Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Sala konferencyjna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1211
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 773
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptySob Gru 29 2018, 17:37

First topic message reminder :


Sala konferencyjna

Na parterze znajduje się magicznie powiększona sala konferencyjna, która to jest w stanie pomieścić w środku setki osób. Niektórzy nawet sądzą, że tysiące. Często używana do jakichś większych wydarzeń towarzyskich. Wybudowana została stosunkowo niedawno, w porównaniu do reszty miejsc w ministerstwie, kiedy to ówczesny Minister Magii zarządził powiększenie teraz dostępnej przestrzeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Louis Aristide Yawn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 148
  Liczba postów : 84
http://www.czarodzieje.org/t16718-buduje#463147
http://www.czarodzieje.org/t16816-lay-all-your-love-on-me#468086
http://www.czarodzieje.org/t16815-don-t-delay#468085
http://www.czarodzieje.org/t16814-louis-aristide-yawn#468077
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Moderator




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptySro Sty 09 2019, 21:41

Nie przeszkadzało mu spóźnienie. Prawdę mówiąc, Louis w pełni liczył się z tym, że nie będą pierwszą parą w Ministerstwie Magii - poważnie, toż to nawet nie wypadało! Musieli sobie zbudować dobre wejście i nawet jeśli Elaine nie miała pojęcia o tych planach, to była w nich jak najbardziej uwzględniona. Lou, w swoim białym garniturze (z delikatnymi wzorami, które w odpowiednim świetle połyskiwały niczym obsypane drobniutkim brokatem), nie prezentował się nawet w połowie tak pięknie jak jego partnerka. Był równie zachwycony, co jej rodzicielka, nawet jeśli nie odrobinę bardziej, bo to przecież jemu miała panienka Swansea towarzyszyć.
- Ach, dziękuję - nie czekał wcale na komplementy, jeszcze przed wejściem do Ministerstwa Magii piejąc odnośnie prezencji Elaine. Nie szczędził słodkości, poniekąd również siebie samego w tym wszystkim chwaląc - w końcu pomógł jej z dobraniem tej boskiej perfekcji. Uśmiechnął się szeroko, obserwując Krukonkę. - Mam jednak wrażenie, że przy tobie nikt nie zwróci na mnie uwagi... Właśnie po to zajmuję się modą, wiesz? Żeby dobrać odpowiednie "opakowanie" dla tak pięknego człowieka... - Rozmarzył się. Uroda Elaine kupowała go pod każdym względem i Louis nie ukrywał wcale tego, że należała do jego ukochanych modelek; wszak fascynował się jej zdolnością metamorfomagii jak głupi. Patrzył na nią i nie widział tylko uśmiechniętej przyjaciółki, ale również jedno ze swoich lepszych dzieł.
Nawet, jeśli źle to brzmiało.
- Idealnie - przytaknął, wznosząc toast drinkiem o dźwięcznej nazwie "Malinowe westchnienie". Skosztował go i uznał, że jest całkiem niezły... a już z pewnością nie zdołał się powstrzymać przed zostawieniem go sobie na później. Zresztą, nikt barku nie zamykał, mógł do niego zaraz wrócić. - Hm? - Zdziwił się, podążając za Elaine do lustra. Tak jej się podobała ta kreacja? Z uśmiechem przesunął spojrzeniem zarówno po sobie, jak i po niej.
- Schlebiasz mi - zaśmiał się, chociaż jakimś cudem sam nie mógł powstrzymać się od gapienia na Elaine. Tylko... tylko, że jego wcale teraz nie obchodziła jej suknia. Ani dodatki, ani fryzura. Merlinie, nie był w stanie oderwać wzroku od jej ust... Nie obejrzał się za jakąś kobietą, o której Krukonka wspomniała. Nie zarejestrował wypowiedzi o robieniu zdjęcia, odpowiadając tylko niezbyt przytomnym "mhm". Zaraz potem już przyciągał do siebie dziewczynę, składając na jej wargach słodki pocałunek, tchnięty magią zawartą w dopiero co wypitym drinku.
Przyjemnie było mieć kogoś tak blisko. Lou nie bał się objąć Elaine, chociaż nie trzymał jej wcale kurczowo - prawdę mówiąc, sam pocałunek trwał bardzo krótko, bo chłopak zwyczajnie nie wiedział czego się po niej spodziewać. Dość szybko odzyskał własny rozum, mrugając z zaskoczeniem, ale nie narzucając samemu dystansu.
- Ja chyba... Huh. Czy to możliwe, żeby w Ministerstwie Magii dawali w drinkach amortencję? - Zapytał, szczerze zbity z tropu. - Bo po prostu oprzeć się nie mogłem, wybacz...

Wydarzenie towarzyszące: Bar koktajlowy
Wylosowane kostki: 1
Zdobycze: Buziak od Elaine. Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cherry A. R. Eastwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : Ok. 160
Galeony : 239
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 478
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Moderator




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptySro Sty 09 2019, 22:05

- Nie aż... nie aż tak? - Dalej nie radziła sobie z wyjaśnianiem, ale nie chciała przypadkiem zasiać niepewności w Fabienie. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby swoją paranoję przeniosła na nieszczęsnego Krukona. - Wyglądasz bardzo dobrze i z pewnością przyciągasz wzrok, ale twój strój nie jest tak nietypowy. Mam zdecydowanie więcej odsłoniętego ciała - wymamrotała, wsłuchując się w jego słowa i przyznając, że po prostu ma rację. Nie kłóciła się, potakując roztargnionymi skinieniami głowy i dopiero po chwili dochodząc do wniosku, że to mało inteligentny sposób komunikacji. - Masz rację, masz. Tak sobie musiałam trochę popanikować. - Zaśmiała się cicho na to stuknięcie w nos, a po jej policzkach rozlało się ciepło rumieńca.
Fabien był... jedyny w swoim rodzaju. Potrafił sprawić, że zupełnie się rozluźniała, ale zaraz potem zabierał jej dech w piersiach. Czerwieniła się, czerpiąc mnóstwo przyjemności z jego towarzystwa i niezbyt rozumiejąc, jakim cudem ktoś może poprawiać jej humor aż tak intensywnie. I to wszystko pomijając fakt, że był po prostu niesamowicie ciekawą osobą.
Chętnie do niego przylgnęła, zachęcona tym objęciem w talii. Zsunęła jej się przy okazji trochę marynarka, ale Cherry wcale się tym już nie przejęła - poprawiła ją tylko tak, by zwisała z jednego ramienia, lecz by nie miała szans wylądować na podłodze. Nie miała pojęcia skąd nagle obok nich pojawił się Liam, a zaraz obok niego Elijah.
- O- och, Liam! Hej, hej - wydukała zaskoczona, pozwalając aby ją przytulił i obejrzał; to drugie trochę mniej jej się podobało, ale uśmiechu się nie pozbyła. Nie zdołała nawet włączyć własnego słowotoku, bo dalej trwał ten należący do niego.
A potem przeniosła spojrzenie na Fabiena i zaśmiała się cicho, spuszczając nieco głowę i pozwalając, żeby wolne kosmyki włosów połaskotały ją w policzki.
- Dziękuję... - ale, jak Elijah słusznie zauważył, znali się. Zerknęła na chłopaka tylko nieco zaskoczona tym określeniem "panna", ale przecież normalnie nie przykładała do tego żadnej wagi - no proszę, co odrobina Fabienowego towarzystwa mogła zrobić z człowiekiem. Znowu nie potrafiła odebrać komplementu, płonąc rumieńcem i mając wrażenie, że widać go nawet na tej całowanej przez chłopaka dłoni. Żenujące. - Wow, Błyskawica... Trochę się na nią zasadzałam, ty szczęśliwcu. Ja to się nieźle wzbogaciłam, jednak warto czasami pouczyć się trochę Zielarstwa. Można potem wyłapać całkiem cenne roślinki na takich licytacjach!
Wszyscy mieli ochotę się napić, więc mogli wspólnie udać się do barku. Cherry zaskoczyło pytanie barmana o drinka - nie wiedziała, o co może poprosić. Zażyczyła sobie w końcu czegoś dobrego, żartobliwie dodając, żeby pasowało do dobrej atmosfery balu. Słodki napój przypominał jej lemoniadę, ale nie wnikała w szczegóły. Podobnie nie spoglądała na dziwne zachowanie Elijah, zamiast tego wpatrując się w wirujące na parkiecie pary. Nie odezwała się słowem do Fabiena w tej kwestii, nie chcąc go ciągnąć na siłę do tańca... ale nie mogła ukryć drobnego kołysania się wraz z przyjemnymi rytmami i z pewnością nie mogła ukryć tego, że oderwało to w pełni jej uwagę od wszystkiego innego.

Wydarzenie towarzyszące: Bar koktajlowy
Wylosowane kostki: 4
Zdobycze: 200g

______________________



Be something greater,

Go make a legacy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Segovia Ivanowa

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 287
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyCzw Sty 10 2019, 15:07

O dziwo, na koncercie bawiła się wyśmienicie. Nie była zwolenniczką spoconego tłumu, w dodatku wrzeszczącego i zapewniającego o swojej dozgonnej miłości kogoś, kto nawet nigdy tego nie usłyszy. Była wręcz zaskoczona tym, jak zadowolona wyszła... Nawet po tej całej żałosnej akcji, która odbyła się podczas samego wstępu. A to, że znajdowała się niemal na środku tego zamieszania, nawet jej nie przeszkadzało. Pociągnął ją za sobą, a ona na to zwyczajnie pozwoliła... Nie odsunęła się kiedy afera wybuchła, najwidoczniej kumulując się w tej dwójce od bardzo dawna. Obserwowała ich, czerpiąc dziwną satysfakcję z tego, jaką rolę odgrywała w tamtym momencie.
Fakt, że Alexis poznał jej niezbyt piękne oblicze sprawiało, że jedynie bardziej lgnęła do jego towarzystwa. Tak chyba było od zawsze, prawda? Uczucie swobody było dla niej jak powiew świeżego powietrza, jak smak czegoś, czego od dawna pragnęła a nawet nie zdawała sobie z tego sprawę. A może jedynie powoli się torturowała, jakby na coś podobnego zasłużyła. Cóż, zasłużyła, jednak to zupełnie inna kwestia.
-Zaimponować? Zaciekawiłeś mnie. Nie wiedziałam, że chcesz imponować komukolwiek.-Zawiesiła swoje uważne spojrzenie nieco dłużej na postaci mężczyzny, uśmiechając się przy tym lekko i o zgrozo! Chyba nawet zadziornie. Nie powinna poddawać się swoim humorkom oraz emocjom, które wręcz w niej szalały. Gdyby spojrzała na siebie w lustrze, na pewno nie poznałaby kobiety, która tam stoi. Dawny cień, którym była gdzieś zniknął... A pomimo tego, czego się dopuściła... Nigdy nie czuła się w swoim ciele tak dobrze, jak teraz. Pomimo tego, że wciąż odczuwała niedawną przemianę. Rany się goiły, zakryte materiałem, który pozwalał poruszyć ludzką wyobraźnię.
Oh! Niech nie obraża jej manier. Oczywiście, że jadła z ogromnym smakiem, w widocznym w ruchach wyczekaniu... Może jednak odosobnienie, w którym postanowiła żyć sprawiło, że podstawowe zasady przyzwoitości i manier gdzieś uciekły? Mhm. Uśmiechnęła się szeroko na widok świeżo dostarczonych sumsów. Wtarła czyste palce o chusteczkę, próbując pozbyć się niewidzialnego brudu. Odwróciła się do swojego towarzysza, a skurcz jaki poczuła w żołądku wcale nie zelżał po spałaszowaniu tego dania. Zrobiła dziwną minę.-Tak. Jednak wciąż odczuwam niedosyt.-Powiedziała i rozejrzała się po stole. Jej wyprostowana sylwetka ponownie zwróciła się w kierunku mężczyzny.-Pozwolę Ci wybrać coś dla mnie. Zaskocz mnie.-Posłała mu spojrzenie, które jasno mówiło przed jakim wyzwaniem go postawiła.


