Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Przed Kamienną ścianą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość


avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 26
Galeony : 372
  Liczba postów : 364
Przed Kamienną ścianą - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty


PisanieTemat: Przed Kamienną ścianą   Przed Kamienną ścianą - Page 7 EmptyWto Cze 22 2010, 19:51

First topic message reminder :


Przed Kamienną Ścianą


Wejście do Salonu wSpólnego Slytherinu znajduje się za ścianą w korytarzu w lochach. Chronione jest ono hasłem, znanym tylko mieszkańcom tego Domu.


- Eliksiry to jest to, co mnie interesuję. Oprócz tego to Czarna Magia, a OPCM również. Zapisałam się także na Numerologie. Rodzice tak chcieli, bo powiedzieli, że mi się to przyda.
Szli razem chwile czasu. Czyżby Randen’owi było zimno? Jej to nie przeszkadzało.
- Zachęcam Cię, abyś zapisał się na eliksiry. Są naprawdę ciekawe i mówię Ci, że warto.
Zatrzymali się przed kamienną ścianą.
- Jak na razie, numerologia to dla mnie czarna magia – zaśmiała się od porównania. Lubi się uczyć Czarnej Magii, zna jej każdy sekret, a tu porównuje do niej coś, czego nie potrafi. Śmieszne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Katarina V. Pride

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 165
Galeony : 26
  Liczba postów : 15
http://www.czarodzieje.org/t17550-katarina-v-pride
http://www.czarodzieje.org/t17583-katarina-v-pride
http://www.czarodzieje.org/t17582-korespondencja-katariny
http://www.czarodzieje.org/t17551-katarina-v-pride
Przed Kamienną ścianą - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Przed Kamienną ścianą   Przed Kamienną ścianą - Page 7 EmptyWto Wrz 10 2019, 23:18

Z jakiegoś powodu udawanie dzikiego zwierza, pana dżungli i króla lasów zakazanych nie nudziło się Vincentowi, a jego zabawowa agresja zaczynała przybierać na sile. Pazury zaczęły znaczyć pierwsze szramy na przedramionach Katariny, pokazując, że podwinięcie rękawów miało swój plus. Na zadrapaniach powoli wykwitały drobne czerwone kropelki, które jednak szybko zasychały. Kot musiał bardzo dużo czasu spędzać używając swoich szponów naczelnego myśliwego puszczy, bo nie były tak ostre jak u typowych kanapowców. Z tego co pamiętała Vincent był bliżej właśnie tej wygodnickiej grupy, ale z drugiej strony kilka dni szwendania się jak smród po gaciach mogło odcisnąć na kocie swoje piętno.
Nie usłyszała kroków, za to głos już był ciężki do zignorowania. Doskonale wiedziała, że obecnie prawie nikt tędy nie przechodził, więc o ile intruz nie zamierzał zaznajamiać się z futrzakiem to kieruje nonszalanckie powitanie właśnie do niej. A niech to, najprawdopodobniej będzie musiała się wysilić, aby dopasować swoja osobowość do oczekiwań rozmówcy, przynajmniej na parę minut dopóki go nie spławi albo dowie się co ten chce i jak sama może to wykorzystać – wtedy dopiero go spławi. Naturalnie w taki sposób, aby ten nie podejrzewał nawet, że został odprawiony jak byle dzieciak na posyłki.
Podniosła wzrok i spojrzała na starszego ucznia, właściwie studenta. Wciąż jeszcze odruchowo używała starego nazewnictwa, w końcu zaczęła kontynuację nauki dopiero w tym roku. Kojarzyła go, nawet potrafiła sobie przypomnieć jego imię, choć nazwisko nigdy nie zwróciło jej uwagi na tyle, aby zaprzątać nim sobie wartościową przestrzeń swej pamięci. Nie poświęcając więcej niż dwie sekundy na oględziny osoby jegomościa jej wzrok szybko zszedł nieco niżej – tylko nieco i zatrzymał się na zwierzaku. Pręgowany kot. Rozczochrany kot, który chyba za wszelką cenę próbował wyrwać się z niewoli, z miernym skutkiem jak na tak „płynne” stworzenie. Dzięki temu jednak dojrzała charakterystyczną plamkę białego futra pod lewą łapą. Wróciła do miąchanego wcześniej zwierzaka, podniosła bezceremonialnie jedną z jego nóg, korzystając z tego, że ten wciąż wgryzał się zajadle, acz nieskutecznie w nadgarstek Katariny. Nie miał białej plamki.
- Hm. – mruknęła do siebie, po czym korzystając z poślizgu odsunęła fałszywego Vincenta na dobre parę metrów, na co zdezorientowany agresor jej pozwolił, fukając dziko jak tylko już się zatrzymał. – Było miło.
Podniosła się powoli, zmuszając się, aby w najmniejszym stopniu nie zdradzić jak bardzo jej się nie chce. Odruchowo otrzepała spódnicę od mundurka, po czym jak gdyby nigdy nic podeszła do Roibhilína, bo tak chyba miał na imię. Uśmiechnęła się urokliwie, przywdziewając jedną z setek masek, które trzymała w zanadrzu.
- Hej. Na takich jak ty można zawsze liczyć, szczególnie gdy chodzi o zwierzęta, prawda? Jestem wdzięczna za przyniesienie mi Vincenta, martwiłam się o tego puszystego diabła. – powiedziała lekko, nawet w jej głosie zabrzmiała autentyczna wdzięczność, choć w myślach powtarzała jedynie „oddawaj sierściucha i idź gnębić Puchonów czy co tam tacy jak ty robią”. Pogłaskała tym razem już na pewno swojego kota, który najpierw złapał jej dłoń w swoje drobne ząbki, następnie ją obwąchał, a potem z mruczeniem nadstawił głowę po dalsze pieszczoty. Tak, na pewno nie podrabianiec. Wystawiła ręce, czekając na przyjęcie daru od jej wybawcy, bohatera i inne takie brednie.
- Tylko ostrzegam, ma brzydki zwyczaj sikania w losowych momentach. Problemy z pęcherzem, stara sprawa. – dodała z zażenowaniem pomieszanym z rozbawieniem. Oczywiście kłamała, jej kot był zdrów jak ryba, ale liczyła, że dzięki temu Ślizgon szybciej zwróci jej pupila i będą mogli przejść do żegnania się. Kołdra nadal wzywała ją podszeptami rozkoszy i obietnicą ciepła, ciasno oplatającego całe jej ciało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Roibhilín Eóganacht

