Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 686
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1920
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Kuchnia   Sob Lut 09 2019, 14:27


Kuchnia


Wspólna kuchnia znajduje się w oddzielnym domku, umiejscowionym w samym centrum osady. Jest to dość przestrzenne pomieszczenie, w którym zawsze panuje idealny porządek. Krzątające się tutaj krasnoludy entuzjastycznie pogwizdują, przygotowując magiczne islandzkie potrawy. Bardzo ochoczo też ustępują miejsca tym, którzy są na siłach samemu przygotować sobie posiłek!

______________________


Got teeth like razor blades
And you know that we're out for blood.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 221
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 170
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Lut 13 2019, 11:45

Było już późne popołudnie, kiedy właścicielka blond włosów postanowiła udać się do kuchni. Cisza i spokój panujące wokół osady były niezwykłym zjawiskiem, jeszcze godzinę temu miejsce po brzegi wypełnione uczniami Hogwartu - teraz zdawało się być wymarłe. Dźwięki wydobywające się z okolic żołądka Gabrielle niczym nie przypominały pięknej melodii, były desperacką manifestacją, że czas najwyższy coś zjeść. Rozpakowanie kuferka zajęło jej więcej czasu niż zakładała; tracąc poczucie czasu, przeoczyła godzinę obiadu i teraz bardzo z tego powodu cierpiała. Mimowolne skurcze żołądka nie pozwoliły skupić myśli, uparcie nawołując, aby coś zjadła. Nie mogąc dłużej ignorować tego jasnego przekazu, po pięciu minutach zamknęła za sobą drzwi kuchni.
Ciepłe, przestronne i bardzo uporządkowane miejsce, w którym krzątały się krasnoludy zachęcało do odwiedzin. Zapach gotujących się dań wypełniał powietrze, nęcąc i kusząc. Gabrielle oblizała usta i zamknęła oczy zachwycona unoszącą się wokół wonią. Swoją obecnością od razu zwróciła uwagę krasnoludów, którzy od progu proponowali jej najróżniejsze potrawy, oczywiście typowe dla tego regionu jednak ona z uprzejmym uśmiechem na ustach odmawiała za każdym razem, dając tym samym do zrozumienia,że jest typem osoby, która sama coś sobie przygotuje. Nie chciała być niegrzeczna, zwyczajnie nabrała ogromnej ochoty na tosty, których w menu zwyczajnie nie dostrzegła.
Odwiesiła wierzchnie odzienie na wieszaku stojącym tuż przy drzwiach, po czym zaczęła z wielkim zapałem przeglądać szafki oraz zawartość lodówki. Nie obyło się bez pytań, kiedy nie była w stanie odnaleźć całego potrzebnego sprzętu. Dwadzieścia minut później, poza bałaganem, którego siłą rzeczy nadrobiła - gotowanie nie było jej ulubionym zajęciem - w końcu miała swoje upragnione tosty ułożone zgrabnie na niebieskim talerzu. Uśmiechnęła się szeroka zachwycona tym widokiem, zupełnie jakby był to ósmy cud świata.
Przeniosła swoje spojrzenie blat, czerwone krople keczupu brudziły jego powierzchni, okruszki chleba czy kawałki sera były wszędzie, westchnęła cicho pod nosem. Już była gotowa by wszystko posprzątać, kiedy pojawił się przy niej jeden z krasnoludów wręczając talerz z tostami i gestem ręki przeganiając blondynkę.
- Dziękuję! - powiedziała, uradowana z takiego obrotu sprawy. Obróciła się na pięcie, z  szerokim uśmiechem na ustach ruszając ku drzwiom kiedy nagle ktoś przed nią wyrósł. Z impetem uderzyła w czyjeś ciało zaskoczona obecnością drugiej osoby. Tosty które jeszcze chwilę temu leżały na talerzu wylądowały na ubraniu chłopaka, brudząc je keczupem  - Uważaj jak chodzisz - prawie że warknęła.

@Luke Williams
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Williams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 52
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t11985-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11989-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11988-luke-williams




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Lut 13 2019, 22:23

Nie wiedział, czy był głodny, czy tylko mu się wydawało. Miał nieodparte wrażenie, że coś mu każe opuścić pokój, żeby chociaż na chwilę złapać oddech. A może żeby dać złapać oddech współlokatorom? Ciężko było powiedzieć. W każdym razie zjedzenie czegoś też nie było najgorszym pomysłem, nawet jeżeli wydawało mu się, że im bliżej jest kuchni, tym bardziej jego apetyt słabnie. Zawsze pozostawała opcja wypicia szklanki wody, mleka, czy po prostu posiedzenia w przytulnej kuchni z daleka od rzeczywistości. Na noc zamierzał mimo wszystko wrócić, nawet jeżeli miałaby to być jego ostatnia noc. Cóż, takie prawdopodobieńśtwo w pewnym sensie istniało. Dla Luke'a Islandia okazała się być wyjątkowo niebezpiecznym krajem, chociaż nie miało to nic wspólnego z położeniem geograficznym. Mimo wszystko powrót do Hogwartu - z osobnymi miejscami do spania w zależności od domów (czyli krukoni i gryfoni przyzwoicie daleko od siebie) - wydawał się być dużo bezpieczniejszą alternatywą. Zdecydował się jednak na wyjazd, więc trzeba było jakoś sobie radzić. Chwilę zajęło mu odnalezienie kuchni.
Zaraz po otwarciu drzwi okazało się, że nie tylko on postanowił odwiedzić to miejsce. Niespodziewanie wpadła na niego drobna blondynka. Nie miałby nic przeciwko temu, gdyby nie trzymała w rękach talerza z jedzeniem, które wylądowało na jego ubraniach. Spojrzał na plame na swojej bluzce, a potem uniósł spojrzenie na dziewczynę. Przez chwilę, słysząc że nie ma zbyt dużych wyrzutów sumienia, a nawet obwinia jego, miał ochotę odpowiedzieć coś niemiłego, ale potem połączył fakty i zrozumiał, że wpadł właśnie na śliczną blondynkę i taka reakcja nie miałaby żadnego sensu. Zapanował nad sobą i uśmiechnął się tylko.
- Zauważ, że to ty na mnie wpadłaś, ale nie szkodzi, słońce - pokręcił głową, przytrzymując ją przez chwilę, żeby nie upadłą przez stratę równowagi. No, może odrobinę za długą chwilę, ale w końcu ją puścił i odłożył talerz na bok. - Na szczęście tylko ja oberwałem, więc nie przejmuj się za bardzo. Kolacja zmarnowana, ale jeszcze nic straconego, mogę ci to wynagrodzić i przygotować coś dobrego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 221
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 170
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Lut 14 2019, 09:07

Wszystko działo się tak szybko, zbyt zaabsorbowana pysznymi, pachnącymi tostami zapomniała, że przecież nie jest sama na tym świecie. Wszak istnieją jeszcze inne jednostki, których obecność mogła na nią oddziaływać w dość namacalny sposób. Przekonała się o tym zaledwie kilka sekund później, impet - zdawałoby się delikatnego - spotkania dwóch ciał odrzucił ją delikatnie. Silna, męska dłoń pochwyciła ją w ostatniej chwili, tym samym chroniąc przed upadkiem.
Spojrzenie zielonych oczy przynosiła z talerza - którego cała zawartość wylądowała na ubraniu chłopaka, na jego początkowo zirytowaną twarz, którą chwilę później ozdobił czarujący uśmiech. Musiała zamrugać kilka razy, aby upewnić się, że nie są to omamy.
Mimo ewidentnej swojej ewidentnej winy, Gabrielle nie wykazała się uprzejmością. “Przepraszam”, które było słowem wręcz wskazanym zastąpiła nieprzyjemnym przeniesieniem odpowiedzialności za wszystko na niebieskookiego. Przez dłuższą chwilę nie potrafiła oderwać od niego wzroku, błękit jego oczu działał hipnotyzująco, im dłużej się w niego wpatrywała, tym bardziej “tonęła”. Otrzeźwiły ją dopiero słowa przerywające chwilę ciszy.
Zareagowała automatycznie. Słysząc słowo “słońce” oraz specyficzny ton, zwany przez nią tonacją podrywacza odsunęła się o pół kroku, zdając sobie sprawę, że trzymał ją o kilka sekund za długo. Delikatny rumieniec oblał mleczne policzki blondynki.
- Po pierwsze, nie jestem żadnym słońcem. Nazywam się Gabrielle, słońce - odpowiedziała - kładąc sarkastyczny nacisk na ostatnie słowo, odzyskując w końcu rezon, chociaż te oczy… . Potrząsnęła głową, by odgonić głupie, natarczywe myśli. Kosmyk włosów opadł jej na twarz, więc zgrabnym ruchem dłoni założyła go za ucho.
- Po drugie, nie jestem taka głodna- - oznajmiła, lecz jak na złość jej brzuch wydał z siebie niezidentyfikowane dźwięki zupełnie przeczące jej słowom. - No… dobrze, a jeśli spróbujesz mnie otruć? W odwecie za bluzkę? - zapytała unosząc do góry lewą brew.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Williams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 52
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t11985-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11989-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11988-luke-williams




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią Lut 15 2019, 11:53

Chociaż można by pomyśleć, że Luke nie jest w nastroju do zagadywania dziewczyn, to chyba ten typ tak miał. Nie mógł się powstrzymać, skoro jakaś dosłownie wpadała mu pod nogi. Myślami był ciągle przy Fire, ale porozmawiać zawsze było warte. Szczególnie, że Luke w dziewczynach często szukał po prostu przyjaciółek, lubił spędzać z nimi czas. A może właśnie powinien na chwilę oderwać myśli od wydarzeń z domku? Chociaż nie było to proste z mocno obolałą ręką, warto było spróbować.
Dziewczyna od razu oburzyła się na jego zwrot, na co uśmiechnął się tylko. Co ciekawe, u większości włączała się reakcja obronna kiedy słyszały te wszystkie zwroty, a Luke i tak i tak nie mógł się powstrzymać przed używaniem ich. To zdecydowanie było silniejsze, nawet jak zamiast pomagać, trochę mu przeszkadzało. Widział też to odrobinę za długie zamyślenie dziewczyny, kiedy patrzyła mu w oczy. To chyba nie był przypadek.
- Gabrielle, ślicznie. Chociaż muszę przyznać, że wole słońce, ale co powiesz na skarbie? Jestem elastyczny, spokojnie - odchrząknął rozbawiony. - Ja jestem Luke i nie martw się, nie truje dziewczyn, zbyt wielka strata. To co, dalej masz ochotę na te tosty, czy tym razem coś innego? - spytał, wchodząc do kuchni głębiej i rozglądając się jakie produkty jeszcze może znaleźć. Umył ręce i zerknął na dziewczynę, czekając aż podejmie decyzje odnośnie swojej przekąski. Może nawet on ostatecznie jednak coś zje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 221
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 170
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Lut 16 2019, 21:30

