Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Pub Upswing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 284
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyPon Wrz 02 2019, 19:23


Pub Upswing


Właściciel: Fleming&Bloodworth Ltd.

Piętrowy pub jazzowo-swingowy położony jest przy jednej z węższych magicznych uliczek położonych pomiędzy Pokątną a Nokturnem, choć właściwie szyld widoczny jest już z obu głównych alejek, tuż za załomem ceglastego muru. Na parterze poza stolikami i krzesłami znajduje się przestronny parkiet dla spragnionych tańca klientów oraz niezbyt duża, acz solidna scena, na której wieczorami na żywo grają doskonali muzycy. Piętro z kolei przeznaczone jest dla gości lubujących się w grach hazardowych. Krwawy baron, astroletka, czy jednoręki czarnoksiężnik przyciągają tutaj wielu czarodziejów, którym brakuje w życiu odrobiny ryzyka, czy adrenaliny. Na górze można także zagrać w bilard.
Cały pub urządzony jest w gustownym stylu. Królują tutaj ciemne, drewniane i masywne meble, z obiciami w barwach przybrudzonej czerwieni. Ceglaste ściany, przyozdobione podobiznami światowej klasy artystów dodają temu miejscu klimatu. Na uwagę zasługują także bogato zaopatrzone bary znajdujące się na obu kondygnacjach lokalu, przy których można raczyć się nie tylko czarodziejskimi wyrobami alkoholowymi, ale i mugolskimi trunkami. Zamiłowanie jednego z właścicieli, Leonela Fleminga, do irlandzkiej whiskey sprawiło, że to właśnie ona znalazła się na pierwszym miejscu w karcie dostępnych procentów. Nie zabrakło jednak także miejsca na skrzynie francuskiego wina prosto z Prowansji, z rodzinnych stron matki drugiego ze wspólników – Nathaniela Bloodowortha.
Warto również wspomnieć, iż na parterze lokalu, za barem, poza zapleczem znajduje się także niewielka sala przeznaczona dla specjalnych gości Leonela oraz Nate’a. Śmietanka towarzyska powinna się w końcu bawić tak jak na nią przystało, czyż nie? Dlatego też w tajemniczym pomieszczeniu często toczą się przeróżne negocjacje biznesowe, nie do końca zgodne z prawem zakłady bukmacherskie, a po zamknięciu pubu można wziąć udział w nielegalnych pojedynkach, w których czarodzieje mogą również obstawić swojego zwycięzcę. Sala jest oczywiście zabezpieczona zaklęciami zagłuszającymi oraz ochronnym Tueri Abi.

Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
Galeony : 1
  Liczba postów : 123
http://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17558-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
http://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyCzw Paź 03 2019, 00:39

Kiedy była młodsza, postanowiła, że jej noga już nigdy tu nie postanie. Że już nigdy się tu nie pojawi i nie będzie zmuszona oglądać tego budynku. Życie jednak miało swoje plany, ignorując całkowicie jej postanowienia, jakby głuche na powody dziewczyny. Ostatecznie Londyn stał się jej domem, a ulica Pokątna często odwiedzanym miejsce. Domem? To nie był prawdziwy dom, raczej kawałek podłogi z trzeszczącym łóżkiem i połowicznie rozpakowanym kufrem. Jakby cały czas była gotowa, by wrzucić do niego uprzednio wyjęte rzeczy, zamknąć wieko i wyruszyć gdzieś dalej. Tylko gdzie? Jakkolwiek byłaby niezadowolona ze swojego życia, z gorzkim posmakiem musiała stwierdzić, że nie ma żadnej wizji przyszłości, w której byłoby jej lepiej. Czuła się jak zgubiony przedmiot, strona wyrwana z książki przez gwałtowny wiatr, w połowie zdania. Gdzieś, ktoś opowiada historię, której powinna być częścią. 


A jednak stoi tu ponowne. Tym razem przyszła tu ze swojej własnej woli. Nie nadkładała trasy, jak to zwykle miała w zwyczaju, byleby tylko ominąć widmo przeszłości, które zadomowiło się na chodniku przed starą księgarnią. Za brudną, niemytą od lat witryną, oblepioną w pajęczyny witryną sklepową widziała to, co nie miało prawa się dziać. Theodor Vries krzątał się bez celu, segregując masywne książki na drewnianych regałach. Pod sufitem latały małe, iskrzące punkty, układające się w najróżniejsze konstelacje. Pamiętała, jak wpatrywała się w nie godzinami, ucząc się ich nazw. W rogu stała stara maszyna grająca, która dostrajała dźwięki do emocji odwiedzających. Ciekawe co zagrałaby teraz. Tak naprawdę jednak, wszystko co znajdowało się za szybą, było tylko tęsknotą serca, ostatnim wygenerowanym wspomnieniem, zlepkiem marzeń i nadziei. Istną mieszanką dziecięcej naiwności, z dorosłą potrzebą pogodzenia się z przeszłością. Oprócz smukłego odbicia Talii, nikogo innego tu nie było. Gdzieś na skraju zamyślenia i smutku, uniosła głowę do góry, a kaskada blond włosów opadła jej na ramiona -"Gurges ater" głosił szyld. Czarna dziura. Gdy Theodor wybierał tą nazwę, był zachwycony tym zjawiskiem. Gdyby tylko wiedział, że i jego ona pochłonie, kilka metrów dalej, kiedy w pewien mroźny wieczór umierał, ubolewając, że nigdy nie dowie się, co znajduje się po jej drugiej stronie. 


