Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Pub Upswing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 617
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyPon Wrz 02 2019, 19:23


Pub Upswing


Właściciel: Fleming&Bloodworth Ltd.

Piętrowy pub jazzowo-swingowy położony jest przy jednej z węższych magicznych uliczek położonych pomiędzy Pokątną a Nokturnem, choć właściwie szyld widoczny jest już z obu głównych alejek, tuż za załomem ceglastego muru. Na parterze poza stolikami i krzesłami znajduje się przestronny parkiet dla spragnionych tańca klientów oraz niezbyt duża, acz solidna scena, na której wieczorami na żywo grają doskonali muzycy. Piętro z kolei przeznaczone jest dla gości lubujących się w grach hazardowych. Krwawy baron, astroletka, czy jednoręki czarnoksiężnik przyciągają tutaj wielu czarodziejów, którym brakuje w życiu odrobiny ryzyka, czy adrenaliny. Na górze można także zagrać w bilard.
Cały pub urządzony jest w gustownym stylu. Królują tutaj ciemne, drewniane i masywne meble, z obiciami w barwach przybrudzonej czerwieni. Ceglaste ściany, przyozdobione podobiznami światowej klasy artystów dodają temu miejscu klimatu. Na uwagę zasługują także bogato zaopatrzone bary znajdujące się na obu kondygnacjach lokalu, przy których można raczyć się nie tylko czarodziejskimi wyrobami alkoholowymi, ale i mugolskimi trunkami. Zamiłowanie jednego z właścicieli, Leonela Fleminga, do irlandzkiej whiskey sprawiło, że to właśnie ona znalazła się na pierwszym miejscu w karcie dostępnych procentów. Nie zabrakło jednak także miejsca na skrzynie francuskiego wina prosto z Prowansji, z rodzinnych stron matki drugiego ze wspólników – Nathaniela Bloodowortha.
Warto również wspomnieć, iż na parterze lokalu, za barem, poza zapleczem znajduje się także niewielka sala przeznaczona dla specjalnych gości Leonela oraz Nate’a. Śmietanka towarzyska powinna się w końcu bawić tak jak na nią przystało, czyż nie? Dlatego też w tajemniczym pomieszczeniu często toczą się przeróżne negocjacje biznesowe, nie do końca zgodne z prawem zakłady bukmacherskie, a po zamknięciu pubu można wziąć udział w nielegalnych pojedynkach, w których czarodzieje mogą również obstawić swojego zwycięzcę. Sala jest oczywiście zabezpieczona zaklęciami zagłuszającymi oraz ochronnym Tueri Abi.

Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
Galeony : 159
  Liczba postów : 184
http://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17558-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
http://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyCzw Paź 03 2019, 00:39

Kiedy była młodsza, postanowiła, że jej noga już nigdy tu nie postanie. Że już nigdy się tu nie pojawi i nie będzie zmuszona oglądać tego budynku. Życie jednak miało swoje plany, ignorując całkowicie jej postanowienia, jakby głuche na powody dziewczyny. Ostatecznie Londyn stał się jej domem, a ulica Pokątna często odwiedzanym miejsce. Domem? To nie był prawdziwy dom, raczej kawałek podłogi z trzeszczącym łóżkiem i połowicznie rozpakowanym kufrem. Jakby cały czas była gotowa, by wrzucić do niego uprzednio wyjęte rzeczy, zamknąć wieko i wyruszyć gdzieś dalej. Tylko gdzie? Jakkolwiek byłaby niezadowolona ze swojego życia, z gorzkim posmakiem musiała stwierdzić, że nie ma żadnej wizji przyszłości, w której byłoby jej lepiej. Czuła się jak zgubiony przedmiot, strona wyrwana z książki przez gwałtowny wiatr, w połowie zdania. Gdzieś, ktoś opowiada historię, której powinna być częścią. 


A jednak stoi tu ponowne. Tym razem przyszła tu ze swojej własnej woli. Nie nadkładała trasy, jak to zwykle miała w zwyczaju, byleby tylko ominąć widmo przeszłości, które zadomowiło się na chodniku przed starą księgarnią. Za brudną, niemytą od lat witryną, oblepioną w pajęczyny witryną sklepową widziała to, co nie miało prawa się dziać. Theodor Vries krzątał się bez celu, segregując masywne książki na drewnianych regałach. Pod sufitem latały małe, iskrzące punkty, układające się w najróżniejsze konstelacje. Pamiętała, jak wpatrywała się w nie godzinami, ucząc się ich nazw. W rogu stała stara maszyna grająca, która dostrajała dźwięki do emocji odwiedzających. Ciekawe co zagrałaby teraz. Tak naprawdę jednak, wszystko co znajdowało się za szybą, było tylko tęsknotą serca, ostatnim wygenerowanym wspomnieniem, zlepkiem marzeń i nadziei. Istną mieszanką dziecięcej naiwności, z dorosłą potrzebą pogodzenia się z przeszłością. Oprócz smukłego odbicia Talii, nikogo innego tu nie było. Gdzieś na skraju zamyślenia i smutku, uniosła głowę do góry, a kaskada blond włosów opadła jej na ramiona -"Gurges ater" głosił szyld. Czarna dziura. Gdy Theodor wybierał tą nazwę, był zachwycony tym zjawiskiem. Gdyby tylko wiedział, że i jego ona pochłonie, kilka metrów dalej, kiedy w pewien mroźny wieczór umierał, ubolewając, że nigdy nie dowie się, co znajduje się po jej drugiej stronie. 


Musiała odejść. Przejść się. Nie tylko miała świadomość, że nieopodal jest tu pub. Wiedziała też do kogo należy - nigdy jednak nie zdecydowała się na odwiedziny. Teraz jednak nie chciała być samej, pragnęła utopić swoje myśli w szklance szkockiej. W ogóle, najlepiej jakby porzuciła je przed wejściem. Ruszyła w dół ulicy, a czerwona sukienka falowała wokół jej gołych łydek. Jesienny podmuch wiatru przyjemnie szczypał w jej skórę, dodając jej energii. Odgarnęła włosy z twarzy, zarzucając je na jedną stronę. Obiektywnie rzecz biorąc, wyglądała dziś ładnie. Czy wychodząc, wiedziała jaki był jej cel podróży? Czy planowała, że tutaj się pojawi? Pewnie i tak, ale na pewno nie chciała tego przyznać przed samą sobą. Jednak już od kilku tygodni myślała o Leonelu Flemingu. Raczej w neutralny sposób, ze szczyptą nostalgii i odrobiną złośliwości. Ciężko jej było stwierdzić, czy kiedyś się lubili. Może sami tego nie wiedzieli? Na pewno dobrze czuli się w swoim towarzystwie, ale ich relacja była podszyta rywalizacją. Przynajmniej ona tak to widziała przez większość czasu, który spędzili w Hogwarcie. Kiedy już znalazła się przed pubem, otworzyła drzwi tak cicho, jakby planowała zaraz oznajmić, że to napad ("Wszystkie gelony natychmiast do worka, bez podejrzanych ruchów!"). Co ona miała z tym skradaniem? Wszędzie wchodziła niepostrzeżenie, pragnąc wykorzystać element zaskoczenia. 


Kilka długich sekund zajęło jej poznanie (nie)znajomej sylwetki. Stał plecami do niej, robiąc za barem coś, czego nie mogła ze swojej pozycji dostrzec. Kiedy pociągnęła nosem, miała wrażenie, że przestrzeń pachnie dymem, wysokoprocentowym alkoholem i czymś, czego nie potrafiła określić. Podobało jej się tu, lubiła takie klimatyczne i kameralne miejsca, które wręcz zaciskają się na Tobie, jakby próbowały zamknąć Cię w ramionach. 
- Jak Twoja kostka, Fleming? - Rzuciła na tyle głośno, by ją usłyszał. Zadziornie, jednak też z wyraźnie słyszalnym rozbawieniem. Gdzieś z tyłu głowy miała wspomnienie: Oboje uczęszczają do Klubu Pojedynków. Często byli parowani razem, a w późniejszym czasie po prostu sami decydowali się na swoje towarzystwo. W tamtym czasie to on lepiej znał zaklęcia, zawsze był odrobinę szybszy, lepiej przewidywał jej ruchy, umiał czytać w jej myślach. Kiedy myślała, że zwycięży, on pokazywał na co go stać. Za którymś razem jednak role się odwróciły i to Lia go zaskoczyła. Tak "szczęśliwie", że zleciał z podium, skręcając sobie nogę. Czułaby się winna, gdyby nie to, że oddał jej z nawiązką, prawie łamiąc jej kręgosłup, kiedy odrzut po jego zaklęciu był na tyle silny, że dosłownie zdmuchnęło ją w ścianę. Jednak nie mogła przestać się puszyć, przypominając sobie jego umęczoną minę. Za to to, jak skarcił ich opiekun klubu, pamięta do dziś. "To ma być samoobrona! Życie Wam niemiłe? Dyrektor by mnie o głowę skrócił, jakbym dopuścił do śmierci uczniów.". Po tym incydencie przynajmniej spędzili dwa dni w skrzydle szpitalnym, rozmawiając prawie cały czas. 
- Leonel - Dodała bezgłośnie. Jej wargi się poruszały, ale nie wydobył się spomiędzy nich żaden dźwięk. Dziwacznie było tak znowu układać w ustach język na kształt jego imienia.
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 617
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyCzw Paź 03 2019, 17:38

W przeciwieństwie do panny Vries Leonel w Londynie czuł się jak w domu, a chociaż lubił podróżować po świecie, najchętniej wracał właśnie do tego miasta, w którym się wychował i w którym znalazł swój własny sposób na życie. W pubie Pożoga nauczył się wszak barmańskiego fachu, jak i kontaktu z dość trudnymi klientami, a korzystając z nabytej wiedzy, otworzył swój własny pub pomiędzy ulicą Pokątną a Śmiertelnym Nokturnem, który pomimo krótkiego okresu od otwarcia, prosperował naprawdę znakomicie. Nie miał na co narzekać, chociaż nie zrezygnował wcale z działalności w czarodziejskim półświatku, która zaspokajała jego niepohamowaną potrzebę zapewnienia sobie od czasu do czasu jakiegoś zastrzyku adrenaliny. Nijak nie przypominał jednak snujących się po Nokturnie szaleńców czy drobnych rzezimieszków oczekujących tylko na dogodną okazję. Ot, był jedynie skutecznym biznesmenem, który nieraz musiał poczuć ryzyko. Trzeba jednak przyznać, że jego zdolność do chłodnej kalkulacji i ostrożność sprawiały, że póki co nawet nie rzucił na siebie cienia podejrzeń, tym samym skutecznie stroniąc od czujnych ślepiów pracowników Ministerstwa Magii.
Tego dnia nie miał zbyt wiele roboty, biznes powoli sam zaczął się kręcić. Nadal jednak kontrolował swych nowych pracowników, by przekonać się, że może im zaufać i pozostawić swój lokal pod ich opieką. Zajął się więc nadzorem nad nową dostawą trunków i papierosów, chociaż rozładowanie pudeł pozostawił już swoim podwładnym. Sam zaś stanął za barową ladą, obserwując swą różnorodną klientelę. Niektórych kojarzył jeszcze ze Śmiertelnego Nokturnu, inni prawdopodobnie zostali przywiedzeni atrakcyjnym bannerem lub chęcią rozegrania partyjki Krwawego Barona lub bilardu. Wreszcie jeden z elegancko ubranych mężczyzn stanął tuż przed nim, zamawiając kolejną szklaneczkę Ognistej. Fleming odwrócił się więc, sięgając po trunek, a przez to nie zauważył nawet, że próg budynku przekroczyła przyodziana w czerwoną suknię kobieta. Z zamyślenia wyrwał go dopiero głos, który wydawał mu się znajomy. Postawił tylko przed klientem jego alkohol i odwrócił się w kierunku kobiety, która postanowiła go zaczepić, przez dłuższą chwilę przyglądając się jej twarzy, jakby próbował w niej rozpoznać znajomą mu osobę.
- Vries? – Rzucił podobnie nazwiskiem, jeszcze nie do końca pewny czy właściwie zidentyfikował swoją dawną koleżanką z murów Hogwartu. Dopiero, kiedy powiązał z nią zadane wcześniej pytanie, wiedział że w jego ocenie nie mogło być żadnej pomyłki. Przypomniał sobie przecież, jak to lata temu oboje uczęszczali do szkolnego klubu pojedynkowego. Nie ukrywał jednak, że jest zaskoczony jej wizytą.
- W porządku, chcesz sprawdzić? – Zapytał po chwili nieco bardziej zadziornym tonem, jak gdyby ponownie próbował sprowokować ją do wyciągnięcia swej różdżki. Pamiętał, że przez długi czas nie mogła go doścignąć, aż któregoś dnia role się odwróciły i to on skończył ze skręconą kostką. Nie pozostał jej wtedy dłużny, a w ich duecie naturalnie zawiązała się pewna nić rywalizacji, która znacząco ich do siebie zbliżyła. Spędzali wiele czasu w swoim towarzystwie, choć nigdy nie zastanawiał się właściwie nad charakterem czy kształtem ich relacji. Czy byli przyjaciółmi, czy raczej rywalami? Wszak wrogów należało przecież trzymać jeszcze bliżej siebie.
- Czego się napijesz? – Dodał wreszcie już znacznie spokojniejszym tonem, chociaż subtelny uśmiech nie schodził z jego twarzy. Rzadko miał okazję spotkać kogoś, z kim łączyłoby go tak wiele szkolnych wspomnień, więc nie zamierzał również takiej okazji przepuścić. Oddelegował jednego z pracowników, by ten zajął się barmańskimi obowiązkami, podczas gdy on sam oddał się towarzystwu nieoczekiwanej partnerki.
- Opowiadaj, co się u Ciebie wydarzyło od czasów szkoły. – Zachęcił ją także do rozmowy, bo i sam był ciekaw, jak ułożyły się jej losy. W pojedynkach nie mieli sobie równych, ale trudno było przecież przewidzieć, jak potoczy się czyjaś kariera. Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że ma do czynienia z aurorką, a co zabawne, sam jeszcze w murach Szkoły Magii i Czarodziejstwa momentami wiązał swą przyszłość z tym zawodem. Pokrętny los sprawił jednak, że ostatecznie wylądował po zupełnie innej stronie barykady i prawdę powiedziawszy, taki sposób życia w pełni mu odpowiadał.
Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
Galeony : 159
  Liczba postów : 184
http://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17558-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
http://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySob Paź 05 2019, 02:12

