Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sala spotkań

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Sala spotkań   Wto Gru 27 2011, 01:33

First topic message reminder :


Sala spotkań

Przypominające lochy pomieszczenie, wypełnione stolikami i krzesłami, oraz tablicami pokrytymi kompletnie niezrozumiałymi notatkami i symbolami, było kiedyś miejscem spotkań tajnego stowarzyszenia, Lunarnych. Najprawdopodobniej wszystkie ważne rzeczy zostały stąd usunięte lub zniszczone, a pozostałości są dystraktorem lub kompletnie nieistotnymi bazgrołami.

UWAGA: Aby wejść (w fabule obróbki artefaktów 2018, podczas obróbek, zasady nie obowiązują) do Sali spotkań, należy przejść przez podziemia. Dalej zasady są takie same:
Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.




Ostatnio zmieniony przez Bell Rodwick dnia Wto Gru 27 2011, 01:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Jeanette L. Villeneuve

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Czw Maj 10 2012, 18:14

To dobrze, że Farid nie miał zamiaru podnosić ręki na kobietę. Jeannette również nie lubiła obrywać w ten sposób. Uwłaczało to jej godności, a poza tym przez takie wybryki wyglądałaby nieładnie podczas pokazów. Ciężko patrzyłoby się w lustro. Przeszkoda podczas treningów.
- No ja myślę - skomentowała z pogardą uwagę o ochroniarzach.
Zajęła jedno z wolnych krzeseł i słuchała nauczyciela uważnie. O cholera. To jedyne co zdołała pomyśleć. Pięknie się wpakowała swoim śledzeniem, nie ma co. Villeneuve wilkołakiem, okropnym, obleśnym stworem, jeszcze czego! Skrzywiła się ze zniesmaczeniem. Przy okazji obmyśliła milion planów ucieczki, a każdy tak wymyślny, że nie miał szans na powodzenie. Przemogła jednak swoje, nieco rozpaczliwe, myśli i odezwała się do Farida:
- Będziemy z tego chociaż coś mieli? - zapytała ze zwątpieniem. W porównaniu do Twana pogodzenie się z faktem wilkołactwa przyjęła dość gładko. Wolała chyba to niż śmierć. Tak, zdecydowanie wolała. Nie twierdzę oczywiście, że wiadomość nie zrobiła wrażenia na Krukonce. Ręce drżały jej lekko, a oczy zmrużyła.
- Tak właściwie to dlaczego my... oni? Ja znalazłam się tu przypaaa... No niezupełnie przypadkowo, raczej niepożądanie. Jaki macie w tym cel? Co chcecie z nami potem zrobić? Co z resztą zamku? - rzucała pytaniami, mając cichą nadzieję, że jakoś odwróci uwagę profesora. Nie ogłuszy wszystkich jednym czarem, a gdyby zawahała się przez moment, szybko zostałaby złapana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Farid Sherazi

Nauczyciel
Wiek : 47
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Sob Maj 12 2012, 00:53

Dlaczego oni? Dobre pytanie, doprawdy… sam chyba tego nie wiedział.
- Kwestia przypadku. – Uśmiechnął się pod nosem, obserwując rosnące przerażenie na ich twarzach. Strach to oznaka słabości, nie było tu na niego miejsca i prędzej czy później się go wyzbędą. Będą przyjmować każde zadanie z coraz to większym podekscytowaniem i rozkoszą. Wraz z przemianą fizyczną, zmienią się także psychicznie i choć oni nie będą tego dostrzegać, on będzie to obserwował z radością. Będą coraz mniej przejmować się bólem i cierpieniem innych. Będą coraz obojętniej patrzeć na krzywdy bliskich. Będą cierpieć. Ale raczej dlatego, że nie będą mogli współczuć. A tak przynajmniej stało się z nim. Może oni będą bardziej odporni na działanie wilczej strony.
Ta mała powoli zaczynała go irytować. Czuła się zdecydowanie zbyt pewnie, a to nie działało na jego korzyść. Miał ochotę zrobić jej krzywdę. Ale nie mógł ukryć, że mu się zaimponowała.
- Nie zadawaj tyle pytań. Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. – Spojrzał na nią groźnie, niemalże warcząc. Włączył się u niego instynkt zwierzęcia, pragnący uciszyć (dość brutalnie) problematyczną towarzyszkę. Potrząsnął głową, żeby dojść do siebie. – Powiem tylko, że wilkołactwo ma wiele zalet. Szczególnie takie, nad którym w pełni można zapanować. A teraz dość gadania. Kto pierwszy chce zasmakować nowego życia?
Kiwnął ręką na kobietę od eliksiru i mężczyznę, który ich tu przyprowadził. Będą mu potrzebni przy 'inicjacji'.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ikuto Arturo Tsukiyomi

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 156
  Liczba postów : 155




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Sob Maj 12 2012, 09:25

Zdecydowanie powoli przestaje mu się to wszystko podobać... Nie, przestało mu się podobać już w Kryptach z tym człowiekiem, który śmiał zranić Lilly. Ukryta kamera? Jak w tym mugolskim show, czy co to tam było. Marzył, żeby właśnie to wszystko okazało się... Takie. Takie proste i żeby to był tylko żart. Nie chciał się zmieniać ani fizycznie, ani psychicznie. Przecież... Lilly boi się wilkołaków, on ma już ustawioną przyszłość w wielkiej korporacji i ta sprawa... Cholera, jak się z tego wyplątać? Musi! Musi jakoś to zrobić!
- Wiele zalet... Thi.... Smród z pyska, spocone futro i umieranie ze zmęczenia po każdej pełni? Nie dostrzegam nic pozytywnego – Prychnął pod nosem nie mogąc już opanować swojej złości. Drogi ucieczki nie było, ale może przynajmniej uda mu się przedłużyć czas, skupić uwagę na sobie. Twan, Krukonko wymyślcie wreszcie coś i uciekajcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Twan Nguyen

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Seoul
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 237
Dodatkowo : wilkołak lunarny
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1020-twan-nguyen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1029-relacje-tlana-n
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1021-twanowa-poczta




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Sob Maj 12 2012, 20:52

Dobra, dobra, to wcale nie brzmiało tak bardzo... źle. No poza faktem, że samo wilkołakowanie, jeszcze w takiej dziwnej formie samo w sobie było jakieś takie zakazane, te eliskiry (nie wiem czy farid to powiedział an głos xd), które umożliwiały im przemianę w wilki o każdej porze, z pewnością nie był legalne. A Twan nie lubił rzeczy nielegalnych. Mimo wszystko, wolał działać zgodnie z prawem chyba, że chodziło o takie jakieś małe występki w szkole, typu naruszanie ciszy nocnej... ale, na merlina! to było przecież ZUPEŁNIE co innego. Coś wręcz nieporównywalnego z tym, co teraz się działo. Ale zawsze przecież pozostawała ta inna strona, myślenie o korzyściach... och, Twan wcale nie powinien o nich myśleć. Tylko jakoś tak nie mógł przestać, skoro już znalazł się w takiej sytuacji. Odetchnął głęboko, ale wcale nie głośno. Zbierał się na odwagę (która, nawiasem mówiąc, nie powinna go opuścić ani na chwilę!), żeby zrobić cokolwiek. Nawet, jeśli nie było to zbyt rozsądne... Wstał i podszedł do Farida, nie, nic nie chciał mu zrobić. Wręcz przeciwnie.
- Chcę być pierwszy - powiedział w miarę opanowanym tonem, chociaż w jego oczach ciągle było widać strach. Ale nawet tego starał się nie pokazywać spoglądając hardo na profesora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeanette L. Villeneuve