-Zostańmy przy Gabrielle – odpowiedziała, starając się zachować spokój. Zmierzyła chłopaka chłodnym spojrzeniem z dołu do góry, unosząc lewą brew. –Bądźmy ze sobą szczerzy – oznajmiła –Zawsze się tak zachowujesz? – zapytała wykonując jakieś dziwne gesty dłońmi wskazując na całą jego sylwetkę. Nigdy nie przepadała za takimi chłopakami. Oni zawsze uważali, że mogą mieć każdą, że wystarczy kilka uroczych słówek czy dennych komplementów, by dziewczyna wzdychała do nich niczym po zażyciu eliksiru miłosnego. Gabrielle miała do takich osób swego rodzaju awers, działały jej na nerwy. Nie było to jedyne spowodowane tym, że nie ustanie stanowili tematy rozmów dziewczyn, ale tym, że taki uważał się za ósmy cud świata. Położyła dłonie na biodrach w oczekiwaniu na odpowiedź. Była bardzo ciekawa czy niebieskooki nadal będzie brnął w tą głupią grę, tworząc kreację lowelasa, a może on po prostu miał taki styl bycia?
Tego blondynka wcześniej nie brała nawet pod uwagę, w końcu tak wiele osób wokół nosiło maski, czasem ciężko było odkryć tą granicę, kiedy ktoś tylko grał, a kiedy był prawdziwy. –Miło cię poznać Luke – stwierdziła przybierając milczy ton. Założyła kosmyk włosów za ucho – ten który uparcie leciał jej na twarz. Rozpuszczone włosy w kuchni nie były może najmądrzejszym pomysłem, jednakże z pośpiechu zwyczajnie zapomniała przewiązać je gumką.
-Zaskocz mnie – odpowiedziała z szerokim uśmiechem, po czym zajęła jedno z barowych krzeseł, tak by mieć doskonały widok na chłopaka i to, co robi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Williams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 52
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t11985-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11989-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11988-luke-williams




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Mar 02 2019, 13:07

Luke doskonale wiedział, co miała na myśli Gabrielle, ale on wbrew pozorom nie robił tego specjalnie. To znaczy jasne, wiedział, jak się zachowuje, ale to był raczej taki styl bycia, niż jakaś przybrana, ściśle kontrolowana poza. Wielu to się nie podobało, więc puchonka absolutnie nie była w tym sama, ale on nigdy nie mógł się powstrzymać i zawsze z lekkim rozbawieniem obserwował reakcję na pieszczotliwe zwroty wypowiedziane w kierunku nowo poznanych dziewczyn. Niektóre nic z tym nie robiły, ale zdecydowana większość od razu łapała dystans i powtarzała znacząco swoje imię, tak, żeby Luke przypadkiem nie zabrnął w swoich czułych słówkach za daleko.
- Cóż, jeżeli pytasz czy zawsze jestem sobą, to jak najbardziej. Gabrielle po prostu brzmi strasznie oficjalnie, wole mówić po swojemu. No i przypominasz takie promienne słoneczko - zauważył. Dziewczyna po chwili chyba trochę zmieniła nastawienie i obronną postawę zamieniła na trochę bardziej otwartą.
- Hm, co powiesz na ciastka z dynią? - spytał, sięgając po potrzebne składniki z jednej z szafek. Lubił i nawet potrafił gotować, uważał to za wyjątkowo przydatną umiejętność. Nie czekając za długo na odpowiedź dziewczyny po prostu przygotował wszystko co niezbędne i zabrał się za wyrabianie ciasta. Akurat tę przekąskę miał wyjątkowo dobrze wyćwiczoną i potrzebował zaskakująco mało czasu, żeby przygotować ją porządnie. Zawsze warto było mieć w głowie kilka sprawdzonych przepisów, na tego typu okoliczności, w których przyjdzie nakarmić jakąś głodną, zabłąkaną duszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 221
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 170
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Mar 03 2019, 20:04

Pierwsze wrażenie, które robi na nas nowopoznana osoba podobno jest najważniejsze, więc dlaczego teraz wpatrując się w Luke, słysząc wypowiadane przez niego słowa Gabrielle czuła się ze swoją oceną jego osoby tak źle? Mimowolnie przygryzła dolną wargę zajmując jeden z barowych stołków, oparła łokieć o drewno, by otwartą dłonią podeprzeć brodę. Zielone tęczówki dziewczyny błądziły po ciele chłopaka, badawczo. Chłonęła każdy jego krok, gest oraz spojrzenie. Niebieskie oczy, którymi obdarzyła go matka natura były tak niezwykłe, że ciężko było oderwać od nich swój wzrok, jednocześnie skupiając się na tym, co mówił.
Spuściła więc nieco z tonu, zmieniając swoją buntowniczą postawę, na tą zwykłą, typową dla Gabrielle Levasseur – uśmiechnęła się do niego szeroko, pokazując rząd śnieżnobiałych zębów, tylko tostów było jej nadal bardzo szkoda. Przeniosła stęsknione spojrzenie w miejsce, gdzie kilka sekund temu odłożyła naczynie, lecz nie było już po nim nawet śladów. Westchnęła cicho pod nosem, tak by niebieskooki nie usłyszał, wróciła do swojego towarzysza.
-Uznam to za komplement? – zmarszczyła nieznacznie czoło, zdanie, które wypowiedziała brzmiało bardziej niż pytanie, jednak miała nadzieję, że on nie zauważy. –Więc, jak ja mam zwracać się do ciebie? – zapytała poruszając brwiami w zabawny sposób, podnosząc je i opuszczając na dół, zupełnie jak nieudolni flirciarze próbujący poderwać nieznajomą. Oczywiście ton wypowiedzi blondynki miał dowcipny charakter. Doszła do wniosku, że w tym wypadku nie warto wykazywać się podłością czy kąśliwymi uwagami, wszakże nie każdy napotkany przez nią chłopak był pokroju Elijaha, więc co niektórym należało dać szansę. Gabrielle czuła, że Luke należy właśnie do tego grona osób.
-Brzmi smacznie – odparła słysząc jego propozycję, jednak nie zamierzała mieszać się w pomaganie mu, nie była zbyt zdolną kucharką, tosty będące w części ozdobą koszuli Krukona były jej szczytem umiejętności kulinarnych. –Ile właściwie masz lat? - zapytała bez owijania w bawełnę, była tego ciekawa. Nie miała okazji nigdy wcześniej spotkać chłopaka, chociaż zapewne był on uczniem Hogwartu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Williams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 52
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t11985-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11989-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11988-luke-williams




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Mar 04 2019, 21:15

Luke'owi podobały się wszystkie dziewczyny, każdą uważał za atrakcyjną i interesującą. Jednak trzeba było przyznać, że Gabrielle była wyjątkowo w jego typie - blondynka, urocza, piękny uśmiech. Na szczęście nie musiała się obawiać, że chłopak nie będzie dawał jej spokoju. Z całą pewnością by tak było kiedyś, zanim w jego głowie Fire nie zaczęła rozpychać się na wszystkie strony i nie dawać mu wytchnienia nawet na moment. Z całych sił starał się odgonić wydarzenia z tego dnia. Ranę miał już opatrzoną, ściśle zawiązaną bandażem, więc nie krwawił, ale poruszał ręką bardzo ostrożnie i raz na jakiś czas można było dostrzec, że pewne ruchy sprawiają mu ogromny dyskomfort. Po uderzeniu Nessy z całą pewnością zaczął mu się robić też siniak na twarzy, może nie było go jeszcze widać, ale miejsce było już zaczerwienione. Wciąż miał nieodparte wrażenie, że mogło być znacznie gorzej. Nie sądził, żeby dziewczyna zwróciła uwagę na jego lekkie poturbowanie.
- Oczywiście, że za komplement. Cóż, możesz mówić na mnie jak chcesz. Kochanie i skarbie w pełni akceptowane - zaśmiał się, przygotowując starannie dynie do swoich ciastek. - Ale może być też Luke, Williams, jak tylko chcesz - stwierdził, sięgając po przyprawy z górnej półki. Zdziwiło go nagłe i bezpośrednie pytanie o wiek. Czyżby wyglądał zbyt staro na studenta? To było całkiem prawdopodobne, mimo, że miał tylko rok do tyłu. Jak na ironie do swojego dziecinnego młodzieńczego zachowania otrzymał dość postarzający typ urody. Na szczęście u facetów to nie był chyba taki problem. - Dwadzieścia dwa. Nie oblałem - uprzedził od razu pytanie, które samo cisnęło się na usta. - Ale musiałem wyjechać przed zakończeniem w zeszłym roku więc powtarzam kawałek tego roku i pisze egzaminy. Potem niestety już chyba serio będę musiał opuścić to miejsce - stwierdził, nie bez żalu, bo nie wyobrażał sobie, żeby gdziekolwiek indziej żyło mu się lepiej, niż w Hogwarcie. - Co prawda kobiety się o wiek nie pyta, ale skoro już sama zaczęłaś, to liczę na rewanż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 221
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 170
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Mar 06 2019, 11:47

Gabrielle miała tylko nadzieję, że nowo poznany chłopak, właściwie to mężczyzna swoje zainteresowanie jej osobą okazuje w sferze nie innej niż zadośćuczynienie. Ostatnimi czasy miała tendencje do wmawiania sobie, iż jakiekolwiek zainteresowanie ze strony płci przeciwnej wybiegające poza zwykłą znajomością zapewne nie jest ich wolną wolą, a skutkami jej “przypadłości”. Myśl ta nie potrafiła opuścić jej głowy, tylko “rozmowy” z Julianem dawały jej nikłe poczucie zwyczajności, a przynajmniej tak było do czasu. Ona wyznała mu prawdę,on zamilkł - bańka, w której przez chwilę mogła żyć pękła nie pozostawiając po sobie zupełnie nic, poza uczuciem pustki. Czy tak szybko mogła przywiązać się do nieznajomego? Wszakże po pięknym piśmie charakteryzującym każdy jego list oraz zawodowych, lecz pełnych szczerości, przesyconych dziwną “magią” słowach nie było po nim śladu.
Wpatrywała się w Luke, jednak zdawała się go nie dostrzegać, po raz kolejny odpłynęła myślami tracąc chwilowo kontakt z rzeczywistością. Otrząsnęła się dopiero kiedy do jej mózgu dotarł obraz tak niepasujący do nienagannego - taki wydawał się początkowo- wyglądu chłopaka. Wyważone ruchy ręki, zupełnie jakby odważniejsze nią poruszenie miało wywołać grymas bólu na twarz, ona też nie wydawała się taka nieskazitelna. Ciemniejsza karnacja może i maskowała w znacznym stopniu zdobiącego ją czerwoną plamę, jednak gdy lepiej się jej przyjrzeć wątpliwości znikały.
- Co ci się stało? - zapytała zanim ten ponownie zabrał głos, palcem - trochę niegrzecznie - wskazując ramię oraz policzek. Nie zamierzała być niegrzeczna, dlatego jej pytanie przebarwione było nutką zmartwienia. Panienka Levasseur należała do osób bezpośrednich, często zamiast ugryźć się w język i zachować pewne rzeczy dla siebie, po prostu mówiła lub pytała wyzbywając się jakichkolwiek zahamowań. Jedni uważali to za wagę, inni zaletę, zaś blondynka miała co do tego mieszane uczucia.
- Akceptowane przez kogo? Ciebie czy tą, która stoi często u tego boku? - zapytała z wyraźnym rozbawieniem, choć zapewne gdyby okazało się, że Luke kogoś ma,zapewne nie byłoby jej do śmiechu. Nie jest nawet w stanie wyobrazić sobie do czego byłaby zdolna druga kobieta słysząc, jak inna zwraca się do jej chłopaka określeniami zarezerwowanymi dla niej.
Słysząc jego odpowiedź zdziwiła się, Williams wyglądał na starszego od niej, czy Viniego jednak nie podejrzewała, że jest on prawie w wieku Nathaniela. Zapewne w przeciwieństwie do większości dziewczynie na usta nie ciągnęło się pytanie “dlaczego?”. Tak naprawdę powodów mogło być wiele, nie zawsze zależnych od samego Luke, doskonale znała to z autopsji. Jako dziecko również nie chciała opuszczać Francji,lecz sytuacja rodzinną ją do tego zmusiła.
- Hm… - zmyśliła się chwilę - Skoro tak bardzo szkoda ci stąd odchodzić, to może powinieneś wybrać zawód nauczyciela. - stwierdziła uważając to za dość logiczny pomysł. Ona sama miała zupełnie inne marzenia, czekała tylko kiedy będzie pisać ostatnie egzaminy,by później poświęcić się temu czego pragnie w życiu.
Zaśmiała się słysząc o rewanżu, ale przecież w życiu nic nie jest tak proste czyż nie?
- A na ile wyglądam? - zapytała prostując się na krześle, uniosła prawą brew do góry, zupełnie jak kąciki różowych ust tworzące uśmiech z nutą tajemniczości.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Czarodziejowa Dusza

