Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Pokój Marzeń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17
AutorWiadomość


avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1357
Pokój Marzeń - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Pokój Marzeń - Page 17 Empty


PisanieTemat: Pokój Marzeń   Pokój Marzeń - Page 17 EmptyCzw Maj 19 2011, 14:14

First topic message reminder :


Pokój Marzeń

Na szóstym pietrze znajduje się sala wielkości klasy i kawałek więcej. Nie ma określonego koloru,gdyż każdy uczeń który do niej wejdzie może zmienić kolor miękkiego dywanu i ścian na jakikolwiek sobie wymarzy.Na północnej i południowej ścianie znajdują się dwa wielkie okna, na których parapecie spokojnie mieszczą się dwie osoby. Na czas imprez które często odbywają się w tym miejscu okna można zasłonić wielkimi zasłonami,przez co w pokoju zapada przyjemny półmrok. W jednym z rogów mieści się gigantyczna narożna kanapa,a po podłodze w niewielkich kupkach są porozrzucane kolorowe poduszki. Na pięknej drewnianej szafce stoi różowy gramofon,a w szufladzie można znaleźć całą kolekcje płyt gramofonowych poczynając od klasyki a kończąc na ciężkich brzmieniach. Uczniowie uwielbiają spędzać tu czas,i organizować imprezy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Sanne van Rijn

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 198
  Liczba postów : 132
http://www.czarodzieje.org/t15841-sanne-van-rijn#427812
http://www.czarodzieje.org/t15855-chodz-na-sanki#428200
http://www.czarodzieje.org/t15856-van-rijn-odbior#428201
http://www.czarodzieje.org/t15854-sanne-van-rijn#428114
Pokój Marzeń - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Pokój Marzeń - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Marzeń   Pokój Marzeń - Page 17 EmptyWto Maj 08 2018, 23:20

