Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Szczyt opuszczonej wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11 ... 17  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29915
  Liczba postów : 46851
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Szczyt opuszczonej wieży   Nie Maj 08 2011, 13:02

First topic message reminder :


Szczyt opuszczonej wieży
Pośród niewielkich budowli w Hogsmeade na ich tle zawsze wyróżniała się stara wieża będąca w niewielkim lasku nieopodal. Budynek ten od wieków był opuszczony, a wejście do niego było zagrodzone. Jednakże na potrzeby turnieju, a raczej na wyznaczenie wieży, jako idealnego miejsca dla widowni, budowla ta została ponownie otwarta.
Mówi się, że grasował po niej przez te wszystkie lata wyjątkowo złośliwy duch, jednakże w obecnej chwili, wyglądało na to, iż dyrektor znalazł mu dogodniejsze lokum. Całość została nieco wysprzątana, tak by uczniowie mogli skorzystać z tego miejsca. Na samym szczycie zostały postawione drewniane ławki wewnątrz całej wieży, ponownie z ozdobami w kolorach pięciu szkół. Każdy kto chciał obserwować reprezentantów mógł wejść na szczyt wieży i zając wybrane miejsce.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Czw Gru 15 2011, 20:05

- Tak, rzeczywiście tu pięknie – no jasne, Nefre wie co dobre, a wybór miejsca nie był w zasadzie przypadkowy. Na dworze nie ma co ładować, no sorry, nie te czasy, że ludzie nic sobie nie robią z człowieka leżącego ze strzykawką w ręce, a zamiast tego śpieszą kupić cytrynę w sklepie, bo może zabraknąć. Teraz to od razu zaczną lamentować jaka to dzisiejsza młodzież niewychowana albo wyrwą ci herę z ręki, bo sami chcą władować. Ale zawsze to jakaś odmiana. Poza tym, jakby nie patrzeć to tu mieli dach nad głową (ehe, jakby mieli zwrócić na to uwagę), było cieplej, ławeczki, pełna kulturka, nie ma co.
- Dawno nie byłam świadoma – powiedziała cicho, w sumie zapewne nie do końca pewna czy to nadal myśl czy też już wypowiedziane zdanie, zresztą, sam widok heroiny działał na nią wręcz odurzająco. Świadomość, że jeszcze tylko kilka pulsujących sekund dzieli ją od stanu umysłu, który kochała najbardziej ze wszystkich rzeczy, jakie do tej pory w życiu napotkała i zrobiła, zdecydowanie sprawił, iż jej oczy rozbłysły, a kąciki ust minimalnie się uniosły.
Przybliżyła się maksymalnie do Jamiego i przejechała palcem po ręce, aby znaleźć dogodne miejsce na wbicie igły. Zaraz potem spojrzała po raz ostatni na normalnego rozmiaru źrenice chłopaka i wstrzyknęła mu heroinę, błagając w myślach narkotyk o dobre spisanie się w innych żyłach niż jej. Kiedy Benjamin najprawdopodobniej przeżywał istnie zwariowane, okraszone nutką zapomnienia chwile, ona przygotowała towar dla siebie i z uśmiechem władowała środek odurzający w to samo miejsce, co rano. Efekt był natychmiastowy, znów znalazła się pomiędzy dwoma światami, jedną nogą będąc tuż pod domem, w którym mieszkała śmierć. Co prawda nie była to nie wiadomo jak wielka euforia, ale za to psychodelia jak się patrzy. Osunęła się prosto na Chavesa, układając głowę na jego udach, wybijając na niezwykle miękkich kolanach rytmy znane tylko sobie. Pełen chillout.
W porę sobie przypomniała, że to dla Benjamina owy pierwszy raz, a więc leniwie spojrzała na niego, od dołu obserwując mimikę twarzy. Każdy odlot przeżywał inaczej, a Nefretete ten fakt niezwykle fascynował. Zawsze zaintrygowana rejestrowała to, co się z danym osobnikiem działo, a wszystkie ciekawostki zapisywała wewnątrz. Kochała widoki, na których głównym bohaterem był człowiek, który mentalnie rzygał tęczą, niezależnie od stopnia jego zaawansowania czy też wiedzy na temat tego lepszego świata. Każdy, jaki by nie był, idealnie wpasowywał się w scenerię, jaka malowała się w jej głowie, dodatkowo ubarwiona przez heroinę. Ach, kochana, co by bez niej zrobiła?
- Tynk zsypuje się z tych murów – rzuciła w przestrzeń, komentując na swój chory sposób padający śnieg, który próbował się dostać do środa wieży przez małe okienko do góry. Psychopsychopsycho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 28
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 64




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pią Gru 16 2011, 22:56

Dobrze, że Benjamin przyzwyczaił się do Nef, głównie tego, że zarówno świat jak i spojrzenie na niego ma zupełnie odbiegające od normy, nawet tej radykalnej i graniczącej z anormalnością. W ogóle "anormalność" to jedynie eufemizm w przypadku Ślizgonki i jej światopoglądu. I to - w dodatku - o pejoratywnym wydźwięku. Jej calutki tok rozumowania był jakby... niewyczerpalny i nieskończony. Coś jak prosta droga, która znajduje rozwidlenie, potem rozwidlenia rozwidleń i to w kilku wymiarach. Do tego każde rozwidlenie jest złożone ze ścieżki rowerowej i chodnika dla pieszych. Dwupasmowego chodnika. O kilku rozwidleniach. Oh, kobiety są tak prymitywne, nieskomplikowane i banalne do analizy.
Z tych i innych przyczyn nauczył się, że jej słowa należy interpretować w najdobitniej abstrakcyjny sposób jaki się da. No cholera, ucieleśniała jego marzenia! Tak uwielbiał ludzi pełnych zawiłości i nieprzewidywalnych zachowań, że w ich towarzystwie zapominał o samym sobie! Boże drogi, to zaprzecza całej ideologii idealizowania swojej idealnej egzystencji! Do tego w myślach użył dwa razy pod rząd znaku wykrzyknienia!
- Czyste szaleństwo - mruknął ledwie słyszalnym głosem, kręcąc głową z nieco zagubionym spojrzeniem. Naprawdę próbował spojrzeć krytycznym wzrokiem na NNN, aktualnie powolnym ruchem zmniejszająca dystans między igłą a jego przedramieniem, doszukać się czegoś do uczepienia w tej, która pakowała mu heroinę do żyły po raz pierwszy w życiu, ale nagle - jeszcze zanim ona sama odświeżyła zawartość narkotyku w swoim organizmie - zrozumiał wszystko.
- Przecież jesteśmy pierwotną parą - wyszeptał uroczyście z intensywną perswazją wpatrując się w falującą twarz opierającej się o jego uda dziewczyny. Czy to były uda? Czy to była twarz? Była taka płynna, gładka. Lśniąca. Była jedwabiem. Wiedział, że mógł zwinąć ją w rulonik albo poskładać w kostkę. I nosić na sercu w woreczku ze smoczej skóry. - Wiesz Nef, czuję gdzieś instynktownie, że nikt nie przeżył. Boże jak to dobrze że nikt nie przeżył - wzniósł oczy ku przestrzeni, która już nie była niebem a kosmosem. Pełnym nie gwiazd a migoczących i pulsujących planet. - Myślisz, że tam przeżyli? - zaniepokojony wskazał podbródkiem przedmiot swoich aktualnych myśli. - Bo ja jestem pewien, że z tynkiem przemieszane są ich prochy. Nikt nie przeżył.
Po tych słowach zamknął oczy, czując, że nie zniesie więcej widoku sproszkowanych ciał ludzkich czy tam nieludzkich sypiących mu się na głowę, którą zaczął powoli zataczać okręgi, wciąż z każdym kółkiem powiększając zasięg. Jedną ręką objął się w pasie, drugą odszukał po omacku - przecież nie mógł TERAZ otworzyć oczu - twarz Naleigh i rozpoczął kreślić opuszkami nieskonkretyzowane bohomazy na jej policzku i szyi. Przy tym wszystkim jedyne uczucie, które go wypełniało, które rozwiało wszystkie pozostałe to harmonia. Niezaburzona niczym harmonia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Nie Gru 18 2011, 16:35

