Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pomieszczenie w wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://www.czarodzieje.org/t24-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t619-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t253-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Pomieszczenie w wieży   Pon Maj 23 2011, 13:34

First topic message reminder :


Pomieszczenie w wieży

Wspinając się po krętych schodach, piętro tuż pod szczytem wieży, można natrafić na stare, poniszczone drzwi. Większość osób przechodząc ciemnym, stromym korytarzem, nawet nie zwraca na nie uwagi. Tym czasem za owymi drewnianymi, zniszczonymi przez lata, drzwiami znajduje się okrągłe pomieszczenie. Zapomniane przez wieki, świeci pustkami. Jedyne na co można się tu natknąć, to mnóstwo kurzu i pająki tkające swe sieci. Miejsce to w przeszłości musiało służyć za jakiś odosobniony, sekretny pokój. Być może stały tu jakieś meble, na co wskazuje zamurowany kominek, przy którym ktoś kiedyś musiał spędzać czas. Dziś jedyną atrakcją są dwa małe okienka, z których można podziwiać widoki. Warto też wspomnieć, iż stanowią one tutaj jedyne źródło światła.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Nie Gru 28 2014, 03:03

A jemu się śniło, że obudził się w nocy, chciał zapalić. Wszedł do jednego, w zasadzie jedynego w tej części zamku miejsca, w którym na pewno mógł to zrobić, palił spokojnie, kiedy na oknie dostrzegł jakąś istotkę. Zasnęło biedactwo na oknie. I tak pięknie wyglądało.. Miał ochotę ją obudzić wziąć na ręce i zanieść do dormitorium. No, ale nie. Tego nie mógł zrobić. Bo coś tam. Narobiłby problemów obojgu. A więc w ten sposób po prostu usiadł na ziemi i zaczął ją szkicować. I wtedy jakiś krzyk go zbudził… A nie. Przepraszam! To nie był sen! Wszystko było realne! On serio bazgrolił. Bogowie. Aż podskoczył. I machnął o jedną kreskę za dużo. Szczęśliwie nie była jakaś wybitnie widoczna i wszystko. Dało się ja jakoś zatuszować. Przynajmniej miał chłopak taką nadzieję.
Ej! Ale czemu ta istotka go rozpoznała? Skąd wiedziała, że on to on i tak dalej? Przecież.. nie. Chyba nie. W sensie. Nie, nie pozowała mu. No dobra, teraz, ale to się nie liczy. Ani.. nie byli razem. No i nie.. na bank nie poznał jej na imprezie. Kim ona była? Nie można powiedzieć, jej wybitne połozenie, niezbyt mu pomogło. W sumie zorientował się po jednym. Po tym wywodzie. Że prefekci, bo punkty i tak dalej i tak dalej .Tak, zdecydowanie to mogła być tylko jedna. – Ainslee? – spytał nagle, a jego wypowiedź tak bardzo wyrwana z kontekstu. – To Ty? – Jezu. Jeśli to naprawdę ona.. To.. no. Zmieniła się dziewczyna. Ale tak to na bank ona. Z resztą, tak! To musi być ona. O matko.. Ale się zmieniła. Dawno jej nie widział. – Nie powiem, spokojnie. Nikomu nie powiem.. – mówił, stojąc już przy niej i przytulając. Mówił, a w zasadzie szeptał. Tak cicho, żeby ją uspokoić, jakby miała się zaraz rozpłakać. Dodatkowo przytulał ją do siebie i ucałował w czubek głowy. Wszystko było poko. Tylko czemu.. Niedobry? On? Chwila moment? Czemu? Tęskniła? – Też tęskniłem. Naprawdę.. – rzekł cicho, po czym ucałował ją w czubek głowy. Jego mała Ainsle.. No dobra, już nie taka mała. Sto lat jej nie widział. – Czemu jestem niedobry, co? – spytał, nadal ją przytulając. Patrząc na nią, zauważył, że w sumie dziewczę prawdopodobnie jakoś ciepło ubrane nie jest. W związku z tym, postanowił zdjąć swój płaszczyk. Tak też uczynił i chwilę potem okrył nim plecy dziewczyny. Matko, sto lat jej nie widział. Usiadł wygodnie pod parapetem tak, że to ona była teraz nad nim. Nie, nie bardzo mu to pasowało. Chciał ją wyściskać za te wszystkie lata. I ten.. no. Nie dać zmarznąć. To nie była dobra opcja. Dlatego też właśnie grzecznie spytał, czy aby nie mogła by się zniżyć do jego poziomu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 40
  Liczba postów : 34
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10031-ainslee-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10044-ainslee
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10045-kleofas-sowa-ainslee#279888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10046-ainslee-gordon




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Nie Gru 28 2014, 03:19

Ainslee naprawdę za nim tęskniła, serio. Ostatnim razem, jak się widzieli, mówił, że nie wie, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczą, prawda? Wyjeżdża daleko, daleko hen i słuch po nim zaginie. A teraz Gordon robi sobie drzemkę w jakimś opuszczonym pokoju w wieży astronomicznej, a jak się budzi, kogo widzi? PIĄTKA, a kogoż by innego! Już pomińmy ten cały element zaskoczenia, złość i uczucie pustki, które powróciło na moment w ramach przypomnienia. Odkąd opuścił Hogwart, miała lekkie problemy ze sobą. Miała wrażenie, że nie radzi sobie z niczym i jest do niczego. On zawsze dawał jej do zrozumienia, że jest wręcz przeciwnie. I przede wszystkim lubił ją taką, jaką była, nie musiała niczego udawać. Z nim czuła się prawie tak samo jak z Chayenne, z tą różnicą, że Abbot była dziewczyną i towarzyszyła Ainslee sześć lat, bez żadnego ZNIKANIA NA DWA LATA Z POWODU BLIŻEJ NIEOKREŚLONEGO POWODU. Piątek powinien teraz szczerze przepraszać Ainslee za swoją lekkomyślność i fakt, że tak po prostu ją zostawił, jak bezużytecznego śmiecia.
Czy według Piątka Ainslee była bezużytecznym śmieciem? Hmm? Hmmmm?
- To ja - odparła, mimowolnie się uśmiechając. Rozpoznał ją! Normalnie skoczyłaby z radości jak jakieś dziecko, ale raczej jej nie przystało. W tym momencie Piątek troszeczkę ją zaskoczył, gdy tak po prostu do niej podszedł i ją przytulił, przez co, co prawda, koc z niej całkowicie spadł, odkrywając ramiona i nogi, ale liczył się gest. I miał takie ciepłe ramiona - tak samo, jak zapamiętała. Tamtego dnia, gdy się żegnali, też ją przytulił. I też było zimno... ale buziaka w czółko nie dostała. A teraz tak, i nawet dwa razy! Znowu się mimowolnie uśmiechnęła. Jak zwykle. Ten chłopak zawsze sprawiał, że uśmiechała się mimo woli. - Jesteś niedobry, ponieważ mnie zostawiłeś - odparła, patrząc na niego swoimi szarymi, dużymi oczami. - Żadnej kartki, żadnej sowy, żadnego niczego nigdy! Obiecałeś, że się postarasz odezwać - obruszyła się leciutko. Przecież obiecał! A w końcu obietnica rzecz święta.
Nie odezwała się, kiedy oddał jej własny płaszcz. Był ciepły i ładnie pachniał, to było najważniejsze. Uśmiechnęła się, chowając głowę w kołnierzu. W odpowiedzi na jego prośbę przysiadła obok niego. Rękawy płaszcza Piątka były o wiele za długie i musiała je trochę podciągać, ale to nic.
- Gdybyś tęsknił - zaczęła po chwili milczenia. - To byś wysłał sowę.
Mimowolnie - znowu - uśmiechnęła się do siebie samej.
Wrócił!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Nie Gru 28 2014, 03:43

Nie spodziewał się takiego spotkania. Nie teraz. Ne dziś. Bo przecież.. matko. Nie miał prawa jej tu spotkać. To był czas, kiedy oboje powinni spać, a on nawet kilkadziesiąt mil stąd, spokojnie w swoim domu. Zatem, czemu? Cholera. Czasem jednak dobrze złamać zasady. Takie spotkanie! I to nie byle jakie. Ainslee.. naprawdę wydoroślała. I wyładniała. Co by nie mówić, nie była już tą samą osobą, co dwa lata temu, na dworcu w Londynie. Ech. Długo go tu nie było. Długo go nie było w jej życiu. Długo jej nie było w jego życiu. Ale może to i dobrze? W końcu Piątek nigdy nie uważał siebie za godnego towarzysza, kompana, czy jakkolwiek to tam nazwać. Samego siebie wiązał raczej z tymi bardziej patologicznymi środowiskami, bo przecież nie było mu to obce. Seks, narkotyki. Alkohol..
- Zostawiłem? – odparł zdziwiony. Nie bardzo wiedział, co chciała przez to powiedzieć. W końcu jednak dotarło to do niego. Zaczął powoli gładzić jej włosy i z uśmiechem na twarzy w końcu zaczął jakąś konstruktywną wypowiedź. – Skarbie, nie tylko Ciebie tutaj zostawiłem i powinnaś sobie z tego zdać sprawę. Nie byłaś w końcu jedyną osobą, którą pożegnałem wtedy.. – fakt. Nie była. W końcu rodzice, Roman, wówczas jeszcze kundekiem będąc, Fran, Mel, Aaron, nauczyciele, ech.. grono, naprawdę grono miłych i życzliwych osób. – Ale musisz też choć postarać się zrozumieć moje pobudki. Potrzebowałem wolności kochanie. Prawdziwej wolności. Musiałem odetchnąć, złapać oddech, coś zobaczyć. Obcować trochę z ludźmi, z innymi kulturami, otworzyć się nieco bardziej na świat.. – marne wyjaśnienie. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Z resztą, ona od początku dość mocno krytykowała jego argumentacje. I na ogół znajdowała o wiele, wiele lepszą. Mówiącą za tym, żeby jednak nigdzie nie jechał. Cóż, mimo wszystko musiał. – A ty mogłaś jechać ze mną! – zaoponował nagle, dając jej prztyczka w nos. – Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jakie to wspaniałe rzeczy moglibyśmy razem przeżyć. Matko. Tak. To byłoby cudowne.. – chłopak uśmiechnął się delikatnie. Potem jak już wiadomo zmienili pozycję na siedzącą, tylko na podłodze. Zanim to jednak, kiedy Ainslee postanowiła już zejść z okna, Piątkowski pozwolił sobie podejść do niej i sięgnąć do kieszeni płaszcza, tej wewnętrznej, na piersi, by wyciągnąć papierosy. Uważał przy tym bardzo, aby na pewno tam nie dotknąć nigdzie dziewczęcia, bo przecież ona zawsze była w sprawach wolności osobistej konserwatywna. Palił tak sobie pokojnie, kiedy nagle wypaliła znowu z tym, że mógłby w sumie napisać. – Tak, mogłem. Ale nie znałem do końca twojego adresu korespondencyjnego? W końcu, wiesz.. Nie podałaś mi dokładnych namiarów na dom rodzinny, ani nic z tych rzeczy, no a skąd mogłem wiedzieć, że byłaś w Hogwarcie cały ten czas? - spytał, po czym przeprosił za swój ostry i arogancki ton. Wdech, wydech. I dużo spokojniej zaczął raz jeszcze. – Wiesz, Ainslee.. – zaczął, obejmując dziewczę ramieniem. – to nie tak, że nie tęskniłem bo się nie odezwałem. Ciężko też było mi dać znać. Wiesz.. nie do końca byłem wtedy w dobrym stanie psychicznym. A ta podróż.. Cóż. Była dobra. Ale tylko na początku. Później stałą się męcząca. I to aż nazbyt.. – powiedział szczerze. Z tego nadmiaru złych wspomnień, aż musiał zapalić. Jeszcze jednego. Ach to jego żyjątko na płucach. Taki obfity obiad..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 40
  Liczba postów : 34
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10031-ainslee-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10044-ainslee
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10045-kleofas-sowa-ainslee#279888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10046-ainslee-gordon