Wydarzenie towarzyszące: kolacja
Wylosowane kostki: -
Zdobycze: prawda przez cały wieczór
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Basil Mohtenie

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -129
  Liczba postów : 121
http://www.czarodzieje.org/t15747-basil-mohtenie
http://www.czarodzieje.org/t15784-victime-de-ma-victoire
http://www.czarodzieje.org/t15785-requiem
http://www.czarodzieje.org/t15768-basil-mohtenie
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptySob Sty 12 2019, 23:18

Ścisnął lekko dłoń Leo, przedstawiając się cicho. Cała ta sytuacja mu się nie podobała - mieli tylko mile spędzić wieczór. A tu  co? Jakiś chłoptaś musiał się do nich przyczepić... Mógł go po prostu olać, ale nie, Basil jak wzykle miał zbyt wiele do powiedzenia. Czuł ich wzrok na sobie, szczególnie ten Ezry - wyzywający. Starszy aktor wydawał się być dojrzalszy od Clarke'a, jednak chyba niezbyt to udowodnił. Słyszał ten jad w głosie, krew szumiała mu w uszach i uderzała do głowy. Miał ochotę rzucić się na tego gówniarza... Może lepiej oszczędzić kilku szczegółów. Ale z drugiej strony była Bridget, której ciepła dłoń przywracała go do porządku. Powstrzymywał się tylko z dwóch powodów: jego partnerka i to, że są w Ministerstwie. Gdyby tylko byli w innych okoliczność, nie ręczyłby za siebie. Przełknął cicho ślinę i nachylił się nad Bri
- Chodźmy już, bo zaraz mu coś zrobię... - Szepnął do jej ucha, mocniej splatając ich palce

Wydarzenie towarzyszące: Tańce
Wylosowane kostki: -
Zdobycze: Nic
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1211
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 773
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyNie Sty 13 2019, 00:10

Z pewnością według wielu Bal Ministerstwa Magii był jednym z najważniejszych wydarzeń w tym roku. Impreza godna śmietanki towarzyskiej świata czarodziejów, urządzana w kolebce wszystkich najważniejszych wydarzeń. Bo gdzie indziej jak właśnie w gmachu ministerstwa miałoby mieć miejsce taki "spektakl"? Bo tak, dla Beatreice to było po prostu jedno wielkie przedstawienie. A przynajmniej tak się zapowiadało od samego początku.
Niekoniecznie miała ochotę pojawiać się w tym miejscu. Świadomość faktu, że na sali najprawdopodobniej będzie się bawić wiele z pośród tych osób, których nawet nie chciałaby widzieć, w ogóle nie sprawiała, że ten wieczór w jej oczach stawał się atrakcyjniejszy. Może to i dziwne zważywszy na to, że była osobą, która wychowała się pośród takich ludzi i w takim otoczeniu. Wielkie bale, bankiety, znane osobistości, były czymś, co w świecie Dearów było normalnym i kompletnie "codziennym". Tylko że sama Beatrice nie była już tą samą dziewczyną, co wtedy. Wiele zaszło w niej zmian, a przynajmniej z części nawet nie zdawała sobie jeszcze sprawy. Obiecała jednak Claude'owi, że przyjdzie tutaj razem z nim i danego słowa zamierzała dotrzymać. No, może nie tak wprost...
Tego wieczoru postanowiła kompletnie zmienić swój wygląd za pomocą metamofromagii. To posunięcie pozwoliło jej na uniknięcie kontaktu z kimkolwiek. Była nie do rozpoznania. Zniknęły kruczoczarne włosy i ciemne oczy. W ich miejscu pojawiła się wysoka, smukła blondynka, która zdecydowanie bardziej wpasowywała się w ramy rodu Dear. Tylko że tego wieczoru nie zamierzała być z nimi kojarzona. Stąd właśnie ta "mała sztuczka". Claude doskonale wiedział, że miała wyglądać w taki właśnie sposób.
Tego wieczoru postawiła na czerwoną kreację, której normalnie z pewnością by nie założyła. Kompletnie nie pasowała do jej osobowości, stylu, jednak idealnie nawała się dla nowej Beatrice. Zapłaciła odpowiednią sumę za wejście. Niby miała świadomość tego, że nie ma możliwości, aby ktokolwiek się domyślił, że ona to ona, ale gdzieś ta nieprzyjemna myśl kiełkowała w jej głowie. Na szczęście trzymanie pod rękę Faulknera znacząco dodawało jej pewności siebie i nawet powodowało pojawienie się delikatnego uśmiechu na jej ustach.
- To co, Claudzie? Od czego właściwie chciałbyś rozpocząć ten wieczór? - zagaiła, kiedy to wmieszali się już w tłum wszędobylskich czarodziejów. Plan był ambitny: przyszli tutaj się bawić. Tylko jak to będzie z jego realizacją...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lysander S. Zakrzewski

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 197
C. szczególne : Atletyczna budowa, veela vibe
Galeony : 750
Dodatkowo : Ćwierć wil, bezróżdżkowość
  Liczba postów : 1568
http://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://www.czarodzieje.org/t14409-lyskowe-relki#381609
http://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
http://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Moderator




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyNie Sty 13 2019, 17:03

- Nie przestanę - rzuciłem prowadząc partnerkę w stronę parkietu. Wykonywaliśmy kolejne obroty i figury jakbyśmy zostali do tego stworzeni. Trudno ukryć, że Odetta była w tej kwestii wyjątkowo uzdolniona, więc zgraliśmy się idealnie zachwycając otoczenie nie tylko naszą aparycją, ale też tańcem.
- Bardzo - odparłem - Ale trochę męczy mnie dorosłość.
Po kilku dłuższych chwilach na parkiecie Odetta zaciągnęła mnie do fotobudki. Przy wejściu znalazłem przypominajkę - choć był to drobiazg, to tego typu zdobycz bardzo mnie cieszyła. Wydawało mi się, że będziemy mieli przyjemność ze zrobionych zdjęć, niestety okazało się inaczej - przez drobny wypadek moja partnerka potrzebowała uleczenia. Nie bacząc na spojrzenia kręcących się wokół osób poprowadziłem ją do łazienki - nie byłem biegły w uzdrawianiu, wiedziałem jednak, że ona zaczerpnęła od naszych wilowatych przodków odrobinę więcej.

Wydarzenie towarzyszące: Fotobudka
Wylosowane kostki: 2
Zdobycze: 10g, przypominajka

______________________


Ona nago, jestem Modigliani, Modigliani Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor. Świeci szyją jestem Modigliani, Modigliani. Zdejmuj suknię, W końcu sami
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Odetta Lancaster

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 424
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 182
http://www.czarodzieje.org/t16649-odetta-lancaster
http://www.czarodzieje.org/t16652-libra
http://www.czarodzieje.org/t16578-odetta-lancaster
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyNie Sty 13 2019, 21:27

Czuła się przy nim dobrze, głównie dlatego, że kokietował równie intensywnie co ona, a choć posiadał geny wili, Odettcie nie przeszkadzało to na tyle, by rezygnować całkowicie ze swego uroku, który roztaczała. Aura pomiędzy nimi zagęszczała się coraz bardziej, dlatego też ubolewała nad wypadkiem, który jej się przydarzył. Pospiesznie jednak udało jej się naprawić szkodę, która mogła pokrzyżować cały wieczór, a przecież ten winien pozostać przyjemnością, czyż nie?
- Dorosłość cię męczy? – parsknęła śmiechem, bo w jej umyśle pojawiał się cudaczny scenariusz iluzorycznego postępowania. - Polecasz nie zdawać klas, by nie mierzyć się z obowiązkami pracy, odpowiedzialności… Życia? – tak, była tego ciekawa, bo jeżeli tak było – należało coś zrobić, by się temu przeciwstawić.
Mimowolnie ujęła dłoń Lysandra, a zaraz potem skierowali się do stołu, przy którym zasiadali inni przedstawiciele wysokich stanowisk Ministerstwa. Spoglądała na nich z dystansem, celowo nie blokując naturalnej aury, co by w przyszłości mówili o towarzyszce Zakrzewskiego; jakże ona uwielbiała bawić się odczuwaniem ludzi w swoim najbliższym otoczeniu, którzy pozostawali jej obojętni.
- Zjedzmy coś – zaproponowała i zajęła swoje miejsce. Szybko musiała jednak zaprzestać konsumpcji, wszak zaczęła się unosić na krześle. Inkantacja wypowiedziana szeptem pozwoliła uniknąć faux pas, lecz jej humor pozostawał ciągle wisielczy. - Dziwne zwyczaje panują na tego typu spędach… Zauważyłeś?

