Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Poziom 0 | Główny Hol

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1589
  Liczba postów : 1029
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Poziom 0 | Główny Hol   Pon Lut 11 2019, 17:17


Główny Hol


Wchodząc do kopalni, pierwszym pomieszczeniem do jakiego się trafia, jest ogromny hol główny. W miejscu tym wielu górników rozpoczyna pracę, turystów zachwyca się zdobieniami, a sprzedawców z pamiątkami nawołuje do nabycia dóbr. Panuje w tym pomieszczeniu niesamowity harmider, a samo oglądanie głów krzątających się krasnoludów miejscami przywodzi na myśl obserwowanie mrowiska. Rude, czarne, brązowe i blond czupryny mkną w niekończącym się prądzie pracowników schodzących do kopalni oraz wracających z szybów.
Jeśli zaś spojrzy się nie w dół, a w górę, dojrzeć można monumentalne figury poprzednich władców krasnoludzkiego klanu, wykute w ścianach holu. Każdą jedną oświetlają specjalne lampy przygotowane z nigdy niegasnącego, magicznego ognia.
Starczy jednak przespacerować się w odchodzący od holu, spory korytarz, aby można było odpocząć od hałasu i we względnej ciszy pooglądać najstarsze pomniki.

Uwaga!
Jeśli Twój wzrost wynosi:
Poniżej 160 cm - zostajesz pomylony z jakimś wyjątkowo wyrośniętym krasnoludem. Jeden z górników wręcza Ci kilof i wskazuje kciukiem na korytarz na za swoimi plecami, mówiąc, abyś udał/a się tam, bo trzeba wykopać ostatnią porcję akwamarynów. Chwilę po tym krasnolud odchodzi, zostawiając Ciebie z narzędziem w rękach. Brawo, masz teraz zupełnie darmowy kilof. Nie wiesz co prawda po co, ale masz.
160-180 cm - mijające Cię krasnoludy zadzierają głowy, spoglądając na Ciebie zaciekawione. Jeden podchodzi nawet, pytając, czy może zrobić sobie z Tobą zdjęcie. Jeśli się zgodzisz - krasnolud entuzjastycznie obejmuje Cię, gdy jego kolega strzela Wam fotkę. Odchodzi potem zadowolony, a Ty zauważasz, że ubranie znaczą Ci ślady kamiennego pyłu. Cóż... Przynajmniej sprawiłeś/łaś komuś radość, eh? Jeśli się nie zgodzisz - krasnolud marszczy nos, a potem mija Cię, boleśnie depcząc Ci stopę. Na szczęście ciężki but nic Ci nie połamał.
Powyżej 180 cm - jedna z krasnoludzkich kobiet mdleje na Twój widok, druga rzuca w Ciebie kwiatami w ramach zalotów. Zrobiła je sama. A dokładniej wykuła. Z żelaza. Dostajesz metalowym wiankiem w brzuch. Z kolei męscy przedstawiciele krasnoludzkiej rasy zazdrośnie mamroczą pod nosem przekleństwa na temat "imigrantów, którzy kradną im kobiety".

______________________

Głos
I myself will become the apostle of
M̸͈̓A̴̮̋D̵̞͝N̷̬̒E̸̹͒Ș̸͊S̴͓̕!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eric Bogeviken

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szetlandy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
  Liczba postów : 17
http://www.czarodzieje.org/t17068-eric-bogeviken
http://www.czarodzieje.org/t17071-eric-bogeviken




Gracz






PisanieTemat: Re: Poziom 0 | Główny Hol   Czw Lut 14 2019, 00:51

Eric naprawdę nie miał pojęcia, dlaczego w ogóle zapisał się na wyjazd w trakcie ferii. Nie lubił zimy i prawie zawsze spędzał ją przy kominku w pokoju wspólnym puchonów, przy okazji delektując się gorącą czekoladą lub kawą. Tym razem, jednak gdy usłyszał, że celem podróży jest Islandia, a wycieczkowicze będą mieli okazje na spotkanie krasnoludów, a nawet odwiedzenie ich kopalni, pochopnie zdecydował, że jest to coś, co warto zobaczyć i zapisał się na wyjazd. Teraz zaś, w dłużej perspektywie, zdecydowanie mógł zaliczyć tę decyzję do jednej z najgorszych w swoim życiu. Na Islandii, całkowicie niespodziewanie było zimno. Jak by tego było mało, trafił do domku, w którym nie znał nikogo, a na dodatek tuż po przyjeździe, zgubił gdzieś cały swój zestaw do pokera. Co prawda, krasnoludy i ich kopalnia nie zawiodły go w najmniejszym stopniu, były bowiem dokładnie tak interesujące, jak to sobie wyobrażał. Jednak nawet niezaprzeczalne zalety wspaniałych brodaczy, nie mogły przekonać Erica, do zimnej i nieprzyjaznej Islandii. Przyjechali tu stosunkowo niedawno, chłopak zdążył jednak całkiem nieźle rozejrzeć się po kopalni i poznać miejsca, w których najlepiej przesiadywać. Właśnie zmierzał do jednego z takich miejsc. Miejscem, które stało się wręcz jego stałym lokum, był spory korytarz odchodzący od głównego holu i prowadzący do sal zapełnionych starymi pomnikami krasnoludzkich władców. Nie dość, że mógł się nacieszyć dawką historii, która płynęła z tych dzieł, to jeszcze w pomieszczeniu panowała względu cisza, pozwalająca oddać się czytaniu. Oczywiście fakt, że przesiadywał w samotności, nie znaczył, że poświęcał mniej czasu na dobieranie odpowiednich ubrań. Zadbałby jego szare skarpetki w Sushi, komponowały się z szarym swetrem w tym samym odcieniu, co tylko podkreślały czarne materiałowe spodnie w kratę.

