Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Spotkanie po latach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 41
http://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
http://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
http://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
http://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic




Gracz






PisanieTemat: Spotkanie po latach   Nie Sty 13 2019, 16:53


Retrospekcje

Osoby: Matthew Alexander & Dimitri Dragović
Miejsce rozgrywki: Londyn, dom Matthew
Rok rozgrywki: 2018
Okoliczności: listopad, kilka dni po próbie samobójczej Matta, Dimitri przyjeżdża sprawdzić czy wszystko z nim w porządku.


Tak, jak pisał w liście- niektórych rzeczy nie da się zapomnieć. Jedną z nich był dom Alexandra. Pierwsze, przyzwoite miejsce, w którym mieszkał po powrocie z Rosji. Być może uśmiechnąłby się, bo na myśl przyszło mu kilka dość ciepłych wspomnień. Chociażby ich pierwsze spotkanie. Codziennie idąc do pracy, mijał szpital. Z czasem zaczął zauważać niewiele wyższego od niego mężczyznę. Nie pamiętał dlaczego zwrócił na niego uwagę. Może potknął się, a Dima to widział? Całkiem prawdopodobne jeśli wziąć pod uwagę umiejętność zapamiętywania najmniejszych pierdół, jaką posiadał Dimitri. Nie ważne dlaczego, ważne, że po jakimś czasie mężczyzna był wszędzie wokół niego. Pewnie w końcu by o nim zapomniał, gdyby znajoma ze szkolnych czasów nie pracowała w szpitalu. Mieli iść na piwo, więc czekał na nią przed placówką. Był słoneczny dzień, chyba lato, jeśli dobrze pamięta. Znajoma pielęgniarka wyszła w końcu z budynku, ale tylko po to by przekazać Dimie, że dziś nie da rady, bo musi zastąpić koleżankę. A potem on się pojawił. Chyba był jej przełożonym. Nagle się okazało, że Dimitri dla Matta też był wszędzie wokół.
Ze wspominek wyrwał go silniejszy powiew listopadowego wiatru. Stał w bramie zdecydowanie za długo. Jakby się wahał, ale przecież nie o to chodziło. Był przekonany, że Matt go potrzebuje, więc miał zamiar zostać czy się to mężczyźnie podobało, czy nie. Zacisnął rękę na ramieniu niewielkiego plecaka, który przyniósł ze sobą. Nie zabrał zbyt wielu rzeczy. Może nie był do końca pewien czy rzeczywiście będzie w stanie zostać, czy stare zadry nie przytłoczą go za bardzo. Trochę się między nimi nazbierało w przeszłości. Zbyt wiele spraw zamiatali pod dywan, Dimitri zbyt często powstrzymywał się od wyrażania opinii, żeby to mogło się udać. Znów, tak jak pisał- mieli różne oczekiwania od życia. Jednak ostatni list, nieoczekiwanie długi, zmroził mu krew w żyłach. Matt chciał zniknąć. Tak zupełnie, w ostatecznym stopniu, definitywnie. Dima czuł się, jakby jego gardło zawiązało się na supeł. Wtedy zrozumiał, że nie jest gotowy na kolejną stratę. Mimo całego żalu, jaki w sobie hodował, nie chciał tracić Matta. Dlatego przyjechał. Z zupełnie samolubnych pobudek, które powinny wyglądać zupełnie inaczej. Przecież powinien martwić się o Alexandra, nie o siebie i to, jak będzie się czuł, gdy tamten w końcu odbierze sobie życie. „W końcu odbierze sobie życie…” Czuł się okropnie za samo pomyślenie w ten sposób. Był obrzydliwym człowiekiem, całkowicie zgniłym od środka. Jak miał zamiar mu pomóc?
I z tych przemyśleń wyrwał go podmuch przeszywającego do szpiku kości chłodu. Miał na sobie tylko cienki płaszcz i stary sweter, który przez czas użytkowania zbił się i nie dawał już tyle ciepła, co kiedyś. Dimitri zrobił kilka kroków w stronę drzwi. Pewnie i tak już go zauważono z okna. Nawet jeśli to nie Matt, to jakaś sąsiadka pewnie by się znalazła. Wziął głęboki oddech, po czym powoli wypuścił powietrze z płuc. Zaraz go zobaczy. Zakładając, że w ogóle mu otworzy. Matt chyba chciał go zobaczyć. Inaczej nie pisałby żadnego listu. Z drugiej strony, z nim nigdy nic nie było do końca pewne. Był… trochę inny. Jak to się mówi „wyjątkowy”. Dimitri dużo bardziej wolał określenie „nieprzystosowany”. Lepiej pasowało do Matta. Podniósł dłoń i zapukał w drzwi. Rytmicznie i energicznie, cztery razy. Stał na progu, a wiatr dął jak szalony szarpiąc jego płaszczem. Ich spotkania zawsze miały w sobie coś filmowego, więc nie dziwił się, że i teraz wygląda jak scena z jakiegoś taniego melodramatu. Dima kochał filmowe momenty życia, a Matthew zawsze mu ich dostarczał. Uśmiechnął się pod nosem, ale grymas ten szybko nabrał pewnej sztuczności, plastikowości, bo oto otworzyły się przed nim drzwi. Zmierzył wzrokiem mężczyznę, który wiele się nie zmienił. Niektóre rzeczy wcale się nie zmieniają. Pięć ostatnich lat odcisnęło na nim pewne piętno, które Dimitri potrafił dostrzec, ale nie sprecyzować.
- No to jestem – zaczął nieco ochrypłym głosem. Nie była to pierwsza rzecz, jaką dzisiaj wypowiedział. Po prostu miał chrypę. Ot, listopad go dopadł. Wstrzymał powietrze w płucach, próbując ukryć zdenerwowanie, czekając czy w ogóle zostanie wpuszczony do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 869
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1136
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   Nie Sty 13 2019, 17:23

