Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kutry rybackie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Holden A. Thatcher II

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 469
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 773
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Kutry rybackie   Nie Mar 10 2019, 14:41


Kutry rybackie


Na jednej z dość rozległych plaż znajduje się wioska rybacka, przy której stacjonują magiczne kutry krasnoludów. Chociaż z daleka wydają się niewielkie, w rzeczywistości są w stanie pomieścić sporą ilość ludzi, co też ułatwia łowienie ryb. Zaopatrzone są w magiczne sieci moczone w eliksirach przywołujących magiczne stworzenia, dzięki czemu połów huska jest tu wyjątkowo dobry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Czarodziejowa Dusza

Nieokreślony
Galeony : 274
  Liczba postów : 216
http://www.czarodzieje.org/t10816-czarodziejowa-poczta




Specjalny






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Nie Mar 10 2019, 14:48

Większość ludzi myśląc o krasnoludach, od razu kojarzy ich ze znajdującą się w okolicy kopalnią. Część z nich woli jednak wypływać w morze, by złowić jak najlepsze ryby dla wykarmienia pozostałych. Nie jest to łatwe zadanie, zwłaszcza zimą, gdy pogoda bywa zwodnicza, ale są na tyle odważni, aby nie bać się każdego wyzwania. Z racji dość przystępnej pogody, zdecydowali się zabrać turystów z Wielkiej Brytanii ze sobą, by pokazać im, w jaki sposób łowią i oprawiają ryby. Kolejnym pomysłem jest nauczenie ich przyrządzania słynnej, islandzkiej zupy z huska, którą – zdaniem krasnoludów – docenią wyłącznie wtedy, gdy przekonają się, jak ciężko jest zdobyć do niej składniki.
Kiedy zebrał się na plaży dość spory tłum, jeden z krasnoludów zaprosił wszystkich na pokład sporego kutra rybackiego.
- Ja nazywam się Fredor – zaczął bez ogródek, nie witając się z nikim. Ubrany był w śliski płaszcz, który prawdopodobnie wzmacniał jego odporność na wilgoć. – To są Havorel i Hertarr. Pokażą wam, jak się łowi ryby, a potem przyjdziecie do mnie, żeby nauczyć się, jak się oprawia skorpeny i huski.
Wycofał się do tyłu, a przewodzenie grupą przejęli pozostali dwaj. Ten wskazany przy imieniu Hertarr zaczął rozdawać wszystkim kije i żyłki, do których były już przymocowane kolorowe przynęty.
- Dostajecie właśnie magiczne wędki – mówił Havorel, opierając się o skrzynię wypełnioną lodem, zapewne przeznaczoną na złowione ryby. – Cała idea polega na tym, żeby przywiązać odpowiednio żyłkę. Przynęty nasączyliśmy specjalnym eliksirem, który ma przyciągać wyłącznie magiczne ryby, z których można przyrządzić zupę rybną.
Havorel pokazał wszystkim, jak w odpowiedni sposób przymocować żyłkę, co nie było wybitnie trudnym zadaniem. Większość grupy poradziła sobie bezbłędnie, więc krasnolud mógł im pokazać, jak zarzucić wędką, by przynęta wylądowała jak najdalej w wodzie. Uczestnicy połowu ryb ustawili się w wybranych przez siebie miejscach.

Ważne: Na tym etapie możecie nie decydować się na łowienie ryby, a od razu na kradzież, jednak wiąże się to z otrzymaniem zerowej ilości punktów za pierwsze zadanie. Jest to dobrowolne, nawet w przypadku kostki, kiedy nie udaje Ci się złowić żadnej ryby. Po zdobyciu takowej przechodzicie do etapu filetowania, który wygląda inaczej w przypadku huska, a inaczej w przypadku skorpeny. Jako że huski nie są jedynymi rybami magicznymi, które żyją w tych wodach, rzucacie także kostką na to, którą z nich złowiliście. Możecie opisać wszystko w jednym lub kilku postach, według uznania, ale musicie się wyrobić do końca ustalonego czasu. Nie ma przerzutów, bo raczej nikt nie ma zbyt wielu pkt z gotowania, ale postaram się wykorzystać inne umiejętności. Ze względu na moją nieobecność macie czas do 20 marca na obydwa etapy. W razie wątpliwości pytania kierujcie do @Holden A. Thatcher II na gg (mam w profilu), ale nie mogę obiecać, że odpowiem od razu, bo Internet mam tylko w hotelu.

Łowienie ryb:
 

Gatunek ryby:
 

Kradzież ryby:
 

Gdy wszyscy posiadają już ryby, Fredor nakazał im zbliżyć się do specjalnych, metalowych stołów, przygotowanych i przymocowanych na pokładzie specjalnie dla nich.
- Wszystkie ryby są przez nas zabijane, więc tym nie musicie się już martwić. Magiczne noże bywają zwodnicze, kiedy same chcą wykonać za nas zadanie – stwierdził, trzymając w rękach swoje narzędzie. – Dlatego też pracujemy na tych zwykłych, ponieważ obchodzenie się z rybą wymaga wyjątkowej precyzji.
Mówiąc to, pokazał wszystkim na rybie husk, jak dokładnie zdjąć z niej wszystkie łuski. Poszło mu to wyjątkowo szybko, więc sięgnął do skrzyni z lodem po kolejną i zaprezentował wszystko jeszcze raz, dużo wolniej.
- Husk ma to do siebie, że jego ości rozpuszczają się na etapie podgrzewania, dlatego tak bardzo cenimy sobie te ryby. Skorpeny są jednak równie wyjątkowe w smaku, ale nie tak łatwe do przyrządzenia, ponieważ trzeba się pozbyć wszystkiego z jej wnętrza.
Tym razem wziął do ręki drugą z ryb i po zdjęciu z niej łusek, dzięki czemu turyści mogli przyjrzeć się temu jeszcze raz, pokazał im, jak kilkoma cięciami można filetować skorpenę, bez większego wysiłku pozbywając się ości.
- W razie wątpliwości możecie pytać mnie, lub Hertarra, który też zna się na przyrządzaniu ryb.

Oporządzanie ryby:
 

Kod:
<zg>Łowienie ryby:</zg> kostka
<zg>Kradzież ryby:</zg> jeśli się decydujesz, kostka
<zg>Gatunek ryby:</zg> skorpena/husk
<zg>Oporządzanie ryby:</zg> kostka
<zg>Punkty w rankingu:</zg> jak policzycie swoje wyniki, to będę wdzięczna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Hope

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 60
Dodatkowo : pół-wil
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t17140-lucas-hope-budowa
http://www.czarodzieje.org/t17143-przyjme-kazdego#478525
http://www.czarodzieje.org/t17142-lucas-hope#478521
http://www.czarodzieje.org/t17139-lucas-hope




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Nie Mar 10 2019, 16:18

Ubrany w gruby płaszcz by nie zmarznąć wraz z grupą innych czarodziejów wkroczyłem na kuter. Z uwagą godną krukona słuchałem i obserwowałem co robi Havorel. Nie wydawało się to zbyt trudne i kiedy tylko miałem okazję zaczepić żyłkę na wędce przekonałem się że naprawdę jest to łatwe. Łowienie ryb też poszło mi nader łatwo. W dość krótkim czasie złowiłem jednego huska i kiedy zorientowałem się że nam jeszcze trochę czasu ponownie zacząłem łowić. Znowu udało mi się wyłowić huska choć mniejszego od tego którego wyłowiłem jako pierwszego.
-Ktoś potrzebuje ryby?- Rzuciłem w kierunku czarodziejów i czarodziejek z olśniewającym uśmiechem i wyciągniętą w ich stronę rybą. Gdyby ktoś chciał miałem zamiar bez problemowo komuś ją oddać. Jeśli jednak nikt by jej nie chciał zatrzymałbym ją dla siebie i prawdopodobnie po wszystkim po prostu za wiózł do domu. Kiedy już wszyscy skończyli łowić można było przejść dalej czyli do oporządzania ryby. To już wydawało się trudne choć oni krasnoludy robiły to z taką łatwością. Odetchnąłem z ulgą na myśl że nie mam skorpeny. Na pierwszy raz byłavmby zdecydowanie za trudna do oporządzenia. W końcu mogliśmy przejść do działania. Przez tępy nóż zeskrobanie łusek z tej pięknej ryby było istną katorgą jednak obyło się bez tracenia bądź ranienia palców. Z już gołą rybą czekałem na to co będzie dalej.

//Kto chce nie złowił ryby a nie chce kraść może wziąć huska

Łowienie ryby: 6
Kradzież ryby: brak
Gatunek ryby: husk i husk
Oporządzanie ryby: 1
Punkty w rankingu: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1972
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1666
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Nie Mar 10 2019, 18:50

SPOILER ALERT! LEO JEST NIEDŹWIEDZIEM!

