Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz na III piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Korytarz na III piętrze   Pią 11 Cze - 17:33

First topic message reminder :


Korytarz na III piętrze

Spore okna, jednak w dość dużej odległości, nadają korytarzowi nieco tajemniczości. Jedynie nieliczni wiedzą, że za jednym z wielu posągów znajduje się tajne przejście, prowadzące wprost do Miodowego Królestwa. Skorzystanie z niego jest możliwe jedynie przy znajomości odpowiedniego zaklęcia...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Argentyna/Dolina Godryka
Galeony : 438
  Liczba postów : 381
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13824-vittoria-sanchez-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13829-diabelek-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13831-fafel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13833-vittoria-findabir




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Nie 22 Sty - 11:42

Panno Findabair! Pani zachowanie jest karygodne! To już piąty raz w tym tygodniu, kiedy uczniowie skarżą mi się, że atakuje ich Pani na korytarzu! Bla, bla, bla, ...jest wysoce nieprawidłowe zachowanie i Bla, bla... ...to, że chce Pani poćwiczyć zaklęcia obronne w żaden sposób Pani nie usprawiedliwia! A teraz proszę tu czekać, idę po dyrektora. On zdecyduje, co z Panią zrobić.

No i czekała. Czekała jakieś 5 minut żeby być pewną, że nauczycielka odeszła dość daleko, by bez przeszkód mogła się stąd wydostać. Nasunęła na głowę kaptur swojej czarno-zielonej bluzy z kapturem, by przejść w tryb 'incognito'. Następnie cichutko podeszła w stronę drzwi. Złapała za ich klamkę i uchyliła je lekko. Jedno spojrzenie na korytarz. Po lewej jest pusto, a to w tę stronę poszła nauczycielka. Okej, teraz ma szansę. CHODU!
Wyleciała z sali kierując się w prawy korytarz i szczerze mówiąc nie oglądając się za siebie. Musiała jak najszybciej opuścić to miejsce, bo jeśli dyrektor zadecyduje, że mają odebrać jej różdżkę... Ona bez tego nie przeżyje! Od jakiegoś czasu codziennie używała zaklęcia Acie Mentis, żeby kontrolować myśli w swojej niepoukładanej i roztargnionej głowie. Jeśli z powodu głupiej kary nie będzie mogła tego robić, to pewnym jest iż do jej życia wróci niesamowity chaos - i to pewnie ze zdwojoną siłą. Choćby miała unikać nauczycieli (co było łatwe, bo i tak rzadko chodziła na lekcję) i dyrektora do końca życia, to nie pozwoli sobie odebrać magicznego patyka. Zbyt wiele w jej życiu zależy właśnie od niego.
Fakt iż kaptur nasuwał jej się praktycznie na oczy musiał spowodować jakąś katastrofę. A przynajmniej małe zamieszanie. Tym razem z całym impetem wpadła w stojącego na korytarzu ślizgona. Jeśli obserwował jej poczynania, to miał jakieś szanse utrzymać równowagę i nie przewrócić się razem z nią. W innym jednak wypadku siłą z jaką w niego wpadła i efekt zaskoczenia musiały dać swoje efekty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 22
Skąd : Dawniej NY, obecnie Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 286
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13679-warner-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13682-warner-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13683-warner-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13681-warner-anderson




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Nie 22 Sty - 12:20

Zza uchylonych drzwi wychyliła się jakaś postać. Jako, że w korytarzu nie działo się nic innego, skupił wzrok na owej postaci. Patrząc na jej uważne i ciche ruchy, nie ulegało wątpliwości, że wieje właśnie ze szlabanu. Ewentualnie ucieka przed jego wyznaczeniem. Duży kaptur zasłaniał praktycznie całą twarz postaci, ale po posturze ocenił, że jest to dziewczyna. Była zbyt drobna na chłopaka, a i sposób poruszania nie pasował do męskiego. Ubrania w obecnych czasach bywały niewystarczającą wskazówką.
Niespodziewanie obiekt obserwacji ruszył biegiem w jego stronę. Kaptur niewątpliwie zasłaniał uczennicy cały widok. W pierwszej chwili chciał odsunąć się z pola rażenia, jednak... z dwojga złego lepiej żeby wpadła na niego niż na ścianę. Zawsze to mniej bolesne. Szybko przygotował się na zderzenie i gdy już do niego doszło, cofnął się lekko od jego siły, ale nie przewrócił. Musiał przyznać, że jak na tak małą osobę, grzmotnęła w niego dosyć mocno.
Po chwili, gdy oboje odzyskali już równowagę, tajemnicza postać cofnęła się nieco, a spod kaptura spojrzały na niego ciemnoniebieskie oczy. Dziewczyna nie wydawała się zadowolona takim obrotem sprawy i nerwowo zerknęła za siebie, wypatrując czegoś w drugiej części korytarza.
- Pali się gdzieś? - zapytał, unosząc jedną brew i patrząc w tym samym kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Argentyna/Dolina Godryka
Galeony : 438
  Liczba postów : 381
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13824-vittoria-sanchez-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13829-diabelek-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13831-fafel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13833-vittoria-findabir




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Nie 22 Sty - 12:41

Vittoria zazwyczaj ubierała się tak, jak na dziewczynę przystało - sukienka, lub spodnie i koszulka z jakimś seksowniejszym dekoltem. Jednak to nie był dobry strój, gdy atakujesz kogoś na korytarzu drętwotą, a on w ramach rewanżu posyła w ciebie zaklęcie żądlące. Titi wydawało się, że jak będzie ubrana w bluzę, to mnie oberwie. Na razie jednak nie miała okazji tego sprawdzić, bo była na tyle dobra z zaklęć, że obrona nie stanowiła dla niej aż tak wielkiego problemu. Choć zdarzyło się oberwać zaklęciem i leżeć spetryfikowana w korytarzu kilka godzin. Jednak jak widać nie zraziło jej to i nadal napadała ludzi. Ale już niedługo. Czuła, że już jest na takim poziomie, by zacząć typowo naukę oklumencji. Trzeba tylko odpowiednio narazić się jakiemuś hipnotyzerowi albo leglimencie.
O, wpadła na kogoś. Zamrugała zaskoczona czując, że siła zderzenia wywołała u niej trochę bólu. Potem zsunęła z głowy kaptur i spojrzała na Warnera mrugając kilkukrotnie. Nie zna gościa. Czy ona zawsze musi trafić na jakiegoś przypadkowego przechodnia? Jeszcze zepsuje jej plan ucieczki! Obejrzała się przez ramię w stronę korytarza.
-Eee... Tak! Właśnie. Jestem strażakiem i idę gaś... KURWA! - Próba zniecierpliwionego zażartowania została jakże elegancko przerwana siarczystym przekleństwem. Skąd ta nagła zmiana odpowiedzi? Usłyszała kroki! Od razu wpadło jej do głowy, że to może być nauczycielka i dyrektor! Z paniką rozejrzała się za jakimś pomieszczeniem, w którym mogłaby jak najszybciej ukryć swoją obecność. W tym korytarzu było kilka drzwi, trzeba było jedne wybrać. Postawiła na te będące najbliżej. Niewiele myśląc złapała za dłoń ślizgona, na którego to wpadła i pociągnęła za sobą do pierwszego, lepszego pomieszczenia. Nie wiem czemu chciała go ukryć ze sobą. Chyba po to, by nie zdradził jej położenia. W końcu uczniowie z tego domu często lubili uprzykrzać innym życie, choć oczywiście nie wszyscy. Gdzie go więc ze sobą zabrała? Do damskiej łazienki, bo jakżeby inaczej!

z/t x2 http://www.czarodzieje.org/t5680-lazienka-dziewczyn - Odpisz już tutaj Ing face
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Czw 16 Mar - 22:06

Takie to już było życie, że jak człowiek chciał się wyspać, odpocząć, czy cokolwiek, to nagle z nieba zlatuje jakiś żółty prefekt i zaczyna prawić swoje mądrości biednemu, niedospanemu czarodziejowi. Jakby tego było mało, nie dalej jak kilka minut temu Ruth dowiedziała się, że nie kontroluje do końca swojej mocy magicznej i ciska "Depulso" gołymi rękoma, co skłoniło ją do wypożyczenia z biblioteki kilku książek o magii bezróżdżkowej. Tak z ciekawości.
Przechodząc pustym korytarzem na trzecim piętrze przyszło jej do głowy, że mogłaby zasięgnąć opinii kogoś, kto w istocie zna się na magii bezróżdżkowej i precyzyjnym wyrzucaniu z siebie mocy magicznej, bo temat, który właśnie wszedł młodej Szwedce na świecznik wydawał się być nie tylko interesujący, ale też niesamowicie przydatny. Od wielu lat panicznie bała się utraty różdżki i pokładała wielkie nadzieje w nauce zaklęć. Sama nie potrafiła jeszcze pozbierać myśli a już w szczególności wytłumaczyć tego dziwnego incydentu ze spotkania z Chattanem, ale liczyła, że wiele się wyjaśni po przeczytaniu tych grubych ksiąg, które teraz targała z zamku.
Było cicho i pusto, aż w końcu dziewczyna usłyszała miarowy, acz jakby pełny gniewu tupot stóp. Czyżby ktoś dostał "trolla" u Craine i wściekły na cały świat (bo przecież nie na siebie) wraca do dormitorium?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1271
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1854
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Czw 16 Mar - 22:27

Gdyby ktoś w tej chwili chciał przypadkiem dotknąć Bridget, prawdopodobnie by się sparzył. W dziewczynie gotowało się od silnych emocji. Próbując określić jej stan, powiedziałabym, że była bardzo zła... Nie, co ja mówię, była wściekła. Wściekle wkurwiona wręcz. Dosłownie parę chwil temu była świadkiem, jak Ezra obściskiwał się z jakąś wyrozbieraną lalą i już to wystarczyło, by straciła nad sobą kontrolę. Jednak gdyby tego było mało, chłopak postanowił ją ośmieszyć przed tą laską, po czym Bridget już zupełnie wybuchnęła. Sama nie wierzyła w to, co mu powiedziała. Nie żałowała rozpoczęcia związku, ale w skrajnych emocjach prawie wykrzyczała mu to w twarz, czy też raczej w plecy, bo tchórz obrócił się w drugą stronę. Może wolał oglądać wywalone cycki tej dziewczyny? Nie rozumiała, jak on mógł jej to zrobić? Dlaczego on ją traktował w ten sposób? Czy nie wystarczyło mu, że upokorzył ją już na balu? Musiał to wszystko kontynuować nawet w Hogwarcie? Czemu on po prostu nie mógł zniknąć na jakiś czas, żeby Bridget sobie wszystko poukładała w głowie i jakoś ochłonęła? Działo się wręcz przeciwnie, Bridget miała nawet wrażenie, że Ezra poniekąd ją śledzi, bo spotykała go na każdym kroku. Był na wszystkich zajęciach co ona, poza magią artystyczną. Bywał w tych samych miejscach po zajęciach, na tych samych piętrach, w tych samych pokojach... Na Merlina, ten zamek jest tak wielki, że kilku osób Bridget prawdopodobnie nigdy nie widziała na oczy mimo 7 lat w tej samej szkole, ale jego nagle musiała widywać na każdym kroku? Wszystko to bardzo odbijało się na jej psychice i dziewczyna nie wiedziała, jak długo jeszcze będzie w stanie to znosić.
Szła przed siebie i nawet nie patrzyła, dokąd zmierza - byle dalej od tej przeklętej sali, w której już na pewno nie postawi nogi. Torba uporczywie spadała jej z ramienia, prawdopodobnie dlatego, że cała trzęsła się niemiłosiernie i nie mogła zapanować nad lecącymi z jej oczu łzami. Podniosła głowę wysoko do góry i zamrugała gwałtownie, a później gwałtownie odskoczyła w tył, gdy uderzyła w obce ciało. Przez ułamek sekundy zerknęła na twarz zaatakowanej przez nią osoby i rozpoznała w niej Ruth. Cudownie, jeszcze jej tu brakowało. Pewnie szła dołączyć się do tych zasranych ekshibicjonistów! Prychnęła krótko i ruszyła przed siebie, ale coś nie pozwoliło jej iść dalej. A co jeśli naprawdę zmierzała w tamtym kierunku? A co jeśli odkryje Ezrę, możliwe, że w jeszcze bardziej jednoznacznej pozycji niż ona? Bridget, mimo pewnego rodzaju uprzedzenia, nie chciała, by Ruth naraziła się na podobne doznania co ona. Nie chciała, by i ona sprawiła sobie przykrość tym, jak Ezra się zachowywał. Podjęła natychmiastową decyzję.
- Ej! - powiedziała głośno, zawracając i ponownie podchodząc do Krukonki. - Po pierwsze, cóż, wybacz to potrącenie. A po drugie chciałam Cię ostrzec. Jeśli przypadkiem szukasz Clarke'a to właśnie obściskuje się z jakąś półnagą szmatą w sali baletowej, więc jeśli nie chcesz sobie zafundować traumy, nie idź tam - dodała z kamienną twarzą.
Odwaliła swój koleżeński obowiązek.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Czw 16 Mar - 23:00

