Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Kawowy stragan

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Ezra T. Clarke
Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 746
  Liczba postów : 2206
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptySro Lip 10 2019, 21:00


Kawowy stragan


Dla ludu Eneji kawa to coś więcej niż napój - to część ich plemiennej kultury, a także ważny symbol gościnności i wzajemnego zaufania. Nie uświadczy się żadnej uroczystości, która nie byłaby osnuta przyjemnym korzennym zapachem. Ofiarowanie filiżanki jest bowiem oznaką życzliwości i przychylności; to właśnie tym prostym gestem zażegnywane są we wiosce wszelkie spory i zawierane małżeńskie umowy. Tradycyjna kawa parzona jest przez sześć godzin i kilkakrotnie gotowana - w ten sposób powstaje mikstura znana jako khamìr serwowana podczas ceremonii parzenia kawy. Miejscowi za drobną opłatę bardzo chętnie przygotowują degustacje dla odwiedzających wioskę, dzieląc się zdobytą przez lata wiedzą. Są to bowiem eksperci potrafiący przyrządzać kawę na wszystkie sposoby – po arabsku, turecku lub jako espresso. Nie obce są im również typowo komercyjne smaki, rozpowszechnione na całym świecie, dlatego w małym namiocie wbrew pozorom każdy smakosz znajdzie coś dla siebie!

Można tu zamówić każdą kawę ze spisu lub tradycyjną:
Qahwa sada - mocna i gorzka, przyprawiona kardamonem
Qahwa helwe - delikatna i słodka

Aby uczestniczyć w degustacji, należy zapłacić 15g w odpowiednim temacie oraz rzucić dwoma kostkami.

Pierwsza filiżanka jest dla duszy :
 

Druga filiżanka jest dla ciała :
 

Trzecia filiżanka jest z gościnności:
 

Za uwzględnienie w wątkach wszystkich trzech efektów z filiżanek będzie przysługiwać nagroda. Po wykonaniu wyzwań należy zalinkować je w odpowiednim temacie.

______________________

I can't help it, I don't know how

I guess I'll always be hanging
round with the wrong crowd
Powrót do góry Go down


Wendy A. Royal
Wendy A. Royal

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1.78 m
C. szczególne : zgaszone oczy, usta pomalowane szminką i woń ulubionych perfum o zapachu kwiatów, czy cytrusów - to zależy od nastroju, drobne, prawie niewidoczne blizny, nie jest ich wiele gdzieś na nodze czy dłoni
Galeony : 117
  Liczba postów : 87
http://www.czarodzieje.org/t16232-wendy-a-royal
http://www.czarodzieje.org/t16250-royal-or-rebel
http://www.czarodzieje.org/t16249-poczta-royal
http://www.czarodzieje.org/t16233-wendy-a-royal#444914
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyPią Lip 26 2019, 22:30

Po piaskowej jaskini
'W następnym wątku jesteś bardziej gadatliwy i energiczny, mimo tego, że masz problemy z zaśnięciem.'

Niemal ciągnęła chłopaka przez wioskę niczym szmacianą lalkę. Gdyby były tu tłumy na pewno uszkodziłaby większości ludu i nawet nie zwróciła na to uwagi. Nie powiedziałaby nawet "przepraszam". Nie tak Cię chowaliśmy, powiedziałby ojciec. No to jak? Wendy naćpana była magią jak nigdy w swoim nie tak długim życiu. Spotkała Finna gdzieś błąkającego się między namiotami, czy po wiosce. Nie za bardzo miała ochotę wracać do tego, co było niemal chwile temu. Przeszłość ją nie interesowała. Liczyło się teraz. Gadała dość sporo, niemal skakała od miejsca do miejsca, a gdy gdzieś przypadkiem zgubiła Finna zaraz go odnajdywała. Mógł za nią nie nadążać. Znali się i to głównie ze względu na czystość krwi. Jakieś spotkania, tańce i tego typu durne, sztywne imprezy. W szkole nie za często ze sobą rozmawiali. Może jakaś krótka wymiana grzecznościowych zdań miała miejsce? Ostatnio ślizgonka nie mogła wypatrzyć nikogo znajomego i to, że znalazła sobie Finna bardzo ją ucieszyło. Niemal wprawiło ją to w euforyczny nastrój, mimo że puchon był dość... przeciętny? Spokojny? Za miły? Dziwny? Nie miała pojęcia, jaki był, ale skąd mogła to wiedzieć? Sama siebie nie znała, a ocenianie znajomych z dzieciństwa byłoby niestosowne; chociaż wszyscy to robili — oceniali.
Poczuła silną woń kawy. Było to wspaniałe doznanie, zwłaszcza na magicznym haju. Wendy raczej nie raczyła się kawą, ani też często nie spożywała tego napoju, ale teraz, tak nagle miała ochotę skosztować tej zajebiście dobrej kawy, jak powiadali. Szybko dowiedziała się, że można tu za jedynie piętnaście galeonów poddać się degustacji, która była czymś w rodzaju rytuału.
- Finn! - Krzyknęła podekscytowana, mimo że puchon stał niedaleko niej. - Próbujemy. Proszę, proszę, proszę... - Zaczęła niemal podskakiwać jak mała dziewczynka, chcąca, aby mama kupiła jej pluszakową mantykorę, która patrzyła niewinnymi ślepkami na nią za sklepowej szyby.
Powrót do góry Go down


Finan Gard
Finan Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : zaspane oczy, lekko wyczuwalny obcy akcent
Galeony : 29
  Liczba postów : 712
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyPią Lip 26 2019, 22:47

Nie potrafił przypomnieć sobie czy Wendy zawsze taka była czy może to tylko przy nim mówiła coś bez przerwy i poruszała się z prędkością dwulatka uciekającego przed dorosłym. Nie nadążał za nią ani trochę. Spokojnie, nie wadząc nikomu błąkał się po obozowisku. bez większego celu, a już po paru minutach ciągnęła go w jakieś tajemnicze miejsce nie pozwalając nawet na protest. Doznał takiego szoku, że z początku dał się ciągnąć w milczeniu.
- Wendy, ale co się stało? Wszystko w porządku? Gdzie mnie tak ciągniesz? Hej, hej... - czy ona w ogóle go słyszała? Jeśli tak, to nie zwracała szczególnej uwagi na jego słowa. Przyspieszył, by nie wyrwała mu stawu, bo co tu dużo mówić, przywiązał się trochę do swojej kończyny i by za nią tęsknił, a i wolał się sobą aż tak nie dzielić. Dziewczyna tak promieniała radością i energią, że nie był w stanie skoncentrować się na własnych deficytach. Z szeroko otwartymi oczami zerkał na nią i zastanawiał się co się właśnie odwala. Wystarczyła jedna Wendy, by go mocno otrzeźwić i wyrwać z marazmu.
Kiedy się zatrzymała, odetchnął dyskretnie z ulgą i popatrzył gdzie został przyniesiony. O nie, stragan z kawą. Zdołał usłyszeć o nim co nieco i choć uwielbiał kawę, to nie zamierzał wypić niczego od tego dziadka.
- To magiczna kawa, która wpływa na uczucia. Jesteś pewna? Przecież nie potrzebujesz energii. Zobacz, prawie podskakujesz w miejscu, a z twojej różdżki sypie się jakiś puch. - jej obecność była ożywiająca dla kogoś tak strupiałego jak Finn. Nie wiedział czemu padł jej ofiarą, ale póki co nie zamierzał dyskutować. Wydaje mu się, że jeśli poszwenda się trochę za nią to dzień szybciej mu zleci i nie będzie chodzić taki posępny.
- Po wypiciu jednej z tych kaw jakaś stuletnia Enejka łaziła za mną pół godziny i chciała mnie przytulać. - dorzucił nieco ciszej, by nakreślić dziewczynie sytuację. Czy ona oszalała czy tylko to takie wrażenie?
Powrót do góry Go down


Wendy A. Royal
Wendy A. Royal

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1.78 m
C. szczególne : zgaszone oczy, usta pomalowane szminką i woń ulubionych perfum o zapachu kwiatów, czy cytrusów - to zależy od nastroju, drobne, prawie niewidoczne blizny, nie jest ich wiele gdzieś na nodze czy dłoni
Galeony : 117
  Liczba postów : 87
http://www.czarodzieje.org/t16232-wendy-a-royal
http://www.czarodzieje.org/t16250-royal-or-rebel
http://www.czarodzieje.org/t16249-poczta-royal
http://www.czarodzieje.org/t16233-wendy-a-royal#444914
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptySob Lip 27 2019, 12:07

Normalnie się tak nie zachowywała. Spokojna, poukładana i rozsądna. Nie sprzeciwiająca się swojemu ojcu i nieznosząca sprzeciwu. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Podejrzewała tylko jedno miejsce o wywołanie w niej takiego stanu — Piaskowa Jaskinia. Niczego nie zażywała. Nie piła podejrzanych napoi, ani też nie miała żadnego towarzystwa, dopóki nie spotkała Finna. Czuła się tak w jaskini i po wyjściu z niej. Nie miała pojęcia, kiedy ten stan minie. Po części zdawała sobie sprawę, że coś jest z nią nie tak. Normalna Wendy pewnie spotykając puchona wymieniłaby z nim sympatyczne zdanie albo zignorowałaby go. Teraz Royal zachowywała się, tak jakby z Gardem byli najlepszymi przyjaciółmi. Może po prostu dawno nie rozmawiała z kimś znajomym i akceptowanym przez jej magiczne środowisko.
Dobrze, że Finn nie protestował, gdyby tak było, zapewne zaciągnęłaby go siłą. Obecnie miała jej nadmiar. Musiała ją jakoś spożytkować, a słuchanie innych, wcale jej w tym nie pomagało. Jednak czekała na odpowiedź chłopaka już szykując się po kawę. Zaczęła grzebać po kieszeniach, starając się znaleźć te piętnaście galeonów, a przecież ostatnio na drzewie wspinaczkowym znalazła aż trzydzieści. Miała na co je wydać.
- Ale ja muszę spróbować! - Na jej uczucia widocznie nie można było bardziej wpłynąć. Co do różdżki miał racje, magia wręcz iskrzyła w jej towarzystwie. Jeszcze trochę, a zacznie wywoływać błyskawice samym gadaniem. - Widzisz stuletnia... Czyli jak ja zacznę się do Ciebie przytulać, nie będziesz miał mi tego za złe? - Wyszeptała konspiracyjnie, a żadne argumenty chłopaka nie zamierzały przemówić jej do rozsądku.
Podeszła do jakiegoś dziadka i podała mu piętnaście galeonów. Usiadła przed nim, całkowicie nie mogąc znieść bólu, jaki jej przy tym towarzyszył. Bezruch w takim stanie wydawał się niemożliwy do wytrzymania. Mężczyzna zaczął parzyć kawę, podobno ten proces długo trwał, a Wendy nie wiedziała, czy to psychicznie i fizycznie zniesie.
- Czujesz ten zapach. Jest nieziemski. - Znowu zaczęła paplaninę, tylko po to, żeby jakoś dać ujście tej energii, a także miała nadzieje przekonać Finna do wypicia tej kawy mącącej w duszy...


