Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; zaostrzone kły; wilkołacze blizny; umięśniony; skórzana obroża
Galeony : 1523
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 2519
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
Korytarz QzgSDG8




Moderator




Korytarz Empty


PisanieTemat: Korytarz   Korytarz EmptySro 05 Lut 2020, 13:45


Korytarz

W resorcie z pewnością nie brakuje miejsc a odpoczynek, a jednak dodatkową opcją są... korytarze! Pomiędzy pokojami, salonem wspólnym i stołówką, poustawiane są całe szeregi kanap, puf i stołków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Laurel Miskinis

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : litewski akcent, dużo przekleństw, głośny głos
Galeony : 36
  Liczba postów : 82
http://www.czarodzieje.org/t18096-laurel-miskinis#514713
http://www.czarodzieje.org/t18100-plomykowka-kitka#514798
http://www.czarodzieje.org/t18097-laurel-miskinis#514712
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptyCzw 06 Lut 2020, 18:38

@Dominik Rowle

Nie zgodziła się, aby skrzaty zabrały jej walizkę. Miała w niej zbyt wiele wartościowych przedmiotów, aby zaufać stworkom, z którymi dotychczas miała niewielką styczność. Zamiast jak na człowieka przystało poprosić o pomoc jednego ze swoich męskich przyjaciół postanowiła udowodnić wszem i wobec, że sama poradzi sobie z doniesieniem bagaży. Musiała przeczekać aż tłum Hogwartyczków wyniesie się z korytarza i dopiero wówczas mogła podjąć się swojego zadania. Niewiele zrozumiała ze słów właściciela resortu, a jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności nie mogła wypatrzeć ani Lazara ani Ann, których zapewne przymusiłaby do współcierpienia podczas samodzielnego tachania walizki. Podeszła zatem do recepcji i zapytała o swój pokój, bowiem kluczyk zapewne dostał Bruno albo tajemniczy Matthew. Podczas rozmowy zrozumiała, że konwersacja zabarwiona czterema akcentami (litewski, angielski, francuski i włoski) jest ponad jej możliwości. Potrzebowała dwudziestu minut, aby głośno i wyraźnie przeliterować swoje nazwisko i odkryć, że jej pokój został ponumerowany liczbą dwanaście. Ruszyła zatem żwawo z walizką, jednak nim dobrnęła do schodów tajemniczy ktoś (podejrzewała wściekłego skrzata) potraktował jej bagaż zaklęciem zwiększającym. Spomiędzy jej ust wydostała się soczysta wiązanka przekleństw (rzecz jasna w ojczystym języku) zwłaszcza, gdy odkryła, że jej różdżka jest na samym dnie walizki. Panna Miskinis nie byłaby sobą, gdyby nie podjęła się sprostaniu wyzwania. Wściekła jak osa chwyciła za rączkę walizki i pociągnęła ją w kierunku schodów. Najpierw pokonywała dwa stopnie, następnie wciągała bagaż za sobą, a musiała przyznać, że po dwóch minutach dostała już zadyszki. Zacisnęła jednak usta i zaparła się, by wnieść...
... piepsiona walizka. - wycedziła przez zęby i w tym samym momencie uchwyt walizki wyślizgnął się spomiędzy jej palców. Mogła obserwować jak ta spada z dziewięciu schodków wprost na parter, a przy tym suwak traci cierpliwość i rozrywa się, wypluwając z wnętrza bagażu jej osobiste rzeczy typu: nie tylko ubrania i bielizna, ale jeden album, aparat, przemycone małe winko Voruty (którym miała upić Bruna, który stał się jej celem), kosmetyczka, osiem par butów i wiele innych pierdółek mniej bądź bardziej ważnych. Tak głośno przeklinała, iż recepcjoniści nie byli w stanie się z nią dogadać i jej uspokoić. Musieli chyba wezwać kogoś na pomoc do rozjuszonej studentki z wymiany. Z jej oczu ciskały gromy, a wściekała się na walizkę i dowcipnisia, który postanowił się jej naprzykrzyć za bezczelność odmowy przyjęcia pomocy. Tupnęła nogą ze złością i nie mogła się uspokoić, klnąc przy tym głośno i obficie, a tylko ci nieliczni, co znali litewski mogliby zawstydzić się ostrością jej słownictwa. Przynajmniej gdzieś w tym bałaganie tkwiła jej różdżka lecz zaiste nie miała ochoty teraz po nią nurkować. Najpierw musiała wyrzucić z siebie wszystkie emocje i ostudzić czerwone ze złości policzki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 382
  Liczba postów : 194
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptyPią 07 Lut 2020, 00:03

W pokoju zauważył, że zapomniał z dołu kurtki, więc wzdychając ciężko postanowił po nią wrócić. Jeszcze ktoś postanowi przywłaszczyć sobie całkiem jeszcze nowy i modny ciuch. Pospieszył więc szybko do recepcji, gdzie było jeszcze parę osób, w tym dziewczyna z walizką, usiłująca porozumieć się z recepcjonistą. Dominik tylko przesunął po obecnych wzrokiem, szukając raczej swojej zguby. W końcu znalazł ją, leżącą na podłodze obok jednej z kanap. Musiała zsunąć się z oparcia, kiedy zdjął ją po wejściu do hotelu i nie zauważył, że jej nie zabrał. Uniósł ciuch i otrzepał go, choć miał wrażenie, że hotel jest utrzymywany w takiej czystości, że nawet nie musiał tego robić.
Nagle usłyszał przeraźliwy łoskot, a potem głośne krzyki. Dominik stał, odwracając głowę w kierunku źródła hałasu, nie wiedząc, czy iść w tamto miejsce czy może przeczekać, aż pracownicy hotelu zakończą interwencję. Ktoś jednak nagle podbiegł do niego i gestem wskazywał, żeby Dominik poszedł za nim. Rowle zawahał się chwilę, ale potem oprzytomniał, przypominając sobie, że jest tutaj z hogwartczykami i może to któryś z nich potrzebuje pomocy. Przyspieszył kroku i nagle jego oczom ukazał się dość niecodzienny widok. U dołu schodów leżała otwarta walizka gignatycznych rozmiarów. Wokół rozrzucone były osobiste rzeczy, wyglądające na należące do jakiejś dziewczyny. Jego wzrok powędrował wyżej, gdzie kilka stopni nad walizką stała prawdopodobnie jej właścicielka, otoczona kilkorgiem ludzi, którzy nie byli w stanie uspokoić wyraźnie wściekłej dziewczyny. Dominik uniósł brwi ze zdziwieniem. Minął walizkę i szybko przeskoczył tych parę stopni i znalazł się tuż przy sprawczyni całego zajścia. Delikatnie złapał ją za ramię, mimo że nie był pewny czy dziewczyna w ogóle to odczuje w takim stanie, w jakim się znajdowała.
- Hej, hej, hej, uspokój się - powiedział nieco głośniejszym tonem, aby nie zagłuszyła go swoim krzykiem. Swoją drogą mówiła chyba w jakimś obcym języku, więc Dominik nie wiedział czy w ogóle go zrozumie i czy wobec tego jest to uczennica bądź studentka Hogwartu. Musiał jednak spróbować, bo recepcjoniści wyglądali na zrozpaczonych. Odruchowo chciał zapytać czy coś się stało, ale byłoby to głupie pytanie, zważywszy na wściekłośc wypisaną na twarzy dziewczyny i wyrzucone na podłogę rzeczy.
- Ktoś ci zrobił krzywdę? - zapytał, wobec tego, inaczej. Może ktoś z hotelu jej się naprzykrzał, szarpał, przez co walizka spadła na dół? A propos walizki...
- Zabrałaś ze sobą cały swój dobytek? - nie mógł się powstrzymać przed tym pytaniem, nadal niepomiernie zdziwiony wielkością bagażu. Sięgała nieznajomej chyba do czubka głowy. Dominik nawet pokusiłby się o stwierdzenie, że jest wyższa od niego. Choć nie, to chyba nierealne. Swoją drogą czy naprawdę ferie miały trwać, aż tak długo, żeby zaopatrywać się w bagaże w takiej ilości? Chyba, że to jednak nie jest ktoś z Hogwartu tylko osoba, która ma zamiar zamieszkać w hotelu na parę ładnych lat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Laurel Miskinis

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : litewski akcent, dużo przekleństw, głośny głos
Galeony : 36
  Liczba postów : 82
http://www.czarodzieje.org/t18096-laurel-miskinis#514713
http://www.czarodzieje.org/t18100-plomykowka-kitka#514798
http://www.czarodzieje.org/t18097-laurel-miskinis#514712
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptyPią 07 Lut 2020, 08:03