Spontaniczność Leonardo zwykła objawiać się w niezbyt pozytywnym sensie. Kierowały nim dobre chęci, kiedy przerywał własne ferie w Meksyku na rzecz odwiedzenia przyjaciółki - po otrzymaniu niepokojącego listu od @Hemah E. L. Peril nawet się nie zastanawiał, łapiąc pierwszego świstoklika do Hogsmeade. Niezbyt nawet Gryfonce tłumaczył swoje plany i, pogrążony w trosce, po prostu kazał jej się spakować i tyle. Bądź co bądź, nie zamierzał jej pozwolić na zamartwianie się jakimiś dziwnymi pogróżkami... a jeśli coś miało pomóc na takie głupoty, to był to własnie wyjazd. Hem zasługiwała na wakacje jak nikt inny. Leo bardzo szanował jej zaangażowanie w pracę (zwłaszcza w kontekście tego, że parała się sportem!), ale doskonale też wiedział, że w takich sytuacjach potrzeba jest ingerencja kogoś dodatkowego. Kogoś, kto nie ma problemu poświęcić kilka dni (godzin?) na pobyt na Islandii.
- LEKCJA GOTOWANIA - zagrzmiał, chyba wywołując jakieś drobne drgania w pobliskiej kopalni. Leo podekscytował się bardzo szybko, bo kiedy tylko wylądowali w pobliżu stołów krasnoludzkiej osady, to doszły ich wieści o zaplanowanych zajęciach. Jedyny problem polegał na tym, że Vin-Eurico w całej tej swojej spontaniczności zapomniał o tym, że torbę przepełnioną ma ubraniami letnimi, cienkimi... I chociaż początkowo kompletnie nie chciał ryzykować z zaklęciami, to ostatecznie musiał machnąć różdżką i przetestować własne zdolności transmutacyjne.
- O, patrz, działa - trajkotał, łamiąc angielski jeszcze bardziej niż zwykle - ot, potrzebował chwili na powrót do tego jakże miękkiego języka. Nie miał wielkiego pola do popisu z tak ograniczoną ilością materiału, ale jednak zamiast t-shirtów miał sweter, a zamiast koszuli - kurtkę. - Jeszcze zaklęcie ogrzewające i będzie super... dobra, dam radę. Damy radę. ¡Vámonos! W sumie jestem tego całkiem ciekawy... Mają tutaj fajne rybki, to może wyjść- bo nie wiem czy wiesz? W sensie, o stworzeniach z tej okolicy? Ayyy, Perla, mógłbym opowiadać i opowiadać... pero no... Znaczy jak chcesz, to wiesz. Ogólnie myślałem, żeby sobie tutaj wpaść pod koniec ferii, bo jednak ISLANDIA, nie? Ale to nawet lepiej, że teraz. Pójdziemy sobie razem pogotować - i gadał dalej zawzięcie, brnąc w kierunku, który wskazał jakiś krasnolud (wyraźnie przestraszony wzrostem przybysza). Leo nie pokusił się na zaklęcie ogrzewające, ale skrzętnie skrywał fakt, że najzwyczajniej w świecie jest mu zimno. Gadał namiętnie, przyciągając Hem do siebie i prowadząc u swego boku; stęsknił się. - Trzeba będzie się zorientować, co tu jeszcze fajnego mają... Obawiam się, że do kopalni mnie nie wpuszczą, a nie wziąłem eliksiru wzrostu- no nic, pokombinujemy.
Ledwie dotarli w pobliże kutra rybackiego, kiedy Leonardo wpadł do głowy kolejny - spontaniczny - pomysł. Warto dodać, że wcale się nie zastanawiał nad słusznością własnych postępowań. Skoro było mu zimno, to potrzebował futra... a skoro mieli łowić, to czy ktokolwiek poradziłby sobie lepiej od niedźwiedzia?
- To co, powtórka z rozrywki? Wskakujesz? - Odsunął się, by przybrać animagiczną formę. Otrząsnął się, stając pewniej na wielkich łapach i dopiero potem mruknął zachęcająco, pochylając lekko przed Gryfonką. Wierzył w jej zdolności dyplomacji, dzięki którym miała zapewnić krasnoludy na kutrze o kompletnym braku niebezpieczeństwa.
Taki misiaczek, nie?

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 469
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 254
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Pią Mar 15 2019, 00:07

Spośród wszystkich Swansea, którzy zlecieli się na Islandię, Billie była tą, którą najlepiej było mieć u swojego boku w czasie lekcji gotowania. Jego siostra... cóż, gotowała najsmaczniej w chwilach gdy jedynie podawała mu potrzebne składniki, a o Cassiusie nie chciał nawet myśleć. Zresztą to nie talent kulinarny sprawiał, że zaprosił ją na te osobliwe zajęcia – kierowała nim zwykła chęć spędzenia z nią czasu, tego bowiem nie miał ostatnio dla niej zbyt wiele. Wcześniej nieszczęśliwe wypadki non stop przykuwały go do szpitalnego łóżka, natomiast w czasie ferii zdawał się zupełnie zatracać w samotnych spacerach z aparatem obowiązkowo uwieszonym przy szyi. Zapominał wówczas o całym świecie, skupiał się na swoich myślach, na otaczającym go krajobrazie, na przepełnionym perfekcją, setnym z kolei uchwyconym kadrze.
Powinienem wziąć aparat? – zastanawiał się na głos, jedną ręką drapiąc się po platynowej czuprynie, drugą natomiast trzymając ukochany sprzęt na wysokości oczu. Byli w swoim łabędzim, jak zwykł nazywać go w myślach, domku i właśnie szykowali się do wyjścia. W końcu odłożył go z powrotem na szafeczkę, kręcąc nieznacznie głową. – Nie, boję się, że wyląduje w zupie. Gotowa? Chodźmy. – naciągnął na głowę czapkę, uśmiechnął się do kuzynki i poprowadził ją wpierw na zewnątrz, a potem prosto na plażę, na której miało odbyć się spotkanie. Przez moment zastanawiał się czy aby nie pomylił drogi, ale dzielnie robił dobrą minę do złej gry; prawdę powiedziawszy, zależało mu na tym by pokazać się z jak najlepszej strony i zaskarbić sobie sympatię, którą przecież i tak hojnie go obdarzała. Po części – być może nawet nieświadomie – próbował rywalizować z Cassiusem, w którego to mała Krukoneczka wpatrywała się jak w obrazek. Czyżby odnalazł w sobie cień zazdrości? Najwyraźniej. Widząc grupkę ludzi zbierającą się powoli na plaży, odetchnął z ulgą – udało mu się doprowadzić ich do celu i nie zbłaźnić się już na samym początku. Zabawnie zmarszczył nos, czując nieprzyjemny zapach ryby i rozejrzał się wokoło, poniekąd żałując, że jednak nie wziął aparatu. Z drugiej strony – czy mając go przy sobie, byłby zdolny do skupienia się na czekającym go zadaniu? Naciągnął czapkę na uszy i potarł przyodziane w rękawiczki dłonie.
Sam nie wiem czy przekonuje mnie to własnoręczne pozyskiwanie składników... Łowiłaś kiedykolwiek ryby? Zawsze myślałem, że to się robi różdżką, czy coś... – powiedział na tyle cicho, by tylko Billie była w stanie go usłyszeć. Marudził niby na trudy łowienia ryb, ale prawda była taka, że zdał sobie właśnie sprawę jak blisko wody muszą podejść, aby w ogóle zarzucić wędkę. Nie czuł się z tym komfortowo i nieświadomie marszczył brwi, zerkając nerwowo w stronę wody. Przyjął od krasnoluda wędkę złożoną z dwóch części i zawiązał żyłkę wokół kijka, starając się przy tym wyglądać jakby wiedział co robi. Wyszło całkiem nieźle, pociągnął na próbę i nie wyglądało na to, by miała się rozwiązać.
Pomóc... – zaczął i dopiero teraz spojrzał na kuzynkę. Wcale nie szło jej gorzej, wręcz przeciwnie – powiedziałby wręcz, że jej żyłka była zawiązana na o wiele solidniejszy supełek. Czy reszta Swansea będzie skłonna uznać robienie wędek za formę sztuki? – Ci...? – dodał i roześmiał się pod nosem. Zdolna bestyjka. Skoro oboje mieli gotowy sprzęt, nie pozostawało im nic innego, jak zająć odpowiednie miejsca i zarzucić wędkę.
Banalne, nieprawdaż?
Westchnął bezgłośnie i mimo swojej niechęci zrobił co było trzeba – zbliżył się do wody na o wiele mniejszą odległość niż życzył by sobie tego w każdej innej sytuacji. Elaine dostałaby chyba zawału serca, on jednak nie przejawiał aż tak dużego lęku; jedynie niepokój, rzeźbiący poziome zmarszczki na zmartwionym czole. Miał ochotę odwracać wzrok, a jednocześnie musiał patrzeć czy coś przypadkiem nie bierze. Bliskość morza i jego zapach przyprawiały go o mdłości, uniemożliwiając pełne skupienie się na łowieniu ryb.

Łowienie ryby: 2
Gatunek ryby: husk
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hemah E. L. Peril

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 501
  Liczba postów : 206
http://www.czarodzieje.org/t16565-help-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16591-do-you-need-help#458347
http://www.czarodzieje.org/t16590-help-me-mr-postman#458344
http://www.czarodzieje.org/t16566-help-budowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Sob Mar 16 2019, 22:22

Leo może nie miał problemu spędzić odrobiny czasu na Islandii, jednak dziewczyna posiadała pewne wątpliwości. Z drugiej strony, to tylko parę godzin. Trochę pospacerują, zwiedzą kopalnię, wpadną do sklepu i zrobią szybkie zakupy. Przyjemne wyjście, aby odpocząć psychicznie. Szybko więc przekonał ją do złapania najbliższego świstoklika.
- Magia zabija trochę przyjemność z podróży - stwierdziła, poprawiając włosy, kiedy już wylądowali. - Minuta i jesteś... A czasem podróż pociągiem czy lot samolotem są kwintesencją wycieczki - rzuciła, acz nie narzekała. Teraz liczy się oszczędność czasu, nie jej subiektywne komentarze.
Ona ubrała się ciepło. Tak, jak warunki tego wymagały. Nie dziwiła się, że Meksykanin pokpił sprawy odzienia. Wpadł do sypialni dziewcząt niczym do siebie - kolejny już raz, przez który Hem jęła się zastanawiać, czy aby nie nadużywa nowej władzy - po czym zaciągnął ją po świstoklik, zachwalając Islandię. I obiecując relaksującą kąpiel w gorących źródłach.
Perspektywa lekcji gotowania wywiała jej z głowy moczenie się w wodzie. Jakkolwiek miło i przyjemnie by to nie brzmiało, nic nie mogło równać się z możliwością gotowania prawdziwych, islandzkich dań. Gratka, którą nie pogardzi żaden kucharz, nieważne, czy profesjonalny, czy samozwańczy.
Zaśmiała się, słuchając monologu Leonardo. Nie zamierzała go nawet próbować zagłuszyć, chociaż miewała tendencje do gadulstwa sama w sobie. Ale teraz tylko chłonęła krajobrazy, zapachy i wrażenia, odpoczywając psychicznie.
- I po co ci to ubranie było, jak już jesteś miśkiem? - Wyciągnęła ręce, miętosząc jego uszy i drapiąc za nimi, po czym przytuliła się do futrzaka. Jak wielki, ciepły pluszak. Czułości nie trwały jednak długo. Trzeba było uspokoić krasnoludy, że to tylko animag. Może i Hem nie należała do mistrzów dyplomacji, a gospodarze patrzyli na nich podejrzliwie, w końcu pozwolono im odebrać swój przydział wędek i ruszyć na łowy.
Hem z przyjemnością chwyciła Leo za łopatkę i wybiła się mocno z ziemi, zgrabnie lądując na jego grzbiecie. Ale przepisowa pozycja szybko zmieniła się w leżenie na miśku. Odetchnęła i zapatrzyła się na morze, rozluźniając mięśnie, lekko uśmiechając.
- Domagam się kiedyś spaceru przez las na twoim grzbiecie... - Mruknęła rozbawiona, żyłka delikatnie poruszała się na wietrze. Obserwowała ją sennie, zanim jedna z mew nie przeleciała wyjątkowo nisko... I wyjątkowo śmierdząco nie uraczyła dziewczyny. Poderwała się niemal natychmiast.
- Ew! Cholerne ptaszysko! - Wyciągnęła różdżkę i rzuciła za nim Drętwotą, ale nie trafiła. Chyba szczęśliwie dla mewy. A potem wyczyściła się, niestety zapach dziewczyny nie opuścił. Jęła zawodzić smętnie.
- Jak nie jakieś koktajle na festiwalu, to ptasia kupa na feriach, ja się tak źle ubieram czy wręcz przeciwnie, świat chce mnie ujrzeć nago? - Spytała retorycznie, bo misiek i tak jej nie odpowie. - W lesie nie będzie srających po ludziach mew... - Dorzuciła, zanim zauważyła poruszenie przy wędce. Szarpnęła, zacinając sprawnie.
- Mam coś! Mam! - Siłowała się chwilę z rybą, wydostając ją dumna z wody. Leo miał rację, niezbyt znała się na tej florze i faunie, ale kto by nie słyszał o przysmakach islandzkich? Była nieco zawiedziona, że to nie husk. Mówi się trudno. - To jeszcze ty... - Ale Leo nie będzie łowił na wędkę z tymi łapami... Więc urwała przynętę z drugiej wędki i wrzuciła w wodę.
- Ciekawe, co przyjdzie - podrapała go znów za uchem, siedząc już prosto i tylko trzymając nogi tak, aby się nie zamoczyły.

