Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : London
Galeony : 306
  Liczba postów : 299




Gracz






PisanieTemat: Ulica   Wto 29 Cze - 21:33

First topic message reminder :


Ulica


***


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 40
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1267
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 75
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13159-xavier-a-whitford#352093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13164-zapraszam-tylko-te-najciezsze-przypadki#352157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne#352158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13163-xavier-a-whitford#352156




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Czw 9 Lut - 18:17

Nie mówiłby o czym, o czym nie ma pojęcia. Nie przyjmuje wiadomości w stu procentach, najpierw chcąc udowodnić ich prawdziwość. Bo widzisz, istnieje wiele prawd, a większości nie dostrzeże się na pierwszy rzut oka. Czasem trzeba poszukać głębiej. I prawdą jest, że psychologowie czy psychiatrzy czerpią swoje powołanie z własnego życiowego doświadczenia. Nie wszyscy ale bardzo wiele z nich. Jednak aby pomagać, trzeba rozwiązać te problemy inaczej większego pożytku z nich nie będzie. Każdy ma problemy, większe czy mniejsze.
Rzeczy zaskakujące i niespodziewane podobno są jednymi z tych najlepszych. Bo chodziło o spontaniczność tych sytuacji. Ich nieprzewidywalność. Potrafią wydobyć z nas to co głęboko ukryte, stawiają nas przed sytuacjami, z którymi w większości nie mieliśmy do czynienia i w tym tkwi ten cały urok. On lubił być przygotowany, wiedza jak i kontrola były dla niego ważnym elementem w życiu. Nie tylko w sferze pracy ale i funkcjonowania w społeczeństwie. Jednak i jego czasem było stać na coś zaskakującego.
Owszem, wiedziała bardzo sporo a był to zaledwie jeden wieczór, co gdyby ich spotkania były regularne? Otwieranie się przed ludźmi nie leżało w jego zwyczaju. Rozmowa z nią była po prostu przyjemna, dlatego nie widział powodów, dla których nie miałby odpowiadać na jej pytania czy dodawać czegoś od siebie gdy przychodziło do dyskusji. Tatuaże stawiły tę skomplikowaną część jego życia. Większość miała znaczenie inne po prostu zdobiły jego ciało jak trofeum. Z każdego był dumny i żadnego nie żałował. Nic dziwnego, zawsze starał się żyć w zgodzie z samym sobą. Poza tym, gdyby było inaczej, nie mógłby spokojnie patrzeć w lustrze. A to prowadzi do obłędu. Kto widział psychiatrę, który sam powinien być gdzieś zamknięty?
Mogła go mieć. Czasem wystarczy po prostu być a wszystko dzieje się automatycznie.
-Żaden ze mnie bohater. Może po prostu mam pecha.-Powiedział spokojnie, uśmiechając się pod nosem. Wzruszyła lekko ramionami i przyjrzał się kobiecie.-Masz wszelkie prawa do czucia się w ten sposób, nie martw się.-Dodał. Patrząc na to, w jakich okolicznościach się poznali i że wciąż mógł powiedzieć o niej coś dobrego jest powodem to jej wyjątkowości.
Prawdopodobnie dlatego, że kogoś mu przypominała. A ten blond włosy sprawiały jedynie, że stawało się to realne.
-Równie dobrze i Ty mogłaś dać o sobie znać, moja droga.-Nic w końcu nie stało jej na przeszkodzie aby to zrobić, jeżeli chciałaby utrzymywać ten kontakt, zrobiłaby to. Jednak żadne z nich tego nie zrobiło, powodów mogło być wiele. Może nawet żadnego. Będą rozprawiać o tym co powinni a czego nie zrobili? Nie.
Pokiwał wolno głową na znak odpowiedzi. Było wtedy może trochę cieplej, jednak był to prawie rok. Tak wiele się zmieniło w tak krótkim czasie. Owszem, doskonale pamięta ten gest i nic w tej kwestii się nie zmieniło, jednak drgnął jakby zapomniał jak to było. Nie przywykł do dotyku, szczególnie do tego przyjemnego. I miał nadzieję, że o tym pamiętała.-Starzeję się, ot co.-Uśmiechnął się lekko i chwycił lekko jej dłoń.
-Ty też się trochę zmieniłaś.-Powiedział spokojnie.-Przejdziemy się? Będziesz miała okazję powiedzieć mi co się z Tobą działo.-Wskazał głową ulicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 232
  Liczba postów : 275
http://www.czarodzieje.org/t12352-saoirse-noelle-horan
http://www.czarodzieje.org/t12409-robisz-mi-nieporzadek-w-chaosie#332347
http://www.czarodzieje.org/t12412-swietlik#332395
http://www.czarodzieje.org/t12413-saoirse-noelle-horan#332403




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sob 11 Lut - 0:20

Saoirse chciałaby dowiedzieć się o Xavierze jak najwięcej. Jedna noc nie była szczytem jej marzeń, szczególnie że rozpalił w niej tylko wyobraźnię, a potem zostawił z uczuciem niedosytu. Gdyby zaczęli się spotykać regularnie, szybko poznaliby swoje najskrytsze sekrety. Saoirse jest jak otwarta księga - posługując się nią w odpowiedni sposób, można dowiedzieć się wszystkiego. Nad Whitfordem co prawda musiałaby dłużej popracować, ale nie ma rzeczy, którą uzna za niemożliwą.
Gorzej, że gdyby ich spotkania były w miarę regularne, a przy tym tak obiecujące jak pierwsze, jednej ze stron na pewno zaczęłoby zależeć. A przecież, choć Saoirse o tym nie wie, Xavier ma żonę. Żonę, której powinien być wierny.
- A więc łapanie upadających dam uważasz za pecha? Niektórzy bardzo życzyliby sobie takiego zrządzenia losu - powiedziała i zaśmiała się równocześnie, nieco przekoloryzowawszy słowa Xaviera. - Och, doprawdy? Czyżbyś właśnie przyznał, że jestem wyjątkowa? - zapytała już z poważną miną, przekrzywiając głowę. To prawda - zdawała sobie sprawę, iż wie o nim dużo więcej niż inne osoby, ale nie miała pewności, czy dla niego to cokolwiek znaczy. Spotkali się raz w życiu na niezobowiązujących drinkach, spędzili miło czas i na tym się skończyło. Ich drogi się rozeszły, nie mieli ze sobą kontaktu. Ona bardzo nie chciała, by o niej zapomniał. Może na gwałt potrzebowała bliskości, może chciała czegoś, co kobieta w jej wieku powinna mieć od dawna. Stabilizacji, nawet jeśli objawionej w przyjaźni.
- Owszem, mogłam, ale damie nie wypada się narzucać. Uznałam, że jeśli o mnie pomyślisz, dasz znać. Rozumiem, że nieczęsto ci się zdarzało i cię za to nie winię - powiedziała, uśmiechając się w dziwnie smutny sposób. Czy chciała utrzymywać kontakt? Oczywiście, że tak. - Poza tym dobrze wiem, jaki jesteś. Zdążyłam cię trochę poznać. Rozmowy z tobą inne niż w cztery oczy nie mają sensu. Jesteś całkowicie szczery tylko kiedy odpowiednio się ciebie zachęci - poinformowała go, kręcąc głową. Listy? Nie miałyby sensu. Wiedziała dobrze, że nie otworzyłby się przed nią tak, jak tamtego wieczoru.
Kiedy uniosła dłoń i dotknęła jego policzka, nie był to gest natrętny. Chciała jeszcze raz rozbudzić wspomnienia i przypomnieć sobie miłą rozmowę. Można powiedzieć, że pamiętnej nocy Xavier pełnił dla niej rolę nieodpłatnego terapeuty. Opowiedziała mu o swoich problemach, równocześnie oferując usługi słuchacza.
- Nadal wzbraniasz się przed dotykiem? - zagadnęła, kiedy poczuła, jak ujmuje jej dłoń. Odruchowo zacisnęła palce na jego własnych, a w oczach kobiety zatańczyły figlarne ogniki. - Nie starzejesz się. Jesteś jak wino. Dojrzewasz i stajesz się pragnieniem większej liczby osób - uświadomiła go otwarcie, pozwalając by odsunął jej rękę od własnej twarzy.
- Spacer to dobra opcja. Tylko, proszę, nie pozwól mi się wywrócić - odpowiedziała ze śmiechem, chwytając Xaviera pod ramię. Tak będzie bezpieczniej. Kiedy ruszyli, spojrzała w niebo i westchnęła, wypuszczając z ust parę. - Nie przepadam za zimą - wyznała. - Jest ponuro i mroźnie. Zdecydowanie wolę lato - rzuciła, przenosząc zainteresowane spojrzenie na Whitforda. Miał cudowny profil, a Saoirse znów zapragnęła go dotknąć.
- Mam lepszy pomysł. Może zamiast rozmawiać o mnie ustalimy, kiedy masz wolny termin by mnie odwiedzić i dać się uwiecznić na portrecie? - zaproponowała i aż podskoczyła z ekscytacji, niczym mała dziewczynka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 40
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1267
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 75
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13159-xavier-a-whitford#352093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13164-zapraszam-tylko-te-najciezsze-przypadki#352157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13165-sowy-okropnie-paskudza-wiec-niech-to-bedzie-wazne#352158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13163-xavier-a-whitford#352156