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
Galeony : 13
  Liczba postów : 11
Przed Kamienną ścianą - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Przed Kamienną ścianą   Przed Kamienną ścianą - Page 7 EmptyWto Wrz 10 2019, 23:47

Potrzebował zaledwie pół sekundy, żeby opanować naturalną reakcję organizmu, a że był uczony kłamstwa i udawan łagodnej sztuki dyplomacji, to nawet przez chwilę nie było widać grymasu który wręcz cisnął mu się na usta. Ze wszystkich kobiet w tej szkole, których zapewne było w cholerę, musiał natrafić akurat na taką której nieświadomie gwizdnął kota. Nienawidził oddawać swoich łupów i pierwszym co przyszło mu do głowy, było kazać jej się...kochać, zabrać kota i po prostu sobie pójść. Prawdopodobnie by tak zrobił, gdyby nie fakt że miał słabość do rudzielców i gdyby nie to że kocur coraz bardziej mu się wyrywał. Z dwojga złego, jak i tak ma ochotę skręcić sierściuchowi kark, to chyba na lepsze mu wyjdzie jak zaplusuje jako odważny, prawy i dzielny bohater, który uratował kocisko z ciężkiej sytuacji, czy tam jakieś inne pierdoły. Nawet zrobiłby to bez wahania i zaczął się przechwalać od ręki, aczkolwiek jedna rzecz mu w dziewczynie nie odpowiadała. Była Ślizgonką, z przyklejonym do twarzy uśmiechem radosnego podlotka. Oczywistym było że i takie się zdarzały, aczkolwiek gdyby mógł tak lekkomyślnie do kogoś podchodzić żeby wierzyć w każdy wyraz twarzy którym go częstują, to nadawałby się co najwyżej do Gryffindoru. Lata tłuczenia mu do łba podstaw dyplomacji i manipulacji sprawiały, że znacznie ostrożniej podchodził do "wdzięczności". Oczywiście, możliwe że miał już po prostu paranoję, ale spodziewał się raczej czegoś w stylu "oddawaj mojego kota Ty zwyrodniały padalcu, bo wyrwę Ci jądra razem z kręgosłupem". W każdym razie on tak by zrobił. Było jeszcze coś, co zdecydowanie nie przypadło mu do gustu. "Na takich jak Ty". Jasne, mogło to oznaczać "przystojnych, dystyngowanych młodzieńców z twarzą anioła" ale chyba nikt jeszcze nie użył zwrotu "takich jak Ty" w pozytywnym znaczeniu. Przez krótką chwilę chciał nawet wygarnąć tej rudej małpie jak ktoś jej statusu powinien sie do niego zwracać, ale ukrył to za beznamiętnym znudzeniem wypisanym na twarzy. Był już prawie pewny że trafił na czystokrwistą niewiastę - wyglądała na nieźle nauczoną. Mógł grać w jej grę, urwać ją albo zacząć własną - jeszcze nie postanowił czy faktycznie spróbuje ją poderwać, urwać spotkanie czy wręcz ukarać za zwracanie się do niego w tak pozbawiony szacunku sposób. Miał jeszcze chwilę by się zastanowić.
- Nie ma sprawy, takie jak Ty lubią gdy oddaje się im ich własność - odbił beznamiętnie po czym oddał jej kota. Szczerze mówiąc wolał nie sprawdzać czy historyjka z pęcherzem jest prawdziwa. Gdyby kocisko faktycznie go obsikało, to dokonałby rytualnego morderstwa zarówno na zwierzaku jak i na właścicielce.
- Problemy z pęcherzem? Nie wiedziałem że Twój kot jest aurorem - odparł jeszcze pół żartem pół serio. Prawda była taka że w biurze aurorów cuchnęło.
- Roibhilín Eóganacht - przedstawił się, skłonił się lekko i ujął jej dłoń, po czym złożył na niej pocałunek. A co, trochę powygłupiać się z etykietą każdy może. Jego maniery były co prawda równie fałszywe jak jego spokojne oblicze, ale wiedział jak dobrze je symulować, więc co mu szkodziło? Mimo wszystko gdzieś tam w środku odczuwał pewien niepokój. Jego wewnętrzny instynkt podpowiadał mu że ten egzemplarz rudzielca to nie jest tępa pinda, którą wystarczy że obsypie złotem i już będzie dla niego tańczyć. A takie potrafiły być uciążliwe. Coś o tym wiedział, w końcu o ile to jego ojciec był ponoć głową rodu, to dyplomacją, trucicielstwem i malwersacją zajmowała się jego matka. To nauczyło go, że kiedy jego wewnętrzny instynkt podpowiada mu że dana niewiasta może nie być pustym workiem na jego genitalia, to spodziewać się chytrej żmii. A to już mogło być całkiem zabawne. Trochę rozrywki nigdy nikomu nie zaszkodziło, w końcu rozrywka prowadzi do uciechy. A uciecha do szczęścia. Let's play, przypadkowy rudzielcu ze Slytherinu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katarina V. Pride

