Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 38, 39, 40
AutorWiadomość


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptyPią Cze 11 2010, 02:49

First topic message reminder :


Dziedziniec
Po środku szkoły znajduje się sporych rozmiarów dziedziniec z równo przystrzyżoną trawą. Z każdej strony otaczają go mury zamku. Na samym środku stoi natomiast duża fontanna, zawsze zbierająca wokół siebie chcących odpocząć po lekcjach, uczniów.



Ostatnio zmieniony przez Bell Rodwick dnia Sob Wrz 06 2014, 18:06, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Felicie U. Joyner

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 511
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 676
http://www.czarodzieje.org/t8491-felicie-ula-joyner#240158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8567-fujka-zaprasza#242119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8494-centrum-dowodzenia-fuj#240163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8493-felicie-ula-joyner#240162
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptySob Cze 21 2014, 14:59

Jeśli jest źle. To bardziej przez nas czy przez drugą osobę? Choć zrzucamy swoje winy i udajemy, że to wszystko może być nieprawdą, bo już ktoś to wziął, to nadal uwikłani w tej rozpaczy jesteśmy tu. Bo nigdzie indziej. Potrzebujemy na to patrzeć, bo to wyrywa nam oczy. Jesteśmy źli dla siebie, zadajemy sobie ból, bo umartwianie się i oskarżanie to taki akt desperacji... Czy właśnie tak nie było z Felicie gdy tylko myślała o Stormie? Możliwe. Możliwe, bo gdzieś zagubiła swoje puchońskie zapędy i oddaliła się, co by jedynie to wszystko gdzieś tam zagrzebać. Śmierć jego siostry zbiegła się z rocznicą śmierci jej matki, pobytem w szpitalu ojca... Ile rzeczy mogła unieść na swoich drobnych barkach? Teraz siedząc na dziedzińcu ignorowała strugi deszczu, które obijały się o daszek, pod którym się znajdowała. Trzymała w dłoni wilgotny pergamin i śpiewała, a to ciszej, a to jednak głośniej. Ćwiczyła, choć nie było nikomu komu zawierzyłaby siebie i ten występ. Bo przecież jej matki już nie było, tata siedział w Verwood, a tutaj? Przecież i tak jakoś usypiała się pomiędzy kolejnymi nowościami dotyczącymi romansów czy coś. Oczywiście nie narzekała na samotność, ta nie zdążyła jej pochłonąć. Miała przyjaciół, ale unikała ich problemów, podobnie jak swoich. Nie potrafiła stawić czoła ich zagwozdkom i rozwiązać ich jakoś logicznie. Pewnie stąd też wynikała ewakuacja wobec tragedii Storma. On sobie nie radził, ona nie umiała patrzeć na to jak wszystko go boli. Dryfowała gdzieś pomiędzy "mogę", "nie mogę". Miała prawo się zgubić, a ona nigdy nie umiała prowadzić ludzi. Zawsze szukała czegoś, co byłoby punktem odniesienia. Nie potrafiąc określić swoich uczuć uznała chyba za łatwiejsze, by go zostawić... A teraz nagle jego powrót do zamku, kilka listów, kilka dziwnych słów i w ogóle ta cała sprawa z akademią, balem. Przecież ona nawet nie zamierzała się pojawić na głównej zabawie! Czułaby się tam źle. I już teraz wzdrygała się na samą myśl o tym, że musiałaby się pojawić tam i jeszcze gdyby komuś się nie spodobało jej towarzystwo to co... Mogłaby się zamienić w każdego.
Jakby na tę myśl jej blond włosy zaczęły przeradzać się w czarne począwszy od końcówek. Nie lubiła siebie w tym kolorze, więc gdy tylko zauważyła co się dzieje wzięła głęboki oddech by się opanować, tym samym przerwała śpiewanie. Aczkolwiek zmusiła blond włosy do przejścia w delikatny róż, który pasował do odcienia jej ust... Idealnie, prawda?
Ignorując więc całe zajście ujęła jeszcze raz kartkę i nawet podniosła się z ławki, by po raz ostatni dzisiejszego dnia poćwiczyć swoje kwestie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Storm E. Xander

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 27
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1410
  Liczba postów : 256
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8625-storm-ethan-xander
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8626p15-free-sex-for-everyone#243694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8677-write-for-sex
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8627-storm-ethan-xander
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptySob Cze 21 2014, 16:52

Czasem jest po prostu źle. Czasem świat jest zwykłym skurwielem i wrzuca nas w sam środek wielkiego zła i nic nie możemy na to poradzić. W przypadku Storma, przynajmniej jego zdaniem wina była całkowicie po jego stronie. To on był zawsze z ich dwójki tym z rogami. sunny jak nic miała nad głową aureolę, uśmiechnięta i chętna do pomocy, ale jednocześnie odrobinę szalona i chętna do wybryków i psikusów. Ten jeden jednak przeważył na całym jej życiu. I nie tylko jej, ale i jego i całej jego rodziny. Choć i tak Storm nigdy nie potrafił postawić się w ich sytuacji po stracie siostry. Była jego bliźniakiem. Częścią. Nieodłącznym elementem. Czymś bez czego nie mógł funkcjonować. Jak więc teraz mu się to udawało.
Pamiętał te noce w Mungu jak dziś, gdy siedział z głową w dłoniach pod jakąś ścianą czekając na jedno zdanie, jedno "będzie dobrze", które nigdy nie padło z ust uzdrowicieli. Nie było dobrze i już nigdy nie miało być, przynajmniej dla niego.
Był jakby poza światem, funkcjonował tylko w nim. I nie było nikogo, nikogo kto byłby w stanie mu pomóc, naprawić go. Jedyna osoba, która zawsze potrafiła to zrobić opuściła świat. Rodzina? Nie, nie mógł tam zostać, za bardzo przypominali wszystkie szczęśliwe dni z nią. Opuścił dom, opuścił przyjaciół wynajął jakieś podrzędny pokój w Londynie i tam zaszył się, popalając i popijając całymi dniami. Miał wszystko gdzieś.
Można powiedzieć, że list od trenera Blumalla podniósł go na nogi, dając mu nowe życie. Niestety, dając mu też nowe postrzeganie na świat i chowając głęboko jego pozytywny charakter. Został na tym świecie sam i skoro nie było Sunny, nie potrzebował nikogo więcej.
A teraz trafił tu. Do tej przeklętej szkoły, w której każdy korytarz kojarzył się z nią i w której stacjonowała też młodsza siostra. Westchnął i wyszedł na błonia. Miał gdzieś, że padało. Nie rozpłynie się przecież z cukru nie był. Z dłońmi w kieszeni i papierosem w ustach maszerował bez celu i wtedy dostrzegł FUJ.
Była, sam nie wiedział kim była ani kim jest. Zostawiła go, gdy potrzebował oparcia, gdy jedyną osobą, która mogła mu pójść dalej była ona. Podszedł bliżej, prawie bezszelestnie opierając się o jakieś drzewo, czy belkę podtrzymującą daszek i po prostu patrząc na nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Felicie U. Joyner

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 511
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 676
http://www.czarodzieje.org/t8491-felicie-ula-joyner#240158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8567-fujka-zaprasza#242119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8494-centrum-dowodzenia-fuj#240163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8493-felicie-ula-joyner#240162
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptySob Cze 21 2014, 20:57