Jednocześnie zmieniło się w nim wszystko i nic. Bez problemu go rozpoznała, ale na próżno było szukać chłopaka z Hogwartu, w stojącym za barem mężczyźnie. Urósł kilka cali, górując nad kobietą, a jego twarz znacznie się wysmukliła, podkreślając mocno zarysowaną szczękę. Miała wrażenie, że ktokolwiek jej dotknie, to na pewno się o nią skaleczy. Najbardziej jednak interesowało Talię jego spojrzenie, na którym się skupiła, próbując odczytać towarzyszące mu emocje. Naprawdę w tym momencie oddałaby małą sakiewkę galeonów za to, by wiedzieć co tam się tworzy w głowie Pana Fleminga. Dopiero gdy się uśmiechnął, ona automatycznie przyjęła podobną minę, unosząc oba kąciku ust ku górze. Odetchnęła, czując ulgę. Och, oto i on. Zaczepny, jak zwykle. W końcu jednak Talia zbliżyła się do mężczyzny, kładąc mu rękę na ramieniu w geście powitania. Nigdy nie stroniła od dotyku - można było ją nazwać dotykalską, bo bliskość była dla niej czymś bardzo naturalnym (a może i wręcz neutralnym). Nikt jej nigdy nie nauczył bycia zachowawczą. Często przekraczała granicę komfortu innych, ale nigdy się nie narzucała. Nie znaczyło to jednak, że za każdym jej dotykiem kryło się coś więcej. Często robiła to niby od niechcenia, przypadkiem, z automatu. 
Takie atrakcje zostawmy sobie na późniejszą część wieczoru – Słysząc odpowiedź na jej pytanie, odgryzła się od razu, cofając dłoń i krzyżując ręce na piersi. Mimo, że w jej oczach tańczyły rozbawione ogniki, miała jakieś problemy by się odprężyć, opuścić gardę. Dopiero po chwili ułożyła ręce wzdłuż ciała, zsuwając z ramion płaszcz, który odłożyła na barowe krzesło. Cieszyła się z wolnego dnia, chociaż był to urlop przymusowy. Po wydarzeniach w Dolinie nie mogła dość do siebie. Nie miała na myśli nogi, która chociaż pobolewała po ugryzieniu, to jednak całkowicie się zagoiła. Zostały na niej tylko dwa czerwone punkciki, które po kilku miesiącach zamienią się w śnieżnobiałe blizny. To nadzorujący auror kazał jej wypocząć, uspokoić mętlik w głowie, a przede wszystkim odseparować emocje od pracy. "Panno Vries, emocje nigdy nie są Pani sprzymierzeńcem. A już szczególnie nie w tej pracy. Proszę sobie to przemyśleć." No właśnie, ten wyrzut emocji zupełnie jej nie służył. Potraktowała tamtą dziewczynę zbyt personalnie, przez co naraziła i ją i siebie. A kiedy myśli się lepiej, niż w środku nocy, ze szklaneczką whisky? Kiedy umysł odpoczywa bardziej, niż jak w momencie gdy palące gardło przebija się na pierwszy plan, wyciszając wszystko wokół?
- Niech będzie ognista na lodzie. Chociaż nie, zdam się na Ciebie. Niech będzie w takim razie cokolwiek. W tej kwestii Ci ufam – Kiedy dotarła do niej informacja, że Leonel został właścicielem pubu, początkowo uznała, że to jakaś plotka. Była wręcz przekonana, że pójdzie w podobnym kierunku jak ona, wykorzystując swoje umiejętności, do spektakularnego machania różdżką. Z ludźmi jednak pewne jest tylko to, że nic pewne nie jest. Dziewczyna usiadła na wysokim krzesełku, jedną stopę opierając na metalowej podpórce. Ledwo dotykała stopą podłogi, a nie należała do niskich osób. Jej twarz była wręcz jak namagnesowana – gdzie ruszał się Leonel, w tamtą stronę podążał jej wzrok. „Dziwnie jest tak na niego patrzeć, prawda?” zapytała samą siebie i nieznacznie skinęła głową. Zaraz po tym uśmiechem skwitowała fakt, że oddelegował pracownika do zajmowania się klientami, tym samym poświęcając jej swoją uwagę. Jego pytanie dzwoniło jej w uszach. Zawahała się zanim ponownie otworzyła usta, pozwalając słowom płynąć:
- Wyjechałam na kilka miesięcy do Francji, do mojej babki. Pamiętasz ją? Kiedyś wysłała Ci koszyk słodyczy, po tym jak w którymś z listów wspomniałam, że się kolegujemy. Cholera, jak mi wtedy wstyd było. Pamiętam, że nazwała Cię „młodym kawalerem”, po czym dopisała, że jak będziesz dla mnie niemiły to następny koszyk będzie zatruty. I dziwić się, że nie miałam zbyt wielu znajomych. Właściwie szukałam tam pomysłu na życie, czegoś, co mnie zadowoli. No i padło na Ministerstwo Magii. I Londyn. Uwierzysz, że mieszkam tu już prawie trzy lata, a nadal się gubię? Ostatnio miałam dosyć intensywny okres w pracy. Tak, „intensywny” to dobre słowo - tu przerwała i szeptem, nachylając się w jego stronę, oznajmiła, że prawie przypłaciła ostatni dzień w pracy życiem, ale przynajmniej dostała dzień wolnego - Ładnie się tu urządziłeś. Prawie żałuję, że nie odwiedziłam Cię wcześniej - Dodała, prostując się. Trudno było jej się przyznać, że tak właściwie przez ostatnie lata wydarzyło się niewiele. Całą swoją uwagę poświęciła pracy i maniakalnej wręcz ucieczce przed echem przeszłości, które ciągnęło się za nią niczym tren od sukni. Kiedyś była na tyle naiwna by myśleć, że z biegiem lat wszystko będzie się układać i odczuje spokój. Teraz wiedziała, że nic nie dzieje się tak o. Spojrzenie jej się zamgliło, jakby nagle znalazła się w innym miejscu, a dłoń powędrowała po mlecznej i miękkiej niczym aksamit skórze, ku dekoltowi, na którym zawieszony spoczywał medalion. Pogładziła go, obracając w palcach złoty kwiat, który pod dotykiem rozkwitł, ukazując swoje wnętrze (które uwolniło zapach przypominający woń letniego ogrodu). Piękna metafora, zdawała się myśleć, nawet on potrzebuje bliskości i czułości, by rozkwitnąć.
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 617
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySob Paź 05 2019, 22:00

Od czasów Hogwartu z pewnością oboje wydorośleli i spoważnieli, chociaż nadal w ich uśmiechu widać było pewną zadziorność, która towarzyszyła im podczas wspólnie prowadzonych batalii w ramach szkolnego klubu pojedynków. Zdawało mu się również, że panna Vries nabrała kobiecych kształtów i wdzięku, choć być może dawniej, kiedy była jego największą rywalką, po prostu nie patrzył na nią w ten sposób. Z jednej strony czuł, że widzi przed oczyma to samo krnąbrne dziewczę z takim samym wręcz błyskiem w oku, zaś z drugiej, najpewniej z powodu upływu czasu, miał wrażenie, że ma do czynienia z zupełnie inną osobą, którą jednocześnie chciał poznawać na nowo. Zaskakujące spotkanie, musiał przyznać, choć był rad z tego, że umili mu ono codzienną rutynę. Kiedy Talia dotknęła jego ramienia, pozostał niewzruszony, być może jedynie kąciki jego ust mimowolnie uniosły się nieco wyżej. Sam nie był z pewnością aż tak wylewny jak jego towarzyszka, natomiast niewątpliwie nie stronił od dotyku, szczególnie kiedy dotykać miała go kobieta o tak niesamowitej, przyciągającej wzrok wielu zebranych w pubie mężczyzn, urodzie. Próbował sobie przypomnieć, dlaczego za czasów szkoły, kiedy był jeszcze uwodzicielskim amantem z zawadiackim uśmiechem, nie próbował jej poderwać, ale nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie.
- A to masz jakieś szczególne plany na wcześniejszą? – Zapytał wyraźnie zainteresowany, chcąc się również odgryźć, choć słowa wypowiedziane na głos nie wybrzmiały już tak soczyście jak w jego wyobraźni. Nie przejął się tym, wspaniałe czasy szczeniackich docinek i tak mieli już za sobą. Zamiast tego wolał skoncentrować się na rozmowie i wynieść z niej jak najwięcej informacji, bo nie oszukujmy się, po tylu latach mieli wiele do nadrobienia. Jego wiedzę o Talii wieńczyło właściwie to, że dziewczyna była jedną z tych osób, które w Szkole Magii i Czarodziejstwa uzyskały najwięcej wybitnych z wybranych przed siebie na owutemy przedmiotów. Nawet go to nie dziwiło, panna Vries brylowała nie tylko na parkiecie w klubie pojedynków. Nie wiedział, co słychać u kobiety teraz i z jakich powodów zdecydowała się go odwiedzić, ale podobnie do niej, uważał że najlepiej myślało i rozmawiało się przy szklaneczce dobrego trunku, o subtelnie wyczuwalnej goryczy. Przez moment dało się jednak dostrzec grymas na jego twarzy, kiedy jego towarzyszka zażyczyła sobie Ognistej. Sam czasami ją pijał, choć twierdził, że jest mocno przereklamowana; przede wszystkim jednak spodziewał się po Talii większej dozy oryginalności. Najpewniej wykreował sobie jednak jej obraz na własną modłę, zupełnie odmienny od tego, który istniał w rzeczywistości. W każdym razie miał swoje pole do popisu, bo kobieta zdecydowała się zaufać jego gustom. Pole do popisu, a jednocześnie i spore wyzwanie. Nie był wszak pewien czy tego wieczoru lepszym wyborem okaże się stara dobra whiskey Campbella czy może mugolska, irlandzka, nieco delikatniejsza, acz nadal wyborna w smaku. Wreszcie postawił na tę drugą, którą zręcznym ruchem ściągnął ze stojącej za jego plecami półki, po czym rozlał trunek do dwóch szklanek, jedną z nich stawiając przed swoją partnerką.
- Ostatecznie nigdy mi tego zatrutego nie wysłała, a może powinna? – Wtrącił swoje trzy grosze, słysząc opowieść o babce panny Vries. Staruszka na myśl o jego imieniu prawdopodobnie wyobrażała sobie już wystawne wesele swojej córki. Niestety młody kawaler najwyraźniej zawiódł jej oczekiwania, zaś z Talią wolał stawać naprzeciw siebie z wyciągniętą zza paska różdżką, a nie na ślubnym kobiercu.
- Ministerstwo Magii? Jaki departament? – Nie wątpił w zdolności byłej Krukonki, a tym samym wierzył, że udało jej się zdać niezwykle wymagający kurs i egzamin aurorski. Nie wspomniała ona jednak dokładnie, czym się zajmuje, a nie chcąc strzelić jakiegoś faux pas, wolał się upewnić, czy aby nie skończyła w stosie papierzysk za biurkiem, co swoją drogą nijak by do niej nie pasowało. Nie, nie wytrzymałaby przy tak mozolnej i nierozwojowej pracy, więc z pewnością stanął właśnie twarzą w twarz z panią auror. Ktoś mógłby powiedzieć, że powinien się trzymać na baczności, ale mimo swej działalności w czarodziejskim półświatku, był nad wyraz spokojny. Właściwie uważał nawet, że utrzymywanie dobrych relacji z przedstawicielami władz, organów ścigania czy wymiaru sprawiedliwości jak najbardziej będą działały na jego korzyść.
- Prawie? – Westchnął ciężko, bo jak widać Talia nie dawała mu za wygraną. – Dobry alkohol, papierosy, karty, i jazz. To lepsza inwestycja niż bank Gringotta. – Mruknął wymownym tonem, ruchem głowy wskazując zaś swej towarzyszce na piętro lokalu, na którym to klientela oddawała się hazardowym uciechom. Widząc swoją dawną przeciwniczkę, sam poczuł nieodpartą chęć zaserwowania sobie jakiejś nuty rywalizacji i porządnej dawki adrenaliny. A że pojedynkowanie się w tym miejscu i o tej porze raczej nie wchodziło w grę…
- Bym zapomniał… bilard? – Wskazał na kolejny plus lokalu, który przywodził tutaj kolejnych zainteresowanych, a który jednocześnie miał być propozycją wspólnego powrotu do przeszłości.



Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
Galeony : 159
  Liczba postów : 184
http://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17558-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
http://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Paź 09 2019, 17:55

Sama dziwiła się sobie, że tak trudno oderwać jej wzrok od twarzy towarzyszącego jej mężczyzny. Coś w niej jest, zawsze było. Jakaś taka tajemnicza nuta, nieodkryta głębia. Czy można powiedzieć wprost, że Talia uważała, że jest przystojny? Chyba tak, chociaż nie w taki prosty sposób. Było w nim zarazem coś pięknego, jak i brzydkiego. I to właśnie to drugie sprawiało, że był tak niesamowicie ciekawy. Otrząsnęła się jednak z tej dyskusji w środku swojej głowy, obawiając się, że mężczyzna może czuć się przytłoczony jej lustrującym spojrzeniem. Dawno jednak nie widziała nikogo znajomego – nie licząc spotkania z Nathanielem, które nie tylko było wręcz książkowo niespodziewane, ale i oboje wylądowali u Św. Munga. Tym razem wolała nikogo nie ratować, ani nie być atakowana. Na dźwięk swoich myśli rozejrzała się dookoła, ale oprócz kilku klientów, którzy pochłonięci byli zarówno rozmowami, jak i piciem drinków, nie zauważyła nic, co mogłoby wzbudzić jej ciekawość, albo i podejrzenia. Poza tym, nie była tu sama. Ciekawe co by było, gdyby dowiedziała się, że i Leonel trzymał się blisko z Nathanielem, a sam bar należy do tej dwójki. Jaki ten świat malutki, niczym ziarenko piasku.
Plany? Mam zamiar pić, aż mnie Pan stąd nie wyprosi. Nic więcej. – Było dokładnie tak, jak powiedziała. To był jej mały plan na dzisiejszy wieczór. W końcu potrzebowała tego resetu, dnia wolnego, jak niczego innego. Chociaż trudno było jej to sobie uświadomić, nie umiała odpoczywać. Albo skrajnie się przepracowywała, albo sięgała po równie skrajne formy spędzania czasu wolnego. Nigdy nic po środku. Robiła wszystko, by wyłuskać z siebie jakiekolwiek emocje. Kiedy wyjechała na kilka miesięcy do Francji zderzyła się z zupełnie innym półświatkiem czarodziejów. Jakby byli pozbawieni wszelakich hamulców, w przeciwieństwie do swoich angielskich kolegów. Właściwie nie wiedziała jakby to się skończyło, gdyby została tam na dłużej. Pewnie skończyłaby jako wiecznie naćpana muza w której żyłach płynie krew wil, u jakiegoś ekscentrycznego czarodzieja, który pisałby o niej całe pergaminy wierszy. W końcu to we Francji paliła rozdrobniony w pył prawie każdy składnik, który w Anglii wykorzystuje się stricte do warzenia eliksirów. Nawet nie wiedziała, że tak się da, dopóki nie wylądowała u swojego bardzo specyficznego kuzyna, który opowiadał jej bajki o skaczących kolorach i rozbłyskach muzyki. Tańczyli w atłasowych szlafrokach do ciszy, która grała im najpiękniejszy koncert. Wraz z powrotem do Anglii skończyła z używkami, od czasu do czasu decydując się jedynie na alkohol. Trening czyni mistrza, a ona z coraz dłuższymi przerwami, zaczynała mieć coraz słabszą głowę. Jutro tego pożałuję. Jednak nadchodzący dzień wydawał się tak odległy, niczym z innej galaktyki, zawieszony pomiędzy jedną szklaneczką a drugą, niedosięgany jeszcze myślami aurorki. Zanim przysunęła szklankę z trunkiem do ust, delikatnie stuknęła ją w tę drugą, należącą do Fleminga.
Nie wysłała. Za to mnie wysłała dosyć rozgoryczony list, że powinnam zacząć oglądać się za pierwszym mężem. Pierwszym, podkreślam. Najlepiej takim, który szybko umrze i zostawi mi małą fortunę. Musi być mną taka rozczarowana! – Ostatnie zdanie dodała z udawanym przerażeniem, po czym uniosła szklankę, by się z niej napić. Babka Vries była zdecydowanie najbarwniejszą osobą w rodzinie. A do tego najpiękniejszą kobietą, jaką Talia zna. Na całe szczęście (a może i nie?), dziewczyna oprócz zaradności, odziedziczyła po Celeste również urodę. Jednak tym, co dzieliło je obie, była umiejętność nawiązywania relacji. Babka Talii miała tylu mężów, że w pewnym momencie Lia zaczęła mylić, który był którym i jak właściwie mieli na imię. Gdzieś w głębi serca podejrzewała, że to sprawka starszej kobiety, że każdy z nich zginął w dosyć podejrzanych warunkach. Ot, zawał serca, straszy wypadek, taki młody, nic na to nie wskazywało! Spadek? Tak, zaopiekuję się tą piękną posiadłością. Ależ oczywiście, proszę, tu pergamin z przekazem własności. Mój biedny mąż! W końcu Celeste Vries potrafiła być dosyć wybuchowa i okrutna, a za groźbą otrucia na pewno szły też chęci. Co więcej - tom jej książki o truciznach pochodzących z roślin, dumnie ozdabia mini biblioteczkę jej wnuczki. Tymczasem, złoty płyn przyjemnie ogrzewał wnętrze Talii, piekąc w zupełnie inny sposób niż zazwyczaj zamawiana Ognista. Można było to określić jako rozgrzewająca gra wstępna, do mocniejszych trunków.
Smakuje mi, takie delikatne. Chyba nigdy wcześniej tego nie piłam. – Cmoknęła, smakując alkohol. Wyczuwalne nuty nie były jej znajome, ale całkiem trafnie wpadały w jej gust. Wierzchem dłoni otarła wilgotne wargi, odstawiając trunek na blat. Nie oderwała jednak od niego ręki, wodząc palcem po rancie szklanki, kreśląc maniakalne kółka, jakby czekając aż zadrży jej dłoń, a palec wpadnie do środka, zanurzając się w złocistej whisky. 
– Nie wiedziałam, że znasz się na alkoholach. Chociaż, dobrze może byłoby wspomnieć, że niewiele o Tobie wiedziałam. A to, co myślałam, że wiem, jest już dawno przeterminowane. – Bez namysły, nagle po prostu przechyliła się nad barem, na tyle by móc dotknąć Leonela. Nie zrobiła tego, za to wyciągnęła przed siebie w geście powitania dłoń, której kolor odcinał się na tle czerwonego rękawa sukienki. W oczach tańczyły jej ogniki, odbijając się od stłumionego światła pomieszczenia. Coś w tych błękitnych tęczówkach budziło się do życia.
Talia Vries. Miło mi poznać, Panie…? W sumie, niech będzie Lia Vries.  – Zrobiła teatralna pauzę po skrócie swojego imienia, uśmiechając się rozbrajająco. Jej wargi rozciągnęły się w szczerym uśmiechu, ukazując rząd równych zębów. Nieczęsto uśmiechała się ze swojego wnętrza, promieniejąc tak jak teraz. Właściwie robiła to niezwykle rzadko, witając świat niepewnym uśmieszkiem, uniesionym kącikiem, za którym wciąż krył się cień smutku i obojętności. Zaraz jednak znowu w myślach narzuciła sobie, że być może przekracza granicę komfortu, że jest zbyt mało zachowawcza. Nie wiedziała na co może sobie pozwolić, więc jej pośladki opadły na miękkie obicie krzesła. 