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sob 11 Lut - 1:22

Wiedziała bardzo wiele i nie powinna chcieć więcej. Co za dużo to nie zdrowo i w tym przypadku, dla niej i dla niego. Było niewiele osób, które znały jego przeszłość. Powiedziałby, że tylko jedna osoba znała każdy szczegół jego życia. Po części dlatego, że w nim uczestniczyła. Przez niezbyt długi czas, jednak wystarczający. I nie był osobą, która już po pierwszym, choć naprawdę przyjemnym wieczorze, ujawnia wszystko co ma do pokazania.
Żonę, które powinien być wierny? Co to ma znaczyć. Myślała, że zrobiłby cokolwiek aby w ten sposób się do niej zbliżyć? Kompletnie zapominając o tym, że w szpitalu leży jedyna osoba, na której mu zależy? Jedyna, która w pełni potrafiła go zrozumieć? Od ponad dziesięciu lat nie otworzyła oczu a on wciąż próbuje, wciąż szuka sposobu aby jej pomóc. Więc nawet gdyby ich spotkania były tak owocne jak ten jeden, powiedziałby jej o niej. Byłby szczery, bo przecież jaki sens było ukrywanie tego.
-Może nie pecha dla mnie. Tylko dla tych niewiast.-Powiedział spokojnie, uznając, że i on może sobie pozwolić na koloryzowanie. Jego sztywne ramiona lekko się uniosły.-Możesz uważać tak, jak sobie tego zażyczysz i jak Ci bardziej pasuję. Pozwalam Ci wybrać.-Zerknął na nią.
Wiedział doskonale dlaczego mógł z nią swobodnie porozmawiać. Iż bariera jaką wytworzył wokół siebie jej osobie pozwalała przejść jeden krok więcej od pozostałych. Tego jednak zdradzać na ten moment nie musiał, chyba, że zechce poznać odpowiedź. Wtedy nie pozostanie mu nic innego jak być szczerym wobec niej, wtedy ponownie pozna jeden z istotniejszych faktów z jego życia i będzie mogła naprawdę powiedzieć, że go zna.
-Jestem człowiekiem zajętym. Spoczywa na mnie odpowiedzialność za zdrowie psychiczne wielu ludzi, wybacz, że nie miałem sposobności aby się z Tobą skontaktować.-Powiedział spokojnie, wysłuchując do końca jej wypowiedzi. Nie był w żaden sposób zły czy urażony jej słowami. Między jego brwiami pojawiła się kreska, która sugerować mogła głębokie zamyślenie. Prawdopodobnie ważył słowa, które zaraz miały nadejść.-Muszę wyprowadzić Cię z błędu. Jestem szczery w każdym aspekcie swojego życia. A to, że nie dzielę się każdą informacją z mojego życia mówi tylko tyle, że cenię swoją prywatność. A w Twoim przypadku może być tak, że po prostu dobrze nie pytałaś.-
Czy gdyby zadała mu osobiste pytanie, odpowiedziałby szczerze? Tak, na ile pozwalałoby mu to sumienie. Zawsze starał się być szczery, nawet jeżeli prawda nie zawsze zachwycała. Czy jego, czy też osoby towarzyszącej mu. Nie przepadał za komplikowaniem spraw, a swojego życia przede wszystkim.
Nie uważał jej za kogoś natrętnego, dotyk był przyjemny, przywołujący wspomnienia nie tylko z tamtego wieczoru. Dlatego jej osoba wdarła mu się w pamięć, bo przypominała mu kogoś, kto miał nigdy do niego nie wrócić. Chciał pogodzić się z tą stratą, nawet myślał, że tak jest. Jednak ona mu na to nie pozwoliła... Faktem jest, że krótko po ich wspólnym wieczorze przyjął propozycję z Londynu, bo mała iskra nadziei gdzieś się pojawiła. Niespodziewanie.
-Po prostu nie jestem jego zwolennikiem.-Mruknął. Nie miewał być dotykany przez kobiety. Jego spotkania z nimi ograniczały się do rozmów, zwykle jednostronnego zainteresowania. Często stawały się zwykłym obiektem obserwacji, nowych badań. Niczym więcej.
Zaśmiał się krótko słysząc jej stwierdzenie. Nawet nie starał się jej odpowiedzieć, uznając, że nie ma odpowiedniej odpowiedzi.
Automatycznie zaoferował jej swoje ramię, zwracając się w kierunku, w którym zmierzali wcześniej obydwoje. -Będę Twoim bohaterem, o czym każda niewiasta marzy. -Powiedział, choć ton jego głos jak i sama aparycja mężczyzny nie wskazywałaby, że był to żart, który naprawdę nim był.-A mi właśnie odpowiada ten przejmujący chłód. Jest orzeźwiający, wchodzący pod skórę aż do kości.-Powiedział. Wiedział doskonale, że mu się przygląda i podejrzewał, do czego może to prowadzić. Pamięta, że jedna z ich rozmów dotyczyła właśnie pozowania. I jak mówił wtedy, powie też tak dzisiaj, nie nadawał się do tego.
-Wiesz, że zasób mojej wiedzy nigdy nie będzie wystarczający. Zawsze będę chciał wiedzieć więcej... Nic mnie więc nie powstrzyma przed poznaniem prawdy. Zapewne tak samo jak Ty nie przestaniesz prosić mnie o portret. -Dopiero w tym momencie zaszczycił ją swoim spojrzeniem. Naprawdę nie chciał tego robić. Nie czułby się swobodnie, bo to tak bardzo przypominało czasy kiedy jeszcze był dzieckiem a matka ze wszelką cenę chciała mieć ich rodzinny portret w salonie. Beznadziejny pomysł w tamtym okresie, beznadziejny w tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Jerozolima
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 194
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14858-rakel-halevi?nid=1#395666
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14870-wonder-woman#395693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14871-poczta-rakel#395694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14869-rakel-halevi#395687




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Nie 20 Sie - 11:25

Wakacje, wakacje i po wakacjach. Rakel wróciła z Grecji ładnie opalona i zdecydowanie zrelaksowana i oczywiście zupełnie niegotowa na powrót do pracy. Lubiła swoją pracę, ale... zdecydowanie nie lubiła zrywać się z łóżka o tak wczesnej porze, żeby do niej dotrzeć. Szczególnie, że umówmy się, rano nie mieli specjalnego ruchu i głównie chodziła po aptece układając i przekładając różne rzeczy.
Popołudniu jednak jak zwykle pojawiała się druga osoba, więc Halevi mogła wziąć sobie przerwę, żeby pójść na lunch. No i oczywiście kupić sobie kawę, jakżeby inaczej, oczywiście już drugą tego dnia. Wzięła duże latte na wynos z Mandragory i pewnym krokiem wyszła z kawiarni. Halevi miała zazwyczaj tak pewnie iść, że ludzie aż schodzili jej z drogi. Za pewne jednym z ważniejszych czynników był jej wzrost i to, że nie unikała obcasów, które wydłużały jej nogi i wzmacniały krok, ale za pewne też sama jej pewność siebie - wyprostowane plecy, głowa do góry - od razu budziły respekt i wyróżniały ją w tłumie. Chociaż trudno powiedzieć, żeby budziła strach swoją osobą, skoro na jej twarzy zawsze tkwił przyjazny błysk i kiedy tylko skrzyżowała z kimś spojrzenie zaraz się uśmiechała.
Odrzucone do tyłu brązowe włosy lekko podskakiwały z każdym jej sprężystym krokiem, kiedy przemierzała Pokątną, oglądając z lekkim uśmiechem witryny sklepowe, przyglądała się ofertom restauracji zastanawiając się gdzie dzisiaj zje obiad, nie chciało jej się wracać do pracy, była pewna że osoba będąca teraz w aptece nie obrazi się jeśli Halevi spóźni się parę minut, ewentualnie z pół godzinki!