Wydarzenie towarzyszące: kolacja
Czary na naprawdę czoła: 2
Czary na zatrzymanie krzesła: 2
Przedmioty: 1 punkt do DA
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Naberrie

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170 cm
C. szczególne : liczne pieprzyki i lekko widoczne piegi na policzkach
Galeony : 459
  Liczba postów : 714
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyPon Sty 14 2019, 00:15

Była zła, choć zdecydowanie lepszym określeniem było coś pomiędzy bezsilnością a zdegustowaniem, bo nie tak wyobrażała sobie bal w najważniejszej instytucji w ich magicznym świecie. Liczyła na to, że rzeczywiście trochę odpocznie, pobawi się i zapomni, że jeszcze kilka dni temu rozważała kolejną ucieczkę jak najdalej a najlepiej na stałe, gdzieś w słonecznej Hiszpanii, czy aromatycznych i egzotycznych Indiach, lecz jej plan działał jedynie do przekroczenia progu sali balowej. Stojąc na balkonie zaczynała rozważać plan awaryjny, czyli jak na razie ucieczkę stąd, ale wyrwana z zamyślenia, spojrzała na Anthony'ego. Jego słowa szybko przywołały na jej wargi uśmiech; widocznie potrafił czytać w myślach.
Może przez pół godziny nie wydarzy się już nic gorszego – ale nie wiedziała jeszcze jak bardzo się myli po raz kolejny w tak krótkim czasie. Dopaliła na spokojnie, czekając, aż mężczyzna zrobi to samo i wraz z nim udała się na licytację. Pech chciał, że przechodzili akurat niedaleko stołów, gdzie jeszcze chwilę temu uciekający kurczak zwrócił uwagę na jej osobę a teraz zwracało ją kilka lewitujących nad ziemią osób. W tym pięknej blondynki w towarzystwie doskonale znajomego chłopaka; cóż, mogła się domyślić, że jako auror, osoba publiczna i blisko związana w ministerstwem, obecność Lysandra na balu będzie nieunikniona. Powstrzymując się przed ponurym grymasem i z jeszcze większym trudem przełykając nieprzyjemne ukłucie zazdrości, przyśpieszyła kroku i wnet zniknęła pomiędzy ludźmi, chociaż nie umknęło jej uwadze, że z brunetek o pełnych kształtach przerzucił się na jasnowłose mimozy.
Nigdy nie była fanką licytacji i właściwie nie orientowała się na jaki cel zbierano datki, lecz nim zdążyła zapytać, zorientować się w sytuacji, zupełnie niechcący wstała z miejsca kierując na siebie spojrzenie prowadzącego aukcji. Kto da więcej? Dwadzieścia po raz pierwszy, drugi. Sprzedane dla pani w zielonej sukni.
Chętnie oddam jej to... coś – stwierdziła, zerkając na starszą panią ubraną w absurdalny strój, która zaledwie przed chwilą zwinęła licytowany upominek Anthony'emu sprzed nosa – nie wiem nawet co licytowałam – nachylając się ku Selwynowi wskazała dyskretnie palcem w stronę budek, w których można było zrobić sobie zdjęcie.
Powinniśmy zrobić sobie zdjęcie i uwiecznić nasze cudowne przetrwanie tego wieczoru – może cały bal był zwyczajną grą, na koniec której zamierzano rozdać nagrody za przetrwanie wszystkich niespodziewanych atrakcji? Lub, co lepsze, nagrody czekały na nich przy wyjściu z sali? Poświęcając jeszcze kilka minut na obserwację innych licytowanych przedmiotów, porwała towarzysza w kierunku fotobudek.

Wydarzenie towarzyszące: licytacja
Wylosowane kostki: 2 i 5
Zdobycze: piórko

Wydarzenie towarzyszące: fotobudki
Wylosowane kostki: 1
Zdobycze: zażenowanie x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dimitri Dragović

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 167
  Liczba postów : 42
http://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
http://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
http://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
http://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyPon Sty 14 2019, 19:51

Wydarzenie towarzyszące: Uroczysta Kolacja
Wylosowane kostki: 3
Zdobycze: złamany ząb

Co tu dużo mówić, Dima rzadko bywał na eleganckich przyjęciach. Właściwie to nigdy na nich nie bywał z prostej przyczyny- nie był zbyt elegancki i co ważniejsze, nie stać go było na takie rozrywki. Na balu sylwestrowym pojawił się wyjątkowo, okazyjnie, ze względu na Matta. Nie mógł przecież przepuścić wyśmienitej zabawy z świeżo odzyskanym kumplem. Dlatego z szerokim uśmiechem zapłacił dwadzieścia galeonów na wejściu, chociaż wcale nie było mu tak wesoło. Stresował się, co też nie należało do najczęstszych wydarzeń. Dimitri nie miał wstydu. Szczególnie w teatrze, który zaliczał się do miejsc raczej eleganckich (no może nie ten, w którym pracował, ale jednak), więc można było wnioskować, że i pod dużą presją snobistycznych spojrzeń, pozostawałby tym samym Dimą, co zawsze. A jednak się denerwował. Próbował zidentyfikować powód takich odczuć przez całą drogę na przyjęcie. Matt wyszedł wcześniej. Dimitri sam go wypchnął z domu. Matthew nie mógł się spóźnić, był tam z powodów zawodowych. Dima i tak by go pewnie wyciągnął na to przyjęcie, ale skoro praca uzdrowiciela postanowiła oszczędzić mu trudu namawiania go na to wyjście, to nie będzie narzekał. Nic mu nie mówił, że i on ma zamiar się pojawić. Oficjalna wersja brzmiała ”Mam wenę, piszę, nie przeszkadzaj, prostaku!” Naprawdę Dima od dawna ekscytował się balem, ale postanowił zrobić Mattowi niespodziankę. Tak więc, przybył stylowo spóźniony. Liczył na piękne wejście smoka, ale niestety, był tylko biednym poetą (wkrótce pewnie pijanym i jeszcze biedniejszym), więc niezbyt wiele ludzi przejęło się jego obecnością. Trudno, i tak bywa. Jego wzrok przykuło to, co go zawsze przyciągało jak magnes- dobre jedzenie. Tak więc Dimitri zasiadł do eleganckiej kolacji. Nie miał zielonego pojęcia do czego służą niektóre sztućce lub jak się je część potraw, ale jak już ustaliliśmy- Dragović nie miał wstydu. Dlatego od razu sięgnął po spory kawał kraba, langusty czy co to tam było i podjął pierwszą próbę zjedzenia tego. Z reguły nie lubił owoców morza, no ale ile będzie miał okazji w życiu, by spróbować czegoś takiego? Mało, jeśli w ogóle! Ot co! Po przełknięciu pierwszego kęsa spojrzał na swój talerz. Ani to dobre, ani nic… No dupy nie urywało. Jednak czerwone coś było już na jego talerzu, więc należało spożyć je do końca. Ugryzł kolejny kawałek. Chrupki. Dobra, nie „chrupki” po prostu twardy jak… - Au! – coś chrupnęło i Dima był dość pewny, że nie był to pancerzyk tego… Owocu morza. Uśmiechnął się jakby nic się nie stało, chociaż ząb bolał w cholerę. Tak, to odpowiedni moment, by poszukać Matta. On będzie wiedział, co z tym zrobić. Ten moment, gdy masz się opiekować kumplem, ale to on musi się opiekować tobą… ”Och, cudnie sobie radzisz, Dimitri Emilowiczu!” Zamknij się, Karen!
Nie łatwo było znaleźć Alexandra w tym tłumie. Dima jednak wiedział, gdzie należy szukać. No gdzie indziej, jak nie pod ścianą! Nie zwracał uwagi na to, co robił aktualnie Matt ani czy z kimś rozmawiał. Właściwie, Dimitri był tak zaabsorbowany zębem, że nawet nie zarejestrował. Podbił do niego, otoczył ramieniem i odciągnął w kąt. – Mam problem- spojrzał na niego śmiertelnie poważnie – Krab wybił mi zęba – oznajmił po czym dotarło do niego, że się nie przywitał – Cześć, Matt. Niespodzianka! – wyszczerzył się, ale nie był to piękny uśmiech, bo jeden z jego kłów był wyraźnie krótszy od drugiego. No chociaż krwi nie było. Jeszcze. A co jeśli się pojawi? Czy będzie musiał się powstrzymywać od uśmiechania się? O nie, co teraz?! – Boli w cholerę, ale chyba nie jest źle, co? Jak nikomu nie powiem, to nie zauważą, nie?- wypluł pytania jak karabin maszynowy. Przypatrzył się bliżej wyrazowi twarzy przyjaciela – Niespodzianka? – powtórzył niepewnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1262
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyPon Sty 14 2019, 20:11

Nie wiedział, że przyjaciel postanowi go odwiedzić w najmniej spodziewanym wówczas momencie. Nie wiedział nawet, że ten zwyczajnie pojawił się na balu, aczkolwiek jego zwoje mózgowe nie były na tyle wypracowane i doszczętnie obeznane w tym, że zwyczajnie nie dostrzegł z początku sylwetki przemierzającej niefortunnie do bufetu. Zamiast tego, jak to miał w zwyczaju, gapił się w tę cholerną książkę, mając nadzieję na to, że znajdzie coś ciekawego. Niestety - towarzystwo okolicznych ludzi do niego zwyczajnie nie przemawiało, byli zbyt obcy, zbyt poważni, zbyt schematyczni, pozbawieni tej krzty szczerości. Nie bez powodu zatem opierał ścianę, wiedząc, że nie ma niczego innego do roboty; zajmując się lekturą, nie wiedział, czego może się spodziewać. Owszem, większość osób, ze względu na wykonywanie zawodu publicznego, go zwyczajnie kojarzyła; aczkolwiek nikt nie odważył się zagadać. Ciche westchnięcie wydobyło się spomiędzy się spierzchniętych warg, gdy ostatecznie postanowił zwrócić wzrok ku górze, jakby znajdując jakiś stały punkt, do którego mógł się odwołać. Nie wiedział, nie mógł wiedzieć.
Dima miał pozostać w domu, tym razem jednak został skazany na jego obecność - i wcale nie był z tego powodu zły, agresywnie nastawiony, niczym pies godny chronić swojej prywatności. Poniekąd, gdy tak rozmyślał, uważał, że w sumie to ciekawiej by było, gdyby Dragović rzeczywiście pojawił się na balu - a przede wszystkim dotrzymał mu towarzystwa w tychże nudnych atrakcjach. Owszem, niektóre z nich były ciekawe, ale ile razy można robić to samo? Nie wiedział, kiedy przeglądał kolejne strony tomiszcza, co zdołał zdobyć na aukcji. Dopiero potem zarejestrował ruch dłoni, zarejestrował to, że ma do czynienia z Rosjaninem, momentalnie na jego twarzy zawitał niewielki, aczkolwiek widoczny i ciepły uśmiech, jakim obdarował Dimitriego.
- Jaki problem? - pozwolił się odciągnąć w kąt, zastanawiając się poważnie nad tym, co się stało, aczkolwiek dopiero potem był w stanie zarejestrować jeden zgrzyt. Jedną nieprawidłowość. - Krab? Zęba? Jak…? - zastanowił się, zaś śmiertelnie poważna mina dała mu do zrozumienia, że coś jest mimo wszystko i wbrew wszystkiemu nie tak. Spoważniał, uśmiech zbladł, kiedy to pierwsze przyjaciel się do niego przywitał. - Cześć, Dima… Twój ząb rzeczywiście… jest krótszy. I to widać. - spoważniał, wyciągając z kieszeni własną różdżkę, by następnie skierować ją w stronę. Jak mówił, tak musiało boleć - nie bez powodu zatem skoncentrował się na rzuceniu zaklęcia w stronę buźki samego Rosjanina. - Levatur Dolor. - wydobyło się z jego ust; czar uśmierzający ból zawsze wydawał się być jednym z lepszych rozwiązań. Potem jednak postanowił użyć innego, leczącego; miał tym samym nadzieję, że to zadziała. - Episkey. - i tym razem zakłócenia odeszły na boczny tor, pozwalając na swobodne pożegnanie się z problemem dręczącym współlokatora. - Nadal boli? I co Cię nakłoniło do przyjścia? - zapytał.
Był zwyczajnie troskliwy.