Musiała odejść. Przejść się. Nie tylko miała świadomość, że nieopodal jest tu pub. Wiedziała też do kogo należy - nigdy jednak nie zdecydowała się na odwiedziny. Teraz jednak nie chciała być samej, pragnęła utopić swoje myśli w szklance szkockiej. W ogóle, najlepiej jakby porzuciła je przed wejściem. Ruszyła w dół ulicy, a czerwona sukienka falowała wokół jej gołych łydek. Jesienny podmuch wiatru przyjemnie szczypał w jej skórę, dodając jej energii. Odgarnęła włosy z twarzy, zarzucając je na jedną stronę. Obiektywnie rzecz biorąc, wyglądała dziś ładnie. Czy wychodząc, wiedziała jaki był jej cel podróży? Czy planowała, że tutaj się pojawi? Pewnie i tak, ale na pewno nie chciała tego przyznać przed samą sobą. Jednak już od kilku tygodni myślała o Leonelu Flemingu. Raczej w neutralny sposób, ze szczyptą nostalgii i odrobiną złośliwości. Ciężko jej było stwierdzić, czy kiedyś się lubili. Może sami tego nie wiedzieli? Na pewno dobrze czuli się w swoim towarzystwie, ale ich relacja była podszyta rywalizacją. Przynajmniej ona tak to widziała przez większość czasu, który spędzili w Hogwarcie. Kiedy już znalazła się przed pubem, otworzyła drzwi tak cicho, jakby planowała zaraz oznajmić, że to napad ("Wszystkie gelony natychmiast do worka, bez podejrzanych ruchów!"). Co ona miała z tym skradaniem? Wszędzie wchodziła niepostrzeżenie, pragnąc wykorzystać element zaskoczenia. 


Kilka długich sekund zajęło jej poznanie (nie)znajomej sylwetki. Stał plecami do niej, robiąc za barem coś, czego nie mogła ze swojej pozycji dostrzec. Kiedy pociągnęła nosem, miała wrażenie, że przestrzeń pachnie dymem, wysokoprocentowym alkoholem i czymś, czego nie potrafiła określić. Podobało jej się tu, lubiła takie klimatyczne i kameralne miejsca, które wręcz zaciskają się na Tobie, jakby próbowały zamknąć Cię w ramionach. 
- Jak Twoja kostka, Fleming? - Rzuciła na tyle głośno, by ją usłyszał. Zadziornie, jednak też z wyraźnie słyszalnym rozbawieniem. Gdzieś z tyłu głowy miała wspomnienie: Oboje uczęszczają do Klubu Pojedynków. Często byli parowani razem, a w późniejszym czasie po prostu sami decydowali się na swoje towarzystwo. W tamtym czasie to on lepiej znał zaklęcia, zawsze był odrobinę szybszy, lepiej przewidywał jej ruchy, umiał czytać w jej myślach. Kiedy myślała, że zwycięży, on pokazywał na co go stać. Za którymś razem jednak role się odwróciły i to Lia go zaskoczyła. Tak "szczęśliwie", że zleciał z podium, skręcając sobie nogę. Czułaby się winna, gdyby nie to, że oddał jej z nawiązką, prawie łamiąc jej kręgosłup, kiedy odrzut po jego zaklęciu był na tyle silny, że dosłownie zdmuchnęło ją w ścianę. Jednak nie mogła przestać się puszyć, przypominając sobie jego umęczoną minę. Za to to, jak skarcił ich opiekun klubu, pamięta do dziś. "To ma być samoobrona! Życie Wam niemiłe? Dyrektor by mnie o głowę skrócił, jakbym dopuścił do śmierci uczniów.". Po tym incydencie przynajmniej spędzili dwa dni w skrzydle szpitalnym, rozmawiając prawie cały czas. 
- Leonel - Dodała bezgłośnie. Jej wargi się poruszały, ale nie wydobył się spomiędzy nich żaden dźwięk. Dziwacznie było tak znowu układać w ustach język na kształt jego imienia.
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 284
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyCzw Paź 03 2019, 17:38