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Pon Gru 29 2014, 23:18

No, właśnie, oboje powinni spać! Jednak najmniej oczekiwaną osobą w całym zamku wciąż był Piątek. Gordon jeszcze ujdzie, ale on nie był uczniem i nie mieszkał w zamku, inaczej Ainslee by go zauważyła i opieprzyła rok temu. Nie wiedziała, że jest studentem - skąd miała wiedzieć, skoro się do niej nie odzywał? No, proszę was. Poza tym... Ambroge też się zmienił. Zmężniał i w ogóle. Już nie przypominał tego chłystka, którym był za czasów Hogwartu - rok spędzony na podróżach bardzo na niego wpłynął. Dlatego powinien wszystko opowiedzieć Ainslee, tak samo, jak kiedyś, gdy siedzieli wieczorem do późna w Pokoju Wspólnym - on sobie, co prawda, rysował, a ona czytała książkę, ale zawsze robili to siedząc obok siebie na kanapie. I dam sobie rękę uciąć, że ma milion pięćset sto dziewięćset (WIEM, nie ma takiej liczby!) razy Piątek rysował swoją małą siostrzyczkę czytającą książki. Seks, narkotyki, alkohol, patologia? W takim razie Piątek skutecznie wyznaczył dokładną granicę między swoim życiem towarzyskim a Ainslee. Gordon tak naprawdę nie miała pojęcia, co Ambroge robił, kiedy nie byli razem, a mimo to... ufała mu. W końcu zachowywał się jak jej starszy brat, prawda? Którego nie miała i mieć nie będzie, tak nawiasem mówiąc. Ma tylko głupią starszą siostrę i głupiego młodszego brata - obydwoje skupieni na quidditchu.
- Tak - odparła krótko, nic do tego nie dodając. Po prostu zostawiając ten temat takim, jakim był. Żadnego rozwinięcia, krótka piłka. Tak albo nie. Więcej nie kontynuowała. Kolejne słowa Piątka trochę ją zdziwiły. Poczuła się trochę tak, jakby była zupełnie nieważna. - Nie lubisz mnie już? - spytała, zamiast rozwlekać się na temat tego, kogo jeszcze zostawił w Anglii. - Czytając książki też możesz odkrywać świat! Wcale nie musisz wyjeżdżać daleko... I zostawiać mn... nas wszystkich. Jesteś wolny. Tutaj, na miejscu. Ambroge... Gdzie ty właściwie wyjechałeś? - zapytała Ainslee, zerkając na niego z ukosa i marszcząc brwi.
W normalnych okolicznościach Gordon chętnie pojechałaby z Piątkiem zwiedzać świat. Robiliby mnóstwo fajnych rzeczy, rozmawialiby do późna i jedli tylko lasagne. Znaczy, Ainslee jadłaby tylko lasagne - uwielbia lasagne. W każdym razie, Krukonka przez chwilę zastanawiała się, jak byłoby mieszkać z tym chłopakiem przez tyle czasu. Sam na sam. Z lasagne. Wszystko byłoby z pewnością cudownie, tylko istniał jeden problem - Ainslee chodziła do szkoły. Gdyby Piątek zobowiązał się nauczyć ją wszystkiego, czego powinna w trakcie tego czasu, to w sumie okej, może jechać. To kiedy pojadą?
- Na pewno byłoby cudownie - potwierdziła z uśmiechem. - Ale miałbyś głupią, niedoświadczoną małolatę przy boku. Czternastolatkę, jak mniemam. Wiesz, jakie czternastolatki są wymagające?
Zaśmiała się. Ambroge zawsze sprawiał, że się śmiała. Czasami zupełnie bez powodu, a czasami wręcz przeciwnie. Zanim oboje usiedli pod oknem, Ainslee zrobiła wielkie oczy, kiedy Piątek sięgnął do wewnętrznej części płaszcza. Nie wiedziała, że chce tylko wyciągnąć papierosy z kieszeni - miała wrażenie, że ma zupełnie inne zamiary... No, ale mniejsza. Godne poszanowania było to, że pamiętał o poglądach panny Gordon. To się nazywa prawdziwy przyjaciel! Ze świecą takiego szukać!
- Kiedyś dałam ci karteczkę, ale chyba zgubiłeś. Poza tym... Ambroge, czy przypadkiem nauka w Hogwarcie nie trwa siedem lat? Gdzie miałam się przenieść, do Beaxbatons? - stwierdziła Ainslee. Sama już nie wiedziała, czy w końcu dała mu adres czy nie, jednak ona zawsze musiała mieć ostatnie słowo, jeśli chciało jej się rozmawiać, oczywiście. Jeśli nie rozmawiała, to jaki to miałoby sens? Po chwili milczenia dodała z płaczliwą miną: - A może ty chcesz, żebym się przeniosła do Beaxbatons?
Jednakże płaczliwa mina odeszła w momencie, kiedy ją przytulił. Kochany. Zawsze wiedział, czego potrzebowała.
- Czy coś ci się stało? - spytała całkiem poważnym tonem. - Ale teraz już w porządku, prawda? Nic ci nie jest? Skoro ci się nie podobało, to czemu nie wróciłeś do domu? Ja bym cię nie zmęczyła. Dawałabym ci herbatę i przynosiłabym ci kocyk.
Miała tyle pytań, a tak bardzo było koło drugiej rano.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Wto Gru 30 2014, 00:46

Absurdalne pytanie! Absurdalny zarzut! Absurdalne.. no, nie przychodzi mi w tym momencie, żadne inne mądre określenie, ale i ono jest na pewno takie.. ABSURDALNE! On jej nie lubi? Ech.. I właśnie tym pytaniem dała mu dobitnie do zrozumienia, że tak naprawdę nie zrozumiała jego motywów. On jej miałby nie lubić.. – Czemu tak sądzisz? Tylko dlatego, że was tu zostawiłem? Że wyjechałem? – nie oczekiwał opdpowiedzi na to pytanie. Doskonale ją znał. – Tak, masz racje. Ale książki.. Książki, to książki. Obrazy to obrazy. Żadne płótno, nawet najlepszy malarz, prozaik, poeta, nie odda uczuć, jakie Ci towarzyszą, kiedy jedziesz pociągiem przez pół Rosji, albo gdy widzisz dwa oceany w Nowej Zelandii. Nie spotkałem się z żądną książką, która tak dosadnie opisałaby moje uczucia z pobytu na Islandii, skarbie. – tutaj, pogłaskał ją po włosach - I musiałem, musiałem wyjechać, zostawić Ciebie, nie bój się tego powiedzieć proszę, wszystkich. – podjął znowu temat. Przypuszczalnie nadal niewiele zrozumiałą z jego wypowiedzi, no ale czemu się dziwić, skoro wciąż powtarzał tylko jedno i to samo zdanie, tylko slowa w nim występujące ubierał nieco inaczej. – Jestem. Teraz. Ale nie wcześniej. Nie, wtedy. Nie po przejściach z kolegami ze Slytherinu, nie po tym wszystkim. Teraz jestem dopiero wolny. Poza tym bardziej świadomy pewnych rzeczy, dojrzały. Wiesz, to ma też przełożenie na moją twórczość.. – dojrzały? On? Ruchacz, narkoman, nałogowy palacz i alkoholik z przypadku? On bardziej dojrzały? Cóż, w pewnym sensie na pewno. W końcu te wojaże dużo mu dały, choć on sam zapewne nigdy się do tego nie przyzna. Ech..
A wyjazd..? Tak byłby cudowny, nawet bardzo. A teraz szczególnie. W końcu Ainslee jakby nie patrzeć, nie była tą małą dziewczynką, którą zostawił jakiś czas temu i pożegnał uściskiem. Teraz była.. kobietą? Tak, chyba mógł z całą świadomością użyć tego słowa. Bo, kurde, nazywajmy ludzi i rzeczy po imieniu. Nie ma co ukrywać, że Ainslee trochę.. rozwinęła się od tamtego czasu. Wypiękniała i wszystko. Serio, to nie był ten sam człowiek. Przez chwilę, patrząc tak na nią, poczuł lekkie ukłucie, gdzieś w serduszku, że jednak wyjechał. W końcu ją zostawił.. – Wiem. Znałem jedną i chyba masz racje. Byłaby jedynie zbędnym balastem.. – powiedział w zasadzie już siedząc. Potem do niego dołączyła, no i reszta do wyczytania w poprzednich postach. Przechodząc do meritum. - Wiesz co? – podjął nagle temat, podchodząc do niej i sięgając ręką pod kurtkę. – Z chęcią bym Cię zabrał, gdybyś teraz powiedziała mi, że chcesz ze mną wyjechać.. – dodał, po czym sięgnął po papierosy. Zdobył się nawet na pocałunek. Taki w policzek. Niemniej, niebezpiecznie blisko prawego kącika ust. Niech wie, że tęsknił. Że ją lubi. Że mu źle z tym, że ją zostawi. Że.. a nieważne. – Tak, kochanie. Trwa. Potem masz studia, których nie musisz podejmować zaraz po skończeniu edukacji uczniowskiej. Trzy lata i jesteś pełnoprawnym absolwentem. – udzielił jej tej, jakże fachowej odpowiedzi, uśmiechając się przy tym dumnie. Taki był mądry! I taki wszechwiedzący! – Tak, teraz już w porządku. Naprawdę skarbie, już w porządku. To po prostu.. zawód miłosny... – rzekł, przeczesując jej włosy między palcami. – I wróciłem. Wróciłem. Cały miesiąc spędziłem w Limerick. Ale nikogo tam nie było, nikt mi nie przynosił herbatki i kocyka! Może dlatego wyjechałem? – zapytał, spokojnie, po wcześniejszym wybuchu, który nastąpił zaledwie zdanie wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 40
  Liczba postów : 34
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10031-ainslee-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10044-ainslee
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10045-kleofas-sowa-ainslee#279888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10046-ainslee-gordon




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Wto Gru 30 2014, 01:58

Ainslee mało rozumiała. Miała swój świat i swoje kredki, za pomocą których pragnęła nadać kolory postaciom, przedmiotom, uczuciom. Na każdą rzecz patrzyła zupełnie inaczej niż reszta społeczeństwa - kolejna ocena zapisana w dzienniku była dla niej kolejnym osiągnięciem, nie zwykłą literą; kolejna przeczytana książka była kolejnym przeżyciem, które wplątało ją w losy swoich bohaterów, a nie zwykłą kilkudziesięciostronicową powieścią; tak samo każde kolejne słowo odczytywała po swojemu. Nie wiedziała, co myślał Piątek - wszystko interpretowała jak chciała. A zostawienie kogokolwiek mogła sobie odczytywać jako niechęć. Mało kto wiedział, co się działo w główce panny Gordon... Jednak Piątek zdecydowanie należał do tej mniejszości.
- Tak... Gdybyś mn... nas lubił, tak troszeczkę, to nie chciałbyś nas opuszczać - stwierdziła Ainslee, wzruszając ramionami. Odpowiedziała na pytanie, mimo że nie czekał na odpowiedź. - Na przykład ja nigdzie się nie wybieram. Mam tu wszystko, czego potrzebuję... Chay, rodzinę, Jo. No i ciebie. Nie planujesz już nigdzie wyjeżdżać, prawda? - spytała, patrząc na byłego Krukonka swoimi wielkimi, szarymi oczami. W jej głowie szaleńczo plątała się jedna myśl: Nie zostawiaj mnie znowu, proszę. Nie radzę sobie sama. - Jeśli masz dobrą wyobraźnię, poczujesz nawet jak lekki wiatr muska twoją twarz... - dodała w zadumie. Zamknęła na chwilę oczy. Faktycznie czuła wiatr na swoich różowych policzkach. Mury w tym pomieszczeniu nie były solidne. Jednak miała płaszcz przyjaciela, więc przeziębić się nie powinna. Nadal nie otwierała oczu, nawet w momencie, gdy pan Piątek głaskał ją po włosach. To było miłe.
- Uważam, że świetny z ciebie artysta. Wtedy. Był. Teraz też... - odparła półsłówkami, otwierając oczy i uśmiechając się. Czasami miała problemy z poprawną komunikacją, o tym też musiał wiedzieć. - Dojrzałości uczuć nie zmierzysz wiekiem... ani czasem - Krukonka pozwoliła sobie na cytat. Tak, rozmowa z nią była dziwna - ty mówiłeś o czymś ważnym, a ona komentowała to słowami ważnych ludzi albo zagadkami. Ambroge na pewno zmężniał - w sensie fizycznym. Jeśli chodzi o stan psychiczny, sam musiał zauważyć różnicę. Miał więcej rozsądku, podjąłby te same decyzje, co kiedyś? No i Ainslee nic nie wiedziała o żadnych przeżyciach Piątka ze Ślizgonami, ale uznała, że nie warto go teraz o to pytać, chociaż znając jej takt... powinna. Jedynie sentyment do chłopaka zmusił ją do milczenia. Umiejętność przemilczenia wymaga dojrzałości.
Oboje się zmienili. Wydorośleli. Głupie słowo, prawda? Może oznaczać tak wiele rzeczy. Wzrost, uczucia, decyzje. Wszystko. Piątka ominęło obserwowanie dorastania panny Gordon. Nie widział jej wzlotów i upadków, które wydarzyły się przez te dwa lata, kiedy się nie widzieli. Człowiek tak bardzo może się zmienić w tym okresie czasu, ale niektóre rzeczy ciągle pozostają takie same. Takie, jakie powinny zostać.
- Właśnie nazwałeś mnie balastem, głuptasie - mruknęła Ainslee. Westchnęła i kontynuowała. - No i możemy wyjechać po szkole, nie widzę nic przeciwko. Tylko muszę poćwiczyć zaklęcie zmniejszające, żeby zabrać wszystkie potrzebne mi książki. Bez książek nie damy rady - powiedziała Gordon tonem nieznoszącym sprzeciwu. A zwykle w tych momentach Ambroge się sprzeciwiał. W tym momencie Piątek pocałował Ainslee, niebezpiecznie blisko ust. Skomentowała to jedynie milczeniem. Można powiedzieć, że się leciutko przestraszyła - czyżby pan Piątek mówił to wszystko, ponieważ liczył na coś więcej? Jej i tak różowe policzki zaróżowiły się jeszcze bardziej. Spuściła na chwilę głowę, mimowolnie się uśmiechając. Ten buziak był słodki, mimo wszystko. - Zawód...? Ja bym cię nie zawiodła - powiedziała szybko, nie zdążyła nawet przemyśleć swojej wypowiedzi. Zacisnęła palce na ramieniu chłopaka, pąsowiejąc jeszcze bardziej. To bardzo do niej pasowało. - To znaczy... no, wiesz... Wiesz, o co mi chodziło, nie? - zerknęła na palce chłopaka tuż przy jej twarzy. - Nic mi nie powiedziałeś, że jesteś w Limerick. Inaczej przynosiłabym ci herbatkę i kocyk, wiesz? - zakończyła swój wywód, uśmiechając się leciutko.
Lubiła go. Bardzo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Wto Gru 30 2014, 02:32