Może to wina tego, że zawsze widziała zdeformowane granice, które na dodatek wyznaczała sobie sama. Nie szła za innymi, w jednym rządku, a brała ołówek i własnoręcznie szkicowała kontury tego, co ją interesowało, dodatkowo ubarwiając dzieło kredkami czy plasteliną. Owe linie znacznie różniły się od tych, które widzieli zwykli ludzie, bez żadnych defektów psychicznych. Błądziła wśród tych rozwidleń, zazwyczaj wybierając drogę kompletnie nieekonomiczną, ale co to za różnica? Zawsze docierała do celu, przy okazji fascynując włóczykii, którzy szwendali się po okolicy. Naleigh zdecydowanie nie lubiła kroczyć ścieżkami wydeptanymi przez czas czy inne równie niegodziwe wielkości.
Słuchała jego słów, analizując każde z osobna w myślach, rozkładając je na czynniki pierwsze, a potem pierwiastkując układała z nich przedziwne historie, w których otrzymywały nowe, niekoniecznie podobne znaczenie. Wyjaśniała to sobie na swój sposób; gdy tylko heroina krążyła w jej żyłach umysł miała jeszcze bardziej otwarty na myśli nie do ogarnięcia i zupełnie niezrozumiałe dla kogoś, kto nigdy nie spróbował tegoż narkotyku. Jej chleba powszedniego.
- Już dawno temu oglądaliśmy razem filmy o kowbojach – przypomniała mu, obdarzając go delikatnym uśmiechem, bo przecież niczego więcej nie musiała pokazywać, i tak wszystko lekko wirowało, byli na karuzeli. Wesołe miasteczko z lepką różową watą cukrową w bonusie, za przeżycie zjazdu na kolejce górskiej.
Zastanowiła się dłużej nad egzystencją innych, gdzieś tam w kosmosie, gdzie bardzo chciała się dostać. Westchnęła cicho, po czym zaczęła snuć niefiguratywne gobeliny z własnych obserwacji. – Ale chyba wcześniej musiało być im dobrze, nie? No wiesz, zanim umarli biegali pomiędzy gwiazdami, którymi niektórzy sami się stali, tańczyli z babim latem tango, patrzyli na świat przez szkło bez krat – wymieniała, niezwykle zaintrygowana tymi informacjami. Chcąc nie chcąc cholernie zazdrościła takiego życia, ale w końcu doszła do wniosku, że bycie w parze z herą jest lepszą alternatywą. – Potem spadli na ziemię jak promień, przeistoczyli się w biały proch, ale mimo wszystko byli szczęśliwi.
I właśnie to sprawiło, iż zmrużyła gniewnie oczy, bo ogarnęła ją wielka zazdrość, że ktoś mógł egzystować tak beztrosko. Całe szczęście, że Jamie przymknął powieki, a potem, jakby za dotknięciem igły, no bo przecież, że nie różdżki, wszystko odpłynęło. Jego dotyk, odczuwany teraz znacznie bardziej, odgonił złość. – Tak, dobrze, że nie przeżyli – dodała dobitnie. Teraz to ona była szczęśliwa. Nie oni. Oni n i e ż y l i.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 28
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 64




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pon Gru 19 2011, 16:44

Defekty psychiczne. Dlaczego tak przyjęło się nazywać każde wykroczenie poza rozsądek? Przecież właśnie brak wyobraźni, tak charakterystyczny dla radykalnych racjonalistów, świadczy o dotkliwym uszczerbku, a nie jej nadmiar. To, że wskazujące dwa różne kierunki strzałki są opisane nie inaczej a "one way" vs. "my way" powinno przyjąć się jako norma a nie, phi, defekt. I to jeszcze psychiczny. Bo przecież tylko takie ustosunkowanie się zapewnia i gwarantuje milion atrakcji. Szczególnie dla ludzi tak ich spragnionych. Jak Benjamin Chaves, nie szukając daleko.
A co do nieekonomicznego wymiaru takiego trybu życia, przecież ułatwienie i dążenie na skróty jest objawem kompletnej prowizorki i nie godnego ani połowy oklasku wypaczenia ambicji. Jeśli NNN wędruje, Ben zgłasza się na owego włóczykija.
Ale w głowie Jamiego aktualnie rozgrywała się homerycka bitwa, w której nie brano jeńców. Dryfował między jawą a imaginacją, a tratwa którą się poruszał stawała się coraz bardziej chybotliwa i krucha. Heroina z każdą sekundą odwiązywała jeden zdewastowany pień, zostawiając go na straconej (ale jednak tak zwycięskiej) pozycji. Działo się to w tak szybkim tempie, że zanim Naleigh wspomniała o owych kowbojskich filmach był już po pas zanurzony w zatraceniu.
- Nie Nef - gwałtownie otworzył oczy, kończąc wędrówkę głowy wokół osi kręgosłupa i kierując wzrok na opierającą się o niego Czarodziejkę. - To filmy oglądały nas. Byliśmy wzorem, tym złym i tą złą. Pierwotni na tropie rzeczywistości - czuł jak z każdym wyrzucanym z siebie związkiem wyrazowym wypełnia go jakieś pochodzące z trudnego do sklasyfikowania źródła gorąco. I że to gorąco wzmaga odlot, który w jego mniemaniu już osiągnął apogeum. Zresztą jaki odlot. Przecież to... - Rzeczywistość. To ich zabiło. Nie było im dobrze, Nef - miał ochotę chwycić jej ramiona i potrząsnąć nimi, żeby zrozumiała. Zrozumiała cokolwiek. Wszystko tylko nie jego. Zamiast tego gorąco pomogło mu zgiąć się w pół i będąc do góry nogami (a właściwie do góry brodą) w stosunku do dziewczyny złożył na jej ustach długi, ale powolny pocałunek.
- Oni ciągle szukali. Szukali tego co my znaleźliśmy - uśmiechnął się z zamiarem by wyglądało to pokrzepiająco, ale z drugiej strony wiedział że nie pokrzepienia a szaleństwa Neglect aktualnie potrzebuje. - Dlatego jesteśmy nieśmiertelni. Jesteśmy energią, która nie ginie. Magią, która jest przekazywana zawsze, ale nie traci się, tylko zmienia kształt.
Pierdolnęło to w niego z mocą tysiąca Morderczych Zaklęć. Poczuł tą energię w każdym milimetrze kwadratowym ciała i umysłu. Duszy już nie miał. Był duszą posiadająca umysł i ciało. I ta dusza miała pragnienie. Zdecydowanym ruchem podniósł głowę oraz górną połowę ciała Nef tak, by zwrócona była twarzą do niego, a nie jego kolan, ujął jej twarz w rozpalone ogniem dłonie i skanował oczami po kolei każdy skrawek twarzy dziewczyny, nie chcąc przegapić nic.
- Jeśli masz rację z wesołym miasteczkiem, a ufam ci, to właśnie diabelskie koło wyniosło nas na szczyt i... czujesz to? Teraz się zatrzymało. Jesteśmy sami na najwyższym poziomie - nie tracąc ani chwili dłużej, bo przecież nie wiadomo ile im czasu zostało, przyciągnął ją do siebie. Trochę opiekuńczo, bardziej zachłannie objął ją ciasno ramionami, chciał żeby poczuła się bezpiecznie. Żeby oni przeżyli, skoro inni nie dali rady. Odszukał swoimi wargami jej usta i masując jedną ręką kark Naleigh wpił się w te usta, które dawały nieskażony prochami istot kosmicznych tlen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pon Gru 19 2011, 21:22

Każdy boi się szaleństwa. Ma nadzieję, że go nie dotknie lub dosięgnie. Większość sama ukrywa to, co wykracza poza normę, zarysowane przez ludzkość niezmienne kształty. Tak czy siak, defekty psychiczne są jak najbardziej w modzie i nie ma osoby, która nie przejawiałaby choć odrobiny anormalności.
Jakby nie patrzeć to już nim został, bo spotkali się na rozwidleniu jednej z dróg, na zakręcie leśnej ścieżki. I choć czapka z doczepionym piórkiem zlewała się z drzewami majaczącymi w tle, dziwnym trafem do siebie dotarli, zauważyli rozmazane sylwetki.
Podczas gdy on tonął, ona stopniowo staczała się ze stromych schodów prosto w stronę ciemnych lochów, pełnych przedziwnych zjaw, duchów i wiedźm, do których śmiało mogła mówić „witaj, przyjacielu”. Siłą próbowała zatrzymać narkotyk w swoich żyłach, ale jako że gościł on w nich zbyt często nie chciał zadomowić się na dłużej. Nie miała najmniejszego zamiaru odpuścić, nieważne, iż walka z góry była skazana na klęskę, wolała mieć pewność, że wytrwa, dzielnie powalczy do końca o obecność hery. Napierała na nią gęsta mgła, powoli robiło się ciemno, ale jego głos był swoistego rodzaju światełkiem w tym tunelu, utrzymywał ją w szarym świecie. Ilekroć odlot się kończył, tyle razy miała ochotę popełnić samobójstwo i powiesić się na rurach w łazience, aby nie czuć tego pieprzonego głodu. Tym razem było inaczej, całkowicie zapomniała o żrącym uczuciu gdzieś wewnątrz.
Drgnęła, gdy Benjamin złączył ich usta, ale absolutnie nie protestowała, to było jak drugi zastrzyk morfiny. Wcześniejsze słowa do niej nawet nie dotarły. Zanim zdążyła wyciągnąć w jego stronę rękę, już był zdecydowanie za daleko, nie potrafiła wyciągnąć dłoni na taką odległość. A może dosięgała, ale po prostu przecięła go na wskroś?
- Otrzymaliśmy potencjał w prezencie od bogów – kiwnęła lekko głową, święcie przekonana o tym, że nie był to zwykły podarunek, ale i również ukryta misja, zasnuta dotychczas nieznanymi jej aluzjami. Przyjdzie czas, w końcu rozkmini. Nie ma się co śpieszyć, jeszcze cały wszechświat do zwiedzenia z tylko jednym przetartym plecakiem z mnóstwem strzykawek.
Ani się obejrzała, a już była w innej pozycji, nawet nie zdążyła się zorientować kiedy ją podniósł, wszystko odbierała w zwolnionym tempie, każda sekunda była nienaturalnie długa, ale jednak jakoś jej to specjalnie nie przeszkadzało. Dzięki temu mogła dłużej wpatrywać się w twarz Bena i skrycie ją podziwiać.
- Tak, nasze nogi dyndają, a szatan próbuje zdjąć buty, popijając dla rozrywki sherry – szepnęła, zdając sobie sprawę z tego, że nagle mogą spaść, z zawrotną prędkością polecieć na dół, ale czy to było ważne? Oczywiście, że nie, zdecydowanie wolała skupić się na obecnej chwili i nie martwić na zapas. Może akurat utkną na zawsze tutaj, w miejscu nie do zdobycia. Dlatego przywarła do niego jak najmocniej; czuła każdą kość, żebra zazębiały się. Wsadziła mu dłonie we włosy, jednocześnie całując zapamiętale jego idealne usta. Żar, płomienie delikatnie muskały płuca, pozbawiając ją tchu, a serce na zmianę raz biło szybko, a raz martwiało, przeskakiwała z fazy na fazę.
Wpadła w kolejną skrajność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 28
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 64




