Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Mamy do pogadania

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów, butelka whisky w ręce.
Galeony : 715
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 717
http://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
http://www.czarodzieje.org/t17079-nathaniel-bloodworth
http://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
http://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Mamy do pogadania QzgSDG8




Moderator




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyNie Kwi 28 2019, 18:55


Retrospekcje

Osoby: Nathaniel Bloodworth, Gabrielle Levasseur
Miejsce rozgrywki: Hogsmeade, Aleja Amortencji 23/32
Data rozgrywki: 24 lutego 2019
Okoliczności: to miało być (nie)zwykłe spotkanie po latach, rozmowa, przeprosiny, podarunki i łzy, ale szereg niespodziewanych zdarzeń sprawił, że Nathaniel dowiedział się o wilowatym pochodzeniu swojej kuzynki.
To zaś komplikowało jego życie bardziej niż można by się spodziewać...

______________________

Je parvins à faire s'évanouir dans mon esprit toute l'espérance humaine. Sur toute joie pour l'étrangler j'ai fait le bond sourd de la bête féroce.
Le malheur a été mon dieu. Je me suis allongé dans la boue. Je me suis séché à l'air du crime. Et j'ai joué de bons tours à la folie.
Et le printemps m'a apporté l'affreux rire de l'idiot.
Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów, butelka whisky w ręce.
Galeony : 715
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 717
http://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
http://www.czarodzieje.org/t17079-nathaniel-bloodworth
http://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
http://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Mamy do pogadania QzgSDG8




Moderator




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyNie Kwi 28 2019, 20:14

Ścisnął jej dłoń – mocno, pewnie, bezkompromisowo. I już ich nie było. Poczuli szarpnięcie, osunęli się w ciemność, a kiedy ponownie byli w stanie pochwycić w płuca potrzebną do życia dawkę tlenu, znajdowali się w zupełnie w innym miejscu – w salonie mieszkania, do którego wprowadził się dosłownie przed paroma dniami. Choć umeblowane, sprawiało wrażenie dziwacznie pustego i opuszczonego, w powietrzu wciąż dało się wyczuć zapach farby i świeżego drewna. Było gustownie urządzone i już na pierwszy rzut oka można było powiedzieć, że nie zrobił tego sam. – i rzeczywiście taka była prawda, zlecił zaaranżowanie swojego gniazdka osobom, które się na tym znały, a jego wkład ograniczał się do wsadzenia ubrań do szafy i upchnięcia w kuchni tylu butelek whisky, ile tylko dał radę. Puścił jej dłoń, pomógł jej w zdjęciu płaszcza i wraz ze swoim nakryciem odwiesił je na stojący przy drzwiach wieszak. Dopiero wówczas spojrzał na nią i cicho westchnął.
— Usiądź, to chyba zajmie nam dłuższą chwilę. Napijesz się czegoś? — Przeszedł do kuchni i zajrzał do szafek, choć przecież wiedział, że nie znajdzie w nich niczego, czym można by poczęstować szesnastoletnią dziewczynę. — Może... wody. — Jedna z butelek irlandzkiego alkoholu kusiła go niemożebnie, ale zatrzasnął drzwiczki, nim zdążył jej ulec. Choć rozmowy z reguły były łatwiejsze kiedy trzymało się szklaneczkę w dłoni, nie chciał by Gabrielle patrzyła jak pije. Przy niej chciał być kimś innym, kimś lepszym... a jeśli nie być, to może chociaż wyglądać na takiego.
Wzruszył w końcu ramionami i dał za wygraną, przeszedł do połączonego z kuchnią salonu i usiadł na kanapie, w drugim jej końcu niż jego kuzynka. Chciał zostawić jej przestrzeń, a przy tym obserwować ją całą. Był już nieco spokojniejszy, choć źródła tego spokoju można było doszukiwać się w nieustannym spychaniu niewygodnych myśli na dalszy plan. Teraz musieli wyjaśnić sobie kilka spraw, nad pożądaniem jakie w nim wzbudziła będzie zastanawiał się potem.
— Od kiedy wiesz, że jesteś wilą? — pytanie proste, porażająco bezpośrednie, wypowiedziane beznamiętnym tonem. Nie prosił by przyznała się do swoich korzeni, nie był głupcem i nie potrzebował by mu o tym mówiła, odczuł jej moc aż za dobrze. Potrafił wyciągnąć wnioski, nie pytał więc jak dokonała tego wszystkiego, co stało się w pubie. Był ciekawy, lecz nie okazywał tego do końca, zachowywał się raczej tak, jakby mieli gadać o tym co zjedli na śniadanie. Usiadł bokiem do kanapy, a przodem do Gabrielle, wsparł łokieć o oparcie i zgiął nogę w kolanie. Wyglądał na wyluzowanego, choć było to, rzecz jasna, kłamstwo.

______________________

Je parvins à faire s'évanouir dans mon esprit toute l'espérance humaine. Sur toute joie pour l'étrangler j'ai fait le bond sourd de la bête féroce.
Le malheur a été mon dieu. Je me suis allongé dans la boue. Je me suis séché à l'air du crime. Et j'ai joué de bons tours à la folie.
Et le printemps m'a apporté l'affreux rire de l'idiot.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Galeony : 512
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 610
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Mamy do pogadania QzgSDG8




Gracz




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptySro Maj 08 2019, 09:50

Wręcz zachłannie zaczerpnęła powietrza z dozą zaskoczenia odkrywając, że jest ono znacznie cieplejsze niż to, którym oddychała zaledwie minutę temu. Mniej przeszywające, wręcz przyjemne, choć woń farby, którą można było w nim wyczuć drażniła blondynkę w nos. Przygryzając dolną wargę mozolnie otworzyła zaciśnięte powieki; trafili do mieszkania zupełnie jej nieznanego. Gabrielle mimowolnie puściła dłoń kuzyna, odrzucając ją z większą siłą niż było to konieczne, wszakże złość nadal w niej buzowała, jednak teraz pośród negatywnych emocji przebijała się ciekawość.
Niespiesznie rozejrzała się po pomieszczeniu; salon urządzony był pięknie, drewniane elementy dodawały mu dostojności, zaś wyważone dodatki sprawiały, że mógł uchodzić za modelowy na sklepowej wystawie, był tak samo pusty i bezduszny, jak bardzo zapierał dech w piersiach.
Z każdym swoim gestem i tymi wykonywanymi przez Nathaniela kupowała cenne sekundy dając sobie czas na pozbieranie chaotycznych myśli zalegających umysł. Zupełnie inaczej blondynka wyobrażała sobie ich pierwsze spotkanie po latach, przecież początkowo szło im nawet dobrze czyż nie? Więc gdzie i przede wszystkim kto popełnił błąd?
-Nie, dziękuję - odpowiedziała wręcz beznamiętnym tonem, zupełnie niepasującym do niej samej, zmarszczyła zaskoczona czoło zajmując kawałek salonowej sofy. Czuła się tu znacznie mniej swobodnie niż w pubie, choć świadoma była, że w tym miejscu liczyć mogą na całkowitą prywatność. Mimo tego, wiedza ta nie pozwoliła dziewczynie rozluźnić się, siedziała prosto z zadartą do góry brodę, zupełnie jakby gotowa była w każdej chwili odeprzeć atak bruneta, choć w rzeczywistości czuła się bezradna i co najgorsze - słaba.
Skupiony na jej osobie wzrok Nathaniela odbierał jej część buntowniczej natury, którą zwykła charakteryzować się w licznych starciach z Elijahem. Uciekła spojrzeniem zielonych tęczówek, skupiając je na swoich dłoniach, zupełnie jakby były one niezwykle ciekawe i absorbujące, dopiero pytanie wypowiedziane przez bruneta zmusiło ją do przeniesienia wzroku na jego osobę.
Wskazówka zegara przesuwała się na metalowej tarczy ozdobionej liczbami, zaś panienka Levasseur milczała.
- Od kilku tygodni - odpowiedziała- Co ci do tego? - zapytała ponownie przyjmując obronną postawę, zachowywał się wobec niej… właściwie nie była w stanie w kilku słowach opisać tego, jak wielki chłód od niego czuła, opisać tego, ile mroku widziała w jego zielonych tęczówkach.
- Kim ty jesteś? - kolejne pytanie mimowolnie opuściło usta blondynki, choć nie było przesiąknięte złością, żalem czy pogardą, a jednak chwytało za serce bardziej niż wszystkie gorzkie słowa przezeń wypowiadane.


Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów, butelka whisky w ręce.
Galeony : 715
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 717
http://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
http://www.czarodzieje.org/t17079-nathaniel-bloodworth
http://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
http://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Mamy do pogadania QzgSDG8




Moderator




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyPią Maj 10 2019, 21:26

Odnosił wrażenie jakby od nieszkodliwej pogawędki w pubie minęły całe wieki. Po prawdzie nawet wtedy wcale nie przypominała beztroskich rozmów jakie potrafili prowadzić ze sobą całymi godzinami zanim jeszcze wyjechał od Kanady, ale mimo wszystko była przyjemniejsza niż ta ciężka atmosfera jaka zapanowała po tym jak kazał jej wyjść na zewnątrz.
Wciąż był rozeźlony, choć potrafił zapanować nad swoimi emocjami, nie pokazując niczego poza czającym się w oczach mrokiem, którego nie był nawet świadomy. Prawdopodobnie była jedyną osobą, która mogła go dostrzec, bo tylko ona znała tak dobrze zarówno to uczucie, jak i jego samego. Widział, że nie potrafiła się przy nim rozluźnić i wzbudzało w nim to mieszankę uczuć – z jednej strony bolało go to, bo jedynie poświadczało zmianę (co jeśli nieodwracalną?) w ich relacji, z drugiej rozumiał ją, a wręcz sam popychał ku defensywie, atakując ją na różne sposoby. Nie wiedział czy powinien zrobić coś albo powiedzieć, by choć w małym stopniu oczyścić atmosferę, ale ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu – chciał i potrzebował konkretów i jeśli będzie trzeba, nie będzie hamował ostrych słów. Na rodzinną, przyjacielską pogawędkę będą mieli czas później.
Zacisnął zęby, kiedy rzuciła tym zimnym, beznamiętnym pytaniem prosto w jego twarz. Zielone tęczówki błądziły po jej twarzy, próbując odgadnąć czy rzeczywiście myśli w taki sposób, ale nie potrafił uzyskać jednoznacznej odpowiedzi; prawda była taka, że nie znał dziewczyny, która siedziała obok niego – była znacznie dojrzalsza od dziewczynki, która była mu tak bliska i trzymała na barkach znacznie większy niż wtedy ciężar.
— Chcesz rozmawiać w taki sposób? — odpowiedział pytaniem na pytanie, dyskretnie kontrolując tempo swojego oddechu, by nie dać ponieść się emocjom. — Chcesz traktować mnie jak obcą osobę? Dlaczego? — gęste brwi zbliżyły się do siebie, tworząc pionową zmarszczkę, w oczach pojawił się zaś zarzut. Jak długo będzie karać go za to, że ją zostawił? Miała do tego prawo, ale mimo wszystko spodziewał się, że zamiast rozdrapywać przeszłość, skupi się na teraźniejszości. Był tu przecież, oboje tu byli, siedzieli obok siebie i rozmawiali tak jak kiedyś... a jednocześnie nic nie było już takie jak kiedyś.
Kiedyś nie musiałby jej się tłumaczyć.
Kiedyś nie prosiłaby go o wytłumaczenia.
Westchnął, i pokręcił głową, przesuwając dłonią po czole i kosmykach przydługich włosów. Przysunął się do niej nieznacznie i wyciągnął rękę, by dotknąć drobnej dłoni Gabrielle.
— Jestem Nate'm, ciągle tym samym. Złamanym, zepsutym, a jednak tym samym. A Twoim zdaniem kim jestem, Gabrielle?