Płace 15g
Powrót do góry Go down


Finan Gard
Finan Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : zaspane oczy, lekko wyczuwalny obcy akcent
Galeony : 29
  Liczba postów : 712
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptySob Lip 27 2019, 12:29

Musiał wyglądać zabawnie - taki wyprostowany, jeszcze trochę blady, patrzył na Wendy jakby ta oznajmiła, że umówiła się na randkę z Merlinem we własnej osobie. Dzielnie unikał wzroku staruszka, który spoglądał na nich ukradkiem węsząc w powietrzu zagraniczną klientelę. Nasłuchał się już o tym straganie, a trzeba zauważyć, że Finn nienawidzi jak cokolwiek wpływa na jego emocje - jakby już nie miał wystarczająco problemów, by się z nimi uporać. Choć uwielbiał kawę, jej zapach, aromat, choć chętnie zanurzyłby dłoń w worku z ziarnami, to sam fakt, że staruszek tam majstrował magią kazał mu zachować dystans.
- No dobra, to spróbuj, ale żeby potem nie było, że nie ostrzegałem. - przecież nie będzie jej zabraniać, skoro tak bardzo chce. Z lekkim przestrachem popatrzył na nią kiedy ta wspomniała o przytulaniu. - Wtedy stwierdzę, że słońce ci szkodzi i będę kombinować jak cię ocucić. - podrapał się po policzku i przykucnął obok niej, kiedy ta składała zamówienie na kawę. Widział jak ją nosiło, jak rwała się do ruchu. Miała w sobie tak dużo energii, że jej pozazdrościł. Nagle staruszek jednak wyłapał jego wzrok i wykonał zachęcający ruch dłonią, by jednak spróbował. Oferował mu kawę za darmo (!) pomny tego, jak dnia poprzedniego przyniósł mu zagubiony kosz z ziarnami, kiedy to złożył wizytę na plantacji kawy. Póki co potrząsnął głową chowając się za wymuszonym uśmiechem.
- Czuję, uwielbiam kawę. To jeden z najprzyjemniejszych aromatów. Nie wiedziałem, że też lubisz ją pić. - zastanawiał się jak długo powinien szwendać się za Wendy, aby ta nie zrobiła nic szalenie niebezpiecznego zważywszy, że energia z niej kipiała.
- Czemu tak cię nosi? Piłaś coś? Jadłaś? - z zazdrości zadał pytanie, bo sam czuł skrajny deficyt energii i bardzo, bardzo by chciał wrócić do fizycznej formy, bo póki co był cieniem dawnego siebie.


(jeśli postać zdecyduje się na kawę, podlinkuję kostkę i post)
Powrót do góry Go down


Wendy A. Royal
Wendy A. Royal

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1.78 m
C. szczególne : zgaszone oczy, usta pomalowane szminką i woń ulubionych perfum o zapachu kwiatów, czy cytrusów - to zależy od nastroju, drobne, prawie niewidoczne blizny, nie jest ich wiele gdzieś na nodze czy dłoni
Galeony : 117
  Liczba postów : 87
http://www.czarodzieje.org/t16232-wendy-a-royal
http://www.czarodzieje.org/t16250-royal-or-rebel
http://www.czarodzieje.org/t16249-poczta-royal
http://www.czarodzieje.org/t16233-wendy-a-royal#444914
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyPią Sie 02 2019, 19:31

Na pewno nie była jej potrzebna żadna dawka kofeiny. Tego słowa nie powinno używać się w jej obecności, a ona co robiła? Przyszła na kawowy stragan. Czy było to nieodpowiedzialne? Nierozsądne? Na pewno nie będzie mogła zasnąć i bez czarnego napoju, mącącego w duszy. Nie potrzebowała tego, ale chciała. Woń kawy niemal wabił ją jak karmazynowy szeptnik. Wydawało się, że bez pomocy z zewnątrz Wendy nie zrezygnuje ze swojego zamiaru utopienia duszy, ciała i umysłu w tym płynie. Jednak czy Finn miał na cokolwiek wpływ? Mógłby odwieźć dziewczynę od jej zamiarów? Wydawało się, że było już za późno. Napar parzył się intensywnie, nosząc wokół mocną woń. Zdradliwa degustacja czekała na swoje ofiary tylko za piętnaście galeonów. Czy warto było za tyle sprzedać duszę? Wendy uważała, że tak. Właściwie w obecnej chwili działała instynktownie. Zapewne odbije się to na jej zdrowiu i na następny dzień będzie miała niemały zjazd. Taką cenę płaciło się w piaskowej jaskini na Saharze; może nie zawsze taką, ale Royal akurat trafiła na kosmiczną dawkę energii. Świat pod wpływem takiej mocy zakrzywiał swoje "normalne" granice i stawał się idyllą; rajem, którego nie chciało się opuszczać. Wendy A. Royal doznała oświecenia!
- Ale tu słońce każdemu szkodzi. - Zaprotestowała, dając do zrozumienia, że na pewno nic jej nie jest i nie postradała zmysłów. Bez przerwy jej palce grały fortepianowe kompozycje, a całe ciało jakby podrygiwało w rytm jakieś słyszalnej tylko dla ucha Wendy muzyki. Czuła się świetnie i tak mogłoby zostać na zawsze. Nie zastanawiała się nad tym, jak to będzie, kiedy znowu spotka puchona; wydawało się jej, jakby znali się od zawsze, a oni zaledwie wymieniali kilka zdań, spojrzeń, czy zatańczyli raz na jakiejś ważnej imprezie, na której musieli towarzyszyć rodzicom, którzy lubili chwalić się osiągnięciami swoich pociech.
- Nie. - Odparła całkowicie szczerze na temat kawy. - Nie przepadam za nią, ale jej zapach jest cudowny, zwłaszcza tu, zwłaszcza ten... - Uciekła gdzieś myślami, ale zaraz wróciła, bo energia w jej ciele nie pozwalała umysłowi nigdzie błądzić.
- Chce spróbować. - Chwyciła za naczynie pełne czarnego, zniewalającego płynu. Pochuchała, nie chcąc się sparzyć już za pierwszym razem przy takiej magicznej degustacji; za jedynie piętnaście galeonów.
- Hmm... - Upiła łyczek pierwszej filiżanki. - Nie. Byłam w piaskowej jaskini, a ona robi coś z... emocjami. - Coś dziwnego działo się z jej samoświadomością. Poczuła, że wszystko wydaje się dla niej zrozumiałe i... właściwie to cały czas się tak czuła. Żadna kawa nie była jej wcale potrzebna. - Dobra. Nie czuje, żeby mi odwalało. Mam na myśli kawę. - Może nie działała, bo ślizgonka będąc w jaskini, dostała sporą dawkę magii?
- Może się skusisz? - Wystawiła naczynie z kawą, zachęcająco przybliżając do jego nosa. Nie dało się nie oprzeć temu zapachowi. Czy to nie dziwne, że na pustyni, która jest miejscem suchym, martwym i tak bardzo niebezpiecznym, odczuwa się tu swoje najgłębsze uczucia, odkrywa ukryte emocje i nie panuje nad swoim ciałem? Jakby Sahara chciała oczyścić nas i obnażyć to, co tak skrzętnie ukrywamy przed nami samymi.


Filiżanki kawy
dla duszy: wybieram 3 (obecnie degustacja tylko pierwszej, kolejne w następnym poście)
dla ciała: 1
z gościnności: 6
Powrót do góry Go down


Finan Gard
Finan Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : zaspane oczy, lekko wyczuwalny obcy akcent
Galeony : 29
  Liczba postów : 712
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyPią Sie 02 2019, 20:34

