Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Gruzy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość


Audrey Delilah Primrose

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Gruzy   Pią Lis 18 2011, 22:08

First topic message reminder :


Gruzy
Wojna o Hogwart skutkowała dużymi zniszczeniami szkoły, dlatego gdzieniegdzie można jeszcze znaleźć gruzy. Pokruszone brutalnie mury przypominają czasem zwykłe, malutkie pagórki. Dużym niedopatrzeniem ze strony  obecnego dyrektora jest fakt, że głazy i cegły nie są zabezpieczone ani usunięte, przez co uczniowie bezkarnie odwiedzają miejsca, w których spoczywają.
W tym obszarze można znaleźć naprawdę spore zwalisko. Jest ogrodzone, jednak przez to zabezpieczenie łatwo da się przejść. Sporo osób skaleczyło się na tych skałkach, wspinając się po nich.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Andrea Jeunesse

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 488
http://www.czarodzieje.org/t13398-andrea-jeunesse
http://www.czarodzieje.org/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://www.czarodzieje.org/t13420-andrea-jeunesse
http://www.czarodzieje.org/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Wto Lis 22 2016, 00:45

Zadumała się nad jego odpowiedzią, a w zasadzie to w pewnym momencie jej myśli uciekły w kosmos, dlatego siedziała i gapiła się wielkimi oczętami w martwy punkt. Myślała o... niczym. Tak, umiała myśleć o niczym i medytować, czyli "wygaszać" myśli. Dopiero po dłuższej chwili wróciła z powrotem na ziemię, mrugając kilkukrotnie. Spoglądnęła na chłopaka, próbując ustalić co do niej mówił. O czym oni w ogóle rozmawiali? A no tak, o związkach.
- Ze sobą - odparła narcystycznie, z wyjątkowo poważnym wyrazem twarzy. - Albo z moim kotem, to zależy czy akurat jest obok - wzruszyła ramionami, przytulając się z powrotem do Ślizgona. Angielka nie nadawała się do związków, o czym przekonała się ostatnio, gdy doszło między nią a jej najlepszym przyjacielem do przekroczenia bezpiecznej granicy. Wciąż sobie tego nie wyjaśnili, jednak w pokrętnej logice Andrei zawahała się, bo nie chciała go zranić, tak jak wszystkich pozostałych chłopaków. Z Shane'm łączyła ją bliska więź, którą w zasadzie spieprzyła na własne życzenie i teraz bała się spojrzeć mu w oczy. Bo co powie? Wiesz co, jednak cię nie kocham, pomyliłam się, sorry? Wolałaby chyba zmienić szkołę.
- Nie nadaję się do żadnej bliższej relacji. Jestem wadliwa - dodała spokojnie mając i świadomość i słuszność swoich słów. Może się bała, może tak sobie wmawiała, bo po prostu nie chciała z nikim być, uznając, że związek w istocie odbierze jej wolną rękę? - Ale nieważne. Nie ma co się rozwodzić w tej kwestii - powiedziała, po czym skradła kolejny Danielowy pocałunek.
- Wracam do zamku, jest mi zimno - podniosła się z ziemi, oddając chłopakowi płaszcz. Potem zapaliła papierosa i posłała mu szeroki uśmiech, zaraz po tym kierując się do szkoły.

zt
albo zt oboje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Edvard F. McAlloy

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Budapeszt/Edynburg
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 23
  Liczba postów : 12
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14307-edvard-ferenc-mcalloy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14316-relacja-edvarda#377858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14315-poczta-do-edvarda#377857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14314-edvard-f-mcalloy#377856




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Sro Mar 08 2017, 00:16

Jakoś nie miał humoru. Pogoda niby ciekawa, taka, jaką lubił najbardziej, wiał chłodny wiatr, słońce grzało, ale nie było to uciążliwe, a nie znosił gdy jest zbyt ciepło, jednak humor mu nie dopisywał. Chyba ta samotność zaczynała oddziaływać na niego w coraz większy sposób. Musiał zapalić. Trzeba dać upust swojej frustracji, a to, że miał przy sobie paczkę Feniksowych tylko dodawało mu chęci na 'spacer'. Wybrał gruzy. Było to miejsce często przez niego odwiedzane, kiedy musiał o czymś pomyśleć. Mało komu chciało się ryzykować skręceniem kostki czy rozcięciem czoła, aby wejść tam gdzie on uwielbiał spędzać czas. Wielka ściana po starej wieży, która upadła podczas walki o Hogwart, pozwalała schronić się od wiatru, sprawiała, że robiło się jeszcze chłodniej od grubości tychże ścian, a dla przechodzących, nawet blisko, był on niewidoczny. Wdrapał się tam z niemałym trudem, jednak tak jak zawsze - znalezienie się w takiej 'samotni' miało być nagrodą, więc trud nie mógł być zbyt mały. Wsunął filtr do ust, odpalił papieroska iskrą wyskakującą z różki po wypowiedzeniu zaklęcia rzuconego na leżący nieopodal krzemień i zaciągnął się z przyjemnością opierając o delikatnie wilgotną ścianę. Wypuścił gęsty dym. Podobno jakiś 'afrodyzjakowy'. Może nie znał jego działania, bo nigdy nie palił ich przy kimś. Może to i dobrze, bo mogłoby wyjść z tego jakieś nieporozumienie. Lubił je, bo 'kozacko' wyglądały. Znak Insygniów Śmierci zawsze go fascynował, chciał sobie go nawet wytatuować, ale mimo swojej dumy, bał się, że będzie źle postrzegany przez innych. Wiatr wieje, ptaszki ćwierkają, papieros miło strzela, czego chcieć więcej w tym momencie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Claire Zusse

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 150
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13006-claire-zusse?nid=1#349332
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13009-darling-i-m-sure-we-ll-get-along
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13008-poczta-panienki-claire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13007-claire-zusse




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Nie Mar 12 2017, 09:23

Claire od rana miała wyśmienity humor, co wydało się jej podejrzane, ale koniec końców postanowiła nie zwracać na to uwagi. Czemu miałaby go sobie popsuć? Teraz liczyła się tylko ładna pogoda i to, że postanowiła wybrać się na spacer po błoniach. A robiła to rzadko, bo nigdy nie widziała takiej potrzeby. Po co ma się babrać w trawie i, nie daj Boże, się ubrudzić? Ślizgonka nade wszystko nie lubiła brudu i znosiła go tylko wtedy, kiedy była to sprawa życia i śmierci. Szybko wypatrzyła gruzy zalegające na ziemi i uśmiechnęła się pod nosem. Jeśli będzie miała szczęście, nikogo tam nie znajdzie. A jeśli już ktoś tam będzie, to go najwyżej przegoni. Prędko skierowała się w stronę gruzów, z łatwością obchodząc ogrodzenie i wypatrując w miarę czysty kamień, na którym mogłaby usiąść i wygrzać się w słońcu. Na wszelki wypadek i tak oczyściła go zaklęciem, a potem usiadła, wystawiając twarz ku ciepłym promieniom. Nie zdawała sobie sprawy jednak, że pośród gruzów jest jeszcze ktoś i dopiero przelatujący obok gęsty kłąb dymu uświadomił jej, że nie jest sama.
- Tylko przypadkiem we mnie nie dmuchnij. - powiedziała na tyle głośno, by nieznajomy chłopak mógł to usłyszeć, choć sama Claire nie otworzyła jeszcze oczu. - Jakie palisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Edvard F. McAlloy

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Budapeszt/Edynburg
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 23
  Liczba postów : 12
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14307-edvard-ferenc-mcalloy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14316-relacja-edvarda#377858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14315-poczta-do-edvarda#377857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14314-edvard-f-mcalloy#377856




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Pon Mar 13 2017, 11:49

Huh? Widział ją i obserwował bez słowa odkąd się pojawiła. Poczuł lekki niepokój. Niby jakoś tak głęboko w środku chciał kogoś spotkać, wymienić chociażby kilka zdań, jednak z drugiej strony myślał, że nikt go mimo wszystko nie spotka, to miejsce akurat było trudne do odnalezienia. Kiedy odezwała się do niego, jego powieki nieco mocniej się otworzyły. Myślał, że posiedzi, pooddycha, rozejrzy się, zobaczy go i zaraz się zawinie, mylił się najwidoczniej. Spojrzał na papierosa przeczesując drugą dłonią swoje gęste włosy.
- Feniksowe. - zaciągnął się, zrobił kilka kółek z dymu patrząc w niebo. - A co, chcesz jednego? - Chociaż to pytanie było nad wyraz głupie. Skoro nie chciała, żeby na nią dmuchał to pewnie też nie pali. Ciekawe co ją tu przygnało. A może to i bez znaczenia. Musi przestać szukać dziury w całym, a na pewno szukać większego sensu w tym, co robią ludzie dookoła niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1518
  Liczba postów : 1019
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Pon Kwi 16 2018, 17:24

