Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Łąka pod mostem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22, 23  Next
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Łąka pod mostem   Sob Kwi 02 2011, 13:54

First topic message reminder :


Łaka pod mostem
Niewielka przestrzeń porośnięta bujną trawą i licznymi kwiatami. Bardzo rzadko odwiedzana, z racji tego, że trudno dostrzec ścieżkę prowadzącą do tej małej łąki. Mieniące się kolorami jezioro przyciąga różnorakich artystów, którzy mają tu wspaniałe warunki do tworzenia dzieł. Idealne miejsce na piknik w odosobnieniu dla zakochanych, poobiednią drzemkę czy też poważną rozmowę w cztery oczy nawet w niepogodę, gdyż most doskonale chroni przed deszczem czy śniegiem. Co więcej - można tu spotkać wiele królików i innych nieszkodliwych zwierząt.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29819
  Liczba postów : 45822
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Nie Wrz 17 2017, 01:04

Kiedy Alice i Max zajęci rozmową, na łące pojawił się ktoś jeszcze. Cichutko przemykając pośród traw, niezauważony przez nikogo usiadł przy chłopaku i cichcem wyciągał mu z kieszeni monety. Ukrył się za kępką trawy, kiedy Max zerwa się na nogi. Cierpliwie czekał aż do Ślizgona dołączy dziewczyna i kiedy para w beztrosko sobie walcowała, zwierzak splądrował torebkę Alice i ciekł z miejsca zbrodni.

Rzućcie kostką, żeby sprawdzić ile zwędził Wam niuchacz:
 

Utratę galeonów odnotujcie tutaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://www.czarodzieje.org/t15048-max#401002
http://www.czarodzieje.org/t15050-max#401008
http://www.czarodzieje.org/t15049-maximilian-blackburn#401005




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Pon Wrz 18 2017, 09:07

Max również misternie planował już wszelkie powtórki i ćwiczenia do egzaminów - chcąc nie chcąc był poukładany i sumienny, a dziedziny które przychodziły mu z większym wysiłkiem - nadrabiał pracowitością. Nie chciał być jednak postrzegany jako kujon nadmiernie przejmujący się nauką - ot, trochę stereotypowe myślenie.
- Chyba podziękuję - odparł na jej propozycję zliczenia godzin i puścił oko dziewczynie. Wiedział, że droczy się z nim, ale jednak jej uwagi przywołały pewnego rodzaju podskórny lęk. Cóż, nie ma co dramatyzować, czas brać się za naukę! Maximilian mimo, że nie był wesołkiem miał raczej praktyczne podejście do życia i mimo melancholijnych skłonności gdy miał taką możliwość brał sprawy w swoje ręce i nie narzekał.
- Super, moim zdaniem niczego im nie brakuje - uśmiechnął się szeroko - Oczywiście nie wszystkim, ale są pozycje, które postawił był nad wieloma magicznymi autorami, bo zwyczajnie są literacko lepsze, a przecież nie wszędzie muszą być czary - dodał w temacie książek. Nie rozumiał awersji wielu ludzi do lektur niemagicznych, bo w istocie niosły za sobą wiele wartości.
Wianek dziewczyny rósł niebywale szybko, podczas gdy Max połączył zaledwie kilkanaście kwiatków, ale i tak był zadowolony, że ogarnął tę trudną sztukę - Pięknie, prawdziwa księżniczka - wyrzekł nieco wyśmiewnym głosem, szczerząc się. Oczywiście to, że wyglądała ślicznie nie ulegało wątpliwości, Blackburn miał słabość do takich dziewczęcych elementów - Teraz możemy iść na bal - podsumował i ujął drobną dłoń przyjaciółki.
Machnął różdżką i prawie niesłyszalnie szepnął - Cantus Musica - i rozbrzmiała, nie za cicho, nie za głośno muzyka - Proponuję walc angielski - powiedział. Uznał, że to dobra propozycja na początek ze względu na to, że wykonuje się zazwyczaj jeden krok na jedno uderzenie, a muzyka nie posiada ich więcej niż 30 na minutę, czyli jest powolny. Kusił go fokstrot, ale był dynamiczny i skoczny, a ślizgon nie czuł się w nim tak pewnie. Z resztą nie był wcale mistrzem tańca, znał jedynie podstawowe kroki podstawowych tańców, ale zazwyczaj była to wystarczająca wiedza.
Położył drugą rękę Alice na swoim ramieniu, a jego dłoń wylądowała nieco poniżej łopatki dziewczyny - Lewa do tyłu, prawa w bok - wytłumaczył, choć pewnie kojarzyła tę prostą figurę. Sam wykonał to samo, lecz odwrotnie - prawa do przodu, lewa w bok. Nie chciało mu się wierzyć, że przyjaciółka będzie go deptać i okaże się drewnem - oj, na pewno nie.
W międzyczasie nie wiadomo skąd pojawił się niuchacz. Max nie spostrzegł go, ale z jego kieszeni zniknęło aż 18 galeonów! Wszystko, co miał ze sobą w tamtej chwili. Gdy to zauważy na pewno przyjmie tę stratę boleśnie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Wto Wrz 19 2017, 21:43

Przysłuchiwała się Maxowi, gdy ten mówił o mogolskich książkach. Zgadzała się z nim i naprawdę żałowała, że dopiero niedawno odkryła niektóre tytuły.
- Czasem zastanawiam się czemu, my czarodzieje, odrzucamy wszystko, co nie zostało stworzone przez nas i zamykamy się na mugoli? - westchnęła. Cóż, może niedługo to się zmieni. Zakłócenia magiczne już teraz powodują, że niektóre sprawy lepiej załatwiać w nieczarodziejski sposób, unikając przy tym narażenia na sytuacje, w których magia pogorszy sytuację.
Porzuciła jednak te rozmyślania, słysząc komplement od przyjaciela.
- Och dziękuję - zatrzepotała zalotnie rzęsami i przytknęła dłoń do policzka, parodiując zachowanie stereotypowej księżniczki. - Będę zaszczycona, obecnością księcia na tym wspaniałym przyjęciu - podchwyciła sposób mówienia Maxa, starając się stanąć w odpowiedniej pozycji wyjściowej do tańca.
Po chwili Ślizgon użył zaklęcia, a znikąd zaczęła lecieć piękna, spokojna melodia. Wsłuchała się w delikatne dźwięki skrzypków, a sama aż nabrała ochoty na napisanie czegoś w swoim zeszycie.
- Wspaniały wybór co do melodii - uśmiechnęła się.
Jeszcze większą radość sprawiła jej wiadomość mówiąca o tym, jaki to będą wykonywać taniec. Znała podstawowe kroki. Nie zabije się przy ich wykonywaniu. Jest szansa na sukces.
Trochę pewniej ułożyła swoje ręce w odpowiednich pozycjach i wsłuchała się w rytm muzyki. Skinęła głową, na słowa Maxa, mające ułatwić im zaczęcie. Niby o tym pamiętała, ale zawsze lepiej jest jeszcze raz sobie przypomnieć. Zaczęli tańczyć. Na początku czuła, że trochę za bardzo się spina, ale już po paru krokach jej ciało się rozluźniło, a ona sama dała się swobodnie prowadzić Maxowi, dając się przy tym ponieść muzyce. Nic przy tym nie mówiła, nie chcąc zagłuszyć muzyki, która naprawdę się jej spodobała.
Oczywiście skupiona na tańcu oraz zaczarowana przez lecącą melodię, nawet nie zauważyła, gdy podszedł do nich niuchacz, i zaczął grzebać jej w torbie, kradnąc przy tym 9 galeonów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://www.czarodzieje.org/t15048-max#401002
http://www.czarodzieje.org/t15050-max#401008
http://www.czarodzieje.org/t15049-maximilian-blackburn#401005