Panienka van Rijn często się łapała na tym, że w dość nieoczekiwanych momentach wypowiadała na głos to czego nie powinna. Tak również było w tym przypadku, kiedy to niderlandzkie przekleństwo mające pozostać w jej głowie, zdołało się wymsknąć spomiędzy pełnych warg dziewczyny. Marceline słyszała je już tak wiele razy, że na pewno skojarzyła znaczenie, a mimo tego Sanne dalej szła w zaparte, starając się zapobiec uwidocznieniu się temu zakłopotaniu, które ogarnęło jej klatkę piersiową rozgrzewając od środka lepiej niż wino. Widziała to zainteresowane spojrzenie Holmes, co było dość rzadko spotykanym widokiem, dlatego też sama obserwowała ją z dużą dozą ciekawości.
- Marce, przecież mnie znasz już tyle lat - odparła rozkosznie, rzucając towarzyszce zadziorny uśmiech. - Albo intensywnie, albo wcale. Połowiczne robienie czegoś to strata czasu - wytłumaczyła spokojnym głosem, już zupełnie nie martwiąc się o to, że dziewczyna przyprze ją do muru i każe spowiadać się z tych zbereźnych rzeczy, które notorycznie popełniała w towarzystwie niejakiego Lanceleya.
-To dziwne, że jeszcze nie dane było mi spróbować tego paryskiego rarytasu - szybko przeskoczyła z tematu treningów na słodkości. Kończąc swoją wypowiedź jedynie wymownie uniosła brew ku górze i delikatnie pokręciła głową w geście dezaprobaty. Jednakże ta cała gra, na pozór poważna, była okraszona delikatnym uniesieniem kącików ust, mających na celu złagodzenie odbioru. Sanne nie miała za złe Marceline, iż ta nie obdarowywała jej nie wiadomo jakimi prezentami z jej podróży na ojczyste tereny. Z resztą jasnooka Francuzka mogłaby zarzucić jej dokładnie to samo.
Ze spokojem wysłuchała ostatniej wypowiedzi towarzyszki na temat jednego z członków rodu Dear, co jakiś czas kiwając nieznacznie głową w geście zrozumienia. Nie miała na celu wprowadzenie Krukonki w zakłopotanie, ani tym bardziej nastawienie jej negatywnie w stosunku do wcześniej wymienionego osobnika. Po prostu często mówiła to co myślała, może nie zawsze był na to odpowiedni czas i miejsce. Może nie zawsze zważała na uczucia innych, ale przynajmniej dzięki temu wiedziała, że ma wokoło siebie ludzi, którzy akceptują ją taką jaka jest. Dlatego też w związku ze słowami Francuzki, Sanne postanowiła porzucić ten temat, nie chcąc wprowadzać Holmes w bardziej niekomfortowe położenie.
Pozycja, jaką Holenderka przyjęła na miękkiej, wytapicerowanej sztruksem kanapie wyraźnie wskazywało na rozluźnienie wywołane bordowym trunkiem, którego dwa kieliszki już dawno zostały wlane do przełyku Krukonki. Skoro ciało było zrelaksowane, to tym bardziej umysł Holenderki, w związku z czym w ogóle nie odczuła tego napięcia, które na chwilę zawisło w powietrzu po jej słowach.
- Wszystko mi jedno, czy ktoś bierze plotki o mnie na poważnie czy nie. Naprawdę już przywykłam do tego, że ludzie to najgorsze ze stworzeń, jakie Ziemia mogła urodzić. Jedyne co można zrobić to nie dawać kolejnych powodów do plotek, wiesz, akcja rodzi reakcję - zaczęła swoją wypowiedź, być może dość chaotycznie, ale zwalmy to na winę wina, które wstrzyknęło jakąś część promila w jej krwioobieg. - Najważniejsze, że niewielka garstka osób zna prawdę. TY znasz prawdę - wycelowała w Marcelkę wskazujący palec i przymykając jedną powiekę, łypnęła na nią swoim drugim ciemnym jak kawa ślepiem. - Ale wiesz kto nie zna prawdy? Nauczyciele. Bennett. Te wszystkie wścibskie i zakochane w Bergmannie smarkule. I wiesz, może specjalnie nie pałam miłością do Transmutacji, ale jego szanuję jako osobę i uważam, że w żaden sposób nie zasłużył sobie na takie oszczerstwa - wypowiedziała się z wyraźnie wyczuwalną powagą w głosie. W międzyczasie poprawiła się do pozycji siedzącej, aby móc dobrze widzieć koleżankę, totalnie ignorując wzmiankę o preferencjach Niemca oraz bezpodstawny zarzut Francuzki. - Dlatego pomyślałam, że mogłabyś się zaangażować razem ze mną w walkę z tymi boginami, przez wzgląd na twoją sympatię i do psorka i do przedmiotu - na koniec posłała Marceline szeroki zachęcający uśmiech pod totalnie niewinnym tytułem "be my partner in crime", któremu bardzo ciężko było się oprzeć. Holenderka liczyła, że Holmes nie da się długo namawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1207
  Liczba postów : 1163
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes
Pokój Marzeń - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Pokój Marzeń - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Marzeń   Pokój Marzeń - Page 17 EmptyNie Maj 13 2018, 18:23