W przeciwieństwie do panny Vries Leonel w Londynie czuł się jak w domu, a chociaż lubił podróżować po świecie, najchętniej wracał właśnie do tego miasta, w którym się wychował i w którym znalazł swój własny sposób na życie. W pubie Pożoga nauczył się wszak barmańskiego fachu, jak i kontaktu z dość trudnymi klientami, a korzystając z nabytej wiedzy, otworzył swój własny pub pomiędzy ulicą Pokątną a Śmiertelnym Nokturnem, który pomimo krótkiego okresu od otwarcia, prosperował naprawdę znakomicie. Nie miał na co narzekać, chociaż nie zrezygnował wcale z działalności w czarodziejskim półświatku, która zaspokajała jego niepohamowaną potrzebę zapewnienia sobie od czasu do czasu jakiegoś zastrzyku adrenaliny. Nijak nie przypominał jednak snujących się po Nokturnie szaleńców czy drobnych rzezimieszków oczekujących tylko na dogodną okazję. Ot, był jedynie skutecznym biznesmenem, który nieraz musiał poczuć ryzyko. Trzeba jednak przyznać, że jego zdolność do chłodnej kalkulacji i ostrożność sprawiały, że póki co nawet nie rzucił na siebie cienia podejrzeń, tym samym skutecznie stroniąc od czujnych ślepiów pracowników Ministerstwa Magii.
Tego dnia nie miał zbyt wiele roboty, biznes powoli sam zaczął się kręcić. Nadal jednak kontrolował swych nowych pracowników, by przekonać się, że może im zaufać i pozostawić swój lokal pod ich opieką. Zajął się więc nadzorem nad nową dostawą trunków i papierosów, chociaż rozładowanie pudeł pozostawił już swoim podwładnym. Sam zaś stanął za barową ladą, obserwując swą różnorodną klientelę. Niektórych kojarzył jeszcze ze Śmiertelnego Nokturnu, inni prawdopodobnie zostali przywiedzeni atrakcyjnym bannerem lub chęcią rozegrania partyjki Krwawego Barona lub bilardu. Wreszcie jeden z elegancko ubranych mężczyzn stanął tuż przed nim, zamawiając kolejną szklaneczkę Ognistej. Fleming odwrócił się więc, sięgając po trunek, a przez to nie zauważył nawet, że próg budynku przekroczyła przyodziana w czerwoną suknię kobieta. Z zamyślenia wyrwał go dopiero głos, który wydawał mu się znajomy. Postawił tylko przed klientem jego alkohol i odwrócił się w kierunku kobiety, która postanowiła go zaczepić, przez dłuższą chwilę przyglądając się jej twarzy, jakby próbował w niej rozpoznać znajomą mu osobę.
- Vries? – Rzucił podobnie nazwiskiem, jeszcze nie do końca pewny czy właściwie zidentyfikował swoją dawną koleżanką z murów Hogwartu. Dopiero, kiedy powiązał z nią zadane wcześniej pytanie, wiedział że w jego ocenie nie mogło być żadnej pomyłki. Przypomniał sobie przecież, jak to lata temu oboje uczęszczali do szkolnego klubu pojedynkowego. Nie ukrywał jednak, że jest zaskoczony jej wizytą.
- W porządku, chcesz sprawdzić? – Zapytał po chwili nieco bardziej zadziornym tonem, jak gdyby ponownie próbował sprowokować ją do wyciągnięcia swej różdżki. Pamiętał, że przez długi czas nie mogła go doścignąć, aż któregoś dnia role się odwróciły i to on skończył ze skręconą kostką. Nie pozostał jej wtedy dłużny, a w ich duecie naturalnie zawiązała się pewna nić rywalizacji, która znacząco ich do siebie zbliżyła. Spędzali wiele czasu w swoim towarzystwie, choć nigdy nie zastanawiał się właściwie nad charakterem czy kształtem ich relacji. Czy byli przyjaciółmi, czy raczej rywalami? Wszak wrogów należało przecież trzymać jeszcze bliżej siebie.
- Czego się napijesz? – Dodał wreszcie już znacznie spokojniejszym tonem, chociaż subtelny uśmiech nie schodził z jego twarzy. Rzadko miał okazję spotkać kogoś, z kim łączyłoby go tak wiele szkolnych wspomnień, więc nie zamierzał również takiej okazji przepuścić. Oddelegował jednego z pracowników, by ten zajął się barmańskimi obowiązkami, podczas gdy on sam oddał się towarzystwu nieoczekiwanej partnerki.
- Opowiadaj, co się u Ciebie wydarzyło od czasów szkoły. – Zachęcił ją także do rozmowy, bo i sam był ciekaw, jak ułożyły się jej losy. W pojedynkach nie mieli sobie równych, ale trudno było przecież przewidzieć, jak potoczy się czyjaś kariera. Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że ma do czynienia z aurorką, a co zabawne, sam jeszcze w murach Szkoły Magii i Czarodziejstwa momentami wiązał swą przyszłość z tym zawodem. Pokrętny los sprawił jednak, że ostatecznie wylądował po zupełnie innej stronie barykady i prawdę powiedziawszy, taki sposób życia w pełni mu odpowiadał.
Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
Galeony : 1
  Liczba postów : 123
http://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17558-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
http://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySob Paź 05 2019, 02:12