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Pon Maj 14 2012, 18:03

Jedna porażka w karierze detektywa, tylko jedna (no dobra, nie pierwsza, nie ostatnia), ale za to jaka okropna. Na przyszłość będzie pamiętać, żeby nie śledzić wilkołaków, bo mogą mieć bardzo niecne plany w stosunku do tych, których złapią przypadkiem. A wystarczyło jakieś zaklęcie, dzięki któremu nikt nie byłby w stanie jej zauważyć. Była zajęta wypominaniem sobie tego błędu, którego nie mogła sobie wybaczyć, kiedy usłyszała Twana, zgłaszającego się. Nie mogłaby powiedzieć, że nie była zaskoczona, gdy usłyszała jego słowa, ale przecież był Gryfonem. Odwaga była ich cechą. Obserwowała go zainteresowana, uznając, że nie ma sensu dalej drążyć tego samego tematu i pytać o wszystko, co przyjdzie do głowy, bo w dalszej części nauczyciel mógł być mniej uprzejmy i ostatecznie zdecydować się na coś bardzo niemiłego. Zastanawiała się jeszcze jak to wszystko zniesie Krukon, który wydawał jej się trochę nierozgarnięty. Może przez strach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Farid Sherazi

Nauczyciel
Wiek : 47
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Wto Maj 22 2012, 23:14

Przyglądał się im uważnie, zastanawiając się, jak oni odczują tę zmianę w swoim życiu. On po przemianie stał się… bezduszny, pozbawiony granic i wszelkich skrupułów. Ale nie wszyscy z jego grupy tacy byli. Część można by nawet określić dobrymi duszami.
- Magia tego przedsięwzięcia polega na tym, że pełnia cię nie obowiązuje. Przemieniasz się w wilkołaka, kiedy tylko chcesz. Do tego w pełni się kontrolujesz pod postacią wilka. To dopiero potężna magia, nie sądzisz? – Zirytowało go to, że ci młodzi ludzie widzą tylko wady tej sytuacji. Powinni czuć się wyróżnieni! W końcu nie każdy otrzymuje taką szansę… nie każdy może być tak potężnym czarodziejem! O… miał chętnego. Szczerze mówiąc, tego się nie spodziewał. Myślał, że będzie musiał ich zaciągać do drugiego pokoju siłą, a tu proszę – Gryfon dobrowolnie pójdzie z nim.
- W takim razie chodź. A wy nie kombinujcie. Stąd nie da się uciec, a możecie zostać nieźle poharatani. – Uśmiechnął się asymetrycznie, trochę też groźnie. Pociągnął tym samym Twana w stronę małych drzwi w rogu Sali. W pomieszczeniu za nimi czekała na nich kobieta z fiolką eliksiru w jednej ręce i różdżką w drugiej. Postawił Gryfona przed sobą i kazał mu wyciągnąć rękę. Czarownica zaś stanęła przy nich i obwiązała ich dłonie magiczną wstęgą.
- Przyrzeknij na swoje życie, że nikomu nie zdradzisz informacji o naszej organizacji ani jej działaniach, a także o tym, kim jesteśmy i kim ty za chwilę się staniesz. Przysięgnij, że będziesz mi wierny i posłuszny. – Minę miał poważną, ciało napięte, gotowe w razie jakichś gwałtownych ruchów ze strony chłopaka. W końcu kazał mu złożyć przysięgę wieczystą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ikuto Arturo Tsukiyomi

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 156
  Liczba postów : 155




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Sro Maj 23 2012, 22:50

I co teraz? Najwyraźniej nie ma możliwości odwrotu. Świetnie, po prostu świetnie. Był pewien, że jeśli po przemianie się zmieni – stanie się inny, bezduszny... To straci wszystko, na co tak ciężko do teraz pracował. Z drugiej strony, jeśli się nie przemieni dobrowolnie to był pewien, że życie przesmyknie mu się między palcami, ostatnie chwile zgasną jak zapałka i nigdy więcej nie zobaczy już An, Corin, Dracona... Czy Lilly. Czyż dla nich nie warte jest takie poświęcenie?... To głupota. Teraz przegiął. Jakby zamiana w wilkołaka okazała się być mniejszym złem... Thi. Tutaj nie było ani dobrych, ani lepszych wyborów. Postanowił się nie poruszać, nic nie mówić. Zdał się po prostu na los. A nuż w końcu ktoś tutaj przyjdzie i uda się ich uratować. Może jakiś heros wpadnie w ostatniej sekundzie? Mimowolnie zastanawiał się już jak bardzo bolesne będzie to wszystko, jak będzie to musiało wyglądać. Potęga... Może jest interesująca, ale zdecydowanie nie jest pożądana przez niego. On już ma wszystko, czego chce. Ta sytuacja tylko przysporzy mu dodatkowych cierpień i kłopotów. Czuł szczerą pogardę dla każdej z obecnej tutaj istot. I szczerą nienawiść do tej wywłoki, która śmiała zająć stanowisko nauczyciela w Hogwarcie... Nie odzywał się, nie poruszał. Nie było sensu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Twan Nguyen

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Seoul
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 237
Dodatkowo : wilkołak lunarny
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1020-twan-nguyen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1029-relacje-tlana-n
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1021-twanowa-poczta




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Pon Maj 28 2012, 01:41

Twan, tylko się nie trzęś, zachowuj się jak prawdziwy gryfon. WEŹ SIĘ OPANUJ. - mówił sobie głosik Twana w głowie, a chłopakowi jakimś cudem udawało się go słuchać. Wzdrygnął się lekko, kiedy dotknął swoją dłonią dłoni Farida. Była nienaturalnie ciepła, jak u wilkołaków przecież. To było naturalne... nienaturalnie naturalne. Rany julek.
Kiedy Sherazi mówił, Twan patrzył się na niego, prosto w oczy, starając się zrozumieć o co w ogóle chodzi. Wiedział, że przysięgę musi złożyć, no ale wypadałoby jednak wiedzieć na czym ona polegała. Tylko jego mózg jakoś nie chciał tego wszystkiego przyswajać.
- P-przysięgam. - Nie mógł się nie zająknąć, tak, zdawał sobie sprawę, że to przysięga wieczysta i właśnie to tak go przestraszyło. Tak samo jak Farid był napięty, Twan pozostawał sztywny i wcale nie miał zamiaru uciekać. Przecież właśnie z różdżki kobiety wylatywała świetlista wstęga i dziwacznie oplatywała jego i profesora dłonie. Wolał nie myśleć co by mogło się stać, gdyby teraz zrobił czego nie powinien.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Farid Sherazi

Nauczyciel
Wiek : 47
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Pią Cze 08 2012, 00:47