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pon Gru 19 2011, 21:57

Ukrywanie tego co w modzie brzmi niesamowicie hipstersko czyli adekwatnie do całego magicznego światka prezentowanego przez zasnute gdzieś po kątach lochów dzieciuszki iPhone'ów, iPadów, iRóżdżek i innych iRzeczy.Więc zamknę temat zanim posunę się do iście konradowsko-kordianowej polemiki nad sensem egzystencji takich osobników.
Swoją droga ta cała misterna otoczka, w którą Jamie i Naleigh byli w chwili aktualnej obleczeni była całkiem romantyczna. W tym historiozoficznym rozumieniu. Zdecydowanie historia o dwóch przećpusach na szczycie opuszczonej wieży, do tego obdarzonych nieziemskimi mocami była godna Mickiewicza, o Słowackim nie wspominajmy bo przecież on NEGUJE zdolność jednostki do obrotu świata o sto osiemdziesiąt stopni, a to odpada skoro oboje poczuli misję zesłaną im przez jakiś odległy byt. Mieli - być może nie zmienić - ale przynajmniej uratować to co pozostało z elipsoidy podpieranej ery temu przez Atlasa. W oczach Bena - challenge accepted.
Zapomnijmy o destrukcyjnej stronie fazy, w którą wpadł zarówno Jamie jak i Naleigh. Każde na swój sposób, ale zupełnie niepotrzebnie. Po co tonąc lub upadać skoro można wzlecieć wyżej niż kiedykolwiek. Poszerzyć horyzont, zyskać dystans i poświadczyć o sile. W ramach odbicia się od dna Chaves uśmiechnął się podczas pocałunku, przenosząc dłoń na mocno zarysowane łopatki NNN, niemal przebijające na wylot cienką warstwę właściwie samej skóry. Ślizgonka była tak wychudzona, że przez myśl przemknęła mu myśl, że swoim dotykiem może ją pokruszyć, zniszczyć, zabić. Przeraził się na tyle, że w jednej chwili oderwał rękę od jej ciała, nie przerywając jednak pocałunku, już zdecydowanie bardziej namiętnego. Moment bez kontaktu z jej ciałem był jednak krótki, gdyż prędko uświadomił sobie, że przecież posiadł tą dobrą energię, nie destrukcyjną a budującą, więc nie ma szans, że mógłby coś zniszczyć. Nie da się. Nie to im było pisane.
Takie właśnie myśli dręczyły jego otwartą i nieograniczoną żadną barierą głowę zanim zdecydował się na powrót do przerwanego procesu poznawania Nef. Czuł już spójność emocjonalną, należało w takim razie nadrobić ten dystans cielesny. Nie bojąc się ani trochę o swój rzekomy zły wpływ na jej zdrowie, objął jej talię dokładnie, drugą ręką zacisnąwszy lekko na jej udzie. Zawirowało mu w głowie od nadmiaru... wszystkiego. Przelała się szala zarówno ekscytacji jak i szczęścia, oddania, czucia w jakiejkolwiek postaci.
- Nawet nie wiesz, że wiem że nigdy nie czułem tyle dobrego na raz - szepnął, czując, że tak po prostu potrzeba. Nie unosić głosu, nie drażnić nikogo. Nie przestawać całować Nef. Przygryzł jej miękką wargę, czując jakby wpijał się w soczysty owoc. Nic więc zaskakującego, że po jego własnej wardze właśnie popłynął sok. Rdzawo-słony sok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Sro Gru 21 2011, 16:58

Nie zauważyła nawet kiedy Jamie gwałtownie ją puścił, ot tak odsunął się na dość sporą odległość. Była zbytnio otumaniona pajęczą siecią splątanych uczuć i gdyby na zewnątrz właśnie walił się świat, a ktoś by ją o tym poinformował to wzruszyłaby pewnie tylko ramionami, a nie jak rasowa ćpunka poleciała biegiem wstrzelić się w żyłę po raz ostatni. Zobojętniała, efekt uboczny trzeźwości przemieszany z lawiną ćpuńskiej miłości – mru, jestem na tak.
- Oczywiście, że jeszcze nigdy się tak nie czułeś – odparła, kiwając głową ze zrozumieniem. To było takie oczywiste. Przecież dopiero dzisiaj po raz pierwszy posmakował hery, po raz pierwszy z nią, poznawali się na nowo po tylu miesiącach kompletnej ciszy. Ogarniał własne sumienie, duszę, sprzątnął kurz z umysłu, odświeżył sobie pamięć. Nefre doskonale pamiętała jak było przy pierwszym odlocie, a wspomnienia połączone z tym, co działo się tu i teraz to istna bomba uczuciowa, całkowicie zrozumiała jedynie dla nich, kowbojów z poplątanym lasso i puszystym sombrero. – Ale uwierz, że jeszcze będziesz czuł nie jeden raz – obiecała, z powagą wpatrując się w jego oczy, chwilowo przerywając pocałunek. Tak ważną kwestię musiała wyjawić mu na spokojnie, aby w zupełności mógł pojąć geniusz i fenomen obietnicy, którą mu właśnie złożyła. Nie zwlekała jednak długo – wszystko ciągnęło ją do niego, nie pozwalało nawet podziękować stokrotkom, że rosną przy drodze. Nie przeszkadzała jej krew wolno wypływająca ze spękanej wargi; już dłoń błądziła pod jego koszulką. Wypaliła mu na torsie znak, symbol, że jest jej, choćby nie wiem co, mimo wszystko. Trójznaczne „N” powinno go palić cały czas, nie dając nawet chwili spokoju. Jedynie ona sama mogłaby ugasić ten wewnętrzny pożar – była wodą. Niebezpiecznie piękną, często skrywającą się pod cieniutką warstwą lodu.
No tak, to była ta aluzja od bogów. Potencjał. Z małego źródełka stała się ogromnym wodospadem pośrodku lasu, z którego wędrowcy czerpali energię. Była niezbędna do życia. Ale również czyniła rzeczy całkiem inne, wręcz absurdalne. – Zniszczyłam bobrom domy – wyznała, jednak po chwili parsknęła śmiechem. To było takie zabawne. Zwierzęta stały się bezdomne, aż w końcu zmieniły się w ten cholerny proch i opadały na jej niemal białe włosy. Jak mleko.
Fazowanie mijało, upadek był coraz bliżej, ale co z tego? Była zajęta czym innym. Wcześniej pogładziła się jedynie dwuznacznie po bliznach, co miało oznaczać, że jest niezniszczalna, silniejsza od narkotyku, nieśmiertelna. Już tyle razy próbowała heroiny, a mimo to nie wykorkowała.
Jego dotyk nie ranił – leczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 28
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 64