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 165
Galeony : 26
  Liczba postów : 15
http://www.czarodzieje.org/t17550-katarina-v-pride
http://www.czarodzieje.org/t17583-katarina-v-pride
http://www.czarodzieje.org/t17582-korespondencja-katariny
http://www.czarodzieje.org/t17551-katarina-v-pride
Przed Kamienną ścianą - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Przed Kamienną ścianą   Przed Kamienną ścianą - Page 7 EmptySro Wrz 11 2019, 00:17

Takie jak Ty – sprytnie, musiała przyznać. Wychwyciła zgrabnie ukryty przytyk i musiała przyznać, że w tym wypadku dała się łatwo zrobić. Chyba faktycznie zmęczenie daje o sobie znać, skoro popełnia tak dziecinne błędy. Być może Roibhilín miał co nieco oleju w głowie, choć nijak nie potrafiła sobie przypomnieć, by jego osoba zwróciła na siebie jej uwagę na którymkolwiek roku. Jasne, nie byli w tych samych klasach, jednakże co sprytniejsze, bardziej charakterystyczne pod kątem inteligencji jednostki łatwo zapadały jej w pamięć, dostając z miejsca plakietkę potencjalnego zagrożenia na arenie mistyfikacji. Po sobie widziała jak wielką bronią jest sztuka kłamstwa i aktorstwa, a każdy kto przejawiał w niej talent powinien być traktowany jak drapieżnik tylko czekający na dogodny moment do ataku. Mimo to zupełnie nie dała mu odczuć, że w tym jednym jedynym przypadku odkrył jej karty. To tylko malutkie rozdanie, poświęci je bez żalu jak pionki na szachownicy, byleby wyjść z potyczki obronną ręką.
Parsknęła niewymuszonym śmiechem, po raz kolejny powtarzając sobie w myślach pobożne życzenie, aby Ślizgon przypomniał sobie o czajniku na palenisku i szybko zszedł jej z oczu. Całe szczęście, manewr z pęcherzem okazał się skuteczny i w następnej sekundzie Vincent już siedział w ramionach swej pani. Przez parę dni nieobecności musiał się średnio bawić, gdyż od razu przylgnął do niej, nie mogąc się zdecydować czy chce zwinąć się w kłębek chroniony przed światem, czy też preferuje rozpoczęcie wspinaczki na czubek głowy Katariny. Każdy przecież wie, że zło tego świata nie ma dostępu do głowy rudzielca – gdyby nie fakt, że równie dobrze mogło z niej wychodzić.
Uniosła brew, obserwując popis wysokiej kultury w wykonaniu Roibhilína. No świetnie, najwyraźniej trafił jej się czystokrwisty. Obecnie rzadko widywało się tak specyficzny sposób witania niewiast, na dodatek Pride mogła z łatwością zauważyć, że chłopak doskonale wie co robi, a każdy jego gest czy nawet wypowiadanie poszczególnych sylab jest dopracowane latami ćwiczeń. Tacy byli najgorsi, choć bardzo prości w obsłudze, gdy miała jakiś konkretny interes. Tacy zazwyczaj mieli manię na punkcie swojego urodzenia, a to potrafiło irytować na dłuższą metę.
- Katarina Vanora Pride – aczkolwiek samo „Katarina” wystarczy. Bardzo miło poznać. – powiedziała, przybierając tym razem uśmiech numer piętnaście czyli „och ach jakże mi się teraz miło i wyjątkowo zrobiło, wręcz jestem speszona”. Stanowiło to o tyle wyczyn, że świadomość nie zbliżania się do dormitorium podnosiła jej ciśnienie. Miała wrażenie, że jeszcze kilka sekund i mięśnie twarzy zaczną jej drżeć, co zniweczy wszelkie starania jakie poczyniła już odruchowo przy spotkaniu z tym zapewne zapatrzonym w siebie i swój rodowód jegomościem. Po jaką cholerę w ogóle ona to ciągnie? Łóżko jest tam, ona tutaj, a ten typ stanowi niepotrzebną przeszkodę.
Odchyliła głowę do góry, westchnęła ciężko, po czym odstawiła Vincenta na kamienna posadzkę, gdzie ten zaczął kręcić ósemki wokół jej nóg.
- Dobra, mniejsza z tym wszystkim. Bez urazy, ale nie chce mi się dzisiaj, po miłe słowa i inne takie wróć kiedy indziej. Ja jestem zmęczona, twój żart z aurorami był średni, ale powitanie pierwsza klasa. Oby tak dalej. – pokazała kciuki uniesione do góry, po czym odwróciła się bez zbędnych ceregieli, przy okazji potykając się o kota pełnego miłości. – Nosz kurwa mać. Pierdoło, zjeżdżaj do siebie, idziemy spać.
Tak, doskonale wiedziała, że to „do siebie” oznaczało tez jej łóżko. Tak, Vincent wciąż mógł liczyć na miłe mizianie za uchem. Nie, nie była zadowolona z takiego obrotu spraw, ale prezentowało się to jako jedyny słuszny scenariusz. Woli to sama zakończyć w taki sposób niż doświadczyć tego jak jej maska rozpada się w trakcie kłamstwa. To wygląda tak amatorsko u podlotków, nie wybaczyłaby sobie czegoś równie odrażającego, a ego szlachetki nie było warte aż tyle, by ryzykować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Roibhilín Eóganacht