Łowienie ryby: 2
Gatunek ryby: skorpena
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1972
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1666
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Sob Mar 16 2019, 23:04

LEO JEST NIEDŹWIEDZIEM!

Leo zgadzał się z tym, że magia zabijała uroki podróży. Była bardzo pomocna, zwłaszcza dla kogoś z podobnymi do niego upodobaniami - w końcu Vin-Eurico najchętniej poleciałby dosłownie wszędzie, rozpoczynając dzień od surfingu na wyspie Reunion, z przystankiem na paryskie śniadanko, a kończąc gdzieś w afrykańskich tropikach. Nie zmieniało to jednak faktu, że raz na jakiś czas lubił pozachwycać się pięknami również samej w sobie podróży. Nie bez powodu ciągnął kiedyś Ezrę z Meksyku do Puebli starym, telepiącym się busem. Miało to niepowtarzalny charakter, którego świstoklik nijak nie mógł oddać. Teraz jednak zależało im na czasie i Leonardo poważnie rozważał, czy na wieczór nie zabrać przyjaciółki jeszcze w inne miejsce, byle tylko trochę się zrelaksowała i odpoczęła. Inna sprawa, że ktoś tam już zdążył podopisywać ich do domków... ale to było zmartwienie na później.
Lubił misiowe czułości; lubił ogólnie czułości, wielką słabość wykazując kiedy chodziło o włosy. Hemah perfekcyjnie się wstrzeliła i Leo od razu pogratulował sobie w myślach cudownej decyzji o przemianie. Kiedy zabierała ręce, odruchowo podążył pyskiem za nimi i dopiero po chwili zorientował się, że jednak niezbyt wypada mu się kiziać, jak gdyby był szczeniakiem. Grzecznie dreptał za przyjaciółką, pozwalając jej pobawić się w dyplomatkę i czekając, aż w końcu wyruszą na wyprawę zwaną połowem.
Do spaceru nic nie miał, całkiem mu się nawet ten pomysł podobał - brzmiał ekscytująco, ale zarazem niezbyt niebezpiecznie. W końcu Hem miałaby obstawę w postaci miśka, a misiek miałby obstawę w postaci Hem. Wszystko zgrywało się perfekcyjnie, chociaż niedźwiedzie skinienie głową mogło być mało przekonujące. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło... w końcu wszyscy dobrze wiedzieli, że Leo wygada się za wszystkie czasy, kiedy już wróci do zmarzniętej ludzkiej postaci.
Ostrożnie położył się na deskach, tak by i jemu było nieco wygodniej. Gryfonka nie była ciężka, ale sterczenie w miejscu najzwyczajniej w świecie nudziło Leonardo. Zaraz i tak drgnął zaskoczony, bo dziewczyna zaczęła wyklinać jakieś ptaszysko, rzucać się po jego grzbiecie... i śmierdzieć. Meksykanin pociągnął nosem kilka razy za dużo, zaraz parskając z niezadowoleniem. Ostatecznie i tak przerodziło się to w pełen zachwytu pomruk, do którego nie trzeba było znać misiowego, żeby zrozumieć. Bardzo podobała mu się wizja zobaczenia Hem nago. Niestety temat zszedł na dalszy plan (och, Leo nie zapomni!), bo ważniejsza okazała się ryba.
Pachniała zdecydowanie lepiej od Hem.
Łowienie w niedźwiedziej postaci powinno być prostsze... ale Vin-Eurico nie odrobił pracy domowej i niezbyt wiedział, jak to powinno tak serio wyglądać. Długo ustawiał się tak, żeby w ogóle dosięgać do wody, a potem jeszcze dłużej się wahał. Ostatecznie było dużo chlapania, uderzania łapami w wodę i kłapania szczękami. Przynęta zgubiła się gdzieś w tym całym zamieszaniu i Meksykanin musiał pogodzić się z faktem okrutnej porażki - widowisko zrobił niezłe, ale pożądanego efektu nie osiągnął.
Pomrukiwał sobie pod nosem z wyraźnym niezadowoleniem, niosąc Hemah do jednego z metalowych stołów. Ją czekało oporządzanie, jego okrutna nuda... To jest, do momentu, w którym nie wymyślił subtelnego przekazania dziewczynie, żeby z niego zeszła. Jak już to zrobiła (nie, żeby wierzgał jak mustang, ale dość oczywiście gibał się, zsuwając ją z grzbietu), przemienił się w człowieka i zaklął w meksykańskim stylu. Z zimna i goryczy.
- Jakaś straszna lipa z tym wszystkim - poskarżył się, ocierając twarz, która była cała mokra po tych nieszczęsnych połowach. Znalazł jakiś stołeczek, więc zaraz przysunął go sobie pod tyłek, a potem pociągnął na siebie Hemah; potrzebował dodatkowego ogrzewania, więc mogła przynajmniej posiedzieć mu na kolanach, kiedy już tę swoją rybkę oporządzała. Rozpraszał tylko trochę, odwdzięczając się za mizianie. - W ogóle! Ja bardzo popieram kwestię nagości, tak na marginesie. Znaczy, nawet nie tyle co na marginesie, bo... bardzo. Ej, bo ja miałem mieć dzisiaj randkę, ale w końcu ją odwołałem, no bo napisałaś i nie chciałem nic mówić, ale tak sobie czułem, że to mój szczęśliwy dzień... no i może dobrze, że odwołałem, bo najwyraźniej złowić to ja nawet ryby nie umiem - skarżył się jej do ucha. - Znaczy ogólnie to bardzo dobrze, że odwołałem, bo się cieszę, że napisałaś. Niezbyt z powodu, dla którego napisałaś, ale napisałaś, a ja zawsze wolę z tob- ej, to co, widzimy się nago w lesie?

Łowienie: 1, nie mam niczego ._.

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Billie Jean

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 89
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t16782-sybille-j-swansea#471202
http://www.czarodzieje.org/t16921-i-told-you-my-name-was-billie-jean#471579
http://www.czarodzieje.org/t16920-nomeolvides
http://www.czarodzieje.org/t16904-billie-j-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Nie Mar 17 2019, 16:24

Bardzo cieszyła się na tę lekcję gotowania; poznanie tutejszej lokalnej kuchni stanowiło obowiązkowy punkt każdej takiej wycieczki. Jeszcze bardziej cieszyła się na myśl, że towarzyszyć miał jej jeden z ulubionych kuzynów.
- Wiesz, że w kuchni ciągle coś bucha i paruje, i okropnie brudzi? - zaśmiała się, spoglądając na chłopaka spod kurtyny włosów; lubiła nosić je rozpuszczone, nawet jeśli pod koniec dnia niejednokrotnie potem wyjmowała z nich drobne listki czy długo rozczesywała skołtunione przez wiatr kosmyki. Na lekcję gotowania potrzebowała jednak gumki - nikt przecież nie lubił odnajdywać w posiłku ludzkich tkanek, w jakiejkolwiek formie by nie były - lecz, jak to u Billie, najtrudniejsze w tym wszystkim okazało się jej odnalezienie. Potrzebowała przegrzebać trzy razy kieszonki bagażu, by w końcu odnaleźć gumkę, którą spięła włosy w ciasnego koka. - Gotowa! Jeśli zobaczymy tam coś szczególnie pięknego, to potem ci to narysuję - obiecała, odpowiadając mu szerokim uśmiechem i podążając za nim z pełnym zaufaniem, skoro tak chętnie przyjął na siebie rolę przewodnika. Billie nie była podejrzliwa wobec jego pobudek i nawet przez myśl jej nie przeszło, że kuzyn próbował jej zaimponować; Cassius poniekąd był doskonałym przykładem, że miłość Jean była bezinteresowna i rzadko kiedy szła w parze z rzeczywistymi zasługami. Choć i te miały być Krukonowi zapamiętane! Jean bardziej niż na zapachu, koncentrowała się na samej scenerii; magiczne kutry rybackie budziły w niej jednocześnie fascynację, jak i niepokój. Najwyraźniej niechęć do wody w rodzinie Swansea musiała mieć jakieś podłoże dziedziczne... Jeszcze jednak starała się o tym nie myśleć, wyłapując wzrokiem niecodzienny widok.
- Ojej, jaki śmieszny - skomentowała, pociągając kuzyna za rękaw i wskazując na @Leonardo O. Vin-Eurico w jego masywnej, niedźwiedziej postaci. Nie miała pojęcia, że pod zwierzęcą skórą kryła się ludzka dusza, jednak postać dziewczyny dosiadającej niedźwiedzia - lub w ty wypadku misia - utwierdzała w niej przekonanie, że nie stanowił tu dla nikogo zagrożenia.
- Mmm... nie, to będzie pierwszy raz. Ale jestem całkiem podekscytowana. To wszystko wygląda tak profesjonalnie... A jak sobie to wyobrażałeś? Accio ryba? - dopytała go, chichocząc pod nosem i wyobrażając sobie, jak pod wpływem zaklęcia z wody zaczynają wyskakiwać ryby. Tu trzeba było jednak się zastanowić, czy były zaliczane do istot tak prymitywnych, aby w ogóle czar miał prawo zadziałać. Poklepała starszego chłopaka po plecach, dodając mu otuchy - mieli cały czas pozostawać na pokładzie, więc nie było czego się bać.
Billie nie miała problemu z przygotowaniem sobie wędki; jej drobne palce z większą łatwością niż te Elijaha wykonały solidny supełek, który nie groził rozerwaniem nawet przy wyjątkowo ciężkiej zdobyczy. Zaśmiała się więc, czując się rozczulona postawą Elijaha, który zdawał się przybierać dla niej pozę starszego brata, a jednocześnie dumna, że potrafiła sobie poradzić samodzielnie.
Strach przed wodą u Billie wywodził się z przykrych doświadczeń z Red Rock, o których nie lubiła wspominać. Dopóki jednak była na powierzchni, dopóki nikt jej nie zmuszał do kąpieli w otwartych zbiornikach wodnych, potrafiła swój lęk pohamować. Tym bardziej, że Billie niegdyś przepadała za zapachem słonego, morskiego powietrza i wielką radość czerpała z zabaw w jeziorach. Dlatego też podejście blisko krawędzi w celu zarzucenia wędki nie stanowiło dla niej aż tak ogromnego problemu, jak dla Elio.
Wydawało jej się, że ledwie zarzuciła swoją wędkę, a już jakiś okaz ciągnął za przynętę. Billie zmarszczyła brwi w pełnym skupieniu, koniuszkiem języka nieświadomie dotykając prawego kącika ust i sprawnie ściągając do siebie żyłkę, na której końcu znajdował się okazały husk.
- Patrz, Eli, udało mi się - pochwaliła się, wyciągając rybę w jego stronę. Dużo ludzi jeszcze nie zdążyło nawet zabrać się za właściwy połów, więc Billie stwierdziła, że zarzuci wędkę ponownie. Tym razem ryba nie chciała tak szybko oddać się w ręce młodej adeptki sztuki łowienia, Billie miała jednak w sobie dużo cierpliwości - no i tak czy inaczej czekała na swojego kuzyna. Ostatecznie zdobycze ich dwójki okazały się być bardzo satysfakcjonujące, a Elijah nawet dostał bonus... Billie zmarszczyła nos, czując nieprzyjemny zapach, który koncentrował się na czubku czapki Krukona. - To na pewno na szczęście... - rzuciła pocieszająco, zaraz wspinając się na palce, chcąc zdjąć nakrycie głowy chłopaka. Cóż, wyczyszczenie jej na pewno miało być łatwiejsze niż gdyby trafiło na jego włosy...