Felicie nie zawsze potrafiła stanąć na wysokości zadania. Stąd zaskoczyła ją propozycja przejęcia funkcji prefekta po Mathilde Villadsen, jednak nie miała siły odmawiać profesor Glaber... Może rzeczywiście nie było już inny kandydatów? Tak czy owak, Fela bardzo chciała ten jeden raz stanąć nawet na palcach by pokazać, że potrafi być odważna i szczera ze sobą. Że w tym jednym momencie naprawi wszystko, co gdzieś tam się rozpadło i zdecyduje się na rzeczy, których nigdy nie robiła... Miała nawet listę głęboko ukrytą pod materacem łóżka w dormitorium, w którym zawarte miała wyzwania, które zamierzała spełnić dla siebie. Nie po to, żeby udowodnić coś światu. Bo żyła właśnie po to, by to wszystko prowadzić dla tych kilku chwil. Dlatego zdecydowała się na występ na koniec roku, bo była w pełni świadoma tego, że to albo ją złamie, albo poprowadzi na dalsze niwa zielone. Nie chciała się poddać. Za to chciała stanąć na palcach i dotknąć gwiazd, a gdyby się nie udało... To zawsze mogła uciec. Ale jeszcze nie teraz. Teraz ćwiczyła, a gdy zauważyła Storma opuściła rękę z wilgotną kartką wzdłuż ciała i zamrugawszy kilka razy nie ruszała się teraz z miejsca. Wlepiwszy w niego wzrok zmusiła się do delikatnego uśmiechu. Ale i to zaraz zmarło, by ustąpić obcemu jej dotąd zakłopotaniu. Natychmiast więc założyła ręce na piersiach, ale bardziej po to by objąć samą siebie, niż np. dać wyraz buntu. Spuściła na moment wzrok na czubki swoich butów, a potem westchnęła krótko, prawie niedosłyszalnie.
- Szukasz mnie? - Wiedziała, że nie. Już dawno jej nie szukał. Już dawno nikt jej nie szukał. Co zatem jej przyszło do głowy, by zadać mu takie pytanie? Nie wiadomo. Ale może to było jedyne co miała na brzegu języka, a chęć usłyszenia "tak" była o wiele silniejsza niż późniejsze zapytanie "po cóż"? Kto by ją tam wiedział. Jeśli ta rozmowa miała zakończyć się kłótnią, albo krótkim wyzwiskiem pękniętym na do widzenia to chciałaby uciec.. Ale przecież nie. Prawda?
- Dobrze się czujesz? - Spytała cicho. I wcale nie chodziło o stan fizyczny. Oni oboje wiedzieli jaki jest sens tego pytania. Ciekawe jednak czy Storm jest w stanie udzielić jej odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Runa Grímsdóttir

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 106
http://www.czarodzieje.org/t9479-runa-demetria-grimsdottir#263703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9490-misfit#263847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9489-maly-cwaniaczek#263844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9488-runa-demetria-grimsdottir#263840
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptyPon Wrz 01 2014, 19:56

Dziwny był ten list od Gemmy. Dziwny i niespodziewany. Dziwny głównie dlatego, że pierwszy raz o coś Runę błagała, a niespodziewany z tego względu, że mały cwaniaczek przyleciał z powrotem bez żadnego smakołyka w dzióbku, co oznaczało że albo był przestraszony, albo polubił Zaharównę na tyle, aby nie chciał na niej wymuszać dokarmiania. Problem w tym, że nawet swojej właścicielki nie lubił tak bardzo. Zawsze musiała mu coś wyszperać z najdalszych zakątków błoni, bo w innym wypadku blokował się na kilka dobrych tygodni i najzwyczajniej w świecie nie chciał dostarczyć niczego. Czy to list, czy upominek, nieważne, blokował się i koniec. Mołdawianka była więc niebywale wkurzona, dawała to po sobie poznać, a także najpewniej trzepnęła malca po głowie, żeby tylko ten ruszył się z miejsca. Nie byłoby to dziwne - nikomu jeszcze nie udało się wycyganić darmowej wysyłki. To z kolei najpoważniejszy powód, dla którego Grímsdóttir bez wahania zgodziła się potowarzyszyć dziewczynie w paleniu, pomimo swojego luźnego postanowienia, które to zakładało czasowe rzucenie tytoniu. Niezdrowe to, szkodzi, chociaż czasem relaksuje. Przerwy są bardzo, ale to bardzo wskazane. No właśnie - żal tylko, że do żadnej przerwy nie dojdzie, bo pewnie chcąc nie chcąc i tak weźmie jakiegoś miniaturowego zabójcę do ust, dając mu robić jego robotę. Ach, jaka to nieciekawa wizja. W każdym razie, narzuciwszy na siebie mundurek, którego nie lubiła zbytnio ciągle nosić po szkole, ale wolała się obronić od potencjalnego gniewu Gemmy ze względu na spóźnienie tudzież w ogóle niepojawienie się Włoszki na miejscu, ruszyła na dziedziniec. Akurat ten region zamku był zawsze w miarę prosty do znalezienia, przynajmniej dla Demetrii, która zawsze jak się w Hogwarcie gubiła, to ostatecznie trafiała właśnie na ten wielki dziedziniec. Nigdy jakoś nie zrozumiała, czym to było spowodowane, ale że ostatecznie zapamiętała kilka dróg od niego do jakichś ważniejszych miejsc, to cieszyła się, że tak się to zawsze kończyło. Dotarła na miejsce całkiem szybko, chyba nawet szybciej niż zakładała to jej przyjaciółka, a kiedy już przysiadła na brzegu fontanny, zaczęła szukać po kieszeniach zarówno papierosów, jak i różdżki, tej drugiej po to, aby służyła jej jako zapalniczka, mimo że naprawdę miała zamiar nie wdychać tego całego dymu ze swojej winy. A skoro miała być dobrą kumpelą, to co miała zrobić, jak nie ubezpieczyć się na wypadek słabej pamięci Zaharov?
Problem w tym, że żadnym fajek nie znalazła, a różdżkę najpewniej zostawiła w dormitorium.
No ups.
Ale ona pewnie zaraz przybiegnie.
Bo kto by kazał Runie czekać dłużej niż dwie minuty?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gemma Zaharov

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptyPon Wrz 01 2014, 21:02

Gemmę aż telepało. Widocznie ptaszysko wyczuło, że z nią nie ma dziś żartów. Nie w głowie jej były smakołyki i nagradzanie sowy za dostarczone listy. Szczerze mówiąc, zachowywała się jak nie ona. W myślach rozkminiała każdy możliwy scenariusz na wyszukane tortury. Może powinna tą tępą pizdę powiesić za kudły, a potem poderżnąć gardło? Albo lepiej wbić gwoździe w kolana i potraktować prądem? Nie, nie zrozumcie jej źle - nie była żadną sadystką. Miała przecież bardzo przyjemne usposobienie, muchy by nie skrzywdziła. Ale tamta wstrętna podszywaczka wyprowadziła ją z równowagi. Najpierw chodziła po dormitorium, próbując się uspokoić.
Wdech, wydech. Wdech, wydech. Super, jeszcze tak z milion razy.
Robiła też pajacyki. Wychylała się za okno. Potem rzucała poduszką po całym pokoju. Nic. Wreszcie postanowiła napisać do Runy. Może to ona robiła sobie z niej te paskudne żarty? I zamieniała się w nią, a potem pisała okropne listy? Nie, na pewno nie. Nie zrobiłaby jej tego. Przecież przyjaźniły się. Z Felką zaś sobie wszystko wyjaśniły i też było u nich całkiem dobrze, więc to też odpadało. Ewidentnie jakaś głupia jak paczka gwoździ pannica szpanowała umiejętnością metamorfomagii/warzenia wielosokówki i chciała koniecznie zdenerwować Zaharov. Dziewczyna zaczęła w myślach przeglądać wszystkie osoby, które mogły jej nienawidzić i... ojej, może to Tanner? To by było do niego podobne. Plus znał się na eliksirach. O Merlinie...
Wraz z usłyszeniem tych rewelacji w swej główce, wypadła z dormitorium, niemalże biegnąc, aby znaleźć się na dziedzińcu. Rozemocjonowana, w podniszczonym mundurku, z drżącymi dłońmi. Zauważywszy Runę, przyspieszyła kroku, a gdy stała już przed nią, po prostu rzuciła się jej w ramiona, nie patrząc na to, co uważa o tym Grimsdottir. Co więcej ściskała ją tak przez dłuższą chwilę, napawając się jej ciepłem oraz zapachem, ale istniał pewien problem - nawet to nie dało rady jej uspokoić.
- Wyobraź sobie - zaczęła, kiedy się w końcu odkleiła. - że byłam ostatnio na historii magii i zobaczyłam jakąś wywłokę, która wyglądała dokładnie jak ja! A potem dostałam od niej obraźliwe listy, o tym, że to niby JA jej ukradłam wygląd. Co za bzdury - mówiła drżącym głosem, aż w końcu sięgnęła po papierosa i różdżkę.
- Sądzę, że to Tanner. Wie już, że tu jestem i jest na mnie cięty. Plus zna się na eliksirach. To na pewno on. Nie rozumiem tylko czemu mnie aż tak nienawidzi - dodała, odpalając swojego fajka i zaciągając się z lubością dymem tytoniowym. Odchyliła lekko głowę do tyłu, patrząc gdzieś w niebo.
Wdech, wydech. Wdech, wydech. Super, jeszcze tak z milion razy.
Miała to w dupie, że ktoś może ją usłyszeć. Musiała to z siebie wyrzucić. Szczególnie, że wiedziała, iż zraniła ślizgona, ale na Merlina... to było dawno. Powinien się wreszcie otrząsnąć. Przecież nie chciała źle, pomyliła się, po prostu. A to, co on teraz zrobił... przechodziło wszelakie pojęcie.
- Nadążasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Runa Grímsdóttir