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Wto Wrz 19 2017, 22:00

Taniec... zawsze był dla Maxa szczególnym momentem. Nie miał do niego zbyt wielu okazji, prawdę powiedziawszy ostatni jego taniec miał miejsce może rok temu? Nie mniej było to dla niego zdarzenie... intymne? Pewnie mało kto podzielał ten pogląd, albo w ogóle nie zastanawiał się nad tym, ale ruchy podczas tańca, szczególnie przy tych klasycznych figurach wydawały mu się tak sensualne, czasem określiłby je nawet jako seksualne, bez oczywiście zbędnych podtekstów, że nie tańczył zbyt często i na pewno nie z byle kim. Angażowało go to emocjonalnie bardziej, niż by tego pragnął i oczekiwał.
- Też tego nie rozumiem - westchnął. Uwielbiał to, że Alice czasami wypowiadała jego myśli. Jakby wcale nie musiał mówić, by go rozumiała - A przecież mogą ubogacić i nasz świat! - dodał. Jeśli o literaturę chodzi nie lubił nawet podziałów na nasz i ich świat. Czasami trudno mu było rozpoznać czystość krwi autora i nawet nie próbował tego robić. Kategoryzowanie literatury wydawało mu się barbarzyńskie.
Na jej książęcą manierę uśmiechnął się nieśmiało, jak książę nie będący pewien uczuć księżniczki którą prosi - Och, przepiękna Alice, to prawdziwy zaszczyt dla mnie - szepnął jej do ucha, już w tańcu. Przy walcu wszelkie relacje istniejące poza nim nie grały roli. W jego opinii nie dało się wykonać go bez niedopowiedzeń, podtekstów na które nigdy by się nie zdobył. Muzyka sprężona z bliskością partnerów sprawiała, że wytwarzała się między nim, a partnerką przedziwna więź. Może mogła pojawić się nawet z obcą osobą? Tego nie wiedział, bo nie miał śmiałości do tańca z dziewczętami, których nie znał. Nie oznaczało to od razu zalotów, zakochania, czy czegokolwiek innego (choć mogło to oznaczać), była to raczej chemia którą być może tylko Max odczuwał? Nie był pewien, nigdy z nikim na ten temat nie dyskutował.
- Idzie Ci przecież bardzo dobrze! - przerwał nieco konwencję i być może nastrój, ale był zdumiony. Alice tak się krygowała, tak mówiła o swoim braku umiejętności że był bliski uwierzeniu jej, a tu takie zaskoczenie. Trzymał ją mocno, starał się prowadzić obejmując o wiele niższą (choć generalnie wysoką!) dziewczynę silnymi ramionami. Zauważywszy jej dryg i ewidentną znajomość podstawowych kroków zaczął wykonywać obroty, kopiąc kwadrat po którym poruszali się na początku. Teraz ktoś obserwujący ich z boku usłyszałby kojącą melodię i wirującą w jej rytmie parę przytulonych do siebie Ślizgonów. Widok, zapewne, osobliwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Sro Wrz 20 2017, 20:10

Taniec z Maxem był dla Alice czymś... Dziwnym? Innym? Niecodziennym? Sama nie potrafiła odnaleźć odpowiednich słów. Została podczas niego porwana przez dźwięki melodii, swoją wyobraźnię i jednocześnie samego przyjaciela. Może i żartowali sobie z tym księżniczkowaniem, ale gdyby zamknęła oczy, naprawdę poczułaby się jak na wielkim balu. Wirująca wśród wielu innych par, w pięknej sukni, w olśniewającej sali.
Usłyszała szept przy swoim uchu. Przeszedł ją dziwny prąd, a ona spojrzała na Maxa, nadal się uśmiechając.
- Drogi Maximilianie, moje serce raduje się, że zdecydowałeś się zatańczyć ze mną - stwierdziła cicho, specjalnie używając pełnej wersji imienia Ślizgona. Naprawdę spodobał jej się niemal bajkowy nastrój, który stworzyli. Dopełniała go dodatkowo okolica, która zaczynała wyglądać coraz ładniej w jej mniemaniu.
Wykonali jeszcze parę powtórzeń prostego kroku, gdy Max stwierdził, że Alice nawet ten taniec wychodzi. Poczuła nawet lekką dumę, w końcu widać nie była aż takim beztalenciem w tej kwestii, jak myślała.
- To pewnie dlatego, że trochę się uczyłam walca angielskiego. Uważam opanowanie jego podstaw, za swój mały sukces - stwierdziła, uśmiechając się przy tym.
Nagle jej partner dodał do ich prostego układu obroty. Nie była na to za bardzo przygotowana, ba, może nawet lekko się przeraziła tej niespodziewanej zmiany, przez co nagle się spięła i zgubiła krok. Po chwili jednak jakoś znów znalazła rytm i teraz bardziej skupiona, starała się nie zagubić w obrotach.
No Alice, ogarnij się dziewczyno, to z babcią też przerabiałaś.
Znów mogła się rozluźnić, prowadzona przez Maxa.
- Następnym razem ostrzegaj, bo naprawdę zostaniesz podeptany - zaśmiała się. - A teraz powiedz mi, kto cię nauczył tak tańczyć? - zapytała, nawiązując dłuższy kontakt wzrokowy. Naprawdę była tego ciekawa, bo szczerze nawet nie podejrzewała, że Max jest dobrym tancerzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://www.czarodzieje.org/t15048-max#401002
http://www.czarodzieje.org/t15050-max#401008
http://www.czarodzieje.org/t15049-maximilian-blackburn#401005




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Czw Wrz 21 2017, 15:24

Dziwne i niecodzienne to dobre słowa określające ich taniec. Choć może jeszcze dziwniej byłoby gdyby tańczyli przy każdej okazji, na każdej łące? Nastrój jednak faktycznie zrobił się dosyć podniosły, co zdecydowanie nie było planowane. Ale miło stworzyć wokół siebie taki oniryczny, paradoksalnie magiczny nastrój, prawda?
Alice podłapała konwencję i w Maximilian był w stanie wyobrazić sobie (a nawet zrobił to!) że zamiast wianka polnych kwiatów, na jej głowie spoczywa prawdziwy diadem. Ach, wyobraźnia to jednak coś wspaniałego! Chłopak nie przerywał więcej muzyki, która rozbrzmiewała wokół. Nie czuł, że powinien coś jeszcze mówić.
Obroty sprawiły, że panienka Wildfire straciła krok, nie minął jednak moment, a powróciła do tańca, co ze względu na nieoczekiwaną zmianę wyszło jej bardzo dobrze. Melodia dobiegała powoli do końca, a znając ją Max wiedział, kiedy usłyszą ostatni takt. Chwilę przed nim zatrzymał ich delikatnie w pozycji wyjściowej i odchylił przyjaciółkę do tyłu, podtrzymując pod łopatkami silnym ramieniem - Cała przyjemność pozostała moim udziałem - dopiero teraz, gdy muzyka zamilkła odpowiedział na ostatnie słowa, które wypowiedziała w tańcu.
- To chyba mój ulubiony taniec - stwierdził zaraz po tym, jak skłonił głowę na znak wdzięczności za uczyniony mu zaszczyt - I jesteś doskonałą partnerką, nie wiem kto Ci naopowiadał, że nie jesteś w tym dobra - dodał ze szczerym niezrozumieniem.
Zadumał się, gdy spytała kto go tego nauczył. Raczej o tym nie opowiadał, ale gdzieś kiedyś będąc dzieckiem zobaczył tańczącą parę i spodobały mu się bardzo ich ruchy. Od tamtej chwili był zafascynowany muzyką i tańcem właśnie. Będąc już starszy, chyba dwa lata temu przemógł się i zapisał na wakacyjny kurs tańca w centrum kultury w Bibury. Wyczucie rytmu miał, brakowało tylko kroków i to właśnie tam, przez dwa miesiące poznawał wiele figur różnych tańców. Nie był mistrzem, ale prowadził chyba całkiem przyzwoicie - Kiedyś byłem na kursie - odpowiedział krótki i zaśmiał się pod nosem. Właściwe nie wiedział czemu trochę się tego wstydzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Pią Wrz 22 2017, 22:14

Muzyka powoli zaczęła przycichać, zaznaczając, że zaraz utwór się skończy. Trochę żałowała, bo naprawdę jej się podobało. Stanęli w pozycji, którą zaczynali taniec, gdy nagle Alice poczuła, jak traci oparcie, i leci do tyłu, na szczęście przytrzymana przez ramię Maxa. Jej serce zabiło trochę szybciej, niż powinno, a ona z lekkim szokiem patrzyła się na swojego partnera. Nie spodziewała się takiego zakończenia ich małego pokazu umiejętności.
- Mi też było bardzo miło - odpowiedziała w końcu, czując się trochę dziwnie, wisząc tak na przyjacielu. Uśmiechnęła się jednak i po chwili została delikatnie podniesiona do pionowej pozycji.
Zrobiło jej się trochę smutno, gdy muzyka umilkła, a jedynymi dźwiękami im towarzyszącymi były odgłosy zwierząt i stłumione odgłosy uczniów. Zapamiętała przynajmniej melodię, więc będzie mogła ją przy najbliższej okazji odtworzyć.
Gdyby ktoś kiedyś powiedziałby jej, że jest dobra w tańcu, chybaby go wyśmiała. Nie podeptała jednak partnera, nie zabiła się i w miarę nawet poruszała się do rytmu, więc chyba nie było najgorzej.
- Chyba rozumiem, dlaczego jest twoim ulubionym. Jest w nim, w tych ruchach coś magicznego - stwierdziła na słowa Maxa. Sama chyba też mogła stwierdzić, że go lubiła. A już na pewno po dzisiejszym dniu. Zastanowiła się nad pytaniem, jakie zadał jej przyjaciel. Nie przypominała sobie, by ktokolwiek mówił, że nie umie tańczyć.
- To raczej ja zawsze stwierdzałam, że sobie z tym nie radzę. Akurat dziś trafiłeś na taniec, którego się trochę uczyła, a i tak nie był zbyt skomplikowany. Chociaż i tak jestem zaskoczona tym, jak dobrze nam poszło - powiedziała, poprawiając wianek, który lekko zsunął jej się z głowy, widocznie podczas finałowego pochylenia w tył.
Spojrzała na Maxa, słysząc jego krótkie wytłumaczenie. Nie wiedziała, czemu się na koniec zaśmiał. W tym momencie raczej go podziwiała, za to, że chciało mus się iść na kurs i nauczyć się czegoś więcej, dodatkowo widocznie czegoś, co lubił. Sama był an paru różnych kursach i z doświadczenia wiedziała, że nie na każdym da się rozwinąć jakieś większe umiejętności.
- Nie powiem, kurs ci się przysłużył, bo jak dla mnie tańczysz naprawdę świetnie - puściła mu oczko. - Może kiedyś nauczysz mnie jeszcze jakiegoś tańca? - zapytała, bo chwilowym zastanowieniu. Naprawdę polubiła taniec i fajnie by było, zapamiętań jeszcze jakieś kroki. Usiadła po turecku, kładąc swój notes, który zabrała z torby na kolanach.
Jak tylko wróci do dormitorium, od razu zabierze się do pisania. W końcu odnalazła tego dnia wenę i nie zamierzała jej zmarnować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 151
  Liczba postów : 367
http://www.czarodzieje.org/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://www.czarodzieje.org/t15048-max#401002
http://www.czarodzieje.org/t15050-max#401008
http://www.czarodzieje.org/t15049-maximilian-blackburn#401005