Farid potaknął niejako zadowolony z reakcji Gryfona i z tego, że nie próbował uciekać. Kto wie, może będą z niego ludzie... Po zawarciu przysięgi, kiwnął na kobietę, która trzymała w ręce eliksir, a ta podała mu flakonik niezwykle delikatnie. Odprawił ją ruchem dloni, odkorkował buteleczkę i przez chwilę stał nieruchomo, zamykając oczy i napawając się zapachem mieszanki. Wreszcie spojrzał na lekko zdezorientowanego pewnie Twana i wręczył mu napar.
- Wypij do dna. Może zrobić ci słabo. Nie będę cię też oszukiwać, że to nie będzie w ogóle boleć. Będziesz cierpieć przez parę dni. Dlatego też, dopóki nie zapanujesz nad nową umiejętnością, pozostaniesz tutaj razem ze swoimi znajomymi. No... Śmiało. - spoglądał na niego ponaglająco, starając się na razie nie przejmować faktem, iż pozostała dwójka została z jego bezmózgimi w większości współpracownikami. Był niemalże pewien, że nikt z uczniów Hogwartu nie dałby rady znaleźć wyjścia z wieży, ale zawsze warto być w pobliżu i koordynować całą akcją. Kiedy Twan wypił już eliksir, odesłał go do innego pokoju, jego tymczasowej sypialni i poszedł po Ikuto, któremu też wytłumaczył, o co chodzi i wręczył mu butelkę do wypicia, po czym wysłał do pokoju. Tak samo też uczynił z Krukonką.
I tak oto zakończył się jeden z najcięższych dni w życiu Farida. Po upewnieniu się, że cała trójka leży w łóżkach, poszedł do swojego biura i zaczął planować kolejną akcję. Nie ma na co czekać... Trzeba działać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gość
avatar











PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Nie Cze 30 2013, 18:16

Zabić, nie zabić, oto jest pytanie. Taki plan w jego głowie się pojawił, lecz uciekł gdzieś daleko w swoje myśli, bo ktoś mógłby wparować do jego głowi, czego nie chciał, bo jeszcze by mu się oberwało od jego mistrza, gdyby w taki durny sposób wydał ich wszystkich. Wiedział co się stało na balu, to była część planu. Ale nie sądził że rozszaleje się tam istne tornado. Głupi uczniowie, nie wiedzieli w co się pakują. Zapewne mają nasrane do głowy przez mugoli...tyle szlam było w szkole, że aż Lucasowi chciało się rzygać. Oni przychodzili jeszcze na jego zajęcia! Aż się pchali w paszcze lwa. Czasem miał taką ochotę siedząc za biurkiem i obserwując wszystkich uczniów pracujących przy eliksirach...taką ochotę zabić wszystkich brudnych w jego sali. Tak bardzo się nimi brzyyyydził...
Od razu dostał informacje od Ferida, by stawić się w ich sali spotkań, doszedł do jednej ze skrzyń i machnął różdżką. Zatrzaski puściły, zamki się przesuwały i wieko otworzyło się do góry. Dno było tak daleko, że można by było zamknąć w nim trzy osoby. Doskonale się sprawdza w momencie porwań, ale to nawiasem mówiąc. Sięgnął ręką, jakby dno było na wyciągnięcie ręki. Chwycił skórzaną torbę i wyciągnął z kufra, grzebał w środku, aż napotkał fiolkę. Eliksir który pozwolił przemienić ludzi w lunarnych i pochwycił drugą buteleczkę która pomagała kontrolować przemianę. Poprawił swój czarny garnitur i jak gdyby nigdy nic wyszedł z zamku. Nie mógł się teleportować, to było jakieś tam ograniczenie, dzięki któremu dyrektor mógłby ich odnaleźć czy jakoś tak. Z resztą nawet nie chciał ryzykować, za bardzo zaufał swojej inteligencji, która mówiła że mogłoby pójść coś nie tak. Dręczyło go coś dziwnego, od kilku nocy miał takie sny, w których Ferid wysyła go jedynie na posyłki. Nigdy nie kwestionował rozkazów swojego mistrza, lecz teraz zastanawiał się dlaczego tak mu się śni. Może to cholernie prorocze sny były? Szedł spokojnie, aż wyszedł poza mury, gdzie zaklęcie ochronne nie obejmowało. Można było usłyszeć tylko trzask teleportacji.
Pojawił się przed wieżą w której odbywały się spotkania. Poklepał kieszeń, aby sprawdzić czy eliksiry są na miejscu. Oczyścił umysł z każdej zaprzątającej mu głowę myśli. Nikt nie mógł wykraść jego informacji, wiedział że potrzebuje Ferid'a jeszcze do jednego. Chciał aby mężczyzna nauczył go stawiać mur w umyśle przed innymi nieproszonymi gośćmi. Wtedy będzie zbędny. Kto by pomyślał, że kiedyś Lucas będzie chciał pozbyć się mężczyzny który wziął go pod swoje skrzydła, który go obdarzył "przekleństwem". Ale Lucas czuł...wiedział że nastał czas w którym stał się silniejszy od obecnego przywódcy lunarnych. Sam Ferid musiał sobie zdawać sprawę, że nadejdzie dzień w którym Lucas będzie chciał odebrać mu władzę. Może dlatego jemu jako jedynemu przekazał przepis na eliksir, którego używali? To były jedynie pytania na które nikt nie znał odpowiedzi, jednak zbliżał się dzień wielkich zmian.
Lucas wszedł do sali spotkań. Przeszedł obok okna niczym cień i stanął w najbardziej ocienionym kącie. To stąd będzie przyglądał się temu wszystkiemu, co wydarzy się w sali. Oparł się plecami o zimne ściany i poczuł jak po jego plecach przechodzi dreszcz. Włosy na całym ciele stanęły dęba, by po chwile opaść, gdy ciało przyzwyczaiło się do chłodnej ściany.
Powrót do góry Go down


Steven Berg

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 112
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5957-steven-berg#169670
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5959-steven-berg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5960-daimon-poczta-stevena#169674




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Nie Cze 30 2013, 19:31

Steven nadal był lekko przymulony po ugryzieniu jednak powoli wracała zdolność myślenia. Chciał się wydrzeć na dziewczynę, że jej tarcza jest nic nie warta gdy nagle znikąd pojawił się kolejny wilkołak. Cholera coś ich tu za dużo. pomyślał. Nie miał nawet czasu by rzucić jakieś zaklęcie. Widocznie takie właśnie miało być przeznaczenie Stevena. Z jednej strony się cieszył. Chciał w dzieciństwie należeć do jakiejś grupy ludzi o podobnych zainteresowaniach, nie przypuszczał jednak, że będzie jednym z wilkołaków. Ale zawsze to coś. Chciał zaprotestować gdy profesor pod postacią bestii go wyciągał z Sali i to wlokąc go po posadzce. No cóż z wilkołakiem walczyć nie będzie. Miał tylko nadzieję, że daruje mu wleczenie po ziemi w drodze do miejsca, gdzie chce go ukryć. Jakże się Berg pomylił. Gdy wybiegli z zamku poczuł pod sobą twardy grunt. Widział tylko podbrzusze wilkołaka i zastanawiał się jak dać do zrozumienia stworzeniu, że czuje każdy, nawet najmniejszy korzeń na swoich plecach. Dopiero po chwili uznał, że nie ma to sensu. Po kolejnej wertepie poczuł ból w ręku i nagle stracił przytomność. Odzyskał ja dopiero w jakimś nieznanym mu pomieszczeniu, tak nie przesłyszałeś się pomieszczeniu. Wilk puścił wreszcie chłopaka i Steven mógł wstać na własne nogi choć proste to nie było. Gdy zobaczył stojącego w kącie profesora zdumiał się i spojrzał na mężczyznę.
- Co ja tu robię? Gdzie jestem i co to ma do cholery znaczyć? – zapytał jednak jego ognisty charakter dał o sobie znać bo zaczął się wyzywać na prawdopodobnie bogu ducha winnego człowieka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeanette L. Villeneuve

