Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sala konferencyjna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1199
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 736
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Sala konferencyjna    Sob Gru 29 2018, 17:37

First topic message reminder :


Sala konferencyjna

Na parterze znajduje się magicznie powiększona sala konferencyjna, która to jest w stanie pomieścić w środku setki osób. Niektórzy nawet sądzą, że tysiące. Często używana do jakichś większych wydarzeń towarzyskich. Wybudowana została stosunkowo niedawno, w porównaniu do reszty miejsc w ministerstwie, kiedy to ówczesny Minister Magii zarządził powiększenie teraz dostępnej przestrzeni.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Padme A. Naberrie

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 450
  Liczba postów : 705
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sro Sty 02 2019, 23:27

Szybko ocknęła się z dziwnego stanu zauważając minę swojego towarzysza. Cóż, chociaż prawdopodobnie z grzeczności nie skomentował jej zachowania, poczuła się nieswojo z myślą, że przed zaledwie kilkoma sekundami kazała mu wraz z nią zachwycać się brązowymi puklami i ledwo co wstrzymała się przed całowaniem własnego odbicia w lustrze. Na szczęście szybko odwrócił jej myśli od pierwszej z kilku porażek dzisiejszego wieczoru i bez przeciągania ruszyła w kierunku parkietu.
Wieczór jednak z każdą kolejną chwilą robił się coraz dziwniejszy, gdy po jakimś czasie zwyczajnego tańca Anthony pozwolił sobie na zaskakującą śmiałość, przyciągając ją i zamykając w ciasnych objęciach. Chociaż nie miała nic przeciwko, jak przynajmniej usilnie twierdziła sama przed sobą, postanowiła jakoś wybrnąć, by odzyskać nieco więcej przestrzeni – z uśmiechem na ustach odchyliła się do tyłu upewniając się, że partner nie pozwoli jej upaść a wtem kątem oka dostrzegła leniwie połyskujące w świetle lamp monety niedaleko nich.
Chyba mamy szczęście – wyszeptała konspiracyjnie tuż koło ucha mężczyzny, kiedy ledwo powróciła do pionu, i niewiele myśląc wysunęła się z jego uścisku, pochyliła i zgarnęła dziesięć galeonów z podłogi. Upewniając się, że nikt nie szukał swojej własności, wsunęła monety do marynarki Anthony'ego z zastrzeżeniem, że przeznaczą je na późniejsze głupoty: w końcu tak zawrotna suma otwierała przed nimi wiele możliwości. Od butelki normalnego alkoholu bez domieszki eliksirów po najtańszą i najmniejszą porcję niezdrowego jedzenia do podziału na dwoje. – Mówiłam już, że do twarzy ci w garniturze? – spytała, gdy zaznaczyła swoją strefę komfortu z nadzieją, że jego zachowanie wynikało z kolejnego ministerialnego psikusa, niż rzeczywistego zamiaru. Pomimo tego, że ich znajomość zaczęła się w dość absurdalny sposób, potrzebowała czasu, żeby się do niego przekonać: nie chciała więc, by pierwsze dobre wrażenie rozmyło się wraz z północą pozostawiając ją z niesmakiem i powątpiewaniem w płeć męską.

Wydarzenie towarzyszące: tańce
Wylosowane kostki: 1
Zdobycze: 10g
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 2033
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 00:52

Dla Bridget z kolei wszystko działo się bardzo szybko i miała wrażenie, że od kilku dni znajdowała się na niezwykle emocjonującej przejażdżce tym mugolskim wagonikiem... Rollercoasterze? Nawet nie zdążyła się pochwalić wszystkim swoim znajomym i przyjaciołom, jakie szczęście spadło jej niemal z nieba. Z drugiej strony nic dziwnego, skoro ostatnie wolne chwile w tym roku poświęcała Basilowi - tego z kolei nie mogłaby żałować. Mężczyzna dawał jej mnóstwo radości i ciepła, a zbawienne skutki takiego traktowania Bridget były widoczne gołym okiem w postaci iskierek w oczach, ilekroć jej wzrok wylądował na osobie Francuza, także po szerokim, pełnym uczucia uśmiechu, którym go obdarzała. Promieniała!
- Oj, coś nie tak? - spytała, marszcząc delikatnie brewki i spoglądając ze zmartwieniem na Basila. Gdy z jego uszu zaczął ulatywać dym, brwi dziewczyny poleciały w drugą stronę, bardzo wysoko wędrując przez jej czoło. - Kto normalny robi drinki z eliksirem pieprzowym?! - zapytała teatralnym szeptem, po czym pokręciła głową z lekkim rozbawieniem. - Przynajmniej będziesz zdrowy. No chodź już tańczyć! - poprosiła błagalnym głosem, po czym wyciągnęła go na parkiet.
Choć początkową chęć tańca i aktywnego spożycia nagromadzonej w niej energii wywołał eliksir euforii, znalazłszy się wśród podrygujących ludzi jej ochota wyłącznie wzrosła. Obawiała się o sukienkę i to, jak przeżyje ona stąpanie po parkiecie, ale okazało się nie być najgorzej! Ba, świetnie sobie z nią radziła, obracając się i kołysząc na boki. Aż się ludzie oglądali.
- Muszę przyznać, że opcja z kominkiem i muzyką też była kusząca, ale tu jest tak pięknie i tak fancy! - podzieliła się z Basilem swoim spostrzeżeniem, po czym zarzuciła mu ręce na szyję, uśmiechając się w nieco uwodzicielski sposób.

Wydarzenie towarzyszące: tańce
Wylosowane kostki: 3
Zdobycze: 1 pkt do DA

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liam A. Rivai

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 590
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 659
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 01:28

Liam od rana wyglądał jak najszczęśliwszy człowiek na świecie. Wygramolił się z łóżka i zręcznie omijając wszystkie porozrzucane po podłodze zwierzęta swojego rudego współlokatora, od razu poleciał do łazienki rozeznać się co do przygotowań na tak wyjątkowy wieczór. Choć miał jeszcze dobre kilka godzin do wyjścia i tak czuł napięcie, jakby miał się wciskać we frak i wychodzić w ciągu ledwie dwudziestu minut. A stres był w jego przypadku wyjątkowo niepotrzebny – swoją kreację miał opracowaną i dokładnie przygotowaną już na kilka dni przed. Niemniej i tak z zapałem umysł zęby, wziął prysznic, zaczął układać włosy… i tknęło go, że to trochę bez sensu tak szybko się stroić.. ale jeszcze większym bezsensem byłoby siedzenie bezczynnie! Dlatego przypomniał sobie list wysłany przez Fire i uznał, że skoro i tak nie ma co robić w ciągu najbliższych kilku godzin, przynajmniej pomoże jej w doborze sukienki, makijażu i fryzury…
… a gdy uporał się z zadaniem, musiał przyznać, że efekt był powalający: na tyle olśniewająco wyglądała ruda, że nawet ślepiec z zachwytu poprosił szatyna o pomoc z doborem fryzury, wierząc na słowo, że było wspaniale… a przynajmniej tak dopowiedział sobie Puchon, bo raczej niewidomy Krukon nie wiedział, że w ten dzień prefekt już raz bawił się w stylistę.
Po pomocy w stylizacjach, wrócił do domu i przygotował się na bal, na który pędem poleciał pierwszym świstoklikiem, promieniejąc ze szczęścia. Co prawda cała ta latanina po ludziach i oczywiście własne pindrzenie się sprawiło, że omal by się nie spóźnił, ale finalnie dobił na czas i podleciał do Elijaha z szerokim uśmiechem.
- Cześć! O rany, wyglądasz obłędnie! – podbił do niego, niemal poskakując ze szczęścia. Wyglądał jak uradowany szczeniak: tylko merdającego ogona mu brakowało. – Co nie?! Aż sam nie mogę uwierzyć. Bardzo, bardzo, bardzo Ci dziękuję, że mogłem tu z tobą przyjść! Tylko kurczę… hamuj mnie, dobra? Dawno nie wychodziłem na tego typu „imprezy”. Boję się, że będę gadać za dużo lub za głośno i będzie lipa – jeszcze wstydu rodzicom narobię! Wszystko tu takie eleganckie…– poprosił, by zaraz rozmarzyć się na widok tych wszystkich dostojeństw.  Dopiero głos kolegi wyrwał go z zachwytu i pociągnął z sympatycznym uśmieszkiem do tłumu, który właśnie zajmował się licytacją.
Usiadł tuż obok wychowanka Ravenclawu i aktywnie kibicował mu w czasie loterii, nie wierząc, że… udało mu się wylicytować tak drogi i wspaniały przedmiot w tak niesamowicie korzystnej cenie!
- O rany, o rany! – podekscytował się – Ale masz szczęście, to naprawdę błyskawica! O kurczę… mamy przekichane w następnym meczu z Krukonami… - teatralnie zmienił zachwyt na małą konsternację, żeby dodać swojej uwadze nieco więcej komizmu, ale szybko zbył wszystko przyjaznym śmiechem, naprawdę szczerze ciesząc się, że blondyn wygrał takie cacko. – Błagam, bądź łaskawy, jeśli przyjdzie mi kiedyś z tobą grać! Hej.. dwadzieścia galeonów za błyskawicę… kurczę, może też spróbuję? Jak można tu ugrać takie przedmiotu, to bierzcie moje pieniądze! – rzucił, robiąc gest wyrzucanych w tłum pieniędzy, ale szybko przestał się wygłupiać i po prostu włączył się do którejś z licytacji.
Wypatrzył lustro… i podekscytowany oraz nastawiony na zdobycie czegoś równie cennego, zaciekle walczył o wspomniane cacuszko i wydał z siebie głośny (może trochę za?) śmiech radości, gdy jednak udało mu się dostać do rąk jedno ze zwierciadeł! Niemniej… przesunął opuszkami po ornamentach, przyjrzał mu się z każdej ze stron… i trochę się jednak zawiódł.
- Oh.. wiesz co.. to chyba jest zwykłe lustro. – uśmiechnął się nieco smutno, pokazując zdobycz Elijahowi. – Przynajmniej jest dość ładne, prawda? Ozdobi mi łazienkę. – no cóż… bywało i tak. – To co? Idziemy na drinki? - Gorycz nie trwała długo, bo odchodząc, w tłumie licytujących wypatrzył dwójkę swoich dobrych przyjaciół. – Ooo! Eli! Podejdziemy proszę do @Cherry A. R. Eastwood i @Fabien E. Arathe-Ricœur? Nie jestem pewien czy ich znasz.. to moi przyjaciele! Są super fajni, naprawdę! Widzisz ich? Są o tam.. tam..! – odwrócił się do chłopaka, znowu podekscytowany, próbując wskazać mu ręką na wspomnianą parę. – Znasz Cherry? To kapitan drużyny Puchonów! Jestem pewien, że spodoba jej się twoja wylicytowana miotła! Ewentualnie, że tak jak ja będzie się martwić o przyszłość Hufflepuffu… - puścił mu oczko, a później zamachał do przyjaciół. – Cher! Fabuś! Czeeeść!! – chciał się do nich przytulić, uważając  jednak, aby nikogo nie pognieść. – Cherry, wyglądasz bosko! – odsunął się od nich kawałeczek, by móc lepiej przyjrzeć się kreacji. – Jest prześliczna! Chodzące złoto, ahh.. sam bym ubrał taką sukienkę, choć coś czuję, że moja figura niekoniecznie by do niej pasowała. – zażartował znów, pokazując koniuszek języka. Co jak co, ale Liam w damskich ciuchach nie chadzał… przeniósł spojrzenie na jasnowidza i zaczął zaczepnie: – Hej.. wow… z ciebie to dopiero przystojniak, Fabuś. No, no.. najlepsze są te włosy! Cóż to za geniusz i urodzony mistrz stylizacji układał Ci fryzurę~?


