Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pomost, na północnym krańcu jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next
AutorWiadomość




Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Południowa Hiszpania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1357




Gracz






PisanieTemat: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Pią Mar 18 2011, 15:07

First topic message reminder :


Pomost na pólnocnym krancu jeziora


Żeby się tu dostać, musisz przejść całe jezioro dookoła. Ale warto. Na północnym krańcu  znajduje się drewniany pomost. Uczniowie uwielbiają tu przychodzić. Pomost jest idealny do urządzania imprez wiosną,lub wczesna jesienią. Jest na tyle duży że spokojnie, mieści się na nim 5 uczniów. Ma też specjalne miejsce z którego można wskoczyć do jeziora...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Leeds, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 215
  Liczba postów : 222
http://www.czarodzieje.org/t14313-varian-cairndow#377825
http://www.czarodzieje.org/t14349-przybyla-potega-moment-nie-to-uniwersum#379525
http://www.czarodzieje.org/t14356-ragnaros#379874
http://www.czarodzieje.org/t14350-varian-cairndow#379529




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Czw Mar 23 2017, 22:05

Na jej komentarz o Dearach uniósł obronnie ręce. Nie miał zamiaru ich obrazić, a o brak szacunku dla Weasleów mógłby się kłócić. Nie miał ochoty psuć tak ładnego dnia głupimi dyskusjami i na samym geście się skończyło. Później przeszli do roboty, zrobili sobie "gniazdko" i było już przyjemnie. Górę słodyczy która dziewczyna wyjęła z torby skomentował uniesieniem brwi. Matko, ona zamierzała sama to zjeść? Spojrzał na jej brzuch doszukując się krągłości. Jak się okazało można było podziwiać albo szybki metabolizm albo samozaparcie do ćwiczeń.
-Wybacz, nie spodziewałem się takiej ilości słodyczy. Ty na co dzień tyle jesz?
No tak, znowu to zabrzmiało dwuznacznie. Biedny Varian nigdy nie wiedział jak rozmawiać z ładnymi kobietami. Do tej pory nie skończyło się to tragedią ale kto wie, byli daleko od zamku i to jeszcze sami...aż się prosi o zbrodnię. Gryfon usiadł naprzeciwko Vivien i podniósł jeden cukierek. Zaciekawiony rozwinął papierek i włożył różowe serduszko do ust. Było pyszne, Varian zrobił rozmarzoną minę i odchylił się nieco do tyłu.
-Mmmm, pyszne. Panno Dear, znakomity wybór. W nagrodę mogę ułożyć dla Ciebie piosenkę, chcesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1444
Dodatkowo : ścigająca Slytherinu
  Liczba postów : 1550
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Pią Mar 24 2017, 19:10

Ja jako osoba wychowana w rodzinie, gdzie większość była w Slytherinie nie byłam przyzwyczajona do oddawania szacunku Weasleyom. W naszej rodzinie przedstawiano inne, w gruncie rzeczy dużo mniej dobrotliwe i pozytywne wzorce.
- Odrobinkę mniej. - powiedziałam parskając śmiechem i gwoli wyjaśnienia dodałam: - Trenuję pływanie.
Pewnie powinnam się wkurzyć o to, że wytyka mi, ze za dużo jem, ale chłopak nie wyglądał na szczególnie złośliwego, więc podejrzewałam, że nie miał nic złego na myśli, a jedynie był lekko nierozgarnięty w kwestii społecznych konwenansów. Otworzyłam paczkę Fasolek Wszystkich Smaków i chwyciłam jedną. Udało mi się - czekoladowa!
Propozycja piosenki dość mocno mnie zaskoczyła, ale uśmiechnęłam się i skinęłam lekko głową.
- Czemu nie? Nie jestem tylko pewna czy twój talent artystyczny spełnia moje wymagania - rzuciłam żartobliwie i wybuchnęłam śmiechem. Nie miałam zamiaru go obrazić, tylko trochę się z nim poprzekomarzać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Leeds, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 215
  Liczba postów : 222
http://www.czarodzieje.org/t14313-varian-cairndow#377825
http://www.czarodzieje.org/t14349-przybyla-potega-moment-nie-to-uniwersum#379525
http://www.czarodzieje.org/t14356-ragnaros#379874
http://www.czarodzieje.org/t14350-varian-cairndow#379529




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Sob Mar 25 2017, 18:32

W jego domu opowiadano praktycznie tylko o mężnym Harrym Potterze i jego przyjacielu Ronie Weasleyu. Chcieli młodego Variana nauczyć, że mimo przeciwności losu należy dążyć do obranego celu. Nigdy żadnego z nich nie poznał, wiedział, że pracują w Ministerstwie i czasami spotykają się z ojcem. Celu nie znał, ale raczej nie była to zwykła uprzejmość i wypicie herbaty.
-Pływanie mówisz...jesteś jedną z tych panien co pływają tu w jeziorze? Ja osobiście nie lubię pływać, wolę latać. Kiedy jestem w powietrzu czuje się lepiej.
Chciał powiedzieć coś w stylu "jak władca na zamku" ale się powstrzymał. Pozwolił sobie wziąć fasolkę z otwartego opakowania, była cała czerwona i wyglądała na truskawkową. Niestety, trafił na ohydnego pomidora.
-Matko, nigdy nie miałem szczęścia do fasolek, pfu. Zaraz się przekonamy panno Dear.
Wziął wcześniej odłożoną na bok gitarę i przygotował struny. Zaczął grać i śpiewać pierwszą piosenką która przyszła mu do głowy. Była mugolska i raczej Vivien jej nie słyszała, ale nie miało to zbytniego znaczenia. Trzeba też zaznaczyć, że skoro Varian użyczył swojego głosu to zależało mu, by zaimponować dziewczynie. Przy byle kim tylko by brzdąkał.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1444
Dodatkowo : ścigająca Slytherinu
  Liczba postów : 1550
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Sob Mar 25 2017, 21:28

- Większość z nich paraduje w bikini, a ja faktycznie pływam.
No dobra - też czasem lubiłam się poopalać albo połazić w stroju kąpielowym - miałam ich chyba z dwadzieścia, ale w gruncie rzeczy gdy już przyodziewałam strój to prędzej czy później lądowałam w wodzie, bo tam czułam się najlepiej, ale nie ukrywam, że od pewnego czasu miałam też słabość do latania, więc dodałam:
- Nie jestem wybitnym lotnikiem, ale w ostatnim czasie Lope przekonał mnie do miotły, więc zdarza mi się grywać.
Nie znałam zbyt dobrze granej przez Variana piosenki, ale obiła mi się o uszy kiedyś gdy przechodziłam przez mugolską dzielnicę Londynu. Byłam odrobinę zawiedziona, bo powiedział, że sam ułoży piosenkę, ale nie zamierzałam tego okazywać. Ta też była w gruncie rzeczy całkiem ładna. Uśmiechnęłam się i zaczęłam nucić, a za którymś razem byłam już nawet w stanie dołączyć do chłopaka w śpiewaniu refrenu. Gdy skończył powiedziałam cicho:
- Ładnie śpiewasz... - zmarszczyłam nos by po chwili zapytać - Skąd tak dobrze znasz mugolską piosenkę?
Wychowałam się w świecie, gdzie nie było miejsca dla mugolskiego świata, moje pierwsze zetknięcie z nim miało miejsce dopiero w Hogwarcie, dlatego każda oznaka dobrej znajomości ich świata była dla mnie co najmniej ekscentryczna.

______________________

We ain't leaving this room 'til we both feel more. They say love is pain, well darling, let's hurt tonight


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Leeds, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 215
  Liczba postów : 222
http://www.czarodzieje.org/t14313-varian-cairndow#377825
http://www.czarodzieje.org/t14349-przybyla-potega-moment-nie-to-uniwersum#379525
http://www.czarodzieje.org/t14356-ragnaros#379874
http://www.czarodzieje.org/t14350-varian-cairndow#379529




