Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Klasa do Obrony Przed Czarną Magią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 37, 38, 39
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4484
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pią Cze 11 2010, 15:12

First topic message reminder :


Klasa OPCM

W tej średniej wielkości klasie znajdującej się na pierwszym piętrze, od lat odbywają się zajęcia z Obrony Przed Czarną Magią. Ze względu na średnie wymiary pomieszczenia, dwa rzędy ławek są stosunkowo blisko siebie ustawione. Nie jest to najlepiej oświetlona klasa. Jednak ściany zdobią różne lampy dające nieco jasności. W rogu pomieszczenia, nieopodal biurka nauczyciela, znajduje się gablota na której można znaleźć wiele nieco poniszczonych już książek dotyczących OPCM.

Opis zadań z OWuTeMów:
 



Ostatnio zmieniony przez Bell Rodwick dnia Sob Wrz 06 2014, 17:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 367
  Liczba postów : 301
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Czw Cze 14 2018, 23:23

Nie miał ochoty iść na kolejne zajęcia ze "strachu". To uczucie było mu niemalże obce od lat. Niewiele rzeczy go przerażało, jeszcze mniej potrafiło wpędzić w panikę. O ile jakakolwiek. Emocje stawały się chłodno odległe, a on chyba uczył się z tym żyć. Chociaż tak naprawdę było mu po prostu obojętne, co czuje i czy czuje w ogóle.
Z załomu korytarza wyszli na prywatne przedszkole utworzone pod okiem @Nessa M. Lanceley. Neirin skinął jej głową, tak samo witając się z @Heaven O. O. Dear. Ostatnio grono zielonych znajomych (nie, nie kosmitów, chociaż czasem aż korci się tak ich nazwać) rudzielca rosło. Z tej wesołej, gadziej wycieczki nie znał tylko @Enzo Zaccaria. To na nim właśnie najdłużej zawiesił spojrzenie, analizując aparycję Włocha.
- Rodzina? - Szturchnął lekko @Mefistofeles E. A. Nox. Nie jest łatwo pomylić się, kiedy obaj mają tak dużo cech wspólnych w wyglądzie.
- Biegacie razem po lesie? - Dobrze, że ich szybko Nessa wprowadziła do sali, inaczej rudzielec zacząłby swoje dziwne i niepokojące pytania ciągnąć w rejony nieodpowiednie do poruszania przy obcej osobie.
Skoro już byli w grupce, w tejże też grupce udali się do jednego rzędu, po drodze jeszcze tylko się Walijczyk przywitał się z siedzącym nieopodal @Ben Rogers oraz @Blaithin ''Fire'' A. Dear. Więcej znajomych twarzy nie widział albo mu umknęły.
Rozglądając się po sali, nie zauważył, gdzie rzucił torbę. Niefortunnie pod nogi idącego za nim Jacka. Nie zdążył jej przesunąć, zanim chłopak potknął się, niebezpiecznie chyląc ku upadkowi. Odruchem było go podtrzymać, złapać. A ciężko ustawić kogoś do pionu samemu siedząc. Zatem najrozsądniejszym wyjściem wydawało mu się przytulić Jacka, biorąc go sobie na kolana.
- Fajerwerki? Nie oczekuję ich w sali - to zły pomysł, aby strzelać czymś takim w zamkniętym pomieszczeniu. I nawet Neirin jest tego świadom. A to już o czymś świadczy.
Pozwolił mu zejść tylko po to, aby szybko miejsce Momenta zajął Liam, tuląc się do piersi Vaughna.
- Nie miałeś wypoczywać? - Objął go, myśląc chwilę.
- Powinienem zacząć robić rezerwacje na moje kolana - stwierdził, poprawiając sobie Liama na podołku i przeczesując mu palcami włosy.
- Nie. To jest ta część, w której ja cię całuję - i schylił się, aby cmoknąć go w policzek. - Wybacz ale za krawat już cię nie będę ciągać - nie masz pod nim obroży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 618
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1082
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Czw Cze 14 2018, 23:48

Gdzie się podziała Mefistofelesowa asertywność? Wcale nie planował przychodzenia na zajęcia profesor Cortez; najzwyczajniej w świecie mu się nie chciało. Pogoda była niesamowita i chłopak rozważał jakiś dłuższy spacerek, być może nawet zahaczający o Zakazany Las? W ręce wpadła mu ciekawa książka o czarnomagicznej treści, nad którą również chciał chwilę posiedzieć. Jakoś ostatnio nie mógł na niczym się skoncentrować, więc nie urządzało go przesiadywanie w zamku. Z drugiej strony, jedne już zajęcia ominął, a potem jak hucznie o nich mówiono! Żałował, że nie miał okazji na własne oczy przekonać się o nielegalnych zapędach Mograine'a. Jeśli Cortezowa miała podobne plany, to mógł zajrzeć choćby na chwilkę, prawda? Nie zaszkodziłoby... A potem na jego kolanach pojawiła się @Nessa M. Lanceley, której kompletnie nie potrafił odmówić. Upomniał ją tylko, żeby przy ludziach nie nazywała go "ulubioną maskotką do spania", bo wcale nie jest w łóżku taki bezczynny...
Mniej podobało mu się organizowanie całej wycieczki, a jednak bez słowa podążał za przyjaciółką. @Enzo Zaccaria to chyba nawet coś na kształt uśmiechu posłał, bardziej niż jego twarzą zainteresowany wystającymi spod mundurka tatuażami; bądź co bądź, część była jego dziełem. Mefisto grzebał w torbie w poszukiwaniu krawatu, który gdzieś tam powinien być wciśnięty, gdy usłyszał groźbę Nessy.
- To my w ogóle mamy tego tysiaka? - Zdziwił się niewinnie, zupełnie nie nadążając za wiecznie zmieniającą się punktacją Slytherinu. Miał niebywały talent do tracenia punktów za samą egzystencję; warto też dodać, że szalenie często na karę zasługiwał. Dawał się po prostu ponieść drobnym impulsom, które potem wpędzały go na czyjeś kolana, albo kusiły do jakichś głupich tekstów. Ledwie kawałek przeszli, a już wpadli na @Jack Moment i @Neirin Vaughn...
- Nie - zaprzeczył krótko, dziwnie dotknięty tym, że ktoś został posądzony za bycie jego rodziną. Zaraz potem pokręcił głową, by zapewnić rudzielca, że jego myśli biegły w zupełnie nieodpowiednim kierunku. Nic z tych rzeczy.
Takie grzebanie w torbie było o tyle niewygodne, że Mefisto błyskawicznie z niej powywalał połowę rzeczy. Przystanął zatem z boku klasy, zaraz przy drzwiach; reszta poszła zająć miejsca, a on wyłapywał wszystkie pióra, kałamarze i zwoje pergaminów, pośród których liczył na znalezienie srebrno-zielonego materiału. Mniej się spodziewał żółto-czarnego... Ale nie narzekał, uznając to za zabawny aspekt, który całkiem nieźle dopełniał Noxowy humor. Zresztą, nie mógł aż tak bardzo ułatwiać Nessie sprawy zdobywania punktów dla Slytherinu, prawda? Zabrał się za wiązanie krawata, podchodząc do rzędu przy oknie, gdy nagle zorientował się, że tu był @Liam A. Rivai.
- Hej, młody - wychrypiał, bo z wrażenia zacisnął krawat tak mocno, że aż niefortunnie się poddusił. Nie przyłożył do tego większej wagi, zbyt zaabsorbowany uważnym chłonięciem każdego drobiazgu odnośnie Puchona, którego nie widział tak tragicznie długo. Uśmiech sam cisnął mu się na twarz, gdy tak wgapiał się rozpromieniony jak malowane cielę w... W tego okrutnie wrednego dzieciaka, bezczelnie żartującego i wybijającego go z rytmu. Jack na kolanach Neirina? Moda?
Serce rozbijało mu się niebezpiecznie po klatce piersiowej, jakby miało wypaść; nagle Mefisto zalała fala dziwnych wyrzutów sumienia, które odbierały oddech bardziej niż puchoński krawat. Nie wiedział, czy bardziej dołuje go fakt, że w całej swojej głupocie nie wykazywał się jako ewentualny dobry kandydat, czy może po prostu boli go świadomość, że Liam tak radośnie sobie z tego żartuje. Jakby się nie przejmował. To jest, nie przejmował się i Nox doskonale o tym wiedział, ale z jakiegoś tajemniczego powodu i tak go to drażniło.
Pomieszczenie nie znajdowało się wysoko - z pierwszego piętra to nawet możnaby zaryzykować jakiś skok. Mefisto zerknął tęsknie w stronę okna, mając wrażenie, że klaustrofobia będzie na tych zajęciach jednym z najmniejszych zmartwień. Szarpnął mocniej za krzywo związany krawat, by zaraz pozbyć się go i subtelnie schować z powrotem do torby. Odechciało mu się żartów; zresztą, nie leżał mu.
- Lance - to zabrzmiało cicho i żałośnie, ale Ślizgonka zapewne lepiej wiedziała co siedzi w głowie Mefisto, niż on sam. - Mogę? - Nie chciał jej wcale wyganiać, ale kompletnie nie przemyślała zajmowania miejsca przy oknie; wszyscy doskonale wiedzieli, że to on musi leżeć na parapecie, żeby nie zacząć jakoś idiotycznie panikować. Wyminął się z rudowłosą, usiadł na krześle po turecku i zanurkował jeszcze pod stół, niby szukając czegoś w torbie (ZNOWU), żeby tylko nie było widać jak bardzo wybiły go z równowagi durne gadki Puchonów. Gdy doszedł do wniosku, że wszystko w porządku, to usiadł już normalnie... I zorientował się, że Nessa uciekła aż do ławki z drugiego rzędu, zostawiając go samego pomiędzy wychowankami Hufflepuffu, a Slytherinu. Zapewne miała przy tym świetne intencje, oczywiście. Już czuł, że w jej głowie wykluł się jakiś plan, coby Liam miał wylądować obok Mefisto...
Merlinie, pomocy.