Wydarzenie towarzyszące: -
Wylosowane kostki: -
Zdobycze: Księga zaklęć uzdrawiających, +1 pkt do dowolnej umiejętności, +1 pkt Magiczne Gotowanie, pamiątkowe zdjęcie.

Zaklęcia: http://www.czarodzieje.org/t16946p825-kostki#474809 - 6 i 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dimitri Dragović

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 167
  Liczba postów : 42
http://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
http://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
http://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
http://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyPon Sty 14 2019, 20:47

Spokojnie czekał, aż przyjaciel skończy rzucać zaklęcia. Może nie ufał mu całkowicie w pewnych kwestiach, ale medycyna nie była jedną z nich. Gdy uzdrowiciel skończył, Dimitri poruszał gębą, bądźmy szczerzy, dość głupi sposób, po czym pokiwał głową. Ból przeszedł, czuł jedynie mrowienie w okolicach ust. Trudno, najwyżej nie będzie się szczerzył jak głupi tylko tajemniczo uśmiechał, o! – Dzięki! – poklepał kumpla po ramieniu – Aż muszę się napić, chodź! – ruszył pewnym krokiem w stronę baru – Mam ochotę na coś czarnego, jak moje szczęście w życiu – mruknął pod nosem, nie do końca pewien czy mężczyzna go dosłyszał. Jak usłyszał, mówi się trudno. Jak nie, tragedii nie będzie.
W tym przypadku Dima miał szczęście, bo bar potrafił mu zaoferować dokładnie to, czego oczekiwał. Drink czarny jak smoła! Gdyby ten drink był wierszem, byłby wierszem nieodżałowanego Edgara Alana! A co mu szkodzi? Machnął ręką na barmana, całkiem atrakcyjnego, szpakowatego mężczyznę w dodatku, jak przystało, elegancko ubranego. Gdy udało mu się zwrócić jego uwagę, oparł się o bar i pochylił w jego stronę. – Co możesz mi powiedzieć o tej płynnej, czarnej śmierci? – nieco przymrużył prawe oko, jednocześnie podnosząc prawy kącik ust w zadziornym uśmiechu. Zdecydowanie zbyt duża pewność siebie, jak na jakość puszczonego tekstu, ale jak to mawiają- pewność siebie jest najważniejsza.
- To mieszanka oliwek, likieru z czarnej porzeczki, eliksiru pieprzowego i kukurydzy. Nie pole…
- Świetnie! Jeden raz poproszę! – machnął dłonią dla podkreślenia efektu, że dobili targu, chociaż w ogóle się nie licytowali. Rzucił szybkie spojrzenie w kierunku Matta. Uśmiechnął się czarująco, jakby wiedział co robi. Potem jego wzrok znów powędrował w kierunku barmana. Gdy ten nie patrzył, jak już ustaliliśmy- bezwstydny Dima, pożerał go wzrokiem. No jak nie można dotknąć, to chociaż się napatrzy. Co z tego, że z tyłu stoi Matt. Może właśnie o to mu chodziło? O pokazanie jak bardzo ma już za sobą to głupie zauroczenie przyjacielem? Tak, z pewnością o to. Bo totalnie ma je już za sobą. Co z tego, że Matthew jeszcze nie ruszył trybikami i nie dodał do siebie wszystkich wskazówek? Jak już je doda to może sobie przypomni jaki z Dimy Casanova i stwierdzi, że to niemożliwe, by żywił do niego jakiekolwiek uczucia? Już zupełnie pomijając, że Dimitri nie mógł nazwać się Casanovą, do tego brakowało mu przynajmniej pół litra. Drink w końcu stanął przed nim, tym samym wyrywając go z zamyślenia. – Dzięki! – błysnąłby mu swoim pokazowym uśmiechem, ale mrowienie przypominało o złamanym zębie. Trudno, zgodnie z wcześniejszym planem uśmiechnął się tajemniczo i powoli upił łyk drinka. Z początku było w porządku, ale gdy już prawie odłożył szklankę poczuł dobrze smak i… Opluł przyjacielowi buty. ”Mmm, ależ szarmancko z twojej strony, Dimitri Emilowiczu!” zaśmiała się w jego głowie Karen. Zawrzyj japę! Tradycyjnie odpowiedział Dima. Z jego uszu buchnął czarny dym, co zdecydowanie nie było miłym doświadczeniem. Cóż, przynajmniej nie zachoruje w najbliższym czasie. Chyba, że na zatrucie pokarmowe spowodowane tą diabelską mieszanką.
- Przepraszam! – właściwie nie było pewne czy Dima wypowiedział właśnie to słowo, bo poprzedzone ono było wieloma niezidentyfikowanymi dźwiękami. W nagłym przypływie paniki chwycił leżące na blacie chusteczki i rzucił się wycierać buty przyjaciela. Świetnie, nie minęło jeszcze pół godziny, a już zrobił scenę! Nie był pewien czy dobrze zarejestrował, ale barman chyba się z niego cicho śmiał. Masz za swoje, idioto! Trzeba było pożerać w mniej oczywisty sposób. Zanotował to sobie w umyśle.

Wydarzenie towarzyszące: Bar Koktajlowy
Wylosowane kostki: 3
Zdobycze: złamany ząb, zraniona duma

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1262
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyPon Sty 14 2019, 21:22

Nie wiedział, że współlokator postanowi go odwiedzić podczas wykonywania własnych, nietuzinkowych obowiązków.
Niemniej jednak nie spodziewał się wcześniejszej sytuacji - którą zażegnał przy pomocy zaklęć; Dima wpadał w kłopoty szybciej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Ale wiadomo - a przynajmniej sam uzdrowiciel wiedział, gdy zmarszczył charakterystycznie brwi, starając się przede wszystkim dostrzec uraz oraz go naprawić w jakikolwiek sposób - Rosjanin miał tendencję wpadania w najróżniejsze kłopoty. Nie stwierdził tego oczywiście otwarcie - trzymał to dla siebie, trzymał to pod sklepieniem własnej czaszki, w organie zwanym potocznie mózgiem; nie mówił tego, co uznawał za zbędne, niemniej jednak gdyby mężczyzna śmiał się zapytać, z pewnością rzuciłby pełnoprawną, najszczerszą odpowiedzią. Uśmiechnął się szczerzej, gdy to udało się zażegnać problem, zaś anomalie nie stanowiły w żaden sposób katorgii w zakresie prawidłowego używania magii drzemiącej w rdzeniach różdżek, udając tym samym z towarzyszem do baru koktajlowego, gdzie mogli sobie coś wybrać. - Ej, Dima...! - zdołał powiedzieć, ale ostatecznie nie rozwinął tematu powiązanego z czarnym szczęściem towarzysza. Dosłyszał, nie był aż taki głuchy oraz stary, by zwyczajnie nie dostrzec tego, co wydostało się spomiędzy warg towarzysza. Pozostało nic innego jak zwyczajnie wzruszyć ramionami oraz oddać się, w rytmie melodii panującej na sali, do baru, gdzie mogli skorzystać z najróżniejszych trunków - a z jednym z nich Matthew miał zwyczajnie do czynienia.
Obserwował, jak Dima zamawia drink. Nie był w stanie jednak odczytać, o co mu chodzi, niemniej jednak zauważył drobny zgrzyt, fałszywy akord - jakby coś jego towarzysz robił zwyczajnie na pokaz. Nie wiedział, że ten chce wywołać w nim pokłady zazdrości, nie wiedział, że ten chciał zwyczajnie udowodnić samemu sobie, że nie jest nim zauroczony. Nie wiedział o tym nawet - uzdrowicielowi należało mówić wprost, nie pojmował gier słownych, słabo kojarzył w związku z tym najróżniejsze fakty - widoczne dla innych, niewidoczne dla niego. A może zwyczajnie nie wiedział, że pała tym samym uczuciem do Cassanovy, który obecnie starał się zwrócić na siebie jakąkolwiek cząstkę mniej lub bardziej należytej agencji?
Z początku nie zwrócił w żaden sposób uwagi na kelnera, prędzej skupiony był wokół współlokatora, aczkolwiek coś nie dawało mu spokoju. Pierwsze - koktajl, który zamówił, nie był w żaden sposób smakowity. Wiedział, że towarzyszujący mu mężczyzna jest po części świadom tego, co robi, ale że aż tak? Nawet sam pracownik znajdujący się za ladą zdawał się zaprzeczyć, zniechęcić, aczkolwiek ostatecznie uparty palant zwyczajnie wziął go do dłoni, chciał zobaczyć, jak smakuje.
- Em, ja nie polecam tego- - zdołał jedynie powiedzieć, zanim ten wypluł zawartość drinka wprost na jego buty. Nietypowa sytuacja, Matthew miał ochotę teatralnie położyć dłonie na swojej talii, wzdychając ciężko. Ostatecznie jednak w ruch poszła różdżka - zaklęcie zdawało się zdziałać odpowiednie cuda; buty stały się ponownie czyste, gdy to Dima próbował je doczyścić nieszczęsnymi chusteczkami. - W porządku. Ja przez ten koktajl oplułem książkę. - przyznał się jak najbardziej szczerze, biorąc jakiś podsunięty przez barmana drink - kolejny, mimo porażki. Ten był inny, wyróżniał się swoim nietypowym kolorem, słabym (ze względu na problemy z tym zmysłem) zapachem mięty oraz truskawek. - Spróbujmy. - nie minęła chwila, gdy kompletnie zapomniał o Dimitrim, gdy odsunął go na drugi plan, podchodząc do lustra, nie wiedząc, że to także była wina barmana - najwidoczniej chcącego zaobserwować całą akcję w udziale dwóch mężczyzn. Spojrzał na siebie, poprawił włosy, przeczesał je opuszkami palców, nie mogąc uwierzyć, jaki to jest przystojny. Jak zajebiście dzisiaj wygląda. Jaką dziwną miłością pała do siebie, jak podejrzanym uczuciem obdarowuje własną sylwetkę, zarys mięśni, dobrze poukładane kosmyki, elegancki wrak, dojrzała brodę, nutkę perfum otaczających jego ciało...
Że wygląda lepiej niż sam Dima.

Wydarzenie towarzyszące: Bar koktajlowy
Wylosowane kostki: 5
Zdobycze: Księga zaklęć uzdrawiających, +1 pkt do dowolnej umiejętności, +1 pkt Magiczne Gotowanie, pamiątkowe zdjęcie.