Chłopak zatrzymał się i otrząsnął z zamyślenia. Okazało się, że w czasie, w którym szedł, do przodu nie zwracając na nic uwagi, oddalił się od holu na tyle, że dobiegający z niego hałas był tylko odległym i wyjątkowo cichym echem. Odkąd tu przyjechał, nie zapuszczał się tak daleko. Uznał więc, że lepiej nie zapuszczać się jeszcze głębiej, bo nigdy nie wiadomo, na co trafi w starym krasnoludzkich korytarzach. Ściągnął plecak i zaczął z niego wyciągać wszystkie potrzebne rzeczy. Po pierwsze koc, mimo wszystko podłogi w kopalni, a szczególnie w rzadko używanych korytarzach takich jak ten, do najczystszych nie należały, a on nawet nie chciał myśleć o tym, jak trudne w dopraniu byłyby powstałe w wyniku siedzenia na tym podłożu plamy. Zaraz po kocu, przyszedł czas na termos. Oczywiście równie dobrze mógł, by poprosić lub kupić coś od krasnoludów, nie chciało mu się jednak chodzić do nich za każdym razem, gdy wypije kubek. Przygotował więc cały termos gorącej kawy, co było po części pomnikiem jego lenistwa. W końcu, po termosie, przyszedł czas na danie główne, czyli jego dzisiejszą lekturę. Ostatnie dni, „katował” się książkami o tematyce historycznej, uznał więc, że dziś czas na lekką dawkę odprężenia i zadumy, w postaci tomiku poezji autorstwa Ezry Pounda. Poza tym przytargał ze sobą ciężki podręcznik do nauki lokalnego języka, jednak na samą myśl o nauce brało go na mdłości. Oczyścił swój umysł, otworzył tomik, na losowej stronię i zaczął przeżywać.
Ezra Pound napisał:
In a Station of the Metro

The apparition of these faces in the crowd;
Petals on a wet, black bough.
Światło pochodni skakało po zimnych marmurowych ścian, a chłopak w coraz szybszym tempie odpływał do krainy rozważań, wzruszeń i innych, nie zawsze pozytywnych emocji.... Nie słyszał już dalekich odgłosów dobiegających z holu, ani nawet kroków osoby, która zbliżała się w jego stronę....
@Nessa M. Lanceley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 309
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1307
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Poziom 0 | Główny Hol   Czw Lut 14 2019, 18:55

Nie mogła wiecznie szwendać się bez celu, aby uzupełniać braki alkoholu we krwi. Była prefektem, studentem — powinna, chociaż odrobinę przyłożyć się do swoich obowiązków i pilnować dzieciaków, pomóc opiekunom. Jęknęła cicho, poprawiając okulary na nosie. Wstawanie na kacu stało się nieodłącznym elementem jej życia, nic więc dziwnego, że odbijające się od śniegu słońce tak mocno raziło zmęczone, karmelowe ślepia. Zwlokła się z łóżka rano, następnie udając się na poranną toaletę, a następnie przetrzepała walizkę w poszukiwaniu eliksiru na kaca. Wyglądała gorzej niż zwykle, a w głowie grały jej tysiące werbli, a nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby wpaść w takim stanie na Fairwyna, albo Blaith. Na Holdena też nie, bo gryfon miałby jeszcze satysfakcję i pomyślał sobie, że to przez niego jej relacja z bursztynową nabrała tak gorących wibracji. Gdy tylko burza rudych włosów została zapleciona w dwa warkocze, złapała za kurtkę i plecak, opuszczając domek i kierując się na zewnątrz. Z promiennym uśmiechem witała się z ludźmi, mówiła dzień dobry profesorom, było tak, jak dawniej.
Nessa przez chwilę zastanawiała się, dokąd właściwie powinna pójść. Nie miała ochoty na wietrzne klify czy zatłoczone miejsca zabytkowe, a tym bardziej na pozostanie w zamieszkałym przez nią domku. Los musiał nad nią czuwać, bo usłyszała rozmowę dwóch młodszych koleżanek o bogatej ofercie sklepu z pamiątkami, który należał do krasnoludów. Znajdował się on w miejscowej kopalni, która była jednym z powodów do dumy społeczeństwa magicznego na Islandii. Cóż, zawsze warto było odwiedzić to miejsce i sprawdzić, co ciekawego mają w ofercie. Kto wie, może znajdzie inspirację na projekty nowej biżuterii? Lanceleyówna z nutą optymizmu dostrzegalną w spojrzeniu teleportowała się przed kopalnie, a by następnie wejść do środka.
Jak na tak niskie stworzenia, hol był ogromny. Zastanawiała się, po co im tak wysokie konstrukcje i kolumny, skoro byli jedynie nieco wyżsi od niej lub nawet tego samego wzrostu? Nawet jakiś jegomość zaczepił ją, wręczając kilof i wysyłając do pracy na dole, na co skwitowała go zszokowanym spojrzeniem. Czy ona wyglądała na krasnoluda? Jeszcze miała wydobyć akwamaryny! Zamrugała kilkakrotnie i zanim się odezwała, krasnala już nie było, a ona została z kilofem. Pokręciła głową z niedowierzaniem, kierując się w końcu do sklepiku. Nie mogła powstrzymać się przed zakupami, zwłaszcza że mieli naprawdę ciekawe przedmioty. Zwłaszcza uroczy breloczek z płatkiem śniegu, który znalazł się na szczycie listy pamiątek. Gdy zapłaciła i zapakowała rzeczy do plecaka, ruszyła przed siebie, rozglądając się uważnie dookoła. Zdobienia były naprawdę piękne, chociaż hałas dobiegający z dołu roznosił się po izbie z niemiłosiernie wysokim natężeniem. Umarłaby tu na kacu. Miała wrażenie, że miejsce to przypadłoby do gustu komuś, kogo znała.. Zagryzła wargę, zamykając oczy i przeklinając siarczyście w myślach na swoją własną głupotę. Nie. Koniec naiwności.
Wtedy te epicko się o coś potknęła, z trudem łapiąc równowagę, wracając do rzeczywistości brutalnie. Całe szczęście podparła się na jej nowym towarzyszu, kilofie.

- Co do cholery.. - rzuciła głośniej, niż chciała, prostując się i odwracając głowę do tyłu, aby przez ramię spojrzeć na przyczynę swoich problemów. Zlustrowała chłopakiem wzrokiem, unosząc brew. Nie ma co, idealne miejsce do czytania sobie wybrał. Westchnęła ciężko, przypominając sobie o odznace prefekta przypiętej do materiału jeansowej, podszytej puchem kurtki. Stanęła przodem do niego, opierając narzędzie górnicze o podłogę i podpierają się na nim, pokręciła głową. - To nie jest dobre miejsce na czytanie. To kopalnia, chwila nieuwagi i możesz skończyć z ostrym narzędziem wbitym w najlepszym przypadku w nogę.