Marceline zaś nie była od osądzania kogokolwiek, tym bardziej Sanne, z którą łączyła ją typowa dla koleżanek relacja, daleka od zbędnej zażyłości czy wszelkiej maści zwierzeń. Zdążyły się jednak poznać dostatecznie, o ile oczywiście - ktokolwiek miał odwagę powiedzieć, że znał rudowłosą, a w tej materii wątpiła nawet w van Rijn, która nigdy nie dostała szansy na ujrzenie prawdziwej i rzeczywistej maski rudowłosej Francuzki. Nie wynikało to z egoistycznych pobudek, a raptem zachowawczego stosunku do osób nieprzewidywalnych i żyjących według własnych reguł, rzadko kiedy licząc się z innymi.
I mimo całej sympatii do młodszej krukonki, Holmes nigdy nie byłaby w stanie zaufać jej dostatecznie, by cokolwiek istotnego uleciało spomiędzy karminowych warg starszej, a mogłoby okazać się na tyle istotne, że w grę wchodziłaby cena własnej godności.
Irracjonalne.
- Skoro tak twierdzisz... - odparła bez przekonania, bo to czy Sanka postanowiła urozmaicić sobie czas w ten intensywny, dość przyjemny sposób czy też nie, nie stanowiła sfery zainteresowań Marce. Wydawać się nawet mogło, że cała atmosfera gdzieś zaginęła pod gęstymi kłębami nerwowości, która w tej chwili lawirowała na pograniczu zbliżającej się burzy. Francuzka musiała jednak ukoić w sobie chęć do wybuchów i irytacji, by nie dać po sobie poznać czegokolwiek, stąd zajęła się sączeniem trunku, nad wyraz dobrego.
Słuchanie na temat wszelkiej maści informacji dotyczących plotek, spojrzenia na nie i o gronie zainteresowanych, nie należało do ulubionego tematu córki Clementa. Doskonale wiedziała - jak to jest, bo przecież przez wiele miesięcy była obiektem kpin, pomówień i oczerniania, gdy to w Trausnitz rozeszła się fama o jej romansie z Danielem; na całe szczęście - van Rijn nie miała o niczym pojęcia, zaś jej koleżanki przypisały zasługi Holenderce. A może coś w tym było, tylko Marceline była nad wyraz naiwna? Nieistotne, teraz nic nie było ważniejsze od zniknięcia poza murami Hogwartu.
Obdarzyła rozmówczynię nikłym uśmiechem i wzruszyła lekko ramionami.
- W takim razie nie znają prawdy, więc co ja mam do tego? Chcą o was gadać to niech gadają - rzuciła od niechcenia, bo jeśli to faktycznie była prawda i plotki o Sanne i Danielu krążyły po szkole, rudowłosa zapewne opuści to miejsce jeszcze w tym miesiącu, nie przejmując się niczym i nikim. Sama zainteresowana, która głosiła swoje osądy na temat domniemania niewinności i profesora Bergmanna, nie musiała o tym wiedzieć.
Nikt nie powinien.
- To sobie z nim to wyjaśnij, na pewno znajdziecie dobry sposób, by sobie poradzić z waszym problemem - dodała z nutą propozycji, bo sama nie zamierzała już się mieszać w cokolwiek. Bawił ją jedynie fakt, że w tym wszystkim, w całym tym cyrku, pozostała jedynie marionetką, bo ktoś wolał poddać destrukcji dawną historię. Upiła kolejny haust wina, by zaraz potem usiąść z zaplecionymi nogami "na krzyż" na kanapie i oprzeć się wygodnie. W kanalikach nerwowych dudniły emocje, które przypominały lawinę wszelkich barw zakrawających o najbardziej absurdalne uczucia, raz po raz rozcinające delikatne wnętrze rudzielca.
- Wybacz, ale nie zamierzam się w to angażować, a powód jest bardzo prosty - powiedziała z nutą drwiny w głosie. - Szkopuł tych plotek dotyczy - was - nie mnie. Nie chcę się babrać w czyimś syfie, a skoro sami doprowadziliście do tego, że uważają iż stać was na złamanie zasad, to radźcie sobie z tym sami - może była zbyt ostra, zbyt dosadna, ale nie umiała postąpić inaczej. - Mnie w to nie mieszaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eden Sinclair

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
  Liczba postów : 42
http://www.czarodzieje.org/t16775-eden-bae-sinclair
http://www.czarodzieje.org/t16777-four-little-swans#466544
http://www.czarodzieje.org/t16779-poczta-eden#466582
http://www.czarodzieje.org/t16776-eden-bae-sinclair
Pokój Marzeń - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Pokój Marzeń - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Marzeń   Pokój Marzeń - Page 17 EmptyNie Lis 18 2018, 21:32

Muszę wyrwać je spod skóry.