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Sob Mar 25 2017, 22:02

Uśmiechnął się kiedy usłyszał bikini. Było to słowo klucz dla prawie każdego faceta. Gryfon często spędzał czas na jeziorem nie dlatego by odpocząć albo pograć na gitarze, ale żeby pooglądać. Nie było to zbyt dorosłe zachowanie, no ale, facet pozostanie facetem.
-Taki z Ciebie zawodnik, no proszę. Bardzo dobrze, osobiście nie lubię kobiet, które zakładają bikini by jedynie pokazać swoje kształty.
Nie zdążył ugryźć się w język i powiedział coś głupiego. Zrobił się cały czerwony na twarzy, odkaszlnął i zabrał się za piosenkę. Owszem, obiecał ułożyć piosenkę, ale najpierw chciał zagrać coś by niejako oswoić Vivien. Wyglądała na zadowoloną, nawet go pochwaliła co obudziło w nim dumę lwa. Nie dostrzegł jej lekkiej rezygnacji skupiając się na samych słowach. Położył na chwilę gitarę by zjeść dwa cukierki i dać sobie chwilę czasu na odpowiedź. Nie wiedział czy powinien się przyznawać do mugolowatości swojej rodziny, z drugiej strony mówił sobie, że nie ma się czego wstydzić. Ostatecznie wybrał najlepszą opcję - pośrednią.
-Spędzam dużo czasu w Londynie to i słucham. Jako muzyk nie mam żadnych ograniczeń, jeśli coś jest fajne to się tego uczę i gram. Muzyka nie zna pojęcia czystokrwistości, każdy tutaj jest równy.
Varian osobiście wolał mugolskie zespoły, ale to już zostawił dla siebie. Dziewczyna wyglądała na sympatyczną, ale kto wie, czy zaraz nie obudzi się w niej czystokrwisty nazista? Strach nawet pomyśleć co by się działo.
-A teraz skoro mój talent muzyczny spełnia wymagania, to wymyślę coś sam. Poczekaj chwilkę.
Postanowił pozostać w wesołych klimatach i zagrać coś o wiośnie. Temat na czasie, gryfon miał już serdecznie dość zimy i grał jakby jego piosenka miała odgonić ostatnie dogorywania chłodu. Wstał nawet i tupał w ziemię, wypiął się majestatycznie i wyglądał niczym średniowieczny bard. Kiedy skończył usiadł ponownie na kocu i odłożył gitarę na bok.
-Dobra, to teraz skosztuję tego. Mmm, dobre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1444
Dodatkowo : ścigająca Slytherinu
  Liczba postów : 1550
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Sob Kwi 01 2017, 13:43

Niby ziomek mówi, że nie lubi kobiet, które zakładają bikini jedynie by pokazać swoje kształty, a uśmiecha się znacząco na samo brzmienie tego słowa. Dzieciuch. Zniesmaczył mnie trochę tą nieszczerością, już wolałabym, żeby powiedział prawdę, a nie zgrywał, że niby jest taki dojrzały. Mimo to pozostawiłam to zachowanie bez komentarza.
Co do mugoli i mugolskiej muzyki - nie gardziłam mugolami, ani nic, ale zwyczajnie unikałam ich towarzystwa. Świat, który znałam był wypełniony czarodziejami i niekoniecznie miałam ochotę to zmieniać - nie dlatego, że byłam nietolerancyjna, zwyczajnie nie interesował mnie ich świat.
- Ja rzadko pojawiam się w mugolskiej części Londynu, więc pewnie dlatego większość ich przebojów jedynie kojarzę. - rzuciłam nie chcąc komentować moich prywatnych poglądów.
Wsłuchałam się w graną przez niego piosenkę - była naprawdę ładna, aczkolwiek jego tupanie, wypinanie i wygłupianie się sprawiło, że poczułam się lekko niezręcznie. Mimo to zjadłam cukierka i uśmiechnęłam się do niego i szczerze powiedziałam:
- To było bardzo fajne.
Spojrzałam na zegarek. Powoli nadchodziła pora na zbieranie się, mimo to nie powiedziałam jeszcze, żę chcę się zbierać.

______________________

We ain't leaving this room 'til we both feel more. They say love is pain, well darling, let's hurt tonight


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Leeds, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 215
  Liczba postów : 222
http://www.czarodzieje.org/t14313-varian-cairndow#377825
http://www.czarodzieje.org/t14349-przybyla-potega-moment-nie-to-uniwersum#379525
http://www.czarodzieje.org/t14356-ragnaros#379874
http://www.czarodzieje.org/t14350-varian-cairndow#379529




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Sob Kwi 01 2017, 14:05

Ziomek był szczery, jako facet lubił popatrzeć ale jako Varian nie lubił tego typu kobiet. Natury nie da się pokonać, ale można z nią walczyć. Zresztą, laska leżąca w bikini i smażąca się na słońcu a taka co pływa to dwa zupełnie inne przypadki. Całe szczęście Vivien zachowała komentarz dla siebie, bo gryfon zaraz by jej wyjechał ze swoim filozoficznym wywodem. A to mogłoby chwilę potrwać.
-Są gusta i guściki. Mugolska strona świata nie jest znowu aż tak zła, mając całkiem znośne jedzenie.
Kiedy skończył grać i otrzymał pochwałę uśmiechnął się od ucha do ucha. Po zjedzeniu paru cukierków znowu chwycił za gitarę, tym razem jednak zarzucił ją na ramię. Jemu też było w drogę, dodatkowo wyczuł jakieś napięcie u dziewczyny i nie chciał kończyć spotkania w zły sposób.
-Dziękuje za słodycze i gościnę panno Dear. Ja się już będę zbierał, do ponownego zobaczenia!
Wstał, skłonił głową na pożegnanie i ruszył w stronę Hogwartu.

2x z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 27
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14522-winona-testral-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14528-what-the-fuck-is-going-on
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14523-winona-testral-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Pon Maj 08 2017, 18:46

Winona nie miała dziś dobrego dnia. To jeden z tych dni, podczas których obudziła się rano z poczuciem beznadziei i bezradności. To już nie była dziś nawet pustka, tylko załamanie. Nie poszła na zajęcia, bo zwyczajnie nie miała na to siły. Nie potrafiłaby siedzieć w ławce, słuchać nauczyciela czy nauczycielki i po jakimś czasie nie wybuchnąć płaczem. Często podczas jakiejś lekcji rozglądała się i widziała tych ludzi, którzy śmiali się i na pewno nie mieli za sobą takich przeżyć, jak Wino. No, pewnie ktoś taki by się znalazł, ale mowa tu o tych względnie szczęśliwych dzieciakach. Bo 20 latek to w sumie jeszcze trochę dzieciak.
Fairwyn postanowiła wyjść z zamku, bo samotne przesiadywanie w dormitorium nie satysfakcjonowało jej. Chwilami czuła, jakby się dusiła, więc czym prędzej zmieniła ubranie z piżamy na jakiekolwiek inne i wyszła. Starała się przemierzać korytarze w taki sposób, by nikt znajomy jej nie zaczepił. Nie miała teraz ochoty na spotkanie żadnego znajomego.
Okrążyła całe jezioro, aż w końcu dotarła na pomost, na który dość często zdarzało jej się przychodzić. Usiadła, nogi zwisały jej, a ona przymknęła oczy i wsłuchała się w odgłosy natury. Przez chwilę zechciała wskoczyć do jeziora, ale ten wiatr ją powstrzymywał. Po chwili jednak otworzyła oczy i zapatrzyła się w taflę jeziora. Czym jest życie bez ryzyka? - pomyślała, po czym z impetem wstała, zdjęła kurtkę i buty i po drabince weszła wyżej. Na chwilę wstrzymała oddech i skoczyła. Woda była zimna, ale otrzeźwiała jej zagubione myśli. Czuła swego rodzaju ulgę, ale też chęć wyjścia z wody. No zwyczajnie było jej,cholercia, chłodnawo. Stwierdziła, że jeszcze chwilę tu zostanie. Zaczęła dryfować. Patrzyła w niebo i przez chwilę poczuła spokój. Jej umysł nieco się oczyścił. Chyba po prostu potrzebowała takiego impulsu, jakiejś spontaniczności. Po chwili jednak znowu poczuła się źle, a łzy wypełniły jej oczy. Wyszła z wody i usiadła na pomoście. Starając się opanować płacz, zaczęła śpiewać pierwszy utwór, który przyszedł jej do głowy.