Łowienie ryby: 6
Gatunek ryby: husk x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2448
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1943
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Pon Mar 18 2019, 13:06

Na gotowaniu pojawić się mógł wyłącznie w dobrym towarzystwie; wszyscy wiedzieli, że Clarke nijak nie był zainteresowany mieszaniem w garnkach, krojeniem warzyw na równą kosteczkę, a już w szczególności oporządzeniem ryb, których intensywny zapach przechodził nie tylko na dłonie, ale i całe ubrania. @Gabrielle Levasseur wcale nie była w tej parze lepszą połówką i być może dlatego Ezra bez dłuższego namysłu postanowił jej na tych zajęciach towarzyszyć; bez presji, bez zamartwiania się tym, jak wypadnie w jej oczach mogło to być niezwykle zabawne wydarzenie, a co więcej, ciekawe doświadczenie. A od takich drobnych, codziennych wyzwań Clarke nigdy nie stronił.
- Hej. - Trącił dziewczynę ramieniem, kiedy zbliżali się ku stacjonującym w wiosce rybackiej kutrom, chcąc pozyskać jej uwagę. W oczach Ezry błąkał się pomysł, choć jeszcze wyblakły i jakby niewykrystalizowany spośród innych myśli. - Robimy prywatne wyzwanie? Ja jestem okropny w gotowaniu i ty także, więc mamy równe szanse w przekonaniu się, kto jest większą kuchenną ofermą. - Odrobina rywalizacji nikomu w tym wypadku nie szkodziła, a na pewno mogła zdeterminować do pracy. - A kto przegra, ten stawia obiad w miejscu wybranym przez wygranego, żeby zajeść czymś nasze porażki. Co ty na to? - zaproponował, tym samym obiecując jej swoje towarzystwo, jeśli po zajęciach wciąż miałaby na nie ochotę.
Powiódl wzrokiem po zebranych i Gabrielle, jeśli tylko zwracała w tym momencie na niego uwagę, mogła natychmiast zauważyć drobne, niechętne drgnięcie Ezrowej mimiki, gdy jego wzrok padł na @Leonardo O. Vin-Eurico, kryjącego się pod niedźwiedzim futrem. Przesadą byłoby powiedzenie, że Ezra się złościł, niewątpliwie jednak towarzyszył mu pewien niesmak i nawet zabawny widok, jakim była @Hemah E. L. Peril na jego grzbiecie, niewiele mógł pomóc. Odwrócił więc wzrok, zarzucając swobodnie rękę na ramiona Gabrielle, opuszkami palców wybijając rytm na jej ciele i zaraz się rozpogadzając.
- To nie wygląda na najbardziej fascynujące zajęcie na świecie - skomentował słowa krasnoluda w odrobinie marudnym tonie, przyjmując wędkę i sprawnie zaczepiając żyłkę. Naturalnie założył, że i jego towarzyszka sobie z tym zadaniem poradzi, więc on w tym czasie wybrał miejsce wyglądające na dogodne. Zarzucił wędkę i... I nic. Nic było dlugie i monotonne, dokładnie takie, jak przewidział Ezra. Zdążył przestąpić kilkanaście razy z nogi na nogę, usiąść i wstać, obejrzeć skupienie na twarzach najbliższych ludzi, po czym bezczynnie wgapiać się w morze poruszane łagodnymi pływami, a żadna ryba nawet nie zbliżyła się do niego. I oficjalnie jego cierpliwość chyliła się ku upadkowi. Kiedy nikt nie patrzył - lub Ezra sądził, że nikt nie patrzył - Clarke wyciągnął różdżkę i niewerbalnym zaklęciem przywołującym pomógł sobie w zdobyciu ryby. I cóż, że była to tylko skorpena? Lepsza była skorpena w garści niż husk w odmętach morza.
- I jak? Udało ci się skombinować rybę? - dopytał Gabrielle, wiedząc, że dziewczyna miała trudny początek.

Łowienie: 5, pomagam sobie zaklęciem
Ryba: skorpena
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hemah E. L. Peril

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 501
  Liczba postów : 206
http://www.czarodzieje.org/t16565-help-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16591-do-you-need-help#458347
http://www.czarodzieje.org/t16590-help-me-mr-postman#458344
http://www.czarodzieje.org/t16566-help-budowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Pon Mar 18 2019, 16:06

Zaczęła się śmiać, kiedy misiek uparcie próbował złapać rybę. Narobił więcej hałasu i bałaganu, niż to wszystko warte, ale przynajmniej wyglądało to zabawnie. I niewątpliwie zwracało uwagę. Wyłapała spojrzenie @Billie Jean i uśmiechnęła się do dziewczyny, unosząc rękę. Pomachała jej, zanim myślące drzewo, jakim był postawny Meksykanin, nie zaczęło rzucać tyłkiem na boki. Peril wyłapawszy sugestię, zsunęła się, aby zejść i pozwolić towarzyszowi na zmianę formy. Oraz narzekanie.
- Oh, zaraz lipa. Może nie jesteś dość dobry w misiowanie - rzuciła poprawiając lekko wilgotne włosy. Chociaż z pewnością Leo był bardziej mokry niż ona, to jasne kosmyki nadal zdążyły się zmierzwić. Chyba słone i wilgotne powietrze tuż nad morzem im nie służyło.
Nie miała nic przeciw wzięciu na kolana. Uznała to za rodzaj troski. Wszak wspólnie się szybciej ogrzeją. I Hem nie będzie musiała siedzieć na zimnym stołku. Nie odmrozi sobie tyłka.
Rzuciła rybę na stół i otarła ręce w szmatkę, zanim Leo nie zaczął gadać o odwołanej randce. Nie tylko jej się głupio zrobiło, ale też... Po prostu miło.
- Aw... Jesteś dla mnie jak taki opiekuńczy, starszy brat~ - przytuliła się do chłopaka, zanim nie usłyszała o byciu nago w lesie. A jego ręce nie powędrowały niekoniecznie tam, gdzie by Hem chciała. Sama rzucała wiele z dwuznacznych żartów. Nie miała nic przeciw bliskości i przytuleniu. Ale to już zaczynało przekraczać granice tylko humorystycznych tekstów i jej komfortu z własną fizycznością.
Odsunęła się nieco, łapiąc go na dłoń.
- Co? Nago w lesie? Chcesz się bawić w jakiegoś druida? - Rzuciła żartobliwie. Udaje, że nie zrozumiała czy naprawdę nie zrozumiała? Albo nie chce robić sceny na lekcji. Nie w związku z tym tematem. - W sumie na następny raz możemy przebrać się za druidkę z jej niedźwiedzim kompanem. Albo tego, beastmastera? Też by było zabawne. Dorobi Ci się coś na szyję i może pomaluje... - Ściągnęła sobie rękę Leo pod pretekstem odwrócenia się i zabrania za rybę. Schodzić mu z kolan jeszcze nie zeszła, chcąc sprawdzić, czy zrozumie aluzję i wycofa się za tę niewidzialną granicę strefy komfortu dziewczyny. Jeśli nie, po lekcji porozmawia z nim bardziej otwarcie.
Jakkolwiek nie chciała robić "dramy" z tym, jak Leo się zachowuje, nie miała oporów przed zrobieniem sceny na widok @Ezra T. Clarke. Szczególnie Ezry ubranego cóż... Ezrowo i obejmującego jakąś wyjątkowo ładną dziewczynę. Skoro on strzela pokazówki, ona też może.
- Oi! Ya old daft cow! - Rzuciła, machając mu ręką, w której trzymała nóż. Uśmiechała się przy tym. - All posh again, aren't ya? Just a dog's dinner like always. What's such a skive doin' 'ere?
Wyolbrzymiała. Czy raczej, wygłupiała się, celowo chcąc ponaśmiewać z Ezry. Użyła zatem typowo slangowych wyrażeń wypowiadanych z mocnym akcentem. A potem wróciła do filetowania ryby, rzucając pod nosem do Leo. A jak raz zaczęła w swoim slangu, potem zapominała wrócić do mowy zrozumiałej dla otoczenia.
- Did ya see 'im? Posh-tosh on a bloody boat. Aren't 'e scared wa'er will ruin 'is 'air? And that lass? What, is 'e tryin' to make you jealous? Twat waffle.
Starała się ściągnąć łuski i chociaż nie robiła tego pierwszy raz, bujający kuter i Leo wciąż ją przytulający wcale nie pomagały.
- Ah, thundercunt, I cocked up - skomentowała, kiedy zarzuciło łodzią i przypadkiem przebiła filet na wylot.