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 106
http://www.czarodzieje.org/t9479-runa-demetria-grimsdottir#263703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9490-misfit#263847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9489-maly-cwaniaczek#263844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9488-runa-demetria-grimsdottir#263840
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptyWto Wrz 02 2014, 20:00

Kołysała sobie nogami, obijając je od czasu do czasu o fontannę. Czekanie prędko ją nudziło, zwłaszcza jeśli wiedziała, że czeka na coś co będzie niebywale intensywne. Po tym, co przeczytała od Gemmy, nie spodziewała się niczego innego. Zwłaszcza że użyła tak ciężkich słów jak "kocham" i "cię" połączonych w jedno wyrażenie, a jeśli dobrze się wszystko Runie w pamięci układało, to akurat ona zbyt często ich chyba tak nie używała. Zresztą, kto wie, dużo ludzi dziewczę znało, toteż często myliło charaktery jednych z drugimi. W tym przypadku mogło być zapewne tak samo, ale o tym się jeszcze przekonamy. Jedyny problem, jaki rudowłosa teraz miała, to to, że czekała dłużej niż dwie minuty. Nie pilnowała tego zegarkiem, nie pilnowała tego umysłem, nie pilnowała tego niczym. Po prostu wiedziała. Była na to bardzo wyczulona, no bo przecież czekała na coś niebywale intensywnego. Zaharov wyłoniła się z zamku po kilku chwilach od momentu, w którym Demi doszła do wniosku, że czeka zbyt długo. Wtedy już postanowiła zająć się czymś na zabicie czasu, toteż wzięła w jedną dłoń kosmyk swoich włosów i ćwiczyła na nim skupienie, zmieniając jego kolor tylko i wyłącznie na tym krótkim odcinku, od miejsca trzymanego przez palce aż do - rozdwojonych delikatnie - końcówek. Czarne, blond, zielone, niebieskie, czerwone, raz nawet białe, potem pomarańczowe, w końcu żółte oraz z powrotem rude, bo jak już wspominałam, Mołdawianka wpadła na dziedziniec. Włoszka wstała z grzeczności, gotowa na jakiś tam przyjacielski, powitalny uścisk, ale nie na aż taki gest. Zachwiała się na nogach, wstrzymując krótko oddech, w strachu przed wpadnięciem do fontanny, jednak jakiś cud zatrzymał dziewczyny przed tym zapewne bardzo niemiłym wydarzeniem. W tenże sposób Runka też mogła się napawać równie przyjemnym ciepełkiem i zapachem Gemmy. Nie rozumiała tylko, dlaczego się tak długo ściskały, skoro jakoś nie zapowiadało się między nimi na większe zbliżenie. Może Wioleta nagle zmieniła zdanie? Zobaczymy. Teraz wiadomo na pewno, że miała nowe perfumy.
- To nowe perfumy, prawda? Ładne - powiedziała, jeszcze zanim niższa o te sześć centymetrów panna się od niej odkleiła. Lubiła, kiedy jej znajome ekwipowały się w coraz to nowsze zapachy, głównie dlatego że miała ten swój mały fetysz - podobny do mojego fetyszu literackiego - który zakręcał jej w głowie za każdym razem, kiedy czuła jakąś nową, piękną woń. Czasem działo się to nawet w przypadku mężczyzn, ale niebywale rzadko, ostatnimi czasy nawet o wiele rzadziej. W każdym razie, Zaharov postanowiła opowiedzieć swoją historyjkę, a Runa siadła z powrotem na fontannie, pokazując rozgadanemu już dziewczęciu miejsce obok, w geście zaproszenia. Nawet jeśli ta niespecjalnie kwapiła się do siadania, to porywająca opowieść tak czy inaczej została opowiedziana. Włoszka niezbyt chciała przerywać, toteż najzwyczajniej w świecie patrzyła od czasu do czasu na towarzyszkę, miejscami zabierając oczy i prowadząc je w inne miejsce, zgodnie z zasadą nachalności kontaktu wzrokowego, którego nie można zbyt długo utrzymywać, aby właśnie nie wyjść na człowieka nachalnego, z drugiej jednak strony trochę należało go zachować, bowiem w ten sposób pokazywało się zainteresowanie rozmową. A kto jak kto, ale Grímsdóttir była w takiej żonglerce spojrzeniem mistrzynią.
- Oczywiście, że nadążam, co za głupie pytanie - powiedziała uszczypliwie, oczywiście żartując - I co dalej? - dodała, dochodząc w międzyczasie do wniosku, że na pewno będzie trzeba spytać o barwę głosu tej całej podróbki. Ale to później. Przecież Zaharówna musi się wygadać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gemma Zaharov

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptySro Wrz 03 2014, 12:20

Gemma... podchodziła bardzo lekko do życia, tak samo jak lekko jej było rzucać emocjami na prawo i lewo. Różnymi obietnicami, składanymi deklaracjami. Była chyba emocjonalnie wypruta z poczucia odpowiedzialności, czy czegokolwiek innego. Może była jakaś ułomna uczuciowo? Nie miała pojęcia. Wiedziała tylko, że wszelakie porażki na tym tle zupełnie jej nie obchodziły. Może w tym tkwił szkopuł, jeżeli chodzi o Tannera. Sądziła, że go kocha, choć przecież była gówniarą - a potem? Potem chyba pokochała tamtego chłopaka, z którym się całowało, a ślizgon to zobaczył. Seria niefortunnych wydarzeń. A Zaharov się po prostu pomyliła, bo tamten chłopak ją zdradził. Karma to suka? Tak, zapewne. Może dziewczynę by to coś nauczyło, gdyby jednak nie to, że... było jej smutno przez jakiś czas, a potem, potem zupełnie o tym wszystkim zapomniała. Nie lubiła się babrać w przeszłości. Nie lubiła myśleć, że jest skrzywdzonym przez los dzieckiem, bo musiała wychowywać się w domu dziecka, w dodatku później bez swej siostry, która ją olała i nie odpisywała na listy. Wielka diwa, gwiazda niemalże, którą Gemma obdarowała chyba jedynym uczuciem, na które było ją stać - szczerą nienawiścią. Ona by się tak nigdy nie zachowała, nawet gdyby zamieniły się miejscami. Martwiłaby się o Nonnę, prosiła rodziców, aby po nią wrócili, albo żeby mogła się z nią spotykać - cokolwiek. Nie mogła tamtej wybaczyć tego, co zrobiła. Że te dziewięć lat wspólnej niedoli nic dla niej nie znaczyły. Że wolała się od niej odwrócić i żyć swoim beztroskim życiem. Tak, krukonka była przekonana, że ta druga po prostu zasmakowała lepszego życia i nie chciała się zadawać z biednym plebsem. Bolało, ale na co dzień Gemma po prostu o tym nie myślała. Żyła dalej. Tworzyła, uczyła się - robiła to, co potrafiła najlepiej. Nawet przez myśl jej nie przyszło, że ta druga dziewczyna, którą nagle spotkała na lekcji historii magii to jej siostra. W końcu spędziła w Hogwarcie już kilka miesięcy, a nigdy jej nie spotkała. Ponadto tamta nie podeszła do niej, by nadrobić stracony czas. A może jednak wciąż się jej wstydziła?
Różne myśli kołatały jej się w głowie. Ale teraz główną, przeważającą było to, że po prostu to wina Chapmana, który nie pogodził się z błędem Zaharov i przez te wszystkie lata nie otrzeźwiał. Nie rozumiała tej sytuacji. A może jednak to jakaś dziewczyna? Choć, z drugiej strony, pisząc listy łatwiej udawać kogoś innego. Ona już nic nie wiedziała. Miała taki cholerny mętlik w głowie. Myśli biegły jak oszalałe, a ona nie wiedziała, co robić. Uścisk runy, a potem nikotyna rozlewająca się po jej układzie nerwowym, to wszystko działało kojąco. Jednak nie na tyle, by ukryć drżenie rąk, rozbiegane spojrzenie i stopę wystukującą jakiś nieokreślony rytm na kamiennym podłożu. Spojrzała niepenie w stronę Grimsdottir, kiedy pokazała miejsce obok siebie. Gemma jednak pokręciła głową.
- Nie mogę. Roznosi mnie. Mam ochotę komuś przywalić. Ale nie tobie, oczywiście! - zapewniła od razu, machając dłońmi, aby biedna Włoszka się nie zestresowała przypadkiem. Za to jej słowami była zdziwiona, dlatego spojrzała na nią z zaskoczeniem - ale przynajmniej na moment zapomniała o tym całym cyrku, który spędzał jej sen z powiek. Może nie dosłownie, bo jeszcze nie spała od tamtego wydarzenia, ale to nieistotne.
- Dzięki - powiedziała trochę zbita z tropu, a potem znów się zaciągnęła, po chwili wypuszczając kłęby dymu gdzieś w eter. Musiała się skupić. Podejść do tego logicznie, niczym prawdziwy naukowiec. Tak, tak musi być. - Tak myślę, że to Tanner. Ostatnio graliśmy razem w durnia. Ewidentnie był na mnie wściekły. Wiesz, że mam siostrę bliźniaczkę. Ale jej nie brałam pod uwagę, bo to jednak dziwne, że nie spotkałam jej tutaj przez kilka miesięcy, skoro się tutaj uczyła, czy też na Sfinksie, jeżeli jest z innej szkoły i jest w czymś dobra. Poza tym chyba jakoś by zareagowała na mój widok, nie? Nie widziałyśmy się dziesięć pierdolonych lat... a ona na tej lekcji nic. Nie wiem, na Merlina, nie wiem, co mam myśleć... - jęknęła, czując, jak ją skręca z tej złości, niepewności i błądzenia po omacku wokół tego tematu. RATUNKU.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Runa Grímsdóttir