Wendy zachowywała się jak narwany promyk słońca, który chciał być jednocześnie u każdego na skórze, by nikt nie poczuł się przypadkiem nieogrzany. Oglądanie jej takiej było miłe, choć mocno zastanawiające. Zauważył, że mógłby polubić tę jej energię, gdyby tylko brała się z wnętrza duszy, a nie z powodu jakiegoś czaru. Sahara była ich pełna, a więc niebezpiecznie było pójść gdziekolwiek. Minął miesiąc i zdołał się o tym parokrotnie przekonać na własnej skórze. Gdyby spotkali się w innych okolicznościach i gdyby go sobie dzisiaj nie upatrzyła zapewne nie podszedłby sam z siebie i nie zagadał. Znali się w miejsc pozbawionych swobody i spontaniczności i trzeba przyznać, że Finn zalatywał tym stylem. Po chwili namysłu stwierdził, że cieszył się, że się dzisiaj na niego uwzięła. Choć nie wiedział jak ma rozumieć tę jej nienormalną potrzebę napicia się akurat tej, konkretnej kawy osławionej czarami i dodatkami.
- Na ciebie chyba zwróciło szczególną uwagę, bo buzia ci się nie zamyka i podrygujesz w miejscu z częstotliwością dwudziestu razy na minutę. - wspomniał na wypadek, gdyby nie zauważyła. On siedział obok niej niczym posąg, poruszał się oszczędnie i panował nad każdym, nawet minimalnym gestem, a ona zaś była w ciągłym ruchu mimo, że siedziała. Coś niesamowitego dla oka. Powinien zrobić jej zdjęcie i pokazać za parę dni, gdy z niej zejdzie ten... wpływ.
Wstrzymał oddech usłyszawszy jej odpowiedź. No tak, wpływ czaru, zaklętego miejsca. Sama myśl, że jest tu jakaś jaskinia majstrująca przy emocjach zmroziła go od wewnątrz. Zdziwił się czując strach. Nie potrafiłby tam pójść w obawie, że poczuje coś, co bardzo chciałby ukryć poza maską. Przełknął narastającą gulę w gardle. Nie, nie pójdzie tam i ostrzeże Gabrielle, by się trzymała stamtąd z daleka.
- A więc klątwa jakiejś jaskini zmusza cię do picia kawy mimo, że jej nie lubisz. Wendy, to jawny znak, że nie powinnaś tego robić dopóki się nie uspokoisz. - by wzmocnić przekaz położył palce o szorstkich opuszkach na jej dłoni i próbował nawiązać z nią kontakt wzrokowy. Cokolwiek się wydarzy przy kawie, może potem tego żałować, skoro to nie jej emocje, a coś wywołanego magią. Niestety nie dał rady przebić się przez tę zasłonę wpływu magicznego. Napiła się, a wyglądała jakby miało to być spełnienie jej marzeń.
- Nie czujesz, że ci odwala, ale mówię przecież, że gadasz jak najęta i wiercisz się jak żądlibąk. Nie, dziękuję, nie chcę kawy, co psuje spokój umysłu i duszy. - łagodnie acz stanowczo odsunął jej dłoń z filiżanką i popatrzył z ukosa na staruszka, który serwował ten napój. Zapach naprawdę kusił, narobiła mu smaku, jednak opór psychiczny nie pozwalał na zmianę zdania. Za bardzo bał się efektów ubocznych, bo o ile nie ruszają go szkody fizyczne, tak mentalne bardzo. Lubił zachowywać pozory.
- Nie wiadomo kiedy magia kawy może w ciebie uderzyć. Oni chyba mają tu jakąś tradycję zaczarowywania jedzenia i picia. Czyżby chwyt marketingowy? - poprawił czapkę z daszkiem i przyglądał się dziewczynie badawczo w oczekiwaniu na... cokolwiek dziwnego.

______________________

Powrót do góry Go down


Wendy A. Royal
Wendy A. Royal

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1.78 m
C. szczególne : zgaszone oczy, usta pomalowane szminką i woń ulubionych perfum o zapachu kwiatów, czy cytrusów - to zależy od nastroju, drobne, prawie niewidoczne blizny, nie jest ich wiele gdzieś na nodze czy dłoni
Galeony : 117
  Liczba postów : 87
http://www.czarodzieje.org/t16232-wendy-a-royal
http://www.czarodzieje.org/t16250-royal-or-rebel
http://www.czarodzieje.org/t16249-poczta-royal
http://www.czarodzieje.org/t16233-wendy-a-royal#444914
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptySob Sie 03 2019, 09:30

Kim tak naprawdę była Wendy A. Royal? Czy tajemnice, którą skrywała tak głęboko przed samą sobą, ujrzy światło dzienne? Czy wolała kłamać, manipulować i... ale właściwie jaką tajemnice? Kawa smakowała wybornie. Pieściła jej kubki smakowe i nie wydawała się ani za gorąco, ani za zimna jakby pragnęła, żeby Royal jej spróbowała. Pierwsza była dla duszy jak powiedział staruszek.
Miała świadomość tego, jak się zachowywała, ale ciężko w jej sytuacji było się spinać. Czuła się taka silna, pełna energii i magii, która niemal buzowała w jej ciele. W obecnej chwili czary na pewno wychodziłby jej bez problemu z dużą dawką ładunku, który mógłby poskromić wszystko i wszystkich. Chciała zawsze się tak czuć. Nie przejmowała się manierami, rodziną, jakimiś określonymi normami, które powinny być zachowane w rozmowie z normalnymi ludźmi. To wszystko wydawało się nie mieć znaczenia. Było teraz i tak miało zostać; na razie.
- To chyba nie klątwa. Chociaż jak tak mówisz, to brzmi poważnie. - Przyjrzała mu się przez ułamek sekundy, bo dłużej nie była w stanie. Zachowywał się jak jej przeciwieństwo. Wydawał się jakiś taki spięty, ale w oczach Royal każdy obecnie wyglądał jakby miał kija w tyłku. Nawet ten staruszek od przyrządzania kawy; podejrzany z niego typ!
- Nic mi jeszcze nie popsuło. - Dała mu do zrozumienia, że naprawdę nie ma czego się bać i ta kawa to na pewno jakaś bujda. - Może niech ten miły Pan zrobi Ci kawę bez psucia umysłu i duszy? - Zaproponowała, po czym sięgnęła po kolejne naczynie z czarnym jak smoła napojem.
Druga miała być dla ciała. Również roznosiła swój cudowny zapach, a gdy ślizgonka zbliżyła ją do ust, to doznanie było jeszcze bardziej intensywne. Chyba polubi kawę, za sam jej zapach. Nawet smaku ta kawa robiła na Wendy niemałe wrażenie, ale może dlatego, że była przyrządzana przez Enejiskiego tubylca, w oazie na środku Sahary?
Powrót do góry Go down


Finan Gard
Finan Gard

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 177
C. szczególne : zaspane oczy, lekko wyczuwalny obcy akcent
Galeony : 29
  Liczba postów : 712
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyNie Sie 04 2019, 18:40

Odnosił wrażenie, że jeśli tylko się rozstaną i każde pójdzie w swoją stronę to wówczas otrzyma niezaprzeczalny dowód, że jednak w kawie "coś jest". Na chwilę obecną Wendy nie wykazywała żadnych nietypowych zachowań (poza niespokojnym siedzeniem), co podważało pogłoski jakie zasłyszał. Mimo wszystko pamiętał tę Eneijską babulkę, którą naszło na przytulanie obcego, białoskórego chłopaka. A może to tylko jej cecha charakteru, a nie wpływ kawy? Wendy udało się zasiać w Finnie wątpliwości, co też dało się wyczytać z jego twarzy.
Nie patrzyła mu w oczy dłużej niż kilka sekund. To musiało być męczące. Finn lubił utrzymywać kontakt wzrokowy.
- Masz rację, jednak... jednak nie jestem jeszcze pewien. - zmarszczył brwi, podrapał się po policzku i popatrzył na straganiarza z jakąś dozą nieufności. Potrzebował chwili namysłu, po której westchnął głęboko. - Nie, Wendy, dzisiaj nie. Może innym razem. Odprowadzę cię dzisiaj do namiotu, co? - to nie tak, że zamierzał to zrobić lada chwila, jednak szukał zgody na zaś, gdyby jednak wykazywała jakieś niepokojące objawy.
- Gdzie ta piaskowa jaskinia leży? Wiele miejsc na Saharze jest pod władaniem bardzo aktywnej magii. Byłem przypadkiem w zakątku świergotników. Nie polecam się tam zbliżać. Ptactwo rzuciło się na mnie za sam fakt, że podszedłem na te pięć metrów. - skoro znał już dwie potencjalne lokacje, których z pewnością nie odwiedzi, to warto wymienić się doświadczeniem. Zadrżał na samą myśl tego, co się wóczas tam wydarzyło. On i tak przeszedł spotkanie ze świergotnikami całkiem gładko, jednak Leo nie może powiedzieć tego samego. Z faktu stanu Wendy - zachowywała się nie jak ona - warto ją uprzedzić, aby nie wpadła w kłopoty. Darzył ją sympatią mimo, że nie mieli okazji pobyć we własnym towarzystwie swobodnie. Żałował, że się tak nie udzielał społecznie.
- Dumbadery też są podobno kapryśne, a onyo gryzą, jeśli ktoś nie czuje się dobrze w ich towarzystwie. Coś te tutejsze stworzenia nie są towarzyskie ani bezpieczne. - skomentował, co rusz spoglądając z uwagą na brunetkę. Nic jej nie jest. Coś niebywałego. Znaczy - to dobrze, że jest cała i zdrowa, jednak z uwagi na tę kawę... naprawdę zasiała w nim wątpliwości, jednak strach przed ingerencją w duszę nie pozwalał mu na podjęcie tego kroku. Mógłby mieć kłopot z poradzeniem sobie z potencjalnymi efektami.

______________________

Powrót do góry Go down


Morgan A. Davies
Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : problem z zaklęciami (-> kuferek)
Galeony : 1466
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 679
http://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
http://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
http://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
http://www.czarodzieje.org/t17420-moe-davies#488355
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyPon Sie 12 2019, 23:35

// Wątek prowadzony w innym czasie niż ten Finna i Wendy //

Nie potrafiła zaprzeczyć, że aż do ostatnich kilkunastu sekund meczu kompletnie nie odnajdywała się na boisku. Nie potrafiła utrzymać skupienia na pojawiającym się co jakiś czas na boisku zniczu, nie miała wyczucia co do tempa samej gry, a nawet śledzenie na bieżąco rozgrywki sprawiało jej trudności, co jasno dało się zauważyć, gdy zapytała Elijaha o złamanie ręki praktycznie w chwili, gdy ten oberwał tłuczkiem w nos. No wyczucie czasu bezbłędne, Davies. A mimo wszystkich tych przeciwności, to jej przypadło złapanie znicza i wygranie tym samym całego meczu. O ironio.
- Tęskniłam, Ty małpo. - powiedziała ze śmiechem, choć był to zdecydowanie śmiech zmieszany z kilkoma innymi uczuciami. Owszem, euforia związana z meczem jeszcze z niej nie opadła, jednak zamartwiania się samopoczuciem i sytuacją Carmel nie była w stanie przeskoczyć nawet, kiedy ta wreszcie pojawiła się przed nią w najwyraźniej śpiewającym nastroju.
- Co Cię zatrzymało w Anglii? - zapytała wreszcie, nie przerywając spaceru i nie odwracając twarzy ku przyjaciółce. Nie bardzo wiedziała, jak powinna się zachować. Być może nie była to wiedza przeznaczona dla niej i Gallagher wolała zatrzymać wszystko dla siebie? A może wszystko to sobie nadinterpretowywała i sama się nakręciła do tak roztrzęsionego emocjonalnie stanu? Kiedy tak wędrowały ramię w ramię po jednej z ulic wioski, musiała przyznać, że czuła się już trochę lepiej, mając ją obok, jednak nadal stosunkowo niepewnie składała kolejne zdania.