______________________

Je parvins à faire s'évanouir dans mon esprit toute l'espérance humaine. Sur toute joie pour l'étrangler j'ai fait le bond sourd de la bête féroce.
Le malheur a été mon dieu. Je me suis allongé dans la boue. Je me suis séché à l'air du crime. Et j'ai joué de bons tours à la folie.
Et le printemps m'a apporté l'affreux rire de l'idiot.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Galeony : 512
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 610
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Mamy do pogadania QzgSDG8




Gracz




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyNie Maj 12 2019, 17:23

Nie byli już tymi samymi osobami, co przed laty. Ona nie była małą, słodką dziewczynką wpatrzoną w cudownego, starszego kuzyna, który jawił się jej niczym ideał. Nie była małą dziewczynką, której największym problemem była rozwiązana w buciku sznurówka czy ulubiona gumka zgubiona w ferworze zabaw. Zdała sobie z tego sprawę w chwili, gdy ich spojrzenia spotkały się w pubie, zrozumiała wtedy jak wiele się zmieniło przez te wszystkie lata, w czasie których pozbawieni byli swojej obecności, a jeśli on nadal tego nie pojął to był już jego problem.
Blondynka zacisnęła długie, zgrabne palce w pięści chcąc w ten sposób ukoić na nowo zszarpane przez zalewające umysł myśli nerwy. Nie potrafiła powstrzymać rodzącej się złości skierowanej właśnie w osobę Nathaniela, to było silniejsze niż uczucie ciepła, które zalało jej serce w chwili, kiedy pośród gości pubu ujrzała go. Pamiętała to uczucie, zatrzymało ono na chwile jej serce, by po chwili rozlać się po całym ciele, topiąc chłód dnia. Teraz czuła, jakby ów chłód powrócił mimo tego, że znajdowali się w ciepłym, lecz pustym salonie. Ich obecność tutaj nie sprawiła nagle, że jego wystrój stracił na swojej surowości. Salon był jedynie tłem nadającym Nathanielowi bezduszności, której nie spodziewała się ujrzeć, nie w nim.
Serce Gabrielle krwawiło na ten widok, lecz powstrzymała łzy napływające do jej oczu, zamrugała kilka razy, zakładając nogę na nogę. Niespiesznie, z wrodzoną gracją, chcąc tym samym odwrócić spojrzenie kuzyna od swojej twarzy, na której przez kilka sekund można było dojrzeć rozdzierający duszę smutek.
Jego pytania uderzyły w nią równie mocno, co jej beznamiętny ton w niego, przygryzła wewnętrzną stronę policzka czując, jak metaliczny smak krwi drażni jej kubki smakowe. Nie dała tego po sobie poznać, uśmiechnęła się do niego w złośliwy wręcz sposób unosząc prawy kącik ust delikatnie ku górze, zaś zielone tęczówki z oślą wręcz upartością wpatrywały się w niego z wyraźnym wyzwaniem. Zaśmiała się pod nosem, chcąc dać mu do zrozumienia, jak małe wrażenia robią na niej jego słowa.
-A nie jesteś? – zapytała –Oczekujesz, że wrócisz po kilku latach i wszystko będzie tak, jak dawniej? Ja wpadnę ci w ramiona, niczym ustęskniona żona witająca męża wracającego z boju? Zlituj się! – warknęła, zaś powietrze wypełnił wredny śmiech dziewczyny – Nie jestem już tą samą osobą, nie jestem małą dziewczynką, smutne, że tego nie dostrzegasz – w głosie Gabrielle nie słychać było nawet najbardziej delikatnej nuty drżenia, wręcz przeciwnie. Ton głosu blondynki był niezwykle pewny, przeszywał na wskroś wywołując prawie, że fizyczny ból, miało boleć. Zdawało się, że dziewczynę nie interesuje to, że wrócił, że teraz jest przy niej, w chwili, kiedy ponownie potrzebuje jego bliskości. Była zimna, wręcz pozbawiona duszy… pusta. Jej oczy powoli ciemniały, choć jeszcze powstrzymywała demona, który tak uparcie chciał przejąć władzę nad drobnym, dziewczęcym ciałem.
Założyła kosmyk włosów za ucho.
-Nikim – oznajmiła tylko. Ile było prawdy w tych słowach? Ile zepchniętych w odmęty serca prawdziwych uczuć? Ile żalu? Nikt z nich nie wiedział.



Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów, butelka whisky w ręce.
Galeony : 715
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 717
http://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
http://www.czarodzieje.org/t17079-nathaniel-bloodworth
http://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
http://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Mamy do pogadania QzgSDG8




Moderator




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyPią Cze 07 2019, 23:52

Nieświadomie poddał się jej drobnej gierce, tracąc z oczu jej buzię kiedy z gracją założyła nogę na nogę, eksponując niewątpliwe piękno swojego ciała. Wpierw popatrzył na to z zachwytem, potem jednak zganił się w myślach. „W co ona gra?” – pytał samego siebie i niestety nie potrafił znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytanie. Miał wrażenie, że zdołał uderzyć w sedno, a mimo to pozostała niewzruszona. Ta obserwacja przejęła go nagłym przestrachem. Merlinie... kimże była ta dziewczyna? Czy miała cokolwiek wspólnego ze słodką pszczółką, którą przed zostawił w prowansalskiej rezydencji? Czy nauczyła się tej obojętności i chłodu od niego, nawet mimo tego, że od dawna nie było go u jej boku? Czy to możliwe, by był pośrednim sprawcą jej zepsucia? A może mieli to zapisane w genach? Ten chłód, tę obojętność – zazwyczaj pozorną, lecz na tyle nieprzeniknioną, by nikt poza nimi nie potrafił dostrzec prawdy.
Widział to w lustrze, ale nigdy w życiu nie chciał zobaczyć tego w niej. Przełknął ślinę i zmarszczył mocniej brwi, pozwalając by emocje odbiły się na jego twarzy. Nie rozumiał jej odpowiedzi – nie chciał jej rozumieć. Czy naprawdę tak uważała, czy jedynie rzucała słowa na wiatr, zachowując się tym samym jak obrażona dziewczynka? Patrzył na nią bezustannie, z cierpliwością jakiej by się po sobie nie spodziewał mierzył ją zielonymi tęczówkami, nie odwracając wzroku nawet w chwili, gdy zaśmiała się złośliwie, zadając mu tym samym potężny cios. Jego bliscy byli jedynymi, którzy mieli w rękach tak dużą władzę i jeśli spojrzeć na to z tej perspektywy, może dobrze, że było ich tak niewielu. Westchnął ciężko i przeczesał palcami kosmyki włosów. Nie był pewien co ma jej powiedzieć, działał po omacku, ale postanowił wykazać się cierpliwością... za bardzo zależało mu na Gabrielle aby głupio unosić się teraz dumą. Miała przecież prawo być na niego zła, pozostawało mu więc mieć nadzieję, że .
Abeille, zawsze byłaś dojrzalsza niż wskazywałby na to Twój wiek. Mówisz, że nie jesteś tamtą małą dziewczynką, a tymczasem zachowujesz się bardziej dziecinnie niż kilka lat temu. — odezwał się po francusku, bo w ten sposób czuł się bardziej... sobą. Bardziej prawdziwym Nathanielem. Tą lepszą wersją samego siebie, którą chciał być na co dzień, lecz pomimo usilnych prób – nie potrafił.
„Nikim”. To słowo rozbijało się w jego głowie echem, tłukło się po myślach, sprawiając mu niemalże fizyczny ból. Skrzywił się.
Jeśli chcesz żebym był dla Ciebie nikim – w porządku. Jeśli chcesz żebym dał Ci spokój, wystarczy słowo. Jestem w stanie zniknąć, zrobić to dla Ciebie. Wiesz dlaczego? — oblizał wargi i chyba nawet wstrzymał na moment oddech, czując swego rodzaju zdenerwowanie przed wypowiedzeniem słów, na które się zdecydował. Kiedy ostatnio miał je na języku? Prawdopodobnie minęły całe lata, odkąd powiedział komuś... — Bo Cię kocham. — jeszcze przez moment na nią patrzył, potem zaś odwrócił wzrok.