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Nie Cze 30 2013, 23:46

Jeanette wściekała się coraz bardziej z każdym krokiem, choć starała się zachować wyrozumiałość. Pamiętała swoją przemianę, która wcale nie była przyjemna, a ta w wydaniu Georgii nie wyglądała wcale lepiej. Może byłoby łatwiej, gdyby miała do dyspozycji obie ręce i ubranie, a nie marny obrus. Wytrwale brnęła naprzód, zatrzymując się co chwila, aby pomóc dziewczynie. Kto, do jasnej, kurwa, cholery, wymyślił salę spotkań w wieży, a do tego w Hogsmeade? Mogliby im chociaż załatwić jakiś transport, cokolwiek, nawet głupie jednorożce, jakoś pokonałaby strach do nich. Mogłaby też przemienić się ponownie, jednak, cóż, obrusów mogło zabraknąć, a do tego nie miała na to sił.
Na miejsce dotarła po jakimś czasie, zapewne dosyć długim, kiedy Sancroft wyglądała, streszczając, źle. Wprowadziła ją do pomieszczenia, zignorowała resztę i uklęknęła przy niej, aby, w razie potrzeby, jakoś pomóc. Nerwy dopiero teraz ujawniły się w całej swej okazałości, krew odpłynęła z twarzy, a ręce zaczęły drżeć. Rzadko kiedy, bardzo rzadko, Jea miewała wyrzuty sumienia, jednak ta chwila wywołała jakiś żal. Czuła się z tym źle i nieswojo, w głowie powtarzając mantrę, że wszystko jest w porządku, kłócąc się z sumieniem, nagle postanawiającym się ujawnić. Świetnie, bądź dumna, zdobyłaś nowego wilkołaka dla "tych złych". Jakoś nie było satysfakcji. Do tego zadrapała nieszczęsną dziewczynę, jakby tego wszystkiego było mało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gość
avatar











PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Pon Lip 01 2013, 00:18

Georgia zupełnie nie kontaktowała przez całą drogę do wieży, będąc na skraju omdlenia, z umysłem sparaliżowanym bólem. Ostatnim, co pamiętała, było to, że słuchała monologu swojego partnera, który poczuł się chyba zażenowany jej przestrachem. I stała tak, w pewnym momencie przestając go słuchać, gdy nagle zgasło światło, wybuchły fajerwerki, zaklęcia latały w tę i we w tę, a potem nagle coś ją pochwyciło i nie zdążyła nawet krzyknąć, rzuciło w łódce o ziemię i potwornie zabolało... a potem już światło kuło w oczy i czuła pod sobą zimną posadzkę. Ktoś nad nią klęczał, ale nie była w stanie obrócić się, by zobaczyć kto to był, bo coś na plecach bolało ją tak potowrnie. Niewidzącym wzrokiem wodziła po sali, unosząc się na łokciach na tyle, na ile pozwalał jej promieniujący od lewej łopatki ból. Zamajaczyło jej przed oczami jakieś zwierzę, trochę z lewej... nauczyciel? I jej partner z balu, który był chyba równie zdezorientowany co ona, bo głośno krzyczał.
- Co się dzieje? - wyjęczała, opadając spowrotem na ziemię, chowając mokrą od potu twarz w zagłębieniu łokcia i starając się oddychać miarowo, jak wtedy, kiedy tłuczek łamie kości albo spada się z miotły z bardzo dużej wysokości.
Powrót do góry Go down


Gość
avatar











PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Pon Lip 01 2013, 10:17

Wdech...wydech...wdech...wydech. Stał spokojnie oddychając i przyglądając się wszystkiemu co znajdowało się za oknem. Ach ten piękny krajobraz. Noc która dla nich tak wiele znaczy. Zabójstwo na balu, pozyskanie nowych członków. Co z tego że pomimo ich woli. Jeżeli będą się buntować ich wola zostanie złamana i Lucas sam się do tego przyczyni. Nie jest samcem alfa w stadzie...jeszcze nie, ale zazwyczaj to on torturował tych co się opierali. Stał w rozmyślaniach, co by było gdyby, różne uczucia kotłowały się w środku. Usłyszał stukot w okno, spojrzał, to jego sowa. Podszedł do niej otwierając starą okiennicę i wyjął list zza jej pierścienia. Rozwinął go i zdusił w gardle śmiech. Och proszę, dyrektor się chce z nim widzieć. Spotkanie grona pedagogicznego! Tym razem już się zaśmiał głośniej. Jakie to zabawne że głupi starzec nie zdawał sobie sprawy z tego, że pod jego nosem istnieje taki spisek. Czytał list, aż do chwili gdy Farid przybył z jednym z ugryzionych. Nieźle go przeorał, zaśmiał się w duchu, a na jego usta wpełzł delikatny uśmiech. Chociaż cóż innego młodzian mógł oczekiwać? Że będzie niesiony przez wilkołaka na plecach? Albo ten się przemieni, w człowieka i resztę drogi przebędą na piechotę rozmawiając o pięknej gwieździstej nocy? Nic ranami zajmiemy się później. Wyszedł z cienia i spojrzał na swojego mistrza, skłonił mu się nisko. -Mistrzu... Przywitał jedynie tytułem jakim zwracał się od momentu, gdy Farid przyjął go w swoje szeregi. Tak może to była wazelina, lecz wiedział jaką dysponuje mocą, by zwracać się inaczej, bezczelniej. Kiedyś inni z grupy będą się zwracali do niego w ten sposób, oj tak. Przyszłość jest jego...Lecz nie o tym teraz, myśli wszystkie zostały momentalnie rozwiane. Zupełnie niczym płatki mlecza, gdy dmuchnie się na niego. Wiedział co robić z takimi osobami, które zostały ugryzione. -Zamilcz... Zwrócił się szorstkim tonem do Steven'a. Pospolite słowa lamentu osób poszkodowanych...gdzie jestem, dlaczego to robisz, co się dzieje? Kurwa jak to denerwowało Lucas'a, najchętniej to strzeliłby w niego teraz zaklęciem crucio żeby przestał tyle gadać i zaczął wyć z bólu. -Mam to panie o co prosiłeś...kończą się zapasy. Wyjaśnił Farid'owi. Zostały jeszcze dwie fiolki, jak będą w takim tempie rekrutować zwolenników, to niedługo Lucas nie nadąży z produkcją eliksiru. Musiał znaleźć sobie ofiarę która razem z nim będzie ważyła eliksir. Kogoś zaufanego...już chyba nawet wiedział kogo o to poprosi. Poza tym do sali wpadła Jeanette. Przyprowadziła kolejną co się przemienia, no pięknie! Wyminął Farid'a i podszedł do nich. Ślizgon niech się jeszcze męczy...pierwszeństwo mają kobiety. Stanął przy Jeanette i spojrzał to na jedną, to na drugą panią. -Ty to zrobiłaś? Zapytał, słychać było w jego głosie dumę. Poklepał lunarkę po ramieniu. Tak mógł wyrazić swoje zadowolenie i gratulacje dla dziewczyny. Świetnie się spisała. Kucnął przed Georgią. -Nic się nie dzieje moja droga...zostałaś wybrana. Powiedział to takim miękkim głosem, że aż jemu samemu chciało się rzygać. Wyjął fiolki z kieszeni. Jedna miała powstrzymać ból który zapewnia przemiana, a druga miała pozwolić jej przemieniać się w każdej chwili. -Wypij...ból ustąpi. Powiedział i podsunął pod jej usta fiolkę, trzymał ją zdecydowanie, by nie mogła mu jej wytrącić. Nie mogli sobie pozwolić na to żeby stracić jedną z ostatnich fiolek eliksiru.
Powrót do góry Go down