Listopad przynosił z sobą spadek temperatury,
tak samo spadek nastroju. Depresja chwytała go w swoje szpony, kiedy to psy poczęły szczekać. Zanim jednak przeszedł do ostatecznej czynności wygrzebania się z łóżka, spojrzał na zegarek. Która to była godzina? Czas upływał nieubłaganie, Matthew zaś unikał towarzystwa ludzi. Od dawna wszyscy wiedzieli, że nie ma problemów z przyjmowaniem gości, niemniej jednak ostatnio stał się o wiele bardziej zamknięty; zasłony skutecznie odbierały mu możliwość przyjrzenia się widokowi na zewnątrz. Było ciemno, było głucho, charakterystyczne uderzenia pięści przedostawały się głucho do wnętrza salonu, w którym spał. W którym panował widoczny nieład. Gdzieś krew, gdzieś szczątki dawnego życia, porozwalane tabletki, pozbawione sensu elementy, które z czasem stanowiły pewną całość. Matthew siedział, leżał, skurczony, owinięty kocem, trzymając wokół nadgarstków stare opatrunki jałowe - to cholerstwo nie chciało się w żaden sposób zagoić. Dowolny gwałtowny ruch powodował, że obrażenia ponownie się otwierały - sklepienie mięśni wydawało z siebie owoc w postaci płynącej strużki krwi, której zapach unosił się w niemalże całym domu. Otworzył oczy, spojrzał jasnymi tęczówkami w stronę drzwi; ktoś oczekiwał, ktoś wymagał podjęcia się jakiejkolwiek akcji, zamarzając na mrozie. Dłonią uzdrowiciel ostrożnie przejechał po czole, nie czując energii na nic. To wszystko wydawało się nie mieć dla niego sensu - niczego nie pamiętał. Nic nie miało konkretnej przyczyny, dlaczego miał się zatem trudzić w pójściem w stronę miejsca, gdzie mógłby rzucić na całokształt wydarzenia charakterystycznym, jasnym światłem? Melancholia opanowywała jego kończyny, kiedy to walczył ze samym sobą - odłożył bandaże na odpowiednim miejscu, spoglądając jeszcze raz na swoje blade dłonie, bladą skórę, wydarte już ze wszystkiego rany. To nie ma sensu - nie potrafił być perfekcyjny. Nie potrafił przełamać się, nie potrafił być takim samym, jak kiedyś - czas podobno leczy rany, jednak w jego przypadku potęgował uczucie samotności. Zacisnął mocniej zęby, czując, jak jego ciało jest wyjątkowo ciężkie, gdy oparł się dłonią o blat stolika, na którym znajdowały się rozsypane medykamenty, poniekąd krew. Tylko wstać, odmówić, wrócić do azylu, w którym mógł się skryć. Niemniej jednak psy drapały w drzwi za mocno, zbyt charakterystycznie, zbyt istotnie.
Przywdział ciemną bluzę, jako że krótkie spodenki już na sobie miał. Nie dbał o swój wygląd w obecnym stanie, musiał pierwsze zregenerować się psychicznie, będąc upadłym aniołem, który w ciemnościach nieustannie błądził. Nie wiedział, co go spotka za drzwiami, nie był świadom tego, że wiadomość, która dotarła od jego byłego przyjaciela, który tutaj zamieszkiwał, była jak najbardziej prawdziwa. Nikt nie interesował się jego losem od czasów pamiętnej kłótni. To była tylko chwila, moment, gdy toksyczność przekroczyła wszelkie możliwe granice, a emocje wydostały się na zewnątrz; tym razem był ostrożny. Zawsze był, niemniej jednak apatia powodowała u niego kompletny brak czegokolwiek na twarzy - trudno było go zrozumieć, uznany za społecznego dziwaka, nie miał prawa do życia. Bał się samego siebie, nie rozpoznawał, zaś przy Rosjaninie nie bał się być po prostu sobą - a to był bardzo rzadki dar, mało kto miał prawo do zobaczenia prawdziwego oblicza Alexandra. Czy to wszystko było błędem? Czy ich znajomość musiała tak się zakończyć? Nie wiedział, kiedy to podszedł do drzwi, nie spoglądając przez wizjer, by następnie je otworzyć.
Z początku światło go oślepiło, zaś zwierzaki rozpoznały starego druha. Cofnął się parę kroków do tyłu, zakrywając dłonią oczy, odczuwając nieprzyjemny ból. Ten ruch był tak gwałtowny, że nawet nie zauważył, jak ponownie przyczynił się do otwarcia ran, które już straciły dla niego jakiekolwiek znaczenie, zaś szkarłatna ciecz przyozdobiła podłogę, nadając jej nowych barw. Dopiero po krótszej chwili, a przede wszystkim głosie, był w stanie stwierdzić, z kim ma do czynienia; zmęczone spojrzenie, kiedy to zdołał się przyzwyczaić do natężenia światła, dostrzegły zbyt znaną sylwetkę - sylwetkę Dragoslavića, który przybył, tak jak o tym zapewnił w liście. Zmieszane myśli niemalże natychmiastowo pojawiły się pod sklepieniem jego czaszki, zawierając w sobie zbyt wiele pytań, na które nie mógł odnaleźć należytej odpowiedzi. To wszystko zdawało się go przytłaczać.
Nie teraz.
Nie chciał pokazywać swojej słabszej strony, nie chciał pokazywać tego, jak upada na kolana, jakim człowiekiem pozbawionym duszy się stał. Nie spodziewał się tego, że ten rzeczywiście postanowi go odwiedzić - przerwać granicę, przerwać milczenie, kiedy to zło powodowało ciszę przedzierającą się przez ściany, dając do zrozumienia znacznie więcej niż poprzez proste słowa. - Dimitri… - zdołał tylko wyszeptać równie ochrypniętym głosem; brakowało mu przede wszystkim wody. Nie chciał go wpuszczać, nie chciał narażać na widok, niemniej jednak ostatecznie się przełamał; zlustrował ostrożnie spojrzeniem starego druha, któremu pomógł, by następnie zaprosić go zwyczajnie do środka, mimo wewnętrznej walki ze samym sobą. Czy mógł mu zaufać? Czy mógł pokładać w niego szczątki nadziei, wiedząc doskonale o tym, że może narazić się na jeszcze większą ilość obrażeń? Czy był na to gotowy? A może przedzierała się przez jego czyny jeszcze większa obojętność? Tego nie był w stanie stwierdzić - nie w obecnym stanie, kiedy skóra była blada, kiedy to stracił trochę na wadze, nic nie jedząc, zaś jego wygląd, o ile nie zmienił się znacznie, o tyle jednak był po prostu niepokojący. - Wejdź. - polecił, zapraszając gościa do środka. Pewne rzeczy nadal nie zostały wysprzątane, gdzieniegdzie znajdowały się leki, gdzieniegdzie krew, aczkolwiek nie wyglądało to jak scena największej rzezi w historii jego życia. Dawało jednak do myślenia, że coś jest nie tak.

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 41
http://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
http://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
http://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
http://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic




Gracz






PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   Nie Sty 13 2019, 18:56

Wiatr dął, psy szczekały, zupełnie jak kiedyś. Gdy drzwi otworzyły się, zwierzaki wypadły na zewnątrz. Próbował je pogłaskać wolną ręką, ale te skakały z radości, nie do końca pewne co powinny ze sobą zrobić. Jego uśmiech stał się bardziej naturalny, rzeczywiście radosny. Dimitri chyba nie do końca zdawał sobie z tego sprawę, bo podniósł głowę mając na twarzy właśnie taki wyraz: uśmiechnięty o błyszczących oczach. Zmienił się on momentalnie, gdy jego mózg w końcu zarejestrował, jak wygląda stojący przed nim mężczyzna. Nie, nie zmienił się wiele, ale Dimie wcale, a wcale nie podobało się to, co zobaczył. Kapiąca z nadgarstka krew, powoli wsiąkająca w rękaw bluzy nie uszła zupełnie jego uwadze. Jego najgorsze przypuszczenia się potwierdziły. Do tej pory wolał myśleć, że źle zinterpretował jego list, ale teraz… Teraz był pewien. Matthew Alexander próbował się zabić. Z początku nie powiedział nic. Nie chciał robić sceny w drzwiach, gdzie wszystkie wścibskie oczy mogły ich oglądać. Wszedł do środka zanim ten zdążył go dobrze zaprosić. Sposób w jaki wypowiedział jego imię, przeszył serce Dimy na wskroś. Nie wziął jego listu na poważnie, nie wierzył, że naprawdę przyjedzie. Dlaczego był zdziwiony? Przecież sam dał mu dobre podstawy do tego, by mu nie wierzyć. Kłamał, dawał sprzeczne sygnały, na zmianę wyznawał dozgonne oddanie i odpychał od siebie nie pokazując mu się przy tym na oczy. Jesteś złym człowiekiem, Dimitri Dragonoviciu! Odezwał się głos w jego głowie. Zgodnie ze zwyczajem odpowiedział mu: ”Zamknij się, Karen, nie teraz!” Przekroczył próg, a gdy drzwi się za nimi zamknęły, odwrócił się by stać z nim twarzą w twarz. Spróbował spojrzeć mu w oczy, ale Matt miał w zwyczaju unikanie kontaktu wzrokowego.
- Spójrz na mnie – starał się mówić łagodnie, ale gdzieś na drugim dnie wypowiedzi pobrzmiewała złość, dał jej ujście dopiero za drugim razem – Spójrz na mnie do cholery! – czekał. Nienawidził czekać, nie w takich sytuacjach. Co ma mu powiedzieć? Najchętniej złapałby go za ten nadgarstek, przytknął do twarzy, żeby dobrze się przyjrzał co sobie zrobił. Najchętniej potrząsnąłby nim dosłownie, przyparł do tych pieprzonych drzwi… Nie zapędzaj się, Dimitri, ktoś jeszcze źle to zinterpretuje! Dima nienawidził Karen. Była straszną suką i nigdy nie powiedziała mu nic pozytywnego. Dziwnym trafem mówiła głosem babci Fiodorov. Westchnął głęboko, rzucił plecak na podłogę. Jego prawa dłoń powędrowała do twarzy, by przetrzeć zmęczone oczy. Musi się uspokoić, bo przecież nie o niego chodzi. Tak, udawaj teraz, że przyjechałeś tu dla Matta! Karen była okropna, bo najczęściej jej uwagi miały w sobie chociaż cząstkę prawdy. Nie, Dima nie był chory psychicznie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że tak zwana Karen jest częścią jego, nie była nawet wymyślonym przyjacielem tylko samokrytyką, której szczerze nienawidził, bo zbytnio się ostatnimi czasy rozbestwiła. Nie odrywał wzroku od mężczyzny. W końcu ponownie westchnął i powiedział to, co pierwsze przyszło mu do głowy. Może popełni błąd, może nie, ale przynajmniej próbuje coś zrobić – Co ty wyprawiasz? – zapytał spokojnym głosem, zupełnie jakby wiedział, co mówi – Myślałeś, że się nie domyślę? Że cię tak zostawię? Tak myślałeś? Myślałeś, że ja… – zawahał się. Nie, przecież nie chodzi o niego – Nieważne.
Cisza była najgorsza. Czuł presję powiedzenia czegoś mądrego. Nie był dobry w byciu mądrym i obaj o tym wiedzieli, więc nie miał zamiaru udawać, że jest inaczej. Może niepotrzebnie przyjeżdżał? Nie mógł powiedzieć tego na głos, bo znów skierowałby temat na własne uczucia. Ponownie powtórzył sobie, że przecież nie o nie chodzi. – Sorry, że przyjeżdżam z małym wyprzedzeniem, ale sam się o to prosiłeś. Potrzebujesz z tym pomocy czy dasz radę? – wskazał na krwawiący nadgarstek – Bo naprawdę, jeśli oczekujesz, że uwierzę, że wszystko w porządku to… Woo! Stary, świetnie ci idzie! – jego głos pod koniec wypowiedzi stał się wyższy, ale nie załamał się. Gdyby się załamał, Dima pewnie znienawidziłby się jeszcze bardziej. Wypuścił powietrze drżącymi ustami. – Jadłeś coś ostatnio w ogóle? Zgaduję, że nie. Idziesz zrobić porządek z… Z tym! A ja coś przygotuję – podniósł palec w ostrzegawczym geście, ale zorientował się, że ten drży z nerwów, więc szybko opuścił dłoń – Nie przyjmuję sprzeciwów – ruszył pewnym krokiem w kierunku kuchni. Jeszcze w miarę pamiętał co gdzie jest. Czuł, że nadchodzi silny ból głowy. To wszystko nie na jego siły, ale Matt go potrzebował. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 869
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1136
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   Nie Sty 13 2019, 20:31