______________________

Je parvins à faire s'évanouir dans mon esprit toute l'espérance humaine. Sur toute joie pour l'étrangler j'ai fait le bond sourd de la bête féroce.
Le malheur a été mon dieu. Je me suis allongé dans la boue. Je me suis séché à l'air du crime. Et j'ai joué de bons tours à la folie.
Et le printemps m'a apporté l'affreux rire de l'idiot.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Galeony : 512
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 610
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Mamy do pogadania QzgSDG8




Gracz




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptySob Cze 08 2019, 11:49


Bycie obojętną na słowa było dla Gabrielle niezwykle trudne, nigdy nie była dobra w ukrywaniu własnych uczuć, często manifestując je zbyt otwarcie, ukazując swoje słabości przedwcześnie, tym samym dając przewagę drugiej stronie, jednak tym razem wykorzystując wszystkie pokłady silnej woli starała się być nieugięta, wręcz bezduszna. To zupełnie nie pasowało do delikatnej natury blondynki, do niewinnego wyglądu, po którym ciężko było spodziewać się takiego zachowania. Wszakże w oczach Nathaniela nadal była najdelikatniejszym z kwiatów, najbardziej niewinną istotą na ziemi, kimś dzięki komu on sam był lepszym człowiekiem, choć na krótką chwilę mógł nim wówczas być. Miała tego świadomość, dlatego za wszelką starała się owy obraz zniszczyć, zdeptać i udowodnić mu, że nie jest tą samą dziewczynką, którą zostawił. Dlaczego miała udawać? Ukrywać swoje prawdziwe uczucia; żal, złość, niepewność, tylko dlatego, że darzyła go niezwykle wielkimi pokładami miłości. Była to miłość, której nie mogły zniszczyć lata rozłąki, była to miłość która przetrwać mogła nie tylko bitwy, ale i wojnę, mogła przyćmić każde z negatywnych uczuć, które zrodziło się w chwili, gdy powiedział o wyjeździe, lecz to byłoby zbyt proste. W mniemaniu Gabrielle Nathaniel musiał zrozumieć, musiał wręcz odczuć na własnej skórze zmiany, jakie w niej zaszły - nie jedynie zobaczyć.
Mimo całej irracjonalności sytuacji - byli przecież rodziną, czymś wręcz świętym - postanowiła wykorzystać fakt, jak piękną, młodą kobietą się stała. Nathaniel był jedynie mężczyzna, który jak każdy inny nie potrafił oprzeć się kobiecym wdziękom, nadal przed oczami miała wyraz jego twarzy, pożądanie malujące się w ciemniejących, zielonych tęczówkach, jej umiejętność równie mocno oddziaływania na niego, jak i innych mężczyzn w pubie. Brzydziła się swoim zagraniem, tym bardziej, że Nathaniel mu uległ. Zaskoczeniem był dla niej wyraz twarzy kuzyna, który przypomniał coś na kształt konsternacji wymieszanej z zaskoczeniem, którego nie spodziewała się ujrzeć. Czyżby nie przewidział jej reakcji? A może zakładał zupełnie inną? Bardziej oczywistą, przypominającą reakcje małej dziewczynki? Bezpośredniej, pełnej ekspresji w wyrażeniu uczuć - nie milczącej i opanowanej.
Z każdą mijajacą sekunda, kiedy spojrzenie Nathaniela skupiało na twarzy blondynki,coraz trudniej było jej zachować pozory. Kontynuować swoją grę, która raniła ich oboje, nie sądziła, że obojętność może być tak bolesna, wszakże nigdy nie potrafiła być obojętną. Być może dlatego tak łatwo było ją skrzywdzić, zbyt wiele uczuć budziły w niej różnego rodzaju sytuację,zwłaszcza kiedy na czymś lub na kimś Gabrielle zależało. Bloodworth należał do tej grupy, stanowił część jej samej, był nierozerwalnym elementem duszy panienki Levasseur, nie tylko dlatego, że w ich żyłach płynęła ta sama krew, to było coś bardziej znaczącego, wybiegającego poza rodzinne więzy.
Zmrużyła gniewnie oczy, kiedy przeszedł na język francuski, choć jednocześnie wywołało to u niej szybsze bicie serca. Tylko w ustach byłego Ślizgona pseudonim "Abeille" brzmiał w ten charakterystyczny, budzący ciepłe uczucia sposób. Ciężko było jej pohamować jęk,który mimochodem wydobył się spomiędzy różowych warg dziewczyny. Uczucie rozczulenia szybko zastąpiła złość, gdy oskarżył ją o dziecinne zachowanie.
- Ty, za to całe życie zachowujesz się jak tchórz. Bo łatwiej jest uciekać co?! - odparła delikatnie uniesionym głosem. Nie potrafiła powstrzymać gorzkich słów, które powoli przelewały czarę goryczy. Raz za razem zdawała kolejny cios, będąc pewną, że on nie jest w stanie zadać boleśniejszego. Szybko przekonała się, jak wielkim błędzie była. Znieruchomiała, zupełnie jakby została zaklęta w czasie, niczym posąg. Patrzyła na niego tak dłuższą chwilę, nie oddychająca,nie mrugając po czym nagle gwałtownie wstała. Czuła się jak zwierzę zapędzone do klatki bez możliwości ucieczki, a przecież drzwi wyjściowe były tak blisko. Wystarczyło zrobić kilka kroków, by raz na zawsze pozbyć się Nathaniela. Tyle, że ona chciała, aby był przy niej. Zawsze.
- Ja Ciebie też kocham - odpowiedziała tylko, opuszczając głowę w dół.


Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów, butelka whisky w ręce.
Galeony : 715
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 717
http://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
http://www.czarodzieje.org/t17079-nathaniel-bloodworth
http://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
http://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Mamy do pogadania QzgSDG8




Moderator




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptySob Cze 08 2019, 13:37

Gabrielle była nieodłączną częścią jego codzienności odkąd tylko wyrosła na tyle, by móc za nim podążać. Z początku nie był z tego powodu zadowolony, mała dziewczynka była mu często kulą u nogi, a on jako prawdziwy, stereotypowy wręcz jedynak nie za bardzo potrafił odnaleźć się w tej sytuacji. Z czasem jednak przywykł, przyzwyczaił się do jej towarzystwa i zaczął cenić je bardziej niż można by go o to podejrzewać. Towarzyszyła mu we francuskiej posiadłości w każde wakacje, które często zdawały się być sensem jego chłopięcego życia, towarzyszyła mu także w zamku, choć do Hogwartu wspólnie uczęszczali tylko przez jeden rok. Jeśli nie było jej u jego boku, silnie siedziała w jego głowie – w myślach, wspomnieniach. Zaliczał ją do grona absolutnie najbliższych mu osób, a te traktował w sposób wyjątkowy. Prawda była taka, że mógłby zrobić dla niej wszystko – i nie są to jedynie puste słowa. Nathanielowi nigdy nie było łatwo obdarzyć kogoś silnym uczuciem, ale kiedy już tak się działo, osoba, którą pokochał stawała się dla niego znacznie ważniejsza niż on sam.
Mało kto zasługiwał na tę wyrwę w morzu codziennego egoizmu, ale Gabrielle zdecydowanie należała do tych osób. Tym bardziej bolało go to, że przez wydarzenia, na które nie miał w gruncie rzeczy wpływu tak bardzo się od siebie oddalili... gdyby tylko wiedziała, gdyby znała powód... ale przecież nie mógł jej wyznać prawdy, nie mógł pozwolić by dowiedziała się dlaczego zaczął spowijać go wspomniany mrok. Nawet jeśli miał jakiekolwiek nadzieje, jej porywczość uniemożliwiająca im zwyczajną rozmowę uświadomiła mu, że nie może pozwolić żeby dowiedziała się prawdy o Alicii. Ukrywał to już tak długo, że nie powinno być to aż tak trudne...
Spojrzał na nią kiedy zerwała się na równe nogi, a serce z całą pewnością stanęło mu na moment w nagłym przestrachu, że jednak stąd wybiegnie. Co by to dla nich oznaczało? Nie potrafiłby znieść tej niedokończonej sprawy, wolałby gdyby się z nim kłóciła zamiast przed nim uciekać. Stracił nadzieję, więc jej słowa tym bardziej go zdziwiła. Wydał z siebie stłumiony, pełen niedowierzania odgłos będący czymś na pograniczu westchnięcia i rozedrganego „hm?”. Wytarł spoconą dłoń o materiał spodni, bez zastanowienia wstał i otoczył ją ramionami, składając pocałunek na czubku jej głowy.
Nie uciekaj ode mnie. —wyszeptał, przymykając powieki. Czy to znaczyło, że kryzys został zażegnany? A może to tylko chwila wytchnienia przed kolejnym bojem jaki przyjdzie im ze sobą stoczyć? Nie chciał znać odpowiedzi na to pytanie, wolał przytulać ją do siebie i cieszyć się tą chwilą tak jakby miała być ostatnią. — Masz rację, jestem tchórzem, przyznaję się do tego pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz. Nie mam odwagi żeby przestać uciekać, dlatego... dlatego Ty musisz być tą rozsądniejszą. Nie mogę Cię stracić, Pszczółko.
Otarł się gładkim policzkiem o miękkie, złote włosy, dyskretnie zaciągnął znajomym zapachem truskawkowego szamponu, a potem schylił się i wziął ją na ręce po tylko by usiąść z nią z powrotem na kanapie i posadzić sobie na kolanach.

______________________

Je parvins à faire s'évanouir dans mon esprit toute l'espérance humaine. Sur toute joie pour l'étrangler j'ai fait le bond sourd de la bête féroce.
Le malheur a été mon dieu. Je me suis allongé dans la boue. Je me suis séché à l'air du crime. Et j'ai joué de bons tours à la folie.
Et le printemps m'a apporté l'affreux rire de l'idiot.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Galeony : 512
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 610
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Mamy do pogadania QzgSDG8