Lista Zakupów:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eric Bogeviken

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szetlandy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
  Liczba postów : 17
http://www.czarodzieje.org/t17068-eric-bogeviken
http://www.czarodzieje.org/t17071-eric-bogeviken




Gracz






PisanieTemat: Re: Poziom 0 | Główny Hol   Pią Lut 15 2019, 01:18

Poezja od zawsze była jego największą słabością, a zarazem jedną z największych miłości. Słabością, bo w pełni się jej oddając, uzewnętrzniał się i przeżywał bardziej i mocniej, zrzucając przy tym swoje przysłowiowe maski. Miłością zaś, bo potrafiła mu dać tego, czego najbardziej potrzebował. Pozwalały mu na poczucie, choć namiastki wszystkich tych uczuć, których sam nie potrafił pojąć. Zakończył właśnie trzeci wiersz i już miał przejść do kolejnej strony, kiedy jego liryczne uniesienie zostało drastycznie przerwane, pojawieniem się na korytarzu jakiejś dziewczyny. Jak widać, nie tylko on był zdziwiony tym przypadkowym spotkaniem. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się co odpowiedzieć nieznajomej rudowłosej.
-Przepraszam, trochę się zaczytałem, a przy okazji zamyśliłem i nie usłyszałem, że ktoś, się zbliżą. Co się zaś tyczy ostrych narzędzi i chwili nieuwagi, to chyba zamyśliłaś się równie mocno co ja...-To powiedziawszy, zamilkł na dłuższą chwilę, by dziewczyna mogła usłyszeć, jak odległe w tej części korytarza są odgłosy głównego holu.
-Jesteśmy dość daleko od naszych brodatych towarzyszy, a mało kto poza nimi nosi ze sobą ostre i niebezpieczne narzędzia prawda?- Miał dziś wyjątkowo dobry humor, a poezja i przychodzące wraz z nią pozytywne emocje tylko go poprawiły i sprawiły, że miał ochotę na chwile rozmowy z kimś innym niż dawno zmarli autorowie liryki. Zamknął więc książkę, po czym energicznie poderwał się do góry. Wytarł jak zwykle ubrudzoną w atramencie dłoń o spodnie, po czym wyciągnął ją w stronę dziewczyny i z radością powiedział.
-Jestem Eric, mam nadzieje, że nic ci się nie stało. Co robisz w tej mniej uczęszczanej części kopalni? Przychodzę tu od początku wyjazdu, a jesteś pierwszym uczniem i jedną z niewielu osób, która się tu zapuściła. Co prawda kilka razy mijali mnie tutejsi górnicy, ale oni niezbyt się mną interesowali i mijali mnie z dużą prędkością. Zauważyłaś, że cały czas się gdzieś śpieszą?- Prawie cały swój wywód wypowiedział na jednym oddechu, więc ostatnie słowa wręcz z siebie wyrzucił, po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej. Zdecydowanie jego dzisiejszy humor był podejrzanie dobry i w 90% przypadków, rozmowa ta zakończyłaby się o wiele szybciej i w mniej przyjemny dla obu stron sposób.
Kiedy wymienili już uścisk rąk, wcisnął obie dłonie do kieszeni i rozejrzał się po holu. Jego wzrok przebiegł po misternych rzeźbach kransoludzkich władców, jeszcze raz przyprawiając go o zachwyt i podziw dla artystycznego kunsztu małych brodaczy.
-Ja na przykład, zacząłem od podziwiania tych wszystkich pięknych rzeźby, a uznawszy, że to odpowiednie otoczenie do ogólnych rozmyślań oddałem się literaturze-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 309
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1307
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Poziom 0 | Główny Hol   Pią Lut 15 2019, 21:11

Uwielbiała książki, jednak po poezję sięgała bardzo okazjonalnie. Nie była pewna, czy to kwestia poruszanych przez autorów tematów, które obracały się w jednych kręgach czy może jej wątpliwego dla tego gatunku gustu. Była kujonem, zawsze skupiała się na podręcznikach czy pomocach naukowych, które mogły się jej przydać. Niewiele osób w ich wieku sięgało teraz po książki, szukając przyjemności w innych formach. Po spotkaniu puchona w kopalni z tomikiem poezji, była więc pod lekkim wrażeniem. Niemniej jednak, pani prefekt nie spuszczała z niego wzroku, równie zaskoczona słowotokiem, co książką. Dodatkowo duża kultura wypowiedzi i grzeczność.. Cóż, trafił się jej ewenement. Szkoda, że promyczek z podziemi trafił się wtedy, gdy jej wewnętrzne słońce kryło się za ciężkimi, szarymi chmurami. Rudzielec drgnął lekko, a warkocze zakołysały się leniwie w powietrzu. Wzruszyła delikatnie ramionami, nie zmieniając pozycji ani opierania się o kilof.
- Wiesz, nikt o zdrowych zmysłach nie spodziewałby się w podziemnym holu fana literatury, atakującego z podłogi. - zaczęła w końcu, unosząc nieco brew i siląc się na cień uśmiechu, który jednak wyszedł bardziej kąśliwie, niż chciała. Kolejny raz uświadomiła sobie, że prawdziwy cud i dar od losu, że nie przyszła tu na kacu, bo zwyczajnie nie byłoby co zbierać.
- Przecież wszędzie ich tu pełno. Przed chwilą jeden dał mi kilof i kazał iść wydobywać akwamaryn. Prezent sobie zostawię, nigdy nie wiadomo, gdy będzie potrzebny. - kontynuowała półżartem, pół serio i przesunęła spojrzeniem z twarzy chłopaka na kolumny. Wysokie, ciężkie i bogato zdobione, podtrzymywały równie zdobiony sufit, przez co wydawały się ciągnąć w nieskończoność, niańcząc echo, które towarzyszyło każdej ich wypowiedzi. Gwałtowny ruch puchona sprawił jednak, że ślizgonka powróciła do niego wzrokiem i uwagą, reagując na jego gest niemalże automatycznie, poprzez wyciągnięcie własnej dłoni i uściśnięcie jego.

- Nessa. Nie, nic, dziękuje. Mniej uczęszczanej? To nie tędy idzie się do wyjścia? - zmarszczyła nos i brwi, cofając dłoń i opierając ją na biodrze, rozejrzała się dookoła. Była autentycznie zaskoczona, bo przecież doskonale wiedziała, z której strony przyszła. Prawda była taka, że Lanceleyówna miała słabą orientację w terenie, a w podziemiach radziła sobie widocznie jeszcze gorzej, niż na powierzchni. Westchnęła ciężko i głośno, jakby przeżyła wewnętrzne rozczarowanie swoim brakiem zaradności. - Nie zwróciłam uwagi na ich pośpiech, szczerze mówiąc. Jednak to krasnoludy, wiecznie gonią za zaspokojeniem swojej chciwości..
Dodała w końcu, wzruszając znów ramionami i posyłając mu krótkie spojrzenie, wysiliła się nawet na uśmieszek. Nessa zawsze uważała tych mieszkańców magicznej społeczności za wyjątkowo specyficzną i trudną do odgadnięcia rasę. Niewiele o nich było wiadomo na dobrą sprawę, bo większość przedstawicieli tego gatunku tkwiła w podziemiach, a tylko nieliczne rodziny czy plemiona — nie miała pojęcia — otwierały się na ludzi. Miło było jednak zobaczyć ich dzieła na własne oczy, a z pamiątek była wyjątkowo zadowolona.
- Dlaczego siedzisz tu sam? - zapytała w końcu, zmieniając nieco pozycję. Podeszła do kolumny i oparła się o nią plecami, kilof zostawiając w spokoju. Skrzyżowała ręce pod biustem, stukając paznokciami w przedramiona. Aż ją świerzbiło, żeby się napić czy zapalić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eric Bogeviken