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
Galeony : 13
  Liczba postów : 11
Przed Kamienną ścianą - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Przed Kamienną ścianą   Przed Kamienną ścianą - Page 7 EmptySro Wrz 11 2019, 00:45

Tylko resztką siły woli powstrzymał się od "taa, jasne" na standardową formułkę "bardzo miło poznać". Miał pewne doświadczenie w obserwacji kobiet które interesował - jej postawa była tak bardzo daleko od "miło poznać" jak to tylko możliwe. Zastanawiał się jak długo dziewczyna będzie udawać. Jego też już zaczynało to męczyć - standardowa wymiana uprzejmości była bardzo piękna i w ogóle, aczkolwiek nie lubił gdy ktoś próbował uchodzić za sprytniejszego niż on. Wolał zawsze wiedzieć czy ma do czynienia z wrogiem, podnóżkiem czy kimś kto może go zainteresować w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Gdy ktoś uparcie mówił co innego niż okazywał swoją mową ciała i próbował się bawić w drobne kłamstewka doprowadzało go to wręcz do wewnętrznego szału.
Wreszcie nadszedł jakiś przełom. Dziewczyna otwarcie zdradziła się z brakiem zainteresowania. Normalna osoba zapewne odeszłaby zawiedziona czy przygaszona, albo spróbowała się odgryźć w jakiś śmieszny sposób zanim sobie pójdzie. On był jednak na to trochę zbyt dumny i nie bardzo potrafił znieść chwile w których nie był w blasku uwielbienia otaczających go osób.
- Fakt, żart był niespecjalny. Zaledwie niewiele lepszy od Twojego kiepskiego aktorstwa. Bez mowy ciała wywiedziesz w pole co najwyżej kretyna, z gatunku tych którzy dają do ręki różdżki całej tej hałastrze dookoła - odparł chłodno, acz spokojnie i tylko pewien rodzaj specyficznych ogników w jego oczach, mógł zdradzić że jest tą sytuacją nieukontentowany. Prawda jest taka, że gdyby negatywne emocje mogły być odczuwalne przez system nerwowy, to każdy kto zbliżył się do niego kwiczałby z bólu jak zarzynany prosiak.
Wtem przypomniało mu się o czymś. Skoro już nie musieli się wydurniać, to pora przejść do kwestii którą odsunął na później. Czemu miałby nie zagrać uczciwie, skoro i ona postanowiła odkryć się przed nim? W końcu jest coś, co miało być zachętą, a skoro nie zadziałało jak należy to co mógł zrobić? Metoda wychowawcza kija i marchewki musi być przeprowadzana konsekwentnie. Na jego twarzy wykwitł perfidny uśmiech. Warto go docenić, bowiem to jedna z niewielu rzeczy które okazywał światu zewnętrznemu a które były szczere. Podszedł do dziewczyny, chwycił kota pod pachami i zgarnął go ze sobą mrucząc pod nosem:
- Looted
Odwrócił się na pięcie i już miał sobie iść, ale obejrzał się jeszcze przez ramię i mruknął:
- Bez urazy, mi też się odechciało. Kota zabieram, teraz jest już mój
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katarina V. Pride

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 165
Galeony : 26
  Liczba postów : 15
http://www.czarodzieje.org/t17550-katarina-v-pride
http://www.czarodzieje.org/t17583-katarina-v-pride
http://www.czarodzieje.org/t17582-korespondencja-katariny
http://www.czarodzieje.org/t17551-katarina-v-pride
Przed Kamienną ścianą - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Przed Kamienną ścianą   Przed Kamienną ścianą - Page 7 EmptySro Wrz 11 2019, 01:19

