Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Czarne trasy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Emily Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,60
C. szczególne : Czerwone usta, zawsze!
Galeony : 707
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 1101
http://www.czarodzieje.org/t15867-emily-rowle
http://www.czarodzieje.org/t15874-emily-rowle?highlight=Emily+Rowle
http://www.czarodzieje.org/t15996-sowa-emily-felicja#436128
http://www.czarodzieje.org/t15872-emily-rowle
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyWto 7 Sty - 19:36


Czarne trasy


To zjazdy dla odważnych. Jeśli nie potrafisz jeździć, powinieneś zacząć od niebieskiej, a później czerwonej trasy! Jeśli masz doświadczenie, kostki będą ci znacznie bardziej przychylne. Te stoki są naprawdę strome, pamiętaj, że decydując się na rzut, liczysz się z poważniejszymi konsekwencjami.

Uwaga!
wszyscy, którzy potrafią jeździć, rzucają 3 kostkami;
początkujący, którzy napisali chociaż 1 post na niebieskiej trasie i na czerwonej trasie, rzucają 2;
początkujący, którzy zdecydowali się od razu na czarną trasę (lub zrezygnowali tylko z czerwonej, albo tylko z niebieskiej), rzucają 1.
Jeśli nie wypożyczyłeś, a kupiłeś sprzęt, możesz podnieść wynik o 3 oczka.

Kostki:
 

______________________

All along
I thought something would go wrong
Didn't you? Walls were up
We never pushed our luck
Like we wanted to


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Laurel Miskinis

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : litewski akcent, dużo przekleństw, głośny głos
Galeony : 36
  Liczba postów : 82
http://www.czarodzieje.org/t18096-laurel-miskinis#514713
http://www.czarodzieje.org/t18100-plomykowka-kitka#514798
http://www.czarodzieje.org/t18097-laurel-miskinis#514712
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyNie 9 Lut - 23:53

kostka: 3 prezent dla Nev ^^ jaram się

język czeski

Co ona tu robi? Dlaczego stok jest taki stromy? Oddychanie na tej wysokości było trudniejsze, a przecież zawracała do Annabell. Ślizgała się mocno po śniegu i większość trasy pokonywała niemal na czworaka. Jej głos niósł się echem. Annabell?! - lecz nikt jej nie odpowiadał. Nie widziała ani żywej duszy, a to wpędziło ją już w większy lęk. Deskę, którą wypożyczyła wcisnęła obok jednego z większych kamieni. Utrudniała jej przemieszczanie się, a potrzebowała obu rąk, by przytrzymać się stromego pagórka. Laurel miała tragiczną orientację w terenie, o czym przekonała się już połowa populacji w zamku. Na stok przyszła z koleżanką i mimo jej obecności zjechała gdzieś, gdzie straciła ją z oczu. - JEST TU KTO?! - krzyczała, zapomniawszy, że robi to w języku czesko-litewsko-węgierskim, bowiem raz na jakiś czas wpadało inne słowo, tworzące gwarę, której notorycznie używała w Souhvězdí. Na desce zjechała bardzo nisko, więc za którymś tym pagórkiem powinien zacząć się niebieski szlak. Czemu więc napotykała jeszcze więcej trudności? Zziajana, zmarznięta i już porządnie zaniepokojona nie pozostawała w miejscu nawet chwili. Popełniała błąd, bowiem wówczas zmniejszała szansę odnalezienia siebie przez kogoś bardziej wykwalifikowanego. Wiedziała, że Ann jej szuka i zapewne zawoła kogoś na pomoc. Przeklinała pod nosem, czując się upokorzona własnym pechem.
W pewnym momencie pokonała kolejny pagórek i zatrzymała się, siadając na jego szczycie. Z lekkim opóźnieniem rozejrzała się i niemal zemdlała, odkrywszy, że jest w bardzo, ale to bardzo niebezpiecznym miejscu. Powinna jak najprędzej zawracać, zsunąć się z tego zbocza drogą, którą tutaj przyszła. Być może w innych okolicznościach widok zapierałby dech w piersiach, zaś teraz... nagle dostała zawrotów w głowy z przerażenia i szoku, przez co niekontrolowanie przechyliła się... i dzięki niech będą Merlinowi, że miała na sobie kask, bowiem... spadła. Turlała się ze stromego stoku w akompaniamencie głuchego krzyku, wyciskanego z obijanych właśnie płuc. Nie wiedziała gdzie jest góra, gdzie dół; raz po raz jej głowa obita w kask obijała się od kamieni, a kończyny zahaczały niekontrolowanie o prawie każdą napotkaną nierówność. Wydawało się jej, że spadała wieczność, a na końcu czeka na nią śmierć, wszak nie potrafiła się zatrzymać. Obijała każdy możliwy mięsień lecz dopiero za moment miała zrozumieć co to tak naprawdę znaczy "zaboleć". W chwili, gdy próbowała skulić się i osłonić głowę, siła pędu nieznacznie wyrzuciła ją w powietrzu, przez co podczas twardego lądowania wpadła w jakąś szczelinę między głazami. Po chwili po stoku rozniosło się głośne echo krzyku, a w jej uszach dźwięczał charakterystyczny dźwięk łamanej kości, a zmysły promieniująca, przeraźliwie bolesna fala bólu. Przynajmniej straciła cały pęd, ale jej stan fizyczny pozostawiał wiele do życzenia. Leżała skąpana we śniegu, a czuła się paskudnie. W kąciku jej ust pojawiła się plamka krwi, twarz, którą to tak dzisiaj rano podkreślała makijażem była brudna i poobijana, na policzku z pewnością będzie mieć sińca wielkości pięści. Nie była pewna, ale chyba coś było nie tak z jej żebrami - bolały po obu stronach, a oddychanie nie było wcale bezbolesne. Nie mogła się na niczym skupić, bowiem po prostu... bolało, a ona miała naprawdę niski próg bólowy. Z głuchym szlochem podniosła obolałą rękę do góry i otarła śnieg z oczu, a gdy zobaczyła co się dzieje z jej nogą krzyknęła bardzo głośno i to z bólu i z przerażenia. Kość piszczelowa została w pięknym stylu złamana. Na co dzień Lau posiadała silną osobowość, potrafiła odpyskować, kłócić się, energicznie debatować, ale gdy w grę wchodził strach i ból to na wierzch wydostawała się jej kobieca kruchość. Była tu sama, połamana, oblała i nie miała sił się podnieść. Zgubiła się i nikt nie wiedział gdzie się znajduje, a przecież nie miała szans stanąć teraz na nogi. - POMOCY! - krzyknęła z całych sił, walcząc z płaczliwym tonem i dopiero po chwili zorientowała się, że mówi w ojczystym języku. - Czy ktoś mnie słyszy?! - niski próg bólowy nie pozwolił jej na jakikolwiek gwałtowny ruch. Zaciskając zęby z bólu przez dobre trzynaście minut wyciągała spod paska różdżkę. Kolejne siedem zajęło jej poprawne chwycenie jej i wycelowanie w kierunku ciemniejącego nieba. Próbowała stworzyć racę, ale nie udawało się jej wystrzelić zbyt wysoko, bowiem wygasała jakieś trzy metry nad jej sylwetką. - HALOOOO?!!! - otarła policzki i wyczuła na nich łzy. Nigdy nie płakała, ale w chwili obecnej nie potrafiła ich powstrzymać.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Annabell Helyey