Po kolejnym łyku nieco zadrżała, jak wtedy, kiedy wychodzi się na mroźny poranek, zupełnie nie spodziewając się takiej temperatury.  Jej praca przyprawiała ją dumą, czuła, że się w niej spełnia – równie często, jak czuła, że na pracy kończy się jej życie. Pojedynkowanie się w realnych życiu tym różniło się od Klubu Pojedynków, że naprawdę można było złamać sobie kręgosłup. Stracić życie, albo sprawić, że ktoś je straci. Jakby na wspomnienie o tym, kostka ją zapiekła w miejscu, w którym miała malutkie blizny. Jednak i tak wolała to od siedzenia przy stosie papierów – tą część pracy ograniczyła, przekładając większość biurowych spraw na młodszych asystentów (a oni z kolei przekładali je na stażystów).
Jestem aurorem. Łapię złych ludzi i pokazuję im, gdzie ich miejsce. Nie chciałby się Pan znaleźć na moim celowniku. – Zażartowała, dosadnie akcentując słówko "Pan", zupełnie nie mając świadomości z kim właśnie rozmawiała. Nie mogła wiedzieć, w końcu Leonel był na tyle dobry w swoich fachu, że nie zostawiał śladów, ani tym bardziej podejrzeń co do swojej osoby. Gdyby tylko wiedziała, że w tym mężczyźnie, który wręcz emanował stoickim spokojem (który można było wziąć za obojętność) kryje się coś więcej, coś z czym z definicji powinna walczyć… jak by się wtedy zachowała? Na szczęście Leonel szybko nawiązał do jej komentarza na temat swojego baru, zwracając jej uwagę na swój przybytek.
Używki i muzyka, nie ma lepszego połączenia. – Jakby na podkreślenie swoich słów, sięgnęła po szklaneczkę, przyłożyła ją do ust i wypiła resztę znajdującego się w nim płynu. Miała nadzieję, ze zaraz nie powie jej, że powinna się delektować, wczuć w głębie, pozostawić alkohol na języku. Odstawiła szklankę z cichutkim brzękiem, tym razem stukając w rytm muzyki palcami o blat.
-Bilard? – Ona zawsze jest gotowa na każde wyzwanie. Perspektywa rywalizacji przyprawiała ją o przyjemne dreszcze. A może było to whisky? Bez względu na źródło, zeszła z krzesła wyraźne podekscytowana, poprawiając sukienkę na smukłej talii, zanim jednak podeszła do wskazywanego przez mężczyznę miejsca, uniosła wzrok i z pytającym spojrzeniem, rzuciła: - Czym właściwie jest bilard? – Nie widziała wcześniej takiego dziwnego stołu. Od razu zarejestrowała, że chyba kluczowym elementem są kijki i kolorowe kulki. Co jednak się z nimi robi? Rzuca w przeciwnika? A te kijki, to że gdzie się je wkłada? Była wyraźnie zdezorientowana.
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 617
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyNie Paź 13 2019, 19:31

Czuł na sobie jej spojrzenie, chociaż nie twierdził wcale, by było ono przytłaczające. Zdawał sobie sprawę z tego, że stosunkowo często wzbudza wśród innych zainteresowanie przez wzgląd na swą nietypową urodę, jak i niewzruszoną mimikę twarzy, więc niewykluczone, że z czasem po prostu do tego przywykł. Niewątpliwie było w nim coś tajemniczego, co przyciągało wzrok znajdujących się w pobliżu czarodziejów, choć co zabawne, zwykle nie na dłużej niż na kilka minut. Mimo początkowego, zaskakującego wrażenia, jego stoicki wręcz spokój sprawiał bowiem, że ludzie przestawali zwracać na niego uwagę, co właściwie mu odpowiadało, bo zważywszy na swą działalność w czarodziejskim półświatku zdecydowanie wolał pozostawać w cieniu. Przynajmniej do pewnego stopnia, bo będąc właścicielem jednego z dynamicznie rozwijających się pubów, trudno było pozostać również całkiem anonimowym.
- Spokojnie. Raczej nie mam w zwyczaju wypraszać swoich klientów bez racjonalnego powodu. – Odpowiedział z subtelnym uśmiechem, naprawdę licząc na to, że Talia zagości w jego lokalu na dłużej. Sam miał już dosyć codziennej rutyny i chyba podobnie do swojej szkolnej przyjaciółki potrzebował od nich odpocząć i zresetować swój umysł, szczególnie że poza krótkimi wakacjami na Saharą nie pamiętał, kiedy tak naprawdę wziął choćby dzień wolnego. Nigdy nie twierdził, że jest pracoholikiem, choć prawda była taka, że trudno było mu z własnej, nieprzymuszonej woli zapomnieć o obowiązkach i odpowiedzialności. Nawet teraz, kiedy otworzył swój własny, dobrze prosperujący pub, cierpiał na niepohamowaną manię kontrolowania wszystkiego. Nie potrafił w pełni zaufać swoim pracowników, a z tego powodu nadzorował każdy ich krok, by żadne nieoczekiwane zdarzenia nie zdołały go zaskoczyć. Panna Vries zdawała się jego zbawieniem – dla niej gotów był na chwilę odrzucić na bok pracę i powspominać dawne dzieje, stukając się przy tym wypełnionymi szlachetnym trunkiem szklanicami.
- Chyba nigdy nie potrafiła dostosować się do aktualnych trendów. – Pozwolił sobie zauważyć, że aranżowane małżeństwa, niezależnie od przyświecających im pobudek, już dawno odeszły do lamusa. Niewiele pozostało rodów, które nadal za wszelką cenę starały się zadbać o czystość krwi, a i wielkie polowanie na fortunę znacząco straciło na popularności. Ale czy rzeczywiście babka Talii była nią rozczarowana czy może jedynie troszczyła się o jak najlepszą przyszłość dla swojej wnuczki? Tego pewnym być nie mógł, skoro jego kontakt z kobietą ograniczał się właściwie do kilku przelotnych spotkań i słanych przez nią namiętnie listów, które najwyraźniej miały zachęcić młodych do ożenku. Pamiętał jednak, że pomimo iż za tego rodzaju korespondencję nie winił swojej przyjaciółki, rad był z tego, że on sam nie musi się o podobne zachowanie ze strony swojej rodziny obawiać. Jego ojciec przez większą część swojego życia raczej niespecjalnie interesował się jego istnieniem, a i zginął przedwcześnie, kiedy Leonel uczęszczał do siódmej klasy. Macocha nienawidziła go zaś do cna i nie zamierzała marnować swojego cennego czasu, by wypisywać do jego znajomych. Dobry kontakt miał właściwie tylko ze swoją mugolską matką, o której z kolei dla dobra starego Fleminga nikt nie wiedział; wszak arystokratyczna śmietanka towarzyska raczej nie wykazałaby się zrozumieniem i tolerancją względem bękarta.
- Irlandzka, mugolska. – Mruknął niezbyt głośno, wskazując na ich szklanki. Nie musiał ukrywać pochodzenia alkoholu, zważywszy na fakt, że w lwiej części znajdujących się na magicznych ulicach lokali można było spróbować trunków czy przysmaków pochodzących z zupełnie innego, pozbawionego zaklęć, świata. Czarodzieje, nawet ci najbardziej konserwatywni, potrafili przecież czerpać od mugoli garściami, jeśli tylko widzieli w jakiejś sferze ich życia wymierną korzyść dla siebie, choć gdyby zapytać ich o cokolwiek dotyczącego świata niemagicznych nadal pozostawali zwykle kompletnymi ignorantami.
- Mógłbym powiedzieć podobnie. Chyba nam obojgu skończył się termin przydatności. – Zażartował, dolewając złocistego trunku do ich szklanek. – Przez kilka lat pracy w pubach można się nauczyć rozpoznawać dobre alkohole. – Dodał również, tłumacząc, skąd posiada tak tajemną wiedzę. Temat nie był chyba jednak zbyt interesujący, a przynajmniej nie zajął Talii, która najwidoczniej wpadła na zupełnie inny plan, wyciągając do niego dłoń na powitanie. Zaskoczony tym gestem, wszak przywitali się już wcześniej, ujął ją jednak z gracją, składając na niej delikatny pocałunek, tak jak wymagała tego od niego etykieta.
- Fleming. Leonel Fleming. – Również się przedstawił, nawet nie hamując uśmiechu. Nieczęsto można go było oglądać na jego twarzy, a szkoda, bo wyraźnie ocieplał jego mroczny i posępny na co dzień wizerunek. Nie spodziewał się takiego przebiegu zdarzeń, ale nie miał nic przeciwko niemu. Z Talią wiązał wiele przyjemnych wspomnień, a z tego względu, kobieta niewątpliwie mogła sobie pozwolić na więcej w jego obecności. Kiedy upewnił się w tym, że ma do czynienia z aurorką, naprawdę żałował, że nie mogą powrócić do szkolnych lat i ponownie sprawdzić się w pojedynku.
- Jeżeli kiedykolwiek jakiś auror miałby mnie przyłapać na gorącym uczynku, to nie ukrywam, że byłoby miło, gdyby była to właśnie Pani. – Fakt, że w istocie rozmawiał z kimś, kto ścigał czarnoksiężników i przemytników w ogóle nie zbił go z tropu. Nie widział przeszkód, by zagrać w tę grę, nawet jeśli w rzeczywistości Vries mogłaby ruszyć za nim w pościg. Póki co nie pozostawił po sobie żadnych śladów, nie wzbudzał żadnych podejrzeń, które mógłby dopiero podsycić, gdyby zaczął reagować nazbyt nerwowo lub próbował się wycofać z tego rodzaju rozmowy. Zresztą nie bez powodu zajmował się nielegalną działalnością. Potrzebował adrenaliny, a to, że właśnie rozmawiał z aurorką jedynie zaogniało atmosferę, sprawiając że przyjemnie balansował na krawędzi.
- Nie ma. – I on powtórzył po niej te słowa niczym mantrę. Nie zamierzał nawet robić jej wyrzutów z powodu naprędce wychylonej zawartości szklanki. Wręcz przeciwnie, poszedł w jej ślady, ponownie napełniając szklanki. Pamiętał, że miała wyćwiczoną w pojedynkach rękę, ale czy także i mocną głowę? To się okaże. Na razie zwrócił uwagę na jej podekscytowaną reakcję, kiedy tylko wspomniał o wspólnej rozgrywce. Niegdyś połączyła ich miłość do rywalizacji, więc warto było przypomnieć sobie jak to jest stanąć po dwóch stronach barykady. Sęk w tym, że widział również kompletne zdezorientowanie na twarzy Talii, co skutecznie zniechęciło go do wcześniej rzuconej propozycji rozegrania partii bilardowej. Nie chciał, by kobieta wyrzucała mu później, że znał grę i już od początku miał przez to przewagę.
- Zapomnij, nauczę Cię następnym razem. – Zrezygnował z grzecznościowych form, a zaraz po tym machnął rękę, pokazując zaraz swojej partnerce na drzwi znajdujące się tuż obok baru. – Chodź, mam karty. – Poker zdecydowanie lepiej współgrał z whiskey, toteż zgarnął z lady napoczętą butelkę i ich szklanki i ruszył wraz z panną Vries do pomieszczenia na zapleczu. Stwierdził, że tam nie będą skazani na gwar i tłumy, a tym samym znacznie łatwiej będzie im w spokoju porozmawiać. Kiedy więc tylko usiedli, upił łyka swojego trunku i sięgnął po pięć kart, spoglądając na nie ukradkiem. Wiedział już ile z nich będzie chciał wymienić, ale póki co, nie odzywał się, obserwując uważnie twarz swojej przeciwniczki.
Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
Galeony : 159
  Liczba postów : 184
http://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17558-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
http://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyNie Paź 20 2019, 23:25