Upomniany przez Szkota, istotnie nieco się przymknął. Rzadko tak dużo gadał i raczej powinno to cieszyć, niemniej do serca sobie wziął uwagę przyjaciela. Milczenie mu nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, to do owego nawykł. Wobec tego dłuższy czas nie było słychać z jego strony żadnych komentarzy, za to zwrócił uwagę na wnętrze dłoni Ślizgona. Wpatrywał się w nie parę chwil.
- Nie miałeś tu tatuażu? - Spytał w pewnym momencie, zanim nauczyciel raczył się w końcu zjawić na lekcji. Jego nagłe pojawienie było zgoła nietypowe, acz Neirin niezbyt się wystraszył. Spodziewał się obecności profesora, a wieści, które przyniósł, okazały się być warte tego zachodu.
Zatem będą szukać lunaballi. Nieco powtórka z rozrywki z ich pierwszej lekcji w lesie. Tyle, że tym razem nie będzie dzikiego spotkania z wilkołakiem, a mogą natknąć się na przeróżne dziwności, które dla nich przygotował Swann...
- Jest pełnia... - Nie zwraca uwagi na kalendarz tak mocno, jak Mefisto, nic zatem dziwnego, iż to wyjątkowe zjawisko umknęło uwadze rudzielca. Szli już korytarzem w stronę wyjścia, gdy zdał sobie sprawę z czym to się wiąże. Spojrzał na Ślizgona, schodząc po schodkach w stronę błoń.
- Nie powinieneś... Biegać po lesie jako wilk? - To wydało mu się dziwne, iż blondyn stoi tu obok nich jak gdyby wcale nie był zarażony likantropią od Bóg wie ilu lat. Z jednej z poprzednich pełni Vaughn pamiętał, jak Nox umierał z kubeczkiem wywaru tojadowego nad mozolnie klejonym amuletem przeciwko samemu sobie. A teraz? Patrzcie go, jak hasa po zamku niczym młody bóg, brakuje mu tylko przepaski biodriwej, wieńca laurowego i liry.
Odwrócił jednak wzrok dość szybko, aby spojrzeć pod nogi. Znajdowali się już kawałek od zamku, gdy coś mignęło w trawie, pomiędzy ciemnymi źdźbłami. Chłopak schylił się w nadziei na odnalezienie pierwszej kupki nawozu, zamiast jednak odchodów, natrafił na złote galeony. Cóż, narzekać nie będzie. Schował pieniądze do kieszonki i wrócił do analizowania zachowania Mefisto.

Pierwsza kostka: 5, przerzutów 0.
Suma kostek pierwszych grupy: 5 póki co.
Druga kostka: 2
Punkty z ONMS w kuferku: 10
Ilość zebranych przez grupę odchodów: 0

______________________

I myself will become the apostle of
M̸͈̓A̴̮̋D̵̞͝N̷̬̒E̸̹͒Ș̸͊S̴͓̕!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Christer Primrose

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Montrose, Szkocja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 25
  Liczba postów : 34
http://www.czarodzieje.org/t15727-christer-primrose
http://www.czarodzieje.org/t15981-christer
http://www.czarodzieje.org/t15737-christer-primrose
http://www.czarodzieje.org/t15728-christer-primrose




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Wto Kwi 17 2018, 15:46

Na jego wargach ułożył się krzywy grymas, jakby był w trakcie konsumpcji cytryny, gdy w sali ukazała się długo oczekiwana sylwetka nauczyciela. Przedostał się do pomieszczenia jak widmo. Nie od razu została zauważony przez Puchona; Christer większą część swojej uwagi poświęcił ogonowi, który wystawał ze spodni Gryfona. Z drugiej strony miał cień nadziei, że profesor się nie pojawił. Darzył stworzenia niechęcią, a czasem nawet irracjonalnym strachem. Na wzmiankę o tym, że Swann postanowił na ich drodze przeszkody pod ich postaciom, przemknął bezdźwięcznie ślinę, utrzymując wymuszony w mimice spokój podkreślony przez półuśmiech. Niby zbieranie kup nie stanowiło zbyt wielkiego wyzwania, ale stracie z przerażającymi bestiami już tak.
Masz przy sobie jakiś pojemnik, do którego moglibyśmy wrzucaćć te odchody? — rzucił do Neirina, gdy znajdowali się w okolicy błoni. Primrose był wyposażony tylko w różdżkę, żaden inny przedmiot nie wpadł mu w ręce przed wyjściem z dormitorium; nawet przez głowę mu nie przeszło by cokolwiek zabrać. Obarczył za to senność.
Nie powinieneś... Biegać po lesie jako wilk?
Mimowolnie zadarł głowę do góry w celu kontemplacji nieba i wtem zorientował się, że księżyc przybrał pełny kształt. Dotychczas nie śledził jego faz, a może powinien, skoro Liam często wspominał Ślizgona?
Spojrzał na Mefisto, ale przeciwieństwie do Vaugna niemo; nie miał w tej kwestii nic dodania. Nie przybrał wilczej formy. Czyżby zakłócenia magiczne wpływał także na likantropię?
Niemal wpadł na plecy przyjaciela, gdy ten zatrzymał się i pochylił bez żadnego ostrzeżenia. Jak zwykle szedł trochę z tyłu. Prześlizgnął spojrzeniem po najbliższej okolicy i zawiesił wzrok na szeleszczącej, wysokiej trawie. Po chwili wyłoniła się z niej postać przerośniętej fretki. Odsunął się instynktownie, łapiąc w palce różdżkę. Wycelował ją w wozaka, kiedy z jego gardła, zamiast pisku lub innego dźwięku, wydobyła się wiązanka obelg w charakterze krótkich, chaotycznych zdań.
Chyba okradłeś wozaka z jego bogactwa — rzucił do Neirina, kątem oka zerkając jak ten chowa do kieszeni zabraną rzecz. Był spięty, ale nie obleciał go tchórz. Zwierzęta, które nie sięgały mu przynajmniej linii bioder, nie wzbudzały w ani krzty strachu. —  Conjunctivitis.—Wypowiedziane przez niego zaklęcie nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Łasica zjeżyła sierść i zaczęła warczeć, przerywając potok kaleczących uszu obelg. — Colloshoo. — Z końca różdżki wydobył  się syk, który zwykł towarzyszyć zapałce po konfrontacji jej zapalonej główki z wodą. Wolna ręka Christera sięgnęła do włosów. Przeczesał je w nerwowym geście, szukając w myślach inkantacji, która powinna być skuteczna w starciu ze zwierzęciem. — Drętwota — wypowiedział je na jednym wydechu. Zbliżające się w jego stronę, podjudzone stworzenie przestało warczeć, zapiszczało, sparaliżowane przez „zły” urok. Odetchnął.

Conjunctivitis: 3.
Colloshoo: 5.
Drętwota: 4.


Pierwsza kostka: 5, brak przerzutów
Suma kostek pierwszych grupy: 10
Druga kostka: 1, 4, 6
Punkty z ONMS w kuferku: 0pkt
Ilość zebranych przez grupę odchodów: 0
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 587
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1855
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Gruzy   Wto Kwi 17 2018, 18:50

- Miałem - przyznał, z mieszanką niezadowolenia i fascynacji. Jeszcze nigdy nie poparzył się na tyle mocno, aby pozbyć się wstrzykniętego pod skórę tatuaż. Nie było czasu na rozwodzenie się.
Pomimo wszelkich przeciwwskazań, Mefistofeles lubił Swanna. Podobało mu się to, że na każdych zajęciach oferował im niezapomniane przeżycia; nawet, jeśli nie było się ich uczestnikiem! W końcu Nox nie nauczył się wiele podczas pełniowych atrakcji, a jednak doskonale pamiętał zetknięcie się z uczniami w środku Zakazanego Lasu. Nie przeraził się wcale na widok profesora w Sali Wejściowej, a jedynie uniósł nieco kącik ust, zadowolony z drobnego potknięcia Gryfonów. I dobrze, po cholerę im tyle punktów? Mefisto przesunął się odrobinę, stając jakby bardziej za Neirinem; nie miał pojęcia, czy Blanc poinformowała Swanna o tej szczególnej pełni, ale nie chciał zostać wyrzuconym z zajęć.
- Powinienem - przytaknął, a humor miał na tyle dobry, że pokusił się nawet o wyjaśnienia. Cóż, Puchoni mogliby w przeciwnym wypadku zacząć panikować - z drugiej strony, oni byli dość... specyficzni. Wrzasków i pisków się nie spodziewał. - Powinienem, poszedłem do lasu, ale nic się nie stało, więc... Blanc uznała, że to zakłócenia magiczne i prawdopodobnie zmienię się kolejnej nocy. Raczej was tym razem nie pogryzę - uznał, zbiegając entuzjastycznie po schodkach, prosto na błonia. Rozpierała go energia, w dodatku przerażająco pozytywna; czuł się trochę jak małe dziecko, pozbawione wszelkich trosk. Nie zwrócił uwagi na zdobycz Vaughna i nawet nieszczególnie zainteresował się pierwszą przeszkodą w postaci wozaka. Zamiast tego stanął jak wryty, gapiąc się szeroko otwartymi oczami na zawieszony na niebie księżyc.
Był piękny. Ogromny, biały, taki spokojny i otulający łagodnym blaskiem. Co jakiś czas przecinały go drobne chmurki, ale on dalej tam był, jak gdyby uśmiechając się i czuwając nad rozprzestrzenionymi po błoniach uczniami.
Nox nie pamiętał, kiedy ostatnio miał okazję przyjrzeć się pełni swoimi ludzkimi oczami - chyba, że liczyły się pierwsze sekundy przemiany, kiedy jeszcze widział swego oprawcę, rozmazanego zza łez bólu i zniecierpliwienia.
- Żyjesz? - Spytał, otrząsając się i spoglądając najpierw na Primrose'a, a potem na jego odrętwiałą ofiarę. Wozaki były raczej nieszkodliwe i sam chyba nawet nie bawiłby się w rzucanie zaklęć, a zamiast tego pozbyłby się szkodnika solidnym kopniakiem. Z drugiej strony, miał doświadczenie w postaci odganiania pogrebina na egipskiej pustyni... Zerknął raz jeszcze na księżyc, powoli ruszając dalej do przodu i bardziej przykładając się do poszukiwań. W pewnym momencie wydawało mu się, że dostrzegł coś w trawie - gdy tylko przykucnął, wysunął się z niej wielki ślimak. Nieeleganckie przekleństwo uciekło z ust Mefisto, gdy toksyczek otarł się o jego rękę i wypalił cały rękaw bluzy, parząc także skórę na przedramieniu. Odsunął się powoli, żeby jeszcze bardziej nie zdenerwować stworzenia, ale nagle noga ugięła się pod nim i runął na trawę, czując jak po całym ciele przebiega mu dziwnie znajomy dreszcz, i...
- Kurwa - powtórzył, znacznie głośniej, podrywając się i rozpoczynając walkę z zapięciem od spodni. Każdy ruch zdawał się go palić, a neutralne światło księżyca teraz raziło go w oczy. Jakim cudem... Nikt nie wspominał nic o tak beznadziejnie opóźnionej przemianie!
Zupełnie zapomniał o swoich towarzyszach, dla których zapewne wyglądał wyjątkowo dziwnie - w końcu nagle zerwał się i zaczął rozbierać, zaciskając szczęki i wyraźnie powstrzymując się od wydawania jakichkolwiek odgłosów. A chciał krzyczeć, czując jak jedna z dłoni już zaczyna mu się deformować, szukając wilkołaczej postaci. To były ułamki sekund, czy już minuty? Bo Mefisto przestał myśleć, pochłonięty przez zalewające go doznania...