Chyba każdy miał swój świat. A przynajmniej swoje kredki. No, Piątek oprócz kredek miał jeszcze farby, ołówki, węgielki, kredy, barwniki, całą masę innych ciekawych rzeczy, którymi mógłby sobie ten świat pokolorować. I nie ukrywam, uwielbiał to robić. Zależnie od nastroju, pogody, czy po prostu chęci, jego świat był czarny, biały, kolorowy, purpurowy, zielony.. można tak wymieniać w nieskończoność, wydawałoby się, ale nie jest to prawda. Szczególnie w ostatnim czasie, kiedy opierał się, a przynajmniej starał, na kilku barwach. Ot, taki eksperyment. I tak jego świat przestał być tak tęczowy, a zaczął monotematyczny, jednobarwny. Nudny. Cóż, czasem i tak trzeba żyć.. No, ale to były jego kredki. A Ainslee miała swoje, którymi zazwyczaj tylko ona wiedziała jak malować i gdzie. Ona oraz ci nieliczni wybrańcy do których Ambroge – o dziwo – jeszcze należał. Niemniej, miło.
Słuchał wystąpienia dziewczęcia z wielką uwagą. Zabawne. Czy ona naprawdę była tak skromna, czy po prostu bała się powiedzieć otwarcie, że za nim tęskniła? Te drobne przejęzyczenia, tak urocze, wywoływały na twarzy Fridaya szczery i niewymuszony uśmiech. Zdawała się być w jego oczach tak.. rozkojarzona? Nie. Może.. tak. To dobry epitet. Otóż, zdawała się być w jego oczach tak zawstydzona swoimi myślami. Jakby nie do końca wiedziała, czy może na głos powiedzieć, że o nią tylko o nią chodzi. – Mnie? Masz tutaj mnie? Myślałem, że nie widzieliśmy się dwa lata, a Ty mówisz tak, jak gdybym był tu całe życie.. – rzekł, z uśmiechem. Cóż, miło mimo wszystko, że niektórzy nie widzieli wielkiej różnicy w dwóch godzinach czy dwóch latach, jeśli szło o uczucia do danej osoby. Cóż, ale może to właśnie o to szło? Cała gra była warta dla niej świeczki, ponieważ Ambroge stanowił swoiste oparcie, podporę nie tylko emocjonalną..? Kto wie. Kto wie..?
- Świetny może i był. Z tym, że na pewno nie artysta.. Prędzej.. rzemieślnik sztuki. Daleko mi było do artyzmu.. – powiedział bezwiednie, patrząc w pustkę. Cóż, taka prawda. Pierwsze lata szkoły i malowania, to po prostu malowanie. Nic więcej. Niemniej posłużyło mu do kilku bardzo ważnych rzeczy, przede wszystkim wykształciło w nim pewien styl oraz umiejętności niezbędne do dalszej pracy, nad poszukiwaniem własnej ścieżki. Budowania tego właśnie wspomnianego artyzmu, tak by kiedyś patrząc na niego mogła z spokojnie powiedzieć, że właśnie artystą jest. Póki co droga do tego daleka.. – A jestem? Nie wydaje mi się, żebyś widziała moje ostatnie prace. Poza tym, kto Ci powiedział, że teraz nadal zajmuje się plastyką? A może poszedłem bardziej w twoje gusta i począłem aktywizować się literacko? – spytał z uśmiechem, trącając ją raz po raz swoim wskazującym w czubek nosa. A potem cytat.. Tak. Tak bardzo. Jakby tego nie wiedział. W sumie, to było bardzo smutne w Ainsle.. Czasem miał po prostu wrażenie i wielokrotnie słyszął o tym od innych, że po prostu bezrefleksyjnie powtarza słowa jakiś tam znanych ludzików. Nie było to takie fajne, jednak zawsze gdzieś tam w głębi wierzył, że naprawdę rozumie ich sens i znaczenie. Ba! Na pewno tak było. W końcu nie raz i nie dwa mieli okazję pogadać na temat przesłania takich słów.
I tak, zmienili się oboje. I to niesamowicie. I choć Piątek może nie tak, jak Panna Gordon, mimo wszystko na pewno. Nie był już tym samym człowiekiem, co lata temu, kiedy przyjaźń z Ainslee kwitła w najlepsze. Oj nie. Teraz nie pozwoliłby sobie na to, by ktokolwiek wszedł mu na głowę. Teraz nie pozwoliłby sobie na zaklęcia rzucane w plecy bez ostrzeżenia. Teraz nie pozwoliłby na to by ktokolwiek obrażał jego mugolskie upodobania, a także jego rodziców. Jego samego jako człowieka, kogokolwiek z jego bliskich i przyjaciół. – Przepraszam.. – rzucił na odchodne kiedy coś tam zamruczała. Potem słuchał jej wypowiedzi. Książki? Po co jej książki? – Moja droga, uwierz mi. To bezcelowe. Wziąłem ze sobą tonę literatury. Przeczytałem dwie książki. Świat jest zbyt piękny, ma zbyt wiele barw, zapachów, dźwięków, aby nie wychodzić z biblioteki.. – powiedział Piątek, człowiek nie wyobrażający sobie dnia bez książki. Książek.. Ona tymczasem zdążyła się już zaburaczyć po tym niewinnym pocałunku. Słodko wyglądała, ale postanowił milczeć. Nie poruszać zupełnie tego tematu. Chyba tak byłoby najlepiej. – Nie, nie bardzo mam pojęcie, przepraszam.. – powiedział spokojnie, odwracając wzrok, kiedy ta wspięła się na niego i chyba czegoś chciała. Pytanie czy myśleli o tym samym.. – Wiem. Ale nie chciałem Cię niepokoić skarbie.. – rzekł krótko, po czym ujął jej twarz w dłoń, lekko głaszcząc policzek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 40
  Liczba postów : 34
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10031-ainslee-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10044-ainslee
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10045-kleofas-sowa-ainslee#279888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10046-ainslee-gordon




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Wto Gru 30 2014, 03:27

Ainslee miała dużo kredek, z czego każda symbolizowała inną emocję. Dziennie doświadczała emocji z całej palety barw dobrego malarza, mieszającego odcienie nawet zmieszanych już farb. Złość, zaduma, zauroczenie, błogość, śmiech, rozkojarzenie. Miłość, nienawiść. Tęsknota. Tęskniła cały czas. Za rodziną, za Piątkiem, nawet za Kruczkiem - czarnym psem rodziców, który został tak nazwany na cześć Krukolandu. Zdarzały się dni, kiedy znajomi wyrywali ją z zadumy i nie pozwalali na zbyt intensywne myślenie o innych sprawach niż to, co działo się teraz. Nie myślała wtedy o swoich uczuciach, o innych uczniach, o niczym. Liczyło się tylko tu i teraz. Lubiła ten stan - nie musiała się martwić, czy z rodzicami wszystko w porządku ani nie musiała się zastanawiać, czy milczenie było dobrą reakcją na głupią odzywkę tamtego Gryfona. Jak była z Piątkiem, czuła się podobnie. Zmuszał ją do myślenia. Lubiła myśleć, nie czuła się wtedy zaprogramowanym robotem, który ma określone reakcje na każdą sytuację. Lubiła mieć wybór. Teraz również miała. Od niej zależało, co teraz powie, co teraz zrobi. Jej świat był malowany jej własnymi barwami, których nie można opisać słowami. Na pewno nie był nudny.
Nie. Powiedziała mu otwarcie, że za nim tęskniła, prawda? Wcześniej Piątek zwrócił jej uwagę na to, że nie była jedyną osobą, którą musiał zostawić w Anglii. Cały czas odnosiła się do tego. Nie lubiła, gdy cała uwaga była poświęcona właśnie jej. Była szarą myszką, blask reflektorów nie był przeznaczony dla niej. Zdecydowane nie. Ainslee zawsze była rozkojarzona. Rozkojarzona, zadumana, odcięta od reszty. Wyróżniała się, mimo że nie chciała.
- No... teraz mam ciebie - odpowiedziała panna Gordon powoli, analizując dokładnie wypowiedź przyjaciela. - O ile mnie nie zostawisz i nadal będziesz chciał się ze mną zadawać. Będziesz chciał? - spytała. Zadawała dużo pytań. Istotnych i nieistotnych. I tak na marginesie... Była zła na Piątka, bardzo. Nie powinien jej tak zostawiać, przez niego ostatnie dwa lata wcale nie były takie fajne jak sobie wyobrażała. Jednak nic nie mogła zrobić - dalej żyła swoim życiem, mając miłe wspomnienia związane z tym chłopakiem. Uczucia co do niego również się nie zmieniły - ciągle go podziwiała, ciągle jej się podobał. Jednak już nie jako starszy brat, lecz jako chłopak. On również traktował ją inaczej - ani razu nie powiedział do niej siostrzyczko, jak to mówił przedtem. Kochanie, skarbie. Teraz tak do niej mówił. Może w Islandii mówił tak do każdej nowej napotkanej dziewczyny? Gdzieś w środku ukłuło ją lekkie uczucie zazdrości. Nie wiedziała, dlaczego.
- Dla mnie byłeś, jesteś i będziesz artystą. Skromność jest prawem artystów, próżność ich obowiązkiem. Nie spełniasz swoich obowiązków, artysto - rzuciła z leciutkim przekąsem. Patrząc na wcześniejsze rysunki chłopaka, z czystym sumieniem nazywała je arcydziełami. Dziwnie było patrzeć na siebie samą, tak realistyczną, na kartce papieru. Ona tak nie potrafiła. Dlatego uważała Piątka za artystę. Robił coś, czego ona nie potrafiła. Do tego trzeba było mieć talent. Ona mogła mieć talent jedynie do nauki. Nie robiła niczego nadzwyczajnego. - Zanim się obudziłam, rysowałeś... - dodała cichutko, czując się troszeczkę zbesztaną. - A... napisałeś coś? Jeśli napisałeś, chętnie przeczytam. I ocenię - powiedziała z intrygującym uśmieszkiem czającym się w kąciku ust. Krytyka. Krytyka. Krytyka. Dobra czy zła?
Ainslee była bardzo refleksyjna. Jak to ktoś kiedyś ujął - flegmatyczna. Mówiła bez sensu i odwzorowywała się na słowach innych. Jednak większość osób nie wiedziała, że te słowa zostały wypowiedziane wcześniej. Nie czytali tak dużo jak panna Gordon, więc skąd mogliby wiedzieć? Ainslee miała swój pogląd na świat i za każdym słowem coś się kryło. Nieliczni odkrywali ich sens. A Piątek...?
Ainslee zastanawiał jeden fakt. Jak wyglądałaby ich relacja, gdyby Ambroge został. Gdyby był cały czas, gdyby obserwował, jak panna Gordon się zmienia, jednocześnie zostając taką samą. Czy Ainslee nadal przestrzegałaby regulaminów i odrabiała prace domowe z takim zapałem? Może w końcu pewnego dnia ta rutyna pękłaby jak szklanka, rozsypując się na tysiąc kawałków. Może Ainslee zaczęłaby robić dziwne rzeczy... może zmieniłaby się na gorsze, upodabniając się do wścibskich Ślizgonek. Może ta rozłąka wyszła im na dobre?
- Nic się nie stało - odparła Ainslee, uśmiechając się kątem ust. - Czytam głównie w nocy, jak nie mogę spać. Ostatnio często nie mogę spać... - dodała panna Gordon. Najpierw trafiła do jakiegoś dziwnego klubu, teraz spotkała swojego dawnego przyjaciela. Dlaczego? Ponieważ nie mogła spać. Albo to po prostu przeznaczenie. - Można poznać cały świat, zostając w bibliotece, bez narażania się - Krukonka uparcie obstawiała przy swoim. Była uparta, nawet bardzo.
Kiedy Piątek przeprosił kolejny raz, znowu się uśmiechnęła. Zerknęła na niego szarymi oczami, jakby próbując wyczytać, na ile może sobie pozwolić. Lubiła go. Poświęcał jej tyle czasu. A teraz... Teraz było tak ciemno. Romantycznie. Sama nie wiedziała kiedy, ale nabrała ochoty na coś, na co nie powinna. Nie z nim. Nie tutaj. Nie powinna go całować, to jej przyjaciel, na dodatek starszy. Przecież to może popsuć ich przyjaźń. Był taki uroczy, kiedy wypowiadał ostatnie zdanie. Jednak potem nastąpiło milczenie. To trochę zbiło ją z tropu. Myślała, że powie coś jeszcze. Kiedy położył jej dłoń na policzku, przymknęła oczy. Miała zimne nogi. Powoli zaczęła się zbliżać do twarzy Piątka, pokonując kolejne centymetry. Cały czas patrzyła mu w oczy, szukając tam przyzwolenia, przyjęcia albo odmowy. Nie widziała nic. Jej intuicja również ją zawodziła. Zbliżyła się jeszcze trochę. I trochę. I znowu... W końcu ich usta zetknęły się. Ainslee musnęła je powierzchownie, nie wiedząc, na ile może sobie pozwolić. Niemal od razu odskoczyła jak oparzona od przyjaciela.
- Przepraszam - wyszeptała, nadal patrząc mu w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Wto Gru 30 2014, 04:10

