Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Szczyt opuszczonej wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29918
  Liczba postów : 46906
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Szczyt opuszczonej wieży   Nie Maj 08 2011, 13:02

First topic message reminder :


Szczyt opuszczonej wieży
Pośród niewielkich budowli w Hogsmeade na ich tle zawsze wyróżniała się stara wieża będąca w niewielkim lasku nieopodal. Budynek ten od wieków był opuszczony, a wejście do niego było zagrodzone. Jednakże na potrzeby turnieju, a raczej na wyznaczenie wieży, jako idealnego miejsca dla widowni, budowla ta została ponownie otwarta.
Mówi się, że grasował po niej przez te wszystkie lata wyjątkowo złośliwy duch, jednakże w obecnej chwili, wyglądało na to, iż dyrektor znalazł mu dogodniejsze lokum. Całość została nieco wysprzątana, tak by uczniowie mogli skorzystać z tego miejsca. Na samym szczycie zostały postawione drewniane ławki wewnątrz całej wieży, ponownie z ozdobami w kolorach pięciu szkół. Każdy kto chciał obserwować reprezentantów mógł wejść na szczyt wieży i zając wybrane miejsce.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 282
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 270
http://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
http://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
http://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
http://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pią Paź 12 2018, 16:15

Skoro ciągle powtarza się jeden schemat, to czy warto robić cokolwiek aby go zmienić? Lepiej mu się poddać. Uznać, że tak ma być, tak los chciał a my nie możemy zrobić nic, co mogłoby na niego wpłynąć. Bzdury. Jednak nie będzie nawet wstanie pomóc, skoro nie wie w czym tkwi problem!
Na pewno nie będzie to spotkanie usłane różami. Nie przyniósł ze sobą czekoladek i innego badziewia... A czy kiedykolwiek miał na to ochotę? Cóż, to chyba zostanie jedną z najlepiej strzeżonych tajemnic świata. Nie nastawiał się na nic, ta rozmowa miała być jedną z wielu trudnych, jakie w swoim życiu przeprowadził. Jednak zasadnicza różnica była taka, że wciąż jej pragnął... Pomimo tego jak bardzo chciał zostać obojętny na tę sprawę, nie potrafił. Wiele razy wcześniej właśnie taką postawę obierał. Jak skończył? Sami możecie zobaczyć. Wiedział też, że to nie kwestia doświadczeń i nabytej wiedzy sprawiała, że czuł się jak skończony idiota... Dlatego było to tak cholernie trudne.
Jej słowa brzmiały tak, jakby były wypowiedziane z ironią... Cóż, został powiadomiony, że ma prawo do tego aby się złościć... Również wielkie dzięki! Odprowadził ją wzrokiem, który gdyby mógł, mógłby wypalić dziurę w jej plecach. Prychnął przy dalszej części jej wypowiedzi.-I niby wszystko tak doskonale widzisz.-Mruknął, pochylając się do przodu, co było idiotycznym pomysłem. Cień bólu przebiegł przez jego twarz, a z ust wypuścił cichy syk.-Kim mam być skoro potraktowałaś mnie jak nic? Jakby to, co się wydarzyło nie miało żadnego znaczenia. Ha! Patrz jak dałem się urobić! Udało Ci się!-Bo w końcu taka była prawda. Lennox Zakrzewski, wzór indywidualizmu i wyobcowania został wyrolowany przez dziewczynę. I to nie byle jaką. Ponownie oparł się o oparcie ławki, nie mogąc dłużej wpatrywać się w jej twarz. Bo to... Jedynie bardziej go wkurzało, choć może to nie o Mallory chodziło... A o to, jak się czuł. Bezsilnie i idiotycznie. -Przez moment myślałem, że mogę uwierzyć w to co mówiłaś, że zaufanie nie będzie stanowiło problemu...-Zacisnął mocno szczękę, zastanawiając się jak ująć to wszystko o czym myślał w jakimś sensowym zdaniu. Dla Zakrzewskiego nie było niczego gorszego od naruszenia zaufania, którym obdarzył ludźmi, a wbrew wszystkiemu... Zdarzały się takie przypadki.
Doskonale wiedział jakie to uczucie, kiedy to jedno słowo ledwo przechodzi nam przez gardło. Nie wiedział, czy w ogóle go potrzebował. Jej na pewno zrobi się lżej na sercu i będzie mogła ruszyć w swoim kierunku, czyli w sumie, nic tak naprawdę się nie zmieni.-Powiedz mi dlaczego. Sama wiesz, że wystarczyło jedno zasrane słowo... Nie musiałabyś się nawet tłumaczyć! Jednak nie powiedziałaś mi... Nie wiedziałem co się z Tobą dzieje do cholery!-Zaczął trzeć materiał bluzy w środku kieszeni. Musiał się na czymś skupić, zająć czymś ręce żeby nie skierować ich w złym kierunku. Dopiero teraz podniósł swoje spojrzenie i utkwił je w dziewczynie. Naprawdę dostrzegała tylko nienawiść? Czy chciała ją widzieć bo w końcu tak byłoby łatwiej... Gdyby to sobie odpuścił, nie musiałaby się nawet tłumaczyć ze swojej nieobecności. Z powodów, dla których postanowiła przekreślić wszystko inne. Nie tylko jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Luss, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 239
  Liczba postów : 245
http://www.czarodzieje.org/t15706-mallory-colquhoun
http://www.czarodzieje.org/t15718-mal-wal-jakas-fajna-relke-zaprasza
http://www.czarodzieje.org/t15725-poczta-poczta#423973
http://www.czarodzieje.org/t15716-mallory-colquhoun