To tylko chwila, moment przedzierający się przez palce. Zwierzaki, ale tylko dwójka z nich, doskonale znała mężczyznę, który pojawił się w drzwiach. Jakby nie było - po części razem otaczali opieką stworzenia, co znajdowały się w jego domu. Stali domownicy, niemożliwi do uniknięcia, futrzaści przyjaciele, nie opuszczali nikogo. A jednak sam niedoszły artysta ich opuścił - wystarczyła jedna kłótnia, o jedno słowo za dużo, by wszelkie nici porozumienia zostały przerwane, a całokształt ich relacji - zniknął w odmętach zapomnienia. Niemniej jednak pamiętali obydwoje, oj pamiętali, jak do tego wszystkiego doszło. Człowiek nie potrafi zapomnieć - choć zaklęcia to umożliwiają, płynące z tychże sytuacji doświadczenie stanowiło po części część osoby, która brała w tym wszystkim udział. Zimny wiatr przeszył kończyny Matthewa - nie było to ani miłe, ani przyjemne, kiedy to został narażony na działanie czynników atmosferycznych. Te delikatnie zadrżały, gdy pojawił się w drzwiach, gdy odsunął się o parę kroków do tyłu, zachowując rozsądek podczas spędzania większości czasu w ociemnionych, zasłoniętych przed zewnętrznym światem pomieszczeniach. Nie wierzył, że ten odważy się odkopać stare podwaliny tego, co kiedyś rozpoczęli. Nie miał prawa wierzyć - w dobie nieuchronnych wydarzeń, które odebrały mu jakiekolwiek nadzieje, pozostawał nikim więcej jak tylko pustą porcelanową figurką bez uczuć. Każdy rok spędzony samotnie, każde mniej lub bardziej nieudane próby zmiany samego siebie ku zadowoleniu większości ze społeczeństwa, przyczyniły się do tego całkowitego melodramatu. Nie widział sensu, czuł pustkę w samym sobie, nie wiedział, czym ma ją wypełnić - mimo czasu spędzonego w Meksyku, nadal odczuwał nieszczęście przedzierające się przez sklepienia mięśni, zmuszające szkielet do poruszania się. Nie zarejestrował niczego więcej - proste słowo wydobyło się spomiędzy jego spierzchniętych warg, gdy zauważył sylwetkę przyjaciela, który pierwsze zwrócił uwagę na zwierzęta, a dopiero potem zauważył. Zauważył jego stan, jego zepsucie, jego wewnętrzne gnicie narządów. Nie wierzył, że ktoś odważy się tutaj przyjść - wszystkie relacje z innymi opierały się przede wszystkim na uleczeniu i puszczeniu w świat. Dragoslavić był inny. Nie zależało mu na dobrach, nie zależało mu na tym, by zwyczajnie przejść oraz zapomnieć; zamiast tego poświęcił czas na zapoznawanie się z naturą jego umysłu. Po części, jakby nie spojrzeć, był jedyną osobą, którą rozumiał - jedyną osobą, która nie zostawiła go na lodzie, mimo kłótni, mimo wcześniejszych zgrzytów, przez które to wszystko przeminęło. Wspomnienia znajdowały się w przeszłości; niestety, natura uzdrowiciela kazała mu wręcz żyć tym, czego już nie mógł przywrócić.
Unikanie kontaktu wzrokowego niosło ze sobą pewne konsekwencje. Po pierwsze - bał się osądzania. Po drugie - było to ogromnie niekomfortowe, jakby ktoś potrafił prześwietlić jego umysł i zwyczajnie wyczytać z niego wszystko. Nie bez powodu zatem nie zareagował na pierwszą prośbę; wzrok nadal był wbity w inny punkt, który zdawał się być bezpieczny. Dopiero uniesienie mężczyzny spowodowało, że ośmielił się rzucić błyskiem szarawych, podchodzących delikatnie pod zieleń i błękit tęczówek, które to utkwiły przez chwilę w jednym punkcie. Nie cierpiał tego - wiedział, że ludzie są to w stanie wykorzystać. Wiedział, jakie to konsekwencje ze sobą niesie. Nie bez powodu zatem jego oczy zaszkliły się, mimo iż próbował to powstrzymać, próbował nie ośmieszyć się przed Dimitrim, aczkolwiek aktorstwo w dniu dzisiejszym słabo mu wychodziło. Wyjątkowo słabo. Zamknął drzwi prowadzące do środka; dopiero po tym zauważył, jak rękaw nasiąka krwią, jak szkarłatna ciecz pozostawia ślady na podłodze, jak zwyczajnie jego stan jest kiepski; blada skóra zdawała się być jedną z kluczowych zmian. - Nie wiem. Ja… ja nie wiem, co się ze mną dzieje. - powiedział, czując nieprzyjemny, pulsacyjny ból głowy. Nerwowość w jego przypadku nie była wskazana, niemniej jednak nie potrafił nad tym zapanować - nawet jeżeli Dima nie miał zamiaru go przestraszyć, a bardziej skupiał się na pomocy, nie potrafił. Przyłożył dłoń do własnej głowy, gdzie kędzierzawe włosy żyły własnym, nietuzinkowym życiem; wyglądał na zaniedbanego. Role się odwróciły, a przede wszystkim potrzebował pomocy. Nie wierzył jednak, że ktoś będzie chciał mu udzielić dłoni, która to przyczyni się do powrotu do normalnego życia; był pozostawiony samemu sobie. - Jestem sam. Nikogo nie mam. Rodziny, przyjaciół, znajomych. Wiesz o tym doskonale, ludzie mnie zwyczajnie nie chcą. - powiedział, czując, jak łzy napływają mu do oczu. To była zbyt brutalna prawda, by mogła zostać wypowiedziana z jego ust bez jakichkolwiek oznak słabości.
Chwila ciszy wystarczyła, by stała się ona zbyt niezręczna. Matthew przycisnął mocniej dłoń, w której to otworzyła się rana - głęboka, pozostawiająca charakterystyczne ślady, gdy znów czuł pustkę. Pustkę, która być może opuści jego serce, pustkę, która zbierała stanowczo za duże żniwa - wpijała się w umysł niczym jakieś pasożyty, pozostawiając dla żywiciela mniej, niż rzeczywiście by potrzebował. - Dam. Myślę, że dam. - wypowiedział, odciągając własną dłoń od włosów, które nadal były takie same - te przynajmniej się nie zmieniły przez dłuższy okres czasu. - Wiem, że nie uwierzysz. Nie potrafię kłamać, wiem, że potrzebuję pomocy. - wbił spojrzenie w podłogę, nie mając w żaden sposób odwagi spojrzeć jeszcze raz w oczy. To było zbyt stresujące, zbyt przerażające - poddawanie się samemu osądowi, by otrzymać z własnej ręki wyrok - tak to widział. Wędrował przez labirynt niczym ślepiec, mając nadzieję, że uda mu się cokolwiek zrobić; niestety, otwierając drzwi, nie spodziewał się tego - czując brak wiary w sobie, popadał we własne szaleństwo, we własną melancholię myśli. - Ale nie potrafię o nią poprosić. - stwierdził ostatecznie, czując, jak drżą mu dłonie, gdy pomyślał, że musi się obnażać, że musi pokazać swoją słabszą stronę, nad którą nie panował. W rzeczywistości, pomijając aspekty fizyczne, Matthew był zagubionym dzieckiem; dzieckiem, które nigdy nie otrzymało wymaganej miłości; w związku z czym występowały najróżniejsze problemy. Jednocześnie stawał się zbyt zamknięty, zbyt trudny do rozszyfrowania, by mógł normalnie funkcjonować. - Prawidłowo. Nie jadłem nic od paru dni. Też nie mam ochoty. - odpowiedział, czując, jak jego brzuch kategorycznie odmawia jakichkolwiek porcji jedzenia, mimo występujących słabości. Był szczery - nie potrafił kłamać, nie potrafił być fałszywy wobec Dimitriego; w związku z czym mężczyzna mógł liczyć na same prawdziwe odpowiedzi. - Dziękuję. - wypowiedział pod koniec, zanim ten udał się do kuchni; te słowa nie były w żaden sposób sztuczne. Płynęły prosto z jego serca. Potrzebował wsparcia, potrzebował kogoś, kto by go doprowadził na słuszną drogę. Mimo wcześniejszych kłótni oraz zgrzytów - nie posiadał nikogo innego.
Przydałoby się jednak coś zrobić z ranami, które dzierżył; nie bez powodu zatem, choć z niechęcią, albowiem nie przeszkadzało mu to w żaden sposób, postanowił chwycić za różdżkę, kiedy to usiadł na kanapie, czując, jak wszystkie mięśnie go bolą. To jest za duży ciężar, nie wiedział, czy czyni dobrze, pisząc do Dragoslavića, choć czy mógł być pewien, że w jakikolwiek sposób powróci do pełnej sprawności umysłowej? Tego nie wiedział. Czas leczy rany - w jego przypadku czas natężył chorobę, nad którą nie potrafił zawładnąć; zdjął bluzę, pozostając tym samym w nieszczęsnym podkoszulku, by następnie drżącą, odpowiednio zasklepioną już dłonią, rzucić odpowiednie zaklęcie. Niemożliwie głębokie rany przeszywały jego nadgarstki - było ich kilka, umiejscowione głównie co jakieś odstępy, aczkolwiek poszaprane i wyglądające nieatrakcyjnie. Nie wiedział, czy jest w stanie odpowiednio zaradzić, nie wiedział, czy ma to jakikolwiek sens - skoro mógł to wszystko zakończyć. Skoro mógł zapomnieć, mógł oddać się w ramiona Śmierci, która to zazwyczaj musiała z nim walczyć podczas dyżuru na oddziale Świętego Munga.
Czyżby nie był taki sam, jak to uważał?
- Vulnera Arcuatum. - obserwował, jak rana ponownie się zasklepia; choć na ile, niestety nie wiedział. Pozostawało liczyć na łut szczęścia - choć powątpiewał w to, że cokolwiek może się ułożyć. Był skończony, był zepsuty do głębi kości.

