy do Kotła? Tak dawno nie gadaliśmy.
Sid miał czas. Przy alkoholu rozmowy zawsze wydawały się ciekawsze, nic więc dziwnego, że od razu przyszło mu do głowy pójście w kierunku lokalu serwującego wieloprocentowe napoje. Szczerze mówiąc nie czekał bezradnie na decyzję Matta i poczynił pierwsze kroki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1263
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyPon Lis 12 2018, 14:29

Wyprawa,
przyprawiała go o mdłości. Starał się jednak tego nie pokazywać. Nie był słaby. Nie był niczym zlęknione, pozbawione jakiegokolwiek sensu zwierzę, kiedy to uporczywie trzymał się z boku, gdy znajdował się na ulicy Pokątnej. Niczego nie słyszał; tylko wodospad myśli dawał o sobie we znaki, kiedy zdołał zdobyć z mugolskiej apteki to, czego tak naprawdę potrzebował. Leki, tudzież te z receptą, zdobyte w mniej legalny sposób, czy też i bez, stanowiły nieraz jego nieodłączny element życia; dzień przed wyprawą wydawał się być najgorszy, ze względu na wchodzące do umysłu tiki nerwowe, w wyniku czego nie mógł spać ponownie, przewracając się między jedwabnym materiałem pościeli bez konkretnego celu raz to na lewe ramię, raz to na prawe ramię. Miał wszystko przygotowane, jednak zmęczony umysł, tudzież przemęczony, nie mógł pozwolić mu na jakikolwiek ruch. Czuł się niczym na łańcuchach, kiedy to zdecydował się wziąć udział w wyprawie - nie była to zmuszona decyzja, nikt nie nalegał, chociaż kusiło go iść ze znajomą osobą. Wiedział jednak, że za bardzo się zmienił, za mocno się zmienił, tym bardziej, że podczas niżów emocjonalnych Matthew odcinał się, tudzież wyłączał; a to prowadziło to różnych mniej lub bardziej niespodziewanych rzeczy. Dlatego tym bardziej unikał towarzystwa znanych osób; nie chciał się spotkać z dezaprobatą, nieprzyjemnymi pytaniami oraz brakiem zrozumienia. Mniej bolało to od osób, których kompletnie nie znał.
Wpatrywał się w kostkę brukową, w wyniku czego rzeczywiście nie zauważył starego, dobrego kolegi z czasów szkolnych. Sid mógł zauważyć, przecież chodzili razem do szkoły, że Alexander bywa wyjątkowo tajemniczy w sobie, zamknięty, nieraz bardzo trudny do wywołania większej reakcji niż posępnego, tego samego uśmiechu. Czasami jednak udawało się - choć mogłoby się zdawać, że przez ten trudny charakter uzdrowiciel nie powinien być w żadnym stopniu Puchonem, prędzej właśnie Krukonem. Nie bez powodu zatem jego reakcja była taka, jakby ktoś go nagle dźgnął palcem bądź został poparzony w wyniku niefortunnego nalewania wrzącej wody. Nie spodziewał się towarzystwa, miał nadzieję na pełną anonimowość.
- Cześć, Sid. - wymruczał, przystając na chwilę w jednym miejscu. Zmęczone, tudzież znużone spojrzenie (nie spał) przeszło w pewnym momencie przez twarz należącą do znajomego z czasów szkolnych, chociaż można było zauważyć bardzo słaby, nikły uśmiech z jego strony - serdeczny, spowodowany wymaganiami, a przede wszystkim znajomością Young'a. - Ta sama rutyna szpitalna - nic, co byłoby warte opowiedzenia. - przyznał szczerze; jego życie nie było ciekawe. Prędzej postać/charakter, snująca się po ulicy, która obecnie czekała na jakąkolwiek reakcję. Aura tajemniczości, którą się otaczał, powodowała, że część osób próbowała przedrzeć się przez otoczkę oraz poznać go od innej strony. Na szczęście Sid nie był wyjątkowo nachalny, a przynajmniej Matthew nie zdołał tego wyczuć; niektóre kroki stawiane przez otoczenie były wyjątkowo bolesne oraz trudne do zdzierżenia. - Jak mija praca w Hogwarcie? - musiał zapytać; co prawda nie określił dokładnie, o jaki rewir pytał, aczkolwiek zawsze go to intrygowało. Także Bergmann tam pracował, jakby nie było.
- Wiesz, możemy, ale ja nie piję. - mruknął, zauważając poczynione pierwsze kroki ze strony mężczyzny. Mieszanie mugolskich leków z czarodziejskim alkoholem nie było zbyt odpowiedzialnym pomysłem; przynajmniej nie na tyle, by jego wątroba to zdzierżyła. Poza tym - powinien unikać wszelkich trunków. Może na początku czuł się delikatnie rozluźniony, kiedy to substancja działała, aczkolwiek zawsze kończyło to się twardym uderzeniem o betonowe dno oraz powrotem tego, co najgorsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sidney Young