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 106
http://www.czarodzieje.org/t9479-runa-demetria-grimsdottir#263703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9490-misfit#263847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9489-maly-cwaniaczek#263844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9488-runa-demetria-grimsdottir#263840
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptySro Wrz 03 2014, 18:33

Czyli jednak dobrze udało mi się założyć, że Runa pomyliła charaktery. Nic to dziwnego, kiedy zna się tak wiele osób, a trzeba je było wszystkie poznać w niebywale krótkim czasie. Jeden rok w obcym kraju, z ludźmi z jeszcze bardziej obcych krajów, to zdecydowanie za mało. Poza tym, cała ta zbieranina nieproporcjonalnych chęci do poznawania konkretnych ludzi, bardzo ją gubiła. Bo na przykład taką Shane, u której kiedyś spędziła noc w sposób zupełnie inny od tego, który zakładałoby się między dwiema znajomymi sobie dziewczynami, poznała o wiele bardziej niż taką właśnie Gemmę, dla której była dobrą do wygadania się kumpelą. Ów stan rzeczy utarł się pewnie ze względu na jej zdolność do słuchania, niechęć do zadawania zbyt wielu niepotrzebnych pytań oraz najpewniej jakieś tam uzdolnienie do pomagania w trudnościach, chociaż na dobrą sprawę często mówiła tylko to, co jej ślina na język przyniosła. Dziwny to fart, że zawsze wychodziło bardzo fajnie i nikt nie miał przez to problemów, ale ktoś przecież musi się czasem urodzić pod szczęśliwą gwiazdą. A że patrzeć na gwiazdy też lubi, to wszystko układało się w całkiem logiczną całość. O rzucaniu swobodnie uczuciami można się pewnie całkiem mocno rozpisać w przypadku Runy, ale ona nigdy jakoś zbyt wielu nie okazywała. Pod spodem mogła sobie być bardzo uczuciowa, przechodzić miliony rozterek i tak dalej, ale z zewnątrz zdawała się tak obojętna na większość rzeczy, że niektórzy wyrzucali jej brak jakiejkolwiek żywotności. Potem momentalnie zmieniali zdanie, kiedy wyciągała ich na mugolskie potańcówki, wywijając jak najlepsza tancerka na świecie, chociaż w tej kwestii też zdawała się raczej na wyczucie, ale chyba to właśnie zapewniło jej taki sukces. Bo przecież w tańcu chodzi o wyrażanie swojej własnej osoby, toteż spontaniczne wymyślanie kolejnych ruchów musiało wywrzeć pozytywne wrażenie. Śmiesznie, że tak jej fajnie, skoro muzyka darzyła ją wielką nienawiścią, ale to teraz nieważne. Jeśli zaś chodzi o rodzeństwo, to Demi nie miała specjalnie wyrobionego zdania. Gdyby miała bliźniaczkę, pewnie starałaby się trzymać z nią jak najlepsze stosunki, bo przecież na sto procent spotkałyby się z tym samym losem, który uraczył dziewczynę jako jedynaczkę. Gdyby jednak miała mieć rodzeństwo młodsze... a no właśnie. Młodszego się spodziewała. Dziadek usilnie próbował, próbuje i będzie próbował wydać mamę za jakiegoś czystokrwistego czarodzieja, a potem pewnie sam będzie zapewniał im dostawy przeróżnych specyfików zwiększających popęd seksualny, aby wyprodukowali jak największą ilość dzieci. Bo czymś przecież trzeba czarną owcę zasłonić. Nie byłoby nawet dziwnym, gdyby przez tą bandę bachorów Grímsdóttir miała wylecieć z rezydencji już na zawsze. Oni wszyscy zaczęliby pewnie udawać, że Runy nigdy nie było. W sumie co im się dziwić? Tyle wstydu ile przyniosła, pewnie nie mogłaby już w żaden sposób odpracować.
Gemmę pochwała zbiła z tropu, zaś Demetrię owa reakcja niebywale rozbawiła. Lubiła sobie od czasu do czasu wprowadzić zamieszanie, a że okazja nadarzyła się niespotykana, to nie pozostawało nic innego, niż tylko to zrobić. Zresztą, kto wie czy Zaharov nie zrobiłaby jej potem wyrzutu z powodu niezauważenia tego nowego zapachu. Runa na jej miejscu pewnie byłaby zdolna to zrobić, ale wolałaby na wspomniane miejsce nie stawać. Cały ten mętlik, który ciemnowłose dziewczę obecnie gościło w swoich umysłowych progach, naszego kochanego rudzielca prędko zdołałby wykończyć. Po co się tak od razu zamęczać? Włoszka wzruszyła obojętnie ramionami, nie mając najmniejszego zamiaru przejmować się ani odrzuconą propozycją, ani niespodziewanym uspokajaniem. Jakoś nie wyglądało na to, żeby Mołdawianka chciała akurat jej przyłożyć, ale dobrze wiedzieć, bowiem element zaskoczenia na przestrzeni lat potrafił położyć nawet najlepszych wojowników. A teraz, kiedy owego elementu nie będzie - może wręcz przeciwnie? - powinno być o wiele prościej. Demi słuchała więc cierpliwie dalszego ciągu historyjki, łatwo dochodząc do wniosku, że ów problem rzeczywiście jest całkiem poważny. Potem kiwnęła kilkukrotnie sama do siebie głową, niczym lekarz wpadający na jednoznaczną diagnozę, aż wreszcie wstała znowu z fontanny, podchodząc do swojej towarzyszki.
- Chodź tu, bo zaraz nie wyrobisz z nerwów - mruknęła głosem nieznoszącym sprzeciwu, szykując się do kolejnego uścisku. Potem odezwała się ponownie, już po kolejnym nawiązaniu kontaktu fizycznego, bo jakoś nie widzę żeby Gemma zechciała go odmówić. Ja bym nie odmówiła.
- Dziwi mnie, że tak wykluczasz swoją bliźniaczkę. Różne się dzieją rzeczy, może po prostu cię nie pamięta, albo coś? - spytała cicho, zadowolona z obecnego położenia, bowiem mogła sobie perfidnie głaskać Gemmę, jak gdyby była od niej starsza, a także zachowywać się jak zawodowy doradca, jak gdyby była mądrzejsza. Trochę to łechtało jej ego, nie można się sprzeczać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gemma Zaharov

