Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Watek masowy: skok w przyszłość

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Vivien O. I. Dear
Vivien O. I. Dear

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 171
C. szczególne : Bardzo chuda sylwetka
Galeony : 1605
Dodatkowo : ścigająca Slytherinu
  Liczba postów : 2172
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429
Watek masowy: skok w przyszłość QzgSDG8




Moderator




Watek masowy: skok w przyszłość Empty


PisanieTemat: Watek masowy: skok w przyszłość   Watek masowy: skok w przyszłość EmptyWto Paź 08 2019, 23:21


Wątek masowy:
skok w przyszłość


Temat stworzony do realizacji celu tymczasowego skok w przyszłość. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w temacie dotyczącym dziesięciolecia czarodziejów - tutaj.

______________________

We ain't leaving this room 'til we both feel more. They say love is pain, well darling, let's hurt tonight


Powrót do góry Go down


Emily Rowle
Emily Rowle

Student Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,60
C. szczególne : Czerwone usta, zawsze!
Galeony : 541
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 789
http://www.czarodzieje.org/t15867-emily-rowle
http://www.czarodzieje.org/t15874-emily-rowle?highlight=Emily+Rowle
http://www.czarodzieje.org/t15996-sowa-emily-felicja#436128
http://www.czarodzieje.org/t15872-emily-rowle
Watek masowy: skok w przyszłość QzgSDG8




Gracz




Watek masowy: skok w przyszłość Empty


PisanieTemat: Re: Watek masowy: skok w przyszłość   Watek masowy: skok w przyszłość EmptyCzw Paź 10 2019, 17:42

- Tęsknią za tobą, Em – chwilowa cisza, którą Emily wykorzystała na delektowanie się kawałkiem sernika, została przerwana w najmniej komfortowy sposób z możliwych. Nawet łagodny ton Dominika niewiele pomógł. Popiła słodki przysmak gorzką, czarną kawą i widząc bladoróżowe odbicie szminki na białej filiżance, starła je kciukiem. Milczała dłuższą chwilę, aż w końcu spojrzała prosto na brata.
- Powiedzieli tak? - zapytała, nie bez ironii. Przecież wiedział, że zna odpowiedź. Po co w takim razie wchodził na tak grząski grunt? Wyczekujące spojrzenie jakim go obdarzyła, nie dało szansy na zwinne ominięcie prawdy.
- Em... - zaczął powoli, ale pokręciła tylko głową i zatrzymała go gestem dłoni. Nie chciała się kłócić, nie po to się spotkali, żeby zagęszczać atmosferę niewygodnymi tematami. Miała zresztą tak niewiele czasu, że marnowanie go na odtwarzanie tej samej dyskusji nie miało najmniejszego sensu. Nie mogli dojść do porozumienia, więc brnięcie w to było zupełnie niepotrzebne. Nawet jeśli kiedyś jej rodzina tęskniła, takiej Emily i tak nie chcieli oglądać, nie zamierzała się oszukiwać.
- Daj spokój. Nie psujmy sobie humoru na koniec. Mam jakieś pięć pilnych wiadomości, wygląda na to, że w redakcji wali się wszystko akurat wtedy, kiedy przez chwile mnie tam nie ma– westchnęła, zerkając na ponaglająco migające światełko w telefonie. Z pewnością nie robił on na chłopaku już tak dużego wrażenia, ale nadal nie był czymś oczywistym. Dla niej natomiast był już nieodłącznym elementem życia, w zasadzie - przedłużeniem ręki. Kiedy kelnerka wreszcie dostarczyła im rachunek, dziewczyna zostawiła kilkanaście funtów w pudełeczku i wstała od stołu. Nie miała ochoty wychodzić. Naprawdę za nim tęskniła, ale i tak przeciągnęła już swoją standardową przerwę do granic możliwości. Przytuliła go krótko na pożegnanie - za miesiąc o tej samej porze? Tylko błagam, żadnych sów – spojrzała na niego ostrzegawczo. Taki incydent już mu się zdarzył i komplikował jej on życie w mugolskiej okolicy. Trudno się jednak było dziwić, ich komunikacja była znacznie utrudniona, odkąd korzystali z zupełnie innych form wysyłania wiadomości.
- Powinnaś mu w końcu powiedzieć –  oczywiście nie mógł darować sobie tego komentarza. Przy każdej okazji przekonywał ją, do zmiany zdania, choćby w tej jednej kwestii.
Owinęła się szczelnie płaszczem i odrzuciła długie włosy na plecy. Posłała mu jeszcze szczery uśmiech, a jego wypowiedź zbyła milczeniem, które było wystarczająco wymowne.
Chwilę później odgłos cichego dzwoneczka nad drzwiami zasygnalizował jej wyjście.