Chloszczyść: parzysta

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dimitri Dragović

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 167
  Liczba postów : 42
http://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
http://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
http://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
http://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyPon Sty 14 2019, 21:49

Dima był właśnie w trakcie pucowanie butów Matta, gdy ten jak gdyby nigdy nic, zaczął się od niego oddalać. Spojrzał za nim zdezorientowany. Halo! No ja przepraszam bardzo, ja tu ci buty czyszczę, a ty sobie idziesz?! Oburzenie odmalowało się na jego twarzy. Niedbale rzucił chusteczki na blat, mamrocząc jakieś szybkie przeprosiny i ruszył za przyjacielem. Przystanął i patrzył, jak ten spogląda z uwielbieniem w lustro. Więc nie tylko jego drink był specjalny. Cóż, nie może powiedzieć, że go to dziwiło. W przeciwieństwie do Matta, nie miał oporów przed oparciem dłoni o biodra i ciężkim westchnięciem. Podniósł dłoń, w której trzymał ostatnią, jeszcze czystą chusteczkę. – Czekaj, wytrę ci, bo się ślinisz – przetarł kącik ust mężczyzny. Już nic więcej nie powiedział. Uznał, że to był wystarczający komentarz, więc założył ręce na piersi, oparł się o ścianę i czekał, aż Matt skończy się przeglądać. Wodził znudzonym już wzrokiem sali. Czuł się jak ubogi kuzyn (którym w sumie był). Miał na sobie garnitur, ale już mocno wytarty i zdecydowanie mniej elegancki od tych, które mógł tu zaobserwować. Ciemna, bordowa krata z domieszką granatu. Nieco ekscentryczny, no ale cóż, taki już był Dima. Dobrał do tego swój ulubiony (bo jedyny…), szmaragdowy krawat. Gdyby nie to otoczenie, czułby się wyjątkowo przystojny. A tak? Oczywiste było, że jest z „niższego stanu”. Czuł się prawie jak w Rosji podczas spotkania z tak zwaną rodziną. Spuścił nieco głowę, wbijając wzrok w buty tańczących na parkiecie ludzi. Nie wstydził się być biednym, po prostu nie lubił się do tego otwarcie przyznawać, nie przed obcymi. A teraz czuł się jak na afiszu. Pewnie jak zawsze przesadzał. Jest tylko jeden sposób, żeby odzyskać swoją pewność siebie. Pokazać im swoje kocie ruchy na parkiecie! Na pewno nikt nie tańczy tak, jak Dima! Zapominając o wpatrzonym w lustro Mattcie, ruszył przed siebie, wprost w tłum roztańczonych osób. Jego ciało wyginało się w rytmie muzyki, być może bardziej odważnie, niż pozwalała przyzwoitość, ale hej, Dimitri, po co ci wstyd? Odrzuć go i baw się świetnie, nie? Tak to zawsze działało. Co chwilę, kątem oka sprawdzał czy Matt się nie zgubił. Gdy jego wzrok w końcu odkleił się od własnego odbicia, Dima zdecydował się na najśmielszy ruch. Wygiął się do tyłu, ałć, nawet trochę za bardzo! Ale hej, co my tu mamy? Dziesięć galeonów? Kto by pomyślał? Myk, myk, szybciutko powrócił do pozycji wyprostowanej i niby z przypadku schylił się w odpowiednim miejscu, niby dyskretnie chowając pieniądze do kieszeni. Nikt nic nie widział. Zdecydowanie nikt. Po tym incydencie cichaczem zszedł z parkietu. Tak na wypadek jakby jednak ktoś zauważył.
Wydarzenie towarzyszące: Taniec
Wylosowane kostki: 3
Zdobycze: złamany ząb, zraniona duma, 10 galeonów na pocieszenie

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
Galeony : 1014
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2066
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Moderator




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyPon Sty 14 2019, 22:19

Można w to wierzyć lub nie, lecz Bridget nienawidziła sprzeczek. Zawsze były one dla niej dużym obciążeniem emocjonalnym i przeżywała je znacznie bardziej, niż powinna. Te z Ezrą należały do kłótni wysokiego kalibru. Nikt tak jak Krukona nie potrafił cedzić jadu przez wyszczerzone w uśmiechu zęby. Pozorna wymiana zdań potrafiła zmienić się w pole bitwy i właśnie tak stało się teraz. Bridget nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji do chwili, w której odzywka Basila nie uruchomiła jej byłego chłopaka... w tej zły sposób. Dostrzegła złowieszczy błysk w jego oku i jedyne, o czym marzyła, to szybki obrót i teleportacja poza teren Ministerstwa. Stojący z tyłu Leonardo wcale nie poprawiał sytuacji.
Spojrzała ukradkiem na Basila, jakby chciała go przeprosić za znalezienie się w takim położeniu. Modliła się w duchu, żeby nie podejmował próby dyskusji. Choć było jej głupio przez te myśli, obawiała się szczerze, że w słownych potyczkach przegrałby sromotnie.
- Mam nadzieję, że dojrzewanie dosięgnie kiedyś Ciebie - odparła szybko, a policzki jej delikatnie poczerwieniały. - Degustujące jest to, co teraz robisz. Odpuść - dodała po chwili, czując jak jej serce przyspiesza bieg, a jej postać zalewa fala gorąca. Doskonale wiedziała, co w tej chwili chciał osiągnąć - sprowokować Basila, sprowokować ją, zdyskredytować ich związek, zawstydzić ich, wytknąć różnicę wieku i pławić się w fali upokorzenia i złości, którą by go zalali. Bridget znała go jednak na tyle dobrze, że przejrzała jego zamiary. Nie pierwszy i nie ostatni raz stosował wobec niej podobną taktykę. Tym razem po prostu chciała to uciąć, urwać tę prowadzącą donikąd dyskusję. Nie była tego warta.
Słysząc natomiast kolejne słowa to brewka Puchonki powędrowała w górę, a jej spojrzenie automatycznie uciekło w kierunku @Leonardo O. Vin-Eurico.
- Nic dziwnego, że zrobiłeś to samo... - też nie potrafiła się powstrzymać. Mówiła to ze wzrokiem wbitym w oczy ćwierćolbrzyma, po czym po raz kolejny uśmiechnęła się fałszywie. Ezra potrafił obudzić w niej prawdziwe demony...
Złapała Basila za rękę, drugą dłonią złapała sukienkę, po czym szybkim rokiem skierowała się poza obszar parkietu, po drodze muskając Krukona ramieniem, który był bardzo prostym sygnałem - odsuń się. Od niej, od Basila, od ich związku i życia. Czuła, że biło od niej gorąco dopiero co wzbudzonych, bardzo silnych emocji. Gdy znaleźli się wystarczająco daleko od tańczących par, odwróciła się przodem do Basila i po prostu pocałowała go.
- Przepraszam za to - powiedziała, patrząc na niego z niemą prośbą wybaczenia jej całej tej niepotrzebnej potyczki. Z jednej strony zastanawiała się, czy to był odpowiedni moment na powiedzenie mu, kim był dla niej Ezra Clarke, z drugiej jednak chciała bardzo szybko rozwiać wiszące nad nimi burzowe chmurki, by mogli po prostu cieszyć się balem, wspólnie spędzanym czasem i nadejściem nowego roku. - Może usiądziemy coś zjeść? Jestem już głodna - dodała, skinąwszy głową w kierunku zastawionych do posiłku stołów.

Wydarzenie towarzyszące: tańce, ale zmierzamy do jedzonka
Wylosowane kostki: -
Zdobycze: 1pkt DA

@Basil Mohtenie

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1262
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyPon Sty 14 2019, 22:19

Nie wiedział, nie był w stanie skojarzyć najprostszej rzeczy, kiedy to przyglądał się własnemu odbiciu w lustrze. Nie był w stanie stać się świadomym tego, że barmar podał mu zwyczajnie odpowiedni drink do odpowiedniej sytuacji. Przyglądał się własnemu odbiciu, nie mógł uwierzyć, jak to dzisiaj wspaniale wygląda - jakby znajdował się w transie, nie reagował na żadną z możliwych sytuacji; nie reagował na zniesmaczone spojrzenia osób znajdujących się tuż nieopodal niego, nie zwracał uwagi na to, że przed chwilą pozostawił swojego partnera samego. Jakby nie było - eliksir stał się jego kluczowym napędem do działania, powodował, że myślał o mniej lub bardziej nietypowych rzeczach, stawał się typowo zatracony w sobie, kiedy to przejechał dłonią po tych niesfornych, kędzierzawych włosach. Dopiero potem zarejestrował chusteczkę, zarejestrował to, co robi jego towarzysz, co powiedział. Czy naprawdę się ślinił? - Proszę? Chyba aż tak się nie ślinię... - powiedział, zanim zdołał oczywiście cokolwiek zrobić. Jeszcze chwilę przy lustrze spędził - widocznie nie zwracając zbytnio uwagi na to, że został potraktowany dosłownie niczym dziecko. Na szczęście nie trwało to zbyt długo - zbyt dużo też tego drinka nie wypił, zatem efekt był znacznie słabszy, niż ktokolwiek byłby w stanie przypuszczać - zanim oczywiście odnalazł Dimitriego na parkiecie. W międzyczasie błąkał po najróżniejszych labiryntach, starał się go dostrzec, spokojnym krokiem przemierzając przez całokształt osób bawiących się w rytm muzyki. Ta z czasem jednak stała się zaskakująco spokojna - kojąca zmysły, wzbudzająca przyjemne uczucia. Tym samym ilość sylwetek przemierzających przez salę zdawała się zmniejszyć - ich dynamika nie rzucała się aż nadto w oczy. Dopiero potem, po kilku obchodach, znalazł właśnie jego - towarzysza, o którym zupełnie zapomniał, aczkolwiek nie wiedział, co się następnie stanie. Do czego to wszystko doprowadzi.
Nie wiedział, czy Amortencja była kłamstwem, czy może najprawdziwszą prawdą,
kiedy to uśmiechnął się doń delikatnie, jakby chcąc tym samym zaprosić mężczyznę do tańca. Kiedy to był pod wpływem eliksiru, kiedy ten objął jego umysł bardziej niż umysł należący do Dragovicia; nie wiedział, co się dzieje, nie był świadom, aczkolwiek ostatecznie, nie zwracając nawet uwagi na to, jak to może wyglądać; pierwsze chwycił go za dłoń, splatające palce bez problemu dały do zrozumienia, że chce z nim zatańczyć - owijające się delikatnie wokół tych należących do Dimitriego, znajdował się w niemalże najprawdziwszym transie. Przybliżył do siebie, ostrożnie, z widoczną dozą ostrożności, aczkolwiek wystarczająco blisko, by przekraczało to granicę prywatności osobistej - położył dłoń na talii, zachęcając do kołyszącego tańca. Gdyby tylko wiedział, że to było działanie najprawdziwszej amortencji, już przestałby - później dopiero będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami własnych czynów, wszak pierwsze przytulił współlokatora, a potem odważył się na jeszcze bardziej kompromitujący czyn.
W pewnym momencie puścił dłoń, skierował własne dłonie w stronę skroni przyjaciela, pogładził przez chwilę włosy opuszkami palców. Były miękkie, były charakterystyczne, były przyjemne w dotyku - uzdrowiciel mimowolnie rzucił delikatnym, miłym uśmiechem. Zapewne już czerwona lampka by się zapaliła w głowie Matthewa, niemniej jednak zdawał się być obecnie nieobecny - nie zwracając na to zbyt szczególnej uwagi, umiejscowił następnie wargi w stronę czoła, składając na nich prosty, nieskomplikowany pocałunek.
Nie wiedział, co jeszcze dokładnie zrobił.