Ostatnio zmieniony przez Rakel Halevi dnia Nie 3 Wrz - 12:05, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2634
  Liczba postów : 756
http://www.czarodzieje.org/t14237-d-e-a-dear
http://www.czarodzieje.org/t14351-dead#379532
http://www.czarodzieje.org/t14509-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sro 30 Sie - 22:24

Te wakacje, skoro już o nich mowa, były o-kro-pne. Okropne. Przynajmniej dla tego jegomościa, który właśnie wyszedł z Ministerstwa. Zabawa miała być przednia, urlop pełen śmiechu, radości, piasku, morza i gorących uczuć. Sam fakt, że udało mu się dostać na wakacje organizowane przez Hogwart, który skończył już kilka ładnych lat temu, był zadziwiający. Nie przypuszczał, ze trafi mu się taka okazja. Co prawda teoretycznie był w Grecji całkowicie prywatnie, natomiast w praktyce spędził czas ze swoją ówczesną partnerką (która pomimo ukończenia nauki wyjechała jeszcze ze statusem studentki), wziął udział w organizowanym przez nich meczu, w lekcji z profesorem Fairwynem, nawet zatrzymał się w tym samym hotelu, co szkolna wycieczka. Niestety, nawet wybicie zęba jednemu bratu i przestawienie szczęki drugiemu nie nadrabiało tego, co stało się później. Fantastyczny związek z mądrą i śliczną Szwedką posypał się jak domek z kart, kiedy przyznała się, że ma ojca mugola. Przeszkoda, jak widać, nie do przeskoczenia.
Bardzo rzadko zdarzało się Dorienowi wychodzić z Ministerstwa na czas przerwy. Zazwyczaj spędzał ten czas w swoim biurze, przy swoim biurku, parząc sobie kolejną kawę. Jeśli razem z zespołem byli w terenie – musiał zapomnieć nawet o kawie. Tego dnia jednak pogoda zapowiadała się tak niedeszczowo, a archiwum, w którym przeglądał dokumenty tak bardzo przypominało mu o Ruth, że przełamał się i po prostu wyszedł, od razu kierując się na Pokątną. Za cel obrał sobie niewielką kawiarnię, usytuowaną na piętrze starej kamieniczki, tuż nad księgarnią. Miał tyle szczęścia, że dorwał stolik na tarasie, tuż przy balustradzie, mogąc tym samym przyglądać się przechodniom. Rozkoszował się właśnie drugą porcją sernika z truskawkami zatopionymi w galaretce,  kiedy jego wzrok przyciągnęła niewątpliwej urody kobieta, którą miał przyjemność znać. Widzieli się też w Grecji, choć, wciąż chowając urazę, żadne z nich nie wsadziło honoru do kieszeni, traktując się jak zupełnie sobie obcych. Nie wyglądała, jakby jej się spieszyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Jerozolima
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 194
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14858-rakel-halevi?nid=1#395666
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14870-wonder-woman#395693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14871-poczta-rakel#395694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14869-rakel-halevi#395687




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Nie 3 Wrz - 12:49

Upiła łyk kawy z papierowego kubka, drugą ręką poprawiając długi rękaw swojej bluzki, który miała na sobie. Teoretycznie wrzesień można było jeszcze liczyć jako lato, praktycznie - nie w Anglii. Zachmurzone niebo i wiatr pogłębiały chłód. Nie były to jeszcze temperatury odpowiednie na otulanie się szalikiem i wciskanie dłoni do kieszeni płaszcza, lecz zdecydowanie długi rękaw był bardziej wskazany niż cienkie letnie koszulki odkrywające ramiona. Pogoda jednak nie powstrzymywała Rakel przed bardziej kobiecym ubiorem, do białej przylegającej bluzki musiała wręcz założyć tę nową jeansową spódnicę przed kolano, nawet jeżeli szefowa patrzyła na nią nieprzychylnie za każdym razem, kiedy Halevi założyła coś bardziej młodzieżowego niż profesjonalnego, cud, że jej jeszcze za to nie zwolniła.
Rozważając jakie ma szanse na utrzymanie tej pracy pomimo lekki buntowaniu się przeciw dress code'owi, Rakel nagle zwróciła uwagę na baaardzo ciekawe menu. Zatrzymała się i podeszła do wystawionego przed restauracją spisu dań, aby lepiej mu się przyjrzeć. Zerknęła przy okazji do środka - dwu piętrowa restauracjo wyglądała przyzwoicie, a z okien był widok na ulicę i znajdującą się po jej drugiej stronie księgarnie. Szybko zerknęła na ceny i stwierdziwszy, że są do zaakceptowania, wyrzuciła kubek po kawie i weszła do środka. Wszystkie stoliki na parterze okazały się być zajęte, kelner więc zaprowadził ją na piętro wyżej gdzie usadowił ją przy dopiero co zwolnionym stoliku przy oknie. Halevi rzuciła swoją torbę na wolne miejsce i samej usadowiwszy się wygodnie z uśmiechem przyjęła menu od kelnera, który rzucił formułką "zaraz wracam". No tak, to "zaraz wracam", jak zwykle trwało wieki. Rakel zdążyła już 3 razy przejrzeć całą kartę, upewnić się że to co wybrała to na pewno to co chce zjeść, aż w końcu zamknęła menu i odsunęła je na brzeg stołu samej opierając brodę na dłoni i spoglądając za okno. Kiedy tylko to zrobiła mężczyzna pojawił się znowu obok niej, z ulgą złożyła więc zamówienie i ponownie wbiła spojrzenie za okno gotowa na dalsze czekanie.
Przez jakiś czas przyglądała się fali czarodziejów zmierzającej po Pokątnej, aż w końcu zaczęła badać wzrokiem budynki znajdujące się po drugiej stronie ulicy. Większość z nich znała z widzenia, lub też dopiero co je minęła, z zaskoczeniem jednak spostrzegła że tuż nad ową księgarnią znajduje kawiarnia z tarasem. Lekko zmrużyła oczy, chcąc dokładniej dojrzeć jej wnętrze, jak wiadomo, wielka koneserka kawy musiała poznać każdą kawę na Pokątnej! Tak skupiona na wpatrywaniu się w wystrój kawiarni, dopiero po chwili dostrzegła, że tuż obok linii jej wzroku znajduje się czyjaś głowa, która wydała jej się dziwnie znajoma...
Harah! przeklęła w myślach po hebrajsku, rozpoznając w owej osobie, znowu!, Doriena. Odwracając szybko głowę w stronę stolika, cała się spięła i zaczęła stukać palcami o stół. Przygryzła wargę, wiedziała, że właśnie zachowując się jak dziecko, ale po prostu nie mogła przestać. Na Merlina, oby tylko tam nie siedział godzinami! Zerknęła kątem oka ponownie w tamta stronę, zastanawiając się czy i on też ją zauważył. Przecież nie było innej szansy, siedzieli prawie, że naprzeciw siebie.
-Pani zamówienie. - aż drgnęła zaskoczona, kiedy przed nią pojawił się talerz z sałatką którą zamówiła. Wypuściła przeciągle powietrze i podziękowała, po czym szybko chwyciła widelec i wbiła się w pierwszy liść sałaty, sztywno się w nią wpatrując i unikając chociażby patrzenia na samą ulicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44064
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ulica   Sro 8 Lis - 23:17