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Czw Gru 22 2011, 13:34

Czas rozpoczął szaleńczą jazdę raz po raz zmieniając amplitudę prędkości, niemal się zatrzymując, by zaraz pędzić szybciej od światła. W przesadzonym slowmotion Nef oderwała swoje usta od jego. Mrugnął. Znów byli razem, ale powiedziała coś. Powiedziała? Wykrzyczała. Dźwięk też szalał, wszystko wokół chyba stężało, bo nie przekazywało słów, ich brzmienie nie docierało. O, już teraz. Po piętnastu sekundach.
Uśmiechnął się jedynie w odpowiedzi, wierząc jej bezwarunkowo. Nie mogła w końcu tak czy owak oszukać go teraz kiedy czytał myśli. Albo były to jego własne? Może wspólne? To było dziwne uczucie jakby głowy nie istniały i myśli wylewały się na zewnątrz, mieszając się z tymi pochodzącymi od reszty świata. A skoro to oni są całym światem, ich myśli wpływały tylko na siebie nawzajem jak w próżni, zderzając się przypadkowo i uzupełniając niedopowiedzenia.
Tak nieziemsko czuł się... Przypomniał sobie w przerwie między drapieżnym całowaniem jej szyi a liczeniem palcami żeber tak łatwych do wyczucia mimo niecienkiej warstwy ubrań, że to właśnie dzięki Naleigh, że to właśnie jej zawdzięcza eksplozję, która jakoś roztarła granice zarówno między sumieniem a instynktem jak i między rzeczywistością a imaginacją. Jakby się uprzeć między nią a Benjaminem też. Nigdy nie byli tak blisko, tak spójni. To, że NNN naznaczyła go było dobre i pożądane. Zakręciło mu się w głowie, jakby wpijanie paznokci w skórę okazało się najdotkliwszym fetyszem. Oddech przyspieszył wobec tego dwukrotnie, napiął mięśnie całego ciała czując przeszywający wzdłuż i wszerz dreszcz. W ramach wstępu do podziękowania za strzał w żyłę i duszę złożył około sto trzydzieści pocałunków, będących muśnięciami skóry wzdłuż jej obojczyka w kierunku ramienia, drogę z powrotem obrał przez przejechanie końcem języka aż do miejsca pod szyją, w którym u większości osób znajdował się niewielkie wgłębienie (u Nef raczej przypominający raczej efekt upadku komety). Idąc śladem dziewczyny wsunął dłoń pod jej ubranie i analizując dookoła jej talię. A to bł przecież dopiero wstęp...
- Niesamowita. Taka jesteś - westchnął, nim ahaczył palcem o szlufkę przy spodniach Ślizgonki, by po chwili zgrabnym ruchem odpiąć ich guzik i zamek.
Naprawdę chciał usłyszeć o czym Naleigh mówi, jakim tonem, a może nawet pokusiłby się o skomponowanie względnie składnej odpowiedzi, ale z założeniem, że naprawdę istotną kwestię usłyszałby, tak jak jej poprzednią obietnicę, preferował skupić się na fizycznym aspekcie ich gwałtownego, okupionego dawką narkotyku i toną emocji zbliżenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Wto Gru 27 2011, 17:15

Jego uśmiech był najpiękniejszym jaki w życiu widziała. Taki typowy: kąciki ust delikatnie uniesione ku górze i ledwo widocznie dziurki w policzkach. Heroina, ukochana matka, dodatkowo ubarwiła go przeróżnymi kolorami, które zlewały się w jedną, wielką, kolorową plamę. Tęczowy koc, na którym oboje siedzieli, pracownia artysty, lizaki na wystawie sklepowej – nic nie było tak barwne, jak jego twarz rozświetlona tym jednym, krótkim uśmiechem.
Powoli, skupiając się na grze palców, jechała w dół od włosów, zatrzymując się na kościach policzkowych. Wprost uwielbiała muskać czyjeś policzka. Jego to już był istny kosmos. Planety szalały, gwiazdy śmiały się beztrosko, idealnie wpasowując się w nastrój panujący na szczycie tej zapomnianej przez cywilizację wieży. Stopniowo atmosfera robiła się coraz bardziej gorąca, o ile jeszcze się dało, a Naleigh bez jakichkolwiek pohamowań badała każdy kawałek benjaminowego ciała, odczuwając przy tym taką radość, jak w urodziny, gdy dostała od Loży zestaw narkomana (czyt: łyżeczki, strzykawki, PROCHY). Wow, lovely.
Niesamowita. Tak, właśnie tak się czuła. Jak ktoś niesamowity. W końcu była królową Nefre, miała władzę na każdą żyjącą istotą, a Jamie zdecydowanie pomagał jej rządzić. Wszak jednakowo myśleli, byli połączeni lukrową nicią. Nierozerwalną mimo wszystko. Nie bała się, że przypadkowo się zerwie, zniszczy czy też uwolnią się od niej sami. Po prostu wiedziała, czuła, była pewna.
- Czyste szaleństwo, czyste szaleństwo, czyste szaleństwo… - mówiła, za każdym razem akcentując tą kwestię, wypowiedzianą już dwa razy, inaczej. Nie znalazła w głowie innego adekwatnego określenia tego, co tu się działo, a szaleństwo idealnie cechowało Benjamina w jej oczach. Kochała ludzi szalonych.
Dzisiaj kochała też jego.
Przez tą krótką chwilę maksymalnie skoncentrowała się na tym, co chciała osiągnąć. Była w połowie drogi. Sukces przede wszystkim. Bez problemu ściągnęła mu koszulkę czy co tam miał na sobie i z niemym zachwytem zastygłym na twarzy pocałowała go w nos. Potem jedno oko, drugie, szyja, policzek lewy, prawy i w końcu usta.
Kątem oka dostrzegła na dworze fajerwerki, wytwór jej wyobraźni. Kolejny prezent, sygnał od kogoś z góry, że mu też się podoba. Bo było pięknie. Abstrakcyjnie. Psychodelicznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 28
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 64




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Czw Gru 29 2011, 02:24

Benjamin przywykł do kobiet. Znał te będące ucieleśnieniem ładunków seksapilu, których sam widok, a nawet wspomnienie ogołoconego przedramienia powodowało żar rozpoczynający swą kosmiczną wędrówkę w męskim ciele. Zdarzały się też i te, których urok polegał na oryginalności, egzotycznej formie piękna i zaprzeczeniu wszelkim klasykom atrakcyjności. One z kolei były doświadczeniem, urozmaiceniem i nagrodą dla zaintrygowanego mężczyzny - jakkolwiek przedmiotowo to brzmi. Kobiety piękne, delikatne, pociągające inteligencją, wyrafinowanym sarkazmem czy upodobaniami.
Jest Nef. Królowa Nefre - owszem. I Jamie zapragnął wiedzieć, co w niej jest tak królewskiego, że zawładnęła nim całym. Czy to tylko ta turkusowa poświata? Raczej z wyraźnym wpływem przezroczystości skóry na jej szyi, dzięki której widział wszystko. Soczyście pulsującą tętnicę, sprężyste ścięgna. Może królewskie jest ciało Nef, zbudowane z modeliny, którą można tak śmiesznie ugniatać. O proszę, jej udo zmieniło kształt. Tak? Nie. To nie to. Chodzi o Tajemnicę. O Tajemnicę, którą NNN skrupulatnie ukrywała tak długo, przez najbardziej nieskończony okres czasu.
- Będziesz dalej ją ukrywać? - szepnął na wydechu wprost w jej modelinowe ucho. Zamknął oczy, chcąc by żar, który w przypadku kontaktu z Naleigh ulegał perfekcyjnej transformacji w niezdolną do powstrzymania falę morderczo-oczyszczającego ognia, wypełnił go całego. Gdyby mógł odłączyłby od siebie działanie wszystkich marzędzi zmysłów, żeby poczuć to tak jak nigdy. Ale nie zdołał. Miał zbyt silną wolę, która robiła z nim co chce.
Musiał słyszeć jej przyspieszony oddech i każde słowo, które miało wypełznąć z ust, które teraz tak zapalczywie całował; musiał czuć jej zapach, bo tak pachniała tylko dusza Królowej Nefre teraz niemalże w jego posiadaniu; musiał smakować jej ciało, spijać rdzawy sok z warg i rozkoszować się nim tak, by nie umarł w pamięci Jamiego; musiał czuć na każdym milimetrze kwadratowym swojego ciała - jej, czuć pod palcami jej modelinowe piersi już prawie doszczętnie oswobodzone z odzieży lewitującej gdzieś wokół nich, modelinowe pośladki i brzuch; wreszcie - musiał widzieć, żeby dopełnić całokształtu. Otworzył błyskawicznie oczy i oślepił go ogrom ilości i przepychu ogni, które ktoś rozpalił na ich cześć. Były skrajnie kolorowe, skrajnie jasne i nieskończone. Nie gasły, tylko kumulowały się. Tak jak pożądanie, które nim owładnęło. Wiedział, że Nefre czuje tak samo.
- Dziękuję - wydusił z siebie z pasją i nabożnym uwielbieniem. Nie czekając na przyzwolenie, co nie zdawało się być ryzykownym posunięciem, zsunął z ciała dziewczyny ostatnie element odzieży, chcąc być z nią tak, jak jeszcze nigdy nikt nie był. Ba! Jak nawet nikt nie marzył!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Czw Gru 29 2011, 19:24