Tuż przed wejściem do środka, zerknęła na zegarek. Jedno było pewne – godzina była stanowczo zbyt późna. Westchnęła i przekręciła kluczyk w drzwiach. Wiedziała, że Alex będzie miał pretensje, zresztą, całkiem uzasadnione. To nie był pierwszy dzień, kiedy wracała grubo po godzinach. Po przekroczeniu progu zdjęła niewygodne szpilki i pomasowała kark. Była wykończona w każdy możliwy sposób, potrzebowała relaksu. Nagle poczuła ciepły oddech na swoim policzku i szybkie muśnięcie, na które zareagowała lekkim uśmiechem.
- Bez wyrzutów tym razem? - zapytała zaskoczona i pogładziła jego policzek, a potem złożyła leniwy pocałunek na jego ustach. Chociaż zdarzało mu się witać ją z żalem w głosie, to na ogół był kochany i wyrozumiały ponad normę. Praca dziewczyny była ciężka, ale świadomość, że wracała do niego, zawsze podnosiła ją na duchu. Dbał o nią w każdy możliwy sposób, dawał jej dużo wsparcia, a jednocześnie nigdy nie naciskał. Wiedział o niej wszystko. No, prawie.
- Tym razem ci daruje. Wyglądasz tak, jakby wystarczyło ci cierpień na dzisiaj – zauważył  i pomasował jej plecy przez chwilę. - Pewnie padasz z głodu, co? Na co masz ochotę? - zapytał, bo chociaż nic nie przygotował, był gotowy spełnić dzisiaj każdą jej kulinarną zachciankę. Należało jej się po ciężkim dniu.
- Hm, szczerze? Pizza i netflix to w tej chwili moje największe marzenia. Możesz wybrać konkrety, ja pójdę się przebrać w coś wygodniejszego – uśmiechnęła się słodko, odłożyła w kąt torebkę i zaraz zniknęła za drzwiami sypialni.
Spotkania z bratem zawsze ją rozstrajały. Wybijały z dobrze znanego, stałego rytmu dnia. Nie zamierzała z nich rezygnować, Dominik był dla niej zbyt ważny, ale fakt, że były one pewnym wyzwaniem, był niezaprzeczalny. Była tak zmęczona, że nawet solidne kolczyki zaczynały jej ciążyć, więc zdjęła je i odłożyła do jednej z szuflad. Przegryzła wargę, kiedy jej palce przypadkowo musnęły o głęboko umiejscowioną w niej skrzynkę. Nie mogła się powstrzymać i wyjęła ją ostrożnie. Przekręciła kluczyk i otworzyła mały schowek, do którego tylko ona mogła mieć dostęp. Drżącą dłonią pogładziła złamaną w połowie różdżkę i w końcu złapała ją trochę pewniej. Odłożyła ją na bok, żeby z dna wyciągnąć notes. Zupełnie niepotrzebnie zaczęła go kartkować i przyglądać się obrazkom z uwagą. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, widząc swój pierwszy, zupełnie niedopracowany rysunek Hogwartu. Z każdym kolejnym było troche lepiej. Wspomnienia, które z całych sił odpychała, uderzały ją przy każdym zerknięciu na poszczególne strony. Spięła się lekko, błądząc wzrokiem po krajobrazie tuż znad lodowego jeziora, a niewielką chwilę później po przelanym na papier widoku przy wodospadzie. Kartkowała dalej, oglądając obrazy ze swojego życia z zaciśniętym gardłem. Na ogół robiła to właśnie po wyjściu na kawę z bratem, to był pewnego rodzaju nawyk, którego od dawna starała się pozbyć. W końcu trzasnęła zeszytem i odłożyła go tam, gdzie jego miejsce, wraz z przełamanym na pół, nic już przecież nieznaczącym, kawałkiem drewna. Skrzynka znowu wylądowała z tyłu szuflady, a ona zamknęła oczy, starając się wrócić na ziemię.
W dawnej rzeczywistości, czuła, jak powoli traci siebie. Im bardziej starała się być silna, tym gorsze decyzje podejmowała i z czasem odnosiła wrażenie, jakby sama, świadomie odrzuciła wszystko, co dla niej ważne. Kiedy zrozumiała, że z każdym rokiem coraz bardziej zbliża się do dna, podjęła decyzję, która choć trudna i radykalna, wydawała się najlepszą z możliwych. Zatopiła się w świecie, który od zawsze kochała, który od zawsze ją fascynował. Dopiero paląc wszystkie mosty i stawiając grubą kreskę, dostrzegła szansę na poprawę. Była tutaj dużo szczęśliwsza.
A że zerwała z przeszłością dość brutalnie - teraz po prostu musiała w to wierzyć.
Powrót do góry Go down


