Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pokój Śmiechu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 27
Skąd : Miami
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 377
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1211




Gracz






PisanieTemat: Pokój Śmiechu   Nie Cze 05 2011, 23:46


Pokój Śmiechu


Masz doskonały humor, a twoi znajomi jak na złość gdzieś się pochowali? A może wręcz przeciwnie? Złapałeś doła i szukasz pocieszenia? Jeśli tak, to znalazłeś się we właściwym miejscu!
Na początku pomieszczenie wygląda normalnie. Stara, wyniszczona kanapa, szare ściany, spłowiały dywan, zmęczone postacie na obrazach. Ale nie daj się zwieść! To tylko psikus. Posiedź chwilę, a zobaczysz, że ten pokój do zwykłych nie należy. Musi cię najpierw wybadać, a potem... wybuchnie kolorami tęczy. Uwielbiasz klauny, a ich żarty zawsze cię śmieszą? Proszę bardzo! Na jednej ze ścian pojawi się jeden z nich, pryskając w ciebie wodą z kwiatka przy kamizelce. Do śmiechu doprowadza cię bohater jakiegoś filmu czy kreskówki? W porządku. Zaraz ujrzysz go przed sobą. Są to oczywiście iluzje, ale do śmiechu nie potrzeba niczego więcej, prawda?
Baw się dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 654




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Nie Paź 28 2012, 19:02

Mocno trzymał Zowiego za rękę i ciągnął go za sobą. Wciąż upewniał się, że jego przyjaciel... A raczej już chłopak idzie za nim. co z tego, że trzymał go za rękę? Przecież on tak bardzo uwielbiał na niego patrzeć... Ciągnął go tak do czwartego piętra. Stanął przed pewnymi drzwiami i uśmiechnął się. Otworzył drzwi i pociągnął chłopaka za sobą. Pociągnął go w głąb pokoiku, na pozór takiego nudnego. Usiadł na kanapie i pociągnął Zowiego za sobą, aż Puchon wylądował na jego kolanach. Może i było to trochę niewygodne dla Maxa, ale ważne, że siedział tu z Zowim, w tym miejscu, które tak uwielbiał...
- Pamiętasz to miejsce? To właśnie tu pierwszy raz się... - nie dokończył zdania, gdyż tęcza buchnęła mu w twarz. Zamknął oczy i roześmiał się. Właśnie za to uwielbiał to miejsce. Pokój śmiechu to przecież miejsce, gdzie Max i Zowie po raz pierwszy się spotkali. Do tego miejsca blondyn przychodził zawsze w chwilach, gdy jego humor był nie najlepszy. gdy się smucił. Miał gorszy dzień. Albo kiedy musiał się porządnie wyśmiać, ale nie miał gdzie. Tak, to miejsce do śmiechu było idealne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Anglia, Sefton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 117
  Liczba postów : 127




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Nie Paź 28 2012, 19:22

Oczywiście, że pamiętał ten pokój. Jak żaden inny. Gdy wylądował tu pierwszy raz dopiero zaczynał swoją naukę w Hogwarcie. Trafił tu przypadkiem, staranowany przez starszych kolegów, smutny i zły, bo znów spóźni się na lekcje. Pod pachą targał kilka książek, których omal nie wypuścił, gdy wpadł na ciężkie drzwi, które same się przed nim otworzyły. A w środku jakby ktoś już na niego czekał. Drugi chłopak, tak samo zły jak on. Drobny blondynek, w szacie z godłem Krukonów. Starszy o rok, a mimo to wciąż niższy od Zowiego o te kilka centymetrów.
Wtedy nawet nie myślał o tym chłopaku, a dzisiaj dałby się za niego pokroić.
-H-Hej!- zawołał, wyraźnie zaskoczony tym, gdzie nagle się znalazł. Nie żeby kolana Maxa były niewygodne, ale... ale...! Dziwnie się czuł. Jak jakaś panienka.
-No- przytaknął tylko i pocałował chłopaka w czoło. Potem w oba policzki, nos, złożył kilka buziaków na jego brodzie i tuż przy uszach, pocałował obie powieki, co chwila śmiejąc się cicho, bo na ścianie przed sobą miał tańczącego kankana św. Mikołaja.
-Jakbym mógł zapomnieć tego naburmuszonego blondyna?- spytał po chwili, kładąc dłonie po obu stronach głowy ukochanego. -Kazałeś mi się stąd wynosić, bo chciałeś być sam. Co cię wtedy tak zdenerwowało?- dodał, nagle smutniejąc i znów pocałował go lekko w czoło. Nigdy o to nie pytał, bo nie chciał go denerwować, ale przecież minęło tyle lat...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 654




