Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wejście do podziemi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


Mistrz Gry

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30017
  Liczba postów : 47582
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Wejście do podziemi   Pon Gru 26 2011, 21:29

First topic message reminder :


Wejście do podziemi
Jeśli tutaj trafiłeś - gratulacje dla ciebie. O tym miejscu wie naprawdę niewielu. Nawet były dozorca nie ma pojęcia, gdzie znajduje się wejście do lochów pod wieżą. Żeby się tu dostać, musisz przejść wokół murów, aż nie natrafisz na posąg garbatego czarodzieja. Naciskając na jego stopę, otworzysz zapadnię, przez którą wejdziesz do bardzo wąskiego korytarzyka. Na razie możesz iść tylko przed siebie, ale już po pięciu metrach natrafisz na pięciokątne pomieszczenie, w którym korytarz rozszczepia się na paręnaście innych, prowadzących do podobnych pomieszczeń. Tak, tak... znalazłeś się w istnym labiryncie. Wątpliwe jest to, czy znajdziesz stąd wyjście bez mapy.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Calum O. L. Dear

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1524
Dodatkowo : obecnie leży w szpitalu na jakiś miesiąc/dwa, nie wiadomo
  Liczba postów : 1225
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Pon Kwi 24 2017, 23:39

Nieszczególnie przejmowałem się plotkami łażącymi po szkole, o ile nie dotyczyły one ludzi, których nie lubiłem. Jakoś tak zawsze było milej na duchu, jak się posłuchało czyichś jęków na temat nielubianej osoby. Z nauczycielami była jednak taka sprawa, że żaden z nich nie obchodził mnie na tyle, bym się nim interesował. Ostatni raz, kiedy takowe zainteresowanie przejawiałem, mocno się zawiodłem na wspomnianym już Fairwynie. Ale cóż, mówi się trudno. O paru faktach wiedziałem, jak chociażby o tym, że Craine to stary zgred, a Robertson to pedał, ale nie były to fakty mocno wpływające na moje życie, ani na moje oceny z przedmiotów (chociaż Craine miewał humorki). Widziałem jednak, że Wittenberg potraktowała moje pytanie śmiertelnie poważnie i wcale nie miała przez to lepszego humoru, więc moja chęć opowiedzenia jej o najgłupszej rzeczy, którą ostatnio zrobiłem, była równie spontaniczna jak decyzja o tatuażu z henny. Widząc jej reakcję, parsknąłem śmiechem i pokręciłem głową.
- Nie ma mowy - powiedziałem i uniosłem jedną brew. - Przysiągłem sobie, że nie pokażę go nikomu, więc jeśli chcesz go zobaczyć, sama musisz mnie rozebrać - poinformowałem ją z szerokim uśmiechem, praktycznie pewny, że dziewczyna z pomysłu zrezygnuje. Może i lekkomyślnie wlazła ze mną do podziemi prawie zapadającej się wieży, ale nie posądzałem ją, by chciała mnie w tych podziemiach pozbawiać koszuli, nawet jeśli chciała tylko rzucić okiem na tego sierściucha. A byłaby to dla niej niemała gratka, bo po ostatnich ćwiczeniach z Devi, tatuaż ruszał się, ożywiony specjalnym zaklęciem. Kot się kiwał na boki i lizał łapę, także no... Never.
Postanowiłem ni z tego, ni z owego wrócić do ćwiczenia zaklęcia. Przeszedłem kilka kroków na prawo, stając twarzą przez korytarzem, którego jeszcze nie przemierzyliśmy.
- Aviatores! - Zaklęcie było udane i ptak, wyleciawszy z mojej różdżki, zniknął w ciemnościach. Starałem się nim sprawnie kierować, już prawie zupełnie opanowawszy to dziwne uczucie rozdwojenia jaźni. Nie leciałem aż tak długo jak ostatnim razem, ale cała przeprawa zajęła mi około pół minuty, toteż po powrocie do pełnej świadomości wyszczerzyłem się do dziewczyny. - Ruchy, Wittenberg, bo prześcignąłem Cię już o dobrą minutę i zaraz znowu będziesz musiała odpowiadać na niewygodne pytania - powiedziałem. W głowie już obmyślałem, o co mógłbym ją zapytać w następnej kolejności.

czas: 30s
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ruth Wittenberg

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1431
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 966
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Kwi 25 2017, 19:53

Kobieta tylko mruknęła pod nosem na propozycję rozebrania Caluma w podziemiach rozpadającej się wieży. Już sama przestawała wdawać się w kalkulacje, czy chłopak próbuje ją sprawdzić, podejść czy po prostu świetnie się bawi myśląc, że wodzi Ruth za nos, co tłumaczyła całkiem zasadnym argumentem, że przecież lepiej mu poszło rzucanie zaklęcia. To dobrze, że nabrał pewności siebie, ale jakby trochę zatracił zmysł samozachowawczy, a na pewno skupienie, bo po raz kolejny rzucił zaklęcie na równo pół minuty. Jej przypuszczenia sprawdziły się w momencie, w którym padł ostatni komentarz Deara.
-Żaden problem – odparła błyskawicznie, niemal wzruszając ramionami. Nie minęła sekunda, a między nimi świsnął jasny czar, który pozbawił Caluma koszulki (Abdico visus, pozwoliłam sobie niewerbalnie, no bo kurde punkty kuferkowe xd). Przy akompaniamencie wyłącznie ciszy, Ruth otwierała oczy coraz szerzej. Chwilę potem parsknęła jednak śmiechem.
-W skali najgłupszych pomysłów na zrujnowanie sobie wizerunku daję mocne jedenaście na dziesięć –powiedziała, kiedy trochę się uspokoiła. Powinna najpierw rzucić Aviatores, a potem dopiero wyszydzać jego szczególną ozdobę, ale nie mogła sobie podarować zobaczenia najbardziej ekscentrycznego tatuażu, jaki widziały jej oczy.
Pozostało tylko uskutecznić zaklęcie… Lubiła tego roześmianego krukona i czuła się przy nim naprawdę swobodnie, ale chyba zapomniał o jednym istotnym fakcie podczas całej rozgrywki. Ruth choć potrafiła przegrywać nie lubiła zadartych nosków i z biegiem lat coraz lepiej jej szło ucieranie ich do normalnego poziomu. Trafiła kosa na kamień, choć sama Ruth mimo że tym razem naprawdę wymyśliła ‘ultimate revenge’ to jednocześnie wciąż bawiła się świetnie i naprawdę była wdzięczna Calumowi za te wszystkie promyczki światła, jakie jej wręczał raz po raz.
-Dziesięć sekund ci wystarczy? Jak skończę zwiedzać korytarz, to pochwalisz się, z iloma kobietami spałeś – rzuciła bez żadnego konkretnego tonu, jakby się umawiali na odpisywanie pracy domowej. Machnęła różdżką świadomie i po upływie trzydziestu sekund Calum mógł zauważyć, że usta krukonki poruszają się delikatnie, odliczając od dziesięciu w dół. Koniec odliczania był jednocześnie zazębiony z jej całkiem naturalnym odwróceniem się do chłopaka i skinięciem głowy na znak, że dziękuje za występ.
Nie zdążyła jednak w jakikolwiek sposób skomentować wymuszonej na mężczyźnie odpowiedzi, bo właśnie się zorientowała, że za bardzo niedługi czas zaczyna pracę.
-Muszę iść. Do następnego razu– rzuciła i już znikała w korytarzu, zostawiając mężczyznę w samych spodniach, dlatego dopiero po chwili wychyliła się i rzuciła ostatnie zdanie – Odczarujesz się sam, prawda? - kilka sekund potem teleportując się już do Munga.
czas: 40 s
zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Calum O. L. Dear

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1524
Dodatkowo : obecnie leży w szpitalu na jakiś miesiąc/dwa, nie wiadomo
  Liczba postów : 1225
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Kwi 25 2017, 23:41

Moja pewność siebie wynikała chyba z faktu, że prześcigałem Wittenberg aż o minutę eksploracji korytarzy. Nie ukrywam, że dawało mi to niesamowitą satysfakcję, bo nawet w najśmielszych snach nie wyobrażałem sobie, by kiedykolwiek wypaść lepiej w kwestii zaklęć niż Ruth. Jak widać cieszyłem się na zapas, bo za chwilę zostałem pozbawiony koszulki. Kij wie, czego użyła - czy całkowicie ją usunęła, przeniosła w inne miejsce, czy uczyniła niewidzialną. Oczywiście po chwili już wiedziałem, że była to trzecia opcja, ponieważ mimo widocznej na zewnątrz nagości, wciąż czułem na sobie materiał. Było to niesamowicie dziwne uczucie, czuć coś, czego nie było. No i zaskoczyła mnie. Powinienem jednak powstrzymać się w jej towarzystwie od tego typu odzywek, bo Krukonka w istocie była nieprzewidywalna.
- Dzięki, że doceniasz - powiedziałem, krzywiąc się. Cóż, już nie mogłem nic zrobić, niech patrzy na tego durnego kota.
Obserwowałem potem, jak z pewną siebie miną wyprzedza mój czas o 10 sekund. Spryciula. Uknuła to sobie. Parsknąłem śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Wiesz, że tak ogólnie to prześcigam Cię o 20 sekund? - spytałem, ale było to chyba pytanie retoryczne, bo Wittenberg patrzyła na mnie wyczekująco. Westchnąłem i odparłem krótko i zgodnie z prawdą: - Z żadną.
To powinno jej wystarczyć. Nie doczekałem się jednak komentarza, bo chwilę potem zostawiła mnie samego w tych podziemiach. Z niewidzialną koszulą.
Krótko później sam się ulotniłem.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Blaithin ''Fire'' A. Dear