Wydarzenie towarzyszące: Licytacja.
Wylosowane kostki: 5, 6. + Opłata.
Zdobycze: Zwykłe, ale bardzo ładne lustro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Harriette Wykeham

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 258
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 05:38

Owszem, chciała pozbyć się tego okropnego posmaku, ale nigdy nie spodziewałaby się, że ktoś zrozumie to w ten sposób, co Franklin. Zamarła kompletnie, wybałuszając jedynie oczy ze zdziwienia, kiedy on badał językiem jej podniebienie. Przed natychmiastowym odepchnięciem go powstrzymywało ją nie tylko zaskoczenie, lecz także w pewnym stopniu ciekawość. Nigdy wcześniej się nie całowała i szczerze mówiąc, nie rozumiała skąd brały się zachwyty nad tą czynnością. Nie czuła absolutnie nic, oprócz dziwnego zimna w ustach i szalejącego w nich języka Franklina, z którym nie miała pojęcia co zrobić. Mogła nawet przysiąc, że w pewnym momencie wręcz się zassał. Czy to na pewno tak miało wyglądać? Gdzie, do szyszymorzej nędzy, w tym była przyjemność?! Szczytem abominacji nastąpił, gdy uświadomienie sobie, że wraz z językiem wpakował jej do ust swoją ślinę i rozprowadzał ją teraz po całym wnętrzu. Było to przerażająco rzeczywiste i wstrząsająco obrzydliwe. Widziała całujących się ludzi nie raz - na żywo, na zdjęciach, w przedstawieniach, a jednak nigdy nie spodziewała się, że było to tak cielesne i... mokre. W ustach zbierało jej się coraz więcej śliny i bała się, że się zakrztusi, ale nie miała pojęcia jak przełknąć z otwartymi ustami. Nie mówiąc już o tym, że była pewna, że czuje posmak śliny Franklina i po prostu ją to obrzydzało.
Z opresji wyratował ją dźwięk jej nazwiska gdzieś z boku. Rzuciła kątem oka w tym kierunku i prawie odgryzła Frankowi język, rozpoznając w kobiecie obok swoją szefową. Natychmiast odepchnęła od siebie chłopaka, rzucając mu krótkie spojrzenie, w którym zdążyły odbić się jednak obrazy tysięcy tortur, które miała mu zaserwować przed zamordowaniem go. Jak on mógł jej wylizywać jamę ustną na imprezie, na której byli jej przełożeni?! Psia krew, przecież dziś miała być profesjonalna!
Przemogła ogromną ochotę splunięcia i wypłukania ust. Przełknęła nawet, ignorując głosik z tyłu głowy, podszeptujący całkiem słusznie, że część z tego co przeszło przez jej gardło było płynami ustrojowymi Eastwooda.
- Pani Dear - odpowiedziała z lekką paniką w głosie, jakby własnie została złapana na gorącym uczynku. Przeniosła wzrok na jej męża i poczuła jak coś zaciska jej się na żołądku. Przecież on był bratem Caluma. Wprawdzie na weselu towarzyszyła mu zupełnie niezobowiązująco, ale diabli wiedzieli co tym czystokrwistym chodziło po głowach. W pierwszym odruchu chciała nawet zaznaczyć, że nie ma pojęcia kim jest stojący obok niej chłopak, w porę uświadomiła sobie jednak, że stawiałoby ją to w jeszcze gorszym świetle.
W tym czasie zdążyła jednak wziąć wdech, który wystarczająco chyba dotlenił jej mózg.
- Pani Dear - powtórzyła spokojnie i przyjaźnie, prostując się - Miło mi nareszcie panią poznać - przyznała - Panie Dear - skinęła amnezjatorowi zachowując pełen profesjonalizm i powagę, jakby sytuacja sprzed chwili nigdy nie miała miejsca. Właściwie to dzięki niemu skojarzyła, że podrygująca (swoją drogą dziwne, ale chwilowo to ignorowała) kobieta była jej pracodawczynią. Nie tyko bardziej kojarzyła go z ich wesela - z racji, że została zaproszona przez rodzinę z jego strony - lecz także sporadycznie rzucał jej się w oczy w Ministerstwie. To właśnie to okazjonalne mijanie go, natchnęło ją do zorganizowanie zrzutki wśród pracowników Biura na laktator dla szefowej. Ona nie musiałaby rezygnować z kariery, a świeżo upieczony ojciec mógłby spędzić więcej czasu z dzieckiem.
Być może nie było to zbyt tradycyjne, ani popularne w czystokrwistych rodach podejście do rodziny, Ettie wciąż jednak była trochę przerażona tym co powiedział jej Calum o aranżacji małżeństw. Nie wiedziała związek stojących przed nią Dearów był zaledwie układem między dwoma wpływowymi rodzinami, odrobinę jednak ich żałowała - zamkniętych w narzucanych im od dzieciństwa wzorcach sprzed dziesiątek lat. Nie miała pojęcia czy docenią prezent, ale przecież nikt raczej nie powinien puścić pary, że laktator był jej pomysłem.

wydarzenie towarzyszace: nadal driny
wylosowane kostki: -
zdobycze: pierwsza baza z Frankiem Cool

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anthony Selwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1521
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 12:43

Może jednak tańce nie były wcale takim dobrym pomysłem, jak początkowo się Selwynowi wydawało. W żaden logiczny sposób nie był w stanie wyjaśnić tego, dlaczego postanowił tak zacząć obściskiwać Padme. Samemu było mu głupio, że zachowywał się tak irracjonalnie i nie mógł tego wytłumaczyć. Przecież nawet nie chciał czegoś podobnego robić do cholery jasnej! Na gacie Merlina, widział ją drugi raz w życiu, nie zależało mu na czymś takim na początku ich znajomości! Nawet się nie zdziwił, kiedy kobieta postanowiła wykorzystać najbliższą nadarzającą się okazję, aby od niego odsunąć na bardziej odpowiednią odległość. Był zażenowany swoim własnym zachowaniem. Mucha nagle zaczęła go cisnąć pod szyją, oddech przyspieszać. Byle tylko wyjść jakoś cało z tej cholernej sytuacji. Może jeszcze ma na to szansę? Oby, bo inaczej chyba utopi się w wiadrze swojej "zajebistości".
-Nie mówiłaś, ale cieszę się, że Ci się podobam w takim stanie. - stwierdził cicho, próbując jednocześnie udawać, że przed chwilą nic takiego się nie stało. Że wcale nie miał ochoty nigdy nie wypuszczać jej z ramion i że pragnął tak tańczyć z nią całą noc.
Na szczęście Selwyna, utwór dobiegł końca znacznie szybciej, niżby nawet podejrzewał, że to się stanie. Pozwoliło mu to przerwać taniec z kobietą, bez konieczności dalszego robienia z siebie debila. Chyba wystarczająco się skompromitował jak na jeden wieczór.
-Wiesz, może pójdziemy coś zjeść? Podobnież wspaniałe, zagraniczne potrawy tutaj mają. Co ty na to? - w końcu podczas jedzenia nie mogło go spotkać nic złego, prawda? Tam raczej nie był narażony na kompletną kompromitację. W końcu nożem i widelcem umiał się posługiwać. Nawet lepiej niż dobrze. Co innego mogłoby się tam stać?
Ruszyli więc w kierunku okrągłych stolików nakrytych białymi obrusami. Usiedli przy jednym, gdzie jak wiedzieli, znajdują się ich nazwiska. Wszystko wyglądało naprawdę wspaniale. Dania główne, przystawki, wspaniałe desery. Tony miał problem, co powinien spróbować jako pierwsze! Chyba jednak jego żądza słodyczy wygrała, bo po chwili sięgnął po kanarkową kremówkę. Wgryzł się w nią łapczywie. Krem był cudowny. Samo ciastko wyśmienite. Czuł się niemal tak, jakby sam Merlin bosą stópką stąpał po jego gardziołku!
-Czy wiedziałaś, że kanarkowe kremówki nie pochodzą z Wielkiej Brytanii? - zaczął, czując jak elokwencja ogarnia całe jego ciało. Chociaż z tym wcale nie było mu głupio. -Ale ty się znasz na magicznym gotowaniu, więc z pewnością o tym wiesz! Na pewno jesteś w stanie wyjawić wszelkie składniki potraw znajdujących się na tym stole, nawet bez mrugnięcia okiem! - zaśmiał się, nie wiedzieć czemu, bo w sumie jego słowa nawet nie były śmieszne i ponownie wgryzł w kremówkę. Na słodką Morganę, jakie to było pyszne!

Wydarzenie towarzyszące: Kolacja
Wylosowane kostki: 5
Zdobycze: 1pkt do dowolnej umiejętności

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Franklin R. E. Eastwood

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Montrose
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 500
Dodatkowo : kapitan drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 358
http://www.czarodzieje.org/t16551-franklin-r-e-eastwood#456789
http://www.czarodzieje.org/t16592-franklin#458389
http://www.czarodzieje.org/t16602-franklin#458950
http://www.czarodzieje.org/t16586-franklin-r-e-eastwood#458218




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 13:41

O Eastwoodzie można było powiedzieć naprawdę wiele złego. Że był głupi, że był pozerem, że był zadufanym w sobie lalusiem, że przez własne lenistwo nigdy nie osiągnie żadnej poważnej kariery i inne takie. Ale na pewno, na sto procent pewności nie można było powiedzieć, że źle całował. Był urodzonym kochankiem! Tak samo jak od dziecka przejawiał ogromny talent w kierunku miotlarstwa, tak wkroczywszy w wiek nastoletni z niezwykłą skutecznością rozkochiwał w sobie kolejne panny i żadna, ALE TO ŻADNA, nie mogła się poskarżyć na jego umiejętności językowe. Czy jednak planował zdobywać Harriette?
Cóż, nie.
Nie dlatego, że nie była w jego typie, bo należała do grona dziewcząt, na których można było zawiesić oko, krócej lub dłużej. Sęk w tym, że Ette była kumpelą, ziomalką z drużyny, drugą pałą Gryffindoru w koszulce z napisem "Najlepsza pała Gryffindoru". To po prostu... Było naprawdę niekonieczne. I w chwili, w której odsunęli się od siebie, a działanie malinowej rozkoszy, czy jakkolwiek nazywał się ten zamówiony przez niego drink, osłabło na sile, wystarczyło mu jedno spojrzenie na pełną konsternacji i obrzydzenia twarz dziewczyny. Nie musiała nagłaśniać swoich odczuć i chwała jej, i Merlinowi również, że tego nie zrobiła, bowiem przez lata budowana pewność siebie Franklina Eastwooda rozpadłaby się na milion małych kawałeczków i posypała po tej błyszczącej podłodze w Ministerstwie.
- Ja... Sorry... Nie... - zaczął bełkotać, próbując sobie pomóc w artykułowaniu przeprosin chaotycznymi gestami, lecz nie dano mu dojść do słowa, jako że tuż za nimi stała jakaś para dorosłych ludzi, którzy najwyraźniej znali Harriette i postanowili się przywitać. Rzucił krótkie spojrzenie na Wykeham, próbując odgadnąć z jej mimiki i postawy, kim byli ci ludzie - aż nagle olśniło go, że to prawdopodobnie jej szefostwo. Któreś z nich.
Na bobki jednorożca...
Zreflektował się natychmiast, przybierając na twarz przyjazny, szarmancki uśmiech i skłonił się najpierw lekko do Doriena oraz Aurory, a następnie podał im obojgu dłoń na przywitanie, przedstawiając się krótko imieniem i nazwiskiem. Nazwisko Dear kojarzyło mu się z wysoko postawionymi szychami! Dzieci Dearów chodziły do Hogwartu i ponoć wiecznie było o nich głośno, szczególnie o tej młodej Vivien, która podobno pracowała nad wydaniem płyty.
- Przepraszam, które z państwa pracuje z Ettie? - zapytał, nieświadomie wręcz zdrabniając imię Harriette do formy, za którą najpewniej dostanie zaraz kopniaka w kostkę.