Krew ją zalewała od złości, zirytowania i bezsilności wobec przedmiotów martwych. Nie chciała pomocy od ludzi, którzy rozumieli co czwarte wypowiedziane przez nią słowo. Intensywność przekleństw zdradzała, że jest gorącokrwistą dziewiętnastolatką i zaiste, słowa "uspokój się" podziałały na nią jak płachta na byka. Przeniosła zwężone piwne oczy na kolejnego mężczyznę, którego przypisała do bandy bezsilnych pracowników recepcji. Uderzyła go bokiem pięści w bark, co nie miało w sobie zbyt imponującej siły. - JESTEM SPOKOJNA! - krzyknęła z jeszcze większą złością, będąc o krok od dziecięcego tupnięcia nogą. Starała się powstrzymać potok swoich słów lecz nie było to proste, kiedy wpadała już w wir przekleństw. Poruszyła ramionami, aby wyrwać się spod rąk nieznanego mężczyzny i dopiero gdy się to udało, w końcu uniosła wzrok, by zapoznać się z wyrazem jego twarzy. Niech ją sklątki tylnowybuchowe pożrą... jaki przystojny wybawiciel! Gwałtownie zamilkła i otworzyła szerzej oczy, gdy dotarła do niej uderzająca uroda interweniującego mężczyzny. To nie mógł być tutejszy, był na to zbyt urodziwy. - Tak! - zawołała zdecydowanie zbyt szybko. Gotowa była udawać pokrzywdzoną, byleby zyskać więcej czasu z tym przystojnym człowiekiem. Musi dowiedzieć się jak ma na imię i dlaczego nie wygląda już na studenta. Nie był też nauczycielem, bo inaczej zapamiętałaby go, wszak miała świetną pamięć do przystojnych osób. Kimkolwiek był, swoim wyglądem pokonał właśnie całą armię zaniepokojonych recepcjonistów. - Bardzo. - dodała, zapominając, że powinna złapać się za nadgarstek albo inną część ciała, aby udowodnić swoje krzywdy. Niechętnie przeniosła wzrok na walizkę i jej twarz ponownie wykrzywił grymas wściekłości. - Skrzat. Jakiś skrzat mnie napadł. - ubarwiła nieco historyjkę, byleby ten przystojniak interesował się tą sytuacją jak najdłużej tylko to możliwe. - Nie chsiałam oddać mu mojej walizki to mi ją zwięksił zaklęciami. A róśdżkę mam na dnie. - streściła, wskazując rękę bałagan kilka schodków niżej. - Ramię mnie boli bo wsiągałam ją na górę. Wiesz jakie to ciężśkie? Jest większsia ode mnie! - mijało się to trochę z prawdą, bowiem ramię faktycznie ją zabolało, ale tylko chwilowo i już nie czuła, by miało być z nim coś nie tak. Mimo wszystko warto czasem powziąć się na odrobinę dramatyzmu, by zwiększyć zainteresowanie mężczyzny. Zakryła palcami swoje ramię i je teatralnie rozmasowała. Zeszła kilka schodków niżej i widząc potłuczone lusterko kosmetyczne wycedziła przez zaciśnięte zęby przekleństwo i z całej siły kopnęła jego powiększony zaklęciem stelaż, który pod wpływem uderzenia przeleciał nad walizką i uderzył w skitraną butelkę wina (również powiększoną przez skrzaci czar). - Jak ja mam się tym czesiać? - zapytała retorycznie, wyciągając z wnętrza walizki szczotkę do włosów, którą musiała trzymać w obu dłoniach. - NIE MAM TAKIEGO TYŁKA! - wściekła się widząc czerwone majtki o potrojonym rozmiarze. Zacisnęła palce w pięść i nabrała ogromnej ochoty uderzenia w jakikolwiek obiekt, aby dać ujście swoim intensywnym emocjom. Gotowało się w niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 382
  Liczba postów : 194
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptySob 08 Lut 2020, 14:14

Dominik miał wrażenie, że z oczu dziewczyny za kilka sekund autentycznie posypią się iskry. Szczerze mówiąc dawno nie widział tak rozjuszonej nastolatki. Przy niej nawet wybuchy złości Emily wydawały się całkiem dorosłe. Chyba dawno nie przebywał wśród uczniów czy studentów, zapomniał już, jak to jest obracać się właściwie przez całą dobę wśród różnego rodzaju ludzkich charakterów. W związku z tym dziewczynę traktował, jak ciekawy obiekt obserwacyjny i ledwo powstrzymywał się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Dobrze, że nieznajoma nie czytała w myślach, bo pewnie dostałby w ramię dużo mocniej, a tak ledwo zwrócił uwagę na to uderzenie. Za późno też zorientował się, że do tak wściekłej panny nie powinieni zwracać się słowami "uspokój się". I naprawdę miał nadzieję, że udawało mu się ukryć rozbawiony uśmiech, kiedy zwróciła się do niego paradoksem - jej postawa zdecydowanie zaprzeczała słowom, które wykrzyczała.
- Czyżby? - uniósł brew, a w jego oczach zatańczyły wesołe błyski. Opanuj się, Rowle, bo ta urocza osóbka zaraz rzuci się na ciebie z pazurami, pomyślał, choć zdecydowanie nie miało to wydźwięku negatywnego. Wyrwała mu się, a potem ich spojrzenia się skrzyżowały i nagle... dziewczyna zmieniła taktykę. Twarz Dominika wyraziła zdumienie, kiedy ciemnowłosa tak szybko przeszła z fazy rozkrzyczanej nastolatki do delikatnej, skrzywdzonej panienki. Naprawdę, ciekawa nowa znajomość zdarzyła mu się już pierwszego dnia ferii!
- Skrzat cię napadł - powtórzył powoli i zamilkł ponownie, słuchając dalej jej wyjaśnień. Wystarczyło parę minut przebywania z dziewczyną, żeby wiedział, że ma doczynienia z dość silną i barwną osobowością. Interesujące! Podążył za wzrokiem dziewczyny, znowu zawieszając go na zniszczonej walizce. Pokiwał poważnie głową, skutecznie ukrywając rozbawienie.
- Domyślam się. I tak jestem pełen podziwu, że dałaś radę wtaszczyć ją chociaż te parę schodków - powiedział, spoglądając na nią z błyskiem w oku. - Nie wiedziałem, że skrzaty są tak mściwe, złośliwe bestie - powiedział, udając powagę. - A przy okazji... dlaczego nie chciałaś, żeby przetransportowali ci walizkę do pokoju? - zapytał tym razem szczerze, bo przecież od tego jest obsługa hotelowa. - No i nie wiem czy jestem rozczarowany czy powinienem odczuwać ulgę na myśl o tym, że wcale nie wzięłaś całego dobytku, tylko ktoś ci zrobił głupi żart - tym razem nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem. Zauważył, że rozmasowuje ramię, ale nie skomentował tego faktu. W końcu naprawdę mogło ją boleć, kiedy musiała ciągnąć po schodach taki bagaż. Swoją drogą nie powinno tak być, że obsługa hotelowa robi takie akcje gościom. Właściwie wcale się nie dziwił dziewczynie, że się zdenerwowała, zwłaszcza, że pod podłodze walały się aktualnie jej rzeczy osobiste. Zszedł za nią kilka stopni niżej i chyba powinien raczej odwrócić wzrok od damskich fatałaszków, ale dziewczyna nie wydawała się być skrępowana zawartością swojej walizki. Jego wzrok podążył za stelażem od lusterka, które uderzyło w imponujących rozmiarów butelkę wina. Dominik spojrzał na dziewczynę z uniesioną brwią.
- Mam nadzieję, że przynajmniej jesteś pełnoletnia, bo inaczej będę musiał to zgłosić - powiedział z uśmiechem, choć nawet przez myśl mu nie przyszło, żeby zgłaszać takie rzeczy. Dopóki nie będą rozrabiać lub szlajać się gdzieś pijani to nie miało to sensu, nastolatkowie i tak znajdą okazję, żeby spróbować alkoholu. Emily zapewne spojrzałaby na niego z politowaniem za takie myśli, bo do niej nigdy nie odnosił się tak wyrozumiale. Ale to młodsza siostra, zupełnie inna kategoria. - Bo rozumiem, że jesteś z Hogwartu? - zapytał nagle z lekką niepewnością, bo słyszał przecież wyraźnie obcy akcent, a z rozmowy nie wynikło nic, że dziewczyna jest z ich wycieczki. Z drugiej strony przecież w Hogwarcie trwała wymiana, więc pewnie przyjechała z jakiejś zagranicznej szkoły.
Nie miał zamiaru już jej uspokajać, tylko z rozbawieniem przyglądał się, jak prezentuje swoje rzeczy o powiększonych rozmiarach. Wyglądały groteskowo i abstrakcyjnie. Parsknął śmiechem, kiedy wskazała na majtki. Zdecydowanie nie była nieśmiałą, wstydliwą panienką, o nie.
- Nie, nie masz - przyznał, mając nadzieję, że trochę ją udobrucha i ostudzi złość, która znów w niej narastała, kiedy zobaczyła swoją bieliznę.
- Zaraz to naprawimy - powiedział i pomacał się po kieszeniach, ale dłonie trafiły na pustkę. - Damn it - mruknął pod nosem i spojrzał na nią lekko zrezygnowany. - Nie wiem jakim cudem, ale chyba zostawiłem różdżkę w pokoju... Mógłbym po nią iść, ale... Może poradzimy sobie inaczej - powiedział, wzruszając ramionami. Zawołał jakiegoś różdżkowego człowieka z obsługi, ale okazało się, że nie tak łatwo zdjąć zaklęcie z walizki. Po prawdzie to bagaż ani trochę nie zmniejszył rozmiarów. Dominik wpatrywał się weń zdumiony. Dziewczyna chyba miała rację, twierdząc, że urządził ją tak skrzat. A te, dziwnym trafem, gdzieś się pochowały. Podziękował więc za pomoc i wrócił wzrokiem do walizki.
- W takim razie nie zostaje nam nic innego, jak wspólnie spróbować wnieść ją po schodach - powiedział optymistycznie, zaczynając wrzucać rzeczy do walizki. Oczywiście, tylko te neutralne. Wolał nie dotykać tych bardziej osobisty, bo dziewczyna gotowa jeszcze odgryźć mu dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Laurel Miskinis