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pon Paź 15 2018, 17:47

Człowiek całe życie dąży do doskonalenia się, do bycia najlepszą wersją siebie, nawet gdy robi to zupełnie nieświadomie. Dlaczego więc miałaby przestać i udawać, że wszystko jest w porządku? Ona nie chce godzić się z tym, że psuje wszystkie dobre rzeczy, które dzieją się na około, chce nauczyć się z nimi walczyć i mieć jak najlepsze życie na miarę swoich możliwości. Nie wierzy w to, że jej przeznaczeniem jest ten nieudolny żywot, który wiodła do tej pory, a będąc całkowicie szczerym - w ogóle nie bardzo wierzy w coś takiego jak przeznaczenie i zdecydowanie utożsamia się ze stwierdzeniem, iż człowiek jest kowalem własnego losu. A jeżeli jej praca nad samą sobą ma polegać na ciągłym przeżywaniu tego jednego schematu - niech tak będzie. Jej pozostaje jedynie nadzieja, że kiedyś w końcu coś się zmieni.
-Jakbyś był dla mnie nikim, myślisz, że siedziałabym tu teraz z Tobą? Że pisałabym ten żałosny list, nie wiedząc tak naprawdę co chcę napisać i co mam Ci powiedzieć? -Wykonała ten sam ruch, co Ślizgon, również pochylając się do przodu. Zmarszczyła brwi, widząc lekki grymas na jego twarzy, jednak nic nie powiedziała. -Jakbyś nie był kimś znaczącym w moim życiu, uwierz, że nie zadawałabym sobie trudu, aby tu przyjść. I z pewnością nie ciągnęłabym tu Ciebie. Byłoby jak kiedyś, kiedy mieliśmy się totalnie gdzieś. -Dodała, tym razem patrząc mu się prosto w oczy. Chciała, żeby wiedział, że nie kłamie, chociaż wiedziała, iż na ponowne zaufanie będzie musiała zapracować. I że będzie to o wiele trudniejsza droga, niż za pierwszym razem.
Powiedz mi dlaczego.
Jak ma to powiedzieć komukolwiek, skoro sama nie ma na to racjonalnego wytłumaczenia? Nie kontaktowała się z nikim, nikt też nie wysłał listu do niej. Skoro tak bardzo się o nią martwił, dlaczego sam nie napisał, żeby dowiedzieć się co się dzieje?
-Czasami łatwiej jest po prostu zniknąć. -Odpowiedziała spokojnie, zupełnie jakby rozmawiali na jakiś błahy temat i lekko wzruszyła ramionami. Całą swoją uwagę momentalnie skupiła na nieistniejących nitkach w swetrze próbując je wyciągnąć. -Nie wiedziałam, czy wrócę i...nie wiem, może po prostu nie nadaje się do bycia z kimś…
Wiedziała, że ta rozmowa nie będzie najprzyjemniejsza i najłatwiejsza, jednak powoli zaczynała ją przytłaczać. Wiedziała również, że postąpiła źle i nie oczekiwała, że siedzący przed nią Ślizgon nagle o wszystkim zapomni. Potarła dłonią czoło, jakby miało to jakkolwiek pomóc w narastającym bólu głowy i ponownie skierowała na niego swój wzrok, zastanawiając się, czy dojdą dziś do jakiegoś wniosku. Bo mimo, że bardzo chciała - nie była tego tak bardzo pewna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 282
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 270
http://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
http://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
http://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
http://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Wto Paź 16 2018, 19:15