I want love to, roll me over slowly
Stick a knife inside me and twist it all around
I want love to grab my fingers gently
slam them in a door way, put my face into the ground
I want love to, murder my own Mother
Take her off to somewhere, like hell or up above
I want love to, change my friends to enemies
Change my friends to enemies and show me, how it’s all my fault

I won’t let love disrupt, corrupt or interrupt me
I won’t let love disrupt, corrupt or interrupt me
I won’t let love disrupt, corrupt or interrupt me, anymore


Nie był to zbyt dobry wybór, bo słowa piosenki sprawiły, że jeszcze bardziej się załamała. Winona zanosiła się płaczem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1002
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t14191-isilia-smith
http://www.czarodzieje.org/t14251-isilia
http://www.czarodzieje.org/t14253-isilia-smith#376344
http://www.czarodzieje.org/t14205-isilia-smith




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Pon Maj 08 2017, 19:26

Zmęczona dzisiejszym dniem, Isilia postanowiła wybrać się na spacer. Nie była dzisiaj w dobrym humorze ale też nie była smutna - ot, jakby wyprana z emocji. Może to nadmiar nauki w ostatnich dniach sprawił, że się tak czuła? Bardzo możliwe.
Okrążała jezioro dość powolnym tempem. Nigdzie jej się nie spieszyło. Nie tego wieczora. Skoro już miała chwilę wolnego postanowiła odetchnąć świeżym powietrzem, co zresztą dobrze jej zrobiło. Pogoda była dosyć chłodna, i Is idąc musiała opatulić się szczelniej bluzą, którą na sobie miała. Zatrzymała się, kiedy jej prawy stopa utknęła w czymś lepiącym. Odruchowo odskoczyła do tyłu po czym spojrzała pod nogi. No tak, mogła się tego spodziewać. Przed nią była wielka kałuża, która na obrzeżach zmieniła się w błoto.
- Jak zawsze mam szczęście - mruknęła Smith, podnosząc prawą nogę i strząsając z buta brązową papkę. Musiała jednak pokonać kałużę, skoro chciała iść dalej. Odgarniając jedną ręką włosy z twarzy i przytrzymując je na lewym ramieniu, drugą starała się złapać równowagę, gdy przechodziła po skraju małego jeziorka na ścieżce. I, jak mogła się spodziewać, jej lewa noga wylądowała w kałuży. Gryfonka warknęła i poszła dalej, chcąc dojść jak najszybciej do pomostu i tam usiąść i poczekać, aż jej but trochę wyschnie. Miała nadzieję, że nie napotka już żadnych przeszkód na drodze.
Rzeczywiście, przeszkód nie napotkała, ale za to na pomoście spotkała dziewczynę. Dziewczynę, która na oko była od niej trochę starsza i miała na sobie przemoczoną bluzkę i spodnie. Komu chciałoby się pływać w taką pogodę? Podeszła do niej bliżej i zauważyła, że płakała.
- Hej, nic ci nie jest? - zapytała siadając koło nieznajomej. Sięgnęła ręką w bok, dosięgając kurtki i zarzuciła ją na plecy dziewczyny. Może jej nie znała, ale nie chciała, aby się rozchorowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 27
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14522-winona-testral-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14528-what-the-fuck-is-going-on
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14523-winona-testral-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Pon Maj 08 2017, 20:19

Winnie już przestała się nawet starać przestać płakać. Po prostu wiedziała, że musi się wypłakać, ale nie była pewna, ile jej to zajmie. Miewała napady płaczu, które mijały po minucie, ale też takie, które mijały po pół godziny. Nie miała pojęcia ile zejdzie jej teraz. Jej lamentowanie przerwał dziewczęcy głos. Winona odwróciła się gwałtownie i spojrzała na nią. Blondynka, nieco młodsza zapewne. Nie miała pojęcia, co odpowiedzieć na jej pytanie, które nawet sprawiło, że Winona znów zaczęła płakać. Spuściła głowę, bo nie lubiła wtedy pokazywać swojej twarzy. Poczuła, jak nieznajoma zarzuca na jej zmarznięte ramiona kurtkę, przez co znów przestała płakać. Chyba ze zdziwienia. Winnie spojrzała na nią z mieszanką dezorientacji i wdzięczności. Zawsze zaskakiwało ją to, jak niektórzy ludzie potrafią być dobrzy i opiekuńczy nawet wobec tych, których nie znali. Cholernie to lubiła.
- Dz-dziękuję. - wydukała, ocierając policzki z łez. Wstała i przytuliła się do dziewczyny, tak po prostu. Potrzebowała teraz czułości, a uznała, że może to zrobić, skoro dziewczyna pierwsza okazała jej dobre serce. Po chwili odsunęła się od niej i spojrzała na nią ponownie.
- Nie jest ci zimno? - spytała, marszcząc brwi. W sumie miała własną kurtkę, ale gest młodszej dziewczyny i tak był zniewalający.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1002
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t14191-isilia-smith
http://www.czarodzieje.org/t14251-isilia
http://www.czarodzieje.org/t14253-isilia-smith#376344
http://www.czarodzieje.org/t14205-isilia-smith




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Pon Maj 08 2017, 20:40

Zaskoczył ją gest dziewczyny, która nagle wstała się do niej przytuliła. Is nie była jej dłużna i odpowiedziała tym samym, gładząc ją po plecach. Każdy człowiek ma czasem chwile słabości i potrzebuje się wtedy wypłakać. Jednak nie tylko to jest mu wtedy potrzebne. Potrzebuje także drugiej osoby, która przy nim będzie i sprawi, że na jego twarzy wykwitnie uśmiech.
- Nie ma za co. - powiedziała Gryfonka, kiedy już się od siebie odsunęły. Spojrzała na zapłakaną twarz dziewczyny i uśmiechnęła się przyjaźnie. Sięgnęła ręką do kieszeni i wyciągnęła z niej paczkę chusteczek, podając ją nieznajomej.
- Tak w ogóle to jestem Isilia. - przedstawiła się uświadomiwszy sobie, że dziewczyna pewnie nie wie, jak do niej mówić. W sumie to ona też nie wiedziała jak się do niej zwracać, ale postanowiła na razie o to nie pytać. Spojrzała na jej bose stopy, a potem znów przeniosła spojrzenie na jej twarz.
- Nie jest ci zimno w stopy? Może jednak załóż buty. - bardziej stwierdziła niż zapytała. Is zawsze miała miękkie serce nie tylko jeśli chodzi o zwierzęta, ale także o ludzi. Przede wszystkim ludzi. Nie potrafiła patrzeć, kiedy działa im się krzywda i kiedy tylko mogła starała się pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 27
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14522-winona-testral-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14528-what-the-fuck-is-going-on
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14523-winona-testral-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Wto Maj 09 2017, 16:06

Dość nietypowe było w Winonie to, że nie przejmowała się, że praktycznie nie znała kogoś. Jeśli miała taką ochotę, to się do tej osoby przytulała i już. Jeśli miała ochotę powiedzieć coś nawet bardzo bezpośredniego i boleśnie szczerego, to to robiła. To naprawdę miła i kochana osoba, ale nie lubi mówić komuś nieprawdy tylko po to, by tej osoby nie zranić.
Winona zdobyła się na słaby uśmiech po przytuleniu. Potrzebowała teraz kogoś, choć sama nie była tego do końca świadoma. Niby wolała teraz być sama, ale przez to byłoby jej tylko gorzej. Potrzebowała pocieszenia.
Wino pociągnęła nosem i ze spojrzeniem pełnym wdzięczności odebrała chusteczki od dziewczyny. Wyciągnęła jedną i porządnie dmuchnęła, po czym zużytą chusteczkę schowała do kieszeni spodni. Schowałaby do kurtki, ale nie wypada chować usmarkanych chusteczek do nie swojego ubrania.
- Winona, bardzo mi miło, Isilia. - powiedziała Fairwyn, nie będąc pewną, czy zaraz po smarkaniu chce wyciągać dłoń do dziewczyny, więc po prostu nieco poszerzyła swój uśmiech na tyle, na ile w tym momencie była w stanie.
Na słowa Isilii spojrzała na swoje stopy i zmarszczyła nieco brwi. Z tych emocji nawet nie odczuwała zimna, ale stwierdziła, że posłucha dziewczyny.
- W sumie nie jest, ale racja, lepiej je założę... - odparła i sięgnęła po obuwie. Kiedy je nałożyła, poczuła przyjemne ciepło i teraz zauważyła, ile ciepła straciła poprzez kąpiel w jeziorze i siedzenie na wietrze.
Winnie usiadła znów na pomoście i zerknęła na Isilię, tym samym zapraszając ją, by usiadła obok niej.
- Nie polecam kąpieli w tym jeziorze tuż na początku maja... - stwierdziła, patrząc w przestrzeń i machając powoli nogami, które zwisały z pomostu. - Jesteś z Gryffindoru, prawda?
Zaczynam Cię kojarzyć.
- powiedziała, znów na nią zerkając i uśmiechając się lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1002
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t14191-isilia-smith
http://www.czarodzieje.org/t14251-isilia
http://www.czarodzieje.org/t14253-isilia-smith#376344
http://www.czarodzieje.org/t14205-isilia-smith