Pierwsza kostka: 6
Suma kostek pierwszych grupy: 16
Druga kostka: 3, 3
Punkty z ONMS w kuferku: 26
Ilość zebranych przez grupę odchodów: 0?

______________________


Got teeth like razor blades
And you know that we're out for blood.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1518
  Liczba postów : 1019
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Nie Kwi 22 2018, 18:28

Zerknął na przeklinającego wozaka, za moment wzruszając ramionami. Trudno się mówi. Co było zwierzaczka, teraz jest Neirina.
- Nie trzeba było rozrzucać galeonów po trawie - podsumował nieszczęście (chociaż mocniej nieumiejętne gospodarowanie posiadanymi bogactwami) zwierzaczka, zanim zamilkł, aby przypatrywać się walce Christera z bestią. Gotów był już zainterweniować, kiedy kolejne z zaklęć w końcu zadziałało, paraliżując stworka.
- Twoja różdżka chyba też się psuje - skomentował, odnosząc się również do problemów, jakie napotkali na lekcji zaklęć. Zakłócenia dla nikogo nie mają litości, sprawiając, że najmniejsze użycie magii może mieć katastrofalne skutki.
Wysłuchał tłumaczeń Mefisto, dochodząc do wniosku, że jak widać nie każde zakłócenie jest męczące czy destrukcyjne. Niektóre przynoszą ze sobą chociaż cień pocieszenia w formie spokojnego podziwiania pełni. To musiało być iście ezoteryczne doznanie dla kogoś, kto co miesiąc biega jako żądna krwi bestia. Jedna noc więcej błogiego spokoju i normalności zbliżonej do tej, jaką charakteryzują się istoty ludzkie.
- Tym razem, hm - rzucił niezbyt głośno. Może lekko się drocząc, acz raczej komuś tak mało obytemu w sposobie bycia rudzielca problemy sprawia wyłapanie, kiedy jest poważny, a kiedy żartuje. Niemniej zastanowiła go jedna kwestia i gdy blondyn kucnął, aby obejrzeć ślimaka, Puchon przystanął obok.
- Jak długo jesteś wilkołakiem? - Spytał, ciekaw, od jak dawna Mefisto tak się... Męczy. Egzystencja likantropa przebiegała, miał wrażenie, cyklicznie. Od pełni do pełni, sinusoida dobrego humoru płynnie przechodzącego w cierpienie. W połowie miesiąca masz ochotę skakać ze szczęścia, by tuż przed pełnią życie napierdalało cię łomem po nerkach.
Nie spodziewał się tego, co się dalej stało. Upadek, poderwanie się, przekleństwa i dzikie pląsy. Spodziewał się, że od ślimaka można się oparzyć, ale to? Aż tak boli?
- Colloshoo - rzucił, aby zatrzymać ślimaka i pomóc Mefisto. Niestety, zakłócenia zrobiły swoje. Śluz, miast stać się bardziej lepkim i zatrzymać stworzenie w miejscu, rozrzedził się. Spore pokłady wodnistej, acz niezmiennie parzącej wydzieliny zaczęły bulgotać wokół toksyczka. Aż napłynęło jej tyle, że ślimak dosłownie spłynął w dół zbocza. Na szczęście w stronę przeciwną od uczniów.
Nie tak miało być, ale hej... Efekt osiągnął. Pozbył się przeszkody. Teraz mógł skupić się na wilkołaku. Stojąc tuż obok, ciężko było choćby odruchem nie wyciągnął ręki. Zrobił to zatem, pragnąc podtrzymać ślizgona, by w tym nagłym striptizie nie przewrócił się w okazałą kałużę parzącego śluzu.

______________________

I myself will become the apostle of
M̸͈̓A̴̮̋D̵̞͝N̷̬̒E̸̹͒Ș̸͊S̴͓̕!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 587
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1855
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Gruzy   Sob Maj 05 2018, 02:41

Wiele się wydarzyło, ale Mefistofeles dalej nie nazwałby swoich przeżyć męczeniem się. Mimo wszystko dalej potrafił znaleźć dużo szczęścia w likantropii. Cieszyły go przemiany, podobało mu się bieganie po lesie; w końcu dopóki czarodzieje nie wchodzili mu na drogę, to nawet szczególnie groźny nie był. Ból nie robił dla niego większego znaczenia, choć trzeba było przyznać, że nawet masochizm Noxa testowany był przez okrągły Księżyc.
- Już prawie osiemnaście lat - odparł krótko, bardziej przejęty toksyczkiem, niż samą rozmową. Potem jeszcze bardziej pochłonęło go dziwnie znajome uczucie, rozlewające się po całym ciele i wyszarpujące pojedyncze myśli. Nic dziwnego, że nie zarejestrował nawet całkiem sprytnego rozwiązania Neirina, który postanowił ślimaka unieruchomić - niby nie wyszło, ale pozbyli się stworzenia i tak oto mieli jedno zmartwienie mniej. Mefisto w tym czasie zapomniał o całym świecie, walcząc z ubraniami i powoli poddając się nadchodzącej przemianie. Jęknął głucho, gdy Vaughn podtrzymał go jedną ręką.
- N-nikomu ani sł-łowa - wycharczał jeszcze, a potem wydusił z siebie coś przypominającego "błagam". Nogi ugięły się pod nim zupełnie niespodziewanie i Nox runął do przodu, wytracając z równowagi również Neirina. Wychodziło na to, że Christer najlepiej wyszedł na samym oglądaniu dziwnej scenki... Gdzieś w tym wszystkim dało się usłyszeć chrupnięcie gałązki, a raczej - różdżki, tej należącej do Ślizgona.
Mefisto spróbował odsunąć się bardziej w bok, ale szybko zaniechał walki z samym sobą. Poddał się w pełni przemianie i pozwolił, aby nastąpiła tym dobrze znanym mu rytmem. Ubrania w strzępach spoczęły na ziemi, kiedy po bolesnych chwilach Mefisto zniknął, zmieniając się w drżącą bestię o czujnym spojrzeniu. Łypnął na Puchonów, nawet warknął cicho, czując paskudną potrzebę pokazania im, kto tu jest najsilniejszy. Resztka świadomości powstrzymała wilkołaka od zrobienia czegoś, czego mógłby okropnie żałować. Pędem puścił się do Zakazanego Lasu, swoją obecność w nim zaznaczając donośnym wyciem, rozprzestrzeniającym się zarówno wśród drzew, jak i po całych błoniach.
Ciężko stwierdzić, czy ktokolwiek miałby jeszcze teraz ochotę na wałęsanie się po nocy - tak czy inaczej, w rękach Puchonów pozostało odmeldowanie się w sali wejściowej.