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Nie Paź 28 2012, 19:56

Oczywiście, ten pokój był wyjątkowo wyjątkowy, głównie przez to, że zwykle mały i ten odrobinę starszy Max przychodził tu kiedy nie był w zbyt dobrym humorze. Kiedy potrzebował śmiechu. Zawsze tu przychodził, to przecież był jego ulubiony, najbardziej sekretny pokój, aż pojawił się tu pewnego pamiętnego dnia Zowie...
Nie lubił powracać do tego dnia. Nie ufaj ludziom, Max. Nigdy nie wiesz, kto ma chęć cię zabić, nie wiesz, czy nie potrafi zabić nożem na dwadzieścia sposobów, czy nie znają zaklęć potężniejszych od twoich... - tak wtedy myślał. tamtego dnia był wyśmiewany przez jego niższy wzrost. Nikt jeszcze nie zwracał uwagi na jego zdolności w lotach na miotle. Aż tu jakiś starszy uczeń krzyknął "patrzcie, Bein idzie!" zaczęli się nabijać, wieszać za kostkę, aż biedak spóźnił się na lekcje... Nie, wolał już tam nie iść. ONI tam będą. ONI będą się nad nim znęcali. Całą lekcję. A jego humor nie był doskonały. Zawsze mogą chcieć Cię zabić. Nie ważne, jak blisko ciebie są. Mogą znać dwadzieścia sposobów na zabicie nożem. Mogą wybitnie strzelać z łuków. Mogą zabić cię jednym ciosem, jednym zaklęciem. Nie ufaj ludziom Max, nigdy. - mały, drobniutki Max. Na dodatek zły jak diabli. Natrafił na pokój śmiechu. Wszedł do niego i tylko usiadł na kanapie. Zły. Nikomu nie ufający. Przecież mogą go zabić. Mają na to setki sposobów, prawda? Nikomu nie ufać w pełni, zasada numer jeden. I wtedy to myślał, że został sam, wszyscy zostawili go w spokoju, ale nadal był zły. Wtedy to otworzyły się drzwi. Pierwszoklasista, kilka centymetrów od niego wyższy. W lokach i z bandamką na głowie. "Wynoś się, już! Nie potrzebuję twojego towarzystwa!" - tylko te słowa cisnęły mu się na usta. I tak je wypowiedział. A tamten chłopaczek został. Nawet się nie przestraszył. Tylko do niego podszedł i...
Wyrwij już się od tych wspomnień, biedaku. Co z tego, że znają setki sposobów na twoje zabicie, a ty nie potrafisz ich obezwładnić. Niech twoje emocje nie przejmą nad tobą całkowitej kontroli...
- Jeżeli chcesz, usiądź obok. Dla mnie to i tak bez różnicy - powiedział. Emocje musiały już wziąć nad nim kontrolę, szczególnie to wspomnienie. Nienawidził doń wracać, ale ono jak na złość siedziało w jego głowie. Na stałe przykleiło się do jego wspomnień. Nie ufaj ludziom, mają sto sposobów na zabicie ciebie... - znów zadudniło mu w głowie. A potem tylko poczuł pocałunki Zowiego. Na czole, policzkach, nosie, brodzie i powiekach. Nie mógł powstrzymać się od bladego uśmiechu. Szczególnie kiedy słyszał ten słodki, niczym miód dla uszu śmiech Puchona...
- Ja nigdy chyba nie zapomnę małego chłopca w lokach i z bandamką... - jego uśmiech odrobinę się poszerzył. Przecież wizja Zowiego jako małego chłopca była słodka. Tak niewinnie wtedy wyglądał... Westchnął jedynie słysząc pytanie chłopaka. - Nie lubię wracać do tych wspomnień... - jęknął cicho. Ale przecież musiał mu w końcu powiedzieć, prawda? Nie mógł trzymać tego w wiecznej tajemnicy.
- Najniższy drugoklasista. Idealna osóbka do tortur i żartów. Już wtedy musiałem zaczął być silny, nie poddawać się... - westchnął znów. - Moją zasadą było wtedy "nie ufaj ludziom, mają przecież setki sposobów aby cię zabić. Dwadzieścia sposobów na zabicie nożem. Kilka zaklęć, którymi cię rozbroją i pozabijają. jedno ich zaklęcie, jeden ich cios może ci pozbawić życia"... - przymknął oczy. Wstrzymał nagły przypływ łez do jego oczu, nie mógł przecież płakać. Nie teraz. - Zawsze byłem wyśmiewany. Torturowany. Byłem kozłem ofiarnym. Szczególnie tamtego dnia. Grupa starszych mnie zatrzymała, mówiąc "patrzcie, Bein idzie!". Powiesili mnie za kostkę w powietrzu, na wysokość jakiegoś metra, lub dwóch i pół. A później spuścili w dół. bolesny upadek, mogłem przysiąc, że kręgosłup bolał tak, jakby był złamany. Zaczęli się śmiać i biegli na lekcje. Ja jednak nie chciałem tam iść. Znęcaliby się nade mną, śmiali się. Nie chciałem tego. nie chciałem kolejnych kłopotów, bo i tak byłem już spóźniony i wylądowałbym na szlabanie. także przyszedłem tu, wściekły na siebie i cały świat. Znów zadudniło mi w głowie "nie ufaj nikomu, mogą cię zabić". Wtedy to przyszedłeś ty i... i... i... - nie, nie mógł tego zatrzymać. Kilka łez pociekło mu po policzkach. Rozpłakał się. Nie wiedział nawet dlaczego. Uczucia to w nim wywołały. Kilka łez przerodziło się w dziesiątki łez spływających w dół po policzkach. Uczucia wzięły górę. Tego uczucia nie mógł pokonać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Anglia, Sefton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 117
  Liczba postów : 127




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Nie Paź 28 2012, 20:14

Cierpliwe czekał, nie naciskał, nie śmiał go nawet poganiać. Sam wziął kilka głębszych oddechów i objął go za szyję, wtulając twarz w jej zagłębienie. Uwielbiał, gdy Max był blisko. Wtedy, nawet gdy był smutny, zły, czy zdenerwowany, potrafił się uspokoić. Ramiona Krukona były mu tak bliskie i obejmowały z niesamowitą siłą. A przecież były takie szczupłe... i delikatne, Zowie zapewne złamałby je jednym ciosem. Max miał w sobie pewną siłę. Nie fizyczną. Był silny duchem. Tak się przynajmniej Zowiemu zdawało. Bo nigdy się nie poddawał i mimo wątpliwości pruł do przodu. Jak tytan, jak potężny statek... Tak, taki właśnie był Max.
Dla Zowiego był równie cenny co złoto. Tak długo, jak go miał mógł być bez grosza, mieszkać na ulicy, codziennie budzić się głodnym. Max był jak karta kredytowa bez limitu. Dostawał od niego tyle miłości, że chodził pijany. Prawdopodobnie rozumieją to tylko zakochani.
-Zabiłbym ich nawet teraz- szepnął, a te słowa przeraziły nawet jego samego. On, Zowie, grzeczny, roześmiany Zowie o śmierci mówił, jakby to było nic. Nie spodziewał się, że to tak łatwo przejdzie mu przez gardło.
-Oni nie są warci, byś nawet ich wspominał. Jesteś mój, tu jesteś bezpieczny. Przecież wiesz, że życie bym za ciebie oddał... Jesteś mój- powtórzył stanowczo, obejmując go mocno.
Tyle łez, ile wylałeś, tyle szczęścia pragnę Ci dać, skarbie.
-Czemu nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? Nie cierpię, gdy jesteś smutny, bo to tak jakbym ja umierał- odsunął się od niego powoli i zsunął z jego kolan. Klęknął przed nim na obu kolanach i oparł brodę na jego kolanach, wyciągając dłonie w jego stronę.
-Nawet jeśli jesteś wściekle smutny, nawet jeśli płakałbyś całą noc ja chcę być przy tobie. Wcale nie musisz przeżywać tego sam. Nie jesteś sam- chwycił jego dłonie w swoje i pocałował ich wierzch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 654