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1505
  Liczba postów : 2749
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Pon Maj 14 2018, 22:21

Kto by pomyślał, że tu wylądują?
Fire wyprawę wspominała w gruncie rzeczy źle. Jej dziwacznie dobraną ekipę spotkało sporo nieprzyjemności. Pamiętała doskonale jakie to uczucie, kiedy piasek dostaje ci się dosłownie wszędzie. Przez gorące słońce straciła naturalną bladość jej skóry, która teraz wydawała się nieco ciemniejsza. Za to rude włosy wyraźnie pojaśniały. To by było na tyle z zauważalnych zmian, bo więcej odgrywało się we wnętrzu Blaithin. Przede wszystkim męczyły ją często myśli o tym, że nie potrafiła sobie sama poradzić. Chciałaby umieć zadbać o własne bezpieczeństwo, ale wychodziło na to, że byle stworzenie mogło ją już mocno poturbować. Pamiętała też omamy, które dręczyły ją po ataku pogrebina. I choć na zewnątrz nie była może bardziej ponura niż zwykle, coś w środku rudowłosej zdecydowanie ulegało przemianie.
Uznała, że warto się zgłosić i nie wahała się przy dobieraniu swojego towarzysza. Nawet jeśli Leo nie znał się kompletnie na eliksirach. Nawet jeśli częściej coś mu nie wychodziło niż dawało pomyślny efekt. Po prostu chciała zrobić tę całą obróbkę ze swoim przyjacielem i ignorowała nawet ryzyko, że mogą przez drobny błąd zginąć. Przybyła do Hogsmeade i poczekała na Leo przed wejściem do opuszczonej wieży.
- Dziesięć galeonów, że to się na nas zawali. - odezwała się, gdy dostrzegła już ćwierćolbrzyma. Z pewnością miejsce było dość podejrzane i przypominało zaniedbane ruiny. Przeszła obok murów, odnalazła zejście i trafili do podziemi. Nie miała ochoty przebywać w tym miejscu dłużej niżby wypadało. W ogóle wolałaby szybko załatwić obróbkę przedmiotu i uciec do swojego domu w Dolinie. Zabrała ze sobą wszystko co potrzebne, w tym wyposażenie do warzenia eliksirów jak i różne fiolki. Usiadła gdzieś na podłodze i zmarszczyła czoło w zamyśleniu. No bo... od czego zacząć? To chyba powinno być trudne i skomplikowane. Wolała, żeby Leo na razie niczego nie dotykał. Fire upewniła się, że wie już, jak to zrobić. Przystąpiła do pracy, ale zaskakująco długo kompletnie nic się nie działo. Myślała, że chociaż raz ją prąd kopnie albo zacznie pluć krwią. Ewentualnie opęta ją jakaś mroczna siła, ale wyczuje swój swego. Gmerała przy przedmiocie, instruując też Leo co do używania konkretnych eliksirów. Wydawało się, że ciągle panował nieskazitelny spokój. Wieża ani drgnęła.
- Myślałam, że będzie fajniej. Może to jest popsute? - zaczęła się zastanawiać po paru godzinach, ale otarła czoło z potu i próbowała dalej. Chyba się udało, więc wymieniła spojrzenia z Leo. To by było na tyle... Najwyraźniej mogli wracać.

Pierwszy gracz: I, drugi gracz: 2
Poziom: III
Kuferek: 7+45
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1970
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1660
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Maj 15 2018, 09:37

Leo był jedną z tych osób, które wyprawę do Egiptu wspominały całkiem niby pozytywnie. Lubił takie wycieczki, zatem samo początkowe nastawienie miał wyjątkowo radosne - trafił też na ekipę, która całkiem mu odpowiadała. Samo łażenie po piachu było męczące, podobnie jak wpadanie w pułapki, gubienie się i grzanie w niedźwiedzim futrze... a jednak była to przygoda; coś innego, w końcu. Vin-Eurico niemalże zapomniał już jak bardzo uwielbiał intensywniejsze wrażenia. To raczej teraz gorzej się czuł, wrzucony z powrotem do tego statecznego życia, w którym jeśli coś się zmieniało, to tylko na gorsze. Najlepszym przykładem był, oczywiście, Ezra.
Ale nie chciał o tym rozmawiać - ani myśleć - nawet z najlepszą przyjaciółką. To była pierwsza decyzja, jaką podjął na propozycję wspólnego obrabiania tajemniczych przedmiotów. Potem już oczywiście jedynie potaknął, zaplanowując dzień tak, aby móc poświęcić Fire jak najwięcej czasu. Trochę tylko zaniepokoił go temat eliksirów, z drugiej strony sam by się na to nie porwał, a Gryfonce niebywale ufał.
- Dziesięć galeonów, że się nie zawali - odparł błyskawicznie, kiedy tylko dotarł na miejsce, a Dearówna pochwaliła się swoim wrodzonym optymizmem. Podążał za nią w milczeniu, wcale nie bawiąc się w specjalistę - podobnie później zachowywał się, siedząc obok eliksirów. Blaithin lepiej wiedziała co robi, a on grzecznie wykonywał polecenia, kombinował tylko trochę, a ponad wszystko po prostu się lekko uśmiechał. To znowu było coś innego; dzień wyrwany z życia, odmienny od wszystkich tych, które przyprawiały Leo ostatnio o mdłości.
- Ja to bym uznał, że po prostu zajebiście nam idzie - wzruszył ramionami, niezrażony brakiem tragicznych efektów zabawy artefaktem. Raczej nie był fanem plucia krwią, także jemu aktualna sytuacja odpowiadała.
- Ej, Płomyku. - Skończyli w tej sielankowej atmosferze, a gdy wyszli na świeże powietrze czarodziejskiego miasteczka, Vin-Eurico parsknął krótkim śmiechem. - Gdzie moje dziesięć galeonów?
Wygrał, nie?

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Enzo Zaccaria

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Genua
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 20
  Liczba postów : 116
http://www.czarodzieje.org/t16042-enzo-zaccaria
http://www.czarodzieje.org/t16055-worki-treningowe
http://www.czarodzieje.org/t16048-poczta-tego-fajnego-slizgona#439055
http://www.czarodzieje.org/t16047-enzo-zaccaria




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Maj 15 2018, 23:37

Enzo nie miał okazji uczestniczyć w wyprawie, o której tyle się mówiło dlaczego? Wezwały go rodzinne obowiązki, a nim wrócił, było już po wszystkim. Był załamany tym, że ominęła go taka okazja, dlatego, kiedy tylko oznajmiono, że potrzeba osób do obróbki artefaktów zgłosił się jako jeden z pierwszych. Długo myślał o tym, z kim mógł, by to zrobić, co jak co ale ze wszystkich przedmiotów wymaganych do tego zadania, Nessa była nogą, tak samo, jak reszta ich znajomych w końcu dogadał się z Haeaven. Co prawda on sam niezbyt znał się na eliksirach, ale miał jej tylko pomagać, nie kręcić się pod nogami i takie tam. Niby niezbyt dumne i podniosłe zadanie, ale liczył na jakiś zysk, a jeżeli nie musiał się przy tym za bardzo, wysilać to tym lepiej. Umówili się, że to on przytarga do wioski cały potrzebny sprzęt, tak więc kiedy późnym wieczorem dotarł pod wieże, cały obładowany różnego rodzaju pakunkami, których dziewczyna sobie zażyczyła, musiał wyglądać dość komicznie. Kilka chwil po jego przybyciu, pod budynkiem zjawiła się także ślizgonka.
-Załatwmy to szybko i nie rozwódźmy się nad tym zbyt długo, jak już nam się uda, stawiam piwo w trzech miotłach.-Dziewczyna była jedną z nielicznego grona osób, które lubił i akceptował. Dlatego posłał jej blady uśmiech i w miarę radosne spojrzenie mętnych oczu. Może i na dworze nie było zimno, ale w podziemiach, do których mieli się skierować, było na pewno, a to zaś było kolejnym argumentem na to, by szybko się uwinąć i udać się do ciepłego łóżeczka. Kiedy oboje znaleźli się już w środku, Enzo rozłożył przyniesiony sprzęt, a Haeven od razu zaczęła go instruować i mówić co ma robić, gdyby nie to, że wiedział, że wie, co robi i ją lubi, byłby tym faktem co najmniej rozgoryczony. Minęło trochę czasu, a Enzo zrobił już wszystko, na co mógł, by się jej przydać, a sam zaczął szwendać się po pomieszczeniu i zaglądać pod każdy kamień, kto wie? Może znajdzie tu coś wartego uwagi? Potem dołączyła do niego sama dziewczyna, eliksiry się ważyły, a ona też nie miała nic do roboty, jakież było ich zaskoczenie, kiedy znaleźli dwa czujniki tajności. Nim się obejrzeli, eliksiry były uwarzone, minęło jednak sporo czasu, a skoro próby podjęte przez dziewczynę spełzły na niczym, uznali, że nie ma sensu dłużej tam siedzieć i opuścili wieże.
-Ale w pewnym sensie było warto prawda?-Powiedział, wskazując na dwa znalezione przez nich cacka.
Pierwszy gracz: G, drugi gracz: 6
Poziom: II
Kuferek: 5+20
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Heaven O. O. Dear