- Całe wieki – odparła poważnie. Jako królowa musiała dochować Tajemnicy, nie mogła jej nikomu zdradzić. Zresztą, tak czy siak nigdy nie myślała o tym, aby dzielić się z kimś czymś tak niezmiernie ważnym. No chyba, że w grę wchodzi Benjamin Chaves, wtedy można się nad tym zastanawiać długi czas i analizować każde za i przeciw. Teraz jednak nie było mowy o jakichkolwiek przemyśleniach, bo jej głowę zaprzątała tylko jedna rzecz – Jamie. W żaden sposób nie potrafiła oderwać się od jego zielonych, kocich oczu, ust.. Atggedw.
Kolejny zastrzyk miłości, szczęścia, samych pozytywnych uczuć, tyle że tym razem czysto emocjonalny. Heroina nie miała prawa bytu w tym kulminacyjnym punkcie, sytuacji niemal skrajnie pięknej. Czuła o wiele więcej niż po wszelakich mieszankach wybuchowych, widziała znacznie więcej, przenikała wzrokiem nie tylko przez grube mury wieży, ale i duszę Chavesa, słyszała jak gdzieś tam na dole śnieg skrzypi pod nogami przypadkowego przychodnia, który spieszył do domu na kolację. A teraz poczuła w sobie taką moc i energię, wenę do stworzenia jakiegoś porteru na miarę bogów, że już palcami w wyobraźni wodziła po płótnie, umoczyła dłoń w zielonej farbce i kreśliła kształty twarzy Benjamina. Tworzyła obraz na skalę światową, o który w przyszłości mieli się kłócić kolekcjonerzy z całej Ziemi.
Dopiero po chwili zorientowała się, iż w rzeczywistości jak gdyby nigdy nic jeździ po jego plecach, a za kolorową ciecz służą jego włosy. Na jej ustach zagościł krótki i szalony śmiech, który po chwili płynnie przeszedł w uroczy uśmiech, którym obdarzyła Jamiego w odpowiedzi na jego „dziękuję”. To było tak oczywiste, że nie czuła potrzeby wypowiadania jakichś zupełnie niepotrzebnych słów, że ależ proszę, nie ma za co, to taki prezent na gwiazdkę, ehe. Robiła to wszystko, bo chciała widzieć Chavesa w swoim świecie. W świecie Królowej Nefre, tym bez przemocy, zła, gdzie wszyscy żyją w zgodzie. Nie mogła pozwolić na to, aby był cudzoziemcem w raju należącym do niej, Naleigh Nefretete Neglect.
- Witaj w świecie szaleńców – mruknęła mu do ucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 28
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 64




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Sob Gru 31 2011, 00:41

Poczuł lekki zawód, słysząc odpowiedź Nef i z jednej strony ukłucie w jego wybujałe ego (czyż nie zasłużył na uchylenie rąbka tajemnicy), ale z drugiej również satysfakcję, że dziewczyna pozostanie zawsze nieodkryta stuprocentowo. Dla każdego - więc jego również. Z pewnością umarłby z bólu serca, gdyby obdarzyła jakiegoś innego farciarza tym niewątpliwym zaszczytem.Póki co skoro sprawa ma tak właśnie wyglądać - Chaves to akceptuje.
Nie mógł przecież inaczej w momencie tak uroczystym i mającym mało wspólnego z ziemską atmosferą. W tej chwili, która nadeszła poprzedzona słodkim obłędem i uzależniającym napięciem, czuł że Naleigh jest tylko i wyłącznie jego. Nie dzieliło ich nic, powoli postępująca od chwili zaaplikowania narkotyku spójność dusz i myśli podwoiła moc. To doświadczenie, przed którym właśnie postawiono Benjamina, miał zapamiętać do końca życia. Ale nie miał bo tak postanowiono, tylko miał bo tego potrzebował. Nie mógł zapomnieć o czymś, co spowodowało wyzwolenie się kolejnych wymiarów, nieznanych dotąd zmysłów i doznań wszelkiej maści.
Kochali się w obłędzie i zatraceniu. OBŁĘDOBŁĘDOBŁĘD nie było ani krztyny realności w kolejnych wydyszanych gloryfikacjach i okrzykach. Kraina, w której przywitała go Nef okazała się być zaprzeczeniem jego oczekiwań. Jeśli myślał, że będzie wspaniale - nie miał pojęcia o tym co "wspaniale" tak naprawdę znaczy. Mijały minuty, godziny, dekady i milenium razy trzy, a onni wciąż pochłaniali się. Jamie trzymał NNN w swoich ramionach, bo przecież nie mógł inaczej. Byli na równoważni, a wokół nich niebo. Lewitowali, dzierżąc stery harmonii. Nie zaburzali jej dopóki byli razem, gdyby tylko oddalili się od siebie - runęliby z całą pewnością w przepaść. Letarg. Halucynacje. Strach. Ben wiedział, że to nie dzieje się naprawdę, ale zapomniał znaczenia tego słowa.
- Co jest naprawdę...? - wyszeptał roztrzęsionym głosem, gładząc jej obnażoną łopatkę trzęsącą się dłonią. Drugą ręką odgarnął z twarzy Naleigh splątane włosy, chcąc widzieć jej twarz i nauczyć się tego obrazu na pamięć. W tonie, w który ubrał te trzy słowa, zawierała się cała niepewność, która nagle sparaliżowała go, jak niespodziewany znikający stopień na schodach, jak zachwianie się podczas odchylania na nogach drewnianego krzesła, jak upadek.


mea culpa, i TO jest właśnie post z przymusu : (
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Czw Cze 07 2012, 13:57

Dominic nie pojawił się dziś w zamku. Nocował gdzieś na świeżym powietrzu. Miał jakiś taki nijaki humor i nie chciał być tam, gdzie są inni ludzie. Dla tego na noc nie wrócił do zamku. W sumie to będzie drugi dzień jak go tam nie ma. Teraz stał pośrodku łąki zastanawiając się, co właściwie robił wczorajszego dnia. Nie był wczoraj pijany a mimo tego nie pamiętał. Czyżby ktoś na niego rzucił Oblivite? Nie. To było niemożliwe. Gdyby tak było czułby, że coś nie gra. Czułby się zmieszany i czułby ten niepokój. Jednak tych wszystkich emocji jest brak. Było coś innego, o czym nie zdawał sobie sprawy.
Ubrany na czarno niczym w żałobie Dominic poszedł się przejść okrężną drogą tak, by uniknąć wszystkich ludzi. Przytłaczała go myśl, że i tak będzie musiał wrócić do zamku po tabletki, które mu się kończyły. Cóż jak mus to mus.
Chłopak wszedł do opuszczonej wieży, a potem w górę po schodach. Wiedział, co oznaczają schody dla kogoś takiego jak on. Godziny morderczych kroków. Ale mimo wszystko chciał tego. Chciał odczuwać ból. Bo chyba tylko on sprawiał, że chłopak miał świadomość tego, że żyje. Że nie umarł..
Dominic wszedł na dach i przystanął na, nim. Wziął tabletkę przeciwbólową i zaczął głęboko oddychać. Jego tętno, po wysiłku, jakim było wchodzenie schodek po schodku zaczynało się uspokajać. Chłopak podszedł do samej krawędzi dachu i stanął na niej. Patrzył w dół z niewzruszonym spojrzeniem. Jedno popchnięcie osoby drugiej. Jeden silniejszy podpuch wiatru i spadnie. Z takiej wysokości istniały nikłe szanse na przeżycie, ale pewnie i tak, by przeżył. Na jego i wasze nieszczęście.
Cały czas stał patrząc się w dół jak zaczarowany. Zdawał się być częścią tego dachu jak, gdyby był, nim od zawsze.

Druga osoba pewnie będzie odpisywać raz w miesiącu więc proszę nie zajmować tego wątku... Dziękuje :D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 180
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 402




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Czw Cze 07 2012, 14:20

Znowu. No kurważ pogody mać, czy to słońce nie mogłoby chociaż na kilka dni przestać napierniczać jak pojebanane? Matko świnta, ogarnij się kobieto... Nie przeklinaj tak. Zamknijże się ty wreszcie. Będę przeklinać kogo i co mi się będzie chciało.
Tak, byłam dzisiaj w niezbyt fajnym humorze, ale to wszystko przez tego trzecioroczniaka. Jak on śmiał mnie prześcignąć w wyścigach na miotle? No jak, się gamratka jegoż mać, pytam?! No i jeszcze w dodatku na oczach Aileen... tej śliskiej Ślizogonki...
- Wredna wredota - mruczałam wściekle pod nosem - jeszcze się śmiała ze mnie... niebezpieczne posunięcie, panno Weaver... - szelmowski uśmiech zagościł na mej twarzy, gdy plan idealnej zemsty wdarł się do porąbanego umysłu. Był tak zUy, tak diaboliczny, tak...
JEBUT!
- NO JA PIERDZIELĘ, KTO TU POSTAWIŁ TEJ JEBANANY... drogowskaz?! - zdezorientowana rozglądałam się wokoło, masując rosnącego guza na czole. Byłam na drodze prowadzącej do opuszczonej wieży.
- W sumie, czemu by nie... przywoła się kociołek ze składnikami i zacznie wypełniać zemstę... mwahahahahahahah - mhroczny śmiech wydarł się z gardła. Na ostatku kopnęłam jeszcze Bogu ducha winny drogowskaz z trampka i ruszyłam w stronę wieży.
Pokonawszy w kilka minut schody stanęłam na szczycie. Z tym że... był tu ktoś jeszcze oprócz mnie.
- Y... sorki, ale wiesz... ja nie zamierzam cię popychać, a wiatru na razie ni ma - stwierdziłam ironicznie, patrząc na stojącego na krawędzi chłopaka. Chyba był Krukoniastym.