Gracz




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptySob Cze 08 2019, 16:58

Doskonale pamiętała ich początki, kiedy to Nathanielowi jawiła się jako zbędne „coś”, co od chwili, kiedy tylko nauczyło się chodzić nie odstępowało go na krok. Niczym cień podążała za nim, nawet jeżeli nie chciał jej towarzystwa, nawet kiedy pełen złości mówił jej prosto w twarz, żeby poszła sobie gdzieś indziej, a ona wtedy ze szklącymi się od łez sarnimi oczętami wykonywała kolejny krok, jeśli i on go wykonał. Wtedy jeszcze nieświadomi byli rodzącej się między nimi więzi; niezwykłej, wyjątkowej, pełnej cudownej magii i jeszcze większych pokładów miłości. Czas płynął, a wraz z nim zmieniało się nastawienie byłego Ślizgona, z każdym przemijającym rokiem budziła się w nim potrzeba ochrony młodszej, a przy tym znacznie delikatniejszej kuzynki, przestała być męczącym „czymś” stając się dla chłopaka niezwykle ważną osobą.
Dla Gabrielle Nathaniel od samego początku był ważny, to właśnie dlatego tak zabiegała o jego towarzystwo narażając się na gniew czy złośliwe słowa z jego strony, często nie odpuszczała, choć bywała na granicy wytrzymałości. Od najmłodszych lat Nathaniel potrafił wbić szpilę tam, gdzie zaboli najmocniej, wystarczyło kilka słów wydobywających się z ust chłopaka, by doprowadzić innych do granic wytrzymałości i tylko drobna blondyneczka podążająca za nimi niczym cień potrafiła się im przeciwstawić - twardo, wręcz z oślą upartością nadal podążać krok w krok za swoim „oprawcą”. Przywykł do nowej sytuacji, zaakceptował ją, by ostatecznie pokochać Gabrielle, jak nikogo innego na świecie.
Ich relacja nadawał sens ich życiu, dlatego nic dziwnego, że nagły wyjazd kuzyna tak bardzo odbił się na nieświadomej rozgrywającego się gdzieś poza nią dramatu dziewczynie. Nie miała pojęcia, co było prawdziwym powodem jego wyjazdu, mogła jedynie przypuszczać, że to śmierć Alice zmusiła go do podjęcia tak odważnej, a w jej mniemaniu również tchórzliwej decyzji. Nie miała bladego pojęcia, że to wtedy zaledwie kilkunastoletni młodzieniec był mordercą własnej ukochanej. Przecież w oczach Gabrielle on sam, z własnej nieprzymuszonej woli odebrał jej sens życia, którym był. Przy nim czuła się silniejsza, pewniejsza, wręcz niezniszczalna. Wyjazd Nathaniela sprawi, że znacznie widoczniejsza stała się delikatna natura blondynki, pozostawił po sobie otwarte rany, których nikt nie był w stanie w żaden sposób połatać. Otwierała je zawsze, kiedy umysł zalewały wspomnienia wspólnie spędzonych chwil, teraz miało być tak samo?
Nie chciała po raz kolejny przeżywać tego samego, wrócił, ale na jak długo? Kiedy ktoś znowu zabierze go ze sobą? Nie chciała go stracić, a strach przed ową utratą sprawiał, że nie potrafiła w pełni cieszyć się z jego powrotu. W momencie, kiedy w pubie odkrył kim jest widziała w jego zielonych tęczówkach, tak podobnych do jej samych tą miłość, zupełnie, jak gdyby wpatrywała się w oczy jedenastoletniego Nathaniela, który z pasją podczas wakacji u dziadków opowiada jej o przygodach, jakie przeżył w Hogwarcie. Oczyma wyobraźni widziała jego uśmiech z tamtych lat, słyszała rozentuzjazmowany głos oraz nadpobudliwą wręcz gestykulacje rąk. Uśmiechnęła się na wspomnienie, jak wtedy przypadkiem zbyt mocno odchyliła się na kamiennym murku upadając na zieloną trawę, przez przypadek rozcinając sobie palca. Niezwykle pięknym, a jednocześnie niezapomnianym widokiem była troska malująca się w spojrzeniu kuzyna, który z niebywałą dla niego delikatnością opatrzył drobny, dziecinny palec, po czym w nagrodę za bycie dzielną pacjentką ukradkiem zabrał lody, które miały być dopiero po obiedzie. Serce Gabrielle zawsze biło szybciej na wspomnienie takich chwil, których było tak wiele, że czasem w pamięci ciężko było je odnaleźć, natomiast w morzu żalu oraz zranionego serca zanikły całkowicie.
Nie mogła tak po prostu odejść, uświadomiła sobie to w chwili, kiedy podniosła się z kanapy. Nie mogła go zostawić chwilę po tym, gdy go już odzyskała, to byłoby zbyt okrutne, dla niego, jak i dla niej samej. Może zachowywała się w tym momencie egoistycznie, lecz pragnęła mieć go tylko dla siebie, na minutę, godzinę, dobę, tydzień. Nie ważny był przedział czasowy, ważna było jego bliskość, zapach mięty unoszący się wokoło, który niezwykle współgrał z wonią truskawek; zupełnie, jakby byli dla siebie stworzeni.
Jedna samotna kropla spadła nad dywan zdobiący podłogę salonu zanim otoczyły ją silne ramiona Nathaniela, mimochodem wtuliła się w niego, kładąc głowę na jego ramieniu. Nie potrafiła odmówić sobie tej przyjemności, ciepło ciała chłopaka było ukojeniem dla jej niespokojnego serca. Był tu, namacalny, obecny, prawdziwy. Przymknęła powieki napawając się tą ulotną chwilą, pragnęła czerpać z niej jak najwięcej w obawie, że za chwile wszystko rozpłynie się niczym sen o poranku.
- To ty nie uciekaj ode mnie. – odparła wręcz błagalnym głosem, który wręcz łamał się pod naciskiem siły wypowiadanych słów. Zbierało się jej na płacz, jednak z całych sił powstrzymywała napływające do oczy łzy. Powoli jej ciało wypełniał spokój, zupełnie jakby w końcu zyskała pewność, że on od teraz będzie już przy niej, niezależnie od tego, jak wielkie bitwy jeszcze na nich czekają, bo kiedy byli razem mogli pokonać cały świat. Tak jak było kiedyś; oni przeciwko wszystkim - tak miało być również teraz.
Z ust Gabrielle wydobył się cichy pisk, uśmiechnęła się w ten charakterystyczny dla siebie sposób, w blasku którego nawet najpiękniejsza róża w ogrodzie bledła. Zamknęła w swoich dłoniach twarz Nathaniela, pochwytując jego spojrzenie swoim.
- Musisz znaleźć tą odwagę… musisz, bo nie jestem w stanie stracić cię po raz kolejny – oznajmiła, były to niezwykle smutne, lecz prawdziwe słowa. – Musisz zrozumieć, że ja naprawdę nie jestem taka, jak dawniej. Zmieniłam się, czuje się… zagubiona bardziej niż kiedyś, próbuje odnaleźć siebie, a bez ciebie było to trudniejsze niż myślisz. Boję się tego kim… czym jestem. Działam po omacku, ale ile mogę udawać, że wszystko jest w porządku, skoro nie jest? [/i] – zapytała, w chaotyczny sposób wyrażając wszystko, co gnębi ją już od tak dawna. Tylko czy jeśli ona sama nie umie się w tym odnaleźć, to czy on będzie potrafił?
Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów, butelka whisky w ręce.
Galeony : 715
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 717
http://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
http://www.czarodzieje.org/t17079-nathaniel-bloodworth
http://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
http://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Mamy do pogadania QzgSDG8




Moderator




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyNie Cze 09 2019, 20:23

Był i nigdzie się nie wybierał. Choć początkowo wcale nie miał ochoty wracać do Anglii a nawet i teraz mdliło do na widok londyńskich ulic, widział i wiedział, że jest tutaj potrzebny. Nie zamierzał opuścić kraju dopóki żyła matka, a i potem być może nie powinien rozważać wyjazdu... miał kilka pomysłów i dość dobre perspektywy na przyszłość, plusów było tyle samo co minusów, ale Gabrielle zdecydowanie przechylała szalę na stronę stałego osiadnięcia, ostatecznie przekonując go, że jest to dobry pomysł. Zostanie tu co najmniej tak długo, ile będzie wymagało przywrócenie ich relacji do stanu sprzed jego wyjazdu... a z całą pewnością nie porzuci jej nigdy w taki sposób jak zrobił to wcześniej – nagle, bez dobrego wytłumaczenia i bez odzewu przez całe następne lata. Drgnął, nie będąc tego świadomym. Jej łzy go rozczulały, rozklejały, a płaczliwe francuskie słowa łamały pozostałości jego serca.
Usiadł wygodnie, zadowolony z ciężaru dziewczyny na własnych kolanach. To było zadziwiająco właściwe, paradoksalnie na moment poczuł się jak w domu. Tym mitycznym miejscu, które chyba istniało tylko w jego wspomnieniach i marzeniach. Przymrużył powieki pod wpływem jej dotyku, a potem spojrzał prosto w dobrze mu znaną zieloną otchłań jej tęczówek. Zatonął w ich głębokiej barwie, mając świadomość, że jest ona identyczna jak kolor jego oczu – niezbity dowód na ich pokrewieństwo.
Nie stracisz, obiecuję. Nawet gdybym miał kiedyś wyjechać, nigdy więcej nie pozostawię Cię bez znaku życia. Rozumiesz? — oczekiwał od niej odpowiedzi, czy to w postaci słowa, czy gestu. Musiał wiedzieć, że go wysłuchała, mieć pewność, że przyjęła go do wiadomości. To miało być jak zapewnienie, że nigdy więcej nie dopuszczą do podobnej kłótni, w każdym razie nie z tego powodu. Tym razem zdołał się opanować, ale następnym razem... czy zawsze będzie w stanie przyjmować na siebie jej ataki i nadstawiać drugi policzek? Nigdy nie był w tym zbyt dobry.
Wysłuchał jej z uwagą, nie przerywając kontaktu wzrokowego nawet na moment. Podniósł rękę i odgarnął kosmyk jasnych włosów za jej ucho. Gest czuły i poufały, ale w najmniejszym nawet stopniu nie romantyczny.
Też się zmieniłem, Pszczółko, wszystko się zmieniło. Jakoś z tym sobie poradzimy, zobaczysz. — starał się brzmieć optymistycznie, co dla tak cholernego realisty jak on było nie lada wyzwaniem. — Przykro mi, że zostawiłem Cię z tym wszystkim... ale teraz wróciłem i pomogę Ci za wszelką cenę. Tylko, błagam, nigdy więcej nie próbuj używać na mnie tego uroku. — oblizał wargi, szykując się na wyznanie nieprzyjemnej prawdy o tym co takiego czuł w tamtym momencie. Musiał i chciał być z nią szczery. — To było jak... jak amortencja, Gabrielle. Pragnąłem Cię tak silnie, jak jeszcze nigdy nikogo i gdybym nie opamiętał się w porę, mógłbym... prawie Cię pocałowałem. — zmarszczył brwi, gdyż wspomnienie pożądania zalało jego umysł. Zdał sobie nagle sprawę, że przez cały ten czas trzymał dłoń na jej kolanie i choć nie było w tym niczego niewłaściwego, nagle poczuł się z tym niekomfortowo. Puścił ją i przeczesał palcami przydługie kosmyki włosów; spiął się i nie potrafił nic na to zaradzić. — Mogłem Cię skrzywdzić. Cholera, wziąłbym Cię choćby na stole, przy wszystkich. To nie jest normalne. Zrozum, że nie zrobiłem tego tylko dlatego, że jestem... odporny.
Samo wspomnienie uroku, pod którym się znalazł było jak miód na jego serce i jednocześnie cholernie silna trucizna. Nienawidził siebie za to, a mimo to tęsknił za tamtym uczuciem i chętnie poddałby mu się znowu. To było jak pieśń, jak wezwanie, którego echo wciąż rozbrzmiewało w jego głowie; nie potrafił się go pozbyć.
Czy to aby na pewno bezpieczne, że był z nią tutaj sam na sam?