______________________


Liam-senpai, notice me!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 19
  Liczba postów : 208
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pią Cze 15 2018, 00:24

Obrona przed czarną magią nie była może moim ulubionym przedmiotem, ale skoro Nessa już postanowiła mnie wyciągnąć, nie widziałam sensu się spierać. Nie był to mój konik, więc bądź co bądź warto było się podszkolić, chociaż minimalnie. Odłożyłam na bok książkę, którą akurat wertowałam znudzona i podążyłam zgodnie za ślizgonką. Kiedy zabraliśmy jeszcze @Mefistofeles E. A. Nox i "Enzo Zaccaria" z obojgiem się przywitałam i ruszyliśmy dalej przez korytarz. Noxa znałam głównie z naszego ostatniego treningu, gdzie dał mi parę naprawdę przydatnych wskazówek, ale poza tym, kojarzyłam go jedynie z Fire. Pokręciłam głową na słowa o punktach. Faktycznie, warto było zadbać chociaż o to, żeby przegrać z godnością, a nie jakimś śmiesznym wynikiem rzucającym się w oczy na tle innych. Z jakiegoś powodu jednak zaczęłam powątpiewać, żebyśmy utrzymali jakąkolwiek klasę jeżeli chodzi o klasyfikację domów. Mówi się trudno, może w przyszłym roku wyjdzie to lepiej.
- No cóż, nie pokładałabym w tym wielkich nadziei Ness. Punkty się nas raczej nie trzymają - pokręciła głową. Tracili je w zastraszającym tempie, szkoda, że zdobywali w tak wolnym. Po jakimś czasie dołączyła się jeszcze do nich dwójka puchonów. Jacka nie znała, jedynie kojarzyła ze wspólnych lekcji, Neirin już był znacznie bardziej znajomą twarzą, odkiwnęła mu na powitanie. Na miejscu usiadła w ławce z Enzo i przygotowała się do zajęć. Z zainteresowaniem obserwowała co się dzieje między puchonami. Co oni mieli z tym wskakiwaniem sobie na kolana? To zaczynało być co najmniej dziwne. Liama też nie znała zbyt dobrze, chociaż w swoim zachowaniu w jakiś sposób budził sympatię.
- Te krzesła nie są takie znowu niewygodne - podsumowała, kręcąc głową. Niedługo będą przydzielane po jednym na parę, żeby zaoszczędzić miejsca w klasie. Patrząc po zachowaniu niektórych ten pomysł może nawet by się przyjął..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 29
  Liczba postów : 27
http://www.czarodzieje.org/t15355-youngjae-sprouse
http://www.czarodzieje.org/t15360-zelek-zelo#411880
http://www.czarodzieje.org/t15361-sowa-jae#411882
http://www.czarodzieje.org/t15358-youngjae-sprouse




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pią Cze 15 2018, 13:03

Bycie dobrym uczniem naprawdę było ciężką pracą i Youngjae podziwiał wszystkich pilnych uczniów, którzy postanawiają chodzić na każde zajęcia i to jeszcze nie spóźniając się. Miał przynajmniej nadzieję, że cały ten jego wysiłek zwróci mu się w przyszłości. Chociaż do przewidzenia było, że Zelo zawsze będzie marudził na coś w swoim życiu. Wszędzie jest dobrze, gdzie nas nie ma, więc pewnie gdy przyjdzie mu skończyć Hogwart i stanąć naprzeciw dorosłemu życiu, gdzie chcąc czy nie chcąc, będzie musiała zacząć gdzieś pracować, zarabiać, powoli się usamodzielniać. No kosmos i drugi świat.
I Jungkook, w swoich rozważaniach, miał swoją rację - bo gdyby podłapał chorobę przyjaciela to a) albo zacząłby udawać razem z nim, lub b) rzuciłby wszystko i w porywach wziął swojego przyjaciela do skrzydła szpitalnego, gdzie mógłby siedzieć przy obłożnie chorym Cheongu cały dzień (ale nocy już nie), byle się wycwanić z zajęć, na które niby chciał iść, nauczyć się czegoś, ale z drugiej… no już chłopak był zmęczony tym wszystkim.
- Jeszcze zatęsknisz za lekcjami, jak w końcu skończysz tę szkołę - odpowiedział @Cheong Jungkook Pokiwał z przekonaniem głową. W końcu siedzą już tu ósmy rok, jeszcze tylko dwa lata przed nimi. I ta myśl, że bliżej do końca już do niczego innego, napawała Youngjae dziwną motywacją i względnym entuzjazmem, żeby zdobyć dzisiaj kolejne umiejętności.
Ognisko było dobrym pomysłem i gdyby Jungkook podzielił się swoim pomysłem, Sprouse na pewno by się ucieszył. W końcu to dobry moment, żeby spędzić ze sobą trochę więcej czasu, tym razem poza murami zamczyska. Kulturalne zacieśnianie więzi z ziomeczkami też musi znaleźć swój czas. Zapałki problemem nie było, na opał też co się znajdzie, jakieś kijaszki z lasu podpalą i będzie po problemie. Przynajmniej według beztroskiego spojrzenia Zelo. Tryb wakacyjny - zdecydowanie włączony.
Usiadł z @Ben Rogers, jak to miał w dość częstym zwyczaju i dzisiaj też miał szczególną nadzieję, że motywacja Bena trochę przejdzie na niego i dobrze pójdą mu zajęcia, nie będą się dłużyć, a sama praca przebiegnie szybko i bezboleśnie. - Kto tam wie, co wymyślą. - Wzruszył ramieniem i rozejrzał się po sali, w której chyba prawie wszyscy się zgromadzili. - Niesamowite, nadal nie mogę wyjść z podziwu, jak ciekawym zjawiskiem jest nie spóźnianie się na lekcje - powiedział cicho do kumpla. Pokiwał głową z niewyobrażalnie wielkim zdziwieniem. Może na drugim roku częściej będzie mu się to zdarzać? Lepiej jest wybierać swoje ławki, niż siadać w ostatkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 381
  Liczba postów : 397
http://www.czarodzieje.org/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://www.czarodzieje.org/t12036-adas#323462
http://www.czarodzieje.org/t12037-redbird#323469
http://www.czarodzieje.org/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pią Cze 15 2018, 20:52

Niektórzy ludzie a zwłaszcza krukoni potrafili całkowicie się wyłączyć i skupić na tym co robili. Był ciekaw czy jeśli weszłaby profesor to jakie byłoby prawdopodobieństwo, że ta zauważyłaby ją. Może to działało tylko na pewne osoby a profesorów by normalnie zauważyła? Tak czy inaczej po prostu podziwiał ją. On zazwyczaj potrzebował spokoju i wyciszenia by skupić się na materiale który musiał przyswoić, ale za to szło mu bardzo sprawnie. Nigdy nie uczył się na przymus bo to nie miało sensu.
Kiedy w końcu zwróciła na niego uwagę wyglądała na nieco wystraszoną. A może mu się przewidziało? Na pewno nie spodziewała się nikogo obok siebie. Przez chwilę naprawdę poczuł się dziwnie i miał ochotę się przesiąść w inne miejsce. Odchrząknął nawet nie podnosząc głowy z dłoni.
- To ja przepraszam. Powinienem był się wcześniej przywitać, ale wyglądałaś na zbyt zaczytaną by mieć ochotę na rozmowę- wyjaśnił jej. Przyzwyczaił się do tego, że w pewnych sytuacjach innym po prostu nie należy przeszkadzać. mogła przecież zrobić się nerwowa i niemiła kiedy by jej przerwał! Róznych ludzi spotyka się.
Zauważył wchodzącego do klasy @Ben Rogers i dopiero wtedy postanowił podnieść głowę i mu odmachać. Przyszedł tutaj z niezłą ekipą. Nic dziwnego że go ostatnio nie widział w dormitorium. Przez chwilę miał nadzieję, że ten usiądzie gdzieś blisko, ale poszedł gdzieś dalej.
Skupił ponownie wzrok na dziewczynie. Ah tak, przedstawiła się. Wyglądała na bardzo miłą dziewczynę. Na pewno taka była.
- Adam. Miło mi- przedstawił się. - Nie, nie potrzebuję więcej miejsca. Spokojnie, nie ugryzę jak przypadkiem się stykniemy- wywrócił oczami. Nie takie sytuacje mu się zdarzały, ale wyglądało to naprawdę śmiesznie. Nie był żadnym gwałcicielem więc nie musiała się tak mieć na baczności.
Zerknął na podręcznik który właśnie zamknęła. Krukonów to zawsze wyniucha.
- Jeśli masz ochotę jeszcze poczytać to nie krępuj się. Nie chciałem ci przeszkadzać i mam nadzieję, że to miejsce było wolne- dodał zerkając ukradkiem na wciąz wchodzących uczniów. Z niektórymi nawet się przywitał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 41
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -23
  Liczba postów : 48
http://www.czarodzieje.org/t14321-beatrix-cortez
http://www.czarodzieje.org/t14343-beatrix-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pią Cze 15 2018, 21:03

Wybiła już ta godzina, gdy zajęcia już powinny się zacząć. Miała nadzieję, że ci co chcieli uczestniczyć w zajęciach już dotarli, a ci co zapomnieli po prostu zostaną w swoich dormitoriach, by nie zakłócać pracy innym uczniom. Wkroczyła do sali, zwracając tym samym na siebie uwagę. Nigdy nie rozstawała się z czarnym kolorem. Każda jej szata w szafie była tej barwy. Skrzaty domowe niosły za nią ogromną skrzynię, która trochę podskakiwała, zupełnie tak jakby coś zaraz miało z niej wyskoczyć. Miał jej pomóc jakiś asystent, którego pierwszy raz miała zobaczyć na oczy, ale nikogo nie spotkała, ani przed swoim gabinetem ani też w sali. Miejsce przy biurku było puste, a stoły nadal na środku sali.
-Dzień dobry, uczniowie. Widzę znajome twarze, jednakże przedstawię się dla tych, których widzę pierwszy raz. Nazywam się profesor Beatrix Cortez, niezmiernie mi miło, że znów mogę prowadzić dla was zajęcia z Obrony Przed Ciemnymi Mocami, zapraszam także na zajęcia z eliksirów. Mam nadzieję, że coś z siebie wykrzeszecie i nie będę musiała pracować z marionetkami- powiedziała pewnym siebie głosem, oczywiście musiała też wtrącić swoje słynne powiedzonka.
-Proszę ruszcie swoje cztery litery z krzeseł i stańcie na środku sali. Dziś nie będziecie odpoczywać. Potrzebujemy trochę miejsca- powiedziała po czym poczekała aż każdy wstanie i skinęła ręką do skrzatów, które postawiły skrzynię na samym początku sali, przy biurku, a potem zaczęły rozsuwać stoły i krzesła pod ściany. Skrzynia drżała niebezpiecznie.
-Widzę zainteresowanie skrzynią. Otóż na moim strychu zamieszkał bogin, więc postanowiłam przynieść go tutaj dla was w ramach ćwiczenia zaklęcia Riddikulus. Mam nadzieję, że większości to zaklęcie jest już znane - oznajmiła po czym zaczęła się przechadzać po sali co chwila zatrzymując się przy biurku. Kruk siedzący wcześniej na jej ramieniu, odfrunął z niego i wylądował na żerdzi, która tutaj stała przygotowana specjalnie dla niego.
-bogin siedzący sobie gdzieś w ciemności nie ma żadnej widzialnej postaci. Jeszcze nie wie, co najbardziej przestraszy osobę znajdującą się na zewnątrz. Nikt nie wie, jak bogin wygląda, kiedy jest sam, ale kiedy wychodzi, natychmiast staje się czymś, czego najbardziej się boimy. Każdy ma jakieś lęki. Grunt to rzucić poprawnie zaklęcie i zmienić lęk w coś zabawnego, by zdezorientować bogina. Mugole mogą go zobaczyć, ale rzadko widzą go na tyle wyraźnie by uznać za coś prawdziwego. Gdy spotkanie na swojej drodze bogina poza murami szkoły, lepiej nie stawać do walki z nim w pojedynkę. Gdy stoją przed boginem dwie osoby, jest on rozkojarzony. Nie wie w co się zmienić, może stać się w połowie pająkiem, a w połowie człowiekiem. Nie wygląda to pięknie- oznajmiła po czym zamilkła na moment by odetchnąć i zlecić uczniom zadanie.
-Teraz po kolei każdy z was będzie podchodzić do bogina i rzucać na niego zaklęcie Riddikulus, gdy jedna osoba skończy dopiero podchodzi kolejna. Osoba, której dwa razy nie uda się rzucić poprawnie zaklęcia, odchodzi i przyjdzie do mnie na korepetycje w weekend. Teraz oddalcie się by nie przeszkadzać pierwszej osobie. Każdy dostanie swoją szansę, przypilnuję by nikogo nie pominięto.
Zapraszam pierwszego ochotnika. Kto pokaże reszcie jak to się robi? -
powiedziała po czym otworzyła skrzynię. Bezkształtny twór w postaci mgły ruszył w stronę ucznia, stojącego na środku sali. Kwestia w co się zmieni zależała tylko od Liama. Bea stanęła przy biurku by móc kontrolować sytuację.
_________________________________________________________________
Rzucacie jedną kostką.
Osoby mające powyżej 25 pkt z OPCM nie muszą rzucać, zaklęcie z miejsca będzie udane.
Osoby mające poniżej 25 pkt mają jedną możliwość przerzutu kostki.