Czemu? Czemu się tak starać. Jak można patrzeć sobie w oczy kiedy robimy wszystko aby stać się lepszym? Kimś innym? To wcale nie jest ulepszona wersja siebie. To jedno wielkie pierdolenie tylko po to aby wmówić sobie, że jesteśmy lepsi. Iż możemy inaczej. Lepiej było zaakceptować siebie, wady i zalety, poznać je i dopiero wtedy wykorzystać. A choć Lennox bardzo nie chciał być sobą, wiedział dokładnie o czym mówił.  
Niech chwyci swoje życie w własne ręce. Niech coś zmieni, skoro tak bardzo ją to uwiera. Nie ma nic łatwiejszego, prawda? Zastanawianie się i gdybanie to nie domena tego człowieka. On działał, czasem pochopnie, jednak kierując się własnym instynktem, własnymi pragnieniami... Ufał sobie, choć nie powinien robić tego nikt o zdrowych zmysłach. Odradzałby to każdemu, naprawdę. Dla niego było już za późno, ale Tobie?
-Tak? Świetnie. Zacznijmy od tego, że gdybym był kimś, raczyłabyś mnie powiadomić. Napisać cokolwiek... Szczególnie...-Zaczął, nie wiedząc czy powinien dokończyć. I będą to tak drążyć? Mogli obydwoje stać przy swoim, wmawiać sobie jak to ważni dla siebie nawzajem byli. Jednak prawda była taka, że ona nie napisała, a on nie zapytał. Nie zapytał bo ponownie uniósł się dumą, bo stwierdził, że nie będzie jej osaczał, nie pokaże tego jak mu zależy bo... Już wielokrotnie stracił tak osoby, które były mu bliskie. A teraz? Czy miał przy sobie kogokolwiek? Nie uważał w tym swojej stuprocentowej winy, wina leżała zarówno po jego i jej... Choć wolał teraz myśleć o tym, że to przede wszystkim z jej przyczyny znaleźli się tutaj.-Ile razy jeszcze musimy przez to przechodzić? Czy to nie powinno być łatwiejsze?-Zadał pytanie, chociaż nie oczekiwał odpowiedzi. Rzucił je w przestrzeń, jakby nurtowało go już od dłuższego czasu. Relacje damsko-męskie to koszmar, a on w jednym się znajdował. O wiele łatwiej radził sobie kiedy w grę nie wchodziły słowa, a czyny.
Pokiwał głową, jakby dał jej znać iż przyjął do wiadomości wszystko co zamierzała mu przekazać. Jednak czy rozumiał? -Mam Ci dziękować? Mam się cieszyć? Skoro nie możesz powiedzieć mi dlaczego, to powiedzieć chociaż jak Twoim zdaniem powinienem zareagować. Jak TY byś chciała abym zareagował...-Wzruszył ramionami, wzdychając ciężko, jakby nagle opatrunek na żebrach stał się uciążliwym balastem, który jedynie przeszkadzał w prawidłowym oddychaniu. Chciał jej wierzyć, naprawdę.
Wstał nagle i pospiesznie wyszedł z ławki. Nie chciał tego słuchać... Jak to, nie wiedziała czy była gotowa. Co kurwa? Spoglądał na nią z niedowierzaniem. To po chuj było to wszystko, te rozmowy, te niezrozumiałe uczucia i cała reszta badziewia. -Zadecydowałaś za nas! Kurwa, Mallory! I jak to nie wiesz... Kiedy ja...-Przeczesał palcami włosy, już nie mogąc ich dłużej trzymać w bluzie. Spojrzał na nią, a choć bardzo nie chciał aby to wyglądał tak jak teraz... Iż stał nad nią i unosił głos. Cóż, był i tak nieźle opanowany jak na siebie.-Powiedz mi o co chodzi... Myślałem... Myślałem, że to przez to co zrobiłem. Wtedy. W Meksyku.-Zmarszczył lekko brwi, jakby nie spodziewał się tego iż te właśnie słowa wypłyną z jego ust.-Jestem popieprzony... Czy coś może mnie zdziwić? Wypróbuj mnie.-Powiedział, jakoś na swój sposób ją zapewniając... Nie zamierzał się odwrócić i spieprzyć. Nie siłował się z nią na spojrzenia, a samo to napięcie, które znajdowała się między nimi doprowadzało go do szału.
Jednak stał i czekał.
Chciał jej wysłuchać.
Chciał jej posłuchać.
Chciał nie czuć tego ucisku w żołądku za każdym razem kiedy podnosiła na niego swoje spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Luss, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 239
  Liczba postów : 245
http://www.czarodzieje.org/t15706-mallory-colquhoun
http://www.czarodzieje.org/t15718-mal-wal-jakas-fajna-relke-zaprasza
http://www.czarodzieje.org/t15725-poczta-poczta#423973
http://www.czarodzieje.org/t15716-mallory-colquhoun