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Sob Wrz 23 2017, 08:41

Maximilian również troszkę zasmucił się czując ostatnie takty utworu. Lubił go, taki kojący, przyjemny, bez niepotrzebnych udziwnień, bez przerostu formy nad treścią. Sporo miał piosenek do tańca. Dopiero pytanie dziewczyny uświadomiło go, że właściwie chyba miał do kroków pamięć. Bardzo rzadko miał okazję tańczyć gdzieś z partnerką, bo i imprez tanecznych było niewiele, a jak już jakaś się pojawiała - nie zawsze miał odwagę by do tańca poprosić. A jednak nie zapomniał.
W tańcu jest coś niezwykłego, puszczają pewne zahamowania, które posiada się na co dzień. Blackburn i bliskość to jakby dwa bieguny, raczej był powściągliwy w okazywaniu uczuć i emocji, nieczęsto zdobywał się choćby na uścisk, a jednak tutaj zachował pozycję, która dla walca jest charakterystyczna, a co za tym idzie - opiera się na braku odstępu pomiędzy partnerami. I nie peszyło go to, choć w innej sytuacji zapewne zachowywałby się mniej pewnie.
Skinął głową na znak pełnej zgody gdy wspomniała o magiczności tego tańca. Ale magiczny w tym przypadku oznaczało coś innego niż w na co dzień oznacza w świecie czarodziejów.
- Oj Alice, więcej wiary - skarcił ją delikatnie - Nie od razu Rzym zbudowało, a i tak najważniejsze to trzymać rytm, z czym radziłaś sobie pięknie. I gdzie te podeptane buty? Nic - dodał jakby na pokaz poruszając czubkami swoich. Cóż, nie było to wymarzone obuwie do tańca, ale kto by się teraz przejmował konwenansami.
- Dzięki - przyjął komplement z nieśmiałym uśmiechem - Chętnie, nie jestem mistrzem świata, ale podstawy znam, walce, fokstroty, cha cha, tango i jeszcze moje osobiste twory bez nazwy - wymienił kilka z poznanych układów. Wolał te wolne, stateczne, bo podobały mu się majestatyczne ruchy wykonywane przez parę. Kiedyś był nawet na konkursie mugolskiego tańca. Jako widownia oczywiście, ale sprawiało mu przyjemność oglądanie wirujących par, wykonujących skomplikowane figury jakby było to coś najłatwiejszego na świecie - Powiedz tylko kiedy - dodał z zachęcającym uśmiechem. Gdyby zaproponowała teraz nie miałby nawet nic przeciwko.
- Czuć już jesień w powietrzu - westchnął po chwili, trochę do siebie, trochę do przyjaciółki. Powietrze pachniało przekwitającymi kwiatami, a z drzew leniwie opadały pojedyncze liście. Jeszcze nie kolorowe, na to przyjdzie pora za tydzień lub dwa; słońce, niby to samo, grzało już inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Nie Wrz 24 2017, 17:56

Spojrzała krytycznie na buty przyjaciela, nie ukrywając przy tym rozbawienia.
- Miałeś szczęście, że nie udało mi się ich przydeptać. A przy tych obrotach było blisko - zaśmiała się i spojrzała prosto w oczy. - Dzięki za miłe słowa - stwierdziła, uśmiechając się trochę niezręcznie. Naprawdę nie było za co ją chwalić. Miała uszy, słyszała muzykę, więc trzymanie rytmu nie było takie trudne. Mimo to komplement sprawił jej przyjemność, a ona poczuła lekkie speszenie, dlatego postanowiła odwrócić wzrok, i zaczęła chować swój notes do torby.
Może i Max nie był tanecznym mistrzem świata, ale dla niej był co najmniej niesamowity. I przy okazji był jedną z nielicznych osób, które mogłaby poprosić o naukę tańca.
- Powiem ci, że tyle tego, że nawet nie wiem co wybrać na początek - westchnęła, słysząc, jak wymawia kolejne gatunki tańca, przy czym, o co niektórych nie wiedziała zupełnie nic. - A jeśli chodzi o termin, to coś wymyślimy. Na pewno nie dam ci jednak długo ode mnie odpocząć - zaśmiała się. Wciągnęła się w to wszystko i teraz chciał jak najszybciej kontynuować trening. Kto wie, może dzięki temu na następnym organizowanym balu, uda jej się kogoś zaskoczyć? O ile oczywiście znajdzie na niego partnera.
Wciągnęła głębiej powietrze, po uwadze Maxa o nadchodzącej jesieni. Rzeczywiście, czuć było chłód, zapachy stawały się coraz mniej lenie, wieczór już niedługo miał zapaść na błoniach. Zaraz przyjdą deszcze, liście zmienią swe kolory, a Alice będzie musiała znaleźć w swoim kufrze płaszcz, na chłodną pogodę.
- Rzeczywiście. Ech, jesień byłaby o wiele przyjemniejsza, gdyby nie to zimno - mruknęła i spojrzała na horyzont, za którym powoli chowało się słońce. Chyba powoli musieli się zbierać, bo niedługo miało zrobić się ciemno. A wolała mimo wszystko trafić do tego zamku.
- Zbierajmy się, bo nie dość, że słońce zachodzi, to jeszcze temperatura zaczyna spadać - stwierdziła i chwyciła swoją torbę, szykując się do powrotu do dormitorium.

/ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29819
  Liczba postów : 45822
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Nie Paź 22 2017, 20:57

THERIA

To już półfinał! Zastanawiasz się pewnie, jakim cudem jeszcze nie odpadłeś. Tym razem też Ci się uda? Tajemnicze spotkanie odbywa się tym razem równo o północy. Panuje zasada kto pierwszy ten lepszy, dlatego którekolwiek z was może napisać post jako pierwsze. Najważniejsze informacje są tutaj  a zasady tu.
Proszę o wklejanie pod postem kodu:

Kod:
<zg>Kostka</zg>: [url=LINK DO LOSOWANIA]LICZBA OCZEK[/url]
<zg>Pole</zg>: NUMER POLA
<zg>Efekt</zg>: EFEKT POLA
Powodzenia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Pon Paź 23 2017, 21:07

Zamknęła za sobą cicho wrota zamku, trzymając mocno różdżkę.
- Lumos - szepnęła, a mała świetlista kulka uniosła się nad różdżką, oświetlając jej drogę.
Po raz kolejny szukała miejsca, gdzie miała rozegrać się jej kolejna rozgrywka w Therię. Ostatnio jej przeciwnik się nie zjawił, nie wiedziała jednak, czy to dobrze, czy źle. Naprawdę, za każdym razem, gdy podchodziła do planszy, w jej głowie po raz kolejny odtwarzała się sytuacja, gdy gra próbowała zmusić ją do popełnienia samobójstwa. Bała się rozgrywki, jednak zaszła już dość daleko i dziwnie byłoby teraz tak po prostu zrezygnować. Uśmiechnęła się, docierając w końcu do miejsca, gdzie miała spotkać się z drugim graczem. Cóż, miała przyjemne wspomnienia związane z tym miejscem, nawet udało jej się przypomnieć melodię, do której tańczyła ze swoim przyjacielem. Usiadła przy planszy i cieplej owinęła się szalikiem.
Było już późno w nocy, Alice ledwo udało wymknąć się z zamku, wypijając wcześniej eliksir postarzający. Naprawdę, nie spodziewała się, że nielegalnie zapisując się do gry, uda jej się zajść aż do trzeciego etapu. Czuła na szyi wygrany przez siebie syreni naszyjnik, przyjemnie ciążący na szyi. Może warto będzie znów narazić się na niebezpieczeństwo, mimo tego, że naprawdę, wolałaby jednak nie zostawać po raz kolejny prawie zabita?
W końcu nie tylko Theria dawała ostatnimi szansę na pożegnanie się z tym światem, nawet zwykłe wejście na nieprawidłowe piętro kończyło się zmiażdżeniem przez gruzy.
Chuchnęła, a z jej ust wydarła się ledwo widoczna wiązka pary. Wolałaby, by jej przeciwnik pojawił się jak najszybciej. Nie lubiła zimna, a aktualnie temperatura była nieprzyjemnie niska. Westchnęła, wyciągając magiczny notes i czekała, aż będą mogli zaczynać.