Ulica Pokątna była zatłoczona jak zawsze. Wydawać by się mogło, że wraz z rozpoczęciem roku szkolnego ruch się dużo zmniejszy, a tymczasem było praktycznie tak samo, jak w sierpniu.  Tłum ludzi, ale co się dziwić skoro była to najbardziej magiczna ulica w Londynie. Przejście tamtędy w samo południe graniczyło z cudem, jednak @Enzo Nero postanowił zaryzykować. Szedł spokojnie, próbując uniknąć zbyt bliskiego spotkania z osobami trzecimi kiedy do jego uszu dobiegł głośny huk.
Magia ostatnimi czasy wariowała, wiedział o tym każdy czarodziej na świecie. Co więcej, nie działo się tak tylko w Wielkiej Brytanii. Zakłócenia dały o sobie znać i tym razem. Nie wiedzieć czemu różdżka pewnej czarownicy wybuchła na środku ulicy, czego świadkiem była także @Gabrielle O. Downey. Wybuch sprawił, że witryna i ściana jednego ze sklepów się zawaliła. Na nieszczęście nie tylko właścicielka felernej różdżki ucierpiała. Na około było kilkoro rannych, a na niemal całej ulicy wybuchło zamieszanie. Już po kilku minutach na miejscu pojawili się uzdrowiciele.

Kostki dla Was:
1, 5 – Co za pech! Jedna z cegieł budynku, który ucierpiał spadła i o mały włos nie uderzyła Cię w głowę. Miałeś szczęście, jednakże z impetem uderzyła w Twoje ramię, w którym czujesz teraz tępy, obezwładniający ból.
2, 4 – Roztrzaskujące się szkło witryny sklepowej poleciało także w Twoją stronę. Rozcięło Ci policzek, a jeden kawałek głęboko wbił się w Twoje udo.
3, 6 – Stałeś/aś bardzo blisko nieszczęsnej czarownicy. Cała Twoja lewa ręka jest poparzona, podobnie policzek.

Krótkie info:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Sycylia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
  Liczba postów : 69
http://www.czarodzieje.org/t15405-enzo-nero#413119
http://www.czarodzieje.org/t15496-relacje-enzo#416353
http://www.czarodzieje.org/t15408-enzo#413167
http://www.czarodzieje.org/t15409-kuferek-enzo#413168




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Czw 9 Lis - 11:44

Enzo szedł sobie spokojnie zatłoczoną ulicą Londynu starając się nie zwracać na siebie specjalnej uwagi przechodniów. Wiedział że niezbyt lubią tutaj obcokrajowców szczególnie po tym jak wszedł w życie ten cały brexit. Wcześniej także słyszał o tym że kilkoro czarodziejów jak i mugoli prześladowało przybyszy z innych krajów europy, jednak teraz było to jeszcze bardziej widoczne, a widmo szybkiego wpierdolu wisiało nad blondynem który miał niecodzienny akcent. Zupełnie nie skupił się na tym że coś niebezpiecznego mogło uderzyć go z zupełnie innej strony, a mianowicie od kobiety. Co prawda nie był to umyślny zamach na jego życie, jednak wybuch różdżki wcześniej wspomnianej niewiasty spowodował, że kawałek szkła wbił się w jego udo oraz zranił policzek. Nie przejął się zbytnio raną na twarzy, jednak odłamek stanowczo nie był na swoim miejscu. Nero wyciągnął różdżkę której rdzeń również przypominał mu o niesamowitym bólu po czym skierował ją w stronę swojej nogi.
- Astral Forcipe - Mruknął i rzucił zaklęcie.
Zdecydowanie łatwiej jest być czarodziejem niż mugolem, będąc tym drugim na pewno o wiele trudniej byłoby pozbyć się tego małego upierdliwego kawałeczka szkła. Z pełnym opanowaniem spojrzał na spodnie, które robiły się coraz bardziej wilgotne od wypływającej z rany krwi.
- To powinno na razie starczyć. Vulnerra Ferre - Powiedział sam do siebie i użył kolejnego zaklęcia.
Nie mógł sobie pozwolić na utratę zbyt dużej ilości krwi, jak i również na to by rozbierać się na ulicy dlatego postanowił zrobić to w ten sposób. Wiedział że jest to niezbyt odpowiedzialne, gdyż materiał spodni na pewno nie był dostatecznie czysty jak na tego typu zabieg, a w dodatku mogło później znacząco krępować ruchy gdy krew już zaschnie jednak tym będzie martwił się później. Gdy już opatrzył poważniejszy uraz swojego ciała mógł zająć się innymi poszkodowanymi, gdyż jego niepisana zasada brzmiała "jeśli chcesz uratować innych, musisz najpierw uratować siebie" dlatego też nie rzucił się od razu do pomocy pozostałej części ofiar.

Kostka: 4


Ostatnio zmieniony przez Enzo Nero dnia Czw 9 Lis - 11:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : -321
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15362-gabrielle-o-downey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15364-relacje-god#411908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15365-listy-do-god
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15357-gabrielle-downey




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sob 11 Lis - 10:32

Gabrielle zjawiła się na ulicy Pokątnej w sprawie zakupów. Miała zamiar odwiedzić bank, wypłacić trochę gotówki, bo zawczasu uznała, że jej nie starczy, kiedy przypomniała sobie, że musi kupić karmę dla swoich kruków. Poza tym miała jeszcze zajść do księgarni i znaleźć jakąś ciekawą książkę dla córki. W końcu musiała spędzić z nią popołudnie. Niezbyt cieszyła się na po południe z Jo. Tak, jest okropną matką. Sama miała o sobie takie pojęcie, też może dlatego czuła się jak ostatnia wyrodna matka. Chciała chociaż trochę polepszyć swoje relacje z córką, dlatego miała zamiar zakupić jakąś książeczkę z obrazkami. Wiecie, dzieci lubią obrazki. Może jej poczyta, a później pójdą...
Tak by sobie rozmyślała i planowała dzień z córką, gdy nagle różdżka pewnej czarownicy wybuchła. To wyglądało naprawdę... Spektakularnie! Dobra, strasznie też. Wiadomo, magia dostawała pierdolca. Wszystko stawało na głowie. Pierwsze co przyszło do głowy młodej Downey to to, że jest uzdrowicielką. No może nie do końca, ale to, że jej obowiązkiem jest zająć się ludźmi poszkodowanymi.
Oczywiście uczyniłaby tak, gdyby sama nie oberwała szkłem od witryny sklepowej? Szkło rozcieło jej policzek, po którym zaraz poszła krew, a jej udo przeszył ból, aż usiadła na chodniku. Wyjęła różdżkę, jednak zaraz to przypomniało jej się, jak różdżka czarownicy eksplodowała, aż strach używać magii. W końcu postanowiła zaryzykować, za nim zjawią się uzdrowiciele.
- Astral Forcipe.- Skierowała różdżkę na ranę i wypowiedziała zaklęcie, gdyby wierzyła w Boga, GOD modliłaby się do niego. Niestety nic się nie stało. Coś jakby blokowało różdżkę. Pocieszała się tym, że jej magiczny patyk nie eksplodował, jak tamtej nieszczęsnej kobiety, która mocno ucierpiała.
Zaraz to zjawili się uzdrowiciele, a Gabe postanowiła zwrócić uwagę @Enzo Nero.
- Ej! Mógłbyś mi pomóc? - Krzyknęła w jego stronę, mając nadzieje, że jego różdżka lepiej działa niż jej.