Jednocześnie zmieniło się w nim wszystko i nic. Bez problemu go rozpoznała, ale na próżno było szukać chłopaka z Hogwartu, w stojącym za barem mężczyźnie. Urósł kilka cali, górując nad kobietą, a jego twarz znacznie się wysmukliła, podkreślając mocno zarysowaną szczękę. Miała wrażenie, że ktokolwiek jej dotknie, to na pewno się o nią skaleczy. Najbardziej jednak interesowało Talię jego spojrzenie, na którym się skupiła, próbując odczytać towarzyszące mu emocje. Naprawdę w tym momencie oddałaby małą sakiewkę galeonów za to, by wiedzieć co tam się tworzy w głowie Pana Fleminga. Dopiero gdy się uśmiechnął, ona automatycznie przyjęła podobną minę, unosząc oba kąciku ust ku górze. Odetchnęła, czując ulgę. Och, oto i on. Zaczepny, jak zwykle. W końcu jednak Talia zbliżyła się do mężczyzny, kładąc mu rękę na ramieniu w geście powitania. Nigdy nie stroniła od dotyku - można było ją nazwać dotykalską, bo bliskość była dla niej czymś bardzo naturalnym (a może i wręcz neutralnym). Nikt jej nigdy nie nauczył bycia zachowawczą. Często przekraczała granicę komfortu innych, ale nigdy się nie narzucała. Nie znaczyło to jednak, że za każdym jej dotykiem kryło się coś więcej. Często robiła to niby od niechcenia, przypadkiem, z automatu. 
Takie atrakcje zostawmy sobie na późniejszą część wieczoru – Słysząc odpowiedź na jej pytanie, odgryzła się od razu, cofając dłoń i krzyżując ręce na piersi. Mimo, że w jej oczach tańczyły rozbawione ogniki, miała jakieś problemy by się odprężyć, opuścić gardę. Dopiero po chwili ułożyła ręce wzdłuż ciała, zsuwając z ramion płaszcz, który odłożyła na barowe krzesło. Cieszyła się z wolnego dnia, chociaż był to urlop przymusowy. Po wydarzeniach w Dolinie nie mogła dość do siebie. Nie miała na myśli nogi, która chociaż pobolewała po ugryzieniu, to jednak całkowicie się zagoiła. Zostały na niej tylko dwa czerwone punkciki, które po kilku miesiącach zamienią się w śnieżnobiałe blizny. To nadzorujący auror kazał jej wypocząć, uspokoić mętlik w głowie, a przede wszystkim odseparować emocje od pracy. "Panno Vries, emocje nigdy nie są Pani sprzymierzeńcem. A już szczególnie nie w tej pracy. Proszę sobie to przemyśleć." No właśnie, ten wyrzut emocji zupełnie jej nie służył. Potraktowała tamtą dziewczynę zbyt personalnie, przez co naraziła i ją i siebie. A kiedy myśli się lepiej, niż w środku nocy, ze szklaneczką whisky? Kiedy umysł odpoczywa bardziej, niż jak w momencie gdy palące gardło przebija się na pierwszy plan, wyciszając wszystko wokół?
- Niech będzie ognista na lodzie. Chociaż nie, zdam się na Ciebie. Niech będzie w takim razie cokolwiek. W tej kwestii Ci ufam – Kiedy dotarła do niej informacja, że Leonel został właścicielem pubu, początkowo uznała, że to jakaś plotka. Była wręcz przekonana, że pójdzie w podobnym kierunku jak ona, wykorzystując swoje umiejętności, do spektakularnego machania różdżką. Z ludźmi jednak pewne jest tylko to, że nic pewne nie jest. Dziewczyna usiadła na wysokim krzesełku, jedną stopę opierając na metalowej podpórce. Ledwo dotykała stopą podłogi, a nie należała do niskich osób. Jej twarz była wręcz jak namagnesowana – gdzie ruszał się Leonel, w tamtą stronę podążał jej wzrok. „Dziwnie jest tak na niego patrzeć, prawda?” zapytała samą siebie i nieznacznie skinęła głową. Zaraz po tym uśmiechem skwitowała fakt, że oddelegował pracownika do zajmowania się klientami, tym samym poświęcając jej swoją uwagę. Jego pytanie dzwoniło jej w uszach. Zawahała się zanim ponownie otworzyła usta, pozwalając słowom płynąć:
- Wyjechałam na kilka miesięcy do Francji, do mojej babki. Pamiętasz ją? Kiedyś wysłała Ci koszyk słodyczy, po tym jak w którymś z listów wspomniałam, że się kolegujemy. Cholera, jak mi wtedy wstyd było. Pamiętam, że nazwała Cię „młodym kawalerem”, po czym dopisała, że jak będziesz dla mnie niemiły to następny koszyk będzie zatruty. I dziwić się, że nie miałam zbyt wielu znajomych. Właściwie szukałam tam pomysłu na życie, czegoś, co mnie zadowoli. No i padło na Ministerstwo Magii. I Londyn. Uwierzysz, że mieszkam tu już prawie trzy lata, a nadal się gubię? Ostatnio miałam dosyć intensywny okres w pracy. Tak, „intensywny” to dobre słowo - tu przerwała i szeptem, nachylając się w jego stronę, oznajmiła, że prawie przypłaciła ostatni dzień w pracy życiem, ale przynajmniej dostała dzień wolnego - Ładnie się tu urządziłeś. Prawie żałuję, że nie odwiedziłam Cię wcześniej - Dodała, prostując się. Trudno było jej się przyznać, że tak właściwie przez ostatnie lata wydarzyło się niewiele. Całą swoją uwagę poświęciła pracy i maniakalnej wręcz ucieczce przed echem przeszłości, które ciągnęło się za nią niczym tren od sukni. Kiedyś była na tyle naiwna by myśleć, że z biegiem lat wszystko będzie się układać i odczuje spokój. Teraz wiedziała, że nic nie dzieje się tak o. Spojrzenie jej się zamgliło, jakby nagle znalazła się w innym miejscu, a dłoń powędrowała po mlecznej i miękkiej niczym aksamit skórze, ku dekoltowi, na którym zawieszony spoczywał medalion. Pogładziła go, obracając w palcach złoty kwiat, który pod dotykiem rozkwitł, ukazując swoje wnętrze (które uwolniło zapach przypominający woń letniego ogrodu). Piękna metafora, zdawała się myśleć, nawet on potrzebuje bliskości i czułości, by rozkwitnąć.
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 284
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySob Paź 05 2019, 22:00