Lumos:
Kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 3033
  Liczba postów : 1140
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Wto Paź 24 2017, 17:50

(zgodnie z umową z Fire uznałam, że akcja dzieje się przed trafieniem Lotty do szpitala)

Nie chciałam brać udziału w trzecim etapie gry, nie miałam jednak za bardzo możliwości zrezygnować, dlatego gdy nadszedł kolejny list pojawiłam się w umówionym miejscu o północy. Mimo środka nocy na miejscu było jasno – oświetliła je moja przeciwniczka. Nie znałam jej, z widzenia kojarzyłam jednak, że jest nieletnia – byłam ciekawa czy użyła eliksiru postarzającego czy jakiejś inne metody.
- Hej, jestem Lotta – przywitałam się, po czym nie chcąc dłużej przeciągać chwyciłam za kości i wykonałam rzut.
Nagle pojawiła nad nami chmara trzminorków, która zaczęła nas atakować. Totalnie mnie sparaliżowało i nie wiedziałam jakim zaklęciem odstraszyć te owady. Nie dość, że zostałam mocno pokłuta (a każde ugryzienie strasznie bolało) to jeszcze poczułam wszechogarniający mnie smutek – wszystko wskazywało na to, że nie przejdzie mi do końca gry.
Podałam kostki Alice czując, że łzy napływają mi do oczu.

Kostka: 6
Pole: 6
Efekt: wszystko mnie boli i smutek do końca gry

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Wto Paź 24 2017, 20:23

W końcu jej przeciwnik, a raczej przeciwniczka, dotarła na miejsce. Była chyba starsza od Ślizgonki, co nie było zbyt dziwnie, patrząc, że Alice była spod progu wiekowego potrzebnego do tej gry.
- Alice - dziewczyna także się przedstawiła, uśmiechając przy tym przyjaźnie. Cóż, lepiej mieć przyjazne stosunki z osobą, z którą staje się przed śmiertelnym niebezpieczeństwem. Tym bardziej że jakikolwiek uszczerbek na zdrowiu działał na korzyść drugiej strony.
Blondynka chwyciła bez dłuższego przeciągania kostki i rzuciła. Alice wstrzymała oddech, czekając na to, co zaprezentuje im gra. Już czuła, że będzie nieprzyjemnie. Jak zwykle tekst pokazany przez grę był na tyle pomocny, że w sumie nie powiedział dziewczynie nic. Trzymała więc różdżkę w pogotowiu, by w każdej chwili użyć jej na wszelki wypadek.
Nagle, dosłownie znikąd, pojawiła się chmara trzminorków, atakujących starszą dziewczynę. Alice skrzywiła się lekko, widząc, jak te kąsają jej przeciwniczkę. Nie zazdrościła. Atak jednak wkrótce się skończył i nadeszła kolej na Ślizgonkę. Wzięła głęboki oddech i rzuciła kostkami, mając nadzieję, że tym razem obejdzie się bez urazu psychicznego.
- Trup, który zaczyna już śmierdzieć, ale jeszcze ciągle zastanawia się nad swoim powrotem do życia - uparty trup - przeczytała na głos i zamrugała oczami. To chyba było nawet podobne do żartu. Nie wiedziała, że ten wierszokleta od gry tak umiał.
Otrząsnęła się jednak z rozmyślań i rozejrzała za przygotowaną dla niej niespodzianką. Wierszyk wielokrotnie wspominał słowo trup i na tyle ile znała tę grę, to naprawdę mogła się spodziewać czegoś nieżywego. Albo swojej własnej śmierci.
Nagle z ziemi zaczęły wyłazić inferiusy. Patrzyła z szokiem na zmierzające w ich stronę żywe trupy, jednak szybko przypomniała sobie jak je pokonać. Cud, że w ogóle to wiedziała.
- Inferno - wypowiedziała zaklęcie, trafiając pierwszego z potworów. To samo zrobiła z drugim i jeszcze kolejnym. Działała mechanicznie, na jej twarzy widoczne było skupienie. Gdy ostatni z nieumarłych padł, dotarło do niej, że właśnie pokonała małą armię potworów. Oddychała ciężko, zmęczona tym wszystkim i usiadła przy planszy.
- Noc żywych trupów? - zapytała, unosząc brwi i przekazała kości. Miała chwilę na złapanie oddechu.

Kostka: 7 i parzysta
Pole: 7
Efekt: Pokonuje inferiusy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29819
  Liczba postów : 45822
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Czw Lis 02 2017, 22:09

WYGRANA WALOKOVEREM
Jako, że Lotka nie odpisała, walkę wygrywa @Alice Wildfire
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t15817-blase-shercliffe
http://www.czarodzieje.org/t15822-poczta-blase-a#426611
http://www.czarodzieje.org/t15818-blase-shercliffe#426485




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Nie Mar 18 2018, 14:54

Zrobiło się odrobinę cieplej i ludu ze szkoły wyszło więcej, niż mrówek z mrowiska. Nawet nie wiedział, że szkoła mieściła tyle osób. No nieważne. Istotne jednak było to, że w tym momencie lepiej było zostać w szkole(co było naprawdę najgorszą z możliwych opcji), niż pałętać się po błoniach, lesie czy jakimkolwiek miejscu, które w jego mniemaniu było znośnym. Jego unikanie kontaktów z ludźmi znacznie się utrudniło kiedy Ci, chodzili wszędzie tam, gdzie bywał on. Dlatego odnalezienie miejsca, w którym w końcu mógłby być sam... Było trudne. Cholernie trudne.
Choć czy naprawdę chciał zostać sam? Czy powinien zostać sam ze sowimi myślami? Kwestią dni był wyjazd do Londyn'u. Nawet nie wiedział na co dokładnie czekali. Dodatkowo nie pomagało to Lexi, która najchętniej już by się stąd wyrwała i popędziła do Munga, na ratunek osobie, której zapewne już nie da się pomóc. Jak by to wyglądało, gdyby wyjechał zaraz po otrzymaniu list od ojca? Czy też leżałby z nim na sali, nie mogąc nawet usłyszeć szlochu matki i żałości siostry? Zostawiłby je same. A przecież miały tylko jego. Musiał się nimi opiekować, choć same nigdy by się przed tym nie przyznały. Opiekował się nimi zanim to wszystko się wydarzyło. Czy coś się więc zmieniło?
Zbiegł na dół, zatrzymując się dopiero w momencie, w którym nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Czy biegł całą drogę? Kiedy zaczął? Nie pamiętał. Czuł tylko jak koszulka przykleiła się lekko do jego ciała, a każdy możliwy mięsień był napięty. Czuł ból w nogach. Ból pozwalał mu trzeźwo myśleć, zakomunikować, że jeszcze oddycha.
Ojciec jeszcze nie umarł. Czy to dlatego czuł pustkę w środku ilekroć o nim pomyślał? Przed oczami miał ich ostatnie spotkanie, jeszcze przed rozpoczęciem nowego roku w szkole. Złość i agresje w każdym jego ruchu, słowa, które każdego człowieka mogłyby dobić... Po nim spływały jak po kaczce. Jakim człowiekiem był... Nie czując nic. Westchnął ciężko i położył się na trawie. I dopiero po chwili przypomniał sobie, co napisał jeszcze zanim wyszedł ze szkoły. List. Kilka słów. Jednak dlaczego to zrobił? Jaki miał cel... Czuł jak luki z jego życia miały się nigdy nie wypełnić.
Chciał poczuć pod palcami znany dotyk trawy. Chciał znaleźć się w rezerwacie, w miejscu, do którego należał... Otworzyć usta do kogoś, kto nie przypominałby jego postaci. Wychwycić dźwięk dziwnych, ostrych słów, które wychodzą z jego własnych ust.
To dlaczego to zrobiłeś?
Zamknął oczy, pozwalając ulecieć wszystkim pytaniom, których odpowiedzi nie mógłby dzisiaj odnaleźć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1179
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1107
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Nie Mar 18 2018, 22:07