Ustalmy jedną, podstawową rzecz, zanim zacznie się jatka. Ruth była poirytowana zarzutami Chattana sprzed pięciu minut, a propo domniemanego zdradzania Norberta. Była uczulona nie tylko na oszukiwanie partnera, ale też od miesięcy próbowała ułożyć sobie życie i kiedy w końcu to nastąpiło, żaden atencyjny puchon nie będzie jej tego psuł.
Książki zaczęły jej ciążyć, więc przystanęła na chwilę, słysząc uporczywe tupanie coraz głośniej i zaczęła poprawiać swoje osobliwe obciążenie tak, żeby wygodniej jej było pokonać resztę trasy. Kroki były coraz donioślejsze, aż w pewnym momencie, w którym Ruth miała przechodzącego obok ucznia tak samo w nosie jak dziesięć sekund temu, ktoś łupnął w nią z takim impetem, że wszystkie książki runęły na podłogę.
"To jakiś żart" pomyślała i podniosła wzrok na tę fajtłapę. Tylko. Nie. Znów. Ona.
Ta ofiara nie dość, że nie potrafiła rzucać zaklęć obronnych, transmutować czegokolwiek w cokolwiek innego to jeszcze najwidoczniej łazić też nie potrafiła. A pomyśleć, że trenowała tę trudną czynność pewnie od pierwszego roku życia.
Ruth już otworzyła usta, żeby coś burknąć do tego pirata drogowego, kiedy z zaskoczeniem zorientowała się, że Bridget jak gdyby nigdy nic ją omija i bez słowa kontunuuje zamaszystą podróż.
Szwedka wzruszyła tylko ramionami i uznając, że "ten typ tak ma", ale nie mogła sobie odpuścić komentarza.
-Uważaj jak chodzisz, ofiaro - prychnęła pod nosem, równocześnie z "Ej", rzuconym jak do buchorożca w jej stronę z ust Bri. No tego już za wiele...
Zaniechała podjęcie książek i już otwierała usta, żeby wystosować jakąś odpowiedź, kiedy ku jej zaskoczeniu puchonka powiedziała coś, co ostatecznie wytrąciło i tak rozgniewaną Wittenberg z równowagi.
-Przypadkiem nie szukam. A możesz mi łaskawie powiedzieć, dlaczego miałoby mnie to w ogóle obchodzić? - zapytała w końcu, marszcząc brwi z niezrozumieniem. Wiedziała, że Bri nie lubi jej przez Ezrę, ale skąd miała się domyślać, że dziewczyna uważa, że tych dwoje romansuje? To był dla Ruth taki absurd (od kiedy była niepoprawnie zakochana w Norbercie), że doprawdy trudno było jej pojąć gniew puchonki.
Dopiero wtedy zobaczyła, że dziewczyna płacze i twarz młodej Szwedki nieco złagodniała, choć brwi wciąż pozostawały gniewnie ściągnięte.
-Powiem ci szczerze, że zaczynam tracić do ciebie cierpliwość. Rozumiem, że możesz mieć problemy z analizą otoczenia, skoro wpadasz na ludzi na pustym korytarzu, ale jako puchonka powinnaś zauważyć, że chodzę z waszym prefektem - powiedziała tak lodowatym tonem, że aż jej samej zrobiło się zimno. Ile tej Hudson można tłumaczyć?
-Nie zabiorę ci go, nie musisz się tak pienić za każdym razem, kiedy mnie widzisz - wzruszyła ramionami, choć wciąż nie dawały jej spokoju wielkie, okrągłe łzy Bri. Ruth wydedukowała, całkiem mylnie, że Bri zeszła się z Ezrą i dlatego tak nie znosiła Wittenberg. Jednak skoro się zeszli, a on właśnie - jeśli ta mówiła prawdę - zabawia się z jakąś inną laską, to jej łzy są zupełnie uzasadnione. A Ezra ma taki wpierdol, jakiego jeszcze nie widział. Można być niestałym w uczuciach, ale zdradzanie kogoś to już przegięcie po całości.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1271
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1854
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Pią 17 Mar - 22:12

Bridget miała tego cholernego pecha, że osoby, przed którymi nigdy nie chciała pokazać swoich słabości, widywały ją wyłącznie w tych momentach lub w takich chwilach szczególnie zwracały na nią uwagę, jak na złość. Dokładnie taka sytuacja miała miejsce z Ruth. Cała jej osoba emanowała taką pewnością siebie, iż mimo wysokiej samoakceptacji Bridget, dziewczyna miała poważne kompleksy na punkcie tej Krukonki. Była prześliczna, naprawdę ładna i atrakcyjna, dzięki czemu z pewnością przyciągała wiele spojrzeń. Dodatkowo należała do Ravenclawu, co świadczyło też o tym, że posiadała łeb jak sklep i była zdolna praktycznie we wszystkim. Dodatkowo była starsza, bardziej doświadczona i miała ten niesamowity przywilej przyjaźnienia się z Ezrą od dłuższego czasu i sam Merlin wie, jakie jeszcze przywileje mogła posiadać. Nic dziwnego, że Bridget czuła się przy niej gorsza ze swoimi miernymi ocenami, wiecznymi problemami w roztrzepanej głowie i mniejszym doświadczeniem życiowym. Ruth widywała ją w jej najsłabszych momentach. To właśnie przy niej musiało jej źle pójść na zaklęciach i też przy niej musiało się zdarzyć, że pomyliła zaklęcie transmutujące i zamiast w lisa, zamieniła swojego partnera we fretkę. Dodatkowo bardzo często zdarzało jej się wygłupić przy niej w zupełnie codziennych sytuacjach, chociażby puścić sok nosem podczas śmiania się w wielkiej sali (kto inny mógłby przechodzić obok w tym czasie?) czy też potknąć się na schodach albo teraz, wpaść na nią na środku pustego korytarza. Bridget na swoją obronę miała wyłącznie załzawione oczy i ograniczone pole widzenia, ale tak w sumie nie miała się jak obronić. Tu chodziło też o to, Ruth była od niej znacznie silniejsza, zarówno pod względem umiejętności magicznych, jak i siły charakteru. No powiedzcie mi, kto nie czułby się gorszy w starciu z taką osobą? Bo Bridget czuła się teraz jak mały pyłek, mierząc się na spojrzenia ze swoim urojonym nemezis.
W zasadzie sama nie wiedziała do końca, dlaczego postanowiła się podzielić z nią tą informacją. Po prostu coś w środku jej powiedziało, że powinna o tym wiedzieć. Jeśli łączyło ich coś więcej, powinna mieć świadomość, że Ezra był zwykłym psem na baby i wystarczyło na chwilę spuścić go ze smyczy, by poleciał na jakieś kości.
- Pomyślałam, że chciałabyś wiedzieć. W końcu się PRZYJAŹNICIE - powiedziała, specjalnie akcentując wzmiankę o przyjaźni, co miało dać jej do zrozumienia, że Bridget tak trochę gówno wierzy w to, że łączą ich relacje czysto przyjacielskie. W jej głowie teraz wszystko było możliwe, a już na pewno nie negowała opcji, w której Ruth z Ezrą mieli gorący romans od dłuższego czasu. Nie bez powodu była przecież tak bardzo zazdrosna, prawda?
Jeszcze trochę trzęsły się jej ręce, gdy odgarniała z twarzy kosmyki ciemnych włosów. Co ona właśnie powiedziała? Spotykała się z prefektem? Postarała się spojrzeć na sytuację tak trzeźwo, jak tylko mogła w obecnym stanie (a było ciężko, naprawdę, w głowie kłębiły się jej najbardziej irracjonalne myśli, na jakie mogła wpaść, chociażby dopiero co wyimaginowany trójkąt Ruth, Ezra i Norbert).
- Czyli Ty... Nie jesteś nim zainteresowana? I nie byłaś? - zapytała, trochę głupawo, ale tak jakoś uderzyła ją ta wiadomość. Nigdy nie pomyślała, że Ruth mogłaby spotykać się z kimś innym i jej umysł był tak zafiksowany na punkcie jej wymyślonego związku między Krukonami, że w tej chwili została zupełnie zbita z pantałyku. Ale jak to? Jak to się stało, że ona nigdy tego nie zauważyła? - To ja już nic nie rozumiem - powiedziała bardziej do siebie, niż do niej.
Dalsze słowa dziewczyny wprowadziły Bridget w stan zupełnego zakłopotania. Dlaczego nawet Ruth musiała z niej zakpić? Puchonka miała się nie martwić, że ona go jej zabierze? No tak, bo nie ma co zabierać, ale czy naprawdę w takiej chwili musiała ją dobijać i wpychać kolejne szpilki w jej i tak podziurawione serduszko? Chyba nie uwierzy, że Ruth nie wie, jaki Ezra ma do niej stosunek - przecież jak już byli tymi przyjaciółmi, to coś sobie mówili, prawda?
- Proszę Cię, nie nabijaj się ze mnie. Już wystarczy, że on mnie dobił - powiedziała, wzdychając ciężko. - Tylko tego mi brakuje, żebyś jeszcze Ty sobie ze mnie żarty stroiła. Wiem, że dałam Ci już wystarczająco dużo powodów, ale błagam, chociaż ten jeden raz odpuść, bo nie jestem w nastroju - dodała jeszcze. Co jak co, ale kolejnego upokorzenia już dzisiaj nie zniesie.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Sob 18 Mar - 22:13

Młoda Wittenberg ogólnie usiłowała mniej więcej orientować się w tym, kto jest kim w tej plątaninie indywiduów w szkole, a przede wszystkim w tym na kogo uważać, ale bądźmy szczerzy - nie miała czasu na porządne uczesanie się rano, a co dopiero na zastanawianie, kto co robi w tej szkole. Stąd też o ile Bri coraz bardziej ją irytowała o tyle jej ekscesy na lekcjach wpadały Ruth do głowy   i wypadały z niej praktycznie od razu, bo dziewczyna najzwyczajniej w świecie zapominała, że puchonce coś nie poszło, czy miała z czymś problem. Czuła, bo przecież trudno było tego nie dostrzec, że się Bri nie podoba, ale nigdy poważnie nie myślała nad tym, żeby interweniować w tejże sprawie - aż do teraz.
Hudson pogrążała się z każdym ich spotkaniem, jednak po tak wymownym zaakcentowaniu sprawy, jakoby Ruth miała się TYLKO PRZYJAŹNIĆ z Ezrą, krukonce coś przeskoczyło w głowie.
Była trochę jak dioda. Opanowana, o łagodnym nachyleniu zbocza swoich emocji, aż nie przekroczyła granicy zaporowej - wtedy to stawała się sobą w krzywym zwierciadle. Koszmarną, pyskatą i wyrywającą do walki Ruth, którą bardzo chwaliłby dziadek wojskowy, ale matka sędzina wsadziłaby na areszt domowy pewnie na rok. Cóż, szczęściem w nieszczęściu było chyba tylko to, że Wittenberg wiedziała, jak włada różdżką i zazwyczaj nie wyskakiwała z nią do innych uczniów, ale Bri tak się  oto poprosiła, że bardziej bezpośrednio byłoby już tylko wtedy, kiedy wysłałaby do Szwedki list "Hej, może masz ochotę cisnąć we mnie jakąś klątwą?".
-Ty masz jakiś kanał powietrzny między uszami, czy co? - zapytała, rozkładając bezradnie ręce ze szczerym niezrozumieniem. -Mam ci wysłać oficjalne zawiadomienie, że nie jestem i nie byłam z Ezrą? Nie jestem nim zainteresowana prawdopodobnie tak samo, jak on nie jest zainteresowany histeryczkami, które go podglądają i wymyślają na jego temat jakieś niestworzone historie o romansach z przyjaciółmi - skończyła zdanie, patrząc na Bri z takim skrajnym politowaniem, że trudno było sobie wyobrazić, że Ruth miewała kiedykolwiek inny wyraz twarzy. Innymi słowy to nie z Ezrą było coś nie tak, tylko z tą irytującą puchonką, która wybitnie próbowała wkręcić sobie, że Ruth i Ezra mają romans. I oczywiście Ruth nie wściekłaby się tak bardzo, gdyby nie fakt, że po części była to prawda. Była zakochana w Ezrze jakiś czas temu i pod żadnym pozorem nie chciała, żeby to wyszło. To była zamknięta historia, teraz miała Norberta, którego kochała całym sercem, ale jednak - Bri uderzyła w czuły punkt, który był zapalnikiem furii Ruth.
Ach i naturalnie przyjaciel niewiele mówił o swoich byłych a o Bridget Ruth nawet nie chciałaby słuchać, więc o ile wydedukowała, że nie są już razem  o tyle kompletnie nie widziała, jakie tych dwoje łączą stosunki.
-Ach, teraz ja mam odpuścić... - zaczęła prawie szeptem, wlepiając wzrok w podłogę i przytakując głową - Pozwól, że będę precyzyjna. Czy obchodzi mnie, co w zachowaniu mojego przyjaciela cię dobiło? Nie. Czy obchodzi mnie, że "nie jesteś w nastroju"? Nie. Który to już raz, szanowna pani Hudson, wieszasz na mnie psy, żeby za chwilę zastawić się swoim poczuciem niższości i wymuszać na mnie miłosierdzie? Powinnam w tym momencie skończyć tę dyskusję i w końcu wspomnieć Ezrze o tym, jak świetnie radzisz sobie z waszym rozstaniem. Szkalując jego najbliższych - skończyła i zebrała książki z podłogi.
Ale wiecie, drodzy czytelnicy, jak to naprawdę jest z tym pokręconym charakterem Ruth? Ruszały ją cudze łzy. Ruszała ją krzywda ludzka i bardzo współczuła Bri tego rozchwiania emocjonalnego. Czuła, że dziewczyna najbardziej potrzebuje teraz wsparcia, od kogokolwiek i Ruth mogła stać się tą osobą, ale duma zmusiła ją do zaznaczenia swojej opinii na wstępie. Mimo wszystko, napięcie z niej spłynęło i Bri mogła łatwo zauważyć, nawet przez łzy, że krukonka spojrzała nań z troską, szczerze zmartwiona. Bardziej i tak już sobie nie nawrzucają, teraz mogło być już tylko lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1271
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1854
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Sob 18 Mar - 22:53

