Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boczna uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4484
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Boczna uliczka   Sro 23 Mar - 19:08

First topic message reminder :


Boczna uliczka
Jak wszędzie, tak i na ulicy Pokątnej można znaleźć małe i ciemne boczne uliczki. Ta, raczej nie zachęca swoim wystrojem, poza tym, bardzo mało osób się tam zapuszcza.
Jeśli tylko pójdzie się dalej, to łatwo odkryć starą budowlę. Prawie na samym końcu stoi sobie drewniany, rozwalający się domek, z okropnie skrzypiącymi drzwiami. Nie ma tam szyb w oknach, a w ścianach i dachu porobiły się dziury, dlatego wnętrze bujnie porasta wszelka roślinność, a słońce wpada do środka przez co większe szpary.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1086
  Liczba postów : 190
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11690-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11736-wegierski-tajfun-8
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11735-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11734-laszlo-magyar




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią 1 Kwi - 16:47

Mężczyzna prychnął kiedy Sirsza wypowiedziała swoją uwagę na głos. Przechylił głowę tak by strzyknęły mu w karku i schował różdżkę. Nie spieszył się idąc w stronę pokonanej przeciwniczki. Obszedł ją próbując ocenić co ma zamiar zrobić. Stanął za plecami kobiety i nachylił się tak, żeby móc szepnąć jej na ucho.
- Ja chyba wolę w miejscach publicznych. - Wyszeptał cicho i chłodno, jednak można było się doszukać w jego głosie nutę zaintrygowania. Kobieta widać lubiła luksus. Sądząc po jej ubiorze i zachowaniu wiedział, że raczej nie zainteresowałby się nią w innych okolicznościach. Jednak co ktoś taki robił na nielegalnym pojedynku? Aż dziw, że tyle wystarczyło by wzbudzić zainteresowanie w aurorze. Na tyle mocno, że chętnie zaprosiłby ją na.. kawę pocieszenia? Kolację?
Wciąż trzymając usta przy jej uchu zamyślił się.
- Czy mógłbym poznać Pani godność? Chciałbym... wynagrodzić ten pojedynek zapraszając na kolację. - Odsunął się od niej i znów odszedł. Tym razem oceniał jej ciało cal po calu. Stanął przed nią szepcąc do drugiego ucha. - Z dużą ilością drinków, oczywiście. - Dodał stojąc ciągle w tym samym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 232
  Liczba postów : 275
http://www.czarodzieje.org/t12352-saoirse-noelle-horan
http://www.czarodzieje.org/t12409-robisz-mi-nieporzadek-w-chaosie#332347
http://www.czarodzieje.org/t12412-swietlik#332395
http://www.czarodzieje.org/t12413-saoirse-noelle-horan#332403




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Sob 2 Kwi - 9:31

Sirsza skrzywiła się nieco, słysząc prychnięcie mężczyzny. Odległość, która ich dzieliła, wcale mała nie była, ale kobieta jest bardzo wyczulona na tego typu dźwięki. Równie mocno denerwuje ją chrapanie, siorpanie czy mlaskanie. Ot - ma bardzo wyczulony słuch. Dlatego dobrze wiedziała, kiedy przeciwnik zaczął się poruszać. Stała grzecznie, znowu z palcami przyczepionymi do opaski, próbując ją ściągnąć. Dobrze wiedziała, że to na nic, ale wolała zająć czymś ręce. Kto wie, jak takie ciekawskie stworzonko jak ona zareagowałoby, gdy mężczyzna już do niej podejdzie. Jako, że nie może go sobie pooglądać, pewnie zaczęłaby go dotykać. Tak świat poznają niewidomi ludzie, prawda? Dla Sirszy ludzkie ciało nie jest tajemnicą - tylko że każdy człowiek inaczej reaguje na niespodziewany dotyk. Kobieta nieco się zagubiła, kiedy obszedł ją i zatrzymał się z tyłu. Odwróciła głowę w bok, oddychając przez usta. Zamarła, słysząc jego słowa tuż przy uchu. -Każdy ma własne preferencje. - Odpowiedziała mu równie cicho, opuszczając ręce. Palce jej lewej dłoni zacisnęły się na sukience. Uśmiechnęła się delikatnie, słysząc o wynagradzaniu jej pojedynku. Cóż - Sirsza nie jest osobą, która łatwo radzi sobie z przegraną, ale tę propozycję miała zamiar przyjąć. Nie dlatego, żeby mężczyzna się nad nią litował, ale dlatego, że chciała poznać go poza pojedynkiem. A później... oczywiście namalować.
-Saoirse. - Odpowiedziała po chwili wahania, kiedy mężczyzna znowu ją obszedł. Niemal czuła na sobie jego wzrok, przygryzła nawet wargę, powstrzymując uśmiech. Znowu się przysunął. Tym razem poczuła jego oddech na lewym uchu - tym, które było tak cholernie wrażliwe. Zadrżała prawie niewidocznie, a na jej rękach pojawiła się gęsia skórka. -Kolacja z nieznajomym? - Nie poruszyła się. Wiedziała, że nadal trzyma głowę w tym samym miejscu, zdawała sobie sprawę, jak blisko jej ucha są usta mężczyzny. -Z dużą ilością drinków? Zapowiada się ciekawy wieczór. - Odszepnęła. Podniosła rękę i położyła dłoń na klatce piersiowej nieznajomego, robiąc bezpieczny krok w tył. -Ma pan zamiar zdjąć mi z oczu tę opaskę? Nadal nie jesteśmy w łóżku. Nadal mi się to nie podoba. - Uraczyła go ślicznym uśmiechem, nie zabierając ręki z jego piersi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1086
  Liczba postów : 190
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11690-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11736-wegierski-tajfun-8
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11735-laszlo-magyar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11734-laszlo-magyar




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Czw 7 Kwi - 8:41

Węgier zauważył reakcję na dźwięk strzelających kręgów i nie chcąc, przynajmniej na obecną chwilę, więcej prowokować kobiety do niezadowolenia, postanowił wstrzymywać się przed podobnymi dźwiękami. Nie miałby nic przeciwko, żeby Sirsza nie zgodziła się na kolację. W końcu miał jeszcze tyle do zrobienia w pracy. Już sam fakt, że wyrwał się z biura i postanowił wziąć udział w podobnej zabawie był wystarczający, żeby odfajkować odpoczynek i wrócić do nudnej i potrzebnej jak mały palec u stopy roboty papierkowej. Uśmiechnął się do siebie, kiedy usłyszał uwagę o preferencjach. No tak, każdy miał prawo do swojego zdania. Miło z jej strony, że nie wnikała w szczegóły.
Usłyszawszy imię kobiety z jego gardła wyszedł pomruk zamyślenia. Miała bardzo dziwne imię, chociaż po dłuższym zastanowieniu to jego imię było niecodzienne na wyspach.
- Bardzo ciekawe imię. Mógłbym poznać jego korzenie? - Zapytał powoli zupełnie pomijając scenę, w której to on się przedstawia. Z resztą brak zainteresowania jego imieniem ze strony Sirszy mógł wskazywać na to, że kobieta o to nie dba, choć na pewno dowie się w swoim czasie.
- Kto nie ryzykuje ten nie ma. - Rozbawiony szepnął jej jeszcze na ucho. Wyciągnął różdżkę i uwolnił kobietę od opaski na oczy stojąc jednocześnie tak blisko, jak był przed chwilą. Chwycił jej dłoń i powoli zdjął ją ze swojej klatki piersiowej kierując w stronę ust i nachylając się jednocześnie. Pocałował grzbiet dłoni i popatrzył się z uśmiechem w oczy Irlandki.
- Nazywam się Laszlo i pragnę wyrazić niezmierną przyjemność z poznania pani. - Rzucił szarmancko w jej stronę wciąż trzymając dłoń przy swojej twarzy.
- Więc, czy byłaby Pani tak łaskawa i zgodziła się towarzyszyć mi tego wieczoru podczas kolacji?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 232
  Liczba postów : 275
http://www.czarodzieje.org/t12352-saoirse-noelle-horan
http://www.czarodzieje.org/t12409-robisz-mi-nieporzadek-w-chaosie#332347
http://www.czarodzieje.org/t12412-swietlik#332395
http://www.czarodzieje.org/t12413-saoirse-noelle-horan#332403