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Pon Paź 29 2012, 18:36

Co prawda, Max nawet nie wiedział czemu płakał. Jedynym wytłumaczeniem było "to nadmiar emocji", ale to jednak nie to. Musiało być coś innego. Przykre wspomnienie? Może jednak emocje wzięły górę? To, co się wydarzyło tamtego dnia? Przypomnienie sobie nagłej złości na Zowiego? Skoro ani narratorka tego nie wie, ani max tego nie wie, to jest to niewiadome. I nigdy nikt nie pozna odpowiedzi, przecież nawet Max ich nie zna.
Blondyn uwielbiał mieć przy sobie Zowiego. Czuł się przy nim bezpiecznie, jakby nie musiał uważać na niebezpieczeństwa, gdyż Puchon go obroni. Przecież on to wciąż robił, przecież Max przy swoim niższym wzrostem, słabych, delikatnych ramionach jest łatwym celem. Można mu kości połamać jednym mocniejszym ciosem. Chłopaczek był bezbronny, w każdej chwili gdy był sam. Jego osoba to przecież taki łatwy cel...
Max czuł się przy Zowim wyjątkowo. Przecież wydawało mu się, że to jedyna osoba, która zwraca na niego większą uwagę. Przecież tak było, prawda?...
- Zabiłbyś?... - mówił półgłosem, jednak jego głosik i tak był załamany. Słychać było jego płacz. Szloch. Jego załamy głos powstał od nagłego wybuchu płaczu. Jednak jego brzmienie było naprawdę nie pasujące do Maxa, smutne i ponure.
- Masz rację... Nawet nie jestem pewny, czy jeszcze tu się uczą... Dzięki za słowa otuchy, ja... ja... naprawdę ich teraz potrzebuję... Jesteś naprawdę kochany, Zowie... - otarł łezki rękawem. czy nadal mu świeciły, były lekko podpuchnięte. Przecież płakał, pierwszy raz od tak dawna... Ale jego chłopak - ojeju, jak oficjalnie to brzmi! - miał rację, był bezpieczny, z nim nic blondynowi nie groziło...
Gdybyś tylko wiedział, co bym dla ciebie zrobił mimo mojej słabości...
- Bałem się... Nie mówiłem, bo bałem się... Nie wiem czego, ale musiałem się czegoś bać... Może nie chciałem doprowadzić siebie do takiego stanu przy twojej obecności... - ostatnie zdanie wypowiedział ciszej. Mimo tego, że przestał płakać, a na jego ustach zagościł niewielki uśmieszek, było mu słabo. A kiedy tylko spojrzał na Zowiego, który klęczał przed nim, aż nie mógł powstrzymać się od odrobinę szerszego uśmieszku. Przecież wszystko było z nim dobrze, prawda?...
- Dzięki Zowie... Dziękuję... Jesteś chyba jedyną osobą, przy której doprowadziłem się do takiego stanu i... i... jesteś chyba jedyną osobą, która usłyszała co naprawdę działo się tamtego dnia... Musisz wiedzieć, że ufam ci bezgranicznie, łamiąc swoją dziecięcą zasadę... - poczuł się trochę lepiej, ale nadal było mu słabo. Było to widać po jego twarzy, która była blada niczym kartka papieru. I mimo tego, że przed nim tańczył słynny pingwin "Pingu", nie mógł się roześmiać. A to trochę dziwne...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Anglia, Sefton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 117
  Liczba postów : 127




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Wto Paź 30 2012, 16:40

Max mógł płakać, ile chciał. Zowie nigdy by go z tego powodu nie wyśmiał. Łzy wcale nie były oznaką słabości. Łzy świadczy o tym, że jesteśmy zdolni do uczuć; tych dobry i tych gorszych. Choć Puchon wolałby łzy wypływające z radości to nie śmiał uciszać Maxa.
-Do jakiego stanu, głuptasie? Myślisz, że gdy będzie gorzej, odejdę?- spytał, śmiejąc się cicho. Uwielbiał patrzeć na Maxa. Na Maxa zapłakanego, na Maxa roześmianego, szczęśliwego, złego, skupionego. Kochał każdą jego minę i chciał ich zobaczyć jeszcze więcej.
-Możesz płakać, ile tylko chcesz. Jesteś moim chłopakiem. Kocham cię- powiedział, podnosząc się odrobinę. Objął drugiego chłopaka za szyję i przyciągnął do siebie, składając na jego ustach pocałunek. Nie taki zwyczajny pocałunek! Najpierw jedynie muskał jego wargi swoimi, a potem delikatnie podrażnił wnętrze ust chłopaka językiem, by na końcu przygryźć jego wargę.
-Cieszę się, że mogę być dla Ciebie kimś takim. Wiesz, że gdy masz problem, gdy jest ci ciężko na duszy możesz wpadać, jak w dym. Nie obiecuję ci, że cię rozśmieszę, ale będę przy tobie i cię uszczęśliwię. W końcu złożyłem obietnicę- wyszczerzył zęby w uśmiechu i znów go pocałował. Usta Maxa działały na niego niczym najcenniejszy afrodyzjak i po prostu nie mógł się od nich oderwać. To tak jak ze słodyczami; raz spróbujesz, nigdy nie będziesz chciał przestać.
-Chcesz jeszcze płakać? Moje ramie służy pomocą- posłał mu ciepły uśmiech i usiadł obok niego na kanapie, pozwalając Maxowi oprzeć głowę na swoim ramieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 654




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Wto Paź 30 2012, 17:27

Krukon sam czuł się bezpiecznie w obecności Zowiego, wiedział przecież, że w jego obecności był bezpieczny, nie powinien być zmartwiony, a nawet jeśli był już zmartwiony, zły czy smutny, wiedział, że zawsze może o tym powiedzieć Puchonowi. Przy nim najłatwiej się uspokajał, zwykle miał lepszy humor, właściwie, wszystko było mu łatwiej robić przy brunecie. Nawet oddychanie przychodziło mu o wiele łatwiej.
- Zawsze myślałem, że mnie wyśmiejesz... Jestem głupkiem, skończonym idiotą, nie powinienem... - czuł się niczym skrzat domowy, który właśnie zrobił coś złego. Miał zamiar tłuc głową w mur, jeżeli byłoby to możliwe. Jednak teraz patrzył teraz swoimi oczkami na Zowiego, swoimi jeszcze bardziej błękitnymi oczkami od płaczu. Puchon sprawiał wrażenie szczęśliwego, jak zwykle. Max uwielbiał jego twarz. całą jego mimikę, mógłby wpatrywać się w nią godzinami...
- Wiesz, w domu, w Irlandii, też płakałem, jak byłem małym brzdącem, który dostał lanie za coś, czego nie zrobił... Zwykle wtedy zamykałem się w pokoju i... może lepiej nie będę zmieniał tematu... Też cię kocham Zowie, z całego serca... - rzekł, uśmiechając się odrobinę szerzej. Niewiele mu brakowało do pełnego uśmiechu. Nie sprzeciwiał się objęciom Zowiego, ba, nawet prawie spadł z kanapy gdy drugi chłopak go pociągnął. Starał się odwzajemniać pocałunek, ale nie mógł. Zowie przejął pałeczkę, sprawiając, że Max stracił już kontrolę nad tym, co mu robiono. Przymknął oczy. Krew napłynęła mu do policzków sprawiając, że blondyn rumienił się. Odzyskał kolory, jak i siłę duchową. Tego właśnie mu było potrzeba.
- Ja się cieszę, że ciebie przy sobie mam. Że jesteś zawsze wtedy, kiedy cię potrzebuję. Jesteś dla mnie zdecydowanie wszystkim i.. Sam nie wiem, co bym bez ciebie zrobił... Może zacząłbym się ciąć, wstrzykiwać jakieś narkotyki?... Kocham cię za to, że jesteś i nie odejdziesz... I za twoje wspaniałe pomysły również... - odzyskał swój uśmiech. Pełny uśmieszek, z widokiem na jego ząbki i przy tym aparat ortopedyczny. Pozwolił Zowiemu się całować, przecież i nasz kochany Krukon to uwielbiał. Usta Puchona były dla niego uzależnianiem, nigdy nie mógł się od nich oderwać... chyba, że zabrakło mu tlenu.
promiennie się uśmiechnął, ocierając końcówkę łez. Oparł głowę na ramieniu drugiego chłopaka i patrzył w przestrzeń. Na ścianie pojawił się dinozaur, dokładniej mówiąc zabawkowy dinozaur, który zaczął tańczyć. Blondyn roześmiał się w głos, zamykając przy tym że szczerego śmiechu oczy i łapiąc się za brzuch. Humor mu powrócił. Przecież w towarzystwie tego Puchona nie mógł być smutny na dłużnej niż dwadzieścia pięć minut. Szczególnie w pokoju śmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Anglia, Sefton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 117
  Liczba postów : 127