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 454
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 108
http://www.czarodzieje.org/t16619-sidney-young
http://www.czarodzieje.org/t16624-mr-young
http://www.czarodzieje.org/t16882-empress
http://www.czarodzieje.org/t16620-sidney-young
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyPon Lis 12 2018, 19:22

Nie tak ostro! Chyba za bardzo go wystraszył. Nie podejrzewał Matta o jakieś nadzwyczajne lęki, jednak całkiem pogrążony w strukturach myśli zapominał o istnieniu świata zewnętrznego, więc jakikolwiek bodziec mógł wywołać szok. Wyglądał na totalnie wykończonego. Nocny dyżur dał mu w kość, czy to tylko takie powierzchowne mylne wrażenie, o które nie dbał?
Rutyna. Jakże łatwo było zbudować fortyfikację wokół siebie! Wystarczyło jedno słowo - dalsze pytania ciekawskiego rozmówcy nie miały sensu. Mógłby próbować ciągnąć: Ale jak to? Niemożliwe, by nic się nie działo, ale rutyna zrobiła dla Matta całą robotę. Naprawdę, nie będę ci opowiadał o ukąszeniach i wbitych żądłach. Ostatnio żaden pacjent nie zrobił niczego nadzwyczajnego. Już to słyszał. Rozmowa prowadząca donikąd. Sid również mógł odpowiedzieć, że u niego nic się nie dzieje. Pożegnaliby się, a cień szansy na dowiedzenie czegoś ciekawego mógłby sobie wsadzić w buty.
- W Hogwarcie zawsze jest wesoło. Albo niebezpiecznie - w każdym razie ciekawie. Teraz mam trochę wolnego, znaczy... - bez sensu było stać na środku tłocznej ulicy, skoro już postanowili (postanowił) podejść w bardziej gadatliwe miejsce. - Zaraz ci wszystko opowiem. Wspaniale, że nie pijesz! Ja nie palę - mówiąc to, sięgnął do kieszeni płaszcza i wyjął paczkę papierosów. Puścił do Matta oczko. Rzeczywiście wytrzymał bez palenia bardzo długi czas, bo od początku roku szkolnego. Nie przeszkadzało to jednak w ciągłym noszeniu przy sobie mugolskich szlugów. Były jak papierki po dawno zjedzonych cukierkach, oderwane guziki i najdrobniejsze monety. Wreszcie nadarzyła się okazja!
Weszli do Dziurawego Kotła od strony zaplecza.

zt x2, zmiana miejscówy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Naberrie

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 459
  Liczba postów : 714
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptySob Lis 17 2018, 19:26

Nie wiedziała, która była godzina, gdy wyszła po ciężkim dniu z pracy, ani tym bardziej, która była teraz, kiedy wreszcie udało jej się uciec od znajomych z pubu w stanie średnio trzeźwym. Wprawdzie jeszcze dawała radę iść w miarę prosto i kontaktowała na tyle, żeby zorientować się, w którym miejscu Londynu się znajdowała, jednak kwestia powrotu do mieszkania w Hogsmeade stała się dlań nagle problematyczna – wyglądało na to, że był środek nocy a orientacja w terenie nieco się zaburzyła, kiedy po wyjściu z ciepłego pomieszczenia na niesamowity chłód alkohol zdołał uderzyć jej do głowy dwukrotnie, zdolność do racjonalnego myślenia pozostawiając daleko w tyle.
Nie potrafiła zresztą skupić się na drodze, zapominając, że w podobnym stanie zazwyczaj wracała do spraw (nie?)zamkniętych i obwiniania całego świata wokół a dopiero potem siebie, i tak też było dzisiejszej nocy. W ostatnich bowiem miesiącach zauważyła zaskakującą zdolność do zrażania do siebie ludzi, gdy nie starała się nawet szczególnie, a niewiele potem zauważyła, że grono osób, z którymi mogła porozmawiać na każdy temat zaskakująco zmalało, pozostawiając ją jako samotnego nomada na tym padole łez, absurdów i nieszczęść. Zraziła do siebie niemal wszystkich, o których dbała i za którymi skoczyłaby kiedyś w ogień, nawet jeśli nie powiedziałaby tego na głos, otaczając się grubym murem.
Spacer ulicami Londynu również niebezpiecznie ściągnął myśli ciemnowłosej do dwóch osób, które nie mieszkały wcale daleko od miejsca, w którym się teraz znajdowała. Pierwszą z nich był człowiek, którego faktycznie z czasem pokochała – choć próbowała sobie udowodnić na każdy sposób, że nie – ale głównie przez nią nie dane im było być ze sobą w pełni, drugą zaś osoba poznana w dziwnych okolicznościach i która pomimo swojego irracjonalnego sposobu bycia dbała o nią na swój sposób. Ani jednej ani drugiej nie chciała spotkać teraz na swojej drodze z całkiem prostych przyczyn: nie potrafiłaby im spojrzeć w oczy i rozmawiać bez cienia wyrzutu w głosie, lecz los miał wobec niej najwidoczniej inne plany. Kiedy tylko wyszła zza zakrętu mrużąc oczy i usiłując odnaleźć nazwę ulicy, na której się znajdowała, w nieszczególnie delikatny sposób zderzyła się z osobą idącą z naprzeciwka. Siła przyciągania pokonała walkę z równowagą, gdy w oczywistym scenariuszu zachwiała się i wywróciła prosto na ziemię tłukąc kręgosłup, żeby potem rozmasować twarz i rzucić kilka niezrozumiałych pod nosem słów, składających się na mniej więcej: przepraszam, proszę iść. To, że trafiła na Sweena zauważyła dopiero później, gdy najpierw przez długą chwilę wpatrywała się w jego twarz z głupim grymasem.
W naszej znajomości chociaż raz to ty mógłbyś przede mną upaść – stwierdziła, zbierając się z ziemi i otrzepując ubranie z brudu, starając się na szybko skontrolować, czy chociaż nie jest brudna z mąki lub jakiegokolwiek innego składniku, z którym miała dzisiaj do czynienia w kuchni. Cóż, szczęściem w nieszczęsnym wyglądzie robotnicy było to, że chociaż splątane na wietrze kosmyki włosów lśniły swoim blaskiem a nie lukrem, a wokół unosił się zapach perfum – wprawdzie zmieszanych z alkoholem – niż gotowanych potraw. – Wracaj do domu, jest zimno – dodała i ruszyła z zamiarem odejścia w swoim kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sweeney H. Henley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1761
  Liczba postów : 325
http://www.czarodzieje.org/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://www.czarodzieje.org/t9544-shh#265820
http://www.czarodzieje.org/t9543-lancelot-bardzo
http://www.czarodzieje.org/t9554-sweeney-h-henley#266391
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 02:33