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Czw 7 Kwi - 18:46

Gdyby Sirsza wiedziała, jak nudną pracę ma Węgier, zgodziłaby się na kolację jeszcze chętniej. Nie dlatego, że bardzo jej na tym zależało, ale po to, aby uwolnić go od papierków choć na jeden dzień. Nie znają się? Nie szkodzi. Ludziom w potrzebie pomagać trzeba, a on, biedaczek, pewnie nie wie, jak bardzo sobie marnuje życie. Sirsza stara się robić to, na co ma ochotę - nie patrzy na zegarek, nie zerka w kalendarz, nieistotne są miejsca, w które chodzi. Jest trochę jak nadpobudliwe dziecko i cały czas chce coś robić. Kompletne przeciwieństwo zatraconego w pracy Laszlo, mam rację?
-Północna Irlandia. Wymawiane jako Sirsza, tutaj i w Ameryce znane jako Sjersza. Bardziej... hmm, miękko. - Odpowiedziała zgodnie z prawdą. Jej imię brzmiało mocno, wyraźnie, a magiczny, irlandzki akcent był bardzo słyszalny w słowach kobiety. -Pisze się je S-A-O-I-R-S-E, więc ludzie, którzy widzą je pierwszy raz, mają maleńki problem. - Uśmiechnęła się w charakterystyczny dla siebie sposób, przekrzywiając delikatnie głowę. Nadal miała opaskę na oczach, ale starała się odpowiadać prosto do ucha mężczyzny. Ot, ona też lubi prowadzić gry. Taka rozmowa w ciemno była ekscytująca.
Usłyszała kolejne jego słowa i uśmiechnęła się szerzej. Gdy mężczyzna uwolnił jej oczka, najpierw zamrugała kilkakrotnie. Był wieczór, ale taki nagły powrót z ciemności bywa bolesny. Zarejestrowała, że mężczyzna unosi jej dłoń do ust i składa na niej pocałunek, co odebrała ze skrywanym podziwem i zainteresowaniem. Zewnętrznie była bardzo spokojna, choć w myślach dopisywała plusik na liście z wizerunkiem Węgra. Mało kto jeszcze wita kobiety w ten sposób.
Kiedy odwrócił wzrok ku jej twarzy, również na niego spojrzała. Zielone oczy Sirszy potrafiły człowieka przewiercić na wskroś - i to właśnie robiły teraz. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie, w bardzo miły i nienatrętny sposób, gdy wreszcie się jej przedstawił. -Bardzo mi miło, La...szlo? - Jego imię wypowiedziała z małą trudnością i ostatecznie zabrzmiało jak Lazloł, więc jak na pierwszy raz - całkiem nieźle.
-Towarzyszenie panu przy dzisiejszej kolacji sprawi mi niewyobrażalną przyjemność. - Odpowiedziała równie grzecznie, prawie niedostrzegalnie dygając. Ot, przyzwyczajenia z życia z byłym narzeczonym. Znowu spojrzała mężczyźnie w oczy, a jej dłoń lekko się poruszyła - dwa chłodne palce musnęły policzek Węgra. -Naprawdę jest pan piękny. - Zauważyła elokwentnie, przyglądając się jego twarzy. -Och, malowanie pana byłoby samą przyjemnością. - Przekrzywiła głowę, nie widząc nic złego w mówieniu mężczyźnie, że jest piękny. To artystka. Mówi, co myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie 22 Maj - 18:49

Odnajdywanie się w nowych miejscach było cholernie trudnym zadaniem.
Dziewczyna do tej pory pamięta swój pierwszy dzień w Anglii. Jeszcze za czasów, gdy matkę było stać na wyjazd za granicę USA, postanowiły, że odwiedzą Londyn. Wyjazd ten był dla Victorii ogromną niespodzianką. Odkąd pamiętała, od małego dziecka zawsze marzyła by wyjechać do Anglii. Słyszała wiele opowieści i legend, które krążyły wśród ludzi, którzy owy kraj zwiedzili. Na ogół była to fascynacja, oraz zachwyt. Victoria nie mogła się doczekać tego wyjazdu, właśnie dlatego w dzień, gdy miały opuścić Amerykę wstała wcześnie rano i obudziła matkę - ach ta fascynacja dziecka czymś, co dopiero pozna.
Pierwszego dnia Anglia przywitała ją dosć nieprzyjemną pogodą. Na dworze było zimno, a nad niebem wisiały ciemne obłoki zwiastujące deszcz. Nie minęło wiele czasu a nad Londynem rozszalała się ulewa. Następne dni były już znacznie lepsze i cieplejsze, lecz po jakimś czasie pogoda znów się zmieniała. Trzeba jednak przyznać, że można przywyknąć do iście brytyjskiej, zmiennej pogody.
Właśnie w te wakacje Victoria poznała pewnego chłopaka. Dogadywała się z Nim, lecz najmilsza to jednak nie była. Nie odczuwała potrzeby bycia miłym dla kogoś, kogo nie znała - a zwłaszcza, że to facet. O wiele trudniej było jednak z dziewczyną z którą wtedy był. Tori od razu zauważyła, że ta przeklęta francuska miała ją za konkurencję, właśnie dlatego Victoria stwierdziła, że to nie ma sensu i po powrocie do domu na pewien czas urwała kontakt z chłopakiem. Wyszło jednak inaczej, miałą zamiar po prostu o nim zapomnieć, lecz los chciał, że zaczęli utrzymywać pisemny kontakt. Nieźle się dogadywali.
Na tyle dobrze, by Tori oznajmiła swój przyjazd do Anglii i osiedlenie się na stałe w Londynie. Na początku nie chciała go spotkać, starała się go raczej unikać. Do tej pory, spotkała go tylko raz - i o jeden za dużo. Szła wieczorem, jedną z ciemnych uliczek, gdy nagle drogę zastąpił jej jakiś facet, któremu najwidoczniej młoda dziewczyna wyjątkowo przypadła do gustu - na tyle by stwierdzić, iż może być jego. Zaczęło się od głupich tekstów. Gdy pojawił się Roy, był dla niej niczym zbawienie - dzięki Niemu, facet po prostu sobie odpuścił. Wtedy zdała sobie sprawę, że przez ten długi czas zdążyła poczuć do Niego coś więcej, niż zwykłą sympatię.
Ale teraz...
...Londyn również potrafił ją zaskakiwać, tak jak wtedy, gdy przyjechała tu pierwszy raz. Dziś jednak pogoda była zaskakująco ładna. Było na tyle ciepło i przyjemnie, że dziewczyna mogła na siebie włożyć lekkie ubrania. Tym razem była to krótka bluzka, krótkie szorty i buty na obcasie (powiedzmy, że to co na avatarze). Szła uliczkami Londynu, popalając powoli papierosa. Nie była uzależniona, po prostu czasem chciała sobie zapalić. Przyzwyczaiła się do Londynu, ludzi, oraz warunków panujących w tym kraju. Nadal jednak nie znała tego miasta dobrze, zawsze przez zwykły spacer odnajdywała zupełnie inne, nowe miejsca. Jedne bardziej ciekawe, inne mniej. Tym razem postanowiła iż wróci do domu jedną z bocznych uliczek, których jakby nie patrzeć - było wiele. Każda prowadziła w inną stronę, tylko niektóre ostatecznie łączyły się przy głównej ulicy. Nie była to szczególnie przyjemna droga, lecz Victoria takie właśnie miejsce lubiła. To co odstraszało innych - ją przyciągało.
Nie było tu wielu osób, być może właśnie przez to stwierdziła iż trochę tu zostanie. Usiadła na podwyższeniu złożonym z cegieł i założywszy nogę na nogę, zaciągnęła się papierosem. Wypuściła z ust chmurkę dymu i obserwowała jak unosi się ku górze tylko po to, by chwilę później zupełnie rozpłynąć się w powietrzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie 22 Maj - 19:07