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szetlandy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
  Liczba postów : 17
http://www.czarodzieje.org/t17068-eric-bogeviken
http://www.czarodzieje.org/t17071-eric-bogeviken




Gracz






PisanieTemat: Re: Poziom 0 | Główny Hol   Sob Lut 16 2019, 10:02

Poezja bywała problematyczna. Pod jakim względem? Wymiany doświadczeń i poglądów na temat poszczególnych dzieł i autorów. Samo znalezienie osoby, która również interesowała się liryką, zakrawało na cud, a dodatkowo znalezienie takiej, która interesowała się dokładnie tym samym autorem lub dziełem, było wręcz nierealne. Eric przyzwyczaił się więc, że na to, co czyta, ludzie reagowali obojętnością lub zdziwieniem, a nie zainteresowaniem, na jakie miał nadzieje. Co prawda puchon z tomikiem poezji nie wydawał mu się tak dziwny, jak niska ruda ślizgonka z kilofem, ale co on tam wiedział o życiu. Nic tylko czytał, a może widok ów był całkowicie pospolity i normalny, dla „bardziej socjalnej” części społeczeństwa.
-Musisz mi uwierzyć na słowo, że ja też nie sądziłem, że będę musiał zaatakować kogoś w podziemnych holu, atakowanie bowiem, choć moja groźna aparycja może temu przeczyć, nie było i nigdy raczej nie będzie jednym z moich zwyczajów.- To powiedziawszy, wyszczerzył się jeszcze bardziej, po czym przybrał niewinny i przepraszający „iście puchoński” wyraz twarzy. Jej kolejne słowa sprawiły, że ledwo powstrzymał wybuch śmiechu. Nie powstrzymywałby się wcale, gdyby nie fakt, że rudowłosa była zupełnie nieznaną osobą, posądzającą go o atak na jej personę i dzierżącą w dłoni dość niebezpieczne narzędzie. Dość szybko się opanował i przemówił pełnym powagi tonem, w którym nie dało się usłyszeć nawet cienia żartu.
-Zgaduje, że to przez piękny pigment twoich włosów, nie mam pojęcia, co innego mogłoby sprawić, by ci niscy brodacze pomylili cię z jednym z nich.- Miał nadzieje, że nie była ona jedną tych osób, które miała fioła na punkcie swojego wyglądu i nawet najmniejsza wzmianka na temat tego, że może trochę odstawać od normy, nie przyprawiała jej o furię. Dopiero dotknięcie jej ciepłej dłoni, uświadomiło go, że w korytarzu może być trochę zimniej niż w holu głównym, a on spędził tu dość sporo czasu i to w samej, niezbyt grubej bluzie. Jej pytanie sprawiło, że chłopak odwrócił się w stronę, w którą biegł korytarz.
-Bardzo mi miło Nesso. Mniej uczęszczany, przynajmniej w stosunku do tego, co dzieje się w głównym holu i w tunelach prowadzących do niższych poziomów kopalni. Tędy naprawdę rzadko kiedy ktoś chodzi. Czy prowadzi do wyjścia? Na pewno gdzieś prowadzi, nie jestem pewien czy jest to akurat wyjście, za to mogę ci powiedzieć, że kilkadziesiąt metrów dalej nie ma już stałego oświetlenia i robi się jeszcze zimniej.- Chłopak sam się o tym przekonał, kiedy będąc tu po raz pierwszy, pragnął zbadać korytarz, najdokładniej jak się dało i zawędrowawszy zbyt daleko, musiał wracać, cały trzęsąc się z zimna i strachu związanego z tym, co mogło się kryć, w wydawałoby się, bezkresnym ciemnym tunelu. Lekko zdziwił go fakt, że coś, co rzuciło mu się w oczy od razu po wejściu do kopalni, nie było tak oczywiste dla innych, a przynajmniej Nessy. Bywał na ulicy pokątnej pełnej harmidru i śpieszących się wszędzie czarodziejów, ale w jego oczach, to co działo się w tym miejscu wydobycia, było z trzy razy intensywniejsze. Na jej słowa zareagował tylko wzruszeniem ramion i odwzajemnieniem krótkiego spojrzenia, które mu posłała, a także delikatnego uśmiechu. Jej pytanie go rozbawiło i tym razem nie zdołał powstrzymać śmiechu. Odwrócił się do niej plecami i ruszył w stronę swojego plecaka.
-Ależ moja droga, nigdy nie zapuściłbym się sam w takie dzikie tunele!- to powiedziawszy, zaczął wyciągać z plecaka całą masę małych książeczek, do tej pory schowanych w specjalnej kieszonce, pozwalającej na składowanie w niej większej ilości przedmiotów niż normalnie. Wraz z wyciąganiem dzieł, przyszło Wilczankę prowadzone radosnym tonem.
-Wszak jest zemną Pound, Puszkin, Pawłowa, Okudżawa, O'Hara i wielu innych, wspaniałych poetów. Czy naprawdę miał, bym się czuć samotnie w towarzystwie takich dusz towarzystwa? A jeżeli ten argument cię nie przekonuje, to teraz jesteś tutaj też ty, co tylko dopełnia naszą radosną kąpanie.- Zakończywszy lekko dziw nawy monolog puścił jej oczko i wrócił do normalnego tonu głosu.
-Tak naprawdę, to chciałem po prostu znaleźć ciche i spokojne miejsce do czytania.-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 309
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1307
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Poziom 0 | Główny Hol   Czw Lut 21 2019, 19:41