Spodziewała się, że jej towarzysz rozmowy będzie średnio zadowolony z takiego obrotu spraw. Nic dziwnego, zapewne ktoś taki rzadko spotykał się z takim traktowaniem, a jeśli już nadarzała się okazja to wrogiem zostawał inny chłopak i mogli sobie dać sprawiedliwie po mordach – kolokwialnie rzecz ujmując. Potem mogli się nienawidzić, pójść na kilka (lub kilkanaście) głębszych, omijać szerokim łukiem – multum opcji. Obecnie Katarina miała tylko nadzieję, że na tych mało kreatywnych ripostach się skończy, a ona niedługo zniknie za tak dobrze znajomą ścianą. Nawet zamachała ręką słysząc jak Roibhilín próbuje się odgryźć. Gdyby nie fakt, że nie była zakompleksionym pisklęciem i doskonale zdawała sobie sprawę z poziomu swoich umiejętności to może by się przejęła. Może. Tak samo może faktycznie jej język ciała nie był tak doszlifowany jak zazwyczaj, jednakże nie miała tego sobie za złe. Przez zmęczenie nie była w formie, zresztą sama ucięła tę idiotyczna paraolimpiadę obojga stron. Co za dużo to niezdrowo, a fuszerki nikt nie lubi.
- Typowe farmazony. – mruknęła już pod nosem, znowu przecierając kark. Waga książek doprowadzi ją na skraj wytrzymałości fizycznej, a wolała jednak zostać w szczytowej formie. Sprawność języka i mimiki twarzy to jedno, ale ciało nie mogło zbytnio odstawać.
Już miała spojrzeć z politowaniem na Vincenta, wiedząc, że kot i tak nie odpowie jej podobną ekspresją, gdy tym razem usłyszała kroki. Szybkie, nieco zbyt ciężkie jak na jej gust. No proszę, czyżby zamierzał przejść do rękoczynów? Cóż, poniekąd by na to zasłużyła, jednakże z radością zostawiłaby mu kilka głębokich zadrapań, a przy odrobinie szczęścia zdołałaby uszkodzić przynajmniej jedna gałkę oczną. Wizyta w skrzydle szpitalnym naprawi tak drobne urazy, aczkolwiek tego typu proces w kwestii wybitnie delikatnej części organizmu należało do wybitnie nieprzyjemnych.
Chciała się obrócić szybko, układając dłonie tak, by mieć jak najlepszy pierwszy chwyt lub zamach i …zdębiała. Ten pożal-się-Morgano szlachetka właśnie złapał jej kota i zaczął odmaszerowywać ze swoją zdobyczą. Przez dobre trzy sekundy na jej twarzy malował się przekaz „co proszę?” pomieszany z „co tu się odmerliniło”. Oczami wyobraźni już widziała jak walczy o zadanie jak największych obrażeń we własnym zakresie, a ten gówniarz (nie ważne, że znajdował się rok wyżej) ot tak zabiera jej zwierzaka.
- Czy tobie się coś nie pomyliło? – wyrzuciła z siebie w pierwszej chwili i choć na jej twarzy znów wykwitł uśmiech to tym razem mógł ociekać najbardziej upierdliwą i bolesną trucizną. Tak uśmiechałaby się lwica, która młode właśnie zacząłeś trącać badylem. Zerwała się z miejsca, zrzucając z głośnym łoskotem torbę na posadzkę. Potrzebowała każdego sposobu na nadrobienie szybkości. Stanęła tuż przed Ślizgonem, szybko zauważając różnicę we wzroście. No cóż, nie w takich sytuacjach się bywało.
- Oddaj go. – powiedziała twardo, acz cicho. Cała jej postawa jednak zdradzała, że nie zniżyła głosu ze strachu przed wyższym kolegą z domu węża, raczej podprogowo wysyłała sygnały ostrzegawcze. – Słuchaj, naprawdę nie mam ochoty się z tobą przerzucać głupimi zaczepkami, szczególnie, że z jakiegoś powodu nie przeszkadza ci perspektywa bycia obsikanym. Co kto lubi, jasne. Ja lubię na przykład swojego zwierzaka, więc liczę, że zaraz z powrotem będzie hasać radośnie po ziemi.
Patrzyła mu prosto w oczy bez cienia strachu czy wahania, z lekko rozchylonymi ustami, jakby w każdej chwili była w gotowości, aby wgryźć się w gardło Roibhilína. Mimo to, mięśnie zdradzały, że zachowuje względne panowanie nad sobą. Asekuracyjnie jedynie wyciągnęła przed siebie dłoń, zatrzymując ją około pięć centymetrów od klatki piersiowej Ślizgona, jakby przy pierwszej okazji zamierzała podjąć próbę zatrzymania go chociażby za fraki. Ona wszystko zrozumie, ale branie kota za zakładnika to już przesada.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Roibhilín Eóganacht

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
Galeony : 13
  Liczba postów : 11
Przed Kamienną ścianą - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Przed Kamienną ścianą   Przed Kamienną ścianą - Page 7 EmptySro Wrz 11 2019, 01:48

Zawsze był niezrozumiany i źle odbierany. To fakt. Chociaż, szczerze mówiąc komu mogłoby przyjść do głowy że on tak po prostu weźmie kota i stwierdzi że jego? Sztampowe myślenie go nie obowiązywało, bo był nieprzewidywalną, paskudną, cyniczną gadziną, a kot był całkiem ładny - nie wadziło mu to że właśnie złupił sobie nowe zwierzątko.
- Tak coś czułem, że będzie za mną jeszcze ganiać. Typowe - mruknął sam do siebie, słysząc że koleżanka z domu węża postanowiła odzyskać to co sobie przygarnął. Ludzie nigdy nie potrafili zrozumieć prostych obwieszczeń. Przecież wyraźnie powiedział że kot już należy do niego. Miał jej to wysłać sową, w trzech kopiach, z dwoma zdjęciami kota, tym jednym oskalpowanym czy jak? Prychnął pod nosem. On chyba naprawdę mówił jakoś niewyraźnie, albo to po prostu jego irlandzki akcent sprawiał że mało kto rozumiał proste polecenia czy informacje. Oni wszyscy byli takim utrapieniem.
- Nie, raczej nie, wszystko w porządku, dziękuje za troskę - odparł tylko i naprawdę próbował sobie pójść, ale rudzielec mu na to nie pozwolił i perfidnie przed nim stanął. Po raz kolejny go zirytowała. Ojciec kiedyś nauczył go, by Ci którzy nie podążają za nim i nie wykonują jego rozkazów, nigdy nie dostawali prawa patrzyć mu prosto w oczy. To było uwłaczające. Osoby które próbują stawać przeciw niemu, powinny stać z opuszczoną głową. Tylko jeden nerw na twarzy mu drgnął, cała reszta jego ciała nie zdradzała tego że jest bardzo blisko do zaatakowania jej i nauczenia szacunku do "takich jak on". Chociaż całkiem podobały mu się emocje którymi teraz emanowała, które na pewnym poziomie podprogowym wychwytywał. Chyba ją wkurzył, a ona zaś przekonana jest że może próbować wystąpić przeciw niemu - zawsze bawiła go taka przesadna pewność siebie. Ba, być może nawet naiwność. Mury szkolne co prawda potrafiły chronić całkiem nieźle przed wymierzaniem odgórnie zasądzonej sprawiedliwości, jednakże nikt chyba nie sądził że będą one skuteczne przez cały czas? Już chciał faktycznie zrobić jej porządną krzywdę aby udowodnić swoją wyższość, choćby i siłą, ale wpadł mu do głowy nawet lepszy plan. W życiu nie oddawał tego co złupił, to fakt. Nie był też jednak idiotą - zawsze miał nosa do opłacalnych wymian, a tutaj szykowała się jedna z nich, nawet jeśli dziewczyna jeszcze nie przeczuwała jak zajebisty interes ubiją.
- Oczywiście. Jak mógłbym Ci odmówić - jawnie zakpił, ale odstawił kota na ziemię. A co, niech sobie sierściuch pohasa swobodnie, zwracał mu wolność. Miał lepszy pomysł na spędzenie wolnego czasu niż niańczenie kociska, więc był to mało wartościowy łup. Nadeszła pora żeby przejść do wzięcia sobie czegoś lepszego, w końcu nie będzie rozmieniał się na drobne. Skoro już sama zmniejszyła dystans, to co będzie sobie żałował. Chwycił ją za gardło, przyciągnął i najzwyczajniej w świecie pocałował w najbardziej inwazyjny sposób, jaki mogłaby sobie wyobrazić w swoich najśmielszych snach. Poddusił ją lekko, ale już po chwili przerwał kontakt ich ust. Rozluźnił chwyt na tyle by nie wyciskać z niej powietrza, ale nie na tyle by nie mógł do tego wrócić gdyby próbowała go jeszcze irytować.
- Looted - rzucił perfidnym tonem, utrzymując kontakt wzrokowy i posyłając jej zaczepne spojrzenie. Jak się bawić, to się bawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katarina V. Pride