Steven Berg

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 112
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5957-steven-berg#169670
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5959-steven-berg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5960-daimon-poczta-stevena#169674




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Pon Lip 01 2013, 14:06

Kurcze gdzie ja się znalazłem? To jakiś żart, dowcip czy też jakaś pokręcona organizacja, do której należy… pomyślał i patrzył na mężczyzn. …nauczyciele? Berg był kompletnie zażenowany. Nie wiedział czy ma słuchać czy też patrzeć i czekać na dalsze wydarzenia. Gdy zjawił się kolejny wilk z …. O mój boże, jego niedoszłą partnerką. No ale jak się dała pogryźć to jej sprawa, a nie jego. Rozkoszował się przez chwilkę jej strachem. Najciekawsze był to, że widział tu również jedną z uczennic lub studentek Ravenclawu. Stał i nie wiedział co ma zrobić. Jego zdziwienie wzrosło jeszcze bardziej, gdy rozpoznał w jednym z Profesorów, tego, który uczył eliksirów. Teraz poczuł się troszkę rozluźniony jednak gdy psor na niego warknął i zaczął wydawać rozkazy Berg jeszcze bardziej zaczął się buntować.
- Co? Mam zamilknąć? Chyba pan profesor sobie żartuje. Mam prawo wiedzieć co tu się do diabła dzieje. – warknął i spojrzał na Godfrey’a. Nie rozumiał skąd się tu nagle wziął. Miał zabrudzony opatrunek na ranie i był mocno poobijany. Dopiero gdy się trochę uspokoił i wypowiedział swój gniew zaczął się przysłuchiwać rozmowie jaka była prowadzona. Nie miał pojęcia o jakim bólu się mówi. Fakt ręka go paliła żywym ogniem ale czy to było takie nie do wytrzymania? No chyba ktoś tu raczył żartować. Stał i czekał aż wreszcie ktoś mu to wytłumaczy. Miał dość i chciał się tylko i wyłącznie położyć i odpocząć przed podróżą do domu choć tak naprawdę to nie wiedział czy do niego wróci. Nie zapowiadało się na to w tym momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Farid Sherazi

Nauczyciel
Wiek : 47
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Czw Lip 04 2013, 03:09

- Silencio - mruknął niedbale, machając różdżką w stronę Ślizgona. Miał dosyć jego gadaniny, tak samo jak Godfrey. Jego samcza brawura, mająca zapewne w jakiś sposób pozwolić mu na odzyskanie kontroli, nie była niczym nowym dla Sheraziego. Już to widział i doprawdy, znudziło mu się wysłuchiwanie podobnych do niego. Przynajmniej cechy generujące takie zachowanie były przydatne przy wykonywaniu zadań dla ugrupowania. Niektórzy Lunarni zachowywali się jak wściekłe psy spuszczone z łańcucha. - Expeliarmus - dodał, w razie gdyby chłopak próbował stawiać opór, rzucając niewerbalne zaklęcia. Jego różdżka poszybowała w powietrze i upadła gdzieś koło nogi Farida, który zignorował ją zupełnie, obojętnym wzrokiem przyglądając się Ślizgonowi. Ruszył w jego stronę powolnym krokiem. - Skończ przedstawienie, lepiej uważnie posłuchaj - zaczął, zbliżywszy się do niego na odległość kilku kroków. - Im szybciej zrozumiesz, tym mniej będzie bolało. - Uśmiechnął się złośliwie. - Znajdujesz się właśnie w głównej siedzibie ugrupowania, któremu przewodzę. Będziesz od tej chwili moim podwładnym, posłusznie wypełniającym każde moje polecenie albo polecenia profesora Godfreya. - Wskazał na nauczyciela, zajmującego się drugą z ugryzionych. - Zrobisz wszystko, by pomóc w przejęciu kontroli nad Hogwartem i wyeliminowaniu wszystkich słabych czarodziei. Gdy złożysz wieczystą przysięgę wierności i posłuszeństwa, dostaniesz to. - Wyjął fiolkę z eliksirem, jedną z jego własnych zapasów. Trzymał ją pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym, przyglądając się z obojętnością zawartości. - A to - kontynuował, przenosząc znów wzrok na Ślizgona - pozwoli ci kontrolować przemiany w wilkołaka, którym właśnie się stałeś i zachowywać świadomość podczas pełni. Jeśli zaś zdecydujesz się zrobić inaczej, zginiesz - zakończył z uśmiechem, wbijając twarde spojrzenie w twarz Berga. Szybkim ruchem różdżki i wypowiedzianym w myśli finite incantatem zdjął z niego czar milczenia. - Jaka jest twoja decyzja? - spytał, dobitnie wypowiadając każdą głoskę. W tym momencie stał w odległości stopy od ucznia, z rękami skrzyżowanymi na piersi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Steven Berg

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 112
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5957-steven-berg#169670
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5959-steven-berg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5960-daimon-poczta-stevena#169674




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Czw Lip 04 2013, 07:13

Steven lekko się zjeżył patrząc na drugiego nauczyciela, który o zgrozo właśnie go uciszył. Berg nienawidził gdy ktoś wydaje mu rozkazy. Ponadto jeszcze rozbroił chłopaka zanim ten zdążył się zorientować, że miał w ręku różdżkę. No pięknie Berg. Przecież mogłeś jeszcze przed chwilką działać. pomyślał. Jednak skutki ugryzienia były dla niego dość katastrofalne. Wyzwoliły w nim wielkie pokłady niepohamowanej wściekłości i czegoś jeszcze. Steven nie wiedział czego dopóki nie podniósł w górę swojego ramienia. Poczuł zapach posoki i już wiedział. Czuł zew krwi pulsującej w żyłach innych. Wiedział, że stawał się wilkołakiem i wiedział jakie są tego konsekwencje. No cóż jeśli nie mógl atakować i nic mówić musiał słuchać. A prawdę powiedziawszy było czego. To co mówił Sherazi miało sens, a poza tym było tym o czym Steven od dawna marzył. Przynależność do tajnej organizacji i to jeszcze działającej w tak szczytnym celu. Sam Berg nie lubił za bardzo szlam i osób z mieszaną krwią. Oczywiście, że były wyjątki ale ogólnie miał dość, że tyle bezużytecznych czarodziei mieszanej czy też Mugolskiej krwi pałęta się po szkole. W trakcie gdy Sherazi mówił coraz to więcej Bergowi aż rozszerzały się oczy ze zdziwienia, że to on został w pewnym sensie wybrany. Dopiero gdy profesor oddał mu zdolność mówienia Berg zrobił coś czego nigdy w innych okolicznościach by nie zrobił. Klęknął na jedno kolano i patrząc się na psora odetchnął głęboko.
- Chce pan znać moją decyzję. Jest ona prosta. Oczywiście, że zgadzam się na warunki jakie pan postawił. Jestem w pełni świadomy obowiązków jakie na mnie spoczną i przyjmuję pomoc jaką chcecie mi zaoferować. Jednym słowem przysięgam być wiernym organizacji i chronić jej członków oraz respektować jej prawa. – powiedział Berg mając nadzieję, że to pomoże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gość
avatar











PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Czw Lip 04 2013, 19:49

Uhaha! Jaka piękna szopka! Bardzo podobał mu się ten teatrzyk. Jacy ci uczniowie są naiwni, to nie jest mianowanie na rycerza okrągłego stołu! W ich gronie składa się wieczystą przysięgę. Na co im te durne obietnice, kiedy w okolicznościach veritaserum (do którego on miał dostęp więc mógł skłamać przed dyrektorem że się skończyło, taki jest słodki przywilej nauczyciela eliksirów), lub pod naporem klątwy cruciatus, może się wypaplać? A tak to złamie wieczystą przysięgę i umrze, taka była cena tego wszystkiego. Dlatego właśnie nie ukrywał swojego rozbawienia. Och jeszcze jedno, tak bardzo by chciał czytać w myślach innych, że musi poprosić Farid'a o naukę legilimencji i oklumencji. Wtedy by miał jeszcze większy ubaw. Och jaka nienawiść do szlam i do czarodziei pół krwi. Jakie to było zabawne, a czyż ta oto tutaj dziewczyna nie miała być jego partnerką na bal? Czyż on jej nie zna? Jak się dobrze wydawało Godfrey'owi, to ta obecna tutaj Dżordżia, była mieszańcem. Zastanawiało go, co kierowało Farid'em, żeby kazać ją przemienić, a raczej co strzeliło do głowy Dżanet, aby ją przemienić. A może to rozkaz z góry? Zmierzył szybko Farid'a wzrokiem. Nosz kurwa mać! Jaki mieli cel?! Aby oczyścić świat czarodziei ze szlam i mieszańców krwi! A tutaj? Do cholery jasnej, w ich szeregach zaraz będzie jedna z takich istot. Ale Lucas obecnie nie miał nic do gadania...jeszcze nie..."obdarzony", osoba brudna była obdarzona. Jakie to zabawne...może weźmy gryźmy wszystkich, ludzi, pół krwi, czystych, zróbmy mieszankę wilkołaków i razem potatajajmy po tęczy w stronę kolorowego świata...kurwa.
-Pomoc? Zapytał odwracając się w kierunku ślizgona. -Pomoc? Tobie? Chyba nie zrozumiałeś synku...to ty, będziesz pomagał nam. Nie otrzymasz żadnej nagrody...Twoje klękanie na nic się nie zda...masz złożyć wieczystą przysięgę. Powiedział stanowczym głosem ukrywając swoje rozbawienie, gdzieś głęboko. Każdego nowego członka tak traktował, więc każdy musiał się przyzwyczaić. Według niego, nowy musiał jakoś się wykazać, żeby zyskać szacunek Lucasa. Każdy chciał dołączyć do ich organizacji, jednak większość tylko po to, żeby siać terror wśród innych, którzy się dowiedzieli. Jak on nienawidził tych dzieciaków, którzy się tak odnoszą i sądzą że są nietykalni...bo Lunarni ich wybawią. Nie ważne, już więcej do nich niczego nie powiedział, spojrzał na Farid'a. Ścisnął mocniej list i rzucił go na stół, koło swojego mistrza. -Ten stary dureń przysłał mi list...robił zebranie, na które się nie stawiłem. Powiedział poważnym, lecz z szacunkiem tonem. Teraz musiał wymyślić jakąś sensowną gadkę, która pozwoli mu oszukać dyrektora. -Musisz mi pomóc teraz wymyślić coś sensownego, co pozwoli mi zmylić tego starego głupca. W szkole jest nauczyciel potrafiący legilimencje...musimy wyrzucić ze swoich myśli dzisiejsze spotkanie i zastąpić je nowymi... Wyjaśnił, bo najbardziej się obawiał tego, że każdy nauczyciel może być poddany kontroli przez tego typka. A on nie chciał aby ten pedałek szperał mu w głowie. W ogóle te słowa miały być również aluzją dla Farid'a, aby nauczył go potrzebnych rzeczy.
Powrót do góry Go down


Steven Berg

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 112
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5957-steven-berg#169670
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5959-steven-berg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5960-daimon-poczta-stevena#169674




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Czw Lip 04 2013, 20:51

Dla Berga ofiarowanie mu wilkołactwa i przynależności do tajnej organizacji było wielkim wyróżnieniem. Może to co zrobił było szopką ale słysząc słowa Sheraziego poczuł się rzeczywiście jak jakiś wybrany. I co z tego, że wiązało się to z bonusem. Fakt w pierwszym momencie na balu chciał rozszarpać tego, kto to zrobił i pewnie nadal miał taki zamiar. Ale to na razie odłożył na później. Co prawda miał jakieś nie jasne przebłyski pamięci wydarzeń z balu jednak niczego nie był pewny w stu procentach. Teraz chciał się tylko pozbyć tego przytępiającego jego umysł dziwnego uczucia. Zastanawiał się co to za przysięga, którą ma złożyć. Nie wystarczyło jego żarliwe zapewnienie. Cóż było to dziwne ale Steven mógł znieść wszystko byle tylko jego marzenia się spełniły.
- Tak panie profesorze pomoc gdyż zaoferowaliście mi spełnienie moich marzeń i pragnień z dzieciństwa. Wiem, że to brzmi dziwnie ale tak właśnie jest. I proszę mi powiedzieć jaka to przysięgę mam złożyć. Jestem gotowy by to zrobić. – powiedział pewnym głosem i bez strachu patrzył się w oczy drugiego nauczyciela. Wstał i teraz rozglądał się po tym jakże dziwnym miejscu. Wydawało mu się, że aż pachnie ono tajemniczością. Ani razu nie spojrzał na swoją niedoszłą partnerkę z balu. Nie znał tej dziewczyny i raczej nie raczył jej poznawać, jednak teraz będzie się musiał nad tym zastanowić czy na pewno nie będzie musiał jej bliżej poznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30017
  Liczba postów : 47582
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Nie Cze 29 2014, 23:59