Nie była na tyle romantyczną i wrażliwą osobą, aby docenić kunszt poetów i ich delikatne, zalotne teksty. Dawno temu doszła do wniosku, że prostota jest najpiękniejszą formą przekazywania informacji, stąd wyszukane epitety czy metafory wydawały się jej całkiem zbędne. Nic jednak nie miała do fanów tego odłamka literatury i nigdy w życiu by czytającego poezji nie wyśmiała. Co człowiek to gust i dziwactwo. Zdawała też sobie sprawę, że z tym kilofem musiała przypominać anorektycznego krasnoluda. Kiwnęła głową na jego wypowiedź, pokazując tym samym, że mu wierzy w jakiś sposób. Nawet ktoś o bujnej wyobraźni miałby problem z obmyśleniem takiego scenariusza.
- W porządku, nieważne. - odparła z bladym uśmiechem, wzruszając ramionami i decydując się na nonszalanckie machnięcie ręką. W życiu były gorsze rzeczy niż potknięcie się o puchona. Jego optymistyczne i grzeczne usposobienie od razu nakierowywało ją na to, z którego domu pochodził. Rudzielec wsunął dłonie do kiszeni kurtki, stukając paznokciami w materiał i lustrując wzrokiem twarz chłopaka. Nie trwało to jednak długo, ponieważ karmelowe ślepia zaraz powróciły do sunięcia ku górze, przyglądając się zdobieniom wyrytym na złotych kolumnach. - Nie da się pomyśleć na Twój temat inaczej, masz niewinność wymalowaną na buźce.
Jego reakcja sprawiła, że tylko wzmocniła swoje przekonanie i westchnęła ze spokojem, zdziwiona, że faktycznie powstrzymywał się przed śmiechem. Przecież było to zdrowe i tak cenne w dzisiejszych, szarych czasach. Niosące się po kopalni echo z kolei z łatwością doprowadziłoby dźwięk do pracujących niżej krasnoludów. Uniosła delikatnie brew na jego słowa, parskając śmiechem i kręcąc z niedowierzaniem głową. Aż tak chciał uchodzić za gentlemana?
- Przecież wiem, że jestem małym pokurczem. Nie musisz udawać, że tego nie widać, przyzwyczaiłam się. Czyżbyś był fanem marchewek? - rzuciła pogodnie, wędrując spojrzeniem po jego sylwetce i wysuwając wcześniej wsunięte do kieszeni dłonie, aby teraz skrzyżować je pod biustem. Doskonale znała swoje wady, a także mankamenty własnej aparycji. Stąpał po cienkim lodzie, rozmawiając z nią w ten sposób, gdy jej stan wewnętrzny pozostawiał tak wiele do życzenia. Nie miała mu jednak za złe, nie mógł przecież wiedzieć.
- Czyli nie do wyjścia. Świetnie, gdybym się o Ciebie nie potknęła, to pewnie zgubiłabym się w podziemnym labiryncie. Nie ma to, jak szczęście w życiu. Więc powiedzmy, że jesteśmy kwita i jest czysta kartka. Właściwie, to nie wiem, jak tu trafiłam, wracając ze sklepu.
Powędrowała wzrokiem za jego spojrzeniem, marszcząc nieco brwi i czoło. Jakby faktycznie się zamyśliła nad sensem życia, to mogłaby nie zauważyć zmiany otoczenia, zgubić się gdzieś w zimnych i mokrych tunelach. Miała beznadziejną orientację w terenie, więc tak wyprawa w ciemno mogłaby skończyć się tragicznie. Pokręciła delikatnie głową, wypuszczając powietrze z ust z delikatną ulgą. Poprawiła plecak na ramionach, wracając uwagą do kolumn i swojego rozmówcy, chociaż na chwilę zostawiając cały swój cyrk w namiocie. Wędrowała za nim wzrokiem z nutką ciekawości w oczach, przekręcając głowę w bok na widok tych wszystkich książek.
- Nie mam pojęcia, o kim mówisz. To jacyś niemagiczni autorzy, tak? - zapytała zgodnie z prawdą, podchodząc bliżej i kucając naprzeciw niego, aby następnie złapać jedną z książeczek. Obróciła ją w dłoniach, a następnie bez skrępowania zajrzała w środek, sunąc spojrzeniem po treści. Zamierzał siedzieć tu tak długo, aż wszystko przeczyta? Wydała z siebie ciche mruknięcie, ruchem głowy zgarniając na bok kosmyki włosów. - Domek nie byłby lepszy niż głośna, brudna i ciemna kopalnia? Przede wszystkim cieplejszy? Jednak częściowo Cię rozumiem, sama często szukałam dobrego miejsca na spokojną i samotną naukę. No więc, który z ich to Twój ulubiony?
Zakończyła pytaniem, podnosząc na niego wzrok i wysuwając trzymany w dłoni tomik w kierunku właściciela. Czasem tak beztroska i przyjemna rozmowa mogła naprawdę wiele dać odpoczynku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eric Bogeviken

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szetlandy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
  Liczba postów : 17
http://www.czarodzieje.org/t17068-eric-bogeviken
http://www.czarodzieje.org/t17071-eric-bogeviken