Blaithin 'Fire' A. Dear
Blaithin 'Fire' A. Dear

Nieokreślony
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż
Galeony : 1320
  Liczba postów : 2944
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Watek masowy: skok w przyszłość QzgSDG8




Gracz




Watek masowy: skok w przyszłość Empty


PisanieTemat: Re: Watek masowy: skok w przyszłość   Watek masowy: skok w przyszłość EmptyCzw Paź 10 2019, 19:58

Ogród leniwie kołysał się w cieniu, otoczony wysokimi drzewami, z których na wyróżnienie zasługiwała dorodna wierzba bijąca. Blaithin przykucnęła przy jasnej kostce, tuż obok kilku donic wypełnionych różnymi roślinami. Niektóre wiły się w gęstych skupiskach, jakby chroniąc przed ciepłem parującym w powietrzu, inne chętnie rozkładały szerokie, barwne liście oraz kwiaty, żeby jak najwięcej go zagarnąć. Hibiskus ognisty także czuł się komfortowo podczas lata i Dear musiała postępować wyjątkowo ostrożnie przy wybujałych pędach. Pachniało ziołami oraz nawozem, a co chwilę obok kobiety przelatywały motyle lub pszczoły.
- Mamo, przyszła sowa! Jesteś na pierwszej stronie Proroka Codziennego!
Fire poparzyła się przycinanym w tamtej chwili kwiatem, sycząc cicho z bólu. Pewnie powinna się po tylu latach już przyzwyczaić do tego irytującego zwyczaju Fleur. Szesnastolatka w najmniej spodziewanym momencie uwielbiała coś głośno wykrzyczeć, parsknąć śmiechem na pół domu albo zapiszczeć na widok młodej akromantuli, jak małe dziecko. - MAAAAAMO!
Blaithin podniosła się z trudem z klęczek, rozmasowując szybko czerwieniejącą skórę na nadgarstku. Gdyby nie grube rękawice ochronne pewnie skończyłoby się to gorzej. A już miała dosyć urazów... Po ostatniej brutalnej akcji na Nokturnie, kiedy wezwali połowę biura aurorów, skończyła w Mungu z licznymi obrażeniami. Do tej pory miała trudności z chodzeniem. Owszem, później przez tydzień gratulowano jej odwagi, poświęcenia i nawet otrzymała jakąś odznakę. Że niby za honor. Dalej podchodziła sceptycznie do takich rzeczy, ale Fleur niemal pękła z dumy i chwaliła się wszystkim znajomym w Hogwarcie.
Przeszła się pomiędzy krzewami skąpanymi w łagodnych promieniach słońca, a potem przez taras weszła do pomieszczenia, które nazywali salonem. Z góry domu poniósł się głośny tupot stóp, a Fire zdążyła rzucić tylko szorstkie "Nie biega...", kiedy została zagłuszona.
- Zobacz! Twój eliksir działa! - rudowłose dziewczę z entuzjazmem wcisnęło w ramiona kobiety papier z poruszającymi się zdjęciami. W czasie, kiedy ona wpatrywała się w artykuł o przełomowym lekarstwie na likantropię, które miało być sukcesem na skalę międzyświatową, Fleur zgarnęła z kanapy wielkiego, białego kuguchara. Wiedziała, że matka nie znosiła, kiedy się na niej wylegiwał. - Jesteś sławna!