Kostka:  4
Kostka na zaklęcie:  5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Sycylia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
  Liczba postów : 69
http://www.czarodzieje.org/t15405-enzo-nero#413119
http://www.czarodzieje.org/t15496-relacje-enzo#416353
http://www.czarodzieje.org/t15408-enzo#413167
http://www.czarodzieje.org/t15409-kuferek-enzo#413168




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sro 22 Lis - 21:59

Chłopak po uleczeniu swojej rany zaczął się rozglądać za innymi ofiarami. W szpitalu często miał okazję widzieć osoby ranione przez te wariacje magii jednak pierwszy raz był świadkiem wypadku na taką skalę. Ktoś powinien zrobić w końcu z tym porządek lub zabronić używania rozdżek do czasu aż będzie bezpiecznie. Blondyn rozglądając się usłyszał czyjeś wołanie i odwrócił się. Jego oczom ukazała się kobieta z podobną sytuacją jak jego jeszcze przed chwilą. Enzo dobył różdżki i przyłożył ją do rany dziewczyny.
- Astral Forcipe - Mruknął i użył zaklęcia.
Po pierwszym użyciu różdżki nic się nie stało jednak Nero był uparty i postanowił jeszcze raz użyć tego samego zaklęcia. Tym razem mu się udało i odłamek szkła wyszedł z jej nogi. Gdy już było po wszystkim zdjął płasz i oderwał rękaw koszuli. Materiał z reķawa obwiązał wokół rany.
- To powinno na razie pomóc. Nie chcę używać na razie innych zaklęć z powodu zakłóceń ale Pani powinna sama jak najszybciej zmienić opatrunek. Przez spodnie niewiele mogę zrobić w dodatku koszula nie jest odkażona. Po prostu to taka pierwsza pomoc której mógł udzielić każdy - Powiedział Enzo tłumacząc się przy tym.
Jako lekarz musiał jej powiedzieć o możliwym niebezpieczeństwie. Gdy skończył mówić uśmiechnął się do niej lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : -321
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15362-gabrielle-o-downey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15364-relacje-god#411908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15365-listy-do-god
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15357-gabrielle-downey




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sro 6 Gru - 14:25

Zasady pierwszej pomocy mugolskiej czy czarodziejskiej brzmiały tak samo. Najpierw zapewnij sobie bezpieczeństwo, jeśli chcesz komukolwiek pomóc. To normalne działanie. Wpierw trzeba było zapewnić sobie pomóc. Gabe oberwała, różdżka nie chciała z nią współpracować. Pozostało tylko wołać pomocy. Ciekawe co mugole robili w takich przypadkach. W końcu nie należeli do posiadaczy magicznych zdolności. Nawet tak ją nie bolało, kiedy tak siedziała i sobie myślała. Używanie różdżek naprawdę było w obecnych czasach bardzo niebezpieczne. No, a przecież czarodzieje nie mogli nagle tak po prostu zaprzestać używać magii. Nawet jeśli grali, "kto teraz będzie następny". Downey jednak sobie postanowiła, że będzie bardziej uważać na siebie. Dziwne, bo dziewczyna nigdy nie przejawiała odrobiny rozsądku, ale w takiej sytuacji. To chyba przez to, że tak siedziała i rozmyślała.
@Enzo Nero użył zaklęcia, które w końcu się udało za drugim razem. Gabrielle poczuła, że trochę się rozluźniła. W końcu jego różdżka nie eksplodowała. Chyba będzie miała jakąś traumę. Można było popaść w jakąś paranoje. Czy udałoby mu się użyć kolejnego zaklęcia? Najwidoczniej Nero postanowił nie podejmować takiego ryzyka. Kawałek koszuli powinien jej na jakiś czas pomóc.
- Dzięki. Doskonale o tym wiem. Czy my się nie znamy? - Gabe pracowała przecież w świętym Mungu, a widać było, że mężczyzna miał wiedzę z zakresu uzdrawiania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Sycylia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
  Liczba postów : 69
http://www.czarodzieje.org/t15405-enzo-nero#413119
http://www.czarodzieje.org/t15496-relacje-enzo#416353
http://www.czarodzieje.org/t15408-enzo#413167
http://www.czarodzieje.org/t15409-kuferek-enzo#413168




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sro 6 Gru - 14:59

Cóż, niby każdy mógł pomóc dziewczynie, jednak nikt nie był na tyle odważny lub głupi by to zrobić. Wszyscy tutaj zebrani chyba bali się że ich różdżka wybuchnie, tylko nie Enzo który albo był na tyle odważny, albo na tyle głupi by zaryzykować życie wszystkich zgromadzonych. Jego różdżka miała rdzeń który przyprawiał samego blondyna o dreszcze i chyba przez ten wzajemny dystans nie nadużywał jej niepotrzebnie, a tylko wtedy kiedy sytuacja tego wymagała tak jak wyciągnięcie szkła z rany i z tego też powodu postanowiła wysłuchać jego rozkazu i umożliwić mu użycie zaklęcia. Kiedy zapytała czy się znają pokręcił głową.
- Nie znamy się. Widuję Cię czasami w pracy jednak nie było okazji się poznać. - Odpowiedział zerkając na jej ranę.
Kawałek tkaniny bardzo szybko zrobił się czerwony.
- Powinniśmy usiąść, a Ty powinnaś trzymać nogę w górze. Zmniejszy to obfitość krwotoku z rany. Na dobrą sprawę powinnaś też jak najmniej chodzić ale raczej nie będzie to w najbliższym czasie możliwe, w końcu jesteśmy na ulicy... - Podrapał się po policzku i rozejrzał się po okolicy.
Widząc na przeciwko nich jakieś drzewo, a pod nim ławkę westchnął. Wziął dziewczynę na ręce uważając na jej ranę.
- Nie myśl o mnie źle, zależy mi tylko na tym by nie pogorszyć sytuacji - Odrzekł niosąc ją na ławkę.
Gdy już byli przy ławce posadził ją i pokręcił głową.
- Niebezpiecznie jest nawet dla lekarzy, do czego to doszło - Powiedział i przygryzł wargę.
Nie wyobrażał sobie siebie w takiej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : -321
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15362-gabrielle-o-downey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15364-relacje-god#411908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15365-listy-do-god
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15357-gabrielle-downey




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Pon 18 Gru - 20:39

Gabrielle O. Downey należała do szaleńców i, mimo że widziała przed chwilą wybuch różdżki, która spowodowała ogromne szkody nie tylko wśród budynków, ale też cywilów to wiedziała, że będzie musiała ponownie spróbować rzucić zaklęcie uzdrawiające, jeśli nie chciała się wykrwawić. Magia to magia, ale teraz zdecydowanie przydaliby się mugolscy sanitariusze, w końcu mugole dawali sobie radę bez magii i najwidoczniej dobrze na tym wychodzili w obecnych czasach.
Bała się cholernie, ale nie było widać tego po niej. Patrzyła na Enzo i kiedy mężczyzna jej odpowiedział, wiedziała, że skądś kojarzyła jego twarz, a tym miejscem było miejsce pracy. W końcu wielu przystojniaków pracowało w szpitalu św. Munga. Zastanawiała się, czy Nero był w jej typie, skoro nie skupiła na nim wcześniejszej uwagi. Jak mogła go nie zauważyć? Przecież był niczego sobie... Postanowiła już nie rozmyślać o tym, bo znajdowała się naprawdę w kiepskiej sytuacji.
Kompletnie nie spodziewała się, że po chwili Enzo Nero będzie niósł ją na rękach. Spięła się, ale zaraz to odetchnęła z ulgą, kiedy znalazła się na ławce.
- Dziękuje. - W żadnym wypadku nie pomyślałaby o nim źle, zwłaszcza w tej chwili kiedy starał się jej pomóc.
Odeszły myśli związane z użyciem zaklęcia. Może nie wykrwawi się, a nawet jeśli to Nero nie pozwoli jej na to, no nie?
- Przydałoby się pomóc innym... Ale sami nie wyglądamy najlepiej, co? - Zaśmiała się krótko, tak żeby cała ta sytuacja, w której się znaleźli, nie odcisnęła na nich się za bardzo. Właśnie, do czego to doszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 570
  Liczba postów : 538
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto 16 Sty - 20:25