Gracz






PisanieTemat: Re: Poziom 0 | Główny Hol   Sob Lut 23 2019, 01:46

Reakcje na jego hobby bywały różne, zdecydowana większość, kiedy tylko usłyszała słowa "lubię czytać poezje", z góry zakładała, że Eric należy do grona stale zapatrzonych w książki nudziarzy, którzy nie widząc świata poza nimi. Inni, z natury mniej podejrzliwi i mniej przychylni, bez zagłębiania się w jego pobudki, przypisywali go do całkiem licznej i starej jak świat grupki pseudointelektualistów próbujących się dowartościować przed innymi, jak i przed sobą, czytając książki, których znaczenie nie było dla nich w pełni zrozumiałe. Podsumowując, choć nie było to regułą, to w większości przypadków reakcje na jego pasje była co najwyżej obojętna, a w większości przypadków negatywna, nic więc dziwnego, że kiedy dziewczyna wyraziła realne zainteresowanie i nie była negatywnie nastawiona względem tego, co lubił robić, był co najmniej zaskoczony i to przyjemnie. Na co dzień był raczej zamknięty i małomówny, właśnie z tego wynikała nikła ilość jego znajomych. Kiedy jednak przychodziło do mówienia o swoich zainteresowaniach, z ust które zwykle aż nader często się nie otwierały, wylewał się potok słów, który bywał nie do powstrzymania i męczył kogoś, kto nie był szczerze zainteresowany tematem lub osobą samego puchona. Nie wiedział jak zareagować na pierwsze słowa, schował więc dłonie do kieszeni i zaczął się z uwagą przyglądać swojej rozmówczyni. Był prawie pewien, że skądś ją znał, ale nie potrafił odnaleźć w pamięci dokładnych okoliczności, w której miał z nią styczność, lub w których o niej usłyszał. Uznał, że w życiu bywały gorsze rzeczy niż przypadkowe zabicie ślizgonki. Jej słowa sprawiły, że uśmiechnął się jeszcze szerzej i nawet lekko się zarumienił.
-Powinienem to uznać za komplement? W sumie nie musisz odpowiadać. Stwierdzenie buźka również wydaje mi się dość przyjemne, więc... Dziękuje!- Trochę ucieszył się, że wybuchnęła śmiechem, gdyby tego nie zrobiła, fakt, że jest ślizgonką, mógł znaczyć, że już planuje jak go zabić. Co jak co, ale chłopak nie chciał zostać zabity, przynajmniej nie tak szybko, miał jeszcze do przeczytania jeszcze sporo książek, do wypicia wielu butelkę alkohol, poza tym wciąż czekała go miłość jego życia. Jej słowa sprawiły, że sam wybuchnął śmiechem, a kiedy już trochę się pozbierał, sam dodał kilka komentarzy od siebie.
-Oj tam, mały pokurcz to słabe stwierdzenie, pamiętaj, że małe jest piękne i ma swoje plusy, ja na przykład byłbym bardzo wdzięczny, gdybym był niższy i mniej osób mnie zauważało. Czy Lubie marchewki? Nie do końca, jak mam być szczery niezbyt Lubie jakiekolwiek warzywa, jedynymi, jakie naprawdę uwielbiam są groch i fasola. Z rzeczy pomarańczowych Lubie pomarańcze.- Głupio się wyszczerzył, nie kwapiąc do podania poważnej odpowiedzi i z tym samym głupim uśmiechem czekał na to, jak odpowie mu dziewczyna. Po jej słowach pokłonił się i parsknął śmiechem.
-Chyba przeceniasz moje zasługi. Kwita i czysta karta? Naprawdę nie mam żadnych plusów za uratowanie cię przed wiecznym błąkaniem się w tych zimnych i ciemnych tunelach. Co do tego, jak tu trafiłaś, wbrew pozorom nie jest to takie trudne, te wszystkie korytarze są do siebie podobne, a harmider panujący w głównym holu nie pomaga w odnalezieniu tego właściwego. Musiałem się dłuższą chwilę zastanowić.- Fakt, że nie znała nawet jednego z wymienionych twórców lekko go smucił, znaczyło to bowiem, że nawet w najmniejszym stopniu nie interesowała się poezją i nie była raczej zainteresowana zmienianiem tego stanu. Oczywiście nie znaczyło to, że nie zamierza jej trochę do edukować i poopowiadać jej o wielkim mistrzach liryki, których dzieła namiętnie pochłaniał. Ze wszystkich sił próbował ukryć zadowolenie, jakie pojawiło się na jego twarzy, kiedy poczuł, że ma możliwość poopowiadania o swojej pasji.
-Cóż, z naszej perspektywy, byli oni zupełnie nie magiczni, jednak jeśli mogę sobie pozwolić na własną opinię, mieli w sobie więcej magi niż nie jeden czarodziej z naszego świata. Ich dzieła mają w sobie coś, co czyni je na swój sposób magicznymi. Ich wiersze zwykle mają w sobie coś. Ludzie jak oni przenoszą mnie w inne miejsca i dostarczają całej masy niecodziennych doznań emocjonalnych. Więc dla mnie są magiczni, nie muszą być jednak tacy dla wszystkich.-
W ciszy obserwował jak wertuje jeden z jego tomików poezji, a kiedy się odezwała, oddał się zamyśleniu szukując odpowiedzi na jej pytanie, oczywiście nie to pierwsze, w tamtym przypadku odpowiedź była oczywista, chodziło o to drugie. Nigdy nie lubił wybierać "ulubionych" rzeczy, tak samo, jak z trunkami alkoholowi, muzyką czy książkami, potrafił znaleźć dobrą stronę w wielu wierszach i każdy z nich oceniał pod innym kątem. Jedne były po prostu pięknie napisane, inne wzbudzały w nim niewyjaśnione emocje, a jeszcze inne, po prostu mu o czymś przypominały. Stał przez dłuższą chwilę, raz za razem przenosząc wzrok na dziewczynę i tomik trzymany w dłoniach.
-Oczywiście, że w domku byłoby cieplej, ale tam raczej nie miałbym spokoju, tutaj może i jest brudno, ale jesteśmy na tyle daleko do głównej sali, że jest też w miarę cicho, ciemno też nie jest, przynajmniej jeszcze nie tutaj. Po prostu chciałem pobyć sam, a w domku mimo wszystko nie mógł, bym na to liczyć. Co się zaś tyczy twojego pytania... Nie wiem, czy chodzi o tomik, autora czy wiersz, odpowiem więc na wszystkie 3 z tych możliwych pytań. Moim ulubionym tomikiem jest ten który właśnie trzymam w dłoni, znajdują się w nim wiersze Ezry Pounda. Moim ulubionym autorem jest Puszkin, zaś ulubionym wierszem, jeden z wierszy Pounda z tego tomiku.- To powiedziawszy, podał dziewczynie, małą książeczke, którą do tej pory kurczowo zaciskał w chudych dłoniach, po czym otworzył ją na odpowiedniej stronie i wskazał odpowiedni wiersz.
Ezra Pound napisał:
Alba

As cool as the pale wet leaves
of lily-of-the-valley
She lay beside me in the dawn.

***
-Jak ci się podoba?-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 309
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1307
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Poziom 0 | Główny Hol   Wto Lut 26 2019, 23:29