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Wto Lis 06 2018, 02:11

Być może ona wciąż szukała siebie. Szukała tych wad i zalet, z uporem nazywając to "doskonaleniem siebie" i wmawiając sobie samej, iż tak właśnie jest. Była trochę zagubiona, a po wakacjach, na których powinna odpocząć i przemyśleć sobie wszystko na spokojnie, wcale nie było jej łatwiej. Bo nie zaznała tego odpoczynku, którego przecież tak bardzo pragnęła, a co najważniejsze, nie przemyślała sobie tego, co było chyba tu najistotniejsze. Postąpiła jak egoistka i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, jednak nawet jakby bardzo chciała, czasu niestety nie cofnie. Teraz może tylko próbować naprawić to, co tak niemal teatralnie popsuła.
-A jak nie mogłam napisać? -Zapytała, patrząc się gdzieś na drewnianą podłogę, jakby to właśnie ona była najbardziej interesującym elementem tego pomieszczenia. Zaśmiała się pod nosem, słysząc jak żałośnie musi brzmieć w jego uszach i ponownie skupiła swój wzrok na Ślizgonie, bojąc się jednak tego, co zobaczy w jego oczach. Gdzieś w środku wciąż miała małą iskierkę nadziei, że kiedyś przynajmniej jakaś cząstka ich relacji powróci na swoje dawne miejsce.
Niejednokrotnie zadawała sobie to pytanie, zastanawiając się, czy relacje damsko-męskie rzeczywiście są takie trudne, czy to tylko oni znajdują się w jakimś beznadziejnym kręgu, z którego tak długo już nie potrafią wyjść. Dawno już doszła do wniosku, że życie to nie bajka, a na większość rzeczy trzeba po prostu zapracować, nie sądziła jednak, że jednym z trudniejszych zadań będzie na pozór łatwe bycie w związku.
-Lennox, to jak chciałabym, abyś zareagował, a jak powinieneś zareagować to dwie różne, bardzo sprzeczne sprawy... -Zaczęła, po czym głośno westchnęła i równie głośno wypuściła powietrze z ust. Poważne rozmowy nigdy nie były jej mocną stroną i najchętniej uciekłaby stąd jak najdalej, wcześniej jednak godząc się ze Ślizgonem. -Wiem, że stawiam Cię w beznadziejnej sytuacji, jednak jedyne co mogę w tej chwili powiedzieć, to to, że nie chce tego kończyć...Nie mów, że to brzmi śmiesznie, bo wiem o tym. A szczególnie śmiesznie to brzmi z moich ust, ale mówię jak jest. A jak się do tego odniesiesz Ty...to już Twoja decyzja. I nie pytaj mnie jak powinieneś zareagować, bo ode mnie nigdy nie dostaniesz obiektywnej odpowiedzi. Nie w stosunku do tego co jest...było, jest? między nami.
Odprowadziła go wzrokiem, obserwując narastającą wściekłość, która coraz bardziej, coraz wyraźniej otaczała jego osobę. Cóż, z całą pewnością nie mogła się temu dziwić, ani tym bardziej złościć, dlatego teraz pozostało jej tylko przyjęcie wszystkiego na klatę i naprawienie całego tego syfu.
Zerwała się z krzesła, kiedy tylko wspomniał o Meksyku, kręcąc jedynie głową, jakby chciała mu tym samym przekazać, że mówi bzdury i stanęła tak blisko, że nie była pewna, czy nie przekroczyła przypadkiem jakiejś niewidzialnej, wyznaczonej przez Ślizgona granicy. Patrzyła mu w oczy tak długo, jak jeszcze nigdy przedtem, chcąc przynajmniej spróbować pokazać mu, że mówi prawdę, nawet jeżeli brzmi najzwyczajniej w świecie żałośnie i wciąż lekko kręcąc przecząco głową, objęła jego twarz. -To co zrobiłeś w Meksyku było najpiękniejszą rzeczą, jaka przytrafiła mi się przez całe wakacje. -Opuściła ręce, przejeżdżając wcześniej dłońmi po szyi, ramionach, kończąc na klatce piersiowej, na której zatrzymała się nieco dłużej. -To nie ty jesteś popieprzony. -Dodała cicho, zupełnie jakby mówiła do siebie, a nie do niego, naciskając jeszcze mocniej na tors. Wyczuła pod palcami początek bandażu i szybko odskoczyła, wnioskując po jego wyrazie twarzy, że najwidoczniej sprawiła mu tym niemały ból.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 282
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 270
http://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
http://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
http://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
http://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Wto Lis 06 2018, 12:02