Wydawać się mogło, że to już późny wieczór, ale nie. Po prostu zima robiła swoje i po mimo wczesnej godziny już było całkowicie ciemno, a do tego pusto na ulicach. Do tego na przemian padający śnieg z wymieszanymi kroplami deszczu. Za dużo tych różności dla śmiertelnika co raczej wolałby się pogrzać w słoneczku, a tutaj większość się chowa w swoich czterech kątach i pije ciepłą herbatę lub jakieś grzańce.
Yvonne przed powrotem do mieszkania nabrała ochoty na coś słodkiego i skusiła się na odwiedzenie cukierni. Praca od rana napawa ją dziwnymi ciągotkami wieczorami by umilić sobie trochę życie po ciężkich godzinach pracy. A dzisiaj wyjątkowo cały dzień spędziła tak właściwie poza Ministerstwem przemieszczając się z jednego końca Londynu na drugi.
Wymarznięta, z zaróżowionymi policzkami, rękami w kieszeniach długiego płaszcza i długim granatowym szalem przemierzała ulicę Pokątną w światłach latarni. Było tak pusto, że uznać można było że jest 2 czy 3 w nocy, do tego te pohukiwania sów czy innych stworzeń. Idealna sceneria do jakiejś tragedii. Jak na złość wymyśliła sobie kupienie gotowych pyszności skoro sama mogłaby coś stworzyć w kuchni, ale dzisiaj była na to już zbyt leniwa. Marzyła o kawałku ciasta i grzańcem z dodatkiem cynamonu, w fotelu i książką. Czego chcieć więcej, bo towarzystwa to jednak nie ma tak często jakby chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1031
  Liczba postów : 901
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto 16 Sty - 20:34

Co Max robił o tej porze w Londynie? Zwyczajnie wybrał się na drobne zakupy, jednakże nic ciekawego nie udało mu się dojrzeć po regałach w sklepach. Poza tym niektóre już były pozamykane. Ale szczerze powiedziawszy wybierając się na pokątną wcale nie zważał na to która jest aktualnie godzina. Głowę miał przymocowaną do posadzki, był dość zmęczony, a i jego życie zaczynało się dość mocno pieprzyć. Nie lubił takiego momentu w swoim życiu. Nie miał nawet z kim o tym porozmawiać. Jedyna Ori. Ale ona zaginęła, nie wiadomo co się z nią dzieje. Obawiał się trochę o nią, bo dziwne zachowanie dziewczyny stosunkowało z tym, że mogło jej się coś przytrafić. Nigdy się nie wtrącał w jej życie, ale teraz trochę bije się z myślami czy aby nie powinien? Może dowiedziałby się czegoś więcej, jakie ma aktualne plany? Może chciała tylko uciec od codziennych spraw i ludzi, podróżowała. Miał nadzieję, że tak właśnie jest. Miał napisać list, ale stwierdził, że nie będzie wścibski i nie będzie traktował ją jak dziecko. Najwyżej ją później spieprzy jak zobaczy, że zostawiła go samego bez żadnego słowa wytłumaczenia. Widział swojego kuzyna, a Ori brata na szkolnych korytarzach, ale nie miał okazji z nim porozmawiać, bo sam stał w zgiełku innych uczniów i rozmawiał.
Jeżeli ktoś w danym momencie był zajęty to Max zawsze to szanował.
Idąc przed siebie z kapturem założonym na głowę zauważył znajomą mu posturę kobiety. To była Yv. Znali się, chociaż jakaś wygenerowana relacja to nie była. Wiedział jedynie, że przyjaźni się z jego byłą narzeczoną, dlatego obawiał się czy Yv w ogóle na niego spojrzy, ale postanowił zaryzykować. - Cześć Yvonne. Coś pusto jak na pokątną, nie? - zapytał rozglądając się dookoła. Nie obawiał się dziewczyny, przecież ze mściwości nie rzuci w niego jakimś zaklęciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 570
  Liczba postów : 538
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto 16 Sty - 20:49

Rozmyślała sobie dziwne scenariusze w głowie, co by mogło się za chwilę wydarzyć. Wiadomo, że większość... zdecydowana większość takich głupich pomysłów w ogóle się nie sprawdzają w życiu. Gdyby tak można było to życie urzędniczki wyglądałoby całkiem inaczej, ale kto wie co się może kryć w tej głowie. Jakby nie miała tam wystarczającego chaosu przez co jeszcze gorsze scenariusze wymyśla i wcale jej to nie poprawia humoru. Miewa wręcz stany depresyjne.
Raczej nie patrzyła przed siebie. Chciała mieć ukrytą szczelnie szyję i jak najbardziej policzki w cieplutkim materiale szala. Przez co bardziej patrzyła na buty ludzi niż ich twarze...O ile ktoś w ogóle przechodził.
No i miała. Nie dość, że prawie na kogoś wlazła to w ostatniej chwili usłyszała ten męski głos zwracający się właśnie do niej. Tak szczelnie pozasłaniania i tak została rozpoznana? Czyli nie wątpliwie ktoś kto ją dobrze znał. Podniosła głowę przytrzymując jednak szalik przy ustach. jej źrenice momentalnie się rozszerzyły
-Max... Co Ty tutaj robisz? - raczej nie brzmiała tak sympatycznie jak mógł ją zapamiętać. Złe okoliczności się za nim ciągną, a to miało spory wpływ na obecny stosunek Yvonne do mężczyzny. Byłego narzeczonego jej przyjaciółki. Od razu przypomniała sobie dzień, w którym Beatrice jej o tym powiedziała. Jednak była opanowana i nie chciała od razu wyciągać tego brudu na wierzch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1031
  Liczba postów : 901
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto 16 Sty - 20:55

Yvonne jakoś specjalnie nigdy nie chciał bliżej poznać. Była przyjaciółką Beatrice i tyle. Max również miał przyjaciół, których była narzeczona nie znała i przecież nie musiała poznać, bo po co jej to było potrzebne. Tak też Max nie potrzebował kontaktu z Yv. Była bo była. Ważne, że była zawsze kiedy panna Dear tego potrzebowała i to było najważniejsze. Dzisiejszego dnia jednak co innego się stało. Spotkali się całkowicie przypadkowo. Bez Beti. Szkoda. Pewnie doskonale wiedziała co ten przeskrobał, albo co kobieta jej naopowiadała. Przecież nie musiała powiedzieć jej prawdy, albo zwyczajnie wszystko przeistoczyła i Max w oczach Yv będzie wielkim potworem.
- No jesteśmy na ulicy pokątnej. Chyba każdy ma prawo tutaj być, tak? - spojrzał na nią, jednak wcale się nie uśmiechał. Nie miał dzisiaj do tego zwyczajnie nastroju. Miał wielką ochotę zapytać się co słychać u Beatrice, ale postanowił zwyczajnie o niej zapomnieć. Nie warto rozpamiętywać przeszłości. Być może jeszcze kiedyś się spotkają i będą normalnie ze sobą rozmawiać. Oczywiście nie liczył tutaj na żadnych przyjaciół, bo jednak nosiła nazwisko Dear, więc to było wręcz niemożliwe. Według niego to wszystko było bardzo wyolbrzymione. Owszem Max miał wielu partnerów, ale to było przed Beti, no cóż. Ktoś to inaczej nieco odebrał. A Max i tak będzie stał przy swoim. - Jest wieczór, nie ma nikogo, nie obawiasz się niemiłych gości? - zapytał jakby zagadując. Wcale mu nie zależało na tym czy kobieta z nim nawiążę jakąś rozmowę czy odejdzie jak najszybciej nie móc znieść widoku Lamberda. I tak zjawił się tutaj w innym celu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 570
  Liczba postów : 538
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto 16 Sty - 21:13

-Przepraszam, ciężki dzień - wymamrotała spod szala i stwierdziła, że jednak wypowiadanie słów zasłaniając usta nie jest wcale takie dobre. Nagle wytworzył jej się nadmiar ciepła i nie miała czym oddychać. Odkryła więc usta i schowała szybko dłoń do kieszeni. Nie przywykła jakoś do noszenia rękawiczek po prostu i chociaż tak próbowała ograniczać wychładzanie się dłoni.
Nawet nie wiedziała jak tak naprawdę powinna się zachować. Serduszko jej mówi, żeby mu przyfasolić za to co zrobił jej najlepszej przyjaciółce. Wzajemnie zawsze mogły na siebie liczyć i nikomu nie ujdzie płazem wchodzenie za skórę drugiej. Za to dużo rozsądniejszy mózg kazał jej jednak unikać konfliktów bo po co. Jakby już wystarczająco Ministerstwo nie przyglądało się zachowaniu czarodziei, a taki liść w twarz czy wyciągnięcie różdżki z takiego powodu raczej jej nie pomoże. Dlatego wolała iść za głosem rozsądku. Czasem jej zdarza najpierw pomyśleć potem zrobić... Kiedyś było z tym dużo gorzej.
-Raczej nie wyglądasz na kogoś kogo powinnam się obawiać - jak tutaj mieszka nigdy nie spotkała ją żadna nieprzyjemność. Raczej nie chciała tak się bać, traktowała noc jak każdą inną porę dnia. A teraz to taki czas, że naprawdę komu by się chciała łobuzować jak można się grzać przy kominku lub chlać w Dziurawym Kotle -Mieszkam niedaleko, więc nie mam się czego bać
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1031
  Liczba postów : 901
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto 16 Sty - 21:21