Książki nie były nudne. Rozwijały intelekt, wzmacniały wrażliwość i urozmaicały słownictwo. Niezależnie od tematyki wybranego tomiska, pochłonięte strony pomagały w życiu. Poezja z pewnością była trudna, wymagająca wyjątkowo empatycznej i wrażliwej duszy, w której również tlił się romantyzm. Nessa jednak chyba nie należała do osób, które przypisać można do wyżej wspomnianych cech, miała przecież silny i uparty charakter, chyba na próżno było szukać w niej cienia romantyzmu. Ewentualnie jeszcze nikt go nie obudził. Milczała chwilę, czując, jak szumi jej w uszach, pierwszy raz nie było to wywołane otaczającą ją wodą ani krążącym w żyłach alkoholem, tylko przebywaniem w podziemiu. Niosące się echo, odgłosy pracujący w znajdujących się dookoła korytarzach górników, mąciły jej w głowie. Karmelowe spojrzenie jednak ponownie zawitało na twarz grzecznego puchona. Chłopak sprawiał wrażenie nieśmiałego i zamkniętego w sobie, a do tego z trudem kojarzyła jego twarzy z lekcji czy korytarzy zamku. Może to kwestia tego, że zajęć unikała i dawno na żadnych nie była.. Rudzielec westchnął ciężko, sięgając dłonią w stronę kieszeni, aby sprawdzić, czy schowana tam wcześniej paczka papierosów wciąż była na miejscu. Irytujące, że nie mogła tu palić.
- Huh? Stwierdzam tylko fakty. - odparła na jego pełne optymizmu i rumieńców słowa, przekręcając głowę na bok. Czy on funkcjonał na euforii? Zaraz jednak skarciła się za tą myśl, zagryzając dolną wargę i przymykając oczy, aby zniwelować nieznośną myśl dotyczącą pewnego gryfona. Nessa nie była ślizgonem, który by kogoś zabił — musiałby poznać Corteza, to by zrozumiał. Była usposobieniem wielu cech domu węża, takich jak braterstwo czy zdolności przywódcze, jednak jej egoizm i wyższość z chęcią mordu kulały. Kto wie, czy jednak nie przebudzą się w magiczny sposób w przeciągu kilku najbliższych dni. Może dobrze by się stało, jej psychika wróciłaby do równowagi. I znów się śmiał, na co i ona krótko parsknęła, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Małe często bywa nieporadne, niestety. Nie lubisz ludzi? Pomarańcze kojarzą się ze słońcem, więc nic dziwnego, że je lubisz.- zaczęła z łagodnym westchnięciem, posyłając mu krótki uśmiech. Usadowiła się wygodniej, poprawiając kurtkę i tkwiące na plecach włosy. Położyła plecak przy swoich nogach, wędrując wzrokiem po otaczających ich kolumnach. Znów. Monumentalna konstrukcja przyciągała jej oczy niczym magnez, podobnie jak wyryte na niej zdobienia. Skąpane w półmroku, ciągnące się do sufitu, sprawiały, że czuła się naprawdę maleńka. Mały pokurcz pasował idealnie. Wydala z siebie ciche mruknięcie, przykładając palec do ust i wbijając w niego spojrzenie, a następnie pokręciła głową, robiąc przy tym nieco smutną minę.
- Nie masz. Skończyłam z taryfą ulgową, więc po prostu jesteśmy kwita. - wytłumaczyła, wzruszając przy tym ramionami. Nie była to kwestia braku zainteresowania poezją, a raczej braku znajomości świata niemagicznych, do którego Nessa miała bardzo ograniczony dostęp. Znała tylko podstawy, wiedziała jak zapłacić za posiłek w sklepie czy gdzie wsiada się do autobusów, które niestety wlokły się niemiłosiernie po Londyńskich ulicach. Nigdy nimi nie jeździła. Znała też kilka utworów muzycznych i kompozytorów, których dzieła przygrywała na pianinie czy skrzypcach. Książkami i poezją nigdy po prostu się nie zainteresowała, chociaż raz miała okazję być w bibliotece i wypożyczyć, powieść. Było to pouczające.
- Pięknie o nich mówisz. Słowo pisanie musi dla Ciebie wiele znaczyć. Wydajesz się empatyczną i miłą osobą, nawet trochę romantyczną, a jednak wspomniałeś, że ludzi unikasz. Dziwne to trochę. - rzuciła z nutą ciekawości w głosie, łapiąc w dłoń książkę. Jej ślepia z ciekawością wertowały zawartości stron, zdążyła nawet kilka fragmentów przeczytać, zatrzymując palec pomiędzy kartkami. Każda pasja była dobra. Wrażliwy Eric widocznie dość szybko znalazł swoją i wiedział, w którą stronę chciał iść. Tylko dlaczego targał ze sobą aż trzy tomiska do kopalni? Szybko czytał albo chciał tu zostać do końca ferii. - Też coś piszesz?
Zanim jednak poznała odpowiedź na to pytanie, chłopak w końcu zdecydował się na słowa dotyczące jej poprzednich zagadnień. Podniosła więc na niego wzrok, słuchając w milczeniu i kiwając głową od czasu do czasu, że nadal skupia na nim uwagę. Był strasznie gadatliwy i zaczęła podejrzewać, że brakuje mu towarzystwa, tylko nie chciał się do tego przyznać. Mógłby być wykładowcą, miał łagodny ton głos, chociaż wpadał w słowotok. Gdy wyciągnął w jej stronę książeczkę, złapała ja i przekręciła w swoją stronę, czytając wskazany wiersz. Wpatrywała się w niego w skupieniu, marszcząc brwi i nos, a następnie wydając z siebie ciche mruknięcie zastanowienia.
- Myślę, że większość uczniów poszła zwiedzać i niewielu zdecydowało się na pozostanie w domkach, jednak jeśli sprawia Ci to przyjemność — bycie tutaj, to dobrze. Najważniejsze, żebyś spędził ferie dobrze i odpoczął tak, jak lubisz. Widzę, że masz rozdarte serce pomiędzy autorami. Dlaczego akurat ten fragment? Co widzisz w tym wierszu?
Zakończyła swoją przydługą odpowiedź pytaniem, raz jeszcze przenosząc wzrok z twarzy puchona na tkwiącą przed nią książkę. Był to ładny fragment, chociaż w tym momencie wydawał się jej w jakiś sposób niewłaściwie. Przymknęła na chwilę oczy, wzdychając cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eric Bogeviken

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szetlandy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
  Liczba postów : 17
http://www.czarodzieje.org/t17068-eric-bogeviken
http://www.czarodzieje.org/t17071-eric-bogeviken