Nieokreślony
Galeony : 274
  Liczba postów : 216
http://www.czarodzieje.org/t10816-czarodziejowa-poczta




Specjalny






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Mar 10 2019, 19:04

Krasnolud Ragvark czekał już w kuchni na tych, którzy mieli przybyć bądź to z własnych domków, bądź z kutrów rybackich wraz ze skrzynią pełną przygotowanych do gotowania ryb. Dla tych, którzy zdecydowali się wypłynąć na morze, przygotował rozgrzewającą herbatę z rauhitii, leżącą w dzbanach na jednym ze stołów wraz z mnóstwem żeliwnych kubków. Gdy wszyscy już się zjawili, klasnął w dłonie i zaczął swoją przemowę.
- Ustawcie się, proszę, na odpowiednich stanowiskach. Miejsca starczy dla wszystkich. Będziemy dzisiaj gotować zupę rybną z rauhitią. Wasz nauczyciel – mówiąc, miał tu oczywiście na myśli Howarda Forrestera – poprosił mnie również o wersję wegetariańską, co jest dość dziwne, zważywszy na to, że jest to zupa r y b n a, ale niech już wam będzie.
Machnął ręką i podszedł do swojego stołu, na którym leżało mnóstwo zwojów pergaminu.
- Tu macie przygotowane przepisy, z których będziecie korzystać. Ilość przypraw nie została wypisana, ponieważ każdy przyprawia tę zupę według własnego uznania. Liczy się pomysł i wyczucie smaku. Wszystkie składniki macie przygotowane na blacie. Możecie korzystać z warzyw i ziół, a także glonów. Ci z was, którzy uczestniczyli w połowie ryb, będą korzystać z tego, co złowili. Pozostali, jeśli nie będą robić wersji bez mięsa, otrzymają ryby ode mnie, ale nie zyskują przez to żadnych punktów. Życzę owocnego gotowania. W razie pytań jestem do waszej dyspozycji. Możecie oczywiście korzystać z różdżek.
Rozdał wszystkim pergamin z przepisami i wskazał dokładnie, gdzie co się znajduje, po czym powrócił na swoje stanowisko, by samodzielnie przygotować własną zupę, dla pokazania turystom, jak powinna smakować według jego oryginalnej receptury.

WAŻNE: Tak jak w I etapie, w tym również zbieracie punkty do rankingu, który ostatecznie zweryfikuje, kto wygrywa krasnoludzkiego Master Chefa. Jeśli ktoś nie brał udziału w I etapie, co było możliwe, może się zdecydować na ugotowanie wersji wegetariańskiej i tym samym nadrobić nieco punktów, chociaż nadal mniej, niż biorąc udział w całym etapie (bo Ragvark nie uważa wegetariańskiej zupy rybnej za słuszną). Osoby niespożywające alkoholu mogą pominąć ten punkt, przyjmując jednak, że zupa ma kolor bardziej jak krupnik, niż jak lawa. W przypadku robienia zupy z użyciem ryby za poprzedni etap otrzymuje się 0pkt. Czas macie również do 20 marca, a w razie wątpliwości możecie pisać do @Holden A. Thatcher II na gg (mam w profilu), lecz nie obiecuję szybkiego odpisu z powodu nieobecności.

Przepis:
 

Przygotowanie glonów:
 

Piwo Dverga:
 

Przygotowanie warzyw:
 

Przyprawy:
 

Na ostatnim etapie gotowania, Ragvark miał już przygotowaną swoją zupę, więc krążył między stolikami, podpowiadając turystom, jak powinni podawać to danie. Gdy wszystkie były już gotowe, zawołał dwóch innych krasnoludów o imionach Ulnarail i Ghar, by wraz z nim sprawiedliwie ocenili wszystkie „dzieła” w miskach.

Uwaga: Jeśli ktoś ma powyżej 15pkt z Działalności Artystycznej, może spróbować coś ugrać ozdobieniem zupy i dostać dodatkowy 1pkt do ogólnego rankingu.

Kod:
<zg>Punkty za I etap:</zg> jeśli dotyczy
<zg>Przygotowanie glonów:</zg> jeśli dotyczy
<zg>Piwo Dverga:</zg> jeśli dotyczy
<zg>Przygotowanie warzyw:</zg> kostka
<zg>Przyprawy:</zg> kostka
<zg>Suma wszystkich punktów:</zg> policzcie je, proszę, ułatwiając mi zadanie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Hope

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 60
Dodatkowo : pół-wil
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t17140-lucas-hope-budowa
http://www.czarodzieje.org/t17143-przyjme-kazdego#478525
http://www.czarodzieje.org/t17142-lucas-hope#478521
http://www.czarodzieje.org/t17139-lucas-hope




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Mar 10 2019, 20:06

Zacząłem gotować, zgodnie z przepisem który poznaliśmy, huska którego pozbawiłem łusek włożyłem do garnka po czym zalałem wodą czekając aż zacznie się gotować. Czekając na to odmierzyłem wszystkie potrzebne mi składniki by nie musieć potem tego robić i przez to robić wszystko wolniej. Gotowanie trochę trwało więc pokroiłem cebulę. Kiedy woda się zagotowała dolałem tam piwo i zabrałem się za krojenie warzyw. Wyszło mi to naprawdę idealnie. Przy okazji podsmażyłem cebulkę oraz pokrojonego pora na taki kolor jaki miał być. Rybę wyjąłem z wody a zamiast tego dodałem do bulionu który powstał pokrojone warzywa i ponownie czekałem aż to się ugotuje przyglądając się innym z zaciekawieniem. Kiedy to się już stało spokojnie postępowałem za kolejnymi krokami aż do momentu w którym nasiono rauhitii uderzyło mnie w policzek przez to że patelnia była zbyt rozgrzana. Dzięki temu że miałem już jakieś pojęcie o uzdrowicielstwie ślad po tej przyprawie długo na mojej skórze nie pozostał. Potem już w spokoju dokończyłem gotowanie i przygotowywanie zupy. Wlałem bulion z warzywami do miski po czym włożyłem rybę i ozdobiłem to świeżymi ziołami. Pozostało mi czekać na werdykt krasnoludów.

Punkty za I etap: 4
Przygotowanie glonów: brak
Piwo Dverga: 5
Przygotowanie warzyw: 4
Przyprawy: 2
Suma wszystkich punktów: 9
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Williams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 52
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t11985-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11989-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11988-luke-williams




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Mar 10 2019, 21:55

/TO NIE LEKCJA

A jednak. Był pewien, że skoro po dłuższej chwili blondynka nie wychwyciła dzieła jego współlokatorek (a właściwie Nessy, bo rana zostawiona przez Fire, chociaż dużo głębsza, w tej chwili nie była kompletnie widoczna), to nie rzuca się to jeszcze w oczy do tego stopnia, żeby przykuć czyjąś uwagę. Pomylił się, bo Gabrielle wystarczyło trochę więcej czasu, żeby wykazać zainteresowanie jego nie najlepszym stanem. Milczał przez dłuższą chwilę, udając, że mieszanie dyni z przyprawami jest na tyle wymagającym zajęciem, że nie jest w stanie skonstruować żadnej sensownej odpowiedzi dla dziewczyny. W końcu zerknął na nią, nie przerywając zajęcia. Chciał zrobić z tego jak najbardziej zwyczajną sprawę, bez większego znaczenia, jednocześnie nie rzucając zbyt dużymi ogólnikami, które tylko prowokowałyby dalsze pytanie. Trudno było o to w tych okolicznościach, ale w końcu uśmiechnął się do niej całkiem naturalnie.
- Cóż, miałem drobne spięcie ze współlokatorami... w zasadzie to współlokatorkami, myślisz, że można to już uznać, za przemoc domową? - zerknął na nią pytająco, obracając sytuację w żart. Jej kolejne pytanie, a właściwie pytanie ukryte w pytaniu, rozbawiło go trochę i pokręcił głową. Ciężko mu było wyobrazić siebie w związku. Głównie dlatego, że pewnie większość dziewczyn wymagałaby zmiany jego podejścia do innych kobiet, a to póki co wydawało mu się nieosiągalne i sprzeczne z jego osobowością. Miałby zacząć tworzyć dystans, wybierać męskie towarzystwo, czy, co było dla niego kompletnie niewyobrażalne - zwracać się do dziewczyn po imieniu? Wiedział, że dla jednej byłby gotowy na tak drastyczne zmiany, ale na szczęście w nieszczęściu nie musiał się tym martwić, bo była dla niego całkowicie nieosiągalna.
- Przeze mnie, bo nikt nie stoi zbyt często obok mojego boku. To miejsce jest dalej dostępne - spojrzał na nią znacząco, biorąc się za zagniatanie ciasta. Dynia odpoczywała już spokojnie przygotowana do pieczenia.
Dziewczyna trafiła w dziesiątkę, bo Luke o byciu nauczycielem myślał już od dawna i szczerze mówiąc brał to jako jedyną opcję dla swojej kariery. Może i były gdzieś poza Hogwartem ciekawe prace, w których by się odnalazł, ale w porównaniu do tej posady wszystkie wydawały mu się nie dość atrakcyjne. Zamierzał więc zostać i zająć się tym, na co najbardziej miał ochotę. Lubił się uczyć, więc czemu nie miałby odwrócić ról i spróbować przekazywać wiedzę innym. W dodatku w znanym sobie, przyjaznym środowisku.
- Właśnie taki mam plan. A ty, są już jakieś pomysły? - spojrzał na nią pytająco. Po planach na przyszłość zdecydowanie można było wywnioskować sporo rzeczy na temat danej osoby. To bezpośrednio mówiło o zainteresowaniach i pośrednio o charakterze, jaki był wymagany do takiego zawodu. Oczywiście plany były planami, a to co z nich wychodziło to była często całkowicie osobna bajka.
- Okej, to brzmi jak typowe pytanie-pułapka, ale niech będzie, że spróbuje. Obstawiałbym jakieś 17? - stwierdził po chwili zastanowienia, dokładnie mierząc ją spojrzeniem. Zdecydowanie wyglądała na młodszą. Na oko Luke'a albo kończyła szkołę, albo zaczynała studia, ale dokładnie ciężko było to sprecyzować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 221
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 170
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Mar 12 2019, 12:02