   Łowienie ryby: 2
   Kradzież ryby: ---
   Gatunek ryby: skorpena
   Oporządzanie ryby: 3
   Punkty w rankingu: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1972
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1666
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Pon Mar 18 2019, 16:29

Bardzo chciałby być dość dobry w misiowanie, ale do tego zapewne potrzebne było trochę więcej wprawy. Leonardo postanowił nieszczególnie przejmować się swoją porażką - miał więcej czasu na poświęcanie uwagi przyjaciółce! Czego może nie prezentował w sposób idealny, ale całkiem dla siebie typowy.
- ¡No mames! Nie nazywaj mnie bratem, bo mi potem żarty nie pasują - poskarżył się zaraz, chociaż w gruncie rzeczy był to cudowny komplement. Leo uwielbiał być starszym bratem, o kogokolwiek by nie chodziło - uwielbiał być tak postrzegany, ot co. Trochę większy problem pojawił się w momencie, w którym jego rodzona siostra nieco się odsunęła... Brak Dreamy notorycznie kopał w serducho i raczej nie było warto o tym przypominać.
Vin-Eurico zastukał lekko palcami w kolana Hemah, bo tam też się akurat znalazły; pozwolił jej również ująć się za dłoń. Granicę żartów miał nieco mocno przesuniętą, w dodatku chyba w każdym można było znaleźć odrobinę prawdy - cóż, nie wycofywałby się, gdyby Gryfonka rzeczywiście zorganizowała im roznegliżowaną leśną eskapadę. Miał jednak na tyle wyczucia, a przy tym i skierowanego do niej szacunku, żeby zwyczajnie obserwować jej reakcje (te mniej i bardziej widoczne), by w każdej chwili móc przestać. I teraz też grzecznie spotulniał, tylko przewracając oczami z uśmiechem dalej przyklejonym do ust. Chciał, żeby wiedziała, że żadnych złych intencji nie miał i przecież w życiu nie zrobiłby niczego, co mogłoby jakoś zaszkodzić ich przyjaźni.
Może trochę przesadzał, ale co się dziwić... Kiedy nie ma się wstydu i szacunku do samego siebie, żarty wprost nie mają końca!
- No, jeszcze się zobaczy... Zaraz wyjdzie, że jestem dla ciebie tylko maskotką, Perla. - I o kostiumach mógł gadać jeszcze długo, zwłaszcza w tak komfortowej pozycji. Teraz już tylko obejmował ją, luźno zwieszając ręce wokół jej talii - głowę podparł o jej ramię, spoglądając na wprawnie i żmudnie filetowaną rybę. Pewnie nie pomagał, ale dopóki nie zaczęła jawnie narzekać...
Drgnął z zaskoczeniem, jedynie dzięki Hem zauważając @Ezra T. Clarke; obrzucił go nieco dłuższym spojrzeniem, rozumiejąc jedynie jakiś niewielki ułamek krzyczanych przez Gryfonkę słów. Bardziej zainteresowany był śliczną towarzyszką Krukona. Nie żeby ogólnie jakoś go to wszystko obchodziło, bo przecież bardzo starał się nabrać dystansu.
- ¿Qué? Mów do mnie w języku, który zrozumiem... - I zaraz zmarszczył brwi, bo Hemah jeszcze nie znudziło się kodowanie wiadomości. I jak niektóre rzeczy rozumiał, tak cała reszta wydawała mu się bezsensowna... - Obrażasz go, czy- "cocked up"? No wiesz, po prostu cieszę się z twojej obecności... - Dodał, domyślając się, że ta fraza ma jakieś tajemne znaczenie, którego nijak nie dałoby się wywnioskować. Dźgnął lekko przyjaciółkę pod żebra, coby się ostatecznie opamiętała. W myślach nie czytał, a nawet jeśli - miałby problem z ich zrozumieniem.
Zaczekał, aż Hemah dokończy swoje maltretowanie ryby, a następnie zasugerował szybką zmianę lokalizacji. Z tego co zrozumiał, dalsza część zajęć miała odbyć się w kuchni... i to całkiem mu pasowało, bo islandzka pogoda przestawała mu pasować.
Zmarznięty Meksykanin to zły Meksykanin!

/zt x2

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 221
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 170
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Pon Mar 18 2019, 20:32

Na kilka minut przed rozpoczęciem zajęć z gotowania, Gabrielle nadal nie mogła uwierzyć, że dała się namówić na ten jakże irracjonalny pomysł – towarzyszenia Krukonowi. Teoretycznie przynależność panienki Levasseur do przedstawicielek płci pięknej zobowiązywało do posiadania minimalnej wiedzy w zakresie gotowania oraz umiejętności przygotowywania chociażby pięciu potraw, niestety ona była zaprzeczeniem wszystkiego. Jedynym daniem, które wychodziło jej perfekcyjnie – z niewielkimi tylko potknięciami – były tosty, a i te ostatnio miast w jej ustach wylądowały na ubraniu Williamsa. Mimowolnie uśmiechnęła się, kiedy myśli pognały w stronę uroczego Luke.
-Nadal nie jestem przekonana do tego pomysłu - oznajmiła na powitanie, lecz nie mogła powstrzymać uśmiechu błąkającego się na jej różowych ustach, który zawsze wywoływał widok Ezry.  Zaplątała drugą, żółtą gumkę na końcu ręcznie plecionego warkocza, nieliczne kosmyki włosów – zbyt krótkie, by mogła je wplątać – żyły własnym życiem, sprawiając, że fryzura (dobierane warkocze) nie wyglądały tak idealnie, co dodawało jej jedynie dziewczęcego uroku.  Ruszyły w stronę przystani, gdzie cumowały rybackie kutry, nie widać było wokół nich złowrogiej aury kojarzącego się Gab z przygodą we wraku statku wyrzuconego na piaszczysty brzeg Islandii, poczuła przeszywający ciało zimny dreszcz. Mocniej opatuliła się ciepłym szalikiem, zupełnie jakby morskie powietrze zbyt mocno smagało i tak czerwone od zimna policzki.
Uniosła prawą brew słysząc o wyzwaniu, początkowo z niedowierzaniem wpatrując się w chłopaka, jednak wizja rywalizacji, którą wręcz ubóstwiała była niezwykle kusząca. Uśmiechnęła się do niego szeroko, pokazując rząd białych zębów –Jestem za, ale… dodatkowo zabiera drugą osobę na najlepszą herbatę w Hogsmeade- – dodała, tym samym przyjmując zakład. Skierowała spojrzenie ponownie na kurty, prawy kącik ust blondynki unosił się do góry w zawadiackim uśmieszku. Nie mogła się doczekać, co wyniknie z ich prywatnej rywalizacji, choć już teraz była w stanie przewidzieć, że to ona przegra. W Isladnii szczęście zupełnie ją opuściło, tylko listy Juliana słodziły pechowe chwile, których przeżywała tu aż nadto.
Zmarszczyła nos widząc, jak zmienia się mimika twarzy Ezry, delikatne drgnięcie dla innych nie będące niczym szczególnym, ot zwykły skurcz mięśni, dla niej nie wróżył niczego dobrego. Mimowolnie przesunęła wzrokiem w stronę, gdzie zerkał. Cichy pisk zaskoczenia opuścił jej wargi, sama nie do końca była pewna czy został on wywołany widokiem niedźwiedzia czy świadomością, kto kryje się pod jego postacią. Ciężko orzec było również, kto w tym wypadku miał większego pecha – Krukon czy też ona, kiedy usłyszała jakże znajomy, wywołujący mieszankę złości oraz uniesienia głos Elijaha Swansea, będąc w towarzystwie Billie. Zatrzymała się w półkroku zaskoczona tym widokiem, jednakże ręka zarzucona na jej ramię, która przyjęła z wdzięcznością malującą się w zielonych tęczówkach zmusiła ją do parcia na przód.  W nieco nonszalancki sposób chwyciła jego dwa palce w swoją dłoń przyklejając do ust naturalny uśmiech.  Gra pozorów, którą na co dzień gardziła dla nich obojga wydawała się teraz najlepszym wyjściem z sytuacji.
Zadanie, które mieli do wykonania z pozoru wydawało się proste, większości szło sprawie. Gabrielle wiedziała na czym polega łowienie ryb, jej dziadek poddawał się tego rodzaju rozrywce w każdą niedziele, jednak wiedza ta w niczym jej nie pomogła. Nie wiedziała, czy to przesadna pewność siebie czy zwyczajny niefart spowodował, że gdy tylko zarzuciła wędkę żyłka się poluzowała, po czym zniknęła w odmętach wody.  Zła na siebie i cały świat ruszyła po dłuższym namyśle oraz kilku warknięciach pod nosem ruszyła do krasnoluda po kolejną żyłkę, dzięki której udałoby się jej zdobyć chociażby jedną rybę – na próżno.
-Wisisz mi obiad – oznajmiła wskazując palcem na drewniany kij pozbawiony żyłki. –Mój połów na dziś się… – nie dane było jej dokończyć, gdy powietrze przeszył okrzyk radości Billie. Gabrielle posłała w jej kierunku szeroki uśmiech wystawiając kciuk ku górze. Jej samej nie udało się zdobyć nawet jednego okazu, lecz cieszyła się udanym połowem przyjaciółki. -Gratulacje B.! - krzyknęła w stronę dziewczyny, po czym spojrzała błagalnie na Ezrę.
-Idziemy? - zapytała w drodze formalności.

Łowienie ryby: 1


Ostatnio zmieniony przez Gabrielle Levasseur dnia Pon Mar 18 2019, 20:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Emily Rowle

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 112
  Liczba postów : 372
http://www.czarodzieje.org/t15867-emily-rowle
http://www.czarodzieje.org/t15874-emily-rowle?highlight=Emily+Rowle
http://www.czarodzieje.org/t15996-sowa-emily-felicja#436128
http://www.czarodzieje.org/t15872-emily-rowle




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Pon Mar 18 2019, 20:39

Emily cieszyła się na lekcję gotowania do tego stopnia, że nawet nie odpuściła sobie tego etapu, chociaż z całą pewnością podchodziła do niego mniej entuzjastycznie. Nigdy nie łowiła ryb, a w razie wypadku na kutrze nawet nie umiała pływać. Skoro już jednak przyszła na miejsce zbiórki nie było zbyt zręcznie się wycofać, więc weszła na chwiejny pojazd i znalazła się akurat obok @Mefistofeles E. A. Nox. Miała nadzieje, że w razie czego ślizgon zauważy jak Rowle wpada do wody i zreflektuje się na tyle szybko, żeby ją ratować.
- Mam nadzieje, że na następnej lekcji gotowania nie będziemy sami polować na zwierzęta w zakazanym lesie - mruknęła trochę pod nosem, trochę do chłopaka, starając się zarzucić wędkę zgodnie z instrukcją. Przyszło jej do głowy, żeby poprosić ślizgona o złowienie dwóch, ale nie zamierzała wychodzić na nieporadną. To nie może być takie trudne, skoro wszyscy jakoś sobie radzą. - Nic się nie dzieje, przecież ryby nie są takie głupie, żeby pchać się do takiego hałasu... - zaczęła, ale przerwała, kiedy poczuła jak jej wędka ciągnie. Spanikowała w pierwszej chwili, mając nadzieje, że przez przypadek nie przeciągnie jej za burtę, ale nie było to tak ogromny ciężar, żeby miała się o co martwić. Udało jej się wyciągnąć niewielką rybę. Nie wyglądała na wyjątkowy okaz, ale była. To w tej chwili dla Emily było zupełnie wystarczające. Oporządzanie jej szło dziewczynie beznadziejnie. Naprawdę, trudno było znaleźć dla tego delikatniejsze określenie, ledwo ściągała te łuski i już czekała na część zajęć w bezpiecznej kuchni. Jedno szczęście, że jej ryba nie wymagała filetowania, więc nie zdążyła sobie zrobić większej krzywdy. Zerknęła na Mefa, obserwując jak jemu idą przygotowania.

