Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 634
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 1209
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Polana - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Polana   Polana - Page 6 EmptyNie Gru 22 2019, 18:05

First topic message reminder :


Polana

Jasne miejsce na plamie gęstego lasu przy Hogsmeade. Znajduje się stosunkowo głęboko i właściwie niewiele osób wie, że w ogóle tam jest. Okalają ją drzewa, a z jednej strony graniczy z jeziorem. Poza innymi gatunkami zwierząt, polanę licznie zamieszkują ogniki, które nocą rozświetlają ją swoim blaskiem.

______________________

Ravenclaw Quidditch Team


No one can whistle a symphony. It takes a whole orchestra to play it.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Éléonore E. Swansea

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
Galeony : 482
  Liczba postów : 428
http://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
http://www.czarodzieje.org/t17451-znajomkowie-eleonore#489448
http://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
http://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyPon Sty 06 2020, 18:57

Wydarzenie towarzyszące: chwilowo nic
Wylosowane kostki: -
Zdobycze: wungiel upgrade'owany do niebieskiego topazu Cool
Dodatkowy efekt:
Strój dla przypomnienia: szaro-błękitna suknia


...Zdarzały się momenty, w których była niepoprawną optymistką. Wpływ na to miało zapewne wychowanie, ale też fakt, że dopiero wchodziła w dorosłe, prawdziwe życie. Nie zawsze było kolorowo, ale przecież nie powinna narzekać, czyż nie? Wiodła w gruncie rzeczy spokojny żywot, nigdy niczego jej nie brakowało i miała to szczęście, że urodziła się w kochającej rodzinie.
...Nie zagłębiała się w znaczenie tej wybuchowej niespodzianki. Otrzymanie węgla całkiem ją rozbawiło, a na pewno zaskoczyło, bo nie spodziewała się takiego upominku. Jak tak dłużej nad tym myślała, to chyba wolała te czarne bryłki od smoczej zapalniczki, bo i tak ta druga za bardzo by się nie przydała. A węgla można użyć na przykład do... rysowania. Artystyczna dusza Swansea zawsze znajdzie jakiś pretekst, by oddać się sztuce. I choć antracytowe kamyki nie wyglądały szczególnie zachęcająco, to nie przypisywała im złej wróżby.
...Przyglądała się nim jeszcze przez chwilę, obserwując jak zostawiają czarne, delikatne smugi na dłoniach. Tak ją to zahipnotyzowało, że nie zwróciła uwagi na to, w jaki sposób Voralberg się jej przygląda. I że po chwili odwraca wzrok. Ocknęła się dopiero, gdy ujął jej dłonie znienacka. Przycisnęła węgielki w zamkniętych pięściach, nie myśląc o tym, że za chwile będzie mieć całe czarne ręce. Ciepło jego dłoni rozlało się po powierzchni jej skóry, wywołując delikatne mrowienie. Nagle coś zaszurało i podrażniło delikatnie wnętrze jej dłoni. Spojrzała na niego z nieukrywanym zdziwieniem. Co kombinował? Był tak skupiony, że nie śmiała się odezwać i wyrwać go z tego stanu. Zaczekała więc, ufnie, aż skończy i puści jej ręce. Choć tak bardzo chciała tę chwilę wydłużyć...
...Gdy tak tkwił w niezmiennej pozie, z przymkniętymi oczami, mogła mu się bezwstydnie przyglądać i badać wzrokiem każdy centymetr jego twarzy. Od delikatnych zmarszczek mimicznych, przez nietuzinkowy, zgrabny kształt nosa, po ostro zarysowaną żuchwę. Znów jej największą uwagę przykuły drobne blizny, które miał wokół ust. Była ogromnie ciekawa ich pochodzenia i zastanawiała się, czy kiedyś pozna tę historię. I czy przekreśli to plotkę o domniemanej likantropii... Zmieszała się, gdy nagle otworzył oczy. Czuła się jak złodziej przyłapany na gorącym uczynku. Nie powinna była tak intensywnie się w niego wpatrywać. Puścił ją z wolna, a gdy w pełni i niechętnie wyswobodziła się spod jego dotyku - otworzyła dłonie i dech jej zaparło z wrażenia. Transmutował bryłki zwykłego czarnego węgla w lśniące, niebieskawe topazy. Nie wiedziała, czy bardziej była pod wrażeniem tego mini-arcydzieła, czy miłego gestu z jego strony. Romantyczne zagranie, wręcz niepodobne do oschłego, zdystansowanego nauczyciela zaklęć. To magia dzisiejszego wieczoru, czy po prostu poznaje go od innej strony?
- Chyba już to mówiłam, ale... naprawdę czarujący z Ciebie mężczyzna. - z trudem oderwała wzrok od kamieni i przekierowała go na swojego partnera. Czyżby się... speszył? - Dziękuję, są piękne. Merci. - powiedziała nieco ciszej i powróciła do obracania topazami w palcach, by dać mu chwilę na ogarnięcie się. Coś jej podpowiadało, żeby pozwoliła mu na zebranie myśli w komfortowych warunkach, a nie w akompaniamencie jej świdrującego spojrzenia.
...Żadne diamenty nie przebiłyby tego gestu.
...Raz jeszcze popatrzyła na mieniące się od światła świec kamienie, by po chwili wsunąć je do małej kopertówki. Wiedziała już, że dzięki nim już nigdy nie zapomni o tej chwili, a za każdym razem, gdy będzie na nie spoglądać, to przypomni sobie to przyjemne ciepło, które ogarniało ją w tym momencie.
- Och, czy to są lody? - zawołała nagle, jakby zobaczyła rzadko spotykany botaniczny okaz. Wyciągnęła w kierunku Alexandra rękę, gestem zapraszając go, by wraz z nią podszedł do pobliskiego szwedzkiego stołu z lodowymi deserami. Posyłała w jego kierunku rozbrajający uśmiech i spojrzenie niemalże identyczne z tym, którym zachęcała go do ich wspólnego tańca w Felixie.
...Lody były jej kolejnym małym uzależnieniem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


William S. Fitzgerald

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 183,5 cm
C. szczególne : czupryna ognistorudych i pozostających zwykle w artystycznym nieładzie włosów | gęste brwi | tatuaż z motywem quidditchowym na lewym ramieniu | tatuaż z czaszką węża na prawej piersi
Galeony : 338
  Liczba postów : 216
http://www.czarodzieje.org/t17623-william-s-fitzgerald#494556
http://www.czarodzieje.org/t17645-ulisses#495903
http://www.czarodzieje.org/t17635-william-s-fitzgerald#495526
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyPon Sty 06 2020, 19:27

  O bez dwóch zdań sam nie odmówiłby sobie jakiegoś drobnego żarciku, jeśli nadarzyłaby mu się sposobność do tego. Jego stosunek względem blondynki także mógł w ostatnim czasie ulec zmianie, ale to nie oznaczało, że miał zamiar od razu zrezygnować z droczenia się z nią – przybrało to jedynie inną, bardziej przyjacielską formę niż wcześniej. Poza tym było to czymś… naturalnym, niejako właśnie wpisanym w ich relację, nawet jeśli ta zaczęła obecnie zmierzać w nie do końca określonym kierunku, wymykając się przy tym chyba odrobinę spod kontroli, chociaż jemu samemu wydawało się, że wiedział mniej więcej na czym stoi. Z dużym naciskiem na „wydawało się”, jak widać. Nie siedział wszak jej w głowie, nie był żadnym legilimentą by móc poznać jej myśli, więc nie mógł mieć pojęcia, jak ona to wszystko dokładnie odbierała (poza tym co był w stanie zaobserwować), jak bardzo wciąż spoglądała na niego przez pryzmat dawno wyrobionej na podstawie plotek opinii, czy jak mocno namieszał jej w głowie tamtym pocałunkiem pod gruszą. Kłamstwem byłoby powiedzieć, że sam o nim w ogóle nie myślał, ale zdecydowanie nie tak często i nie pod takim kątem jak Puchonka. Osobiście nie widział w tym na pewno nic irracjonalnego – zaiskrzyło i dali się ponieść chwili, tyle; nie czuł potrzeby, żeby to bardziej roztrząsać, bo wydawało mu się to po prostu jasne. Tym bardziej, że ona również nie zaczęła się zachowywać po tym jakoś bardzo… inaczej w stosunku do niego, a przynajmniej on nie zanotował jakichś większych zmian, może z wyłączeniem tego momentu, gdy go unikała, ale to był w stanie sobie wytłumaczyć jej problemami z pamięcią i krótkotrwałym regresem w ich relacjach jaki to spowodowało, nie łącząc tego ostatecznie z tamtym zdarzeniem. Można więc generalnie rzec, że trwali w swego rodzaju stanie zawieszenia – choć każde chyba z nieco innych powodów – i tylko rozmowa umożliwiłaby im wyrwanie się z niego, ale los w swoim dziwacznym poczuciu humoru nie pozwalał im się spotkać nigdzie po drodze, żeby im dać na to szansę.
  Uśmiechnął się jedynie wymownie w odpowiedzi oraz wykonał dłonią gest wskazujący, że swoimi słowami trafiła idealnie w punkt. Fitzgerald zdecydowanie nie był typem, który podawałby się innym jak na srebrnej tacy – mocno pilnował się z tym, ile na swój temat zdradzał, co zdradzał i kiedy to robił. Nie dawał się łatwo rozszyfrować i to, pomimo że mógł sprawiać pozornie wrażenie dość otwartego człowieka ze swoim niemal nie schodzącym z ust uśmiechem czy gadatliwością. Taki poniekąd jego urok, można powiedzieć, choć oczywiście miał w tym konkretny cel, jak zresztą praktycznie we wszystkim co robił.
  Will uniósł nieznacznie brew, gdy ‘odbiła’ komplement, a następnie powędrował spojrzeniem za jej gestem w stronę grupki dziewczyn, które nieomal pożerały go wzrokiem, a jego partnerkę z kolei raczyły w tym samym czasie jadowitymi spojrzeniami godnymi jakiegoś bazyliszka czy innej kreatury w tym rodzaju. Przewrócił oczami. Baby. Stos galeonów temu, kto jest w stanie je naprawdę zrozumieć.
  — Nie jesteś chyba zbyt dobra w przyjmowaniu komplementów co? — zaśmiał się, skupiając z powrotem oczy o ciemnobrązowych tęczówkach na blondynce, pewnie ku niezadowoleniu stadka bazyliszków. — A na tamte harpie nie zwracaj uwagi, są po prostu zazdrosne, bo wiedzą, że nie sięgają ci nawet do pięt — dodał skwitowawszy to tym swoim czarującym uśmiechem, przemycając w tych słowach jeszcze jeden komplement, bo choć za róż na jej policzkach odpowiadało przede wszystkim zimno, to nie umknął mu fakt, że dzięki jego słowom stawał się on wyraźniejszy, a to dodawało jej jeszcze więcej uroku. A poza tym pewną przyjemność sprawiało mu, gdy to właśnie dzięki niemu ta barwa okraszała twarz Puchonki.
  Cóż, wyglądało na to, że żadne nie będzie mogło wspominać tańca otwierającego z przyjemnością. Chłopak skinął głową, gdy mu odpowiedziała.
  — Możesz pocieszyć się myślą, że ja i partnerka tamtego gościa też nie zostalibyśmy raczej tancerzami wieczoru — odparł i parsknął przy tym cichym śmiechem, choć po jej słowach musiał stwierdzić, że jego doświadczenie z podmianką nie było ani w połowie tak złe, jak to co musiała znieść Gabrielle. W sumie, gdyby nie to zderzenie z innymi tancerzami, po którym on i jak jej tam właściwie było przypominali chyba bardziej parę pijanych kurczaków próbujących jakoś odnaleźć się na parkiecie, to nawet nie byłoby aż tak tragicznie. Jak jednak mówi pewne powiedzenie – wystarczy zaledwie łyżka dziegciu, żeby zepsuć całą beczkę dobrego miodu. Ślizgon nie miał zamiaru się tym w najmniejszym stopniu przejmować – taniec otwierający może i okazał się klapą, ale mieli przed sobą jeszcze cały wieczór, żeby to nadrobić. I tym razem na pewno nie zamierzał pozwalać na żadne durne roszady.
  — Trzymam za słowo — odpowiedział, błyskając przy tym garniturem śnieżnobiałym zębów, po czym sam wziął kilka łyków rozgrzewającego napoju, stwierdzając przy tym, że chyba jednak bardziej odpowiada mu alkoholowa wersja. — I bez obaw, na twoje szczęście jestem dziś w zbyt dobrym nastroju, żeby zabijać — dodał, wychwyciwszy w jej głosie nutę podchodzącą pod prośbę, nadając jednak swojemu wyraźnie żartobliwy ton i ponownie puścił jej oczko.
  Dopił miód i odstawiwszy opróżniony kubek na stół, sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, wydobywając z niej swojego cukierka-niespodziankę, kiedy dziewczyna również to zrobiła.
  — Na trzy — zgodził się, kiwnąwszy przy tym głową, a następnie wyciągnął w jej stronę swoją niespodziankę, by mogła chwycić za jej koniec. Zwyczaj w końcu nakazywał, żeby otwierać je razem i szkoda byłoby go nie uhonorować, skoro przyszli tu we dwójkę. Aż łezki zakręciły mu się w kącikach oczu i do tego zakasłał cicho, kiedy spowiła ich podwójna porcja niebieskawego dymu po otwarciu obu łakoci jednocześnie. Na szczęście chmura dość szybko się rozproszyła i chłopak przeniósł spojrzenie na swoją dłoń, na której spoczywał… pierścionek. Złoty – choć obok prawdziwego złota to chyba nawet nie leżało – z oczkiem z jakiegoś jasnego minerału. Nie musiał być żadnym ekspertem, żeby stwierdzić, że był to jedynie jakiś tani i w dodatku niezbyt starannie wykonany bibelot.
  Przesunął wzrok w stronę Puchonki, która w dłoniach trzymała o wiele bardziej kunsztownie wykonaną biżuterię; przeczytana przez dziewczynę nazwa nie mówiła mu jednak absolutnie nic.
  — Piękna biżuteria dla pięknej dziewczyny. — Firmowy uśmiech znów przyozdobił jego wargi. — Może chciałabyś abym…? — Zadając pytanie zerknął wymownie w stronę naszyjnika ze śnieżynką, a następnie z powrotem zawiesił swoje ciemnobrązowe oczy na jej twarzy.
  — Mój cukierek za to chyba próbował mi się oświadczyć, czy coś — rzucił w odpowiedzi ze śmiechem, gdy zapytała o jego prezent, chwytając pierścionek między palec wskazujący i kciuk, po czym uniósł go nieco do góry i przez krótką chwilę mu się przyglądał, by następnie wyciągnąć rękę z nim w kierunku panny Levasseur. — Czy zostaniesz… moją partnerką w kolejnym tańcu? — zapytał, robiąc w jednym momencie ciut dramatyczną pauzę, a jego usta niezmiennie pozostawały wygięte w urzekającym uśmiechu. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby przekazał jej go w zupełnie konwencjonalny sposób. Wprawdzie kusiło go trochę, żeby dla żartu paść przy tym dodatkowo na kolano, ale ostatecznie stwierdził, że to mogłoby być jednak drobną przesadą i sobie odpuścił. Bądź co bądź on nie miałby z pierścionka żadnego użytku, a tak może dzięki temu ten prawie bezwartościowy drobiazg nabierze chociaż jakiejś wartości sentymentalnej, czy coś.