Nie, nie powiedziała. A może właśnie powinna? Może właśnie tędy droga powinna iść? Hmm.. cholera wie, tak naprawdę. Ale podobno czasem lepiej iść za myślą, emocją niż tłamsić ją w sobie i nie pozwalać zaistnieć gdzieś tutaj, w realnym świecie. To takie smutne. Czemu ludzie tego nie robili? Przecież.. przecież to prowadzi do frustracji, zaburzeń układu nerwowego i wielu innych, strasznych rzeczy, o których nawet lepiej nie mówić. No i po co ona miała się tak złościć? Przecież.. złość piękności szkodzi, prawda? No prawda, czy nie? Pewnie, że prawda. Ech.. Co za dziewucha..
A co do wolności. Dla Piątka było rzeczą niesamowicie oczywistą, że istnieje na świecie coś takiego jak swoboda słowa, czy poglądów. Dlatego też niespecjalnie miał zamiar komukolwiek narzucać swojego zdania. Albo nie daj Merlinie i Boże i bogowie wszyscy, zwalniać go od myślenia. Przecież.. to jego brak prowadzi do strasznych spustoszeń, czyż nie? Inna sprawa, nikt nie jest takim "zaprogramowanym robotem". No, chyba że te roboty właśnie, niemniej człowiek to człowiek. Ma coś takiego jak potrzeby, uczucia, emocje. I mówiąc choćby o potrzebach mam na myśli coś innego niż „naoliwić, raz na pół roku zrobić przegląd techniczny” etc. Wiadomo, te potrzeby to też bardzo różne, no ale nie będę teraz omawiał Piramidy Maslowa, bo to trochę mija się z celem, gdy się rozmawia z osobą PRAWIE ŻE CZYSTEJ KRWI. Bo co ją obchodzi socjologia? Co ją obchodzi jakakolwiek nauka mugolska, nieważne czy humanistyczna, czy mugolska? No właśnie, no właśnie..
- Masz mnie..? – powtórzył za nią, unosząc wymownie brew. – A kto Ci powiedział, że jestem twoją własnością? W ogóle od kiedy człowieka można kupić, co? Albo posiadać..? – zadał jej jeszcze kilka pytań podobnej treści, a kiedy już miała coś powiedzieć i się oburzyć, uspokoił ją, zapewniając dwa, jak nie trzy razy, że tylko żartował. W końcu mu uwierzyła. – Tak, skarbie. Będę chciał. – uzupełnil jeszcze swoją wypowiedź, o odpowiedź na to, ważne dla niej zapewne, pytanie ponownie uśmiechając się i po raz setny chyba, całując ją w czoło. Tym razem nieco dłużej niż wcześniej a także jakby.. z takim większym namaszczeniem. – Nie mam powodów, by się z Tobą nie zadawać Ainslee..
I fakt. Ich relacje bardzo się zmieniły. Co zabawne, bo widzieli się pierwszy raz od kilku lat. Mimo tego, rozmawiali, nie mieli do siebie jakiś specjalnych wyrzutów. Ba! Przytulał ją, całował, po prawdzie nie tam gdzie mógłby i w sumie chyba nawet chciał, ale… wszystko zdawało się być bez zmian. No, może poza nazewnictwem. To jest racja. Chyba przez to, że nieco dojrzali, przestali być dziećmi, wyszli z tego pięknego okresu, kiedy oczy nie były ścięte szronem przerażenia, cytując klasyka. Ale czy tylko to tak dużo dało? Być może. A być może fakt, iż długo się nie widzieli i przez to byli w stanie realnie ocenić jak duże zmiany w psychice i fizyczności drugiego nastąpiły. Cóż, w przypadku Gordonówny ogromne.. Kochanie skarbie.. Tak. Może tak mówił.. A może nie? Wie tylko on. Uspokoję Cię jednak, nie. Nie mówił.
- Rysowałem.. Przepraszam. Tak pięknie wyglądałaś, że nie mogłem sobie odpuścić.. – rzekł, kiedy wyskoczyła z tym rysownikiem. Poczuł się aatakowany. Chyba powinien przeprosić? Tak to było dobre wyjscie i guess. A nawet jeśli niedobre, to przynajmniej optymalne. Plus niesamowity. – Przepraszam Cię bardzo.. – rzekł równie cicho. I doskonale wiedział za co. Na pewno nie za to, że ją szkicował. Prędzej za to, że właśnie tak ją ugasił. Swoim.. wystąpieniem? Tak, chyba tak to można nazwać. W każdym razie, co by nie było, niezbyt miło musiało jej się zrobić. Ale serio przeprosił. I pewnie dałby jej buziaka w policzek czy coś, ale dał już tyle razy.. Aha. Dał już tyle razy, że widocznie stwierdził, iż jeszcze jeden nie zrobi specjalnej różnicy. No cóż, kto mu zabroni jeśli nie ona? Gorzej, jeśli ona nie będzie chciała sama.. – Nie możesz spać? – spytał poważnie zmartwiony. Insomnia akurat to nie były żadne żarty. Ostatnio czytał jakąś książkę, prawdopodobnie opracowanie naukowe, na ten temat. Bez przesady, to naprawdę miało druzgocący wpływ niekiedy na organizm. A ona powiedziała to tak swobodnie. Okej, okej. Zanim jednak zacznie swoje wywody, lepiej byłoby przeprowadzić wywiad środowiskowy. Tak, to nie była taka zła opcja. – A czemuż to nie możesz spać…? – spytał, idąc za jej myślą. Nic fajnego, naprawdę. Bezsenność w sensie. Sam coś o tym wiedział. Za uwagą dotyczącą czytania nie poszedł. Bardziej ciekawiły go jej przyczyny. Nie uzyskał konstruktywnej, albo raczej zadowalającej odpowiedzi. Cóż.. – Zaproponowałbym Ci się jakąś pomoc, ale nie bardzo możesz chyba jeszcze opuszczać Hogwart na noc, prawda? – spytał nagle, z uśmiechem. A potem. Potem stało się coś dziwnego. Bardzo dziwnego. Chyba dopiero teraz zaczął, podobnie do Ainslee, dostrzegać, że tu naprawdę była bardzo intymna atmosfera. Może to z powodu tej przerażającej i utrzymującej się ciszy, a także poczucia zaciskającej się na jego ramieniu ręki dziewczęcia. Coś tu się działo nie tak. Bardzo nie tak. Co ona chciała zrobić. Jakoś, miał tą świadomość. Mimo tego, niespecjalnie spieszno było mu zabierać tę rękę z policzka Krukonki. Lubiła go.. no okej, on też nie był jej obojętny. Ale czy.. czy to było dobre wyjście? Całować.. jeszcze jego? W końcu zdobyła się na ten bohaterski gest. Tylko.. tylko czemu tak krótko? Czemu tak słabo? Tak źle i niedobrze? Dlaczego, dlaczego? I jeszcze to słowo: przepraszam.. – Że tak krótko? Mam nadzieję – rzucił, po czym najzwyczajniej na świecie pocałował ją. Namiętnie, bardzo namiętnie. Tak całował tylko te wybrane. Ręką ujął jej policzek, druga z kolei powędrowała w okolicę jej talii. Nie chciał by więcej już marzła. No, co było złego w tym, że bardzo chciał aby go przytuliła. Dlatego więc właśnie pozwolił sobie usadowić dziewczynkę na swoich udach, bliżej kolan spokojnie, po czym wrócił do wykonywania poprzednich czynności. Co by się stało, gdyby ktokolwiek teraz wparował? Zapewne przenieśliby ją do Beaubatox. A jemu zakazali wjazdu na Hogwart w nocy. No, a tak serio, who cares? W międzyczasie, jego ręka spoczęła we włosach Ainslee.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 40
  Liczba postów : 34
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10031-ainslee-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10044-ainslee
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10045-kleofas-sowa-ainslee#279888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10046-ainslee-gordon