Czasem tak bardzo pragniesz być sam, że mimowolnie zaczynasz budować wokół siebie mur, pozostawiając wszystkich innych na zewnątrz. Każda Twoja decyzja jest jak cegiełka, która wznosi go ponad chmury, a Tobie nie zostaje nic poza samotnością, której – paradoksalnie, wbrew wszystkiemu, wcale nie chcesz. Boisz się tylko, że ponownie zostaniesz postawiony przed faktem dokonanym: ktoś odszedł, kogoś już nie ma i musisz sobie z tym poradzić. Musisz to przełknąć, unieść się ponad to, nauczyć się wstawać w łóżka w tym nowym świecie. Dlatego zamiast tego, to Ty postanawiasz być tą osobą, która odchodzi, rezygnujesz ze wszystkich relacji, z każdej namiastki bliskości, udając, że jesteś panem sytuacji, kiedy tak naprawdę jesteś uwięzioną zwierzyną, która samowolnie weszła do klatki i zasunęła rygiel. Dorosła Talia właśnie była taką pojmaną lisicą, stroniącą od wszelakich uczuć, zakazującą sobie najmniejszych gestów – dlatego też, kiedy w końcu jej skóra dotykała tej drugiej, włączał jej się w głowie alarm, że to za dużo, że nie wolno. Cofała więc rękę i odwracała spojrzenie, dokładnie tak samo jak odwróciła teraz wzrok od oczu Leonela. Chociaż zawsze ją one ciekawiły. Były wyjątkowo jasne, prawie zlewające się z białkami. I gdy odpowiednio padnie światło, miało się wrażenie, że mężczyzna patrzył na wskroś, na wylot. Jakby czytał z Ciebie jak z księgi, znudzony treścią rozdziałów. Uniosła dłonie, by rozmasować sobie skronie, jednocześnie wyczuwając tętno pod opuszkami. Żyje. Ba, nie tylko żyje, co więcej – krew buzuje w jej żyłach, a serce bije szybciej, niż normalnie. Była jednak świetna w opanowywaniu emocji. Nabrała więc głęboko powietrza, wracając do poprzedniej miny, czyli promiennego pół-uśmiechu, mając nadzieję, że jego blask zasłoni nieco nieobecne spojrzenie.
- Zastanawiam się, co takiego mógłby ktoś zrobić, byś zechciał go wyrzucić. – Przekrzywiła głową, pozwalając kosmykom swobodnie wysunąć się zza ucha i opaść na jej policzku. Blade dotąd lico nieco poróżowiało, przybierając na kolorze równolegle do wypijanych łyków whisky. Czy jego w ogóle da się wyprowadzić z równowagi? Nigdy chyba nie widziała go wściekłego. Dałaby teraz dziesięć galeonów za to, że bez względu na emocjonalne uniesienia, twarz Leonela wyraża taką samą beznamiętność. W przeciwieństwie do niego, aurorka słynęła z szerokiego spektrum mimiki. Dokładnie można było po niej poznać kiedy jest smutna, szczęśliwa, a kiedy zła. Pomijając momenty, w których starała się to kontrolować. Albo wtedy, kiedy jest w pracy, w której to zazwyczaj jest skupiona i spięta. Mimo wszystko, były ślizgon widział ją zarówno wtedy, kiedy się śmiała, jak i wtedy kiedy krzyczała (a jej wybuchy złości były gwałtowne jak grzmoty, pełne wrzasków i przekleństw, o które mało by kto ją posądzał), albo płakała. Za to ona widziała tylko jedno wydanie Leonela Fleminga. Z delikatnie wygiętymi ustami i bystrym, ale jakby znudzonym spojrzeniem. Z biegiem lat Lia upodabniała się do takich jak on – do tych kamiennych twarzy, snujących się po świecie, mając przed nim do ukrycia więcej, niż mogłoby się wydawać. Na szczęście, widocznie odprężył się w jej obecności, opuścił gardę. Prawie jakby się cieszył na jej widok.
- Czy ja wiem… wydaje mi się, że po prostu miała na mnie pewien plan, który próbowała mi pomóc zrealizować. Na swój sposób, oczywiście. Gdybyś tylko wiedział, jak to wygląda we Francji. Każdy jest taki ekspresyjny! Wszystko jest jakby kreślone grubszą kreską, same skrajności, żadnych półśrodków. Nie dziwne więc, że babce się już w głowie poprzewracało. – Czy to od alkoholu, czy od wspomnień, jeszcze bardziej poczerwieniała na twarzy. Kiedy mówiła szybko, świetnie wyuczony angielski akcent nieco się rozmywał, ustępując charakterystycznej, francuskiej nucie. Prawdą bowiem było, że w porównaniu do francuskich przedstawicieli magicznych rodów, ich brytyjscy koledzy wydawali się bardzo sztywni i konserwatywni. Więc kiedy połączysz francuski ród z genem wil, możesz uzyskać tylko jedną mieszankę: pełną namiętności, zawirowań i zadziorności. Pełen zestaw cech, które odziedziczyła Vries. Nie można w końcu zapomnieć, że chociaż kilka pokoleń wstecz dzieliło Talię od wilowej przodkini, to nadal ma ona w sobie nieodparty urok, na który niejeden dał się już złapać. W końcu będąc we Francji korzystała z niego jak z karty przetargowej, kusząc nagimi udami i odważnymi gestami. Wszystko to jednak było bez głębi, bardzo niezobowiązujące. Po powrocie do Londynu ciężko było jej się na początku przestawić na beznamiętne powitania i brak tej lekkości w kontaktach. Oblizała wargi, koniuszkiem języka zbierając z nich pozostałe krople alkoholu. Czegoś jej brakowało, jakiegoś przełamania smaku. Chociaż musiała przyznać, że mugolski trunek był zaskakująco dobry – o wiele lepszy niż znana przez wszystkich, nieco nudna już Ognista. Uniosła się na łokciach nad barem, zaglądając z rozbawioną miną za kuluary sanktuarium Pana Fleminga. Uśmiechała się przepraszająco, rzucając pod nosem, że może ją skarcić za takie panoszenie. W końcu jednak dojrzała mały półmisek z samo krojącymi się cytrynami. Wyciągnęła po nią dłoń i szybko opadła pośladkami na taboret, cofając rękę do siebie – co by nie mógł jej w nią klepnąć za taki brak manier. Wcisnęła cząstkę cytryny do szklaneczki, a zagubioną kroplę, która spływała w dół jej nadgarstka najzwyczajniej w świecie zlizała.
- No, proszę Pana, teraz możemy iść. Jestem gotowa. – Rzuciła, wstając. Od razu nieco zakręciło jej się w głowie, niespostrzeżenie jednak złapała równowagę. Oho, chyba nie miała tak mocnej głowy jak wcześniej zakładała. Niech to. Musi albo zwolnić z piciem, albo zwymiotuje jak będzie się teleportować do domu. Jednak w tym momencie nawet nie myślała o powrocie, było jej dobrze w jego towarzystwie. 
Uwierz mi, nie chciałbyś być przeze mnie złapany. W pracy nie mam litości. – Dodała, naciskając na ostatnie słowo. Prawie miała ochotę streścić mu ostatnie kilka dni w pracy, jednak na myśl, że w areszcie wciąż czeka na nią człowiek, którym musi zająć się w poniedziałek, sprawił, że nieco się nachmurzyła. Podkreśliło to tylko jej fanatyczne podejście do pracy. Najchętniej pracowałaby cały czas, rezygnując z osobistego życia. Tymczasem kierowała się jednak za Leonelem na zaplecze, gdzie było o wiele ciszej i swobodniej. Takie kameralne warunki bardzo jej pasowały, tym bardziej, że byli tu tylko we dwoje – nikt więc nie mógł im przeszkodzić w konwersacji. Napomknęła tylko, że teraz będzie musiał wytłumaczyć jej zasady tej gry z piłeczkami i kijkami. Billard, tak? Wydajesz się tyle wiedzieć o mugolskim świecie. O wiele więcej niż ja. Opowiesz mi kiedyś o nim? Przecisnęła się przez wąski korytarz zawalony kartonami z alkoholem, by przejść do niego większego pomieszczenia, które równie dobrze mogło robić za małe biuro Leonela. Mężczyzna szybko znalazł karty, mniej więcej tak szybko, że ledwo przyłożyła szklankę do ust, a on już czekał na jej ruch. Pokerowa twarz, o. To określenie pasowało do Leonela jak do nikogo innego. Zaśmiała się cicho, siadając naprzeciwko niego. Niech mu będzie. Sięgnęła po karty, przyglądając im się z wciąż niegasnącym uśmiechem. Chyba wkrótce policzki ją zaczną boleć od tego naprężania mięśni, ale nie mogła nic na to poradzić. Była najzwyczajniej na świecie szczęśliwa, jakby w końcu ktoś zdjął jej z głowy woal szarości, odsłaniając świat w pełnej krasie. A oprócz tego, ku widocznemu zadowoleniu z samej siebie, wygrała turę, zbierając lepsze figury. Ułożyła w wargi w podkówkę, jakby nabijając się trochę ze swojego towarzysza. Zaraz jednak przypomniało jej się, że chciała mu coś powiedzieć:
- Pamiętasz Nathaniela? Na pewno, jak mógłbyś zapomnieć. W pewnym momencie wyjechał, ale wiesz, ja… - przerwała, zastanawiając się jak ułożyć słowa. Ja nie byłam w stanie o nim myśleć. Ja miałam ważniejsze rzeczy na głowie. Ja byłam złamana, nie było mnie właściwie, rozpadłam się. Ja umarłam z moim ojcem. Ja odrzuciłam i Ciebie i niego, odsunęłam się, zrezygnowała z was. Ja, ja, ja. Spotkałam go ostatnio! I to właściwie jeszcze dosyć przypadkiem. Właściwie to mega przypadkiem. Można by uznać, że to było spotkanie po latach, jak z opowieści. Tylko, że zaatakowały nas akromantule. – Po każdym zdaniu robiła przystanek na mały łyczek whisky. Tak łatwiej było jej się odseparować od myśli o feralnym roku w Hogwarcie, który gwałtownie został przerwany przez informacje o śmierci jej ojca. Rano jeszcze jadła śniadanie z przyjaciółmi, by wieczorem stać nad jego trumną. Gdyby tylko wiedziała, że bar, w którym pije właśnie ze swoim starym przyjacielem należy także do Bloodwortha, pewnie uznałaby, że w jej życiu jest ostatnio zbyt wiele zbiegów okoliczności.
- Zupełnie nie spodziewałam się go ponownie zobaczyć. A tym bardziej nie spodziewałam się zostać zaproszona na bankiecik zaręczynowy. I to jeszcze z Emily. – Pamiętała tą dziewczynę, widziały się kilka razy, jeszcze kiedy Talia umawiała się z jej bratem. Spotkanie na przyjęciu będzie bardzo, ale to bardzo niezręczne. Jeszcze w ogóle nie zdecydowała się, czy na nie pójdzie, bojąc się, że nie podoła tym wszystkim znajomym twarzom i wspomnieniom. Kto by pomyślał, że chłopak (Nathaniel), który podrywał wszystko co ma dwie nogi, skończy w aranżowanym małżeństwie? Chociaż w sumie, czego by się spodziewać po jego ojcu. To spotkania z nim bała się najbardziej. W końcu nikt nie był tak blisko z ojcem Talii jak on. 
- Uznajmy, że mam ostatnio jakiś powrót do przeszłości. – Przełknęła ślinę, kończąc swój monolog. Uniosła szklankę w górę, jakby w geście wzniesienia toastu. – Naprawdę dobrze Cię widzieć. Bardzo dobrze.




Kostki: 5
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 617
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyPon Paź 21 2019, 23:32

Uwięzioną zwierzyną… Ah, jak wiele razy czuł się dokładnie tak samo. Poza garstką najbliższych nie miał nikogo, a samotność doskwierała mu nader często. Nie miał żadnych trudności w nawiązywaniu relacji, ale większość z nich była raczej płytka i powierzchowna. Z własnej, nieprzymuszonej woli nie dopuszczał do siebie ludzi - czasami nawet takich, na których mogłoby mu zależeć lub zależało - zważywszy na swój stosunkowo ryzykowny fach. Niekiedy wolał po prostu trzymać innych z daleka od siebie, by nie narazić ich na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Może więc to i lepiej, że panna Swansea zdecydowała się do niego nie odzywać. Serce mu krwawiło, ale jednocześnie miał świadomość tego, że nie powinien bruździć w jej do cna niewinnym, czystym niczym łza życiu. Nie pasował do jej świata, a gdyby rzeczywiście się do siebie zbliżyli, prawdopodobnie jedynie zniszczyłby coś pięknego. Oczywiście nie potrafił do końca myśleć w ten sposób. Nie mógł zasunąć rygla i wyzbyć się uczuć, którymi darzył tę blondwłosą istotę. Gdyby tylko napisała do niego list, bez wahania wyszedłby, by się z nią spotkać. Po prostu tłumaczył sobie, że nieraz tak musi być, bo życie gorzki ma smak… Ktoś mógłby powiedzieć, że sam do tego doprowadził, że dźwigał swój własny krzyż, i wcale by się nie pomylił. Przecież wystarczyło zapomnieć o przemycie, pozostawić kryminalną przeszłość za sobą, a wyniszczające duszę wspomnienia odrzucić gdzieś na bok. Sęk w tym, że tego również nie potrafił. Tylko żyjąc na krawędzi, czuł że żyje naprawdę, a gdyby miał z tego wszystkiego zrezygnować, tak najpewniej wyzbyłby się również własnego „ja”. Wolał dźwigać ten krzyż, by palący ból przypominał mu, kim był i kim się stał.
Trudno było z jego twarzy coś wyczytać, ale i panna Vries zdawała się przyjmować obronną postawę. Widząc jej radosny uśmiech i czując dotyk jej dłoni, nie pomyślałby, że tak wiele ich łączy. Może to dlatego rozumieli się bez słów, nie zdając sobie nawet sprawy z tak licznych podobieństw? Wystarczyła szklaneczka whiskey, dym papierosa, by zaczęli wspólny taniec, podczas którego wreszcie czuł bliskość, której tak bardzo mu brakowało. Mimo upływu lat zdawało mu się, jak gdyby rozmawiał z nią wczoraj, a przez to nie chciał wypuścić jej z rąk i pozwolić odejść jak kiedyś.
- Mógłby na przykład krzywo na mnie spojrzeć. – Mruknął śmiertelnie poważnym tonem, bo i z tak błahych powodów zdarzyło mu się już wdać w jakąś bójkę. Kiedy coś go dręczyło, stawał się nieznośny i nierzadko wpadał w szał. Był wtedy jak tykająca bomba zegarowa. Jeden nieprzychylny gest wystarczał, by wzbudzić w nim niepohamowaną żądzę krwi i destrukcji, którą zresztą często kierował nie tylko przeciwko innym, ale również i przeciwko samemu sobie. Nie zdołałby przecież zliczyć, ile butelek whiskey wlał w swój organizm, by zabić to, co zatruwało go od środka. Nie umiał także powiedzieć jak często świadomie pakował się w tarapaty, by udowodnić sobie samemu, że ostatecznie i tak uda mu się z nich wyjść bez szwanku. Jeśli więc Talia zastanawiała się czy da się wyprowadzić go z równowagi, to w istocie było to możliwe i niezwykle zgubne w skutkach. Trzeba jednak przyznać, że nie było to równocześnie zadanie łatwe. Na co dzień towarzyszył mu wszak stoicki spokój i niewzruszona, pokerowa twarz. Musiał mieć naprawdę parszywy humor, żeby ktoś doprowadził go do tak niszczycielskiego stanu. Z reguły starał się bowiem trzymać emocje na wodzy, nie zdradzając niczego, co mogłoby działać na jego niekorzyść. Chorobliwa ostrożność… miał jednak swoje powody, bo wiele spraw musiał w swym życiu ukrywać.
- Skrajności są niebezpieczne, i często nierealne. Chyba mimo wszystko wolę widzieć świat w odcieniach szarości. – Odniósł się do jej jakże barwnej wypowiedzi o Francji, co do której sam miał mieszane uczucia. Nie przepadał ani za tym językiem, ani za tą narodowością. Miał wrażenie, że mieszkańcy tego kraju są strasznie zarozumiali. Tak, zdawał sobie sprawę z tego, że przesadnie generalizował, ale nawet ktoś taki jak on padał nieraz ofiarą stereotypowego myślenia.
To była jednak tylko jego opinia i nie miał nic przeciwko zupełnie odmiennym poglądom. Gdyby nie to, nie przyjaźniłby się przecież ani z Blooworthem ani z Vries. Temat Francji wolał chyba jednak zbyć milczeniem, bo nierozsądnie byłoby się poróżnić przy okazji pierwszego spotkania po latach. Zamiast tego obserwował więc bacznie twarz Talii, każdy jej ruch, oddając się tym miłym wspomnieniom z czasów szkolnej beztroski. Odprężył się – nie dało się ukryć – a to przyniosło mu swego rodzaju ulgę. Mógł chociaż na chwilę zapomnieć o swej stanowczej postawie i nieznoszącym sprzeciwu spojrzeniu, zachowując się przy tym naturalnie i pozwalając sobie nawet na subtelny uśmiech, którego przy uroku takiej towarzyszki trudno byłoby sobie odmówić. Nie przeszkadzało mu nawet to, że zapuściła żurawia do jego świątyni, jaką było znajdujące się za barem zaplecze ani to, że panoszyła się, czując się tak, jak gdyby była u siebie. Jakby nie patrzeć, była jego gościem, którego na dodatek dawno nie widział, więc dawał jej pełne prawo do takiego zachowania. Nie poszedł jednak w jej ślady i nie sięgnął po cytrynę, jako że sam gorzki smak whiskey w pełni mu odpowiadał.
Kiedy oznajmiła mu swą gotowość do gry i podniosła się z barowego hokera, zauważył jej delikatne zachwianie. Zrozumiałe, wypili całkiem sporo w stosunkowo krótkim czasie, więc nawet i jemu zaczynało lekko szumieć w głowie. Jednak mimo tego, że sam naprędce zerwał się sprzed lady barowej, nie zdążyłby jej złapać, gdyby zbyt mocno przechyliła się w którąś stronę. Na szczęście nie było takiej potrzeby, bo panna Vries sama zdołała złapać równowagę, zupełnie nie przejmując się tym, co właśnie się wydarzyło.
- To dobrze. Nie powinnaś, skoro zobowiązana jesteś dbać o nasze bezpieczeństwo. Zresztą… nie miałbym wątpliwości, zawsze byłaś nieustępliwa. – Odpowiedział jej z uśmiechem, z błogą miną wspominając stawiany przez nią upór. Nawet kiedy przegrywała, nigdy nie składała broni, co czyniło ją godną uwagi przeciwniczką, a z czasem sprawiło, że stała się jego największą rywalką. Nieraz musiał zaciskać zęby, by zdołać przeciwstawić się ciskanym przez nią zaklęciom. Gdyby w Ministerstwie Magii rzeczywiście pracowali tylko tacy ludzie jak ona, problem przestępczości zmalałby o stokroć, a on sam prawdopodobnie musiałby się kryć po jakichś norach i melinach. Może przesadzał, ale panna Vries zdecydowanie należała do tego grona osób, którym można było zawierzyć i oddać się w opiekę.
- Bilard. – Powtórzył po niej, kiedy znaleźli się już sami na zapleczu. – Ostatnio stał się nawet popularny wśród czarodziejów, ale to prawda, nie da się nie docenić niektórych mugolskich wynalazków. – Zwykle nie obnosił się ze swym zamiłowaniem do niemagicznego świata, ale teraz zdawało się, że sam strzelił sobie w stopę. A chociaż dawno się nie widzieli, można by rzec, że Talia znała go na wylot, więc uciekanie przed jej słowami i tak niewiele by mu przyniosło. Czasami miał wrażenie, że ta kobieta potrafi w zupełnie nieświadomy sposób postawić go przed murem, a to udawało się niewielu osobom.
- A te dziwne piłki to bile. – Pozwolił sobie jedynie zauważyć, wzdychając przy tym ciężko. Nie miał jednak swej partnerce za złe tej ignorancji. Obracając się w kręgach czystokrwistych czarodziejów zdążył już do niej przywyknąć, a może nawet i w pewnym stopniu nią przesiąknąć. – Opowiem Ci; i o bilardzie, i o innych tajemnych przedmiotach… o ile nie zdecydujesz się znowu zniknąć. – Dodał zaraz po tym, odbijając piłeczkę w jej stronę i odsuwając od siebie tematy, których akurat w tej chwili wolał nie rozwijać. Chyba osiągnął swój mały sukces, bo rzeczywiście urwali tę rozmowę wpół, wspólnie zasiadając do kart i kolejnego drinka. Poker. Jego żywioł. Zabawne, że już przy pierwszej rozegranej partii Talia sprowadziła go do parteru.
- Za bardzo mnie rozpraszasz. – Westchnął ciężko, choć tak jak zwykle nie dawał za wygraną, a rywalizację z panną Vries mógłby nazwać niekończącą się historią, tak tym razem jej obecność, tak po prostu, chyba przesłoniła myśl o zwycięstwie. Za bardzo koncentrował się na niej samej i na ruchu jej warg, by pamiętać o wyliczeniu prawdopodobieństwa wystąpienia korzystnych dla niego układów.
- Akromantule? Przypomnij, gdzie Wy w ogóle się spotkaliście? – Próbował odtworzyć sobie tę sytuację, ale nie miał pojęcia, gdzie ta dwójka się szlajała, że wpadła akurat na stadko śmiertelnie niebezpiecznych, magicznych pająków. Nie był również pewien, dlaczego kobieta zdecydowała się o tym wspomnieć. Chciała w ten sposób uciszyć swoje wyrzuty sumienia? Pokazać, że wróciła i zapragnęła odtworzenia dawnej paczki z Hogwartu? On i tak zawsze widział w niej miejsce dla Talii. Nawet jeśli pojawiła się tutaj nagle, wracając nie wiadomo skąd, przez dłuższy czas nie pamiętając o istnieniu jego i Bloodowortha. Przed nim nie musiała się wcale tłumaczyć. Rozumiał, i to mimo tego, że nie potrafił czytać w jej myślach. Nie potrzebował takich zdolności.
Wychylił całą zawartość szklanki jednym haustem, po czym nalał sobie kolejną dawkę procentowego trunku. Przyzwyczaił się do niego na tyle, że ten koił jego nerwy i paradoksalnie sprawiał, że „trzeźwiej” mu się myślało. Przez dłuższą chwilę milczał, odpalając papierosa, po wcześniejszym wyciągnięciu paczki w kierunku swej towarzyszki, ale ożywił się, kiedy usłyszał o przyjęciu zaręczynowym Nathaniela i swojej dalekiej kuzynki. Nie wiedział, że zaproszona została również Vries.
- Możemy sobie wzajemnie towarzyszyć. – Przerwał taktycznie, zaciągając się tytoniowym dymem. – O ile zachowałaś do tej pory tę czerwoną suknię, w której wystąpiłaś na zakończenie roku. – Dodał zaraz, uśmiechając się przy tym zawadiacko, zaś jego słowa można było odczytać jako wyjątkowo zawoalowany komplement. Rzadko bowiem wypowiadał je bezpośrednio, a jeśli już to robił, niewątpliwie miały one znacznie większą moc i wydźwięk. Pamiętał jednak, że wtedy, podczas uroczystej uczty Talia wyglądała olśniewająco.
Rozdał im kolejne karty, ale póki co nawet do nich nie zaglądał, mimo że miał nadzieję że tym razem los szerzej się do niego uśmiechnie. Zamiast tego uniósł swoją szklankę, zachęcając Talię do tego, by stuknęli się szkłem.
- To co? Za powroty do przeszłości.