1 → 2 http://www.czarodzieje.org/t16946p800-kostki#474678

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 41
http://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
http://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
http://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
http://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic




Gracz






PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   Pon Sty 14 2019, 11:13

Widząc go tak bezradnym, doprawdy nie wiedział co zrobić. Znajomy terapeuta powtarzał, że gdy nie wiadomo co zrobić, należy ustalić czego nie chce się robić. Dima był pewien, że nie chce go tak zostawiać, ale jednocześnie nie mógł zagwarantować, że jego obecność zrobi więcej dobrego, niż złego. Czuł jak narasta w nim irytacja. Ludzie go nie chcą. Tak, wciąż miał żal o to, co się wydarzyło przed laty. Kiedy to on chciał zostać, być przy nim tak po prostu, ale Matt… To były inne czasy. Powoli wypuścił powietrze z płuc, jak to miał w zwyczaju robić, gdy nerwy zaczynały brać nad nim górę. - Do diabła z ludźmi! Większość z nich boi się wszystkiego, co odbiega od normy. - nie mógł powiedzieć, że przekonał się o tym na własnej skórze. Dimitri odróżniał się co najwyżej ubiorem, ale wśród artystów był jak brakujący kawałek układanki. Zawsze znalazł się ktoś, do kogo pasował. Może to przez alkohol? Po nim jego krawędzie były bardziej skłonne do przybierania kształtu, który akurat najbardziej mu odpowiadał. Jesteś zwykłym kłamcą i tchórzem, Dimitri Emilowiczu! Miało to swoje plusy i minusy, ale Karen, jak zawsze, musiała wytknąć prawdę. Dima bał się odrzucenia, więc nauczył się mówić to, czego akurat najbardziej oczekiwał rozmówca. Był cholernym tchórzem i lizodupem. Tylko przy bliższych przyjaciołach potrafił się otworzyć. No i przy reżyserowaniu, ale tego nie robił od tak dawna, że nie był pewien czy jeszcze potrafi. Od kiedy odszedł od Matta miał niewielu przyjaciół. Bardziej się pilnował, zamykał w sobie. Tak bardzo się zmienił przez pięć ostatnich lat. Przede wszystkim zgorzkniał. Popatrzył na dawnego przyjaciela. Nie chciał mu pokazywać tej nowej strony, chociaż nie był do końca pewien czy już tego nie zrobił. Cóż, przynajmniej nie pogrążał się w smutku, jak to robił, gdy pojawił się na progu tego domu po raz pierwszy.
- Wiem, że nie potrafisz kłamać. Kiedyś dałeś mi to mocno do zrozumienia. - oj tak, nie chciał pokazywać cynizmu i goryczy, świetnie mu idzie! Powinien bardziej się pilnować, lawirować pośród niedomówień jak wytrawny polityk. Był na to jednak zbyt wzburzony. Szczerość Matta miała magiczną moc łamania jego serca. Nie chciał się do tego przyznawać. Po części ze względu na samego Alexandra. Nie mógł pozwolić, żeby czuł się z samym sobą jeszcze gorzej, niż w tej chwili. Dlatego wszystkie urazy zamiatał pod dywan. Panicznie bał się momentu, gdy ich drogi się rozejdą. Bo musiały się kiedyś rozejść, podpowiadał to czysty rozsądek. Ich mała farsa nie mogła trwać długo. Mieli zbyt różne oczekiwania w stosunku do życia i relacji z innymi ludźmi. Dimitri zaczął odkrywać, że najchętniej zostałby z Mattem na zawsze, ale to była (i po części jest) tylko głupia fantazja. Matthew nie szukał takiej relacji, nie czułby się w niej komfortowo. Dima bał się jego odejścia, więc odszedł sam. Nie dał Mattowi możliwości wyboru, co nie było najmądrzejszą decyzją w jego życiu. Wiedział jednak, że gdyby miał możliwość cofnięcia się w czasie, zrobiłby to samo. Za bardzo się bał innego rozwiązania sprawy. Westchnął. Najchętniej zabiłby te natrętne myśli, ale przynajmniej na razie nie miał takiej mocy. - Dobrze! Przyznanie się do problemu to pierwszy krok do rozwiązania. Znaczy tak mówią, ja się nie znam - machnął ręką. Znajomi terapeuci się czasem przydają. Nie przyzna się, że tak naprawdę sam korzystał z usług jednego. Nie był wystarczająco dobry, by Dima wywalał na niego więcej pieniędzy, więc koniec końców zrezygnował. Teraz miał przynajmniej trochę mądrych, schematycznych i jakże złotych myśli do rzucania. Następne słowa trochę nim potrzęsły - Nie musisz mnie o nic prosić. Ja też nie musiałem - nigdy nie zapytał Matta czy może się wprowadzić. Jego duma z pewnością umarłaby w męczarniach. To był pomysł Alexandra, który jakimś cudem wiedział. Po prostu wiedział czego Dima potrzebuje. Dlatego nie miał zamiaru zmuszać go do proszenia. Jak mógłby zrobić coś takiego, gdy już był pewien, co się stało. Żałował, że nie dowiedział się wcześniej, że nie zapobiegł tej okropnej próbie. Może gdyby te pięć lat temu nie wyprowadził się… Może nie musieliby tu teraz stać. Może wszystko ułożyłoby się inaczej. Gdyby tylko schował swoje samolubne potrzeby jeszcze głębiej, gdyby nie był zbyt zajęty, żeby dostrzec, że dzieje się coś złego. Ale nie miał zamiaru dłużej rozmyślać nad tym, co mogłoby się stać, ale nigdy się nie wydarzy. To bez sensu. Od tego są bezsenne noce, ewentualnie senne poranki, a nie pory obiadowe. - Powiedziałem, że nie przyjmuję sprzeciwu! Chyba nie chcesz marnować mojej pracy i tylko gapić się w talerz, co? - zaśmiał się cicho. Nie mówił poważnie. Zmienił taktykę. Co z tego, że śmiech ledwo wydobył się z jego gardła, a uśmiech przypominał wymuszony grymas. Tak naprawdę był bardzo bliski wpadnięcia w panikę. Powstrzymywała go tylko obecność Matta. Nie, nie przy nim. Przecież to on przyjechał pocieszać jego, zająć się nim. Nie może dostać ataku paniki, bo wtedy to on potrzebowałby pomocy. By chociaż trochę ukryć narastające emocje, zrobił kilka kroków w kierunku kuchni. Słysząc jego słowa przystanął. - Nie ma za co - jest za co. Wiedział aż za dobrze, że nie każdy postąpiłby tak samo. Ludzie mają swoje własne problemy, dlatego przyjaźnie się rozpadają. Dlatego nie mogliby zostać razem na zawsze. Są przyjaciółmi, niczym więcej, ilość wierszy, jakie o nim napisał tego nie zmienią. To był jeden z wielu powodów jego ucieczki. Jednak nie potrafił odciąć się do końca. Zanim Alexander powiedział cokolwiek więcej, Dimitri opuścił przedpokój i pewnym krokiem skierował się do kuchni. Doskonale pamiętał rozkład domu. W końcu to tu spędził jedne z najszczęśliwszych momentów swojego życia. Może nie „najszczęśliwszych” w pełni tego słowa znaczeniu. W końcu opłakiwał śmierć mamy, odbudowywał swoją samoocenę po niefortunnym pobycie w Rosji i haniebnej historii z teatrem. Wyciągnął większość produktów, które znalazł w kuchni. Nie było ich wiele, ale to nie tak, że się tego nie spodziewał. Trudno, będzie zupa z ziemniaków. Dimitri nie był mistrzem w kuchni, ale miał mocne podstawy. Nie stać go było na jadanie po za domem, więc zwyczajnie musiał gotować. Deficyt produktów też mu się zdarzał. Rzadko kiedy gotował pod konkretny przepis, nie miał takiego komfortu. Wykorzystywał to, co akurat miał pod ręką. Improwizował. Prawie jak kiedyś na scenie. Rytmiczne stukanie noża o deskę do krojenia nieco go uspokoiło, pozwoliło wyłączyć natrętne myśli. Udało mu się skupić na jednej, konkretnej pracy. To zawsze pomagało. Nie interesowało go, że Matt nie ma ochoty na jedzenie. Nie po tym, jak przyznał się, że nie jadł od kilku dni. Zje tę cholerną zupę choćby Dima miał mu ją siłą wlać do gardła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 869
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1136
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   Pon Sty 14 2019, 12:20