Przynajmniej wiedzieli na czym stoją. Para egoistów, którzy nie potrafią porozumieć się z drugą stroną. Chcą jednak nie potrafią funkcjonować jak normalni ludzi, bo zwyczajnie im to nie wychodzi. Z resztą, czy muszą być normalni? Czy ta ogólnie przyjęta definicja ma jakiekolwiek znaczenie? W końcu każdy był specyficzną osobistością, a używanie tego sformułowania jedynie psuło urok. Szczerze nienawidził tego słowa, może dlatego, że było wielokrotnie wykrzykiwane w jego kierunku? Na ilu polach zawiódł, że zasłużył sobie na to wszystko?
Czy jak raz coś spieprzysz, to spada na ciebie jakaś klątwa, która sprawia, że szlag trafia wszystkie następne próby? Zakrzewski chyba doświadczył czegoś podobnego, a przynajmniej tak chciałby myśleć. Iż to wina jakieś nadprzyrodzonej siły, a nie jego własna. Tak byłoby łatwiej. Część winy mógłby z siebie zrzucić i zwalić na coś innego.
Jak to, nie mogła? To wydawało mu się coraz bardziej pokręcone, nie żałosne. Jedyne co przychodziło mu do głowy w tej kwestii, to przetrzymywanie siłą. Lub kompletny brak środków do napisania listu, wyjaśnienia, czegokolwiek. Jednak żyli w świecie czarów, prawda? Tutaj chyba nie było tak trudno o powiadomienie drugiej osoby o tym, że się żyło.
Chyba, że nie chcesz aby ktoś o tym wiedział. To zupełnie inna kwestia.
Nie był księciem na białym rumaku, w lśniącej zbroi. Już prędzej byłby tym łachudrą, który upija się po barach i wykonuje pomniejsze zadania dla tych lepszych i urodzonych w wyższej klasie. Żaden z niego kandydat na chłopaka, męża, partnera... Życie w pojedynkę jak do tej pory wychodziło mu dobrze, dopiero teraz wszystko się troszkę pokomplikowało. A biedak nie wiedział w co włożyć ręce.
I odpowiadało mu to. O dziwo.
Usłyszał wszystko, czego chciała jego egoistyczna, troszkę narcystyczna duszyczka. To było takie proste? Usłyszeć kilka słów o tym, że nie chciała z niego zrezygnować. Z tego, co zaczynało dopiero kiełkować. Czy tak to wszystko powinno jednak wyglądać? Skoro był to dopiero początek, a oni trafiali na kolejne przeszkody... Nie. Wróć. Przecież z Tobą nie ma początków, albo wchodzisz albo nie. A Mallory zadecydowała o tym dawno temu i nijak mu dane jest zmienić tej decyzji. Choćby bardzo chciał i się upierał... Teraz wszystko zależy od niego. I jak niespełna rozumu dzieciak wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. Musiało być to powtórzone dwa razy? Naprawdę tak trudno uwierzyć mu, że ktoś faktycznie tego chciał? Był przyzwyczajony do odrzucenia, bardzo często z jego winy, bo nie ukrywajmy, był człowiekiem trudnym i zwyczajnie nikomu nie chciało się z nim bawić. Tutaj było zupełnie inaczej. Jakby te cechy, które były w nich najgorsze, wcale nie przeszkadzały tej drugiej stronie, a jedynie uparcie trzymały przy swoim.
O co się złościł? O kolejne nieodpowiednio wypowiedziane słowa? Nie czuł już napięcia w ramionach, nie zaciskał już dłoni, jak to miał w zwyczaju. Zwyczajnie nie miał pojęcia, co się przed chwilą zadziało i co powinien teraz zrobić. Zbiła go z tropu, a to rzadko kiedy się komukolwiek zdarza.
I ponownie go zaskoczyła. Omal nie przewrócił się o własne nogi, kiedy zbliżyła się na tak blisko. Nie spodziewał się, że jego słowa wywołają taką pewność w jej głosie i spojrzeniu. I naprawdę chciał jej wierzyć. Nie, nie mógł oszukiwać siebie samego. Uwierzył jej już jakiś czas temu, jedynie wrodzona upartość nakazywała milczeć. Jakby cały czas ją próbował, może nawet trochę dręczył brakiem odpowiedzi. Jej dłonie były chłodne, a on kompletnie nie wiedział, co powinien w związku z tym zrobić.
Przymknął oczy, jakby nie mógł znieść tego spojrzenia, które w nim utkwiła. A może to dlatego, że nie chciał aby ona dojrzała to, co z nim robiła? Przełknął ślinę, zdając sobie sprawę, że trudniej będzie mu ponownie spojrzeć jej w oczy. Nie chciał aby przerywała... Nie sprawiła mu nawet bólu kiedy najechała na bandaże, zwyczajnie przygotował się na to, co mogła nadejść kiedy jej dłoń znalazłaby się odrobinę niżej. Jednak ona się przestraszyła i odsunęła. Może przez wyraz jego twarzy? Otworzył oczy i złapał szybko jej dłonie, które ponownie znalazły się na jego klatce piersiowej. Nie mogła od tak teraz odejść. Jakby jeden krok w tył miał oznaczać, że znajdą się w punkcie, z którego przyszli. Zamiast tego, sam zrobił kilka kroków do przodu, jednocześnie nakazując jej ruszenie do tyłu.-Masz na myśli skałę, narażenie Twojego życia, kąpiel czy może to, co zrobiłem później?-Spytał szeptem, pochylając się nad nią. Uśmiechnął się pod nosem.-Dobrze. Obydwoje jesteśmy popieprzeni, pasuje?-Coś się zmieniło. I nie mógł powiedzieć co dokładnie, czy to może powietrze? A może to sam Lennox uległ diametralnej zmianie? Jakiś rodzaj determinacji wkradł się w jego spojrzenie.
W pierwszej kolejności nie powinna do tak dotykać. To zapewne przypieczętowało sprawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Luss, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 239
  Liczba postów : 245
http://www.czarodzieje.org/t15706-mallory-colquhoun
http://www.czarodzieje.org/t15718-mal-wal-jakas-fajna-relke-zaprasza
http://www.czarodzieje.org/t15725-poczta-poczta#423973
http://www.czarodzieje.org/t15716-mallory-colquhoun