Gabrielle była zbyt dobrą obserwatorką, aby umknął jej tak ważny fakt związany z Williamsem. Dodając do tego jej ciekawska naturę nie można było ustrzec się przed pytaniami, nawet jeżeli dla jej rozmówcy były one niewygodne. Chwila milczenia trwała znacznie dłużej niż mogła się spodziewać, badawczy wzrok blondynki śledził każdy ruch chłopaka, doszukując się w nawet najmniejszym geście jakiejś wskazówki,która naprowadziłaby ją na rozwiązanie. W geście przyspieszenia procedury wyznawania prawdy uniosła do góry prawą brew. Nie była pewna, czy zadziała to na niego, tak jak na Finna, lecz nadzieja zawsze pozostawała. Wskazówki zegara wiszącego na przeciwległej ścianie mozolnie przesuwały się jego jasnej tarczy, zupełnie jakby czas postanowił nagle zwolnić. Pośród pędzącego świata, gdzie ludzie spieszyli się nie patrząc na to, co dzieje się dookoła, w kuchni życie zdawało się płynąć wolniejszym rytmem. I choć dla jednych mogłoby to być nawet przyjemne, u Gabrielle, która nie należała do osób cierpliwych wywoływało swego rodzaju irytację. Zielone tęczówki skupił się na cienkiej tyczce czarnego koloru, która w końcu przesunęła się o centymetr. Wypuściła z ust powietrze, nie świadoma, że wstrzymuje je tak długo.
Przeniosła wzrok na uśmiechającego się Luke, odwzajemniając ten prosty, ale jakże uroczy gest.
Perlisty śmiech wypełnił pomieszczenie skupiając na Puchonce wzrok krasnoludów, kiedy usłyszała wyjaśnienie Krukona. Nie mogła… zachować powagi, siedząc na barowym stołku odchyliła się trochę do tyłu, stan szczerego rozbawienia sprawił, że straciła równowagę, chwytając w ostatniej chwili blatu, tym samym chroniąc swoje cztery litery przed spotkaniem z drewnianą podłogą.
- Wybacz… - przeprosiła, napad wesołości minął tak szybko,jak się pojawił. - Niestety obawiam się, że nie.. - odpowiedziała, cień radosnego uśmiechu nadal błąkał się na jej różowych ustach.
- Czyżby dziewczyny miały motyw swojej… zbrodni na twoim ciele? - kolejne pytanie rzucone zbyt szybko, by zastanowić się nad jego brzmieniem. Miała za sobą już tyle przeżytych lat, a jednak nadal nie nauczyła się, że czasem niektóre myśli i pytania lepiej jest zachować dla siebie.
Nie znała go, dlatego nie wyciągała wobec niego pochopnych wniosków -poza tym pierwszym, bo w rzeczy samej Luke okazał się naprawdę miły, choć sądziła, że to kolejny Krukon pokroju Elijaha Sweansena. Skrzywiła się nieznacznie, gdy imię chłopaka przemknęło przez jej myśli. Głupi Elijah! warknęła na niego w myślach. Nawet kiedy dobrowolnie pozbawia się jego towarzystwa, ten i tak musi się wcisnąć w zakamarki umysłu.
Po tonie głosu ciemnoskórego ciężko było jej stwierdzić, czy jest to zwyczajna odpowiedź czy już składanie oferty, lecz wyraz jego twarzy, ściślej rzecz ujmując znaczące spojrzenie szybko rozwiało wątpliwości panienki Levasseur.
- Hm… może i jesteś przystojny i masz takie cudowne oczy, z którymi robisz… - nie mogąc znaleźć odpowiedniego słowa wyraziła je poprzez nie do końca kontrolowane ruchy dłoni - ale nie jesteś w moim typie - oznajmiła uśmiechając się do niego szeroko. Blondynka była na etapie życia, w którym dopiero poszukiwała swojego “typu” chłopaka i choć na co dzień otaczała ją ich cała zgraja żaden nie wydawał się być tym. Rok temu myślała, że to właśnie Elijah, lecz wyobrażenie jego osoby szybko rozwiało się pod wpływem otaczającej ją rzeczywistości. Wszakże będąc obarczoną przekleństwem wiedziała, że ważniejsze od wyglądu zewnętrznego jest wnętrze.
Kąciki ust dziewczyny wciąż uniesione były ku górze, nie była pewna czy jest to zasługa wstania prawą nogą czy obecności Luke. Czuła się przy nim zadziwiająco dobrze.
- A ten plan jakiego przedmiotu się tyczy? - zadała kolejne pytanie, miała ich zadziwiająco dużo, jednak nie czuła się winna. Dopiero go poznawała, a on sam nie był jej dłużny.
- Chciałabym zostać aurorem albo zawodowo grać w Quidditcha - odpowiedziała bez chwili zawahania, była pewna swoich planów, choć wiadomo, że jak wszystko mogą ulec zmianie, z czego doskonale zdawała sobie sprawę. - Mój tata jest aurorem, mama Uzdrowicielką, ale jakoś nigdy nie ciągnęło mnie żeby chodzić w białym kitlu. Nie jest mi w nim do twarzy - ostatnie zdanie wypowiedziała żartobliwym tonem. Uśmiech dziewczyny poszerzył się, w jej policzkach pojawiły się urocze dołeczki, a ona sama mimowolnie wzruszyła ramionami, jak niewinna dziewczynka.
- Może tak, może nie - odpowiedziała zagadkowo- To będzie moja tajemnica - oznajmiła puszczając mu oczko.






Wybacz za błędy, pisałam na telefonie :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hrabstwo Somerset, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 383
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 221
http://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
http://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
http://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
http://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Mar 19 2019, 20:04

Jak to się stało, że znalazł się na lekcji GOTOWANIA?
Otóż, nie wiedział.
Przyszedł do kuchni żeby zgarnąć coś do jedzenia – gwoli ścisłości: coś, co nie wymagało zbytniej ingerencji w proces powstawania – a skończył stojąc nad podgrzewanym piekielnymi płomieniami, wyglądającym bardzo złowrogo garnkiem, z wodorostami w rękach i niezaprzeczalnie durną miną przyczepioną do twarzy. Gdyby nie przerażenie, w oczach miałby zupełną pustkę. Wrzucił wodorosty do gara, chcąc jak najszybciej pozbyć się ich z ręki i od razu dopadł do przepisu, zastanawiając się co dalej; wyglądał dla niego jak zapiski traktujące o najczarniejszej magii... wszelkiej maści przepisy zdecydowanie za bardzo przypominały te dotyczące eliksirów, Vinícius zaś przy warzeniu eliksirów przyjmował dość oryginalną taktykę – zupełnie wyłączał mózg.
Nagle pojął, że garnek być może nie powinien stać na ogniu, mając w sobie tylko glony – zrozumiał to dokładnie wtedy, gdy dotarł do niego nieprzyjemny zapach przypalanej ryby. W panice wlał do wewnątrz zimną wodę, aby po prostu nie spalić całej kuchni i choć myślał, że jego zupa jest już stracona, okazało się, że całkiem przypadkiem postąpił tak jak było trzeba. W ten oto sposób zakończył krok pierwszy.
Rozejrzał się wokół. To skąd on się tu wziął? A, właśnie... chciał wziąć sobie coś do jedzenia, a kiedy wszedł do kuchni, okazało się, że jest tam spora zbieranina zarówno ludzi, jak i krasnoludów. Jeden coś mówił, reszta słuchała. Kazali mu wziąć zwój z przepisem no to wziął, bo co miał nie wziąć. Aż tu nagle dostał do dyspozycji całe stanowisko, na którym jakieś dziewięćdziesiąt procent narzędzi i składników stanowiło dla niego ogromną tajemnicę... i zostawiono go tu zupełnie samego, z przytłaczającym poczuciem, że nie wypada mu się teraz wycofać.
Co gorsza! Ostatecznie nic przecież nie zjadł i teraz kiszki grały mu marsza, a gotował tę nieszczęsną zupę ze świadomością, że nawet jej nie spróbuje – nawet on miał na tyle rozumu, by nie jeść czegokolwiek co wyszło spod jego noża/łyżki/łokcia(?). Wyciągnął z kieszeni gumkę do włosów, którą zawsze miał ze sobą na czarną godzinę i zebrał niesforne loczki w wysoki koczek. Następnie wziął głęboki wdech i znów zanurkował w przepisie. Bulgotanie wodorostowej wody wskazywało na to, że czas aby wlać do niej piwo. Wziął w ręce butelkę, otworzył ją i beztrosko wlał całą do środka, pewien, że dali mu dokładnie tyle ile było trzeba.
Odwrócił się na dosłownie pięć sekund...
Pięć sekund spędzonych z nosem w instrukcji.
Nagle coś za jego plecami zaczęło złowrogo szumieć i syczeć, a kiedy odwrócił się gwałtownie, jego oczom ukazał się piwno-wodorostowy armagedon, którego widok nieomal doprowadził go do łez. Rozejrzał się dookoła, szukając jakiejkolwiek pomocy i widząc Hemah, która musiała wejść do kuchni dosłownie przed chwileczką, rzucił się w jej stronę (zadowolony, że oddala się od stale kipiącego piwem garnka) i przytulił do niej mocno, nie zważając na nic.
Hem, wszystko tu chce mnie zabić. – pożalił się jękliwie. Był kupką nieszczęścia, która dopiero po kilku chwilach odważyła się by podnieść głowę, którą do tej pory wtulał w Gryfonkę. Nieco zdezorientowany, popatrzył na @Leonardo O. Vin-Eurico. – Dzień dobry, panie profesorze. – wydukał, czując się jeszcze głupiej.

Punkty za I etap:
Przygotowanie glonów: 1
Piwo Dverga: 4 → 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hemah E. L. Peril

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 501
  Liczba postów : 206
http://www.czarodzieje.org/t16565-help-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16591-do-you-need-help#458347
http://www.czarodzieje.org/t16590-help-me-mr-postman#458344
http://www.czarodzieje.org/t16566-help-budowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Mar 23 2019, 21:43

Wzajemne złośliwości pomiędzy nią i Ezrą nie były nowością. Hem była osobą plastyczną, jaka umiała dopasować się zachowaniem do drugiej strony. U jednych oznaczało to typowo babskie ploty, u innych picie na umór w barze z na pół nagimi laskami, u innych przerzucanie się wrednymi tekstami. I jakkolwiek była to rzecz normalna pomiędzy nią i Krukonem, nie sądziła, że tym razem zdoła go tak zdenerwować. Na tyle, aby aż uderzył w Leo.
W innych okolicznościach pewnie by to Hem rozbawiło. Ale teraz miała mieszane uczucia. Zerknęła kątem oka na wciąż przytulonego do jej pleców asystenta, zanim ponownie zwróciła się w stronę Clarke'a.
- Skoro on jest neandertalem - wskazała głową na chłopaka za sobą - to kim jest osoba, która z nim chodziła?
Meksykanin zignorował zaczepki. Tym chyba lepiej. Dziewczyna więc po chwili wróciła do tłumaczenia mu.
- Wha... Leo! Cocked up oznacza, że popełniłam błąd - trzepnęła go po ręce humorystycznie, zanim pokiwała głową. - M-hmm, to były obelgi. Przetłumaczyć ci je? Czy wolisz oburzać się za bycie maskotką? To nie jest taka zła funkcja... I płacę jedzeniem! - Zaśmiała się, zanim nie wstali. Podała na moment Leo rybę, czyszcząc zaklęciem ręce z krwi i łusek, kiedy szła do kuchni.
Owiało ich gorąco, buchające znad wielu rozpalonych palenisk. Zmiana otoczenia na cieplejsze z pewnością odpowiadała Meksykaninowi. Hem poświęciła chwilę na rozebranie się i odwieszenie ubrań przy wejściu.
Niespodziewanie coś ją dopadło. Puchate od loczków, zapłakane i przestraszone coś. Odruchem objęła roztrzęsionego Puchona, przytulajac go ciepło i ciesząc się, że zdążyła doprowadzić dłonie do porządku.
- Zabić? Panie profesorze? - Zdezorientowana popatrzyła na Vina, Leo i potem znowu Vina, szczerząc następnie w uśmiechu ząbki.
- To tylko Leo!
Chyba nie powinna umniejszać jego autorytetu jako "pre-nauczyciela"? Nie miała czasu zająć się rozmyślaniem na ten temat, bowiem dojrzała w tle wulkan, w który zmieniła się niedoszła zupa Vina. I zrozumiała nagle, o czym chłopak mówił. Nie miał na myśli przesadnie wielkiego asystenta, tylko erupcję piwno-glonowego gejzeru.
- To chce cię zabić? Vin, preclu, coś ty tu narobił-
Puściła borsuka, aby podbiec do garnka i zacząć ratować sytuację. Ściągnęła go z ognia i przegnała większość pary.
- Uła... Tego zbytnio nie uratujemy... Gdzie jest... Tu jest - złapała kartkę z przepisem, jedną ręką wylewając zupę, drugą trzymając arkusz i w międzyczasie przerzucając wzrokiem jego zawartość.
- Dobra, chodź tu, ty pączku nadziewany zniszczeniem. Zaczniemy od nowa. Robisz wersję z glonami? - Miała do tego pomysłu podobny stosunek, co krasnolud prowadzący lekcję - "kto robi wege zupę rybną?" - niemniej nie skomentowała, jedynie obmywając garnek Vina i stawiając obok swojego na kuchence. Do obu nalała wody.
Wzięła od Leo rybę, uśmiechając się do niego nieco przepraszająco.
- Pomogę mu. Ciebie akurat nie boję się zostawić samego w kuchni - trąciła Meksykanina zaczepnie łokciem. - Ale hej, jest obok nas wolne jeszcze jedno stanowisko jak chcesz - poinformowała go i po tym wrzuciła do swojego garnka rybę.
Poczekała, aż zawartość obu rondelków - wciąż pilnowała Puchona - zacznie się gotować, zanim zabrała się za dolewanie piwa. Tłumacząc chłopakowi, jak powinien to zrobić, a po tym obserwując uważnie jego poczynania z daniem.
Niby Włoch, ale talentu do gotowania w nim tyle, co w pomidorze. O ile nie mniej, bo dań zawierających te warzywa jest naprawdę wiele... W kuchni włoskiej.