/zt x3

______________________


Got teeth like razor blades
And you know that we're out for blood.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cherry A. R. Eastwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Montrose/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 627
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 432
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood




Moderator






PisanieTemat: Re: Gruzy   Nie Gru 16 2018, 21:20

Cherry nie miała problemów z robieniem treningu nawet w najgorszych warunkach. Dla niej to było jedynie urozmaicenie, jakieś drobne utrudnienia, które czasami można było wykorzystać na swoją korzyść. Uważała, że nie można sobie odpuszczać ze względu na lejący się z nieba deszcz - kto wie, jaka pogoda przypadnie na dzień meczu? Wypadało zacisnąć zęby i wskoczyć na miotłę, choćby panował najpotworniejszy mróz. Martwić się mogła jedynie o swoją drużynę, która niekoniecznie musiała podzielać jej poglądy... No i mimo wszystko kiedy zapowiadała trening, to modliła się, żeby pogoda dopisała.
Ten jeden raz się udało.
Śnieg bajkowo iskrzył się, kiedy Cher przemierzała błonia. Z nieba nie spadł już ani jeden zbłąkany płatek, wiatr nie dokuczał, a chłód jakby przyjemnie dopełniał niemal świątecznej scenerii. Puchonka dobrze się ubrała i nie mogła narzekać - zresztą, rozgrzało ją targanie toreb z potrzebnym sprzętem. Wybrała sobie dość nietypowe miejsce na trening, bo pewnie nie powinna zachęcać do zabawy na starym gruzowisku... Ale uznała te ruiny za wspaniałą lokalizację do potrenowania przynajmniej kilku bardziej wymagających zwinności taktyk. Biały puch pokrywał mury, a gdzieniegdzie dostrzec można było zwisające sople; całość prezentowała się jak ładny, trudny tor z przeszkodami.
Czekała na wszystkich chętnych i częstowała szkolnymi miotłami, gotowa do rozpoczęcia treningu. Rozgrzewkę zamierzała przeprowadzić najpierw na ziemi, później już w powietrzu - prowadziła, pokazując ćwiczenia i głośno oznajmiając ile robić powtórzeń, a następnie krążyła za ludźmi i sprawdzała, czy wszyscy sobie dobrze radzą i nie potrzebują pomocy. Eastwoodówna nauczyła się już dawno, że rozgrzewka to jest pierwszy krok w stronę sukcesu i pomijanie jej to idiotyczny pomysł; dbała też o to, żeby każdy czuł się swobodnie i wiedział, że pani kapitan o niego zadba. Ten trening nie miał być jakimkolwiek wyjątkiem.

Proszę o uzupełnienie tego kodu:
 

Najpierw rozgrzewka - kilka prostych ćwiczeń, żeby nieco się rozruszać. Rzuć kostką, żeby zobaczyć jak radzi sobie twoja postać. Za każde 10 punktów z gier miotlarskich można dokonać jednego przerzutu.
1 - Masz strasznego pecha - pierwsze ćwiczenie, a ty już sobie nie radzisz. Wpadasz pomiędzy ruiny i chociaż udaje ci się wydostać, to niestety strącasz mnóstwo ostrych sopli lodu. Dłonie całe masz teraz poharatane.
2 - Żeby przelecieć przez niewielkie, rozwalone półpięterko, należy zastosować Zwis Leniwca. Nie jest to wcale skomplikowana formacja... Ale do idealnych warunków mimo wszystko daleko. Być może to kwestia braku umiejętności, zakłóceń magicznych wpływających na miotłę, albo zmrożonych od chłodu palców - tak czy inaczej, coś ci nie wychodzi. Zamiast zwisać, po prostu spadasz; lądujesz w zaspie śnieżnej i nic poważnego się nie dzieje, ale z pewnością nieco się poobijałeś i zmarzłeś.
3 - Nie jest źle, ale trochę brakuje ci precyzji. Być może miotła sprawia problemy, albo zimno za bardzo dokucza. Tak czy inaczej, przez nierozwagę tracisz 15 galeonów - wypadają ci ukradkiem z kieszeni. Próżno szukać ich w tym śniegu! (Uwzględnij stratę tutaj)
4 - Na chwilę zbaczasz z wyznaczonej przez kapitan trasy - twoja miotła sprawia zbyt wiele problemów. Musisz zatrzymać się na szczycie ruin, żeby trochę lepiej nad sprzętem zapanować. Masz już wzbić się ponownie w powietrze, kiedy zauważasz jakieś dziwne zapiski na jednej cegiełce. Poświęcasz chwilę studiowaniu ich treści, dzięki czemu otrzymujesz punkt kuferkowy do dowolnej umiejętności! (O punkt zgłoś się tutaj)
5 - Najwyraźniej puchońscy gracze nie są jedynymi osobami w tej okolicy. Jakieś głodne przygód pierwszoroczniaki wybrały sobie właśnie ten moment na zabawę w rzucanie śnieżkami... A za cel obrały sobie właśnie ciebie! Dajesz niesamowity popis swoich umiejętności, bez problemu unikasz białych kul i nawet udaje ci się zrzucić z pobliskich ruin odrobinę śniegu, coby maluchy zmoczyć i odstraszyć.
6 - Biorąc pod uwagę, że tak śmigasz i płynnie wykonujesz ćwiczenia - nie jest ci chyba zbyt zimno. Podczas lotu zauważasz nawet w śniegu 15 galeonów, które możesz ukradkiem zgarnąć do kieszeni. Opłaca się czujnie rozglądać! (O galeony zgłoś się tutaj)


Kolejny etap pojawi się najprawdopodobniej 21 grudnia.

______________________



Hang a shining star upon the highest bough

Have yourself a merry little Christmas now!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jack Moment

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Skąd : Aberystwyth
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 96
  Liczba postów : 391
http://www.czarodzieje.org/t15713-jack-moment
http://www.czarodzieje.org/t15795-moment#425581
http://www.czarodzieje.org/t15733-moment#424167
http://www.czarodzieje.org/t15720-jack-moment#423917




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Nie Gru 16 2018, 23:02

Pogoda nie sprzyjała. Napadało tego białego tałatajstwa, które wciskało się wszędzie, przeszkadzało i denerwowało ludzi, kiedy topniało w przedsionku, zmieniając się w błotnistą breję. Przynajmniej magiczne ludzie nie używają soli ani piachu, bo hol Hogwartu wyglądałby jak arena do walk w błocie po godzinie. I tak nie jest lepiej. Woźny chyba powinien swoja kanciapę przenieść tuż obok głównego wejścia, by nie musieć biegać co chwila z drugiego końca zamku.
Przedzierał się przez zaspy, nie czując wcale tego świątecznego klimatu. Święta oznaczają, ze trzeba wysprzątać cały dom oraz niewygodne paczki od ojca. Czy może być coś gorszego?
Na widok kapitan skinął jej głową na powitanie, zanim wziął jedną ze szkolnych mioteł. Chciał jak najszybciej oderwać się od ziemi i nie musieć brodzić w śniegu. Nawet jednak szczota nie chciała współpracować. Co się dzieje z tą kupą marnej jakości witek przyklejonych do taniego kija od przepychaczki?! Aż musiał po kilkunastu metrach wylądować gdzieś na skałach, aby doprowadzić miotłę do porządku.
Odetchnął, rozglądając się. Z góry widok był dość ładny. Uspokoił się też lekko, poświęcając chwilę na studiowanie napisów na kamieniach. Niewiele z nich rozumiał, ale domyślał się, że to jakieś przedwieczne graffiti niczym rzymskie "Romulus tu był" czy inne "Remus ma krótki miecz" sprzed naszej ery.
Wsiadł wkrótce na miotłę, aby kontynuować rozgrzewkę już bez przeszkód.

Punkty w kuferku: 19
Wybrana pozycja: Ścigający
Wylosowana kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 540
  Liczba postów : 549
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Gruzy   Pon Gru 17 2018, 21:05

Trening! Na Merlina, w końcu! Doczekać się nie mogła dnia, kiedy pani kapitan ogłosi kolejny trening i będzie mogła ponownie wsiąść na miotłę. Uwielbiała grać. A nowa pozycja w drużynie dodatkowo dostarczała jej dużo radości po ostatnim, bardzo dobrym wystąpieniu na meczu. Dlatego zamierzała ćwiczyć. Dużo ćwiczyć. A wspólny trening z drużyną wydawał jej się najodpowiedniejszym sposobem na poprawę swoich umiejętności.
Nie zdziwiła się, kiedy się okazało, że jako jedna z pierwszych dotarła na tereny gdzie były gruzy. Z szerokim uśmiechem na ustach przywitała Cherry, która jak zwykle była na stanowisku, gotowa do rozpoczęcia z nimi pracy.
-Cześć Cherry! Wspaniała pogoda nam się trafiła na latanie! - stwierdziła z niesłabnącym w ogóle entuzjazmem. A wiedziała, że tylko może rosnąć.
Zaczęła od rozgrzewki. W każdym treningu to była najważniejsza czynność i nigdy o tym nie zapominała. Dlatego zaczęła biegać wokół, robić skłony, rozciągać mięśnie tak, aby nie nabawić się przez nieodpowiednie rozgrzanie ich zakwasów kolejnego dnia. Kiedy uznała, że zrobiła już wystarczająco dużo, wskoczyła na jedną ze szkolnych mioteł i odbiła się mocno od ziemi. Wiatr rozwiał jej włosy a ona poczuła się tak, jakby latała. Jakby była wolna, nie spętana żadnymi więzami. Wszystko co złe zostawało tam, na ziemi, z dala od niej. Szło jej znakomicie. Może właśnie dzięki temu, że skupiała się tylko na tym, co aktualnie robiła? Nie mniej, wszystkie ćwiczenia wykonywała płynnie, bez żadnego, nawet najmniejszego problemu. Nawet nie czuła zimna, które przecież było wszechobecne! Temperatury były ujemne, ale adrenalina krążąca w jej żyłach skutecznie ją rozgrzewała.
W pewnym momencie zobaczyła nawet z wielkiej odległości jakiś złoty błysk na białej połaci podłoża. Od razu nachyliła się odpowiednio i pomknęła w tym kierunku. Okazało się, że w warstwie śniegu znalazła 15 galeonów! Chyba to dobrze zwiastowało dla niej, jako nowej szukającej Hufflepuffu.