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : litewski akcent, dużo przekleństw, głośny głos
Galeony : 36
  Liczba postów : 82
http://www.czarodzieje.org/t18096-laurel-miskinis#514713
http://www.czarodzieje.org/t18100-plomykowka-kitka#514798
http://www.czarodzieje.org/t18097-laurel-miskinis#514712
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptySob 08 Lut 2020, 15:01

W innych okolicznościach podzielałaby rozbawienie Dominika, a nawet ośmieliłaby się na głośne i donośne wybuchy śmiechu, gdyby tylko problem dotyczył kogoś innego. W tej sytuacji krew ją zalewała i jedynie fakt, że jej wybawca okazał się przystojny sprawił, że zaprzestała ciskać przekleństwami na prawo i lewo. Oczyma wyobraźni widziała tarzających się ze śmiechu Laz i Ann, gdyby ją teraz zobaczyli. Czasami potrafiła się zdystansować do samej siebie, jednak zdarzało się to nader rzadko. Zazwyczaj starała się wykorzystać wszystkie okoliczności, by zyskać cokolwiek, a nie być na niczym stratnym. Skoro spłatano jej figla to niechaj Merlin będzie jej świadkiem, wyciśnie z tych kłopotów co się da - a właśnie weszła w interakcję z ciachem. Może częściej będzie wpadać w kłopoty, gdy tylko ten znajdzie się na horyzoncie? Niektórzy mężczyźni lubią nieporadne dziewczęta, a choć ona do takich nie należała, to zdarzało się jej zgrywać i udawać niewiniątko, jeśli jej na czymś zależało.
- Nie lubię jak ktoś dotyka moich prywatnych rzieczy. - wyjaśniła zwięźle, bo przecież nie powie, że to jej kaprys, którego w pewien sposób właśnie pożałowała. Widok rozwalonej walizki i powiększonych rzeczy doprowadzał ją do szału, a będąc tak zdenerwowaną nie skoncentruje się na rozwiązywaniu zaklęcia powiększającego... - RÓŹDŹKA! - krzyknęła nagle, rzucając się w kierunku walizki na poszukiwaniu swojej broni. Miała nadzieję, że nie została powiększona tak jak pozostałe elementy garderoby. - Wzięłam tylko kilka rzieczy, a jak brakuje to poziczę od przystojniaków. - odparła podczas rozgrzebywania ogromnych ubrań - dżinsami owinęłaby się trzykrotnie, a w tym białym swetrze oprócz niej zmieściłby się Bruncio. A może zostawić ten sweter w takim stanie i go wykorzystać...? Odrzuciła go na bok i próbowała przypomnieć sobie gdzie wciskała różdżkę. Zabrała wino z widoku i owinęła je powiększoną koszulką. Uniosła niewinne spojrzenie na bezimiennego mężczyznę. - Ale o czym mowa? - zamrugała zalotnie rzęsami, próbując zachęcić swego wybawiciela do przymknięcia oka na obecność alkoholu w jej walizce. - Mam dwadzieścia lat. A ty masz na imię...? - dodała sobie rok, aby udawać rówieśniczkę Lazara. W razie czego wiedziała, że może ją kryć, jednak wątpiła, aby Dominikowi chciałoby się to sprawdzać. - Jestem z Souhvězdí. - dodała, jakby nie było to oczywiste, skoro jej akcentu nie dało się zignorować. Zachwycił ją komplementem, co nie omieszkała skomentować zalotnym uśmiechem. - Prawidłowa odpowiedź. - i tym samym ją udobruchał przez co przestała zabijać wszystkich wzrokiem. Wyrzucała za plecy ubrania, by dokopać się do różdżki. Robiła jeszcze większy bałagan, a co za tym idzie skutecznie utrudniała przemieszczanie się do pokoi, na co nie zwróciła szczególnej uwagi. Przymrużyła gniewnie powieki, gdy zaklęcia nie podziałały na odwrócenie efektu żarcika. - Niech no ja dorwę tego żartywni... śmie... dowcipnisza. Zmniejszę mu mózg i klejnoty, na jedno wyjdzie. - wycedziła przez zaciśnięte zęby, gotowa naprawdę potraktować tak skrzata, jeśli tylko udałoby się jej rozpoznać w którymś autora psikusa. Widząc, że Dominik zabiera się za pomoc zabrała czerwone stringi z zasięgu jego wzroku. W pewnym momencie roześmiała się, bowiem obok ręki Dominika znalazła się powiększona paczka prezerwatyw. Nie było możliwości, aby się z tego powodu zawstydziła. - Jestem dobra dziewczyna, rozdaję gumki fajnym chłopakom. Jak chcesz, mogą być twoje. - jej oczy zaświeciły, bowiem to jasna aluzja co do potencjalnych rozmiarów skarbu chowanego w spodniach. Odrobina pikanterii w relacjach damsko-męskich zawsze jest mile widziana. Zamiast zabrać mu pakunek z rąk, przerzuciła ogromny biustonosz na drugą stronę walizki i zauważyła, że większa część jej rzeczy jest już poza nią. - Nie wiem gdzie jest róźdźka i czy jej nie zwiększyło. Udusię tego potwora! Gołymi rękoma. - nachmurzyła się, doprawiając wypowiedź kilkoma litewsko-czeskimi przekleństwami. - Wychodzi na to, że będę musiała chodzić goła w pokoju, skoro zaklęcia nie działają. - westchnęła lecz próżno było szukać u niej niepocieszenia z tego powodu. Można odnieść wrażenie, że pomysł przypadł jej do gustu, wszak dzieliła pokój z dwoma chłopakami, a potrafiła być bezwstydna, jeśli tego chciała. Zauważyła pewną zależność. Dominik chował wszystko do walizki, a ona to wyciągała, bowiem szukała różdżki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 382
  Liczba postów : 194
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptySob 08 Lut 2020, 18:48