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 73
  Liczba postów : 448
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Maj 15 2018, 23:58

Czy czułam presję? Może odrobinę. Żałowałam, że wyprawa mi umknęła i nie zdążyłam się na nią zapisać, miałam nadzieje chociaż na udaną obróbkę. Postanowiliśmy z Enzo zgłosić się na eliksiry, chociaż nie dało się ukryć, że to ja miałam na ich punkcie większą obsesję, jak przystało na Deara. Wiedziałam, że moja siostra też się tym zajmuję i po prostu... nie mogłam wypaść gorzej, prawda? To byłoby niedopuszczalne... Musiałam dać z siebie wszystko, szczególnie, że wciąż byłam za nią mocno w tyle a gonić Fire nie było łatwo. Robiłam co mogłam i starałam się jak z żadnego innego przedmiotu, ale bywało różnie i nie dało się ukryć, że miała nade mną znaczną przewagę. Po prostu nie mogliśmy tego zawalić, więc byłam bardzo konkretna mówiąc Enzo co robić i przykładając całą swoją uwagę do tego, żeby wszystko wyszło jak należy.
- O, to mi się podoba - podsumowałam propozycję chłopaka na temat późniejszego wyjścia na piwo. Na razie miałam nadzieje skupić się najbardziej jak się da, a potem będzie można się rozluźnić. Byłam konkretna i wydawało mi się, że naprawdę wiem co robie. Niestety w pewnym momencie zrobiliśmy sobie krótką przerwę (w końcu i tak trzeba było czekać, po co zachować czujność, prawda?) i chodząc po pomieszczeniu natknęliśmy się na czujnik tajności. To zdecydowanie zbyt mocno pochłonęło naszą uwagę i zepsuło wszystko, nad czym tak uparcie pracowaliśmy.
- W pewnym sensie tak - przyznałam, chociaż byłam wyjątkowo niezadowolona tą sytuacją. Taka porażka... bolało. Przedmiot aż tak mnie nie satysfakcjonował, żeby zignorować niepowodzenie w eliksirach, ale zawsze lepsze to niż nic

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Arthur L. Follett

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 306
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t6704-arthur-louis-follett
http://www.czarodzieje.org/t16021-komu-komu-bo-ide-do-domu#437494
http://www.czarodzieje.org/t6705-alf-a
http://www.czarodzieje.org/t7339-arthur-l-follett




Gracz






PisanieTemat: Wejście do podziemi 2   Sro Maj 16 2018, 11:41

Czytając w gazetach o wyprawie w poszukiwaniu artefaktu Arthur żałował, że zawalony pracą w sklepie nie mógł wyruszyć z innymi. Chciał jednak być na bieżąco, ponieważ zdawał sobie sprawę, że w każdej chwili ta sprawa może uderzyć nawet w takie pionka jakim jest. Czy to nie zbyt wielka powaga jak na Folletta? Może odrobinę. Nic więc dziwnego, że gdy usłyszał o możliwości pomocy przy obrabianiu tych artefaktów to napisał do osoby, jaka jedyna mogła mu w tym pomóc - Brooklyn. Wiedział, że choć na co dzień są rywalami, to w tym przypadku nie zbagatelizuje jego listu i kto wie... Może przy okazji spędzą miło czas?
Z zadowoleniem zobaczył jak dziewczyna gdy naszykował cały sprzęt. - Cześć piękna. - Rzucił przez ramię, uśmiechając się do siebie pod nosem. Nawet przy tak ważnej pracy nie należało pozostawać chamem i gburem. - Spójrz, ten artefakt wygląda totalnie jak wyjęty z kosmosu. Może roztopmy go... I otrzymajmy uran! - Zaczął gadać, co w końcu było u niego normalne. Nie mógł niczego pozostawić bez komentarza.
Tak zaczęły się długie godziny pracy w których to Arthur starał się jak mógł, by nawet jednak kropla nie trafiła w nieodpowiednie miejsce. O dziwo nawet obecność Brooklyn go nie rozpraszała, a wytykanie jej ewentualnych błędów sprawiało niesamowitą przyjemność. - Jesteś pewna, że to już wszystko? - Spytał, gdy zbliżali się do końca. Podejrzewał, że choć oboje są "młodzi, zdolni" to tak ważnemu zadaniu mogą nie podołać.

EDIT:Calum stwierdził,że jednak nam się udało to nie będę się kłócić


Ostatnio zmieniony przez Arthur L. Follett dnia Pon Maj 21 2018, 23:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Brooklyn Vaughtier

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Skąd : San Diego
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -279
  Liczba postów : 163
http://www.czarodzieje.org/t10398-brooklyn-vaughtier
http://www.czarodzieje.org/t10401-play-our-game
http://www.czarodzieje.org/t10402-crystal
http://www.czarodzieje.org/t10399-brooklyn-vaughtier




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Nie Maj 20 2018, 19:57

Seria niefortunnych zdarzeń stanowiła w ostatnim czasie doskonały epitet dla poczynań Brooklyn. Los chyba chciał ją nieco utemperować i poskromić duszę poszukiwacza przygód, gdzieś po drodze skazując ją na leżenie do góry brzuchem w Św. Mungu ze złamaną nogą, ale... niedoczekanie. Niedługo po tym jak wróciła do domu, otrzymała list od samego Arthura Folletta. Tak jak podejrzewała, list dotyczył eliksirów. Tym razem jednak nie chodziło o żadnego rodzaju rywalizowanie w tym temacie, wręcz przeciwnie - o połączenie sił! Obróbka artefaktu, to mogła być zabawa. Szczególnie z myślą, że jest to dość ryzykowne. Nieucząca się na błędach Bruk bez namysłu podjęła w swoim mniemaniu jedyną prawidłową decyzję o towarzyszeniu Follettowi w działaniu.
Bez względu na to czy chciała, kazała Arthurowi na siebie czekać, bo jej uwłaczająca noga, z którą nie do końca jeszcze było tak dobrze, wymagała nużących procesów pielęgnacji, zanim gdziekolwiek mogła się ruszyć. Kiedy w końcu udało jej się trafić do wyznaczonego miejsca, poczuła ten doskonale znany jej przypływ adrenaliny. Również widok chłopaka, który już zajął się sprzętem jak należy, wywołał na jej twarzy szczery uśmiech. Kładąc obok niego różnej maści fiolki i parę drobiazgów, które mogli wykorzystać, odpowiedziała radośnie na przywitanie: - Witaj piękny! - Po chwili już prowadzili spójny dialog, przy okazji nie tracąc na uwadze tego, co było głównym powodem ich spotkania. Całe szczęście Bruk jeszcze udawało się nie doprowadzić do katastrofy, bo, co trzeba jej przyznać, niezwykle się przyłożyła. Tylko prawdę mówiąc... to było na nic. Dokładnie tak, nasłuchała się przytyków ze strony chłopaka dotyczących jej nieprawdopodobnych błędów po to, by odejść z pustymi rękoma!
- Oczywiście, że jestem pewna. Równie mocno pewna jestem też tego, że ten artefakt jest jakiś... wadliwy. No bo dlaczego miałoby nam nie wyjść? - zapytała z nutką urazu w głosie, zupełnie jak naburmuszone dziecko. Nie dowierzała, zatem musiała wstać i przyjrzeć się ich pracy z innej perspektywy. Czyżby o czymś zapomnieli? Czy naprawdę jej pamięć mogła szwankować? Nie, końcem nie mogła być porażka. Zanim jeszcze rozczarowani wyszli, oznajmiła chłopakowi, że niedługo tu wrócą - po sukces. Wrócą, rzecz jasna, z większą wiedzą.

Pierwszy gracz: A, drugi gracz: 4
Poziom: II
Kuferek: 15+13
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Arthur L. Follett

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 306
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t6704-arthur-louis-follett
http://www.czarodzieje.org/t16021-komu-komu-bo-ide-do-domu#437494
http://www.czarodzieje.org/t6705-alf-a
http://www.czarodzieje.org/t7339-arthur-l-follett




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Maj 22 2018, 00:14

Jak bardzo byli w błędzie wychodząc stamtąd wcale się nie spodziewali. - Może ma jakieś zaklęcie zabezpieczające? - Wysnuł do Brooklyn błędnie, jednak co innego mógł zrobić? Nie by specjalistą od wszystkiego, nikt nie był, a na prawdę zdawało się, że ta ich próba skończyła się fiaskiem. - Teraz nie pozostaje nam nic innego jak zalać smutki. - Stwierdził, kierując się w stronę wyjścia razem z Bruk.
Musicie sobie więc wyobrazić w jakimi byli szoku gdy dowiedzieli się, że jednak całe ich starania nie poszły na marne. Sam Arthur przyjmował tę wiadomość w paru etapach, wiecie: niedowierzanie, negacja, akceptacja. Musiał więc wpierw wypytać o wszystko, następnie poddać krytyce całe te zaburzenia magii, by na końcu obdarzyć uśmiechem pewnie równie zdezorientowaną Bruk.
I to koniec? Czy odczarowanie kilku artefaktów, parę magicznych sztuczek miało rozwiązać problemy całej wyspy? Nie wiedział, co miał myśleć. - Chyba jednak nie jesteśmy tak beznadziejni jak nam się wydaje... Albo w tej whisky rano dostałem w gratisie krople płynnego szczęścia. Wiesz coś o tym? - Wrócił na bezpieczny grunt ich rozmów. W końcu trzeba było jakoś maskować robienie eliksirów i sprzedawanie je po kontach. Butelki po alkoholu nadawały się do tego idealnie, a Arthur zawsze miał parę pod ręką.
Gdyby mógł to ze szczęścia pewnie zaniósłby ją na rękach. On po prostu szybko podchwytywał dobre rzeczy w tej ponurej, londyńskiej codzienności. Pewnie nawet i spróbował, ale czy mu się udało? Tego dowiemy się w kolejnym "odcinku pokemonów".