Bridget zdecydowanie miała problem z łączeniem pewnych faktów i jako takim zorientowaniem w szkole, a gdybym miała porównać jej pamięć do jakiegoś przedmiotu, prawdopodobnie byłby to durszlak, bo faktycznie, dużo rzeczy po prostu wlatywało jej jednym uchem i wylatywało drugim, ani przez chwilę nie bytując w głowie. Prawdopodobnie dlatego nie zarejestrowała faktu, że Ruth spotykała się z kimś innym, czy też tego, że nie okazywała ani odrobiny zainteresowania Ezrą w tej sferze, na której jej samej najbardziej zależało. Puchonka była zbyt zajęta tkwieniem w swoim własnym świecie, a jej podświadomość podpowiadała jej, że między parą Krukonów na pewno nie ma tylko przyjaźni i jej mózg zafiksował się na tym punkcie. Tłumaczyłam wszystko w poprzednim poście, a bogatsza o nowe informacje mogę zasugerować, że wszystko zaczęło się właśnie w tym momencie, w którym Ruth faktycznie poczuła coś w kierunku Clarke'a? Dziewczyny, a już na pewno Bridget, są bardzo wyczulone na takie rzeczy i często dostrzegają nawet minimalne zmiany w gestach, mimice, sposobie patrzenia na daną osobę. Oczywiście Bri nie zdaje sobie sprawy, że jej "zarzuty" w pewien sposób miały swoje pokrycie w rzeczywistości.
W tej chwili cały jej świat zatrząsł się w posadach, bo nie była w stanie przetworzyć tylu rzeczy naraz. Więc Ruth naprawdę nigdy nie była zainteresowana Ezrą? Czy cały ten problem wywodzi się wyłącznie z urojeń Hudson? Mogła zwalić całą odpowiedzialność na swoją zbyt wybujałą fantazję i histeryczne zapędy do poszukiwania winnego w całym tym zamieszaniu?
To ja jestem winna, pomyślała Bridget i świadomość tego uderzyła ją jeszcze mocniej niż odkrycia sprzed chwili. Cholera jasna...
- Nie, nie trzeba - powiedziała powoli. - Nie mam pojęcia, o co się tak wkurzasz, skoro zadałam Ci zwykłe pytanie. I nie jestem histeryczką - dodała, chociaż ostatnie zdanie wypadło mało przekonująco po wcześniejszym wybuchu i w obliczu jej zaczerwienionych oczu i pociągania nosem. Bridget nie uważała się na histeryczkę, bo gdyby Ruth zobaczyła Norberta w takiej sytuacji z inną dziewczyną, zareagowałaby prawdopodobnie tak samo, złością i smutkiem. Nie było w tym nic dziwnego, a samo zdenerwowanie nie powinno czynić z niej histeryczki. Oni po prostu zawsze byli razem, a Ezra jeszcze czasem patrzył na nią w szczególny sposób i ona wtedy też, i dlatego Bridget myślała, że ma podstawy do podobnych osądów lub chociażby domniemywań, bo jakby nie było, nie uważała sto procent, że Krukoni są ze sobą w jakimś związku. Była jednak szczęśliwa, że ta sprawa została rozwiązana i jednak się pomyliła. Poczuła ulgę i zaczęła trochę żałować wszystkiego tego, co do tej pory zdążyła o Ruth pomyśleć.
Cóż, do czasu, bo nagle dziewczyna zaatakowała ją zdecydowanie zbyt mocno, niż Bridget czuła, że zasłużyła. Co też ona jej wygadywała? Kiedy to Bridget wieszała na niej psy? Najwyżej w swojej własnej głowie, bo na głos bała się jej cokolwiek powiedzieć aż do tej chwili. Mogłabym tu jeszcze wspomnieć o dawnym incydencie z imprezy, kiedy to w jej drinku znalazło się veritaserum, ale na Merlina, nigdy w życiu by jej nie powiedziała w twarz, że ma z nią problem. I skoro Ruth widziała, że Bridget ma wobec niej pewne kompleksy, powinna raczej wydedukować, że Bri nie podstawiałaby się jej specjalnie. Ja wiem, że Puchonka jest przygnębiona rozstaniem i niedawnymi kłótniami, ale jeszcze nie miała myśli samobójczych...
Zamrugała szybko i rozdziawiła buzię, słuchając tego wywodu i nie mogąc uwierzyć w to co słyszy. Nawet parsknęła śmiechem pod koniec.
- Szykalując jego najbliższych? Dziewczyno, powiedz mi, czy ja kiedykolwiek wieszałam na Tobie psy? Praktycznie nie rozmawiamy, jakim cudem miałabym to zrobić? I wcale nie wymuszam twojego miłosierdzia, bo go nie potrzebuję, a poza tym i tak mi go nie okazujesz, nigdy. Skoro uważasz, że mam jakieś poczucie niższości, czemu się tym tak przejmujesz, co? Skoro masz mnie tak bardzo w dupie, czemu prawisz mi kazania? - zaczęła mówić, a język trochę jej się plątał z nerwów. - Powinnam sobie iść i milczeć, ale nie zrobiłam tego, bo naprawdę myślałam, że chciałabyś to wiedzieć. I chociaż wynikało to z jakichś moich irracjonalnych urojeń, chciałam dobrze - dodała, zupełnie szczerze. - I jak chcesz to leć, powiedz mu, jak bardzo jestem rozbita emocjonalnie, bo nie wiem, czy zauważył - Chciała jeszcze dodać coś o wgapianiu się w inne dziewczyny czy też szybkie pocieszanie się przelotnymi flirtami, ale zrezygnowała. Już jej było wszystko jedno, niech Ruth robi co chce z tym obrazkiem, który miała w tej chwili przed oczami. I tak nic nie było w stanie poprawić jej sytuacji.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Nie 19 Mar - 14:52

Nastąpiła długa, wręcz nienaturalna chwila ciszy, w którą Ruth cierpliwie się wsłuchiwała, jakby w tej ciszy miała odnaleźć odpowiedź na wszystkie postawione przez siebie pytania. I jeśli w tym momencie ktoś potrząsnął by dziewczyną, celem zwrócenia jej uwagi prawdopodobnie nawet nie przestałaby wgapiać się w ten sam punkt, co sekundę i dziesięć sekund temu. W oczy Bridget.
Na palcach jednej ręki można było liczyć wszystkie sytuacje, w których Ruth podnosiła głos. Była chłodna, sarkastyczna i bez litości prowadząc tę rozmowę, ale jej głos nie podniósł się nawet o kilka decybeli, co było całkiem przydatne podczas kłótni. Ludzie bowiem mają tendencję do utożsamiania złości i niepanowania nad nerwami z wysokimi tonami i krzykiem, dlatego Ruth często wykorzystywała fakt, że się nie unosi, mimo że naturalnie także była zdenerwowana.
Tutaj jednak sprawy potoczyły się nieco inaczej i tutaj również wyszedł zbawienny wpływ bardzo statecznego charakteru młodej Szwedki. Miała Bri za złe tę akcję na imprezie w Dolinie Godryka i to do niej się odniosła mówiąc między innymi o szkalowaniu, ale im dłużej milczała i im dokładniej analizowała całą sytuację tym więcej sobie mogła wytłumaczyć. Była osobą, która nigdy nie wydawała ostatecznych osądów zanim nie poznała wszystkich, najdrobniejszych szczegółów sprawy i choć niektóre z nich przechylały szalę opinii Ruth na jedną stronę nigdy nie zamykała ludzi w więzieniu swoich przypuszczeń na dłużej niż kilka chwil. Jej matka była sędzią, to wiele tłumaczyło.
W końcu dziewczyna odwróciła wzrok i spojrzała w okno.
-Nie jesteś też jego dziewczyną - przyznała w końcu neutralnym tonem. Cóż, tutaj się przyznam, Ruth puściła blef z tym tekstem o ich rozstaniu, bo najzwyczajniej w świecie nie wiedziała do końca, czy Bri i Ezra się zeszli czy nie. Musiała to sprawdzić, a skoro puchonka nie zanegowała tego od razu i wciągnęła się w dyskusję która ostatecznie obnażała sytuację, Wittenberg choć tę część układanki miała już względnie jasną. Nie są razem, ale Bri z jakichś niewiadomych przyczyn wściekała się, że tych dwoje krukonów może mieć romans. Myśl, Ruth... I po wstawieniu w miejsce byłego swojego Mikkela już wiedziała. Też by bolało ją serce, gdyby zobaczyła byłego z kimś innym. Bolało pewnie tak bardzo, że rozdzierałaby niebo, żeby ukoić ten ból. Bri miała najwidoczniej ciut inny charakter i radziła sobie z tym w nieco odmienny sposób. Destrukcyjny sposób.
-Byłam na ciebie zła Bridget, przyznaję. Bardzo zła. Czegokolwiek Titi nie wlała do tych drinków na imprezie wystarczyło, żebym dowiedziała się, że masz do mnie żal, ale dopiero teraz wiem, o co - powiedziała o wiele łagodniej, niż normalnie toczyły się między nimi rozmowy. Ta dyskusja brzmiała, jakby Ruth rozmawiała teraz z Gemmą, albo Padme, które przyszły zapytać ją o poradę, a nie jak z osobą, na którą jest wściekła. I istocie cała złość przeszła jej, kiedy tylko poukładała sobie w głowie całą sytuację, a że pochodziła skąd pochodziła i miała taki charakter jaki miała każdorazowo dążyła do wyjaśnienia sprawy, zamiast bezsensownego obrzucania się epitetami. Chciała być przede wszystkim uczciwa, a wyglądało na to, że Bri jak nikt inny zasłużyła na to, by traktować ją uczciwie.
-Pewnie jestem ostatnią osobą, od której spodziewałabyś się to usłyszeć, ale ja też miałam problem z pogodzeniem się z przeszłością i najchętniej zamieniłabym w pufki wszystkie dziewczyny, które kręciły się wokół mojego byłego. Lekarstwem na jedną miłość jest druga miłość - dodała po chwili, jednoznacznie wskazując, że magicznym rozwiązaniem jej problemu był Norbert, jednak dobrze wiedziała, że fajni faceci nie rosną na drzewach i naprawdę lepiej być samem, niż  byle kim. Nie chciała też, żeby Bri pomyślała, że Ruth jest zwolenniczką zasady, że ci, którzy są w związku mogą uchodzić za lepszych i spełnionych. Nigdy tak nie było i puchonka musiała mieć też świadomość kilku innych kwestii, które najlepiej usłyszeć w takim momencie od osoby, od której najmniej byśmy się tego spodziewali.
-Stojąc w miejscu cofasz się. Życie na ciebie nie poczeka, na Ezrę, na mnie i na nikogo innego także, więc o ile nie będę komentować waszej relacji, bo to wyłącznie sprawa między tobą i nim, nie możesz zapominać, że będziesz młoda i piękna jeszcze tylko kilka lat. Jasny umysł nie ulatuje tak szybko - nie uśmiechała się, nie spuszczała też wzroku z puchonki. Dużo ją kosztowało to, co przed chwilą powiedziała, ale byłaby ostatnią suką, gdyby zostawiła zapłakaną dziewczynę samą sobie. Dlatego, przez wzgląd na jej stan, zignorowała wszystkie przytyki w swoją stronę i dlatego, ze względu na osobiste przekonania nie miała zamiaru się dowiadywać szczegółów relacji między Bri i Ezrą. Kochała przyjaciela i skoczyłaby za nim w ogień, ale nie chciała być bezpośrednim mediatorem czyichś problemów. Mogła pomóc jedynie w taki sposób i liczyła, że cokolwiek to da. "Nigdy nikogo nie skreślaj, bo istnieje coś takiego, jak domniemanie niewinności" - powtarzała jej matka i była to jedna z trafniejszych sentencji na ten moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1271
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1854
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Nie 19 Mar - 22:27