W gęstniejącym mroku wieczornych godzin jawił się niby wysnuty z mgły i ulicznych wyziewów słusznej postury goblin. Nieco zgarbiony, z pozoru tylko wczorajszy, estetycznie niejednoznaczny i samotny, jak to tylko kreatury głębin lubują. Sam nie do końca wiedział dokąd zmierzał i chociaż zazwyczaj nogi niosły go bez udziału woli w miejsca, w których akurat być powinien, nie zawierzał im już tak mocno jak jeszcze miesiąc, czy kwartał temu. Coraz częściej łapał się na długich, bezcelowych spacerach człowieka zmęczonego swoją dawną swobodą, które kończąc kwalifikował jako bardziej bezowocne niż skostniałe godziny w świętym Mungu. Chciał biec, jednak poczucie jakiejś przyziemnej przyzwoitości nie pozwalało mu rozwinąć skrzydeł. Równym, długim krokiem przemierzał kostkę za kostką, wciskając ręce głęboko w kieszenie i nos nisko w luźno uwiązaną szyi chustę. Owszem, było zimno. Prawie pieruńsko.
Nie on pierwszy dostrzegł wychodzącą mu naprzeciw dziewoję, uderzając w jej rozpędzone ciało z impetem szarżującego borsuka. Nie zdążył nawet wyciągnąć ku niej dłoni by w geście rycerstwa uchronić jej drobną osobę przed czułym uściskiem chodnika kiedy rozwierając szerzej powieki po dobrych trzech sekundach (no może dwóch i pół) skonstatował że zna tą śliczną buzię i pochmurne spojrzenie, ba, może nawet zbyt dobrze. Zadziwiał go każdorazowo fakt iż przestając szukać danego człowieka sam zostawał przezeń odnaleziony. Nie musiał się nawet starać, co utwierdzało go w przekonaniu iż nie warto. Ludzie są jak kauczukowe piłeczki – wystarczy dobrze odbić by sami powrócili do ręki.
I byłby tak stał, przyglądając się kotłującej się u jego stóp pasywnej agresji gdyby dama sama nie wybawiła go z opałów, racząc wyznaniem z natury bardziej rozkazującym niż otwarty krzyk na tle chaotycznego machania rękami. - Za przyzwoleniem. – Wzruszył ramionami prawie wdzięczny że odprawiła go w kilku krótkich słowach. Nie wyglądał wcale na przejętego całą tą dziwną sytuacją, naturalnie prostując się i wydychając w jej kierunku chmurę gęstej, ciepłej pary. Nie myliła się, o czym świadczyło delikatne drżenie jej kolan i karminowe od wysiłku policzki. Zgodnie z troskliwym, żołnierskim rozkazem wyminął ją gotowy do podjęcia przerwanej wędrówki, gdy gdzieś w pół kroku pomiędzy przejściem tuż za plecy i ramiona wysunął dłoń z kieszeni, równie troskliwym gestem obejmując Padme na wysokości obojczyków i przyciskając do swojego boku jak zdobycznego, szmacianego misia. - To nie w tym kierunku. – Tonem przedszkolanki pouczył niesforną dziewczynę zagradzając jej drogę ucieczki. - Nakradłem drewna z Dziurawego Kotła. Rozpalę w kominku, hm? – Nawet nie starał się by jego głos nie zabrzmiał podejrzanie. Nie chował małych kugucharów po kuferkach, nie musiał mamić jej czczymi obietnicami. Chyba już poznała jego gorszą naturę pozwalającą mu porwać ją z środka chodnika bez większych wyrzutów sumienia. Słabo maskowana woń alkoholu biła od niej wyraźniej niż chęć pozostania samotną. On zaś nie parał się męczeńską dobrodusznością. Prócz kilku kropel ognistej opadłych na dekolt wyczuł coś jeszcze – słabość i okazję. Padme zakołysała się w jego uścisku jak giętka witka. Trzeba zaś było przypomnieć że Sweeney Henry Henley bez wątpienia był drapieżnikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Naberrie