Wydarzenie towarzyszące: wybuchowe cukierki-niespodzianki
Wylosowane kostki: 75
Zdobycze: pierścionek z kamieniem księżycowym (oddaję @Gabrielle Levasseur)
Dodatkowy efekt: -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Albina Abrasimova

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 174
C. szczególne : całkiem przeciętna
Galeony : 213
  Liczba postów : 151
http://www.czarodzieje.org/t17824-albina-afanasievna-abrasimova#501914
http://www.czarodzieje.org/t17832-gaska-balbinka#502049
http://www.czarodzieje.org/t17988-sowa#510385
http://www.czarodzieje.org/t17823-balbina-abrasimova
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyPon Sty 06 2020, 20:10

WYDARZENIE TOWARZYSZĄCE: Taniec
WYLOSOWANE KOSTKI: H
ZDOBYCZE: Biżuteria Snotry
DODATKOWY EFEKT: -

Była absolutnie zachwycona jego prezencją na balu, przypominał jej dostojnych szlachciców i oligarchów wizytujących w letnim dworku jej ojca, kiedy była jeszcze młodszą dziewczynką i zdarzało się jej marzyć o wystawnym życiu wielkiej damy na własnym dworze. Wychowywała się wśród eleganckich ludzi, pełnych dystyngowanej gracji i szarmancji w gestach i słowach, cech, których nie łatwo było teraz w ludziach dostrzec, klasy której nie piastowało się jużtak samo, a z pewnością nie na zachodzie. Rosja zawsze była dumna, szczególnie ta w świecie czystokrwistych dynastii, dobre wychowanie i etykieta stały na równi w wartości co pieniądze czy zdolności magiczne, a choćbyś był najpotężniejszym czarnoksiężnikiem Syberii a nie umiał się zachować nikt absolutnie w magicznej socjecie nie darzyłby cie szacunkiem. Shercliffe był osobą, która sprawiała, że Albina przypominała sobie jak może być dobrze. Że są jeszcze ludzie którzy mają klasę, że ta Anglia nie jest całkowicie zepsuta i gówno warta, jeśli jeden taki Shercliffe istnieje to budziła się w niej nadzieja, że kiedyś, kto wie, może za sto lat i ona znajdzie tu swoje miejsce.
Najchętniej przy boku profesora Caine'a.
- Ja? - otworzyła szerzej swoje jasne oczy zaskoczona jego pytaniem, bo czuła się wyśmienicie już od samego początku balu w towarzystwie wspaniałego kompana zarówno bójek i awantur jak i szlabanów, a dziś się okazało, że był także doskonałym towarzyszem na takie wystawne balety.- Absolutnie Profesorze. - uśmiechnęła się wdzięcznie- Czuje się bardzo dobrze, teraz nawet jakby trochę lepiej. - przechyliła lekko głowę wzruszając ramionami i mrużąc jedno oko. Nie panowała nad sobą w towarzystwie tego dżentelmena i choć robiła z siebie prawdopodobnie największą idiotkę na balu nie umiała się powstrzymać przed kokieterią.
Dygnęła z gracją, ujmując jego dłoń.
- Profesorze Shercliffe. - z elegancją ruszyli w stronę parkietu a gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki kolejnej melodii do tańca Abrasimova czuła, że jej serce zaraz wyskoczy z piersi. Była tak zaabsorbowana radością, że w końcu tańczy ze swoim ulubionym nauczycielem, że próbowała ignorować to, że ciągle ktoś na nią wpadał, muzyka byłą stanowczo za głośna i nim zdołała poprosić nauczyciela by przenieśli się gdzieś dalej od zespołu on nagle zgiął się ze stęknięciem w pół i z marsową miną stęknął pytając czy była cała.
Z wielkim zmartwieniem, choć może to było zachowanie nieodpowiednie w układzie uczennica-nauczyciel, dotknęła dłonią jego barku.
- Czy wszystko w porządku..?! - zapytała zaaferowana sytuacją. Było jej bardzo przykro, bo zarówno pierwszy taniec został jej absolutnie popsuty przez głupią profesor Benett która rozdzieliła ją z Boydem, jak i kolejny taniec również był zmarnowany bo profesor zarobił od kogoś kuksańca, a ona sama wręcz słaniała się od ciągłych popchnięć i kakofonii dźwięków. Zaczynała się zastanawiać, czy ten bal w ogóle miał na celu być fajny i zabawny czy raczej drogą przez mękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mona Liška

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 170
C. szczególne : they see me rollin' they hatin'
Galeony : 152
  Liczba postów : 91
http://www.czarodzieje.org/t17962-mona-liska
http://www.czarodzieje.org/t17972-ivanka#509908
http://www.czarodzieje.org/t17961-mona-liska#509424
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyPon Sty 06 2020, 21:26

Wydarzenie towarzyszące: żadne, gram sobie po prostu fabułę, mam nadzieje, że można
  Wylosowane kostki: -
  Zdobycze: Szklana kula od @Caine Shercliffe
  Dodatkowy efekt: -

Obserwowała jego profil, nalewając sobie jednocześnie ponczu do kubeczka i jakimś cudem nie oblewając sobie rąk, co uważała za super czaderską umiejętność którą warto w zblazowany sposób przyszpanować i uniosła brwi.
- W wodzie to się ryby pierdolą. - powiedziała mądrym tonem wielkiego znawcy tematu, skoro już zaczęła z tej płaszczyzny około zoologicznej, jednak obserwowała jego ruchy i ten uśmiech, który zakwitł na jego ustach. Był chytry i kojarzył jej się w wcale nie najlepszymi pomysłami, co w chwili obecnej było jej nawet bardziej niż na rękę. Bal od pierwszych chwil pachniał katastrofą, a ona choć piastując szlachetne stanowisko pedagoga powinna doglądać uczniowskich owieczek osłaniając je przed nieszczęściem dużo chętniej miała ochotę sama prze tą katastrofą umknąć. Szczególnie, że już sama świadomość nie posiadania leków na podorędziu sprawiała, że czuła budzący się w nodze ból, mimo, że zażyła medykament chwilę temu to już była psychosomatyczna reakcja.
Była skłonna powoli klaskać kiedy rzeczywiście wyczarował wodę, a potem, gdy przemienił ją w wino pokiwała brwiami z rozbawieniem.
- Tak też mi się zdawało, że Cie zapamiętałam jako całkiem zaradnego... - odstawiła kubeczek z ponczem i wzięła jego dar w rękę, by po chwili zakręcić kubeczkiem pod nosem z wysublimowaną miną w poszukiwaniu egzotycznego bukietu zapachowego.
- Sommelier ze mnie jeszcze gorszy niż zoolog. - westchnęła i upiła łyk. Nie było to najwyższych lotów wino, ale było winem. Zresztą o ile ją pamięć nie myliła to na Bora Bora kiedy już postanowili odciąć się od rzeczywistości, pili zasadniczo wszystko od koktajli po paliwo rakietowe byleby miało kopa i od tamtej pory niewiele się zmieniło w jej spektrum preferencji używek. Pociągnęła kolejnego łyka i pokręciła nim w ustach- Chardoanay de la Sharkerre. Interesujące. Smak jakby znajomy, a jednak nuta zaskoczenia... - mruknęła w kubek zagadkowym tonem, wzrokiem błądząc gdzieś w przestrzeni jakby próbowała z pamięci wykopać jakiś obraz (a może właśnie jakiś zakopać..?) a lekki uśmieszek zabłąkał się na jej usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gunnar Ragnarsson

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 188 cm
C. szczególne : blizna z pazurów wzdłuż kręgosłupa do połowy pleców; na ramionach tatuaże run nordyckich wpisanych w islandzką, mistyczną symbolikę i zarys skalnych grani
Galeony : 440
Dodatkowo : Prefekt
  Liczba postów : 357
http://www.czarodzieje.org/t17572-gunnar-e-ragnarsson#492803
http://www.czarodzieje.org/t17577-son-of-ragnar#493011
http://www.czarodzieje.org/t17578-huugin#493014
http://www.czarodzieje.org/t17571-gunnar#492793
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyPon Sty 06 2020, 21:27

Miała rację. Tak napisał… tylko zapamiętał to inaczej. Zachował dyplomatyczne milczenie. Opierając się ramieniem za jej plecami, rozsiadł się wygodniej, zsuwając się na siedzisku i w końcu mruknął — Serio? Mogło tak być — powinien czuć się winny i może nawet podświadomie był tego świadomy, ale nie okazał zmieszania tą kwestią. Zerknął na swoją towarzyszkę, odpuszczając sobie pokutowanie nad swoim zachowaniem. Ostatecznie… potraktował to spotkanie jak kumpelski wypad na bal. Nieoficjalne zaproszenie.
Nie miał czasu ocenić, czy ona również przyjęła je tak samo, bo zanim zdażyłby zlustrować wzrokiem jej kreację, znikąd pojawił się nauczyciel. Ragnarsson rozmasowywał sobie skronie, kiedy dotarło do niego, że mężczyzna strofuje go za nieprzyzwoity strój jego koleżanki. Zerknął na Lucię już po przetransmutowaniu jej stroju. Rzeczywiście. Był on dość odważny, nawet jeszcze po ingerencji nauczyciela, ale… czy naprawdę powinien czuć się za to odpowiedzialny? Otaksował Richter uważniej, komentując to krótko:
Myślałem, że nie lubisz chłodu.
A ubrała się, jakby była na niego odporna. Z początku zmylił go jedynie czerwony, puchaty płaszcz, którego teraz jednak nie miała już na sobie.
Luz. Znosiłem gorsze bóle. Idziemy?
Chociaż spytał, chwycił ją za talię, pociągając ją w kierunku parkietu, oddalając się czym prędzej od tych nieszczęsnych sań i dzwoneczków, bo zaraz za nimi lądowały kolejne, tak samo głośne i tak samo przyprawiające go o głębokie wibracje chyba wszystkich narządów wewnętrznych. Zatrzymał się dopiero w bezpiecznej odległości od miejsca przylotu. Po drodze porzucając podarunki od organizatorów na lewitującej tacy, żeby później móc do nich wrócić. Przystając, przymknął powieki, przechylając głowę na lewo i prawo, w celu rozluźnienia i odegnania drażniącego go bólu głowy. Poruszył jednoczesnie ramionami, wstrząsając dłońmi i podał swojej towarzyszce dłoń.
Raz… pozwolę ci prowadzić.
Z prostej przyczyny. Jego sprawność fizyczna nie obejmowała umiejętności tańca nawet w najmniejszym stopniu. Ale… przecież szybko się uczył. Co mogło być w tym  trudnego?
Jak się okazało, wszystko. Począwszy od zwrócenia uwagi na innych tańczących, a skończywszy na deptaniu własnej partnerce po stopach. Słyszał, że Hogwart słynął z najlepszych balów. Jeśli to był najlepszy bal… obawiał się, jak wyglądały najgorsze. Było ciasno. Nikt nie przygotował ich do tańca otwierajacego, który teraz każdemu kazali tańczyć, a po minach osób, które znajdowały się tu dłużej, wnioskował, że bawią się one jeszcze gorzej niż on.
Wpadając na @”Albina Abrasimova” poczuł to jeszcze bardziej dobitnie niż w momencie, w którym przydeptał suknię Lucii.
Cześć, Balbina.
Chciał przeprosić za psucie jej zabawy z partnerem, ale wtedy dostrzegł twarz profesora. Biorąc pod uwagę, że już raz mu dzisiaj podpadł, pociągnął Lucię na bok, byle dalej od tej parki.
Jeszcze raz wpadniemy na Shercliffe’a, a poważnie zastanowię się, czy nie powinniśmy pójść poszukać przygody poza terenem tego balu. Nie masz wrażenia, jakby ktoś rzucił odwrotne Felix Felicis na ten teren?

Wydarzenie towarzyszące: taniec otwierający
Wylosowane kostki: 5
Zdobycze: -
Dodatkowy efekt: ból głowy, reprymenda od nauczyciela, ugodzone ego, fatum nieszczęścia, nie umiem tańczyć luzak latif
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Galeony : 2925
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2939
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Polana - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyPon Sty 06 2020, 22:25

Uniósł brew na jej komentarz. Nie spodziewał się, że obdarzy go tak niewysublimowanym słownictwem już tak od razu, na samym początku, ale nie można było powiedzieć, aby przejął się nim jakoś bardziej, niż gdyby skorzystała z kwiecistych opisów przyrody.
- Nie przypominam sobie - odpowiedział po chwili, jakby faktycznie próbował sobie przypomnieć czy podczas ich pobytu na wyspach zdarzyło im się coś takiego w wodzie. Jego bezczelny uśmiech wyraźnie zdradzał, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jaka jest odpowiedź na to pytanie. Niemniej, temat nie został dalej przez niego pociągnięty.
- To nie jedyny as jaki trzymam dziś w rękawie. - Pochwalił się, raczej dla samego zwrócenia jej uwagi. W zasadzie, nawet jeżeli nie posiadał kolejnych pomysłów jak mógłby uprzyjemnić sobie (i przy okazji także i Monie) tego wieczoru to z pewnością miał na podorędziu kilka ciekawych zaczepek, z których mógł jeszcze skorzystać w toku rozmowy.
- Nic nie szkodzi, chętnie wysłucham twojej opinii także i na temat mojego samogonu. - Chytry uśmiech, który zdobił jego lico nawet na chwile z niego nie spełzł. Obserwował jak zastanawia się nad winem, aby chwilę później pociągnąć z kubeczka. To był chyba pierwszy raz, kiedy skorzystał z tego czaru w praktyce. Był super efektowny, ale chyba wyłącznie wśród mugoli i aż żal brał, że na takiej imprezie nie można było nauczycielom i dorosłym zapewnić trochę więcej przyjemności. Jak oni mieli na trzeźwo znieść wszystkie te dzieciaki?
- Dobra, powiedz po prostu, że nie powalił cię na łopatki. Wiem za to KTO może to zrobić. - Podkreślił słowo, unosząc brwi, jakby w ogóle nie powinna mieć co do tego wątpliwości. Spodziewał się, że za moment właściwie wykorzysta lukę, którą pozostawił w swojej wypowiedzi. I dobrze. Nie było lepszego sposobu na przełamanie lodów po tak długim czasie nieświadomego unikania swojej obecności.
- Co tutaj robisz? - Wypalił nagle, najwidoczniej nie mogąc już dłużej powstrzymywać wątpliwości, które nasuwały mu się w związku z obecnością Mony na balu szkolnym. Domyślał się, że będzie uczyć i miał nadzieję, iż nie zinterpretuje jego pytania tak do końca dosłownie. Wtedy pewnie mogłaby go zawieść.
Jakby dla ostatecznego uprzyjemnienia sobie tego wieczoru, złapał za pierwszą, lepszą miseczkę podążającą na tacy niesionej przez skrzata i zabębnił dołączoną doń łyżeczką o twardy, zmrożony przysmak. Wsunął do ust odrobinę ciemnopomarańczowych lodów, kompletnie nie zastanawiając się nad tym dlaczego miałyby okazać się lepsze od wina, ale… cholera, były lepsze.