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Wto Maj 09 2017, 20:51

Isilia ceniła w ludziach przede wszystkim prawdziwość. Zwyczajnie nie potrafiła przebywać w towarzystwie osób, które były fałszywe. To nie było na jej siły. Można powiedzieć, że nawet się tym brzydziła. Wolała usłyszeć najgorszą prawdę niż kłamstwa, które prędzej czy później i tak wychodziły na wierzch.
Kiedy nieznajoma się uśmiechnęła (choć był to bardzo lekki uśmiech), serce Is napełniła radość. Tak bardzo chciała teraz, aby dziewczyna przestała się zamartwiać.
- Mnie również - uśmiechnęła się szeroko, kiedy zauważyła zakłopotanie Winony, która najwyraźniej nie wiedziała, czy podać jej dłoń. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i przytuliła świeżo poznaną dziewczynę. Gdy się od niej odsunęła, tamta spojrzała na swoje stopy, na co Is nie mogła się powstrzymać i parsknęła śmiechem. Nie chciała być jednak niegrzeczna i szybko się opanowała. - Przepraszam - powiedziała tylko. Zdawała sobie sprawę z tego, że Win może poczuć się urażona jej zachowaniem. Usiadła obok niej na pomoście i zaczęła machać nogami. Po chwili wpadła na pomysł umycia buta, który uprzednio utknął w błocie. Zsunęła się z drewnianego pomostu tak, żeby jej buty lekko muskały powierzchnię wody. Musiała przy tym bardzo uważać na to, żeby nie zlecieć do jeziora.
- Nie dziwię się. Tylko nie próbuj mnie tam wepchnąć. Przynajmniej nie dzisiaj, proszę - jęknęła przerażona tą myślą, odwracając głowę do Winony. Nie dość, że i tak było jej chłodnawo, to pewnie woda jest jeszcze zimniejsza. Gryfonka ostrożnie zanurzając czubek prawego buta pod powierzchnią wody, a potem to samo robiąc z jego bokami. Kiedy już była zadowolona z efektu, powróciła na swoje wcześniejsze miejsce.
- Tak, Gryffindor. Możliwe, że się już kiedyś spotkałyśmy. - odparła Smith naciągając na głowę kaptur bluzy, którą na sobie miała. Nie było jej tak bardzo zimno, po prostu lubiła mieć tą część ubrania na głowie. - A Ty jesteś z... - przerwała na chwilę i zmarszczyła brwi, chcąc sobie przypomnieć, z jakiego domu może być dziewczyna. To jednak nie było takie proste. Pewnie jej to gdzieś umknęło. - Z jakiego jesteś domu? - spytała robiąc słodkie oczka do Win.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 27
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14522-winona-testral-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14528-what-the-fuck-is-going-on
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14523-winona-testral-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Sob Maj 13 2017, 16:41

Kiedy Isilia przytuliła Winonę, dziewczyna poczuła przyjemne ciepło, które miało źródło w serduszku. Było miło, kiedy to ona się do kogoś przytulała, ale jeszcze lepiej czuła się wtedy, gdy to ktoś ją przytulał. Parsknięcie śmiechem nie było zbyt zrozumiałe dla Wino, ale puściła to mimo uszu. Może jej zachowanie było w tym momencie śmieszne? Może Isi coś sobie przypomniała? W każdym razie po chwili się zreflektowała i przeprosiła, na co Winnie jedynie obdarzyła ją krótkim spojrzeniem. Nie miała jej tego za złe. Była na tyle smutna, że chyba ciężko było teraz wywołać u niej głębszy smutek, spowodowany czymś tak błahym.
Krukonka obserwowała, jak Gryfonka obmywa swój but w jeziorze, w którym dopiero co się pluskała. No, pluskanie to może zbyt sielankowe określenie w tym momencie. Lubiła obserwować poczynania ludzi. Uważała to za, w swoim rodzaju, fascynujące.
Na słowa Isi, Winona uniosła prawy kącik ust i brew w lekkim rozbawieniu.
- Nie zwykłam wrzucać ludzi do jezior, spokojnie. - odparła, zerkając na nią z ukosa. Takie zachowanie było według niej nieodpowiedzialne i szczeniackie. Dobra, akceptowała je tylko wtedy, kiedy dobrze się z kimś dogadywała, wiedziała, że ta osoba nie będzie zła i co najważniejsze, że umie pływać.
- Ravenclaw. - odpowiedziała Isilii i westchnęła. Spojrzała na drzewa, które rosły za nimi i poczuła dziwną chęć wspinania się po nich.
- Hej... co powiesz na małą wspinaczkę? - zapytała Winona i uśmiechnęła się z rosnącą ekscytacją. Jako mała dziewczynka robiła to dość często, a nawet miała 2 dwoje ulubione drzewa na podwórku. Oba miały dwa grube pnie, które rozchodziły się w różne strony, a Winona siadała w tym rozwidleniu.
Zdjęła kurtkę Isi z ramion, by jej nie uszkodzić i położyła ją obok, na pomoście. Wybrała sobie jedno drzewo i zaczęła na nie wchodzić. Nie wyglądało to zbyt bezpiecznie, ale wygląda na to, że Wino potrzebuje dziś niejednego zastrzyku adrenaliny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1002
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t14191-isilia-smith
http://www.czarodzieje.org/t14251-isilia
http://www.czarodzieje.org/t14253-isilia-smith#376344
http://www.czarodzieje.org/t14205-isilia-smith




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Pon Maj 15 2017, 15:49

Woda w jeziorze nie była tego dnia stworzona do kąpieli i Isilia zaczęła się zastanawiać, jak Winona mogła w niej wytrzymać. Ona sama raczej nie wytrwałaby w niej więcej niż kilka sekund, jeśli w ogóle by do niej weszła. Dlatego kiedy usłyszała odpowiedź Krukonki, że nie w jej zwyczaju leży wrzucanie ludzi do jezior, poczuła się bezpiecznie. Oczywiście, dziewczyna mogła po prostu tak powiedzieć, a potem wepchnąć Isię do wody, ale coś podpowiadało Gryfonce, że tak nie będzie. Dziwne, pomyślała, spotykam kogoś po raz pierwszy i mam do niego takie zaufanie. Umiała pływać, więc nie przerażała jej myśl, że może utonąć bo było to wątpliwe. Bardziej straszna była perspektywa spotkania się z tą lodowatą cieczą.
- Tak mi się wydawało - odparła i uśmiechnęła się do dziewczyny. W sumie to Win wyglądała na Krukonkę. Is nie potrafiła tego uzasadnić, po prostu tak czuła.
- Wspinaczkę po czym? - zapytała trochę niepewnie. Pewnie się zgodzi bez względu na to, co to będzie, ale wolała się upewnić, że zbytnio się nie uszkodzi. A zresztą jeśli nawet, to co z tego? Co najwyżej pójdzie do skrzydła szpitalnego. - Ojej, od dzieciństwa nie wspinałam się na drzewa - powiedziała widząc Winonę na jednym z drzew. Podążyła jej śladem i zaczęła się wspinać po pniu. Nie było to dość łatwe biorąc pod uwagę to, że miała sporo czasu przerwy odkąd po raz ostatni to robiła. Wybrała sobie gałąź, która była dość wysoko i nie powinna się złamać i usiadła na niej. Wychyliła się i spojrzała na Win, która również ulokowała się już na drzewie. Wcześniejsze czyszczenie butów było tak naprawdę bezużyteczne, bo i tak teraz były ubrudzone. Is odwróciła się tak, żeby opierać się plecami o pień drzewa, a jednocześnie mieć Krukonkę naprzeciw siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29834
  Liczba postów : 46127
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Sro Paź 11 2017, 19:10

THERIA

Po mniejszych lub większych zmaganiach udało Ci się pokonać przeciwnika i dostać szansę wzięcia udziału w drugim etapie. Theria nie pozostanie ani trochę bardziej łaskawa, ale możesz liczyć na całkiem ciekawe nagrody, jeśli tylko wyjdziesz z tego żywy... Panuje zasada kto pierwszy ten lepszy, dlatego którekolwiek z was może napisać post jako pierwsze. Najważniejsze informacje są tutaj a zasady tu.
Proszę o wklejanie pod postem kodu:

Kod:
<zg>Kostka</zg>: [url=LINK DO LOSOWANIA]LICZBA OCZEK[/url]
<zg>Pole</zg>: NUMER POLA
<zg>Efekt</zg>: EFEKT POLA
Powodzenia!