Ha.Ha.Ha. Żem się uśmiała. Jakbyś ty miał neta tylko w weekendy to tyż byś tak odpisywał. Zresztą... ktoś musi rozwalić Cesarskich :D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Sob Cze 09 2012, 08:54

Dominic wpatrywał się w przepaść, jaka dzieliła go między życiem a śmiercią. Między szczytem wieży a ziemią. Między jednym krokiem… Jednym wyborem. Śmierć to jedyna pewna sprawa w naszym życiu. I nie ważne jak się staramy to i tak po każdego z nas przyjdzie. Mówią, że śmierć to także najlepszy przyjaciel. Zawsze cierpliwa. Zawsze czeka. Nigdy nie opuszcza. I chyba mają rację.
Nagle jednak ktoś zagłuszył delikatne jak westchnienie motyla, myśli Dominica. Chłopak westchnął z lekka poirytowany. Nie ważne, gdzie się jest nie możliwym chyba jest, by być, choć na chwilę samemu. Jak, to jest, że nie zależnie od tego, gdzie się jest i tak ktoś się napatoczy, by ci przerwać? Paranoja jakaś.
Dominic odwrócił się ku dziewczynie. Kojarzył ją i, jeśli mógłby wybrać, kto ma mu przeszkodzić to właśnie między innymi była by to ta dziewczyna. Dlaczego? Podobnież jest ześwirowana i gada sama do siebie. Czyli jest idealnym towarzystwem dla chłopaka!
- Jeśli nie chcesz mnie popchnąć ani wywołać dość silnego wiatru, który zrobi to za ciebie to po jaką cholerę tu jesteś? – Zapytał przyglądając się dziewczynie, by po chwili do niej podejść. Spojrzał jej w oczy i zbadał każdy zarys jej twarzy. Cal po calu.
- Chyba, że przyniosłaś dla mnie złoto w płynie? – Powiedział spokojnie. Oczywiście chodziło tu o Whisky lub wyborną Sherry. Ale jak znam życie to zapewne nie miała takowego trunku w kieszeni. Czy w tej szkolę ktoś w ogóle nosi alkohol przy sobie? Dominic, by miał, gdyby wszystkiego nie wypił. A tam! Nie ważne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 180
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 402




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Nie Cze 10 2012, 21:53

Czyli Krukon.
- Właśnie zamierzałam dokonać aktu zemsty na pewnej Ślizgonce, i zamierzałam zrobić to w atmosferze wolnej od świadków - stwierdziłam, uśmiechając się ironicznie - jednak ty znalazłeś się tutaj przede mną, w dodatku stojąc na krawędzi... jesteś jednym z tych pseudosamobójców czy podziwiałeś widoki z lepszej perspektywy? - dalej ironizowałam głosem tak przesiąkniętym sarkazmem, że aż kapało. Oczywiście, metaforycznie. Chłopak podszedł do mnie. Miał dziwny sposób chodzenia... i ta laska... CZE WRÓĆ. Czyżby to był pan Lind dwojga imion, o którym wiedziałam szczątkowe informacje wyciągnięte od Corn? Hmm... zamknięty i zgorzkniały, a przynajmniej takie było pierwsze wrażenie. Przystojna twarz na stale wykrzywiona bólem. Nie był jakoś specjalnie wysoki, więc nie musiałam zadzierać głowy by spojrzeć w jego ciemne niczym burzowe chmury oczy. Było w nich coś tajemniczego, jakby chłopak za wszelką cenę starał się coś ukryć. Jaki sekret tkwi w tobie, Dominiku Estebanie? Czego się boisz wyznać światu? Przypatrywałam mu się chwilę, nie odwracając wzroku, starając się odgadnąć nieujawnione. Staliśmy na tej cholernej wieży, w upalnym słońcu, patrząc sobie w oczy i czekając, aż któreś odwróci wzrok. W końcu padło zdanie o płynne złoto. Czekaj czekaj... jemu chodzi o łyskacza? Ręka bezwiednie powędrowała do zapięcia torby. Gdzieś w jej czeluściach spoczywała butelka Ognistej, zwinięta z kufra jakiejś studentki. Wybornej, chłodnej Ognistej, idealnej na takie dni. Nie zamierzałam się nią dzielić, jednak spojrzenie chłopaka zauważyło ruch ręki. Spokojnie, nadal czuwając, wyjęłam łyskacza z torby stwierdziłam:
- Masz na myśli to? - na potwierdzenie słów uniosłam i pomachałam butelką - ale nie jest dla ciebie... chociaż skłonna jestem negocjować. I bez oszustw - stwierdziłam chłodno. W końcu mało kto ma lepszy refleks od parkourowca...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Wto Cze 12 2012, 20:20

- Samobójstwo jest dla idiotów, którzy nie umieją się zdecydować, co mają zrobić ze swoim parszywym życiem. – Powiedział spokojnie patrząc nadal jej w oczy. Cóż innego miał powiedzieć? Że i tak jak, by skoczył to nie może być bardziej martwy niż już jest? Że śmierć to w jego przypadku kwestia dni, miesięcy może roku czy dwóch? Zresztą to , co powiedział nie mijało się z prawdą przynajmniej w jego mniemaniu. Naprawde tak uważał. Skoro ktoś inny nie umie sobie poradzić we własnym życiu to, po co ma żyć? Albo może ujmę to inaczej… Jeśli nie cenisz swojego życia wyżej od cudzego to podpisz kartę dawcy i się zabij, Od co!
- Pewnej ślizgonce powiadasz. – Powiedział zagadkowym tonem przypatrując jej się. Zmrużył nie zauważalnie oczy jak sowa gotowa na polowanie. – A jej imię to…? Zresztą nie ważne. Jak przypuszczam planujesz użycie sławnej różowej farby? Skład, który znają tylko dwie osoby. O pardon już tylko jedna, bo ta druga przecież nie żyje. – Powiedział spokojnie jak, by mówił o pogodzie. Przeczytał w aktach Ramiro wzmiankę o owej farbie, ale prawdę mówiąc wcale go to nie interesowało. Chociaż swoją drogą można, by było nieco ulepszyć skład. Żeby tak na przykład wypalała włosy czy coś. Nie ważne.
Nagle dziewczyna wyciągnęła butelkę alkoholu, co Dominic skwitował, zaledwie delikatnym uśmiechem.
- Chcesz się z zemną targować o alkohol? – Powiedział z lekka nie dowierzając. Jednak dziewczyna jak widać mówiła całkowicie poważnie. A on, jak to on musiał przyjąć owo wyzwanie. W, tedy nie byłby sobą! – Możesz ujrzeć coś , co widziało, zaledwie kilka dziewczyn i jak do tej pory żaden z chłopaków. Coś, co na pewno bardzo, by chciała ujrzeć twoja przyjaciółka Cornelia i nie mówię tu o przyrodzeniu. – Powiedział spokojnym zagadkowym tonem głosu. Miał na myśli swą bliznę na nodze. Ukazywał ją jedynie… Podczas stosunku z kobietami. Czyżby jakaś ukryta propozycja? Oj, tam, oj tam…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 180
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 402