Wydarzenie towarzyszące: nadal bar koktajlowy
Wylosowane kostki:
Zdobycze: całus od Harriette Cool

opłata balu + 1 licytacja

______________________

Franklin Eastwood

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 681
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1910
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 16:20

Uśmiech nieznajomej był bardzo przyjemny dla oka, toteż Mefisto prędko zdołał się powstrzymać od oceniania samej jej sylwetki i kreacji. Nie było z nim aż tak źle, by starał się wprawić ją w zakłopotanie - bądź co bądź, zależało mu jedynie na pokazaniu swojego uprzejmego zainteresowania, w żaden sposób nie zamierzał się narzucać. Podążył wzrokiem za niedopałkiem papierosa, który przytrzaśnięty został obcasem.
- Polemizowałbym z tym "małym"... i studentem, jeśli dbamy o szczegóły. - Oczywiście, bo przecież jako uczeń to nawet w roli osoby towarzyszącej pewnie nie mógłby wejść na jakże fancy bal Ministerstwa Magii. Nie zmieniało to faktu, że drobne czepianie się słówek jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a Mefistofeles przynajmniej mógł pouśmiechać się na ten drobny komplement, wpleciony w wypowiedź rozmówczyni.
Posłusznie podążył za nią, nie opierając się i tylko wypuszczając spomiędzy rozchylonych warg cichy śmiech; niech będzie, skoro tak bardzo szkoda jej go zostawić. Nie przeszkadzało mu dostanie się do środka nawet w takich okolicznościach, kiedy nie miał żadnego towarzystwa - w końcu zawsze może napić się, najeść, a potem wyjść. Miał wrażenie, że wyglądają bardzo specyficznie; gdzieś tam w wolnej chwili pozbył się marynarki, pozwalając aby spod białego materiału subtelnie wychylały się liczne tatuaże. Poprawił szelki, wodząc spojrzeniem po pomieszczeniu, do którego wpuściła go czarownica.
- Jeśli zostaniesz ze mną, to będziemy mieli pewność, że życzenie "miłego wieczoru" się spełni - uznał, przytrzymując ją przy sobie. Gdzieś tam kątem oka sprawdził broszkę, rozważając jej zdjęcie... ale wydawało mu się, że napotykane przezeń ludzkie spojrzenia były bardziej wrogie, niżeli zauroczone.
Mógł jeszcze chwilę poczekać, prawda?
- Swoją drogą... Mefistofeles Nox - i mrugnął do swojej towarzyszki, prowadząc ją bliżej licytacji. Nie poszczęściło mu się wcale z żadną nagrodą główną, ale za to odrobina wiedzy z zielarstwa zapewniła mu 100 galeonów.
- Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale może sprawdzimy ten barek koktajlowy?...

Wydarzenie towarzyszące: Licytacja
Wylosowane kostki: 7
Zdobycze: 100g

______________________


Got teeth like razor blades
And you know that we're out for blood.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Lysander S. Zakrzewski

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 75
Dodatkowo : Ćwierć wil, bezróżdżkowość
  Liczba postów : 1528
http://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://www.czarodzieje.org/t14409-lyskowe-relki#381609
http://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
http://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 17:49

Jeśli istniał duet idealny to bez wątpienia właśnie my się na niego składaliśmy - wyglądaliśmy idealnie zgrywając się ze sobą. Spojrzenie innych ludzi były swego rodzaju komplementem, który przyjmowałem, niemniej jednak moja uwaga była skupiona na zadowoleniu i komforcie towarzyszącej mi studentki. Cieszyłem się z jej obecności, chciałem więc by czuła się jak najlepiej.
- Tylko pod warunkiem, że sobie tego życzysz - odparłem. Lubiłem być szarmancki, niemniej jednak nie zamierzałem prawić komplementów na siłę, gdyby miało to sprowadzić na moją partnerkę swego rodzaju dyskomfort. Chwyciwszy dłoń Krukonki podążyłem w stronę parkietu. Odchodząc od baru dostrzegłem jak @Harriette Wykeham odskakuje od całującego ją faceta, którym okazał się znany mi z początku mojej szkolnej kariery Quidditchowej @Franklin R. E. Eastwood. Poczułem dziwne ukłucie w żołądku na ten widok, jednak nauczony doświadczeniem z praktykowania magii bezróżdżkowej zarzuciłem negatywne emocje w głąb siebie, nie dając Odetcie poznać, że cokolwiek wytrąciło mnie z równowagi. Zamiast tego z uśmiechem poprowadziłem ją w stronę parkietu.
- Jestem pewien, że pozytywnie cię zaskoczę - odparłem z uśmiechem. Choć wśród moich dalszych znajomych panowała opinia, że jedyny taniec z jakim sobie radzę to taniec klubowy, to dzięki bogatym szwedzkim przodkom i podróżom z ojcem zaczerpnąłem trochę praktycznej wiedzy na temat bardziej eleganckich tańców. Gdzieś w miedzyczasie na podłodze błysnęła mi moneta, którą dyskretnie zgarnąłem, a następnie ochoczo porwałem Odettę do tańca.


Wydarzenie towarzyszące: Taniec
Wylosowane kostki: 1
Zdobycze: 10g

______________________


Ona nago, jestem Modigliani, Modigliani Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor. Świeci szyją jestem Modigliani, Modigliani. Zdejmuj suknię, W końcu sami
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1970
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1660
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 18:13

Miał co robić, rozwijał się. Modeling naprawdę uważał za ciekawy, nawet jeśli piekielnie wymagający i chwilami boleśnie niewdzięczny. Leonardo starał się nie narzekać, bardzo doceniając wszystkie stawiane przed nim możliwości. Uśmiechem skwitował odpowiedź Clarke'a, dopiero na wzmiankę o sesji na plaży marszcząc brwi i przenosząc na rozmówcę skonsternowane spojrzenie. "Na samotne wieczory" nie było z pewnością sloganem firmy, z którą wtedy współpracował.
- Lubisz w samotne wieczory potarzać się w piasku w samych okularach przeciwsłonecznych? - Zapytał w końcu, cichym śmiechem potwierdzając swoje zdziwienie. - Nigdy nie zauważyłem... - Nie był w stanie wykombinować o co mogło chodzić; niezbyt się tym nawet przejął, bo wielokrotnie już zapomniał o istotnym znaczeniu jakiegoś angielskiego wyrażenia. Czekał jedynie na wyjaśnienie, wierząc w wyrozumiałość Krukona.
Poszli na licytację razem, ale chcąc nie chcąc musieli odrobinę się rozdzielić. Chaos tej atrakcji pozwalał z łatwością zapomnieć o eleganckiej atmosferze panującej dookoła; trochę jak zwierzęta, poważnie. Leo z ulgą wrócił do Ezry, a kiedy dowiedział się o jego zdobyczy, to tym bardziej nie był przekonany co do słuszności tej zabawy. Ciężko było się zorientować, kto w ogóle o co walczył... Przynajmniej pieniądze szły na szczytny cel i to liczyło się bardziej od różnych skarbów.
- Ooo, jak edukacyjnie! - Zaraz potem oczka mu się zaświeciły, bo pozornie nieciekawy przedmiot jednak coś w sobie miał; Leo musiał przyznać, że jeszcze nie trafiła mu się okazja na przeczytanie dzieła profesora Bergmanna. - A chętnie kiedyś pożyczę... - Niechęć do opiekuna Ravenclawu można było wyczuć raczej tylko od Ezry. Vin-Eurico uparcie twierdził, że zbyt wiele temu mężczyźnie zawdzięczał, aby teraz mógł boczyć się o jakieś drobiazgi.
- Chyba mi wystarczy... - i tak już niezbyt wiedział, co zrobi z Błyskawicą. To jest, wyszukiwał w głowie zainteresowanych quidditchem znajomych, rozważając komu wręczyć "drobny" prezencik... Mimo wszystko domyślał się, że wielu osobom bardziej zależy na takiej zdobyczy i warto rozejrzeć się po innych atrakcjach. Leonardo zerknął zaintrygowany na swego towarzysza.
- Czyli jeśli będziesz przepotwornie nudny, to uschnę z pragnienia? Nie wiem, czy mi się ten plan podoba - przyznał, tylko trochę myśląc o tym, że niezbyt wierzy. Nie był pewien do czego może ta zabawa doprowadzić i nie odrzucał jej jakoś kategorycznie, ale... Ale akurat usłyszał świetną piosenkę, która zgrabnie go uratowała. - Może zaraz? A teraz zaproszę cię do tańca... - Chciał się popisać, prowadząc chłopaka na parkiet; głęboki ukłon pełen szarmancji przypomniał Leo o zakwasach, które nie odpuszczały po świątecznych treningach z rodziną. Zachwiał się nieznacznie, prostując wolniej niż miał w planach - plus był tego taki, że rozpoczął taniec ze szczerym uśmiechem na twarzy i odnalezioną przy bucie dziesięcio-galeonową monetą. Jeszcze tego brakowało, żeby pieniądze zaczęły mu z kieszeni uciekać!

WYDARZENIE TOWARZYSZĄCE: Tańce
WYLOSOWANE KOSTKI: 1
ZDOBYCZE: Błyskawica, 10g

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2446
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1937
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 22:42

Najwyraźniej jednak się pomylił - już sam przebłysk konsternacji przebiegający przez twarz Leonardo był całkowicie jednoznaczny. W pewien sposób uspokoiło to Ezrę, jednocześnie nieco podrażniając; nie lubił takich dziwnych sytuacji i chciał po prostu wiedzieć, któż był tym "życzliwym" nadawcą.
- Nie. To znaczy... może? Nie skreślam niczego, czego nie próbowałem. Ale chodziło mi... Okay, to głupie, ale po prostu ktoś mi wysłał list z taką treścią. I ze zdjęciem. I po prostu zastanawiałem się... Zresztą, mówiłem, to głupie. Dobra sesja w każdym razie - zaplątał się, machając szybko ręką, aby ten temat zostawić. Być może dlatego też nie miał zupełnie nic przeciwko temu, by się na moment rozdzielić.
Z kolei Ezra zupełnie nie rozumiał miłości Leo do Bergmanna - nie mniej mógł to Gryfonowi w jakimś stopniu wybaczyć, gdyż nie był to pierwszy raz, kiedy wykazywał się okropną intuicją wobec ludzi, którym można było zaufać. Przyjaźnił się wszak z Fire, serce oddał Ezrze; trudno było o gorsze zestawienie.
- Czy ty właśnie zestawiłeś mnie ze słowem "nudny" w jednym zdaniu? Bo założę się, że po kilku minutach trzeba byłoby cię zbierać z podłogi - oburzył się, szturchając go żartobliwie, ale też w żaden sposób nie naciskając. Tym bardziej, że Leonardo znał prawdziwą słabość Ezry; Krukon nie mógł się boczyć, kiedy na sali rozbrzmiewała tak dobra muzyka. - Bardzo chętnie - zgodził się, czując jednak odrobinę stresu, spowodowaną czymś z pozoru bardzo błahym; trzymanie się za ręce nie było gestem, który powinien go peszyć, a mimo to Ezra czuł się z tym dziwniej, niż gdy jedynie przytrzymywał się partnera. Zaraz jednak parsknął krótkim śmiechem, ujęty tym szarmanckim gestem, i w odpowiedzi wytwornie dygnął.
To na szczęście nie była piosenka, nakłaniająca do wolnego kołysania się na parkiecie i pozostawiająca miejsce na dotyk i ewentualne rozmowy przełamujące niezręczność, a wręcz przeciwnie. Posłał Leonardo radosny uśmiech, próbując nadążyć za wygrywaną żywiołową muzyką. Trzeba było przyznać, że Ezra, nigdy zresztą nie mający problemów z panowaniem nad swoim ciałem, podczas godzin ćwiczeń do spektakli, bardzo wyrobił się tanecznie. Obrót jeden, drugi, trzeci... A to wszystko nie gubiąc nawet jednego kroku, a już na pewno nie spuszczając na długo wzroku z Vin-Eurico. Widać i czuć było, że czuł się na parkiecie zwyczajnie dobrze, podążając za muzyką, ale nie wymuszając na partnerze gonienia za sobą; nie miał nic przeciwko temu, by Leonardo go prowadził. Być może jednak zbyt mocno się w to wczuł, być może sądził, że mieli więcej miejsca, być może to Leo nie zauważył (nie zechciał zauważyć?) w porę niebezpieczeństwa - w pewnym momencie Ezra z impetem doprowadził do kolizji z inną parą, wydając z siebie zduszone i zaskoczone "ouch". Przypadkiem nastąpił też na materiał powłóczystej sukni i choć błyskawicznie postarał się cofnąć (tym samym zapewne wpadając lub popychając Leo) jednoczesny ruch ze strony dziewczyny mógł się dla niej źle skończyć.
- Na Merlina, najmocniej cię przepraszam - wyrzucił z siebie jeszcze zanim odwrócił się twarzą do pary, mając nadzieję, że nie będą źle za wypadek. A potem na chwilę zamarł, podziwiając @Bridget Hudson w jej fenomenalnej sukni. Jego ręka drgnęła, jakby przez głowę Ezry przemknęła myśl o wyparciu, o cofnięciu dłoni z uścisku partnera, co ten ewidentnie mógł wyczuć. I tylko dlatego, że przed oczami stanęło mu bardzo podobne spotkanie, w ostatniej chwili zrezygnował; i choć w istocie puścił samą dłoń Leonardo, to i tak trzymał go blisko siebie, w trochę mniej wymownym geście chwytając go bliżej nadgarstka.
Zaraz potem zmierzył mężczyznę, który jej towarzyszył, uważanym i oceniającym spojrzeniem, jakby podświadomie się z nim porównując. Ezra znał @Basil Mohtenie, chociaż może znał było zbyt mocnym określeniem. Kojarzył. Parokrotnie ich oczy może się zetknęły, gdy niezobowiązująco minęli się w teatrze, obaj skupieni na własnych obowiązkach. To jednak nie było dla mężczyzny żadnym ratunkiem przed kolejnymi słowami, które bez jakiegokolwiek procesu myślowego, nad wyraz naturalnie spłynęły z języka Ezry. Ba, być może świadomość pozycji mężczyzny jeszcze bardziej Ezrę sprowokowała; Bridget była na balu z aktorem, który zdecydowanie nie należał do odpowiedniej dla niej kategorii wiekowej.
- Bridget, tak mi przykro. Bardzo zabolało? - przejął się natychmiast tym niefortunnym zderzeniem, marszcząc brwi i z prawdziwą troską na nią spoglądając. Nie wiedział, o co chodziło dziewczynie w święta, ale nie posłuchał instynktu samozachowawczego, podpowiadającego, że nie warto się teraz angażować. Nie, nie, on musiał dodać swoje trzy grosze. - Ezra Clarke - zwrócił się do Basila, wyciągając do niego rękę tak złudnie grzecznie, by zaraz w protekcjonalnym tonie zwrócić się do Puchonki. - To miłe, że wujek postanowił zabrać cię na bal, Bridget.  