Kostki:
1,3,5 - niestety nie udało ci się rzucić zaklęcia i bogin nadal przedstawia postać leku, który cię przeraża i wręcz paraliżuje. Rzucasz ponownie zaklęcie: kostka parzysta- rzucasz je poprawnie i postać zmienia się w coś śmiesznego , kostka nieparzysta - niestety nic z tego, twój strach tak cię paraliżuje, że profesor Cortez każe ci się odsunąć i do bogina podchodzi kolejna osoba.

2,4,6 - Rzucasz zaklęcie bezbłędnie, zupełnie tak jakbyś robił to od zawsze. Postać twojego lęku zmienia się w coś śmiesznego, a cała sala wybucha śmiechem. Zdezorientowany bogin nie wie co ma zrobić.  

Proszę by zajęcia przebiegały w miarę sprawnie, a osoba pisząca posta po poprzedniej ustosunkowała się do postaci jaką przybrał bogin tej osoby.
Post nowy pojawi się 20 czerwca o godzinie 21.00, do tego czasu myślę że każdy zdąży naskrobać parę linijek. Nie wymagam stron w WORDZIE.


Ostatnio zmieniony przez Beatrix Cortez dnia Pon Cze 18 2018, 20:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 395
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pią Cze 15 2018, 23:17

Zmarszczył nos, na ułamek sekundy przywdziewając niemal buntowniczą postawę – rudzielec wyganiał go do łóżka? Prędzej z pokorą zaakceptuje szkolną punktację o Puchar Domów, niż potulnie wróci pod kołdrę i znów zanudzi na śmierć, licząc wąsy na pyszczku kocura. Nim jednak zdążył odnieść się do sprawy, został poprawiony na kolanach przyjaciela, co ugłaskało go na tyle, by zaczepił się o drugą z poruszanych kwestii.
- Co tam rezerwacje, Nei. Powinieneś pobierać opłaty! Galeon za minutę siedzenia. Ewentualnie dwa galeony, żeby łatwiej było Ci pokryć ewentualne koszty zdrowotne, bo nie wiem ile ludzi przetrzymają twoje kolana. – zachichotał, nie zamierzając się od niego odklejać. – O! Ale jako twórca tego pomysłu, roszczę sobie prawa do dożywotniej, stuprocentowej zniżki! – zaznaczył, nim uniósł nieco głowę, by wesoło wyszczerzyć się rudzielcowi w twarz.
A później dostał cmoka w policzek.
Na chwilę zmył uśmieszek z twarzy, mrugając zaskoczony na wyższego Puchona, wyraźnie dając po sobie poznać, że nie przewidział takiego posunięcia z jego strony. Trudno jednak mówić o długotrwałym speszeniu, bo Liam z miejsca rozpromienił się jeszcze bardziej, przesuwając zadowolony ręką po ucałowanym policzku.
- Ojej, tego się nie spodziewałem... - przyznał, wyglądając, jakby niespodziewany cmok uszczęśliwił go jeszcze bardziej. – To było ultra słodkie, Nei! – zaśmiał się i znów zamajtał nogami w powietrzu, niezwykle zadowolony ze swojej aktualnej pozycji. – Jasne, jasne… ostrzej pobawimy się w dormitorium, nie? Na razie sprawiajmy pozory, że jesteśmy grzeczni i niewinni. – posłał mu zaczepny uśmieszek, puszczając przy okazji oczko. A później ofiarą jego głupiego humoru stał się wyłapany spojrzeniem trzeci z Puchonów. – Jack, od ciebie buzi nie dostanę? A może mam Ci usiąść na kolanach, żeby się doprosić? – rzucił i byłby gotów faktycznie wić się w jego stronę, żeby mu trochę podokuczać, ale wtem do sali weszła nauczycielka… i skończyło się romansowanie.
Niestety został zmuszony opuścić kolana rudzielca i w końcu się od niego odkleić. Nie zamierzał jednak grzecznie stać na środku pomieszczenia, patrząc jak bałwan na męczące się ze stołami skrzaty. Co prawda radziły sobie nad wyraz sprawnie, ale starał się pomóc im na tyle, na ile pozwalało mu na to położenie. Nawet nie zauważył, że tym gestem odsłonił się w szeregu i… został z automatu wytypowany na pierwszego ochotnika.
Bogin, co?
Słuchając krótkiego wprowadzenia nauczycielki, nieco opadł mu entuzjazm i wydał się nieco… zmartwiony? Niekoniecznie bał się konsekwencji co do samego siebie – bardziej trapiła go myśl, że to kolejna już lekcja, na której Neirin najprawdopodobniej dostanie baty – zdaniem Liama – kompletnie niesłusznie. Rozmawiał z nim, psiakrew, codziennie od kilku lat… znał go naprawdę dobrze i domyślał się, że bogin rudego nie przybierze nudnego kształtu węża czy pająka...
Niemniej westchnął i postarał się znów uśmiechnąć, gdy wyszedł na środek sali, stając w gotowości do rzucenia zaklęcia. Myśl o przyjacielu kompletnie przysłoniła mu świadomość, że za chwilę miałby zobaczyć coś strasznego…
… i może dlatego wpierw nieco się zawahał? Nie spodziewał się w końcu dojrzeć wyłaniającej się z bezkształtnej, czarnej masy ludzkiej postury. Męskie ciało wypadło z cienia jak rzucone przez nienaturalną siłę, rozrywając salę przeraźliwym krzykiem. Ból rozpierał pierś elegancko ubranego mężczyzny, w którego Liam wlepił absolutnie pozbawiony pewności i wesołości wzrok. Nie do końca przecież wiedział, czego się tak panicznie bał. Nie potrafił tego nazwać… wiedział jedynie, że widok dławiącego się spazmami cierpienia ojca z pewnością nie przywdziewał mu na twarzy uśmiechu. Cofnął się o krok do tyłu, unosząc przy tym różdżkę. To był bogin, przecież pamiętał.
Nim jednak wyksztusił z siebie zaklęcie, mężczyzna posłał po pomieszczeniu już nie tyle co sam krzyk, ale również obrzydliwy chrzęst łamanych kości. Wczepił rozpaczliwie paznokcie w posadzkę, a te z białych zaczęły powoli przywdziewać czarny odzień, wydłużając się i zaostrzając na końcach. Benjamin Rivai wygiął nogę pod nienaturalnym kątem, a jego twarz i ramiona zaczęły pstrzyć się ciemnym, brązowawym futrem.
Dość… DOŚĆ.
Chłopak zadrżał, ale z pewnością wyrzucił inkantację z ust.
- Riddikulus! – nim ojciec na dobre przemienił się w wilkołaka, Liam zdołał zmienić jego postać w pudla, ku swojej uciesze, bez dźwięku łamanych kończyn w tle. Wesoły biały piesek z uroczą kokardką na łbie biegał teraz w kółko w miejscu, gdzie wcześniej jego tata z bólu zdzierał sobie paznokcie na podłodze. Szybko psiak zaczął wyczyniać cuda, próbując niezdarnie wykonać stójkę i złapać własny ogon…
Rivai nie potrafił się jednak tak łatwo uśmiechnąć. Minęło kilka dłużących się sekund, nim dotarło do niego, że wypada jakoś sytuację załagodzić. Bądź co bądź… ten widok musiał być dość przejmujący nie tylko dla niego. Zakaszlał więc i postarał się uśmiechnąć na tyle naturalnie na ile mógł.
- Okay, wydało się, że panicznie boję się braku depilacji i złego manicure’u… - wzruszył ramionami i zaśmiał się krótko, nim czym prędzej nie zniknął w tłumie, próbując odnaleźć swoich przyjaciół. Pod żadnym pozorem nie chciał nawiązywać kontaktu wzorkowego z Mefistofelesem, modląc się, by nie zauważył, że ów cierpiący mężczyzna faktycznie zmieniał się w likantropa… może ktoś zasłonił mu widok? Albo nie zauważył tego futra, ugh…?
Stanął jak najbliżej pozostałej dwójki Puchonów, dopiero przy nich pozwalając sobie na odrobinę bardziej ponurą twarz. Wyszeptał pod nosem:
- Nie cierpię boginów.

Kostki: 5 → przerzucam → 6.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Leeds, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 215
  Liczba postów : 222
http://www.czarodzieje.org/t14313-varian-cairndow#377825
http://www.czarodzieje.org/t14349-przybyla-potega-moment-nie-to-uniwersum#379525
http://www.czarodzieje.org/t14356-ragnaros#379874
http://www.czarodzieje.org/t14350-varian-cairndow#379529




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Sob Cze 16 2018, 21:23

Westchnął na wieść o praktycznych lekcjach. Nie palił się zbytnio do ośmieszania przed całą klasą kiedy nie zdąży rzucić protego czy uderzy sam w siebie expelliarmusem. Biorąc pod uwagę zdolności magiczne Valeriana wszystko było możliwe, zaczynał co raz bardziej żałować przyjścia na lekcję. Czara przelała się na wieść o temacie zajęć: bogin. Pamiętał plotki o niepracującym już Aidenie Mograinie który swoją niesławną lekcję zaczął właśnie od tego potwora. Patrząc teraz na nauczycielkę mógł śmiało powiedzieć, że nie wyglądała na całkowicie zdrową umysłowo, ale morderczych zapędów też nie wykazywała. Mimo wszystko ukazywanie jego lęków nie brzmiało dobrze, szczególnie, że sam już nie wiedział czego się boi a czego nie. Jego życie wyglądało ostatnio jak pasmo nieszczęść, najpierw zmarła mu matka, później Berenice zrezygnowała z Hogwartu i wróciła do domu, ojciec złapał jakąś chorobę i nie był w stanie normalnie funkcjonować. Życie Valeriana sypało się z dnia na dzień, a on nie mógł nic na to poradzić.
-Świetnie, dowiem się co budzi we mnie lęk.
Mruknął sam do siebie podchodząc do przodu. Chciał mieć to za sobą najszybciej jak się dało, więc podjął zadanie zaraz po puchonie z wilkołakiem. Zaciskając dłoń na różdżce stanął na przeciwko pudla, który momentalnie zamienił się...w kobietę. Była ubrana w uniform lekarza, charakterystyczny dla św. Munga. Strój był zakrwawiony i podarty, podziurawiony przez pazury. Twarz kobiety była przesłonięta przez długie poniszczone kruczoczarne włosy, ale pomimo tego widać była świecące czerwone oczy. Bogin uniósł prawą rękę uciętą w nadgarstku i ruszył na Valeriana. Chłopak biały z przerażenia zapomniał co ma robić, że stoi w klasie i to przed nim nie jest realne. Wszystko może by i poszło dobrze, gryfon wreszcie by się otrząsnął z letargu i rzucił zaklęcie, ale bogin przemówił. Melodyjny głos jego matki, teraz przepełniony gniewem i goryczą "Dlaczego mnie nie uratowałeś synu?". Granice jego wytrzymałości psychicznej zostały zerwane, zaczął się cofać do tyłu aż wpadł na jedną z ławek. Następnie odwrócił się i z niewyraźnym wzrokiem wybiegł z sali upuszczając po drodze różdżkę. Nic się dla niego już nie liczyło, chciał zniknąć i już nigdy nie wrócić.

