Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Pub pod trzema miotłami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 19 ... 34, 35, 36  Next
AutorWiadomość


Elliott Redbird
Elliott Redbird

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyCzw Sty 13 2011, 20:58

First topic message reminder :


Pub pod Trzema Miotłami

Niewielkie wnętrze baru zachęca zmarzniętych przechodniów. To właśnie ten pub jest najczęściej odwiedzany przez uczniów Hogwartu. Choć bar zwykle bywa zatłoczony, zawsze znajdziesz tu miejsce dla siebie i nie wykluczone, że spotkasz tu wielu znajomych, a także poznasz nieznajome Ci osoby. Na wystawie widnieją wszelakie smakowite trunki, jednak reguła jest prosta, nie masz siedemnastu lat, musisz się zadowolić piwem kremowym.

Sok Dyniowy
Woda Goździkowa
Piwo kremowe
Dymiące Piwo Simisona
Rum porzeczkowy
Malinowy Znikacz
Grzane wino z korzeniami i koglem−moglem
Ognista Whisky
”Najlepsza Stara Whiskey Campbell'a”  
Wino skrzatów
Wino z czarnego bzu  
Sherry
Rdestowy Miód
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Calum O. L. Dear
Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 751
  Liczba postów : 1274
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Moderator




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyPią Paź 06 2017, 13:29

Niecierpliwiłem się, rozglądając się dookoła i próbując zlokalizować najbliższy mi zegarek, by spojrzeć, która godzina i ile czasu pozostało do umówionego spotkania.
10 minut.
Zastanawiałem się intensywnie nad tym, co w ogóle zamierzałem jej powiedzieć. W mojej pamięci wciąż żywe było wspomnienie z końca wakacji, gdy udałem się do Londynu do mojego ulubionego sklepu z akcesoriami wróżbiarskimi. Chciałem kupić tylko kilka drobiazgów, ale zainteresowały mnie wiszące nieopodal lady amulety, w które to zapatrzyłem się. Przewijałem między palcami barwne kamienie zawieszone na łańcuszkach lub rzemykach, przyglądając się każdemu z nich i rozpracowując minerały, z których były zrobione. Korzystałem z wiedzy zdobytej na kursie czarodziejskiego jubilerstwa, który ukończyłem pod koniec ubiegłego roku szkolnego. Wcześniej nie sądziłem, że mi się przyda aż tak bardzo, ale w tamtym sklepie wiedziałem już, że nie na darmo ślęczałem po nocach, ucząc się o przeróżnych właściwościach kamieni szlachetnych. Wiedziałem już wtedy, że ten fantazyjny amulet wykonany z malachitu nieszczególnie by się sprawdził, jako że przy jednym większym obiciu rozkruszyłby się na kawałeczki. Nie mówię tego, by szykanować działalność wróżki Celine, sam przecież próbowałem swoich sił w tworzeniu amuletów; po prostu miałem satysfakcję, że potrafiłem stwierdzić takie rzeczy! Szczerbaty uśmiech szybko zniknął z mojej twarzy, gdy tylko mój wzrok padł na osobę za ladą. Ona. Znałem ją z widzenia, była z Hogwartu.
I widziała mnie w sklepie wróżbiarskim.
Cudownie.
Nic wtedy nie kupiłem poza tymi kartami, a głupio mi było jak nie wiem. Czułem, jak gorąco wpełza na moją twarz, prawdopodobnie zdobiąc mi skórę czerwonymi plamami. Wyszedłem Wybiegłem najszybciej jak mogłem.
7 minut.
Może się nie zjawi? Może wzgardziła moim osobliwym zaproszeniem? Spooky wróciła do mnie z tą samą kopertą i na dobrą sprawę jedynie ślady rozrywania papieru wskazywały na to, że w ogóle odczytała wiadomość. Obracałem kartkę pięć razy, by mieć pewność, że w żadnym rogu nie kryła się ukryta informacja, że przyjdzie. Nic. Pusto. Sprawdziłem zaklęciem, czy nie napisała tego niewidzialnym atramentem. Również nic. Pozostało mi zdać się na los.
5 minut.
Miałem coraz więcej wątpliwości. Co jeśli najlepszym rozwiązaniem będzie ulotnienie się z pubu? Czy nie powinienem w ogóle poruszać tematu? Może panikowałem bez powodu? Dziewczyna wcale nie musiała się interesować moją osobą... w żaden sposób. Te spojrzenia równie dobrze mogłem sobie wymyślić, wyimaginować, nakręcić samego siebie...
2 minuty
Czy to czas na wstanie?
Nie, przyszła. Spoglądałem nerwowo na każdego kolejnego klienta wchodzącego do pubu, mając nadzieję i jednocześnie modląc się, by nie była to ona. Tym razem, gdy podniosłem głowę znad w połowie opróżnionego kufla kremowego piwa, zobaczyłem jej postać w długim, burgundowym płaszczu prawie do ziemi. Przełknąłem głośno ślinę, czując płynącą we mnie adrenalinę. Co teraz? Dosiadła się, a jej pierwsze słowa nieco zbiły mnie z pantałyku. Zajęło mi dobrych kilka sekund, żeby przyswoić informację, którą mi podała. Parsknąłem śmiechem.
- Sorry, nie sądziłem, że obudziło się w niej takie dzikie zwierzę. Na co dzień jest przyjazna. Trochę dziwna, możliwe, że ma jakiś sowi autyzm... Nie wiem, czy takowy istnieje, ale moja znajoma mówi, że podobno tak, więc... - urwałem, karcąc się w myślach za ten słowotok. Rób tak dalej, Dear, na pewno uda Ci się ją przekonać do trzymania buzi na kłódkę... - Chcesz coś do picia? - zapytałem, mimo że dostrzegłem jej minę, gdy patrzyła w menu.
Powrót do góry Go down


Ulla Tiverton
Ulla Tiverton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyPią Paź 06 2017, 15:37

Odgarnęłam przylepiające się do twarzy mokre strąki i posłałam mu coś na kształt półuśmiechu, który wykwitł na mojej twarzy, gdy Calum zaczął się śmiać. To nieznane mi dotychczas zjawisko - obstawiałam, może błędnie (lecz nie bez powodu - za każdym razem, gdy go widziałam, przywdziewał coś na kształt marsowej miny), że zapewne występuje w przyrodzie tak często jak całkowite zaćmienie Słońca. Dlatego też poczułam się niemalże zaskoczona samym faktem, że Dear potrafi wprawić zardzewiałe trybiki swoich mięśni twarzy w ruch i ustawić je w ten sposób, by kąciki ust utrzymywały się w górze. - Nie wiem, czy istnieje coś takiego, jak sowi autyzm, ale jeśli zidentyfikowane obiekty latające mogą przejawiać skłonności psychopatyczne, to obawiam się, że powinieneś się wybrać ze swoją - jak on ją nazwał? - przyjazną sową do psychologa magicznych stworzeń - albo jakiegoś behawiorysty? Merlin wie, jak to się nazywa; ostatnimi czasy namnożyło się sporo dziwacznych zawodów - pisząc dziwacznych mam na myśli 'dziwacznych nawet jak na standardy czarodziejów' - i dołączać do listów ostrzeżenie, żeby przed zbliżeniem się do jej dzioba skonsultować się ze swoim uzdrowicielem lub eliksirotwórcą… ewentualnie od razu magipsychologiem, bo zły dotyk boli przez całe życie - trauma gwarantowana, nie żałuję, że nie mam swojej sowy… i pewnie przez najbliższy tydzień, zanim nie zapomnę o tym ataku, będę podchodziła z rezerwą nawet do tej poczciwej płomykówki, należącej do babci od wieków i rozsypującej się ze starości (dosłownie, gubi pióra w zastraszającym tempie - a w miejscu, gdzie kiedyś, jak na sowę wieszczek przystało, w ramach niedocenionego przez babcię żartu domalowałam jej trzecie oko, na czubku łebka, niemalże całkiem już wyłysiała).
Ale chyba trochę zboczyłam z tematu - niemniej jednak w tym czasie cały czas go obserwowałam, utwierdzając się w przekonaniu, że nie mam omamów, a on naprawdę zachowuje się tak, jakby moje towarzystwo było dla niego… problemem? Tylko dlaczego w takim razie szukał sposobności, by się ze mną skontaktować?
- Nie… dzięki, niekoniecznie mam ochotę na cokolwiek z tego menu - a herbaty chyba tutaj (o dziwo) nie serwują, więc temat uznałam za zamknięty.
Nie chciałam go pospieszać, ale… mógłby już przejść do rzeczy, bo bez wątpienia nie jestem tutaj tylko po to, by dotrzymać mu towarzystwa podczas procesu sączenia piwa kremowego. Co prawda nie powiedziałam tego na głos, aczkolwiek moje spojrzenie było chyba wystarczająco wymowne.
O co ci tak właściwie chodzi?
Powrót do góry Go down


Calum O. L. Dear
Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 751
  Liczba postów : 1274
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Moderator




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyPią Paź 06 2017, 16:43

Nie spodziewałem się, że zaraz na początku tego spotkania, o którym sama myśl sprawiała, że dostawałem jakiejś poważnej nerwicy, będziemy się śmiać z mojej sowy i jej domniemanego autyzmu. Tym bardziej nie podejrzewałem, że moją pierwszą reakcją będzie śmiech - rzecz, na którą praktycznie nigdy nie byłem w stanie się zdobyć w chwili tak dużego stresu. Coś jednak w jej wyrazie twarzy, może w tym uśmiechu i zupełnie swobodnym żartowaniu o podziobaniu przez Spooky sprawiło, że na moment się rozluźniłem. Przejechałem ręką po twarzy, a ramiona trzęsły mi się od powstrzymywania napadów śmiechu.
- Widzę, że jesteś niezwykle zaznajomiona z procedurami w przypadku identyfikacji obiektów latających z możliwie stwierdzonym skrzywieniem psychicznym. Wynika to z wieloletnich doświadczeń, czy skrycie pasjonujesz się ornitologią? - rzuciłem niezobowiązująco, po czym upiłem łyk kremowego piwa. - Umieszczanie podobnych informacji w liście mogłoby mieć znaczny minus w postaci sowy atakującej, zanim ów list odczytasz, więc niespecjalnie jestem fanem tej opcji. Może faktycznie rozważę konsultację z jakimś ptasim behawiorystą, chociaż nie wiem, czy istnieje ktoś taki... - zastanowiłem się moment, ale szybko doszedłem do wniosku, że musi istnieć jakiś ptasi pasjonat w obrębie tego zamku lub w jakimś bliskim promieniu wokół niego. Zanotowałem w pamięci, by skonsultować się w tej sprawie z Lottą, w końcu ona była znawcą zwierząt i od niej wiedziałem o jakichś badaniach naukowych, które podobno potwierdzały istnienie tego nieszczęsnego autyzmu u sów...
Temat został jednak urwany i między nami zapanowała nieco niezręczna cisza, podczas której dziewczyna prawdopodobnie zastanawiała się, po jakie licho została ściągnięta specjalnie do Hogsmeade (co przekazywała mi dość wymowną miną), a ja główkowałem, od czego zacząć faktyczny temat, by nie wyjść na paranoika i kompletnego idiotę, chociaż tego drugiego chyba i tak nie da mi się uniknąć. Odchrząknąłem krótko, wodząc wzrokiem wkoło, by zobaczyć, czy przypadkiem nikt nie przysłuchuje się naszej rozmowie, po czym zacząłem:
- Ursula... Ursula, tak? - upewniłem się jeszcze, nie chcąc pomylić jej imienia. - Napisałem, bo... Mam do Ciebie pewną sprawę, ale tego się już pewnie domyśliłaś. Chodzi o to, że... Byłaś. Tam. W sklepie. W wakacje - wyrzucałem z siebie po kolei te pojedyncze słowa. Wcale nie nabierałem pewności siebie, mimo że bardzo starałem się wyglądać, jakbym mówił o tym mimochodem. - Chodzi mi głównie o to, że... No, nie ukrywam, nie chciałbym, aby się ktoś o tym dowiedział. Że tam byłem - dodałem, patrząc na nią znacząco. Chciałem, żeby wiedziała, że dyskrecja w tej sprawie bardzo się dla mnie liczy. - Niespecjalnie służyłoby to mojej osobie... I mojemu nazwisku, gdyby ktoś się dowiedział. Mogę zapłacić - zakończyłem, spoglądając na nią wyczekująco i czując, jak napięcie z każdą kolejną sekundą wzrasta.
Powrót do góry Go down