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptyPią Wrz 05 2014, 16:53

Gemma chciała znać wielu ludzi, tylko ci ludzie nie chcieli znać jej, smutek. Ale krukonka bywała bardzo uparta, to trzeba jej przyznać. Szczególnie w kontaktach międzyludzkich. Nie przeszkadzało jej nękać kogoś listami czy też nagabywać obcych jej ludzi. Miała jakiś swój plan na życie, choć był najbardziej chaotycznym na świecie. Lubiła jednak tak egzystować na tym dziwnym padole. Robiąc swoje, choć nie zawsze wiedziała co robi, tak naprawdę. A potem nagle chwytała się czegoś innego, by potem znów przedsięwziąć coś jeszcze innego. Wprowadzała więc stopniowo do swojego życia nieład i nieporządek, a potem z takimi brudnymi buciorami pakowała się do jestestwa innych. Nie bacząc na to, że oni może nie mają na to ochoty. Pomimo logicznego myślenia, które stosowała w przypadku nauki, na co dzień Zaharov kierowała się emocjami, impulsem, instynktem, sądząc, że odnalazła złoty środek na szczęśliwe życie. Wyrażała siebie poprzez eliksiry, wynalazki, analizę, ale jednocześnie też bawiła się w najlepsze, rozmawiała z różnymi ludźmi, wymieniając się poglądami i będąc po prostu zadowoloną z tego, co ma. Spotkało ją w końcu szczęśce w nieszczęściu jak stypendium w Salem. Nie ukrywajmy, gdyby od początku nie była zdeterminowana do tego, aby zmienić swój lost, nie byłoby jej teraz w Hogwarcie. I nie spotkałaby nigdy siostry, choć w tym konkretnym momencie nie miała jeszcze o tym najmniejszego pojęcia. Stoczyłaby się pewnie na dno, pogrążając w beznadziejności i bagnie biednej dziewczynki, która po osiągnięciu pełnoletności magicznej powinna radzić sobie sama. Ale ona by grzęzła, czuła to. Dlatego gdzieś podświadomie przepełniała ją duma, że do reszty nie spieprzyła swojej przyszłości. Bała się teraz jednak, że ten Tanner czy inny jej wróg, który zamienia się właśnie w nią, wszystko jej zniszczy. Całą pewność siebie, determinację i przede wszystkim odporność na porażki. Że rozwali jej psychikę na milion drobnych kawałków, a jej zabraknie sił, aby je wszystkie poskładać do kupy i żyć jak dawniej. Naprawdę czuła, że ma zszargane nerwy i zrytą banię tymi chorymi wydarzeniami.
W zasadzie nie miała pojęcia, czemu prosiła akurat Runę o tę przysługę, aby tamta się z nią spotkała. Pozornie były kompletnie różne, choć łączyła je jedna rzecz - siła. Dlatego Mołdawiance było trochę głupio, że niejako pokazała słabość przed Włoszką. Powinna olać całą sytuację ciepłym moczem, albo śmiać się z tego idiotycznego wydarzenia, ale nie potrafiła. Tym razem nerwy jej puściły. Nigdy nie odzywała się do nikogo w ten sposób, w jaki pisała tamte listy. Nie poznawała samej siebie. Wystraszonej, zdenerwowanej. W dodatku skończyła palić, co zwieńczyła rzuceniem peta na ziemię i jego przydeptaniem ciężkim butem, a znów chciała poczuć smak fajki, poczuć dym w swoich płucach i nikotynę szerzącą się w jej organizmie. Nie chciała jednak uwędzić swej towarzyszki, która pewnie nawet nie za bardzo chciała tu przychodzić, ale pod napływem listów od Zaharov postanowiła nie ryzykować. Dlatego krukonka powzięła trud uśmiechnięcia się do Grimsdottir, ale chyba też nieszczególnie ładnie jej to wyszło, bo mimo wszystko przejęcie tym wszystkim brało nad nią górę.
Doceniła jednak ten kolejny uścisk, w którym została zamknięta ponownie przez śliczną Runę, która tak wspaniale pachniała (HEHEHEHE) i miała tak cudownie miękkie włosy, że w zasadzie Gemma mogłaby już tak zostać w tej pozycji, oczekując, że problemy same się rozwiążą. Otóż... niestety, same się nie rozwiążą, choćby rzeczywiście miałaby stać w tym przytuleniu już do końca świata. Westchnęła więc, odrywając się od dziewczyny i słuchając tego, co ona ma do powiedzenia. Ale te słowa nie wydawały jej się jakoś szczególnie logiczne.
- Nie może mnie nie pamiętać. Rozdzielono nas w wieku dziewięciu lat dopiero, poza tym niemalże codziennie wysyłałam jej listy i opowiadałam w nich o moim życiu, pomysłach, wynalazkach i eliksirach, więc nie wierzę, że mogłaby zapomnieć - odparła, będąc niezwykle zadowolona z głaskania. Cóż, nie wzięła widocznie pod uwagę faktu czyszczenia pamięci przez nowych rodziców jej bliźniaczki. BYWA. - To musi być jakiś kiepski żart albo jakaś zemsta. To nie może być moja siosta - dodała, sama nie wiedząc, co teraz czuła. Lekką irytację wymieszaną z rezygnacją, rozczarowaniem i przygnębieniem. Chyba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eiv C. Henley

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptyPią Wrz 05 2014, 17:48

Zazwyczaj wszystko co się dzieje dookoła nas, ma wpływ na to jak bardzo się zmieniamy. Każde wydarzenie. Każda minuta, nawet sekunda są przyczyną nieodwracalnych zmian. Nasza podświadomość kształtuje kolejne zachowania, które są podyktowane ulotną chwilą, bądź co gorsza emocjami. Z tych drugich na szczęście, co poniektórzy są sprani, a co za tym idzie – nie musimy się martwić o jutro, ani tym bardziej o dzisiaj. Smutnym jest jednak to, że nie można już na to nic poradzić. Wydaje nam się, że jesteśmy jedynymi osobami na całym świecie, które przeżywają wewnętrzną tragedię, która nas obdarła z najgłębiej skrywanych tajemnic.
Chciała tylko przez moment nie wracać do tego cholernego wieczoru, w którym wydarzyło się tak wiele. Zaczynając od awantury, idąc przez szczerą rozmowę, w wypadku Eiv przez szczere milczenie, kończąc niemal na seksie, a w ostateczności na… Wyjawieniu sekretu za spraną pieprzonego kapłana. Gdyby nie ta pieprzona gra w Eksplodującego Durnia wszystko byłoby inne. Chociaż nie. Ona jest Evelyn NaWszystkichChujaKładę Henley, która próbuje niczym się nie przejmować, a jedyne co daje jej ukojenie to tytoń, który od jakiegoś czasu nie otępiał jej zbyt trzeźwego umysłu.
Dopiero teraz gdy znalazła się na dziedzińcu, poczuła wewnętrzną potrzebę jak najszybszej ucieczki. Z dala od kolejnej fali problemów, co mogło skutkować chęcią wypadu na chwilę bądź dwie do Londynu. Wystarczyło jedynie złapać frajera, który pomoże jej się teleportować, lub dotrzyma towarzystwa w spacerze na stację kolejową w Hogsmeade. Cudowny plan, który zrodził się w jej ślicznej główce został jednak odepchnięty na dalekosiężne tory, bo właśnie w tej chwili jej oczom ukazał się widok dwóch przyjezdnych studentek i jedyne na co miała ochotę, to zwymiotować. Robiło jej się niedobrze na myśl, że ktokolwiek posiada ten sam wygląd co ona i nie przestał bawić się eliksirem wielosokowym, mimo tylu ostrzeżeń. Chciała to nawet zignorować, ale pewne sprawy wymagały natychmiastowego rozwiązania. Eiv już nie myślała przytomnie. Chciała wyperswadować Gemmie, że ma wypierdalać z Hogwartu, bo nie ma miejsca w tej jednej szkole, dla dwóch dziewczyn o tej samej twarzy. Serce waliło jak wściekłe, a gdy tylko podeszła bliżej, zrobiło jej się wręcz słabo. Poprawiła flanelową koszulę, zaraz potem dłonią przeczesała nieco skołtunione włosy i nie czekając na reakcję dziewczyn, znalazła się tuż przy nich, jak gdyby nigdy nic.
-W porządku. Jestem popierdolona... – Zaczęła nieco beznamiętnie, posyłając wrogie spojrzenie Gemmie, Runę ignorując całkowicie, jakby była zbędnym powietrzem. Miała ochotę rozszarpać obie, ale próbowała trzymać nerwy na wodzy. Rzadko kiedy się odzywała, a jedyną sposobnością, by usłyszeć jej melodyjny głos były takie momenty jak ten. -Po co… Powiedz po prostu, po co? – Wydukała w końcu, ale nie brakło jej odwagi, by wyrzucić z siebie kolejną porcję obelg. Miała dosyć, każdy kiedyś pęka, a następstwa wydarzeń z ostatnich dni sprawiały, że Eiv miała dość sama siebie. To tak jakby przegrać życie, a może faktycznie zwariowała i była nieświadoma tego, że korzysta z eliksiru wielosokowego, który jej brat trzyma w szafce?
To by było naprawdę smutne, gdyby żyć w ciele kogoś innego, ale czy z Carą można było taką możliwość zignorować? Chyba niekoniecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Runa Grímsdóttir