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 2033
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Maj 22 2018, 09:11

Wyprawa była chyba najniebezpieczniejszą rzeczą, na jaką porwała się Bridget w całym swoim osiemnastoletnim życiu. Do tej pory nie wiedziała, co tak naprawdę skłoniło ją do tego, by narażać swoje życie dla jakiegoś... artefaktu. W praktyce - dla kamienia. Po czasie uznała jednak, że była to z jej strony bardzo słuszna decyzja, by ten jeden raz narazić się dla cudzego dobra, dla dobra całej społeczności czarodziejów. Była to misja zlecona społeczeństwu przez jakiegoś tajemniczego człowieka, który z początku mógł uchodzić za zwykłego oszustaoszusta, a w tej chwili był wiarygodnym informatorem. Bridget niemal codziennie sprawdzała, czy na jego profilu pojawiło się coś nowego, niemal przebierając nóżkami w miejscu z niecierpliwością. Naprawdę wyczekiwała kolejnych misji, tak bardzo po raz kolejny chciała być komuś potrzebna.
Doszły ją słuchy, że w Hogsmeade śmiałkowie podejmują się prac w związku z kamieniem, aby przywrócić mu jego pierwotne właściwości, toteż i ona chciała wybrać się do tego tajemniczego miejsca i chociaż popatrzeć na niego. Dogadała się z Cherry, która najwyraźniej tak samo jak ona chciała się przysłużyć wyższym celom i wziąć udział w obróbce. Dziewczęta wspólnie udały się późnym popołudniem do opuszczonej wieży, gdzie w tym momencie przetrzymywano magiczny przedmiot. Okolica była niezbyt ciekawa, Bridget szybko zdała sobie sprawę, dlaczego nigdy nie zapuszczała się w te tereny. Sama wieża nie zachęcała do wejścia. Aura panująca w tym miejscu wskazywała, że magia nie miała się tutaj najlepiej, a to nie przemawiało na ich korzyść. Przez plecy Bridget przebiegł dreszcz.
- To jak? Wchodzimy? - zapytała Cherry, chcąc mieć pewność, że dziewczyna poważnie chce z nią to zrobić.
Ostatecznie przekroczyły próg i weszły do środka, rozglądając się na boki w poszukiwaniu odpowiedniej drogi. Znalezienie pomieszczenia z kamieniem nie było takie trudne - zabranie się do pracy było znacznie gorsze. Bridget stanęła, mnąc w dłoni rąbek szaty. Co miały zrobić? Od czego zacząć? Poświęciły kilka minut na obgadanie pomysłów, wybierając najlepsze opcje z możliwych, po czym usiadły przy kociołku i rozpoczęły warzenie mikstur.
Wydawało się jednak, że każde ich działanie na magiczny kamień zdawało się działać na niego negatywnie. Nie sprawdzało się ani moczenie, ani nakrapianie, ani gotowanie, no naprawdę nic! Jedyne, co ulegało zmianie, to kolor kamienia, a i to nie zwiastowało niczego dobrego. Niestety dziewczęta zauważyły to zdecydowanie zbyt późno, ponieważ były zajęte omawianiem swoich dalszych kroków. W jednym momencie nastąpił huk i fala uderzeniowa zmiotła Bridget i Cherry z nóg. Bridget upadła jakiś metra dalej, boleśnie odbijając łokcie i kolana. Podniosła się szybko z posadzki, pomimo trudu i piekącego bólu, po czym poszukała wzrokiem młodszej koleżanki.
- Cherry! Nic Ci nie jest? - zapytała, pomagając jej podnieść się na własne nogi. - Merlinie, co to było? Chyba zrobiłyśmy coś nie tak, jak trzeba... - dodała w zamyśleniu. Nie chciała na głos wypowiadać wątpliwości, czy aby na pewnopewno powinny próbować dalej i zdecydowanie bardziej wolała, by to Cherry była osobą, która położy temu kres.

Litera Bridget: J
Kostka Cherry: 2
Punkty: 16 + 1, poziom I

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cherry A. R. Eastwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Montrose/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 521
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 441
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood




Moderator






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Czw Maj 24 2018, 21:32

Prawda była taka, że Wiśnia bez odpowiedniej zachęty niewiele by w ogóle zrobiła. Korciły ją te niesamowite misje, ale chętnie chowała się za kartą "ojej, jestem jeszcze uczennicą". Chociaż niebywale chciała zwiedzić świat podczas tajemniczych i niebezpiecznych poszukiwań, tak zbytnio obawiała się, że wyjdzie na bezużyteczną i słabą. Strach wsparty był wymaganiami odnośnie wieku... Których nagle zabrakło, jeśli chodziło o sprawdzanie samych w sobie artefaktów. Puchonka nawet coś o tym mamrotała w Pokoju Wspólnym, wyjątkowo subtelnie próbując wybadać, co myślą o tym jej znajomi - a wtedy wpadła na prefekt naczelną, która nie tylko była w Egipcie na wyprawie, ale dodatkowo zamierzała wybrać się do Hogsmeade i zbadać odnaleziony na pustkowiu kamień.
Nie dało się odmówić.
Autorytet Bridget w oczach Cherry był całkiem spory, poza tym siedemnastolatce zawsze brakowało umiejętności odmawiania. Z każdą sekundą nakręcała się coraz bardziej, aż nagle okazało się, że są już prawie na miejscu, gotowe do przetestowania swoich sił.
- Pewnie - przytaknęła cicho, przywołując na twarz entuzjastyczny uśmiech. Bała się jak cholera, a przy tym obecność Hudsonówny trochę ją krępowała. Ogólnie całe to popołudnie miało okazać się jednym wielkim wyzwaniem, ale cholera - Cherry uwielbiała wyzwania. Ochoczo zatem zabrała się za robotę, starając się nie kwestionować swoich nieistniejących wątpliwych zdolności w dziedzinie eliksirowarstwa. Niestety, nie dało się ukryć braku doświadczenia... albo pecha? Tak czy inaczej, przedmiot koszmarnie opornie reagował na wszelkie zabiegi, zmieniając kolor albo wyginając się lekko na bokach (a może było to złudzenie optyczne od oparów znad licznych wywarów?). I kiedy Eastwoodówna miała właśnie wyrazić swoje niezadowolenie, rozległ się przeraźliwy huk i jakimś cudem pozycje obu dziewcząt uległy zmianie. Cherry potrzebowała chwili, żeby rozeznać się w sytuacji i zorientować, że leży na ziemi, a ciałko ma potłuczone równo od góry do dołu. Kolano pulsowało tępym bólem po gwałtownym zetknięciu z podłożem, ale przypominało to raczej siniaka jak po niefortunnym zleceniu z miotły. Oj, bez fioletowych śladów się nie obędzie.
- Eeee... tak? - Wymamrotała, trochę oszołomiona. W całym tym swoim lęku zapomniała o powadze sytuacji. Nie spodziewała się ataku ze strony podejrzanego kamyczka... Chętnie skorzystała z pomocy Bri, zaraz płonąc rumieńcem i spuszczając lekko głowę. - C-chyba tak... Nie mam pojęcia czemu, znaczy ja się za bardzo nie znam, ale to nie wyglądało źle. Tak myślę. Ale sobie obiłam kolano... Chcesz dalej próbować? W sensie, mam na myśli, czy widzisz w tym sens? - Bo ona nie widziała, a co więcej, pokazywała to całą sobą. Tyle w kwestii ukrywania myśli czy emocji...
Trzeba wiedzieć, kiedy się poddać, nie? Przecież obie doskonale widziały, że kompletnie im to zadanie nie wychodzi. To była tylko kwestia czasu, aż zawiną się z powrotem do Hogwartu.