Wydarzenie towarzyszące: Tańce
Wylosowane kostki: 4
Zdobycze: Gubię Granice dziedzin więc nic
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Basil Mohtenie

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -129
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15747-basil-mohtenie
http://www.czarodzieje.org/t15784-victime-de-ma-victoire
http://www.czarodzieje.org/t15785-requiem
http://www.czarodzieje.org/t15768-basil-mohtenie




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 23:13

- Zdążymy ją nadrobić Birgitte, chyba nie wracasz od razu do szkoły? - Mruknął cicho, oplatając ją  w talii swoimi dłońmi. Faktycznie, sala urządzona była przepięknie. Jeśli kiedykolwiek będzie robił remont, chyba troszeczkę się zainspiruje.
Nie potrafił zaprzeczyć, że te ostatnie kilka dni spędzonych razem z dziewczyną wiele mu dały. Miał wrażenie, że pod jej wpływem jakby odmłodniał - czuł się jak nastolatek, bo w tamtym czasie bardziej angażowały go sprzeczki z ojcem niż szukanie dziewczyny. I równocześnie podobał mu się pewien Włoch... Pokręcił głową, a następnie przyciągnął ją bliżej siebie. Bridget również się zmieniła, ciężko było nie zauważyć. Dostrzegał delikatne iskierki w jej oczach oraz coraz częstszy i szczerszy uśmiech. Nawet jej głos gdy się śmiała brzmiał trochę czyściej. Muzyka zmieniła się na żywszą, więc Basil uśmiechnął się figlarnie, rozpoczynając szybciej wirować z dziewczyną. Wiedział, że jemu zbyt szybko nie zakręci się w głowie - w końcu te wszystkie próby i spektakle robiły swoje. Martwił się tylko o Bridget. Jak się okazuje, zupełnie niepotrzebnie, bo po chwili ktoś już na nich wpadł.
- Uważaj dzieciaku - Wręcz warknął, ostrożnie podtrzymując Puchonkę, by przypadkiem się nie przewróciła. Kojarzył tego chłopaka. Minął go kilkukrotnie w pracy, ale nie przykładał do jego twarzy zbyt wielkiej uwagi.
- Basil Mohtenie - Odparł, ściskając lekko dłoń Ezry. I ledwo powstrzymał się przed jej zgnieceniem, gdy usłyszał o wujku. Nie chciał powiedzieć nic niepotrzebnego (jak robił to zazwyczaj), więc tylko objął mocniej pannę Hudson w pasie. Niech ten dzieciak się tak na nią nie gapi.

Wydarzenie towarzyszące: Tańce
Wylosowane kostki: http://www.czarodzieje.org/t16946p450-kostki
Zdobycze: Nic nie dostałem na tym balu, więc chyba nic nie gubię?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 2033
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 23:51

Ten cudowny wieczór w bardzo krótkiej chwili zmienił się w potencjalnie jeden z gorszych momentów w życiu Bridget Hudson.
Typowe, prawda?
Chociaż dopiero co zawitali na parkiecie, bawiła się przednio! Obecność Basila napawała ją radością, co było doskonale widoczne na jej ślicznej buzi.
- Nie, nie wracam do szkoły, coś Ty! Można pomyśleć... - powiedziała, przekrzywiając nieco głowę. Zarzucone na jego szyję ramiona zwiastowały rychłe nadejście pocałunku, którym zamierzała go obdarzyć. Całą sobą wręcz mówiła mu, że pragnie jego bliskości. Niestety nie miała okazji jej zaznać, ponieważ inna para tańczących postanowiła zakłócić ich moment wpadając w nich i przy okazji przydeptując jej sukienkę. Bridget w popłochu chwyciła za materiał, chcąc czym prędzej wydostać go spod butów...
Ezry motherfucking Clarke'a.
Jej mina mówiła wiele. Nie trzeba było słów, by przekazała twarzą całą mieszankę kotłujących się w niej uczuć. Spojrzała na Krukona z lekko zmarszczonymi brwiami, co mógł odczytać wyłącznie jako sygnał "zejdź z mojej kreacji", lecz w rzeczywistości kryło się za tym dużo więcej. To dużo więcej było górującą w tłumie postacią Leonardo, na którego przeniosła wzrok w następnej kolejności. Oj, doskonale pamiętała, jak ostatnim razem skrzyżowali swoje spojrzenia - kiedy obściskiwał się z Ezrą pod jemiołą. To z kolei zrodziło w jej wnętrzu złość i niezrozumiałą jej zazdrość. Nie rozumiała całej tej farsy między chłopakami i nie potrafiła w tamtej chwili uwierzyć w swoje życiowe szczęście.
W tym poprzednim życiu musiała nieźle nawywijać, skoro karma była dla niej tak okrutna.
Nosiła się z ogromną urazą do Ezry, bowiem mimo świadomości "warunków", na jakich polegał ich układ, nie sądziła, że wróci on do swojego byłego chłopaka. Fakt ten godził w nią podwójnie, bowiem została po raz kolejny odrzucona na rzecz byłego Gryfona, a tego upokorzenia znosić ponownie już nie była w stanie. I choć postanowiła w duchu, że utnie to raz na zawsze, nie sądziła, że będzie to na tyle trudne. Jasne, widując się z Basilem nie myślała o Krukonie - miała inne rzeczy na głowie i przeżywała wiele pozytywnych (tak dla odmiany) uczuć. Teraz jednak w bliskim spotkaniu wszystkie te rozterki powróciły i nie potrafiła wymyślić sposobu ich szybkiego odegnania poza natychmiastową teleportacją z miejsca zdarzenia, a co do tej możliwości nie była pewna, czy zakończyłaby się powodzeniem.
- Ezra... - rzuciła tylko, dając tym Basilowi sygnał, iż zna tę osobę. Niestety nie była w stanie przewidzieć gwałtownej reakcji swojego partnera. Dźwięk jego słów sprawił, że serce jej prawie stanęło z wrażenia. Francuz nie miał pojęcia w co się pakował - sprzeczka z Ezrą to jedna z najnieprzyjemniejszych rzeczy jakich można było doznać w życiu i Bridget przekonała się o tym już wielokrotnie, jako że od lat cyklicznie rujnowali wszystko, co zdołali między sobą wybudować. Czyżby przyszedł kolejny taki moment?  Uwaga Ezry z kolei mocno w nią ugodziła, niemniej jednak spodziewała się po nim podłości. Zacisnęła zęby, po czym rozciągnęła usta w fałszywym uśmiechu. Ciałem przylgnęła do boku Basila, a Ezrze powiedziała: - Och, głuptasie, Basil to mój chłopak! Czyżbym zapomniała Ci powiedzieć?
Jedne głębszy oddech pozwolił jej nieco rozluźnić spięte mięśnie barków, a także palce, które bezwiednie zwinęła w małą piąstkę.

Wydarzenie towarzyszące: nadal tańce
Wylosowane kostki: -
Zdobycze: 1 pkt z DA

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow


Ostatnio zmieniony przez Bridget Hudson dnia Czw Sty 03 2019, 23:57, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hal Cromwell

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 564
  Liczba postów : 296
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Czw Sty 03 2019, 23:57

Zaśmiał się pod nosem na jej rozbrajająco naturalną, twierdzącą odpowiedź i uśmiechnął się łagodnie na jej ujmujące zakłopotanie. Trzeba przyznać, że szczery uśmiech stosunkowo dawno nie gościł na jego twarzy i pierwszy raz od zbyt długiego już czasu poczuł wewnętrzne ciepło, kiedy zaśmiała się w głos z jego komentarzach o Dearach. Nie mógł mieć pojęcia, że aż tak jej się tym przysłuży, tak jak ona nie mogła wiedzieć ile spokoju dawała mu tylko się uśmiechając.
Wzruszył lekko ramionami, bezsensownie spoglądając na rękaw, jakby zamierzał ocenić rozmiar plamy, której już tam przecież nie było.
- Jeżeli je szprycują, to małe ilości są nawet wskazane - zauważył wesoło. Przedstawicielom władzy można było pewnie więcej, ale choćby i we własnym towarzystwie organizowali huczne imprezy zakrapianie Colore Inversio i Afrodisią, na tegoroczny bal Ministerstwa wpuścili swego suwerena. Nawet taką wiejską hołotę, która pół życia biegała po lasach, myjąc się raz na dwa-trzy dni, pokroju Hala. Jak właściwie doszło do tego, że on częściej bywał teraz w smokingu niż w gumiakach? (I dlaczego, mimo to, miał dla siebie coraz mniej szacunku?)
Cała jego wesołość zniknęła tak niespodziewanie jak się pojawiła, kiedy Ruth zwróciła uwagę na jego cienie pod oczami, choć starał się tego nie okazać, dość szybko opanowując początkowe zmieszanie.
- Starość nie radość - skomentował tylko wymijająco. Oboje dobrze wiedzieli, że klasówki nie miały tu nic do rzeczy. Pomijając i to, że Hal nawet prac domowych nie zadawał i naprawdę stawiał na praktykę, choć w trochę innym wydaniu niż Ajax Swann, przerwa świąteczna trwała już ponad tydzień.
- Moooże nie - powstrzymał ją szybko, rzucając po chwili przepraszające spojrzenie. Z pewnością chciała dobrze, ale choćby i była Merlinem we własnej osobie, wolałby, żeby nie rzucała w jego twarz zaklęć, szczególnie w okolicę oczu. Może były to przesadzone obawy, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
- Nie sądzę, żeby reporterzy byli mną w najmniejszym stopniu zainteresowani, mając tu taką śmietankę towarzyską - pocieszył ją z uśmiechem. Nigdy nie narzekał na swoją pospolitość, a wręcz uważał ją za błogosławieństwo. Wolał być kimś na niewielu osób, ale również odgrywających jakąś rolę w jego życiu, niż budzić zainteresowanie wśród wielu, o których istnieniu nawet nie miałby pojęcia. Silne i zdrowe więzi z ludźmi, na których mu zależało były jego nieświadomą paranoją. Mógłby stracić zainteresowanie całym światem, gdyby tylko mógł mieć pewność, że nie zawiódł więcej, tych, którzy byli dla niego ważni i że będą go dobrze wspominać.
Zaśmiał się dyskretnie na jej uwagę o Edgarze Fairwynie. Nie była jedyną, która nie pałała miłością do sławnego odkrywcy. Hal miał to szczęście, że przynajmniej nie był przez runologa męczony na lekcjach. Przeciwnie, zapewne gdyby wytężył pamięć, mógłby przypomnieć sobie nastoletniego Edgara kręcącego się gdzieś po Dolinie. Zresztą Bóg mu świadkiem, że próbował, licząc na to, że doda mu to trochę pewności siebie, gdy młodszy nauczyciel taksował go pogardliwym spojrzeniem na szkolnych korytarzach. Bezskutecznie jednak. Skryty i aspołeczny zapewne od najmłodszych lat Edgar gubił się gdzieś w sporym tłumie swojego energicznego i hałaśliwego rodzeństwa. A z resztą kiedy to było...
Spojrzał na swój tom, z którego biło w niego nazwisko nauczyciela transmutacji. Z jednej strony nie mógł uwierzyć, że aż tak mu to przeszkadza, a z drugiej cieszyło go, że najwyraźniej nie tylko on ma problemy tego rodzaju. Ruth miała z resztą dużo racji, sugerując się autorem. Nie wiedział jak w jej przypadku, ale jemu i książkom od dawien dawna było trochę nie po drodze i chociaż w pewnym wieku nawet zapragnął czytać więcej, obiecując to sobie i kupując kolejne pozycje, nie był w stanie znaleźć na to dość czasu. Najczęściej coś zaczynał, za jakiegoś powodu odkładał na później i już nigdy do tego nie wracał, zapomniawszy co było na jej początku. Co o naukowych książek, to mimo, że stale chciał poszerzyć horyzonty i tak ograniczał się głównie wyłącznie do tego co dotyczyło zwierząt do reszty w najlepszym wypadku od czasu do czasu zaglądając. W efekcie miał w domu całkiem nieźle wyposażoną bibliotekę, w której sporej części tomów nawet nie przekartkował. Przynajmniej jednak przyjemnie się tam siedziało.
- Ja już i tak jestem za stary na zmiany - skwitował ze śmiechem. On ze swoich szkolnych czasów pamiętał głównie momenty, w których w szkole nie był, ale mimo wszystko praca nauczyciela absolutnie mu jeszcze nie obrzydła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Fabien E. Arathe-Ricœur