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 106
http://www.czarodzieje.org/t9479-runa-demetria-grimsdottir#263703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9490-misfit#263847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9489-maly-cwaniaczek#263844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9488-runa-demetria-grimsdottir#263840
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptySob Wrz 06 2014, 13:01

Tak to już było, jest i będzie z tymi znajomościami. Nie każdy łaknie nowych, bardziej wyróżniających się ze względu na zaznajomienie twarzy, toteż o ile Gemma dążyła do poszerzania takiego grona do granic możliwości, o tyle Runa niespecjalnie zwracała na to uwagę. Jeśli by się głębiej zastanowić, to chyba przedkładała jakość nad ilość, przychylniej patrząc na relacje z osobami ciekawymi, niż relacje z milionem ludzi, byleby tylko zawsze miała z kim rozmawiać. I nawet pomimo tych ustaleń, nie będzie się mijało z prawdą stwierdzenie, iż Demetria wcale nie miała jako takiego planu na życie, w sensie chęci osiągnięcia czegoś konkretnego. Jak wzorowa hedonistka, chciała tylko sobie przyjemnie egzystować, czerpiąc przyjemność praktycznie ze wszystkiego, z czego się dało. Z dobrego jedzenia, z dobrego snu, z dobrego zbliżenia z drugą dziewczyną, z dobrego i miłego słowa rzuconego w jej stronę, a co najważniejsze - z niedoboru pracy. Nie była fanką poglądów starego, dobrego Epikura, żeby do tej puli wliczać dobre oceny czy jakiekolwiek inne kwestie związane ze szkołą, ale nie ma też co ukrywać, że Powyżej Oczekiwań na OWuTeMach z transmutacji wyryły jej na buźce uśmiech, który wytrzymał dobrych kilka tygodni. Reszta była wymysłem dziadka, swego rodzaju kaprysem oraz zaborczością tego starego człowieka. Bo przecież myślał, że wie co dla niej dobre. Że wreszcie ją naprostuje. Że siedząc godzinami nad książkami, zacznie być szczęśliwa. Ale on nic nie wiedział. Takie procedery wcale nie wpisywały jej na buźkę żadnego uśmiechu. Przytulanie, owszem. Dlatego właśnie stojąc sobie nie dziedzińcu, znów obejmując Gemmę, znów wdychając ten czarujący zapach jej nowych perfum, głaszcząc jej milutkie włosy, miała nieco wykrzywione ku górze kąciki swych ust. Może nie powinna, bo przecież to wbrew nastrojowi sytuacji, no ale co miała zrobić. Była przecież lesbijką, miała prawo uśmiechnąć się przy takim uścisku, nawet jeśli był czysto przyjacielski!
- A mało razy mój sowi cwaniaczek nie przynosił czyichś listów, bo ten ktoś go nie nakarmił? Twoje też mogły do niej nie dotrzeć, dziewczyno! - mruknęła z delikatnym wyrzutem, jak gdyby była poirytowana taką naiwnością Zaharówny. Od samego początku trochę naciągana zdawała jej się historyjka z kimś "kradnącym" jej wygląd tylko po to, żeby się zemścić. Okej, to bardzo fajny sposób, jeśli się kogoś wrabia w nieciekawe sytuacje - ale bez wiedzy zainteresowanego! Grímsdóttir miała kilka przypadków, kiedy ludzie przestawali ją lubić za takowe żarty, ale przynajmniej było śmiesznie. A tutaj? Tutaj nie było śmiesznie. Tutaj okazuje się, że ktoś komuś skacze do gardła, jak gdyby serio jedno drugiemu ukradło tożsamość. Najśmieszniejszy jest fakt, że na dziedziniec wkroczyła osoba rzeczywiście wyglądająca praktycznie tak samo jak Gemma. Zielonooka wbiła w nią wzrok, obserwując jak ta podchodzi coraz bliżej. Runa wyglądała na zdziwioną tylko dlatego, że dziewczyny były identyczne, a Zaharov utrzymywała się w przekonaniu, że to wcale nie jej siostra. Przecież nawet głos miały taki sam, ludzie!
- I ty serio próbujesz mi wmówić, że to nie jest twoja rodzina? - zwróciła się w stronę swojej znajomej, pokazując dłonią na Eiv. Nie było najmniejszej możliwości, aby nie były spokrewnione.
Przynajmniej biorąc pod uwagę dosyć ograniczoną wiedzę Włoszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gemma Zaharov

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptyNie Wrz 07 2014, 16:46

Czuła, jak robiło jej się słabo od natłoku wrażeń. Za dużo emocji. Serce od dłuższej już chwili biło jej nienaturalnie szybko, a dodatkowy stres oraz nerwy nie poprawiały wydatności organizmu. Dobrze było więc się schować w ramionach Runy, choćby na ułamek sekundy i zapomnieć o tym okrutnym świecie, który ewidentnie chciał ją kopnąć w tyłek. Bo jak inaczej można nazwać to, co się właśnie działo w jej życiu? Do tej pory wiodła całkiem szczęśliwą i przyzwoitą egzystencję. Dopiero niedawno zaczął snuć się za nią duch przeszłości w postaci osoby, która wyglądała dokładnie jak ona. To musiał być jakiś eliksir wielosokowy, choć na dobrą sprawę Gemma nie miała pojęcia, gdzie wywieźli jej siostrę. Równie dobrze mogła to być Wielka Brytania jak i Indie jak i USA i wiele, wiele innych miejsc - choć w Salem jej nie napotkała. W Ardeal także nie, dlatego nie mogła zostać w kraju czy choćby krajach przynależących. W teorii. Bo przecież w Hogwarcie też przez jakiś czas miała spokój. To było co najmniej dziwne i niepokojące. A przede wszystkim nielogiczne. Dlatego wersja z eliksirem była główną, która pojawiała się w umyśle Zaharov - była po prostu najbardziej prawdopodobna. I co dziwniejsze, dziewczyna założyła, że przyjaciółka również ją poprze w tych rozważaniach, a tymczasem... tymczasem wszystko wirowało niczym mugolski rollercoaster, bo Włoszka wcale nie wydawała się przekonana do przedstawionej przez Mołdawiankę intrygi. Intrygi wrednego Chapmana, który przecież był głównym - i najlepszym (najbardziej prawdopodobnym), w związku z jego umiejętnościami - podejrzanym. Potęga nauki sama mówiła za siebie! I co teraz?
- I co, nie dostarczył ani jednego listu przez dziesięć lat? Nie bądź naiwna, proszę - burknęła do niej, oburzona, że tamta potraktowała ją tak z góry. Nie lubiła tego, a nie miała najlepszego nastroju na to, aby wszystko obrócić w żart.
Teraz zaś, to zrobiło się jeszcze mniej przyjemnie, bowiem zobaczywszy minę Grimsdottir, obróciła się w kierunku podążania jej wzroku. I tam natknęła się na swoją dokładną kopię. Wyglądały tak samo, ubierały się tak samo i jak się po chwili okazało - miały identyczną barwę głosu. To sprawiło, że cała teoria Zaharov runęła niczym domek z kart. Wpatrywała się w dziewczynę otępiałym, zaskoczonym wzrokiem i zamrugała gwałtownie, stając twarzą w twarz z osobą, przez którą czuła się tak dziwnie, źle i przede wszystkim - cholernie wkurwiona. Z kolei przebijające się gdzieś przez barierę świadomości następne słowa Runy, dały jej trochę do myślenia.
- Lepiej to ty mi powiedz po co. Albo inaczej - dlaczego się do mnie nie odzywałaś przez dziesięć pierdolonych lat? Czujesz się gwiazdą, suko? - warknęła w jej kierunku, odpychając ją lekko do tyłu. Nie miała pojęcia, czy to rzeczywiście Nonna, ale było jej już wszystko jedno.
Postawiła to wszystko na jedną kartę.
Gemma taka hazardzistka.
Gemma taka spragniona rodziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eiv C. Henley