Jakie to szczęście, że udało mu się uzyskać od losu choć trochę urody i zyskiwał w oczach takich dziewcząt, jak ona. I niech ktoś powie, że uroda w życiu nie pomaga, ha! Ciekawe czy gdyby jej wybawca byłby niezbyt urodziwy, łagodnie mówiąc, to nie pozwoliłaby mu sobie pomóc?
Przyjął jej wyjaśnienie bez komentarza, było całkiem logiczne. Większość ludzi raczej czuje się bezpieczniej, kiedy nikt nie ma dostępu do ich rzeczy, choć zwykle nie mają problemu z oddaniem bagażu i przeniesieniem go do pokoju. Wolał już nie pytać czy sama taszczyła sobie kufer do dormitorium.
Charakter dziewczyny bardzo go inrtygował. Wydawała się naturalna i spontaniczna, a jednocześnie szybko analizowała sytuację i dostosowywała siebie tak, aby wyciągnąć z sytuacji, jak najwięcej korzyści. Nie był głupi, widział jej wzrok i wcześniejsze zachowanie, zanim postanowiła wymóc za nim trochę litości i współczucia. Zaraz z powrotem przebijała się jej natura, kiedy się denerwowała, żeby za chwilę znów odegrać ofiarę. U innych mogło to wypadać fałszywie i nieudolnie, ale u dziewczyny było tak naturalne i ujmujące, że naprawdę był jedynie rozbawiony i ciekawy tak barwnej osóbki.
Przez chwile obserwował, jak próbuje znaleźć różdżkę w stosie rzeczy, powiększonych kilkukrotnie. Gdyby powiększyła się tylko walizka to pół biedy... Gorzej, że zaklęcie było tak silne, że wszystkie jej ciuchy i inne bibeloty były teraz zbyt duże, aby mogła z nich korzystać. Miał nadzieję, że uda się znaleźć jakieś mocniejsze zaklęcie lub kilkukrotne ponawianie prób zmniejszenia rzeczy okaże się w końcu skuteczne. Inaczej będzie miała problem przez resztę wyjazdu.
- Pożyczysz? Myślisz, że ktoś wziął tej wielkości walizkę - wskazał na jej magicznie powiększony bagaż - i będzie miał tyle rzeczy do pożyczenia? Chyba, że masz tyle przystojniaków, od których skubniesz po trochu? - zapytał, drocząc się delikatnie. Zaśmiał się krótko, widząc jak chowa wino i pokręcił głową.
- Chyba mi się przywidziało - powiedział, patrząc wymownie w sufit. - Choć w sumie nie musiało, skoro masz dwadzieścia lat - rzekł. Właściwie odetchnął z ulgą, że jest dorosła. - Dominik Rowle - powiedział, odruchowo podając również nazwisko. Najczęściej przedstawiał się bowiem w pracy, gdzie raczej ludzie powinni znać jego pełne dane. - A ty? - zapytał, wyciągając do niej rękę. Kiwnął głową na informacje o jej szkole. Czyli tak, jak zgadywał, była z wymiany, a na ferie przyjechała z uczniami i studentami Hogwartu. Szkoda, że kiedy on chodził do szkoły to nie załapał się na żadną wymianę. Chętnie poznałby tryb nauki i życia w innej szkole w obcym kraju.
Uśmiechnął się, próbując ukryć triumfalny wyraz twarzy, kiedy dziewczyna trochę się uspokoiła po jego komplemencie. Może kryzys był już zażegnany? Nie doceniał jej jednak. Tak łatwo chyba złość jej nie przechodziła.
Wybuchnął śmiechem.
- Pewnie o klejnoty będzie się martwił bardziej, jeżeli wziąć pod uwagę krzywdzące stereotypy - rzucił na nią okiem, uśmiechając się z rozbawieniem. Grzebał w rzeczach dziewczyny, przekładając je z powrotem do walizki. Sięgnął po kolejny obszerny sweter, a tuż obok jego dłoni pojawiło się coś, na widok czego przeniósł wzrok na ciemnowłosą z krzywym uśmiechem. Uniósł brew, chwytając paczkę prezerwatyw w dłoń i podniósł do góry. Dziewczyna ani myślała się zawstydzić. Oczywiście, nie byłby facetem, gdyby usilnie chciał wyprowadzać ją z błędu, że magicznie powiększone gumki pasowałyby pewnie na małego trolla. Mimo wszystko czuł się mile połechtany, choć przecież nie wiedziała jaki skarb chowa w spodniach. No, i zasugerowała, że jest fajnym chłopakiem, to też się liczy.
- Dzięki za komplement. Jak skończę własne, to z pewnością zgłoszę się po pożyczkę - powiedział z błyskiem w oku, unosząc wymownie paczkę do góry i po chwili schował ją do walizki. - Dobrze, że masz dwadzieścia lat. Wyobrażasz sobie, jaki miałbym dylemat jako opiekun, znajdując niepełnoletnią uczennicę z alkoholem i gumkami w walizce? - powiedział, udając ubolewanie na samą myśl. Swoją drogą, to naprawdę miałby problem. Bo co, miałby walnąć jakąś moralizującą gadkę albo skonfiskować przedmioty? Pewnie tak. Albo tylko alkohol. Jeśli uczniowie mieli lądować w swoich łózkach to lepiej, żeby się jednak zabezpieczali.
- Lepiej zrób to po feriach - zauważył, wkładając kolejne rzeczy do walizki. - Lepiej się najpierw zabawić przed pobytem w Azkabanie - zaśmiał się. - No, pewnie, a ja potem będę musiał odprawiać męskie wycieczki spod drzwi twojego pokoju, nie, dziękuję. Z twoich swetrów wyszły całkiem niezłe wełniane sukienki, skorzystaj z nich - powiedział, rzucając jej spojrzenie przywodzące na myśl wzrok starszego brata, karcącego siostrę. Kiedy na nią spojrzał zobaczył, że trzyma w ręce jeden ze swetrów. Zwęził oczy i przeniósł wzrok ze swetra na jej twarz. Skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, a potem wyciągnął palec w kierunku ubrania.
- Czy to jest sweter, który przed chwilą schowałem do walizki? - zapytał, raczej retorycznie, bo był tego pewny. Zresztą dopiero zauważył, że rzeczy, które on tak pieczołowicie wkładał do bagażu leżą znów na podłodzę, a walizka jest bardziej pusta niż była, jak zaczynał.
- Merlinie - westchnął ciężko. - Dobrze, znajdźmy najpierw twoją różdżkę. Podejrzewam, że na nią czar nie zadziałał, skoro do tej pory nie wyjęłaś z torby grubego kija, którego z pewnością byś zauważyła - stwierdził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Laurel Miskinis

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : litewski akcent, dużo przekleństw, głośny głos
Galeony : 36
  Liczba postów : 82
http://www.czarodzieje.org/t18096-laurel-miskinis#514713
http://www.czarodzieje.org/t18100-plomykowka-kitka#514798
http://www.czarodzieje.org/t18097-laurel-miskinis#514712
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptySob 08 Lut 2020, 19:37