Ulla Tiverton
Ulla Tiverton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyPią Paź 06 2017, 17:47

Odpowiedź w stylu ‘zawsze lubiłam ptaki’ była chyba na tym poziomie żenująco-suchych żartów, że wykluczyłam ją jako pierwszą, choć nie ukrywam, cisnęła mi się na usta.
- Wiem sporo na ten temat z autopsji, więcej nie mogę powiedzieć, bo musiałabym cię poczęstować Obliviate - odparłam śmiertelnie poważnym tonem, zerkając na upijane przez niego piwo i rzuciłam mu pytające spojrzenie, wyciągając rękę w stronę kufla - aczkolwiek niekoniecznie dałam mu wystarczający czas na reakcję, oby nie okazał się jakimś pedantycznym paranoikiem, który brzydzi się dzielenia się z kimś posiłkiem - po czym wypiłam jednego łyka, częstując się kremowym Caluma. Tak samo niedobre, jak zawsze. - Faktycznie, chyba nie powinnam była wyjść od założenia, że ktokolwiek da radę odczytać ostrzeżenie, bo jeśli tylko znajdzie się w pobliżu pazurów, można uznać, że jest już stracony - punkt dla niego za logiczne myślenie, mój mózg chyba został jeszcze w dormitorium, pod trzema kocami i pierzyną.
Odchrząknęłam, poprawiając się na krześle, bo chwilę później mi też zaczęła się udzielać ta nerwowa atmosfera, która niepostrzeżenie się między nas wkradła i zawisła w powietrzu, gęstniejąc.
- Nigdy nie… - weszłam mu w słowo, niemalże zaciskając usta w wąską kreskę; to nie jego wina, nie mógł o tym wiedzieć, ale naprawdę nie przepadałam za pełną wersją mojego imienia, brzmiało tak, jakby stworzono je dla pomarszczonych wiedźm, które całymi dniami siedzą w swoich mieszkaniach ze stadem psidwaków albo kotów - i choć nie wykluczam tak świetlanej przyszłości, to jednak na ten moment… - wystarczy Ulla, po prostu Ulla - dodałam już łagodniej, bo zrobiło mi się głupio, że zareagowałam w ten sposób. W każdym razie nie musiałam upewniać się, jak on ma na imię, bo - dotarło to do mnie dopiero teraz - znałam je, choć przecież nie można mnie posądzić o pamięć do takich detali; przez Hogwart przewijała się cała gromadka trudnych do przeoczenia Dearów, aczkolwiek to właśnie Calum wyróżniał się na ich tle.
W zupełnej ciszy słuchałam tego, co… starał się mi przekazać. A w moich myślach rozszalała się wichura, zalał mnie grad znaków zapytania. Kiedy skończył… ponownie się roześmiałam, bo prawie udało mu się mnie nabrać.
Tylko że… może… on chyba wcale nie żartował?
Nie kryłam zdumienia, które chwilę później ustąpiło mieszance niedowierzania i chyba irytacji. Czy to spotkanie miało się okazać jedynie stratą czasu? Pochyliłam się nad stołem, skracając dzielący nasze twarze dystans. - Byłam. Tam. W sklepie - powtórzyłam za nim, jednocześnie wciąż gorączkowo zastanawiając się, po co ta cała fatyga… naprawdę chodziło mu o to, żebym nikomu nie zdradziła jego mrocznej tajemnicy? -Okej, w galeonach czy naturze? - poczułam się urażona tą propozycją i wydźwiękiem jego słów, pewnie dlatego udzieliłam odpowiedzi na podobnym poziomie. - Zachowujesz się tak, jakbym dała ci czarnomagiczne artefakty spod lady - to wciąż nie mieściło mi się w głowie, odstawiać taką szopkę z powodu zakupu kart do tarota - o ile mi wiadomo sprzedawanie akcesoriów wróżbiarskich jest wciąż legalne i chyba nie zanosi się na zmiany… a jeśli… tak bardzo wstydzisz się tego, że ktokolwiek mógłby zobaczyć twoją zacną osobę w miejscu o, najwidoczniej, wątpliwej renomie, to proponuję skorzystać z sowiej poczty i następnym razem nie szargać swojej reputacji osobistą wizytą, babcia wysyła również paczki. Za odpowiednią dopłatą, ale przecież... możesz zapłacić, prawda? - w końcu w jego świecie chyba wszystko da się kupić. Z pewnością nie brzmiało to przesadnie miło, nie miało tak brzmieć - zdaję sobie sprawę z tego, że wróżbiarstwo nie jest szanowaną nauką, aczkolwiek jeszcze nigdy nie spotkałam się z tego typu zachowaniem.
Powrót do góry Go down


Calum O. L. Dear
Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 751
  Liczba postów : 1274
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Moderator




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptySob Paź 07 2017, 21:04

Słysząc jej odpowiedź, uniosłem do góry brew i pozostawiłem ją tam aż do momentu, w którym odłożyła z powrotem mój kufel z kremowym piwem na stół. Przecież zapytałem, czy chce coś pić, gotów byłem nawet postawić jej ten kufel piwa, ale wydawało mi się, że jasno odmówiła.
- Jesteś pewna, że nic nie chcesz? Nawet wody? - zapytałem, wciąż zerkając na nią z nieskrywanym zdumieniem. Nie byłem "pedantycznym paranoikiem", aczkolwiek nie przywykłem do dzielenia się z innymi osobami jedzeniem lub piciem, mimo że było to tak powszechne zachowanie wśród ludzi. Ja zawsze miałem swoje i lubiłem mieć swoje, toteż działania dziewczyny nieco wybiły mnie z rytmu. Zawiesiłem na chwilę spojrzenie na tym nieszczęsnym kuflu, ale ostatecznie machnąłem ręką w myślach.
Przechodząc do istoty problemu nie ukrywam, że czułem się nieco niezręcznie i w pewien sposób głupio. Chciałem przedstawić jej sytuację oraz to, na czym mi zależało w sposób prosty i ubogi w rozległe tłumaczenia, co ostatecznie pozostawiało wiele niedomówień i brzmiało dość absurdalnie. Nie zamierzałem wchodzić w sprawę wszystkich moich relacji rodzinnych oraz tradycji panujących w domu, które mogłyby tłumaczyć moją prośbę, ale niekoniecznie nadawały się do opowiadania zupełnie obcej osobie. Wiedziałem, że może wypaść dziwnie - ba, wręcz wiedziałem, że tak będzie, ale musiałem chociaż spróbować i liczyć na fart, że załapie istotę problemu. Niestety moja wypowiedź została odczytana w zupełnie pokrętny sposób, co chciałem szybko wytłumaczyć. W pierwszej chwili jednak poczułem, jak czerwony rumieniec okala całą moją twarz i pełznie jeszcze niżej po szyi aż na klatkę piersiową, gdy zapytała o sposób płatności. Poczułem się jak kompletny idiota. Rozejrzałem się po okolicznych stolikach, czy wciąż nie wzbudzaliśmy zainteresowania postronnych słuchaczy, po czym nachyliłem się, czując narastającą suchość w gardle.
- Daj spokój, dobrze wiesz, o co mi chodzi - zbyłem jej uszczypliwą uwagę, starając się nie pokazywać, jak bardzo mnie ona obeszła. Niestety wyszło jak wyszło, pąs niewątpliwie zdradzał moje wewnętrzne odczucia w tej sprawie. - Nie, nie, zupełnie źle to rozumiesz. Nie twierdzę, że sklep... twojej babci... - informację tę przyjąłem z lekkim zaskoczeniem, aczkolwiek zanotowałem w głowie, że wróżka Celine posiadała wnuczkę w Hogwarcie. - ...jest wątpliwej renomy. Przeciwnie, ja wprost uwielbiam ten sklep! Tylko chodzi mi o to... Że... No, nie chciałbym, żeby ktoś inny wiedział o mojej... Dużej sympatii do jego asortymentu - powiedziałem bardzo pokrętnie, mieszając się we własnych słowach. Ponownie ugodziła we mnie aspektem pieniężnym, o który sięgnąłem nierozsądnie w geście desperacji, a który teraz obrócił się przeciwko mnie. - Tu już też nie chodzi o pieniądze. Chociaż może chodzić, zależy od tego, czy jakkolwiek wyceniasz swoją dyskrecję - zauważyłem zupełnie poważnie.
Powrót do góry Go down


Ulla Tiverton
Ulla Tiverton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyNie Paź 08 2017, 00:38

Wnioskując po jego reakcji, pewnie niespecjalnie spodobało mu się, że dobrałam się do jego piwa, ale cóż, musiał to jakoś przeżyć. Zaprzeczyłam, kręcąc głową - zimna woda mnie nie urządzała, zaczęłabym jeszcze bardziej trząść się z zimna, a wystarczyło mi chyba już to, iż po mojej skórze co chwile przebiegały dreszcze. - Chciałam tylko łyka - nie było sensu kupować całego piwa - bez piany - rzuciłam w ramach wyjaśnienia, każdy ma jakieś dziwactwa, ja nie toleruję piany pod żadną postacią, nie mam pojęcia, dlaczego. Przy okazji dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie tylko różdżkę i mózg zostawiłam gdzieś na łóżku - tuż obok nich leżał przecież portfel.
Widząc pigmenty czerwieni muskające jego policzek i obserwując, w jaki sposób zaczął się zachowywać, dotarło do mnie, że on naprawdę miał jakąś obsesję na punkcie… utrzymania w tajemnicy faktu, iż zdarza mu się czasem kupić jakieś wróżbiarskie dziwactwa. Robienie z czegoś takiego wielkiego sekretu wydawało mi się absurdalne - bo niby… co miałoby się stać, gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział? Ale tak naprawdę - jakie miałam prawo, żeby go oceniać? Patrzyłam na tę sytuację ze swojej perspektywy, a on był przecież jednym z tych dzieciaków, na których poczynania zawsze zwracało się uwagę ze względu na status nie tyle majątkowy, co społeczny. Ode mnie nikt nie wymagał niczego ponad to, bym była szczęśliwa.
Potrzebowałam chwili, by ochłonąć i powstrzymać się przed wypowiedzeniem kolejnych słów, które cisnęły mi się na usta. Mimowolnie, niczym jego lustrzane odbicie, pochyliłam się w jego stronę - teraz chyba mogliśmy mieć już pewność, iż nikt nie słyszy tej rozmowy. - Nie mam pojęcia, dlaczego aż tak bardzo obawiasz się, że ktokolwiek mógłby się dowiedzieć o twojej wizycie u nas w sklepie, ale bez wątpienia musisz mieć jakiś racjonalny powód - a przynajmniej mam taką nadzieję... Niemniej jednak chyba czułam coś na kształt rozczarowania? Sama nie wiem, czego tak właściwie spodziewałam się po tym spotkaniu, ale bez wątpienia było to coś zgoła innego niż… jego propozycja - przemilczę to, że ponowiłeś swoją… ofertę… może… uznajmy że w ogóle nie zadałeś tego p-pytania? - powracanie do aspektu materialnego jedynie mnie zirytowało; zanim jednak zdążyłam powiedzieć cokolwiek więcej, zrobiło mi się tak zimno, że nie dałam rady powstrzymywać się dłużej przed szczękaniem zębami z zimna. Zrzuciłam z ramion przemoczony płaszcz, ale to wciąż nie rozwiązywało problemu. - S-s-słu-ch-chaj - chciałam jakoś go uspokoić, aczkolwiek w tym momencie wydukanie z siebie kilku zdań zajęłoby mi pewnie całą wieczność. - M-mó-g-głby-byś w-wycza-czar-r-row-w-ać o-g-g-nn-ik? - cokolwiek, co będzie emanowało ciepłem?
Ewentualnie może po prostu przesiądźmy się na miejsca koło kominka?
Fantastycznie, poziom mojej irytacji ponownie podskoczył - tym razem z powodu własnej głupoty. Bez różdżki czułam się jak bez ręki.
Powrót do góry Go down