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Czw Sty 08 2015, 01:10

Powiedziała. Powiedziała, że za nim tęskniła, że jej go brakowało. A przynajmniej wydawało jej się, że dała mu to do zrozumienia. Te spojrzenia, gesty. O ile Piątek potrafił czytać między wierszami, między jednym przygryzieniem warg a drugim, powinien się domyślić. Przecież dlatego tak bardzo się lubili, rozumieli się bez słów. Jednak - mimo wszystko - minęły dwa lata. Każde z nich zmieniło się nieodwracalnie, ta rozłąka niewątpliwie też na nich wpłynęła - mniej lub bardziej. Na Ainslee zdecydowanie bardziej, jednak jak było z Piątkiem... Wiedział tylko on. Tylko on wiedział, ile dla niego znaczy panna Gordon. On tłumił w sobie to uczucie, prawda? Jednak czy jakiekolwiek zaburzenia nerwowe u niego występowały? Podczas ostatniej godziny z pewnością nie, tak przynajmniej wynikało z obserwacji Krukonki. Lubiła się na niego patrzeć. Lubiła dotykać jego brązowych włosów, lubiła patrzeć się w jego zielone oczy. Nawet tatuaże, za którymi nie przepadała (nauka babci nie poszła w łeb!), ewidentnie pasowały do tego Krukona. Może Ainslee też pasowała...
Odkąd państwo Gordon zerwali kontakty z resztą rodziny, Ainslee czuła się wolna. Od tamtej pory nikt nie mówił jej, że liczy się tylko opinia publiczna i to, co akurat masz na sobie. Gdyby babka ją widziała w tej chwili, z pewnością by się załamała. Nagie ramiona, nogi, uda, część pleców, paradowanie po zamku jedynie w koszulce nocnej i kapciach, to przecież skandal! Na dodatek siedziała teraz obok dorosłego chłopaka, który mógł te wszystkie wdzięki podziwiać. I jak oni mieli nie dać się ponieść emocjom?! Potem, już w domitorium, Ainslee oczywiście przeszło przez myśl, że być może to wszystko stało się jedynie z jednego powodu - z powodu tej piżamy, właśnie... Jednak jeśli spojrzeć na tę sprawę z drugiej strony, to ona pocałowała go pierwsza. Więc to ona była pierwszą kostką domina. Żałowała? Nie. Broń Merlinie.
I uwierz. Ainslee interesował każdy temat, o którym opowiadał Ambroge.
- Nie traktuję cię jak rzecz! Chodziło mi o część merytoryczną, Ambroge! - zaprotestowała natychmiast Ainslee, krzyżując rączki na piersiach i patrząc na niego z leciutko zbulwersowaną miną. - Chodziło mi o to, że zawsze mogę na tobie polegać... i... Traktowałam cię kiedyś jak brata, pamiętasz? - ostatnie słowa wyszeptała. Spuściła główkę, bojąc się zajrzeć w te kocie oczy. Nie, nie może w nie spojrzeć. Jak tylko w nie zerknie, zatonie i nie będzie mogła dalej się bronić przed jego argumentami... I potem nie będzie mogła wydusić słowa... I... Spojrzała. Westchnęła cichutko. Lubiła jak się na nią patrzył. Wtedy Piątek coś mówił, uspokajał ją, a ona nie zrozumiała ani słowa, ale zalał ją błogi spokój, gdy tak patrzyła w jego cudne oczęta i wszystko inne jej nie interesowało. - Czyli jak będziesz mieć powód... To już nie będziesz się ze mną zadawać - odparła pół żartem, pół serio. Jednak ton ją zdradził. Był przygnębiony. To chyba najbardziej pokazywało to, jak bardzo dziewczynie zależy. Tak myślę.
Przytulał, całował. Tak. Z początku Ainslee nie za bardzo wiedziała, jak to wszystko ma przyjąć. Tolerować to czy jednak powiedzieć, że to nie w porządku? Nie widzieli się długo. Powinna go zbesztać, powinna się rozpłakać i powinna go skłonić do przeprosin na kolanach. Jednak nie zrobiła tego. Pozwoliła mu na te pieszczoty, ponieważ... Tęskniła? Nie chciała go ranić swoimi humorkami. Chciała, żeby zapamiętał to spotkanie bardzo dobrze. A jeśli będzie miał miłe wspomnienia, na pewno będzie chciał zobaczyć ją jeszcze raz! Jednak tu nie chodziło tylko o to. Te wszystkie pieszczoty sprawiały jej przyjemność i domagałaby się więcej, gdyby miała odwagę. Dotyk warg Piątka na jej skórze sprawiał, że mimowolnie przymykała oczy i wydawała z siebie cichutkie westchnięcie. Chciała, żeby objął ją bardzo mocno i już nigdy więcej nie puszczał. Nigdy więcej.
- Nie masz za przepraszać, to urocze w pewien sposób - zaśmiała się, zerkając na niego spod rzęs. Nie musiał przepraszać, nie powinien też czuć się atakowany. Nie spodziewała się przeprosin i zrobiło jej się trochę niezręcznie. - Nie przepraszaj, buziaki wystarczają - zażartowała. W tym samym momencie dostała kolejnego buziaka w policzek. - Tak, nie mogę spać - potwierdziła, po czym ziewnęła. - Ostatnio często nie mogę zasnąć... I robię jakieś dziwne, szalone rzeczy. Spotykam dziwnych ludzi w nocy. Poza tym, pamiętasz Chay? To moja przyjaciółka... Wsiąkła gdzieś w dormitorium Puchonów i pewnie się uczy. W ogóle nie wychodzi, a brakuje mi rozmowy z nią... Z kimkolwiek. Czuję się samotna - wyrzuciła z siebie Ainslee. Może teraz Piątek sprawi, że Krukonka będzie się czuć mniej samotna? Kuszące. - Może kiedyś mnie porwiesz do jakiegoś klubu, kto wie.
Pocałowała go. Przez chwilę było jej dość niezręcznie i wstyd, że aż tak dała się ponieść emocjom - potem jednak zobaczyła reakcję Piątka. Poczuła dotyk jego ciepłych warg na swoich, poczuła jego dłoń na talii. Czuła jego rękę na swoim policzku. Czuła, że wariuje. Było jej gorąco, ich języki co chwila splatały się ze sobą, tworząc przedziwny taniec, który urzekał Ainslee w każdym calu. Przysunęła się do niego jak najbliżej mogła, jedną ręką obejmując jego szyję, drugą mierzwiąc jego ciemne włosy. Niech ją przenoszą do Beaxbatons, w tej chwili było jej wszystko jedno. Mogą z nią robić co tylko zechcą, byleby tylko Piątek był obok.
Nie wiedziała, kiedy zakończyli ten szalony pocałunek. Nie wiedziała, ile czasu jeszcze rozmawiali, przytuleni, siedząc pod oknem. Nie wiedziała, kiedy Piątek stwierdził, że czas do łóżka i nie wiedziała, kiedy odprowadził ją do dormitorium. Nie wiedziała też, gdzie się udał po wszystkim. Wiedziała tylko jedno. To nie było ich ostatnie spotkanie, o nie. Nie po czymś takim. Jednocześnie gdzieś w środku czuła leciutki strach, jak to wszystko potoczy się dalej.

[zt]

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Sob Paź 17 2015, 01:16

Nie masz czasem ochoty pobyć sam ? Jeśli tak to pomieszczenie w wieży jest na to najlepszym miejscem. Była nawet pewna ze połowa czarodziei nie ma pojęcia o tym miejscu. A poza tym pomyśli dobrze, komu chce się wchodzić na szczyt wieży ? Przecież to jest WYSOKO, dużo schodów i tak dalej. Te miejsce jest dla czarodziei którym nie straszne schody.
Weekend, weekend. Nie którzy poszli pewnie do Hogsmaeda na jakieś kremowe piwo, czy coś mocniejszego. Jak powszechnie wiadomo Beti uwielbia być sama, czasem. Pomyśleć, tak żeby jej nikt nie przeszkadzał. Więc dlatego wybrała się tutaj, była pewna że nikt tu nie przyjdzie. Ciągle myślała o tym czy dobrze zrobiła wynajmując mieszkanie razem z Alanem. W końcu chyba nie byli razem, a może byli. Wiec nie można powiedzieć że zamieszkali ze sobą za szybo, albo można ? Pewnie dowiemy się tego za jakiś czas. Teraz musi się przyzwyczaić do tej nowej sytuacji.
Podeszła do jednego z okienek i zaczęła podziwiać krajobraz. Czasem żałowała że nie potrafi rysować z chęcią narysowałaby właśnie ten krajobraz. Był piękny. Obejmował całe błonia i kawałek zakazanego lasu.
Raz miała okazje być w zakazanym lesie i nie skończyło się to dobrze, pewnie już nigdy w życiu tam nie pójdzie, jeśli nie będzie musiała. Było to bardzo nie odpowiedzialne z jej strony. Ale ta adrenalina która tam czuła, to było coś łaał.. Coś co chciała przy przeżyć jeszcze raz.... Bez narażanie życia. Ale czy własnie nie o to chodziło z adrenaliną ? Jeszcze wiele musi się nauczyć. Wiedza z książek to nie wszystko, wiedza z życia też jest potrzeba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Waterford, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11713-leo-spencer#313371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11718-wszyscy-chca-troche-jake-a#313544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11717-sow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11719-leo-spencer#313549




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Sob Paź 17 2015, 10:50

Oj tak, każdy czasem ma ochotę być sam, szczególnie kiedy wszędzie wszyscy mu przeszkadzają i nie można nawet w spokoju się zrelaksować, bo trwa to maksymalnie 5 minut i znowu na kogoś się trafia. Był to odwieczny problem Leo, problem ostatniego roku - nagle wszyscy zaczęli go zauważać. Z jednej strony łechtało mu to strasznie ego, a z drugiej bardzo go to irytowało. Wracając z polany nad jeziorem, rzuciła mu się w oczy wieża, cóż nie było o to ciężko jak się spaceruje patrząc w niebo.
Jego pierwszą myślą było - " Tam musi być pusto" - wpatrywał się wtedy w okno na samym szczycie wieży. Leo wsunął dłonie w kieszenie od spodni, pod lewą miał paczke papierosów i zapałki, a pod prawą harmonijkę - jak zawsze brakowało mu różdżki. Nie przepadał za nią, był słabym czarodziejem, całkowita noga z zaklęć.
Jedyne w czym był dobry to eliksiry, które przy okazji też bardzo lubił, a odnośnie eliksirów to podręcznik z nich niósł pod pachą. Tak, był na polanie z zamiarem uczenia się w ciszy i spokoju, taki mol książkowy trochę, a czasami harmonijkowy. Odwieczny dylemat, harmonijka czy książka, jego dwie miłości.
Tyle schodów do przejścia, a jemu się tak nie chciało. Na miotle latać nie potrafił, więc nie było o tym nawet mowy, ba nawet nie miał własnej.
Pozostało dreptać, schodek po schodku jak by od niechcenia stawiał te stopy. Myślał już nawet o tym, żeby dać sobie spokój, że przecież są jeszcze tysiące miejsc do ukrycia się. Jednak nie dał za wygraną. Przemierzał piętro a piętrem i setki metrów, żeby się tam dostać.
Trzeba przyznać, zmęczył się. Przy jego kondycji było to dziwne zjawisko, aczkolwiek po drugim piętrze narzucił sobie dość duże tępo, a może to przez te papierosy.
Docierając na sam szczyt stanął przed zamkniętymi drzwiami. Pchnął je pewnie robiąc od razu krok do przodu, nawet nie pomyślał, że ktoś mógłby tu być. Niestety... a może stety jego uczom ukazała się kobieca figura przy oknie. Równie szybko co wszedł, wycofał się z pomieszczenia zamykając drzwi bez słowa.
"Tyle drogi na marne. " - Pomyślał stojąc krok od drzwi i po prostu się w nie wpatrując. Nie wiedział co ma w sumie zrobić, z jakiegoś powodu ona też tu jest. Coś mu mówiło, że może jest taka jak on, a może po prostu coś ją trapi. Ostatnio ma za dużo interakcji z innymi ludźmi i budzą sie w nim jakies nieznane wcześniej emocje.
Leo oparł dłoń na drzwiach, nie był ciągle pewien co ma zrobić, dać jej spokój,  a może pierwszy raz samemu się do kogoś odezwać.
Wziął głęboki oddech i lekko pchnął drzwi robiąc O DZIWO nie pewny krok przed siebie. Jego duma, ego, pewność siebie na ten moment zniknęły. Nie znikając ponownie za zamkniętymi drzwiami, dziewczyna mogła zobaczyć go w całej okazałości. Od razu mogła stwierdzić, że do najmłodszych w szkole nie należy, nawet można go pomylić z nauczycielem przez ten zarost i ostre rysy twarzy, był on też całkiem krzepki.
- Można ? Nie chcę Ci przeszkadzać. - Zdarzyło się, Leo odezwał się do kogoś pierwszy i nawet był przy tym życzliwy, właściwie to nie pasowało. Gdzie ten chłód w jego oczach, ta twarz bez wyrazu, gdzie jego chamstwo i złośliwość. Gdzie jego pewność siebie i brak zainteresowania drugim człowiekiem, a przede wszystkim gdzie jego pogarda. Dziwnie się zachowywał, a sam winę zrzucał na zbyt dużą ilość interakcji z innymi ludźmi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Sob Paź 17 2015, 11:35