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 459
  Liczba postów : 714
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 13:10

Przyćmiony alkoholem rozum nie zarejestrował podejrzliwego zachowania Sweena i właściwie nawet nie zwrócił uwagi na to, że z zaskakującą łatwością – bez zbędnych dyskusji, które były domeną chłopaka – przystał na jej rozkaz. Właściwie ucieszyła się, że tak zgrabnie, bez dużego nakładu sił pozbyła się go i uniknęła w ten sposób rozmów, tłumaczeń i przeprosin za ostatnie muchy w nosie, za które zresztą nie miała zamiaru przepraszać, bo nie sądziła, że zrobiła coś złego. Ot, powiedziała kilka gorzkich słów prawdy, tak przynajmniej myślała, a że się myliła – nie brała tego pod uwagę. Nie była człowiekiem, który zastanawiał się nad swoimi błędami, nie myślał, nim coś powie ani nie brał pod uwagę tego, jak poczuje się druga strona. Być może przez to w ostatnich miesiącach zraziła do siebie połowę osób.
Tymczasem zadowolona ze swojego jakże wielkiego osiągnięcia zrobiła zaledwie krok w przód, gdy nagłe zarzucenie jej ręki na ramię i uwięzienie w silnym uścisku skutecznie zatrzymało ją w miejscu, i wprawiło przy okazji w mały dyskomfort, który wnet przerodził się w agresję przypominającą taką, jak u małego, złośliwego pieska. To, że straciła równowagę po raz drugi w ciągu zaledwie minuty i zachwiała się, w mimowolnym odruchu obejmując go rękoma wokół zdenerwowało ją dwukrotnie.
Weź mnie puść – wysyczała przez zaciśnięte zęby, gdzieś spomiędzy jego klatki piersiowej a ręki rzucając jeszcze kilka niezrozumiałych – z pewnością niecenzuralnych – słów w języku hiszpańskim, a dopiero po chwili odchyliła głowę, łapiąc trochę więcej skażonego londyńskiego powietrza. – Nie rozmawiamy ze sobą – przypomniała; ściągnęła brwi, zmarszczyła czoło i zmrużyła oczy, spoglądając na niego spode łba, z odległości zdecydowanie zbyt bliskiej, niż by chciała i niż wskazywałby ich stan wojenny, z którego nie zamierzała wcale wychodzić – a co za tym idzie nie ma powodu, żebym zmieniała zdanie i szła z tobą – kontynuowała, rozluźniając najpierw jedną rękę a gdy tą wyswobodziła z uścisku, w pokraczny sposób ujęła dłoń mężczyzny, próbując w następnej kolejności poluzować jego palce. To okazało się jednak dość trudnym zadaniem; zapomniała, że pomimo chuderlawej postury Henley miał zaskakująco dużo siły w rękach, z którą już niejednokrotnie przegrała, więc w ramach ostatniej deski ratunku wbiła mu spiczasty palec prosto w bok. Płaszcz jednak ochronił jego żebra. – Na gacie Roweny, czego ty ode mnie chcesz, Sween? – westchnęła ciężko, starając się utrzymać w nienaturalnej dla kręgosłupa i karku pozycji, zaś wzrokiem uciekła w bok; nie chciała, by jego nadprzyrodzona zdolność do obserwacji i analizy zauważyła, że brakowało jej jego obecności, choć sama jeszcze odrzucała od siebie tę myśl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sweeney H. Henley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1761
  Liczba postów : 325
http://www.czarodzieje.org/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://www.czarodzieje.org/t9544-shh#265820
http://www.czarodzieje.org/t9543-lancelot-bardzo
http://www.czarodzieje.org/t9554-sweeney-h-henley#266391
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 15:40