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170,5
C. szczególne : intensywnie niebieskie oczy; tatuaż ciągnący się od uda do żeber; kubek kawy w ręce; węgierski akcent
Galeony : 30
  Liczba postów : 57
http://www.czarodzieje.org/t18101-annabell-mia-helyey
http://www.czarodzieje.org/t18111-relacje-ann#514951
http://www.czarodzieje.org/t18110-listy-do-ann#514950
http://www.czarodzieje.org/t18102-annabell-mia-helyey
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyPon 10 Lut - 1:32

Z każdą chwilą Ann była coraz bardziej zaniepokojona, nie, ona była przerażona, kiedy dotarło do niej, że faktycznie zgubiła swoją przyjaciółkę. Dręczyły ją wyrzuty sumienia, ale nie dawała sobie zawładnąć tymi emocjami. Musiała ją znaleźć, bo najgorsze w tym wszystkim było to, że tylko Helyey wiedziała, że Laurel się zgubiła i, co gorsze, nagle nie widziała żywej duszy. Potrafiła jeździć na czartach, była pewna swoich umiejętności, ale nie można było tego powiedzieć o Miskinis. Merlinie…
- LAUREL! – wciąż nawoływała dziewczynę, a jej głos stawał się rozpaczliwy. Stok stawał się coraz bardziej stromy, a ona nawet nie wiedziała czy idzie w dobrą stronę. Obawiała się, że jechała w zupełnie złym kierunku i nigdy w życiu nie znajdzie przyjaciółki i sama się zgubi. Pokonywała kolejne wzniesienia, mając nadzieję, że to dobry kierunek. Pomiędzy zamartwianiem się, modliła się do wszystkich znanych jej bóstw, będąc największą hipokrytką świata. Bowiem Ann w żadne bóstwa nie wierzyła, a wpajane jej ambicje i wartości jasno mówiły, że może liczyć tylko na siebie, a los jest tylko i wyłącznie w jej własnych rękach. Była jednak zbyt przestraszona tym co się stało, więc szła na oślep, przedzierając się w pewnym momencie przez krzaki i wytężając słuch. Przecież nie mogła odjechać aż tak daleko! Czas jej się dłużył niemiłosiernie. Była niemal pewna, że jej nie znajdzie i co gorsza – sama już nie miała pojęcia gdzie jest. Nie potrafiła zrozumieć jakim cudem nie było tam żywej duszy, gdzie ona, na Merlina, się znalazła?
Sytuacja wydawała się być coraz gorsza, a Ann była już naprawdę wysoko. Nie miała wątpliwości, że jest na czarnej trasie i bynajmniej jej się to nie podobało. Może innym razem, czułaby adrenalinę buzującą w jej krwi, ale teraz słyszała tylko szumiącą w uszach krew i mocno obijające się o żebra serce. Wypatrywała kogokolwiek, byle tylko zapytać, zatrzymać, cokolwiek! Postanowiła zjechać nieco w dół, była bowiem pewna, że aż tak wysoko Miskinis nie wlazła, a przynajmniej głęboko w to wierzyła. Prawdę mówiąc, nadzieję miała na to, że jechała w dobrym kierunku, co wciąż takiej pewności nie miała. Czuła jak otacza ja ta niesamowita pustka, była sama, tak cholernie wysoko w górach, szukając zaginionej przyjaciółki, która była niewiadomo gdzie i w niewiadomo w jakim stanie. Ona sama miała kłopoty ze zjechaniem w tym miejscu, była doświadczoną czarciarką, jednak emocje brały już nad nią górę, denerwowała się, cholernie się denerwowała.
Zjeżdżała ostrożnie w dół, i rozglądała się dookoła, szukając dziewczyny. Proszę, proszę znajdź się. Oczami wyobraźni widziała połamaną dziewczynę, której nikt nie znalazł i… Nie, koniec, nie mogła tak myśleć, musiała się skupić. W końcu coś usłyszała, miała wrażenie, że był to głos Laurel i mogła przysięgnąć, że słyszała litewski. Mocniej odepchnęła się od pokrywy śnieżnej i szybciej zaczęła się zsuwać w dół. Nerwy jej nie opuszczały ani na sekundę, a serce zaczęło wystukiwać nierówny rytm. Jak tak dalej pójdzie, to dostanie zawału, lub arytmii, lub po prostu serce jej stanie na dłuższą chwilę i umrze. Nie to, żeby dramatyzowała, chociaż właśnie tak było.
Spojrzała w bok i był to jej największy błąd jaki mogła popełnić. Z impetem wjechała w drzewo, mocno uderzając w nie głową.

kostki: 2+1+6 = 9
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Viserys O. I. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1.87 m
C. szczególne : lekki zarost
Galeony : 15
  Liczba postów : 36
http://www.czarodzieje.org/t17690-viserys-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t17706-viserys
http://www.czarodzieje.org/t17705-chlodne-listy
http://www.czarodzieje.org/t17687-viserys-o-i-dear
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyWto 11 Lut - 16:52

| w innym czasie

Zimna Rosja przygotowała go na każdą trudność i każdy sport. W Durmstrangu quidditch był sportem, który wyrabiał charakter, wytrzymałość i dyscyplinę. Hartował nie tylko słabe ciała, umysły, ale także dusze. Nie można było mówić o bólu, wiele razy twarz zalewała się krwią, a kończyny bliskie odmarznięcia przybliżały do śmierci. Tu marzenia chwili wytchnienia nie istniały, tu żyło się cierpieniem. Każdy magiczny sport zimowy nie mógł być tu nieznany. Viserys szybko opanował każdy z nich, ale najbardziej spodobał mu się snowflow. Większość chłopaków śmigała na deskach, chociaż głównie wszyscy woleli miotły. To osiągnięcia w quidditchu wywyższały jego szkołę - Durmstrang.
Za nim zjawił się na stoku, uważnie przejrzał mapkę tras. Czarne trasy wydawały się idealne. Nie można było tu mieć do czynienia z amatorami i nudą. Miał nadzieje, że ten masażyk sportowy, na który dostał bon zrobiony przed jazdą, przygotuje go na każdą niedogodność, ból i nawet porażkę, ale to ostatnie nie wchodziło w grę — na razie. Miał zamiar ścigać się ze swoim przyjacielem, a z cwanym @Charlie O. Rowle nie zamierzał przegrać. Nie miał zamiaru dać mu tej satysfakcji. Wiedział, że jeśli się to stanie, nieważne na wynik, oboje będą sobie przypominać i nabijać się nawzajem z siebie; zależy, który bardziej zedrze sobie ryj na tych czarnych trasach.
Zjawił się w wypożyczonym sprzętem, mając nadzieje, że nie pisze na nim wypożyczony, ale nie trzeba było niczego naklejać, aby spojrzeć na tą deskę od snowflow — nawet ślepy by zobaczył, że to z wypożyczalni. Brakowało mu tego, żeby ktoś mu to wypomniał " Co Dear nie stać cię na swój sprzęt, tatuś pieniążki przestał dosyłać"? Doprowadzało go to do szału, a w Durmstrangu zdarzali się tacy, przecież nie wszyscy spali na pieniądzach. Dlatego postanowił, że znajdzie sobie jakąś robotę. Nic szczególnego. Ojciec na pewno nie byłby z tego zadowolony, zwłaszcza że Viserys był na ostatnim roku i miał go zdać śpiewająco. Oczywiście Dorienowi tatuś załatwił stanowisko po znajomości, ale Vis uparł się iść na studia, wiedział, że naukę będzie zawdzięczał jedynie sobie.
Rozglądał się po przybyłych, nie mogąc nigdzie wyłapać Chalriego. Raczej nie ciężko było dostrzec chłopaka z 1.88 metrów wzrostu wśród tych karzełków. Niektórzy zjeżdżali, a inni czekali jak on. Jeśli jeździ, tak jak jest na czas, to na pewno to wygram. Viserys z tą myślą niemal uśmiechnął się sam do siebie, jednak nikt nie mógł tego zauważyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 382
  Liczba postów : 194
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyWto 11 Lut - 21:56