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pią Lis 16 2018, 15:45

A czy rzeczywiście chcą być jak normalni ludzie? Czy bycie normalnym nie jest nudne, mogłoby się nawet rzec - szablonowe? Większość ludzi czuje nieposkromioną potrzebę "inności", jakby nie chcieli się zlewać z tłem; jakby chcieli pokazać światu, że mimo wszystko, rzeczywiście są czegoś warci. Ona czasem chciała stać się niewidzialna, chciała zamknąć się na jakiś czas w swojej własnej bańce, jednak zdecydowanie częściej czuła właśnie tą potrzebę wyróżnienia się, a może nawet chęć wejścia w coś niekoniecznie bezpiecznego i w jakimkolwiek stopniu racjonalnego.
Nikt nie jest idealny, a już zdecydowanie nie ta stojąca na przeciwko siebie dwójka ludzi. Jak każdy człowiek na świcie, oni również mieli wady -mniejsze czy większe, jednak one wciąż w nich siedziały, gdzieś głęboko zakorzenione, były częścią ich samych. Dlaczego więc miałaby oczekiwać, że nagle stanie przed nią ów książę. Czy w ogóle na niego zasługiwała? Nie chciała tego. Nie szukała niczego na siłę, jednak powoli zaczynało ją to męczyć. Potrzebowała odpowiedzi, chciała znać prawdę, a przede wszystkim chciała wiedzieć na czym stoi. Dlatego więc zdecydowała się tak bliską konfrontację ze Ślizgonem. Na rzecz, której wcześniej po prostu nie odważyłaby się zrobić.
Co jednak miała do stracenia?
-Powiedz coś. -Spojrzała na niego, skupiając wzrok na twarzy i próbując coś z niej odczytać. Czasem sprawiało jej to niemałą trudność, zwłaszcza, gdy wmawiała sobie jakieś śmieszne, wyimaginowane rzeczy, jednak teraz nawet ona zauważyła dość widoczną zmianę. Przed chwilą jeszcze ostre rysy, teraz jakby złagodniały, ustępując miejsca lekkiemu uśmiechowi, a w oczach znów zauważyła to, co już kiedyś miała okazję zobaczyć.
I czego jej tak cholernie brakowało.
Uniosła lekko brwi, gdy chwycił jej dłonie i z powrotem położył je tam, skąd przed sekundą sama uciekła. Bała się tego dotyku, jednocześnie tak bardzo go pragnąc. W jednej chwili poczuła się jak mała, zagubiona owca, która nie wie w którą stronę powinna się udać. Jak małe dziecko, które w sklepie gubi rodziców i za wszelką cenę chce ich odnaleźć. Ona też się chciała odnaleźć, nie wiedziała jednak, że jest to aż tak trudne.
Dwa kroki w tył wystarczyły, aby jej plecy napotkały przeszkodę. Zimna ściana skutecznie pozbawiała jej drogi ucieczki, chociaż przecież tym razem wcale nie zamierzała uciekać. -Mam na myśli wszystko. Po  k o l e i. -Czuła się jakby serce miało jej zaraz wyskoczyć z piersi. Raz po raz spoglądała na stojącego przed nią chłopaka, widząc, jak dzielący ich dystans systematycznie się zmniejsza, a po chwili przeniosła swoje dłonie z klatki piersiowej na napięty kark. Nie chciała się ograniczać, nie teraz, kiedy i tak zrobiła ten jeden, znaczący krok i kiedy wreszcie postanowiła przestać uciekać.
Nie myśląc dłużej nad tym co zamierza zrobić i przede wszystkim obawiając się, iż zaraz zmieni zdanie, uniosła lekko głowę, chcąc odnaleźć jego spojrzenie, po czym pocałowała go.
Chciała przestać być tchórzem.
Chciała przestać uciekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 282
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 270
http://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
http://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
http://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
http://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Nie Lis 18 2018, 14:58

Byłoby naprawdę cudownie, gdyby istniało coś takiego. Funkcjonowanie w tym świecie i jednoczesne zamknięcie się na to wszystko. Te dwie rzeczy mogą istnieć, jednak tylko oddzielnie. Sam próbuje tego od lat, jednak jak widać, nie jest to takie proste. Gdyby chciał zamknąć się w tej przysłowiowej bańce, tak bezpiecznej, tak własnej i znanej, zapewne nigdy nie stanęliby na swojej drodze. Nigdy też nie mówił, że chciał być normalny. To zdecydowanie nie dla niego, jak widać.
Zapewne nie miała niczego do stracenia, a może było to wszystko. Wszystko zależy od punktu widzenia i tego, co dla niej było ważne. A musiało być, skoro do niego napisała z chęcią spotkania i wyjaśnienia całej tej chorej sytuacji. Sam fakt, że tutaj przyszła, stanęła przed nim i zaczęła mówić... Było przejawem odwagi, co Lennox musiał jej przyznać i nawet ukłonić się w jej stronę. W końcu był człowiekiem, który charakteryzuje się wybuchowym charakterem. Nigdy nie wiesz, on sam również nie wie, jak się zachowa... Musiała mieć jaja. Może to właśnie było to, co nie pozwalało mu jej puścić?
Pokręcił głową, jakby słowa nie były tutaj potrzebne. Wszystko, co bolesne i trudne zostało już wypowiedziane, rozgrywając swoją walkę gdzieś w tle. W jego głowie. Sam obecny nie potrzebował niczego więcej, aby mieć pewność co do tego, co tutaj robili. I czego chciał. To chyba było jasne od początku, skoro w pierwszej kolejności przyszedł. W końcu nie często chce wysłuchać jakichkolwiek tłumaczeń. Dostrzegł to jednak dopiero kilka chwil temu. Był tylko niesprawnie emocjonalnym chłopakiem, nie wymagajmy od niego za dużo.
Zrobił to z kilku powodów. Z obawy. Przed tym, że była to ostatnie szansa, aby w ogóle to zrobić. Z czystego egoizmu , bo nieistotne było to, czego chciała, wiedział, że postawi na swoim
Z pragnienia. Jak wtedy kiedy coś ściska go od środka i nakazuje działać, bo to w końcu czysty instynkt. Nie będzie się z nim spierał. Nie sprawiała mu bólu, przynajmniej nie ten, który byłby widoczny gołym okiem. Niewiedza co się z nią działo była w jego mniemaniu najgorsza.
I zamierzał to zmienić. Zamierzał jej pomóc przekroczyć tę cienką granicę, która ich jedynie powstrzymywała przed tym, czego zwyczajnie pragnęli.
Objął ją w pasie, niwelując przestrzeń, która była zdecydowanie im niepotrzebna. Jeszcze przed pocałunkiem uśmiechnął się do siebie. A może do niej? Wiadomo tyle, że skutecznie zamknęła mu buzię. A tego trudno dokonać. Żarliwy, niekończący się, zachłanny. Zakrzewski należał do ludzi z pokroju bardzo zaabsorbowanych pięknem. Był z natury artystą, a Mallory była dziełem, którego tajniki chciał zagłębić, niekoniecznie przejmując się powszechnym rozumowaniem. Kosztował ją, nie zwracając uwagi na możliwość niedotlenienia mózgu.
Tęsknił za nią.
Dopiero po chwili odsunął od niej usta, jedynie na moment, aby zaczerpnąć tchu. Oparł czoło o jej, śmiejąc się jak szaleniec do siebie. Odchrząknął, opierając jedną dłoń po prawej stronie jej głowy, jednak nie odsuwając się resztą ciała... Bo zwyczajnie byłby bardzo z tego powodu niezadowolony. Musiał(chociaż nie chciał) się opanować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Luss, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 239
  Liczba postów : 245
http://www.czarodzieje.org/t15706-mallory-colquhoun
http://www.czarodzieje.org/t15718-mal-wal-jakas-fajna-relke-zaprasza
http://www.czarodzieje.org/t15725-poczta-poczta#423973
http://www.czarodzieje.org/t15716-mallory-colquhoun