Calum O. L. Dear
Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 751
  Liczba postów : 1274
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Moderator




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyNie Paź 08 2017, 14:07

Zdawałem sobie sprawę, jak to musi wyglądać z jej perspektywy. Jakiś dziwny koleś zaprasza ją do Hogsmeade, po czym proponuje pieniądze za milczenie, a cała sprawa dotyczy kupienia kart tarota w sklepie wróżbiarskim w Londynie. Ja wszystko to wiedziałem - wypadło dziwnie, powstało mnóstwo pytań bez odpowiedzi o oboje zdawaliśmy się nie rozumieć nawzajem swoich intencji. Co jednak miałem zrobić? Wygadać jej się, że to dla mnie bardzo ważne, bo jak dowie się o tym ktokolwiek mający kontakt z moją rodziną i odrobinę nieco złej woli, mógłbym zostać definitywnie skreślony z rodowego drzewa Dearów? Miałem brać ją na litość, że jej milczenie będzie dla mnie cenniejsze niż złoto, to jeśli nie ono, to już nigdy nie ujrzę galeona na oczy? Żalić się, że jeśli powie komukolwiek, mogłem liczyć się z mieszkaniem w mojej marnej pracowni w Hogsmeade do końca życia, bo Hogwart zapewniał mi nocleg jeszcze tylko dwa lata? Niby nie brzmi tak źle, ale jeśli zastanowić się nad długoterminowymi skutkami takiego obrotu spraw - miałbym przejebane. Mógłbym stracić znacznie więcej, bo nie tylko rodzinę, dom i dostęp do pokaźnego skarbca rodzinnego, ale także dobre relacje między kuzynostwem i znajomymi, a szkolni plotkarze na pewno podjęliby temat, znęcając się nade mną psychicznie i wypisując o mnie niestworzone rzeczy na łamach tego szmatławca Obserwatora.
Dostrzegałem w jej twarzy lekkie zirytowanie. Sam byłem tak spięty, że gdyby obok nas coś spadło, prawdopodobnie zszedłbym na zawał serca. Patrzyłem na nią uważnie, gdy pochylała się nad stolikiem i zbliżyła swoją twarz do mojej - z trudem powstrzymałem odruch odsunięcia się.
- Mam, mam sporo powodów - wypaliłem, lecz zamilkłem z nietęgą miną, spodziewając się zaraz pytań. Że też nie umiałem trzymać języka za zębami... - Dobra, dobra, tego nie było, nie pytałem - przyznałem szybko i kiedy chciałem przejść dalej, dostrzegłem, że działo się z nią coś złego. Zaczęła się niekontrolowanie trząść i szczękać zębami. Zmarszczyłem brwi, było aż tak zimno? Mój wzrok padł na płaszcz, który z siebie zrzuciła. Cały mokry. Czemu nie wysuszyła się wcześniej? - Nie masz różdżki? - zapytałem ze zdumieniem wymalowanym na twarzy. Co jak co, ale poruszając się po okolicach Hogwartu i Hogsmeade nie wyobrażałem sobie nie mieć ze sobą różdżki, nieważne jak bardzo wadliwa potrafiła być od czasu początków zakłóceń magii. - Słyszałaś o tych wszystkich incydentach? O wilkołaku, o niuchaczach, o grasujących boginach? Nie boisz się chodzić tak... No wiesz, bez niej? - zapytałem szczerze zdziwiony, obracając własną różdżkę w palcach. Skoro jednak prosiła, rzuciłem na nią niewerbalne Fovere, które powinno ją ogrzać.
Tak, w tej oto sposób Calum Dear rozpala dziewczyny...
- Chcesz się przesiąść w cieplejsze miejsce? Przy kominku jest wolny stolik - spytałem, nieświadomie trochę czytając jej w myślach. Możliwe, że to spotkanie nie potrwa dłużej i zaraz się rozejdziemy, ale gdyby jednak chciała napić się kremowego piwa, wolałbym nie testować mich możliwości czarowania. Raz zadziałało, za drugim razem może podpalić jej włosy...


Kostka: 5->4
Punkty w kuferku:
• z zaklęć - 24
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z zaklęć - 2
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z zaklęć - 1
Powrót do góry Go down


Ulla Tiverton
Ulla Tiverton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyNie Paź 08 2017, 18:22

Przez chwilę po prostu patrzyłam się na niego, lustrując uważnie wzrokiem każde drgnienie strun mięśni jego twarzy. Kiedy rzucił zaklęcie, skinęłam mu głową w podziękowaniu - co prawda wciąż było mi zimno, ale przynajmniej nie miałam już na sobie przemoczonego swetra. Wstałam, żeby przesiąść się na wskazane przez niego miejsce i obróciłam krzesło w stronę paleniska, wyciągając w tamtą stronę trzewiki.
- Dzięki - rzuciłam, kiedy już się do mnie dosiadł, rozedrgane zęby wciąż jeszcze podzwaniały o siebie, ale przynajmniej, gdy zacisnęłam je, dźwięk ustawał, a mi z każdą chwilą robiło się coraz cieplej.
- Zapomniałam o tym spotkaniu, wybiegłam w ostatniej chwili, różdżka musiała zostać w dormitorium - wzruszyłam ramionami, niespecjalnie chcąc tracić czas na tłumaczenie się, cóż, zdarza się, niektórzy mogliby pomyśleć, że w tych czasach to szaleństwo, ale… - dzisiaj nie będę jej potrzebowała - dodałam, zanim zorientowałam się, że pewność, z jaką to powiedziałam, może być zastanawiająca - urwałam więc temat, nie zamierzając się tłumaczyć, że… nie czułam niepokoju. I choć intuicja bywa zawodna, to w moim przypadku niezachwiana pewność, iż ten dzień będzie… spokojny, równie monotonny jak senne, rytmiczne uderzenia kropel deszczu o szybę… cóż, jakkolwiek to nie brzmi, wiedziałam, że dzisiaj nie stanie się nic odbiegającego od normy.
Naciągnęłam rękawy swetra aż na same koniuszki palców; oczy wciąż chłonęły melodię wygrywaną przez płomienie na pięciolinii powietrza - i chyba nawet nie przeszkadzało mi to, że za plecami szemrały dziesiątki ludzkich głosów. W tym konkretnym miejscu czułam się komfortowo.
- Nie przyszłoby mi do głowy, żeby komukolwiek o tym powiedzieć, bo niby po co? I komu? - musiałam wrócić do tego tematu, skoro już mnie tutaj ściągnął; chciałam, żeby przynajmniej ta kwestia się wyjaśniła. Rozejdziemy się za krótszą lub dłuższą chwilę - ale dopiero, kiedy przekonam go, że może mi zaufać. Jeśli to dla niego naprawdę takie ważne…? - Nie zrobiłam tego i nie zamierzam zrobić - mógł mi wierzyć, mógł powątpiewać - to już jego sprawa. - Myślę, że... gdybyś... - urwałam, dopiero teraz odrywając wzrok od paleniska; chyba nie potrzebował moich rad.
Powrót do góry Go down


Calum O. L. Dear
Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 751
  Liczba postów : 1274
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Moderator




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyWto Paź 10 2017, 00:48

Może nie było to zbyt subtelne zagranie z mojej strony, rzucać jej w twarz zaklęciem niewerbalnym, ale nie miałem czego żałować, skoro było udane i najwyraźniej skuteczne, bowiem po kilku chwilach jej szczęka przestała drgać z tak dużą częstotliwością i dziewczyna mogła w spokoju odetchnąć. Ja sam westchnąłem sobie, w sumie bez większego powodu, po czym upiłem łyk kremowego piwa, prawie opróżniając kufel. W moim umyśle pojawiła się jakaś taka... Dziwna myśl, że powinienem zostawić jeszcze trochę napoju, w razie gdyby chciała się napić ponownie "tylko jednego łyka".
Odprowadziłem wzrokiem jej niewielką postać w kierunku stolika przy kominku, a kilka sekund po niej sam wstałem i podążyłem we wcześniej wskazane miejsce powłóczystym krokiem. Usiadłem naprzeciwko, obrzucając ją badawczym spojrzeniem. Wciąż marzła?
- Nadal Ci zimno? - zapytałem z lekkim niedowierzaniem, że komuś w ogóle może być chłodno w ogrzanym pubie i na dodatek po zaklęciu ogrzewającym, ale skoro nawet bliska obecność kominka nie zadziałała, postanowiłem sięgnąć po inne zaklęcie. Było bardzo nie w moim stylu, czułem się wręcz idiotycznie, gdy roztaczałem nad nami półokrąg, rzucając niewerbalne Bulbae, mające na celu utworzenie bańki zatrzymującej wewnątrz ciepło. Po wszystkim przeniosłem wzrok na nią i uśmiechnąłem się kącikiem ust. - Jak to nie zadziała, to jesteś wyjątkowo beznadziejnym przypadkiem - stwierdziłem, niespecjalnie ważąc słowa.
Słysząc to krótkie "wytłumaczenie", dlaczego nie miała przy sobie różdżki, pokiwałem głową, ale w środku aż mnie skręcało na samą myśl, że ja miałbym kiedyś o różdżce zapomnieć przy wyjściu. Jak w ogóle zapomina się o różdżce? Czy to nie jest pierwsza rzecz, którą bierze się w ręce po obudzeniu i ostatnia, którą odkłada się przed spaniem? Czy nie powinno się jej mieć zawsze przy sobie? Zawsze zadziwiało mnie takie lekkie podejście do sprawy nieposiadania jej lub celowego odchodzenia od używania różdżek w ogóle. Po co?
- Odprowadzę Cię - rzuciłem niezobowiązująco, odczytując jej wypowiedź jako swojego rodzaju sugestię, czy też prośbę, bym to zrobił. I tak wracałem do biblioteki...
Kontynuacja wcześniejszego tematu sprawiła, że zacisnąłem usta w cienką linię. Merlin jeden wiedział, po co miałaby powiedzieć komukolwiek - przecież ja tego nie wiedziałem, co nie? Nawet nie miałem siły myśleć o powodach, które mogłaby mieć. Nie chciałem tłumaczyć jej wszystkich zawiłych konotacji rodzinnych, które posiadałem w Hogwarcie, począwszy od rodzeństwa, przez kuzynów, a kończąc na wujkach/ciociach nauczycielach. Dyskrecja w tej sprawie była dla mnie rzeczą najważniejszą. Poniekąd ucieszyłem się, że wypowiedziała te słowa, że pragnęła mnie uspokoić, jakoby nie miała złych zamiarów wobec mojej osoby.
- Dziękuję - odparłem i uśmiechnąłem się, chyba po raz pierwszy tak zupełnie szczerze, z prawdziwą wdzięcznością. - Gdybym co? - zapytałem jeszcze, ciekawy rozwinięcia myśli.

kostka: 4
Powrót do góry Go down


Ulla Tiverton
Ulla Tiverton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyWto Paź 10 2017, 20:52