- To jeszcze nie jest pewne. Trzeba zrobić więcej testów, a efekty będziemy badać latami... - zaczęła stanowczo, odkładając gazetę na stolik obok zestawu do gry w Durnia. Ze strony tytułowej patrzyła w oko samej sobie - z chłodną, poważną miną, w biurowym uniformie i rudych włosach spiętych w kucyk. Fleur żachnęła się, ściskając mocniej w ramionach Łapkę. Miauknął niezadowolony. - Ale cieszę się. Jeden wyleczony to naprawdę ogromny postęp. Udało się.
Usiadła na kanapie, pełna satysfakcji, radości, ale również niepokoju. Jakie zmiany teraz nastąpią, skoro lata ciężkiej pracy nareszcie przyniosły efekty? Fire zdawało się, że od dawna wszystkie poważne ją raczej omijały. Mianowicie od zakończenia studiów, kiedy postanowiła adoptować dziecko i raz na zawsze zerwać kontakty z przestępczym półświatkiem. Została aurorem z wielu powodów i nie żałowała tego, jak daleko zabrnęła. Strach przed zmianami ustępował powoli, ale nieubłaganie. Życie wbrew pozorom nie zwolniło pędu - miała Fleur, a ona znacząco zmieniła cały światopogląd byłej Gryfonki. Była przy niej, kiedy wsiadła na swoją pierwszą dziecięcą miotełkę. Obserwowała z bólem, jak odjeżdża pociągiem do Hogwartu i gratulowała jej, kiedy dostała się do Hufflepuffu. Spędziły razem wspólnie każde święta. Była całym światem Blaithin.
- Victorowi chyba szczęka odpadnie, jak o tym usłyszy! - Fleur wskoczyła na kanapę obok matki, wypuszczając kocura.
- Pyszczku, pamiętasz, co ci mówiłam o Ślizgonach?
- Wiem. Jak jeszcze raz pociągnie mnie za włosy to wybiję mu zęby, obiecuję. Już i tak się mnie boi, bo domyślił się, że uczysz mnie hipnozy. - uśmiechnęła się łobuzersko, dostrzegając aprobatę w oku matki.
Fire uśmiechnęła się delikatnie. Objęła córkę, która dorównywała jej już wzrostem ramieniem. Pogładziła jej bark z czułością, palcami zahaczając o rude kosmyki włosów. Skarb cenniejszy od miliona odznaczeń i miliona artykułów na pierwszych stronach gazet.
- To co? Idziemy na Łzy Feniksa w tę sobotę? Weźmiemy też Gale'a.
Fleur rzuciła się na szyję Blaithin, wtulając się mocno i całkowicie bez skrępowania. Pisnęła radośnie, cmoknąwszy matkę w policzek. Ta skrzywiła się nieznacznie, ale nie odepchnęła dziewczyny. To był czas świętowania wraz z najbliższymi. Martwić mogła się później.
Powrót do góry Go down


Aleksander Cortez
Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
C. szczególne : Kruczoczarne, kręcone, długie włosy; wiecznie ubrany w garnitury
Galeony : 199
  Liczba postów : 672
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
Watek masowy: skok w przyszłość QzgSDG8




Gracz




Watek masowy: skok w przyszłość Empty


PisanieTemat: Re: Watek masowy: skok w przyszłość   Watek masowy: skok w przyszłość EmptyYesterday at 12:51