Punkty w kuferku: 27pkt
Wybrana pozycja: Szukający
Wylosowana kostka: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lily Thicket

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : IV
Wiek : 15
Skąd : Devonshire, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 113
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t16116-lily-thicket-w-budowie#440823
http://www.czarodzieje.org/t16127-lily-thicket-relacje
http://www.czarodzieje.org/t16128-lily-thicket-poczta
http://www.czarodzieje.org/t16115-lily-thicket#440804




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Wto Gru 18 2018, 12:12

Lily nie miała predyspozycji do gier miotlarskich, ale wiedziała z cała pewnością, że Quidditch przyciąga ludzi. A ona kochała ludzi! Mimo iż, a może właśnie dlatego, że sama była takowym tylko w połowie. Sama z siebie nie szalała szczególnie za sportem, choć zdarzało jej się biegać ze swoją duchową siostrzyczką, Daisy, preferowała spokojne zajmowanie się roślinkami, a jednak przyszła na nieobowiązkowy trening! Dlaczego? Otóż stwierdziła, że chciałaby się dobrze prezentować na miotle. Poruszać się na niej z wdziękiem, gracją. A do tego trzeba było troszeczkę poćwiczyć!
- Hej! - przywitała się z pogodnym uśmiechem, podchodząc do zbierającej się powolutku grupy. Następnie zaś zwróciła się do @Cherry A. R. Eastwood. - Mogę dołączyć? Wiem, że nie jestem w drużynie, ale bardzo chcę się podszkolić w lataniu! Nie masz nic przeciwko, prawda?
Kiedy nastąpiła zgoda [spytałam Cherry xD], Lily zgarnęła szkolną miotłę i zabrała się za przygotowaną przez panią kapitan rozgrzewkę. Starała się, ale górę wziął jej kompletny brak doświadczania, bardzo znaczący w zimowych warunkach. Właśnie robiła zgrabne kółeczko, kiedy miotła jej się zachwiała i poooofrunęła prosto w ruiny. Co za pech! Chciała się złapać jakiejś krawędzi, ale tylko strąciła sople, które dotkliwie pocięły jej dłonie. Udało jej się co prawda ostatecznie zapanować nad miotłą, ale kiedy wyfrunęła ponad ruiny i spojrzała na swoje ręce, aż jęknęła. To było straszne! Tak naprawdę to zaczęła wtedy żałować, że w ogóle się pojawiła na treningu...


Punkty w kuferku: 1
Wybrana pozycja: obrońca
Wylosowana kostka: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hrabstwo Somerset, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 298
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 179
http://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
http://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
http://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
http://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Czw Gru 20 2018, 17:23

Choć wcale nie należał do drużyny, na wieść o otwartym dla wszystkich Puchonów treningu niemalże podskoczył w miejscu. Latanie znajdowało się w czołówce jego prywatnej listy największych zalet magii i – nawet jeśli nie dosiadał miotły zbyt często – sprawiało mu ogromną przyjemność. Bo cóż jest bardziej magicznego niż możliwość latania? I to nie w zamkniętym samolocie, a na świeżym powietrzu, gdzie wiatr wyczynia z włosami co mu się żywnie podoba, uparcie dmucha w twarz i wzdyma ubranie. Kiedy wzbijał się w powietrze, czuł się wolny; a przecież w życiu nie ma nic ważniejszego niż wolność. Prawie.
Choć obiecał sobie wziąć udział w treningu bez względu na warunki pogodowe, odetchnął z ulgą kiedy zobaczył jak sprzyjająca jest dziś aura. Ubrał się ciepło, choć nie za grubo, związał włosy tak by jak najszczelniej upchnąć je pod czapką i pomaszerował przez błonia, zastanawiając się ilu Puchonów opuści ciepłe schronienia, by nieco się poruszać. Odpowiedź brzmiała następująco – zebrała się całkiem zadowalająca grupka, a i tak zapewne nie był ostatni.
Czeeść! – zawołał, witając się tym samym ze wszystkimi zebranymi i szeroko wyszczerzył się do Cherry, gdy odbierał od niej miotłę. Kapitan Puchonów jak zwykle wyglądała ślicznie, choć tym razem miała na sobie górną część odzienia. Biorąc pod uwagę mróz, jaki panował – może to i dobrze.
Złakniony ruchu, porządnie rozgrzał się na ziemi, a potem, uśmiechając się bez przerwy jak niespełna rozumu, dosiadł miotły i wzbił się w powietrze, mimo swojej ciepłolubności ciesząc się chłodnym powietrzem muskającym policzki.
Poleciał wyznaczoną przez Cherry trasą i wszystko zdawało się iść według planu... aż tu nagle jego miotła zaprotestowała i, bez względu na jego wolę i wszelkie próby powrotu do ćwiczenia, odbiła w bok, po czym zaczęła wyczyniać dzikie harce, najwyraźniej chcąc pozbyć się zbędnego balastu w postaci Puchona. Klnąc pod nosem, zatrzymał się w pierwszym lepszym miejscu, które mu to umożliwiało, gotów błaganiami przekonać miotłę do współpracy. Nie znał się na tym za bardzo, lecz posprawdzał wszystkie jej elementy i po chwili uznał, że warto podjąć kolejną próbę. Już miał odbić się od ziemi, kiedy jeden z licznych napisów przykuł jego uwagę, swoją treścią odstawał bowiem od reszty bohomazów. Zatrzymał się, z zaciekawieniem odczytując jego treść. Interesujące.

Punkty w kuferku: 0  Ing face
Wybrana pozycja: ścigający
Wylosowana kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szwed, zamieszkuje od lat Glasgow.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 123
  Liczba postów : 144
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16788-panicz-gard#466769
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Pią Gru 21 2018, 19:32

Schował do kieszeni liścik i przeszedł to truchtu. Jeśli się pospieszy, zdąży jeszcze na trening Puchonów. Finn nie należał do drużyny quidditcha mimo, że ten sport lubił. Nie miał czasu na latanie na miotle, jednak skoro okoliczności sprzyjały, aby poćwiczyć sobie wśród swoich, to grzech nie skorzystać. Z drugiej strony został postawiony przed faktem dokonanym - ktoś już za niego postanowił i zadeklarował jego obecność. Nie miał serca odmówić.
Dobiegł do Puchonów lekko zziajany, a zatrzymał się przed @Cherry A. R. Eastwood, poprawiając przy okazji czapkę na głowie. - Serwus. Porozśmieszam cię dzisiaj. - zagaił pogodnym tonem i wyciągnął dłoń po szkolną miotłę. Obrócił trzonek między palcami, dołączył do rozgrzewki bez zająknięcia. Miło jest porozciągać stawy zwłaszcza, gdy większość nocy przebywał w jednej i dodatkowo skrzywionej pozycji. Finnu miał nadzieję, że nie nabędzie dzisiaj zbyt wielu siniaków - ledwo co wygoiły się te ostatnie! Rozejrzał się po ludziach i zastanowił jak przyjdzie im dzisiaj współpracować wszak były tu osoby (między innymi on sam) którzy przyszli tu głównie rekreacyjnie.
Dosiadł miotły, wzbił się w powietrze i powoli przypominał sobie jak to jest latać. Dawno tego nie robił - z dwa lata na oko licząc. Naprawdę nie miał czasu, pasja i artyzm wypełniały luki w jego grafiku. Zahaczył wzrokiem o Vinciego, uśmiechnął się półgębkiem i śmignął nad jego głową w kierunku górnych płytek. Tam napotkał pewną przeszkodę, ale jeśli pamięć go nie myli to wystarczy odpowiednio zawiesić się na miotle i raz dwa przeciśnie się na drugą stronę. Już sobie wizualizował jak wyglądał ten legendarny Zwis, gdy pojął pewien fakt. Nie zabrał ze sobą rękawiczek. Zignorował ten drobny mankament i próbował pokierować odpowiednio ciałem. Wzmógł nacisk łydek i stóp, splótł je wokół miotły i gdy poczuł, że dobrze się trzyma, zawisł do góry nogami. Było naprawdę dobrze, miotła nawet ruszyła kawałek dalej, gdy wtem zorientował się, że palce ześlizgują mu się z miotły, a jej trzonek zmyka ku górze... cóż rzec, Finn był wyjątkowo nadpobudliwym leniwcem, poza tym obiecał kapitan trochę ją rozśmieszyć. Wziął sobie to do serca. To była sekunda, gdy zauważył, że sobie spada. Stłumił jęk w chwili wpadnięcia w śnieżną zaspę, która skutecznie zamortyzowała upadek, choć przyczyniła się do pojawienia się paru siniaków. Momentalnie uderzyło go zimno, śnieg przedostał się za kołnierzyk i przesiąkał przez nogawki spodni. Zadrżał, ale jakoś się ze środka wygramolił a nawet więcej - wrócił na murawę. Przemoczony, zziębnięty i z przekrzywioną na głowie czapką. Mimo wszystko na jego twarzy majaczyło rozbawienie.


Punkty w kuferku: Phi, 0.
Wybrana pozycja: Ścigający/pałkarz - przydziel mnie gdzie chcesz.
Wylosowana kostka: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1518
  Liczba postów : 1019
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Sob Gru 22 2018, 12:33

Nie spodziewał się listu. Od Cherry. Albo raczej, precyzyjniej: nie spodziewał się wyjca. Aż mu pufki z kolan pouciekały, kiedy się odezwał magicznie zwielokrotniony głos kapitan, oznajmiający mu, że czy chce, czy nie, musi iść na trening. Na uwadze mają dobro przestraszonych zwierzaków, wybrał się do Eastwoodówny.
Odbierając od niej miotłę, położył ciężko rękę na głowie dziewczyny.
- Straszysz mi pufki - nacisnął śródręczem na jej ciemię, zanim odpuścił i potarł kostkami po włosach kapitan. Dziewczyna z kolei wykorzystała okazję, aby uwagę Neirina przekierować na ranną @Lily Thicket. Wsiadł zatem na miotłę, by podlecieć do niej... I koncertowo samemu wpaść w sople. Ale wylądował poza tym w miarę bezpiecznie.
Otrzepał śnieg z siebie i spojrzał na młodą.
- Pokaż ręce - powiedział ten z pociętymi palcami. Niemniej sprawnie jej wyleczył wszystkie rozcięcia. Gorzej było z jego własnymi, bowiem magia już przestała współpracować. Zamiast zasklepić rany, zaklęcie pocięło skórę na palcach rudzielca, chlapiąc krwią na śnieg dookoła. Cmoknął z dezaprobatą, kiedy drugi raz sytuacja się powtórzyła. Na szczęście za trzecim wszystko się pogoiło, a Walijczyk mógł wrócić na trening.