Zbyt gorąca krew i masa napływających bodźców utrudniała skupienie na jednostajnym zachowaniu. Jedni mogli czuć się przytłoczeni przebywaniem w obcym miejscu, gdzie używano trzech języków w różnych kombinacjach, a akcenty mieszały się ze sobą w jeden wielki bełkot. Laurel była osobą elastyczną, o ile warunki jej zbytnio nie denerwowały. W pierwszej chwili chciała udawać skrzywdzoną i zagubioną dziewuszkę, jednak brak ożywionej reakcji ze strony Dominika wobec domniemanego cierpienia delikatnej studentki zostało szybko przeanalizowane i zachowanie zmieniła na... swoje własne, naturalne, ekscentryczne, krnąbrne i zawadiackie. Nie lubiła się powstrzymywać ani ograniczać (odreagowywała warunki domowe), a więc klęła jak szewc gdy tego potrzebowała, krzyczała, gdy miała powód i śmiała się na przemian, jeśli została rozbawiona. Dominik nie uciekł od niej przy pierwszej sposobności, nie wezwał wsparcia, a próbował jakoś przebić się przez cały ten chaos i pomóc jej - doceniała te postawę i dlatego spomiędzy jej ust uciekały komplementy, mogące podnieść nieco ego obcego mężczyzny. W pewien sposób okazywała mu sympatię, a i korzystała z okazji, przeżywając każdą chwilę pełną piersią.
- Potrafię być... charym... przekonywująca. - wywróciła oczyma, niejako bagatelizując "problem" związany z deficytem odzieży. Jego śmiech był miły dla ucha, a skoro podłapał ton jej wypowiedzi, zyskiwał sobie w jej oczach. - A może to był tylko sok dyniowy? - zapytała retorycznie i wyciągnęła ku niemu dłoń, gdy się przedstawiał. Ścisnęła ją pewnie, ale niezbyt mocno. O ile jego imię było łatwe do powtórzenia, tak z nazwiskiem nawet nie próbowała. - Laurel. Laurel Miskinis. Ale niektórzi upo... wolą mówić Laurka. - przedstawiła się i przyznała sobie w myślach, że ten pan miał całkiem ładne imię. Podobało się jej, ale oczywiście nie może mu tego powiedzieć, aby przypadkiem nie przedobrzyć z tymi komplementami.
- Ale ja nie pożyciam gumek, nie chcę ich z powrotem. - roześmiała się melodyjnie, ochoczo czepiając się słówek. - Mogę dać na wiecznie nieoddanie. - a jego słowa dawały jej do zrozumienia, że jego życie towarzyskie musiało być aktywne, wszak "jak skończę własne" miało jeden i wyraźny wydźwięk. - To sok dyniowy, a gumki dla kolegi, więc taka nieletnia to skarb, bo dba, by po feriach nie pojawiły się w Hogwarcie młode mamuśki. - co prawda prezerwatywy były dla Lazara i ten z pewnością nie zostanie "mamuśką" lecz jak to było w zwyczaju Laurel, wykorzystywała sytuację i stawiała siebie w pozytywnym świetle, aby wybrnąć z potencjalnych kłopotów.
- Spokojna twoja głowa, Dominiku. Umiem odprawiać namolnych amantów. - oparła dłoń o walizkę, uniosła się nieznacznie nad nią, by przysunąć się w stronę Rowle'a i nachylić w jego kierunku. - Kopanie kolanem w krocze zawsze odstrasza. - szepnęła i puściła mu oczko, wracając z powrotem na "swoją" stronę walizki. Potrafiła się bronić, lubiła niezależność i samowystarczalność. Musiała zapamiętać, by przy Dominiku nie udawać już bezbronnej panny, wszak nie miała nic wspólnego z tym określeniem. Popatrzyła z zaciekawieniem na jego podejrzliwy wyraz twarzy, a następnie na sweter. Znów na niego, a po chwili ubranie schowała za swoimi plecami. - Ja mam dużo takich swetrów. - uśmiechnęła się słodko i zerknęła przez ramię na bałagan na podłodze. Większość będzie szła do prania, wszak taka ilość klientów resortu naniosła ogromną ilość błota na korytarzu. I ona westchnęła, ale tym razem z powodu opieszałości skrzatów. Przez ich zachowanie będzie musiała szukać pralni, a nie miała ochoty brudzić sobie rąk proszkiem do prania. Może znajdzie kogoś, kogo będzie mogła zmanipulować i nakłonić do wyprania za nią jej garderoby? Musi się rozejrzeć za potencjalnym kandydatem. - Nie wiem gdzie ją włoziłam. - - zasznurowała usta i wsunęła obie dłonie do walizki, przeszukując ją energicznie. - Szkoda, że nie działa takie " do mnie" jak na miotłę. - mruknęła i wyjmowała całą zawartość walizki. Wizbook, milion kosmetyków, jakiś prehistoryczny i ledwo działający aparat, a na dnie wysypały się gryzące palce spinki, więc pochwycenie ich wiązało się z wieloma uszczypnięciami. Przeszukiwali walizkę dobre piętnaście minut, gdy nagle pacnęła otwartą dłonią w swoje czoło. - Zmiana ciśnienia mi chyba pada na mózg... a nie, mózg pada od zmiany ciśnienia? - nie wiedziała czy dobrze mówi, ale tak czy siak sięgnęła po mini plecaczek, który trzymała na ramionach i stamtąd wyjęła wykrzywioną różdżkę. Wycelowała nią i wymamrotała "Finite" na szczotkę do czesania lecz ta zamiast wrócić do swojej normalnej wielkości zmalała raptem o pół centymetra. - Pomożesz mi znaleźć tego skrzata i zrobić z niego rękawiczki na zimę? Będzie z niego jakiś pozitek. - popatrzyła na Dominika, a z jej oczu wylewała się irytacja. - Nie chce mi się tego sprzątiać. - westchnęła, siadając tyłkiem na zimnej podłodze. Z naburmuszoną miną potraktowała powiększone spodnie zaklęciem lewitującym i próbowała to w powietrzu złożyć w kosteczkę, co się jej widowiskowo nie udało, bowiem zamiast starannego złożenia wywołała zawiązanie nogawek w supeł. Z gardła Laurel wydobyło się pełne złości "Uhhhhh!"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 382
  Liczba postów : 194
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptyNie 09 Lut 2020, 14:03

Ach, te kobiety... Tak wiele różnych charakterów, sposobów zachowań. Trudno było przewidzieć, jak się zachowają. Czy Dominik miał swój typ? Nieszczególnie. Lubił i silne kobiety, i te delikatne. To nie ta kategoria definiowała czy się jakąś zainteresuje. Często już od początku było widać, z kim załapie wspólny język. Więcej niezręcznej ciszy niż rozmowy? Chyba nie wyjdzie. Delikatne, nieśmiałe kobiety były ujmujące, ale Dominik potrafił zwykle rozpoznać, kiedy to jest naturalne, a kiedy udawane w konkretnym celu. Zachowanie nowopoznanej dziewczyny zdecydowanie bardziej podobało mu się w naturalnym wydaniu. Co, oczywiście, nie oznacza, że gdyby naprawdę stało jej się coś złego to by się nie przejął, wręcz przeciwnie. Dominik miał w sobie duże pokłady opiekuńczości, zwiększone jeszcze przez troskę o rodzeństwo i pełnienie roli rodzica w dzieciństwie.
- Nie wątpię - powiedział, posyłając jej wesoły uśmiech. Poniekąd powiedział jej komplement. Pewny był, że wystarczyło kilka miłych słów, zatrzepotanie rzęsami i większość facetów oferowała jej wszystko, co ma najlepszego. I nie dlatego, że wyglądała na wyrachowaną femme fatale, tylko miała to szczęście, aby z natury mieć w sobie to coś. Po prostu naturalny urok. Mówił to jako mężczyzna, więc się zna, o!
- Mhm, sok dyniowy - zaśmiał się rozbawiony i pokiwał głową, zaciskając usta w wąską kreskę. - Też tak kiedyś mówiłem - powiedział, przypominając sobie szkolne lata, kiedy wpadł w trochę buntowniczy nastrój.
- Laurel. Laurka - powtórzył po niej, jakby zastanawiając się, która wersja jest lepsza. - I tak, i tak jest ładnie. Miło cię poznać, Laurel - powiedział. - Dobrze wymawiam? - upewnił się.
- Jakby tak na to spojrzeć to masz rację - podrapał się po brodzie. - Chyba na wszystko masz odpowiedź, co? - spojrzał na Laurel przenikliwie. - No i taka przyjaciółka to skarb - podjął. - Sokiem napoi, gumki podrzuci. Żyć, nie umierać. Zazdroszczę twoim znajomym - westchnął, przywdziewając na twarz wyraz rozmarzenia. Oj, nie wątpił, że dziewczyna poradzi sobie w każdej sytuacji. Wyglądała na taką, której nikt nie dotknie bez jej wyraźnej zgody. To dobrze. Miała szczęście, że została obdarzona takim charakterem, w pewnych aspektach będzie miała łatwiej w życiu niż panienki, które trzeba ochraniać i bronić.
- Dobrze to słyszeć. Ale miej świadomość, że zrobię przynajmniej jedną konrolę - ostrzegł ją, unosząc do góry jeden palec. Właściwie to nie miał zamiaru tego robić, choć... Przecież mógł przyjść sprawdzić czy nikt nie robi jej już głupich żartów, no i czy udało się pozmniejszać cały dobytek.
- Przy okazji wiem, że nie można z tobą zadzierać, wydaje się, że nie rzucasz słów na wiatr i mam nadzieję, że ja nigdy nie spotkam się w walce z twoim kolanem - powiedział, wdziewając na twarz udawane przerażenie.
Posłał jej surowe spojrzenie, bo był pewien, że trzymała ten jeden konkretny sweter, który wrzucił do walizki, ale próbowała go oszukać w tak rozbrajający sposób, że wybuchnął śmiechem.
- Nie masz w sobie krwi wili? - zapytał. - Bo umiesz wybrnąć chyba z każdej sytuacji i nie da się na ciebie gniewać, gdy perfidnie kłamiesz prosto w oczy - wskazał na nią palcem, unosząc brew. Oczywiście, były to "kłamstwa" w żartach, więc Dominik nie miał niczego za złe, zwłaszcza, że były idealnie pasującym elementem ich uszczypliwej rozmowy i oboje wiedzieli, jaka jest prawda. Gdyby kiedyś miała skłamać mu w poważniejszej sprawie, to raczej nie byłby taki pobłażliwy.
Z cichym westchnięciem zabrał się do wyjmowania reszty rzeczy, które uprzednio włożył do walizki. Jeśli była tak zdeterminowana, żeby znaleźć różdżkę, to w porządku, poszukają. Wyjmował po kolei osobiste damskie rzeczy.
- Mówiłaś, że wzięłaś tylko kilka rzeczy? - zapytał z powątpiewaniem. - Powiedz mi, co w twoim języku oznacza kilka? Bo mi się wydawało, że spakowałem za dużo, a na pewno mam mniej niż ty - pokręcił głową, niemal zakopując się w jej bagażu. - I nie wiem, gdzie ją włożyłaś, ale to musi być bardzo dobra kryjówka. Albo ktoś zrobił ci kolejny żart i rzucił na nią zaklęcie niewidzialności, choć szczerze mówiąc nie wiem, czy to zaklęcie zadziała na różdżkę - mruknął, unosząc w końcu ręce w geście zrezygnowania. Po kolejnych minutach szukania Dominik wyprostował się i sapnął.
- Poddaję się - powiedział, krzywiąc się lekko. Spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami, kiedy pacnęła się w czoło, po czym... wyjęła różdżkę z plecaka, który miała na ramionach.
- No, nie... - powiedział z niedowierzaniem. - Jesteś niesamowita - dodał sarkastycznym tonem. Zmarnowali tyle czasu na szukanie różdżki, której nawet nie było w walizce. Cudownie. Ale przynajmniej w końcu się znalazła. Zrezygnowany spoglądał na szczotkę do włosów, która zmniejszyła się tylko odrobinkę, na skutek zaklęcia Laurel.
- Wiesz... Znajdź szczoteczkę do zębów - zaproponował. - Prawdodobnie będzie teraz rozmiarem odpowiadać standardowej szczotce do włosów - dodał jeszcze z nutą złośliwości. - A tą... nie wiem. Może w górach znajdziemy yeti i podarujemy mu w prezencie, żeby nas nie zeżarł - jemu ciśnienie chyba też zaczęło już siadać na mózg.
Pokiwał głową, bo sam już miał ochotę zrobić krzywdę temu komuś, kto załatwił im cudowny sposób na spędzenie wolnego czasu w ferie.
- I czapkę. Uszy jeszcze dodadzą fajnego efektu - powiedział, unosząc ręce i  dłońmi naśladując skrzacie uszy. Potem wziął się pod boki i spojrzał surowo na Laurel.
- O, nie, moja panno. Ja prawie za ciebie posprzątałem i teraz to wszystko leży na podłodze za sprawą sprawnych rączek, wyrzucających z walizki ubrania, które chwilę wcześniej do niej trafiły. Nie myśl, że teraz będę robił to sam - skarcił ją, ale w kącikach ust zadrgał powstrzymywany uśmiech. Złapał za jej spodnie i sprawnie rozwiązał supeł. Szybko złożył spodnie w idealną kostkę bez użycia magii i ułożył w walizce. Spojrzał na Laurel wyczekująco.
- Zapraszam - pogonił ją, dziugając lekko w żebra. - Spakowanie to nic, trzeba to jeszcze wtaszczyć na górę - powiedział, rzucając ponure spojrzenie na schody. Był silny, ale bagaż był cokolwiek nieporęczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Laurel Miskinis