Klimatycznie

Kap... Kap... Kap...
Zmarszczył nos, kręcąc nim zniesmaczony tym, że znów coś przerwało jego drzemkę. Niechętnie uchylił oczy, podkrążone, sine, lepiące się pod powiekami ze zmęczenia. Nie pamiętał już, kiedy to ostatni raz dane mu było przespać więcej niż cztery godziny. W tej chwili nawet nie wiedział ile spał, bowiem po otwarciu szerzej oczu i tak ogarnął go mrok. Gęsta, czerń, której nie był wstanie przeniknąć nawet doskonały wzrok. Aleksandrowi on jednak nie przeszkadzał, już dawno przestał liczyć minuty, godziny, dni. Przestał jakieś cztery lub pięć lat temu. Skąd więc wiedział ile minęło? Jedynie poprzez pory roku, te dalej pozostawały takie same jak za starych lat. Pomimo, że widoczne różnice między nimi zostały praktycznie zatarte. To jednak delikatne różniące się temperatury zdradzały, którą to mogli mieć porę roku.
Odgiął się do tyłu na swoim kamiennym posłaniu, unosząc twarz i wystawiając ją na zimne krople spadające z góry. Działały jak zimny prysznic, jego umysł trzeźwiał z każdą kolejną rozbitą kroplą wody o jego twarz. Pozwalał by później jej mniejsze drobinki spływały chaotycznie po niej, tworząc kręte kanaliki rozchodzące się w kilku kierunkach. Napływając do oczu, ust, lecz szczególnie upodobały sobie naturalny kanał ciągnący się od połowy policzka do połowy nosa. Spływając grubą blizną prosto do ucha. Powodowało to dyskomfort, drażniło go mocno. Pomimo ciągłych prób manewrowania twarzą pod spadającymi łzami świata. Wiedział już bowiem, że na zewnątrz padało. Ziemia znów płakała nad swoim losem i cierpieniem jaki sprawili jej ci którzy ogłaszali się jej panami. 
Podniósł się z swojego kamiennego tronu, ruszył ociężałym, zmęczonym krokiem w dół po szerokich, lecz widocznie zarysowanych w swych poziomach schodami. Wszedł w sinoczarne objęcia śmierci, zewsząd otaczała go ciemność i śmierć. Ta druga była znacznie cięższa, jej odór był intensywny, gęsty, wręcz dławiący. Wdzierał się do nozdrzy, w usta od razu, mający słodkomdlący posmak. 
Pomimo, że szponiaste macki śmierci łapały jego szat, wiły się przed nim pomrukując, zawodząc opętańczymi głosami, szedł dalej pośród falującej, ruszającej się podłodze. Bowiem śmierć szukająca jego atencji, łapiąca go co każdy kolejny krok swoimi czarnymi kościstymi rękoma nie odważyła się go zatrzymać. Szedł dalej po miękkiej podłodze, unosząc się raz na niej by następnie ta rozstąpiła się przed nim uciekając w popłochu. Każdy jego kolejny krok powodował, że czerń przeszywał przeciągły, głuchy trzask w akompaniamencie jęków, wycia. Szedł tak długo, zmierzając wpierw ku lichemu promykowi światła, który jednak tutaj wydawał się być oślepiającą łuną światła. Po pokonaniu żywego jeziora brzegi jego długiego płaszcza były w jeszcze bardziej opłakanym stanie. Dotarł do kamiennego łuku za którym ciągnął się długi, kręty korytarz. Zatrzymała go jedna z rąk śmierci, tak mocno pragnąca iść z nim, odwrócił się i jego przekrwione oczy spoczęły na czarnym, zgniłym ciele, stwór otworzył paszczę, pomimo, że żuchwa wydawała się trzymać na jakiś strzępkach mięśni i odrobinach skóry. Nienaturalnie przekrzywiona, zapewne dawno temu zgruchotana jakimś obuchem. Puste oczodoły wpatrywały się zachłannie w postać mężczyzny. Stwór wydał z siebie potwory skowyt, który drażnił nerwy, a w głowie usłyszał tylko jeden cichy szept.
Jeść
Nie szarpał się, nie wyrywał z uchwytu swojej szaty. Ledwo widocznie poruszył jedynie wargami, a brzegi jego szaty spowiła czarna mgła, jakby wydobywała się spod płaszcza. Kiedy tylko natrafiła na kościstą rękę nieumarłego, poczerniała skóra zaczęła się marszczyć jeszcze bardziej, kości zaczęły pękać, aż w następnej sekundzie całkowicie zaczęła się rozpadać w oczach i przemieniać w proch, który to rozwiał delikatny podmuch wiatru, który to zabłądził w krętych korytarzach podziemnego labiryntu. 
Stwór zawył jeszcze głośniej, wycofując się w mrok pełznąc do tyłu na trzech kończynach. Przestraszony zaczął uciekać przed czarną mgłą, która zaczęła rzednąć. Cortez odwrócił się i ruszył dalej w labirynt.
Zżerajcie się więc wzajemnie - Rzucił w myślach jedynie jeszcze tylko na odchodne. A kiedy to szedł już korytarzem usłyszał jak jezioro czarnego truchła zawrzało, rwąc się wzajemnie swoimi pazurami na strzępy i pożerając nawzajem.