Punkty w kuferku: Oszałamiające 3
Wybrana pozycja: Pałkarz
Wylosowana kostka: 1
Leczenie Lily: 5
Leczenie siebie: 3, 3, 5

______________________

I myself will become the apostle of
M̸͈̓A̴̮̋D̵̞͝N̷̬̒E̸̹͒Ș̸͊S̴͓̕!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 775
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1982
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gruzy   Nie Gru 23 2018, 14:49

Bridget bardzo, ale to bardzo miała ochotę zagrać w Quidditcha. Nosiła w sobie tę niespełnioną zachciankę aż do momentu, w którym Cherry Eastwood zarządziła trening drużyny - i chwała jej za to! Puchonka nakręciła się na to spotkanie tak bardzo... że finalnie prawie o nim zapomniała, jak na złość! Rzuciła wszystko, czym się zajmowała i czym prędzej pognała w umówione miejsce. Zabrała ze sobą swoją miotłę i w zasadzie tylko ją. Uznała, że nie chce wspomagania resztą swojego miotlarskiego ekwipunku.
Zjawiwszy się na miejscu lekko spóźniona, przywitała się ze wszystkimi członkami drużyny, po czym bez zbędnego gadania wsiadła na miotłę, by przyłączyć się do rozgrzewki. Nawet nie marzła podczas ich wykonywania - nie tylko się przykładała, by dokładnie wykonywać każdy ruch i rozgrzać wszystkie partie ciała po równo, ale także zgrzała się już trochę podczas swojego szaleńczego biegu. Lecąc nad ziemią dostrzegła nawet piętnaście galeonów, których nie omieszkała zgarnąć do kieszeni. W okresie świątecznym, gdy wśród nich wszystkich hulała zakupowa gorączka, każdy grosz się przyda!

Punkty w kuferku: 20 (+6 za Nimbusa, którego ma ze sobą)
Wybrana pozycja: Obrońca, niezmiennie
Wylosowana kostka: 3->6

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cherry A. R. Eastwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Montrose/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 627
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 432
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood




Moderator






PisanieTemat: Re: Gruzy   Sob Gru 29 2018, 22:43

Przepraszam za opóźnienie, święta skutecznie odciągnęły mnie od rozkminiania kostek!

Frekwencja dopisała! Cherry za każdym razem martwiła się, że na treningu nie pojawi się zbyt wiele osób - zachęcała każdego, kogo tylko mogła. Początki swojej kapitańskiej kariery rzeczywiście miała nieco szorstkie, z czasem jednak udało się jakoś wypracować ładną współpracę pomiędzy zaangażowaną Eastwoodówną, a pozostałymi Puchonami.
Każdego witała równie entuzjastycznie, podawała miotły, zapraszała i zwyczajnie się cieszyła. Kiedy zaczynali rozgrzewkę, już zastanawiała się jak poprowadzić dalej trening; układała sobie wcześniej plany, ale te były zależne od ilości zawodników, czego przewidzieć nie mogła. Podczas rozgrzewki szczególną uwagę przykładała do tych wychowanków Hufflepuffu, których gorzej znała, albo którzy po prostu mniej pewnie czuli się na miotłach. Wiedziała, że Silvia da sobie radę, a Jacka lepiej zostawić w spokoju... No i była o tyle spokojna, że na trening przyszedł też Nei, służący nie tylko za świetnie prosperującego pałkarza, ale też niezastąpionego uzdrowiciela.
- Dobra, trochę was podzielę, żeby nie tracić czasu. Fin, Viní, poćwiczycie z Jackiem jako ścigający. Pokażę wam zaraz "przerzutkę", czyli manewr polegający na przerzucaniu sobie piłki przez ramię... I jak będzie czas, to spróbujecie też "manewru Porskowej". Kluczowa będzie synchronizacja - zapowiedziała, poniekąd znając preferencje Puchonów odnośnie zajmowanych pozycji, a częściowo zdając się na własną intuicję. - Bri, poćwiczysz z Lily "rozgwiazdę" na obronie... A Silvia, jako szukająca, klasyczny "zwód Wrońskiego". Neirina wezmę do siebie - i kiedy już wszystkich porozdzielała, to dopiero włączyła swoje gadulstwo. Każdemu z kolei wyjaśniała co i jak, nie przynudzając, ale koncentrując się na najbardziej istotnych informacjach. Na ustach miała szeroki uśmiech, a i nie bała się gestykulowania, siedząc na miotle niewiele ponad ziemią. Dbała o bezpieczeństwo, kiedy szukała dla wszystkich odpowiednich miejsc i warunków. Wyjaśniała i pokazywała, Neia zostawiając sobie na koniec (pierwsze ćwiczenie i tak wykonywać miał w pojedynkę, coby nie tracić czasu). Swoją rolę pałkarki poszła ćwiczyć dopiero w momencie, w którym miała pewność, że wszystko jest pod kontrolą i każdy wie, co i jak powinien robić.

Szukająca: @Silvia Valenti (3 przerzuty)
Ścigający: @Jack Moment(2 przerzuty), @Finn Gard (1 przerzut), @Vinícius Marlow (1 przerzut)
Obrońcy: @Bridget Hudson (2 przerzuty), @Lily Thicket (1 przerzut)
Pałkarze: @Neirin Vaughn (1 przerzut) i Cherry

Dla każdego  inne kostki!
Szukająca: Zgodnie z poleceniem kapitan, wykonujesz "zwód Wrońskiego", który warto przećwiczyć do osiągnięcia niezaprzeczalnej perfekcji.
1, 2 - Idealnie wymierzasz czas i podrywasz się dosłownie w ostatnich sekundach, co wygląda bardzo widowiskowo. Masz też niesamowite szczęście, bowiem trenujesz akurat w miejscu, w którym ktoś pozostawił przypominajkę - możesz zgarnąć je dla siebie!
3, 4 - Nagle zerwał się wiatr, czy to kwestia zakłóceń? Podrywasz się odrobinę za późno, przez co zahaczasz nogami i tyłem miotły o podłoże. Na szczęście Cher wybrała ci miejsce, w którym znajduje się mnóstwo śniegu - nie robisz sobie krzywdy, zamiast tego "jedynie" marznąc. Rzuć kostką raz jeszcze - parzysty wynik oznacza, że nabawisz się męczącego przez minimum dwa wątki lebetiusa. Nieparzysty oszczędzi ci nieprzyjemności związanych z tą chorobą.
5, 6 - Chociaż początkowo nie idzie ci najlepiej, z każdym powtórzeniem manewr wydaje się coraz prostszy. Widzisz swój progres i to chyba jest właśnie najważniejsze!

Ścigający: Zgodnie z poleceniem kapitan, wykonujecie naprzemiennie "przerzutkę" i "manewr Porskowej".
1, 2 - "Przerzutkę" wykonujesz nienagannie... ale masz problem z odebraniem jej. Ciężko stwierdzić, czy to kwestia twojej nieuwagi, braku umiejętności, pecha czy może wina drugiego ścigającego - tak czy inaczej, obrywasz (od dowolnej osoby) w oko/nos. Chyba nie trzeba już dodawać, że przy drugim manewrze nie jesteś zbyt skoncentrowany?
3, 4 - Śmiało możesz uznać, że to nie jest twój dzień - ćwiczenia zwyczajnie ci nie wychodzą. Mniej cierpliwi zapewne już dawno zeskoczyliby na ziemię i rzucili miotłami w śnieg... Tobie jednak udaje się dotrwać do końca treningu, za co nagle dostajesz nagrodę. Schodząc na lód, przypadkiem trącasz stopą porzucone światełko dźwiękowe, które możesz zgarnąć do własnej kieszeni.
5, 6 - Bezbłędnie synchronizujesz się ze swoimi kolegami i nawet jeśli im coś nie wychodzi - ty radzisz sobie wyśmienicie. Wykazujesz się fenomenalnymi zdolnościami pracy w grupie i z tego treningu możesz wyjść po prosty dumny.

Obrońcy: Zgodnie z poleceniem kapitan, wykonujecie "rozgwiazdę".
1, 2 - Całe szczęście, że ćwiczycie tak nisko! Nie udaje ci się odpowiednio złapać miotły i nim masz szansę jakoś zareagować, lądujesz w zaspie śnieżnej. Szybko się z niej wygrzebujesz, ale o siniakach już tak łatwo nie zapomnisz. Co więcej, naprawienie powyginanych witek miotły, którą niefortunnie pociągnęłaś ze sobą, będzie kosztowało 15 galeonów.
3, 4 - Z niebywałą gracją udaje ci się utrzymać w wymaganej pozycji. Trochę ręka ślizga ci się na trzonku miotły, ale nie tracisz równowagi. Z każdym powtórzeniem ćwiczenia, idzie ci coraz lepiej... A w dodatku wpada ci w oko jakiś zagrzebany pomiędzy gruzami drobiazg, który okazuje się być dźwiękiem niezgody. Możesz zgarnąć go dla siebie!
5, 6 - Nie idzie ci źle, ale nie idzie też za dobrze. Trochę chwiejesz się na miotle, trochę się z niej zsuwasz... Ale czysto teoretycznie, "rozgwiazda" jako tako "działa". Dopiero po kilku radach od kapitan udaje ci się opanować w pełni figurę. I to mistrzowsko!