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 351
Dodatkowo : Jasnowidz
  Liczba postów : 86
http://www.czarodzieje.org/t16060-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16768-what-are-you-afraid-of#466051
http://www.czarodzieje.org/t16766-hootie#466049
http://www.czarodzieje.org/t16059-budowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pią Sty 04 2019, 15:45

Niewpadanie na ludzi z pewnością było umiejętnością, jaką warto w sobie wyrobić. Z darem czy też będąc pozbawionym go. Ale kwestia ta pozostała bez odpowiedzi, kiedy skupili się na rozmowie pomiędzy licytacjami.
Cieszył się, że dziewczyna się rozluźniła. Nie zdawał sobie sprawy, że własną postawą stanowił dla niej oparcie, ale wystarczyła mu świadomość, iż marynarka na ramionach Cherry ukoiła wstyd, jaki odczuwała z powodu zbyt odsłaniającej kreacji.
- Oh, czy w takim razie ja też się wyróżniam? - Spytał z uśmiechem, wciąż błądzącym na jego wargach. - Czy to coś złego? Nie umiem zrozumieć paranoi wynikającej z widzenia, że ktoś rozmawia; tej paranoi z dopowiadania sobie, że to może o mnie. Nie umiem też zrozumieć, co to zmieni? Czy jakkolwiek wpłynie na panienkę, że być może komentują panienki suknię? Śmiem twierdzić, iż to tylko świadczy o tym, jak nudne życia mają. Tak nudne, że muszą urozmaicać je plotkowaniem o innych. Szkoda tracić czasu na takie osoby. Ich komentarze nie zmienią nic w panienki życiu, ale zmarnowane szanse na dobrą zabawę już prędzej - wyciągnął palec i ostrożnie stuknął ją w nos. Niczym małą dziewczynkę. - Sądzę, że najlepszą decyzją jest ich ignorować.
Obrócił w palcach model, prostując się ponownie.
- Prawda. Szlachetny cel tej licytacji jest sam w sobie budujący - można się kłócić, czy nie fałszywie. Czy to nie jest tylko tworzenie pięknej otoczki, ale nie zamierzał psuć sobie czy dziewczynie humoru. Nie znał ludzi organizujących zbiórkę ani biorących w niej udziału, powstrzymał się zatem od szufladkowania kogokolwiek.
- Wspaniały pomysł. Muszę przyznać, iż niezmiernie ciekaw jestem, co oferuje tutejszy bufet, nie tylko pod względem napojów - jego by nie interesowało jedzenie? Musiałby nie być sobą.
Zaśmiał się cicho. Podobało mu się, jak skaczą pomiędzy wzajemnym tytułowaniem siebie i podniosłym językiem a narzekaniem, że licytujące osoby nadmiernie się drą. Objął Puchonkę w pasie, kiedy się tak przysunęła.
- Taak, mnie już uszy bolą - stwierdził równie cicho. Nie zdążyli jednak zmienić miejsca. Znajomy, jak zawsze podekscytowany głos dopadł parę w momencie, w którym kierowali się do barku. Blondyn zatrzymał się zatem, pozwalając, aby Liam każdego wytulił. Nie omieszkał również i samemu go objąć, chociaż dzisiaj rano zdążył chłopaka niemalże udusić z wdzięczności za komiks z obrysowanymi konturami każdej postaci. Nadal nie mógł wyjść z podziwu, jak wiele wysiłku Rivai włożył w tej prezent.
- Zanim przejdę do komplementowania waszych kreacji oraz mojego fryzjera - odezwał się, wyłapując ten krótki moment, kiedy żaden z Borsuków nie nawijał niczym nakręcony - chciałbym przedstawić panience Eastwood twojego partnera, skoro sam nie raczyłeś - wiedział, że nikt się nie obrazi za to rzekome uchybienie. Nie zdawał sobie sprawy, iż każdy tu się niemalże zna, niemniej pozwolił sobie na przytyk w stronę Liama. Czysto żartobliwy, o czym na pewno prefekt wiedział. - Cherry, oto panicz Elijah Swansea - usłyszał go? Wywąchał perfumy? Merlin raczy wiedzieć. Za moment zwrócił się do samego wspomnianego.
-Oh, Błyskawica? Gratulacje - uśmiechnął się w stronę chłopaka. - Widzę zatem, że licytacje poszły nader owocnie. Zostajecie na kolejną turę? My zamierzaliśmy się napić... Znaczy, zwilżyć sobie gardła, albowiem krzyk i wrzawa tej części sali dały się naszym skromnym osobom we znaki - zachował poważną minę do końca wypowiedzi i parę sekund po, zanim nie uśmiechnął się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Padme A. Naberrie

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 450
  Liczba postów : 705
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pią Sty 04 2019, 17:28

Bez problemu dostrzegła zażenowanie malujące się na twarzy Anthony'ego a to wystarczyło, by poczuła się nieco głupio – może postąpiła zbyt stanowczo i niedelikatnie, odsuwając się w tak gwałtowny sposób? Nim piosenka dobiegła końca a oni opuścili parkiet, ponownie przysunęła się do mężczyzny zarzucając mu szczupłe ręce na kark. Tym samym zmusiła go do skonfrontowania z nią spojrzenia; mierząc jego twarz złocistymi tęczówkami,  zamilkła na dłuższą chwilę, aż wreszcie uśmiechnęła się doń ciepło.
Czy tylko mnie się wydaje, że wokół zaczynają się dziać podejrzane rzeczy? – spytała konspiracyjnym szeptem, sugerując mu – przynajmniej spróbowała – że nie ma mu za złe tej śmiałości. A przy okazji chciała upewnić się, że nie wariuje, gdy rzeczywiście jak na ironię losu odkąd tylko weszli do środka nie spotkało ich nic w miarę normalnego. Z każdą minutą wewnętrzna panika weń rosła: niespecjalnie lubiła wychodzić poza swoją strefę komfortu, która w dniu dzisiejszym była łamana co chwilę.
Miała nadzieję, że na kolacji nie przytrafi im się nic absurdalnego, bo rzeczywiście zrobiła się głodna a potrawy wyglądały znakomicie, ale nie podejrzewała nawet, że clou wieczoru dopiero nadchodziło. Niemalże od razu jej wzrok odnalazł na stole kurczaka z tindą, potrawę inspirowaną Indiami a skoro te niosły za sobą wiele przyjemnych wspomnień, postanowiła do nich choć na krótki moment powrócić. I to był błąd, bo gdy tylko sięgnęła do kurczaka, ten nagle... ożył. Z piskiem. Wpatrując się w niego z ogromnym zdezorientowaniem, czuła na sobie wzrok zebranych wokół osób oraz słyszała ich śmiech. Nie wiedząc za bardzo jak powinna się teraz zachować, zerknęła kątem oka na swojego towarzysza i cóż, jego słowotok zrzuciła na karb wcześniejszego zażenowania niż magicznych mocy. Nie odniosła się jednak do kanarkowych kremówek, odczuwając w sobie chęć opuszczenia sali.
Wybacz mi na moment, muszę zapalić – albo się napić – niedługo wrócę – i chociaż przez myśl przemknęło jej, by po prostu uciec, nie chciała zostawić Selwyna na pastwę pozostałych atrakcji. Następnie udała się w kierunku balkonu i wyjąwszy z papierośnicy papierosa, odpaliła go, rozkoszując się wiśniowym smakiem.

Wydarzenie towarzyszące: kolacja
Wylosowane kostki: 6
Zdobycze: zażenowanie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Odetta Lancaster

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 424
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 181
http://www.czarodzieje.org/t16649-odetta-lancaster
http://www.czarodzieje.org/t16652-libra
http://www.czarodzieje.org/t16578-odetta-lancaster




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Pią Sty 04 2019, 20:19

Spoglądała na Lysandra, jakby z niemałą ciekawością, a zgromadzeni goście wcale jej nie interesowali. Prawie. W grono tych, którzy byli dla Odetty bez wartości – wkraczali także ci, którzy zdawali się być niezwykle ważni dla niej i… Właśnie w tym enigmatycznym momencie, gdy błękitne tęczówki osiadły na osobie Franklina, uniosła wymownie brwi.
Kolejna naiwna?
Zapewne, gdyby Lancaster wiedziała, że ta panna całującą się z Eastwoodem to przyjaciółka Zakrzewskiego – cała sytuacja rozegrałaby się inaczej, jednak krukonka nie wiedziała i musiała zaniechać jakiejkolwiek irytacji. Nie byli już ze sobą, miał prawo robić wszystko, co mu się żywnie podobało, dlatego też dziewczyna zacisnęła smukłe palce na ramieniu partnera.
- Zaskakuj mnie, lubię być rozpieszczana – wyszeptała, gdy wreszcie wczuli się w muzykę, zaś sama półwila dała się poprowadzić mężczyźnie. Czuła jego subtelny dotyk, podobnie jak otumaniający zapach perfum, a im dłużej to trwało – tym bardziej tego pragnęła. Oddech blondwłosej istoty spłycił się, podobnie jak zniknęła chęć zamordowania byłego chłopaka, a to co istniało w tej chwili to Lysander; tylko i wyłącznie.
- Lubisz swoją pracę? – zagaiła w końcu, jakby zdając sobie sprawę, że auror nie jest człowiekiem podatnym na jej urok, a przynajmniej nie w tak dużym stopniu jak zwykli chłopcy czy mężczyźni. Rozejrzała się dookoła, a gdy dostrzegła fotobudkę, postanowiła po tańcu zabrać tym Lysa. Oczywiście – oczekiwała dobrej zabawy, a nie wypadku. Czarny dym oślepił krukonkę i pozbawił skorzystania z intymności tego miejsca. Opuszkami dotknęła czoła, a gdy poczuła sączącą się krew, wywróciła oczami.
Doprawdy?
- Gdzie znajdę tutaj toaletę? – zapytała bezceremonialnie, bo przecież nie mogła wyglądać tak źle, czyż nie? Nielegalnie uzdrawiała, przez co nie musiała się o nic martwić – wystarczyło trafić jedynie do odpowiedniego miejsca.