/sesja z Laurel i Ann

Po drodze do wypożyczalni zgarnął z ośrodka mapę stoku i teraz, wyszedłszy z nowymi nartami z budynku, zaczął się jej przyglądać. Wahał się lekko między trasą czerwoną a czarną, w końcu minął już dłuższy czas od ostatniej wycieczki w góry na narty czy też ich magiczny odpowiednik - czarty, ale... Poczuł dreszczyk adrenaliny, śledząc wzrokiem przebieg czarnej trasy. A, raz się żyje, pomyślał i to chyba całkiem trafne podsumowanie wyboru najtrudniejszej trasy. Popatrzył jeszcze przez chwilę na mapę, aby mniej więcej zapamiętać trasę i ruszył w jej kierunku.
Założył swój nowy sprzęt, w pełni gotowy, aby go wypróbować. Ruszył czarną trasą, początkowo ostrożnie, a potem nabierając tempa. Słyszał świst wiatru i czuł szczypiący mróz, któremu co i raz udawało dostać się pod ubranie. Jednak mimo wszystko było mu ciepło, wyposażył się profesjonalnie w sprzęt i odpowiednie ciuchy.
Nabierał tempa, a jego ciało przypominało sobie wszystkie posiadane przez niego umiejętności narciarskie. Po kilkunastu minutach radził sobie już tak dobrze, jak kiedyś. Tego chyba się nie zapomina, ciało pamięta ułożenie nóg, którego kiedyś się wyuczyło, wygięcie bioder, wychylenia na boki... Uśmiechnął się sam do siebie, czując jak adrenalina łaskocze go w żyłach. Przebył już spory kawałek trasy, z tego, co pamiętał z mapy to nawet chyba większość. Jechał już pełną prędkością na jaką było go stać, mijając zgrabnie górki i inne przeszkody. Próbował nawet wyskakiwać i całkiem dobrze mu to wychodziło. I... w pewnym momencie coś się stało. Poczuł, że buty odczepiają mu się od czart, które właściwie wystrzeliły go z dala od siebie. Sprzęt zdecydowanie musiał być wadliwy, ale nie to w tym momencie było ważne. Szybował w powietrzu, nie mając zupełnie kontroli nad czym, gdzie upadnie. I, oczywiście, nie mógł wpaść w śnieżną zaspę, których tu było do groma. Zobaczył, że kieruje się wprost w jakieś krzaki i nie mógł nic na to poradzić. Przemknęło mu przez myśl, że powinien znać tę roślinę, ale nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Z impetem wylądował w dziwnych kwiatach i...
Poczuł okropny ból na twarzy, jakby poparzył się wrzątkiem. I w tym momencie przypomniał sobie, jaka roślina daje taki efekt.
- Ognisty hibiskus - jęknął, jakby to miało zmniejszyć ból i obrzęk. Szybko poderwał się z krzaków i odbiegł kilka kroków dalej. Dominik wyrzucał z siebie wiązanki przekleństw, których raczej na co dzień się od niego nie usłyszy. Nie opanował jakoś specjalnie zaklęć uzdrawiających i chyba musiał to nadrobić. Wziął więc garść śniegu i przyłożył do twarzy. Skrzywił się od paskudnego bólu, ale po chwili poczuł lekką ulgę. Musiał wyglądać... źle. Nadzieja jednak w tym, że czerwone plamy zejdą niedługo, zajmie się tym w pensjonacie i znajdzie kogoś, kto mu pomoże. Zdjął kask i wzburzył włosy. Sięgnął po kolejną garść śniegu, chłodząc bolące miejsca. Oddychał głęboko, wypuszczając powoli powietrze, aby nie zacząć krzyczeć z wściekłości.
W końcu nie mógł nic więcej dla siebie zrobić i wyjął różdżkę. Lewitował czarty obok siebie, idąc ponuro w dół stoku, aby dotrzeć do hotelu. W pewnym momencie usłyszał, jakby niewyraźne wołanie i zaraz za jego plecami pojawił się kolejny narciarz, zmierzający prosto w drzewo z zawrotną prędkością. Dominik nawet nie zdążył się odezwać, kiedy dziewczyna (poznał po posturze) z impetem uderzyła w pień. Rowle wydał zduszony okrzyk i natychmiast pobiegł w tamtą stronę. Nadal wydawało mu się, że co i raz słyszy wołanie, ale nie miał teraz czasu się tym zajmować. Podbiegł do dziewczyny i złapał ją za ramię.
- Hej, żyjesz?


Kostki: 7 + 3 za własny sprzęt = 10
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Laurel Miskinis

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : litewski akcent, dużo przekleństw, głośny głos
Galeony : 36
  Liczba postów : 82
http://www.czarodzieje.org/t18096-laurel-miskinis#514713
http://www.czarodzieje.org/t18100-plomykowka-kitka#514798
http://www.czarodzieje.org/t18097-laurel-miskinis#514712
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyWto 11 Lut - 22:23

Nie miała sił krzyczeć o pomoc, kiedy ciałem targał silny ból, kumulujący się rzecz jasna w złamanej nodze. W pewnym momencie dłoń obejmująca trzonek różdżki opadła, gdy Laurel... zemdlała. Stało się przez to, że z jej ciała uciekała cała adrenalina, a szok wywołany reakcją ciała wymusił na niej utratę przytomności. Na szczęście (?) nie trwała długo, bowiem z gwałtownym oddechem ocknęła się, wyczuwszy na twarzy opadające z nieba płatki śniegu. Przemarznięta na wskroś jęknęła płaczliwie z powodu swojej bezradności. Po paru chwilach opieprzyła się srogo, bowiem nie była porcelanową lalką i nie może leżeć tu i się nad sobą użalać. Nie jest dziewczyną z Kalwarii, gdzie garbiła ramiona pod uderzeniem ojca, a była Laurel Miskinis, niezależną i w większości samowystarczalną wiedźmą. Zacisnęła palce w pięść i choć jej policzki ogrzewały i moczyły strumienie łez, to zmusiła wszystkie swoje mięśnie do współpracy i usiadła. Oparła ramię o skałę i dysząc ciężko, przesunęła się bliżej oparcia. Cicho krzyknęła, gdy znów dopadł ją promieniujący ból wyłamanej porządnie kości. Omijała wzrokiem nogę w obawie, iż zapamięta na całe życie jej dziwny kształt - taki nienaturalny. Trzęsącą się ręką uniosła różdżkę do nieba i dukała zaklęcia racy, wystrzeliwując je jak najdalej potrafiła. Jednak nikt nie nadchodził, a ona nie potrafiła sobie pomóc. - CZY KTOŚ MNIE SŁYSZY?! HALOOO KURWA!! - krzyknęła, a gdy dopadła ją myśl, że swoim hałasem może zwabić jakieś górskie stworzenia to aż pobladła i umilkła. Nie wiedziała co ma zrobić. Bała się teleportować, a może... A może patronus? Gdyby tylko tak nie bolało! Zacisnęła mocno powieki i próbowała upoić się uczuciem szczęścia i jednocześnie naładować tym zaklęcie patronusa. Jakże marna iskra wylatywała z krańca jej różdżki! Nie poddawała się, wszak nigdy by sobie tego nie wybaczyła. Kolejne pół godziny zajeło jej ładowanie czasu szczęściem i po upływie tego czasu wyczarowała jedynie srebrzystą mgiełkę, przypominającą ptaka. Wypchnęła zaklęcie w świat, próbując nakierować je do Annabell. Niestety nie miało szans dotrzeć zbyt daleko, ale podczas lotu wydostawały się z niego słowa : POMOCY. JESTEM RANNA. POMOCY KUŹWA!!!, co bezkształtny gawron (o charakterystycznym akcencie) wykrzyczał jedynie dwukrotnie nim zgasł. Głowa Laurel znów opadła na ramię, gdy na kilka chwil zemdlała. Prawdopodobnie przez utratę przytomności zaklęcie przestało działać. Powinna popracować nad swoją odpornością na ból, a jednak była to jej najwieksza słabość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Annabell Helyey