Wszystko go bolało,
życie było za trudne, za bardzo wymagające, zbyt wysysające resztki jego nadziei. W umyśle czekał nieświadomie - miał nadzieję na jakiekolwiek poprawienie się sytuacji, aczkolwiek ostatecznie wylądował w jednym z najgorszych położeń w swoich życiu. Nigdy wcześniej nie chwytał za ostrze, nigdy wcześniej nie starał się zdziałać w negatywny sposób na swoje zdrowie. Nie palił, pił sporadycznie, ostatnio wyjątkowo rzadko, od kiedy brał najróżniejsze leki, które miały mu pomóc - niektóre zaś przyczyniały się do jeszcze większego szaleństwa, melancholii, od której nie mógł się uwolnić. Ta trzymała go na smyczy; nie pozwalała działać bez jej zezwolenia, zwyczajnie ograniczała kolejne ruchy, ostatecznie przyduszając - w związku z czym nie miał powodu do żadnego poczucia dumy. Poddany własnym błędom, poddany własnym porażkom, zbyt długo cierpiał - w związku z czym chciał to wcześniej ukrócić. Prawdopodobnie - niczego nie pamiętał. Nie wiedział, co się wydarzyło, mógł jedynie przypuszczać, pisać na kartce papieru niewyraźnym pismem, zakładając wszelkie możliwe sytuacje; wiedział mimo wszystko i wbrew wszystkiemu, że to nie jest wypadek. Nie mógł z tym nic zrobić - nie pamiętał, kiedy ostatnio czuł się tak cholernie przybity, gdy miał ochotę ze sobą skończyć - tym razem skutecznie.
Zignorował pierwsze słowa, choć na nie zareagował. To była dość trudna do przełknięcia prawda - utykała w jego przewodzie pokarmowym, nie chcąc przejść do żołądka; ludzie rzeczywiście bali się tego, co odbiega od norm. Uznawany był za dziwaka - nie wiedział jednak, że Dima również się tym zmagał w większym lub mniejszym stopniu. Zbyt wiele na temat jego nowego życia również nie był świadom - w związku z czym błądził niczym ślepiec w pułapce labiryntu, którą sam dla siebie przygotował.
- Próbuję nad tym panować. - odpowiedział jak najszczerzej, choć ostatnio nie potrafił kłamać, zamiast tego tak dobierał słowa, by nie wzbudzały one żadnych nieprzyjemnych konsekwencji. Brzydził się fałszem, którym to niektórzy ludzie tak prosto się obsługiwali, nie zdając sobie sprawy z tego, jakie konsekwencje niesie samo korzystanie z tej umiejętności. On nie potrafił. Był albo szczery, albo unikał tematu - oczywiście zgodnie z możliwymi opcjami, wszak nie zawsze mógł cokolwiek w tymże zakresie zdziałać. Dlatego, poniekąd nieświadomie, przyczynił się do opuszczenia Dimitriego z jego życia, a w sercu pozostała tylko pustka - krwawiąca dziura, której nie mógł w żaden sposób załatać. Zwierzaki nie były tym samym co mężczyzna, który pojawił się przed drzwiami, gotowy nieść pomoc; ten jako jeden z nielicznych go rozumiał - i vice versa. Kiwnął głową na następne słowa Dimy, dając do zrozumienia, że to jest prawda; brak świadomości o własnych czynach oraz błędach powodował, że człowiek nie potrafił się zmienić. Poniekąd na jego twarzy zawitał niewielki, aczkolwiek widoczny uśmiech - doskonale pamiętał, jak bez problemów zaoferował pokój we własnym domu. Doskonale pamiętał te wszystkie czasy, jak dogadywał się, jak powoli rozumieli siebie, stając się nieodłącznym elementem życia - ich relacja oparta była jednak na toksyczności. Matt był zbyt szczery, zaś Dima - posiadał w sobie wysoce ważną dumę. Pamiętny dzień, kiedy to wszystko się zakończyło, przyniósł uzdrowicielowi ulgę, jak i rozpacz, do której nie miał odwagi się przyznać. Zbyt mocno przywiązał się do artysty - nie potrafił tego przed sobą przyznać, że stanowił on ważną część, ważny fragment, którego brak przyczynił się do widzenia świata w szarych barwach, pozbawionych kolorytu i blasku.
- Nigdy, Dima. - powiedział, kiedy to usiadł ostatecznie na kanapie i zajął się własnymi obrażeniami. Te wyglądały paskudnie, kiedy to zobaczył je w pełnej krasie. Czy był świadom tego, co postanowił zrobić? Nie wiedział, nie pamiętał, nie chciał pamiętać, jak do tego doszło. Wystarczyło westchnięcie, tchnięcie woli w różdżkę, z której to następnie wydobyło się zaklęcie lecznicze; jedną nogę trzymał ku sobie, druga zwisała wolno z miejsca, gdzie postanowił umiejscowić własne, cztery litery. Dopiero potem odważył się postawić pierwszy krok, wstając oraz udając się w stronę kuchni. Na razie większość rzeczy wydawała się być w porządku; a przynajmniej próbował oszukać samego siebie. Nic nie było w porządku, zbyt wiele spraw było zamiatanych pod dywan; kiedyś musiał nadejść ten czas, by porozmawiać na poważnie.
- Ja… chciałem przeprosić. Niezależnie od tego, czy przyjmiesz te słowa, czy też i nie, żałuję tego, co wcześniej powiedziałem. - przeniósł wzrok w stronę jego twarzy; mimo iż nie było to komfortowe, wiedział, że tak należy zrobić. Musiał stawić czoła własnym lękom, nad którymi nie mógł zapanować. - Chcę to wszystko… naprawić? Tak mogę o tym powiedzieć. - przyznał ostatecznie, choć nie wiedział, co z tego wyniknie. Mimo tych wszystkich kłótni, nadal miał pustkę, nadal był świadom, czym jest ta pustka spowodowana.