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Sob Lis 03 2012, 15:37

-No- skinął krótko głową. -Jesteś idiotą. Ale za to moim idiotą- wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Co on by zrobił bez Maxa? Gdyby kiedyś, któregoś dnia ktoś mu go odebrał, albo- co gorsza- gdyby Krukon umarł. Przecież był taki młody... taki wesoły i roześmiany, miał tyle planów na przyszłość. Zowie za nic nie chciałby, by Max stracił to wszystko. Mieli całe życie przed sobą! Mieli spędzić je razem. Najpierw skończą szkołę, zamieszkają razem, wezmą ślub i zestarzeją się przy swoim boku.
-Nie chcę patrzeć na twoją smutną minę.
Przytulił go mocno, także wybuchając gromkim śmiechem, gdy na ścianie pojawił się ten przezabawny dinozaur. Zowie kojarzył go z jakieś mugolskiej bajki, ale za nic nie mógł przypomnieć sobie jej tytułu. Potem będzie musiał spytać o to Maxa.
-Ej... właśnie. Miałem pytać- pocałował blondyna w czubek głowy. -Co to za jeden, który tak się przy tobie kręci? Ten drugi Krukon- wzruszył delikatnie ramionami. Nie, nie był zazdrosny. Bo i o co? Nie miał bladego pojęcia o ich wspólnej przeszłości, a i tak mało go ona obchodziła. Bezgranicznie ufał Maxowi i nigdy nie uwierzyłby, gdyby ktoś powiedział, że ten go zdradza. Bo to przecież nieprawda!
-To twój przyjaciel? Czemu go jeszcze nie znam?- spytał z ciepłym uśmiechem. Naprawdę chciał poznać wszystkich jego przyjaciół, rodzinę, wszystkich, którzy byli dla Maxa ważni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 654




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Sob Lis 03 2012, 16:08

- I chyba tym twoim idiotom pozostanę na wieki! - szeroko się uśmiechnął.
Sam nie wiedział, co zrobiłby bez Zowiego. Gdyby Puchon miał kogoś innego, lub - broń Merlinie, Boże! - zginąłby, zupełnie przypadkowo. Jako niewinna ofiara. Ale przecież Max tego nie chciał! Zowie powinien żyć bardzo długo, dożyć nawet i trzystu lat! A Max mógł zwyczajnie zginąć, nawet w wyniku ataku wilkołaków. ALE jego przyjaciel, a raczej już chłopak miał żyć! Nie mógł umrzeć. Nie teraz, nie kiedy był jeszcze w szóstej klasie. Max wskoczyłby za nim w ogień, rzuciłby się przed niego, gdyby w stronę Puchona leciało mordercze zaklęcie. Zowie miał plany na przyszłość! Mógł je wszystkie zrealizować w swoim czasie! Nie mógł umierać. Max również nie umrze za szybko. Oboje kiedy tylko skończą szkołę wyprowadzą się do Irlandii, wezmą ślub i umrą w swoim towarzystwie, w śmiechu. "A wówczas pozdrowił Śmierć jak starego przyjaciela i poszedł za nią z ochotą, i razem,
jako równi sobie, odeszli z tego świata..."
przypomniał sobie Max baśń, którą niegdyś czytała mu matka. Sam ją też lubił czytać. "Opowieść o trzech braciach" zawsze będzie jego ulubioną bajką. Spojrzał na Zowiego, gdy ten wypytał go o przyjaciela.
- Edek, o niego ci chodzi?... To mój naprawdę dobry przyjaciel, kiedy byłem małym brzdącem to oprowadzał mnie po Hogwarcie... - powiedział. Był lekko zdziwiony pytaniem, przecież Zowie zwykle nie był oń zazdrosny. Może po prostu chce znać Twoich przyjaciół?... przemknęło mu przez głowę. Skąd przyszła mu ta myśl?... Mówiła prawdę. Tak chociaż Maxowi wydawało. Bo po co Zowie miałby pytać o Edka?
- Czemu go nie znasz?... Nie wiem. Jeśli chcesz, mogę ci o nim coś powiedzieć. Jeśli tylko chcesz... - spojrzał na niego z uśmiechem i wtulił się w niego. Uwielbiał to poczucie bezpieczeństwa kiedy był przy Zowim. Mógł się czuć tak zawsze przy Zowim i zawsze tak się właśnie czuł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Anglia, Sefton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 117
  Liczba postów : 127




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Sob Lis 03 2012, 17:55

-No ja myślę. Tylko moim?- spytał, spoglądając na niego z góry. Uniósł do góry jedną brew i poruszył nią zabawnie, uśmiechając się zadziornie.
Oni byli po prostu dla siebie stworzeni. Zowie nie wierzył, że mógłby zakochać się w kimś innym, jak właśnie w swoim najlepszym przyjacielu. Niektórzy mówili mu, że ta miłość nie przyniesie nic dobrego, że tylko popsuje ich przyjaźń, że to skończy się szybciej niż zaczęło. Ale Zowie słuchał tego tylko jednym uchem, drugim zaś wypuszczał, nie chcąc zawracać sobie głowy bzdurami. Choć czasem łapał się na tym, co by było gdyby dłoń trzymana przez Maxa nie należała do niego? Jak bardzo by to bolało? Jak bardzo byłby zły na siebie, że pozwolił mu odejść?
Nawet, gdy będzie tak źle, że gorzej być nie może, nie opuszczę Cię.
-Opowiedz mi trochę o nim. Aż nie wierzę, że znam cię tak długo i nigdy go nie spotkałem- pokręcił głowa z rozbawieniem, sadowiąc się na kanapie wygodniej, niemalże się w niej zapadając. Poczochrał Krukonowi włosy, zerkając na niego kątem oka.
Jeszcze kilka miesięcy temu nie śmiałby nawet marzyć o tym, że ten chłopak, młody mężczyzna będzie należał do niego. Że on będzie jego. Że będzie tak szczęśliwy, jak nie był z nikim. Kilka miesięcy temu Max był po prostu kolegom, najlepszym kumplem, zadziornym, z łobuzerskim błyskiem w oku. Teraz te oczy błyszczały czymś innym, czymś nowym, nieznanym Zowiemu, co sprawiało, że chciał wiedzieć o nim wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 654