Kiedy po raz kolejny sięgnął po różdżkę, rzuciłam mu pytające spojrzenie - lecz chwilę później jakakolwiek odpowiedź była zbędna, wokół nas wytworzyła się niemalże niezauważalna bańka, której błoniasta powłoka rozpływała się w powietrzu, migocząc i drgając, gdy rozbijały się o nią powiewy zimniejszego powietrza, wdzierające się do pubu za każdym razem, kiedy drzwi wejściowe uchylały się po raz kolejny. - Dziękuję - darowałam sobie kurtuazyjne ‘nie trzeba było’ - nie odkryłabym tym stwierdzeniem Ameryki; o ile poprzedni czar rzucił ze względu na to, że zapewne nie wypadało mu odmówić, ten stanowił miły gest dobrej woli albo wzorowy popis wyuczonej (wrodzonej?) szarmancji. Jakkolwiek by nie było, nie mogłam powstrzymać się przed odpowiedzeniem uśmiechem na ten jego. - Zadziałało, ale to wciąż nie wyklucza tego, że mimo wszystko jestem przypadkiem beznadziejnym - na wielu innych życiowych płaszczyznach. Samoświadomość to podstawa; w każdym razie w moim stwierdzeniu trudno było się doszukać powagi - równie dobrze mógł to potraktować jak luźną wypowiedź (z przymrużeniem oka, ewentualnie dwóch).
Aczkolwiek na jego kolejną propozycję… nie wiedziałam, jak mam to rozumieć i zamiast powstrzymać się przed wyartykułowaniem myśli, wypowiedziałam je, być może zbyt pospiesznie oceniając sytuację, a przede wszystkim - jego zamiary. - To akurat zbyteczne, teleportuję się praktycznie pod samą bramę, nie… nie musisz tego robić - tym razem uznałam za stosowne, żeby to zaznaczyć; nie byłam pewna, czy nie wyszedł z tą propozycją, bo potraktował ją jak niematerialne zastępstwo zapłaty za tajemnicę; może nawet sam nie do końca był tego świadomy, może ja ponownie nadinterpretowałam rzeczywistość, może… mam mętlik w głowie. Dlaczego w ogóle się nad tym zastanawiam i rozbijam jego słowa na atomy? - Nie jesteś mi nic winien, nie… - musisz być miły? To zabrzmiałoby idiotycznie; aczkolwiek przez ten dziwny rodzaj napięcia, którym towarzyszył nam od początku, i aurę absurdalnej tajemnicy, uznałam, że Calum pewnie wolałby jak najszybciej zakończyć to spotkanie - widziałam, z jakim trudem wspominał o zakazanym temacie, dlatego założyłam, że odprowadzenie mnie byłoby przesadą, poza tym, naprawdę nie było takiej potrzeby - wolę to powiedzieć jeszcze raz, gdybyś myślał… że moja deklaracja mimo wszystko ma swoją cenę. Dla mnie wiadomy temat jest już skończony. Zapomniałam o twojej wizycie na Pokątnej - dodałam uroczystym tonem, z różdżką na sercu - wyimaginowaną, ale dłoń zacisnęłam tak, jakbym naprawdę trzymała rączkę.
- Rozmawiamy o hipotetycznym przypadku - zaznaczyłam, bo, co oczywiste, trudno dywagować na temat konkretnego, skoro tło rozmywało się, brakowało kontekstu; nie chciałam jednak, by odniósł wrażenie, że snuję jakieś aluzje - nie zamierzałam tego robić, trudno było się zorientować w sytuacji, skoro wiedziałam jedynie, że Calum panicznie boi się, iż może się wydać, że odwiedził sklep z akcesoriami wróżbiarskimi, a jego reputacja zawiśnie na włosku przez taką bzdurę. Aczkolwiek skłoniło mnie to do refleksji, którą niekoniecznie chciałam się dzielić - lecz w tym momencie głupio było się wycofywać. Wpatrzona w ogień, zaczęłam więc brnąć w nieznane - po prostu wydaje mi się, że jeśli ktoś nosi na samym dnie serca jakąś tajemnicę… prędzej czy później zacznie mu ona ciążyć tak bardzo, że na dłuższą metę pozbycie się jej, nawet jeśli równa to się z dowolnie rozumianą demaskacją oraz niechcianymi konsekwencjami, może być lepszym rozwiązaniem niż pozwolenie na to, by zatruwała myśli, doprowadzając do szału i komplikując codzienność. Ale, żeby nie generalizować, znam też ludzi, którzy nie traktują swoich tajemnic jak ciężaru, a może inaczej, nie obawiają się, że te tajemnice naruszą porządek teraźniejszości, obciąża ich jedynie przeszłość - brzemię przeszłości. Znam takich ludzi? Trudno ukryć, jednego od siedemnastu lat.
Sama nie wiem, czemu w ogóle zaczęłam ten temat. To nie była rozmowa, którą przeprowadzało się podczas pierwszego spotkania z (nie)znajomym - więc dlaczego wypowiedzenie tych wszystkich słów przyszło mi z taką łatwością?
Powrót do góry Go down


Calum O. L. Dear
Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 751
  Liczba postów : 1274
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Moderator




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyNie Paź 15 2017, 01:08

Uśmiechnąłem się półgębkiem, gdy powiedziała o tym przypadku beznadziejnym.
- Widzisz, to tak jak ja - powiedziałem, nie mogąc się powstrzymać i nie w porę gryząc się w język - co faktycznie zrobiłem, ugryzłem się i przez to mogłem mieć nieco krzywą minę. Nie dało się jednak ukryć, że doskonale utożsamiałem się z tym tytułem i miałem mnóstwo przykładów, które mogłyby poświadczyć prawdziwość tejże tezy. Miło wiedzieć, że nie ja jeden się z tym borykałem w życiu. Moja sympatia do tej tajemniczej dziewczyny od razu przybrała większy wymiar.
Odmówiła? Cóż, pokiwałem jedynie głową, przyjmując na klatę informację, że nie miała ochoty wracać ze mna do zamku. Z jednej strony rozumiałem, że niespecjalnie mogła chcieć wlec się do Hogwartu z kulą u nogi w mojej postaci, jednak z drugiej uważałem, że było to zachowanie... Co najmniej nierozsądne. Osobiście nie ruszyłbym się teraz nigdzie bez swojej różdżki i bałbym się przemierzać szkolne błonia, na których ostatnimi czasy miało miejsce tak wiele przykrych i strasznych wydarzeń. Od Krukonki bił jednak niezachwiany spokój, którego genezy nie dane mi było poznać. Pewne było jednak to, że czuła się zupełnie dobrze z myślą o samotnym spacerze w przemoczonym płaszczu przez całe błonia aż do wieży Ravenclawu. Westchnąłem krótko, wzruszając ramionami.
- Jak chcesz - odparłem, stwierdziwszy, że przecież nie będę się prosił o pozwolenie, skoro siedząca naprzeciw dziewczyna była tak niezależna i samowystarczalna. - Dzięki - oparłem jeszcze, gdy ostatecznie zamknęła temat, w związku z którym ściągnąłem ją do trzech mioteł.
Słuchając jednak o tym... Hipotetycznym przypadku, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że dziewczyna zbyt celnie uderza w punkty, zupełnie jakby wiedziała, o co w tym wszystkim chodzi. Jej teoretyzowanie sprawiło, że moje brwi ściągnęły się w jednym punkcie, a w moim ciele pojawiło się pewne uczucie dyskomfortu. Zacząłem nieco wiercić się na krześle, która nagle wydało mi się strasznie niewygodne.
- Czasem tajemnice są koniecznością - wypaliłem, czego zaraz pożałowałem. Prawdopodobnie zaszczepiłem w niej ziarno ciekawości i zaraz zacznie dopytywać, co mam na myśli... - Wiesz co... Miło się rozmawiało, ale już muszę lecieć. Wzywają mnie... obowiązki - powiedziałem lekko zmieszany. - Na pewno... - nie chcesz, bym Cię odprowadził? - Jeszcze się kiedyś zobaczymy - dokończyłem. Wstałem, a chwilę po tym bańka wokół nas rozpłynęła się w powietrzu. Poczułem zimny powiew wiatru od strony drzwi i po moich plecach przebiegł dreszcz. Rzuciłem wzrokiem na jej mokry jeszcze płaszcz i pomyślałem, że będzie on słabą ochroną w tą pogodę. Machnąłem ukradkiem różdżką w jego kierunku, niewerbalnie rzucając Silverto, lecz nie zanotowałem żadnej zmiany, a zamiast tego moja różdżka zawibrowała delikatnie. Zakląłem pod nosem, po czym ściągnąłem z siebie swój płaszcz i wcisnąłem jej go w ręce. - Masz, skoro ochronił tak beznadziejny przypadek, jakim jestem, Tobie też pomoże - rzuciłem i uśmiechnąłem się delikatnie. - Mieszkam niedaleko, mną się nie przejmuj. Daj znać... Że dotarłaś - dodałem jeszcze, czując, jak rumieniec wpełza na moją twarz. Następnie odwróciłem się na pięcie i szybkim krokiem opuściłem pub. Gdy tylko drzwi się za mną zamknęły, teleportowałem się z trzaskiem tuż pod kamienicę, w której mieszkałem.

/zt

Tu rzucałam na zaklęcia, wykorzystałam drugi przerzut, ale ta sama kostka
Powrót do góry Go down


Ulla Tiverton
Ulla Tiverton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptySro Paź 18 2017, 20:04

Kiedy on też sklasyfikował się jako przypadek beznadziejny, uśmiechnęłam się do niego w ramach solidarności, po czym zamilkłam na dłuższą chwilę, pozwalając mu przetrawić przede wszystkim moją odmowę (zbyt stanowczą, dopiero teraz dotarło do mnie, że mogłam zabrzmieć dość grubiańsko), a także obietnicę.
Nie uszło mojej uwadze, że każde kolejne słowo hipotetyzowania zdaje się wbijać w niego szpileczki dyskomfortu, więc, kiedy tylko skończyłam swój zbyteczny monolog, zasznurowałam usta, ganiąc się w myślach, że w ogóle wpadłam na ten pomysł i postanowiłam podzielić się z nim moimi przemyśleniami. Nic dziwnego, iż chwilę później ewakuował się czym prędzej, korzystając z pierwszej nadarzającej się okazji.
Wciąż nie odrywałam wzroku od rozkwitających płomieni, nie zauważyłam więc jego prób wysuszenia mojego płaszcza - tak właściwie byłam pewna, że Calum zdążył się już ulotnić, więc kiedy odezwał się ponownie, drgnęłam, zbyt gwałtownie obracając głowę w jego stronę. Bezwiednie wyciągnęłam dłonie po płaszcz, który leciał w moją stronę, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że nie należy on do mnie - zanim zorientowałam się, co Dear właśnie zrobił, i zdążyłam zaprotestować, jego już nie było. Zniknął tak szybko, jakby się stąd teleportował. - Jak mam…? - jak mam ci go oddać? Jak mam dać znać, że dotarłam, skoro nie zapisałam jego adresu? Pytanie zawisło bez odpowiedzi, a ja zacisnęłam palce na mankietach męskiego płaszcza.

Czasem tajemnice są koniecznością - płomienie zdawały się szemrać jego enigmatyczne słowa, a mi kołowało się w głowie tylko jedno - jakie tajemnice, Dear?
Wpatrywałam się w żar z taką intensywnością, jakby ogień miał rozjaśnić sytuację. Lecz nic takiego się nie stało; siedziałam (opatulona niezapiętym płaszczem) jeszcze przez kilkanaście minut, pozwalając myślom się plątać, nim ostatecznie zerwałam się z krzesła i sama również opuściłam wyjątkowo senne Trzy Miotły.
Nie potrzebowałam różdżki.
zt, dziękuję za grę <3
Powrót do góry Go down


Anthony Wilder
Anthony Wilder

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 182
  Liczba postów : 66
http://www.czarodzieje.org/t15285-anthony-william-wilder
http://www.czarodzieje.org/t15306-tony
http://www.czarodzieje.org/t15311-kudo#409459
http://www.czarodzieje.org/t15295-anthony-william-wilder
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyPon Paź 30 2017, 17:50