Piwo: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1972
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1666
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Mar 23 2019, 22:47

Uparcie ignorował zaczepki Hem i Ezry. To miał być zarówno jego, jak i Gryfonki, dzień wolny. Oczekiwał niczego poza relaksem i przyjemnościami... a zamiast tego musiał borykać się z dziwnymi humorkami swojego byłego? Wydawało mu się, że wszystko mają między sobą wyjaśnione. Leo jasno określił swoje zdanie odnośnie zachowania Clarke'a, kiedy byli jeszcze na balu... a wszystko, co zrobił potem, miało być jednym wielkim krzykiem "zachowaj dystans, nie chcę znowu zostać wykorzystanym". Może coś zginęło w tłumaczeniu...
- Niech to pozostanie waszym sekretem - uznał w końcu, machnięciem ręki podtrzymując swój brak zaangażowania w tamtą rozmowę. Płacenie jedzeniem całkiem mu odpowiadało i nie zamierzał tego ukrywać; wymieniał swoje ulubione potrawy, czekając aż Peril doprowadzi się do porządku. Fakt faktem, to było po prostu dużo różnych dań, bowiem Leo do szczególnie wybrednych nie należał.
W kuchni było zdecydowanie lepiej. Vin-Eurico westchnął z zachwytem, zacierając dłonie. Wypatrzył już rybki, które mógł przygarnąć, pomimo swojej porażki na kutrze. Do gotowania zawsze bardzo chętnie się garnął - chociaż fakt faktem, nieco stopowała go obecność Hem... jakimś cudem nie zdołał przyzwyczaić się do towarzystwa profesjonalnie gotujących znajomych, zwykle samemu odnajdując się w tych tematach lepiej. I tak jak uwielbiał Gryfonkę, tak samo niesamowicie zazdrościł jej talentu, doświadczenia... cóż, wszystkiego.
- Panie profesorze? - Powtórzył z zaskoczeniem, bezmyślnie się odwracając. Przylepił nawet uśmiech na usta, w razie gdyby za nim stał Cromwell, Bergmann, albo Merlin raczy wiedzieć kto. Był to jeden z najbardziej filmowych momentów w życiu Meksykanina, ponieważ nie znalazł nikogo i, zamiast tego, załapał. Hemah pomogła. - "Leo" wystarczy... na lekcjach ewentualnie jakieś "proszę pana", chyba by wypadało, ale... nie jestem profesorem - odchrząknął z wyraźnym zakłopotaniem. Nie należał do szczególnie formalnych osób i prędzej wolał bronić się tym, że w hiszpańskojęzycznych krajach panowała zasada zwracania się do nauczycieli po imieniu, a on do niej na początku edukacji przywyknął. Inna sprawa, że lekceważący ton Hem trochę wybił go z rytmu, bo chociaż się zgadzał, to niby nie powinien - od nadmiaru niezręczności uratowała go kuchenna katastrofa Puchona. Leo trochę odetchnął z ulgą, odpychając od siebie myśl o tym, że wycieczka na Islandię nie była dobrym pomysłem.
- Och, tak - pozwolił wyrwać się z zamyślenia, śmiechem zbywając zaczepkę przyjaciółki. - Jasne, jasne. Dam radę. - Zabrał się w końcu za robotę, pozerkując na wprawne ruchy dziewczyny. Trochę liczył na to, że po prostu spędzą ten dzień razem, wspólnie odpoczywając i przekomarzając się... I po prostu dobrze się bawiąc. Z drugiej strony, sam sobie strzelił w kolano, zabierając Hemah nie na odludzie, a do jej (ich?) znajomych. Bezwiednie nucił pod nosem, podążając za przepisem. Całkiem mu się on podobał... Dodał może odrobinę za mało piwa, ale smak powinien się zgadzać, a Leo nie chciał z tym składnikiem przesadzać.
Samotność zdecydowanie nie wpływała na niego dobrze - podczas gdy Hemah zajęła się swoim drobnym znajomym, Leo pozwolił myślom odpłynąć w stronę czekających go obowiązków. Miał niedługo dużą sesję zdjęciową i stresował się przed nią bardziej, niż powinien... No i jeszcze tyle papierkowej roboty do Hogwartu, którą ciągle odkładał na później... Nie powinien się dziwić, kiedy warzywa okazały się za mocno zesmażone i, tym samym, gorzkie. Nijak nie dało się tego uratować, ale przed Leonardo pozostało jedynie dodanie przypraw...
...w czym Meksykanin miał sobie poradzić lepiej, jeśli nie w tym? Przepis stanowił jedynie za sugestię, bowiem w tym przypadku chłopak wcale go nie potrzebował. Dodał od siebie trochę nasion kolendry, przewidując intrygujący efekt końcowy. Całościowo był nawet zadowolony, chociaż może zupa do perfekcyjnych nie należała. Grunt to kreatywność, prawda? A Leo nawet pokusił się o przystrojenie miski!

Punkty za I etap: 0
Przygotowanie glonów: -
Piwo Dverga: 5
Przygotowanie warzyw: 5 i dorzut 5
Przyprawy: 3, ALE mam 15 z Zielarstwa i wybieram kostkę 1
Suma wszystkich punktów: 6 +1 za DA!

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Blaithin ''Fire'' A. Dear

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1509
  Liczba postów : 2757
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Yesterday at 01:26

Fire kierowała w stronę kuchni głównie nuda. A bardzo rzadko się nudziła, swój grafik wypełniając mnóstwem różnych zajęć. Miała dwie prace, ciężką naukę eliksirów, klątw, skrzypce, zwierzęta, o które musiała dbać... Zawsze znajdowała czas na coś przyjemnego albo spotkanie pomimo całej swojej pracowitości, którą napędzały wybujałe ambicje. Teraz natomiast, na feriach, odczuwała ten nadmiar czasu. I trzeba było przyznać, że dość nieprzyjemnie. Potrzebowała na czymś się skupić, czegoś nauczyć. Kto by pomyślał, że w ciągu dwóch lat praktycznie całkowicie wyeliminuje swoje lenistwo?
Trzeba przyznać, że akurat w gotowaniu była tragiczna i trzymała się od tego z daleka. Gdy przeprowadziła się do Londynu boleśniej niż przypuszczała, odczuła brak skrzatki. Skończyły się pyszne, gorące obiady czekające na nią w domu Dearów... Teraz żyła głównie dzięki posiłkom w Hogwarcie albo fastfoodom w McMagic. Podsumowując, schudła jeszcze bardziej, przypominając teraz niemalże Nessę. I dalej raziła ją myśl o podszkoleniu swoich umiejętności.
Dlatego do kuchni zerknęła nieufnie, marszcząc nos przez silny zapach ryb. Tak jak Fire kochała mięsa, tak ryby ją odrzucały i rzadko po nie sięgała. A zupa rybna... Merlinie, brzmiała strasznie. Od razu przed oczami miała gar z pływającymi szkieletami tych zwierząt w ciemnozielonej toni. Chyba widziała taki obrazek w jakiejś książce dla małych czarownic w dzieciństwie. Odkaszlnęła, witając krasnoludy i nawet krótko im tłumacząc, czemu nie przyszła na łowienie. Nienawidziła wody i nie było takiej siły, która by ją zaciągnęła na łódź, którą by kołysało i jeszcze mogłaby z niej wypaść... Nie, nie, nie. Ważne, że teraz była. Obrzuciła spojrzeniem Ezrę w towarzystwie Śnieżki, unosząc dłoń na powitanie tej dwójce, przelotnie zerknęła także na duet Leo i Hemah. Niegdyś bardziej lubiła obserwować ludzi, teraz poświęcała im niewiele uwagi, przynajmniej na lekcjach. Usiadła przy wolnym miejscu pracy, wzdychając i zastawiając się czy nie będzie przyjścia tutaj gorzko żałować.
A potem zdecydowała, że weźmie glony, chociaż sam wydźwięk brzmiał paskudnie. Popatrzyła na przepis i nie umiała nawet stwierdzić czy jest łatwy czy trudny. Wydawał się gorszy niż każdy dotyczący eliksirów jaki Gryfonka widziała. Dla Fire znacznie normalniejsze było picie wywarów zawierających soki z żuka albo krew jakichś stworzeń niż przyrządzanie takich zup. Wstawiła glony, dolała piwo, zirytowana swoim brakiem pewności. Nikt jej nie pomagał ani nie instruował, a Blaithin nie wiedziałaby nawet, że coś zawaliła dopóki nie spróbowałaby potrawy. A zawaliła. Totalnie jej umknęło moczenie tych glonów, ale przynajmniej piwo lała profesjonalnie. Zupa nabrała ładnego, ognistego koloru. Tak się na moment zapatrzyła, że zapomniała o warzywach. Wrzuciła wszystkie gwałtownie i tykała je co chwila widelcem, żeby sprawdzić miękkość. Czy powinny być bardzo miękkie czy raczej twardawe? Rozejrzała się ukradkiem po innych uczestnikach, ale nie umiała wywnioskować. Niech szlag trafi gotowanie. Okazało się, że jedynie przyprawy były naprawdę miłą opcją. Lubiła intensywne zapachy, więc trochę sobie poszalała, jeszcze z kolendrą. Chyba pierwszy raz w ogóle poznała nazwę "kolendra".
Z nudów udekorowała też zupę, rozsypując odrobinę drobnych dodatków w misce, tu jakiś listek, tak jakiś mały keks z jogurtu. Zaraz po tym, jak skończyło się to całe mieszanie w garnkach, czekała tylko na wyniki konkursu krasnoludów. Później zwinęła się sprytnie, tak żeby nie mogła zostać zaczepiona.