//rzut udany, ale z uwagi na kreację fabuły Vala uznaje za nieudany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 381
  Liczba postów : 397
http://www.czarodzieje.org/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://www.czarodzieje.org/t12036-adas#323462
http://www.czarodzieje.org/t12037-redbird#323469
http://www.czarodzieje.org/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Nie Cze 17 2018, 17:37

Długo nie posiedział zaspany w ławce rozmawiając z dziewczyną, którą dopiero co przed chwilą właściwie poznał. Mogło być naprawdę milutko, ale to nie było żadne spotkanie towarzyskie. Nie przyszedł tutaj dla przyjemności, ale po to by nauczyć się czegoś nowego. Kiedy weszła profesor zmusił się do wyprostowania. Lekcja mogła być naprawdę interesująca i... stojąca. Nie spodziewał się, że będzie musiał stać pół lekcji jak nie całą, ale potem dowiedział się co się szykuje.
Bogin. Brzmiało poważnie. Nie miał pojęcia czy one na strychu zamieszkują tak po prostu u każdego człowieka, ale nie brzmiało to dobrze. Wolał lepiej nie dopytywać o to bo kobieta nie wyglądała na taką, która lubi żartować i z chęcią odpowiada na durne pytania uczniów. Zdecydowanie lepiej żyć w nieświadomości.
Uważnie jeszcze wysłuchał jej objaśnień. Znał to zaklęcie i dobrze wiedział czym jest bogin i w co potrafi się przeobrazić. Nie podobało mu się to ani trochę. Nie to, że bał się stanąć przed nim, ale że cała klasa zobaczy czego się boi. Nie chciał całej klasie a tym bardziej profesor pokazywać swojego strachu, ale powiedziała, że dopilnuje by każdy to zrobił więc wiedział, że nie ma z nią żartów.
Ruszył jako jeden z pierwszych chłopaków w jego stronę. Zaraz po gryfonie, który wybiegł z klasy. Jego bogin przeobraził się w kobietę w uniformie lekarza. Szkoda mu było go, naprawdę. Lekcja na dziś? Jak walczyć z własnym strachem. Jak pokonać własny strach! Śmiechem? Proszę bardzo.
Stanął jako następny widząc, że nikt się nie przepycha do przodu by stanąć przed własnym strachem. Serce zaczęło mu walić jak szalone, a kiedy ten zaczął się przemieniać to miał wrażenie, że te stanęło. Nawet czuł ucisk a następnie zrobiło mu się gorąco. Przed swoimi oczami miał własnego ojca. Jak to dobrze, że to nie matka, tamtego widoku by nie zniósł! Jednak ten nie był lepszy. W dłoniach trzymał pasek od spodni i zaczął nim wymachiwać w jego stronę. Znowu zamierzał go zlać za to, że nie przyniósł lepszych wyników. Za to, że nie był najlepszy. A potem? Zamknie go w piwnicy. Znał ten scenariusz na pamięć. Już miał zamiar unieść broń i go uderzyć. Wiedział, że bogin może mieć te same zdolności co osoba w którą się przemienił ale osłabione.
Nim wykonał jakikolwiek ruch i się odezwał to chłopak wyciągnął różdżkę i skoncentrował się na tym co miał zrobić. Rzucił zaklęcie Riddikulus. Wiedział, ze mu się to uda. I udało. Jego ojciec zamiast paska od spodni teraz trzymał mocno węża, który zaczął się wić. Mina mężczyzny myła tak komiczna, że trudno było się nie zaśmiać. Chciałby użyć tego zaklęcia na własnym ojcu.
Kiedy jego kolej minęła cofnął się w tłum nic nie mówiąc. Przedstawienie dobiegło końca. Miał nadzieję, że profesor to wystarczyło i nie skaże ponowić zaklęcia.

kostka: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 167
  Liczba postów : 548
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Nie Cze 17 2018, 20:39

Obserwowała to wszystko w milczeniu, wędrując spojrzeniem pomiędzy wyjątkowo wylewnymi puchonami a wpatrującym się w nich Mefisto. Może oni wszyscy żyli w jakimś intymnym czworokącie, o którym nikt nie miał pojęcia? Pokręciła jedynie głową, chcąc odgonić sprzed swoich oczu te dziwne wizje, które zaczęły się pojawiać. Wolała nie wiedzieć, naprawdę. Ostatecznie spojrzenie rudzielca utkwiło w twarzy ślizgona siedzącego obok. Zbladł, nie miał zadowolonej miny i w niczym nie przypominał jej ukochanej maskotki, na co zmarszczyła noc. To pewnie wina tego dzieciaka, który bezkarnie obściskiwał się z Neirinem. Westchnęła głośniej, odgarniając kosmyk włosów za ucho. I co ona miała zrobić? Jak mogła mu pomóc?
W głowie snuły się plany, powstawały jakieś scenariusze i nawet szepcząca z boku Heaven w towarzystwie Enzo nie byli w stanie zagłuszyć diabelskich intryg Nessy. W domu Salazara panowało braterstwo i w żaden sposób nie mogła zignorować sposobu, w który Mefisto na to wszystko patrzył. W końcu zgarnęła swoje rzeczy i wstała, zmieniając miejsce — robiąc to ukradkiem, gdy wilkołak jeszcze nurkował pod stołem, bo tak to w życiu by jej nie pozwolił. Rozsiadła się wygodniej ławkę obok, układając rzeczy i przewieszając torbę na haczyku pod ławką. Nic się jej nie stanie, jak usiądzie sama. Widząc jego zdziwione spojrzenie, uśmiechnęła się jedynie niewinnie i posłała mu całusa w powietrzu, a następnie pokazała rękoma serduszko. Przez chwilę jej brązowe ślepia, opatulone wachlarzem kruczoczarnych rzęs zawiesiły się w sylwetce Liama, zastanawiając się, czy będzie na tyle bystry i grzeczny, aby zająć miejsce, które mu zwolniła. Rozejrzała się po sali, opierając się wygodniej o krzesło i krzyżując ręce pod biustem. Założyła też nogę na nogę, nucąc coś pod nosem, w oczekiwaniu aż zajęcia się zaczną. Pogadałaby sobie chętnie ze swoim towarzystwem, które tu przyciągnęła, ale każdy z nich wyglądał na zajętego - Enzo odpłynął, Heaven milczała, Mef udawał, że nic go nie obchodzi, a puchoni z Momentem, który nie lubił chyba całego świata, byli zajęci sobą.
W końcu przyszła Pani Cortez, rozpoczynając wykład i tłumacząc im przebieg lekcji. Ruda uniosła brew w milczeniu, wzdychając ciężko i łapiąc różdżkę w dłoń. Trzeba przyznać, że Bogin to dość często wybierany przez nauczycieli przedmiot. Normalnie ignorowałaby lęki innych, bo jej zdaniem niezbyt grzecznie lampić się na coś, co paraliżuję, ale wezwany jako pierwszy został obiekt westchnień jej przyjaciela, to też z czystej ciekawości podniosła wzrok, stukając palcem w zdobienie na rączce magicznego kijka. Swoją drogą, kochała nowy nabytek i miała olbrzymie szczęście do zaklęć, wszystkie od razu się udawały! To z pewnością żmijoptak. Ślizgonka zbladła na to, w co zmienił się bogin Liama, momentalnie odwracając wzrok w stronę Mefisto. Nawet jeśli by chciała, żeby tego nie widział.. Zagryzła dolną wargę, zaciskając dłoń w pięść. I co ona niby miała teraz zrobić? Korzystając z zamieszenia, wstała i podeszła do niego, kucając obok krzesła, na którym siedział. Złapała go za rękę, zaciskając lekko palce i już ignorując pogrążoną w bólu postać, ulegającą klątwie lykanotropii. Posłała mu ciepłe, podnoszące na duchu spojrzenie i szepnęła bezgłośnie, że na pewno pójdą na dobrego drinka po lekcjach, żeby odreagował.
Ktoś wyszedł, ktoś drżał, kogoś bito pasem - Nessa nie chciała czekać dłużej, więc gdy tylko nadarzyła się okazja, wstała i ruszyła w stronę Bogina, niby to przypadkiem trącając puchona łokciem delikatnie, posyłając mu krótkie spojrzenie. Stanęła przed rozkojarzonym stworzeniem, opierając dłoń na biodrze i w drugiej zaciskając różdżkę. Czekała, aż pożywi się jej lękiem, nabierze odpowiedniej formy, co z kimś takim jak ona wcale nie było łatwe. Ciężko było ją przestraszyć, była głupio odważna. Jej ślepia w skupieniu, bezczelnie wpatrywały się w zmieniające formy paskudztwo, samej dokładnie nie wiedząc, jaką formę ostatecznie pokaże klasie. W końcu z ciemnej mgły wyłoniła się niepełnosprawna, pozbawiona rąk i nóg postać. Ona sama. Spojrzała na swoją bladą, chorą twarz, na której nie było śladu chęci do życia. Mimowolnie drgnęła, czując na ciele dreszcz i tworząc w głowie scenariusze, jak to się mogło stać... Nie mogłaby grać na skrzypcach ani pianinie! O jeździe na motorze nawet nie wspominając! Wiedziała, że to strach irracjonalny, ponieważ magia pozwalała odtworzyć kończyny, usunąć uszkodzenia rdzenia, a jednak.. Przymknęła oczy, wypuszczając ze świstem powietrze, kręcąc głową. Zgrabnym ruchem dłoni, stosując chwyt alfa, wycelowała i wyraźnie, głośno wyrecytowała.

— Riddikulus! —przez jej twarz przemknął grymas zadowolenia, gdy różdżka zareagowała tak, jak powinna, zmieniając wózek inwalidzki w różowy, zabawkowy samochodzik, a siedzącą w nim Nessę w odzianą niczym lalka barbie z mocnym makijażem kreaturę. Uśmiechnęła się tylko w stronę samej siebie dość zadziornie, opuszczając magiczny kij i odwracając się, wracając do swojej ławki w drugim rzędzie. Znów założyła nogę na nogę, skrzyżowała ręce pod biustem, układając wcześniej na blacie drewniany patyk. Mimowolnie zerknęła na przyjaciela oraz resztę ferajny, zastanawiając się, czy Cortez przygotowała jakąś drugą część zajęć.

Kostka: 2

______________________


I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.

If that makes me a bitch, o k a y.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 88
  Liczba postów : 75
http://www.czarodzieje.org/t16073-alise-lauren-argent#440125
http://www.czarodzieje.org/t16092-smoki-niesmialki-i-gumochlony#440126
http://www.czarodzieje.org/t16093-shea#440127
http://www.czarodzieje.org/t16089-alise-l-argent#440019




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pon Cze 18 2018, 18:02

Wzruszyła delikatnie ramionami na swojego towarzysza z ławki, nie chcąc mu więcej przeszkadzać. Uśmiechnęła się, powracając wzrokiem gdzieś w przestrzeń przed sobą i ostatecznie sięgając po podręcznik. Wciąż było kilka minut do rozpoczęcia zajęć, a egzaminy zbliżały się wielkimi krokami. Blondynka pogrążyła się w lekturze, powtarzając cicho pod nosem inkantacje zaklęć defensywnych, jak i ofensywnych.
W końcu do klasy przyszła profesor Cortez, rozpoczynając zajęcia. Krukonka usiadła wygodniej na krześle i skupiła spojrzenie błękitnych oczu na nauczycielce, krzywiąc się nieco na temat dzisiejszych zajęć. Nie przepadała za boginami, a sama myśl o tym, w co mogły się przemienić, sprawiała, że dziewczyna dostawała nieprzyjemnych dreszczy. Westchnęła ciężko, chowając rzeczy do torby i wyjmując różdżkę, którą zacisnęła w dłoni. Zagryzła dolną wargę, stukając paznokciami w blat ławki. Właściwie się wyłączyła, nie patrzyła, co się działo dookoła — dopóki nie nadeszła jej kolej. Niezbyt zadowolona, nieco blada podeszła do bogina, stając ze stworzeniem oko w oko. Palce wolnej dłoni nerwowo zacisnęły się na materiale plisowanej spódnicy, w pogotowiu natomiast trzymała różdżkę. Zacisnęła powieki, gdy w klasie rozbrzmiał grzmot. Magiczne stworzenie przybrało postać ogromnej chmury burzowej, trzaskając piorunami na prawo i lewo. Uspokaja się, a przynajmniej próbowała opanować dudniące w piersi serce. A gdyby ją tak ten piorun uderzył? Nawet nie miałaby szansy obrony! Podskoczyła w miejscu na kolejnego pioruna, gryząc się w język, aby nie pisnąć. Nawet nie patrząc, wykonała odpowiedni ruch ręką i wypowiedziała na głos inkantację zaklęcia. Dopiero po dłuższej chwili ciszy, a następnie zachęcona salwą śmiechu, uniosła powieki. Na szczęście wszystko się udało, a kapryśna magia wcale nie była dziś taka straszna. Straszna burza zmieniła się w balonika w kształcie jednorożca, mającego niebieski kolor i słodkie pioruny na ciele. Panna Argent roześmiała się pogodnie, opuszczając dłonie wzdłuż ciała. Dreszcz zniknął ze skóry, a blondynka wracając do ławki podniosła różdżkę Valeriana, którą odda mu później. To dopiero niezdarność, żeby mag zgubił swój drewniany patyk! Z westchnięciem opadła na krzesło, kładąc dłonie na kolanach, a broń kolegi chowając do torby. Omiotła spojrzeniem klasę, zastanawiając się ile osób jeszcze nie miało potyczki z kreaturą. Dobrze, że miała to z głowy i żadne zakłócenia jej nie przeszkadzały. Przymknęła na dłuższą chwilę oczy, chcąc do końca się uspokoić. Burze strasznie ją denerwowały, zwłaszcza pełne szalonych grzmotów.


Kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 618
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1082
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pon Cze 18 2018, 22:18

Ciężko stwierdzić, żeby Mefisto przed przyjściem na te zajęcia miał dobry humor - rzecz w tym, że teraz był jeszcze gorszy. Ślizgon automatycznie poddał się ponurej postawie, niewzruszony na przyjście nauczycielki. Tak zazwyczaj go ludzie kojarzyli; milczącego, przyczajonego gdzieś z boku, znudzonym (acz czujnym!) spojrzeniem przemykając po otoczeniu. Nie zmieniła się również mina pełna beznamiętności, niemal zakrawającej o pogardę. Po prostu chciał już, żeby ta szopka zwana lekcją minęła. Niby fan praktyki, a jednak drażniło go wywoływanie na środek, machanie różdżką na zawołanie nauczycielki i robienie szopki z tego, czego ktoś się boi. Cortezowa tłumaczyła im boginy zupełnie tak, jakby dopiero przyszli do Hogwartu, tymczasem sam Nox żadnych maluchów tutaj nie widział. Zagryzał jedynie mocno wewnętrzną stronę policzka, walcząc z przypuszczeniami odnośnie tego, co zobaczy na tych zajęciach. Nie odsunął się też od okna, jakby wczepiony w tę miejscówkę przy ścianie. Tutaj wydawało się tak bezpiecznie... Może jego bogin to będzie zamknięte okno? To dopiero nie sprawiałoby nikomu żadnych problemów!
Ciekawość to ponoć pierwszy stopień do piekła - Mefisto musiał się z tym zgodzić. Nie potrafił zmusić się do odwrócenia wzroku, kiedy tylko Liam wystąpił naprzód zjawie. Ślizgon doskonale wiedział, że pożałuje tego, jak uważnie przygląda się zarówno siódmoklasiście, jak i formujących się przed nim lękom. Żaden cień emocji nie przemknął przez twarz Noxa, kiedy bogin ujawnił się jako krzyczący mężczyzna; w jego głowie zaś pojawiło się mnóstwo teorii. To musiał być ktoś bliski Liamowi, oczywiście, bo nie wyglądał na randomowego cierpiącego człowieka. Elegancki strój poszerzał opcje co do przypuszczeń, ale Mefisto nie miał czasu zająć się tak dokładną analizą. Zbyt dobrze znał dźwięk towarzyszący łamanym, wyginającym się kościom. Zbyt dobrze wiedział na co patrzy. Deski podłogowe aż zatrzeszczały pod naporem cierpiącego mężczyzny, przemieniającego się jakże realistycznie w wilkołaka.
Więc... bał się, że ktoś - ten ktoś konkretny? - mu bliski zostanie wilkołakiem?
Fala gorąca zalała Mefistofelesa i miał wrażenie, że robi mu się strasznie słabo. W tej samej chwili dopadła do niego Nessa, pochwyceniem ręki niesamowicie wiele zmieniając. Mefisto niezbyt delikatnie uczepił się jej dłoni, dalej wpatrzony w tamto widowisko. Nawet już pudla nie potrafił ignorować, oddychając szybko i rozpaczliwie. Lanceley doskonale mogła zauważyć, jak jego klatka piersiowa faluje z poddenerwowania; jak mruga częściej niż zwykle; jak po prostu dusi w sobie wszystko, powstrzymując się od wyjścia z sali. Jakimś cudem wcześniej do niego nie dotarło tak dobitnie, że reprezentuje wszystko to, czego Rivai mógłby się bać - słodka Morgano, Mefistofeles był po prostu zagrożeniem. Zapraszanie go do kręgu swoich znajomych oznaczało podjęcie niewyobrażalnego ryzyka, a on na każdym kroku wykazywał się bezmyślnością, popełniając błąd za błędem. Pal licho jakieś durne akcje z pocałunkami - wierzył, że to byłby w stanie kiedyś naprostować, uparcie prezentując się z jak najlepszej strony. Większym problemem był fakt, że zmieniał się w potwora i posiadał moc niszczenia ludziom życia.
- Spokojnie, słońce. Jest w porządku - mruknął do Nessy, cmokając ją jeszcze w dłoń, zanim sama nie odeszła w stronę bogina. On potrzebował jeszcze chwilki na przetrawienie bolesnej świadomości, że Liam wolałby stracić bliską sobie osobę, niżeli "pozwolić" jej na użeranie się z likantropią. I, co gorsza, Liam był tutaj jedynie przykładem.
Widział, że Puchon unika jego spojrzenia - być może dlatego, że sam natarczywie próbował jakoś ten kontakt nawiązać. Sam nie wiedział czemu, ale nie mógł przestać. Ostatecznie poderwał się, bardziej sfrustrowany niż powinien, żeby wyjść na środek po jakiejś uroczej Krukonce, trzęsącej się przed burzą. Wyjął różdżkę dopiero w momencie, w którym bogin zaczął już się zmieniać w jego własny lęk... I tak właśnie na podłogę z jękiem bólu padła @"Nessa Lanceley". Chociaż słaniała się, przyciskając krwawiącą rękę - och, to z pewnością było ugryzienie - do piersi, to nie dało się jej nie rozpoznać. Podobnie jak plam na podłodze, w których można było znaleźć odcisk wilczej łapy. Wystarczyły dwie sekundy, by Nessa przemieniła się w @Blaithin ''Fire'' A. Dear, ta zaś w @Ezra T. Clarke... Potem wszystko przyspieszyło, chociaż sam Mefisto zdawał się jakby uspokajać. Czekał, aż zniknie mała dziewczynka, z którą ostatnio rozmawiał w menażerii; czekał, aż zniknie @Liam A. Rivai, a potem @Neirin Vaughn. Uniesieniem ręki zapewnił nauczycielkę, że wszystko jest w porządku - panował nad sytuacją, w jakiś chory sposób czekając, aż coś rzeczywiście w nim pęknie i zostanie zmuszony do rzucenia zaklęcia. Nie trwało to długo, chociaż Mefisto miał wrażenie, że minęła wieczność. Była tam i @Emily Rowle, i stary przyjaciel rodziny, i... I to na nim Nox uznał, że dłużej nie da rady. Machnął różdżką, przez zduszone gardło nie potrafiąc wykrztusić nawet tak krótkiej formułki. Niewerbalne Riddikulus zadziałało perfekcyjnie, a całe cierpienie zniknęło, tak samo jak krew i niekontrolowane drżenia. Postać chwilę śmiała się dźwięcznie, melodyjnym dźwiękiem kojąc uszy Mefisto. Jemu wystarczył sam śmiech, by uniósł kąciki ust w łagodniejszym wyrazie.
Odsunął się, z powrotem kierując w stronę okna. Wsunął różdżkę do kieszeni i podparł się o ramę okna. Najwyraźniej bardziej od wszystkiego bał się tego, że kogoś skrzywdzi - Merlinie, to było bardzo luźne "kogoś".


Nie rzucam, bo z różdżką mam w kuferku 29 pkt.

______________________


Liam-senpai, notice me!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 49
  Liczba postów : 48
http://www.czarodzieje.org/t16142-cecily-rosewood
http://www.czarodzieje.org/t16188-i-feed-on-the-fear-that-s-behind-your-eyes
http://www.czarodzieje.org/t16204-hans
http://www.czarodzieje.org/t16143-cecily-rosewood#441977




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Sro Cze 20 2018, 01:25

Jak zwykle nie mogła mieć spokoju aż do rozpoczęcia zajęć. Kątem oka dostrzegła, że tym razem dosiadła się do niej Gryfonka, @Blaithin ''Fire'' A. Dear, która chyba wzięła sobie za punkt honoru doprowadzenie Cecily do jak największego poziomu irytacji w jak najkrótszym czasie. Trzaskanie książką, ostentacyjne ruchy - jakby dziewczyna chciała poczuć się w jakiś sposób ważna. Ślizgonka zaś była ostatnią osobą, która by jej zapewniła choćby okruch zainteresowania. Nie obdarzyła jej ani jednym spojrzeniem nawet wtedy, gdy ta wyciągnęła jabłko i zaczęła je chrupać tak donośnie, jakby co najmniej zamieniła się zgryzem z koniem. Potem jeszcze wytarła się rękawem. Ohyda. Czy ona właśnie wyczołgała się z jaskini i nie dane było jej jeszcze poznać takiego fenomenu jak chusteczki? Przez chwilę Cecily wahała się, czy nie obdarzyć Gryfonki jakąś kąśliwą uwagą, jednak stwierdziła, że nie warto strzępić języka, do takiego neandertalczyka pewnie i tak niewiele dotrze.
Ponownie zatopiła się w rozmyślaniach, gdy wreszcie do klasy weszła profesor Cortez. Cecily natychmiast odwróciła się od okna i wyprostowała na krześle, uważnie słuchając słów prowadzącej zajęcia. Zadanie praktyczne - to lubiła! Podniosła się szybko i ustawiła się tak, by mieć jak najlepszy pogląd na to, co się będzie działo. Nie chciała ruszać pierwsza, wolała wstrzymać się i poobserwować, jak inni uczniowie będą sobie radzić. Większości szło dobrze, jednak jedna osoba kompletnie zgłupiała ze strachu i uciekła. W końcu jednak stwierdziła, że dość czekania, czas zmierzyć się samemu z boginem.
Jednak gdy tylko podjęła tę decyzję, @Mefistofeles E. A. Nox zaszedł jej drogę i wkroczył na środek sali. Trudno, jeszcze jego kolej będzie zmuszona przeczekać...
Bogin Noxa przybierał postaci kolejnych osób, jednak przedstawiał je wszystkie w jednym scenariuszu - postać słaniała się w kałuży krwi, przyciskając do siebie ranną rękę. Czyżby chłopak nade wszystko bał się stracić bliskich? Jednak coś nie dawało jej spokoju - dlaczego cały czas bogin pokazywał jedną sytuację? Dlaczego wszyscy byli w ten sam sposób ranni? A przede wszystkim - co miały z tym wspólnego odciśnięte w plamach krwi ślady łap?
Z rozmyślań wyrwał ją śmiech. Czyli przedstawienie skończone, czas teraz na nią. Pewnym krokiem ruszyła na środek, wyciągając różdżkę. Ciekawe, jaką formę przyjmie jej bogin, pomyślała, a chwilę później zobaczyła... Siebie. Ale nie taką jak jest teraz, o nie. Jej włosy miały kolor jej naturalnego blondu, były splątane, z plamami, możliwe że krwi, i wyglądały, jakby ktoś, może nawet ona sama, powyrywał jej je z głowy dosłownie garściami. Twarz miała opuchniętą i wykrzywioną w dziwnym grymasie uśmiechu. Jednak to, co zaszokowało Cecily najbardziej, był jej strój. Ona-bogin miała na sobie kaftan bezpieczeństwa. Bogin odwrócił się i spojrzał na nią oczami pełnymi szaleństwa - jej oczami.
Peter! - zawołał melodyjnym głosem. Jej głosem. - Peter, chodź już, mama na nas czeka! - Po czym w ułamku sekundy diametralnie zmienił wyraz twarzy, przybierając okropny grymas przerażenia. Bogin zaczął wrzeszczeć jak opętany i szarpać się. - Wyłaś z mojej głowy, gnoju! Wynoś się!
Cecily zmusiła się w końcu, żeby ruszyć trzęsącą się ręką i rzucić zaklęcie. - Riddikulus! - zawołała, a bogin momentalnie zmienił formę. Wyglądał teraz jak stojąca nieopodal @Blaithin ''Fire'' A. Dear, tylko odziany był w strój jaskiniowca i wpatrywał się w uczniów z tępym wyrazem twarzy. Niemal bezwiednie zaczęła się śmiać. O tak, ten widok zdecydowanie poprawił jej humor. Z uśmiechem wycofała się ze środka, by ustąpić kolejnej osobie, która miała się zmierzyć ze swoim najgorszym lękiem.