Jej nie spotkało, ale Max doskonale pamięta kiedy to jego zaatakowali. Co prawda było to już dość dawno, ale jednak było, dlatego od tego czasu zwyczajnie obawia się tego miejsca. Wtedy był jeszcze uczniem, więc miał mniejszą wiedzę, teraz o wiele bardziej potrafił posługiwać się różdżką. - Widzę, że nie tylko ja. Najlepiej to uchlać się do nieprzytomności i próbować zapomnieć. - powiedział do niej. Oczywiście mogła się domyślać, że jego humor był spowodowany panną Dear i tak też było. Jakoś nie mógł o niej zapomnieć. Codziennie zastanawiał się co robi, czy wyśle do niego list czy będzie chciała się spotkać. Jednak sam nie ma odwagi wysłać pierwszy. Wiedział, że będzie to odmowa więc po co marnować czas? Poza tym było to stosunkowo wcześnie, żeby próbować o tym rozmawiać. Wiedział, że zranił Beatrice, płakała i widział to, widział ból w jej oczach. Naprawdę go kochała, jednakże jej siostrzyczka kocha ją jeszcze bardziej i wszystko jej powiedziała. Nie chciał jej widzieć na oczy, nie chciał z nią rozmawiać.
- Tak... Mnie nie musisz się obawiać. - mruknął jedynie. Kolejny raz rozejrzał się po ciemnej ulicy. Londyn zawsze był mu bliski, przecież tutaj się wychował. Nigdy by nie opuścił tego miejsca choćby nie wiem co się działo. Miał tutaj wiele wspomnień, których nie chciałby zapomnieć. - Skoro tak uważasz... - westchnął jeszcze głębiej wkładając dłonie w kieszeń. O czym tak naprawdę mogli rozmawiać? Od zawsze był to temat Dearówny więc żaden inny w tym momencie nie przychodził mu do głowy. - Też się wybrałaś na zakupy czy zwyczajny spacer w świetle księżyca? - zapytał przenosząc z powrotem wzrok na kobietę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44064
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ulica   Sob 20 Sty - 19:04






Wybraliście się na przechadzkę, umówione spotkanie lub też znaleźliście się na ulicach Londynu z jakiegokolwiek innego powodu myśląc, że odbędzie się to zupełnie bezproblemowo? W takim razie zdecydowanie nie macie dziś szczęścia, ponieważ w Waszym kierunku zmierza troje czarodziejów ubranych w ciemne, niezwykle eleganckie szaty, ozdobione granatową szarfą. Ich tiary mają charakterystyczną złotą gwiazdę z umieszczonym na środku zaczarowanym okiem, które porusza się, pomagając w wypatrywaniu rebeliantów. W dłoniach zaś dzierżą różdżki, w każdym momencie gotowe do użycia. Wszystko wskazuje na to, że naruszyliście któreś z postanowień umieszczonych w dekretach Ministerstwa Magii, chociaż zapewne nie możecie sobie przypomnieć w jaki konkretnie sposób złamaliście prawo. Gdy czarodzieje podchodzą do Was bliżej zyskujecie pewność, że to Magimilicja - oddziały uformowane specjalnie w celu patrolowania ulic. Najwyraźniej uznali Was za podejrzanych, stanowiących zagrożenie magicznej społeczności. Wygląda na to, że albo pójdziecie po rozum do głowy i szybko wybrniecie z tej sytuacji, albo za chwilę traficie do aresztu śledczego na przesłuchanie. A to, jak głoszą plotki, nie może się skończyć dobrze.

Wszystkie osoby rozgrywające powyżej wątek, rzucają kością "Aresztowania" w temacie losowań, aby dowiedzieć się, co wydarzyło się dalej. Opisz odpowiedź na wylosowany post i czekaj na odpowiedź Mistrza Gry.

Nim napiszesz, poczytaj o aresztowaniach aby dowiedzieć się, jak możesz się z tego wywinąć za sprawą genetyk lub pieniędzy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 570
  Liczba postów : 538
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sob 20 Sty - 19:28

-Skończyłam pracę i chciałam kupić sobie coś słodkiego na wieczór. Wiesz umilić sobie życie po całym dniu - odpowiedziała krótko na pytanie Maxa. Nic niezwykłego, życie codzienne, do tego czasem zbyt nudne. Zwłaszcza ostatnio... Nic w życiu Yvonne się nie dzieje ciekawego, nawet nie ma za bardzo o czym opowiadać chociaż bardzo by chciała. A kogo interesuje rozmowa o pracy po jej godzinach? Raczej nikogo to też zdawkowo mogła odpowiadać na pytania z nią związane. Było dobrze albo źle, w wyjątkowych przypadkach potrafi o tym coś więcej powiedzieć. Za to z Maxem to naprawdę w tej chwili tematu nie miała. Co najwyżej spytać co słychać, bo schodzenie na temat panny Dear jednak nie jest dobre.
Zaśmiała się nagle z tonem typowo ironicznym. Teraz pożałowała wcześniejszych słów, że nie ma się czego tutaj obawiać. Bo osoby, które wyłoniły się zza rogu nie wyglądały zbyt przyjaźnie
-No i chyba jednak zmienię zdanie - więcej słów nie miała zamiaru używać mając nadzieję, że jednak panowie policjanci przejdą po prostu obok. Przecież nic złego nie robili... A jednak! Krzyknęli do kobiety bo akurat na niej skupili uwagę, chociaż stała cały czas nieruchomo jak słup soli.
-Czy coś się stało? - tyle, że pytanko nie rozluźniło atmosfery bo zadecydowano tu o aresztowaniu panny Horan. Była tak zaskoczona takim postanowieniem znikąd, że trudno było jej się jakoś wybronić bo co jej mieli niby do zarzucenia? Jednak była grzeczną, nieawanturującą się osobą... a przynajmniej w takich sytuacjach. Co więcej mogła zrobić, byle by to nie zaważyło na jej stanowisku w Ministerstwie bo to jest chore.

Aresztowanie z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1031
  Liczba postów : 901
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Sob 20 Sty - 23:34

Oj tam na temat panny Dear jednak nie było powodu do rozmowy. No cóż rozstali się i Yv o tym doskonale wiedziała. Dlatego naprawdę nie mieli tematów do rozmów. Byli jedynie znajomymi, jednakże teraz Max niesamowicie potrzebował kogoś z kim mógłby o wszystkim porozmawiać. Przytulić się jak do piersi matki. Pewnie na inny czas byłaby to Ori, ale jej nie było i chłopak nad tym bardzo ubolewał. Ona doskonale wiedziała o wszystkim, wiedziała o jego sytuacji. Mówił jej praktycznie wszystko. No ale skoro jej teraz tutaj nie było to nie mógł na nią liczyć. - Ano można powiedzieć, że i ja tak samo muszę sobie umilić wieczór. - powiedział do niej i westchnął. Najchętniej spędzałby teraz czas z Beti, ale nie było takiej możliwości niestety.
Kompletnie nie zrozumiał jej słów. Dość mocno zapatrzył się w kobietę, żeby mógł spostrzec policję, która zbliżała w ich kierunku. Dopiero gdy poczuł szarpnięcie okazało się, że zostali aresztowani. Spojrzał za siebie na czarodziejów.
- Co jest panowie? Coś się stało? - zapytał przenosząc wzrok na Yv takim wzrokiem co znaczyło, że to nie jest jego brożka, że to nie on zawinił. Kompletnie nie wiedział o co chodzi. Panowie byli stanowczy, więc tak naprawdę nie mogli nic zrobić. Pokiwał lekko głową z niedowierzaniem i spuścił głowę. Miał nadzieję, że dowie się o co tak naprawdę chodzi.