Pub pod trzema miotłami był epicentrum Hogsmade i każdy musiał się z tym zgodzić. Wielu czarodziejów, którzy przemieszczali się po Wielkiej Brytanii i zahaczało o Hogsmade, z całą pewnością musiało słyszeć o tym miejscu i je odwiedzić. W końcu było niedaleko Hogwartu, a o tym to już na pewno każdy słyszał.
Tony miał to szczęście, bądź nie szczęście, pracować w tym miejscu. Praca jaka była, każdy widział. Dla jednych bardzo ciekawa, dla drugich najnudniejsza na świecie. Wilder nie narzekał. Może i ta praca nie była szczytem jego marzeń, ale z całą pewnością była dochodowa. A jemu, jako studentowi, pieniądze były jak najbardziej potrzebne. Bo co z tego, że jego dziadkowie i ojciec mieli pokaźne sumki na swoich kontach bankowych, skoro to nigdy nie należało do niego?
Pewnie właśnie z tego powodu, dzisiejszego dnia Anthony znowu przyszedł do pracy. Wiedział, że skoro jest weekend z pewnością będzie miał więcej roboty niż zazwyczaj. Więcej ludzi do obsłużenia to więcej napiwków. A przynajmniej takie złudne nadzieje posiadał.
Pracę zaczął od tego, co zazwyczaj, czyli od wytarcia wszystkich stolików. Z racji tego, że była dosyć wczesna godzina, nie miał z tym większego problemu. Ponad połowa stolików była jeszcze pusta. Tłumy zaczynały się dopiero ok południa i trwały do późnych godzin nocnych.
Czas mu mijał szybko. Zresztą, tak jak zawsze. Mógł sobie w końcu pozwolić na to, aby pooglądać piękne kobiety, które się tutaj pojawiały zza kontuaru podczas przygotowywania kolejnych drinków i napojów.  Z racji tego, że pracę tą wykonywał od dłuższego czasu, to większość oferowanych w karcie napoi nie stanowiła dla niego większego problemu.
Poza tym, mógł robić coś, co bardzo lubił, czyli rozmawiać z nieznajomymi o błahych i dziwnych rzeczach, a przy dozie szczęścia dostanie kontakt to jednej z piękniejszych klientek pubu. Bo trzeba wam wiedzieć, że Anthony uwielbiał kobiety. I nie, nie traktował ich wyłącznie jako obiekty seksualne. Uwielbiał ich zapach, wygląd, umysł i to, jak niezwykle różniły się od mężczyzn. Nic dziwnego więc, że najwięcej czasu lubił spędzać właśnie w ich towarzystwie.
Dzień mijał jednak szybko. Nim chłopak się spostrzegł, to jego czas pracy zbliżał się ku końcowi. Z nieskrywanym zadowoleniem mógł opuścić Pub pod Trzema Miotłami i udać się w drogę powrotną do hogwartu.  A za kilka dni. Cóż... Znów będzie musiał tutaj wrócić i poddać się tej samej rutynie co zawsze.

/zt.
Powrót do góry Go down


Anthony Wilder
Anthony Wilder

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 182
  Liczba postów : 66
http://www.czarodzieje.org/t15285-anthony-william-wilder
http://www.czarodzieje.org/t15306-tony
http://www.czarodzieje.org/t15311-kudo#409459
http://www.czarodzieje.org/t15295-anthony-william-wilder
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyWto Lis 28 2017, 11:57

Dzień, jak codzień, mógłby powiedzieć ktoś, kto po prostu chciał być złośliwy względem chłopaka. No bo, jakby to tak ładnie ująć, Anthony już dawno temu przestał cieszyć się z tego, że ma okazję pracować w pubie pod Trzema Miotłami. No bo i co ciekawego mogłoby dziać się w takim miejscu jak to? Rutyna potrafiła wręcz zabijać. Najpierw obalała Cię na ziemię, następnie obcasem swojego buta dociskała do bruku. Ale spokojnie, nie pozostawiała w takim stanie! Najpierw jeszcze urywała łeb. Tak właśnie czuł się tego dnia chłopak, gdy musiał wstać z łóżka i udać się do Hogsmade, aby odbębnić swoje godziny pracy. Na zastępstwo nie mógł co liczyć.
Spokojnie Anthony, to tylko tymczasowem, w końcu będziesz zajmował się tym, czym zajmować się pragniesz, tłumaczył sobie gdy szedł w kierunku pubu Pod Trzema Miotłami. Tony, wszystko będzie dobrze, w końcu już tak niewiele pozostało. Wytrzymaj jeszcze te kilka godzin. - powiedział sam do siebie, kiedy było już popołudnie, a klientela stawała się coraz gorsza i coraz bardziej zaczynała denerwować chłopaka. Wiedział, że na trzeźwo ich zachowania nie zniesie, więc nic dziwnego, że gdy poszedł na zaplecze, rzekomo za potrzebą, to tak naprawdę wypił trzy shoty ognistej Whisky od razu. To dopiero rozjaśniło mu trochę w głowie i dzięki temu uznał, że musi przetrwć tutaj jeszcze te kilka godzin aż do zamknięcia.
Dzięki temu małemu zabiegowi, jego nastrój delikatnie się poprawił. Uśmiechał się do klientów, nie odpowiadał im tak gburowato, jak miał to w zwyczaju, a i piękne panie zaczęły robić na nim większe wrażenie, niż zazwyczaj. Jaki piękny mógł być świat po alkoholu. Chłopak doskonale wiedział, jak to jest być nie trzeźwym, ale nigdy wcześniej nie praktykował takiego zachowania w pracy. Tym bardziej był zadowolony.
Wszystko szło zgodnie z planem, do końca jego pracy pozostało trochę więcej niż godzina czasu. Anthony już zaczął uważać, że ten dzień zakończy się szczęśliwie i że jutrzejsza rutyna może nie zabije go tak dotkliwie, jak działo się to za każdym razem. Ale oczywiście na takie cuda nie ma co liczyć. Bo jak coś idzie za dobrze, to prędzej czy później zawsze musiało się spieprzyć i popsuć tym samym cudze nerwy. Tak było i tym razem.
Chłopak właśnie nalewał kolejne tego wieczoru piwo kremowe, kiedy kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie. Po pierwsze usłyszał „JAK MOŻESZ?!” które wykrzyknęła bardzo rozżalona kobieta, tym samym zwracając uwagę na siebie wszystkich w pobliżu. Po drugie, jej dłoń z ogromną wręcz precyzją uderzyła w prawy policzek partnera, który siedział razem z nią przy stoliku. Po trzecie, kobieta złapała za kufel kremowego piwa, które przed nią stało i rzuciła nim w kierunku owego faceta. Po czwarte, był on na tyle szybki, że w ułamku sekudny wręcz rzucił idealne zaklęcie tarczy, które odbiło kufel razem z całą jego zawartością. Po piąte, kufel idealnie wręcz trafił w kontuar za którym stał młody Gryfon, a potem cała jego zawartość poleciała na koszulkę, twarz, włosy i ramiona chłopaka.
Zapanowała cisza. Tony czuł jak złość przybiera na sile i jak powoli zaczyna się wręcz gotować ze wściekłości. Miał ochotę zabić najpierw tą głupią babę, a potem tego idiotę, jej faceta. Ruszył w ich kierunku wolnym krokiem bojąc się, że zaraz dopadnie go furia. Gdy zatrzymał się przed nimi, powiedział tylko jedno słowo.
-Wypierdalać. – ale w jego ustach nabrało ono tyle mocy, że czym prędzej go posłuchali. A co wtedy zrobił Anthony? W nosie miał to, że została mu jeszcze godzina pracy. Wyciągnął różdżkę przed siebie, powiedział accio i przyfrunęły wszystkie jego rzeczy. A potem on wyszedł z pubu. I zastanawiał się, czy jeszcze kiedyś tam wróci.
Powrót do góry Go down


Luke Williams
Luke Williams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 57
  Liczba postów : 153
http://www.czarodzieje.org/t11985-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11989-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11988-luke-williams
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptySob Kwi 07 2018, 01:38

Luke raz na jakiś czas wychodził z @Ezra T. Clarke do jakiegoś pubu, napić się piwa. To znaczy - on pił piwo, a  Ezra sok dyniowy albo coś innego, ale to była świetna okazja, żeby pogadać, porównać doświadczenia, w przeszłości również podrywać wspólnie dziewczyny. Od pewnego czasu już Ezra niestety w tym podrywie nie uczestniczył, mógł co najwyżej pokibicować Luke'owi, ale mimo to wybierali bary, w których było prawdopobieństwo spotkania kogoś fajnego. Pub pod trzema miotłami to było popularne i całkiem fajne miejsce, więc tym razem zdecydowali się właśnie na nie. Luke na ogół nie miał pozytywnych relacji z facetami, więc Ezra był prawdziwym wyjątkiem. Szkoda było takiej znajomości nie pielęgnować, w końcu nie miał ich na pęczki. Luke'a niespecjalnie ciągnęło do tworzenia pozytywnych relacji z facetami, nie przeszkadzał mu ich wycofany stosunek do jego osoby, ale z Ezrą dogadywał się naprawdę dobrze i cieszył się z tego powodu, bo jednak męska rozmowa raz na jakiś czas się przydawała. No i nie było ryzyka, że Luke odbije mu dziewczynę, co z pewnością zacieśniało tę więź.
W dodatku oboje mieli lekką słabość do hazardu, więc takie spotkania to był idealny moment do tego, żeby w coś pograć, pobawić się w małe zakłady o jakieś konkretne rzeczy, albo drobne sumy.
Zajęli miejsce w rogu pubu, z tego miejsca mieli całkiem dobry widok na całą resztę. Luke zamówił piwo i uśmiechnął się.
- To jak tam? - spojrzał na chłopaka. - Jakieś ciekawe opowieści?
Powrót do góry Go down


Ezra T. Clarke
Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1267
  Liczba postów : 2118
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyNie Kwi 08 2018, 08:53

Wbrew pozorom Ezra był bardzo dobrym towarzyszem na wypad do baru; jako że sam hołdował bardzo rygorystycznej abstynencji, osoba pijąca mogła mieć pewność, że przynajmniej jeden z nich zachowa trzeźwość umysłu. Tym samym wiązały ją mniejsze ograniczenia. Zresztą, Ezra nigdy nie miał nic przeciwko napiciu się soku dyniowego w przyjemnym towarzystwie, a przecież o takie nie było łatwo. Clarke z jednej strony miał wyjątkową łatwość w przekonywaniu do siebie ludzi, gdy jednak mu się nudzili, równie skutecznie umiał ich do siebie zniechęcić. Jego znajomość z Lukiem, choć na początku dosyć niespodziewana ze względu na podejście drugiego Krukona do znajomościach męsko-męskich, rozwijała się jednak w pozytywnym kierunku i spokojnie można było ją nazwać stabilną. Luke całkiem dobrze wpasował się w nastrój Ezry i nie narażał się na żadne burczenie ze strony Clarke'a.
Westchnął, zajmując miejsce przy stoliku i zamawiając sok dyniowy. Zawsze bawiły go lekko oceniające spojrzenia barmanów, które dostawał, gdy w towarzystwie był jedynym abstynentem. Trochę jakby sprawdzali, czy nie żartował.
Kiedy Luke zadał najgorsze pytanie na świecie - wymagało od Ezry jakiegoś szerszego myślenia, trudne na początek - Clarke uśmiechnął się lekko, kiwając powoli głową i zbierając myśli.
- Poznałem bardzo sympatyczną dziewczynę. Zresztą, całkiem przypadkowo. Po prostu znalazłem coś, co do niej należało i zwróciłem. Pamiętaj zawsze, bycie miłym popłaca. Gdyby tylko nie była poza moim zasięgiem... - zawiesił głos, bo cisza w tym wypadku była bardziej wymowna. Mrugnął do chłopaka z rozbawieniem, nie będąc przecież całkiem poważnym. Sanne była niewyobrażalnie miła, także dla oka, ale Clarke nie żałował swoich upodobań. Była to raczej taka myśl, rzucona bardziej ze względu na dawne dzieje z podrywaniem dziewcząt. - I nie wiem czy słyszałeś, ale dostałem pierwszy angaż w teatrze. Jeszcze nie wiem, co z tego będzie, ale na razie pozwól mi się tym chełpić. A jak u ciebie? - Odbił piłeczkę, oczekując, że chłopak odwzajemni się jakimiś ciekawostkami, które Ezrę ominęły.