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Czw Gru 13 2018, 01:11

Czuła się dziwnie.
Czując dotyk Ślizgona na swojej skórze, stojąc w jego objęciach miała nieodparte wrażenie, jakby w jednej sekundzie zamieniła się z kimś ciałem. Nie spodziewała się chyba aż takiej odpowiedzi z jego strony, jednak ta bardzo ją satysfakcjonowała, dlatego stanęła na palcach, jakby nieświadomie chciała przybliżyć się do niego jeszcze bardziej i objęła zimnymi dłońmi szorstkie policzki.
Tak naprawdę trochę się bała. Zdążyła przywiązać się już do niego do tego stopnia, że sama świadomość odrzucenia bardzo ją bolała. I nieważne czy jest to znajomość dobra czy zła. Chociaż zdecydowanie preferuje tą pierwszą, mogłaby go równie dobrze nienawidzić. Byleby był obecny w jej życiu. Może się trochę od niego uzależniła, chcąc coraz bardziej i bardziej brnąć w tą relację, nie było to jednak uzależnienie jakkolwiek szkodliwe. A może tylko jej się tak wydawało? W końcu co wmawiają sobie narkomani? Na pewno nie to, że to co biorą jest ich własną trucizną. Nie wierzą w to.
-Przepraszam, Lenny. -Zamknęła oczy, gdy tylko poczuła jak opiera swoje czoło o jej. Oddychała ciężko, nierówno, a najchętniej usiadłaby na tej stojącej niedaleko nich ławce, bo nie była pewna, czy nie przewróci się, gdy tylko chłopak się od niej odsunie. Zamiast tego otworzyła oczy i widząc śmiejącego się Ślizgona, również się uśmiechnęła, jakby z ulgą i szczęściem jednocześnie. -Ja bym Cię znienawidziła. Zrobiłam najgłupszą rzecz na świecie.
Nie wiedziała która godzina. Na dworze zdążyło zrobić się całkowicie ciemno, a wnętrze opuszczonej wieży zostało nieśmiało oświetlone przez stojące nieopodal latarnie. Nie widziała jednak jego twarzy tak dobrze, jak chciałaby zobaczyć, chociaż znajdowała się ona zaledwie paręnaście centymetrów od jej własnej. -Chodźmy stąd. -Szepnęła po chwili, mając nadzieje, że on również zechce opuścić ten lokal, po czym zgrabnie przeszła pod opartą o ścianę ręką.

[z/t dla Mall i Lennoxa]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Inverclyde, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 579
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 600
http://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
http://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
http://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
http://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768




Moderator






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Wto Sty 15 2019, 22:23

Gdyby ktokolwiek z Ministerstwa dowiedział się, że Zastępczyni Szefa jednego z ważniejszych departamentów pracuje przy czymś co Ministerstwo stara się za wszelką cenę ukryć to pewnie wyleciałabym z departamentu na zbity pysk, albo w najlepszym razie dzięki ojcowskiej protekcji zostałabym w Ministerstwie, ale nie miałabym szansy na premię przez najbliższe pół wieku. Gdyby na jaw wyszło, że w celu obróbki praktykowałam czarną magię byłoby jeszcze gorzej, musiałam więc zadbać o maksymalną dyskrecję. Ojciec zawsze uczył mnie, że jedynie rodzinie można ufać w stu procentach, dlatego koncepcja współpracy z Hectorem bardzo mi odpowiadała. Kuzyn, choć wciąż początkujący, wykazywał silne zdolności w aspekcie czarnej magii, więc przy moim prowadzeniu jego pomoc wydawała się nieoceniona.
Dbając o dyskrecję teleportowaliśmy się wprost na miejsce obróbki i niemal natychmiast zabraliśmy się do pracy. Nie mówiliśmy za wiele, tylko raz po raz wymieniając się jakimiś odgrzebanymi z pamięci informacjami, czy dodając słowa otuchy. Sama obróbka nie wymagała od nas zbyt wielkiej wymiany zdań - rodzinne więzi nawet mimo różnic charakteru były na tyle silne, że rozumieliśmy się instynktownie, razem rozpracowując poszczególne klątwy i nakładając nowe. Zaskakujące jak sprawnie nam poszło.