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Wto Cze 12 2012, 23:04

Po części zgadzam się z jego słowami. Co racja to racja, samobójcom rzeczywiście musi się nudzić, skoro chcą zobaczyć, jak to jest, gdy się umiera. Ale... daaaa, ci ludzie to raczej tchórze, którzy nie mają odwagi zmierzyć się z życiem. Cóż... bywają takie chwile że człowiek ma ochotę to wszystko skończyć. W takich momentach trza wziąć się w garść i powiedzieć "skoro życie próbuje mnie strollować, ja strolluję je jeszcze bardziej". I luz. Nie w każdym przypadku jest to takie proste. Wiem... Dobra, koniec dywagacji na temat myślenia samobójców.
Słynna różowa farba?... zacisnęłam usta na dźwięk imienia braciszka. Czy ten Krukon był masochistą? Naprawdę, aż tak uwielbiał ból, że przypominał mi biednego Ramisia? Oczy spochmurniały.
Oj, grabisz sobie, Lind, grabisz... Lepiej nie drażnić sokoła, bo wydziobie ci oczy i poharata skórę...
- To rzeczywiście musi być coś ciekawego, skoro nawet Corn uznała to za warte uwagi bardziej niż męski zwis dolny... - stwierdziłam sceptycznie. Pewnie miał na myśli jakiś tatuaż albo bliznę czy coś innego... Cóż, tyle się człowiek blizn naoglądał że jedna więcej nie zrobi różnicy. Zresztą... czemu niby tylko kilka osób to widziało? A może pokazywał to tylko w szczególnych sytuacjach... Coś sugerujesz? Si. Uważaj na niego. A tam farmazony pierdzielisz... Co kaleka może mi zrobić? Zajebać laską? Zanim wyciągnie różdżkę już będzie się zwijał z bólu na kamieniach.
- Sądzę, że ukazanie mi twojego "czegośtam" jest niską ceną za to - stwierdziłam, chowając flaszkę do torby. Ciekawe czy wymyśli coś ciekawego... Może jeszcze zaproponuje ci sex wzamian za tą Ognistą? Hahahahhahahah. Dobre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Sro Cze 13 2012, 12:27

Patrząc na to tym spojrzeniem to faktycznie ci dwaj Krukoni są bardzo podobni do siebie. Z tym, że Dominic nie stara się być miły w przeciwieństwie do tamtego Krukona. W, tedy byli, by jak bracia bliźniacy, czego za pewne oboje, by nie znieśli. A może wręcz przeciwnie? No cóż tamten nie żyje, więc, po co o tym myśleć?
Dominic uniósł do góry brew i przyglądał jej się w milczeniu. Nie miał ochoty na damsko – męskie pogrywania, ale, z drugiej strony nie mógłby sobie czegoś takiego odmówić prawda?
- Jak wolisz.. – Powiedział lekko odwracając się do niej plecami i wracając do swojego dawnego miejsca. Aż tak bardzo mu na alkoholu nie zależało, by wręcz o niego błagać a, skoro dziewczyna nie docenia jego oferty to jej strata czyż nie? A tak swoją drogą ta blizna nie była zwykła. To nie blizna po zacięciu się nożem. Chyba, że dziewczyna jest tak doświadczona w życiu, że już widziała blizny po zapadających się mięśniach. W, tedy faktycznie może się wydać ona zwykłą blizną.
No tak Dominic był masochistą, chociaż nie takim prymitywnym jak inni, by podcinać sobie żyły lub coś w tym rodzaju. On zdecydowanie wolał ból innej kategorii. Ale to chyba widać na pierwszy rzut oka, bo, inaczej nie chodził, by z laską prawda?
- W sumie… - Zaczął dziwnym tonem i odwrócił się do niej z dziwną miną. A raczej z dziwnym błyskiem w oku. – Nie rozumiem dwóch rzeczy. Chociaż rozumiem, ale chciałbym się dowiedzieć jak ty to widzisz. Jak można przyjaźnić się z osobą, która zniszczyła psychicznie tak zwanego brata, a po jego śmierci, czy też samobójstwie chodzić od tak sobie? Sądziłem, że należysz do tych idiotów, którzy opłakują innych żalą się i takie tam inne bzdety. Czyżbym się pomylił? – Mówił spokojnie, chociaż z tą sobie charakterystyczną ironią i znów do niej podchodząc. Zatrzymał się przed nią na wyciągnięcia ręki. Tak, spodziewał się spoliczkowania czy czegoś w tym rodzaju. Zresztą zawsze, gdy wchodził w grę słowną z inną osobą się tego spodziewał. Teraz zaczynam się zastanawiać, czemu prawie zawsze pozwalał się policzkować? Nie jednokrotnie mógł czegoś takiego uniknąć. Naprawdę nie potrafię pojąć tego faceta. Istna chodząca zagadka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 92
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 327




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pią Lis 16 2012, 15:51

Gdy Hollywood w końcu udało się stanąć na szczycie wierzy, czuła się z samej siebie dumna. Dobra, niech będzie, lubiła sport. Ale dla niej bieganie sportem nie było, tylko jakąś męka przeokropną. Że też zachciało jej się truchtać po schodkach na samą górę, zabawne. No tak, jak się chciało taki zdrowy typ życia prowadzić, to po każdym mega pączku trzeba było przybyłe kilogramy zrzucać, nie ma pójścia na łatwiznę!
Dziewczynie udało się uspokoić płuca oraz oddech. Poprawiła szybko włosy i uniosła lekko podbródek, jakby samej sobie uświadamiając, że już jest wszystko super-glanc-pięknie. Właściwie to wybrała się na wieżę nie po to, aby się zmęczyć, lecz po to, by odpocząć. Cóż, udana próba, doprawdy. Lecz w każdym razie, na owej opuszczonej wieży najłatwiej było się jej zrelaksować po jej ulubionej nauce. Tak, czasami każdy musi odpoczywać po swoim ulubionym zajęciu.

Przepraszam, że taki w sumie nijaki. T_T
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 24
Skąd : Fenny Stadford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 321
  Liczba postów : 548
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4799-violet-lavoisier?highlight=violet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4806-takie-tam-lukrecjowe-3?highlight=lukrecjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4805-violet?highlight=violet
http://czarodzieje.my-rpg.com/post?p=211741&mode=editpost




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pią Lis 16 2012, 16:53

Zimno przeszywało ją na wskroś. Snuła wiele rozmyślań na ten temat - ubrana w ciepłe rzeczy trzęsła się i miała nieodparte wrażenie, że coś nie tak jest z jej krążeniem. Słyszała ostatnio takie hipotezy - osoby, których nie opuszcza uczucie zziębnięcia mają z tym problemy. Jak to jest możliwe, że siedzisz przy biurku i po prostu drżysz? Twój wzrok przykuwa widok mgły za oknem. Nie dziw, taka pogoda - nadchodzi grudzień. Nagle w tym jakże cudownym momencie, spoglądasz na owe okno z innej perspektywy i zdajesz sobie sprawę, że jest ono otwarte. Może to jest przyczyną, dla której twoje ciało nie współpracuje z tobą i wywołuje uczucie zmrożenia? Wcale nie są to osobiste odczucia autorki, która w tej chwili myśli o tym, jaka jest inteligentna, aby narzekać na mróz i nie zauważyć otwartego okna.
W każdym bądź razie i Violet musiała sięgnąć po grubsze ubrania. Od rana wiele się nie działo. Zaraz po lekcjach panna Lavoisier wzięła się za pisanie esejów, coby nie mieć na weekend pracy. Wypijała przy tym zaskakującą ilość herbat, wielbiąc te kilka sekund, podczas których przyjemne ciepło rozlewa się po ciele. Potem udała się w tylko sobie znanym kierunku, atakując przy tym ludzi serią pytań, co zresztą było dla niej typowe. Nie dowiedziała się niczego interesującego i zaprzestawszy tej czynności dotarła tutaj - opuszczona wieża. Cel jej wędrówki również był znany widocznie tylko jej, bowiem przywlokła się tutaj zupełnie sama. W zasadzie hogwardzkie wieże nie grzeszyły bogactwem, były raczej proste i skromne, ale miały w sobie coś tajemniczego i zagadkowego, co ją przyciągało ostatnio do nich. Ha, kiedy już wszyscy są zajęci własnymi sprawami, trzeba znaleźć sobie inny obiekt, który wywołuje niejednoznaczne myśli. Coś sensownego, co zapobiega nudzie. Wprawdzie nie wiedziała, co takiego było w wieżach, ale mimo to lubiła ostatnimi czasy tutaj posiedzieć w ciszy i samotności, odpoczywając od zgiełku. Ci wszyscy uczniowie biegający po korytarzach, skakający niczym sarny i mający niezbadane pokłady energii, a po głębszym poznaniu nudni jak flaki z olejem, to już dla niej przeżytek. Takie osoby nie są dla niej, dla niej są stworzeni ludzie wyjątkowi i z takimi może spędzać swój wolny czas! Nie jest jakąś tam szarą myszką. Nienawidzi tego uczucia, które w takich osobach budzi - przecież ona już nie dręczy, więc niby dlaczego mają mieć do niej jakieś uprzedzenia? Z takimi myślami nacisnęła na klamkę drzwi prowadzących bezpośrednio do wieży. Weszła tam, jak zawsze nie wyrażając żadnych emocji i będąc w zneutralizowanym nastroju, ale ktoś już tam był. A mianowicie - Holywood Moller, nasza wielka Pani Nudziara, jak zwykła ją czasem nazywać Violet.
- Och, to ty. - rzekła to zamiast powitania. Jednak coś w niej zostało ze starej Violet, kiedy to jeszcze była pyskata jak mało kto, a wzrok bazyliszka był jedynie dodatkiem do jej ciętych słów - nie głównym obiektem wyrażania braku sympatii, jak to teraz bywało. Nie szerzyła jednak już wśród co poniektórych uczniów zawiści i nie wywyższała się tak bardzo, podkładając im kłody pod nogi i wykorzystując.
Ślizgonka zamknęła kopniakiem drzwi i z gracją oraz dobrze sobie znaną wyższością oparła się o ścianę.