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sro Paź 11 2017, 19:31, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 809
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1735
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Sro Paź 11 2017, 19:30

Punktualność nigdy nie była mocną stroną Mefisto - chłopak zwyczajnie preferował bardziej luźne podejście, które nie wymagało ścisłego trzymania się zasad. Na lekcje przychodził w dogodnym czasie, nigdy przesadnie się nie spiesząc. Jeśli nie wkładał w coś całego serca, ciężko było oczekiwać od niego większego zaangażowania. Teraz również wcale nie pędził na złamanie karku, niespiesznie szukając miejsca wskazanego mu przez tajemniczego organizatora Therii. Zastanawiał się przy okazji, jakim cudem tyle dzieciaków bawi się w niebezpieczną planszówkę, a nikt rozsądny się nie zorientował. Mimo wszystko rozgrywki nie odbywały się w nocy, a poprzednio plansze zostały ulokowane w normalnych salach Hogwartu. Mefisto nie miał pojęcia, czy drzwi zostały jakoś zaczarowane, aby nikt graczom nie przeszkadzał. Z Sapphire miał szczęście i doskonale o tym wiedział. Wygrał cudem i nie wstydził się tego przyznać, za to denerwowała go myśl, że trochę mniej frajdy sprawiała mu gra przeciwko Ślizgonce. Niby nie dawał tego po sobie pokazać, ale w gruncie rzeczy akurat jej nigdy niczego złego nie życzył. Miał nadzieję, że tym razem trafi mu się przeciwnik, przy którym wszelkie zahamowania znikną. Nox po ostatnich wydarzeniach bardzo potrzebował trochę się zrelaksować i skoncentrować na pozytywnych aspektach życia. Jego magiopsychologa z pewnością zaniepokoiłoby stwierdzenie, że Theria nadawała się do tego idealnie... Ale fakt faktem, ten człowiek i tak nie miał prostej roboty!
Bez trudu odnalazł pomost, na którym miała rozpocząć się zabawa. Gdyby nie mroźna pogoda, to chętnie wskoczyłby do rozświetlanej promieniami słonecznymi wody - nawet teraz go to kusiło. Usiadł na samym skraju, przesuwając dłońmi po chłodnych deskach. Z zaplecionymi nogami i nieco nieobecnym spojrzeniem mógł wyglądać, jakby ćwiczył mugolską sztukę medytacji. Zerknął na leżącą obok planszę i wziął kostki tylko po to, żeby poobracać je kilkakrotnie w palcach. W końcu i tak musiał czekać na przeciwnika.

Mefiś zacznie Cool Kostki czyma mocno i prędzej je połknie, niż odda!

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1616
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1825
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Sro Paź 11 2017, 21:56

Ezra także nigdy nie był szczególnym pedantem w kwestii punktualności, spóźnienia do piętnastu minut traktując prawie jak bycie na czas. Dopiero dłuższe, nieuzasadnione opóźnienia uznając za spory nietakt w kierunku drugiej osoby - a takie już łatwo ludziom wypominał, jako osoba o raczej wysokiej kulturze. Lub na taką się stylizująca. Wydawało mu się, że takie podejście gwarantuje mu jednak trochę mniej stresu w życiu. Bo naprawdę. Ludzie mieli za mało powodów, żeby się spinać?
Tak i teraz Ezra nie biegł na złamanie karku, ale całkiem dobra znajomość tych terenów sprawiła, że na miejsce wskazane przez już-nie-tak-bardzo-tajemniczego-organizatora przybył wcześniej niż przypuszczał. A jednak nie wcześniej niż jego kompan do gry.
Na ustach Ezry natychmiast pojawił się uśmieszek, gdy rozpoznał sylwetkę chłopaka. Trzeba było przyznać, że niezmiernie ucieszyła go jego obecność - granie przeciwko Leonardowi tak naprawdę eliminowało jakikolwiek aspekt rywalizacji, bo Ezrze bardziej zależało, żeby jego chłopakowi nie stało się nic poważnego niż żeby jego pionek stanął na mecie. Z Mefisto sprawa mogła przybrać zupełnie inny charakter.
- Nox! - zapiał Clarke z zachwytem, wyrywając Ślizgona z tego dziwnego stanu medytacji. (Pewnie zastanawiał się, który uczeń najlepiej będzie mu smakował podczas pełni) Ezra zatarł ręce, opadając na kolana i zerkając na planszę. - Już nie mogę się doczekać, co pierwsze zdecyduje się cię oszpecić. Nie, żeby cokolwiek było w stanie przebić twoje tatuaże... - stwierdził z tak przyjemną mimiką, że ciężko było uwierzyć, że właśnie swojego rozmówcę obraził. Ezra nie miał już okazji zobaczyć się z Mefisto po pamiętnych zajęciach, zatem uznał to za szczęśliwe zrządzenie losu. Albo Fire naprawdę go lubiła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 809
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1735
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Sro Paź 11 2017, 22:44

Z jednej strony Mefisto żałował, że nie wie kto organizował mu tak uroczo czas wolny. Ciekaw był, jaka osóbka postanowiła zobaczyć go reagującego na cierpienie sprawiane Sapphire, kto wybrał miejsce, kto w ogóle poświęcał chwilę zastanawianiu się nad tym, co w Therii najbardziej go zadowoli. Oczywiście, każda różdżka ma dwa końce i Ślizgon wiedział, że lepiej niektórych informacji nie posiadać. Automatycznie doszukiwałby się u tajemniczego ktosia jakichś motywów, poza tym pewnie pomęczyłby go/ją osobiście. Pozwalał zatem, aby zaciekawienie trochę go drażniło, ale ostatecznie sam studził swoje zapędy wszczęcia śledztwa. Tak już po prostu miało być.
Nawet nie drgnął, słysząc nadchodzącą osobę. Ze spojrzeniem wbitym w wodę koncentrował się tylko na tym, aby za pomocą słuchu zdobyć jak najwięcej informacji. Trawa była zbyt miękka, a Ślizgon pomimo swojego skupienia nie był w stanie wiele się dowiedzieć. Przymknął powieki z cichym głosikiem frustracji nękającym go podświadomie. Deski pod nim zadrżały charakterystycznie, gdy drugi gracz Therii na niego wszedł. Teraz Mefisto nie tylko słyszał, ale i czuł jego styl chodzenia - był pewny, że to chłopak. Nie pragnął niczego tak mocno, jak bardziej rozwiniętych zmysłów. Nieodłączna wizja możliwości przynoszonych przez pełnię nie dawała mu spokoju nawet teraz, gdy miał inne sprawy na głowie. Wziął głębszy wdech, licząc na to, że ze względu na bliskość i łagodnie wiejący wiatr przyniosą podpowiedź w postaci perfum...
- Clarke - westchnął z niezadowoleniem, ponieważ głos Krukona zepsuł całe śledztwo. Mefisto zerknął na niego i przekręcił się tak, aby siedzieć naprzeciwko, pozostawiając planszę między nimi. Teraz mógł poczuć trochę mięty i czegoś jeszcze, czego nie mógł zidentyfikować, ale co po prostu zmieszane tworzyło zapach Ezry. Nox lubił obserwować ludzi i nie wykorzystywał do tego tylko oczu. Jedna zabawa się skończyła, ale za to przyszedł czas na drugą! Ślizgon uniósł kącik ust, a w jego oczach pojawiły się iskierki ekscytacji. Merlinie, jak on kochał masochistyczno-sadystyczny aspekt Therii... - Zdziwiłbyś się. Rany szarpane niszczą tatuaże, przez co całość wygląda jeszcze gorzej - poinformował go tonem godnym eksperta... którym, tak właściwie, trochę nawet był. - Co ty tutaj w ogóle robisz, co? To nie wygląda jak gra dla takiego schludnego Krukona. Z kim wygrałeś? - W głosie Mefisto rozbrzmiewała beznamiętność, chociaż chłopak faktycznie był całkiem ciekaw jakim cudem udało im się tutaj spotkać. W końcu wypuścił kostki z zaciśniętej dłoni, a te zakręciły się na planszy i wskazały sumarycznie ósemkę. Pionek przesunął się po polach, a kula wyświetliła cytat. Oficjalnie zaczęli grę.
W pierwszej chwili usłyszał jedynie dziwne trzaski, które z niczym mu się nie skojarzyły. Dopiero kiedy spomiędzy desek pomostu zaczęły wysuwać się tajemnicze pnącza, Mefisto przypomniał sobie i nasionach Jadowitej Tentakuli wydającej podobne dźwięki. Roślina oczywiście drażniła się z ich dwójką, ale zbliżała się niebezpiecznie bardziej w stronę Mefistofelesa. Ten podniósł się pospiesznie, ale zahaczył stopą o jedno pnącze i zachwiał tak, że prawie wylądował na deskach. Już trzymał różdżkę i miał rzucać zaklęcie, kiedy Tentakula poruszyła się gwałtownie i drasnęła go w nadgarstek, wstrzykując przy tym trochę jadu. Ślizgon poczuł mrowienie rozlewające się od zranionego miejsca po koniuszki palców i aż do samego barku. Zanim zorientował się co się dzieje, różdżka wysunęła mu się pomiędzy palców sparaliżowanej ręki.
- Och, cholera - wyrwało mu się, gdy podnosił jakże potrzebny mu patyczek. Problem był niestety taki, że unieruchomiona została jego zdrowa, prawa ręka - teraz mógł bronić się używając lewej, pociętej, pogryzionej i dalej jedynie odrobinę podleczonej. Rzucił odpowiednie zaklęcie, pozbywając się niebezpiecznej rośliny. Usiadł z powrotem, ignorując pieczenie na lewym przedramieniu i niekontrolowane drżenie dłoni ściskającej różdżkę. Przyjrzał się za to uważniej prawej ręce, zupełnie nieruchomej i przy okazji tragicznie obcej. - Dawno nie byłem tak zawiedziony. Theria nie miała być bolesna? - Cóż, przynajmniej paraliż nie postępował. Byłoby kiepsko, gdyby jadu była większa dawka - Mefisto wolałby umrzeć zagryziony przez wilkołaka (taka śmierć przyniosłaby jego "krewniakowi" tyle przyjemności...), niż draśnięty przez jakąś roślinkę na malowniczym pomoście.
- Może przynajmniej ty ucierpisz jakoś bardziej...