W końcu dotarł na górę. Otwierając zaklęciem kamienną płytę, ta z trzaskiem z początku opornie ruszyła się, do góry, następnie na bok ukazując w betonowych fundamentach wejście do podziemi. Spoglądał na ruiny swojej rodowej posiadłości. Jedynie nieliczne ze ścian utrzymały się w pionie, została nawet jedna z oknem, choć to połamane niemal doszczętnie, z powybijanymi szybami straszyło swoimi resztkami szklanych nierównych zębisk, niż nadawało się do dawnego przeznaczenia. Wyciągnął z kieszeni płaszcza czarne okulary, z owalnymi czarnymi kamieniami zamiast zwyczajnych szkieł. Te jednak mocno poddane obróbce chroniły jeszcze lepiej oczy niż zwyczajne szkła. A niczemu nie ustępowały w widoczności tamtym. Bez nich czuł się niemal ślepy jak kret. Przyzwyczajony do ciemności, nawet w tak pochmurny i deszczowy dzień jak dzisiaj czuł się bez nich oślepiony. 
Naciągnął mocniej kaptur na głowę by schować się jeszcze bardziej przed deszczem. Zamknął za sobą kamienną płytę, która stopiła się z podłogą, w taki sposób, że zniknęły wszelkie szczeliny świadczące o tym, że tutaj może być jakieś przejście. Ruszył obserwując otoczenie. Kamienne golemy i gargulce stały jednak tam gdzie wcześniej, śledząc jego każdy ruch jedynie poprzez obracające się oczy. Oczywiście teraz tego nie był w stanie zauważyć. Był tego jednak więcej niż pewny. Już dawno to zaobserwował kiedy to miał okazję przyjrzeć się im z bliska. Żyli w koegzystencji, więc tolerowali swoje istnienie wzajemnie. Chociaż to on ich bardziej tolerował. Służyli mu jako dodatkowa straż i robiąca to w zasadzie za darmo i on nie musiał się nawet o nic prosić kamiennych stworów. Przez długi czas zastanawiał się czy nie zniszczyć ich i dlaczego to jego posiadłość sobie upodobały na kryjówkę.
Może dlatego, że było tutaj tak wiele kamienia? A w dodatku cały teren wyglądał jak jeden wielki cmentarz? Kto tam zresztą zrozumie te żywiołaki ziemi i czym się mogą kierować. Aleksander był sam, w dodatku pojawiał się tutaj raz na miesiąc, ewentualnie dwa razy. Więc nie przeszkadzał ożywionym stworom i tak istnieli sobie obok siebie ponad rok czasu. Po przekroczeniu bramy odgradzającej dawną posiadłość Cortezów wziął rozbieg i wykonał skok, teleportacja przestała działać tak jak dawniej. Ograniczając czarodziejów w zasadzie do niedalekiego skoku o maksymalnie kilkanaście metrów. Ktoś, kiedyś, nadał temu ładną nazwę Shunpo, który dość szybko został przyswojony przez niedobitków wojny.
W dodatku na terenie posiadłości od zawsze wisiało ograniczenie do teleportacji, więc całkowitym głupcem by się okazał, gdyby w ogóle chciał próbować już tam zacząć swoją podróż przy pomocy skoków.