/zt x2

______________________



Be something greater,

Go make a legacy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lily Thicket

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : IV
Wiek : 15
Skąd : Devonshire, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 113
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t16116-lily-thicket-w-budowie#440823
http://www.czarodzieje.org/t16127-lily-thicket-relacje
http://www.czarodzieje.org/t16128-lily-thicket-poczta
http://www.czarodzieje.org/t16115-lily-thicket#440804




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Maj 29 2018, 01:01

Lily nie miała najmniejszego pojęcia ani o Egipcie, ani o artefaktach. Ba! Jej wiedza o eliksirach była ograniczona do absolutnego minimum wyniesionego z lekcji. A mimo to stawiła się tutaj w roli, uwaga, specjalisty! To było bardzo niemądre z jej strony. Ale od kiedy to panna Thicket zachowywała się mądrze? Tym razem, jak zwykle z reszta, kierowała nią ciekawość i chęć poznawania nowości... No, zdobywania nowych doświadczeń, bo artefakt był chyba najbardziej starociowatym starociem ze wszystkich, z jakimi zdarzyło się zetknąć puchonce. Uzbrojona w jedną fiolkę eliksiru pieprzowego i dwie porcje miksturki menstruacyjnej dla niepoznaki, wybrała się na spotkanie z nieznanym.
Sprawa się posypała mniej więcej kiedy dziewuszka dotarła na miejsce. Potrzebny był jej partner. Albo partnerka, ale przecież nie mogła tam wejść sama, prawda? Z resztą jej celem było poznanie kogoś nowego! Ah, jaka porażka, jaki wstyd... Ale! Rozterki nie trwały długo, bo w końcu nawinął się jej pod rękę pewien obficie wytatuowany ślizgon, z którym zabrała się do pracy.
- A zatem, partnerze, czas zacząć! - powiedziała dziewczyna, tryskając pewnością siebie i z miną znawcy zabrała się za dozowanie ściśle określonej, choć zupełnie zmyślonej ilości kropel eliksiru pieprzowego na powierzchnię kamienia. - Nie działa! Nie możliwe! To bardzo... bardzo specjalistyczny eliksir! - zapewniła swojego partnera, z jeszcze bardziej zadumaną miną wylewając na artefakt całą fiolkę eliksiru menstruacyjnego. Starała się go przekonać, że doskonale wie, co robi, chociaż w istocie nie miała zielonego pojęcia.
- To... zdaje się bardzo oporny na eliksiry i bardzo potężny artefakt - bąknęła, gorączkowo myśląc jak wybrnąć z niekomfortowej sytuacji. - A w ogóle, zupełnie przyjemna pogoda dzisiaj, prawda?
Rozmowy o pogodzie zawsze na propsie. A zyska nieco czasu na wymyślenie, co dalej. Zaciągnęła tu Merlinowi ducha winnego faceta, tylko po to żeby przed nim udawać, że umie w eliksiry...? Przecież chodziło jej o poznanie kogoś, o nowe znajomości i doświadczenia... Myśl, Lily, myśl!
- Może sobie lepiej poradzisz z tym kamieniem, ja wyczerpałam swoje... możliwości. - I zasoby podręcznej apteczki. - Ugh... Ale mnie boli głowa... Zupełnie mi się nie podoba ten kamień...


Litera Lily: H
Kostka Mefisto: 2
Punkty: 8+2=10, poziom I
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 681
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1910
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Maj 29 2018, 01:11

Mefistofeles wcale nie miał ochoty na przesiadywanie nad tajemniczym artefaktem, który przyniosła któraś grupa z Egiptu. Tamten wyjazd zapamietał dość... w gruncie rzeczy, sam nie wiedział jak. Było tragicznie i męcząco, a jednocześnie chyba właśnie takiej masakry wtedy potrzebował. Teraz aż krzywił się na wspomnienie wszędobylskiego piasku, a dodatkowo z tyłu głowy dalej słyszał szepty podgrebina, który chciał zamęczyć drużynę pesymistycznymi myślami. Trzeba jednak było przyznać, że sama obróbka przedmiotów wydawała się dość ciekawa, a Mefisto nie czuł się najlepiej w związku z nadchodzącą pełnią i potrzebował czegoś, co zajmie jego myśli. Udał się zatem do Hogsmeade, coby upewnić się w przekonaniu, że doprowadził jakąś sprawę do końca; w tym przypadku, wyprawę.
Nie sądził, że dostanie do pary małą Puchoneczkę, która nawet gdyby chciała, to nie mogłaby udawać pełnoletniej. Nie narzekał, a jedynie skinął jej głową na powitanie i zaraz zabrał się za robotę. Nie znał się na eliksirach, a dodatkowo rozpraszało go to urocze dziewczę, które nawet podczas wyjątkowo dziwnych kombinacji wyglądało niezwykle zgrabnie. Gracja towarzyszyła najdrobniejszym ruchom Lily, a Mefistofelesa całkiem to fascynowało.
Rzecz w tym, że nie potrafili sobie poradzić z tym kamieniem. Nox powstrzymywał się z trudem od nieprzyjemnych komentarzy, jeszcze chwilę trudząc się z różnymi eliksirami, byle tylko osiągnąć jakiś efekt.
- Chyba nas to przerosło - wyrzucił z siebie w końcu, odkładając kamień na stolik. W tej samej chwili wszystko wokół nich zawirowało i oboje mogli poczuć szarpnięcie, tak charakterystyczne dla transportu świstoklikowego...

/zt x2

______________________


Got teeth like razor blades
And you know that we're out for blood.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Ben Rogers

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Cze 05 2018, 23:47

Ben z jednej strony bał się niezmiernie, z drugiej jednak był podekscytowany jak dziecko, na myśl o obróbce artefaktu, do której się niedawno zgłosił wraz ze swoją młodszą koleżanką z Hufflepuffu. Co prawda nie znali się długo i raczej tylko z widzenia, w końcu on był studentem, a ona była dopiero w czwartej klasie, z tego co kojarzył, ale to nie stało na przeszkodzie, aby razem podjęli się tego arcytrudnego zadania. Bo, nie ma się co oszukiwać, było ono trudne, dla Bena nawet arcy, bo nigdy nie brał w takim czymś udziału. I choć wydawało się to niesamowicie zwariowane, cieszył się. Poważnie. Cieszył się bardzo na samą myśl o tym, że obróbka zbliża się wielkimi krokami. A gdy już nadeszła, entuzjazm ustąpił stresowi, który wydawał się pożerać Krukona od środka, a prawda było to, że bardzo rzadko potrafił ten destrukcyjny typ stresu opanować. Było to nie lada wyzwanie, no ale OWUTEMy zdał bezstresowo, a czegoś takiego jak obróbka artefaktu miałby się bać?
Jednakże bał się nie tylko efektów, jakie może przynieść nieudana próba obróbki, ale także tego, że się zbłaźni. W końcu kochał eliksiry prawie tak, jak zaklęcia i transmutację. Mógł mało wiedzieć o Egipcie, jeszcze mniej o artefaktach, ale eliksiry uwielbiał i nie chciał wyjść na zwyczajnego głąba przy młodszej od siebie koleżance. Dlatego starał się jak mógł, aby chociaż tego stresu po sobie nie okazywać, bo to skutkować mogło dla niego tylko porażką w najczystszej jej formie.
— Gotowa? — zapytał cicho, zanim jeszcze znaleźli się w odpowiednim miejscu, bo wiedział, że tam będą potrzebowali całkowitego skupienia i nie będzie czasu na miłe pogaduszki. Chętnie by porozmawiał, jak zwykle, ale wiedział, że trzeba wybrać pomiędzy skupieniem i dążeniem do celu, a miłymi rozmowami.
Tak jak planował, podszedł do tej obróbki najbardziej bezstresowo jak tylko umiał. I co? I nie powiem wcale nie jajco, bo się udało. Cała obróbkę skończyli we wręcz zawrotnym tempie, a ich umiejętności i wiedza były akurat w sam raz, aby przejść to wszystko śpiewająco. Sam Ben, po kilku godzinach spędzonych w całkowitej ciszy był juz wykończony, ale czuł wielką dumę z siebie, gdy udało im się idealnie dopasować ze sobą wszystkie elementy, które wcale wydawały się do siebie nie pasować, a to, co im wyszło, wyglądało na bardzo cenne. I choć Ben nie był materialistą, czuł, że mogą dostać za to trochę galeonów.

kostka 1 gracza: A
kostka 2 gracza: 3
suma punktów z kuferków:1+6 = 7<19 (poziom I)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Kim Hunter

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : IV
Wiek : 16
Skąd : Newcastle w Australii
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 71
  Liczba postów : 44
http://www.czarodzieje.org/t16146-kim-crystal-hunter
http://www.czarodzieje.org/t16159-relacje-kim-crystal-hunter
http://www.czarodzieje.org/t16157-poczta-kim-hunter
http://www.czarodzieje.org/t16147-kim-crystal-hunter