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down


Luke Williams
Luke Williams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 57
  Liczba postów : 153
http://www.czarodzieje.org/t11985-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11989-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11988-luke-williams
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyNie Kwi 08 2018, 10:37

Luke nie miał wielu facetów-przyjaciół. No dobra, nie miał nawet zbyt wielu facetów-jakichkolwiekpozytywnychrelacji. Większość za nim nie przepadała, denerwował ich. Z Ezrą było inaczej, a Luke'owi czasami naprawdę przydawała się jakaś męska rozmowa, więc w miarę regularnie wyciągał go do baru, albo zachęcał, żeby wpadł do Luny, kiedy akurat on pracował, a ludzi było trochę mniej. Dzisiaj akurat miał wolne i postanowili, że nie będą zapuszczać się do Londynu i wybiorą coś w Hogsmeade, pub pod trzema miotłami to był dobry kierunek. Luke przewrócił oczami, widząc spojrzenie barmana. Naprawdę nie rozumiał, co takiego dziwnego jest w facecie, który jest abstynentem. Zresztą, barman nawet tego nie wiedział, jedyne co widział to to, że chłopak akurat dzisiaj nie pije, a to chyba było już naprawdę normalne. Luke sam starał się nie przesadzać z alkoholem, kończyło się na ogół na jednym, maksymalnie dwóch piwach na takich wypadach, a na niektórych wcale, bo był barmanem, pracował i nie mógł pić. Na imprezach czasami wypił więcej, ale bardzo pilnował się pod tym względem, bo wiedział, że to nie pomoże mu trzymać dobrej kondycji, a na tym dosyć mocno mu zależało.
Inna sprawa, że Luke większych ilości alkoholu zwyczajnie nie potrzebował, co chyba jasne - nie musiał dodawać nim sobie pewności siebie. Miał jej aż nad to. Wstawiony robił się wręcz bardziej markotny i mniej towarzyski, a takiego siebie nie lubił, nie doprowadzał się więc do takiego stanu.
- Skoro nie zamierzasz skorzystać, to może mnie z nią poznasz? - spojrzał rozbawiony na chłopaka, bo Luke nie tracił absolutnie żadnej okazji, do poznania nowej dziewczyny. Nie prosiłby o to, gdyby wiedział o kogo chodzi - w końcu Sanne to on bardzo dobrze znał i od dawna bawiła się z nim w kotka i myszkę, na co Luke absolutnie nie narzekał. - Ja dla kobiet jestem zawsze miły - zauważył, kręcąc głową i napił się. Na wspomnienie o teatrze Luke szczerze się uśmiechnął. Wiedział, że dla chłopaka to dużo znaczy, więc oczywiście cieszył się jego szczęściem. Wierzył, że sporo osiągnie w tym kierunku
- Oo, gratuluje. Chełp się, chełp. Ale oczekuje zaproszeń na wszystkie sztuki. Dwóch - podkreślił rozbawiony, bo czy to nie był idealny sposób na wyciągnięcie dziewczyny na randkę? Wiesz, mój znajomy gra w teatrze i mam tutaj takie specjalne zaproszenia... Wyglądało to na plan idealny.
- U mnie? W sumie spoko, po staremu. Nie mam pojęcia co robić z życiem - przyznał rozbawiony. Luke kochał naukę, angażował się w życie szkoły, ale nie widział się w żadnym konkretnym kierunku. No, może w prawie żadnym... - Szczerze mówiąc myślę o tym, żeby zostać w Hogwarcie - przyznał. Studia powoli się kończyły a on musiał wreszcie podjąć jakąś konkretną decyzję. Czuł, że kariera nauczyciela to właśnie coś dla niego. - A tak z bardziej prywatnych spraw, obecnie dalej uparcie walczę o zainteresowanie Fire - powiedział po chwili, trochę rozbawiony sam sobą. - Wiem, że nie jestem normalny, ale nie mogę jej sobie odpuścić. Za bardzo mnie nie chce, żebym mógł jej odpuścić - Luke coraz częściej zaczynał się martwić, że wpadł w lekka obsesje na punkcie dziewczyny. Bał się, że pójdzie to w złym kierunku. W takim, w którym nigdy nie szedł. On się nigdy tak na prawdę nie zakochał i nie zamierzał aktualnie tego zmieniać. Szczególnie, jeżeli miałoby być to tak bardzo jednostronne.
Powrót do góry Go down


Ezra T. Clarke
Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1267
  Liczba postów : 2118
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyCzw Kwi 12 2018, 19:03

Nie kierował się zdaniem ogółu; jeżeli chciał się z kimś zadawać, to żadne krzywe spojrzenia innych ludzi nie miały na niego wpływu. To, że Luke nie był ulubieńcem męskich gron uważał za taką ciekawostkę, bo przecież sam nie rozumiał nawet,  dlaczego tak się działo. Jeżeli Clarke miał się czymś denerwować, to tym wyciąganiem do Luny; okazywało się, że jako abstynent spędzał tam  więcej czasu niż niejedni imprezowicze, a to tylko dlatego, że jednocześnie pracował tam jego dobry kumpel, jak i chłopak. Ezra więc lubił, jeżeli nie ograniczał go grafik własnych obowiązków, który też wcale nie był tak elastyczny, wpaść chociaż na parę minut i wymienić kilka zdań. Ostatnio robił to trochę rzadziej i dlatego nawet nie zastanawiał się, czy właściwie powinien wychodzić i czy nad głową nie wiszą mu jakieś katorżnicze terminy. W końcu, odkąd miał własne mieszkanie, jego kontakt z pozostałymi Krukonami również osłabł.
- Nie ma tak lekko, kolego. Strzał w kolano, jeśli potem wolałaby się spotkać z tobą niż ze mną - zaśmiał się, kręcąc głową. Wszyscy wiedzieli, że z Clarke'a był trochę pies ogrodnika; dopóki mógł, chciał utrzymywać wokół siebie jak największe zainteresowanie, nawet jeśli sam nie mógł nim tak hojnie obdarowywać. A wiedział, że z Luke'a był taki sam koneser kobiecych uroków i wcale nie potrzebował swatania za pomocą kumpla.
- Och, jakie wymagania. Jak tak będę obiecywał wszystkim znajomym to zaraz sale się będą wypełniać bez sprzedanych biletów - wytknął z rozbawieniem. Już na liście takich honorowych gości miał Leonardo, Bridget, Luke'a ze zmienianymi jak rękawiczki pannami...
Pokiwał głową, na moment się zamyślając i przejeżdżając opuszką palca po rancie szklanki. Obaj kończyli trzecią klasę i obaj mieli być zaraz rzuceni na głęboką wodę. I Ezrę też co jakiś czas za gardło chwytała niepewność i obawa, co jeśli nic nie będzie z aktorstwa? Tak naprawdę nie miał planu B.
- Och, to ciekawe. - Coraz częściej wśród asystentów można było spotkać ludzi, którzy niegdyś przechadzali się korytarzami Hogwartu w szkolnych szatach. - O jakim przedmiocie myślisz?
Podniósł swój dyniowy sok do ust, biorąc łyk i chyba można było to uznać za duży błąd. Zupełnie nie spodziewał się, że temat zaraz przeskoczy na ulubioną Gryfonkę Ezry. Nie mógł się powstrzymać przed parsknięciem, które prawie zaowocowało wypluciem soku.
- Och stary, proszę. Jestem w stanie wiele zrozumieć, ale żeby interesować się Fire? Tobie już na mózg padło od nadmiaru kobiet. - Ezra znał już Fire na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że te fantazje i starania Luke'a i tak spełzną na niczym. Jego determinacja po prostu pozytywnie bawiła Ezrę. - Fire to nietykalna, żelazna dziewica, która strzeli ci w tyłek zaklęciem, jak się do niej zbliżysz. Ale powodzenia. W razie czego zostaje ci amortencja. Ale potem to już tylko lokum cztery metry pod ziemią - przypomniał mu, nie mogąc zetrzeć z twarzy pobłażliwie-rozbawionego uśmieszku. Na Fire to nawet Ezra by się nie porywał, choćby była najatrakcyjniejszą kobietą na świecie. Całe szczęście, zdaniem Clarke'a, daleko jej do tego było...

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down


Luke Williams
Luke Williams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 57
  Liczba postów : 153
http://www.czarodzieje.org/t11985-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11989-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11988-luke-williams
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyNie Kwi 15 2018, 15:16

Luke'owi podobało się to, że Ezra nie uzależniał niczego od innych. W pewnym momencie miał wrażenie, że to robiła się kwestia złej sławy, o ile rozumiał tych, z których dziewczynami flirtował, o tyle reszty nieszczególnie. Jednak nie obchodziło go też to jakoś specjalnie, nigdy nie zależało mu na jakimś dużym poszerzaniu męskiego grona znajomym. Jak wychodziło to było dobrze, ale jak nie, było mu to kompletnie obojętnie. Niestety z płcią przeciwną nie był już taki obojętny na wszystko i nie potrafił sobie odpuścić żadnej dziewczyny, która go ewidentnie spławiała. Luke faktycznie dosyć często wyciągał Ezre w  miejsca, w których się piło. Szczególnie, że sam pracował w klubie i była to w pewnych momentach kwestia wygody, w końcu oboje byli dosyć zajęci i jak mieli się od czasu do czasu spotkać, wymagało to pewnej elastyczności. Ezra zawsze twierdził, że nie przeszkadza mu jak inni piją w jego obecności, a że Luke nigdy się nie upijał, tym bardziej domyślał się, że nie razi to jakoś chłopaka.
- Zero pomocy, ja nie wiem. Będę musiał radzić sobie sam - powiedział rozbawiony, ale faktycznie, Luke nie miał z tym większego problemu. No, oczywiście nie licząc niektórych wyjątkowo trudnych, rudych przypadków.
- Co to za problem dla gwiazdy teatru... - napił się. Wyjątkowo martwił go temat związany z przyszłością, co prawda coraz intensywniej myślał o zostaniu w szkole jako asystent, ale nie miał pojęcia jak to wszystko jeszcze dokładnie się potoczy. Ciężko było mu sobie wyobrazić siebie w dorosłym życiu, gdzie naprawdę będzie czas już na dużo ważnych decyzji. Teraz co prawda też pracował, utrzymywał się, niby niewielka różnica. Jakby nie patrzeć jednak, nie zostanie w klubie, musiał rozglądać się za jakąś alternatywą, lepszą, stabilniejszą pracą. A potem pewnie za jakimś mieszkaniem, bo póki co Luke wybierał mieszkanie w Hogwarcie.
- Myślę o Eliksirach - odpowiedział na pytanie chłopakowi. Wydawało mu się, że to przedmiot w którym najbardziej się odnajduje. Przychodził mu z dość dużą łatwością i po prostu lubił się tego uczyć. Wiedział jednak, że czeka go sporo pracy i kolejna porcja nauki, żeby iść w kierunku bycia nauczycielem. Miał wrażenie, że to jest to co chce robić. Drugim priorytetem po kobietach były dla Luke'a zdecydowanie książki, potrafił wiele godzin przesiedzieć w bibliotece, czerpiąc z tego faktyczną przyjemność.
- Co takiego dziwnego w interesowaniu się Fire? - spytał Luke, chociaż wiedział, że Ezra i Fire nie mają najlepszej relacji. - Wiem, że prosto to z nią nie jest, ale od razu niemożliwe. Nie dramatyzowałbym.... Nad wszystkim da się popracować - stwierdził, chociaż sam w to trochę nie wierzył. Z Fire nie wyglądało na to, żeby dało się cokolwiek przepracować. - Amortencja mówisz? - zaśmiał się, ale w głowie zapaliła mu się pewna lampka. W sumie, można by spróbować z kropelką. Chętnie poobserwowałby zauroczoną Fire, to musiał być wyjątkowo ciekawy widok.
Powrót do góry Go down


Ezra T. Clarke
Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1267
  Liczba postów : 2118
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptySob Kwi 28 2018, 23:34

Takie nastawienie do ludzi - kobiet zwłaszcza - było trochę niezdrowe. Pchanie się dokłądnie tam, gdzie cię nie chcieli, po prostu nie mogło wychodzić na zdrowie i Ezra poniekąd dziwił się Luke'owi takiego upartego brnięcia w to. Jako Krukon powinien być mądrzejszy. Clarke też miał słabość do pewnych toksycznych relacji, które od czasu do czasu kończyły się guzem, różnica była taka, że w takich osobach nie lokował swoich prawdziwych uczuć. Były dla niego tylko interesującą zabawką.
Ale zresztą, co on się wypowiadał? Pomimo własnego wyrachowania, z równą naiwnością wpadał w sidła uroczych Puchonek. Pewnych skłonności chyba zwyczajnie nie dawało się opanować.
- Ale jaką będziesz miał wtedy satysfakcję - zaśmiał się, kręcąc głową. Luke chyba trochę go przeceniał, bo Clarke nie był - jakby Merlin pozwolił - jeszcze żadną gwiazdą. Darmową wejściówkę to na razie miał on, za kulisami przy linach od kotary.
- Och, wow, dobrze, że obaj kończymy szkołę, bo mógłbym cię zawodzić z obecnością - zażartował, będąc jednak pod dużym wrażeniem tego planu. Bo to był realny plan, który nie zależał od szczęścia ani gustu pracodawcy, a wyłącznie od samego samozaparcia chłopaka.
- No... ja wiem, że to niby jest dziewczyna. I że buzie to jeszcze ma jako taką, ale... - zawiesił głos, sceptycznie marszcząc nos. Przeznaczeniem Dearówny chyba było zostanie starą panną i z całą sympatią dla Luke'a, Ezra po prostu nie wierzył w powodzenie tej misji. - Znaczy wiesz, ja ci nie życzę źle. Jeśli chcesz to zdobywaj. Może nawet ci się nie uda. Tylko nie zdziwiłbym się, gdyby Fire po fakcie przebudziła się przerażona i dosypała gdzieś jakiejś trutki, by to nigdy się nie wydało. - Może trochę specjalnie ją demonizował, rysując przed Krukonem czarną wizję. Ale przecież życie było pełne niespodzianek... - Próbowałem kiedyś na jednej dziewczynie, nie skończyło się zbyt dobrze. Żebyś potem nie zrzucał na mnie - ostrzegł go Clarke ze śmiechem, popijając swój sok dyniowy.