Elizabeth mimo tego że patrzała przez malutkie okienko, nie zauważyła aby ktoś kręcił się pod błoniach. Była pogrążona w swoich własnych myślach, czy to źle ? Dla niej to dość normalne, często tak sobie rozmyślała, przed oknem. Nawet w Pokoju Wspólnym Krukonów, widok z tamtego okna jest również oszałamiający. Po prostu powala na kolana.
Westchnęła cicho. Jej życie wyglądało z dnia na dzień inaczej, nigdy nie pomyślałaby że w wieku osiemnastu lat, zostanie zauważana przez wiele ludzi. Ze zdobędzie przyjaciół aż po grób. W końcu do tego czasu była szarą, cichą myszką. Odzywała się tylko na lekcjach, gdzie była zauważana przez nauczycieli, a przez uczniów nazywana kujonem. W końcu była krukonką, już taką naszywkę dostała przy tiarze przydziału. Nie da się ukryć że uwielbiała się uczyć. Oczywiście wszystko nie przychodziło jej łatwo, na przykład nie lubiła eliksirów i nie przychodziło jej to łatwo. Albo obrona przed czarną magią.. Kto to wymyślił ? Ona pewnie nie byłaby wstanie kogoś skrzywdzić. Nawet kogoś kto będzie chciał ją zabić.. Choć może dałaby radę ? W końcu wtedy stanęłaby oko w oko ze "śmiercią". Oczywiście nigdy by tego nie chciała.
Wracając do jej zmieniającego się życia. Ona nawet poszła na bal. Na bal. Ktoś ją zauważył, zaprosił a może i nawet w sobie rozkochał. Ale czy ona była zakochana ? Cóż, chyba nie. Jeszcze nie. Oczywiście podobał jej się "jej książę z bajki", ale czy mógłby nim być tak na prawdę ? Czy figurował tak tylko w jej głowię ?. W jej romantycznym sercu, które w końcu chciało zostać przez kogoś pokochane. Po śmierci matki nie odczuła już nigdy żadnej miłości od nikogo. Więc może to on pokaże jej tą inną formę miłości..
Usłyszała charakterystyczny dźwięk otwierania drzwi, więc obróciła się w tamtą stronę. Lecz nie było jej dane nikogo zauważyć, drzwi jak szybko się otwarły, tak samo szybko się zamknęły. Wzruszyła delikatnie ramionami. Najwyraźniej nie tylko ona chciała pobyć sama, ktoś wpadł na ten sam pomysł. Odkąd w zamku pojawili się czarodzieje z Salem. Hogwart został zatłoczony. Wszystkie miejsca, które kiedyś były opuszczone, są teraz zaludnione. Nie przeszkadzało jej to, była tolerancyjna ale bez przesady.. Każdy chce być sam, a tutaj już się prawie samemu dać się nie było. W sumie sama nie była, były tutaj też pająki i pełno kurzu....
Odwróciła się do okna, a drzwi znów się otworzyła, więc znów odwróciła się do drzwi. O proszę nawet mogła rozpoznać jego sylwetkę i się odezwał. Pierw posłała mu jeden z tych uśmiechów, które zawsze posyłała nieznajomym. Cichy nie winny uśmiech.
-Nie, ależ skąd. Miejsce znajdzie się do dwóch.- Pokiwała głową z uśmiechem i zasiadła na jednym z okurzonych foteli. Poprawiła swoje różowe włosy i zagryzła delikatnie wargę, nie wiedząc co ma dalej powiedzieć. Spytać się co tutaj robi, a może o jego imię.. Przecież oczywiste jest to że go nie znała, wyglądał na starszego. Na dużo starszego, jak na profesora. Znów się delikatnie uśmiechnęła.
-Też szukałeś chwili spokoju ?-. W końcu przemówiła
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Waterford, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11713-leo-spencer#313371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11718-wszyscy-chca-troche-jake-a#313544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11717-sow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11719-leo-spencer#313549




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Sob Paź 17 2015, 13:31

Leo nie był zdziwiony jej zachowaniem, wszyscy w Hogwarcie, z którymi miał do czynienia byli dla niego mili, a przynajmniej większość. Tylko on się wyróżniał swoim chłodnym zachowaniem, ale może w tej chwili mógłby chociaż się postarać i postarać się być nie-chamski, bo do miłego to jeszcze daleka droga. Zamknął, więc za sobą drzwi i zrobił krok do przodu. Po za drugim fotelem, który był równie otulony kurzem nie było tu gdzie usiąść. Leo wolałby zachować nieco większą odległość, ale jak mus to mus.
- Tak, a o taką ostatnio ciężko - Odpowiedział siadając na fotelu spoglądając jednocześnie na dziewczynę.
Dopiero teraz mógł tak naprawdę mógł się jej przyjrzeć, ewidentnie była młodsza od niego - było to widać na pierwszy rzut oka. Jednakże jego uwagę przykuły jej włosy, które można powiedzieć były fantastyczne, bo nie widzi się takich na co dzień. Nie wiadomo z jakiego powodu, ale Leo czuł się bardzo swobodnie przy niej, biła od niej taka ciepła aura, jak by go.... rozumiała ?
Nie potrafił sam opisać tego uczucia, nie potrafił się wytłumaczyć przed samym sobą.  
Zastanawiając się co ma powiedzieć pukał palcami w fotel, można by powiedzieć, że robił to nerwowo, ale nic z tych rzeczy, to był tylko taki, hmm.. odruch.
- Leo - Rzucił odwracając wzrok od dziewczyny, patrzył przed siebie co prawda czasami kątem oka spoglądał na nią. Pierwszy raz od kiedy jest w Hogwarcie komuś się przedstawił, dziwne przeżycie patrząc na to, że jest tu już pięć lat. Była to dla niego chyba jakaś taka minimalna potrzeba zmiany.
Granie na harmonijce dla siebie już nawet nie sprawiało mu takiej przyjemności jak sobie wyobrażał, że przecież mógłby grać z kimś, albo lepiej, dla kogoś, a wszystko przez to, że ostatnio miał za dużo kontaktu z innymi ludźmi.
Może to i lepiej, może czas dorosnąć, poznać ludzi, mieć komu zaufać, móc komuś powiedzieć o swoich problemach, móc się z kimś podzielić jak mu minął dzień, może tego właśnie potrzebował.
Miał już 22 lata, a ciągle żył jak samotnik, było to trochę kłopotliwe momentami. Nawet nie może sie poradzić nikogo o pomoc w ogarnięciu magii, bo sam nie jest w stanie ogarnąć, nawet tak interesującej dla niego transmutacji.
- Przed czym tu uciekłaś ? - Pytanie padło z jego ust, tak nagle. Z jakiegoś powodu dziewczyna musiała tu być, a nie było to zbyt przytulne miejsce na po prostu siedzenie sobie. Do takich miejsc się ucieka. Coś musiało ją nękać, a Leo to ciekawiło. Ciekawość niby nie jest dobra, ale nie zaszkodzi zapytać, może w ten sposób uda im się nawiązać jakiś kontakt.
Sam uciekł tutaj przed rzeczywistością, ostatnie wydarzenia troche go przytłoczyły, chciał w końcu się wyciszyć i pomyśleć nad tym wszystkim co go otacza, pomyśleć o sobie, o tym kim jest i jaki chciałby być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Nie Paź 18 2015, 01:01

No cóż, Beti z reguły jest miłą osobą. Może jeszcze nie miała szansy na pokazanie siebie z tej innej strony. Kto wie, może drzemie w niej jakaś diablica ? Która nie ujrzała światła dziennego. Miejmy nadzieje że nigdy go nie ujrzy.
-Nie śmie, przeczyć - Jak zawsze odpowiedziała grzecznie i a temat. No tak, jej różowe włosy przyciągały uwagę, ale zaraz to się ziemni. A raczej na dniach, miała właśnie w planach zmienić kolor włosów, na jakiś "normalniejszy". A jak powszechnie wiadomo w swoim kuferku, farb miała od zajebania, dość dużo. Czuła jego wzrok na sobie, ale nie przeszkadzał jej on. Sama nagle poczuła bijącą od niego aurę zrozumienia. Tak jakby znalazła swoją bratnią dusze. Stara się nie oceniać książki po okładce, ale jak wiadomo dzieje sie to automatycznie. Zawsze w twojej głowie pojawia się ta pierwsza myśl, że wiesz czy polubisz ta osobę czy też nie. Beti czuła że się polubią. A może odezwało się jej trzecie oko z wróżbiarstwa ? Kto to wie.
-Bardzo mi miło. Elizabeth -Posłała mu promienny uśmiechem. Czuła że od czasu do czasu, patrzy na nią kątem oka. Nie da się ukryć do trochę jej to schlebiało bo przecież, jednak był starszy.. A tacy ludzie nie oglądają się za młodymi dziewczynami. Ale czy to było oglądanie sie, czy po prostu zerkanie.. Cóż jej wyobraźnia już chodziła na pełnych obrotach. Ewidentnie przeczytała za dużo romantycznych książek.. Ale czy można czytać za dużo ? Ona takiego określenia nie znała. Oczywiście można czytać za mało, ale nigdy za dużo. A jej ciągle było za mało. Ona prawie je pożerała.
-Sama nie wiem. Może przed tym zgiełkiem, przed ludźmi..-Wzruszyła delikatnie ramionami. Rok temu powiedziałaby że uciekała przed śmiercią matki, przed tym aby to się nigdy nie wydarzyło. Ale teraz.. Pogodziła się tym, co nie znaczy że nie sprawia jej to bólu, ani że za nią nie tęskni. Po prostu przestała sie już nad sobą użalać. Zaczęła tak jakby żyć od nowa. Bez zmartwień, bez łez, bez smutku. Nie idzie już samotnie przez życie, ma woku siebie przyjaciół i może nawet kogoś więcej. Ale wszystko musi sie rozwinąć, powoli w swoim tempie. Dość uciekania przed rzeczywistością, trzeba stawić jej czoła. Nie oglądać się za siebie, tylko iść prosto.
-A ty, Leo. Przed czym uciekłeś ?- Zapytała zainteresowana i usiadła na fotelu po turecku. Oczywiście całą swoją uwagę skupiła na nim. Ale jej wzrok nie był natarczywy, wręcz przeciwnie. Jej zielone oczy wpatrywały się w niego spokojnie i analizowały. Wiecie jak dużo można się dowiedzieć o kimś tylko z mimiki twarzy, oraz oczów. Oczy mówiły same za siebie. Ona już po tych paru chwilach spędzonych z Le, mogła powiedzieć że jest samotnikiem. Nauczył się być sam i nie przesadza mu to na dłuższą metę, choć pewnie jak każdy chciałby czasem komuś sie wyżalić. Ciągle poszukiwał siebie, tego swoje prawdziwego ja. Co jest sztuką dość trudną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Waterford, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11713-leo-spencer#313371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11718-wszyscy-chca-troche-jake-a#313544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11717-sow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11719-leo-spencer#313549




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Nie Paź 18 2015, 10:47

A więc jednak, była podobna, przynajmniej po części. Nie sądził, że przyjdzie mu kiedyś spotkać osobę, która w jakiś sposób mogłaby go zrozumieć. Pewnie z czasem i tak by taką spotkał, ale nie sądził, że stanie się to już, teraz, w jakimś opuszczonym pokoju na szczycie wieży. Ostatnio same dziwne rzeczy mu się przytrafiają, a na jeszcze dziwniejsze osoby trafia. Sam do końca nie wiedział czy mu to odpowiadało, wieczne szukanie swojego ja, tego w jakim środowisku jest nam najlepiej, jest bardzo, ale to bardzo trudnym zadaniem. Leo spędził swoje życie bez przyjaciół i może był to błąd, może potrzebował chociażby jednej, albo i dwóch osób, żeby móc się wyżalić, pochwalić, albo po prostu kogoś posłuchać. Całe swoje życie skupił na eliksirach i harmonijce, a po drodze dołączyły papierosy, które same też odrywały go od rzeczywistości. Pomimo jego wygórowanego ego, jego dumy i pewności siebie, nie był on szczęśliwy.
Leo uważnie słuchał każdego słowa jakie wypowiadała dziewczyna. Nie patrzył na nią, ale jej słuchał, przy czym wciąż co jakiś czas zerkał. Ucieknierzy zamknięci w pokoju najwyższej wieży.
- Przed rzeczywistością
Odpowiedział różowowłosej i sięgnął do kieszeni, zwlókł się z fotela i zrobił kilka kroków, które dzieliły go od okna. Usiadł na jeszcze bardziej brudnej podłodze, opierając się o ścianę pod oknem. Z kieszeni wyciągnął paczkę mugolskich. Cóż miał ochotę, ale nie wiedział czy jej to nie bedzie przeszkadzało. Znowu. Znowu to samo, co to za dziwny odruch, kiedyś nigdy by się nad tym nie zastanawiał, po prostu by zapalił, jeżeli by jej nie pasowało to byłby tylko jej problem. Tymczasem on zaczął się zastanawiać.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko
Rzucił nagle i wsadził papierosa w usta. Chwilę go tak trzymał zanim wyciągnął zapałki, normalnie mógłby odpalić je różdżką, ale rzadko miał ją przy sobie, w końcu była z niego całkowita noga z magii, jeszcze przy odpalaniu papierosa by sam się podpalił. Dla bezpieczeństwa zostawiał ją u siebie w pokoju. Minęła niespełna minuta zanim zapalił papierosa. Nic już nie mówił, tylko wpatrywał się w nią, było to co prawda dziwne, ale czego się spodziewać po człowieku, który jest aspołeczny i właściwie nie bardzo wie jak sie zachowywać w towarzystwie innych ludzi, a gapił się, bo była inna, gapił się bo podziwiał jej włosy. Gapił się, bo po prostu lubił i mógł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Nie Paź 18 2015, 12:32