Kostka na taniec: 3
Nagroda: 1 punkt do DA
Kostka fotobudka: 6
Nagroda: Rozbite czoło, ale uleczę się sama
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1970
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1660
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sob Sty 05 2019, 00:21

- Nie zadręczam cię moimi nagimi zdjęciami, jeśli o to się martwisz - zbył to śmiechem, ale w rzeczywistości zakłopotała go ta informacja i Ezra bez problemu mógł to z Leosiowej twarzy wyczytać. Trzeba przyznać, że kiedy Gryfon pozował na tej plaży, to trochę zastanawiał się nad tym, jak jego znajomi potem na to spojrzą... i chociaż nie martwił się o samo w sobie ciało (w końcu brzydkie nie było!), to sama idea nieco go niepokoiła. Pamiętał również zastrzeżenie Ezry odnośnie nagich sesji, kiedy jeszcze byli razem.
I ktoś dodatkowo dawał chłopakowi w prezencie takie zdjęcia? Nie brzmiało to zbyt dobrze...
- Ale hej. Jak chcesz więcej, to wystarczy poprosić - bo przecież trzeba było prędko powrócić w bezpieczną sferę żartów. Zaraz i tak śmiał się z drobnego oburzenia swojego partnera, kwestionując jego niebywale nieprzewidywalną osobowość; a skończyli na parkiecie, z czego chyba wszyscy byli zadowoleni. A przynajmniej początkowo...
Muzyka przyjemnie nimi sterowała, ale prawdę mówiąc ani Ezra, ani Leo, nie mieli nigdy problemów z tańcem. Wirowali na parkiecie zgrabnie, bardziej zgrani niż można było się tego spodziewać. Łatwo było zapomnieć o wszelkich niejasnościach pomiędzy nimi - i ten jeden moment wydawał się jakby wyciągnięty z czasoprzestrzeni. Leonardo, obserwując swojego partnera i obracając nim na wszystkie strony, nie pamiętał o ich zerwaniu i długich miesiącach rozłąki. Pamiętał jedynie o miłych chwilach, spędzonych w swoim towarzystwie.
Potem napatoczyła się Bridget.
W tańcu drobne zderzenia nie były niczym nadzwyczajnym - Leo sam akurat unikał sąsiedniej pary, kiedy Clarke'a spotkał ten sam problem. Zabrakło czasu i uwagi, by jakoś zareagować; później już mogli poznać tożsamość panny w nieszczęśnie przydepniętej sukience. Na chwilę pochwycił spojrzenie Puchonki, przypominając sobie o ostatnim spotkaniu pod jemiołą. No... zbyt profesjonalne to to nie było, ale czy ich trójka zebrana w jednym miejscu kiedykolwiek oznaczała cokolwiek dobrego? Zresztą, teraz towarzyszył im jakiś facet, który ośmielił się powarkiwać na prefekta Ravenclawu; brwi Leo ściągnęły się w zaskoczeniu.
Stał przed nim promieniujący pewnością siebie przystojniak znany ze scen teatralnych, za którym czekał napakowany ćwierćolbrzym - czy to jeszcze odwaga, czy już głupota, aby bawić się we wrogie nastawienie?
- Nasz błąd - napomknął tylko, niekoniecznie chcąc zwracać na siebie uwagę. Zwyczajnie nie podobało mu się stanie obok i milczenie, podczas gdy atmosfera mogła szybko zmienić się na bardzo nieprzyjemną. - Leonardo Vin-Eurico - również wyciągnął rękę do Basila, a jeśli ten odwzajemnił gest, to mógł poczuć czym jest mocny uścisk.
Uprzejmie mocny, oczywiście.
Kulturalny.
Kości nie chrupały.
Leo znał się na subtelności.
Rzecz w tym, że mógł sobie robić i gadać co tylko chciał, bo pierwsze strzały już poleciały. Nie był pewien jak dokładnie wygląda relacja Ezry i Bridget, a zatem zamilknął z czymś na kształt grzecznego, leciutko pobłażliwego uśmiechu. Po co sobie psuć bal? Zawsze mogą się najzwyczajniej w świecie rozejść...

WYDARZENIE TOWARZYSZĄCE: Dalej tańce
WYLOSOWANE KOSTKI: 1
ZDOBYCZE: Błyskawica, 10g

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2446
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1937
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sob Sty 05 2019, 00:59

Ezra również poczuł się zakłopotany tym, jak zupełnie niepotrzebnie wyskoczył z informacją, która ani nie była szczególnie ważna, ani potrzebna na tym etapie odbudowywania znajomości. Nie chciał, aby wyglądało to dla Vin-Eurico, jakby coś mu wypominał - obaj znali przecież zdanie Ezry na temat publicznej nagości, nieważne czy ciało należało do jego partnera, czy też przypadkowej osoby.
- Nie w zdjęciach modeli gustuję, ale dzięki... - Puścił mu oczko, dalej brnąc w tę ostrą sinusoidę słodko-gorzkich momentów. Powinien się domyślić, powinien się spodziewać, że taniec z Leonardo było to zbyt miłe doświadczenie na które po tych miesiącach zdecydowanie nie zasłużył... Karma. Karma zawsze wracała, co zabawne, bardzo często pod postacią Bridget Hudson.
Wcale nie chciał wszczynać sprzeczki, bo przecież był doskonale świadomy, że parkiet mimo wszystko był przestrzenią ograniczoną. Gdyby nie fakt, iż kolizja była dosyć mocna, Ezra pozostawiłby parę wyłącznie z wiszącym w powietrzy "przepraszam", wcale nie przejmując się ich tożsamością.
Stało się jednak inaczej.
Emocje, emocje... Bridget zawsze miała z nimi duży problem, krzycząc, czerwieniąc się i zalewając się łzami w niemal każdej stresującej sytuacji. Była jak otwarta księga, którą przez tyle czasu przewertował już wielokrotnie i dogłębnie, a teraz jedynie przypominał sobie niektóre jej strony. Była przewidywalna, tak jak on był przewidywalny w swojej podłości i złośliwości. Nawet jeśli nie myślał o tym w kontekście upokarzania Hudsonówny, Ezra nie dziwił się jej złości; oto już drugi raz spotykali się na balu w nieprzyjemnych okolicznościach, oto już drugi raz wyciągał przed jej oczy zażyłość, którą mimo wszelkich nieporozumień, dzielił z Leonardo. I bardziej zastanawiające stało się dla niego, że choć jej mimika była tak pojemna, nie odnalazł w niej zaskoczenia, gdy oczy Puchonki znalazły się na sylwetce Leonardo, choć niewątpliwie sam Ezra w duchu nadal dziwił się tej sytuacji. To zasiało swego rodzaju ziarno niepewności, któremu jednak nie pozwolił się zanadto rozwijać. Nie mogła przecież wiedzieć. Dodatkowo Basil skutecznie odciągnął chwilowo uwagę Clarke'a.
- Dzieciaku? - wyłapał natychmiast, a jego wypowiedź zabrzmiała tonem zainteresowania. Zupełnie w tym zaginęła mu Bridget, która najwyraźniej przynajmniej chciała w jakiś sposób uspokoić swojego partnera. Zapewne zarówno ona jak i Leonardo dokładnie w tym momencie mogli zobaczyć to ironiczne, pełne wyższości wygięcie jednej brwi ku górze, jakby Clarke dawał jeszcze mężczyźnie szansę na cofnięcie słów. Nieznacznie też się wyprostował, wykorzystując tę minimalną różnicę we wzroście, aby wyraźnie spojrzeć na mężczyznę z góry; to doskonale wyrażało jego stosunek do pseudo agresywnego warknięcia, w końcu zręczność w zaklęciach nie była mu obca, a u swego boku miał przecież ćwierćolbrzyma, który z mugolskimi sposobami rozwiązywania konfliktów był świetnie zapoznany. - Ale trochę manier, przecież to nie było celowe. To przykre, gdy dojrzałość nie idzie w parze z kulturą, nie sądzisz, Leonardo?   - Cmoknął, wyrażając swój żal za zachowanie Basila, ale i lekceważąc to znaczące, choć jeszcze nie bolesne uściśnięcie ręki. Zwyczajnie mu się to nie podobało - jego umowa z Bridget nie zakładała wierności i wyłączności, o wiele bardziej - choć oczywiście nie jedynie - przejmował go wiek jej partnera. Zacisnął zatem wargi, słysząc określenie użyte przez Puchonkę i cały fałsz tej wypowiedzi. Zapewne Leonardo mógł czuć drobne reakcje ciała Ezry; wszelkie spięcia i nieświadome drgania.
- Twój chłopak... Bridget, głuptasie, nie słuchałaś przed chwilą? Wedle standardów Basila także przecież wpisujesz się w wiek dziecięcy, zatem jego plany wobec ciebie na pewno nie będą dorosłe, prawda? Rozumiecie, jakie byłoby to degustujące... - odparł w tym samym tonie i zmierzył mężczyznę ponownym spojrzeniem, tym razem jeszcze silniej oceniającym. Energia młodości i buty, pewności siebie napędzanej swego rodzaju narcyzmem kontrastowała się z utwierdzoną dojrzałością; było już jasne, że z ich kontaktu posypać się mogły tylko iskry. - Nie szkodzi, Bridget, też bym się na twoim miejscu nie chwalił...   - wypalił, po prostu nie mogąc się powstrzymać przed tym przytykiem.  I udał, że zupełnie nie wyłapał drugiego dna, jakim był fakt, iż sam zapomniał jej o pewnych rzeczach powiedzieć.

Wydarzenie towarzyszące: nadal tańce
Wylosowane kostki: -
Zdobycze: -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Alexis Blackwood

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : z twoich koszmarów...
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 559
  Liczba postów : 207
http://www.czarodzieje.org/t12494-alexis-blackwood#336783
http://www.czarodzieje.org/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://www.czarodzieje.org/t12498-daredevil#336858
http://www.czarodzieje.org/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sob Sty 05 2019, 08:40

Pewnie Alexis nie osiągnąłby sławy, ani nie założył zespołu... gdyby nie wziął się ostatecznie w garść i nie przytłumił nieco swojej choroby... W innym wypadku popadłby totalnie w mrok i oddał całkowicie swojemu szaleństwu. Z jednej strony był Iridionowi wdzięczny za potrząśnięcie nim; to co udało mu się osiągnąć mimo wszystko jest sporym sukcesem. Dzięki temu przynajmniej nie klepie teraz zarówno biedy, ani nie wylądował gdzieś pod mostem, albo co gorsza... na nowo w wariatkowie. Zaś z drugiej... to, że tak naprawdę zawracając mu w głowie miał w tym swój jakiś cel i go tylko wykorzystał, a resztę w zasadzie miał gdzieś... Cóż, ta znajomość miała swoje plusy i minusy. Blackwood miał ochotę zwyczajnie zapomnieć o tych negatywnych jej aspektach, a wraz z tym wymazać jego osobę z pamięci na tyle, na ile to możliwe. Z czasem pewnie pustka w sercu się zapełni, a ten pacan zniknie z jego umysłu bezpowrotnie, pozostawiając po sobie jedynie mgliste wspomnienia. Nie chciał wplątywać Segovii w ten cały pochrzaniony dramat z Comą, a stało się to nieumyślnie, przypadkowo. Skąd mógł wiedzieć, że na tym występie dojdzie między nimi do tej ostatecznej kłótni...? Dobrze, że nie miała mu tego za złe, w końcu to nie jego wina! Było, minęło, nie ma sensu do tego wracać, ani dłużej roztrząsać.
Istotnie, rozumieli się doskonale już od czasów szkolnych i to się nie zmieniło. Gdyby nie to, że nie chciał w oczach innych wypaść gorzej, rzuciłby szkołę. A tak... to go jakoś motywowało na tyle, by przez nią przebrnąć, pomimo pewnych przeszkód, które mu się po drodze napatoczyły. Mniejsza z tym, mają to daleko za sobą i koniec tematu!
On również miał pewne wątpliwości co do tego całego balu charytatywnego, jednak... gdy coś obieca, to się z tego wywiązuje. Poza tym kobieta wystarczająco go zachęciła, aby nie zrezygnował w ostatniej chwili. Po dokonaniu wyboru odpowiedniego stroju, szybko znalazł się w domu Ivanowej mając świadomość, że już nie będzie odwrotu, jak przekroczy próg. Alexis od zawsze był pewny siebie, może czasem zbyt pewny... Lepiej tak, niż być jakimś tchórzem, czy dupą wołową zamiast facetem! Nie potrafił powstrzymać się od komplementu... sam cisnął mu się na język, co on miał na to poradzić? Podobała mu się ogółem, czego ukryć się nie dało, a w tej sukni... och! Racja, nic nie było w stanie zepsuć jej cudownego wyglądu, ot co. Musiała mu to wybaczyć, jeśli poczuła się przez to dziwnie, czy nieswojo! Z każdym kolejnym łykiem ten drink, który otrzymał od barmana smakował mu coraz bardziej, pomimo początkowego skrzywienia jakie wywołał na jego twarzy. - Czemu mnie to nie dziwi... magią tu zalatuje na kilometr. - stwierdził z uśmiechem, dorzucając coś od siebie do wypowiedzi Segovii. Sam niezbyt często czarował, ale nie był w tyle, wiedział co i jak, a takie miejsca jak te były dosłownie przesycone magią! Czego idealnym przykładem jest odnalezione przez niego skrzeloziele w trunku. Chciał się pochwalić, bo czemu nie? - No co? Chciałem ci pokazać, co mi się trafiło! Gdybym chciał ci zaimponować, zrobiłbym to inaczej. - roześmiał się wesoło, puszczając jej perskie oczko, gdyż ta sytuacja nadal była zabawna. Było mu miło, czując jak zamyka jego dłoń z tą zieloną kulką w swojej. Szklanka ciemnowłosego także została całkiem szybko opróżniona, przez co i sam smutno westchnął. Tak samo jak ona, miał ochotę na więcej. - Ja też... Zgadzam się, może najpierw coś zjedzmy, a potem pomyślimy o większej ilości procentów. Sam niczego nie tknąłem przed przyjściem tutaj. - nie zaprzeczył i przytaknąwszy głową nie protestując ruszył wraz z nią do wielkiego stołu, trzymając delikatnie za rękę. Skrzeloziele pewnie schował do kieszeni marynarki, coby mu nie przeszkadzało w dalszych ruchach. Ujrzawszy te wszystkie łakocie, aż ślinka ciekła! Patrzył na furę żarcia błyszczącymi się oczami. Tym razem wziął to co Segovia i postawił na samsy, których także nigdy nie próbował. Owszem, był trochę głodny, ale nie w tak wysokim stopniu, by miał pałaszować łapczywie. W przeciwieństwie do swej partnerki robił to wolniej, dokładnie przeżuwając każdy kęs, aby łatwiej je połykać. Ewidentnie było widać, iż tego potrzebowała, więc nic do tego nie miał, nie, nie!
- Mmm, to było wyśmienite, prawda? - zagaił do Ivanowy, oblizując usta ze smakiem, po tym jak i on dokończył swoją porcję. Nagle coś mu znowu dowaliło, mianowicie naszło go na bycie niezwykle szczerym... robiło się coraz ciekawiej, doprawdy!