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down


Luke Williams
Luke Williams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 57
  Liczba postów : 153
http://www.czarodzieje.org/t11985-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11989-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11988-luke-williams
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptySro Maj 02 2018, 14:32

No cóż, Luke sam doskonale zdawał sobie sprawę, że nie jest z nim najlepiej. To co robi nie było w żadnym stopniu zdrowe, ani dobre dla niego, ale jednak coś nie mogło go przed tym powstrzymać. Po prostu ciągnęło go do niej i nic na to nie potrafił poradzić. On raczej też nawet kiedy upierał się na jakaś dziewczynę, nie wiązał z tym żadnych uczuć, starał się dla zasady, bo skoro podjął już próbę, to nie będzie teraz wymiękał. Z Fire jednak było trochę inaczej i zaczynał to czuć, zaczynało go to niepokoić, ale niewiele mógł na to poradzić. To uczucie było i tyle.
- To na pewno - przyznał mu rozbawiony, biorąc łyka swojego piwa. Tak naprawdę wciąż miał dylemat, czy szkoła to dobry plan. Na razie było to jego jedyny pomysł, widział sporo za, ale nie był też stu procentowo pewien, czy to dobre rozwiązanie. Myślał też o tym, żeby przed podjęciem jakiejś konkretnej, odpowiedzialnej pracy zrobić sobie rok przerwy, wyjechać gdzieś, może do jakiegoś ciepłego miejsca i popracować jako barman na plaży. Taka perspektywa wydawała mu się naprawdę kusząca, dawała możliwość dokładnego przeanalizowania planów na przyszłość. Może całkowicie zmieniłby podejście do wszystkiego i wybrałby inną ścieżkę? Na razie jednak to mieściło się tylko w jego głowie, nie patrzył na ten pomysł realnie i trzymał się po prostu tego Hogwartu, który sobie wymyśli. W końcu zostało jeszcze parę miesięcy na te decyzję, prawda? Na razie jeszcze trzeba skupić się na studiach.
- Na moje lekcje byś nie chodził? Kiepsko, kiepsko - zaśmiał się. Przy temacie Fire wyraz twarzy Luke'a od razu trochę się zmieniał. Budziła w nim dziwne emocje.
- Biorę taką ewentualność pod uwagę - przyznał, kręcąc głową, chociaż chyba nie traktował tego tak poważnie, jakby to mogło być. W ogóle nie traktował jej tak poważnie, jak powinien, to było pewne. Jej groźby uważał za całkowicie wymyślone i naprawdę nie znał jej od tej niebezpiecznej strony, więc nie traktował tego serio. - Nie martw się, na nikogo nie planuje nic zrzucać. A co, boisz się Fire? - uniósł brew z rozbawieniem patrząc na niego. Co jak co, ale w Ezrę obawiającego się gryfonki raczej wątpił.
Powrót do góry Go down


Nessa M. Lanceley
Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 1264
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1463
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyNie Maj 13 2018, 14:26

Ruda była zaskoczona listem otrzymanym od starego znajomego. Ile to czasu minęło, odkąd widzieli się ostatni raz..? Oczywiście, zdarzało się im wyskakiwać na piwo czy krótkie spacery, gdzie mogli wymieniać się informacjami, jednak zwykle poprzedzało to dłuższe planowanie i dogadywanie terminów, a tu proszę- taka niespodzianka. Pajęczak zdawał się odcinać od wszystkiego i wszystkich, skupiając się na własnym życiu i zachciankach. Ich relacja zawsze funkcjonowała na normalnym gruncie, dogadywali się pomimo różnicy wieku na tyle, że konwersacja nie była smutną koniecznością i okazywaniem grzeczności drugiej osobie. Obydwoje pochodzili z dobrych rodzin, byli spokrewnieni i mieli naprawdę wiele okazji do spotkań. Nie mogła więc odmówić.
Dziewczyna, chcąc skorzystać z ładnej pogody, pieszo udała się do Hogsmade, godzinę przed czasem. Leniwym krokiem przemierzała skrytą pomiędzy drzewami ścieżkę, pogrążona we własnych myślach. Było popołudnie, słońce leniwie snuło się po niebo, wolno zmierzając ku zachodowi. Lanceleyówna westchnęła głośniej, odgarniając kosmyk włosów za ucho. Kaskady płomiennych włosów zebrane miała w wysokiego kucyka za pomocą białej wstążki. Ubrana w dopasowane jeansy, wysokie buty i białą, elegancką bluzkę z falbanką przy dekolcie, obsypaną zadziornie nadrukami wiśni. Na ramiona narzuciła cienką, skórzaną kurtkę. Cały ten strój optycznie dodawał jej kilku centymetrów wzrostu, a z takich zabiegów kosmetycznych istoty tak niskie, jak Nessa często korzystały. Zerknęła na zegarek, który tkwił na jej nadgarstku — klasyczny, na skórzanym paseczku z jasną tarczą. Przyśpieszyła kroku, bez marudzenia i kontemplacji kierując się już prosto do umówionego miejsca spotkania.

"Pod Trzema Miotłami" Było chyba najbardziej popularnym miejscem spotkań w przy zamkowej wiosce. Niezależnie do dnia tygodnia, przybywały tam tłumy. Weszła do budynku, rozglądając się w poszukiwaniu Dear'a. Orzechowe ślepia bezwstydnie sunęły po twarzach przebywających wewnątrz ludzi, a każdemu kolejnemu krokowi wgłąb izby, towarzyszył charakterystyczny stukot obcasów o drewnianą podłogę. Neutralny, klasyczny wystrój idealnie komponował się z aurą tego miejsca. Zapach kremowego piwa uderzał w nozdrza, a w uszy wpadał gromki śmiech klientów, stukających się pełnymi kuflami tego popularnego napoju. Dostrzegając znajomą postać, uśmiechnęła się pod nosem, ruszając w jego kierunku i siadając na krześle znajdującym się naprzeciw mężczyzny. Bezceremonialnie zlustrowała jego twarz wzrokiem, natomiast na jej drobnej buzi pojawił się delikatny, zaintrygowany uśmieszek. Naprawdę nie wiedziała skąd taki pośpiech u niego.
— Nie powiem słońce, zaskoczyłeś mnie swoim nagłym przypływem zainteresowania moją osobą. Włóczysz się gdzieś, znikasz, a potem niczym z pomocą różdżki, wysyłasz mi wiadomości napisane trybem oznajmiającym. Niemniej jednak dobrze Cię widzieć pajęczaku. — zaczęła z westchnięciem, zsuwając z ramion kurtkę i przewieszając ją na oparciu krzesła. Torebkę natomiast ułożyła na swoich kolanach. Oparła się wygodnie, jedną z dłoni kładąc na stole. Raz jeszcze omiotła spojrzeniem wnętrze pubu, ostatecznie skupiając wzrok i uwagę na Scorpiusie. W ich rodzinie zawsze wiele się działo, więc Nessa spodziewała się barwnych opowieści i jakiś gorących wiadomości, które może sprawiłyby, że zaniemówi.. Chociaż było to bardzo mało prawdopodobne. Wszak niczym adwokat diabła, rude stworzenie odpowiedź miało zawsze i na wszystko. — Zanim przejdziemy do tej części, gdzie zasypiemy się pytaniami.. Czego się napijesz?
Powrót do góry Go down


Scorpius A. Dear
Scorpius A. Dear

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 180 cm
Galeony : 527
  Liczba postów : 297
http://www.czarodzieje.org/t14052-scorpius-alex-dear#37145
http://www.czarodzieje.org/t14057-witam-z-otwartymi-ramionami
http://www.czarodzieje.org/t14058-scorpius-alex-dear
http://www.czarodzieje.org/t14056-scorpius-a-dear
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyNie Maj 13 2018, 18:33

Życie przynosiło różne niespodzianki, a ostatnimi czasy Scorpius zaczął powoli przekonywać się do tego, że jego los jest skazany na nieprzewidywalność. Jeszcze z trzy lata temu jeździł po Europie, szukając dla siebie miejsca. Jak się po roku okazało, nigdzie nie potrafił znaleźć dostatecznie tyle spokoju, ile znajdował w Szkocji. Co prawda, znacznie lepiej czuł się w swoim niewielkim i skromnym mieszkaniu w Hogsmeade niż w wielkiej rezydencji pełnej skrzatów na Wyspie Skye, ale to wciąż terytorium Wielkiej Brytanii, do której jest tak przywiązany. I zdawałoby się, że już nigdzie się więcej stąd nie ruszy, przynajmniej nie na tak długi okres czasu. Złudne były jego postanowienia, gdyż najpierw wyruszył na dwutygodniowe wakacje w Azji, spędzone w Kraju Kwitnącej Wiśni, po czym, natychmiast po powrocie do domu, wylądował w Czechach na całe trzy miesiące. Nie mógł powiedzieć, że te trzy i pół miesiąca mu się nie podobały, ale jak to się mówi, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
Listy od rodziny i przyjaciół, jakie dostał w ramach swoich dwudziestych piątych urodzin były dla niego nie lada zaskoczeniem, równie dużym co zaproszenie na ślub kuzyna Doriena. Nigdy nie robił ze swoich urodzin wielkich imprez: w tamtym roku przyszły do niego Heaven i Fire, grali razem w karty i wypili parę kieliszków. W tym roku, w dniu jego urodzin, nawet nie było go w domu, ale mimo tego wszyscy o nim pamiętali.
Z Nessą znał się od od dzieciaka - obserwował, jak dorastała, pomimo tego, że to nie  Dearówna, to jednak często bywała w ich domu. Była blisko z Fire, więc najstarszy z nich wszystkich Scorp widział, jak obie szybko rosną. Chyba zaczął się starzeć, bo teraz często porównuje to do zmian z poczwarki w motyla. I choć na początku różnica wieku pomiędzy nim a Neską ich dzieliła, tak teraz nie stanowi praktycznie żadnej bariery.
Czasami miewał takie chwile, że miał potrzebę spotkać się z jakąś częścią swojej rodziny. Nie zdarzało się to często, w końcu każdy żyje już swoim życiem, ale mimo tego, lubił tak czasem zobaczyć się ze swoimi bliskimi, wymienić najnowszymi wiadomościami, porozmawiać o wszystkim i niczym. Właśnie teraz, kiedy wrócił do domu, pracy i codziennych obowiązków, naszła go taka chęć. I trafiło na Ness.
Nienawidził się spóźniać, zwłaszcza wtedy, kiedy to on sam inicjował jakieś spotkanie. Z racji, że nie miał daleko i był to jego były zakład pracy, pozwolił sobie na to, by przyjść chwilę wcześniej. Siedział przy stoliku przy oknie, dość daleko od baru, za którym stał przez dobre parę miesięcy. Nie żałuje, że trafił do Ministerstwa Magii, choć jest to praca, która wymaga od niego trochę więcej poświęcenia. No i szansa na spotkanie ojca znacznie wzrasta, ale równie dobrze zawsze można udawać, że się go nie zna. Przynajmniej udawać, w końcu i tak wszyscy wiedzą, kim i w jakim departamencie pracuje syn Juliusa Deara.
Zauważył ją praktycznie od razu, kiedy pojawiła się na horyzoncie. Ona i Fire mają na tyle wyróżniające się kolory włosów, że można je dostrzec nawet w sporym tłumie.
Gdy wypowiedziała do niego pierwsze słowa, od razu na jego twarzy wyrósł uśmiech. Nic się nie zmieniła.
Sądziłem, że chyba już wystarczająco długo masz do czynienia z Dearami, że nic nie jest w stanie Cię zaskoczyć, a tu proszę, Nessa Marion Lanceley zdziwiona jednym małym listem — powiedział, opierając się plecami o krzesło.
Na pewno nie soku dyniowego — odpowiedział, zerkając na nią kątem oka. — Najbezpieczniej jest wziąć piwo kremowe, nie wiem kim jest ten nowy barman, a kto wie, czy cokolwiek potrafi i nic nie spieprzy. — Aż mu się przypomniał moment, kiedy pomógł raz swojej jednej dobrej znajomej i na jej życzenie nalał klientowi eliksiru nasennego.
A Ty co zamawiasz?
Powrót do góry Go down