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 41
http://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
http://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
http://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
http://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic




Gracz






PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   Pon Sty 14 2019, 12:52

Rytmiczne uderzanie noża uspokajało. Najchętniej włączyłby jakąś muzykę do uprzyjemnienia tego momentu, dla chwili błogiego spokoju, chociaż na chwilę. Może uspokoiłoby to wciąż kołaczące się w jego głowie słowo. Dima. Pisał mu by przestał się do niego tak zwracać, ale widocznie stare zwyczaje trudno wyplenić. Podkreślał wielokrotnie, że Dima było zarezerwowane dla najbliższych. Nie był pewien czy Matt o tym pamiętał. Być może nie, w końcu to nie aż tak wielka sprawa. Przynajmniej nie dla tych, którzy nieświadomie zdrabniali jego imię. Dima było jak dzieciństwo. Beztroskie i szczęśliwe. Może dlatego nikt się już tak do niego nie zwracał. Nie od kiedy odeszła mama, od kiedy wyprowadził się od Matta.
Szybciej go usłyszał, niż zobaczył. Kroki za jego plecami. Nie odwrócił się, nie czuł takiej potrzeby. Mocniej tylko zacisnął dłoń na nożu. Zamknął na chwilę oczy i wziął głębszy wdech. Postanowił przyjąć taką samą taktykę, co wcześniej. – Nie mów mi takich rzeczy, kiedy trzymam w ręce nóż – obaj wiedzieli, że nie mógłby go zabić. Był to żart i bardzo się starał by jego głos brzmiał jakby rzeczywiście było mu do śmiechu. – I uważaj co mówisz, bo mogę ci jeszcze uwierzyć, a tego byś raczej nie chciał. Wiesz, jak już staniesz na nogi – miał u niego dług i był tu głównie dlatego, ale jakoś te słowa nie chciały mu przejść przez gardło. Zaśmiał się cicho, trochę gorzko. Powinien siedzieć w swoim marnym mieszkanku lub zakurzonym antykwariacie, pić kolejny kieliszek marnego wina i wypalać trzeciego z rzędu papierosa, pisać kolejne łzawe wiersze, których nikt nie przeczyta, bo nikt ich nie wyda. Nie żeby się dziwił, był w końcu tylko amatorem. Mimo wszystko przyjechał tutaj. Bał się, że go straci. Teraz, gdy tu tak stał zastanawiał się jaką różnicę zrobiłoby to w jego życiu. Nie rozmawiali porządnie od prawie pięciu lat. Jaką to robi różnicę? Chyba chciał tylko chronić własne sumienie, bo jak okropnie by się czuł wiedząc, że mężczyzna, który postawił go na nogi umiera w samotności i to w dodatku z własnej ręki. – To ja powinienem przepraszać. Przyjechałem z dnia na dzień żeby poczuć się lepiej z samym sobą – mówił prawie beztroskim głosem, jakby to było nic – Widzisz, bardzo się nie zmieniłem. Wciąż ten sam skupiony na sobie palant! – szybko to jednak urwał zmieniając temat – Poprosiłbym cię o pomoc, ale nie wiem jak czuję się z pomysłem dawania ci czegoś ostrego do ręki. Usiądź czy coś, to może jeszcze chwilę zająć – tak, żartuj w ten sposób z człowiekiem, który kilka dni temu próbował się zabić! Gratulacje Dimitri, świetnie ci idzie. Gdy padły słowa o naprawianiu relacji, długo milczał. No bo co miał powiedzieć? Cisza była nieznośna, przerywana jedynie stukaniem noża. Skończył kroić ziemniaki, wrzucił do gara z prawie gotującą się wodą. Zabrał się za marchew. – Mówisz, że nie umiesz kłamać, ale przepraszasz za to, co powiedziałeś. Dlaczego? Prawda orzeźwia. Czasem boli, ale to lepsze niż kłamać. Możesz myśleć co chcesz, ale cenię sobie twoją szczerość – kolejna długa pauza. Z początku miał zamiar zamienić ją w następną dawkę potoku słów. Zazwyczaj nie miał problemu w pisaniu dialogów, ale na żywo, gdy miały one realne konsekwencje… Był w tym beznadziejny. Cisza zalegała, a Dimitri się męczył ze sformułowaniem kolejnej myśli. Nóż nadal stukał o drewnianą deskę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 869
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1136
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   Pon Sty 14 2019, 13:26

Przeczesał palcami kędzierzawe, zaniedbane włosy, które to były dla niego wyjątkowo charakterystyczne - żyjące własnym życiem kosmyki włosy zdawały się być wyjątkowo kapryśne, kiedy to opuszki miały problemy z rozpoznaniem ich manufaktury. Był zmęczony; ciemne obrączki znajdowały się wokół oczu, które już dawno straciły blask - tylko mało kto potrafił to zauważyć. Miał ochotę tym samym zasnąć - zapomnieć o całym wydarzeniu, otulić się w pościeli, zapomnieć o wszystkim, co go spotkało. Nie wyglądał zbyt dobrze, co w sumie było widać - niemniej jednak udawał, że jest jeszcze w stanie poruszać się całkiem normalnie. Nie zmienia to faktu, że każda minuta dla jego mięśni była torturą, a przede wszystkim - czymś, czego nie mógł uchwycić. Smętne spojrzenie wylądowało na bliznach zasklepiających jego nadgarstki - nie pamiętał, jak to wszystko się stało. Nie chciał pamiętać, poniekąd niewiedza stanowiła tego dnia istne błogosławieństwo, gdy oczekiwał, gdy zwyczajnie oddawał się spokojowi, choć niepokój zdawał się pełnić równie znaczącą funkcję. Nadal nie wierzył, niemniej jednak nie potrafił sobie niczego wyobrazić. Przyszłość stanowiła dla niego wielką niewiadomą - przeszłość zaś była zbyt bolesna. Niestety żył nią, nie potrafił się od niej uwolnić; strach przed nieznanym stanowił najważniejsze podwaliny, przez które nie mógł podjąć się jakiejkolwiek akcji. Nawet nie zauważył, kiedy to stał się wyjątkowo słaby, kruchy - wystarczyło jedno uderzenie, by rozpadł się na milion kawałków, wręcz niemożliwych do poskładania w jedną całość bez pomocy magii. Był zbyt zniszczony, zbyt zgnity w środku, by móc racjonalnie podejmować decyzje. Niemniej jednak, jakby nie było, Dima przyszedł, nie postanowił potraktować jego listu pochopnie, machając w myślach ręką na to, co wydobyło się spod jego pióra.
Stary, dobry Dimitri. Wiedział, że jest specyficzny pod względem charakteru - i chyba to najbardziej mu odpowiadało. Mówił, co ma na myśli, choć nie zawsze, potrafił żartować, choć sytuacja tego nie wymagała i raczej nie było to wskazane. Całe szczęście - Matthew nie był człowiekiem, który stosunkowo szybko potrafił się obrazić za najprostsze słowa. Nie był człowiekiem pochopnym, choć stawiając na szczerość, mówił to, co mu ślina na język naniesie. Mimo iż nie miał do tego podstaw, mimo iż jego życie się waliło, mimo iż targnął na samego siebie, wykrztusił z siebie cząstki uśmiechu - spowodowane obecnością odległej o pięć lat osoby, a jednak tak bliskiej. Poniekąd działali podobnie - być może dług był czymś w rodzaju wymaganej zapłaty, niemniej jednak uzdrowiciel nigdy nie wymagał jego spłacenia, zawsze dawał od siebie jak najwięcej, biorąc kompletne nic i zostając ostatecznie na minusie. Nawet praca nie dawała mu tej samej, dawnej satysfakcji; stała się tylko zbędną rutyną, każdy przewijający się przez jego ręce pacjent odchodził w zapomnienie. Wszystko zdawało się być wyjątkowo ulotne.
Nie chciałby? Zdawało się to być wyjątkowo trudne do przełknięcia; co prawda świadomość możliwości ponownego wystąpienia toksyczności dawała mu się we znaki, niemniej jednak człowieka ciągnie do tego, co wcześniej poznał. Traktował Dimitriego, mimo tych wszystkich konfliktów, nadal tak, jakby znajdował się na pierwszym miejscu; choć też nie był tego świadom. Zbyt wielu rzeczy nie był świadom, zbyt wielu rzeczy nie wiedział, nie potrafił do nich dotrzeć, wymagało to poświęcenia, a przede wszystkim zrozumienia własnego położenia w tej całej sytuacji. - Skąd jesteś tego pewien? - zapytał łagodnie i spokojnie, żałując nadal własnych błędów, własnych nieprzemyślanych słów, które doprowadziły do efektu domina. Wszędzie gapiące się sylwetki, atmosfera nie była w żaden sposób napięta. Na razie nie była - Matthew starał się być szczery, choć kontrolował w chwili obecnej swoje słowa - zmęczony i przybity, choć pojawił się w jego życiu promyk nadziei, miał dość małą ochotę na rozmowę. - Brakowało mi tego Palanta. - postawił na szczerość. Może Dimitri był palantem, ale za to jakim!
Rozmowa, której potrzebował.
- Szczerze? Sam bym sobie nie dał. - odpowiedział, potwierdzając słowa Dragoslavicia. To była prawda - nie potrafił kłamać, był szczerym człowiekiem, zaś Matthew nie wiedział, co mogłoby mu wpaść do głowy, gdyby ponownie otrzymał ostrze - ostrze, dzięki któremu mógłby ponownie targnąć się na swoje życie. Nie bez powodu zatem poczekał, usiadł na jednym z krzeseł, opierając się o blat stołu; rzadko kiedy korzystał z kuchni, bo słabo gotował. Nie potrafił, prawdę powiedziawszy; nie bez powodu zatem lodówka świeciła pustkami, brakowało w niej najbardziej podstawowych produktów - pomijając fakt jedynie wypuszczania psiaków na zewnątrz; a te nieustannie domagały się uwagi ze strony Dima. - Prawda jest pierwszym, co mi przychodzi do głowy. Potem jednak jest Mówienie; zamiast Przeanalizowania, które idzie na trzecie miejsce. - powiedział, spoglądając na nadgarstki, na których znajdowały się blizny. - Prawda jednak czasami jest zbyt brutalna, niesie ze sobą za duże konsekwencje; rzadko kiedy potrafi być doceniana… - odpowiedział, spoglądając w stronę Dimitriego. Pięć lat… - …dziękuję za Twoją szczerość. - pozwolił, by kącik ust podniósł się delikatnie do góry.