Wydarzenie towarzyszące: lody
Wylosowane kostki: 2
Zdobycze: pierścionek z kamieniem księżycowym
Dodatkowy efekt: naćpał się lodami

______________________

SORROW   I LOVE YOUR BEAUTIFUL ANGER
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 634
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 1209
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Polana - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyPon Sty 06 2020, 22:38

Prawie zapomniał jak bardzo kochał tańczyć. Ostatnio o wielu rzeczach musiał sobie przypominać, bo jakimś cudem wylatywały mu one z głowy na rzecz może nie szarej, ale z całą pewnością niezwykle pochłaniającej rzeczywistości. Trudno mu było nakreślić jakieś rozsądne granice, które pozwalałby mu rozłożyć czas, którym dysponował w taki sposób, by każdy czuł się usatysfakcjonowany. Praca, szkoła, rodzina i nowy związek, któremu poświęcał stanowczo zbyt mało uwagi... samo to było niemożliwe do ogarnięcia. Gdzie tu miejsce na samorozwój? Na dbanie o swoje pasje? Co prawda fotografią zajmował się w godzinach pracy, ale cała reszta podupadała, a on... chyba częściowo zapominał kim jest. Islandia obudziła w nim coś niesamowitego, a potem ten jego fragment zasnął głębokim snem i zdawać by się mogło, że wszystko wróciło dzięki temu do normy, ale nic bardziej mylnego – w pewien sposób czuł się bowiem pusty. Pandora zapełniała tę pustkę, ale emocje z nią związane odbiegały od tego, co dawała mu adrenalina. Nic nie mogło się z nią równać.
Prowadził ją lekko, płynnie i stanowczo, a ona idealnie dopasowywała się do jego ruchów. Objął ją, kiedy taniec dobiegł końca i zaśmiał się, ot tak, z czystej radości. Miał ochotę pogładzić ją po głowie, ale był osobą wychowaną w domu przepełnionym kobietami, przy boku nieodłącznej bliźniaczej siostry i aż za dobrze wiedział, jak ryzykownym posunięciem byłoby nieopatrzne popsucie jej fryzury.
Powinniśmy częściej tańczyć – zamruczał w okolicy jej ucha, a potem kolejnym mruknięciem potwierdził, że owszem, ma jej niespodziankę schowaną w zaczarowanej kieszeni marynarki – Chcesz otworzyć? – ucałował ją w czoło i odsunął się, by móc razem z nią (nie bez żalu) opuścić parkiet i stanąć w miejscu, w którym nie będą nikomu zawadzać. Czuł, że szybko znów porwie ją do tańca, ale teraz chyba dobrze im zrobi chwila przerwy. Wyciągnął z kieszeni obie niespodzianki i podał jej jedną.
To taki zwyczaj, normalnie otwieralibyśmy je przy świątecznym stole, krzyżując ręce. U Was też takie są? – popatrzył na nią z uśmiechem, zastanawiając się jak wyglądały jej święta. Tak niewiele o niej wiedział; czasem zastanawiał się czy nie okazywał jej przypadkiem za mało zainteresowania... a przecież chciał, po prostu nie starczało mu na to wszystko doby. – Powinniśmy to zrobić jednocześnie – złapał za końcówki obu cukierków, krzyżując przy tym ręce, upewnił się, że jest gotowa i w odpowiednim momencie pociągnął, zalewając ich gęstym niebieskawym dymem. Kiedy ten opadł, w jego ręce wylądowało pudełeczko, które od razu rozpoznał jako zapalniczkę. Otworzył ją od razu i z zafascynowaniem obserwował jak wylatuje z niej miniaturka rogogona węgierskiego i błądzi. Kiedy tak wodził za nim wzrokiem, w tle mignęła mu @Éléonore E. Swansea w towarzystwie... profesora Voralberga? Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy aby się nie przewidział. Dlaczego miałaby chcieć z nim tu przychodzić? A może spotkała go przypadkiem? Odpłynął, obserwując siostrę, która powędrowała z nim na parkiet. Nie wyglądało na to, by miał to być zbieg okoliczności...

Wydarzenie towarzyszące: Cukierek niespodzianka
Wylosowane kostki: 4
Zdobycze: smocza zapalniczka
Dodatkowy efekt: zauroczony Pandą bez względu na wszystko.

______________________

Ravenclaw Quidditch Team


No one can whistle a symphony. It takes a whole orchestra to play it.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Edgar T. Fairwyn

Nauczyciel
Wiek : 43
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : kamienny, lekko znudzony i pogardliwy wyraz twarzy
Galeony : 799
  Liczba postów : 799
http://www.czarodzieje.org/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://www.czarodzieje.org/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://www.czarodzieje.org/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://www.czarodzieje.org/t14355-edgar-t-fairwyn#379705
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyPon Sty 06 2020, 23:37

Nie lubił Hogwartu ani jako uczeń, ani jako nauczyciel, mimo wszystko przebywanie w zamku w roli pracownika było lepsze. Właściwie przegrywało z byciem uczniem tylko na jednym polu, jakim były wszelkiego rodzaju bale, wyjazdy i inne idiotyczne hucpy. Wtedy przynajmniej miał wybór, czy chciał w nich brać udział.
Podenerwowany na tyle, na ile dało się użyć tego słowa w kontekście kogoś, kto od czterdziestu lat starał się zupełnie odgrodzić od emocji, wsiadł do sań, które wkrótce potem ruszyły w stronę Hogsmeade. Edgar nawet w najbardziej pijanym widzie nie mógłby tego nazwać atrakcją i nie wierzył, że ktoś mógłby się z nim nie zgodzić. Pegazy śmierdziały, a widoki były żadne - każdy widział zamek, jezioro i las, a perspektywa z lotu ptaka wcale nie czyniła ich mniej wyświechtanym obrazem, światła Hogsmeade zaś przypominały jedynie jaką zagnomioną dziurą była ta wioska. Do tego najwidoczniej żadnemu geniuszowi organizującemu tę przejażdżkę nie przyszło do głowy, żeby jakoś zabezpieczyć sanie przed pogodą. Edgar rozważał zrobienie tego samemu, ale ostatecznie nie zebrał się na wyjęcie dłoni z kieszeni, żeby machnąć różdżką, doszedłszy do wniosku, że i kulig z Hogwartu do Hogsmeade nie mógł trwać długo.
Gdy w końcu wylądowali na polanie wzrok Edgara natychmiast padł na stoisko z "rozgrzewającymi lodami". Nie był wielkim fanem deserów, właściwie to każde jedzenie traktował jako niezbędny do przeżycia obowiązek i nic więcej. Jednak w obliczu przemarznięcia do kości, nawet on zamierzał się skusić.

Wydarzenie towarzyszące: kulig
Wylosowane kostki: 3
Zdobycze: -
Dodatkowy efekt: zimno mi

______________________



Work as a teacher, they said.

It will be fun, they said.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mona Liška

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 170
C. szczególne : they see me rollin' they hatin'
Galeony : 152
  Liczba postów : 91
http://www.czarodzieje.org/t17962-mona-liska
http://www.czarodzieje.org/t17972-ivanka#509908
http://www.czarodzieje.org/t17961-mona-liska#509424
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyPon Sty 06 2020, 23:44

Wydarzenie towarzyszące: żadne, gram sobie po prostu fabułę, mam nadzieje, że można
Wylosowane kostki: -
Zdobycze: Szklana kula od @Caine Shercliffe
Dodatkowy efekt: -

Mona nigdy nie była specjalnie wielką damą, na obrzeżach magicznego osiedla w Salisbury liznęła równie wiele łaciny podwórkowej co łaciny łacińskiej na zajęciach zaklęć. Czy bywała elegancką panną? Czasami. Czy swawolną? Zawsze. Jeszcze za czasów szkolnych zdarzało się jej zarobić szlaban u starego profesora eliksirów za niewybredne mięso rzucane w odniesieniu do swoich niezwykle miernej jakości eliksirów. Pokręciła głową grożąc mu groźnie palcem na to zapominalstwo, bo ona to sobie przypominała bardzo dobrze, choć to nie było coś czym warto byłoby się chwalić.
- Domyślam się. - to akurat brała za pewnik. Poznała go, kiedy był w rozsypce po życiowych sytuacjach o które nie pytała bo i nie były dla niej ważne. Ani dla sytuacji. A już na pewno nie ważne by spędzić miło czas na Bora Bora. Cała ta relacja była oparta o rzeczy niegodne, których istnienia Liska by się wyparła, jednakże weszła ponownie z wielką i nieprzyzwoitą ochotą w te słowną szaradę, nieskończoną nigdy grę na pograniczu żartu i perwersji jaką rozpoczęli dawno temu w jednym z podmiejskich londyńskich pubów.
- Na łopatki? - uniosła brwi jakby się nad tym ogromnie zastanawiała- Oczywiście, że mnie powalił na łopatki. Też i na kolana, na ziemię, na plażę, na pomost... Na hamak? - spojrzała na niego pytająco, ale zaraz kiwnęła głową jakby się jej przypomniało- Tak, na hamak też. - teraz to powalić ją mógł i pierwszoklasista, to nie była wielka sztuka, wystarczyło podstawić jej nogę. Zanurzyła usta w winie czując powinność szybkiego opróżnienia kubka nim ktoś ich przyłapie, choć przecież byli już dorosłymi ludźmi i odpowiadali sami za swoje czyny. Mimo to, gdzieś w Monie, od wielu lat kiełkowało wieczne poczucie niepokoju, potrzeby ukrywania czegoś, myśli swoich, samej siebie. Sharker od pierwszych minut spotkania swobodnie przeglądał sekretne meandry jej zawiłej logiki, czym ją jednocześnie wkurwiał i urzekał, bo choć jej potrzeba ukrywania nigdy nie malała, to jednak było jej znacznie wygodniej kiedy jednak ktoś potrafił zajrzeć pod te ciężkie, okute wieko kufra pełnego sekretów.
- Towarzyszę. - powiedziała zgodnie z prawdą, przenosząc ciężar ciała na zdrową nogę i podniósłszy laskę wycelowała nią w plecy Shercliffe'a tańczącego z uczennicą- O tamtemu. - westchnęła - Słabo płaci i nie umie sie bawić. - wsparła się o laskę, która ze stuknięciem wylądowała na podłodze i zrobiła nieco skwaszoną minę. Po kolejnym łyku podsunęła mu kubek bo w zasadzie to przecież jego arcydzieło i może chciałby się napić, a ona tak przywłaszczyła absolutnie- Ale, co poradzić. Nie trafiają mi się już młode ogiery z londyńskich knajp. - westchnęła nostalgicznie jakby była starym Indianinem wspominającym dawno minione lata młodości. Sama przecież w zasadzie też niespecjalnie już umiała się bawić, a już z pewnością nie na trzeźwo. Noga zaczynała ją coraz bardziej ćmić i w zasadzie bezmyślnie całkiem pochyliła się by lekko ucisnąć udo nad kolanem kilka razy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlie O. Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 188cm
C. szczególne : łobuzerski, i rozbrajający uśmiech. nadmiar energii, szerokie ramiona i plecy
Galeony : 297
  Liczba postów : 305
http://www.czarodzieje.org/t17714-charlie-oliver-rowle#498256
http://www.czarodzieje.org/t17719-aniolki-charliego#498308
http://www.czarodzieje.org/t17716-cygaro#498257
http://www.czarodzieje.org/t17715-charlie-oliver-rowle#498254
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyWto Sty 07 2020, 00:20

WYDARZENIE TOWARZYSZĄCE Taniec otwierający
WYLOSOWANE KOSTKI: ; 2
ZDOBYCZE  -
DODATKOWY EFEKT: -

Po dotarciu na miejsce Charlie był zachwycony dekoracjami oraz swoją partnerką, od której zabrał płaszcz, aby razem ze swoim oddać go przechowalni. Na szczęście po kąpieli w zaspie, garnitur był suchy i tylko odzienie wierzchnie ucierpiało. @Melusine O. Pennifold wyglądała olśniewająco. Ciemne włosy i przypominające gorącą czekoladę oczy, doskonale współgrały z wybraną przez nią sukienką. Jak zwykle nie mógł oderwać od niej oczu. Cieszył się, jak głupek, że zgodziła się iść z nim na bal, nawet jeśli nie była nim specjalnie zainteresowana i zgodziła się na ich poprzednią randkę, tylko przez nudę. Westchnął bezgłośnie, poprawiając włosy i krawat, a następnie zapiął jej kwiatek na nadgarstku. Był na cienkiej tasiemce, pasował do tego, który on miał w kieszonce stroju, a kolorystycznie idealnie wpasowywał się w ich kreację. Ucałował dłoń krukonki, zapraszając ją do tańca. I chociaż obydwoje naprawdę dobrze tańczyli, byli tak zaabsorbowani sobą, że całkiem im nie poszło. Rozmawiali, kołysząc się gdzieś na uboczu w swoim rytmie. Rozglądał się okazjonalnie po gościach, wiele znajomych twarzy przelatywało mu przed oczyma. Była nawet wyrodna siostra z narzeczonym, Chloé z jakimś chłopcem i przeurocza gryfonka o jasnych włosach, której imienia nie znał. Jego zielone ślepia skupione były jednak głównie na Melu, która swoim wdziękiem i lekkością, ciągle na nowo zawracała mu w głowie. Muzyka ucichła, a oni poszli się napić, konwersując jeszcze. Został sam, gdy zapragnęła się odświeżyć i poszła do toalety. On sam chciał skorzystać z okazji i zapalić, ruszając przed siebie z jedną dłonią w kieszeni. I szedł tak zamyślony, aż nie poczuł wpadnięcia na swoje ramię, instynktownie przytrzymując intruza i przesuwając zielonymi ślepiami w jego kierunku.
I wtedy dostrzegł przy sobie @Caelestine Swansea, na co aż rozdziawił usta niczym ryba wyjęta z wody, wpatrując się w nią od góry do dołu, niczym zaczarowany. W niczym nie przypominała małej siostry Cassiusa, którą była w jego głowie przez przyjaźń ze ślizgonem. Nie przypominała też samej siebie — też cichutkiej, grzecznej i ubranej w mundurek puchonki, mającej zawsze szkicownik pod ręką. Dopiero po kilku sekundach słowa dziewczyny do niego dotarły, a on jeszcze bardziej wytrzeszczył na nią oczy, tym razem w zaskoczeniu. Brunet pokręcił głową. Prawda była taka, że całkiem zmienił o niej zdanie od czasu ich korespondencji przed kilkoma dniami.
- Nie. Absolutnie nie. Tylko debil by Cię porzucił, Celestine. - zaczął bezceremonialnie, szczerze i posyłając jej jeden ze swoich cieplejszych uśmiechów. Nie był pewien, czy poprawnie wypowiadał jej imię, jednak cieszył się, że wpadła akurat na niego. Chciał się upewnić, że było z nią w porządku, bo ostatnie wersy listu były niepokojące. Nie wiedział też, ile zejdzie Melu na swoich sprawach. - Twoja postawa krzyczy, że jesteś piękną i elegancką młodą damą, aczkolwiek nieco speszoną i zagubioną w tłumie. Wszystko okey? Pięknie wyglądasz.
Dodał jeszcze, wzruszając delikatnie ramionami. Gdy rozbrzmiała znajoma piosenka, ujął jej dłoń i ucałował, kłaniając się, niczym prawdziwy szlachcic. Nie mógł sobie odpuścić.
- Byłbym głupcem i takim debilem właśnie, gdybym dał Ci uciec i nie zapytał. Zatańczymy?
I właściwie niezbyt czekając na odpowiedź, delikatnie pociągnął ją w stronę parkietu. Lubił tańczyć, wychodziło mu to całkiem przyzwoicie, więc nie musiał bać się kompromitacji. Patrząc na nią, zastanawiał się, co w niej takiego intrygującego. Sukienka? Rude włosy? Pierwszy raz chyba spojrzał na nią nie przez pryzmat brata, a pryzmat jej samej, żywo zainteresowany obrazem, który przedstawiała. Była strasznie niepozorna, miała inną aurę, niż brat. Dobrą, miękką. Uśmiechnął się, obejmując ją w talii i przyciągając do siebie, aby następnie pewniej chwycić jej dłoń i poprowadzić w tańcu. Wiedział, że jego partnerka nie będzie miała mu za złe jednego czy dwóch tańców, razem z konwersacją. Szło im naprawdę ładnie, nogi w rytm klasycznej melodii same nosiły po parkiecie.
- Dobrze tańczysz. Swoją drogą, nie sądziłem, że Cię tu dziś spotkam. Przyznam, że nigdy nie podejrzewałem Cię o sympatię do bali. Martwiłem się, że nie odpisałaś na list i że gościu od prezentu nic Ci nie dał, wiesz?
Koncentracja na tańcu i partnerce wcale nie przeszkadzała mu w konwersacji i w tym zaczepnym uśmieszku. Cholera, naprawdę ślicznie wyglądała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucia S. Ritcher

Nieokreślony
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 71
  Liczba postów : 79
http://www.czarodzieje.org/t17072-lucia-s-ritcher
http://www.czarodzieje.org/t17074-little-devil#476651
http://www.czarodzieje.org/t17073-lucia-s-ritcher
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyWto Sty 07 2020, 00:24

Wydarzenie towarzyszące: taniec rozgrywający
Wylosowane kostki: Gunnar wylosował
Zdobycze: -
Dodatkowy efekt: idzie nam tragicznie... tyle w temacie

Bez obaw, nie miała ochoty rzucać się na niego z pazurami, czy rozszarpywać mu gardła zębami... Nie miała również żadnych wyrzutów, w końcu to zwykłe wyjście. Bal, brzmi tak poważnie.... I tak nie w stylu Luci. Oczywiście lubiła wielkie wydarzenia, imprezy, które swój koniec widzą dopiero dnia następnego w południe. Nie była jednak damą w pięknej, długiej sukni, chociaż potrafiła zachowowywać się jak ona. Jednak sztuczności, czy fałszywości nie zobaczy się w żadnym z jej ruchów, czy mimiki, która potrafiła powiedzieć tak wiele.