Łowienie ryby: 3
Gatunek ryby: husk
Oporządzanie ryby: 1
Punkty w rankingu: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 686
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1920
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Pon Mar 18 2019, 22:14

Gotowanie raczej nie było wielką Mefistofelesową pasją, ale od tej czynności ciężko się zupełnie odizolować. W niektórych momentach wypadało wyjść naprzeciw takim niedogodnościom, jak próby stworzenia dania perfekcyjnego. W innych... w innych można było poświęcić więcej energii na samo łowienie ryb. Ten wstęp do gotowania skutecznie zachęcił Ślizgona, żeby nieco się ruszyć i, ostatecznie, wejść na pokład jednego z rybackich kutrów. Nie miał być to jego pierwszy raz z wędką, bo nie takie rzeczy się robiło podczas rodzinnych biwaków; i chociaż jego charakter cechował się szaleńczą zmiennością, to spokój (to jest, nuda) związany z połowem nie był mu straszny.
- Właśnie miałem mówić, że na to liczę - poinformował Emily, która zupełnie znikąd pojawiła się u jego boku. Nox uśmiechnął się lekko, zarzucając wędkę i dopiero potem pozerkując jak radzi sobie jego towarzyszka. Niezbyt miał nawet na to czas, bowiem niemal od razu okazało się, że ma niezłe branie... przynajmniej w przypadku ryb. - Czy ja wiem... Tylko nie wpadnij do wody, słońce. - Zajął się żyjątkiem, które wpadło mu w ręce. Zaraz później okazało się, że nie był to jego pierwszy husk - świetnie wykorzystał czas, łapiąc dodatkową rybkę. Potem mógł skinąć głową z uznaniem dla działań Emily i pochwalić się własnymi poczynaniami.
- Co za cholera tępa... - zdziwił się, mamrocząc pod nosem niezbyt przychylne wobec noża komentarze. Nie spodziewał się takich problemów przy oporządzaniu swoich zdobyczy, a jednak za cholerę mu to nie szło. W pewnym momencie przejechał ostrzem po wnętrzu dłoni, niby przypadkiem zsuwając je z ryby... i bez żalu przyjmując konsekwencje. Nóż nie był aż tak tępy, zatem rozcięcie dość szybko pokryło się krwią.
Koniec końców, Mefisto całkiem nieźle wyszedł na tym całym zadaniu.
- To co, kuchnia? - Zagadnął Emily, poprawiając pierścień Hannibala, który miał na palcu. Zranioną rękę schował za plecami, czekając aż magia zrobi swoje. Testowanie tej zabawki jeszcze mu się nie znudziło...

/zt x2

Łowienie ryby: 6
Kradzież ryby: -
Gatunek ryby: husk x2
Oporządzanie ryby: 1
Punkty w rankingu: 4

______________________


Got teeth like razor blades
And you know that we're out for blood.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 469
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 254
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Wto Mar 19 2019, 12:50

Nie miał pojęcia jak to możliwe, że w pierwszej chwili nie zauważył niedźwiedzia, a w każdym razie nie przykuł do niego odpowiedniej uwagi – może nazbyt zajęty był własnymi myślami, a może skupił się na słowach krasnoluda? W każdym razie kiedy Billie skierowała jego spojrzenie ku niedźwiedziej postaci i dosiadającej go... Hemah? uniósł nieznacznie brwi, zaskoczony tym widokiem i przez moment obserwował zwierzęcą postać, zastanawiając się czy aby na pewno nie stanowi zagrożenia. Nie pomyślał o tym, że może to być animag, spodziewał się raczej islandzkiego, udomowionego gatunku niedźwiedzia – w jego oczach Islandczycy bywali naprawdę dzicy i nieprzewidywalni. Mimo to uśmiechnął się, rozczulony reakcją kuzynki; była taka uroczo niewinna.
Dostrzegł Gabrielle, która w towarzystwie prefekta Krukonów przybyła na plażę. Zawiesił na niej błękit tęczówek, starając się zachować możliwie kamienną twarz. Może zdradził się drgającym nieznacznie kącikiem ust, może pogłębioną zmarszczką żłobiącą czoło... nie zdziwiłby się, wszak w chwili gdy starszy Krukon objął ją ramieniem, poczuł niezrozumiałą gorycz zmuszającą go do przełknięcia śliny. To o to w tym wszystkim chodziło? Po prostu gustowała w znacznie starszych? Nie miał ochoty oglądać jej uśmieszków, odwrócił więc wzrok, starając się powrócić do rzeczywistości.
Pomógł mu w tym śmiech kuzynki. I on parsknął śmiechem, wyobrażając sobie jak wszyscy tu zebrani wyciągają różdżki, przywołują do siebie ryby, a te wyskakują z morza prosto w ich ręce. Dopiero kiedy podała tę wizję w wątpliwość, dostrzegł jak śmieszna i naiwna była. Cóż... w jego głowie wyglądało to trochę lepiej.
Jeśli nie accio, to może jakieś zaklęcie wydzielające i unoszące część wody? Może sprawdziłoby się w płytkich zbiornikach – mówił zupełnie poważnie, lubił zastanawiać się nad takimi głupotami. O ile wobec obcych dla niego ludzi pozostawał milczkiem, tak bliskich potrafił zadręczać w nieskończoność. Jego umysł błądził w naprawdę różne, niekiedy odległe rejony.
Był jej wdzięczny za pocieszający gest, nawet jeśli nie okazał tego w żaden sposób. Jego lęk zazwyczaj nie przejmował nad nim kontroli, teraz jednak sytuacja była dość wyjątkowa – wszystko przez to, że pierwszego dnia pobytu na Islandii przypadkiem skąpał się w lodowatej rzece; i choć nic poważnego się nie wydarzyło, wypadek ten odświeżył nieprzyjemne wspomnienia z dzieciństwa. Potrzebował czasu aby oswoić się z tym na nowo.
Brawo! To chyba naturalny talent, łabądku. – nie bez dumy popatrzył na wspaniały okaz huska, panicznie trzepoczący się w jej drobnych rękach. – Uważaj żeby Ci nie wypadł. – uśmiechnął się do niej i powrócił wzrokiem do swojej żyłki, która dalej pozostawała niewzruszona. – Jak to możliwe, że mojej nie biorą, przecież stoję obok Ciebie. – Może nawet ryby wyczuwały przyjazną aurę Krukoneczki i lgnęły do niej, mimo że oznaczało to przecież rychłą śmierć. Nie zdziwiłby się, łatwo było jej zaufać; z drugiej strony według tej teorii absolutny brak efektu przy jego wędce nie świadczył najlepiej o jego osobowości. Skrzywił się, słysząc głos Puchonki i uparcie spojrzał w inną stronę, ignorując ją za wszelką cenę. I tak nie zwracała się do niego – jakżeby inaczej. Gorzkie przemyślenia przerwał głos Billie.
Na szczęście? – popatrzył na nią zdezorientowany i dopiero w chwili gdy ściągnęła z jego głowy czapkę, zrozumiał co się właśnie stało. – Przeklęte ptaszyska, właśnie przypomniałem sobie czemu ich tak nie cierpię. – mruknął, niby to niezadowolony, chociaż w gruncie rzeczy było to nawet zabawne... gdyby nie ten przykry zapach, który wydzielała teraz jego czapka. Przez moment rozważał jej wyrzucenie, ale powstrzymał go fakt, że był to prezent od Elaine co sprawiało, że miała wartość sentymentalną. Wyciągnął więc różdżkę i rzucił chłoszczyść, który nie pomógł niestety na zapach. Z westchnieniem wcisnął ją do kieszeni, nie zamierzał bowiem zakładać jej na głowę.
Teraz to ryby wyczują mnie na kilometr. – z powątpiewaniem popatrzył na żyłkę i jakież było jego zdziwienie, gdy ta drgnęła; chwilę później poczuł szarpnięcie i wyciągnął z wody szamoczącego się huska. Nie był może tak dorodny jak ten złowiony przez Billie, lecz na ten moment Swansea naprawdę zadowoliłby się czymkolwiek.
Merlinie, myślałem, że nigdy się nie uda. Chodź, oporządzimy je. – nie czuł się szczególnie źle z oczyszczaniem ryby z łusek i wnętrzności. Był wdzięczny krasnoludowi, że wyręczył go w samym zabijaniu ryby, choć i z tym pewnie by sobie poradził. Przywykł już nawet do rybiego zapachu, który z początku sprawiał mu dyskomfort. Szło mu dość opornie, kuter bowiem kołysał, a on wciąż nie czuł się najlepiej ze świadomością, że zewsząd otacza go morze. Udało mu się, choć nie było to zdecydowanie rybie arcydzieło.
Strasznie kołysze, nie? Nie mogę się doczekać aż zejdziemy na ląd i zajmiemy się tą przyjemną częścią... – dodał na swoje usprawiedliwienie. Teraz wystarczyło poczekać aż Billie skończy oporządzać swoją rybę i będą mogli zająć się tym, po co tutaj przyszli – gotowaniem.