Kostka - I rozdanie: 3
Kostka - II rozdanie: 5
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30506
  Liczba postów : 52245
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Pub Upswing QzgSDG8




Specjalny




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyWto Paź 22 2019, 18:56

Wybaczcie, że przeszkadzam, nie wpadam na długo!

@Leonel Fleming

Bycie właścicielem pubu to niezwykle niewdzięczna robota. Nadzorowanie pracowników nie raz i nie dwa mogło wpływać negatywnie na atmosferę w lokalu, ale wszyscy zawsze jakoś to rozumieli. Czujne oko pracodawcy nie było przecież skierowane na podwładnych złośliwie, a czystej konieczności przyjrzenia się ich zaangażowaniu w obsługę czy sumienności w przygotowywaniu faktur. Któregoś wieczoru, kilka dni po ostatnim dniu wypłat, Leonelowi zdarzyło się zmrużyć oko w jednym z ustronniejszych pomieszczeń lokalu. Wystarczyła chwila, aby zmęczony mężczyzna znużył się przeglądaniem niekończącej się tabeli wydatków i zysków, która szyfrem informowała go o konieczności podniesienia cen najczęściej wybieranego alkoholu bądź zmniejszenia opłat za przyjmowanie zakładów. Trudno powiedzieć jak bardzo Leo zagłębił się w te informacje zanim zasnął, gdyż to już miał zweryfikować dzień jutrzejszy, a dziś nie było już czasu na takie dywagacje. Kiedy właściciel śpi, pracownicy się panoszą. Kiedy zasiadał w tym wygodnym miejscu nie mógł wiedzieć, że na dzisiejszą, późną noc kilku byłych pracowników na spółkę z obecnymi zaplanowało sobie nocną wycieczkę do upswingowego sejfu z dziennym, przecież całkiem niemałym utargiem.

Na początek rzuć jedną kością k6.
Wynik parzysty oznacza, że Leonel obudził się z drzemki i usłyszał kroki. Możesz wówczas wyjść z pomieszczenia i rozpocząć poszukiwania źródła hałasu. Wynik nieparzysty oznacza, że sen był zbyt twardy, aby uszy wychwyciły przyciszone rozmowy i niepewne kroki tuż przy drzwiach wejściowych.

______________________

Pub Upswing Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 617
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyWto Paź 22 2019, 20:54

/w innym czasie

Zakładając wraz z Bloodworthem nowy pub pomiędzy ulicą Pokątną i Śmiertelnym Nokturnem, wzięli pod uwagę dokładnie wszystko, a przynajmniej tak im się z początku wydawało. Zabezpieczenie budynku zaklęciami antywłamaniowymi, a także rzucenie na zaplecze i ich prywatną salkę jednego z potężniejszych czarów ochronnych w postaci Tueri Abi niewątpliwie należało uznać za wyraz daleko posuniętej ostrożności, ale czy to wystarczyło, bu utrzymać inwestycję w ryzach? Nathaniel, pracując na pełnym etacie w Ministerstwie Magii nie miał tak wiele czasu, by doglądać ich wspólnego biznesu, ale Fleming radził sobie tutaj sam naprawdę doskonale. Pieczołowicie podchodził do swoich obowiązków, a podczas zatrudniania nowych pracowników każdego dokładnie sprawdzał i przez jakiś czas nadzorował, by mieć pewność, że można mu zaufać. Niestety był tylko człowiekiem, a ludzie mieli to do siebie, że nie byli nieomylni. Czasami nawet i jego zawodziła intuicja. W najgorszych snach nie spodziewałby się więc, że jego podwładni zaczną spiskować przeciw swemu pracodawcy, skrycie obmyślając plan, który miał im ułatwić dostęp do sejfu, a tym samym zagarnięcie dla siebie niemałej sumki stanowiącej dzienny utarg lokalu.
Tego wieczoru miał naprawdę wiele pracy, która wymagała od niego pełnego skupienia. Sęk w tym, że życie przynosiło mu ostatnio wiele, niekoniecznie przyjemnych niespodzianek, a niektóre z nich sprawiały, że aż gotowała się w nim krew. Do dokonywanych rozliczeń siadł więc z butelczyną whiskey, a przeglądając obszerne zestawienia zysków i wydatków, popijał kolejne szklanki gorzkawego, wysokoprocentowego trunku. Jak łatwo było się domyślić, alkohol i tak skomplikowane kalkulacje nie stanowiły najlepszego połączenia. Nawet potężna dawka nikotyny i spożytej w międzyczasie kawy nie pomagały w zwalczeniu kompletnego wyczerpania materiału. Jeszcze raz umoczył więc pióro w kałamarzu, dokonując ostatnich poprawek, po czym odłożył część papierów na ogromny stos po prawej stronie biurka, decydując się na chwilę przerwy. Sięgnął po Proroka Codziennego, skupiając wzrok na artykule dotyczącym festiwalu muzycznego, ale nie zdołał doczytać go do końca, powoli zatracając kontakt z rzeczywistością. Nie minęło kilka minut, kiedy w pełni oddał się w objęcia Morfeusza. Cóż, ostatnimi czasy rzeczywiście się nie wysypiał.
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30506
  Liczba postów : 52245
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Pub Upswing QzgSDG8




Specjalny




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySob Paź 26 2019, 13:17

Lekkie, ciche kroki na korytarzu zdradzały ruch co najmniej kilku osób. Włamywacze przemykali przez teren pubu w przemyślany sposób. Nie tracili czasu na rozglądanie się po wyposażeniu, doskonale wiedzieli gdzie powinni podążać, aby znaleźć się w odpowiednim miejscu. Dostanie się do sejfu nastręczyło im już więcej trudności, wszak w ich gronie nie było osoby, która znałaby się na tej sztuce. Chociaż było to dla nich pewne utrudnienie, jednocześnie stanowiło to doskonałą przykrywkę. Jutro, zapewne, pierwszym podejrzanym będzie właśnie osoba znająca dostęp do sejfu. Dostali się tam inwazyjnie i zdążyli złapać tyle złota ile tylko unieśli w dwóch garściach. Musiało być ich sporo, w końcu skradli całe 80 galeonów, połowę twojej miesięcznej pensji, a potem wręcz rozpłynęli się w powietrzu. Po przebudzeniu, znajdujesz kompletnie zniszczoną kasetkę na utarg i opustoszały bar. Najwidoczniej któryś z nich był fanem szkockiej, bo wylewitował stąd lwią część twoich zapasów. Nic więcej nie ucierpiało, na Twoje szczęście.

Jeśli napiszesz osobny post na co najmniej 500 wyrazów, w którym opiszesz rozliczanie się z pozostałymi pracownikami, możesz otrzymać 100% wypłaty. W innym wypadku, należy ci się wyłącznie 50%.

______________________

Pub Upswing Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 617
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyNie Paź 27 2019, 21:08

Obudził się z ogromnym bólem głowy, początkowo nie dostrzegając nawet niczego niecodziennego. Raczej wściekły był o to, że przesadził z whiskey i usnął nad istotnymi papierzyskami, kompletnie zapominając, na jakim etapie zakończył swoje rozliczenia. Wiedział, że musi przejrzeć wszystkie zestawienia zysków i wydatków do końca dnia, więc wstał z krzesła, żeby zrobić sobie czarną, mocną kawę i jakoś przywrócić samego siebie do porządku. Po drodze dojrzał zniszczoną kasetkę na utarg, co rozbudziło go zdecydowanie skuteczniej niż potężna dawka kofeina. „Kurwa” – przez myśl przeszło mu tylko to jedno słowo, bo zdał sobie sprawę z tego, że właśnie został oskubany przez swoich pracowników. Nie miał co do tego żadnych wątpliwości, bo nikt inny nie znał kodu do sejfu. Osiemdziesiąt galeonów zniknęło, a on musiał opracować jakąś strategię. Zanim jednak zastanowił się nad rozwiązaniem tej sytuacji, wściekły złapał za butelkę i rzucił nią o ścianę, rozcinając sobie rękę o odłamek szkła. Tym razem przeklął już na głos. Nie miał jednak czasu na zajmowanie się swoją raną. Zamiast tego naprędce zorganizował spotkanie ze swoimi podwładnymi.
- Jak część z Was z pewnością wie, w nocy zostały skradzione pieniądze z sejfu i spora część zapasów szkockiej. – Wbrew pozorom całe to zdarzenie przedstawił niezwykle spokojnym tonem. Cóż, gra aktorska była jego mocną stroną, a musiał użyć podstępu, by wykryć winowajców.
- Rozumiem pokusy, dlatego proponuję proste rozwiązanie. Ten, który przyjdzie do mnie i przyzna się do winy, opisując przebieg zdarzenia i pracowników uczestniczących w kradzieży, nie poniesie konsekwencji, a nadto zyska premię w wysokości 50 galeonów. Musimy się przecież szanować, prawda panowie? Oferta jest ważna do jutrzejszego wieczoru, zorganizujemy wtedy kolejne spotkanie. – Przedstawił swoje warunki, a następnie udał się do gabinetu, oczekując na rozwój wydarzeń. Zabawne jak ludzie potrafili być naiwni i łasi na łatwy zysk. Nie musiał nawet wyczekiwać następnego dnia. Jeszcze tej samej nocy przyjął dwóch facetów, którzy przyszli do niego z podkulonym ogonem i wyjawili całą prawdę. Ich zeznania od siebie nie odbiegały, a Fleming przynajmniej wiedział już dokładnie kogo musi wywalić z tej roboty.