- Zabawne, bo Twoje słowa wskazują właśnie na coś innego – zagadnął przyjemnie jakby niepomny jej prób odzyskania wolności. Miotała się jak świeżo zebrany w klatkę ptaszek, tłukąc skrzydłami o każdy pręt, który mogła chociaż popieścić. - Definicją rozmowy jest właśnie wymiana zebranych myśli. Nie zawsze są to uprzejmości, ale jestem przekonany że o tym wiesz aż nadto dobrze. – Nie poluzował uścisku, nie zamierzał dać spławić się jak pierwszoklasista w obliczu kozy. Doskonale zdawał sobie sprawę że każdy miś polarny waży wystarczająco dużo by stopić pierwsze lody, te zaś z każdą powolnie przemijającą sekundą skraplały się w bezmiar porzucanego uporu. Czy był pewien swoich dawnych umiejętności? Cóż, można było tak powiedzieć chociaż nie zamierzał przedwcześnie świętować zwycięstwa. Myśl zabawy Padme wpadła mu do głowy tak nagle jak i mogła ulecieć, przyćmiona zupełnie inną, także naglącą potrzebą. Tatuś wychował go na dżentelmena.
- Dajże spokój, miotasz się jak mandragora po donicy. Chcesz się rozgrzać? Proponuję Ci tylko spacer, nie włam do Gringotta – żachnął się, teatralnie przyciskając ją właśnie do tego miejsca, które ugodziła najczulej. Korzystając z przewagi własnego ciężaru, wzrostu i okutej w ciepły płaszcz mikrej postury pchnął ją we właściwym kierunku upewniając się jedynie że nogi nie zaplączą jej się o chodnik, zaś buty nie złożą wypowiedzenia. Tego by jeszcze brakowało żeby drugi raz obiła sobie kość ogonową. Pociągnął ją tak dwa kroki, potem trzy kolejne i jeszcze jeden. Noga za nogą, szarpnięcie za szarpnięciem. Uporczywe wpatrywanie się w bok tylko przydawało urody jej rumieńcom. - No i co się jeżysz jak borsuk na żmiję. Przecież Cię nie ugryzłem, a nawet jeśli to świadectwo zdrowia z Munga mam gdzieś w papierach. Nie masz się o co martwić.
Sweeney... Nie był z rodzaju tych osób, które rozpamiętuję długo i namiętnie. Wybierał jedyne te fragmenty, które docierały do jego przekonań, w odmęty niepamięci posyłając każdą inną sekundę życia. Nie obrażał się o to, że ktoś przestał raczyć go swoim widokiem, nie krył urazy za odsunięcie na bok. Jak szczeniak na wystawce cieszył się na widok człowieka przynajmniej do momentu, w którym nie uświadomił sobie jak bardzo ten skopał mu życie. Padme na szczęście nie miała się czego z jego strony obawiać. Nawet pomimo jej paskudnie marudnego usposobienia nie pamiętał by była szczególnie nieprzyjemna. Śliczna jak nimfa i zrywna jak jelonek. Głupiutka bo głupiutka, ale szło jej to wybaczyć. Nadrabiała niewyparzonym językiem. - No chodź bo zamkną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Naberrie

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 459
  Liczba postów : 714
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 16:42

Rozsądek i zdolność do trzeźwego myślenia przeplatała się z zakłócanymi od alkoholu myślami, choć odnosiła wrażenie, że z każdą kolejną minutą wierzgania się, walki z zimnem i wiatrakami malującymi się pod postacią Henleya, procenty ulatywały z jej organizmu, opuszczały krwiobieg, luzowały dotychczas mocno zaciskające się wokół węzy zniewolenia i podjudzania do rzeczy absolutnie durnych. Uświadomiła to sobie po raz kolejny, gdy chłopak bez problemu popchnął ją, zmusił do marszu a ona na początku wprawdzie poddała się bez walki, by po trzech krokach poczuć świecącą się nad głową lampkę. Zaparła się stopami o podłoże i korzystając z chwili zaskoczenia, w równie zaskakującym zwinnym geście wyswobodziła się z uścisku, przynajmniej na moment.
Wolałabym włam do Gringotta niż twoje towarzystwo – odrzuciła splątane włosy za plecy, dopiero potem uświadamiając sobie, że gdyby ich złapali, to prawdopodobnie spędziłaby resztę życia w celi z jego osobą, czego mogłaby nie znieść. Lubiła go, jednak był osobą, której towarzystwo należało sobie dawkować, bo jego nadmiar był szkodliwy. Zamknięcie więc w jednej celi byłoby wystarczającą karą i torturą w jednym. – A może mam ochotę tutaj zostać? Nie pomyślałeś o tym? Mam ochotę postać na środku pustej ulicy w środku nocy, tak po prostu – już dawno zauważyła, że w tej kwestii byli do siebie podobni; równie uparci i równie mocno nie lubili, gdy coś nie szło po ich myśli. W tej chwili sytuacja nie skłaniała się ani ku jednemu ani ku drugiemu, lecz przeczucie podpowiadało jej, że nie dojdą do żadnego kompromisu. Te bywały ciężkie, szczególnie, że prezentowała całkiem irracjonalną postawę. Świadomość tego w ogóle nie pomagała w zachowaniu pozorów.
Nie odzywałeś się tyle czasu, teraz jakby nigdy nic chcesz, żebym z tobą poszła i dziwisz się, że nie mam na to ochoty – stwierdziła z wyrzutem, całkiem oczywistym, bo nie potrafiła zrozumieć jego postawy i elementarnej różnicy między kobietami a mężczyznami; gdy oni zapominali, nie rozmyślali nad przeszłością, unikali tematów niewygodnych i nieistotnych, one wywlekały błahe rzeczy sprzed kilku lat, miesięcy czy dni. Również w tym rozumowaniu doszła do wniosku, że najwidoczniej nie potraktował jej wtedy na poważnie i nie traktował dalej, skoro spoglądał nań z wyższością i politowaniem, które dostrzegła na jego twarzy, chociaż po chwili namysłu doszła do wniosku, że już sama nie wie o co jej chodzi. Może po prostu musiała znowu się z kimś pokłócić dla czystego sportu? Nie dodała nic więcej, posyłając mu niezwykle ponury uśmiech, tylko nie wiedziała czemu wciąż nie ruszyła się z miejsca; nie czekała przecież na nic, skoro najwidoczniej Henley zapomniał o co jej wtedy chodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sweeney H. Henley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1761
  Liczba postów : 325
http://www.czarodzieje.org/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://www.czarodzieje.org/t9544-shh#265820
http://www.czarodzieje.org/t9543-lancelot-bardzo
http://www.czarodzieje.org/t9554-sweeney-h-henley#266391
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 19:05