Jego postać znikała w szumie i cichych trzaskach, nadając mu zwiewnej postaci, niczym czarnej zmorze ścigającej się z duchem wiatru mknąc po zniszczonych, spopielonych pustkowiach, później przez wykarczowane i spalone lasy z gdzieniegdzie sterczącymi symbolami przeszłości, czarnymi, tak kruchymi, że każda próba oddziałania na nie skończyła by się rozpadem ich w rękach. Nie dotykał więc przeszłości, pędził dalej niczym skrawka czarnej szmaty porwanej przez intensywny podmuch wiatru. Leciał ku swej przyszłości, na spotkanie z swoimi demonami. Ku zagładzie, ku tym których bomby zmieniły cały świat do niepoznania. On jako widmo dawnych czasów, znów wyrusza by siać zemstę, śmierć i popłoch u niedobitków. U tych którzy to tak dumnie nazywali siebie ludźmi, a jego niejednokrotnie potworem. Dawni jasnowidze mówili o strasznych czasach. O śmierci narodów, mugoli i czarodziei, śmierć miała bowiem nie wybierać, kosić wszystkich po równo. I tak więc się stało.

Nie wybierał, zabierał wszystkich w potworny danse macabre. I jako nieumarłe legiony sprowadzał do swojego małego piekiełka. Tam mieli stać się nawozem dla Ziemi, bowiem Ziemia nie potrzebowała już ludzi, teraz mogły jedynie istnieć anioły albo demony. 
I śmierć. 
Powrót do góry Go down


Heaven O. O. Dear
Heaven O. O. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,70
Galeony : 393
  Liczba postów : 643
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear
Watek masowy: skok w przyszłość QzgSDG8




Gracz




Watek masowy: skok w przyszłość Empty


PisanieTemat: Re: Watek masowy: skok w przyszłość   Watek masowy: skok w przyszłość EmptyYesterday at 13:10

Must be something in the water or that I'm my mother's daughter.