Następnego wieczoru przybył na spotkanie w o wiele lepszym nastroju, uśmiechając się nawet półgębkiem do swych parobków. Oczywiście mówiąc „parobek” miał na myśli tych, którzy właśnie mieli pożegnać się ze swoją posadką. Tych, którzy byli mu wierni szanował i zamierzał nawet nagrodzić za ich uczciwość. Przeszedł powolnym krokiem koło każdego z pracowników, niektórych z nich wskazując gestem dłoni.
- Ty… Ty… Ty… i Ty. Wypierdalać i więcej nie pokazywać mi się na oczy. A straty potrącam z Waszych miesięcznych pensji, więc o odprawie możecie zapomnieć. – Miał na głowie zbyt wiele obowiązków, by egzekwować od nich wszystko to, co skradli. Przepracowali u niego jednak praktycznie cały miesiąc, więc niewypłacanie im wynagrodzenia właściwie wyrównało jego szkodę. Nie omieszkał jednak przypomnieć innym o zasadach panujących w Upswingu, a chcąc uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości, zrealizował również swój drugi plan.
- Cała reszta. – Przerwał na chwilę, odpalając papierosa. – Dostaniecie po dwadzieścia galeonów za wzorową pracę. Liczę na to, że współpraca będzie się układała równie dobrze jak do tej pory i że będziecie mnie informować, gdyby ktoś postanowił się wyłamać podobnie do naszych dawnych kolegów. – Dodał wreszcie, dotrzymując oczywiście słowa. Każdy na tym zyskał, a Leonel zajął się naprawą sejfu. Zmienił również kod, którego tym razem nie podawał nikomu z podwładnych. Pracujący na danej zmianie mieli przekazywać pieniądze bezpośrednio na jego biurko, a on sam ukrywał je za zaszyfrowaną blokadą. Zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że będzie to najskuteczniejsze z dostępnych zabezpieczeń.

zt.
Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
Galeony : 159
  Liczba postów : 184
http://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17558-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
http://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Paź 30 2019, 22:38

Nie spuszczała go z oczu. Rejestrowała każdy grymas, każde zamyślenie, każdy promyk uśmiechu, który przebiegał przez jego twarz. Tyle samo było w tym ciekawości, co tęsknoty, minionego czasu, który chciał wszystko nadrobić w jeden wieczór. Kiedy już odwracała spojrzenie, to po to, by zanurzyć się w smaku alkoholu. Dziś wszystko miało mocniejszy wyraz. Kiedy podał powód, dla którego mógłby się kogoś z baru pozbyć, nie zwątpiła w to nawet na sekundę. Coś w nim takiego było, co podpowiadało jej, że wbrew opinii, którą o nim ma, Pan Fleming może lubować się w sprawianiu bólu. Miał w sobie tą pierwotną, zwierzęcą nutę, którą mimo, że dobrze maskował, to ukazywała się ona co jakiś czas w mikro ekspresji jego twarzy. W głowie stworzyła sobie na szybko scenariusze, w których rzuca się on na swoich przeciwników, rozrywając im gardła gołymi rękami. Nie no, Lia, bez przesady. Nie mogła się jednak pozbyć tego wrażenia, że mimo, iż dla niej był ciepły, dla kogoś może być lodową górą. Zastanawiała się, czy we wszystkich aspektach swojego życia, ma skłonności do maskowanej brutalności. Stop. Przestań. Nie myśl o nim w  t e n  sposób. Cholera, Lia, przestań się czerwienić.
Na wspomnienie o skrajnościach i szarościach, uciekła mu na moment myślami, zagłębiając się w samą sobą. Kiedyś jeszcze mogłaby powiedzieć, że szarość ją nudzi, że to najgorsze co może być. Teraz chyba była jej uosobieniem. Nie dziwiły jej myśli, że stała się tym, czymś, czego nienawidziła. Przyzwyczaiła się do tego. Oczywiście miewała lepsze chwile, ale czym byłe chwile do ciągłego, nieprzerwanego potępiania samej siebie. Cholerny perfekcjonizm. Tak rzadko umiała sobie odpuścić.
Kiwała głową, słuchając o tej mugolskiej grze, która nie wydawała się taka trudna do pojęcia. Na twarzy kobiety gościł uśmiech, tym większy, że Leonel mówił w sposób, jakby mieli zobaczyć się jeszcze w niedalekiej przyszłości, jakby nie miało być to jednorazowe spotkania. Miło połaskotało ją to gdzieś w środku. Gdzieś pomiędzy jednym, a drugim oddechem rzuciła, że nawet nie zaczęła go jeszcze porządnie rozpraszać, że jeszcze ma wiele sztuczek do pokazania. Uśmiech jednak znikł w tej samej sekundzie, w której nawiązał do jej zniknięcia. Zacisnęła mocno zęby, prawie czuła jak trzeszczą one wewnątrz jej ust, gotowe by wyłamać się pod naporem. Powiedział to takim tonem, takim lekkim, jakby to był wyjazd na wakacje, jakby po prostu skoczyła sobie na dłuższy urlop, mając wszystkich gdzieś. Zastanawiała się, czy mu odpowiedzieć, odgryźć się, warknąć, by nie poruszał tego tematu, ale on sam zdawał się postawić kropkę i ruszyć myślami dalej. Podążyła za nim, ostatecznie się rozluźniając. Przecież nie miał niczego złego na myśli.
Prawdą jest to, że jeśli Talia ma do czegoś talent, to jest to znikanie. Rozpraszanie się w powietrzu, jakby nigdy jej tak naprawdę nie było. Jakby była częścią innego świata, tego ulotnego, który widzi się tylko kątem oka – sekunda i już jej nie ma. Jednak trzeba zaznaczyć, że tylko jedno z jej zniknięć było zaplanowane. Pierwsze, kiedy dowiedziała się o śmierci ojca, wyniknęło samo z siebie. Miała prawie szesnaście lat, uczyła się na przedostatnim roku podstawowej nauki w Hogwarcie, kiedy po prostu pewnego dnia wstała od stołu w Wielkiej Sali i zniknęła, wracając po trzech miesiącach. W międzyczasie nie tylko została osobiście poinformowana przez dyrektora o tym co się wydarzyło, miała również czas by przeżyć żałobę na wszystkie możliwe sposoby. Mówi się, że ostatnim stadium jest pogodzenie się z nową rzeczywistością. Ona nigdy się na to nie zdobyła. Nawet po dziesięciu latach. Kiedy wróciła w mury zamku, była już zupełnie inną osobą. Świat zmazał ze swojej powierzchni uroczą, zagubioną i współczującą istotę, a zamiast tego wypluł kobietę, którą jest dzisiaj. Zrodzoną z bólu i łez, rozczarowań i żałości, twardą jak marmur, ale i kruchą jak kreda, kiedy odpowiednio się naciśnie. Próbowała wtedy wrócić do swoich znajomych, do klubu pojedynków, do Nathaniela i do Leo. Czuła jednak, że nigdzie nie pasuje, a wszystko co dotyczyło starej jej, wydawało jej się zbyt obce, by na nowo nawiązać z tym nić porozumienia. Pozwoliła wszystkiemu umrzeć, wraz z biegiem czasu.
Za drugim razem odeszła z pełną świadomością. Od Dominika. Ale jego wspomnienie łamało jej serce, więc czym prędzej wycofała się na powierzchnię, nie dając się wciągnąć emocjom.
- Wpadliśmy na siebie w Dolinie. Wydaje mi się, że patrolowałam okolicę… chociaż nie, chyba byłam tam tak po prostu, bez celu. – Rzuciła, zaraz się poprawiając. Trochę głupio było jej na głos przyznać, że nawet po oficjalnych godzinach pracy stara się pilnować porządku. Co nie zmienia faktu, że właśnie dzięki temu raz ocaliła życie pannie Swansea. Może więc i nie było w tym nic głupiego? – W samym miasteczku, w ciemnej uliczce. Historia jak z taniego horroru, na szczęście były dosyć młode. Kilka miesięcy, nie więcej. Nie zmienia to faktu, że sytuacja była… kiedy powiem, że prawie się zesraliśmy ze strachu, to mniej więcej opiszę nasz stan w tamtej chwili. – Lia nie przeklinała często, ale kiedy już to robiła, to sytuacja była tego naprawdę warta. Częściej wulgarna bywała, gdy mówiła po francusku, jakby ten język bardziej pasował jej do obelg. Wtedy nawet sprawiało jej to przyjemność. Przechyliła prawie pustą szklankę, obserwując jak zawartość przelewa się z boku na bok. Gdy jednak Fleming ponownie się odezwał, prawie upuściła ją na ziemię.
Jego słowa całkowicie ją zdziwiły. Trudno jej było sobie ich nawet wyobrazić razem, dłoń w dłoń, tym bardziej na tak oficjalnym wydarzeniu. Tym bardziej, że nie była to byle jaka impreza, w tłumie obcych im ludzi. Właściwie, im dłużej myślała o zaręczynach Emily i Nathaniela, tym więcej powodów odnajdowała, by tam się nie zleźć. Wieczór ten był jak pole minowe, odpalające się na dźwięk jej kroków. Umysł jednak szybko podsunął jej jeszcze inną wizję – ich, we dwoje, kogoś z kim może się schować w razie czego za zasłoną, żeby uniknąć niechcianych spotkać. O, albo towarzysza z którym będzie mogła ukraść półmisek krewetek i wytrawne wino, po czym zaszyć się w ogrodzie. Po raz pierwszy chyba spojrzała na Leonela jak na mężczyznę, z krwi i kości, nie jak na echo przyjaciela z przeszłości, ciała wypełnionego wspomnieniami, chłopca, który nabijał jej siniaki. To spojrzenie przyniosło pewną świeżość i bardzo dużą dawkę ciekawości, dlatego pół oddechu po tym, kiedy skończył mówić, ona rzuciła:
- Tak.
Czerwona sukienka była pewnego rodzaju symbolem wkroczenia Talii w dorosłość. Szyta na miarę, z najczystszego atłasu, podkreślała jej krągłości i wąską talię, odkrywając może nieco więcej niż powinna. Przybyła do dziewczyny z samej Francji, a kiedy jej matka zobaczyła swoją córkę w tym czerwonym stroju, zaniemówiła na kilka minut. Z resztą, nie ona jedna; na oficjalnej uczcie, która kończyła pewien etap edukacji dziewczyny, ta czuła na sobie spojrzenia wielu osób. Część patrzyła z zazdrością, część z zaciekawieniem, a część patrzyła tak, jakby w ich myślach sukienka dawno leżała na podłodze, w zapomnieniu. Z całych sił próbowała sobie przypomnieć w której grupie był Leonel.
- Tak, towarzyszmy sobie. Cóż za oficjalne stwierdzenie.  – Rzuciła rozbawiona, papugując jego ton, przy okazji używając tych samych słów. Może i ona robiła mu przysługę? Może nie chce być tam sam, a jej obecność sprawi, że poczuje się lepiej, jakby miał przy sobie bezpieczny azyl, w którym zawsze mógł się skryć. Uniosła szklankę do ust, by przepić to rozbawienie i uczcić mały sukces, którego nie spodziewała się dziś osiągnąć. Ile lat minęło, odkąd ostatnio się widzieli? Nie potrafiła powiedzieć, ale celowała gdzieś pomiędzy sześcioma i siedmioma. Dlaczego więc miała wrażenie, jakby widzieli się tydzień temu, a spotkanie te było jednym z wielu, niczym dziwnym, a już na pewno nie żadnym odstępstwem od reguły? Może w tym była jej zguba; w tym, że nie wzięła pod uwagę miliona rzeczy, które się zmieniły, nawet przez sekundę nie pomyślała, że gdyby wyjęli sobie nawzajem z głów sekrety i tajemnice, to pewnie ułamek sekundy później celowaliby w siebie różdżkami, gotowi by zaatakować. Tymczasem jednak lubowała się w tym uczuciu beztroski, jakby w końcu naprawdę była obecna w swoim życiu, a nie tylko obserwowała je z boku. Sięgnęła przez stół po papierosa, bawiąc się chwilę nim, obracając go w dłoni. Wsunęła się fotel, drugą ręką wachlując rozgrzaną twarz. Nic to jednak nie dawało, a jej było coraz cieplej.
- Nie, nie. Żadnych powrotów do przeszłości. Za kreowanie nowej rzeczywistości i za to, co ona przyniesie. – Dodała powoli z wciąż nieodpalonym papierosem, którego w międzyczasie wsunęła pomiędzy wargami. Ostatnimi czasy zadowalała się takim niepełnym paleniem, delektując się samym gestem. Pomimo to sięgnęła do paska, wyciągając zza niego różdżkę, której czubek – za jednym, pewnie niezauważalnym gestem dłoni, rozżarzył się lekko. Przyłożyła ją do papierosa, a ten zapłonął, o czym świadczył dym, który zaraz wydobył się z ust aurorki. Cmoknęła zaraz po tym.
Kto by pomyślał, że to co nas zabija smakuje tak dobrze? – Odparła, nie patrząc na mężczyznę, za to lustrując uważnie karty, które jej przypadły. Tym razem los był jej mniej, niż niełaskawy, ale hej, to dopiero początek. I przede wszystkim, to towarzyska rozrywka. Chociaż… Zanim wymówiła następne słowa, na jej usta wpłynął połowiczny, cwaniaczki uśmieszek. Usta się uśmiechały, ale spojrzenie nabrało ostrzejszego, prawie przeszywającego wyrazu. Zdecydowanie nie potrafiła odpuścić. A już na pewno nie jemu.
Załóżmy się o coś. O cokolwiek, wybieraj. Będzie ciekawie. Zobacz, teraz jest remis, więc mamy równe szanse.Drogi Merlinie, jak dobrze, że na co dzień nie gram. Faktycznie, Lia miała wszystkie cechy, które kwalifikowałby ją, jako rasową hazardzistkę. Ponad wszystko lubiła ryzyko. Zwykle myślała o tym co może zyskać, nie o tym ile może stracić. I nie umiała odpuszczać, nawet teraz, w zadymionym pomieszczeniu, kiedy oczy zaczynały jej lśnić, jakby pokryła je tafla bursztynowego alkoholu. A właśnie: drobna dłoń sięgnęła po butelkę, która wyglądała w jej ręce na ogromną, po czym kiwnęła głową w stronę Leonela, jakby pytająco. Nie czekała jednak na odpowiedź, od razu dolewając mu do szklaneczki whisky. I ze swojej upiła jednym łykiem resztkę, by ponownie ją napełnić. Dekolt delikatnie się jej przez to wszystko zaróżowił, tak samo jak policzki. Do trzech drinków sztuka, czy nie tak brzmi mugolskie powiedzenie, o którym opowiadał jej jeden amnezjator? Chwilowo zamyślona, zaciągnęła się, by wypuścić po chwili chmarę dymu z ust, tym razem nie odrywając spojrzenia błękitnych tęczówek od towarzysza.
To co, gramy tak naprawdę?



Kość: 1
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 617
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyWto Lis 12 2019, 23:00