Nastała cisza i Bridget nie wiedziała, czego miała się spodziewać po Krukonce. W zasadzie nie miała pojęcia, po co jeszcze stała tam, tylko patrzyły sobie w oczy i nic więcej nie mówiły. Zastanawiała się, czy to jest ten moment, w którym powinna brać nogi za pas i uciekać najdalej jak może, bo istniała taka możliwość, że Ruth po prostu wyciągnie różdżkę i w nią wyceluje. Z drugiej strony Bridget nie widziała większego powodu, dla którego Krukonka miałaby to robić. Cały ten czas była opanowana i chłodna, jedynie momentami pokazując, że jednak troszeczkę, ociupinkę przejęła się jej stanem. Puchonka nie zamierzała brać sobie tego do serca, możliwe, że tylko jej się przywidziało i tak naprawdę nadal igrała z ogniem.
Bridget zaczynała odczuwać pewnego rodzaju dyskomfort i jakoś tak rozmyślała, co miała zrobić z dłońmi, które wcześniej były zaciśnięte w piąstki, a w tej chwili wisiały bezwładnie, gdy wszystkie silniejsze emocje opadły. Również jej poza jawiła jej się jako dziwna, ani wyprostowana, ani zgarbiona, nogi jakoś tak szeroko rozstawione, jakby się szykowała do ataku. Włosy ciągle spadały jej na twarz, bo kok, w który je spięła, okazał się za luźny i właśnie się rozlatywał. Dodatkowo zdała sobie sprawę, jak śmiesznie musiała wyglądać w swoich pudowych leginsach. Oddech jej zwolnił i wszystko jakoś tak zaczęło się wydłużać, a Bridget czekała na jakieś słowa Ruth, licząc, że dziewczyna w końcu przerwie tą ciszę.
Była i nie była zawiedziona jej pierwszym zdaniem. Cóż, mówiła prawdę, ale to stwierdzenie zabolało. Niewątpliwie był to poprawny wniosek, ale nie widziała sensu w wytykaniu tego po raz kolejny. Już przecież udało im się ustalić, że kiepsko radziła sobie z rozstaniem. Jednak czekała dalej, bo liczyła, że nie jest to wszystko, co Ruth zamierzała jej powiedzieć. Bridget trochę ją przycisnęła masą swoich pytań i nie wiedziała, czy trwająca wciąż cisza oznaczała, że Krukonka szuka na nie odpowiedzi, czy też rozmyśla nad zrobieniem jej krzywdy.
Na wspomnienie imprezy u Vittorii nieco się zarumieniła - ach tak, faktycznie, miał tam miejsce jeden okropny incydent. Ktoś dolał veritaserum do drinka, który wybrała Puchonka i została zmuszona do konfrontacji z Ruth nie mogąc kłamać. Nie pamiętała już dokładnie całej tej sytuacji, ale wiedziała, że mocno się wtedy wygłupiła i że Ezra stanął w obronie swojej przyjaciółki. Bridget szybko zmyła się z miejsca zdarzenia i postanowiła nie przejmować się tym, co też mogła powiedzieć, bo pamiętała dokładnie swoją desperacką próbę zamknięcia sobie buzi poprzez wpychanie do niej szalika.
- Masz rację, wtedy nie zachowałam się najładniej, ale na moją obronę powiem, że drinki były naszprycowane veritaserum. Naprawdę nie miałam zamiaru odzywać się do Ciebie w ten sposób i fakt, że żywiłam do Ciebie jakąś urazę... - Chciała powiedzieć coś w stylu, że nie podłożyłaby się w ten sposób, że nie powiedziałaby tego wszystkiego i na pewno nie dałaby jej poznać, że ma z nią jakikolwiek problem, ale nie umiała tego ubrać ładnie w słowa. - Ja po prostu byłam zazdrosna, Ruth. Zazdrosna, że masz z nim tak dobry kontakt i się przyjaźnicie. Wtedy nawet stanął w twojej obronie, a to ja czułam się bezbronna - I to nie tylko pod względem werbalnym.
Bridget w gruncie rzeczy była zaradna i zazwyczaj znajdowała wyjście z kłopotliwej sytuacji, jednak w tym momencie nie była w stanie nawet myśleć, a co dopiero starać się załagodzić ich spór.
Następne słowa Ruth były zupełną prawdą. Istotnie, nie spodziewała się usłyszeć od niej podobnych historii czy w ogóle jakichkolwiek słów pocieszenia i była prawdziwie zaskoczona. Więc Wittenberg jednak miała jakieś uczucia i przejęła się losem Bridget? Nie miała pojęcia, czym zasłużyła sobie na te rady, a już na pewno nie sądziła,że jej zdaniem powinna znaleźć nową miłość, by wyleczyć się ze starej. Może był w tym jakiś sens? Bridget tylko raz była prawdziwie zakochana, właśnie w Ezrze, ale do tej pory jakoś nigdy nie pomyślała poważnie o tym, aby poszukać głębszych uczuć gdzieś indziej. Z kimś innym. Myśl ta, choć oczywista, wydawała jej się w tym momencie przełomowa. Słuchała jej bez słowa, starając się trzymać buzię zamkniętą, chociaż niewątpliwie była zaskoczona i poruszona zachowaniem starszej koleżanki. Bo chyba mogła ją już nazywać koleżanką, prawda?
Coś jednak nie dawało jej przez cały ten czas spokoju.
- Dlaczego to robisz? - zapytała po chwili. - Dlaczego mówisz mi te wszystkie rzeczy? Oczywiście doceniam twoje rady i uważam, że są naprawdę wartościowe. Sądziłam jednak, że mnie nie znosisz - dodała jeszcze. Sama nie wiedziała, czy zachowałaby się w ten sam sposób na jej miejscu.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Pon 20 Mar - 20:06

Ruth uważała siebie za skrajnie, wręcz irytująco normalną. Uczyła się, dorabiała w podrzędnej pracy, miała kilkoro przyjaciół i faceta - innymi słowy typowa studentka. Nie syczała jak wąż, nie zamieniała się w wielkiego wilka podczas pełni i nie knuła intryg, które czarodziejom - jako szafarzom mocy magicznej - wychodziły nad wyraz spektakularnie. Ot, chociażby taki Voldemort. Jego przyjaciele mieli nawet specjalne tatuaże z funkcją projektora odpalanego z różdżki. Wyświetlały co prawda wyłącznie jeden obraz, ale za to miały wgrane sterowanie głosowe!
Całkiem poważnie, Szwedka naprawdę nigdy nie chciała wyróżniać się z tłumu. Robiła swoje, dając żyć innym i liczyła, że inni dadzą żyć także jej, ale bardzo szybko przekonała się, że ludźmi targają różne, często gwałtowne, trudne do powstrzymania emocje i wręcz niemożliwe jest, aby przewidzieć ich następny ruch. Sprawę z Bri usiłowała rozwiązać pokojowo, bo na dobrą sprawę średnio wychodziły jej sprzeczki i biła się w piersi, ale ze skandynawskiego wychowania nie zrobi nigdy hiszpańskiego temperamentu. Niestety, albo może i stety, Bridget okazała się bardzo złożoną osobowością i Ruth w pierwszych paru chwilach nie mogła uporać się z tą niecodzienną dla niej sytuacją - czego popis dała, wylewając falę niewybrednych komentarzy w stronę puchonki.
Kiedy jednak wiedziała już tyle, ile powinna zostało jej jedynie zakończyć ten dziwaczny obrazek w miarę spójny sposób. I naprawdę robiła co mogła, żeby się skupić, ale postawa, ręce a przede wszystkim ten biedny, trzymający się ostatkiem sił kok na głowie Bri skutecznie ją dekoncentrowały.
Westchnęła ciężko, kiedy puchonka skończyła mówić i bezceremonialnie wyciągnęła różdżkę, w milczeniu, błyskawicznie posyłając czar w stronę puchonki.
Ogólnie Ruth miała to do siebie, że najpierw robiła, a potem myślała  nawet do głowy jej nie przyszło, że Bri mogła właśnie umrzeć na zawał, kiedy krukonka bez słowa rzuciła jej w twarz zaklęciem. Panno Hudson, proszę nie umierać, żadne Crucio nie poleciało!
-Przepraszam, ale nie mogę się skupić, kiedy wciąż poprawiasz fryzurę - powiedziała marszcząc nieco brwi i wskazując różdżką na jej nowe upięcie, tym razem całkiem stabilne, bo w końcu magicznie utkane.
-Aha, czyli jeśli kogoś nie cierpisz i masz z tego tytułu jakiś problem, ale mu tego nie mówisz to wszystko jest okej? Muszę zapamiętać, rada godna złotego znicza. - I tutaj, co zabrzmi wręcz niewyobrażalnie w tej sytuacji, Ruth zaśmiała się ze swojego żartu. Nie chciała nic znów wytykać Bri, ale nie mogła się powstrzymać od tego lekkiego kuksańca w stronę jej wypowiedzi. Dobrze rozumiała jej sens, dlatego wiedziała, że temat jest zakończony, a po chwili jej wyraz twarzy, choć o wiele łagodniejszy przestał wykrzywiać się w radosnym uśmiechu.
-Bridget, ustalmy - mówienie, że jest się zazdrosną o relacje swojego byłego z innymi kobietami brzmi trochę... - tutaj zrobiła wymowną pauzę, szukając z zakłopotaniem słowa, które nie uraziłoby puchonki -...głupio. Kocham Ezrę jak brata i dałabym się za niego pokroić, ale litości, nie jest jedynym facetem na świecie - powiedziała, patrząc na dziewczynę trochę z niedowierzaniem. Clarke był dla Ruth remedium na całe zło tego świata, wiele mu zawdzięczała i naprawdę skoczyłaby dla niego w ogień, ale Bri zachowywała się tak, jakby nigdy nie widziała się w lustrze a Ezra miał być jednym jedynym mężczyzną na ziemi, który potrafi dać jej szczęście. Hudson była ładna, sympatyczna (pod warunkiem, że nie psioczy na swoje krukońskie cele) i całkiem ogarnięta. To co ona jeszcze od siebie chciała?
-Spodziewałaś się, że zacznę rzucać w ciebie klątwami? Słuchaj, ja naprawdę mam sporo innych rzeczy na głowie, niż przejmowanie się takimi bzdurami. Wyjaśniłyśmy sobie wszystko, więc nie wydaje mi się, żebym miała mieć powód, żeby cię nie znosić - wzruszyła ramionami, jakby to była najnormalniejsza na świecie rzecz.
Zabrała swoje manatki i już miała machnąć na pożegnanie i odejść, ale obróciła się, jakby coś jej się przypomniało.
-Więcej pewności siebie - puściła doń oczko i skierowała w przeciwną stronę nie zauważając jednak, że pod nogami Bri zostało kilka kartek, które wypadły z ksiąg targanych przez krukonkę. "Niekontrolowanie mocy magicznej podczas nauki magii bezróżdżkowej zdarza się w nielicznych przypadkach, ale często zwiastuje rychły progres w szkoleniu" oraz "Osobom naturalnie opanowanym i ułożonym, jest łatwiej przejąć kontrolę nad swoją mocą magiczną bez różdżki" - tylko tyle dało się odczytać, bo Ruth spostrzegłszy swoją zgubę gwałtownie obróciła się w tamtą stronę, ciskając zaklęcie w kartki.
-Vertere - prawie krzyknęła i zamiast angielskiego pojawił się niezrozumiały tekst z dziwnymi kółkami nad niektórymi literami. Szwedzki, którego Bri nie znała, jak założyła Wittenberg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1271
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1854
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Czw 23 Mar - 19:04