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Sro Cze 06 2018, 14:08

Kim z chęcią podejmowała różne wyzwania w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, zarówno te łatwiejsze jak i trudniejsze, ale skłamałaby, gdyby powiedziała, że do każdego z nich podchodzi w sposób lekki. Nigdy nie było tak, że bez cienia strachu wykonywała dodatkowe prace czy zadania albo rozwiązywała jakieś tajemnice tego jakże cudownego zamku. Aż sobie przypomniała jej niedawne spotkanie z mitycznym stworzeniem – sfinksem, który zadawał jej zagadki, na które niejednokrotnie miała wahania co do prawidłowych odpowiedzi. O dziwo została wypuszczona z tegoż pokoju, choć w dalszym ciągu na samą myśl o tamtym zdarzeniu ciarki ją przechodzą. Z drugiej jednak strony tak ją to zakręciło, że chyba będzie chciała spróbować jeszcze raz podejść do tego w przyszłości. Dzisiaj jednak czekało na nią zupełnie inne zadanie – obróbka artefaktu.
Na całe szczęście nie wybierała się na nią sama, a z Benem Rogersem – starszym od niej o 4 lata chłopakiem, który tą podstawową część Hogwartu miał już za sobą. Szczerze powiedziawszy trochę mu zazdrościła, bo był o ten jeden etap bogatszy od niej. Ona też już z chęcią rozpoczęłaby dorosłe życie powoli sobie je układając, ale na razie jeszcze kilka klas przed nią. Jeszcze tyle tajemnic w ciągu ich trwania może odkryć, tyle się nowych rzeczy nauczyć, że jeszcze zdąży zatęsknić za młodszymi latami. Tymczasem jednak trzeba było podążyć na spotkanie z Benem. Spotkali się naturalnie w umówionym miejscu o umówionym czasie. Kim bała się, że się spóźni, ale na całe szczęście do niczego takiego nie doszło.
- Jestem gotowa. – odpowiedziała Puchonka. - No to idziemy – powiedziała może nie do końca przekonana. Spowodowane to było jednak nie niechęcią do kolegi, bo nawet spoko gościu był. Nie znali się jednak jakoś specjalnie dobrze. Ona po prostu obawiała się, że pójdzie im cos nie tak. Bała się też, że ktoś może im przeszkodzi albo podłoży jakieś przysłowiowe kłody pod nogi. A tego bardzo by nie chciała.
W końcu po jakimś czasie dotarli do miejsca docelowego. Nie było nawet tak źle, bo obróbka poszło im dość dobrze. Może to dlatego, że kolega Rogers był bardziej doświadczony od niej? Kto wie. Nie mniej jednak mogli uznać, ten dzień za udany. Naturalnie pracowali w ciszy, bo przy takiej robocie było wskazane maksymalne skupienie. Nie było czasu na jakieś rozmówki, podśmiechiwania czy cokolwiek. Straciliby wątek pracy to mogłoby im się nie udać to wszystko i co wtedy?
Kim i Ben zakończyli swój dzień pracy. Puchonka liczyła na to, że dostaną za wykonaną solidnie pracę kilka galeonów, które zasilą ich sakiewki.

z/t dla Kim
z/t dla Bena
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dimitri Dragović

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 167
  Liczba postów : 43
http://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
http://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
http://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
http://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Pon Sty 14 2019, 18:15

”Jestem Krukonem!” mówił Dima. ”Zostaw to mi!” wołał dumny jak paw. ”Chodź, zrobimy to eliksirem! Będzie fajnie!” darł się jak dzieciak, zbyt uradowany początkowym sukcesem. Jednak niestety, nie wszystko idzie tak, jakbyśmy tego chcieli. Szczególnie, gdy chodzi o Dimę i eliksiry. Trzeba pamiętać, że Dimitri Emilowicz Dragović dostał swego czasu prawdziwe, tłuste „T” z eliksirów. Na SUMach, tak w gwoli ścisłości. Mogło to oznaczać tylko jedno- chłopina ni cholery nie znał się na ważeniu eliksirów. Teoria? No dobra, z tej może coś pamiętał. Praktyka? Panie, weź zapomnij! A najlepiej nie dawaj mu kociołka do łapek. No chyba, że chcesz ugotować w nim zupę. Zupy wychodziły mu nie najgorzej.
Może właśnie z tego powodu stali teraz w skupieniu podszytym frustracją, nad biednym artefaktem, który został potraktowany taką ilością magicznych środków i zaklęć, że zaczął zmieniać kolor - No świetnie! Teraz nie tylko kolor, ale i kształt! – zauważył błyskotliwie Dimitri, przy okazji wyrzucając w górę dłonie, jakby coś go poraziło. Jak można stwierdzić po imieniu i nazwisku, Dima nie był Hiszpanem ani Włochem, a i tak jego gestykulacja była iście teatralna nie tylko na scenie. Może to kwestia bycia artystą teatralnym. Miotał się jak szatan. Szczególnie dzisiaj, bo dzień zaczął się dobrze. Nawet upewnił się w swoich zdolnościach transmutacyjnych (co z tego, że potrzebny fragment w książce znalazł Matt…), ale eliksiry jak zawsze musiały przyjść na ratunek nieszczęściu! Założył ręce na piersi i spojrzał skrzywiony na swojego towarzysza. – Ile to to może jeszcze wytrzymać, jak myślisz? – wskazał głową artefakt – Bo wiesz, jak zniszczymy to ja nie odkupie. Choćbym chciał, a nie chcę, to nie mam z czego. Już pomijając deficyt tego typu artefaktów na rynku – mówił całkiem poważnym tonem, chociaż oczywiste było, że sobie żartuje. Przynajmniej tak się wydawało. Mówimy tu jednak o Dimitrim, który, jak to mugole mawiają, był „cholernym slowpokiem”, który nawet jak czegoś nie załapał to grał, że wszystko jest jasne i nie potrzebuje dalszych wyjaśnień. Bo przecież godziłoby to w jego dumę i poczucie wartości. Wciąż wbijał parę kasztanowych oczu w Matta, chyba oczekując jakiegoś rozwiązania, a przynajmniej potwierdzenia, że jego frustracja jest jak najbardziej na miejscu.

Stopień: I
Kostka: I
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1630
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1252
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Pon Sty 14 2019, 18:38

Początkowy sukces,
był tak naprawdę skazany na końcową porażkę, kiedy to wszystko zdawało się przemienić w proch. Towarzystwo Dimy sprzyjało mu, powoli przyzwyczajał się do życia w społeczeństwie. Nie przeszkadzało mu to, że w jakiś sposób jego duma zdawała się nieraz przerastać nad sytuacją - kto wie, być może to i dobrze? Jakby nie było, posiadanie Krukona obok siebie wydawało się być w obecnym układzie jedną z najbardziej rozsądnych opcji, na jaką sobie pozwolili. Ale, nie wiadomo było, ile tak naprawdę z przedstawiciela domu Roweny Ravenclaw pozostało w artyście, który najwidoczniej był pchnięty do przodu poprzez sukces w zakresie działania zaklęć transmutacyjnych. Obróbka artefaktu wydawała się być cholernie trudna, cholernie nieunikniona; jakby nie było, pewne właściwości magiczne tego przedmiotu zdawały się przerastać ich siły. Pozostawało myśleć pozytywnie - pozostawało zwyczajnie iść do przodu, mimo pewnych przeciwności losu; Dimitri stanowił jego światło w tunelu. Pozwalał iść, nie błąkając nieustannie w labiryncie, który sam dla siebie zbudował. Trzymany za dłoń, niczym dziecko, powoli wyrastał z tego, co stanowiło dla niego największą wówczas katorgę; czuł, że ma oparcie. Czuł, że powoli, aczkolwiek nadal zbyt wolno, powraca do życia.
A to, co zaczęło dziać się z artefaktem, gdy przystąpili do roboty, przerosło wszelkie możliwe pojęcia; z początku począł zmieniać kolor, nafaszerowany nieumiejętnie zaklęciami oraz eliksirami. Matthew delikatnie rozszerzył oczy, mając nadzieję na to, że wszystko pójdzie z tym w porządku; niemniej jednak nie wiedział, czy ma się uśmiechnąć, czy może spoważnieć. Słowa należące do mężczyzny znajdującego się tuż obok były przede wszystkim celne, trafne - podniósł tym samym kącik ust do góry w serdecznym uśmiechu, jakby starając się tym samym pojąć, co dokładnie dzieje się z przedmiotem, który ulegał niekontrolowanej zmianie kształtu. Uzdrowiciel znał się na eliksirach, wiedział, do czego one służą, a jednak i tak coś zepsuli. Ewidentnie. - Chyba proste zaklęcia i eliksiry nie powinny go zniszczyć, ale wygląda teraz dość… niepokojąco. Mnie stać, ale też to nie jest tani towar… - odpowiedział na pierwsze pytanie ze strony Rosjanina, myśląc nad tym, co należałoby wówczas zrobić. Niestety - dalsze działania mogłyby doprowadzić do kolejnych zniszczeń. Począł szukać jakiejś inspiracji, jakiegoś odpowiedniego narzędzia, którym być może przywróciliby odpowiedni stan psującemu się przedmiotowi. - Może nie powinniśmy tak faszerować tego el… - chciał powiedzieć, chciał oznajmić, niemniej jednak nie znalazł na to czasu; przypadkowe trącenie łokciem jakiegoś przedmiotu uaktywnił świstoklik - przez który niemalże natychmiastowo, bez konkretnego ostrzeżenia, dostali się w całkowicie inne miejsce.

| zt x2

Kostka: 6 - http://www.czarodzieje.org/t16946p825-kostki#474761
Stopień: I

Próba nieudana!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isabelle L. Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Hiszpania, Alacant
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 814
  Liczba postów : 433
http://www.czarodzieje.org/t16449-isabelle-l-cortez
http://www.czarodzieje.org/t16476-welcome-in-my-world#452752
http://www.czarodzieje.org/t16500-skrzynka-pocztowa-i-l-c#453646
http://www.czarodzieje.org/t16459-isabelle-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Sob Sty 19 2019, 09:49