Oporządzanie ryby: 3
Punkty w rankingu: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2448
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1943
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Wto Mar 19 2019, 15:10

Nie było tu z czym polemizować, mimo barków postępów w dziedzinie hipnozy - zatem o nic nie można było go oskarżać! - Ezra miał naturalny dar przekonywania ludzi do swoich pomysłów. Tym bardziej, że niemal zawsze starał się swoim towarzyszom zapewnić odpowiednią dozę atrakcji.
- Moja w tym głowa, żeby ci się spodobało, Elle - zapewnił dziewczynę, zdrabniając miękko jej imię, pomimo że największą słabość przejawiał do pełnych brzmień; uważał, że w ten sposób imiona brzmiały najdumniej. Czasami jednak wersji przypadających mu do gustu było zbyt wiele, by wykazał się pełną decyzyjnością, toteż Puchonka w jego oczach przechodziła wiele metamorfoz - czasami była pewną siebie Gabrielle, innym razem czarującą Elle, natomiast, kiedy spotykali się przy instrumentach, pozostawała już tylko znamienitą Panienką Levasseur. W tym momencie nie potrafił jednak patrzeć na dziewczynę, na jej czerwone od powiewów wiatru poliki, na szczery uśmiech i niedoskonałe warkocze inaczej niż przez platoniczne urzeczenie jej niewinną chochlikowatością.
Nie musiał być dla Gabrielle bliskim przyjacielem, by w określonych sytuacjach potrafić przewidzieć jej reakcje - i ani przez chwilę nie wątpił, że rzucona rękawica zostanie przez nią podjęta. Tym bardziej nie miał nic przeciwko podniesieniu stawki do herbaty w Hogsmeade, będącej w tym momencie symbolem jakże rozpustnego życia towarzyskiego tej dwójki.
Natomiast Gabrielle nie musiała być jego bliską przyjaciółką, by potrafić zinterpretować odruchowy gest. Clarke zazwyczaj dobrze krył się ze swoimi negatywnymi emocjami, więc jego znajomi musieli nauczyć się reagować właśnie na takie drobne przejawy złego humoru. Całe szczęście ona była tu dla niego, a on dla niej; dotyk, który sobie wzajemnie podarowywali był niczym ponad przyjacielski gest wsparcia i zrozumienia, choć postronni wysuwać mogli zupełnie inne wnioski. Nie zamierzał ich jednak dementować, skoro żadnego z nich nie wiązały żadne zobowiązania.
- Ja tobie? - parsknął z nutką niedowierzania, spoglądając na pozostałość po jej wędce. Clarke miał jednak dobre serduszko, więc po przewróceniu oczami, dodał: - Zgoda. Ale nawet nie myśl o ucieczce! W zamian ty zostajesz szefem kuchni i będziesz odpowiedzialna za naszą rybę - zdecydował, nie mając nic przeciwko temu, by podzielili pracę w kuchni między siebie. To i tak dla niego była wyłącznie zabawa. Jak się jednak zaraz okazało, ktoś inny uratował połów Gabrielle.
- Pani przodem. - Przesadzonym gestem wskazał Gabrielle metalowe stołki, gdzie mieli oporządzać swoje zdobycze. Clarke nie od razu zabrał się do pracy, po prostu obserwując poczynania swojej towarzyszki, od czego oderwały go słowa znajomej Gryfonki. A raczej sam jej głos, skoro donośnych wyrażeń i tak nie był w stanie zrozumieć.
- Hemah. Trzylatki dalej przewyższają cię w sztuce komunikacyjnej, co za niespodzianka... - Potrząsnął głową, nie chcąc dać jej satysfakcji z własnej frustracji. Świadomość kodowania obelg pod jego adresem sama w sobie go nie dotykała. Przeszkadzało mu po prostu to, że nie rozumiał. Ezra nie lubił czegoś nie wiedzieć, a postawiony w takiej sytuacji, nie miał nawet możliwości odbić obelgi. Już nie mówiąc o tym, że po prostu nie lubił brzmienia tego akcentu, całkowitej niedbałości, noszącej znamiona prymitywności. I tak jak zazwyczaj wyśmiewanie się z niego traktował z przymrużeniem oka, nie złoszcząc się na Hem długo, to teraz po prostu nie był na to właściwy moment. Nie, kiedy Ezra bardzo chciał uniknąć konfrontacji z ich dwójką. I choć skrzętnie ominął Leonardo spojrzeniem, to właśnie w byłego Gryfona miała uderzać kolejna odzywka, okraszona lekceważącym uśmiechem. - Rozumiem, że przy Leo nie potrzebujesz się wysilać, w końcu od neandertalczyka do olbrzyma nie jest wielka przepaść, więc i tak łapiecie nić porozumienia, ale jeśli do mnie chcesz coś powiedzieć, to zrób to poprawnie, proszę.
I być może nie powinien takich słów wypowiadać, kiedy Hem dzierżyła w dłoni nóż...
Zaciśnięte w wąską kreskę usta Ezry i wyzywające spojrzenie sugerowały, że wszystko, co w innej sytuacji przejść mogło bez echa, teraz stanowiło potencjalne źródło konfliktu. Kiedy Gryfonka opuściła głowę nad własną rybą i Ezra przestał zwracać na nich uwagę. Z determinacją zaczął skrobać rybę; negatywne emocje i kołysanie nie ułatwiały zadania, więc w tym wypadku nie poszło mu najlepiej.
Zerknął na Gabrielle będącą świadkiem spięcia - Ezra miał wiele twarzy i ujawnianie tej bardziej zajadłej po raz pierwszy przed oczami kogoś znajomego zawsze było stresujące. Tym bardziej dla kogoś, kto tak lubił uchodzić za idealnego.
- Kuchnia? - zapytał, a łagodne pytanie w obliczu poprzednich, ostrych słów rozbrzmiało wręcz nienaturalnie.

Oporządzanie ryby: 3
Punkty w rankingu: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 221
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 170
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Wto Mar 19 2019, 20:21

Nie potrafiła odmówić Krukonowi, zwłaszcza w chwili, gdy uśmiechał się tak typowym dla siebie słodkim uśmiechem, ukazując rząd górnych zębów, była wtedy gotowa zgodzić się prawie na wszystko bardzo szybko. Równie szybko i tym razem pożałowała podjętej decyzji. Obecność Leo działa na chłopaka niczym płachta na byka, widziała, jak miarkuje się w swoim zachowaniu, żeby tylko nie pokazać tego po sobie. Nie miała żadnych wątpliwości, nie musieli być najlepszymi przyjaciółmi by zdołała dostrzec zmiany w mimice jego twarzy. Wiele razy miała okazje przyglądać się mu, często wręcz z uporem maniaka, szczegółowo analizując każdy wyraz twarzy, jaki jej prezentował. Obecność Swansea wywoływała w niej podobne odczucia, lecz ona w przeciwieństwie do Ezry chciała zrobić blondynowi na złość, był to jeden z powodów przez które nie odrzuciła jego ramienia, w innej scenerii, a przede wszystkim sytuacji zrobiłaby, chociażby dla zabawy.
Połowy okazały się dla niej całkowitym fiaskiem, nawet obserwowanie w młodych latach przez Gabrielle dziadka na nic się tu zdały. Żyłka będąca uwieńczeniem jej kijka zapewne już dawno spoczywała na dnie akwenu. Ciche westchnięcie opuściło jej usta. Pocieszenie przyszło szybciej niż mogłaby przypuszczać, wszakże właśnie wygrała obiad.
-Tak, no i jeszcze herbatę – przypomniała uśmiechając się do niego szeroko. Uwadze blondynki nie uszło to, jak Elijah odwrócił spojrzenie, kiedy tylko zwróciła się do Billie. Było to tak samo zaskakujące, jak przykre, zwłaszcza, iż przez ten cały czas starała się ignorować jego osobę. Prowadzili własną wojnę, której powód znali tylko oni. Ogólna niechęć była dla nich czymś naturalnym, pierwsze zauroczenie chłopakiem minęło tak szybko, jak się pojawiło. Niestety nic nie mogła poradzić na gorycz, która rozlewała się w jej sercu w tym momencie. Zawsze była gotowa na otwartą walkę z blondynem, znacznie dotkliwsze były właśnie takie chwile; po cichu zadawane, ukazujące się w pozornie zwykłych gestach.
Uniosła do góry prawą brew, gdy po chwili brunetka podeszła do niej, jednak uśmiech nie schodził z jej ust. Większe zaskoczenie wywołał w niej fakt, kiedy Billie oddała jej jedną z ryb, odebrało jej mowę.
-Ja… dziękuje B.! – przytuliła mocno dziewczynę do siebie, zarzucając jej ręce na szyję. Dała jej buziaka w policzek –Mam u ciebie dług – dodała, starając się zignorować wwiercające w nią zabójcze spojrzenie Elijaha.
Dzierżąc w dłoni obślizgłą rybę ruszyła ku metalowym stołom, nie wyróżniały się one niczym szczególnym, dlatego nie czekając zabrała się do pracy. Powietrze poza podmuchami wiatru, które co raz podrywały kolejne porcje wody do góry przeszył kobiecy głos, który nijak miał się do normalnych wyrażeń czy pełno brzmiących zdań, brzmiało to wszystko, jak bełkot szaleńca. Z tego względu Gabrielle całkowicie odcięła się od tego, niestety Ezra nie wziął z niej przykładu, wręcz przeciwnie – wydawał się bardzo rozjuszony owymi słowami. W takich momentach nie potrafił on po prostu odpuścić, kolejne słowa opuszczające usta Krukona zmusiły ją do działania. Spojrzała na niego wymownie, dając mu do zrozumienia, że nie warto się przejmować.
Wróciła do pracy, kiedy cała ta wymiana zdań w końcu się skoczyła, lecz nawet tu nie szło jej najlepiej. Miała wrażenie, że fale wprawiają kuter w coraz to intensywniejsze kołysanie. Czuła, jak śniadanie podchodzi jej niebezpiecznie do gardła.
-Zdecydowanie… błagam – odpowiedziała drżącym głosem powstrzymując więc przed zwymiotowaniem zawartości żołądka, chyba miała jednak chorobę morską.

kostka: 3
punkty w rankingu: 1

/ zt x2

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Billie Jean

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 89
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t16782-sybille-j-swansea#471202
http://www.czarodzieje.org/t16921-i-told-you-my-name-was-billie-jean#471579
http://www.czarodzieje.org/t16920-nomeolvides
http://www.czarodzieje.org/t16904-billie-j-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Yesterday at 00:11