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170,5
C. szczególne : intensywnie niebieskie oczy; tatuaż ciągnący się od uda do żeber; kubek kawy w ręce; węgierski akcent
Galeony : 30
  Liczba postów : 57
http://www.czarodzieje.org/t18101-annabell-mia-helyey
http://www.czarodzieje.org/t18111-relacje-ann#514951
http://www.czarodzieje.org/t18110-listy-do-ann#514950
http://www.czarodzieje.org/t18102-annabell-mia-helyey
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptySro 12 Lut - 14:55

Odsunęła się od drzewa i uniosła dłoń do głowy, chwytając się za skroń chronioną przez kask. Merlinie, całe szczęście go założyła, ale przecież nie była głupia, żeby zjeżdżać bez kasku. Przymknęła na chwilę oczy i poczekała, aż lekkie zawroty głowy miną. Chyba nic jej nie było, cóż tak jej się wydawało. Rzecz w tym, że nie myślała już o sobie, jako sobie, była bowiem przekonana, że jest swoim bratem. Uderzenie więc musiało być tylko z pozoru nieszkodliwe, chociaż rzecz jasna ona stwierdziła, że absolutnie nic jej nie jest.
Odjechała kawałek i uderzyło ją to, że nie pamięta też co tu robi. Nie widziała żadnych swoich znajomych, a stok był bardzo stromy, domyśliła się więc, że to czarna trasa. W życiu nie wybrałaby się sama na czarną trasę, nie była Annabell, żeby tak wierzyć w swoje umiejętności, mimo że jeździć potrafiła.
- Co do kurwy... – mruknęła po węgiersku i rozejrzała się wokół. Dotarł do niej czyiś głos, więc zmrużyła oczy i przeniosła wzrok na osobę, do której należał. - Nie, chyba nie… Rzecz w tym, że nie wiem co tutaj robię, to raczej moja siostra lubi taką adrenalinę. – odparła do mężczyzny, wciąż będąc przekonaną, że jest własnym bratem.
Po chwili dotarło do niej coś. Dziwne przeświadczenie, że kogoś szuka i chociaż nie miała pojęcia kogo dokładnie. W duchu wzruszyła ramionami, stwierdzając, że oszalała i znów przeniosła wzrok na swojego nowego towarzysza.
- O stary, ale ci mordę przypiekło. – wydusiła z siebie, dopiero teraz zauważając czerwone ślady. - Mogę coś z tym zrobić, matka naciska na zaklęcia uzdrawiające. – dodała jeszcze. Nigdy nie radziła sobie zbyt dobrze z presją rodziców, to Annabell potrafiła wszystko pogodzić i jeszcze mu pomagać, nie zmieniało to faktu, że coś tam potrafił i mógł wyczarować powłokę chłodzącą. - Śnieg to taka ulga na chwilę, fringere na jakiś czas. – wzruszyła ramionami i zanim ten zdążył jej odpowiedzieć wyjęła różdżkę i rzuciła zaklęcie*. Po chwili zerknęła na różdżkę i ogarnęła ją totalna dezorientacja. To była różdżka Annabell, jakim cudem ją miała i jak do cholery ją posłuchała?
Uniosła jednak głowę, była pewna, że usłyszała wołanie o pomoc.
- Słyszałeś? – zapytała i zaczęła powoli zsuwać się w dół, może jej się wydawało, ale może faktycznie ktoś potrzebował pomocy, ta trasa była chujostwem. - Jestem Ciprián! – rzuciła przez ramię, nawet nie zastanawiając się jak idiotycznie to brzmi z jej ust. Cholerne drzewo.

* FRINGERE
Tworzy na jakiś czas powłokę chłodzącą i łagodzącą ból; przydatne przy poparzeniach.
dostępność: 5 pkt z uzdrawiania (mam 10 pkt)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 382
  Liczba postów : 194
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptySro 12 Lut - 22:32

Uff, na szczęście żyła. Dodatkowo, jak na osobę, która przed chwilą przywaliła w drzewo była całkiem ruchliwa. Dodatkowo mruczała coś w innym języku i Dominik zmartwił się, że się z nią nie dogada i nie da rady w niczym pomóc. Na szczęście, gdy usłyszała jego głos to nie dość, że zrozumiała to jeszcze odezwała się po angielsku, dzięki Merlinowi!
Patrzył na nią z troską w oczach, chcąc dowiedzieć się czy nic jej nie jest. Mimo, że zaprzeczyła, że żyje to jednak nie wyglądała na martwą. Duchy, które znał był jednak bardziej przezroczyste. Dziwne miał myśli w obliczu takiej sytuacji, ale też przed chwilą przeżył lekką traumę, więc trzeba mu to wybaczyć. Zmartwiło go stwierdzenie, że nie wie, co tutaj robi. Czyżby przy uderzeniu straciła pamięć?
Nie zdążył jednak otworzyć ust, bo dziewczyna spojrzała na niego i zwróciła uwagę na jego poparzenia. Zwróciła się do niego per "stary", co było dość dziwne z ust dziewczyny, ale co on tam mógł wiedzieć. Uniósł jednak brew w uprzejmym zdziwieniu. To jednak nie było mądre, bo zauważył (bardzo wyraźnie), że niemal przy każdym ruchu twarzy skóra naciąga się boleśnie. Syknął cicho, nie mogąc się powstrzymać.
- Wpadłem w krzaki ognistego hibiskusa - wyjaśnił, chcąc skrzywić się, ale powstrzymał się w ostatniej chwili, żeby nie potęgować bólu. Po jej reakcji jego nadzieja na małe poparzenia trochę opadła. Wyglądała na pewną siebie, kiedy mówiła o zaklęciu, więc bez słowa poddał się zabiegowi. Gdy rzuciła czar na jego twarz Dominik odczuł cudowną ulgę i w końcu mógł robić głupie miny, nie narażając się na ogromny ból.
- Dzięki, jest o niebo lepiej! Muszę się skupić w najbliższej przyszłości na zaklęciach uzdrawiających - mruknął bardziej do siebie, bo zdał sobie sprawę, że trochę zaniedbał tę dziedzinę. - A tobie nic więcej się nie stało? To uderzenie wyglądało dość groźnie. Ale chyba masz pancerny kask - zauważył, bo z zewnątrz chyba rzeczywiście dziewczyna nie doznała uszczerbku na zdrowiu. W tym samym momencie, co dziewczyna uniósł głowę, bo znów wydawało mu się, że do jego uszu dotarło wołanie. Przecież nie mogło mu się przesłyszeć już któryś raz i to jednocześnie z dziewczyną?
- Słyszałem - przyznał i zaczął zsuwać się wraz z nią. - Trzeba to sprawdzić, może ktoś też ma na końcie takie osiągnięcia jak my dzisiaj - powiedział ironicznie, bo oboje, jak widać, popisali się brawurową jazdą. Fakt, że w jego przypadku była to wina nart, niczego nie poprawiał. Nadal miał poparzoną twarz.
Nagle przystanął na chwilę, kiedy się przedstawiła... Przedstawił? Dominik stał przez moment skonsternowany i dopiero po kilku sekundach ruszył ponownie za swoją towarzyszką.
- Em, Dominik... - przedstawił się powoli. - Ciprián? - nie mógł się powstrzymać, żeby nie zapytać. - To imię nadawane chłopcom i dziewczętom? - zapytał uprzejmie. Nie chciał wprost wypalić z pytaniem czy jest dziewczyną, która uważa się za faceta, a może facetem, który wygląda jak dziewczyna.
Ciągle schodzili w dół, pozornie bezpieczną trasą, ale Dominik zdawał sobie sprawę, że znajdowały się tutaj również urwiska, szczeliny, dziury i inne niebezpieczeństwa. Czasem miał wrażenie, że znów słyszy odglos krzyków, niejednokrotnie wydawało mu się, że w oddali mignęły mu jakieś światła. Na razie jednak nikogo nie znaleźli, ale dopóki przez dłuższy czas nie będzie panować przeraźliwa cisza, to jest nadzieja, że może ten ktoś jeszcze będzie żył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Annabell Helyey