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : litewski akcent, dużo przekleństw, głośny głos
Galeony : 36
  Liczba postów : 82
http://www.czarodzieje.org/t18096-laurel-miskinis#514713
http://www.czarodzieje.org/t18100-plomykowka-kitka#514798
http://www.czarodzieje.org/t18097-laurel-miskinis#514712
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptyNie 09 Lut 2020, 15:05

- Dawne czasy, co nie? Starość nie radość? - teraz to ona zdobyła się na złośliwą uwagę, ale i psotne spojrzenie, aby zrobić mu drobny przytyk i tym samym być może wyciągnąć od niego jego wiek. Nie zapyta przecież wprost, to byłoby zbyt proste. Skinęła głową, bowiem dobrze wymawiał jej imię. Jakieś parę miesięcy temu zaakceptowała w końcu fakt, że tylko Lazar i Ann są w stanie wypowiedzieć je z poprawnym akcentem, a Brytyjczycy cóż... pozostaje machnąć ręką. Nie była aż tak drażliwa na punkcie swojego imienia, by robić problemy z powodu jego wymowy. Sama nie była lepsza i czasami nie dawała rady wypowiedzieć niektórych angielskich słów. Zamaszystym ruchem zgarnęła włosy z polika, zarzucając je do tyłu, na ramię. - Możesz zostać moim znajomym. Zapewniam, zyskaś wiele. - puściła mu oczko, spoglądając nań wyczekująco, aby zgodził się na tę rolę. Oczyma wyobraźni widziała już Kitkę niosącą w szponach powiększoną paczkę prezerwatyw w prezencie. Najlepsze będzie to, że tylko oni we dwoje będą rozumieć ten żart. - A dla przyjasiół zrobię więcej. - dodała tajemniczym tonem, spoglądając na Dominika od góry do dołu. Jego aparycja była miła dla oka, śmiech charakterystyczny i ciekawy, a i nie chodził smętny ani też nie próbował ją pouczać, forsować czy wywierać presji. Okoliczności zapoznawcze są perfekcyjne. Nabrała ochoty przeciągnięcia tego spotkania jak najdłużej to możliwe. - Aleś zapraszam, może zdążę się ubrać gdy przyjdziesz. - rozłożyła ręce na boki w geście niewiniątka, choć gdyby znał ją odrobinę lepiej to mógłby zauważyć, iż w jej piwnych oczach błysnęło coś, co mogło być zapowiedzią, iż podczas tejże kontroli gwarancją będzie skąpy z jej strony ubiór. Ciekawe czy zapeszyłby się tak jak Boyd, na którego natknęła się kiedyś w męskim dormitorium. Był półnagi, a ona wówczas zbłądziła. Cóż rzec, Laurel Miskinis lubiła otaczać się przystojnymi i urodziwymi ludźmi, choć wobec potencjalnej głupoty reagowała furią.  - Jeśli nie będziesz namolnym amantem to nic ci nie zrobię. - jej zęby błysnęły w krótkim uśmiechu, rada, że okazał (choćby udawaną) obawę przed jej temperamentem. Mogłaby go polubić. Czując na sobie surowe spojrzenie zadarła brodę wyżej, nie obawiając się tego typu wzroku lecz gdy zasugerował pochodzenie od wili jej powieki zwęziły się groźnie. - Nie pochodzę od harpii. - pogroziła mu palcem, tym samym wyjaśniając poniekąd swoje podejście do tejże genetyki. Kłamać potrafiła i robiła to w sytuacjach dla siebie wygodnych. Wszyscy kłamali a ona nie była wyjątkiem, choć nie oznaczało to, że szczerość była jej obca. Już teraz wiedziała, że gdyby Dominik miał wydać jej polecenie ze stanowiska opiekuna to miałaby potrójny problem z posłuszeństwem. Miałby z nią ogromne kłopoty, bowiem zaczęli od znajomości na per "ty", a poza tym odnosiła wrażenie, że jest od niej niewiele starszy. Może zostanie jej "wtyką" wśród pozostałej rzeszy "opiekunów"? Musieli być desperatami, skoro zabrali się tutaj z młodzieżą i narwanymi studentami. - Wolę być psigotowana na każdą ewnetu... ewenteu.. możliwość. - potrząsnęła głową, gdy język się jej poplątał przy próbie wypowiedzenia tego słowa. Zwinęła jeden pukiel włosa i wcisnęła go za lewe ucho. Parsknęła śmiechem, choć wolałaby aby uważał ją za niesamowitą bez tej sarkastycznej nuty. Miała jeszcze czas, aby wyrobić sobie taką opinię w jego oczach. Usłyszawszy następne sugestie po prostu wybuchnęła śmiechem i to tak głośnym, aż zwróciła na siebie uwagę zdezorientowanych recepcjonistów. Cóż się dziwić, jeszcze chwilę temu ciskała przekleństwami na prawo i lewo, a teraz odchylała głowę do tyłu i śmiała się całą sobą. - Chcę to! - zawołała najwyraźnie, ocierając z kącika oka mikroskopijną łezkę. - Chcę iść szukać yeti. Albo górskiego trolla, bo one lubią prezenty. - oczy jej rozbłysły fascynacją. Poderwała się na równe nogi i przeskoczyła walizkę, by znaleźć się przed Dominikiem. Przykucnęła i chwyciła go za rękaw koszuli, a jej rozszerzone źrenice jasno mówiły, iż lada moment nastąpi... - Proszę! Poszukaś ze mną górskiego trolla? - zapytała tonem, jakby właśnie mu się oświadczała. Wpatrywała się weń intensywnie, aby tylko się zgodził, bowiem wspólna wycieczka w góry i to z tą wielką szczotką była jak najbardziej możliwym do zrealizowania przedsięwzięciem, a miała odrobinę wspólnego z szaleństwem. Teraz nic już nie wybije jej z głowy tego pomysłu. Nawet jeśli Dominik się nie zgodzi teraz to zwabi go w inny sposób - nawet wiedziała jaki. Po trupach do celu... tak się to mówiło, prawda?
- Panno? Mówisz jak dziadek z obrazu. - prychnęła ze śmiechem i odprowadziła wzrokiem złożone mega spodnie. - Zmieściłyby się na trolli zad. - zauważyła, ale jako tako musiała przyznać mu rację i rozpoczęła serię rzucania drobnych zaklęć, aby przyciągnąć rozrzucone ubrania bliżej nich, wysuszyć je z błotka i zawiesiła je w powietrzu. Po chwili sięgała po ogromny top i składała go niedbale w kosteczkę, która ostatecznie została wciśnięta w kąt walizki.
- Taki silny mężczyźna jak ty da sobie radę z walizką. Co to dla ciebie, hm? - podpuszczała go i sprawdzała czy da się sprowokować do działania i samodzielnego wniesienia bagażu do pokoju numer dwanaście. Zapomniał różdżki, a ona nie lubiła się zbytnio przemęczać, a skoro miała takie ciekawe towarzystwo, to znak, że mogła sprawdzić czy Dominik da się odrobinę zmanipulować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 382
  Liczba postów : 194
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptyPią 14 Lut 2020, 23:51