Wydarzenie towarzyszące: Tańce
Wylosowane kostki: 5
Zdobycze: Księga zaklęć uzdrawiających, +1 pkt do dowolnej umiejętności, +1 pkt Magiczne Gotowanie, pamiątkowe zdjęcie.


Ostatnio zmieniony przez Matthew Alexander dnia Wto Sty 15 2019, 00:17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassian Therrathiél

Nieokreślony
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 191
C. szczególne : Znamię na barku
Galeony : 1071
  Liczba postów : 257
http://www.czarodzieje.org/t16132-cassian-lycus-therrathiel
http://www.czarodzieje.org/t16136-cassian
http://www.czarodzieje.org/t16135-linda#451649
http://www.czarodzieje.org/t16131-cassian-therrathiel#451696
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyPon Sty 14 2019, 22:40

Dotyk ust Vivien jest zaskoczeniem, bo choć nie jest to pierwszy raz to publiczna czułość z jej strony wciąż jest dla mnie czymś nowym. Nie pozwalam sobie jednak na zbytnie folgowanie w tej kwestii - wiem, że warto łapać takie momenty, wciąż jednak obawiam się, że ją przestraszę. Jej zaufanie jest tak delikatne, a ja boję się, że mój pochopny ruch może doprowadzić do straty.
- Ty dla mnie też - mówię prosto, może zbyt mało wymownie, ale nie stać mnie na więcej. Serce bije mi szybciej i czuję się naprawdę szczęśliwy. Wiem, że przed nami jeszcze długa droga, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że młoda Ślizgonka każdego dnia wyciąga ze mnie to co najlepsze.
- Może zatańczymy? -  pytam w końcu, wciąż lekko speszony gdy słyszę jedną bardzo znaną piosenkę Felix Felicis, którą oboje bardzo lubimy. Już po chwili wirujemy na parkiecie niczym zawodowcy. Widzę, że ludzie spoglądają na nas z zainteresowaniem, ale nie zwracam uwagi. Patrzę tylko na nią. Do momentu kiedy muzyka gra nie odwracam wzroku od jej falujących włosów i roześmianej twarzy. Dopiero gdy melodia się kończy stajemy na moment by odsapnąć. Wtedy dostrzegam @Dorien E. A. Dear i @Aurora C. I. Dear. Macham im zachęcając do podejścia.

Wydarzenie towarzyszące:Taniec
Wylosowane kostki: 3
Zdobycze:  Kulka skrzeloziela, punkt z DA
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dimitri Dragović

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 167
  Liczba postów : 42
http://www.czarodzieje.org/t16988-dimitri-filon-dragovic
http://www.czarodzieje.org/t16991-dimitri-dragovic#474624
http://www.czarodzieje.org/t16990-pani-sowa#474621
http://www.czarodzieje.org/t16989-dimitri-filon-dragovic
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyWto Sty 15 2019, 12:31

Był już w połowie drogi pod ścianę, gdy Matt ponownie porwał go na parkiet. No cóż, tego się zdecydowanie nie spodziewał. Szczególnie po człowieku, który jeszcze chwilę podpierał ścianę i, o zgrozo, czytał książkę. Dima ugryzł się w język zanim zdążył powiedzieć jakąkolwiek kąśliwą uwagę. Dobra, w sumie może jeszcze chwilę potańczyć. Tego, co nastąpiło chwilę potem już jednak za nic w świecie by nie wymyślił. Matthew Alexander chwycił go za rękę, tym samym zapraszając do wspólnego wolnego tańca. Dimitri zesztywniał i rozejrzał się wokół niespokojnie. Może on nie miał wstydu, ale Matt to co innego. Już wystarczy, że opluł mu buty i kazał naprawiać zęba w kącie sali konferencyjnej. Krótko mówiąc, skompromitował go. Nie martwił się o swoją reputację, bo takowej w sumie nie posiadał, ale Matt… - Coś się stało? – zagadnął w końcu. Mózg nie przyjmował wyjaśnienia, że ten mógłby ot tak, z własnej nieprzymuszonej woli chcieć z nim tańczyć do powolnej, prawie że romantycznej muzyki. Poprawka, że w ogóle chciał tańczyć. Z kimkolwiek! Matthew to ta osoba, która zawsze podpiera ściany i uśmiecha się niezręcznie. Dimie nie podobał się obrót sprawy. Bardzo mu się nie podobał. Nie był na to przygotowany. Przecież gdy tylko przyjechał, poprosił Matta o unikanie dwuznacznych sytuacji. Jak miał to interpretować? Powinien się cieszyć? Nie! Jasne, że nie! Mężczyzna nie mógł mieć niczego podobnego na myśli. Przez całą ich znajomość, nie wyrażał zainteresowania kompletnie żadną osobą, dlaczego miałby zwrócić uwagę na Dimę? Przecież Dimitri był skończonym palantem, który nie potrafi się zachować, który wtargnął do jego domu i na siłę karmi go paskudnymi zupami, dyryguje nim jakby to Matt był gościem, jak można na dłuższą metę lubić trzeźwego, marudnego Dimę?! I wtedy został przytulony. To musi być żart. Okrutny żart, żeby zmusić go do wyjazdu. Poddawał się wszystkiemu, co robił Alexander, zbyt pogrążony we własnych myślach, by w jakikolwiek sposób zareagować. Wszystko działo się przeraźliwie szybko. Jego dłonie na twarzy Rosjanina, jego powoli zbliżająca się twarz, jego zapach- piżmo i dzika róża… Och! W głowie Dimy coś zatrybiło. Amortencja? To by… To by mogło wszystko wyjaśnić. Odetchnął. Tylko dlaczego nagle poczuł tak głęboki smutek? Nie chciał być całowany w czoło. Nie chciał być przytulany, dotykany, bo to wszystko dawało mu jakąś nadzieję. Przecież już zdecydował, że niczego między nimi nie będzie. To zbyt trudne, za głupie. Nie powinien z nim mieszkać. Już nie. Patrzył na niego z nagle bardzo poważnym wyrazem twarzy. Matt stanął na nogi. Radzi sobie. Chyba czas wracać do rutyny, do starej rudery, w której mieszkał do tej pory. Szkoda. Miło było przez te ostatnie miesiące. Nie mniej jednak za bardzo sobie pofolgował. Nie powinien tu przychodzić. – Przepraszam cię na chwilę! – wydukał. Wyswobodził się z uścisku i ruszył w bliżej nieokreślonym kierunku. Gdy już był pewien, że zniknął w tłumie, przystanął i rozejrzał się dookoła. O! Fotobudka. Tam nikt go nie będzie musiał oglądać. Władował się do niej, oparł głowę na dłoniach i czekał, aż emocje z niego ulecą. Najchętniej zacząłby krzyczeć, ale to nie było opcją. Nie był pewien jak dużo czasu spędził w budce, ale w końcu z zamyślenia wyrwało go stukanie.
- Panie, ile tam będziesz siedział! Inni też chcą skorzystać! – odezwał się nieznajomy, chrypliwy i bardzo niski głos. Dima prawie podskoczył. Dobra, czas zrobić sobie zdjęcia, tak dla niepoznaki. Wcisnął odpowiedni guzik i za bardzo się nie starając, rzucił kilkoma pozami. Wygramolił się z budki i sięgnął po zdjęcia. Cóż, trzeba przyznać, że udane. Nieco smutne. Za smutne na jego skromny gust, no ale nie można mieć wszystkiego. Chyba czas się zwijać. Po tym ostatnim tańcu niepokój i bezpodstawne uczucie bycia obserwowanym nie chciały go opuścić. Dimitri skierował się w kierunku wyjścia. Super, stracił dziesięć galeonów i dwie godziny życia. Oczywiście, gdyby wliczać w to spacer po zimnych ulicach, który miał zamiar zaraz odbyć. Zniknął dokładnie tak, jak się pojawił- niespodziewanie i po cichu.

[zt]

Wydarzenie towarzyszące: Fotobudka
Wylosowane kostki: 3
Zdobycze: złamany ząb, zraniona duma, 10 galeonów na pocieszenie i zestaw bardzo przystojnych zdjęć

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1122
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1262
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyWto Sty 15 2019, 13:05

Nie wiedział, do czego się dokładnie przyczynił,
gdy amortencja zaczęła zbierać jak największe wówczas żniwa. Nie spodziewał się, że charakterystyczny zapach wpłynął na jego rozumowanie, na jego zainteresowanie (chwilowo) Dimą, którego porwał do spokojnego, niemalże jednoznacznego tańca. Dłoń na talii, palce oplecione wokół tych należących do partnera podczas zmiany utworu na łagodniejszy, a przede wszystkim spokojniejszy. Chciał przy nim być - chciał go zatrzymać przy sobie, chciał go mieć przy sobie - istnie samolubne myśli przedostały się wprost do organu znajdującego się pod sklepieniem czaszki, gdy był pod wpływem eliksiru. Najgorsze, co może być - świadome podanie go, by następnie spoglądać na to, jak świat płonie, jak nadzieja zanika, jak ciemność pożera ostatecznie światło, powodując istną destrukcję, wręcz armageddon. Nie był świadomy własnych czynów, działał pod wpływem najprostszego z eliksirów, aczkolwiek najskuteczniejszego ze wszystkich możliwych - Veritaserum przy Matthewie nie miało żadnego znaczenia. Tylko wzmagałoby ilość wydawanych na światło dzienne informacji; tańcząc i kołysząc, nie wiedział jeszcze, co tak naprawdę się stało. Oczywiście znał drobną tajemnicę Dimitriego, która w świetle działania magii zdawała się kompletnie zaniknąć; obiecywał także, że uniknie jakichkolwiek sytuacji, jakichkolwiek słów, które mogły zwyczajnie spowodować, że ten nabierze jeszcze większego dystansu. Zielone tęczówki spoglądały w stronę mężczyzny, który najwyraźniej mu się podobał - przynajmniej na parkiecie - pod względem fizycznym; nie bał się zatem przełamać tej drobnej granicy, nie bał się w żaden sposób przybliżyć go do siebie, uwięzić delikatnie w widocznym uścisku, przełamać się do rzeczy, do której by się zwyczajnie nie palił.
Kolejne słowa słabo co do niego dotarły; dopiero fakt, że Dima znikał z jego pola widzenia, zadziałał niczym kubeł zimnej wody, który wylądował na jego kędzierzawych włosach. Wybudzony z transu, w jakim wcześniej musiał się znajdować, zauważył, co zrobił - drżącymi dłońmi szukał w międzyczasie różdżki, którą mógłby cokolwiek zdziałać, by móc dowiedzieć się, gdzie trafił jego towarzysz. - Dima! - zdołał powiedzieć, wydusić z siebie, aczkolwiek na nic się to nie zdało; nie bez powodu zatem skierował zaklęcie w jego stronę, jakoby chcąc to wszystko wytłumaczyć. Jeszcze nie zdawał sobie sprawy, co nim kieruje, niemniej jednak nie zamierzał tego wszystkiego tak zostawić; chrzanić bal, pomyślał we własnej głowie, rzucając zaklęcie. - Sequemini. - zdołał wydukać, zdołał w jakikolwiek sposób zadziałać na swoją korzyść, widząc ślady, które pozostawił towarzysz; najwidoczniej korzystający z uroków budki fotograficznej. Obecnie się do niej nie przybliżył, obecnie nie zamierzał w żaden sposób zmuszać go do rozmowy; dopiero gdy ślady zaczęły obejmować wyjście, ruszył za nim, przykrywając się odebranym płaszczem.
Był idiotą.