Jak dzisiaj. Jak teraz. Wulgarna? Nieprzyzwoita? To tak, jakby kazali jej schować głowę w piasek, udawać kogoś, kim nie była. I nie, nie uważała, aby była to kreacja nieodpowiednia na takie wydarzenia. Nie miała czternastu lat. Pełnoletność osiągnęła już jakiś czas temu, czemu więc ktoś miał czelność mówić jej... Ba! Poprawiać strój, w którym tutaj przyszła? Niczego nie udowadniała, nie obnosiła się ze swoim ciałem w sposób niesmaczny. Taka była. Lubiła nagość. Nie potrafiłaby znieść materiału, który ograniczałby jej ruchy... Tak. Nienawidziła ograniczenia. I w tym momencie, narzucone widzimisię kutasa, który niemal ze śliną w kącikach ust gapił się na jej nagą skórę.... Niemal sama wypluła z siebie kilka słów za dużo... Faceci. Gdyby nie Gunnar i jego szybką reakcją, jaką było odciągnięcie go od tego beznadziejnego nauczyciela. Fakt faktem w jednym momencie mogła pozbyć się tych niepotrzebnych zasłonek, udało jej się pokazać środkowy palec plecom, chociaż wielka szkoda, że tego nie zauważył. Jeden szlaban w jej kartotece to niewiele. Niech tylko jeszcze raz stanie jej na drodze, a nie omieszka skomentować dogłębniej tak prostackiego zachowania.
-Nie wiesz nic o specjalnych środkach, które wspomagają odporność?-Magia dawała im wiele otwartych furtek. Wiedziała, że nie będzie kolorowo... Nie była jednak idiotką, która wyrusza w odkrytej sukience na zimno, bez wcześniejszego przygotowania. Czyżby humor się psuł? Uniosła wysoko brwi, jakby sama reakcja Gunnara i jego zachowanie było dla niej niejasne.-Pozwolisz? Jestem niemal w szoku.-Powiedziała spokojnie, z lekkim uśmiechem na wargach... Jakby wcześniejsza sytuacja zniknęła, jakby wcale nie czuła obrzydzenia na myśl, że jej ciało okala materiał, którego pierwotnie nie powinno tam być. Ich taniec był beznadziejny, jednak każde potknięcie, każde nadepnięcie sprawiało, że śmiała się głośniej. Rozbawiona i rozluźniona... Kompletnie nie przejmowała się nieporadnością, która ogarnęła ich dwoje.
Kiedy obiła się kogoś, spojrzała do tyłu. Posłała przepraszający uśmiech dziewczynie... A następnie jej wzrok spoczął na drugiej osobie w parze, jej wyraz się zmienił. Już nie było widać tam beztroskiego rozluźnienia, a grymas jawnego niezadowolenia. Wzrok jej pociemniał, dlatego ścisnęła delikatnie mocniej ramię swojego partnera. Niemal z wdzięcznością dała się odprowadzić.-Jeszcze raz go zobaczę, a chyba rozniosę mu tę pyszałkowatą buźkę.-Mruknęła. Pokręciła lekko głową, naprawdę tak łatwo było zaleźć jej za skórę? Nie. To nie było to... Coś musiało w niej siedzieć jakiś czas, a teraz tylko powoli ulatywało. W takich sytuacjach mogło się zrobić niebezpiecznie i gorąco.-Nie musisz mówić nic więcej. Daj mi pięć minut, ukradnę coś ze stołu i możemy ruszać w poszukiwaniu przygód. -Uśmiechnęła się lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aconite 'Haze' Larch

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 165
C. szczególne : Tatuaże
Galeony : 215
  Liczba postów : 316
http://www.czarodzieje.org/t17733-aconite-haze-larch#498956
http://www.czarodzieje.org/t17764-locked-in-a-haze#500084
http://www.czarodzieje.org/t17763-mala-poppy-larch#500082
http://www.czarodzieje.org/t17734-aconite-haze-larch
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyWto Sty 07 2020, 20:02

Wydarzenie towarzyszące: kulig>taniec towarzyszący
Wylosowane kostki: 2
Zdobycze:
Dodatkowy efekt: nagle nie umiem tańczyć, ale nie szkodzi

Ten krótki pocałunek w policzek pozwolił jej się nieco rozluźnić. Mimo tego, że pani kapitan zgodziła się pójść z nią na bal, nie była pewna na czym stoi po tym, gdy tak żałośnie uciekła z Pokoju Rozrywek. Zupełnie jak nie Lwica. Zupełnie jak nie ona. Aconite Larch nie powinna w ogóle znać słowa "ucieczka", a jednak w tym semestrze zdarzyło jej się to już dwa razy. Przez dwie (bardzo różne od siebie dziewczyny) w dwóch (zupełnie różnych od siebie sytuacjach) poczuła, że nie wie co się dzieje.
Musi zdobyć większą kontrolę.
- Ładnie - skomentowała krótko, wskazując brodą na różdżkę Moe, zamiast zwykłych podziękowań chcąc jakoś słownie docenić jej zaklęcia, skoro przez ostatnie pół roku potrafiły odmówić jej posłuszeństwa. Gdyby jej przytrafiało się coś takiego... na pewno nie pogodziłaby się z tym z takim spokojem, z jakim zrobiła to Davies. Gdyby nie mogła w pełni zaufać swojej różdżce, czułaby się... niepewnie. Może Moe też tak właśnie się czuła, tylko jak na Gryfonkę przystało, chowała to głęboko w sobie? Spojrzała na nią, by znaleźć odpowiedź, wysyłając jej oczami wiązkę energii i żeby upewnić się, że tak się nie czuje, zeskoczyła jako pierwsza z sań, by wyciągnąć w jej stronę dłoń i pomóc jej dołączyć do grona twardo stąpających po ziemi.
Zsunęła z siebie płaszcz, odkrywając sukienkę, przy której jej makijaż nieco lepiej się tłumaczył i zmarszczyła nieco noc z niezadowolenia otulającym ją zimnem. Może i była przyzwyczajona do śmigania nieco zbyt roznegliżowaną, ale nie w takim stopniu, gdy śnieg sypał już bez gry wstępnej, więc czym prędzej wlała w siebie podany rozgrzewający trunek, czując jak kilka kropel spada jej na dekolt.
- No i gdzie ja to mam przechować? Zaraz Ci to wsadzę... - zaczęła, gdy skrzat wcisnął jej do ręki cukierka-niespodziankę, a taniec rozpoczynający już powoli się zaczynał, ale urwała, uznając, że to nie wina skrzata, a organizatorów. Tych samych od pijanego woźnicy.  Podwinęła więc sukienkę, wsuwając niespodziankę za podwiązkę i puściła oczko Moe, żeby dać jej do zrozumienia, że i coś od niej może tam przechować.
Spojrzała na te wszystkie eleganckie, napuszone pary, które ustawiały się do tradycyjnego, sztywnego jak poczucie humoru Aspa tańca i uniosła lekko brew, łącząc wzrok z przyjaciółką. Kąciki ust drgnęły jej z rozbawienia, gdy pochyliła się w jej stronę, by konspiracyjnym szeptem spytać: Wiesz o czym myślę?, po czym złapała za jej dłoń, by poprowadzić ją na parkiet. Ukłoniła się jej, przedrzeźniając typka z pary obok, który zdecydowanie nie miał pojęcia jak w ogóle zabrać się do tańca towarzyskiego i objęła Moe we wzorcową ramę. Wyprostowała się i ściągnęła usta w powadze, napierając na dziewczynę, by ruszyć w odpowiednim kierunku, ale już po chwili cofnęła się, psując zupełnie (i tak wątpliwą) harmonię całej grupy. Z każdym kolejnym krokiem jej ruchy nabierały swobody, ale na pewno w żaden sposób nie pasowały do rozbrzmiewającej dookoła muzyki. Zdecydowanie musiały wyróżniać się na tle innych, ale czy w jakikolwiek sposób jej to przeszkadzało? Szczerze cieszyła się, że swoim zachowaniem może sprzeciwić się jakiejś narzuconej tradycji, co z pewnością odbijało się w jej oczach, które wyglądały na mniej znudzone niż zazwyczaj. A może akurat ten efekt zawdzięczała partnerce, którą właśnie, po raz kolejny, okręciła w niezgrabnym piruecie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Galeony : 2925
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2939
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Polana - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyWto Sty 07 2020, 20:20

Rzeczy godne czy niegodne, jakie to miało znaczenie w ostatecznym, życiowym rozrachunku? Tak czy owak, wszyscy mieliśmy skończyć w tym samym miejscu - kilka metrów pod ciężką ziemią. Czyż nie lepiej było się bawić? Korzystać z młodości i życia, które pozostało? Sharker sądził, że na tym to akurat zna się wyśmienicie. Marnowanie czasu w klubach przy alkoholu i muzyce było jednym z jego ulubionych zajęć, dopóki nie okazało się, że nawet taki sukinsyn posiada gdzieś w sobie tajemne pokłady uczuć, o jakie nikt go nie podejrzewał. I wszystko to pękło w nim. Na szczęście nie na jeden raz. Jednak i tak pozostawiło na jego osobowości trwały uszczerbek, którego skutki widziało się nie tylko na Bora Bora, ale i każdego dnia. Niby rozmawiał z nią luźno i uszczypliwie, a jednak czuł jakiś dyskomfort z tym związany. To Mona widziała go w tych najcięższych chwilach. Niełatwo było się przekonać do tego, że jej osoba nie jest dla niego żadnym zagrożeniem. Zwłaszcza teraz, kiedy podświadomie zastanawiał się jak bardzo w tych kontaktach jest wskazana swoboda.
- Jeszcze na wiele rzeczy możesz zostać powalona w moim towarzystwie. - Odpowiedział z uprzejmym uśmiechem, w którym kryło się mnóstwo podtekstu i zaczepności. Niemniej, świadomie zrezygnował z dalszego ciągnięcia tego tematu. Wciąż był nieco zażenowany sytuacją z uczennicą sprzed kilku chwil. Żartobliwa rozmowa z Moną miała na to pomóc, ale wymagało to czasu. Podążył spojrzeniem za ruchem jej laski. Równie dobrze mogła sobie z niego zażartować i walnąć go nią w łeb. Nie walnęła. Za to wskazała mu Caine, na co on jedynie uśmiechnął się nieco złośliwie.
- Historyk. Prawnik też, z tego co słyszałem. - Podsumował na głos zgromadzone informacje, wracając spojrzeniem do rozmówczyni. - Forsę powinien mieć, ale rozumiem, że jurność już nie taka i cię nudzi? - Wyprzedził o kilka sekund jej wypowiedź, uczepiając się tematu, który miała poruszyć. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że w jej pobliżu bezmyślnie wyciszał oklumencję. Był żałosny, serio. Skoro z taką łatwością można było go rozproszyć… Zabawne, nawet nie nawiązał do tematu pieniędzy, chociaż w oczach Rasheeda można było dostrzec chłód, którego przed momentem tam nie było.
- Więc jednak ze mną nie potańcujesz? Liczyłem, że jakoś poradzisz sobie z tym ogierem jak już ponownie go napotkasz. - Zagadnął nieco uszczypliwie, ruchem łyżeczki wskazując na nogę, którą ucisnęła. Pokręcił też głową na oferowany mu kubek. Z jakiegoś powodu, kompletnie stracił zainteresowanie piciem, kiedy zaczął jeść te boskie, śmietankowe lody. Zerkając nieco w lewo dostrzegł też przez parkiet jak stojąca niedaleko uczennica pokazuje środkowy palec plecom Caine.
- Zdaje się, że nie tylko tobie zalazł za skórę. - Stwierdził, unosząc brwi na ten pokaz bezczelności. Spodobał mu się, co nie zmieniało faktu, że on sam by sobie tego nie życzył. - Mogę złamać jej palec? - Zapytał Monę, przenosząc znów na nią swoje niebieskie spojrzenie. Pytał ją całkowicie poważnie, chociaż w ustach kogoś takiego jak Sharker, wszystko brzmiało ironicznie.

Wydarzenie towarzyszące: -
Wylosowane kostki: -
Zdobycze: pierścionek z kamieniem księżycowym
Dodatkowy efekt: -

______________________

SORROW   I LOVE YOUR BEAUTIFUL ANGER
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Galeony : 635
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 762
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyWto Sty 07 2020, 20:56