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Nie Lis 04 2012, 10:20

- Tylko twoim. Chyba, że liczy się jako syn rodziców... - patrzył tak na niego z dołu. Niczym małe dziecko na starszego. Zaśmiał się tylko kiedy Puchon tak zabawnie poruszył brwią.
Czy Krukon i Puchon byli dla siebie stworzeni? Przynajmniej Max tak myślał. Każdy dookoła mówił, że to się szybko skończy. Zniszczą swoją przyjaźń. latami będą odbudowywać swoje zaufanie, albo i w ogóle go nie odbudują. Max nie wierzył w takie bujdy. Nie słuchał ich. Puszczał mimo uszu. Przecież Max lepiej znał swoje życie, wiedział co robić, umiał myśleć, odpowiadać za siebie. I miał przeczucie, że z Zowim będzie miał świetlaną przyszłość. Coś trzeba przecież wymyślić, prawda? Max jednak czasem łapał się na myślach typu co by było, gdyby nie poznał Zowiego przez ten przypadek. Gdyby nigdy się nie poznali. Czy ich życie wyglądałoby wtedy normalnie?
Bezgranicznie Ci ufam, nie opuszczę, zostanę przy tobie to śmierci...
- Edek jest z Doliny Godryka. Straszny maruda, ale chociaż uśmiechać się potrafi. Zna się na żartach. I kiedy już się uśmiechnie, ma dołeczki w policzkach. Rano musi co najmniej piętnaście razy czesać włosy grzebieniem, bo później wyglądają jakby miał szopę na głowie. - zaśmiał się na samą myśl. Rozczochrane włosy Edwarda to naprawdę śmieszna myśl. A drugim powodem jego śmiechu było to, że właśnie jego włosy zostało poczochrane.
- Teraz wiem, że mogę ci zaufać, nikomu tego nie wypowiesz... Wiesz, ja i Edward byliśmy razem, przez chwilę, na moim trzecim, a jego czwartym roku... I coś mi się wydaje, że on nadal coś do mnie czuje... Nie martw się, bez wzajemności... - popatrzył na Zowiego swoimi błękitnymi oczkami, które aż zaświeciły niewinnością. Taki to już Maxio był, jeżeli mówił komuś jakiś sekret, to oczy automatycznie świeciły mu dziecinną niewinnością. Jednak Krukon miał nadzieję, że Zowie go zrozumie. A co do tego to nie miał wątpliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Anglia, Sefton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 117
  Liczba postów : 127




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Nie Lis 04 2012, 12:37

Ludzie gadali bzdury, bo niektórzy tylko to potrafili. To było naprawdę przykre. Ale Zowie starał się nie zwracać na to uwagi. I wychodziło mu to całkiem nieźle, bowiem nikt nie mógł poznać ich związku naprawdę. Prawdziwy związek był tam, gdzie nikt inny nie patrzy, gdy dwie osoby mogą być same ze sobą.
Grzecznie słuchał wszystkiego, co miał mu do powiedzenia Max, ale nic nie mógł poradzić na to, że targnął nim jakiś dreszcz, gdy starszy chłopak wyjawił mu, że był z tamtym. Od zawsze był przekonany, że będzie dla Maxa jedynym, pierwszym i ostatnim zarazem.
-Czemu nic mi nie mówiłeś? Nie wiedziałem, że kogoś masz- zaczął powoli, a głos mu lekko zadrżał. Edward kochał Maxa... A Zowie dobrze wiedział, co ktoś zaślepiony miłością był w stanie zrobić. Sam przecież przeżywał dokładnie to samo. Gdyby tylko ktoś zbliżył się do Maxa, nogi by mu z dupy powyrywał. Nieważne, czy byłaby to dziewczyna, czy chłopak. Nie ważne, czy byłby to człowiek starszy, czy młodszy, większy, czy mniejszy. Miłość miała to do siebie, że rządziła się własnymi prawami.
-Trudno mu się dziwić- zaśmiał się cicho, znów mierzwiąc mu włosy. -Jesteś słodki, mój... słodki- wyszczerzył zęby w uśmiechu. Naprawdę nie był tym faktem zdziwiony. Ponoć stara miłość nie rdzewieje. Ale Zowie zrobi wszystko, by w tym przypadku stało się inaczej. Góry dla Maxa poruszy, by chłopak nigdy więcej nie myślał o drugim Krukonie.
-Ale niech nawet nie prosi, bym się tobą podzielił- powiedział z lekkim uśmiechem. -Mówiłem ci, że jestem strasznie samolubny?- spytał, pochylając się nad nim z łobuzerskim uśmieszkiem na ustach. Ich twarze dzieło zaledwie kilka milimetrów i Zowie był w stanie usłyszeć bicie serca Maxa. A może to jego własne waliło jak szalone?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 654




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Nie Lis 04 2012, 22:22

Ale niektórzy ludzie byli szczerszy do bólu. A to też ludzie nienawidzili. Więc jakim trzeba być, skoro ludzie nienawidzą zarówno kłamstwa jak i prawdy? Jak się zachowywać? Co robić? Czy ktoś zna odpowiedź na to pytanie, skoro nikt jej wcześniej niż przed końcem świata nie pozna?
Długo wpatrywał się swymi niewinnymi oczkami w Zowiego. Czekał cierpliwie na jego reakcję, przecież musiał. Czy miał inne wyjście? Widział, jak młodszego przechodzi dreszcz. Obserwował go, jego ruchy. Musiał przecież znać jego reakcję. Aż jego twarzy przybrała przerażony wygląd, nad czym nie mógł zapanować.
- Nie ufałem ci w pełni, wiesz przecież, że wciąż trzymam dziecięcą zasadę... Miałem. Teraz mam ciebie... Prawda?... - był lekko przerażony. Jak Zowie mógł mówić, że teraz ma Edwarda? To była dla niego przeszłość, a teraźniejszością był dla niego Zowie. I tym chciał żyć, faktem, że jest z Zowim, że go ma, że należy tylko do niego... Nikomu nie podaruje gdy tylko tknie Zowiego. Nie ważne jest to, że jest słabszy od większości uczniów. Że wszyscy mogą go pokonać mocniejszym ciosem. Dla Zowiego zrobiłby wszystko. Nie ważne, że był mały. Słaby. Nie miał wystarczającej siły. Max był silny, ale duchem.
- Też ciebie kocham i nikomu nie oddam... - uśmiechnął się. Uwielbiał kiedy Zowie czochrał mu włosy. To takie fantastyczne dla niego uczucie! - A ty jesteś moją najsłodszą czekoladą... Moją i tylko moją... - uśmiechnął się. Znów. Przecież przy tym Puchonie uśmiechał się najczęściej, przychodziło mu to najłatwiej. A to wcale nie jest żadna niespodzianka.
- Nie będzie... Dopóki ja jestem twój, a ty jesteś mój, nie będę musiał się tobą dzielić... A ty mną... - uśmiechnął się, tak po swojemu, z ząbkami i aparatem ortopedycznym. - Samolubny?... Mówiłeś. A ja mówiłem, że jestem strasznie zazdrosny?... - uśmiechnął się. Serce zaczęło mu dudnić szybciej. Jak wtedy, kiedy to poznał Zowiego, kiedy ten podnosił go na duchu. Już wtedy zaczynał coś do niego czuć. Zaraz przy ich pierwszym spotkaniu. Zowie się nad nim pochylił... Pokonał odległość tych kilku minimetrów i zbliżył swe usta do ust Zowiego. Pocałował go tak, jak nigdy wcześniej. Po raz pierwszy. Czy po raz ostatni? Czuł się wspaniale. Zamknął oczy i cieszył się chwilą, która mogałby trwać wiecznie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Anglia, Sefton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 117
  Liczba postów : 127