Skoro nie chciały rosnąć same, samoistnie, skoro były na tyle uparte, na tyle przebiegłe, by wciąż chować się pośród odmętów mięśni, mięsa, krwi, zamiast swą bielą wzbić ją w przestworza... Eden uświadomiła sobie, że bez jej własnej, niekoniecznie baletowej ingerencji w proces ich narodzin - tak usilne starania miały już zawsze okazać się bezowocne. Beznadziejne. Miały być niczym, niczym, niczym jej własny taniec, pełne desperacji pląsanie na krawędzi noża pomiędzy gracją a szaleństwem. Bez opamiętania zaczepiła więc wcześniej znanego jej jedynie ze słyszenia i reputacji Ślizgona, aranżując ich wspólną, małą tajemnicę. Na pewno miał ich już sporo. Miał ich multum, milion, musiał mieć, sądząc po jego własnym wizerunku. Po czerni pożerającej ją pasją wzorów, które namiętnie chciała zrozumieć. Bo on był bólem. Uczuciem. Historią. Był łabędziem. Na swój sposób był łabędziem, tylko czarnym. Spętanym klątwą, porwanym przez fale jeziora. Dlatego przyszła do niego, właśnie do niego, prosząc, by dał jej skrzydła.

Zmierzając do Pokoju Marzeń, po uprzednio zrzuconym z barków ciężarze nachalnego towarzystwa jej bliźniaka, przypominała sobie wszystkie wzory wytatuowane na jego ciele. Te, które miała okazję zobaczyć w trakcie krótkiej interakcji. I zastanawiała się, ile pasji, ile tajemnic musiało się za nimi kryć; czy wszystkie były dla niego równie ważne, czy każdy z nich miał metaforyczne znaczenie, czy któryś był najpiękniejszy, czy któryś wspominał najgorzej. Porównując do tak skomplikowanej kompozycji, szkic jej własnego wzoru był jednocześnie prologiem i epilogiem, który miał za zadanie zrzucić łańcuchy owinięte wokół jej kostki - tylko tyle. Niemniej fascynowało ją samo to zafascynowanie, pasja, którą epatował starszy od niej Ślizgon o tak specyficznym imieniu.

Ściany przybrały kolor indygo. Dywan przybrał kolor indygo. Poduszki, jednakże, zabarwiły się na biało. Drzwi zamknęły się za nią z cichym skrzypnięciem; torba znalazła swoje miejsce nieopodal komfortowo wyglądającej kanapy, a drżące z rozgorączkowanego zachwytu dłonie, zaraz po spięciu włosów w nienaganny kok, pomknęły w kierunku zasłon i zaciągnęły je na okna. Choć wieczór coraz bardziej pożerał mury zamku, nie chciała, by księżyc przyglądał się narodzinom jej skrzydeł. To przecież przez niego, wszystko przez niego, musiała niemal własnoręcznie rozedrzeć skórę i pozwolić im wyrosnąć. Bez słowa, zachłyśnięta słodkim smakiem emocji, ruszyła więc w stronę różowego gramofonu, wyposażona wcześniej w kopię płyty mugolskiej Lange, i zaczęła przygotowywać urządzenie do rozpoczęcia orkiestry pierwszego taktu Gods and Monsters. Nastrojowo. Odpowiednio.

Miała nadzieję, że Mefistofeles nie będzie miał nic na przeciw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Pokój Marzeń - Page 17 QzgSDG8








Pokój Marzeń - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Pokój Marzeń   Pokój Marzeń - Page 17 Empty

Powrót do góry Go down
 

Pokój Marzeń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 17 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pokój Marzeń - Page 17 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-