Punkty za I etap: -
Przygotowanie glonów: 1
Piwo Dverga: 1
Przygotowanie warzyw: 6
Przyprawy: wybieram 1
Suma wszystkich punktów: 9+1 za DA
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Seth I. G. Hawke

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Gotlandia, Szwecja
Galeony : 21
  Liczba postów : 26
http://www.czarodzieje.org/t17009-seth-i-g-hawke#475536
http://www.czarodzieje.org/t17138-sigh#478400
http://www.czarodzieje.org/t17137-opowiedz-mi-swoj-sekret
http://www.czarodzieje.org/t17010-seth-hawke#475537




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Yesterday at 02:17

Wszedł do kuchni i znów pierwszy w oczy rzucił mu się @Lucas Hope. Cóż, czy można było go za to winić? Spotkał mnóstwo pięknych ludzi, ale to nie znaczyło, że się do tego przyzwyczaił, zwłaszcza gdy chodziło o krew wili. Nie analizował tej magii, nie myślał "Czy rzucasz na mnie urok? Czy powinienem odwrócić wzrok? Czy to normalne? Czy nie poczujesz się niekomfortowo?". Nie, Seth nigdy nie myślał w taki sposób. Zdawać by się mogło, że w tamtym momencie w ogóle nie myślał, a jedynie odczuwał. Nie istniało nic takiego jak normalność, a komfort innych ludzi stanowił dla Hawke'a wartość umieszczoną dokładnie w punkcie zetknięcia się dwóch matematycznych osi. Jeśli chciał to po prostu patrzył.
Zupa rybna z rauhitią brzmiała dobrze. Szwedowi zaburczało w brzuchu, bo zorientował się, że od dłuższego czasu niczego nie jadł. A jeść lubił i uczty w Stavefjord zawsze doceniał najbardziej. Wyczucie smaku Krukon miał bardzo rozwinięte i trzeba było się postarać, żeby zadowolić jego podniebienie.
- Czy to nie będzie smakować alkoholem? - zapytał krasnoludy, a dzięki całkowitej szczerości wymalowanej na twarzy Krukona mogły się zorientować, że naprawdę nie wiedział. W końcu sam gotował niezmiernie rzadko. Gdy był młodszy Chudemu Joe czasem robił jajecznicę albo naleśniki, ale zazwyczaj stać ich było najwyżej na ziemniaki. Gotowane, smażone, pieczone... Na tym się znał. Alkoholu zresztą nie mógł nigdy posmakować przez swojego opiekuna.
Dolał niemniej to piwo, które barwiło zupę na mocno czerwone barwy. Wszystko robił intuicyjnie, więc miał szczęście, że akurat się udało. Zerknął ponownie do przepisu i miał iść po warzywa do zupy, kiedy się potknął.
Zaskoczony okrzyk wydobył się z gardła Szweda, kiedy ślizgnąwszy się na rozlanym bulionie uderzył głową w skrzynkę po rybach. Oślepił go przez moment ból wynikający z upadku i walnięcia głową o twardy lód. Odsunął się jednak dość niewzruszony. Setha nie drażnił zapach ryb ani glonów. Ani mułu. Znał go doskonale dzięki spędzaniu życia w morzach, jeziorach i rzekach. Zignorował zupełnie to wydarzenie i dokończył zupę, dodając warzywa i przyprawy. Kichnął kilka razy przy intensywnych zapachach. Chyba wolał delikatniejsze smaki, ale cóż, może w zupie to będzie dobre?
Oparł się biodrem o stół, krzyżując ramiona.


Punkty za I etap: 3
Przygotowanie glonów: -
Piwo Dverga: 2
Przygotowanie warzyw: 2 i 4
Przyprawy: 6
Suma wszystkich punktów: 11
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hrabstwo Somerset, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 383
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 221
http://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
http://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
http://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
http://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Yesterday at 11:52

• Zgubić się na Islandii, idąc tylko po żarcie ✔️
• Dać się w coś wplątać, nie będąc tego do końca świadomym ✔️
• Ponieść kolejną w swoim życiu klęskę kulinarną ✔️
• Zabłysnąć znajomością kadry nauczycielskiej ✔️
• Swoim intelektem zbliżyć się do przypalonego glona, który kipiał z jego garnka ✔️

Jak widać, Viníemu wszystko szło dziś wprost wybornie – robota dosłownie paliła mu się w rękach i cały kipiał entuzjazmem. A jednak mimo wszelkich tragedii jakie go tutaj spotkały, obecność Hemah podziałała na niego kojąco. Gryfonka zawsze wiedziała co należy zrobić, potrafiła błyskawicznie odnaleźć się w sytuacji... no i warto oczywiście pamiętać o tym, że nie tylko wspaniale gotowała, ale i zajmowała się tym na co dzień. Jeśli ktoś mógł uratować sytuację (jeśli nie zupę, to może chociaż kuchnię? Obawiał się, że nie stać go na remont pomieszczenia), to była to właśnie ona.
Jeśli zaś chodzi o Leonardo – trudno powiedzieć który z nich był bardziej zakłopotany. Viní szybko pojął swoją gafę, ale było już niestety za późno i jego bezmyślne gadanie zdążyło wywołać szereg reakcji: wpierw zaskoczona mina samego zainteresowanego, zaraz potem nieco lekceważący ton jego wybawczyni, która najwyraźniej dobrze znała młodego prawie-nauczyciela i jako zwieńczenie całej tej sytuacji – trochę niezręczne przedstawienie się młodego mężczyzny. Puchonowi to odpowiadało – mówienie do niego po imieniu; z domu wyniósł swobodę, której niechętnie wyzbywał się w czasie roku szkolnego i miło było wiedzieć, że ktoś ma podobne co on nastawienie do wszystkich tych tytułów. Popatrzył na mężczyznę, zadzierając przy tym głowę i jakimś cudem powstrzymał się przed głośnym „rany, z bliska jesteś jeszcze wyższy niż myślałem”. Serio, czuł się przy nim jak mróweczka.
Widząc, że Hemah popędziła do jego garnka, podreptał za nią, obserwując jej poczynania. To nie tak, że ją wykorzystywał, chciał jej bowiem jakoś pomóc, ale jednocześnie miał świadomość, że najlepsza forma pomocy jaką może jej zaoferować to spokojne stanie i oglądanie wszystkiego z bezpiecznej odległości – przynajmniej do momentu, gdy mała katastrofa nie została opanowana. Dopiero wówczas zbliżył się do garnka i ponownie zanurkował w przepisie.
A więc glony... wrzucił je do zimnej wody i włączył płomień, zadowolony z siebie, że tym razem zrobił to w dobrej kolejności. Wtem rzuciło mu się w oczy jedno zdanie umieszczone w przepisie, które wcześniej zupełnie zlekceważył – „namoczyć w bulionie”. Westchnął i popatrzył dookoła siebie, a w końcu wrzucił do środka jakieś zioła i przyprawy, i wzruszył ramionami. Prawdopodobnie nie miał nawet bulionu... zresztą nie był do końca pewien co to takiego.
Miał ochotę zrezygnować z piwa, ale Hemah pokazała mu jak to zrobić i tym razem wszystko poszło gładko – właściwie idealnie. Szeroki uśmiech rozlał się na jego twarzy i podniósł na Hem pełne wdzięczności spojrzenie. I wówczas go olśniło.
Hem, kiedy przyjechałaś? Dali Ci w końcu wolne? – ostrożnie wyciągnął wodorosty z miną, jakby rozbrajał jakąś mugolską bombę. Złapał w rękę ogromny, niezwykle ostry nóż i nim zabrał się za krojenie warzyw, zdążył poważnie zastanowić się czy jeśli utnie tym sobie rękę, Matthew albo Neirin będą w stanie złożyć mu ją w całość bez widocznych blizn. Stał więc i wpatrywał się w ostrze przez jakiś czas, wyglądając przy tym jak borsuczy psychopata – tym groźniej i bardziej niepokojąco, że nóż w jego dość drobnych rękach wyglądał na naprawdę ogromny, a on sam uśmiechał się kącikiem ust. Gdzieś mignęła mu złotoblond czupryna @Gabrielle Levasseur, do której pomachał energicznie... z nożem w ręce, oczywiście.
Pokroił cebulę oraz pora iście w swoim stylu – grubo i kanciasto, utrzymując niezmienne, ślimacze tempo, wrzucił je na patelnię i pokroił resztę. Nie wiadomo czy to bliskość doświadczonej kucharki, czy może wyczerpany limit nieszczęść na dzisiejszy dzień, ale naprawdę nie szło mu tak źle... właściwie, nawet się w to wkręcił! Strzelający tłuszczyk przerażał go tylko trochę, a na myśl o zagęszczaniu czegokolwiek jogurtem nie czuł niepokoju. Wrzucił do gara przyprawy, przypominając sobie jak robił to tamten Islandczyk, a przy tym zerkając i na Hemah – nie zamierzał polegać na swoim guście, a tym bardziej doświadczeniu. Warzywa wyszły mu trochę za twarde, ale nie przejmował się tym zbytnio. Przecież były zjadliwe, prawda?
Prażenie nasion było jak czarna magia, ale dał sobie z tym radę.
W ogóle dał sobie radę, zuch chłopak! I pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu doprowadził do piwnego armagedonu...
Napełnił zupą talerz, lecz pomimo wszelkich jego starań nie wyglądała zbyt dobrze; może i miała ładny kolor, ale krzywo i topornie pokrojone warzywa nie prezentowały się zachęcająco.
Ale przecież się starał, nie?

Przygotowanie warzyw: 6
Przyprawy: 4
Suma wszystkich punktów: 7
Wszystkie kostki tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 221
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 170
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Yesterday at 20:46