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Pon Lis 05 2012, 18:52

Max był zdecydowanie za słodki. Zowie topniał przy nim, niczym czekolada. Teraz, w tej chwili i żadnej innej, nie wyobrażał sobie życia bez Maxa. Bez tego uśmiechu, bez jego ramienia, na którym mógłby się wypłakać, głupich kawałów, potarganych włosów i dłoni, które wydawały się być stworzone tylko dla niego, tak doskonale pasujące do jego własnych.
Czy był zazdrosny o Edwarda? Tylko troszeczkę, ociupinkę. Naprawdę. On po prostu nie wierzył w to, że Max mógłby go kiedykolwiek zdradzić. Nie wierzył w coś takiego jak przyszłość bez niego. To po prostu jakiś absurd. Po prostu zazdrościł Edwardowi, że ten mógł być tak blisko Maxa, jak on niemalże. Ale zazdrościł każdemu, kto mógł widzieć się z Krukonem, gdy Zowie nie miał na to czasu, kując do kolejnego egzaminu, czy siedząc na nudnej lekcji.
-Zazdrośnik?- spytał, uśmiechając się zaczepnie. Jego ciało przeszły przyjemne dreszcze, z chwilą, gdy starszy chłopak go pocałował. Uwielbiał to i poddał się mu całkowicie, chcąc zapamiętać wszystko; każde muśnięcie warg, oddech i uśmiech.
Powalił chłopaka na kanapę, sam zawisając nad nim z lekkim uśmiechem. Max ciekawie wyglądał z tej perspektywy i Zowie trącił nosem jego policzek, niczym rasowy kociak, zaraz potem liżąc go delikatnie. Zaśmiał się cicho.
-Fajnie stąd wyglądasz. Przydałaby się jakaś wspólna słit focia- teraz jego śmiech przybrał na silę i wtulił twarz w zagłębienie szyi Krukona, łaskocząc jego skórę swoich oddech. Pocałował ją w nią kilkakrotnie, sunąc ustami w górę i w dół, od czasu do czasu przygryzając ją lekko.
-Powinniśmy ją oprawić w ramkę i powiesić w Sali Wejściowej. Co ty na to?- wyszczerzył zęby w uśmiechu. Żartował, oczywiście, że tak, ale taka wizja była naprawdę zabawna i nie mógł się powstrzymać, by o to nie zapytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 654




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Pon Lis 05 2012, 20:08

A Max nie wyobrażał sobie swojego życia bez Zowiego. Bez jego najlepszego przyjaciela, jednego z najlepszych jaki żyje, którego poznał przez przypadek, ale za nic w świecie nie zamieniłby chwili ich poznania na coś innego. Przecież to była taka piękna przyjaźń, z której narodziło się coś równie pięknego jak miłość. Krukon czuł się przy Puchonie jak gorąca czekolada, płynna, ciepła, słodka... Przecież oni do siebie tak bardzo pasowali. Te wszystkie ich wspólne wygłupy, siniaki, wspólne zabawy, ich tak różne śmiechy, które zlewały się w jeden, kiedy mieli wspólny powód do śmiechu, ich dłonie pasowały do siebie, jakby były dla siebie stworzone. Dla Maxa nawet piegi Zowiego były idealne, lubił łączyć z nimi kropki. To niby takie małe rzeczy, ale Max je zwyczajnie w Zowim kochał.
Zawsze był zazdrosny o Zowiego. Kiedy tylko rozmawiał z jakąś dziewczyną, miał zamiar podbiec i go odciągnąć do siebie. Powstrzymywał się od tego, wyglądałoby to dziwnie. A z resztą, Max nie chciałby pojawić się na wizbooku, być pośmiewiskiem szkoły, kolejny to już raz.
- Nawet nie wiesz jaki... - szepnął. Uwielbiał te wszystkie chwile z Zowim. Zawsze starał się zapamiętać wszystko, co do jednego słowa, myśli, miny, zachowania... Wszystko chciał zapamiętać, żeby tylko później móc do tego powrócić. Te wspomnienia były dla niego cenniejsze niż złoto. Zapewne każdy zakochany wie, o co mi chodzi.
Teraz to dopiero wylądował na ciekawej pozycji! Zowie nad nim tylko wisiał, niczym łowca nad ofiarą. Nerwowo się uśmiechnął, ale jego kompan ciekawie wyglądał z dolnej perspektywy. Szczególnie te jego loki, które tak mu opadały na twarzyczkę... Jego "normalny", prawdziwy uśmiech powrócił gdy tylko Zowie wtulił się w jego szyję. Zaczął się wtedy cichutko śmiać, nie jego wina, że miał wszędzie łaskotki.
- Zdjęcie?... Do Sali Wejściowej?... Masz szalone pomysły, ale za to cię uwielbiam!... - uśmiechnął się szerzej. Zdecydowanie uwielbiał pomysły Zowiego, nie ważne czy były poważne i mądre, czy też głupie i pozbawione sensu. Max je po prostu uwielbiał i tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Anglia, Sefton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 117
  Liczba postów : 127




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Wto Lis 06 2012, 21:53

Pewnie gdyby Zowie wiedział, że między Edwardem a Maxem sprawy nie są do końca jasne, a słowa Krukona "bez wzajemności" do końca szczerze, zacząłby się zastanawiać nad sensem tego związku. Choć mówił, że nigdy nie zostawiłby Maxa to... czy gdyby wiedział o tym wszystkim, czy gdyby wiedział, że Max dzieli tą miłość pomiędzy ich dwóch- zgodziłby się na to? Nie potrafiły wciąż być tym drugim, tym na doczepkę, jak by o sobie myślał. Myśl, że blondyn może chcieć jeszcze kogoś... mimo tylu zapewnień z jego strony, że go kocha, chce tylko jego- tak bardzo skrzywdziły Puchona, że pewnie nie umiałby nawet spojrzeć na Maxa, jak dawniej. Niczego tak nienawidził, jak kłamstwa właśnie. A jeśli starszy go znał musiał wiedzieć i to. I musiał zdawać sobie sprawę, że jeśli mu skłamie, chociażby raz... nie będzie drugiej szansy.
A wtedy wszystkie miłosne piosenki będą po prostu pamiątką naszych kłamstw.
On przecież nie pragnął nikogo innego, niczyich ust tak bardzo nie pożądał i z nikim nie śmiał się tak głośno. Przecież nigdy go nie okłamał, nie mydlił mu oczu, mówiąc, że go kocha. Kochał. Tylko jego. Nie kłamał mówiąc, że jest tym jedynym. Ale może nie każdy zdawał sobie sprawę z powagi tych słów, z tego, jak ważne to jest.
-To przez ciebie!- roześmiał się, przeturlawszy się z Maxa i lądując na ziemi. Chwycił jego rękę i patrzył tak na niego z dołu, ogarniając co chwila nieposłuszne włosy z twarzy.
-Max... gdybyś był dziewczyną, wyszedłbyś za mnie? Zostałbyś moją żoną?- spytał, całkiem poważnie, bawiąc się jego palcami. To nie były oświadczy, jeszcze nie. Ale Zowie był tak pewny swoich uczuć, jak jeszcze nigdy i choć był tylko głupim nastolatkiem to miłość była właśnie dlatego tym, czym był Max.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 654