Dzień, nad wyraz zwyczajny, może nawet bardziej niż wszystkie dotychczasowe? Nie umiała tego wyjaśnić, ale od samego rana towarzyszyło jej przeczucie, tak dziwne od wcześniejszych, owiane nutą enigmatycznych rozmyślań na tematy zupełnie niezwiązane, z jakąkolwiek z dotychczasowych dziedzin. Rozważała w sercu wątpliwości, podobnie jak poddawała się iluzorycznym przekonaniom o zatopieniu się raz jeszcze w samotni, gdzie nikt nie miałby do niej dostępu. W obliczu niepewności wykreowanej za sprawą podświadomości, byłoby to najlepszym rozwiązaniem, które pozwoliłoby przez choćby chwilę utrzymać się na powierzchni wzburzonego oceanu emocji.
Czy tak dużo wymagała?
Kreśliła kolejne zdanie. Gruba kreska przecinająca drobne litery symbolizowała irytacje, która była skutkiem braku skupienia. Za wszelką cenę starała się dokończyć pracę na temat powiązany z eliksirami, ale im dłużej czytała początek strony, tym bardziej gubiła się w kolejnych sentencjach. Rozmyślanie przerwała jej jednak sowa, maleńka, słodka (jak to ostatnio określiła ją Margaret) i domagająca się ciasteczek w zamian za list; niestety, rudowłosa nie miała przy sobie ani jednego smakołyka, a co za tym szło - musiała ją udobruchać, byleby oddała pergamin.
B l a s e
Co się stało?
Pytanie zrodziło się w głowie krukonki i zamiast zebrać swoje rzeczy, zostawiła porozrzucane notatki i książki na blacie, po czym ruszyła z miejsca - nie zastanawiając się nad niczym. Nie chodziło o to, że pragnęła mu pomóc z całego serca lub zobaczyć czy wszystko jest w porządku; bardziej myślała o nim jako osobie, która musiała mieć powód, by napisać akurat do niej. Ostatnie spotkanie opierało się o wymianę zdań, poglądów i niechcianą bliskość, która roznieciła pochodną emocjonalnej strony rudowłosej, zaś Marceline próbowała uśpić zdarzenia z tamtego popołudnia, byleby nie kreowały w jej umyśle obaw.
Zjawiła się na łące kilka minut później, a kiedy jasne tęczówki odnalazły sylwetkę chłopaka, nabrała powietrza w płuca. Cóż nią kierowało? D l a c z e g o? Zbliżyła się na kilka kroków, to było oczywiste, ale milczała. Żadne słowo nie brukało samotni, w którą się zapadł, jakby nie zamierzała wyrywać go z rzeczywistości jaką wokół siebie tworzył. Kolejne kroki były już dużo spokojniejsze, a serce nie łomotało w piersi, niemniej jednak - odczuwała swoistego rodzaju strach przed nieznanym.
Przed tym, czym operował, a czego ona kompletnie nie znała w wymiarze jaki został jej zaserwowany.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t15817-blase-shercliffe
http://www.czarodzieje.org/t15822-poczta-blase-a#426611
http://www.czarodzieje.org/t15818-blase-shercliffe#426485




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Nie Mar 18 2018, 22:48

Zdecydowanie nie mógł zostać sam. Nie z tymi myślami, nie z tymi rozciągającym się przed nimi perspektywami. Czy będzie musiał zrezygnować ze szkoły, kiedy sprawy potoczą się w najgorszy możliwy sposób? Ziści się jego najgorsza obawa... A przecież zarzekał się, że nie skończy jak reszta rodziny. Nie będzie kontynuował tradycji, która przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. A przecież był najstarszy... To nie było jego miejsce i nigdy nie będzie, nieważne jak bardzo sam by tego chciał. Jednak teraz... Będzie musiał zostać. Nie byłby wstanie odejść i spokojnie oglądać twarzy matki i siostry, które zostawił w tyle. Ciążąca nad nim odpowiedzialność, za coś, czego nawet nie potrzebował, zaczynała powoli na niego opadać. Nawet nie wiedział, w którym dokładnie momencie się to zaczęło.
Czemu?
Co się stało?

Nigdy nie odpowie jej na to pytanie, zapewne nie w ten sposób, w który by chciała. Wielka niewiadoma była wypisana na jego twarzy. A może to wspomnienia uczucia, jakie mu towarzyszyło wraz z jej obecnością. Obecnością, której nie unikał. Z taką, z której obcowanie go nie obrzydzało i nie napawało lękiem. Może chciał rozproszenia, czegoś, na czym mógłby się skupić i powoli oddać.
Do momentu... Do czasu, aż cała reszta nie ucichnie.
Nikt z grona jego najbliższych nie wchodził w grę. Nikt nie mógłby sprawić, że wszystko inne przestałoby mieć znaczenie. Prędzej czułby się poirytowany w ich towarzystwie. Ona była niewiadomą, nieznajomym. On był dla niej tym samym, dziwnym obiektem zainteresowania z niewiadomych dla siebie powodów. Z nią było łatwiej.
Niech uzna, że jej potrzebuje.
Oddał się temu przyjemnemu uczuciu, jakim było dotykanie świeżej trawy. Jeszcze niestabilnej i wilgotnej. Jego oddech się uspokoił, a klatka piersiowa nie unosiła się tak niebezpiecznie wysoko. Usłyszał kroki, które należeć mogły do jednej osoby. Trudno było znaleźć to miejsce, sam odnalazł je kompletnie przypadkowo. Jego list nie mówił o szczegółach lokalizacji... Jednak wiedziała.
Pozwolił jej na otoczenie go ciszą, którą co chwilę przerywał jej równy oddech. Może pozwolił na obserwację go w naturalnym środowisku. Dopiero po chwili uchylił powieki, przyzwyczajając się do światła. Spojrzał na nią, jednak się nie podniósł, nie wykonał żadnego ruchu...
Twoja kolej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1179
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1107
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Czw Mar 22 2018, 22:11

Z a b a w n e, prawda?
Marceline od samego początku czuła dziwnego rodzaju więź z Blasem, jakby zostało to wywołane nagłym złamaniem zasad, których trzymała się od zawsze, zaś on? Bez trudu przełamał wyznaczone przez nią bariery, skruszył w drobny mak wyznawane reguły, w których zamykała ludzi, by czasem nie dostali się zbyt daleko, szukając odpowiedzi na pytania nie mogące znaleźć ujścia spomiędzy rozchylonych warg.
Czy to było dostatecznym powodem, by zareagować na list chłopaka? Zjawić się bez zastanowienia w miejscu, o którym wspominał?
Próbowała zrozumieć - dlaczego.
Bystre, błękitne tęczówki obserwowały linię ciała Shercliffe’a, choć nie podchodziła do niego, nie zbliżała się na tyle, by poczuł zakłócony spokój. Wbrew pozorom, lubiła na niego patrzeć, kiedy raz po raz zapada się w wykreowanej przez siebie rzeczywistości, owianej enigmatyczną siatką kłamstwa, byleby nikt nie zechciał przedrzeć się na drugą stronę. Był świadomy, że ona tego właśnie  c h c e? Zapewne nie. Rozmawiali zbyt odlegle od docelowych pragnień, jakby chroniąc własną intymność. Możliwe, że było to jedno z lepszych rozwiązań, wszak pochodzili z dwóch różnych bajek i nikt nie powinien w tej chwili szukać odpowiedzi na działania, które nimi kierowały; lepiej było to pozostawić w eterze, z sala od oceny tych, którzy nie byli w stanie tego pojąć.
Milczenie otulało wątłą sylwetkę rudowłosej krukonki, kiedy to wreszcie podeszła dostatecznie, a zaraz potem przykucnęła tuż obok niego. Zazwyczaj charakteryzowała ją cisza niezrozumiała dla postronnych obserwatorów, a to dlatego, że tak było bezpieczniej. Z Ullą częstokroć rozmawiała dotykiem, spojrzeniem, ekspresją wymalowaną na twarzy, ale nie miała pomysłu jak podjąć się dyskusji z chłopakiem, który z każdym kolejnym dniem stawał się dla niej nieodgadnioną zagadką. Smukłe opuszki palców mimowolnie powędrowały po wilgotnej trawie, aż wreszcie natrafiły na fakturę dłoni Blase’a, którą ledwie niewyczuwalnie musnęły (tym razem to ona złamała zakaz, prawda).
- Jestem... - szepnęła cicho, a kiedy wzrok spuściła w dół i zobaczyła jak granica się zatarła - od razu postanowiła odsunąć rękę (niby z przestrachem), by czasem nie myślał źle, być może - by nie myślał o tym wcale. Błękitne tęczówki wodziły po terenie znajdującym się przed nimi, a oddech spłycał się z każdą kolejną chwilą, nie chcąc w ten sposób zagłuszać melodii jaką przygrywała im natura. Wystarczyło dobrze posłuchać, by zrozumieć, pojąć, ale wciąż nie posiadała zbyt wielu puzzli, aby ułożyć rozwiązanie na pytania powiązane z Shercliffem.
Co się  s t a ł o, Blase?
Doprawdy, jestem ci potrzebna?
- Nie spodziewałam się - przyznała w końcu, nieco spontanicznie, co mogło nie pasować do zaistniałej sytuacji, ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Niesztampowość okraszająca ich sylwetki była raczej domeną, a nie wadą, która pozbawiłaby ich choćby cienia oryginalności.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t15817-blase-shercliffe
http://www.czarodzieje.org/t15822-poczta-blase-a#426611
http://www.czarodzieje.org/t15818-blase-shercliffe#426485