______________________

Je parvins à faire s'évanouir dans mon esprit toute l'espérance humaine. Sur toute joie pour l'étrangler j'ai fait le bond sourd de la bête féroce.
Le malheur a été mon dieu. Je me suis allongé dans la boue. Je me suis séché à l'air du crime. Et j'ai joué de bons tours à la folie.
Et le printemps m'a apporté l'affreux rire de l'idiot.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Galeony : 512
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 610
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Mamy do pogadania QzgSDG8




Gracz




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyPon Cze 10 2019, 09:44


Wrócił do miejsca, w którym - pomimo tego wszystkiego, co się wydarzyło w przeszłości - był jego dom. Drobna blondynka, której ciężar czuł na swoich kolanach była jego domem, osobą, przyciągającą go bardziej niż bezduszne miejsca, podobne do salonu, w którym się znajdowali. Czyżby Nathaniel zapomniał czym jest "dom"? Może postanowił się z nią spotkać, aby na nowo odkryć definicję tego pojęcia? Spojrzała na niego z niezwykłą czułością bijącą z zielonych tęczówek i lekkim rozbawieniem malującym się na różowych, pełnych ustach. Zdawał się być bardziej zagubiony i delikatniejszy niż ona, pomimo zachowywania postawy starszego, bardziej doświadczonego kuzyna. Tylko Gabrielle potrafiła dostrzec w nim to, czego on sam patrząc w lustro nie widział; dobroć, miłość, a przede wszystkim postać sprzed lat. Tylko ona miała tą moc budzenia w nim ciepłych uczuć o istnieniu, których zapomniał.
Mając go na wyciągnięcie ręki dziewczyna nie miała pojęcia, jak zareagowałaby, gdyby po raz kolejny chciał od niej odejść. Jedni mówią, że jeśli się kogoś bardzo kocha trzeba dać tej osobie odejść; zupełnie nie zgadzała się z tym stwierdzeniem. Dlaczego odzyskawszy Nathaniela miała go znowu stracić? W obliczu tego była egoistką, największą, najbardziej zaborczą, wręcz patologiczną. I nie miało znaczenia to, że kierowała się przy tym miłością i dobrem młodego mężczyzny oraz swoim. Potrzebowała byłego Ślizgona równie mocno, jak on potrzebował jej. Nigdy by się do tego nie przyznali, ale dopiero będąc razem odzyskiwali wewnętrzną równowagę, demony wyciągając po nich swoje szpony stawały się mniej napastliwe, zaś świat był wówczas bardziej przyjazny. Potrzebowali siebie nawzajem, zupełnie tak jak człowiek potrzebuje tlenu, by oddychać, jak ryba potrzebuje wody, a piękna swojej bestii.
- Rozumiem. Poza tym wiesz, że odnalazłabym Cię wtedy nawet na końcu świata? - odpowiedziała, doskonale zdając sobie sprawę,jak istonym jest potwierdzenie tej swego rodzaju przysięgi, którą złożył. Dla samej Gabrielle słowa te były niezwykle ważne, proste w brzmieniu miały tak wiele ukrytych znaczeń, które tylko oni byli w stanie dostrzec; zrozumienie, zaufanie, obietnica pomocy, gwarancja bliskości. Niosły za sobą tak miliony uczuć, wiele niewypowiedzianych słów i ukrytych znaczeń. Serce w piersi dziewczyny zabiło mocniej, zupełnie jakby chciało się z niej wyrwać wpadając wprost w dłonie Nathaniela. Dlatego swoim pytanie musiała rozładować nieco napięcie, ponieważ w innym wypadku za chwilę popłakałabym się, a nie chciała by brunet widział jej łzy.
Teraz nie miała pewności czy ich kłótnia skrywała za sobą jakiś większy sens, brutalne słowa zmuszały do działania i tylko silna wola Nathaniela sprawiła, że nie doprowadziło to do destrukcji, na którą - co Gabrielle odkryła z wielkim zaskoczeniem - była gotowa. Czyżby drzemiący w niej mrok był aż tak silny? Czy blondwłosa piękność, tak naprawdę mogła okazać się nagle bestią?
Odchyliła delikatnie głowę w prawą stronę by na policzku poczuć szerokość jego skóry, kiedy odgarnął niesforny kosmyk włosów za ucho. Przymknęła powieki napawając się chłodem jego dłoni, który studził ogień jej ciała. Bardzo chciała wierzyć, że słowa przez niego wypowiedziane znajdą swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, lecz póki co, ciężko było jej dostrzec światełko w tunelu. Ciemność była zbyt intensywna w swej barwie, a droga którą mieli do pokonania jeszcze długa. Nie wypowiedziała głos swoich myśli, wiedząc że mogą zranić Nathaniela, zamiast tego na potwierdzenie pokiwała jedynie głową, bojąc się, że gdyby teraz zabrała głos mógłby od zadrżeć, zdradzając prawdziwość jej odczuć. Ledwie słyszalna niepewność w tonie głosu kuzyna zmusiła ją, aby na niego spojrzała. Błądząc spojrzeniem zielonych tęczówek, w których malowało się zdenerwowanie próbowała doszukać się przyczyny tej nagłej zmiany, gdy ten z lekkim wahaniem kontynuował swoją wypowiedź.
Otworzyła zszokowana usta, zupełnie tak jakby chciała coś powiedzieć, lecz po sekundzie zrezygnowała. Zamiast zrobić cokolwiek, powiedzieć… wpatrywała się tępo w oczy mężczyzny. Sens jego słów dochodził do niej z wyraźnym opóźnieniem, mimochodem w chwili, gdy go pojęła instynktownie odsunęła się zapominając o rzeczywistości i o tym, że siedzi na kolanach kuzyna prawie z hukiem - gdyby nie silne dłonie mężczyzny - upadłaby na podłogę.
- Ja… ja - plątała języki, nie mogąc w głowie znaleźć odpowiednich słów. Jednocześnie czuła dumę i obrzydzenie. Piękna dotąd twarz wykrzywił dziwny grymas, policzki blondynki zalała purpura.
- Jak odporny? - wypaliła chwytając się słowa, które mogło być dla niej ratunkiem. Nie wiedziała co myśleć ma o wyznaniu Nathaniela, jak się do niego odnieść i czy coś z nim robić. Nigdy nie myślała o nim w taki sposób, od zawsze był dla blondynki kochanym, starszym kuzynem, nikim ponad.


Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów, butelka whisky w ręce.
Galeony : 715
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 717
http://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
http://www.czarodzieje.org/t17079-nathaniel-bloodworth
http://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
http://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Mamy do pogadania QzgSDG8




Moderator




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyPią Cze 14 2019, 20:08

To zapewnienie było nie tylko wystarczające – było idealne. W każdym słowie, w każdej sylabie, w każdej pojedynczej głosce. Przyniosło mu chwilowy spokój, kilka (tylko i aż) sekund relaksu. Poczuł, że jest w dobrym miejscu... Anglia, Francja, Kanada – to nieistotne. Był w tam gdzie należało, bo i ona tutaj była. Gabrielle, ostatni tak jasny promyk w jego życiu. Dotarło do niego, że ze wszystkich sił musi zadbać o łączącą ich więź, że musi ją odbudować, wypielęgnować, zakonserwować... wzmocnić. Kiedy odejdzie jego matka – a jak na realistę przystało nie zamierzał oszukiwać się, że nie będzie to w najbliższej przyszłości – ta mała blondyneczka pozostanie ostatnią żyjącą dziewczyną (kobietą?), którą kiedykolwiek kochał, i która odwzajemniała to uczucie. Zdał sobie sprawę, że nie będzie kolejnych, że nie ma prawda pokochać nikogo więcej; osiągnął najwyraźniej narzucony odgórnie limit i pozostawało mu zadbać o to co już ma... o swój największy, jak się okazywało, skarb.
Nie do końca potrafił dostrzec, że nie uwierzyła w jego słowa w stopniu, w jakim by sobie tego życzył. Możliwe, że łudził się, że w głębi wciąż jest tą małą dziewczynką, która naiwnie wierzy w każde jego słowo? Może ufał, że jedynie schowała się pod nieznaną mu skorupą, ale szczera rozmowa jakimś cudem wydobędzie ją na wierzch? Cóż, może z czasem przekona się, że jego mała kuzynka w istocie wyrosła i jest to proces zdecydowanie nieodwracalny. Teraz pozostawało mu oszukiwanie samego siebie.
Brzydził się wypowiadanymi przez siebie słowami, ale nie zawahał się przed ich wypowiedzeniem bo wiedział, że są one konieczne. Widział, że wywołał w niej szok, ale nie przestawał dopóki nie dokończył. To było okropne, ale przecież miało takie być. Dostrzegł w jej oczach przerażenie, ale zanim zdołał zareagować, ona odsunęła się od niego gwałtownie, nieomal spadając na podłogę; złapał ją w ostatniej chwili, mamrocząc pod nosem jedno z wybitnie nieprzystojnych francuskich przekleństw.
Gabrielle... spokojnie. — starał się ją jakoś ją wyciszyć, choć nie miał pojęcia jak się do tego zabrać. Pozwolił jej zejść z jego kolan i usiąść obok; odnotował, że przyniosło mu to niejaką ulgę... jak w ogóle mógł pomyśleć, że to dobry pomysł? Powinien bardziej uważać, nie była już dzieckiem i pewne zachowania zwyczajnie nie przystawały – już nie.
Musisz zrozumieć, że nie mówię tego bez powodu. Powinnaś z tym uważać... ten bar był pełen oczarowanych Tobą mężczyzn i gdybym Cię stamtąd nie wyprowadził... gdyby mnie tam nie było, nie wiadomo jak by się zachowali.
Jej pytanie go nie zdziwiło, świadomie wspomniał o oklumencji bo uznał, że powinna wiedzieć chociaż o tej jednej zmianie jaka w nim zaszła. Zresztą i tak zmiarkowałaby się w końcu, że nie reaguje na nią tak jak inni (nie zamierzał bowiem nigdy więcej uchylać przy niej swojej wewnętrznej bariery) i nie daj Merlinie mogłaby potraktować to jak oszustwo. Wolał być z nią szczery, nawet jeśli mógł jej przedstawić tylko niewielki wycinek brzydkiej prawdy.
Oklumencja, Pszczółko, ojciec nauczył mnie oklumencji. — dołożył wszelkich starań by nie skrzywić się na wspomnienie ojcowskich metod edukacji. Udało mu się... na szczęście. Jak na zawołanie poczuł w głowie zaczątek pulsującego bólu – chyba nigdy nie zapomni mocy ówczesnych migren. — Słyszałaś o tym kiedyś? Pomaga obronić się przed przeszukiwaniem myśli i hipnozą... ale i urokiem wili. Poddałem się Twojej mocy dlatego, że nie spodziewałem się ataku... nie skupiałem się na tym, żeby się bronić. — zawahał się na moment — Gabrielle, skoro jesteś wilą... to znaczy, że Twoja matka też nią jest?— Nie było to pytanie, a bardziej wyrażenie niepewności. Zmarszczył brwi, bo coś mu w tym wszystkim nie pasowało. Wile były oszałamiająco piękne, a ciocia Iris, z całym szacunkiem, nie wyglądała jak jedna z nich. Brakowało jej tego naturalnego wdzięku, jaki miała chociażby jego matka... otworzył szerzej oczy. — Nie, nie ciocia... wujek. A skoro wujek to... — gęste brwi zbliżyły się ku sobie jeszcze mocniej, znacząco pogłębiając zmarszczkę między nimi. Zagryzł wargę, gdyż nagłe odkrycie było tyleż fascynujące, co konsternujące. Skoro jego matka była wilą... to on też powinien, prawda?