Kostka: 4, 4, 4
Pole: 8
Efekt: To tak - atakuje tentakula, a wypadły mi takie same kostki, więc bierę gorszą opcję, bo zasady każą podwoić pecha Cool

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29834
  Liczba postów : 46127
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Nie Paź 15 2017, 20:32

WYGRANA WALOKOVEREM
Jako, że Ezra nie odpisał, walkę wygrywa @Mefistofeles E. A. Nox
Udzielam pozwolenia na dalsze pisanie I love you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1007
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Pią Kwi 20 2018, 20:34

Słońce z wolna zaczęło chylić się ku dołowi, zdobiąc niebo pomarańczową barwą z domieszkami różów i fioletów. Zbliżał się wieczór. Kreatywny pomysł profesora od astronomii sprawił, że mieszkańcy zamku szeptali między sobą na korytarzu, umawiając spotkania w większych grupach bądź romantyczny, przyjemny wieczór z ukochaną osobą. Jedno było pewne — noc spadających gwiazd oznaczał, że zamkowe komnaty będą świecić pustkami. Pierwszą myślą Lanceley było skorzystanie z któreś z zamkowych wież i samotne wykonanie zadania, a następnie ćwiczenia pod gołym, nocnym niebem. Nic tak nie nastrajało do grania, jak wiosenny wieczór, po brzegi wypełniony malutkimi punkcikami sunącymi po niebie. Ruda miała wyjątkowo dobry humor, więc zgrabnym ruchem podniosła się z łóżka, rzucając książką na poduszkę. Wszystko zdążyła zaplanować i przygotować od rana, zaraz po zajęciach. Przebrała się, następnie stając przed lustrem i wiążąc włosy w luźnego kucyka, z którego kilka kosmyków wychodziło luzem. Narzuciła na ramiona czarny sweter, wsuwając następnie buty na delikatnym, grubszym obcasie — chodzenie po błoniach w szpilkach nawet komuś pokroju Ness wydawało się głupie. Podeszła do skraju swojego łóżka, przerzucając przez ramię dwie torby, zarzucając futerał na plecy i biorąc jeszcze trzecią, płócienną torbę w wolną rękę. Rozejrzała się jeszcze czy aby na pewno niczego nie zapomniała, a następnie niczym tornado opuściła dormitorium i pokój wspólny, znikając w korytarzach zamkowych.
Postrach szkoły, mający raptem metr i sześćdziesiąt pięć centymetrów — tylko dzięki butom — niczym mały wielbłąd kierował swe kroki w stronę jeziora, ostatecznie wybierając znajdujący się na drugim końcu pomost jako lokację marzeń. Nim opuściła zamek, nie omieszkała zajrzeć do szkolnej kuchni i poprosić skrzaty o jakieś przekąski i inne dobrocie, które pomocne stworki zapakowały jej do zabranej z pokoju torby. Zatrzymała się w połowie drogi, poprawiając bagaże i odchylając głowę do tyłu, spojrzała na ciemniejące niebo. Poczuła bijący od strony jeziora podmuch wiatru, wprawiający w ruch spokojną taflę wody. Dodając do tego szelest trawy i bujnych koron wysokich drzew, tworzyła się naprawdę piękna melodia.

- Mają ze mną za dobrze. A to niby ja jestem ta zła. Boże, widzisz, jak mięknę i nie trafiasz mnie piorunem. Jak możesz?- rzuciła cicho pod nosem, uśmiechając się jednak zadziornie pod nosem. Albo ona, albo ta szkoła schodziła na psy. Co z byciem silną i niezależną kobietą, kiedy teraz przypominała bardziej wykorzystanego, domowego pomocnika? Prychnęła, kręcąc głową z niedowierzaniem i ruszając dalej w drogę. Specjalnie wybrała się wcześniej, chcąc dotrzeć przed ptaszyną i wężem, aby wszystko przygotować i mieć pole do manewru. Miała plan, który jednak pozostawał jej słodką tajemnicą. Chociaż może po ostatnich zajęciach chciała zrobić coś miłego dla Caesara i wyglądającej na samotną i zagubioną Marceline? Kto ją tam wiedział. Nawet jeśli by tak było, to nigdy w życiu by się do tego nie przyznała. Ślizgonka w końcu dotarła na miejsce, wchodząc na pomost i suwając pakunki z ramion. Wyciągnęła ręce do góry, przeciągając się z cichym mruknięciem, a następnie ostrożnie zsuwając futerał ze skrzypami z pleców. Zgrabnymi ruchami rozłożyła na drewnie miękki, zielony koc. Na środku położyła torbę z jedzeniem, następnie tą z podręcznikiem, pergaminami i piórami. Na sam koniec, z ostatniej torby wyciągnęła butelkę z napojem i kawałek zwykłego, lnianego sznurka. Podeszła na skraj pomostu, siadając przy jednym z pali i przywiązując do niego linkę. Drugi jej kraniec obwiązała woku szyjki butelki, następnie zsuwając ją do wody, aż całkiem zniknęła w jej tafli. Złapała się dłońmi za pomost, wychylając się do przodu i patrząc w dół. Charakterystyczny zapach wody wypełnił jej nozdrza, a podmuch wiatru sprawił, że oberwała kropelkami wody w twarz. Rozbijała się ona o konstrukcję, nadając jej wrażenia poruszającego się obiektu.
- Mam nadzieję, że nie będę po to nurkować..- westchnęła cicho, mając przymknięte oczy i pozwalając, aby woda spływała swobodnie po twarzy. Wesoło machała nogami w powietrzu, czując jak, podeszwy butów zaczepiają o taflę. Było cicho, przyjemne i coraz ciemniej. Uniosła leniwie powieki, dostrzegając światło na wodzie tlące się niczym ogień. Ostatnie promienie słońca były naprawdę intensywne. Mieli jeszcze trochę czasu.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Wyjechała bez słowa, z dnia na dzień. Obecnie Nessa jest w Ameryce, w Ilvermorny na wymianie studenckiej związanej ze stypendium z transmutacji.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1180
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1110
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Pon Kwi 23 2018, 17:46

Nie spodziewała się takiego obrotu spraw.
List od nieznajomej ślizgonki sprawił, że pod membraną skóry przebiegł dreszcz, który zwiastował narastającą obawę przed spotkaniem, aniżeli czystą chęć. Do tej pory (niestety) miała bardzo złe zdanie o przedstawicielach Slytherinu, stąd rudowłosą zastanowiło - dlaczego ktoś pokroju Nessy chciałby pracować z nią nad pracą od Derryla? Możliwe, że chodziło o wykorzystanie Holmes, choć niestety - nie należała do osób, które mają wybitne pojęcie o układzie gwiazd lub po prostu... Postanowiła dać krukonce nauczkę, że szanownym przedstawicielom domu węża nie wchodzi się w drogę. Francuzka odepchnęła od siebie takowe scenariusze, głównie dlatego, że w swej naiwności potrafiła dawać ludziom niezliczoną ilość szans, byleby ukazali swe prawdziwe oblicze. Miała cichą nadzieję, że Lanceley nie okaże się tak irytująca jak jej kuzyn(?). Nie zamierzała w końcu spędzać nocy z kimś, kto nieustannie mówi i pyta - byle pytać, choć poruszony przez zeń temat mógłby wydawać się nudnawy.
Owszem. Kochała ciszę, spokój i otulającą scenerię flory, gdzie to mogła eskalować zapadające się w sobie rośliny lub otwierające na świat gatunki kwiatów czy innych okazów, o których rzecz jasna - niezbyt wiele mogłaby powiedzieć. Czuła się jak żmijoptak na wolności, kiedy to była w stanie wykazać się na płaszczyźnie transmutacji, która od wielu lat pozostawała najbliższa jej sercu. Może nawet po ostatniej rozmowie z Holdenem jeszcze bardziej zapałała miłością do przedmiotu nauczonego przez Daniela Bergmanna.
Kto wie... Tytuł wróżki chrzestnej przypadł Marceline do gustu i lepiej żeby giermek, który użył ów zwrotu nie nadwyrężył jej słabości do artystów (lecz czy on aby na pewno nim był?).
Zapakowała potrzebny sprzęt w sali astronomicznej, gdzie to pożegnała profesora uśmiechem i przygotowana na nocne polowanie, ruszyła w stronę wyznaczoną przez Nessę. Trasa, którą wybrała Holmes była najdłuższa, byle miała kilka dodatkowych minut na przemyślenie wszelkich „za” i l”przeciw”, bo czy to nie byłoby dla niej typowe, gdyby wycofała się w ostatniej chwili? Kolokwialnie mówiąc - nie powinna nawalać; nie jeżeli chodziło o naukę.
Bystre tęczówki muśnięte błękitem odnalazły na błoniach sylwetkę ślizgonki. Nim jednak podeszła do niej, nabrała powietrze w płuca i zastanowiła się jeszcze dwa razy - czy to aby na pewno dobry pomysł.
- H-hej... - szepnęła pod nosem i zbliżyła się bardziej, po czym wyciągnęła teleskop, dwie, grube książki, notesy i pióra, a zaraz potem stanęła na brzegu pomostu. - Co właściwie robisz? - zagaiła zaintrygowana zachowaniem Lanceley, zaś chwilę później wzięła się mimo wszystko za rozstawianie sprzętu, by być gotową na całkowitą analizę spadających gwiazd i innych zjawisk magicznych. Nie podzielała żadnego entuzjazmu względem spędzania wieczoru czy nawet nocy na zewnątrz, wszak wiele wspomnień odżywało pod wpływem chwili, impulsu; pamięć o Pecie wydawać się mogło, że nigdy nie przeminie, a jego parszywy dotyk odczuwać będzie już zawsze, gdy tylko znajdzie się w miejscu, które kojarzyło się właśnie z nim, choć za wiele wspólnego nie miało z osobą Niemca. Otaksowała mętnym wzrokiem otoczenie, by wreszcie unieść tęczówki na niebo i złapać się pod boki. Zastanawiała się nad tym - d la c z e g o wybrała ją, ale ów pytanie nie mogło przejść przez gardło rudowłosej, przez co odpuściła temat. - Od czego chciałabyś zacząć?