Darmowa kawusia: Moe przyniosła kosz z plantacji
Powrót do góry Go down


Carmel M. Gallagher
Carmel M. Gallagher

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167
C. szczególne : dołeczki w policzkach kiedy szeroko się uśmiecha, blizna tuż nad prawą brwią. Kilka kolczyków w prawym uchu.
Galeony : 171
  Liczba postów : 162
http://www.czarodzieje.org/t17294-carmel-melanie-gallagher-budowa#484551
http://www.czarodzieje.org/t17303-karmelove
http://www.czarodzieje.org/t17305-cookie-korespondencja-carmel#484965
http://www.czarodzieje.org/t17295-carmel-m-gallgher
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyWto Sie 13 2019, 00:08

Rzeczywiście jej zachowanie mogło wyglądać jak czysta euforia, ba – w pewnym sensie była to nawet prawda. Nic nie budziło w nich tak ogromnych emocji i ciepłych uczuć jak quidditch i kibicowanie, a uczucie kiedy na boisku błyszczeli jej najbliżsi było niepodobne do czegokolwiek innego. Z całego meczu zdążyła zobaczyć tylko jedną akcję, ale nie żałowała, bo była ona najważniejsza ze wszystkich. No i zdążyła jeszcze na tłuczka Matta, który strzelił w ścigającego przeciwników kilka sekund przed złapaniem znicza. Wobec tak istotnych w jej odczuciu wydarzeń wszystkie problemy schodziły na bok. Zresztą ze swoją nową sytuacją też w pewnym sensie już się pogodziła... nadal silnie odczuwała, że nic nie jest już takie jak kiedyś, ale miała cały miesiąc na przemyślenie sobie wszystkiego i ułożenie tego w głowie. Głównym wnioskiem jaki nasunął jej się na myśl było to, że nie może siedzieć bezczynnie i użalać się nad swoim życiem, bo zabija ją to od wewnątrz. I właśnie dlatego wybłagała w końcu wyjazd na Saharę, z którego chciała czerpać garściami, by zdążyć nadrobić stracony czas.
Małpo, małpo – przewróciła teatralnie oczyma, idąc do tyłu żeby móc patrzeć na dziewczynę. Nie zwracała uwagi na drogę, i tak najpewniej nie zapamięta gdzie szły i zgubi się jeśli tylko Moe postanowi ją zostawić. Dlatego też musiała się jej po prostu kurczowo trzymać. – Mam nadzieję, że masz na myśli kapucynkę, nie te z gołymi dupskami, te drugie są strasznie dziwne. O, patrz, świergotnik! – wskazała na barwnie upierzonego ptaszka, który przeleciał nad ich głowami, zmierzając w sobie tylko znanym kierunku. – Podobno jest ich tutaj więcej, ale nie wiem gdzie...
Zagapiła się na ptaszka przez co zrównała się z Morgan, mimo że wcześniej nieznacznie wybiegała do przodu. Odwróciła się więc, już nie idąc tyłem jak pomylona i splotła dłonie na karku, wystawiając twarz ku słońcu – wcale nie miała go jeszcze dość. Wyglądała na zrelaksowaną, choć zadane przez przyjaciółkę pytanie wywołało nieprzyjemny ucisk w okolicy żołądka i sprawiło, że nieco zaschło jej w ustach. Wiedziała, że o to zapyta, spodziewała się tego i rozumiała, że należą jej się wyjaśnienia, ale nie miała najzieleńszego pojęcia w jaki sposób powiedzieć jej o tym wszystkim.
Tata – odpowiedziała lakonicznie, zupełnie nie w swoim stylu. Za lakonicznie. Zreflektowała się zaraz. – Martwił się, że nie dam sobie tutaj rady bez niego, chciał mieć mnie blisko i w nosie miał tłumaczenie, że przecież jest tu Matt i będzie się mną opiekować. O, patrz, tamchybasprzedającośdobrego. Idziemy? – wskazała jedną ręką na stragan, który obsługiwał ciemnoskóry mężczyzna, drugą zaś chwyciła jej ramię, żeby zatrzymać ją i jednocześnie zwrócić jej uwagę. Szukała wymówki żeby odłożyć w czasie wypowiedzenie niewygodnych słów. Tak jak teraz było przecież dobrze, prawda? Wakacje, Sahara, towarzystwo przyjaciółki. Wiedziała, że rozmowa może wszystko skomplikować.
Powrót do góry Go down


Morgan A. Davies
Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : problem z zaklęciami (-> kuferek)
Galeony : 1466
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 679
http://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
http://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
http://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
http://www.czarodzieje.org/t17420-moe-davies#488355
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyWto Sie 13 2019, 01:12

Quidditch był jedną z wielu pasji, jakie łączyły dwie Gryfonki i wydawałoby się, że w ramach czasowych między dwoma dniami przed meczem, a tygodniem po nim, nie powinno być między nimi żadnych innych tematów. W końcu obie miały na tym punkcie niezłego fioła. Tym razem również quidditch miał stać się częścią ich dyskusji, ale, dla odmiany, nie jej głównym punktem, co było już sporym zwrotem akcji.
- O, a ja wiem. Może niedługo pójdziemy je odwiedzić? - zaproponowała, nie kryjąc szerokiego uśmiechu w reakcji na wspomnienie o strasznie dziwnych małpach z gołymi dupskami. Kiedy powiedziała to sobie jeszcze raz w myślach, parsknęła śmiechem. Taka atmosfera bardzo pasowała i jej, zatem głupio było ją szargać poważnymi pytaniami i boleśnie szczerą rozmową, jednak i tak by ich to nie ominęło, a teraz był na to prawdopodobnie najodpowiedniejszy moment. W końcu im wcześniej będą miały to za sobą, tym zdrowiej powinno im to wyjść. No i całe zwiedzanie pustyni bez tego posępnego elementu mogłoby obfitować w niezbyt wygodne nieporozumienia.
- Kapucynka? Teraz to bardziej jak lemur. - zarzuciła po chwili namysłu, która zmieniła się w zdjęcie z głowy biało-czarnej chusty i wplecenie jej rogu w szlufkę z tyłu spodni przyjaciółki. Oczywiście, że była w stanie dokonać tego sprawnie, szybko i podczas marszu. Skoro była dziś zdolna do złapania znicza, nic związanego z refleksem i zręcznością nie stanowiło dla niej wyzwania. Zresztą, jakby na dowód jej osiągnięcia, skrzydlate złotko utrzymywało się na jej ramieniu, od czasu do czasu machając pospiesznie skrzydełkami, aby nie stracić równowagi.
- Idziemy, choć kawa nie brzmi jakoś szczególnie zachęcająco. Ale to jest jakaś schizowa kawa. - zapowiedziała, czując się po raz kolejny trochę jak przewodnik. Być może faktycznie obie potrzebowały na spokojnie usiąść, napić się czegoś i odsapnąć, albo przemyśleć to, co chciały z siebie wyrzucić. Wyjaśnień dotyczących ojca postanowiła póki co nie komentować, bo brzmiały wyjątkowo sztucznie i wymijająco. A Carmel nie bywała ani sztuczna, ani wymijająca. Może warto byłoby rozważyć, czy Davies na pewno chciała brnąć w dokopywanie się do prawdy?
Powrót do góry Go down


Carmel M. Gallagher
Carmel M. Gallagher

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167
C. szczególne : dołeczki w policzkach kiedy szeroko się uśmiecha, blizna tuż nad prawą brwią. Kilka kolczyków w prawym uchu.
Galeony : 171
  Liczba postów : 162
http://www.czarodzieje.org/t17294-carmel-melanie-gallagher-budowa#484551
http://www.czarodzieje.org/t17303-karmelove
http://www.czarodzieje.org/t17305-cookie-korespondencja-carmel#484965
http://www.czarodzieje.org/t17295-carmel-m-gallgher
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyCzw Sie 15 2019, 00:33