Nessa M. Lanceley
Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 1264
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1463
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Gracz




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptyPon Maj 14 2018, 16:26

Scorpiusa aurą jako jednego z Dearów była zdecydowanie nieuchwytność w kolorze ciemnozielonym, a przynajmniej Nessa sobie tak wymyśliła. Wydawał się jej personą nie do ujarzmienia, podążającą własnymi ścieżkami. Była też święcie przekonana, że próba powstrzymania go i zatrzymania w miejscu sprawi, że skrzydła, które tak skrupulatnie rozwijał szukając swojego miejsca — rozpadną się. Niczym szkło, rozprysną na tysiące maleńkich kawałeczków i pajęczak nie byłby w stanie już nigdy wzlecieć wysoko. Coś w nim by zgasło. Oczywiście nigdy nie powiedziała tego na głos. Obserwowała ich rodzinę od małego, o każdym wyrobioną już miała opinię i porównanie. Pozostać to miało jednak jej słodką tajemnicą. Lanceleyówna również była fanką podróży, a jednym z większych marzeń dziewczyny było przejechanie na motorze bądź w aucie — obojętnie, mogła prowadzić i jedno i drugie — najpiękniejszych i najdłuższych tras na świecie. Począwszy od kuszących Stanów Zjednoczonych z ich słynną drogą do piekła o wdzięcznym numerze sześćdziesiąt-sześć, aż po piękne, kręte szlaki nad Nordyckimi Fiordami. Nadal nie miała swojej maszyny, aby te zachcianki spełnić. Rodzice bardzo jasno wyrazili się na temat włóczenia się na jednośladzie ich ukochanej i jedynej córeczki, chociaż kwestią czasu było to, aby ruda zrobiła po swojemu. Nie mieli z nią łatwego życia.
Podniosła na niego wzrok. Przenikliwe spojrzenie mieniło się jaśniejszymi odcieniami brązu, miejscami przybierając złotawą barwę. Bladą buzię ozdobił rozbawiony uśmieszek, który widocznie wywołały jego słowa. Pomimo upływu czasu nic się nie zmienił, nadal konwersacje z nim wzbudzały w niej jakąś ekscytację. Zawsze łatwiej było jej przebywać w towarzystwie osób starszych od niej. W przypadku Scorpiusa, gdy była młodsza, tłumaczyła to sobie tym, że był zwyczajnie starszy, a pomimo to nigdy nie brakowało im ciekawych tematów czy zajęć, zawsze w sposób lepszy czy gorszy potrafili się odnaleźć. Dopełnieniem tego trójkąta była jego ukochana, o równie płomiennych co Ness włosach, siostra. Wzruszyła ramionami, bezradnie rozkładając na boki ręce.

— A widzisz mój Drogi! Przecież zawsze należy oczekiwać tego niespodziewanego, prawda? Dzięki temu ma się w życiu od groma miłych niespodzianek. Życie jest zwyczajnie ciekawsze. Jesteście tak wybuchową mieszanką, że nie przestaniecie zaskakiwać chyba nigdy.— zaczęła spokojnym, nadal wesoło brzmiącym tonem. Jak zwykle była brutalnie szczera i bezpośrednia, całkiem zapominając o dzielącej ich różnicy wieku i towarzyszących temu wymaganiom związanym z dobrymi manierami. Śledziła jego ruchy wzrokiem, zakładając nogę na nogę i jedną z dłoni poprawiając materiał lekkiej, jasnej bluzki. — No tak, zacznijmy grzecznie i spokojnie, powolutku, kremowym piwem. Jak nadarzy się okazja, to sięgniemy po coś mocniejszego, może barman się zmieni i będzie bardziej Ci odpowiadał. Widzisz, gdybyśmy poszli do mojej roboty, to bym zrobiła Ci prawdziwego, urodzinowego drinka.
Zakończyła z westchnięciem, mimowolnie odwracając głowę w stronę barowego szynku. Nie zrobił na niej specjalnego wrażenia, ot zwykły człowiek starający się jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki. Była pewna, że stoi za nim duży stres — wszak był to najpopularniejszy lokal we wiosce i wymagano od niego naprawdę wiele. Ruda wyprostowała głowę, powracając uwagą na swojego towarzysza.
— Jeszcze dolałby nam amortencji, żywej śmierci czy innego diabelstwa. Cóż byśmy zrobili? szepnęła teatralnie, nachylając się nieco do niego. Dostrzec można, że złośliwe chochliki ukryły swój błysk za jej spojrzeniem. Nie mogło przecież zabraknąć zadziornych gestów czy słów z jej strony, silnie, albowiem zakorzenione były w jej dziwnej naturze. Wyprostowała się jednak zaraz, grzecznie kładąc ręce na kolanach i splątując ze sobą dłonie. Bawiła się pierścionkami na rękach, nie mogąc usiedzieć spokojnie. Zawsze miała te swoje dziwne nawyki. Dostrzegając przechodzącą obok kelnerkę, postanowiła skorzystać z zamówić dwa, duże kremowe piwa.
— Powiedz mi, gdzie Ty się włóczyłeś ostatnio znowu? Ojciec wspominał mi, że dostałeś posadę w Ministerstwie. Gratuluję! Oznacza to jednak, że usiądziesz na tyłku?— rzuciła jeszcze z ciekawością w głosie, lustrując jego twarz. Za każdym razem, gdy spotykała się z ludźmi znanymi sobie od małego, zaskakiwało ją jak, bardzo zmienili się na przestrzeni lat. Niewiele już zostało w nim z chłopca, którym przecież był jeszcze tak niedawno!
Spędzili miło popołudnie, po czym rozeszli się i każde poszło w swoja stronę.


/zt2
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30389
  Liczba postów : 50583
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8




Specjalny




Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 EmptySro Paź 10 2018, 11:31

@Carson Gilliams

Poprosili Cię, żebyś przyszła do pracy pomimo wcześniejszego zgłoszenia o dniu wolnym. Może pokrzyżowało to Twoje plany, ale nie chciałaś zawieść współpracowników i szefa. Zaraz po skończonych zajęciach pognałaś więc do pubu w Hogsmade. Panował tam prawdziwy harmider — wszyscy fani Quidditcha z wioski zebrali się w tym miejscu, aby razem przeżywać sportowe emocje towarzyszące wyjazdowemu meczowi Londyńskiej drużyny. Wiedziałaś już, że będziesz miała pełne ręce roboty..
Rzuć Kostką!
Możliwe Scenariusze:
1,5 Od razu wzięłaś fartuszek i rozeznać się w sytuacji do swoich współpracowników. Widziałaś, że osoby pracujące za barem ledwo dają sobie radę i z trudem wyrabiają z nalewaniem piw czy przygotowywaniem innych napoi. Twoje bystre oko nie przeoczyło, że kolega wyglądał blado i źle, a kufle trzęsły mu się w rękach, przez co wylewała się ich zawartość. Długo zastanawiałaś się co zrobić, jednak wiedziałaś, że nie macie aż tylu pracowników, żebyś go zastąpiła, a on poszedł do domu. Ze wzruszeniem ramion wzięłaś się do pracy, biegając z uśmiechem między stolikami. Wieczór mijał spokojnie, a Ty obserwowałaś znajomego. Nagle do w izbie rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, a także czyiś krzyk. Od razu odłożyłaś tacę i podbiegłaś za szynk, doskonale wiedząc, co się stało! Podczas upadku Thomas rozbił sobie głowę, a krew płynęła po podłodze. Pracująca z nim Joanna również była blada, widocznie robiło się jej słabo od widoku szkarłatnej cieczy. Wyjęłaś różdżkę i raz-dwa rzuciłaś potrzebne zaklęcia z dziedziny magii uzdrawiającej, zdając sobie sprawę, że wiesz więcej na ten temat, niż sądziłaś! Wszystko poszło sprawnie, szef zabrał chłopaka na rutynową kontrolę do magmedyka a Ty dostałaś pochwałę! Do Twojego kuferka trafia 1 punkt Uzdrawiania! Zgłoś się po niego w odpowiednim temacie!
2,6 Ledwo nadążałaś z bieganiem po sali. Przy takim tłumie ciężko było manewrować olbrzymią tacą z zamówieniami i nie zrobić sobie ani nikomu krzywdy. Zauważyłaś w tłumie jakiegoś starszego ucznia, który bacznie Cię obserwował i posyłał tajemnicze, zachęcające do flirtu uśmiechy. Nie miałaś jednak czasu na rozmowy, bo zaraz ktoś zwrócił Twoją uwagę, prosząc o dolewkę. Wrodzona ciekawość sprawiła jednak, że przez resztę wieczoru obserwowałaś nieznajomego, starając się to godzin z obowiązkami, kusząc los.. I cóż, pech chciał, że nie zauważyłaś wystającej nogi klienta! Potknęłaś się o nią i taca wypadła Ci z rąk, a wszystko, co na niej się znajdowało, wylądowało potłuczone na podłodze. Sama też poleciałaś jak kłoda, ostatecznie podtrzymując się krzesła i lądując na kolanach. Zapanowała cisza, a wszyscy patrzyli tylko na Ciebie. Ten dzień zdecydowanie zapamiętasz, był okropny i było Ci strasznie wstyd swojej nieuwagi. Przez resztę wieczora rzucano do Ciebie żartami o podrywaniu klientów, a także musiałaś zapłacić 20 Galeonów za potłuczone kufle z własnej kieszeni! Odnotuj stratę pieniędzy w odpowidnim temacie!
3,4 Czas leciał bardzo szybko, zamówień i śmiechom nie było końca, bo wspierana przez lokalnych drużyna wygrywała z przeciwnikami, chociaż nadal toczyła się walka o znicz. Byłaś lubianym pracownikiem, wszyscy Cię zagadywali i posyłali w Twoją stronę serdeczne uśmiechy. Nawet współpracownicy byli zaskoczeni, jak szybko i dobrze wdrążyłaś się w system Trzech Mioteł! To był ciężki, ale owocny dzień. Po usłyszeniu podziękowania za wcześniejsze przyjście z ust szefa oraz pochwałę własnej pracy mogłaś wrócić spokojnie do zamku. Udana zmiana sprawiła, że miałaś dobry humor i byłaś pewna, że to kolejny krok w drodze do zawodowego sukcesu!

______________________

Pub pod trzema miotłami - Page 35 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Pub pod trzema miotłami - Page 35 QzgSDG8








Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty


PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pub pod trzema miotłami - Page 35 Empty

Powrót do góry Go down
 

Pub pod trzema miotłami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 35 z 36Idź do strony : Previous  1 ... 19 ... 34, 35, 36  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pub pod trzema miotłami - Page 35 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-