Po świecie stąpa pewnie jeszcze paru takich ludzi, pewnie jeszcze nigdy ich nie spotkała. Ale pewnie są tacy. Może nie tak aż tak bardzo podobni, ale dużo jest samotników. Przecież musi być jakaś zachowana równowaga w tym świecie. Czasem przychodzi taki czas, że życie wywraca nam się o sto osiemdziesiąt stopni. Tak samo jak stało się z życiem Beti. Pierw zmarła jej matka, przeszła załamanie a potem na swojej drodze spotkała wielu ludzi. Czarodziei, którzy pokazali jej inne życie. Życie takie jak w książkach, przez chwilę mogła poczuć się jak w bajce. W drugiej chwili poczuła adrenalinę, a w innej tylko ona była pępkiem świata. Tylko ona była ważna. Uczucie było cudowne, przy każdej sytuacji. Przez chwilę poczuła jak to jest i może będzie miała kolejną okazję.
Gdy Lizzie wyżaliła się poszczególnym ludziom, było jej lepiej na serduchu. Czasem dobrze jest się wyżalić, zaufać komuś. Ona bała się tego, ale zaufała innym i teraz ma z kim pogadać o wszystkim i o niczym. Jeśli Leo będzie miał ochotę się wyżalić, zawsze może przyjść do niej. Przecież bije od niej aura zaufania, spokoju i zrozumienia.
-A co ta rzeczywistość ci zrobiła ?- Zapytała ostrożnym tonem. Przecież nie chciała się wtrącać w nikogo życie, ale zapytać można. Jeśli nie będzie chciał, to po prostu jej nie powie. Naciskać przecież nie będzie. Spojrzała się na niego gdy powstał z fotela. Była zainteresowana, tym co chce zrobić więc go obserwowała. Niby takie nic, a jednak coś. Widziała jak coś wyciąga ale jednak nie do końca. Dopiero gdy spytał, zrozumiała o co chodzi.
-Nie -. Pokręciła głową z delikatnym uśmiechem. Przyzwyczaiła się do tego zapachu, nie był on przyjemny, ale już jej nie przeszkadzał. Jeśli Leo miał ochotę sobie zapalić, nich pali, przecież życia nie będzie nikomu układać. Mogłaby mu zrobić wykład o tym jakie to jest złe i nie dobrze. Ale po co ? Jest starszy, więc powinien lepiej wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Waterford, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11713-leo-spencer#313371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11718-wszyscy-chca-troche-jake-a#313544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11717-sow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11719-leo-spencer#313549




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Sro Paź 21 2015, 01:45

Leo raz za razem zaciągał się papierosem, wyglądało to jak by chciał go jak najszybciej skończyć, żeby zaraz wyciągnąć kolejnego. Przystopował jednak wraz z usłyszanym pytaniem. Nie do końca wiedział jak na nie odpowiedzieć, bo właściwie co mu ta rzeczywistość zrobiła ?
Było trochę inaczej, było bardziej  "Towarzysko" i czy to mu tak bardzo przeszkadzało ?
Rzeczywistość, była po prostu rzeczywistością, ciągiem zdarzeń, których nie może przewidzieć i to denerwuje go w tym wszystkim najbardziej.
Denerwuje go fakt, że jest to rzecz, nad którą nie może w żaden sposób zapanować, bo tworzą ją jeszcze inne osoby, otoczenie, środowisko. Dla osoby, która nigdy nie byla przez nikogo zauważana, a jak była to były to sekundy jak tą osobe spławiał, nic się dotychczas nie zmieniało. Dotychczas, bo ostatnie parę dni miał bardziej towarzyskie niż całe swoje życie, co mogło go po prostu przytłoczyć.
- Wzbudziła we mnie niechciane emocje.
Odpowiedział prosto, mogło to być trochę niezrozumiałe, ale to miał właśnie namyśli. Przez kontakt z innymi, przez rozmowy, przekomarzanie się, uśmiechy i krzyki rodziły, albo raczej budziły się w nim emocje, które nie do końca były mu znane. Ciężko jest komuś aspołecznemu zamienić się w dusze towarzystwa. Leo przeniósł swój wzrok z sufitu na różowowłosą poprzyglądał się jej chwilę, po czym postanowił sam jej zadać pytanie.
- I co teraz ?
Zapytał dość ogólnikowo. Zastanawiał się jak odbierze takie pytanie. Jego kąciki ust przy tym niewiele, aczkolwiek widocznie się uniosły delikatny uśmiech. A zadał takie pytanie, ponieważ siedzieli tak sami w tym pokoju, odzywając się prawie tyle do siebie co on, kiedy rozmawiał z samym sobą. Leo przyglądał się uważnie Elizabeth, a papieros co za raz rzadziej lądował w jego ustach od czasu jak jej odpowiedział. Ciekawiło go co taka osoba jak ona, która sprawia wrażenie osoby odważnej, osoby, która nie ma problemu z komunikacja, tutaj robi. Powiedziała, że może uciekła od zgiełku, może od ludzi, aczkolwiek ciągle nurtowało go to - może. Miał wrażenie, że to nie jest do końca prawdą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Sro Paź 21 2015, 18:30

Nie da się przewidzieć przyszłości, czy tego co będzie ? Da się.. Może nie w stu procentach, ale da się. Trzeba po prostu pogłębić swoją wiedzę o Wróżbiarstwie lub Numerologii. Choć nie zawsze  trzeba  brać to wszystko na poważnie.  Beti uważa że wróżby nie trzeba brać na poważnie, ale można brać je pod uwagę. Jej czasem udało się coś przewidzieć i to w stu procentach.
Wzbudziła w nim nieciachane emocje ? Cóż, takiego wytłumaczenia, jeszcze nie słyszała. Czyżby ktoś za bardzo chciał go poznać ? Lub miał WOKÓŁ (xD) siebie za dużo ludzi? I wszystko się za szybko działo ?. Lizzie znała to uczucie, że wszystko się za szybko dzieje i że jest za dużo ludzi wokół ciebie. Jeśli ktoś tak długo był samotny, a jego życie zmienia się nagle z dnia na dzień. Nie jest to fajne uczucie. Oczywiście tylko na początku, później da się jakoś do tego przyzwyczaić. Ba, z czasem może nawet zacząć braknąć czy tych wszystkich ludzi.
Elizabeth też jest/była samotna. Było jej z  tym naprawdę dobrze.. ale tylko dlatego że nie znała innego życia. Teraz gdy ma tyle ludzi wokół siebie, dopiero teraz czuje że naprawdę żyje. Choć wiadomo czasem ma ochotę posiedzieć sama, jak dziś. Pomyśleć sobie, lub po prostu gapić się przez okno. Ale Leo jej nie przeszkadzał, czuła z nim jakąś więź.. Widziała w nim siebie ? Może.
-Teraz ? Co tylko chcesz, to zależy od ciebie.- Uśmiechnęła się do niego i podniosła swoje szanowne cztery litery z fotela. Podeszła do okna. Wiedziała że nie o taką odpowiedź mu chodziło, wiedziała że bardziej chciał wiedzieć co będę robić teraz. Ale skąd ona miała wiedzieć ? Przecież wszystko zależy od nas, to co chcemy to właśnie powinniśmy robić i nikt nie może ci powiedzieć co ty masz robić, ty możesz.
No tak czasem miała te swoje filozoficzne podejście do życie. Ciekawiła go ? A co takiego ciekawego w niej było? Beti odważna ? Ależ skąd, ona ma po prostu swoje patrzenie na świat. Zupełne inne niż inni. Choć może była odważna ? Przecież zrobiła sobie tatuaże (których nikt nie widzi ). Ale czy to jest odwaga?.. Chyba nie.  
Każdy czasem potrzebuje czasu, tej samotności. Ona tez chce czasem uciec od zgiełku. A przez Samaleńczyków (oczywiście, nic do niech nie miła.), w tym zamku nawet biblioteka była oblegana. Trzeba było znaleźć inne miejsce, a ona wiedziała że prawie nikt tutaj nie zagląda. Nawet nikt nie wie o istnieniu tego pomieszczenia. Jest prawie niezauważalne.
Proszę, jednak przed krukonami nic się nie ukryję..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Waterford, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11713-leo-spencer#313371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11718-wszyscy-chca-troche-jake-a#313544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11717-sow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11719-leo-spencer#313549




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Wto Paź 27 2015, 21:49

Jak to zależy tylko od niego ? Czyżby była  obojętna co się stanie, w ogóle nie zważała na to co mówi ? Nie potrafił jej rozgryźć, przecież mógł być gwałcicielem, mordercą, kanibalem chociażby. Opcji jest miliard. A ona tak po prostu rzuciła - Co tylko chcesz to zależy od Ciebie - Właściwie to poczuł się zmieszany tą informacją bo nie wiedział co ma z nią zrobić, ciekawe jak by zareagowała jak by nagle się na nią rzucił.
W końcu z tego co powiedziała wynika, że dostał pozwolenie na wszystko. Przynajmniej według jego męskiego punktu widzenia tak to zabrzmiało. No cóż, może to tylko jego męski punkt widzenia jest tylko tak spaczony, pomimo, że był raczej spokojny to wlaśnie te myśli przeszły mu po głowie. Wielkie - A co jeśli. - Nie znała go, nie mogła się spodziewać tego co zrobi. Może jest zdesperowana, może tego właśnie chce, może pragnie czyjegoś dotyku.
Może nie chce sie jej żyć i pragnie, żeby ktoś to zakończył. Nie, nie może tego drążyć dalej, lepiej oderwać się od tych myśli, bo to sie może źle skończyć.
Jak tylko Liz podeszła do okna stając tuż obok siedzącego pod oknem Leo, jedyne co widział to jej nogi, pomimo, że była niska to całkiem długie nogi w proporcji do jej ciała.  Nie wygodnie mu tak było patrzeć w górę, a nie wypada mówić do ściany tak też podniósł swój zgrabny tyłek z podłogi i oparł się łokciami o parapet gasząc na nim fajka.
- Chcę Cię poznać. Powiedz mi coś o sobie.
Jego kąciki ust ponownie ułożyły się w delikatny uśmiech, nie na długo, ale wystarczająco by to zauważyć. Powiedział to tylko dlatego, że naprawdę doskwierała mu samotność, a właściwie nie był dobrym rozmówcą i takie zdanie to jedyne co mu przyszło na myśl, żeby po prostu kogoś poznać - po prostu mu to powiedzieć.
Może i było to dobre, przynajmniej otwarcie powiedział, że jest zainteresowany znajomością, a nie, że pogada sobie, a potem będzie dla niego niewidzialna. Po za tym będzie ona pierwszą osobą, którą Leo tak naprawdę pozna - jeżeli Liz na to pozwoli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Wto Paź 27 2015, 23:02