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptyPon Wrz 08 2014, 20:18

Czuła dokładnie to samo. Rozpadała się na milion małych kawałeczków, nie mogąc poskładać w całość ani jednego dnia, który przeżyła we względnym spokoju. Upadła się i traciła emocjonalną kontrolę. Próbowała, ale nie wiedziała jak to zacząć rozkładać, by wszystko miało choć iskierkę sensu. Napływające duszności i zawroty głowy sprawiały, że tylko silna wola trzymała ją jeszcze względnie na równych nogach, ale… Nie dała po sobie poznać, że umierała z każdą sekundą. Spojrzenie pozostawało beznamiętne, a wyraz twarzy nie zmieniał się nawet o milimetr. Nie drgnęła jej ani jedna zmarszczka, kąciki ust nie uniosły się do góry, ani nie wpełzł na nie grymas rozczarowania. Po prostu trwała w sytuacji, która była tak bardzo idiotyczna. Przez jej umysł przebiegło stado myśli i nielicznych wspomnień, z których próbowała wygrzebać to jedno właściwe, które będzie idealnym określaniem – czy coś przegapiła. Nic. Pustka. Była jedynaczką, która została adoptowana kilka lat temu. Jej zastępczy rodzice to Henry i Olivia, jedynym bratem jest Sweeney. Nie ma więcej rodziny. Nigdy nie słyszała o siostrze bliźniaczce, która została gdzieś tam, a ona została wzięta. Każdy dobrze wie, że bliźniąt nie powinno się rozdzielać. Jedno bez drugiego nie jest w stanie funkcjonować, więc jak mogły przeżyć tyle lat na osobności, nawet nie wysyłając do siebie listów?
Spojrzała na Runę, która w tym wszystkim wydawała się jeszcze większą wariatką niż Gemma. Spoglądała na nie naprzemiennie, aż w końcu zaczęła grzebać w torebce bez dna, by wyciągnąć z niej kilka świstków. Był tam między innymi liścik, w którym Nonna opisywała przyjazd do Londynu, a także zdjęcie. Jakiegoś dziecka. Nigdy nie rozumiała dlaczego nie posiadała swoich fotografii z czasów bycia małolatą, która dopiero co ma zamiar iść do szkoły magii.

7 lipca 2004 roku, Kiszyniów

Jesteśmy już na miejscu. Nie wiem, czy mi się tu podoba. Ona została tam. Ja tu. Kiedy się spotkamy?


Zgniatała tą kartkę w dłoni, jakby miała zaraz zostać jej wyrwana przez wiatr, bądź co gorsza, którąś z dziewczyn. Przełknęła głośniej ślinę i zrobiła krok w tył, zaraz po tym lekkim pchnięciu. Oparła się o ścianę, by poczuć, że ma w czymkolwiek oparcie. Zsunęła się po niej, a zaraz potem przyłożyła dłonie do twarzy, próbując ukryć wszystkie emocje. Miała wrażenie, że to się nie dzieje naprawdę, a im głębiej brnęła w to… Zapadła się i tonęła w natłoku własnych myśli.
-O co Ci chodzi? Listy, jakie listy? Nie mam pojęcia kim jesteś, ale nie chcę Cię w swoim życiu. Ciebie nie ma. Ty nie istniejesz, słyszysz?! Nie ma Cię! - Mówiła  przyciszonym głosem, jakby chciała pokazać, ze wcale jej tu nie ma. Że nic ją nie obchodzi. Że tej sytuacji nie przeżywa, a jest jedynie iluzoryczną ułudą. Dlaczego zatem obie były namacalne? Traciła grunt pod nogami. Tonęła w natłoku wydarzeń.
Pragnęła spokoju. Pragnęła wreszcie poznać prawdę.


Ostatnio zmieniony przez Eiv C. Henley dnia Czw Wrz 11 2014, 14:45, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Runa Grímsdóttir

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 106
http://www.czarodzieje.org/t9479-runa-demetria-grimsdottir#263703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9490-misfit#263847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9489-maly-cwaniaczek#263844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9488-runa-demetria-grimsdottir#263840
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptyWto Wrz 09 2014, 15:49

Jednej robiło się już słabo. Druga rozpadała się na milion kawałeczków. A Runa? Runa po cichu mówiła sobie w myślach, że zabawa dopiero się zaczyna. Wstając tamtego poranka z nie do końca wygodnego, szkolnego łóżka, nigdy by nie pomyślała, że wpadnie w sam środek takiej awantury. Poczynając od dziwacznego, trochę niespodziewanego listu, kończąc na przepychankach, dziewczyna cały czas czuła coś, czego początkowo nie potrafiła zidentyfikować. Dopiero teraz, będąc świadkiem kilku niemiłych słów, kilku niekoniecznie przyjaznych min oraz jednego, konkretnego, wrogiego gestu, zrozumiała że owe "coś" to napięcie, budujące się między siostrami od ich pierwszego spotkania, a które zaczęło powoli przechodzić na wszystkich wokół. Chociaż, kto wie, może to tylko Demi była aż tak wyczulona na emocje innych osób. Trzymałoby się to nawet sensownie, zważając na to, z jakim trudem przychodzi jej tłumaczenie Shane, że ona wcale nie chce powtarzać ich przygód, zauważywszy że Villadsenówna przywiązała się ociupinę zbyt mocno. Bo przecież trzeba być okrutnym, bezdusznym człowiekiem, aby bez skrupułów kazać takiej osobie spadać. Bierne obserwowanie rozwijającej się nienawiści też wymagałoby całkiem sporego okrucieństwa - chyba że Grímsdóttir usłyszałaby, że jest wariatką. Wtedy pewnie bez cienia wątpliwości opowiedziałaby się za wersją Gemmy, iż to Eiv gra w jakąś chorą grę i udaje poszkodowaną Zaharov. Chociaż to też nie takie proste, bo przecież Henley przedstawiała się jako zupełnie inna osoba, a nie jako Gemma Zaharov. Póki co, Włoszka wzruszyła tylko ramionami na względnie dobrą radę dotyczącą naiwności, dochodząc do wniosku, że każdy jej argument zostanie pewnie jakimś cudem zniwelowany. Później stała z założonymi na piersi rękoma, bacznie obserwując rozwój wydarzeń. Od samego początku zauważyła konsternację u swojej przyjezdnej przyjaciółki, obierając sobie za główny cel pilnowanie jej, aby nie zrobiła niczego głupiego. Zrobiła krok, może dwa, podążając za Mołdawianką, był to jednak gest zbyt nieśmiały, przez co jej działań nie miała szansy powstrzymać. Dopiero kiedy warknięcie wraz z odepchnięciem zapisały się już w rozdziale pod tytułem "Przeszłość", rudowłosa położyła dłoń na ramieniu Gemmy, zaciskając ją nieco. Było to działanie zdecydowane, wyrażone również kamiennym wyrazem twarzy najmłodszej ze wszystkich panien. Nie chciała tu żadnego darcia kotów, ani darcia się w sposób klasyczny, aby zaraz pół szkoły miało się zlecieć na widowisko. Zielone oczy wyłapały gnieciony przez Gryfonkę zwitek papieru, a do głowy przyszło jej kilkanaście pomysłów na to, czym ów zwitek może być. Osiemnastolatka pociągnęła swoją - nazwijmy to - ofiarę lekko w tył, chcąc jej niewerbalnie przekazać, aby się uspokoiła.
- Nie odzywaj się na razie - szepnęła, wymijając dziewczynę i podchodząc do drugiej z bliźniaczek. Przykucnęła obok niej, przyjmując nieco zmartwiony wyraz twarzy. Chwilę trwała w ciszy, aż wreszcie sięgnęła dłonią do jej głowy, zabierając się do głaskania. Czy to ktoś lubił, czy nie, taki gest zawsze sprawiał, że człowiek czuł się delikatnie bardziej jak ofiara, ale przynajmniej miał pewność, że jest ktoś, kto okazuje chociaż minimalną troskę. Licząc na jakiekolwiek spojrzenie w jej stronę, Demetria uśmiechnęła się delikatnie.
- No już, głowa do góry. Co masz na tej kartce? Mogę ją zobaczyć? - głosem operowała jak jakaś natchniona mistrzyni hipnozy. Głównym zamiarem było przekonanie Eiv do współpracy i nie wyglądało na to, żeby miała się jakoś zdenerwować za takie próby. Przecież z nich trzech to właśnie Grímsdóttir była tu dla wszystkich najmilsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gemma Zaharov