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170,5
C. szczególne : intensywnie niebieskie oczy; tatuaż ciągnący się od uda do żeber; kubek kawy w ręce; węgierski akcent
Galeony : 30
  Liczba postów : 57
http://www.czarodzieje.org/t18101-annabell-mia-helyey
http://www.czarodzieje.org/t18111-relacje-ann#514951
http://www.czarodzieje.org/t18110-listy-do-ann#514950
http://www.czarodzieje.org/t18102-annabell-mia-helyey
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyCzw 13 Lut - 21:48

Ta sytuacja była dziwna, bardzo dziwna nawet jak na niego. Ciprián wpakował się w życiu już kilkukrotnie w niezłe szambo, ale nigdy wcześniej nie znalazł się na stoku z niewiadomych przyczyn, w dodatku będąc całkiem samemu. Nie zastanawiała się jednak nad tym, ponieważ słyszała coś i była przekonana, że ktoś wołał o pomoc. Zsuwała się na czartach po śniegu, nie ryzykując unoszenia się nad nim, nie na tej trasie i nie w tej sytuacji. Jako swój brat poprzysięgła sobie, że już nigdy w życiu nie pójdzie na tę właśnie trasę, choćby mieli jej dać milion galeonów, nie było mowy, nie wiedziała co tam w ogóle robi.
- Tak, dobry sprzęt, chociaż o twoim tego nie można powiedzieć. – powiedziała i nieco prychnęła, sam z siebie przecież nie wpadł w roślinę, a i zdążyła zauważyć, że Rowle był bez czart przypiętych do butów. - Całkiem przydatne, o ile nikt cię do tego nie będzie zmuszał.
Skinęła tylko głową, na jego słowa, że też coś słyszał, czyli nie miała żadnych omamów, to znaczy innych niż te, które teraz faktycznie jej towarzyszyły.
Spojrzała przez ramię na swojego nowego towarzysza i zmarszczyła brwi. Jak to żeńskie? Facet sobie z niej żartował? Dobra, być może była z Węgier, ale to był całkiem cywilizowany kraj, a chyba jasne było, że Ciprián jest imieniem męskim. Może ten hibiskus wywoływał jakieś inne efekty niż tylko poparzenie? Na roślinach się nie znała, to znaczy, w innym przypadku wiedziałaby więcej, ale teraz, myśląc, że jest swoim bliźniakiem, była absolutnie przekonana, że o roślinach nie wie nic. Cieszyła się jednak, że zaklęcie nie wysadziło twarzy mężczyźnie, nie było co prawda trudne, w zaistniałych okolicznościach… cóż, mogło się to różnie skończyć, ale jako Ciprián niespecjalnie wcześniej myślała o konsekwencjach. Gdyby była sobą, nie wątpiłaby w swoje umiejętności, jednak sobą nie była, a raczej była jedynie fizycznie, co mogło nieco konsternować jej rozmówce i nie było w tym bynajmniej nic dziwnego. Dominik mógł sobie pomyśleć wiele w tej sytuacji, aczkolwiek widział, kiedy z niezłą siłą uderza w drzewo, być może domyśli się, że nieco pomieszało jej to w głowie.
- Coś ty, męskie. – odparła tylko i zjeżdżała dalej, rozglądając się ostrożnie i wypatrując osoby, która o pomoc wcześniej niewątpliwie wołała. Posuwali się coraz bardziej w dół, Ann miała wrażenie, że minęły już całe wieki i wciąż usiłowała sobie przypomnieć co się stało. Miała w głowie jednak kompletną pustkę, w od uderzenia w drzewo wstecz – nie pamiętała absolutnie nic. Ciekawe jak szybko wróci do siebie, a może to gnębiwtryski pomieszały jej w mózgu już na zawsze? Kilkanaście metrów dalej dostrzegła sylwetkę i wydała z siebie zduszony okrzyk.
- Dominik, tam! – zawołała i wskazała palcem miejsce, w którym leżała postać. Nie zważając na niebezpieczeństwo, przyspieszyła i pognała w tym kierunku. Może i nienawidziła presji rodziny na to cholerne bycie uzdrowicielem, ale gdzieś w głębi duszy wiedziała, że należało ludziom pomagać, bez względu na wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 382
  Liczba postów : 194
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyPią 14 Lut - 22:26