Wydarzenie towarzyszące: Kolacja
Wylosowane kostki: 4
Zdobycze: Kulka skrzeloziela + mówienie samej prawdy przez cały wieczór!


Ostatnio zmieniony przez Alexis Blackwood dnia Czw Sty 10 2019, 22:03, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dorien E. A. Dear

Nieokreślony
Wiek : 26
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2851
  Liczba postów : 806
http://www.czarodzieje.org/t14237-d-e-a-dear
http://www.czarodzieje.org/t14351-dead#379532
http://www.czarodzieje.org/t14509-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Sob Sty 05 2019, 20:08

Wydarzenie towarzyszące:  Bar koktajlowy
Wylosowane kostki: 4
Zdobycze: Butelka wina Rossidi Orange, Miniatura Drogi Mlecznej


Nie mógł przestać się uśmiechać, wciąż rozbawiony licytacją. Wyglądało na to, że Victoria, widząc czy słysząc swoją synową, specjalnie spłatała jej figla. Tak czy inaczej Dorien bardzo się cieszył, że miał wsparcie matki, która zachowywała się względem Aurory zupełnie naturalnie. Mężczyzna dał się zaciągnąć żonie do baru, przy którym zebrane było wiele osób. Nic zatem dziwnego, że spotkali kolejne znajome osoby, w tym dziewczynę, w której Aurora rozpoznała ministerialną praktykantkę (?), pracującą w Biurze Bezpieczeństwa.
Początkowo Dorien wstrzymał się z wyborem napoju, zarówno ze względu na przegląd wzdłuż i wszerz oferty, jak i pozwolenie żonie na jak najszybsze zamoczenie ust w drinku. Nie miała możliwości napić się alkoholu od około roku ze względu na ciążę i karmienie dziecka, a znając upodobanie Aurory w słodkich drinkach, nie chciał kazać jej dłużej czekać. Sam zdecydowanie wolał kwaśne drinki, ale ten, po tym jak umoczył dziób w szklance Aurory, uznał za na tyle dobry, że sam poprosił to samo.
Skądś kojarzył tę dziewczynę. Hmm… Aurora miała rację, na pewno minął tę młodą damę kilkukrotnie na korytarzach Ministerstwa, ale już w trakcie tych przypadkowych spotkań czuł, że widział tę twarz.
– Miło cię znów widzieć – odezwał się z subtelnym i profesjonalnym uśmiechem, zupełnie nie dając po sobie poznać, że nie ma pojęcia skąd ją zna i totalnie, przynajmniej na razie, nie powiązując jej z Calumem – Dorien Dear – przedstawił się, podając rękę towarzyszącemu jej chłopakowi i dodał, że to żona ma tę przyjemność pracy z Hariette, choć właściwie nie miały jeszcze okazji ze względu na urlop macieżyński małżonki – Ja jestem tylko amnezjatorem.
Odeszli od baru na tyle, że nie dostrzegł podchodzącej tam właśnie @Vivien O. I. Dear i Cassiana, a oni zapewne też nie zobaczyli Doriena i Aurory ze względu  na gęstość zaludnienia. Na pewno za chwilę się spotkają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 571
  Liczba postów : 579
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Nie Sty 06 2019, 13:56

Bal Ministerstwa Magii z pewnością był wyjątkowym wydarzeniem. Od dłuższego czasu Silvia słyszała tylko o tym. Każdy miał w planie chociaż spróbować się tam dostać, pokazać, udawać, że się dobrze bawi. Jej to w ogóle nie obchodziło i nie jarało. Jako zwolenniczka mniejszych tłumów, miała swoje prywatne plany na sylwestra: obżerać się chrupkami, oglądając głupkowate filmy w telewizji, w mieszkaniu w Londynie. Jednak kilka dni przed sylwestrem stało się coś, co zmusiło dziewczynę do całkowitej zmiany planów. Odezwał się do niej Remor. Remor to nie kto inny jak jej bardzo dobrzy znajomy, pomimo znacznej różnicy, która ich dzieli. Był jednym z nielicznych, którzy pomogli dziewczynie, kiedy pojawiła się na samym początku na Wyspach. Był jej wsparciem, niczym jakiś starszy brat, którego nigdy nie miała. Zaoferował jej właśnie udział w tym balu. Nie chciała, ale cóż, zgodziła się pójść. Dlatego właśnie w Sylwestrowy wieczór stawiła się dokładnie tam, gdzie się umawiali i Remor obiecał na nią czekać. Kompletnie nie wiedziała, jak powinna się ubrać na to wydarzenie. Ale skoro to miał być bal i to jeszcze w takim miejscu jak Ministerstwo Magii, musiał się godnie prezentować. Postawiła na suknię w kolorze słońca, którego tak bardzo jej brakowało w Wielkiej Brytanii. Uznała, że wygląda w niej bardzo dobrze.
Bez większego problemu dostała się do środka, kiedy poinformowała, kto na nią tam czeka. Ogrom tego wydarzenia zaskoczył ją. Nie spodziewała się tylu ludzi, tak znaczących osobistości i przede wszystkim takiego przepychu. Co dziwne, poczuła się troszkę jak w domu, kiedy to jej papa organizował wystawne przyjęcia w ich posiadłości.
Odnalezienie Remora wbrew pozorom nie stanowiło większego problemu. Mężczyzna jak zwykle górował nad innymi wzrostem i wyróżniał się w ten pozytywny sposób. Dlatego Włoszka bardzo szybko go odnalazła.
-Tak się cieszę, że Cię widzę! - zaświergotała, nim postanowiła przytulić mężczyznę w geście powitania. Popatrzyła chwilę na niego, zauważając, że bardzo korzystnie się prezentował tego wieczoru. - To co, od czego chcesz zacząć? Słyszałam, że wiele ciekawych atrakcji tutaj przygotowali. - zagaiła rozmowę. Była cholernie ciekawa, co się wydarzy tego wieczoru, w szczególności że już teraz, gdzieś tam w oddali mignęły jej znajome twarze. Na pewno zapowiadało się ciekawie.

Opłata:uiszczona
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anthony Selwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1521
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Nie Sty 06 2019, 14:25

Jego skromnym zdaniem, powiedzenie, że dzieją się tutaj różne dziwne rzeczy, to było zdecydowane niedopowiedzenie. Ale mimo wszystko, cieszył się, że ktoś jeszcze prócz niego to zauważył. A jeśli to była Padme to już w ogóle był miły zbieg okoliczności. Mogło to oznaczać, że prawdopodobnie nie wypadł w jej oczach na takiego idiotę, jak mu się wydawało. Zapewne dowiedzą się tego później.
W chwili obecnej mieli większe zmartwienie. Bo jakimś dziwnym trafem kurczak kobiety postanowił, kolokwialnie mówiąc, spierdolić jej z talerza, ku ogólnej uciesze publiczności zgromadzonej wokół nich. Selwyn starał się usilnie jakoś załagodzić sytuację, odciągnąć uwagę od dziewczyny, ale i tak skończyło się to wszystko w taki sposób, że uciekła na taras zapalić papierosa.
-Padme, poczekaj! - krzyknął za nią. To zaskakujące z jak zawrotną prędkością kobieta potrafiła lawirować w tłumie ubrana w szpilki i suknię, która zdecydowanie do najbardziej komfortowych nie mogła należeć. W końcu jednak ją złapał, kiedy już ćmiła spokojnie papierosa. Spojrzał na nią, zauważając, że dziwne, ale pasował do niej ten papieros. Uśmiechnął się delikatnie i podszedł do kobiety.
-Zechcesz mnie poczęstować? - zapytał, opierając się plecami o barierkę. Kiedy dostał papierosa, odpalił go krótkim machnięciem swojej różdżki i zaciągnął, z ciekawością rejestrując wiśniowy smak na podniebieniu. Spojrzał na nią, próbując wymyśli, co właściwie powinien powiedzieć adekwatnego do całej tej sytuacji, ale miał tylko jedno w głowie: -Ten wieczór to porażka. - powiedział, zanim zdążył ugryźć się w język. Czuł, że musi to jakoś sprostować, wyjaśnić, byle by nie pomyślała, że chodziło mu o towarzystwo. -To znaczy, tu się dzieje coś cholernie dziwnego i nie czuję się z tym dobrze. Może spędźmy jeszcze utaj kurtuazyjne pół godziny i się zwijajmy?
Propozycja dla niego samego była bardzo kusząca. Miał wrażenie, że z dala od widoku tych wszystkich ludzi, zarówno on jak i ona mieli poczuć się o wiele swobodniej. Nieskrępowani przez natarczywy wzrok ludzkości czy te dziwne wypadki.
-Zapraszam Panią na licytacje. - powiedział, kiedy oboje dopalili już papierosy.
Wrócili do zatłoczonej bali i do głównego zainteresowania. Licytacja była bowiem charytatywna i wszystkie zyski z niej miały iść na rzecz leczenia ludzi w Mungu. Selwyn kibicował takim przedsięwzięciom. Dlatego, kiedy pojawił się interesujący go przedmiot, zaczął zawzięcie licytować. Stawka rosła z każdą sekundą, ale on się nie poddawał. Niestety, w ostatnim momencie przelicytowała go jakaś starsza kobieta. Zaklął pod nosem siarczyście, mocno z tego faktu niezadowolony. 20 galeonów hipogryfowi w dupę...
-Na cholerę tej starej babie coś takiego? - zaczął się głośno uskarżać, mając głęboko w poważaniu fakt, że mogli go słyszeć ludzie wokół nich.

Wydarzenie towarzyszące: Licytacja
Wylosowane kostki: 3 i 1
Zdobycze: 1 punkt dowolna umiejętność, nic więcej

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Remor Laverne

Mieszkaniec Londynu
Skąd : California, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 84
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t16832-remor-laverne-w-budowie#468692
http://www.czarodzieje.org/t16835-remor-laverne
http://www.czarodzieje.org/t16929-poczta-remora#471722
http://www.czarodzieje.org/t16834-remor-laverne#468874




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Nie Sty 06 2019, 22:08

Słowo "tłum" nie oddawało w pełni tego, co działo się w Sali Konferencyjnej. Ludzi było mnóstwo, co chwilę ktoś wchodził i wychodził, ale Silvy nie sposób było nie zauważyć. Z jakiegokolwiek powodu zdecydowała się na kreację w tym kolorze - wyglądała przepięknie. I elegancko biorąc pod uwagę fakt, że niektóre z krążących tu pań jego zdaniem ubrały się zbyt... skromnie. Laverne miał swoje staroświeckie przekonania i był szczerze wdzięczny iż jego dzisiejsza partnerka nie świeciła rozcięciem sukni w nieodpowiednim miejscu.
- Złoto. Dobry wybór, mój ulubiony kolor. - Uśmiechnął się kącikiem ust, oddając jej w pełni swoją uwagę. Wcale nie musiała wyrażać zgody aby mu towarzyszyć, a jednak uczyniła mu tę przyjemność. Tego typu przyjęcia nie należały do jego ulubionych stąd i był rad, że nie musiał stawiać temu czoła w pojedynkę. Nie spodziewał się jednak uścisku, ale było to miłe zaskoczenie. Odwzajemnił, trzymając kobietę przez chwilę tuż przy sobie. Jej suknia pasowała kolorem do jego złotych spinek od mankietów oraz poszetki, choć tego nie planowali.
Albo mu się przesłyszało, albo gdzieś nieopodal usłyszał znajomy głos. Selwyn? Remor uniósł głowę i po chwili dostrzegł go przedzierającego się przez tłum. Chyba próbował kogoś dogonić, zresztą trudno orzec. Być może złapią się później.
- Jeżeli nie masz nic przeciwko, chętnie zaproponowałbym ci drinka.
Ten pomysł już od początku przewijał mu się przez myśli, ale zdecydował się na nią zaczekać. Nie wypadało by to kobieta miała szukać mężczyzny.
Delikatnie i niezobowiązująco objął ją w pasie ramieniem, by podczas gdy on torował jej drogę przez tłum czuła się pewniej i nigdzie mu nie zniknęła. Zamówił po jednym drinku, identycznym dla nich obojga. Nie do końca zorientował się co barman dolał im do szklanek, ale ich barwa nabrała grafitowego odcienia. No cóż, ciekawostka. Wręczył jej jeden i spojrzał na swój bez przekonania. Z daleka czuć było gryzącą woń pieprzu, ale nawet gdyby był to eliksir pieprzowy nie byłby to zły wybór; ostatnio miał jakiś uporczywy kaszel.
- Na zdrowie.