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Pią Lis 09 2012, 20:34

A gdyby Max sam wiedział, jak bardzo zależy mu na Edwardzie, ni skłamałby. W tej chwili czul się niezdecydowany, jak panienka. Ale pewny był jednego - kochał Zowiego. Wcześniej kochał go tak, jakby był jego młodszym bratem, którego nigdy nie posiadał. A miłość między rodzeństwem jest różna, szczególnie między braćmi. A teraz, od dłuższego czasu,Max kochał tego Puchona tak, jakby... Nie, zwykłe słowa nie opiszą tej miłości. Ale powiedzmy to w języku Maxa. Kochał Zowiego jak wielkiego, żółtego, misiowego żelka. A to są ulubione żelki Maxa. Zowie mógł mieć pewność, że Max kocha go tak bardzo, że to wychodzi poza skalę. Nawet jeżeli nagle, bez ostrzeżenia zakocha się w kimś innym - zapewne nikogo nie pokocha jak Zowiego, jego ogromnej babeczki czekoladowej z polewą. Poszedłby z nim na koniec świata, wskoczyłby za nim w ogień, przecież blondyn był zakochany bez pamięci. A miłość zaślepia człowieka. Ale Max nie opuści się w nauce przez związek z Zowim. Nie, to aż ta nań nie wpłynie. Owszem, będzie unikał bliższych spotkań z obywatelkami płci pięknej, nie będzie za wile flirtować... Ale przecież Max z Zowim umrą w jednym dniu. Koniec świata dwudziestego pierwszego grudnia. Urodziny Maxa. Czy to nie słodkie? Umrą razem, w osiemnaste urodziny Maxa! Wracając o tematu, Max ie chciał kłamać Zowiego. Za żadne skarby. A jeśli skłamie, Puchon będzie mu mógł zrobić co tylko chciał. Torturować, zabić, lub co gorsza - opuścić. Nie, Max tego w ogóle nie chciał! Kochał Zowiego, był jego największym narkotykiem, potrzebował go, przecież to jego wybierze!...
Skarbie, rób mi co chcesz. Mam tylko jedną prośbę - nie rań mnie i nie opuszczaj...
Wszystko w Puchonie było dla niego idealne. Jego ciemne loki opadające mu na twarz. Brązowe oczy, w których było wypisane co czuje. Jego kolorowe bandamki. Styl latania na deskolotce. Plany na przyszłość. Usta, każdy jego uśmiech, grymas, smutną minkę zapamiętał. Ich smak, taki słodki, pociągający, ich właśnie potrzebował, niczym wampir krwi. Nigdy ni skłamałby go świadomie. Zawsze starał się być prawdomówny dla Zowiego. Bo po co miałby go kłamać, robiąc sobie kłopoty? Nie potrzebował z nim kłótni i nieporozumień. Za bardzo go kochał. Ale mówią, że w związku kłóci się jak stare dobre małżeństwo, ufa się sobie jak małe dzieci i wspiera jak najlepsi przyjaciele. Wszystko jest dla Maxa idealne, oprócz pierwszego.
- Co przeze mnie? - zapytał. Był zdziwiony i rozbawiony jednocześnie. Patrzył tak z góry na młodszego, który leżał na podłodze. Krukon tyko się do niego uśmiechał.
- Zgodziłbym się - odparł bez zastanowienia. Kochał go. Może to dlatego?... - Ale... gdybym był dziewczyną, teraz piszczałbym z radości - zażartował. - Tak właściwie czemu pytasz?... - zapytał. Uśmiech mu pozostał na twarzy, jednak oczy przybrały mieszankę dziecięcej ciekawości i niewinności. Bo.. Co mogło oznaczać pytanie Puchona?...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4913-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4917-szach-i-matt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4914-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7893-matt-cunningan#220772




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Nie Gru 23 2012, 00:03

Po co można przychodzić do Pokoju śmiechu? Zwłaszcza, gdy za oknem jest szaro. Matt postanowił urozmaicić program swojego dnia i poszedł prosto na Trzecie Piętro. Co go śmieszyło? Pewnie znowu pojawi się kilku znajomych, którzy są identyczni. A może tym razem spotka swoich rodziców, którzy jak zwykle kłócą się o jakiś głupoty? To też go rozbawiało. Matt miał jednak nadzieję, że spotka coś nieoczekiwanego, bo to jest zawsze najlepsze. Wszedł do sali i się po niej rozejrzał. Jak zwykle, trzeba spędzić trochę czasu. Przysiadł na kanapie i zaczął gapić się w sufit.

Nagle zaczął myśleć, że Sala robi sobie z niego dowcip i nie pomoże mu w poprawieniu nastroju. Czy to było możliwe? Pewnie los znowu sobie z niego zakpi i zobaczy siedemdziesięcioletnią sąsiadke w stroju od bikini, która stara się go poderwać, albo jakąś grupę małolatów. Jednak chłopak nie narzekał na swoje życie, na codień spotykał wystarczająco ludzi, z których mógł się śmiać, żeby być zawsze w wybitnym nastroju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Nie Gru 23 2012, 15:50

Ostatnie dni z pewnością nie były dla Alexis najprostsze i najmilsze. Można by nawet powiedzieć, że były jednymi z tych gorszych jej i tak nie najlepiej wyglądającym życiu. No może pomijając czas nauki w Hogwarcie, bo tutaj naprawdę wiodło jej się dobrze. Dlatego siedząc u siebie w dorminatorium i próbując poukładać sobie wszystko w głowie uznała, że i jej się należy trochę uśmiechu.
Pokój śmiechu był czymś, co zdecydowanie zawsze poprawiało jej humor. Ten pokój miał coś w sobie, zawsze doskonale wiedział, jakiego rodzaju humoru potrzebowała na dany dzień i rozśmieszał ją. Tutaj mogła chociaż na chwilę uciec od problemów życia codziennego i się odstresować. Tak więc ruszyła do pokoju i już po chwili była pod jego drzwiami.
Weszła tam, i zamknęła za sobą drzwi. Już miała kierować się do kanapy, gdy zobaczyła na niej Matta.
No, no, pokoiku, tak szybko to jeszcze nie działeś - mruknęła do siebie w myślach a na jej ustach pojawił się zarys wrednego uśmiechu.
-Postanowiłeś się tutaj schronić przed swoimi fankami? -spytała,po czym teatralnie klepnęła się w czoło, gestem dając do zrozumienia coś na znak "och, ale jestem głupia" - zapomniałam, że nie masz żadnych.
Wskoczyła na kanapę koło niego podciągając nogi po siebie, pomyślała: No, pokoju, nie zawiedź mnie dzisiaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4913-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4917-szach-i-matt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4914-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7893-matt-cunningan#220772