@Aleksander Cortez 

Po udanej próbie w wieży Isabelle poczuła przypływ ... Adrenaliny? Nie, bardziej odpowiednim słowem byłaby "rywalizacja". Tak, poczuła chęć rywalizacji z innymi. Chciała udowodnić ojcu jak i samej sobie, że jest lepsza. Sama jednak nie zdołała by tego dokonać  dlatego do kolejnej obróbki również zabrała Alka. Z nim wszystko wydawało się prostsze.
- Gotowy na kolejną próbę? - z entuzjazmem złapała kuzyna za rękę i pociągnęła w stronę sali od eliksirów. Pięć miesięcy spędzonych w Hogwarcie było wystarczające aby nauczyła się rozkładu sal na pamięć. Co prawda większość w dalszym ciągu jej unykała przez co zdarzało się jej zawędrować do zupełnie innego pomieszczenia niż planowała na początku ale jej to nie przeszkadzało. Zawsze znalazł się ktoś, kto pomógł jej obrać właściwy kierunek. 
Będąc już na miejscu cały entuzjazm z niej wyparował. Nie miała pojęcia za co się zabrać i od czego zacząć. Eliksiry nie były jej mocną stroną i w tej chwili można było to zauważyć.
- Sądziłam  że będzie to prostsze niż zabawa czarną magią. Masz jakiś pomysł? - spojrzała na Alka z malutką nadzieją w oczach. W końcu ciotka uczyła w tej szkole. Znała się na tym. Watpiła aby nie nauczyła swojego syna czegokolwiek. 
Próby które podjęli okazały się nietrafione. Przedmiot zmieniła swój wygląd, a dodatkowo zaczął znikać. Natomiast oczy Isabelle zaczęły robić się coraz większe. Nie sądziła, że doprowadzą do czegoś takiego. Może faktycznie nie powinni się w to bawić.
- Lepiej już to zostawmy bo na dobre nam ucieknie, patrz. - ruchem głowy wskazała na przedmiot który, co było dość nieprawdopodobne, sunął delikatnie po blacie stołu. Przez chwilę dziewczynie chciało się śmiać widząc to. Czyżby tchnęli życie w to coś?

Stopień : I
Literka : I
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1295
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 889
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Nie Sty 27 2019, 16:06

Po wielkim niepowodzeniu w dziedzinie zdobywania artefaktu nie sądziłem, że postanowię pokusić się na wzięcie udziału w dalszych procesach mających zniwelować zakłócenia magii. Sądziłem, że poparzenia były wystarczającą nagrodą za odwagę i niezłomność, a jednak chyba wreszcie coś przeskoczyło w moim umyśle i zezwoliło mi na pokonanie paraliżu, jaki towarzyszył mi od czasu wyjazdu za granice Wielkiej Brytanii. Była to naprawdę miła odmiana. W końcu nie rozglądałem się z lękiem na boki, obawiając się ataku nawet ze strony tak dobrze mi znanej fauny czy flory. Nie pozbyłem się tego lęku całkowicie. Wciąż był ze mną, starannie skryty pod maską opanowania, a jednak nie kulenie się ze strachu na samą myśl o napotkaniu na polowaniu hibiskusa, było ogromnym postępem, który przyjmowałem z prawdziwą ulgą. Towarzystwo Bridget także nie mogło mi zaszkodzić. Jej usposobienie było mi niezwykle miłym, zwłaszcza w obliczu zagrożeń, jakie oferowała obróbka artefaktu. Okazałem się zbyt powolny i gdy przede mną wiele osób zdążyło już zadeklarować chęć do podjęcia prób w dziedzinie transmutacji, coś popchnęło mnie do spróbowania swoich sił w eliksirach. Nienawidziłem cierpliwego pochylania się nad kociołkiem, odnajdując w tym zajęciu jedynie niepokój związany z niepewnością. Jak mogłem sprawdzić, czy wykonany przeze mnie eliksir jest zdatny do spożycia? Nie zaryzykowałbym na tyle, aby powierzyć sobie zdrowie innych ludzi. A jednak moczenie tego ustrojstwa w jakichś wywarach to było co innego, prawda? Nie miałem szans nikogo otruć. A miła odmiana od codzienności wypełnionej po brzegi nauką też nie mogła mi zaszkodzić. Więc wybraliśmy się prosto w mroczne objęcia podziemi, aby pogłówkować nad odpowiednim rozwiązaniem. Nie wątpiłem, że nie byłam dla Bridget żadnym większym wsparciem, ale kiedy zaproponowałem, abyśmy trochę się rozejrzeli, nie sądziłem, że nasza chęć pomyszkowania zamieni się w prawdziwą manię. Nie mogłem powstrzymać się od przeszukiwania kolejnych kątów, zagłębiając się w podziemia niczym w labiryncie. Co rusz braliśmy do rąk nowe zdobycze i raz za razem wydawały nam się one coraz bardziej interesujące.
- Ciekawe co znajdziemy na końcu tego korytarza… - szepnąłem za którymś już razem, nawet nie dostrzegając upływu czasu. Nieodparta chęć na przywłaszczanie sobie czegoś wartościowego zaczynała mnie zaślepiać.

Litera: G
Stopień: II

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1630
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1252
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Pon Sty 28 2019, 19:10

Kolejna obróbka artefaktu - czemu nie.
Tym bardziej, że eliksiry były jego znacznie bardziej znaną i lubianą dziedziną; co prawda nadal czuł się jako ślepiec, który stara się wydobyć, wykrzesać z siebie jak najwięcej, aczkolwiek nie wiedział, co go może tutaj spotkać. Był tutaj już raz - i nie zamierzał popełnić ponownego błędu, który polegał przede wszystkim na niefortunnym muśnięciu palcami świstokliku, który teleportował mężczyznę oraz jego partnera w stronę samego niebezpieczeństwa. Ciche westchnięcie wydostało się zatem spomiędzy jego spierzchniętych warg, jakby próbując się uspokoić. To, że wcześniej się nie udało, wcale nie oznaczało, że kolejna próba skazana była na widoczną gołym okiem porażkę. Oczywiście, mógł narzekać, mógł nastawiać się pesymistycznie do całokształtu modyfikacji przedmiotu, ale czy to by coś dało? Jakby nie było, poniekąd stawał się odpowiedzialny za studenta, który mu towarzyszył. Życie składa się z wielu porażek, mniejszych wygranych, co jednak w porównaniu z klęskami stają się jedynie cieniem oraz pozostałym posmakiem po kolejnych poczynaniach.
Próbował zatem użyć różdżki, działając w niemal absolutnej, tak charakterystycznej dla niego ciszy - nie wiedział jednak, co ma zbytnio począć. Wraz z Cassiusem próbowali kolejnych zaklęć, korzystał z książek pozostawionych przez poprzedników, starał się doszukać czegokolwiek, co mogłoby zadziałać na ich korzyść rozszyfrowania tej całej zagadki. Półgodzinne próby przyniosły tylko irytację, która odniosła się następnie do nieposłuszeństwa drewnianego patyczka uzdrowiciela - nieznany płomień buchnął zarówno w stronę dorosłego, jak i studenta, z którym trzymał się jakoś dziwnie ramię w ramię, podejmując się kolejnej ryzykownej akcji. - Cholera. - odchrząknął, spoglądając zarówno w stronę artysty, jak i odrobinę swoją. Całe szczęście - poparzenie nie było zbyt poważne, jedynie drobne. Nie bez powodu zatem machnął, czy to z rozleniwienia, czy prawdziwej troski, różdżką, pozbywając się niedogodności.
Niestety - to był koniec ich prób. Prawdopodobieństwo nieszczęścia wzrastało z każdą chwilą.

| zt

Kostki: C - http://www.czarodzieje.org/t16830p275-kosci-glowne-eventy-fabuly-2018#475647 (przed Cassem, na razie nie zacytuję)
Zaklęcie - http://www.czarodzieje.org/t16946p1075-kostki#475650

I - eliksiry
Niepowodzenie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 586
  Liczba postów : 207
http://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
http://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
http://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
http://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Pon Sty 28 2019, 20:41

I znowu byłem gdzieś i robiłem coś, co wydawało mi się nie mieć znaczenia. Po co była mi ta męka? Dlaczego traciłem czas na coś, co z mojej własnej perspektywy nie miało większego znaczenia. Praca nad artefaktem była dla osób, które się na niej znały. Ja nie miałem o niej większego pojęcia. I o ile o czarnej magii chociaż troszkę czytałem, tak o eliksirach mogłem powiedzieć tylko tyle, że są. I zdecydowanie ich nie lubię. Jeżeli mógłbym dzisiaj wziąć udział w plebiscycie na najbardziej chujowego eliksirowara, wygrałbym bez dwóch zdań. Chyba, że uzdrowiciel zamierzał zatruć artefakt, a następnie powoli moczyć go w antidotach z nadzieją, że to cokolwiek da. Wtedy moglibyśmy jakoś się zgrać, ale wyłącznie pod warunkiem, że to ja przejąłbym tę zaszczytną rolę truciciela. A tymczasem dziś jedynie snułem się za nim, udając że mam jakiekolwiek pojęcie o tym co robię. Bardziej podsuwałem Mattowi pomysły, jakby taka była właściwa kolej rzeczy w naszej współpracy i jakbyśmy już na samym początku umawiali się, że to on będzie odwalał czarną robotę. Dopóki się nie sprzeciwiał, mnie również pasował taki stan rzeczy. Gdyby nam się nie powiodło, mógłbym wszystko zrzucić na niego, nieprawdaż?
Więc snułem się za Alexandrem niczym wielki, nachmurzony nietoperz, szukając okazji, aby w jakikolwiek sposób zabłysnąć i jednak udowodnić, że mam coś tam pod czerepem. Niestety, udało nam się jedynie zrobić sobie krzywdę.
- Kurwa, gościu! - Westchnąłem ze zgrozą, kiedy Matt podpalił moją ulubioną kurtkę. Natychmiast zacząłem klepać się po piersiach, czym zafundowałem sobie lekkie oparzenia na wnętrzach dłoni. Nie przejąłem się tym zbytnio. Rany były powierzchowne, ale straty moralne, jakie poniosłem w związku z naruszeniem kurtki okazały się przeważające.
- Daj już sobie spokój, nic nowego nie wymyślisz. - Stwierdziłem, bo uszkodzenie mojej garderoby najwyraźniej przepełniło czarę. - Chyba, że chcesz odkupywać mi kurtkę. Wtedy do woli ćwicz sobie na mnie incendio. - Zironizowałem, gdy wspinaliśmy się po schodach ku wyjściu z wieży. Kto wie, może było nam pisane sprawdzenie powiedzenia, że do trzech razy sztuka?