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 165
Galeony : 26
  Liczba postów : 15
http://www.czarodzieje.org/t17550-katarina-v-pride
http://www.czarodzieje.org/t17583-katarina-v-pride
http://www.czarodzieje.org/t17582-korespondencja-katariny
http://www.czarodzieje.org/t17551-katarina-v-pride
Przed Kamienną ścianą - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Przed Kamienną ścianą   Przed Kamienną ścianą - Page 7 EmptySro Wrz 11 2019, 12:31

Gdyby tylko była w stanie dosłyszeć co Roibhilín mruczy sobie pod nosem to zagotowałoby się w niej, choć na zewnątrz wciąż bardziej by przypominała czającą się na horyzoncie burzę. Może i zbyt żywiołowo podchodziła do intruza w jej codzienności, jednakże nadal hamowała znaczną większość uczuć, które kołatały się w zarówno w jej sercu jak i głowie. No dobrze, może połowa nie wychodziła na światło dzienne, aczkolwiek to i tak dużo. Tego typu teksty, które zdradzały wybujałe ego działały na Katarine jak płachta na byka, z tym że dziewczyna kumulowała w sobie rosnącą irytację i pogardę, by w odpowiednim momencie wstrzyknąć jad jak najbliżej kluczowych organów.
Krótka, choć zdecydowanie za bardzo przedłużająca się chwila, w której oboje lustrowali się wzrokiem podnosiła tętno rudowłosej. W oczekiwaniu na tak najgorsze było rosnące napięcie, bo przecież spodziewasz się go w każdej, dosłownie każdej milisekundzie, a im dłużej on nie nadchodzi, tym ciało bardziej stara się przygotować. Ułomny mechanizm, całe szczęście, że znalazła trywialny, choć mało intuicyjny sposób, aby go spowolnić. Kto by wpadł na to, że napinanie i rozluźnianie mięśni nóg przynosi tak zbawienne efekty? Oczywiście, mogła pierwsze wyprowadzić atak, jednakże zdolności kalkulacji miała jak najbardziej na odpowiednim poziomie i nijak nie wypadała korzystanie ze starszym, wyższym i już na pierwszy rzut oka silniejszym osobnikiem płci męskiej po przeciwnej stronie ringu. Bardziej grała na zwłokę, chcąc sprowokować irytację, by wymanewrować w końcu poddanie się Roibhilína, który uparcie nie chciał sobie dać na wstrzymanie, pokląć na nią i odejść uniesiony bezpodstawną dumą. Szlag by to wszystko.
Wychwyciła kpinę w jego głosie, na która po prostu przewróciła oczami. Już nie chciało jej się powtarzać w myślach jak bardzo mało oryginalnie wypadał ten oto jegomość, szczególnie, że o dziwo faktycznie wypuścił Vincenta, który gdy tylko dotknął łapkami posadzki to od razu zaczął się myć. Potem zerwał się jak oparzony, odbiegł na przeciwną stronę korytarza i tam kontynuował toaletę. Biedny zwierzak, ten to dopiero musiał być zdezorientowany – łapią, nie puszczają, potem jednak oddają, kopią, znowu łapią i znowu puszczają. Jak żyć?
Spojrzała w ślad za swoim pupilem, po czym odwróciła się do Ślizgona, chcąc mu krótko, zwięźle i na temat podziękować – albo raczej rzucić coś w stylu „można? Można”. Ledwo jednak otworzyła usta poczuła jak na jej szyi zaciska się dłoń. Odruchowo sięgnęła do niej, aby próbować się wyrwać, jednakże chwilę później znieruchomiała prawie całkowicie. Jedynie klatka piersiowa zdradzała, że płuca usilnie pracują nad wymianą tlenową, która napotkała pewne przeszkody. Spodziewała się użycia przemocy, jak najbardziej brała pod uwagę chęć uderzenia jej czy szantażowania przy użyciu siły – tego jednak nie ujęła w kalkulacjach w żadnym momencie. Czując mocno przyciśnięte wargi Roibhilína do swoich własnych, jego język, który bez pardonu wdzierał się w jej usta miała ochotę go ugryźć, zaprotestować, jednakże w takiej a nie innej pozycji to co z niej wyszło bardziej przypominało jęk. Nie do końca taki miała plan. Z drugiej zaś strony… Było to ciekawe. Musiała mu oddać – zaskoczył ją i to w najbardziej nietuzinkowy sposób, jakiego doświadczyła do tej pory. Z lekkim zawodem przyjęła zakończony pocałunek, choć jej ekspresja nie pozwoliłaby nikomu na odgadnięcie myśli Katariny – chwyt za gardło ułatwiał utrzymanie odpowiedniej mimiki twarzy. Oddychała ciężej, czuła też delikatne mrowienie na wargach. Intrygujący stan, definitywnie.
Nie odwracała wzroku od Ślizgona i to właśnie oczy Pride zdradzały, że nie jest zła na taki a nie inny obrót spraw. Jeszcze raz zlustrowała go na tyle, na ile pozwalało jej obecne położenie, po czym parsknęła cichym śmiechem, który przerodził się w zduszony chichot. Spojrzała wyzywająco na swojego „oprawcę”.
- Jeśli to chciałeś złupić to dziwnie się do tego zabrałeś. – rzuciła rozbawiona, choć uścisk na gardle przeszkadzał w pełnej ekspresji jej głosu. Mimo to delikatnie przesunęła głowę do przodu, jakby nieświadomie, zupełnie przypadkowo zmusiła chłopaka do większego nacisku na jej krtań. Kto by pomyślał, że coś takiego jest przyjemnym doświadczeniem? W tym ferworze intensywnych i zadziwiająco przyjemnych emocji zapomniała próbować się wyrywać.
- Kot nie był ci potrzebny, co? Chyba, że twoje potrzeby wykraczają poza niewiasty, a to już trochę chore nawet jak na mój gust.
Zmęczenie przestało o sobie przypominać, bowiem każda komórka ciała rudowłosej skupiła się na niecodziennej sytuacji, w której centrum się znalazła. Intrygujące, fascynujące wręcz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Roibhilín Eóganacht