Kostki: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 367
  Liczba postów : 301
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Sro Cze 20 2018, 19:59

Opłaty? Jeszcze czego się Liamowi zachciewa. Nie ma szans, aby Jack zapłacił, a przecież siedział chwilę temu na kolanach Neirina. Czy to znaczy, ze teraz ma względem Vaughna dług? Czy ten dług da się spłacić budyniem? Chciałby więcej wycieczek po budyń z Jackiem, ostatnia skończyła się niezmiernie interesująco. A jeśli Moment by wyciągnął kartę i wolał się nią pociąć zamiast uczestniczyć w kolejnej tak dziwnej i odrealnionej imprezie? To by było smutne, Neirin chciałby zjeść coś słodkiego. Może red velvet? Ciekawe, czy Mefisto by się skusił na jakieś ciasto. Ale nie ma ciasta z krwią. Chociaż?
- Czy na urodziny chcesz tort z kaszanki? - Spytał Mefisto. - Ozdobi się go galaretą z nóżek... I wątróbką. Lubisz wątróbkę? Ale nie moją. Znaczy, nie mogą krew. Ani wątrobę w zasadzie. Chociaż ona odrasta, ale nie cała i nie chciałbym, abyś jadł nawet połowicznie. Lubię moją wątrobę, tak myślę. Mam ją od urodzenia. Chyba się do niej przywiązałem.
Jego rozmyślania przerwał Liam. Neirin zamrugał parę razy, zanim odpowiedział.
- Ale my jesteśmy grzeczni? - Nie? Tak? Coś robi źle? Cóż, po prawdzie to wszystko. Od dziwnych scen pokroju obecnej, po dzikie wyprawy i nawiązywanie kontaktów trzeciego stopnia z potencjalnie czarodziejobójczymi zwierzętami. W zasadzie nie potencjalnie, większość stworzeń, do których go ciągnęło, była skrajnym zagrożeniem dla innych istot żywych, a przebywanie w obrębie trzynastu metrów od futrzaka groziło poważnymi uszkodzeniami ciała i/lub psychiki. Albo obu. Chociaż Neirinowi to niewiele w tej kwestii już zagrozi. Tej psychiki, bo fizycznie jeszcze ma trochę miejsc, które można spalić lubp okryć bliznami innych typów. Takimi od kłów. Albo pazurów. A może prądu? To by było estetyczne. Piorun rozchodzący się od kręgosłupa. Chyba by lubił tę bliznę. Może niekoniecznie sam proces jej powstawania, ale potem już tak. Acz na plecach nie widziałby jej za często. Musiałby kupić duże lustro. Albo dwa od razu? Trzy? Ile jest luster w przymierzalni? Jedno. Ale tam nie widać pleców. Bezsens. Jak ktoś ma się zobaczyć z tyłu, jak widzi się z przodu?
Co ludzie mają z trzynastką? Czemu ta liczba jest pechowa? Matka opowiadała mu kiedyś o Judaszu, ale mugolska religia zatarła się w większości w jego pamięci. Czarodzieje nie wierzą w takie rzeczy, dla nich to wszystko tylko bajeczki. Ale czemu właściwie? Nie mają nawet nikogo, od kogo by pochodziła ich magia? Żadnego bóstwa rozdającego talenty jak cukierki?
Drzewo talentowe to by było coś. Zrywałoby się talenty jak jabłka... Nie, moment, przed sekundą porównał je do cukierków. Ale cukierki mogą był jabłkowe. A co ma do tego Jack?
Zamyślony zauważył poruszenie w klasie dopiero po dłuższej chwili, podnosząc się i patrząc, jak Liam wyrywa się do bogina. Rudzielec wstał i dał sprzątnąć skrzatom krzesło, zanim odsunął się nieco w tył.
Nie spodziewał się zobaczyć tego, co zobaczy. Czym był bogin Liama w trzeciej klasie? Czy on pamięta? Chyba nie. Wtedy chyba nawet nie było Neirina w sali. Lekcja z boginem cztery lata temu poszła dla niego tragicznie, kiedy musiał stanąć oko w oko ze swoim zmarłym bratem. Trauma odcisnęła na nim silne piętno, nieodwracalnie zmieniając chłopca, jakim wtedy był. Nie chciał tego pamiętać. Wolałby nie pamiętać. Czy powinien poszukać kogoś, kto byłby w stanie usunąć mu to wspomnienie? Nie. Nie, na pewno nie. To bolesne i nieprzyjemne wspomnienie, ale jest mu potrzebne. Musi je zachować. Świadomość tego, co się stało. Życie w niewiedzy jest tylko gorszym wyborem, narażającym na wpadnięcie w tę samą pułapkę, niczym naiwna owieczka... Nie, nie owieczka. To złe porównanie. Znacznie lepsza tutaj byłaby metafora wilka, który straciwszy jedną łapę we wnykach, wchodzi w nie kolejny raz tylko dlatego, że pamiętanie amputacji było zbyt bolesne. Odrzuciwszy nieprzyjemne wspomnienia, nie pyta sam siebie "gdzie moja kończyna?". Akceptuje jej brak dla komfortu psychicznego, który pcha go ku tragedii.
Wilk.
Uniósł spojrzenie na bogina, patrząc, jak zmienia się wolno w mężczyznę, wijącego się w agonii. Kości trzaskały, a włosy zmieniały się w sierść. Nieprzyjemny widok. Zatem boi się tego, że ktoś z jego otoczenia zmieni się w likantropa. Rozsądny strach. Realniejszy niż pająki czy burze. Jaka jest szansa, ze trafi Cię piorun? Mała, jeśli będzie ostrożny. A że kogoś z Twojej rodziny pogryzie wilkołak? Cóż, w teorii też mała... Póki nie wychodzą na samotne przechadzki po lesie o północy obwieszeni kiełbasą i kawałkami krwawiącego mięsa. Ale prawdopodobieństwo skacze jak szalone w sytuacji, gdy masz tak bliski kontakt z wilkołakiem. Gdy widziałeś tyle i doświadczyłeś tyle. Rozumiał tę obawę. Podobnie, jak rozumiał następną, jaką ujrzał.
Położył rękę na głowie Liama, spoglądając na to, w co zmieniał się bogin Mefisto. Krew. Ciała... Nie, żywe osoby. Cierpiące. Poranione, krzyczące, płaczące. Wilcze łapy odciśnięte w posoce na posadzce i ślady kłów na jasnej skórze. Nie było wątpliwości. Te formy zdawały się aż nadto oczywiste.
Minimalnie zmarszczył brwi w momencie, w którym zobaczył siebie. Rannego, klęczącego na posadzce, trzymającego się za rozciętą pierś. Jucha skapywała z kącików ust, plamiąc posadzkę. Mefisto zaskakująco dobrze uchwycił podobieństwo do oryginału. Ta postać bogina nie krzyczała jak inne. Łzy nie moczyły policzków, a twarzy nie wykrzywiał grymas cierpienia. Była nienaturalnie spokojna, ale jednak samo patrzenie na niego sprawiało, że Neirin wiedział, iż cierpi. Że to on cierpi. Że tors ma rozorany pazurami, a nogę rozszarpaną kłami.
Uniósł wzrok na Mefisto. Nox co prawda chciał skrzyżować spojrzenie z Liamem, a zamiast tego udało się to z Walijczykiem. Spoglądali na siebie parę chwil, które wydawały się zbyt krótkie, aby zrozumieć wszystko. Czy Ślizgon boi się tego, że ich zaatakuje? Że straci kontrolę i rzuci się na swoich znajomych, zabijając ich?
Nie. Nie zabijając. Raniąc. Gryząc. I zostawiając tak na wpół żywych, aby wykrwawiali się, z wolna trawieni przez mieszającą się z ich krwią ślinę. Likantropia rozprzestrzenia się w ciałach każdego pogryzionego, skazując go na podobny los odmieńca. Wyrzutka. Bestii. Comiesięczne cierpienie i odbierającą zmysły potrzebę atakowania czarodziei, gaszoną tylko przez obrzydliwy eliksir. Okropny los. Nic dziwnego, że Mefisto nie chce skazać na niego nikogo.
Przestali taksować się wzrokiem i Neirin westchnął cicho, zsuwając rękę po głowie Liama na jego ramię i przytulając go lekko. Starając się pocieszyć. Dla niego bogin nie był niczym wyjątkowym. Ale on nie czuł strachu tak, jak inni.
Co bogin by zrobił, gdyby dać mu podejść do osoby? Zabiłby? Czy może strach byłby tak silny, że człowiek dosłownie by zmarł z przerażenia? Króliki tak potrafią. Kiedy przestraszyć je zbyt mocno, ich serca potrafią stanąć.
Neirin nie czuł się królikiem, ale Liam? On był taki... Uroczy, energiczny, ekspresyjny. Czy on byłby w stanie umrzeć z powodu strachu? Czy jego serce by wytrzymało? Zabrał rękę z jego ramienia, przenosząc ją na pierś szatyna. Przykładając do mostka i wyczuwając, jak wspomniane trzepocze się pod zebrami. Początkowo szybko, potem z wolna uspokajając, odnajdując swój początkowy rytm, wraz z tym, jak Rivai opanowuje oddech i nerwy. Zabrał dłoń, odgarniając mu włosy i przytulając znów.
- Już dobrze. Wszystko jest dobrze – powiedział cicho, czekając na drugą część zajęć.
Czy zawiedzie się i to będzie tylko nudny bogin? A może nauczyciele opcm zdradzają jakaś dziedziczną (lub zakaźną, kto wie, może to gorsze niż wilkołactwo) cechę lubowania się w czarnej magii mocniej niż w obronie przed nią? Czy stojąca przed nimi kobieta również potraktuje ich ciekawym oraz prawdopodobnie zakazanym zaklęciem? Trochę taką miał nadzieję, ujrzeć coś nowego. Niespotykanego. Graniczącego z bezpiecznym lub skrajnie groźnym.
Powiódł spojrzeniem po sali, zawieszając go na kruku. Lubił te ptaki. Powinien do niego podejść? Chciał, ale czuł, że nie wypada jeszcze zostawiać Liama. Rivai nie opuściłby Neia, gdyby znajdował się w podobnym stanie. Zatem rudzielec zmusił się do porzucenia niecnych planów na nakarmienie pierzastego. Są rzeczy ważne i ważniejsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 800
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2260
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Czw Cze 21 2018, 15:56