moje posty też nie są jakieś hiper super, więc no ;3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 92
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 327




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pią Lis 16 2012, 17:20

Hollywood poczuła jakieś dziwne dreszcze, roznoszące się po całym jej kościstym ciele. Być może nie było genialnym pomysłem przychodzenie na opuszczoną wieżę w samym letnim płaszczyku? Hm. Jakby się tak zastanowić, to w sumie był jeden z pierwszych razy, kiedy Hollcia pomyślała, iż źle zrobiła. Wiatr powiał trochę mocniej, rozwiewając jej przed chwilą perfekcyjnie ułożone loki. Kolejny moment, kiedy to Mooler pożałowała, że nie związała włosów - jej zdaniem, z rozwianymi włosami wygląda idiotycznie. Jednak w końcu dziewczyna zorientowała się, iż Violet też jest na wieży i przestały ją obchodzić jej włosy czy też ciuchy.
Holly stwierdziła, że tym razem truchtanie po schodach nie było najgorszą rzeczą tego dnia, lecz spotkanie z Lavoisier. A z tą dziewczyną, ze względu na jakże fascynują rywalizację, nie miała najlepszych kontaktów. Ogólnie, co tam się okłamywać, Mooler nawet się nie starała ich polepszyć.
- Ja również się cieszę, że cię widzę. - Odparła cynicznym tonem, jednak wyraz jej twarzy ani trochę się nie zmienił. Był obojętny, poważny i skupiony jak zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 24
Skąd : Fenny Stadford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 321
  Liczba postów : 548
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4799-violet-lavoisier?highlight=violet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4806-takie-tam-lukrecjowe-3?highlight=lukrecjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4805-violet?highlight=violet
http://czarodzieje.my-rpg.com/post?p=211741&mode=editpost




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pią Lis 16 2012, 19:51

Hollywood była ubrana tak... cienko. Może to Violet jest jakaś nienormalna i przesadza z tymi ubraniami? Kto wie... W każdym bądź razie uważała, że ubiór Krukonki jest nie na miejscu, choć nie wypowiedziała tej myśli na głos. Nie miała ochoty na kłótnie, wypadałoby tylko jakoś zaimponować rywalce po czym odejść z godnością. Zrobiło jej się jeszcze zimniej, kiedy na nią spojrzała. No nic, co kto lubi. Rozglądnęła się po pomieszczeniu, zastanawiając się co też może w nim robić taka dziewczyna jak panna Mooler. Czyżby nie kujoniła z nosem w książkach? Ale och, Violet również rzuciła się w pogoń za dobrymi stopniami! Różnica między nimi polegała jedynie na tym, że Ślizgonka robiła wiele innych, ciekawszych rzeczy. A tamta tylko się uczyła i w ogóle, wydawała się jej jakaś aspołeczna. Czy tak było to ja tego nie wiem - Fioletowa nigdy nie próbowała nawet zagłębić się w jej osobowość. Od kilku pierwszych spotkań była przekonana, że nie ma czego śledzić, czego obserwować.
- Często siedzisz w takich miejscach? - całkowicie zneutralizowała ton głosu. Pogarda i sarkazm nie pojawiały się już tak często, jak kiedyś. Nie szukała w końcu konfliktów, prawda? Co nie oznacza, że chciała być miła - co to, to nie. Pytanie zadała po prostu z ciekawości, w końcu tyle razy to robiła, że stało się to dla niej czymś zwykłym. Na wszelki wypadek lepiej popatrzyć nieco nieprzychylnie, żeby Krukonka przypadkiem nie wyobraziła sobie kokosów na drzewie (logiczne). Spojrzenie przeszywające na wskroś, jakby mówiące "ja wiem" pomknęło w jej stronę.
- W sumie to nie dziw, może się tu uczysz. - myślała na głos zdawkowym tonem. Dziwna atmosfera. Nie ma w jej słowach ni krzty zawiści, a jednak jej głos wcale nie brzmiał życzliwie. Cała ona, nie do rozgryzienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 92
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 327




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Pią Lis 16 2012, 20:18

Kolejny podmuch chłodnego wiatru, jakby celowo w Mooler, nakłonił dziewczynę do tego, by naciągnąć mocno rękawy oliwkowego płaszcza. Założyła ręce na piersi i pozwoliła robić włosom co chcą.
Lekko zdziwiona ale i zaintrygowana tonem głosu Violet, uniosła brwi, jak kto w swoim zwyczaju miała. Poczuła się trochę zmieszana. Lavoisier wydała jej się wtedy faktycznie nie do rozszyfrowania. A przecież Hollci zawsze wydawało się, że dla niej nie istnieją rzeczy nie do rozgryzienia.
- Zdarza mi się, że wpadnę. Raczej to ja teraz powinnam cię zapytać, co skłoniło cię do przybycia w to miejsce. - Odpowiedziała ciszej poważnym tonem, jednak bardziej ostrożnym. Nie wiedziała czy sama powinna zmusić się na taki sam ton, toteż umiarkowała do prawie całkowitego zera jakiegokolwiek emocje. Cała Hollywood.
- Nie uczę się tu. Nie mam nawet żadnej książki, podręcznika. - Zaprotestowała tym swoim "nudziarskim" tonem, czego może ona sama nie była świadoma. Naciągnęła rękawy płaszcza tym razem tak, że odkryły odrobinę jej ramiona, zaś całkowicie zakryły dłonie. - A trochę szkoda. - Dodała szeptem w sumie do samej siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 24
Skąd : Fenny Stadford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 321
  Liczba postów : 548
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4799-violet-lavoisier?highlight=violet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4806-takie-tam-lukrecjowe-3?highlight=lukrecjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4805-violet?highlight=violet
http://czarodzieje.my-rpg.com/post?p=211741&mode=editpost




Gracz






PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   Sob Lis 17 2012, 15:22

Podparła się nogą o ścianę pomieszczenia. Było już wystarczająco brudne, więc nie musiała bać się, że zabrudzi coś. To raczej wieża mogła zabrudzić ją. Co ona tutaj robiła? Hm, chyba gdzieś już o tym była mowa. Zmuszona była znaleźć sobie inny obiekt zainteresowania, gdyż wszyscy byli zajęci. Padło akurat na wieżę, bo są mało uczęszczane, więc jakiś powód tego musi być, prawda? Może one tylko czekają, aż Violet odkryje ich tajemnicę, kto wie...
- Nie twoja sprawa. - odparła zamiast tego, głosem pozbawionym jakiejkolwiek nutki ironii, zazdrości czy nienawiści. Czysta rywalizacja i niechęć, to wszystko co kłębiło się w niej w tym momencie. Zamiast tego kontynuowała - Więc przyszłaś tutaj od tak? Tak sobie? Gratuluję zagospodarowania czasem, naprawdę masz ciekawe rzeczy do roboty.
Subtelna ironia ściekała z tych słów niczym woda z prania (cóż za niebanalne porównanie!), ale nie można było tego wyczuć w jej tonie, bo jak zwykle był on zneutralizowany i wyważony. Niektórym mogło się to już znudzić, zawsze taka sama i ciągle bez emocji... No cóż, niektórzy mogli liczyć na coś innego niźli właśnie to, ale nie wszyscy mieli to szczęście - bo kiedy Lavoisier była kimś zaaferowana, zmieniała się w niektórych momentach nie do poznania. Pierwsza osoba do głupich i absurdalnych pomysłów, grubych imprez i demoralizacji. Łatwo poddawała się osobom o niebanalnych i szalonych charakterach, próbowała odkryć w każdym drugie dno. Jak widać, w jej mniemaniu panna Mooler nie miała żadnego drugiego dna, była jaka była i już.
- Hm, no dobra. Co u ciebie słychać? - skoro już rywalizują na czysto, to można ją o takie rzeczy czasami zapytać. Nic złego, nieprawdaż? - Jak oceny?
Może i nie miała złych intencji, ale te pytania tak przy okazji służyły do zbadania gruntu, czy coś się zmieniło. Przez głowę przemknęła jej myśl, że jakby tak teraz ją sfotografowała, to mimika jej twarzy byłaby przeokropna. Lepiej nie wywoływać jej zdjęć w specjalnym eliksirze, który sprawia, że postacie się poruszają. Za to ona z pewnością wyglądałaby na takiej fotografii znakomicie! Ach, ten jej egoizm!

Sorkens za jakość ;-;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Szczyt opuszczonej wieży   

Powrót do góry Go down
 

Szczyt opuszczonej wieży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 17Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11 ... 17  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Opuszczona wieza
-