Gabrielle po wydarzeniach sprzed kilku miesięcy podchodziła z ogromną dozą ostrożności do swoich relacji z przedstawicielami płci przeciwnej. Oczywiście William nie mógł mieć o tym pojęcia, gdyż blondynka nigdy nie dała tego po sobie poznać, choć w niektórych sytuacjach można było wyczuć bijący od niej dystans. W przeciwieństwie do Elijaha, nie potrafiła tak szybko wplątać się ponownie w zawiłą relację, która prowadzić mogła do tak zwanego związku - ona potrzebowała zdecydowanie więcej czasu, a przede wszystkim pewności, że ta druga osoba jest właśnie tą, której szuka.
Kobiety i mężczyźni różnilii się w wielu kwestiach, a jedną z nich i chyba najważniejszą było postrzeganie świata, w tym zawierało się również inne spojrzenie na gesty. Dla Gabrielle, która od zawsze była niepoprawną romantyczką, pocałunek znaczy coś więcej niż chwila przyjemność, której poddaje się para pod wpływem impulsu, wiązał się on z pewną deklaracją uczuć, zwłaszcza, gdy wychodził spontanicznie, bez zbędnego nacisku czy przymusu. Trudno było jej to wyjaśnić, a jeszcze ciężej zrozumieć, gdyż w gruncie rzeczy dla wielu takie sprawy nie były czymś nadzwyczajnym, a przeciwieństwie do niej, inni mieli dość luźne podejście do pocałunków czy nawet wylądowania z kimś w łóżku. Panienka Levasseur w tym temacie była nieco oderwania od rzeczywistości, a patrząc na czasy, w jakich przyszło im egzystować - wydawał się być wręcz staroświecka. I choć próbowała zmienić swoje nastawienie to w żadnym razie nie potrafiła zagłuszyć w głowie myśli, które ciągłej analizie poddawały prawie wszystko, co znajdowało się na płaszczyźnie relacji damsko-męskich. Dlatego mimo widocznych oznak oraz zapewnień Charliego nie była do końca pewna czy William w jakiś sposób jest nią bardziej zainteresowany. Wszakże dla niego pocałunek pod gruszą nie musiał oznaczać tego samego co dla niej. Ba! Śmiałaby nawet stwierdzić, że on miał co do tego zgoła odmienne podejście i spojrzenie. Westchnęła cicho do własnych myśli, próbując samą siebie nakłonić do tego, aby przestać analizować i dać się po prostu ponieść, temu co przyniesie los.
Widząc wymowny uśmiech Ślizgona, uświadomiła sobie, że tak naprawdę do tej pory udało jej się zdobyć niewiele informacji na jego temat, a większość i tak stanowiły plotki, którym nie dawała zbyt wielkiej wiary, część poddawała odpowiedniej weryfikacji, najczęściej pytając wówczas Charliego, który zdawał się znać Fitzgeralda bardzo dobrze. Niewiedza, wcale nie była dla dziewczyny taka problematyczna, gdyż rudowłosy na jej temat również nie wiedział zbyt wiele. W dodatku poznawanie siebie nawzajem było czymś na kształt procesu, oni będąc na samym jego początku mogli pozwolić sobie na własne tajemnice czy dawkowanie informacji o sobie. Prawda była taka, że ludzie z natury rzadko kiedy mówili o sobie otwarcie, od razu zdradzając kim są; cała zabawa polegała właśnie na tym, aby to odkrywać stopniowo. Gabrielle wychodziła z założenie, że mają na wszystko czas, a ona sama nie zamierzała trzymać języka za zębami, kiedy na usta będą cisnęły się jej pytania.
Uniosła prawą brew nieznacznie ku górze, słysząc pytanie Ślizgona, uśmiechając się przy tym delikatnie.
- Chyba nie bardzo - przyznała, a spomiędzy jej czerwonych niczym dojrzała truskawka warg, wydobył się cichy śmiech. Przygryzła dolną wargę, rumieniąc się przy tym nieznacznie,kiedy obdarował ją kolejnym komplementem ukrytym w krytyce dziewczyn, które wręcz zabijały ją wzrokiem.
- Dziękuję - odparła, tym razem przyjmując nietypowy komplement w sposób w jaki powinna to robić młoda dama, przypominając sobie szkołę babci i mamy, ale również na uwadze mając wcześniejsze słowa chłopaka. Nie potrafiła poradzić sobie z reakcją własnego ciała, która pojawiała się zawsze, kiedy tylko William otwierał usta lub wykonywał jakiś gest, zupełnie jakby celowo próbując ją zawstydzić; nie rozumiała dlaczego tylko on potrafi działać na nią w taki sposób. Było to zadziwiające zjawisko, zwłaszcza, że dawniej uczuciem, które wywoływało taki stan była złość skierowana w osobę Ślizgona, która niewiele miała wspólnego z tym co czuła teraz. Mieszanka zawstydzenia, radości i odrobiny ekscytacji krążyła po jej ciele, wypełniając każdą jego tkankę, by ostatecznie dać swój obraz na policzkach blondynki.
Uśmiechnęła się szerzej, słysząc, że i jego taniec po części okazał się być katastrofą, choć nie czerpał tego żadnej radości. Właściwie liczyła, że z inną partnerką pójdzie mu znacznie lepiej, dzięki czemu obraz ich próby tańca z nią w roli nieudolnej tancerki zostanie zamazany, dlatego trochę ubolewała nad tym, że tak się nie stało . Jednocześnie nie zamierzała przekreślać z góry ich kolejnej próby wspólnego tańca, może nagle okaże się, że zły wpływ miała na nią presja tańca otwierającego? Panienka Levasseur bardzo chciała w to wierzyć, choć wiedziała, że główny powód leżał w niej.
Teatralnie odegrała gest, jakoby odczuła ogromną ulgę, kiedy wspomniał o dobrym humorze i braku chęci mordu.
- Przypomnę Ci twoje słowa za jakiś czas - zaśmiała się, unosząc do góry palec wskazujący dla podkreślenia swoich słów. Nie dało się nie zauważyć, że William był znacznie weselszy niż normalnie, czarujący uśmiech nie schodził z jego ust, dodając blasku, ciemne oczy wręcz świeciły, a on sam wydawał się być jeszcze przystojniejszy i zdecywanie bardzo pociągający. Gabrielle pomyślała, że miała naprawdę dużo szczęścia, że to właśnie ona została towarzyszą Fitzgeralda podczas tegorocznego balu, w co wciąż trochę nie mogła uwierzyć. Zupełnie jakby całe to przedsięwzięcie i związane z nim wydarzenia były snem.
Okazało się, że jej niespodzianka była dużo bardziej okazała i wyjątkowa niż, co to znalazło się w dłoniach Williama; ten w dodatku nie wydawała się być do końca zadowolony, choć cieszył się z tego, co otrzymała ona. Było to doprawdy urocze, dlatego odpowiedziała mu szerokim uśmiechem, nie wydając się nie być zadowolona, nawet jeśli Ślizgon również nie miał pojęcia czym jest owa biżuteria.
- Dziś jesteś wyjątkowo szczodry w komplementach, ale dziękuję - odparła, uśmiech nie znikał z ust blondynki, kiedy zachwycona propozycją chłopaka, przytknęła odwracając się ku niemu plecami. Podała mu naszyjnik, po czym odchyliła delikatnie włosy, aby miał jak najlepszy dostęp do jej szyji. Wyprawienie w ruch blond kosmyków sprawiło, że powietrze wokół nich wypełniła mieszanka delikatnych jaśminowych perfum i woni dojrzałych truskawek. Spięła się, czując jak Ślizgon opuszkami placów dotyka jej skóry, zakładając przy tym nieco zbyt chłodny naszyjnik. Mimowolnie przylgnęła swoimi plecami do jego ciała.
- Przepraszam - powiedziała, odwracając głowę w jego kierunku, robiąc krok w przód. - I dziękuję - dodała.
Otworzyła delikatnie usta, które mimochodem utworzyły kształt litery "o", kiedy wyciągnął ku niej pierścionek. Kilka osób spojrzało na nich z wyraźnym zaskoczeniem. Gabrielle zaśmiała się przyjmując błyskotkę, wyciągnęła w kierunku Ślizgona palec wskazujący, aby ten wsunął na niego pierścionek.
- Teraz możemy ruszać na parkiet - oznajmiła, chwytając dłoń Williama, z siłą której zapewne się po niej nie spodziewał ciągnąc na parkiet.
Kiedy tylko na niego weszli poczuła jakby muzycy nagle zaczęli grać znacznie głośniej, co od wywołało u Gabrielle ból głowy. Nie zamierzała się tym jednak zniechęcać, zaczęli tańczyć i trzeba przyznać, że szło im lepiej niż poprzednio. Blondynka pozwoliła na to, aby to William prowadził ich w tańcu, kiedy czuła jak ktoś na nią wpada, sprawiając, że ona wpadła na swojego partnera. Uśmiechnęła się do niego przepraszająco, starając się wrócić do dawnego rytmu, kiedy poczuła kolejne uderzenie. Wokół nich było coraz więcej ludzi, a ona czuła, że dobry humor powoli zaczyna ją opuszczać, zaś po plecach spływa pot. Zamiast przyjemności zaczynała ją dopadać coraz większa irytacja.



Wydarzenie towarzyszące: taniec Wylosowane kostki:
H. Głośna muzyka przyprawia Cię o ból głowy, ciągle ktoś na Ciebie wpada, a od ścisku jest ci duszno i gorąco. Opuszczasz parkiet spocony i w zdecydowanie gorszym humorze, który trzyma się ciebie jeszcze przez następny post.
Zdobycze: biżuteria, pierścionek od Willa
Dodatkowy efekt: gorszy humor, spocona xD

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Pandora J. Doux

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 161
C. szczególne : Piegi, wyraźne kości policzkowe, błędy językowe i silny akcent
Galeony : 197
  Liczba postów : 241
http://www.czarodzieje.org/t17523-pandora-jarmila-doux#491657
http://www.czarodzieje.org/t17529-czy-odwazysz-sie-otworzyc-puszke-pandory#491719
http://www.czarodzieje.org/t17528-puszka-pandory#491717
http://www.czarodzieje.org/t17524-pandora-j-doux#491653
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyWto Sty 07 2020, 23:09

Wydarzenie towarzyszące: WYBUCHOWE CUKIERKI-NIESPODZIANKI
Wylosowane kostki: 5+4+2
Zdobycze: wymiotki pomarańczowe
Dodatkowy efekt: no w sumie nic

Gdyby tylko wiedziała, że Elio fantazjuje o zdradzeniu jej z jakąś Adrenaliną, to z pewnością jej radość w tej chwili ustąpiłaby miejsca zazdrości i zanim biedny Krukon by się zorientował, to zdążyłby dostać ścierką przez łeb. Nie da się też ukryć, że niegdyś sama chętnie z tą Adrenaliną się spotykała i coraz częściej za nią tęskniła, jednak po wydarzeniach na festiwalu jej (przez większość osób zapewne niespodziewana) ciągota do niej została stłamszona przez lęk. Jeszcze nie tak dawno planowała jak i z kim wybrać się do zakazanego lasu lub umawiała się z Moe na wyścigi na miotłach, a teraz... Zupełnie zapomniała nawet o tym, że miała przekazać Gryfonce eliksir Euforii. Zdecydowanie była inną Pandorą od tej, która potrafiła pierwszego dnia w szkole spojrzeć na Fire ze współczuciem.
Zresztą nawet gdyby potrafiła czytać w myślach, to ten ciepły pomruk koło jej ucha skutecznie by ją rozproszył. Uśmiechnęła się, unosząc na niego wzrok, gdy tylko poczuła usta na swoim czole - gest czułości i troski, kojarzący się z bezpieczeństwem i czystością uczucia - jeden z jej dwóch ulubionych, którymi oczarowywał ją Elijah.
- Na takie szukane tańce to chyba nie ma dużo okazji - zauważyła, wyginając brwi, by na pewno zrozumiał, że chętnie by z nim tańczyła, gdyby tylko mieli ku temu okazję. I czas.. bo miała wrażenie, że tego najbardziej im brakowało, czego starała się za wszelką cenę mu nie mówić. Był taki kochany dla swoich sióstr, że nie odważyłaby się skraść choćby minuty z tego, co było im należne.
- Krzyżując ręce? - spytała i nieco przerażona posłała mu krótkie, spłoszone spojrzenie, mając przed oczami dosłowne ukrzyżowanie, zaraz jednak prychnęła cicho ze śmiechu z własnej głupoty, gdy zrozumiała swój błąd. Nigdy nie wiadomo co w tej Eurobie wśród czarownic wymyślą. - Nie, my takich nie mamy, ale my dostajemy prezenty od Ježíška… i my czasem też sobie wróżymy butem, ale mnie zawsze wychodzi, że ja będę starą panną - wyznała, zerkając na niego rozbawiona, bo - jakby nie patrzeć - jest jej pierwszym chłopakiem, więc widmo staropanieństwa nie było wcale takie nieprawdopodobne. Spojrzała uważnie na ich cukierki- niespodzianki i ufnie skrzyżowała ręce, pociągając za chwilę za oba podane końce, zaraz próbując złapać okrągły przedmiot.
- Ojej, jaki krasny. Ty go sprezentujesz komuś kto pali czy Ty będziesz sam go czasem wyprowadzał? - zagaiła, szybko tracąc zainteresowanie swoim cukierkiem. Nie ma co się rzucać na każdą słodycz w okolicy, skoro miała przejść na dietę, a na samym balu z pewnością czekają ją jeszcze jakieś smakołyki. - Ejże, może my pójdziemy coś napić… - zaproponowała, pozerkując na barek, jednocześnie wsuwając mu w dłoń cukierka, by go dla niej przechował. Oparła się o jego ramię, z lekkim zdziwieniem patrząc na jego twarz, nie rozumiejąc czemu nagle zaczął ją ignorować, więc po chwili powędrowała wzrokiem za jego spojrzeniem, napotykając profesora Voralberga w towarzystwie zjawiskowo pięknej kobiety. Wciągnęła cicho powietrze, oburzona, że tak jawnie pozwala sobie na okazywanie zainteresowanie inną, wyraźnie atrakcyjniejszą od niej osobą, więc odsunęła się od niego, puszczając jego rękę, by wesprzeć drobne pięści na biodrach.
- Ejże - zawołała go jeszcze raz, ściągając obrażone usta w dziubek i pojedynczą zmarszczką pomiędzy brwiami zdradziła dodatkową swoją zazdrość. - Ja już chyba wiem z kim Ty chcesz więcej tańczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : klątwa zaklęć (-> kuferek)
Galeony : 56
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 856
http://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
http://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
http://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
http://www.czarodzieje.org/t17420-moe-davies#488355
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyWto Sty 07 2020, 23:10

Wbrew jej przekonaniu, cała impreza NIE odbywała się w Wielkiej Sali. Ba, próżno było szukać w okolicy choćby szkolnego zamku. I jakiejkolwiek sali. Impreza na świeżym powietrzu? Przy temperaturze, jaka towarzyszyła im 'w środku' wydarzenia nie miała z tym żadnego problemu. Gorzej było z tańcem otwarcia. Co do niego miała już większe opory, publiczne wygłupienie się nie było jej za bardzo w smak. Gdyby nie pokrzepiająca obecność Aco, pewnie nigdy nie wpadłaby na pomysł dołączenia do reszty par.
- Pewnie o samych miłych rzeczach na temat organizatorów. - odezwała się po zaskakująco długiej ciszy ze swojej strony, trwającej jeszcze od momentu, gdy otrzymała pochwałę na temat czarowania. Cały ten temat był dla niej gnębiący odkąd pamiętała - stanowił najbardziej znamienną serię upadków, jaka dotknęła ją dotąd w szkole. W końcu z zaklęciami radziła sobie w kratkę już od pierwszej klasy, a teraz, kiedy wreszcie na poważnie zajęła się sprawą, jej metody nie przynosiły pożądanych rezultatów. A przynajmniej nie w takim tempie, jakim chciałaby, aby to następowało.
Zamrugała, otrząsając się ze smętnego zamyślenia, aby nie zacząć w środku balu rozkładać swoich porażek na czynniki pierwsze - w końcu nie przybyła tutaj po to, aby przeżywać na nowo zaklęciowe koszmary. Być może na jakimś etapie powinna się tym wszystkim z kimś podzielić. Ale z pewnością nie było to zmartwienie godne tego wieczoru.
Zaczęły taniec, choć zdrowiej było powiedzieć, że Haze go zaczęła, bo pierwszy krok Moe skończył się na tym, że przydeptała stopę swojej partnerki. Davies poczerwieniała. Ni to ze wstydu, ni złości, choć chyba ze wszystkiego po trochu. W narastającej panice rozszerzyły jej się źrenice, a jej świadomość kompletnie odpłynęła, więc dalsza część tańca wcale nie poszła dużo lepiej, niż pierwsze jego podrygi. Kiedy całe to przedstawienie skończyło się, zdała sobie sprawę, że nie miała pojęcia, co się z nią działo przez ostatnie kilka minut. Nie bardzo wiedziała też, co powinna ze sobą dalej zrobić. Drżącymi dłońmi chwyciła ramię Haze, po czym, nadal kurczowo ją trzymając, rzuciła się biegiem w stronę stołów z poczęstunkiem.