Pewnie, że tak, muszę Ci tutaj przyznać rację - nigdy nie jest łatwo odnaleźć się w nowym, zupełnie obcym dla nas miejscu. Na szczęście jeśli mowa o Londynie - nie miał z tym miejscem takiego problemu. Żył tutaj od zawsze, odkąd pamiętał, i choć jego wspomnienia na pewno nie były kolorowe, to potrafił wygrzebać te szczęśliwe, gdy biegał po tych tak dobrze znanych mu uliczkach z innymi dzieciakami zmuszonymi do zdobywania jedzenia, pieniędzy... Można śmiało powiedzieć, że był ulicznikiem i choć on z tego rynsztoku wyszedł, to rynsztok nie do końca wyszedł z niego. Gdzieś tam w głębi serca na zawsze zakorzenił się mrok. Mrok, którego nie potrafił z siebie wyrzucić i nie potrafił go z niego wypędzić nikt inny. Jak na razie.
Wracając do samego miasta... Posiadało swój urok - jeśli ktoś wiedział, gdzie się udać. I na pewno zrodziło wielu zepsutych ludzi szukających przemocy, wrażeń i nie wiem czego jeszcze. W każdym razie na pewno nie można ich nazwać 'dobrymi' osobami, chociaż... Kto w sumie określa czym jest dobro?
Tak, czy inaczej... Anglia była jego domem i nie wyobrażał sobie życia nigdzie indziej. Nie potrafił opuścić tego zepsutego miasta, chociaż być może powinien to zrobić dawno.
Wracając do teraźniejszości... Dzisiaj był jeden z tych dni, które ciężko przetrwać bez alkoholu. Harper nie należał do abstynentów, dlatego nie odmówił sobie szklaneczki (taa, jednej..) whisky. Właściwie to stanowczo przegiął z alkoholem, następnie wdał się w awanturę w jednym z pobliskich barów, o czym świadczył rozcięty łuk brwiowy, oraz plamy krwi na jego białym t-shircie, na skórzanej kurtce, a także na jeansach.
Między jego wargami ulokowany był papieros. Zaciągał się raz po raz i tak nawiasem mówiąc - ostatnio palił stanowczo zbyt wiele. Mogły to poczuć osoby, które się do niego zbliżyły - mocna woń papierosów pomieszana z perfumami, oraz alkoholem.
Jak oboje dobrze wiemy - przypadki chodzą po ludziach, a czy ich spotkanie nie będzie takim właśnie przypadkiem?
Wszedł w jedną z bocznych uliczek, która znajdowała się nieopodal miejsca, gdzie całkiem niedawno polała się krew. A, i gwoli ścisłości - tamten wygląda o wiele gorzej, serio!
Ujrzał kobietę idącą w tym samym kierunku co on, był dokładnie za jej plecami, więc nie mógł ujrzeć jej twarzy, ale w jej sylwetce, sposobie poruszania się było... Było coś znajomego.
Zachwiał się lekko i przesunął dłonią po jednodniowym (no, może dwu) zaroście. Z każdym następnym krokiem utwierdzał się w przekonaniu, że ją zna. Niestety z rozmyślań wyrwały go dwie postacie - mężczyźni, którzy jakby wyłonili się z podziemi tuż za nią...
Po kilku daremnych tekstach typu 'ej, lala', czy coś tam wreszcie Roy znalazł się na tyle blisko, by go ujrzeli.
- Nawet o tym nie myślcie.. - rzucił tylko, a że był od nich o wiele lepiej zbudowany i ogólnie sprawiał prawdopodobnie w ich oczach wrażenie gościa z którym nie chcieliby zacząć, to zwyczajnie odpuścili.
- Durne gnojki... - mruknął pod nosem, czekając, aż dziewczyna się do niego odwróci. Albo tego nie zrobi. Może pójdzie dalej. Właściwie fajnie by było, jakby się odwróciła. Gdy tak szedł za nią i jej się przyglądał, ehm... Dobrze wiesz, o co chodzi!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie 22 Maj - 19:33

Nie ukrywajmy - Victoria często chodziła z głową w chmurach i myślała o niebieskich migdałach. Rozmyślała o przeszłości, przyszłości, oraz o tym co by było, gdyby jej rodzice byli jednak razem i naprawdę się kochali. Ich relację rodzinną wyobrażała sobie mniej więcej tak.
Rano, schodząc do kuchni miała przed oczami matkę - niską szatynkę, smażącą jajecznicę i nucącą jedną z piosenek, które tak często nuciła. Zapach jajecznicy roznosił się po całym pomieszczeniu. Za nią stał wysoki, potężny mężczyzna, obejmujący żonę i czule całujący ją w policzek. Ta zaś, odpowiedziawszy mu chichotem wraca do swoich poprzednich obowiązków.
Wtedy oboje zauważają swoją córkę stojącą na schodach i chichoczącą, zadowoloną z sytuacji w której znalazła się cała trójka.
Piekielnie przykre było to, że dziewczyna tylko mogła o tym pomarzyć. Jej myśli stracił ten urok, gdy zza pleców usłyszała jakieś głosy i głupie teksty, typu "ej ślicznotko!", wolała się nie odwracać i nie reagować. Mimo tego iż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że powinna w jakiś sposób zareagować. Nie przemyślała jednak tego i szła dalej, starając się nie zwracać uwagi na mężczyzn z tyłu.
Zdążyła jednak usiąść na tych cholernych cegiełkach, lecz słysząc iż głosy nie ustały podniosła się i odwróciła, na wpół przerażona. Już się bała, że podejdą bliżej i będą do niej zagadywać, na szczęście Roy, po raz kolejny z resztą - uratował ją z opresji.
Ten widok który ujrzała... Zupełnie nie spodziewała się osoby, która stała blisko niej. Trzymając papierosa w prawej, uniesionej dłoni z trudem nie powstrzymała się, by go upuścić. Lewa ręka znalazła się zaś przy ustach dziewczyny, które aż delikatnie uchyliła ze zdziwienia. Gdy zdała sobie sprawę z sytuacji w której się znalazła, odchrząknęła i wyrzuciła papierosa, dociskając go czubkiem obcasów do drogi. - Nigdy nie wierzyłam w mężczyzn, pojawiających się wraz z chwilą w której należy uratować damę z opresji. Nigdy też nie wierzyłam bajkom w których królewny były ratowane przez przystojnych królewiczów. Ale takiej wersji bajki disneya to sobie nie wyobrażałam. - Powiedziała nadal trochę zszokowana zaistniałą sytuacją, po czym posłała mu złośliwy uśmiech. - Zdecydowanie nie wyglądasz na królewicza. Nie z tymi plamami krwi na bluzce. - Dodała, zerkając na jego bluzkę. Znowu wpakował się w jakieś kłopoty - typowy Roy. - Wszak, dziękuję za ponowny ratunek. Możesz mi wytłumaczyć stąd ta krew? - Zapytała, patrząc na chłopaka. Starała się być jak najbardziej obojętne, chłodna - taka jak zawsze. Chyba nawet całkiem nieźle jej szło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie 22 Maj - 22:14

Takie chodzenie z głową w chmurach nie zawsze jest dobre - co widać na załączonym obrazku. A co do tych kwestii, które poruszała w swojej własnej głowie... Cóż, miała prawo do szczęścia - jak każdy człowiek, ale Roy chyba wiedział najlepiej o tym, że życie kocha pisać dla nich czarne scenariusze, przepełnione bólem, rozpaczą... Tak już niestety było i on chyba dawno się z tym pogodził. A ona?
Kończąc te depresyjne rozważania powiem tylko, że należy żyć chwilą i nie myśleć tyle o tym co mogłoby być, albo o tym co było... Gdyby powiedział to Roy to była by z jego strony hipokryzja, dlatego mówię to ja.
Wracając do teraźniejszości...
Pewnie, że powinna coś zrobić, zacząć krzyczeć, uciec, cokolwiek... Ale tego nie zrobiła. Tym razem miała szczęście, ponieważ ponownie pojawił się ktoś, kto postanowił jej pomóc. A gdyby go nie było? Może warto o tym pomyśleć... Następnym razem. Tfu, tfu. Oby nie było następnego razu.
Mężczyzna był równie zdziwiony, gdy ujrzał jej twarz. No tak - spodziewał się kogoś znajomego, ale na pewno nie tą kobietę.
Oparł się o ścianę i podrapał nieco zakłopotany w tył głowy.
- Victoria... - mruknął, jeszcze zanim ona się odezwała. Gdy stwierdziła, że nie przypomina królewicza roześmiał się cicho i pokręcił głową nieco zażenowany spoglądając na swoją uwaloną krwią koszulkę.
- No tak, chyba daleko mi do przystojnego księcia na białym koniu i w lśniącej zbroi, ale lepszy taki ratunek, niż żaden, nie? - rzucił dalej lekko rozbawiony i oparł się o ścianę. Już po samym wyrazie jego twarzy można było dostrzec, że był delikatnie mówiąc podchmielony, nie wspominając o tym, że waliło od niego jak z gorzelni. Podniósł papierosa do ust i zaciągnął się ostatni raz, by go wyrzucić.
- Ta krew... Nie spodobałem się gościowi w barze. Jak widać wyszliśmy... Porozmawiać, ale nie była to kulturalna dyskusja. Tak czy siak... Można powiedzieć, że miałem mocniejsze argumenty. - odpowiedział i westchnął cicho po tych słowach.
- Miło Cię widzieć. Chociaż... Wolałbym Cię spotkać w innej sytuacji. - dodał po chwili, co było zupełnie do niego niepodobne, ale oboje wiemy czym taka śmiałość jest spowodowana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie 22 Maj - 23:38