Od czasów Hogwartu z pewnością oboje wydorośleli i spoważnieli, chociaż nadal w ich uśmiechu widać było pewną zadziorność, która towarzyszyła im podczas wspólnie prowadzonych batalii w ramach szkolnego klubu pojedynków. Zdawało mu się również, że panna Vries nabrała kobiecych kształtów i wdzięku, choć być może dawniej, kiedy była jego największą rywalką, po prostu nie patrzył na nią w ten sposób. Z jednej strony czuł, że widzi przed oczyma to samo krnąbrne dziewczę z takim samym wręcz błyskiem w oku, zaś z drugiej, najpewniej z powodu upływu czasu, miał wrażenie, że ma do czynienia z zupełnie inną osobą, którą jednocześnie chciał poznawać na nowo. Zaskakujące spotkanie, musiał przyznać, choć był rad z tego, że umili mu ono codzienną rutynę. Kiedy Talia dotknęła jego ramienia, pozostał niewzruszony, być może jedynie kąciki jego ust mimowolnie uniosły się nieco wyżej. Sam nie był z pewnością aż tak wylewny jak jego towarzyszka, natomiast niewątpliwie nie stronił od dotyku, szczególnie kiedy dotykać miała go kobieta o tak niesamowitej, przyciągającej wzrok wielu zebranych w pubie mężczyzn, urodzie. Próbował sobie przypomnieć, dlaczego za czasów szkoły, kiedy był jeszcze uwodzicielskim amantem z zawadiackim uśmiechem, nie próbował jej poderwać, ale nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie.
- A to masz jakieś szczególne plany na wcześniejszą? – Zapytał wyraźnie zainteresowany, chcąc się również odgryźć, choć słowa wypowiedziane na głos nie wybrzmiały już tak soczyście jak w jego wyobraźni. Nie przejął się tym, wspaniałe czasy szczeniackich docinek i tak mieli już za sobą. Zamiast tego wolał skoncentrować się na rozmowie i wynieść z niej jak najwięcej informacji, bo nie oszukujmy się, po tylu latach mieli wiele do nadrobienia. Jego wiedzę o Talii wieńczyło właściwie to, że dziewczyna była jedną z tych osób, które w Szkole Magii i Czarodziejstwa uzyskały najwięcej wybitnych z wybranych przed siebie na owutemy przedmiotów. Nawet go to nie dziwiło, panna Vries brylowała nie tylko na parkiecie w klubie pojedynków. Nie wiedział, co słychać u kobiety teraz i z jakich powodów zdecydowała się go odwiedzić, ale podobnie do niej, uważał że najlepiej myślało i rozmawiało się przy szklaneczce dobrego trunku, o subtelnie wyczuwalnej goryczy. Przez moment dało się jednak dostrzec grymas na jego twarzy, kiedy jego towarzyszka zażyczyła sobie Ognistej. Sam czasami ją pijał, choć twierdził, że jest mocno przereklamowana; przede wszystkim jednak spodziewał się po Talii większej dozy oryginalności. Najpewniej wykreował sobie jednak jej obraz na własną modłę, zupełnie odmienny od tego, który istniał w rzeczywistości. W każdym razie miał swoje pole do popisu, bo kobieta zdecydowała się zaufać jego gustom. Pole do popisu, a jednocześnie i spore wyzwanie. Nie był wszak pewien czy tego wieczoru lepszym wyborem okaże się stara dobra whiskey Campbella czy może mugolska, irlandzka, nieco delikatniejsza, acz nadal wyborna w smaku. Wreszcie postawił na tę drugą, którą zręcznym ruchem ściągnął ze stojącej za jego plecami półki, po czym rozlał trunek do dwóch szklanek, jedną z nich stawiając przed swoją partnerką.
- Ostatecznie nigdy mi tego zatrutego nie wysłała, a może powinna? – Wtrącił swoje trzy grosze, słysząc opowieść o babce panny Vries. Staruszka na myśl o jego imieniu prawdopodobnie wyobrażała sobie już wystawne wesele swojej córki. Niestety młody kawaler najwyraźniej zawiódł jej oczekiwania, zaś z Talią wolał stawać naprzeciw siebie z wyciągniętą zza paska różdżką, a nie na ślubnym kobiercu.
- Ministerstwo Magii? Jaki departament? – Nie wątpił w zdolności byłej Krukonki, a tym samym wierzył, że udało jej się zdać niezwykle wymagający kurs i egzamin aurorski. Nie wspomniała ona jednak dokładnie, czym się zajmuje, a nie chcąc strzelić jakiegoś faux pas, wolał się upewnić, czy aby nie skończyła w stosie papierzysk za biurkiem, co swoją drogą nijak by do niej nie pasowało. Nie, nie wytrzymałaby przy tak mozolnej i nierozwojowej pracy, więc z pewnością stanął właśnie twarzą w twarz z panią auror. Ktoś mógłby powiedzieć, że powinien się trzymać na baczności, ale mimo swej działalności w czarodziejskim półświatku, był nad wyraz spokojny. Właściwie uważał nawet, że utrzymywanie dobrych relacji z przedstawicielami władz, organów ścigania czy wymiaru sprawiedliwości jak najbardziej będą działały na jego korzyść.
- Prawie? – Westchnął ciężko, bo jak widać Talia nie dawała mu za wygraną. – Dobry alkohol, papierosy, karty, i jazz. To lepsza inwestycja niż bank Gringotta. – Mruknął wymownym tonem, ruchem głowy wskazując zaś swej towarzyszce na piętro lokalu, na którym to klientela oddawała się hazardowym uciechom. Widząc swoją dawną przeciwniczkę, sam poczuł nieodpartą chęć zaserwowania sobie jakiejś nuty rywalizacji i porządnej dawki adrenaliny. A że pojedynkowanie się w tym miejscu i o tej porze raczej nie wchodziło w grę…
- Bym zapomniał… bilard? – Wskazał na kolejny plus lokalu, który przywodził tutaj kolejnych zainteresowanych, a który jednocześnie miał być propozycją wspólnego powrotu do przeszłości.



Powrót do góry Go down


Talia L. Vries
Talia L. Vries

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 172cm
Galeony : 1
  Liczba postów : 123
http://www.czarodzieje.org/t17535-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17558-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
http://www.czarodzieje.org/t17559-skrzynka-pocztowa-talii#492366
http://www.czarodzieje.org/t17553-talia-l-vries?highlight=talia+l++vries
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptySro Paź 09 2019, 17:55