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 41
http://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
http://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
http://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
http://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic




Gracz






PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   Pon Sty 14 2019, 14:18

Pokręcił głową, bardziej z przyzwyczajenia, niż dla wzmocnienia słów. Alexander nie mógł zobaczyć jego twarzy, co było mu na rękę. Nie mógł zobaczyć, jak grubo obiera marchew i jak nieregularne są krojone przez niego kawałki. Nie z powodu braku wprawy, raczej przez trzęsące się dłonie. Czuł, że za chwilę padną słowa, którymi nie dzielił się ze zbyt wieloma osobami. Właściwie z nikim nie rozmawiał o tym dłużej niż kilka minut. - Nie wiesz o mnie wielu rzeczy, Matt. Mogę źle zinterpretować twoje słowa, a to przyniesie tylko więcej problemów. - szczerze wierzył w to, co mówił. Tylko więcej emocji, więcej problemów. Jednocześnie Matt miał prawo wiedzieć zanim postanowi cokolwiek. Skrzywił się słysząc kolejne słowa. - No i to jest właśnie to o czym mówię – westchnął ciężko, nadal stojąc plecami do Matta – ”Brakowało mi ciebie”, „naprawmy to”, co jeszcze?
Wrzucił marchew do garnka. Nie zostało wiele rzeczy do pokrojenia. Niedługo będzie musiał wybierać między przygotowywaniem widmowych warzyw, a spojrzeniem Mattowi w twarz. Chyba nie był na to gotowy, a im dłużej ciągnęła się ta rozmowa, tym bardziej nieprzygotowany się stawał. Słowa cisnęły mu się na usta i coraz bardziej nie chciał z nimi walczyć.
- Mi też ciebie brakowało, inaczej bym nie pisał. Nie powinienem, ale trudno stało się. - tak, pisał, przynajmniej raz w roku. Były to zazwyczaj listy, do których namówili go tak zwani przyjaciele, którzy w danej chwili byli pijani przynajmniej w tym samym stopniu, co Dimitri i nie znali pełnego obrazu sytuacji, która wydarzyła się między nim, a Mattem. Mimo to, pisał. Dzisiaj się tego raczej wstydził, ale co robić? Stało się. ”Przepraszam, że piszę do ciebie po tak długiej przerwie, ale jestem tylko pijanym poetą bujającym się na obłokach dymu papierosowego i melancholii. Nic dziwnego, że nie robię kariery. Przepraszam za wszystko, co powiedziałem, nie powinienem mówić ci takich rzeczy. Przepraszam, to ja jestem toksyczny, zmienię się, Matt, obiecuję! Chcę się stać porządnym człowiekiem, jak ty czy mój ojciec. Jestem złym człowiekiem, więc nie zdziwię się jeśli nie będziesz miał najmniejszej ochoty odpisywać. Mimo to błagam, odezwij się do mnie, tęsknię za tobą, zrobię wszystko o co tylko poprosisz…” Jak bardzo się upodlał i zniżał z każdym listem? Procenty wyganiały dumę, a przynosiły tęsknotę. - Naprawdę bardzo się starałem od ciebie odizolować, ale teraz to już bez znaczenia. - dramatyczny, jak zawsze. Nadchodził ten moment, gdy nie mógł już dłużej powstrzymywać cisnącego się na zewnątrz wyznania. Nie wiedział jak to się stało, że Matt wcześniej nie połączył wszystkich kropek. Może połączył, ale nic nie mówił. Może wybrał milczenie, żeby ich ratować, a teraz Dimitri wszystko zepsuje… - Jestem gejem, Matt. Nie mam pojęcia jakim cudem się nie domyśliłeś, że… Ale to nieważne. - przestał udawać, że wciąż robi coś przy zupie. Oparł się obiema dłońmi o blat i spuścił głowę. Trwał tak w milczeniu przez dobrą chwilę, oddychając głęboko, próbując powstrzymać kłębiące się w nim emocje. Powiedział to. Czuł się dobrze, jakby pozbył się ciężaru, który przeszkadzał mu przez bardzo długi czas. Czekał na jego reakcję, jakiekolwiek słowo. W końcu nie wytrzymał ciszy i zaczął gadać dalej, jak to miał w zwyczaju. - Po prostu… Pozwól mi nabrać dystansu. Tak będzie lepiej. - teraz nie powinno być żadnych wątpliwości. Nie oczekuje niczego od Alexandra, ten też nie powinien niczego oczekiwać. Tak, żadnych oczekiwań, tylko chwila słabości i pomoc staremu kumplowi. Tak powinno być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 869
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1136
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   Pon Sty 14 2019, 14:54

Wysłuchał słów Dimitriego, które rozcinały obecną ciszę niczym ostrza, powodując kolejne wymiany zdań, wymiany własnych opinii oraz wynoszenie spraw wcześniej zagrzebanych na światło dzienne.
- Chcę się dowiedzieć. - odpowiedział ostatecznie, spoglądając w jego stronę. Postawił ponownie na szczerość - uznawał, nie wiedział, a może nie chciał wiedzieć, jak te słowa mogą zostać zrozumiane? Sam nie wiedział. Byli jedynie osobami upadłymi, pozbawionymi tego, co zostało z nich wydarte - rodzina, przyjaciele. Nie chciał zmuszać mężczyzny do szczerości; niemniej jednak, jeżeli pewne rzeczy miały wyjść na światło dzienne, to właśnie teraz - kiedy przyglądał się własnym dłoniom, kiedy starał się pozbierać wszystko w jedną, łatwiejszą do zrozumienia całość. Układanka, z którą przyszło im się zmierzyć, układanką, z którą musieli sobie poradzić - zbyt wiele słów było zamiatanych pod dywan. Unikanych, zagrzebywanych pod zimną ziemią, pod którą to bakterie rozkładały to, co zagrzebywali. Nie widział twarzy Dimitriego, nie wiedział, co się na niej znajduje, a i tak mógł to źle zinterpretować - nie był mistrzem w odczytywaniu ludzkich emocji, choć odczuwał nieraz te znajdujące się w najbliższym otoczeniu. Być może miał podstawy do pewnych podejrzeń, ale sam nie zwracał zbytnio uwagi na to, co mówił. Jego słowa były szczerze, były wyzbyte pierwiastka kłamstwa, prawdziwe, pozbawione toksyczności i przekomarzanek, które doprowadzały ostatecznie do skażenia i rozpadu.
- To ja pierwszy napisałem - tym razem. - dodał szczerze, to on przyczynił się do tego, że Dima pojawił się przed drzwiami do jego domu, to on pierwszy wysłał list przy pomocy sowy, która jedynie sumiennie wykonywała swoje obowiązki. Tak. Pierwsza wiadomość była wyjątkowo krótka, aczkolwiek w następnej wystarczająco długo się rozpisał, przenosząc na papier własne, nietuzinkowe myśli. Drżącymi dłońmi, czcionka była trochę zbyt wykrzywiona, pozbawiona swojej dbałej elegancji oraz przede wszystkim charakteru. Wymiana listów była zazwyczaj chaotyczna, nie wiedział dokładnie, co się dzieje w życiu Dimitriego, aczkolwiek mógł przypuszczać - nie lubił mimo wszystko i wbrew wszystkiemu stawać się sędzią, wolał pełnić funkcję obrońcy, który wkraczał wtedy, gdy było to potrzebne. Nie potrafił w żaden sposób przyznawać się otwarcie do tego, czego nie wiedział, nie potrafił zatwierdzić tego, czego nie widział. Nie bez powodu zatem wsłuchał się w kolejne słowa, które nadawały dramaturgii, gdy patrzył na odwróconego plecami do niego Rosjanina, który zdawał się być równie roztrzęsiony - a przynajmniej tak stwierdził Matthew. Nie wiedział, czego może się spodziewać, jakie słowa wydostaną się spomiędzy jego warg, dlaczego to wszystko przybiera tak niespodziewanego obrotu. Spoważniał, gdy Dimitr powiedział o izolacji, by następnie wszystko dopełnić słowami, które być może go nie przeraziły, a bardziej zaintrygowały, spowodowały, że jego wewnętrzna ciekawość wzrosła.
Przez chwilę trwało milczenie, które postanowił przerwać, zanim mężczyzna podjął się jakiejkolwiek akcji, przerywając przez chwilę gotowanie obiadu. Przekrzywił głowę, spojrzał na niego swoimi zielonymi tęczówkami.
- Nie przeszkadza mi to. - odpowiedział, aczkolwiek nie wiedział, czy to jednak oznacza coś więcej. Sam był wyjątkowo niedoświadczony pod względem własnej orientacji - podejrzewał jednak, że jest pod tym względem upośledzony; nigdy nie odczuwał tego, co w większości osób było wpisywane. Wile nie powodowały u niego w żaden sposób myślenie mózgiem między nogami, był niebywale trudnym orzechem do rozgryzienia. - Chcę, żebyś został. - potwierdził ostatecznie, być może nie będąc do końca świadomym tego, co powiedział. Nie wiedział, co kłębiło się pod sklepieniem jego czaszki, aczkolwiek chciał, by Dima został.