Przewrócił wymownie oczami.
- Żebyś wiedziała. Ledwo ogarnąłem działanie tego wizzbooka. Za moich czasów nie było takich wynalazków - podłapał jej grę, utrudniając tym samym wyciągnięcie od niego informacji o wieku. Niech zgaduje albo robi kolejne podchody. - Możesz zgadywać, które to były moje czasy - dodał jeszcze, puszczając jej oczko.
- Zaproś mnie na wizzbooku, to chyba teraz też wyznacznik znajomości, prawda? - zapytał, po czym westchnął ciężko. - Ta młodzież, kiedyś to się listy pisało, a nie jakieś wizzengery... - powiedział tonem, starszego człowieka. Sam jednak musiał przyznać, że to bardzo wygodne. Sowy mogły być czasem zawodne, mogły się zgubić, jak im coś odbiło albo zostać zmiecione przez silny wiatr i inne warunki pogodowe. Z wizzengerem można było się skontaktować z kimś w tej samej sekundzie i to było niesamowite, choć pozbawione charakterystycznego oczekiwania na odpowiedź.
- I bardzo chętnie zostanę twoim znajomym, skoro masz tyle do zaoferowania - dodał jeszcze z rozbawieniem, zerkając na bałagan na podłodze, paczkę prezerwatyw i ukryte wino. Wygląda na to, że prezerwatywa zostanie symbolem ich znajomości. Ale lepiej tego nikomu nie mówić, bo brzmi to cokolwiek... osobliwie. Ważne, że oni wiedzą, o co chodzi.
- Dobrze to wiedzieć, wobec tego będę się starał być najlepszym przyjacielem! - obiecał, podnosząc do góry dwa palce jak pierwszoroczny uczeń Hogwartu.
- Może - powtórzył po niej i uniósł brew. - Nie wiem, czy mam się czuć uspokojny czy rozczarowany - zaśmiał się krótko. Żartowanie na takie tematy było zdecydowanie dobrą podstawą ciekawej znajomości. Od samego początku rozmawiało im się swobodnie, zresztą Laurel wydawała się taką osobą, przy której nie dało się być powściągliwym lub popadać w niezręczną ciszę. Była otwarta i towarzyska, może trochę tajemnicza. Lubił takich ludzi. Choć na widok skąpo ubranej Laurel w hotelowym pokoju byłby speszony. Na pewno.
- No, nie wiem, czy nie będę. Jak jednak nie zdążysz się ubrać... - urwał i spojrzał wymownie w górę, a potem przeniósł wzrok z powrotem na dziewczynę i pokręcił głową. Potem uniósł dłonie w uspokajającym geście.
- Dobrze, dobrze - powiedział polubownie. - Ale chyba nie ma nic złego w domieszce tej krwi. Przynajmniej tak mi się zawsze wydawało, choć działanie ich czaru rzeczywiście jest nieco drażniące - stwierdził, bo nieraz denerwował się, że wile tak wpływają na mężczyzn.
Najpierw wpatrywał się w nią nieco skonsternowany, kiedy wybuchnęła śmiechem, potem kąciki ust zdrgały mu w uśmiechu, po czym dołączył do niej w radosnym śmiechu. Nie wiedział sam, z czego się śmieje, ale ona tym nastrojem zarażała i Dominik niemal nie mógł przestać. Zamarł nagle, kiedy niespodziewanie zjawiła się tuż przed nim. Naprawdę była nieprzewidywalna, a jej nastrój zmieniał się błyskawicznie. Wpatrywał się w jej piwne ślepia, które znalazły się bardzo blisko niego. Zerknął na sekundę na rękawe koszuli, za który go złapała i znowu spojrzał w jej twarz. Uniósł dłonie i objął jej twarz. Spojrzał na nią z powagą i nachylił się lekko.
- Obiecuję, że pójdziemy szukać górskiego trolla - powiedział powoli, takim tonem, jakim ona przed chwilą zadała pytanie. Potem delikatnie odwrócił jej twarz tak, aby widziała ten armagedon na podłodze.
- Pod warunkiem, że w końcu zmienimy miejsce posiedzenia na coś wygodniejszego i dyskretniejszego niż podłoga w hotelowej recepcji - odparł głośniej i roześmiał się wesoło. - Dobrze? - zapytał, wbijając w nią wymowny wzrok. - Też możesz je sprezentować trollowi, jeśli go znajdziemy - dodał, kiedy skomentowała powiększone spodnie złożone równiutko przez Dominika. W końcu wszystkie jej rzeczy zostały jako tako ułożone w walizce. Na szczęście, dało się ją zamknąć, więc sukces! Dziwnym bowiem jest fakt, że wszystko mieści się idealnie, gdy pakujemy się na wyjazd, a przy wyjeździe nie da się dokmnąć walizki, mimo braku nadprogramowych rzeczy. Czarodzieje jednak radzili sobie z tym zaklęciem zmniejszająco-zwiększającym.
Rzucił walizce powątpiewające spojrzenie.
- Z bagażem normalnych rozmiarów nie miałbym problemów, ale z tym... Muszę trochę odjąć swej męskości i jednak poprosić cię o pomoc - powiedział, udając rycerza, który splamił swój honor. Wstał i otrzepał spodnie. Potem złapał walizkę za uchwyt i przetransportował ją do schodów. Spojrzał na Laurel ponaglająco.
- Mogłabyś chociaż udawać, że pomagasz - powiedział przez lekko zaciśnięte zęby, kiedy wnosił bagaż po schodach. Zdecydowanie szło mu lepiej niż drobnej Laurce, ale nie twierdził, że było to lekkie zadanie. Walizka w takich rozmiarach była bardzo nieporęczna. Musiał, podobnie jak ona wcześniej, wchodzić na górę właściwie po jednym schodku. Jednak jakoś to szło.
- Mówiłaś, że który to twój pokój? - zapytał po chwili milczenia, kiedy taszczył walizę. Trochę jednak go podpuściła, nie byłby mężczyzną, gdyby nie postawił sobie za punkt honoru wniesienia walizki siłą własnych mięśni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Laurel Miskinis

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : litewski akcent, dużo przekleństw, głośny głos
Galeony : 36
  Liczba postów : 82
http://www.czarodzieje.org/t18096-laurel-miskinis#514713
http://www.czarodzieje.org/t18100-plomykowka-kitka#514798
http://www.czarodzieje.org/t18097-laurel-miskinis#514712
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptyYesterday at 10:29