Obserwowała te boginy. Patrzyła, jak na pierwszy ogień został rzucony Liam. Nie znała Puchona dobrze, więc nie wiedziała, czego się boi. Mogła tylko zastanawiać się nad tym, czy poradzi sobie z zaklęciem. W czasie pojedynku nie szło mu najgorzej, z drugiej strony dalej miała wrażenie, że najlepiej opisującym go przymiotnikiem byłoby słaby... Z zainteresowaniem więc obserwowała starcie, a kiedy dostrzegła, jak mężczyzna upada na ziemię poczuła się, jak dawno temu w Zakazanym Lesie. Pamiętała dokładnie przemianę Mefisto i wiedziała, że patrzy na to samo teraz. Ale ten człowiek miał inne rysy. Kim był? Dlaczego Rivai nie wydawał się zaniepokojony przy Noxie, który był przecież wilkołakiem? Żarcik niemal całkowicie zbyła, bo w jego śmiechu nie wyczuła wesołości. Nic dziwnego, nikt nie cieszył się ze spotkania ze swoimi koszmarami. Ona sama ciągle miała ochotę się wycofać. Z drugiej strony wiedziała, że to nic nie da i musi walczyć ze swoimi strachami. Poprzednie starcie z boginem nie pomogło, ale należało próbować. Walczyć z obezwładniającą słabością w kończynach. Z paraliżującą paniką plączącą myśli w bezsensowną gęstwinę z głównym przekazem "UCIEKAJ". Z szalenie mocno bijącym sercem, które obija się boleśnie o klatkę piersiową.
Ktoś inny uciekł. Choć poczuła rosnącą pogardę, nie okazała tego. Przed uczniami bogin zmieniał się w ludzi - przewidywała ojców, matki, przyjaciół, ukochanych. Ludzie często na sobie polegali, a najbardziej bali się o swoich bliskich. Blaithin wiedziała, że nienawidzi swojego ojca, ale nie bała się go. Z góry przekreślała znaczenie innych osób, więc jej bogin musiał bazować na innych fobiach. Nessa bała się utraty kończyn. To było ciekawe. Kolejna dziewczyna za to drżała przed burzą i piorunami. Czy to wynik jakiegoś nieszczęśliwego wypadku z przeszłości? Mefisto wcześniej bał się dzikiego siebie, teraz tego, że w szale skrzywdzi innych ludzi. Fire zaskoczyło to, że ona też pojawiła się przed Ślizgonem zakrwawiona i cierpiąca. Byłaby wściekła, gdyby ją zabił. Ta Ślizgonka, na którą nie zwracała uwagi, a przy której usiadła bała się szaleństwa. Szkoda, tego nie trzeba było się bać. Fire parsknęła kpiąco, widząc samą siebie w dość komicznym wydaniu. Popatrzyła na Rosewood z uniesioną brwią, pytając bezgłośnie "serio?", choć nie zdenerwowało jej to, a jedynie nikle rozbawiło. Skąd jej się brały takie wyobrażenia? Czy aż tak zaszła za skórę komuś, kogo nawet nie znała? Wkrótce nadeszła kolej Fire.
Wiedziała, co się stanie. Jej bogin nie był łatwy do zobrazowania, bo bała się głównie tego, co niematerialne bądź przebywające w zmiennej formie. Wpływał na nią bezpośrednio i musiał dalej wyglądać realistycznie, żeby oszukać umysł Fire choć na krótką chwilę... Zakłócić rozsądną perspektywę, zasiać to ziarno wątpliwości - czy to aby na pewno nie było prawdziwe? Mimo to potwór wiedział, jak połączyć wszystkie drobne niepokojące rzeczy, żeby przeżyła swoje minipiekło. Zaczerpnęła głębszy wdech, gdy stanęła przed samą sobą - w przeciwieństwie do Fire-jaskiniowca, wzrok miała czujny, a błękitne oczy wyrażały swego rodzaju upór i determinację. Nie było tu miejsca na litość czy zawahanie. Musiała zmierzyć się z lękami i tylko czekała, aż drapiąca się właśnie pod pachą Fire-jaskiniowiec zacznie rozpływać się, jak gdyby miała przybrać postać mgły. Blaithin wiedziała jednak, że to nie będzie mgła ani dym. Pod nogami Gryfonki błyskawicznie podłoga zaczęła przemieniać się w coś innego, coś co przypominało usłany ostrymi kamieniami i twardą ziemią klif, a Fire mogła niemalże poczuć ciężki zapach morza. Wdzierał się do nozdrzy zupełnie niechciany, choć dziewczyna wiedziała, że na nic by się zdało zasłanianie rękawem. Słoną sól morską można było wyczuć na języku, gdy w jej stronę powiał silny wiatr, zgarniając niektóre kosmyki i targając nimi, jak własnymi zabawkami. Zbliżał się sztorm.
Stanęła na swoich nogach pewniej, starając umocnić się w przekonaniu, że nic nie zdąży jej strącić ani zburzyć równowagi. Choć kusiło, żeby zamknąć oczy i zanurzyć się w znacznie bezpieczniejszej ciemności to zacisnęła mocno wargi. Popatrzyła przed siebie na z jej punktu widzenia ogromną przepaść, dzielącą ją od kilku zwiewnych sylwetek. Widziała tych ludzi na drugim brzegu i wiedziała, że dzieje im się krzywda. Urwane krzyki pełne bólu dochodziły do Fire z daleka, a ona mogła rozpoznać każdy pojedynczy jęk i dopasować go do osoby na której jej zależało. Usłyszała płacz Nessy, wrzask Leo, Mefisto, jej kuzyna Liama, rozdzierające wycie małego chłopca... Usłyszała agonię w głosie Caspra i poczuła taki ból w sercu, że na chwilę odjęło jej oddech.
Zadrżała, bo ciężko było utrzymać się na kolanach, gdy obok niej także dział się horror. Bogin nie oszczędzał Blaithin, wyrzucając na zewnątrz wszystkie przerażające ją rzeczy. Byleby tylko złamać ten upór. Zamrugała szybko, z trudem zerkając w dół klifu na szalejące, czarne jak smoła morze. Widziała, że spod nóg usuwa jej się już grunt, ale nie zamierzała czekać.
- Riddikulus - wymamrotała, pamiętając o odpowiednim ruchu różdżką. Potknęła się w końcu, gdy klif ostatecznie rozwalił się w pył i wpadła, podobnie jak poprzednim razem, w morze kolorowych piłeczek, które wesoło podskakiwały wokół Fire rozłożonej na podłodze. Jedna lekko uderzyła dziewczynę w nos, inne odbijały się o siebie radośnie. Podniosła się bez słowa, bez najdrobniejszego uśmiechu, choć dalej czuła swój przyspieszony puls. Nie do końca patrzyła gdzie idzie, więc wpadnięcie na nauczycielkę było zupełnie przypadkowe. Potrąciła nauczycielkę niechcący łokciem, prawie wpychając na innego ucznia. Może było to na tyle silne, żeby nawet zostawić pamiątkę w postaci siniaka. Przez chwilę planowała coś mruknąć w ramach pseudoprzeprosin, ale nie za bardzo chciała badać teraz ton swojego głosu. Dlatego wyminęła miejsce zderzenia w zupełnym milczeniu. Dopiero kiedy odeszła na bok, dbając o to, żeby nie stanąć obok jakiegokolwiek innego ucznia, mogła wypuścić drżący wydech i przetrzeć czoło ręką.
Nie przewidziała, że bogin użyje jej bliskich - to było coś nowego. Nie była świadoma tego, jak bardzo się boi. I żałowała, że już wie.

33 w kuferku.

______________________

Fire Dear
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Seul, Korea Południowa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 134
  Liczba postów : 212
http://www.czarodzieje.org/t13409-taehyung-min#357496
http://www.czarodzieje.org/t13468-dont-wanna-be-lonely-just-wanna-be-yours#358775
http://www.czarodzieje.org/t13469-sowka-poli#358777
http://www.czarodzieje.org/t15210-min-taehyung




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Sob Cze 23 2018, 10:29

Taehyung był dzisiaj mocno roztrzepany. Przysłuchiwał się rozmowie przyjaciół, ale nie brał w niej udziału. Wiedział, że jego dzisiejszy nastrój nie był zbyt… odpowiedni. W końcu szli na lekcje, a on chciał skupić się na niej jak najbardziej. Dlatego, gdy tylko przekroczył próg sali, zebrał się w sobie, żeby w stu procentach oddać się zajęciom. Przez chwilę siedział z @Cheong Jungkook w ławce, przeglądając podręczniki i zastanawiając się, czym się dzisiaj zajmą. Nim zdążył go jednak zapytać, co o tym sądzi, to klasy weszła weszła pani profesor. Min nie ociągał się, podniósł się z miejsca i dołączył do uczniów, wpatrujących się w skrzynię.
Oczywiście, że szybko zorientował się, co znajduje się w skrzyni. Nie chciał jednak iść na pierwszy ogień, dlatego ustawił się w kolejce. Nie był szczególnie zestresowany, w końcu to tylko zajęcia. Co mogło pójść nie tak? Gdy gryfonka, będąca przed nim, przystąpiła do wykonania zadania, dopiero wtedy tak naprawdę się zaniepokoił. Z tyłu głowy wiedział, że to tylko ćwiczenie, ale bał się tego, co zaraz zobaczy.
Obserwował scenę dziewczyny ze wstrzymanym oddechem i prawie się udusił, kiedy nadeszła jego kolej. Stanął przed boginem, wpatrując się teraz w wysokiego węża, wijącego się w jego stronę. Tae zaczął drżeć, wmawiając sobie, że to przecież nic takiego. Gdy wąż jednak syknął i rzucił się na chłopca, ten szybko wyciągnął różdżkę w kierunku bogina, głośno i wyraźnie wykrzykując zaklęcie Riddikulus.  Prawdziwy wąż przemienił się w zwierzątko-balonika, a Tae odszedł na bok, nieco zażenowany swoimi obawami. Dobrze, że nie pojawiła się śmierć w jakiejkolwiek postaci, bo nie wiedział, czy wtedy udałoby mu się wykonać zadanie.

KOSTKA: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Busan, Korea Południowa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 897
  Liczba postów : 193
http://www.czarodzieje.org/t13453-jeon-jungkook
http://www.czarodzieje.org/t15748-magic-boy#424708
http://www.czarodzieje.org/t15186-dollar-dollar#404823
http://www.czarodzieje.org/t15184-cheong-jungkook#404815




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Sob Cze 23 2018, 13:03

Jungkook naprawdę nienawidził współpracować ze swoim strachem.
Słysząc, czego będą dotyczyły zajęcia, poczuł jak automatycznie robi mu się słabo. Czy tego chciał czy nie -  zmuszony był do tego, aby z nieco marsową miną podnieść się z miejsca, gdy profesor kazała im wyjść na środek sali. W głowie od razu zaczęły mu się przewijać obrazy tego, co wywoływało w nim odwieczne uczucie niepokoju i szybsze palpitacje serca. A  nie uśmiechało mu się pokazywać tej najsłabszej części siebie przed resztą gapiów.
Gdy po raz pierwszy w trzeciej klasie ćwiczyli z boginem, strach wywoływały w nim błahe rzeczy. Obrzydliwe pająki budziły odrazę i wstręt, gady zaś były czymś zwyczajnie paskudnym - co teraz w prawie dorosłym życiu  - niemalże zaakceptował. Zacząwszy od widoku krwi i flaków na wierzchu po robactwo i inne ścierwa, Jungkook naprawdę potrafił przy takich widokach zachować zimną krew.
Inną sprawą był widok cierpiących osób. Zastygłe twarze w bólu i nieruchome ciała.
Nieprzyjemne wspomnienia z przetrzymywania na Północy w jednej chwili dały o sobie znać, przez co Cheong skrzywił się i pośpiesznie pokręcił głową w obie strony, jakby chcąc wyrzucić ze swoich myśli traumatyczne przeżycia.
Powoli przesuwając się do przodu tuż za Taehyungiem, zacisnął mocno palce na swojej różdżce i zaczął gorączkowo rozmyślać nad tym jak zmienić okropny widok bogina na coś zabawnego. Zaklęcie znał na pamięć, potrafił je skutecznie rzucać, ale jak miał sprawić, aby  nabrało ono odpowiedniej mocy, gdy w tej jednej, cholernej chwili jedyne na co go było stać, to to, aby wszystko roznieść w magiczną mgłę?