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Sro Mar 28 2018, 13:57

Nie rozumiał tego. W końcu nie zrobił niczego szczególnego, aby w jakikolwiek sposób naruszyć jej szczelny mur. Owszem, chciał tego... I powiedział sobie, że to zrobi. Jednak wyglądało to tak... Jakby sama mu na to pozwoliła. W końcu jakim cudem tylko jeden człowiek mógłby tego dokonać? Zapewne wielu próbowało. Może właśnie o to chodzi. Blase nie zrobił niczego wbrew jej woli... Nie zarzucał się jej ze swoją osobą.
Po prostu był.
Wiedział, że zareaguje tak, a nie inaczej? Jaką miał pewność, że się tutaj w ogóle pojawi. W końcu się nie znali. A całą swoją wiedzę bazowali na domysłach, własnych wnioskach i kilku zdaniach, które ze sobą wymienili. Jednak jej obecność... Tak, jakby znał ją od dawna. I w żadnym wypadku mu nie przeszkadzała. Przecież ten chłopak ma problem z wytrzymaniem z kimś dłużej, niżeli jest to konieczne. Był totalnie dysfunkcyjny.
Musiałaby mu powiedzieć. Powiedzieć, czego chce i dlaczego tak właściwie tutaj przyszła. Może wtedy ją zrozumie. Może i sam powie jej coś, czego nie przyznałby przed samym sobą. Była nowym doznaniem... A sam fakt, że chciał go poznać, był niewiarygodny. Ekscytujący. Tak. Pierwszy raz w życiu chyba w końcu czegoś chciał. Tak bardzo.
Lepiej było po prostu coś robić. Cała ta enigmatyczność jest świetna, naprawdę. Jednak człowiek w pewnym momencie zacznie się zastanawiać, ale po co? I dojdzie do wniosku, że większość czasu spędził na marzeniu o czymś kompletnie dla niego nieosiągalnym. O czymś, co urok ma jedynie w tej bezpiecznej odległości.
A on... Nie chciał tej bezpiecznej odległości.
Nie otworzył oczu, nawet czując jej obecność obok siebie. Pozwolił sobie na ten jeden krótki moment, w którym jeszcze znajdował się w swoim małym, odludnym światku. Wiedział, że nie musi przy niej reagować. Nie od razu. Jakby pozwalała mu wyjść z tego letargu, potrzebując przy tym spokoju i ciszy. Otworzył powoli oczy dopiero w momencie, w którym poczuł dotyk jej dłoni. Muśnięcie różniło się od tego, które czuł kiedy wiatr poruszał źdźbłami trawy. Utkwił w niej swoje spojrzenie.
Każde ich nowe spotkanie spotkanie, będzie kolejną próbą? Próbowaniem po trochu.
Podniósł się na łokciach i spojrzał na niebo, które nad nimi zawisło. Czy naprawdę jej potrzebował? Miała pomóc mu w odciągnięciu od siebie czarnych myśli związanych z umierającym ojcem, czy zwyczajnie wiedział, że potrafiła to zrobić? Nie robiąc nic szczególnego... Tym razem utkwił w niej swoje spojrzenie. Jakby chciał wyczytać to z jej delikatnej twarzy. Oczu świdrujących każdy element, który ich otaczał. Oczu, które skupiały na sobie jego uwagę...
-Czy jeżeli powiem Ci prawdę, nie znikniesz? -Przekrzywił lekko głowę w bok, jak zwierze, które ocenia swojego towarzysza. Wielokrotnie widział to w rezerwacie. I ile to czasu minęło kiedy w końcu został tam zaakceptowany.
Prawda. Ludzie odchodzili wraz z jej poznaniem. Dostali to, czego chcieli... I mogli ruszać dalej, nie chcąc zostać w tyle. Czy obawiał się, że postąpi z nim w podobny sposób? Czy to on nie miał być tym, który odejdzie? Wcześniej chciał poznać każdy jej cal, każdą tajemnicę wypisaną na twarzy i tę głęboko ukrytą. Miał zachować się jak człowiek, którym przecież gardzi jak niczym innym.
Czy byłby wstanie? Zdolność do robienia obrzydliwych rzeczy miał przecież we krwi. Spokój nigdy nie była jego domeną. To raczej tłumione emocje, takie, które pochłaniają go każdego dnia, kawałek po kawałku. Nie zostawiając niczego, czym mógłby się pochwalić.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1179
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1107
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Sob Mar 31 2018, 16:41

Czy to wszystko nie było złudną tajemnicą?
Nie musieli rozumieć - d l a c z e g o. To nie należało do istotnych spraw, które dałyby im jakiekolwiek pole do rozwiązania enigmatycznej zagadki. Wystarczyło, że godziliby się na wszelkie aspekty związane z ich niejednoznacznymi pragnieniami, których nie da się uargumentować w jakikolwiek sposób; niepotrzebne, niechciane, głupie.
Kierowana przeczuciem utkanym z przeróżnych emocji - po prostu przyszła, pozwalając własnym pobudkom dać o sobie znać. Chciała go zobaczyć, więc postąpiła w oczywisty sposób, o który nie mogła zostać zapytana. Nie byłaby w stanie odpowiedzieć chłopakowi, co było powodem, dla którego zdecydowała się na spontaniczne spotkanie. Tak się stało i należało korzystać z idyllicznych zachcianek, aniżeli rozpamiętywać dawne niesnaski, kiedy to zabroniła mu przełamywać bariery; tym razem robiła to sama, bez żadnego przymuszania.
Odczuwała dziwnego rodzaju niepokój, a serce z każdą kolejną sekundą uderzało gwałtownie, gdy to po morderczym biegu, znalazła się wreszcie blisko, niestosownie blisko. Identycznie było także z muskaniem jego dłoni, kiedy to opuszki wodziły wzdłuż linii skóry, pomimo że ta subtelna pieszczota nieokraszona była nachalnością. Szukała odpowiedzi na niewypowiedziane pytania, podobnie jak unikała fraza określających jej stanowisko w tej znajomości, stąd po upłynie kilku (może kilkunastu) minut, wycofała rękę i wlepiła wzrok przed siebie. Podziwiała błękitnymi tęczówkami malowniczy teren szkoły, który rozpościerał się przed nimi, a im dłużej to trwało - tym w większy zachwyt wpadała. Oczy tworzyły wspomnieniowe fotografie, by kiedyś powrócić do nich, a miało tak się wydarzyć po powrocie do Francji, do Beauxbatons.
Do d o m u.
W Londynie stawała się niewolnikiem, który skuty w kajdany barier, reguł, wyidealizowanych wymagań, uciekał do krainy samotności, gdzie to mogła wyciszyć umysł. Poddać się kreowanej rzeczywistości, gdzie była wolna od wszystkich zmartwień, problemów, a nawet ludzi, którzy ranili ją najdotkliwiej. Gdyby pewnego dnia umiała wydusić z siebie choćby słowo powiązane z prawdziwą maską zakładaną każdego dnia, może zyskałaby jedną lub dwie znajomości, ale po co? Przekonała się już dość boleśnie, że bezgranicznie może ufać tylko sobie, zaś głęboko skrywane rozterki nie posiadały nałożonego prawa, by ujrzeć światło dzienne.
Wyrwana z błogiego zamyślenia, spojrzała na Shercliffa. Uniosła nawet wymownie jedną brew, jakby nie spodziewając się takiego  s z c z e r e g o  pytania, które zrodziło w niej niestabilność emocjonalną. Tego typu gry jawiły się jako niepasujące do drobnej krukonki, ale nie mogła teraz stchórzyć. Nie powinna.
- Nie - odpowiedziała zgodnie z prawdą, bo gdyby to zrobiła - przegrałaby. Walka jakiej podejmowała się od pół roku zakończona zostałaby z kretesem, zaś ona sama musiałaby wtedy uciec. Pamiętała swój pierwszy dzień w Hogwarcie (na wspomnienie, którego zawsze się uśmiechała); za dużo się wtedy działo i zbyt wiele osób poznało prawdę na temat poprzedniej szkoły, który starała się ukryć. Dopiero z biegiem czasu ucichło to co było powiązane z Trausnitz, zaś ona funkcjonowała na odpowiednim poziomie wśród ludzi, którzy wydawali się być normalni.
Jaki ty jesteś, Blase?