Bridget zamarła na moment, w którym Ruth machnęła w jej stronę różdżką. Cały ten czas obawiała się, że to może się zdarzyć, chociaż do końca nie wierzyła, że Krukonka byłaby do tego zdolna. Zachowywała wręcz stoicki spokój i Bridget pomyślała sobie, że kiedyś chciałaby osiągnąć taki poziom samokontroli. Jej samej niestety zdarzało się wybuchać lub nie kontrolować swojej mocy, co w przypadku Ruth wydawało się po prostu niemożliwe. Ta dziewczyna naprawdę była idealna.
Z niedowierzaniem pomacała upięte na głowie włosy i oceniła, że efekt jest zdecydowanie lepszy niż gdy robiłaby to własnoręcznie.
- Musisz mnie nauczyć tego zaklęcia, rękami nigdy bym tego nie zrobiła - powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie.
A na jej następne słowa zaśmiała się tylko nerwowo. Nie zabrzmiało to zbyt sensownie, fakt, ale Bridget też nie do końca to miała na myśli.
- Nie, to nie tak. Ja chciałam powiedzieć, że nie jestem typem, który chce się wykłócać z innymi. Gdyby nie to veritaserum, po prostu nie wchodziłabym Ci w drogę i tyle - powiedziała, nie do końca będąc pewną, czy właśnie nie zasłużyła na drugą nagrodę złotego znicza. Temat jednak zakończył się krótkim śmiechem z obu stron, więc mogła zakopać wspomnienia z tej imprezy głęboko z tyłu głowy.
Bridget nie wiedziała, co miałaby jej jeszcze odpowiedzieć. Miała rację, po prostu zachowała się głupio. Przytaknęła jej i westchnęła ciężko. Nie popisała się w tym temacie, ale poczuła wielką ulgę, gdy Ruth stwierdziła, że wszystko sobie wyjaśniły. Co prawda ona sama dodałaby jeszcze co nieco do tej rozmowy, lecz nie chciała przesadzić i dłużej zatrzymywać Ruth w drodze. Wiedziała też, że po tym spotkaniu na pewno będzie pewniejsza siebie. Jeśli Wittenberg w jakiś sposób ją chwali i radzi jej, że powinna uwierzyć w swoje możliwości, zrobi to i to z uśmiechem na twarzy. Już chciała jej pomachać, czy też pożegnać się, gdy dziewczyna cisnęła jej pod nogi zaklęciem. Odskoczyła krok w tył i spojrzała w dół, odkrywając, że obok niej leżały cały czas kartki, które prawdopodobnie wypadły z książek targanych przez Krukonkę. Schyliła się szybko i pozbierała je. Rzuciła ukradkiem, co też było na nich napisane, ale nie kojarzyła obecnych na papierze słów - były w innym języku. Wtedy też skojarzyła zaklęcie, które dziewczyna rzuciła na kartki.
- Już, proszę - powiedziała, podając jej zguby. - A poza tym to jeszcze chciałam przeprosić. Za te książki - dodała. Nie było to zbyt miłe z jej strony, kiedy wytrąciła jej cały ten stos z rąk. Po krótkim namyśle dopowiedziała jeszcze: - W sumie to nie tylko za książki. Za wszystko. Wybacz... - Spojrzała na nią niepewnie, uśmiechając się delikatnie. Jak już miały zakopać topór wojenny, to w całości i w należyty sposób.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Sro 29 Mar - 22:13

Ruth nowo odkryte zaklęcia testowała głównie na sobie, więc kiedy przechodziła przez rozdział "jak poprawić swój wygląd przy pomocy różdżki" w jakiejś średnio edukacyjnej książce, nauczyła się zaklęć na zmianę koloru, długości i skrętu włosów, mimo że swoje naturalne - orzechowe i dość gęste całkiem lubiła. Jej matka raz po raz dostawała zawału, ale efekt był na szczęście odwracalny, a i młodej Szwedce szybko znudziły się eksperymenty i ostatecznie pozostała wierna temu, co podarowała jej natura. Czasami bawiła się image Pandy, swojej przyjaciółki, ale ta była śliczna i bez pomocy magii, więc z biegiem lat takie "przydatne" zaklęcia wyblakły w pamięci Wittenberg. Jednak sama miała ochotę czasem ściąć się na zero, kiedy niesforne pukle wpadały jej w oczy, więc zaklęcie na ich spinanie opanowała niemal do perfekcji i szczerze - patrząc na piękne, mocne włosy Bri nabrała ochoty na trochę bardziej efektowne upięcie, którego oczywiście - jeśli tylko ta miałaby jeszcze kiedyś ochotę - nauczyła by ją w kilka minut. Miała jednak wrażenie, że Bridget powiedziała te słowa jedynie z grzeczności.
-Masz śliczne włosy - odparła w odpowiedzi, sama właściwie nie wiedząc czemu. Nigdy nie była zbyt wylewna a juz w szczególności w kierunku osób, z którymi jeszcze chwilę temu toczyła słowną batalię.
Na całą resztę słów zareagowała tylko zdawkowym wzruszeniem ramion i dopiero, kiedy trochę spanikowana rzuciła Bri zaklęcie pod nogi, serce skoczyło jej do gardła. A jeśli przeczytała cokolwiek z tych rozrzuconych kartek? Roznoszenie po szkole informacji o nauce magii bezróżdżkowej przez Ruth było naprawdę ostatnią rzeczą, którą krukonka chciałaby ogarniać.
Na szczęście młodsza koleżanka przeprosiła ją zupełnie normalnie, bez cienia podejrzliwych spojrzeń, jednak Wittenberg i tak przez kilka sekund rozważała Obliviate. Ostatecznie dała temu spokój i skinęła głową na słowa Hudson.
-Ja też nie zachowałam się najlepiej. Dajmy już temu spokój - uniosła nieznacznie brew i machnąwszy ręką niedbale celem pożegnania puchonki oddaliła się, uprzednio zbierając w pośpiechu kartki od dziewczyny.
Rozwiązały tę sprawę całkiem sensownie, nie licząc niewielkich zawirowań na początku. I w gruncie rzeczy Bri wydawała się być całkiem w porządku. Czas pokaże, czy jej wizerunek uprzejmej, skromnej dziewczyny z pięknymi włosami ustabilizuje się w pamięci Ruth. Sama też czuła, że prawdopoobnie nie wypadła w jej oczach najlepiej, ale niestety na chwilę obecną miała tyle spraw na głowie, że pozostało jej wierzyć, że w miarę upływu czasu ich relacja będzie stopniowo się ocieplać.
ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1271
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1854
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Sob 1 Kwi - 20:42

Bridget sama raczej nie eksperymentowała z włosami. Mama jej mówiła, że z jej włosami nie powinno się nic robić, bo jak raz się coś zepsuje, to już ciężko będzie wrócić do stanu początkowego, a to skutecznie odstraszyło Bri od próbowania, bo swoje włosy bardzo lubiła. Zarówno kolor jak i strukturę. Musiała jednak przyznać, że takie zaklęcia spinające włosy mogłyby być bardzo przydatne. Szkoda, że Ruth tak płynnie posługiwała się zaklęciami niewerbalnymi, mogłaby podsłuchać chociaż formułę zaklęcia, żeby ćwiczyć samej. Teraz będzie musiała wykonać podwójną robotę, bo najpierw trzeba je znaleźć, a potem się nauczyć. O ile będzie o tym pamiętała, oczywiście.
W zasadzie w całej tej sprawie nie było nic więcej do powiedzenia. Bridget uśmiechnęła się jeszcze raz do Ruth i poczuła wielką ulgę, że chociaż to miała za sobą. Zdecydowanie zbyt wiele rzeczy zepsuło się w ostatnim czasie w życiu Puchonki, więc zakopanie topora wojennego między nią a Krukonką było naprawdę miłym akcentem.
Odwróciła się i skręciła w inny korytarz prowadzący do herbacianego raju. Miała ochotę na ciepłą herbatę i bycie z dala od spojrzeń innych ludzi. A już tym bardziej z dala od tej przeklętej sali baletowej.

zt
Ruth mi zabrała możliwość 6 posta w wątku, ale pozwalam sobie wyjść podwójnie :D

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Skąd : Pochodzi z Krakowa, ale od niedawna mieszka w Londynie
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 40
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16466-arkadiusz-kolodziejski
http://www.czarodzieje.org/t16483-relacje-arkadiusza
http://www.czarodzieje.org/t16482-poczta-arkadiusza
http://www.czarodzieje.org/t16475-arkadiusz-kolodziejski




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Nie 7 Paź - 16:49

| Po staniu na skraju Zakazanego Lasu |

Kiedy tylko ruszyli się z miejsca, miejsca będącego skrajem lasu, od razu poszli w stronę zamku. Szli, a w trakcie Arek zamęczał dziewczynę różnymi opowiastkami i pytaniami, które tak jakby przeplatały się ze sobą, tworząc osobliwą przeplatankę, niemalże mentalny warkocz. Ten warkocz to oczywiście sama natura chłopca! Tak, zamęczał. Chodzili po szkole w te i wewte, a Arkowi buzia nie mogła się zamknąć. Co prawda, były momenty gdy milczał. Ale najczęściej to były chwile, w trakcie których obmyślał, co by tu jeszcze powiedzieć. Ale to nie jedyny powód. Po prostu sam musiał niekiedy odpocząć. No bo mimo smykałki do gadulstwa, był też zwyczajnym człowiekiem, więc wiadomo, że ma typowo ludzkie odruchy. A to, iż jest czarodziejem, nie ma nic do rzeczy – istota ludzka to istota ludzka...
Chodzili tak, przemierzali zarówno szerokie, jak i węższe korytarze, zaglądając przy okazji do niektórych pustych sal, a wtedy kobieta mówiła małemu, jakie zajęcia znajdują się za mijanymi drzwiami. Nawet mieli okazję przemierzać schody, na dodatek te, które, na upartego, zaczęły w tym samym momencie ruszać się, a Arek zląkł się na myśl, iż się zgubią, aczkolwiek zaraz uświadomił sobie, że ma przy sobie starszą od niego osobę, i przy niej nic złego się nie stanie, a przynajmniej w pewnych kategoriach...
Niepostrzeżenie znaleźli się na trzecim piętrze. Widok wielkich okien przyprawił go o podziw.
- No dobra – chwilowo wpatrywał się w czubki swoich butów, które zostały kupione jeszcze w Polsce, ale zaraz potem podniósł głowę – To gdzie teraz idziemy, psze pani? – a jednak, powrócił do tego zwrotu. Dziwne, ale teraz nie rozgadał się... może to z racji, iż przez całą drogę, zanim trafili na korytarz na trzecim piętrze, gadał jak najęty? - Może mi pani opowiedzieć nieco o tym akurat miejscu w szkole, o ile jest o czym tu opowiadać? – zakończywszy, posłał jej ten swój zniewalający uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 145
  Liczba postów : 436
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Nie 7 Paź - 17:10

Zniknięcie z tak prostego miejsca jak przed Zakazanym Lasem, w wyniku niefortunnego wtargnięcia nauczyciela, zdawało się być tylko zalążkiem problemów. O dziwo mały skurczybyk nie chciał w żaden sposób odpuścić, a Winter nie chciała w żaden sposób przelewać na niego swojego jadu, tym bardziej, że wyznał, iż w młodym wieku stracił matkę - zwyczajnie zgodziła się na to, by chłopiec nieco jej potowarzyszył. Niestety - nie chciała jakoś szczególnie z nim gadać na swoje tematy, tudzież z łatwością udzielała odpowiedzi na zdania zakończone pytajnikiem, finezyjne oraz stawiane przez idiotyzm lub geniusz młodego rozmówcy. Na szczęście te nie były w ogólnym rozrachunku uporczywe i dotyczyły tematów typowo szkolnych - począwszy od historii, o której opowiedziała już podczas lawirowania między granicami, a skończywszy na tłumaczeniu, co znajduje się w poszczególnych salach i do czego poszczególne służą. Nie wiedziała jednak, jak się pozbędzie natarczywego gościa - przecież nie mogła ot tak zniechęcić go do siebie, a najwidoczniej ten objawiał się wyjątkowo długim językiem.
Gdyby młody rzeczywiście poruszał się samotnie po korytarzach Hogwartu, starał się zapoznać z każdym kawałkiem oraz ogólnie biegać między kolejnymi salami, na pewno nie znalazłby od razu drogi powrotnej do dormitorium. Winter była doskonale o tym uświadomiona - zaś jej pamięć do odmętów labiryntu, jakim była szkoła, też nieraz zdawała się szwankować, a przynajmniej w związku z tym, że każdy zakręt wygląda niczym każdy inny zakręt. Jedyne, co jej pozostawało, to czysty zmysł nawigacji w umyśle, proste obliczenia matematyczne, eleganckie stawianie kolejnych kroków ku irytacji związanej z niemożnością zapalenia na terenie szkoły.
- Klasa Zaklęć. - odpowiedziała prosto, powoli zbliżając się do odpowiednich drzwi - to miejsce znała wyjątkowo dobrze i nie potrzebowała w żaden sposób mapy, która by ją nakierowała odpowiednio na trop. Niemniej jednak - nie ryzykowała zbyt dalekich schadzek, nie chciała również, by chłopiec wpadł przez nią w mniejsze lub większe tarapaty; anomalie magii wydawały się wdrażać do życia jeszcze więcej kłopotów niż kiedykolwiek. - Niezbyt. Piętro jak piętro - rozpocząwszy, wzięła ciężki wdech, spoglądając spokojnie charakterystycznymi oczami raz to w stronę chłopaka, raz to w stronę mijanych przez przypadek uczniów. Nie miała na sobie szaty, w przeciwieństwie do Puchona - przedstawiała się w pełnej krasie, dzierżąc na przedramieniu w miarę odpowiedni tatuaż. - nic ciekawego. Oprócz Herbacianego Raju. - musiała o nim wspomnieć.

______________________


Another head hangs lowly
Child is slowly taken
And the violence causes silence
Who are we mistaken?

Ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Skąd : Pochodzi z Krakowa, ale od niedawna mieszka w Londynie
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 40
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16466-arkadiusz-kolodziejski
http://www.czarodzieje.org/t16483-relacje-arkadiusza
http://www.czarodzieje.org/t16482-poczta-arkadiusza
http://www.czarodzieje.org/t16475-arkadiusz-kolodziejski




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Pon 8 Paź - 19:26

Idąc, chłopak wpatrywał się co jakiś czas na dziewczynę... z otwartą na oścież gębą. Wiedziała bardzo dużo o tym miejscu, wielkim zamczysku które aktualnie pełni rolę szkoły magii. Owszem, wiedział, zdawał sobie sprawę z tego, że kobieta ta mieszka tu, obcuje z tymi żywymi obrazami i ruchomymi schodami (ah, te potrafiły zrobić naprawdę wielką psotę człowiekowi... o, przykładowo teraz, gdy zaprowadziły ich na korytarz na trzecim piętrze, mimo że na razie mieli w planach inne korytarze) od naprawdę wielu lat. Jednak dla młodego Puchona to, jak widać, nie wystarczyło. Musiał mieć więcej argumentów, dlaczego ta kobieta tak dobrze zna poszczególne korytarze. Ba, mogłoby się zdawać że w nocy o północy potrafiłaby pokazać, które drzwi prowadzą do jakiej klasy. Umiała też na pewno pokazać łazienki... a przynajmniej tak sądził sam Arkadiusz. No bo nie skupiali się na innych drzwiach. Bardziej chodziło im o drzwi prowadzące do poszczególnych sal lekcyjnych.
- Wooow – chłopak nie krył zdziwienia – Pani naprawdę zna wszystkie korytarze! Proszę mi powiedzieć, na którym roku zyskała pani aż tak dobry poziom w orientacji na terenie szkoły? Jestem tego ciekaw. Naprawdę! Mówię poważnie, to coś, co w tej chwili mnie interesuje najbardziej. A ja, jak w Polsce byłem harcerzem i mieliśmy biegi harcerskie, nie wiedziałem nigdy gdzie pójść, nawet gdyby terytorium było mi dość znane. To, dokąd mieliśmy się udać, powierzałam swoim towarzyszom. Eh, już tak mam. Ale jestem jeszcze młody, prawda? Prawda? I to, moja orientacja, może się jeszcze dużo zmienić! Jestem tego pewien, mimo że nie jestem wyspecjalizowany w tej dziedzinie... – podrapał się po przedziałku – ...ale za to będę w innych dziedzinach! Na przykład w runach, wiem że to będzie coś, w czym będę naprawdę dobry. No bo tyle studiowałem książek o tej tematyce... tak dużo, że spędzałem niemalże całe dnie na ich czytaniu. Oczywiście wtedy, gdy nie uczyłem się akurat angielskiego... A niech mi pani powie! Jaki jest mój angielski? Tatuś mówi że świetny, ale to mój tata, więc wiadomo... ja chcę opinii kogoś bezstronnego! – i rzeczywiście, jego angielski nie jest idealny. Już planował, co by tu jeszcze powiedzieć, a tu nagle jego uwagę przykuły ostatnie słowa Winter.
- Eee – spojrzał na nią z dziwnym, nieodgadnionym wyrazem twarzy – Herbacianego raju? A co to takiego jest? No bo brzmi ciekawie, ja bardzo lubię herbaty! A zwłaszcza owocowe i bez cukru, i bez innych wspomagaczy... aa pani lubi je? Lubi herbaty?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 145
  Liczba postów : 436
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Pon 8 Paź - 20:02

No tak. Winter była wyjątkowo zagadkową dziewczyną o niezwykłym atrybucie posiadania wiedzy. Chociaż wiedziała, że ta się trochę mniej przyda, kiedy to wyjdzie na dorosłość, stawiając pierwsze kroki w być może nowej pracy, starała się posiąść klucz do bram, które to na razie stały dla niej zamknięte i niemożliwe do otworzenia. Obserwowała je charakterystycznymi oczami, piegowate lico starało się w jakiś sposób rozwiązać dotychczasową zagadkę, mimo odniesionych obrażeń oraz ran; czujnie otoczenie penetrowała jasnymi tęczówkami, nie pozwalając w żaden sposób dać sobie wejść na głowę. Niemniej jednak dzieciak chyba w jakiś sposób okazał się być wyjątkowy w toksycznej atmosferze, jaką rozpyla wokół siebie dziewczyna; negatywna energia mimo wszystko i wbrew wszystkiemu nadal otaczała jej sylwetkę, ukrywając skutecznie większość rzeczy. Z obecnych ruchów studentki Arkadiusz mógł tylko stwierdzić, że dziewczyna ma charakterystyczny, elegancki chód, który ma na zadanie dać jej przewagę oraz nadać w pewnym stopniu okazałości pod względem masy mięśniowej... no i w sumie tyle. Pomijając oczywiście fakt, że jakoś rozmowna nie była, chociaż skutecznie zapamiętała rozkład sal oraz korytarzy - nie mogła się gubić w eterze rozwikłanego labiryntu szkoły, który to był dla niej domem od prawie dziesięciu lat.
- Myślę, że na drugim bądź trzecim. - oznajmiła, chociaż nigdy się nad tym szczególnie nie zastanawiała. Może jej zwoje mózgowe nie osiągnęły takiego stanu jak u Arkadiusza, mimo że fotogeniczna pamięć pozwalała jej dość łatwo odnaleźć się na samym początku edukacji w Hogwarcie? Zdecydowanie nie mogła od razu zapamiętać dokładnego rozkładu sal oraz klas, a to ze względu na fakt tego, jak bardzo rozbudowany był ten szkocki zamek. No cóż. Nikt wcześniej jej nie zaznajomił, a gdyby miała pod ręką poszczególne plany, z łatwością w wieku Polaka mogłaby się poruszać bez większej ostrożności między poszczególnymi rozmieszczeniami pokoi. - Harcerzem? - zapytała się, chociaż podejrzewała, o co trochę młodzieńcowi chodziło. Coś o tym słyszała, ale nigdy nie miała okazji prędzej się z tym zaznajomić; nie miała po prostu czasu, a ojciec skutecznie odgrodził ją od świata zewnętrznego. Była niczym zwierzę w klatce, które z trudem przetrwało wśród zaskakujących rewirów życia czarodziejskiego. Ważne, że nie ukrywała swoich magicznych zdolności, inaczej byłoby deja vu w związku z festynem. - Oczywiście. - dodała na temat orientacji w terenie, biorąc głębszy wdech, powoli kierując się w stronę Herbacianego Raju, jednego z ciekawszych miejsc ulokowanych na korytarzu o wdzięcznej liczbie trzy. Mały potrafił się porządnie rozgadać, zaś mimo że cierpliwość Winter kończyła się obok Zakazanego Lasu, obecnie fakt istnienia Arkadiusza nie wywierał na nią większego wpływu. Skutecznie kontrolowała rozdymane wcześniej emocje, trzymając je w odpowiednim rozstawieniu. - Zdajesz sobie sprawę z tego, kto uczy run? - zapytała się śmiertelnie poważnie. Edgar T. Fairwyn nigdy nie nadawał się na to stanowisko, był cholernym gburem i pijawką chcącą jedynie zaszkodzić. Nie żeby Rieux jakoś szczególnie się martwiła, ale ta cholera nie powinna zostać dopuszczona do nauczania, zaś zdobyty dorobek wisiał jej koło dupy. Łatwo jest napisać książki, szkoda tylko że mało kto miał (nie)szczęście spotkać się oko w oko z ich autorem.
- Jak na jedenastolatka - rozpoczęła, kierując wzrok spokojnie przed siebie - idzie Ci dobrze. - ciche westchnięcie wydobyło się z jej ust, by następnie zarejestrować kolejne słowa ze strony radosnego i przyjaznego Puchona. Nigdy ich nie rozumiała, zawsze dla niej byli oni wypychaczem dziury w Hogwarcie... - Miejsce, gdzie można spróbować różnych herbat. Lubię, ale wolę osobiście kawę.

______________________


Another head hangs lowly
Child is slowly taken
And the violence causes silence
Who are we mistaken?

Ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Skąd : Pochodzi z Krakowa, ale od niedawna mieszka w Londynie
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 40
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16466-arkadiusz-kolodziejski
http://www.czarodzieje.org/t16483-relacje-arkadiusza
http://www.czarodzieje.org/t16482-poczta-arkadiusza
http://www.czarodzieje.org/t16475-arkadiusz-kolodziejski




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Sro 10 Paź - 19:22

Na kolejne słowa Winter, Arkadiuszowi znowu opadła szczęka.
- Na drugim albo trzecim? Serio, tak szybko? Ale żeby nie było, nie wątpię w pani bystrość, sądzę, że jest pani inteligentna, ale tak szybko? Czy to oznacza, że może ja za rok albo dwa będę znał się na rozkładzie korytarzy i sal? Ah, to byłoby cudowne! I jeśli to będzie prawdą, to komfort życia w tym miejscu na pewno się poprawi! Ja w to nie wątpię. A pani, jakie zdanie na ten temat ma pani? Uszanuję, cokolwiek pani powie. Nigdy się nie złoszczę, gdy ktoś ma odmienną opinię, ba, sądzę, że to nawet dobrze! Po pierwsze, rozmowa. No bo to właśnie ona ma pozytywne skutki, i to w wielu innych rzeczach również. Po drugie, można się czegoś od drugiej osoby dowiedzieć! Nie sądzi pani? Jeśli pani tak nie sądzi, to, o czym właśnie mówię, poniekąd nawet dobrze. – i ponownie spojrzał na nią, tym razem badając spojrzeniem jej piegi, a następnie, co było do przewidzenia, wyszczerzył się w typowy dla siebie sposób.
Przez moment, co jest nieco dziwne, szli w milczeniu. Aż chłopak poruszył temat harcerstwa, a kiedy tylko odpowiedziała, pytaniem raczej retorycznym, domyślił się: kobieta albo nie wie, co to jest harcerstwo, albo nie zna się na tym. I po prostu niewiele wie w tej kategorii.
- No tak. Harcerzem. Byłem nim w Polsce. To takie jakby... – podrapał się wymownie po głowie, wprawiając w nieznaczny ruch swoje niesforne włosy- stowarzyszenie, gdzie się człowiek rozwija, dobrze się bawi, obcuje dużo z naturą, zdobywa kolejne stopnie, w harcerstwie ważny jest patriotyzm i szacunek do wielu rzeczy, do wielu spraw, i to taki jakby... "przedsionek" wojska. Takie wojsko dla najmłodszych, o! I proszę mi powiedzieć... to moje "przedsionek"... czy użyłem dobrego słowa? I nie wiem, jakich innych słów użyć, by to określić. Więc proszę mi powiedzieć czy dobrze się wyraziłem? – a ostatnie słowa wypowiedział bardzo chaotycznie, tym razem z jeszcze bardziej nasilonym polskim akcentem. - W szkole magii na pewno czegoś takiego nie ma... trudno. – początkowo jakby posmutniał, ale już po chwili jego uśmiech był większy od jego głowy. W przenośni, oczywiście.
- Kto uczy run? A nie wiem. Ale czemu pani podsunęła temat nauczyciela tego przedmiotu? Jest zły? A bardzo zły? Proszę mnie uświadomić! Bardzo proszę! – teraz spoglądał na nią z błagalnym spojrzeniem. A kiedy Winter odpowiedziała (albo nie skomentowała tego, bo tak też mogło być), powrócili do tematu Herbacianego Raju. Chłopak od razu się ucieszył.
- Ah, to wspaniale! Uwielbiam herbaty! Zwłaszcza owocowe, i zwłaszcza o smaku gruszek. Ale na inne smaki też jestem otwarty! Od biedy wypiję czarną, ale nie ma to jak smakowa.. ah... – najwidoczniej Arkadiusz rozmarzył się, wyobrażając sobie kubek pełen aromatycznej herbaty.- A ja kawy nie lubię. Nie wiem, co ludzie w niej widzą...  - wzruszył ramionami.
Nie wiedział jeszcze, że miał już okazję obcować z nauczycielem run... ciekawe, jaki szok przeżyje, gdy się dowie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 145
  Liczba postów : 436
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Sro 10 Paź - 20:23