______________________

Je parvins à faire s'évanouir dans mon esprit toute l'espérance humaine. Sur toute joie pour l'étrangler j'ai fait le bond sourd de la bête féroce.
Le malheur a été mon dieu. Je me suis allongé dans la boue. Je me suis séché à l'air du crime. Et j'ai joué de bons tours à la folie.
Et le printemps m'a apporté l'affreux rire de l'idiot.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Galeony : 512
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 610
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Mamy do pogadania QzgSDG8




Gracz




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyWto Cze 18 2019, 14:49

Mogła jedynie przypuszczać, jak wiele słowa przezeń wypowiedziane znaczyły dla Nathaniela, w istocie dla niej samej będąc jednymi z najważniejszych dziś wypowiedzianych. Ich kłótnia, tak zaciekła, pełna gorzkich słów i wyrzutów, jedynie utwierdziła ją w przekonaniu, że darzy bruneta ogromnymi pokładami miłości, bo gdyby tak nie było to jedno z nich w pewnym momencie zwyczajnie dałoby za wygraną - odchodząc. Tymczasem nadal tu byli, oboje, teraz już razem. Te najbardziej burzliwe emocje powoli opadały, zaś grzmoty w postaci słów przepełnionych żalem cichły. Podobno po burzy zawsze wychodzi słońce, którym dla Nathaniela był delikatny uśmiech na ustach Gabrielle, zaś dla niej był to, ten prosty choć nieco nieprzemyślany gest wzięcia na kolana drobnej blondynki. Ona podobnie, jak on nie widziała w tym nic złego, choć postronny obserwator dopatrzeć mógł się w tym wszystko, gdy oboje patrzyli na siebie z niebywałą intensywnością malującą się w zielonych tęczówkach, które były wręcz identyczne. Zieleń w odcieniu świeżej, wiosennej trawy przeplatana ciemniejszymi plamkami, patrząc w oczy Nathaniela blondynka miała wrażenie, że widzi w nich odbicie swoich własnych.
Owa kłótnia wymusiła na tej dwójce młodych ludzi wysnucie pewnych wniosków i chociaż były one ubrane w inne słowa niosły ze sobą wspólne przesłanie. Oboje uświadomili sobie, jak ważna jest dla nich ta druga osoba. Gabrielle nie zawahałaby się przed niczym, jeżeli jej działania miałyby uchronić Nathaniela. Była gotowa sprzeciwić się całemu światu, złamać każdą zasadę byleby tylko jej starszy kuzyn był bezpieczny, aby ponownie nie był zmuszony do wyjazdu, a już na pewno nie bez niej.
Ich więź, ta o którą on zamierzał teraz walczyć, którą zamierzał budować i wzmacniać wciąż istniała, przeszłość nadszarpnęła liny którymi była pleciona, jednak nigdy nie zniszczyła. Teraz mieli szansę, by ich relacja dojrzała, nabrała innego znaczenia, wszakże oboje się zmienili. Panienka Levasseur na nowo musiała zbadać granice byłego Ślizgona, dowiedzieć się - metodą prób i jeszcze większą ilością błędów - na jak wiele może sobie w związku z młodym mężczyzną pozwolić. Zdawała sobie sprawę z tego, że będzie to długi i żmudny proces, wymagający ogromnych pokładów cierpliwości, której jej często brakowało, ale nie zamierzała odpuścić, nie kiedy już go przy sobie miała.
On również powinien mieć świadomość tego, że się zmieniła. Tyle razy dziś z jej ust padły te słowa, a jednak wciąż miała wrażenie, że Nathaniel wątpi w ich prawdziwość. Ten fakt ją smucił a jednocześnie martwił, niemniej jednak postanowiła dać mu czas na oswojenie się z nową sytuacją.
Początkowo sens słów wypowiadanych przez Bloodwortha nie docierał do niej, choć ciało dziewczyny zareagowało mimowolnie. On nie przestawał mówić mimo, że widziała w kolorze jego oczu, jak wiele wysiłku to od niego wymaga, a jednocześnie, jak obrzydliwie owe słowa brzmią. Choćby chciała zareagować inaczej, okazać mu więcej zrozumienia, zapewnić, że właściwie nic się nie stało, nie potrafiła tego zrobić. W momencie kiedy wypowiadał swoje myśli, jakie wówczas krążyły po jego głowie na głos, kiedy oznajmił iż w jego ciele drzemało tak wielkie pożądanie poczuła dziwnego rodzaju satysfakcję. Poniekąd schlebiało to dziewczynie, ponieważ pomimo więzów rodzinnych Nathaniel nadal był młodym, przystojnym mężczyzną. Zeszła z jego kolan siadając tuż obok, tak by móc czuć bijące od jego ciała ciepło.
- Dobrze, ale to był pierwszy raz… naprawdę - powiedziała patrząc na niego - Ja… Ja chciałam cię zwyczajnie chronić- dodała. Pokrywało się to po części z prawdą, dlatego nie miała wątpliwości, że Nate uwierzy w jej słowa. Oczywiście pominęła fakt, jak bardzo zła na niego było i chciała mu coś udowodnić. Wydawał się on nie na miejscu w odczuciu Gabrielle, dlatego tylko uśmiechnęła się smutno.
- Wiem czym jest oklumencja - odpowiedziała wchodząc mu w słowo, lecz pomimo swoich zapewnień zmarszczyła w zamyśleniu czoło - Nie rozumiem tylko, dlaczego wujek nauczył cię właśnie tego - oznajmiła. Było tak wiele przydatnych umiejętności, których Nathaniel mógł się nauczyć, a padło właśnie na tą konkretną, tą dzięki której był odporny na jej "moce". Czyżby wujek obawiał się jej rodziny, ale z drugiej strony przecież byli tą samą rodziną. Może wujek sam potrafił przeciwstawiać się w ten sposób swojej żonie, tylko po to by nie miała nad nim całkowitej władzy, którą ona sama miała przez krótką chwilę nad jego synem. Z drugiej strony, czy Nate jako jej kuzyn też nie powinien być dziedzicem wili? Fala chaotycznych myśli zalała umysł dziewczyny nie pozwalając jej na jakąkolwiek reakcje, kiedy i brunet przepadał w nurcie własnych przemyśleń, lecz on miast zachować je dla siebie, mówił. Otworzyła szeroko oczy zdumiona odkryciem, którego dokonali w tym samym momencie. Spojrzała na swoje dłonie a następnie z przerażeniem wymalowanym na twarzy i zielonych tęczówkach na Nathaniela. Dolna warga dziewczyny drżała zupełnie jakby miała się zaraz rozpłakać. Po raz kolejny tego dnia odsunęła się od niego.
-Dlaczego ty nie jesteś ćwierćwila?! - zapytała wręcz z wyrzutem w głosie. Nie musiała być geniuszem by szybko połączyć fakty, jeżeli u niej widoczne były objawy wilowatości to będąc z Nathanielem tym samym pokoleniem on również powinien się nimi odznaczać. Tymczasem nie miał on nic, co by na to wskazywało.


Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów, butelka whisky w ręce.
Galeony : 715
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 717
http://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
http://www.czarodzieje.org/t17079-nathaniel-bloodworth
http://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
http://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Mamy do pogadania QzgSDG8




Moderator




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyCzw Cze 20 2019, 22:01

Pierwszy raz... czyli dopiero odkrywała samą siebie. Musiała wcześniej nie mieć pojęcia o tym kim naprawdę jest, w innym wypadku pewnie byłaby bardziej doświadczona. Nawet jeśli nie była stuprocentową wilą, władała ogromną mocą; nie wierzył, by możliwym było nie ulec tak silnej pokusie. To go uspokoiło, pomyślał bowiem, że może zdoła wbić jej do głowy trochę rozumu nim jej nietypowa magia ściągnie na nią jakieś nieszczęście. Dziś było bardzo blisko – za blisko. Nie mógł dopuścić, by ponownie zdobyła się na podobną lekkomyślność.
Kącik jego ust drgnął, gdyż swoim zapewnieniem jednocześnie rozczuliła go i rozbawiła. Kociak chciał ochronić lwa. Wydobył z siebie ciężkie westchnienie, które zaraz przeszło w cichy, niezbyt długi śmiech.
Nie musisz mnie chronić, nawet jeśli czujesz taką potrzebę. W każdym razie nie w taki sposób i nie w takiej sytuacji. Dobrze radzę sobie z kopaniem tyłków. — wtedy w barze zawahał się, gdyż nie chciał okazywać swojej agresji w obecności młodszej kuzynki, teraz jednak nie miał problemów z przyznaniem się do tego. Kolejny element prawdy, który mimo oczywistej szpetoty był wciąż mniej paskudny niż niedostępny dla Gabrielle całokształt. Właściwie czuł się tak jakby od momentu wyjścia z baru minęły całe tygodnie – tak wiele zdążyło się zmienić. Nie musiał obawiać się jej opinii, skoro sama nie miała już w pełni czystego sumienia. Właściwie było mu to na rękę.
Wierzył jej i nie dostrzegał, że porcjuje mu prawdę w dawkach, które były dla niej najdogodniejsze. Zresztą gdyby wiedział, czy miałby prawo mieć jej to za złe?
Zmarszczył brwi, a wzrokiem odnalazł znów jej tęczówki. Kontakt wzrokowy z Gabrielle przynosił mu spokój, choć jednocześnie sprawiał, że musiał kłamać (czy też, jak kto woli, pomijać znaczącą część prawdy) jej w żywe oczy. Zmusił się do niedbałego wzruszenia ramionami.
To przydatna umiejętność, zwłaszcza kiedy jest się przyszłym dziedzicem i zna się wiele rodzinnych sekretów. — ton jego głosu brzmiał stosunkowo beztrosko, w każdym razie na tyle, na ile mógł w obliczu powagi ich rozmowy. Założył na twarz maskę rozpieszczonego, bogatego chłopca, który nie jest zainteresowany większością spraw. Kiedyś, jeszcze w czasach szkolnych, nosił ją bardzo często; to było jak spotkanie z dawno niewidzianym przyjacielem. — Może zrobił to też przez wile w rodzinie, kto wie... — dodał z roztargnieniem, bo jego myśli były pochłonięte czymś innym. Nie potrafił pojąć jak to możliwe, że nie miał w sobie mocy, którą pokazała mu dzisiaj Gabrielle. Mówiąc, patrzył na Gabrielle i widział jak i ona zaczyna łączyć wątki i wyciągać odpowiednie wnioski. Odsunęła się od niego, wobec czego mógł się jej lepiej przyjrzeć. Opanował pierwszy szok, wymusił na sobie spokój i dotknął swojej twarzy, jakby badał symetrię jej rysów.
A może jestem, tylko o tym nie wiem? — rzucił z powątpiewaniem — w gruncie rzeczy nigdy nie narzekałem na powodzenie... — z każdym kolejnym słowem coraz wyraźniej widział, że choć bardzo chciałby aby było inaczej, ta teoria nie miała najmniejszego sensu. Umiał uwodzić kobiety i nie było w tym bynajmniej żadnej magii. Niczego mu nie brakowało, ale bez wątpienia nie miał w sobie krwi wili. Przesunął językiem po wargach, myśląc intensywnie.
Może nie każdy musi to odziedziczyć? Powiedziałaś „ćwierćwilą”, czyli to drugie pokolenie, wcale nie musiałem tego odziedziczyć. Może kobiety częściej władają tą mocą, a wujek Gaspard jest tylko wyjątkiem od reguły? — próbował przekonać zarówno ją, jak i samego siebie i był w tym zadziwiająco skuteczny, szybko bowiem łyknął własne kłamstwo. Pokiwał głową, jakby na poparcie własnej tezy. — Pomyśl tylko, to przecież brzmi prawdopodobnie. Gdyby ojciec dajmy na to skoczył w bok i miałbym być dzieckiem z nieprawego łoża, jakim cudem mielibyśmy takie same oczy? Moje, Twoje i mojej matki – są przecież identyczne, to niemożliwe. Nie ma się czym martwić. — na sam koniec jego głos nabrał zupełnej pewności. Choć jednak zdołał przekonać samego siebie, wiedział, że myśl o tym będzie powracać jak natrętna mucha. Będzie musiał zgłębić ten temat, poszukać odpowiedzi w książce albo znaleźć inne źródła. Teraz jedna musiał przede wszystkim zapalić. Sięgnął po leżącą na kawowym stoliku srebrną papierośnicę z wizerunkiem lisa i wyciągnął z niej papierosa, którego natychmiast odpalił. Po pomieszczeniu poniósł się zapach palonego tytoniu oraz mięty charakterystycznej dla Błękitnych gryfów.