Czekając na swoją kolej, z rosnącym niepokojem przyglądał się jak inni radzili sobie ze swoim strachem i najgorszymi słabościami. I  nagle uświadomił sobie, że prawie wszyscy przed nim dzielili podobny strach o innych, tak jak on. I nie było to wcale uspokajająca myśl. Obawiał się, że jego prymitywny strach oraz wersja bogina mogłaby rozwalić nawet całą lekcję, a on naprawdę nie zamierzał dzisiaj być w centrum uwagi.
Od zawsze tego nie znosił.

Starając się oddychać przez nos, spod rzęs obserwował jak przed nim wyskakuje Taehyung na miejsce gryfonki, która pod koniec ćwiczeń z boginem wylądowała niezgrabnie na podłodze. Domyślał się, jaką formę mógłby przybrać stwór przed krukonem. Poniekąd obstawiał dwie ewentualnie trzy wersje, co może się przed nim ukazać, więc nie był zbytnio zaskoczony, gdy przed Taehyungiem pojawił się wielki wąż. Znał go przecież od dzieciaka i naprawdę wiele o nim wiedział. Z rosnącym sercem obserwował jak szybko rozprawił się ze swoim strachem i dopiero, gdy odsunął się na bok, Jungkookowi gdzieś z tyłu głowy zakołatała jedna myśl, gdy stanął naprzeciw zmieniającego się bogina. Mianowicie:

Mam przesrane po całości, Merlinie.

W jednej chwili wszystkie światła zgasły. W oddali było słychać dźwięk pękających żarówek i snop iskier, które przeleciały nad głową Jungkooka, który z niepokojem oczekiwał na to, co zaraz wyłoni się z ciemności. I zaczęło się. W ślamazarnym tempie zaczęły sunąć do niego zakapturzone postacie, których gęby były przyobleczone w białe maski, mające zwiastować tragedię jaka zaraz ma nastąpić. I chociaż różdżkę miał przygotowaną do ataku, to ostatecznie zdrętwiał i niemal jęknął słabo, gdy potwory w ludzkiej skórze ciągnęły po śliskiej podłodze kilka ciał wygiętych w nienaturalny sposób.
Rozpoznał ich od razu.
Grupę swoich przyjaciół, którzy stali się dla niego drugą rodziną, najbliższymi osobami na całym tym chorym świecie - i którzy właśnie zostali rzuceni pod jego nogi niczym poturbowane worki pełne mięsa i grzechoczących kości.

Od ucieczki z Północy i zmiany swoich personaliów, panicznie się bał, że go w końcu odnajdą. A razem z nim, jego najbliższych - i wszystkich  ich ubiją ci cholerni fanatycy magii.  
Momentalnie ugięły się przed nim kolana, spotykając się z twardą nawierzchnią. Zaklęcie umknęło mu gdzieś z ust, ale nie trafiło w piekielnego bogina, powodując, że dodatkowo nastał nieprzyjemny chłód wokół niego. Klasa będąca gdzieś z tyłu jego pleców, zniknęła - zostawiając go sam na sam z potworami. A Jungkook poczuł, że nadchodzi dzisiaj jego ostateczny koniec.
I dopiero ostatnie wspomnienia ich zgranej paczki, tchnęły w niego trochę siły.
Nigdy nie dopuściłby do tego, aby taka sytuacja miała kiedykolwiek miejsce. To tylko strach, paraliżujące uczucie, które w jednej chwili potrafiło go przygwoździć do desek podłogi. Nie chcąc jednak znowu oglądać tej przerażającej sceny, która wielokrotnie po powrocie do Anglii,  nawiedzała go nawet w snach - odwrócił głowę od czarnych, zakapturzonych postaci i ponownie zdołał rzucił zaklęcie z całym swoim uporem, aby pozbyć się tego okropieństwa z sali.

O dziwo, tym razem rzucił je poprawnie, powodując, że wszystko rozpłynęło się w sali, aby po chwili rozbłysnąć hałaśliwymi, białymi fajerwerkami - żałując jedynie, że cała wizja mimo wszystko nadal pozostawała w jego głowie.
Oddychając głęboko, podniósł się na nogi i wymijając każdego z uczniów bądź studentów,  dotarł do pierwszej lepszej ławki i oparł się o nią całym swoim ciałem jednocześnie przecierając swoje oczy, czując się po wszystkim jak najgorsza ciapa we wszechświecie.

Tak czy siak, zaklęcie rzucił.


kostki: 3, później parzysta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Skąd : Aberystwyth
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 285
  Liczba postów : 198
http://www.czarodzieje.org/t15713-jack-moment
http://www.czarodzieje.org/t15795-moment#425581
http://www.czarodzieje.org/t15733-moment#424167
http://www.czarodzieje.org/t15720-jack-moment#423917




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Yesterday at 01:46

Jego koledzy ostatnio dość skutecznie ignorowali fakt, iż nie są to wcale ulubione zabawy Momenta. Który  mimo zniesmaczenia, dzielnie znosił całe to śmieszkowanie w milczeniu, nie chcąc być na starcie wyrzuconym z klasy przez nauczycielkę. Zależało mu na punktach z tych kliku wybranych przedmiotów bardziej niż na dzisiejszym śniadaniu. Szczęściem nowa instruktorka, do obrony przed czarną magią - już sama jej mina wyrażała ogólną pogardę i nienawiść do niższych istot i niekoniecznie zaliczały się do nich same skrzatów - zakończyła spoczynek na krzesłach, wprowadzając do sali nieco zamętu związanego z przemeblowaniem, co Jack przywitał z wielką ulgą. Chociaż niekoniecznie wyrywał się ku temu aby komukolwiek pomagać, czając się za plecami wyższego od siebie Neirina oraz obserwując poczynania Liama. To nie był ich dzień. Puszki niezbyt dobrze radziły sobie z lękami. Przynajmniej jeśli w grę wchodziły nowo nabyte obawy pana prefekta, oraz nieznane lęki rudzielca. Tylko ten ostatni nie bełkotał przez sen dziwnych rzeczy. A przynajmniej nie były one związane ze strachem. Coś bardziej jak... nieuporządkowane myśli dnia wczorajszego? Czegokolwiek się bał, musiało to mieć związek z jego bliznami. Nikt nie wmówi Jackowi, że ta pokaźna pamiatka powstała po wylaniu na siebie kubka gorącego kakao. Za to Liam... no ten to dopiero potrafił się maskować. Czy to roztrzęsienie oznaczało, że jednak grzecznie wróci do pokoju i nie będzie więcej przychodził na lekcje OPCM? Boginy były wredne. Jack nie uważał zajęć z nimi za coś pożądanego. Wiedza na temat własnych słabości nie powinna wypływać na zewnątrz. Te dzieciaki niedługo dorosną, a w tedy na pewno ktoś wykorzysta te wiedzę przeciwko nim. Zakładając, że ich pierwszych lęków nie zastąpią wcale jakieś dorosłe obowiązki, czyniąc ich życie na tyle nudnym i wypranym z emocji by już nic więcej nie było w stanie ich przestraszyć. Przynajmniej nie tak, jak to działo się w tym momencie. Poklepał Rivaia po plecach niezbyt przejmując się jego stanem, gdy był już w rekach Neirina.To raczej zwykła formalność. Miał go już kto poklepywać, zatem puchon wcisnął się przed szereg, aby łatwiej było mu oglądać resztę widowiska. Wilkołaki. Trupy. Złe scenariusze. Martwi przyjaciele. Sporo tego było. Naprawdę wiele osób bało się takich typowych rzeczy, jakie można było znaleźć w większości mugolskich domów strachów. Zabawne zjawisko. Albo to tylko tak z niewinnie wyglądało z boku.
Mimowolnie uniósł kąciki, na widok bogina @Blaithin ''Fire'' A. Dear oraz jego drugiej postaci. Dla niego był cudownie fantastyczny. Szkoda tylko, że dziewczyna tak szybko uciekła. Jeśli o niego chodzi to mogłaby stać tam do końca lekcji... ona zawsze tak szybko ucieka. Co by się nie działo. Czy teraz też opuści salę? Chciał pogapić się na to niespokojne morze nieco dłużej. Niestety nie było dane mu tego dostrzec, bowiem chłopak przed nim - jakiś azjata - w panice przepychając się do ławki, przesłonił mu widok, odpychając Jacka na bok. Powiedziałby mu coś. Strasznie to było niemiłe... ale nie bardziej od tego co za chwilę ujrzał, gdy w końcu odwrócił się przodem do zjawy, która zdążyła już przybrać postać jego największego lęku. Siebie.
Stał tam. On sam. Kropka w kropkę. Identyczny niemalże. Na pewno nie tak spektakularny jak u innych osób, ale to był ten lęk. Bogin przypominał Jacka. Na pierwszy rzut oka, człowieka sukcesu z milionem galeonów w kieszeni. Mylny pogląd. Ten człowiek był własnością kogoś kto miał milion galeonów. Zero magii. Garnitur, ulizane włosy, biały fartuch, białe rękawiczki. Mimowolnie odsunął się gdy zmaterializowana szczotka zaszurała w jego stronę. Pierwszy raz był na tyle blisko aby w jego oczach dostrzec również postać swojej babki. Stała tam. Na przeciwko, chociaż jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy. Bogin bowiem zaczął się starzeć przybierając z wolna postawę jego ojca. Jack stawał się do niego podobny. NIGDY! Nie pozwoli mu na to! Jeśli ktoś kiedykolwiek powiedziałby mu, że żadna praca nie hańbi na pewno stałby się jego wrogiem numer jeden.
- Riddiculus! - Zadziałało perfekcyjnie. Może to tylko dzięki boginowi Fire, mimo braku mentalnego przygotowania do walki dał radę odgonić strach? A może to zwykła potrzeba? Albo nowa różdżka? Chciał móc to pokonać i pokonał. Chociaż nie było wcale realne. Nie pozbędzie się tego w taki sposób. Klon Jacka nie przybrał do końca właściwego wyrazu twarzy, bowiem na jego głowie po chwli zatańczyły kolorowe ognie, roztapiając całą postać niczym urodzinową świeczkę na torcie.
Tyle zostało z jego obaw o niepewną przyszłość. Cofnął się w tłum, nie chcąc więcej zbliżać się do bogina. Nawet raz to aż za dużo traumy na którekolwiek zajęcia. Dobrnął ponownie do Liama i Neirina, udając że wcale nie oddalał się z tego miejsca aby pogapić się na męki innych.

Kostki: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   

Powrót do góry Go down
 

Klasa do Obrony Przed Czarną Magią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 39 z 39Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 37, 38, 39

 Similar topics

-
» Jak chronić się przed promieniowaniem komórek.
» Słowianie - Izrael
» Przed kołatką
» Klasa Wróżbiarstwa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
-