Każdy miał prawo do szczęścia.
Ale czy chwila szczęścia jest warta tego bólu i cierpienia, towarzyszącego Nam niemalże w każdym momencie życia? Nie ma osoby wiecznie szczęśliwej. Szczęście jest względne, to tylko kilka miłych chwil tworzących odskocznie od zła, smutku i bólu, którym jesteśmy przepełnieni od zawsze. Szczęście, niby zwykłe słowo, a tak trudne do opisania.
Przecież każdy odczuwa szczęście na swój własny, oryginalny sposób. Każdy też inaczej na nie reaguje, lecz nie potrafi zdefiniować tego słowa w sposób należyty.
A może szczęścia nie da się opisać ot tak, po prostu, kilkoma zwykłymi słowami bo jest to uczucie tak przyjemne na które nie ma odpowiednich słów? A może po prostu wszyscy jesteśmy tak zacofani, że nie potrafimy zdefiniować rzeczy - tak pozornie prostej i ludzkiej - jakimi są uczucia?
Gdyby miała opisać najszczęśliwsze chwile swojego życia... Szczęście odczuwała i odczuwa, wiedząc iż ma osobę, która zawsze będzie ją wspierać, a przynajmniej do czasu aż nie odejdzie. Taką właśnie rolę w życiu Tori od zawsze pełniła jej matka, dawała jej szczęście, tak jak Ona swojej mamie.
Czy w momencie w którym pojawił się Roy, była szczęśliwa? Gdy tak wymówił jej imię, lekko zdezorientowany, zmieszany przez zaistniałą sytuację? Czy... To była radość na jego widok, czy reakcja na to, że poczuła się bezpieczna? A może, zarówno widok tego faceta, jak i to, że ponownie dzięki Niemu nie miała kłopotów sprawił, że była radosna? Starała się tego nie okazywać.
Zaśmiała się cicho, krzyżując ręce na piersi i pokiwała głową. Oparła się o ścianę budynku, odwracając głowę w stronę mężczyzny. - Do przystojnego, może nie. Do statusu księcia brakuje Ci konia, zbroi i własnego zamku, ale... Kto wie, może kiedyś zamiast odważnego giermka kiedyś otrzymasz status arystokraty i uratujesz mnie w zbroi, przemierzając te ulicę czarnym mustangiem. Tak, masz rację. W końcu każda pomoc się liczy. - Znając swoje szczęście, gdyby nie Roy to skończyłaby jako zabawka dwóch pijanych facetów. Mimo tego, że Royowi stanu trzeźwego umysłu zarzucić w tym momencie nie mogła, to jednak jako-tako się zachowywał. Nie bredził od rzeczy, nie marudził - chyba wszystko było dobrze. - A Ty znowu po alkoholu... - Mruknęła i westchnęła, dotykając dłonią czoła. Jak tak dalej pójdzie to Nasz książę popadnie w alkoholizm.
Słysząc o gościu w barze, prychnęła i rozłożyła ręce na boki, wzruszając bezsilnie ramionami. - Czyli normalka. Chyba nie powinieneś bywać w barach, wielu Cię tam... Nie toleruje. - Podsumowała. Aż jej się go szkoda zrobiło, serio.
Ale, chwila. Czy on właśnie powiedział, że miło ją widzieć? To jakiś żart?
Otworzyła szerzej oczy po jego słowach. Naprawdę ją... Miło zaskoczył. Nie spodziewała się takich słów po chłopaku z którym przez pewien czas miała dość napięte stosunki. - Wesz. Mimo wszystko, mi też miło... Zaskakująco miło. Fakt, może spotkanie w bardziej sprzyjających okolicznościach byłoby lepsze, milsze, ale... Nie ma co narzekać. Zawsze mogło być gorzej. - Stwierdziła. Szczerze powiedziawszy była lekko... Zmieszana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pon 23 Maj - 8:17

No pewnie, że każdy miał do niego prawo, smutna prawda była jednak taka, że osoby, które zasługiwały na nie najbardziej niestety były bardzo daleko od tego stanu, który można nazwać szczęściem. Nie sposób się z Tobą nie zgodzić - każdy definiuje szczęście w inny sposób, dla każdego znaczy ono kompletnie co innego. Jeden będzie szczęśliwy będąc w jakimś odosobnionym miejscu, z dala od ludzi, natomiast dla drugiego brak towarzystwa jakiejkolwiek żywej osoby będzie mordęgą.
Gdyby on miał opisać najszczęśliwsze chwile swojego życia, cóż... Przypuszczam, że ciężko byłoby mu takowe znaleźć, ponieważ warto zauważyć, iż było ich naprawdę mało. Nawet, gdy udało im się z matką uciec od ojca tyrana... Krótki czas później znalazł ją i zamordował. Gdy znalazł kobietę, która miała być przy nim na zawsze, kogoś, kto pozwalał mu zapomnieć o tym wszystkim, cóż... Ją również stracił. Do tej pory zachodził w głowę co zrobił nie tak, czym sobie na to wszystko zasłużył, ale nie potrafił tego pojąć. I prawdopodobnie zrozumienie całej tej sytuacji leży daleko poza jego zasięgiem.
Jeśli mówimy o tej konkretnej sytuacji, o ich spotkaniu... Nie poczuł jakiegoś wielkiego szczęścia, gdy ją ujrzał, chociaż miło było spotkać kogoś, kto go znał, kogoś, kto wiedział jakim jest człowiekiem i wreszcie kogoś z kim mógł w miarę normalnie porozmawiać. No, normalnie... Zależy jak na to spojrzeć, ponieważ jej podejście do niego się nie zmieniło. Była chłodna, czasem nawet złośliwa, a on do tej pory nie wiedział z jakiego powodu... Chociaż może odpłacała mu tym samym? Wszyscy, którzy znali go choć trochę wiedzieli, że z natury jest zimny, jego spojrzenie, sposób mówienia... Wszystko. Tak nauczyło go życie. No, ale dosyć o przeszłości. Zajmijmy się chwilą obecną.
- To był komplement? - rzucił rozbawiony mając na myśli oczywiście to, iż powiedziała, że do przystojnego wiele mu nie brakuje. Usłyszeć coś takiego z ust Victorii... Hmm. Czyżby jej podejście do niego w jakiś sposób się zmieniło?
Odwrócił na moment wzrok, gdy zauważyła, iż znowu pił, ale była to dosłownie chwila, po czym ponownie zajrzał jej prosto w oczy. Nie należał do ludzi, którzy unikali kontaktu wzrokowego.
- Są dni, momenty, które... Na trzeźwo są po prostu nie do przyjęcia. A co do tego baru... To nie oni mnie nie tolerują. To ja nie toleruje ich zachowania i zwykle prowadzi to do awantury. - odparł, ale nie dało rady ujrzeć na jego twarzy zadowolenia z tego powodu. Nie był wcale z siebie dumny, owszem - potrafił używać swoich rąk, ale... Nie cieszył się, że może skorzystać ze swoich umiejętności. Nigdy się nie cieszył.
- Taa... Zawsze może być gorzej. Słuchaj... Może... - przygryzł wargę odwracając ponownie wzrok. Czemu kontakty międzyludzkie były tak kurewsko trudne?
- Znajdziemy jakieś miejsce, gdzie... Można porozmawiać? - wydukał w końcu unosząc lewą rękę, by zerknąć na zegarek. Nie było późno... A on zwyczajnie chciał z nią spędzić więcej czasu. Dlaczego? Nie pytaj mnie, bo nie mam pojęcia i... Harper pewnie też nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pon 23 Maj - 8:27

Victoria w życiu również straciła wiele osób, może nawet aż zbyt dużo.
Nie potrafiła pojąć dlaczego takie rzeczy spotykały właśnie ją. Najwidoczniej miała takie kurewskie szczęście. Nie będę się jednak nad nią użalać, Ona również tego nie robiła. Należała raczej do osób pełnych determinacji, twardo stąpających po ziemi, gdy coś się wali.
Przecież nic bardziej nie wkurzy wroga, niż nie przejmowanie się tym, co wyprawia i jak bardzo chce Nam utrudnić życie.
- Czy to był komplement? Odbierz to jak chcesz. Komplement to może nie był, ale szczerość? Na sto procent tak, to było szczere.
Odparła na zadane przez chłopaka pytanie. Dobra, po prostu jej się wyrwało. Chociaż z drugiej strony... Jakby nie patrzeć Roy bez powodu nie miał tylu adoratorek.
A zwłaszcza tej przeklętej francuski.
Której już nie było, lecz Victoria nie miała o tym jeszcze pojęcia.
- A przestań, ludzie po prostu nie potrafią się zachować, a później mają problem, że ktoś coś do kogoś ma. Typowe. -Odparła obojętnym tonem, zastanawiając się co odpowiedzieć na propozycję chłopaka. Cóż, szczerze powiedziawszy - zaskoczył ją, i to nawet bardzo. W tym momencie to ona przejechała zmieszana dłonią po włosach. - Tak, jasne, czemu by nie... Tylko, że no nie wiem, jakaś propozycja? - Bo niestety Tori w tym momencie nie miała żadnego genialnego pomysłu, gdzie mogliby się wybrać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Wto 24 Maj - 20:58