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptySro Wrz 10 2014, 16:14

To przecież była jakaś farsa. Jakaś pierdolona próba wymuszenia na nich, aby przyznały, iż to Eiv jest ofiarą. Nonsens! To ona tu była ofiarą, ona, Gemma, nikt inny! Takie właśnie myśli huczały jej w głowie, desperacko poszukując w odmętach umysłu jakiegoś sensownego wyjścia z tej sytuacji. Niestety nic z tego. Stała jak kołek, kiedy gryfonka mówiła, kiedy wygrzebywała coś z torebki, kiedy Runa zapragnęła uratować sytuację i kazała jej się zamknąć. Poczuła, jak jakaś ogromna gula rośnie jej w gardle, dlatego automatycznie przełknęła ślinę. Odeszła od nich kawałek, krążąc w kółku, jak gdyby to mogło ukoić zszargane nerwy. Bo tak, poziom zdenerwowania nieustannie rósł, a ona nie miała pojęcia co zrobić. Miała się nie wtrącać, nie robiła więc tego. Ale na usta cisnęło się tyle wyzwisk, tyle pretensji, bólu i żalu,  że musiała zaciskać mocniej pięści, musiała potem objąć się ściśle ramionami, musiała przegryzać wargę, aby nie wypowiedzieć niczego. Absolutnie niczego. Znów musiała liczyć w pamięci, albo podziwiać pięknie kwitnące kwiatki, które jej zwisały i powiewały niczym zwiędły kalafior, ale co robić. Jak żyć? W tym momencie krukonka chciała wziąć rozbieg i pierdolnąć w ścianę. Problemy zapewne załatwiłyby się same.
Więc to wszystko prawda. Nie chciała jej. Dlatego nie odpisywała na listy. Wolała żyć sobie swoim szczęśliwym życiem zamiast wracać do przeszłości. Podła egoistka. Zaharov czuła, jak na nowo wzbiera w niej złość i chęć wydrapania tej suce oczu. Była zdziwiona swoją agresją i swoimi uczuciami. Zazwyczaj przecież kompletnie nie interesowały ją emocje, bo ich najzwyczajniej w świecie nie posiadała. Olewała wszystkie porażki życiowe, absolutnie niczym się nie przejmując. A kiedy przyszło co do czego... no nie potrafiła tego zdusić. Tego kotła doznań, które wirowały w jej ciele, podchodząc aż do gardła. Chciała płakać, krzyczeć i tupać nóżkami. Jak kiedyś. Ale teraz była już dużą dziewczynką, nie wypadało.
Zerkała więc na te dwie z nieukrywanym żalem, ale szybko odwracała wzrok.
Jej już wcale nie zależało. No na pewno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eiv C. Henley

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105
Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 EmptySro Wrz 10 2014, 20:17

7 lipca 2004 roku, Londyn


Dlaczego moja siostra nie mogła z nami jechać? Nie rozumiem, przecież każdy wie, że bliźniaków się nie rozdziela… A może to ona mnie nie chciała?
~N.V.Z.


Tak bardzo gubiła się w natłoku słów i zdarzeń. Nie mogła pozbierać w całość wszystkiego, co było potrzebne do rozszyfrowania zagadki, a przecież życie Gemmy jak i zarówno Eiv, było niczym rozsypane puzzle. Na każdym zakręcie brakowało części, które tworzyłyby spójność. Wygląd. Barwa głosu. Ubrania. Niemal każdy czynnik składający się na Gemme Zaharov i Evelyn Henley był identyczny, pomijając ten jakże istotny fakt jakim był brak pamięci.
Żyła przez tyle lat w nieświadomości, że ktokolwiek na świecie może wyglądać jak ona, że może być z nią spokrewniony i przede wszystkim… Że może mieć dokładnie tak samo przesrane jak ona. Dlaczego zatem dopiero teraz wszystko wychodziło na jaw? Nie miało mało kłopotów z Noelem, z bratem, ze szkołą… Z Henrym? Za dużo. Wszystkiego było za dużo, a co za tym szło – ona pragnęła uciec jak najdalej. Do utopijnego świata, w którym znajdzie choć pierwiastek szczęścia, jakiego nie mogła zaznać tutaj. Nie chodziło już nawet o spokojną egzystencje, bo tej nie była nauczona, ale chodziło o to, by mogła oddychać pełną piersią – bez obaw o to, że ktokolwiek będzie miał pretensję, że w ogóle się urodziła. Dla niej to co działo się w tym momencie, tak naprawdę nie miało miejsca, a było jedynie iluzoryczną ułudą. Działo się w jej podświadomości, to z pewnością skutki kaca, czy czegokolwiek co można określić mianem pijackich majaków. Jeszcze chwila. Jeszcze moment. Otworzy oczy i ich tu nie będzie, przecież… One nie istnieją, prawda?
Dopiero gdy poczuła na swoich włosach dłoń nieznajomej dziewczyny, przełknęła głośniej ślinę. Chowała się przed światem, ale jej to nie wychodziło. Ludzie z zewnątrz dobijali się, jakby pieprzonymi legilimentami, ale nie mieli takich właściwości. Dlaczego zatem ona próbowała wejść tak głęboko do podświadomości Henley? To było niesprawiedliwe, bo rozkojarzona gryfonka jedyne o czym myślała, to fakt, by jak najszybciej się uwolnić z pod więzów jakie na nią nakładały obie dziewczyny.
Nie wierzę już we mnie, ani nie wierzę w Ciebie.
Podniosła głowę mimowolnie do góry i świdrując Runę błękitnymi tęczówkami próbowała odczytać jej ukryte gdzieś głęboko zamiary, których chciała się pozbyć ze swojej głowy jak najszybciej. Jeśli chciały ją stłamsić, to były na bardzo dobrej drodze, bo im… Eiv była słabsza, tym one rosły w siłę, a gryfonka już wcale nie potrafiła n trzeźwo analizować tej sytuacji. Wyciągnęła rękę w stronę Runy, by podać jej zdjęcie i zwitek karteczki, na której były dwa teksty. Zaraz potem ukryła twarz w dłoniach, nie chciała obserwować reakcji na to co mogła przeczytać włoszka. To nie było konieczne. Nie w tej chwili. Miały tyle czasu. Tak wiele mogło się jeszcze zdarzyć.

-------

http://www.czarodzieje.org/viewtopic.forum?t=16259


Ostatnio zmieniony przez Eiv C. Henley dnia Czw Wrz 11 2014, 14:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dziedziniec - Page 40 QzgSDG8








Dziedziniec - Page 40 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 40 Empty

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 40 z 40Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 38, 39, 40

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dziedziniec - Page 40 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Parter
 :: 
dziedziniec
-