Wydarzenie towarzyszące: jeszcze taniec otwierający
Wylosowane kostki: Haze rzucała i było 2
Zdobycze: nowa trauma
Dodatkowy efekt: spier* XD

[Polana - Page 6 1744923828]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Mona Liška

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 170
C. szczególne : they see me rollin' they hatin'
Galeony : 152
  Liczba postów : 91
http://www.czarodzieje.org/t17962-mona-liska
http://www.czarodzieje.org/t17972-ivanka#509908
http://www.czarodzieje.org/t17961-mona-liska#509424
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptySro Sty 08 2020, 00:17

Wydarzenie towarzyszące: żadne, gram sobie po prostu fabułę, mam nadzieje, że można
Wylosowane kostki: -
Zdobycze: Szklana kula od @Caine Shercliffe
Dodatkowy efekt: -

Nie powinien mieć innego do życia podejścia niż właśnie takie, jakby nie patrzeć był jeszcze młodym dzieciakiem choć doświadczonym przez przeszłość bez litości. Mona również nie mogła zaliczać się do grona niezwykle zdziadziałych, a jednak tkwiła w przekonaniu swojej własnej starczości podszytej grubą podszewką użalania się nad swoją ułomnością funkcjonowała przekonana, że już jej w życiu nie czeka nic w sumie ani ona na nic nie czekała. Teraz to już tylko prosta droga w dół, a skoro już tylko czekamy na umieranie to przynajmniej nie żałujmy sobie niczego.
Czy wiedziała, że była powierniczką jego najtrudniejszych chwil? Raczej nie oficjalnie, oficjalnie przecież praktycznie o niczym nie rozmawiali. Mogła się domyślać spoglądając za jego gasnącym od upojenia wzrokiem bądź słuchać oddechu szarpanego niespokojnym snem. Widziała w nim nieodkryte, kuszące tajemnice, zakodowane w drobnych gestach, wypisane w tym jak kontrolował spojrzeniem przestrzeń w którą wstępował, choćby zdawał się to robić naturalnie, choćby to były nic nieznaczące spojrzenia w kąty sali - żaden nagły ruch, żadna obecność nie pozostawała niezauważoną. Nawet teraz przypatrując mu się w tych balowych warunkach sprawiał wrażenie kogoś ochoczo włączającego się w tę zabawę na karuzeli śmiechu, wciąż jednak pozostawał szalenie niepokojącym epicentrum ciemnej materii. Uważnym, intrygującym, tak przyciągającym, co obiecującym bez słów zniszczenie w przypadku choćby chwili błahej nieuwagi.
- Obiecanki cacanki. - westchnęła teatralnie, wiodąc wzrokiem za tańczącym Shercliffem. Mogliby tak niewybrednymi podtekstami przerzucać się resztę wieczoru, robili to przecież wcześniej i choć było to głupie i niedojrzałe sprawiało rozrywki więcej niż powinno.
- Historyk? - cmoknęła kręcąc głową. Coś więcej niż historyk. I coś więcej niż prawnik, ale skąd Sharker o tym wiedział? Przeniosła na niego spojrzenie zielonych oczu z nieukrywanym wcale zainteresowaniem jego źródłami wiedzy. Co on tu robił? - Wręcz przeciwnie. - poruszyła głową na boki unosząc brwi- Zbyt jurny. Bora Bora zrobiło ze mnie inwalidkę, teraz muszę się oszczędzać. Warto było poszaleć w porę, a jak śpiewają artyści z biednej Polski: niczego nie będzie żal. - poklepała się po nodze i wyprostowała by dokończyć zawartość kubeczka. Pewnie by się nie pokusiła o dolewkę, gdyby miała swoje leki, jednak owy jurny historyk swoją ogrowatością zadbał o jej fizyczny dyskomfort, a Liska od dawna już nie widziała świata w pełni trzeźwości umysłu. Jeśli nie było to upojenie, odurzenie lekami, czy inna forma znieczulenia, stawała się po prostu porażona bezbrzeżną nieskończonością bólu. Od kilku lat nie doświadczyła normalności.
Ale czym była normalność?
Na chwilę obecną rozmowa z jej jedynym i największym sekretnym grzechem wydawała się jak codzienny spacer po bułki o poranku - normalnością. Jak lazurowy błękit morza tak rażąco różny od pochmurnego granatu jego spojrzenia - normalny. Zbroja samotności w którą oboje, mimo, że stojąc tuż obok i zabawiając się rozmową, ubrani byli szczelniej niż na wojnę - normalna. Na chwilę obecną normalnością była błaha dyskusja o niczym, choć czuła pod skórą pełznący dziwnie niepokój, jakby byli w złym miejscu, w złym czasie, jakby to nie było odpowiednie miejsce na to spotkanie.
Przechyliła się jednak, wsparta o laseczkę, w jego kierunku z cwanym uśmieszkiem:
- Obawiam się, że Cie już nie stać na moje tańce. - puściła mu oko z uśmiechem- Ale mogę Cie zabawić rozmową za kolejny kubek wina. - podsunęła mu kubeczek. Zaśmiała się jednak na jego sugestie głosem mrukliwym i dźwięcznym, Mona i jej charakterystyczny śmiech - tyle rzadko co niesamowicie nietypowy, jak widok lecącego feniksa czy srającego w lesie jednorożca.
- Niby nic się nie zmieniło, a zmieniło się tak wiele. Rasheed pyta mnie o pozwolenie. - zacmokała- Wyzwanie: zrób to tak, żeby nie wiedziała jak to się stało. - zmrużyła oczy - Jak wygrasz, możesz życzyć sobie czego chcesz. Jeśli Ci się nie uda, ja będę miała życzenie. - kiwnęła do niego wyzywająco brwiami niczym Moto Moto wynurzający się ze stawu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 34
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 197,9
C. szczególne : Wysoki wzrost, olbrzymia blizna na ciele, blizny wokół ust, brak węchu i smaku, prawie białe oczy z ciemniejszą obwódką
Galeony : 108
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
  Liczba postów : 402
http://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
http://www.czarodzieje.org/t17590-harem-voralberga#497045
http://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
http://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptySro Sty 08 2020, 00:55

Wydarzenie towarzyszące: lody
Wylosowane kostki: 5 - masło orzechowe, którego smaku nie czuję i nie znam :c
Zdobycze: smocza zapalniczka
Dodatkowy efekt: komplementuję ludzkość...

....Naprawdę musiał się uspokoić. Czuł się tak, jakby zrobił coś złego, a przecież taki gest z jego strony był całkowitym przeciwieństwem. Kolejne uczucia gorąca buchały wśród jego wnętrzności, a on w tym momencie miał ochotę odwrócić się na pięcie, odejść kawałek od tłumu i wsadzić sobie głowę w śnieg, żeby ochłonąć. Cieszył się, że puścił już jej dłonie, ponieważ czuł, że aktualnie są mokre i najlepsze co mógł zrobić w tej chwili to wsadzić je w kieszenie marynarki. Mimo wszystko delikatnie uśmiechnął się w jej kierunku, kiedy rzuciła w jego kierunku komplement i ledwo widocznie kiwnął głową przymykając przy tym oczy, tworząc ten gest niemym podziękowaniem. Gdyby nie miał migotania przedsionków, to być może również teatralnie by się ukłonił.
....I choć serce waliło mu jak oszalałe, to jednak już wkrótce był w stanie funkcjonować i znieść jej wzrok chwilę dłużej niż ułamek sekundy. W końcu przecież to on miał być tą nieprzebijalną skorupą emocjonalną, z której nie można było wyczytać czegokolwiek, a jednak coraz bardziej się ona odkruszała. Przy niej. Nie miał pojęcia dlaczego tak się działo i choć z jednej strony go to przerażało, tak z drugiej ogarniała go prozaiczna fascynacja.
....Czy to są lody?
....Ocknął się jak za pstryknięciem palców, a wszystkie emocje puściły go w mgnieniu oka. Mrugnął kilka razy patrząc jak Éléonore odchodzi powoli, wyciągając w jego kierunku dłoń i zmierzając w kierunku stoiska z lodami. Co prawda wciąz obawiał chwycić się ją za rękę, ale nie mógł oczywiście odmówić pójścia za nią, ba! nie miał zamiaru odstąpić jej w tym tłumie na krok. Nie daj Merlinie pojawi się jeszcze jakiś kolejny student... zaraz zaraz... czyżby był zazdrosny? Być może.
....- Nie jestem pewien... - mruknął, patrząc na różnorakie kolory przysmaku, bez podpisów ani innych deskrypcji. A jak ktoś miał uczulenie? Nie chciał robić cyrków, ale naprawdę nie ufał jedzeniu, którego nie otrzymywał bezpośrednio od skrzatów - jeśli miał wybierać, to była chyba najbardziej godne zaufania, zważywszy na jego talent do gotowania. Zerknął na nią i uśmiechnął się w odpowiedzi widząc jej rozbrajający uśmiech. Co prawda inni czarodzieje normalnie te lody jedli i zdawało się, że nic się nie działo... chyba za krótko ich obserwował.
....Nie zastanawiał się, ale wziął pierwsze z brzegu. Wyglądały na orzechowe? A może czekoladowe? Sam nie wiedział, w zasadzie i tak było mu wszystko jedno. Mogły smakować jak najgorsza fasolka wszystkich smaków, a i tak nawet go nie wykrzywi.
....Spróbował i... nic się nie stało. Tak przynajmniej sądził. Przyjrzał się kubeczkowi i mentalnie wzruszył ramionami, zerkając na swoją towarzyszkę nakładającą sobie swoją porcję.
....- Mówiłem Ci, że przepięknie wyglądasz? - ...zaraz, co? Nie chciał tego powiedzieć. To znaczy na pewno tak myślał, ale żeby zaraz od razu to werbalnie eksponować to... nie dał po sobie poznać swojego zaskoczenia, tylko w ostatniej chwili - może nieco sztucznie - się uśmiechnął. Zerknął na swoje lody, bo nie trzeba było mieć IQ orzecha włoskiego, żeby zrozumieć, że coś się tu działo nie tak. Jakby tego było mało poczuł na sobie czyjś wzrok, a kiedy zerknął w tamtą stronę to zrównał się spojrzeniem z @"Elijah J. Swansea", któremu kiwnął głową na powitanie - skoro już na niego patrzył. O nie. O nie nie nie nie. Zamknij się.
....- Twój brat też całkiem elegancko, prawie nie poznałem. Ciekawy kolor. - rzucił, w ostatniej chwili powstrzymując się od zakrycia ust dłonią i spuszczając wzrok na podłogę. Albo gdziekolwiek gdzie nie było ludzi!
....To on już wolał mówić o Éléonore!
....Nienawidził magicznego jedzenia, jak Merlina kochał!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bruno O. Tarly

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 183,5
C. szczególne : mocno zarysowane kości policzkowe, czarny baran na głowie
Galeony : 126
  Liczba postów : 223
http://www.czarodzieje.org/t17773-bruno-o-tarly
http://www.czarodzieje.org/t17827-znajomkowie-bruna#501987
http://www.czarodzieje.org/t17828-korespondencja-bruna#501992
http://www.czarodzieje.org/t17803-bruno-o-tarly
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptySro Sty 08 2020, 02:18

Wydarzenie towarzyszące: pierwszy taniec
Wylosowane kostki: 2
Zdobycze: -
Dodatkowy efekt: depczę biedną Darcy i tańczę jakbym miał parkinsona
Strój dla przypomnienia: haftowana, kolorowa marynarka + brązowe spodnie (bez tego wianka na łbie)

- No pewnie, że idziemy! - zawołał entuzjastycznie. Zanim podał jej swoje ramię, by mogli w pełnej klasie podążyć za tłumem na miejsce odbywania się imprezy, upewnił się, że dokładnie wysuszył swoje ubranie. Wyglądał całkiem przyzwoicie, jak na niego. Jedynie włosy były w standardowym nieładzie, ale co by z nimi nie wyczyniał (czy to za sprawą magii, czy też nie), to i tak wyglądały jak owcze futro tuż przed strzyżą.
Ruszyli więc niespiesznie i szli udeptanym śniegiem za pozostałymi czarodziejami, ale... na horyzoncie nie było widać żadnego budynku czy nawet namiotu, gdzie mógłby odbywać się wystawny bal. Czy to jakaś... podpucha? Szli jednak dalej, ufnie, jak posłuszne gąski.
Myślał, że już nic go nie zaskoczy po tylu latach spędzonych w Hogwarcie. A jednak! Tuż po chwili ich oczom ukazała się przyozdobiona, świetnie zagospodarowana... polana. Ot, zwykła-niezwykła przestrzeń, otwarte pole. Zabawa pod gołym niebem brzmiała kusząco i intrygująco, ale zastanawiał się, jak wytrzymają na takim mrozie. Rozgrzewanie się w hulankach i przy pomocy wysokoprocentowych trunków mogło nie wystarczyć. Martwił się o swoją partnerkę, nie chciał, by nabawiła się skrofungulusa lub innej przebrzydłej choroby; tym bardziej, że to on wyciągnął ją na tę imprezę. Jak się jednak miało później okazać - jego obawy były niepotrzebne.
Gdy tylko zbliżyli się do miejsca docelowego, od razu podbiegł do nich uroczy skrzat domowy, który wyręczył im po kubeczku gorącego napitku. Tarly zerknął na rudawy płyn i od razu rozpoznał w nim grzany miód. Nie było to coś, za czym przepadał, ale z grzeczności nie odmówił. Gdy tylko przełknął pierwszy łyk, poczuł jak całe ciało rozgrzewa mu się od środka. Odczucie było tak silne, że otrząsnął się z dreszczy niczym kot strzepujący z grzbietu uczucie złego dotyku. W międzyczasie skrzat chciał usilnie rozebrać go z odzienia wierzchniego.
- Mój płaszcz? Ale przecież... - oponował, mając przed oczami wizję śmierci z wychłodzenia. Dopiero po chwili uspokoił się i oddał posłusznie swoje okrycie. Wystarczyło, że zerknął na pozostałe pary i dodał dwa do dwóch. Grzany miód nie był zwykłym napojem powitalnym. Ach, Bruno, bystrzaku...
Magia objawiała się nie tylko w postaci rozgrzewających drinków. Z nieba prószył drobny śnieg, który topniejąc, nie moczył sylwetek czarodziejów. Trzeba było przyznać, że uroczy detal. Cała polana lśniła od blasku lewitujących świec i świetlików, a muzyka, która docierała do ich uszu aż porywała do tańca. Bruno zaczekał cierpliwie, aż Darcy dopije do końca zawartość swojego kubeczka i oporządzi się z płaszczem.
- Może... zatańczymy? - nie był pewny, czy to bezpieczna propozycja. Toteż głos miał niepewny i nie brzmiał zbyt zachęcająco, ale... naprawdę miał ochotę trochę się poruszać. Choć ten jeden raz. Jeden, jedyny taniec. A potem całe zapasy czerwonego wina będą dla nich. Wszystkie pary ruszyły na parkiet i zaczęły wykonywać jakieś skomplikowane pozy, synchronicznie, zupełnie jakby wszystko było zaplanowane i ćwiczone miesiącami. On tak nie potrafił. Owszem, lubił tańczyć, ale raczej typowo dla... rozrywki. Wygłupiał się przy tym i nie zważał na kroki czy figury. Z uśmiechem i wielką ulgą przyjął jednak pozytywną odpowiedź od swojej partnerki. Ujął delikatnie jej dłoń i poprowadził w stronę parkietu. Zatrzymali się nieco na uboczu. Nie chciał psuć choreografii pozostałym tancerzom. No i... się zaczęło.
Choć czuł muzykę bardzo dobrze, to jednak... na swój sposób. Ruchy miał nieskoordynowane, nieprzemyślane i chaotyczne. Starał się jak mógł, jednak nie potrafił odpowiednio poprowadzić Darcy, by ich kroki się ze sobą zgrywały. Na twarzy wymalowane miał skupienie, jakby co najmniej pisał Owutemy. A przecież taniec ma być przyjemnością, są na balu, mają się dobrze bawić! Widział, że dziewczyna też nie może się z nim zgrać, zupełnie jakby tańczyli do dwóch różnych utworów. W pewnej chwili nawet przydepnął ją lekko, oczywiście niechcący.
- Oj, wybacz! - syknął i przybrał przepraszającą minę zbitego psa. Chcąc się zreflektować, skłonił ruchem ramienia Darcy do obrotu, ale i on wyszedł jakoś koślawo. - Cholera, przepraszam. Straszny ze mnie tancerz. - trudno było zaprzeczyć.
Uśmiechnął się niepewnie i uniósł z lekka ramiona ku górze, w geście bezradności. Powinien stłumić ten szalony pomysł o eleganckim tańcu jeszcze w zarodku.
Ale wieczór nadal trwa, na pewno z otwieraniem wina poradzi sobie koncertowo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191cm
C. szczególne : Wysoki wzrost, blizny: trzy linie oplatające jego prawą dłoń
Galeony : 2925
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2939
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-callisto
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Polana - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptySro Sty 08 2020, 19:45