W sumie to trochę przykre, że oboje tak wiele stracili, a byli przecież tacy młodzi, ktoś powiedziałby - całe życie przed wami... A jednak Roy czuł się, jakby przeżył o wiele więcej lat niż było w rzeczywistości.
I... Dlaczego takie rzeczy spotykają właśnie ją, ich? Hmm... Chyba po prostu na kogoś musiało paść, tak myślę. I uwierz mi, że Roy próbuje sobie odpowiedzieć na to pytanie od wielu lat, ale odpowiedzi jak nie było, tak i do tej pory niestety nie ma.
Harper też nie należał do osób, które się nad sobą użalały. Życie już dawno sprawiło, że był jak kamień, mało co potrafiło go ruszyć, ale mało co na pewno nie oznaczało, że nie było takiej rzeczy. Do tej pory bywały dni, gdy zwyczajnie się załamywał, ale wtedy... Uciekał od wszystkich, uciekał albo w alkohol, albo w ćwiczenia. Jedno i drugie jakoś pomagało. Jakoś.
Wracając do naszych młodych, pięknych, zakochanych...
- Odbieram to właśnie tak. To komplement. - rzucił z delikatnym uśmiechem na ustach - właśnie tak - uśmiechem, bo warto napomknąć, że on nie pojawia się na jego twarzy zbyt często... Może to jej towarzystwo tak na niego wpływało? Na pewno nie powie tego na głos, jeszcze nie zmieściliby się we trójkę w tej uliczce - Roy, Victoria, oraz jej ego. Heh.
Jeśli mowa o tej 'przeklętej francuzce'... No cóż, tak - nie było jej. Dla niego nie był to prosty temat, gdy dowiedział się o tym co zrobiła... Cóż, w pewnym sensie świat mu się zawalił, aczkolwiek podniósł się - on zawsze się podnosił. Po wszystkim. Musiał.
- To prawda. To nie jest tak, że ja lubię się tłuc pod barami, po prostu... No nie wiem, chyba działam jak jakiś cholerny magnes na kłopoty. - powiedział i jakby tak faktycznie się nad tym zastanowić - jemu wiecznie coś się działo.
- Nie mam pojęcia. Możemy iść do jakiegoś baru...ekhm...kawiarni, restauracji, coś w tym stylu? Musiałbym się tylko przebrać. Tak czy siak... Wyjdźmy z tej cholernej uliczki. Nie mam ochoty dyskutować z następnymi kretynami, których tutaj pełno o tej porze. - rzucił i zrobił krok do przodu wierząc, że pójdzie razem z nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Springfield
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 53
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12540-victoria-silence?nid=15#338358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12546-relacje-vicky-3#338509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12545-victoria-i-lux#338456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12770-victoria-silence#344347




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Sro 25 Maj - 17:47

Każda stra­ta boli,
każda ra­ni,
każda po­zos­ta­wia ślad.
Na zawsze.


Na świecie nie ma osoby, która nigdy niczego nie straciła. Może były to małe straty, lecz każda tak samo bolesna. Czasem nawet utrata psa, bądź innego ulubionego zwierzaka może być dla człowieka czymś trudnym, czymś z czym trudno się pogodzić. A jednak, trzeba to robić. Każda małą strata to przygotowanie na straty o większej wartości. Utrata przyjaciela, utrata znajomego, utrata miłości, utrata rodzica - było ich mnóstwo, każda na swój sposób inna a jednak wszystkie coś łączyło - to wciąż straty, każda tak samo bolesna - lecz inna.
Ciężko się z tym pogodzić, ale przecież... Kiedyś w końcu wszyscy odchodzą, czyż nie ? Ojciec odszedł od Victorii nie poznając jej. To był jego wybór. A Ona? Musiała żyć ze świadomością iż nigdy nie będzie mieć ojca.
Tak samo z jej poprzednim chłopakiem - też odszedł, też ją zostawił.
Ale czy warto żyć przeszłością?
Czasem przyszłość może się okazać lepsza, doskonalsza - trzeba dążyć do tego, by taka była. Kto nie umie przy­siąść na pro­gu chwi­li, puszczając całą przeszłość w niepa­mięć, kto nie jest zdol­ny trwać w miej­scu jak bo­gini zwy­cięstwa, nie doz­nając zaw­ro­tu głowy ani lęku, ten nig­dy nie do­wie się, czym jest szczęście.
Dlatego warto myśleć i tworzyć nową przyszłość, coś z czego w końcu będziemy dumni. Przeszłość, żal i smutek uczą siły, należy im za to dziękować, nawet jeśli w życiu cierpiało się wiele razy, nawet jeśli chciało się tyle razy sięgnąć po tabletki, żyletkę, po sznur i zakończyć to cholerne piekło zwane życiem...
Lecz teraz zajmijmy się teraźniejszością. To w te­raźniej­szości drze­mie cała ta­jem­ni­ca. Jeśli szanujesz dzień dzi­siej­szy, możesz go uczy­nić lep­szym. A kiedy ulep­szysz te­raźniej­szość, wszys­tko to, co nastąpi po niej, również sta­nie się lep­sze. Każdy bo­wiem dzień no­si w so­bie wieczność.
A teraz, stała na przeciw Roya i wpatrywała się w niego jak w obrazek, a dokładnie w jego uroczy uśmiech z którego cholernie się ucieszyła. Nawet nie wiedziała dlaczego... Już nie chciała nic odpowiadać na ten temat. Po co miałaby to robić, chyba wszystko było już jasne, czyż nie?
- Ty działasz jak magnes na kłopoty, ja przyciągam podejrzanych typów - mimo tego, że nie robię niczego szczególnego co faktycznie mogłoby ich w jakiś sposób przyciągnąć. Cóż za piękna ironia! - Powiedziała i wywróciła oczami. Faktycznie, często przyciągała uwagę dziwnych facetów, mimo tego, że starała się nie zwracać na siebie uwagi. Po prostu... Była i nic więcej, ubierała się jak większość dziewczyn, wyglądała jak większość dziewczyn - może czasem tylko obrzucała ludzi pogardliwym spojrzeniem, ale tak poza tym - zachowywała się jak każda kobieta. No dobra, może czasem za dużo pyskowała, ale tak po za tym - była normalna. - Do baru, lub kawiarni, czy Ty mnie podrywasz? - Zapytała, patrząc na niego podejrzliwie. -  Możemy iść, skoro tak bardzo prosisz i tak cholernie zależy Ci na przebywaniu w moim towarzystwie.. Nie no spoko i skoro musisz sie przebrać.. No też nie ma problemu. Jakoś przeżyję Twój widok bez ubrań. - Odpowiedziała, idąc za Nim. Też nie chciała spotkać tu kolejnych osób pokroju tamtych dwóch typów, jeżeli chodzi o towarzystwo mężczyzn - miała ochotę tylko na obecność Harpera.


z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Eee
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 49
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12797-iris-west?nid=4#345122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12810-kwiatek-zaprasza-3#345180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12811-feiche-bo-sowy-sa-przereklamowane#345181
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12812-iris-west#345182




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Wto 31 Maj - 7:31

Kobieta szykowała się na ten dzień już jakiś czas. Nie trudno jest się dowiedzieć czegokolwiek, zwłaszcza od mężczyzn. Wystarczyło nawiązać kontakt wzrokowy, później kilka uśmiechów, wymienić parę słów i już posiadała potrzebne informacje. Nie wiedziała o nim za wiele. Siostra nie była zbytnio wylewna na temat tego mężczyzny, ale miała na jego temat wystarczająco dużo informacji. Jednak miała w sobie jakieś takie przeczucie, że jak go zobaczy, to będzie wiedzieć. James. Tak miał na imię człowiek, który odebrał życie jej siostrze. Nie miała zamiaru mu wybaczyć, wręcz przeciwnie, chciała sprawić, by cierpiał tak jak ona.
Do tego miejsca nigdy nie trafiłaby sama. Pomoc i podpowiedzi obcych ludzi były na tyle wystarczające. Musiała się przygotować do tego spotkania i czuła jak z każdą kolejną minutą rośnie w jej ciele adrenalina. Och tak. To miała być po części zabawa, z której szybko nie zrezygnuje.
Iris weszła do środka rozglądając się uważnie i już na wejściu atakując każdego zainteresowanego jej osobą szerokim uśmiechem. Pewnym siebie krokiem ruszyła w stronę baru całkowicie ignorując jakichś podejrzanych typków, którzy bezczelnie wlepiali w nią swoje oczy. Dla niej to był komplement, ale co za dużo to nie zdrowo.
Niepewnie poprawiła włosy, jakby w obawie, że chociaż jeden mały mankament może odebrać jej szansę konfrontacji z nim. Kiedy ją zobaczy, powinien od razu zareagować – były do siebie bardzo podobne, niemalże takie same.
Gdzie się ukrywasz – pomyślała lekko zniecierpliwiona całą tą sytuacją. No cóż czego się ona spodziewała, przecież nie możliwe było, by przyszła i od razu go znalazła. Westchnęła lekko zrezygnowana pod nosem i wyszła. Może to jednak nie był ten bar? Podobno trudno było znaleźć miejsce, w którym on przebywał. Kobieta ruszył przed siebie i zatrzymała się w bocznej uliczce niedaleko pubu. Oparła się o ścianę i wlepiła swoje oczy w niebo. Chwila przerwy i lecimy dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Dartford
Czystość Krwi : 25%
Galeony : -253
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11937-james-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11939-james-a-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11945-sowa-jim-a#320720
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11940-james-white