Miała dużo szczęścia, że Billie postanowiła podzielić się z nią swoimi łowami, kiedy ona sama odpadła już w przedbiegach. Nie miała talentu do gotowania, a jak się okazała również do poławiania ryb, powoli wykreślała ze swojej listy posady, które w przyszłości mogłaby wykonywać. Jednakowoż nie czuła z tego powodu jakiegoś ogromnego żalu, już jakiś czas temu obrała ścieżkę kariery, którą chciała podążać, zostało jej tylko przeanalizować kilka kluczowych rzeczy i mogła działać. Nie chciała, by jej przyszłość uzależniona była od przypadku, wolała z góry mieć ustalony plan, odhaczać kolejne punkty zapisane na pergaminie niż zdać się na zdradziecki los.
Już od progu w powietrzu wyczuć można było aromatyczny zapach przyprawa oraz alkoholową nutę piwa, której woń wywołała na twarzy Gabrielle delikatny grymas, nie przepadała za alkoholem, często stroniła nawet od kremowego piwa, zdecydowanie bardziej lubując się w herbatach, które piła przy każdej okazji, nie tylko podczas jesiennych czy zimowych wieczorów lub w czasie choroby. Było to jej małe uzależnienie, ilekroć tylko słyszała o nowym smaku, który pojawił się w obiegu robiła wszystko, by choć raz móc go posmakować. Po części to uczulenie na czekoladę zmusiło ją do nauczenia się picia herbaty, gdy miała niewiele ponad pięć lat nie przepadała za naparem z suszonych liści, jednocześnie nie rozumiejąc, dlaczego kuzyni mogą rozkoszować się gorącą czekoladą z piankami, a ona musi pić zabarwioną wodę. Była wtedy mała i nie doceniała niektórych rzeczy. Wzruszyła ramionami do wspomnień, które napłynęły do jej głowy, jednocześnie delikatnie się uśmiechając.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, była tu kilka dni temu, jednak czuła się tak, jakby znalazła się w zupełnie innym miejscu. Na okres trwania lekcji gotowania kuchnia zmieniła nieco swoje oblicze, przygotowano dla nich pojedyncze stanowiska, na których było wszystko czego tylko potrzebowali, od przepisu po warzywa i przyprawy, których mieli użyć. Uśmiechnęła się zachwycona tym widokiem, nie musieli biegać i szukać składników. Była za to niezwykle wdzięczna, ponieważ pewnie połowy z nich nie znała, nie mówiąc o tym, że nie przykładała dużej wagi do nauki nazw ziół w języku angielskim, wszakże miały one przecież swoje francuskie odpowiedniki, a etykiety zawsze pisane były w przynajmniej trzech językach. Nie było to jednak to, co najbardziej przykuło uwagę, pośród buchającej pary, uderzeń noża o drewnianą deskę czy gwaru rozmów ujrzała Viniego. Zaskoczona rozdziawiła usta, przeżegnała się w myślach prosząc, by Merlin otoczył ich swoją opieką.
Chłopak pomachał jej nożem trzymanym w dłoni, odpowiedziała na ten gest tym samym, jednak nie podchodziła do niego, zamiast tego wraz z Ezrą ruszyła ku stołowi oddalonemu od kilka metrów dalej. Nie potrafiła nie obdarzyć przyjaciela szerokim uśmiechem, całkowicie ignorując to, co towarzysząca mu Gryfonka miała do powiedzenia. Wręcz jej obecność u boku Marlowa była zaskakująca, jedynym plusem tego był fakt, że w przeciwieństwie do bruneta potrafiła ona gotować i znała się na rzeczy.
Nie czekając na Krukona zajęła się przygotowywaniem zupy. Podchodziła to tego z pewną dozą ostrożności. Przeleciała wzrokiem po zapisanych na kartce słowa, włożyła do swojego garnka rybę, zalała ją zimną wodą i postawiła na ogniu, krok pierwszy wydawał się naprawdę prosty. Uśmiechnęła się, czując w sobie moc. Chwyciła za piwo, jego zapach ją odrzucał, dlatego zatkała palcami nos, po czym nalała niewielką ilość do garnka. Zupa mimowolnie pod wpływem dodanego alkoholu zmieniła barwę odbiegająca nieco od tej, która była w zupie wzorcowej przygotowanej przez krasnoluda, bardziej przypominała dojrzałą pomarańcze niż czerwone od promieni słońca truskawki. Wzruszyła ramionami, nie przejmując się tym. Nie lubiła piwa, nie chciała go czuć w swojej zupie, która poza barwą nie traciła zbyt dużo i było to lepsze niż wybuch wulkanu, który mogła zaobserwować u tych, którzy dodali piwa zbyt dużo.
Kolejnym krokiem było przygotowanie warzyw, skupiona na swoim zadaniu nie zwracała uwagi na to, co robią inni. Nie czuła satysfakcji płynącej z gotowania, choć uśmiech na jej ustach powiększał się za każdym razem, gdy coś jej wyszło. Cebula, marchewka, pietruszka, biała część pora – wszystko to pokroiło tak, jak głosił przepis, starając się to zrobić jak najprecyzyjniej. W chwili największego skupienia, by przypadkiem nie odkroić sobie palców wystawiła język w śmieszny sposób, lecz to pozwalało jej skoncentrować się na wykonywanej czynności. Została nawet pochwalona, kiedy krasnolud przechadzający się między nimi zatrzymał się na chwilę przy jej stanowisku. Uważnie śledziła przepis, w myślach odhaczając kolejne punkty, nie potrafiła uwierzyć jak sprawnie jej to poszło. Zupa była prawie gotowa, jej zapach wypełnił powietrzę wokół dziewczyny, przymknęła na chwilę oczy. Na koniec dodała jeszcze przyprawy, zbyt mocno przechylając pojemniczek z wędzoną papryką.
-Ups – jęknęła, wzięła łyżkę, którą wcześniej mieszała cebulę po czym spróbowała swojego dzieła. Może nie było idealne, miało zbyt dymny posmak wywołany za dużą ilością papryki, jednak było w tym coś interesującego. Mruknęła zachwycona.

Punkty za I etap: 1
Przygotowanie glonów: -
Piwo Dverga: 2
Przygotowanie warzyw: 3
Przyprawy: 1
Suma wszystkich punktów: 7
kostki: 6, 4, 3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 469
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 254
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Yesterday at 21:09

Z całą pewnością lepiej szło im wędkowanie niż oprawianie ryb, nawet jemu, choć przecież zajęło mu to o wiele więcej czasu i zjadło więcej nerwów niż jego kuzynce. Tym razem to Billie skończyła gorzej niż on, zraniona w palec tępym nożem krasnoluda.
Strasznie to nierozważne, dawać uczniom tępe noże. Po zajęciach coś na to zaradzimy. – uśmiechnął się do niej, chcąc jakoś ją pocieszyć. Elaine na pewno miała ze sobą jakieś plastry, zresztą powinni być w stanie wyleczyć niezbyt groźną rankę – nawet mimo nie najlepszego stanu wiedzy z zakresu magii leczniczej. – Trzeba to będzie przemyć czystą wodą, miejmy nadzieję, że nie przyjdzie Ci dotykać cytryny albo ostrej papryczki.
Ramię w ramię, ze zdobyczami w postaci całkiem dorodnych Husków, ruszyli w stronę kuchni. Elijah czuł na myśl o gotowaniu znacznie większy entuzjazm niż było to w przypadku połowu ryb; właściwie ulżyło mu, że ma już to za sobą, choć wspomnienie o tym etapie wciąż ciągnęło się za nim nieprzyjemnym zapachem dobiegającym z kieszeni.
W środku odwiesił płaszcz Billie i swój i rozejrzał się po pomieszczeniu, zamierając na moment w miejscu w chwili gdy dostrzegł krasnoludzkiego szefa kuchni. Delikatnie szarpnął kuzynkę za rękaw i przychylił się, by móc ściszyć głos.
Słodka Roweno, przecież to sam Ragvark! Merlinie, dla tej chwili warto było oberwać ptasią kupą. – o tym jak wiele słyszał o ów krasnoludzie świadczył chociażby podekscytowany ton głosu Elijaha – Krukon naprawdę nie zwykł emocjonować się byle głupotami. Z błyszczącymi oczyma wysłuchał wszystkiego co Ragvark miał do powiedzenia i wziął od niego dwa zwoje: jeden dla siebie, drugi zaś dla Billie. Z tym ekwipunkiem zajął od razu jedno ze stanowisk.
No, to do dzieła! – zatarł ręce, najpierw rozglądając się wokół by ustalić czym dysponuje i gdzie wszystko się znajduje. W kuchni lubił mieć plan i utrzymywać porządek, robić wszystko dokładnie i stopniowo. Włożył rybę do garnka i zalał starannie odmierzoną porcją zimnej wody, po czym postawił wszystko na ogniu. Czekając aż wszystko się zagotuje, starannie pokroił wszystkie warzywa, aby potem nie robić tego na szybko.
Noże przynajmniej są ostre, nie ma się czego obawiać. – stwierdził, z zadowoleniem posługując się kuchennym narzędziem. Kiedy woda w garnku zawrzała, wziął w ręce butelkę z piwem i zaczął wlewać je do garnka.
Nie potrafił stwierdzić co poszło nie tak – możliwe, że zapatrzył się na Ragvarka, który na jednym ze stanowisk przygotowywał tę samą potrawę, a może trochę się przeliczył... w każdym razie już po chwili zawartość garnka zaczęła obficie kipieć, wylewając z siebie krwistoczerwoną pianę.
O nie.... o nie, nie, nie... moja zupa. – jęknął z niezadowoleniem i czym prędzej zestawił garnek z ognia, jego zawartość była jednak nie do uratowania. Swansea podrapał się po gładkiej brodzie, ze zmarszczonymi brwiami analizując co z tym zrobić. Musiał zacząć od początku – to był jedyny wniosek do jakiego doszedł. Całe szczęście, że przygotował warzywa, dzięki temu powinien jeszcze zdążyć.
Zaczął wszystko od początku: ryba, woda, ogień, czekać aż się zagotuje, wlać piwo – tym razem ostrożnie i w odpowiedniej ilości. Robił to z uwagą i poszło mu zdecydowanie lepiej, bowiem zupa nabrała ładnego, czerwonego koloru i wyglądało na to, że nic już nie wykipi. Odetchnął z ulgą.

Punkty za I etap: 3
Przygotowanie glonów:
Piwo Dverga: 4 → 2
Przygotowanie warzyw: 4
Wszystkie kostki tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2448
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1943
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Yesterday at 23:53

- Ty to się potrafisz ustawić - zaśmiał się, kręcąc głową, ale rzecz jasna, nie protestując. Znajomi Clarke'a mieli to szczęście, że Krukon zazwyczaj nie odmawiał wyłożenia pieniędzy z własnej sakiewki, żeby sprawić komuś przyjemność, przy całym swoim materializmie, nie będąc do nich przywiązanym. Kątem oka spoglądał na maleńką dziewczynkę, która targała ze sobą szamoczącą się rybę, doprawdy to był cud, że jeszcze obie nie wylądowały za burtą. Niemniej gest dziewczynki był przemiły i spowodował radość na twarzy Gabrielle, więc Ezra nijak tego nie skomentował, po prostu uśmiechając się pod nosem.
Była to zupełnie inna relacja niż ta, która łączyła go z Hemah i - o dziwo - Clarke w obu odnajdywał się doskonale. Już na pewno zazwyczaj nie dawał się tak łatwo prowokować. Teraz sytuacja była o tyle inna, że Ezra był zły, a Leonardo nawet o tym nie wiedział, toteż Ezra potrzebował dodatkowo go w tym uświadomić.
Na język nasuwała się tylko jedna odpowiedź na pytanie zadane przez Hemah - cholernym szczęściarzem. To było jednak coś, co Ezra myślał, a nie coś, co mógł powiedzieć. Zamiast tego na jego ustach pojawił się nonszalancki uśmiech, do którego dołożył lekceważące wzruszenie ramionami.
- Na tę osobę nie znam wystarczająco pejoratywnego określenia, masz rację. Całe szczęście, to było chwilowe zaćmienie i w porę poszedłem po rozum do głowy, więc już go nie potrzebujemy. - Leo był Leo - nigdy nie mieszał się w konflikty, bierny, nawet kiedy sprawa w jakiś sposób dotykała jego. Ezra z jednej strony wiedział, że dzięki temu unikali zaognionej dyskusji, bo trzeba było wiedzieć, kiedy powiedzieć stop. Z drugiej strony nigdy tego nie lubił.
W końcu mogli z Gabrielle uciec od kołysania kutra i przenieść się do kuchni, której każdy kąt wypełniony był przepięknymi zapachami, a oczy mogły się nacieszyć całą masą barwnych składników, które czekały na nich na blatach. Ezra uśmiechnął się jeszcze na przywitanie do Fire, będąc tylko odrobinę zaskoczony jej bytnością tutaj, zapewne podobnie jak ona nie spodziewała się tu jego.
Ezra zakazał rękawy i dokładnie przyjrzał się przepisowi - był na pewno dłuższy niżby sobie tego życzył Clarke, ale w gruncie rzeczy, mogło być gorzej.
- Okay, dobra, ryba do garnka - wymamrotał przede wszystkim do siebie. Ezra nie patrzył nawet na Gabrielle, bowiem w kuchni nie mógł sobie pozwolić na rozproszenie, jeśli miało wyjść z tego coś więcej niż klęska. Kiedy tylko woda się zagotowała, Ezra zabrał się za dodawanie piwa Dverga. Ten krok najchętniej w ogóle by pominął, czując automatycznie niechęć do dania przygotowywanego na bazie takiego składnika; czy to w ogóle miało prawo dobrze smakować? Czy dawało to coś poza wyglądem? Nie chcąc prowadzić przesadnej swobodnej interpretacji przepisu, postanowił dodać piwo, będąc w tym po prostu oszczędny, co przypłacił bladą barwą swojego wywaru.
Podczas gdy zupa się gotowała, Ezra zabrał się za krojenie warzyw. Tego kroku obawiał się najmniej, w końcu nawet w domu zdarzało mu się czasem z konieczności przygotowywać posiłki, a krojenie stanowiło jednak podstawową umiejętność. Zresztą - czym było kilka warzyw wobec tych wszystkich skorupek, które zmuszony był rozdrabniać na zajęciach z eliksirów? Toteż Clarke sprawnie pokonywał te punkty przepisu, nawet nie zauważając, że z tego wszystkiego zaczął nucić pod nosem, dodając kolejne składniki i cierpliwie mieszając. Tak jak zazwyczaj czuł się zmęczony od samego stania przy kuchence, tak teraz wyjątkowo sprawiało mu to przyjemność.
Coś niepokojącego było w powietrzu na tej Islandii.
Kiedy więc przyszło do przygotowywania przypraw, Ezra był już trochę rozproszony i być może dlatego przez zupełną pomyłkę do moździerza dorzucił kilka ziarnek kolendry, których nie było zanotowanych w przepisie. I zupełnie tego specyficznego zabiegu nie był świadomy, będąc jednak zadowolony z zapachu, który wydobywał się z garnka. Skoro więc już tak dobrze mu się powodziło, a czas go nie gonił, po przełożeniu dania do miski, pokusił się jeszcze o akcent estetyczny, dekorując swoją zupę ziołami.
- Voilà. I chyba nawet będzie smaczne... - zwrócił się do Gabrielle, zaraz przyglądając się zawartości jej miseczki. I musiał przyznać, że jej wykonanie również wyglądało wyjątkowo apetycznie.