Może po prostu życie w Hogwarcie hartowało na podobne widoki. Każda szkoła miała swoje drobne dziwactwa, których zwyczajnie trzeba było się nauczyć - trzeba było nadmienić jednak, że dotąd mieszkała w zupełnie odmiennym klimacie, zatem sam widok niedźwiedzia był dla niej niecodzienny. Przyłapana przez dziewczynę, jedynie uśmiechnęła się szeroko, także do niej machając, a zaraz potem uciekając spojrzeniem, jakby niepewna, czy nie narusza jakoś prywatności.
(A potem zerknęła już naprawdę tylko kilka razy i to wcale nie specjalnie!)
Początkowo z tego wszystkiego przeoczyła zmianę nastroju u Elijaha. Billie tak naprawdę miała problem z pojęciem, jaka relacja łączyła kuzyna z jej przyjaciółką, bo o obojętności rzecz jasna nie można było tu mówić. Nigdy nie miała jednak śmiałości, by zapytać otwarcie, nie chcąc niepożądanym tematem zrobić któremuś z nich przykrość. I gdyby Billie była mądrzejsza, gdyby Billie była bardziej doświadczona, być może łatwiej skojarzyłaby gest obcego Krukona z mimiką Elio. Powód jednak nie był aż tak istotny, wszak liczył się fakt, że Jean w ogóle zmartwienie dostrzegła i postanowiła się go pozbyć. Choćby i siłą!
- I bardzo małych. Musiałbyś móc pochwycić wzrokiem całą powierzchnię. Inaczej uniesiesz, a woda zza horyzontu chlup, na miejsce poprzedniej. Ale to wcale nie byłoby głupie - potwierdziła jego rozmyślania. Billie jednak nie była odpowiednią osoba do testowania teorii; aby próbować rozdzielać i unosić wodę, wpierw powinna nauczyć się lewitować choćby piórka.
- Myślisz, że rodzice zaakceptują moją nową pasję? - zażartowała połowicznie. Była daleką przeciwniczką stworzonego przez rodzinę systemu dyskryminacji wszelkich dziedzin poza działalnością artystyczną, co niejednokrotnie przejawiała choćby swoim stosunkiem do zielarstwa. Zaraz jednak machnęła na to ręką, skoro tylko żyłka napięła się po raz drugi, zmuszając Krukonkę do przełożenia całego skupienia na tę czynność, a potem utrzymaniu rzucającej się ryby. - Po prostu myślą, że z naszej dwójki ja jestem słabszym ogniwem. Drobna, wątła, łatwo umknąć. Widzę to w jej oczach - zapewniła Elijaha, a zaraz potem uniosła wzrok na Gabrielle, której głos rozniósł się po całej części kutra, przeznaczonej do połowów - być może wszyscy powinni sobie darować takie zachowania, bo niewątpliwie hałasy miały swój wpływ na ilość złowionych rybek ku zniechęceniu młodych amatorów tej sztuki. Billie jednak się tym nie przejmowała, dziękując jej szerokim uśmiechem, który zaraz zlał się z dźwięcznym śmiechem spowodowanym nienawiścią skierowaną w cały ptasi ród, której zdecydowanie nie podzielała. Co więcej, właśnie do ptaków Billie miała największą słabość. W międzyczasie, gdy Krukon oczyszczał czapkę, Billie zdążyła się namyślić na działanie, więc mrucząc do kuzyna, by zaczekał na nią sekundkę, podeszła do Gabs.
- Ta mi się strasznie wyrywa. Pomożesz mi, kapitanie? - poprosiła, jakby to przyjaciółka robiła przysługę jej poprzez przyjęcie owej ryby. Zresztą częściowo tak było; Billie przecież i tak nie miała jak wykorzystać aż dwóch swoich zdobyczy i wychodziła z założenia, że szkoda by było, gdyby jakaś rybka umierała na marne. - O-och - wyjąkała, kiedy Puchonka przyciągnęła ją do siebie i z cichym chichotem potarła rękami jej plecy. Już nie mówiąc o tym, że kiedy tylko dziewczyna się odsunęła, mogła zauważyć na policzkach Jean soczysty rumieniec, jak to zawsze, gdy ciało Krukonki rozsadzały emocje, nie potrafiące najwyraźniej znaleźć innego ujścia. - Nie ma o czym mówić, coś ty.
Wróciła do Elijaha akurat w dobrym momencie, aby zobaczyć, jak wyciąga z wody szamoczącego się huska. Klasnęła w dłonie, dumna ze swojego kuzyna. Najwyraźniej oboje mieli dryg do łowienia, Elijah potrzebował tylko odrobinę więcej czasu, aby go w sobie odnaleźć.
- Potrzebowałeś trochę kamuflażu, ot co. - Chętnie podążyła za chłopakiem do krasnoludów, którzy zajęli się najmniej przyjemną częścią gotowania. Billie nie radziła sobie najlepiej z takimi czynnościami; o ile nie miała problemu z pracowaniem na gotowym produkcie, otrzymanym w wersji oczyszczonej, pozbawionej głowy czy innych niepotrzebnych części, o tyle podejmowanie się temu samodzielnie momentami sprawiało jej dyskomfort. Najwyraźniej szczęście się od niej odwróciło, bo dostała wyjątkowo tępy nóż, który wcale nie chciał skrobać rybich łusek. Czuła na sobie zdenerwowane spojrzenia krasnoludów, co automatycznie ją stresowało; dłonie jej trochę z tego powodu drżały, potęgując niedokładność, a policzki wzdymały się w hamowanej bezsilności. W pewnym momencie ostrze zsunęło się z ryby, kalecząc ją w palec. Na tyle lekko, że na szczęście nie potrzebowała uzdrowiciela, pieczenie jednak pozostawało, podobnie jak co chwilę wolno napływająca krew. - Kołysanie kołysaniem. Mi dali tępy nóż. Mam nadzieję, że w kuchni będą mieli lepsze...   - poskarżyła się, rozczarowana. Wiedziała, że była w stanie zrobić to lepiej. Teraz jednak nie pozostawało jej nic innego, jak okręcić palec w chusteczkę i rzeczywiście zmienić otoczenie.

zt x2

Oporządzanie ryby: 1
Punkty w rankingu: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Seth I. G. Hawke

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Gotlandia, Szwecja
Galeony : 21
  Liczba postów : 26
http://www.czarodzieje.org/t17009-seth-i-g-hawke#475536
http://www.czarodzieje.org/t17138-sigh#478400
http://www.czarodzieje.org/t17137-opowiedz-mi-swoj-sekret
http://www.czarodzieje.org/t17010-seth-hawke#475537




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Yesterday at 01:58

Krasnoludy nad wodą wydawały się Sethowi mocno niecodziennym widokiem. Prędzej spodziewałby się ich przy podziemnych rzekach i jeziorach niż na powierzchni. Chłopaka niezwykle ciekawiły takie cuda w jaskiniach i obiecał sobie, że kiedyś na pewno powróci tu, na Islandię, żeby mieć czas wszystko zobaczyć.
Było zimno i to się Krukonowi podobało. Ubrany w bluzę z włosami skrytymi pod czapką stanął na brzegu morza. Pozwalał, żeby lodowate fale uderzały o jego buty, mocząc je i sprawiając, że drętwiały. Największy plus stanowił fakt, że mogli spędzić czas nad wodą. Hawke'a niezbyt interesowało samo łowienie i oprawianie ryb. Wsłuchiwał się w szum zamiast słowa krasnoluda, ale kiedy podano mu magiczną wędkę, zacisnął na przyrządzie palce. Podniósł żyłkę do oczu, powąchał magiczny eliksir jakim nasączono przynętę. Dziwny, ale skoro ryby go lubiły... Seth nie skupiał się na przyczepieniu żyłki, rozpraszany systematycznie przez piękno morza, w którego stronę odwracał oczy. Nigdy nie łowił i nie odczuwał potrzeby wyrywania morskich istot z ich domu. Ryby często same z zaciekawieniem zaczepiały Szweda. Nigdy nie posiadał w sobie żadnej motywacji, żeby je krzywdzić.
Zarzucił wędkę, ale żyłka odpadła, więc odrzucił przyrząd na pokład kutra. Robiło się zimniej.
- Hej. - zagaił nagle @Lucas Hope, otrzepując rękawy bluzy z kropel wody. - Nie udało mi się. Mogę wziąć jedną z twoich?
Ujął okaz huska złapany uprzednio przez Ciebie złapany. Pozwolił sobie co najmniej kilka sekund studiować wzrokiem twarde rysy Twojej twarzy, co mogło być wydać Ci się dziwne. Odnalazł w Tobie jednak przez ułamek sekundy coś, co nieco przypominało Hawke'owi morze.
- Jesteś piękny. - usłyszałeś ten prosty, na pewno już wielokrotnie potwierdzany przez innych fakt. - Mam na imię Seth. - dziwny chłopak przedstawił się po czym uwagę w końcu przekierował na rybę trzymaną w dłoniach.
Wargami musnął łuski, składając na jej głowie delikatny pocałunek. Tak jak nie szanował właściwie niczego, tak specjalną uwagą obdarzał istoty morskie. Patrząc na rybę, widział bezbronne stworzenie i przez moment chłonął ten obraz, przytrzymując ją w palcach. A później chwycił mocno i uderzył w głowę ryby, tak żeby pozbawić ją życia. Chyba nie do końca do Setha dotarło, że krasnoludy same chciały zabijać ryby. Husk przestał wierzgać, a ogromne rybie oczy posłały Krukonowi ostatnie spojrzenie.
Wziął nóż i oskrobał zdobycz z łusek. Szło mu tak sprawnie, że sam by się sobie dziwił, gdyby go to obchodziło. Mechanicznie oporządził rybę, nie mając problemu właściwie z niczym. Kiedy skończył, znów popatrzył na morze i nie zadając sobie trudu wyjaśniania komukolwiek tego, co wyprawia, ściągnął bluzę i wskoczył do wody, żeby móc popływać.


Łowienie ryby: 1, od Lucasa bierę
Kradzież ryby: -
Gatunek ryby: husk
Oporządzanie ryby: 6
Punkty w rankingu: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Hope

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 60
Dodatkowo : pół-wil
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t17140-lucas-hope-budowa
http://www.czarodzieje.org/t17143-przyjme-kazdego#478525
http://www.czarodzieje.org/t17142-lucas-hope#478521
http://www.czarodzieje.org/t17139-lucas-hope




Gracz






PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   Yesterday at 20:02

Słysząc jakiś głos dobiegający z boku odwróciłem w jego stronę głowę z lekkim uśmiechem na ustach. Słuchałem uważnie co mówi jak się okazało chłopak który na oko był młodszy ode mnie. Kojarzyłem go skądś, bardzo możliwe, że ze szkolnych korytarzy. Nigdy jakoś jednak nie zwracałem uwagi na innych. A więc wracając do tematu, chłopak najwidoczniej nie miał szczęścia przy wędkowaniu i został bez ryby.
-Hej, pewnie, bierz. Tobie przyda się bardziej- Zezwoliłem na zabranie mojej własności bo tak właśnie postrzegałem to co złowiłem. On już trzymał rybę w rękach więc i tak nie widziałem powodu by odmówić temu człowiekowi. Słysząc jego komplement mój uśmiech poszerzył się odrobinę.
-Ty także jesteś niczego sobie Seth- Odpowiedziałem patrząc na niego uważnie i z widocznym w oczach zaciekawieniem. Tak prostego komplementu jeszcze nie dostałem. Zazwyczaj były one bardziej rozbudowane lub w skrajnych przypadkach połączone z niewyjaśnioną jeszcze próbą dotknięcia mnie. Nie lubiłem zbytnio jak ktoś dotyka mnie nagle lub zbyt nachalnie.
-Jestem Lucas, miło cię poznać- Przedstawiłem się kiwając mu delikatnie głową przez moment obserwując co on odczynia z tą rybą. Po chwili jednak odwróciłem wzrok na morze uznając iż lepiej nie przeszkadzać mu przy oporządzaniu ryby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Kutry rybackie   

Powrót do góry Go down
 

Kutry rybackie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
islandia
-