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1007
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Wto Kwi 24 2018, 21:50

Nessa wpatrywała się w lśniącą taflę wody, pogrążona we własnych myślach. Zupełnie straciła poczucie czasu, odcięła się od rzeczywistości i skupiła na własnym jestestwie. W którym momencie swojego szkolnego życia zdecydowała się na to, aby wyciągać rękę do kogoś obcego? I jak właściwie powstało to jej małe stadko osób, które na swój sposób były dla rudej wyjątkowe? Miała sobie nie pozwalać na zaangażowanie emocjonalne. Westchnęła, odsuwając jedną dłoń od drewnianej dechy i przecierając nią oczy. Koniec. Nie będzie taka miękka. Zerknęła jeszcze raz na przywiązaną do kołka linkę, która utrzymywała tajemniczą butelkę w miejscu. Już miała zacząć sobie nucić pod nosem kolejną, zasłyszaną gdzieś na korytarzu melodię, kiedy to do jej ucha dobiegł cichy głos krukonki. Obróciła głowę, patrząc na dziewczynę przez ramię. Cholera, czemu ona była jak żabka? Całą swoją personą wzbudzała taką pocieszną, szczenięcą aurę. Może ruda miała zbyt dużą słabość do zwierząt? Ruda uśmiechnęła się, wzruszając ramionami niewinnie.
- Hej ptaszynko. Pilnuję, żeby nie odpłynęło nam picie! Dostałam od skrzatów coś wyjątkowego na dzisiejszy wieczór.- zaczęła z nutką optymizmu w głosie, podsuwając nogi do góry i tym samym zabierając je znad wody, aby zgrabnie i zwinnie wstać. Była tak niewielkich gabarytów, że wszelkie akrobacje nie sprawiały jej najmniejszych problemów — no, chyba że na miotle. O tym jednak lepiej nie wspominać i oszczędzić ślizgonce kompromitacji. Otrzepała szorty i poprawiła materiał swetra, podchodząc do dziewczyny. Były podobnego wzrostu i postury, jednak Nessa przez buty na delikatnym obcasie nieco nadrabiała. Zmierzyła twarz krukonki swoimi intensywnie orzechowymi oczyma.
- Fajnie, że przyszłaś. Że jesteś. Miałam nadzieję, że lepiej się poznamy. Cholera, jesteś naprawdę uroczym stworzeniem. Zacząć? Zanim zaczną spadać mamy jeszcze kilka minut, niebo do końca nie ściemniało.- kontynuowała, wyciągając dłoń w jej stronę i łapiąc delikatnie za dłoń dziewczyny. Pociągnęła ją za sobą w stronę środka pomostu, gdzie rozłożony był koc. Ruda usiadła na kolanach, klepiąc miejsce obok siebie. Jak to możliwe, że Calineczka sprawiała wrażenie jeszcze bardziej delikatnej i nieśmiałej osoby jak wilczek? Odpuściła lustrowanie jej wzrokiem, odchylając głowę do tyłu i patrząc na niebo. Na ciemniejącym niebie nadal widoczne były śladu pomarańczy i różu. Przyjemny wiatr, który znów wprawił wodę w jeziorze w ruch, uderzył w twarze obu dziewczyn, unosząc w powietrze kosmyki ich włosów.- Odnalazłaś się już w Hogwarcie? Żabka mi wspominała, że nie uczyłaś się tu od początku.
Dodała jeszcze, nieco cichszym głosem. Zupełnie jakby bała się echa, które roznieść może ich słowa dookoła. Przymknęła oczy, wyciągając ręce do góry i przeciągając się leniwie, z cichym mruknięciem. Nigdy nie potrafiła zachowywać się tak, jak powinna w danej sytuacji, zawsze musiała być hałaśliwą i nieznośną Lanceley. Zdawała sobie sprawę, że jej gesty i zachowania mogą wprawić dziewczynę w zakłopotanie lub zniechęcić do jej osoby, ale nie potrafiła inaczej. Uniosła po chwili powieki, prostując głowę i kierując ją w stronę Marceline. Przekręciła głowę nieco w bok, posyłając jej zaciekawiony, zadziorny uśmieszek.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Wyjechała bez słowa, z dnia na dzień. Obecnie Nessa jest w Ameryce, w Ilvermorny na wymianie studenckiej związanej ze stypendium z transmutacji.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 698
  Liczba postów : 253
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Sro Kwi 25 2018, 02:26