- Nie wiedziałem że zadaję się ze złodziejką. – Sama myśl o tym że faktycznie mogłaby zaistnieć podobna sytuacja nadawała nowego kolorytu ich relacji. Im mniej racjonalnie myślał tym lepiej na tym wychodziła, zaś insynuacja posunięcia się do czynów publicznie piętnowanych najwidoczniej tylko go nakręciła. Uśmiechnął się do niej wcale szelmowsko, wykrzywiając oba kąciki i racząc ją od nowa pełnym fascynacji i ciekawości spojrzeniem. Co jeszcze tak skrupulatnie kryła pod kpiną niechęci i markowanego rozdrażnienia? Czym jeszcze postanowiła kupić jego zainteresowanie? - Och Padme, przestań zgrywać pierwszoklasistkę. To nie karna lekcja, tylko towarzyski wypad. Kręci Ci się w głowie, pozwól że użyczę ramieni..aa? – Niczym mokra syrenka wyślizgnęła się z okowy jego uścisku pyszniąc się własnym sprytem i święcąc pozorne zwycięstwo. Wydawało się że nagle urosła, dumna z tego jak sprytnie poradziła sobie z agresorem, pewna że teraz wystarczy tylko powiedzieć 'apsik' i wszystko rozkołysze się w mgiełce ułudy i zapomnienia. Nie docenił jej, to prawda. I on sądził że zmącone przyprawą zmysły zawiodą, prowadząc ją na manowce usłużnej ugody. Nie spodziewał się po niej uporu większego niż po kilkulatce przy stoisku czekoladowych żab. - Oczywiście że tak. Stroisz humorki jak byle zwierzak. Nie po to masz rozum by rezygnować z jego użycia. Postaw się w mojej sytuacji. Widzisz jak niekorzystnie to wygląda? Ktoś jeszcze pomyśli że Cię nagabuję. – Cierpiętniczo westchnął wpierw dawszy sobie chwilę na beztroskie przyglądanie się dziewczynie. Nie kobiece – teraz wobec nastroju i buńczucznego oporu nie jawiła mu się już tak samo jak chwilę temu. O co też mogło jej chodzić. Wszak nie zwykł obiecywać wielkich uniesień i dozgonnych zamiłowań. Wyrósł z tego zaraz po okresie utraty zębów mlecznych, ze szczególnym upodobaniem do tresury podobnych nawyków przez Noela. Cóż mógł teraz poradzić – pognał za nią jak byle naiwniak gdzieś w szuwary by dać jej się wygadać i zmyć dnia kolejnego. Czyż nie stawiało go to w jakkolwiek lepszym świetle niż sobie umyśliła? Bezradnie rozłożył ręce widząc brak ochoty na podjęcie dalszych kroków. Słabła na duchu, łamiąc siłę woli o własną nietrzeźwość. Mogła by wiele zwojować gdyby nieco dłużej zadzierała nosa. Na ten przykład zupełnie łatwo mogła doprowadzić do jedynej słusznej w tej rozgrywce sytuacji – uniesienia brwi i oddelegowania zezwłoka w mrok nocy, by w objęciach niezrozumienia ukołysać się w samotności. Brakowało jeno ociupinkę, by rozetrzeć cienką granicę beztroskich gierek z braniem jej tak zupełnie na serio. Na Padme szczęście Sweeney był jednak w relatywnie dobrym humorze. - No niech będzie po Twojemu. Nie mam czasu, zaraz zamkną. Vingardium leviosa młoda damo. – Miast wyzuć różdżkę spomiędzy ciepłej otuliny płaszcza jeno przykląkł jak chciała i oburącz łapiąc ją w okolicy wąskiego pasa uniósł, opierając ciężar o własne ramie. W czarach, można powiedzieć, także nie był najgorszy. Nie czekał na dalsze za i przeciw. Zadziałał. Pierw wolno, nieco ociężale, potem nabierając rozpędu ruszył we wcześniej obranym kierunku wesoło nucąc pod nosem melodyjkę na fujarkę. Chusta rozlazła mu się pod szyją przez co poczuł zimne pieszczoty na gardzieli i chociaż dyskomfort zdzielił go płaskim uderzeniem prosto w twarz nie poddał się. Nie przystanął by cokolwiek poprawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Naberrie