Punkty za I etap: 4
Przygotowanie glonów: brak
Piwo Dverga: 5 [2pkt]
Przygotowanie warzyw: 4 [3pkt]
Przyprawy: 1 [3pkt]
Suma wszystkich punktów: 12+1 za DA
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1972
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1666
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Today at 00:27

Leonardo należał do osób szalenie temperamentnych i gwałtownych. Robił, zanim zdążył pomyśleć, a potem tylko bawił się w bardziej lub mniej uległe przyjmowanie konsekwencji. Zazwyczaj przez to wszystko kojarzony był z wykonywaniem strasznych głupot... I nawet nie miał jak się bronić. Rzecz w tym, że konfliktów nie lubił i faktycznie ich unikał - wiedział, że może przypadkiem kogoś bardzo skrzywdzić, czy to słownie czy fizycznie. Tym razem Ezra odwalił całą robotę za swojego byłego partnera, bowiem jakże bolesnym doborem słów sprawił, że... że Leo kompletnie zatkało.
Nie wydusił z siebie niczego. Nawet głośniej nie westchnął. Nawet nie zamrugał...
Po prostu wziął kolejny wdech, dokładnie taki sam jak wcześniej. Dokładnie tak samo musnął rozbieganymi palcami po biodrze Hemah. Dokładnie tak samo przesunął spojrzeniem gdzieś po dyskutujących studentach, może nawet przenosząc je ostatecznie na rybę. Nie zareagował w ogóle, jak gdyby rozmawiali o czymś innym - tfu, o kimś innym.
Chwilowe zaćmienie.
Może to towarzystwo Hemah tak kojąco wpływało na Leonardo, skoro jakimś cudem zdołał zdusić w sobie wszystkie emocje. Bądź co bądź, nie chciał robić cyrków i psuć wszystkim humorów... A jej obiecał relaks, odpoczynek, śmiech, wszystko co najlepsze. Przecież zawsze łatwiej było udawać, że nic złego się nie wydarzyło, a jego wcale gorycz nie zjada od środka. Czekało ich gotowanie, a gotowanie było dobre i uspokajające. Wszystko powinno już potoczyć się jak najlepiej, Leonardo dobrze szło, znalazł kolendrę. Ładnie przystroił miskę.
Chwilowe zaćmienie...
Najwyraźniej dopadło również jego. Leo wystarczyła chwila bezczynności, aby nieprzyjemne myśli zalały cały jego umysł. Nie spodziewał się nawrotu rozpaczy tak głębokiej, żeby oczy żenująco się zaszkliły. O tyle dobrze, że zaraz to odgonił, z przeżerającego smutku przechodząc na coś znacznie bardziej niepokojącego. Złość, najszczerszą i najprawdziwszą. Serce Vin-Eurico płonęło, znieważone jak jeszcze nigdy. Jak Ezra śmiał bawić się w takie umniejszanie? Ich związek nie opierał się na chwilowym zaćmieniu, nie mógł. Był czymś poważnym i Leonardo doskonale o tym wiedział, bo był jego pierwszym poważnym, a tego się nie zapominało i nie myliło. Najwyraźniej Krukon nie miał do byłego partnera ani odrobiny szacunku, skoro postanawiał w głupiej potyczce słownej obrazić go tak dogłębnie.
Tak niepotrzebnie... czy Leonardo nie nacierpiał się wystarczająco? Pomijając zakończenie związku, a wracając do jego niepewnego, bolesnego początku? Czy te wszystkie chwile, które spędził zamartwiając się odnośnie Bridget (albo, cholera jasna, kogokolwiek innego), nijak się nie liczyły?
Chwilowe zaćmienie?
Powiódł jakby półprzytomnym spojrzeniem po kuchni, odnajdując w końcu Ezrę. Chwilę jeszcze stał w bezruchu, wgapiając się w chłopaka, który kończył ozdabianie swojej miski. Czy on... czy on zamierzał przeprosić? Czy on w ogóle wiedział co zrobił? Czy on przeszedł do tego swojego żałosnego życia przepełnionego egoizmem? Leo odetchnął ciężej, zupełnie nieświadomy tego, że mógł też tym zwrócić na siebie uwagę Hem albo towarzyszącego jej Puchona. Nie potrafił powiedzieć na głos tego, co wykręcało mu język.
Ezra zasługiwał na to, co najgorsze.
Poprawił swoją miskę i wszystkie przyrządy, z których korzystał. Przeczesał palcami włosy, głuchy na ewentualne zaczepki w jego stronę skierowane. Z pozornym spokojem ruszył przed siebie, niby w stronę wyjścia, ale jednak klucząc pomiędzy stoiskami. Clarke zajęty był chwaleniem się, czy tam sprawdzaniem postępów swojej jasnowłosej panienki - wszystko jedno. Nawet gdyby patrzył bezpośrednio na byłego Gryfona, to wiele by się domyślić nie mógł.
Wyjdź, po prostu wyjdź... Wyjdź stąd, Leonardo.
Nie mógł. Musiał drgnąć, w ostatniej chwili skręcić i po prostu uderzyć w blat, na którym stało dzieło Krukona. Trzepnąć miską i wszystkim, co znajdowało się obok - gdzieś, gdziekolwiek, na chłopaka czy podłogę. To już nie miało większego znaczenia, bo furia Meksykanina odnalazła drobne ujście. Niewystarczające.
- Te odio* - wyrzucił z siebie z wyraźnym trudem, jak gdyby nawet w ojczystym języku słowa te nie miały prawa wybrzmienia. Leo uniósł ręce niby w obronnym geście, jak gdyby chciał przeprosić za powstałe zamieszanie, albo zapewnić, że nic więcej nie zrobi. I tak już się wycofywał, opuszczając kuchnię zaledwie w przeciągu kilku sekund.

/zt

(*Nienawidzę cię)

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Hemah E. L. Peril

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 501
  Liczba postów : 206
http://www.czarodzieje.org/t16565-help-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16591-do-you-need-help#458347
http://www.czarodzieje.org/t16590-help-me-mr-postman#458344
http://www.czarodzieje.org/t16566-help-budowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Today at 00:55

Ucieszyła się, gdy zobaczyła, że coraz lepiej chłopakowi idzie w kuchni. Może nie miał w sobie naturalnego talentu, ale przynajmniej świetnie podłapywał, naśladując innych. A to już niezły wstęp do tego, aby stać się kulinarnym mistrzem.
- Hej, widzisz? To nie takie straszne, świetnie ci idzie!
Nie zdawała sobie sprawy, jak jej obecność wpływała na innych. Gdyby wiedziała... Czy mogłaby coś na to poradzić? Może więcej komplementów? Nie cofnie przecież czasu i nie pozbędzie się własnego talentu czy doświadczenia w restauracji. Niemniej z pewnością by się dziewczynie przykro zrobiło, gdyby dowiedziała się, jak onieśmiela i stopuje chociażby Leo. Czy sprawia, że Vin czuje się zbędny i przeszkadzający. Nie tego pragnęła. Zawsze chętnie gotuje dla innych czy pokazuje im różne sztuczki, nieświadomie tylko pogłębiając tę przepaść.
Teraz postąpiła ponownie. Nóż tańczył pomiędzy jasnymi palcami szybki, szalony taniec. Miała doświadczenie w krojeniu warzyw tak, aby nie tracić ani czasu, ani jakości. Przerwała jednak, kiedy wyłapała kątem oka, jak ciacha je Vin.
- Nie tak... Spójrz, jak ułożysz palce o w ten sposób... Będzie ci prościej - uśmiechnęła się doń, pokazując sztuczkę z nożem ślizgającym się po knykciach, jaka znacząco zmniejsza szanse na zacięcie się w palec. W międzyczasie doleciała do niej odpowiedź Ezry. Zmarszczyła białe brwi i uniosła głowę w jego stronę.
- No matter what you say, you cannot unfuck your arsehole and regain your dignity - odkrzyknęła, nie przejmując się, że znajduje się w kuchni. Z resztą, to krasnoludy. Ta rasa nie wydaje się przesadnie czuła na podobne wyzwiska.
Wróciła do gotowania, krojąc teraz warzywa wyjątkowo agresywnie. Patrząc z boku można było zastanawiać się, jakim cudem nie odcięła sobie palca. Ale nie - żadna kropla krwi nie splamiła jasnej skóry. Ezra powoli przesadzał i nawet ją podburzył. Z tego wszystkiego potem sypnęła zbyt wiele papryki, przez co zupa była nieco nadmiernie dymna. Ale hej, nie pierwszy i nie ostatni raz gotuje w takiej atmosferze. W restauracji co chwila na siebie krzyczeli, potem pasywno-agresywnie przystrajając dania i stawiając przed sobą z minami "are you fucking happy now?" Podobnie postąpiła teraz, odnajdując w tym dziwny spokój. Pewną odskocznię ku - koniec końców - mile wspominanych miesiącach pracy w profesjonalnej kuchni. Ale jak z niej emocje schodziły, tak zupełnie inaczej działo się z Leo. Denerwował się z chwili na chwilę coraz bardziej. I zanim zauważyła, odszedł od garnka.
Zamrugała i powiodła spojrzeniem po pomieszczeniu, szukając Meksykanina. Nie było trudno go odnaleźć. Ale nie zdążyła zapobiec katastrofie.
- Bloody hell, Leo! - Wbiła nóż w drewnianą deskę do krojenia i pobiegła za nim, zatrzymując się na moment przy stanowisku Ezry.
Odgłos donośnego plaskacza rozległ się po pomieszczeniu.
- If you were something more than a bloody cumwipe I'd hit you, you ball-less shitpouch.
Rozumie wiele. To, że zerwanie było winą obu stron - sama przekonywała do tego Leo, tłumacząc mu, że święty w tym związku nie był. Niemniej nie potrafi pojąć, czemu Ezra tak się zachowuje. Perfidnie. Nie ma pięciu lat, by nie potrafić przejść ponad zerwaniem i po prostu traktować swojego byłego jak człowieka, zamiast tego zrzucając na jego barki wszystkie grzechy.
Nie przejmując się lekcją, wybiegła za asystentem.

/zt

Punkty za I etap: 3
Piwo Dverga: 1 - 3 pkt
Przygotowanie warzyw: 4 - 3 pkt
Przyprawy: 3 - 1 pkt
Suma wszystkich punktów: 10
Hem ozdabia jeszcze talerz, ale nie mam 15 pkt w DA, więc nie dodaję jej za to punkta.
Za zgodą Holdena był wykonany jeden przerzut na warzywka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Kuchnia   

Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
islandia
 :: 
Domki
-