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Wto 31 Maj - 12:54

Zacznę od tego, że James jako były żołnierz był przygotowany naprawdę na wiele rzeczy, wiedziałby jak się zachować, gdyby ktoś wyciągnął broń, gdyby ujrzał bombę, wiedziałby jak postąpić, gdyby ktoś zaatakował go od tyłu, ale... Nie był przygotowany na spotkanie ducha przeszłości. Bo właściwie Iris w pewnym sensie nim była, czyż nie? Tak cholernie podobna, niemalże kropka w kropkę...
Przyszedł jego zmiennik, skończył pracę, miał na dzisiaj plany... Właściwie takie, jak codziennie. Butelka whisky, papierosy, samotność... Tak jak mówiłem - nie spodziewał się tego spotkania. Wyszedł z baru tylnym wejściem i sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów, wyciągnął z niej jednego i rozpalił go za pomocą benzynowej zapalniczki. Zaciągnął się głęboko i obrzucił zimnym spojrzeniem okolicę, gdyby ktoś spojrzał na niego z boku... Zdecydowanie nie wyglądał na osobę z którą chce się zamienić chociaż kilka słów. Tak, czy inaczej... Jego wzrok wreszcie spoczął na kobiecie opartej o ścianę.
Na początku pomyślał, że to jakieś złudzenie, że jego własny umysł płata mu figle, ale im dłużej się jej przyglądał, tym bardziej utwierdzało go to w przekonaniu, że ona naprawdę tutaj stoi.
Nigdy nie był wygadany, ale zwykle potrafił z siebie cokolwiek wydusić... Teraz? Nie potrafił wykrztusić ani słowa. Poczuł, że robi mu się gorąco, papieros wypadł mu z dłoni, spuścił wzrok na ziemię.
- To.. To niemożliwe.. - mruknął niewyraźnie pod nosem, co prawdopodobnie mogła usłyszeć. I tylko tyle, ponieważ nie mógł powiedzieć nic więcej.
Zalała go fala wspomnień, przypomniał sobie wszystkie chwile spędzone z Anastasią, przypomniał sobie jak było mu dobrze, niemal czuł jej ciepły dotyk na swojej skórze, ale... Ale ona umarła, umarła na jego oczach..
- Ty nie żyjesz.. - powiedział cicho odwracając twarz w jej kierunku, bardziej spostrzegawcze osoby mogłyby zauważyć, że jego oczy się zeszkliły, a warto napomknąć, że był to naprawdę niespotykany widok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Eee
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 49
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12797-iris-west?nid=4#345122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12810-kwiatek-zaprasza-3#345180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12811-feiche-bo-sowy-sa-przereklamowane#345181
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12812-iris-west#345182




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Wto 31 Maj - 16:57

Kobieta westchnęła po raz kolejny i już miała ponownie rozpocząć poszukiwania, kiedy pojawił się mężczyzna. Zlustrowała go pewnym siebie spojrzeniem i wyprostowała się zwracając w jego stronę. Ta uliczka nie była dobrym miejscem na konfrontację, klaustrofobiczne wręcz ściany sprawiały, że Iris czuła się jak w klatce. Na duchu podnosił ją fakt, że za nią otworem stało wyjście, z którego mogła skorzystać w każdej chwili.
Swoje zielone oczy wlepiała w mężczyznę, który wyglądał jakby walczył sam ze sobą. Czyżby? Czyżby to był on? Nie do końca była pewna, czy opis siostry będzie odwzorowywał go kropka w kropkę, zwłaszcza, że Anastasia była w nim fatalnie zakochana. W takim stanie mogła wszystko koloryzować.
Ty nie żyjesz – te słowa uderzyły z nią z wielką siłą, a wyraz twarzy mężczyzny tylko doprawił jej ciężaru. Nie sądziła, że tak bardzo zareaguje na te słowa, na tą reakcje. Nie sądziła również, że tak prosto z mostu rzuci w nią takimi słowami. Mógłby chociaż udawać, że żyje teraźniejszością, a nie rozpacza ciągle po niej, bo jeżeli wciąż żyje przeszłością, to… zrobi jej się go przykro, a nie taki był plan. Nie to miała zrobić. Iris ogarnij się.
Kobieta wzięła głęboki wtedy i uśmiechnęła się niepewnie pod nosem wysyłając Jamesowi zagadkowe spojrzenie.
- Słucham? – była dobrą aktorką. W jej życiu pojawiało się wiele sytuacji, w których musiała grać, dzięki temu dostosowywała się i była w stanie uciec, tak jak wtedy – Chyba mnie z kimś pomyliłeś – dobrze wiedziała o co chodzi, ale nie mogła przecież tak po prostu powiedzieć, cześć jestem bliźniaczką Anastazji. Zawiązała ręce na klatce piersiowej i wlepiała w niego swoje oczka, ta zieleń, której niektórzy się bali, niektórzy zachwycali, mogła być na swój sposób fascynująca. Chociaż w tym zaułku trudno było cokolwiek dostrzec, nawet zawadiacki uśmieszek na jej twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Dartford
Czystość Krwi : 25%
Galeony : -253
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11937-james-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11939-james-a-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11945-sowa-jim-a#320720
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11940-james-white




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pon 6 Cze - 11:48

Odwrotnie do dziewczyny, James czuł się w takich miejsach dobrze. Z dala od ludzi, a jeśli chodzi o tych, którzy pojawiali się w takich ciemnych uliczkach? Cóż, nie stanowili dla niego zagrożenia. W tej chwili jednak... Poczuł się strasznie. Jakby koszmar powrócił, jakby to, co tak usilnie starał się od siebie odepchnąć przez cały ten czas uderzyło w niego. I to ze zdwojoną siłą. Oto stała przed nim kobieta, którą przecież stracił, której śmierć widział na własne oczy... Opłakiwał ją, jego serce na zawsze pozostało jej, nawet, jeśli chciał o niej zapomnieć zwyczajnie nie potrafił. Nie miał pojęcia dlaczego tak było, ale los kochał z niego kpić.
Hej, jego psychika i tak była zniszczona, serio trzeba było mu dokładać więcej problemów?
Wracając jednak do chwili obecnej...
Słowa, które usłyszał z jej ust kompletnie nie pasowały do postaci, którą przed sobą widział, a raczej do jego wyobrażeń. Wzrok przywykł do zmroku, więc dostrzegł uśmiech, ale... Ale Anastasia nie uśmiechała się w ten sposób. Nie brzmiała tak. Nie zachowywała się w ten sposób.
- Kim jesteś? - powiedział, a raczej warknął i możesz być pewna, że gdyby nie to, iż jej pojawienie się całkowicie wyprało go z sił, to prawdopodobnie w tej chwili stał by bliżej niej, a ona poczułaby jak jego palce zaciskają się na jej gardle.
Wbił w nią spojrzenie oddychając głęboko, próbował się uspokoić.
- Po co tutaj przyszłaś..? - zapytał po chwili, głos mu się załamywał. Nie miał pojęcia co mówić, co robić... Miał wrażenie, że jej pojawienie się tutaj nie było przypadkowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Eee
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 49
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12797-iris-west?nid=4#345122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12810-kwiatek-zaprasza-3#345180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12811-feiche-bo-sowy-sa-przereklamowane#345181
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12812-iris-west#345182




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pon 6 Cze - 12:24

Nie wiedzieć czemu, ten mężczyzna wzbudzał w naszej Iris mieszane uczucia. Czuła się osadzona, kiedy tak na nią spoglądał i przede wszystkim odrobinę zagrożona. Miejsce, w którym się znajdowali wcale nie poprawiało tej sytuacji. To były złe uczucia, która starała się tłumić, chociaż było to cholernie trudne.
Wiedziała, że nie będzie łatwo, ale… w momencie kiedy zdecydowała się na ten krok, nie mogła się już wycofać.
Kobieta niepewnie objęła się ramionami, co całkowicie zaprzeczało temu co kreowało się na jej twarzy. Kiedy jej ciało pokazywało jak czuje się niepewnie w tym miejscu, to twarz wyrażała wielką pewność siebie i całkowity spokój i opanowanie.
- No wiesz co, niegrzecznie tak zwracać się do kobiety! – powiedziała wesoło. Tylko osoby doświadczone w tym aspekcie mogły zauważyć delikatne drżenie w jej głosie – oprócz tego jeżeli chcesz poznać czyjeś imię, najpierw musisz podać swoje – prychnęła pod nosem niby to oburzona tym… brakiem manier. Nie miała zamiaru odpowiadać na żadne pytanie, nie o to tutaj chodziło. Mogła przecież powiedzieć: „Przyjechałam niedawno i zwiedzam”, ale… czy to miało takie wielkie znaczenie? Prawdę mówiąc bała się, że będzie to brzmiało jak wymówka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Dartford
Czystość Krwi : 25%
Galeony : -253
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11937-james-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11939-james-a-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11945-sowa-jim-a#320720
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11940-james-white