Pałkarz: Zgodnie z poleceniem kapitan, najpierw sam ćwiczysz proste odbicia, później wraz z nią próbujesz "dubla".
1, 2 - Odbijasz tłuczka w ścianę, która wygląda bardzo stabilnie... A jednak, po kilku uderzeniach zaczyna się nieco kruszyć. Dopiero po chwili zauważasz, że w szczelinę pomiędzy kamieniami została wetknięta malutka paczuszka. Możesz wziąć sobie działające kamyki ukrycia... a poza tym, "dubel" wychodzi perfekcyjnie!
3, 4 - Chociaż z odbiciami nie masz żadnego problemu, to "dubel" nie jest taki prosty. Ciężko się zsynchronizować i dostosować swoją siłę tak, żeby odpowiednio pchnąć tłuczka w dwie osoby. Niestety, za swoje błędy czasem trzeba zapłacić... Wytrącony z odpowiedniej trajektorii tłuczek odbija się od ściany i, wracając, uderza cię w brzuch. To nic takiego, ale z pewnością poznałeś wagę idealnie wyćwiczonej pracy zespołowej.
5, 6 - Odbicia wychodzą trochę krzywo, więc nie jesteś optymistycznie nastawiony do "dubla". Kapitan nalega, żeby chociaż spróbować - zgadzasz się, ale pierwsze próby kończą się potwornymi porażkami. Zamiast skoncentrować się na dobrze wykonanym dublu, martwicie się o złośliwą piłkę, która wcale nie ułatwia pracy. Dopiero z czasem, po kilku radach Cherry i próbach na mniejszych kamykach, udaje ci się załapać odpowiedni rytm i wspólnie prezentujecie kilka "dubli". Będzie z ciebie pałkarz!


Trening przewiduję zakończyć około 4 lub 5 stycznia.

______________________



Hang a shining star upon the highest bough

Have yourself a merry little Christmas now!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szwed, zamieszkuje od lat Glasgow.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 123
  Liczba postów : 144
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16788-panicz-gard#466769
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Nie Gru 30 2018, 15:16

Został więc mianowany ścigającym, co przyjął spokojnie, a można rzec, że obojętnie. Nie był pewien na którą pozycję nadaje się idealnie. Świadom był, że marny byłby z niego pałkarz, a więc śmiganie na miotle i utrzymywanie szybkiego tempa jawiło się weselej. Mimo, że był poobijany i zmarznięty wskoczył z powrotem na miotłę. Podleciał do @Jack Moment i @Vinícius Marlow, z którymi miał ćwiczyć przerzutkę i manewr, który absolutnie nic mu nie mówił. Quiddtich nie był mu tak bliski jak muzyka, a więc miał prawo nie wiedzieć. Na szczęście Cherry zdawała sobie z tego sprawę i raz dwa im to wyłożyła, wyjaśniła i przy okazji tak namiętnie gestykulowała, że przez chwilę miał ochotę przytrzymać jej ręce zanim by uderzyła niechcący Vinciego stojącego wszak najbliżej niej. Nie zrobił tego, nie musiał. Na szczęście.
- Przerzut przez ramię brzmi jak poćwiczenie refleksu i podzielność uwagi. - stwierdził świadom, że nigdy w życiu tego nie ćwiczył, nawet nie próbował, a co tu mówić o wyuczeniu się tego do poziomu dobrze wyszkolonego ścigającego. Machnął na to ręką, to trening, a nie mecz. Wzleciał w powietrze i dostosował się do tempa narzucanego przez Jacka, który z całej trójki był najbardziej doświadczonym graczem. Niestety Finnowi coś nie szło, nie miał tego refleksu, który chciałby mieć. Może to zmarznięte palce, może to obolałe mięśnie, ale łapał jeden kafel na pięć mu podanych. Niełatwo było też przekazać go dalej, ale to szło mu zdecydowanie lepiej niż odbieranie. Zaciskał zęby i wyczerpywał swoją cierpliwość. Ćwiczył w milczeniu, by nie dać ujścia poirytowaniu. Czuł się jak pijana akromantula wpuszczona na boisko i usadzona pokracznie na miotle. Co prawda im dalej ćwiczyli, tym zauważył, że złapał rytm i poprawił odrobinę swój refleks, bo teraz łapał trzy kafle na pięć rzuconych. Mimo wszystko nie poprawiło to jego pewności siebie. Miło było poćwiczyć, polatać, choć przyznał, że przemarzł i jedyne o czym marzył to wrócić z powrotem do ciepłego łóżka, z którego został wyciągnięty przez wiadomość Marlowa.
- Rany, to nie moja działka. Chyba nie. - skomentował po bodajże piętnastym rzucie i podaniu. Pomasował kark i gdy zarządzono chwilkę przerwy, zleciał na ziemię, zszedł na lód i prawie nadepnął na złotą kulkę. Podniósł ją, popatrzył i aż uniósł brwi, gdy uświadomił sobie co to właściwie jest. Rozejrzał się w poszukiwaniu właściciela, a gdy takowego nie znalazł, wpakował kulkę do kieszeni. Zapewne kiedyś mu się przyda, a więc warto mieć ją przy sobie. Niby coś zyskał za to poobijanie i marznięcie, a więc przestał marudzić i po kilku minutach przerwy wrócił na miotłę, gotów ćwiczyć manewr Proskowej. Czekał jedynie na cynk od Jacka, że mogą kontynuować trening.

Kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 775
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1982
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gruzy   Pon Gru 31 2018, 14:54

Bridget nieźle się rozgrzała i miała zaskakująco dużo siły i energii do dalszych ćwiczeń. Podleciała w miejsce zbiórki, gdzie Cherry rozdzieliła im zadania i figury do przećwiczenia. Przytaknęła, po czym przeniosła wzrok na młodszą Puchonkę, bardzo piękną dziewczynkę o długich, złotych włosach, z którą miała ćwiczyć. Nie miała z nią wcześniej zbyt dużej styczności, niemniej jednak była otwarta na zawarcie nowych znajomości. Uśmiechnęła się do niej przyjaźnie, po czym kiwnęła głową, by zasygnalizować, że powinny znaleźć sobie miejsce do ćwiczenia, by nikomu nie przeszkadzać i by mieć miejsce na własne akrobacje.
Dopiero wtedy zaczęła kwestionować wybór gruzów jako miejsce ćwiczeń...
- Chcesz pierwsza? - zapytała, by ustalić pewne rzeczy dotyczące ich dalszych poczynań. Nie wiedziała, jak bardzo obeznana z miotlarstwem była Lily i czy nie będzie ona potrzebowała większej pomocy i asekuracji - a tego wolała udzielać zanim jeszcze będzie do reszty zmęczona i przez rozkojarzona.
Gdy nadeszła jej kolej, radziła sobie całkiem nieźle! Nie wszystko wychodziło jej idealnie, ale trzymała się na miotle z gracją i nie traciła równowagi przy byle powiewie wiatru, do tego z każdym kolejnym powtórzeniem jej rozgwiazda nabierała odpowiedniego kształtu. Nie wymagała dużo pomocy, choć poleciła Lily w razie czego ją asekurować. Wszak ślizgająca się na trzonie miotły ręka mogła w którymś momencie stać się jej zgubą... W którymś momencie wypatrzyła coś zatkniętego między gruzami - obniżyła więc lot i wygrzebała spomiędzy kamieni dźwięk niezgody.
- Patrz co mam! Chcesz taki? - zapytała, podkładając go niemalże pod nos @Lily Thicket. Ona chyba miała już jeden...

2->3
Wykorzystałam przerzut

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 540
  Liczba postów : 549
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Gruzy   Wto Sty 01 2019, 19:16

Skoro wszyscy byli już należycie rozgrzani i wszystkie odpowiednie osoby już przybyły, to chyba należało rozpocząć trening, co też Cherry poczyniła. Rozdzieliła każdemu poszczególne zadanie, odpowiednio dopasowane do ich umiejętności i pozycji zajmowanych w zespole. Zadaniem Włoszki było przećwiczenie "zwodu Wrońskiego". Wiedziała z grubsza na czym on polega, jakie mogą nastąpić konsekwencje wykonania go, na co powinna uważać i czego się wystrzegać. Teraz tylko należało poderwać się do góry i zacząć odpowiednie ćwiczenia.
Leciała spokojnie, zdecydowana na to, aby później odpowiednio przyspieszyć i zająć się doskonaleniem techniki. Uznała, że na sam początek najlepiej będzie zacząć od wykonania manewru całkowicie kontrolowanie, bez zbędnych popisówek (które nawet by do niej nie pasowały, ale to inna sprawa). Zazwyczaj latanie wychodziło jej naturalnie, bez zbędnego kombinowania czy wysilania się. To było czymś takim, co uwielbiała robić. A jeszcze warunki panujące wokół niej: istne cudo! Śniegu było dużo, skrzył się pięknie wokół nich. Teoretycznie powinno to utrudniać widzenie czegokolwiek, co niekoniecznie miało miejsce w jej przypadku. Dla niej taka pogoda jak dzisiaj była wprost wyśmienita na trening i latanie na miotle.
Postanowiła wzbić się nieco wyżej, bo na niższych pułapach miała już zwód przećwiczony. Nagle poczuła mocne szarpnięcie z prawej strony spowodowane niespodziewanym podmuchem wiatru. Starała się odpowiednio skontrować miotłę, aby utrzymać dalszy tor lotu, jednak nie wyszło jej to najlepiej. Poderwała się nieco za późno. Nawet nie zarejestrowała w którym momencie zahaczyła stopą i tyłem miotły o podłoże. Efekt tego wszystkiego był taki, że koncertowo wręcz poleciała na twarz, tworząc ciekawy wzór na naprawdę wielkiej zaspie. Spadła na nią miotła, uderzając boleśnie w lewą łopatkę. Chwilę trwało, nim Silvia wygrzebała się w końcu ze śniegu, bluźniąc przy tym niemiłosiernie po Włosku. Chyba jednak to nie był najlepszy dla niej dzień. Zmarzła cholernie i nie miała w ogóle ochoty na dalszy trening. Szlag by to trafił...