Rudowłosa dziewczynka od razu po narodzinach stała się dla Heaven centrum wszechświata. Tak było do dzisiaj, niezmiennie, nic nie było ważniejsze niż jej dobro. Co nie znaczy, że drastycznie zmieniła styl życia - wręcz przeciwnie, mniej, niż można by się było spodziewać. Na szczęście znalazła dobrze płatną pracę, na tyle, że udało jej się nawet zatrudnić opiekunkę do małej. Pozornie się ustabilizowała, ale nadal chętnie chwytała okazję by odpocząć od roli matki, wyjść na imprezę, poznać kogoś nowego, dobrze się bawić. Zresztą, była przekonana, że dobrze jej to robiło, siedzenie bez przerwy w domu i pracy, prędzej czy później wykończyłoby ją psychicznie, a to nie byłoby najlepsze nawet dla relacji matki z córką. Niemniej, priorytetem zawsze była Zoey, która z każdym rokiem robiła się coraz bardziej wygadana. Już teraz łatwo było zauważyć, że w przyszłości ma być z nią sporo problemów. Była przebojowa, odważna i pewna siebie, chętnie zagadywała inne dzieci, lubiła się przemądrzać i być w centrum zainteresowania. Od małego była niezłą manipulantką, to z całą pewnością mogło zaniepokoić, ale Heaven nigdy specjalnie się tym nie przejmowała. Zakładała, że z takimi skłonnościami dziewczynka przynajmniej poradzi sobie w życiu. Zresztą, za rok miała iść do Hogwartu, co wymagało samodzielność i na szczęście w tej kwestii Dear nie miała się co martwić.
Zeszła do kuchni, a Zoey już siedziała przy stole i czekała na śniadanie.
- Głodna? - uśmiechnęła się i wzięła za przygotowanie ich ulubionych tostów. Wstawiła wodę na kawę i nalała córce soku pomarańczowego do szklanki. Upiła łyka i położyła go przed nią na stole.
- Bardzo. Strasznie długo się zwlekasz z tego łóżka. A dzisiaj idziemy na spacer do Hogsmeade, pamiętasz? Obiecałaś - podkreśliła surowo dziewczynka i wypiła duszkiem pół szklanki.  
- Pamiętam, pamiętam, nie bój się - pokręciła głową Heaven i w końcu dokończyła śniadanie. Położyła wszystko na stole i wzięła do ręki proroka codziennego. Oderwała małej kawałek przeznaczony dla dzieci i podsunęła obok talerza. Ziewnęła zaspana i popijała kawę, z nadzieją, że ta w końcu trochę ją obudzi. Faktycznie obiecała jej dzisiaj wycieczkę i nie zamierzała z tego rezygnować, nawet jeśli jej marzeniem był dzień spędzony w piżamie.
Cieszyły się leniwym porankiem. W pewnym momencie z góry zszedł Colin, aktualny facet Heaven, który trochę u nich pomieszkiwał. Broń Merlinie się nie wprowadzał, ale został już przedstawiony małej (jak kilku innych wcześniej, przepędzonych przez diabełka, który teraz spokojnie popijał sok pomarańczowy) i zdarzało mu się nocować. Zszedł po schodach i spojrzał na kobietę wzburzony, wskazując na swoją głowę. Jego brązowe włosy po porannym prysznicu przybrały intensywnie różową barwę. Dziewczynka uśmiechnęła się słodko, jak aniołek. Była mistrzem podkradania Heaven eliksirów.
- Serio, Heav? To nie jest pierwszy raz. Mam dzisiaj ważne spotkanie, a na to nie działa żadne zaklęcie - westchnął zrezygnowany. Należał do tych cierpliwych, ale i on z czasem zaczynał mieć dość. Trudno było się dziwić. Zoey ciągle wymyślała różne, nieszkodliwe, ale z czasem dość irytujące żarciki.
Heaven odchrząknęła cicho, starając się zachować powagę.
- Cóż, jakoś sobie poradzisz, wierze w ciebie - rzuciła tylko i nawet nie zamierzała wygłaszać córce reprymendy. Wróciła myślami do czytanego artykułu i zupełnie zignorowała oburzenie mężczyzny. Trzeba było przyznać, że bardzo rzadko dyscyplinowała małą, co pewnie nie było zbyt mądre, ale nie widziała się w roli surowej matki i nie zamierzała w nią wchodzić. Jeśli komuś się to nie podobało, drzwi były w ich domu w dość widocznym miejscu. Colin właśnie z tej opcji skorzystał, wychodząc bez słowa i trzaskając drzwiami. Dopiero wtedy kobieta podniosła spojrzenie na swoją latorośl i pokręciła głową z dezaprobatą.
- No co? Nie był dość dobry - wzruszyła ramionami dziewczynka i wgryzła się w swojego tosta.
- Nie wątpię - odparła i dokończyła swoje śniadanie. Zebrała naczynia ze stołu i zabrała się za sprzątanie. - Leć się ubrać, zaraz będziemy się zbierać - opróżniła kubek z kawą ostatnim, dużym łykiem.
Każdy chyba kojarzy niewygodne pytania zadawane przez dzieci. Chwilę po zakończonym śniadaniu w pokoju rozbrzmiało to jedno, najgorsze, na które Heaven naprawdę nie chciała nigdy odpowiadać.
- Mamo, a kiedy odwiedzimy ciocię?
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Watek masowy: skok w przyszłość QzgSDG8








Watek masowy: skok w przyszłość Empty


PisanieTemat: Re: Watek masowy: skok w przyszłość   Watek masowy: skok w przyszłość Empty

Powrót do góry Go down
 

Watek masowy: skok w przyszłość

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Watek masowy: skok w przyszłość QCuY7ok :: 
retrospekcje
-