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 185
Galeony : 13
  Liczba postów : 11
Przed Kamienną ścianą - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Przed Kamienną ścianą   Przed Kamienną ścianą - Page 7 EmptySro Wrz 11 2019, 22:04

Irytacja zelżała, prawdopodobnie ze względu na fakt że w końcu coś poszło tak jak się do tego przyzwyczaił. Wziął to co chciał a strona obłupiona zareagowała wręcz z niemą aprobatą - tak właśnie powinno być, ludzie powinni być szczęśliwi gdy bierze to co w jego mniemaniu mu się prawnie należy.
- Czy ja wiem czy dziwnie? Skutecznie bym rzekł - mruknął w odpowiedzi, trochę jednak nieprzyzwyczajony do tego że inne, nieoświecone istoty żywe myślą racjonalnie i bez marudzenia podążają za planem który wymyślił w przeciągu ostatnich kilku sekund. Wyczuł lekki nacisk dziewczyny na jego dłoń - no proszę, więc zupełnym przypadkiem odkrył swój zapalnik, punkt zaczepienia którego teraz już będzie się trzymać - w końcu skoro już postawiło się pierwszy krok na ścieżce łupienia, to czemu miałby nie postawić drugiego, trzeciego i czwartego aż dostanie wszystko co tylko sobie wymyśli? Warto nie poprzestawać na minimalnych korzyściach, trzeba w końcu być ambitnym.
- Jestem ambitny. Nie będę rzucał się na nagrodę pocieszenia, gdy główna nagroda czeka. To byłoby wręcz niegrzeczne - odparł spokojnie. Tyle w temacie kota miał do powiedzenia, w końcu na cholerę mu sierściuch skoro zamierzał sobie wziąć rudzielca? Prosta, logiczna decyzja, kota to może sobie pogłaskać, potem jeszcze musi pamiętać o takich głupotach jak "nie ciągnąc za futro", "karmić kota" i ogólnie do niewielu rzeczy mu się przyda. Z kobietami sprawa wygląda znacznie prościej, bo wszystko ograniczone jest tylko wyobraźnią i granicą fizycznego limitu obu ze stron - to zdecydowanie prostsze, niż dochodzenie do ładu z kotem. Szczególnie, że z kotem jedyne dochodzenie jakie ma miejsce, to właśnie do ładu. Sam już nie wiedział po co właściwie próbował go podpierniczyć - prawdopodobnie zrobił to bardziej w ramach rozrywki, takiej bardziej kradzieży dla sportu niż po to by faktycznie mieć kota.
- Aczkolwiek to miłe że w końcu mówisz do rzeczy - rzucił jeszcze cicho. Ścisnął ją za gardło ponownie i dopchnął ciałem do ściany, po raz kolejny złączając swoje usta z ustami dziewczyny. Nie można jednak określić tego że "zaczął ją całować". Bardziej rzucił się na nią jak wygłodniałe zwierze trawione niesamowitą potrzebą skonsumowani posiłku. Jakby nie patrzyć, Ślizgon miał nadzieję że do konsumpcji faktycznie dojdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Katarina V. Pride

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 165
Galeony : 26
  Liczba postów : 15
http://www.czarodzieje.org/t17550-katarina-v-pride
http://www.czarodzieje.org/t17583-katarina-v-pride
http://www.czarodzieje.org/t17582-korespondencja-katariny
http://www.czarodzieje.org/t17551-katarina-v-pride
Przed Kamienną ścianą - Page 7 QzgSDG8