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie 12 Cze - 19:29

To było całkiem łatwe do odgadnięcia. Sposób jego zachowania pokazywał, że jest groźnym osobnikiem, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Takie chciał sprawiać wrażenie, chciał wszystkich od siebie odsuwać.
Poza tym... Cholera jasna, właśnie ujrzał swoją martwą żonę, jak zachowała by się Iris? Gdy ona odeszła... Cały świat przestał mieć sens, nie kochał nikogo tak mocno, nigdy nie pragnął żadnej kobiety tak jak jej i był niemalże pewien, że będzie z nią do końca swoich dni. Chcieli razem odejść z wojska, chcieli założyć rodzinę... Niestety ich plany pokrzyżowała wroga armia, która ich pojmała, musiał patrzeć, jak sprawiają ból jego żonie. Musiał obserwować jak uchodzą z niej resztki życia... To prawda, jego również krzywdzili, aczkolwiek... Nie odczuwał bólu fizycznego, jego serce rozpadało się na malutkie części, jakby z każdą zadaną Anastasii raną ktoś odrywał kolejną część. Powoli i skutecznie go niszczyli i właśnie dzięki, albo przez nich stał się tym, kim jest. Wypranym z emocji kamieniem, człowiekiem, który praktycznie nic nie czuł.
Jego dłoń odruchowo powędrowała do nieśmiertelników zawieszonych na szyi, przesunął palcami po zimnym metalu i odetchnął głębiej. Próby uspokojenia się niestety nie przynosiły efektów.
Podniósł na nią wzrok.
- Wybacz, po prostu... Ty... Przypominasz mi kogoś. Wyglądasz zupełnie jak.. - wymamrotał cicho i odwrócił spojrzenie. Niestety patrzenie jej prosto w oczy okazało się trudniejsze niż myślał.
- Jak ona.. Ale ona przecież nie żyje.. - wyszeptał, ale już chyba bardziej do siebie niż do niej.
Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie Iris nic nie rozumiała z tego bełkotu, ale co poradzisz? Tak to jest, jak próbuje się nawiązać kontakt z emocjonalną kaleką.
- James... Jestem James.. - powiedział po dłuższej chwili milczenia i drżącymi dłońmi sięgnął po papierosy i zapalniczkę. Miał nadzieję, że chociaż odrobinę go to uspokoi, da mu siłę, by móc na nią ponownie spojrzeć...
Nawiasem mówiąc... Jej plan prawdopodobnie miał się powieść, ponieważ był teraz łatwą ofiarą. Taki załamany, zdruzgotany... Pragnący za wszelką cenę spędzić z nią więcej czasu, mimo, że nie potrafił na nią spojrzeć. Mężczyzna, który tak rozpaczliwie próbował sobie wbić do głowy, że przecież Ana nie żyje, nie ma jej... Z drugiej strony - jak to jej nie ma, skoro stoi przed nim?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
Dodatkowo : ścigająca, jasnowidzenie
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14114-sumayah-rennie-summer-rochelle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14116-summer#373126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14117-iskra#373127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14115-sumayah-rennie-summer-rochelle#373125




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie 19 Mar - 14:25

Postanowiłam dzisiejszego dnia wybrać się do Londynu, szczerze powiedziawszy miałam dzisiaj ochotę odwiedzić swoich rodziców, co prawda przybranych ale jednak rodziców. Akurat byłam na zakupach dlatego postanowiłam dzisiaj ich odwiedzić, ażeby mieć spokój. Szczerze powiedziawszy zgłosiłam się do nich po pieniądze, bo jednak na ten miesiąc kompletnie mi ich zabrakło, a musiałam kupić sobie kilka rzeczy. Szłam ze swoim kotem - CoCo. Uwielbiałam ją, a dzisiaj postanowiłam ją ze sobą zabrać. Zostawiać ją tak samą w Hogwarcie? Poza tym nie było mnie tam cały dzień, gdyż dzisiaj nie było żadnych zajęć, a rodzice dość nalegali na spotkanie. Zwykły obiad. Ale byłam naprawdę bardzo z niego zadowolona. Zamyśliłam się przez chwilę i weszłam w dziwną uliczkę. Można powiedzieć, że się zgubiłam gdyż Londyn nie był mi tak dobrze znany. Ile razy ja tutaj byłam sama? Dwa, może trzy? Nie miałam zwyczaju tutaj przychodzić, a zwłaszcza sama. Cały czas siedziałam w Hogwarcie bądź najdalej zapuszczałam się do Hogsmeade. Zbliżał się zmrok, dlatego też postanowiłam znaleźć dość szybko drogę powrotną, jednak za chiny mi się to nie udawało. Cholera... Spojrzałam na swoją kotkę, jakby to ona miała mi wskazać drogę powrotną. Było jeszcze spokojnie, ale jak ktoś się tutaj pojawi? Ktoś kto nie będzie dla mnie przyjacielem i może mi coś zrobić. No nic, postanowiłam się nieco zastanowić, miałam wizję kilka dni wcześniej o dziwnym chłopaku, którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. Dopiero teraz zorientowałam się, że to właśnie ta uliczka, to miejsce z mojej wizji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 122
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 61
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13090-jonathan-sebastian-valentine-garroway?nid=3#350699
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13093-jonathan-garroway?nid=4#350709
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13095-sowa-jonathana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13094-jon-garroway




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie 19 Mar - 15:00

Jonathan uznał, że dzisiejszy dzień był idealny na przechadzkę po Londynie i załatwienie kilku rzeczy. A przynajmniej tak próbował sobie wmówić, bo przede wszystkim chciał zająć myśli czymkolwiek innym, niż ostatnią wizją. Nadal nie mógł zrozumieć, co takiego by się stało, że Clarissa miała umrzeć, ale dreszcz przechodził go na samo wspomnienie tego, więc desperacko próbował skupić się na czymkolwiek innym. Nie chciał, nie mógł wręcz uwierzyć, że ot tak to wszystko ma się skończyć i był zdeterminowany zrobić wszystko, żeby to zmienić. Dlatego teraz bez celu włóczył się po Londynie, czepiając się myślami wszystkiego na swojej drodze. Przez piętnaście minut stał i wgapiał się w klomb kwiatów, kontemplując nad ich urodą i strukturą płatków. Potem przez dziesięć minut łaził po księgarni, bardzo uważnie oglądając wszelkie książki, jakie znalazł. I tak mu dzień minął, na spędzaniu czasu w różnych miejscach. Jakoś nie miał ochoty wracać do Hogsmeade, bo im bliżej Hogwartu, tym bardziej czuł się nieswojo. Koniec końców trafił do jakiejś uliczki i pomyślał, że może tutaj spędzi resztę dnia, albo nawet i noc. Także wszedł do ów uliczki, zatrzymując się w pół kroku, kiedy jego wzrok padł na brązowowłosą dziewczynę z kotem, która wyglądała na zagubioną.
- Wszystko w porządku? - zapytał, podchodząc nieco bliżej. Niby ręce miał w kieszeni, a tak naprawdę mocno trzymał różdżkę, gdyby okazało się, że nieznajoma ma wrogie zamiary.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
Dodatkowo : ścigająca, jasnowidzenie
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14114-sumayah-rennie-summer-rochelle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14116-summer#373126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14117-iskra#373127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14115-sumayah-rennie-summer-rochelle#373125