Arkadiusz był dziwnym dzieciakiem.
I wcale nie dlatego, bo pochodził z Polski i Polacy są zazwyczaj dziwni. Po prostu - coś powodowało, że wówczas zwoje mózgowe Winter błyskały na alarm czerwonym światełkiem, każąc jej zwyczajnie uważać. Oczywiście nie uznawała młodego za jakiekolwiek zagrożenie - posiadała przecież znacznie większe doświadczenie od Puchona, co nie zmienia faktu, jak szybko pojmował wiele rzeczy i zwyczajnie się rozgadywał. Tyle dobrego - przecież zawsze Kolodziejski mógł być typowym szczylem bez jakiegokolwiek szacunku - takich dziewczyna wyczuwała na znacznie większą odległość; zamiast tego zielonkawe oczy o barwie niemalże oliwek beznamiętnie przyglądały się nie tylko płycie budującej korytarz na trzecim piętrze, ale także wyrazu twarzy byłego harcerza. Może w emocjach nie potrafiła zbyt dobrze lawirować, nie mogła z łatwością odczytywać, chociaż intuicja zawsze działała na jej korzyść, wstawiając ją ostatecznie w sytuację, w której to jest zawsze o ten jeden krok do przodu. Rieux była zazwyczaj diabelnie inteligentna, zawsze stawiała innych na równi bądź, zależnie oczywiście od ustalonego rytmu, pod sobą. Obecnie pozwalała uczniowi na pierwszym roku był niemalże na tym samym poziomie, choć było widać, że nie jest zbyt chętna do rozmowy i zwyczajnie to ona nadaje poszczególny układ kroków w tym całym zdarzeniu.
- Owszem. - odpowiedziała prosto, albowiem nie przepadała za zbytnim rozgadywaniem się; dobierając słowa bardzo oszczędnie i w niezwykle okrojonej formie. Pytanie lecące w jej stronę nie było zbyt szczęśliwą reakcją w mniemaniu samej dziewczyny, co nie zmienia faktu, że odrobinę zmarszczyła brwi, kiedy to przechodziła poprzez korytarz; jakoś nie obchodziło ją to, co ktoś może myśleć o rozmowie ucznia pierwszego roku z uczennicą na wylocie, czekającej tylko na możliwość rozprostowania skrzydeł oraz zwyczajnego pójścia w dorosłość. Otóż nie spieszyła się - aczkolwiek drobnymi krokami przygotowywała. - Zdanie? - rzuciła pytaniem retorycznym, starając się odnaleźć nawiązanie co do słów Arkadiusza. Mogła przypuszczać, mogła domyślać się, aczkolwiek ostrożnie stąpała przez prosty fakt zniszczeń wyniesionych z przeszłości; była maksymalnie ostrożna. - Nie da się do końca znać całego rozkładu zamku - musiała dopowiedzieć, żeby nie było, iż posiada tutaj wiedzę absolutną, zamknięta, jak również i kompletną; nie wszystkie tomisze umieszczone na półce zdawały się być w pełni zapisane oraz uzupełnione. Winter zdawała sobie z tego doskonale sprawę, tudzież brak wiedzy w tym zakresie jakoś nie pozostawiał widocznego piętna; niemniej jednak fakt istnienia nieodkrytego powodował, że chciała wiedzieć jeszcze więcej. - ze względu na wiele tajemnic kryjących się w tymże miejscu. - dodawszy, poprawiła koszulę, spokojnie udając się prostym krokiem do przodu; nie zatrzymywała się, kiedy to promienie słoneczne nakreślały jej sylwetkę i oślepiały skupione oczy.
- Słyszałam coś o tym - dodała, aczkolwiek musiała naprostować swoje słowa, spojrzywszy tęczówkami w stronę jednego z posągów - ale nie miałam bezpośredniej styczności. - żeby nie było, iż jest wyjątkowo tępa; zdawała sobie sprawę z istnienia mugolskich zabaw, sama zaś przebywała z nimi dość często; na tyle często, że wiedziała, jakie nowinki wojują w świecie osób niemagicznych oraz zbierają żniwa. Po części Winter zazdrościła im niewiedzy wynikającej z czystego faktu pozbawionej części życia czarodziejskiego trzymanej w ryzach poprzez Ministerstwo; co nie oznacza, że tracili mało. Tracili cholernie dużo. Tak samo zapatrzeni w siebie mieszkańcy Hogsmeade bądź Doliny Godryka. Gdyby tylko człowiek potrafił zaufać drugiemu, a przede wszystkim połączyć siły, na pewno udałoby im się coś na tym ugrać. Niestety - samo słowo "mugol" było obraźliwe i Rieux wolała korzystać z peryfraz. - Myślę, że to odpowiednie określenie - dodawszy, rozumiała, co młody na na myśli, sama jednak nie potrafiła znaleźć innego słowa. Wstęp? Nie. Wojsko a harcerstwo znacznie się różniło, nie można było ich wstawiać tuż obok siebie. Sama Winter miała zamiar pójść do armii, co nie zmienia faktu, że mogłaby wówczas ryzykować życiem; może ją to mało obchodziło, ale miała jeszcze wiele innych planów, które nie mogły zwlekać. - chociaż wojsko jest kompletnie inne pod względem prowadzonych działań. - a raczej ich celów, przydałoby się wspomnieć.
- Edgar Fairwyn. - jak ona za nim nie przepadała; niepotrzebny wrzód na dupie Hogwartu, pieprzony łamacz reguł oraz przy okazji bajkopisarz o runach. Nie żeby miała coś przeciwko tej dziedzinie, co nie zmienia faktu, że uczył go niezbyt dobry nauczyciel; oby tylko młody nie zaznał na nim swojego gniewu. Inaczej będzie bardzo źle. - Moim zdaniem - rozpoczęła - stosuje nieodpowiednie dla większości metody nauki. - nie zamierzała podpadać, do tego nie wiedziała, jak długi jęzor ma młody Puchon. Po prostu wyraziła swoją opinię w miarę neutralnie, podkreślając niektóre słowa mocniej. Nie wszyscy nadążali, nie wszyscy byli w stanie dosięgnąć mu do pięt oraz w jakikolwiek sposób się wybronić.
- Słyszałeś może o yerba mate? - zapytała się, albowiem rozważała kiedyś przestawienie się na ten rodzaj herbaty - podobno dający sporą dawkę energii. Skoro byli przy liściach do zaparzania.

______________________


Another head hangs lowly
Child is slowly taken
And the violence causes silence
Who are we mistaken?

Ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Skąd : Pochodzi z Krakowa, ale od niedawna mieszka w Londynie
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 40
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16466-arkadiusz-kolodziejski
http://www.czarodzieje.org/t16483-relacje-arkadiusza
http://www.czarodzieje.org/t16482-poczta-arkadiusza
http://www.czarodzieje.org/t16475-arkadiusz-kolodziejski




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Sob 13 Paź - 12:43

Nie wiedział, po prostu nie miał pojęcia, w jaki sposób kobieta ta go ocenia. W sumie, nawet się nad tym nie zastanawiał... dla niego ważniejsze było, by mieć zawsze co powiedzieć, a wiemy już przecież, że uwielbia zawierać głos. To nie umknie nikomu, kto obcował z nim chociażby przez chwilę.
Przez jakiś czas uśmiech nie schodził z jego oblicza. Do czasu... gdy Winter poinformowała go, że nie da się poznać w pełni całego zamczyska. Teraz jego wargi i ogólne napięcie mięśni twarzy wskazywały, że odczuwał smutek wraz z rozczarowaniem. Milczał przez chwilę, ale wiadomo że Arkadiusz nie byłby Arkadiuszem, gdyby nie powiedział niczego.
- Ah, szkoda! A nauczyciele? Inni pracownicy? A prefekci? Słyszałem tą nazwę, ale nie jestem pewien, czy to tutaj pasuje... – zamyślił się na chwilę. - Oni chyba powinni znać cały zamek, prawda? Czy nieprawda? Proszę mi powiedzieć! Bo mi się wydaje, że taka wiedza jest u nich niezbędna. Serio. Przynajmniej gdybym to ja był tutaj dyrektorem, zleciłbym dla kadry szybki kurs znajomości zamkowych sal i korytarzy. Chociażby po to, by pomagać uczniom, w którym kierunku powinni iść, by dojść tam, gdzie dojść chcą. A raczej – powinni. Wędrówki po korytarzach chyba zazwyczaj są po to, by odnaleźć salę lekcyjną, w której za chwilę będzie się miało zajęcia, prawda? Oczywiście wiem, że ludzie nie spacerują po zamku tylko po to, by trafić na zajęcia... – znowu się podrapał po głowie. I znowu jego włosy zostały wzburzone, ale to nic. Przynajmniej dla samego Arkadiusza. - ...chociaż i tak sądzę, że to główny cel. A co do tego, żeee jest tu wiele tajemnic.... rozwinie pani temat? Tu i teraz, dla mnie? Baaaardzo proszę. Naprawdę! Może zna pani chociaż jedną tajemnicę? – i znowu te błagalne spojrzenie... ah, nie sposób mu się nie oprzeć! Ale już po chwili zeszli na temat harcerstwa, a wtedy chłopak zapomniał o czym przed chwilą rozmawiali... przynajmniej częściowo.
- Ah, więc jednak pani słyszała. Szkoda tylko, że nie poznała pani tego lepiej, bardziej wnikliwie... ale nie każdy musi wiedzieć wszystko. Na dodatek nie każdy może albo musi być harcerzem. A pani pewnie nie miała takiej okazji, jak się domyślam? Dobra, nie drążę już tematu. Przepraszam, jeśli poruszyłem pani prywatną przestrzeń. – po tych słowach ukłonił się nisko przed kobietą – I zgadzam się, działania harcerstwa i wojska bardzo się od siebie różnią. Bardziej mi chodziło o to, że to pierwsze to takie przygotowanie do wojska, chociaż to nie jest tak, że harcerstwo to szkoła podstawowa, a wojsko to studia. Nie, to nie działa w ten sposób, harcerz nie musi być potem w wojsku i odwrotnie. Chyba pani rozumie, co mam na myśli? A tak poza tym... czy tym razem nie użyłem źle jakiegoś słowa? Coś jest niejasne w mojej wypowiedzi? Proszę mi o tym mówić, wtedy mój angielski na pewno się poprawi! – w końcu doszli do tematu nauczyciela. Ah, gdyby tylko Arek wiedział, że miał okazję go spotkać... w ogóle nie skojarzył. No bo niby jak, w jaki sposób, co?
- Ah, więc będę na niego uważał! Dziękuję za ostrzeżenie. Ale nie mówmy o tym. Nie mówmy więcej, bo mi się jakoś straszno na duszy robi! Poznam go i będę uważać, mając w głowie słowa psze pani! – i uśmiechnął się. Wygładził ubranie, przez chwilę jakby się nad czymś zastanawiał, aż w końcu Winter zawarła głos. Tym razem coś o herbacie...
- Wie pani, ja nie patrzę na rodzaj herbaty. Jak tata mi kupi jakąś owocową, to po prostu ją piję. Jak serwują nam, uczniom podczas uczt, też po prostu ją piję. I tyle w tym temacie, dla mnie każdy rodzaj herbaty, o ile to owocówka, jest dobry. Uspokaja mnie, rozgrzewa, mogę tak długo kontemplować owocowa herbatę, więc piję małymi łyczkami. I nie kojarzę żadnych nazw herbat. Oby były owocowe, tyle mi wystarcza. – uśmiechnął się kącikiem ust ku kobiecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 145
  Liczba postów : 436
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Sob 13 Paź - 13:45

Typowy dzieciak.
Typowe problemy. Między innymi gadatliwość, która połączona została z rozwijaniem tematów nie tylko całego, ogromnego zamczyska siejącego postrach w sercach pierwszaków ze względu na budowę podobną do labiryntu, ale także nawiązywaniem do tematów mugolskich. Winter nie wiedziała, jaka jest czystość krwi u Arkadiusza - i jednocześnie ten fakt nie miał jakiegokolwiek sensu, poza oczywiście nawiązaniami do świata niemagicznego. Wniosek był jeden, dość prosty, że tylko matka wprowadzała go do wrót zamkniętych na zaciekawione spojrzenia ze strony osób pozbawionych daru rzucania czarów, zaś ojciec starał się zapewnić rozrywkę typową dla siebie w wieku chłopca. Niemniej jednak nie wyglądało na to, aby Puchon w jakikolwiek sposób był niezadowolony z tego, iż wychowywał się ciut inaczej od osób umiejscowionych w Hogwarcie, co Rieux uznała ostatecznie za dobrą rzecz. Nie zmienia to jednej, istotnej rzeczy - mimo odejścia czystości rodów na bok, młody mógł mieć przechlapane u Ślizgonów.
- Pasuje. - dodała prosto, kiedy młodzieniec zaczął wymieniać różne osoby znajdujące się w wielkim zamku - i słusznie. Nauczyciele, tudzież profesorowie, inni pracownicy oraz prefekci znali mury bardziej od uczniów, pracując na swoich stanowiskach nieraz więcej, niż dziewczyna miała osobiście lat. - Teoretycznie - tak - rozpoczęła - ale w związku z zakłóceniami nawet dyrektor może mieć problem z dotarciem do najprostszego nań miejsca. - odpowiedziawszy prosto, szła powolnym krokiem, byleby mały gostek, który się do niej przyczepił jak rzep psiego ogona, nie musiał nagle zacząć biec. Różnica wzrostu była niezwykle śmieszna; tak samo wieku. Jeden na początku edukacji, druga osoba na wylocie, wręcz znajdująca się w sytuacji iście krytycznej. Winter nie mogła sobie pozwolić na jakąkolwiek zwłokę, tudzież uczyła się prawie nieustannie. - Są miejsca, które objawiają się nielicznym - oznajmiwszy bez większego trudu, doskonale wiedziała o tym, że istnieją tutaj pomieszczenia, które wybierają dla siebie konkretnego studenta, jakoby naznaczając następną ścieżkę losu - aczkolwiek niewiele o nich wiem. - dokończyła beznamiętnie, przechadzając się dalej.
No tak - sama osobiście nie miała zbytnio możliwości uczestnictwa w zajęciach harcerskich, kiedy to była młodym szkrabem - prędzej interesowała się tym, jak rozłożyć jedzenie podczas kolejnych libacji alkoholowych ojca i co zrobić, aby uniknąć jego niespodziewanego ataku agresji, który zazwyczaj objawiał się w postaci nie tylko lecących w jej stronę zaklęć, ale także przedmiotów - między innymi właśnie paska. Posiadała wówczas wyniesioną z dzieciństwa traumę oraz awersję; unikanie sprzączki oraz wszelakich tego typu rzeczy uznawała za konieczność. Jedyna słabość, jedyna wstydliwa rzecz, kiedy to serce przyspieszało gwałtownie na jego widok, zaś ręce poczęły trząść jak galareta. Nie było to jednak bez konkretnej przyczyny - ten umiejscowiony w odpowiednim miejscu na spodniach nie stanowił dla niej większego zagrożenia, dopiero dźwięk oraz widok tego elementu ubrania w dłoni drugiego człowieka powodował u niej napady wielkiej paniki wewnątrz umysłu, która stawała się widoczna na świetle dziennym.
- Nie. - odpowiedziała prosto, nie przejmując się zbytnio swoją przeszłością. Nie okazywała tego również w żaden widoczny sposób; myśli jakoby były zamknięte pod kopułą czaszki. - Rzadko kiedy było mi dane obcować z osobami niemagicznymi. - teoretycznie mugolami, aczkolwiek nie lubiła tego cholernego słowa, które obrażało społeczność pozbawioną elementów świata czarodziejskiego. Po prostu. Dla niej pochodzenie miało niszową wartość, bardziej dla niej liczyło się to, jakie wartości reprezentuje człowiek. Niby szlachetne, aczkolwiek w mniemaniu Winter to było podstawą do czegokolwiek. Rodzice wystarczająco dobrze kryli się pod czystością krwi, Ministerstwo Magii jakoś szczególnie na nich nie nacierało, choć ona zamierzała to zmienić. Jeszcze parę miesięcy i będzie mogła bez problemów zamknąć ich za kratki. - W porządku. Wszystko jest jasne. - odpowiedziała, jednakże nie komplementując angielskiego wypowiadanego przez wychowanka Hufflepuffu. Po prostu chłopak dobrze się nim posługiwał, akcent może miał zagraniczny, ale dało się z nim dogadać - i to się liczyło.
- Mam taką nadzieję. - wypowiedziawszy, ostatni raz już wspomniała w umyśle sobie o tym cholernym nauczycielu run, przechodząc tym samym do o wiele przyjemniejszego tematu. Herbata. Zawsze kojarzyła jej się z babcią, która mimo wszystko zmarła dwa lata temu. Wszystko się pierdzieliło; życie zaś dawało jej w kość jeszcze bardziej niż zazwyczaj, niemniej jednak była na dobrej drodze do rozpoczęcia nowego rozdziału i zamknięcia poprzedniego. - Piłeś kiedyś bawarkę? - rzuciła prosto, wzdychając w pewnym stopniu na jego słowa. Jedni byli wyjątkowo wybredni w sprawie herbaty, inni zaś byli w stanie pić nawet tą ruską z kalosza.