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 459
  Liczba postów : 714
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptyNie Lis 18 2018, 19:43

Wielu rzeczy o niej nie wiedział, podobnie jak ona o nim, i wątpiła, by kiedykolwiek poznali się w stu procentach – wierzyła w tajemniczość, lubiła zaskakiwać, czemu więc miała dać się czytać jak z otwartej księgi? Nie odpowiedziała jednak na te słowa niczym innym niż westchnięciem i przewróceniem oczami, a potem zrobiła to po raz kolejny; zawsze na jedno słowo odpowiadał kolejnych dziesięć i stawał się nie do przegadania, tak jak teraz: znowu powoli stawiał na swoim.
A nie jest tak? – uniosła brwi – oczywiście, biedny ty, zawsze myślisz tylko o sobie – parsknęła z niedowierzaniem, wciąż uważając, że w zaistniałej sytuacji to ona była ofiarą i wcale nie miała zamiaru stawiać się na jego miejscu; po co? Nie dawał jej spokoju, którego chciała i co pokazała już kilkukrotnie, a chyba jedynym sposobem, żeby to do niego dotarło był głośny krzyk na pół ulicy.
Popatrzyła na niego jak na szaleńca kiedy zadecydował się uklęknąć, bo nie przewidziała tego, co zamierzał a czego mogła się domyślić: już nie pierwszy raz posunął się do podobnego czynu a ten każdorazowo denerwował ją tak samo. Nie wiedzieć czemu pomyślała, że może wreszcie zadecydował się ją przeprosić, ugiąć pod naporem wyrzutów sumienia i jej zaciętego wyrazu twarzy... marzenie ściętej głowy szybko skonfrontowało się z okrutną rzeczywistością, gdy już po chwili wisiała przerzucona jak szmaciana lalka przez jego ramię, lecz jeśli sądził, że zamierzała tak po prostu wisieć – mylił się. Kiedy układał ją sobie wygodnie, by jąć się dalszego marszu, ona zaś wspaniałomyślnie wrzasnęła tak, jakby oblano ją wrzątkiem a potem w ruch puściła pięści, którymi obiła jego lędźwie, zapominając, że to i tak nie było w stanie go poruszyć. Czasami miała wrażenie, że wyzbył się zdolności czucia czegokolwiek.
Niech cię szlag trafi, Henley – zmęczona bezsensownym marnotrawstwem sił, przerzuciła się na wyklinanie i werbalne groźby, żeby w końcu przejść na milczący bunt. Nie odezwała się, odnajdując w całej sytuacji kilka plusów, jak choćby to, że nie musiała sama chodzić, skoro właśnie była niesiona ten czas pożytkując na wymyślenie odpowiednich proporcji trucizny w porannej herbacie albo ciastku, którymi unicestwi go raz na zawsze. I byłaby dalej rozważała idealne sposoby na morderstwo, gdyby nie poczuła zawrotów głowy, tym razem zdecydowanie prawdziwych. – Kręci mi się w głowie, tym razem naprawdę – rzuciła więc, stwierdzając, że powinien o tym wiedzieć, jeśli nie zamierzał rzeczywiście zostać osądzony o obezwładnienie i porwanie bezbronnej kobiety – i chcę do domu, inaczej zwymiotuję ci na plecy – dodała słabiej. Marzyła o powrocie do domu bardziej, niż kiedykolwiek.

ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30192
  Liczba postów : 49027
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Ulica - Page 8 QzgSDG8




Specjalny




Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 EmptySob Sty 05 2019, 14:16

@Mefistofeles E. A. Nox

Święta, Święta i po… Nie ma to jak powrót do pracy, kiedy to rozpoczął się Nowy Rok, kiedy to pojawiało się tak wiele pomysłów i próśb, że szkoda gadać… Niemniej jednak otrzymałeś wyjątkowo kuszącą ofertę stworzenia tatuażu w pierwszy dzień po zabalowanym Sylwestrze; nie pozostało Ci zatem nic innego, jak zmusić się do odwiedzin późnym wieczorem klienta, kiedy to śnieg sypał o wiele mocniej i o wiele intensywniej niż zazwyczaj, zaś magiczne ulice Londynu wydawały się być zaskakująco puste. Pyk, to przecież jedna sprawa, a gość był gotowy zapłacić znacznie więcej, niż mogłeś się rzeczywiście spodziewać - zacisnąłeś mocniej zęby, przeszedłeś przez kolejne alejki, aż wreszcie udałeś się w prawidłowe miejsce - do jednego z mieszkań, gdzie mogłeś bez problemu wykonać postawioną robotę.