Gracz




Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Przed Kamienną ścianą   Przed Kamienną ścianą - Page 7 EmptySro Wrz 11 2019, 22:38

Sytuacja była kuriozalna w swej prostocie – no bo gdyby ktokolwiek zapytał co się właściwie działo to można by to zawrzeć w jednym „starszy Ślizgon poddusza młodszą koleżankę”. Koniec, kropka, wszyscy mogą się rozejść. Gdyby jednak zagłębić się w odczucia zarówno psychiczne jak i fizyczne Katariny to nieprzygotowany badacz doświadczyłby szalejącej burzy, morderczego tajfunu, który nie dawał się okiełznać żadnym zaklęciem. Po raz pierwszy znalazła się w takiej sytuacji i pomimo całej swojej wiedzy na temat psychologii, a potrzebowała jej trochę dla lepszego manipulowania ofiarami, nie umiała odpowiednio sklasyfikować logicznie reakcji własnego organizmu. Zawsze sądziła, że nie znosi się podporządkowywać i nawet gdy cel myślał inaczej to jej zawsze było na wierzchu. Nienawidziła wręcz ulegać, a wyjątkowo mocną alergie przejawiała na wszelkie objawy narcyzmu. Do jednego tylko mogła się przyznać – z jakiegoś dziwnego powodu zawsze lubiła trochę przemocy wobec siebie. Ból czy też dyskomfort fizyczny dawał niepodważalny dowód na to, że żyła, a jej system nerwowy działał jak należy. Właśnie w tej chwili, gdy płuca łapały każdy wydarty wręcz siła kawałek tlenu delektowała się nim, nie mogąc się nadziwić jakim tak trywialna rzecz jak oddychanie jest fascynującym procesem. Najprawdopodobniej to właśnie ten fizyczny aspekt dał Roibhilínowi taką przewagę nad jej drobniejszym jestestwem. Katarina zaczynała czuć dziwne, choć przyjemne mrowienie wzdłuż kręgosłupa, wędrujące szybko w dół i znajdujące swój punkt kulminacyjny w podbrzuszu. Dobrze wiedziała, co oznacza taka a nie inna reakcja organizmu, choć wciąż dziwiła się jak szybko postąpiła ta reakcja łańcuchowa. Czyżby tak objawiał się pierwotny instynkt? Wszystko na to wskazywało, ale kimże by była, gdyby nie sprawdziła tej teorii.
Już chciała się gardłowo zaśmiać, gdy znów poczuła jak uścisk na gardle przybiera na sile. Tym razem nawet nie pomyślałaby o hamowaniu się, po prostu jęknęła gardłowo, a w tym dźwięku pobrzmiewała nutka rozbawienia i ekscytacji. Dotknęła z impetem plecami ściany, nawet przez ubranie czując jej chłód, który tylko spotęgował dreszcze. Nic to jednak, gdyż gwałtowny, zachłanny wręcz pocałunek szybko i skutecznie postanowił rozgrzać atmosferę. Nie broniła się, wręcz przeciwnie, gotowa aby dać upust ciekawości i zdać się na to, co zdążyła sklasyfikować instynktem. Czy słusznie – to się dopiero okaże. Z tyłu głowy cały czas miała świadomość, że w każdej chwili mogła wymierzyć paznokcie w oczy napastnika – ale nie teraz, nie czuła się zagrożona, wręcz przeciwnie. Zamiast tego wolała wykorzystać swoją naturalną broń, by wczepić się jedną dłonią we włosy Ślizgona, drugą zaś złapać się mocno jego koszuli, jakby chciała go przysunąć jeszcze bliżej. Tego typu zbliżenie było dla niej nowością i choć daleko jej było od pruderyjności i mogła się pochwalić paroma zbliżeniami z mężczyznami to nigdy w takim stylu. Gdzieś w głębi jej gardła ponownie rozbrzmiało echo stłumionego chichotu, wsuwała udo między nogi starszorocznego. Dobrze zdawała sobie sprawę jakie punkty w ciele mężczyzny są wrażliwe. Mimo to nie zamierzała być całkiem uległa. Nie byłaby sobą gdyby nie wplotła w ten intensywny proces jakiejś złośliwości, nutki agresji, aby nie pozostać dłużną intruzowi. Ugryzła go w dolną wargę, aby zaraz po tym przesunąć mocno paznokciami po jego karku. Chciał zdobycz – oczywiście. Zazwyczaj jednak na pewne trofea trzeba sobie zasłużyć. Poruszyła ponownie udem, ocierając się o najczulszą strefę Ślizgona. Jakimś sposobem wyswobodziła usta z pocałunku i wykorzystała moment, aby spojrzeć na Roibhilína przekornie.
- Jak długo aż tak się cieszyłeś na to spotkanie? – wyszeptała gardłowo, mimo wszystko wciąż delektując się naciskiem na swojej krtani – nawet jeśli tuz przed i po wypowiedzeniu zdania łapczywie łapała powietrze w płuca. – Chyba, że zaraz stwierdzisz, że jednak się przeliczyłeś i udasz, że to miała być tylko taka gra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Przed Kamienną ścianą - Page 7 QzgSDG8








Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty


PisanieTemat: Re: Przed Kamienną ścianą   Przed Kamienną ścianą - Page 7 Empty

Powrót do góry Go down
 

Przed Kamienną ścianą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Przed Kamienną ścianą - Page 7 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Podziemia
 :: 
kamienna sciana
-