______________________


Another head hangs lowly
Child is slowly taken
And the violence causes silence
Who are we mistaken?

Ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Skąd : Pochodzi z Krakowa, ale od niedawna mieszka w Londynie
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 40
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16466-arkadiusz-kolodziejski
http://www.czarodzieje.org/t16483-relacje-arkadiusza
http://www.czarodzieje.org/t16482-poczta-arkadiusza
http://www.czarodzieje.org/t16475-arkadiusz-kolodziejski




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Czw 18 Paź - 14:25

Zrobił wielkie oczy.
- Jak to... dyrektor może mieć z tym problemy? Nigdy bym tak nie pomyślał. Ale to oznacza przynajmniej tyle, że niewiele jeszcze wiem o tym zamku, niewiele wiem o życiu. Szkoda, że mamusia umarła, ona często, swoimi opowiastkami dawała mi jako takie wyobrażenie o życiu. A tatuś? No, może też, ale to nie to samo. On nie jest magiczny. A mamusia była magiczna, chociaż moi dziadkowie z jej strony to byli mugole. Ale nieważne. Ale ale ale skoro  pani mówi, że dyrektor też może mieć z tym problemy... to wierzę pani. Zresztą... zaraz! – teraz wyglądał tak, jakby dokonał wielkiego odkrycia. Podobnie było z tonacją jego dziecinnego głosiku – Zaraz, dyrektor to też człowiek... i ma prawo do takich rzeczy. Ah! Czemu wcześniej na to nie wpadłem? Przecież to takie oczywiste! – i walnął się otwartą stroną lewej dłoni w czoło, dając upust swojej frustracji. Chłopak ewidentnie się tym przejął, aczkolwiek z każdą mijaną minutą, a może nawet sekundą, było lepiej.
Spodobał mu się ten korytarz, nie ma co... a zwłaszcza obrazy, uznał, że ludzie na tutejszych płótnach, zdobiących ściany trzeciego piętra są fajniejsi. Ciekawsi niż na innych ścianach, należących do zamku Hogwartu. Ale nie poinformował Winter o swoich dostrzeżeniach, myśląc że nie powinien tego robić przy obrazach, nawet jeśli jego słowo mile by połechtały namalowane, żywe postaci. Mogły powiedzieć tym z góry albo dołu. I zaczęłoby się... dziwne, Arkadiusz przejął się tym mimo, że często tak nie było. Ale szybko zapomniał o obrazach i powrócił duchem do rozmowy ze studentką.
- Ach, szkoda, że pani niewiele wie o tych miejscach! Ja to bym chętnie je poznał... a pani, czy pani też by chciała? Tylko proszę, proszę, proszę być ze mną szczerym... no bo ja jestem szczery! Słowo harcerza! – uniósł dłoń i przystawił do głowy, robiąc gest typowy dla skauta. I uśmiechnął się. Znowu. Ponownie. Ah, który to już raz posłał dzisiaj tej kobiecie ten swój zniewalający uśmiech? A kiedy został powiadomiony, że, jeśli chodzi o angielski, jest u niego wszystko w porządku, chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Ah, to bardzo dobrze! Ale nie oszukuje mnie pani, prawda, psze pani? Na pewno? Jeśli pani nie oszukuje, to jestem bardzo szczęśliwy, zadowolony! – uśmiech był ten sam. Teraz jedyna różnicą było to, że chwilowo ponownie wbił spojrzenie w czubki swoich butów, które, jak już wiemy, zostały kupione jeszcze w Polsce. Ale nie trwało to długo. Chłopak po chwili podniósł się, głowę i spojrzenie.
- No widzi pani, to nas różni. Ja miałem dużo wspólnego z osobami, które nie są magiczne. Widzi pani, moi najlepsi kumple nie wiedzieli nawet, że istnieje coś takiego, jak magia, a rodzice zabronili mi ich wtajemniczać. A mama znalazła świetny sposób, by odkryć, czy może są magiczni, tylko się nie przyznają... chce pani wiedzieć, jak ona to zrobiła? Tak czy owak,  czasami trudno było mi milczeć. Ale udało mi się nie zdradzić żadnego słowa, i jestem z tego powodu z siebie dumny! Ale bardziej boli mnie to, że musiałem ich zostawić, tam, w Polsce... jednak przyjazd tutaj okazał się czymś ciekawym, a przynajmniej na razie. Przecież nie wiem, co będzie potem, prawda? Prawda? – przez chwilę rozmowa zeszła na inne tory, aż w końcu doszli ponownie do pewnego tematu. I teraz Arek otrzymał pytanie. Słysząc je, energicznie pokiwał głową.
- Bawarka? A co to jest? Widzi pani, ja jednak jeszcze niezbyt wiele wiem... – i zachichotał cichutko, pod nosem. Przez chwilę milczał, o czymś intensywnie myśląc, aż wkońcu ponownie powiedział to, co powiedział wcześniej. - To jak, psze pani, chce pani wiedzieć, jak moja mama odkryła, że to mugole?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 145
  Liczba postów : 436
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   Sob 20 Paź - 13:17

Niewiedza młodego zaskakiwała go w dużym stopniu - a może po prostu nie potrafił wykalkulować tego, że dyrektor też ma prawo do popełnienia jakiegokolwiek, ludzkiego błędu, który to przecież znajduje się w naturze człowieka? Też dyrektorami pozostają nieraz osoby, które zostały do tego wywołane zupełnie przypadkiem, tudzież powołane pod wpływem konkretnych zdarzeń. I tak właśnie było z profesor Bennett - Hampson, pod wpływem mniemanego wyłączenia barier chroniących Hogwart, został z tego stanowiska zwyczajnie wykopany. Kto by się spodziewał - tego Rieux nawet nie potrafiła przewidzieć. Całe te anomalie oraz zakłócenia stawały się zbyt dużym wrzodem na tyłku - korytarze nie wyglądały tak jak zazwyczaj, ludzie stawali się o wiele bardziej ostrożni, ona zaś - jakimś cudem nie miała większej styczności z nieposłuszną magią płynącą w jej ciele. Życie toczyło się dalej, pełne niewiadomych, pełne enigmy, która to powodowała u jednych zaskoczenie, u innych emocje podchodzące pod agresję. Ciche westchnięcie wydobyło się zatem z ust Winter - dzieciak naprawdę potrafił się rozgadać i z jednego tematu wyjść na wiele innych.
- Wyobrażenie o życiu? - zapytała się, chociaż starała jednocześnie zbytnio nie rozgadywać; doskonale wiedziała, że chłopiec był skory w dość dużej mierze do mówienia tego, co mu ślina na język przyniesie. Jednocześnie nie wiedziała, czy może to zakwalifikować do tych pozytywnych, czy może jednak do negatywnych znamion charakteru Arkadiusza; o ile da mu to przewagę w kontaktach międzyludzkich, o tyle będzie miał problem, kiedy to sytuacja zacznie wymagać zachowania w pewnym stopniu powagi. Obserwowała zatem tylko, jak Puchon robi typowego facepalm'a, najwidoczniej znajdując doskonałą odpowiedź na temat tego, jak to możliwe, aby dyrektor nie pamiętał do końca rozkładu wszystkich sal oraz ścieżek. No po prostu geniusz.
Korytarz ten rzeczywiście posiadał w pewnym stopniu intrygującą, zachęcającą wręcz do kontaktu z obrazami aurę. Nie zmienia to faktu, że są one tylko wspomnieniami, namalowanymi przez artystę, postaciami umieszczonymi na płótnie poprzez magię - i nic więcej. Pamiętają to, co się tutaj dzieje, aczkolwiek nie są w żaden sposób żywymi istotami. Uśmiechnęła się posępnie, kiedy to spojrzała na jeden z nich; być może te doskonale ją kojarzyły, niemniej jednak tak słabo, iż ich praktyczna wiedza o Winter nie równała się nawet z podziemnym parkingiem samochodowym. O ile one w ogóle wiedziały, co to jest i do czego to ma służyć.
- Przydałoby się - powiedziała, by następnie z łatwością dodać, kiedy to rzuciła pierścieniami oczu w stronę młodego - pod koniec edukacji w Hogwarcie. - mruknąwszy, schowała ręce do kieszeni dżinsów, z łatwością przechodząc w dalszą część korytarza. No tak. Jeszcze parę miesięcy, parę marnych miesięcy, by następnie opuścić tę szkołę oraz rozpocząć dorosłe życie. Wydawało jej się to normalne, aczkolwiek nie mogła w żaden szczególny sposób zwlekać z nauką oraz zadaniami, a przede wszystkim musiała zadbać nie tylko o swoje bezpieczeństwo, ale także o bezpieczeństwo siostry. Bo tyle jej pozostało. - Bynajmniej. - dodała na te słowa o oszukiwaniu; chociaż była iście przebiegła jak Ślizgoni, wiedziała doskonale o tym, że musi grać, musi udawać, musi zakładać kolejne maski, wychodzić na scenę, być hipokrytką do potęgi nieznanej - bawiąc się swoimi uczuciami za wszelką cenę. - To logiczne. Mugole nie powinni wiedzieć o magii. - rzuciła prosto; kto wie, co by im strzeliło do głowy? Owszem, nie wszyscy mieli zamiar wykorzystywać tę zdolność do swoich własnych celów, ale czy przypadkiem nie było tak samo z czarodziejami? Westchnęła. - Zawsze po ukończeniu szkoły i studiów będziesz mógł powrócić do Polski. - wymruczała, kto wie, być może na pocieszenie; przecież nie wszystko stracone w jego przypadku. Wystarczy, że będzie utrzymywał z nimi kontakt poprzez właśnie listy, tylko takie wysyłane kurierem - i nic nie powinno złego się stać.
- Herbata z mlekiem. - wyjaśniła w najprostszych słowach znaczenie słowa "bawarka". Wiedziała doskonale, że młody nie musi wiedzieć o wszystkim i o wszystkich, tudzież kiwnęła porozumiewawczo głową. A jednak temat odkrycia tego, czy ktoś jest mugolem, zaintrygował ją. - Owszem. - potwierdziła swoje stanowisko; chciała wiedzieć.

| gunwopost, ból głowy i w ogóle śmiesznie. twój następny post jest szósty, więc możesz wystawić śmiało zt, chyba że chcesz jeszcze po jednym

______________________


Another head hangs lowly
Child is slowly taken
And the violence causes silence
Who are we mistaken?

Ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Korytarz na III piętrze   

Powrót do góry Go down
 

Korytarz na III piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
trzecie pietro
-