W życiu każdego człowieka dzieje się coś, co każe mu się zastanowić nad tym dlaczego stoi nad przepaścią, albo już tkwi na jej dnie. Charles był właśnie w takim momencie swojego życia. Rok temu zakończył posługę w Ministerstwie Magii jako amnezjator. Widział mnóstwo twarzy, których grymas bólu nie świadczył o tym, że chcą o czymkolwiek zapomnieć. Zabierał im to. Grzebał w głowach mugoli niczym sztukmistrz raz po raz zabierając im kolejne wspomnienia, a czasem nawet bawił się w dobrą wróżkę zabierając im również coś żenującego. Teraz nie miał już do tego cierpliwości, a każdy poranek brzydził się nim co raz bardziej częstując go nowymi zmarszczkami. Tak zatem gdy tylko otrzymał list z prośbą poprowadzenia szkolenia dotyczącego legilimencji czytał kilkakrotnie list z niedowierzaniem zastanawiając się czy w ogóle powinien się tego podjąć. Potem przebiegł spojrzeniem na zdjęcie córki, która właśnie kończyła edukację w Beuxbatons. Może powinien się zgodzić? Przecież ją też zamierzał uczyć tej sztuki... Co prawda uznał to za krępujące, szczególnie jeśli zobaczy coś, co córka pieczołowicie by przed nim skrywała, ale przecież jeszcze jej nie przedstawił swojego planu. W każdym razie zilustrował wzrokiem jeszcze raz kartkę papieru, a potem szukał w pamięci nazwiska Sharker. Nie znalazł go jednak, więc jedynie napisał parę słów o miejscu spotkania i odesłał tą samą sową list. Nie dziwił się, że człowiek z łatwością go namierzył. Jeśli był znaczącym człowiekiem z czapką pełną koneksji, to nie trudno było mu odnaleźć emerytowanego amnezjatora, który w swoich dłoniach dzierżył pożądane przez młodzieńca umiejętności. Charles nie obawiał się, że ten go w jakiś sposób wyprowadzi z równowagi. Już nic nie było w stanie poruszyć jego psychiki szczególnie po torturach crucio, które widział na własne oczy.
W każdym razie pojawił się w dawnej sali spotkań Lunarnych. Uznał to za dość porządnie opuszczone miejsce szczególnie, że była to ostatnia akcja jego pracy, gdzie brał udział w oczyszczaniu śmieci po Sherazim. Zatem wiedział, że znajdą tu ciszę. Rozsiadł się na jednym z krzeseł i tkwił w tej pozycji z daleka łudząc pewnie wrażenie, że zapadł w drzemkę.
Nie zapadł. Wciąż wiedział, że jest tu po coś. I oczekiwał gościa. Wszak to on grał rolę gospodarza skoro przyszedł pierwszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Pon Cze 30 2014, 02:00

W gruncie rzeczy nie rozumiał, czemu mu aż tak na tym zależało, ale cóż. Jeśli on czegoś chciał - musiał to dostać, a że miał środki to z nich korzystał. Wcale nie było tak trudno odnaleźć emerytowanego amnezjatora i nakłonić go do tego, aby z nim współpracował. Pieniądz nie śmierdzi, znajomości też w życiu nie przeszkadzają, dlatego czemużby miałby sobie odmawiać „przyjemności” nauki legilimencji? Oklumencję wreszcie opanował, po wielu tygodniach trudów. Wciąż pamiętał jak męczyła go Anastazja i wcale mu się nie podobało to, że teraz nie dawała znaku życia. Zupełnie tak, jakby po prostu ukradła jego tajemnice i postanowiła sobie odejść, aby zaraz wykorzystać je w jakiś niecny sposób. Nie szukał jej jednak, przypuszczając, że wkrótce wróci, a wtedy się z nią policzy, a jeśli nie to jeszcze lepiej. Oszczędzi mu wtedy zachodu i może zgnije gdzieś w jakimś rowie.
Oklumencja była przydatną umiejętnością. Potrzebował  tej pewności, że nikt nie wedrze się do jego umysłu, a jeśli miał okazję do tego, aby się kształcić jeszcze w kierunku drugiej umiejętności z pary to zamierzał skrzętnie to wykorzystać. Mogła być przydatna w przyszłości, zwłaszcza, że uważał się za całkiem niezłego z zaklęć. Zastanawiał się jak wyglądałoby połączenie legilimens z obliviate. Może mógłby „wyciągnąć” z kogoś wspomnienia, a potem zmodyfikować jego pamięć? Zdaje się, że modyfikacja pamięci była nieco zbyt trudna jak na jego obecne zdolności, ale wszystko dałoby się załatwić z biegiem czasu. Wiedział, że da radę. Musiał dać, bo kto jak nie on?
Zjawił się w Sali Spotkań, czując od razu niemiłe skojarzenia, właśnie z Opuszczoną Kuźnią, w której miał okazję doznać po raz pierwszy w życiu tortur. Zadrżałby na samo wspomnienie, gdyby nie to, że nie mógł sobie pozwolić na okazanie słabości. Nie teraz i nie w tym miejscu. Przekroczył próg pomieszczenia, od razu dostrzegając mężczyznę, którego potrzebował. Poprawił niemalże mimowolnie czarną szatę, jaką miał na sobie i ruszył w jego stronę. Niespiesznie, ale  jego kroki i tak zabrzmiały podejrzanie głośno w tej wszechogarniającej ciszy.
- Deniver? - zapytał cicho, upewniając się, gdy już zatrzymał się w pewnym oddaleniu od mężczyzny, świdrując go spojrzeniem chłodnych, stalowoniebieskich oczu. Niech przedstawienie się rozpocznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30017
  Liczba postów : 47582
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Wto Wrz 09 2014, 15:48

Cicho wszędzie. Głucho wszędzie. Co to będzie, co to będzie? Walka na śmierć i życie. Czy jesteś w stanie w nią zagrać? Teraz nie ma odwrotu. Poznałeś tajemnicę Klubu Theri. Nie możesz się już wycofać, skoro zrobiłeś ten pierwszy krok. Albo przyjdziesz i będziesz grać, albo będziesz zwykłym siusiumajtkiem i uciekniesz w popłochu, ściągając na siebie klątwę. To od Ciebie zależy, którą drogą pójdziesz. Miej się na baczności. W tej sali wszystko ma oczy i uszy szeroko otwarte. Stąpasz po zimnej podłodze, która chętnie utuli cię do snu. Słyszysz dziwne jęki dobiegające z dalszych pomieszczeń. Jest tu ciemno, brudno i mrocznie. Ale chęć sprawdzenia się na polu walki jest silniejsza, prawda? Oby.
Przy drzwiach stoją eliksiry, po jednym dla każdej osoby. Tak samo jak magiczne notatniki mówiące o tym, którego zaklęcia użyć (musisz posiłkować się spisem zaklęć). Dalej widzicie dymny napis, który pokazuje wam, w którą stronę macie iść. Na lewo. Tam, w tej dużej sali, znajdują się poprute kanapy, zdemolowane meble, kurz i pajęczyny. A na samym środku ona. Gra. Przeklęta Plansza. Rzuć kostkami i przekonaj się, co się za moment stanie. Na pewno nic miłego, to mogę zagwarantować. Powodzenia!


Kto pierwszy PRZEKROCZY linię mety - wygrywa. Zasady są tu. Pięć dni niepisania posta skutkuje dyskwalifikacją i klątwą. Liczy się kolejność. W sensie, kto pierwszy, ten lepszy, ale potem musicie się już trzymać wytworzonej kolejki.

UWAGA, PISZMY KRÓTKO, A DYNAMICZNIE!