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie 19 Mar - 15:14

Próbowałam zdobyć w głowie jakąś wizję, która pozwoliłaby mi wrócić na dalszą drogę mojej wędrówki, ale niestety nic się takiego nie stało. Starałam się skupić wszystkie myśli i prawie mi się udało, zaczęło mi się kręcić w głowie co było oznaką kolejnej wizji, jednakże zostałam rozproszona przez słowa dochodzące do moich uszu. CoCo o mało nie wyskoczyła z moich ramion. Chciała zaatakować nieznajomego. Ceniłam tę kotkę, była naprawdę bardzo waleczna i jeżeli widziała kogoś kto może być moim potencjalnym wrogiem była w stanie zaatakować. Jednakże w porę zareagowałam. Ale to ja nieco się wystraszyłam, bo jednak nie znałam twarzy chłopaka, albo znałam? Tak, w głowie minął mi obraz mojej wizji gdzie to widziałam tego przystojnego młodzieńca. Nie wyglądał na grubo starszego mężczyznę ode mnie, dlatego nieco się uspokoiłam, ale cały czas miałam się na baczności, jednakże różdżkę miałam w kieszeni, a trzymałam CoCo więc nie miałam możliwości sięgnięcia po nią. Choćbym i nawet miała to teraz byłoby to sporo ryzykowne, gdyż mężczyzna mógłby o wiele szybciej ode mnie zareagować. - W porządku... ? Sama nie wiem. Zgubiłam się chyba. Nie bywam w Londynie więc tak nie wiem gdzie jestem. - powiedziałam do niego nieco zmieszana. Co prawda rzadko kiedy towarzyszyła mi taka aura, ale teraz tak było. Tym bardziej, że widziałam tego chłopaka w swoich wizjach więc co ona miała znaczyć? Miał jakieś znaczenie w moim życiu? Na pewno, coś musiało spowodować tę wizję i za wszelką cenę chciałam dowiedzieć się co. - Mam nadzieję, że jestem bezpieczna? - zapytałam się chociaż po chwili uświadomiłam sobie, że potencjalny wróg wcale nie musiał się do tego przyznawać, a wręcz przeciwnie mógł udawać łagodnego, ażeby później zareagować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29444
  Liczba postów : 41730
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Nie 19 Mar - 17:32

Wieczór zapadał bardzo szybko, a ciemność zaczęła budzić magiczne latarnie do życia. W bocznej uliczce nie było ich zbyt wiele, a ich światło wydawało się nikłe, tak że mnóstwo cieni pełzało dookoła dwójki czarodziejów. Z pewnością nie spodziewali się, że zza rogu uliczki niespodziewanie wybiegnie opatulony od stóp do głów w czarny płaszcz mężczyzna. Nie zdążył ich zauważyć i niefortunnie wpadł prosto na nich. Z oddali dobiegał krzyk "Złodziej! Złodziej!", ale najwyraźniej na tyle daleko, że nie zdąży już dogonić uciekiniera. Kiedy wpadł na dwójkę młodych czarodziejów, z jego głowy spadł kapelusz, ujawniając człowieka w średnim wieku o ostrych rysach twarzy. W oczach miał strach. Z pewnością spodziewał się, że go zatrzymają i oddadzą w ręce sprawiedliwości. Trzymał coś kurczowo zaciśniętego pod pazuchą, tak że nie dało się rozpoznać kształtu przedmiotu. Mogło to być coś cennego albo zwykły bochen chleba.
- Nie zbliżajcie się! - warknął.


Rzucacie jedną kostką, żeby sprawdzić co wam się stało.

Kosteczki dla Summer:
 

Kosteczki dla Jona:
 

Miłej gry, kochani aż tryska miłością Napiszcie po jednym poście i poczekajcie na mój odzew. Jeśli rozegracie to mądrze, możecie nawet zyskać przedmiot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 122
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 61
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13090-jonathan-sebastian-valentine-garroway?nid=3#350699
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13093-jonathan-garroway?nid=4#350709
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13095-sowa-jonathana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13094-jon-garroway




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Czw 23 Mar - 17:24

Uważnie obserwował dziewczynę, czekając na jej odpowiedź. I w razie, gdyby chciała go zaatakować, rzecz jasna. Nigdy w życiu nie widział jej przedtem, dlatego nie wiedział, do czego była zdolna i, czy mogła go zranić. A co, gdyby jej odbiło i zaczęłaby się rzucać? Na dodatek nie wiedział, czy jest mugolką, czy może czarownicą, dlatego też trzymał się na baczności.
- Tak, w Londynie łatwo się zgubić. - uśmiechnął się łagodnie, przenosząc wzrok na kota w jej ramionach. Wydawał się bardzo waleczny, bo przed chwilą wyrywał się, by rzucić się na Jona, choć ten pewnie by mu na to nie pozwolił. Nie był bardzo zdenerwowany, bo nie miał wizji z dziewczyną w roli głównej - czyli albo jego zmysł jasnowidza nawalił (w co nie wierzył po ostatniej wizji), albo nie miała stać mu się krzywda. A przynajmniej nie w tej uliczce i nie przez tą dziewczynę.
- Jeśli chcesz, to mogę Ci… - zaczął i urwał, słysząc głośne kroki. Migiem odwrócił się w ich stronę, cudem unikając upadku i bycia potrąconym przez jakiegoś zdyszanego faceta, który wyglądał, jakby przed kimś lub czymś uciekał. Już chciał się odezwać, kiedy nieznajomy rzucił w niego szkłem, którego Jonathan również uniknął. Cieszył się, że refleks go nie zawodził, bo byłoby kiepsko, gdyby musiał borykać się z krwią. Miał chyba dosyć jej widoku na całe życie. Powoli przesunął się tak, by zasłonić sobą nieznaną dziewczynę. Widział, że jej kot rzucił się w stronę agresywnego mężczyzny, ale nie zdążył go złapać, a nie chciał ryzykować rzucania się po niego.
- Spokojnie. - odezwał się pewnym głosem, nadal mając uniesioną różdżkę. - Nie chcę Ci robić krzywdy. Może po prostu, bo ja wiem, pogadajmy? Tak na spokojnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
Dodatkowo : ścigająca, jasnowidzenie
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14114-sumayah-rennie-summer-rochelle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14116-summer#373126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14117-iskra#373127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14115-sumayah-rennie-summer-rochelle#373125




Gracz






PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   Pią 24 Mar - 19:40

Widziałam, że Jon nie czuje się pewnie w moim towarzystwie tak jakby się mnie obawiał, ale ja nie miałam zamiaru mu nic złego zrobić, chyba. Sama nie wiedziałam też jakie intencje ma mężczyzna, bo jednak nie ufała ludziom, zwłaszcza nieznajomym. Starałam się przeniknąć przez umysł Jona, ażeby dowiedzieć się jakie ma względem mnie zamiary. Jednakże niczego nie potrafiłam wyczytać, jego twarz była beznamiętna, tak jakby został zamrożony, nie wyrażał żadnych emocji. Spojrzałam na swojego uroczego kotka i pogłaskałam go po główce, dając mu tym samym znać, że wszystko jest pod kontrolą i że nie musi interweniować. Jedyną istotą której mogła w stu procentach zaufać to właśnie była ta biała bestia. On był dla niej bardzo ważny, wiele razy w życiu był w stanie jej pomóc, a niekiedy nawet obronić, jeżeli nadchodziło zagrożenie. Dlatego często go ze sobą zabierałam. Przeniosłam wzrok na Jona kiedy chciał mi pomóc, jednakże nie doczekałam się tej pomocy, bo ni z tego ni z owego wybiegł jakiś mężczyzna. Od razu odsunęłam się w bok, ażeby mieć większą kontrolę nad tym co może się stać. Ciekawiło mnie jedynie czy był czarodziejem czy też nie. Wiadomo, że przy mugolu nie za bardzo można używać różdżek, a można powiedzieć, że to była najpewniejsza obrona dla czarodzieja, bez niej czułam się zupełnie bezradna. Widząc jednak zachowanie Jona sama również sięgnęłam po różdżkę, której nie było w mojej kieszeni. Cholera. Rozejrzałam się przerażona i zauważyłam ją gibającą się nad katami wpustu ulicznego. Zrobiłam drobny krok, ażeby rzucić się na nią, jednakże w tej chwili różdżka przechyliła się na drugą stronę i wpadła do środka. Przerażona podeszłam bliżej ażeby próbować ją dosięgnąć, jednakże zdałam sobie sprawę, że nie miałam szans jej dostać. Pewnie i Jon ją zauważył dlatego miał pewność, że nie rozmawiał z mugolem i że byłam czarownicą. Przeniosłam na niego wzrok tym samym pokazując mu, że musi sobie radzić sam, bo ja bez różdżki nie miałam żadnych szans. Odsunęłam się na kilka kroków, ażeby bliżej stanąć przy Jonie, wierzyłam, że był w stanie mnie uratować, ale wtedy CoCo wyrwała mi się z rąk i sunęła na złodzieja. - CoCo! - zawołałam, ale kot ani myśleć mnie posłuchać. Stanął przed mężczyzną najeżając się i sycząc na mężczyznę. Martwiłam się o nią, nie chciałam ażeby cokolwiek jej się stało, ale teraz mogłam jedynie liczyć na łut szczęścia bądź na interwencje Jona.

Kostka: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Boczna uliczka   

Powrót do góry Go down
 

Boczna uliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Boczna uliczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-