[zt]

Wydarzenie towarzyszące: #Drama
Wylosowane kostki: 6 - na zaklęcie - http://www.czarodzieje.org/t16946p850-kostki#474835
Zdobycze: Księga zaklęć uzdrawiających, +1 pkt do dowolnej umiejętności, +1 pkt Magiczne Gotowanie, pamiątkowe zdjęcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lysander S. Zakrzewski

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 197
C. szczególne : Atletyczna budowa, veela vibe
Galeony : 750
Dodatkowo : Ćwierć wil, bezróżdżkowość
  Liczba postów : 1568
http://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://www.czarodzieje.org/t14409-lyskowe-relki#381609
http://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
http://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Moderator




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyWto Sty 15 2019, 19:30

Półwila dość prędko poradziła sobie z raną, wiec wspólnie podjęliśmy decyzję o tym, że już pora na jedzenie.
- Chyba nie - zaśmiałem się - Praca jest męcząca, ale właściwie wolę to niż przesiadywanie na zajęciach Begmanna czy Craine'a.
Skierowaliśmy się w stronę stołu by zjeść posiłek. Odnalazłem wizytówki z naszymi nazwiskami i odsunąwszy krzesło Odetty zająłem miejsce. Od razu poczułem jak próbuję roztaczać czar - w moim przypadku jego działanie było ograniczone, niemniej jednak siedzący nieopodal urzędnicy niemal szaleli z zachwytu. Uważałem to za lekką złośliwość z jej strony, niemniej jednak nie zamierzałem tego komentować, skwitowałem to jedynie śmiechem.
Po chwili dostrzegłem, że dziewczyna lekko unosi się nad krzesłem. Już chciałem kombinować jak ją ściągnąć, ale poradziła sobie sama, mogłem więc spokojnie zatopić żeby w kremówce, która sprawiła, że poczułem się wyjątkowo błyskotliwie.
- Dziwne? Czy ja wiem? Na pewno bardzo napompowane - rzuciłem by po chwili, niby przypadkiem dorzucić ciekawostką z mojego dzieciństwa - A wiesz, ze we Francji chleb odkłada się na stół, a nie na talerz?
Kontynuowaliśmy posiłek słysząc, że powoli zaczynają się licytacje.

Wydarzenie towarzyszące: Kolacja
Wylosowane kostki: 5
Zdobycze: 10g, przypominajka, punkt do dowolnej umiejętności

______________________


Ona nago, jestem Modigliani, Modigliani Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor. Świeci szyją jestem Modigliani, Modigliani. Zdejmuj suknię, W końcu sami
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2154
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyWto Sty 15 2019, 19:45

tutaj zapłaciłem jakby co

Wydarzenie towarzyszące: licytacja!
Wylosowane kostki: 7, mam badyla
Zdobycze: 100g

Świat zwalniał, świat deformował się, świat oszalał; sekundy, jak ciężkie krople spływały wciąż ulotnością wśród zatracenia poczucia. Zapomniał - przez krótki moment o miejscu, wyrzucił z czaszki świadomość pobliskich osób; spojrzeń, które z pewnością - zdołały licznie osiadać na ich sylwetkach. Przez moment nic nie istniało; nic, oprócz tylko - nieznanej dotąd bliskości kobiecych warg, napotykanych w niespodziewanym, lekkim ich pocałunku. Byli zaledwie marionetkami magii - bez własnej woli, zgubieni, skazani na piętno losu. W jednym odruchu, palące w środku, narcystyczne uczucie wyparowało; podświadomie, delikatnie - dłonie objęły ją w talii.
Gdy oprzytomniał (oprzytomnieli?) nie było już najmniejszego odwrotu. W ułamku chwili, spoglądał, pełen zdziwienia malującego się w jasnych kręgach tęczówek; pełen szczerej nieświadomości rozgrywających się zdarzeń. Ręce, ponownie, ułożone miał przyzwoicie wzdłuż ciała. Przy zdrowych zmysłach nie czyniłby tego tutaj; podobnie zresztą też ona - nie wystawiłby Therrathiél na lawinę uformowanych pogłosek. Aurora była niezaprzeczalnie piękną kobietą; kobietą, do której był w stanie żywić uczucie ponad zwyczajną, zdystansowaną sympatię. Nie wykraczał niemniej nigdy ponad wiążące ich konwenanse - słabość męskiego pierwiastka zdołała stanowić tutaj odrębną kwestię.
Mógłby okazać wstyd.
Skruchę.
Nie, nie mógłby. Powinna pośrednio odczytać z jego postawy prawdę. To nie była ich wola; to był chichot losu.
Musieli wybrnąć; ponownie się dostosować, zlać z mozaiką tłumu. Nie ściągać - większej ilości spojrzeń.
- Zaczęła się licytacja - zauważył więc wkrótce, chcąc zręcznie wyjść z obecnego więzienia; bez skazy zdenerwowania, bez nadmiernego pośpiechu. Również, postanowił być uczestnikiem - wylosowanie księgi, w której tworzeniu brał udział, byłoby przeogromną ironią losu. Całe szczęście, w dłoniach Bergmanna zjawiło się coś innego.
- Wydaje mi się, że znam tę roślinę - powiedział cicho - kojarzył, jakby przez mgłę  (był beznadziejnym zielarzem). O zgrozo, miał całkowitą rację; podszedł do niego niedługo później, zapalony magibotanik. Zaoferował w zamian aż sto galeonów - była to absolutnie konieczna do skorzystania okazja. - Który z przedmiotów udało się tobie zdobyć? - dopytał się towarzyszki. Musieli zachowywać się naturalnie. Cholera jasna.
(Spoglądaj na nią tak samo jak spoglądałeś zazwyczaj.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Odetta Lancaster

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 424
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 182
http://www.czarodzieje.org/t16649-odetta-lancaster
http://www.czarodzieje.org/t16652-libra
http://www.czarodzieje.org/t16578-odetta-lancaster
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyWto Sty 15 2019, 20:54

- Och, przestań – rzuciła przekornie i obdarzyła Lysandra uśmiechem, bezczelnie przesuwając wzdłuż jego żuchwy smukłym palcem. - Wiesz jak bardzo profesorowie są podatni na urok? Zresztą, na pewno jesteś tego świadomy, choć na wykładowcach transmutacji jeszcze tego nie próbowałam – głos Odetty brzmiał niezwykle poważnie, bo czy nie byłaby to zabawa? Dla niej nie było granic, żaden temat oparty o emocjonalność nie zacierał się zbyt bardzo, a możliwość zbliżenia się do dojrzałego mężczyzny z pewnością byłaby niezapomniana, lecz… Nie była okrutna. Pamiętała gniew Rileya, który opanował ją na lekcji Cromwella. - Myślisz, że wyleciałabym za romans?
Kto nie ryzykuje – nie żyje, a przecież codzienność niosła za sobą ogrom intrygujących sytuacji.
Towarzystwo Zakrzewskiego było odpowiednie, choć niewątpliwie irytowały ją spojrzenia mężczyzn i kobiet, który nie były stuprocentowo oddane samcom. Pokręciła nawet z dezaprobatą głową, co by dać odczuć partnerowi, że ta zabawa nie jest aż tak fajna, skoro wszystko przychodzi tak łatwo.
- Myślisz, że dzięki mnie dostaniesz awans? Jeśli chcesz – z rozkoszą porozmawiam z twoim przełożonym – szepnęła mu wprost do ucha, mimowolnie zahaczając wargami o jego skórę policzka. Nie robiła tego z premedytacją, ale obecna nuta zazdrości przy stole byłaby wskazana dla pociągnięcia tego w stronę pikanterii, aniżeli sztampowości. - Podobało ci się we Francji? – zagaiła, po czym upiła łyk czerwonego wina. - Możemy zawsze wprowadzić na angielskie salony, trochę innej kultury – zaproponowała, bo cóż im szkodziło, skoro i tak wszystko ujdzie im płazem.

Wydarzenie: kolacja
Kostki: nie rzucałam
Przedmioty: 1 punkt do DA
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyCzw Sty 17 2019, 20:11

Miała ochotę parsknąć śmiechem. Zawsze irracjonalnym było dla niej, jak łatwo można było urazić męskie ego. I oczywiście każdy mężczyzna, musiał zawsze pokazywać się w lepszym świecie. Często byli cholernie narcystyczni, ale w tym przypadku Dianie takie zachowanie nie przeszkadzało. Uśmiechnęła się jednak tylko. Wydawało się, że taka odpowiedź byłaby wystarczająca, ale D sobą by nie była, gdyby nie postanowiła dodać czegoś jeszcze. W końcu miała ten niewyparzony język, bardzo dobrze wszystkim znany.
-W takim razie chodź "duży" przystojny studenciaku.
To zaskakująco dziwne, jak swobodnie się tutaj czuła. Nie podejrzewała, że coś takiego będzie mogło mieć miejsce. Iva jakby wycofała się w głąb jej umysłu, kompletnie niezadowolona z miejsca i sytuacji w jakiej się znalazła. I dobrze, nie wychylaj się dzisiaj. mruknęła do niej D, jakby chcąc się upewnić, że na ten wieczór ma z głowy towarzystwo siostry.
Rzuciło jej się w oczy, że jej towarzysz był równie wielkim zwolennikiem tatuaży co ona sama. Tym razem po prostu parsknęła już śmiechem. Kto by pomyślał, że przez kompletny przypadek spotka kogoś tak wizualnie do niej dopasowanego. Ona sama z pewnością nawet by nie sądziła, że coś podobnego może mieć miejsce. A tu proszę; los lubił płatać różnorakie figle.
-W takim razie, nie mogę sobie i Tobie tego odmówić. - skomentowała tylko, kiedy postanowił spędzić ten wieczór z nią. Ciężko nie zauważyć, że poczuła się mile połechtana. Od razu było widać, że to jest ten typ faceta, że gdyby tylko zechciał, mógłby mieć każdego, nie ważne czy faceta, czy dziewczynę.
Przyszła pora, aby się przedstawić, bo trochę głupio by było do końca wieczoru pozostać względem siebie kompletnie anonimowymi osobami.
-D... znaczy się Diana Hazel. - miała dziwny nawyk, że osobom nie związanym z jej pracą przedstawiała się jako D. Tylko że chyba w tym wypadku nie powinna tak robić. Stąd też poprawienie samej siebie i dodanie całego imienia.
Uniosła jedną brew słysząc jego propozycję. Bar z drinkami wydawał jej się ciekawy od samego początku. Tylko że bała się alkoholu, który mógłby tam być. Sama raczej od niego stroniła. Jedynym jej nałogiem było palenie. Chociaż w sumie, kieliszek szampana jeszcze nikomu nigdy nie zaszkodził...
-Jasne, chodźmy! - skomentowała krótko i ruszyła we wskazanym przez chłopaka kierunku. Na miejscu okazało się, że na blacie barowym stała już cała gama przeróżnych przygotowanych wcześniej drinków. Dianie trafił się taki, którzy wyglądał jakby ktoś do kieliszka nalał szlamu. Konsternacja na jej twarzy była jednoznaczna: w ogóle nie zamierzała wziąć tego do ust! Tylko że jakiś dziwny wzrok barmana sprawił, że postanowiła upić niewielki łyczek. Okazało się, że wcale nie był taki zły ten napój, dlatego napiła się go odważniej. I to był błąd. Coś ewidentnie utknęło w jej gardle! Zaczęła kasłać, a oczy zaszły jej łzami. Po chwili udało jej się wypluć coś zielonego na otwartą dłoń.
-Co to kurwa jest... - wydyszała przyglądając się zielsku. Dopiero po chwili rozpoznała w nim skrzeloziele. Spojrzała na swojego towarzysza, wzrokiem jakby przynajmniej on dodał to ziele do jej napoju. -Kto normalny daje coś takiego do drinka?! - nic dziwnego, że była poddenerwowana, przed chwilą prawie się udusiła!