Gracz






PisanieTemat: Re: Poziom 0 | Główny Hol   Nie Mar 03 2019, 21:33

Z rozmowy, bardzo szybko można było wywnioskować, że Eric był jakimś obłąkanym fanem liryki i nie zważał na twory z innych kategorii. Oczywiście każdy, kto założyłby coś takiego byłby w błędzie, chłopak lubił bowiem czytać większość istniejących gatunków i nie zamykał się na jeden z nich. W liryce było jednak coś, co przemawiało do jego wrodzonego romantyzmu i wrażliwości. Czytając coraz to kolejne wiersze chłopak tylko rozwijał te cechy, dodając do nich także inne, nie koniecznie dobre cechy. Oczywiście pochłanianie tych wszystkich treści nie niosło ze sobą samych plusów, od nadmiaru rozmyślań i samotności, w której towarzyszył mu tylko wiersze, chłopak zaczął nadmiernie emocjonować się prostymi gestami, dopisując do nich coś, czym w rzeczywistości nie były i nadinterpretować w całym znaczeniu tego słowa. Delikatnym ruchem ręki poprawił okulary, które nie wiedzieć czemu zsunęły się z należnego im miejsca, kiedy chłopak wstawał. Następnie wsunął wolną dłoń do kieszeni, z której wyciągnął paczkę papierosów. Wyjął z niej jednego, po czym znów wrzucił ją do kieszeni, a jej miejsce w jego dłoni zajęła misternie grawerowana zapalniczka. Chłopak wygrał ją w pokera od wyjątkowo niemiłego gryfona. Choć nie wspominał dobrze jej poprzedniego właściciela, to samemu przedmiotowi nie można było odmówić piękna i funkcjonalności. Z szybkością i wprawą godną nałogowe palaczka odpalił papierosa, a zapalniczka wróciła do spodni. Przez dłuższą chwilę „delektował się smakiem” fajki, po czym z niewinnym wyrazem twarzy powiedział.
-Mam nadzieje, że to nie ingeruje zbytnio w ten obraz. Nie, żebym zakładał, że Ślizgonce coś takiego zaimponuje....-Dopiero po chwili zdał sobie sprawę jak chamsko musiało to zabrzmieć i od razu poczerwieniał. Bogeviken nie znał zbyt wielu ślizgonów, większość tego, co o nich wiedział, było stereotypami zasłyszanymi od swoich kolegów z Hufflepuff, lub znajomych z innych domów. Był on więc osobą całkowicie nieświadomą, uznającą Ślizgonów za tych niemiłych i takich, od których niepozorni puchoni jak on powinni się trzymać z daleka. Dopiero teraz, zdał sobie sprawę z tego, że stereotypy mogły być dalekie od prawdy, a mówienie takich rzeczy jak te przed chwilą mogą być co najmniej nie na miejscu. Nie chciał wszak obrazić jednej z niewielu osób, z którymi ostatnio rozmawiał. Nie była niemiła i zdradziła zainteresowanie tym, co robi, głupio było, by to zaprzepaścić. -Ja przepraszam... trochę się zagalopowałem. Nie masz mi tego za złe prawda?- Nigdy nie rozumiał ludzi, którzy mieli kompleksy z powodu swojego wzrostu, przecież każdy miał swoje plusy. On sam uważał, że jego wzrost był wręcz idealny, nie był ani niski, ani wysoki, nie miał problemu z dobieraniem swoich ubrań i ludzie nie patrzyli na niego z powątpiewaniem.
-Naprawdę wydaje mi się, że lekko dramatyzujesz. Przecież wysocy zdecydowanie częściej bywają nieporadni i niedelikatni. Poza tym mały wejdzie tam, gdzie nie wejdzie każdy duży, nie przyciąga niepotrzebnej uwagi i ogólnie jest "słodkie", nie powinnaś się tym tak przejmować. Cóż.... nie, tyle że nie Lubie ludzi, po prostu czasami wolałbym, żeby nie zwracali na mnie uwagi i dali mi święty spokój, nie zawsze, ale czasami by się przydało. Ze słońcem? Jeśli mam być szczery to nie dlatego Lubie właśnie pomarańcze, bardziej chodziło mi o to, że kojarzą mi się ze świętami, ich zapach zawsze roznosi się po domu, a mama ma nawet przepis na wyjątkowo dobre ciasto i są one jego głównym składnikiem.- Odwzajemnił jej uśmiech, a kiedy zobaczył, że dziewczyna siada, wyrzucił niedopalonego papierosa na ziemie, przydeptał go i zajął miejsce naprzeciwko swojej rozmówczyni. Nie chciał stać i patrzeć na nią z góry, byłoby to nieuprzejme. Kiedy już się usadowił, zaczął uważnie przyglądać się rozmówczyni. W końcu bowiem nie przeszkadzało mu w tym to, że się ruszała, lub była odwrócona tyłem. Musiał przyznać, że rudowłosa piękność nie była raczej na liście „stworzeń”, które spodziewał się spotkać w mrocznych kazamatach, ale zdecydowanie brzmiała przyjemniej niż wszystkie inne pozycje z tego spisu.
-Tak właśnie trzeba o nich mówić, naprawdę ich wiersze są czymś wspaniałym. Smuci mnie fakt, że tak mało osób z naszego, magicznego świata, stara się lub ma ochotę na poznanie kultury mugoli, można tam znaleźć wspaniałe skarby. W przypadku starszych nie jest to aż tak duży problem, jednak o tym, jak bardzo gdzieś młodzi czarodzieje mają mugoli, świadczy ich frekwencja na zajęciach z mugoloznastwa.- Westchnął i ze smutkiem pokręcił głową. On sam, znał świat mugoli lepiej niż ten magiczny, wszak to tam się wychował i to w ich towarzystwie spędził swoje najmłodsze lata, świat, w jakim żył teraz, wciąż miał przed nim wiele tajemnic i choć od swojego przybycia do Hogwartu starał się o nim dowiedzieć ile się dało, to wciąż był daleki od osiągnięcia poziomu swoich wychowanych w magicznych rodzinach kolegów.
-Co się zaś tyczy drugiej części twojej wypowiedzi. Ależ oczywiście, że jestem miły i empatyczny, właśnie dlatego unikam ludzi. Nie wiem, czy jestem samotny w tych obserwacjach, ale uważam, że w dzisiejszych czasach zarówno empatia, jak i romantyzm, są bardzo obce większości populacji. Wole więc nie utwierdzać się w swoich poglądach i żyć w przekonaniu, że po prostu nie mam szczęścia do ludzi, a cała reszta jest nieskazitelna. Trochę pokręcona ta logika, ale.... rozumiesz, o co mi chodzi tak?- Zapytał, a na jego twarzy, do smutku dołączyła niepewność, tylko pogłębiona przez jej kolejne pytanie. Oczywiście, że pisał swoje wiersze, robiła to chyba prawie każda osoba interesująca się poezją. Wszak każdy chciał sprawdzić, czy aby na pewno nie kryje w sobie talentu, jakim obdarzono jego ulubionych autorów. Otóż Eric nie krył żadnych talentów, a już na pewno niepisarskich. Nie powstrzymywało go to oczywiście przed pisaniem coraz to kolejnych wynaturzeń, to, że je pisał, nie znaczyło jednak, że ma zamiar się nimi z kimś dzielić.
-Nie, nic nie piszę, po prostu, od razu uznałem, że jakiekolwiek działania z mojej strony są skazane na porażkę.- Roześmiał się, odrobinę sztucznie, bo nigdy nie był dobry w udawaniu czy kłamaniu.
-Teoretycznie masz racje i byłbym w domku sam, ale i tak musiał przyjść do kopalni, obiecałem mamie, że przywiozę jej coś z tej wycieczki więc muszę zahaczyć o sklep z pamiątkami, uznałem więc, że skoro już tu jestem, to mogę się przejść, pozwiedzać i poczytać w innym otoczeniu niż domowe zacisze.- Lekko gubił się w zeznaniach, nie mógł jednak powiedzieć, że często przeżywał poezje do tego stopnia, że zalewał się łzami, a gdyby ktoś z jego domowników zastał go nad książką w takim stanie czułby się co najmniej niezręcznie. Nie, na pewno nie czułby się bezpiecznie w domku.
-Szczerze mówiąc nie wiem czemu akurat ten fragment, na swój sposób do mnie przemawia i przypomina mi coś, nic konkretnego, ale przy jego czytaniu czuje swego rodzaju nostalgie...-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Poziom 0 | Główny Hol   

Powrót do góry Go down
 

Poziom 0 | Główny Hol

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
islandia
 :: 
Kopalnia
-