______________________

Je parvins à faire s'évanouir dans mon esprit toute l'espérance humaine. Sur toute joie pour l'étrangler j'ai fait le bond sourd de la bête féroce.
Le malheur a été mon dieu. Je me suis allongé dans la boue. Je me suis séché à l'air du crime. Et j'ai joué de bons tours à la folie.
Et le printemps m'a apporté l'affreux rire de l'idiot.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Galeony : 512
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 610
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Mamy do pogadania QzgSDG8




Gracz




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyCzw Cze 27 2019, 21:12

Nie chciała w tak otwarty sposób przed Nathanielem przyznawać tego, że cała sytuacja, w której to miała kontrolę nad swoimi mocami była jedynie szczęśliwym trafem. W rzeczywistości nie potrafiła zapanować nad tym wszystkim, co spadło na nią jak grom z jasnego nieba, wywracając cały świat do góry nogami. Jeszcze kilkanaście tygodni temu nie miała pojęcia o tym, kim jest ani co potrafi; co do tego drugiego nadal nie miała stuprocentowej pewności. Wizja tego, jak potrafiła wpływać na mężczyzn budziła w niej strach i ekscytacje jednocześnie. W swoich dłoniach miała władzę, którą mogła wykorzystać, wystarczyło jedynie trochę poćwiczyć, a świat mężczyzn leżeć mógł u jej stóp. Tylko czy ona pragnęła właśnie tego?
Ujęła jego szorstkie dłonie w swoje delikatne i dużo mniejsze, zamykając je w ciepłym uścisku, który zapewne on odczuć
mógł, niczym muśnięcie skrzydeł motyla. Spojrzała prosto w jego zielone oczy.
- Nawet jeśli dobrze wychodzi ci… kopanie tyłków – wywróciła oczami na to jakże kolokwialne określenie i zupełnie nie pasujące do Nathaniela, bo przecież prędzej był on gotów dać komuś w zęby niż skopać tyłek – to jeśli tylko będę mogła, to zawsze będę cię chronić. Jesteś dla mnie… – zamilkła na chwilę próbując znaleźć odpowiednie słowa, które byłyby w stanie określić to niezwykłą więź jaka między nimi istniała, lecz nie mogąc tego dokonać spojrzała na niego jeszcze intensywniej, będąc pewną, że zrozumie ją bez słów. W pewnych momentach nie musieli nic mówić, by wiedzieć o czym myśli druga osoba lub też, co chce przekazać. Stojąc przed wyborem Gabrielle zawsze podążyłaby za kuzynem, zupełnie tak jak robiła to w przeszłości. Nie była pewna, co musiałoby wydarzyć się w ich życiu, aby ich relacje uległy zmianie, skoro nawet lata rozłąki nie były w stanie zatrzeć miłości jaką darzyli się wzajemnie. W obecności Nathaniele serce w piesi blondynki nagle odzyskiwało dawno utracony rytm, który był wręcz zsynchronizowany z biciem serca byłego Ślizgona, była w tym ukryta swego rodzaju magia, doświadczyć mogli jej nieliczni, a ci którym było to dane już nigdy nie byli w stanie od tego uciec.
Mimo odczuć jakie budziło w samym Nathanielu odkrycie kart przed młodszą kuzynką, ona widziała to wszystko zupełnie inaczej. Pomimo lat, które upłynęły wciąż dostrzegała w nim dobro, więc kiedy on uważał, iż agresja, której w obecności blondynki nie okazał jest rysą na jego postaci, ona sama traktowała to, jak swego rodzaju oznaka męstwa. Cieszyła się z faktu, że potrafi on o siebie zadać, lecz nie wykluczała swojego udziału w dbaniu o jego bezpieczeństwo. Mógł się z tym nie zgadzać, tłumaczyć jej, jak głupie to jest czy też wybić ten pomysł z głowy, lecz kiedy Gabrielle się uparła to nie było na nią żadnej siły.
Zmarszczyła delikatnie nos słysząc określenie „rodzinne sekrety”, budziło ono w niej odrazę, jednocześnie uświadamiając dziewczynie, iż mogło ich być znacznie więcej niż przypuszczała.
-A czy nasza rodzina musi mieć ich aż tak dużo, żeby być zmuszoną ich chronić używając do tego nas? – zapytała z wyraźną złością w głosie oraz niesmakiem wymalowanym na twarzy. Nathaniel był starszy, zupełnie jak Finn, zapewne oboje wiedzieli dużo więcej niż ona – zbyt młoda, zbyt delikatna na prawdę. Zacisnęła dłonie w pięści. Widać było, że pewne sprawy zbyt bardzo przytłaczały ją, zmuszając do zaciskania różowych warg, które w przeszłości wciąż się uśmiechały. Była zła na wujka, na całą swoją rodzinę za to, że zrobili z nich jedynie marionetki w rękach starszyzny, zaś na Nathaniela była zła, za to, że poddał się temu, nie wzbudzając buntu.
-Dlaczego się na to zgodziłeś? Dlaczego zgodziłeś się być marionetką? – zapytała nie mając zupełnie świadomości tego, jak trafne były to pytania, choć zadana w nieodpowiedniej rozmowie. Nie wiedziała jak wiele spraw kryje się za maską, jaką zmuszony był nosić nawet przy niej, choć było to najmniejsze zło, jakie Nathaniel mógł wybrać.
Nie mogła uwierzyć w odkrycie, którego wspólnie dokonali, w myślach blondynki panował co raz to większy chaos, nic już nie miało sensu. Byli do siebie podobni, może nie tak jakby tego oczekiwali, jednak cechy wspólne były aż nazbyt widoczne. Oczy, zwierciadło duszy, u niej, jak i u niego miały ten sam kolor, były odbiciami, a takie zbiegi okoliczności nie istniały, była tego pewna. Początkowo ogarnęła ją panika, mimochodem dziewczyna zaczęła szybciej oddychać, jej klatka piersiowa unosiła się i opadała bardzo szybko, zaś myśli w głowie przelatywały z prędkością światła, jednak im dłużej patrzyła w oczy młodego mężczyzny, słuchała jego słów tym większej pewności nabierała – w ich żyłach płynęła ta sama krew.
-Masz… masz racje, takie zbiegi okoliczności nie istnieją… na pewno nie – przyznała, choć w nucie jej głosu wyczuć można było niepewność, bo co jeśli okaże się, że nie łączą ich więzy krwi? Czy wtedy jej miłość do niego wciąż będzie miała ten sam wymiar? Czy ich uczucia względem siebie zmienią się? Czy nadal będzie widział w niej wtedy młodszą kuzynkę, czy może już kogoś innego? Nagle spadła na nią lawina pytań, których nie odważyła się wypowiedzieć na głos. Odpowiedzi jakie mogłaby na nie otrzymać przerażały ją.
Nathaniel odpalił papierosa, o ile zapach tytoniu wywoływał u Gabrielle odruch wymiotny, tak w obecności bruneta mogła go określić mianem przyjemnego.
-Muszę się napić – oznajmiła nagle patrząc na niego w bardzo wymowny sposób, jeżeli choć w małym stopniu wdał się w swojego ojca, to zapewne miał gdzieś ukrytą ognistą.

Powrót do góry Go down


Nathaniel Bloodworth
Nathaniel Bloodworth

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 190 cm
C. szczególne : Niewielka blizna na łopatce, na palcu lewej ręki sygnet rodowy Bloodworthów, butelka whisky w ręce.
Galeony : 715
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 717
http://www.czarodzieje.org/t17075-nathaniel-bloodworth#476657
http://www.czarodzieje.org/t17079-nathaniel-bloodworth
http://www.czarodzieje.org/t17080-nathaniel-bloodworth#476778
http://www.czarodzieje.org/t17070-nathaniel-bloodworth
Mamy do pogadania QzgSDG8