Pokiwała energicznie głową, bo świergotniki były jedną z atrakcji, które widniały na liście rzeczy koniecznych do zobaczenia. Tak, miała taką i była ona nieadekwatnie długa w stosunku do ilości czasu jaki został jej na zwiedzanie. Jak na entuzjastkę opieki nad magicznymi stworzeniami przystało, marzyła o tym żeby zobaczyć te stworzenia w ich naturalnym środowisku, w koronach nielicznych tutejszych drzew. Te zamknięte w klatkach, które widywała w co lepszych menażeriach zawsze wydawały jej się przeraźliwie smutne.
Uśmiechnęła się, z ciekawości przesuwając dłonią po dorobionym jej naprędce ogonie. I pokiwała głową, zgadzając się tym samym, że może zostać lemurem. Były całkiem urocze, patrząc po zdjęciach z książek, które trzymała w swojej pamięci. Ciekawe czy dałoby się trzymać takiego lemura w Hogwarcie. A może lepiej nie? Pewnie byłyby nieszczęśliwe w zamknięciu.
Nie lubisz? – zapytała z roztargnieniem. Jako przyjaciółka powinna wiedzieć takie rzeczy... ale, cóż, ostatnio była kiepską przyjaciółką i niewiedza w temacie ulubionych napojów nie była jej największym wykroczeniem. Zasępiła się nieco. – Ja nie piłam... – dodała chyba tylko po to, by powiedzieć cokolwiek. Przy tym nie miała problemu żeby przyznać się do tego, że w kwestii kawy – i nie ma się co oszukiwać, w wielu innych również – była zupełną świeżynką, bardziej nawet niż według niektórych powinna, mają te szesnaście lat. Jak na osobę, która wścibiała wszędzie nosek, była wyjątkowo mało doświadczona.
Wciąż trzymając ją za ramię, przyspieszyła kroku, kierując się prosto ku pachnącemu zachęcająco straganowi. Fakt, że owe napoje miały być „schizowe” zupełnie jej umknął... a może po prostu o nim zapomniała? Tak naprawdę podjęła decyzję nim Moe na dobre się zgodziła, więc dziewczyna chyba po prostu nie miała zbyt wiele do gadania w tej kwestii. Przywitała się z mężczyzną w podeszłym wieku, który obsługiwał stoisko i uśmiechnęła się do niego ładnie, nadrabiając tym samym problemy z komunikacją, które z pewnością były nieuniknione. Enejczycy nie byli chyba przyzwyczajeni do turystów i ich angielski pozostawiał wiele do życzenia. Przez dłuższy moment zastanawiała się nad rodzajem kawy bo z oczywistych powodów nie miała pojęcia co może jej podejść, a co nie. Ostatecznie zdecydowała się na miejscowy specjał – Qahwa helwe; doszła do wniosku, że lepiej spróbować czegoś, o co trudniej będzie w Wielkiej Brytanii.
Usiadła, powąchała zawartość swojego kubka i dopiero wówczas odważyła się spojrzeć na Morgan.
Jesteś zła? – zagaiła, choć na złą bynajmniej nie wyglądała – za to, że się nie odzywałam i w ogóle... – opuściła wzrok z powrotem na filiżankę i w końcu odważyła się wziąć łyka. Zastanowiła się przez moment jak ma czuć się z tym smakiem, po czym skrzywiła się nieznacznie. – Dziwactwo. Ktokolwiek to pije? – mruknęła, chyba trochę niezadowolona. Zresztą ostatnio rzadko bywała zadowolona, może więc kawa nie była wcale taka zła? Może gorycz, jaką tu wyczuła, pochodziła ze zgoła innego źródła?
Powrót do góry Go down


Morgan A. Davies
Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : problem z zaklęciami (-> kuferek)
Galeony : 1466
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 679
http://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
http://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
http://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
http://www.czarodzieje.org/t17420-moe-davies#488355
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyCzw Sie 15 2019, 11:39

Uwaga Moe na temat Carmelemura miała co najwyżej powstrzymać zapowiadającą się, niezręczną ciszę. Dziewczyna obawiała się jej, tego momentu, w którym mogłoby się okazać, że żaden temat nie był wart poruszania i nie zasługiwał na napomykanie go w tak emocjonalnej dla niej chwili. Bo tematów znalazłyby oczywiście mnóstwo po tak długiej rozłące, ale stosowanie ich w celu uniknięcia tego najważniejszego odebrałoby im sens i spłyciło rozmowę. Smocza ospa, nad czym ona się teraz zastanawiała?
- Lubię, choć w ten upał już tylko mrożoną. Wezmę coś, co znam i dam Ci spróbować. - zadeklarowała życzliwie, póki co nie odnosząc się do wieści, że właśnie debiutancko zapoznawała przyjaciółkę z tym popularnym napojem kofeinowym. Jeszcze będą miały czas na oceny i omawianie nowo poznanego smaku. Zresztą, nawet, jakby próbowała się wdawać w dalszą dyskusję, to mogłaby najwyżej gadać do siebie, kiedy Carmel zamawiała dla siebie tutejsze kawowe specjały. Davies nie pozostawało nic innego, jak tylko pójść w jej ślady.
- Mrożoną latte. Karmelową. Z bitą śmietaną i piankami. Bardzo proszę. I ślicznie dziękuję. - zadyrygowała, jednocześnie palcem pokazując kolejne wypowiadane elementy. Że mrożona to Enejczyk już pewnie zdołał się przyzwyczaić. Syrop karmelowy miała podczas zamawiania przed nosem, więc i z tym nie było problemu. A bita śmietana oraz miska z drobnymi piankami czekały na dołączenie do cudownie orzeźwiającej mikstury na gdzieś na blacie za plecami barmana. Moe ewidentnie nie miała ochoty eksperymentować ze swoim napojem. Akurat przy kawie zbyt wiele razy trafiła na coś, co niekoniecznie podobało się jej kubkom smakowym.
- Jasne, że jestem. Jestem zła na bezsilność, choć mogłam Ci wysłać sowę. Jestem zła na miesięczną ciszę, choć sama też mogłam ją przerwać. Ale jeżeli pytasz o to, czy się gniewam... - odstawiła wysoką szklankę i podniosła się od stolika, choć jeszcze dobrze nie zdążyła zając przy nim miejsca. Wykonała kilka kroków w stronę przyjaciółki, zaszła ją zza pleców, gdy ta już siedziała na krześle i mocno objęła, skutecznie uniemożliwiając zasmakowanie pierwszego łyku kawy.
- Po prostu już mnie nie zostawiaj. - wyszeptała, zamykając oczy i ciesząc się bliskością Mel. Nie trwało to jednak wiecznie i już po chwili Moe siedziała na przeciwko Gallagher, doświadczają w jej towarzystwie (nie za bardzo) tutejszej kawy. Z dużym zainteresowaniem wsłuchiwała się w pierwsze uwagi dotyczące poznawanego przez przyjaciółkę napoju. Po niezbyt ciepłym przyjęciu smaku nowego trunku, podsunęła jej własny, który, co podejrzewała z autopsji i znajomości gustów drugiej Gryfonki, powinien ją kupić bez reszty.
Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów, butelka whisky w ręce.
Galeony : 715
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 717
http://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
http://www.czarodzieje.org/t17079-nathaniel-bloodworth
http://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
http://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Kawowy stragan QzgSDG8




Moderator




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyWto Sie 20 2019, 21:01

Miał w nosie magiczne właściwości sprzedawanej kawy; po prawdzie chyba nawet nie do końca w nie wierzył. Kiedy tu przychodził, nie kierowało nim wiele więcej niż potrzeba kofeiny, od której bez wątpienia był uzależniony. Nie pił dobrej kawy od zdecydowanie zbyt długiego czasu, co zresztą odbijało się nieco na jego wyglądzie i energii, której miał teraz zdecydowanie mniej. No i fakt, że przez gips nie umiał porządnie się wyspać również nie ułatwiał mu życia bez stałego dostępu do mocnej kawy.
Rytuały były super, jasne, ale nie były dla niego niczym niezbędnym – w przeciwieństwie do napoju, jaki się z nimi wiązał. Żeby jednak nie wyjść na zupełnego ignoranta, będąc już przy straganie, zamówił sobie lokalny przysmak, „Qahwa sada”, która miała być gorzka, mocna i aromatyczna, czyli dokładnie taka jaką lubił. Zajął miejsce i bez entuzjazmu obserwował jak mężczyzna przygotowuje dla niego napój. Trzeba przyznać, że choć był sceptycznie nastawiony i uważał to miejsce za jedno z tych nastawionych na obdzieranie głupich turystów z oszczędności, teraz przekonywał się, że rzeczywiście miało swój urok, a wobec staranności przygotowania cena w ogóle nie była wygórowana. Kiedy dostał swoją kawę i zaciągnął się zapachem unoszącym się nad parującym kubkiem, uśmiechnął się nawet mimowolnie. Zapach w istocie był intensywny i niósł ze sobą przyjemną obietnicę miłych chwil spędzonych przy kubku, nawet jeśli był skazany na samotność. Może to zresztą lepiej? Na szkolnych wycieczkach cisza i spokój były przecież towarem deficytowym.
Pierwszy łyk przyniósł ze sobą nie tylko intensywność upragnionego smaku, ale i pewną zadumę, której nie potraktował jako coś dziwnego. Był zaspany, zupełnie niepobudzony, nic więc dziwnego, że zmęczony umysł dopadały różne myśli. Zresztą to, że zaczął zastanawiać się nad sobą, nad słusznością różnych swoich wyborów, a także swoim pochodzeniem, które ostatnio było coraz bardziej niepewne, nie było wcale takie dziwne. Wbrew wszelkim pozorom często nachodziły go podobne myśli; utkwił wzrok gdzieś w przestrzeni, zastanawiając się nad swoją matką. Nad kobietą, którą za nią uważał, a którą najwyraźniej nie była. Nie mogła być, to nie było możliwe. Odpychał od siebie tę myśl, doszukiwał się możliwości, liczył, że znajdzie jakąś informację... jakieś zapisane drobnym maczkiem zdanie, które potwierdzi, że nie musi mieć w sobie krwi wili, żeby być jej synem. Może powinien przestać iść w zaparte? Dać już temu spokój? Oblizał wargi. Był pewien, że Madeleine nie jest jego biologiczną matką, popijana powolnie kawa o dziwo zdawała się ułatwiać mu zaakceptowanie tego, z czego zdawał sobie sprawę już od dłuższego czasu. Po wakacjach odważy się i w końcu pójdzie z nią porozmawiać, musiał to zrobić póki miał jeszcze możliwość. Zamknie tę sprawę, nawet jeśli jest nieprzyjemna. Wziął drugiego łyka i z niechęcią spojrzał na mugolski gips, którego dorobił się po rozgrywce w bludgera. Wszystko byłoby w porządku, nie przejął się zbytnio tym złamaniem... problem tkwił jednak w tym, że osoby odpowiedzialne tam za uzdrawianie były magicznymi amebami i zamiast sprawnie złożyć jego rękę za pomocą magii, zamotali się tak, że nikt nie był już w stanie tego ogarnąć. I teraz nosił to paskudztwo... nie dość, że było mugolskie, to jeszcze niewygodne i na dodatek wyglądało okropnie. Chociaż... może nie było aż tak źle? Zawsze lepiej na ręce niż na nodze, prawda? No i nadrabiał przecież twarzą. Co prawda krótkie włosy odejmowały mu nieco uroku, ale w obliczu upałów, jakie niezmiennie panowały na Saharze były tak wygodne, że nie miał ochoty wracać do starej fryzury – przynajmniej do czasu powrotu do Anglii. Zdrową ręką przesunął po krótkich kosmykach. Nawet z nimi niewątpliwie się sobie podobał.
Trzeci łyk drastycznie zbliżył go do dna filiżanki. To on pił tak łapczywie, czy tej kawy było tak cholernie mało? Powoli dokończył swój napój i choć ani trochę nie wierzył w magiczne właściwości całego tego rytuału, poczuł się znacznie lepiej. Był jakiś taki... pokrzepiony i oczyszczony, nawet jeśli jego przemyślenia nie były do końca wesołe. Uśmiechnął się szczerze do mężczyzny i w znacznie lepszym humorze ruszył przed siebie. Może coś zwiedzi? Kofeina powinna zacząć zaraz działać i szkoda byłoby zmarnować tę energię na lenistwo.