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t15817-blase-shercliffe
http://www.czarodzieje.org/t15822-poczta-blase-a#426611
http://www.czarodzieje.org/t15818-blase-shercliffe#426485




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Pon Kwi 16 2018, 11:51

Zawsze kierował się swoim instynktem, nie analizując poszczególnych czynności czy zwykłych zachcianek. Wychodził z założenia, że nie miał czego żałować kierując się swoimi pragnieniami. Uczuciami, które uważały i wiedziały lepiej od niego. Intuicja podpowiadała mu jedno, a on szedł dokładnie w tym konkretnym kierunku. Ufał sobie. Ufał swoim osądom. Choć uważany był za osobę spokojną, wręcz stoicką... Był jednym wielkim kłębkiem uczuć i emocji, dostanie ukrytych pod warstwą stanowczości. Musiał taki być. Musiał taki być dla siostry, gdyż nie poradziłaby sobie bez niego i rozsądnego osądu. Dla Xavier'a, który jako pierwszy i w tym momencie jedyny osobnik jego rodziny, który pozwolił mu być w pełni sobą. Dla otaczającego go świata. Jednak ilekroć przechodzi przez próg swojego zacisza i azylu, krzyczy... Krzyczy tak długo, aż gardło nie odmówi mu posłuszeństwa. Dopóki nie będzie miał siły stać, a nawet czasem oddychać.
Pragnął wolności, której nikt nie jest mu wstanie zaoferować. A cień tego, co udało mu się wywalczyć jest jedynie... Imitacją.
Nie chciał ograniczać się do pospiesznych spojrzeń, czy muśnięć na skórze. To zuchwałe i samolubne, że pragnął tak wiele, pomimo, że sam niewiele oferował. Nie rozumiał swojego nagłego zainteresowania jej osobą, choć wywoływała więcej pytań niż odpowiedzi. Szukał jej osoby na tle innych, szarych i nijakich postaci. W jego mniemaniu, należała do innej rzeczywistości, która jedynie z pozoru nazywa jest "jej", a raczej całego innego społeczeństwa, do której próbuje się wpasować. A on stał obok nich wszystkich, wyciągając w jej kierunku dłoń. Oferując coś nieznanego, zapewne nieodpowiedniego... Jednak jeżeli zrobi krok zbyt duży i zbyt szybki, w każdym momencie mogła zwyczajnie zniknąć. Zostawiając go samego...
-Czemu patrząc na Ciebie nie widzę tego wszystkiego, co dzieje się wokół? Nie wiem czy to sprawia, że powinienem Ci uwierzyć... Czy trzymać się od Ciebie z daleka.-Powiedział spokojnie, intensywnie się jej przyglądając. Doszukując się odpowiedzi w każdym jej ruchu, drżeniu warg czy piegach zdobiących nos.-Ludzie są przewidywalni. Monotonii. W Tobie niczego takiego nie dostrzegam... Obawiam się jedynie, że im dłużej będę się tego trzymać. Tym gorzej na tym wyjdę.-Dodał cicho. Pozwalając sobie na odrobinę szczerości, uwolnienie się od słów i myśli, które poniekąd gdzieś tam lawirowały w jego głowie. Ilekroć jej postać się w nich pojawiała, coraz częściej... Czego kompletnie nie rozumiał. Tej całej fascynacji, tajemnicą którą się otaczała...
Gdy pozna chociaż część tego, czy to wciąż będzie to samo?
Kim był? Nieznajomym.
Przeniósł swoje spojrzenie na błonia, na rozpościerający się przed nimi krajobraz. Podniósł się na łokciach, aby mieć lepszy widok. Delikatny wiatr, który ich owiał przyniósł ze sobą świeżość, zapach świeżo wyrośniętej trawy i coś jeszcze. Chciał wrócić do czasów, kiedy to nie było takie skomplikowane. Kiedy jego największym problemem było porozumienie się z ojcem, kiedy nie był niebezpiecznie pochłonięty kimś, kogo nawet nie zna.
Jednak czy naprawdę tego chciał?
Nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1179
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1107
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Wto Kwi 24 2018, 08:28

Czy w jakiś niewytłumaczalny sposób Marceline nie stała się shercliffową zachcianką?
Sama nie miała pojęcia, że chłopak tak bardzo łaknie jej towarzystwa, obecności i rozmowy, choć w ich przypadku lepiej brzmiała cisza. Tę zaś wielbiła Holmes, która rozkoszowała się milczeniem, w którym to mogła eskalować eteryczność i ulotność otaczającej rzeczywistości. Pragnęła tkwienia w iluzorycznie zamkniętej otoczce hermetyczności, gdzie to nikt nie miał dostępu - pozostając enigmatyczną, nad wyraz odległą.
Blase jednak przedarł się przez jakąś część, której rudowłosa nie umiała w żaden sposób sprecyzować czy określić. Lawirowała pomiędzy niedopowiedzeniami a słowami, które padały. Nie dociekała pośród fraz prawdy. Pozwalała krukonowi trwać i szukać odpowiedzi, by poznać wyczekiwaną tajemnicę.
Marceline tym się różniła od sekretnego kolegi, nie przełamując barier i ograniczeń gwałtownie, a stopniowo popadając w obsesyjne szaleństwo, by osiągnąć zamierzony cel. Lubiła się w pewnym stopniu bawić i korzystać z nieoddanych oficjalnie aspektów i elementów niemej enigmy pogrążonej w utkanej nicią pasywności.
Jak w i e l e potrzeba było?
Musiał tylko przyjąć zaproszenie.
Słuchała słów, które padały z jego ust, nie umiejąc (nie chcąc?) się do nich dopasować, wszak nie rozumiała tego. Czuła się absurdalnie, jak gdyby ktoś za dotknięciem czarodziejskiej różdżki postanowił ją obedrzeć z szat i ujrzeć nagą, bezbronną w obliczu ewentualnych ciosów, które mimo wszystko nie nadchodziły. Błękit tęczówek utkwiony był w przestrzeni przed nią, choć jedyne co się malowało wyraźnie to sylwetka Blase’a i twarz, którą taksowała przenikliwie, by znaleźć zapewnienie, że mówi szczerze. Z drugiej zaś strony sądziła, że nagła ucieczka będzie lepsza, choć obiecała, przysięgła pozostanie tu, obok niego. Przygryzła lekko policzek i spuściła wzrok, cały czas analizując sentencje jakimi ją uraczył.
- Dlaczego uważasz, że wyjdziesz źle na znajomości ze mną? - zapytała ledwie słyszalnym szeptem, po czym uniosła spojrzenie i skrzyżowała tęczówki z Shercliffem. Rude refleksy włosów Marceline uzyskane zostały przez słońce, które odbijało się subtelnym światłem od gęstych pukli. Czuła jak blade policzki zaczynają się pokrywać subtelną czerwienią i, pomimo że nie robiła nic szczególnego, musiała się odezwać ponownie. - Jeśli chcesz, mogę zniknąć.
Wybór należy do ciebie..

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t15817-blase-shercliffe
http://www.czarodzieje.org/t15822-poczta-blase-a#426611
http://www.czarodzieje.org/t15818-blase-shercliffe#426485




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Sro Kwi 25 2018, 15:46

Owszem. Poniekąd nią była. Jednak taką, która znajdowała się w sporej odległości od niego. I nie chciał jej wykorzystać w ten sposób, w którym użyłby każdej innej zachcianki. Był tylko człowiekiem, prostym i nieskomplikowanym. Choć nie zgodziłby się z żadnym z tych sformułowań. Nie był żadną z tych osób. Nie był prosty, a tym bardziej nieskomplikowany. Był przepełniony przeróżnymi emocjami, których nie mógł nadać nazwy.
Był zły.
Był wściekły.
Pragnął, sam jeszcze nie wiedząc do końca czego.
Zachłanny.
Powściągliwy.
Samotny.
Bezradny.
Jak wtedy kiedy siedział z Lexi w kuchni kiedy przyszedł do niej list. Przez pewien moment poczuł, jakby to on powinien znaleźć się na miejscu ojca leżącego w szpitalu. Wyczuwał to w jej głosie, w jej spojrzeniu, które rzuciła w niego oskarżycielsko. Wiedziała, że to on miał tam być. Ba, sam się do tego przyznał. A ona nie zaprotestowała. Pomimo swojej niewiedzy na temat tego, kim tak naprawdę był... I tak czuł tę wielką przepaść, która ich od siebie odgradzała. Nie był tym, kim myślała, że jest. Kim chciałaby aby był.
W ich żyłach płynęła ta sama krew, jednak nic nie zmieni tego, że nie należał do jej świata. Czy świata jakiegokolwiek Shercliffa.
Odwróciła się. Spojrzała na niego. To znaczy, że nie zrozumiała jego słów opacznie... Prawdopodobnie. Podniósł się ze swojego miejsca, czując jak źdźbła trawy przykleiły się do jego koszulki. Nie odrywał spojrzenia od dziewczyny, nie chcąc dać jej żadnego powodu, dla którego mogłaby mu nie wierzyć. Sam nie ufał swoim słowom, sam był zaskoczony szczerością, która z nich płynęła.
Czemu?
-Bo nie dajesz spokoju moim myślom.-Powiedział spokojnie. Słowa nie były jego mocną stroną. Tak, jak wcześniej to ujęła. To milczenie stanowiło główny element ich spotkań. To w nim się rozpływali, czuli bezpiecznie, na ile było to tylko możliwe obok kompletnie obcej sobie osobie.-Musisz zrozumieć, że nie szukam kontaktu z ludźmi. Jest niewielu, którzy wytrzymują w mojej obecności... Czemu więc, ze wszystkich znanych mi osób, jesteś jedyną, przy której nie czuję napięcia w mięśniach?-Uniósł lekko brwi, spoglądając teraz w punkt gdzieś przed nimi. Na uniesionym kolanie położył dłoń, która zacisnęła się się wokół zieleni. -Nie czuję potrzeby ucieczki. Potrzeby odnalezienia wolności i swojego miejsca.-Ponownie na nią spojrzał, tym razem jednak jego spojrzenie wydawało się ostrzejsze niż to, którym uraczył ją wcześniej.
-Właśnie mówię Ci coś, co szokuje mnie samego, a Ty mówisz mi coś takiego?-Westchnął.-Gdybym tego chciał, nie musiałabyś odchodzić, sam zrobiłbym to pierwszy.-Dodał spokojnie, powoli dobierając słowa, zastanawiając się nad ich znaczenie.
Już wybrałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1179
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1107
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Czw Kwi 26 2018, 20:35