Litera: A

______________________

Aurora Therrathiél
We keep this love in a photograph, we made these memories for ourselves. Where our eyes are never closing...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Hiszpania, Alacant
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 661
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t16449-isabelle-l-cortez
http://www.czarodzieje.org/t16476-welcome-in-my-world#452752
http://www.czarodzieje.org/t16500-skrzynka-pocztowa-i-l-c#453646
http://www.czarodzieje.org/t16459-isabelle-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Czw Sty 17 2019, 12:36

@Aleksander Cortez

Wyprawa na której była, mając za zadanie odnaleźć magiczny przedmiot okazała się klapą dla ich drużyny. Choroby, przypadkowe zaklęcia, zranienia. Mimo to wspominała ją miło. W końcu trochę zarobiła, znalazła przedmioty magiczne jak i nabyła doświadczenia w tego typu rzeczach. Towarzystwo również było przyjemne. Nikt się nie kłócił. Nikt nie chciał dominować nad resztą. Działali wspólnie. Już dawno nie miała okazji uczestniczyć w czymś podobnym. Była to dla niej miła odmiana. Po powrocie jednak wszystko wróciło na stare tory. Nie miała kontaktu z nikim poza Alkiem. Nawet jej siostra zniknęła ale jakoś jej to nie obchodziło. W końcu była dorosła i równie dobrze mogła rzucić szkołę na rzecz jednego z jej zauroczeń. Isabelle już to nie interesowało. 
Ucieszyła się natomiast, gdy pojawiło się ogłoszenie, w którym to szukali śmiałków do obróbki przedmiotu znalezionego w dżungli. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej napisała do kuzyna aby to on był jej partnerem przy tej pracy. Równie dobrze mogła poprosić o pomoc Scotta czy Thomen jednak przy Alku czuła się swobodniej. 
Dotarcie na miejsce nie zajęło im dużo czasu. W końcu miejsce docelowe ich podróży nie było tak daleko jak dżungla do której ich wysłali. Nie tracąc czasu na zbędne rozmowy w stylu - co u ciebie słychać - zabrali się do pracy. Zadanie okazało się prostsze niż dziewczyna na początku sądziła. Wszystko szło sprawnie i gładko. Wymiana zdań między nimi była płynna co bardzo ją cieszyło. Nawet zdołała nauczyć się czegoś od Alka chodź tego nie planowała. I chodź z poczatku bała się czarnej magii tak teraz uważała ją za sojusznika w boju.

Stopień : III
Litera: A


Ostatnio zmieniony przez Isabelle L. Cortez dnia Czw Sty 17 2019, 20:31, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 452
  Liczba postów : 559
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Czw Sty 17 2019, 17:02

Pomimo kilku dni które musieli przechorować w dżungli, to był bardzo zadowolony z tej wyprawy. I ku wielkiemu zaskoczeniu wszyscy wrócili cali i zdrowi. A byli w tak niegościnnym miejscu. Warto wspomnieć też o tym, że wrócili nieźle bogaci. Jeszcze by ktoś z organizatorów pomyślał, że ich drużyna wyruszyła tam w zupełnie innym celu, a nie po to by poszukać centrum zakłóceń.
Dobrze się więc przy tym bawił, dlatego gdy tylko się dowiedział o organizacji obróbki tych przedmiotów od razu zgodził się pójść z kuzynką by zbadać dokładniej ten przedmiot.
Spakował do swojej torby kilka czarnomagicznych ksiąg, które mogły im się przydać. Kilka świec, niewielkie pudełko z kredą, oraz parę innych potrzebnych rzeczy.
Po dotarciu na miejsce wziąłem się od razu do pracy, tworząc krąg z kredy i umieszczając na jego kątach świece, które stosuje się też przy wieszczeniach. Następnie umieściliśmy przedmiot w jego centrum i samemu się ustawiając po jego obu stronach. Oczyszczaliśmy go z zaklęć czarnomagicznych postępując zgodnie z tym jak było opisywane w księgach i notatkach. Z Isabellą zawsze mieliśmy świetny kontakt, więc pracowało nam się razem znakomicie. Praca ta pochłonęła nas tak mocno, że nie dostrzegłem nawet tego jak późno się już zrobiło. Lecz po wszystkim mogliśmy udać się na zasłużony posiłek. Bowiem zadanie było wykonane i mogliśmy opuścić już to miejsce.

zt x 2

Stopień: III
Kostka: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   

Powrót do góry Go down
 

Szczyt opuszczonej wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 17 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Opuszczona wieza
-