Kostki: 3, 5, 1

| z/t

______________________

Je parvins à faire s'évanouir dans mon esprit toute l'espérance humaine. Sur toute joie pour l'étrangler j'ai fait le bond sourd de la bête féroce.
Le malheur a été mon dieu. Je me suis allongé dans la boue. Je me suis séché à l'air du crime. Et j'ai joué de bons tours à la folie.
Et le printemps m'a apporté l'affreux rire de l'idiot.
Powrót do góry Go down


Carmel M. Gallagher
Carmel M. Gallagher

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167
C. szczególne : dołeczki w policzkach kiedy szeroko się uśmiecha, blizna tuż nad prawą brwią. Kilka kolczyków w prawym uchu.
Galeony : 171
  Liczba postów : 162
http://www.czarodzieje.org/t17294-carmel-melanie-gallagher-budowa#484551
http://www.czarodzieje.org/t17303-karmelove
http://www.czarodzieje.org/t17305-cookie-korespondencja-carmel#484965
http://www.czarodzieje.org/t17295-carmel-m-gallgher
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyPon Sie 26 2019, 01:54

Karmelowa mrożona latte brzmiała apetycznie i rozbrajająco bezpiecznie, szczególnie w zestawieniu z napojem, którego nazwy nie potrafiła nawet wymówić... ba, z trudem go odczytała, zdziwiona nietypowymi dla znanego jej języka zestawieniami liter. Z drugiej strony... Gallagherowie nigdy nie wybierali tego co proste i bezpieczne, prawda? I choć nie posądzała przyjaciółki o brak odwagi, cieszyła się, że w pewnym sensie podjęła wyzwanie, nawet jeśli nie zostało jej ono przez nikogo rzucone. Czasem wcale tego nie potrzebowała, sama potrafiła rzucić sobie rękawicę kiedy miała na to ochotę.
Karmelowa? Wiesz co dobre – poruszyła brwiami i roześmiała się, choć teoretycznie nie powinno jej być do śmiechu. Towarzystwo Moe sprawiało, że czuła się lepiej, nawet jeśli między dziewczynami pozostawały kwestie, które wymagały jak najszybszego wyjaśnienia i atmosfera niekoniecznie była lekka. Zresztą... obie dobrze udawały, że wszystko gra, prawda? Morgan może i zapytała o pierwszy miesiąc wakacji, ale teraz sama wymijała ten temat. Gallgherówna chyba niechcący (czyżby?) zraziła ją do wyciągania nieprzyjemnych informacji, a sama nie była dzisiaj zbyt wylewna. Nie wiedziała jak to ugryźć.
Po prawdzie spodziewała się, że na swoje pytanie usłyszy odpowiedź przeczącą... choć nie, „spodziewała się” to złe słowo, ona po prostu liczyła na to, że cokolwiek by nie zrobiła lub nie powiedziała, Davies nigdy nie będzie się gniewać. Znieruchomiała, wbijając spojrzenie niebieskich tęczówek w twarz przyjaciółki; zapomniała chyba mrugać i zaraz tego pożałowała, bo do oczu wpadły jej niesione wiatrem drobinki wszędobylskiego piasku. Może to dlatego zaczęły tak piec i zaszkliły się nieco? Bo przecież na pewno nie dlatego, że zrobiło jej się przykro.
Sens słów wypowiedzianych przez Gryfonkę dotarł do niej z opóźnieniem i zamrugała gwałtownie. To przez piach, nie dlatego, że nie pojmowała z tego nic i jednocześnie chciała powstrzymać głupie łzy, które na domiar złego były nieuzasadnione. Nagle Moe zniknęła jej z oczu, a chwilę potem usłyszała ją za sobą i, co więcej, poczuła jej ramiona, które sprawiły, że zaczęła powoli topnieć i wracać do życia. Rozluźniła się, wyrzucając z siebie głębokie westchnienie.
Głupia jesteś – powiedziała po chwili – nie umiałabym Cię zostawić. Prawie tam bez Ciebie zwariowałam i dlatego wywalczyłam zgodę na przyjazd. – i ona przymknęła powieki, ciesząc się ulotną chwilą. Ta zaraz minęła, choć nawet w momencie kiedy dziewczyna wróciła już na swoje miejsce, Gallagher miała wrażenie, że czuje na skórze miękki, ciepły dotyk jeszcze przez co najmniej kilka chwil. Zmusiła się do powrotu do rzeczywistości, uprzednio zwilżając usta kawą.
I właśnie wtedy poczuła, że wcale nie radziła sobie ze śmiercią mamy. Dotkliwie odczuła jej brak właśnie w tym momencie i choć nie była to może najlepsza chwila, poczuła, że zbiera jej się na płacz. Nie rozumiała swoich reakcji... przecież nie płakała nawet na pogrzebie.
Powinnam była się odezwać, ale po p-pogrzebie mamy nie potrafiłam się do niczego wziąć. Tak bardzo Cię przepraszam, Moe... – głos miała słaby, łamiący się i, co gorsza, słabł z każdą chwilą. Zamrugała, znów czując pod powiekami upierdliwe łzy i wzięła łyka kawy, by jakoś powstrzymać płacz. Ale nic to nie dało.
Dalej nie wierzę, że to się stało i... myślałam, że jestem silna i odporna, a okazało się, że jestem zwykłym dzieckiem. Kłóciłam się dzień przed tym, zanim... zanim... – nie skończyła, pociągnęła nosem i zagryzła wargę, która zaczęła niebezpiecznie drżeć... gładkość policzków przecięły zaś przezroczyste smugi, spływające leniwie w dół.

Kostki: 5, 3, 3 (zmieniam 5 na 1 bo nie pasuje do postaci)
Powrót do góry Go down


Morgan A. Davies
Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : problem z zaklęciami (-> kuferek)
Galeony : 1466
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 679
http://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
http://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
http://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
http://www.czarodzieje.org/t17420-moe-davies#488355
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyPon Sie 26 2019, 09:37

Wybór kawy był dla niej o tyle istotny, że, jeżeli już miała okazję spędzić czas z przyjaciółką, wolała spędzić go bez krzywienia się nad gorzką lurą czarnej rozpaczy. A na słodką wersję enejskiej kawy zdecydowała się już Carmel, więc pójście w czyjekolwiek ślady najzwyczajniej w świecie nie było w stylu Davies.
- Wolę bezpiecznie, niż potem tym pluć. Nie zdziwiłabym się, jakby do tutejszej kawy dodawano sierść dumbadera, albo inne nogi mbaya yaya. - wzruszyła ramionami, starając sobie jednocześnie tego zbyt intensywnie nie wyobrażać. Być może brzmiało to, jak kpina i próba urażenia tutejszej kultury, jednak miała takich zamiarów. Po prostu wszystkie dotychczasowe doświadczenia związane z Saharą naprowadziły ją na umiarkowaną przynajmniej ostrożność w stosunku do wszystkiego, co tutejsze. I być może jej przeczucia były słuszne - już po pierwszym łyku swojej mrożonej kawy zrobiło jej się niesamowicie gorąco.
Od początku ich spotkania zapowiadało się na nieprzyjemne wieści. Jednak to, co usłyszała, wstrząsnęło nią bez reszty. I nawet nie chodziło o same słowa, a o reakcję Gallagher na bolesne wyznanie. Davies momentalnie zerwała się z siedzenia, przeniosła zajmowane krzesło na drugą stronę stolika i ustawiła je tuż przy krześle przyjaciółki. Następnie na nim usiadła i objęła Gryfonkę, pozwalając jej ukryć mokrą od łez twarz w swoim ramieniu. Cieszyła się z wyznania Mel, a jednocześnie czuła na sobie, że kawa wywołała u niej jakieś niepokojące objawy. Jednak w tej chwili nie miało to większego znaczenia. Nie jej uczucia były w tej chwili istotne.
- Jej dzieckiem, Carmel. A kłótnie z Tobą... Myślę, że nawet je lubiła. - sprostowała wypowiedź Gallagher o byciu zwykłym dzieckiem, chcąc jasno dać do zrozumienia, że nie nie miała racji. Nad wypowiedzeniem drugiego zdania już nie za bardzo panowała - język sam się układał i plótł słowa, w poszukiwaniu zwrotów, które mogłyby przynieść dziewczynie pocieszenie i oparcie.