Sama dziwiła się sobie, że tak trudno oderwać jej wzrok od twarzy towarzyszącego jej mężczyzny. Coś w niej jest, zawsze było. Jakaś taka tajemnicza nuta, nieodkryta głębia. Czy można powiedzieć wprost, że Talia uważała, że jest przystojny? Chyba tak, chociaż nie w taki prosty sposób. Było w nim zarazem coś pięknego, jak i brzydkiego. I to właśnie to drugie sprawiało, że był tak niesamowicie ciekawy. Otrząsnęła się jednak z tej dyskusji w środku swojej głowy, obawiając się, że mężczyzna może czuć się przytłoczony jej lustrującym spojrzeniem. Dawno jednak nie widziała nikogo znajomego – nie licząc spotkania z Nathanielem, które nie tylko było wręcz książkowo niespodziewane, ale i oboje wylądowali u Św. Munga. Tym razem wolała nikogo nie ratować, ani nie być atakowana. Na dźwięk swoich myśli rozejrzała się dookoła, ale oprócz kilku klientów, którzy pochłonięci byli zarówno rozmowami, jak i piciem drinków, nie zauważyła nic, co mogłoby wzbudzić jej ciekawość, albo i podejrzenia. Poza tym, nie była tu sama. Ciekawe co by było, gdyby dowiedziała się, że i Leonel trzymał się blisko z Nathanielem, a sam bar należy do tej dwójki. Jaki ten świat malutki, niczym ziarenko piasku.
Plany? Mam zamiar pić, aż mnie Pan stąd nie wyprosi. Nic więcej. – Było dokładnie tak, jak powiedziała. To był jej mały plan na dzisiejszy wieczór. W końcu potrzebowała tego resetu, dnia wolnego, jak niczego innego. Chociaż trudno było jej to sobie uświadomić, nie umiała odpoczywać. Albo skrajnie się przepracowywała, albo sięgała po równie skrajne formy spędzania czasu wolnego. Nigdy nic po środku. Robiła wszystko, by wyłuskać z siebie jakiekolwiek emocje. Kiedy wyjechała na kilka miesięcy do Francji zderzyła się z zupełnie innym półświatkiem czarodziejów. Jakby byli pozbawieni wszelakich hamulców, w przeciwieństwie do swoich angielskich kolegów. Właściwie nie wiedziała jakby to się skończyło, gdyby została tam na dłużej. Pewnie skończyłaby jako wiecznie naćpana muza w której żyłach płynie krew wil, u jakiegoś ekscentrycznego czarodzieja, który pisałby o niej całe pergaminy wierszy. W końcu to we Francji paliła rozdrobniony w pył prawie każdy składnik, który w Anglii wykorzystuje się stricte do warzenia eliksirów. Nawet nie wiedziała, że tak się da, dopóki nie wylądowała u swojego bardzo specyficznego kuzyna, który opowiadał jej bajki o skaczących kolorach i rozbłyskach muzyki. Tańczyli w atłasowych szlafrokach do ciszy, która grała im najpiękniejszy koncert. Wraz z powrotem do Anglii skończyła z używkami, od czasu do czasu decydując się jedynie na alkohol. Trening czyni mistrza, a ona z coraz dłuższymi przerwami, zaczynała mieć coraz słabszą głowę. Jutro tego pożałuję. Jednak nadchodzący dzień wydawał się tak odległy, niczym z innej galaktyki, zawieszony pomiędzy jedną szklaneczką a drugą, niedosięgany jeszcze myślami aurorki. Zanim przysunęła szklankę z trunkiem do ust, delikatnie stuknęła ją w tę drugą, należącą do Fleminga.
Nie wysłała. Za to mnie wysłała dosyć rozgoryczony list, że powinnam zacząć oglądać się za pierwszym mężem. Pierwszym, podkreślam. Najlepiej takim, który szybko umrze i zostawi mi małą fortunę. Musi być mną taka rozczarowana! – Ostatnie zdanie dodała z udawanym przerażeniem, po czym uniosła szklankę, by się z niej napić. Babka Vries była zdecydowanie najbarwniejszą osobą w rodzinie. A do tego najpiękniejszą kobietą, jaką Talia zna. Na całe szczęście (a może i nie?), dziewczyna oprócz zaradności, odziedziczyła po Celeste również urodę. Jednak tym, co dzieliło je obie, była umiejętność nawiązywania relacji. Babka Talii miała tylu mężów, że w pewnym momencie Lia zaczęła mylić, który był którym i jak właściwie mieli na imię. Gdzieś w głębi serca podejrzewała, że to sprawka starszej kobiety, że każdy z nich zginął w dosyć podejrzanych warunkach. Ot, zawał serca, straszy wypadek, taki młody, nic na to nie wskazywało! Spadek? Tak, zaopiekuję się tą piękną posiadłością. Ależ oczywiście, proszę, tu pergamin z przekazem własności. Mój biedny mąż! W końcu Celeste Vries potrafiła być dosyć wybuchowa i okrutna, a za groźbą otrucia na pewno szły też chęci. Co więcej - tom jej książki o truciznach pochodzących z roślin, dumnie ozdabia mini biblioteczkę jej wnuczki. Tymczasem, złoty płyn przyjemnie ogrzewał wnętrze Talii, piekąc w zupełnie inny sposób niż zazwyczaj zamawiana Ognista. Można było to określić jako rozgrzewająca gra wstępna, do mocniejszych trunków.
Smakuje mi, takie delikatne. Chyba nigdy wcześniej tego nie piłam. – Cmoknęła, smakując alkohol. Wyczuwalne nuty nie były jej znajome, ale całkiem trafnie wpadały w jej gust. Wierzchem dłoni otarła wilgotne wargi, odstawiając trunek na blat. Nie oderwała jednak od niego ręki, wodząc palcem po rancie szklanki, kreśląc maniakalne kółka, jakby czekając aż zadrży jej dłoń, a palec wpadnie do środka, zanurzając się w złocistej whisky. 
– Nie wiedziałam, że znasz się na alkoholach. Chociaż, dobrze może byłoby wspomnieć, że niewiele o Tobie wiedziałam. A to, co myślałam, że wiem, jest już dawno przeterminowane. – Bez namysły, nagle po prostu przechyliła się nad barem, na tyle by móc dotknąć Leonela. Nie zrobiła tego, za to wyciągnęła przed siebie w geście powitania dłoń, której kolor odcinał się na tle czerwonego rękawa sukienki. W oczach tańczyły jej ogniki, odbijając się od stłumionego światła pomieszczenia. Coś w tych błękitnych tęczówkach budziło się do życia.
Talia Vries. Miło mi poznać, Panie…? W sumie, niech będzie Lia Vries.  – Zrobiła teatralna pauzę po skrócie swojego imienia, uśmiechając się rozbrajająco. Jej wargi rozciągnęły się w szczerym uśmiechu, ukazując rząd równych zębów. Nieczęsto uśmiechała się ze swojego wnętrza, promieniejąc tak jak teraz. Właściwie robiła to niezwykle rzadko, witając świat niepewnym uśmieszkiem, uniesionym kącikiem, za którym wciąż krył się cień smutku i obojętności. Zaraz jednak znowu w myślach narzuciła sobie, że być może przekracza granicę komfortu, że jest zbyt mało zachowawcza. Nie wiedziała na co może sobie pozwolić, więc jej pośladki opadły na miękkie obicie krzesła. 