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Sro Gru 26 2012, 20:41

Nie spodziewał się, że zobaczy w tym miejscu osobę, która poprawiłaby mu humor bez magicznych właściwości pokoju! Chyba los na prawdę jest na przekór jego planom, bo mógł ją przecież spotkać w każdym innym miejscu i bawiłby się równie dobrze jak w tym miejscu. No ale skoro coś z góry tak narzuciło im taki tok wydarzeń to czemu nei skorzystać z tej okazji do polepszenia sobie humoru? Całe ciało podpowiadało mu, że to tylko magia pokoju, ale wiedział, że tego typu zaczepki mógł tylko usłyszeć w rzeczywistości od tej konkretnej osoby.

- No wiesz, jedna tu przyszła właśnie. To pokój tak działa, czy ty na prawdę tu jesteś? - zapytał rozkładając się zalotnie do swojej znajomej. Pozycja "jestem cały twój" na pewno zachęci ją do bliższego kontaktu, którego tak bardzo pragnęła! Czyżby jej podkulone nogi były przejawem strachu? Pewnie jest tą z osób, która boi się zbawić i rozerwać. On sami sprawiał wrażenie takiej osoby, cóż bardziej mylnego! Trzeba tylko było poznać go na tyle, żeby wiedzieć, że nic nie bawi go tak bardzo jak znajomi, którzy robią z siebie błaznów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Pią Gru 28 2012, 15:54

W sumie była już kiedyś w tym pokoju i nigdy nie pokazywał jej się nikt znajomy, dlatego szczerze powątpiewała w to, że tym razem pokój po prostu pokazał jej Matta. Chyba ten człowiek po prostu przyszedł tu przed nią no i nie mogła powiedzieć nic innego jak to, że był pierwszy, choć równie dobrze mogłaby stwierdzić, że po prostu wyczytał w jej myślach gdzie lezie i pobiegł, by być tu przed nią. No co? Właściwie wszystko się może zdarzyć nawet to, że ktoś czyta w myślach i chodzi za Alexis.
-Ktoś, kto do Ciebie wzdycha z miłości musi mieć coś porządnie nie tak z mózgiem - powiedziała z miłym uśmiechem na ustach, właściwie prawie uroczym. Podniosła się ze swojej pozycji i wskoczyła mu na kolana obejmując ramionami jego za szyję.
-Zależy jak leży - odpowiedziała na pytanie odnośnie tego, czy rzeczywiście jest w pokoju czy nie. Może uda jej się trochę zabawić kosztem niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4913-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4917-szach-i-matt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4914-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7893-matt-cunningan#220772




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Pią Gru 28 2012, 19:58

Czy ten pokój właśnie sobie z niego kpił? Może coś mu się pomyliło i samo zabawiało się jego kosztem? Na pewno tak, wskazywały na to ciarki na jego ciele. A pffu, któż go właśnie dotykał? Czy musiał w tym momencie spotkać jakże uroczą Alexis Sky, która była ostatnią osobą, z którą mógłby przedłużyć umierający gatunek? A może on też sobie z niego podrwi i zacznie udawać jak to ona go nie pociąga? No w końcu należy mu się trochę zabawy, a może się nabierze?

- Nawet nie wiesz na ile czekałem na taki moment! - odparł chłopak po czym westchnął zalotnie obejmując ją w talii. Czy mógł wyglądać bardziej bosko? W końcu dzieliło ich może 10cm? A może to pokój chce mu dostarczyć rozrywkę i zaraz ta dziewczyna zamieni się w dynię, albo jedną z nauczycielek i znajdzie się w jakże niekomfortowej dla siebie sytuacji obejmując Panią Profesor. A może dostałby za to jakieś dodatkowe punkty dla swojego domu? Hahahaha, sama myśl o tym bardzo go rozbawiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Sob Gru 29 2012, 00:08

No tak, może nie do końca to pokój sobie z niego kpił. Raczej Alexis to robiła. Ach jak ona uwielbiała kpić sobie z ludzi. Kto wie dlaczego? Może po prostu była złym wrednym człowiekiem, która w ten sposób dostarczała sobie rozrywkę. Wiedziała, że nie raz swoimi słowami urażała innych. Bo słowa też miały wielką moc. Choć mówiło się, że to czyny znaczą najwięcej.
Cóż mogła powiedzieć o Macie. Pomijając wszystko w jakiś sposób był całkiem przeciętnym człowiekiem. Ale z drugiej strony nie wiedząc kompletnie czemu jakimś dziwnym nie do określenia sposobem coś ją do niego ciągnęło i sama nie wiedziała co to jest. Poza tym, lubiła z nim przebywać, bo po jej docinkach nie załamywał się, a wrecz przeciwnie odpowiadał, tym samym dostraczając jej rozrywki.
-Będziesz mógł o nim śnić po nocach - powiedziała, a na jej usta wstąpił figlarny uśmiech. W sumie Matt nie wiedział, czy jest prawdziwą sobą, czy też wyobrażeniem jej które ukazuje mu pokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4913-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4917-szach-i-matt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4914-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7893-matt-cunningan#220772




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   Sob Gru 29 2012, 02:55

No tak, racja, mógł śnić o tym momencie po nocach. Alexis nawet nie wie, jak bardzo się wkopała! Teraz musi żyć z świadomością, że niemal nie jest mu w ogóle obca. Jedynie cud mógłby ich chyba do siebie zbliżyć, nie prawdaż? No bo skoro przeciwieństwa się przyciągają, a oni są w jakimś stopniu podobni, to może dlatego ich tak od siebie odpycha? Dla Matta wiadome było jedno, oboje uwielbiali się przekomarzać. Jak bardzo? Tego nie wiedział chyba nikt w całym wszechświecie.

- No wiesz, martwię się tylko kochanie, żże zaczną mnie dręczyć koszmary. - powiedział czule do dziewczyny, po czym zaczął gładzić jej policzek opuszkami palców jednej ręki. No tak, musiał jej dać jakiś powód do zdenerwowania. Kim byłby, gdyby nie ten jego wredny charakterek, prawda? Ale przecież dziewczyny to lubią. I lubi pewnie Alexis, w końcu poza tym, że odzywa się do niego, nie wyróżniała się dla niego spośród tłumów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pokój Śmiechu   

Powrót do góry Go down
 

Pokój Śmiechu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
trzecie pietro
-