Podążałem cicho i powoli rozglądając na boki w poszukiwaniu ewentualnych zagrożeń w postaci uczennic wyłaniających niespodziewanie zza zarośli i jedynym śladem mej obecności na błoniach była popielata chmura wydobywająca z mugolskiego papierosa.
Musiałem przyznać, ta noc zapowiadała się wyjątkowo przyjemnie — banalnie piękne niebo, kojarzyłem z rzeczami trywialnymi, zjawiskiem tym bardzo łatwo można było się zakrztusić, zapominając o innych trudno dostrzegalnych sprawach.
Jako esteta, potrafiłem odnaleźć piękno w nawet najprostszych rzeczach; wzrokiem chłonąłem promienie słoneczne delikatnie przenikające kolorowym światłem przez hogwartckie witraże, z daleka przyglądałem się ludziom, dokładnie analizując proporcje ich twarzy. Uciechę wywoływało wyłapywanie kolejnego pieprzyka, znamienia, blizny czy skazy dodających prawdziwości i uroku ludzkim obliczom. Sprawiałem pozory zamkniętego w sobie i wstydliwego dziwaka, a wgapianie w lica przypadkowych osób jeszcze bardziej ujmowało mi normalności. Czasem było zabawnie, czasem strasznie lub przykro, ale nic nie było mnie w stanie odciągnąć od gapienia, po prostu.
Dawno nauczyłem się jednak, że to, co normalne, nie zawsze się spełnia — w normalnych warunkach najprawdopodobniej zrezygnowałbym z uczestnictwa w lekcji, a szczególnie w towarzystwie Nessy i innej, całkowicie nieznanej mi osoby. Lubiłem pracę w samotności, nie potrzebowałem i towarzystwa, a bycie jedynakiem zdecydowanie nie sprawiało, że byłem mniej aspołeczny. Na moje nieszczęście ostatnio nie potrafiłem odpuścić sobie towarzystwa wszy; łapałem siebie samego na coraz większym łaknieniu obecności rudowłosej. Wcześniej postrzegałem dziewczynę jak dodatek, niczym brzęcząca nad uchem mucha o poranku zatruwała każdy kolejny dzień mego życia i wręcz modliłem się o to, by dała mi spokój. Uciążliwość i upór, z którym brnęła do mej osoby, był przerażający i odciągał ode mnie, jak i od niej wielu ludzi. Niejako w zestawie ze mną, ludzie dostawali ją, w zestawie z nią dostawali mnie i była to relacja bardzo wiązana, grubym, grubym sznurem. Po czasie przywykłem, przyzwyczaiłem do głupiego poczucia humoru i idiotycznych tekstów, wiedziałem również, że wkrótce będę za tym tęsknił jak cholera, bo gdy zostanę asystentem, nie będę mógł utrzymywać ze znajomymi aż tak zażyłych kontaktów, a przynajmniej nie w szkole.
Nim dotarłem do miejsca zbrodni, zdążyłem zapalić kolejnego papierosa; w małym stopniu obawiałem się tego, co zastanę na miejscu i spodziewałem tak naprawdę wszystkiego — od scen morderstwa do rozwrzeszczanych puchonek, w których towarzystwie nie podołam pracować.
Na miejscu poczułem prawdziwe zaskoczenie, było n o r m a l n i e, za normalnie. Woda płynęła za harmonijnie, trawa była za zielona, a siedzące na mostku dziewczęta za spokojne. Zaalarmowany podszedłem powoli, jakbym czuł obawę przed utratą życia lub zdrowia; jednocześnie siląc na normalną minę, całkowicie rozluźniłem mięśnie. Delikatnie uniosłem kąciki ust do góry, usiadłem obok Nessy, uprzednio kładąc torbę z dwoma teleskopami na trawie obok koca i strzepałem popiół do wody.
Czułem niepotrzebne napięcie spowodowane obecnością nieznajomej mi damy, nie chciałem zrobić na niej złego wrażenia, wyciągnąłem w stronę @Marceline Holmes rękę i rzekłem.
- Caesar, miło poznać - musiało to brzmieć dość nienaturalnie, ale za nic w świecie nie potrafiłem powstrzymać wyimaginowanej kuli stającej w mym gardle za każdym razem, gdy nie byłem pod wpływem alkoholu lub innych używek, a musiałem mówić do całkowicie obcej mi istoty. Wyjątkowo ironicznym musiało być to, że to właśnie z kobietami łatwiej było mi nawiązać kontakt, głównie przez to, kto i jak mnie wychował. Matka i babka równie usilnie stroniły od mężczyzn przed laty zranione i oszukane, ja sam do jedenastego roku życia praktycznie nie znałem ani jednego przykładu mej płci, od którego mogłem się uczyć. Znałem mężczyzn i chłopaków, znałem Theo czy Terrego, ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że ani gryfon, ani krukon nie byli żywymi przykładami typowych samców alfa.
Wielki szacunek do damskiej nacji wpojony mi przez dwie najważniejsze kobiety w mym życiu sprawił, iż nie potrafiłem do nich mówić, ciągła obawa przed zranieniem istoty płci żeńskiej powodowała wręcz paraliżujący strach, właściwie to do praktycznie czwartej klasy nie miałem okazji rozmawiać z równolatką, a Nessa okazała się osobnikiem rozdziewiczającym, to do niej pierwszy raz powiedziałem więcej niż dwa słowa, w dodatku brzmiące sensownie słowa. Przynajmniej tak to zapamiętałem.
Po uścisku dłoni stwierdziłem, że będę dalej milczeć, pociągając kolejne buchy papierosa, myślałem o tym, by wyciągnąć trzeciego z bocznej kieszeni czarnych jeansów. Nie chciałem im przeszkadzać, przez chwilę poczułem się trochę jak intruz i chociaż koleżanki nic nie mówiły, miałem wrażenie, że przerwałem im dość ważną konwersację.
Obierając sobie za cel to, by w żadnym stopniu nie zbłaźnić przed nową znajomą, która zawsze mogła okazać się jakimś punktem zwrotnym w mym nudnym życiu trwającym dwadzieścia jeden lat, zgniotłem peta o mostek, wyciągnąłem paczkę w stronę towarzyszek nocnej zbrodni, częstując je bez słowa i uśmiechając trochę bardziej zachęcająco, by dodać im otuchy. Żałowałem przez chwilę, że nie jestem wodzirejem rozmów, otuchy dodawała myśl, że jest tu Lanceleyówna, a ona potrafiła rozbujać każdego nudziarza — nawet mnie.

(wyszło trochę za długo, wybaczcie, ale to te posty o trzeciej)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1180
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1110
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   Czw Kwi 26 2018, 19:21

Nie była pewna czy to dobry pomysł. Nie znała Nessy, ba!, nie przypuszczała, że dziewczyna mogła być aż taką gadułą, a co za tym szło - gubiła się pomiędzy kolejnymi frazami i tonęła w jakimś dziwnym gąszczu niejasności. Próbowała się skupić, pozbierać myśli, ale najważniejszym było to, żeby się przemóc w utrzymaniu kontaktu wzrokowego z nieznajomą, a zaraz potem dołączyć do płynnej konwersacji. Cóż za szczęście, że Lanceley tak płynęła po tematach, a Holmes mogła jedynie przytakiwać, prawie w ogóle niepytana o zdanie.
- Co to takiego? - zapytała i przejawiła cień zaintrygowania, przez co na pewno wydawała się bardziej rozmowna niż do tej pory. Spoglądanie na ślizgonkę było jednak dużo ciekawsze, aniżeli dociekanie, stąd spojrzała na książki, a zaraz potem wbiła błękitne tęczówki w twarz nowo poznanej koleżanki, którą kojarzyła jak przez mgłę. Marceline lawirowała na pograniczu całkowitego odosobnienia a świadomego wyjścia do ludzi, co zaczynało być równie problematyczne jak na samym początku. Pewne rozmowy, frazy, sentencje - niestety - wbiły się zbyt mocno pod membranę skóry,  by tak po prostu przełamać własne obawy, które utrudniały wszelkie kontakty.
- Dlaczego na to liczyłaś? - pytanie wyleciało spomiędzy malinowych warg nagle, zupełnie niekontrolowanie. - Tak, wiem, ale... Ja po prostu źle się czuję, gdy nie mam wszystkiego przygotowanego, dlatego pozwól, że rozstawię teleskopy, dobrze? - wydukała po chwili i przeszła do działania, a zaraz potem podniosła się na równe nogi, choć chwilę wcześniej przyjęła zaproszenie do wspólnego siedzenia. Była jednak zbyt ruchliwa, ciekawska i musiała zapewnić im odpowiednie stopnie, stąd majstrowała przy użyczonym sprzęcie, nieustannie spoglądając na Nessę.
- Właściwie, sama nie jestem pewna, ostatnio myślałam o kolejnej zmianie szkoły, tak szczerze - powiedziała zgodnie z prawdą, lecz usta Holmes wygięły się w subtelnym uśmiechu. - Postanowiłam jednak dokończyć tutaj studia - tak, to prawda. Rozważała taką perspektywę przez wiele dni, a to tylko dlatego, że przytłaczały ją te wszystkie problemy, rozważania i jedyne co chciała osiągnąć od życia to gwałtowny spokój, który ułatwiłby funkcjonowanie. Nie potrafiła jednak wyrzec się niewypowiedzianych pragnień, emocji i uczuć, dlatego zdecydowała się na pozostanie w Wielkiej Brytanii.
Zaskoczeniem było pojawienie się kolejnego uczestnika nocnej eskapady, na co zareagowała niepokojem, bo przecież nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Taksowała sylwetkę Fairwyna, a gdy poczuła jak policzki palą ją od narastającej pod membraną skóry nieśmiało, odwróciła pospiesznie wzrok. Dopiero jego dłoń ośmieliła krukonkę, a gdy skrzyżowała z nim swoją drobną dłoń, nikły cień uśmiechu po raz kolejny przyozdobił blade lico rudowłosej.
- Marceline - odpowiedziała dość enigmatycznie, ale to chęć poczęstowania papierosem przez chłopaka uśpiła choć na ułamek sekundy dyskomfort. Oczywiście, skorzystała z jego porpozycji, a kiedy nikotyna przyjemnie wypełniła płuca, poczuła jak swoboda wstępuję w jej drobny organizm. Rzadko korzystała z takiej używki, przez co po raz pierwszy od wielu tygodni poczuła się wolna. - Wiecie, że ten rój meteorów jest związany z kometą Thatchera? Czytałam o tym trochę, choć nie planowałam brać udziału w tej lekcji, przez wzgląd na naukę do kursu, jednak dałam się namówić i muszę wam powiedzieć, że to doprawdy ciekawe zjawisko! - nie była przemądrzała, po prostu lubiła dużo wiedzieć. - Mało tego!, to pierwszy rój, o którym wspominają starożytne kroniki, a mugole obserwują go od tysięcy lat - mruknęła jeszcze pod nosem, że to doprawdy intrygujące i nie skupiając się na ich reakcji, nachyliła się nad okularem teleskopu. Przypatrzywała się zjawiskom na niebie, choć tak jak mówiła Lanceley - nic się jeszcze nie działo.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pomost, na północnym krańcu jeziora   

Powrót do góry Go down
 

Pomost, na północnym krańcu jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
jezioro
-