Nie odpowiedział jej nic, ale w zamian zaśmiał się cicho. Rasheed potrafiłby zrobić z drugiego człowieka inwalidę na wiele sposobów, ale z pewnością nie zaliczyłby do nich wyjazdu zagranicznego.
- Zamiast się oszczędzać, przydałaby ci się rehabilitacja. A jak wiadomo, nic lepiej nie leczy jak porządne, grzane wino z korzeniami. - I zerknął niechętnie na to coś co na tym balu zostało nazwane winem. - U siebie mam o wiele lepsze. Może kiedyś wpadniesz? Upije cię do nieprzytomności i zastosuje akupunkturę. Podobno cruciatus potrafi działać całkiem stymulująco. - Zażartował, spoglądając na nią z uniesionymi brwiami, ale nie brnął w to dalej. Pozwolił aby temat Caine jak i ich czasu razem rozpłynął się w powietrzu. Milczenie stawało się dla niego coraz bardziej naturalnym stanem. Dziwnie się czuł, gdy wprowadzał je w życie nadając mu formę. Dobrze, że miał te swoje lody, które to mógł zawzięcie dźgać łyżeczką zamiast stosować to samo wobec ludzi. Mona dobrze wykorzystała zmianę jego nastroju. Podstawiając mu kubeczek nadała mu cel, jaki z kolei napędził jego wolę. Namysł praktycznie się nie pojawił, ale to nie szkodzi. Wszak nie zamierzał się teleportować, a wyczarowywał wino. Tym razem po prostu różdżką nabrał trochę tego czegoś co było wystawione na stoliku. Ciecz pomknęła w powietrze i wlała się leniwie do kubeczka. Poprawił jakość wina ponownie stosując mrukliwe zaklęcie rzucone przed kilkoma minutami.
- Zabawiaj mnie. Wolałbym inną formę, niż rozmowa, ale od biedy i ona ujdzie. - Uśmiechnął się nieznacznie, wskazując jeszcze głową trzymany przez nią kubek. - Teraz lepsze? Może ten sikacz jest po prostu rozwodniony. Jest szansa, że przebije Chardoanay de la Sharkerre. - Powtórzył jej własne określenie, obracając własną różdżkę w palcach jakby z pewnym namysłem.
- Ale z ciebie doskonały pedagog. Faktycznie jednak nic się nie zmieniło. - Posłał jej ironiczny uśmiech, jednocześnie odwracając spojrzenie w kierunku Lucii chwilę po jej motomotowym zagraniu. - Powinnaś powiedzieć, że nie wolno, że mam być poważny, że powinienem się opiekować dzieciaczkami. - Wyliczał na głos prześmiewczym tonem. Widać było na pierwszy rzut oka, że nie trawi większości ze swoich podopiecznych. - Tymczasem co druga ubrała się jak kurwa na otwarcie burdelu. I chyba każda z roku na rok jest coraz bardziej bezczelna. Jakbym pokazał taki gest Limierowi na treningu to chyba powiesiłby mnie za szyje na bramkach. - Marudził sobie radośnie, najwyraźniej odnajdując sporo przyjemności w pomstowaniu na rozwydrzone żeńskie towarzystwo. - Ale chyba oddam Ci życzenie walkowerem. W przyszłym miesiącu spodziewam się awansu. Obawiam się, że złamanie palca, nawet dobrze przemyślane tak czy owak mogłoby zakończyć się zniweczeniem tych planów. - Dobrnął do meritum, odstawiając na stolik obok pustą miseczkę po lodach. Wciąż czuł w sobie chęć na więcej, ale zdaje się, że bardziej chciało mu się pić. Wyczarował sobie kubek i zrobił z winem dokładnie to samo co z porcją przygotowaną dla Mony.

Wydarzenie towarzyszące: -
Wylosowane kostki: -
Zdobycze: pierścionek z kamieniem księżycowym
Dodatkowy efekt: -

______________________

SORROW   I LOVE YOUR BEAUTIFUL ANGER
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1171
  Liczba postów : 876
http://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
http://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
http://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
http://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptySro Sty 08 2020, 22:47

- Dzięki! – Odparł radośnie, z szerokim uśmiechem, bo kto nie chciałby być chwalony przez taką miłą i ładną dziewczynę. Coś podpowiadało mu jednak, że tych komplementów, jak na jeden wieczór, wtrąciła nieco zbyt dużo. Zastanawiał się czy wpadł jej w oko, czy może był to jakiś magiczny efekt rozgrzewających lodów? Co prawda te selerowe, poza dziwnym posmakiem, nijak na niego nie wpłynęły, ale do takich imprezowych smakołyków należało podchodzić z odpowiednią dozą ostrożności. Bardzo często dodawali bowiem do nich jakichś tajemniczych składników, po których człowiek zachowywał się jak dziwak.
- Czemu niestety? Sport to nie wszystko. – Mruknął, kiedy ta się zaśmiała, chcąc tym samym pokazać, że szanuje ludzi o rozmaitych zainteresowaniach i że w jego mniemaniu nie każdy musi się interesować quidditchem. Wolał to powiedzieć otwarcie, bo zdawał sobie sprawę z tego, że wśród zawodników można było znaleźć wielu arogantów. – Ah, już myślałem, że będę mógł poprosić o korki, ale ja wybrałem sobie saksofon i gitarę i póki co nie mogę się poszczycić zbyt wielkimi umiejętnościami. – Dodał na wspomnienie o pianinie i skrzypcach. Gra na instrumentach od zawsze mu się podobała, ale kiedyś cierpiał na coś, co ludzie zwykli nazywać słomianym zapałem. Dopiero konsekwentne treningi w quidditchu nauczyły go ciężkiej pracy i cierpliwości w oczekiwaniu na jej efekty. Dzięki temu odgrzebał dawne marzenia o liźnięciu muzycznego świata. Nie wiązał z nimi oczywiście swojej kariery, ale miał nadzieję, że nauczy się zagrać amatorsko jakieś chwytliwe utwory. Ot, żeby umilić sobie i znajomym czas na wspólnych imprezach.
- Jestem pałkarzem. – Przerwał na chwilę, nie będąc pewnym czy powinien chwalić się ostatnim ze swoich sukcesów. – Nie tylko w Slytherinie, ale też w Zjednoczonych z Puddlemere, więc od wiosny zapraszam na ligowe mecze. – Wydusił z siebie wreszcie, stwierdzając że nie powinien wyjść na jakiegoś zadufanego w sobie chłopaczka. W końcu nie chełpił się nie wiadomo jak tym swoim angażem do słynnej drużyny. Cieszył się i chciał się dzielić tym szczęściem z innymi, a to jeszcze nie był chyba żaden grzech.
Co do samych komplementów, trudno byłoby mu powiedzieć czy uciekł się do nich w ramach wdzięczności. Chociaż… chyba właśnie tak było. Co jednak istotne, nie kłamał i naprawdę uważał, że jej włosy są ładne. Po prostu, gdyby nie otwartość Yuuko, prawdopodobnie nie przyszło mu do głowy, żeby wspominać o jej wyglądzie. To było nawet przyjemne usłyszeć coś dobrego o sobie, ale kiedy po raz kolejny do jego uszu dobiegł pochlebny komentarz na temat jego czupryny, zamiast miłego ukłucia w sercu, poczuł się raczej zakłopotany. Liczył więc po cichu na to, że taniec uratuje go przed natłokiem tych pięknych słów ze strony jego partnerki.
Podał jej rękę i wspólnie ruszyli na parkiet, gdzie znalazło się dla nich jeszcze trochę miejsca. No, Matt musiał wywalczyć je, przepychając się łokciami, ale przynajmniej pary podrygujące nieopodal zrozumiały, że muszą nieco ograniczyć własne pole manewrów. Muzyka nie była już tak oficjalna jak podczas rozpoczynającego bal tańca, więc mogli sobie pozwolić na więcej luzu. Chłopak nadal prowadził, ale był bardziej skory do skłonienia panny Kanoe do obrotów, a sam nieraz pstrykał palcami w rytm wygrywanego utworu. Jego koleżanka z Hufflepuffu w pewnym momencie poczuła się jednak zbyt swobodnie, bo poczuł jej dłonie na swoich pośladkach. Może jej się po prostu omsknęła ręka? Albo ktoś ją popchnął? Sęk w tym, że to wszystko jakoś niezbyt ciekawie zgrywało się z wcześniejszymi komplementami. Nie odskoczył niby jak poparzony, ale odsunął się nieznacznie, chcąc zmusić ją do zwolnienia tego uścisku. Pech chciał, że akurat za nim ktoś coś rozlał i wpadł na niezwykle śliski fragment parkietu. Próbował utrzymać równowagę, ale nic z tego nie wyszło i po chwili runął jak długi na ziemię. Szczęście w nieszczęściu, że piosenka właśnie dobiegała końca.
- Hej, nie ma problemu. – Zaczął uspokajać spanikowaną dziewczynę, kiedy zdołał się podnieść na równe nogi. Jej reakcja sprawiała, że zaczął coraz bardziej przekonywać się do tej wersji wydarzeń, według której zupełnie przypadkiem złapała go za nie tę część ciała, co trzeba. – Nic się nie stało. – Dodał zaraz z uśmiechem, by wiedziała, że naprawdę nie ma jej tego za złe. Zresztą otulił ją nawet ramieniem, żeby wyprowadzić z tłumu i pozostawić w nieco bezpieczniejszym miejscu, w którym nikt nie trąci jej swym łokciem.
- Muszę dołączyć na jakiś czas do znajomych. – Pożegnał się z nią, ale w chwili, w której odwrócił się na pięcie, stwierdził że to trochę za mało. – Ale fajnie, że się na siebie trafiliśmy. Dobrze się tańczyło! – Rzucił więc jeszcze na odchodne, po czym oddalił się ponownie w kierunku bufetu z przekąskami, mając nadzieję, że to właśnie tam odnajdzie swojego najlepszego przyjaciela. Dunbar był wszak łasuchem, więc istniała spora szansa, że skusi się na rozgrzewające lody.

WYDARZENIE TOWARZYSZĄCE: Taniec
WYRZUCONA KOŚĆ: A
Zdobycze: 10g, Mjolner
Dodatkowy efekt: Yuuko mnie maca, a ja się wywracam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mona Liška

Nauczyciel
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 170
C. szczególne : they see me rollin' they hatin'
Galeony : 152
  Liczba postów : 91
http://www.czarodzieje.org/t17962-mona-liska
http://www.czarodzieje.org/t17972-ivanka#509908
http://www.czarodzieje.org/t17961-mona-liska#509424
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptySro Sty 08 2020, 22:48

Ucieszyło ją, choć nie całkiem to uzewnętrzniła, że docenił jej dowcip. Mało kto w rzeczywistości, już od czasów wczesnoszkolnych, rozumiał jej żenujące poczucie humoru, a jeszcze rzadziej zdarzało się, by nawet osiągając zrozumienie ktoś poczuł się rozbawiony. Choć rzeczywiście wyjazd był wycieczką pełną akrobatycznych i dość męczących praktyk to zasadniczo nie Sharker uczynił ją inwalidką.
Choć zamierzała zapewne brnąć z pełnym przekonaniem, że właśnie tak było.
- Grzane wino z korzeniami? - powtórzyła po nim z pewnym zawodem w głosie, zaraz dostrzegła jednak jego smętny, zniechęcony wzrok skierowany ku tacom z grzańcami i z pewną ulgą poczuła, że na całe szczęście podzielał jej odczucia względem serwowanego napitku.
Pokiwała powoli głową i uniosła dłoń w jedną stronę:
- Kiedy zacząłeś mówić, byłam na granicy zgodzenia się w ciemno - przechyliła dłoń na drugą stronę- Kiedy skończyłeś mówić, zmieniłam zdanie. Jak działa ta magia? - pokręciła głową z miną absolutnego niedowierzania- I co najciekawsze, to nie cruciatus mnie zniechęcił. - potarła się po podbródku w geście zamyślenia. Jeśli kiedykolwiek miałaby odwiedzić Rasheeda i konsumować z nim napoje wysokoprocentowe, zasadniczo wolałaby pozostać przytomna.
Z wielu powodów.
Lekki uśmiech błąkał się pod jej nosem, kiedy z niemal nieznośną lekkością przyzwał płyn do jej kubeczka, a potem zupełnie od niechcenia, bez większego wysiłku, przygotował jej kolejny napitek. Jego irytująca wręcz pewność siebie zakrawała o absurd i pewnie byłaby płachtą na byka, gdyby Liska nie wiedziała, że kto jak kto ale ten tu człowiek ma pełne prawo do zblazowanego obnoszenia się ze swoimi umiejętnościami. Nie była przekonana, czy znała kogoś bardziej magicznie utalentowanego, a Sharker nie miał nawet trzydziestki na karku. Jakby godząc się ze swoimi myślami, w milczeniu pokiwała głową i uniosła kubeczek do nosa, by znó odstawić szopkę pod tytułem "Ja - sommelier".
- Już ja wiem jaką formę byś wolał. - powiedziała i pociągnęła łyka, a po chwili ciszy spojrzała na niego - Mam na myśli oczywiście Limbo, wciąz mam trofeum z konkursu. - głupiego konkursu w przydrożnym barze, w którym rzuciła mu, a może on jej wyzwanie tańczenia pod zawieszoną poprzeczką. Wygrała, a ponieważ zwycięstwa zdarzały się jej rzadko, to smakowało podwójnie słodko. Choć trofeum było po prostu pozłacaną poprzeczką z grawerem 2018.
- Lepsze, winiarnie de la Sharkerre przechodzą same siebie. Chapeau bas. - uniosła kieliszek na zdrowie swojemu kompanowi. Choć był widokiem milszym oku niż tańcujący ludzie, szczególnie kiedy sama nie była zbyt chętną tancerką, to jednak tęsknota za dawnymi możliwościami wzbudzała w ustach posmak goryczy, którego nawet cabernet sauvignon la Rashideaux nie mogło spłukać z języka.
- Jestem bardzo dobrym pedagogiem, Rash. Lekcja pierwsza - pochyliła się lekko w jego stronę, zaglądając mu w oczy- Rzucaj wyzwania tylko, kiedy jesteś pewien zwycięstwa. Upomnę się o swoje życzenie. - posłała mu całuska w powietrze i wróciła do sączenia wina. Musiała przyznać, że zarówno Sharker jak i Shercliffe mieli racje w kwestii doboru strojów uczennic, z drugiej strony Liska i jej silne poczucie moralnej sprawiedliwości wciąż bulgotało z tyłu głowy oburzonym argumentem, że czemu kobieta ma być gorsza, jeśli chce przyjść pół-naga i dlaczego wciąż, w dzisiejszych czasach, nazywa się dziewczęta kurwami w kontekście obelgi, kiedy ona sama uważała, że prostytucja to po prostu wybór zawodowy. Czy ten wybór, nagość, czy wulgarność czyniła je podludźmi? Czy wulgarna sukienka czyniła z Luci człowieka klasy B? Westchnęła w odpowiedzi swoim własnym myślom, zastanawiając się jednocześnie, czy Shercliffe uwali uczennicom punkty z rozgrywek domów za preferencje ubioru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Éléonore E. Swansea

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 172cm
Galeony : 482
  Liczba postów : 428
http://www.czarodzieje.org/t17446-eleonore-e-swansea
http://www.czarodzieje.org/t17451-znajomkowie-eleonore#489448
http://www.czarodzieje.org/t17452-poczta-panny-eleonore#489449
http://www.czarodzieje.org/t17445-eleonore-e-swansea#489381
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyCzw Sty 09 2020, 01:30

Wydarzenie towarzyszące: rozgrzewające lody
Wylosowane kostki: 1
Zdobycze: wungiel upgrade'owany do niebieskiego topazu
Dodatkowy efekt: "każdy, kogo w jakikolwiek sposób choćby muśniesz ustami, do końca imprezy będzie gotów spełnić każdą twoją zachciankę" jaka szkoda, że nie będzie dane mi użyć tego efektu
Strój dla przypomnienia: szaro-błękitna suknia