Wzniosła oczy ku niebu, a mina ta była niezwykle wymowna. Nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia pięć lat a zrzędził niemal tak skutecznie jak jej pieprzony ojczulek. Domyślała się, że to w większości żarty, ale tak czy siak wyciągnie od niego jego wiek. Jeśli nie teraz to przy jakiejś okazji, a i przecież może pobawić się w detektywa i wypyta tu i ówdzie, jeśli tylko wyczai grono jego znajomych. Dla chcącego nic trudnego. Na jej ustach zamajaczył tajemniczy uśmieszek, gdy zadeklarował chęć pozostania prawdziwym przyjacielem i choć wiedziała, że to też niejako żart, to poczuła, że chętnie by weszła na głębszą relację z Dominikiem Rowle. Miał w sobie coś, co przyciągało jej uwagę i co nie było tylko urodą, która jej przypadła do gustu.
- Jeśli jesteś masochistą to zapraszam. - świdrowała go wzrokiem, a w jej kark smagnęło gorąco na myśl, że wparowałby do jej pokoju w geście pełnym troski i zaniepokojenia o jej cnotę, a ona chodziłaby roznegliżowana. Co prawda raczej by do tego nie doszło, wszak nie będzie gorszyć Bruncia i Matthew, ale gdyby ktoś ją podjudził albo jej podpadał to w ramach zemsty mogłaby gorszyć nagością.
Mało kto potrafił w ten sposób odważyć się objąć jej twarz. Źrenice Laurel rozszerzyły się, gdy owionęło ją ciepło jego dłoni, a co za tym idzie również niejako jego zapach. Przymrużyła powieki i nie miała pojęcia co ma zrobić, by wyrwać się z tego intymnego gestu, bowiem... nawet jej się to spodobało, choć pojawiło się to zdecydowanie za wcześnie. Czując, jak na policzki próbuje wkraść się rumieniec, zacisnęła drobne palce na jego nadgarstku. Ciepło, blisko, wesoło. Nie mogła pozwolić sobie za zachowanie godne truchlejącej trzpiotki. Wyswobodziła się z tej intymności i uśmiechnęła się z satysfakcją. - Trzymam cię za słowo. Obiecałeś mi trolla. Jesteś fajni. - oznajmiła i po chwili wstała, by odwrócić się i sięgnąć po powiększoną kosmetyczkę, ale też aby dyskretnie musnąć swój policzek, by sprawdzić czyje ciepło na nim czuje - własne czy jeszcze pochodzące z jego dłoni. Nie powinien tego robić, a jej nie powinno się to podobać, skoro poznali się godzinę temu.
- To będzie pierwszi w historii troll w seksownych spodniach. Może ty dasz trollicy ten powiększony stanik? - uniosła brew wskazując koronkowy czerwony biustonosz, który w poprzednim wcieleniu oczywiście był o pięć rozmiarów mniejszy, a w chwili obecnej nadawałby się na trollicy płci "pięknej". Już bez marudzenia pomogła mu w pakowaniu własnych rzeczy do własnej walizki, aby nie było, że go wykorzystuje, a sama nic nie robi. Schowała różdżkę, poprawiła włosy i zadarła wysoko brodę. - Do-mi-nik! Do-mi-nik! Dajesz! Dobrze ci idzie! Yeeey, proszę państwa, Dominik Rowle wyrabia się świetnie na zakręcie. Wielkie brawa, bo dzielnie tacha walizkę. To jest, proszę państwa... niesamowite, co za mięśnie, co za upór... - uśmiechnęła się szeroko, odsłaniając rząd białych zębów, a z jej mimiki wylewało się ogromne rozbawienie, a jednak nie ruszyła palcem, aby popchnąć bagaż, bowiem nie miała pojęcia jak miałaby się za to zabrać. Mimo wszystko po dwóch minutach namysłu przeskoczyła schodki, by znaleźć się na równi i chwyciła za walizkę tuż obok dłoni Dominika, niby to "przypadkiem" doprowadzając do tego, że stykały się ze sobą z boku. - Dwanaście. Chyba. Już zapomniałam. - odpowiedziała i użyczyła swoich sił, by łatwiej szło im holować powiększoną walizkę. Udało się im, bo przecież co to dla nich, prawda? Dotachali ogromną walizkę pod drzwi odpowiedniego pokoju jednak nie zamierzała go wpuszczać do środka, bo przecież oficjalnie miała podrywać Bruncia, a nie sprowadzać do pokoju przystojnego i gorącego opiekuna.
- Dałeś radę, jestem z ciebie dumna. - oparła łokieć o walizkę i otarła z czoła nieistniejącą kroplę potu. - Dzięki, Dominik. Ale resztę sama już wepchnę do pokoju. - uchyliła drzwi i nawet nie zerknąwszy na wyposażenie, zgrabnym "Depulso" przewróciła walizkę do środka. - A, jeszcze jedno, chodź, bo to tajemnica. - machnęła do niego dłonią, aby się nachylił, bo chciała powiedzieć mu coś na ucho konspiracyjnym tonem. Gdy to zrobił, a miała taką nadzieję, zamiast cokolwiek mu szepnąć, powolnie i z ogromną przyjemnością pocałowała jego policzek. To była zemsta za tamto dotknięcie jej twarzy, przecież nie może pozostać dłużna. Puściła mu oczko i zniknęła za drzwiami pokoju, gdzie przeklęła głośno na myśl, że będzie musiała teraz bawić się zaklęciami zmniejszającymi przez pół nocy.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 382
  Liczba postów : 194
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Korytarz QzgSDG8




Gracz




Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz EmptyToday at 18:54

- Od pewnego czasu odnoszę takie wrażenie - uśmiechnął się krzywo, na wspomnienie o masochistach. Wydawało mu się, że każda decyzja jaką podjął nie miała dobrego rozwiązania. No, cóż. Nie ma zamiaru o tym myśleć na wakacjach.
Z zadowoleniem zauważył, że chyba lekko ją... zawstydził? W każdym razie na pewno poczuła się lekko niezręcznie i czuł, jakby wygrał jakieś wyzwanie z tą wygadaną księżniczką. Oczywiście, określenie to miało wydźwięk zdecydowanie pozytywny, mimo tak krótkiego kontaktu Dominik już polubił tę dziewczynę.
- Ufff, odetchnąłem z ulgą, że zasługuję sobie na twoją sympatię - powiedział i puścił jej oczko. - Jak obiecałem to musze słowa dotrzymać. Daj mi znać, kiedy będziesz chciała wyruszyć na poszukiwania - zapewnił ją i wziął się dalej za pakowanie. Spojrzał z powątpiewaniem na stanik. Bardzo ładny zresztą. - Nie szkoda ci takiej ładnej bielizny? Może nie rozdawajmy całego twojego dobytku trollom, powinni być zadowoleni, że dostaną szczotkę - zaśmiał się wesoło. W końcu zaczął wnosić walizkę na schody. W pewnym momencie chciał spojrzeć na Laurel surowo, ale nie mógł wytrzymać i zamiast tego wybuchnął śmiechem.
- To będzie trwało wieczność, jak będziesz mnie tak rozśmieszać - powiedział, ale w oczach błyskały mu wesołe iskierki, a twarz ciągle rozjaśniona była uśmiechem. - Och, dziekuję bardzo - powiedział szczerze, kiedy znalazła się tuż obok i chwyciła razem z nim walizkę. Udało im się dostarczyć walizkę pod drzwi pokoju i Dominik podciągnął rękawy swetra, bo jednak nieco się zmęczył. Mimo wszystko ukłonił się lekko z rozbawionym uśmiechem.
- Do usług, wezwij mnie, jak będziesz potrzebowała rycerza - zaśmiał się krótko. Kiwnął głową, kiedy postanowiła sama już zając się walizką i nachylił się do niej z ciekawością, gdy chciała mu coś powiedzieć. Jego twarz wydłużyła się lekko, kiedy dostał niespodziewanego całusa w policzek. Mogła jeszcze zobaczyć w jego oczach miłe zaskoczenie, zanim z mrugnięciem zniknęła za drzwiami. Pokręcił głową i uśmiechnął się do siebie. Mała spryciula!
Odwrócił sie i ruszył z powrotem do swojego pokoju.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Korytarz QzgSDG8








Korytarz Empty


PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz Empty

Powrót do góry Go down
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Korytarz JHTDsR7 :: 
Masyw Mont Blanc
 :: 
Resort
 :: 
Skrzydlo mieszkalne
-