Mimo tego że była krukonką, i powinna świecić błyskotliwością. Nigdy nie pomyślałaby że ktoś, może to tak odebrać. Nawet do głowy by jej to nie przyszło. Ale nie jest mężczyzną, więc nie wie jak to jest. Może następnym razem, bardziej przemyśli to co powie ? Pewnie nie. Wiedziała że Leo nie mógł być gwałciciele, kanibalem czy mordercą. Już od początku poczuła z nim dziwną więź, zrozumienia. Ale nie pozwoliłaby mu na wszystko, przecież miała przy sobie różdżkę. Nie kłamiąc umiała się nią posługiwać i to dobrze. Nie dałaby sobie zrobić krzywdy, umiała się obronić. Czy była zdesperowana i potrzebowała kogoś dotyku ? Chyba nie. Przecież nie można tęsknić za czymś, czego nigdy się nie doznało.
Żyć ? Żyć jej się chciało, gdyby poznał ją rok temu, wtedy wtedy nie chciałoby się jej żyć. Nie chciała żyć, czuła się samotna i opuszczona. Zostawiona przez wszystkich. Na lodzie i bez najlepszej przyjaciółki, bez matki. Teraz się z tym wszystkim pogodziła i chciała żyć. Po prostu źle dobrała swoje słowa.
Gdy staną obok niej, spojrzała się na niego kątem oka i posłała mu delikatny uśmiech.Czy miała długie nogi ? Nigdy na to nie zwracała uwagi, możliwe że nie były dość proporcjonalne do jej ciała. Ale kto by się tym przejmował ? Na pewno nie ona. Ściągnęła z siebie kurtkę, cóż zrobiło jej się ciepło. Nie było to duże pomieszczenie, wiec szybko się nagrzało. Odrzuciła ją na bok i poprawiła swoje włosy. Została ubrana jeszcze w długą tunikę, z długim rękawem. Nie zasłaniała ona do końca jej tatuażu na dekolcie, który wchodził aż na obojczyki. Można było dostrzec zarys czarnych skrzydeł . Jego zdania, strasznie zbiły ją z tropu. Był on bezpośredni. Kłóciła się chwilę ze sobą,, czy powinna mu coś o sobie powiedzieć. Spojrzała się w jego oczy i poczuła ze może mu zaufać. Ale nie wiedziała co ma mu powiedzieć. Całą historie życia ? Na pewno nie.. Nawet nie wiedziała co chciał wiedzieć. Westchnęła cicho i zagryzła wargę. Czemu on chciał ją poznać ?..
-Uwielbiam pisać opowiadania, ale nikomu ich nie pokazuję. Uwielbiam wróżbiarstwo. I w sumie to chyba wszystko, nie wiem co dokładnie chcesz wiedzieć. I nie wiem co mam powiedzieć więcej. Trudno jest opowiadać o sobie.- Westchnęła cicho. Oparła się rękoma o parapet i chciała się podciągnąć do góry, za pierwszym razem jej się nie udało. Podskoczyła drugi raz i znów nic.. Rozejrzała się dookoła i spojrzała się na szafkę stojąca obok niej. Postawiła na niej jedną nogę i podskoczyła. Udało jej się, podciągnęła się i usiadła na parapecie. Brawa dla niej.
Czyli miała czuć się zaszczycona że Leo chciał ją poznać ? Może, może.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 25
  Liczba postów : 17
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12042-phoebe-klytie-herczog#323510
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12046-phoebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12047-sevilla#323573
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12048-phoebe-klytie-herczog#323577




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Sob Gru 26 2015, 12:47

// po rozmowie z Li w Pokoju Wspólnym

Powrót do puchońskiego dormitorium nie był dobrym pomysłem. Ciepłe łóżko było niebezpieczną pokusą, która zniweczyłaby wszystkie plany stworzone na ten wieczór. A w planach było stworzenie przepięknych notatek na historię magii (jak zwykle).
Kiedyś podczas przechadzania się po wieżach w poszukiwaniu spokojnego miejsca nieprzypominającego biblioteki czy pokojów wspólnych natknęła się na te oto pomieszczenie w wieży. Opuszczone, chociaż niewiadomo było, czy nie znajdował się tu kiedyś jakiś gabinet. Gdy Pheobs znalazła się tu za pierwszym razem pomyślała, że można by się tutaj całkiem przytulnie urządzić, ale bała się zostawiać tu jakiekolwiek rzeczy.
Gdy weszła tego dnia do pomieszczenia miała pod jedną pachą dużą, pełną puchu poduszkę, pod drugą pachą kilka książek, a na plecach gruby koc i torbę z drobiazgami. Na szczęście wśród tumanów kurzu i kilku pajęczyn nie było nikogo innego, dlatego spokój, jaki miał towarzyszyć tej komnacie był zachowany w całości. Dziewczyna rzuciła poduszkę w kącie oczyszczonym uprzednio stopą z kurzu i usiadła z głośnym tąpnięciem. Zaraz obok rzuciła z niemałym hukiem książki, a potem usiadła na poduszce. Nie mogła doczekać się samotnych kilku godzin spędzonych w towarzystwie książek. Zalatywało to bardzo krukońską manierą spędzania wolnego czasu, ale co jak nie historia magii uspokajało najlepiej. Co prawda mogła jeszcze wyjść na boisko i zagrać w quidditcha, ale odstraszona zimną aurą panującą na dworze wolała zostać w zamku, ciasno otulona w ciepły koc.
Niestety ciepło i przytulność uwitego gniazdka sprowadzała na nią ciężki sen, z którym starała się walczyć, choć niezbyt jej to wychodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 611
  Liczba postów : 424
http://www.czarodzieje.org/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://www.czarodzieje.org/t12036-adas#323462
http://www.czarodzieje.org/t12037-redbird#323469
http://www.czarodzieje.org/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Sob Gru 26 2015, 13:20

// po spotkaniu z Brandonem

Policzek jego już był całkiem w normie. mógł powiedzieć, że już nawet o tym zapomniał. Może to przez pewne sytuacje człowiek zapomina o wydarzeniach pewnych? Inny człowiek gasi ból, nawet ten największy. Potrzebna jest tylko odpowiednia osoba. W pewnych sytuacjach nawet nie potrzebował słów, wystarczy tylko obecność. Jednakże nie chciał już się bić, nie miał siły stawać po czyjejś obronie (chociaż gdyby nadarzyła się taka okazja zrobiłby to bez wahania). Chciał odpocząć i porozmawiać z kimś kogo znał od dawna. Z Li? Nie, nie tym razem. Poszedł na wieże prowadzony instynktem i znalazł się w pomieszczeniu razem z przyjaciółką. Przechylił głowę na bok i się uśmiechnął do siebie.
- Ej, ty chyba tutaj nie zamierzasz nocować, co? Jeśli ktoś cię wyrzucił z pokoju to zapraszam do siebie. Strasznie wygodne łóżko mam, a do tego cisza jak w grobowcu. No przynajmniej w sypialni. Uwierz, w czasie świątecznym mało kto się uczy. Ludzie wolą zabawę jeśli nie powyjeżdżali do domów. - zaśmiał się i podszedł bliżej. Cieszył się, że nałożył na siebie ciepłą bluzę. Nie spodziewał się, że może być tak zimno.
- Powiało chłodem- zaśmiał się i schował dłonie w rękawach po czym usiadł na podłodze. Była brudna, ale kto by się teraz tym przejmował? Spojrzał na książki i uniósł pytająco brew. Czyżby dziewczyna trafiła do nieodpowiedniego domu? Niemożliwe! Miała te cechy, które jemu brakowało. On nie był lojalny, niestety. Wziął do ręki księgę bez pytania.
- Historia magi? Serio?- zaśmiał się i potargał jej lekko włosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 25
  Liczba postów : 17
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12042-phoebe-klytie-herczog#323510
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12046-phoebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12047-sevilla#323573
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12048-phoebe-klytie-herczog#323577




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Sob Gru 26 2015, 13:34

Ostatnim czego się spodziewała była wizyta jakiegoś znajomego jej człowieka. Podczas gdy zatraciła się w lekturze kolejnego rozdziału do pomieszczenia ktoś wszedł. I można nawet powiedzieć, że był to Ktoś przez duże „K”.
- Ej, ty chyba tutaj nie zamierzasz nocować, co? – tyle słów wystarczyło, by zorientowała się bez patrzenia, z kim ma do czynienia. Uniosła lekko głowę i spojrzała na nowoprzybyłego z zawadiackim błyskiem w oku. Co jak co, ale lubiła się popisywać swoją wiedzą przed krukonami, a tym bardziej przed Adamem. I nawet nie wiedziała dlaczego. W jego stronę miało to charakter bardziej przyjacielskiej rywalizacji.
- Wbrew pozorom nikt mnie nie wyrzucił z pokoju, a do twojego nawet nie mam wstępu. – westchnęła, jakby musiała tłumaczyć dziesięciolatkowi dlaczego nie można wejść do kotła. Po pierwsze – bo jest się za dużym na takie zabawy, po drugie – bo mogło być to po prostu bolesne w skutkach.
- Moją zabawą jest w tym momencie czytanie książek, chociaż nie pogardziłabym dobrym alkoholem w bezludnym zakątku. – mówiąc to podkreśliła dobitnie dwa ostatnie słowa, jakby chciała zakomunikować Adamowi, że przyszła tu dlatego, aby mieć ciszę i spokój – A wbrew pozorom historia magii to bardzo ciekawy i na pewno bardziej konkretny przedmiot niż twoja transmutacja…
Cały czas mruczała z nutą oburzenia. Wiedziała, że Adam nie opuści jej tak szybko, chociaż w głębi duszy nie chciała żeby szedł. Miał po części rację – trochę towarzystwa w świąteczny czas jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło. Z taką myślą w głowie odłożyła na bok pergamin i książkę, którą aktualnie miała na kolanach i zwróciła całą swoją uwagę w jego stronę:
- Zatem skoro ludzie wolą zabawę to czemu nie jesteś tam, gdzie ludzie się bawią. To do ciebie niepodobne, powinieneś tam teraz być w centrum uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 611
  Liczba postów : 424
http://www.czarodzieje.org/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://www.czarodzieje.org/t12036-adas#323462
http://www.czarodzieje.org/t12037-redbird#323469
http://www.czarodzieje.org/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   Sob Gru 26 2015, 15:21

Przyzwyczaił się już do tych niezbyt miłych odzywek chłopaka. Gdyby nie one nie czułby się przy niej dobrze. To właśnie one poprawiały mu humor. Gdyby nie one kim by się stał? Pewnie jakimś lamusem, który przeżywa każde słowo, a tak to bardzo się uodpornił. Całe szczęście był sobą. On wybierał sobie odpowiednie towarzystwo.
- Wstęp można załatwić. Przebierzesz się za super laskę. Nie twierdzę, że nie jesteś seksowna skarbie, ale by nie był nikt podejrzliwy. Wiesz, że nie ściągam byle kogo do siebie. Chociaż jeszcze nie zdarzyło się bym kogoś zaprosił do łóżka. Chyba wiesz co o tym sądzą moi rodzice. Staram się być idealnym synkiem, ale to już mi nie wychodzi. Ale jak nie chcesz to nie ma sprawy.. zostanę z tobą nawet jeśli tego nie chcesz.- powiedział jednym tchem. Kiedy skończył zaczął oddychać nieco szybciej łapiąc powietrze. Kto by pomyślał, że mówienie tak może zmęczyć? On nigdy się nie męczył!
- Mówisz bezludny zakątek?- powiedział głośno i udał, że się rozgląda- uwierz mi na słowo, możemy tu być sami- zaśmiał się. Wiedział doskonale, że nie o to jej chodziło. ale miała odtrącić Jego?! On tak łatwo nigdy się nie poddaje. Gdyby się poddawał to by nie był Adamem. - A co do alkoholu to da się załatwić. Ale nie tutaj. Jeśli naprawdę chcesz się napić to to było znaleźć inne miejsce. Mimo, że jesteśmy sami to pamiętaj, ze ściany mają uszy. - powiedział całkiem poważnie. Dla niej mógłby zdobyć wszystko. Już taki był. Miał tylko nadzieję, że ma świadomość że może na niego liczyć.
- Nie twierdzę, że historia magii jest nudna, beznadziejna i nie mogę oddychać przy niej. Ma sens, ale nie do wszystkiego mam smykałkę. Transmutacja też nie jest genialna, łatwa i nie mówię, że wcale nie muszę się do niej przekładać. - westchnął smutno i przysunął dziewczynę do siebie w sposób, że stykali się ramionami. Popatrzył się na koc i przymknął oczy.
- Ale dlaczego wybrałaś miejsce, w którym musisz cierpieć by coś się nauczyć? Nie musisz się aż tak poświęcać. Może mi zdradzisz dla kogo się tak starasz?- jego ciekawość przekraczała granice.
- Może zamiast centrum uwagi warto czasami wybrać osobę którą się kocha? Tylko błagam cię, nie miej mnie za cipę w tym momencie.- oparł głowę na jej ramieniu i wpatrzył się w pustkę przed sobą. - Ludzie dobrze radzą sobie beze mnie. Chyba nawet im na rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pomieszczenie w wieży   

Powrót do góry Go down
 

Pomieszczenie w wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wieze
 :: 
wieża astronomiczna
-