Kostki: 4 i nieparzysta, wykorzystane wszystkie 3 przerzuty
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hrabstwo Somerset, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 298
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 179
http://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
http://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
http://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
http://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Sro Sty 02 2019, 21:19

Czuł się tutaj dobrze. Naprawdę cholernie dobrze! Nie spodziewał się, że głupi trening może sprawić mu tyle przyjemności, a warto nadmienić, że był dopiero po rozgrzewce. Nie wiedział czy to bajeczna pogoda, interesująca miejscówka, czy może entuzjastyczne i niezwykle przyjazne nastawienie kapitan puchońskiej drużyny, ale miał ochotę zostać z nimi jak najdłużej i latać, latać, latać niczym ptak.
Cieszył się, że przydzielono mu pozycję, którą mógł dzielić z Finnem, a przy tym dziękował losowi (i Cherry, rzecz jasna), że była ona dopasowana do jego fizycznych możliwości – ze względu na swoje gabaryty widział się na pozycji szukającego lub właśnie ścigającego i zdecydowanie nie chciałby się przekonać o tym czy nadaje się na pałkarza. Nie dysponował chyba odpowiednią siłą (nie ma się co oszukiwać, był... chucherkiem) aby odbijać tłuczki, a i własny charakter oraz przekonania nazbyt kłóciły się z posyłaniem w czyimkolwiek kierunku krwiożerczych piłek.
Z uwagą wysłuchał energicznych wyjaśnień Wisienki, a potem bez ociągania wziął się do roboty.
Nie powinno być bardzo trudne. Chodź, Finni, spróbujemy – wyszczerzył się do Puchona i poleciał za Jackiem, który rzeczywiście jako jedyny mógł pochwalić się doświadczeniem. Ciekawe co też takiego sądził na temat ćwiczeń z kompletnymi żółtodziobami. Przerzucił piłkę przez ramię, podając ją Finnowi, który... cóż, nie zdążył jej złapać. Ciche "ups" opuściło jego usta, lecz nie skomentował tego głośno, nie chcąc go demotywować. Zamiast uwag, kierował w jego stronę uśmiechy i ewentualne pochwały (choć przecież sam ledwo wiedział co robi!). Wszystko szło mu, nie bójmy się tego przyznać, cholernie dobrze, zupełnie jakby urodził się tylko po to żeby siedzieć tu dziś na miotle i ćwiczyć przerzutkę. Pokusił się nawet o wykonanie omawianego manewru, uważając go za interesującą i przydatną technikę.
Widział rezygnację Garda i, cóż, było mu z tego powodu głupio. Sam namówił go na ten trening, sam wyciągnął go z łóżka, a raczej zachęcił do tego by do nich dołączył kiedy sam się z niego wygrzebie.
Nie poddawaj się! Trening czyni mistrza! – krzyknął do niego, lecz jego słowa wcale nie spotkały się z takim odzewem, jakiego by sobie życzył. Kiedy trening dobiegł końca, z niejaką gracją wylądował na lodzie. I choć był to tylko jeden trening, a jego powodzenie mogło być jedynie wynikiem nieprzeciętnego szczęścia, czuł w sobie potrzebę by zaczepić Cherry i zapytać jej, czy aby nie szuka nowego ściagającego.
Tak, Marlow, bo przecież w ostatniej klasie masz zbyt mało obowiązków.

Kostka: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1518
  Liczba postów : 1019
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Gruzy   Czw Sty 03 2019, 14:34

Obecność kogoś, kto zna się na leczeniu istotnie była przydatna. Szczególnie w momencie, w którym owy ktoś dostał do ręki nie tylko ciężką pałę, ale jeszcze morderczego tłuczka. Podrzucił piłkę, zważył ją w rękach, a potem rozpoczął ćwiczenia.
Stwierdzić, iż jego odbicia są "nieco krzywe" było zgoła optymistycznym i eufemistycznym określeniem osoby pełnej nadziei. Tak powiedzieć mogłaby tylko Cherry, pocieszając go, że odrobina ćwiczeń na cel i będzie świetnym pałkarzem. Bowiem po którymś odbiciu, piłka nie trafiła w jego ćwiczebną ściankę. Zamiast tego przeleciała ponad nią, a potem śmignęła pomiędzy @Cherry A. R. Eastwood oraz @Vinícius Marlow i @"Finan Gard", którym to dziewczyna tłumaczyła ich manewry na pozycji ścigającego.
Tłuczek uderzył mocno w ścianę za uczniami, odłupując jej kawałek. Wleciał po tym w śnieg, zatrzymując się w zaspie.
Nie trzeba było długo czekać, aż Neirin podleciał do grupki, zsiadając z miotły.
- Sorry. Poprawię się na następny raz. Będę celował w ludzi - współczuć należy temu, co oberwałby podobnym ciosem.
Cherry szybko odprowadziła go do części gruzowiska, gdzie mieli ćwiczyć. Nie protestował, tylko biorąc ze sobą tłuczek. Ale trening odnośnie celności był... Długi. I co po sile ciosów Neirina, kiedy piłki nijak nie umiał nakierować w dobrą stronę? Musieli przerobić różnej wielkości kamienie, zanim załapał, że odbicie to nie tylko bezmózgie machnięcie pałą najmocniej, jak umie. Tym samym z czasem zaczęły mu i duble wychodzić, ale Cherry spędziła nad nim większość treningu, aby osiągnąć ten efekt.

4 > 5

______________________

I myself will become the apostle of
M̸͈̓A̴̮̋D̵̞͝N̷̬̒E̸̹͒Ș̸͊S̴͓̕!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Cherry A. R. Eastwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Montrose/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 627
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 432
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood




Moderator






PisanieTemat: Re: Gruzy   Sro Sty 09 2019, 21:43

Początkowo trochę się martwiła, że źle porozdzielała zadania. Nie chciała, żeby Nei jako pałkarz tracił czas na zabawę w ścigającego; nie podobało jej się zmuszanie obrończyni Bridget do ganiania za zniczem... musiała porozdzielać stanowiska, denerwowała się tylko pilnowaniem ich. Rzecz jasna, Silvii nie musiała siedzieć na ogonie, a Bri ufała w kwestii opieki nad najmłodszą uczestniczką treningu (no halo, pani prefekt!). Latała tylko jak nienormalna od jednej osoby do drugiej, szczególną uwagę przykładając do chłopaków dopiero próbujących swoich sił na pozycji ścigających... I pewnie zostałaby z nimi nawet dłużej, gdyby nie śmignął tuż obok tłuczek. Cherry nie miała przy sobie pałki, żeby go odbić, ale odruchowo przechyliła się odrobinę w bok, żeby jeszcze bardziej udaremnić piłeczce zetknięcie z własnym ciałem.
- NEIRIN - wyrwało jej się, a kapitański głosik miał doświadczenie nie tylko na boisku, co też w domu przepełnionym zainteresowanymi quidditchem chłopami. Być Eastwoodem, to dopiero coś! I chociaż zagrzmiała całkiem groźnie, to zaraz wyszczerzyła się od ucha do ucha, wręcz podekscytowana tym rozwaleniem ściany. - Tylko na meczach, albo kiedy ci pozwolę - zastrzegła. Puchona raczej nie powinna dziwić ta drobna władczość; nie tyle, co nie znał się na quidditchu, ale po prostu nie potrafił jeszcze rozłożyć odpowiednio siły. Cher widziała w nim ogromny potencjał, zwyczajnie nie chciała uszkodzić pozostałych zawodników.
Kiedy już poćwiczyła ze wszystkimi i każdym z osobna, zagnała jeszcze wszystkich na chwilę rozciągania. Dopiero potem podziękowała wszystkim entuzjastycznie, pogratulowała wszystkich postępów i zapewniła, że żadnymi problemami na dzisiejszym treningu nie ma co się przejmować. Zebrała też sprzęt, gotowa targać go do Hogwartu.
- To co, chłopaki? Widzimy się na następnym treningu, nie? - Zagadała jeszcze do @Vinícius Marlow i @Finn Gard, których zdążyła już adoptować. Resztkami sił powstrzymywała się od oficjalnego wpisania ich do drużyny...

/zt dla wszystkich, dzięki wielkie!

______________________



Hang a shining star upon the highest bough

Have yourself a merry little Christmas now!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Gruzy   

Powrót do góry Go down
 

Gruzy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
-