Kostki: 1 (zmienione na 2),1,3
Powrót do góry Go down


Carmel M. Gallagher
Carmel M. Gallagher

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167
C. szczególne : dołeczki w policzkach kiedy szeroko się uśmiecha, blizna tuż nad prawą brwią. Kilka kolczyków w prawym uchu.
Galeony : 171
  Liczba postów : 162
http://www.czarodzieje.org/t17294-carmel-melanie-gallagher-budowa#484551
http://www.czarodzieje.org/t17303-karmelove
http://www.czarodzieje.org/t17305-cookie-korespondencja-carmel#484965
http://www.czarodzieje.org/t17295-carmel-m-gallgher
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptySob Wrz 07 2019, 19:00

Dobrze, że jeszcze nie piła, bo na głupkowate „mbaya yaya” przyjaciółki prychnęła tak niespodziewanie i mocno, że kawa bez wątpienia poszłaby jej nosem. Mimo jednak tego, że wiedziała, iż był to żart, zajrzała podejrzliwie w swoją filiżankę kiedy już miała ją w swoich rękach i doszukiwała się w niej sierści dumbadera czy innych składników, których wolałaby nie widzieć w czymkolwiek co miała skonsumować. Ziarno niepokoju zostało zasiane i szybko wykiełkowało. Czy najdroższa na świecie kawa nie pochodziła czasem z odchodów jakichś tam zwierząt? To chyba nie działo się tutaj, a gdzieś w Azji, ale mimo wszystko wcale jej się nie podobało to, że nie zna enejskiej kultury na tyle dobrze, by móc jednoznacznie stwierdzić, że nie ma się czego obawiać. Kiedy w końcu odważyła się na wzięcie łyka napoju, musiała sięgnąć do prywatnych rezerw prawdziwie gryfońskiej odwagi, która ostatnio działała jakby trochę gorzej. Zdawało jej się, że starczy jej dziś tylko na kawę i na nic więcej... i chyba nawet się nie myliła.
Kiedy całkiem się już rozkleiła, pozwoliła łzom swobodnie płynąć, czując, że nawet jeśli by je teraz otarła, nic by to nie zmieniło – zaraz pojawiłyby się nowe, denerwując ją jeszcze bardziej. Ponownie pociągnęła nosem, zaglądając w kubek z takim uporem i pozornym zainteresowaniem, jakby w dłoniach trzymała prywatny kawałek wszechświata.
Z-zawsze się tylko kłóciłyśmy. I nigdy nie powiedziałam jej, jak bardzo ją kocham. I nigdy nie pozwoliłam wcisnąć się w sukienkę, mimo że tak jej na tym głupio zależało, dopiero... tam. Ale przecież już tego nie... nie widziała. – zaszlochała i odstawiła kawę na stolik, bo w jej rękach zadrżała tak mocno, że groziła rozlaniem. – Coś jest nie tak, Moe, j-ja już się z tym p-pogodziłam, a teraz... teraz napiłam się tej kawy i n-n-nie mogę przestać płakać. – i jakby na zawołanie kolejne łzy dołączyły do małego wodospadu, a z nosa chciał pociec jej smutny gil, którego musiała pospiesznie i mało dyskretnie wytrzeć serwetką. Mimo że do swojego kofeinowego napoju odnosiła się z coraz większą dozą podejrzliwości, napiła się jeszcze łyka i, o dziwo, zdało jej się, że poczuła się choć odrobinę lepiej. Emocje, które przeżywała, dalej były silne, ale wspomnienie pogrzebu nie było już tak dokuczliwie wyraźne i niepozbyte. Wzięła głęboki wdech, po raz pierwszy od dłuższej chwili patrząc na przyjaciółkę.
Stało się coś bardzo... bardzo dziwnego. – zmarszczyła brwi, przypominając sobie rozmowę z Emily i Dominikiem – na p...p..pogrzeb przyszła Emily Rowle... znasz? Z takim wysokim chłopakiem i... – poczuła, ze narasta w niej złość – wychodzi na to, że jesteśmy rodzeństwem? Twierdzą, że moja mama to też ich mama, i że okłamywała nas przez całe życie.
Mimo że od pogrzebu minął już miesiąc, wciąż nie potrafiła określić swojego stosunku do tej informacji. Starsze rodzeństwo rzadko było czymś, o czym dowiadywało się mając szesnaście lat i w ogóle nie potrafiła sobie wyobrazić co zmienią w jej życiu... jeśli w ogóle coś zmienią.
Powrót do góry Go down


Morgan A. Davies
Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : problem z zaklęciami (-> kuferek)
Galeony : 1466
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 679
http://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
http://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
http://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
http://www.czarodzieje.org/t17420-moe-davies#488355
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptySob Wrz 07 2019, 22:14

Specjał szefa kuchni wyglądał na taki, który przez długi czas miał za zadanie wywoływać różnego rodzaju, niekiedy dosyć skrajne, magiczne efekty uboczne. Na pozór, jej kawa smakowała w porządku, ba, była świetna i szła ramię w ramię z tymi, które otrzymywała w swoich ulubionych kawiarniach w Liverpoolu. Niepokojące efekty dały jednak o sobie znać już od pierwszego łyku. I z każdym następnym nie miały najmniejszego zamiaru się zatrzymywać.
Na widok gorzkich łez Carmel trochę nią wstrząsnęło. Nawet, jeżeli podzielenie się przykrymi nowinami nie byłoby dla Gallagher w normalnych warunkach aż tak druzgocącym i wymagającym wyzwaniem, to jednak takich wieści nie dało się przedstawić beznamiętnym tonem. Niezależnie od tego, jak dobrze dziewczyna radziłaby sobie ze stratą matki, nadal było to przykre, bolesne i momentami przytłaczające. Po tym, jak przyjaciółkę nawiedził swoisty spazm, po którym odstawiła kubek, Moe swoimi dłońmi objęła jej nadgarstek. Jednocześnie opuściła głowę, nie bardzo wiedząc, co powinna powiedzieć.
- Myślę, że dla zobaczenia córki w kiecce byłaby w stanie poruszyć nie tylko niebem. Pewnie ma nawet zdjęcia. - odezwała się wreszcie, gdy już uniosła twarz i, ku nawet własnemu zdziwieniu, miała na niej pokrzepiający uśmiech. Z tego wszystkiego sięgnęła wreszcie po swoją kawę i, nie zważając na jej chłód, czy kostki lodu, uraczyła się sporym łykiem. Ku swemu przerażeniu, odkryła, że efekty z pierwszego i drugiego poczęstunku nałożyły się na siebie. Na szczęście mężczyźni wokół straganu byli odziani w tutejsze przeciwsłoneczne łachmany, choć i tak Davies łapała się na tym, że kilku z nich otrzymało od niej przelotne, pożądliwe spojrzenia. A na tym się niestety nie kończyło.
- To od Ciebie zależy, czy będziesz ich traktowała, jak rodzinę. - choć cisza trwała dość długo, to wreszcie wyrzuciła z siebie zdanie, które wydawało jej się aktualnie najbardziej trafnym. To, że rodzeństwa się nie wybierało było dosyć oczywistym wnioskiem, jednak nie istniały żadne powody, aby kogokolwiek z nowo poznanych osób uważać za rodzinę i tak też się do nich odnosić. No i pozostawało pytanie, czy to nie był jakiś podstęp i próba ataku na spadki, majątki, nieruchomości, czy inne dobre. Oszustów przecież nie brakowało. A taką deklarację, w dodatku krzywdzącą dla nieboszczki-matki, mógł, mniej lub bardziej radośnie, złożyć każdy. Czy to właśnie oskarżenie o kłamstwa tak bardzo wyprowadziło Gallagher z równowagi, gdy narastała w niej złość?
- Ta kawa to jakieś... - zaczęła, jednak w połowie zdania potrzebowała chwili na odnalezienie odpowiednich słów. Serce zabiło jej szybciej, gdy poczuła wzbierającej w niej pokłady odwagi. W najmniej spodziewanym momencie dotknęła ją ogromna potrzeba przełamania swoich słabości i pozbycia się uporczywych wad. Nie padło jednak na postanowienie, aby zacząć naukę rzucania zaklęć, czy dogadywania się z różdżką - były to bowiem dla niej przyziemne problemy, z którymi borykała się na co dzień i co do których nie była aż tak przekonana. W tej jednej sekundzie, jej najbardziej pożądanym celem stała się odmawiana sobie samej całymi latami animagia. Dotychczas nie pozwalała sobie nawet myśleć o tym, było to zbyt odległe, rozmazane i nieosiągalne nawet w skłonnych do fantazjowania oczach jej wyobraźni. A jednak od teraz miało stać się coś zupełnie innego. Davies została dotknięta impulsem, który sprawił, że nabrała wiary. Że wypełniły ją wola i motywacja tak potężne, że pod ich wpływem nie dałoby się ugiąć, niezależnie od napotkanych przeszkód. W swoim dotychczas mocno skrywanym marzeniu znalazła drogę, znalazła siebie, znalazła nieposkromiony żywioł, który pchał ją do przodu w animagicznych staraniach. I już nawet miała na to wszystko plan. Jej wyraz twarzy mówił aż nadto - pomijając fakt, że wyglądała na kompletnie oderwaną od rzeczywistości i rozmowy z Carmel. Zaciekłość, fascynacja i chorobliwa, tarapatogenna ambicja. Tych błysków w oczach nie dało się nie dostrzec.
- Szaleństwo. - dokończyła, niewidzące spojrzenie wbijając w zmąconą dryfującymi kostkami lodu barwę własnej kawy.
Powrót do góry Go down


Carmel M. Gallagher
Carmel M. Gallagher

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167
C. szczególne : dołeczki w policzkach kiedy szeroko się uśmiecha, blizna tuż nad prawą brwią. Kilka kolczyków w prawym uchu.
Galeony : 171
  Liczba postów : 162
http://www.czarodzieje.org/t17294-carmel-melanie-gallagher-budowa#484551
http://www.czarodzieje.org/t17303-karmelove
http://www.czarodzieje.org/t17305-cookie-korespondencja-carmel#484965
http://www.czarodzieje.org/t17295-carmel-m-gallgher
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptySob Wrz 14 2019, 08:41