Minionego czasu nie sposób było nadrobić, i chociaż zdawał sobie z tego sprawę, to w rzeczywistości przyświecało mu takie pragnienie. Wspomnienie klubu pojedynkowego było jednym z milszych, jakie pozostało mu w pamięci z czasów szkoły, a już w szczególności, kiedy mowa była o starciach z panną Vries, która zawsze walczyła jak lwica i nigdy nie dawała za wygraną. W pewnym sensie to dzięki niej osiągnął w życiu aż tyle, była jego muzą, dzięki której rozwijał się z zastraszającym wręcz tempie. Nie mógł jej przecież zawieść, kiedy stawali wspólnie w szranki. Właściwie już wtedy było w nim coś takiego, co przykuwało spojrzenia na dłużej, jakaś niepohamowana żądza, którą trudno było ująć poprzez słowa. A jednak wbrew scenariuszowi, który wykreowała sobie w głowie Talia, raczej nie rzuciłby się na swoich przeciwników, rozrywając im gardła gołymi rękoma. Prawdę powiedziawszy, nawet nie powiedziałby, że lubuje się w zadawaniu bólu, choć może w tym przypadku by skłamał? Przede wszystkim był wszak biznesmenem. Nie poszukiwał niesnasek i nie był zwolennikiem bezsensownego rozlewu krwi. W swoim fachu musiał być jednak konsekwentny, by nie stracić swej renomy i należnego od innych szacunku, a to sprawiało, że w razie konieczności gotów był do użycia nawet najdrastyczniejszych metod. Można by rzec, że utożsamiał się z makiawelistyczną maksymą, jakoby to cel uświęcał środki. Na co dzień jednak rzeczywiście towarzyszył mu stoicki spokój i potrafił z subtelnym uśmiechem, jak i pewną nutą tajemniczości, maskować swą brutalność i „okazjonalne zezwierzęcenie”. Niekiedy zaś, jak teraz, wspominał o niej otwarcie, uciekając się do swoistego rodzaju podstępu. W końcu tak jak alkoholik nie mówi, że pije, tak i morderca nie chwali się tym, że pociąga za spust lub – jak w tym przypadku – zamachuje się magiczną różdżką.
Nie miał nic przeciwko szarości, o ile tylko nie stawała się ona w jego życiu elementem stałym. Lubił bowiem barwne ptaki, oryginalne osobowości, ale niekiedy jaskrawe kolory sprawiały, że trzeba było przymknąć oczy ze zmęczenia. Umiar. Wspaniałe słowo, o którego istnieniu wielu zdawało się zapominać. Od czasu do czasu dobrze było urozmaicić swą codzienną rutynę, choć w istocie sam również przywykł do dość osobliwie pojmowanej – ale jednak – stabilności i sam stosunkowo często padał ofiarą własnego perfekcjonizmu. Oboje nie potrafili odpuszczać, co zresztą wielokrotnie można było spostrzec podczas ich pojedynków. Sam zaś łapał się na tym, że niekiedy brakowało mu spontaniczności, nieco szerszego, dodającego mu uroku uśmiechu. Ot, na chłodno kalkulował zyski i straty, trzymając się wypracowanego wcześniej planu, sukcesywnie, ale i roztropnie realizując swoje cele.
Zasady mugolskiej gry z pewnością nie były aż tak trudne do zrozumienia, chociaż wolał nie tracić czasu na ich wyjaśnianie. Z góry założył również, że spotkają się w niedalekiej przyszłości, bo nie wyobrażał sobie, by mógł jej ponownie pozwolić odejść bez słowa. Jej powrót wiązał się z tyloma trudnymi dla niego do opisania emocjami, że czuł się zupełnie tak jakby chwycił samego Merlina za nogi. Ten sam promienisty uśmiech, roześmiane oczy i dotyk, który niegdyś wydawał mu się nieco niezręczny, a teraz wywoływał przyjemne uczucie ciepła rozchodzące się po całym ciele. Tak ją zapamiętał, i chociaż minęło wiele lat od ich ostatniego spotkania, miał wrażenie, jak gdyby nic się nie zmieniło. Nie chciał niweczyć tej chwili, dlatego nie musiał się nawet silić na lekki ton, nie potrzebował również żadnych tłumaczeń i przesłuchań. Ważne, że tutaj była, a powody dla których zniknęła na tak długo póki co mogły dla niego pozostać niedopowiedzianymi. Przecież nadal liczył, że będą mieli jeszcze wiele innych okazji do rozmowy, nawet na trudniejsze i bardziej osobiste tematy. Poza tym domyślał się, że jednym z powodów mógł być Dominik, a o nim zdecydowanie nie miał dzisiaj ochoty dyskutować.
- Myślę, że opisałaś to wystarczająco obrazowo. – Starał się utrzymać powagę, ale tym razem nie zdołał i mimowolnie roześmiał się na myśl o swoich przyjaciołach stających przed młodziutkimi akromantulami, z wyrazem zaskoczenia na twarzy i pełnymi gaciami ze strachu. Co prawda miał świadomość tego, że dla żadnego z tego duetu stworzenia nie stanowiły żadnego realnego zagrożenia, ale domyślał się, że żadne z nich również się go nie spodziewało. Takie niespodzianki nigdy natomiast nie były przyjemne i sam nie był pewien w jaki sposób zareagowałby na podobny widok.
- Skąd młode akromantule znalazły się w centralnej części miasteczka? – Zapytał właściwie retorycznie, bo nie oczekiwał od swojej towarzyszki żadnej sensownej odpowiedzi. Nie potrafił zresztą takiej znaleźć, zważywszy na fakt, że ten gatunek upodobał sobie raczej cieniste, zawilgocone lasy, a nie uliczki w wioskach, nawet te mniej uczęszczane. Nie zamierzał zresztą dłużej się nad tym głowić, a zamiast tego idąc śladem Talii, sięgnął po swoją szklankę i upił kilka łyków bursztynowego trunku. Delikatnie szumiało mu w głowie, ale nie czuł się pijany, prędzej zrelaksowany tym, że nie musi się zamartwiać codziennymi problemami.  
Propozycja wspólnej wizyty w domu państwa Rowle nie była dla niego niczym nadzwyczajnym. Pomyślał o niej dokładnie tak jak i sama panna Vries, kiedy udało jej się opanować początkowy szok. Mogli przecież udać się na te zaręczyny jako para przyjaciół, która gotowa będzie wzajemnie wesprzeć się ramieniem w razie, gdyby coś potoczyło się nie tak. A niestety… w przypadku tej imprezy naprawdę wiele mogło potoczyć się nie tak. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby przy tym nie pomyślał, że zaprasza nadto niezwykle atrakcyjną kobietę i że w zasadzie niewykluczonym było potraktowanie takiego wyjścia jako randki, nawet jeśli jako młodzian nigdy nie patrzył na nią właśnie w ten sposób. Nie zakładał niczego, kompletnie zdając się na to, co wskaże im los. Dlatego zresztą z pewną ulgą przyjął to krótkie „tak”, które choć odnosiło się do czerwonej sukni, zwiastowało już sporą szansę na to, że kobieta zgodzi się mu towarzyszyć. Ta czerwona suknia… w której był grupie? Mimo że w murach szkoły nigdy nie próbował jej poderwać, tak był samcem i niewątpliwie w wyobraźni wiele razy zdejmował ją, sunąc dłońmi po zgrabnym ciele dziewczęcia.
- Równie oficjalne jak i całe te zaręczyny. – Wtórował jej w żartach, wcale nie przejmując się tym, że stara się go papugować. Również w jej tonie głosu wyczuwalna była bowiem taka nuta, że wydawało mu się, iż mają niezwykle podobny stosunek do tej imprezy. Może więc warto było zrobić sobie tę przysługę? Wzajemnie uchronić się przed sztucznymi uprzejmościami i salonową nudą? Zapewnić sobie bezpieczny azyl, „wspólnie i w porozumieniu” odtrącając wszystkich tych, którzy zapragną ich zagłady? Mogli na ten jeden wieczór pozostać partnerami w zbrodni, zabłysnąć na parkiecie, a może i zatańczyć ze sobą jeszcze chwilę dłużej. Poza pięknymi wspomnieniami przeszłość nie miała znaczenia, przecież już nieraz mierzyli do siebie różdżkami. Zresztą dopóki tańczyli nic innego nie mogło im przeszkodzić.  
- Na pohybel przeszłości. – Przerwał, by unieść do góry swój trunek. – Stwórzmy historię na nowo. – Dokończył zaraz ich wspólny toast, po czym stuknął swoją szklanką o szklankę panny Vries. Upił kilka łyków i również sięgnął po papierosa, chociaż w przeciwieństwie do kobiety odpalił go za pomocą zwyczajnej zapalniczki. Rzadko wyciągał zza paska różdżkę, jeśli nie było ku temu palącej potrzeby. Wbrew tej przypadkowej grze słownej, ta niewątpliwie taką nie była.
- Masochistyczna przyjemność. Być może każde z nas w środku trochę umiera. – Wycedził przez zęby, nie wypuszczając z ust papierosa, zważywszy na fakt, że jego ręce zajmowała teraz butelka whiskey, której zawartość ponownie przelewał do ich szklanek. Dopiero po chwili złapał za filtr, zaciągając się przy mocno tytoniowym dymem. Przytrzymał go dłużej w płucach, a kiedy go wypuścił, całe pomieszczenie nagle posiwiało. Fajka znów wylądowała między jego wargami, kiedy sięgnął po karty i przeszedł do kolejnego rozdania. Póki co jednak nie spoglądał w nie jeszcze, rozważając propozycję Talii, której błysk w oku świadczył o tym, że nie zamierza mu dawać żadnych forów. Cóż, w tej kwestii byli nad wyraz zgodni.
- W porządku. – Zgodził się od razu, chociaż potrzebował chwili, żeby wymyślić cokolwiek, co miałoby sens i byłoby możliwe do zrealizowanie w razie jego zwycięstwa. Próbował odnaleźć coś, co jednocześnie wymagałoby jakiegoś wysiłku, ale nie byłoby również przesadnie wygórowanym życzeniem. – Jeśli przegrasz, zabierasz mnie na wycieczkę po Pradze. – Rzucił wreszcie z uśmiechem, bo choć w swej pracy wiele podróżował, akurat w czeskiej stolicy dawno nie urzędował, a bądź co bądź, miał ogromną słabość do tego miasta. Nie ukrywał, że chętnie by je odwiedził ponownie, szczególnie w tak doborowym towarzystwie. Poczekał na rewanż z jej strony, przesuwając swoje karty bliżej krawędzi stołu. Nie mógł się doczekać, skoro dla niego hazard był wręcz naturalną formą rozrywki. Był uzależniony od adrenaliny, a poza balansowaniem na granicy życia i śmierci, poker pozwalał mu na co dzień zapewnić odpowiednie jej pokłady. No, może nie na co dzień, ale siadał przy stole nazbyt często, najwyraźniej mając tendencję do wszelkiego rodzaju nałogów. Miał to szczęście, że grał naprawdę dobrze, więc raczej nie musiał martwić się o debet w skrytce Gringotta. Nie był jednak pewien czy po takiej dawce alkoholu, spoglądając na przyróżowione policzki dawno niewidzianej przyjaciółki, zdoła zachować się dokładnie tak jak podczas zawodowej rozgrywki. Właściwie, raczej w to wątpił, bo sam jej widok przyćmił jego zdolności percepcyjne i kalkulacyjne przynajmniej o stokroć. Skinął tylko głową, gdy kobieta wskazała na butelkę alkoholu.
- Tak naprawdę.

Kostka: 1 (no, bardzo naprawdę [*])
Powrót do góry Go down


Heaven O. O. Dear
Heaven O. O. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,70
C. szczególne : Duży brzuch ciążowy
Galeony : 412
  Liczba postów : 784
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Lis 27 2019, 00:24

/w innym czasie!

To był ciężki dzień, a Heaven pracowała do samego końca. Prawdę mówiąc, sama pchała się do takich wielogodzinnych zmian. Poród się zbliżał i każdy grosz się teraz liczył. Chociaż pieniądze tutaj nie były ogromne, przy odpowiedniej determinacji można było wyciągnąć niezłą sumkę. Tym razem nawet nie żałowała, że siedzi do aż tak późna. W końcu po zakończonej zmianie miała mieć gościa. Pewnie nie powinna ich tu sprowadzać po nocach, ale nawet gdyby Leo, czy Nate z jakiegoś powodu znaleźli się tutaj o takiej absurdalnej porze, chyba nie obraziliby się znowu tak bardzo. Taką przynajmniej miała nadzieje, składając swoją propozycję gryfonce.
Czysto teoretycznie mogły spotkać się w domu Ezry, ale prawdę mówiąc, Heaven nie chciała sprowadzać tam gości. Nie teraz, kiedy stan chłopaka był taki a nie inny, to raczej nie było już miejsce dobre do pokazywania ludziom bezrefleksyjnie. Zresztą, atmosfera w pubie była zupełnie inna, a ślizgonka obiecała przygotować dobre drinki. Tutaj miała dostęp do całego sprzętu. Oczywiście ewentualne różnice w kasie zamierzała pokryć, ostatnie czego potrzebowała tutaj to tego typu kłopoty. Kiedy w końcu posprzątała bar dokładnie i wybiła godzina jej wolności, spojrzała na powoli otwierające się, solidne drzwi.
- Faktycznie przyszłaś. Trochę zapomniałam, że nie do końca możesz tu być, ale rozumiem, że gryfoni mają swoje sposoby - pokręciła głową i wyciągnęła szklanki, żeby od razu zabrać się za drinki. - Dobra, nie pytam co chcesz konkretnie, zdasz się na mnie. Powiedz tylko, czy wolisz raczej słodkie, czy wytrawne drinki?


/jakby była możliwość ewentualnej ingerencji w związku z Coni dopiero na koniec wątku a nie na samym początku, to będziemy super wdzięczne

______________________

I'm a wanderess I'm a one night stand
Don't belong to no city
Don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
I'm a hurricane


Powrót do góry Go down


Aconite 'Haze' Larch
Aconite 'Haze' Larch

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 165
C. szczególne : Tatuaże
Galeony : 193
  Liczba postów : 269
http://www.czarodzieje.org/t17733-aconite-haze-larch#498956
http://www.czarodzieje.org/t17764-locked-in-a-haze#500084
http://www.czarodzieje.org/t17763-mala-poppy-larch#500082
http://www.czarodzieje.org/t17734-aconite-haze-larch
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Lis 27 2019, 01:11

Zabawne, że na początku semestru naprawdę planowała przysiąść do nauki i podciągnąć swoje oceny, aby pięknie pozdawać wszystkie swoje egzaminy, tymczasem oberwała z ONMS kolejnym Trollem w twarz i jeszcze zarobiła za to referat do odrobienia o na tyle dzikim temacie, że nawet ukorzenie się i poproszenie Matta o pomoc nie było aż tak pomocne, na ile liczyła, że będzie.
Zdecydowanie potrzebowała odreagować. Zabawić się albo chociaż strzelić sobie jakąkolwiek dawkę adrenaliny. Wyrwanie się ze szkoły w godzinach nocnych zdecydowanie powinno chociaż częściowo ją zadowolić, a obietnica jednego czy dwóch drinków nastawiała ją pozytywnie od rozładowania stresu i wyleczeniu złamanego serduszka po odtrąceniu przez Cysię.
Prędzej zrobi kolonoskopię buchorożcowi niż się do tego przyzna, ale Heaven wciąż trochę ją onieśmielała, gdy była zbyt blisko i nie wiązało się to z pięścią na twarzy, więc chciała dodać sobie trochę pewności siebie strojem, rezygnując z sukieneczek, spódniczek, obcasów, pończoch itp. itd., przykrywając wychłodzone ramiona nie płaszczem, a puchową kurtką, której nie powstydziłby się żaden alfons. Wymknęła się ze szkoły, utrzymując wersję, że koniecznie musi wrócić do domu na noc, aby zająć się chorowitą siostrą, zdążyła jeszcze przesiedzieć swoje w Hogs, dopiero teraz teleportując się pod drzwiami pubu i wchodząc do środka jak do siebie, chociaż tak naprawdę była tu pierwszy raz.
- Często chyba nawet podobne do tych, które mają Ślizgoni - odpowiedziała, nie patrząc jednak na dziewczynę, a omiatając pomieszczenie czujnym wzrokiem. Dopiero gdy zapoznała się z układem przedmiotów, mogła się nieco rozluźnić i usiąść przy barze. - Kwaśne - rzuciła, w końcu przyglądając się i samej Ślizgonce. - I zdecydowanie coś mocnego, jak mam przestać gapić się tę Twoje wzdęcie.
Powrót do góry Go down


Heaven O. O. Dear
Heaven O. O. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,70
C. szczególne : Duży brzuch ciążowy
Galeony : 412
  Liczba postów : 784
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Lis 27 2019, 02:14

Heaven odkąd była w ciąży o wygląd dbała zdecydowanie bardziej niż normalnie. Można by pomyśleć, że to bez sensu. Że teraz było mniej sił i możliwości. No ale właśnie - bała się spadku samooceny, który był trochę mimowolny, nawet kiedy się starała. Całe życie była wyjątkowo szczupła, w dodatku wysportowana, więc nigdy nie miała większych zastrzeżeń do swojej sylwetki. Teraz było inaczej, ale nie chciała się w tym zamykać i wstydzić swojego ciała. Zwłaszcza, że nie było najgorzej. Brzuch był już naprawdę spory, w końcu poród zbliżał się wielkimi krokami. Na szczęście na brzuchu i powiększonych piersiach praktycznie się kończyło. No, może spuchły jej też trochę kostki, ale nadprogramowe kilogramy nie koncentrowały się na nogach, czy pośladkach, wszystko było tam, gdzie powinno. Dlatego Heaven ciążowe ubrania dobierała tak, żeby wciąż wyglądać w miarę sensownie. W tej chwili miała na sobie ciążową, jeansową sukienkę do połowy uda, płaskie buty (bo nie była samobójcą) i mocny makijaż, bez którego nie stawała za barem.
- Może po prostu przestań skupiać się na brzuchu? - zaproponowała, mieszając alkohole, prawdę mówiąc, w dużym stopniu improwizując. Nie była wcale aż tak dobrą barmanką jak się zareklamowała. Sama też omiotła dziewczynę dość uważnym spojrzeniem. - Mama ci nie mówiła, że załatwisz sobie nerki od takich bluzek zimą? - skomentowała dość skąpe ubranie pod grubą kurtką. Nie, żeby narzekała. W końcu podstawiła przed nią gotowy napój i sama nalała sobie soku dyniowego. - Naprawdę znienawidzę dynie do końca życia. I jak smakuje?