Wydarzenie towarzyszące: Bar koktajlowy
Wylosowane kostki: 6
Zdobycze: 100g, skrzeloziele
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 586
  Liczba postów : 604
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyCzw Sty 17 2019, 21:13

Bardzo jej się podobała myśl, że ten wieczór nie spędzi w samotności w Londynie, tylko w towarzystwie Remora. Kiedy przybyła do Wielkiej Brytanii, ten człowiek stał się dla niej kimś na kształt przyjaciela. Był jej cholernie pomocny i w zasadzie robił to bezinteresownie. Dlatego właśnie uważała, że wieczór w jego towarzystwie, po prostu musiał być uznany za udany, nie było innej możliwości i tyle!
Uśmiechnęła się w uroczy sposób, kiedy skomplementował jej strój. Nie zamierzała przyznawać się do faktu, że baaardzo długo nie mogła się zdecydować w co tak naprawdę powinna się ubrać. Nie wspominając o tym, że wcześniej przejrzała przynajmniej z dziesięć różnych sukienek, nie będąc pewną, która będzie tą idealną na dzisiejszy wieczór.
-Cieszę się, że Ci się podoba. W sumie założyłam pierwsze co znalazłam w szafie. - machnęła lekceważąco ręką, próbując nie zdradzić całą sobą, że tak naprawdę to gówno prawda. To miało pozostać jej małą, słodką tajemnicą.
Ochoczo przyjęła propozycję udania się do baru. Czuła się mocno zestresowana tym wszystkim i ludźmi wokół niej, dlatego uznała, że jeden drink na rozluźnienie nie zaszkodzi. Chociaż jako przyszły sportowiec, nie powinna pić alkoholu. Jednak obecność Remora przy jej boku, sprawiała, że czuła się o wiele pewniej i spokojniej.
-Jasne, chodźmy! - uśmiechnęła się i ochoczo przytaknęła.
Ruszyli przez tłum w stronę baru. Obecność Remora obok niej była o tyle przyjemna, że jako osoba tak wysoka, bez problemu przedostawał się przez tłum. Ludzie pierzchali przed nim, by przypadkiem ich nie staranował. Silvia nie dziwiła się temu zachowaniu, sama pewnie robiłaby podobnie, gdyby nie była jego partnerką, a kogokolwiek innego na tej sali i spotkała kogoś takiego, jak Remor.
Sięgnęła po jeden z drinków przygotowanych przez barmana. Miał ciekawą nazwę: Malinowe Westchnienie. Puchonka lubiła maliny, więc nic dziwnego, że ochoczo go spróbowała. Poczuła słodycz na podniebieniu i ciepło grzejące jej przełyk, pewnie przez zawartość alkoholu. Spojrzała na Remora z uśmiechem, kiedy właśnie to się stało.
Poczuła się jakoś tak inaczej. Może trochę pewniej. Może trochę bardziej seksowna. Pewne było jedno: Remor zmienił się w jej oczach. Nigdy nie patrzyła na niego w ten sposób. Stał się cholernie pociągający, nic dziwnego, że dziewczyna nie mogła się oprzeć. Dlatego właśnie wspięła się na palce i objęła mężczyznę ramieniem wokół szyi. Musiała użyć trochę szyi i pewnie też przez szok wywołany jej zachowaniem schylił się on na tyle, że dziewczyna mogła łapczywie wpić się w jego usta. Pocałunek był wspaniały! I otrzeźwiający jednocześnie. Bo dopiero po chwili zrozumiała, CO ONA DO CHOLERY ZROBIŁA!

Wydarzenie towarzyszące: Bar koktajlowy
Wylosowane kostki: Kostki
Zdobycze: Wstyd. Dużo wstydu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Remor Laverne

Mieszkaniec Londynu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 84
  Liczba postów : 49
http://www.czarodzieje.org/t16832-remor-laverne-w-budowie#468692
http://www.czarodzieje.org/t16835-remor-laverne
http://www.czarodzieje.org/t16929-poczta-remora#471722
http://www.czarodzieje.org/t16834-remor-laverne#468874
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Gracz




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyCzw Sty 17 2019, 22:06

Nie był wielkim fanem eliksiru pieprzowego, ale po kolejnych łykach sączonych niespiesznie zdążył się przyzwyczaić. Dopóki był w nim choć gram alkoholu, mógł dotrwać do dna. Zerknął przelotnie na Silvę, która udała się po swojego drinka i widząc ją z czymś soczyście różowym, założył z góry, że to pewnie coś owocowego i lekkiego. Jeden z tych kobiecych, delikatnych drinków.
- Zaaklimatyzowałaś się już w Londynie? Ostatnio zgubiłaś się na Pokątnej, myślałem, że osiwieję.
Całe szczęście, że nie trafiła wtedy na Nokturn. Łatwo tam o kłopoty, zwłaszcza gdy jest się samotnie spacerującą, nieświadomą dziewczyną z innego kraju. Znalazł ją później przy sklepie miotlarskim, choć miał wcześniej podejrzenie, że zniknęła gdzieś w w jednym ze sklepów odzieżowych.
Silva skupiła się na swoim drinku, za to Remor dyskretnie wylał resztę swojego do jednej z donic z choinką, uznając, że ten drink nie był warty by męczyć się z nim dłużej. W domu miał nienapoczętą butelkę ognistej, więc prawdopodobnie po powrocie zajrzy jeszcze do szklanki zanim położy się do spania. Taki przynajmniej miał plan.
- Jeżeli chcesz, możemy... - urwał, bo dziewczyna akurat pociągnęła go mocno za szyję. Nie wiedział, czy straciła równowagę, czy chciała mu coś powiedzieć, więc odruchowo nachylił się by usłyszeć cokolwiek pomimo hałasu jaki panował wokół. Wtedy też stało się coś wyjątkowo nieoczekiwanego. W jego wyobrażeniu nigdy nie pojawiła się nawet podobna myśl, nigdy nie postrzegał jej jako kogoś więcej niż tylko znajomą. Bardzo młodą znajomą, na dodatek. Być może dlatego z początku w ogóle nie zareagował, gdy Silva pociągnęła go do pocałunku. Później natomiast zareagowało i ciało, korzystając z chwilowego braku spójności myśli, odpowiadając na tę próbę kontaktu w podobny sposób. W końcu był mężczyzną, nie był ani ślepy ani ułomny. Zapach perfum, dotyk i bliskość zdążyły zrobić swoje, nim nie zorientował się, że zupełnie nie powinien był. Wyprostował się, a jej ręce straciły z nim kontakt. Patrzył na nią z mieszaniną niezrozumienia i zaskoczenia, a gdy ochłonął, sięgną ręką do swojego karku, próbując znaleźć jakąkolwiek przyczynę jej zachowania.
- To było...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lysander S. Zakrzewski

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 197
C. szczególne : Atletyczna budowa, veela vibe
Galeony : 750
Dodatkowo : Ćwierć wil, bezróżdżkowość
  Liczba postów : 1568
http://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://www.czarodzieje.org/t14409-lyskowe-relki#381609
http://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
http://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628
Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8




Moderator




Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 EmptyCzw Sty 17 2019, 22:16

- Zależy jak bardzo byłby niedyskretny. Zawsze mogłabyś spróbować rzucić czar na Bennett, żeby Cię nie wyrzuciła - rzuciłem starając nie przywoływać do pamięci jak wielką odpowiedzialność niesie za sobą nadmierna manipulacja urokiem. Byłem chyba najlepszym przykładem na to, że dar kwi wili niósł ze sobą przekleństwo.
- Myślę, że chyba potrafię sobie załatwić awans, ale dzięki za troskę - odparłem z uśmiechem, by lekko odchylić połę marynarki i pokazać jej przypiętą do koszuli odznakę aurora, która zastąpiła błyszczący tam do nie dawna znaczek charakteryzujący młodszych aurorów. Wbrew pozorom nie musiałem korzystać z wilowatego uroku bu to osiągnąć - naprawdę ciężko się napracowałem, ale nie zmieniało to faktu, że nie miałem nic przeciwko żartom - Gdyby mój szef nosił spódnicę pewnie byłoby łatwiej.
Byłem naprawdę zadowolony z jej towarzystwa - grała ze mną w dziwną grę, która w gruncie rzeczy mi odpowiadała. Mogłem przerzucać się półsłówkami i sugestiami z kimś kto był ze mną na równi, bez bycia ofiarą mego uroku.
- Nienawidzę Francji - odparłem nie siląc się na ułagodnianie form, bo nie czułem potrzeby krycia się z niechęcią - Wychowywałem się tam. Moja francuska macocha była najgorszym człowiekiem jakiego znałem i za żadne skarby by tam nie wrócił. Nie gadajmy o tym, może pójdziemy na licytacje?
Dokończyliśmy posiłek i zmierzyliśmy w stronę ludzi energicznie przerzucających się cenami. Moją uwagę przykuło wyjątkowo drogie wino pochodzące z Bułgarii. Licytacja nie była szczególnie zajadła, więc udało mi się je zdobyć w bardzo korzystnej cenie.


Wydarzenie towarzyszące: Kolacja
Wylosowane kostki: 8
Zdobycze: 10g, przypominajka, punkt do dowolnej umiejętności, wino, Rossidi Orange 2015

______________________


Ona nago, jestem Modigliani, Modigliani Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor. Świeci szyją jestem Modigliani, Modigliani. Zdejmuj suknię, W końcu sami
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Sala konferencyjna  - Page 4 QzgSDG8








Sala konferencyjna  - Page 4 Empty


PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sala konferencyjna  - Page 4 Empty

Powrót do góry Go down
 

Sala konferencyjna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Sala konferencyjna  - Page 4 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
ministerstwo magii
 :: 
Parter
-