Wydarzenie towarzyszące: Bar koktajlowy
Wylosowane kostki: Kostki
Zdobycze: -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 457
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 232
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Wto Sty 08 2019, 22:23

Pojawił się w idealnym momencie, dając im czas na to by w spokoju, bez spóźnienia wejść do środka i zdecydowanie nie uszło to uwadze Elijaha. Potrafił docenić punktualność. Na jego uwagę uśmiechnął się nieco, a w rzeczywistości sprawiła mu ona więcej przyjemności niż pozwolił sobie pokazać.
Ten frak rzeczywiście nie zasługuje na to żeby wisieć w szafie. – skomplementował go z niejakim rozbawieniem, przypominając sobie ich krótką, ale jakże pełną emocji korespondencję. Trzeba przyznać, że kiedy zapraszał go na bal, miał pewne wątpliwości, a przy tym i problem z odpowiednim doborem słów, teraz jednak utwierdził się w przekonaniu, że dobrze zrobił, oferując mu posadę jego dzisiejszego partnera. Chrzanić to co pomyślą sobie ludzie, ważne było tylko to, że oni sami wiedzieli jak przedstawia się sytuacja. Miał u boku przesympatyczną, tryskającą energią osobę i zamierzał przeznaczyć ten wieczór na wyśmienitą zabawę. A przy tym obiecał sobie dołożyć wszelkich starań, by i Rivai zapamiętał go jak najlepiej. – Nie sądzę żeby cokolwiek mogło Cię pohamować, zwłaszcza ja. – wzruszył ramionami z udawaną bezradnością. Liam cały kipiał szczęściem i szybko okazało się, że w jego przypadku jest to niezwykle zaraźliwe. Swoim zwyczajem paplał radośnie, a cała ta gadaninia nie przeszkadzała mu w najmniejszym stopniu, wręcz przeciwnie, słuchał go uważnie z uśmiechem błąkającym się na wargach. Nie potrafiłby zwrócić mu uwagi bo nie uważał by w przypadku Liama istniał górny limit gadulstwa.
Może podźwignę drużynę na tym cudeńku – roześmiał się gorzko, aż za dobrze świadom jak słabo radzi sobie drużyna Ravenclawu. Długo nie potrafił wyjść z szoku, że udało mu się wygrać licytację. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, które choć raz postanowiło mu dopisać... cholerna, najnowsza miotła warta zapewne ponad pół tysiąca galeonów za marnego dwudziestaka! Cieszył się tak bardzo, że końcówki jego włosów nabrały barwy pastelowego fioletu i siedział tak z nimi przez dobrych kilka minut, nim zorientował się, że metamorfomagia wymknęła mu się spod kontroli. I trzeba przyznać, że niełatwo było mu przywrócić swoją fryzurę do upragnionego odcienia blondu, trudno było utrzymać swoje emocje w ryzach kiedy wokół było tyle wspaniałości.
Szczerze mówiąc, i on myślał, że owe zwierciadło okaże się być jakimś niezwykle rzadkim artefaktem i w najlepsze kibicował Liamowi, aby udało mu się je zdobyć. A kiedy okazało się, że jest to zwykłe lusterko, wykrzywił wargi w nieładnym, jednoznacznym grymasie niezadowolenia. Wystawianie takiego przedmiotu na licytacji w Ministerstwie Magii było ewidentnym dowcipem.
Całkiem ładne. – przyznał, obrzucając ów przedmiot szybkim spojrzeniem i unosząc przy tym kącik ust. Poklepał go po ramieniu. – Potem spróbujemy raz jeszcze, może wyhaczysz coś lepszego od miotły.
Perspektywa wypicia drinka wydała mu się nader pociągająca, energicznie skinął więc głową, nim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, Liam nieco zmienił ich plany. Zaśmiał się tylko i znów skinął głową. Znał Cherry dość dobrze, a i Ricœur nie był mu obcy, nie miał więc nic przeciwko aby do nich dołączyli. Kiedy Liam już wszystkich wyprzytulał, uśmiechnął się do krukońsko-puchońskiej pary.
Nic nie szkodzi, wszak panna Eastwood zna już me mienie. – nie spostrzegł, że mimo ślepoty, Krukon bez problemu odgadnął z kim ma do czynienia, był nazbyt pochłonięty obserwowaniem Cherry, która w swojej kreacji wyglądała naprawdę olśniewająco. W nieco teatralnym i żartobliwym, choć niewątpliwie szarmanckim geście skłonił się przed Puchonką i musnął wargami wierzch jej dłoni. – Jeszcze piękniejsza niż zazwyczaj. – skomentował dość cicho, śmiało patrząc przy tym w jej oczy. Bez względu na to co sądziła na ten temat sama Eastwoodówna, to jak wielkim był fanem jej urody nie było tajemnicą. Już nie. Wyprostował się i, rozproszony, odruchowo wyciągnął rękę w stronę Krukona, dziwiąc się nieco kiedy została uściśnięta. Wyczuł ruch powietrza? Najwyraźniej... nie było przecież innej możliwości.
Rzeczywiście, niezwykle gustowna wstążka. – powiedział i nie było w tym ani odrobiny kpiny, był bowiem całkiem poważny. – Gdybym wpadł na to wcześniej, sam chętnie przyszedłbym w podobnej fryzurze. – właściwie od dawna imponowało mu to, że mimo oczywistej dysfunkcji, zawsze wyglądał nieskazitelnie. A przynajmniej schludnie. Podczas wydarzenia takiego jak to, wyjątkowo przemyślany wygląd nie był niczym dziwnym i z góry założył, że ktoś pomógł mu w doborze stroju i fryzury, jak jednak radził sobie na co dzień? Czy zawsze miał przy boku kogoś, kto wspomagał go w brnięciu przez codzienność?
Owocnie to mało powiedziane, nie mógłbym sobie tego lepiej wymarzyć. A Wam co się udało zdobyć? – wskazał ręką w stronę baru koktajlowego i skierował tam swe kroki. – Miałem w planach spróbować raz jeszcze, ale szklaneczka czegoś mocniejszego dobrze nam wszystkim zrobi. – w mniejszej sali było zdecydowanie ciszej, spokojniej. Szybko przyjrzał się ofercie niecodziennych drinków, a jego wybór padł na intrygujący napój, pachnący truskawką i nutą mięty. Nader kuszący. Zwabiony, sięgnął po niego i zamoczył w nim wargi, upijając pierwszego łyka. Był pyszny, choć, jak na jego gust, nieco zbyt słodki. Z drugim łyczkiem wyczuł jednak coś innego, jakiś smak, którego nie potrafił zdefiniować, aromat, który wydał mu się znajomy, lecz niewystarczająco, by móc go nazwać. Przeniósł nieco nieobecne spojrzenie na Liama.
Czy mógłbym raz jeszcze rzucić okiem na Twoje lustro? – zapytał, uśmiechając się do niego kiedy dostał w swoje ręce ozdobne zwierciadło. Postawił niedopitego jeszcze drinka na barze i przesunął opuszkami palców po bogatych zdobieniach, skrycie doceniając staranność z jaką zostało wykonane. Wtem zerknął nieco w bok, a to, co napotkały jego oczy, na moment zaparło mu dech w piersiach. – Piękny... – wydusił z siebie, wyraźnie zachwycony. – To znaczy... piękne! – poprawił się, nie odrywając wzroku od swojego odbicia, wyjątkowo przystojnego, szalenie pociągającego. Przesunął palcem po zimnej tafli lustra, dotykając odbicia różowych warg. Końcówki jego włosów przybrały różowawy odcień, nie panował bowiem nad samym sobą.
Może i Cherry była dziś piękniejsza niż zwykle, lecz on sam jakimś cudem prześcignął ją w urodzie.  

Wydarzenie towarzyszące: bar koktajlowy
Wylosowane kostki: 5
Zdobycze: Błyskawica, samouwielbienie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aurora C. I. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Austria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 786
  Liczba postów : 157
http://www.czarodzieje.org/t15596-aurora-von-schwarzenberg
http://www.czarodzieje.org/t15600-tylko-dla-formalnosci#420083
http://www.czarodzieje.org/t15704-virgo#423795
http://www.czarodzieje.org/t15598-aurora-von-schwarzenberg#419759




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    Wto Sty 08 2019, 23:53

Wydarzenie towarzyszące:  Loteria -> Bar Koktajlowy
Wylosowane kostki: Kostki = 2 , Kostki = 4 , Euforia
Zdobycze: Księga uzdrawiania


Coś co kazało jej podrygiwać i niemal tańczyć w miejscu zaczynało powoli wyparowywać z jej organizmu, całe szczęscie, bo zaczeła widzieć jak idiotyczna była ta sytuacja. W normalnych warunkach nigdy by się nie zdecydowała na to by podejść do kogokolwiek kto się właśnie całował. Najpierw teściowa, a teraz to..? Co dziś jeszcze czekało austriaczkę, by mogła to dopisać do swoich prywatncyh gaf? Co się stało, się nie odstanie, prawda? Trudno. Nagła ucieczka zmiejsca zdarzenia była by prawdopodobnie jeszcze gorszym wyjściem niż zostanie. Odbębnią grzeczności i rozejdą się dalej. Choć trochę szkoda.
Przywołała na twarz uśmiech numer osiem, najbardziej naturalnie wyglądający i uścisnęła dłoń  chłopaka który towarzyszył jej współpracownicy. Odpowiedziała że jego również miło poznać, a gdzieś z tyłu głowy zadzwoniła informacja że nazwisko jakie nosił należało do czystokrwistych, co sprawiło że jej uśmiech nieznacznie się pogłębił.
- Tak, panna Wykeham pracuje w moim dziale... - potwierdziła Aurora równocześnie wciskając Dorienowi łokieć pod żebra (nie to, że zabieg był zamierzony, ale wyżej nie sięgła. Naprawdę. Serio.). - Jesteś zbyt skromny Dorien.
To wcale nie powinno  było brzmieć tak surowo, zwłaszcza w kontraście dla nagle ciepłego tonu, z którym zwróciła się do dziewczyny.
- Dobrze ci się pracuje? - odstawiła pusty kieliszek na tacę przechodzacego obok kelnera, podejmując decyzję o czyciu wyłącznie ognistej przez resztę wieczoru. - Zespół ma czasem naprawdę postrzelone pomysły...
Zamilkła nagle, zupełnie jakby wpadła na jakąś myśl, po czym kontnuowała bez zwracania uwagi na krótką pauzę:
- ... jak naprzykład ten laktator. Nie wiesz może kto to wymyślił? Dzięki niemu dziś mogę wyjśc na dlużej niż tylko kilka godzin.
Jej twarz rozświetlał już zupełnie naturalny, łagodny uśmiech. Troska współpracowników kompletnie ją rozczuliła i rozbawiła. Podobnie jak życzenie by wróciła szybciej do pracy. Oczywiście nie było to możliwe na tym etapie, bo każdą jedną myśl wypełniała jej córeczka, ale zdecydowanie urządzenie było przydatne.
Choć może warto było też dodać że jej mąż pewnie by ją zabunkrował w domu, gdyby wiedział że planuje wrócić wcześniej do pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Sala konferencyjna    

Powrót do góry Go down
 

Sala konferencyjna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
ministerstwo magii
 :: 
Parter
-