Rzeczywiście Dominik był coraz mocniej skonsternowany tą sytuacją. Zastanawiał się czy to on odczuwa jakieś dziwne skutki uboczne upadku w parzące kwiaty czy może dziewczyna uderzyła się za mocno. Całe to wydarzenie wydawało się jakies abstrakcyjne. Nie sądził, że niewinna wyprawa na stok zakończy się w ten sposób. To znaczy, po pierwsze jeszcze się nie zakończyła i nie zapowiadało się na to, skoro szukali kogoś, kto wpadł w tarapaty, a po drugie mógł się przecież spodziewać, że czarny stok nie będzie najłatwiejszym wyzwaniem. Pocieszał się jednak faktem, że to czarty zrobiły sobie z niego żarty. Och, nawet zrymował w myślach, a to chyba nie był czas na wymyślanie wierszy. Choć patrząc na to, co się działo to nawet nie byłoby najdziwniejsze.
- Och, okey - powiedział tylko, nie chcąc wyjść na idiotę. Choć... sam nie wiedział, kto tu tak wychodził. Dziewczyna wmawiała mu, że jest facetem o imieniu Ciprian i nie widziała w tym nic dziwnego. Co więcej, dziwiła się, że on poddaje to w wątpliwość. Przemknęło mu przez myśl, że jest dziewczyną, która czuje się chłopcem i dlatego ta zmiana imienia. Tego typu ludzie jednak chyba upodabniają się wyglądowo do drugiej płci, prawda? Ona za to wyglądała bardzo dziewczęco. Dominik jednak nie drążył na razie tematu, były ważniejsze sprawy. Skupił się na bezpiecznym schodzeniu w dół, aby przy okazji nie zrobić sobie większej krzywdy. Twarz szczypała lekko, ale po łagodzącym zaklęciu dziewczyny, tudzież Cipriana, był to o niebo lżejszy ból. Schodzili dalej w milczeniu, każdy skupiony na swojej sytuacji. W końcu jednak usłyszał krzyk Cipriana i podążył wzrokiem za jego palcem. Nie, nie, nie mógł myśleć o niej inaczej, jak o dziewczynie. Musiała za mocno uderzyć się w głowę.
Zmrużył oczy i dostrzegł zarys sylwetki. Przeraził się, rozglądając wokół. To było dość niebezpieczne miejsce i podejrzewał - choć miał nadzieję, że nie ma racji - że osoba ta sporo spadała i obijała się, zanim spadła w tę szczelinę między głazami. Zauważył to, gdy byli już bliżej, bo Dominik momentalnie ruszył za dziewczyną, kiedy puściła się biegiem. Wokół było sporo śliskich kamieni, więc musieli dośc uważać, żeby nie było więcej osób do ratowania.
W końcu byli już całkiem blisko, tak blisko, że mógł rozpoznać rysy twarzy poszkodowanej osoby. Wydał zduszony okrzyk.
- LAUREL?! - zawołał, a echo jego głosu poniosło się w okolicy. Przyspieszył kroku, minął swoją towarzyszkę i dopadł do dziewczyny. Szybko powiódł wzrokiem po jej postaci - jej noga zakleszczyła się w szczelinie i, Merlinie!, chyba była paskudnie złamana. Mało co zostało w tym momencie z zadziornej, wojowniczej dziewczyny. Jej twarz była brudna i poobijana, a rysy jej twarzy wygładziły się tak, że wyglądała wzruszająco i niewinnie. Wszystko to zauważył w zaledwie sekundę, bo bardziej skupił się na tym, że dziewczyna chyba jest nieprzytomna. Nie chciał nią potrząsać, w końcu mogła mieć jeszcze inne obrażenia. Miał jednak nadzieję, że nie...
Nie, nie chciał dokończyć tego, nawet w myślach.
- Laurel? - mówił do niej głośno, klepiąc lekko po policzku. Nachylił się nad nią i po chwili głośno wypuścił powietrze z ulgą. Czuł jej lekki oddech na policzki, więc żyła. Odwrócił się do drugiej z dziewcząt. - Straciła przytomność, ale żyje - poinformował ją. Ręce mu się lekko trzęsły, w końcu widok kogoś znajomego w takiej sytuacji był zawsze wstrząsem, ale starał się nie tracić zimnej krwi. - Znasz zaklęcia, które pomogą jej wrócić do przytomności? - zapytał z nadzieją, czując się jak debil. Zdecydowanie musi skupić się uzdrawianiu. Przecież podobne sytuacje - choć nie na stoku - mogą zdarzyć się codziennie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Laurel Miskinis

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : litewski akcent, dużo przekleństw, głośny głos
Galeony : 36
  Liczba postów : 82
http://www.czarodzieje.org/t18096-laurel-miskinis#514713
http://www.czarodzieje.org/t18100-plomykowka-kitka#514798
http://www.czarodzieje.org/t18097-laurel-miskinis#514712
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyPią 14 Lut - 22:59

Lubiła takie realne sny, kiedy tuż przy twarzy słyszała interesujący ją tembr głosu. Nie zdarzały się aż tak często, a więc miała ochotę napawać się tym dźwiękiem zanim całkowicie się wybudzi. Niestety przeraźliwy ból ciała (kumulujący się rzecz jasna w nodze) przebił się na pierwszy plan sprawiając, że ocknęła się samoistnie, ale z okrutnie przykrym jękiem pełnym cierpienia. Przeklęła pod nosem, zaciskając mocno pięści na trzonku różdżki i dopiero wówczas pojęła, że czuje ciepło... kojarzące się z bliskością drugiej osoby. Otworzyła gwałtownie powieki, a jej piwne tęczówki padły na zamazaną w pierwszym momencie twarz Dominika. - Kurwa, omamy. - jęknęła, a nagle jej wzrok padł na drugą osobę. - Annabel! - poderwała się do siadu... a raczej próbowała, bowiem w połowie drogi zaniemogła i cicho krzyknęła z z powodu naciągających się boleśnie mięśni pleców. Zaciskała mocno zęby, a po jej policzku popłynęła łza. - Znalazłaś mnie. Dominik. Co ty robisz? - wydusiła z siebie, przenosząc wzrok na mężczyznę i nieświadomie przeplatając oba języki. Jej ramiona zatrzęsły się, gdy dotarła do niej beznadziejność sytuacji. Tyle dobrego, że ją znaleźli. Zwróciła uwagę na jego poparzoną twarz, jednak nie zdołała tego w jakiś wybitny sposób skomentować. Skoro tu byli to znaczy, że tutaj nie umrze w konwulsjach i jednak ma jeszcze jakąś przyszłość. Zakryła dłonią usta, by więcej nie wydawać z siebie przykrych dźwięków. Oddychała głęboko i niechcący jej wzrok wpadł na zaklinowaną i połamaną nogę, co sprawiło, że krew odpłynęła jej z twarzy i w ostatniej chwili oparła się o śliski i twardy śnieg, by na niego nie upaść i nie zemdleć. - Wyciągnijcie mnie stąd. Ale zabierzcie ze sobą nogę. Zabierzcie, kurwa, moją nogę. Choćby ze skałą. - wydusiła z siebie nerwowo-płaczliwym tonem, a spoglądała to na Annabel to na Dominika, choć jego wzroku wolałaby uniknąć za wszelką cenę w obawie, że pogrąży się swoim stanem bezbronności i ułomności. Jej ramiona trzęsły się i z zimna, strachu, bólu, szoku, zdenerwowania, zażenowania, tłumionej rozpaczy... wytarła wierzchem ręki policzki i spięta do granic możliwości cicho przeklinała w myślach. Nie chciała wiedzieć co będą musieli zrobić, by wyciągnąć jej nogę. Wolałaby chyba być nieprzytomna, ale znowuż nie chciała by cokolwiek ją ominęło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 340
  Liczba postów : 334
http://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
http://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
http://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
http://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyYesterday at 21:04