Czy doprawdy ta odległość była aż tak wyczuwalna? Znacząca? Znajdowała się nieopodal niego, wystarczyło wyciągnąć dłoń, choć istniało przecież ryzyko, że zniknie - rozpadnie się na drobne kawałeczki, jakby była senną marą, tak bardzo nieosiągalną; n i e i s t n i e j ą c ą.
Emocje. Zgubne uczucia kłębiące się pod membraną skóry, czyniące z człowieka nic niewartą marionetkę, ulotną w obliczu kolejnych chwil, które przelatywały przez palce. Holmes unikała wzniosłych stwierdzeń, enigmatycznych słów czy nawet iluzorycznej prawdy, uciekajac do hermetycznie zamkniętego świata, gdzie rzeczywistość przyjmowała intensywniejsze barwy. Feeria kolorów buchała prosto w twarz, by zaraz potem przypomnieć o subtelności wynikającej z sekretów utkanych nićmi nieświadomości obcych. Marceline kochała ukrywać w labiryncie odmętów własnej duszy prawdziwe odczucia, a to tylko dlatego, by zniknąć przed koniecznością tłumaczeń, nie chcąc być szczerą, zmuszaną do wyduszenia z siebie choćby grama prawdy.
Hipokryzja, czyż nie?
Niejednokrotnie obserwowała Shercliffe'a. Przyglądała się jego twarzy, a także wyważonym, stonowanym ruchom, ale nie reagowała w żaden sposób. Z ukrycia uczyła się typowych dla niego zachowań, choć przecież dalekie były od tego, bo on nie klasyfikował się jako osoba określana mianem sztampowej i to było przerażające. Rudowłosa doskonale liczyła się z ewentualnym przywiązaniem, choć nie mogła tego przed sobą przyznać, bo byłoby to obligatoryjne do rozkwitania ów znajomości, a przecież kryła się z prawdziwymi uczuciami pod maską eterycznej, nad wyraz delikatnej, utworzonej przez mgiełkę sekretu istoty.
Bo nie dajesz spokoju moim myślom - brzmiało niemal jak wyrok, wszak ta sentencje dawała pogląd na wszystko, co zdążyli utworzyć w takim krótkim okresie. Mimowolnie przygryzła policzek od środka i poczuła jak fala kolejnych niepewności zalewa jej kanaliki nerwowe, choć przecież nie powinna okazywać słabości, a mierzyć się z nią.
- Może wcale nie jestem prawdziwa i wykreowałeś mnie w swoim umyśle? - zapytała, pomimo że oboje znali odpowiedź - nie mogła się powstrzymać. Cień uśmiechu przyozdobił zaróżowione wargi, a usiane piegami policzki zostały muśnięte ledwie widoczną czerwienią, która symbolizowała nieśmiałość. - Odczuwasz wolność w mojej obecności? - dociekała, bo musiała znać jego spostrzeżenia, głównie dlatego, by wiedzieć na jak wiele może sobie pozwolić. Lęk przed ewentualnym przywiązaniem paraliżował ją, pogwałcał niewinność, którą roztaczała dookoła, łamiąc się pod ciężarem zobowiązań.
- Przepraszam, nie chciałam cię urazić, ale... - wyszeptała, po czym podniosła się na równe nogi i szczelniej okryła się ciepłym materiałem, żeby tylko wiatr nie wdzierał się pod poły płaszczu. Chłód odbijał się na niej zawsze i wystarczyło kilka minut, by zmagać się z katarem. - Nie jestem w stanie się nawet do tego odnieść, bo mnie zaskoczyłeś... - przyznała i o, dziwo - nie kłamała. - Nie sądziłam, że mogłabym komuś nieświadomie tyle dawać, bo sama nie zaznałam tego w takim wymiarze, ciągle odczuwając strach - szczerość płynęła spomiędzy ust rudowłosej Francuzki spontanicznie, bez przymusu.
Tak, po prostu.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t15817-blase-shercliffe
http://www.czarodzieje.org/t15822-poczta-blase-a#426611
http://www.czarodzieje.org/t15818-blase-shercliffe#426485




Gracz






PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   Czw Maj 03 2018, 22:43

Nie był kruchy, nie był z żadnego szkła, był człowiekiem, który składał się ze skóry i kości. Nie tak łatwo sprawić aby zniknął, aby rozpuścił się czy rozbił na milion kawałeczków. Może obydwoje są swoim wyobrażeniem, które stworzyli gdzieś głęboko w podświadomości. A los śmiał się im w twarz, widząc zmagania na ich twarzach kiedy w końcu stanęli na swojej drodze.
Byli prawdziwi? Gdyby teraz wyciągnął rękę i przystawił ją do jej zimnego policzka, poczułby miękkość jej skóry. Prawdziwej. Namacalnej. I tak blisko niego.
Naprawdę? Unikała tego? Ile razy łapał się na tym, że analizował jej słowa. Próbował zrozumieć sens słów, które do niego wypowiadała. W znikomej ilości, bo zbyt wiele im do szczęścia nie było potrzebne. Niech nie mówi, że nie lubi tej swojej enigmatycznej osłonki, którą sobie stworzyła. Jakby łatwiej było skrywać się za nią, niż pokazać światu kim naprawdę jest. Pieprzyć świat. Pieprzyć ludzi, którzy potrafią jedynie stać i przyglądać się temu, co się wokół nich dzieje. Czy w tym momencie sam nie był po części hipokrytą? Zapewne tak, każdy nim jest. Różnią ich tylko to, z jakiego powodu się nimi stają.
Chciał ją wyrwać z tego stanu, za wszelką cenę zobaczyć prawdziwe uczucie na jej twarzy. Tak idealnej w swojej niedoskonałości, którą starała się ukryć. Tak, idealnie odgrywała rolę, którą sobie wybrała. Jednak Blase to widział. Dlaczego? Co czyniło z niego taki cholerny wyjątek? Cóż, to chyba dosyć proste, a wręcz banalne w swojej prostocie. Widział to samo ilekroć spoglądał w lustro, ba! Jeżeli już odważył się dostrzec to szybkiego spojrzenie w płaskiej powierzchni...
-Nie mógłbym Cię wykreować. -Powiedział spokojnie, jakby chciał sam sobie na to pytanie odpowiedzieć. Jego wyobraźnia nie sięgała tak daleko... Jak mógłby stworzyć coś tak... Merlinie, jak dobrze, że nie potrafi czytać ci w myślach... Choć kto ją tam wie, tak naprawdę nic o sobie nie wiedzieli. A może już dawno go przejrzała i to on nie wiedział nic o niej.
Przeniósł na nią swoje spojrzenie, uważnie lustrując jej postać. Doszukiwał się podstępu w jej słowach? Jak mógł ująć to wszystko w jednym zdaniu? Do tego zrozumiałym dla niej i dla niego.-Nie wiem czy o to w tym chodzi. Po prostu nie czuje tego wszechogarniającego napięcia. Nie rozumiem tego, co mnie frustruje.-Powiedział, wzruszając lekko ramionami. W końcu nie mijał się z prawdą. Jednak musiała wiedzieć, że kroczyła teraz bo cienkiej linie... Prawdopodobnie wystarczy jedno źle ujęte słowo a Blase się wycofa. Do miejsca, z którego może nie być już powrotu.
Jak mówił. Był jak dzikie zwierzę, a z nimi nic nie było pewne.
Obserwował jak wstaje i podążał za jej krokami, tak jakby sam tam teraz stał. -Marceline...-Wymówił miękko jej imię, sam dziwiąc się jak delikatnie brzmiało w jego ustach. Słowa bardzo często same wychodziły z jego ust, zawsze jednak niosły ze sobą szorstkość szczerości lub wyobcowanie, którego nie mógł się wyzbyć. Nie chciał. Podniósł się z miejsca i otrzepał dłonie z ziemi, podchodząc do niej bliżej, tak aby mogła na niego spojrzeć. - Nie będę uważał na słowa, nigdy tego nie robiłem i nigdy tego nie zrobię. Możesz mi wierzyć lub nie, nie marnuje słów, które ze mnie wychodzą.-Mruknął, wsuwając dłonie do kieszeni spodni i przyglądając się refleksom w jej włosach. Od tak, po prostu. Bo mógł... Bo przypominało mu to miejsce, w którym uwielbiał przebywać. Zabrzmi creepy, ale przypominało to odbijające się światło od skóry węża... Zawsze przyglądał im się z podziwem, jak tak piękne stworzenie, może być tak śmiercionośne.
Czy było w tym jakiekolwiek porównanie? Może gdzieś między wierszami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Łąka pod mostem   

Powrót do góry Go down
 

Łąka pod mostem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 21 z 23Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22, 23  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
most wiszący
-