______________________

I'm a wanderess I'm a one night stand
Don't belong to no city
Don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
I'm a hurricane


Powrót do góry Go down


Aconite 'Haze' Larch
Aconite 'Haze' Larch

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 165
C. szczególne : Tatuaże
Galeony : 193
  Liczba postów : 269
http://www.czarodzieje.org/t17733-aconite-haze-larch#498956
http://www.czarodzieje.org/t17764-locked-in-a-haze#500084
http://www.czarodzieje.org/t17763-mala-poppy-larch#500082
http://www.czarodzieje.org/t17734-aconite-haze-larch
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Lis 27 2019, 10:48

- Może jakbyś... - zaczęła ale urwała, nie mogąc wydusić z siebie tekstu, który przecież przy jakimkolwiek pierwszym lepszym mężczyźnie wyszedłby z niej tak naturalnie i bez skrępowania. Mimowolnie zmarszczyła brwi zła na swoje zawstydzenie, które nie pozwalało jej żartować w taki sposób jaki podobał jej się najbardziej i omiotła spojrzeniem ubranie Ślizgonki. Zdecydowanie jakby zadbała o większy dekolt, to jej oczy nie schodziłyby na brzuch.
Kącik ust drgnął jej minimalnie, gdy usłyszała komentarz o swoim ubiorze, typowo dla siebie biorąc to za za jakieś wyzwanie, więc spojrzała zaczepnie w oczy Heav i zacisnęła palce na brzegach kurtki, aby powoli zsunąć ją ze swoich ramion, po czym rzucając ją na miejsce obok.
- Instynkt macierzyński już widzę działa - odpowiedziała, chociaż bardziej kusiło ją, żeby powiedzieć coś o gorącej gryffońskiej krwi, która nie pozwala jej zmarznąć. Oczywiście, że tak naprawdę marzła i po zdjęciu kurtki na jej ciele automatycznie pojawiła się gęsia skórka, ale przecież nie mogła nie odpowiedzieć na te słowa niczym zbuntowana nastolatka. Niech Dear się uczy, że dzieci zawsze robią na przekór rodzicom. Oparła łokcie o blat, pochylając się nieco do przodu i sięgnęła po podanego jej drinka, od razu upijając łyka ze zmrużonymi podejrzliwie oczami. Ślizgonka była na granicy zdobycia jej zufania, więc mimowolnie przemykały jej przez głowę myśli czy np. nie dodała czegoś niebezpiecznego do napoju.
- Jak obietnica dobrego wieczoru - odpowiedziała, odrywając usta o szkła, po czym na chwilę do niego wracając aby zgarnąć dolną wargą zagubioną na brzegu kroplę. - Improwizowałaś? Powinnaś go jakoś nazwać.
Powrót do góry Go down


Heaven O. O. Dear
Heaven O. O. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,70
C. szczególne : Duży brzuch ciążowy
Galeony : 412
  Liczba postów : 784
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Lis 27 2019, 12:42

- Może jakbym? Nie wstydź się - nie zamierzała odpuścić zawahania i niepewnością, którą dziewczyna zupełnie nierozsądnie okazała przy Heaven. Szkolny błąd. Na ogół widywały się tylko w tej treningowej salce, ewentualnie czasem na lekcjach, ale nigdy nigdzie poza tym. W związku z tym, ślizgonka znała ją raczej od tej śmiałej strony, w końcu w walce nie było miejsca na zawahania. Tym razem czekała ich zdecydowanie spokojniejsza gra, chociaż planowała zaproponować rozpoczęcie spotkania od durnia, który wbrew pozorom również potrafił być intensywny. Niby niepoważna gra w porównaniu do krwawego barona, a jednak niejednokrotnie z dużo ciekawszym przebiegiem.
- U ciebie z kolei widzę okres buntu w pełni rozkwitu. A może gryfonom to nigdy nie przechodzi? - zauważyła, kręcąc głową, kiedy dziewczyna odrzuciła kurtkę i została w samym topie. Cóż, jeśli chciała ryzykować w zamian za dobre widoki dla Heaven - kim ta była, żeby narzekać? Jeszcze jej instynkt aż tak bardzo trzeźwego myślenia nie przysłonił.
- Prawie zawsze improwizuje. Reszta nie jest tym zachwycona, ale hej, czasem wychodzi - podkreśliła. A to, że klienci raz byli zadowoleni, a raz nie, to była przecież niezależna od niej loteria. Mieli po prostu różny gust. - Mówisz? Co proponujesz? - zapytała i sięgnęła po karty z za lady. Przetasowała je na oczach dziewczyny.
- Dobra, gotowa na porażkę? Może być dureń na rozgrzewkę?

______________________

I'm a wanderess I'm a one night stand
Don't belong to no city
Don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
I'm a hurricane


Powrót do góry Go down


Aconite 'Haze' Larch
Aconite 'Haze' Larch

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 165
C. szczególne : Tatuaże
Galeony : 193
  Liczba postów : 269
http://www.czarodzieje.org/t17733-aconite-haze-larch#498956
http://www.czarodzieje.org/t17764-locked-in-a-haze#500084
http://www.czarodzieje.org/t17763-mala-poppy-larch#500082
http://www.czarodzieje.org/t17734-aconite-haze-larch
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Lis 27 2019, 15:58

- Nie wstydzę - syknęła automatycznie, żałując, że nie było w tej odpowiedzi żadnego "r", które mogłaby wywarczeć. Wstyd, strach, tchórzostwo, słabość, współczucie - to był słowa, które z miejsca wywoływały w niej bunt, zupełnie jakby jej organizm miał na nie reakcję alergiczną i spinał wszystkie mięśnie, byle tylko odepchnąć je od siebie. - To był unik - dodała, po czym uniosła ręce, zasłaniając się przedramionami. - A to garda. Niczego się nie dowiesz, Dear.
Zmrużyła uczy znad zaciśniętych przed twarzą pięści, po czym opuściła je powoli, zastanawiając się czy to nie o takich chwilach rozmawiała kiedyś z Ginger? Może jest troszeczkę zbyt nieufna i podejrzliwa, ale przecież nie może dopuszczać do siebie każdego. To byłoby jak samobójstwo. Musi się pilnować. Wystarczy, że przez jej wygląd dużo osób odbiera ją za łagodną i delikatną, przez co musi starać się nawet bardziej, aby pokazać im, że sama potrafi o siebie zadbać, a nawet uprzykrzyć im samym życie.
Prychnęła tylko w odpowiedzi na jej słowa, choć musiała przyznać przed samą sobą, że nawet ją to rozbawiło. Ze wszystkich domów to właśnie Gryffindor i Slytherin wydawały jej się ciągle przechodzić fazę buntu, więc kusiło ją aby odpowiedzieć to dziwne mugolskie powiedzenie o kłodzie w oku, czy jak to tam szło.
- "Obietnica dobrego wieczoru" - powtórzyła, sięgając po przetasowane karty i tasując je jeszcze raz, po swojemu. Gdy skończyła, rozdała je nie na tyle sprawnie, jak to sobie zaplanowała, ale uniosła brodę wyżej i spojrzała w oczy Ślizgonki. - TY zaczynasz.
Powrót do góry Go down


Heaven O. O. Dear
Heaven O. O. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,70
C. szczególne : Duży brzuch ciążowy
Galeony : 412
  Liczba postów : 784
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Lis 27 2019, 16:13

Spodziewała się takiej obronnej reakcji na oszczerstwo, którym z pewnością dla gryfonki było stwierdzenie, jakby miała się czegoś wstydzić. Nie bez powodu zresztą dokładnie tak to ubrała w słowa, żeby trochę ja podjudzić. Po tonie jej głosu można było łatwo wywnioskować, że się udało.
- Unik mówisz? Lepiej zachowaj to na walkę - co jak co, ale nieufność Heaven potrafiła w pełni zrozumieć. Sama nie otwierała się na ludzi zbyt łatwo. Co prawda wydawać by się mogło, że w chwilach złości da się wyczytać z niej absolutnie wszystko, bo nawet nie próbowała się hamować. Normalnie jednak trzymała się pewnych wyznaczonych granic i pozorny luz był... no właśnie - jedynie pewną powłoką, która nie mówiła wiele więcej.
- Obietnica dobrego wieczoru? Przydługawe, ale skoro tak mówisz - rozdała karty i kiwnęła głową, nie mając nic przeciwko rozpoczęciu rozgrywki. Wyciągnęła przed siebie koło fortuny, które nie było najbezpieczniejszą kartą. Mogło skończyć się nijak, niewiele wnoszącym efektem, albo czymś dużo mocniejszym, co zdecydowanie zmieniłoby obrót wydarzeń tego wieczoru. Teraz wszystko zależało od szczęścia gryfonki. Podobno nie miała go w miłości, więc pozostało liczyć, że powiedzenie się nie sprawdza i w kartach będzie równie kiepska.

______________________

I'm a wanderess I'm a one night stand
Don't belong to no city
Don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
I'm a hurricane


Powrót do góry Go down


Aconite 'Haze' Larch
Aconite 'Haze' Larch

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 165
C. szczególne : Tatuaże
Galeony : 193
  Liczba postów : 269
http://www.czarodzieje.org/t17733-aconite-haze-larch#498956
http://www.czarodzieje.org/t17764-locked-in-a-haze#500084
http://www.czarodzieje.org/t17763-mala-poppy-larch#500082
http://www.czarodzieje.org/t17734-aconite-haze-larch
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Lis 27 2019, 16:39

Wzruszyła ramionami, sięgając ponownie po drinka, aby upić kilka bardziej zdecydowanych łyków. Nie umarła po pierwszym, więc była szansa, że przeżyje kolejne. Otarła subtelnie usta wierzchem dłoni, odstawiając szklankę nieco dalej, ale wciąż na wyciągnięcie ręki. Dureń potrafił zaskakiwać, więc wolała przypadkiem nie rozlać niczego na karty, gdy... trafi ją piorun lub szlag przez przegraną.
- Czasami trzeba wydusić z siebie nieco więcej słów - odpowiedziała, zahaczając ręką o stół, przez co karty wypadły jej z dłoni. Kilka z nich spadło rewersami do dołu, a jej wzrok padł na jedną konkretną. Księżyc. Czemu ze wszystkich kart, musiała zwrócić uwagę akurat na taką, która automatycznie skojarzyła jej się z Caelestine. A może niezależnie od karty, pomyślałaby właśnie o niej? Niemniej często myślała o niej jako właśnie o księżycu. Zdecydowanie nie była słońcem. Jej światło było dużo łagodniejsze, chłodniejsze, a jednak oświetlało drogę. Nie była stale obecna, a każdego dnia nikła coraz bardziej, aby później znów stopniowo powracać. Tak właśnie znikała i pojawiała się w jej głowie. Wcale nie domagająca się atencji, nie rażąca swoim blaskiem. Westchnęła i sięgnęła po szklankę, aby wypić ją do dna, nawet nie posyłając przepraszającego spojrzenia w stronę Heave za to, ze tak szybko pozbyła się efektu jej pracy, nie delektując się nim odpowiednio.
- Widziałam karty, muszę przetasować - skomentowała, odrzucając wszystkie karty z ręki i z wolnego stosu dobierając nowe, po czym wyłożyła pierwszą z brzegu na stół. Wieża. Nie zdążyła się nawet skrzywić z niezadowolenia, a już poczuła jak przez jej ciało przechodzą dwa bolesne wstrząsy, a ona skończyła z tak nietypową dla siebie miną - czyli ciemnymi oczami szeroko rozwartymi w geście przerażenia. Pieprzony dureń.
Powrót do góry Go down


Heaven O. O. Dear
Heaven O. O. Dear

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,70
C. szczególne : Duży brzuch ciążowy
Galeony : 412
  Liczba postów : 784
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Lis 27 2019, 17:28

Okazało się, że Coni musiała wziąć karty jeszcze raz, więc popatrzyła tylko ze zniecierpliwieniem jak je wymienia. Jednocześnie zauważyła, jak nagle zachłannie sięgnęła po drinka, ale nie skomentowała nietypowego zachowania. Czyżby była w nie najlepszym humorze? W zasadzie Heaven nie widziała, żeby tak było. Wydawało jej się, że było wszystko okej, kiedy tu przyszła, ale fakt faktem, nie badała jej mimiki zbyt dokładnie. W końcu zobaczyła, jak dziewczyna wyciąga kartę i zaśmiała się, widząc, jak trafia w nią piorun. Wiedziała, że to niegroźne, aczkolwiek zdecydowanie nieprzyjemne.
- Do twarzy ci z takim artystycznym nieładem na głowie. Tylko trochę śmierdzi spalenizną - pokręciła głową i kiedy dziewczyna trochę się otrząsnęła, wyciągnęła kolejną kartę. Nie zapowiadało się jednak, żeby miała przegrać, więc dla formalności poczekała aż gryfonka również położy kartę na stół. Zgodnie z oczekiwaniami, znowu wygrała. Uśmiechnęła się i upiła łyka soku dyniowego, a to, co Aconite miała na karcie dostrzegła dopiero po chwili. Niewiele jej było trzeba, żeby rozpoznać ten efekt.
- Oh, będzie ciekawie - rzuciła jeszcze, ale domyślała się, że świadomość opuściła ciało jej koleżanki. A teraz co pozostało? Uwielbienie?
No trudno było na to narzekać.

______________________

I'm a wanderess I'm a one night stand
Don't belong to no city
Don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
I'm a hurricane


Powrót do góry Go down


Aconite 'Haze' Larch
Aconite 'Haze' Larch

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 165
C. szczególne : Tatuaże
Galeony : 193
  Liczba postów : 269
http://www.czarodzieje.org/t17733-aconite-haze-larch#498956
http://www.czarodzieje.org/t17764-locked-in-a-haze#500084
http://www.czarodzieje.org/t17763-mala-poppy-larch#500082
http://www.czarodzieje.org/t17734-aconite-haze-larch
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyCzw Lis 28 2019, 00:44

Zmrużyła oczy, może nawet za bardzo, chcąc aby powieki wróciły do znanej im pozycji, jednocześnie przygładzając swoje włosy, bo o ile ich dziś nie prostowała, to zdecydowanie wolała loczki od afro. Gdzie się podziało jej szczęście w kartach? Jak los mógł aż tak z niej zakpić, aby nie miała szczęścia ani w hazardzie, ani w miłości? Heav nosiła przecież w sobie już owoc jakiejś miłości, więc musiała mieć szczęście na obu polach. Zacisnęła zęby z myślą, że skoro poszło jej źle na początku, to na pewno teraz role się odwrócą.
- Powinnyśmy ustalić jakąś nagrodę za wygraną - powiedziała, chcąc przy okazji wmówić sobie, że nadrobi ten marny start, więc uniosła głowę w geście pewności siebie, zupełnie jakby oberwanie parą piorunów było częścią jej planu. Zwilżyła usta językiem, czując przy tym kwaskowaty posmak napoju, za którym zdążyła już zatęsknić, po czym wyrzuciła kolejną kartę i uniosła spojrzenie na Heav, aby po jej minie poznać czy kojarzy efekt Cesarzowej. Zaraz jej czujny wzrok złagodniał, jednak oczy zmrużyły się jeszcze bardziej, posyłając zalotne spojrzenie spod kurtyny ciemnych rzęs. Uniosła się nieco na krześle, pochylając się do przodu, zupełnie nie przejmując się tym, że poprzesuwała przez to karty leżące na ladzie.
- Nie wiem jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć, Dear - powiedziała cicho, zdecydowanie zbyt łagodnym i ciepłym głosem, żeby nie brzmiało to podejrzanie. Przechyliła się jeszcze bardziej, opierając na blacie cały ciężar swojego ciała, chcąc zbliżyć się do twarzy dziewczyny na tyle, na ile pozwalał jej na to odgradzający je mebel - Ale każda chwila z Tobą wydaje się najpiękniejszą w moim życiu - dodała ledwo słyszalnym szeptem i nie mogąc się powstrzymać, przestała mrużyć oczy i wbiła maślane spojrzenie w Ślizgonkę - Brakuje mi kwiatu, do którego mogłabym porównać Twoje piękno.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Pub Upswing QzgSDG8








Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing Empty

Powrót do góry Go down
 

Pub Upswing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pub Upswing JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-