Był zaskoczony, że Dear tak nagle sobie o nim przypomniał. Jak zwykle, miał te swoje okresy znikania, do których Rowle zdążył się całkiem już przyzwyczaić i nie robił z tego dramatów. Uwielbiał sport. Kochał stawiać sobie samemu wyzwania, pokonywać granicę i dochodzić do krańca wytrzymałości, więc nic dziwnego, że nie mógł mu odmówić wyprawy na deski — zwłaszcza że chwycił go za serce argument wykorzystania najtrudniejszej z trasy. Przygotował się całkiem nieźle, nakładając ocieplane ciuchy i wkładając na łeb pomarańczową czapkę. Nie mógł niby z Viserysem przegrać, jednak w gruncie rzeczy miał to gdzieś. Po przejrzeniu trasy liczył na jakieś dary od losu, że obydwoje wrócą do resortu cali, bo to przecież nawet połowy ferii nie było, a Charles miał jeszcze trochę planów. Westchnął, wkładając na głowę gogle do czartów, jednak wciąż nie nakładając ich na oczy. Z deską w kolorze pomarańczowym — jak jego ulubione nakrycie głowy — zbliżył się do Deara z tym swoim cwaniackim uśmiechem. Minął jakiegoś szczypiora, posyłając mu niezbyt sympatyczne uniesienie brwi, bo stanął na jego drodze do celu. Przerażające, jak te chłopaki teraz wyglądali.
- Siemasz stary. Gotowy na solidny wpierdol? Jak nie ode mnie, to góry nam dowalą. Liczę na atrakcję. - rzucił z entuzjazmem, przybijając sobie z nim piątkę na przywitanie i lustrując go spojrzeniem zielonych, mętnych oczu. Zlustrował go wzrokiem, przesuwając palcami po desce. Wywalone miał, czy jeździli na swoim, czy na wypożyczonym sprzęcie. Obydwoje znali mankamenty wynikające z noszenia dobrego nazwiska, całkowicie rozumiał potrzebę uniezależnienia się, którą ostatnio przyjaciel okazywał. - Jaki mamy plan? Pomijając już późniejsze picie. Tak wiesz, na rozgrzanie. Nie wiem, gdzie Ty się kurwa włączyłeś tyle czasu. Jakaś baba?
Zapytał z odrobiną złośliwości, przekręcając głowę i unosząc na chwilę brew. Zaraz jednak parsknął rozbawiony, klepiąc go w ramię. Przesunął wzrokiem po otaczających ich górach, aby zerknąć w dół. Sam nie wiedział, czego mieli się spodziewać po tej sportowej przygodzie poza wspólnie spędzonym czasem. Aż szkoda, że nie było gdzieś niedaleko ładnych dziewcząt, mogliby się popisać swoimi umiejętnościami i mięśniami, bo co na jakiegoś faceta spojrzał, to bliżej było mu figurą do Gabrielle niż do chociażby Cassiusa. Prychnął z odrobiną zażenowania, rzucając deskę na śnieg i poprawiając kurtkę, a także szukając w kieszeni rękawiczek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Annabell Helyey

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170,5
C. szczególne : intensywnie niebieskie oczy; tatuaż ciągnący się od uda do żeber; kubek kawy w ręce; węgierski akcent
Galeony : 30
  Liczba postów : 57
http://www.czarodzieje.org/t18101-annabell-mia-helyey
http://www.czarodzieje.org/t18111-relacje-ann#514951
http://www.czarodzieje.org/t18110-listy-do-ann#514950
http://www.czarodzieje.org/t18102-annabell-mia-helyey
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyYesterday at 22:06

Gdyby nie fakt, że szukali kogoś najpewniej rannego, sytuacja ta mogłaby ulegać za skrajnie groteskową. Oczywiście przytrafiła im się seria niefortunnych zdarzeń począwszy od zagubienia Laurel, przez wyrzucenie Dominika z czart, po jej uderzenie głową w drzewo. Jednak fakt, że bez wątpienia była dziewczyną, a wmówić próbowała, że jest swoim bratem – Cipriánem, był całkiem paradoksalny. Mogli jej teraz mówić, że bezapelacyjnie nim nie była, a ona zaprzeczyłaby całą sobą, zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi. Cóż, chyba musieli to przeżyć i teraz skupić się było trzeba na znalezieniu osoby, do której, wołający o pomoc, głos należał.
To im się udało, a przynajmniej taką mogli mieć nadzieję, że to właśnie tej osoby szukali, a rannych nie było więcej. Usłyszała krzyk Dominika, a raczej imię, które wypłynęło spomiędzy jego warg i zmarszczyła nań brwi. Coś jej to mówiło, ale musiała podejść bliżej. Nagle wszystko stało się jasne – to była przyjaciółka jego siostry, jeszcze z Souhvězdí. Rozszerzyła oczy, widząc jej nogę i przełknęła ślinę, to naprawdę musiało boleć i nie dziwiła się wcale, że dziewczyna zemdlała, nie wyglądało to zbyt dobrze, na tyle źle, że na jej twarz wystąpił grymas, który powiększył się na słowa mężczyzny.
Wiesz… Myślę, że to nie jest najlepszy pomysł. – powiedziała i wymownie spojrzała na nogę, która nie dość, że wygięta była pod dziwnym kątem, to jeszcze utknęła. Wybudzanie dziewczyny było niemądre i może jako Ciprián nie była do końca sobą, to nie była głupia, skoro zemdlała, ból musiał być nie do zniesienia.
Laurel jednak obudziła się sama i była to chyba najgorsza rzecz jaką mogła zrobić. Ann uniosła wysoko jedną brew. Okej, może i Annabell była jego bliźniaczką, ale aż tak podobni to nie byli, zwalił więc to na okropny ból, który Miskinis musiał dręczyć w tamtej chwili.
Annabell to moja siostra, ale doceniam gest… w twoim położeniu, rzecz jasna. – odparła i podrapała się po karku, ta cała sytuacja była coraz dziwniejsza. Starała się nie patrzeć na nogę dziewczyny, nie znosiła morderczego nacisku swojej rodziny na to całe uzdrawianie, coś potrafiła, musiała w tym paskudnym rodzie Helyey’ów, ale to nie znaczyło, że bez mrugnięcia okiem mogła patrzeć na takie gówna, jak to z nogą Laurel. Annabell by mogła, ale cóż, nie był swoją siostrą, która z wieloma sytuacjami radziła sobie lepiej. Cóż, on miał inne talenty, tak po prostu było.
Przeszukiwała swoją głowę, by znaleźć pomocne zaklęcia. Znała kilka naprawdę przydatnych, ale przede wszystkim musieli wyciągnąć jej nogę z tej szczeliny. Annabell może i nie była do końca sobą, ale w takich sytuacjach myślała trzeźwo, właśnie tego była nauczona ona i jej brat.
Ty pomyśl jak wyjąć jej nogę z tej szczeliny, tak, żeby nie rozwalić jej doszczętnie, a ja przypomnę sobie jakieś zaklęcie, które chociaż trochę jej ulży. – powiedziała do Dominika.
Duritio mogłoby pomóc, gdyby ta zmiażdżyła sobie dłoń, obszar całej nogi był jednak zbyt duży, chyba jednak Laurel będzie musiała jeszcze trochę pocierpieć. – Na pewno mogę ją usztywnić, ale musi być wolna, nastawić ją też chyba dam radę… Ale to lepiej, żeby zrobił ktoś bardziej wykwalifikowany, bo nie umiem sprawdzić, czy zrobię to dobrze. – mruknęła, znała bowiem zaklęcie nastawienia złamanej kości, ale nie miała pewności, że zrobi to odpowiednio, doświadczenia przy tak rozległych obrażeniach nie miała, a nie chciała narażać Laurel na kolejne łamanie po źle nastawionej kości...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dominik Rowle