Pokiwała głową, choć w jej obecnym stanie nie wyglądało to do końca jak spokojne przyznanie jej racji, którym miało być. Wiedziała, że to jej decyzja czy uzna Emily, Dominika i całą resztę za swoje rodzeństwo, czy zadecyduje, że chce, by pozostali dla niej zupełnie obcymi ludźmi, ale ta wiedza nie czyniła tego ani trochę łatwiejszym. Skąd miała wiedzieć co będzie dla niej lepsze? W jaki sposób zyskać pewność, że rzeczywiście chcieliby ją poznać, że ich słowa nie były tylko grzecznością, na którą zdobyli się żeby poczuła się lepiej? Czy byli dobrymi ludźmi? Patrząc na Emily, wcale nie była tego taka pewna, ale za to Dominik... coś sprawiało, że nie potrafiła nie zastanawiać się nad tym co by było gdyby się do niego odezwała.
Otarła łzy wierzchem dłoni, czując, że w końcu przestały tak obficie płynąć i skupiła wzrok na przyjaciółce, która wyglądała jakoś... inaczej. Zmarszczyła brwi, analizując wyraz jej twarzy, na której odbijała się zaciętość i zdecydowanie – cechy nie dziwne dla prawdziwej Gryfonki, ale i niezbyt adekwatne do sytuacji. Zajrzała w swój kubek, jakby miała znaleźć tam odpowiedź, a kiedy jej nie znalazła, po prostu zapytała:
Dobrze się czujesz? – głos już jej nie drżał, zainteresowanie samopoczuciem Moe wyparło smutek wywołany lipcowymi wydarzeniami. Poza tym w dziwny sposób czuła, że tamta sprawa jest jakby bardziej... domknięta. Że choć w pierwszej chwili poczuła się tym przytłoczona, teraz ogarnęło ją uczucie spokoju i oczyszczenia. Mogła przestać egocentrycznie paplać o sobie. – Ten dziad dosypał tam czegoś magicznego, jak nic, tylko nie rozumiem czemu też nie zalałaś się łzami. To znaczy... to dobrze, ale sama rozumiesz. Czujesz się jakoś inaczej? Wyglądasz inaczej.
Choć w normalnej sytuacji martwiłaby się w znacznie mniejszym stopniu, efekt kawy sprawiał, że miała ochotę wyskoczyć ze swojego miejsca i przytulić ją tylko dlatego, że zdawała się zachowywać nieco inaczej. Serce zabiło jej mocno w piersi i ze zdziwieniem odkryła, że naprawdę się o nią boi. Zamoczyła wargi w kawie, zastanawiając się, czy kolejny łyk przyniesie ze sobą więcej łez, ale na szczęście nic takiego się nie wydarzyło.
Moe, wydaje mi się tylko, czy gapisz się na tego gościa? Okropnie stary jest i do tego miejscowy – skrzywiła się nieznacznie. Nie miała może problemu z miejscową ludnością, ale wolałaby żeby jej przyjaciółka oglądała się za kimś innym niż podstarzały facet z afrykańskiej wioski. – Opowiedz mi co robiłaś na Saharze, muszę wiedzieć wszystko, postanowiłam już, że nadrobię stracony czas choćby nie wiem co.
Powrót do góry Go down


Morgan A. Davies
Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : problem z zaklęciami (-> kuferek)
Galeony : 1466
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 679
http://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
http://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
http://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
http://www.czarodzieje.org/t17420-moe-davies#488355
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptySob Wrz 14 2019, 19:02

Emocje w Carmel trochę opadły, ale najwyraźniej na tym nie kończyły się wrażenia z odwiedzin w kawiarni. Przez Davies przetoczyła się cała seria różnorodnych odczuć, jednak pierwszym, które przyszło jej do głowy po pytaniu przyjaciółki było najnowsze, a przy tym najintensywniejsze w tej chwili. Ta kawa z pewnością nie była parzona klasycznymi metodami.
- Mam przemożną chęć polecenia tutejszej kawy innym. I czuję, że w pewnym momencie po prostu wyskoczę komuś z całą marketingową regułką, zupełnie nad tym nie panując. - przyznała po chwili namysłu, początkowo samej nie wierząc w to, co właśnie plotła. Niby jak to miało zadziałać, co? A jednak - chyba faktycznie miało.
- Boję się myśleć, co za pigułę wrzucił mi do tej kawy. - pomimo tego, że w jej głosie było słychać zmartwienie i nutki złości, nie stało to wcale na przeszkodzie, by ponownie sięgała po kawę i bezmyślnie spijała kolejne łyki, jakby zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. A jednak zdawała, choć nie miała na to większego wpływu. Zamiast zatem walczyć z tym, kontynuowała rozmowę, pilnując się wyłącznie w takim stopniu, aby zaraz nie podnieść się z krzesła i nie zacząć zalecać do zgrzybiałego baristy.
- Czekałam na Ciebie. - wypaliła po dłuższej chwili, choć nie wynikało to z zastanawiania się nad tym, co chciała powiedzieć, a z tłumienia w sobie chęci wykrzyczenia, że najwyższa pora porzucić wątpliwości i zostać animagiem. Moe zamrugała, doprowadzając się w głowie do porządku. Nawet, jeżeli powiedziała prawdę, Gallagher zapewne oczekiwała opowieści. I być może zapowiedzi tego, co jeszcze Moe miała w planach tutaj zobaczyć.
- Zdążyłam spaść z tutejszego drzewa wspinaczkowego i zgubić się na plantacji kawy. Ale Jerry ciągle mnie gdzieś wyciąga, a i sama mam trochę planów na zwiedzanie. Począwszy od świergotników z Tobą. - nie miała jeszcze zbyt wiele wspomnień z Sahary, choć zdążyło minąć sporo czasu, odkąd tu się znaleźli. Być może pogoda nie sprzyjała zdobywaniu doświadczeń, ale wkrótce miało się to wszystko zmienić. Osobno, bądź wspólnie z przyjaciółką, Davies chciała intensywnie spędzić wakacje.
- Chyba powinnam omijać facetów z wioski. - wydobyła z siebie po chwili ciche przemyślenie, rozglądając się ostrożnie po straganie i okolicach. W oczach miała błyski pożądania i wyławiania wzrokiem samców znajdujących się w zasięgu wzroku. Coś, co było kompletnie do niej niepasujące. I co zaczynało ją mocno martwić.
Powrót do góry Go down


Carmel M. Gallagher
Carmel M. Gallagher

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167
C. szczególne : dołeczki w policzkach kiedy szeroko się uśmiecha, blizna tuż nad prawą brwią. Kilka kolczyków w prawym uchu.
Galeony : 171
  Liczba postów : 162
http://www.czarodzieje.org/t17294-carmel-melanie-gallagher-budowa#484551
http://www.czarodzieje.org/t17303-karmelove
http://www.czarodzieje.org/t17305-cookie-korespondencja-carmel#484965
http://www.czarodzieje.org/t17295-carmel-m-gallgher
Kawowy stragan QzgSDG8




Gracz




Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan EmptyCzw Wrz 19 2019, 21:58

Zupełnie się z nią zgadzała i nawet skinęła energicznie głową, czując ekscytację faktem, że tak dobrze się rozumieją. Tak, Carmel Gallagher właśnie cieszyła się jak dziecko (mimo że chwilę temu zalewała się łzami i smarkami) tylko dlatego, że jej przyjaciółka miała podobne zdanie na temat... kawy.
O Merlinie, masz rację! Powinnyśmy powiedzieć o tym wszystkim, WSZYSTKIM. Nie jestem pewna czy mi smakowała, ale jest w niej coś niesamowitego i chwytającego za serce, czuję się zobowiązana żeby to rozgłosić. – w oczach, poza tym, że wciąż były tam resztki łez, miała determinację. Nie docierało do niej jeszcze to, że dramatyzuje w każdą możliwą stronę. Nie dostrzegała, że każda pojedyncza emocja uderza w nią ze zdwojoną siłą, mimo że w normalnych okolicznościach większości z nich nawet by nie zauważyła. Nie pojmowała tego, bo była zbyt zaaferowana obecnością przyjaciółki oraz otaczającą ich Saharą (wciąż nie w pełni docierało do niej to, że w końcu tu jest!), by zajmować się próbami zrozumienia siebie samej.
Przymrużyła powieki, po trosze ze względu na podejrzliwość wobec napoju, a po trosze przez to, że nie dowierzała jej słowom. To miłe, że tak mówiła, ale naprawdę nie sądziła, by akurat ona mogła usiedzieć w miejscu tylko dlatego, że nie było jej na Saharze.
O, drzewo wspinaczkowe. Chciałam Cię tam zabrać, ale skoro już tam byłaś, to może zaciągnę tam Asphodela... w każdym razie... Jerry? No proszę, wpadł Ci w oko? – choć jej ton nie za bardzo na to wskazywał, poczuła, że rośnie w niej ogromna zazdrość. Zupełnie bezpodstawna, ale pełna pasji, jak wszystkie emocje już od dłuższego czasu. Choć nikomu o tym nie mówiła (a zwłaszcza Jerry'emu, broń Merlinie), była w Gryfonie zauroczona po uszy, trudno więc, by cieszyła się z tego, że jej przyjaciółka tak bardzo się do niego zbliżyła. Niby nie musiało między nimi iskrzyć, no i warto pamiętać o tym, że sama Carmel nie miała odwagi na to, by cokolwiek zrobić ze swoim głupim pociągiem do Dunbara, ale dziś nie myślała zbyt logicznie. Jej policzki oblała czerwień, brwi zmarszczyły się nieco; wyciągnęła rękę i złapała nią dłoń Moe.
Nie mów. Dość o facetach, po co nam oni. Masz rację, że powinnaś ich unikać, ja tak samo, same z tym tylko problemy. Chodź, pójdziemy pozwiedzać. Ja będę pilnować Ciebie, a Ty mnie, to może nas nie zabije ta kawa.
Zazdrość uchodziła z niej powoli, jak z rozszczelnionego balonika, ale odzyskiwała panowanie nad sobą. Wstała, nie dopijając ostatniego łyka i stanowczo pociągnęła Gryfonkę za sobą. Dość miała tego miejsca, tym bardziej więc jej chęć podzielenia się wiedzą o nim z kimś innym była dla niej dziwna.
Tam? – wskazała na drogę, upewniając się, że na pewno dobrze zapamiętała – przy jej orientacji w terenie, swoją drogę wybierała zazwyczaj na chybił trafił. Ze złączonymi z Moe dłońmi i lemurzym ogonem zrobionym z apaszki, oddaliła się od straganu.

| z/t x2
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Kawowy stragan QzgSDG8








Kawowy stragan Empty


PisanieTemat: Re: Kawowy stragan   Kawowy stragan Empty

Powrót do góry Go down
 

Kawowy stragan

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Kawowy stragan JHTDsR7 :: 
reszta świata
 :: 
Sahara
 :: 
Oaza
 :: 
Wioska
-