Po kolejnym łyku nieco zadrżała, jak wtedy, kiedy wychodzi się na mroźny poranek, zupełnie nie spodziewając się takiej temperatury.  Jej praca przyprawiała ją dumą, czuła, że się w niej spełnia – równie często, jak czuła, że na pracy kończy się jej życie. Pojedynkowanie się w realnych życiu tym różniło się od Klubu Pojedynków, że naprawdę można było złamać sobie kręgosłup. Stracić życie, albo sprawić, że ktoś je straci. Jakby na wspomnienie o tym, kostka ją zapiekła w miejscu, w którym miała malutkie blizny. Jednak i tak wolała to od siedzenia przy stosie papierów – tą część pracy ograniczyła, przekładając większość biurowych spraw na młodszych asystentów (a oni z kolei przekładali je na stażystów).
Jestem aurorem. Łapię złych ludzi i pokazuję im, gdzie ich miejsce. Nie chciałby się Pan znaleźć na moim celowniku. – Zażartowała, dosadnie akcentując słówko "Pan", zupełnie nie mając świadomości z kim właśnie rozmawiała. Nie mogła wiedzieć, w końcu Leonel był na tyle dobry w swoich fachu, że nie zostawiał śladów, ani tym bardziej podejrzeń co do swojej osoby. Gdyby tylko wiedziała, że w tym mężczyźnie, który wręcz emanował stoickim spokojem (który można było wziąć za obojętność) kryje się coś więcej, coś z czym z definicji powinna walczyć… jak by się wtedy zachowała? Na szczęście Leonel szybko nawiązał do jej komentarza na temat swojego baru, zwracając jej uwagę na swój przybytek.
Używki i muzyka, nie ma lepszego połączenia. – Jakby na podkreślenie swoich słów, sięgnęła po szklaneczkę, przyłożyła ją do ust i wypiła resztę znajdującego się w nim płynu. Miała nadzieję, ze zaraz nie powie jej, że powinna się delektować, wczuć w głębie, pozostawić alkohol na języku. Odstawiła szklankę z cichutkim brzękiem, tym razem stukając w rytm muzyki palcami o blat.
-Bilard? – Ona zawsze jest gotowa na każde wyzwanie. Perspektywa rywalizacji przyprawiała ją o przyjemne dreszcze. A może było to whisky? Bez względu na źródło, zeszła z krzesła wyraźne podekscytowana, poprawiając sukienkę na smukłej talii, zanim jednak podeszła do wskazywanego przez mężczyznę miejsca, uniosła wzrok i z pytającym spojrzeniem, rzuciła: - Czym właściwie jest bilard? – Nie widziała wcześniej takiego dziwnego stołu. Od razu zarejestrowała, że chyba kluczowym elementem są kijki i kolorowe kulki. Co jednak się z nimi robi? Rzuca w przeciwnika? A te kijki, to że gdzie się je wkłada? Była wyraźnie zdezorientowana.
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 284
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Upswing QzgSDG8