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 41
http://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
http://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
http://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
http://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic




Gracz






PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   Pon Sty 14 2019, 18:20

Westchnął ciężko. Jak ma to rozumieć? Matt chce żeby wszystko było tak, jak kiedyś, ale Dimitri nie mógł pozwolić na powrót tego układu. Za bardzo się w nim dusił, zaczął nienawidzić sam siebie. Prawda była taka, że chyba kochał Matta. Nawet nie „chyba”. Na pewno. Kiedyś tak cholernie go kochał. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że nic z tego nie będzie. Po pierwsze była między nimi pewna różnica wieku, która wtedy wydawała się jeszcze większa. Siedem lat. To więcej niż trwała ich rozłąka. Po drugie, był pewien, że jego uczucia nie zostaną odwzajemnione. Matt miał problemy z rozumieniem i wyrażaniem uczuć. Dima był w stanie to zaakceptować, ale wciąż pozostawał tchórzem, któremu brakowało odwagi na szczerą rozmowę. Zebrał się teraz. Pięć lat po terminie. Teraz to nie miało sensu, bo wszystko, co czuł to sentyment. Dawne wspomnienia ożywały, uczucia wzbierały, ale Dragović przekonywał się o ich sztuczności - Dobrze – odpowiedział w końcu - Zostanę do momentu, aż staniesz na nogi. – tyle i tak miał w planach zrobić. Tyle mógł obiecać, ale nic więcej. Nie może pozwolić sobie na kolejne złamanie serca. Musi się bronić przed tym, co ewidentnie go podkopie. Dima tak bardzo w siebie wątpił, sam potrzebował podpory, miał już tyle na talerzu, nie był pewien czy będzie potrafił udźwignąć jeszcze problemy Matta. Nie mniej jednak chciał spróbować. - Ale potem… Zrozum, muszę stawiać się na pierwszym miejscu. Ostatnio za dużo się dzieje żebym inaczej sobie z tym poradził.Kłamiesz, Dimitri. Znowu. Przez pięć lat nic się nie działo. Praca, dom, praca. Marne zarobki i wiele wierszy w szufladzie, początek powieści oraz kilka sztuk teatralnych. Cała reszta była w miarę prawdziwa. - Ja… Chyba nie chcę o tym rozmawiać.
Rozmieszał mąkę w szklance wody by zagęścić zupę. Wrzucił też trochę masła. Zaczął ciąć pietruszkę. - Po prostu pamiętaj, że robię wszystko, żeby ułatwić tę sytuację. „Izolowanie się” brzmi źle, ale naprawdę to najlepsze, co mogę teraz zrobić. – niby był pisarzem, ale czasem nawet jemu brakowało słów. Mając to na uwadze westchnął. Wrzucił pietruszkę do garnka. Otrzepał ręce i w końcu odwrócił się w stronę siedzącego Matta. Spojrzał mu w oczy i uśmiechnął się, trochę zbyt smutno jak na jego gust, naprawdę starał się zrobić to inaczej, no ale cóż, nie zawsze dostajemy to, czego byśmy chcieli. O tak, jakoś zadziwiająco rzadko dostawał od życia to, czego naprawdę pragnął. Prawo prawdopodobieństwa wydawało mu się przez to mocno podejrzane. Przecież koniec końców któreś z jego pragnień musiałoby się spełnić. Ale nie, on tylko dostawał po dupie. Trudno. - Pamiętaj o tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 869
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1136
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   Pon Sty 14 2019, 18:58

Przeszłość,
była podwalinami do działania, do podejmowania konkretnych akcji.
Stanowiła nieuchronną część samego siebie. Matthew nie ukrywał jej - przynajmniej nie ukrywał jej przed Dimą, który pojawił się, mimo wcześniejszych myśli, że pozostanie w tym wszystkim sam. Czy chciał jego powrotu? Była to wysoce samolubna myśl, świadcząca o jego braku dojrzałości, aczkolwiek pragnął. W podświadomości, o której myślał, że całkowicie ją rozumie i jest w stanie przedrzeć się przez najgłębsze jej zakamarki, znajdowała się myśl. Myśl, której nie rozumiał. Uczucie, którego nie był w stanie nazwać - rozkwitała za każdym razem niczym kwiat, który jednak skazany został na zwiednięcie wraz z pamiętną kłótnią - znajdującą się w pamięci uzdrowiciela oraz drugiej osoby - Rosjanina, który przybył, który wykazał chęć jakiegokolwiek wsparcia. Powód w obecnej chwili dla Matthewa nie był do końca jasny - nie myślał trzeźwo - nie miał prawa myśleć trzeźwo, nie w tym całym bagnie, do którego się wpakował, a z którego ktoś chciał go wyciągnąć. Nie był świadom swoich uczuć do Dimitriego, a przynajmniej nie potrafił w ogóle o nich pomyśleć w takim kontekście - pozostawał nadal ślepcem, na którego oczy została nałożona opaska, przez którą nie był w stanie niczego dostrzec. Typowe działanie uzdrowiciela, ale nie miał innego wyboru - jego kontakty międzyludzkie, a przede wszystkim relacje pod tym względem były mocno upośledzone. Nie widział tego, co normalny człowiek - jako wybiórczy dziwak potrzebował odpowiedniego pchnięcia w odpowiednią stronę.
- Dziękuję… to wiele dla mnie znaczy. - powiedział ostatecznie, gdy cisza zdawała się przedzierać przez palce i zwyczajnie doskwierać - wymiana słów zawsze wydawała się być prawidłowa. Rozumiał, że każdy ma swoje własne problemy; nie narzucał zatem Dimie całkowitej obecności przez cały czas. Aż stanie na nogi, aż powróci do pełni zdrowia - czy to jednak będzie możliwe? Tego żaden z nich nie wiedział. Owszem, Dragović mógł pokładać w to wszelką wiarę i nadzieję, aczkolwiek powracające epizody bez odpowiedniego wsparcia wydają się być o wiele mocniejsze, a przede wszystkim niemożliwe do okiełznania, gdy przebywał w swojej melancholicznej aurze. - W porządku. Wszyscy musimy odpocząć. - rozumiał go, wiedział, że niektóre tematy nie są zbyt łatwe do przełknięcia; zaś w natłoku nieszczęśliwych zdarzeń zdawały się ważyć znacznie więcej niż w rzeczywistości.
- Będę pamiętał. - wiedział, że dla Dimitriego to wcale nie jest trudna sytuacja, a przede wszystkim powodowała ona, iż praktycznie obydwie strony zostały wystawione na próbę. Nie zamierzał jednak czynić żadnych błędów - a przynajmniej nie tym razem.

2x zt

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Spotkanie po latach   

Powrót do góry Go down
 

Spotkanie po latach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-