Pojedynek 1

Julia Heikkonen vs Alexis Sky vs Gemma Zaharov

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alexis Sky

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Wto Wrz 09 2014, 21:08

Alexis spodobała się Theira już przy pierwszym rzucie kostką ostatnim razem. Była zaskakująca, energiczna i niebezpieczna. Oczywiście nie cieszył jej nijak fakt osób, z którymi przyszło jej grać, zwłaszcza chodziło tu o pewnego Kanadyjczyka, który ku swojemu zadowoleniu i jej nieszczęściu wygrał tamtą rozrywkę za co do dziś Alexis przeklinała go w duchu. Miał zdecydowanie więcej szczęścia niż rozumu. Zjawiła się pierwsza. Chwilę później zjawili się pozostali gracze z którymi przywitała się krótkim "cześć" i można było zaczynać. Tym razem to ona pierwsze sięgnęła po kości. Rzuciła nimi rozpoczynając rozgrywkę.
-„Trup, który zaczyna już śmierdzieć, ale jeszcze ciągle zastanawia się nad swoim powrotem do życia - uparty trup.”-przeczytała na głos. Nie przypominała sobie, by w ostatniej partii ktoś stanął na tym polu. Nie zapowiadało to jednak niczego dobrego. Mocniej ścisnęła różdżkę zerkając na swoich przeciwników.
Z ziemi, wyłaniają się postacie i dopiero po kilku długich sekundach Lexi uświadamia sobie, że są to inferiusy. Stwierdzenie, że było ich od groma nie było nawet trafne. Slizgonka ciskała zaklęciami na prawo i lewo, pozbywając się ich, jednak w pewnym momencie nie zrobiła tego dostatecznie szybko i jeden z nich złapał ją i podniósł do góry zaczynając podduszać. Z całym szczęściem dla niej coś go rozproszyło i dzięki temu udało jej się załatwić stwora. Klapnęła na fotel i uniosła dłoń by rozmasować sobie obolałą szyję.
-Nie polecam. - mruknęła do pozostałych. Całkiem nieprzyjemne uczucie. Chociaż mimo wszystko humor jej dopisywał. W końcu jakiś odpoczynek i rozrywka.

7 brzydale :D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gemma Zaharov

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Kiszyniów, Mołdawia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Sro Wrz 10 2014, 09:33

Emocje? Tak, świetnie. Adrenalina? Jak najbardziej. Zagrożenie życia? Poproszę. Tak mówiła Gemma, zapisując się do tego tajniackiego klubu, o którym dowiedziała się w zasadzie od Eiv. A przynajmniej tak to zapamiętała. Ubrała się więc przede wszystkim luźno, kiedy otrzymała sowę, ŻE TO JUŻ CZAS. Trochę co prawda błądziła, aby znaleźć tą ukrytą wieżę, a potem salę spotkań. Na szczęście w końcu się doczłapała. Przywitała się z rywalkami, których kompletnie nie znała, ale to nic. Przedstawiła się i od razu zorientowała się, że to chyba nie będzie miłe spotkanie. Zapewne dziewczyny były ślizgonkami, to zawsze wiele tłumaczyło. No nic. Zaharov wzruszyła ramionami i zabrała swój eliksir oraz notatnik, by potem usiąść przy grze. Pierwsza rzucała starsza na oko dziewczyna, ale się nie przedstawiła, więc nie mogła jej jakąś konkretnie nazwać. Wraz z nią nachyliła się do środka planszy, by odczytać cytat z gry. Zaczęło się. Krukonka czuła ekscytację wymieszaną ze strachem, ale adrenalina napędzała ją do działania.
Spojrzała na podłogę, z której zaczęły wyłazić inferiusy. W odruchu przerażenia zakryła buzię, a potem patrzyła, jak te umarlaki dobierają się do tej, co przed chwilą rzucała kośćmi. Miała także odruch pomocy jej, ale w porę zorientowała się, że przecież mają ze sobą rywalizować. Przełknęła głośno ślinę, trzymając różdżkę w pogotowiu, gdyby jakiś stwór zmienił zdanie i zamierzał ją zaatakować. Na szczęście tamta je przegnała, więc na moment Gemma odetchnęła z ulgą. I spojrzała na dziewczynę jak na idiotkę. Dobra, nie chciała się kłócić, więc po prostu wzięła do ręki kostki i nimi rzuciła. Patrzyła, jak jej pionek przesuwa się po planszy, a potem na głos odczytała cytat z gry.
- Przede wszystkim nie miałeś pożywienia, a byłeś za słaby, żeby udać się na polowanie, chyba że w charakterze ofiary. - oho. Czyżby miała być ofiarą polowania? Coś było na rzeczy, bo w do tej pory pustym pomieszczeniu wszystkie usłyszały dziwny szelest. Chwilę potem tuż obok ucha Zaharov przemknęła strzała, która ostatecznie wbiła się w ścianę za nią. Krukonka podskoczyła wystraszona, po czym jej oczom ukazał się centaur mierzący do niej z łuku. W popłochu zaczęła uciekać korytarzem, lecz tamten nie przestawał jej gonić. W akcie desperacji obróciła się i wycelowała różdżką, mówiąc Terra mora vantis. Co sprawiło, że centaur jednak rzeczywiście rozpadł się w proch. Może więc był tylko ułudą?
Po tej całej akcji Mołdawianka wróciła na swoje miejsce, dysząc ciężko. A to dopiero początek!

9, parzysta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Julia Heikkonen

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2215
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 970
http://www.czarodzieje.org/t7262-julia-heikkonen
http://www.czarodzieje.org/t7263-julia-heikkonen
http://www.czarodzieje.org/t7264-julia-heikkonen
http://www.czarodzieje.org/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala spotkań   Czw Wrz 11 2014, 15:07

Wyglądało na to, że ostatnio los jej sprzyjał, szczególnie w tego typu grach. Zdecydowała się na ponowną grę w Durnia i dziwnym trafem udało jej się przejść do następnego etapu, teraz nadszedł czas na Therie. Wiedziała, że tutaj już nie będzie tak wesoło i mogą się jej przydarzyć gorsze rzeczy niż zmiana ubrań czy zniknięcie ręki. Co oczywiście nie zmieniało faktu iż w dalszym ciągu nie brała tego do końca na poważnie. Jasne, raczej będzie musiała sobie radzić ze wszystkim sama, bo przecież chodziło tu o rywalizację a nie wspólne pomaganie. Chociaż ona zadecydowała że jeśli któraś z towarzyszek gry będzie miała większe problemy zapewne im pomoże, w końcu nie była aż taką złą Ślizgonką za jaką pewnie ją uważano. Przed rozpoczęciem przedstawiła się, wzięła eliksir i notatnik po czym usiadła przy planszy. Nie rozpoczynała żadnej rozmowy uznając, że nie będzie to miało sensu, po prostu będą zbyt zajęte radzeniem sobie z tymi wszystkimi rzeczami. Po wszystkim pewnie każda z nich będzie na tyle zmęczona, że jedyne co zrobią to skierują się do łóżek.
Obydwie dziewczyny rzuciły już kostkami i na szczęście sytuacja została opanowana tak więc przyszła pora i na nią.
- Jedna kropla zła nasącza jadem całe nasze dobro, aha fajnie...
Super, ale co teraz? Nie wiedziała czego się spodziewać, rozejrzała się gdy nagle zaraz obok nich zaczęły wyrastać Jadowite Tentakule, nieco poirytowana tym że muszą to być właśnie rośliny odeszła od gry starając się nie narażać na otrzymanie porcji ich jadu. Poradzenie sobie z tym zielskiem nie było dla niej problemem, po prostu rzuciła w nie zaklęcie które spowodowało że te obumarły. Tyle, lajtowo jak na początek, później zapewne nie będzie już tak fajnie i nie obędzie się bez urazów. Tak czy inaczej wróciła do gry oczekując na kolejny rzut.

8, parzysta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Sala spotkań   

Powrót do góry Go down
 

Sala spotkań

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Opuszczona wieza
-