Gracz




Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing EmptyYesterday at 19:31

Czuł na sobie jej spojrzenie, chociaż nie twierdził wcale, by było ono przytłaczające. Zdawał sobie sprawę z tego, że stosunkowo często wzbudza wśród innych zainteresowanie przez wzgląd na swą nietypową urodę, jak i niewzruszoną mimikę twarzy, więc niewykluczone, że z czasem po prostu do tego przywykł. Niewątpliwie było w nim coś tajemniczego, co przyciągało wzrok znajdujących się w pobliżu czarodziejów, choć co zabawne, zwykle nie na dłużej niż na kilka minut. Mimo początkowego, zaskakującego wrażenia, jego stoicki wręcz spokój sprawiał bowiem, że ludzie przestawali zwracać na niego uwagę, co właściwie mu odpowiadało, bo zważywszy na swą działalność w czarodziejskim półświatku zdecydowanie wolał pozostawać w cieniu. Przynajmniej do pewnego stopnia, bo będąc właścicielem jednego z dynamicznie rozwijających się pubów, trudno było pozostać również całkiem anonimowym.
- Spokojnie. Raczej nie mam w zwyczaju wypraszać swoich klientów bez racjonalnego powodu. – Odpowiedział z subtelnym uśmiechem, naprawdę licząc na to, że Talia zagości w jego lokalu na dłużej. Sam miał już dosyć codziennej rutyny i chyba podobnie do swojej szkolnej przyjaciółki potrzebował od nich odpocząć i zresetować swój umysł, szczególnie że poza krótkimi wakacjami na Saharą nie pamiętał, kiedy tak naprawdę wziął choćby dzień wolnego. Nigdy nie twierdził, że jest pracoholikiem, choć prawda była taka, że trudno było mu z własnej, nieprzymuszonej woli zapomnieć o obowiązkach i odpowiedzialności. Nawet teraz, kiedy otworzył swój własny, dobrze prosperujący pub, cierpiał na niepohamowaną manię kontrolowania wszystkiego. Nie potrafił w pełni zaufać swoim pracowników, a z tego powodu nadzorował każdy ich krok, by żadne nieoczekiwane zdarzenia nie zdołały go zaskoczyć. Panna Vries zdawała się jego zbawieniem – dla niej gotów był na chwilę odrzucić na bok pracę i powspominać dawne dzieje, stukając się przy tym wypełnionymi szlachetnym trunkiem szklanicami.
- Chyba nigdy nie potrafiła dostosować się do aktualnych trendów. – Pozwolił sobie zauważyć, że aranżowane małżeństwa, niezależnie od przyświecających im pobudek, już dawno odeszły do lamusa. Niewiele pozostało rodów, które nadal za wszelką cenę starały się zadbać o czystość krwi, a i wielkie polowanie na fortunę znacząco straciło na popularności. Ale czy rzeczywiście babka Talii była nią rozczarowana czy może jedynie troszczyła się o jak najlepszą przyszłość dla swojej wnuczki? Tego pewnym być nie mógł, skoro jego kontakt z kobietą ograniczał się właściwie do kilku przelotnych spotkań i słanych przez nią namiętnie listów, które najwyraźniej miały zachęcić młodych do ożenku. Pamiętał jednak, że pomimo iż za tego rodzaju korespondencję nie winił swojej przyjaciółki, rad był z tego, że on sam nie musi się o podobne zachowanie ze strony swojej rodziny obawiać. Jego ojciec przez większą część swojego życia raczej niespecjalnie interesował się jego istnieniem, a i zginął przedwcześnie, kiedy Leonel uczęszczał do siódmej klasy. Macocha nienawidziła go zaś do cna i nie zamierzała marnować swojego cennego czasu, by wypisywać do jego znajomych. Dobry kontakt miał właściwie tylko ze swoją mugolską matką, o której z kolei dla dobra starego Fleminga nikt nie wiedział; wszak arystokratyczna śmietanka towarzyska raczej nie wykazałaby się zrozumieniem i tolerancją względem bękarta.
- Irlandzka, mugolska. – Mruknął niezbyt głośno, wskazując na ich szklanki. Nie musiał ukrywać pochodzenia alkoholu, zważywszy na fakt, że w lwiej części znajdujących się na magicznych ulicach lokali można było spróbować trunków czy przysmaków pochodzących z zupełnie innego, pozbawionego zaklęć, świata. Czarodzieje, nawet ci najbardziej konserwatywni, potrafili przecież czerpać od mugoli garściami, jeśli tylko widzieli w jakiejś sferze ich życia wymierną korzyść dla siebie, choć gdyby zapytać ich o cokolwiek dotyczącego świata niemagicznych nadal pozostawali zwykle kompletnymi ignorantami.
- Mógłbym powiedzieć podobnie. Chyba nam obojgu skończył się termin przydatności. – Zażartował, dolewając złocistego trunku do ich szklanek. – Przez kilka lat pracy w pubach można się nauczyć rozpoznawać dobre alkohole. – Dodał również, tłumacząc, skąd posiada tak tajemną wiedzę. Temat nie był chyba jednak zbyt interesujący, a przynajmniej nie zajął Talii, która najwidoczniej wpadła na zupełnie inny plan, wyciągając do niego dłoń na powitanie. Zaskoczony tym gestem, wszak przywitali się już wcześniej, ujął ją jednak z gracją, składając na niej delikatny pocałunek, tak jak wymagała tego od niego etykieta.
- Fleming. Leonel Fleming. – Również się przedstawił, nawet nie hamując uśmiechu. Nieczęsto można go było oglądać na jego twarzy, a szkoda, bo wyraźnie ocieplał jego mroczny i posępny na co dzień wizerunek. Nie spodziewał się takiego przebiegu zdarzeń, ale nie miał nic przeciwko niemu. Z Talią wiązał wiele przyjemnych wspomnień, a z tego względu, kobieta niewątpliwie mogła sobie pozwolić na więcej w jego obecności. Kiedy upewnił się w tym, że ma do czynienia z aurorką, naprawdę żałował, że nie mogą powrócić do szkolnych lat i ponownie sprawdzić się w pojedynku.
- Jeżeli kiedykolwiek jakiś auror miałby mnie przyłapać na gorącym uczynku, to nie ukrywam, że byłoby miło, gdyby była to właśnie Pani. – Fakt, że w istocie rozmawiał z kimś, kto ścigał czarnoksiężników i przemytników w ogóle nie zbił go z tropu. Nie widział przeszkód, by zagrać w tę grę, nawet jeśli w rzeczywistości Vries mogłaby ruszyć za nim w pościg. Póki co nie pozostawił po sobie żadnych śladów, nie wzbudzał żadnych podejrzeń, które mógłby dopiero podsycić, gdyby zaczął reagować nazbyt nerwowo lub próbował się wycofać z tego rodzaju rozmowy. Zresztą nie bez powodu zajmował się nielegalną działalnością. Potrzebował adrenaliny, a to, że właśnie rozmawiał z aurorką jedynie zaogniało atmosferę, sprawiając że przyjemnie balansował na krawędzi.
- Nie ma. – I on powtórzył po niej te słowa niczym mantrę. Nie zamierzał nawet robić jej wyrzutów z powodu naprędce wychylonej zawartości szklanki. Wręcz przeciwnie, poszedł w jej ślady, ponownie napełniając szklanki. Pamiętał, że miała wyćwiczoną w pojedynkach rękę, ale czy także i mocną głowę? To się okaże. Na razie zwrócił uwagę na jej podekscytowaną reakcję, kiedy tylko wspomniał o wspólnej rozgrywce. Niegdyś połączyła ich miłość do rywalizacji, więc warto było przypomnieć sobie jak to jest stanąć po dwóch stronach barykady. Sęk w tym, że widział również kompletne zdezorientowanie na twarzy Talii, co skutecznie zniechęciło go do wcześniej rzuconej propozycji rozegrania partii bilardowej. Nie chciał, by kobieta wyrzucała mu później, że znał grę i już od początku miał przez to przewagę.
- Zapomnij, nauczę Cię następnym razem. – Zrezygnował z grzecznościowych form, a zaraz po tym machnął rękę, pokazując zaraz swojej partnerce na drzwi znajdujące się tuż obok baru. – Chodź, mam karty. – Poker zdecydowanie lepiej współgrał z whiskey, toteż zgarnął z lady napoczętą butelkę i ich szklanki i ruszył wraz z panną Vries do pomieszczenia na zapleczu. Stwierdził, że tam nie będą skazani na gwar i tłumy, a tym samym znacznie łatwiej będzie im w spokoju porozmawiać. Kiedy więc tylko usiedli, upił łyka swojego trunku i sięgnął po pięć kart, spoglądając na nie ukradkiem. Wiedział już ile z nich będzie chciał wymienić, ale póki co, nie odzywał się, obserwując uważnie twarz swojej przeciwniczki.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Pub Upswing QzgSDG8








Pub Upswing Empty


PisanieTemat: Re: Pub Upswing   Pub Upswing Empty

Powrót do góry Go down
 

Pub Upswing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pub Upswing JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-