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 187
Galeony : 382
  Liczba postów : 194
http://www.czarodzieje.org/t16222-dominik-rowle
http://www.czarodzieje.org/t16224-domino#444511
http://www.czarodzieje.org/t16225-ingrid#444516
http://www.czarodzieje.org/t16223-dominik-rowle
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyToday at 20:57

Dominik po czasie zorientował się, że budzenie Laurel nie było może najlepszym pomysłem, ale chyba chciał wiedzieć, że nie jest z nią jeszcze na tyle źle, żeby nie mogła odzyskać przytomności. Zresztą dziewczyna obudziła się za chwilę, nie wierząc, że ich tutaj widzi. Poznał też w końcu imię dziewczyny, z którą tu przyszedł. I miał pewność, że to na pewno dziewczyna, która za mocno uderzyła się w głowę, myśląc, że jest własnym bratem. Jeśli sama nie wróci do własnej postaci psychicznie, będzie musiał się nią zająć specjalista. Zresztą tak czy siak musi ją ktoś obejrzeć. Mimo kasku, uderzenie było raczej poważne.
Dominik złapał ją mocno za ramiona i położył z powrotem do poprzedniej pozycji.
- Leż spokojnie, zaraz coś poradzimy - powiedział, rzucając okiem na jej zakleszczoną nogę. Laurka zresztą też to zrobiła i Dominik przeraził się, jak szybko odpłynął jej kolor z twarzy. Zaczęła panikować i Dominik starał się ją uspokoić. Usiadł tak, żeby nie zrobić jej krzywdy i objął jej ramiona. Wyglądało na to, że nic nie uszkodziła sobie tak poważnie, jak nogę. Musiał jakoś dyplomatycznie o to zapytać, żeby wiedzieć, jak nie zrobić jej krzywdy, a jednocześnie, żeby nie spanikowała bardziej.
- Czy na coś jeszcze, poza nogą, mamy zwracać szczególną uwagę przy wyciąganiu cię? - zapytał łagodnie, patrząc ze współczuciem na wykrzywioną bólem buzię. Trzymał ją mocno za ramiona, czując jak dziewczyna się trzęsie. Uniósł jedną dłoń i pogłaskał ją po policzku w uspokajającym geście.
- Zabierzemy i ciebie, i nogę, bez skały - zapewnił ją. - Damy sobie radę - powiedział pewnie. Gotowy do działania kiwnął głową do Annabell-Cipriana. Zabrał jedną dłoń z ramieniu Laurel i wyciągnął różdżkę. Przeszukiwał mózg w poszukiwaniu odpowiedniego zaklęcia. Hm, znał jedno, które jednocześnie mogłoby odciągnąć uwagę Laurel od bólu.
- Draconifors!* - skierował różdżkę na głaz i wypowiedział formułę zaklęcia. Podłoże usłane było mniejszymi i większymi głazami i właśnie między dwa takie wpadła Laurel. Dominik skierował różdżkę na mniejszy z nich, bo nie wiedział, jak zaklęcie poradzi sobie z większym. Na szczęście zadziałało i kamień zamienił się w małe, latające smoki, którym Dominik nakazł krążyć w polu widzenia Laurel i wykonywać iście cyrkowe pętle.
Noga Laurel była wolna i Dominik spojrzał wyczekująco na Annabell, a do Laurel powiedział:
- Skup się na nich - wskazał na wirujące w powietrzu smoki.


*Przekształca przedmioty wykonane z kamienia lub minerału w małe, żywe latające smoki, którymi można przez krótki czas kierować.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Laurel Miskinis

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : litewski akcent, dużo przekleństw, głośny głos
Galeony : 36
  Liczba postów : 82
http://www.czarodzieje.org/t18096-laurel-miskinis#514713
http://www.czarodzieje.org/t18100-plomykowka-kitka#514798
http://www.czarodzieje.org/t18097-laurel-miskinis#514712
Czarne trasy QzgSDG8




Gracz




Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy EmptyToday at 22:18

Oczy Laurel były wypełnione złością przeplataną z bólem, a po słowach Annabell to po prostu ogłupiała na moment. - Co ty pierdzielisz, Ann? Weź coś zrób, bo to ciacho się na mnie gapi, a mi się chce ryczeć z bólu jak skończona idiotka. - wypaliła w plątaninie gwary czesko-litewskiej w kierunku przyjaciółki, perfidnie korzystając z faktu, że Dominik nie ma szans tego zrozumieć. W filmach, gdy bohater cierpiał to wszyscy nakazywali mu oddychać głęboko. Laurel też to robiła lecz to nie dawało ani trochę ulgi, a więc wszyscy w filmach kłamali. Tak jak bolało wcześniej tak boli i teraz, a coraz niewygodniej siedziało się jej w tej pozycji.
- CHOLERA, NIE CHCĘ ZNÓW MIEĆ JEJ ŁAMANEJ! - podniosła głos, gdy dopadło ją przerażenie na myśl, że miałaby źle nastawioną kończynę. Znów dopadła ją panika, zaczęła oddychać nierówno i bardzo szybko. W idealnym momencie oplotły ją ramiona Dominika, bowiem nie spodziewała się tak dosadnego wsparcia, iż na chwilę wstrzymała oddech, odwracając twarz w jego kierunku. Jej usta drżały od powstrzymywanego płaczu i nieco nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w jego poranioną twarz, jednocześnie próbując zrozumieć czy on faktycznie dotyka drugi raz jej policzka czy to halucynacje. - Nie wiem. Wszystko mnie boli. Plecy. Ramię. Wszystko. - zatrzęsła się, gdy uzmysłowiła sobie, że nie ma na ciele ani jednego miejsca, które nie ucierpiało po tym katastrofalnym sturlaniu się z najgroźniejszego stoku w Mont Blanc. Gdy wyciągnął różdżkę, by zacząć działać to niemal znów zemdlała. - Tylko nie rycz, tylko nie rycz, kuźwa. - z kącików jej oczu popłynęła przeźroczysta łza, zamknęła więc mocno powieki i nie zdawała sobie sprawy, kiedy po omacku znalazła zimną dłoń Dominika, którą ją obejmował. Zgarbiła ramiona i nie chciała słuchać inkantacji, bowiem przekonana była, że zaraz zacznie boleć jeszcze bardziej. Cholernie się bała, bowiem nigdy w życiu nie miała nic złamanego. Unikała krzywd fizycznych, co było zrozumiałe w jej strachu. Skrzydło szpitalne? Jakikolwiek szpital? Omijała szerokim łukiem. Zagryzała dolną wargę tak mocno, aż poczuła na koniuszku języka kroplę krwi. W pewnym momencie nacisk skał zelżał, a jej noga osunęła się nieznacznie na bok wywołując kolejną falę promieniującego bólu. Chciała zemdleć. Naprawdę chciała zemdleć, a zamiast tego skuliła ramiona i przełknęła łzy. Nie odważyła się otworzyć oczu, trzęsła się cała i czekała na kolejne fale bólu, kiedy będą próbowali ją podnieść.  - Ann, walnij mnie. - wydusiła z siebie. - Nie chcę być przytomna. Za bardzo... - boli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Czarne trasy QzgSDG8








Czarne trasy Empty


PisanieTemat: Re: Czarne trasy   Czarne trasy Empty

Powrót do góry Go down
 

Czarne trasy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Czarne trasy JHTDsR7 :: 
Masyw Mont Blanc
 :: 
Okolice
 :: 
Stok
-