Moderator




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyPon Lip 08 2019, 20:22

Nie miał serca powiedzieć jej, że wolałby, aby następnym razem zwyczajnie nie wtrącała się w sprawy, które nie muszą jej dotyczyć. Rozumiał jej potrzebę chronienia go, ale i wiedział, że w innej sytuacji mogłaby przeszkodzić mu bardziej niż pomóc. Miał oczywiście nadzieję, że nie przyjdzie im wspólnie mierzyć się z kimkolwiek więcej, bo i czemu miałoby tak być – czasy w jakich przyszło im żyć były raczej spokojne, wolne od wojny i nieprzerwanej walki, oni zaś nie włóczyli się w miejscach, w których nietrudno było o kłopoty – w każdym razie nie we dwójkę, bo samotnie pojawiał się w przeróżnych częściach Londynu. Przemilczał więc jej odpowiedź, w myślach stwierdzając, że nie ma nawet takiej opcji, by pozwoliłby jej ingerować w tego typu sytuacje. Nie powiedział tego na głos, bo aż za dobrze znał jej upór wzmacniany dodatkowo nastoletnim, buntowniczym spojrzeniem na świat.
Spodziewał się co usłyszy już w momencie kiedy zobaczył jej niezadowoloną minę; przewrócił oczyma i pokręcił głową.
Wszystkie rodziny je mają, nie jesteśmy w tej kwestii wyjątkiem. To jest cena za wszystkie wygody jakich doświadczamy i uważam, że wcale nie jest zawyżona. — z przerażeniem odkrył, że zabrzmiał dokładnie jak jego ojciec, różniąc się od niego jedynie krztyną ciepła bijącą z tonu głosu. Christopher Bloodworth nie miał w sobie niczego ponad zimno. Najbardziej szokujące było jednak to, że wcale nie kłamał – z wiekiem coraz lepiej pojmował jak działa świat i w rzeczywistości czystokrwistych rodów odnajdywał się bez najmniejszego problemu. Lubił wiążące się z pochodzeniem poczucie wyższości, której nikt nie próbował nawet podważać; było mu z tym do twarzy, wiedział o tym aż za dobrze. Mimo to nigdy nie chciał być podobnym do ojca... czyżby w niedalekiej przyszłości miał zadecydować czy wybiera wygodne życie, czy ideały, które przed latami były znacznie wyraźniejsze, a teraz jakby się... zacierały?
Pytania Gabrielle jeszcze bardziej zbiły go z tropu, choć niosły ze sobą nie strach, a zalążek złości. Przygryzł wargę, by nie powiedzieć nic nieplanowanego i uciekł wzrokiem w bok. Tym właśnie był? Marionetką?
Chyba tak.
Nie miał wyjścia, prawda?
Czy gdyby Alicia... gdyby wciąż żyła, czy byłby innym człowiekiem?
Merlinie, nie potrafił zliczyć jak wiele razy się nad tym zastanawiał; modlił się by tak było... bo to znaczyłoby, że to nie on jest tym złym, że po prostu los zakpił sobie z jego życiowych planów, staczając go na samo dno.
Wiesz co? W Twoim wieku byłem zupełnie jak Ty... wszystko wydaje się takie proste, prawda? Pewnie dziwisz się, że jesteś jedyną osobą, która widzi proste rozwiązania dla wszystkich naszych problemów. Kiedyś zrozumiesz. — nie potrafił wyzbyć się irytacji, jaka rozbrzmiała w jego tonie. Zbył ją nieco zwrotem, który jego samego doprowadzał niegdyś do szału. „Kiedyś zrozumiesz” – czyli kiedy? Wiedział jednak, że nie potrafiłby jej tego wyjaśnić, a i ona nie chciałaby tego zrozumieć. Jeszcze nie... może kiedyś? Kto wie.
Skinął głową, wstał i poszedł do otwartej na salon kuchni kiedy poprosiła go o coś do picia. Zrozumiał o co jej chodzi, pojął to bez żadnego opóźnienia. Otworzył szafkę, w której trzymał whisky, lecz zawahał się przez moment; miała szesnaście lat, do licha ciężkiego. Powinien poić ją tak mocnym alkoholem? Gdyby przyszła do niego z większymi problemami, prawdopodobnie nie zastanawiałby się nad tym długo, będąc rzecz jasna zdania, że bursztynowy płyn leczy wszystkie problemy (jeśli na jego jeszcze nie działał to tylko dlatego, że wypił go jeszcze zbyt mało...); teraz jednak zamknął szafkę i schylił się do innej, wyjmując z niej po chwili butelkę różowego wina z winnicy ich dziadków. Otworzył ją za pomocą różdżki i przelał do dwóch kieliszków, a wracając podał jej jeden z nich wprost do ręki.
Siadając, wypuścił dym z popalanego przez cały ten czas papierosa, po czym upił łyk dobrze znanego mu wina.
Porozmawiam z matką i wszystko się wyjaśni, zobaczysz. — wyglądał jakby miał w końcu nieco się rozluźnić i zwyczajnie cieszyć towarzystwem kuzynki, kiedy o czymś sobie przypomniał. — Mam coś dla Ciebie, ale zamknij oczy. — uśmiechnął się do niej, przywołując z kieszeni płaszcza małe pudełeczko. Jeśli mu na to pozwoliła, wstał i podszedł do niej od tyłu, odgarnął złote kosmyki z karku i zapiął na jej szyi złoty wisiorek z niewielką przywieszką w kształcie pszczoły. Skromny, choć wykonany z dużą szczegółowością.

______________________

Je parvins à faire s'évanouir dans mon esprit toute l'espérance humaine. Sur toute joie pour l'étrangler j'ai fait le bond sourd de la bête féroce.
Le malheur a été mon dieu. Je me suis allongé dans la boue. Je me suis séché à l'air du crime. Et j'ai joué de bons tours à la folie.
Et le printemps m'a apporté l'affreux rire de l'idiot.
Powrót do góry Go down


Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach, tatuaż kwiatu niezapominajki na prawym obojczyku
Galeony : 512
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 610
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Mamy do pogadania QzgSDG8




Gracz




Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania EmptyPon Lip 08 2019, 22:29

Nie skomentował wypowiedzianego przez blondynkę zapewnienia, doskonale znając jej upór wolał przemilczeć owe słowa, aby przypadkiem nie doprowadzić to zaciekłej dyskusji w trakcie której na jego jedno słowo, Gabrielle miała dziesięć swoich. Ona w przeciwieństwie do młodego mężczyzny nie miała pewności, co do tego, że świat jest bezpieczny. Wciąż po ziemi chodziły istoty, będące większym zagrożeniem niż mogli przypuszczać, nawet blondynka z uroczej nastolatki zmienić mogła się w potwora pragnącego zniszczyć każdego mężczyznę, który stanie na jej drodze. Nadal na koniuszku języka czuła smak żądzy, która zrodziła się w niej, w momencie, kiedy poczuła, że ma władzę nad tamtym mężczyzną. Było to uczucie tak owładniające i ujmujące, iż ciężko było jej zachować trzeźwość umysłu. Nie była teraz w stanie określić, co lub kto sprawił, że ostatecznie wycofała się, porzucając myśl o zemście.
Odpowiedź Nathaniela w żaden sposób nie działa kojąco na budzącą się w blondynce potrzebę buntu przeciwko temu do czego on sam został zmuszony. Mimowolnie wywróciła oczami słysząc niepochlebną opinie na temat rodziny. Nigdy nie uważała swoich bliskich za osoby święte, wątpiła by istniała na świecie osoba czysta niczym łza, wszakże każdy miał coś za uszami, jednak nigdy nie przypuszczała, że jej bliscy zniżą się do takiego poziomu, aby wykorzystywać młodsze pokolenie.
Po części nie potrafiła zrozumieć biernej postawy kuzyna, który jeszcze kilka lat temu sam uczył ją, iż widząc coś, z czym się nie godzi powinna reagować. Czyżby wraz z upływem lat zatracił on w sobie tą, jakby się wydawało - fundamentalną zasadę? Brzmiał zupełnie, jak jego własny ojciec, skrzywiła się znacznie słysząc ten protekcjonalny ton głosu, w którym usłyszeć mogła ciepły baryton ukochanego kuzyna. Mimo wszystko jasno dawał jej do zrozumienia, że jest zbyt młoda, aby pojąć to, co on już zdążył odkryć i zaakceptować.
- To tylko twoje zdanie, moje jest zgoła odmienne - oznajmiła z wyraźnie słyszalnym w tonie głosu buntem. Nie mogła pojąć, a przynajmniej jeszcze teraz posiadając zbyt małą wiedzę, dlaczego Nathaniel stał się właśnie taki. Poddańczy. Był w jakiś sposób zależny od rodziny, zaś Gabrielle odnosiła wrażenie, że wcale mu to nie przeszkadza. Ona sama nie mogła wyobrazić sobie, jak obiera podobne stanowisko, wtedy stałaby się zupełnie kimś innym. Nie potrafiłby spojrzeć na siebie w lustrze.
Panienka Levasseur nie była świadoma, jak wiele kryje się za postawą Nathaniela, widząc jedynie to, co chciał on, bo tak było lepiej - oczywiście jedynie w jego mniemaniu.
- Kiedyś zrozumiesz - powtórzyła za nim, oczywiście przedrzeźniając jego pełen irytacji głos - Czy ty siebie słyszysz? Wciąż traktujesz mnie jak dziecko, którym już nie jestem - oznajmiła czując, jak ponownie wzbiera w niej złość. Nie chcąc by całkowicie nad nią ponownie zapanowała przymknęła oczy, zaciągając się powietrzem, w którym wyraźnie wyczuć można było dym papierosowy oraz nutę mięty wymieszaną z czymś ostrym.
Kiedy przystał na jej propozycję rozluźniła się delikatnie, nie zdając sobie nawet sprawy, że przez cały ten czas nadal miała spięte mięśnie. Czekała na kolanie wystukując tylko sobie znany rytm, starając się zachować spokój. Nie zniosłaby kolejnej kłótni z kuzynem, jednak temat który obrali w ich przypadku stanowił nie lada wyzwanie i tylko chwila strachu wywołana odkryciem przez nich dokonanym sprawiła, że znaleźli się bliżej siebie. Chciała uwierzyć w to, co mówił, bardzo chciała wierzyć, że to tylko ich głupie pomysły, które przez przypadek wpadają do głowy, zupełnie jakby na świcie mało było problemów - musieli je stwarzać sami.
Chwyciła lampkę wypełnioną do połowy różową cieczą w dłoń, zakręciła delikatnie szkłem, by sekundę później uszczknąć z jego mały łyczek. Skrzywiła się znacznie czując na języku cierpkość wina oraz ostry smak alkoholu. Kolejne słowa opuszczające usta Nathaniela zaskoczyły ją, lecz posłusznie przymknęła powieki. Nim minęły kolejne sekundy usłyszała ruch, a później poczuła ciało bruneta przy swoim. Zaskoczona jego bliskością wstrzymała oddech. Otworzyła oczy, kiedy na szyi poczuła ciężar, spojrzała w dół dostrzegając piękną zawieszkę na złotym łańcuszku w kształcie pszczoły.
- O boże! Jest taki piękny, dziękuję! - wręcz krzyknęła rzucając się na niego, po czym mocno przytuliła. Zupełnie zapomniała o trzymanym w dłoni kieliszku, którego zawartość ostatecznie wylądowała na jej sukience.
- O nie- warknęła zdenerwowana, lecz zignorowała ten fakt.
- Też mam coś dla ciebie, kupiłam to podczas wycieczki, mam nadzieję że Ci się spodoba - oznajmiła, wyciągając mały pakunek zawierający Mjolner, po czym podała go chłopakowi.




Temat do zamknięcia
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Mamy do pogadania QzgSDG8








Mamy do pogadania Empty


PisanieTemat: Re: Mamy do pogadania   Mamy do pogadania Empty

Powrót do góry Go down
 

Mamy do pogadania

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Mamy do pogadania QCuY7ok :: 
retrospekcje
-