Aresztowanie zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44064
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto 27 Lut - 21:11

Dzień był mroźny jak wydawać się mogło, że każdy ostatnim czasem. Temperatura utrzymywała się kilka kresek poniżej zera, a dodatkowo nieustannie padał śnieg. @Beatrice L. O. O. Dear znalazła się na ulicy Pokątnej, załatwiając swoje sprawy. Prawdę mówiąc @Dante A. Dear również. Oboje znaleźli się jednak w złym miejscu o złym czasie. Śnieg padał coraz mocniej bardzo ograniczając widoczność. Wyglądało to tak jakby świat nagle przysłoniła biała kurtyna. W jednym ze sklepów zrobiło się głośno i po chwili na ulicę wybiegła dwójka czarodziejów, zostawiając otwarte drzwi do sklepu zielarskiego. Od razu było widać, że byli bardzo skłóceni. Wyciągnęli różdżki – to nie mogło się dobrze skończyć.

Rzućcie kostką!
1, 2 – Zakłócenia magii nie sprzyjały pojedynkującym się czarodziejom. Zaklęcia latały na prawo i lewo, a jakby tego było mało, przez padający śnieg jeden z nich pomylił Cię ze swoim przeciwnikiem! Rzuć kostką jeszcze raz:
• Parzysta: Trafiło Cię Petrificus Totalus , prawdę mówiąc lepiej niech ktoś Ci pomoże, jeśli nie chcesz skończyć z odmrożeniami...
• Nieparzysta: Udało Ci się uniknąć zaklęcia lecącego w Twoją stronę.
3, 4 – Jedno z zaklęć rzuconych przez któregoś czarodzieja trafiło w szyld sklepowy, który spadł... Rzuć kostką jeszcze raz:
• Nieparzysta: W spadający szyld trafiło jeszcze jedno zaklęcie, które rozbiło wielką deskę. Nie znaczy to wcale, że zagrożenie minęło. Jeden z odłamków wbił Ci się w ramię – ból jest naprawdę duży.
• Parzysta: Szyld został rozbity kolejnym zaklęciem, ale jeden z większych odłamków trafił Cię w głowę i straciłeś/aś przytomność (budzisz się w kolejnym poście). Gdyby tego było mało masz lekkie wstrząśnienie mózgu, na pewno głowa będzie Cię bolała jakiś czas.
5, 6 – Trzymanie jadowitej tentakuli przy wejściu do sklepu nie było najlepszym pomysłem pracowników. Jej macki popełzły po ziemi, a w wyniku bitwy dwójki czarodziejów nikt nie zwrócił na nią uwagi. Stałeś/aś zdecydowanie za blisko... Rzuć kostką raz jeszcze:
• 1, 3, 6 – Tentakula Cię ugryzła i zaraziłeś/aś się Comburet (jest opisane w spisie – ta kostka skutkuje napisaniem jednego postu w św. Mungu).
• 2, 4, 5 – W odpowiednim czasie zobaczyłeś/aś macki i uniknąłeś/aś nie tylko ugryzienia, ale także choroby.

W razie co piszcie do @Bianca Zakrzewski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 225
  Liczba postów : 63
http://www.czarodzieje.org/t15642-jasper-a-i-lowell
http://www.czarodzieje.org/t15710-let-s-get-into-jail#423883
http://www.czarodzieje.org/t15711-sowa#423884
http://www.czarodzieje.org/t15709-jasper-a-i-lowell#423873




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto 24 Kwi - 22:01

Żar z papierosa zajarzył się na pomarańczowo, gdy Jasper czytał zwitek papieru. Dopiero co dostarczyła mu go sowa, która miała lepiej ułożone pióra na skrzydłach niż jego rozczochrane włosy. Przeczesał je wolną ręką, zaciągając się jeszcze raz. I co on miał zrobić z tym fantem?
Ziewnął rozglądając się po okolicy. Gdzie on właściwie kurwa był?
Madame Malkine... Pokątna? Co on tu cholera robił?
Strząsnął rękaw by spojrzeć na zegarek i przeklnął na głos. Wspomnienia z nocy zaczynały powoli wracać i mężczyzna skrzywił się wyraźnie. Dotknął rozciętej wargi, spojrzał na pokrwawione kostki.
- Mam nadzieję że jest niedziela - mruknął do siebie, spoglądając w niebo. Cholera, ależ jasno - choć mógł przysiąc że było cholernie wcześnie.
Odepchnął się od muru, o który najwyraźniej od dłuższej chwili się opierał i chwiejnym krokiem przeszedł kilka kroków. Przydało by się gdzieś odpocząć, bo nie był w stanie się nigdzie teleportować. Z drugiej strony, tu wszystko było zamknięte o tej godzinie. Rzucił papierosa i przydeptał go butem, opierając się znów o mur.
Spojrzał na otaczającą go kamiennicę i zauważył ruch w oknie. Czyżby ktoś miał zaraz go zgłosić że włóczy się pijany po głównej ulicy czarodziejskiego Londynu? Ciekawe jak zareagują na wieść o tym że to on z reguły broni takich ciemnych typów.
Pomyśleć że powrót "na stare śmieci" powinien być dla niego przyjemny, biorąc pod uwagę że jeszcze niedawno budził się na stercie piachu, ale jakoś monotonia dnia obecnego przestała mu służyć. Gdzie on właściwie ma swoją marynarkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 570
  Liczba postów : 538
http://www.czarodzieje.org/t12426-yvonne-nancy-horan
http://www.czarodzieje.org/t12444-yvonkowo#333459
http://www.czarodzieje.org/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://www.czarodzieje.org/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica   Wto 24 Kwi - 22:16

Czyż to nie był wspaniały poranek? Nie wiedziała dlaczego, ale dzisiaj Yvonne była rannym ptaszkiem. Chociaż nie miała takiej potrzeby i tak wstała wcześniej niż powinna, mogła spokojnie przespać jeszcze z dwie godziny.
Może i dobrze się stało? Bo kuchnia kobiety była z jakiegoś powodu wyjątkowo pusta i nie wiedziała co zjeść na śniadanie. Znaczy gdyby miała ochotę na to co było dostępne, ale nie. Musiała wybrzydzać i wymyślać. Zrobiła sobie jedynie kawy, a gdy powoli się ogarniała do jej okna dobijała się sowa. Od razu ją rozpoznała, otworzyła okno i pozwoliła jej zostawić list na stole, ale nie śpieszyło jej się go od razu otwierać. Chciała zająć się najpierw sobą i przeczytać go w drodze do sklepiku, który powinien być już otwarty gdy tam dojdzie. To wymierzanie czasu szło jej całkiem nieźle.
Kręciła w jedną i w druga stronę po mieszkaniu, ze szczotką do włosów w jednej ręce i kubkiem kawy w drugiej. Niby coś składała, niby się ubierała, ale szło jej to dość mozolnie. Minęło chwilę do ubrania butów. Przypomniała sobie o liście, który chciała otworzyć w drodze. Wydawał jej się dziwnie ładniejszy niż zazwyczaj.
Schodząc po schodkach próbowała się dobrać do zawartości i po wyjściu z kamieni mogła zobaczyć jego zawartość. Zamarła. Przełknęła ślinę i miała wrażenie, że za chwilę zwróci nawet tą głupią kawę. Straciła równowagę i gdyby nie ściana zaraz za nią to wylądowałaby pewnie jak długa na ziemi. Zaproszenie wysunęło się z pomiędzy jej palców i wtedy zobaczyła Jaspera, stojącego po drugiej stronie ulicy. Była jednak w takim szoku, że brakło jej sił na podniesienie dłoni by chociaż mu pomachać na powitanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ulica   

Powrót do góry Go down
 

Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Ulica
» Ulica przy barze
» Ulica
» Ulica Dwudziesta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-