...Lody były dość nietypowym przysmakiem, biorąc pod uwagę okoliczności trwania balu. Nie dość, że znajdowali się na świeżym powietrzu, to jeszcze pozbawieni byli odzienia. Wierzchniego odzienia póki co. A więc nie trudno było się domyślić, że w tym deserze skrywa się jakaś magiczna sztuczka. Z pozoru lody wyglądały zwyczajnie i niegroźnie. No i trzeba było przyznać, że bardzo apetycznie. Szczególnie dla kogoś takiego, jak Swansea - zakochanej w tej słodkości po uszy.
...Zaczekała, aż Voralberg chwyci jej wyciągniętą dłoń i ruszyła wraz z nim do tego lodowego królestwa. Zmarszczyła brwi i zaczęła bacznie przyglądać się łakociom, jakby starając się przewidzieć, jakie efekty mogą nieść. Podchodziła do tego zadania, jak do odgadnięcia smaku fasolek Bertiego Botta, co oczywiście nie miało większego sensu. Ale ona o tym nie wiedziała. Brązowe i białe musy wydawały jej się zbyt ryzykowne, no bo... cóż. Spędziła dobre kilka minut na przeglądaniu kolorowych wariantów, aż w końcu zdecydowała się na lody o barwie soczystej żółci. Wyglądały najmniej podejrzanie; obstawiała, że to jakiś cytrusowy sorbet. Nałożyła sobie porcję i chwyciła pucharek wraz ze srebrną łyżeczką. Zanim jednak spróbowała swojego wyboru, zerknęła na Alexandra.
- Dobre? Jaki smak? - zapytała, pełna podziwu, że wybrał te brązowawe. Oczywiście to tylko jej wyobraźnia i brak ufności względem niepodpisanych deserów sugerowała, by przypisywać kolor do podejrzanych smaków. Skoro jednak on spróbował jako pierwszy, to ona nie miała już na co czekać. Wyglądał normalnie, nie osunął się na ziemię, więc chyba lody były bezpieczne. Poza tym... miała wielką ochotę na coś słodkiego i orzeźwiającego. Nabrała na łyżeczkę sporą ilość jaskrawego musu i spróbowała.
- Ofujakiekwaśne! - wykrzyknęła, zakrywając wolną ręką usta. Skrzywiła się i z trudem przełknęła porcję tego kwaśnego ustrojstwa. Jak można serwować coś tak... niedobrego. Świeża cytryna miała w sobie mniej kwasoty. Odstawiła pucharek z powrotem na blat i popatrzyła na niego niepewnie. Nie chciała marnować jedzenia, ale chyba nie była w stanie dojeść tego sorbetu do końca. Za bardzo ją... wykrzywiało.
...Odwróciła się tyłem do stolika i wsparła na nim lekko. Już chciała coś skomentować i nawiązać jakiś dialog ze swoim partnerem, ale... w tym samym momencie on się odezwał. A ona nie wierzyła własnym uszom. Złapała się na tym, że zrobiła wyjątkowo głupią i zdziwioną minę. Brakowało tylko otwartych ust i szczęki leżącej na posadzce.
- Jesteś dzisiaj bardzo... miły. - odwróciła wzrok, pesząc się pod wpływem tych słów. Poprawiła też nieco swoją suknię, podsuwając materiał wokół dekoltu w górę, by go... odrobinę zmniejszyć. - Uważaj, bo się jeszcze przyzwyczaję. - machnęła ręką i na powrót odwróciła się w stronę pucharka z lodami. W zupełnie bezsensownym odruchu chwyciła go ponownie, orientując się, że zachowuje się idiotycznie. Przecież nie zamierzała jeść tego sorbetu. Ogarnij się, Swansea.
...Jego słowa były po prostu ciepłym komplementem, a jednak rozgrzały ją bardziej niż miód na początku balu. Gdyby nie magia makijażu, na pewno spaliłaby buraka. Z pewnością większość uczennic i studentek zachowywała się tego wieczoru dużo poważniej niż ona.
- Mój brat?! - pisnęła, jakby wspomniał o dementorze. Odwróciła się w popłochu i wtedy ich zobaczyła. Zbliżali się do nich i już nie było odwrotu. No ale czego się spodziewała; wiedziała, że Elijah będzie na balu wraz z Pandorą, poza tym już jej mignęli kilkukrotnie.
...Bała się tylko tej konfrontacji. Nie przyznała się przed bratem, że za partnera będzie miała jego nauczyciela. A ich ostatnia rozmowa nie stawiała Voralberga w dobrym świetle. Musiała zatem szybko się uspokoić i opanować przyspieszone tętno. Zmusiła się do w-miarę-naturalnego uśmiechu i stanęła w swobodnej pozie, na pozór wyluzowana.
- Eli! Jak się bawicie? - zapytała, gdy młody Swansea zbliżył się na tyle, by mógł ją bez trudu usłyszeć w gwarze typowym dla tanecznej zabawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1055
  Liczba postów : 2250
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyCzw Sty 09 2020, 21:52

- Wypadłem na ziemi, a nie w powietrzu, co obala twój bezsensowny argument, Dear - parsknął, pstrykając ją delikatnie w nos i również wcale się nie bocząc na własne nieszczęście. Jednak wystarczało mu, że w najmłodszych latach zmuszany był do wyuczenia się podstaw miotlarstwa - niestety nie tylko teorii - i bynajmniej nie zamierzał do tych mrocznych czasów powracać nawet na prośby i zachęty przyjaciółki. Jego to nie bawiło wcale, a chyba każdy wiedział, że Ezra Clarke nie lubił się błaźnić przed innymi. Szczególnie nie przed Ślizgonami.
Uśmiechnął się lekko, ale nie mógł się długo nacieszyć swoją towarzyszką, skoro dosłownie po kilku sekundach zderzyli się z zupełnie inną parą. Na tak wielkich imprezach podobne rzeczy zdarzały się często, więc nie zwróciłby na to zupełnie uwagi, gdyby nie to, kim ów para była. Zmarszczył brwi, momentalnie się spinając na widok Nathaniela; jeśli była osoba, z którą Clarke nie chciał mieć styczności, nie chciał nawet oddychać z nim tym samym powietrzem, to był to Bloodworth. Na słowa Emily jedynie bąknął coś uspokajającego pod nosem - choć wyglądała przepięknie i w normalnych okolicznościach nie skąpiłby jej komplementów, tak teraz nie mógł oderwać wzrok od Heaven, która tak miło witała się z Bloodworthem. Jakby co najmniej się lubili.
Ezra był urodzonym tancerzem, więc rzekoma niezgrabność Emily zupełnie mu nie przeszkadzała, problem leżał w innym miejscu. Nawet on nie potrafił tak mocno podzielić uwagi i w efekcie zaraz znowu zderzyli się ze swoimi pierwszymi partnerami.
- Dzięki skarbie. Dobrej zabawy... Na ile to możliwe. - Uśmiechnął się pocieszająco do Ślizgonki, którą musiał oddać w ramiona niewymarzonego narzeczonego, w drugą zaś wbijając oskarżające spojrzenie. - Co cię łączy z Bloodworthem? - zaatakował szorstko dokładnie w momencie, kiedy Dear do niego dołączyła. Na pierwszy rzut oka widać było, że początkowy nastrój Ezry prysnął niczym bańka mydlana. Heaven znała jego historię, przynajmniej tę, która rozgrywała się w Hogwarcie i wiedziała, jaką rolę w tym wszystkim odgrywał były Ślizgon. Toteż nastawienie Ezry nie mogło być dla niej zaskoczeniem. Złapał ją bezceremonialnie za dłoń i stanowczo pociągnął za sobą z parkietu, wierząc że w spokojniejszym miejscu Heaven znajdzie słowa tłumaczące jej zażyłość z chłopakiem, którego nienawidził. Na pewno byłaby to miła niespodzianka, niewątpliwie lepsza niż same podarki, które otrzymali na wejściu, a o których zdążył już prawie zapomnieć...

______________________

I can't help it, I don't know how

I guess I'll always be hanging
round with the wrong crowd
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aurora Therrathiel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : Znamię w kształcie listka na barku, tęczówki zlewające się ze źrenicami
Galeony : 779
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 789
http://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
http://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
http://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
http://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768
Polana - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyPią Sty 10 2020, 17:56

Byłam przyzwyczajona do tego, że to ja zawsze muszę czuwać nad wszystkim. Ufałam tylko rodzinie i bliskim przyjaciołom, zachowywałam stałą czujność, mając świadomość, iż jeden mój fałszywy krok może pogrążyć nas wszystkich. Trudno było mi zdobyć się na całkowitą swobodę, bo zagrożenie towarzyszyło mi zdecydowanie zbyt często. Czy byłam z tego powodu nieszczęśliwa? Nieszczególnie. W takim stylu życia się wychowałam i byłam do niego przyzwyczajona. Byłam taka jak moje przodkinie - silna, nieustraszona, lecz jednocześnie bardzo ostrożna. Nie miałam zbyt wiele miejsc i sytuacji poza domem, w których mogłabym się czuć swobodnie, a jednak teraz na moment spychałam moje dziedzictwo na dalszy plan, żeby choć przez kilka chwil czuć się swobodnie, jak normalna dwudziestoparolatka.
Nie dało się ukryć, że z każą chwilą bawiłam się coraz lepiej, szczególnie odkąd trochę bardziej zgraliśmy się pod względem wspólnego tańca. Nie zwracałam uwagi na potencjalne spojrzenia - już dawno odeszłam od pławienia się w uwadze mężczyzn. Dla większości z nich byłam wyłącznie obiektem, dobrze urodzoną panną albo kobietą z klątwą rodzinną. Bezpośrednie komplementy łechtały ego, lecz spojrzenia i ciche szepty kojarzyły mi się z czymś fałszywym.
Zgodnie z propozycją Leonela po tańcu odeszliśmy trochę od tłumu zabierając się za otwieranie cukierków. Było mi bardzo miło, że złożył taką dżentelmeńską propozycję - choć oczywiście byłam w stanie sobie doskonale poradzić sama to taki gest był dla niemiernie sympatyczny. Otworzyliśmy opakowanie, w którym poza fasolkami znajdowała się kartka z wróżbą.
- Dla mnie żart, absolutnie nie wierzę we wróżby - odparłam, by po chwili cicho dodać - Za to moja rodzina aż za bardzo.
Myślałam o imieniu, które wbrew wróżbie nie przyniosło szczęścia ani mi, ani mojemu biednemu bratu, myślałam o wszystkich numerologicznych prorokach, którzy obiecywali mi wspaniałości. Po chwili jednak zepchnęłam te myśli w niepamięć - przecież zamierzałam się dobrze bawić, a nie rozdrapywać rany.
- Kolej na mnie - powiedziałam podając mężczyźnie jedną z części cukierka. Spodziewałam się równie niedorzecznej niespodzianki co Leonel, jednak nie wypadało teraz się wycofać. Jakież było moje zdziwienie, gdy po otwarciu cukierka wyleciał z niego gęsty, fioletowy dym. Początkowe zaskoczenie zostało wyparte przez uczucie słabości - zaczęłam mieć duszności, a w efekcie strasznie zakręciło mi się w głowie. Starając się uniknąć upadku na ziemie oparłam się obiema rękami o ramiona Leonela, jednocześnie cicho pokasłując. Sądziłam, ze raczej nie będzie miał mi tego za złe, biorąc pod uwagę, że gdybym się o niego nie oparła to mogłabym sobie zrobić krzywdę. Zawroty głowy opuszczały mnie bardzo powoli, lecz zastępująca je jasność umysłu była w gruncie rzeczy równie niepokojąca.

Wydarzenie towarzyszące: Cukierek niespodzianka
Wylosowane kostki: 8, 6
Zdobycze: Punkcik do kuferka
Dodatkowy efekt: Zawroty głowy, oświecenie umysłu

______________________

last christmas I gave you my heart, but the very next day you gave it away


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aconite 'Haze' Larch

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 165
C. szczególne : Tatuaże
Galeony : 215
  Liczba postów : 316
http://www.czarodzieje.org/t17733-aconite-haze-larch#498956
http://www.czarodzieje.org/t17764-locked-in-a-haze#500084
http://www.czarodzieje.org/t17763-mala-poppy-larch#500082
http://www.czarodzieje.org/t17734-aconite-haze-larch
Polana - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 EmptyPią Sty 10 2020, 18:24

Wydarzenie towarzyszące: kulig>taniec otwierający>lody
Wylosowane kostki: wynik 4
Zdobycze: raczej utrata
Dodatkowy efekt: a mówię co mi tam nie pasuje, ale zgarnęłam też selerowy posmaczek do końca wieczoru

Jak zwykle Haze udowodniła, że empatia nie wlicza się do puli jej umiejętności. Bawiła się świetnie, jak zawsze podczas (nawet takiego) tańca, więc nie zwracała uwagi na ból przydeptywanych palców, ani na nieobecną minę Moe. Stres czy strach w takiej sytuacji były czymś, czego zrozumieć nie potrafiła, więc nie odczytywała mimiki Gryfonki w ten sposób, póki nie poczuła na sobie jej drżących dłoni. Zmarszczyła brwi i dała się pociągnąć w stronę stołów, próbując zrozumieć dlaczego Moe nie powstrzymała jej przed udziałem w tańcu, jeżeli nie chciała tego robić. Przecież nawet taniec otwierający nie jest obowiązkowy, a skoro poszły na bal... to chyba logiczne, że miały na nim tańczyć, a ona ani słowem nie wspomniała, że nie chce. Aż tak jej się nie spodobało, że zdecydowała się na ten taneczny bunt? Spojrzała na nią czujnie i widząc, że wciąż nie wygląda zbyt pewnie, zdecydowała się, że nałoży jej lodów z nadzieją, że te ją trochę ocucą. Samej nałożyła sobie innego smaku, by móc wymoenić się wrażeniami, a gdy tylko po ich spróbowaniu uniosła wzrok na Gryfonkę, poczuła, że należy jakoś skomentować sytuację sprzed chwili.
- Nie umiesz tańczyć - rzuciła niedelikatnie, (aktualnie) w swoim mniemaniu po prostu stwierdzając fakt, który jest im już dobrze znany, po czym wyprostowała się odgarniając ciemny kosmyk włosów za ucho. - Ale myślałam, że lubisz. Musisz mi mówić, jeżeli nie chcesz czegoś robić - dodała, patrząc gdzieś w bok, by zaraz przesunąć językiem po lodzie, tworząc równy pierścień wokół gałki. Brakowało jednak tego chłodu lodów, więc zaraz wgryzła się w swojego, zostawiając w wafelku charakterystyczne półkole, by po tym powoli powrócić wzrokiem do dziewczyny. - Irytuje mnie, że rozumiesz mnie lepiej, niż ja Ciebie. Musisz mówić co myślisz - dodała, mrużąc oczy i zaraz uciekła spojrzeniem na parkiet w poszukiwaniu @Chloé Swansea, bo zaczynała czuć, że słowa jej dziś nie sprzyjają i chyba potrzebowała jakiejś przyjacielskiej porady, by nie odwalić tu jakiegoś aspowego przedwczesnego zaangażowania. A kto był lepsze w takich radach od Chloé?
Trudno było nie zauważyć niezadowolenia związanego ze smakiem wybranych przez nią lodów, więc przytrzymała dłoń Gryfonki i nachyliła się, by zgarnąć ustami nieco z jej gałki.
- Paskudne - skomentowała cicho, a usta drgnęły jej ni to w rozbawieniu, ni to w skrzywieniu niesmaku. - Ale teraz przynajmniej wiem co czujesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Polana - Page 6 QzgSDG8








Polana - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 6 Empty

Powrót do góry Go down
 

Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Polana - Page 6 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-