Rzuć jeszcze raz kostką, aby dowiedzieć się, co Cię spotkało!

1, 2 - od razu w oczy rzuca Ci się stan klienta - upojony, zaś w mieszkaniu panująca nieczystość zdawała się wręcz bić po oczach. Jak widać; tutaj ktoś sobie postanowił zadziałać na kaca kolejną dawką alkoholu. Głupio spoglądający w Twoją stronę mężczyzna zdawał się znajdować w siódmym niebie - Ty zaś postanowiłeś zachować najodpowiedniejszą z najodpowiedniejszych ostrożności, by przypadkiem nie znaleźć się w jakichś mniej chcianych kłopotach… Rzuć jeszcze raz kostką!
Nieparzysta - na szczęście osoba ta zachowuje się w miarę stosownie, w związku z czym jesteś w stanie wykonać swoją robotę; o ile nie możesz z nim porozmawiać, o tyle jednak masz szczęście, że jest całkowicie nieszkodliwy. Wszak nie wiadomo, co mogłoby mu przyjść do głowy, a raczej nie chciałbyś zmagać się z nieprzyjemnymi skutkami otrzymania mniej znanym zaklęciem w głowę... Niemniej jednak nie otrzymujesz żadnego napiwku - mężczyzna wywiązuje się tym samym faktem tego, że gdzieś zgubił portfel… Gdzieś.
Parzysta - klient zaprasza Cię do środka, jednak nie na długo; zważywszy uwagę na jego stan, zbyt bardzo się przechylał na lewo, zbyt mocno się przechylał na prawo, no i tak w zapętlone kółeczko. W pewnym momencie odwraca się do Ciebie i tym samym puszcza w Twoją stronę swoistego pawia, przed którym jednak nie masz jak się uchronić - nie wygląda to ani przyjemnie, ani apetycznie. Zarażasz się tym samym Skrofunguluesem, o którym możesz przeczytać dokładniej w tym temacie. Ostatecznie opuszczasz mieszkanie z pustymi rękoma - ale hej - nie ma nic w tym złego, prawda? To tylko jeden klient!
3, 4 - mężczyzna przyjmuje Cię z otwartymi rękoma i bez problemu zaprasza do swojego domu. Wcześniej ustalony wzór tatuażu mogłeś z wyjątkową łatwością nanieść, niemniej jednak, jak to zwykle bywa w tym zawodzie, nie mogło odbyć się bez rozmów… w której to klient chciał poczęstować Cię alkoholem. Niezależnie od Twojej decyzji, ostatecznie wpycha w Twoje dłonie Butelkę Kokosowego Ajerkoniaku. Co z tym zrobisz? no cóż, to zależy od samego Ciebie, niemniej jednak ostatecznie wyszedłeś tym samym na plusie! Jakby nie było, ten mugolski napój jest wyjątkowo słodki w smaku oraz aromatyczny. Zgłoś się po niego w odpowiednim temacie!
5, 6 - nie ma to jak imprezy, a tam najwidoczniej nadal jakaś trwała. Wchodzisz do mieszkania - częściowo trzeźwy właściciel przechodzi do dna sprawy, pozwalając tym samym na wykonanie tatuażu. W tle gra głośna muzyka, od czasu do czasu ludzie przechadzają się po pokoju, niemniej jednak na razie nic Ci nie przeszkadza w wykonywaniu własnego zawodu… Na razie. Rzuć jeszcze raz literą!
Spółgłoska - na szczęście nikt Cię nie zaczepia, na szczęście nikt nie wszczyna żadnej awantury, a tatuaż najzwyczajniej w świecie Ci wychodzi. Zdobywasz tym samym jeden punkt do kuferka z Działalności Artystycznej - zgłoś się po niego w odpowiednim temacie!
Samogłoska - ”Ej, Ty! Tak, Ty!” - słyszysz, zauważając tym samym podchodzącego do Ciebie mniej znanego typka, co nie zmienia faktu, że nie miałeś czasu, by się mu przyjrzeć dokładniej. Gdy tylko odwróciłeś się w jego stronę, otrzymałeś swoiste uderzenie pięścią prosto w twarz, w wyniku czego otrzymałeś w zamian… złamany nos! Co do cholery? Tego nie wiedziałeś, niemniej jednak część osób rzuciła się, by odebrać od Ciebie tego niemiłego gościa; o ile pracę kończysz, o tyle, jeżeli nie masz minimum pięciu punktów z Uzdrawiania, musisz zakupić Eliksir Wiggenowy za dwadzieścia galeonów (zapłać tutaj).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Ulica - Page 8 QzgSDG8








Ulica - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Ulica   Ulica - Page 8 Empty

Powrót do góry Go down
 

Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Ulica - Page 8 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-