Kostka: 1
Stopień: I (niepowodzenie)

ztx2

______________________


Jestem zepsuty, zgubiony,
jestem gorzej niż najgorszy
Hotel, pasodoble, skarbie,
znowu tańczę tu samotny
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 2033
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Sty 29 2019, 00:53

Bridget chyba pierwszy raz w życiu zaangażowała się w jakąś sprawę z równym entuzjazmem. Mam na myśli całe to poszukiwanie artefaktów i przywracanie ich do wcześniejszej użyteczności. Było coś magicznego w tym wszystkim i wcale nie chodziło o machanie różdżkami - bardziej o fakt, że w sytuacji kryzysu w świecie czarodziejów potrafiła znaleźć się grupa ochotników, starych czy młodych, chłopców czy dziewcząt, która poświęciła zarówno czas, jak i niekiedy zdrowie, by przywrócić dawny ład i porządek. Ona sama spędziła w dżungli blisko tydzień pod okiem Hala Cromwella, mierząc się z wieloma trudnościami i przeciwnościami losu. Pomimo że już tam się nieźle namęczyła, nie zamierzała na tym poprzestać - a z pomocą przyszedł Riley, chętny do kombinowania w dziedzinie eliksirów.
Bridget miała początkowo plan. Pomysł, który zamierzała wcielić w życie, okazał się być jednak zepchnięty na bok tak szybko, jak tylko znaleźli się w wieży. Znajdujące się wkoło rupiecie stały się w jej oczach znacznie bardziej atrakcyjne niźli sam artefakt, który jeszcze godzinę temu tak bardzo chciała widzieć. W jej rączki wpadały coraz to inne przedmioty, a ona sama została pochłonięta przez skrywane w podziemiach tajemnice. Ją również ciekawiło to, co znajdą na końcu korytarza - a ostatecznie ich zdobyczami stały się czujniki tajności!
- Na Merlina, minęło tyle czasu... - rzekła w końcu, gdy tylko zorientowała się, że na zewnątrz zapadł zmrok. Spojrzała na Riley'a i uśmiechnęła się przepraszająco. Nie mogła zostać w wieży dłużej - obowiązki ją wzywały, szczególnie że następnego dnia musiała po zajęciach lecieć do pracy, którą ostatnio w zupełności ją pochłaniała. Krukon chyba też nie zamierzał samodzielnie kombinować z kamieniem, wobec czego opuścili oboje teren wieży z poczuciem zmarnowanego czasu.

6

/ztx2

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1630
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1252
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Sty 29 2019, 22:53

Poniekąd - ludzie lubią pchać dłonie w ten sam ogień;
drzemiący, trzymający w sobie cząstkę duszy, niemożliwy do dotknięcia bez poniesienia większej lub mniejszej klęski.
Ponownie, mimo wcześniejszych nieudanych prób, postanowił udać się wraz z Cassiusem w stronę podziemi, gdzie ponownie mogli podejść do obróbki niesfornego, trudnego do przełknięcia artefaktu. Wcześniej niestety musiał podpalić ubranie należące do artysty, uzyskać namiastkę wstydu spowodowaną faktem braku czegokolwiek, co mogłoby go w pewnym stopniu przytrzymać w jednym miejscu. Jedno było pewne - nikt nie wiedział, że się tutaj znajduje, poza oczywiście studentem, którego wiedza z eliksirów była niezwykle znikoma. Wejście przez schody nie stanowiło zatem żadnego problemu, ponownie stawiali kolejne kroki, ponownie wymieniali mniejsze lub większe zdania, jakby próbując tym samym coś wskórać w sprawie prawidłowej obróbki jednego z fragmentów czegoś, co podobno nosiło w sobie ogromną moc anomalii. Czy nie powinni się tym zająć całkowicie obeznani w zakresie tejże dziedziny czarodzieje, którym na pewno nie sprawiłoby to trudności? No cóż, wymagali początkujących, więc ich otrzymają - prędzej czy później.
- Naprawdę - znowu nam się nic nie uda? - powiedział ostatecznie, zauważając ponownie jakiś bliżej nieokreślony przedmiot. Ponownie coś zahaczyło o kącik jego oka, przymrużył oczy, skierował charakterystyczne, zielone tęczówki; zbyt długo nie musiał czekać na to, co wpadło mu w dłonie. Istny powrót do przeszłości, działo się to dosłownie parę dni temu, świadcząc ponownie swoją obecnością osoby władające nad cząstką magii. Wziął głęboki wdech - kolejny kalendarzyk. Czy naprawdę coś chciało z nich zwyczajnie się pośmiać? Och ironio losu, zrządzenie. Tego nie wiedział, nie był w stanie powiedzieć. Teatralnie wręcz wziął głębszy wdech, jakby tym samym próbując zachować spokój, przeleciał dłonią po twarzy. - Deja vu. - wymsknęło się spomiędzy spierzchniętych warg, przekrzywiając usta delikatnie w monochromatycznym uśmiechu.
Ślizgon chyba nie był z tego powodu zbyt zadowolony,
ale zawsze mogło być gorzej, czyż nie?

| zt

Literka - G - http://www.czarodzieje.org/t17013p100-kostki#475720
Stopień: I
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 586
  Liczba postów : 207
http://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
http://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
http://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
http://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   Wto Sty 29 2019, 23:44

Paradoksalnie, na mojej twarzy nie malowała się nawet odrobina znużenia. Byłem zaintrygowany, pobudzony do działania. Uznawszy, że limit zaprzepaszczonych szans zdołał się wyczerpać podczas poprzednich dwóch prób, wziąłem sprawy w swoje ręce po raz trzeci. Cholera, do trzech razy sztuka, jak mawiają mugole! Otóż… nie.
Dzień zaczął się niewinnie. Ponowny kontakt z Alexandrem (skąd ja tego dziada w ogóle znałem?!) i szalony pomysł. Hej, co się może stać, jeśli jeszcze raz zejdziemy do podziemi? Teoretycznie - nic. Właśnie. Porzuciwszy wspaniałe plany, mogące zagwarantować mi dodatkowy grosz, zdecydowałem się poświęcić popołudnie debatom na temat eliksirów, zamiast skupiać się na ukochanym malowaniu. Pojebany pomysł już w samym założeniu. Trudno nawet sobie wyobrazić, że wykonanie mogło być jeszcze gorsze, a jednak spieszę z prezentacją.
- Czemu zwykły wiggenowy nie może zadziałać? Wymoczmy to ustrojstwo przez trzy noce, a na koniec zatańczysz nad nim o północy w beczce pełnej żywych węgorzy. Zdjęcie klątwy gwarantowane, więc czemu nie może podziałać na artefakt? - Dywagowałem, kiedy nie zostało już nic do powiedzenia i przyłapałem się na tym, że znowu rozglądam się wokół siebie, jakbym liczył na jakiś postęp lub olśnienie w zakresie przydzielonego nam zadania. Niestety, byłem równie tępy jak na wejściu i trudno powiedzieć jaką rolę miałem pełnić w tym duecie. Najwyraźniej rozpraszającą. Ewentualnie mogłem być maskotką. Taką wyjątkowo nieuprzejmą, ale i tak wszyscy chcieli ją mieć, bo była ładna, nie? No.
- Kurwa, skąd ty bierzesz te kalendarze. Słowo daje, jeszcze jeden i rozbijam bazar na lekcji u Craine’a. - Niekontrolowanie wyrzuciłem ręce w powietrze, gdy zaatakował nas kolejny kalendarzyk, ale nie mogłem się powstrzymać, aby nie spojrzeć na cytat dnia. - Co dwie głowy to nie jedna. Błyskotliwe. Następnym razem weźmy do pomocy hydre lernejską. Może jak statystycznie wyjdzie nam ich więcej to w końcu którąś ruszymy.

2 | zt

______________________


Jestem zepsuty, zgubiony,
jestem gorzej niż najgorszy
Hotel, pasodoble, skarbie,
znowu tańczę tu samotny
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Wejście do podziemi   

Powrót do góry Go down
 

Wejście do podziemi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Opuszczona wieza
-